To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Screen Shot 12-05-18 at 10.36 AM

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Jak wiadomo mamy w Polsce ogromną ilość wyższych uczelni ( jak wskazują na to ich nazwy] i w tym zakresie jesteśmy potęgą, nie tylko europejską, podobnie jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów oraz stopni – szczególnie doktora habilitowanego i tytułów naukowych – profesora zwanego tradycyjnie ‚belwederskim’, choć wręczanych już nie w Belwederze, lecz w Pałacu Namiestnikowskim.

Jeśli chodzi o habilitację to już nikt nie zamierza z nami konkurować, podobnie nasz prymat jeśli chodzi o tytuły profesora belwederskiego przez nikogo nie jest zagrożony.

Jednym słowem mamy taki system tytularny, że nikt nie jest w stanie nam zagrozić i chyba nie bez przyczyny rankingi światowe takich kryteriów nie uwzględniają. Widać, nie chcą nas widzieć na czele swoich rankingów .

Na czele tych rankingów zwykle są uczelnie, takie jak Harvard, czy Oxford, ale gdzie tam im do naszych uczelni pod względem liczby doktorów habilitowanych czy profesorów prezydenckich ? Również nasi krajowi naukowcy ani chcą nawet słyszeć, żeby naszych rodaków z takich uczelni zatrudniać na naszych uczelniach, bo skoro nie są habilitowani, ani tym bardziej belwederscy, to co nam po takich ? Przecież poziom to my musimy trzymać i punkty w naszych rankingach za to dostawać !

W polskich rankingach uczelni od lat wiodą prym – największa polska uczelnia Uniwersytet Warszawski i uczelnia najstarsza – Uniwersytet Jagielloński, chyba że któraś z innych uczelni ma swój jubileusz, to wtedy ta uczelnia w rankingach może nawet zdominować te nasze najlepsze, które na pozycji lidera czasem występują wspólnie, a czasem się wymieniają, z tym że jest pewne jak któraś z nich ma swój jubileusz, to będzie tez pierwsza w rankingu.

W rankingach światowych nawet te najlepsze polskie uczelnie od lat stoją kiepsko i zwykle się mieszczą na końcowych pozycjach najlepszej światowej pięćsetki [tak jest w najbardziej znanym rankingu szanghajskim, a w innych bywa i gorzej].

Można dyskutować nad wiarygodnością tych rankingów, ale faktem jest, że te najbardziej prestiżowe w świecie uczelnie są na ich topie.

W Polsce siłą rzeczy te rankingi są kontestowane, ale jak w okresie reformowania uczelni, któraś przesunie się w górę rankingu, to ten fakt ma dowodzić skuteczności reform, mimo że skutki reformowania mogą się zaznaczyć w rankingu dopiero po kilku latach. Na taką okoliczność wiarygodności rankingu się nie podważa, lecz sukces ogłasza.

Prof. Jerzy Woźnicki jako szara eminencja polskiej nauki przez lata regulował system akademicki w Polsce, aż w końcu złapał się za głowę i ogłosił, że nauka polska jest przeregulowana. Przedłożył postulat selektywnego charakteru deregulacji w szkolnictwie wyższym, rzecz jasna nadal pozostając szarą eminencją, bo kto lepiej może naukę deregulować jak nie ten kto ją przeregulował ?https://pressto.amu.edu.pl/index.php/nsw/article/viewFile/9416/9114

Kilka lat temu zabłysnął również zdolnościami kuglarskimi na arenie rankingowej

Pisał [ https://www.rp.pl/artykul/1107897-Stworzmy-uniwersytety-badawcze.htmlW rankingach wypadamy słabo, znacznie gorzej, niżbyśmy chcieli. Dlatego część środowiska akademickiego je kwestionuje, zarzuca im tendencyjne kryteria, ale to błąd, bo te rankingi podpowiadają, co powinniśmy zrobić, by ten stan rzeczy zmienić. A co powinniśmy zrobić ? „ Prof. Woźnicki uważa, ze poprawę pozycji polskich uczelni w rankingach światowych można by osiągnąć poprzez konsolidację uczelni, nie bacząc na to czy to by spowodowało podniesienie się poziomu polskich uczelni, czy jakąś korzyść z tego miałaby nauka i polska gospodarka ?

W statystyce rankingowej zysk byłby jednak widoczny, więc taki zabieg proponuje.

Niestety w systemie akademickim mamy kuglarzy wśród decydentów, stąd stoimy w miejscu a nawet się cofamy, mimo coraz lepszej infrastruktury akademickiej i coraz wyższych uposażeń [rzecz jasna – zawsze za małych] .

Warto przecież pamiętać, że w latach 80-tych zarabialiśmy po kilkanaście, góra kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, a teraz wielu ma 1000 a nawet wiele tysięcy dolarów, co znaczy, że finansowo jesteśmy w tyle za czołówką światową, ale zdecydowanie bliżej niż w czasach PRLu, ale pod względem poziomu w konfrontacji ze światem niestety się do czołówki nie zbliżyliśmy, a wręcz odwrotnie.

Kuglarskie sztuczki nic w tej materii nie pomagają i nie pomogą.

W końcu listopada odbyła się w Warszawie konferencja nt.. „Polskie uczelnie w światowej perspektywie. Rankingi a strategiczne zarządzanie szkołą wyższą” i sam tytuł pokazuje jak nas te rankingi uwierają. Sam minister też podnosi, że kryteria rankingów dają w konsekwencji zafałszowany wizerunek polskiej nauki. https://wmeritum.pl/gowin-o-pozycji-polskiej-nauki/257349

Nie ulega wątpliwości, że gdyby w światowych rankingach były wzięte pod uwagę inne kryteria moglibyśmy być na wyższych pozycjach.

Pod względem ilości szkół wyższych bijemy przecież konkurencję europejską na głowę a tego rankingi nie uwzględniają, infrastrukturę – nieruchomości akademickie mamy jak się patrzy, znakomicie stoimy jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów.. W zakresie profesorów belwederskich nikt nas nie pobije, jeśli chodzi o habilitacje – także. To czemu się takich kryteriów nie uwzględnia ? To nas dyskryminuje i zamiast potęgi jesteśmy uważani za mizerię !

Wniosek jest oczywisty –to nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe ! – nieprawdaż ?

Póki co, świat nie chce się dostosować do naszego systemu, a młodzi naukowcy opuszczają Polskę i nie zamierzają wracać . Minister mówi o emigracji jakieś 1/3 populacji naukowców a badania mówią, że „ prawie 47 proc. pracujących za granicą polskich naukowców nie planuje powrotu do kraju; połowa spośród nich widzi korzyści z kontaktów z naukowcami z Polski…., http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31782%2Craport-prawie-polowa-polskich-naukowcow-za-granica-nie-chce-wracac-do-kraju

Gospodarka jest słabo innowacyjna a uczelnie chwalą się wynalazkami typu urządzenie do odpiaszczania nóg na plażach [https://blogjw.wordpress.com/2018/06/23/jest-sukces-reformy-gowina/

], które chyba nawet się nie przyjęły.

Jak byłem jesienią na plaży nie widziałem ani jednego takiego urządzenia, a jeno proste urządzenie – prysznicowe dla oczyszczania piesków.

psy.jpg

[Dokumentacja z wejścia na plażę w Brzeźnie- 2018 r.]

W rankingach piękności piesków zapewne stoimy wyżej.

No chyba, że ktoś na Mikołaja podrzuci nam ranking  akademicki, ale z naszymi kryteriami. Pomarzyć można, ale przecież świat porzucił już dawno św. Mikołaja .

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

2

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

[tekst pisany na trzeźwo,

przeznaczony pod trzeźwą refleksję]

Na uczelniach obowiązuje już „Konstytucja dla nauki” i mamy postulaty zwiększenia innowacyjności badań, aby je wdrażać w życie.

