Bolszewizm akademicki (i nie tylko) ma się dobrze

Bolszewia

Bolszewizm akademicki (i nie tylko)

ma się dobrze

BOLSZEWIZM

Po prostu ci ludzi tak odwykli od zrobienia czegokolwiek sami, a tak przywykli przywłaszczać sobie wszystko cudze, że im inne rozwiązanie nie postało w myśli.

Zofia Kossak – Pożoga

To opinia wybitnej pisarki po doświadczeniach instalowania bolszewizmu na Wołyniu przed niemal 100 laty. Ja takich doświadczeń z początkowym bolszewizmem siłą rzeczy nie mam, ale z bolszewickimi metodami tak w PRL, jak i w III RP to się zetknąłem i to nie jeden raz.

Szczególnie bliskie zetknięcia miały miejsce w sektorze akademickim, choć w schyłkowym okresie rozwoju systemu komunistycznego. Wcześniej świat akademicki generalnie reprezentował odmienny etos, ale wraz z ubywaniem świata II RP, ‚etos’ bolszewicki rósł w siłę, a praktykujący/rozpowszechniający ten etos – żyli dostatniej. I tak zostało mimo tzw. transformacji , bo świat akademicki od swych PRLowskich korzeni nie chciał i nadal nie chce się oderwać, a nawet ich poznać, zapewne aby nie mieć wyrzutów sumienia i zmniejszenia profitów.

Bolszewicka zasada przywłaszczania sobie cudzego w III RP wraz z rozwojem komputerów/internetu wręcz uległa wzmocnieniu, bo wielu uznało, że to co znalazło się w sieci, to można to łowić i jako swoje przedstawiać.

Plaga plagiatów stała się niejako symbolem obecnego systemu akademickiego i bynajmniej nie odnosi się ona tylko do studentów ( z czym się niby walczy), ale w niemałym stopniu do ich nauczycieli, których niemała część tak odwykła od robienia czegokolwiek samemu, tak przywykła przywłaszczać sobie wszystko co cudze, że inne rozwiązania całkiem im do głowy nie przychodzą [ tak jak pisała Zofia Kossak o bolszewii].

Czyli bolszewizm pełną gębą.

Co prawda Polska to kraj w głównej mierze katolicki, a VII przykazanie winno obowiązywać nie tylko katolików, jednak nikt sobie nic z tego nie robi, bo bolszewizm tak silnie nad nimi zapanował.

Plagiatorzy nie są wykluczani (na ogół) ze społeczności akademickiej, natomiast wykrywający plagiaty – jak najbardziej.

Nie nadają się do bolszewickiego społeczeństwa akademickiego !

Orientacja polityczna nie ma tu większego znaczenia – bolszewizm stał się ponad partyjny, można rzec – apolityczny ?!

Powszechnie kradnie się zdjęcia, bo to przecież – nic, każdy (niemal) je może zrobić, więc dlaczego to robić skoro można sobie przywłaszczyć łowiąc zdjęcia w sieci. Taniej to wychodzi – bo nie potrzeba kupić aparatu, być we właściwym miejscu i właściwym czasie ( to często sporo kosztuje), nauczyć się widzieć to czego inni nie potrafią dojrzeć – więc po złowieniu w sieci zdjęcie umieszcza się u ‚siebie’ ( broń Boże nie podając autora) i można uchodzić za twórcę. Jeśli autor prawdziwy by zaprotestował, albo oddał do sądu (sprawę ma wygraną nawet w naszych sądach) to by na drania wyszedł – bo tak u nas działa utrwalanie bolszewickich nawyków i zdobyczy.

Tak zresztą wygląda i sprawa tekstów złowionych w sieci, które rybacy przyrządzają nie tylko na przystawkę, ale i na główne danie. Rzecz jasna i takich ‚rybaków’ przyłapałem na gorącym uczynku, zaproponowałem co z nimi zrobić – ale co z tego ? [Na froncie walki z plagiatami – bez zmian https://blogjw.wordpress.com/2009/05/26/na-froncie-walki-z-plagiatami-bez-zmian/%5D

U nas istnieje wielka tolerancja w stosunku do tych co przywykli przywłaszczać sobie wszystko cudze, czyli bolszewików permanentnych. 

Grabież akademicka – wiedzy, dorobku, zbiorów naukowych, jest na porządku dziennym. Mimo upływu lat mam w uszach – pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, jest wiedzą PANu. No i co ? Jak nie dasz,  to zostaniesz załatwiony jak na każdym etapie funkcjonowania systemu bolszewickiego.

Z mojej roboty uczelnianej w historii mojej uczelni/instytutu zostawiono tylko ok. 20 %, [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/recenzja-nauki-geologiczne-w-uniwersytecie-jagiellonskim/] resztę zapisując sobie na swoje konto – bolszewickie rzecz jasna. Zważyć przy tym należy, że moje konto zdaniem bolszewików było negatywne, bo prowadziło do ‚psucia młodzieży’ – ale jak je zapisano na konto akademickich bolszewików to stało się pozytywne !?

