Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

UJK

Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

Na to pytanie odpowiada ostatnio wydana książka „Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie” pod redakcją Adama Redzika [ http://www.wysokizamek.com.pl/uniwersytet-jana-kazimierza-we-lwowie,26,712,produkt.html] i tej kwestii było poświęcone spotkanie Krakowskiej Loży Historii Współczesnej [por. Korzenie polskości odnalezione na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/02/19/korzenie-polskosci-odnalezione-na-uniwersytecie-jana-kazimierza-we-lwowie/.]

Kilka refleksji chciałbym jednak do tego dodać. Jak studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim na przełomie lat 1960/70 to polskiego uniwersytetu we Lwowie dawno już nie było, ale jego duch, a nawet konkretne postaci z tej uczelni ( i z nią naukowo stowarzyszonych) były obecne na mojej drodze edukacyjnej i naukowej.

Polska kadra naukowa Uniwersytetu Lwowskiego, a także Politechniki Lwowskiej, w PRLu znalazła się na licznych polskich uczelniach. W wyniku centralizacji zarządzania nauką w PRL tworzono główne centrum edukacji geologicznej w Warszawie, likwidując wiele mniejszych ośrodków. Geologia ostała się tylko na AGH ( bo geologia była potrzebna dla pobliskich ośrodków górnictwa) oraz we Wrocławiu (choć i tam ją zaczęto likwidować) bo była potrzebna na terenie Sudetów dla wykazania wyższości polskiej geologii nad niemiecką. Tam też geologię rozwijał prof. Henryk Teisseyre, syn słynnego geologa Wawrzyńca Teisseyra związanego zarówno z Politechniką, jak i Uniwersytetem we Lwowie, a najbardziej znanego z nazwy jednej z najważniejszych struktur geologicznych Europy – strefy Teisseyre’a–Tornquist’a, którą na odcinku południowym wyznaczył.

W Warszawie znalazło się kilku innych znakomitych geologów o korzeniach lwowskich – prof. Kazimierz Smulikowski (wcześniej w Poznaniu), wybitny petrograf, którego ostatnich wykładów miałem szczęście słuchać i u którego zdałem jeden z najlepszych moich egzaminów. Dziekanem Wydziału Geologii UW był prof. Zdzisław Pazdro (wcześniej w Gdańsku) – wybitny hydrogeolog, ze Lwowa (po wojnie więziony przez NKWD).

Najbliższa mi katedra Geologii Historycznej, to spuścizna po prof. Janie Samsonowiczu, jednym z najwybitniejszych polskich geologów XX wieku. Profesor już nie żył, ale klimat naukowy tworzyli Jego uczniowie i współpracownicy. Pod kierunkiem prof. Henryka Makowskiego (uformowanego jeszcze na uniwersytecie we Lwowie) robiłem pracę magisterską. Byłbym został Jego asystentem, ale wówczas likwidowano katedry, tworząc instytuty obsadzane młodszą kadrą formowaną przez ZMP,  budującą najlepszy z ustrojów,  więc dla mnie miejsca już nie było. Miałem 99 % szans na asystenturę, ale zmieściłem się w tym jednym brakującym procencie, bo nie zhańbiłem się przynależnością do ZMS ! Tak w PRLu rekrutowano kadry akademickie – nie tylko ideologiczne, ale także geologiczne.

Na własnym bolesnym przykładzie poznałem czym się różniły kadry II RP formowane na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie,  od tych formowanych w czasach instalacji systemu komunistycznego w PRLu.

Pozytywnym przykładem była natomiast edukacja geologiczna na mapach geologicznych Karpat – arkusze Skole i Nadwórna (zapewne przewiezionych z Lwowa do Warszawy) niestety bez możliwości konfrontacji w terenie.

Lwów w nauce kojarzy się zwykle ze słynną szkołą filozoficzną i matematyczną. Pomnik Stefana Banacha – matematycznego geniusza ze Lwowa, stoi w Krakowie przed dawnym budynkiem Instytutu Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ul. Reymonta 4.

Nie jest jednak pewne, a raczej jest mało prawdopodobne, aby ten,  jeden z najwybitniejszych polskich matematyków miał szanse (gdyby żył) na zatrudnienie na obecnym uniwersytecie. Był geniuszem, pasjonatem, a nie dbał o „robienie” doktoratu, czy habilitacji. Robił naukę !

A takich obecny system akademicki nie toleruje i nie chce nawiązywać do tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Najważniejszą i najbardziej efektywną jeśli chodzi o osiągnięcia naukowe była we Lwowie Kawiarnia Szkocka, bynajmniej nie utrzymywana z budżetu Uniwersytetu. Stanisław Ulam, jeden z geniuszy matematycznej szkoły lwowskiej tak wspomina [http://lwow.home.pl/banach/ulam-wspomnienia.html]

Znaczna część naszych rozmów matematycznych toczyła się w położonych w pobliżu uniwersytetu kawiarniach. Pierwsza z nich nazywała się „Roma”. Po roku, lub dwóch, Banach zadecydował, że należy nasze sesje przenieść do „Kawiarni Szkockiej”, położonej po przeciwległej stronie ulicy. Sesje nasze były kontynuowane w małych restauracyjkach, w których stołowali się matematycy. Wydaje mi się obecnie, że jedzenie było średnie, lecz napojów było pod dostatkiem. Stoły kawiarniane były pokryte płytami marmurowymi, na których można było pisać ołówkiem, co ważniejsze, szybko ścierać.

