Pamuła, Gowin, Mazguła i UJ

Przed Wielkim Jubileuszem

Pamuła, Gowin, Mazguła i UJ

Anna Pamuła (ur. 1984) która studiowała stosunki etniczne i migracje międzynarodowe na Uniwersytecie Jagiellońskim zabłysnęła ostatnio swoją wypowiedzią ‚Przyjmujemy 7 tys. uchodźców i wśród nich jest jeden zamachowiec. Wysadza się w powietrze i ginie 10 Polaków, ale uratowaliśmy życie 6999 osób, które uciekały przed wojną ‚, która wielu zbulwersowała, także mnie, choć nie do końca.

W końcu Jarosław Gowin, który kiedyś studiował na UJ historię filozofii, a obecnie jest ministrem, a nawet wicepremierem, zabłysnął ostatnio wypowiedzią „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” i chyba nikogo (oprócz mnie) to nie zbulwersowało. [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/]

Można wnioskować, że Pamuła po prostu trzyma jagielloński poziom, wysoko ceniony w polskim społeczeństwie, bez względu na orientację polityczną, no może z pewnymi względami na orientację intelektualną, czy moralną .

Dla Pamuli nic nie znaczą ewentualne skutki zamachów uchodźców, tak jak dla Gowina nic nie znaczą skutki czystek akademickich wojny jaruzelsko-polskiej. I nie tylko dla Gowina, bo dla innych absolwentów, a nawet profesorów UJ – także. Standard jagielloński jest więc trzymany i to mocno.

Pułkownik Adam Mazguła, który niedawno zasłynął kulturą stanu wojennego -na UJ nie studiował, ale niewykluczone, że czytał dzieła historyczne profesorii jagiellońskiej, w których o stanie wojennym ani słowa, podobnie jak o wygnanych z UJ podczas wojny jaruzelsko-polskiej.

Kultura była wówczas pełna i taką pozostała. Po Kongresie Kultury Akademickiej sprzed 3 laty (Wielki Jubileusz UJ) – ani śladu, ani kultury.[https://jubileusz650uj.wordpress.com/tag/kongres-kultury-akademickiej/

Uchodźców z UJ nikt nie chciał przyjmować, no może na krótko, aby ich zmuszać do obowiązkowych dostaw akademickich pod groźbą podobnego jak z UJ – wygnania.

Czemu się bulwersować jakąś Pamułą skoro największe autorytety intelektualne i moralne nie miały i nie mają zamiaru występować w sprawie ew. przyjmowania uchodźców jagiellońskich ?

Skoro mędrcy jagiellońscy uznali, że nikt z UJ nie musiał uchodzić, nikt nie został haniebnie wygnany i uformowani na UJ też tak to widzą i formują tak opinię publiczną,  to przecież problemu przyjmowania takich uchodźców nie było i nie ma – nieprawdaż ?

Żadne organizacje, nawet kombatanckie, w takich sprawach też nie występują – więc o co chodzi ?!

No może chodzi o prawdę, ale jej poszukiwanie na UJ dawno zostało zlikwidowane wraz z jej poszukiwaczami i udało się zainstalować korporację oszukujących, która takim czymś jak prawda, jak uchodźcy przed prześladowaniami za prawdę, się nie zajmuje, bo to by jej szkodziło – rzecz jasna.

Dobrze by było ten lament nad pamułową logiką i etyką rozszerzyć na lament nad logiką i etyką jagiellońską, ale czego jak czego, ale tego nikt nie chce.

♣

 

Reklamy

Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 !

logo

Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 !

Prezes PAN prof. Jerzy Duszyński [Jerzy Duszyński -Mount Everest naukihttp://www.rp.pl/Publicystyka/302229904-Mount-Everest-nauki.html#ap-1%5D bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, że nauka w Polsce odstaje od światowej czołówki. I znakomicie zdaje sobie sprawę, że ‚ to nie baza materialna, ale kapitał ludzki jest naszym największym problemem.’ bo „ w ostatnich latach znacząco rozbudowano infrastrukturę badawczą. Jednak teraz brakuje osób, które potrafią ją zagospodarować. „

To są opinie całkowicie zgodne z tymi, o których piszę i głoszę w niepopraweneradio.pl  ( i nie tylko) od lat i to cieszy, że jeden z najważniejszych decydentów nauki w Polsce tak to widzi. Choć nie cieszy to, że tak właśnie jest.

