Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

1.jpg

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

Poprawiona po dyskusjach społecznych „Konstytucja dla nauki” zawiera projekt dezubekizacji uczelni – częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z uwikłania komunistycznego w PRL. I to jest jej plus.

W przypadku jej przyjęcia osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły być profesorami, rektorami, dziekanami czy kierownikami katedr na uczelniach, nie będą mogły pełnić funkcji w ważnej dla systemu akademickiego Radzie Doskonałości Naukowej, ani funkcji kierowniczych, czy eksperckich w Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

To krok w dobrą stronę, choć spóźniony o ponad ćwierć wieku i zbyt krótki, bo dezubekizacja nie wyklucza całkiem pracowników i współpracowników SB z systemu akademickiego, ale tylko z funkcji kierowniczych i eksperckich.

Zasługi” towarzyszy na uczelniach

Projekt ustawy niestety nie obejmuje dekomunizacji przestrzeni akademickiej, także personalnej – i to jest jej wada.

Wiadomo przecież, że głową tego systemu była partia komunistyczna (PZPR wspierana przez partie/stronnictwa sprzymierzone) i to ona decydowała także o organach bezpieczeństwa. To PZPR była przewodnią siłą narodu, także w sektorze akademickim, a na uczelniach przede wszystkim.

Bez poparcia, a przynajmniej przyzwolenia, nie można było na uczelniach pracować, a w okresie instalacji systemu nawet studiować [zakaz dla wrogów systemu, żołnierzy wyklętych , ich rodzin …], nie były możliwe awanse, wyjazdy zagraniczne. Im wyżej w hierarchii akademickiej, tym rola partii była większa. Do doktoratu wystarczyło na ogół przyzwolenie POP PZPR, gdy na szczeblach wyższych, decydenckich, awanse musiały przechodzić przez Komitet Wojewódzki, a nawet Centralny.

Kryteria merytoryczne miały mniejsze znaczenie od kryteriów politycznych, stąd negatywna selekcja kadr akademickich była oczywistością i nie bez przyczyny odchodzenie kadr formowanych w II RP i wchodzenie do systemu kadr chowu ZMP/PZPR-owskiego powodowało stopniowe obniżanie poziomu merytorycznego i moralnego kadr akademickich.

Proces ten nasilił się po wprowadzeniu do systemu akademickiego tzw. ‚docentów marcowych’, nie za zasługi naukowe, tylko za zasługi dla utrwalenia władzy ludowej, szczególnie podczas wydarzeń roku 1968 r.

Zmiany strukturalne, zastępowanie katedr- obsadzanych jeszcze przez ‚starych’ profesorów – instytutami kierowanymi już przez nową kadrę wychowaną w Polsce Ludowej, miały trwałe, negatywne skutki dla poziomu uczelni.

Komunista u władzy – zapisane w dzienniku

Ilustrację tego, co się działo wówczas na uczelniach mogą stanowić zapiski Karola Estreichera, w których wybitny historyk opisał m. in. poczynania rektora Mieczysława Karasia, który pragnął dokonać zamiany ‚Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów ‚ co w niemałym stopniu mu się udało:

Karaś …. już w trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nigdy nie traktował tak służby jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre nie tając kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje.

Mianowanie rektorem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób — profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbieżne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dyrektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł —wszyscy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji.

Od niego zależą awanse, nagrody, pozwolenia, opinie, paszporty. Sfora urzędników i sekretarzy donosi codziennie Jego Magnificencji Obywatelowi Rektorowi ostatnie plotki. Zależnie od nich rektor wydaje decyzje. Chce o wszystkim wiedzieć, aby karać lub nagradzać……

Senat nie istnieje. To ciało rządzące kiedyś Uniwersytetem składa się obecnie z profesorów — przedstawicieli Wydziałów — zastraszonych lub leniwych, oraz z urzędników administracyjnych, partyjnych przedstawicieli młodzieży, delegatów związku zawodowego, etc…

Na posiedzenie Senatu przynosi się sterty teczek z rozmaitymi, nic nieznaczącymi, sprawami i po kolei uchwala się wnioski stawiane przez rektora Karasia.

Jakiekolwiek zabranie głosu, próba przedstawienia odmiennego stanowiska są niewskazane. Rektor przerywa brutalnie, krótko. Ścina dyskusje, mrozi atmosferę. Nikt nie chce zabrać głosu, a zresztą są to wszystko sprawy drugorzędne.

