Bunt jagiellońskich polonistów

Bunt jagiellońskich polonistów 
 

Motto: Wszak nie odejmuje klejnotowi szacunku,  

kto go z plam brudnych ociera  

[Bicz na akademików krakowskich, Universitas, 2003) 
 

Pracownicy Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego na wieść o tym, że ministrem został Przemysław Czarnek, napisali list otwarty do Premiera i Prezydenta RP, gdyż trudno im przechodzić obojętnie wobec wypowiedzi ministra o LGBT, deprawacji, aborcji, edukacji.  

Protestują „przeciwko wypowiedziom dr. hab. Przemysława Czarnka, które są kłamliwe, łamią zasadę równości obywatelskiej i naruszają godność nas wszystkich” i apelują „by stanowisko Ministra Edukacji i Nauki objęła osoba, która nie będzie naruszała podstawowych wartości, przyświecających edukacji obywatelskiej”. Pouczają przy tym, że „Edukacja nie polega tylko na przekazywaniu wiedzy, ale także na budowaniu kultury dialogu oraz wpajaniu zasady szacunku dla każdego człowieka”. A „poglądy dyskwalifikują dr. hab. Przemysława Czarnka jako kierującego ministerstwem zajmującym się wychowaniem kolejnych pokoleń Polaków.” Piszą w liście, że „poszanowanie ludzkiej godności i różnorodności, przekonanie o równości wszystkich w prawach i obowiązkach oraz wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka to wartości fundamentalne, których nie może podważać osoba kierująca w Polsce Ministerstwem Edukacji i Nauki.”

Oświadczenie zbuntowanych jagiellońskich polonistów, z datą 28 października 2020 r., podpisało ok. 150 sygnatariuszy. 
 

Granice świata polonistów 
 

No cóż, naukowcy winni kontrolować to co robi i mówi minister od nauki, i mają prawo, a nawet obowiązek, wypowiadać się w tych kwestiach. Z listu widać, że poloniści UJ nie akceptują, i to mocno, poglądów ministra, choć uzasadnienie tego braku akceptacji jest słabe. Z kolei ja nie akceptuję poglądów polonistów, gdyż ci, mimo że od lat są na etatach na wzorcowym, prestiżowym polskim uniwersytecie, nie tylko nie zbudowali kultury dialogu [żadnego dialogu na UJ mimo wysiłków i propozycji nie zarejestrowałem], nie wpoili kadrze UJ zasad szacunku dla każdego człowieka ani poszanowania ludzkiej godności, ani wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka. Materiałów w tym zakresie jest moc i poloniści z tego wydziału, piastujący na UJ wysokie, także rektorskie stanowiska, żadnego zainteresowania, żadnego działania w tych kwestiach nie wykazywali.  

List, jak można sądzić, podpisali ich współpracownicy/współpracowniczki, uczniowie/uczennice – sformatowani w ramach wartości latami wdrażanych w życie nie tylko Wydziału Polonistyki, ale i całego Uniwersytetu. Z tymi wartościami prezentowanymi ostatnio w przestrzeni publicznej, przed szacownymi murami jagiellońskiej uczelni, przez jej kadry młodzieżowe, mogli zapoznać się mieszkańcy Krakowa, co udokumentowałem (Reakcje w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w Krakowie, 28.10.2020 r. – serwis Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019-2020 r.] 

Wobec prezentowanych wartości krakowianie zmuszeni byli zatykać uszy i odwracać oczy, gdyż nie dało się tego słuchać, ani na to patrzeć, jeśli się było uformowanym w ramach innego systemu wartości, wręcz w ramach odmiennej, bo łacińskiej cywilizacji. To co się działo, to jakieś zdziczenie, nawiązujące do cywilizacji Hunów, czy tym podobnej barbarii.  

Jakoś do tej kwestii poloniści jagiellońscy wcale się nie odnoszą, choć chyba mają obowiązek służbowy i moralny analizować pod względem językowym to, co w przestrzeni jagiellońskiej jest demonstrowane. 

Może biorą przykład z opinii swego kolegi po polonistycznym fachu, choć chowu warszawskiego, Michała Boniego, mającego spore doświadczenie w prowadzeniu dialogu ze służbami minionego systemu [TW ‚Znak’] a także doświadczenie polityczne na odcinku kultury, środków przekazu i polityki społecznej. 

