A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe

Opozycja antyreżimowa

Poznanie historii akademickiej jest możliwe

Od lat piszę, także na łamach „Kuriera WNET”, o trudnościach w poznaniu najnowszej historii polskich uczelni, instytutów naukowych. Nawet uczelniani historycy dziejów najnowszych mają z tym poznaniem trudności, których nie są w stanie/nie mają woli pokonać. Można odnieść wrażenie, że sfera akademicka weszła w okres post-historii, a zarazem post-prawdy.

A jednak ostatnio ukazała się książka autorstwa Justyny Błażejowskiej – Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018], która obala ten mit niepoznawalności historii najnowszej polskich instytucji naukowych. Prof. Włodzimierz Bolecki na okładce książki napisał „To mikrohistoria jednego niewielkiego instytutu, w którą wpisana jest makrohistoria inteligenckiej opozycji w PRL”.

Mit niepoznawalności historii

O tym, ze historia najnowsza uczelni, instytucji naukowych, jest słabo poznana/albo całkiem nieznana, można się przekonać łatwo przeszukując internet. Na ogół historie instytucji akademickich kończą się na roku 1968, a potem następuje przeskok do III RP, do dnia dzisiejszego. Pomijane są na ogół lata 70, kiedy następowało strukturalne i personalne zastępowanie ostatnich pozostałości ‚wstecznego’ systemu II RP strukturami i osobami ‚postępowymi’. Bez tego procesu nie da się zrozumieć zapaści akademickiej lat późniejszych, także w III RP.

Na podstawie wielu akademickich historii można wątpić, czy dotkliwa społecznie, i to dnia dzisiejszego, ‚epoka jaruzelska’, stan wojenny lat 80-tych, w ogóle dotknęły sfery akademickie, stąd jak najbardziej zasadne są pytania: np. Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? [Józef Wieczorek: Kurier Wnet, grudzień 2018].

Na przełomie wieków ukazała się „Czarna księga komunizmu”, u nas na uczelniach niemal przemilczana, chociaż jej współautorzy Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne] odwiedzili m. in. Uniwersytet Jagielloński, [ 16 maja 1999 r. – spotkanie w Collegium Novum UJ]; spotkanie odbyło się bez udziału jagiellońskich historyków.

Postanowiłem wtedy zainteresować tym tematem -na odcinku akademickim IPN i wystąpiłem do Prezesa IPN Leona Kieresa w sprawie opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji’ [ 2005-04-29] . Wystąpienie okazało się niestety bezskuteczne. Nie był to jeszcze dobry czas na takie badania, co zresztą wynikało również z opinii decydentów PAU. [Polska Akademia Umiejętności a Czarna Księga Komunizmu, rok 2004 – archiwum mojej Witryny Obywatelskiej]

W „Czarnej księdze komunizmu (uniwersyteckiego)” [OBYWATEL nr.2 (22)2005 pisałem: ‚Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego?
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie….’

Metodologia (nie)poznania

Z niektórych opracowań akademickiej historii najnowszej przebija heroiczny wręcz opór/strach przed poznaniem tego co ma być zbadane. Ci co walczą (podobno) o wolność badań, o wolność słowa, są chyba zbyt zniewoleni, aby mieć wolę wolnego badania, wolnego artykułowania słowa . Czasem badają akta SB, ale jakoś nie kwapią się do badań akt PZPR, nie mówiąc o aktach uczelnianych czy zainteresowaniu się historią mówioną – świadków historii. Chyba jednak wiedzą co robią. Unikanie takich tematów pozwala im na robienie karier akademickich – bez szkody dla siebie.

Po ukazaniu się opracowania Piotr FranaszekJagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 80. XX wieku. zadałem dziesiątki pytań z tym materiałem związanych [ mój Blog akademickiego nonkonformisty], ale niestety odpowiedzi się nie doczekałem. Przytoczę kilka z nich :

Dlaczego w badaniach nie uwzględniono świadków historii, szczególnie tych, którzy nie są beneficjentami, lecz ofiarami systemu ? Dlaczego materiały SB (IPN) nie są konfrontowane ze świadkami historii ?

Czy inna filozofia badań – pod kątem symbiozy PZPR-SB- nomenklaturowe władze uczelni – nie byłaby bardziej skuteczna dla poznania uniwersytetu w państwie policyjnym ?

Dlaczego w książce nie na wykazu osób mających status pokrzywdzonych (IPN) i ich opinii o przedmiocie/wynikach badań ?

Dlaczego pomijana jest działalność komisji UJ przeprowadzającej pod koniec PRL polityczną weryfikację kadr pod batutą PZPR i SB ?

Dlaczego nie ma wykazu osób usuniętych z UJ z przyczyn pozamerytorycznych w badanym okresie PRL ?

Dlaczego nie ma sprawdzenia losów osób, które w aktach SB oceniani są jako wrogo nastawieni politycznie, a w czasie weryfikacji prowadzonych przez anonimowe komisje pod batutą PZPR i SB usuwani z uczelni ?

Dlaczego nie zbadano stanu kadr naukowych z lat 80, ich zmian, przyczyn odejścia, nominacji, degradacji etc.

Dlaczego siła PZPR mierzona jest upartyjnieniem kadry akademickiej ( ilością członków PZPR) a nie ich rzeczywistą siłą, która przetrwała nie tylko weryfikacje końca PRL, ale i jeszcze się wzmocniła w III RP ?

Dlaczego nie ma wykazu aparatu partyjnego uczelni pozostającego w symbiozie z SB i władzami UJ ?

Pamięć o ofiarach polityki komunistycznej na uczelniach do tej pory jest niepożądana. Uniwersytety polskie (i nie tylko uniwersytety) są prawnymi następcami peerelowskich uczelni i spadkobiercami ich historii i ponoszą odpowiedzialność co najmniej moralną za decyzje poprzedników. Do tej pory jednak nie zadośćuczyniły ofiarom totalitarnej ideologii komunistycznej PRLu tj. osobom, które w latach 1944 – 1989 zostały wydalone z uczelni, jako stanowiące zagrożenie dla uczelni, dla systemu komunistycznego, dla formowania nowego socjalistycznego człowieka, negatywnie, zdaniem komunistycznych kolaborantów, wpływając na młodzież akademicką, wykazując niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, niezłomną nonkonformistyczną postawę, ucząc myślenia, i to krytycznego, nie hańbiąc się przynależnością do organizacji komunistycznych, a wiążąc się z organizacjami stanowiącymi zagrożenie dla systemu komunistycznego.

Do tej pory nie oszacowano, ilu nauczycieli akademickich opuściło [ zostało wypędzonych] uczelnie w czasach PRL-u z przyczyn pozamerytorycznych, do jakiego stopnia zniszczono warsztaty ich pracy. Nie określono jakie straty poniosły poszczególne uczelnie, poszczególne dyscypliny naukowe.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane ( z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami na ogół nie-historyków –[ np. w moim Lustrze nauki – np. Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Jagiellońskiego, Członkowie władz i aktywiści KZ PZPR Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1973 -1989]

Takie są chyba standardy wielu polskich uczelni/ instytutów badawczych: aby nie dopuszczać do zaistnienia niewygodnych wydarzeń historycznych.

Justyna Błażejowska autorka najnowszej historii Instytutu Badań Literackich PAN przytacza wypowiedź profesora instytutu Włodzimierza Boleckiego, który „ kilka lat temu [2012 r] powiedział, że nie rozumie, dlaczego przez 30 lat nie podjęto w Instytucie takiej podstawowej pracy, jaką powinna być praca pokazująca zaangażowanie środowiska w ruch Solidarności, w opozycję i rolę tej „Solidarności w stanie wojennym” oraz dalej

Jak były oficjalne obchody jubileuszu Instytutu czy wypowiedzi na ten temat, to zawsze był wyeliminowany epizod „Solidarności”. Zawsze […] Myśmy wzruszali ramionami na te wszystkie uroczystości, bo one były, jeżeli chodzi o historię Instytutu, tak tendencyjne, tak- można użyć tego słowa – zmanipulowane, albo tak selektywne, że po prostu przestały istnieć….. czyli – krótko mówiąc- jak gdyby jakiś wielki obszar naszej działalności został przez kogoś celowo przykryty, stłumiony, niedopuszczony do zaistnienia” .

Historia jednak poznawalna

Justyna Błażejowska, której książka jest zarazem doktoratem na temat opozycji antyreżimowej w Instytucie Badań Literackich, zastosowała odmienną od standardowej metodologię badań, wykazując, że najnowsza historia tego instytutu jest poznawalna i zarazem pokazując kolejnym badaczom drogę poznawania akademickich historii .

Prof. Włodzimierz Bolecki w recenzji tej pracy doktorskiej tak napisał:Doktorantka wykonała więc gigantyczną kwerendę archiwalną poszukując informacji o IBL i jego pracownikach w Archiwum Akt Nowych (przeszukując m. in. materiały Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR, Wydziału Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego KC PZPR). Dokonała też bardzo głębokiej kwerendy w Instytucie Badań Literackich PAN, sięgając po protokoły z posiedzeń Rady Naukowej oraz różnych zebrań kierownictwa i pracowników Instytutu, dotarła do prywatnych archiwów pracowników IBL (np. prof. Witkowskiej), do zgromadzonych w Dziale Kadr ich teczek osobowych, do materiałów Komisji Zakładowej Solidarności (ocalonych w stanie wojennym przez Ś.p. dr Annę Bujnowską), do kolekcji osobistych działaczy „Solidarności” znajdujących się w Archiwum Karty. Doktorantka badała też archiwum ZLP, sięgnęła po niepublikowane wywiady z pracownikami IBL, a także po filmy i inne wypowiedzi ustne oraz liczne dokumenty drukowane – to znaczy artykuły, raporty, omówienia, książki naukowe i literackie, publikacje krajowe, emigracyjne, oficjalne, drugoobiegowe, etc. Osobną kategorię źródeł wykorzystanych przez Doktorantkę stanowią materiały IPN dotyczące IBL, do których mgr Błażejowska dotarła dzięki wieloletniej i głębokiej kwerendzie. Materiałów, do których dotarła Doktorantka jest znacznie więcej, ale już te, które wymieniłem, dają obraz ogromu pracy wykonanej przez Autorkę recenzowanej rozprawy i nowości jej przedsięwzięcia badawczego.”

