Majchrowski to nie wyjątek

Screen Shot 06-11-17 at 10.33 AM

Majchrowski to nie wyjątek,

czyli rzecz o standardach akademickich (i nie tylko) III RP

Zbliżają się wybory samorządowe więc rozpoczęto emisję swoistego serialu o zarobkach prezydenta miasta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego.[http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/prezydent-krakowa-wiecej-zarabia-na-uczelniach-niz-za-prace-dla-miasta,12162700/]

Ten serial emitowany jest tylko przed wyborami i to głównie na łamach krakowskiej prasy. [https://blogjw.wordpress.com/2014/06/23/sprawa-prof-jacka-majchrowskiego-prezydenta-krakowa-i-wykladowcy-uj-pod-lupa-medialna-i-moja/]

Majchrowski rządzi Krakowem już 4 kadencję, a jest obawa, że może wygrać i wybory na kadencję piątą, więc wznowiono serial, mimo że w najmniejszy sposób nie przeszkodził mu we wcześniejszych wyborach.

Widać, że odpowiedniego kandydata, który by w wyborach Majchrowskiemu mógłby zagrozić – nie ma i opozycja nie ma pomysłu jak takiego kandydata przygotować, aby lepsze wyparło gorsze.

Jak w poprzednich odcinkach serialu alarmuje się, że Majchrowski zarabia najlepiej spośród innych prezydentów miast, a ponadto zarabia więcej na uczelniach, niż w magistracie, mimo że jest już emerytem. To mu wcale nie przeszkadza, aby nadal zarabiać na prestiżowym UJ, który mu płaci, choć UJ podobno cierpi na brak pieniędzy jak niedawno oznajmił rektor UJ, zresztą lekarz, więc na cierpieniach/bolączkach/ chorobach winien się znać.

W serialu jak zwykle na temat patologii finansowych UJ ani słowa, choć trudno to nie nazwać inaczej niż patologią, bo jakoś pachnie korupcją polityczną.

Majchrowski nie jest bynajmniej wykładowcą niezbędnym na UJ, ani też zbytnio się do wykładania nie przykłada, co więcej studenci twierdzą, że często wykłady zaniedbuje, jak i ich samych. A UJ za te zaniedbywanie płaci i to obficie ! – bo 102 tys, rocznie, oprócz rzecz jasna emerytury – ok. 90 tys.

A ile Majchrowski ma tych zaniedbywanych wykładów w obowiązku ? , a podobno 3 godz tygodniowo !

No to co ja na to mogę powiedzieć jako niechciany wykładowca UJ ? Mogę powiedzieć, że jak to czytam, to czuję się milionerem, bo na UJ wykładałem dużo, dużo więcej niż Majchrowski, z tym że wykładów, ani studentów, nie zaniedbywałem, co było w czasach wojny jaruzelsko-polskiej i jest nadal źle widziane na UJ ( i nie tylko). Co więcej ich nie oszukiwałem, więc do korporacji oszukujących i oszukiwanych zastępujących na uczelni korporację poszukujących prawdy się nie nadawałem i nie rokowałem nadziei abym się kiedykolwiek nadawał. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Czyli kompletne zaprzeczenie Majchrowskiego, chyba dożywotniego wykładowcy UJ ( i nie tylko).

Gdyby mi tak płacili jak zaniedbującemu wykłady i studentów Majchrowskiemu to musiałbym zarabiać kilkakrotnie więcej, ale za moją pracę dostałem inną zapłatę i to dożywotnią – paszoł won z UJ ! Proszę nie psuć naszych studentów ucząc ich myślenia i to krytycznego ! Tak to obrazowo wyglądało.

Jasne, jak ktoś jest bezmyślny i bezkrytyczny, a przy tym konformistyczny, to ani nie pomyśli, a tym bardziej nie wyrazi sprzeciwu wobec patologii akademickich/korupcji politycznej/oszukiwania/degrengolady moralnej.

Widać to jak na dłoni, bo beneficjenci systemu, beneficjenci politycznej/etycznej/komunistycznej weryfikacji kadr akademickich milczą jak zaklęci. Tak wówczas, jak i obecnie. Chyba mają w tym interes. Chyba etatowy, chyba finansowy.

Jasne jest, że zgodnie z tym interesem akceptują takiego rektora i takiego Majchrowskiego i jemu podobnych, a Wieczorka – nie. [https://blogjw.wordpress.com/2014/06/24/majchrowski-i-inni-tak-wieczorek-i-jemu-podobni-nie/]

I to jest wartość, choć prawdę mówiąc – antywartość stała, trwająca od lat, a nawet wieków, nawet w czasach tzw. dobrej zmiany. Od czasów wojny jaruzelsko-polskiej na tym froncie nic się nie zmieniło.

Taka antywartość winna być objęta ostracyzmem i likwidacją na samym początku tzw. transformacji, a przynajmniej na samym początku dobrej zmiany. A tu mimo dobrej zmiany – wszystko po staremu.

Minister nauki zauważył co prawda, że czego jak czego, ale elit nam brakuje, bo były czystki, ale ostatnia z nich to podobno była w r. 68 ! i nikt oprócz mnie nie zaprotestował, nawet kombatanci wojny jaruzelsko – polskiej ! [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/]

Chyba po roku 68 historia się skończyła, wkroczyliśmy ponadto w okres post-prawdy, co etatowym historykom ( i nie tylko) chyba bardzo się podoba.

Co prawda później była jeszcze wojna, był front ( nie tylko ideologiczny), ale na UJ ( i chyba na innych uczelniach) podobno jej nie było, tak jak nie było strat – tak znakomicie uczelnie były ochraniane przez SB, TW i PZPR ? [https://blogjw.wordpress.com/2016/08/20/potrzebna-lustracja-lustracji/]

A po zwycięskim ( dla nich) 4 czerwca beneficjenci tego ochraniania pozatrudniali się wielokrotnie i wyznaczają obowiązujące, mimo dobrej zmiany, standardy akademickie, z czego korzysta Majchrowski i całe rzesze mu podobnych.

Nieźle zarabiający prezydenci miast i inni funkcjonariusze państwowi szczególnie upodobali sobie dodatkowe zatrudnienie na biednych uczelniach, bo wtedy – o dziwo – ich uposażenia wyraźnie wzrastają. Widać z tego, że nie ma jak to być zatrudnionym na biednych uczelniach !

Ten pęd do zatrudniania się na biednych uczelniach dotyczy najróżniejszych funkcjonariuszy, niezależnie od opcji politycznej i deklaracji przedwyborczych. Jest to rzecz jasna zgodne z prawem, którego nikt nie chce zmienić, aby nie stracić intratnych dochodów, często za fikcyjną, ale prestiżową „pracę” – na biednych uczelniach.

Mimo fikcji – prestiżu na tym nie tracą – wręcz przeciwnie.

Trwają prace nad nową ustawą o nauce i szkolnictwie wyższym [http://www.nauka.gov.pl/ustawa20/] , ale nic nie wskazuje, że ta nowa ustawa zakaże tego procederu niedopuszczalnego pod względem moralnym, ale dopuszczalnego przez prawo stanowione przez zainteresowanych uczestniczących w tym procederze.

Wołanie do Alma Mater: Akademicy opamiętajcie się, najwyższy czas !

Na opak

Wołanie do Alma Mater:

Akademicy opamiętajcie się, najwyższy czas !