W naszych matematycznych rozmowach częstokroć słowo lub gest bez żadnego dodatkowego wyjaśnienia wystarczały do zrozumienia znaczenia. Czasem cała dyskusja składała się z kilku słów rzuconych w ciągu długich okresów rozmyślania. Widz siedzący przy innym stole mógł zauważyć nagłe krótkie wybuchy konwersacji, napisanie kilku wierszy na stole, od czasu do czasu śmiech jednego z siedzących, po czym następowały okresy długiego milczenia, w czasie których tylko piliśmy kawę i patrzyliśmy nieprzytomnie na siebie.

Tak wytworzony nawyk wytrwałości i koncentracji, trwającej czasami godzinami, stał się dla nas jednym z najistotniejszych elementów prawdziwej pracy matematycznej...

.. Czy to w gabinecie uniwersyteckim, czy też w kawiarni można było przesiadywać z Banachem całymi godzinami, dyskutując o problemie matematycznym. Popijał kawę i palił papierosy niemal bez przerwy. Tego typu sesje z Banachem, a częściej z Banachem i Mazurem, uczyniły atmosferę lwowską, czymś jedynym w swoim rodzaju. Tak intymna współpraca była prawdopodobnie czymś zupełnie nowym w życiu matematycznym, a przynajmniej w takiej skali i w takiej intensywności.

.Zdaje mi się, że w roku 1933 lub 1934 postanowiliśmy naszym aktualnym formułowaniom problemów i rezultatów dyskusji nadać bardziej trwałą formę. Banach zakupił duży zeszyt, w którym miały być zapisywane problemy, z podaniem przy każdym nazwisku autora i daty. Zeszyt ten był przechowywany w kawiarni i kelner przynosił go na żądanie. Wpisywaliśmy problem, a kelner ceremonialnie zabierał go z powrotem na miejsce, gdzie był chowany. Dokument ten stał się później głośny pod nazwą „Księga Szkocka”, – od nazwy kawiarni.

.Liczba profesorów, zarówno na Uniwersytecie, jak i na Politechnice, była niezmiernie skromna, a pensje niskie. Tacy ludzie, jak Schauder, w celu zdobycia środków utrzymania, musieli pracować jako nauczyciele w gimnazjach, aby uzupełnić skromne dochody docenta czy asystenta. Zbigniew Łomnicki miał posadę eksperta teorii prawdopodobieństwa w Państwowym Instytucie Statystyki i Ubezpieczeń. Mimo to, większość matematyków znajdowała czas, by uczęszczać do kawiarni.

No cóż, dzisiaj nasze uniwersytety mają znakomite nieruchomości, ogrom profesorów ( i to belwederskich !) ale gdzie tam im do Banacha i jego kawiarnianych kumpli – geniuszy lwowskich.

Niskimi obecnie pensjami nie da się tej różnicy wytłumaczyć, bo we Lwowie pensje były naprawdę  niskie, a obecne – to co najmniej 2 średnie krajowe !

Obecni etatowi profesorowie, mimo że środki utrzymania mają, jeżdżą po całej Polsce, aby na kolejnych etatach jeszcze więcej dorobić, tak że zainteresowany nauką młody człowiek nie ma kiedy/z kim podyskutować.

Zresztą w tych ogromnych nieruchomościach trudno na takiego profesora natrafić, a umówienie się w kawiarni na dyskusję byłoby źle widziane. Utrzymanie ogromnych nieruchomości sporo kosztuje, więc na naukę grosza już nie starcza, a pasjonatów nikt nie toleruje.

Jeśli nieprzystosowani do systemu formowanego w PRLu jeszcze gdzieś,  przez jakiś czas się uchowali, to ich pousuwano z uczelni, aby nie oddziaływali negatywnie na młodzież akademicką ucząc ich myślenia i to krytycznego, aby nie peszyli etatowych profesorów swym intelektem i należytym stosunkiem do młodego adepta nauki.

Tym sposobem, po latach wysiłków, nader skutecznie zniszczono ducha Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i nie widać nadziei aby go w nowej rzeczywistości odtworzono.

Dla portalu Pressmania.pl mówi Józef Wieczorek – Uczelnie wyższe bastionem komunizmu

1

Dla portalu Pressmania.pl mówi Józef Wieczorek

Uczelnie wyższe bastionem komunizmu

http://pressmania.pl/?p=24786

Oprócz działalności fotoreporterskiej, od wielu lat zajmuję się działaniami na rzecz naprawy polskiego, patologicznego systemu akademickiego. To są również znane działania, także na szczeblu sejmowym, czy ministerialnym. Założyłem Niezależne Forum Akademickie, obecnie działające w formie kilku serwisów monitorujących sprawy akademickie (z naciskiem na etykę i patologie środowiska akademickiego) – dla portalu Pressmania.pl mówi Jozef Wieczorek. – Ale to spowodowało, że podniesiono stopień zagrożenia dla środowiska akademickiego z mojej strony. Pod koniec PRL, rektor UJ informował mnie, że stanowię zagrożenie dla uniwersytetu, a w III RP zostałem poinformowany, że stanowię zagrożenie dla całego środowiska akademickiego (stabilnego swoimi patologiami). Trudno tego nie uznać za wyraz wysokiego (coraz wyższego) uznania dla mojej działalności- wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej

Małgorzata Kupiszewska: Wszystkie ważniejsze zdarzenia w Krakowie są przez Pana dokumentowane?

Józef Wieczorek: – Od  niemal dziesięciu lat staram się dokumentować wydarzenia patriotyczne, niezależne, w Krakowie, a także czasem w innych rejonach, poza Krakowem – w Warszawie, Gdańsku, Częstochowie, Nowym Sączu itd. W ostatnich latach tych wydarzeń jest coraz więcej i nie sposób być wszędzie. Czasem żartuję/żałuję, że nie mam zdolności do bilokacji.