Nie znam ani jednego historyka, który by tę kwestię podjął, nie znam ani jednego ‚solidarnościowca’ aby wyraził solidarność z okradzionym z dorobku akademickiego – wręcz przeciwnie. Widocznie to są standardy, więc z nimi się nie walczy, lecz akceptuje, nagradza, gloryfikuje. Trzeba ludzi łączyć, a nie dzielić ! więc jak się podzielą tym co jeden zrobi, to ich to połączy, a jak taki jeden pójdzie w odstawkę, w niepamięć, to i dzielić nie będzie. Tak ‚rozumuje’ i propaguje bolszewia akademicka, bolszewii solidarnościowej nie wyłączając.

Wieczne (przynajmniej na ziemskim padole) potępienie dla okradanych, wieczne (przynajmniej dożywotne) uwielbienie dla bolszewii i jej zdobyczy, i w tej materii dobrej zmiany jak nie było widać, tak i nie widać.

Bolszewicki smog pokrył swym całunem niemal całą materię akademicką (i nie tylko).

Dyplomy, dyplomy – na sprzedaż

Dyplomy

Dyplomy, dyplomy – na sprzedaż

W Polsce dyplom traktowany jest jak fetysz. Mroczny obiekt pożądania. Ludziska są w stanie wszystko zrobić aby go zdobyć.

Nie bez przyczyny firmy oferujące pisanie prac licencjackich, magisterskich a nawet doktorskich – od lat prosperują znakomicie, gdy inne firmy upadają. Zapotrzebowanie na dyplomy nadal się utrzymuje.

Są też firmy zajmujące się wręcz fałszowaniem dyplomów,  biorące zapewne przykład ze słynnej wytwórni prac magisterskich Juliana Haraschina funkcjonującej w Polsce Ludowej.(https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-haraschina/.

Ostatnio policja zajmująca się zwalczaniem przestępczości gospodarczej odniosła znaczący sukces wykrywając fałszerzy dyplomów, którzy w okresie 2009-2012 sfałszowali i sprzedali blisko 100 dyplomów renomowanych uczelni w Polsce.http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/114074,Final-sprawy-przeciwko-falszerzom-dyplomow.html Zarobili blisko pól miliona złotych, bo ceny wahały się od 4 tys. za odpis, do 8 tys. zł za dyplom. A chętnych nie brakowało.

Wielkiego rabanu w mediach na ten temat nie było. Bo niby dlaczego ? Wszyscy się już przyzwyczaili do podobnych procederów. Plagiaty – inna forma nieuczciwego zdobywania dyplomów ( i nie tylko) są na porządku dziennym, a nie ma woli, aby z systemu wykluczać tych co plagiatują, a nie tych co plagiaty wykrywają.

Inni w pogoni za dyplomami piszą różne dyrdymały i jeśli są swoi,  to na ogół znajdują takich co ich pod niebiosa będą wychwalać, a przynajmniej swoim autorytetem osłaniać.

Dyplomowanych i to nie jeden raz – licencjacko, magistersko, doktorsko – mamy w biznesie i polityce co niemiara, a biznes i polityka leży, tzn. tam gdzie Polska – leży kamieni kupa.

Nasz system preferuje dyplomy – jest systemem tytularnym, a nie merytorycznym, i ten jest najważniejszy, najlepszy, kto dyplomy/tytuły posiada, bez względu na to co w głowie posiada i jaki pożytek z głowy robi.

Jest więc tak, że jedni mają głowę – inni tytuły. Co więcej w Polsce tytuł profesora to jest honor, mimo tego, że w praktyce, w życiu,  jest tak, że jedni mają honor, a drudzy profesurę, a nader rzadko jedno i drugie. ( bibliografia nahttps://nfaetyka.wordpress.com/, https://blogjw.wordpress.com/)

Toczy się postępowanie prokuratorskie w sprawie prezesa Business Centre Club – Marka Goliszewskiego, który miał ochotę uzyskać dyplom doktora i chyba by go uzyskał, bo zaprzyjaźnieni profesorowie byli za, ale studenci kierując się kryteriami merytorycznymi – postawili barykadę i to tak mocną, że nawet profesorowie nie byli w stanie jej sforsować.

No cóż, skoro profesorowie u nas nie trzymają poziomu, ani honoru, studenci muszą stać na straży jakości nauki i nauczania w Polsce.

Nie zawsze to im się udawało. Gdy w systemie Polski Ludowej argumentowali zasadnie wobec haniebnych poczynań profesorów ‚ takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek ’https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/ profesorowie zamiast godności – wybierali nicość i taką naukę w Polsce do XXI wieku wprowadzili. Teraz tylko walczą aby taka nauka w Polsce została i na następne wieki i tylko w studentach nadzieja, że im to się nie uda.

Profesorowie – beneficjenci systemu zła, nie mają w tym interesu aby system zła przekształcić w system dobra. Baa….,  nawet by tego nie potrafili, bo zło im się z dobrem pomieszało. Nawet argumentują nieraz, że skoro są profesorami – to oni są dobrem, bo dobrem jest profesura im nadana, a nawet gdy ze zła (plagiatu, oszustwa, nicości ) ona pochodzi, nie wolno im tego odbierać, bo to by dopiero było zło !