Zdumiewa wręcz, że wielu decydentów akademickich przez lata jakoś nie potrafiło zrozumieć, że naukę tworzą ludzie, a nie mury. Widać jaki kapitał intelektualny ci decydenci prezentowali.

Jednocześnie prezes PAN wymienia trzy instytucje państwowe kreujące bariery utrudniające osiągnięcie doskonałości naukowej: Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych, Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, Narodowe Centrum Nauki.

Bardzo trafnie zauważa, że „wielu członków Centralnej Komisji ma znikomy międzynarodowy dorobek naukowy. W Centralnej Komisji zasiadać powinni uczeni z dorobkiem uznanym na świecie. Inaczej wciąż będą promować lokalność oraz przyznawać stopnie i tytuły osobom, które nie zawsze na nie zasługują. „.

Tak niestety jest od lat, a nawet wieków, a co gorsza, tylko utytułowani przez takie gremia u nas się liczą ! Kogo ci z mizernym dorobkiem naukowym -jak się mówi kolokwialnie – ‚uwalą’, szans na bycie w polskim systemie akademickim nie mają.

Przypomnę, że sprawy te podnosiłem wielokrotnie a przed kilkunastu laty zorganizowałem w ramach działań Niezależnego Forum Akademickiego akcję na rzecz ujawnianie dorobku członków CK ( i innych gremiów decyzyjnych) i okazało się, że nie jest on znany nawet szefowi CK, choć ten przyznawał, że dobrze by było go znać (https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/jawna-niejawnosc-dorobku-naukowego/).

Prezes PAN podważa też zasadnie patologiczne zasady punktowania prac naukowym, postulując: „ Czas skończyć z tym, że polskim naukowcom tak samo opłaca się zdobyć trzykrotnie Gubałówkę jak najwyższy szczyt Ziemi. Nie można podobnie punktować prac z wymiaru globalnego i prac o charakterze lokalnym. Pomiędzy nimi powinna być przepaść. „ choć nie podnosi, że nasi naukowcy nawet na tą naukową Gubałówkę to na ogół nie wchodzą, tylko wjeżdżają kolejką (po opiniach wsobnych – samych swoich !) .

Prezes PAN wskazuje jednak na znaczący potencjał pracowników PAN i postuluje utworzyć Uniwersytet Polskiej Akademii Nauk, co nie jest postulatem oryginalnym, bo zgłaszanym już od lat, ale bez realizacji do dnia dzisiejszego. Może wreszcie PAN osiągnie sukces i ten kapitał zostanie włączony do polskiego systemu akademickiego i dostrzeżony na świecie. Oby tak się stało.

Prezes PAN stara się wyjaśnić historycznie obecny kiepski stan nauki uprawianej w Polsce: „To zabory, wojny, szczególnie druga wojna światowa, która sprawiła, że dwa przedwojenne uniwersytety (w sumie były cztery) zostały wyrwane ze swojej przestrzeni. Wreszcie doświadczenia roku 1968, gdy z Polski wyjechało wielu utalentowanych studentów i pracowników naukowych. „ z czym nie do końca można się zgodzić.

Pod zaborami i w II RP, mimo wszystko, mieliśmy wielu polskich uczonych klasy światowej, a szkoła lwowska funkcjonująca nader często w Kawiarni Szkockiej może być tego przykładem i dowodem, że kapitał ludzki jest ważniejszy od nieruchomości i spraw materialnych, do których w III RP przywiązuje się taką uwagę. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/03/08/czy-nam-cos-zostalo-z-uniwersytetu-jana-kazimierza-we-lwowie/].

Fakt, że podczas drugiej wojny światowej obaj okupanci wyniszczyli polskie elity, także akademickie, ale i po II wojnie światowej, kiedy pozostał jeden okupant, dochodziło do niszczenia, czy przynajmniej marginalizacji, naukowców niewygodnych dla budowy systemu komunistycznego i to zarówno przed rokiem 1968, jak i po roku 1968. Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach.