Instytut Badań Literackich PAN to była ważna placówka akademicka w okresie Polski Ludowej, która powstała w 1948 r. aby przyspieszyć tworzenie jedynie słusznej nauki o literaturze, opartej na zasadach marksizmu-leninizmu, dla kształtowania „inżynierów dusz’, bez których trudno by było zbudować postępowy i przodujący system. Rzecz jasna ta nauka miała opierać się na wzorcowej nauce radzieckiej, która jak to często bywa z naukami przymiotnikowymi, z nauką sensu stricto niewiele miała wspólnego, a nader często stanowiła jej zaprzeczenie.

O historii IBL na stronie instytutu niewiele można się dowiedzieć, szczególnie o okresie Polski Ludowej – czyli standard .

Podano jednak, że „ Zgodnie z aktem założycielskim, był samodzielną placówką naukową, podległą zrazu Ministrowi Oświaty, a wkrótce – Ministrowi Szkół Wyższych i Nauki. Po trzech latach Instytut został włączony w strukturę Polskiej Akademii Nauk (na mocy uchwały Rady Ministrów z 9 lipca 1952 r.), stając się pierwszą placówką Wydziału I Nauk Społecznych PAN. Inicjatorem utworzenia Instytutu był Stefan Żółkiewski „

W Instytucie Badań Literackich zatrudniono ludzi przejętych bardzo postępem i wdrażaniem go w życie Polski Ludowej. Współzałożycielem IBL był Jan Kott, blisko związany z władzą komunistyczną, współzałożyciel i redaktor lewicowego tygodnika Kuźnica, ale po przejściu do opozycji po 1968 r. przez władze PRL pozbawiony tytułu profesora.

Niestety w książce brak jest wykazu kadry badawczej IBL w ujęciu historycznym . Jest natomiast spis materiałów osobowych kadr IBL, w których figuruje wiele znanych w domenie publicznej nazwisk m. in. Michał Głowiński, Maria Janion, Jadwiga Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Jan Józef Lipski, Zdzisław Łapiński, Jerzy Łojek Henryk Markiewicz, Zdzisław Najder, Witold Nawrocki, Barbara Otwinowska, Andrzej Paczkowski, Jan Prokop, Jarosław Marek Rymkiewicz, Piotr Stasiński, Stefan Treugutt, Jacek Trznadel, Jan Walc, Wiesław Władyka, Kazimierz Wyka, Roman Zimand, Maria Żmigrodzka i in. Z obecnie pracujących w IBL PAN znany jest Włodzimierz Bolecki, recenzent pracy.

Byli to pracownicy o nader złożonych biografiach i poglądach, i nie wszyscy nadawali się do bycia ‚inżynierami dusz’ w służbie socjalistycznego postępu, a wielu należało – jakkolwiek nie od początku- do opozycji antyreżimowej, co jest przedmiotem książki Justyny Błażejowskiej, słusznie tak pozytywnie ocenianej przez obecnego pracownika IBL profesora Włodzimierza Boleckiego, I przewodniczącego Komisji „S” w IBL

Warto zauważyć, że o prof. Włodzimierzu Boleckim, a nawet o istnieniu ‚S” IBL, czy strajku okupacyjnym w Pałacu Staszica 15 grudnia 1981 r. nie ma nawet wzmianki w Encyklopedii Solidarności, a także w źródłowym opracowaniu ‚Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL’ – IPN.

To zastanawiające, ale nie wyjątkiem w pisanych dziejach „Solidarności” akademickiej.

Autorka dokumentuje procesy zachodzące w IBL na przestrzeni dziesięcioleci, które odkreśla słowami „ od uległości do niezależności”, wskutek czego IBL zamiast służyć rozwojowi marksizmu, stał się miejscem pracy osób ze środowisk antysocjalistycznych, stanowiących opozycję antyreżimową sprawiającą kłopoty zarówno przewodniej sile narodu, jak i SB.

Autorka podkreśla, że ‚do samego końca PRL o obsadzie stanowisk kierowniczych w placówkach badawczych decydował Wydział Nauki i Oświaty / Wydział Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego Komitetu Centralnego PZPR”. Mimo zmieniających się okoliczności komuniści nie rezygnowali z wypracowanych 1 sprawdzonych metod nadzoru.” To samo miało miejsce w innych placówkach akademickich, ale nadworni historycy wbrew faktom nieraz temu przeczą.

Autorka podkreśla, że ‚pozbawienie etatu lub odebranie możliwości jego otrzymania było jedną z najczęstszych represji stosowanych wobec osób prowadzących działalność „antypaństwową”.

Pisze o weryfikacji kadr z roku 1985 , która odbywała sie według kryteriów pozanaukowych, w celu usunięcia wytypowanych, niewygodnych pracowników. Ta weryfikacja wpisywała się w przygotowaną, także od strony prawnej, polityczną weryfikację kadr akademickich końca PRL-u, przeprowadzoną w instytutach badawczych i uczelniach, o czym władze akademickie III RP, a także nadworni historycy, nie chcą nawet wiedzieć (Józef Wieczorek – Zapomniana wielka czystka akademicka, Kurier WNET, styczeń 2019).

Książkę należy polecać historykom dziejów najnowszych, szczególnie uniwersytetów, które przeszły przez okres Polski Ludowej, a nade wszystko Uniwersytetowi Jagiellońskiemu – wzorcowej uczelni, której historycy do tej pory nie mogą sobie poradzić z poznaniem historii w czasach komunizmu, w tym podczas stanu wojennego.

Mamy jednak dowód, że akademicka historia tego okresu jest poznawalna, więc akredytowane instytuty historii winny się zabrać do rzetelnej pracy albo stracić akredytacje.

Tekst opublikowany w: Kurier WNET, kwiecień 2019 r.

Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach

Screen Shot 02-18-19 at 08.25 PM

Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach

Niemiecką politykę historyczną zakłamującą prawdę o historii najnowszej prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski określił mianem ‚imperializmu kulturowego, który ma na celu zmianę świadomości świata na temat niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej.‚ W ramach tej polityki Niemcy starają się zrzucić z siebie odpowiedzialność za zbrodnie, przerzucając ją na tzw. nazistów – pozbawionych narodowości i działających na terenie obozów zagłady, zwanych nader często przez niemieckie media ‚polskimi obozami koncentracyjnymi’, co w odbiorze publicznym skutkuje współodpowiedzialnością Polaków za dokonane przez Niemców zbrodnie.

Żyjący do tej pory świadkowie, ofiary niemieckich zbrodni, zmuszeni są walczyć o prawdę przed polskimi, a także niemieckimi sądami. Z różnymi skutkami.

Karol Tendera kontra ZDF – w imię prawdy

Karol Tendera, 96 letni były więzień KL Auschwitz numer 1000430 i KL Birkenau,
od wielu lat prowadzi batalię z niemiecką publiczną telewizją ZDF, która na swojej stronie internetowej umieściła określenie „polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz” . Ofiara niemieckich zbrodni domaga się zakazania stronie pozwanej rozpowszechniania określeń „polski obóz zagłady” lub „polski obóz koncentracyjny”, a także przeprosin wraz z ogłoszeniem ich w prasie i na portalu.

Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił powództwo Karola Tendery, reprezentowanego przez Mec. Lecha Obarę. Sąd Apelacyjny zmienił jednak wyrok, nakazując stronie pozwanej przeprosić naród polski i Karola Tenderę. Ponieważ ZDF uchylała się od wykonania wyroku, sprawa trafiła pod Wyższy Sąd Krajowy w Koblencji, który przyznał rację Karolowi Tenderze. Według mec. Obary to postanowienie niemieckiego sądu jest przełomowe, gdyż otwiera Polsce możliwość dochodzenia prawdy historycznej na terenie Niemiec. Możliwość została otwarta, ale realizacja tej możliwości jeszcze nie. Po stronie ZDF stanął niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości, twierdząc, że wyrok sądu w Koblencji nie może być egzekwowany w Niemczech, bo naruszałby fundamentalne prawo wolności opinii oraz mediów.

Została więc złożona skarga do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego i można sądzić, że w końcu skarga Karola Tendery trafi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Karol Tendera walczy nie o zemstę, lecz w imię prawdy. W uznaniu zasług na tym polu 30 listopada 2017 r. w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” dyrektor Krakowskiego Oddziału IPN wręczył Karolowi Tenderze nagrodę „Świadek Historii”.

 1 Karol Tendera świadkiem historii.jpg

Instytut Pamięci Narodowej w imię prawdy historycznej otworzył witrynę edukacyjną o niemieckich obozach na ziemiach okupowanej Polski w latach 1939- 1945 [ https://truthaboutcamps.eu/] zawierającą m. in. tworzoną bazę danych o SS-manach pełniących w KL Auschwitz I-III służbę wartowniczą, występując też do Interpolu o pomoc w odnalezieniu około 1600 esesmanów z załóg obozów koncentracyjnych, którzy mogą jeszcze żyć i nigdy nie zostali skazani.

Na portalu IPN informuje „ W okupowanej przez Niemców Polsce nie istniały i istnieć nie mogły „polskie” obozy zagłady, śmierci czy koncentracyjne. Obozy te tworzył niemiecki okupant w celu zrealizowania swej zbrodniczej polityki unicestwienia bądź zniewolenia ludzi różnych narodowości – również Polaków.”

Jest zdumiewające, że po tylu latach od zakończenia II wojny światowej, o tę elementarną prawdę ofiary zbrodni muszą walczyć przed sądami, i to nie zawsze z sukcesem.