Określone ramy walki z nieuczciwością

VII

Skoro program antyplagiatowy nie przesadza o nieuczciwości trzeba go wprowadzić powszechnie

(w ramach walki z nieuczciwością)

To, że mamy plagę plagiatów, brak poszanowania własności – wiadomo od dawna. Plagiatują wszyscy – począwszy od rektorów, poprzez szeregowych pracowników naukowych, studentów,  do licealistów, gimnazjalistów, a może i uczniaków ze szkół podstawowych. Chyba tylko przedszkolaki nie plagiatują, bo zdaje się nie mogą się nawet uczyć pisania (a zatem i plagiatowania).

Na straży uczciwości ma od pewnego czasu stać program antyplagiatowy, bo nauczyciele stać nie mogą, jako że sami plagiatują, mają trudności ze zrozumieniem nawet prostych tekstów, nie mówiąc o znajomości literatury. Co więcej, mają za dużo obowiązków związanych z ‚pieszczeniem’ etatów, aby należycie opiekowali się podopiecznymi. W tej niewdzięcznej działalności musi ich wyręczać niemało kosztujący program antyplagiatowy (mimo że na naukę, potrafiących wychwytywać plagiaty – nie ma pieniędzy).

Ostatnio media podały Prokuratura umorzyła śledztwo wobec byłych studentów Uniwersytetu Pedagogicznego, którzy mieli bezprawnie wykorzystać cudzą twórczość w swoich pracach dyplomowych. Śledczy uznali, że wskazania programu antyplagiatowego nie przesądzają o ich nieuczciwości.’Studenci krakowskiej uczelni nie splagiatowali prac magisterskich. Maciej Pietrzyk – Dziennik Polski 3 marca 2015 r.)

No bo tak jest, ‚ Raport z programu antyplagiatowego pokazuje wszystkie zapożyczenia. Także te, które są jak najbardziej poprawne i zgodne z regułami cytowania. Nawet więc duża liczba zapożyczeń nie wskazuje, że praca jest plagiatem. To może ocenić dopiero promotor pracy, dokładnie analizując jej treść….’ i to wiadomo od dawna.

A jakie są konsekwencje tej wiedzy ? „System antyplagiatowy w gimnazjach i liceach. Jeszcze w tym roku szkolnym system antyplagiatowy ma działać w polskich szkołach. Wprowadzą go wspólnie firmy Librus, producent e-dzienników, oraz Plagiat.pl, twórca systemu, z którego korzysta większość uczelni w naszym kraju’ (op.cit.) i dalej ‚Wszystkie uczelnie będą sprawdzać prace dyplomowe. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego tworzy ogólnopolską bazę, w której znajdą się wszystkie prace licencjackie oraz magisterskie obronione na polskich uczelniach po 30 września 2009 r.’ (op.cit.) .

Czyli, rzecz jasna, skoro program antyplagiatowy nie przesądza o nieuczciwości, trzeba go wprowadzić powszechnie. Mimo braku pieniędzy !

Kilka lat temu splagiatowany przez zespół walczących z plagiatami zaproponowałem naprawę istniejącego systemu poprzez wyrejestrowanie z populacji akademickiej osób popełniających plagiaty a zarejestrowaniu osób potrafiących plagiaty wykrywać. (Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii –http://www.nfa.pl/articles.php?id=493&PHPSESSID=20c4a68065ea680e38defc66c29a63d5

Tekst ten cieszy się ogromną i nie malejącą popularnością (od 2008 r.) ale nikt tego programu naprawczego nie chce wprowadzić w życie. Kto by na tym zarobił ? Nikt ! Gdyby go wprowadzono w życie – wiele uczelni natomiast by padło, bo by nie spełniały minimów kadrowych !

Kiedy na przełomie lat 70/80 otrzymałem do recenzji prace dyplomowe prowadzone przez etatowych profesorów wychwyciłem od razu plagiaty (nieduże, stronicowe, ale plagiaty). I co ? W konsekwencji ja zostałem odsunięty od recenzowania profesorskich magistrantów (w końcu jakieś konsekwencje muszą być dla takich !) a etatowi „profesorowie” przystąpili do produkcji imponującej ilości absolwentów „wyższych szkół plagiatowania” ku zadowoleniu niemal całego społeczeństwa cieszącego się z każdego nic/mało wartego dyplomu/tytułu, niczym plemiona kolonizowanych krajów, cieszące się z obdarowywania wisiorkami i różnymi świecidełkami.

Co w tym dziwnego, że Polska się stacza, skoro staczają się od lat (a nawet wieków) uniwersytety, które w założeniu miały kształcić elity do rządzenia dużym europejskim krajem, a kształcą ‚niby-elity’, pseudo-elity, łże- elity’ i bynajmniej prestiżu na naszym podwórku nie tracą. Programu naprawczego brak, a ci którzy coś do naprawy zaproponują -zostają wyklęci, objęci zmową milczenia.

Uczelnie, które dawały sobie radę z walczącymi z patologiami nie dają sobie rady z plagiatami

 NIK( na marginesie raportu NIK)

Uczelnie, które dawały sobie radę z walczącymi z patologiami nie dają sobie rady z plagiatami

Po raz n-ty jak na dłoni widać skutki Wielkiej Czystki Akademickiej i utrzymywania patologicznego systemu nauki i szkolnictwa wyższego zainstalowanego u zarania Polski komunistycznej.