Jednocześnie zbliża się Barbórka, święto patronki górników i zarazem jednej z najlepszych i najbardziej potrzebnych gospodarce uczelni – Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Zdawano już sobie z tego sprawę przed 100 laty, po odzyskaniu Niepodległości i wobec odczuwalnej od dawna przez społeczeństwo polskie potrzeby, 20 października 1919 r. Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski dokonał uroczystego otwarcia Akademii Górniczej w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego.[ http://www.bg.agh.edu.pl/SLADY/AGH.php ]

To otwarcie Akademii Górniczej uważane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń dla wyłonionego z ponad stuletniego niebytu państwa polskiego.

AGH potrzebna jest nadal i trudno sobie wyobrazić bez niej rozwoju polskiego górnictwa i hutnictwa, choć uczelnia niezbyt dobrze jest notowana w rankingach światowych – tak poza pierwszą pięćsetką.

W okresie ewolucyjnego reformowania systemu akademickiego, przed kolejnym świętem Barbórki, na AGH zorganizowano I Górniczo-Hutniczy Festiwal Piwa, na którym przedstawiono ideę powołania Browaru Górniczo-Hutniczego. [ https://www.agh.edu.pl/wydarzenia/info/article/i-gorniczo-hutniczy-festiwal-piwa-w-agh/ ]

Rzec by można – dokonania ważnego kroku na drodze do piwolucji uczelni [ http://piwolucja.pl/].

Barbórkowe karczmy piwne od lat stanowią nieodłączny element uczelnianej tradycji, ale już w pierwszej połowie 2020 r. spodziewać się można inauguracyjnego piwa z Browaru Górniczo-Hutniczego.

Zatem piwolucja uczelni ma mieć tempo zgoła rewolucyjne. Na początek jego udziałowcami będą mogły zostać osoby związane ze środowiskiem uczelni, co winno, nawet w okresie niżu demograficznego i pewnego zmniejszenia zainteresowania studiami, utrzymać stan kadrowy i brać studencką w murach 100-letniej już uczelni.

Jedno jest niemal pewne, że akademicy niedługo wypiją piwo, którego sami sobie nawarzą.

Ciekawe jak wzrośnie pozycja AGH w rankingach światowychjak zostanie podniesiona innowacyjność prowadzonych na niej badań, nie tylko w zakresie browarnictwa, bo takie są oczekiwania społeczne, nie mniejsze niż u progu odzyskiwania niepodległości.

Na akademickim rynku piwnym AGH nie jest jednak prekursorem. Krakowski Uniwersytet Rolniczy ma już swój browar i prężnie działającą Krakowską Szkołę Browarniczą. [https://www.facebook.com/krakowbrewing/] .

Jak podaje serwis internetowy [https://ksb.edu.pl/tamarynka-piwo-jubileuszowe-niepodleglosci/?fbclid=IwAR3-jSqDeiGBl1Nu0eIW326vCdHDR1R01XX8vZkL2aTp3w4v3v1Bvdp76lY

Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie włączył się do radosnego świętowania i wzmacniania polskiej wspólnoty. Z tej okazji Krakowska Szkoła Browarnicza – Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, działająca na Wydziale Technologii Żywności naszej Uczelni wydaje limitowaną edycję piwa jubileuszowego. Jest to wyjątkowe piwo w stylu polski lager, uwarzone z użyciem tylko jednej, polskiej, klasycznej odmiany chmielu –Marynki.”

Nie wiem, czy limitowanie edycji jest dobrą opcją na wzmocnienie polskiej wspólnoty, która przecież się rozpada.

Jednakże reagując na zapotrzebowanie społeczne Uniwersytet Rolniczy otworzył browarniczy kierunek studiów podyplomowych, a także pionierskie, doktoranckie studia z browarnictwa [https://www.rp.pl/Edukacja/310289951-Studia-doktoranckie-z-browarnictwa-w-Krakowie.html ;https://www.facebook.com/krakowbrewing/].

Konkurencja na akademickim rynku piwnym jest coraz większa, ale jak na razie nie zanosi się na utworzenie Małopolskiej Wyższej Szkoły Piwa, choć taka szkoła mogłaby osiągnąć wysokie miejsca w rankingach światowych.

Jesteśmy jednak dopiero na początku piwolucji akademickiej, więc w ramach wdrażania w życie „Konstytucji dla nauki” na kolejną Barbórkę może taka nowa uczelnia zostanie uruchomiona.

Zapotrzebowanie na piwo jest nie mniejsze niż zapotrzebowanie na polski sukces akademicki.

Jak terapia piwna polskiej nauki się uda, to będziemy potęgą.

Ale przestrogi dla Polski nadal są wskazane.

Trzeba mieć bowiem na uwadze, że na Uniwersytecie Jagiellońskim, matce rodzicielce innych polskich uczelni, przed kilkunastu już laty rozpoczęto produkcję wina uniwersyteckiego,[ https://nfajw.wordpress.com/2008/11/14/alma-mater-ma-swoje-wino-ale-nadal-nie-ma-swojego-nobla/ ] a nawet uruchomiono studia enologiczne, zapewne biorąc pod uwagę, że in vino veritas [ w winie prawda], jednocześnie rezygnując z tradycyjnego poszukiwania prawdy usuwając zapisy w tym względzie ze statutu uczelni [w jubileuszowym roku 2000].

Produkcja wina uniwersyteckiego rośnie, spożycie wyszło poza mury uczelni, a uczelnia i jej koryfeusze, jak prawdy nie mogli znaleźć, tak nadal nie mogą. Jakby całkiem się zatracili i to nie tylko w święto Bachusa. [ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/]

Biedna ta nasza Polska akademicka, zatacza się, a nawet stacza coraz bardziej. I pomyśleć, że u progu odzyskania niepodległości była na jak najlepszej drodze. [ https://blogjw.wordpress.com/2018/08/17/akademickie-szlaki-ku-niepodleglosci/]

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

1.jpg

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

Poprawiona po dyskusjach społecznych „Konstytucja dla nauki” zawiera projekt dezubekizacji uczelni – częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z uwikłania komunistycznego w PRL. I to jest jej plus.

W przypadku jej przyjęcia osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły być profesorami, rektorami, dziekanami czy kierownikami katedr na uczelniach, nie będą mogły pełnić funkcji w ważnej dla systemu akademickiego Radzie Doskonałości Naukowej, ani funkcji kierowniczych, czy eksperckich w Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

To krok w dobrą stronę, choć spóźniony o ponad ćwierć wieku i zbyt krótki, bo dezubekizacja nie wyklucza całkiem pracowników i współpracowników SB z systemu akademickiego, ale tylko z funkcji kierowniczych i eksperckich.

Zasługi” towarzyszy na uczelniach

Projekt ustawy niestety nie obejmuje dekomunizacji przestrzeni akademickiej, także personalnej – i to jest jej wada.

Wiadomo przecież, że głową tego systemu była partia komunistyczna (PZPR wspierana przez partie/stronnictwa sprzymierzone) i to ona decydowała także o organach bezpieczeństwa. To PZPR była przewodnią siłą narodu, także w sektorze akademickim, a na uczelniach przede wszystkim.

Bez poparcia, a przynajmniej przyzwolenia, nie można było na uczelniach pracować, a w okresie instalacji systemu nawet studiować [zakaz dla wrogów systemu, żołnierzy wyklętych , ich rodzin …], nie były możliwe awanse, wyjazdy zagraniczne. Im wyżej w hierarchii akademickiej, tym rola partii była większa. Do doktoratu wystarczyło na ogół przyzwolenie POP PZPR, gdy na szczeblach wyższych, decydenckich, awanse musiały przechodzić przez Komitet Wojewódzki, a nawet Centralny.

