We Włoszech – Wielka Czystka Akademicka, a w Polsce nadal Wielkie Umiłowanie Patologii

flagi

We Włoszech – Wielka Czystka Akademicka, a w Polsce nadal Wielkie Umiłowanie Patologii

Media włoskie [np. http://www.corriere.it/cronache/17_settembre_26/uomo-denuncia-firenze-inchiesta-arresti-professori-852e47ee-a22b-11e7-b0fb-3ce1a382cc56.shtml]

i nie tylko, bo także polskie [http://www.pch24.pl/italia-rzadza-klany-prawnicze–dziesiatki-wloskich-profesorow-aresztowanych-z-powodu-korupcji,54933,i.html?nom=1#ixzz4u5uNh0zq ] donoszą:Włoska policja w akcji zakrojonej na wielką skalę prowadzi śledztwo w sprawie korupcji i licznych nadużyć 59 prawników, specjalistów w zakresie prawa podatkowego. W sprawę korupcji, fałszowania wyników egzaminów na studia, wywierania presji na innych naukowców i uprzywilejowania mniej zdolnych członków rodzin prawniczych, zaangażowanych jest m.in. dwóch ministrów.”

To afera za sprawą naukowca włosko-angielskiego Philipa Laroma Jezzi z uniwersytetu we Florencji, który ujawnił korupcyjne praktyki przy konkursach na obsadzanie stanowisk na uczelniach, szczególnie wśród prawników. Rzucił on światło na powszechny nepotyzm na uczelniach włoskich, na których można awansować nie w oparciu o kryteria merytoryczne, ale genetyczno-towarzyskie. Taką politykę kadrową zapewniają „baronowie’ – szefowie wydziałów uniwersyteckich. Patologie obejmują także fałszowanie wyników egzaminów na studia czy powszechnych plagiatów.

Sprawa jest rozwojowa i dotychczas siedmiu naukowców z uniwersytetów w Rzymie, Neapolu, Bolonii, Sienie, Cassino, Foggii, Varese zostało aresztowanych za korupcję, a 22 pozbawiono stanowisk naukowych na okres 12 miesięcy.

Media społecznościowe ogłosiły profesora bohaterem, a przy tym domagają się oczyszczenia uczelni ze szkodników akademickich – czyli Wielkiej Czystki Akademickiej.

Nie jest to temat obcy w polskim środowisku akademickim, choć na ogół wstydliwie ukrywany, a ma jasne przełożenie na kiepski poziom polskich uczelni.

Na włoskich uczelniach wiele już zrobiono dla zmniejszenia tych powszechnych patologii i można zauważyć w rankingach światowych, że poziom włoskich uczelni znacznie się podniósł.

Wiele uczelni włoskich bije na głowę najlepsze polskie uczelnie i np. w szanghajskim rankingu najlepszą polską uczelnię – Uniwersytet Warszawski wyprzedza 11 uczelni włoskich ! [http://www.shanghairanking.com/ARWU2017.html]

Tym niemniej wieloletnie nawyki, szczególnie mafii akademicko-prawniczej, nie tak łatwo wykorzenić.

Dobrze jednak, że naukowca zdeterminowanego w walce z patologiami akademickim policja wsparła a nie postawiła przed sądami, jak to bywa w Polsce, gdzie to ujawniający prawdę są skazywani, wykluczani, a ‚ baronowie nauki’ trzymają się znakomicie na swoich posadach i „kręcą lody”.

Co prawda to Włochy są ojczyzną mafii, ale gdzie tam im do naszych „baronów”.

W Polsce powszechnie wiadomo i mówi się o tym jawnie, także wśród rektorów, że konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich są ustawiane, nieraz na członków rodzin baronów akademickich. I ci wygrywają konkursy w cuglach, bez względu jaki poziom [ czy jego brak] reprezentują. Jako etatowcy następnie są obdarzani prestiżem społecznym, szczególnie jeśli w tym nepotycznym systemie szybko awansują i obdarzani są tytułami.

Mimo, że pozycja międzynarodowa polskich uczelni spada wraz ze wzrostem ilości tytułów, nadal tytuły , nawet te lipne, są w cenie. No cóż – któż by nie chciał być ‚baronem’ ?

O plagiatach czasem u nas się pisze w popularnej prasie, ale zwykle o plagiatach studenckich, rzadziej profesorskich, choć to profesorowie ponoszą odpowiedzialność nie tylko za swoje, ale i studenckie plagiaty. Tłumaczą się nieraz, że nie czytali – bo czasu nie mają !

Fakt, że praca ze studentami jest czasochłonna, a pobieranie wynagrodzenia za rzekomą pracę – przelewanego na ich konto – czasu nie zabiera. Poza tym jest przyjemniejsze, więc ten proceder trwa od lat. Studenci otrzymują dyplomy, profesorowie pieniądze – pełnia szczęścia.

Organy kontroli, prokuratura, nawet jak czasem reagują na te patologie, to zwykle tym reakcjom łeb się ukręca.

W ramach reformowania systemu akademickiego w Polsce podejmowane są próby likwidacji lipy akademickiej, ale w sposób nader osobliwy i tak np. pisanie prac licencjackich ma być zlikwidowane, co rzecz jasna zlikwiduje ich plagiatowanie/kupowanie, a jednocześnie pozwoli profesorom zachować dobre samopoczucie, bez ryzyka utraty wynagrodzenia.

To tylko niektóre przykłady systemowych patologii akademickich, których tak naprawdę w Polsce nikt nie chce zlikwidować, a przynajmniej ograniczyć. Środowisko akademickie nie ma w tym interesu, a ministerstwo nie chce robić czegokolwiek co by środowisku się nie podobało.

Skoro patologie się podobają – więc niech zostają. Zresztą i nieakademicka część społeczeństwa też jakby przeciwko temu nic nie ma, choć ze swojej kieszeni te patologie, pozoranctwo naukowe i edukacyjne – finansuje !

Ponad rok dyskutowano o naprawianiu systemu nauki w Polsce, ale problem patologii był tematem tabu, [https://nkn.gov.pl/].

Jak wpisuję na wyszukiwarce Google – „Patologie akademickie”, to na 10 pierwszych rekordów – 9 to moje teksty, a na ostatnim miejscu inny tekst, ale i ten spoza akademickich gremiów decydenckich.

Gdyby tak policja polska, na wzór policji włoskiej, współpracowała z tymi, którzy patologie akademickie ujawniają, walczą i to od wielu lat z degrengoladą akademicką, to może kierunek naprawiania systemu nauki w Polsce byłby inny.

Póki co jest dokładnie inaczej, a sądy przenikające się nawzajem ze środowiskiem akademickim, z którego się wywodzą i do którego w części należą, utrwalają jeno niecne procedery akademickie i walczą, autonomicznie rzecz jasna, aby nie ujrzały one światła dziennego.

