Idzie walec, żeby wyrównać

Idzie walec, żeby wyrównać

 Wojciech Młynarski w piosence z 1971 roku przestrzegał, że „przyjdzie walec i wyrówna”. W domenie akademickiej już wtedy wyrównywano nierówności, i to na etapie rekrutacji na studia, przyznając dodatkowe punkty za właściwe pochodzenie. A dalej zapewniano dostęp do drogi szybkiego ruchu (bo autostrad jeszcze nie było) na szczyty hierarchii akademickiej dla utrwalaczy władzy ludowej, aby ją nie tylko utrwalali, ale i rozpowszechniali. Transformacja nie przerwała tego procesu, a nawet go nasiliła, bo trzeba było dorównać kroku lewackiemu marszowi, który dotarł na uniwersytety.

Marsz jakby przyspieszał w ostatnich latach, gdy monitor postępu wykazał istnienie 56 płci i trzeba równo zabezpieczyć ich dobrostan. Wyrównanie dwóch płci, o co walczono przez lata, było o wiele łatwiejsze i w wielu sprawach nawet pożądane, choć szło z oporami, ale zrównanie dziesiątek płci to zadanie nie z tej ziemi. Tym niemniej je podjęto i na uczelniach zarządzono wprowadzenie polityki równościowej, zabezpieczając działania specjalnymi instancjami i konsekwencjami.

Osiągnięto już pewne sukcesy, bo nasze uczelnie wyrównały do uczelni Bangladeszu, Ghany, Etiopii…

Już sformatowane kadry akademickie kształcą/formatują nauczycieli szkolnych, aby ci byli przygotowani do wyrównania młodszych, a nawet najmłodszych, w ramach realizacji programu edukacji włączającej. Nierówności już na tym etapie nie może bowiem być i wszyscy muszą być równi, aby nie czuli się dyskryminowani i wykluczeni. Równanie w dół ma służyć osiągnięciu powszechnej szczęśliwości.

Zatrwożeni tym kierunkiem niepostępowi nauczyciele powołali Ruch Ochrony Szkoły, aby chronić przed walcowaniem to, co w systemie edukacji było najcenniejsze, aby ocalić szkołę, nasze dzieci i społeczeństwo przed katastrofą. Debatowano o tym ostatnio na konferencji w Krakowie, licząc na opamiętanie i poszerzenie Ruchu, także na poziomie akademickim i szersze włączenie się mediów, które winny mieć na uwadze, że w końcu walec i je może jeszcze bardziej wyrównać.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 30 listopada 2022 r.

Agentura wpływu ku szkole ciemności

Agentura wpływu ku szkole ciemności

Józef Wieczorek

Żyjemy w okresie nasilenia instalacji postępu, co prowadzi do wojny cywilizacji i coraz więcej ludzi zauważa, że cywilizacja chrześcijańska jest w opałach, a uniwersytety w kryzysie. Przed trzydziestu kilku laty panowała euforia, że system komunistyczny jest w stanie rozpadu; do dziś się mówi o upadku komunizmu na terytorium Polski i nie tylko. Upadły co prawda struktury państwa partyjnego, instalujące i utrwalające ten system postępu, ale serca i umysły wielu obywateli tak silnie zostały opanowane przez pajęczynę komunistyczną, że tak naprawdę nie możemy się z tego dziedzictwa wyzwolić.

Co gorsza, jesteśmy narażeni na przemarsz nowej fali lewactwa przez instytucje, w tym kościoły i uniwersytety, co stanowi zagrożenie dla cywilizacji łacińskiej, której symbolem były katedry i uniwersytety.

Katedry i kościoły w Europie się zamyka, zamienia na miejsca rozrywki a czasem burzy, podobnie jak to było podczas rewolucji francuskiej czy bolszewickiej. Uniwersytety wprawdzie są w stadium ilościowego rozwoju, nieruchomości uniwersyteckie mnożą się jak grzyby po deszczu, ale intelektualnie i moralnie są w stanie zapaści, zorientowane jakby jedynie na sferę seksualną.