Kryteria merytoryczne miały mniejsze znaczenie od kryteriów politycznych, stąd negatywna selekcja kadr akademickich była oczywistością i nie bez przyczyny odchodzenie kadr formowanych w II RP i wchodzenie do systemu kadr chowu ZMP/PZPR-owskiego powodowało stopniowe obniżanie poziomu merytorycznego i moralnego kadr akademickich.

Proces ten nasilił się po wprowadzeniu do systemu akademickiego tzw. ‚docentów marcowych’, nie za zasługi naukowe, tylko za zasługi dla utrwalenia władzy ludowej, szczególnie podczas wydarzeń roku 1968 r.

Zmiany strukturalne, zastępowanie katedr- obsadzanych jeszcze przez ‚starych’ profesorów – instytutami kierowanymi już przez nową kadrę wychowaną w Polsce Ludowej, miały trwałe, negatywne skutki dla poziomu uczelni.

Komunista u władzy – zapisane w dzienniku

Ilustrację tego, co się działo wówczas na uczelniach mogą stanowić zapiski Karola Estreichera, w których wybitny historyk opisał m. in. poczynania rektora Mieczysława Karasia, który pragnął dokonać zamiany ‚Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów ‚ co w niemałym stopniu mu się udało:

Karaś …. już w trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nigdy nie traktował tak służby jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre nie tając kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje.

Mianowanie rektorem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób — profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbieżne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dyrektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł —wszyscy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji.

Od niego zależą awanse, nagrody, pozwolenia, opinie, paszporty. Sfora urzędników i sekretarzy donosi codziennie Jego Magnificencji Obywatelowi Rektorowi ostatnie plotki. Zależnie od nich rektor wydaje decyzje. Chce o wszystkim wiedzieć, aby karać lub nagradzać……

Senat nie istnieje. To ciało rządzące kiedyś Uniwersytetem składa się obecnie z profesorów — przedstawicieli Wydziałów — zastraszonych lub leniwych, oraz z urzędników administracyjnych, partyjnych przedstawicieli młodzieży, delegatów związku zawodowego, etc…

Na posiedzenie Senatu przynosi się sterty teczek z rozmaitymi, nic nieznaczącymi, sprawami i po kolei uchwala się wnioski stawiane przez rektora Karasia.

Jakiekolwiek zabranie głosu, próba przedstawienia odmiennego stanowiska są niewskazane. Rektor przerywa brutalnie, krótko. Ścina dyskusje, mrozi atmosferę. Nikt nie chce zabrać głosu, a zresztą są to wszystko sprawy drugorzędne.

Rektor zarządza, mianuje, odwołuje kierowników naukowych instytutów, zakładów, katedr. Odwołuje kierownika bez zawiadomienia, mianuje nowego nie licząc się z opinią pracowników.

.przez dwadzieścia lat rządów na Uniwersytecie doprowadził do rozkładu i upadku wielu jego instytucji.

Dzięki oparciu o Partie Karaś faktycznie rządzi od 1957 roku.

Raz jest pierwszym sekretarzem POP-u, kiedy indziej dziekanem, potem prorektorem

[Karol Estreicher, Dziennik wypadków t. V. 1973-1977, s.489-90]

Postępujący rozkład uczelni

To tylko jeden ‚przypadek”, a przecież tak się działo i na innych uczelniach, nie bez przyczyny doprowadzanych do rozkładu, szczególnie po dojściu do władzy junty Jaruzelskiego w latach 80-tych, kiedy eliminowano pracowników młodszych, niepokornych, niespolegliwych wobec systemu kłamstwa promującego oportunistów.

Potężna emigracja młodych Polaków w latach 80-tych wyprowadziła z systemu akademickiego tysiące aktywnych ludzi zasilających uczelnie krajów Zachodnich, czy to jako studenci, czy jako pracownicy.

To spowodowało poważne osłabienie intelektualne polskiego systemu akademickiego, jakkolwiek do tej pory nie zbadane należycie. Można jednak ocenić, że utraciliśmy wtedy w wyniku emigracji co najmniej 20 % potencjału akademickiego.

Dotkliwe dla kadr akademickich były polityczne weryfikacje kadr akademickich, prowadzone w dwóch falach- po wprowadzeniu stanu wojennego (1982 r.) i przed transformacją ustrojową (1986/87). Eliminowano wówczas przede wszystkich młodych naukowców, nonkonformistów, negatywnie nastawionych do systemu komunistycznego, co spowodowało, że na początku III RP mieliśmy do czynienia z luką pokoleniową.

Mamy do dziś konformistyczne kadry akademickie, które się ostały na uczelniach i formowały sobie podobnych, w ramach ustawianych konkursów, ‚chowu wsobnego’, awansowania ‚samych swoich’ – bez czynnika zewnętrznego/kontrolnego.

Objaśnianie kiepskiego stanu obecnych kadr akademickich brakiem oczyszczenia uczelni z kadr komunistycznych po 1989 r. nie jest wystarczające. Trzeba pamiętać o usunięciu ze środowiska akademickiego elementu antykomunistycznego !

Element komunistyczny i pro-komunistyczny natomiast przeszedł te weryfikacje z sukcesem. Niestety część Solidarności wręcz broniła towarzyszy na uczelniach, dzięki czemu mogli oni sprawować funkcje kierownicze w III RP, nawet dłużej niż w PRL i sprawują je nieraz do dnia dzisiejszego. Ich ofiar często nikt nie bronił, także Solidarność, stąd bywa, że ci ludzie pozostali wykluczeni z uczelni do dnia dzisiejszego.

Czemu nie ma należytych badań ?

Tego procesu jakoś się nie bada, nie chce się poznać, mimo że badania winny odpowiedzieć na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Jest to istotne dla wszelakich prób reformowania systemu.

Nie są znane straty ‚wojenne’ Solidarności akademickiej, nie są znani imiennie członkowie komisji politycznych weryfikacji kadr akademickich. Na ogół nie są znane struktury partyjne uczelni, mimo że to one decydowały niemal o wszystkim.

Nawet ci, którzy nie boją się ujawniać tajnych współpracowników SB, boją się ujawniać składów struktur partyjnych, o ile one gdzieś się jeszcze zachowały, mimo niszczenia dokumentów z czasów PRLu.

IPN ujawnił nieco dokumentów partyjnych dotyczących PAN [Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL – IPN, 2009, 2012 ] demaskując nieco funkcjonowanie systemu, ale bez dokumentacji szczebla podstawowego. Znamienne było niszczenie dokumentacji partyjnych u schyłku PRL, co powoduje, że im historia nam bliższa, tym słabiej poznana – a w gruncie rzeczy zafałszowana.

Potrzebne jest opracowanie ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i szkolnictwie wyższym’, o co występowałem kilkanaście lat temu, ale bez skutku.

W dokumentach władz Polskiego Towarzystwa Historycznego można znaleźć takie argumenty:” Nawet jeśli pewne zagadnienia z przeszłości są trudne i bolesne to na wspólnocie historyków spoczywa odpowiedzialność rzetelnej ich analizy” ale jakoś nie widać, aby ta wspólnota działała odpowiedzialnie i rzetelnie na rzecz poznania tych ‚trudnych i nieraz bolesnych’ kart historii akademickiej pod okupacją komunistyczną.

Co więcej niektóre dzieła historyczne zostały tak w swoisty sposób ‚zdekomunizowane’, że nawet nie ma w nich takiego słowa jak komunizm [przykład Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, -Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r. ) a historycy jakoś nie protestują przeciwko takiemu zakłamywaniu historii uczelni. A przecież jest to ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za krzewienie prawdy historycznej są przecież opłacani z kieszeni podatnika !