Rektor zarządza, mianuje, odwołuje kierowników naukowych instytutów, zakładów, katedr. Odwołuje kierownika bez zawiadomienia, mianuje nowego nie licząc się z opinią pracowników.

.przez dwadzieścia lat rządów na Uniwersytecie doprowadził do rozkładu i upadku wielu jego instytucji.

Dzięki oparciu o Partie Karaś faktycznie rządzi od 1957 roku.

Raz jest pierwszym sekretarzem POP-u, kiedy indziej dziekanem, potem prorektorem

[Karol Estreicher, Dziennik wypadków t. V. 1973-1977, s.489-90]

Postępujący rozkład uczelni

To tylko jeden ‚przypadek”, a przecież tak się działo i na innych uczelniach, nie bez przyczyny doprowadzanych do rozkładu, szczególnie po dojściu do władzy junty Jaruzelskiego w latach 80-tych, kiedy eliminowano pracowników młodszych, niepokornych, niespolegliwych wobec systemu kłamstwa promującego oportunistów.

Potężna emigracja młodych Polaków w latach 80-tych wyprowadziła z systemu akademickiego tysiące aktywnych ludzi zasilających uczelnie krajów Zachodnich, czy to jako studenci, czy jako pracownicy.

To spowodowało poważne osłabienie intelektualne polskiego systemu akademickiego, jakkolwiek do tej pory nie zbadane należycie. Można jednak ocenić, że utraciliśmy wtedy w wyniku emigracji co najmniej 20 % potencjału akademickiego.

Dotkliwe dla kadr akademickich były polityczne weryfikacje kadr akademickich, prowadzone w dwóch falach- po wprowadzeniu stanu wojennego (1982 r.) i przed transformacją ustrojową (1986/87). Eliminowano wówczas przede wszystkich młodych naukowców, nonkonformistów, negatywnie nastawionych do systemu komunistycznego, co spowodowało, że na początku III RP mieliśmy do czynienia z luką pokoleniową.

Mamy do dziś konformistyczne kadry akademickie, które się ostały na uczelniach i formowały sobie podobnych, w ramach ustawianych konkursów, ‚chowu wsobnego’, awansowania ‚samych swoich’ – bez czynnika zewnętrznego/kontrolnego.

Objaśnianie kiepskiego stanu obecnych kadr akademickich brakiem oczyszczenia uczelni z kadr komunistycznych po 1989 r. nie jest wystarczające. Trzeba pamiętać o usunięciu ze środowiska akademickiego elementu antykomunistycznego !

Element komunistyczny i pro-komunistyczny natomiast przeszedł te weryfikacje z sukcesem. Niestety część Solidarności wręcz broniła towarzyszy na uczelniach, dzięki czemu mogli oni sprawować funkcje kierownicze w III RP, nawet dłużej niż w PRL i sprawują je nieraz do dnia dzisiejszego. Ich ofiar często nikt nie bronił, także Solidarność, stąd bywa, że ci ludzie pozostali wykluczeni z uczelni do dnia dzisiejszego.

Czemu nie ma należytych badań ?

Tego procesu jakoś się nie bada, nie chce się poznać, mimo że badania winny odpowiedzieć na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Jest to istotne dla wszelakich prób reformowania systemu.

Nie są znane straty ‚wojenne’ Solidarności akademickiej, nie są znani imiennie członkowie komisji politycznych weryfikacji kadr akademickich. Na ogół nie są znane struktury partyjne uczelni, mimo że to one decydowały niemal o wszystkim.

Nawet ci, którzy nie boją się ujawniać tajnych współpracowników SB, boją się ujawniać składów struktur partyjnych, o ile one gdzieś się jeszcze zachowały, mimo niszczenia dokumentów z czasów PRLu.

IPN ujawnił nieco dokumentów partyjnych dotyczących PAN [Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL – IPN, 2009, 2012 ] demaskując nieco funkcjonowanie systemu, ale bez dokumentacji szczebla podstawowego. Znamienne było niszczenie dokumentacji partyjnych u schyłku PRL, co powoduje, że im historia nam bliższa, tym słabiej poznana – a w gruncie rzeczy zafałszowana.

Potrzebne jest opracowanie ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i szkolnictwie wyższym’, o co występowałem kilkanaście lat temu, ale bez skutku.