Reportaże i dokumentowanie wydarzeń historycznych to pasja czy konieczność?

Mogę powiedzieć, że jedno i drugie. Nie mam żadnego obowiązku ich dokumentować, poza obowiązkiem Polaka, których chciałby żyć w lepszej Polsce. Te fotoreportaże pokazują, że zmiany w Polsce, mimo oporów, idą w lepszym kierunku. Pokazują, że społeczeństwo się budzi i coraz aktywniej wyraża swoją obywatelską postawę. Cieszy coraz liczniejszy – w ostatnich latach – udział młodych ludzi w takich wydarzeniach.

Swoją pracę wykonuję pro publico bono i z pasją, choć czasem jest to ‚szewska pasja’. Czasem ta praca przynosi wymierne rezultaty. Udokumentowanie fatalnego stanu pomników jordanowskich- Wielkich Polaków w Parku Jordana, spowodowało natychmiastową reakcją rajców miejskich i po kilku miesiącach pomniki te zostały odnowione. Nie jest to jedyny przykład. Zdjęcia i filmy mają swoją moc, więc jedni moją pracę doceniają, inni nękają.

Pańska praca reportera została doceniona i uhonorowana. Co to za nagroda?

Dokumentację wydarzeń umieszczam w internecie i to nie tylko na moich stronach, ale też na kilku portalach społecznościowych, stąd ta praca jest znana, choć niewynagradzana. Została jednak doceniona przez Kongres Mediów Niezależnych, który w 2013 r. obdarzył mnie główną nagrodą za obronę prawdy w mediach. Nie protestowałem, przyjąłem z pokorą, bo w końcu o prawdę w tej działalności chodzi, a w mediach zależnych/wynagradzanych jest jej niewiele.

Dlaczego utalentowany geolog, pracownik naukowy uniwersytetu, zamiast uczyć młodych Polaków, zmienia zawód na niezależnego dziennikarza?

Nie zmieniłem zawodu. Dziennikarz niezależny to nie jest mój zawód, to moja wewnętrzna powinność obywatelska, w kraju, który ma trudności z uwolnieniem się od spuścizny komunizmu.

Z uniwersytetu nie odszedłem z własnej woli, lecz z woli komunistycznego aparatu władzy, realizującego w ramach symbiotycznych związków PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni Wielką Czystkę Akademicką wśród niewygodnych dla systemu, „negatywnie oddziałujących na młodzież akademicką, wykazujących niewłaściwą dla systemu postawę obywatelską i etyczną, uczących myślenia i to krytycznego, stanowiąc zagrożenie dla systemu i jego komponentów”, z których uczelnie stanowiły szczególnie ważne ogniwo w procesie formowania nowego socjalistycznego człowieka.

Całkiem działalności geologicznej nie porzuciłem, w końcu z czegoś trzeba żyć, ale geologii studentów nie uczę już od 30 lat. To chyba największa szkoda dla studentów, bo poziom edukacji wyższej, też geologicznej, spadł wyraźnie i widać, że nie jest to skutek mojego (rzekomo) negatywnego oddziaływania na młodzież (od 30 lat takiego oddziaływania nie mam), tylko poziomu intelektualnego i moralnego organizatorów i beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej w czasach PRLu – w III RP, nadal na etatach i nadal wynagradzanych za pozoranctwo edukacyjne i często naukowe.

W czasach PRLu, jako młody człowiek, całkowicie (realnie, choć nieformalnie) samodzielny pracownik uniwersytetu, uruchamiałem studia geologiczne na UJ w zakresie geologii historycznej, stratygrafii, zajęć terenowych, prowadziłem wiele prac dyplomowych (bez plagiatów !) i wprowadziłem do systemu nauki kilku geologów klasy międzynarodowej, co mnie wykluczało i nadal wyklucza z systemu edukacji – coraz niższej.

Na wyższych uczelniach, nie tylko Krakowa, odnajdujemy relikty komunizmu?

Polskie uczelnie, nie tylko krakowskie, są głęboko zakorzenione w systemie komunistycznym.

Nie przeprowadzono należycie lustracji, a tym bardziej dekomunizacji na uczelniach. Nadal zatrudnia się na uczelniach tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa, a wyklucza się tych, co nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami.

Ci pozostają wyklęci! Szczególnie, jeśli cały czas walczą o dekomunizację i lustrację oraz protestują przeciwko dezaktualizacji prawdy w systemie akademickim.

Nie zdekomunizowano przestrzeni akademickiej, nie ma woli zdekomunizowania książek akademickich, nie ma woli zdekomunizowania awansu naukowego, nie ma woli poznania mechanizmów prowadzących do patologii akademickich w PRL i nadal w III RP, kiedy te patologie nawet narastają.

W czym się przejawiają te komunistyczne przywileje?

Ludzie (towarzysze) aparatu komunistycznego nadal na uczelniach funkcjonują i to na stanowiskach decydenckich – np. towarzysz był dyrektorem 10 lat w PRL i dalej kilkanaście lat w III RP! Wielu pracuje na wielu etatach (gdy ich ofiary – bez etatów), wielu zakładało w III RP szkoły niepubliczne, z nazwy wyższe, nastawione na zysk i zatrudnianie upadłych polityków oraz wydawanie nieraz lipnych dyplomów.

Układ okrągłostołowy miał jasne ‚przełożenie’ na układ akademicki u zarania III RP i np. „Solidarność” UJ trzymała z towarzyszem, a nie z niewygodnym dla towarzyszy (i nie tylko) aktywnym (także w stanie wojennym) członkiem „S”.

