Objawienie zjawisk bezobjawowych

[ z Wikipedii ]

Objawienie zjawisk bezobjawowych

Chyba wszyscy interesują się pandemią koronawirusa i dowiadują się, że zakażenie tym wirusem może przebiegać objawowo lub bezobjawowo. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa przechodzimy w stan przetrwalnikowy, który winien skłaniać do refleksji, choć nie zawsze tak jest.

Tym niemniej, może warto się skłonić do rozważań nad zjawiskami bezobjawowymi, których nie brakuje. Koronawirus nie jest wyjątkiem i bez problemu w cyberprzestrzeni można znaleźć przykłady, które to potwierdzają.

Na blogu Gościa Niedzielnego znalazłem taki wpis sprzed kilku lat Ale, gdzie są, pytam się, ci obrońcy integralnego chrześcijaństwa, kiedy pojawia się równie niepokojące zjawisko chrześcijaństwa drętwego i bezobjawowego? https://blog.gosc.pl/sBognaMlynarz/2017/11/10/chrzescijanstwo-dzikie-czy-bezobjawowe

Wpis ten i w dobie pandemii jest aktualny, a może nawet bardziej, gdyż kościoły są zamykane i jest zagrożenie, że chrześcijaństwo może przejść – nawet po ustaniu pandemii – w stan jeszcze większego odrętwienia i bezobjawiania się publicznego.

Bezobjawowy koronawirus

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdza, że „zakażenie koronawirusem może przebiegać bezobjawowo, a skala transmisji bezobjawowej nie jest znana. Nie ma danych, które potwierdzałyby transmisję zakażenia przed wystąpieniem objawów.”

W innych źródłach [https://www.national-geographic.pl/aktualnosci/koronawirus-bez-objawow-srednio-5-dni-maksymalnie-nawet-11] możemy przeczytać , że ‚dotychczasowe badania nad koronawirusem nie pozwalają wykluczyć, ani potwierdzić czy chorzy w okresie bezobjawowym mogą zarażać innych. Część specjalistów sugeruje, że nie jest to możliwe, ponieważ nowy wirus rozprzestrzenia się głównie drogą kropelkową. Chory musiałby więc kichać albo kaszleć, czyli wykazywać objawy Covid-19…W nielicznych przypadkach bezobjawowy okres inkubacji koronawirusa wynosił nawet 24 dni.’

W jeszcze innych – ‚Koronawirus jest zaraźliwy przed wystąpieniem objawów choroby COVID-19, a nawet 44 proc. infekcji może pochodzić od osób bez objawów – ocenili chińscy naukowcy https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/1462741,koronawirus-zarazliwy-przed-wystapieniem-objawow-badania.html w badaniu, które nie zostało jak dotąd poddane naukowej weryfikacji.’

Nie wiadomo zatem co takie badania są warte, skoro z nauką nie mają wiele wspólnego ?

Tym niemniej bez weryfikacji naukowej ‚Badacze wywnioskowali, że osoby zakażone same zaczynają zarażać średnio 2,5 dnia przed wystąpieniem objawów, przy czym szczyt zaraźliwości następuje w momencie pojawienia się objawów lub jeszcze przed nim.

Oszacowali również, że w 44 proc. przypadków do infekcji może dochodzić w chwili, gdy osoba zarażająca nie ma jeszcze objawów. Autorzy badania zaznaczyli, że osoby z objawami często były już izolowane, co zapobiegało dalszemu roznoszeniu przez nie wirusa. „Jest jednak jasne, że transmisja przedobjawowa najprawdopodobniej zdarza się z istotną częstotliwością” – stwierdzili.”

Dlaczego to ma być jasne, skoro badania jasne nie są – media nie podają.

Trzeba się jednak liczyć z tym, że liczba chorych może być większa i to znacznie, niż się podaje. Ilość chorych wzrasta wraz ze zwiększeniem ilości badań. Tam gdzie badań jest niewiele, chorych też jest niewiele.

Ponadto, jak przyznają Chiny, jako chorych nie kwalifikowano przypadków bezobjawowych. Nie powinno to dziwić, bo jak objawów brak, to trudno jest wykryć, że ktoś jest chory ?

Ale ujawniana jest i taka strategia dla poprawienia statystyk: „W chińskim mieście Wuhan wciąż wykrywa się bezobjawowe przypadki zakażenia koronawirusem, ale nie są włączane do oficjalnej liczby infekcji – ustalił portal Caixin.

https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1463204,koronawirus-chiny-media-wuhan-bezobjawowe-przypadki-zakazenie-statystyki.html ..w Wuhanie codziennie kilka lub kilkanaście testów na obecność wirusa wciąż daje wynik dodatni. Osoby te nie są jednak wliczane do oficjalnej liczby potwierdzonych zakażeń, ponieważ nie mają objawów choroby. ….w mieście odmawiają ludziom możliwości badania na koronawirusa, by nie psuć oficjalnych statystyk. Jeden z cytowanych przez stację wolontariuszy określił to jako „kurację polityczną, a nie medyczną”.

Nie ma wątpliwości, że politycy mają większe osiągnięcia w kurowaniu chorych niż medycy i gdyby nie medycy oraz niezależni dziennikarze, to szczególnie w okresach przedwyborczych, nie byłoby wcale chorych.

Schizofrenia bezobjawowa

Politycy zresztą mają poważne osiągnięcia w medycynie i to od lat, a to za sprawą odkrycia i wdrożenia w życie specjalnej jednostki chorobowej – schizofrenii bezobjawowej.

Rzecz jasna to odkrycie miało miejsce w kraju słynącym z rozlicznych odkryć i wynalazków oraz przodującej w świecie nauki przymiotnikowej – i to socjalistycznej. W Moskiewskim Instytucie Psychiatrii Społecznej i Sądowej im. Władimira Serbskiego, który stanowił centrum radzieckiej psychiatrii politycznej, diagnozowano chorobę schizofrenii pełzającej, czy bezobjawowej, po stwierdzeniu u pacjenta – zwykle nieprawomyślnego dysydenta – nastawienia reformatorskiego czy antysystemowego.

Taka diagnoza dyskwalifikowała jednostkę z życia publicznego i upoważniała do skierowania do szpitala psychiatrycznego – psychuszki, gdzie poddawano go przymusowej terapii, aby przywrócić go do zdrowia, czyli osiągnięcia pozytywnego nastawienia do najlepszego z systemów ludzkości.

Leczenie schizofrenii bezobjawowej chyba nie było łatwiejsze od terapii koronawirusa skoro przywódca Kraju RAD Nikita Chruszczow jeszcze w 1959 r. informował „Można powiedzieć, że i obecnie (w ZSRR) istnieją ludzie, którzy walczą z komunizmem… ale u takich ludzi bez wątpienia stan psychiczny nie jest w normie”.

Taki system kuracji politycznej trwał do końca istnienia ZSRR,  ale i po jego rozpadzie nie do końca został zarzucony. Widać politycy nadal dbają o zdrowie obywateli – im niewygodnych.

Diagnozowanie zaburzeń psychicznych u osób niewygodnych dla władzy, i to nie tylko najwyższej, miało miejsce nie tylko w Kraju Rad. Stosowano je także u nas, o czym mogli się przekonać działacze opozycji antykomunistycznej w czasach PRLu i nie brak takiego diagnozowania do dnia dzisiejszego, wobec nastawionych negatywnie do pozostałości komunistycznych w Polsce.

Nauka bezobjawowa

Nie ma wątpliwości, że nauka w Polsce jest zawirusowana i trapiona wieloma chorobami co przedstawiam w wielu tekstach na moim nonkonformistycznym blogu – https://blogjw.wordpress.com/

Niestety moje diagnozy stanu chorobowego nauki w Polsce, jako nieprawomyślne, są na ogół przemilczane, choć czasami spotykały się z brutalnymi atakami, ale trzeba też przyznać, że niektóre z nich wykorzystano do tworzenia prawa akademickiego, niestety bez należytej modyfikacji prawnego otoczenia.

Przed kilkunastu laty podnosiłem znaczenie wirusa – trojana [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/system-trojana-czyli-druga-strona-nauki-polskiej/ ], który wówczas atakował systemy komputerowe, ale także, w zmodyfikowanej postaci, system nauki w Polsce. Przed kilku laty zdiagnozowałem szereg chorób akademickich [[np. , https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/] podnosząc, że diagnoza dyplomowanych/utytułowanych lekarzy i znachorów, w randze rektorów, wskazująca tylko jedną jedyną chorobę trawiącą naukę w Polsce, którą stanowi niedostatek pieniędzy, jest nietrafna. Argumentowałem, że taka diagnoza nie doprowadzi do uleczenia systemu a jedynie nadwyręży niezbyt duży budżet państwa na dorobku.

Niestety nasza nauka finansowana z budżetu nader często jest bezobjawowa a środowisko akademickie walczy z podniesioną głową, aby tego co robi za pieniądze z budżetu czasem nie ujawniano obywatelom na ten budżet pracującym. Gdy ktoś chce ujawnienia chowają głowę w piasek i każą takiemu obywatelowi pukać się w głowę, jako że jego stan psychiczny podobno nie jest w normie, a przy tym stanowi nieuczciwą konkurencję dla twórców nauki bezobjawowej. [ https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Niekiedy jednak to co zrobią ujawniają, bacząc jedno, aby ktoś tego zbytnio nie rozpowszechnił i niezależnie zaopiniował.[ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/ ]

Tak się dzieje szczególnie, choć nie tylko, w naukach społecznych i humanistycznych, ignorujących jednak nader często człowieka jako istotę społeczną.

Jednym z największych osiągnięć bezobjawowej nauki w III RP było odkrycie bezobjawowych represji w czasach PRL[ „badania” prowadzone tylko wśród beneficjentów represyjnego systemu !], a także niewykrycie w historii komunizmu i stanu wojennego, nie mówiąc o czystkach jaruzelskich. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ , https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ , https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka-epoki-jaruzelskiej/]. Badacze tak prowadzili badania, aby czasem nie poznać tego co badają, co zapewnia im utrzymanie się na etatach i prestiż społeczeństwa.

Nie ma co, osiągnięcia nauki bezobjawowej są wręcz imponujące !

Solidarność bezobjawowa

Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu, jedni przeciw drugim” – to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który Odszedł do Domu Ojca przed 15 laty.

No tak, był taki czas Solidarności gdy tak było, ale nie był to długi czas i każdy ma chyba w tej materii swoje doświadczenia.

Jak tworzyliśmy Solidarność w moim małym, uczelnianym instytucie wspólnota liczyła 28 osób – Deklaracja przystąpienia pracowników Instytutu Nauk Geologicznych UJ do NSZZ ‚ Solidarność” z 24 września 1980 r., a moje nazwisko figuruje na 1 miejscu tej listy sprzed niemal już 40 laty.

A ile było osób deklarujących przystąpienie do strajku po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. ?

Listy nie było, a prowodyr był tylko jeden, ten z pierwszego miejsca listy założycielskiej. Nikogo drugiego, nie mówiąc o pozostałych, nie było ! Taka była Solidarność akademicka – bezobjawowa, takie noszenie razem brzemion we wspólnocie, takie „wespół w zespół” – samojednego.

I tak pozostało, także po wygranej – jak się oznajmia – Solidarności. Jedni występują przeciw drugim, a solidarni z drugimi pozostają wykluczeni/wyklęci.

Objawiania solidarności w czynach, a nie tylko w słowach, nie da się zaakceptować ?!

Solidarność – tak, ale bezobjawowa.[ https://blogjw.wordpress.com/2017/02/23/solidarnosc-bezobjawowa/ ]

Przez lata wykluczenia poza strukturami Solidarności robię nadal to co Solidarność winna robić i nawet dla porównania składam publicznie [ także strukturom Solidarności] sprawozdania z mojej działalności.

Dokumentacja tego jest łatwo dostępna w cyberprzestrzeni [na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/].

Zachodzi pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi – skoro „Solidarność” nadal działa i ma być solidarna, to czemu krzywdzeni w systemie akademickim [i nie tylko] zwracają się o pomoc do wyklętego z systemu, także przez ‚Solidarność’ i nawet im do głowy nie przychodzi aby się zwracać do istniejących struktur ‚Solidarności’, na których utrzymanie płacą składki ?

Zdumiewające nieprawdaż ? Tak jakby Solidarność bezobjawową trzeba było utrzymywać i opłacać, ale liczyć można jeno na solidarność bezstrukturalną, nieopłacaną, ale objawową – zgodnie z tym co miało być przez 40 już lat.

Jakaś refleksja na 40-lecie „Solidarności” winna przyjść do głów, ale czy to się stanie skoro głowy pozostają pogrążone w podręcznych strusiówkach ?

Działalność bezobjawowa

Jesteśmy społeczeństwem bardzo pracowitym, wbrew opiniom przez lata nam urabianym, ale z obserwacji życia odnosi się wrażenie, że poziom pracy bezobjawowej nie jest mały, choć niezbadany.

Studia socjologiczne należą do najpopularniejszych, ale czemu nie widzimy rezultatów działalności socjologów ? Może jest bezobjawowa ?

Nie ma porównania rezultatów pracy etatowej i bezetatowej, choć ta druga nieraz wydaje się bardziej efektywna.

Odnosi się czasem wrażenie, że wielu etatowców z takim zaangażowaniem piastuje, a raczej pieści swoje etaty, czasem wiele, że na pracę nie mają czasu. Tym niemniej tacy mają prestiż, no i są obiektem zazdrości, bo inni też by tak chcieli.

Tak, tak, taki etos, czy raczej wirus pracy/niepracy nam pozostał po latach bezsensownej/fikcyjnej pracy w sferze budżetowej, w czasach komunizmu.

Niestety i działalność społeczna, którą od lat dokumentuję i publicznie objawiam – pismem, dźwiękiem, obrazem [ wykaz lub jak kto woli objawienie – https://blogjw.wordpress.com/autor/] – nie jest wolna od takich wad.

Organizacji pozarządowych mamy moc, ale nie zawsze one mają moc, a często wcale nie wykazują objawów swojej działalności. W niektórych sektorach odnosi się wrażenie, że organizacji jest więcej niż ich aktywnych członków.

Co więcej, ci jedynie aktywni funkcjonariusze, czy raczej fikcjonariusze, wcale nie zabiegają o to aby ktoś aktywny ich wzmocnił. Wręcz przeciwnie. Innych, szczególnie niezorganizowanych formalnie, ale nad wyraz aktywnych realnie, po prostu starają się nie zauważać, traktując ich jakby niepożądaną konkurencję, podobnie jak to ma miejsce w sferach etatowych/budżetowych.

Podobieństwo rzuca się nad wyraz w oczy, lecz głowy pogrążone w piasku lub oczy nastawione na widzenie tylko końcówki swojego nosa, rzecz jasna, niczego nie widzą.

Zresztą wirusy mają to do siebie, że nie są widoczne gołym okiem, stąd ich objawianie ma taką wartość społeczną, niezbędną do przetrwania, szczególnie w czasach pandemii.

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe


[https://www.panstwo.net/4377-nadzwyczajne-kasty-w-togach

  • symbol obu kast, najpierw sędziowskiej, potem akademickiej,

w czasach zarazy czerwonej, czyszczony z pamięci po rzekomym jej ustąpieniu]

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe

Żyjemy obecnie w czasie zarazy biologicznej jakiej na ziemiach polskich nie pamięta moje pokolenie, które żyło przez dziesiątki lat w czasach zarazy ideologicznej, najpierw czerwonej, a następnie tęczowej.

Życie w czasach zarazy skłania do refleksji nad marnością naszego żywota. Trudno jednak porównywać skutki zarazy biologicznej i ideologicznej, chociaż nie ma wątpliwości, że zejść śmiertelnych w wyniku panowania zarazy czerwonej było nieporównywalnie więcej niż dotychczasowych zejść podczas zarazy wirusowej, a żadna kwarantanna nie dawała skutecznej obrony przed zarazą czerwoną.

To, że społeczeństwo, mimo ogłoszenia końca zarazy czerwonej, bynajmniej nie ozdrowiało i nadal jest dotknięte czerwonym wirusem, który ulega tęczowej mutacji – jest faktem, ale często ukrywanym w przestrzeni publicznej.

Zanik refleksji nad tym stanem jest także faktem, stąd obywatelski obowiązek podzielenia się garścią refleksji, aby skłonić innych do wydostania się ze stanu hibernacji, który jest traktowany jako strategia przetrwania.

Czy warto tak trwać ?

Nie wszyscy taką strategię chcą przyjąć, naruszając błogostan rzekomych pogromców kolejnych zaraz, a zarazy czerwonej – w szczególności.

Analiz psychologicznych, socjologicznych, politycznych w tej materii jakoś brakuje. Pozostaje analiza indywidualna, siłą rzeczy subiektywna, ale nieraz wnosząca wiele do poznania prawdy obiektywnej, której wielu nie chce za żadne skarby znać.

Badacze mają obowiązek służbowy, a tym bardziej moralny, poznawania prawdy, ale robią wiele, a nawet więcej, aby nie poznać czasem tego co badają, jeśli tylko to poznanie by im utrudniło formalną karierę. I taki stan rzeczy spotyka się ze zrozumieniem, a nawet akceptacją, niemałej części społeczeństwa, jakoś nie mającego nic przeciwko temu, że tacy „badacze” są utrzymywani z ich kieszeni.

Skoro to akceptują, to za taki stan rzeczy są współodpowiedzialni i argument – „ja nie mam na to wpływu”, „ja nie wiedziałem”, nie może stanowić usprawiedliwienia, skoro palcem w bucie nie ruszą aby się dowiedzieć, a na widok niewygodnej dla nich wiedzy [dostępnej i to łatwo np. w cyberprzestrzeni ] chowają po prostu głowę w piasek.

I na takiego wirusa hibernacji społecznej do tej pory nie wynaleziono szczepionki i nie ma nawet informacji, czy nad taką szczepionką trwają prace badawcze. Odnosi się wrażenie, że badacze nawet siebie nie chcą uzdrowić, a co dopiero mówić o uzdrowieniu pozostałej części społeczeństwa.

To, że w Polsce mamy nadzwyczajną kastę sędziowską to chyba wszyscy wiedzą, bo to sami sędziowie tak społeczeństwu oznajmili i zostało to przyjęte do powszechnej niemal akceptacji, bo widocznie argumentów przeciwnych jakoś nie znaleziono.

Ale to, że w Polsce mamy także nadzwyczajną kastę akademicką chyba wiedzą tylko niektórzy. W przestrzeni publicznej się o niej nie mówi, chyba że w jakiś strefach niszowych. Jak wpisuję na ‚Google’ – „nadzwyczajna kasta akademicka” to mi wychodzą tylko moje teksty w różnych mutacjach.

Pisałem kiedyś w niszowym Nowym Państwie Nadzwyczajne kasty w togach” [2017] tak o nadzwyczajnej kaście sędziowskiej, jak i jej matce – nadzwyczajnej kaście akademickiej, nawiązując w tekście do Ewangelii wg św. Łukasza „ Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli„

Sądziłem, że w kraju katolickim będzie jakiś odzew. Nic z tego. Głowy pozostały pogrążone w piasku.

W TVP program „Kasta” porusza tylko problemy kasty sędziowskiej, pomijając całkiem kastę – matkę. Ta natomiast nieraz w przestrzeni publicznej występuje w obronie swoich dzieci. Trudno się nawet temu dziwić.

Niektóre osoby, bez względu na płeć, należą zresztą do jednej i do drugiej kasty jednocześnie, jakkolwiek w dwóch togach jednocześnie publicznie się nie pojawiają, stąd ludziska – że tak powiem – obrazkowi, jakoś tego zjawiska nie widzą.

Ja w swoim życiu nieco poznałem obie kasty i muszę przyznać, że kasta akademicka dała mi się bardziej we znaki.

Co prawda, przez kastę sędziowską byłem linczowany przed 20 laty, a przez ostatnie 5 lat grillowany na różnych jej szczeblach, ale gdzie tam tej kaście do swej matki-rodzicielki.

W końcu kasta akademicka nie tylko mnie linczowała i grillowała, ale wyklęła skutecznie i to dożywotnio w czasach czerwonej zarazy, a po rzekomym ustąpieniu zarazy wyklęcie nie ustąpiło, a nawet się wzmocniło.

W czasach zarazy czerwonej, mimo wszystko, przez szereg lat mogłem negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką poprzez ok. 100-200 godz. wykładów rocznie i nie mniejszą ilość innych zajęć oficjalnych, jak i nieoficjalnych, a nawet zabronionych – rzecz jasna nie bezkarnie. Ale po rzekomym ustaniu zarazy czerwonej nie było to już możliwe, nawet w ilości mikroskopijnej.

W rzekomo wolnej od czerwonej zarazy Polsce, pozostała jedynie wolność wykładania do swoich ścian [no i samych ścian rzecz jasna]. Kasta akademicka po ustaniu zarazy nawet się wzmocniła, uznała się za pokrzywdzoną, i to w części przeze mnie [sic !] i taki stan rzeczy został zaakceptowany i to także przez bojowników o wolność, a nawet demokrację.

Czy ktoś może ujawnić jakiś mój wykład/spotkanie/obszerniejszą wypowiedź w domenie nie tylko akademickiej, poza domeną sądową ? [ dla przykładu wypowiedzi sądowe m.in. pod adresami https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI, https://www.youtube.com/watch?v=g0C3crRTJ0g ]

To dla porównania funkcjonowania i społecznego odbierania obu kast ma znaczenie zasadnicze.

Otóż z moimi wypowiedziami na salach sądowych można się zapoznać, bo miały one miejsce i możne było je zarejestrować, gdy na innych salach – nie tylko akademickich- czegoś takiego nie było !

No, z wyjątkiem kilku wypowiedzi medialnych, i tych ‚wykładów’, tak na froncie akademickim, jak i na innych frontach życia w III RP, które sam pro publico bono zorganizowałem i zabezpieczyłem.

Jak zestawiam moją działalność, ujawnianą na dwudziestu kilku już stronach internetowych, można w niej wyróżnić szereg działań bojowych,  i to frontowych – nie tylko na froncie akademickim, ale także na frontach: antykomunistycznym, etycznym, jagiellońskim, konstytucyjnym, krakowskim, lustracyjnym, medialnym, niepodległościowym, obywatelskim, patologicznym, reformatorskim, sądowym, a nawet kulinarnym i humorystycznym.

I co ? I nic ! Można sobie istnieć w cyberprzestrzeni [nie zawsze bezkarnie, ale jednak], nawet w przestrzeni sądowej, ale w przestrzeni akademickiej – NIE !

Czy potrzebny jest jeszcze bardziej widoczny argument w rozważaniach nad wyższością nadzwyczajnej kasty akademickiej nad nadzwyczajną kastą sędziowską ?

Nawet Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować w Polsce każdą władzę, nawet Sąd Najwyższy, co za Jego zgodą nagrałem i ujawniłem, [Kasacja niewygodnego dziennikarza – proces Józefa W.- https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI] ale bez reakcji społecznej, także tych walczących z nadzwyczajną kastą sędziowską.

Kasta akademicka nie tylko tematu jej kontroli nie podnosi, do moich wypowiedzi nie dopuszcza, ale nawet nie zezwala mi na ujawnienie tego co sama wypowiada – np. Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ? https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/

Protestów społeczeństwa spolegliwego wobec nadzwyczajnej kasty akademickiej – nie zauważyłem. Alternatywnych poczynań, choćby podważających działania operacyjne nadzwyczajnej kasty akademickiej – brak.

Tryumf nadzwyczajnej kasty akademickiej, sformatowanej w czasach czerwonej zarazy, przetrwałej jej rzekome ustąpienie, i funkcjonującej – jakby nigdy nic – w czasach zarazy tęczowej, po prostu bije po oczach. Czemu brak refleksji w tej materii ?

Czy konieczność kwarantanny w czasach kolejnej zarazy biologicznej skłoni kogokolwiek do refleksji nad strasznymi skutkami zarazy ideologicznej, nie tylko w domenie akademickiej?

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Wypowiedziane przez Mariana Turskiego słowa ‚Auschwitz nie spadł nam z nieba’ i propozycja 11 przykazania „nie bądź obojętny” poruszyły polską, a także zagraniczną opinię publiczną. Środowisko tygodnika „Polityka” rozpoczęło zbieranie podpisów pod nominacją Mariana Turskiego do pokojowej Nagrody Nobla i już wiele setek osób pod tym apelem się podpisało, nie bacząc na kontrowersyjną wymowę tych wypowiedzi człowieka, który przeszedł piekło niemieckich obozów koncentracyjnych (nie tylko KL Auschwitz) a jakby był obojętny na los ludzi przechodzących piekło nie tylko w Auschwitz, ale także w Gułagu, czy w katowniach UB, tworzonych przez instalatorów systemu komunistycznego, w ramach walki o szczęście i pokój całej ludzkości.

Najbardziej zasłużeni dla wspierania tej walki otrzymali rozmaite odznaczenia, w tym Leninowską (wcześniej Stalinowską) Nagrodę Pokoju.

Marian Turski, który jako młody człowiek przeszedł niemieckie piekło zbrodniczego systemu nazistowskiego, przystąpił w zniewolonej przez Armię Czerwoną Polsce (na jej terytorium zainstalowano PRL) do wspierania zbrodniczego systemu komunistycznego.

Działał w młodzieżówce PPR, następnie w PZPR, był na froncie propagandowym w randze redaktora naczelnego (w latach 1956–1957) Sztandaru Młodych – komunistycznego organu prasowego ZMP (później ZMS).

Pismo to zainaugurowało swoją działalność 1 maja 1950 r. zamieszczając na pierwszej stronie przemówienia wybitnych bojowników o pokój i sprawiedliwość społeczną – Bolesława Bieruta, Konstantego Rokossowskiego, Józefa Stalina.

Od 1958 był publicystą tygodnika „Polityka” – tuby propagandowej PZPR, kierownikiem działu historycznego i jest z tym tygodnikiem związany do dnia dzisiejszego.

Auschwitz nie spadł nam z nieba

Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj” – mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej ‚drodze do Auschwitz’ nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, a znany jest argument Hitlera uzasadniającego eksterminację ludności polskiej w 1939 r. „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”

Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku (nie tylko kroczku) ku Auschwitz ?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą to ewolucję czci się do dnia dzisiejszego, a dokonane podczas niej ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność ?

KL Auschwitz zaczął funkcjonować od 1940 r. jako miejsce eksterminacji Polaków, których pierwszy transport trafił tam 14 czerwca 1940 r. I to był ważny krok do stworzenia tam fabryki śmierci – miejsca eksterminacji głównie ludności żydowskiej, ale nie tylko.

O tym kroku Marian Turski w swym wystąpieniu nawet nie wspomniał. Podobnie jak o późniejszej historii KL Auschwitz, po wkroczeniu Armii Czerwonej i rozpoczęciu instalacji systemu komunistycznego na terytorium Polski.

Na stronach Centralnej Biblioteki Wojskowej zamieszczono informacje, o których Marian Turski winien wiedzieć: „W lutym 1945 roku NKWD utworzyło dwa obozy na terenie byłego obozu macierzystego i w obrębie byłego KL Auschwitz II Birkenau. Pierwszy obóz funkcjonował w dawnym KL Auschwitz I przypuszczalnie do jesieni 1945 roku i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W drugim z nich, założonym w obrębie byłego obozu KL Auschwitz II Birkenau więziono także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia, podejrzewane o brak lojalności wobec Polski. Obóz ten funkcjonował do marca 1946 roku.

W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż 25 tys. osób. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano więźniów, przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Od wiosny 1945 roku w Oświęcimiu istniał również obóz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), utworzony niedaleko dworca kolejowego, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, pochodzenia niemieckiego podejrzane o przynależność do NSDAP lub Polaków nie akceptujących przejęcia władzy w Polsce przez komunistów lub oskarżanych o sympatię dla ich przeciwników.”

W tym czasie Marian Turski działał już w młodzieżówce komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej. Niestety o tych krokach do stworzenia kolejnego zbrodniczego systemu nie wspomina.

System komunistyczny nie spadł nam z nieba, został zainstalowany za pomocą sowieckich czołgów i przy pomocy marionetek Kremla, nazywających się „patriotami polskimi” i mordujących tysiące prawdziwych – nie kremlowskich – Polaków, którzy na instalację zbrodniczego systemu, zniewolenia Polski nie byli obojętni.

To co się działo w KL Auschwitz w latach 1940-43 opisał w swych raportach inny więzień Kl Auschwitz – rtm. Witold Pilecki, który tak był nieobojętny wobec doniesień o eksterminacji więźniów tego obozu, że poszedł tam na ochotnika, aby to zbadać na miejscu.

Historia pierwszych lat KL Auschwitz jest jednak jakby wymazywana z pamięci, stąd nie wszyscy wiedzą, że KL Auschwitz został założony z myślą o eksterminacji ludności polskiej.

Jeśli do szkół trafią wypowiedzi Mariana Turskiego – jak postulują jego koledzy z „Polityki” – a nie trafi raport rtm. Witolda Pileckiego, to obraz tego co miało miejsce w KL Auschwitz, wyniesiony przez absolwentów naszych szkół, nie będzie prawdziwy.

Marian Turski pouczał, że nie należy być obojętnym na fałszowanie historii, więc nie można pominąć takiej obojętności i takiego fałszowania przez osobę, którą zamierza się awansować do rangi autorytetu moralnego i jego wypowiedzi włączyć do lektur szkolnych, a ponadto uhonorować Pokojową Nagrodą Nobla.

Rok 2020 został przez Senat RP ogłoszony Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego. Jak przypomina Radio WNET Ojciec Bocheński w sposób bezkompromisowy ganił intelektualistów kolaborujących z komunizmem (nazywał ich „zgniłkami”, przy czym jak sam podkreślał jest to stwierdzenie naukowe, oznaczające ludzi, którzy nie wierzą w prawdę oraz są produktem rozkładającego się społeczeństwa).”

Niestety Nagroda Nobla w ostatnich latach przyznawana jest często intelektualistom kolaborującym z komunizmem, co jest wynikiem przejęcia „zgniłków” po zaprzestaniu funkcjonowania pokojowej Nagrody Stalinowskiej/ Leninowskiej.

Natomiast rtm. Witold Pilecki był tym, który realizował swoją postawą przesłanie „nie bądź obojętny” – tak wobec ludobójstwa niemieckiego w Auschwitz, jak i ludobójstwa komunistycznego i dlatego został zgładzony, gdy jednostronnie nieobojętni – tzn. tylko na zło nazistowskie, ale nie na komunistyczne – są hołubieni.

Auschwitz nie spadł nam z nieba, ale system komunistyczny, który ma na swoim koncie ok. 100 mln ludzkich istnień (Czarna Księga Komunizmu) też z nieba nie spadł. Krok po kroczku w ramach głoszonego wyzwalania uciśnionych opanował spore połacie wolnego świata przy pomocy ‚zgniłków’.

Wobec tego systemu rtm Pilecki nie był obojętny i wykazał to swoim działaniem ponosząc tego konsekwencje. O katowni UB mówił, że ‚Oświęcim to była igraszka’.

Czy można było być obojętnym wobec zbrodniczego systemu komunistycznego ?

Okazuje się, że można było, a Marian Turski taką obojętność wykazuje, a nawet jako były więzień KL Auschwitz włączył się w instalację i propagowanie tego nieludzkiego systemu.

Po co nam 11 przykazanie ?

Marian Turski, w 75 rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Auschwitz, przypomniał słowa prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta sprzed 5 lat, wygłoszone w tym samym miejscu. Prezydent – jak mówił Marian Turski wymyślił 11przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.

To winno być oczywistością dla każdego człowieka i nie tylko po Auschwitz.

W końcu już w ewangelii Marka czytamy „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Gdyby to przykazanie było respektowane przez człowieka, nie byłoby obojętności człowieka wobec drugiego człowieka, nie byłoby wykluczenia, nienawiści, nie byłoby Auschwitz, ani innych ludobójstw Auschwitz poprzedzających i późniejszych. W końcu i 5 przykazanie – „nie zabijaj” – byłoby wystarczające.

A zatem nie ma potrzeby tworzenia kolejnego, i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych.

Z Nieba spadł nam DEKALOG i to obojętność wobec Dekalogu, nierespektowanie 10 przykazań, a często walka z nimi, krok po kroku prowadziła do Auschwitz, jak i do wcześniejszych i późniejszych ludobójstw. Nie spadły one z Nieba, lecz były konsekwencją odrzucenia tego co z Nieba spadło.

Rtm. Witold Pilecki swój brak obojętności, tak wobec ludobójstwa w Auschwitz, jak i wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, oparł na ciągłej lekturze poradnika życia chrześcijańskiego „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempisa i dodatkowe 11 przykazanie nie było mu potrzebne.

Nie byli obojętni ….

Przesłanie ‚nie bądź obojętnym’ jeśli nie opiera się na tym co spadło z Nieba, może być realizowane jednostronnie i bynajmniej nie chroni nas przed ludobójstwem, jak i innymi niegodziwościami, co widać w naszej historii.

Ci, którzy opierali się w swej nieobojętności na lekturze Marksa/Lenina, prowadzili do tworzenia nieludzkiej ziemi, nieludzkiego systemu, który pochłonął znacznie więcej ofiar niż Auschwitz. Niestety w instalacji i propagowaniu komunizmu Marian Turski brał udział i jakby o tym w Auschwitz zapomniał.

Nie był w tym odosobniony. Józef Cyrankiewicz był także więźniem Auschwitz, a dla instalacji zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce miał dużo większe zasługi. Wykazał się przy tym co najmniej obojętnością wobec znanego mu losu rtm. Witolda Pileckiego, który także przeszedł Auschwitz, tyle że inaczej, i komunizmu nie instalował, tylko z nim walczył.

Od lat pamięta się o zbrodni niemieckiej na profesorach UJ uwięzionych w KL Sachsenhausen po Sonderaktion Krakau, ale nie pamięta się o postawie niektórych z nich wobec instalacji systemu komunistycznego. Sławili geniusz Stalina (Teodor Marchlewski), propagowali łysenkizm (Stanisław Skowron), czy – już w randze rektorów – wykazywali się haniebną postawą wobec naukowców nieobojętnych na instalację zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce (Józef Wieczorek: Niezłomni – wyklęci przez rektorów”, Kurier WNET nr 46/2018).

To są tematy na poważne psychologiczne studium dla zrozumienia, jak ci, którzy przechodzili jedno piekło, mogli być zwolennikami drugiego piekła.

Obojętność chyba można by zrozumieć z racji ogromu przeżytej tragedii, ale skąd brali siłę do aktywności i wspierania drugiego piekła ?

Mimo poznania ogromu zbrodni systemu komunistycznego nadal te zbrodnie wypiera się z pamięci, fałszuje historię i walczy się z tymi, którzy wobec tego nie są obojętni, nazywając ich często, podobnie jak w czasach instalacji systemu komunistycznego, faszystami, przeciwnikami demokracji, ciemnogrodem, propagatorami mowy nienawiści itd. itp.

Ojciec Józef Maria Bocheński „po roku 1989 domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”. [ Radio WNET]

Jak widać, ojciec Bocheński nie był obojętny wobec systemu komunistycznego. Niestety postulaty wybitnego filozofa nie zostały wprowadzone w życie, choć jak podkreślał Senat, ojciec Bocheński ma wyjątkowe miejsce wśród polskich uczonych, reprezentując najważniejszą polską szkołę filozoficzną, zwaną lwowsko-warszawską” , trzeba przypomnieć szkołę zwalczaną zażarcie przez filozofów – marksistów w komunistycznej Polsce.

Całe życie bronił prawd wiary, praw logiki oraz wspierał Polaków walczących o wolność”. Postulowane jedenaste przykazanie nie było mu do tego potrzebne.

Nie bądź obojętny wobec rozkładającego się społeczeństwa.

Przesłanie „nie bądź obojętny” jest jednak jak najbardziej wskazane, wobec rozkładającego się społeczeństwa – jak oceniał już przed laty o. Bocheński – odrzucającego Dekalog, rodzinę, tradycyjny system wartości.

Nie można być obojętnym na szerzenie się tęczowej zarazy, wykluczania tych, którzy nie są miłośnikami LGBT, podobnie jak wykluczano/likwidowano/ marginalizowano tych, którzy nie byli miłośnikami zarazy czerwonej.

Kto nie był miłośnikiem systemu kłamstwa, a nie daj Boże stanowił dla tego systemu i jego miłośników zagrożenie – był wykluczany, krok po kroku, aż do końca jego trwania i nawet po jego formalnym upadku, a postulatorzy 11 przykazania i ich towarzysze, byli i są na to obojętni !

Po transformacji czerwonej zarazy w zarazę tęczową, takie procesy nawet się nasiliły i ci którzy nie są miłośnikami LGBT, nie są obojętni na rozkład rodziny, deprawację dzieci – są szykanowani, marginalizowani.

Postępowi”, którzy domagają się wyprowadzenia religii/Dekalogu ze szkół, a na ich miejsce wprowadzenia do szkół ich ideologii tęczowej. Nieobojętnych na zagrożenie chrześcijańskich wartości oskarżają o mowę nienawiści. Nienawiść do nieobojętnych ma wielką moc destrukcyjną.

O. profesor Dariusz Kowalczyk z rzymskiej Gregoriany niedawno niezwykle trafnie zauważył (eKai): „Współczesne ideologie, jak gender, LGBT, skrajny feminizm, aborcjonizm, antyludzki ekologizm głoszą, że nie są żadnymi ideologiami, a jedynie stawaniem po stronie dyskryminowanych, domaganiem się poszanowania praw każdego człowieka, praw zwierząt itd. To trochę tak, jakby Lenin i Stalin przekonywali, że nie szerzą żadnej ideologii, a jedynie domagają się poprawy losu uciemiężonych chłopów i robotników. Prawda zaś była taka, że po wojnie bojówki zetempowskie tropiły nieprawomyślnych profesorów, doprowadzając do tego, że byli oni pozbawiani prawa nauczania. Tak było na przykład w przypadku słynnego profesora Władysława Tatarkiewicza, oskarżonego m.in. przez młodego Leszka Kołakowskiego. Dzisiaj – jak dobrze wiemy – podobne rzeczy dzieją się na polskich uniwersytetach, gdzie profesorów stawia się przed sądy dyscyplinarne za to, że przekazują zdroworozsądkową prawdę o człowieku, rodzinie i małżeństwie.”

W jednym z wywiadów atakowany za nieobojętność wobec szerzenia tęczowej zarazy abp. Marek Jędraszewski mówił „ ..w preambule obowiązującej ustawy o oświacie jest mowa o tym, że nauczanie i wychowanie w polskich szkołach ma respektować chrześcijański system wartości, a za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki. Próba wprowadzania tego typu seksedukacji jest łamaniem najbardziej podstawowych praw, które aktualnie obowiązują w Rzeczypospolitej Polskiej. To trzeba od strony prawnej jasno stwierdzić. Jeśli chodzi o wymiar moralny seksedukacji, zwłaszcza związanej z wytycznymi WHO, prowadzi ona bardzo wyraźnie i jednoznacznie do tego, żeby niewinne dzieci – już na poziomie przedszkoli – deprawować. Stąd ogromny apel, który Kościół kieruje nie tylko do ludzi wierzących, ale do wszystkich rodziców zatroskanych o zdrowe życie duchowe swoich dzieci, żeby protestowali i nie dopuszczali do nieszczęść, które te dzieci nieuchronnie czekają, jeśli te programy zostaną dopuszczone i wprowadzone w życie szkolne.”

Czyli, inaczej mówiąc, metropolita domaga się aby nie być obojętnym – nie w ramach respektowania postulowanego przez zasłużonych dla szerzenia ideologii komunistycznej 11 przykazania, tylko w ramach respektowania najbardziej podstawowych praw, respektowania Dekalogu, który spadł nam z Nieba.

Dekalog nie wymaga poprawiania, wymaga respektowania i wtedy nie będzie ludobójstwa, nie będzie fałszowania historii, ani rozkładu społeczeństwa.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 69, marzec 2020

TęczUJe zdobyli UJ

TęczUJe zdobyli UJ

Uniwersytet Jagielloński jest najstarszym polskim uniwersytetem, matką rodzicielką pozostałych polskich uczelni, który szczyci się dewizą „Plus ratio quam vis” [(łac. „Więcej znaczy rozum, niż siła”, „Rozum przed siłą”) ] zaczerpniętą z Elegii Maksymiana, który to utwór należał do kanonu średniowiecznych lektur szkolnych. Ta średniowieczna idea, uwidoczniona w gmachu Collegium Maius, określa kierunki działalności najstarszej polskiej uczelni, ale niestety nie zawsze uczelnia potrafi te kierunki utrzymać.

Nie ma zatem pewności, czy rektorzy potrafią się posługiwać busolą, choć takie przyrządy znajdują się w Muzeum UJ. Najnowsza historia jagiellońskiej wszechnicy, nader słabo poznana i na opak przedstawiana w przestrzeni publicznej, dokumentuje, że w życiu uczelni zbyt często siła jest stawiana przez rozumem, co skutkuje nie najlepszą pozycją UJ w rankingach światowych uczelni.

Jeśli chodzi o wiek UJ plasuje się wysoko, jeśli chodzi o poziom uczelni niestety nisko. Gdyby średniowieczną dewizę władze UJ zdołały utrzymać, w naszych niewątpliwie ciężkich, choć swoiście postępowych czasach sytuacja uczelni byłaby inna, na miarę oczekiwań Polaków.

Niestety UJ nie zachował ciągłości z czasami złotymi, wielokrotnie podupadał, w ciągu ostatnich dziesiątków lat był obiektem zastosowania siły przez okupanta niemieckiego, a następnie osłabione kadry poddane były kolejnej sile znaczącej więcej niż rozum w czasach czerwonej zarazy.

Z tej epoki UJ nie zdołał się podnieść do dnia dzisiejszego a nawet jeszcze bardziej się pogrąża.

Tęczowy Uniwersytet Jagielloński

Na początku obecnego roku akademickiego na jagiellońskiej wszechnicy powstało stowarzyszenie, które przyjęło nader barwną nazwę TęczUJ”. Powstanie TęczUJa poprzedziła dyskusja w Auditorium Maximum UJ na temat LGBT, pod hasłem „LGBT – potrzeby, możliwości, wyzwania”. Nowe stowarzyszenie „ma zamiar zwalczać homofobię, transfobię oraz seksizm na UJ, a także prowadzić działania edukacyjne, w tym rozpowszechniać informacje na temat społeczności LGBTQ, aby stworzyć środowisko na Uniwersytecie Jagiellońskim, które będzie przyjazne dla wszystkich studentów i studentek LBTGQ”.