W dokumentach władz Polskiego Towarzystwa Historycznego można znaleźć takie argumenty:” Nawet jeśli pewne zagadnienia z przeszłości są trudne i bolesne to na wspólnocie historyków spoczywa odpowiedzialność rzetelnej ich analizy” ale jakoś nie widać, aby ta wspólnota działała odpowiedzialnie i rzetelnie na rzecz poznania tych ‚trudnych i nieraz bolesnych’ kart historii akademickiej pod okupacją komunistyczną.

Co więcej niektóre dzieła historyczne zostały tak w swoisty sposób ‚zdekomunizowane’, że nawet nie ma w nich takiego słowa jak komunizm [przykład Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, -Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r. ) a historycy jakoś nie protestują przeciwko takiemu zakłamywaniu historii uczelni. A przecież jest to ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za krzewienie prawdy historycznej są przecież opłacani z kieszeni podatnika !

Nawet w opracowaniach wydawanych przez IPN można czytać o tym ilu na uczelniach było tajnych współpracowników SB, ale nie ma wykazów kadr partyjnych, ani nie ma strat osobowych uczelni w latach-80-tych, mimo politycznych weryfikacji kadr.

Zatem na podstawie tych prac można by sądzić, że tajni współpracownicy znakomicie ochronili powierzone im do ochrony obiekty uczelniane, a ‚przewodnia siła narodu’ znakomicie przewodziła kadrom akademickim, tak że nie było potrzeby jej zastępować ani podczas transformacji, ani później.

Odnosi się wrażenie, że etatowi historycy nie chcą nawet poznać tego co badają !

To prowadzi niestety do obecnego stanu [nie]poznania historii nauki i edukacji wyższej w PRLu, szczególnie u jego schyłku i przekłada się na sposób reformowania systemu akademickiego.

‚Konstytucja dla nauki’ nie przewiduje dekomunizacji na uczelniach, tak jakby uczelnie/ instytuty naukowe stanowiły obszary eksterytorialne niedotknięte tym systemem kłamstwa.

Etatowym kadrom akademickim – beneficjentom systemu – to całkiem odpowiada, więc się nie buntują przeciwko takiej reformie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET 3/2018

Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany

p

Jeśli PZPR umarła wcześniej,

to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany

W krakowskim Dzienniku Polskim ukazała się rozmowa z prof. Andrzejem Chwalbą historykiem z UJ – pod tytułem „PZPR. W Krakowie nieboszczka umarła wcześniej” Rozmawiał Włodzimierz Knap , 31 stycznia 2017
Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/pzpr-w-krakowie-nieboszczka-umarla-wczesniej,11746307/#komentarz-48269830

W tej rozmowie prof. Chwalba mówi „Ale, co ciekawe, partia w latach 80, inaczej niż w poprzednich dekadach, nie miała już władzy nad UJ. Uniwersytetem rządził rektor”

Chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiej tezy. Jeśli by tak było, to jest jasne, że rektor UJ winien odpowiadać za ekscesy politycznych weryfikacji kadr (pod batutą SB i PZPR) lat 80-tych [ i nie tylko].

Jeszcze u schyłku PRLu [1986/87] MSW polecało usuwać niepokornych nauczycieli akademickich za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką i anonimowe komisje tak ich oskarżały, a rektor – usuwał. [np. https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/17/list-w-sprawie-weryfikacji-kadr-akademickich/]

Do tej pory członkowie tych komisji nie są znani z imienia i nazwiska, a rektorzy/profesorowie twierdzą, że komisje nie były anonimowe ?! [ analfabeci ?]. A oceny pracowników zdaniem rektorów III RP były rutynowe ! Zatem sfingowane oskarżenia wobec niewygodnych dla systemu pracowników były rutynową działalnością władz UJ rządzących UJ – bo partia już nie rządziła ?!

Andrzej Chwalba, jak podaje Wikipedia, był w latach 1977–1981 członkiem PZPR – czyżby w ramach przekształcania UJ w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów w ramach polityki komunistycznego rektora Mieczysława Karasia ? [Dziennik Wypadków – Karola Estreichera. T. V (1973-1977)].