Do tej pory, ani władze uczelni, ani „S” nie chcą poznać prawdy o czasach PRL. Ani władze uczelni, ani „S” nie chcą nawet rozmawiać z ofiarami Wielkiej Czystki Akademickiej, nie chcą znać składów komisji weryfikacyjnych (nadal są anonimowe !), ani teczek akademickich (nadal niejawnych!) usuwanych pracowników.

Wydawane są ‚historie’ uczelni, w których nie ma ani jednego zdania o stanie wojennym, nie mówiąc o jego skutkach dla uczelni! Nie ma nawet wykazów akademickich członków partii komunistycznych.

W pracach, nawet pod szyldem IPN, ujawnia się nieco współpracowników SB, którzy ‚ochraniali’ w PRL uczelnie (przed wrogami systemu), ale jednocześnie wyraża się opinie, że podobno ta ‚ochrona’ nikomu nie zaszkodziła! Podobno nikt z uczelni z przyczyn pozamerytorycznych nie został usunięty. Trudno o większe zakłamywanie historii. Dla aparatu komunistycznego takie ‚historie’ to wielki prezent.

Czy najnowsze wydarzenia w Polsce, prezydentura Andrzeja Dudy, zwycięstwo PiSu, są nadzieją na zmianę sytuacji w polskim szkolnictwie wyższym?

Nadzieja na dobrą zmianę jest, ale trzeba Herculesa, aby oczyścić tą stajnie Augiasza. Czy nowy minister okaże się Herculesem?

Bez otwarcia systemu na Polonię akademicką, na wielki potencjał intelektualny Polaków pracujących za granicami kraju i nadal opuszczających Polskę, trudno sobie wyobrazić wielkie zmiany w polskim szkolnictwie wyższym. System akademicki winien być także otwarty na tych, którzy z tego systemu zostali wyrejestrowani w PRL.

Gdyby ktoś zaproponował Panu powrót na uczelnię, zgodziłby się Pan?

Gdybym dostał taką propozycję, to bym rozważył, ale nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Raczej nie sądzę, abym mimo zmian, taką propozycję dostał. Uważam, że usunięci w czasach politycznych weryfikacji winni wracać na uczelnie z ‚automatu’ po obaleniu komunizmu, ale takich powrotów nie było, bo gdzie jak gdzie, ale na uczelniach obalenia komunizmu nie było.

Oprócz działalności fotoreporterskiej, od wielu lat zajmuję się działaniami na rzecz naprawy polskiego, patologicznego systemu akademickiego. To są również znane działania, także na szczeblu sejmowym, czy ministerialnym. Założyłem Niezależne Forum Akademickie, obecnie działające w formie kilku serwisów monitorujących sprawy akademickie ( z naciskiem na etykę i patologie środowiska akademickiego).

Ale to spowodowało, że podniesiono stopień zagrożenia dla środowiska akademickiego z mojej strony. Pod koniec PRL, rektor UJ informował mnie, że stanowię zagrożenie dla uniwersytetu, a w III RP zostałem poinformowany, że stanowię zagrożenie dla całego środowiska akademickiego (stabilnego swoimi patologiami).

Trudno tego nie uznać za wyraz wysokiego (coraz wyższego) uznania dla mojej działalności.

Dziękuję za rozmowę.

