Świat akademicki zachowuje dystans

Świat akademicki zachowuje dystans

W czasach zarazy zachowanie odpowiedniego dystansu to większa szansa na przeżycie. Strategia obowiązkowa i rokująca nadzieje. Świat akademiki nie zawsze taką drogą podążał i podczas panowania czerwonej zarazy niemało akademików skracało wręcz dystans do nosicieli zarazka komunistycznego. Inni trzymali się z daleka, lecz z obojętnością, preferując zachowania konformistyczne, rokujące nadzieje na kariery akademickie. Kiedy nonkonformistów z systemu eliminowano, zachowywali dystans, aby nie wypaść z obiegu awansowego. Siłą rzeczy tradycyjna wolność akademicka i odpowiedzialność uczonych za losy społeczeństwa zostały poważnie zredukowane.

Kiedyś akademicy byli w awangardzie tych, co walczyli o Niepodległą i służyli odrodzonej Polsce. Obecnie raczej zachowują dystans społeczny, chętnie maszerują ulicami w togach na swoich uroczystościach, lecz nie w pochodach niepodległościowych. Utrzymują dystans wobec Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i nie wywieszają flag narodowych na gmachach uniwersytetów. Nie widzą potrzeby rozliczenia się z wyklinania swoich kolegów z podziemia niepodległościowego.

W wyniku transformacji systemowej zachowano zarówno ciągłość prawną, jak i personalną, a także moralną, ze stanem zarazy czerwonej, dlatego funkcjonowanie ustawowych i pozaustawowych rozwiązań służących wzmacnianiu wolności akademickiej i odpowiedzialności nauczycieli akademickich nie może być satysfakcjonujące.  Skoro – jak wielu zauważa – na uczelniach ludzie boją się mówić, a nawet myśleć, to o jakiej wolności można mówić i jaką odpowiedzialność mogą brać na siebie?  Polska cierpi na słabość elit sformatowanych na uczelniach. Podnoszenie problemu plag akademickich, które obezwładniają uczelnie, spotyka się z przemilczeniem świata akademickiego, z małymi wyjątkami. Akademicy zachowują (nie)należyty dystans wobec chorób akademickich, stąd nadzieje, że te zostaną opanowane, są raczej płonne.

26 lutego br. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP )zorganizowała seminarium, aby przedstawić instytucjonalny i prawny kontekst wolności i odpowiedzialności, a także by umożliwić wymianę dobrych praktyk i doświadczeń na drodze do osiągnięcia zarówno wolności, jak i uświadomienia odpowiedzialności. W seminarium, rzecz jasna w trybie zdalnym (webinarium), brylował guru rektorów polskich prof. Jerzy Woźnicki, znany z tego, że po latach regulowania systemu akademickiego złapał się za głowę, uznał, że system jest przeregulowany i został skierowany na odcinek deregulacji. Zawsze na pozycji rozgrywającego. Na seminarium dokonał przeglądu spraw akademickich począwszy od średniowiecza. Omówił wolności akademickie w ustawach akademickich, i to od czasów II RP, taktownie marginalizując ekscesy ustawowe z epoki zniewolenia jaruzelskiego i ich skutki dla systemu akademickiego trwające do dziś. No cóż, skoro w historiach uniwersytetów stan wojenny nawet nie jest wzmiankowany, to po co o tym mówić?  Podniósł europejski kontekst zasad wolności, które winny prowadzić do swobody myślenia, zadawania pytań, dzielenia się pomysłami, ale to w polskim systemie natrafia na bariery trudne do przezwyciężenia. Dlatego KRASP widzi konieczność uzupełniania swoich zasad etycznych i kodeksu dobrych praktyk, których co prawda od lat jest urodzaj, lecz zebrane plony (spadający poziom etyki, wzrost złych praktyk, także u twórców kodeksów) raczej nie potwierdzają skuteczności zasiewów.