Warto mieć na uwadze, że dla tworzenia przyjaznego środowiska akademickiego dla studentów, a także pracowników spoza sfery LBGTQ, jakoś nie powstało żadne stowarzyszenie i nie było debat merytorycznych w tej kwestii, ani w Auditorium Maxium, ani w mniej reprezentacyjnych salach UJ.

Środowisko akademickie UJ (i nie tylko UJ) dziwnym trafem nie jest przyjazne dla tych mniej postępowych, którzy – jak dawniej- chcieliby traktować uniwersytet jako korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy.

Tak uniwersytet był określany w statucie UJ, aż do jubileuszowego roku 2000, ale widocznie uznano na szczytach akademickich, że nie ma co się trudzić poszukiwaniem prawdy, bo to ani nie jest postępowe, ani nie przynosi awansów, ani zysków dla uczelni i ich etatowych pracowników, a także studentów.

Zresztą tych, co razem ze studentami poszukiwaniem prawdy się trudzili, usuwano z UJ w czasach panowania systemu kłamstwa i to z oskarżenia o negatywny wpływ na studentów.

Rzecz oczywista, dla systemu kłamstwa, budowniczych/beneficjentów tego systemu, prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie.

Trzeba było jej się przeciwstawiać, tworzyć przyjazne środowisko dla miłośników tego systemu i to w czasach zarazy, czerwonej zarazy. Przez wiele lat III RP urabiano opinie, że system ten został obalony, co prawda wskazując, że czerwoni stali się co najwyżej różowymi. W ostatnich latach okazało się, że środowiska czerwonych znakomicie przetrwały swój „upadek” i znacznie ubogaciły się kolorystycznie.

Przybrały barwy tęczy i ogłosiły, że nie wszyscy ich miłują, a tak dłużej nie może być.

Z TęczUJami nie ma żartów

Nowo powstałe stowarzyszenie w ramach walki o tolerancję ma być nieprzyjazne dla tych, którzy nie są miłośnikami TęczUJów.

Na kanale You Tube [Tęczowy Uniwersytet Jagielloński] TęczUJe ostrzegają, że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć. To już nie przelewki. Nie ma żartów.

Lepiej zorientowani w historii tworzenia ‚najlepszego z systemów’ o barwie czerwonej, wiedzą zapewne, że żartownisie (ros. – szutniki) i to niewinni, budowali Kanał Białomorski. Czyżby TęczUJe chcieli nawiązywać do tych tradycji ? Tak na to wygląda.

W PRL, instalacja najlepszego z systemów, wspierana była przez młodzież skupioną w ZMP – Związku Młodzieży Polskiej, w którym aktywiści tworzyli Brygady Lekkiej Kawalerii, zajmujące się zwalczaniem nauczycieli niepopierających polityki i ideologii komunistów, kontestujących idee tego co miał usta słodsze od malin.

W deklaracji TęczUJów, jakby się słyszało echo nadciągającej lekkiej kawalerii, która zajmie się zwalczaniem akademików niepopierających ideologii i polityki LGBT.

W tych działaniach studenci nie są osamotnieni. Przecież cała Konferencja Rektorów Szkół Polskich [KRASP] jednogłośnie wydała oświadczenie o kierowaniu na ścieżki dyscyplinarne tych, co by się ośmielili krytykować LGBT i to w warunkach wojny kulturowej, kiedy każda krytyka może przechylić szalę frontu wojennego.

Władza rektorów została wzmocniona w wyniku reformy Gowina, stąd rektorzy autonomicznie każdego niemiłującego LGBT, mogą zawiesić, albo wypędzić z uczelni, tak jak to robili ich poprzednicy, wobec niemiłujących systemu komunistycznego.

Minister w roli Rejtana [sic !]

Minister Gowin jakby nic nie miał przeciwko takiej sytuacji. Co więcej broni na uczelniach ideologii gender, zdając sobie sprawę, że jest to ideologia, a nie nauka. Minister zadeklarował „Położę się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował ograniczać wolność słowa zwolennikom ideologii gender”.

Szokujące -nieprawdaż ?

W czasach czerwonej zarazy na uczelniach nad nauką dominowała ideologia marksistowska i nauka w Polsce nie wyszła na tym dobrze. Ograniczenie wolności słowa naukowcom niszczonym bez ograniczeń przez marksistowskich ideologów [ i ich miłośników] musiało doprowadzić do degradacji nauki na polskich uniwersytetach. Z tej degradacji nauka w Polsce nie zdołała się podnieść, a dziś w ramach reformowania systemu nauki, ideolodzy, tym razem tęczowi, mają znowu dominować nad naukowcami.

No cóż, każdy system musi mieć oparcie na uniwersytetach, wśród elit. Bez tego trudno by było przed laty zainstalować system komunistyczny, czerwona zaraza nie mogłaby się rozprzestrzenić. I teraz tęczowa zaraza też potrzebuje oparcia na uniwersytetach, dobrze przygotowanych do ubogacenia kolorystycznego naszego społeczeństwa.

Należy na tę okoliczność przypomnieć, że w obronie ograniczenia wolności słowa niewygodnym dla czerwonych/tęczowych minister do tej pory nie położył się Rejtanem, a nawet nie ruszył palcem w bucie. Pozbawieni wolności słowa na uniwersytetach w czasach czerwonej zarazy do tej pory nieraz jej nie odzyskali, bo niby jak mogli odzyskać, skoro – przy akceptacji/wsparciu ministrów -ideologia czerwona została w wyniku transformacji zastąpiona ideologią tęczową ?

Tęczowy front akademicki

Tęczowy front akademicki rozwija się coraz śmielej, TęczUJe przenikają UJ [i nie tylko], tęczują sobie swobodnie bez zakłóceń.

Byli już pod oknem papieskim w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową – bez żadnej reakcji, poza jedną osobą duchowną z różańcem.

Nawet środowiska walczące o wolną Polskę, o zachowanie dotychczasowych wartości, tradycji, nie wystawiły czUJek, ani nie rozmieściły czUJników, aby mieć właściwą orientację tego, co się na froncie akademickim wojny kulturowej dzieje.

W obronie abp. Marka Jędraszewskiego, który objaśnił przekształcanie się zarazy czerwonej w tęczową, co spotkało się z atakiem rektorów, pod krakowską Kurią zgromadziło się kilka tysięcy osób, ale pod Collegium Novum, gdzie urzęduje rektor UJ, który wraz ze swoimi kolegami z KRASP potępił mowę metropolity, uznając ją jako mowę nienawiści, nie zgromadził się nikt. Nie miałem z czego zrobić fotoreportażu !

Taka schizofreniczna postawa na froncie niczego dobrego nie wróży. Potrzebne są zdecydowane działania, po wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji na froncie i w rejonach przyfrontowych.

Na Plantach, przed Collegium Novum nie ma jeszcze tęczowych ławeczek, rektor jeszcze nie zasiada w tęczowym fotelu, w tęczowej todze, studenci – nawet TęczUJe – jeszcze nie noszą tęczowych czapek studenckich [aby było wiadomo kogo tolerować] – ale to dopiero początek.

W czasach PRLu UJ, nie był CzuUJem – Czerwonym Uniwersytetem Jagiellońskim, choć rektor Karaś do tego zmierzał, ale zrodzony z UJ – Uniwersytet Śląski, takim czerwonym uniwersytetem, czyli ‚CzUŚem’ (jak się mówiło ) był.

W III RP na dobrej drodze jest instalacja, na bazie najstarszego polskiego uniwersytetu – Tęczowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli prawdziwego TęczUJa.

W PRL nie było reakcji środowiska akademickiego na oczyszczanie UJ z elementu niemiłującego czerwonych i nie ma do dnia dzisiejszego (nikt prawdziwej historii UJ nie chce poznać !).

Skutkuje to, bo niby dlaczego nie, brawurowymi atakami na tych co nie miłują tęczowych.

Jeśli nie powstanie front opozycyjny, tęczowi TęczUJe całkiem zdominują UJ i sformatują na tęczowo kolejne elity, które będą się kłaść Rejtanem, gdyby ktoś ośmielił się choćby skrytykować TęczUJa.

TęczUJe zdobyli UJ !

Pod koniec roku okazało się, że ideologia TęczUJów skutecznie i to bez dyskusji właściwej dla uniwersytetów, wypiera oponentów stojących na gruncie wielowiekowych tradycji i wartości oraz mających oparcie w dewizie „Plus ratio quam vis”.

Ta dewiza na ideologicznym froncie przestała się liczyć. Okazało się, że na obecnym Uniwersytecie Jagiellońskim nic nie znaczy.

Planowana przez europosłów Patryka Jakiego i Beatę Kempę debata na temat LGBT na UJ nie mogła się odbyć ! Takie debaty mogą organizować tylko TęczUJe i nawet Auditorium Maximum jest do ich dyspozycji.

Dla debatowania osób o innej orientacji, tak moralnej, jak i intelektualnej, miejsca na UJ nie ma.

Debata odbyła się w sali Uniwersytetu Papieskiego z udziałem ks. prof. Pawła Bortkiewicza, prof. Aleksandra Nalaskowskiego, ks. prof. Dariusza Oko i dziennikarza Jacka Karnowskiego, kierujących się w argumentach krytycznych wobec LGBT rozumem, a nie siłą, co można było swobodnie rejestrować, a przebieg debaty dostępny jest w internecie [Ideologia LGBT i gender- mój kanał YouTube]

Po wystąpieniu panelistów europoseł Patryk Jaki oddał głos także grupie ‚tęczowych’ przybyłych na debatę. Ale ci i tak określali w swych relacjach debatę jako homofobiczną.

TęczUJe zdobyli UJ, ale są uczelnie, które trzymają się jeszcze rozumu i nie stosują siły wobec osób o odmiennej od TęczUJów orientacji intelektualnej i moralnej.

Dewiza „plus ratio quam vis” nie zaginęła całkiem na polskich uczelniach a jedynie zmieniła swą lokalizację.

Szkoda, że tak naprawdę została zaniechana na najstarszym polskim uniwersytecie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr.69,   marzec 2020 r.

Screen Shot 03-06-20 at 06.13 PM

Screen Shot 03-06-20 at 06.09 PM

Screen Shot 03-06-20 at 06.09 PM 001

Czy zgniłki i tęczUJe nie mają jeszcze wpływów na Harvardzie ?

1

Czy zgniłki i tęczUJe nie mają jeszcze wpływów na Harvardzie ?

To, że zgniłki [termin naukowy Prof. o. Józefa Marii Bocheńskiego na określenie intelektualistów kolaborujących z komunizmem] i tęczUJe [organizacja tęczowych, działająca na wzorcowym polskim uniwersytecie] zdominowały polskie uczelnie w III RP nie jest tajemnicą. O. Józef Maria Bocheński, filozof, profesor, rektor uniwersytetu we Fryburgu apelował Z komunistycznego paskudztwa trzeba Polskę oczyścić. Ale głównym zadaniem jest wychowanie dla narodu nowej młodzieży” i domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”.

Nic z tego nie zostało zrealizowane w Wolnej Polsce po 1989 r.

W stulecie Odzyskania Niepodległości na gmachu Collegium Novum UJ ledwie można było zauważyć flagę narodową ukrytą wśród flag niebieskich, jakby dla zachowania parytetu flagowego znanego jeszcze z PRLu, z tym, że flagi czerwone zastąpiono niebieskimi.[https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ]

Nosicieli tóg i gronostajów jakoś nie można było zaobserwować w pochodzie 11 listopada 2018 r.[ https://niezlomnym.wordpress.com/2018/11/11/w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ] Na stronach UJ jakoś nie można znaleźć galerii dokumentujących obchody tej rocznicy, tak ważne dla potomnych i wychowania dla narodu nowej młodzieży.

W gruncie rzeczy nie jest to dziwne, bo w czasach panowania totalitarnego systemu kłamstwa i zniewolenia, z tych co młodzież dla narodu wychowywali, uczelnie oczyszczono. Wzorcowa uczelnia do tej pory się nie wyzwoliła z komunistycznych ciemności. Nie ma mocy, ani nawet chęci się wyzwolić, ulegając jedynie transformacji polegającej na kolorystycznym ubogaceniu.[https://gazetakrakowska.pl/krakow-studenci-teczuja-na-uniwersytecie-jagiellonskim-teczuj-to-kultura-historia-oraz-wiedza-o-spolecznosci-lgbtq/ar/c11-14759304 ]

Powszechne są mniemania o lewackim charakterze uczelni Zachodu, skąd te trendy przenikają do Polski. Wcale nie jest jednak pewne czy tak rzeczywiście jest, bo są oznaki, że w tej materii nieraz nasze uczelnie zdają się wyprzedzać swoją postępowością nawet czołowe uniwersytety Zachodnie. Przydałoby się jakieś szersze studium socjologiczne w tej materii, bo przecież kogo jak kogo, ale socjologów mamy w bród, a nawet więcej. Rzecz w tym, że nie zostali oni oczyszczeni z paskudztwa komunistycznego, więc mamy w efekcie bród socjologiczny.

Jako przykład wskazujący, że nawet czołowe uczelnie Zachodu pozostają w tyle za naszymi, a za naszym wzorcowym uniwersytetem w szczególności, mogę podać skromny, ale wiele mówiący fakt zamieszczenia galerii Marszu Polski ku Niepodległości na stronach uniwersytetu Harvarda (1 miejsce wśród uniwersytetów świata na liście szanghajskiej – http://www.shanghairanking.com/Academic-Ranking-of-World-Universities-2019-Press-Release.html).

2

W galerii [ Independence March (Poland) Collection at Harvard Library, Wieczorek, Józef. Independence Day, celebrations, Cracow, Poland, 2018.https://aeod.library.harvard.edu/media-gallery/lightbox/1468201/3812684
For more photos and additional information, click here: http://id.lib.harvard.edu/via/8001604220/catalog ]

widać zdjęcia licznych uczestników marszu z flagami narodowymi na tle Kopca Kościuszki

4

oraz rozciągającymi długą flagę narodową.

5Takich u nas się nazywa faszystami, wyklucza/wyklina z populacji akademickiej, a na Harvardzie jest jednak inaczej i dokumentację narodową Święta Niepodległości tam się ceni.

Co więcej, autorem galerii jest

3

wypędzony z Uniwersytetu Jagiellońskiego w czasach komunistycznych i jak się okazuje dożywotnio, bo w Wolnej Polsce nie chciała go żadna uczelnia. Kto negatywnie wpływał na młodzież akademicką, bo uczył myślenia i to krytycznego, zagrażał intelektualnie i moralnie przewodniej sile narodu, czyli zgniłkom [w naukowej terminologii prof. o. Józefa Marii Bocheńskiego],  nie rokował nadziei na utratę charakteru/kręgosłupa w III RP, na polskich uczelniach nie miał co szukać, bo by nadal wpływał negatywnie na młodzież i nadal protestował przeciwko jej deprawacji, co miało miejsce w PRL.

Widać, że w Wolnej Polsce na autonomicznych uniwersytetach zatrudnia się etatowo tylko Podległych, gdy Niepodlegli nie są tam pożądani.

Zrozumiała jest zatem nieobecność akademików na marszach Niepodległości, bo jako Podlegli nie są w stanie świętować Niepodległości, gdyż by ulegli anihilacji. Wiedzą co robią, dbając o swoje togi i gronostaje lub pozycje na drodze do ich pozyskania.

Sam fakt umieszczenia – na stronach uniwersytetu Zachodniego – galerii autorstwa niepożądanego na polskich uczelniach rzekomo broniących się przed zgnilizną Zachodu, może jednak świadczyć, że nasze zgniłki i tęczUJe, choć zdobyły UJ [Kurier WNET, marzec 2020] nie mają tam należytych wpływów. W końcu gdyby mieli, nie byłoby tam galerii wypędzonego/wyklętego a galerie by nie były w barwach narodowych, lecz z zachowanym parytetem flagowym, a może i w barwach tęczowych.

Póki co, są oznaki, że pajęczyna ‚naszych’ zgniłków nie zdołała jeszcze opleść tzw. zgniłego Zachodu.

Działalność pro publico bono o małej szkodliwości społecznej

Działalność pro publico bono
o małej szkodliwości społecznej,
czyli pozytywny wyrok w sprawie
Józefa Wieczorka
po 5 latach sądowego grillowania

Kraków, 4 marca 2020 r

Realizacja [ zdj., wideo] pro publico bono
[za zgodą sądu]
czyli mało szkodliwa społecznie

Józef Wieczorek

 

Informacja Centrum Monitoringu Wolności Prasy :

Udało się! Bloger z Krakowa Józef Wieczorek uniewinniony, o co zabiegało CMWP

O obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie

O obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie

Radio WNET – Poranek WNET

28 lutego 2020 r.

Kolejna kompromitacja [a właściwie dyskwalifikacja] profesora od doskonałości naukowej

Tekst do rozważań na Ostatnią Niedzielę Karnawału

To ostatni moment, aby się ‚popukać znacząco w głowę’,

w Środę Popielcową już tylko można głowę posypać popiołem

Kolejna kompromitacja [a właściwie dyskwalifikacja]

profesora od doskonałości naukowej

Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien” – głosi historyczne motto NIK.

A co głosi profesor od doskonałości naukowej

[członek Rady Doskonałości Naukowej – https://www.rdn.gov.pl/czlonkowie-zespolow-rdn-w-podziale-na-poszczegolne-dyscypliny.zespol-v-nauk-spolecznych.html– Bogusław Śliwerski [ http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2020/02/kolejna-kompromitacja-dr-joanny-gruby.html ]:

W grudniu 2019 r. wpłynął do kwestor Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wniosek dr Joanny Gruby z woj. śląskiego w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej o przekazanie jej informacji, jaka kwota ze środków publicznych została przekazana na wydanie moich publikacji. Oczywiście należało też poinformować wnioskodawczynię o tym, ileż to książek, artykułów ośmieliłem się napisać i wydać korzystając ze środków publicznych. Zapadło wielkie zdumienie, bowiem nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw. Po co komu wiedza na ten temat?”

Doskonały profesor twierdzi wbrew faktom, że „nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw”. Niejako jako NIKT, od dawna dochodzę takich spraw, tj. domagam się usprawiedliwienia wydawania grosza publicznego z kieszeni podatników [także z mojej] przez etatowych pracowników nauki, co zamieszczam na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/ znanym w środowiskach decydentów nauki (teksty uprzejmie przesyłam wielu decydentom), także prof. Śliwerskiemu.

W ostatnim wpisie na blogu zamieszczam wydrukowany w lutowym numerze Kuriera WNET [2020 r.] tekst Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ obrazujący takie starania i wyjaśniający po co komu taka wiedza, choć to winno być oczywiste dla każdego, jako tako rozgarniętego obywatela, nawet profesora.

Wiele tekstów na ten temat można znaleźć także na moim archiwalnym blogu https://wobjw.wordpress.com/ prowadzonym na początku tego wieku. Był więc czas aby taką wiedzę zdobyć, jeśli jej się nie miało. To nie tylko zdumienie, lecz wręcz szok, jeśli brak takiej wiedzy występuje, u bądź co bądź dorosłego profesora i to od doskonałości naukowej. Inni akademicy, podobno na domaganie się usprawiedliwienia wydawania grosza publicznego z kieszeni podatników, pukają się znacząco w głowę, co wskazuje, że z głowami to oni mają poważny problem.

Przy okazji nadmienię, że nie miałem żadnych problemów z zapoznaniem się z tym co zrobili w ramach projektów badawczych amerykańscy naukowcy, choć na te projekty nie płaciłem ani 1 gr i nic mi nie wiadomo, aby ktokolwiek pukał się w głowę, na wieść o moich zainteresowaniach. Ale u nas jest inaczej i nie ma woli aby to zmienić [np. https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], choć ja jako obywatel nie wyrażam zgody na finansowanie z mojej kieszeni utajnianych projektów z nazwy badawczych, ani na naukowców rekrutowanych do instytucji badawczych w ramach ustawianych na nich i utajnianych konkursów.

Szokujące są informacje profesora, że „naukowcy nie czerpią korzyści ze swojej pracy naukowo-badawczej, kiedy w grę wchodzi opublikowanie jej wyników. Na naszych publikacjach, a więc korzysta ze środków publicznych i tym samym zarabia:
– redaktor książki,
– recenzent książki,
– składacz tekstu,
– ilustrator,
– drukarz,
– uczelnia (wydawca) sprzedająca dany tytuł.”
z czego chyba ma wynikać, jacy to naukowcy są bogaci i filantropijni [?], że utrzymują tak liczne gremia.

Informuje „Autor nie tylko nie zarabia, ale utrzymuje przy profesjonalnym życiu wiele osób.” Skąd oni biorą na to pieniądze [?] tego profesor nie wyjaśnia, a trzeba zauważyć – jak wiadomo z mediów – pensje na uczelniach są wręcz głodowe !

Profesor nie podaje informacji na temat rocznych nakładów budżetowych na jednego badacza, która na początku wieku wynosiła średnio 45 667 USD a obecnie jest znacznie, znacznie większa. [https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Mimo, że profesor jest na etacie i jest utrzymywany z kieszeni podatnika, również – bez mojej zgody – z mojej, nie radzi sobie z doskonaleniem mniej doskonałych, i domaga się abym ja [osoba bezetatowa, bez wsparcia z kieszeni podatnika], pomagał osobie z tytułem doktora, która zdaniem pana profesora nie jest doskonała. W końcu to on jest od doskonałości i na taką działalność doskonalenia innych otrzymuje środki podatnika, no i ma nie tylko służbowy, ale i moralny obowiązek doskonalić mniej doskonałych.

Przerzucanie takiej działalności na barki tych, którzy nie mają na taką działalność żadnych środków (ani 1 gr), ani obowiązku doskonalenia innych, to co najmniej impertynencja, tym bardziej, że używa zwrotu „Może taki dr Józef Wieczorek…”

Może taki prof. Śliwerski [że użyję zwrotu osoby od doskonałości, choć jako niedoskonały, na co dzień takich zwrotów nie używam], który jest beneficjentem najlepszego z systemów i decydentem na drodze do doskonalenia innych, puknie się w głowę zanim coś napisze i zleci innym do wykonania.

Tym niemniej muszę zmartwić pana profesora od doskonałości, że jako wyklęty/wypędzony z systemu akademickiego i to z oskarżenia – przez doskonałych w czasach PRL i nadal utrzymywanego w mocy, przez jeszcze bardziej doskonałych w III RP – o negatywny wpływ na młodzież akademicką, część mojej działalności pro publico bono poświęcam pomocy innym, niszczonym przez system i doskonałych beneficjentów tego systemu, co dokumentuje m. in. moja strona – NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI https://nfapat.wordpress.com/

Jako wypędzony, bo „uczył rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” bo „był wzorem nauczyciela i wychowawcy” [ https://blogjw.wordpress.com/autor/ ] nie mam jednak w tym żadnego obowiązku służbowego, ani nie wykonuję żadnych poleceń DOSKONAŁYCH, którzy – na całe szczęście nie mają już nade mną żadnej władzy, choć niektórzy w takich dążeniach czasem tracą władzę nad samym sobą.

To co robię, robię z obowiązku ludzkiego, aby DOSKONALI jeszcze bardziej tego systemu nie udoskonalili na swoją modłę – bez wiedzy utrzymujących ich podatników

Jak widać z dostępnej cyberprzestrzeni, DOSKONALI do tej pory nie założyli żadnego ośrodka doskonalenia naukowego, ograniczają się jeno do stworzenia Rady, która chyba jest bezradna, skoro jej członkowie domagają się, aby wykluczeni z systemu [czyli tak niedoskonali, że nawet nie ma co zawracać sobie głowy ich doskonaleniem] wyręczali ich w doskonaleniu niedoskonałych.

Ja nie wyrażam zgody, aby na takich przeznaczano z moich podatków choćby 1 [słownie jednego]  grosza !

P.S. Przypominam przy okazji o moim przesłaniu na Nowy Rok https://blogjw.wordpress.com/2020/01/18/przeslanie-na-nowy-rok/

Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ?

Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ?

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie (Lord Acton) o czym winien wiedzieć każdy obywatel i działając na rzecz dobra wspólnego winien się takiej deprawacji przeciwstawiać. Chyba większość polskich obywateli zdaje sobie sprawę jak zdeprawowana jest w Polsce władza sądownicza, właściwie pozostająca bez kontroli i przed kontrolą broniąca się nawet na ulicach (tzw. Marsz 1000 tóg w styczniu tego roku w Warszawie, a właściwie „marsz 1000 fartuszków”, bo prezes Sądu Najwyższego te stroje utożsamia, lekceważąc powagą sędziowskiej togi).

W naszym systemie III RP, który nie zdołał się wyzwolić do końca z systemu totalitarnego, obywatel pokazujący funkcjonowanie sądów traktowany jest jako wróg tej niemal absolutnej władzy. Oskarża się go o negatywne oddziaływanie na społeczeństwo. Jasne, gdy społeczeństwo widzi jak sądy funkcjonują, to nabiera o nich złego zdania, a sądy nie mają zamiaru się oczyścić z patologii, lecz preferują oczyszczenie przestrzeni publicznej z obrazujących ich prawdziwy wizerunek.

Sędziowie, sami uważający się za nadzwyczajną kastę, nie uznają nad sobą żadnej kontroli, a w szczególności kontroli szarego obywatela ujawniającego jak sądy działają. I nie są na tym polu odosobnieni.

Uwaga na kastę akademicką

Społeczna wiedza na temat kasty sędziowskiej jest coraz szersza, ale na temat funkcjonowania innej nadzwyczajnej kasty – akademickiej – jest nader znikoma. Wprawdzie kasta akademicka nie ma władzy umocowanej konstytucyjnie, ale to ona decyduje jakie mamy w Polsce elity, bo one są formowane/formatowane na polskich uczelniach i stanowią człon władz konstytucyjnych tzn. ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej oraz władz i gremiów decyzyjnych niższych szczebli, a przy tym decydują o edukacji polskiego społeczeństwa na wszystkich szczeblach.

Co więcej kasta sędziowska i akademicka nawzajem się przenikają. Często – szczególnie na szczeblach najwyższych – członkowie kasty sędziowskiej są jednocześnie członkami kasty akademickiej, bo taki patologiczny system jest usankcjonowany prawem i nie ma woli, aby go zmienić. Nie bez przyczyny to wydziały prawa rozmaitych uczelni stoją zwykle murem za sędziami broniącymi się przed reformami, przed poddaniem ich działań kontroli społecznej.

Kasta akademicka i sędziowska, same się dobierają, często na podstawie kryteriów genetyczno-towarzyskich, a nie merytorycznych, same się oceniają i awansują – zgodnie z prawem ! – bo niby kto może się o nich wypowiedzieć, jeśli do niej nie należy, nie ma tytułów ! Te nadawane są przez kastę w systemie zamkniętym, w którym jest miejsce także dla hochsztaplerów, czy oszustów, zgodnie z prawem praktycznie nieusuwalnych z systemu.

Kolejne, pozorowane reformy tego stanu rzeczy nie zmieniają i żadna władza się nie ośmieliła tego systemu zmienić. Widocznie nie miała interesu, choć zmiana jest w interesie Polski.

Prawie 17 lat temu pisałem m. in. Media nie przedstawiają prawdziwego obrazu rzeczywistości w nauce. Nie przedstawiają prawdziwego obrazu grupy trzymającej władzę w nauce. A jest to władza niemała, bo autonomiczna i objęta dożywotnim immunitetem. Politycy muszą się liczyć z tym, że opozycja będzie im patrzeć na palce i krytykować. Immunitet polityków jest na czas określony. Jeśli przegrają wybory, immunitet się kończy. W nauce jest inaczej. Raz zdobytego immunitetu nikt uczonym nie odbiera.

Nikt nie może uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce polskiej decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja do spraw tytułu naukowego umocowana jest politycznie, przy premierze [OBYWATEL nr 4 (12) 2003-09-09].

Mimo kilku już reform przeprowadzonych od tamtego czasu, nic w tym tekście nie muszę zmieniać, bo zasadniczo nic się nie zmieniło. Mogę tylko objaśnić, że użycie przeze mnie określenia „immunitet” dla decydentów akademickich nie było pomyłką, bo nawet prezydent nie może odebrać tytułu profesora oszustowi. Faktem jest jednak, że obecnie zagrożeniem, nawet dla profesorów, jest niemiłowanie przez nich ideologii LGBT, co nie było problemem przed 17 laty, kiedy zaraza czerwona jeszcze nie uległa transformacji w zarazę tęczową. Ale to nie jest efekt reform dokonywanych w systemie akademickim. Jeden z reformatorów systemu akademickiego, obecny minister nauki, stoi zresztą na gruncie obrony ideologii (!) gender, czym w gruncie rzeczy degraduje naukę, w obronie której nie zamierza kłaść się Rejtanem.

Degradacja nauki poprzez nałożenie kagańca na nonkonformistycznych ludzi nauki, jeszcze w czasach zarazy czerwonej, jakby ministra nie interesowała i nie ma zamiaru tego kagańca – w ramach reform – zerwać.

Na rzecz likwidacji kasty

Na początku tego wieku, kiedy o nadzwyczajnych kastach w strukturach społeczeństwa polskiego nie mówiło się, ani nie pisało, wystąpiłem do ministra nauki o likwidację kasty akademickiej. (Wystąpienie do Przewodniczącego KBN Andrzeja Wiszniewskiego – dostępne na moim archiwalnym blogu).

Argumentowałem (fakt, że sarkastycznie/ironicznie): Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji (patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.”

Jednocześnie dokumentowałem brak informacji publicznych o rezultatach badań finansowanych z kieszeni podatnika, zestawiając je z ujawnionymi rezultatami moich, pozaetatowych badań, bez nakładów z kieszeni podatnika, wyrażając przy tym opinię „Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, że nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.”

I dalej, rzeczywiście mocno, ale merytorycznie i zgodnie z faktami „ Zwiększenie ilości [moich] publikacji w ostatnich latach jest ściśle skorelowane w czasie z wydostaniem się poza zasięg ‘maczug’ profesorskich finansowanych z kieszeni podatnika poprzez KBN. Stanowi to dowód, że efektywność prac naukowych można by znacznie zwiększyć poprzez wprowadzenie zakazu finansowania z kieszeni podatnika ‘maczug’ profesorskich. Domaganie się przy obecnej strukturze nauki i szkolnictwa wyższego zwiększenia nakładów na tzw. naukę polską–wierną córę nauki radzieckiej, i to z okresu Największego Językoznawcy-może być jedynie rozumiane jako domaganie się sfinansowania ‘maczug dalekiego zasięgu’, tak aby nieprawomyślni badacze, po skazaniu ich na śmierć naukową, więcej działalności naukowej nie mogli prowadzić. Dotychczasowy zasięg ‘maczug’ jest dla realizacji tego szczytnego celu ‘nauki polskiej’ niewystarczający.”

Pan Minister w korespondencji wprawdzie mi napisał ”Doceniam w pełni Pańską troskę o właściwe funkcjonowanie podległej mi instytucji; Pańskie uwagi będą niewątpliwie brane pod uwagę w naszej dalszej pracy’ale do tej pory nie doczekałem się, aby moje uwagi zostały wdrożone w życie, mimo likwidacji instytucji KBN i jej przekształcenia w nowe centra zarządzania finansowaniem badań z nazwy naukowych.

Nie należący do kasty akademickiej aktywni naukowo obywatele (z systemu akademickiego wyklęci) nadal nie mają wiele szans na finansowanie pożytecznej społecznie działalności. Traktowani są jako niepożądana konkurencja dla kasty, nawet wtedy, a właściwie szczególnie wtedy, jak bez finansowania z kieszeni podatnika mają wyniki lepsze od członków kasty, biadolących na brak pieniędzy (dla nich !, bo o dobro wspólne nie dbają)

Z kolei prof. Michał Kleiber, jako kolejny przewodniczący KBN, w jednym z wywiadów ( rok 2003) twierdził: ‚Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw….” na co zareagowałem pismem do ministra argumentując, że ten punkt widzenia nie oddaje moim zdaniem istoty rzeczy. ‚Rzeczywiście badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw, ale przyczyna tego malejącego zrozumienia nie jest taka jasna. Przede wszystkim wyniki badań muszą być dostępne dla finansującego je społeczeństwa, aby można oceniać czy badania są mniej czy bardziej zrozumiałe.’

Informowałem Pana Ministra: ”Jak do tej pory wyniki badań finansowanych z kieszeni podatnika przez KBN są niedostępne, lub rzadko dostępne dla podatnika, stąd trudno jest nawet ocenić czy podatnik je rozumie w jakimś stopniu. Podatnik jest uprawniony do nierozumienia konieczności wydawania jego pieniędzy na badania księgowane po stronie wydatków na naukę, skoro z badaniami na ogół nie ma szans się zapoznać, nawet wówczas, jeśli jest kompetentny w zakresie tematyki badawczej. A jest to sytuacja standardowa, gdyż KBN nie prowadzi (nie udostępnia społeczeństwu) nawet wykazu publikacji stanowiących (które winny stanowić) rezultat prowadzonych badań. Na co są przeznaczane pieniądze podatnika jest często tajemnicą KBN i wykonawcy badań. To jest istota rzeczy. Na tym właśnie polega trudność w społecznej kontroli sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy!!!”

Taka była sytuacja kilkanaście lat temu (a także wcześniej) i bynajmniej się nie zmieniła, mimo upływu lat, likwidacji KBN i kilku reform systemu nauki.

Czyli mimo zmian, w tej materii – bez zmian.

Ponieważ nadal mam trudności ze zrozumieniem finansowania niektórych badań, o pomoc w zrozumieniu w ubiegłym roku zwróciłem się do władz obecnie funkcjonującego Narodowego Centrum Nauki. Niestety bez skutku, a przy tym, jak można wnioskować z odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne, potraktowano mnie jako nieuczciwą konkurencję, bo przepisy ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oznaczają ograniczenie prawa do informacji publicznej. Czyli obywatel działający pro publico bono nadal nie ma szans na kontrolę tego na co są przeznaczane jego pieniądze księgowane po stronie wydatków na naukę.

W reakcji na szokujące wyjaśnienia NCN argumentowałem „Nigdy nie sądziłem, że jeden nic nie znaczący obywatel, nie mający żadnej władzy nad nikim, a jedynie władzę nad samym sobą i nie otrzymujący na badania z budżetu ani 1 gr, może stanowić konkurencję (nieuczciwą? sic!] dla tak potężnego podmiotu władzy akademickiej, mającego władzę nad dystrybucją miliardów zł (ponad 1 miliard ? rocznie).

Traktowanie podatnika – z którego kieszeni NCN otrzymuje swój budżet – jako potencjalną (a i realną ?) nieuczciwą konkurencję, mówi samo za siebie.

W przestrzeni publicznej często słyszymy – na naukę nie ma pieniędzy, jedyną bolączką uczelni jest brak pieniędzy………

Czy pytanie – dlaczego na naukę nie ma pieniędzy, też pozostanie bez odpowiedzi, bo to tajemnica i trzeba się bronić przed nieuczciwą konkurencją, ze strony obywateli/podatników zobowiązanych do płacenia także na finansowanie nauki ? „

Niestety z realizacji licznych projektów badawczych finansowanych z kieszeni podatnika nie ma nadal wiele pożytku dla nauki, a gdyby na nich opierać jakąś część gospodarki, to mogłoby to skutkować katastrofą. Jednak kontrola społeczna, szczególnie kontrola znających się na rzeczy obywateli, nie jest możliwa, bo przecież stanowiłaby zagrożenie dla beneficjentów. To, że realizacja niektórych projektów w standardzie: ”nauka bliżej gospodarki”, ”gospodarka oparta na wiedzy”, stanowiłaby zagrożenie dla gospodarki, a zarazem dla obywateli zobligowanych do płacenia podatków – m. in. na takie projekty – jakby nie było brane pod uwagę. W tych standardach nie stawia się zastrzeżenia, że gospodarka winna być oparta na wiedzy rzetelnej a nie byle jakiej czy wręcz fałszywej.

Jako uważający się za pokrzywdzonego takim stanem rzeczy i zatroskany o stan swojej Ojczyzny pytałem władze NCN :Czy nie byłoby bardziej wskazane/ uzasadnione, aby finansowana z budżetu była ta wiedza, na której można by sensownie gospodarkę opierać i to z zyskami ?

Bez skutku. Nie mam nawet nadziei, że takie wskazówki kiedykolwiek zostaną wdrożone w życie. Od dawna mam jednak wiedzę, że środki szarego obywatela księgowane po stronie wydatków na naukę rozdzielane były w systemie zamkniętym, według standardu sami swoi, samym swoim.

Kiedy w 1994 r. byłem okresowo na etacie w PAN, bojkotowałem wybory do KBN argumentując:

KOMISJA WYBORCZA KBN

Niniejszym informuję o podjęciu decyzji bojkotu wyborów KBN, gdyż do tej pory nic mi nie wiadomo o istnieniu odpowiedniej ustawy zakazującej członkom zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów.

Uważam, że jest niemoralne aby rozdział grantów odbywał się głównie między członków zespołów i ich współpracowników. Ta sprawa winna być uregulowana ustawowo. Również sprawa niewykorzystywania środków przez KBN, w sytuacji konieczności pokrywania kosztów badań z własnego „kieszonkowego”.

Moja dezaprobata dla poczynań KBN nie jest odosobniona. Taki pogląd podziela wiele osób, które jak sądzę powstrzymują się od oficjalnego wyrażania swoich opinii, gdyż mogłyby podzielić mój los.

Józef Wieczorek

Kraków 4.03.1994”

Przypomniałem o tym KBN po kilku latach, w 2000 r. nie widząc zmian, ale wiceminister informowała, że ja wyborów w 1994 r. nie mogłem zbojkotować, bo nie byłem (rzekomo) wtedy pracownikiem naukowym. Widać jaką bazę danych (niedanych) o nauce miało KBN. Decydentom nie mieściło się nawet w głowie, że ktoś może otwarcie, będąc na etacie, krytykować to, co ma miejsce w środowisku nauki. Powszechna była i jest nadal wiedza, że takich w systemie akademickim w Polsce się nie toleruje.

I jeszcze jedna refleksja. W muzycznych konkursach chopinowskich zdarzają się pomyłki i jakieś protekcyjne decyzje, ale nigdy nie słyszałem, aby członkowie jury w konkursach brali udział i konkursy wygrywali ! Ale w nauce, i to polskiej, takie rzeczy miały miejsce i jakby nikogo nie raziły. Może komuś to da do myślenia, na jakich fundamentach oparty jest niewydolny/marnotrawny system akademicki w Polsce.

Gorzej niż za cara !

Przed rokiem informowałem władze Narodowego Centrum Nauki, podobnie jak przed laty władze KBN: ”Dla porównania – car, który gnębił Polaków, zsyłał ich na Syberię, ale jak prowadzili z pasji badania naukowe np. geologiczne, to ich finansował [np. przypadek Jana Czerskiego] i dobrze na tym wychodził, bo stosunkowo tanio została poznana struktura geologiczna Syberii i w konsekwencji liczne złoża do tej pory eksploatowane.” Jednym słowem wypędzeni na Syberię byli potrzebni/pożyteczni carowi, gdy wypędzeni z polskiego systemu akademickiego traktowani są co najwyżej jako nieuczciwa konkurencja dla jego beneficjentów.

Jeszcze jeden przykład. Mimo, że Polska była pod zaborami np. Witold Zglenicki, zesłany pod koniec XIX wieku do miejsca zwanego piekłem na ziemi – Baku, mimo wszystko mógł realizować swoją pasję (poszukiwanie ropy naftowej) i mimo oporów rządowych komisji w końcu otrzymał działki do poszukiwania i wydobywania ropy, a z jego majątku pozostawionego w testamencie były finansowane prace polskich uczonych (Kasa im. Józefa Mianowskiego). Rewolucja bolszewicka te możliwości zdecydowanie ograniczyła, a rozprzestrzenienie się czerwonej zarazy na tereny Polski, całkowicie je w PRL zlikwidowało. Także w III RP Zglenicki nie miałby żadnych szans na realizowanie swoich pasji badawczych i sfinansowania badań w Polsce, a ci którzy takie możliwości mają, wydają pieniądze podatników w niemałej części (jakiej ?) nietrafnie lub wręcz bzdurnie (np. „Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców” Kurier WNET , wrzesień 2019 r.). Czy nie jest to ważna przyczyna zapaści nauki w Polsce ?

Proponowałem władzom NCN spotkanie w dogodnym terminie, aby nad tymi problemami się pochylić. Bez skutku. Informowany o patologiach akademickich minister nauki – milczy, nie ma czasu, bo zapewne trenuje kładzenie się Rejtanem w obronie LGBT.

Czy w ramach trwającej kolejnej reformy systemu nauki w Polsce szary obywatel, będzie miał szansę dowiedzieć się na co wydawane są pieniądze z jego podatków, księgowane po stronie wydatków na naukę ? Kto za to odpowiada ?

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, luty 2020 r.

Doktorat honoris causa dla prezydenta – metodą zwalczania mafii akademickich ?

Doktorat honoris causa dla prezydenta – metodą zwalczania mafii akademickich ?

To, że na polskich uczelniach mamy do czynienia z poważnymi patologiami, wręcz z paramafijnymi działaniami, nie jest tajemnicą. I to od lat. Wszyscy wiedzą, także decydenci i reformatorzy systemu akademickiego, że konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich są ustawiane, na konkretnego, jednego zwykle kandydata, pod którego przygotowuje się kryteria konkursowe, aby wygrał nawet wtedy jakby ktoś o konkursie się dowiedział i ośmielił się złożyć papiery na konkurs. Jeśli taki jeden ma lepsze osiągnięcia, niż te wymagane w konkursie, to gorzej spełnia jego warunki i rzecz jasna – przegrywa. Ustawianie konkursów to przestępstwo, czym winna się zajmować prokuratura i takich organizatorów przenosić w stan nieszkodliwości. Wiadomo też, ze na porządku dziennym życia akademickiego są: nepotyzm, mobbing, nieprawidłowości [ delikatnie mówiąc] przy finansowaniu badań, studentów,’kręcenie lodów’ ……

Negatywna selekcja kadr akademickich, tak pod względem intelektualnym, jak i moralnym, trwa od lat, a nawet wieków, i ‚reformatorzy’ takiego systemu nie potrafią/nie chcą zlikwidować.

We Włoszech, ojczyźnie mafii, też takie patologie miały (i nadal mają) miejsce na uczelniach, ale jak łatwo znaleźć w sieci [ np. concorsi truccati], są one przedmiotem działań operacyjnych służb zwalczających działania mafijne/paramafijne, unieszkoidliwiających ‚baronów’ akademickich,  np. operazione Università bandita” .