Rektor Uniwersytetu Jagielońskiego, prof. Wojciech Nowak, w rozmowie z Gazetą Krakowską:”Jeśli ktoś myśli inaczej, to my niszczymy go, upokarzamy, nienawidzimy. Boję się myśleć, do czego to prowadzi. Na Boga, otrzeźwiejmy! [ Wołanie z Alma Mater: Politycy opamiętajcie się, najwyższy czas!-http://plus.gazetakrakowska.pl/magazyn/a/wolanie-z-alma-mater-politycy-opamietajcie-sie-najwyzszy-czas,11822831].

Niestety słowa te kierował zdaje się tylko do polityków w następstwie uchwały -apelu Senatu UJ [http://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/135381935], a nie do akademików, w tym senatorów, którzy tych co myśleli/myślą inaczej – niszczyli/niszczą, upokarzają, nienawidzą.

Ja Panu Rektorowi (i nie tylko rektorowi) przesyłam liczne teksty obrazujące ten stan rzeczy [https://blogjw.wordpress.com/], też listy otwarte [ np. https://blogjw.wordpress.com/2016/03/01/list-otwarty-wykletego/ ], aby z takiego postępowania akademicy zrezygnowali, aby się rozliczyli z taką nienawistną przeszłością i przeszli do odmiennej teraźniejszości opartej na wartościach, a nie na antywartościach. Nic z tego. Reakcji brak !

Kiedy zwracałem się do senatu w r. 2004 [ https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/] poszukując choć jednego sprawiedliwego, Senat podobno zareagował, ale wyniki reakcji przedłożył nie mnie, lecz rektorowi Uniwersytetu Warszawskiego, aby ten miał senatorską podkładkę do nienawistnego ataku na mnie w Gazecie Wyborczej [https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/] , aby mnie zniszczyć, upokorzyć z nienawiści.

Nie do końca się to udało, choć protestu/apelu/uchwały nawet tych akademików uważanych za szlachetnych, chrześcijańskich, patriotycznych nie było.

Tylko jeden profesor z Warszawy publicznie napisał, że tak traktować drugiego nie można ! Sąd ( w Warszawie) też nie chciał bronić haniebnie potraktowanego i oznajmił, że ja mam stronę internetową i mogę się sam obronić !

W gruncie rzeczy to było wielkie  uznanie dla mojej działalności i wiarygodności, bo np. nadredaktora Adama Michnika to sądy broniły, mimo że ma nie tylko stronę internetową (a nawet potężny portal), ale i gazetę. No cóż, widocznie sądy dochodziły do wniosku, że biedak ten sam się nie może obronić, bo w gruncie rzeczy kto by w to uwierzył co on tam w tej gazecie napisze. Co innego – ja !

Mając to na uwadze, przez kolejne kilkanaście lat bronię swoich poglądów, wartości, na swojej stronie i staram się dawać pozytywny przykład etatowym akademikom, a rektorom i senatorom w szczególności – ale bez większych skutków. Syzyfowa to praca, bo ci są niewzruszeni na gruncie swoich antywartości, opartych na nienawiści, niszczeniu inaczej myślących, upokarzaniu, a przynajmniej przemilczaniu.

Taki system został przez nich przyjęty, więc mimo że napisałem setki tekstów, ileś tam książek wydanych na papierze, czy w pdf., które rozsyłam bezpłatnie akademikom, a decydentom w pierwszej kolejności – ani odpowiedzi, ani polemiki, ani ataku, ani – Bóg zapłać !

Takich twardzieli mamy na stanowiskach akademickich. W swej nienawiści do odmiennie myślących są twardzi jak skala. A na czym, jak na czym, ale na skałach to się trochę znam !

Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego :„Apelujemy do wszystkich stron sporu politycznego o przywrócenie w Polsce cywilizowanej debaty” a ja to odbieram niemal jak plagiat moich apeli do Senatu o cywilizowane postępowanie, ocenianie, debatowanie ! Bez skutku.

Rektor mówi: „Naprawdę jest źle. Boję się myśleć, jak – jeśli się nie opamiętamy – ten kraj będzie wyglądał za 10, 20 lat. Debata polityczna nie polega już na przedstawianiu swoich racji, a na upokarzaniu rozmówcy.”

Toż ja podobnie mówiłem, ale do władz UJ przed 30-35 laty. Przestrzegałem w połowie lat 80-tych, że deprawują młodzież akademicką, czego efekty i słuszność moich przestróg widać po latach.

Domagałem się przedstawiania racji,  a nie upokarzania – bez skutku do dnia dzisiejszego ! Żadnych racji najmądrzejsi z mądrych, najszlachetniejsi ze szlachetnych, do tej pory mi nie przedstawili.

Gdy domagałem się ujawnienia prawdy – zmienili status uczelni, aby nie było tam napisane, że uniwersytet to korporacja nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. Chyba uznali, że wszystko będzie zatem O.K.

Prawdy nie muszą już szukać, tym bardziej, że w tym samym czasie uruchomili produkcję wina, a przecież – „In vino veritas”, [https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/\] więc jak wina się napiją, to prawdę mają w sobie i nie muszą jej szukać !

Mają zresztą ekspertyzę swojego wybitnego profesora-prawnika, a przy tym obecnie KODomitę, że co, jak co, ale papiery skazujące myślących inaczej, jeszcze w czasach PRLu, na podstawie prawa roku 1983 ! mogą nadal trzymać w sejfach – czyli prawo stanu wojennego PRL jest ponad konstytucją III RP ! [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/].

A ‚ Senat UJ podjął ostatnio uchwałę, w której apeluje m.in. do polityków, by szanowali Konstytucję” ! Uchwały skierowanej do siebie, aby szanował Konstytucję Senat nie potrafił sformułować !

Mimo, że na UJ mamy Wydział Prawa, podobno najlepszych nauczycieli prawa, jakoś nie natrafiłem na apel/postulat/żądanie tych wybitnych prawników, aby określić w końcu jak szanować Konstytucję, a nie prawo stanu wojennego i z jaką konstytucją ma być zgodne np. prawo prasowe, gdzie figurują obie Konstytucje – ta III RP i ta z PRL ! [http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19840050024]. Z którą to Konstytucją prawo ma być zgodne ? Co robili i za co brali pieniądze Trybunałowie Konstytucyjni z UJ ?

Rektor twierdzi całkiem zasadnie „…my przez te 27 lat transformacji wszystkie autorytety zdewaluowaliśmy. Każdy jest przekonany o własnej racji i nie chce nawet słuchać innych” choć nie podkreśla, że to się odnosi w pierwszej kolejności do akademików, przekonanych o własnej racji i nie chcących nawet słuchać innych – nie mówiąc o jakiejkolwiek formie dialogu. Dla takiej ignorancji, kto jak kto, ale gremia akademickie UJ mają wielkie „zasługi” i dają przykład innym.

Rektor mówi całkiem zasadnie ” Myśmy się wcale nie zmienili. Nasza polska głupota wcale się nie zmieniła.” Temu nie sposob zaprzeczyć, szczególnie jeśli się odniesie do władców UJ i ich miłośników. (czyli demokratycznej większości !).

No i całkiem zasadne postulaty rektora: „Młodzi powinni wziąć stery w swoje rece. Walczyć naprawdę, jeśli pani pyta o to, kto powinien naprawić naszą rzeczywistość, to ja wierzę, że młodzi ludzie. Niech zrobią rewolucj”.