Pomijanie niszczenia nauki w Polsce podczas instalacji systemu komunistycznego, także przez tych ‚uchodźców’ akademickich roku 1968, jest nie tylko błędem, ale wręcz fałszowaniem historii nauki (i nie tylko ).

Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968,  a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano pozamerytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Trzeba o tym pamiętać, że nie wystarczy podsumować ilu z systemu akademickiego zostało wydalonych (i tak tego do tej pory nie zrobiono), ale także ocenić ilu ci wydaleni z systemu mogli uformować liczących się w świecie naukowców.

Pan Prezes był, można rzec, beneficjentem tych weryfikacji i jak to beneficjenci o takich ekscesach mówić nie chce, choć zapewne o nich wie, bo jest z mojej generacji.

Ja wiem i mówię, oraz mogę ocenić, że np. wydalenie mnie z uniwersytetu i to dożywotnio, spowodowało nie tylko stratę w nauce jednoosobową –  ale wieloosobową.

W tych latach wojennych, w krótkim i represyjnym dla mnie czasie, wprowadziłem do systemu akademickiego kilku naukowców klasy międzynarodowej i można sądzić, że w normalnych warunkach przez kolejne 30 lat mógłbym takich naukowców wprowadzić wielokrotnie więcej, czego ‚ intelektualiści’ – beneficjenci systemu, jakoś nie potrafią sobie uzmysłowić i nie biorą tego pod uwagę w swoich interpretacjach kiepskiego stanu nauki w Polsce, mimo że wydalonych z systemu było wielu.

Geneza luki pokoleniowej III RP i spadającego poziomu akademickiego jest jednak przede wszystkim związana z weryfikacjami czasu wojny jaruzelsko-polskiej, a nie z wydarzeniami z czasów II wojny światowej, czy roku 1968. Myśl akademicka była wówczas na uwięzi, kontrolowana operacyjnie przez tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa i do tej pory nie została uwolniona !

Niestety prezes PAN nie jest odosobniony w przedstawianiu takiej zakłamanej historii akademickiej. Wielkie „zasługi” w tym zakresie mają najwybitniejsi dziejopisarze najstarszej i wzorcowej dla innych polskiej uczelni,  a – o dziwo – tylko ja podnoszę niestosowność takich poczynań. (https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/).

No cóż, ja nie jestem beneficjentem tego systemu, tylko tym wyrwanym z przestrzeni akademickiej, wykluczonym i wyklętym, stanowiącym zagrożenie dla socjalistycznego uniwersytetu pod koniec PRLu, podobno negatywnie wpływającym na młodzież akademicką, a opinię o mojej rzekomo szkodliwej działalności w III RP rozszerzono na całe środowisko akademickie. [ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/].

Może budzić zdziwienie, że nikt za takie genialne interpretacje jeszcze nie dostał Nobla ! Nic nie znaczący człowiek, od lat znajdujący się poza systemem,  podobno destabilizuje znakomite środowisko, a ci, którzy ten system zbudowali i tworzą do dnia dzisiejszego, nie mają wpływu na jego degradację ?!

Co prawda po kilkunastu latach niektórzy naprawiacze systemu akademickiego w Polsce w gruncie rzeczy przyznają mi rację, bo dla naprawy systemu postulują to, co ja postulowałem przed laty, ale rzecz jasna tego nie ujawniają. Niektórzy chcą uchodzić za liderów, choć są co najmniej 10 lat do tyłu ! [ https://blogjw.wordpress.com/2015/06/01/obywatele-nauki-lider-czy-outsider/].

Aby zmienić system akademicki w Polsce trzeba znać przyczyny jego słabości i to w ujęciu historycznym. Cieszyć się należy, że coraz więcej reformatorów doszło w końcu do wniosku, że trzeba inwestować w ludzi, a nie tylko w mury, ale trudno się cieszyć, że tych ludzi, którzy coś dla nauki w Polsce robili i to poza murami, do tych murów nie chce się nadal wpuszczać.

Czy akademicka nadzwyczajna kasta ludzi sama się oczyści pozytywnie, skoro oczyszczanie negatywne wcale jej nie przeszkadzało ?

Czemu lansowana obecnie polityka historyczna nie obejmuje sektora akademickiego ?