Rząd bez przyszłości organizuje debatę o przyszłości

debata

Rząd bez przyszłości organizuje debatę o przyszłości

Na stronach MNiSW http://www.nauka.gov.pl/jakie-maja-byc-nasze-uczelnie-i-polska-nauka/ czytamy, że 24 czerwca w Szkole Głównej Handlowej odbędzie się ‚Debata o przyszłości szkolnictwa wyższego i nauki’ , która ma odpowiedzieć na pytanie „Jakie mają być nasze uczelnie i polska nauka”.
Zdumienie ogarnia, że rząd, mimo że rządzi już 8 rok, do tej pory nie zdążył się dowiedzieć jak mają w Polsce wyglądać uczelnie i nauka, czyli inaczej mówiąc, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie zdążyło się dowiedzieć jak ma zarządzać uczelniami i nauką – do czego, nie wiadomo dlaczego – zostało powołane. 
Rząd jest w stanie upadłości, całkiem bez przyszłości, a chce debatować o przyszłości nauki i uczelni, może licząc, że nauka może go uratować od ostatecznego upadku, lub znajdzie metody upadania na cztery łapy. 
Ministerstwo ma wiedzę, że „edukacja i nauka są kluczem do rozwoju Polski i polskiego społeczeństwo.” ale gdzieś ten klucz w czasie swojego rządzenia zapodziało i dopiero teraz , po całkowitej utracie wiarygodności, daje ogłoszenie, aby ktoś ten klucz odnalazł i rządowi przekazał. 
Dalej w ogłoszeniu mamy zadziwiające objaśnienie „ Rząd przez ostatnie lata wprowadził wiele zmian w funkcjonowaniu systemu szkolnictwa wyższego. Niektóre z nich już z powodzeniem działają, niektóre stopniowo wchodzą w życie. „ 
Czyżby stopniowy spadek jakości nauczania, kiepska międzynarodowa pozycja nauki uprawianej w Polsce, mała przydatność nauki dla rozwoju Polski i społeczeństwa, mają o tym powodzeniu świadczyć ? Czy rząd rżnie głupa, czy nawet nie musi ?! 
Z uczelni od lat uciekają uczeni, którzy chcą naukę uprawiać. Uniwersytet jest w kryzysie, a nawet w stanie śmierci (raczej klinicznej), o czym informują zawczasu przygotowane nekrologi.
A czego jest świadome ministerstwo ? Ano tak informuje obywateli „ Jesteśmy też świadomi tego, że szkolnictwo wyższe staje przed kolejnymi wyzwaniami i trzeba odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących jego przyszłości”. 
Czyli – co trzeba wiedzieć ? Jak pogrzeb przygotować ? Kto pójdzie w kondukcie żałobnym ? W jakich ubiorach i w jakiej kolejności ? Kto zagra marsz żałobny ? Kto wygłosi mowy pożegnalne ? 
Ministerstwo jednak pozoruje debatę, rzekomo otwartą, ogłaszając jej program zaczynający się od poczęstunku, aby goście się wzmocnili przed wysłuchaniem zaplanowanych wykładów/dyskusji. Jest kilka paneli przeplatanych poczęstunkami. 
Zaplanowano m. in. Panel dyskusyjny – „Przyszłość szkolnictwa wyższego w Polsce: cele, struktury, mechanizmy finansowania”, w którym rzecz jasna widzimy wieloletniego specjalistę od reformowania nauki w Polsce – prof. Jerzego Woźnickiego ( obecnie szefa Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego). Przez lata tworzył ustawy regulujące uczelnie i naukę, a teraz ma program deregulacji tego co wcześniej uregulował. Przyszłość przed sobą więc ma, ale nie wiadomo czy przyszłość będą miały uczelnie.
Kolejny panel to – „Nauka w zmieniającym się świecie”, który winien chyba odpowiedzieć na pytanie – dlaczego gdy świat się zmienia, nauka w Polsce zachowuje status quo ?
Najbardziej intrygujący jest jednak panel – „Ścieżki kariery akademickiej i naukowej” , które jak wiadomo są w Polsce bardzo kręte i prowadzące często na manowce i bezdroża. Czy panel te ścieżki wyprostuje ? Skieruje do zmieniającego się świata ? 
Panele tworzą głównie decydenci, ale także jest czynnik obywatelski w postaci Obywateli Nauki – tych, którzy przygotowali ‚PAKT na opak’ https://blogjw.wordpress.com/2015/05/25/pakt-na-opak-czyli-jak-obywatele-nauki-walcza-o-dobre-praktyki/ i mianowali się liderami, choć są outsiderami zmian w nauce i szkolnictwie wyższym w Polsce co ich jednak czyni wiarygodnym partnerem dla upadającego rządu, także outsidera. 
Zaprzyjaźnionych z Obywatelami Nauki – ‚Kryzysowych Humanistów’ w panelach brak. Może po lewej stronie zabrakło już miejsca, a może pozostają w odwodach, aby się przygotować na nowe rozdanie i nie stracić całkiem wiarygodności ? 
Wygląda na to, że debata będzie jednostronna – lewostronna, bo w panelach zwraca uwagę brak prawej strony. Ale czy warto debatować nad tym – czy rząd bez przyszłości jest w stanie zapewnić przyszłość nauce i uczelniom ?

Refleksje powyborcze

Wybory samorządowe 2014

Refleksje powyborcze

O skandalach powyborczych napisano już wiele. Oszustwa wyborcze dokumentowano wielokrotnie i to jest zadanie dla prokuratury, która miejmy nadzieję rzetelnie się tymi ustaleniami zajmie.

Mniej oczywisty i trudniejszy do ustalenia jest aspekt edukacyjny rezultatów wyborczych. Okazuje się bowiem, że jedno z najlepiej wykształconych formalnie społeczeństw Europy (młodzieży studiującej ponad 50 %) realnie nie daje sobie rady z prostym zdawałoby się głosowaniem. Ilość nieważnych głosów wielokrotnie przewyższa standardy przedwojenne II RP, kiedy przy ok. 30 % populacji analfabetów tych nieważnych głosów bywało ok. 1 % gdy obecna populacja udyplomowionych/utytułowanych alfabetów podobno ma trudności ze zrozumieniem zasad głosowania I zapewne ma, nawet jeśli oszustwa wyborcze były na wielką skalę. Trzeba by tą kwestię zbadać i wyjaśnić.

To, że młodzi, wykształceni, z dużych miast mają trudności z rozpoznaniem rzeczywistego stanu rzeczy i głosują według propagandy medialnej, głównie na szkodników – jest faktem.

Od kilku lat po wyborach potwierdza się reguła – im wyższe wykształcenie – tym większe ogłupienie, choć ostatnio oznaki otrzeźwienia dają się zauważyć. Coraz więcej młodych rezygnuje z oficjalnej edukacji i zaczyna samodzielnie rozeznawać się w sytuacji, dochodząc do podobnych wniosków do jakich mniej wykształceni samodzielnie dochodzili już przed latami.

Tym niemniej geografia wyborcza tegorocznych wyborów samorządowych jasno pokazuje, że tam gdzie wykształcenie formalne jest największe – liczba głosów nieważnych jest większa. Mamy zatem sytuację, że albo bardziej wykształceni nie bardzo rozumieją jak i na co głosować, albo swoje wykształcenie wykorzystują do fałszowania wyników wyborów (proporcje do wyjaśnienia).

Wybory samorządowe 2014 mapka zwycięzców

Wybory samorządowe 2014 mapa głosów nieważnych

Skala tego zjawiska może być znaczna (miejmy nadzieje, że prokuratury zdołają ją określić) i nie powinna dziwić, zważywszy na skalę patologii i fałszerstw popełnianych na drodze do osiągnięcia pożądanego w III RP poziomu wykształcenia.

Nie ma wątpliwości, że standardy uczelniane/szkolne będą się przekładać na standardy m. in. wyborcze/powyborcze, choć badań socjologicznych chyba w tej materii nie ma, mimo ogromu udyplomowionych/utytułowanych/utytłanych socjologów.

Warto zauważyć, że najmniej nieważnych głosów oddawano na stosunkowo słabo wykształconym Podlasiu i Podkarpaciu .

