Ciosy „marcowe” i „jaruzelskie” na polski korpus akademicki

Ciosy „marcowe” i „jaruzelskie” na polski korpus akademicki

W marcu jak bumerang wraca pamięć o ciemnych wydarzeniach roku 1968, które były wielowątkowe i obejmowały nie tylko uczelnie. Nie ulega wątpliwości, że z konsekwencjami Marca ’68 w domenie akademickiej borykamy się do dziś.

Na 50 rocznicę tamtych wydarzeń minister Gowin mówił o wielkim ciosie dla nauki polskiej, o przerwaniu jej ciągłości, a prezydent Duda przepraszał za wypędzenia w wyniku kampanii antysemickiej.

Przebieg wydarzeń Marca ’68 został opisany wielokrotnie, a różne jego aspekty, w tym ciosy zadane nauce w Polsce, omawiano w licznych książkach i artykułach, tak naukowych, jak i publicystycznych. 

W wyniku wydarzeń marcowych Polskę opuściły setki naukowców żydowskiego pochodzenia. Dla niektórych stanowiło to początek międzynarodowej kariery naukowej, o czym pozostający w kraju  mogli tylko marzyć. Wypada dodać, że wśród – jak się określa – wypędzonych czy wygnańców, byli także instalatorzy systemu komunistycznego w Polsce, zasłużeni dla wyganiania profesorów z uczelni, w ramach oczyszczania ich z elementu wstecznego, negatywnie oddziałującego na młodzież akademicką. Wśród wygnańców byli też zasłużeni dla ścigania czy skazywania – i to na śmierć- polskich patriotów z podziemia niepodległościowego.

Symbolami tych intelektualnych wygnańców są Zygmunt Bauman i Helena Wolińska. Doktor Helena Wolińska nie zrobiła wielkiej kariery naukowej na Zachodzie, jakkolwiek ze środowiskiem naukowym żyła za pan brat, a nawet w związku małżeńskim (kolejny mąż – wygnaniec prof. Włodzimierz Brus).

Jej oddziaływanie naukowe na środowisko polskie może zostało okresowo przerwane, lecz przetrwało i podczas proaborcyjnego Strajku Kobiet podpierano się jej pracą doktorską Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego”.  A zatem, tak do końca nie została wykreślona z nauki – ze szkodą dla nauki (i nie tylko).

Helena Wolińska-Brus, pierwotnie Felicja (Fajga Mindla) Danielak, w stalinowskiej Polsce była prokuratorem, ma na swoim sumieniu zbrodnie sądowe, m.in. gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Naukowo realizowała się przy KC PZPR.

Na okoliczność rocznic marcowych słyszymy o żalu, że „wypędzeni” nie są z nami, co w przypadku Heleny Wolińskiej akurat jest prawdą, gdyż wieloletnie starania o ekstradycję, aby stanęła przed sądem za swe zbrodnie, nie zostały zrealizowane. Opuszczenie przez nią Polski dla nauki nie było stratą, nie było ciosem, a ona sama uchroniła się przed ławą sądową – konsekwencjami swoich komunistycznych poczynań.

Prof. Zygmunt Bauman opuścił Polskę po usunięciu z UW, gdzie był profesorem, ale za swoje poczynania, jako agenta Informacji Wojskowej „Semjon”, winien stanąć przed sądem. Tak się nie stało do jego śmierci. Jako „wygnaniec” zrobił międzynarodową karierą, a do Polski mógł wracać, wykładać, uczestniczyć w konferencjach. Jego prace weszły do lektur szkolnych i studenckich, powszechnie są cytowane przez polskich socjologów. Konsekwencji prawnych za komunistyczne grzechy młodości nie poniósł. Takie ponosili tylko ci, którzy protestowali przeciwko jego fetowaniu na polskich uczelniach.

Faktem jest, że część pracowników naukowych pochodzenia żydowskiego została pozbawiona katedr. Katedr – w konsekwencji Marca ’68 – pozbawiono wielu polskich profesorów, bo zostały one zlikwidowane, a w ich miejsce tworzono instytuty obsadzane przed kadry chowu ZMP. Na swoich asystentów przyjmowali jedynie nadających się do formowania studentów w duchu socjalistycznym.