Siłą rzeczy ta degradacja odbija się także na edukacji powszechnej, umasowionej i zideologizowanej tak, aby można było uformować nowego, postępowego człowieka – przed dziesiątkami laty czerwonego., dziś tęczowego. Transformacja jaką przebyliśmy, okazała się głównie kolorystyczną, ale mimo różnorodności barw wszyscy mają być wyrównani do wyznaczonego przez ideologów poziomu. Na końcu transformacji widać jednak ciemność, do której możemy dojść przechodząc z sukcesem szkołę ciemności.

Szkoły ciemności

Przez taką szkołę przeszła Bella Dodd (Szkoła ciemności. Wyd. AA), jako prawnik, nauczycielka, doskonale wykształcona, ale naiwnie wierząca – jak wielu innych- że partia komunistyczna walczy o pokój i dobro ludzkości. Straciła wiarę w Boga, ale pozostała wierzącą, tylko że w emanację diabła. Padła ofiarą propagandy, manipulacji, nie rozpoznając prawdziwej twarzy systemu zniewolenia serc i umysłów, prowadzącego do budowy światowego imperium zła. Przez lata była wręcz fanatyczną aktywistką ruchu komunistycznego w Stanach Zjednoczonych, działała w lewicowych nauczycielskich związkach zawodowych wspierających pochód ideologii komunistycznych w praktyce zainstalowanych na terytorium Rosji przekształconej w ZSRR, ale eksportowanych do innych krajów, a nawet na inne kontynenty. Kraje przyległe do ZSRR zostały militarną siłą włączone w obręb czerwonego świata szczęśliwości, ale bardziej odległe kraje i kontynenty, były zdobywane dla czerwonej idei siłą propagandy, złudnych obietnic, manipulacji, która trafiała do ludzi walczących o sprawiedliwość społeczną, nieraz dobrze wykształconych, ale tak naiwnych, że często stanowili przenośnik komunistycznych idei.

Niektórzy, jak Bella Dodd, zdołali po latach doświadczeń zobaczyć prawdziwą twarz komunistycznego potwora i wyzwolili się z jego szponów. Wyzwolenie się Belli Dodd jest tym bardziej cenne, że nie tylko podzieliła się swoimi doświadczeniami przed Komisją do spraw Działalności Antyamerykańskiej, ale biografię opisała w książce „Szkoła ciemności” rzucającej światło na mechanizmy funkcjonowania komunistycznych macek oplatających poczciwych, naiwnych ludzi. Może jej relacje uchronią innych od wstępowania do takich instalowanych przez komunistów szkół ciemności i od rozpowszechniania utopijnych, a w gruncie rzeczy antyludzkich idei na drodze do likwidacji cywilizacji chrześcijańskiej, opartej na całkiem innym systemie wartości, zawartym w Dekalogu.

Przypadek Belli Dodd, która miała szczęście spotkać abp Fultona J. Sheena i wróciła do swych korzeni chrześcijańskich, pokazuje, jakie spustoszenie społeczne może spowodować powszechna instalacja szkół ciemności, zdominowanych przez ideologię wymagającą zaniku samodzielnego, krytycznego myślenia, zdolności do refleksji na drodze do poszukiwania prawdy.

Jak argumentuje abp Fulton J.Sheen (Komunizm i sumienie Zachodu. Wyd. Esprit) „komunizm jest opium dla mas w tym sensie, że otępia i paraliżuje ludzki intelekt…całkowicie niszczy ludzki rozum. Osoba poddana działaniu tej ideologii nie może podejmować samodzielnie decyzji”.” System ten niszczy intelektualne funkcje człowieka”.

Instalując system komunistyczny, szczególną troską otoczono domenę edukacji, tak aby od najmłodszych lat ludzie poznawali drogę do najlepszego ze światów, nie zdając sobie nawet sprawy z istnienia innych. Ten system okazał się szczególnie skuteczny, bo czego Jaś za młodu się dobrze nauczył i był za to wyróżniany, nagradzany, tego Jan nawet po formalnym upadku komunizmu nie jest w stanie się oduczyć, co obserwujemy chociażby w dzisiejszej pokomunistycznej Polsce.