Prof. Woźnicki zaznaczył, że „KRASP stoi na straży tradycyjnych wartości akademickich, a w tym zasad etyki zawodowej, odpowiedzialności i konstytucyjnej zasady autonomii szkół wyższych” taktownie nie wspominając, że ta straż owych wartości nie zabezpieczyła.

Prof. Łętowska poruszyła paradoksy ochrony wolności nauki, odnosząc je do działań obecnego rządu, ale nie nawiązała do własnych poczynań (obojętności) jako pierwszego RPO, wobec naruszania wolności akademickiej zniewalanej czystkami akademickimi epoki jaruzelskiej.

Rzecznicy akademiccy jakoś nie wspomnieli, czy ich rola jest wykorzystywana w ochronie przed dyskryminacją pracowników przez rektorów, przy których są umocowani. Mój pomysł – zgłaszany w Sejmie  10 lat temu – instalacji w systemie niezależnych od rektorów rzeczników, w ramach autonomicznego Centrum Mediacji Akademickiej, nie został wprowadzony w życie. Seminarium wykazało słuszność moich spostrzeżeń, że na uczelniach przedmiotem zainteresowania jest odmienna orientacja seksualna, gdy dyskryminacja osób o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej jest jakby nie był zauważana. Świat akademicki wobec takich zachowuje dystans.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 10 marca 2021 r.

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Wolność nauczania, wolność słowa i badań naukowych to podstawowe wartości akademickie. Niestety w polskim systemie akademickim zaznacza się wyraźny deficyt tych wartości i to długotrwały. Uwarunkowany historycznie i ideologicznie. Przerwanie ciągłości normalnego funkcjonowania uniwersytetów podczas okupacji niemieckiej i dominacja ideologii nad nauką w czasach komunistycznych zrobiły swoje. Zachowanie ciągłości prawnej i personalnej z PRL w III RP, mimo wielu reform systemu akademickiego nie przywróciło podstawowych wartości akademickich w dostatecznym stopniu.

W ostatnim okresie media podnosiły wielokrotnie przypadki dyskryminowania, a nawet penalizowania nauczycieli akademickich o orientacji odmiennej od lewicowej. Instalowane na uczelniach stowarzyszenia propagujące ideologię tęczową wręcz ostrzegają, że żarty się skończyły i zapowiadają powrót do działań kojarzonych z ekscesami zetempowskich Brygad Lekkiej Kawalerii w czasach instalacji systemu komunistycznego.

Dominacja ideologii tęczowej na uczelniach, zarówno w programach studiów gender, w oświadczeniach rektorskich, jak i na budynkach wyższych uczelni, jest faktem. Tak jak faktem jest podburzanie studentów przez kadry akademickie do ekscesów proaborcyjnych i antyreligijnych.  Nowy minister, opowiadający się przeciwko ideologii gender na uczelniach, zapowiedział postawienie tamy dyskryminacji akademików stojących na straży wartości cywilizacji łacińskiej.

Zaproponował Pakiet Wolności Akademickich dla znowelizowania Konstytucji dla Nauki, aby ideologia tęczowa nie zdominowała nauki na uczelniach i nie ograniczała wolności nauczania, wolności słowa, debaty akademickiej. Pakiet ma być dyskutowany w środowisku akademickim przed wprowadzeniem do prawa akademickiego.

W ramach dyskusji warto zauważyć, że pakiet jest zbyt powierzchowny, bo dotyczy głównie przypadków incydentalnych, aby zlikwidować prowadzone postępowania dyscyplinarne uwarunkowane ideologicznie i zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości. Te przypadki to  jednak wierzchołek góry lodowej deficytu wolności w systemie akademickim.

W Pakiecie nie podniesiono roli postępowań dyscyplinarnych przed transformacją ustrojową – do tej pory utajnionych – w degradacji nauki i edukacji w Polsce. System nie zdołał się wyzwolić z mechanizmu zniewolenia narzuconego w czasach komunizmu, dlatego Pakiet powinien uwzględniać taką sytuacje, aby nadać zmianom właściwy kierunek.