Kpt. Zbigniew Radłowski – Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę

Po pozytywnym dla strony polskiej wyroku sądu w sprawie serialu „ Nasze matki, nasi ojcowie” kpt. Zbigniew Radłowski – żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu KL Auschwitz – zwrócił się do wszystkich młodych Polaków słowami: „wszystko jest w waszych rękach i w waszych sercach. Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę, żebyście nie musieli wstydzić się i przepraszać za winy niepopełnione przez waszych ojców, dziadów czy pradziadów”.

2 Kapitan Radłowski

Ten 94 letni kombatant wraz ze Światowym Związkiem AK pozwał twórców serialu za naruszenie dóbr osobistych. Działania prawne przeciwko producentom serialu prowadziła krakowska kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy.

Adwokat Monika Brzozowska-Pasieka na stronie kancelarii przytacza oświadczenie końcowe. Kpt. Zbigniewa Radłowskiego wygłoszone na rozprawie 14.12.2018 roku.

Wysoki Sądzie,

ze względu na stan zdrowia nie mogłem być osobiście obecny na rozprawach procesowych, nie mniej uważnie śledziłem ich przebieg. Myślę, że moi pełnomocnicy, powołani biegli i świadkowie bezspornie udowodnili, iż obraz AK pokazany w serialu jest niezgodny z fundamentalnymi i dobrze znanymi faktami historycznymi, że sekwencje serialu dotyczące AK zostały zrealizowane według najlepszych wzorów hitlerowskiej propagandy…..

Dla mnie – jak i dla milionów Polaków – jest jasne: żeby nas obarczyć niepopełnionymi przez nas zbrodniami. Żeby te wartości, które są najcenniejsze w narodzie polskim, a które reprezentowało AK, znowu wytarzać w błocie. Żeby tych wszystkich wspaniałych i odważnych polskich patriotów, którzy walczyli w szeregach AK jeszcze raz upokorzyć….”

Reduta Dobrego Imienia monitorująca i wspierająca przebieg procesu tak ocenia niemiecki serial „ cały serial w bardzo specyficzny, negatywny sposób pokazuje Armię Krajową i jej żołnierzy i to we wszystkich scenach, w których pojawia się „oddział AK”…. Oddział pokazany jako część Armii Krajowej sprawia wrażenie bandy rabunkowej utworzonej z kryminalistów, poubieranych w półcywilne, półwojskowe niby-mundury. Wszyscy członkowie tego oddziału zieją nienawiścią do Żydów. …..

3 -RDI 2016  Nasze matki.jpg

Po niemal trzech latach trwania procesu, przesłuchaniach świadków, odtworzeniu całego serialu na sali sądowej, zapadł jednak wyrok korzystny dla strony polskiej.

Kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy tak informuje o wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie W piątek 28.12.2018 r. W krakowskim sądzie okręgowym zapadł precedensowy wyrok w sprawie przeciwko producentom serialu ‚Nasze Matki Nasi Ojcowie’. Sąd podzielił argumentację Powodów – kapitana Z. Radłowskiego oraz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – którzy domagali się przeproszenia, zaniechania dalszych naruszeń oraz zadośćuczynienia. Sąd nakazał producentom serialu tj. Niemieckiej telewizji oraz firmie UFA- Fiction przeproszenie w polskiej telewizji, na kilku kanałach telewizji niemieckiej oraz na stronach internetowych producentów.

Wyrok zamieszczony jest na stronie tej kancelarii, a nagranie z ogłoszenia wyroku na moim kanale You Tube [Józef Wieczorek TV].

Proces był także dokumentowany przez niezależnych dziennikarzy [m. in. przeze mnie]. W rozprawach brała udział publiczność [kilkanaście do kilkudziesięciu osób], co ma znaczenie dla społecznej kontroli pracy sądów.

Wyrok w sprawie serialu nie jest prawomocny, a telewizja zapowiedziała odwołanie się od tego wyroku, jako że krakowski sąd podobno nie uwzględnił w należytym zakresie wolności twórczości artystycznej.

Sąd określił rzeczywiście, że wolność dowolnego fałszowania historii, naruszania dóbr osobistych ma swoje granice. Ten serial nie był filmem kategorii science fiction, lecz filmowym środek do realizacji określonej polityki historycznej, przeznaczonym dla młodego pokolenia Niemców, aby ci nie czuli wyrzutów z powodu czynów swoich matek i ojców.

Matka Krystiana Brodackiego zniesławiona

Z grupy procesów w ramach walki o prawdę historyczną, trzeba przypomnieć także proces Krystiana Brodackiego z polskojęzycznym portalem onet.pl kontrolowanym przez niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska.

Sprawa dotyczyła zdjęcia jako ilustracji tekstu o prostytucji kobiet podczas okupacji . opublikowanego 15 marca 2016 roku na stronie tego portalu.

4 -Krystian Brodacki rozprawa 7 grudnia 2017.jpg

Jedną z tych kobiet, prowadzonych na egzekucję w Palmirach, była rozpoznana na zdjęciu matka Krystiana Brodackiego – konspiratorka Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej, która została rozstrzelana przez Niemców w Palmirach wiosną 1940 r. Maria Brodacka pomagała w ucieczce żydowskiemu oficerowi PLAN i została wydana gestapo przez nianię jej 2,5-letniego syna Krystiana Brodackiego, który jako 2,5 letnie dziecko został sierotą.

Sprawa została wygrana i onet.pl musi przeprosić za zniesławienie matki Krystiana Brodackiego i naruszenie Jego dóbr osobistych.

Krystiana Brodackiego reprezentowała mecenas Monika Brzozowska-Pasieka, sprawę wspierała Reduta Dobrego Imienia, a proces był obserwowany przez środowiska patriotyczne i dokumentowany przez niezależnych dziennikarzy ( także przeze mnie).

Jaką politykę historyczną promuje wydawnictwo ZNAK ?

Niestety czasem można odnieść wrażenie, że niemiecka polityka historyczna mająca na celu podzielenie się współodpowiedzialnością za holocaust, cieszy się wsparciem niektórych wydawnictw polskich. Ostatnio w wydawnictwie „Znak” ukazała się książka Michała Wójcika -Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci”, stanowiąca zbeletryzowaną rekonstrukcję buntu więźniów żydowskich, zwanego też powstaniem, w niemieckim obozie zagłady Treblinka II. Książka jest oparta na bogatej bibliografii [ źródła pisane, zeznania świadków, relacje, wspomnienia, dokumenty …] sprawnie, ciekawie napisana, jednakże wyraźnie tendencyjna, obarczająca Polaków – w tym AK, Delegaturę Rządu na Kraj – przynajmniej bezczynnością wobec zagłady, a nawet wobec uciekinierów z obozu. Np. na str. 253 autor pisze „ ….nie udało się znaleźć potwierdzenia „braterstwa broni” w dostępnych źródłach, to jeszcze okazało się , że „eskortowanie” uciekinierów odbywało się …za pieniądze. Czyli uciekinierzy wykupili u rybaków usługę promową „.

To, że za pomoc Żydom – obojętnie, czy za opłatą, czy bez – groziła w Polsce kara śmierci, autor ‚taktowanie’ nawet nie wspomina. Skoro uciekinierzy opłacali ratujących ich rybaków, to zasługa tych rybaków jest żadna – po prosty realizowali ‚usługę transportową [sic. !] Stosując podobną ‚logikę’, ukrywanie Żydów w okupowanej Polsce, za co Polakom groziła kara śmierci, można by nazywać wykupowaniem ‚usług hotelowych’ czy ‚agroturystycznych’, i to w nie najlepszych warunkach- mimo pobierania nieraz pieniędzy, a nie rezultatem heroicznej odwagi Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Niestety z należytymi reakcjami historyków na takie interpretacje relacji polsko-żydowskich, w okupowanej przez Niemców Polsce, przedstawianych w książkach polskich autorów, jeszcze się nie spotkałem.

Nie można być obojętnym wobec takich interpretacji, bo wtedy nasze szanse na odkłamywanie historii – fałszowanej przez naszych ciemiężców – będą znikome.

Nie można być obojętnym wobec pięknego testamentu Kpt. Zbigniewa Radłowskiego, który w pierwszej kolejności winien być realizowany przez polskich historyków.

Polityka historyczna polskich uczelni

Fakty dowodzą, że z polityką historyczną Niemiec, ewidentnym fałszowaniem przez nich własnej niezbyt odległej przeszłości, można walczyć przed polskimi sądami, nawet z pozytywnymi skutkami. Takie są fakty. Niestety nie mogę przytoczyć przykładów skutecznej walki, także przed polskimi sądami, z polityką historyczną polskich uczelni , które w ewidentny sposób zakłamują swoją historię. Przykłady takiej polityki historycznej opisałem w ostatnich numerach Kuriera WNET [Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? -grudzień 2018, Zapomniana wielka czystka akademicka – styczeń 2019 ].

Skutki społeczne takiej polityki są niekorzystne, nie tylko dla polskiej rzeczywistości akademickiej. Samo środowisko akademickie nie ma mocy sprawczej, ani nawet chęci, aby tę politykę zmienić i budować system akademicki na mocnych fundamentach historycznych. Niestety niechęć do poznania nieodległej przeszłości jest na naszych uczelniach powszechnie znana i dokumentowana w opisywanych ich dziejach.

Na przełomie wieków podjąłem nawet próbę walki przed polskim sądem z zakłamywaniem najnowszej historii wzorcowej polskiej uczelni , ale bezskutecznie. Jedynym skutkiem był swoisty lincz na sali sądowej mojej osoby, osamotnionej w walce o prawdę. Środowisko akademickie nie zdobyło się choćby na wystawienie obserwatorów ze swojej strony, nie mówiąc o rejestrowaniu i ujawnianiu wydarzeń sądowych. Czyli było całkiem inaczej, niż w przypadku pozytywnie zakończonych [ przynajmniej na pewnym etapie] spraw dotyczących niemieckiej polityki historycznej.