U nas ustawiane konkursy, rozmaite ‚kręcenia lodów’ to standard i niemal nikt na to nie zwraca uwagę, a w każdym razie, nawet jak są ujawniane przez prasę, na ogół niczym się to nie kończy. Czyli aprobata dla patologii, nawet w czasach ‚dobrej zmiany”.

Od kliku lat w mediach nagłaśniane są patologie UTH w Radomiu [np. Kryptonim Ekłalizer czyli prywatny folwark rektora – https://www.youtube.com/watch?v=9rYtnMVnGiM&t=1s – Na temat nepotyzmu, nieprawidłowości finansowych oraz mobbingu na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu pisały już różne media. Od 2013 roku wytoczono uczelni 40 spraw sądowych. Sprawy ciągną się latami. Wskaźniki pikują w dół, a politycy i ministerstwo podłącza kolejną kroplówkę z publicznych pieniędzy dla radomskiej uczelni.] i nic ! Tylko ujawniający patologie tracą etaty.

Ostatnio prasa nagłaśnia paramafijne poczynania na jednej z uczelni gdańskich – AWFiS, od dawna zresztą znanej z wysokiego poziomu patologii [ https://nfaetyka.wordpress.com/tag/awfis-w-gdansku/ ] a po upływie lat, jakby nigdy nic, uczelnia ta przekształciła się podobno w ‚chińską pralnię pieniędzy’ [i stwierdzono: Wyprowadzenie z uczelni czterech i pół miliona złotych, wyłudzenie miliona złotych dotacji z ministerstwa, plagiat, manipulacje przy wyborach na rektora, bezprawne zwalnianie działaczy związków zawodowych ….. https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,25665793,ministerstwo-nauki-i-prokuratura-biora-sie-za-rektora-gdanskiej.html ] czym zajmuje się prokuratura.

Coś spowodowało, że sprawa jest głośna, gdy podobne poczynania na innych uczelniach nie są zwalczane.

Okazuje się, że ta właśnie uczelnia zamierzała nadać doktorat honoris causa Prezydentowi Andrzejowi Dudzie [Andrzej Duda na razie nie dostanie tytułu doktora honoris causa AWFiS

https://nauka.trojmiasto.pl/Duda-nie-dostanie-tytulu-doktora-honoris-causa-AWFiS-Senat-nie-podjal-uchwaly-n142034.html

Brak zgody na doktorat honoris causa dla Andrzeja Dudy bo… niedługo wybory! https://niezalezna.pl/309588-brak-zgody-na-doktorat-honoris-causa-dla-andrzeja-dudy-bo-niedlugo-wybory?fbclid=IwAR3MQFOuRJAFpKM7yann88IVhTMD0_NHiO9TzShDMXpnrFa1PheYr8s_y2U

Zamierzała, ale nabrała wstrzemięźliwości, a to podobno ze względu na zbliżające się wybory.

To, że prezydenta Andrzeja Dudę na uczelniach nie lubią- to wiadomo. Ciekawe, że AWFiS z tego nielubienia chciała się wyłamać.

Jakoś tak, nagłośnienie sprawy doktoratu h.c. dla Andrzeja Dudy zbiega się w czasie z operacją antymafijną wobec tej uczelni.

Przypadek AWFiS nasuwa myśl o wdrożeniu w życie metody zwalczania nieprawidłowości uczelnianych, niekiedy typu paramafijnego, za pomocą inicjowania procedur nadawania dr h.c. nielubianemu prezydentowi.

Spolegliwe wobec patologii, nieskuteczne organy ścigania, wówczas mogą się uaktywnić, media mogą sprawy nagłośnić, aby dyskredytować prezydenta poprzez dyskredytowanie uczelni, która o nadanie dr h.c. prezydentowi zabiega.

Gdyby tak spowodować, aby liczne i tak patologiczne polskie uczelnie zaczęły występować o dr h.c. dla prezydenta, wówczas te trwające od lat patologie, ta niemoc sprawcza organów ścigania, mogłyby ustąpić.

To, że prezydent nie dostanie od takiej uczelni dr h.c. to nie będzie jakaś ujma, nie zostanie zdyskredytowany, natomiast oczyszczenie uczelni z elementu mafijnego, z patologii, miałoby zbawienne znaczenie dla podniesienia poziomu polskich uczelni, w czym i zasługa prezydenta byłaby wielka, znacznie większa niż godność dr h.c. patologicznej i nieraz szkodliwej dla Polski uczelni.

Taki kierunek działania wart jest rozważania i wdrożenia w życie.

Włosi i bez takiego fortelu rozprawiają się z mafiami akademickimi, z ‚baronami’  i uczelnie włoskie dobrze na tym wychodzą, bijąc nasze najlepsze na głowę.

Ale gdzie tam włoskiej mafii do naszej, nasza jest autonomiczna i jeno fortelem można by ją może skruszyć.

Popieram reformę sądownictwa w Komitecie „Suwerenni”

[Plakat organizatorów]

Demonstracja w obronie reformy sądownictwa odbędzie się przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego na al. Szucha w Warszawie 8 lutego o godzinie 12.00

Powstał Komitet „Suwerenni” 

Powstał Komitet „Suwerenni”. Już setki znanych osób popierają reformę sądownictwa

https://niezalezna.pl/suwerenni/

Komitet Suwerenni [ stan na 2 lutego 2020 r.] :

Adam BOROWSKI – działacz opozycyjny w PRL – Warszawa  – PRZEWODNICZĄCY KOMITETU
Andrzej GWIAZDA i Joanna DUDA-GWIAZDA – działacze opozycyjni w PRL – Trójmiasto
Adam SŁOMKA – działacz opozycji KPN – Katowice
Krzysztof WYSZKOWSKI – działacz opozycyjny w PRL – Trójmiasto
Ryszard KAPUŚCIŃSKI – Prezes Klubów Gazety Polskiej – Kraków
Beata DRÓŻDŻ – Przewodnicząca Klubu Gazety Polskiej w Piotrkowie Trybunalskim
Ryszard MAJDZIK – działacz opozycyjny w PRL – Kraków
Marta ŚWIĘCICKA – Przewodnicząca Klubu GP w Gliwicach
Violetta MACKIEWICZ-SASIAK – Przewodnicząca Klubu GP w Wejherowie
Andrzej ROZPŁOCHOWSKI – działacz opozycyjny w PRL  – Katowice
Marek KUBALA – pokrzywdzony przez sądy   – Wałbrzych
Andrzej MICHAŁOWSKI – działacz opozycyjny w PRL  – Trójmiasto
Czesław NOWAK – działacz opozycyjny w PRL , Przewodniczący – Stowarzyszenie Godność – Trójmiasto
Piotr DUDA – przewodniczący NSZZ Solidarność  – Katowice
Agnieszka WOJCIECHOWSKA VAN HEUKELOM – działaczka opozycji PRL, prezes Europejskiego Centrum Inicjatyw Obywatelskich –Łódź
Sędzia Bogusław NIZIEŃSKI – prawnik, sędzia, Rzecznik Interesu Publicznego w 1999-2004,-Warszawa
Waldemar DRÓŻDŻ –  Klub Gazety Polskiej w Piotrkowie Trybunalskim
Tomasz OLKO –  działacz opozycyjny w PRL – Siedlce
Mec. Piotr Łukasz ANDRZEJEWSKI – obrońca opozycjonistów w PRL – Warszawa
Jerzy LANGER – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Wałbrzych
Stanisław FUDAKOWSKI – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny  – Trójmiasto
Maciej KUBLIKOWSKI – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Siedlce
Roman BIELAŃSKI – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny- Mazowsze
Stowarzyszenie 304 KK – Bielsko Biała
Jacek SMAGOWICZ – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Kraków
Krzysztof BZDYL– działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny –
Tadeusz MARKIEWICZ – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Mazowsze
Jan PIETRZAK – polski satyryk, aktor – Warszawa
Andrzej JUDEK – uczestnik buntu internowanych w Kwidzynie
Teresa MAJCHRZAK – matka Piotra Majchrzaka zamordowanego w stanie wojennym – Poznań
Andrzej RADKE – przywódca strajku na Uniwersytecie Poznańskim w 1988 – Poznań
Stanisław KOWALSKI – Stowarzyszenie Czerwiec 76’ Radom – Radom
Kazimierz KORABIŃSKI– działacz opozycyjny w PRL –
Alojzy PIETRZYK -Przewodniczący Podziemnej Solidarności na Górnym Śląsku – Katowice
R,pr. Jacek BĄBKA – Prezes Fundacji Badania na Prawem
Adw. Krzysztof WĄSOWSKI –  generał świeckiego Zakonu Rycerzy św. Jana Pawła II – Warszawa
Małgorzata SUSZYŃSKA – działaczka Solidarności walczącej – Wrocław
Piotr MEDOŃ – działacz Solidarności walczącej – Jelenia Góra
Adam MACEDOŃSKI – honorowy obywatel Krakowa
Jerzy LELONKIEWICZ – Stowarzyszenie Prawo na drodze – Lublin
Robert RADWAŃSKI – Kraków
Andrzej KISIELEWICZ – profesor nauk matematycznych, działacz opozycji antykomunistycznej, Solidarność Walcząca
Maria PEISERT-KISIELEWICZ – działaczka opozycyjna w PRL, Solidarność Walcząca, Wrocław
Tadeusz STAŃSKI – więzień polityczny, Fundacja Walczącym o Niepodległość, Wyklętych, Pokrzywdzonych Internowanych Więzionych – Warszawa
Michał STRĘK – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny –  Rzeszów Podkarpacie
Wieńczysław NOWACKI – działacz ruchu ludowego, skazywany, więziony w czasach PRL, prezes SL Ojcowizna
Józef MAŁOBĘCKI – internowany członek KK „Solidarność” Region Ziemia Sandomierska
Winicjusz SOKÓŁ – Klub Gazety Polskiej w Braniewie, KOORDYNATOR KOMITETU
Wojciech BUCZAK – działacz opozycyjny w PRL, b. przewodniczący ZR Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, b. Poseł na Sejm RP
Jan ŁADA – Warszawa Bielany
Jadwiga Barbara BUCIUTO – patriota ze Zgorzelca, członek PiS, członek „Solidarności”, nauczyciel matematyki
Paweł Słupski-KARTACZOWSKI członek i działacz NSZZ Solidarność od 18 09.1980 r. a aktualnie vice przewodniczący Komisji Zakładowej przy AMW SINEVIA
Lidia Sokołowska-CYBART, prawnik-lingwista, Mississauga, Kanada
Marek TUSZYŃSKI, doktor filozofii i Magdalena TUSZYŃSKA, gospodyni domowa
Wiesław WODYK – były Przewodniczący „Solidarności” Portu Gdynia, bardem „Solidarności” (Nagroda Kulturalna „Solidarności” za 1984 rok), działaczem opozycji, represjonowanym z powodów politycznych od 1970 r.
lek. med. Wojciech KOWALCZYK – Prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Elbląskiej pw. św. Józefa
Zbigniew MAGOLAN  -więzień polityczny – Głogów/Brisbane
Wiesław SAGAN – były Wojewoda Legnicki, były Radny Legnicy, Partie ChDSP, PChD i PPChD (zawsze we władzach – zarząd główny), współzałożyciel wielu organizacji w tym Izby Przemyslowo-Handlowej w Legnicy, klubu AZS
Stanisław RACHWAŁ, samorządowiec, Kraków
Jan RACZYCKI – Prezes Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w PRL „Przymierze” w Bydgoszczy
Dr Włodzimierz M. BORKOWSKI – emerytowany pediatra
Wiesław BARZYK – dwukrotnie internowany w czasie stanu wojennego w Jastrzębiu-Szerokiej oraz w Zabrzu-Zaborzu, odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności
Marek MICHNO – Przewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej
Maria ZAWADZKA – Przewodnicząca KGP Poznań
Jarosław DOBROWOLSKI członek Zarządu PZZ KADRA Katowice pokrzywdzony przez Sąd
Jan HAN – był działaczem opozycji solidarnościowej, założycielem Solidarności w kilkusetosobowym zakładzie projektowym Inwestprojekt w Lublinie
Wojciech MŁODZIEJEWSKI –  Pennant Hills, NSW Australia
Hanna POGORZELSKA – działacz opozycyjny w PRL
Grzegorz SCHIELE – Przewodniczący KGP Oslo
prof. dr hab. Wojciech GÓRALCZYK
mgr farm. Elżbieta PRZYMUS-GÓRALCZYK
Iga KUCZMAŃSKA – Przewodnicząca Klubu Gazety Polskiej w Działdowie
Jerzy BRANDT – Sierpc , działacz opozycji antykomunistycznej , internowany w wojskowym obozie w Czerwonym Borze
Józef GODLEWSKI -Prezes Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych w Obozach Wojskowych w  latach 1982-1983
Tadeusz JASKULSKI – były przewodniczący Solidarności w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Bydgoszczy. W Stanie Wojennym kierowałem grupą tajnych Komisji Zakładowych w regionie bydgoskim lata 1982-88 z przerwami na uwięzienie
Paweł KOŁKIEWICZ – działacz opozycji w PRL, Solidarność Walcząca Oddział Warszawa
Adam CYMBORSKI – działacz opozycji w PRL, Solidarność Walcząca Oddział Warszawa
Sławomir JANICKI – były prezydent Lublina
Maria DŁUŻEWSKA – działacz Solidarności Walczącej, reżyser
Ryszard CZAJKOWSKI – uczestnik Strajku w Stoczni ’80, pracownik NSZZ Solidarność, internowany, działacz podziemia, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Wolności i Solidarności
dr Elżbieta MORAWIEC, publicystka, działaczka „Solidarności”, Kraków
Mariusz BARTKIEWICZ – KGP HAMBURG
Anna KAMIŃSKA  
Bugi TADROWSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej Elbląg II im. Lecha Kaczyńskiego
Wojciech GĘDEK – Przewodniczący   Klubu Gazety Polskiej w Łowiczu
Andrzej OLESIUK – Starosta Leski
Stanisław MARKOWSKI – artysta fotografik, kompozytor, twórca muzyki do Hymnu Solidarności
Tomasz WÓJCIK – Członek Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, Przewodniczący RKS NSZZ Solidarność Region Dolny Śląsk 1988-1990
Jerzy NAGÓRSKI – były opozycjonista, działacz NSZZ Solidarność, redaktor czasopisma „Prześwit”
Adam JAJKO – Klub Gazety Polskiej w Brzozowie
Wiesław WIERZBOWSKI – członek Prezydium Zarządu Regionu Warmińsko-Mazurskiego NSZZ „Solidarność” w Olsztynie, internowany w stanie wojennym w Iławie i Kwidzynie, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Bostonie, USA
Jolanta BROMSKA – działaczka opozycyjna w PRL – Kużnica Żelichowska,
Prezes Ewa STANKIEWICZ – w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Solidarni 2010
Bogusław SAMBORSKI – działacz opozycyjny w PRL – Myszków i region Częstochowa, od 1985 roku na emigracji w Australii.
Wojciech MARCHEWCZYK – działacz opozycji – Kraków
Marian CZARNECKI – USA, działacz Solidarności, więzień polityczny PRL
Maria OLCZAK – Klub Gazety Polskiej Bielańsko- Żoliborski
Józef WIECZOREK – legitymacja nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej, b. wykładowca UJ.
Mieczysław BARTOŃ –  działacz opozycyjny w PRL i więzień polityczny, pokrzywdzony przez obecne sądy.
Marian MUCHA – skazany na 2 lat w okresie stanu wojennego, osoba represjonowana z powodów politycznych.
Tadeusz ZIELIŃSKI  -działacz Solidarności (internowany dłużej niż B. Komorowski).
Halina LEWANDOWSKA – OSET i Józef OSET – emeryci z Margonina w woj. wielkopolskim.
Krzysztof STANISZEWSKI – Prawo i Sprawiedliwość – Bielany.
Wojciech JANKOWSKI – dziennikarz prasy podziemnej w PRL – Jelenia Góra.
Katarzyna NODOP –  Prezes Stowarzyszenia Humans and Animals – Wsola.
Henryk KOZIK – Klub Gazety Polskiej Brzozów.
Jan GIEFERT – Klub Gazety Polskiej Brzozów.
Zofia i Józef BOBEL – Klub Gazety Polskiej w Nowej Hucie.
Krzysztof STĘPNIAK – Ruch kontroli wyborów 2015’ – Warszawa Targówek.
Andrzej URBANIAK –  delegat na walne zebranie solidarności Ziemi Łódzkiej. Współzałożyciel i przewodniczący zakładowej solidarności.
Zygmunt GROCHOWOLSKI – Klub GP Tychy.
Prof. Roman CHLEBOWSKI – emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego, uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej Sierpień 1980, działacz NSZZ „Solidarność” na UW i Mazowszu, przed stanem wojennym wysłany z Polski aż do Panamy.
Janisław MUSZYŃSKI – Prezes Zarządu Dolnośląskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego.
Monika SOCHA-CZYŻ – Prezes Towarzystwa Patriotycznego im. Jana Olszewskiego , radna Sejmiku Województwa Śląskiego V kadencji (2015-18), przewodnicząca Okręgu Bielskiego Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin.
Kazimierz HERIAN – Prezes Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez Organa Państwa Stop Krzywdzie Zielona Góra.
Urszula CANTEMIR – Wiceprezes Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez Organa Państwa Stop Krzywdzie Zielona Góra.
Krzysztof EGERT – Specjalista, Dział Zarządzania Nieruchomościami Administracyjnymi
Andrzej NIEDZIELSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Bielsku-Białej.
Barbara NIEDZIELSKA – Klub Gazety Polskiej w Bielsku-Białej.
Teresa i Bazyli SOKÓŁ – ekonomiści, emerytowani nauczyciele, Klub Gazety Polskiej w Braniewie.
Andrzej PIRÓG – inżynier budownictwa, Klub Gazety Polskiej w Braniewie.
Elżbieta WIDZYNSKI – nauczyciel ze Świebodzina, mieszkająca w Niemczech
Marcin ANDRIUSIECZKO – wieloletni pracownik SN, obecnie pracownik Izby Dyscyplinarnej SN
Janusz JABŁOŃSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Tychach.
Henryk SZCZEPAŃCZYK – Klub Gazety Polskiej w Tychach.
Krzysztof KURDZIEL – Klub Gazety Polskiej w Brzozowie.
Cezary SOKÓŁ – Przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Braniewie.
Paweł CZYŻ – były przewodniczący Rady Krajowej Stowarzyszenia Młodzi Konfederacji i były rzecznik prasowy KPN. Redaktor naczelny Niezależnej Gazety Obywatelskiej.
Jerzy JANZ – Polski Patriota z Lwówka Śląskiego. Internowany w Zabrzu-Zaborzu.
Maciej KLAMROWSKI – Klub Gazety Polskiej w Wejherowie.
Andrzej KLAMROWSKI – Klub Gazety Polskiej w Wejherowie
Maciej RUSIŃSKI – Koordynator Klubów GP USA i Kanada
Jacek SZKLARSKI – Reduta Dobrego Imienia – USA
Tadeusz ANTONIAK – Komitet Smoleńsko-Katyński
Paweł PIEKARCZYK – bard Klubów Gazety Polskiej
Adam ZYZMAN – dziennikarz z Krakowa
Paweł ZDUN –  przewodniczący Krajowej Rady Koordynatorów Ruchu Kontroli Wyborów
Jolanta CHOJNOWSKA – nauczycielka z Łomży
Krzysztof NIEGREBECKI – emeryt, prywatna działalność gospodarcza
Dr Marcin BRYNDA – były działacz opozycji antykomunistycznej
Grzegorz KUBASZEWSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej – Myśli Patriotycznej w Suwałkach
Marcin MAZUROWSKI – Vice-Chair Commission on the Limits of the Continental Shelf
Marian WASILEWSKI – Założyciel Solidarności w WPHW Gdańsk w 1980 r. oraz Społecznego Komitetu Poparcia Andrzeja Dudy w Gdańsku w 2015 roku.
Jacek SARNECKI – Przewodniczący SSW Mazowsze, Stowarzyszenie Solidarność Mazowsze
Grażyna KIJUC – Przewodnicząca Klubu Gazety Polskiej w Warce
Janusz SZEJA –  działacz, weteran KPN, założyciel Śląskiej  Grupy Patriotycznej Tarnowskie Góry
Grażyna MOZOL – członek „Solidarności”
Tadeusz WALKOWIAK – wiceprzewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Bostonie, USA
Zbigniew LISIECKI – informatyk, fizyk, Prezes Zrzeszenia Dekretowiec
Janusz BUKOWSKI – prywatny przedsiębiorca, Niemcy
Michał RUDKOWSKI – przewodniczący Klub Gazety Polskiej w Myślenicach.
Willy GROCHAL –  działacz opozycji, były przewodniczący Komisji Zakładowej Solidarności w Hucie Stalowa Wola, Kanada
Wiesław WIERZBOWSKI –  prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Wschodniego Massachusetts, USA.
Robert ZAJĄC – działacz opozycji PRL, Członek Zarządu Stowarzyszenia Solidarność Walcząca Mazowsze.
Andrzej OSIPÓW –  prawnik, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL. Wiceprezes Stowarzyszenia „Godność”.
Sławoj KIGINA – działacz opozycji w PRL, internowany posiada status osoby pokrzywdzonej, liczne odznaczenia, w tym Srebrny Krzyż Zasługi od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Kołobrzeg.
Zygmunt BŁAŻEK – działacz opozycji w PRL, były internowany w Strzebielinku, członek stowarzyszenia ,,Godność”, Gdańsk.
Maria OCHMAN – przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Solidarność.
Paweł ZIELIŃSKI – pedagog, członek NSZZ Solidarność, laureat Medalu Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk
Zdzisław ŚLODERBACH – członek Klubu Gazety Polskiej w Opolu, represjonowany w stanie wojennym z powodów politycznych.
Wojciech KORKUĆ – artysta, twórca plakatów, jeden z najbardziej znanych ilustratorów i projektantów graficznych w Polsce i na świecie.

„KA$TA? BASTA!” Pobierz komplet grafik autorstwa Wojciecha Korkucia

Nie bądź obojętny ! – jedenaste przykazanie ?

Nie bądź obojętny ! – jedenaste przykazanie ?

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych – Ewangelia Marka 12:29-31

75 rocznica wyzwolenia Auschwitz [czy raczej wkroczenia Armii Czerwonej do KL Auschwitz] [ https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/01/28/75-rocznica-wkroczenia-armii-czerwonej-do-kl-auschwitz/ stała się okazją do spopularyzowania w przestrzeni publicznej propozycji 11 przekazania – nie bądź obojętny ! To za sprawą wypowiedzi więźnia Kl Auschwitz Mariana Turskiego,

który przypomniał słowa prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta sprzed 5 lat wygłoszone w tym samym miejscu. Prezydent – jak mówił Marian Turski – „wymyślił 11. przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.”

To przykazanie winno być oczywistością dla każdego człowieka i nie tylko po Auschwitz.

W końcu już w ewangelii Marka czytamy „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Gdyby to przykazanie było respektowane przez człowieka, nie byłoby obojętności człowieka wobec drugiego człowieka, nie byłoby wykluczenia, nienawiści, nie byłoby Auschwitz, ani innych ludobójstw Auschwitz poprzedzających i późniejszych. A zatem nie ma potrzeby tworzenia kolejnego i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych.

Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj” – mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej drodze do Auschwitz nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, gdy znany jest argument Hitlera uzasadniający eksterminację ludności polskiej w 1939 r. „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”

Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku [nie tylko kroczku] ku Auschwitz ?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą się czci do dnia dzisiejszego,  a ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność ?

Po tzw. wyzwoleniu KL Auschwitz przez Armię Czerwoną „ Enkawudziści w lutym 1945 r. utworzyli dwa podobozy oznaczone numerami 22 (na terenie obozu macierzystego) i 78 (w obrębie Birkenau)….’Na każdym kroku chciano nam pokazać, że jesteśmy teraz niczym. Grozili nam, że jak nie będziemy bystro rabotali, to nas na Sybir wywiozą – wspomina jedna z więźniarek ….. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/po-wyzwoleniu-auschwitz-nkwd-stworzylo-tam-wlasny-oboz/b814tbs …Obóz zlikwidowano wiosną 1946 r., a rok później Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę, na mocy której teren miejsca zagłady miał się stać miejscem pamięci. Tylko jednak po więźniach, którzy przebywali tu i zginęli w latach niemieckiej okupacji. Kolejne dwa lata działalności Auschwitz wymazano z historii. „

Ta historia niestety nie została przypomniana podczas 75 roczny wyzwolenia Auschwitz, także przez Mariana Turskiego, który jakby proponowanego 11 przykazania do siebie nie odnosił.

Sam przeszedł piekło a jednak piekła zgotowanego innym jakby nie zauważał. Po wojnie włączył się w budowę systemu totalitarnego, tylko że czerwonego, odpowiedzialnego za eksterminację milionów ludzi, zwanego jednak demokratycznym i za zasługi w budownictwie nowej Demokratycznej Polski [działał w młodzieżowej organizacji PPR] odznaczony został Srebrnym Krzyżem Zasługi przez Prezydium Krajowej Rady Narodowej [13 lipca 1946 r] .

W tym samym czasie, inny więzień KL Auschwitz rtm. Witold Pilecki, który trafił tam ochotniczo, bo nie był obojętny na to co się tam działo, działał po drugiej stronie, walcząc po wojnie z instalacją ludobójczego systemu komunistycznego.

Nadal nie był obojętny.

Nie był za to odznaczany, lecz wtrącony do nieludzkiego więzienia, przy którym, jak mówił, ‚Oświęcim to była igraszka”.

Budowniczowie nowej komunistycznej Polski, nawet jak byli współwięźniami z Auschwitz, byli na Jego los obojętni.

Jakie kolejne przykazanie należałoby dodać ?

Przecież respektowanie przykazania z ewangelii Marka – będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego – byłoby wystarczające, aby tak nie było.

Przesłanie na Nowy Rok: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”

Przesłanie na Nowy Rok:

„Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”

To, że polskie środowisko akademickie jest stabilne swoimi patologiami i walczy o zachowanie status quo w tej materii, nie jest żadną tajemnicą. Nie jest też tajemnicą konformizm środowiska akademickiego, pod tym kątem zresztą od lat selekcjonowanego i formowanego. Standardy metodologiczne beneficjentów systemu komunistycznego często szwankują, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych. Dobrze, jeśli ktokolwiek te problemy publicznie podnosi.

O doskonałość polskiego środowiska naukowego

Prof. Śliwerski, członek Rady Doskonałości Naukowej, walczący o doskonałość polskiego środowiska naukowego, także na swoim blogu, niedawno ogłosił całkiem słusznie, że ‚Nauka polska wymaga spełniania przynajmniej minimalnych standardów metodologicznych’.

Można krzyknąć – tak trzymać !

Profesor pisze „Jeśli już kogoś nie stać na oryginalność, to niech chociaż przestrzega reguł logiki i obowiązujących w diagnostyce standardów. W przeciwnym razie upowszechnia się w sieci – pod szyldem nauki polskiej – błędy, które z nauką nie mają nic wspólnego. Są bowiem pseudonauką. …”. To na okoliczność zamieszczonej w sieci ankiety na temat polskiego środowiska akademickiego, która to ankieta bardzo pana profesora poruszyła i wydaje się – wręcz wyprowadziła z równowagi, choć to nie była praca naukowa, a tylko mający swoje mankamenty sondaż środowiskowy osoby ze stopniem doktora.

Nie tak dawno profesor wyrażał swoje niezadowolenie, że adiunkci nie działają w środowisku akademickim jako środek chwastobójczy [Kurier WNET, grudzień 2019].

Wydawało by się zatem, że jak profesor natrafi na przykład próby – choćby nieporadnej – odchwaszczenia środowiska akademickiego przez adiunkta, to się tym faktem ucieszy, a jako spec od doskonałości pospieszy z pomocą. Nic z tego.

Totalna krytyka, dyskredytacja, wręcz akademickie rozstrzelanie osoby próbującej odchwaszczenia środowiska. Fakt, w ankiecie dwa pytania – o badania doktorskie i profesorskie – raczej nie kwalifikowały się na odpowiedzi w trybie ankietowym, bo trzeba by użyć co najmniej tysięcy znaków aby temat przynajmniej napocząć, a w ankiecie, nim się napocznie, już trzeba skończyć.

Wzorowa metodologia ?

W totalnej krytyce profesor powołał się na słuszność metodyczną Heliodora Muszyńskiego, znanego pedagoga i metodologa, należącego – jak podaje Wikipedia [fakt, że źródło niezbyt doskonałe, ale doskonali profesorowie niczego bardziej doskonałego do tej pory nie udostępnili mniej doskonałym] – do opartego na poglądach Karola Marksa i Fryderyka Engelsa nurtu pedagogiki socjalistycznej, który to profesor zgodnie z tym nurtem argumentował: „Jeśli naukowiec popełnia tak elementarne błędy, to jest w świetle naukoznawstwa pseudonaukowcem, gdyż kompromituje reprezentowaną przez siebie naukę wskazując innym, że można ją uprawiać tak patologicznie”

Nurt ten wyniósł prof. Heliodora Muszyńskiego nie tylko na piedestał profesora, ale także członka Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Stopni Naukowych przy Radzie Ministrów (i to przez cztery kadencje, czyli 14 lat, od roku 1972 do roku 1986.

Od 1968 do 1973 r. socjalistyczny profesor prowadził tzw. eksperyment poznański, którego przedmiotem było opracowanie systemu wychowawczego w szkołach, rzecz jasna socjalistycznych. ‚Jego, krytycznie oceniane przez część pedagogów, rezultaty były szeroko wdrażane w tysiącach polskich szkół…..Założenia eksperymentu wywodzono od klasyków marksizmu-leninizmu, m .in. ustalenia Karola Marksa, że wychowanie dla przyszłości może być tylko angażowaniem wychowanków do walki o tę przyszłość….

…..Punktem wyjścia dla wprowadzanego systemu wychowawczego, według uchwały ministerstwa, były cele właściwe ideałowi człowieka socjalistycznego, który powinien się charakteryzować: zaangażowaniem ideowo-politycznym, świadomością zasad, celów i ideałów socjalizmu, emocjonalnym związkiem z tymi ideałami, uspołecznieniem, dbałością o wspólne dobro, rzetelną pracą, ofiarnością i zdyscyplinowaniem społecznym, patriotyzmem i internacjonalizmem socjalistycznym, emocjonalnym związkiem z postępowymi tradycjami narodowymi i społecznymi, solidarnością i braterstwem z narodami ZSRR i innych krajów socjalistycznych ….’

Nie bez przyczyny w 1975 r. kierowany przez niego zespół otrzymał Nagrodę Komisji Edukacji Narodowej i chyba nie bez przyczyny metodologia – stosowana przez jego szefa – jest przywoływana przez profesora stojącego na straży doskonałości nauki polskiej w III RP, tak silnie zakorzenionej w standardach systemu opartego na klasykach marksizmu-leninizmu.

Kto z tymi standardami jest na bakier, nie ma szans w systemie akademickim III RP, bo doskonałości rzecz jasna nie osiągnie, jako że nie zważa na jedynie słuszną metodologię socjalistyczną Heliodora Muszyńskiego.

Mankamenty doskonalenia

Tym niemniej trzeba podkreślić jak najbardziej słuszną konstatację prof. Śliwerskiego: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”.

Mogłaby ona służyć jako przesłanie na kolejny rok, nie tylko akademicki. Trudno jednak zrozumieć, że profesor od doskonałości naukowej nie podjął nawet próby realizacji tego przesłania, doskonalenia swojego środowiska, nie podjął krytyki jego poczynań, mimo że środowisko to jest bardzo niedoskonałe.

To środowisko wyselekcjonowało w naszym systemie akademickim całe rzesze bardzo niedoskonałych, tak doktorów, jak i profesorów, na drodze do stworzenia nadzwyczajnej kasty akademickiej, która jednak niewiele znaczy w nauce w relacji do środowisk naukowych innych krajów.

Starając się działać na rzecz odchwaszczenia tego środowiska, podnosiłem wielokrotnie [głównie na moim blogu] kwestię absurdalnej nieraz metodologii badań prowadzonych przez profesorów, kompromitujących reprezentowaną przez nich naukę. Nie zauważyłem jednak, aby profesorowie od doskonałości naukowej te niedoskonałości zauważyli, podjęli krytykę swojego środowiska i chcieli niedoskonałości usuwać.

Ja postulowałem, aby takich decydentów nauki, często dotkniętych czerwoną zarazą, przenosić w stan nieszkodliwości, ale nie mając władzy nad kimkolwiek poza samym sobą, to ja zostałem usunięty z systemu akademickiego, jako stanowiący zagrożenie dla socjalistycznych decydentów nauki oraz procesu formowania i doskonalenia młodzieży akademickiej w ramach najlepszego z systemów, tak wspieranego m. in. przez Heliodora Muszyńskiego.

Mimo to, nie zaprzestałem działań na rzecz naprawy systemu akademickiego, na rzecz jego odchwaszczenia, co przez szkodników akademickich jest negatywnie oceniane, traktowane jako destabilizowanie tego środowiska [sic !].

Z ludzkiego punktu widzenia trudno się nawet temu dziwić, bo w przypadku przyjęcia moich standardów [jakże odmiennych od tych wprowadzanych w życie przez prof. Heliodora Muszyńskiego] musieliby tacy potracić lukratywne stanowiska od doskonalenia naukowego.

Moim, niewątpliwie niedoskonałym zdaniem (w końcu jestem jedynie doktorem), metodologia prof. Heliodora Muszyńskiego, do której prof. Śliwerski tak głęboko jest przywiązany, z nauką sensu stricte chyba nie ma wiele [o ile cokolwiek] wspólnego.

Prof. Śliwerski jednak nie zważa na swój postulat, aby krytykę patologii zacząć od własnego środowiska, i nie krytykuje, lecz lansuje socjalistycznego profesora, specjalistę od doskonalenia polskiej młodzieży w czasach PRLu, w duchu Marksa i Engelsa.

Chętnie bym poznał opinie w tej sprawie doskonałych naszych profesorów, w końcu mających za zadanie służbowo, no i moralnie, wspierać w nauce mniej doskonałych.

W nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ? !

W tekście ‚Wybór między destrukcją a nauką’ profesor bardzo zasadnie, ale jakby bardzo niezgodnie z wieloma swoimi wcześniejszymi wpisami, oznajmia :” w nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ..” czym dokumentuje, że ma wiedzę na temat wartości tego co komisje i rady, w których sam od lat zasiada, aprobują i za co odpowiadają.

Skoro stopnie i tytuły generowane są w systemie wsobnym, zamkniętym, bez możliwości merytorycznej krytyki wewnętrznej ani zewnętrznej, ich znaczenie musi spadać, co ma miejsce od lat i konkluzja profesora ten proces jakby podsumowała.

Profesor pisze także:”zagraniczni eksperci zdiagnozowali fatalną politykę kadrową oraz strukturę naukowych obszarów badań, które utrwalają status quo, a związkowcy podejmują jeszcze uchwały, by wszystkim płacić tak samo według stanowisk pracy. Nawet dodatki motywacyjne chcieliby, jak w szkołach podstawowych, przyznawać każdemu tej samej wysokości, bo przecież – jak w socjalizmie – czy się stoi czy się leży tysiąc złotych się należy. Ciekaw jestem, co z tą socjalistyczną pozostałością uczynią rady uczelni? ” , A więc dobrze wie co w akademickiej trawie piszczy.

Potwierdza to także wypowiedzią: „Możemy dalej działać w nurcie pomocy socjalnej koleżankom i kolegom, w wymiarze darów wdzięczności za wieloletnią współpracę z tymi, z którymi od -nastu lat jesteśmy w tych samych jednostkach akademickich. W ten sposób prowadzimy pedagogikę na naukową śmierć”.

Ta wypowiedź jest słuszna także w stosunku do innych dziedzin nauki uprawianej w Polsce.

Na uwagę zasługuje także wiedza pana profesora odnośnie do szkodliwych pozostałości socjalistycznych uczelni. Jak on to godzi z jednoczesnym polecaniem metodologii socjalistycznego profesora Heliodora Muszyńskiego ?

Przesłanie na Nowy Rok

Prezentowane przez prof. Śliwerskiego niekonsekwencje, wewnętrzne sprzeczności argumentacji, nie są czymś niezwykłym w polskim środowisku akademickim, uformowanym w ramach metodologicznych założeń systemu komunistycznego. Bez zerwania z pozostałościami tego systemu, nie do końca obalonego, bez oczyszczenia, inaczej mówiąc odchwaszczenia – tak metodologicznego, jak i personalnego, takie niekonsekwencje są raczej standardem, a nie wyjątkiem.

Skoro członkowie rad od doskonałości naukowej takie niedoskonałości przejawiają, marne są szanse na dobrą zmianę w domenie akademickiej.

Niby kto ma zacząć krytykę patologii od własnego środowiska, skoro ci, którzy nim zaczną, już są skończeni, i to dożywotnio !

Tym niemniej postulat ‚Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska’ dobrze by było potraktować jako przesłanie na Nowy Rok, a zarazem postulat do poczynienia takich zmian ustaw akademickich, aby krytyka merytoryczna w środowisku akademickim, ujawnianie i krytyka patologii nie były karane, ale premiowane.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, styczeń 2020 r.

KW 2

Podsumowanie Roku Pańskiego 2019

Podsumowanie Roku Pańskiego 2019

Działalność publicystyczna

60 tekstów na blogu akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

prezentowanych także wersji audio w niepoprawneradio.pl

i umieszczanych na moim kanale You Tube https://www.youtube.com/user/jwfoto

2 kolejne [15, 16] tomiki ‚moich bojów’ – Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego

kilkanaście tekstów publikowanych na łamach Kuriera WNET, jeden w Nowe Państwo

Wykaz aktywnych, także w 2019 r. stron akademickich

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Moje blogi [solidarne]

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

blogmedia.24

http://blogmedia24.pl/blog/1196

Presmania.pl

http://pressmania.pl/

Legion św. Ekspedyta

http://www.ekspedyt.org/

Nieopoprawni.pl

http://niepoprawni.pl/

salon24

http://jwieczorek.salon24.pl/

blogpress

http://blogpress.pl/blog/4146

wiele tekstów i fotoreportaży także na:

http://www.trybunalscy.pl/

Polish Club Online

http://www.polishclub.org/?s=J%C3%B3zef+Wieczorek⊂mit=Szukaj

Polityka Polska

https://politykapolska.eu/

Radio Wnet

http://www.radiownet.pl/

Media społecznościowe

Facebook

https://www.facebook.com/jozef.wieczorek

Twitter

https://twitter.com/jwieczorek2013

Działalność filmowa

YouTube

W roku 2019 ponad 250 wideo na kanale YouTube –https://www.youtube.com/user/jwfoto

[obecnie ponad 2260 wideo, ponad 1,85 tys. subskrybentów ]

Działalność kronikarska – fotoreporterska

Strony ‚kronikarskie’ (aktywne w 2019 r.)

fotoreportaże, choć nie tylko

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2019 r.

https://jwfotowideo.wordpress.com/

 

100 kilkanaście fotoreportaży

Niezłomnym ku Niepodległości Tym, którzy walczyli aby Polska była Polską

https://niezlomnym.wordpress.com/

ok 50 fotoreportaży

Żołnierze Niezłomni w Parku Jordana w Krakowie

Pomniki „Żołnierzy Wyklętych” w systemie komunistycznym,

uhonorowanych w Galerii Wielkich Polaków XX wieku

http://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/

FOTO AMICUS Chóru Mariańskiego

https://fotoamicus.photo.blog/

nowa strona – 25 wpisów

Życie duchowe i religijne w Krakowie (i nie tylko)

https://krzyz.wordpress.com/

15 wpisów

Centrum Edukacyjne Instytutu Pamięci Narodowej – Przystanek Historia w Krakowie

https://www.youtube.com/channel/UCTBeQS-yuJzgHNdcbC9pGFg?view_as=subscriber

5 video

Działalność radiowa

http://niepoprawneradio.pl/

dziesiątki felietonów akademickich

dziesiątki nagrań ‚na żywo’ ( i nie tylko) ze spotkań klubowych (i nie tylko)

Wykłady i spotkania

Nie było zainteresowanych. Ciekawe – nieprawdaż ?

Wykłady/prelekcje do własnych ścian

Po 30 latach życia, podobno w wolnej Polsce !

Gdyby nie było internetu, takiego człowieka by nie było !

Po co komu/Polsce -tacy ?

Moje boje. Blogosłowie dysydenta akademickiego – Tom 16

Pobierz w pdf :

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 16

Boże Narodzenie A.D. 2019

Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim

Screen Shot 12-23-19 at 07.30 AM

[ źródło kompozycji graficznej

https://www.polishclub.org/2019/12/22/adiunkt-jako-srodek-chwastobojczy-w-srodowisku-akademickim/]

Adiunkt - zezwolenie

Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim

To, że środowisko akademickie, uformowane/sformatowane w czasach czerwonej zarazy i funkcjonujące w czasach zarazy tęczowej, stanowi ogród nieplewiony, od lat jest chyba wiedzą powszechną. Jeśli nawet wyrosły w nim piękne drzewa, to są one tłumione przez chwasty, które nieraz je oplatają, niczym liany.

Na niektórych uczelniach powstały co prawda ogrody profesorskie i to czasem na miejscu dawnych latryn, ale smród akademicki nie przestał się unosić także poza ogrodami. Nie może być inaczej, gdyż akademickie, w tym profesorskie afery na uczelniach są na porządku dziennym, choć rzadko medialnym.

Ogród nieplewiony

To, że nasz system akademicki mimo ciągłych reform jest patologiczny, a nawet wręcz przyjazny patologiom, nie jest tajemnicą. Trudno aby było inaczej, skoro świat akademicki, mający na celu poszukiwanie prawdy, przez dziesiątki lat funkcjonował w systemie kłamstwa. Schizofreniczna sytuacja nie mogła pozostać bez wpływu na społeczność akademicką i struktury akademickie sformatowane w czasach czerwonej zarazy. Oczyszczenia pozytywnego podczas transformacji nie było, a przed transformacją przeprowadzono oczyszczenie negatywne, którego skutków niemal nikt nie chce poznać.

Moralna zapaść środowiska akademickiego jest faktem, choć przez lata jakby nie zauważano postępującej degradacji tego środowiska, niskiego poziomu etycznego kadr akademickich, szczególnie tych, którzy winni stać (formalnie stojących !) na straży jego należytego poziomu.

Można mówić, że polski system akademicki patologiami stoi, a w gruncie rzeczy leży, jeśli się porówna jego moc z nauką światową.