Agentura wpływu

W sukcesie rozprzestrzeniania się komunizmu, nawet bez użycia siły militarnej, ale przy udziale szkół ciemności, wielką rolę odegrała agentura wpływu. O kulisach jej działalności sporo wiadomo dzięki dysydentom sowieckim, byłym pracownikom reżimu sowieckiego, którzy zbiegli na Zachód i dzielą się swoją wiedzą o mechanizmach propagandy i manipulacji.

Jednym z nich był Thomas D. Schuman (Jurij Bezmienow)) pracujący przez lata w agencji prasowej Novosti tworzącej zmanipulowane, zakłamane informacje dla zagranicznych mediów. Po ucieczce na Zachód usiłował dzielić się swoją wiedzą obnażającą działania dywersyjne, ideologiczne KGB, natrafiając jednak na znaczny opór lewicowej części społeczeństwa. Niestety działania lewicy, prowadzone jeszcze w latach trzydziestych, mimo zdemaskowania ich metod (jak to ujawniała Bella Dodd), kontynuowane były po wojnie i pozostawiły silne ślady w świadomości społecznej.

Skuteczna demoralizacja jest procesem nieodwracalnym w czasie trwania pokolenia, jak objaśnia Schuman (Agentura wpływu. Wyd.AA), a jej skutki mogą trwać znacznie dłużej, jeśli agentura wpływu jest aktywna przedstawiając rzeczywistość na opak. Schuman zwraca uwagę na rolę masowej edukacji w procesie eliminowania przeszkód w postaci wartości moralnych, jako nieintelektualnych, staroświeckich, zacofanych. Po 15-20 latach odpowiednio przygotowani absolwenci szkół ciemności znajdą się u sterów władzy, są decydentami, kontrolują opinię publiczną, media, wpływając na postawy i opinie. Gdy demoralizacja zostanie przeprowadzona z sukcesem, reprodukcja sformatowanych amoralnie może trwać bez ingerencji centrali i prowadzić do destrukcji systemu, który trudno naprawić, bo jak argumentuje abp. Fulton J Sheen „ludzie nie chcą wierzyć w zdeprawowanie własnej epoki po części dlatego, że wówczas sporo zarzutów musieliby kierować pod własnym adresem”.

Wprowadzenie do kapłaństwa w USA w latach trzydziestych. ponad 1000 ateistów, homoseksualistów, pedofilów – jak ujawniała Bella Dodd– doprowadziło po latach do wzmożonej demoralizacji i destrukcji Kościoła od środka, i to bez kontaktów z centralą, po prostu w wyniku prowadzenia podwójnego życia. Gigantyczne afery pedofilskie lawendowej mafii na wysokich stanowiskach kościelnych (Dariusz Oko, Lawendowa mafia, Wyd. AA) doprowadziły do kryzysu Kościoła, osłabienia cywilizacji chrześcijańskiej

Historia i teraźniejszość

Metody działań agentury wpływu i funkcjonowania szkół ciemności opisano na przykładzie USA, państwa uważanego za alternatywę dla imperium zła, ale bardzo podatnego na takie niemilitarne działania. Wielka naiwność społeczeństwa amerykańskiego była wielką szansą na sukces procesu demoralizacji i destrukcji.

Fala lewactwa i amoralnej destrukcji nasiliła się w 1968 r. i nadal kwitnie szczególnie w domenie edukacji, na każdym poziomie. Uniwersytety amerykańskie są bastionami lewackich ideologii i promieniują na świat akademicki innych krajów. W Polsce przez kilkadziesiąt lat po militarnym opanowaniu naszego państwa instalowano system masowej edukacji – istne szkoły ciemności, indoktrynacji ideami komunistycznymi. Walczono z religią, manipulowano prawdą, czyszczono niewygodną historię w celu formowania nowego, prosowieckiego, amoralnego człowieka – choć nie bez trudności.