Zdaje się pan rektor chce uchodzić za rewolucjonistę, ale chyba zapomniał, że tak postulujących przed laty i to po poleceniach MSW, wybitni poprzednicy obecnego rektora, z anonimowego oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką usuwali dożywotnio z UJ !

Młodzi pouczali starych, mentalnych i realnych komuchów ” “takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek” https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/02/06/jubileusz-600-lecia-odnowienia-uj-z-perspektywy-wlasnej/

I co ? – nie mieli racji ?

A co pisał do senatu UJ dziekan BiNoZ Antoni Jackowski (wcześniej z Komisji Zakładowej „S” UJ) jeszcze w okresie transformacji [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/zaciemnienie-wedlug-ob-antoniego-jackowskiego/ ] ? – żeby na moje pisma nie reagować ! że ja podburzałem młodzież (do tego aby zrobiła rewolucję ? nie słuchała komuszej wierchuszki UJ, posłusznej wobec MSW ! ) bo co? bo uczyłem myślenia i to o zgrozo ! krytycznego i nonkonformizmu naukowego stanowiącego zagrożenie dla uniwersytetu !

Chyba w nagrodę ten pan został potem profesorem honorowym UJ, zapewne aby pokryć tym brak honoru, ale należy jednak wątpić że skutecznie, bo żadne profesury takich braków nie są w stanie pokryć.

Ja natomiast żadnym profesorem nie zostałem, co przewidywałem jeszcze w latach 80-tych po działaniach operacyjnych profesorii (i nie tylko) prowadzonych wobec mnie, mimo że na początku roku 80 -tego rada naukowa uznała mnie za całkiem samodzielnego pracownika nauki, a gdy po latach, w czasie gdy Pan Rektor – mój rówieśnik – bronił doktorat, to moi pierwsi wychowankowie pod moim negatywnym wpływem też kończyli swoje doktoraty.

Nienawistna selekcja kadr akademickich pod batutą PZPR-SB i ich posłusznych wykonawców takich eliminowała, a beneficjenci tej negatywnej selekcji dziś są decydentami i chcą robić za rewolucjonistów !

Rektor m.in. mówi ‚ Boję się myśleć…” zdradzając tym samym powody milczenia w sprawach wymagających myślenia.

Strach przed myśleniem paraliżuje zresztą liczne zastępy etatowych akademików UJ i nie tylko UJ – bezkrytyczną masę upadłościową po weryfikacjach kadr akademickich schyłku PRLu.

Rektor szczerze oszukuje Polaków twierdząc ” mam nadzieję, że pokazaliśmy, że dialog jest jeszcze możliwy. ” bo zadnego dialogu z inaczej myślącymi, poszukującymi prawdy nie chce prowadzić ! Zresztą tworzy korporację oszukujących i oszukiwanych [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/] i nie czuje się zapewne do takiego dialogu zobowiązanym.

Na uchwałę Senatu UJ, na ulicznych manifestacjach powołują się wybitni akademiccy KODomici, w tym podwładni Rektora UJ, heroicznie walcząc z odmiennie myślącymi, wolnymi ludźmi, wolnymi mediami. [https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/01/26/demonstracja-studentow-i-iv-wieku-o-zmiane-nastrojow-w-polsce-krakow-25-01-2017/ https://blogjw.wordpress.com/2017/01/28/jak-to-sie-dzieje-ze-nie-wplywaja-negatywnie-na-mlodziez-akademicka/ ]

Pozostaje mi

Wołanie do Alma Mater:

Akademicy opamiętajcie się, najwyższy czas!

Ale niestety nie mam żadnych merytorycznych podstaw sądzić, że to wołanie zostanie wysłuchane i opamiętanie nastąpi .

Akademicki zbiór zastrzeżony

azz

Akademicki zbiór zastrzeżony

Polacy powszechnie interesują się tzw. zbiorem zastrzeżonym IPN tzn. zbiorem niejawnym do tej pory a to podobno ze względu na bezpieczeństwo państwa. [http://www.tvp.info/27000540/ipn-odtajni-zbior-zastrzezony-w-tym-akta-z-prl-aktualne-dla-bezpieczenstwa-panstwa]

Stopniowe odtajnianie zbioru pokazało, że z utajnianiem wielu informacji chyba jednak przesadzono i trudno się dopatrywać jakie to znaczenie dla bezpieczeństwa państwa miało umieszczenie w zbiorze zastrzeżonym raczej błahych informacji dotyczących tej, czy innej osoby znanej publicznie.

Tym niemniej zainteresowanie tym zbiorem jest znaczne i uzasadnione.

Można się spodziewać, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy ten liczący kilkaset metrów bieżących zbiór w znacznej mierze przestanie być tajny. Można przypuszczać, że w tym zbiorze będą także informacje dotyczące przedstawicieli świata akademickiego, jakkolwiek ten świat -z małymi wyjątkami – nie jest przychylny procesom lustracyjnym.

Znacznie mniejsze, a prawdę mówiąc niemal żadne jest zainteresowanie ujawnianiem zbiorów przewodniej siły narodu, która także na odcinku akademickim znaczyła wiele, a nawet więcej od SB i jej rozlicznych tajnych współpracowników.

SB wraz ze wspierającymi ja współpracownikami musiała dokonywać nieraz skomplikowanych i nieco kosztownych działań operacyjnych aby swoje zadanie ochrony systemu/ochrony uczelni zrealizować.

PZPR była decydentem, więc takie działania bez dodatkowych środków za pomocą jawnych współpracowników mogła przeprowadzać, tym bardziej , że decydentami na różnych szczeblach systemu akademickiego byli członkowie PZPR lub stronnictw siostrzanych, a przynajmniej przez te organa na stołkach decydenckich usadowionych i podtrzymywanych.

Bez wiedzy i zgody, opinii POP PZPR, nikt na uczelni nie mógł być zatrudniony, nie mógł wyjechać za granicę, awansować . Na niższych szczeblach do awansów wystarczyły opinie POP, ale na szczeblach wyższych decydowały KW a nawet KC.

Niestety zainteresowanie całą machiną funkcjonowania systemu akademickiego i metodami osiągania pozycji koryfeusza nauki w czasach PRL ( i potem w III RP) jakoś jest małe, choć zbiory PZPR mimo zniszczeń nie są małe i można by się wiele dowiedzieć.

Niemal kompletny brak zainteresowania społecznego/akademickiego/naukowego dotyczy natomiast materiałów wytwarzanych przez akademickie organa kolegialne – rady instytutowe, rady

wydziałów, senatu i rozmaite komisje np. komisje awansowe, wyróżnieniowe, czy dyscyplinarne, rzecz jasna nadzorowane przez PZPR i kontrolowane przez SB.

Każdy kto ma jakiekolwiek pojecie o funkcjonowaniu systemu akademickiego wie, że te materiały winny przedstawiać znacznie dokładniej historię naturalną każdego akademika naukowca, a także jednostek akademickich różnego szczebla i rodzaju.

W przypadku analizy materiałów SB, do których jest dostęp, dywaguje się czy donosy/opinie mogły komuś wyrządzić krzywdę czy też nie.

W przypadku materiałów z archiwów akademickich czasem można by mieć pewność, że takie krzywdy miały miejsce i nawet określić jakie one były.