Przed 30 już laty i w Polsce miała miejsce Wielka Czystka Akademicka, ale czyszczono wówczas środowisko nie z tych co się do nauki nie nadawali, tylko z tych którzy zagrażali przewodniej sile narodu w panującym systemie kłamstwa generującym pozostałe patologie.

Rzecz jasna beneficjenci tej czystki zaprzeczają jakoby coś takiego miało miejsce i nie zamierzają poznać historii, ani skutków tej Wielkiej Czystki Akademickiej prowadzącej do późniejszej degradacji nauki i edukacji w Polsce. Wykluczeni wówczas z systemu a walczący nadal z patologiami – nadal są wykluczani.

Wielkiej Czystki wśród patologicznej, nadzwyczajnej kasty akademickiej, istnych baronów akademickich, nikt nie zamierza przeprowadzić.

Tym samym umiłowanie patologii akademickich, a przynajmniej ich tolerowanie, skutecznie degraduje potencjał intelektualny Polaków.

Kiedy Polacy się obudzą i zaczną -zamiast wielbienia – domagać się przenoszenia w stan nieszkodliwości szkodzących nauce i edukacji ?

Post scriptum

Rozpoczął się nowy rok akademicki i co ? Biologia sama rozwiązuje problem lustracji ?

Kontakt operacyjny „Zebu” na wczorajszej inauguracji nowego roku akademickiego w otoczeniu akademickim

Screen Shot 10-02-17 at 06.43 AM.PNG

oraz w niezależnym ujęciu w jestestwie swoim

Screen Shot 10-02-17 at 06.45 AM.PNG

Franciszek Ziejka, rektor,  który ma dowód (?) na niewinność w swoim rękopisie znalezionym w garażu,  KO ‚Zebu’ 

Reklamy

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

B

[http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie]

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

Od wielu już lat podnoszę w wielu tekstach problem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ , https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] jaka miała miejsce u schyłku PRLu i która zaowocowała luką pokoleniową na uczelniach i niedoborem elit niezbędnych do należytego funkcjonowania dużego europejskiego kraju.

Niestety przytaczane przez mnie fakty, podnoszone postulaty, nie trafiają do serc i umysłów społeczeństwa a w szczególności do historyków i niemal całej korporacji akademickiej.

Beneficjenci tych czystek nie chcą nawet słuchać o wydarzeniach, które ich wyprowadziły na piedestały, a konkurentów -pasjonatów nauki i edukacji – zniszczyły, wyrzuciły na bruk, bo swoimi pasjami negatywnie oddziaływali na młodzież akademicką i zagrażali systemowi kłamstwa, prosperującym także na uczelniach.

Najwybitniejsi historycy nie chcą badać tych wydarzeń i poznać strat wojny jaruzelsko-polskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/ ]. Minister nauki zasłania się brakiem kompetencji [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] a IPN brakiem właściwości [ https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/ ].

Ja takich braków nie posiadam – uważam, że jestem człowiekiem z właściwościami i mam kompetencje, co dokumentuję moimi tekstami i niezależnie problem Wielkiej Czystki Akademickiej podnoszę, informacji dostarczam, ale wrażliwości na akademickie ofiary systemu nie zauważyłem.

Najwięksi badacze historyczni na początku transformacji systemu kłamstwa w kolejny system kłamstwa prowadzili badania nad akademikami pokrzywdzonymi w PRLu, ale badając stan pokrzywdzenia tylko wśród beneficjentów, co doprowadziło ich do oczywistego wniosku, że pokrzywdzonych politycznie przez ten system nie było ! [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/]

Mimo rewelacyjnej dla nauki metody i niedostatku u nas laureatów nagrody Nobla, zapewne przez korporacyjną zawiść, takich to koryfeuszy nauki polskiej do tej pory do nagrody Nobla nie zgłoszono [!], ale ich metody wykorzystuje się jak najbardziej. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/].

Nagłaśnia się jak środowisko akademickie było strasznie inwigilowane, iluż to było TW i jakie perfidne metody oni stosowali, czemu nikt przyzwoity i jako tako zorientowany w temacie zaprzeczyć nie może, ale jednocześnie podnosi się, że np. na prestiżowym i wzorcowym UJ nikt nie stracił z powodów politycznych pracy. Widocznie polityczna weryfikacja kadr akademickich była lipą, esbecja wraz z pezetpeerią i rzeszami współpracowników znakomicie ochroniła powierzony im do ochrony obiekt, przeprowadzając go bezstratnie, jak Mojżesz przez to Morze Czerwone.

Ale co to ma wspólnego z prawdą niemal nikt nie chce wiedzieć !

Elit brak, luka pokoleniowa jest, a czystki podobno nie było !

Minister nauki, który zauważył brak elit stara się to zjawisko wytłumaczyć, ale nie sięgnął pamięcią do czasów najnowszych i skończył poszukiwanie przyczyn tego stanu rzeczy na czystce roku 1968 !

Fakt, że wówczas opuścić musiały kraj tacy przedstawiciele ówczesnej elity jak Bauman, Wolińska, Gross , czy Michnik ( Stefan, bo Adam został i tworzył nowe elity ze skutkiem wiadomym) . Czyli co ? – jakby tacy inteligenci u nas zostali to elity mielibyśmy jak się patrzy ?!

Podobnie jak profesoria UJ minister nauki, zresztą wychowanek UJ, nie zauważył czyszczenia kadrowego w latach wojny – jaruzelsko-polskiej, swą interpretacją obrażając całe rzesze wyrzuconych, nie nadających się do formowania kolejnych elit, przynajmniej spolegliwych wobec systemu kłamstwa.

Niestety brak reakcji na wypowiedzi ministra, nawet wśród kombatantów tego okresu, świadczy najlepiej, że z elitami w III RP to jest naprawdę krucho.

Inną drogą idzie natomiast totalna opozycja, tzw. KODomici czy może kosmici, którzy alarmują o wielkiej czystce, która ma rzekomo miejsce obecnie. [http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie ]

Skoro w instytucie badawczym wymieniono dyrektora o 19 letnim stażu to jest to ich zdaniem dowód na wielką czystkę, bo zapewne w ich przekonaniu dyrektor to zawód i to dożywotni. Takie zjawisko przypomina im rozwiązania z lat 50 tych, ale nie podają nawet przykładów.

Podnoszenie takich rzekomych analogii jest zdumiewające, bo wtedy dyrektorzy na ogół partyjni, nie byli wymieniani do emerytury, o ile partii służyli jak to oczekiwała. Dyrektor to był zawód !

Także u schyłku PRLu i w początkach III RP znani byli dyrektorzy instytutów o takim stażu ( 10 lat w PRL, 10 lat i a nawet więcej w III RP, bo podczas transformacji czystek nie było, ale ci dyrektorzy brali nieraz udział w czyszczeniu instytutów z elementu im i najlepszemu z ustrojów zagrażającego, właśnie w okresie poprzedzającym transformację, które to zapominane czyszczenie określam Wielką Czystką Akademicką.