Ten polonista oświadczał w mediach „Wypier… stało się normalnym elementem języka, komunikacji publicznej i społecznej; ja się tego słowa nie boję; młodzi używają go na co dzień, bo to jest ich rewolucja” . Jego i jagiellońskich polonistów koleżanka po fachu, profesorka uniwersytetu Szczecińskiego i Rady Doskonałości Naukowej Inga Iwasiów (od kultury i języka polskiego) słowa „je…ć PiS”, „ wyp….lać” wręcz traktuje jako swoje credo życiowe. 

Ten poziom kultury języka zdaje się odpowiada polonistom jagiellońskim. Jeden z sygnatariuszy ich listu – Michał Rusinek, doktor jagiellońskiej wszechnicy, rzecz jasna habilitowany wręcz zachwyca się tym językiem – ‚Wyraz „wypierdalać” jest niezwykły pod względem fonetycznym’. 

No cóż, trzeba by tu przytoczyć Ludwiga Wittgensteina „Granice mojego języka są granicami mojego świata”, aby poznać jakie są granice świata tych polonistów. Smutne to.  

Ale zamknięcie się w tych granicach można było przewidzieć, obserwując staczanie się akademickiego świata wartości jeszcze w czasach komunistycznych. Moi studenci i wychowankowie – wykładowcy oskarżanego o negatywny wpływ na młodzież akademicką, bo uczącego myślenia i to krytycznego – ostrzegali decydentów jagiellońskich, że ich metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI. I tak się stało. Wiek XXI nadszedł, godność nauki odeszła. Dlaczego tego zjawiska nie byli w stanie rozpoznać profesorowie i ten obecny upadek uniwersytetu jest dla wielu z nich szokiem?  
 

Polonistyczne korzenie i rozgałęzienia 
 

Z polonistami jagiellońskimi, w randze decydentów, miałem nieco do czynienia, kiedy starałem się o uzyskanie informacji o dokumentach mnie dotyczących, do czego jak każdy człowiek, miałem prawo. Niestety równość wszystkich w prawach, o czym wyrażają się w liście poloniści, nie miała zastosowania w moim przypadku, bo ani prawa, ani równości w tej materii nie zaznałem. Pozbawianie obywatela prawa, deptanie godności, brak wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka, czyli fundamentalnych wartości, jest chyba standardem jagiellońskiej wszechnicy, także w czasach panowania polonistów w gronostajach. 

Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego, które miały przynieść radość Czytelnikom, w opinii polonisty Franciszka Ziejki w randze rektora UJ, nie można znaleźć takich słów – fakt, że nie radosnych – jak „komunizm”, czy „stan wojenny”, jakby takie słowa wykraczały poza granice świata jagiellońskiego, zamkniętego na własną, niekiedy wstydliwą i smutną historię. Zresztą sam rektor miał swoje wstydliwe doświadczenia, sygnowane jakże trafnym pseudonimem ‚Zebu’, dokumentowane w aktach SB.  

Z kolei polonista Władysław Miodunka, przez lata w randze prorektora UJ, wykazał się iście imponującym heroizmem w walce o niepoznanie prawdy i miał poważne trudności w zrozumieniu prostych tekstów. Stąd musiałem interweniować u głównego rektora, aby prorektor nie odpowiadał na pisma do niego niekierowane, których nie rozumie. Niestety w kolegium rektorskim UJ był taki podział pracy, iż polonista, jako rektor od polityki kadrowej, miał odpowiadać na pisma kierowane do rektora, nawet wtedy, gdy zrozumienie ich treści przekraczało jego intelekt i znajomość języka polskiego.  

Z mojej wieloletniej korespondencji z władzami UJ wynika, że pełniący obowiązki rektorów, także poloniści lub mający do pomocy liczne gremia etatowych znawców języków wszelakich, w ramach budowania kultury dialogu rejterują przed słowem „anonim”, stąd uważają, że brak imienia i nazwiska na opiniach nauczycieli skazywanych na wygnanie z uniwersytetu nie dowodzi anonimowości opinii [sic !]. Mimo upływu dziesiątków już lat, znaczenia słowa „anonim” do tej pory nie zdołali sobie przyswoić. Dialogu – brak. Kultury tym bardziej. I co na to sygnatariusze listu z Wydziału Polonistyki UJ ? 

Uważam, że taki stan rzeczy poważnie naruszał prawa obywatelskie, jako że każdy obywatel ma niezbywalne prawo do szansy nawiązania kontaktu intelektualnego z każdym decydentem, a decydentem akademickim w szczególności. Takich praw poloniści – sygnatariusze listu w ogóle nie analizują. 