Paradoksalnie proces rozprzestrzeniania się niszczących idei przyspieszył w wolnej Polsce, gdy transformacja otworzyła drogi dla lewackiego marszu przez instytucje, który zgodnie z ideami Gramsciego miał skuteczniej zastąpić działania militarne w opanowaniu świata przez idee neomarksistowskie. W niemałym stopniu była to transformacja mentalna i część społeczeństwa w stanie euforii wolności odrzuciła z własnego wyboru religię i patriotyzm, a nawet włączała się aktywnie w kampanie antyreligijne i antypatriotyczne.

W wolnej Polsce uniwersytety stały się poligonem szkoleniowym dla neomarksistów, a nauka zostaje wypierana przez tęczową ideologię. Kadra profesorska, najczęściej lewicowa, oddziedziczona po epoce komunistycznej, formatuje młodzież podatną na idee utytułowanych autorytetów. Na uczelniach tworzone są działy bezpieczeństwa dla uczestników lewackiego marszu, które łamią każdy opór, eliminując, szykanując studentów i pracowników o odmiennej orientacji moralnej. Oficjalnie popierane są akcje Strajku Kobiet i stowarzyszeń tęczowych. Zgodnie z realizowaną polityką równościową wszyscy mają być równo zdemoralizowani.

Odtwarzane są dobre relacje mistrz uczeń na platformie antywartości i menelizacji życia akademickiego. Wyrównanymi amoralnie obsadza się etaty i stanowiska kierownicze, promuje ich etykę niezależną od wartości. Na najstarszym polskim uniwersytecie. gdzie kiedyś etykę wykładał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, obecnie wykłada Jan Hartman propagujący (z pomocą wydawnictw i księgarń naukowych) etykę życia codziennego, bluzgając w przestrzeni publicznej na wszystko co się wiąże z religią, cywilizacją chrześcijańską, z tradycyjnymi wartościami, które nas formowały przez setki lat. Teraźniejszość odrywa się od fundamentów, deprecjonuje się Dekalog, lansując bardziej przydatne dla lewackiego marszu tzw. przykazanie 11 – nie bądź obojętny.

Nieobojętny na instalację czerwonego, zbrodniczego systemu zła, propagator tego systemu i 11 przykazania (Marian Turski) stał się idolem popieranym nie tylko przez postępowców. Bezrefleksyjność, bierne poddawanie się manipulacjom medialnym, brak moralnych standardów – sprzyjają destrukcji społeczeństwa.

Instalowanie szkół ciemności jest najefektywniejszą metodą zniewalania społeczeństw, a wykształcenie nowego pokolenia nastawionego patriotycznie i zdroworozsądkowo, opartego na solidnym systemie wartości- na co potrzeba co najmniej 15-20 lat jest zadaniem, któremu na ogół nie są w stanie sprostać siły polityczne liczące się z demokratycznymi wyborami w odstępach kilkuletnich.

Plany wprowadzenia do edukacji przedmiotu „historia i teraźniejszość”, aby młode pokolenie poznało najnowszą historię, w tym metody i skutki funkcjonowania przez dziesiątki lat komunizmu i przebieg lewackiego marszu przez instytucje, natrafiają na przeszkody. Zamiast merytorycznej dyskusji nad trudnościami realizacji takiego przedmiotu, odpowiedniego dokształcenia kadry nauczycielskiej, mamy ideologiczny hejt, nawet z udziałem wysokich instancji PAN, uważających taki przedmiot jako niepotrzebny. Po co młode pokolenia mają znać swoje korzenie, mieć pojęcie, jak formował się świat, w którym żyją?

Uczelnie, na których winien spoczywać obowiązek kształtowania elit, odpowiedniej kadry naukowej i nauczycielskiej, dają przykład, jak się odrzuca takie zagadnienia. Przecież w najnowszych historiach uczelni, tych najbardziej spopularyzowanych, na ogół nie ma takich pojęć jak ‘komunizm’, ‘stan wojenny’, ‘przewodnia siła narodu’ – więc i żadnych związanych z nimi problemów nie było i nie ma, i nie ma potrzeby sobie, a przede wszystkim młodym, zawracać tym głowy. Izolowanie młodego pokolenia od uwarunkowanych najnowszą historią współczesnych politycznych i społecznych kwestii i zamykanie się w świecie różnorodności orientacji seksualnych stwarza niemal nieograniczone możliwości ideologicznego manipulowania

Nawet jak zostaną przygotowane odpowiednie podręczniki do nauczania przedmiotu HiT, to kadra nauczycielska, niechętnie do niego nastawiona, nieprzygotowana intelektualnie ani moralnie, tego przedmiotu prawidłowo nie zrealizuje. Konieczne są przemiany na poziomie akademickim, bo uczelnie nie mogą funkcjonować jako szkoły ciemności abdykujące z poszukiwania prawdy, opanowane przez autonomiczną agenturę wpływu ideologii neomarksistowskich.