I widać, że nawet opozycja totalna nie sięga pamięcią do czasów najnowszych, tylko do czasów znaczenie wcześniejszych.

O czasach wojny jaruzelsko-polskiej niemal nikt ani z rządzących, ani z totalnej opozycji, nie chce nic wiedzieć i z tym okresem niczego nie porównuje.

Totalni opozycjoniści alarmują także, że „ wybór szefów instytutów naukowych zależy w stu procentach od ministra, któremu podlegają. Żaden konkurs, który pozwoliłby wybrać najbardziej kompetentną osobę, nie jest więc potrzebny” .

I znowu nikt nie protestuje przeciwko takiej interpretacji, choć jest ona kuriozalna wielce.

Totalna opozycja milczy o niedawnych czasach, kiedy o wyborze szefów instytutów naukowych decydował czynnik partyjny przewodniej siły narodu, biorącej pod uwagę przede wszystkim przydatność do budowy najlepszego z systemów i pozytywnego wpływania na młodzież akademicką.

O konkursach ustawianych w III RP na konkretną osobę, o odpowiednich parametrach genetyczno-towarzyskich, też się nie wspomina, choć takie konkursy nie pozwoliły na zapełnienie luki pokoleniowej, ani odtworzenie elit wyczyszczonych nie tylko w latach 50-tych, ale przede wszystkim w latach 80-tych bo utrzymanie ciągłości patologicznego systemu akademickiego w III RP nie pozwoliło na odtworzenie tych elit.

Żaden tak ustawiany konkurs nie pozwalał na wybranie najbardziej kompetentnej osoby, stąd najbardziej kompetentne osoby znalazły się poza systemem.

Zastrzeżenia można mieć do rządzących o to, że nie naprawiły skutków Wielkiej Czystki Akademickiej, ale nie o to, że od czasu do czasu kogoś z nadzwyczajnej kasty przeniosą w stan spoczynku, czy na inne stanowisko.

Kadry akademickie trzeba było wymieniać u zarania III RP i przywracać tych, z których uczelnie zostały oczyszczone przed nastaniem tzw. transformacji.

Ale woli, ani u rządzących, ani tym bardziej u akademickich beneficjentów czystek – nie było i nie ma do tej pory.

Kuriozalne jest to, ze w ramach aktualnej reformy to patologiczne środowisko samo ma się naprawić, choć takiego przypadku chyba nie było jeszcze w historii.

 

Może ta mikstura pomoże zidentyfikować i wyjaśnić naturę

Wielkiej Czystki Akademickiej,

ale nie wiadomo do tej pory czy działa pozytywnie na beneficjentów tej czystki

– badań brak  !  mimo, że innowacyjne wdrożenia są podobno w cenie. 

Rozjaśnia umysł

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

Gowin

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

i wykorzystanie tego poznania do projektu

tworzenia elit w ramach dobrej zmiany

Podczas VII kongresu Polska Wielki Projekt wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego -Jarosław Gowin, w panelu „Jak kształcić dla Polski? Rola szkół i uczelni w tworzeniu elity narodowej” przedstawił swoje marzenie: „żebyśmy stworzyli system formacji elit, bo rozwijają się tylko te narody, tylko te państwa, które mają silne elity”. [Gowin: moim marzeniem jest stworzenie systemu formacji elit 18.05.2017 – PAP Nauka w Polsce http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html ]

Gowin Polska Wielki Projekt

z  VII Kongres Polska Wielki Projekt – Dzień I https://www.youtube.com/watch?v=BUv_vdHcCrk   (interwał 3.24-3.37)

Marzenie piękne i pięknie by było, aby się spełniło, ale niektóre słowa ministra budzą konsternacje i dowodzą, że z elitami w III RP istotnie nie jest dobrze.

Minister co prawda jak najbardziej zasadnie mówił o wspaniałym systemie formowania elit II RP, ale jego wypowiedź „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” po prostu zwala z nóg.

Minister podobnie jak wcześniej prezes PAN okazuje się zupełnym ignorantem historycznym lub fałszuje historię , podobnie jak wielu polskich historyków.

W tekście „Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 ! „ [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/05/nie-tylko-zabory-wojny-i-rok-1968/] przesłanym m. in. panu ministrowi ( jak wiele innych o tematyce akademickiej) jasno pisałem ‚Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach. „  i nic. Żadnej refleksji, żadnego zrozumienia problemu, żadnych badań nad lepszym poznaniem roku 1968 i jego skutków dla nauki i edukacji.

Pisałem także „ Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968, a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano poza merytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Pan minister wspomniał co prawda o exodusie naukowców w stanie wojennym, ale nie podał szczegółów ilościowych, ani jakościowych, a o politycznych weryfikacjach kadr akademickich, które określam mianem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/] nawet się nie zająknął, dezinformując że ‚Ostatnia taka czystka to był rok ’68„

A co było potem? – Historia się skończyła ? Zapanował okres post-prawdy ?

Czy też beneficjentów tych czystek dotknęła wszechogarniająca amnezja, o charakterze epidemii? Dla badających czasy PRLu na odcinku akademickim napisałem poradnik https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ – I co ? I nic ! Badacze nie chcą poznać tego co badają.

Jakim cudem może zostać przywrócony wspaniały system formowania elit II RP, skoro o systemie formowania elit mają decydować beneficjenci systemu negatywnej selekcji kadr – czyli elita- pożal się Boże- dotknięta przy tym amnezją, stanowiąca korporacje oszukujących i oszukiwanych ?

W II RP jak przypomina b. rektor Marek Dyżewski [ https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/] tacy by nie mieli prawa wykładania na uczelniach, takim by się nie podawało ręki i obejmowało ostracyzmem, czyli dokładnie inaczej niż jest obecnie, kiedy tacy decydują o wszystkim, są poważani, zatrudniani etatowo, nawet wielo-etatowo, awansowani, wyróżniani, honorowani, odznaczani ……

Ja jeszcze w połowie lat 80-tych postulowałem aby takich przenosić w stan nieszkodliwości, obejmowałem ostracyzmem, nie podawałem ręki, ale rzecz jasna oni -będący oczywiście u władzy – uznali, że to by im – przewodniej sile narodu – szkodziło, więc mnie wygnali jak psa z uczelni, niszcząc moje formowanie elit i moje zaplecze naukowe. W tych najgorszych czasach, mimo wszystko, wprowadziłem jako młody człowiek do systemu nauki kilku młodych ludzi na poziomie międzynarodowym, a ilu mógłbym wprowadzić w kolejnych, znacznie lepszych 30 latach ? Co najmniej dziesiątki. I tak trzeba liczyć skutki Wielkiej Czystki Akademickiej po roku 68 !

Gdyby nie było tego niszczenia po r. 68 to by elity mogły się odbudować, szczególnie po roku 89, a tu mamy do czynienia z postępującą degradacją.