Narzeka się na kiepskie nauczanie historii w szkołach niższych, nie biorąc pod uwagę poziomu formowania – w szkołach z nazwy wyższych – nauczających historię i piszących podręczniki historyczne dla szkól niższych.

Jeśli podręczniki historii najnowszej do szkól niższych są złe, to może i dobrze, że nie dochodzi do ich opanowania przez uczniów. Widać gołym okiem, że np. 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych na ulicach polskich miast dominują ci, którzy tej zakłamanej historii wcale się nie nauczyli ( na szczęście) a ci co się nauczyli, na ogół na bohaterów naszej historii i pielęgnujących o nich pamięć – pomstują.

Od lat piszę o szkodach jakie wyrządzają -zakłamane w części najnowszej- Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie nie ma ani słowa o stanie wojennym, ani o stratach uczelni poniesionych podczas wojny jaruzelsko-polskiej – i nic ! [ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/]. To Mount Everest zakłamania historii i nadal wymaga się opanowania tych bredni, a nikt poza mną na ten stan rzeczy nie pomstuje.

Etatowi ‚historycy’ (także podobno patriotycznie nastawieni) chowają jeno głowy w piasek, aby ocalić swoje etaty i profity akademickie, nie bacząc na szkody jakie ich postępowanie przynosi.

Czy Narodowy Kongres Nauki Polskiej podniesie te kwestie ? – czy jak zwykle zostaną zamiecione pod dywan ?

Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

drabina akademicka.jpg

Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

Poziom polskich uczelni dramatycznie się obniża. Budowa wspaniałych nieruchomości akademickich wcale sytuacji nie poprawiła. Co więcej trzeba zdobyć pieniądze na ich utrzymanie, a studentów coraz mniej, w dodatku oszukiwanych przez uczelnie aby wyciągnąć od nich klasę nie dając w zamian nic, albo niewiele, poza mało wartościowym lub bezwartościowym dyplomem. Kadry co prawda utytułowane, ale uczyć nie ma kto, szczególnie na wysokim poziomie.

W odróżnieniu od krajów znaczących wiele w nauce, w Polsce utrzymywany jest archaiczny system tytularny – habilitacja i prezydencka profesura. Z takim systemem, o ile wcześniej był, większość krajów się pożegnała, bo hamował rozwój, prowadził do wyodrębnienia się kast akademickich i skutek oczywisty – dołowanie uczelni i ucieczka młodych prężnych naukowców do krajów o systemie przyjaznym dla uprawiania nauki a nie tylko dla zupełnie niezwykłej kasty ludzi z rozlicznymi tytułami i gronostajami.

W Polsce rząd zapowiada dobrą zmianę, minister nauki zapowiada więc głębokie zmiany niewydolnego systemu, ale jednego z filarów tej niewydolności – habilitacji nie ma zamiaru ruszyć. http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin

Jest przeciwnikiem habilitacji jak sam mówi, ale skoro kasta habilitowanych chce nadal utrzymać swoje kastowe przywileje – habilitacji nie znosi.

Argumentuje, że jeszcze nie teraz, może za lat 10, bo to by obniżyło poziom nauki w Polsce. Takie argumenty słyszy się od lat i to więcej niż od lat 10.

Poziom się w tym czasie obniżył, habilitacja to obniżanie skutecznie zapewniała – więc co ? Nadal trzeba ją utrzymywać ?! O co więc chodzi – o dobrą zmianę, o podniesienie czy dalsze obniżanie poziomu ?

Jakieś 10 lat temu w ramach Niezależnego Forum Akademickiego https://nfawww.wordpress.com/2008/07/23/akcje-niezaleznego-forum-akademickiego/ postulaty zniesienia habilitacji, prezydenckiej profesury składaliśmy, przede wszystkim z poparciem Polonii akademickiej rozwijającej się w warunkach nie habilitacyjnych i bez nominacji prezydenckich, czyli tam gdzie o nauce decydują naukowcy a nie upolitycznione kasty.

Argumentowano jednak , że jeszcze nie czas.

Habilitację można znieść, ale może za lat 10 .

A jak się argumentuje za pozostawieniem habilitacji po latach 10 ? – Tak samo jak przed 10 laty – można by ją znieść, ale może za lat 10.

Czyli żadnych wniosków nie wyciągnięto – poziom się obniża a czynnik obniżający ma pozostać .