Nawet w opracowaniach wydawanych przez IPN można czytać o tym ilu na uczelniach było tajnych współpracowników SB, ale nie ma wykazów kadr partyjnych, ani nie ma strat osobowych uczelni w latach-80-tych, mimo politycznych weryfikacji kadr.

Zatem na podstawie tych prac można by sądzić, że tajni współpracownicy znakomicie ochronili powierzone im do ochrony obiekty uczelniane, a ‚przewodnia siła narodu’ znakomicie przewodziła kadrom akademickim, tak że nie było potrzeby jej zastępować ani podczas transformacji, ani później.

Odnosi się wrażenie, że etatowi historycy nie chcą nawet poznać tego co badają !

To prowadzi niestety do obecnego stanu [nie]poznania historii nauki i edukacji wyższej w PRLu, szczególnie u jego schyłku i przekłada się na sposób reformowania systemu akademickiego.

‚Konstytucja dla nauki’ nie przewiduje dekomunizacji na uczelniach, tak jakby uczelnie/ instytuty naukowe stanowiły obszary eksterytorialne niedotknięte tym systemem kłamstwa.

Etatowym kadrom akademickim – beneficjentom systemu – to całkiem odpowiada, więc się nie buntują przeciwko takiej reformie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET 3/2018

50 rocznica marca 68′ – wkurzyć się można.

awatar

50 rocznica marca 1968 – wkurzyć się można.

Kolejna rocznica marca 68 roku. Tym razem okrągła – 50-ta, więc głośno o niej medialnie, jak i politycznie. Marzec ’68, uznano za Ogólnopolski Ruch Społeczny Przeciw Komunizmowi, jako symbol drogi do wolności i symbol solidarności, co podkreślał premier Mateusz Morawiecki.

Głos zabrał Sejm, prezydent, a także minister nauki i szkolnictwa wyższego. Podkreślano sprzeciw społeczny wobec komunistycznej dyktatury, cenzury i prześladowań politycznych, represje władz wobec uczestników demonstracji oraz falę antysemickich czystek, także w środowiskach akademickich.

Jakoś nie podkreślano wyraźnie, że demonstracje studenckie nie były antysemickie, bo były wyrazem solidarności z dwoma wyrzuconymi z uczelni [UW] studentami ( Adamem Michnikiem, Henrykiem Szlajferem) pochodzenia żydowskiego, którzy nie zostali jednak wygnani z Polski, lecz w niej, w tzw. wolnej Polsce, zrobili kariery, a Adam Michnik był nawet jednym z konstruktorów III RP, jako nad-redaktor Gazety Wyborczej, nie wyrażając jednak później solidarności z tymi, którzy w ich/jego obronie demonstrowali.

Mam osobiste wspomnienia, bo w demonstracjach w obronie Michnika brałem udział w 1968, a w roku 2004 na łamach Gazety Wyborczej, mnie – wygnanego jak psa z uczelni [UJ] w ramach czystek r.1986/87 –  brutalnie zaatakowano [ówczesny rektor UW , tej uczelni, na której studiowałem i demonstrowałem w obronie Adama Michnika] bez możliwości obrony [https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ ] dokonując cenzury, przeciwko czemu w 68 roku krzyczeliśmy „ Prasa kłamie”,  a co stało się aktualne i w tzw. wolnej Polsce w odniesieniu do prasy Adama Michnika !

W mojej obronie, wobec kłamstw Gazety Wyborczej, nikt ze środowiska „Solidarności” nie stanął – solidarności nie było ! Władze uczelni, która mnie wygnała, wykazały jedynie solidarność z kłamstwem i brutalnym atakiem.

W wyniku marca 68 roku kilkanaście tysięcy Polaków pochodzenia żydowskiego opuściło Polskę i Prezydent Duda po 50 latach mówi: „I tym, którzy zostali wtedy wypędzeni, i rodzinom tych, którzy zginęli, chcę powiedzieć: proszę, wybaczcie, proszę, wybaczcie Rzeczypospolitej, proszę, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce za to, że dokonano tego haniebnego aktu.

I dalej „ co za żal, co za stratę ponosi dzisiejsza Rzeczpospolita, że Wy wszyscy, ci, którzy wyjechali, ci, którzy być może umarli przez tamten 1968 rok, że Was dzisiaj z nami nie ma. Że jesteście elitą inteligencji, ale w innych krajach. Że jesteście ludźmi sukcesu szanowanymi, ale w innych krajach. Że Wasza twórczość, Wasz dorobek naukowy, że Wasze wspaniałe osiągnięcia nie poszły na rachunek Rzeczypospolitej. Co za żal! Jakżeż mi jest przykro! „ http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/art,384,wystapienie-prezydenta-rp-podczas-obchodow-50-rocznicy-marca68-na-uniwersytecie-warszawskim.html Szanowni Państwo, proszę ich o wybaczenie dla Polski, dla Rzeczypospolitej, dla tych, którzy wtedy to sprawili. „

Rzecz w tym że wówczas nikogo nie zabito, a ci co opuścili Polskę zrobili to na na fali nagonki antysemickiej, zorganizowanej przez komunistyczne frakcje.  a nie przez władze Rzeczpospolitej, bo te były wówczas w Londynie, gdy w Warszawie były władze PRLu -podległe Moskwie.

Zapomniał też dodać, że wśród wyjeżdżających byli i ci, którzy winni stanąć za swe ekscesy komunistyczne w PRLu przed sądami Wolnej Polski, a nie stanęli, mimo listów gończych za nimi wysyłanymi ( np. Stefan Michnik czy Helena Wolińska), a niektórzy stawali w salach wykładowych polskich uczelni w III RP, gdzie byli honorowani mimo tych ekscesów ( np. Zygmunt Bauman). Żałować takiej ‚elity’ nie należy !

Minister nauki i szkolnictwa wyższego -wicepremier Jarosław Gowin mówił: „skutkiem Marca 1968 r. było zerwanie ciągłości polskiej nauki Z Polski wyemigrowały setki, o ile nie tysiące naukowców pochodzenia żydowskiego. „[http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1320053,wicepremier-gowin-skutkiem-marca-1968-r-bylo-zerwanie-ciaglosci-polskiej-nauki.html]

Z czego wynika, że do tej pory nie policzono ilu wyjechało wówczas naukowców i jakie ponieśli z tym związane straty. Na czym polegało zerwanie ciągłości nauki minister nie wyjaśnił.

Trzeba pamiętać, że wówczas wielu polskich naukowców jedynie mogło marzyć o wyjazdach zagranicznych, a takie wyjazdy na ogół były naukowym zyskiem, fakt że głównie dla wyjeżdżających, a nie dla Polski.

Niestety te uogólnienia zarówno Prezydenta, jak i ministra/ wicepremiera Gowina odnoszące się do nauki/naukowców, winny stać się przedmiotem badań i konferencji naukowych, bo nie oddają one prawdy o skutkach marca 68 dla nauki w Polsce, o czym wielokrotnie pisałem i przekazywałem także ministrowi. Bezskutecznie.[ https://blogjw.wordpress.com/. ]

Bezskutecznie także domagałem się poznania innych czystek akademickichtych z lat 80-tych, czy to od ministerstwa [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/26/wystapienie-do-ministra-jaroslawa-gowina/ ; https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] czy IPN [https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/11/aby-ipn-sie-zmierzyl-z-przebiegiem-i-skutkami-wielkiej-czystki-akademickiej-postulaty-obywatela/;https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/10/aby-ipn-sie-zmierzyl-z-utworzeniem-bazy-czlonkow-wladz-i-aktywistow-kz-pzpr-i-partii-siostrzanych-postulaty-obywatela/] o których nie chce się mówić, lub mówi i pisze się na poziomie bajkopisarstwa, a nie nauki, z którą ciągłość w tych ciemnych latach 80-tych [ a nie do końca w roku 68 ] zerwano.