Najwięksi intelektualiści UJ – elita elit- uznała, że to ja mam negatywny wpływ na młodzież akademicką i szkodzę uczelni [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] chyba dlatego, że wprowadziłem w latach 80-tych -mimo prześladowań – do systemu nauki więcej młodych ludzi, niż wszyscy etatowi profesorowie z mojego instytutu razem.

Taka błędna – jak się najlepiej okazuje po latach – diagnoza nie mogła do niczego innego doprowadzić niż do zastąpienia korporacji poszukujących prawdy korporacją oszukujących – co też się stało. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/,]

https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

Natomiast Pan minister niedawno stwierdził [ https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/30/jaroslaw-gowin-uczelnie-same-winny-sie-oczyszczac/], że uczelnie (korporacje oszukujących …) mają się same oczyścić, nie podając jakichkolwiek wyników badań nad możliwością samooczyszczania się jakichkolwiek środowisk a środowiska akademickiego w szczególności.

Wszelkie znaki na ziemi i na niebie wskazują, że środowiska oczyszczają się negatywnie, a pan minister z tego nie wyciąga właściwych wniosków, marząc sobie, nawet bez chęci poznania prawdy, że negatywnie wyselekcjonowane niby-elity same będą działać na rzecz formowania rzeczywistych elit jak w II RP.

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP,  ze szczególnym uwzględnieniem ekscesów wojny jaruzelsko-polskiej i okresu transformacji ustrojowej i wykorzystanie tego poznania do projektu tworzenia elit w ramach dobrej zmiany, sądząc że bez tego poznania i jego innowacyjnego wdrożenia w prace nad naprawą systemu akademickiego nic z marzeń pana ministra nie będzie.

P.S.

Konieczne jest opracowanie strat populacji akademickiej podczas politycznych czystek po 1968 r. , przede wszystkim w ramach politycznych weryfikacji kadr r. 1982 i 1986/87 obejmujące wykaz tych, którzy zostali usunięci z uczelni, wykaz tych, którzy tworzyli komisje weryfikacyjne, metodologię czystek, ocenę potencjału intelektualnego, naukowego i edukacyjnego tych z których uczelnie oczyszczano, ocenę luki pokoleniowej w III RP po tych czystkach, historię i metodologię zakłamywania historii końcówki PRL, wymazywania z historii faktów i ludzi niewygodnych dla beneficjentów/organizatorów czystek.

Wypisywanie/wygadywanie bredni, że ostatnią, negatywną dla systemu akademickiego czystką była czystka roku 1968, że ta czystka odpowiada za obecny brak/niedobór elit – nie powinno mieć więcej miejsca.

Jeśli odpowiedzialni za politykę historyczną nie dają sobie rady z prawdą historyczną, to powinni ustąpić tym, którzy ku temu mają kwalifikacje intelektualne i moralne i je swoją działalnością udowadniają.

Zasłużony dla Wielkiej Czystki Akademickiej spoczął w Alei Zasłużonych

amnezja.jpg

Zasłużony dla Wielkiej Czystki Akademickiej

spoczął w Alei Zasłużonych

Na stronach Uniwersytetu Jagiellońskiego czytamy: [http://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/135342933]

4 stycznia 2017 roku odbył się pogrzeb prof. Aleksandra Koja – wybitnego uczonego, trzykrotnego rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, współtwórcy Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, jednego z inicjatorów powstania Kampusu 600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego.” a dalej : „Mszę świętą żałobną w kolegiacie św. Anny odprawił bp Grzegorz Ryś, który podkreślił w trakcie homilii, że prof. Aleksander Koj „całe życie szukał prawdy i tą prawdą żył”.

No cóż, zmarłych należy po chrześcijańsku pochować i dla potomnych przedstawić dorobek ich życia. W tym przypadku także dorobek akademicki, jako że zmarły był, i to przez lata, decydentem akademickim – przez 3 kadencje rektorem (wcześniej także prorektorem) najstarszej, wzorcowej dla innych uczelni. Rzecz w tym, że przedstawiając zmarłego jako człowieka żyjącego wcześniej prawdą nie powinno się z prawdą mijać. Odróżnienie prawdy od nieprawdy czasem jest trudne, ale w ostatnich czasach Polacy (niemała ich część|) całkiem się pogubili i prawdy od kłamstwa nie są w stanie odróżnić, a przede wszystkim wcale tego nie chcą.

Ja na gruncie akademickim (i to decydenckim) miałem do czynienia ze zmarłym rektorem i nieco na ten temat za Jego życia napisałem, tak jak pisałem do niego, aby zechciał znaną mu prawdę ujawnić potomnym. Bezskutecznie.

Jak można mówić, że ktoś prawdy szukał skoro jej nie chciał znać ?! Jak można mówić, że żył prawdą skoro żył w nieprawdzie ?I i prawdy nie chciał potomnym przekazać .

Może cierpiał na amnezję, ale czemu bliscy nie chcieli mu dopomóc ?

Ja się starałem, mimo że do bliskich się nie zaliczałem. Spotykaliśmy się na Radach Wydziału BiNoZ, na spotkaniach Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika prowadzonych przez Jego żonę -po raz ostatni na początku grudnia 1986 r. – jak się okazało zaraz po tym, jak zostałem skazany na śmierć akademicką przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję w ramach politycznej weryfikacji kadr, której na UJ prof. A. Koj, jako prorektor, przewodniczył.

Ta pozamerytoryczna weryfikacja, bez możliwości odwoływania się do sądów (nawet w PRLu !),  prowadziła (jak i wcześniejsze działania) do Wielkiej Czystki Akademickiej. Była poprzedzona nowelizacją prawa (po zakończeniu stanu wojennego) tak aby niewygodnych, nie nadających się do budowy systemu komunistycznego, stanowiących dla niego ( i dla uczelni) zagrożenie, usuwać z uczelni, jak się po latach okazuje – dożywotnio i bez możliwości poznania ani merytorycznego uzasadnienia, ani składów komisji weryfikacyjnych ! (do dziś !).

I na czele tej operacji stał w 1986. r. jako prorektor UJ – prof. A. Koj, czego ani on (do swojej śmierci), ani władze UJ,  nie mogą sobie przypomnieć ! A była to i jest – zbrodnia na prawdzie !

O swoich dokonaniach w czasie pełnienia tej funkcji nie wspomina w swych wspomnieniach (z zapomnieniami ) –Trzy Kadencje Wspomnienia Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Widocznie jednak prawdą nie żył i podobnie jak jego następcy przez te wszystkie lata za nic w świecie nie chciał jej poznać !

Do tej pory wyliczono ile było tajnych współpracowników SB na UJ, ale nie doliczono się ani jednego pracownika, który by został w tych latach usunięty w wyniku weryfikacji odbywającej się pod batutą PZPR i SB.