Z kolejnego raportu NIK na temat patologii akademickich wynika , że uczelnie nie radzą sobie z plagiatami http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-ochronie-praw-autorskich-w-pracach-dyplomowych.html http://www.nik.gov.pl/plik/id,7574,vp,9506.pdf

Uczelnie od pewnego czasu są obligowane do stosowania programów antyplagiatowych aby powstrzymać plagę plagiatów, ale te zdaniem NIK okazały się mało przydatne i nieskuteczne’ co całkiem potwierdza moje ‚proroctwa’ w sprawie skutków walki z plagiatami metodami kuriozalnymi.

W raporcie NIK czytamy „ Na budowane przez uczelnie mechanizmy kontroli oryginalności prac dyplomowych składały się przede wszystkim: oświadczenia studentów o samodzielnym napisaniu pracy dyplomowej, opieka promotora, recenzja pracy i egzamin dyplomowy. Większość skontrolowanych uczelni (12 spośród 14) lub ich niektóre jednostki organizacyjne (wydziały) wykorzystywała dodatkowo także (jeszcze przed wejściem w życie obowiązku) komputerowe programy antyplagiatowe. i dalej Opieka promotorska w skontrolowanych szkołach była mało skuteczna. Przyjęte w 10 uczelniach rozwiązania organizacyjne nie sprzyjały, a czasem wręcz uniemożliwiały promotorom rzetelne wspieranie i nadzorowanie studentów, sporządzających pod ich kierunkiem prace dyplomowe. Część zbadanych podczas kontroli NIK prac zawierała nieuprawnione zapożyczenia. Zdarzało się, że promotorzy nie zauważali bądź wręcz ignorowali i lekceważyli zauważone przypadki. Zdaniem NIK problemem jest przypisywanie promotorom nadmiernej liczby studentów – zdarzało się, że w jednym roku akademickim pod kierunkiem jednego promotora pracę pisało ponad 100 osób.”

I jeszcze kilka cytatow z raportu NIK „

W ocenie niemal ¼ ankietowanych studentów promotorzy niedokładnie czytali ich prace dyplomowe „…”Zdaniem NIK ważne jest, by nauczyciele akademiccy promowali poszanowanie praw autorskich i uczciwości intelektualnej (w szczególności poprzez własny przykład), jednocześnie uświadamiając studentów o nieuchronności kary za naruszanie tych praw. ..”

W ramach kontroli NIK przeprowadzono anonimową ankietę pośród 1410 studentów na wszystkich skontrolowanych uczelniach. 12% badanych studentów stwierdziło, że znane są im przypadki, kiedy praca dyplomowa kupiona w Internecie została pozytywnie oceniona i obroniona.  „

W gruncie rzeczy nic nowego . To są patologie znane mi od lat, a nawet wieków i wielokrotnie o nich pisałem, bez reakcji zarządzających uczelniami, jak i opozycji rzekomo dążącej do zmiany systemu na lepszy !

Mój ‚Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii’ http://www.nfa.pl/articles.php?id=493&PHPSESSID=20c4a68065ea680e38defc66c29a63d5 nadal nie został wprowadzony w życie i nie ma woli walczących rzekomo z plagiatam, i aby go w życie wprowadzić. (Dlaczego nie wdraża się mojego darmowego programu antyplagiatowego ?https://blogjw.wordpress.com/2011/05/25/dlaczego-nie-wdraza-sie-mojego-darmowego-programu-antyplagiatowego/).

Zapewne nie bez przyczyny, skoro to wśród walczących z plagiatami plagiatorów, i to wysokiego szczebla akademickiego, nie brakuje . I tak jest od lat, bo z uczelni nie usuwano tych co plagiaty popełniali, tylko tych co je wykrywali i ujawniali ! Ci stanowili zagrożenie dla uczelni (fakt, że nie tylko z tego powodu, bo degrengolada akademicka była i jest wieloskładnikowa, systemowa i walka z plagiatami to tylko jeden składnik walki z patologicznym systemem).

Wg NIK „Opieka promotorska w skontrolowanych szkołach była mało skuteczna..” czemu trudno się dziwić mając wiedzę skąd się wzięły obecne kadry akademickie https://www.youtube.com/watch?v=TrylrbBKIXw

Jeszcze u schyłku PRL byłem świadkiem mało skutecznej opieki promotorskiej szczególnie ze strony etatowych profesorów nie dających sobie rady z wypełnianiem swoich obowiązków, ale to ci promotorzy z racji posiadania tytułów byli i są otoczeni prestiżem, wręcz kultem, a ci co sobie radę dawali- zostali i są nadal wykluczeni ! .