Przesłanie Kapitana Zbigniewa Radłowskiego: „Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę” winno dotyczyć także polityki historycznej polskich uczelni, ale jest obawa, że na to przesłanie polskie uczelnie pozostaną głuche. Jakże chciałbym się mylić.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, luty 2019 r.

Screen Shot 02-07-19 at 07.00 PM.PNG

Screen Shot 02-19-19 at 06.55 AM

Screen Shot 02-19-19 at 06.56 AM

Zapomniana wielka czystka akademicka epoki ‚jaruzelskiej’

prl nie upadl

Andrzej Krauze przed laty tak zilustrował to co ostatnio napisałem.

Zapomniana wielka czystka akademicka

Minął rok, w którym rozpoczęto wdrażanie w życie innowacyjnej Konstytucji dla nauki. Nad ustawą debatowano wiele, ale nie podjęto nawet próby odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięły obecne kadry akademickie, koncentrując się na tym, aby tym obecnym kadrom było lepiej, niż jest.

Nie ma żadnych dowodów, że te kadry są najlepsze, jakie możemy mieć – jakkolwiek tak się je traktuje nie tylko w ustawach, a wiele wskazuje na to, że te kadry są znacznie słabsze od polskich możliwości.

Nie bez przyczyny, skoro kadry akademickie przez lata komunizmu formowano w warunkach negatywnej selekcji kadr i ten sposób wiele się nie zmienił w III RP.

W PRL-u zarządzający nauką na wyższych szczeblach podlegali nomenklaturze, a na szczeblach niższych preferowano spolegliwych wobec systemu, eliminując tych, którzy stanowili zagrożenie – rzeczywiste, czy urojone – dla przewodniej siły narodu.

Trzeba też pamiętać, że ok. 1/3 polskiego potencjału akademickiego znajduje się poza granicami kraju i dla nauki uprawianej w Polsce ten potencjał jest wykorzystywany w znikomym stopniu.

Pamięć o czystce akademickiej ’68

W roku 2018 minęło 50 lat od znamiennego roku 1968, kiedy z systemu akademickiego odeszło wielu naukowców pochodzenia żydowskiego. Ta pozamerytoryczna czystka jest nadal znana w przestrzeni publicznej i nawet eksponowana na wysokich szczeblach.

Skutkiem Marca 1968 r. było zerwanie ciągłości polskiej nauki- Marzec 1968 r. stał się pretekstem nie tylko do czystek antysemickich, ale również do uderzenia we wszystkich, którzy byli wierni tradycji niezależności akademickiej, dążenia do prawdy ponad podziałami ideologicznymi” – ocenił w rozmowie z PAP wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Z Polski wyemigrowały setki, o ile nie tysiące naukowców pochodzenia żydowskiego.”

A prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 50. rocznicy Marca ’68 na Uniwersytecie Warszawskim powiedział: „Niektórzy mówią, że dzisiejsza Polska powinna przeprosić za tamten antysemicki akt dokonany przez ówczesne władze. Za to, że byli tacy Polacy, którzy się do tego wtedy przyłączyli. Za to, że wypędzono z Polski – bo tak trzeba to powiedzieć – paręnaście tysięcy ludzi.”

Fakt, że wielu naukowców i to utytułowanych, odeszło wówczas z polskich uczelni, ale wielu z nich na tych uczelniach nie powinno być zatrudnionych, ze względu na swoje poczynania u zarania instalacji systemu komunistycznego w Polsce, ze względu na współpracę z aparatem terroru (jak np. czołowe postaci tych ‚wypędzonych’ – Zygmunt Bauman czy Włodzimierz Brus], w tym udział w czystkach akademickich okresu stalinowskiego.

Ciekawe, że o tych wydarzeniach, o tej czystce roku 1968 ‚pamiętają’ ci, których jeszcze nie było na świecie lub chodzili wówczas, co najwyżej, w krótkich spodenkach.

Niepamięć o czystce akademickiej epoki ‚jaruzelskiej’

O czystkach późniejszych, które miały miejsce w epoce ‚jaruzelskiej’, jakoś się nie wspomina lub wspomina nader rzadko i oględnie. Nie podnosi się ich skutków dla degradacji systemu akademickiego, obniżenia poziomu nauki i edukacji w Polsce, jakby pamięć o tych czystkach dla dzisiejszego społeczeństwa, w szczególności dla społeczności akademickiego była niewygodna.

Wśród opozycji antykomunistycznej nieraz mówi się o braku oczyszczenia kadr akademickich u zarania III RP, ale niemal nie mówi się o oczyszczeniu kadr akademickich u schyłku PRLu !, pod batutą SB-PZPR, przez nomenklaturowe władze uczelni ! Oczyszczenia z elementu niewygodnego, wrogo, czy choćby krytycznie nastawionego do systemu komunistycznego, z elementu stanowiącego zagrożenie dla ‚przewodniej siły narodu’ i dla komunistycznego systemu wychowywania młodzieży akademickiej.

Nad tą czystką rozciągnięto zasłonę milczenia i nie ma woli, żadnej opcji, aby poznać zakres, przebieg i skutki.

Nie bada się strat wojennych na froncie akademickim podczas wojny jaruzelsko-polskiej. System opuściło wtedy wielokrotnie więcej ludzi nauki i studentów, niż w znamiennym roku ’68, i to tych, którzy nie mieli grzechów kolaboracji z systemem komunistycznym, tylko często stawiali opór antykomunistyczny.

W wyniku tej lustracji/weryfikacji nie usuwano tych, którzy byli/ współpracowali z tajnymi/jawnymi współpracownikami systemu komunistycznego, tylko tych, którzy nie byli/współpracować nie chcieli z budowniczymi systemu komunistycznego i do budowy tego systemu się nie nadawali ! Nie respektowali wartości/etyki na opak tego przestępczego (także dla nauki i edukacji) systemu.

Jedni zdołali wydostać się ze zniewolonej Polski, inni zostali zmuszeni do jej opuszczenia, inni znaleźli się poza systemem kształcenia na poziomie wyższym, aby nie wpływali na młodzież akademicką niezgodnie z principiami socjalistycznymi.

I nikt ich za to wypędzenie, nieraz dożywotnie, za zniszczenie warsztatów pracy – nie przeprasza ! Wilcze bilety im powydawane w PRL-u nadal bywają ważne, a badania tych haniebnych czystek są źle widziane.

Jeśli te kwestie się bada, to często metody i wyniki tych badań muszą budzić konsternację.

Bywa tak, że rzekome badania nad pokrzywdzeniem w PRL-u prowadzi się tylko wśród beneficjentów, którzy z sukcesem przeszli weryfikację, ale nie wśród poszkodowanych, którzy takiej politycznej, pozamerytorycznej weryfikacji – nie przeszli ! Przykładem są poczynania komisji senackiej UJ ,‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u’ , które opisałem przed laty w tekście „Powracająca fala zakłamywania historii „ ( dostępny w archiwum Witryny Obywatelskiej Józefa Wieczorka).

Mimo, że Komisja Senacka UJ badania nad pokrzywdzonymi prowadziła to jednak dokumentów z jej „badań” brak !

Nie odpowiedziano nawet na stawiane pytaniedlaczego się nie zwrócił do pracowników usuniętych z uczelni skoro miał rozpoznać krzywdy, a usunięcie z uczelni należało do krzywd szczególnie dotkliwych. Pokrzywdzonych szczególnie należałoby szukać poza murami uczelni, poza listami płac, bo zwykle pokrzywdzeni żadnych płac już w UJ nie otrzymywali, nawet jak jeszcze pracowali naukowo

pismo z uj

 Ustawy „jaruzelskie”

Czystki akademickie lat 80-tych to efekt wdrażania w życie systemu prawnego, a właściwie bezprawnego, junty Jaruzelskiego -nielegalnego dekretu o stanie wojennym, wprowadzonego przez zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym i ustaw wprowadzonych w stanie wojennym i powojennym, kiedy prawo jeszcze zaostrzano, co miało zastępować lukę bezpieczeństwa dla systemu totalitarnego, stworzoną po wycofaniu z ulic czołgów i transporterów opancerzonych.

Ustawa o szkolnictwie wyższym wprowadzona w 1982 r., przygotowana przy pewnym udziale sił solidarnościowych, ale wprowadzana w życie w warunkach terroru, bynajmniej nie uchroniła niepokornych kadr akademickich od strat. Usunięto wówczas ze stanowisk wielu rektorów, prorektorów, dziekanów pochodzących z wyborów roku 1981. Wielu młodszych pracowników pozbawiano etatów na uczelniach. Łukasz Kamiński w 2001 r [„Rzeczpospolita”] nazwał to wielką czystką, bo wnioski kadrowe” podjęto wobec 11 procent nauczycieli akademickich!

Ale ta czystka nie dała spodziewanych rezultatów dla ówczesnej junty, stąd konieczne było przygotowanie odpowiedniej nowelizacji prawa akademickiego, aby zapewnić ład i porządek na uczelniach, a przewodniej sile narodu – dominację w utrwalaniu systemu komunistycznego.

W aktach partyjnych [Źródło:AAN, PZPR, LYIII/185, b.p., mps. – w Spętana akademia tom 2 Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL. Materiały partyjne 1950-1986 Pleskot Patryk, Rutkowski Tadeusz Paweł, Wydawnictwo: IPN 2012 ] czytamy „Strategicznie kluczowym problemem naszego systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest przywrócenie wpływu partii i państwa na politykę kadrową w tych środowiskach w myśl postanowień XIII Plenum KC PZPR [z 1983 r.]. Niezbędny jest w tym zakresie kompleks przedsięwzięć legislacyjnych, organizacyjnych, politycznych i materialnych, które spowodują, że do zawodu nauczyciela akademickiego i pracownika nauki przychodzić będzie najzdolniejsza młodzież o zdecydowanych, prosocjalistycznych postawach, a niespełniających tych wymagań będą mogli być zwalniani….