Członkowie komisji nie potrafili się podpisać choćby krzyżykiem, a badacze nie potrafili znaleźć choćby jednego wygnanego z akademickiego raju. W porównaniu z rajem biblijnym UJ był niewątpliwie w PRL/PRL-bis rajem prawdziwym ! ( w ujęciu mędrców jagiellońskich, z których nie ujęto ani jednego za rozpowszechnianie nieprawdy).

I taka jest prawda, którą dokumentuję w licznych tekstach – bez reakcji rektorów, najznakomitszych historyków, autorytetów moralnych i intelektualnych, no i całej zresztą korporacji oszukujących i oszukiwanych, która w ramach takich j.w. operacji zastąpiła skutecznie korporację nauczających i nauczanych poszukujących razem prawdy jaką kiedyś stanowił uniwersytet.

Zasłużeni dla tworzenia tej postępowej korporacji rzecz jasna są solidarni i podnoszą zasługi swojego poprzednika. ( b. rektor F. Ziejka K.O. „ Zebu” [ czy można było mieć bardziej trafny pseudonim ?] , czy obecny rektor – prof. Wojciech Nowak chwalący się oszukiwaniem studentów).

Podnoszona jest rola rektora A. Koja jaką odegrał w budowaniu autonomii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czy podporządkowanie się dyrektywom PZPR i SB w przeprowadzeniu politycznej weryfikacji kadr państwa totalitarnego to była budowa autonomii uniwersytetu ?

Na temat skutków tego podporządkowania się na UJ panuje milczenie, gdy np. nawet poznańska mutacja GazWyb podnosi ekscesy tej weryfikacji na terenie UAM [Dwie twarze byłego rektora – reportaż Piotra Bojarskiego o prof. Fisiaku http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,3290514.html%5D.

Na czym zatem polegała i polega nadal autonomia UJ ? Czy nie była ( i nadal jest) autonomią wobec prawdy na drodze do budowania uniwersytetu jako korporacji oszukujących i oszukiwanych ?

Kontakt operacyjny „ Zebu” mówi – „Wspaniały człowiek. Można było na nim polegać jak na Zawiszy – z bólem w głosie mówi prof. Franciszek Ziejka, następca prof. Koja w Alma Mater” [http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/prof-aleksander-koj-trzykrotny-rektor-uj-nie-zyje,11643975/].

Czyli co ? – jak na Zawiszy można było na nim polegać, że nie ujawni ani składów komisji politycznej weryfikacji kadr (członkowie komisji na UJ nie podpisywali się nawet krzyżykiem !), ani tajnych, czy jawnych współpracowników systemu kłamstwa, a przede wszystkim włos im z głowy nie spadnie !

Jak na Zawiszy można było na nim polegać, że tych, którzy ani tajnymi ani jawnymi współpracownikami być nie chcieli i których Ob. A. Koj w ramach Czystki z uniwersytetu pousuwał to i w kolejnych kadencjach rektorskich w tzw. wolnej Polsce nie przywróci ?!

Ja wg Ob. A. Koja ( i jego następców – beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej) stanowiłem zagrożenie dla UJ, bo ujawnianie prawdy było zabójcze dla korporacji oszukujących, której bronił zamiast niepodległości.

Usunięci w PRLu wolności wykładania w III RP nie odzyskali ! I to jest ta wielka zasługa Ob. Koja dla obecnego UJ, w którym dla prawdy nie ma miejsca.

Pełnomocnik Ob. A.Koja (rektora UJ w 1990 r.) – ob. Cz. Jura ( dziekan BiNoZ) przed sejmową Komisją Pojednawczą bez pojednania zapowiadał, że jak zostanę przywrócony na UJ to za tydzień, miesiąc i tak mnie nie będzie na UJ, a poza tym to po moim odejściu instytut kwitnie ! Zapewne więdniecie UJ ( nie tylko instytutu) jest tego „kwitnienia” w ujęciu biologów UJ – profesorówdoktorówhabilitowanychnaukipolskiej  najlepszym przykładem.

Obecni „ Działacze podziemnej „S” w UJ podkreślają, że to rektor Koj doprowadził do zmarginalizowania roli PZPR na uniwersytecie http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/prof-aleksander-koj-trzykrotny-rektor-uj-nie-zyje,11643975” / ale nie wyjaśniają na czym ona polegała i niczym tego nie dokumentują.

Jedyna dostępna, niepełna dokumentacja POP PZPR jest na mojej stronie [https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/ ].

Ja chciałem to ‚marginalizowanie’ lepiej poznać, ale bez sukcesu.

Wiem (mam nieco dokumentacji), jednak, że „S” UJ była ( i jest ) solidarna z towarzyszami PZPR, którzy dzięki „marginalizacji” w ujęciu działaczy „S”, nawet po 10 letnim stażu dyrektorskim w PRL mogli odbyć kilkunastolenie „staże” dyrektorskie w III RP po wydaleniu z UJ –  im i UJ zagrażających.

Mnie niestety nikt nie chciał tak zmarginalizować – ani Ob. A. Koj, ani działacze „S”. Nadal stanowię zagrożenie i to nawet nie tylko dla UJ, ale całego systemu akademickiego/całego środowiska akademickiego w Polsce

Rektor A. Koj ma zasługi dla powstania Kampusu UJ, ale nie zdołał go ( jak i jego następcy) wypełnić taką substancją akademicką, aby UJ się wznosił, a nie spadał.

Sam podobno uformował 60 mgr w długim czasie, gdy ja w krótkim czasie wojennym (!) uformowałem jako młody człowiek 20 mgr, niestety lepszych od formowanych przez przewodnią siłę narodu – rzecz jasna beneficjentów czystki Ob. Koja ( w ramach jej marginalizacji !). Trudno się dziwić, że skutki zasług Ob. A. Koja dla Wielkiej Czystki Akademickiej (powtarzam – politycznej, pozamerytorycznej, poza prawdą ulokowanej) nadal trwają.

Rektor A. Koj został pochowany w Alei Zasłużonych, na krakowskim cm. Rakowickim, podobnie jak jego teść Teodor Marchlewski – wielce zasłużony rektor UJ, wielbiący twórcę raju komunistycznego

O zasługach rektorów (i nie tylko) należy pamiętać, pisać o nich, dokumentować, i nie pomijać ich wszechstronnego dorobku, szczególnie gdy stanowią wzór dla kolejnych pokoleń i wyznaczają Aleje Zasłużonych.

Podpisano – Józef (imię) Wieczorek( nazwisko)

wygnany z raju jagiellońskiego w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej

nadzorowanej na UJ przez Ob. A. Koja ( wówczas w randze prorektora)

po pozamerytorycznej ocenie dokonanej przez „bezkrzyżywkowców”

-członkowie komisji weryfikacyjnej nie podpisali się ani imieniem, ani nazwiskiem, ani nawet krzyżykami,  z wyjątkiem zygzaka przewodniczącego, co akceptował Ob. A. Koj, także podczas trzech swoich kadencji rektorskich, a beneficjenci tej czystki -przy przyzwoleniu sądów III RP i Rzeczników Praw Obywatelskich – twierdzą, że komisja nie była anonimowa ! a materiały czystki mogą być nadal zaaresztowane na mocy „prawa” r. 1983 !