W ubiegłym roku minęła 30 i 35 rocznica kolejnych fal politycznych czystek akademickich po wprowadzeniu stanu wojennego i przed tzw. transformacją ustrojową, i ani prezydent, ani minister, ani rektorzy uczelni, z których wypędzono nauczycieli akademickich- niewygodnych dla systemu kłamstwa, dla przewodniej siły narodu – głosu nie zabrali, prawdy o tych czystkach nie przedstawili, za ekscesy nie przeprosili.

Trzeba pamiętać, że w roku 68 usunięto z uczelni także wielu z tych, których na uczelniach w ogóle nie powinno być, ze względu na swoje szkodliwe zaangażowanie w instalację w Polsce systemu komunistycznego – systemu kłamstwa. Tych się jednak żałuje, że nie działali po ‚wygnaniu’ na rzecz nauki polskiej.

Usuwano też tych, którzy mieli kręgosłup moralny i żyli z podniesioną głową . Prof. Wiktor Jassem naukowiec pochodzenia żydowskiego na UAM w 1968 r. odmówił odczytania skierowanej przeciwko syjonistom rezolucji. Miał żydowskie korzenie, więc czytałby coś poniekąd przeciwko sobie. „Odpowiedział, że mu tego czytać nie wypada. Już następnego dnia został wezwany przez Komitet Uczelniany PZPR i zawieszony w zajęciach, a później zwolniono go z pracy na UAM. Mimo antysemickiej nagonki prof. Jassem nie wyjechał z Polski. Pracował w Polskiej Akademii Nauk.” „ Antysyjonistyczną petycję z nakazem odczytania wręczył prof. Jassemowi Jacek Fisiak, ówczesny sekretarz komitetu zakładowego PZPR na wydziale filologii UAM.” [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/wiktor-jassem-anglista-z-twarza-ukarany-za-odmowe/]. 

Jak widać prof. Jassem był represjonowany, wygnany z uniwersytetu, ale nie z Polski.

A co robił Jacek Fisiak ? Fisiak robi błyskawiczną karierę naukową. W 1971 r. – w wieku 35 lat – zostaje profesorem. W stanie wojennym jest dyrektorem instytutu, z którego zostaje usuniętych kilku pracowników, a w czasach czystki r. 86/88 już jako rektor UAM wyrzucił ponad 80 pracowników naukowych https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/jacek-fisiak-profesor-anglistyki-i-ciemnej-strony-mocy/ i następnie -już zasłużony dla czystek- w czasach tzw. transformacji obejmuje tekę ministra edukacji narodowej.

Czystki lat 80-tych były wielokrotnie większe od czystek roku 68 o czym świadczą nie tylko ‚zasługi’ Fisiaka. Większy był też exodus akademicki z Polski i więcej było wygnań z uczelni, nieraz dożywotnio.

I co ? – niemal całkowite milczenie.

A były to czystki polityczne, prowadzone pod batutą SB i PZPR w wyniku których wypędzono z uczelni (a przynajmniej zwolniono ze stanowisk/etatów) setki, o o ile nie tysiące naukowców, wielu bez możliwości powrotu, także w tzw. wolnej Polsce.

Do tej pory nie ma nawet woli aby zbadać naukowo charakter i skutki tych czystek dla nauki w Polsce. Etatowi badacze historyczni, nieraz w roli bajkopisarzy, czy wręcz fałszerzy historii, [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/;https://blogjw.wordpress.com/2018/02/12/profesorowie-dziejow-bajecznych/ ] tak ten problem badają i przedstawiają, aby czasem prawda nie wyszła na jaw.

Piszę o tym od lat, ale środowisko akademickie/rektorzy milczą, a minister buduje nowy gmach nauki w Polsce, nie mając zamiaru nawet poznać fundamentów tego gmachu !

Także Solidarność akademicka nie chce poznać co stało się z jej członkami w mrocznych latach 80-tych, a organizacje kombatanckie nie chcą poznać strat wojennych wojny jaruzelsko-polskiej. [https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/

Na problem jednak zwrócił uwagę kompozytor Wincenty z Krakowa, poświęcając oratorium niezłomnym, wyklętym, ofiarom komunistycznych czystek akademickich.

Może polskie uczelnie, a przede wszystkim Uniwersytet Jagielloński, zaangażowany w komunistyczne rugi akademickie lat 80-tych i heroicznie broniący do tej pory swych ciemnych kart historii, a zaangażowany ostatnio w promocję gender i reinkarnacji zamiast w poszukiwanie prawdy, w ramach ekspiacji zorganizuje w swych murach wykonanie tego oratorium, które być może zbliży nas do prawdy i przywróci ciągłość akademicką w Wolnej Polsce.

0.PNG

1

8

6

7

11

9

10

Niepoprawnie o dekomunizacji przestrzeni akademickiej

Niepoprawny Magazyn Akademicki [19]

Skutki zniewolenia w wolnej Polsce

Idź

Skutki zniewolenia w wolnej Polsce

Ostatnio media podniosły larum wobec lewackiej polityki kadrowej na uczelniach zastosowanej w stosunku do poseł Krystyny Pawłowicz i red. Tomasza Terlikowskiego (np.https://dorzeczy.pl/kraj/54198/Krystyna-Pawlowicz-stracila-prace-na-uczelni-Wszystko-przez-wpis-na-Facebooku.html; https://wpolityce.pl/polityka/377446-uniwersytet-wycofal-propozycje-pracy-dla-terlikowskiego-po-interwencji-wandy-nowickiej-dzis-dowiedzialem-sie-ze-wszystkie-ustalenia-sa-nieaktualne ; http://niezalezna.pl/215314-wyzsze-uczelnie-na-lewej-burcie-po-wpisie-nowickiej-wum-odwolal-wyklady-z-dr-terlikowskim .

Bardzo słusznie, bo to pokazuje, że mimo autonomii szkół wyższych, tak naprawdę politykę kadrową na uczelniach kształtują aktywiści lewicowi . np. p. Wanda Nowicka, która chyba awansowała na swoistą kadrową Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – wystarczył jej wpis na Twitterze i dr Tomasza Terlikowskiego nie zaangażowano na Uniwersytet.

Oburzenie mediów uzasadnione, ale czy takie ekscesy na uczelniach czasem nie są spowodowane długotrwałym milczeniem wobec polityki kadrowej, z której wyłoniły się obecne kadry akademickie.

Przed transformacją ustrojową (PRL w PRL bis) z przyczyn pozamerytorycznych, politycznych, wyeliminowano setki, o ile nie tysiące pracowników naukowych stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i uczelni przez nich zarządzanych.

To była, jak od piszę od lat, Wielka Czystka Akademicka [[https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] , weryfikacja kadr przeprowadzana pod batutą PZPR i SB i realizowana przez posłuszne wobec systemu kłamstwa władze uczelniane.

Nieznane do dnia dzisiejszego z imienia i nazwiska komisje weryfikacyjne – zorganizowane , anonimowe grupy przestępcze –  na podstawie sfingowanych, pozamerytorycznych zarzutów np. o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką ( zarzuty wypracowane w polityce kadrowej od czasów instalacji systemu komunistycznego), o niewłaściwą postawę obywatelską i etyczną ( niezgodne z principiami systemu komunistycznego), o niewłaściwy charakter ( niezłomny, wobec złomności karierowiczów) negatywnie oceniały niewygodnych, a rektorzy posłusznie opinie akceptowali i usuwali ich z uczelni.

Jak się okazuje czasem dożywotnio, bez protestów medialnych i bez unieważnienia prawnego tego bezprawia w wolnej Polsce, mimo upływu już 30 lat od rzekomego obalenia komunizmu.

To, że Polska jest wolna na uczelniach, ale od antykomunistów, nonkonformistów, ludzi niewygodnych dla towarzyszy, oportunistów, karierowiczów, lewków itp. o odmiennym systemie wartości, pomija się milczeniem.