Wśród autorów listu zwraca uwagę nazwisko Andrzeja Romanowskiego, redaktora naczelnego Polskiego Słownika Biograficznego, który tę funkcję przejął po poloniście Henryku Markiewiczu mającym doświadczenia z PPR, PZPR, Kuźnicy, jak i w podpisywaniu listów [Rezolucja Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego z 1953]. Andrzej Romanowski, już całkiem samodzielnie, przed kilku laty zasłynął w przestrzeni publicznej atakiem na IPN i biografię rtm. Witolda Pileckiego. Na tę okoliczność wystosowałem zapytania w imię prawdy [ https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/] , które pozostały bez odpowiedzi. Jakoś tak niedługo potem, pani minister podała się do dymisji, jakby zrezygnowana z tego powodu, że na koniec roku akademickiego takiej odpowiedzi nie była w stanie mi udzielić.[ https://blogjw.wordpress.com/2013/11/15/spelniony-postulat-obywatelski-jest-jedno-wyjscie-podanie-sie-do-dymisji/]. Można rzec, doszło do obywatelskiej dymisji ministerialnej, ale Andrzej Romanowski pozostał na swoich stanowiskach i ponownie dał znać o sobie, tym razem w liście o dymisję ministra. Może mi pozazdrościł skuteczności?  

Wielką rolę na UJ odgrywał polonista rektor Mieczysław Karaś, którego marzeniem było przekształcenie jagiellońskiej wszechnicy w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów [opinia prof. Karola Estreichera] a wielu innych polonistów w tej materii miało swoje zasługi. Nie tylko wspomniany Henryk Markiewicz, ale i Marian Stępień, a także Kazimierz Wyka – co prawda wybitny znawca literatury, ale i zasłużony dla instalacji najlepszego z systemów w Klubach Demokratycznej Profesury, i to w czasach panowania Wielkiego Językoznawcy. Po latach wszedł do Wielkiej Księgi Patriotów Polskich.  

Obecny rektor UJ, prof. dr hab. Jacek Popiel, to były dyrektor Instytutu Polonistyki i b. dziekan Wydziału Polonistyki UJ, który do tej pory nie zabrał głosu w sprawie języka młodzieży jagiellońskiej, a prof. dr hab. Magdalena Popiel jest po stronie zdziczałej barbarii. 

Korzenie obecni poloniści zatem mają i przekaźniki antywartości także.  

Z młodzieży polonistycznej w czasach komunistycznych wyróżniał się w domenie publicznej Lesław Maleszka, nadzwyczaj wydajny współpracownik służb bezpieczeństwa, umieszczony na jagiellońskiej liście pokrzywdzonych w PRL [„Lista Wyrozumskiego” – represjonowanych pracowników i studentów UJ w PRL–u. – Lustro Nauki], bo chyba samo istnienie tych, na których donosił, stanowiło dla niego krzywdę. Podobnie zresztą rzecz się miała z mniej znanym pokrzywdzonym z tej listy, studentem polonistyki Arturem Bieszczadem, którego twórczość stanu wojennego zapisana w materiałach SB ułatwiła mi uzyskanie legitymacji członka opozycji antykomunistycznej. Można rzec – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ale nie zawsze tak jest. 

Z absolwentów polonistyki UJ warto też wymienić znanego hipisa Tadeusza Sławka, później w randze rektora Uniwersytetu Śląskiego, walczącego o nieprzeprowadzenie lustracji na uniwersytetach i negatywnie nastawionego do nonkonformistów, co zresztą było typowe także dla władz UJ, ze skutkami widocznymi obecnie w przestrzeni publicznej. 

Nie wszyscy zachowali postępową orientację intelektualną i moralną instalowaną wraz z komunizmem. Wielu było po stronie przeciwnej, ale chyba jakoś okrakiem, bo niektórzy znajdują się wśród sygnatariuszy listu [np. działaczka „S” UJ Ewa Miodońska-Brookes], a inni całkiem pomijają ten list milczeniem, chowając głowę w piasek, co – jak wiadomo – jest orientacją zapewniającą dożywotnie etaty na uczelniach, ale nie dającą szans na wydobycie się z zapaści intelektualnej i moralnej w jakiej znalazł się UJ i cały nasz świat akademicki.  