Wzrost utytułowania kadry, jak i imponujący wzrost poziomu nieruchomości akademickich w warunkach patologicznych nie przekłada się na wzrost poziomu naukowego.

Jak z tym skutecznie walczyć ? Żadne reformy, bez względu przez jaką opcję polityczną przeprowadzone, nie dały sobie rady z naprawą systemu akademickiego, w tym z odchwaszczeniem – jak obrazowo się określa – środowiska akademickiego.

System akademicki, jak był, tak i pozostał ogrodem nieplewionym.

W resorcie rolnictwa do odchwaszczania z powodzeniem stosuje się preparat noszący nomen omen akademicką nazwę ‚ adiunkt’, dopuszczony do stosowania i unieszkodliwiania chwastów przez Ministerstwo Rolnictwa [numer zezwolenia R-27/2016 wydany w dniu 05-02-2016].

Zapewne wszyscy wiedzą, że w systemie akademickim – adiunkt, to stanowisko obejmowane zwykle przez osoby posiadające stopień doktora. Znany profesor od doskonałości naukowej i udoskonalania adiunktów, a zarazem niestrudzony bloger – Bogusław Śliwerski [pisałem o nim w Kurierze WNET nr 63/2019O doskonałości pedagoga] zadał na swoim blogu „pedagog” prowokacyjne pytanie: Czy adiunkci wypalą chwasty w nauce? [ 26 październik 2019 r.] jakby nawołując do zastosowania w resorcie nauki doświadczeń wypracowanych w resorcie rolnictwa.

Nauka adiunktami stoi

Pochodzenie nazwy adiunkt – z niem. od łac. adiunctus „przyprzężony” – dobrze określa pozycję adiunkta w systemie akademickim, jako zaprzężonego do pracy, ale nie zawsze za pracę awansowanego/nagradzanego, a nader często ‚dołowanego’, szczególnie wtedy, gdy uchyla się od stosowania znanego ukazu carskiego „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego” jakby respektowanego do dnia dzisiejszego w polskim systemie akademickim.

Na uczelniach i w instytutach badawczych na ogół się mówiło, że stoją one adiunktami, jako że moc pracy akademickiej spoczywała zwykle na adiunktach, niezbędnych do realizacji zadań dydaktycznych i badawczych, w sytuacji gdy tzw. samodzielni pracownicy akademiccy nie zawsze do tej pracy byli skłonni czy przysposobieni. Zresztą często, ci jako wieloetatowcy, pozbawieni jednak zdolności do bi-czy multilokacji, na taką działalność nie zawsze znajdowali czas, o ile jeszcze mieli na nią ochotę.

Bez adiunktów uczelnie nie byłyby w stanie funkcjonować, a zresztą bez wypromowania doktorów nie można było zostać profesorem, więc do awansu do nadzwyczajnej kasty adiunkci byli niezbędni. Potem można było się ich pozbywać, gdy zagrażali ‚samodzielnym’ i/lub najlepszemu z systemów.

Aby system nauki z takich oczyszczać, ogłaszano zazwyczaj, że jest problem z adiunktami, którzy się nie rozwijają i trzeba ich z systemu eliminować, aby dać szansę młodszym. Fakt, że wielu się nie rozwijało formalnie, bo byli tak dobierani na etaty, aby jedynie służyć do rozwoju ich ‚przyłożonym’. Inni na rozwój formalny nie mieli szans, bo swoje pasje naukowe mogli realizować jedynie w konspiracji przed panującymi w nauce, a ujawnienie rezultatów zapisywanych – o zgrozo – jedynie na swoje konto (z pominięciem panujących) skazywało ich na wykluczenie z systemu.

Mimo cyklicznych akcji czyszczenia uczelni z niepotrzebnych już, wyeksploatowanych adiunktów, jakoś ustawiczny problem ‚niedorozwoju’ adiunktów, ani problem spadania poziomu nauki, nie został rozwiązany.

Widocznie czyszczenie systemu z ludzi hierarchicznego środka, bez czyszczenia hierarchicznych szczytów, nic w tej materii nie daje.

‚Chwastobójcza’ rola adiunktów

Wiodącą rolę adiunktów w systemie akademickim zauważył niespodziewanie Prof. Bogusław Śliwerski, jednocześnie jakby zdegustowany zbyt słabymi rezultatami ich działań na polu naprawy patologicznego systemu.

Pisze on na swoim blogu m. in. Ci, którzy uzyskali stopień naukowy doktora nauk w swojej dziedzinie oraz dyscyplinie i zostali zatrudnieni w uczelniach na stanowisku adiunkta powinni postępować zgodnie ze złożoną przysięgą. Ta zaś zobowiązuje ich do służenia prawdzie, a nie zajmowania konformistycznych, submisyjnych postaw wobec tej części kadr akademickich, która już od dawna narusza kod etyczny w nauce i szkolnictwie wyższym”.

A dalej jeszcze bardziej krytycznie o braku krytyki sytuacji w nauce ze strony adiunktów „Mieliśmy nadzieję w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, że jak uruchomimy własne czasopismo pod jakże znaczącym tytułem „PAREZJA”, to adiunkci chwycą wiatr w żagiel i zaczną tam publikować solidne, krytyczne studia literatury przedmiotu, że będą prowadzić spór z autorami kompromitujących polską naukę rozpraw, bo pseudonaukowych.”

Dalej, wykazując całkiem dobrą znajomość braku standardów w nauce uprawianej w polskich placówkach, wręcz lamentuje Nie chodzi tu przecież o prowadzenie przez nich krytyki ad personam, ale o odważenie się poprowadzenia sporu natury merytorycznej. Czas najwyższy przestać udawać, że publikacje niektórych doktorów, doktorów habilitowanych a nawet profesorów spełniają jakiekolwiek standardy naukowe”

Trafnie również zauważa, że „Im dłużej jest nieobecna w przestrzeni publicznej krytyka pseudonauki i jej autorów, tym łatwiej jest im „załatwiać” awans na stanowiska czy wyższy stopień naukowy pozanaukowymi działaniami.”

I na końcu trafienie w samą dziesiątkę „Jednak rektorzy uniwersytetów nie zwolnią pseudonaukowców, ale … adiunktów„ zaznaczając jednak, że i wśród adiunktów bywają ignoranci.

Tak to prawda – bywają, ale wśród panujących u nas w nauce – także, a może nawet częściej i ich rektorzy nie zwalniają.

A zatem prof. Śliwerski jakby miał pretensje do adiunktów, że nie kładą swoich głów pod akademicki topór, i to w sytuacji, gdy sam tym toporem czasem wymachuje, bo tak się rzeczy mają w naszym, wysoce niedoskonałym, systemie akademickim.

Mimo, że jest specjalistą od doskonałości naukowej, popełnił chyba poważny błąd metodologiczny. Uznał zapewne, że adiunkt stosowany jako preparat chwastobójczy sprawdzić się winien i w resorcie nauki, nie zwracając uwagi na ‚cykl produkcyjny’ adiunktów w tym resorcie i na fakt braku zezwolenia dla działań adiunktów na rzecz ‚odchwaszczania’ środowiska akademickiego w ‚Konstytucji dla nauki’.

Adiunkci w systemie akademickim nie znajdują się na końcu cyklu produkcyjnego prowadzącego do doskonałości naukowej znaczonej tytułem profesorskim, lecz mniej więcej pośrodku i to przed barierą stawianą przez tych z końca taśmy produkcyjnej, do których sam ‚pedagog ‚ należy. Sam zresztą ma swoje osiągnięcia w dyskredytowaniu adiunktów, rzecz jasna uznając ich za ignorantów i nieudaczników, bo nie mających tytułu profesora – wyznacznika doskonałości naukowej.

Z tego powodu nawet znalazł się na ścieżce dyscyplinarnej, choć w rozumieniu doskonałości naukowej ma oparcie m. in. u znanego z właściwej postawy wobec LGBT prof. Nalaskowskiego, którego jednak postawa wobec innych patologii akademickich, nie zawsze może być uznana za właściwą.

Gdzie jest pies pogrzebany ?

Oczekiwanie, że adiunkt w systemie akademickim może się sprawdzić jako czynnik walczący z jego patologiami, o jego poziom etyczny, poziom naukowy, jest w gruncie rzeczy niedorzeczne.

Fakt, że adiunkci ‚ powinni postępować zgodnie ze złożoną przysięgą. Ta zaś zobowiązuje ich do służenia prawdzie, a nie zajmowania postaw konformistycznych, jak przypomina prof. Śliwerski. Ale także faktem jest, że tak winni postępować przede wszystkim profesorowie, którzy kiedyś też byli adiunktami i na ogół składali takie doktorskie przysięgi, a po awansowaniu na profesorów właśnie stoją służbowo, mniej lub więcej, na straży etosu nauki.

Co więcej to profesorowie odpowiadają za to, jakich mamy adiunktów, bo czy ktoś może podać jakiś przypadek awansowania na adiunkta w polskim systemie akademickim na podstawie opinii/ decyzji jedynie doktorów ?

Mamy takich adiunktów jakich profesorowie chcieli/chcą mieć, jakich uformowali/sformatowali i akceptują na etatach w swoich zakładach/instytutach/uczelniach.

Niestety jest prawdą, ale nie znaną powszechnie, że tacy adiunkci, którzy na serio wzięli sobie do serca przysięgę doktorską, stanęli do walki o prawdę, zabrali się do walki z patologiami, o należyty poziom etyczny i naukowy, z systemu akademickiego znikają i to z powodu działań członków nadzwyczajnej kasty akademickiej jaką tworzą profesorowie.

Mamy autonomiczny system akademicki, autonomiczne uczelnie i żaden adiunkt tej autonomii, także autonomii patologii [!] nie ma szans naruszyć bezkarnie.

Zarzut do adiunktów o konformizm wobec kadr akademickich jest kuriozalny, przy milczeniu o konformizmie profesorów i milczeniu o losach tych adiunktów, którzy okazywali swój nonkonformizm wobec poczynań profesorów.

Polski system akademicki nie przewiduje miejsca dla nonkonformistycznych adiunktów i jest to status quo wypracowany mozolnie w czasach czerwonej zarazy i utrzymany w mocy akademickiej w czasach III RP, czyli jak obecnie wiemy, w czasach zarazy tęczowej.

I za ten stan rzeczy odpowiadają konformistyczne/oportunistyczne/ egocentryczne, czy wręcz narcystyczne kadry profesorskie, tworzące nadzwyczajną kastę akademicką, do której ci, o naturze nonkonformistycznej nie mają żadnych szans wejść, a nawet tego nie chcą.

Mamy nader wydajny system negatywnej selekcji kadr akademickich, rodem z PRLu i utrzymany w mocy w III RP.

Nie dość, że młodzi są tak dobierani do systemu akademickiego, aby był z nich pożytek głównie dla członków nadzwyczajnej kasty, to po wykorzystaniu są wyrzucani z systemu jak niepotrzebne śmieci, nie rokujące nadziei na dalszą eksploatację (w języku kasty – na rozwój).

Nader często taki los spotyka lepszych naukowo i edukacyjnie od członków kasty, dla których stanowią śmiertelne zagrożenie i nie rokują nadziei na przystosowanie się do patologicznych obyczajów panujących wśród kasty ‚doskonałych’.

Nie bez powodu taka masa polskich doktorów, a nawet będących dopiero na drodze do doktoratów, po prostu od lat opuszcza polski system akademicki, czy to szukając swojego miejsca za granicą, czy w krajowych sektorach pozaakademickich, choć ten wariant nie zawsze jest do końca skuteczny, bo różne komisje/rady/ciała doradcze pełne są ekspertów z kasty akademickiej, i to nieraz dożywotnich !

Tym samym adiunkt nie ma szans na sprawdzenie się jako ‚środek chwastobójczy’ w resorcie nauki, w przeciwieństwie do „adiunkta” stosowanego zgodnie z odpowiednimi zarządzeniami i sprawdzającego się w praktyce w resorcie rolnictwa.

Młodszym Czytelnikom warto przypomnieć, że kiedyś pozycję między adiunktem a profesorom zajmował docent, które to stanowisko było tak skompromitowane, że je zlikwidowano, ale likwidacja ta kompromitacji nauki nie zlikwidowała, bo system nie został zasadniczo zmieniony.

Przy okazji warto przypomnieć, że nazwa docent funkcjonowała także w sektorze optycznym, jako popularny DOCENT – epidiaskop, rzutnik obrazów i slajdów, wykorzystywany także w praktyce akademickiej, czasem nie bez zabawnych konsekwencji. Kiedy na znanym uniwersytecie niezbyt rozgarnięty student został poproszony o przyniesienie małego ‚Docenta’, ku rozbawieniu braci studenckiej. przyprowadził na salę miernej postury docenta uczelnianego [ zresztą partyjnego decydenta akademickiego] Z likwidacją stanowiska docenta w systemie akademickim nie można było dłużej zwlekać.

Jako środek chwastobójczy za PRL

Mamy mnóstwo utytułowanych, i to wzdłuż, wszerz i w poprzek, specjalistów od socjologii, psychologii, prawa i nauk pokrewnych, ale rzetelnych badań nad systemowym degradowaniem środowiska akademickiego jakoś nie widać.

Siłą rzeczy opis konkretnych przypadków ilustrujących funkcjonowanie systemu może być pomocny w zrozumieniu tej sytuacji.

Tak się składa, że jestem przykładem (nieodosobnionym) adiunkta funkcjonującego w czasach czerwonej zarazy w roli środka chwastobójczego. Co prawda nie składałem przysięgi doktorskiej, co było wynikiem nader często spotykanego bałaganu w peerelowskim systemie akademickim, ale po stronie prawdy starałem się stać nonkonformistycznie [ co nawet rektor zauważył], poddając krytyce merytorycznej patologiczne zjawiska, widoczne także u nadzwyczajnej kasty akademickiej, podnosząc jeszcze w czasach jaruzelskich, m.in. problem deprawacji młodzieży akademickiej.

Oczywiście uznano to za zagrożenie dla przewodniej siły narodu, negatywnie – jej zdaniem – wpływało na młodzież, formatowaną zgodnie z pryncipiami ‚najlepszego systemu’. Skutek był oczywisty – wypędzenie z uniwersytetu ! Jak się okazało – dożywotnie, bo mimo transformacji, w tej materii akademickiej nic się nie zmieniło.

Niczego, co zarzuca adiunktom prof. Śliwerski, w sposób uprawniony nie mógłby mi zarzucić. I co ? Rzecz jasna, w takim systemie, jedna osoba bez mocy decyzyjnej, bez solidarności zatrudnionych na etatach, nie ma szans na wyeliminowania patologii, a mówiąc językiem prof. Śliwerskiego na wypalenie chwastów w systemie.

Taki ktoś może takie zjawiska pokazać w jakimś stopniu, ale stanowiąc zagrożenie dla konformistycznych etatowców, szczególnie decydentów i całego systemu, zostanie , wypędzony z uczelni, wyrzucony z pamięci, a członkowie kasty, także ci, co nawołują adiunktów do naprawy systemu, ani palcem w bucie nie ruszą, aby takie działania ‚chwastobójcze’ poprzeć, źródłowo zbadać, naukowo opisać. Standardowa reakcja, to odważne chowanie głowy w piasek i pisanie z pozycji ‚podręcznej strusiówki’ o konieczności poprawy etyki i likwidacji patologii w środowisku akademickim.

Słowa są, a czynów – brak, chyba że sprzeczne ze słowami.

A chwasty rosną, rosną, aż pokryją cały akademicki świat.

Tekst opublikowany w grudniowym numerze Kuriera WNET, nr. 66, r.2019

Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska

[https://www.rdn.gov.pl/]

Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska

To, że polskie środowisko akademickie jest stabilne swoimi patologiami i walczy o zachowanie status quo w tej materii nie jest żadną tajemnicą. Nie jest też tajemnicą konformizm środowiska akademickiego, pod tym kątem zresztą od lat selekcjonowanego/formatowanego. Standardy metodologiczne beneficjentów systemu komunistycznego często szwankują, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych. Dobrze, jeśli ktokolwiek te problemy publicznie podnosi.

O doskonałość polskiego środowiska naukowego

Prof. Śliwerski, członek Rady Doskonałości Naukowej, walczący o doskonałość polskiego środowiska naukowego, także na swoim blogu, niedawno ogłosił całkiem słusznie, że ‚Nauka polska wymaga spełniania przynajmniej minimalnych standardów metodologicznych’. http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2019/12/tylko-nie-pisz-i-nie-mow-prawdy-o.html

Można krzyknąć – tak trzymać !

Profesor pisze „Jeśli już kogoś nie stać na oryginalność, to niech chociaż przestrzega reguł logiki i obowiązujących w diagnostyce standardów. W przeciwnym razie upowszechnia się w sieci – pod szyldem nauki polskiej – błędy, które z nauką nie mają nic wspólnego. Są bowiem pseudonauką. …” a to na okoliczność zamieszczonej w sieci ankiety na temat polskiego środowiska akademickiego, która to ankieta bardzo pana profesora poruszyła i jak się odnosi wrażenie – z tego co pisze – wręcz wyprowadziła z równowagi, choć to nie była praca naukowa, a tylko mający swoje mankamenty sondaż środowiskowy osoby ze stopniem doktora.

Nie tak dawno profesor wyrażał swoje niezadowolenie, że adiunkci nie działają w środowisku akademickim jako środek chwastobójczy [Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim- Kurier WNET, grudzień 2019].

Wydawało by się zatem, że jak profesor natrafi na przykład próby – choćby nieporadnej – odchwaszczenia środowiska akademickiego przez adiunkta, to się tym faktem ucieszy, a jako osoba od doskonałości pospieszy z pomocą. Nic z tego.

Totalna krytyka, dyskredytacja, wręcz akademickie rozstrzelanie osoby próbującej odchwaszczenia środowiska. Fakt, w ankiecie dwa pytania o badania doktorskie i profesorskie raczej nie kwalifikowały się na odpowiedzi w trybie ankietowym, ale były ciekawe do reakcji w trybie ‚artykułowym’, bo trzeba by użyć co najmniej tysięcy znaków aby temat przynajmniej napocząć, a w ankiecie nim się napocznie, już trzeba skończyć.

Wzorowa metodologia ?

W totalnej krytyce profesor powołał się na słuszność metodyczną Heliodora Muszyńskiego znanego pedagoga i metodologa, należącego jak podaje Wikipedia [fakt że źródło niezbyt doskonałe, ale doskonali profesorowie niczego bardziej doskonałego do tej pory nie udostępnili mniej doskonałym ] do nurtu pedagogiki socjalistycznej, opartej na poglądach Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, który w tym nurcie argumentował: „Jeśli naukowiec popełnia tak elementarne błędy, to jest w świetle naukoznawstwa pseudonaukowcem, gdyż kompromituje reprezentowaną przez siebie naukę wskazując innym, że można ją uprawiać tak patologicznie.„

Nurt ten wyniósł prof. Heliodora Muszyńskiego nie tylko na piedestał profesora, ale także członka Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. stopni naukowych przy Radzie Ministrów (i to przez cztery kadencje, czyli 14 lat i to od roku 1972 do roku 1986.

Od 1968 do 1973 socjalistyczny profesor przeprowadził tzw. eksperyment poznański, którego przedmiotem było opracowanie systemu wychowawczego w szkołach, rzecz jasna socjalistycznych. ‚Jego, krytycznie oceniane przez część pedagogów, rezultaty były szeroko wdrażane w tysiącach polskich szkół…..Założenia eksperymentu wywodzono od klasyków marksizmu-leninizmu, m .in. ustalenia Karola Marksa, że wychowanie dla przyszłości może być tylko angażowaniem wychowanków do walki o tę przyszłość….

…..Punktem wyjścia dla wprowadzanego systemu wychowawczego, według uchwały ministerstwa, były cele właściwe ideałowi człowieka socjalistycznego, który powinien się charakteryzować: zaangażowaniem ideowo-politycznym, świadomością zasad, celów i ideałów socjalizmu, emocjonalnym związkiem z tymi ideałami, uspołecznieniem, dbałością o wspólne dobro, rzetelną pracą, ofiarnością i zdyscyplinowaniem społecznym, patriotyzmem i internacjonalizmem socjalistycznym, emocjonalnym związkiem z postępowymi tradycjami narodowymi i społecznymi, solidarnością i braterstwem z narodami ZSRR i innych krajów socjalistycznych ….’

Nie bez przyczyny w 1975 r. kierowany przez niego zespół otrzymał Nagrodę Komisji Edukacji Narodowej i chyba nie bez przyczyny metodologia – stosowana przez jego szefa – jest przywoływana przez profesora stojącego na straży doskonałości nauki polskiej w III RP, tak silnie zakorzenionej w standardach systemu opartego na klasykach marksizmu -leninizmu.

Kto z tymi standardami jest na bakier, nie ma szans w systemie akademickim III RP, bo doskonałości rzecz jasna nie osiągnie, jako że popełnia elementarne błędy, nie zważając na jedynie słuszną metodologię socjalistyczną Heliodora Muszyńskiego.

Mankamenty doskonalenia

Tym niemniej trzeba podkreślić jak najbardziej słuszną konstatację prof. Śliwerskiego: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”. Trudno jednak zrozumieć, ze profesor od doskonałości naukowej nie podjął nawet próby doskonalenia swojego środowiska, nie podjął krytyki jego poczynań, mimo że środowisko to jest bardzo niedoskonałe. To środowisko wyselekcjonowało w naszym systemie akademickim całe rzesze bardzo niedoskonałych tak doktorów, jak i profesorów, na drodze do stworzenia nadzwyczajnej kasty akademickiej, która jednak niewiele znaczy w nauce w relacji do środowisk naukowych innych krajów.

Podnosiłem wielokrotnie [głównie na https://blogjw.wordpress.com,/ choć nie tylko – por. np. POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII- https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/ ],

Pytania do władz UJ na inaugurację kolejnego Roku Akademickiego  – https://www.polishclub.org/2018/10/01/pytania-do-wladz-uj-na-inauguracje-kolejnego-roku-akademickiego/,

No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem https://niepoprawni.pl/blog/6438/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem ,

Kolejne pytania w sprawie ‚Jagiellończyka’https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/] absurdalną nieraz metodologię badań prowadzonych przez profesorów kompromitujących reprezentowaną przez nich naukę, starając się działać na rzecz odchwaszczenia tego środowiska. Nie zauważyłem jednak aby profesorowie od doskonałości naukowej te niedoskonałości zauważyli, podjęli krytykę swojego środowiska i chcieli niedoskonałości usuwać.

Ja postulowałem aby takich decydentów nauki, często dotkniętych czerwoną zarazą, przenosić w stan nieszkodliwości, [ Degradacyjna schizofrenia. Dokąd zatem zmierzamy ?https://blogjw.wordpress.com/2018/04/23/degradacyjna-schizofrenia-dokad-zatem-zmierzamy/], ale siłą rzeczy nie mając władzy nad kimkolwiek, poza władzą nad samym sobą, to ja zostałem usunięty z systemu akademickiego, jako stanowiący zagrożenie dla socjalistycznych decydentów nauki oraz procesu formowania i doskonalenia młodzieży akademickiej w ramach najlepszego z systemów, tak wspieranego m. in. przez Heliodora Muszyńskiego. Mimo to nie zaprzestałem działań na rzecz naprawy systemu akademickiego, na rzecz jego odchwaszczenia, co przez szkodników akademickich jest negatywnie oceniane, traktowane jako działania destabilizujące środowisko akademickie [sic !].

Z ludzkiego punktu widzenia trudno się nawet temu dziwić, bo w przypadku przyjęcia moich standardów [jakże odmiennych od tych wprowadzanych w życie przez prof. Heliodora Muszyńskiego] musieli by tacy potracić lukratywne stanowiska od doskonalenia naukowego.

Moim, niewątpliwie niedoskonałym zdaniem ( w końcu jestem jedynie doktorem) metodologia prof. Heliodora Muszyńskiego, do której prof. Śliwerski tak głęboko jest przywiązany, z nauką sensu stricte chyba nie ma wiele [o ile cokolwiek] wspólnego.

Prof. Śliwerski jednak nie zważa na swój postulat, aby krytykę patologii zacząć od własnego środowiska i nie krytykuje, lecz lansuje socjalistycznego profesora, specjalistę od doskonalenia polskiej młodzieży w czasach PRLu w duchu Marksa i Engelsa.

Chętnie bym poznał opinię w tej sprawie doskonałych naszych profesorów, w końcu mających za zadanie służbowo, no i moralnie, wspierać w nauce mniej doskonałych.

W nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ? !

W ostatnim blogu [Wybór między destrukcją a nauką

http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2019/12/wybor-miedzy-destrukcja-nauka.html ] profesor bardzo zasadnie, ale jakby bardzo niezgodnie z wieloma swoimi wcześniejszymi wpisami, oznajmia :” w nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ..” czym dokumentuje, że ma wiedzę na temat wartości tego co komisje i rady, w których sam od lat zasiada, aprobują i za co odpowiadają.

Jak stopnie i tytuły generowane są w systemie wsobnym, zamkniętym, bez możliwości merytorycznej krytyki, tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej, ich znaczenie musi spadać, co ma miejsce od lat i konkluzja profesora ten proces jakby podsumowała.

Profesor pisze także:”zagraniczni eksperci zdiagnozowali fatalną politykę kadrową oraz strukturę naukowych obszarów badań, które utrwalają status quo, a związkowcy podejmują jeszcze uchwały, by wszystkim płacić tak samo według stanowisk pracy. Nawet dodatki motywacyjne chcieliby, jak w szkołach podstawowych, przyznawać każdemu tej samej wysokości, bo przecież – jak w socjalizmie – czy się stoi czy się leży tysiąc złotych się należy. Ciekaw jestem, co z tą socjalistyczną pozostałością uczynią rady uczelni? ” co wskazuje na to, że dobrze wie co w akademickiej trawie piszczy.

Potwierdza to wypowiedzią: „Możemy dalej działać w nurcie pomocy socjalnej koleżankom i kolegom, w wymiarze darów wdzięczności za wieloletnią współpracę z tymi, z którymi od -nastu lat jesteśmy w tych samych jednostkach akademickich. W ten sposób prowadzimy pedagogikę na naukową śmierć”, ale trzeba dodać, że ta wypowiedź jest słuszna także w stosunku do innych dziedzin nauki uprawianej w Polsce.

Na uwagę zasługuje także wiedza pana profesora odnośnie szkodliwych pozostałości socjalistycznych uczelni, ale jak on to godzi z jednoczesnym polecaniem metodologii socjalistycznego profesora Heliodora Muszyńskiego ?

Niekonsekwencje standardem

Prezentowane przez prof. Śliwerskiego niekonsekwencje, sprzeczności wewnętrzne argumentacji, nie są czymś niezwykłym w polskim środowisku akademickim, uformowanym w ramach metodologicznych założeń systemu komunistycznego. Bez zerwania z pozostałościami tego systemu, nie do końca obalonego, bez oczyszczenia, inaczej mówiąc odchwaszczenia, tak metodologicznego, jak i personalnego, takie niekonsekwencje są raczej standardem a nie wyjątkiem. Skoro członkowie rad od doskonałości naukowej takie niedoskonałości wykazują, marne są szanse na dobrą zmianę w domenie akademickiej.

Niby kto ma zacząć krytykę patologii od własnego środowiska, skoro ci, którzy nim zaczną, już są skończeni i to dożywotnio !

Orła Wrona nie pokona ?

[ Symbol dwuwładzy w Sądzie Najwyższym ? ]

Orła Wrona nie pokona ?

13 grudnia 1981 WRONa rozpostarła swoje skrzydła nad wyzwalającym się z niewoli krajem, którego symbolem jest Orzeł Biały. WRONa stanowiła wówczas zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym, jak po latach określił warszawski Sąd Okręgowy w dniu 12 stycznia 2012 roku. W grudniową noc zorganizowała akcję ‚Jodła’, co jakoś tak proroczo przewidział Stefan kard. Wyszyński, Prymas Polski w „Zapiskach więziennych” – zapis z dnia 17 I 1954, niedziela: „Siadła wrona na czole wyniosłej jodły. Spojrzała władczo wokół i wydała okrzyk zwycięstwa. …”

Chyba nie bez przyczyny sprawa operacyjna prowadzona przeciwko kard. Wyszyńskiemu, nosiła kryptonim „Prorok”.

W grudniu 1981, już po śmierci proroczego prymasa Polski, WRONa zorganizowała liczne miejsca odosobnienia, dla tych, których uważała za stanowiących dla niej zagrożenie.

Opisuje to jedna z piosenek z miejsc odosobnienia

Zielona WRONa dziób w wężyk szamerowany

Kto nie da drapaka,

Kto nie chce zakrakać

Ten będzie internowany.”

Nie wszyscy chcieli zakrakać, nie wszystkim udało się dać drapaka, stąd w miejscach odosobnienia znalazło się ok. 10 tys. opozycjonistów, choć w kraju, i poza krajem, było ich więcej, stąd opór wobec WRONy mógł trwać także poza takimi miejscami.

Znajomość tych czasów i okoliczności jest jednak różna i np. wybitni historycy najstarszej polskiej uczelni nie zdołali zidentyfikować w historii stanu wojennego, a władze tej uczelni nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie – jak to się stało, że stan wojenny wprowadzony na terytorium całego kraju, na terytorium UJ chyba nie został wprowadzony, bo tak wynika z dziejów UJ, które są przeznaczone do opanowania przez kolejne pokolenia młodych ludzi. [ Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny?” „ Kurier WNET” nr 54/2018]. Czy taki stan rzeczy wynegocjowano z WRONą – do tej pory nie wiemy ? Badania nad tym ciemnym w dziejach uczelni okresem są w powijakach, a na badania niezależne nie ma pieniędzy i nie ma dostępu do archiwów akademickich, co wskazuje na utrzymywanie się nadal systemu totalitarnego, mimo że oficjalnej WRONy już nie ma.

Orła Wrona nie pokona !

Mimo zorganizowanego zbrojnego uderzenia w solidarność społeczną, z miejsc odosobnienia unosiły się słowa optymistycznych jednak piosenek

I choć WRONa głośno kracze wabiąc kruki i puchacze
I tak sprawa przesądzona, Orła WRONa nie pokona!

czy innej:

W kryminale dziś siedzimy

Lecz się WRON-y nie boimy

Kiedy wiosną lody spłyną

Rozprawimy się z ptaszyną.

Kra, kra, kra, wronisko latało, a SB szalało kra, kra, kra…

Z kryminału gdy wyjdziemy

Wtedy wronę zatłuczemy

Wyskubiemy pióra czarne

Bo ptaszysko to koszmarne

… Choć nam posiwieją skronie

Wytłuczemy jaja wronie

Żeby się nie odrodziła

Więcej Polski nie gnębiła..”

Taki optymizm pozwalał przetrwać, i tym co byli uwięzieni, i tym co byli poza miejscami odosobnienia, choć nie znaczy, że na wolności.

Czy taki optymizm był uzasadniony ? Po latach wiemy, że WRONa co prawda nie była taka silna, system chylił się ku upadkowi, ale i solidarność międzyludzka została jednak zgnieciona i nigdy w takiej postaci jak przed stanem wojennym się nie odrodziła. Co więcej, twardzi przeciwnicy WRONy, mający w biografiach obozy internowania, czy więzienia, zostali nieraz tak rozmiękczeni intelektualnie i moralnie, że z twórcami WRONy tworzyli struktury podobno wolnego państwa, a dziś razem są na różnych frontach obrony demokracji, czy tolerancji, a nawet postkomunistycznej konstytucji zapewniającej ciągłość z czasami WRONy. Nie zważają przy tym jak łamana jest ta Konstytucja przez organy władzy, ustawowo stojącej na straży jej przestrzegania.

Konstytucyjna rola orła białego

Konstytucja RP w Artykule 28 mówi

  1. Godłem jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu.
  2. Barwami Rzeczypospolitej Polskiej są kolory biały i czerwony.
  3. Hymnem Rzeczypospolitej Polskiej jest Mazurek Dąbrowskiego.
  4. Godło, barwy i hymn Rzeczypospolitej Polskiej podlegają ochronie prawnej.
  5. Szczegóły dotyczące godła, barw i hymnu określa ustawa.

OBWIESZCZENIE MARSZAŁKA SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ z dnia 14 czerwca 2019 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych

podaje:

Art. 1. 1. Orzeł biały, biało-czerwone barwy i „Mazurek Dąbrowskiego” są symbolami Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Otaczanie tych symboli czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej oraz wszystkich organów państwowych, instytucji i organizacji. 3. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach. Art. 2. 1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego ze złotą koroną na głowie zwróconej w prawo, z rozwiniętymi skrzydłami, z dziobem i szponami złotymi, umieszczony w czerwonym polu tarczy. 2. Wzór godła Rzeczypospolitej Polskiej zawiera załącznik nr 1.

Wydaje się, że jest jasność co jest godłem Rzeczypospolitej Polskiej, jak ono wygląda, co zresztą na ogół i dzieciaki znają z katechizmu Władysława Bełzy

– Kto ty jesteś? Polak mały.

Jaki znak twój?Orzeł biały….

ale w przestrzeni publicznej nie zawsze tak jest.

A jednak wrona dominuje nad orłem ! I to w Sądzie Najwyższym.

W gmachu Sądu Najwyższego reprezentującego niezawisłą władzę sądowniczą to wyobrażenie godła polskiego, jako orła białego, przez lata było inne – w sądzie w roli polskiego godła wisiało, i nadal wisi, coś na kształt zielonego ptaszyska, budzącego skojarzenie z zieloną wroną. [ Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W.” „ Kurier WNET” nr 59/2019] W sposób oczywisty narusza to konstytucję i odpowiednie ustawy. Co prawa art. 16 ust. ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, dopuszcza umieszczanie godła „w formie stylizowanej i artystycznie przetworzonej” na produktach handlowych, ale tu mieliśmy z artystycznie przetworzonym godłem w Sądzie Najwyższym, który nie jest produktem handlowym, tylko najwyższą władzą sądowniczą w kraju posiadającym za godło orła białego umieszczonego na tle czerwonym.

Jakoś to władzom III RP nie przeszkadzało. Obywatelom też nie za bardzo, tym bardziej, ze niewielu o tym wiedziało. Byli jednak tacy, których taki stan rzeczy bardzo uwierał.

W wyniku akcji edukacyjnej podjętej wobec władz Sądu Najwyższego przez Adama Słomkę i Zygmunta Miernika wraz z towarzyszami prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf obiecała, że powiesi im obok obecnego, nielegalnie wiszącego, ‚artystycznie przetworzonego’, także konstytucyjne godło polskie.

I tak się stało, tak że obecnie na salach SN wisi godło polskie, ale obok w pozycji jakby nadrzędnej, dominującej, nadal wisi ‚zielona wrona’, co niejako symbolizuje jakąś dwuwładzę, czego Konstytucja nie przewiduje. Winno to budzić konsternację obywateli, szczególnie obrońców Konstytucji, ale nie budzi, bo jakoś nie widać jakiś działań prawnych wobec takiego stanu rzeczy.

Internowani w stanie wojennym optymistycznie śpiewali ‚Orła Wrona nie pokona’, a tu po latach niemal 40-tu w- jak się mówi – wolnej, niepodległej Polsce, mamy jednak sytuację wskazującą na to, że optymizm opozycjonistów antykomunistycznych nie do końca był uzasadniony.

Naruszania konstytucji poprzez profanację godła polskiego miało miejsce także w innych sądach – np. na salach Sądu Rejonowego w Nowym Sączu, który bardzo się napracował nad penalizacją patriotów działających na rzecz likwidacji nielegalnie stojącego w Nowym Sączu pomnika chwały Armii Czerwonej. Tam z kolei wisiały -także artystycznie przetworzone – wyobrażenia orła białego w postaci jakichś drewnianych płaskorzeźb barwy brązowej. Po interwencji i edukacyjnym wysiłku kilku patriotów związanych z KPN, władze sądu podjęły szybko decyzję o zmianie tego wizerunku, a prezes sądu nawet podziękował patriotom.

Edukowanie dorosłych i to będących przy władzy ma jednak sens, choć sukcesy są raczej sporadyczne. [Obywatelska edukacja polskich sądów -wkrakowie2016.wordpress.com]. W Senacie RP też mamy artystycznie przetworzone godło Polski, ale nie ma kto edukować senatorów.

III RP artystycznie przetworzona

Artystyczne przetwarzanie wizerunku orła białego w Sądzie Najwyższym [i nie tylko] ośmiela postępowych obywateli do dalszego ubogacenia kolorystycznego symboli RP noszonych na tęczowych marszach równości a onieśmielone sądy niższej instancji nie widzą w tym nic niewłaściwego.

Widać, że III RP ma problemy ze swoją tożsamością. Nie potrafiła się oderwać prawnie od PRL, nie potrafiła, a nawet nie chciała ukarać członków zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, jaką była WRONa, nie chce nawet należycie poznać wspierających WRONę. III RP nie zajmuje się, jak należy, kwestią reparacji po wojnie jaruzelsko-polskiej, nie wymieniając n-tej ilości zaniechań transformacyjnych, stąd i dominacja ‚zielonej wrony’ nad orłem białym – nie bulwersuje. Nawet odznaczani za działania na rzecz wolnej i niepodległej Polski, której symbolem jest orzeł biały na tle czerwonym, na taki stan rzeczy na ogół nie reagują. A przecież w piosenkach ‚wojennych’ deklarowali, że rozprawią się z „wroną”, żeby się nie odrodziła i więcej Polski nie gnębiła.

Żyjemy w dziwnej Polsce, zwanej III RP, choć do II RP jakoś ona nie nawiązuje, a stanowi niejako artystyczne przetworzenie PRL, powstałe w ramach realizacji wizji członków i miłośników WRONy oraz „postępowej”, tolerancyjnej, oportunistycznej frakcji obozu solidarnościowego.

Dopóki Orzeł Biały nie pokona WRONy, to tak naprawdę nie będziemy wolni i niepodlegli.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, grudzień 2019 r.

Przyczynek do poznania nieznanego

Przyczynek do poznania nieznanego

27 listopada Wojewoda Małopolski Piotr Ćwik wręczył mi nadany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Srebrny Krzyż Zasługi,

za osiągnięcia w pracy społecznej i naukowej, co można traktować jako objaw dobrej zmiany.

Foto – Agnieszka Masłowska

Foto – Agnieszka Masłowska

Za pracę społeczną, której wykonuję od lat niemało, przed 33 laty,  w czasach komunistycznych (tak, tak, były takie czasy !) zostałem wypędzony z Uniwersytetu Jagiellońskiego dożywotnio, z wilczym biletem obowiązującym ( jak się okazało po sprawdzeniu) także na innych uczelniach i wypędzenie utrzymało swoją moc także w wolnej Polsce, w której mogę swobodnie wykładać do ścian (jako objaw wolności ?) i prowadzić badania przy nakładzie 0 zł z kieszeni podatnika i zdaje się wszyscy, a w szczególności panujący w świecie akademickim, są z tego zadowoleni. Środowisko bulwersuje jedynie zawieszenie/odwołanie jednego, czy kliku wykładów, ale odwołanie setek, czy tysięcy wykładów, jeśli cieszyły się uznaniem studentów i nienawiścią etatowych ‚profesorów’ – to nie ma o czym mówić, nie mówiąc o działaniu.

Z negatywnego wpływu na młodzież akademicką ( i nie tylko) – o co przed laty zostałem oskarżony – jednak nie zrezygnowałem, a nawet go rozszerzyłem, tworząc społecznie przed 15 laty Niezależne Forum Akademickie, co spowodowało – rzecz jasna- natychmiastowy, brutalny atak (na platformie GazWyb) najwyższych władz rektorskich, przerażonych rodzeniem się wolnej myśli akademickiej, niedopuszczalnej w wolnej Polsce. Destabilizacja stabilnego patologiami środowiska akademickiego oznacza niszczenie/ostracyzm/wyklęcie przez miłujących patologię akademików.

Rozszerzenie pracy społecznej na monitoring poczynań nadzwyczajnej kasty sędziowskiej spowodowało postawienie mnie przed obliczem wymiaru niesprawiedliwości i grillowanie już 5 rok, bo pokazywanie prawdy powoduje negatywny odbiór pracy sądów przez uświadamiane społeczeństwo.

Rzecz jasna naukowo/etatowo formalnie nie pracuję już od lat, a właściwie wieków, choć realnie jak najbardziej pracuję, niestety nieraz wydajniej i pożyteczniej od wielu zatrudnionych na etatach i to nierzadko profesorskich, co całkowicie mnie wyklucza z etatowego/podległego panującym w nauce zatrudnienia.

Tym niemniej, to na moich fundamentach geologicznych opiera się w niemałym stopniu gospodarka wodami termalnymi na Podhalu, bo żeby gospodarka funkcjonowała jak należy, musi opierać się na rzetelnej wiedzy, a nie byle jakiej, często utytułowanej, którą często wrzucam ‚do kosza’,  aby robić coś z sensem dla dobra wspólnego. Co więcej kilka moich książek (choć nie mam pretensji do ich naukowości) służy socjologom i psychologom w etatowej, a nieraz i plagiatowej działalności, a moje działania na rzecz naprawy systemu akademickiego, wykorzystywano, choć niestety w miernym stopniu, w prawie akademickim.

Nie bez powodów wyróżnienie zatem cieszy, choć nie zmienia mojej, tak społecznej, jak i naukowej sytuacji. Mam przy tym wiedzę, że moich – i wolnej nauki oraz działalności społecznej – etatowych prześladowców, nie przeniesiono, jak postulowałem jeszcze w stanie wojennym ( tak, tak, był taki stan !) , w stan nieszkodliwości, a wyróżniano daleko wyższymi odznaczeniami.

Tych kilka refleksji kreślę w dniu św. Barbary, patronki górników i zarazem geologów, których działalność stanowi fundament dla pracy górniczej.

Niech ma mnie w swej opiece.

Dlaczego cenzura na uniwersytecie tak późno bulwersuje ?

Józef Wieczorek

Dlaczego cenzura na uniwersytecie tak późno bulwersuje ?

Autocenzura jak była, tak i jest do dnia dzisiejszego racją bytu akademickiego

Okresowe zawieszenie wykładów prof. Nalaskowskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, ze względu na jego felieton o marszach równości, zbulwersowało opinię publiczną, gdyż zostało odebrane jako przejaw cenzury na uniwersytecie. Co prawda wskutek nacisków społecznych rektor Andrzej Tretyn po tygodniu cofnął swą decyzję, ale poziom wzburzenia jego pierwszym wyrokiem chyba się nie obniżył.