W wolnej Polsce zniewolenie moralne i intelektualne na uczelniach pozostało.

Protestów przeciwko ekscesom końca PRLu nie było i nie ma. Postulatów unieważnienia prawnego tych ekscesów – także, choć przygotowano „Konstytucję dla nauki”, która chyba ten stan rzeczy ma sankcjonować.

Czemu zatem zdziwienie, że wobec K. Pawłowicz, czy T. Terlikowskiego stosuje się taką politykę kadrową ?

Skoro się milczało wobec stosowania takiej, a czasem jeszcze bardziej drastycznej polityki wobec innych, to na takie poczynania było przyzwolenie – nieprawdaż ?

Milczenie wobec bezprawia/podłości prowadzi do eskalacji takich poczynań, do upowszechnienia nędzy moralnej środowiska akademickiego.

Nazwisko „kadrowej” WUM jest już znane,  ale przecież takich kadrowych była moc, ale nikt nie chce ich poznać, ani ministerstwo (nie ma kompetencji), ani uczelnie ( nie mają mocy intelektualnych, ani moralnych), ale media, Solidarność, czy inne organizacje społeczne, kombatanckie, też nie mają czasu/ochoty/woli, aby tym się zajmować – więc jak może być inaczej ?

Skala bezprawia nie jest dokładnie znana, ale była i jest wielka – przykłady osobiste można podać.

Jak mnie wyrzucono w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej, moich papierów po wiośnie 1980 r. nie było [ nastąpił okres post-historii ?] a wysyłano je do mgr Michała Ługanowskiego –Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie . Kto zatem kształtował politykę kadrową uczelni – rektor ? czy jakiś magister z zakamuflowanego departamentu bezpieczeństwa uniwersyteckiego ?

Toczy się obecnie walka o zachowanie hierarchii akademickiej, bez uwzględnienia tego, jak ta hierarchia się kształtowała.

Kiedy złożyłem, mimo wszystko, wolę zatrudnienia się w instytucie PAN, tam gdzie robiłem doktorat i gdzie byłem od lat ‚jedną nogą”, nikt nie miał oporów przeciwko zatrudnieniu mnie ( mimo tego strasznego charakteru itp.) ale jak przybyła sekretarka z PKiNu (siedziba PAN w maczudze Stalina w Warszawie) zatrudnienie nie było możliwe.

Kto zatem autonomicznie kształtował politykę kadrową w PAN-ie ? Podobnie zresztą na uczelniach, gdzie zatrudnienie nie było możliwe, mimo że należałem do najaktywniejszych naukowo/ edukacyjnie/organizacyjnie doktorów w swojej dziedzinie .

Zresztą na UJ nie miał mnie kto zastąpić w robocie – wykładaniu/formowaniu nowych naukowców ! Odwołano niejako tysiące moich wykładów – i co ? W najlepszym razie – milczenie !

I skutki tego widać do dnia dzisiejszego.

Czystki akademickie zrobiły swoje – to nie był pojedynczy przypadek, takich było wiele.

Wyrzucenie jednego ‚akademika, który wprowadzał do systemu akademickiego wielu nowych i to na dobrym, międzynarodowym poziomie, powoduje straty nie jednostkowe, lecz pokoleniowe – osłabienie intelektualne i moralne, i to na pokolenia instytucji/dziedziny naukowej …

Jak się tyle lat milczało, a nawet aprobowało te ekscesy, to nie może być inaczej niż jest, tym bardziej, że nadworni historycy pisali fałszywe historie i je do przyswojenia polecali. Nawet jak badali czasy komunistyczne na uczelniach, to tak, aby nie poznać tego co badali, co chyba było warunkiem pozostawania na etatach i robienia karier akademickich.

Jeśli nie zmieni się fundamentów posadowienia systemu akademickiego w ramach jego reformowania, to każda konstrukcja systemu się pogrąży/ osunie/ rozpadnie, jak wszelkie budowle na niewłaściwych fundamentach wznoszone.

Czy nasze uczelnie zdołają się wybić ponad mierność ?

Kurier

Utrwalanie mierności

Józef Wieczorek

Kurier Wnet nr 43, styczeń 2018

Jesteśmy potęgą jeśli chodzi o ilość uczelni z nazwy wyższych, ale najlepsze z tych uczelni ciągną się w ogonach prestiżowych rankingów uczelni światowych, a także europejskich.

W rankingach wyprzedzają nas nie tylko uczelnie takich potęg naukowych jak USA, czy Wielka Brytania, ale także uczelnie krajów stosunkowo małych i do potęg naukowych nie należących, jak Holandia, Irlandia, Austria….

Lipne dyplomy, marne tytuły

Na polskich uczelniach zatrudnianych jest wielu profesorów i to prezydenckich [tzw. belwederskich] i mnóstwo doktorów habilitowanych tworzących grupę tzw. pracowników samodzielnych, którzy jednak samodzielnie nie zawsze potrafią uformować naukowców na takim poziomie, aby się liczyli w konfrontacji i współpracy z naukowcami światowymi. Z nazwy samodzielni, nawet nie zawsze są w stanie formować absolwentów na należytym poziomie magisterskim czy licencjackim, stąd dyplomy polskich uczelni niewiele są warte.

Wiele z nich to są lipne dyplomy pochodzące z plagiatów, czy po prostu z kupowania prac stanowiących podstawę otrzymania dyplomu.

Firmy piszące od lat prace dyplomowe na zamówienie nie upadają, więc widać, że popyt na nie się utrzymuje. W takich firmach nieraz dorabiają sobie i etatowi pracownicy uczelni, co dokumentuje ich swoisty „etos”.

Z tym procederem od lat podejmuje się walkę, ale raczej pozorowaną, bo nieskuteczną. Nie bez przyczyny, bo i kadry akademickie, najwyższego nawet szczebla, nie brzydzą się plagiatowaniem dając zły przykład studentom.

W ramach reformowania sektora akademickiego planuje się nawet zniesienie konieczności pisania prac licencjackich, skoro profesorowie nie są w stanie zapewnić ich poziomu i oryginalności. Nie mają na to czasu ! Tak się tłumaczą, choć za taką pozorowaną pracę są gratyfikowani z kieszeni podatników. Nie planuje się jednak zniesienia habilitacji i profesur prezydenckich skoro ich poziom jest kiepski.

Z ostatnich kontroli NIK wynika, że liczba magistrów i doktorów maleje, a rośnie liczba doktorów habilitowanych i profesorów, na ogół pochodzących z „chowu wsobnego”, ale ten wzrost tytularny przekłada się na spadek poziomu tak naukowego, jak i edukacyjnego.

W III RP osiągnęliśmy wysoki poziom formalnego wykształcenia społeczeństwa, ale jednocześnie spadek wartości wykształcenia realnego. Starsi wyrażają często opinię, że przedwojenna matura w II RP miała większe znaczenie od dyplomu wyższej uczelni w III RP. I nieco podobnie jest z profesurami. Profesor gimnazjum w II RP to był ktoś, profesor wyższej uczelni w III RP – niekoniecznie.

Jesteśmy potęgą tytularną, ale zarazem mizerią naukową. Ci, którzy uprawiają naukę na poziomie światowym – to margines, podobnie jak ci, którzy potrafią i chcą formować nowych naukowców na poziomie.

Gdzie są nasze elity ?

Niestety elity mamy marne. Wiadomo, były niszczone przez okupantów, czy to niemieckich, czy komunistycznych, ale mimo trwania już niemal 30 lat III RP nie uległy one odtworzeniu i nawet nie widać, aby taki proces się zaczął.