Tekst opublikowany w miesięczniku Kurier WNET, w listopadzie 2022r.

Stwórzmy „ Czarną księgę komunizmu” w polskiej nauce

Stwórzmy „ Czarną księgę komunizmu” w polskiej nauce

W inspirującym „Wywiadzie z chuliganem” prowadzonym przez red. Piotra Lisiewicza 19 września 2022 r. (odc. Nr 183) profesor historii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Witold Tyborowski podkreślił podobieństwa bojkotu podręcznika „Historia i Teraźniejszość” autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego i „Czarnej Księgi Komunizmu” (red. Stéphane Courtois).
Od czasu ogłoszonego w mediach upadku komunizmu co pewien czas nasila się bojkot dzieł i ich autorów oraz rozmaitych akcji na rzecz ujawnienia prawdziwej twarzy komunizmu. Nie bez powodu beneficjenci i spadkobiercy tej dewastującej świat idei się tego obawiają, gdyż sporo zarzutów jest kierowanych pod ich adresem”.

Akademicki bojkot Czarnej Księgi Komunizmu

Profesor Tyborowski był organizatorem wykładu Stephane Courtois (dostępny w internecie) .w Poznaniu w 2017 r. i podaje, że zjawiło się na nim jedynie kilku profesorów historii. Kontrastuje to z dużym zainteresowaniem CKK w debatach intelektualnych środowisk zachodniej Europy. Jeszcze wyraźniejszy akademicki bojkot miał miejsce niemal 20 lat wcześniej (16 maja 1999 r.) kiedy spotkanie z autorami „CKK” (Stephen Courtois i Jean Luis Panne) odbyło się w murach Collegium Novum UJ (niestety nagrania nie ma, bo wówczas nie byłem jeszcze dokumentalistą). Nie zauważyłem na spotkaniu obecności profesorów historii najstarszej polskiej uczelni. Był jednak licealny profesor historii Marek Eminowicz. Zdumiewające, nieprawdaż?

Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. A tu niemal całkowity brak zainteresowania dokonaniami swojego środowiska. Aby bojkot „CKK” przez przemilczenie nie do końca był skuteczny, zainspirowany spotkaniem i obszerną książką, zacząłem walczyć o opracowanie w Polsce czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji, zdając sobie sprawę, że te idee silnie zagnieździły się w środowiskach akademickich, a wieloletnia edukacja krzewiąca marksistowski pogląd na świat na długie lata pozostawia ślady w serach i umysłach kolejnych pokoleń. Złożyłem nawet projekt badawczy na ten temat, oceniony pozytywnie przez ówczesny KBN, ale nie mógł być zrealizowany, bo ja jako jednostka szkodliwa dla komunistycznego systemu, także po jego medialnym upadku, byłem jednostką badawczą, ale tylko jednoosobową, pozauczelnianą, bez księgowego. Przez Polską Akademię Umiejętności, reaktywowaną w czasach transformacji przy udziale przewodniej siły narodu, projekt został odrzucony, aby (jak argumentowano) na coś takiego osobistego, o małej nośności naukowej, nie przeznaczać publicznych pieniędzy.
Fakt, że realizacja takiego projektu mogłaby znieść wielu uczonych z piedestałów. Poczynania przewodniej siły narodu, która tak mocno opanowała domenę akademicką, musiałyby się znaleźć na poczesnym miejscu w takim projekcie. Co więcej, sekretarz PAU był redaktorem naukowym wydanego ze środków publicznych dzieła ”Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego”, w którym istnienie komunizmu zostało unieważnione! Nie ma w nim takiego słowa jak komunizm, więc niby jak można było akceptować opracowanie jakiejś mutacji „Czarnej Księgi Komunizmu”. O wycofanie tego dzieła z obiegu edukacyjnego walczyłem przez lata i to merytorycznie, ale niemal nikomu z historyków, a nawet opozycjonistów antykomunistycznych, brak w nim komunizmu (też PZPR czy stanu wojennego) jakoś nie przeszkadza, choć taki stan rzeczy oznaczałby ich anihilację (nie było komunizmu, to i opozycji antykomunistycznej nie mogło przecież być!). Chyba tylko mnie i prof. Terleckiego to uwiera, ale nawet IPN nie zdecydował się na realizację takiego projektu, choć Prezes IPN w jednym z wywiadów powiedział: „Trądem w sposób szczególny były dotknięte szkoły wyższe”. Problem w tym, że trąd ten nadal panuje w pałacu nauki i edukacji (Trąd w Pałacu Nauki-Józef Wieczorek, 2022), a nawet wydostał się poza jego mury.
Pytania kierowane do władz UJ: jak to było możliwe, że na Uniwersytecie Jagiellońskim rzekomo nie było komunizmu ani stanu wojennego, choć te jak wiadomo były wprowadzone na terytorium całego kraju (ale nie zostały wprowadzone do treści „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego”)-nie doczekały się odpowiedzi. Bojkot moich usiłowań – całkowity. Widocznie niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy o historii, tylko o jej zaciemnienie. Wiedzą, co gremia akademickie robiły w ciemnych okresach naszej najnowszej historii i nie bez przyczyny je unieważniają, heroicznie wręcz broniąc innym dostępu do archiwów uczelnianych.

Abdykacja uniwersytetów z poszukiwania prawdy

Tym samym wiedza o funkcjonowaniu domeny akademickiej w systemie komunistycznym jest niezadowalająca, mimo że przewodnia siła narodu także w niej miała rolę dominującą. Bez jej przyzwolenia, poparcia, nie można było być w niej zatrudnionym ani awansowanym, a nie znamy nawet składów uczelnianych Podstawowych Organizacji Partyjnych! Czyli tak naprawdę nie wiemy kto i dlaczego decydował przez lata o kadrach akademickich funkcjonujących (nawet do dnia dzisiejszego) na uczelniach formując kolejne pokolenia naszych elit. O dekomunizacji domeny akademickiej (poza swoistą dekomunizacją historii uczelni i biogramów akademików) tak naprawdę nikt nie chciał słyszeć po upadku komunizmu a często wysuwano argumenty, że nie miałby kto wtedy uprawiać nauki i edukować nowe pokolenia wolnej Polski. W rezultacie te pokolenia formowane są przez beneficjentów nie do końca upadłego systemu czerwonego, podlegającego transformacji przez etap różowych kameleonów do tęczowej teraźniejszości. Jedno jest widoczne, że transformacja otworzyła szeroko wrota dla lewackiego przemarszu przez uniwersytety co dopiero ostatnio niektórzy zauważają.
Brak czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji to poważna luka w naszej wiedzy o najnowszej historii domeny akademickiej. Stąd obecne przyczyny słabości tej domeny nie są prawidłowo identyfikowane. Fundamentem komunizmu były kłamstwo i brak własności prywatnej a nauka winna się opierać na prawdzie (poszukiwanie prawdy to podstawowa powinność uniwersytetów, ludzi nauki) i poszanowaniu własności intelektualnej. Brak należytego rozpoznania fundamentów, należytej ich naprawy, abdykacja uniwersytetów z poszukiwania prawdy na rzecz zdobywania stopni i tytułów skutkuje kryzysem nauki, a kolejne, powierzchowne reformy nie przynoszą pożądanej poprawy. Co więcej nie zdekomunizowano przestrzeni akademickiej i kolejne pokolenia studentów, nauczycieli historii całe lata spędzają wśród reliktów komunizmu, w salach pamięci zasłużonych utrwalaczy systemu kłamstwa, na korytarzach uczelni, gdzie są upamiętnieni jawni, jak i tajni współpracownicy tego systemu. W domenie akademickiej odziedziczono system tytularny skonstruowany dla skutecznego formowania oportunistycznych, negatywnie selekcjonowanych kadr zabezpieczających trwanie komunizmu. Taki stan rzeczy tłumaczy bojkot „CKK” przez przemilczenie, ale milczeć o tym nie można.