Dobrze, że to co się dzieje na uniwersytetach, dotarło wreszcie do mediów i szerokiej opinii publicznej, ale szkoda, że tak późno i jedynie w ograniczonym zakresie.

Przecież lewicowa dyktatura na uczelniach trwa od dawna, a zawieszanie wykładów niewygodnych akademików i to dożywotnio, cenzurowanie absolutne, tzn. bez możliwości wypowiedzi, czy badań, szczególnie akademickiej historii, w której nieraz brak jest komunizmu, PZPR, czy stanu wojennego, miały i mają miejsce niejednokrotnie, i jakoś nie bulwersowało to mediów, a co za tym idzie opinii publicznej, do której takie ekscesy nie docierały, lub nader rzadko.

Patologiczne problemy uniwersytetów, środowiska akademickiego – w końcu stanowiącego i formującego polskie elity – jakoś nie cieszą się zbytnią uwagą mediów i opinii publicznej.

Funkcjonuje co prawda miesięcznik „Forum Akademickie”, ale jest to periodyk resortowy, zależny od decydentów akademickich, a przy tym niezbyt popularny. Od strony prawnej szczegółowe sprawy akademickie podejmuje regularnie „Dziennik Gazeta Prawna”, ale do przeciętnego obywatela, nawet wykształconego na polskich uczelniach, niewiele co z tego dociera.

Aby poznać niezależne opinie o tym co w akademickiej trawie piszczy, trzeba penetrować internet, no i czytać niecodzienną gazetę jaką jest „Kurier WNET”, który – jako periodyk z górnej półki – dociera jedynie do znikomej części polskiego społeczeństwa, tej niezależnie myślącej i krytycznej, żyjącego z podniesioną głową a nie z ‚podręczną strusiówką’ do chowania głowy w piasek.

Na polskich uczelniach cenzura jest nader powszechna od dawna, a nie dopiero od sprawy toruńskiej. Ma postać poprawności akademickiej, braku wolności wypowiedzi, konformizmu w życiu akademickim (i nie tylko). Ten stan rzeczy nader rzadko trafia do świadomości ogółu społeczeństwa, mimo – a może właśnie dlatego – że jest coraz bardziej formalnie wykształcone i udyplomowione.

Cenzura, mimo likwidacji urzędu cenzury

Jak wiadomo, w czasach PRL, ”przewodniej siły narodu” i principiów państwa socjalistycznego, budowanego na fundamentach totalitarnych, na straży poprawności słowa pisanego, a także mówionego stał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk [ od 1981 do 1990 r. Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk] zwany w skrócie urzędem cenzury. Baczył on, aby informacje, opinie, książki, osoby nieprawomyślne, niepożądane w systemie, nie docierały do opinii publicznej.

Tak było też na uniwersytetach, które po okresie życia podziemnego pod okupacją niemiecką, zostały pootwierane pod okupacją sowiecką i stanowiły zaplecze dla budowy ‚najlepszego z systemów’.

Ci, którzy system wspierali, osiągali szczyty akademickie [i nie tylko] i obdarzeni prestiżem w czasach czerwonej zarazy przetrwali do medialnego końca systemu komunistycznego, po czym przeszli z sukcesem transformację w jego kontynuację w zmienionych nieco warunkach, prowadzących jak się okazuje po latach, do szerzenia się zarazy tęczowej.

Kto w czasach PRL, mniej lub bardziej jawnie występował przeciw zarazie czerwonej – znikał z systemu, a przynajmniej był marginalizowany, a po latach, tego kto jawnie występuje przeciwko zarazie tęczowej czeka podobny los.

Na straży takich ‚wartości” na uniwersytetach stoją rektorzy uczelni, którzy po reformie Gowina uzyskali władzę niemal absolutną, a działają w okresie powrotu dzieci ‚czerwonej zarazy’ na scenę polityczną.

Jeszcze przed sprawą toruńską rektor Uniwersytetu Poznańskiego Andrzej Lesicki wystąpił przeciwko mowie nienawiści ze strony hierarchów kościelnych (było to po znamiennej wypowiedzi o zarazie tęczowej abp. Marka Jędraszewskiego 1 sierpnia w krakowskiej Bazylice Mariackiej) a rektorzy KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich) w swoim oświadczeniu poparli swojego kolegę. Należy do nich także rektor UMK, jako wiceprzewodniczący KRASP. Nie wiadomo więc, czemu jego działania wobec prof. Nalaskowskiego tak bardzo zbulwersowały opinię publiczną.

Rektor UMK zrobił to, co było zgodne z jego i jego kolegów opiniami/dyrektywami. Skoro nie zbulwersowały one mediów, ani opinii publicznej rektor UMK nie widział przeszkód, aby podjąć decyzje wobec nieprawomyślnego podwładnego, stojącego po drugiej stronie frontu ideologicznego.

Tak bywało w czasach czerwonej zarazy, tak bywa w czasach szerzenia się zarazy tęczowej.

Rektor UMK, co prawda, wycofał pospiesznie swoją decyzję, ale rektorzy KRASP nie zmienili swojego negatywnego stanowiska, wobec niemiłujących ideologii LGBT i ośmielających się mieć inne zdanie od ich pracodawcy. Nawet to stanowisko zaostrzyli, grożąc im sankcjami dyscyplinarnymi.

Rektorzy wyraźnie się określili jako zwolennicy systemu totalitarnego, z którego zresztą nie wyszli, mimo że totalitarny system komunistyczny takie represje stosujący, medialnie się skończył.

Może mają na uwadze i to, że sprawy dyscyplinarne z okresu stanu wojennego na uniwersytetach są zaaresztowane do dnia dzisiejszego i nikt nie może, ani nie chce rektorów zmusić do ich ujawnienia. Po prostu na uczelniach prawo stanu wojennego nadal stoi ponad konstytucją III RP ! [ np. mój tekst – Tajne teczki UJ,czyli o wyższości ‘prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP ]

Urzędu cenzury co prawda już nie ma, ale rektorzy starają się z sukcesem ten urząd zastąpić. Nie wiadomo, czy za działania cenzorskie są dodatkowo gratyfikowani. W końcu w urzędzie cenzury gratyfikacje nie były małe, a za pracę, i to tak ważną dla utrzymania systemu wynagrodzenie się należy – nieprawdaż ?

Autocenzura racją akademickiego bytu

Jeszcze w czasach funkcjonowania urzędu cenzury, funkcjonariusze tej instytucji nie zawsze mieli wiele pracy, a to ze względu na rozpowszechnioną autocenzurę inteligentnych autorów, którzy po prostu nie pisali tego, co i tak przewidywali, że przez urząd cenzury nie przejdzie, a po co się narażać. [Tomasz Strzyżewski – Czarna księga cenzury PRL] .

Nie inaczej rzecz się miała na uczelniach, i to nie tylko na wydziałach ideologicznych, historycznych, i nie tylko w stosunku do principiów panującego ustroju, a nader często w stosunku do wysoko postawionych osób, zwykle reprezentujących przewodnią siłę narodu. Krytyka merytoryczna, nawet w naukach niehumanistycznych, stopniowo była redukowana, a konformiści i oportuniści znakomicie dostosowywali się do panujących reguł, dzięki czemu mogli prosperować w tamtym systemie.

Po transformacji nic zasadniczego się w tej materii nie zmieniło i nadzwyczajna kasta akademicka nadal nie podlega merytorycznej krytyce, a kandydaci do kasty bacznie autocenzurują swoje opinie, aby do niej się dostać.

Nie przestrzegający tych reguł są z systemu wykluczani. Mogą sobie wykładać do swoich ścian,a nie do studentów na uniwersytecie, bo przecież podobnie jak w czasach czerwonej zarazy mogliby na młodzież akademicką wpływać negatywnie, podburzając do myślenia i nonkonformizmu.

Autocenzura tak jak była, tak i jest do dnia dzisiejszego racją bytu akademickiego.

Dobrze by było, aby badacze mechanizmów rządzących formowaniem kadr akademickich – o ile tacy się znajdą i ich projekty badań nie zostaną ocenzurowane – zajęli się poznaniem losów tych, którzy takim regułom się nie podporządkowali, wypowiadali się otwarcie, merytorycznie o tym, co wypisywali nieraz w publikacjach profesorowie; tych, którzy pisali artykuły polemiczne, dyskusyjne, ujawniali niedorzeczności profesorskie.

W wolnym, demokratycznym kraju, na uniwersytetach, które są po to, aby toczyły się na nich dyskusje – jak oznajmiają niektórzy z rektorów – takie prace winny być prowadzone i ujawnianie, aby wyeliminować patologie, lub wręcz uniwersytety, które ‚zapomniały’ po co istnieją. Nie jest jednak pewne, czy przy rygorystycznym stosowaniu takich zasad eliminacji ostałby się jakiś uniwersytet na ziemiach polskich.

Dyscyplinowanie niewygodnych

Ostatnio rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Mirosław Wielgoś, oznajmił, że „przyszła pora, by krytycznie przyjrzeć się części środowiska akademickiego” i dodał, że ‚nie możemy żyć od jednego ekscesu do drugiego”.

Była to reakcja na krytyczne wypowiedzi niektórych profesorów wobec ideologii LGBT.

Trudno tego nie rozumieć, jako zapowiedzi dyscyplinowania, a nawet oczyszczania środowiska akademickiego z osób niewygodnych, które muszą się czuć zagrożone.

Takie groźby i poczynania, to jednak nic nowego, a jedynie nawiązanie do reguł panujących w polskim środowisku akademickim od dziesiątków już lat, jeszcze w czasach panowania totalitarnego systemu komunistycznego. Beneficjenci tego systemu – obecne elity akademickie – formują/ formatują na swoją modłę kolejne pokolenia.

W czasach czerwonej zarazy postulowano, by nie dopuszczać do wykładów podważających – nieraz niedorzeczne – tezy profesorskie, albo takie osoby znieważano proponując np. aby „obciąć mu brodę”, kiedy brakowało argumentów merytorycznych. Nic się nie zmieniło. Kiedy klika dni temu chciałem profesorom merytorycznie wyjaśnić niezrozumiałą kwestię o dużej wadze poznawczej, zdumiony usłyszałem ‚ odbieram panu głos’ – i problem sam się rozwiązał. Tak się cenzurowało i cenzuruje do dnia dzisiejszego niewygodnych dla panujących w nauce. Środowiska pozaakademickie, nie wyłączając prawicowych, nieraz stosują taki ostracyzm, nie bacząc na deklarowany przez siebie antykomunizm,

Jakoś nie podejmuje się dyskusji na temat pochodzenia obecnych kadr akademickich. Pytałem o to przed laty, aby sprowokować dyskusję nad genezą obecnych kadr i uzyskać wytłumaczenie dzisiejszego kiepskiego, niepokojącego stanu uniwersytetów.

Jakoś zapomniano sobie słowa C.K. Norwida:

Nie trzeba siebie, wciąż siebie,

mieć środkiem,

By, mimowolnie, nie stać się

wyrodkiem –

Nie trzeba myśleć, że jest podobieństwo

Być demokratą – bez Boga i wiary

Czego jak świat ten nie bywało stary!

I żal mi bardzo was – o! Postępowi,

Którzy zniweczyć przeszłość chcecie całą,

By łatwiej było, lecz jako żółwiowi,

Orzec: ‚Tak wiele już ubiegłem z chwałą.’

Tylko że, aby drogę mierzyć przyszłą,

Trzeba-ć koniecznie pomnieć,

skąd się wyszło!”

Przeszłość akademicką się cenzuruje, a tę poprzedzającą transformację – najbardziej, stąd o korzeniach obecnych kadr i mechanizmach ich formowania przeciętny obywatel wie niewiele. A decydenci akademiccy jakoś wolą odsuwać od siebie upiory przeszłości, cenzurując wszystko i wszystkich, którzy by zamierzali je poznać. Mam w tej materii osobiste wspomnienia -”nie widzimy możliwości przeznaczenia na ten cel środków publicznych…” – to odpowiedź na projekt opracowania Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji !

Barometr demokracji wskazuje na totalitaryzm uniwersytetu

Znakomity historyk Henryk Głębocki, badacz archiwów b. ZSRR zasadnie określił, że „ dostęp do zbiorów archiwalnych jest nie tylko barometrem swobody badań naukowych, ale i demokracji”.

Trudno się z tym nie zgodzić, ale trzeba tym barometrem objąć nie tylko realia rosyjskie, ale także polskie uniwersytety, w tym wzorcowy UJ, do którego archiwów dostęp jest co najmniej utrudniony, a dla niewygodnych jego archiwa akademickie całkiem są niedostępne. Szczególnie jeśli chodzi o archiwa z końca PRL, co dokumentuję na moich stronach internetowych (Niezależne Forum Akademickie – Sprawy ludzi nauki).

Zresztą trzeba pamiętać, że niewygodne materiały do archiwów uczelnianych czasem wcale nie trafiały co skutkuje po latach fałszowaniem historii [przykład z UJ opisany na moim blogu w tekście „Powracająca fala zakłamywania historii”. ]

W PRL, po przeprowadzeniu ideologicznej selekcji księgozbiorów, w bibliotekach wyodrębniano prohibity jako zbiory zastrzeżone, zawierające treści godzące w interes Polski socjalistycznej. W III RP na UJ ( i chyba nie tylko na UJ) mamy archiwa zastrzeżone, bo zawierające zapewne treści godzące w interes uczelni, a raczej interes kasty uczelnią zarządzającej, pokazujące prawdziwą historię w okresie komunizmu, który medialnie upadł, ale realnie daje się we znaki niewygodnym, tak wówczas, jak i obecnie.

Barometr zatem wskazuje na brak swobody badań naukowych i demokracji na uniwersytetach III RP, czego także ostatnie oświadczenia KRASP ‚na odcinku’ LGBT są najlepszym wyrazem. Ten stan rzeczy winien bulwersować, tak media, jak i społeczeństwo utrzymujące uniwersytety ze swoich podatków.

Najwyższa pora, by krytycznie przyjrzeć się sytuacji na uczelniach i ich przeszłości, i to w całej okazałości.

Trzeba, aby uniwersytety były uniwersytetami, a Polska była Polską, silną swoimi uniwersytetami.

Tekst opublikowany w:  Kurier Wnet nr. 65, listopad 2019

CMWP SDP po raz kolejny w obronie red. Józefa Wieczorka z Krakowa

Zamieszczam kolejne stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy  w mojej ‚kafkowskiej’ sprawie:

CMWP SDP po raz kolejny w obronie red. Józefa Wieczorka z Krakowa

 5 listopada 2019

6 listopada b.r. w Sądzie Okręgowym w Krakowie (Wydział IV Karny Odwoławczy ) odbędzie się rozprawa apelacyjna od wyroku Sądu Rejonowego, w której oskarżonym jest red. Józef Wieczorek, niezależny publicysta i bloger. Jest on skazany za to, iż rozpowszechnił publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności, choć o wyłączeniu jawności nie został prawidłowo poinformowany w trakcie rozprawy. Jest to powrót sprawy do Sądu Okręgowego  po kasacji Sądu Najwyższego, co sprawia, iż sprawa ta prowadzona jest w sądach różnych instancji już 5 lat.

W związku ze sprawą red. Józefa Wieczorka osk. z art. 241 § 2 k.k., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP niezmiennie stoi na stanowisku, że zapadły w niniejszej sprawie wyrok skazujący rażąco godzi w prawa i swobody obywatelskie, a jedynym rozsądnym i zgodnym z prawem werdyktem w tej sprawie może być wyrok uniewinniający p. Józefa Wieczorka od postawionego mu zarzutu. Stanowisko nasze zostało przesłane do Sądu pismem z dnia 28 października 2019 r.

Skazując red. Józefa Wieczorka Sąd uznał, że rozpowszechnił On publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności, zamieszczając na portalu internetowym YouTube nagranie filmowe utrwalające przebieg rozprawy i skazał go za czyn z art. 241 § 2 k.k. , jednak nie można przyjąć, że z informacją przekazaną przez Sąd o prowadzeniu rozprawy z wyłączeniem jawności wiąże się automatycznie wiedza i świadomość każdego co do odpowiedzialności karnej za rozpowszechnianie wiadomości z tejże rozprawy. W tym zakresie, pogląd iż p. Józef Wieczorek zdawał sobie sprawę z tej odpowiedzialności, jest nieuzasadniony. W niniejszej sprawie miała miejsce szczególna sytuacja, bowiem wskutek dynamicznego przebiegu zdarzeń w toku rozprawy przewodnicząca składu orzekającego przeoczyła pouczenie o skutkach niedopełnienia obowiązku zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności, w tym o odpowiedzialności karnej z art. 241 § 2 k.k. Nadto, wyrażenie przez Sąd I instancji zgody na nagrywanie przez oskarżonego Adama Słomkę przebiegu rozprawy z wyłączeniem jawności, mimo podjętej wcześniej w tej kwestii decyzji odmownej, upewniło obecnego na sali dziennikarza nie tylko w jego przekonaniu co do legalności rejestracji, ale i braku przeciwwskazań do publikacji nagrania.

W praktyce, intuicyjne odczucie uczestnika rozprawy rzeczywiście może utożsamiać zgodę na nagrywanie z brakiem niejawności rozprawy, zwłaszcza w takim przypadku jak niniejszy. Obowiązek pouczenia dotyczy pełnej informacji co do tego jakie okoliczności objęte są tajemnicą, a także konsekwencji prawnych w sferze prawa karnego materialnego w razie niezachowania tajemnicy. W tym właśnie celu został on wprowadzony przez ustawodawcę. Aby więc przyjąć, że spełniono znamiona czynu z art. 241 § 2 k.k., zachowanie sprawcy musiałoby zostać popełnione w warunkach wcześniejszego prawidłowego (skutecznego) pouczenia przez sąd o skutkach tegoż zachowania, co nie miało miejsca. W ogóle, mając na względzie fundamentalną zasadę państwa prawa, należy przyjąć, że we wszystkich przypadkach w których przepisy wymagają pouczenia, jego brak nie może szkodzić obywatelowi.

Należy podkreślić, że norma art. 362 k.p.k. („Przewodniczący poucza obecnych o obowiązku zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności i uprzedza o skutkach niedopełnienia tego obowiązku”) ma znaczenie nie tylko dla stron procesu. Gdyby założyć inaczej, pouczenie dokonywane przez sąd na podstawie art. 362 k.p.k. nie mogłoby się odnosić do publiczności. To zaś byłoby sprzeczne z założeniem racjonalności ustawodawcy, który expressis verbis sprecyzował, że pouczenie ma się odnosić do „obecnych” (a nie jedynie do stron lub świadków). Wprawdzie art. 16 § 1 k.p.k. przewidujący ogólny obowiązek pouczenia odnosi się do skutków procesowych dla uczestników postępowania, jednak art. 362 k.p.k. stanowi wobec niego przepis szczególny, odnosi się bowiem do wszystkich osób obecnych. Jeżeli więc pouczenie zostało wprowadzone przez ustawodawcę ma mieć sens i prawną doniosłość, należy konsekwentnie przyjąć, że jego brak (względnie niedotarcie do adresata ) ma wpływ na odpowiedzialność karną. Na gruncie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz orzecznictwa krajowego, nie do przyjęcia byłby wniosek, że tak istotna czynność sądu rzutuje jedynie na skutki procesowe, a na materialno-prawne żadnego wpływu nie ma. Założenie, że wskutek braku pouczenia obywatel nie poniesie negatywnych skutków procesowych, ale nie ma przeszkód, aby został skazany wyrokiem karnym, jest ewidentnie sprzeczne z całościowym ujęciem konstrukcji odpowiedzialności karnej na gruncie systemu prawa. Jest też nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawnego, wyrażoną w art. 2 Konstytucji RP.

Zgodnie z art. 54 Konstytucji RP, „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Natomiast w myśl art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”.

W związku z powyższym CMWP stoi na stanowisku, że skazanie dziennikarza za słowo będzie w tym przypadku stanowić naruszenie praw człowieka i obywatela. Red. Józef Wieczorek powinien zatem zostać uniewinniony.

dr Jolanta Hajdasz
dyr. CMWP SDP

 

szczegółowy opis jest tu : https://cmwp.sdp.pl/jozef-wieczorek-z-krakowa-uniewinniony-decyzja-sadu-odwolawczego-zbiezna-ze-stanowiskiem-cmwp-sdp/

Odroczenie sprawy red. Józefa Wieczorka na czas nieokreślony w Sadzie Okręgowym w Krakowie

https://cmwp.sdp.pl/odroczenie-sprawy-red-jozefa-wieczorka-na-czas-nieokreslony-w-sadzie-okregowym-w-krakowie/

6 listopada br. w Sądzie Okręgowym w Krakowie (Wydział IV Karny Odwoławczy) odbyła się rozprawa apelacyjna od wyroku Sądu Rejonowego, w której oskarżonym jest red. Józef Wieczorek, niezależny publicysta i bloger. Jest on skazany za to, że upubliczniał nagranie dźwięku i obrazu z rozprawy sądowej z wyłączeniem jawności. Red. Józef Wieczorek nie został prawidłowo poinformowany o wyłączeniu jawności tej rozprawy. Sprawa red. Józefa Wieczorka toczy się w sądach różnych instancji  już blisko 5 lat.

6 listopada po rozpoczęciu rozprawy przewodnicząca składu sędziowskiego wyraziła zgodę na dokumentowanie rozprawy przez publiczność. Zanotowała obecność m.in. obserwatora ze strony CMWP SDP, którym jest p. Agnieszka Kaczorowska.

Sędzia ogłosiła odroczenie rozprawy na czas nieokreślony, motywując to małą ilością czasu na zapoznanie się z dokumentacją oraz z uwagi na nowe procedury w sądzie.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP niezmiennie stoi na stanowisku, że zapadły w niniejszej sprawie wyrok skazujący rażąco godzi w prawa i swobody obywatelskie, a jedynym rozsądnym i zgodnym z prawem werdyktem w tej sprawie może być wyrok uniewinniający p. Józefa Wieczorka od postawionego mu zarzutu. Stanowisko nasze zostało przesłane do Sądu pismem z dnia 28 października 2019 r.

Stanowisko CMWP SDP jest tu : https://cmwp.sdp.pl/cmwp-sdp-po-raz-kolejny-w-obronie-red-jozefa-wieczorka-z-krakowa/

Tekst i zdjęcia : Agnieszka Kaczorowska

TęczUJe zdobywają UJ [Uniwersytet Jagielloński]

[na bazie https://queer.pl/grupa/1019/teczowy-uj-w-krakowie ]

TęczUJe zdobywają UJ [Uniwersytet Jagielloński]

Uniwersytet Jagielloński jest najstarszym polskim uniwersytetem, ale dopiero w tym roku doszło do merytorycznej dyskusji na temat LGBT, o czym świadczy debata pod hasłem „LGBT – potrzeby, możliwości, wyzwania”, która odbyła się 17 października w Auditorium Maximum.[ https://www.uj.edu.pl/kalendarz/-/journal_content/56_INSTANCE_5De61CKaqzOl/10172/143655664 ] Dlaczego dopiero w tym roku ? Wcześniej LGBT nie było ?

Dopiero w tym roku na Uniwersytecie Jagiellońskim powstało stowarzyszenie, które „ma zamiar zwalczać homofobię, transfobię oraz seksizm na UJ, a także prowadzić działania edukacyjne, w tym rozpowszechniać informacje na temat społeczności LGBTQ, aby stworzyć środowisko na Uniwersytecie Jagiellońskim, które będzie przyjazne dla wszystkich studentów i studentek LBTGQ” [https://queer.pl/news/203549/teczuj-pierwsze-stowarzyszenie-studentow-i-studentek-lgbtq-na-uniwersytecie-jagiellonskim , https://krknews.pl/przelom-w-krakowie-powstalo-pierwsze-uniwersyteckie-stowarzyszenie-dla-studentow-lgbtq/].

Dla tworzenia przyjaznego środowiska akademickiego dla studentów, a także pracowników spoza sfery LBGTQ, jakoś nie powstało żadne stowarzyszenie i jakoś nie było debat merytorycznych w tej kwestii, ani w Auditorium Maxium, ani w mniej reprezentacyjnych salach UJ, mimo że środowisko akademickie UJ (i nie tylko UJ) jakoś nie jest przyjazne dla tych mniej postępowych, którzy chcieliby traktować uniwersytet jako korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy. Tak uniwersytet był określany w statucie UJ, aż do jubileuszowego roku 2000, ale widocznie uznano na szczytach akademickich, że nie ma co się trudzić poszukiwaniem prawdy, bo to ani nie jest postępowe, ani nie przynosi awansów, ani zysków dla uczelni i ich etatowych pracowników, a także studentów.

Zresztą tych, co razem ze studentami poszukiwaniem prawdy się trudzili, usuwano z UJ w czasach panowania systemu kłamstwa i to z oskarżenia o negatywny wpływ na studentów.

Rzecz oczywista, dla systemu kłamstwa, budowniczych/beneficjentów tego systemu, prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie. Trzeba było tworzyć przyjazne środowisko dla miłośników tego systemu i to w czasach zarazy, czerwonej zarazy. Przez wiele lat urabiano opinie, że system ten został obalony, co prawda wskazując, że czerwoni stali się co najwyżej różowymi, ale w ostatnich latach okazało się, że środowiska czerwonych znakomicie przetrwały swój upadek i uległy znacznie większemu ubogaceniu kolorystycznemu. Przybrały barwy tęczy i ogłosiły, że nie wszyscy ich miłują, a tak dłużej nie może być.

Nowo powstałe stowarzyszenie na Uniwersytecie Jagiellońskim przyjęło barwną nazwę „TęczUJ” i jak się okazuje, w ramach walki o tolerancję, ma być nieprzyjazne dla tych, którzy nie są miłośnikami TęczUJów.

Na kanale You Tube TęczUJe ostrzegają [Tęczowy Uniwersytet Jagielloński- https://www.youtube.com/watch?v=iUJLyOYVZkg] , że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć. To już nie przelewki. Nie ma żartów.

Lepiej zorientowani w historii tworzenia ‚najlepszego z systemów’ o barwie czerwonej, wiedzą zapewne, że żartownisie (ros. – szutnicy) i to niewinni, budowali Kanał Białomorski. Czyżby TęczUJe chcieli nawiązywać do tych tradycji ?

W Polsce, instalacja ‚najlepszego z systemów’, wspierana była przez młodzież skupioną w ZMP – Związku Młodzieży Polskiej, w którym aktywiści tworzyli Brygady Lekkiej Kawalerii, zajmujące się zwalczaniem nauczycieli niepopierających polityki i ideologii komunistów, niepopierających tego co miał usta słodsze od malin.

W deklaracji TęczUJów, jakby się słyszało echo nadciągającej lekkiej kawalerii, która zajmie się zwalczaniem akademików niepopierających ideologii i polityki LGBT.

W tych działaniach studenci nie są osamotnieni. Przecież cała Konferencja Rektorów Szkół Polskich [KRASP] jednogłośnie/jednomyślnie wydała oświadczenie o kierowaniu na ścieżki dyscyplinarne tych, co by się ośmielili krytykować LGBT [ https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowisko_zachowanie_wartosci_w_debacie_publicznej.pdf ] i to w warunkach wojny kulturowej, kiedy każda krytyka może przechylić szalę frontu wojennego.

Władza rektorów została wzmocniona w wyniku reformy Gowina, stąd rektorzy autonomicznie każdego niemiłującego LGBT, mogą zawiesić, albo wypędzić z uczelni, tak jak to robili ich poprzednicy, wobec niemiłujących systemu komunistycznego.

Minister Gowin jakby nic nie miał przeciwko takiej sytuacji. Za żadne skarby nie ma zamiaru zbadać korzeni obecnego systemu, a co więcej zapowiedział, że położy się Rejtanem, gdyby był zagrożony byt studiów genderowych na uczelniach.[https://wpolityce.pl/polityka/471280-gowin-obroni-gender-o-szkodliwosci-zle-pojetego-pluralizmu?fbclid=IwAR2NC0yqkDF-KMbwy80HHNso6l-fbwPH-4E6NlW0cyNQnGe3T32bTVZlNxo ]

No cóż, każdy system musi mieć oparcie na uniwersytetach, wśród elit, bez tego trudno by było przed laty zainstalować system komunistyczny, czerwona zaraza nie mogłaby się rozprzestrzenić i teraz tęczowa zaraza też potrzebuje oparcia na uniwersytetach, dobrze przygotowanych do ubogacenia kolorystycznego naszego społeczeństwa.

Tęczowy front akademicki rozwija się coraz śmielej, a organizacje kombatanckie/antykomunistyczne omijają go szerokim łukiem, nie ośmielając się zbliżyć do centrum zarazy, ani od przodu, ani od tyłu.

TęczUJe przenikają UJ [ i nie tylko], tęczują sobie swobodnie bez zakłóceń, a ci nic nie słyszą, nic nie widzą po odważnym pogrążeniu głów w podręcznych strusiówkach – takiej nowoczesnej broni bohaterów.

TęczUJe ogłaszają atak na niemiłujących LGBT, a kombatanci nawet nie ogłaszają mobilizacji.

Tęczowi byli już pod oknem papieskim w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową i nie było żadnej reakcji, poza jedną osobą duchowną z różańcem.

Kombatanci nawet nie wystawili czUJek, ani nie rozmieścili czUJników, aby mieć właściwą orientację tego, co się na froncie akademickim wojny kulturowej dzieje.

W obronie abp. Marka Jędraszewskiego, który objaśnił przekształcanie się zarazy czerwonej w tęczową, co spotkało się z atakiem rektorów, pod krakowską Kurią zgromadziło się kilka tysięcy osób [https://www.youtube.com/watch?v=bq8BtKzvtb8 ], ale pod Collegium Novum, gdzie urzęduje rektor UJ, który wraz ze swoimi kolegami z KRASP potępił mowę metropolity, uznając ją jako mowę nienawiści, nie zgromadził się nikt. Nie miałem z czego zrobić fotoreportażu !

Taka schizofreniczna postawa na froncie niczego dobrego nie wróży. Potrzebne są zdecydowane działania, po wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji na froncie i w rejonach przyfrontowych.

Na Plantach, przed Collegium Novum nie ma jeszcze tęczowych ławeczek, rektor jeszcze nie zasiada w tęczowym fotelu, w tęczowej todze, studenci – nawet TęczUJe,  jeszcze nie noszą tęczowych czapek studenckich [ aby było wiadomo kogo tolerować],  ale to dopiero początek.

W czasach PRLu UJ, nie był CzUJem – Czerwonym Uniwersytetem Jagiellońskim, choć rektor Karaś do tego zmierzał [ https://lustronauki.wordpress.com/2009/11/14/uj-za-rektora-mieczyslawa-karasia/ ], ale zrodzony z UJ – Uniwersytet Śląski takim czerwonym uniwersytetem, czyli ‚Czusiem’ ( jak się mówiło ) był [ CzUŚ].

W III RP na dobrej drodze jest instalacja, na bazie najstarszego polskiego uniwersytetu – Tęczowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli prawdziwego TęczUJa.

W PRL nie było reakcji środowiska akademickiego na oczyszczanie UJ z elementu niemiłującego czerwonych i nie ma do dnia dzisiejszego ( nikt prawdziwej historii UJ nie chce poznać !) co skutkuje, bo niby dlaczego nie ma skutkować, brawurowymi atakami na niemiłujących tęczowych. Jak nie będzie frontu opozycyjnego, tęczowi, TęczUJe zdominują UJ i sformatują na tęczowo kolejne elity, które będą się kłaść Rejtanem, gdyby ktoś ośmielił się choćby skrytykować TęczUJa.

Profesorowie a wolność słowa

Józef Wieczorek

Profesorowie a wolność słowa

Zawieszenie prof. Andrzeja Nalaskowskiego w prawach nauczyciela akademickiego przez rektora UMK za felieton o tęczowym marszu wywołało dyskusję o wolności słowa na polskich uczelniach. Co prawda pod wpływem protestów i opinii publicznej zawieszenie trwało jedynie jeden tydzień, ale dyskusja o stanie polskich uczelni winna trwać znacznie dłużej i w zakresie znacznie wykraczającym poza barwy tęczy.

Faktem jest, że polskie środowisko akademickie zostało dotknięte czerwoną zarazą i przez dziesiątki lat uformowane/wyselekcjonowane na potrzeby instalatorów i utrwalaczy najlepszego z systemów. Po medialnym zakończeniu komunizmu, środowisko nie zostało do końca wyleczone z tej zarazy, a jak widzimy obecnie, zostało jedynie ubogacone kolorystycznie, dotknięte w niemałym stopniu rozprzestrzeniającą się zarazą tęczową.

Po znamiennych słowach wypowiedzianych przez abp. Marka Jędraszewskiego [Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa”] głos potępiający wydał rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza – prof. Andrzej Lesicki, a głos ten został wzmocniony wkrótce, i to jednomyślnie, przez rektorów akademickich szkół wyższych [KRASP]:

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, kierując się zasadami  poszanowania praw człowieka, tolerancji i wzajemnego szacunku oraz koniecznością przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji i nierównego traktowania ze względu na narodowość, płeć, religię, przekonania polityczne, niepełnosprawność czy orientację seksualną w poczuciu odpowiedzialności uczelni za kształtowanie wśród studentów i w całym społeczeństwie podstawowych wartości, na których oparte jest funkcjonowanie demokratycznego społeczeństwa, w obliczu nasilających się aktów agresji fizycznej i słownej oraz przejawów wrogości wobec przedstawicieli różnego rodzaju mniejszości, stymulowanych wypowiedziami osób publicznych, w pełni popiera przesłanie zawarte w oświadczeniu rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – prof. Andrzeja Lesickiego, opublikowanym 12 sierpnia br. na stronie internetowej https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora

Rektorzy stanęli po ciemnej stronie mocy

Rektorzy zupełnie nie zauważyli braku tolerancji i braku szacunku dla ludzi o odmiennych wartościach, opartych na fundamentach chrześcijańskich, manifestowanego – przez im podległych – etatowych profesorów polskich uczelni jak np. prof. Jana Hartmana czy prof. Joannę Senyszyn.

Wobec ich poczynań/ekscesów, jak do tej pory, KRASP nie wydała ani jednego oświadczenia.

KRASP zatem ich toleruje/ aprobuje, a nawet tworzy wspólnie swoisty Front Jedności Akademickiej, stojący po tej samej, ciemnej stronie mocy. Wyżej wymienieni profesorowie raczej funkcjonują w systemie akademickim jako swoiste piorunochrony zbierające na siebie gromy ze strony mniej postępowych. Wielu naiwnym nawet do głowy nie przychodziło, że ich pracodawcy – rektorzy‚ grają w tej samej drużynie. Stąd na ich ekscesy nie reagują.

Oświadczenie KRASP chyba te dotychczasowe nieporozumienia dostatecznie wyjaśnia. Inwektywom, znieważaniu uczuć religijnych i symboli narodowych, na marszach LGBP i w wypowiedziach ich akademickich miłośników, nie poświęcają ani jednego zdania w swym oświadczeniu. [sic!]. Czyli takie znieważanie jest dozwolone ?

Rektorzy, apelują o tolerancję, przeciwdziałanie dyskryminacji, nierównemu traktowaniu, ale od czasów czerwonej zarazy wykazywali brak tolerancji dla niezależnego myślenia – szczególnie krytycznego, dla nonkonformizmu naukowego, bez którego nauka sensu stricto nie może istnieć, dla naukowców/nauczycieli akademickich o innej orientacji intelektualnej – niszcząc/przywalając na niszczenie, tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, czyli realizujących swój [i każdego akademika] podstawowy obowiązek.

Spektakle kłamstwa i nienawiści wobec takich, niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nigdy nie zostały potępione – czyli było i jest O.K.

Jakoś demokratycznie wybierani rektorzy nie okazali się zdolni do stania na straży prawdy, wolności, godności. Poszukiwanie prawdy pousuwano ze statutów uczelni i z obowiązków akademickich. Wypędzeni z uniwersytetów w czasach czerwonej zarazy, wolności -wykładania/formowania studentów według odmiennych od czerwonych/tęczowych wartości – nie odzyskali, a godność mniej utytułowanych nadal jest deptana.

Nie ma wątpliwości, że brak rozliczenia się z czerwoną zarazą w sektorze akademickim i jej transformacja w zarazę tęczową, jest jeszcze bardziej szkodliwe dla zdrowia akademickiego i społecznego, stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla uniwersytetów, ale i dla losów całej naszej cywilizacji.

Skoro rektorzy stanęli po ciemnej stronie nocy należałoby ich przenieść w stan nieszkodliwości, co zresztą postulowałem jeszcze w okresie szerzenia się czerwonej zarazy [czasy jaruzelskie]. Ale kto to zrealizuje skoro niemal cała władza akademicka znajduje się obecnie w rękach rektorów ?

Wolność słowa akademickiego wobec LGBT rektorzy postawili pod pręgierzem i niedługo trzeba było czekać na konsekwencje. Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prof. Andrzej Tretyn, zarazem wiceprzewodniczący KRASP, zareagował natychmiast na krytykę tęczowego marszu przez swojego podwładnego. Okazało się, że nawet poza terytorium uczelni wykładowca akademicki nie ma prawa mówić o tęczowej zarazie tego co uważa za zasadne.

Co to ma wspólnego z deklarowaną przez rektorów tolerancją wobec poglądów, wobec innych wartości ? Rektorzy raczej stanęli na linii frontu ideologicznego, włączyli się wojny kulturowej zagrażającej naszej tożsamości, naszym tradycyjnym wartościom.

O próbie przejścia na jasną stronę mocy, chyba do tej pory nawet nie pomyśleli, a niemałą część podległego im środowiska akademickiego taki stan rzeczy zdaje się zadowala.

Znamienne jest, że przed kurią krakowską w obronie abp. Marka Jędraszewskiego zgromadziły się wielotysięczne tłumy, przed pobliskim Collegium Novum czy Maius UJ, po wystąpieniu KRASP [w tym rektora UJ] nikt się nie zgromadził.

Nie można skutecznie bronić linii arcybiskupa milcząc o jednomyślnym oświadczeniu rektorów tę linię potępiającym.

Wolność, ale nie na uniwersytetach

Profesor Aleksander Nalaskowski tak skomentował decyzję rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu o uchyleniu zawieszenia go w obowiązkach nauczyciela akademickiego: „Wydaje mi się, że teraz nas wszystkich czeka dyskusja o wolności słowa na uniwersytetach, o tym, czy profesorowie mogą powiedzieć tyle samo, co zwykli przechodnie”.

Takiej dyskusji brakuje. Szczególnie w ujęciu historycznym i w szerokim kontekście patologii akademickich zniewalających polskie środowisko akademickie. Dobrze aby taka dyskusja została podjęta w popularnych mediach, które jak widać po sprawie prof. Nalaskowskiego mogą wiele, ale niestety nie zawsze chcą, stąd o wielu sprawach/patologiach niewiele wiadomo, albo zgoła nic.

Mówimy, że żyjemy od 30 lat w wolnej Polsce, ale czy wolność badań, wypowiedzi, nie ma swoich pozamerytorycznych ograniczeń, jak to miało miejsce w okresie PRL ?

Przecież mimo odzyskania wolności nie wszyscy nauczyciele akademiccy odzyskali wolność wykładnia na uniwersytetach, i jak stanowili zagrożenie dla przewodniej siły narodu, tak i nadal stanowią.

Mogą sobie wykładać do ściany, w swoim mieszkaniu, o ile go mają, ale nie mieszczą się w murach uczelni, choć coraz obszerniejszych i piękniejszych, które są dla nich zamknięte. Czy to jest wolność ?

Skoro byli pasjonatami, uczyli nonkonformizmu naukowego, krytycznego myślenia, nie nadają się do pracy na uczelniach zatrudniających masy konformistyczne, często bezkrytyczne, a nawet bezmyślne.

Zdolność myślenia, czy rozumienia słowa pisanego, wcale nie jest powszechnym dobrem osobistym akademików, a namawianie ich do czytania ze zrozumieniem uważają za naruszanie ich dóbr osobistych [sic !], którym jak można sądzić jest niezdolność rozumienia słowa pisanego, nawet gdy pełnią funkcje akademickie.

Co to za wolność , skoro nawiązanie kontaktu intelektualnego z decydentem akademickim jest utrudnione lub wręcz niemożliwe ?

Co to za wolność, skoro na uczelniach ludzie boją się mówić a nawet myśleć, zanika dyskusja, krytyka merytoryczna, zastępowane przez zaszczuwanie niewygodnych i krytycznych.

Jak ocenia socjolog prof. Zybertowicz wypowiadając się o sprawie prof. Nalaskowskiego – świat akademicki utracił zdolność rzeczowej rozmowy, a reakcją typową dla świata akademickiego jest chowanie głowy w piasek.

Poznawanie najnowszej, prawdziwej historii uniwersytetów na ogół nie jest możliwe. Na takie badania nie ma przyzwolenia, nie ma pieniędzy. Mamy dzieła historyczne będące w obiegu edukacyjnym, gdzie w najnowszej historii uczelni nie ma takich pojęć jak komunizm, stan wojenny, nie ma mowy o PZPR.

Zatem poznanie prawdy o korzeniach obecnego świata akademickiego nie jest możliwe. Niestety historycy chowają głowę w piasek, utrzymując się dzięki temu na etatach.

Akademicy nie mogą pisać krytycznie o tęczowych marszach, źle się wyrażać o LGBT, ale także bezkarnie nie mogą ujawniać patologii, szczególnie wysoce utytułowanych, a tym bardziej merytorycznie krytykować prac profesorów.

Z polskiego systemu akademickiego nie usuwa się tych co zrobili kariery dzięki plagiatom, ale tych, którzy je wykrywają.

Tak samo wygląda sprawa ustawianych konkursów na stanowiska akademickie, nepotyzmu i „n-tej” ilości patologii degradujących polski potencjał akademicki.

Ale w przestrzeni publicznej najczęściej słychać, że jedyną bolączką polskich uniwersytetów jest brak pieniędzy. Rzecz jasna skala ich marnotrawstwa nie jest znana. O tym się nie mówi. Nie ma wolności słowa ?

Profesorom jednak wolno więcej !

Prof. Nalaskowski postawił pytanie czy profesorowie mogą powiedzieć tyle samo, co zwykli przechodnie”, co może sugerować, że u nas profesorowie, w jakiś szczególny sposób są dyskryminowani, niegodziwie traktowani, jak mówią i robią to co inni bez takich konsekwencji mogą.

Czasem niegodziwe postępowania wobec profesorów są faktem, co zresztą „tęczowy” przypadek prof. Nalaskowskiego dokumentuje, ale jednak u nas profesorowie są otaczani na ogół prestiżem i to nierzadko niezasłużonym, a nieraz traktowani są jak „święte krowy”, co może bulwersować „zwykłych przechodniów’, choć media zbyt rzadko takie aspekty profesorskiego traktowania naświetlają w należytym kontekście.