Do tej pory wiadomo mi, że jedynie dr Elżbieta Morawiec, w reakcji na ten list postanowiła natychmiast wypisać się z grona Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, do którego należy kilku sygnatariuszy listu polonistów. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że nadciąga zimna i to pandemiczna, nie tylko ze względu na koronawirusa, ale także z powodu szerzenia się plag akademickich. 
 

Czy minister obroni naukę przed ideologią ? 
 

Minister Przemysław Czarnek w swoich wypowiedziach przypomina to co zostało zapomniane na wielu uniwersytetach i często pousuwane ze statutów: nauka to jest poszukiwanie prawdy. Stoi po stronie tych naukowców, którzy uważają, że gender to jest ideologia marksistowska, a nie nauka. Uważa, że ‚najpilniejsze na uczelniach wyższych jest wprowadzenie wolności nauki tak, żeby naukowcy mieli prawo do głoszenia swoich poglądów bez narażania się na odpowiedzialność dyscyplinarną na uczelni’. Negatywnie wypowiada się o ustanawianiu godzin rektorskich w okresie nasilonych manifestacji, co zachęcało studentów do uczestnictwa w nich, a to wszystko w szczycie pandemii. Podnosi skandaliczne aspekty agresji, wulgarności i zachowań na manifestacjach, które nie pasują do przyzwoitego człowieka. Wszystko to, jego zdaniem dowodzi porażki systemu oświaty z ostatnich kilkudziesięciu lat. I trudno się z tym nie zgodzić, choć tylko niewielu etatowych profesorów publicznie taki punkt widzenia prezentuje, zapewne z obawy przed dyskryminacją ze strony środowiska akademickiego i konsekwencjami na uczelniach. 

To, że ideologia na uniwersytetach jest ponad nauką, nie jest zjawiskiem nowym. Taki stan rzeczy istniał po instalacji systemu komunistycznego, przy czym zetempowskie Brygady Lekkiej Kawalerii nie były w stanie szybko rozprawić się ze starą profesurą o odmiennej od komunistycznej orientacji intelektualnej i moralnej. Co więcej, nawet lewicowi decydenci byli jeszcze silnie zakorzenieni w wartościach naukowych, bo tak zostali uformowani przed wojną. Warto przypomnieć, że wybitny i bardzo lewicowy fizyk Leopold Infeld, który po latach współpracy z Albertem Einsteinem, po wojnie wrócił do Polski i organizował naukę w PRL, potrafił zetempowca wyrzucić za drzwi, kiedy ten usiłował wywrzeć nacisk na przebieg egzaminów albo domagał się ze względów ideologicznych, aby nie zatrudniać asystentki chodzącej do kościoła. A sam był przecież ateistą, pochodzenia żydowskiego. Naukę stawiał jednak wyżej od ideologii.  

Takich postaw jednak na UJ raczej nie było i absurdalne, fałszywe zarzuty, anonimowych zresztą komisji podczas politycznych weryfikacji kadr, nie były wrzucane do kosza, lecz kierowane do realizacji w polityce kadrowej prowadzącej do kompromitującego stanu obecnego. 

Dziś reprezentujących chrześcijański system wartości na uczelniach się dyskryminuje, usuwa z uczelni, kościoły profanuje, a katolicy, albo są obojętni na takie akty zdziczenia moralnego, albo sami biorą w tych aktach udział lub wspierają swoimi apelami/listami. 

Ja nie wyrażam zgody, aby tacy akademicy byli finansowani z mojej kieszeni podatnika, ale czy minister zdoła taki postulat wprowadzić w życie? Czy znajdzie bicz na takich akademików szkodzących nauce? 

Zaraza czerwona nie została powstrzymana, lecz uległa transformacji w zarazę tęczową, chyba jeszcze bardziej szkodliwą dla naszej cywilizacji. Co więcej zaraza ta szerzy się coraz bardziej na uczelniach formatujących według takich antywartości kolejne pokolenia.  

Czy minister Czarnek, stojąc po stronie cywilizacji łacińskiej, zdoła obronić uczelnie/naukę przed barbarią, przed niszczącą ideologią, aby umożliwić c przetrwanie naszej cywilizacji ? Warto przypomnieć słowa Feliksa Konecznego [ O ład w historii] : „W historii bywa górą gwałt i zgnilizna, tym bardziej należy tę niemoc zbadać i godzi się zadać nauce pytanie: czyż tak źle z nami, iż nie ma sposobów, by ruszyć z bagna?” 

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 78/79

Orientacja bonobiańska w pierwszych dniach sierpnia 2020 r.