W raporcie NIK A.D. 2014 czytamy:.Zdaniem NIK ważne jest, by nauczyciele akademiccy promowali poszanowanie praw autorskich i uczciwości intelektualnej (w szczególności poprzez własny przykład)” , a ja tą ważność podkreślałem przed ok. 30 laty z wiadomymi skutkami ( http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/) . Niestety beneficjentom systemu nawet do głowy nie przychodzi aby profesorów dających zły przykład, a przy tym niszczących dożywotnio tych co dobry przykład studentom dawali ( to zgodnie z principiami systemu nazywano negatywnym oddziaływaniem na młodzież !) winno się przenosić w stan nieszkodliwości. A ja takie środki zapobiegające kryzysowi i degradacji uniwersytetu postulowałem w ciemnych latach 80-tych, bez jakiegokolwiek wsparcia także strony solidarnościowej, która wyrzekając się ideałów „Solidarności” wybierała solidarność z patologicznym aparatem degrengolady moralnej. Skutki są jak widać, a ochoty na przyznanie się do grzechów, jak nie było, tak nie ma.

Jak się dom postawi na terenie bagiennym bez należytych fundamentów to dom się wcześniej czy później zawali, podobnie jak posadowiony na osuwisku się osunie i rozleci nawet jak nie jest to domek z kart a z betonu ( niechby nawet akademickiego). Skoro nasze uczelnie posadowiono na niewłaściwym gruncie i fundamenty są do niczego, to ich los jest przesądzony i żadne ‚czyszczenie kominów’, czy ‚uchylanie lufcików’ im nie pomoże.

Trzeba stworzyć właściwe fundamenty dla utrzymania uczelni w postawie wyprostowanej, ale jak do tej pory takiej strategii ani rządzących ani pragnących rządzić – nie ma.

 

Czy chodzi o likwidację studentów, czy plagiatów ?

Czy chodzi o likwidację studentów, czy plagiatów ?

Tytuł tekstu„Wojna przeciw nieuczciwym studentom” w Dzienniku PolskimWojna przeciw nieuczciwym studentom (30.05.2011) prowokuje do pytania: Czy chodzi o likwidację studentów, czy plagiatów ?

Gdyby chodziło o likwidację plagiatów front wojenny winien być inaczej zdefiniowany i obejmować przede wszystkim nieuczciwych/niekompetentnych ‚profesorów’ – uczących studentów. Studenci są na studiach lat kilka, ‚profesorowie’ lat kilkadziesiąt i jak swoją nieuczciwością będą dawać przykład kolejnym pokoleniom studentów, to jasne jest, że nieuczciwość na uczelniach nie zniknie – będzie nadal generowana, nawet jeśli corocznie będziemy usuwać część nieuczciwych studentów.

Powinno się prowadzić wojnę przeciwko plagiatom ( i innym patologiom) i to w pierwszym uderzeniu frontowym przeciwko plagiatom (patologiom) ‚profesorskim’. W każdym innym przypadku taka wojna pochłonie tylko wiele środków finansowych (podobno ich brak ?) na zastępy wojowników i ich uzbrojenie. Taka wojna wygrana być nie może ! W taki sposób można wygrać jakąś potyczkę, ale nie wojnę.

Ponadto pod uwagę:

Józef Wieczorek- Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii 

Dlaczego nie wdraża się mojego darmowego programu antyplagiatowego ?

Wyższa Szkoła Plagiatu w systemie szkolnictwa wyższego

Wyższa Szkoła Plagiatu w systemie szkolnictwa wyższego

Z przemówienia inauguracyjnego Rektora Wyższej Szkoły Plagiatu na początek nowego roku akademickiego, czyli plagiatowego.

Wśród ponad 450 polskich uczelni szczególnie wyróżnia się Wyższa Szkoła Plagiatu.Nie ma jej na liście uczelni dotowanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ani wśród uczelni ocenianych przez Państwową Komisję Akredytacyjną, choć jest to uczelnia znakomicie prosperująca. Stanowi dowód, że kiepskie finansowanie uczelni, a nawet brak finansowania, nie jest w stanie zatrzymać rozwoju uczelni, jej autonomii, o ile jest ona dobrze usytuowana w systemie, ma zabezpieczenie ustawowe swojego funkcjonowania, no i prestiż oraz wsparcie środowiska akademickiego.

WSP nie ma balastu administracyjnego, biurokratycznego, a przy tym jest to uczelnia interdyscyplinarna. Tworzą ją liczne zastępy – ciągle rosnące – dyplomantów licencjackich i magisterskich, a także doktoranckich. Uczelnia jest wzmacniana kadrami habilitacyjnymi i profesorskimi, a kierują nią władze rektorskie, które stworzyły odpowiednie warunki prawne i kadrowe dla jej prawidłowego funkcjonowania.

Mimo ataków medialnych i wręcz hunwejbińskich działań frustratów i nieudaczników akademickich niezdolnych do przejścia nad poprzeczką ustawioną u wejścia do uczelni – uczelnia trzyma się mocno, rośnie w siłę, a kadry żyją coraz dostatniej, mimo kryzysu globalnego, a nawet akademickiego.

Obecne tempo rozwoju samodzielnej kadry plagiatorów rokuje nadzieję, że w najbliższym czasie nasza Wyższa Szkoła uzyska autonomicznie status Akademii, a po – miejmy nadzieje – niedługim czasie, nawet status Uniwersytetu.

Tak by można ironicznie zaprezentować największą polską uczelnię choć nieformalną, ale realną. Ostatnio Tygodnik Powszechny poświęcił jej część numeru inaugurującego Nowy Rok (nr.1 z 2 stycznia 2011 – W zaciszu ekspertów – Elżbieta Isakiewicz ) i ‚reklamę’ na okładce.