Nasz system tytularny zaadaptowany przez komunistów do dyscyplinowania elitotwórczego środowiska akademickiego, do marginalizowania/wykluczania niepokornych, nieprzydatnych do wprowadzania i utrwalania ‚najlepszego z systemów’, nadal trwa, i jest jedną z najważniejszych przyczyn niewydolności polskiego systemu akademickiego.

Jesteśmy potęgą tytularną, ale mizerią naukową i mogą to powiedzieć nawet zwykli przechodnie, o ile nieco się w tym orientują, ale profesorowie choćby mogli, o ile są na etatach i robią karierę, tego nie mówią. Czasem dopiero po przejściu na emeryturę wyciągają głowy z piasku ( z podręcznych ‚strusiówek” towarzyszącym im w życiu etatowym) i uchylają rąbka tajemnic akademickich.

Mimo zmian, wielu reform, system tytularny jak trwał, tak trwa, a zdobywanie tytułów u nas stało się celem działalności, która nieraz nie ma wiele wspólnego z nauką. Im więcej tytułów tym pozycja nauki uprawianej w Polsce niższa, czyli utrzymanie systemu tytularnego, jako rzekomego gwaranta poziomu nauki, skutkuje utrzymaniem spadku tego poziomu.

Mimo to, prestiż profesorów w społeczeństwie raczej nie spada, lub jedynie nieznacznie, bo wyniki badań prestiżu zawodów sprzed kilku lat wskazują że zawód ( sic !) profesora stał się mniej prestiżowy niż zawód strażaka, co świadczy, że zwykli przechodnie zaczynają się orientować, że coś z profesorami jest nie tak.

Zresztą umieszczanie kategorii profesora [tytuł ! a nie zawód ] wśród zawodów, dowodzić może jedynie nierozumienia znaczenia pospolitych nawet słów, co niestety jest nader częste wśród naszego, coraz bardziej wyedukowanego i coraz bardziej utytułowanego społeczeństwa.

Trzeba pamiętać, że zawodu profesora się nie uprawia, natomiast profesor może swoją działalnością, poziomem intelektualnym i moralnym sprawiać zawód, nawet zwykłym przechodniom.

Negatywna selekcja kadr wprowadzona w życie w systemie komunistycznym, została zauważona przez zwykłych przechodniów/robotników w 1980 r. co skutkowało 13 postulatem porozumień gdańskich [ „ Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej …] . Niestety ten stan rzeczy trwa nadal i jakby z wprowadzenia w życie tego nader słusznego postulatu zrezygnowano.

Gdyby go wprowadzono, nader wielu profesorów po prostu z systemu akademickiego musiałoby odejść.

.a nawet czasem za dużo

Niestety to profesorowie w naszym osobliwym systemie akademickim stworzyli coś w rodzaju nadzwyczajnej kasty akademickiej, zresztą wzajemnie przenikającej się z nadzwyczajną kastą sędziowską, stąd mimo rozmaitych patologii, także na szczeblu profesorskim/rektorskim, jakoś działań wymiaru sprawiedliwości wobec niegodziwych poczynań profesorów jest niewiele.

W naszym systemie tytularnym nie ma mocy, aby odebrać profesorowi tytuł, nawet jak został zdobyty na drodze przestępczej – na bazie plagiatu.

Profesorowie sami się oceniają, awansują, wybierają i innym nic do tego.

W razie czego argumentują, że w nauce nie może być demokracji, rządzi arystokracja, a o przynależności do niej decyduje tytuł, który jest przedmiotem pożądania, niekiedy mrocznego, członków środowiska akademickiego.

Na drodze do jego uzyskania dzieją się nierzadko rzeczy karygodne, ale nie karalne, bo przecież jest autonomia uczelni.

Jak profesor pisze brednie, finansowane z kieszeni zwykłego przechodnia [np. gdy pisze o historii na odcinku PRL i nie ma w niej słowa ‚komunizm’, ani nawet ‚stan wojenny’], zwykły przechodzeń może się z takich profesorów śmiać w kułak, może pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i nie zostanie zawieszony za to w wykonywaniu swoich obowiązków np. brukarza, gdy dla przykładu zwykły doktor za merytoryczną krytykę osiągnięć, czy poczynań profesorów, po prostu znika z przestrzeni akademickiej i to czasem dożywotnio.

Nie ma co liczyć na przenoszenie w stan nieszkodliwości takich profesorów, mimo że takie sankcje postulowałem przed laty. Nie ma co liczyć na protesty środowiska spolegliwego wobec profesorów, baczącego na przebieg swoich karier uzależnionych od profesorów, w naszym systemie zamkniętym.

Niewątpliwie jednak, jeśli podczas wojny kulturowej, z którą mamy do czynienia, jakiś profesor znajdzie się po niewłaściwej dla środowiska akademickiego linii frontu, to może być potępiony/wykluczony, ale i tak może liczyć, że będą protesty, głosy oburzenia i kara zostanie mu zmniejszona/zawieszona. Mniej utytułowani na to liczyć nie mogą. Profesorom jednak wolno więcej.

Tekst opublikowany w październikowym numerze miesięcznika Nowe Państwo – r. 2019

Dysydent akademicki w Radio WNET

Dysydent akademicki w Radio WNET
na początek kolejnego roku
akademickiego, bez wyrzuconego w
czasach jaruzelskich wykładowcy,
czyli Józef Wieczorek wobec systemu

Kraków, 1 października 2019 r.

O doskonałości pedagoga przed jubileuszowym zjazdem pedagogów

Kurier WNET

Józef Wieczorek

O doskonałości pedagoga przed jubileuszowym zjazdem pedagogów

Jeden z nielicznych koryfeuszy nauki polskiej, prof. dr hab. Bogusław Śliwerski, prowadzi od lat blog Pedagog, i to nadzwyczaj systematycznie. Co dzień jeden tekst, także w soboty i niedzielę. Bez wytchnienia. Doprawdy imponujące, tym bardziej, że jednocześnie jest profesorem Uniwersytetu Łódzkiego, profesorem kontraktowym w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie [imponujący ilościowo wykaz działalności naukowej na stronie uczelni] i od lat bryluje w sektorze nadawania stopni i tytułów naukowych jako osoba odpowiedzialna za ich wartość.

Sylwetka niemal doskonała

Profesor był członkiem Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, a od czerwca tego roku jest członkiem Rady Doskonałości Naukowej, która za nadrzędny swój cel ma ‚trzymanie poziomu’ [Prof. Grzegorz Węgrzyn w Forum Akademickie, 7/8, 2019]. W CK znajdował się w czołówce pisarzy recenzji habilitacyjnych, co chyba nie było korzystne dla utrzymania należytego poziomu naukowego, o czym świadczy spadek poziomu prac habilitacyjnych.

Co więcej, jak oznajmia na swoim blogu, jest redaktorem naczelnym kwartalnika „Studia z Teorii Wychowania”, członkiem rad naukowych czasopism pedagogicznych: „Litera Scripta Journals”,„The New Educational Review”,„Rocznik Pedagogiczny KNP PAN”,„Chowanna”, „Przegląd Pedagogiczny”, „Forum Oświatowe”, „Auxilium Sociale Novum”, „Ars Educandi”, „Wychowanie na co Dzień”, „Problemy Wczesnej Edukacji” i „Horyzonty Wychowania”, z czym wiąże się na ogół znaczna praca recenzencka.

Ponadto ostatnio wydał: Książki (nie)godne czytania Kraków, 2017, Meblowanie szkolnej demokracji (Warszawa 2017), Habilitacja. Diagnoza. Procedury Etyka. Postulaty (Kraków 2017), Harcerstwo źródłem pedagogicznej pasji (Kraków 2016); Edukacja (w) polityce – polityka (w) edukacji. Inspiracje do badań polityki oświatowej (Kraków 2015); Diagnoza uspołecznienia publicznego szkolnictwa III RP w gorsecie centralizmu (Kraków 2013); Pedagogika ogólna. Podstawowe prawidłowości (Kraków 2012).

Zamieścił je w sektorze „Ulubione książki” , co najlepiej świadczy o tym, że lubi to co robi ! Chociaż szkoda, że nie ujawnił czy lubi jakiekolwiek książki innych autorów.

Także cenzor doskonały

Aby zdobyć siły na taką aktywność, trzeba czasem wypocząć i profesor oznajmił na blogu, czego nie napisze ze względu na urlop, przerywając blogowanie od początku lipca do końca sierpnia. Jednocześnie informuje „Zapewne zmartwią się moją nieobecnością w sieci hejterzy, faryzeusze, cynicy, hipokryci czy pozorni sojusznicy mojej aktywności społeczno-oświatowej, gdyż nie będą mieli „paliwa” do swoich toksycznych manipulacji, podwieszania się pod moje wpisy, by wyłudzać czytanie ich postmodernistycznych wyziewów w Internecie czy lokalnej prasie.” demaskując istnienie jakiś bliżej nieokreślonych sił naruszających tak bardzo potrzebny błogostan pana profesora. Niewątpliwie zamknięcie na okres wakacyjny swoistej stacji paliwowej może prowadzić do obezwładnienia potencjalnego przeciwnika, którego profesor jednak nie ujawnił.

Zaatakował anonimowego czytelnika bloga:

„Zmartwi się wyemancypowany teoretyk wychowania, który już zapomniał o swojej aktywności w PZPR na Uniwersytecie Śląskim. Zapewne schował głęboko w domowej szafie Odznaczenie im. Janka Krasickiego, by przygotowywać swoje kolejne publicystyczne „szczucie” na tych, którzy wywołują w nim zawiść, a może i nienawiść z tytułu nieprzyjmowania do wiadomości krytyki jego zaburzeń czy publicystyki. Warto odwiedzić lekarza lub psychiatrę.”

Ten wpis czytelnicy „Kuriera WNET” mogą odnieść do Herberta Kopca, który na łamach „Kuriera” zamieszcza swoje refleksje z pozycji niewyemancypowanego pedagoga. Szkoda, że profesor Śliwerski nie podjął polemiki z tymi refleksjami bezpośrednio na łamach „Kuriera”, a jeszcze w czerwcu tego roku zaatakował na swoim blogu rzeczonego Herberta Kopca w tekście ‚Herberta Kopca postmodernistyczna „szczujnia” publicystyczna’ .

Na swoim blogu zaapelował Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania”.

Przypuszczalnie jednak autor bloga skierował go tylko do osób chcących komentować to co on pisze, natomiast nie do siebie, stąd nie zrezygnował z umieszczenia materiału obrażającego kolegę po fachu.

Pod jego tekstem usiłowałem umieścić następujący komentarz W czasach PRLu bywało, że za dyrdymały wypisywane przez członków CKK (podlegających polityce KC) stawiałem studentom 2 ( nauki przyrodnicze, a nie ideologiczne) i na podobne oceny zasługują też dyrdymały wypisywane przez członków CK w III RP.

Tekst członka CK, mimo że publicystyczny, nie zasługuje na pozytywną ocenę, bo tekst liczy co prawda ponad 13 000 znaków, ale nie wiadomo na czym te znaki się opierają. Prof. CK pisze o szczuciu, ale nie przytacza ani jednego zdania, które by dokumentowało, uzasadniało taką opinie i nie wiadomo czego ten tekst dotyczy.
A zatem jeno mamy do czynienia ze szczuciem na niewygodną z jakiegoś powodu [ z jakiego ?] dla prof. osobę, która go swoim jestectwem uwiera. Szczujnia profesora nie zasługuje zatem na uwagę, bo niby dlaczego coś takiego nobilitować jakąś polemiką.
Winien się tym jednak zająć jakiś rzecznik dyscyplinarny, aby zdyscyplinować profesora intelektualnie i moralnie i spowodować ujście powierza, gdyż z samego tekstu niejako widać jak się nadyma. Szkoda, że tego nie zilustrował jakimś selfie.
Na uwagę jednak zasługuje to co sam profesor, chyba przez roztargnienie, napisał o swoim tekście „może i posłuży komuś do analizy tego, jak nie należy wprowadzać czytelników w błąd.

Czekam zatem na stosowną analizę i przestrogę dla czytelników, którzy mogą być wprowadzeni w błąd takim tekstem.”

Niestety na blogu profesora mój komentarz się nie ukazał [skrupulatna cenzura !], więc go ujawniłem na Facebooku, a profesor niebawem, mimo wakacyjnego braku aktywności na blogu, możliwość komentowania tekstów wyłączył całkowicie ! Widocznie lubi tylko to co sam pisze, a nie lubi krytycznych komentarzy, zapewne uznając je za obrazę swojej doskonałości.

Wcześniej jedynie zaznaczał, że komentarze „ będą moderowane w okresie wakacyjnym z wyłączeniem jednak prób zamieszczenia komentarzy, których intencją (explicite czy implicite) i treścią jest naruszenie norm obyczajowych i prawnych..” .

Blokując całkowicie możliwość komentowania swoich tekstów nie podał ani jednego przykładu zablokowanych komentarzy, które by naruszały normy obyczajowe czy prawne. Po prostu ocenzurował wszystko jak leci, nie podając nawet podstawy prawnej, co czyniły media w ‚okresie jaruzelskim”!. Rzeczywiście profesor osiągnął doskonałość cenzorską.

Udoskonalanie niedoskonałych

W pożegnalnym, przed urlopem, wpisie na blogu ostro zaatakował także nieujawnioną publicznie osobę: „Nie będzie pocieszona osoba podszywająca się pod polską naukę, ale kompromitująca ją swoimi pseudonaukowymi rozprawami, w wyniku czego nie otrzymała stopnia doktora habilitowanego na jednym z uniwersytetów. Takich dotkniętych porażką, a nieprzyjmującym do wiadomości braku własnych kompetencji i nierozumiejących popełnianych błędów we własnych rozprawach jest wiele w naszym kraju. „

Nie wiadomo dlaczego profesor nie ujawnia personaliów atakowanych czytelników, którym przypisuje czy to zaburzenia psychiczne, czy rozprawianie pseudonaukowe. Chyba bije na oślep czymś poirytowany, nie dając żadnych konkretnych profesorskich porad, jak ci nieszczęśnicy winni osiągnąć akceptowany przez niego – w końcu członka Rady Doskonałości Naukowej – poziom doskonałości. Z wyjątkiem jednej ,nader nieprecyzyjnej, rady:

„Akurat ukazało się nowe wydanie podręcznika Jerzego M. Brzezińskiego pt. „Metodologia badań psychologicznych” (Warszawa 2019, ss. 525). Polecam habilitantom i doktorantom, którzy mają niepowodzenie w postępowaniu awansowym, by jednak najpierw przeczytali ze zrozumieniem chociażby ten jeden podręcznik, a następnie podjęli wysiłek naukowy, a nie naukawy.”

Sam jednak wysiłku naukowego na drodze udoskonalania polskich naukowców nie podjął.

Czy takie atakowanie/dyskredytowanie/znieważanie ‚ niedoskonałych’ mieści się w kategoriach doskonałości naukowej ? Czy podczas urlopu zdołał pan profesor odwiedzić lekarza lub psychiatrę co zaleca „niedoskonałym’, sam o siebie nie dbając, jakby nie spełniając prośby wielu czytelników bloga [sam pisze – ‚ Wiele osób prosi mnie, bym jednak zatroszczył się o siebie…’ ]

Sam troszczy się natomiast o innych „powinni trochę odpocząć ode mnie, od moich komentarzy, recenzji i analiz…” Trzeba przyznać, że troska ta jest nader uzasadniona.

Zapowiedź Zjazdu Pedagogicznego na drodze do doskonałości naukowej

Profesor zapowiada na blogu zbliżający się X Zjazd Pedagogiczny [18 – 20 września 2019 w Warszawie], o którym organizatorzy piszą „Chcielibyśmy, aby ten Jubileuszowy Zjazd był miejscem spotkania naukowców, którym bliskie są problemy pedagogiki i edukacji, aby sprzyjał dialogowi ludzi nauki i praktyków oraz interdyscyplinarnej dyskusji nad rolą pedagogiki i pedagogów we współczesnym świecie.

Także profesor ma wziąć w nim udział. Pisze „Zobaczymy się na X Jubileuszowym Zjeździe Pedagogicznym w Warszawie, gdzie będę miał możliwość podzielenia się z Państwem analizą powodów zanikającego zaufania w środowisku nauk pedagogicznych, które dotknięte jest grą pozorów, środowiskowymi manipulacjami, fenomenem zdrad i zanikającej etyki recenzowania publikacji. Wierność nauce jest odwagą w uniwersytetach handlujących stopniami naukowymi, gdzie niektórzy profesorowie wolą tracić godność i własną wiarygodność.”

Nie będąc pedagogiem, ale osobą wyklętą za ‚psucie młodzieży’ przez patologiczne środowisko akademickie, o którym -jak wynika z tego wpisu – zdaje się pan profesor ma podobną opinię, chętnie bym się podzielił z profesorem i innymi pedagogami swoimi spostrzeżeniami/ doznaniami/analizami/prognozami, ale póki co nie jest to możliwe. Podzielam jednak pogląd zawarty w ujawnionej już treści wykładu inauguracyjnego jubileuszowego zjazdu pedagogów , że ‚wleczemy za sobą długi ogon nieprzezwyciężonej przeszłości…’i że ‚ niebezpieczni dla kraju są ludzie, którzy są przekonani, że posiedli prawdę absolutną ‚. Ciekawe jak do tych tez odniesie się profesor od doskonałości naukowej.

O patologiach/etyce/ historii i teraźniejszości środowiska akademickiego piszę od lat, i są tego setki tekstów dostępnych bezpłatnie w internecie, z możliwością komentowania, bo komentarzy nie zablokowałem, z wyjątkiem wulgaryzmów, choć bywają krytyczne. Tym niemniej nie zauważyłem, żeby pan profesor podjął się polemiki z moimi tekstami. No może z jednym wyjątkiem, kiedy w swojej książce Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016 z przekąsem wyrażał się o moich interpretacjach negatywnego znaczenia dla nauki przygranicznego ruchu habilitacyjnego. [mój blog – Dwie pasje Polaków: turystyka i habilitacja, w jedno połączone ]

Pan profesor też był negatywnie nastawiony do tych patologii, ale niestety nie podzielił się swoimi działaniami na rzecz ich powstrzymania [ może ich nie było ?] , kiedy był obecny przez spory czas na jednym z tych najbardziej patologicznych uniwersytetów słowackich stanowiących cel peregrynacji habilitacyjnych polskich miłośników stopni i tytułów naukowych, choć niekoniecznie nauki.

Profesor w swych tekstach jawi się jako wręcz fanatyczny zwolennik obecnego systemu tytularnego, dyskredytując tych, którzy nie są posiadaczami niewiele jednak wartych tytułów, za nadawanie których w jakimś stopniu sam odpowiada.

Nie podnosi problemu wartości tych tytułów w relacji do nauki światowej, w której – mimo doskonałości krajowej- niemal nie istniejemy.

Czy na Zjeździe Pedagogów ta niedoskonałość naszego systemu zostanie poruszona i czy zostaną podane wytyczne pedagogiczne jak ten system udoskonalić ? Czy też obecny tytularny system zostanie uznany za doskonały naukowo, mimo że nas stawia na marginesie nauki światowej, a pozbawieni tytułów pozostaną nadal obiektami szczucia ze strony strażników doskonałości naukowej ?

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, wrzesień 2019 r.  przed rozpoczęciem Zjazdu Pedagogicznego, na którym był kolportowany.

Niestety nie zauważyłem aby niedoskonałość naszego systemu została poruszona , natomiast zauważyłem, że autor bloga „pedagog” całkowicie zablokował możliwość komentowania jego tekstów z czego wynika, że mój tekst przeczytał i postąpił zgodnie z zasadą – stłucz termometr nie będzie gorączki

 

Screen Shot 09-16-19 at 11.31 AM

Screen Shot 09-16-19 at 11.32 AM

Nieuspokojony, a nawet niezaspokojony, przez ministra Gowina

woda z mózgu

źródło 

Nieuspokojony, a nawet niezaspokojony, przez ministra Gowina

Min. Gowin w sprawie szykan wobec prof. Nalaskowskiego dla portalu polityka.pl [https://wpolityce.pl/polityka/464183-gowin-o-zawieszeniu-nalaskowskiego-uwazam-je-za-niewlasciwe ] powiedział ‚ Chcę wszystkich uspokoić, na pewno wolność słowa, wolność badań naukowych na polskich uczelniach będzie zagwarantowana „ na co nie mogę nie zareagować , gdyż wypowiedzią tą nie zostałem uspokojony a co więcej nie zostałem zaspokojony odpowiedzią min. Gowina na list, który wystosowałem 26 kwietnia 2019 r. Mija już 5 miesiąc a minister na list w sprawie braku wolności badań naukowych na polskich uczelniach milczy !

Nie dość, że nie zagwarantował – podobnie jak jego poprzednicy- wolności badań tym, którzy tej wolności zostali pozbawieni w czasach panowania czerwonej zarazy i tej wolności im nie przywrócono w czasach rozprzestrzeniania się zarazy tęczowej, to uspokaja wszystkich – będzie O.K. Co są warte te gwarancje ministra ?

Ujawniam list do ministra, pod refleksję gremiów monitorujących skandal toruński , dla poszerzenia znajomości zapaści moralnej polskiego środowiska akademickiego, reagującego na sygnały o jej stanie – podobnie jak minister -chowaniem głowy w piasek.

Kraków, 26 kwietnia 2019 r.

Józef Wieczorek

Szanowny Pan dr Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20
 
00-529 Warszawa

Wystąpienie w sprawie unieważnienia represyjnej, pozamerytorycznej,

opinii anonimowej komisji weryfikacyjnej

realizującej polityczną weryfikację kadr akademickich UJ w końcu 1986 r.,

której skutkiem było skazanie na dożywocie pozauniwersyteckie

W końcu PRL byłem zatrudniony w Instytucie Nauk Geologicznych UJ na etacie adiunkta, prowadząc badania naukowe publikowane w kraju i za granicą [https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/publikacje/] , realizując obowiązki przewidziane dla zatrudnionych na etatach profesorów [ informacje na stronie https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/edukacja/ – wykłady, seminaria, prowadzenie prac dyplomowych, uformowanie – 20 magistrów, w tym kilku o renomie międzynarodowej [ dr-prof] , oraz prowadząc wiele zajęć poza obowiązkami etatowymi [ opieka nad kołem naukowym, i nie tylko] a wynikającymi z realizacji etosu nauczyciela akademickiego w warunkach zniewolenia. Po kilku latach pracy w warunkach ekstremalnego mobbingu, systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego [metoda stosowana przez Stasi w NRD, ale także i u nas, tyle, że u nas nie jest badana], podczas prowadzonej w systemie nauki i szkolnictwa wyższego politycznej weryfikacji kadr zostałem w końcu 1986 r. negatywnie oceniony przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję, bez uzasadnienia merytorycznego – do dnia dzisiejszego, mimo roszczeń informacyjnych !- i oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką.

W państwie prawa taka opinia/ocena winna być wrzucona do kosza, a nie była, ani wówczas, kiedy żyliśmy w państwie bezprawia, ani teraz, kiedy żyjemy w państwie z ciągłością prawną z PRL, co skutkuje brakiem unieważnienia ekscesów politycznych weryfikacji kadr akademickich, tak jakby uniwersytety były obszarami eksterytorialnymi, gdzie jak można sądzić z historii uczelni ( np. UJ) w ogóle nie było komunizmu, ani stanu wojennego [sic !] [ Test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w roku 2018 ‚Konstytucji dla nauki’https://blogjw.wordpress.com/2019/01/02/test-funkcjonowania-systemu-akademickiego-w-polsce-i-wprowadzonej-w-tym-roku-konstytucji-dla-nauki/ ] więc konsekwentnie, siłą rzeczy, nie mogło być represji komunistycznych i nie ma problemu rehabilitowania ofiar komunistycznych represji w systemie akademickim. Tak do tej pory wygląda sprawa zadośćuczynienia za krzywdy doznane przez władze akademickie realizujące posłusznie dyrektywy władz PRL.

Moje bezskuteczne usiłowania/roszczenia informacyjne dotyczące dostępu do materiałów gromadzonych w UJ w mojej sprawie oraz próby wznowienia wykładów na UJ prezentuję na stronie: https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/. Na UJ ‚zaaresztowano’ moje papiery. W okresie wypędzania mnie z UJ moja teczka kończyła się na wiośnie 1980 r. a potem nastąpił okres post historii, post prawdy ! Zgodnie z Konstytucją [ Art. 32.] wszyscy są równi wobec prawa, a nie ma zapisu, że UJ jest autonomiczny wobec prawa i zapisy Konstytucji [ m. in. Art. 61] na nim nie obowiązują .

Materiały były natomiast przekazane 22.10.1987 do Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie – mgr Michała Ługanowskiego, co rodzi pytanie: kto tak naprawdę rządził uczelnią u końca PRL i dlaczego autonomiczne władze UJ zachowują ciągłość nie tylko prawną, ale i moralną z systemem kłamstwa i bezprawia.

Należy wziąć pod uwagę, że zostałem wypędzony z UJ po opiniach studentów i wychowanków:

dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”

dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”,

Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”.

oraz Rzecznika Dyscyplinarnego :odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, ‘świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki’

To mnie wykluczyło dożywotnio z konformistycznej korporacji akademickiej, chorującej na niedostatki rzetelności i uczciwości, i nie życzącej sobie, aby tacy jak ja wrócili tam gdzie być powinni.

Mam legitymację nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej wydaną przez Urząd do Spraw Kombatantów i Osób represjonowanych.

Bardzo proszę o podanie ścieżki proceduralnej odnośnie procesu rehabilitacji mojej osoby w obecnym systemie akademickim, lub inaczej formułując prośbę – mam pytanie ‚Kiedy zostanę przeproszony za wypędzenie ?’ https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/kiedy-zostane-przeproszony-za-wypedzenie/

Józef Wieczorek

 

 

Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców

samopomoc akademicka

Józef Wieczorek

Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców

Wakacje się kończą i czas na innowacyjne refleksje nad spędzaniem wolnego czasu, rzecz jasna także nad wprowadzaniem w życie wynalazków naszych akademików.

Przed ubiegłorocznymi wakacjami portal Nauka w Polsce informował, że „Naukowcy ułatwią nawet wyjście z plaży”, co winno skutkować wzrostem podupadającego niestety prestiżu polskich naukowców.

Po wdrożeniu w życie programu 500+ polskie plaże zapełniają się rodzinami i wynalazek, który ułatwi im wychodzenie z plaży, winien być powitany z entuzjazmem a reforma Gowina – nieraz krytykowana- zyskać jednak zwolenników. Przecież ma ona stymulować innowacje, pod względem których wciąż pozostajemy w ogonie Europy.

Kiedy Gowin w swej reformie przeforsował doktoraty wdrożeniowe, zespół absolwentów Uniwersytetu Śląskiego, Politechniki Śląskiej oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie podjął się innowacyjnego wyzwania na rzecz efektywnego rozwoju projektując urządzenie do czyszczenia stóp dla osób opuszczających plaże. Rozwiązanie już opatentowano. Czyli sukces.

Innowacyjne ‚odpiaszczanie’ stóp w ramach doktoratów wdrożeniowych

Jak wiadomo nasze plaże są piaszczyste, mimo długotrwałego panowania komunizmu, który jak wiadomo jest takim systemem, że i pustynie [a także plaże] może ogołocić z piasku, jak nas uczył nieoceniony Jan Pietrzak [mimo, że nie profesor, a nawet nie doktor].

Nam się udało, na naszych plażach piasek jeszcze jest (choć nie zawsze czysty) i może dlatego wielu (także profesorów) uważa, że czego jak czego, ale komunizmu to u nas nie było. Jasne, jakby był, to piasku na plażach byśmy przecież nie mieli.

A skoro piasek jest, i my na plaże wchodzimy, to nasze stopy mogą się nimi oblepić, co rzecz jasna w życiu pozaplażowym bywa niewygodne.

W PRLu wielu plażowiczów oczyszczało stopy z piasku ręcznie, szczególnie ci, którym sylwetka umożliwiała schylanie się. Ale wzrost dobrobytu w III RP spowodował, że wielu plażowiczów nosi brzuchy opadające aż do stóp i schylić się tak nisko nie mają szans, a sam brzuch ich nie wyczyści.

Gdzieniegdzie stosowano zatem urządzenia wykorzystujące strumień wody pod ciśnieniem, którym nawet największe grubasy są w stanie obmyć swoje stopy po opuszczeniu plaży.

Rozwiązanie to jest jednak nieekologiczne i kosztochłonne, wiąże się bowiem ze znacznym zużyciem czystej wody, wymaga też zastosowania odpowiedniej infrastruktury doprowadzającej ją do urządzenia” tak krytycznie oceniają istniejący przez lata stan rzeczy naukowcy, którzy zaprojektowali innowacyjny wynalazek- – urządzenie, w którym ‚niskociśnieniowy strumień powietrza dokładnie oczyści stopy plażowiczów z piasku oraz innych zanieczyszczeń’.

I dalej :

Urządzenie składa się z podestu z wbudowaną komorą czyszczenia oraz siedziskiem ułatwiającym wykonanie czynności przez osobę korzystającą z tego rozwiązania. Komora czyszczenia wyposażona jest natomiast w zestaw co najmniej sześciu dysz zasilanych niskociśnieniowym strumieniem powietrza i zakończonych silikonowymi fibrylami ułatwiającymi oczyszczanie stóp.’

Jak widać technologicznie urządzenie jest bez zarzutu, a siedzisko niezbędne dla czyszczącego stopy umożliwia oczyszczenie stóp nawet przez grubasów mających problemy z pochylaniem się nad swoim po-plażowym losem.

Zalety opatentowanego urządzenia podnosiła także Gazeta Lekarska, jako że „ umożliwi także dezynfekcję stóp osób przebywających np. na basenie”.

Urządzenie jest jednak spore, więc niezbędna jest przyczepa do samochodu, ale tych przynajmniej już nie trzeba innowacyjnie wynajdywać. Korzyści z wynalazku po-plażowego urządzenia winny być wszechstronne. Bo i plażowicze będą mogli wrócić z plaż bez piasku na stopach, więc nic nie będzie ich uwierało w życiu miejskim, a i wynalazcy po odniesionym sukcesie mogą liczyć po wakacjach na wręczenie im wdrożeniowych doktoratów, które ministerstwo niewątpliwie im przygotuje, jak tylko sobie stopy oczyści z piasku.

Korzyść dla uczelni będzie też znaczna, bo krzywa doktorska im wzrośnie i utrzymają, a nawet podniosą swoje kategorie mierzone ilością stopni i tytułów naukowych, wdrożeniowych w szczególności.

Niestety podczas krótkiej wizyty na plaży w roku ubiegłym i w tym, nie zauważyłem ani jednego takiego urządzenia na polskich plażach. Sądziłem, że ze względu na doniosłość wynalazku może takie urządzenia zostaną zastosowane na innych plażach – niekiedy także piaszczystych – bardziej postępowych krajów Wspólnoty Europejskiej. W końcu kooperacja wspólnotowa jest coraz lepsza.

Kilka godzin w tym roku przebywałem na jednej z plaż włoskich, także piaszczystej, bo mimo okresowego zauroczenia postępową ideologią niemałej części Włochów, komunizmu w tym kraju nie zainstalowano i piasku na przedpolu Apeninów, na brzegach adriatyckich nie brakuje. Piasek ten, podobnie jak piasek plaż bałtyckich, przyczepia się do nóg, ale stosowania polskiego wynalazku do ich odpiaszczenia nie zauważyłem. Ludziska po prostu obmywają nogi wodą z zainstalowanych kranów plażowych i udają się na ulubioną pizzę czy kawę.

Może się coś w tym zakresie zmieni, bo jeden z Włochów opatentował znakomity wynalazek – przyklejane podeszwy [nakładki „NakeFit”] , które chronią stopy od zapiaszczenia, od urazów [ można je stosować także na plażach kamienistych]. Mają one coraz więcej fanów na całym świecie. Aby je zastosować indywidualnie, niezależnie od infrastruktury plażowej, nie potrzeba mieć przyczepy do samochodu – wystarczy ręczna torebka czy plecak plażowy.

Jest jednak jeden mankament – taki włoski wynalazca, mimo że wynalazek jest wdrażany i to na całym świecie, nie ma szans na doktorat wdrożeniowy. W tej tytularnej dziedzinie, nawet jak wdrożenia brak, bijemy Włochów na głowę !

Mimo to włoskie uczelnie, niekiedy z małych miasteczek , choć nie są potentatami naukowymi, to w rankingach międzynarodowych biją na głowę nasze uczelnie i to te u nas najlepsze. Czy ktoś z tego wyciągnie jakieś zasadne wnioski ? Póki co reforma jest – refleksji brak ?

Gondolą na salę wykładową ?

Po wakacjach należałoby też refleksyjnie zwrócić uwagę na innowacyjny – przed paroma laty, w czasach rektora Ryszarda Tadeusiewicza – pomysł budowy w Krakowie kolejki gondolowej z miasteczka akademickiego – na AGH, który nie wiadomo dlaczego do tej pory nie został zrealizowany, może ze względu, na brak -wówczas – kategorii doktoratów wdrożeniowych. Ani chybi skutkuje to zmniejszoną frekwencją studentów na wykładach.

Ci, mimo osłabienia życiem akademickim, muszą się przemieszczać pieszo po płaskim terenie i to nawet jakieś kilkaset metrów, a może i kilometr, aby dotrzeć na wykłady, co wielu niewątpliwie zniechęca. Gdyby tak gondola ich dostarczała prosto z akademika [najlepiej z samego pokoju] na salę wykładową, frekwencja by znacznie wzrosła, a i ochota do innowacyjnych wynalazków także.

Taki pomysł zyskał sobie sympatyków, o czym słyszałem nawet przed ostatnimi wyborami lokalnymi. Fakt, że to pomysł innowacyjny, zapewniający projektodawcom utrzymanie się na biednych uczelniach finansowanych z kieszeni podatnika, który nie ma co jednak liczyć na polepszenie swojego bytu po takich projektach naszych naukowców.

Ciekawe, że np. w miasteczkach włoskich, także akademickich, takich jak Urbino czy Asyż, mimo że usytuowanych na terenach spadzistych (Apeniny) a nie równinnych, jakoś nie zaprojektowano gondoli jako środka transportu i ludziska, nawet w wieku podeszłym, przemieszczają się często pod górę, zachowując tym samym dobrą kondycję, bo chodzenie, i to pod górę służy zdrowiu, także psychicznemu. Stąd takie pomysły jak naszym ‚gondolowym’ uczonym im do głów nie przychodzą.

Co prawda w alpejskim mieście jakim jest francuskie Grenoble, funkcjonuje gondola wożąca turystów na wyniesioną nad miastem Bastylię, z której rozciąga się piękna panorama miasta i otaczających gór, ale jakoś studenci nie są nią transportowani na sale wykładowe Instytutu Dolomieu, nad którym ta gondola przewozi turystów. Studenci wchodzą stromą drogą do swojej uczelni.

Kiedy przed laty siedziałem w bibliotece tego instytutu, gondola przesuwała się w górę niemal nad moją głową, ale żaden student z niej nie wysiadał, bo nawet nie zainstalowano tam przystanku, aby ułatwić studentom zdobywanie wiedzy akademickiej. Ciekawe, że ta wiedza jest jednak na wyższym poziomie niż naszych projektantów gondoli na terenach płaskich.

Na takim szlaku szlag człowieka może trafić

Ale to nie koniec wynalazków naszych biednych naukowców. Przed kilku laty naukowcy AGH opracowali innowacyjny Małopolski Szlak Geoturystyczny sponsorowany przez Ministerstwo Gospodarki. Innowacyjny, bo różni się od innych szlaków tym, że nie wiadomo jak ten szlak prowadzi, gdzie się zaczyna, dokąd zmierza i jak odszukać planowo jego kolejne punkty.

Na wielu tablicach informacyjnych o szlaku, na które przypadkowo trafiałem w różnych miejscach Małopolski- czy to na jakimś szczycie, czy w jakiejś kępie drzew, czy na miejskim deptaku – takich, wydawałoby się podstawowych informacji nie ma !

Idzie sobie człowiek grzbietem górskim, lasem, czasem doliną, czasem miejskim deptakiem i włazi przypadkiem na jakąś kolorową tablicę informująca, że to szlak i to geoturystyczny, który winien nam przybliżyć jakąś ciekawą wiedzę. Jakoś twórcy tego innowacyjnego szlaku nie wzięli nawet pod uwagę, że jak to jest szlak, to na tablicach trzeba pokazywać skąd i dokąd prowadzi, bo kogoś zainteresowanego na takim szlaku może szlag trafić.

A jak się mają objaśnienia na tablicach do otaczającej rzeczywistości ? Np. na tablicy tego szlaku usytuowanej przy drodze, zaraz za Kopcem Kościuszki w Krakowie mamy objaśnienia o geologii bloku Sowińca, ale do Sowińca ( kopiec Marszałka Józefa Piłsudskiego ) parę jest jeszcze kilometrów i z tego miejsca kopca nie widać.

To tak jakby na szlaku zabytków Krakowa umieścić tablicę o Wawelu np. przy Hali Targowej, albo tablicę o Collegium Maius przy Nowym Kleparzu (oczywiście bez podania jak tam trafić !).

Parę lat temu wybrałem się piękną trasą rowerową wzdłuż Wisły do Tyńca i tam przypadkowo w gęstych zaroślach odkryłem kolejne stanowisko tego szlaku. Czemu miała służyć taka tablica niemal ukryta w gęstych krzakach ? Czyżby się wstydzili tego co zrobili ? A może bawili się z turystami w harcerskie podchody ? Nie widać jednak aby wyznaczyli jakąś nagrodę za odnalezienie kolejnych tablic. To wygląda na jakąś nową formę zabawy. Ale czemu prowadzoną na koszt podatnika ?

Tablicy tej już nie ma, bo przy powodzi zniosły ją wody Wisły, ale kto o minimalnej choćby wiedzy geologicznej [ czy chociażby zdrowym rozsądku] nad samą Wisłą taką tablicę umieszcza ? Tam się przecież prowadziło zajęcia z początkującymi studentami geologii, aby pokazać jakie są skutki działania erozji wodnej.

No cóż. Jaki jest cel takiego punktu geoturystycznego ? Ano może taki, żeby podatnicy mogli się przekonać jak marnotrawi się grosz publiczny. Na naukę – jak słyszymy – pieniędzy nie ma ! Bo jak pieniądze przeznaczone na naukę wyrzucimy w błoto ( w las, w krzaki) to nie może ich być, a żaden kraj nie ma tyle pieniędzy, aby zapełnić kieszenie takich naukowców. Polscy podatnicy – tym bardziej.

I co zrobić, aby szlag człowieka nie trafił po takich wynalazkach/ takich szlakach naszych biednych, wysoce utytułowanych, naukowców ?

Z geoturystyki w Polsce żyją chyba tylko ci, którzy prowadzą takie studia na polskich uczelniach i realizują takie geoturystyczne projekty.

Niestety polskie środowisko akademickie wobec takich patologii milczy, odważnie chowa głowy w piasek i niestety nie zanosi się na to, aby naukowcy dokonali innowacyjnego wynalazku urządzenia do wyciągania głów akademickich z piasku i wdrożyli go w życie. A bez takiego wynalazku trudno sobie wyobrazić, aby coś się zmieniło w polskim życiu akademickim na lepsze.

P.S.

Ja, w każdym razie, naszym innowacyjnym akademikom w ramach samopomocy akademickiej oferuję zaopatrzenie się w piątą klepkę ( kiedyś taką odnalazłem na moich szlakach wakacyjnych]

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 63, wrzesień, 2019

Jak wychodzić z plaży

Skąd wziąć elity ? Koncepcja min. Gowina pod lupą.

Krauze

Skąd wziąć elity ? Koncepcja min. Gowina pod lupą.

W ubiegłym roku min. Gowin zasłynął wypowiedzią o tym, że skutkiem marca 1968 r. było „kolejne zerwanie ciągłości polskiej nauki”, jako że w wyniku antysemickich czystek z Polski wyemigrowało ok. 15 tys. Żydów bądź osób pochodzenia żydowskiego a wśród nich było ok. 500 pracowników naukowych, ok. 1000 studentów, https://dzieje.pl/wideo/wicepremier-gowin-skutkiem-marca-1968-r-bylo-zerwanie-ciaglosci-polskiej-nauki

Ponadto Gowin podkreślał, że „Marzec 1968 r. stał się pretekstem nie tylko do czystek antysemickich, ale również pretekstem do uderzenia we wszystkich, którzy byli wierni tradycji niezależności akademickiej, dążenia do prawdy ponad podziałami ideologicznymi” .

Jarosław Gowin (rocznik 1961), mimo że chodził wówczas zapewne jeszcze w krótkich spodenkach, tak te wydarzenia interpretuje, pomijając przykłady które winien znać z okresu kiedy zaczął chodzić w długich spodniach i był m. in. działaczem NZS a w końcu ministrem. Winien bowiem znać jako minister, że wśród wypędzonych z uniwersytetów było wielu tych, którzy zasłużyli się dla instalacji systemu komunistycznego w Polsce, także w strukturach akademickich i za swoje czyny winni odpowiadać w państwie prawa, a nie odpowiadali ani wówczas, ani do dnia dzisiejszego. Niektórzy z nich w III RP gościli na polskich uczelniach i nie można było przeciwko temu protestować ! Zygmunt Bauman może być symbolem tej elity, której tak min. Gowinowi zdaje się brakuje ?

Ciągłość tych elit nie została jednak brutalnie przerwana, jak się podnosi, gdyż elity czerwonej zarazy, jak to widzimy lepiej w dniu dzisiejszym, uległy transformacji w elity zarazy tęczowej, mimo strat osobowych jakie dotknęły nasze uniwersytety.

Kontrast z czystkami akademickimi roku 1986, o których minister milczał w ich 30 rocznicę i milczy nadal, nad wyraz jest widoczny. To ta czystka, a nie ta z roku 1968 r. dotknęła przede wszystkim tych, którzy byli wierni niezależności akademickiej i dążeniu do prawdy a min. Gowinowi jakby na tych wypędzonych nie zależało, a raczej jakby mu zależało na tym, aby o tych czystkach, wypędzaniach z uniwersytetów, i to nieraz dożywotnich, nikt nic nie wiedział. Nie widzi chyba przydatności takich akademików, niewygodnych dla komunistów, do formowania elit w czasach III RP, zresztą opozycja antykomunistyczna – także ! .