Tak kasty walczą o swoje interesy, które nie są interesami kraju, nie mającego wiele ( o ile w ogóle) pożytku z ogromnej rzeszy habilitowanych generujących na drodze oszukiwania [ vide wyznania Rektora UJ https://blogjw.wordpress.com/2016/10/03/czy-prokuratura-z-urzedu-nie-powinna-wszczac-postepowania-wobec-oszustow/

] nowych studentów, kolejne zastępy magistrów i doktorów.

Rzecz jasna, aby ten proceder utrzymać trzeba utrzymać system habilitacyjny. Kasta habilitowanych alarmuje, że dla dobra nauki, dla utrzymania jej poziomu nie można znieść ich kastowości, bo doktoraty są kiepskie !

Nie podnosząc faktu, że to oni tą kiepskość zapewniają !

Nikt inny niż habilitowani w naszym systemie nie może przecież nadać doktoratu, więc tylko oni za ten niski poziom odpowiadają i jasno dokumentują swój niski poziom intelektualny i moralny zarazem !

Mają jednak w tej produkcji interes, bo ilością wypromowanych doktorów ,udyplomowianych studentów, mierzy się poziom uczelni , a oni tzn. habilitowani jak wypromują doktorów to do Pałacu zostaną wezwani na promocję profesorką !

Tak to funkcjonuje. Rzecz jasna w systemie wewnętrznym – kastowym, bez kontroli i konkurencji zewnętrznej. Ktoś kto by godził w interesy tak funkcjonującej kasty – zostanie z systemu wyklęty.

Nie jest to problem dzisiejszy – trwa od lat. Zagrażających akademickiej kaście formowanej w warunkach systemu komunistycznego kłamstwa usuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej. Do czasów obecnych przeszli członkowie kasty i ich milusińscy, którzy ani swej historii nie chcą poznać, ani nie chcą dobrej dla kraju zmiany, bo taka zmiana by ich wymiotła z normalnego systemu akademickiego.

Polskich uczelni nurkowanie do dna

ranking

Polskich uczelni nurkowanie do dna

Sezon wakacyjny. Wielu Polaków nad morzem, akademików – także. Ci ‚ najbiedniejsi’ rzecz jasna – nad morzami egzotycznymi. Nurkowanie to coraz częstsze hobby wczasowiczów. Niestety nie każdy rodzaj nurkowania jest tak przyjemny, jak wśród raf koralowych.

Polskie uczelnie wypełnione (poza wakacjami) licznymi, wielce utytułowanymi akademikami, często tak znakomitymi, że pobierającymi wynagrodzenia na 2 uczelniach, oprócz innych także znakomitych posad, nurkują i to do dna w rankingach światowych.

Okazuje się jednak, że te polskie znakomitości nic/niewiele znaczą w relacji do znakomitości nawet nie tak wielkich, z małych nawet krajów – jak Holandia czy Dania, żeby przytoczyć kraje pobliskie położone nad morzami bynajmniej nie egzotycznymi.

Takie wnioski nasuwa coroczny światowy ranking uczelni, w którym wiele małych krajów, i wiele uczelni zatrudniających znacznie mniej profesorów ( i to nawet nie prezydenckich) i doktorów ( i to nawet nie habilitowanych) na głowę bije polskie uczelnie.

Tytuły medialne alarmują :’Czarny dzień polskiej nauki. Nasze uczelnie spadają w światowym rankingu. Lepsze są nawet te w Chile

http://innpoland.pl/129011,czarny-dzien-polskiej-nauki-polskie-uczelnie-spadaja-w-swiatowym-rankingu-lepsze-sa-nawet-te-w-chile jakby stało się coś niezwykłego, niespodziewanego, nieprzewidywalnego.

W takich rankingach nigdy polskie uczelnie wysoko nie stały, co najwyżej w 4 setce, ale spadek jest znaczny, bo zaczynają sięgać dna.

Niestety te rankingi nie uwzględniają w swych kryteriach takich ulubionych w Polsce i systemowo silnie umocowanych oznak akademickiej potęgi jak liczby profesorów ( belwederskich – prezydenckich – rzecz jasna, czego kraje przodujące w nauce nie znają) i liczby doktorów habilitowanych ( co jest egzotyką w nauce światowej) stąd nasza potęga tytularna spada na samo dno.