Niestety dziw bierze, że prawda dla wielu badaczy nie jest ciekawa. Na ogół beneficjenci systemu, obecnie na stanowiskach decydenckich, rektorskich i pokrewnych, znakomicie się orientują jaką moc wybuchową takie materiały zawierają, stąd dostęp do tych materiałów jest ograniczony lub całkowicie zabroniony.

Szczególną ochroną są objete procesy dyscyplinarne, jako że one zawierać mogą i chyba zawierają poczynania zmierzające do karania niewygodnych dla systemu akademików, jak i dopiero starających się o ukończenie uczelni.

Nawet badacze IPN dostępu do takich źródeł nie mają ( Niezależne Zrzeszenie Studentów w Krakowie w latach 1980-1990 . Tom 1. Arcana, r. 2014 – s.87), a co dopiero mówić o pracownikach uczelni usuwanych dożywotnio z wilczymi biletami.

Akademicki zbiór zastrzeżony nie jest mitem tylko ponurą rzeczywistością.

Kiedy materiały z akademickiego zbioru zastrzeżonego od lat 30 bedą jawne ?

Zostały utajnione na podstawie ‚prawa’ r. 1983 i chyba nadal uważane są za ważne dla bezpieczeństwa państwa/uczelni/procesu akademickiego.

W tych materiałach winny być składy zespołów dyscyplinarnych, zespołów weryfikujących kadry akademickie pod batutą SB i PZPR podczas kolejnych fal czystek.

Mam w tym zakresie własne doświadczenia . https://nfapat.wordpress.com/2016/08/18/list-otwarty-wykletego-30-lat-poza-murami-uczelni/ , https://wobjw.wordpress.com/tag/tajne-teczki-uj/,

https://wobjw.wordpress.com/tag/pasja-akademicka/

Do tej pory mimo upływu 30 lat nie wiem jaki był skład zespołu wystawiającego mi opinie pozamerytoryczną zgodną z dyrektywami MSW o negatywnym wpływie na młodzież akademicką, bez oparcia na faktach, bez możliwości odwołania się do sądu ! Nie znam zapisów na mój temat rad akademickich – instytutu, wydziału, senatu.

Mimo wieloletnich starań te materiały nie zostały ujawnione, na roszczenia informacyjne rektor UJ nie odpowiada nic sobie nie robiąc z obowiązującego prawa. Kasta akademicka przenika się z kastą prawniczą, więc nie ma co sie temu dziwić.

Złoczyńców w tym kraju się nie ściga, ściga się dobroczyńców, bo to oni destabilizują funkcjonujący od lat patologiczny system akademicki, którego istota tkwi zapewne w akademickim zbiorze zastrzeżonym.

Ale w tych sprawach panuje cisza – tak w mediach, jak i w środowisku akademickim, a nawet w obozie solidarnościowo-patriotycznym, który na ogół nie ma pojecia o istnieniu takich zbiorów, ale co gorsza nie ma woli aby takie pojecie mieć.

Trudno być optymistą czy nastąpi w tej materii dobra zmiana. Żadnych oznak na horyzoncie nie widać.

Gdyby ktoś jednak dysponował lepszymi przyrządami badawczymi , lunetami, może teleskopami, to bede wdzieczny za ujawnienie wyników obserwacji.

Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ?

plakat

Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ?

Niemal od początku wieku jestem aktywnym internautą, autorem wielu stron internetowych – nie tylko blogerskich, autorem obfitych materiałów tekstowych i obrazowych wprowadzanych do sieci, więc w oczywisty sposób zainteresowałem się seminarium Instytutu Allerhanda – Kiedy internauta jest dziennikarzem ? Prawo prasowe w wirtualnym świecie – http://www.allerhand.pl/index.php/pl/home/926-kiedy-internauta-jest-dziennikarzem.html .

Seminarium zrealizowano w ramach projektu „Allerhand Advocacy – prawo w interesie publicznym”. http://www.allerhand.pl/index.php/pl/home/907-allerhand-advocacy-prawo-w-interesie-publicznym.html

Na seminarium się zarejestrowałem, zdradzając organizatorom co mam na myśli odnośnie rejestracji seminarium co dokumentuję:

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
—— Wiadomość oryginalna ——
Temat: Re: Odp.: seminarium 9 czerwca
Data: 2016-06-04 18:18
Nadawca: „Jozef Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>
Adresat: „Allerhand Advocacy” <advocacy@allerhand.pl>;

Dziękuję. Mam na myśli rejestrację dźwięku i obrazu.

Pozdrawiam

Józef Wieczorek

Od: „Allerhand Advocacy” <advocacy@allerhand.pl>
Do: „Jozef Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>;
Wysłane: 14:46 Sobota 2016-06-04
Temat: Odp.: seminarium 9 czerwca

Szanowny Panie,

miło nam poinformować, że zgłoszenie uczestnictwa w seminarium zostało przyjęte i dokonaliśmy wpisu na listę uczestników.

Przypominamy, że seminarium odbywa się 9 czerwca 2016 r. (czwartek) o godz. 16:00 w Instytucie Allerhanda, plac Sikorskiego 2/7 w Krakowie.

Jeśli chodzi o rejestrowanie seminarium to co dokładnie ma Pan na myśli?

Z poważaniem

Marta Matuszewska

Asystentka biura

Instytut Allerhanda

matuszewska@allerhand.pl

Plac Sikorskiego 2/7 |31-115 Kraków | Polska

www.allerhand.pl |instytut@allerhand.pl

tel.: + 48 (12) 341 46 48 |fax: +48 (12) 444 73 41

NIP: 6762429176 |KRS: 0000364125

Wydział XI Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie


Od: Jozef Wieczorek <jozef.wieczorek@interia.pl>
Wysłane: 4 czerwca 2016 13:39
Do: Allerhand Advocacy
Temat: seminarium 9 czerwca

Zgłaszam zainteresowanie seminarium
9 czerwca
o godzinie 16:00

Kiedy internauta jest dziennikarzem? Prawo prasowe w wirtualnym świecie.

Czy seminarium można będzie rejestrować ?

Józef Wieczorek

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Na seminarium zdaje się tylko ja reprezentowałem media i rzecz jasna chciałem seminarium udokumentować i medialnie jego zawartość wypromować, bo jego treść winna budzić oczywiste zainteresowanie ogromnej rzeszy internautów, którzy nie zawsze wiedzą, czy są, czy też nie są dziennikarzami, a wielu z nich zapewne chciałoby postępować zgodnie z prawem, co jak wiadomo mimo najszczerszych chęci nie zawsze jest możliwe.

Tak to prawo jest skonstruowane, a prawo prasowe w szczególności, bo jego konstrukcja miała miejsce w mrokach roku 1984 ! i miała prowadzić do umocnienia Polski Ludowej, wzmocnienia na tym polu wysiłków oddziałów ZOMO ( i nie tylko).

Zniesienie stanu wojennego trzeba było zastąpić wzmocnieniem prawa komunistycznego. Trzeba podkreślić, ze obowiązujące nadal prawo prasowe już w pierwszym paragrafie odnosi się do konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej [http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19840050024] więc siłą rzeczy nie może być zgodne z Konstytucją III RP, a zatem nie ma pewności jak to prawo traktować.

Wstęp na seminarium był wolny, o czym mówił plakat i seminarium było otwarte, o czym świadczyły zaproszenia do udziału. Co więcej jako zaproszony uczestnik zostałem zarejestrowany i mile o tym fakcie poinformowany.