Należy pamiętać, że ostatnią czystką wśród elit nie był rok 1968, o którym to roku się pamięta, lecz okres wojny jaruzelsko-polskiej i to nie tylko na początku wprowadzenia stanu wojennego, ale także przed upadkiem komunizmu, przed rozpoczęciem tzw. transformacji ustrojowej, kiedy weryfikowano elity akademickie niewygodne – bo nonkonformistyczne.

Jednocześnie wśród wielkiej fali emigracyjnej lat 80-tych znalazły się tysiące studentów i pracowników akademickich, co spowodowało ubytek co najmniej kilkunastu procent populacji akademickiej i technicznej.

Niestety w III RP te procesy nie zostały zatrzymane. Usuwani z uczelni w ramach czystek politycznych na ogół nie wracali na uczelnie, nie unieważniono prawnie tych ekscesów, chociaż było to bezprawie, od którego nawet do sądów nie można było się odwoływać, a weryfikatorzy często nie są znani z imienia i nazwiska do dnia dzisiejszego. Beneficjentami PRLu pozostali konformiści.

Po czystkach powstała luka pokoleniowa, co stanowiło znakomity pretekst do rozwoju wieloetatowości a w konsekwencji do pozoranctwa naukowego i edukacyjnego. uprawianego na rosnących jak grzyby po deszczu uczelniach z nazwy wyższych.

Na uczelniach niepublicznych, w niemałym stopniu tworzonych przez dawną nomenklaturę, zatrudniani byli na kolejnych etatach pracownicy z uczelni publicznych.

Rzekomo ta wieloetatowość była wymuszana niskimi zarobkami, ale jakoś tak na tych kolejnych etatach zatrudniani byli najlepiej zarabiający na etatach pierwszych, w tym rektorzy, dziekani i profesorowie.

Rekordziści zatrudniani byli nawet na kilkunastu etatach i mimo ograniczeń wieloetatowość pozostała do dnia dzisiejszego, bo dwa etaty to też wiele, tym bardziej, że tacy są i na innych pozaakademickich etatach, stanowiskach.

Prezydenci miast, posłowie, sędziowie – szczególnie ci szczebla najwyższego – to często także profesorowie wyższych uczelni, czasem nie tylko jednej. Nawet jak zaniedbują studentów [bo niby jak inaczej może być ?] uczelnie obficie ich wynagradzają, mimo że podobno są biedne. Fakt – moralnie biedne są nadzwyczaj.

Emigracja na Zachód się nie zmniejszyła, a nawet po wejściu do EU zdecydowanie się zwiększyła. Ocenia się, że po 2004 wyjechało ponad 30 000 młodych ludzi aktywnych na polu akademickim. Przez lata kształcimy zatem w znacznej mierze elity dla zagranicy, a nie dla Polski.

Jednocześnie nie zniesiono barier dla powrotów tych, którzy wyjechali wcześniej i nie tylko bariera finansowa była tu decydująca. Polski system akademicki pozostał kompatybilny z krajami postkomunistycznymi, stąd jeszcze w 2004 r. uznawano w Polsce dyplomy, stopnie i tytuły naukowe osiągnięte w takich krajach jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Mongolia, Korea Północna, Libia, Kuba itp. a np. wybitny polski naukowiec z kraju zachodniego mógłby być zatrudniony na polskiej, nawet kiepskiej uczelni, co najwyżej na słabo płatnym etacie adiunkta, bo przecież nie miał swoistej dla naszego systemu habilitacji. No chyba, że zrzekł się obywatelstwa polskiego ! [ udokumentowany przykład dr Zbigniewa (Ben) Żylicza].

Mieliśmy zatem do czynienia z dyskryminacją obywateli polskich przy rekrutacji pracowników naukowych na polskie uczelnie.

Do polskiego systemu akademickiego wprowadzono jednocześnie wielu naukowców z habilitacjami pochodzącymi z tzw. turystyki habilitacyjnej do krajów postkomunistycznych m. in. na Ukrainę, a następnie na Słowację.

Zatem mamy elity zakorzenione w systemie komunistycznym, także mentalnie.

Przez lata konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich ustawiane są tylko na swoich. Kryteria genetyczno-towarzyskie są ważniejsze od merytorycznych. Żaden, nawet najwyższej klasy naukowiec, o ile konkurs nie jest na niego ustawiony, nie ma wiele szans na etatowe zatrudnienie. Kiedyś o zatrudnieniu na uczelni, także o awansach, decydowała POP PZPR. Dziś nader często decydują o tym sitwy akademickie, aprobujące tylko samych swoich, którzy im nie zagrażają intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Trudno się zatem dziwić, że nasze uczelnie są słabo notowane w świecie, a co gorsza są mało przydatne dla polskiej gospodarki, której innowacyjność lokuje nas w ogonie państw europejskich.

Uczelnie są kolebkami elit, nie tylko akademickich, ale także politycznych, gospodarczych, kulturalnych , ale skoro uczelnie są kiepskie, to i elity także.

Co z wymianą kadr ?

Przy instalacji systemu komunistycznego kadry uformowane w II RP i mało przydatne, lub nieprzydatne do budowy nowego systemu, zastępowano stopniowo kadrami formowanymi przez ZMP i PZPR. Z uczelni rugowano przedwojennych profesorów, aby ci nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką. Wielu przenoszono na wcześniejszą emeryturę, lub przesuwano do utworzonej Polskiej Akademii Nauk.

Po 1968 r. kiedy wprowadzono do systemu akademickiego tzw. „docentów marcowych” za zasługi w utrwalaniu władzy ludowej, nie patrząc na kryteria merytoryczne, a katedry obsadzane jeszcze przez starych profesorów zastępowano instytutami obsadzanymi przez generację ZMP, poziom edukacji wyższej, jak i poziom moralny kadr akademickich wyraźnie się obniżał.

Okres wojny jaruzelsko-polskiej z czystkami kadrowymi dopełnił procesu degradacji środowiska akademickiego, który po 1989 r. bynajmniej nie został zatrzymany.

Po czystkach końca PRL i wzmożonej emigracji pozostała luka pokoleniowa, ale niewygodnych dla beneficjentów i tak nie przywracano na uczelnie. Nadal stanowili zagrożenie dla stabilnego patologiami środowiska akademickiego. Pozostali w nim natomiast zarówno jawni, jak i tajni współpracownicy systemu kłamstwa i ich zwolennicy. Nikogo dziś nie nie bulwersuje rektor, który na początku roku akademickiego mówi otwarcie -my oszukujemy !

Ale na oszukiwaniu, na pozoranctwie naukowym i edukacyjnym silnych uczelni nie da się zbudować.

Do tej pory nie podjęto próby dekomunizacji środowiska akademickiego, a spóźniona o lata próba lustracji spotkała się z nonkonformistycznym protestem zwykle konformistycznych kadr akademickich, które za żadne skarby nie chcą poznać swej historii.

Próby reformowania systemu akademickiego bez zmian kadrowych nie dają pozytywnego rezultatu. Negatywnie selekcjonowane środowisko akademickie, tak w PRL, jak i w III RP utrwala jedynie patologie, pozoruje edukację z nazwy jedynie wyższą i naukę na potrzeby zdobywania kolejnych stopni i tytułów, a w niemałym stopniu bezużyteczną dla nauki sensu stricto i dla społeczeństwa.

Kadry na należytym poziomie to jest jedynie margines dużej, ponad 100 tysięcznej populacji akademickiej , a i ten margines opuszcza kraj i to na stałe, szukając bardziej przyjaznych warunków dla swojego rozwoju.

Od początku III RP aż do tej pory nie podjęto należytych starań na otwarcie tego systemu na polską diasporę akademicką ani na fachowców pozostających poza murami uczelni.

Czy przy takiej polityce kadrowej jest możliwe wyjście z kryzysu ?

Czy ten system naprawi Konstytucja dla nauki ?