Do najniezbędniejszych z nich należą: nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, przejście na kontraktowe zatrudnienie niektórych grup nauczycieli akademickich, etatyzacja uczelni, bezwzględne przestrzeganie kryteriów naukowych i ideowo-politycznych doboru kandydatów na stażystów, asystentów i doktorantów…....Akademickie i naukowe organy samorządowe muszą podjąć ostrą walkę z występującymi zbyt często w tych środowiskach lekceważeniem i selektywnym traktowaniem obowiązków służbowych, niską efektywnością i jakością pracy naukowej, dydaktycznej, a zwłaszcza wychowawczej, nieprzestrzeganiem etyki pracownika nauki i nauczyciela akademickiego socjalistycznego państwa…..”

Zgodnie z tymi dyrektywami przygotowano nowelizację prawa akademickiego (rok 1985), aby dokonać przeglądu kadr akademickich, także pod batutą SB

z teczek  SB.PNG

Współdziałanie sił partyjnych, SB, ministerstwa i władz uczelnianych okazały się owocne.

O tej weryfikacji kadr można np. przeczytać na stronach Uniwersytetu Gdańskiego „Czystka na uczelniach. Pod koniec 1985 r. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Benon Miśkiewicz podjął decyzje o zwolnieniu z kierowniczych funkcji w wyższych uczelniach około 40 osób, w tym sześciu rektorów. Minister skorzystał z uprawnień nadanych w znowelizowanej ustawie, że rektorów i dziekanów może zmienić w każdym czasie.

Największą czystkę przeprowadzono w Poznaniu, gdzie odwołano rektorów wszystkich uczelni oprócz Akademii Ekonomicznej, wszystkich prorektorów i dziekanów (z wyjątkiem jednego w UAM).

Wiązało się to z poznańskimi korzeniami ministra Miśkiewicza – po pierwsze chciał zapewnić swoim kolegom partyjne poparcie, a po drugie zapewne mścił się, że uczelnie w sposób demokratyczny wybrały nie tych, których partia sobie życzyła. Pracownicy UAM przesłali ministrowi Benonowi Miśkiewiczowi medal z jego podobizną i łacińską sentencją Vilem fieri auso , która w języku polskim oznacza: „Temu, który odważył się być podłym” z podpisem „Społeczność Akademicka”

Uniwersytet Jagielloński nie podaje takich informacji, bo badania profesorów nad pokrzywdzonymi, prowadzonymi tylko wśród beneficjentów systemu , takich pokrzywdzonych rzecz jasna nie wykazały. Widocznie dziesiątki zidentyfikowanych TW [ i setki nieujawnionych do tej pory w przestrzeni publicznej ‚jawnych współpracowników’ z PZPR] tak znakomicie ochraniały powierzony im obiekt, że rzekomo nikomu włos z głowy nie spadł ! A zatem w czasach jaruzelskich, czyli w czasie „stopniowej normalizacji systemu” [ w ujęciu profesorów UJ] – istne ‚dolce vita. [por. Kurier WNET, grudzień 2018 – Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ?]

Jednakże prawdą jest, że i na UJ dokonywano w końcu 1986 r., politycznej weryfikacji kadr poprzez oceny pozamerytoryczne wystawiane przez anonimowe – do dnia dzisiejszego [!] gremia, bez podawania uzasadnienia, bez możliwości odwołania się do niezależnej instancji, bez możliwości zaskarżenia do sądu, a wśród ocen podkreślano negatywny wpływ na młodzież akademicką, negatywną postawę obywatelską, negatywną postawę etyczno-moralną czy niewłaściwość charakteru.

Niezłomni, nonkonformiści, nie mieli żadnych szans na pozostanie na uczelni i tak już pozostało, a beneficjenci czystek zadbali o niemal absolutną nieznajomość wielkiej czystki akademickiej schyłku PRLu.

[nieco więcej na ten temat można jednak przeczytać na mojej stronie Lustracja i weryfikacja naukowców PRLhttps://lustronauki.wordpress.com/]

Tekst opublikowany w Kurierze WNET – styczeń 2019

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Screen Shot 12-05-18 at 10.36 AM

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Jak wiadomo mamy w Polsce ogromną ilość wyższych uczelni ( jak wskazują na to ich nazwy] i w tym zakresie jesteśmy potęgą, nie tylko europejską, podobnie jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów oraz stopni – szczególnie doktora habilitowanego i tytułów naukowych – profesora zwanego tradycyjnie ‚belwederskim’, choć wręczanych już nie w Belwederze, lecz w Pałacu Namiestnikowskim.

Jeśli chodzi o habilitację to już nikt nie zamierza z nami konkurować, podobnie nasz prymat jeśli chodzi o tytuły profesora belwederskiego przez nikogo nie jest zagrożony.

Jednym słowem mamy taki system tytularny, że nikt nie jest w stanie nam zagrozić i chyba nie bez przyczyny rankingi światowe takich kryteriów nie uwzględniają. Widać, nie chcą nas widzieć na czele swoich rankingów .

Na czele tych rankingów zwykle są uczelnie, takie jak Harvard, czy Oxford, ale gdzie tam im do naszych uczelni pod względem liczby doktorów habilitowanych czy profesorów prezydenckich ? Również nasi krajowi naukowcy ani chcą nawet słyszeć, żeby naszych rodaków z takich uczelni zatrudniać na naszych uczelniach, bo skoro nie są habilitowani, ani tym bardziej belwederscy, to co nam po takich ? Przecież poziom to my musimy trzymać i punkty w naszych rankingach za to dostawać !

W polskich rankingach uczelni od lat wiodą prym – największa polska uczelnia Uniwersytet Warszawski i uczelnia najstarsza – Uniwersytet Jagielloński, chyba że któraś z innych uczelni ma swój jubileusz, to wtedy ta uczelnia w rankingach może nawet zdominować te nasze najlepsze, które na pozycji lidera czasem występują wspólnie, a czasem się wymieniają, z tym że jest pewne jak któraś z nich ma swój jubileusz, to będzie tez pierwsza w rankingu.

W rankingach światowych nawet te najlepsze polskie uczelnie od lat stoją kiepsko i zwykle się mieszczą na końcowych pozycjach najlepszej światowej pięćsetki [tak jest w najbardziej znanym rankingu szanghajskim, a w innych bywa i gorzej].

Można dyskutować nad wiarygodnością tych rankingów, ale faktem jest, że te najbardziej prestiżowe w świecie uczelnie są na ich topie.

W Polsce siłą rzeczy te rankingi są kontestowane, ale jak w okresie reformowania uczelni, któraś przesunie się w górę rankingu, to ten fakt ma dowodzić skuteczności reform, mimo że skutki reformowania mogą się zaznaczyć w rankingu dopiero po kilku latach. Na taką okoliczność wiarygodności rankingu się nie podważa, lecz sukces ogłasza.

Prof. Jerzy Woźnicki jako szara eminencja polskiej nauki przez lata regulował system akademicki w Polsce, aż w końcu złapał się za głowę i ogłosił, że nauka polska jest przeregulowana. Przedłożył postulat selektywnego charakteru deregulacji w szkolnictwie wyższym, rzecz jasna nadal pozostając szarą eminencją, bo kto lepiej może naukę deregulować jak nie ten kto ją przeregulował ?https://pressto.amu.edu.pl/index.php/nsw/article/viewFile/9416/9114

Kilka lat temu zabłysnął również zdolnościami kuglarskimi na arenie rankingowej

Pisał [ https://www.rp.pl/artykul/1107897-Stworzmy-uniwersytety-badawcze.htmlW rankingach wypadamy słabo, znacznie gorzej, niżbyśmy chcieli. Dlatego część środowiska akademickiego je kwestionuje, zarzuca im tendencyjne kryteria, ale to błąd, bo te rankingi podpowiadają, co powinniśmy zrobić, by ten stan rzeczy zmienić. A co powinniśmy zrobić ? „ Prof. Woźnicki uważa, ze poprawę pozycji polskich uczelni w rankingach światowych można by osiągnąć poprzez konsolidację uczelni, nie bacząc na to czy to by spowodowało podniesienie się poziomu polskich uczelni, czy jakąś korzyść z tego miałaby nauka i polska gospodarka ?

W statystyce rankingowej zysk byłby jednak widoczny, więc taki zabieg proponuje.

Niestety w systemie akademickim mamy kuglarzy wśród decydentów, stąd stoimy w miejscu a nawet się cofamy, mimo coraz lepszej infrastruktury akademickiej i coraz wyższych uposażeń [rzecz jasna – zawsze za małych] .

Warto przecież pamiętać, że w latach 80-tych zarabialiśmy po kilkanaście, góra kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, a teraz wielu ma 1000 a nawet wiele tysięcy dolarów, co znaczy, że finansowo jesteśmy w tyle za czołówką światową, ale zdecydowanie bliżej niż w czasach PRLu, ale pod względem poziomu w konfrontacji ze światem niestety się do czołówki nie zbliżyliśmy, a wręcz odwrotnie.

Kuglarskie sztuczki nic w tej materii nie pomagają i nie pomogą.

W końcu listopada odbyła się w Warszawie konferencja nt.. „Polskie uczelnie w światowej perspektywie. Rankingi a strategiczne zarządzanie szkołą wyższą” i sam tytuł pokazuje jak nas te rankingi uwierają. Sam minister też podnosi, że kryteria rankingów dają w konsekwencji zafałszowany wizerunek polskiej nauki. https://wmeritum.pl/gowin-o-pozycji-polskiej-nauki/257349

Nie ulega wątpliwości, że gdyby w światowych rankingach były wzięte pod uwagę inne kryteria moglibyśmy być na wyższych pozycjach.