Nie jest to proces jakiegoś załamania jednorocznego po wytężonym wysiłku wznoszenia licznych pałaców akademickich.

Taki spadek to łatwy do przewidzenia skutek izolacji upolitycznionego i patologicznego systemu nauki w Polsce od standardów światowych i pozostawanie w kręgu systemu przodującej nauki ‚socjalistycznej’ (stąd m. in. wieloletnia turystyka habilitacyjna) .

Po oczyszczeniu uczelni w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej (symbiotyczne działania SB-PZPR-nomenklaturowe/tchórzliwe/pro-socjalistyczne władze uczelni) z pasjonatów nauki i edukacji w III RP nie doszło do anulowania haniebnych anty-naukowych ekscesów, przywrócenia wyrzuconych, przeniesienia w stan nieszkodliwości – szkodzących. Doszło natomiast do burzliwego rozwoju niby-wyższego szkolnictwa w niemałym stopniu opanowanego przez siły PRL-owskich beneficjentów, z możliwościami zatrudniania się na n-tej liczbie etatów ( rzekomo z powodu niskich zarobków na uczelniach).

Proceder ten nieco ostatnio ograniczono, ale nie do końca, bo żadnej sile politycznej większe ograniczenia etatowe nie są na rękę.

Nie ograniczono trwającego od lat (a nawet wieków) procederu rekrutacji na etaty nie najlepszych ( czasem bardzo złych, szkodliwych) w ramach ustawianych na nich ‚konkursów’.

Chyba tylko ktoś bardzo ograniczony intelektualnie może sądzić, że corocznie rosnąca populacja nie najlepszych akademików polepszy stan nauki i edukacji w Polsce.

Jak również to, że jak zwiększymy znacznie finansowanie tych nie najlepszych, to oni staną się najlepszymi naukowo, a nie tylko finansowo !

Nie było i nie ma opcji otwarcia do tej pory zamkniętego systemu akademickiego, przeprowadzenia rzeczywistych reform opartych na znajomości prawdziwego stanu nauki w Polsce (gdzie należyte bazy danych ?) i przyczyn słabości tego stanu.

Nie ma opcji otwarcia się na Polonię akademicką, która na uczelniach zagranicznych odgrywa nieraz ważną rolę, a u nas nikt jej nie chce.

Nie było i nie ma otwarcia na akademików, którzy mimo pasji i osiągnięć pousuwano,  a i bez finansowania coś w nauce robili, często więcej i to znacznie od tych akademików etatowych!

Nie ma zresztą opcji prowadzenia otwartej ( nie ustawianej !) dyskusji o problemach nauki i edukacji wyższej w Polsce, ani na szczeblu najwyższym, ani na szczeblu podstawowym – klubowym, obywatelskim.

Setki moich tekstów ‚akademickich’ pozostaje na ogół bez komentarzy merytorycznych, jakkolwiek były obiektem brutalnych, niemerytorycznych ataków wysokich decydentów. Ale po latach wiele moich tez tacy wielcy decydenci powielają, ale dopiero po przejściu na emeryturę kiedy ( jaki sami podkreślają) nic już nim nie grozi.

Tacy to wielcy bojownicy o naprawę Polski akademickiej ! A ich uczelnie przez nich wcześniej zarządzane – tylko nurkują i nurkować będą, nawet jak się skończą wakacje i egzotyczni nurkowie wrócą do pieszczenia swoich akademickich, dożywotnich etatów, heroicznie walcząc o przyrost dochodów niezbędnych na kolejne wakacje akademickiego nurkowania i o wykluczanie tych co by im mogli w tym przeszkodzić.

Promotorzy nie dają sobie rady

drabina akademicka

Promotorzy nie dają sobie rady

NIK i media alarmują (http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/837798,uczelnie-nie-radza-sobie-z-plagiatami-e-system-to-fikcja-promotorzy-maja-zbyt-duzo-pracy.html), że promotorzy dyplomantów na uczelniach nie dają sobie rady.