System akademicki próbowano w III RP wielokrotnie reformować, ale tak, aby zasadniczo wszystko pozostawało po staremu. Stąd uczelnie pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego. A poziom jeszcze się obniżył, bo relikty innego systemu – II RP – które w PRLu poziom jeszcze trzymały, całkiem już odeszły.

Zorientowany w kiepskim stanie nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, minister w rządzie „dobrej zmiany”, przystąpił do próby reformowania tego sektora, zdając sobie sprawę, że bez tego inne reformy, w tym najważniejsza – gospodarcza, nie mogą rozwinąć skrzydeł.

Po dwóch latach prac, po dziewięciu konferencjach zorganizowano Narodowy Kongres Nauki, na którym minister ogłosił projekt nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym, nazwany „Konstytucją dla nauki.”

Niestety nie jest to projekt radykalnych zmian, a takich zmian wymaga ten obszar.

Projekt konsoliduje dotychczasowe ustawy, nieco spraw modyfikuje w dobrym kierunku, więc może bezpośrednio nie zaszkodzi temu sektorowi, ale czy go poprawi znacząco ?

Konstytucja” skonstruowana jest na słabym fundamencie. Nie uwzględnia genezy obecnych kadr akademickich i nie bierze pod uwagę zmian kadrowych, bez czego trudno sobie wyobrazić możliwość przeprowadzenia głębokich reform i skuteczne ich wdrożenie w życie.

Konstytucja dla nauki” jest raczej obszerną (175 stron, 457 art.), szczegółową instrukcją obsługi uczelni, a nie dokumentem prezentującym filozofię i główny zestaw reguł, którymi uczelnie, instytucje naukowe, mają się kierować w swej działalności.

Na kształcie konstytucji zaważyła filozofia jej opracowania. Propozycje zmian przygotowywały trzy krajowe zespoły beneficjentów tego dotąd patologicznego systemu, a nie poproszono o przygotowanie osobnej wersji ustawy polskich naukowców pracujących za granicami, w dobrych ośrodkach naukowych. Warto by było z taką propozycją się zapoznać, poznać jak działają systemy bardziej wydajne i zastanowić się dlaczego polscy naukowcy w krajowym systemie mają osiągnięcia dość mierne a poza granicami kraju – znaczące.

Różnice finansowe tego nie tłumaczą wystarczająco.

Również w Polsce jedni są finansowani i niewiele co znaczącego robią, a inni i bez finansowania robią więcej, ale tych to nikt u nas nie chce !

Może tu jest pies pogrzebany – mamy nadal negatywną selekcję kadr odziedziczoną po PRLu. Negatywnie wyselekcjonowani nie chcą tak naprawdę tego systemu radykalnie zmienić i nie chcą nawet poznać propozycji zmian tych, którzy do tego patologicznego systemu po prostu się nie nadają.

Minister mówi o potężnej diasporze polskich naukowców, których by chętnie widział z powrotem w polskich ośrodkach, ale póki co, nawet ich nie ma w polskich bazach danych ludzi nauki – z małymi wyjątkami.

Jeszcze przed ujawnieniem „Konstytucji dla nauki” utworzono Narodową Agencję Wymiany Akademickiej (NAWA), która ma m. in. wspierać powroty do kraju polskich naukowców. Ale jakie zapisy ‚Konstytucji’ ich do tego zachęcą, skoro nasz system nadal nie będzie kompatybilny z systemami w których pracują ?

Który polski profesor np. z uniwersytetu Harvarda, czy z Oxfordu, zechce wrócić do Polski, gdzie nie będzie mógł promować doktorów, bo nie ma habilitacji ?

W jaki sposób osiągniemy doskonałość naukową skoro nieraz słaby doktor habilitowany – bo takich mamy coraz więcej – będzie miał większe prawa kreowania nowych naukowców z uprawnieniami niż wybitny doktor o światowym dorobku ?

Konstytucja nie stymuluje powoływania międzynarodowych komisji do oceny kandydatów na kolejne stopnie czy stanowiska naukowe. Polski doktor (nawet wykluczony z polskiego systemu akademickiego) może być członkiem takich komisji w innych krajach, ale nie w Polsce !

Projektu reform korzystnych dla polskiej diaspory akademickiej nie przygotowano.

Art. 3. 2. Konstytucji mówi : System szkolnictwa wyższego i nauki funkcjonuje z poszanowaniem standardów międzynarodowych, zasad etycznych i dobrych praktyk w zakresie kształcenia i działalności naukowej oraz z uwzględnieniem szczególnego znaczenia społecznej odpowiedzialności nauki.

Proponowane założenia odbiegają jednak od standardów międzynarodowych (szczególnie zachodnich), nie rokują nadziei na poprawę niskich zasad etycznych (czy raczej ich braku) i dobrych praktyk (często bardzo złych) w zakresie kształcenia i działalności naukowej.

W „konstytucji” nie widać skutecznych mechanizmów eliminowania patologii negatywnie wpływających na efekty nauki i edukacji.

A należało się spodziewać opcji – zero tolerancji dla patologii w nauce i szkolnictwie wyższym.

Nie prowadzi się nawet monitoringu patologii akademickich, w ustawie nie ma propozycji instancji rzecznika praw pracownika nauki/mediatora akademickiego, więc krzywdzeni pracownicy nie będą mieli gdzie się zwracać, aby takie problemy rozwiązać.

Dla zrealizowania ustawy minister zapowiada zwiększenie wydatków na naukę z obecnych 0,43 proc. PKB, z do 1% PKB, ale nie deklaruje zwiększenia efektywności wydatków.

Warto mieć na uwadze fakt, że nasze sądownictwo pochłania 1,77 % PKB przy średniej europejskiej 0,6 %, a ten sektor jest jeszcze w gorszym stanie niż sektor akademicki. Czy zatem zwiększenie środków na sektor nauki do poziomu wydatków jak w UE poprawi jego jakość ?

W ostatnich latach przeznaczono dużo środków na infrastrukturę akademicką – i co ? Infrastruktura jest na poziomie europejskim, a nauka – poniżej.

Nie ma projektu finansowania efektów pracy, a nie etatów (czasem fikcyjnych) i kontrolowaniau finansów kierowanych do sektora nauki i edukacji, mimo że wyniki tego finansowania są kiepskie.

Głęboka reforma nie może polegać na tym, że zrobi się dobrze dla beneficjentów patologicznego systemu.

Nie bez przyczyny „konstytucja” spotkała się z życzliwym przyjęciem znacznej części strony środowiska akademickiego, które na reformy radykalne zwykle reaguje protestami. To budzi obawy o pozytywne skutki reformy – w końcu to środowisko w niemałym stopniu pochodzi z negatywnej selekcji kadr i ponosi współodpowiedzialność za kiepski stan nauki i edukacji w Polsce.

Bez przeniesienia w stan nieszkodliwości, tych którzy znaleźli się w nauce [tzn. na etatach] z przyczyn politycznych, towarzysko – genetycznych, po ustawianych na nich konkursach, którzy szkodzili, niszczyli lepszych od siebie, którzy oszukują studentów, trudno sobie wyobrazić pozytywne zmiany.

Pozytywnym zmianom będą także zapobiegać utrzymane w systemie czynniki patogenne, jak np. brak mobilności kadr, czy wieloetatowość za zgodą rektora.

Główna wada tej „konstytucji” jest jednak taka, że jej przyjęcie w proponowanym kształcie spowoduje, że przez kolejne lata, co najmniej przez lat kilkanaście, nasz system akademicki nadal będzie niewydolny, a nasze uczelnie zapewne nie wybiją się ponad mierność.

Trudno sądzić, że po takiej reformie ogromny kapitał intelektualny Polaków, zostanie należycie wykorzystany do budowy takiej Polski na jaką Polacy zasługują.