Pod względem ilości szkół wyższych bijemy przecież konkurencję europejską na głowę a tego rankingi nie uwzględniają, infrastrukturę – nieruchomości akademickie mamy jak się patrzy, znakomicie stoimy jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów.. W zakresie profesorów belwederskich nikt nas nie pobije, jeśli chodzi o habilitacje – także. To czemu się takich kryteriów nie uwzględnia ? To nas dyskryminuje i zamiast potęgi jesteśmy uważani za mizerię !

Wniosek jest oczywisty –to nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe ! – nieprawdaż ?

Póki co, świat nie chce się dostosować do naszego systemu, a młodzi naukowcy opuszczają Polskę i nie zamierzają wracać . Minister mówi o emigracji jakieś 1/3 populacji naukowców a badania mówią, że „ prawie 47 proc. pracujących za granicą polskich naukowców nie planuje powrotu do kraju; połowa spośród nich widzi korzyści z kontaktów z naukowcami z Polski…., http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31782%2Craport-prawie-polowa-polskich-naukowcow-za-granica-nie-chce-wracac-do-kraju

Gospodarka jest słabo innowacyjna a uczelnie chwalą się wynalazkami typu urządzenie do odpiaszczania nóg na plażach [https://blogjw.wordpress.com/2018/06/23/jest-sukces-reformy-gowina/

], które chyba nawet się nie przyjęły.

Jak byłem jesienią na plaży nie widziałem ani jednego takiego urządzenia, a jeno proste urządzenie – prysznicowe dla oczyszczania piesków.

psy.jpg

[Dokumentacja z wejścia na plażę w Brzeźnie- 2018 r.]

W rankingach piękności piesków zapewne stoimy wyżej.

No chyba, że ktoś na Mikołaja podrzuci nam ranking  akademicki, ale z naszymi kryteriami. Pomarzyć można, ale przecież świat porzucił już dawno św. Mikołaja .

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

2

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

[tekst pisany na trzeźwo,

przeznaczony pod trzeźwą refleksję]

Na uczelniach obowiązuje już „Konstytucja dla nauki” i mamy postulaty zwiększenia innowacyjności badań, aby je wdrażać w życie.

Jednocześnie zbliża się Barbórka, święto patronki górników i zarazem jednej z najlepszych i najbardziej potrzebnych gospodarce uczelni – Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Zdawano już sobie z tego sprawę przed 100 laty, po odzyskaniu Niepodległości i wobec odczuwalnej od dawna przez społeczeństwo polskie potrzeby, 20 października 1919 r. Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski dokonał uroczystego otwarcia Akademii Górniczej w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego.[ http://www.bg.agh.edu.pl/SLADY/AGH.php ]

To otwarcie Akademii Górniczej uważane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń dla wyłonionego z ponad stuletniego niebytu państwa polskiego.

AGH potrzebna jest nadal i trudno sobie wyobrazić bez niej rozwoju polskiego górnictwa i hutnictwa, choć uczelnia niezbyt dobrze jest notowana w rankingach światowych – tak poza pierwszą pięćsetką.

W okresie ewolucyjnego reformowania systemu akademickiego, przed kolejnym świętem Barbórki, na AGH zorganizowano I Górniczo-Hutniczy Festiwal Piwa, na którym przedstawiono ideę powołania Browaru Górniczo-Hutniczego. [ https://www.agh.edu.pl/wydarzenia/info/article/i-gorniczo-hutniczy-festiwal-piwa-w-agh/ ]

Rzec by można – dokonania ważnego kroku na drodze do piwolucji uczelni [ http://piwolucja.pl/].

Barbórkowe karczmy piwne od lat stanowią nieodłączny element uczelnianej tradycji, ale już w pierwszej połowie 2020 r. spodziewać się można inauguracyjnego piwa z Browaru Górniczo-Hutniczego.

Zatem piwolucja uczelni ma mieć tempo zgoła rewolucyjne. Na początek jego udziałowcami będą mogły zostać osoby związane ze środowiskiem uczelni, co winno, nawet w okresie niżu demograficznego i pewnego zmniejszenia zainteresowania studiami, utrzymać stan kadrowy i brać studencką w murach 100-letniej już uczelni.

Jedno jest niemal pewne, że akademicy niedługo wypiją piwo, którego sami sobie nawarzą.

Ciekawe jak wzrośnie pozycja AGH w rankingach światowychjak zostanie podniesiona innowacyjność prowadzonych na niej badań, nie tylko w zakresie browarnictwa, bo takie są oczekiwania społeczne, nie mniejsze niż u progu odzyskiwania niepodległości.

Na akademickim rynku piwnym AGH nie jest jednak prekursorem. Krakowski Uniwersytet Rolniczy ma już swój browar i prężnie działającą Krakowską Szkołę Browarniczą. [https://www.facebook.com/krakowbrewing/] .

Jak podaje serwis internetowy [https://ksb.edu.pl/tamarynka-piwo-jubileuszowe-niepodleglosci/?fbclid=IwAR3-jSqDeiGBl1Nu0eIW326vCdHDR1R01XX8vZkL2aTp3w4v3v1Bvdp76lY

Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie włączył się do radosnego świętowania i wzmacniania polskiej wspólnoty. Z tej okazji Krakowska Szkoła Browarnicza – Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, działająca na Wydziale Technologii Żywności naszej Uczelni wydaje limitowaną edycję piwa jubileuszowego. Jest to wyjątkowe piwo w stylu polski lager, uwarzone z użyciem tylko jednej, polskiej, klasycznej odmiany chmielu –Marynki.”

Nie wiem, czy limitowanie edycji jest dobrą opcją na wzmocnienie polskiej wspólnoty, która przecież się rozpada.

Jednakże reagując na zapotrzebowanie społeczne Uniwersytet Rolniczy otworzył browarniczy kierunek studiów podyplomowych, a także pionierskie, doktoranckie studia z browarnictwa [https://www.rp.pl/Edukacja/310289951-Studia-doktoranckie-z-browarnictwa-w-Krakowie.html ;https://www.facebook.com/krakowbrewing/].

Konkurencja na akademickim rynku piwnym jest coraz większa, ale jak na razie nie zanosi się na utworzenie Małopolskiej Wyższej Szkoły Piwa, choć taka szkoła mogłaby osiągnąć wysokie miejsca w rankingach światowych.

Jesteśmy jednak dopiero na początku piwolucji akademickiej, więc w ramach wdrażania w życie „Konstytucji dla nauki” na kolejną Barbórkę może taka nowa uczelnia zostanie uruchomiona.

Zapotrzebowanie na piwo jest nie mniejsze niż zapotrzebowanie na polski sukces akademicki.

Jak terapia piwna polskiej nauki się uda, to będziemy potęgą.

Ale przestrogi dla Polski nadal są wskazane.

Trzeba mieć bowiem na uwadze, że na Uniwersytecie Jagiellońskim, matce rodzicielce innych polskich uczelni, przed kilkunastu już laty rozpoczęto produkcję wina uniwersyteckiego,[ https://nfajw.wordpress.com/2008/11/14/alma-mater-ma-swoje-wino-ale-nadal-nie-ma-swojego-nobla/ ] a nawet uruchomiono studia enologiczne, zapewne biorąc pod uwagę, że in vino veritas [ w winie prawda], jednocześnie rezygnując z tradycyjnego poszukiwania prawdy usuwając zapisy w tym względzie ze statutu uczelni [w jubileuszowym roku 2000].

Produkcja wina uniwersyteckiego rośnie, spożycie wyszło poza mury uczelni, a uczelnia i jej koryfeusze, jak prawdy nie mogli znaleźć, tak nadal nie mogą. Jakby całkiem się zatracili i to nie tylko w święto Bachusa. [ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/]

Biedna ta nasza Polska akademicka, zatacza się, a nawet stacza coraz bardziej. I pomyśleć, że u progu odzyskania niepodległości była na jak najlepszej drodze. [ https://blogjw.wordpress.com/2018/08/17/akademickie-szlaki-ku-niepodleglosci/]

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

1.jpg

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

Poprawiona po dyskusjach społecznych „Konstytucja dla nauki” zawiera projekt dezubekizacji uczelni – częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z uwikłania komunistycznego w PRL. I to jest jej plus.

W przypadku jej przyjęcia osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły być profesorami, rektorami, dziekanami czy kierownikami katedr na uczelniach, nie będą mogły pełnić funkcji w ważnej dla systemu akademickiego Radzie Doskonałości Naukowej, ani funkcji kierowniczych, czy eksperckich w Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

To krok w dobrą stronę, choć spóźniony o ponad ćwierć wieku i zbyt krótki, bo dezubekizacja nie wyklucza całkiem pracowników i współpracowników SB z systemu akademickiego, ale tylko z funkcji kierowniczych i eksperckich.

Zasługi” towarzyszy na uczelniach

Projekt ustawy niestety nie obejmuje dekomunizacji przestrzeni akademickiej, także personalnej – i to jest jej wada.

Wiadomo przecież, że głową tego systemu była partia komunistyczna (PZPR wspierana przez partie/stronnictwa sprzymierzone) i to ona decydowała także o organach bezpieczeństwa. To PZPR była przewodnią siłą narodu, także w sektorze akademickim, a na uczelniach przede wszystkim.

Bez poparcia, a przynajmniej przyzwolenia, nie można było na uczelniach pracować, a w okresie instalacji systemu nawet studiować [zakaz dla wrogów systemu, żołnierzy wyklętych , ich rodzin …], nie były możliwe awanse, wyjazdy zagraniczne. Im wyżej w hierarchii akademickiej, tym rola partii była większa. Do doktoratu wystarczyło na ogół przyzwolenie POP PZPR, gdy na szczeblach wyższych, decydenckich, awanse musiały przechodzić przez Komitet Wojewódzki, a nawet Centralny.

Kryteria merytoryczne miały mniejsze znaczenie od kryteriów politycznych, stąd negatywna selekcja kadr akademickich była oczywistością i nie bez przyczyny odchodzenie kadr formowanych w II RP i wchodzenie do systemu kadr chowu ZMP/PZPR-owskiego powodowało stopniowe obniżanie poziomu merytorycznego i moralnego kadr akademickich.