Pakiet nie przewiduje instalacji – postulowanego przeze mnie – Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA) dla poznania skali patologii i stopnia ograniczenia wolności akademickich oraz wypompowania patologii z systemu. Budzi to obawy, że wolność akademicka pozostanie na uwięzi, a system oparty na zgniłym fundamencie nadal będzie ulegał destrukcji.

Nawet nie budzi zdziwienia reakcja beneficjentów zniewolonego systemu na ogłoszenie Pakietu Wolności. Został on uznany za swoistą plagę akademicką, jako że „może skutkować otwarciem drzwi do uczelnianych sal pseudonauce, religijnemu fanatyzmowi czy ksenofobii.” Tak argumentuje w Deklaracji Wolnej Nauki utworzona Inicjatywa Wolna Nauka, która opowiada się za tym – mówiąc skrótowo – aby naukowcom żyło się lepiej i dostatniej, a ich ideologia była uznana za naukę.

Natomiast naukowcy, o odmiennej od nich orientacji intelektualnej i moralnej winni  być należycie dyscyplinowani, bo ich istnienie zagraża „prawdziwej nauce” tzn. opartej na ich fundamentach ideologicznych.

Wzorem działań na rzecz wolności nauki ma być niedawne powołanie rzeczniczki praw i wolności akademickich UJ Prof. Beaty Kowalskiej, znanej specjalistki od studiów gender! To wyjaśnia motywacje Inicjatywy.

Na propozycję ministra zareagowali także rektorzy KRASP, argumentując, że Pakiet ministra jest nieporozumieniem, jako że od wolności w nauce jest Komitet Dobrych Praktyk KRASP, bazujący na opracowanym przez Fundację Rektorów Polskich Kodeksie Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych. Rektorzy nie nadmieniają ani jednym słowem, że mimo tych kodeksów i komitetów, plagi akademickie spadają nawet na wzorcowe uczelnie o najwyższym prestiżu.

Co więcej, same komitety nie stronią od stosowania w życiu uczelni złych praktyk. Podkreślę, że setki tekstów dotyczących plag akademickich, deficytu wolności nauki, kierowanych także do gremiów rektorskich, nie spotkały się z żadną merytoryczną reakcją! Przemilczenie, brak debaty na niewygodne tematy. Taki jest stan rzeczy na koniec 2020 roku i nie ma podstaw do sądzenia, że ten stan zmieni się w roku 2021.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 13 stycznia 2021 r.

(Nie)pamięć uniwersytetu

(Nie)pamięć uniwersytetu

W listopadzie, miesiącu pamięci, od kilku lat obchodzony jest przez krakowskie uczelnie Akademicki Dzień Pamięci, dokładnie 6 listopada, w rocznicę Sonderaktion Krakau. W wyniku tej podstępnej akcji gestapo, wymierzonej w polską inteligencję, zaaresztowano 183 krakowskich nauczycieli akademickich, wywieziono ich podstępnie do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau, gdzie kilkunastu z nich straciło życie, kilku zmarło z wycieńczenia po powrocie z obozu. Ta haniebna akcja i losy aresztowanych, doczekały się po 80 latach obszernej monografii „Aktion gegen Universitäts-Professoren” autorstwa Ireny Paczyńskiej. Wielu więźniów, po powrocie z obozów, prowadziło godną podziwu działalność podziemną.