Fakt ten został ujawniony przez media [m.in. http://www.rmf24.pl/fakty/news-profesor-chwalba-na-przymusowym-urlopie,nId,124126 ], kiedy w 1999 r. zgłoszono kandydaturę prof. Chwalby na Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej a kolegium IPN- zaakceptowało. Co prawda prof. Andrzej Chwalba nie wprowadził w błąd IPN, nie podając swej wcześniejszej przynależności do PZPR, bo nie było takiego wymogu, ale wybranie na prezesa IPN b. członka partii miałoby swą negatywną wymowę. Dobrze, że tak się nie stało.

Zatajenie -zgodne z prawem- przez Andrzeja Chwalbę swojej przynależności do PZPR spowodowało jednak wysłanie go przez rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego na półroczny przymusowy urlop. „ Franciszek Ziejka podjął taką decyzję po zapoznaniu się z opinią uczelnianej komisji etyki. Rektor Uniwersytetu uznał, że profesor Chwalba działał na szkodę uczelni. [[https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Chwalba]]

Warto przy okazji podkreślić, że do tej pory żaden rektor, nawet tak etyczny rektor jak Franciszek Ziejka, nie uznał, że Franciszek Ziejka jako KO „ Zebu” [ https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/] postępował nieetycznie i działał na szkodę uczelni, a komisja etyczna UJ nie przedstawiła swojej opinii w sprawie opracowań ‚historycznych’ pracowników UJ https://wobjw.wordpress.com/2010/07/05/komisje-etyczne-a-mobbing/ ]

Takla jest wybiórcza etyka rektorów i komisji etycznych UJ, po politycznych/etycznych weryfikacjach kadr uczelni pod koniec PRLu.

Andrzej Chwalba jest niemal moim rówieśnikiem i musiał przejść pozytywnie te weryfikacje kadr prowadzone pod batutą przewodniej siły narodu [ tej, która podobno już wcześniej umarła i nie rządziła ?!], no i potem się rozwinął, aż do pozycji profesora, gdy ja jestem od tamtego czasu persona non grata na UJ [ i nie tylko] i żaden z historyków UJ ( i nie tylko) za żadne skarby nie chce poznać dlaczego tak się stało i jak wyglądała Wielka Czystka Akademicka [ https://blogjw.wordpress.com/2016/12/03/wielka-czystka-pamieci-po-wielkiej-czystce-akademickiej/] prowadzona na polskich uczelniach, także na UJ – jak rozumiem wypowiedź Andrzeja Chwalby – autonomicznie przez władze UJ, bo partia już takiej władzy rzekomo już nie miała.

Zdumiewające! Ale dlaczego historyk, w końcu profesor, nie chciał się zapoznać z faktami ? Fakt, że jego koledzy po fachu prowadzili badania podobnie, aby nie poznać tego co badają ( np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/; https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ i efekty tych badań są podobne. Ale co one mają wspólnego z prawdą ? Poradnik dla badających czasy PRL-u na odcinku akademickim napisałem https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/

Skutków nie widać !

Trzeba mieć także na uwadze fakt, że prof. Aleksander Koj prowadzący z ramienia UJ weryfikację / czystkę roku 1986/87,  całkiem sobie o tym zapomniał i do końca życia nie zdołał sobie przypomnieć [https://blogjw.wordpress.com/2017/01/12/zasluzony-dla-wielkiej-czystki-akademickiej-spoczal-w-alei-zasluzonych/]

Trzeba także pamiętać, że pierwsza kadencja rektorska A. Koja nie liczyła się w III RP [rektor trzech kadencji ! – https://blogjw.wordpress.com/2014/12/03/zapomnienia-ob-rektora-uj-trzech-kadencji/ ) bo rektor w PRLu nie był suwerenny.

Bez zgody partii nie mógł zostać rektorem. Partyjniacy w III RP byli u władzy na UJ nawet dłużej niż w PRLu ! [np. przypadek towarzysza – dyrektora mojego instytutu ING UJ – prof. Andrzeja Ślączki) i to przy zdecydowanym poparciu aktywistów Solidarności ! – bronili towarzysza, a nie tego kto zakładał w instytucie Solidarność ! I to nawet jest w papierach, choć to co najważniejsze, jest z papierów wyczyszczone i to na podstawie „prawa” roku 1983 ( na UJ chyba nie wiadomo, że wówczas był komunizm – nie ma takiego słowa w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego ! jak i słowa ‚stan wojenny’ lub powojenny, kiedy zaostrzano prawo wycofując z przestrzeni publicznej czołgi i wozy pancerne !- https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ]

Nic mi nie wiadomo, aby prof. Andrzej Chwalba,  czy jego koledzy – historycy, także opozycjoniści antykomunistyczni, protestowali przeciwko takiemu zakłamywaniu historii swojej uczelni, co jest ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za poznawanie prawdy historycznej są opłacani z kieszeni podatnika !

