Bolszewizm akademicki (i nie tylko) ma się dobrze

Bolszewia

Bolszewizm akademicki (i nie tylko)

ma się dobrze

BOLSZEWIZM

Po prostu ci ludzi tak odwykli od zrobienia czegokolwiek sami, a tak przywykli przywłaszczać sobie wszystko cudze, że im inne rozwiązanie nie postało w myśli.

Zofia Kossak – Pożoga

To opinia wybitnej pisarki po doświadczeniach instalowania bolszewizmu na Wołyniu przed niemal 100 laty. Ja takich doświadczeń z początkowym bolszewizmem siłą rzeczy nie mam, ale z bolszewickimi metodami tak w PRL, jak i w III RP to się zetknąłem i to nie jeden raz.

Szczególnie bliskie zetknięcia miały miejsce w sektorze akademickim, choć w schyłkowym okresie rozwoju systemu komunistycznego. Wcześniej świat akademicki generalnie reprezentował odmienny etos, ale wraz z ubywaniem świata II RP, ‚etos’ bolszewicki rósł w siłę, a praktykujący/rozpowszechniający ten etos – żyli dostatniej. I tak zostało mimo tzw. transformacji , bo świat akademicki od swych PRLowskich korzeni nie chciał i nadal nie chce się oderwać, a nawet ich poznać, zapewne aby nie mieć wyrzutów sumienia i zmniejszenia profitów.

Bolszewicka zasada przywłaszczania sobie cudzego w III RP wraz z rozwojem komputerów/internetu wręcz uległa wzmocnieniu, bo wielu uznało, że to co znalazło się w sieci, to można to łowić i jako swoje przedstawiać.

Plaga plagiatów stała się niejako symbolem obecnego systemu akademickiego i bynajmniej nie odnosi się ona tylko do studentów ( z czym się niby walczy), ale w niemałym stopniu do ich nauczycieli, których niemała część tak odwykła od robienia czegokolwiek samemu, tak przywykła przywłaszczać sobie wszystko co cudze, że inne rozwiązania całkiem im do głowy nie przychodzą [ tak jak pisała Zofia Kossak o bolszewii].

Czyli bolszewizm pełną gębą.

Co prawda Polska to kraj w głównej mierze katolicki, a VII przykazanie winno obowiązywać nie tylko katolików, jednak nikt sobie nic z tego nie robi, bo bolszewizm tak silnie nad nimi zapanował.

Plagiatorzy nie są wykluczani (na ogół) ze społeczności akademickiej, natomiast wykrywający plagiaty – jak najbardziej.

Nie nadają się do bolszewickiego społeczeństwa akademickiego !

Orientacja polityczna nie ma tu większego znaczenia – bolszewizm stał się ponad partyjny, można rzec – apolityczny ?!

Powszechnie kradnie się zdjęcia, bo to przecież – nic, każdy (niemal) je może zrobić, więc dlaczego to robić skoro można sobie przywłaszczyć łowiąc zdjęcia w sieci. Taniej to wychodzi – bo nie potrzeba kupić aparatu, być we właściwym miejscu i właściwym czasie ( to często sporo kosztuje), nauczyć się widzieć to czego inni nie potrafią dojrzeć – więc po złowieniu w sieci zdjęcie umieszcza się u ‚siebie’ ( broń Boże nie podając autora) i można uchodzić za twórcę. Jeśli autor prawdziwy by zaprotestował, albo oddał do sądu (sprawę ma wygraną nawet w naszych sądach) to by na drania wyszedł – bo tak u nas działa utrwalanie bolszewickich nawyków i zdobyczy.

Tak zresztą wygląda i sprawa tekstów złowionych w sieci, które rybacy przyrządzają nie tylko na przystawkę, ale i na główne danie. Rzecz jasna i takich ‚rybaków’ przyłapałem na gorącym uczynku, zaproponowałem co z nimi zrobić – ale co z tego ? [Na froncie walki z plagiatami – bez zmian https://blogjw.wordpress.com/2009/05/26/na-froncie-walki-z-plagiatami-bez-zmian/%5D

U nas istnieje wielka tolerancja w stosunku do tych co przywykli przywłaszczać sobie wszystko cudze, czyli bolszewików permanentnych. 

Grabież akademicka – wiedzy, dorobku, zbiorów naukowych, jest na porządku dziennym. Mimo upływu lat mam w uszach – pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, jest wiedzą PANu. No i co ? Jak nie dasz,  to zostaniesz załatwiony jak na każdym etapie funkcjonowania systemu bolszewickiego.

Z mojej roboty uczelnianej w historii mojej uczelni/instytutu zostawiono tylko ok. 20 %, [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/recenzja-nauki-geologiczne-w-uniwersytecie-jagiellonskim/] resztę zapisując sobie na swoje konto – bolszewickie rzecz jasna. Zważyć przy tym należy, że moje konto zdaniem bolszewików było negatywne, bo prowadziło do ‚psucia młodzieży’ – ale jak je zapisano na konto akademickich bolszewików to stało się pozytywne !?