Czyli im kto mniej wykształcony tym lepsze rozeznanie wyborcze/większa uczciwość wyborcza.

Okazuje się, że zarazem tam padło najwięcej głosów na PiS – partię, jak określano, niewykształconego ‚ciemnogrodu’. Widać, że „ciemnogród’ bije na głowę „ jasnogród” rozumieniem istoty rzeczy/nie osiąga jego poziomu deprawacji.

Ponadto warto zauważyć, że analitycy powyborczy zdaje się nie wzięli pod uwagę psychologicznego znaczenia stawiania krzyżyka wyborczego.

Postawić na kimś krzyżyk to przecież znaczy (Słownik związków frazeologicznych)

-” uznać kogoś za przegranego, całkowicie pokonanego; uznać coś za rzecz bezwartościową, nie wartą jakichkolwiek zabiegów, starań; zrezygnować z czegoś (kogoś) w sposób ostateczny, definitywny „: a w języku wyborczym stawianie krzyżyka miało oznaczać aprobatę, poparcie dla wartości, nadziei na zwycięstwo…. !

Dość schizofreniczne podejście. Trzeba by zbadać lingwistycznie/socjologicznie/psychologicznie jaki wpływ może mieć taka procedura na wynik wyborczy.

Kiedy wychodziłem na wybory prezydenckie powiedziałem w domu – „Idę postawić krzyżyk na Majchrowskiego” – mając na myśli go ‚skasować’, zrezygnować z jego przedstawicielstwa obywatelskiego, postąpić zgodnie z plakatami „Majchrowski – żegnamy go ! ALLELUJA!!!”

A tu słyszę z sąsiedniego pokoju – Czyś ty zwariował !

Okazało się, że syn będący jeszcze na ścieżce edukacyjnej opanował zbytnio język wyborczy i zrozumiał, że ja, chyba straciwszy rozum, idę głosować na Majchrowskiego.

Widać psychologiczne znaczenie krzyżyka może mieć znaczenie wyborcze.

Może lepszy byłby ‚ptaszek’ ? Ale ten nie jest wyborczo aprobowany, choć się kojarzy z aprobatą !

Edukacja historyczna w liceum – mimo wszystko – na poziomie wyższym, niż na uczelniach

Historia liceum

Edukacja historyczna w liceum – mimo wszystko –

na poziomie wyższym, niż na uczelniach

Nowy rok szkolny za progiem więc o edukacji czas pisać. Pod ogniem krytyki, całkiem zasłużonej, od kilku lat znajduje się edukacja historyczna. Niestety jest ona skoncentrowana niemal wyłącznie na poziomie gimnazjalnym, a w szczególności licealnym, a poziom , czy raczej jego brak, uniwersytecki jest pomijany milczeniem (być może wstydliwym, ale nie pokazywanym w mediach) no może z moim wyjątkiem, bo z uporem od lat nagłaśniam (bez echa jednakże) to co profesorowie w historiach uczelnianych wypisują i uczyć zalecają – bez zażenowania.

Szkód wynikających z takiego niegodnego postępowania nikt nie ocenia i jakoś nie widać protestów, marszów, demonstracji aby uczelnie skończyły z tym procederem. Jak się na uczelniach nic nie zmieni, a co gorsza – to co jest będzie akceptowane, gloryfikowane, to wszelaka krytyka tego co jest na poziomie niższym może być tylko oceniana jako schizofrenia poziomu wyższego.

Wziąłem do ręki podręcznik Historia i społeczeństwo. Ojczysty Panteon i ojczyste spory http://www.wsip.pl/oferta/ojczysty-panteon-ojczyste-spory/ przeznaczony do kształcenia ogólnego na IV etapie edukacyjnym (liceum i technikum) dopuszczony do użytku w roku 2013.

Nie mnie oceniać podręcznik z punktu widzenia metodycznego, bo ani ja nauczyciel szkolny, ani uczeń. Kiedyś uczyłem jeno historii ziemskiej, a nie ludzkiej i to na poziomie (a raczej powyżej) uniwersyteckim, stąd doświadczenia nie mam w tej materii. Co nieco jednak słyszałem/czytałem o tym co się w świecie działo, a i kilkadziesiąt już lat historycznych na świecie przeżyłem. Koncentrując się na tym ostatnim odcinku historii z całym naciskiem muszę stwierdzić, że mimo widocznej poprawności politycznej w podręczniku IV etapu edukacyjnego, wielu przeoczeń, sporo prawdy do dyskusji szkolnej przedstawiono.

Wykryto w tym podręczniku istnienie w Polsce systemu komunistycznego, jak i stanu wojennego, co stawia ten podręcznik wyżej od ‚Dziejów UJ’ licealistom starającym się o indeks UJ do opanowania zalecanych ( w ‚Dziejach UJ’ ani komunizmu , ani stanu wojennego nie wykryto ! – (https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ).

Jest zatem nadzieja, że absolwenci liceów wreszcie się wezmą za nauczanie prawdziwej historii profesorów (etatowych), bo ci niestety są dożywotni (taki sobie przywilej wywalczyli !). Dopóki żyją trzeba ich uczyć ! (co ja od lat, a nawet wieków, czynię, ale fakt – ze słabym skutkiem. Pomocy nie mam !) .

Bardzo mnie ucieszył tytuł 37 rozdziału „..idź wyprostowany wśród tych co na kolanach…” ( choć Zbigniewa Herberta w indeksie osób nie ma !) co odbieram jako zalecenie/przesłanie dla młodzieży licealnej, która oby go w życiu stosowała.