P.S.

Zalecana bibliografia ( wraz z cytowanymi tam tekstami)

Aleksander Koj – trzykrotny rektor UJ, cierpiący na amnezję, jakoś nie dąży do poznania prawdy o rugach akademickich w PRL – w czym ma swój udział, tak jak nie dążył po poznania łamania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka’ na UJ, w którego kierowaniu miał swój udział –https://lustronauki.wordpress.com/2009/09/30/aleksander-koj/

List w sprawie weryfikacji kadr akademickich UJ w 1986 r. –https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/17/list-w-sprawie-weryfikacji-kadr-akademickich/

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka nie za bardzo powszechna –https://blogjw.wordpress.com/2008/12/10/powszechna-deklaracja-praw-czlowieka-nie-za-bardzo-powszechna/

Zapomnienia Ob. Rektora UJ trzech kadencji -https://blogjw.wordpress.com/2014/12/03/zapomnienia-ob-rektora-uj-trzech-kadencji/

https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka

https://blogjw.wordpress.com/

https://lustronauki.wordpress.com/

cytat

Fatalna tendencja (3) – na uniwersytecie jest coraz więcej majstrów, brygadzistów i kierowników

Kongres logo

Fatalna tendencja (3) – na uniwersytecie jest coraz więcej majstrów, brygadzistów i kierowników, czyli „Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką”

 

Piotr Sztompka zauważa (Po Kongresie Kultury Akademickiej NAUKA 2/2014 • 19-25  -PIOTR SZTOMPKA –http://www.portalwiedzy.pan.pl/images/2014/nauka/2_2014/N214-02-Sztompka.pdf) , że „zamiast mistrzów naukowych i rzeczywistych autorytetów na uniwersytecie jest coraz więcej majstrów, brygadzistów i kierowników. Hierarchię osiągnięć i dorobku zastępuje hierarchia stanowisk służbowych, liczy się często nie wkład do nauki, ale wysługa lat, nie kto jest kim, ale w jakim urzęduje gabinecie. A podporządkowanie nie wynika z szacunku i uznania, tylko z pragmatyki służbowej, przepisów i sankcji. „.

I to jest trzecia fatalna tendencja według jego opinii. Trudno się z tą opinią nie zgodzić, ale brakuje wyników badań nad genezą i historią tej tendencji, czego od wybitnego socjologa ( i/lub jego wychowanków, kolegów) należałoby wymagać.

Brak mistrzów naukowych i rzeczywistych autorytetów jest prostą, oczywistą konsekwencją Wielkiej Czystki Akademickiej w PRLu poprzedzającej transformację systemu w III RP. Skoro ideolodzy i wykonawcy tej czystki uznawali, że mistrzowie naukowi i rzeczywiste autorytety stanowią zagrożenie dla uniwersytetów rozumianych jako korporacje sitw partyjnych i z nimi zaprzyjaźnionych i podczas czystek z tych mistrzów i autorytetów uniwersytet oczyścili, to dziwienie się, że ich nie ma budzi zdziwienie i konsternację.

Pozostali ci, którzy majstrowali przy czystkach, tworzyli Akademickie Brygady Czyścicieli Uniwersytetów z elementu mistrzowskiego stanowiącego zagrożenie dla majstrów, brygadzistów i kierowników. Po transformacji ci właśnie majstrowie/brygadziści/kierownicy nie tylko decydują na uniwersytetach, ale reprodukowali i nadal reprodukują sobie powolnych/poddanych, którzy nie śmią mieć nawet własnego zdania, bo zaraz znajdą się na drodze do oczyszczenia. Tak hartują się obecne uniwersytety III RP !

Prof. Sztompka widzi fatalną tendencję zastępowania hierarchii osiągnięć i dorobku przez hierarchię stanowisk służbowych i tylko ślepy by tego nie zauważył. Ale taka hierarchia jest społecznie akceptowana i broniona także przez opozycję.

Jak wielokrotnie podkreślałem polski system akademicki jest systemem tytularnym a nie ‚dorobkowym’ – merytorycznym.

Taki system, i to scentralizowany, zainstalowali komuniści jak tylko z frontu wojennego zostali skierowani na front akademicki (casus Włodzimierza Sokorskiego) aby stworzyć kadry akademickie sobie powolne/poddane. I to im się udało, mimo pewnych oporów kadr sformowanych jeszcze w II RP. Dziś nawet opozycja broni tego systemu i to bardziej niż niepodległości !

Znakomicie Prof. Sztompka zauważył, że nie liczy się ‚kto jest kim, ale w jakim urzęduje gabinecie’.

Ja to obserwowałem naocznie w czasach około-wojennych i podczas stanu wojennego do dnia dzisiejszego nie zidentyfikowanego przez akademickich kolegów prof. Sztompki – historyków UJ .

W owych czasach brygada uniwersytecka skierowana do należytego przysposobienia gabinetów do efektywnego sprawowania władzy zaczęła obijać drzwi wejściowe gabinetów według służbowej hierarchii akademickiej.

I tak – drzwi towarzysza – dyrektora zostały obite dwustronnie, od zewnątrz (dla zauważenia hierarchii akademickiej nawet dla osób postronnych) i od wewnątrz (zapewne dla wytłumienia obijanych wewnątrz poddanych).

Drzwi kierownika obito tylko wewnętrznie, aby ktoś z zewnątrz nie pomylił hierarchii.

Był to czas gdy oskarżano moją, nic nie znaczącą osobę, o zakłócanie pracy instytutu. W trosce o zabezpieczenie wysokich standardów pracy naukowej w instytucie zgłosiłem zatem postulat aby i moje drzwi obito i to najlepiej obustronnie, aby żaden odgłos z mojego pokoju nie wydostawał się na korytarz.

Nic z tego. Na takie naruszanie naturalnej hierarchii akademickiej nie można było pozwolić. Drzwi nie zostały obite, ale ja za to zostałem niebawem obity i to wielostronnie i wydalony niewiele później z instytutu. Nikt z hierarchów (ani ich milusińskich) głosu nie podniósł, zapewne aby nie naruszać spokoju hierarchicznego sprawowania władzy akademickiej.

Jednak lata pokazały, że ta tendencja jest tendencją fatalną dla rozwoju uniwersytetu. Zauważył to zasadnie także prof. Sztompka, który jednak nic nie zrobił aby było inaczej. Podobnie jak jego koledzy i hierarchowie akademiccy III RP, a także ich wierni poddani na etatach, często -wielu.