Nie znam ani jednego historyka, który by tę kwestię podjął, nie znam ani jednego ‚solidarnościowca’ aby wyraził solidarność z okradzionym z dorobku akademickiego – wręcz przeciwnie. Widocznie to są standardy, więc z nimi się nie walczy, lecz akceptuje, nagradza, gloryfikuje. Trzeba ludzi łączyć, a nie dzielić ! więc jak się podzielą tym co jeden zrobi, to ich to połączy, a jak taki jeden pójdzie w odstawkę, w niepamięć, to i dzielić nie będzie. Tak ‚rozumuje’ i propaguje bolszewia akademicka, bolszewii solidarnościowej nie wyłączając.

Wieczne (przynajmniej na ziemskim padole) potępienie dla okradanych, wieczne (przynajmniej dożywotne) uwielbienie dla bolszewii i jej zdobyczy, i w tej materii dobrej zmiany jak nie było widać, tak i nie widać.

Bolszewicki smog pokrył swym całunem niemal całą materię akademicką (i nie tylko).

Dyplomy, dyplomy – na sprzedaż

Dyplomy

Dyplomy, dyplomy – na sprzedaż

W Polsce dyplom traktowany jest jak fetysz. Mroczny obiekt pożądania. Ludziska są w stanie wszystko zrobić aby go zdobyć.

Nie bez przyczyny firmy oferujące pisanie prac licencjackich, magisterskich a nawet doktorskich – od lat prosperują znakomicie, gdy inne firmy upadają. Zapotrzebowanie na dyplomy nadal się utrzymuje.

Są też firmy zajmujące się wręcz fałszowaniem dyplomów,  biorące zapewne przykład ze słynnej wytwórni prac magisterskich Juliana Haraschina funkcjonującej w Polsce Ludowej.(https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-haraschina/.

Ostatnio policja zajmująca się zwalczaniem przestępczości gospodarczej odniosła znaczący sukces wykrywając fałszerzy dyplomów, którzy w okresie 2009-2012 sfałszowali i sprzedali blisko 100 dyplomów renomowanych uczelni w Polsce.http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/114074,Final-sprawy-przeciwko-falszerzom-dyplomow.html Zarobili blisko pól miliona złotych, bo ceny wahały się od 4 tys. za odpis, do 8 tys. zł za dyplom. A chętnych nie brakowało.

Wielkiego rabanu w mediach na ten temat nie było. Bo niby dlaczego ? Wszyscy się już przyzwyczaili do podobnych procederów. Plagiaty – inna forma nieuczciwego zdobywania dyplomów ( i nie tylko) są na porządku dziennym, a nie ma woli, aby z systemu wykluczać tych co plagiatują, a nie tych co plagiaty wykrywają.

Inni w pogoni za dyplomami piszą różne dyrdymały i jeśli są swoi,  to na ogół znajdują takich co ich pod niebiosa będą wychwalać, a przynajmniej swoim autorytetem osłaniać.

Dyplomowanych i to nie jeden raz – licencjacko, magistersko, doktorsko – mamy w biznesie i polityce co niemiara, a biznes i polityka leży, tzn. tam gdzie Polska – leży kamieni kupa.

Nasz system preferuje dyplomy – jest systemem tytularnym, a nie merytorycznym, i ten jest najważniejszy, najlepszy, kto dyplomy/tytuły posiada, bez względu na to co w głowie posiada i jaki pożytek z głowy robi.

Jest więc tak, że jedni mają głowę – inni tytuły. Co więcej w Polsce tytuł profesora to jest honor, mimo tego, że w praktyce, w życiu,  jest tak, że jedni mają honor, a drudzy profesurę, a nader rzadko jedno i drugie. ( bibliografia nahttps://nfaetyka.wordpress.com/, https://blogjw.wordpress.com/)

Toczy się postępowanie prokuratorskie w sprawie prezesa Business Centre Club – Marka Goliszewskiego, który miał ochotę uzyskać dyplom doktora i chyba by go uzyskał, bo zaprzyjaźnieni profesorowie byli za, ale studenci kierując się kryteriami merytorycznymi – postawili barykadę i to tak mocną, że nawet profesorowie nie byli w stanie jej sforsować.

No cóż, skoro profesorowie u nas nie trzymają poziomu, ani honoru, studenci muszą stać na straży jakości nauki i nauczania w Polsce.

Nie zawsze to im się udawało. Gdy w systemie Polski Ludowej argumentowali zasadnie wobec haniebnych poczynań profesorów ‚ takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek ’https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/ profesorowie zamiast godności – wybierali nicość i taką naukę w Polsce do XXI wieku wprowadzili. Teraz tylko walczą aby taka nauka w Polsce została i na następne wieki i tylko w studentach nadzieja, że im to się nie uda.

Profesorowie – beneficjenci systemu zła, nie mają w tym interesu aby system zła przekształcić w system dobra. Baa….,  nawet by tego nie potrafili, bo zło im się z dobrem pomieszało. Nawet argumentują nieraz, że skoro są profesorami – to oni są dobrem, bo dobrem jest profesura im nadana, a nawet gdy ze zła (plagiatu, oszustwa, nicości ) ona pochodzi, nie wolno im tego odbierać, bo to by dopiero było zło !