Czystka marcowa nie była ostatnią czystką świata akademickiego. Cierpimy jednak na niedobór lub brak należytych, kompleksowych opracowań, dokumentacji ekscesów epoki jaruzelskiej i ich konsekwencji dla nauki w III RP. O rocznicach tych czystek na uczelniach się nie wspomina, ofiar czystek/wygnańców się nie przeprasza, na wykłady/konferencje nie zaprasza, z historii uczelni się wymazuje. Wygnańcy „‘jaruzelscy” nie mają możliwości finansowania i prowadzenia nie tylko badań w swoich dziedzinach naukowych, ale i badań nad wypędzeniami/wygnańcami czasów jaruzelskich, bo na to pieniędzy publicznych nie ma. Chodzi zatem o to, żeby nie poznać tego, co winno być poznane.

W Marcu ’68 nieraz profesorowie bronili studentów i za to ministrowie po latach składają im hołd. W czasie czystek jaruzelskich to czasem studenci bronili swoich nauczycieli i nikt im za to nie dziękuje, a nawet nie chce poznać prawdy. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 17 marca 2021 r.

Wieczorek -na dzień dobry- uważa, że nasz system akademicki jest niewydajny

Wieczorek- na dzień dobry – uważa, że nasz system akademicki jest niewydajny

https://tvrepublika.pl/Wieczorek-uwazam-ze-nasz-system-akademicki-jest-niewydajny,112640.html

Tęczowi nie spadli nam z nieba

7

Tęczowi nie spadli nam z nieba

21 czerwca 2002 r. na Rynku w Krakowie w strugach deszczu odbył się wiec wyborczy Prezydenta RP Andrzeja Dudy, wcześniej pracownika naukowego Wydziału Prawa UJ, niezbyt – delikatnie mówiąc- lubianego przez społeczność uniwersytecką, a prawniczą w szczególności. Mieszkańcy Krakowa jednak zgotowali Prezydentowi gorące powitanie, mimo niekorzystnej aury i wiec może zaliczyć do udanych, choć skróconych ze względu na zaangażowanie prezydenta w działania sztabu antykryzysowego wobec powodziowej sytuacji w wielu rejonach Małopolski.

Tym niemniej na ulicach Krakowa kampania kandydata z Krakowa prawie nie jest obecna, rzadko widuje się plakaty, a co więcej, społeczność akademicka Krakowa [ i nie tylko] podejmowała przed wiecem działania [ https://blogjw.wordpress.com/2020/06/21/dezorientacja-rektorska/ ] dla zdyscyplinowania Prezydenta działającego – o zgrozo – na rzecz normalnej rodziny, zgodnie z Konstytucją RP [ Art. 18. Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. – Zasada ochrony rodziny: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej].

8

A zatem postępowanie Prezydenta zgodnie z Konstytucją budzi wśród niektórych dezaprobatę i jest dowodem na nierespektowanie Konstytucji [ sic!] co wielokrotnie na różnych wiecach różne grupy demonstrowały.

I tym razem nie obeszło się bez kontr-wiecu, który na płycie Rynku Głównego w rejonie pomnika Adama Mickiewicza zorganizowali młodzi tęczowi, mający oparcie w apelu Kolegium Rektorsko-Dziekańskiego UJ i całego KRASP wymierzonego w urzędującego obecnie Prezydenta RP.

4

Ci, którzy demonstrowali to nie jakieś cioty, ale głównie młodzież w wieku na ogół studenckim radośnie obwieszczająca, że są ludźmi, bo LGBT to ludzie a nie ideologia [sic!].

6

1

Rzecz jasna – są ludźmi wyznającymi ideologię LGBT, ale walka z ideologią LGBT nie narusza ich praw ludzkich, a jedynie zmierza do zaprzestania promowania, i to nachalnego, w przestrzeni publicznej swojej ideologii, której inni nie mają ochoty miłować.

Nienawiść do niemiłujących LGBT jest wyrażana nader często na wiecach miłośników LGBT, deklarujących, że nie chcą żyć w nienawiści !

2

Czemu zatem nienawiść promują – nie wiadomo i tego zjawiska nie objaśniają na licznych banerach/ plakatach. Widać, że mają przewrócone w głowach, widzą wszystko na opak, sformatowani w systemie antywartości.

Pod pomnikiem Mickiewicza zauważyłem bardzo zastanawiające hasła jak: „Auschwitz nie spadło [?!] z nieba” , „ Nie bądźcie obojętni, Auschwitz nie spadł nagle z nieba, Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, bo ludzi na to pozwolili”

5

jasno nawiązujące do znanej wypowiedzi red. Polityki – Mariana Turskiego 27 stycznia tego roku w Auschwitz/Birkenau, którą to wypowiedź analizowałem w zapewne nieznanym manifestantom tekście w Kurierze WNET i na moim blogu. [Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/]

Jak widać młodzież bardzo łatwo sobie przyswaja bezrefleksyjnie medialne wypowiedzi, o ile są one zgodne z ich lewackimi upodobaniami, i je reklamują, nie bacząc nawet na niestosowny kontekst takiej manifestacji.