Produkcja dyplomów idzie pełną parą, a tu powstają problemy z produkcją, bo efekt końcowy ma znamiona bubla, nie nadaje się do użytku. Kontrola jakości produkcji szwankuje. Problem nader poważny, bo na uczelniach produkuje się udyplomowione elity polityczne, gospodarcze, medialne i wszelakie inne, na których jakość niemal wszyscy narzekają. Koszty produkcji są znaczne, a efekt przerobu mizerny.

Podobno jest to skutek przeciążenia promotorów nadmierną pracą, tym bardziej, że wielu dla zwiększenia produkcji ( o zwiększeniu swoich zasobów finansowych nie wspominając) pracuje na wielu etatach. Prawdziwi stachanowcy !

Chociaż nie do końca, bo często jest to praca pozorna. Badań nad zdolnością promotorów do bilokacji, czy multilokacji brak, ale ich zdolność do zwielokrotniania swoich wynagrodzeń poprzez fikcyjną pracę nie może budzić wątpliwości.

W opinii publicznej tacy promotorzy, zwykle profesorowie i doktorzy, i to habilitowani, uważani są za misjonarzy prawdy strasznie pokrzywdzonymi w naszym systemie. Argumentuje się, że gdyby za tytuł/etat (nie mylić z pracą) otrzymywali tak ze trzy średnie krajowe, to by z produkcją dyplomów ( i nie tylko) dawali sobie radę lepiej.

Nie bierze się pod uwagę, że wielu mniej utytułowanych, słabiej wynagradzanych, dawało sobie radę lepiej, i to znacznie lepiej, z formowaniem dyplomantów.

I co ? Tych uznawano za zagrożenie dla systemu pozoranctwa akademickiego, dla oczywistej ( niemal dla każdego) hierarchii akademickiej i zarazem partyjnej, dla procesu produkcji bubli dyplomowych niezagrażających producentom.

Takich destabilizatorów systemu pousuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej poprzedzającą tzw. transformację, polegającą na zabezpieczeniu bezpieczeństwa Służbie Bezpieczeństwa i ich symbiontom partyjnym i akademickim, którzy rozpoczęli zwiększenie produkcji dyplomów osiągając poziom światowy. Niestety kontrola jakości dyplomów na ogół wykazuje, że produkowana jest głównie makulatura dyplomowa, z której korzyść mają co najwyżej zbieracze makulatury.

I do tej pory nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, aby do formowania dyplomantów zaangażować tych co z ich formowaniem nie mieli trudności, a nawet formowanie lepszych od siebie było ich pasję i obowiązkiem akademickim. Natomiast twórcy i beneficjenci tego patologicznego systemu całkiem zasadnie uważają, że angażowanie takich na uczelnie to by była dla nich katastrofa !

A zatem, póki co, mimo alarmów, produkcja bubli akademickich idzie pełną parą wypełniającą niemal całą przestrzeń publiczną.

Dlaczego wzorcowa dla innych uczelnia po wyrzuceniu mnie nie kwitnie ?

UJ

Dlaczego wzorcowa dla innych uczelnia po wyrzuceniu mnie nie kwitnie ?

U schyłku PRLu zostałem wyrzucony na bruk z najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni, czyli UJ . Mam wiedzę, że wyrzucenie to było poprzedzone kilkuletnimi symbiotycznymi działaniami operacyjnymi PZPR-SB -nomenklaturowe władze uczelni i stanowiły realizację ustawodawstwa PRL mającego oczyścić uczelnie z elementu dla systemu niewygodnego, elementu siłą rzeczy stanowiącego zagrożenie dla funkcjonowania uczelni.

Że jestem takim groźnym dla UJ elementem poinformował mnie rektor UJ Obywatel A. Koj , gdy dążyłem do unieważnienia pozamerytorycznej opinii anonimowej do dnia dzisiejszego komisji weryfikacyjnej i decyzji wyrzucenia mnie z UJ. Mając własne zdanie w tej kwestii poparte merytorycznymi argumentami w okresie tzw. transformacji wystąpiłem do rozpatrzenia sprawy przed sejmową komisją pojednawczą. Niestety komisja nie miała (samo)mocy pojednawczej i wobec braku chęci pojednania ze strony UJ ( ta strona groziła usunięciem mnie w ciągu tygodnia,  miesiąca, dwóch ? gdyby do szkodliwej dla UJ decyzji o moim powrocie na uczelnie doszło). Przedstawiciel UJ – pełnomocnik obywatela rektora – obywatel dziekan Cz. Jura argumentował, że po moim odejściu placówka kwitnie.