Ja takie protesty/postulaty pisałem [ np. https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/, https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/wystapienie-do-prezesa-ipn-w-sprawie-opracowania-czarnej-ksiegi-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/ ale rzecz jasna nikt mnie za chęć poznawania prawdy nie finansuje, a co najwyżej karze! Przy aprobacie także historyków !

Nasuwa się pytanie: I po co profesor-historyk [podobnie jak jego koledzy po fachu] takie dyrdymały pisze ? Co to ma wspólnego z rzeczywistością. ? Gdyby tak było jak pisze prof. Chwalba to postępowanie władz UJ lat 80-tych, jak i w III RP, należałoby ocenić za jeszcze bardziej kompromitujące niż można je obecnie oceniać na podstawie faktów.

W takiej wypowiedzi, jak ta w Dzienniku Polskim [wiem, że to nie tylko jedna, inni ‚historycy’, też tak się wypowiadają], partia zostaje wybielona, a władze UJ pogrążone odpowiedzialnością za ekscesy i

Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany

Chętnie porozmawiam z każdym [ kontakt jozef.wieczorek@interria.pl] , także z profesorem Chwalbą, w oparciu o fakty.

Wielokrotnie taką chęć rozmów podnosiłem [także z prof. Andrzejem Chwalbą – członkiem Senatu UJ w 2004 r. –https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/ , podobnie jak zamiar prowadzenia rzetelnych badań historycznych – ale bez skutków [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/].

Zachodzi pytanie: czy  to jest jeszcze uniwersytet ?

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia

p

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia

29 stycznia minęła kolejna rocznica formalnej likwidacji przewodniej siły narodu przez ponad 40 lat. Na tą okoliczność w historycznym dodatku Dziennika Polskiego ukazał się tekst [W Krakowie nieboszczka umarła wcześniej – http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/pzpr-w-krakowie-nieboszczka-umarla-wczesniej,11746307/] rozmowa z historykiem UJ – profesorem jak by nie było – Andrzejem Chwalbą, kiedyś członkiem PZPR o czym sobie zapomniał jak się starał o fotel prezesa IPN. [http://archiwum.rp.pl/artykul/260383-Chwalba-rezygnuje-z-IPN.html]. Profesor wystąpił w tej rozmowie jako wybitny znawca Krakowa i jego najnowszych dziejów.

Z rozmowy wynika, że profesor wie nieco o stanie wojennym, czym na głowę merytorycznie bije swoich kolegów z Wydziału Historii UJ, którzy w najnowszej historii – w dziejach UJ o czymś takim w ogóle nie wspominają. [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/]

Z innymi stwierdzeniami profesora trudno się jednak zgodzić – pisze np. „Ale, co ciekawe, partia w latach 80, inaczej niż w poprzednich dekadach, nie miała już władzy nad UJ. Uniwersytetem rządził rektor”.

Niestety nie powołuje się na badania (swoje lub innych), które doprowadziły go do takiego ciekawego wniosku. Ja tak naprawdę badań nad tym tematem nie prowadziłem, bo niby jak ? a co więcej jeden z historyków UJ, decydent, oznajmił, że na takie badania nie można przeznaczać grosza z kieszeni publicznej ! [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/]

Mimo to, po wizytach w Archiwum Państwowym ujawniłem w lustrze nauki przynajmniej wykaz ( niepełny niestety) towarzyszy tworzących władze PZPR na UJ [https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/] , czego ( i nie tylko tego) historycy UJ ( i nie tylko) nie byli w stanie zrobić.