Wielokrotnie o tej zapomnianej wielkiej czystce akademickiej, pozamerytorycznej, uwarunkowanej politycznie, pisałem [ https://lustronauki.wordpress.com/2019/01/17/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ] i informowałem o niej  szeroko, również min. Gowina. Bez skutku !

Minister przyjął podobną postawę jak wielu historyków, a także wielu uważających się za antykomunistów a nawet za takich uważanych – pełna zmowa milczenia.

Do tej pory nie znamy zakresu tych czystek a nawet ich sprawców, a także ofiar, którzy jak zostali wypędzeni, wyklęci ze środowiska akademickiego, tak i pozostali na tych samych pozycjach, bo stanowili zagrożenie tak dla elit czerwonej zarazy, jak i elit zarazy tęczowej. Nikt takich nie chciał/nie chce aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką, na należyte, postępowe formowanie elit, czy to w kolorze czerwonym, czy tęczowym.

Ciągłość metod formowania elit – uderzająca.

Niewątpliwie, jak widać to najlepiej po latach, tak czystka roku 1968, jak i 1986 nie przerwała ciągłości elit czerwonych, a czystka r. 1986 jeno ułatwiła ich przekształcenie w elity wielobarwne, bo proces postępu akademickiego III RP tak je ubogacił w kolory.

Nikt z beneficjentów czystek nie protestuje jak rektorzy akademickich szkół polskich jednomyślnie potępiają tych, którzy występują w obronie świata wartości ulegającego degradacji.https://blogjw.wordpress.com/2019/09/02/rektorzy-po-ciemnej-stronie-mocy/ . Nikt nie zwalnia rektorów z ich funkcji, choć takimi działaniami negatywnie wpływają na młodzież akademicką.

Co więcej min. Gowin dyplomatycznie milczy, choć sam swoją reformą doprowadził do wzmocnienia władzy rektorów na drodze do stworzenia systemu formowania elit, co jest jego marzeniem  http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C414253%2Cgowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html .

Ostatnio na Forum Ekonomicznym w Krynicy min. Gowin wskazał kierunek ubogacenia się Polski w elity mówiąc „ w Polsce pracuje dziś ponad milion Ukraińców wykonujących relatywnie proste prace, powinniśmy zacząć walczyć o ukraińskich lekarzy, informatyków, naukowcówhttps://medianarodowe.com/gowin-wprost-o-sciaganiu-ukraincow-do-polski-moga-byc-przyszlymi-przywodcami/ , czyli jak można zrozumieć, co wcale nie jest takie łatwe, przyszłą polską elitą będą również Ukraińcy?

Dlaczego min. Gowin, podobnie jak jego poprzednicy, nie zaczął nawet walki o polskich naukowców wypędzonych z polskich uczelni w czasach czerwonej zarazy i jej transformacji w zarazę tęczową, a nawołuje do walki o naukowców ukraińskich, którzy do elity światowej bynajmniej nie należą ? Co więcej Ukraina ma poważne problemy ze swoimi elitami, a właściwie z ich brakiem.

Niestety u nas, mimo rozlicznych walk, front akademicki właściwie nie istnieje. Nikt nie walczy o likwidację standardów komunistycznych w formowaniu elit, które przetrwały mimo medialnego upadku komunizmu i były/są utrwalane także przez obóz solidarnościowo-niepodległościowy.

Także ‚nasze’ media, ,nasze, organizacje pozarządowe, takich tematów nawet nie podejmują, jakby mechanizmy formowania elit nie stanowiły tematu interesującego. Nikomu nawet nie wadzi, że komunizmu, ani stanu wojennego nie ma w historii elitarnej polskiej uczelni !

Jednocześnie trzeba przyznać trafną diagnozę ministra Gowina jeśli chodzi o polskie środowisko akademickie. Jest dużo większe zainteresowanie polskich naukowców, żeby wracać z zagranicznych uczelni, niż zainteresowanie polskich uczelni, żeby ich przyjmować – opowiadał wicepremier Jarosław Gowin. – Świat akademicki boi się wpuszczenia do tego swojego zatęchłego bajorka młodych szczupaków albo i rekinów, które sobie dobrze dają radę w nauce światowej. Jest jeszcze wiele barier mentalnych, które musimy pokonać, żeby młodzi Polacy chętniej wracali do Polski – kwitował minister

Ta diagnoza nie różni się od mojej, przedstawianej od lat, a nawet wieków, ale ani minister Gowin, ani jego poprzednicy, jakoś nic/niewiele zrobili aby było inaczej.

Przecież min. Gowin znając sytuację w polskim, rodzimym środowisku akademickim cały czas podkreślał, że jego reforma wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tego środowiska i właściwie jest przez to środowisko tworzona. Miał więc świadomość tego, że to środowisko, beneficjenci komunistycznej, negatywnej selekcji kadr, nic nie zmieni w fundamentach systemu akademickiego.

Minister nie powołał ani jednego zespołu z polskiej diaspory akademickiej, aby przygotował projekt zmian w systemie,  takich aby polscy naukowcy z zagranicznych uczelni mogli wracać do Polski. Jakoś swoich barier mentalnych minister nie pokonał, aby stworzyć reformę przyjazną dla elit do tej pory pozostających poza polskim systemem akademickim.

Tym samym pozostaje mu apelować aby elity do zarządzania Polską czerpać z zasobów ukraińskich [sic !] na co po prostu brakuje słów.

Czy przy takich koncepcjach Polska tak naprawdę wybije się na Niepodległość ?

Rektorzy po ciemnej stronie mocy ?

kRASP LGBT

Rektorzy po ciemnej stronie mocy ?

[KRASP a LGBT]

Sierpień to jeden z przełomowych miesięcy polskiego kalendarza historycznego. Przed 40 niemal już laty sierpniowe wydarzenia na Wybrzeżu zatrzęsły władzą komunistyczną w Polsce i wydawało się, że dni czerwonej zarazy są policzone.

Niestety tak się nie stało, bo ta zaraza, jako choroba zakaźna, występowała wówczas masowo, nie tylko na terytorium naszego kraju. W sierpniu 1989 r. na premiera rządu, po medialnym obaleniu komunizmu, wybrany został Tadeusz Mazowiecki, ten o którym Stefan Kisielewski mówił „Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło”. No i nadal wierzgał, więc komunizm u nas nie do końca został obalony, a czerwona zaraza nadal się szerzyła i nawet powiększała swojej zdobycze.

Jacek Fisiak, b. rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, profesor ciemnej strony mocy [ https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/jacek-fisiak-profesor-anglistyki-i-ciemnej-strony-mocy/] wielce zasłużony dla szerzenia czerwonej zarazy w społeczności akademickiej i czyszczenia tej społeczności z elementu antysocjalistycznego, co prawda przestał być już ministrem edukacji narodowej [był nim w rządzie Mieczysława Rakowskiego], ale jego zasługi zostały docenione przez kolejnych komunistów u władzy w III RP.

Chyba wówczas jednak nikt się nie spodziewał, że niedługo czerwona zaraza zostanie zastąpiona przez zarazę tęczową i z lewacką ideologią będziemy nadal mieli do czynienia.

Po latach transformacji, w tym roku, godnym następcą Jacka Fisiaka na stanowisku rektora UAM okazał się prof. Andrzej Lesicki, który też stanął po ciemnej stronie mocy, ale już tęczowej.

Rektor nader trafnie zauważył [https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora], że ” Przez ostatnie lata jesteśmy świadkami pogłębiającego się w Polsce sporu politycznego. Niestety, w ostatnich miesiącach jego uczestnicy coraz rzadziej sięgają po merytoryczne argumenty, zastępując je inwektywami, których jedynym celem jest znieważenie przeciwników „, ale nie zauważył w tej debacie ani siebie, ani wielu etatowych przedstawicieli środowiska akademickiego znieważających ludzi o odmiennej hierarchii wartości.

Ujawnił przy tym swoją orientację antykościelną: „Niepokojem napawa fakt, że i hierarchowie Kościoła Katolickiego, biorący udział w sporach ideologicznych wokół zjawiska określanego skrótem LGBT, używają mowy nienawiści, która może być odbierana jako nawoływanie do zwalczania osób o innych poglądach czy odmiennej orientacji”.

Co prawda Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu zwrócił rektorowi uwagę na niestosowność jego wypowiedzi, wyrażając „głębokie zaniepokojenie faktem ideologizacji przestrzeni uniwersyteckiej” [http://ako.poznan.pl/9366/ ], ale po stronie rektora UAM stanęli rektorzy akademickich szkół polskich [KRASP] i to jednomyślnie, wydając oświadczenie

[Stanowisko Prezydium KRASP z 20 sierpnia 2019 r. w spr. oświadczenia rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu20/08/2019 – https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf]

„Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, kierując się zasadami poszanowania praw człowieka, tolerancji i wzajemnego szacunku oraz koniecznością przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji i nierównego traktowania ze względu na narodowość, płeć, religię, przekonania polityczne, niepełnosprawność czy orientację seksualną w poczuciu odpowiedzialności uczelni za kształtowanie wśród studentów i w całym społeczeństwie podstawowych wartości, na których oparte jest funkcjonowanie demokratycznego społeczeństwa, w obliczu nasilających się aktów agresji fizycznej i słownej oraz przejawów wrogości wobec przedstawicieli różnego rodzaju mniejszości, stymulowanych wypowiedziami osób publicznych, w pełni popiera przesłanie zawarte w oświadczeniu rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – prof. Andrzeja Lesickiego, opublikowanym 12 sierpnia br. na stronie internetowej https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora.

Rektorzy zupełnie nie zauważyli braku tolerancji i braku szacunku do ludzi o odmiennych wartościach, opartych na fundamentach chrześcijańskich, manifestowanego – przez im podległych – etatowych profesorów polskich uczelni jak np. prof. Jana Hartmana czy prof. Joannę Senyszyn. Wobec ich poczynań/ekscesów, jak do tej pory,  KRASP nie wydała chyba ani jednego oświadczenia.

KRASP zatem ich toleruje/ aprobuje, a nawet tworzy wspólnie swoisty Front Jedności Akademickiej, stojący po tej samej, ciemnej stronie mocy. W/w profesorowie raczej funkcjonują w systemie akademickim jako swoiste piorunochrony, zbierające na siebie gromy ze strony mniej postępowych. Wielu naiwnym nawet do głowy nie przychodziło, że ich pracodawcy – rektorzy ‚grają w tej samej drużynie’.

Oświadczenie KRASP chyba te dotychczasowe nieporozumienia dostatecznie wyjaśnia. Inwektywom, znieważaniu uczuć religijnych i symboli narodowych, na marszach LGBP i w wypowiedziach ich akademickich miłośników, nie poświęcają ani jednego zdania w swym oświadczeniu. [sic!]. Czyli takie znieważanie jest dozwolone ?

Rektorzy, apelują o tolerancję, przeciwdziałanie dyskryminacji, nierównemu traktowaniu, ale od czasów czerwonej zarazy wykazywali brak tolerancji dla niezależnego myślenia -szczególnie krytycznego, dla nonkonformizmu naukowego, bez którego nauka sensu stricto nie może istnieć, dla naukowców/nauczycieli akademickich o innej orientacji intelektualnej – niszcząc/przywalając na niszczenie, tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, czyli realizujących swój [i każdego akademika] podstawowy obowiązek. Spektakle kłamstwa i nienawiści wobec takich, niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nigdy nie zostały potępione – czyli było i jest O.K.

Skutki takiej postawy nader jasno są widoczne w niemocy polskiego systemu akademickiego, także w niemocy do samo naprawy. W czasach rozprzestrzeniania się tęczowej zarazy nic się nie zmieniło, a jeno nasiliły się ataki na wartości chrześcijańskie, których obrona jest kwalifikowana jako ‚mowa nienawiści’.

Natomiast nienawiść do wartości chrześcijańskich, istota tej ideologii, nie jest traktowana jako nienawiść, tylko jako obrona praw człowieka – do nienawiści ? !

Środowiska akademickie nie zdołały się wyleczyć z amnezji historycznej, pozostały nadal niezdolne – tak intelektualnie, jak i moralnie, do poznania swych fundamentów, poznania własnej historii w czasach czerwonej zarazy, które z obecnej perspektywy jawią się jako stadium juwenilne zarazy tęczowej.

Jakoś demokratycznie wybierani rektorzy nie okazali się zdolni do stania na straży prawdy, wolności, godności. Poszukiwanie prawdy pousuwano ze statutów uczelni i z obowiązków akademickich. Wypędzeni z uniwersytetów w czasach czerwonej zarazy, wolności -wykładania/formowania studentów według odmiennych od czerwonych/tęczowych wartości – nie odzyskali, a godność mniej utytułowanych nadal jest deptana.

Nie ma wątpliwości, że brak rozliczenia się z czerwoną zarazą w sektorze akademickim i jej transformacja w zarazę tęczową, jeszcze bardziej szkodliwą dla zdrowia akademickiego i społecznego, stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla uniwersytetów, ale i dla losów całej naszej cywilizacji.

Skoro rektorzy stanęli po ciemnej stronie nocy należałoby ich przenieść w stan nieszkodliwości, co zresztą postulowałem jeszcze w okresie szerzenia się czerwonej zarazy [czasy jaruzelskie]. Ale kto to zrealizuje, kiedy po reformie Gowina niemal cała władza akademicka przechodzi w ręce rektorów ?

P.S.

Rozszerzenie tych refleksji można znaleźć w setkach moich tekstów zebranych na stronie Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ [ 15 tomików !], z którymi jak do tej pory,  ani rektorzy, ani ‚Goliaci nauki polskiej’,  nawet nie podjęli debaty merytorycznej [zachęcani do niej !].  O próbie przejścia na jasną stronę mocy, chyba do tej pory nawet nie pomyśleli, a podległe im środowisko akademickie taki stan rzeczy zdaje się zadowala.

Feralny postulat trzynasty

p

Feralny postulat trzynasty

Wśród 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej z 17 sierpnia 1980 r, spisanych na tablicach, które zawisły na osłonie dachu portierni stoczniowej bramy nr 2 zwraca uwagę postulat 13:

Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.”

Wśród postulatów nie było ani jednego dotyczącego likwidacji komunizmu w Polsce i odzyskania niepodległości Polski, ale wprowadzenie w życie chociażby tego jednego 13 postulatu prowadziłoby na drogę do takiego rozwiązania.

Nie bez przyczyny strona komunistyczna po podpisaniu porozumień sierpniowych, aby ocalić swoje zdobycze, weszła zrazu na drogę rozwiązania siłowego, a po kilku latach na drogę rozwiązania okrągłostołowego tej kwestii.

Mimo medialnego ogłoszenia upadku komunizmu, komunistyczne kadry kierownicze dobrane według kryteriów partyjnych, a przynajmniej lojalnościowych wobec władzy – nie ucierpiały, a nawet na tzw. obaleniu komunizmu zyskały, co widać było i jest m.in. w sektorze akademickim – tym, który reprodukuje kadry kierownicze, elity państwa.

W PRL dominowała negatywna selekcja kadr i im wyższe stanowiska/tytuły, to potrzebna była akceptacja/wsparcie wyższych władz partyjnych, czego znający realia PRL nie negują.

Trudno jest jednak zrozumieć, że te kadry starannie wyselekcjonowane metodami komunistycznymi, mimo obalenia [rzekomego] komunizmu, nadal się cieszyły, i nadal się cieszą prestiżem i to także, a może i bardziej, wśród uznających się, a nawet uznawanych za antykomunistów .

Natomiast wyeliminowani przez nich, w wyniku czyszczenia sektora przed transformacją czerwonej zarazy w zarazę tęczową, nader często pozostają nadal wyeliminowani, nieraz wręcz objęci ostracyzmem środowiskowym.

No cóż, gdyby postulat 13 został wprowadzony w życie, taka sytuacja byłaby niemożliwa.

Problem w tym, że jakoś nie było i nie ma nadal woli aby ten postulat wprowadzić w życie. Tak jak był niewygodny dla władzy komunistycznej, tak pozostał niewygodny dla wszystkich orientacji III RP, czyli PRL-bis, który zachował ciągłość prawną i moralną z PRL.

Orientacja negatywna wobec postulatu 13 jakby łączyła wszystkie siły nawet te nawzajem się zwalczające. Powstało coś w rodzaju Frontu Jedności Narodu na rzecz pozamerytorycznych metod doboru kadr kierowniczych. Co prawda różne ustawy rzekomo gwarantują dobór kadr wg kwalifikacji, ale to mniej lub bardziej zakamuflowana fikcja.

W sektorze akademickim obejmowanie stanowisk oczywiście uwarunkowane jest różnymi stopniami i tytułami z nazwy naukowymi, ale ich zdobywanie/otrzymywanie nie zawsze jest uwarunkowane merytorycznie.

W PRL, o stopniach i tytułach decydowała tzw. CKK kontrolowana przez KC, a po transformacji – CK pozostająca poza kontrolą.

Opaczna transformacja naczelnego ogniwa decyzyjnego KC w CK, przyniosła w sektorze nauki tylko opaczne skutki – jeszcze większą dewaluację stopni i tytułów wydawanych w układzie zamkniętym i degradację jakości nauki, mimo imponującego wzrostu nieruchomości akademickich i całej infrastruktury a także wielokrotnego zwiększenia nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę [ niestety wobec zapaści moralnej i braku należytej kontroli w niemałym stopniu marnowanych].

Przeskok od kilkunastu- kilkudziesięciu dolarów [w PRL] do tysiąca (i więcej) dolarów w III RP na głowę akademicką miesięcznie, plus finansowanie grantowe [czego nie było w PRLu] nie wydobył środowiska z biedy, szczególnie moralnej, i w relacjach ze światem nasza pozycja spadła, zamiast wzrosnąć.

Kadry selekcjonowane nie według autentycznych kryteriów merytorycznych, ale w znacznej mierze pozamerytorycznie, nie są w stanie dokonać dobrej zmiany.

Do tego potrzebna byłaby realizacja postulatu 13 porozumień sierpniowych.

Solidarność nader słusznie domagająca się w roku 1980 wprowadzenia w życie 13 postulatu, po transformacji, dotyczącej także Solidarności, w wyniku zdrady jej elit, i to nie tylko na szczeblach najwyższych, jakby się broniła rękami i nogami przed wprowadzeniem tego postulatu w życie !- protestując wręcz przed próbami otwierania się systemu na wysoce wykwalifikowane kadry polskiej diaspory akademickiej funkcjonujące poza granicami, nie mówiąc o konsekwentnej walce o nie przywracanie do pracy wyrzucanych w czasie politycznych czystek jaruzelskich, niewygodnych/stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i selekcjonowanych przez nią negatywnie kadr.

Mimo transformacji poziom zagrożenia z tej strony bynajmniej nie zmalał, a nawet wzrósł !

Widać, że 13 okazała się nader feralna, mimo że w kraju katolickim w przesądy nie powinno się wierzyć. A jednak jak to wytłumaczyć ?

Mimo, że transformacja zarazy czerwonej w zarazę tęczową odrzucana jest przez sporą część społeczeństwa, o czym może świadczyć krakowska manifestacja poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/08/10/murem-za-abp-markiem-jedraszewskim/ i apel do władz duchownych i świeckich, to jednak nie wdać żadnej reakcji tej społeczności wobec obrony tęczowej zarazy przez rektorów akademickich szkół wyższych (KRASP). https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf

Przed kurią krakowską zgromadziły się wielotysięczne tłumy, przed pobliskim Collegium Novum UJ, po wystąpieniu KRASP [w tym rektora UJ] chyba nikt się nie zgromadził.

Jak zwykle można zauważyć w przestrzeni publicznej głosy oburzenia po wypowiedziach/ekscesach zatrudnionego na etacie profesora na UJ – Jana Hartmana, ale nad tym osobnikiem UJ roztoczył „parasol ochronny” i nie ma zamiaru go wydalić z uczelni.

W końcu nikt uczelni nie narzucał jego zatrudnienia i sam fakt trzymania go w murach uczelni, mimo tylu lat oburzających zachowań, świadczy nie tylko o nim, lecz o uczelni – rektorach UJ i kadrach aprobujących istniejący stan rzeczy.

Trudno zrozumieć, jak można nie widzieć takiej jasnej polityki kadrowej demokratycznie wybranych władz uczelni, które nie zamierzają kierować się w polityce kadrowej kwalifikacjami naukowymi i moralnymi, i to od lat, utajniając jednocześnie swoje niecne czyny z czasów czerwonej zarazy.

Solidarność UJ, tak przed, jak i po transformacji,  nie zrobiła nic, aby było inaczej, więc jak może być ?

Do 13 postulatu sierpniowego jakoś nikt nie wraca !

Wisi sobie, wraz z innymi postulatami, na tablicy, na historycznej Bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej prezentowany współczesnej opinii publicznej. Tablice zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, uznane za jeden z najważniejszych dokumentów XX wieku, ale jakoś nikomu chyba nie przychodzi do głowy aby w wieku XXI zrealizować wreszcie postulat 13.

b

Kurier WNET, październik 2019

Postulat Kurier Wnet 10

Głos spod miecza na dziennikarzy

Głos spod miecza na dziennikarzy

Kurier WNET , sierpień 2019

Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę, na zbrodniarza komunistycznego

Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę,

na zbrodniarza komunistycznego

Fakt” – to lider rynku polskiej prasy codziennej, ogólnopolski dziennik wydawany od 2003 przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska. Już u progu kariery ‚Fakt” zdobył tytuł Hieny Roku nadany przez Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za ‚wyróżnienie się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej.’

Tytuł wielokrotnie oskarżano o podawanie nieprawdy i tworzenie fikcyjnych materiałów oraz naruszanie dóbr osobistych i to znanych osobistości; nieraz „Fakt’ sprawy przegrywał. Ale to potentata prasowego nie zrażało, i nie zraża zbytnio czytelników ”Faktu”, których nadal jest ponad ćwierć miliona, mimo generalnego spadku czytelnictwa gazet w Polsce.

Skandaliczne zdjęcie

Przeszło dwa lata temu [w lutym 2017 r.] przypadkowo natknąłem się w internecie na tekst SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów’ zamieszczony w dniu 18 stycznia 2016 r. na stronie internetowej „Fakt 24” . Liczba odwiedzin strony to kilka milionów ( ok. 5 mln) miesięcznie.

I co te miliony mogły obejrzeć ?

Ano w tekście o emeryturach stalinowskich sędziów mogli obejrzeć zdjęcie podpisane u góry: ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’.

Na zdjęciu figurował człowiek z czarnym paskiem na oczach, z widocznym orderem na marynarce, prowadzony przez policjanta.

Postać wydała mi się dziwnie znajoma, chociaż nigdy gen. Henryka Kostrzewy na oczy nie widziałem.

Na zdjęciu rozpoznałem natomiast znanego mi działacza opozycji antykomunistycznej – Janusza Fatygę. Nic mi nie było i nie jest wiadome o jego zbrodniczej działalności komunistycznej ani o jego wysokiej emeryturze, choć dostaje dodatek kombatancki działacza opozycji antykomunistycznej w wysokości nieco ponad 400 zł , co nie jest jednak kwotą wysoką. Wręcz przeciwnie. A emerytura Henryka Kostrzewy, jak podawały media, przekraczała 13 tys. zł..

Wizerunki obu działaczy, które łatwo można znaleźć w internecie, są zdecydowanie różne, trudne do pomylenia, podobnie jak ich życiorysy, zamieszczone także w internecie.

Życiorys bezkarnego zbrodniarza komunistycznego

O gen. Henryku Kostrzewie można za Wikipedią podać, że urodził się 16 czerwca 1928 r. we wsi Antoniów w powiecie radomszczańskim [województwo łódzkie]. Ekspresowo został magistrem prawa uzyskanym w 1952 r. na Uniwersytecie Łódzkim (w tym czasie był już asesorem wojskowego sądu w Łodzi, a wcześniej, od 18 sierpnia 1950 r. do 24 października 1951 r. pracował na stanowisku sekretarza w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Łodzi). Następnie na przełomie 1952/53 r. pełnił obowiązki sędziego w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie.

Przez kolejne lata nadal był związany z sądownictwem wojskowym, także na szczeblu Sądu Najwyższego.

W ‚epoce jaruzelskiej ‚, w latach 1984 do 1990 był naczelnym prokuratorem wojskowym, a w latach 1985-1989 zastępcą członka Trybunału Stanu.

W lipcu 1989 r. jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego, uzasadniając swoje stanowisko „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych” .

IPN kierował oskarżenia przeciwko działalności Henryka Kostrzewy zarówno w czasach stalinowskich, jak i ‚jaruzelskich’, ale bezskutecznie.

Gdy 18 listopada 2013 r. odbyła się rozprawa sądowa, na której sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego poinformował, że sąd zawiesił proces Henryka Kostrzewy ze względu na stan jego zdrowia, decyzja wywołała ostry protest opozycjonistów.

Skandaliczne zdjęcie zamieszczone na stronie ‚Faktu’ pochodzi właśnie z tego procesu, przedstawia jednak nie zbrodniarza Henryka Kostrzewę, tylko protestującego przeciwko zawieszeniu jego procesu opozycjonistę antykomunistycznego Janusza Fatygę, z tego powodu wyprowadzanego przez policjanta !

Gen. Henryk Kostrzewa do końca życia nie został ukarany za swoje zbrodnie. Zmarł 6 marca 2018 r. i został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie (kwatera BII-1B-8). Pogrzeb odbył się w gronie rodzinnym, nie opublikowano żadnych informacji o dacie i miejscu pogrzebu, stąd wielu opozycjonistów antykomunistycznych, także Janusz Fatyga, o jego śmierci nie wiedziało

Życiorys opozycjonisty antykomunistycznego

O Januszu Fatydze można przeczytać w Encyklopedii Solidarności i na stronach IPN, że urodził się 23 XI 1942 w Antolinie k. Białej Podlaskiej.

Będąc w latach 1964-1967 funkcjonariuszem pionu zwalczania przestępczości kryminalnej MO w Białej Podlaskiej i Łodzi konsekwentnie odmawiał wstąpienia do PZPR oraz sabotował zlecane mu zadania związane z inwigilacją duchownych katolickich, za co został zwolniony z pracy.

Od 1977 był uczestnikiem opozycyjnego w PRLu ROPCiO, autorem i kolporterem niezależnego pisma „Opinia”. W 1980 r. zakładał struktury „Solidarności ” w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kwilnie, udzielał porad prawnych działaczom „S”, a od 1981 był doradcą prawnym MKZ, następnie ZR Ziemia Łódzka. Wiosną 1981 współorganizował łódzkie struktury KPN. W tym samy roku był współpracownikiem i autorem w niezależnych pismach „Niepodległość” i „Wolna Polska”.

13 XII 1981 został internowany w Ośrodku Odosobnienia w Kwidzynie, zwolniono go 1 XII 1982. Od roku 1983 był kolporterem podziemnych wydawnictw KPN, uczestnikiem niezależnych manifestacji w Łodzi, a 1986 r. autorem w piśmie „Obszar III” a także organizatorem szkoleń prawnych oraz wykładów dla członków KPN, poświęconych analizie sytuacji politycznej.

Jakże inny to życiorys od życiorysu gen. Kostrzewy !

Ale czego doczekał się od „Faktu” Janusz Fatyga za swoją opozycyjną działalność ? Miana zbrodniarza komunistycznego, który przypisał mu na obrazku niemiecki wydawca polskojęzycznego „Faktu”.

Jednakże za zasługi na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka w PRL, Prezydent RP nadał Januszowi Fatydze Krzyż Wolności i Solidarności, który otrzymał z rąk Prezesa IPN podczas uroczystości 9 marca 2018 r. [ czyli 3 dni po śmierci generała Henryka Kostrzewy] w Pałacu Krzysztofory w Krakowie. Był już odznaczony [2011] Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w kraju.

Opozycyjna, antykomunistyczna działalność Janusza Fatygi została potwierdzona i doceniona. I to jest fakt !

Przerabianie opozycjonisty na zbrodniarza komunistycznego

Skąd „Fakt” wziął zdjęcie, które mu posłużyło do przerobienia opozycjonisty komunistycznego na zbrodniarza komunistycznego ?

Mnie identyfikacja źródła zdjęcia nie zajęła więcej niż kilka minut, mimo że nie mam żadnego wykształcenia w zakresie cyberprzestępczości, czy chociażby elementarnej informatyki.

W cyberprzestrzeni wyszukiwarka Google natrafiła od razu na materiał filmowy z haniebnej rozprawy sądowej zawieszającej proces przeciwko zbrodniarzowi komunistycznemu Henrykowi Kostrzewie zamieszczony na kanale „Wolny Czyn” [ YouTube – Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny – dostęp 13 października 2017 r.]

Nie bez powodu wobec takiego wyroku sądowego protestowali opozycjoniści, wśród których rozpoznałem bez trudu Adama Słomkę i Janusza Fatygę. W kadrze filmu [ min 16.48] widać dokładnie taki sam obrazek jaki przedstawia strona „Faktu”, ale na filmie prowadzony przez policjanta mężczyzna ( Janusz Fatyga wg mojej interpretacji) nie ma czarnego paska na oczach i nie ma podpisów Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’, które to napisy widniały na zdjęciu zamieszczonym przez „FAKT”. Czarny pasek dodany przez „FAKT” na twarzy Janusza Fatygi chyba miał w oczach odbiorcy uwiarygadniać zbrodniczą przeszłość prowadzonej przez policjanta osoby. Szokujące nieprawdaż ?

Jest oczywiste, że zdjęcie na stronie internetowej gazety „Fakt”, pod którym nie podano nazwiska fotografa, czy źródła pochodzenia, jest po prostu zrzutem ekranu z materiału filmowego umieszczonego na kanale ‚Wolny Czyn’ – na platformie „YouTube”, o czym gazeta nie informuje. Materiał filmowy jasno wskazuje, że mężczyzna prowadzony przez policjanta to nie sądzony zbrodniarz komunistyczny, lecz osoba protestująca przeciwko zawieszeniu przez sąd procesu Henryka Kostrzewy.

Wydawca na wydawanej gazecie/stronie internetowej zarabia, więc zarabia także na materiałach graficznych, które tam umieszcza.

Jak umieszcza bez wiedzy i zgody właścicieli materiału graficznego to łamie prawo – bo dokonuje kradzieży. Łamie prawo także dokonując twórczo uzupełnienia tego materiału zniesławiając działacza antykomunistycznego.

Gorący kartofel sądów dobrej zmiany

Ja po tym stwierdzeniu skandalu wydawniczego byłem zaszokowany. Udokumentowałem istniejący stan rzeczy i przekazałem Januszowi Fatydze informacje i dokumenty.

Nie ulega wątpliwości, że Janusz Fatyga, który rozpoznał się na tym zdjęciu, jest osobą pokrzywdzoną, zniesławioną przez wydawcę „ Faktu”.

Każdy kto widzi takie zdjęcie, z takim podpisem, jest przekonany, że chodzi o zbrodniarza komunistycznego, a czarny pasek na oczach, dodana na stronie „Faktu” i informacja o emeryturze, to przekonanie może tylko utwierdzić.

Nawet znający Janusza Fatygę po takim materiale mogą się zastanawiać czy rzeczywiście nie ma on czegoś na sumieniu.

Mniej więcej w tym samym czasie przez sądami krakowskimi toczył się proces, wytoczony przez Krystiana Brodackiego, którego byłem obserwatorem i dokumentalistą.

Chodziło o zniesławienie za pomocą zdjęcia z fałszywym podpisem, [Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach” -Kurier WNET” nr 56/2019 ] czego dokonał portal onet.pl kontrolowany przez niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska, czyli ten sam, który wydaje „FAKT”.

Chodziło o zniesławienie bohaterskich Polek, w tym matki Krystiana Brodackiego, rozstrzelanych przez Niemców w Palmirach w 1940 r. a zdjęciem zilustrowano artykuł o związkach Polek z niemieckimi żołnierzami podczas II wojny światowej.

Mieliśmy zatem do czynienia z serią zniesławiających ‚przypadków’, których sprawcą był ten sam potentat medialny.

Pokrzywdzony, zniesławiony przez ‚Fakt”, Janusz Fatyga postanowił wystąpić w obronie swoich dóbr osobistych i przekazał sprawę do prokuratury krakowskiej.

Prokuratura zajmowała się tą sprawą, ale dochodzenie umorzyła, bo nie zdołała wykryć przestępcy, choć materiał został zamieszczony przez „Fakt” i temu faktowi nikt nie może zaprzeczyć – są dokumenty !

Materiał jednak został zdjęty ze strony internetowej „Faktu” – nie jest obecnie dostępny.

Przez dwa lata trwało przerzucanie sprawy, niczym gorącego kartofla, przez prokuraturę i sądy, nie tylko krakowskie, bo sprawa dodarła także do sądu warszawskiego, ale bez skutku.

Materiał został zamieszczony na stronach „Faktu”, jednak nie stwierdzono, że „Fakt” jest sprawcą zamieszczenia tego materiału !

Wymiar sprawiedliwości przez 2 lata nie był w stanie stanąć na wysokości zadania i nie wykazał, że dobra zmiana nastąpiła w sądownictwie.

Proces wreszcie ruszył

Po włączeniu się do procesu adwokat Moniki Brzozowskiej, która jest znawczynią problematyki z zakresu prawa prasowego, prawa mediów, prawa autorskiego i prowadzi wyżej wspomnianą sprawę Krystiana Brodackiego przeciwko portalowi onet.pl, proces zniesławionego przez „Fakt” Janusza Fatygi wreszcie ruszył.

3 lipca 2019 r. odbyła się rozprawa w Sądzie Okręgowym w Krakowie [I Wydział Cywilny], przy udziale publiczności [ok. 20 osób], ale bez obecności powiadomionych o rozprawie mediów, co budzi konsternację, jako że sprawa jest medialna, dotyczy zresztą potentata medialnego, jakim jest wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, niejeden raz naruszającego dobra osobiste obywateli polskich.

Strona koncernu Ringier Axel Springer wniosła o oddalenie pozwu, kwestionując fakt naruszenia dóbr osobistych Janusza Fatygi, jako że wizerunek został zanonimizowany bez możliwości zidentyfikowania Janusza Fatygi [sic !] .

Czyli nic się nie stało ?

Sąd jednak przesłuchał świadków, którzy z rozpoznaniem Janusza Fatygi, na tak swoiście ‚zaononimizowanym’ zdjęciu, nie mieli żadnej trudności.

Kolejna rozprawa ma się odbyć 13 września 2019 r. Należy wyrazić nadzieję, że proces zostanie zauważony przez polskie media, jako że dotyczy fundamentalnych spraw funkcjonowania mediów w Polsce.

Jest to sprawa dużej wagi, nawet międzynarodowej, i winna zainteresować dziennikarzy, a także sfery rządzące, bo daje ona argumenty za jak najszybszą i skuteczną repolonizacją polskojęzycznej prasy, obecnie w rękach obcych.

Skandaliczne zobrazowanie polskiego antykomunistycznego patrioty jako zbrodniarza komunistycznego nie może być nie ukarane, nie może być obojętne dla Polaków, nie może być pominięte milczeniem.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w sierpniu 2019 r.

Instytuty badawcze czy agencje nieruchomości ?

Instytuty badawcze czy agencje nieruchomości ?

Już niemal rok obowiązuje w Polsce ustawa „Konstytucja dla nauki”, co jednak wprowadza obywateli w błąd, bo to ani konstytucja, ani nie obejmuje w pełni nauki w Polsce. Poza jej zasięgiem znajdują się instytuty badawcze, a te też swoimi nazwami nieraz wprowadzają w błąd obywateli, gdy funkcjonują raczej jako agencje nieruchomości.

A na naukę pieniędzy nie starcza

Najwyższa Izba Kontroli co jakiś czas kontroluje instytuty badawcze publikując swoje raporty. Ostatnio opublikowała raport o kontroli Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, którego podstawą gospodarki finansowej był najem powierzchni biurowej, a nie działalność merytoryczna, badawczo – naukowa, na którą otrzymywał dotacje.’

Mimo złej sytuacji finansowej w Instytucie zatrudniano kolejnych pracowników i podwyższano płace.

Raport NIK informuje „Zgodnie ze Statutem IBRKiK z kwietnia 2017 r. przedmiotem podstawowej działalności Instytutu były badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Instytut miał m. in. prowadzić: badania rynku i opinii publicznej, doradztwo w zakresie działalności gospodarczej i zarządzania, wydawanie książek, czasopism i periodyków.

Na działalność naukową i utrzymanie potencjału badawczego otrzymywał celowe dotacje państwowe. Na przykład w latach 2017-2018 r. jego konta zasiliły wpłaty z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynoszące w sumie ponad 1 mln zł. W 2017 r. i 2018 r. Instytut otrzymał także dwie dotacje celowe o łącznej wysokości ponad 11 mln zł od Ministra Rozwoju i Finansów, a następnie po zmianie nazwy resortu, od Ministra Przedsiębiorczości i Technologii.

Po kompleksowej ocenie jednostek naukowo – badawczych, przeprowadzonej w 2017 przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Instytut otrzymał kategorię B, co oznacza poziom akceptowalny z rekomendacją wzmocnienia działalności nauko – badawczej. Taką samą kategorię miał w latach poprzednich…”

Po kontroli instytutu NIK zwrócił uwagę, że „podstawą gospodarki finansowej Instytutu, od początku 2017 r. do połowy 2018 r., był właśnie wynajem powierzchni biurowych oraz dotacje budżetowe. W 2016 r. wpływy z wynajmu stanowiły 62 proc. łącznych przychodów, a w 2017 r. blisko 54 proc. Dla porównania przychody z działalności merytorycznej (własnych prac naukowo-badawczych) w 2016 r. stanowiły nieznacznie ponad 3 proc. łącznych przychodów, a w 2017 r. niecałe 9 proc.

Zasadne jest zatem pytanie – dlaczego przez lata taki instytut był traktowany jako instytut naukowy, otrzymywał na prowadzenie badań naukowych dotacje z budżetu, oceniany był nie najgorzej ! [kategoria B] ? Czy nie byłoby zasadne, aby funkcjonował zatem nie jako instytut badawczy, tylko jako agencja nieruchomości, rzecz jasna bez dotacji z kieszeni podatnika, których przecież – jak ciągle słyszymy – nie ma na naukę ? Skoro pieniądze z budżetu przeznaczone na naukę, służą tak naprawdę do celów z nauką nie mających nic wspólnego, m. in. do wspierania swoistych agencji nieruchomości o wprowadzających w błąd nazwach naukowych, to trudno się dziwić, że na naukę pieniędzy nie starcza.

To nie jest wyjątek

Taki stan rzeczy to nie jest wyjątek. Osiem lat temu NIK skontrolował 32 instytuty badawcze informując; „ Instytuty badawcze zarabiają na działalności gospodarczej, między innymi wynajmując lokale. Tylko połowa z nich osiąga jakiekolwiek zyski z gospodarowania własnością intelektualną. Choć w przypadku żadnego instytutu nie przekroczyły one 4 proc. ogółu przychodów, to instytucje te nie płaciły podatku dochodowego, zwykle wykorzystując zapisy o zwolnieniu z tytułu prowadzenia działalności badawczej. „

Ta bulwersująca informacja, jakoś społecznym echem się nie odbiła i – jak widać – po ostatniej kontroli NIK nie zaszkodziła w funkcjonowaniu swoistych agencji nieruchomości o nazwach naukowych i ich zasilaniu z budżetu przeznaczonego na finansowanie nauki w Polsce.

Jeśli podatnik płaci na badania, w części finansuje instytuty badawcze/naukowe/uczelnie, to te instytucje winny mieć jakieś efekty tej pracy, a społeczeństwo – jakąś kontrolę nad funkcjonowaniem tych instytutów.

Chyba dla każdego jest jasne, że własność intelektualną można sprzedać, jeśli ta własność istnieje i jest na nią zapotrzebowanie. Widocznie kadry badawcze tej własności nie mają albo w nikłej ilości, stąd instytuty zarabiają na tym co mają – a mają nieruchomości, więc tym handlują.

I nawet nieźle na tym wychodzą, jak wynika zresztą z raportu NIK, w gruncie rzeczy pozytywnego dla instytutów badawczych. Skoro przynoszą dochody, to źle nie jest, a że społeczeństwo z tych dochodów nie ma pożytku, to zupełnie inna sprawa. Konieczna jest niewątpliwie nie tylko NIK-owska, ale i społeczna kontrola tego co robią instytucje ‚badawcze’.

Utrzymywanie pozoranctwa naukowego i edukacyjnego

Kilka lat temu źródła ministerialne podawały, że od roku 2007 Polska zainwestowała ponad 30 miliardów złotych w uczelnianą i instytutową infrastrukturę.

To wiele, a skutki tych inwestycji są widoczne gołym okiem. Obserwowaliśmy od lat, często ze zdumieniem, że mimo nadciągającego niżu demograficznego i biedy panującej na uczelniach – o czym informowały media – nieruchomości uczelniane rosły jak grzyby po deszczu.

Niektórzy pytali:

Po co tyle nieruchomości akademickich ?

Kto tam będzie pracował/studiował ?

Kto to utrzyma ?

Oczywiście na budowę nieruchomości jakieś 2/3 środków pochodziło z UE, ale zainwestowano niemało także ze środków budżetowych, których brakowało na finansowanie nauki.

Mimo wybudowania takiej ogromnej ilości budynków i laboratoriów, znakomitej poprawy infrastruktury akademickiej, nauka w Polsce jest w stanie kryzysu, a niektórzy obwieszczają wręcz śmierć nauki.

Czyżby te kosztowne nieruchomości miały służyć za domy pogrzebowe nauki ?

Nawet decydenci akademiccy po zastanowieniu się konstatowali:

Część uczelni niepotrzebnie też zainwestowała w infrastrukturę, w nowe budynki. Z powodu mniejszej liczby studentów stoją one niewykorzystywane, a trzeba za nie płacić ogromne pieniądze, choćby na ogrzewanie czy prąd – mówi prof. Rocki.’ (Mniej studentów płaci za naukę, uczelnie mają problemy –Klara Klinger- Dziennik Gazeta Prawna 13.08.2012)

Jak przypuszczałem już przed laty, istniało i istnieje drugie dno tego boomu na nieruchomości akademickie. Wybudować można, ale jak to utrzymać, skoro budżet nie jest z gumy, a opłaty od studiujących maleją ? Tak jak sądziłem musi przyjść czas na rozwiązanie tego problemu. I już ten czas nadchodzi.

Otóż UE przekonana przez naszych decydentów, że nieruchomości się marnują, zgadza się, aby lepiej wykorzystywać laboratoria i budynki akademickie tzn. póki co, do 20% danej infrastruktury będzie można wykorzystać na działalność komercyjną.