Screen Shot 08-08-20 at 10.17 AM

[Tęczowy szympans – rys. z https://ipicasso.pl/]

Orientacja bonobiańska w pierwszych dniach sierpnia 2020 r.

Sierpień wyróżnia się wśród polskich miesięcy wieloma wydarzeniami historycznymi dla naszej tożsamości.

1 sierpnia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie w ramach walki o Polskę, a 6 sierpnia 1914 r. z krakowskich Oleandrów wyruszyła I Kompania Kadrowa, aby odzyskać utraconą Niepodległość. 5 sierpnia 1864 r. za walkę o Niepodległość został stracony dyktator Powstania Styczniowego Romuald Traugutt. 100 lat temu 15 sierpnia stał się Cud nad Wisłą, który uratował nie tylko Polskę, ale i Europę, a 40 lat temu strajki sierpniowe doprowadziły do powstania ruchu Solidarności prowadzącego do obalenia komunizmu, niestety nie do końca, bo w sierpniu 2020 r. widzimy lewackie ekscesy wskazujące na przeobrażenie się zarazy czerwonej w tęczową.

Figura Chrystusa sprzed Bazyliki św. Krzyża, zniszczona przez brunatnych barbarzyńców podczas Powstania Warszawskiego,  jest profanowana przez barbarzyńców tęczowych i to w takim historycznym, symbolicznym okresie.

Co więcej do profanacji włączyła się profesorka z Uniwersytetu Warszawskiego – Magdalena Pecul-Kudelska, jakby symbolizująca orientację środowiska akademickiego wyrażonego wcześniej przez rektorów i akademickie komisje etyczne. Agresywne środowiska LGBT mają oparcie – nie tylko moralne – u nadzwyczajnej kasty akademickiej i jej zagończyków, jak Jana Hartmana stanowiącego piorunochron dla władz uczelnianych, jakoś pomijanych w debacie publicznej na temat ekscesów LGBT. Jan Hartman zbiera na siebie gromy obrońców tradycyjnych wartości a władze akademickie są poza strefę rażenia. W obronie ideologii gender stawał b. minister nauki Jarosław Gowin i miał się nawet kłaść Rejtanem, ale chyba się zmęczył treningami przygotowawczymi i nim się położył, opuścił ministerialny fotel. Widać fotele to nie są dobre przyrządy do trenowania.

Ale bardziej zaawansowani na drodze do osiągnięcia postępowej orientacji potrafią się utrzymywać nawet na poręczach balkonowych, jak to widzieliśmy podczas Marszu Powstania Warszawskiego w wykonaniu bliskiego krewnego samego bonobo [Pan paniscus], opętanego seksem szympansa karłowatego, mającego 98 % wspólnych genów z Homo sapiens. Dlaczego taka orientacja seksualna, rzec można  bonobiańska, uważana jest za postępową – nie wiadomo. Przecież to jest atawizm, powrót do zachowań przodków.

Warto przypomnieć, że u zarania budowy pierwszego państwa postępu zarządzanego metodami naukowymi z polecenia Józefa Stalina akademik Iwanow zaopatrzony obficie w środki przez sowiecką Akademię Nauk wybrał się do Kongo aby skrzyżować przedstawicieli gatunku Homo sapiens i szympansów, do czego były też skłonne komsomołki aby wspierać budowę raju komunistycznego borykającego się z kryzysem demograficznym. Stalin chciał wzmocnienia, dziesiątkowanej w bojach i przez zarazy, Armii Czerwonej, przez bataliony bardziej odpornych super wojowników – niewrażliwych na ból, na niedostatki pożywienia – które mogłyby powstać w wyniku skrzyżowania małp i ludzi.

Krzyżówki się jednak nie udały, super stworzenie nie powstało, akademik podczas Wielkiej Czystki skończył w gułagu, natomiast sam Dymitr Szostakowicz zainspirowany poczynaniami akademika napisał w 1932 r. operę Orango z librettem Aleksieja Nikołajewicza Tołstoja, która została odkryta dopiero w 2004 r.  a w 2011 wystawiona w filharmonii w Los Angeles a w 2015 w Royal Albert Hall w Londynie.

Nie wiem czy tęczowi wzorowali się na tej operze Szostakowicza, choć podobieństwa zachowań a nawet rekwizytów używanych przez balkonowego bonobiana rzucały się w oczy.