Nonkonformistyczny bojkot lustracji akademickiej

Panuje niemal powszechna opinia o konformizmie kadr akademickich. Nie bez przyczyny, skoro od lat na uczelniach panują stosunki feudalne a możliwości awansu naukowego przez lata zależały od spolegliwości wobec przewodniej siły narodu. Kto chce robić karierę lepiej niech nie ujawnia poglądów naukowych odmiennych od decydentów akademickich, w gruncie rzeczy niepodlegających merytorycznej krytyce mniej utytułowanych, choć w danym temacie kompetentnych. Panuje pogląd, że profesora to może oceniać tylko inny profesor i niechby ktoś ten pogląd zakwestionował. Nonkonformiści od lat z systemu byli wykluczani, więc konformizm kadr akademickich jest oczywistością. Są jednak przykłady nonkonformizmu na co dzień konformistycznego środowiska akademickiego Taką niecodzienną okolicznością, która zmobilizowała niemałą część środowiska akademickiego do odważnego, nagłaśnianego protestu, była ustawa lustracyjna, której akademicy mieli także podlegać. W końcu chodziło o poznanie historii środowiska, o ujawnienie kolaboracji z systemem kłamstwa przez osoby na ogół przysięgające służenie prawdzie. Kłamcy lustracyjni z domeny akademickiej winni być wykluczeni, ale to większości się nie podobało, co niejako wskazuje na zakres kolaboracji z systemem komunistycznym i akceptację tego procederu. Ileż to forteli wymyślano, aby czasem prawda nie ujrzała światła dziennego, jakich argumentów używano w obronie rzekomo naruszanych ustawą praw obywatelskich, dóbr osobistych, dóbr nabytych w ramach kolaboracji, których beneficjenci mogą być nieludzko, bezprawnie pozbawieni. Zarzucano władzy naruszanie autonomii środowiska akademickiego, taktownie nie podnosząc, że chodziło co najwyżej o autonomię do zachowań niegodnych, bardzo przydatnych przez lata w karierach akademickich. Te protesty jasno pokazały poziom degradacji sporej części środowiska akademickiego zorientowanego (a)moralnie na urządzenie się w zniewalającym systemie komunistycznym. Swojej twarzy środowisko nie chciało pokazać, ale -rzecz jasna – chcąc nadal pozostawać w roli elity intelektualnej i moralnej. Tych, którzy takie postępowanie kontestowali, obrzucano obelgami, określano mianem hunwejbinów, nurzających się w szambie. Ci, którzy nie zhańbili się zajrzeniem nawet do teczek IPN występowali w przestrzeni publicznej w roli ekspertów od lustracji. Jako teoretycy prawdy – o czym informują ich biogramy naukowe – praktykowaniem prawdy nie zamierzali i nie zamierzają się trudnić. Takie mamy elity akademickie wynoszone na piedestały, aprobowane przez demokratyczną większość.
Ostatecznie lustracja jest jednak przeprowadzana i trudno jest obejmować stanowiska kierownicze tym, którzy w sposób tajny kolaborowali i do tego nie chcieli się przyznać.
Nie spowodowało to pozytywnego oczyszczania środowiska, bo lustracja jest ograniczona, a dekomunizacji brak, choć wiadomo, że głowę systemu stanowiła partia, a SB tylko jej narzędzie. Taki stan rzeczy jasno prowadzi do ideologicznego bojkotu prób edukacji młodego pokolenia w zakresie najnowszej historii.