Chyba mają poczucie własnego skundlenia

 

Herb odwrócone wartości

Chyba mają poczucie własnego skundlenia

 

Nieco przeoczyłem okrągłą 20 rocznicę ‚wyjaśnienia’ dla senatu UJ z dnia 22 marca 1994 r. ob. A. Jackowskiego, wówczas dziekana BiNoZ UJ, w którym, o zgrozo, zarzucił mi posiadanie rozwiniętego poczucia własnej wartości, ZACIEMNIENIE WEDŁUG OB. ANTONIEGO JACKOWSKIEGO http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/zaciemnienie-wedlug-ob-antoniego-jackowskiego/ co jak wiadomo w świecie akademickim wzorcowej dla innych polskiej uczelni jest przestępstwem bez wybaczenia – dożywotnio.

Pisałem w reakcji ‚Mam pełną świadomość, że przedkładając poczucie własnej wartości nad kundlizm, pozbawiłem się szans na oficjalną karierę w skundlonej strukturze krakowskiej wszechnicy. Zawsze bym postąpił tak samo. Zarzut posiadania rozwiniętego poczucia własnej wartość jasno wskazuje co jest rozumiane jako największe zagrożenie dla całego uniwersytetu

Tak, poczucie własnej wartości jak pokazuje czas i reakcje władz ( i nie tylko), stanowi bowiem zagrożenie dla uczelni, a nawet całego świata akademickiego utrzymującego swój prestiż społeczny po przejściu z sukcesem przez system odwróconych wartości.

Warto zwrócić uwagę, że 8 lat po skazaniu mnie na dożywocie za ‚psucie’ młodzieży, protestującej zresztą przeciwko ekscesom decydentów akademickich, Senat UJ nadal się zajmował moją, nic nie znaczącą osobą. Czyżby miał coś na sumieniu, a tylko nie potrafił sobie z tym sumieniem poradzić ?

W tym roku mamy kolejny jubileusz i nic się nie zmienia, mimo tromtadracji jubileuszowej. http://jubileusz650uj.wordpress.com/.

Sumienie ‚akademików’ chyba nadal nie jest używane.

W książce Przemyśleć Polskę – Barbara Fedyszak-Radziejowska pisze:Mam nadzieje, że książka ‚Przemyśleć Polskę’ pomoże czytelnikom odbudować poczucie własnej wartości, bo bez niej wszystko to, co możliwe, pozostanie nieosiągalne ‚.

No tak, ale mędrcom jagiellońskim (i nie tylko) właśnie o to chodziło, aby to co możliwe pozostało nieosiągalne dla innych, bo wsobnie utytułowanym mędrcom zagrażali. Tak było w PRL i jest w III RP !

Nie bez przyczyny posiadacze poczucia własnego skundlenia tak bronili się przed lustracją, tak heroicznie walczą o niepoznanie własnej i swoich uczelni historii, tak nienawidzą tych, którzy żyli i żyją jak ludzie wolni, z podniesioną głową (a nie w podręcznej strusiówce), z poczuciem własnej wartości.

Negatywna selekcja kadr – Wielka Czystka Akademicka, wyrzuciła na margines, często na bruk, tych u których rozwijało się poczucie własnej wartości, gdy tymczasem u anonimowych do dnia dzisiejszego weryfikatorów kadr akademickich (z umocowania ustawowego pod batutą  PZPR – SB) rozwijało się równolegle/równocześnie poczucie własnego skundlenia. Mimo to, a raczej chyba dlatego w tym systemie wysoko awansowali. Wzrostowi utytułowania towarzyszył jednak wzrost utytłania i tak pozostało, a nawet się nasiliło w III RP.

I to tłumaczy dlaczego nauka w Polsce, mimo ogromnej już infrastruktury naukowej na poziomie międzynarodowym, jest jedynie międzynarodowym kopciuszkiem. Wszystko to, co możliwe, pozostaje nieosiągalne. Przygniatające jest jednak to, że opozycji (przynajmniej tej dążącej do władzy) to jakby nie przeszkadzało/nie przeszkadza.

Żyjemy nadal w świecie odwróconych wartości (nie tylko akademickich) bo mimo zmian, nic się zasadniczo nie zmienia.

Czy tylko Hans Frank ?

UJ herby

Czy tylko Hans Frank ?

W III RP często się mówi/pisze, że nie mamy elit. Fakt to znany. Jednym z powodów od dawna wymienianych, także w PRL, jest eksterminacja elit przez okupantów Zagłada polskich elit. Akcja AB – Katyńhttp://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/katalogi-wystaw/10757,Zaglada-polskich-elit-Akcja-AB-Katyn.html

W Krakowie symbolem eksterminacji polskiej inteligencji przez Niemców – szczególnie przez Hansa Franka – jest ”Sonderaktion Krakau” http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/717865,Sonderaktion-Krakau-brutalny-atak-na-polska-inteligencje-

Corocznie 6 listopada w rocznicę Sonderaktion Krakau – aresztowania pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych uczelni Krakowa – odbywają się uroczystości Uniwersyteckiego Dnia Pamięci.

Eksterminacja inteligencji przez obu okupantów w sposób oczywisty musiała się odbić na przebiegu instalacji systemu komunistycznego w Polsce. Niestety do tej pory chyba nie są prowadzone badania nad postawą elit akademickich wobec instalacji systemu komunistycznego.

Co więcej w historii wzorcowej dla innych uczelni – UJ nawet nie używa się takiego pojęcia jak system komunistyczny.

Może go nie było ? Podobnie jak stanu wojennego ? Jak Wielkiej Czystki Akademickiej schyłku PRL ?

No cóż, do niedawna nieznana była (i powszechnie nadal nie jest znana) ‚Operacja polska’ NKWD (1937-1938) w której wyczyszczono terytoria sowieckie z Polaków (ponad 100 tys.), więc i inne operacje (choć nie eksterminacje), szczególnie jeśli są niewygodne dla obecnych ‚elit’, też nie są znane/ nie chcą być znane.

Mimo Uniwersyteckiego Dnia Pamięci i mimo Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy

Wyklętych elity akademickie nie chcą pamiętać o postawie wobec swoich kolegów, którzy nie akceptowali instalacji systemu komunistycznego w Polsce ( Czy na Wielki Jubileusz UJ zmyje Wielką Hańbę ? Czy rektorzy potrafią się zachować jak trzeba ? –http://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/03/01/czy-na-wielki-jubileusz-uj-zmyje-wielka-hanbe/).

Lata mijają, Jubileusze są świętowane , a pamięci o tej hańbie, jak nie było tak nie ma.