W podręczniku znalazłem informacje o takich postaciach, które szły w przez życie w postawie wyprostowanej jak m.in. gen. August Fieldorf Nil, Witold Pilecki, Zygmunt Szendzielarz – Łupaszko, Hieronim Dekutowski – Zapora , gen. Leopold Okulicki, gen. Elżbieta Zawacka, irena Sendlerowa, gen. Władysław Anders, gen. Stanisław Maczek, gen. Stanisław Sosabowski, aby ograniczyć się do tych niezłomnych, których pomniki stoją, lub stać mają, w bliskim mi Patriotycznym Parku Jordana w Krakowie.

Nauczyciele licealni, nie tylko z Krakowa, mogą w tym Parku rozszerzyć naukę historii, tym bardziej, ze IPN przygotowuje specjalne materiały edukacyjne, które by im w tym pomogły.

Na całe szczęście autorzy podręcznika nie uwzględnili opinii profesora UJ ( https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/ ) na temat jednego z największych naszych bohaterów – Witolda Pileckiego i stanęli po stronie prawdy, czego nie można powiedzieć o profesorach UJ (i nie tylko).

Uczniowie z książki mogę się nieco dowiedzieć np. o PZPR i jej roli budowie Polski Ludowej, gdy natomiast z ‚Dziejów UJ’ i innych oficjalnych historii UJ, nie sposób się dowiedzieć o istnieniu a przede wszystkim o osiągnięciach PZPR wiodącej siły na polu nauki i edukacji wyższej UJ ( i nie tylko). Co więcej nawet nie dowiemy się o składach Komitetu Uczelnianego PZPR dbającego o właściwe ( dla systemu komunistycznego) standardy naukowe, dydaktyczne i etyczne. Czyżby system komunistyczny, system Polski Ludowej nie rozciągał się na teren UJ ( i innych uczelni) ?

Nie ma wątpliwości, że historia na poziomie wyższym jest bardziej zakłamana, niż na poziomie niższym, więc ta ‚wyższa półka’ winna być przedmiotem szczególnej troski i krytyki merytorycznej, tym bardziej, że nauczyciele historii, twórcy programów nauczania ‚niższego’, muszą przejść z sukcesem przez standardy ‚wyższe’, a jedynie nieliczni są w stanie tym standardom się przeciwstawić w postawie wyprostowanej.

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

19

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

Niedawno na spotkaniu Krakowskiego Klubu Wtorkowego  Jan Jarosz – komendant antykomunistycznej Armii Wyzwolenia założonej jeszcze w latach 60-tych słusznie skrytykował podręcznik dla szkól ponadgimnazjalnych – Poznać przeszłość. Wiek XX.

Podręcznik został dopuszczony przez MEN w roku 2012. na podstawie opinii utytułowanych rzeczoznawców.
W podręczniku o Armii Wyzwolenia ani słowa, choć dla uczniów ponadgimnazjalnych byłaby to dobra lekcja historii, bo armię tworzyli ich rówieśnicy. W opozycji PRL w podręczniku dominuje KOR, Jacek Kuroń i Adam Michnik, a o niepoprawnych politycznie (także w III RP) – brak jakiejkolwiek wzmianki. Widocznie chodzi o to, aby młodzi opuszczali mury szkolne z poprawnością polityczną na całe życie.

Z drugiej strony nie jest to najgorszy podręcznik historii. W końcu jest w nim mowa i o istnieniu systemu komunistycznego w Polsce i o stanie wojennym, a takich informacji nie znajdziemy na szczeblu akademickim najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni – UJ, w którego dziejach najtęższe historyczne głowy czegoś takiego nie zidentyfikowały!
https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

I chyba nikomu, nawet opozycji antykomunistycznej z czasów PRL, czy opozycji czasów III RP – to nie przeszkadza.
Armia Wyzwolenia określana jest słusznie mianem organizacji antykomunistycznej, ale jak to pogodzić z przyzwoleniem na ‚brak komunizmu’ w historiach na szczeblu akademickim ?

W historii UJ jest mowa o stopniowej liberalizacji systemu między 1956 a 1989 r. https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

A zatem z czym walczyła Armia Wyzwolenia (i inne niepoprawne politycznie organizacje) jeśli przyjmujemy bez dezaprobaty historię mędrców jagiellońskich ?

Skoro komunizmu podobno nie było (więc opozycja chyba nie mogła być antykomunistyczna ?!) od czego chciała nas wyzwolić ?

A podobno była stopniowa liberalizacja systemu – także w okresie stanu wojennego ! ( i to się opozycji nie podobało ?)

Powtarzam po raz n-ty, w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego obowiązkowych dla tych co chcą osiągnąć wybrany indeks tej kultowej niemal uczelni – nie ma takich słów jak ‚ komunizm’, ani ‚stan wojenny’, bo czegoś  takiego albo nie było, albo były to nic nie znaczące epizody, aby nimi sobie głowę zawracać, a tym bardziej innym do głowy wbijać !

Nic się nie zmienia w tej materii, mimo kolejnych jubileuszy, nawet wielkich,http://jubileusz650uj.wordpress.com/ najstarszej polskiej uczelni, powtarzam wzorcowej, niemal kultowej, której jakości wyrobów krytykować bezkarnie nie można i opozycja czasów III RP ma w tym istotny udział!

Mamy w istocie rzeczy do czynienia z heroiczną obroną przed poznaniem przeszłości,
z przemilczanym prawdobójstwem na UJ !

(https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/)

I stosowaniem grubej kreski dla (nie)poznania historii !

– także ze strony opozycji !

Tak, tak, brak jest protestów (historyków, opozycji) przeciwko fałszowaniu historii na UJ, a jest przemilczanie moich tekstów podnoszących szkodliwość dzieł wychodzących spod piór kultowych mędrców jagiellońskich.