Przypomnę, że Marian Turski propagował konieczność wprowadzenia 11 przykazania – nie bądź obojętny – tak jakby Pan Bóg o tym zapomniał o tym w Dekalogu, który nam spadł z nieba, a który tak Marian Turski jak i miłośnicy jego argumentacji zdaje się odrzucają, a przecież to odrzucanie Dekalogu, a nie brak tego 11 „przykazania”, doprowadziło do zagłady w Auschwitz i prowadzi obecnie do lewackich ekscesów tęczowej młodzieży.

Natomiast respektowanie wymyślonego, brakującego rzekomo 11 „przykazania” spowodowało chyba, że Marian Turski nie był obojętny wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, którego instalację czynnie piórem wspierał, pozostając obojętnym wobec zbrodni komunistycznych, w tym dokonywanych na innych więźniach KL Auschwitz. Takie „przykazanie” a raczej przesłanie, realizowane przy jednoczesnym odrzuceniu Dekalogu, prowadzi na złą drogę, a nawet do Otchłani.

Nie można być obojętnym, kiedy czerwona zaraza przepoczwarza się w zarazę tęczową

Niestety tak radosna tęczowa młodzież, jak i profesorowie w togach, jeszcze nie tęczowych, domagają się przynajmniej obojętności, a w praktyce raczej propagowania/wspierania ekscesów osób o odmiennej orientacji seksualnej, a sami są obojętni wobec wykluczania, dyskryminowania, niszczenia osób o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej, szczególnie tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, których na uczelniach na ogół się nie toleruje, zgodnie z zasadami akademickich antywartości. I jest na to przyzwolenie ! No może z nielicznymi wyjątkami, ale i to w przypadkach nie tak bardzo drastycznych.

3

Tej sytuacji nie należy się dziwić, bo eliminacja nonkonformistów i selekcja spolegliwych wobec takiego systemu trwa od lat i siłą rzeczy niemal wszyscy na uczelniach akceptowani są obojętni, chowają głowy w piasek i jakby nie zauważali, że i rektorzy – czuli jedynie na odmienną orientację seksualną – nie spadają nam z nieba!

Są wybierani i akceptowani przez demokratyczną większość akademicką i nie słychać o protestach społeczności akademickiej wobec ich dezorientacji i niestosownych poczynań.

Patrząc na to co się działo pod pomnikiem Adama Mickiewicza zadawałem sobie pytanie: czy rektorzy aby nie mają negatywnego wpływu na młodzież i czy taki wpływ nie powinien powodować kierowanie ich na ścieżkę dyscyplinarną a nawet przenoszenia w stan nieszkodliwości ?

Ja jeszcze w stanie wojennym, protestowałem, ale samojeden, więc nieskutecznie, przeciw deprawacji młodzieży akademickiej i postulowałem przenoszenie profesorów przewodniej siły narodu w stan nieszkodliwości.

Rzecz jasna, to ja znalazłem się na ścieżce dyscyplinarnej, która chyba do dnia dzisiejszego się nie skończyła, choć w międzyczasie to ja, podobnie jak wielu niewygodnych dla czerwonej zarazy akademików, zostałem oskarżony anonimowo (do dnia dzisiejszego) o negatywny wpływ na młodzież i o podburzanie jej [jak rozumiem oskarżenia] do zachowania i rozwoju właściwej orientacji intelektualnej i moralnej, co dla zarazy czerwonej stanowiło śmiertelne zagrożenie i gdyby tego zagrożenia na czas nie zlikwidowano, to i jej transformacja w zarazę tęczową chyba by nie nastąpiła. [https://blogjw.wordpress.com/autor/; https://blogjw.wordpress.com/2020/06/10/stanowisko-wykletego-z-systemu-akademickiego-wobec-kosmicznej-hipokryzji-rektorow-krasp-i-rgsw/]

Wsparcia wówczas nie miałem i tak pozostało przez kolejne dziesięciolecia, a młodzież akademicka, która w tamtych wojennych czasach nie była obojętna na bezprawie, potrafiła bronić niszczonych nauczycieli, teraz jest raczej skłonna do kultywowania tradycji Brygad Lekkiej Kawalerii z czasów ZMP. [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/]

I na ten stan rzeczy pozostają obojętni jakże liczni bohaterowie walki o wolność i sprawiedliwość, a przede wszystkim akademicka pozostałość pozbawiona ludzkiej solidarności.