‚Reklama’ głosi: „Co najmniej jedna trzecia prac dyplomowych powstaje z naruszeniem norm etycznych. Plagiaty i autoplagiaty to zmora uczelni. Skandale zamiata się pod dywan„.

Jeśli tak jest ( a chyba jest) to jest to etyczna zapaść systemu nauki i szkolnictwa wyższego III RP, która szczyci się boomem edukacyjnym, ogromną ilością szkół wyższych (rekord europejski) i dwumilionowym zastępem studentów (ponad 50 % populacji w wieku zdolnym do studiowania).

Wskaźnikami ‚zhabilitowania’ i ‚uprofesorowienia’ kadry akademickiej od dawna już biliśmy na głowę wiodące w nauce kraje europejskie ( i nie tylko europejskie), gdzie nawet stopień doktora habilitowanego, ani tytuł profesora ‚belwederskiego’ nie są znane.

Co prawda w rankingach uczelni nasze szkoły, zwane wyższymi, plasują się bardzo daleko, albo wcale się nie plasują, ale to zapewne efekt dyskryminujących nas kryteriów przyjętych przy konstruowaniu tych rankingów. Gdyby tak przyjęto jako kryterium ilość plagiatów popełnianych przez studentów, a przede wszystkim przez kadrę akademicką, zapewne nasze uczelnie byłyby na czele rankingu. Taka jest smutna prawda.

Jest zatem dylemat – czy szczycić się boomem edukacyjnym, czy martwić zapaścią etyczną systemu nauki i edukacji ?

W systemie nauki i szkolnictwa wyższego mamy sporą ilość komisji etycznych, tak ogólnych, jak i szczególnych, mamy pokaźną ilość kodeksów etycznych, zasad dobrych obyczajów, dobrych praktyk . Etyka krzewiona jest od poziomu studenckiego do szczeblu rektorskiego. A efekt ? Zapaść etyczna tak na szczeblu studenckim, jak i rektorskim. Nawet twórcy kodeksów i członkowie komisji etycznych jakoś nie kwapią się do tego aby te kodeksy, zasady respektować. Trudno ich zresztą zainteresować kwestiami etycznymi w nauce i edukacji. Albo milczą, albo zasłaniają się brakiem kompetencji.

Mamy zatem niemal wzorową koabitację patologii i komisji/kodeksów etycznych ! Czyżby etyka generowała patologie ? Czy też komisje/kodeksy etyczne służą do ‘przykrywania’ patologii ? Badań w tej materii brak.

Póki co, jakiś czas temu przedstawiłem i rozpowszechniłem (nie tylko w internecie) Propozycję zasad etycznych dla komisji etycznych w nauce:

1. Członek komisji etycznej przestrzega zasad etycznych, których przestrzegania wymaga od innych, zwłaszcza wówczas, kiedy jest ich współautorem lub propagatorem.

2. Członek komisji etycznej nie chowa głowy piasek, kiedy otrzyma informacje o nieprzestrzeganiu norm etycznych (szczególnie zasada ta dotyczy tych członków, którzy głoszą zasadę niechowania głowy w piasek).

3. Członek komisji etycznej ma obowiązek wytykania i ścigania tych, którzy nie przestrzegają norm etyki w nauce.

4. Członek komisji ma szczególny obowiązek wspierania osób, które wytykają nieprzestrzeganie norm etycznych w nauce i ścigają tych, którzy norm etyki w nauce nie przestrzegają (szczególnie wtedy, gdy za te poczynania godne najwyższego uznania są dyskryminowani, czy wręcz prześladowani).

5. Tuszowanie spraw nieetycznych, szczególnie tych, które dotyczą najwyższych hierarchów naukowych, jest niegodne członka komisji etycznej.

6. Członek komisji nie może tłumaczyć się nieświadomością, kiedy wspiera w awansach, nagrodach, nominacjach, nieprzestrzegającego dobrych obyczajów.

7.Zasada poświęcania dobra jednostki dla dobra ogółu nie jest godna członka komisji etyki.

8.Członek komisji ma na względzie fakt, że nie ma takiej zasady, której by na złe nie można było użyć.

Niestety bez reakcji. Ani krytyki, ani uzupełnienia, udoskonalenia, ani wprowadzenia w życie tych propozycji nie zauważyłem.

Media zauważają patologie systemu, ale koncentrują się głównie na wykroczeniach przeciwko siódmemu przykazaniu Dekalogu. Chyba są bardziej medialne.

A co z innymi, szczególnie z wykroczeniami przeciwko przykazaniu piątemu ? O wiele bardziej grzesznymi. O tym cisza. Temat zbyt niewygodny ?

Moim zdaniem nie da się poważnie walczyć z plagiatami, jeśli pomija się inne wykroczenia, w tym dotyczące sposób formowania obecnych kadr akademickich.

Czy można zrozumieć obecną zapaść etyczną środowiska akademickiego pomijając fakt wielkiej czystki akademickiej (wykroczenie przeciwko przykazaniu piątemu) w PRL, dokonywanej m. in. na nauczycielach nierespektujących komunistycznych zasad etycznych na uczelniach, czyli jak określano ‚ negatywnie wpływających na młodzież akademicką’ ?