Ekscesy tęczowych w pierwszych dniach sierpnia 2020 r. zajęły jakże symboliczną przestrzeń między Polską Akademią Nauk i Uniwersytetem Warszawskim, chyba dla pokazania, że ta przestrzeń należy do postępu, choć atawistycznego, bo świat akademicki znalazł się na drodze ewolucji wstecznej.

Atawistyczna orientacja bonobiańska wykazywana przez tzw. siły postępu ściera się tam [i nie tylko tam] z orientacją patriotyczną i chrześcijańską, uważane za orientacje faszyzmu, ciemnogrodu i wszelkiego wstecznictwa.

Ciała akademickie tak zaangażowane czynnie we wspieranie ideologii tęczowej [https://blogjw.wordpress.com/2020/06/21/dezorientacja-rektorska/;https://blogjw.wordpress.com/2020/07/04/przestroga-przed-orientacja-komitetu-bioetyki-przy-pan/  ] i walkę o tolerowanie ekscesów odmiennie zorientowanych w domenie seksualnej – milczą, tak jak milczały wobec deklaracji ideowej TęczUJów [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/]  ostrzegającej, że nawet niewinny żart wobec nich może się źle skończyć. Kto nie kocha ekscesów kochających inaczej, dla tego miejsca w tym świecie być nie może. Odmienna orientacja intelektualna i moralna, orientacja na prawdę i uczciwość, w tym świecie nie jest już tolerowana, w ramach walki o tolerancję.

Kto wie, czy sierpień roku 2020 nie przejdzie do historii jako miesiąc walki o zachowanie tożsamości ludzkiej zagrożonej powrotem do orientacji „Pana paniscusa” wyrażanej przez siły postępu.

Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN

Józef Wieczorek

Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN

UWAGA: Herod akademicki na froncie walki z nienawiścią

Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN w dnia 19 czerwca 2020 r. wystosował – ‚Apel w sprawie zwalczania mowy nienawiści i pogardy wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe’ , a to dlatego że „W ostatnich dniach, w związku z kampanią prezydencką, na temat osób należących do społeczności LGBT+ padło wiele krzywdzących słów.”

Skład Komitetu na kadencję 2019-2022 tworzy 34 naukowców, głównie profesorów z różnych ośrodków naukowych:

  1. dr n. hum. ANNA ALICHNIEWICZ, Uniwersytet Medyczny w Łodzi 

  2. MAREK BALICKI, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa
  3. prof. dr hab. n. med. MARIA BARCIKOWSKA, Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN, Warszawa
  4. prof. dr hab. n. biol. EWA BARTNIK, Uniwersytet Warszawski
  5. dr hab. n. prawn. MARIA BORATYŃSKA, Uniwersytet Warszawski
  6. dr n. hum. WERONIKA CHAŃSKA, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum, Kraków
  7. prof. dr hab. n. hum. BARBARA CHYROWICZ, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
  8. dr hab. n. med. MAREK CZARKOWSKIWarszawski Uniwersytet Medyczny
  9. prof. dr hab. n. med. ZBIGNIEW CZERNICKI, Warszawski Uniwersytet Medyczny
  10. prof. dr habn. med. ANDRZEJ GÓRSKI (czł. rzecz. PAN), Warszawski Uniwersytet Medyczny
  11. dr hab. n. med. LUCJUSZ JAKUBOWSKI, Łodź
  12. dr n. med. JERZY JAROSZ, Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa, Warszawa
  13. prof. dr hab. n. med. WIKTOR JĘDRZEJCZAK, Warszawski Uniwersytet Medyczny
  14. prof. dr hab. n. biol. MAŁGORZATA KOSSUT (czł. koresp. PAN), Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, Warszawa
  15. prof. dr hab. n. med. ROMUALD KRAJEWSKI, Uniwersytet Rzeszowski, Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa
  16. prof. dr hab. n. med. JANUSZ LIMON (czł. rzecz. PAN), Gdański Uniwersytet Medyczny
  17. prof. dr hab. n. hum. PAWEŁ ŁUKÓW, Uniwersytet Warszawski
  18. dr n. med. JANUSZ MEDER, Polska Unia Onkologii, Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa
  19. prof. dr hab. n. hum. ALICJA PRZYŁUSKA-FISZER, Akademia Wychowania Fizycznego J. Piłsudskiego w Warszawie
  20. dr hab. n. społ. MAGDALENA RADKOWSKA-WALKOWICZUniwersytet Warszawski
  21. dr n. hum. JOANNA RÓŻYŃSKA, Uniwersytet Warszawski
  22. dr hab. n. med. MAGDALENA RUTKOWSKA, prof. IMiD, Instytut Matki i Dziecka, Warszawa
  23. sędzia w st. spocz. JERZY STĘPIEŃ, Sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, Uczelnia Łazarskiego, Warszawa
  24. prof. dr hab. n. biol. PIOTR STĘPIEŃ, Uniwersytet Warszawski; Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa
  25. dr hab. n. hum. ZBIGNIEW SZAWARSKI, prof. em. UW, Warszawa
  26. prof. dr habn. med.TOMASZ TROJANOWSKI (czł. rzecz. PAN), Uniwersytet Medyczny w Lublinie
  27. prof. dr hab. n. biol. PIOTR WĘGLEŃSKI (czł. rzecz. PAN), Uniwersytet Warszawski; Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa
  28. prof. dr hab. n. med. MARCIN WOJNARWarszawski Uniwersytet Medyczny
  29. prof. dr hab. n. med. SŁAWOMIR WOŁCZYŃSKI, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku 
  30. prof. dr hab. n. prawn. MIROSŁAW WYRZYKOWSKI, Uniwersytet Warszawski
  31. prof. dr hab. n. wet. ROMUALD ZABIELSKI (czł. koresp. PAN), Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Warszawa
  32. prof. dr hab. n. praw. JERZY ZAJADŁO, Uniwersytet Gdański 
  33. prof. dr hab. n. med. JACEK ZAREMBA (czł. koresp. PAN), Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa
  34. prof. dr habn. prawn. ELEONORA ZIELIŃSKA, Uniwersytet Warszawski 