Po wolnym wstąpieniu na seminarium podjąłem problem prawny możliwości rozpowszechnienia zarejestrowanego w wersji audio i wideo seminarium, zgodnie z wykładnią prawa prasowego w ujęciu ekspertów seminarium.

Niestety wykładnia okazała się dla mnie, a przede wszystkim dla interesu publicznego – niekorzystna.

Rejestracja tak – rozpowszechnienie nie, bo to spotkanie zamknięte.

Ujęcie zdumiewające, bo o wolnym wstępie stoi jak byk napisane na plakacie, a i interes publiczny był wyszczególniony.

Jaki może być interes publiczny z zakazu publicznego pokazania tego co w interesie publicznym zostało (rzekomo) uczynione ?

Ja swoim rozumem tego nie zdołałem ogarnąć.

Jako przedstawiciel mediów na seminarium wstąpiłem w interesie publicznym, ale to co nastąpiło po wolnym wstąpieniu miało być okryte publiczną tajemnicą ? Poczułem się zniewolony i w poczynaniach pro publico bono – odrzucony, wprowadzony w błąd, co naruszyło moje ( i nie tylko moje) dobra osobiste.

Kiedy po pokonaniu przeszkód technicznych seminarium z akademickim kwadransem się rozpoczęło – usłyszałem, że rezultatami projektu „Chcielibyśmy się pochwalić szerszej publiczności”.

Nie wiem, czy ujawniając ten cytat (zarejestrowany moim sprzętem) nie popełniam wykroczenia przeciwko zakazowi upublicznienia zawartości seminarium, ale w interesie publicznym – ryzykuję !

Okazało się w wyjaśnieniu, że interes publiczny, a nawet chęć pochwalenia się rezultatami, może być blokowana przez ochronę własności intelektualnej, każdego prelegenta- eksperta z osobna.

Jak ekspert się nie zgodzi, to żadnego interesu publicznego z jego własności intelektualnej , baaa- z projektu w interesie publicznym prowadzonego – nie będzie ! Taką wykładnię prawną mi wyłożono.

Dokonałem zatem analizy porównawczej projektów w Polsce i USA. Jako podatnik płacący w jakimś stopniu na projekty badawcze wykonywane w Polsce, na ogół nie mam dostępu do ich rezultatów (bo to podobno jest własność intelektualna wykonawcy, który to co zrobił za moje i innych podatników pieniądze, może trzymać w swojej szufladzie nie ujawniając jej zawartości).

Dlaczego własność, która winna być w gruncie rzeczy publiczna – przechodzi na własność prywatną ?

Natomiast rezultaty projektów wykonywanych np. w USA, na które nie płacę ani grosza, mogą mi być znane (przynajmniej w zarysie) jeśli mam takie zainteresowania.

Okazało się, że to zbyt szeroki problem jak na to seminarium (realizowane w ramach projektu !) a w gruncie rzeczy nie ma co porównywać, bo kultury prawne w USA i Polsce są odmienne ( tak wyłożyła profesor).

Niewątpliwie, bo kultura prawna w USA to jest kultura państwa wolnego, a w Polsce jest to kultura państwa zniewolonego, który z tej kultury do tej pory nie potrafił się wyzwolić.

Ja uważam, że jest co porównywać, aby wejść na drogę dobrej zmiany, także w systemie prawnym. Sądziłem, że młodzi eksperci właśnie pokażą jak na taką drogę wchodzić. Okazuje się jednak, że o wiele łatwiej wejść Polakom na Mount Everest, niż na drogę dobrej zmiany w Polsce i zmiana pokoleniowa nic w tej materii nie zmieniła.

Co więcej, pani profesor z Katedry Prawa Własności Intelektualnej na drodze obrony naszej kultury prawnej (czy raczej jej braku) chyba całkiem się pogubiła, bo w programie seminarium był także temat ‚Problematyka uznawania blogerów za dziennikarzy z perspektywy prawa USA’ z czego można wnioskować, że porównywanie obu tych kultur ma jednak sens.

Warto podkreślić, że ekspert od tego tematu nie miał najmniejszych nawet oporów, aby zezwolić na rozpowszechnienie swojego wystąpienia. Widać, że przesiąkł na dobre kulturą prawną USA. To budzi pewien optymizm.

Podczas seminarium omawiano absurdy prawa prasowego jeszcze z czasów PRL, ale poziom absurdu prawa prasowego w III RP – w ujęciu części ekspertów – został podniesiony do n-tej potęgi.

Ekspert publicznego seminarium powołując się na swoje dobra osobiste nie zezwala dziennikarzowi na upublicznianie swojego wizerunku, ani głosu, bo źle się czuje jak ten głos słyszy. Skoro sam siebie nie może słuchać, to jest ciekawe pod względem prawnym, czy bierze jednocześnie pod uwagę możliwość naruszania dóbr osobistych uczestników seminarium narażonych na jego wypowiedzi ?

Główną wykładnią i niewątpliwym, swoistym osiągnięciem tego seminarium ( i projektu ?) jest wejście ekspertów od prawa prasowego na drogę do uśmiercenia dziennikarstwa internetowego ( i nie tylko). Czy nie narusza to interesu publicznego ? Czy nie jest to działanie na szkodę projektu ?

Chciałbym wyrazić nadzieję, że w Polsce znajdują się mimo wszystko jeszcze eksperci prawni, którzy w interesie publicznym podejmą sprawę uśmiercania dziennikarstwa od strony prawnej i odnajdą drogę do dobrej zmiany w absurdalnym systemie prawnym.

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina

Twarz UJ z

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina

Po 50 latach w przestrzeni publicznej wróciło zainteresowanie sprawą Juliana Haraschina, osobnika o trzech twarzach, jak to ujął w tytule książki – Trzy twarze Juliana Haraschina (Wyd. Arcana) – Krystian Brodacki.

Szczególnie akademicka twarz Juliana Haraschina jest intrygująca. Bo w niemałym stopniu może przyczynić się do poznania obecnej twarzy jego uczelni – Uniwersytetu Jagiellońskiego, a nawet sporej części środowiska akademickiego, rzecz jasna społeczności prawniczej – w szczególności.

Takie skojarzenia ujawnił w swoim felietonie Jan Pietrzak [Mainstream Targowicy Jan Pietrzak felieton -https://www.youtube.com/watch?v=YOuc8i6KeNo] podnosząc na okoliczność sprawy Trybunału Konstytucyjnego, że obecne autorytety prawnicze UJ mogą się wywodzić z „wytwórni” Juliana Haraschina, sprzed ok. pół wieku.

Nie jest to jakieś wyjątkowe skojarzenie. Opisy tych wydarzeń, czy to w książce Krystiana Brodackiego, czy to we wspomnieniach b. rektora Stefana Grzybowskiego, [Sprawa Juliana Haraschina na Uniwersytecie Jagiellońskim w ujęciu Stefana Grzybowskiego b. Rektora UJhttps://blogjw.wordpress.com/2016/02/01/sprawa-juliana-haraschina-na-uniwersytecie-jagiellonskim-w-ujeciu-stefana-grzybowskiego-b-rektora-uj/] siłą rzeczy skłaniają do porównań z czasami późniejszymi, a współczesnymi – w szczególności.

Jak to było możliwe, że ktoś, kto jako wojskowy prokurator reżimu komunistycznego posyłał na śmierć polskich patriotów, robił następnie karierę ‚naukową’ na prestiżowym polskim uniwersytecie ?