Proces ten nasilił się po wprowadzeniu do systemu akademickiego tzw. ‚docentów marcowych’, nie za zasługi naukowe, tylko za zasługi dla utrwalenia władzy ludowej, szczególnie podczas wydarzeń roku 1968 r.

Zmiany strukturalne, zastępowanie katedr- obsadzanych jeszcze przez ‚starych’ profesorów – instytutami kierowanymi już przez nową kadrę wychowaną w Polsce Ludowej, miały trwałe, negatywne skutki dla poziomu uczelni.

Komunista u władzy – zapisane w dzienniku

Ilustrację tego, co się działo wówczas na uczelniach mogą stanowić zapiski Karola Estreichera, w których wybitny historyk opisał m. in. poczynania rektora Mieczysława Karasia, który pragnął dokonać zamiany ‚Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów ‚ co w niemałym stopniu mu się udało:

Karaś …. już w trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nigdy nie traktował tak służby jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre nie tając kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje.

Mianowanie rektorem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób — profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbieżne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dyrektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł —wszyscy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji.

Od niego zależą awanse, nagrody, pozwolenia, opinie, paszporty. Sfora urzędników i sekretarzy donosi codziennie Jego Magnificencji Obywatelowi Rektorowi ostatnie plotki. Zależnie od nich rektor wydaje decyzje. Chce o wszystkim wiedzieć, aby karać lub nagradzać……

Senat nie istnieje. To ciało rządzące kiedyś Uniwersytetem składa się obecnie z profesorów — przedstawicieli Wydziałów — zastraszonych lub leniwych, oraz z urzędników administracyjnych, partyjnych przedstawicieli młodzieży, delegatów związku zawodowego, etc…

Na posiedzenie Senatu przynosi się sterty teczek z rozmaitymi, nic nieznaczącymi, sprawami i po kolei uchwala się wnioski stawiane przez rektora Karasia.

Jakiekolwiek zabranie głosu, próba przedstawienia odmiennego stanowiska są niewskazane. Rektor przerywa brutalnie, krótko. Ścina dyskusje, mrozi atmosferę. Nikt nie chce zabrać głosu, a zresztą są to wszystko sprawy drugorzędne.

Rektor zarządza, mianuje, odwołuje kierowników naukowych instytutów, zakładów, katedr. Odwołuje kierownika bez zawiadomienia, mianuje nowego nie licząc się z opinią pracowników.

.przez dwadzieścia lat rządów na Uniwersytecie doprowadził do rozkładu i upadku wielu jego instytucji.

Dzięki oparciu o Partie Karaś faktycznie rządzi od 1957 roku.

Raz jest pierwszym sekretarzem POP-u, kiedy indziej dziekanem, potem prorektorem

[Karol Estreicher, Dziennik wypadków t. V. 1973-1977, s.489-90]

Postępujący rozkład uczelni

To tylko jeden ‚przypadek”, a przecież tak się działo i na innych uczelniach, nie bez przyczyny doprowadzanych do rozkładu, szczególnie po dojściu do władzy junty Jaruzelskiego w latach 80-tych, kiedy eliminowano pracowników młodszych, niepokornych, niespolegliwych wobec systemu kłamstwa promującego oportunistów.

Potężna emigracja młodych Polaków w latach 80-tych wyprowadziła z systemu akademickiego tysiące aktywnych ludzi zasilających uczelnie krajów Zachodnich, czy to jako studenci, czy jako pracownicy.

To spowodowało poważne osłabienie intelektualne polskiego systemu akademickiego, jakkolwiek do tej pory nie zbadane należycie. Można jednak ocenić, że utraciliśmy wtedy w wyniku emigracji co najmniej 20 % potencjału akademickiego.

Dotkliwe dla kadr akademickich były polityczne weryfikacje kadr akademickich, prowadzone w dwóch falach- po wprowadzeniu stanu wojennego (1982 r.) i przed transformacją ustrojową (1986/87). Eliminowano wówczas przede wszystkich młodych naukowców, nonkonformistów, negatywnie nastawionych do systemu komunistycznego, co spowodowało, że na początku III RP mieliśmy do czynienia z luką pokoleniową.

Mamy do dziś konformistyczne kadry akademickie, które się ostały na uczelniach i formowały sobie podobnych, w ramach ustawianych konkursów, ‚chowu wsobnego’, awansowania ‚samych swoich’ – bez czynnika zewnętrznego/kontrolnego.

Objaśnianie kiepskiego stanu obecnych kadr akademickich brakiem oczyszczenia uczelni z kadr komunistycznych po 1989 r. nie jest wystarczające. Trzeba pamiętać o usunięciu ze środowiska akademickiego elementu antykomunistycznego !

Element komunistyczny i pro-komunistyczny natomiast przeszedł te weryfikacje z sukcesem. Niestety część Solidarności wręcz broniła towarzyszy na uczelniach, dzięki czemu mogli oni sprawować funkcje kierownicze w III RP, nawet dłużej niż w PRL i sprawują je nieraz do dnia dzisiejszego. Ich ofiar często nikt nie bronił, także Solidarność, stąd bywa, że ci ludzie pozostali wykluczeni z uczelni do dnia dzisiejszego.

Czemu nie ma należytych badań ?

Tego procesu jakoś się nie bada, nie chce się poznać, mimo że badania winny odpowiedzieć na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Jest to istotne dla wszelakich prób reformowania systemu.

Nie są znane straty ‚wojenne’ Solidarności akademickiej, nie są znani imiennie członkowie komisji politycznych weryfikacji kadr akademickich. Na ogół nie są znane struktury partyjne uczelni, mimo że to one decydowały niemal o wszystkim.

Nawet ci, którzy nie boją się ujawniać tajnych współpracowników SB, boją się ujawniać składów struktur partyjnych, o ile one gdzieś się jeszcze zachowały, mimo niszczenia dokumentów z czasów PRLu.

IPN ujawnił nieco dokumentów partyjnych dotyczących PAN [Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL – IPN, 2009, 2012 ] demaskując nieco funkcjonowanie systemu, ale bez dokumentacji szczebla podstawowego. Znamienne było niszczenie dokumentacji partyjnych u schyłku PRL, co powoduje, że im historia nam bliższa, tym słabiej poznana – a w gruncie rzeczy zafałszowana.

Potrzebne jest opracowanie ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i szkolnictwie wyższym’, o co występowałem kilkanaście lat temu, ale bez skutku.

W dokumentach władz Polskiego Towarzystwa Historycznego można znaleźć takie argumenty:” Nawet jeśli pewne zagadnienia z przeszłości są trudne i bolesne to na wspólnocie historyków spoczywa odpowiedzialność rzetelnej ich analizy” ale jakoś nie widać, aby ta wspólnota działała odpowiedzialnie i rzetelnie na rzecz poznania tych ‚trudnych i nieraz bolesnych’ kart historii akademickiej pod okupacją komunistyczną.

Co więcej niektóre dzieła historyczne zostały tak w swoisty sposób ‚zdekomunizowane’, że nawet nie ma w nich takiego słowa jak komunizm [przykład Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, -Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r. ) a historycy jakoś nie protestują przeciwko takiemu zakłamywaniu historii uczelni. A przecież jest to ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za krzewienie prawdy historycznej są przecież opłacani z kieszeni podatnika !

Nawet w opracowaniach wydawanych przez IPN można czytać o tym ilu na uczelniach było tajnych współpracowników SB, ale nie ma wykazów kadr partyjnych, ani nie ma strat osobowych uczelni w latach-80-tych, mimo politycznych weryfikacji kadr.

Zatem na podstawie tych prac można by sądzić, że tajni współpracownicy znakomicie ochronili powierzone im do ochrony obiekty uczelniane, a ‚przewodnia siła narodu’ znakomicie przewodziła kadrom akademickim, tak że nie było potrzeby jej zastępować ani podczas transformacji, ani później.

Odnosi się wrażenie, że etatowi historycy nie chcą nawet poznać tego co badają !

To prowadzi niestety do obecnego stanu [nie]poznania historii nauki i edukacji wyższej w PRLu, szczególnie u jego schyłku i przekłada się na sposób reformowania systemu akademickiego.

‚Konstytucja dla nauki’ nie przewiduje dekomunizacji na uczelniach, tak jakby uczelnie/ instytuty naukowe stanowiły obszary eksterytorialne niedotknięte tym systemem kłamstwa.

Etatowym kadrom akademickim – beneficjentom systemu – to całkiem odpowiada, więc się nie buntują przeciwko takiej reformie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET 3/2018

50 rocznica marca 68′ – wkurzyć się można.

awatar

50 rocznica marca 1968 – wkurzyć się można.

Kolejna rocznica marca 68 roku. Tym razem okrągła – 50-ta, więc głośno o niej medialnie, jak i politycznie. Marzec ’68, uznano za Ogólnopolski Ruch Społeczny Przeciw Komunizmowi, jako symbol drogi do wolności i symbol solidarności, co podkreślał premier Mateusz Morawiecki.

Głos zabrał Sejm, prezydent, a także minister nauki i szkolnictwa wyższego. Podkreślano sprzeciw społeczny wobec komunistycznej dyktatury, cenzury i prześladowań politycznych, represje władz wobec uczestników demonstracji oraz falę antysemickich czystek, także w środowiskach akademickich.

Jakoś nie podkreślano wyraźnie, że demonstracje studenckie nie były antysemickie, bo były wyrazem solidarności z dwoma wyrzuconymi z uczelni [UW] studentami ( Adamem Michnikiem, Henrykiem Szlajferem) pochodzenia żydowskiego, którzy nie zostali jednak wygnani z Polski, lecz w niej, w tzw. wolnej Polsce, zrobili kariery, a Adam Michnik był nawet jednym z konstruktorów III RP, jako nad-redaktor Gazety Wyborczej, nie wyrażając jednak później solidarności z tymi, którzy w ich/jego obronie demonstrowali.