Komitet w swym apelu przypomina: „….Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. [Art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP]

Komitet Bioetyki apeluje do wszystkich uczestników życia publicznego, w szczególności do polityków większości parlamentarnej oraz sympatyzujących z nimi dziennikarzy, o zaprzestanie wygłaszania i rozpowszechnia nienawistnych, pogardliwych i dehumanizujących komentarzy na temat osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe (LGBT – lesbian, gay, bisexual, transgender/transsexual).”….

Komitet Bioetyki przypomina także, że:  „Orientacja seksualna nie jest produktem ideologicznej indoktrynacji ani kwestią mody lub swobodnego wyboru. Nie można się nią zarazić.

Nie można jej komuś zaszczepić w procesie wychowania czy edukacji. We współczesnej nauce dominuje przekonanie – oparte na wynikach badań naukowych – że orientacja seksualna człowieka jest wrodzona i determinowana przez czynniki biologiczne (genetyczne, hormonalne), psychologiczne i społeczne.

Skoro orientacja jest wrodzona i determinowana nie tylko przez czynniki biologiczne, ale także przez czynniki psychologiczne i społeczne ( jak pisze Komitet) to człowiek, który nie jest członkiem Komitetu może sądzić, że jak najbardziej taką orientację można zaszczepić w procesie wychowania i edukacji przez zastosowanie odpowiednich czynników społecznych i psychologicznych.

I chyba tak jest, bo tęczowym chodzi o opanowanie seksualizacji dzieci, ale Komitet tego nie objaśnia mniej wyedukowanym, więc ci mogą mieć wątpliwości, zarówno co do przyczyn orientacji, ale i do tego, czy Komitet rozumie to co pisze. Komitet winien objaśnić, a nie czyni tego, mimo że profesorowie mają obowiązek moralny i intelektualny, aby należycie objaśniać rzeczy mniej wyedukowanym w ich dziedzinie .

Ja 24 czerwca 2020 r. zwróciłem się e-mailem do Komitetu o merytoryczne objaśnienia, przekazując moje teksty dotyczące LGBT, które jak podejrzewam, mogą być przez Komitet uważane za mowę nienawiści, bo ja propagandy LGBT nie miłuję, choć sama orientacja seksualna kogokolwiek, o ile mi i bliskim nie zagraża, nie jest przedmiotem mojego zainteresowania.

Komitet ani słowem nie odniósł się do znanej nienawistnej deklaracji TęczUJów, że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć …….[TęczUJe zdobyli UJ; Tęczowy Uniwersytet Jagielloński]  z czego można wnioskować, ze nienawiść szerzona przez organizacje LGBT nie jest przedmiotem zainteresowania Komitetu, być może uznającego, że jest ona wrodzona i nie można jej przeorientować na empatię w procesie wychowania czy edukacji.