Określone ramy walki z nieuczciwością

VII

Skoro program antyplagiatowy nie przesadza o nieuczciwości trzeba go wprowadzić powszechnie

(w ramach walki z nieuczciwością)

To, że mamy plagę plagiatów, brak poszanowania własności – wiadomo od dawna. Plagiatują wszyscy – począwszy od rektorów, poprzez szeregowych pracowników naukowych, studentów,  do licealistów, gimnazjalistów, a może i uczniaków ze szkół podstawowych. Chyba tylko przedszkolaki nie plagiatują, bo zdaje się nie mogą się nawet uczyć pisania (a zatem i plagiatowania).

Na straży uczciwości ma od pewnego czasu stać program antyplagiatowy, bo nauczyciele stać nie mogą, jako że sami plagiatują, mają trudności ze zrozumieniem nawet prostych tekstów, nie mówiąc o znajomości literatury. Co więcej, mają za dużo obowiązków związanych z ‚pieszczeniem’ etatów, aby należycie opiekowali się podopiecznymi. W tej niewdzięcznej działalności musi ich wyręczać niemało kosztujący program antyplagiatowy (mimo że na naukę, potrafiących wychwytywać plagiaty – nie ma pieniędzy).

Ostatnio media podały Prokuratura umorzyła śledztwo wobec byłych studentów Uniwersytetu Pedagogicznego, którzy mieli bezprawnie wykorzystać cudzą twórczość w swoich pracach dyplomowych. Śledczy uznali, że wskazania programu antyplagiatowego nie przesądzają o ich nieuczciwości.’Studenci krakowskiej uczelni nie splagiatowali prac magisterskich. Maciej Pietrzyk – Dziennik Polski 3 marca 2015 r.)

No bo tak jest, ‚ Raport z programu antyplagiatowego pokazuje wszystkie zapożyczenia. Także te, które są jak najbardziej poprawne i zgodne z regułami cytowania. Nawet więc duża liczba zapożyczeń nie wskazuje, że praca jest plagiatem. To może ocenić dopiero promotor pracy, dokładnie analizując jej treść….’ i to wiadomo od dawna.

A jakie są konsekwencje tej wiedzy ? „System antyplagiatowy w gimnazjach i liceach. Jeszcze w tym roku szkolnym system antyplagiatowy ma działać w polskich szkołach. Wprowadzą go wspólnie firmy Librus, producent e-dzienników, oraz Plagiat.pl, twórca systemu, z którego korzysta większość uczelni w naszym kraju’ (op.cit.) i dalej ‚Wszystkie uczelnie będą sprawdzać prace dyplomowe. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego tworzy ogólnopolską bazę, w której znajdą się wszystkie prace licencjackie oraz magisterskie obronione na polskich uczelniach po 30 września 2009 r.’ (op.cit.) .

Czyli, rzecz jasna, skoro program antyplagiatowy nie przesądza o nieuczciwości, trzeba go wprowadzić powszechnie. Mimo braku pieniędzy !

Kilka lat temu splagiatowany przez zespół walczących z plagiatami zaproponowałem naprawę istniejącego systemu poprzez wyrejestrowanie z populacji akademickiej osób popełniających plagiaty a zarejestrowaniu osób potrafiących plagiaty wykrywać. (Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii –http://www.nfa.pl/articles.php?id=493&PHPSESSID=20c4a68065ea680e38defc66c29a63d5

Tekst ten cieszy się ogromną i nie malejącą popularnością (od 2008 r.) ale nikt tego programu naprawczego nie chce wprowadzić w życie. Kto by na tym zarobił ? Nikt ! Gdyby go wprowadzono w życie – wiele uczelni natomiast by padło, bo by nie spełniały minimów kadrowych !

Kiedy na przełomie lat 70/80 otrzymałem do recenzji prace dyplomowe prowadzone przez etatowych profesorów wychwyciłem od razu plagiaty (nieduże, stronicowe, ale plagiaty). I co ? W konsekwencji ja zostałem odsunięty od recenzowania profesorskich magistrantów (w końcu jakieś konsekwencje muszą być dla takich !) a etatowi „profesorowie” przystąpili do produkcji imponującej ilości absolwentów „wyższych szkół plagiatowania” ku zadowoleniu niemal całego społeczeństwa cieszącego się z każdego nic/mało wartego dyplomu/tytułu, niczym plemiona kolonizowanych krajów, cieszące się z obdarowywania wisiorkami i różnymi świecidełkami.

Co w tym dziwnego, że Polska się stacza, skoro staczają się od lat (a nawet wieków) uniwersytety, które w założeniu miały kształcić elity do rządzenia dużym europejskim krajem, a kształcą ‚niby-elity’, pseudo-elity, łże- elity’ i bynajmniej prestiżu na naszym podwórku nie tracą. Programu naprawczego brak, a ci którzy coś do naprawy zaproponują -zostają wyklęci, objęci zmową milczenia.