Fakty mówią, że było to możliwe, a przy tym w karierze ten komunistyczny zbrodniarz sądowy był wspomagany przez autorytety prawnicze i ofiary okupacji niemieckiej (prof. W. Wolter, więzień Sachsenhausen – w następstwie Sonderaktion Krakau).

Niestety stosunek akademickich ofiar okupacji niemieckiej – do ofiar okupacji sowieckiej był negatywny, co pokazał proces krakowski w r. 1947, kiedy to rektorzy krakowscy potępiali tych co walczyli niezłomnie o wolną Polskę. [Haniebna postawa rektorów wobec naukowców z WiN-uhttps://lustronauki.wordpress.com/2008/10/16/haniebna-postawa-rektorow-wobec-naukowcow-z-winu/].

W takim kontekście poczynania Haraschina zwanego „Krwawym Julkiem” wobec podziemia niepodległościowego (60 wyroków śmierci) wcale mu nie przeszkodziły w akademickiej karierze „Nikodema Dyzmy” na UJ i to po tzw. ‚odwilży’.

Haraschin nie tylko szybko awansował w hierarchii akademickiej, ale i założył swoistą wytwórnię lipnych dyplomów i nieźle na tym zarabiał.

Pod fikcyjnymi zaliczaniami, dla fikcyjnych studentów, podpisy składali nader liczni i szanowani profesorowie. W lipnych egzaminach wyróżniali się solidarnością rzecz jasna – funkcjonariusze partyjni.

Gdyby nie wydarzenia w Grand Hotelu, na polu bynajmniej nie akademickim [ Załamanie kariery naukowej Juliana Haraschina na UJ po wydarzeniach w Grand Hoteluhttps://lustronauki.wordpress.com/2016/01/30/zalamanie-kariery-naukowej-juliana-haraschina-na-uj/%5D to zapewne Haraschin doszedłby do profesury i uformowałby jeszcze liczniejsze zastępy utytułowanych – rzecz jasna – prawników.

Jakoś wybitni profesorowie szacownej uczelni zamieszani – mniej lub bardziej – w niecne poczynania Juliana Haraschina,  nie ponieśli konsekwencji, więc trudno się dziwić, że niecna twarz „Krwawego Julka” może być dostrzegana w twarzach obecnych autorytetów, uformowanych w tym środowisku.

Władze UJ do tej pory nie rozliczyły się z haniebnej postawy wobec kolegów z podziemia niepodległościowego, historycy jakoś nie zdołali poznać historii studentów/pracowników wyrejestrowanych z uczelni/ z życia w czasach instalacji systemu komunistycznego w Polsce, a tym bardziej w czasach schyłku systemu komunistycznego.

Nie bez przyczyny najwięksi nawet historycy nie zdołali zidentyfikować w historii UJ okresu funkcjonowania systemu komunistycznego, ani stanu wojennego, wnioskując natomiast, że po roku 56 następowała stopniowa liberalizacja systemu w Polsce. [ Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/].

Poza moim niepełnym wykazem, nie ma nawet bazy akademickiego aparatu komunistycznego, mimo że to ten aparat decydował o tym kto może, a kto nie może pracować/awansować na uczelni. [Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR UJhttps://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/%5D

O tajnych współpracownikach nieco wiadomo, ale podobno oni – mimo wszechstronnej inwigilacji – tak znakomicie ochraniali powierzony im do ochrony uniwersytet i jego etatowe kadry, że nikomu włos z głowy nie spadł z przyczyn politycznych! [No cóż, członkiem Loży to ja nie jestemhttps://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/%5D

Co prawda nie ma to nic wspólnego z prawdą, ale prawda przestała być już przedmiotem zainteresowania kadry UJ, na co wskazuje nie tylko sprawa Haraschina, ale także późniejsza historia UJ.

Kadry wyselekcjonowane negatywnie pod batutą PZPR i SB, i pozostających z nimi w symbiozie – nomenklaturowych władz uczelni, wcale nie mają zamiaru poznać najnowszej historii uczelni, ani nie mają zamiaru zatrudniać/przywracać na etaty tych, co by prawdę chcieli poznać. To by stanowiło poważne zagrożenie dla uczelni – to by destabilizowało środowisko akademickie stabilne swoimi patologiami.

Są profesorowie UJ, którzy argumentują, że dekomunizacja i lustracja już się zdezaktualizowały, chociaż ani należytej lustracji, ani dekomunizacji do tej pory nie przeprowadzono ! [NIE dla dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji https://lustronauki.wordpress.com/2015/09/21/nie-dla-dezaktualizacji-lustracji-i-dekomunizacji/].

Zidentyfikowani tajni współpracownicy SB, nadal pracują na uczelni, a nawet są poważani.

Akademiccy członkowie PZPR (na ogół nieznani w III RP !), którzy przez 10 lat pełnili funkcje dyrektorów w PRL – w III RP mogli je nadal pełnić i to przez lat kilkanaście !

Towarzysz magister nadzorujący akademicką politykę kadrową UJ w PRL , w III RP znalazł się w gronie członków komisji PAU, wśród wielu profesorów, i nikt nie wie jakie położył zasługi dla nauki ! [ Andrzej Kozanecki – mgr, b. I sekretarz PZPR UJ, główny architekt polityki kadrowej w krakowskich szkołach wyższych, z sukcesem przeszedł wszystkie weryfikacje na UJhttps://lustronauki.wordpress.com/2009/12/09/andrzej-kozanecki/].

Takie status quo z czasów systemu komunistycznego bardzo się podoba beneficjentom tego systemu, którzy każdą zmianę, każde naruszenie principiów PRLu, traktują jako powrót do PRL !

Prawnicy UJ występujący w obronie patologicznie wybranego Trybunału Konstytucyjnego, nie mają nawet zamiaru wystąpić do tego Trybunału, aby rozpatrzył zgodność z konstytucją wieloetatowości – i to akademickiej – członków Trybunału !

Na straży czyjego interesu stoi Trybunał ? Prawnicy UJ ?

W obronie [rzekomo zagrożonego] demokratycznego państwa prawnego (sprawa Trybunału Konstytucyjnego) występowała Rada Wydziału [Rada Wydziału Prawa UJ apeluje do prezydenta Dudy w sprawie Trybunału Konstytucyjnego http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/312019931-Rada-Wydzialu-Prawa-UJ-apeluje-do-prezydenta-Dudy-w-sprawie-Trybunalu-Konstytucyjnego.html#ap-1] a wielokrotnie o lekceważeniu Konstytucji wypowiadał się b. przewodniczący Trybunału, a także b. Rzecznik Praw Obywatelskich – Andrzej Zoll [Prof. Andrzej Zoll w Polsat News: Ich siła ma być przed prawem http://www.obserwatorkonstytucyjny.pl/trybunal/prof-andrzej-zoll-w-polsat-news-ich-sila-ma-byc-przed-prawem/ ].

Jako RPO był jednocześnie podwładnym rektora UJ ! (co prawda zgodnie z zapisami – nieraz wzajemnie sprzecznymi – Konstytucji) co w konsekwencji przełożyło się na obronę poczynań rektora (przełożonego RPO) przed obywatelem ! (pozbawionym prawa do poznania dokumentów, co mu winna gwarantować Konstytucja). Co więcej argumentacja RPO wskazywała, że uważa za zasadną wyższość prawa stanu wojennego/powojennego nad Konstytucją III RP ! I tego za lekceważenie Konstytucji nie uważał. [Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłatahttps://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/]

W obronie demokratycznego państwa prawnego, także inni prawnicy, wówczas nie występowali.