Przeciwko ograniczaniu, fałszowaniu historii na szczeblu gimnazjalnym/po-gimnazjalnym protesty są, przeciwko fałszowaniu na szczeblu akademickim – protestów brak, a przecież jest to wyższa półka fałszerstwa i jeszcze  bardziej szkodliwa społecznie.
Autorzy podręczników gimnazjalnych/po-gimnazjalnych z tej półki czerpią fałszywą wiedzę i biada im, gdyby nie czerpali ! I to jest cała III RP.

Im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie

 

JW myślą i młotem

Im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie

Polska bije rekordy jeśli chodzi o ilość studiujących obywateli. Ponad 50 % młodych osób po maturze – studiuje . Mamy też największą ilość szkół z nazwy wyższych (ponad 400), ogromną ilość profesorów i to z nadania prezydenckiego.

No to jesteśmy potęgą – nieprawdaż ?

No tak, ale jesteśmy jednocześnie mizerią, jeśli tą naszą mocarstwowość naukowo-edukacyjną porównamy ze światem. Nasze najlepsze uczelnie wyższe nie mieszczą się wyżej niż w 400 setce rankingów światowych, na Nobla nie mamy co liczyć, mimo że na uczelniach pracują cale klany rodzinne ( podobno ze względu na tradycję Marii i Piotra Curie), a nasza innowacyjność jest niższa niż w Mołdawii.

Najwięksi mędrcy uczelniani nie są w stanie zidentyfikować w historii swoich uczelni stanu wojennego, ani systemu komunistycznego, a najwyżej wykształcona populacja Polaków wybiera i to wielokrotnie do rządzenia naszym krajem wysoko wykształconych polityków Platformy Obywatelskiej prowadzących kraj do ruiny.

Wykształceni animatorzy życia publicznego widzą ratunek dla kraju w dialogu Kaczyńskiego z Michnikiem, i rzadko kto wykształcony zaleci im popukanie się w głowę.

Widać zatem, że mamy prawidłowość – im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie.

Nieraz pogardzani, mniej wykształceni, takiego ogłupienia nie wykazują, kontaktu z rzeczywistością nie tracą (albo rzadziej).

Skąd to się bierze ?

Widać system edukacyjny jest tak ustawiony aby uczący się bezkrytycznie przyswajali to (nieraz głupoty)  co im się do nauczenia podaje. Im kto lepiej to sobie przyswoi – jest nagradzany, kto gorzej – odpada.

Selekcja negatywna kadr znakomicie opanowana w PRLu ma się dobrze,  a nawet lepiej, bo jest udoskonalana w III RP przez postępowców, już ogół bez oporów, bo ‚oporniki’ z czasów PRLu, które w tej selekcji przeszkadzali – pousuwano.

Ostatnie oceny wartości kształcenia w naszych szkołach jasno pokazują, że znaczna część szkół stopnia licealnego wykazuje wartość ujemną. Tzn. licealiści mniej rozumieją/ mniej umieją niż rozumieli/potrafili jak byli w gimnazjach. Czyli rzec by można – mamy rozwój wsteczny !

O gimnazjach słychać tylko głosy negatywne, że to one miały zrujnować nasz system edukacyjny. Tymczasem badania porównawcze z innymi krajami pokazują, że nasi gimnazjaliści w tych porównaniach wypadają bardzo dobrze. Ale im wyżej tym gorzej. Może przyczyny katastrofy edukacyjnej są inne i położone są na innym poziomie.

Nie od dziś wiadomo, że szkoły ‚stoją’ nauczycielami, a ci formowani są na uczelniach, bardzo licznych uczelniach, kiepsko jednak stojących z porównaniu z uczelniami zagranicznymi.

Jak uczelnia kiepska, to i nauczyciel zwykle kiepski i niczego dobrego nie nauczy. Wartość jego uczenia w szkole może być ujemna, zamiast dodatniej.

W liceach uczą zwykle wyżej wyedukowani nauczyciele niż w gimnazjach – i co to znaczy ? Im wyżej wyedukowany nauczyciel tym wartość jego edukacji niższa ! Zdumiewające – nieprawdaż ?

A co z nauczycielami na uczelniach, czyli na stopniu najwyższym ? Tam to już jest tragedia.

Na studia biorą każdego kto jeszcze z Polski nie uciekł przed tym systemem, a na nauczycieli i to profesorskich każdego kto do końca żywota nie wychyli głowy z podręcznej strusiówki.

Kto by wychylił – to głowa mu spadnie i do Belwederu nie zostanie wpuszczony.

Na uczelniach od dawna, od czasów PRLu, nie akceptują tych co uczyli myślenia, szczególnie krytycznego, więc jakie mogą być skutki uczenia pozostałości akademickiej ?

Czemu nie prowadzi się badań nad zdolnością czytania ze zrozumieniem u profesorów na uczelniach, a zwykle tylko u nastolatków ?

Ja mam swoje obserwacje personalne, bo wiele tekstów pod uwagę profesorów/rektorów napisałem i nic z tego nie zrozumieli ! Wiele pytań zadałem – na żadne nie odpowiedzieli ! Widocznie moje teksty/pytania są za trudne dla finalnego produktu negatywnej selekcji kadr naszego systemu edukacyjnego.

Więc jak ja mogę o nich sądzić inaczej ?

Sądzę , że im wyższe wykształcenie tym większe ogłupienie i czekam na merytoryczną krytykę moich sądów. Opublikuję pro publico bono bez pobierania opłaty, tym bardziej , że chciałbym się mylić w moich sądach.

Sądzę przy tym, że Polska z obecnego dna się nie wydostanie, jak kształcenie Polaków będzie tak wyglądało jak wygląda.