Skoro kadry akademickie wyczyszczono, ze sporym sukcesem, z tych co walczyli o inne wartości, o inne zasady etyczne, o etos akademicki, o nieprawowanie studentów – to jakie kadry, jaki system z tego mógł pozostać, tym bardziej, że po roku 1989 odwilży nie było (!), przynajmniej na uczelniach.

Beneficjenci czystek, także organizatorzy czystek, reprodukują sobie podobne kadry i mają się dobrze, nieraz podniesieni do roli autorytetów, także moralnych, niekiedy są to członkowie komisji etycznych, współautorzy kodeksów etycznych. Dalej czyści się uczelnie z elementu niewygodnego, ujawniającego plagiaty, czy inne patologie.

Nie bez przyczyny członkowie środowiska akademickiego spędzają większość swojego życia z ‚podręczną strusiówką’, aby w każdej niewygodnej chwili jak najszybciej schować głowę w piasek. Kto tego nie robi musi się liczyć z tym, że głowa spadnie.

Tragedią nie jest przypadek elekcji plagiatora na rektora. Jeśli taki przypadek miał miejsce winno się plagiatora nie tylko z funkcji rektorskiej, ale z systemu nauki – wykluczyć. Tak jednak nie jest, bo środowisko szczególnie profesorsko-rektorskie albo broni takiego rektora, albo milczy odważnie chowając głowę w piasek, albo zasłania się obowiązującym ustawodawstwem i niekompetencją. Fakt, że nadmiarem kompetencji, tak moralnej, jak i intelektualnej, hierarchowie akademiccy nie grzeszą.

Tak się składa, że obecny system szkolnictwa wyższego funkcjonuje wg ustawy o szkolnictwie wyższym z 2005 r. – ustawy zwanej ‚rektorsko-prezydencką’, bo skonstruowanej w ramach owocnej współpracy rektorów z ówczesnym prezydentem RP – Aleksandrem Kwaśniewskim.

Ta ustawa była m.in. reklamowana jako taka, która daje rektorom możliwości skutecznego zwalczania już wówczas panującej plagi plagiatów. Niestety, jak można było przewidzieć plaga bynajmniej nie została zlikwidowana, a nawet jakby się rozszerzyła, a ponadto okazało się, że sami rektorzy nie są w stanie skutecznie walczyć ze swoimi skłonnościami do plagiatowania !

Ryba psuje się od głowy, więc jak można było przewidzieć wzrosło zepsucie środowiska akademickiego, w tym studenckiego, biorącego zapewne przykład ze swoich nauczycieli.

Takiego zepsucia nie da się zwalczyć tylko za pomocą wzmożenia ścigania plagiatorów. Walka z plagą plagiatów to nie mogą być tylko łowy, na drobną na ogół zwierzynę. Polowania mogą co prawda zwiększyć ilość trofeów myśliwskich, poprawić samopoczucie myśliwych, ale plagi nie zlikwidują, tym bardziej, że to gruba, najgrubsza zwierzyna, najtrudniejsza do upolowania – ustanawia prawa.

Tworzenie i respektowanie ustaw prawnych i kodeksów etycznych odbywa się natomiast mniej więcej zgodnie zasadami ze znanej fraszki Jana Sztaudyngera:

Postanowiono w lesie wreszcie wydać prawa.
Co może robić niedźwiedź, co lis, co trawa.
Uradzono przepisy, nowele, ustawy,
Osobno dla niedźwiedzi, dla lisów, dla trawy.
A potem prawodawcy, co prawa wydali,
Schodzili w bok przed misiem, a trawę deptali…

Z plagą plagiatów trzeba walczyć nie tyle na polowaniach, lecz systemowo.

Zgodnie z tą koncepcją zaproponowałem zmianę polityki kadrowej na uczelniach w ramach programu antyplagiatowego polegającego na wyrejestrowaniu z systemu akademickiego plagiatofilów, a zarejestrowaniu i preferowaniu plagiatofobów.

Wprowadzenie w życie uczelni takiej polityki rozwiązałoby tanio i skutecznie problem plagi plagiatów. Rzecz w tym, że w Polsce wszelakie fobie są zwalczane, więc program nie został do tej pory wdrożony, a miłośnicy plagiatowania mają znakomite warunki do funkcjonowania.

P.S. Tekst przekazany Redakcji Tygodnika Powszechnego, ale bez reakcji

O rzetelności naukowej nieco inaczej

O rzetelności naukowej nieco inaczej

W tygodniku Przegląd ukazał się niedawno tekst ‚Przybywa internetowych doktorów’ upubliczniony ponadto w internecie ( 19.03.2010 – Przegląd, Bronisław Tumiłowicz http://wiadomosci.onet.pl/1604345,2677,1,kioskart.html) .

Jest to rozmowa z dr Markiem Wrońskim, który jest rzecznikiem rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, a od lat na łamach Forum Akademickiego prowadzi rubrykę ‚Z archiwum nieuczciwości naukowej’ , koncentrując się głównie na problemie plagiatów w Polsce.