Mimo, że na uczelnię nie wróciłem, rektor UJ alarmował opinię publiczną, że z powodu niedosytu środków uczelnia więdnie ! stoi nad przepaścią co jest bardzo niewygodną pozycją, bo trzeba iść naprzód !

Każdy kto ma odrobiną chłopskiego rozumu, lub choćby odrobinę babskiej intuicji, nie może mieć wątpliwości, że jako nieobecny już na UJ nie mogłem być przyczyną jego więdnięcia, powodem jej stania nad przepaścią, a co najwyżej mój brak mógłby być tego powodem.

Na UJ robiłem to co etatowi ‚profesorowie’ nie byli w stanie robić, a co sobie nawet po wielu latach na swoje konto przypisywali, więc przyczyny więdnięcia uczelni należałoby upatrywać raczej w profesorii, a nie w Wieczorku.

Niestety pozostałość po Wielkiej Czystce Akademickiej schyłku PRL jest taka, że przed żadnym osłem nie śmie nawet mieć własnego zdania (!), więc żadną miarą nie jest w stanie poznać przyczyn swego i swej uczelni stanu, ani zabrać się do odpowiedniego dla uczelni działania.

Najtęższe umysły uniwersyteckie tak sprawy badają, że wychodzi im niezbicie, że NIKT nie został z uczelni usunięty, bezzasadnie przez reżim pokrzywdzony, no może z wyjątkiem L. Maleszki, no i ew. J. Woleńskiego,  wybitnego antylustratora, ulubieńca opozycyjnych (sic !) paneli.

No więc dlaczego do diabła uczelnia nie kwitnie ? Mamy podobno na uczelni sam kwiat największych umysłów starannie przez jawnych i tajnych współpracowników/decydentów systemu wyselekcjonowany i reprodukowany, a na uczelni nie ma kto uczyć na poziomie, recenzować prace, wykrywać plagiaty, odróżniać kwiaty od chwastów, badać procesy kwitnienia i więdnięcia ( i nie tylko) !

Moim zdaniem nie da się uwiądu moralnego i intelektualnego uczelni wytłumaczyć kiepskimi finansami, bo pozbawieni finansów mimo to kwitną, także jesienią, a nawet po nastania mrozów i to latami !

Chciałbym poznać zdanie innych.

Uniwersytety do likwidacji ?

Uniwersytety do likwidacji ?

W ostatnich latach był urodzaj na uniwersytety. Sejm pracował pełną parą, ale nie nad zmianami systemu nauki i edukacji, lecz nad zmianami nazw uczelni. Szkoły wyższe są już w zaniku, bo zastąpiły je akademie i uniwersytety, ale jednocześnie jak słyszymy, że poziom nauki i edukacji -spada ! Widać zmiana nazwy uczelni nie zmienia jej poziomu. Ciekawe dlaczego ?

Jak do tej pory nie zauważono, że nie ma korelacji między ilością uniwersytetów a poziomem wykształcenia spoleczeństwa, ani miejscem Polski na mapie naukowej świata. Nie zauważono też że wzmożone opatrywanie obolałych członków społeczności akademickiej – doktoratami, habilitacjami i profesurami jakoś nie przekłada się na poziom uczelni. Jesteśmy potęgą hablitacyjną, ale jednocześnie mizerią naukową i nie zanosi się aby coś w tej materii miało się zmienić.

Skoro motywacją są tytuły, więc ludzie je robią Gdyby zmieniono tak system aby motywacją byla nauka i edukacja na najwyzszym poziomie to bylaby szansa aby wyjść z obecnej zapaści, ale obecnie głownym problemem jest utrata nazw przez wiele nowych uniwersytetów . Jakie to ma znaczenie dla poziomu nauki w tych uczelniach – żadne.

Od nazwy poziom się nie podnosi, ani nie obniża.Trzeba na uczelniach zatrudniać ludzi, którzy mają motywację do nauki i edukacji, ale na taką zmianę systemu nie ma zgody. I tu jest pies pogrzebany.