Ideologiczny bojkot Historii i Teraźniejszości

Przez lata narzekano, że młode pokolenia nie znają najnowszej historii Polski, bo nie ma czasu, aby jej w szkole uczyć. 10 lat temu organizowano nawet głodówki, aby zwrócić uwagę na tę kwestię. Ostatecznie postanowiono wprowadzić do szkół ponadpodstawowych przedmiot Historia i teraźniejszość z nadzieją, że ta luka zostanie wypełniona a młodzi w końcu się zorientują skąd się wziął taki świat, w którym przychodzi im żyć. Jakoś chyba nie brano pod uwagę, że nauczyciele historii nie do końca są przygotowani do prowadzenia takiego przedmiotu na poziomie, bo przecież na uczelniach byli formowani w atmosferze bojkotu poznawania prawdziwej historii najnowszej. Ale docelowo pomysł był dobry i jest nadzieja, że stopniowo młode pokolenia będą miały szansę na otrzymanie niezbędnej wiedzy o niedawnej przeszłości. Niestety już na samym wstępie pomysł takiego przedmiotu został surowo oceniony przez historyków, także z PAN, jako niepotrzebny w edukacji. Widocznie tacy eksperci uważają, że byłoby lepiej, aby młode pokolenia nie dowiedziały się na jakich fundamentach teraźniejszy, postępowy świat jest posadowiony.
Na ukazanie się podręcznika do tego przedmiotu w ujęciu znanego z podziemnych wydań polskiej historii profesora Wojciecha Roszkowskiego zareagowano niebywałym hejtem ideologicznym, bo widocznie hejterów nie stać na argumenty merytoryczne.
Reakcja hejtem pozamerytorvcznym jest nijako wpisana w dzisiejszy dyskurs publiczny, a metoda ta została przeniesiona z domeny akademickiej, gdzie kiedyś dominowała kultura dyskusji naukowej, ale w ramach instalacji postępu ta zamieniła się w antykulturę unieważniania (cancel culture) za pomocą ataków personalnych, nieraz brutalnych ciosów poniżej pasa, mających na celu wyeliminowanie niewygodnych dla przewodniej siły narodu, dla decydentów. W PRL atakowano zwykle po wypowiedzi (nie dopuszczać takich do referatów!), bo do wypowiedzi nawet niewygodnych czasem dochodziło, a w III RP atakuje się już przed wypowiedzią (odbieram panu głos!). Ta antykultura została zatem udoskonalona w III RP a ideologię czerwoną zastąpiono tęczową. Ideologia nadal dominuje nad nauką, gdyż lewacki marsz przez instytucje nauki i edukacji znalazł po transformacji korzystne warunki i zabezpieczenia instytucjonalne. Podręcznik w ujęciu konserwatysty, podkreślającego zagrożenie cywilizacji chrześcijańskiej, musiał wywołać reakcję niemałego już grona walczących z wszystkim, co kojarzy się z tradycyjnym systemem wartości. Jedni niszczą podręcznik, nawiązując do poczynań barbarzyńców, inni zakazują administracyjnie używania jej w szkołach, choć nie mają do tego prawa. Totalitarne metody mają swoją przeszłość, ale i teraźniejszość. Młode pokolenie winno o tym wiedzieć. Pozbawione należytej wiedzy historycznej, podatne jest na manipulacje ideologiczne, formowanie w swoistych „szkołach ciemności”, jak to określiła kiedyś Bella V. Dodd (kiedyś komunistka) demaskująca metody instalacji systemu komunistycznego w USA. Takie szkoły przetrwały jednak medialny upadek komunizmu i jeśli nie zostaną wychowane nowe pokolenia na gruncie tradycyjnych wartości, zaopatrzone w należytą wiedzę o najnowszej historii, uodpornione na manipulacje ideologiczne, nasza cywilizacja może nie przetrwać. Hejt wobec podręcznika HiT to przejaw wojny cywilizacji i nie można być wobec tego zjawiska obojętnym. Powrót do merytorycznych dyskusji zamiast hejtu i wykluczenia w debacie publicznej to konieczność w teraźniejszości.
A do przedmiotu ‘historia i teraźniejszość’ Czarna Księga Komunizmu winna być lekturą uzupełniającą.

Tekst opublikowany w miesięczniku Nowe Państwo, w listopadzie 2022 r.