Bardzo dobrze, że pamiętamy o męczeństwie i bohaterstwie polskich profesorów, ale nie można wymazywać z pamięci postaw niechlubnych, a nawet haniebnych, jakie prezentowali niektórzy z nich podczas instalacji systemu komunistycznego. Otóż były przypadki silnego angażowania się ofiar okupanta niemieckiego po stronie okupanta sowieckiego. Na przykład Teodor Marchlewski, w latach 1948–1956 rektor UJ, sławił Stalina i system komunistyczny; Franciszek Walter, w latach 1946–1948 rektor UJ, podobnie jak Stanisław Skowron propagował pseudonaukowy łysenkizm, a ponadto ci (i także inni) byli więźniowie podpisali haniebną uchwałę krakowskich rektorów, potępiającą swoich kolegów działających w opozycji antykomunistycznej, wykorzystywaną przez stalinowskiego prokuratora w procesie krakowskim WiN i PSL w 1947 r. Sądzony wtedy był m.in. Karol Starmach, ich współwięzień w Sachsenhausen! Jakoś do tej pory tej hańby środowisko krakowskie nie zmazało. Nie chce o niej pamiętać, podobnie jak o tym, że Władysław Wolter wspierał w karierze naukowej na UJ zbrodniczego prokuratora Juliana Harschina! Uogólniona opinia, że ‚postawa aresztowanych budzi do dzisiaj podziw i szacunek w polskim społeczeństwie’ nie do końca jest zatem zasadna. O niezłomnej postawie tych, którzy ponieśli konsekwencje swej niezłomności, tak pod okupacją niemiecką, jak i sowiecką, jakoś nie można przeczytać w historii UJ i nie wszyscy o tym wiedzą.

Na stronach UJ czytamy:”W tym roku, z uwagi na sytuację epidemiologiczną związaną z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, obchody Akademickiego Dnia Pamięci odbywające się w Collegium Novum UJ będą miały charakter zamknięty (bez udziału publiczności).”

Mimo sytuacji epidemiologicznej, nie miały charakteru zamkniętego agresywne manifestacje proaborcyjne, wręcz wojenne, młodych elit. a raczej Hunów/ barbarzyńców wyruszających spod Collegium Novum z wulgaryzmami na plakatach i na ustach, używających przy tym symboli kojarzących się z symbolami satanistów, czy noszonych przez elitarne jednostki nazistowskie.

Z okrzykami ‚Wyp…dalaj’ mijali szacowny budynek Collegium Novum, pamiętający okrzyki Hunów germańskich wobec aresztowanych profesorów. Tym razem nie było okrzyków „Raus, raus”, chyba tylko dlatego, że niemiecka Antifa jeszcze nie dotarła do Krakowa. Nie było reakcji rektorów!

Taki postęp cywilizacyjny, polegający na unicestwieniu dotychczasowego świata wartości, po prostu poraża, tym bardziej, kiedy czytamy objaśnienia UJ na okoliczność rocznicy Sonderaktion Krakau „Reżim hitlerowski ujawnił w tej akcji jedną z najważniejszych zasad swojej polityki: zapanowanie nad ludźmi wymaga unicestwienia wyznawanych przez nich wartości.”

A o co chodzi w tej wojnie toczącej się obecnie na ulicach polskich miast, w tym przed gmachem Collegium Novum? Co na to rektorzy, rzekomo pozytywnie wpływający na młodzież akademicką, bo to przecież są beneficjenci selekcji kadr akademickich przed transformacją ustrojową, kiedy tych, o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej usuwano z uczelni, z haniebnego oskarżenia o negatywny wpływ na studentów?

‚Jesteśmy z Wami i dla Was’,’Możecie liczyć na nasze wsparcie’ czytamy w oświadczeniu rektorów (KRASP). Czyli aprobata, a nawet podburzanie do zdziczenia akademickiego, jakie obserwujemy i oburzenie, że ktoś chce ich kontrolować, zamiast finansować – to to, co sobą reprezentują ! A rezultat ? To śmierć uniwersytetu, co przewidywałem jeszcze w ‚epoce jaruzelskiej’, której prawo na UJ nadal dominuje nad Konstytucją III RP. Projekt Pamięć Uniwersytetu realizowany na UJ nie przewiduje jednak pamięci o wypędzonych z Uniwersytetu w czasach jaruzelskich’ – nie jest ona tolerowana, w ramach realizowanego przez wzorcową dla innych uczelnię projektu czyszczenia niewygodnej pamięci. Z sukcesami !

Józef Wieczorek – Plagi akademickie. Gazeta Polska 46/2020