Niestety w serwisie internetowym FA, te teksty rzadko ukazują się w całości i nie można z nimi polemizować w komentarzach. Lukę nieco zmniejsza serwis Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl , gdzie niektóre teksty autor także nadsyła. Tam są publikowane w całości i można z nimi dyskutować.

Rozmowa zamieszczona w Przeglądzie także inspiruje do dyskusji na ten niezwykle aktualny temat, bo nierzetelność naukowa daje się bardzo we znaki nauce w Polsce. Jest to jedna z poważnych patologii akademickich, którym poświęcony jest nowy serwis NFA Etyka i patologie środowiska akademickiego w Polsce http://nfaetyka.wordpress.com/ , niestety jakby do tej pory nie zauważany w mediach.

W rozmowie z dr M.Wrońskim zastanawia filozofia działalności na rzecz rzetelności w nauce.

np. “Pytanie: Jaki był ostatni rok dla pana?”
‚Odp. – Pod względem odkrywania naukowych oszustw był to rok bardzo udany. Pojawiło się sporo spraw dowodzących nieuczciwości pracowników nauki, i to takich znaczniejszych.’

Tym samym jest to filozofia łowczego, który im więcej złowi, tym bardziej jest zadowolony.

Ja natomiast byłbym bardziej zadowolony, gdybym ja, czy dr M.Wroński niczego nie złowił, bo nie byłoby czego łowić i to byłby sukces na polu walki o rzetelność w nauce.

Jednym słowem – sukcesem na tym polu byłoby stworzenie takiego systemu, który by ograniczał do minimum (optymalnie eliminował) nierzetelność w nauce, takiego w którym nierzetelność byłaby karana ( oczywiście w relacji do skali nierzetelności np. punktami, jak u kierowców ) a działania na rzecz jej zmniejszania – nagradzane.

Takiego systemu obecnie nie ma. Nie ma instancji, która by nierzetelności monitorowała, do której można by było informacje o nierzetelnościach zgłaszać, która by według ustalonych procedur takie sprawy prowadziła itd.( Postulat organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich)

Taką instancją dr Marek Wroński nie jest, no może na WUM . Chociaż jako rzecznik rzetelności naukowej, zajmuje się nierzetelnościami także w innych placówkach, nie ma jednak takiego obowiązku, stąd np. nie podjął sprawy nierzetelności zespołu szefa Fundacji Rektorów Polskich, który dokonał plagiatu z mojego tekstu

(por. Józef Wieczorek – Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=493 ) chociaż sprawa ta ma istotne znaczenie dla walki z nierzetelnościami. Tego plagiatu dr Marek Wroński nie musiał nawet łowić, bo go dostał niejako – ‚na talerzu’.

Podobnie rzecz się miała ze sprawą doc. Zofii Szychowskiej z Akademii Medycznej we Wrocławiu, którą na szczęście podjął Trybunał Konstytucyjny. http://nfapat.wordpress.com/2008/08/02/wrog-etyczny-w-iii-rp-zastapil-wroga-ludu/

O nierzetelnościach (fakt, że nie plagiatowych) czynionych przez rektorów UJ, dr M.Wroński nawet nie chciał słyszeć, a nawet niektórych bronił ( http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=397 ) co jedynie świadczy, że przypisywanie mu przez media roli jedynego szeryfa walczącego z nierzetelnościami jest grubo przesadzone.

Z rozmowy wynika, że dr M.Wroński pozytywnie ocenia rolę Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w walce z nierzetelnościami. Fakt, że CK ma na tym polu działania w dobrym kierunku, ale jest także faktem, że sama ma problemy jeśli chodzi o nierzetelność członków CK, o czym nawet słyszeć nie chce ! Czy CK nie ma wpływu na to co sama sobą reprezentuje ? https://blogjw.wordpress.com/2010/02/20/czy-ck-nie-ma-wplywu-na-to-co-sama-soba-reprezentuje/ )

Także poziom naukowy, jak i etyczny promotorów doktoratów, jak i całych rad nadających habilitacje, tolerujących plagiatorów i innych ‚ nierzetelników’ nie świadczy dobrze o mechanizmach promowania kadr naukowych w Polsce, w czym CK ma swój poważny udział.

Jakoś nie widać utraty autorytetu ani CK, ani środowisk akademickich, generujących, czy tolerujących patologie. Gorzej jest z tymi, którzy takie patologie naświetlają. Rzadko udaje im się utrzymać na uczelniach, zwykle nie ma o nich mowy w mediach.

Forum Akademickie, użyczające miejsca dr Markowi Wrońskiemu, swoje szpalty szczelnie zamknęło dla autora tego blogu (dr Józefa Wieczorka), gdy ten utworzył Niezależne Forum Akademickie (m.in. od gremium rektorskiego). Na FA jest po prostu zapis na to nazwisko i nawet na jego teksty nie można się powołać !

Zatem uznawanie „Forum Akademickie” za głos sumienia i kontroli rzetelności środowiska naukowego jest grubym nadużyciem.

Tak wygląda walka o rzetelność, w której bynajmniej nierzetelności nie brakuje .

Wniosek jest oczywisty – ze zjawiskiem nierzetelności w nauce trzeba intensywnie walczyć, i to na wielu frontach.