Instalacji systemu komunistycznego nie przetrwały niektóre kierunki studiów, jak np. bliski mi kierunek geologiczny zlikwidowany na UJ (podobnie jak na wielu innych uniwersytetach polskich) w ramach operacji centralizacji akademickiej. W wyniku takiej operacji jeden z najwybitniejszych geologów powojennych Prof. Marian Książkiewicz (powrócił do Polski po wojnie, choć mógł zostać w Edynburgu) został odsunięty od wykładów uniwersyteckich, a część zbiorów bibliotecznych, razem z niektórymi pracownikami, powędrowała na AGH. Wiele jednak dużych i bardzo cennych zbiorów bibliotecznych pamiętających czasy Ludwika Zejsznera, Alojzego Altha, Władysława Szajnochę, Jana Nowaka (ofiara ”Sonderaktion Krakau”) przetrwały okupację i likwidację studiów do czasów reaktywacji studiów geologicznych (połowa lat 70-tych XX w.) i późniejszych.

Czasy Hansa Franka przetrwały też unikatowe zbiory geologiczne i paleontologiczne w budynku na św. Anny 6, gdzie mieścił się Gabinet Geologiczny z wystrojem meblowym typowym dla instytucji naukowych/muzeów monarchii austro-węgierskiej (podobne widziałem np. w Naturhistorisches Museum Wien jeszcze w latach 90 tych.)

Meble zachowały się częściowo w budynku na św. Anny 6 przynajmniej do remontu w okresie Wielkiej Solidarności, gdzie je widziałem podczas lustracji pod kątem wykorzystania historycznej sali na potrzeby spotkań Polskiego Towarzystwa Geologicznego. Zresztą niektóre meble z tego gabinetu (przeniesione na Oleandry) służyły mi na zbiory biblioteczne (i nie tylko) na Oleandrach, gdzie pracowałem w ING UJ. (lata 70/80 ubiegłego wieku).

Zbiory paleontologiczne, które przetrwały okupację były bardzo cenne, a nawet ich wartość wzrosła wobec utraty polskich Kresów, skąd z Podola, pochodziły np. zbiory Alojzego Altha skamieniałości jurajskich oraz syluro-dewońskich.

Z opowiadań starszych kolegów wiem, że z ich wartością ok. 1950 r. mógł się zapoznać początkujący wówczas amerykański paleontolog, Arthur Boucot ( później światowej sławy, w stanie wojennym przysłał mi wiele swoich publikacji w tym książkę Principles of Benthic Marine Paleoecology).

Nie udało mu się przekroczyć granicy z ZSRR (naiwny Amerykanin nie miał pojęcia jakie są realia) aby udać się na badania terenowe i zebrać z warstw borszczowskich/czorkowskich interesującą go faunę kopalnych ramienionogów. W teren się nie dostał, ale do zbiorów podolskich Altha dostęp miał i spędził tam wiele dni. Miał szczęście bo gdyby przyjechał np. 20 lat później nie miałby takiej szansy.

Po przeniesieniu się geologii, na okoliczność Jubileuszu 600-lecia UJ, do nowego gmachu na Oleandry zbiory zostały poważnie zdewastowane, a podczas reaktywacji studiów geologicznych i prac logistycznych z tym związanych wiele cennych okazów geologicznych wyrzucano na hałdę przed instytutem. Sam je starałem się ratować (z konfliktami !) znając ich wartość, choćby dla celów dydaktycznych. Tak się składa, że kadra akademicka po oczyszczeniu ‚stalinowskim’ nie miała zbyt wielkiego pojęcia o makrofaunie kopalnej skupiając się na swoich wąskich badaniach.

Ja przeszedłem szkołę warszawską, która w wyniku centralizacji akademickiej była wówczas na poziomie, z profesorami proweniencji lwowskiej. Uczyłem się tam m. in. na zbiorach zniszczonych podczas okupacji, więc byłem uczulony na tym punkcie i zdumiony, że w Krakowie zbiory, które okupację przetrwały – są niszczone.

Wiele godzin spędzałem w muzeum, aby jakoś porządkować zbiory, które wykorzystywałem do wykładów z geologii historycznej. Oczywiście do porządkowania był etatowy kustosz, ale trzeba się znać na paleologii aby porządek zrobić, więc dla dobra wspólnego pomagałem kustoszom, no i pokazywałem studentom (w ramach ich ‚psucia’) jak wygląda w PRL poszanowanie tego co i okupacje przetrwało.

Oczywiście za długo i ja przetrwać nie mogłem w tym systemie.

Po wyrzuceniu mnie na bruk w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej zagrożone zostały także moje zbiory geologiczne i paleontologiczne, jak i olbrzymia biblioteka naukowa.

Mimo tzw. transformacji na uczelnię nie mogłem wrócić, gdyż nadal stanowiłem dla niej zagrożenie, zarówno dla populacji proweniencji partyjnej, jak i solidarnościowej – postępowej.

Zbiorów geologicznych nie miałem gdzie ulokować. 2 plecaki zbiorów przetrzymywałem w łazience w małym mieszkanku i posłużyły mi do napisania pracy na europejski kongres paleontologiczny, ale rzecz jasna nie było to to co mógłbym zrobić w warunkach normalnych. O warunkach pracy naukowców w ‚wolnej’ Polsce nie znam opracowań i nikt się tym nie interesuje.

Co gorsza moje zbiory pozostawione na Oleandrach coraz bardziej były zagrożone, grożono ich zniszczeniem, wyrzucano z piwnic, więc nie pozostało nic innego aby przynajmniej ich część uchronić przed barbarzyńcami akademickimi. Wywiozłem jakieś 10% poza Kraków, na Podhale, gdzie przez jakiś czas je przechowywałem. Reszta pozostała, bo nie miałem szans na ich ocalenie. Groziłem prokuraturą jeśli będą niszczone, aby odstraszyć nikczemników. W piwnicy widziałem też zagrody i napisy grożące konsekwencjami za niszczenie moich zbiorów – ktoś ich bronił niezależnie.

Nie był to okres okupacji ani niemieckiej, ani sowieckiej, ale zagrożenie dla zbiorów naukowych – było ( ze strony beneficjentów Wielkiej Czystki). Lepiej były traktowane zbiory pod okupacją Hansa Franka !

Trzeba mieć na uwadze, że polskich naukowców niszczyli nie tylko okupanci ! Ale także elita peerelczyków.

Podobnie rzecz się miała z unikatowym księgozbiorem naukowym (tysiące prac naukowych z całego świata) , który w okresie mojego ‚psucia’ młodzieży, służył nie tylko mnie – służył wszystkim, a w szczególności magistrantom. Czegoś takiego ten system nie toleruje.

Księgozbiory naukowe z XIX/XX wieku przetrwały czasy Hansa Franka, ale moje księgozbiory trafiły na lepszych fachowców od niszczenia nauki.

Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica – o niszczeniu potencjału intelektualnego i materialnego przez Hansa Franka & co można pisać , o niszczeniu potencjału intelektualnego i materialnego przez peereleczyków tak w PRL, jak i III RP – nie.

I tych problemów nie podejmuje nikt ! także IPN. Czy by przetrwał gdyby podjął ?