Prawnicy UJ, których poprzednicy pilotowali karierę Juliana Haraschina, zdają się korzystać z prawa w sposób instrumentalny, bynajmniej nie dla dobra obywateli.

Twarz Juliana Haraschina starał się rozszyfrować Krystian Brodacki – nie profesor, nie historyk, nie prawnik, lecz publicysta, pianista… bez etatu na UJ !

Naukowcy UJ, bez względu na to jaką dyscyplinę reprezentują, takich niewygodnych tematów nie podejmują i to nie tylko jeśli chodzi o twarz Haraschina, ale także inne kadrowe twarze wzorcowej dla innych uczelni.

Wyjątkiem był co prawda b. rektor UJ – Stefan Grzybowski, ale jego książka „Wspomnienia” z rozdziałami o Julianie Haraschinie, podobno natychmiast została wykupiona, aby pozostała nieznana.

I tak się stało. Stąd po latach postarałem się nieco jego wspomnienia przybliżyć w sferze publicznej [Sprawa Juliana Haraschina na Uniwersytecie Jagiellońskim w ujęciu Stefana Grzybowskiego b. Rektora UJ https://blogjw.wordpress.com/2016/02/01/sprawa-juliana-haraschina-na-uniwersytecie-jagiellonskim-w-ujeciu-stefana-grzybowskiego-b-rektora-uj/]

Również w sprawie Trybunału Konstytucyjnego pojawił się wyjątkowy prawnik – profesor UJ, Andrzej Dziadzio zarzucając Trybunałowi naruszenie standardów rzetelności i bezstronności [TK naruszył standard rzetelności i bezstronności, Prof. Andrzej Dziadzio: Trybunał nie dochował rzetelności i bezstronności http://www.rp.pl/Opinie/302019972-Prof-Andrzej-Dziadzio-Trybunal-nie-dochowal-rzetelnosci-i-bezstronnosci.html#ap-1].

Ale to co powinno być regułą, na UJ jest wyjątkiem.

Naukowcy w sposób nonkonformistyczny winni dążyć do prawdy, ale na takie dążenia bynajmniej nie mają ochoty.

Konformistycznie podporządkowywali się też niecnym poczynaniom Haraschina, podobno z obawy o konsekwencje, także później, nawet u schyłku PRLu podporządkowywali się aparatowi komunistycznemu, aby nie utracić szans na awanse, a także np. mgr Ługanowskiemu, w czasach komunistycznych Naczelnikowi Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie, któremu rektor UJ grzecznie przedkładał moje grube teczki akademickie nagromadzone w latach 80-tych, a wiele lat później nawet tak odważny obrońca prawa jak prof. Andrzej Zoll takie podporządkowanie, takie wyzbycie się autonomii uczelni – sankcjonował.

Co prawda akademicy Uniwersytetu Jagiellońskiego twarz stracili (z małymi wyjątkami), ale etaty, awanse i formalne honory – utrzymali. Widać, że na uczelniach, w tym na uczelni wzorcowej dla innych, opłaca się nie mieć twarzy.

Chyba na długo jeszcze w twarzy-(nie)twarzy Uniwersytetu Jagiellońskiego będzie odbijać się twarz Juliana Haraschina.

Wakacyjne konsultacje, w sam raz dla profesorów

 

Piąta Klepka

Wakacyjne konsultacje, w sam raz dla profesorów

 

Wakacje w pełni, więc najlepszy czas na rozpoczęcie konsultacji społecznych nad nowelizacją prawa o szkolnictwie wyższym.( Konsultacje społeczne nowelizacji Prawa o szkolnictwie wyższym rozpoczęte,serwis MNiSW, środa, 17 lipca 2013- http://www.nauka.gov.pl/ministerstwo/aktualnosci/aktualnosci/artykul/konsultacje-spoleczne-nowelizacji-prawa-o-szkolnictwie-wyzszym-rozpoczete/)

 

Profesorowie nie mają na głowie studentów/wykładów, więc nad prawem niech trochę popracują. A jest nad czym, bo to mogą być ich ostatnie wakacje

 

W projekcie prawa czytamy : „Nowe przepisy nakładają też na uczelnie obowiązek organizowania co najmniej trzymiesięcznych praktyk zawodowych na kierunkach studiów o profilu praktycznym”.

 

Przez lata III RP, studia przygotowywały dobrze jedynie do bezrobocia, więc wymyślono powrót do czasów PRL, kiedy studenci mieli praktyki robotnicze, a bezrobocie (przynajmniej formalne) było nikłe.

 

Ciekawe gdzie studenci będą teraz praktykować skoro dawne zakłady pracy na ogół nie istnieją ? Czy zaliczy im się do praktyk zawodowych miesiące spędzane na zmywakach Unijnej Europy ? W końcu w takim zawodzie na ogół się realizują.

 

Jest jednak spora nadzieja dla profesorów, której mimo wakacji nie powinni przegapić. W III RP przecież wymyślono zawód profesora, a nawet powstały związki zawodowe profesorów, broniące ich przed utratą prestiżu i szacunku, gdyby ich poczynania (niekiedy haniebne) na szwank szacunek i prestiż narażały.

 

Jeśli się studentów skieruje na trzymiesięczne praktyki zawodowe do terminowania w zawodzie profesora, to przecież część roboty za profesorów odwalą, tym bardziej, że już potrafią, na ogół biegle, odwalać z innych, idąc w ślady swoich profesorów. „I wespół w zespół, wespół w zespół, By żądz moc móc zmóc” robota pójdzie szybciej i sprawniej, i nim się zacznie nowy rok akademicki niejedna praca „naukowa” powstanie, a praktykę w produkcji ‚naukowej’ rozliczy się w ramach wypełniania nowych przepisów nakładanych na uczelnie.

 

A więc interes profesorski jest wielki, więc warto mimo wakacji skonsultować społecznie to prawo, aby wyjść na swoje, a nawet bardziej.

 

Trzeba mieć też na uwadze, że „Uczelnie zostaną zobowiązane do sprawdzania prac dyplomowych – przed ich obroną – z wykorzystaniem programu antyplagiatowego i ogólnopolskiego repozytorium prac dyplomowych”

 

Trzeba zatem odwalać ( w ramach praktyk) nie z tego co jest/ może być w repozytorium prac dyplomowych, tylko z tego czego tam nie ma/nie może być. Przez lata wyprodukowano takie ilości makulatury naukowej, której w żadnym repozytorium internetowym nie ma, że jest z czego wybierać jak się ma rozeznanie. Żaden program anyplagiatowy tego nie zidentyfikuje, a identyfikacji ze strony etatowych naukowców nie ma co się obawiać.

 

Tych co by potrafili, bo prace czytali i to ze zrozumieniem, dawno już pousuwali. Gdyby zresztą, mimo to, ktoś taki się znalazł, to i tak argument ‚praca została sprawdzona programem anyplagiatowym, który nic nie wykrył, więc jest O.K.’ ma w naszym systemie moc szczególną, co widzimy np. na przykładzie podejrzenia o plagiat w pracy doktorskiej wiceministra Stanisława Gawłowskiego. Skoro program nic nie wykrył, to są to tylko insynuacje w ramach walki politycznej !