W latach 80, podobnie jak prof. Chwalba,  byłem na uniwersytecie (choć nie do końca lat 80) i widział go całkiem inaczej. Kontakty z rektorem ( rektorami) jako takie miałem, ale z POP PZPR – żadne, choć cały czas miałem na karku, a także na przeciwko ( inaczej mówiąc vis-a-vis) i towarzysza PZPR, w roli rzecz jasna dyrektora, który przez te lata i to z wyraźnym natężeniem od stanu wojennego miał wiele przeciwko mnie, czym się dzielił z rektorami, choć nie od razu skutecznie. [np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/]

Nic mi nie wiadomo, aby rektor towarzysza na zbity pysk wyrzucił ( np. ze schodów jak akademik Pawłow zrzucał swołocz enkawudzistów, czy za drzwi jak akademik Infeld – wyrzucał „stalinka” [https://blogjw.wordpress.com/2017/01/16/won-swolocz/]).

Jak przyszła lustracja/weryfikacja kadr akademickich zarządzona przez rządzącą przewodnią siłę narodu, rektorzy ją posłusznie realizowali, polecenia wyrzucania za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką -wykonywali i nawet nie potrzebowali podpisów pod sfingowanymi oskarżeniami ![np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

Protestujących opozycjonistów, co ani tajnymi, ani jawnymi współpracownikami systemu kłamstwa być nie chcieli i nie rokowali na wsparcie przewodniej siły a co gorzej stanowili dla niej zagrożenie – za drzwi wypraszali ! (nie towarzyszy – nic podobno wówczas nie znaczących, tylko opozycjonistów – ci znaczyli i znaczą nadal wielce, swoimi działaniami siejąc grozę wśród rektorów!).

Tak to PZPR nie miała władzy nad UJ ! No bo skoro UJ zarządzał rektor pod batutą PZPR, to on miał władzę – zdaniem historyków ! Choć rektor chyba nie miał władzy nawet nad samym sobą i chyba do tej pory tej władzy nie odzyskał (bez względu jakiej jest opcji).

W stanie wojennym jak próbowałem zorganizować strajk w ING UJ -niemal wszyscy pracownicy, członkowie „S” rzecz jasna (podobnie jak towarzysz dyrektor) stanęli nie za mną, tylko za towarzyszem dyrektorem, bo ten z ulgą dla wszystkich oznajmił , że ‚ S’ już nie ma, czym przebił samego Jaruzela, który „S” wtedy tylko zawiesił !

Gdy towarzysz -dyrektor obwołał się przewodniczącym Rady Naukowej mojego instytutu obejmując tym samym władzę dyktatorską, tylko ja protestowałem i z sekretarzowania w takiej radzie zrezygnowałem o czym rzecz jasna historycy nie piszą, bo to by podważało ich tezę o nic nie znaczeniu partii w życiu uczelni.

A historycy, jak to historycy, rzecz jasna nie piszą takiej historii jaka była, tylko taką jaka daje im etaty (czasem kilka) i awanse na uczelni.

Z tego też powodu nawet niektórzy opozycjoniści do tej pory nie zupełnie się orientują, że to patria decydowała o tym kto na uczelni będzie zatrudniony i awansowany i im wyżej tym wyższe organy partyjne o tym decydowały.

O profesurach to decydował KW, a nawet KC, a ludziska po latach nadal bredzą, że jak ktoś zostawał profesorom w PRL to musiał być naprawdę dobry, bo pod jego nazwiskiem nawet komuniści składali podpisy !

W systemie negatywnej selekcji kadr [atrybut systemu komunistycznego] rzekomo na uczelniach selekcjonowano najlepszych ! bo to partia zapewniała ?

Niestety partię na uczelni, nie tylko w latach 80, wspierała lewa strona „S”, stąd nikogo z partyjnych nie usunięto z uczelni, gdy prawoskrętnych członków „S” – jak najbardziej i „S” nie protestowała !

Jak w czasach tzw. transformacji zgłosiłem chęć powrotu na UJ, wtedy solidarność z partią dała mi odprawę na wieki – dożywotnią. Tak partia została zmarginalizowana na UJ, a właściwie tak umarła, że po śmierci była jeszcze silniejsza, niż za życia i tak się trzyma do dzisiaj, poprzez swoich następców i przez teczki akademickie do tej pory zastrzeżone, bo prawo roku 1983 nadal jest ponad Konstytucją Iii RP !

Jako historyk ziemski jedynie ja reaguję jak historycy opisują historie nie z tej ziemi. Pozostałym to się podoba i historie w III RP mamy często z kapeluszy tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa, z tym że tajnych niekiedy się ujawnia, ale jawni to pozostają utajniani, czemu staram się samojeden nieco przeciwdziałać.