Z wyraźnym brakiem empatii, graniczącym z nienawiścią do ludzi o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej, Komitet grozi:

  • Żadna organizacja polityczna i społeczna nie powinna tolerować w swoich szeregach osób posługujących się mową nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe.
  • Żadna uczelnia wyższa, placówka oświatowa i jednostka naukowa nie powinna współpracować z osobami posługującymi się mową nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe.
  • Żaden dziennikarz nie powinien publikować lub emitować treści, które mają postać mowy nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe. Osoby, które posługują się mową nienawiści, powinny ponieść odpowiednie konsekwencje prawne. „

Rzeczywiście wobec takiego radykalnego stanowiska Komitetu chyba nikt (spoza Komitetu) nie może czuć się bezpieczny.

Zdumienie może ogarnąć człowieka, że do tej pory nie rozwiązano innych od Komitetu organizacji, uczelni, jednostek naukowych, które nader często posługują mową nienawiści i pogardy wobec innych, w tym wobec tych o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej. Odnosi się wrażenie, że Komitet, podobnie jak  najrozmaitsze ciała akademickie, etyczne, interesuje tylko orientacja seksualna, gdy orientacje intelektualne i moralne ludzi, szerszenie nienawiści, naruszanie godności tych, którzy wykazują odmienną orientację tych ludzkich cech, w ogóle ich nie interesuje. Sprowadzenie niemal wszystkiego tylko do jednej sfery, która podobno jest wrodzona i niezmienna, jest wręcz dla wielu ludzi obraźliwe, poniżające, bo sprowadza ich do poziomu  bonobo[Szympans karłowaty wyróżniający się dominującą rolą interakcji seksualnych w kontaktach międzyosobniczych], mimo że z tym poziomem nic nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego.

Poinformowałem Komitet, że w jego składzie znajduje się członek w randze profesora, a kiedyś rektora największej polskiej uczelni – Uniwersytetu Warszawskiego, który z wielką furią i nienawiścią, przerażony wieścią, że rodzi się wolna myśl akademicka o odmiennej od obowiązującej na etatach akademickich orientacji intelektualnej i moralnej, w postaci założonego przeze mnie Niezależnego Forum Akademickiego, na życzliwych mu łamach GieWu, po kilku dniach od ujawnienia tego faktu mrożącego krew w żyłach decydentów, przystąpił do akcji ścinania mi głowy. Rektor UW, a dziś członek Komitetu Prof. Piotr Węgleński wcielił się niejako w Heroda, bo rzecz się miała tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, w symbolicznym okresie jasełek, w tym przypadku akademickich. [Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda].

Fakt, że nie był to pierwszy jasełkowy atak, ale faktem jest, że żadna uczelnia, żadna organizacja, z powodu mojej odmiennej od obowiązującej na etatach akademickich orientacji intelektualnej i moralnej, nie toleruje mnie w swych szeregach – zresztą z wzajemnością. W końcu człowiek winien w życiu zachować twarz i zdolność patrzenia w lustro w postawie wyprostowanej. W przypadku przyjęcia orientacji „bonobiańskiej”, a wyrzeczenia się orientacji na uczciwość i prawdę,  taki stan rzeczy byłby niemożliwy.

Rzecz jasna, ani Komitet Bioetyki, ani inne, nader liczne i rozliczne komitety etyczne polskiego życia akademickiego, nie zabierają głosu wobec takiego stanu rzeczy. Komitet nie reaguje na mowę nienawiści i pogardy swojego członka, przypomina natomiast innym (zamiast sobie) zapis Konstytucji , „….Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. [Art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP].

Widać Komitet całkiem się pogubił, stracił orientację ?

Jest jednak pewne, że orientacja Komitetu nie spadła nam z nieba, jest niemal standardem w naszym zdezorientowanym środowisku akademickim. Może jest wrodzona i żadne wysiłki edukacyjne, tak intelektualne, jak i moralne, tej orientacji nie są w stanie zmienić.

Komitet nie objaśnił do tej pory jak to jest możliwe, że na front walki z (rzekomą) nienawiścią wysłał swoistego akademickiego Heroda – symbol nienawiści.

Czy po to, żeby tym co nie miłują nienawiści urządzał jasełka ? Czy nie jest tak, że Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni „ ?

Należy przestrzec nasze zdezorientowane społeczeństwo przed orientacją intelektualną i moralną Komitetu Bioetyki, który za swoje groźby wobec Bogu ducha winnych obywateli RP winien ponieść odpowiednie konsekwencje prawne.