Mam osobiste wspomnienia, bo w demonstracjach w obronie Michnika brałem udział w 1968, a w roku 2004 na łamach Gazety Wyborczej, mnie – wygnanego jak psa z uczelni [UJ] w ramach czystek r.1986/87 –  brutalnie zaatakowano [ówczesny rektor UW , tej uczelni, na której studiowałem i demonstrowałem w obronie Adama Michnika] bez możliwości obrony [https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ ] dokonując cenzury, przeciwko czemu w 68 roku krzyczeliśmy „ Prasa kłamie”,  a co stało się aktualne i w tzw. wolnej Polsce w odniesieniu do prasy Adama Michnika !

W mojej obronie, wobec kłamstw Gazety Wyborczej, nikt ze środowiska „Solidarności” nie stanął – solidarności nie było ! Władze uczelni, która mnie wygnała, wykazały jedynie solidarność z kłamstwem i brutalnym atakiem.

W wyniku marca 68 roku kilkanaście tysięcy Polaków pochodzenia żydowskiego opuściło Polskę i Prezydent Duda po 50 latach mówi: „I tym, którzy zostali wtedy wypędzeni, i rodzinom tych, którzy zginęli, chcę powiedzieć: proszę, wybaczcie, proszę, wybaczcie Rzeczypospolitej, proszę, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce za to, że dokonano tego haniebnego aktu.

I dalej „ co za żal, co za stratę ponosi dzisiejsza Rzeczpospolita, że Wy wszyscy, ci, którzy wyjechali, ci, którzy być może umarli przez tamten 1968 rok, że Was dzisiaj z nami nie ma. Że jesteście elitą inteligencji, ale w innych krajach. Że jesteście ludźmi sukcesu szanowanymi, ale w innych krajach. Że Wasza twórczość, Wasz dorobek naukowy, że Wasze wspaniałe osiągnięcia nie poszły na rachunek Rzeczypospolitej. Co za żal! Jakżeż mi jest przykro! „ http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/art,384,wystapienie-prezydenta-rp-podczas-obchodow-50-rocznicy-marca68-na-uniwersytecie-warszawskim.html Szanowni Państwo, proszę ich o wybaczenie dla Polski, dla Rzeczypospolitej, dla tych, którzy wtedy to sprawili. „

Rzecz w tym że wówczas nikogo nie zabito, a ci co opuścili Polskę zrobili to na na fali nagonki antysemickiej, zorganizowanej przez komunistyczne frakcje.  a nie przez władze Rzeczpospolitej, bo te były wówczas w Londynie, gdy w Warszawie były władze PRLu -podległe Moskwie.

Zapomniał też dodać, że wśród wyjeżdżających byli i ci, którzy winni stanąć za swe ekscesy komunistyczne w PRLu przed sądami Wolnej Polski, a nie stanęli, mimo listów gończych za nimi wysyłanymi ( np. Stefan Michnik czy Helena Wolińska), a niektórzy stawali w salach wykładowych polskich uczelni w III RP, gdzie byli honorowani mimo tych ekscesów ( np. Zygmunt Bauman). Żałować takiej ‚elity’ nie należy !

Minister nauki i szkolnictwa wyższego -wicepremier Jarosław Gowin mówił: „skutkiem Marca 1968 r. było zerwanie ciągłości polskiej nauki Z Polski wyemigrowały setki, o ile nie tysiące naukowców pochodzenia żydowskiego. „[http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1320053,wicepremier-gowin-skutkiem-marca-1968-r-bylo-zerwanie-ciaglosci-polskiej-nauki.html]

Z czego wynika, że do tej pory nie policzono ilu wyjechało wówczas naukowców i jakie ponieśli z tym związane straty. Na czym polegało zerwanie ciągłości nauki minister nie wyjaśnił.

Trzeba pamiętać, że wówczas wielu polskich naukowców jedynie mogło marzyć o wyjazdach zagranicznych, a takie wyjazdy na ogół były naukowym zyskiem, fakt że głównie dla wyjeżdżających, a nie dla Polski.

Niestety te uogólnienia zarówno Prezydenta, jak i ministra/ wicepremiera Gowina odnoszące się do nauki/naukowców, winny stać się przedmiotem badań i konferencji naukowych, bo nie oddają one prawdy o skutkach marca 68 dla nauki w Polsce, o czym wielokrotnie pisałem i przekazywałem także ministrowi. Bezskutecznie.[ https://blogjw.wordpress.com/. ]

Bezskutecznie także domagałem się poznania innych czystek akademickichtych z lat 80-tych, czy to od ministerstwa [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/26/wystapienie-do-ministra-jaroslawa-gowina/ ; https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] czy IPN [https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/11/aby-ipn-sie-zmierzyl-z-przebiegiem-i-skutkami-wielkiej-czystki-akademickiej-postulaty-obywatela/;https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/10/aby-ipn-sie-zmierzyl-z-utworzeniem-bazy-czlonkow-wladz-i-aktywistow-kz-pzpr-i-partii-siostrzanych-postulaty-obywatela/] o których nie chce się mówić, lub mówi i pisze się na poziomie bajkopisarstwa, a nie nauki, z którą ciągłość w tych ciemnych latach 80-tych [ a nie do końca w roku 68 ] zerwano.

W ubiegłym roku minęła 30 i 35 rocznica kolejnych fal politycznych czystek akademickich po wprowadzeniu stanu wojennego i przed tzw. transformacją ustrojową, i ani prezydent, ani minister, ani rektorzy uczelni, z których wypędzono nauczycieli akademickich- niewygodnych dla systemu kłamstwa, dla przewodniej siły narodu – głosu nie zabrali, prawdy o tych czystkach nie przedstawili, za ekscesy nie przeprosili.

Trzeba pamiętać, że w roku 68 usunięto z uczelni także wielu z tych, których na uczelniach w ogóle nie powinno być, ze względu na swoje szkodliwe zaangażowanie w instalację w Polsce systemu komunistycznego – systemu kłamstwa. Tych się jednak żałuje, że nie działali po ‚wygnaniu’ na rzecz nauki polskiej.

Usuwano też tych, którzy mieli kręgosłup moralny i żyli z podniesioną głową . Prof. Wiktor Jassem naukowiec pochodzenia żydowskiego na UAM w 1968 r. odmówił odczytania skierowanej przeciwko syjonistom rezolucji. Miał żydowskie korzenie, więc czytałby coś poniekąd przeciwko sobie. „Odpowiedział, że mu tego czytać nie wypada. Już następnego dnia został wezwany przez Komitet Uczelniany PZPR i zawieszony w zajęciach, a później zwolniono go z pracy na UAM. Mimo antysemickiej nagonki prof. Jassem nie wyjechał z Polski. Pracował w Polskiej Akademii Nauk.” „ Antysyjonistyczną petycję z nakazem odczytania wręczył prof. Jassemowi Jacek Fisiak, ówczesny sekretarz komitetu zakładowego PZPR na wydziale filologii UAM.” [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/wiktor-jassem-anglista-z-twarza-ukarany-za-odmowe/]. 

Jak widać prof. Jassem był represjonowany, wygnany z uniwersytetu, ale nie z Polski.

A co robił Jacek Fisiak ? Fisiak robi błyskawiczną karierę naukową. W 1971 r. – w wieku 35 lat – zostaje profesorem. W stanie wojennym jest dyrektorem instytutu, z którego zostaje usuniętych kilku pracowników, a w czasach czystki r. 86/88 już jako rektor UAM wyrzucił ponad 80 pracowników naukowych https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/jacek-fisiak-profesor-anglistyki-i-ciemnej-strony-mocy/ i następnie -już zasłużony dla czystek- w czasach tzw. transformacji obejmuje tekę ministra edukacji narodowej.

Czystki lat 80-tych były wielokrotnie większe od czystek roku 68 o czym świadczą nie tylko ‚zasługi’ Fisiaka. Większy był też exodus akademicki z Polski i więcej było wygnań z uczelni, nieraz dożywotnio.

I co ? – niemal całkowite milczenie.

A były to czystki polityczne, prowadzone pod batutą SB i PZPR w wyniku których wypędzono z uczelni (a przynajmniej zwolniono ze stanowisk/etatów) setki, o o ile nie tysiące naukowców, wielu bez możliwości powrotu, także w tzw. wolnej Polsce.

Do tej pory nie ma nawet woli aby zbadać naukowo charakter i skutki tych czystek dla nauki w Polsce. Etatowi badacze historyczni, nieraz w roli bajkopisarzy, czy wręcz fałszerzy historii, [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/;https://blogjw.wordpress.com/2018/02/12/profesorowie-dziejow-bajecznych/ ] tak ten problem badają i przedstawiają, aby czasem prawda nie wyszła na jaw.

Piszę o tym od lat, ale środowisko akademickie/rektorzy milczą, a minister buduje nowy gmach nauki w Polsce, nie mając zamiaru nawet poznać fundamentów tego gmachu !

Także Solidarność akademicka nie chce poznać co stało się z jej członkami w mrocznych latach 80-tych, a organizacje kombatanckie nie chcą poznać strat wojennych wojny jaruzelsko-polskiej. [https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/

Na problem jednak zwrócił uwagę kompozytor Wincenty z Krakowa, poświęcając oratorium niezłomnym, wyklętym, ofiarom komunistycznych czystek akademickich.

Może polskie uczelnie, a przede wszystkim Uniwersytet Jagielloński, zaangażowany w komunistyczne rugi akademickie lat 80-tych i heroicznie broniący do tej pory swych ciemnych kart historii, a zaangażowany ostatnio w promocję gender i reinkarnacji zamiast w poszukiwanie prawdy, w ramach ekspiacji zorganizuje w swych murach wykonanie tego oratorium, które być może zbliży nas do prawdy i przywróci ciągłość akademicką w Wolnej Polsce.

0.PNG

1

8

6

7

11

9

10