 

Uczeni w ramach procedur stosowanych na okoliczność produkcji dyplomów, niezależnie jakiego kalibru, na pewne nic nie wykryją. Niechby tylko taki się zdarzył co wykryje – marny jego los.

 

Ja co prawda zaproponowałem inny program antyplagiatowy i to darmowy ( Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii – http://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/darmowy-program-antyplagiatowy/) , ale nie ma obawy aby został wdrożony w życie akademickie, bo tak go objaśniłem – „Program polega na wyrejestrowaniu z populacji akademickiej osób popełniających plagiaty, a zarejestrowaniu osób potrafiących plagiaty wykrywać. Dotychczasowe programy tych opcji nie przewidują, stąd są tak mało skuteczne. Program zapewni podniesienie standardów uprawiania nauki bez zwiększenia kosztów księgowanych po stronie wydatków na naukę, a nawet gwarantuje spore oszczędności, bo np. działających na szkodę nauki plagiatofilów jest znacznie więcej niż plagiatofobów. Jest jeden problem, bo niestety, czego jak czego, ale fobii nie tolerujemy w naszym życiu akademickim. Trzeba jednak zmienić opcję – preferujmy fobie, szczególnie plagiatofobię.”

 

Jak łatwo się domyśleć, to by groziło całkowitą zapaścią systemu akademickiego III RP !

 

Beneficjenci systemu akademickiego z takim trudem wypracowanego w PRL/IIIRP nie mogą do tego dopuścić.

 

A więc mimo kanikuły – profesorowie do roboty nad ustawą ! Jest szansa, że mimo zmian, wszystko pozostanie po staremu i wyjdziecie na swoje, i to dożywotnio. Nawet jak nauka w Polsce upadnie, wasz prestiż na pewno ocaleje na wieki.

 

Profesor kserowany a profesor mniej niż zero

Profesor kserowany a profesor mniej niż zero

Informacje o patologiach profesorskich nie są niczym niezwykłym, choć zwykle dotyczą profesorów uczelni prowincjonalnych, a nie tych czołowych, co sprawiać może wrażenie, że na najwyżej plasujących się w rankingach uczelniach –  patologii nie ma. Wrażenie takie może być uzasadnione wybiórczymi informacjami medialnymi, ale nie jest uzasadnione stanem faktycznym. O patologiach na ‚najlepszych;’ uczelniach w oficjalnym obiegu informacyjnym się nie pisze, chyba że w internecie.http://nfaetyka.wordpress.com/ , http://nfapat.wordpress.com/

Kolejny opisany przykład patologii profesorskiej (choć nie tylko profesorskiej) dotyczy także uczelni podrzędnych, ale warto się z nim zapoznać Profesor doktor kserowanyhttp://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1515686,1,calkiem-falszywy-profesor.read Marek Wroński . Polityka,20 ,2011 bo daje wiele do myślenia .

Rzecz dotyczy niemiecko-izraelskiego naukowca dr. Noaha Rosenkranza, który był zatrudniany na kilku polskich uczelniach, i to na stanowisku profesora uczelnianego (ostatnio Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach ) na podstawie skserowanych – fałszywych jak się okazało – dyplomów. Jak uzasadnia autor tekstu, każda z uczelni zatrudniła go z naruszeniem prawa, ale studenci lubili go za spójność i ciekawe wykłady z głowy. ‚ I choć profesor Rosenkranz był na kolokwiach i egzaminach wymagający, to studenci byli zadowoleni, ponieważ prowadził ciekawe i dobrze przygotowane wykłady, z których można się było wiele nauczyć’. Ale co z tego – ‚z racji tego, że Noah Rosenkranz był osobą nieuprawnioną, jego zaliczenia i egzaminy z mocy prawa są nieważne. Trzeba będzie je powtórzyć.’

Oczywiście – tacy fałszywi ‚profesorowie’ nie mogą pracować i wykładać na uczelniach, ale sprawa ma szersze znaczenie. Wykazała bowiem, że prawdziwi ‚profesorowie’ też są z prawem na bakier, nie mają kwalifikacji intelektualnych/moralnych do wykrywania oszustów, oceny ich dorobku naukowego, stąd hochsztaplerów w polskim systemie akademickim – mimo licznych komisji – nie brakuje.

Co więcej jest gorzej niż można by sądzić z informacji medialnych. W końcu opisany hochsztapler pod względem merytorycznym chyba szkód nie czynił – choć był przestępcą pod względem prawnym. Uczył dobrze, ciekawie, nawet za małe pieniądze i można było z jego wykładów wiele się nauczyć. Można jednak sądzić, że z polskiego systemu akademickiego taki ‚profesor’ słusznie zostanie niebawem wyrejestrowany.

Ale co z profesorami, którzy pod względem prawnym są w porządku – mają tytuły formalnie zgodnie z prawem ponadawane, ale nie uczą ani dobrze, ani ciekawie, o ile w ogóle czegokolwiek uczą, a biorą niemałe nieraz pieniądze i to z kieszeni podatnika. Ponadto zaliczone przez nich egzaminy i dyplomy, mimo braku wartości,  z mocy prawa nie muszą być powtarzane.

Wobec takich ‚profesorów’ nasz system jest całkowicie bezradny, a co więcej właśnie takich ‚profesorów’ od dawna na potęgę generuje. Tym samym szkody jakie tacy ‚profesorowie’ wyrządzają są wręcz niemożliwe do oszacowania, chociaż są wielkie i widoczne gołym okiem. Co więcej wielu z tych ‚profesorów’ ma wybitne ‚zasługi’ dla niszczenia innych nauczycieli, którzy uczyli/jeszcze uczą dobrze, ciekawie, z których wykładów można się było wiele nauczyć, nawet za małe pieniądze, a nawet bez pieniędzy, którzy generowali dyplomantów na poziomie itp. Tych polski system akademicki nie toleruje i nie ma woli aby wprowadzić instrumenty tolerujące (nie mówiąc już o preferowaniu – jak być powinno) pasjonatów nauki i edukacji. Takich w okresie czystek akademickich określano ‚zerami’, ale ‚prawdziwi’ profesorowie w żaden sposób tych ‚zer’ nie potrafili zastąpić, a przy tym: nie potrafią formować nowych naukowców, szczególnie lepszych od siebie ( takich przecież nie formują, ale eliminują) , nie potrafią wykładać, nie potrafią niczego nauczyć ani ciekawie, ani nawet nieciekawie, nie potrafią ocenić dorobku (bo go nie znają, a mają trudności ze zrozumieniem słowa pisanego, a nawet mówionego), nierzadko plagiatują te ‚zera’, które pousuwali i zapisują na swoje konto ich ‚zerowy’ dorobek, aby byli ‚prawdziwymi’ profesorami..

Wydawałoby się jasne, że tacy profesorowie, to są – profesorowie mniej niż zero, ale oni są takimi zgodnie z prawem i mają do tego prawa nabyte, o co nawet walczą związki zawodowe (aby je mieli do końca świata i nawet dłużej).

Mimo wszystko jest szansa, aby profesorów kserowanych wyrejestrować z polskiego systemu, ale na wyrejestrowanie profesorów mniej niż zero – szans nie ma żadnych.

 Pytanie – czy dla polskiego systemu akademickiego większe zagrożenie stanowi profesor kserowany czy profesor mniej niż zero ?