Skoro z działalności naukowej i edukacyjnej nie da się tego co wybudowano utrzymać, to trzeba dać jakąś część nieruchomości na wynajem i środki będzie można zdobyć. Jak to nie wystarczy, to trzeba będzie te 20 % powiększyć o kolejne procenty. Ale pierwszy krok jest już zrobiony.

Pozostaje do wykonania jeszcze jeden krok – autonomiczne przekształcenie się organów zarządzających uczelniami w agencje nieruchomości. Jak pokazują przykłady instytutów badawczych z wynajmu nieruchomości da się utrzymać, a z produkcji wyrobów intelektualnych i tak utrzymać się nie są w stanie. Pozoranctwo naukowe i edukacyjne będzie miało mocne oparcie w takich agencjach. Póki co uczelnie w niejednym mieście są największymi zakładami produkcyjnymi i w zakresie produkcji śmieciowych dyplomów/stopni/tytułów – rezultat pozoranctwa naukowego i edukacyjnego – rzeczywiście mamy czołowe miejsce w Unii Europejskiej, która nie bez przyczyny obficie dotuje budowę tych zakładów produkcyjnych. UE ma w tym interes, bo młodzi Polacy z dyplomami zasilają rynek taniej siły roboczej, a że Polska z tego pożytku nie ma, to nikogo jak nie obchodziło, tak i nie obchodzi, mimo zmian.

Tekst opublikowany w:  Kurier WNET, lipiec 2019 r.

Zmniejszyć marnotrawstwo finansowania nauki !

https://blogjw.wordpress.com/2019/06/09/apel-do-krasp-o-zdecydowane-

zmniejszenie-poziomu-marnotrawstwa-finansow-szkolnictwa-wyzszego-i-nauki/

Czy ‚Konstytucja dla nauki’ jest konstytucyjna ?

Józef Wieczorek

Czy ‚Konstytucja dla nauki’ jest konstytucyjna ?

Od prawie roku środowisko akademickie wprowadza w życie ustawę z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce , określaną zwodniczo mianem ‚Konstytucja dla nauki’. Niektórzy wieszczyli, że ta ustawa oznacza kryzys, a nawet śmierć nauki w Polsce, ale póki co, dało się rok przeżyć, choć nie bez wstrząsów . Ustawa dotyczy uczelni, ale nie Polskiej Akademii Nauk, czy resortowych instytutów badawczych, więc nie obejmuje całego obszaru nauki w Polsce

Cała władza w ręce rektora

Wiele zapisów ustawy budzi opory środowiska akademickiego, mimo że podobno ustawa miała powstać na życzenie i przy współpracy środowiska, po najszerszych – jak do tej pory – konsultacjach środowiskowych, co wielokrotnie podkreślał główny twórca tej ustawy, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Ale środowisko często nie zgadza się z postanowieniami ustawy. Co jakiś czas słyszymy o protestach, szczególnie humanistów, którzy obawiają się, że humanistyka reformy nie przetrwa, bo wyznacznikiem wartości nauki w ustawie jest głównie zainteresowanie rynku wynikami badań, na czym zyskują dyscypliny techniczne, przyrodnicze. Protesty – zapewne jako swoiste uzupełnienie konsultacji środowiskowych – miały zresztą miejsce jeszcze przed wprowadzeniem ustawy.

Na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie w maju 2019 r. wybuchł wręcz bunt wobec projektu nowego uczelnianego statutu, który -zgodnie z nową ustawą – prowadzi do skupiania całej władzy w rękach rektora. Ma on powoływać dziekanów, prodziekanów oraz szefów instytutów i katedr. Trudno, aby taki stan rzeczy podobał się wykładowcom uczelni.

Co więcej jeśli władza wymknęłaby się rektorowi z rąk, bo np. zostałby zawieszony w pełnieniu swojej funkcji przez prokuratora, to ‚konstytucję’ szybko się nowelizuje, aby ktoś spoza kręgu rektorskiego władzy nie przejmował ( przypadek Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu)

Sędziowie mają być równiejsi

Art. 32 Konstytucji RP mówi, że wszyscy są równi wobec prawa, ale art. 121 tzw. Konstytucji dla nauki mówi, że sędziowie wysokich organów sądownictwa mają być jednak równiejsi, bo w tym artykule mamy co następuje:

Art. 121a. 1. Nie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.

  1. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, zawarta na czas określony staje się, z dniem objęcia stanowiska sędziego, umową o pracę na czas nieokreślony.

  2. W przypadku nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku nie stosuje się ograniczenia, o którym mowa w ust. 1.

  3. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku wygasa, z wyłączeniem sytuacji zrzeczenia się urzędu sędziego albo uprawnienia do stanu spoczynku „

A zatem taki zapis nie dość, że niejako wzmacnia patologiczną wieloetatowość (dwa etaty, to też wiele), to uczelnie mają zatrudniać takich sędziów dożywotnio, bez względu na to jaki potencjał intelektualny sędzia sobą reprezentuje. Nawet jak sędzia popadnie w demencję starczą, nie będzie można z nim rozwiązać umowy o pracę, ani zmienić warunków pracy. Rygory obowiązujące innych uczonych mają się nie stosować do tych sędziów ! Czyli wśród równych, mają być równiejsi. A zatem w „Konstytucji dla nauki” znalazło się ustawowe potwierdzenie istnienia nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, co przecież nie jest zgodne z Konstytucją RP.

Słusznie Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że „ rozwiązanie takie narusza trzy konstytucyjne zasady: zasadę autonomii szkół wyższych, zasadę równości oraz zasadę ochrony pracy’ , a przy tym rozwiązanie to nie było objęte konsultacjami ze środowiskiem akademickim.

Taki przepis w sposób oczywisty ogranicza uczelniom możliwości prowadzenia polityki kadrowej, gdyż nie tylko nie będą mogły rozstać się z sędzią-pracownikiem naukowym, nawet jeśli otrzyma negatywną ocenę swojej pracy, ale też nie pozwoli na zaproponowanie lepszej umowy uczonemu o wyróżniającej się ocenie pracy !

Zatem konstytucyjność ‚ Konstytucji dla nauki’ budzi uzasadnione wątpliwości, które podziela także minister nauki i szkolnictwa wyższego i co najważniejsze Prezydent RP Andrzej Duda, który złożył do Trybunału Konstytucyjnego obszernie uzasadniony wniosek o zbadanie zgodności tych zapisów z Konstytucją.

Można tylko wyrazić nadzieje, że Trybunał Konstytucyjny upora się z tą kwestią prawną, choć trzeba przyznać, że może to być dla sędziów Trybunału bolesne, bo w przypadku zaaprobowania argumentacji Prezydenta, sami pozbawią się przywileju i zostaną zrównani z szeregowymi akademikami. Jednak żeby ‚dobra zmiana” była rzeczywiście dobra, aprobowana społecznie, winno to nastąpić jak najszybciej.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, lipiec 2019 r.

Czemu profesor Śliwerski publicystycznie szczuje na nie – profesora ?

Czemu profesor Śliwerski publicystycznie szczuje na nie – profesora ?

Profesordoktorhabilitowanynaukipolskiej Bogusław Śliwerski, jak podaje baza ludzi nauki – kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, b. członek Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, aktualny członek Rady Doskonałości Naukowej, a więc człowiek nauki, wysoce uplasowany w hierarchii polskiego systemu akademickiego, dokonał ataku na innego człowieka nauki, także pedagoga, tyle że nie mającego władzy nad innymi i będącego obecnie w stanie spoczynku akademickiego, choć aktywnego w przestrzeni publicznej.

Atak nastąpił na codziennie aktualizowanym ( także w soboty i niedziele) blogu profesora’pedagog’ w dniu 13 czerwca 2019 r. w materiale zatytułowanym Herberta Kopca postmodernistyczna „szczujnia” publicystyczna

http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2019/06/herberta-kopca-postmodernistyczna.html

Na tym blogu widzimy coś w rodzaju apelu Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania’

Przypuszczalnie autor bloga skierował go tylko do osób chcących komentować to co on pisze, natomiast nie do siebie, stąd nie zrezygnował z umieszczenia materiału obrażającego kolegę po fachu.

Konsekwentnie nie zezwala umieszczać komentarzy pod swoim atakiem, które by zwracały uwagę panu profesorowi na niestosowności w tym materiale zawarte. Te zaś nie mogą aspirować ani do doskonałości naukowej, ani do etyki pedagogiki wychowawczej, w których to dziedzinach pan profesor jest ekspertem obdarzonym funkcjami decydenckimi.

Widocznie uznał, że skoro ma moc decydencką odnośnie doskonałości, pedagogiki i wychowania, to decyzje podjął, tak o opublikowaniu swojego materiału, jak i nie umieszczaniu komentarzy tę doskonałość podważających.

Ja w komentarzach starałem się umieścić taki tekst [ niestety na zrzucie jest tylko początek tego tekstu] który się nie ukazał [ nie przeszedł przez cenzurę profesora, dbającego aby wpisy były zgodne z jego standardami]:

tym niemniej w całości mój wpis umieściłem na moim profilu Facebooka, aby było mimo to wiadome, jak zareagowałem na to, co pan profesor powypisywał.

https://www.facebook.com/jozef.wieczorek ‚W czasach PRLu bywało, że za dyrdymały wypisywane przez członków CKK (podlegających polityce KC) stawiałem studentom 2 ( nauki przyrodnicze, a nie ideologiczne) i na podobne oceny zasługują też dyrdymały wypisywane przez członków CK w III RP.

Tekst członka CK, mimo że publicystyczny, nie zasługuje na pozytywną ocenę, bo tekst liczy co prawda ponad 13 000 znaków, ale nie wiadomo na czym te znaki się opierają. Prof. CK pisze o szczuciu, ale nie przytacza ani jednego zdania, które by dokumentowało, uzasadniało taką opinie i nie wiadomo czego ten tekst dotyczy.
A zatem jeno mamy do czynienia ze szczuciem na niewygodną z jakiegoś powodu [ z jakiego ?] dla prof. osobę, która go swoim jestectwem uwiera. Szczujnia profesora nie zasługuje zatem na uwagę, bo niby dlaczego coś takiego nobilitować jakąś polemiką.
Winien się tym jednak zająć jakiś rzecznik dyscyplinarny, aby zdyscyplinować profesora intelektualnie i moralnie i spowodować ujście powierza, gdyż z samego tekstu niejako widać jak się nadyma. Szkoda, że tego nie zilustrował jakimś selfie.
Na uwagę jednak zasługuje to co sam profesor, chyba przez roztargnienie, napisał o swoim tekście „może i posłuży komuś do analizy tego, jak nie należy wprowadzać czytelników w błąd„
Czekam zatem na stosowną analizę i przestrogę dla czytelników, którzy mogą być wprowadzeni w błąd takim tekstem.’

13” jest uważana przez lud pospolity za liczbę feralną, ale profesor jak na człowieka nauki – i to od doskonałości – przystało, nie wziął pod uwagę takiego przesądu i taki tekst popełnił, i to trzynastego’, chyba jednak tekst feralny – skoro do jego komentowania nie dopuszcza.

Merytoryczna polemika z tym co pan profesor powypisywał nie ma sensu, bo skoro tekst jest bez sensu, to nobilitowanie go też byłoby bez sensu, a nawet szkodliwe, a ja jednak jestem zwolennikiem doskonałości naukowej i jeszcze podczas wojny jaruzelsko-polskiej postulowałem aby szkodliwych dla nauki i edukacji profesorów przenosić w stan nieszkodliwości.

Niestety transformacja, także akademicka, poszła w zgoła odmiennym kierunku, stąd profesorów, i to szkodliwych, mamy moc, jeno nauka przez nich wytwarzana jakoś mocy nie ma.

Na to zwrócę uwagę, po raz kolejny, obywatelom zafascynowanym polskimi tytułami i nobilitacjami, choć zwracałem już na to wielokrotnie, na moim blogu akademickiego nonkonformisty – ale bezskutecznie.

Mam jednak prawo oczekiwać odpowiedzi na pytanie „Czemu profesor Śliwerski publicystycznie szczuje na nie – profesora ?” bo ja nie wiem, ale ja nie jestem ani profesorem, ani nawet bezkrytycznym miłośnikiem tytułów naukowych.

Czy moja wiedza zostanie przez profesora poszerzona ? Wszak jako etatowy i funkcyjny akademik ma obowiązek ją poszerzyć.

Ruszył proces opozycjonisty antykomunistycznego, którego FAKT zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza

Po 2  latach ruszył  wreszcie proces opozycjonisty antykomunistycznego Janusza Fatyga o ochronę dóbr osobistych naruszonych  przez FAKT 24.pl  poprzez zobrazowanie go jako komunistycznego zbrodniarza.

Sprawa została udokumentowana, opisana na moim blogu pod tytułem  Niemiecki „Fakt” polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/

por. także Janusz Fatyga otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności i to jest fakt !  Kraków, 9 marca 2018 r. [dokumentacja – Józef  Wieczorek] – https://wkrakowie2018.wordpress.com/2018/03/09/janusz-fatyga-otrzymal-krzyz-wolnosci-i-solidarnosci/

Rozprawa odbyła się 3 lipca 2019 r. w Sądzie Okręgowym w Krakowie I Wydział Cywilny, przy udziale publiczności [ ok. 20 osób], ale bez obecności powiadomionych o rozprawie  mediów, co budzi konsternację, jako że sprawa jest medialna, dotycząca zresztą potentata medialnego, jakim jest wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, Springer,  niejeden raz naruszające dobra osobiste obywateli polskich.

Będąc świadkiem w procesie nie mogłem całości rozprawy rejestrować. Zamieszczam kilka zdjęć oraz podaję informację, że kolejna rozprawa ma się odbyć 13 września 2019 r. Należy wyrazić nadzieję, że proces zostanie wreszcie zauważony przez polskie media.

 

 

 

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 15

pobierz w pdf 

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 15

 

Polska Akademia Nauk układem zamkniętym ?

Polska Akademia Nauk układem zamkniętym ?

Dla zreformowania niewydajnego systemu nauki opracowana została ‚Konstytucja dla nauki’ wprowadzana od roku w życie, mimo że budziła i nadal budzi wiele kontrowersji. Konstytucja ta ma służyć nauce w Polsce, ale nie dotyczy Polskiej Akademii Nauk. Zdumiewające – nieprawdaż ?

Czyżby w PAN nie uprawiano nauki, mimo że jest to ustawowo państwowa instytucja naukowa. Co prawda instytucja ta została powołana w czasach stalinowskich, aby zabezpieczała intelektualnie wprowadzany system komunistyczny, ale trochę nauki i to sensu stricto, a nie tylko przymiotnikowej, tam uprawiano.

Wielu profesorów, jeszcze chowu przedwojennego, których usuwano z uniwersytetów aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką wychowywaną w duchu socjalistycznym, przenoszono właśnie do PAN. Coś w nauce mogli tam robić, choć nie mogli tam aktywnie wychowywać młodzieży, stąd mówiono o takich, że spoczęli w PANie.

Taki system funkcjonował do końca PRL,  i kto się nie zhańbił np. przynależnością do ZMS i nie był mile widziany na uniwersytecie, miał jakieś szansę zrobić doktorat w PAN, bo doktorów jednak potrzebowano, aby docenci mogli awansować na profesorów, do czego trzeba było wypromować choćby jednego doktora.

Kiedy przed transformacją ustrojową czyszczono uczelnie z elementu nieodpowiedniego do przekształcenia PRLu w PRL-bis, była jakaś szansa dla nieodpowiednich na zaczepienie się w PANie.

Co prawda trzeba było się liczyć z koniecznością realizowania akademickich dostaw obowiązkowych – przekazywania wiedzy niezbyt kompetentnym dyktatorom PANowskim. Wymuszenia dostaw realizowano np. wg schematu – „pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, jest wiedzą PANu – dawaj pan, co pan zrobił, bo będzie wariant uniwersytecki ” ( czyli wypędzenie także z PANu, choć nie z raju).

Tym niemniej, w konspiracji przed panującymi w PANie, coś można było jednak zrobić. Po zrealizowaniu dostaw obowiązkowych, podczas urlopów, w weekendy, za drobne oszczędności można było robić z pasji naukowej jakieś badania, coś potajemnie publikować za granicami, utrzymywać kontakt z pracownikami nauki, brać udział w sympozjach, prowadzić wymianę publikacji. Rzecz jasna ryzykując represje, kiedy np. przychodziła korespondencja zagraniczna, a na kopercie na pierwszym miejscu figurowało nazwisko obowiązkowego dostawcy wiedzy dla panujących w PANie, a nie nazwa instytucji PANowskiej.

Urzędu cenzury już nie było, a cenzura PANowska była jeszcze bardziej zaostrzona. Rozmowa z kolegą bez zgody panującego – to reprymenda. Podobnie jak wyjście z zebrania PANowskiego do toalety, bez zapytania o zgodę panującego.

Tak, tak, ludziska myślą, że PAN to nie przedszkole, ale się grubo mylą !

Nazwy w polskim systemie akademickim są mylące. Mamy  takie instytuty naukowe, które żyją głównie z wynajmu nieruchomości, bo nauki w nich tyle, co kot napłakał, albo i mniej. Jak się w nich naukę i naukowców niszczy, to bilans może być nawet ujemny !

Może to była przyczyna, że ‚Konstytucja dla nauki’ nie objęła swym zasięgiem Polskiej Akademii Nauk ?

Niedawno ogłoszono projekt ustawy o PAN niezależny od ‚Konstytucji dla nauki’, ale zależny od raportu Najwyższej Izby Kontroli [Finansowe nieprawidłowości w Polskiej Akademii Nauk. Wynagrodzenia naukowców niezgodne z ustawą kominową – https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/finansowe-nieprawidlowosci-w-polskiej-akademii-nauk-wynagrodzenia-naukowcow-niezgodne-z-ustawa-kominowa.html, który wykazał nieprawidłowości finansowe dotyczące wynagradzania naukowców PAN.

Rzecz jasna, sprawa dostaw obowiązkowych nie była przedmiotem kontroli NIK, bo te dostawy zawsze były tak ukryte, że pozostawały poza kontrolą.

Przeciwko reformie PAN protestują naukowcy zatrudnieni w PAN.

List otwarty w sprawie tzw. małej nowelizacji ustawy o Polskiej Akademii Nauk https://www.petycjeonline.com/list_otwarty_w_sprawie_tzw_maej_nowelizacji_ustawy_o_polskiej_akademii_nauk?fbclid=IwAR1A5giCqIONj23ktpKtwoqXr-yPHNE-Qgv33edWKFfftNF08ak8kw1UMxs podpisało 407 naukowców.

Naukowcy informują, że w projekcie ustawy, ‚w sposób radykalny zwiększa się funkcje nadzorcze Prezesa PAN nad instytutami o realizację działań statutowych jednostek i prawidłowości wydatkowania środków publicznych’. „Nowelizacja przekazuje kompetencje sądów Prezesowi PAN, co jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie.”

Naukowcy nie kwestionują prawa Prezesa PAN do odwoływania dyrektora, ‚jednakże w świetle nowelizacji z procedury tej zostają wyeliminowane jakiekolwiek mechanizmy odwoławcze, które są przecież fundamentalne dla wszelkich tego rodzaju procedur o charakterze administracyjnym ‚.

Ponadto argumentują ‚W odniesieniu do audytu „jakości prowadzonych badań naukowych” powoływane będą krajowe i zagraniczne zespoły kontrolne, co stanowi wotum nieufności wobec Akademików, którzy czuwają nad rozwojem instytutów poprzez swój udział w Radach Naukowych i Radach Kuratorów. Wykonywanie zaleceń co do jakości badań to jednocześnie pretekst do ingerencji w strukturę instytutów możliwie najwygodniejszy, bo niedający się sprecyzować i ujednoznacznić.”

I dalej „Za sprawą proponowanych regulacji przywrócony zostanie zatem centralistyczny, funkcjonujący do czasu przemian ustrojowych, model zarządzania instytutami naukowymi PAN, którego to modelu głównym znakiem rozpoznawczym będzie destabilizacja prowadzonych badań i niemożność kształtowania skutecznych i sensownych programów badawczych, zgodnych z misją Akademii zapisaną w art. 2 obecnej ustawy o PAN. Można się spodziewać, że w tym czasie niektóre jednostki albo przestaną istnieć, albo przekształcą się w niewydolne instytucje „naukopodobne”, zaś wielu spośród nawet dobrych i fachowych dyrektorów, cieszących się poparciem środowisk naukowych, przestanie pełnić tę funkcję’.

Argumenty mocne i zróżnicowane, ale chyba nie wszystkie zasadne. Wszak mamy już w PANie niewydolne i naukopodobne instytuty, czego protestujący naukowcy nie podnoszą i nie podają jakiegoś remedium, aby tak dłużej nie było.

Taki stan rzeczy to jest aktualna rzeczywistość, a nie przyszłość, po wprowadzeniu nowej ustawy.

Podnoszona, jako przewidywany skutek nowelizacji ustawy, ‚destabilizacja prowadzonych badań i niemożność kształtowania skutecznych i sensownych programów badawczych’ miała miejsce i po przemianach ustrojowych, które  jakoś nie przemieniły PANu w wydajną i przyjazną dla pasjonatów nauki instytucję.

Szczególnie uderzająca jest jednak argumentacja, wręcz przestrach akademików, wobec zakładanej w ustawie możliwości zewnętrznej kontroli tego co akademicy robią, czy raczej robić powinni.

Niestety, przez lata nauka w Polsce, także w PAN, funkcjonowała w układzie raczej zamkniętym, gdzie sami swoi nawzajem się oceniali, awansowali i samych swoich na etaty przyjmowali, co skutkuje kiepską na ogół pozycją nauki uprawianej w Polsce w relacjach do nauki światowej.

Środowiska akademickie są zamknięte nie tylko na oceny ze strony akademików zagranicznych, ale także tych z Polonii akademickiej, czyniąc wiele, aby ci nigdy do Polski nie wracali i nie stanowili zagrożenia dla ich błogostanu.

Potencjalna destabilizacja błogostanu akademickiego to ważny argument, stosowany w praktyce, dla zamykania polskich instytucji, z nazwy naukowych, przed pasjonatami nauki, którzy albo wyjeżdżali i nadal wyjeżdżają na stałe za granicę, albo starają się realizować w instytucjach pozaakademickich.

Instytucje akademickie walczą aby były stabilne swoimi patologiami i nikt ich nie destabilizował.

Pozoranctwo naukowe, podobnie jak pozoranctwo edukacyjne na uniwersytetach [nie tylko przymiotnikowych] finansowane z kieszeni podatnika, to cecha polskiego systemu akademickiego i bez utraty tej cechy nic się nie zmieni.

Nie pieniądze są najważniejsze, a walka o zwiększanie finansowania patologicznego systemu tylko zwiększy marnotrawstwo pieniędzy !

Właśnie kontrola zewnętrzna, w tym zagraniczna, nad poczynaniami naukowców jest niezbędna, aby nauka uprawia w Polsce nie była mizerna, aby nie była nauką przymiotnikową  a nauką sensu stricto.

W krajach o wysokim poziomie nauki jest przyjęte, że w ocenach dorobku naukowców starających się o awanse, biorą udział specjaliści międzynarodowi, co u nas jest marginesem. A zdaje się protestujący chcieliby i ten margines wyeliminować.

Nawet zewnętrzna, krajowa kontrola efektów naukowych projektów finansowanych z kieszeni podatnika w obecnym systemie jest niemożliwa. Jeśli naukowiec dostaje na projekt setki tysięcy, a nawet miliony zł , i kończy się to jakimś bublem, to podatnikowi nic do tego ! Nie dostanie nawet informacji dlaczego do czegoś takiego dochodzi, bo jest traktowany jako „ nieuczciwa konkurencja”.

Fakt, dla nieuczciwości uczciwość stanowi konkurencję !

Ale system, który niszczy taką konkurencję, nie jest do zaakceptowania.

Gospodarka oparta na bałamutnej wiedzy, jaką dostarczają nieraz akademicy i to wysoko oceniani przez samych swoich, nie ma szans na rozwój, a ma wiele szans na ponoszenie strat. Bez otwarcia się systemu na kadry oraz kontrole/oceny zewnętrzne, nie ma szans na taki rozwój, na jaki Polska zasługuje i na co potencjał intelektualny jej obywateli by pozwolił.

System akademicki, nie tylko PAN, nie może być układem zamkniętym i argumenty akademików protestujących przeciw otwarciu systemu muszą budzić sprzeciw każdego odpowiedzialnego za Polskę obywatela.

Ja w każdym razie nie wyrażam zgody na przeznaczenie chociażby 1 gr z moich podatków na finansowanie instytutów – nie tylko PANowskich- funkcjonujących w układzie zamkniętym.

Prywatny folwark rektora

W związku z patologiami na Uniwersytecie Technologiczno – Humanistycznym im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu ujawnianymi w mediach udzieliłem wypowiedzi zamieszczonej przez program7.pl  w materiale ” Kryptonim Ekłalizer czyli prywatny folwark rektora” [http://www.program7.pl/]  –” Patologia w nauce, patologia w wymiarze sprawiedliwości idą ze sobą w parze. Można to prześledzić na przykładzie “rozczulającej polityki prorodzinnej”*, jaką uprawia się na radomskim uniwersytecie. O nepotyzmie, nieprawidłowościach finansowych oraz mobbingu na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu pisały już różne media. Od 2013 roku wytoczono uczelni 40 spraw sądowych. Sprawy ciągną się latami. Wskaźniki pikują w dół, a politycy i ministerstwo podłącza kolejną kroplówkę z publicznych pieniędzy dla radomskiej uczelni.”

Od 50.37 min  moja wypowiedź o prywatnych folwarkach – uniwersytetach przymiotnikowych przekształconych w III RP z Wyższych Szkół Podstawowych

 

W pełni się nie zgadzam ze stanowiskiem RPO i naruszaniem praw autorskich przez TVP

( zdj. Józef Wieczorek, 27 września 2016 r. –

https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/28/rozprawa-przeciwko-grupie-noszacej-opaski-bialo-czerwone/]

W pełni się nie zgadzam ze stanowiskiem Rzecznika Praw Obywatelskich 

i naruszaniem praw autorskich przez TVP

W związku z zatrzymaniem przez policję mężczyzny podejrzewanego o zabójstwo 10-letniej dziewczynki z Mrowin na Dolnym Śląsku. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wydał 19 czerwca 2019 r. oświadczenie [https://www.rpo.gov.pl/pl/content/Po-zatrzymaniu-mezczyzny-podejrzanego-o-zabojstwo-w-mrowinach-oswiadczenie-KMPT]

Nie były potrzebne kajdanki zespolone ani chwyt obezwładniający. Zatrzymany nie stawiał oporu. Użyte przez policję środki wydają się w tym przypadku nieproporcjonalne i mają charakter pokazowy, stanowiący przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do którego nie powinno dojść w demokratycznym państwie prawa…”

Zatrzymany „ został położony na brzuchu, na podłodze, po czym założono mu kajdanki zespolone na trzymane z tyłu ręce i na nogi. Z budynku został wyprowadzony boso, w samej bieliźnie i koszulce, ze skutymi rękami i nogami. Funkcjonariusze stosowali chwyt obezwładniający, powodujący, że zatrzymany szedł mocno pochylony do dołu. Przez cały czas doprowadzenia zatrzymanemu towarzyszyli zamaskowani funkcjonariusze policji.”

W ocenie Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur:„….Użyte przez policję środki wydają się w tym przypadku nieproporcjonalne i mają charakter pokazowy, stanowiący przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do którego nie powinno dojść w demokratycznym państwie prawa.

Uzasadnienia nie znajduje też stosowanie po zatrzymaniu kajdanek zespolonych oraz chwytu obezwładniającego. Stosowanie takich środków stanowi dodatkową, nieuzasadnioną dolegliwość. Zatrzymany nie stawiał bowiem oporu, nie był agresywny, zaś doprowadzenia odbywały się w asyście licznej grupy funkcjonariuszy, zdolnych do odpowiedniej reakcji w przypadku agresji lub próby ucieczki. W ocenie KMPT zatrzymany mógł zostać doprowadzony na czynności procesowe bez kajdanek. W przypadku uzasadnionej konieczności zapobieżenia ucieczce, agresji lub autoagresji, wystarczającym środkiem wydaje się stosowanie kajdanek zakładanych na ręce….”

I dalej „.KMPT ma również nadzieję, że opisane wyżej uwagi staną się przedmiotem refleksji ze strony odpowiednich władz i systemowych działań, które nie tylko wyeliminują wskazane nieprawidłowości, ale przede wszystkim doprowadzą do zmiany postaw w Policji, w pełni szanujących prawa człowieka ….Przemoc wobec osób pozostających pod nadzorem Policji powinna być postrzegana jako naruszenie praw człowieka oraz niedopuszczalny brak profesjonalizmu, który ma wpływ na wizerunek całej Policji. Zmiana sposobu myślenia oraz działania w Policji powinna rozpocząć się od konkurencyjnego i rygorystycznego systemu selekcji do służby oraz odpowiedniego wynagrodzenia, które stanowi ważne narzędzie do przyciągnięcia najlepszych kandydatów i utrzymania wysoce kompetentnego personelu

21 czerwca Adam Bodnar [RPO] oświadczył [https://www.rpo.gov.pl/pl/content/oswiadczenie-rpo-adama-bodnara] „ Godności człowieka broniłem i będę bronił bez względu na okoliczności. Wynika to z mojego konstytucyjnego i ustawowego obowiązku, ale i wewnętrznego przekonania.”

Natomiast w rozmowie z portalem wPolityce.pl Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka. [https://wpolityce.pl/polityka/451870-pawlak-zawsze-bede-bronil-praw-dzieci]powiedział „

Nie pamiętam, aby Rzecznik Praw Obywatelskich wcześniej protestował, gdy policjanci wyciągali prosto z łóżek groźnych bandytów, handlarzy narkotyków, półnagich, bosych, skutych i przenoszonych do radiowozów. Ale może podejrzany o brutalny mord na dziecku w opinii Adama Bodnara ma większe prawa niż jakiś złodziej. ……..gdy pojawia się niebezpieczeństwo naruszenia praw pokrzywdzonych dzieci, zawsze jestem gotów bronić tych praw. Od tego jest Rzecznik Praw Dziecka.”

Takie stanowisko podzielam, w pełni nie zgadzając się z oświadczeniem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wiadomości TVP poświeciły sprawie zatrzymania mordercy spory komentarz 21.06.2019 godz. 19.30 [https://vod.tvp.pl/video/wiadomosci,21062019-1930,42891050?fbclid=IwAR3ElrFqegVgIdTsC7czC0aZOXqEF3w70Ik7ftZdI_287OBuZaRjhxbNigM] zamieszczając przy tym [ ok. 21.08 min reakcji TVP]

słynne moje zdjęcie skutego kajdanami Zygmunta Miernika prowadzonego na rozprawę sądową [https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/29/czy-dobra-zmiana-w-policji-i-sadownictwie-zdola-sie-wydostac-z-kajdan/ ]

Rzecz jasna, jak to w TVP, źródło zdjęcia jest błędne [ wtórne], bez powołania się mój oryginalny reportaż https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/28/rozprawa-przeciwko-grupie-noszacej-opaski-bialo-czerwone/ a ja pracujący i po kilkanaście godzin dziennie pro publico bono, także pokazując patologie sądów i policji – pozostaję bez gratyfikacji i nawet satysfakcji, a za to przez kilka lat jestem grillowany w sądach w obecności policji. Podobno moje relacje negatywnie wpływają na opinie obywateli o pracy organów sprawiedliwości. Gdyby obywatele nie widzieli jak pracują te organy byłoby O.K. Po prostu III RP.

Scenę ze skutym kajdanami Zygmuntem Miernikiem 27 września 2016 r., filmowała [obok mnie] też ekipa TVP, ale widocznie bez takiego sukcesu, bo aby pokazać to co najważniejsze – kajdanki na nogach Miernika- trzeba było sięgnąć do mojego zdjęcia, bez pytania się o zgodę i bez powołania się w emisji na mój materiał.

Poszanowanie praw autorskich w III RP jest u nas żadne, i to dotyczy nie tylko TVP. RPO na ten temat jakoś się nie wypowiada, tak jakby obywatele [ szczególnie ci bez etatowi] nie mieli praw autorskich. Czy to jest państwo prawa ?

W obronie stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich zabrał głos b. RPO sam prof. Andrzej Zoll [https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/451863-szok-zoll-broni-bodnara-ws-zabojcy-10-letniej-kristiny] „W pełni się zgadzam ze stanowiskiem Rzecznika Praw Obywatelskich”nie wolno się było nad tym człowiekiem znęcać. Sam sposób założenia kajdanek był elementem wskazującym na znęcanie się. Wystarczyły kajdanki z tyłu założone na ręce i on nie miał żadnych możliwości ucieczki -twierdził Zoll”.

Gdy ja broniłem Miernika, skutego także na nogach kajdanami i te kajdany można rzec jednym zdjęciem i działaniem zdjąłem mu z nóg prof. UJ – A. Zoll b. RPO – milczał.

Przypomnę – w materiale opublikowanym 29 września 2016Czy dobra zmiana w policji i sądownictwie zdoła się wydostać z kajdan ?https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/29/czy-dobra-zmiana-w-policji-i-sadownictwie-zdola-sie-wydostac-z-kajdan/ zamieściłem dokumentację zdjęciową skutego Zygmunta Miernika i pisałem :

Zawsze sądziłem, że tak zakuwa się zbrodniarzy, groźnych przestępców, a nie członków grup z biało-czerwonymi opaskami, śpiewających Rotę, pouczających sędziów, że na salach sądowych winno być polskie godło, protestujących przeciwko rażącej niesprawiedliwości zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi.

Sąd w Krakowie, w rocznicę Polskiego Państwa Podziemnego 27. 09. 2016 r., Zygmunt Miernik – więzień polityczny III RP dowieziony na salę rozpraw, jako obwiniony w procesie o działania na rzecz likwidacji nieistniejącego już pomnika chwały Armii Czerwonej w Nowym Sączu.

Należał do grupy, którą starała się wylegitymować policja nowosądecka na Alei Wolności w Nowym Sączu ze względu na rzekome zakłócanie rozprawy sądowej. Grupa z opaskami biało-czerwonymi opuściła bez przeszkód budynek sądowy, ale na Alei Wolności została zidentyfikowana przez patrol policji. Grupę zdradziło noszenie opasek biało-czerwonych i śpiewanie Roty …!

Przestroga dla Polaków – nie noście opasek biało-czerwonych, flag narodowych, nie śpiewajcie Hymnu czy Roty, bo policja i sądy się wami zainteresują ! Czy tak ma wyglądać Wolna, Niepodległa Polska ? „

Po moich materiałach i interwencji u Wojewody Małopolskiego Józefa Pilcha, Zygmuntowi Miernikowi więcej już nie zakładano na nogi kajdan. Mam w tym swój udział. A gdzie byli – obecny i były Rzecznik Praw Obywatelskich ?

No i jeszcze warto zwrócić uwagę na moje wspomnienie o profesorze, gdy był RPO i jednocześnie podwładnym rektora UJ (sic!), pozostawiając obywatela wypędzonego podczas wojny jaruzelsko-polskiej z uczelni ( także uczelni prof. Zolla) na pastwę jej aparatu kłamstwa i akademickiego znęcania nad człowiekiem i wszelkimi po nim pozostałościami.

Po reakcji RPO pisałem w tekście „ Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłata

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/

Za sprawą gestu Piłata umywanie rąk do dziś jest symbolem oportunizmu i unikania odpowiedzialności. Gest ten nader często powtarzają decydenci korporacji akademickich. No cóż, higiena kończyn górnych ma długą przeszłość w naszym świecie pełnym brudów. Ma też dużą przyszłość. Ci, którzy nie dbają o higienę kończyn górnych żadnych szans nie mają, szczególnie w świecie akademickim tak pięknie rozprawiającym o poszukiwaniu, poznawaniu i głoszeniu prawdy. RPO, który chce mieć szanse w tym środowisku o higienę musi dbać.”

Widać, że w III RP obywatele nie mają wiele pożytku z Rzeczników Praw Obywatelskich.

Uzupełnienie:

patrz Studio Polska  22 czerwca 2019 r.

https://vod.tvp.pl/video/studio-polska,22062019,42902539

Screen Shot 06-23-19 at 11.08 AM.PNG

Screen Shot 06-23-19 at 11.07 AM.PNG

i mój materiał https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/29/czy-dobra-zmiana-w-policji-i-sadownictwie-zdola-sie-wydostac-z-kajdan/

Screen Shot 06-23-19 at 11.16 AM

Czy ofiary zbrodni katyńskiej wrócą do Polski ?

Czy ofiary zbrodni katyńskiej wrócą do Polski ?

Wraca sprawa powrotu szczątków ofiar zbrodni katyńskiej do Polski, o czym było głośno przed kilku laty [Ciała ofiar Katynia wrócą do kraju?- Newsweek,27.01.2012 ], ale problem jakby na kilka lat zniknął z przestrzeni publicznej.

Tadeusz Płużański, zważywszy na obecną sytuację w Rosji i powtarzania kłamstwa katyńskiego w państwie Putina, w kwietniu w Tygodniku Solidarność, ponowił pytanie „ czy nie lepiej zabrać z nieludzkiej ziemi szczątki zamordowanych polskich oficerów i pochować je w kraju ?

Chodzi o realizację testamentu ofiar

Pytanie jak najbardziej zasadne, tym bardziej, że część rodzin katyńskich bynajmniej nie zaprzestała starań o powrót szczątków ich bliskich do kraju, czyli o realizację testamentu ofiar zbrodni katyńskiej.

Krystyna Krzyszkowiak, córka oficera Policji Państwowej zamordowanego w Twerze, ukrytego w Miednoje w składowisku zwłok ofiar z obozu w Ostaszkowie, w książce „Poszukiwania” ( Warszawa 2016), pisze : Nikt z zamordowanych 22 tysięcy Polaków nie wychodził na wojnę nie przekazawszy ustnie swoich oczekiwań związanych ze śmiercią. Nikt też znając prawo wojenne, nie wyobrażał sobie, że nie zostanie pochowany w Ojczyźnie, co gwarantuje to prawo”.

Mając to na uwadze, część rodzin katyńskich występuje z roszczeniami obywatelskimi o doprowadzenie przez Władze Rzeczypospolitej do sprowadzenia szczątków zbrodni katyńskiej z Katynia, Miednoje i Charkowa do ojczyzny.

W folderze wydanym na okoliczność konferencji „Katyń w myślach i w sercu”, która miała miejsce 16 maja w Muzeum Katyńskim w Warszawie, czytamy: Rodziny Ofiar, sukcesorzy prawni zamordowanych w Katyniu, Charkowie i Twerze z obozów Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, na których dokonano zbrodni wojennej na stalinowski rozkaz z 5 marca 1940 roku, działając w oparciu o przysługujące i niezbywalne prawo pochowania zwłok – wraz z prawem do ekshumacji oraz prawnym obowiązkiem do sprawowania kultu zmarłych – osób najbliższych, dążą do prawnego, rodzinnego i chrześcijańskiego zakończenia faktu tej zbrodni”.

Jednocześnie rodziny Ofiar informują o bulwersujących faktach, o których na ogół Polacy nie wiedzą: „Prowadzone przez Polskę prace archeologiczne doprowadziły, w myśl obcego kulturowo i religijnie nakazu, do pozostawienia szczątków w miejscu zbrodni. Zostały one wydobyte w sposób przeczący światowym zasadom prac archeologicznych, włożone do „śmieciowych” worów bez jakichkolwiek zabezpieczeń, a następnie ponownie wrzucone do dołów śmierci z 1940 roku, tak w Charkowie, jak i w Miednoje.”

A zatem dokonano chwilowej ekshumacji szczątków z dołów śmierci, a następnie z powrotem tam je zdeponowano w workach na śmieci.

Te rodziny stanowczo argumentują: „Żadne eksponaty w Muzeum Katyńskim, malutkie pomniczki rozsiane po miasteczkach czy napisane na ten temat książki, nie załatwiają najistotniejszej sprawy – pogrzebania doczesnych szczątków. Taki właśnie nakaz wiary, który nie został dotąd zrealizowany, ciąży i spoczywa na Rzeczypospolitej”.

Oraz: Są dowody zbrodni, są Porozumienia, Umowy i Konwencje, czas na ekshumację i sprowadzenie szczątków zwłok Ofiar zbrodni katyńskiej z Katynia, Miednoje i Charkowa w celu pochowanych w ziemi ojczystej”

Artykuł 4 Umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Federacji Rosyjskiej o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji, sporządzonej w Krakowie dnia 22 lutego 1994 r. mówi: „Ekshumacja szczątków zwłok żołnierzy i osób cywilnych w celu identyfikacji pochowanych lub przekazania ich do pochowania w ojczyźnie będzie prowadzona wyłącznie na prośbę zainteresowanej Strony i za zgodą Strony, na której terytorium państwowym one spoczywają.”

A zatem brano pod uwagę możliwość pochowania zwłok ofiar katyńskich w ojczyźnie po ekshumacji, a nie pozostawienie ich na miejscu zbrodni, na nieludzkiej ziemi. W 1996 roku powstał nawet projekt utworzenia w dolnym kościele Świętego Krzyża w Warszawie Narodowego Sanktuarium Katyńskiego, z uznaniem pobłogosławiony przez Ojca Świętego Jana Pawła II „ ... trzeba żywić nadzieję, że Sanktuarium Katyńskie, jako miejsce modlitewnej zadumy i niegasnącej pamięci o tych bolesnych dniach, stanie się ośrodkiem kształtowania sumień w oparciu o świadectwo wierności, jakie dali pomordowani synowie Narodu polskiego…

Następnie w 2011 roku Metropolita Warszawski ks. Kazimierz Kardynał Nycz ustanowił w dolnej Bazylice Świętego Krzyża na Trakcie Królewskim Sanktuarium Katyńskie w Warszawie.

W wyniku umów z władzami rosyjskimi i ukraińskimi doszło do budowy polskich cmentarzy wojennych w Charkowie – Piatichatkach, Katyniu, Miednoje [2000] i Kijowie-Bykowni [2012], jako miejsc pochówku polskich jeńców wojennych rozstrzelanych wiosną 1940 roku przez NKWD. Ale do dziś nie zlokalizowano miejsca pochówku prawie 4 tysięcy ofiar i z tzw. „listy białoruskiej”.

Witomiła Wołk-Jezierska, córka zamordowanego w Katyniu por. art. Wincentego Wołka, oficera 10 Pułku Artylerii Ciężkiej w Pikulicach – Przemyślu, uważa, że „Tam nie ma grobów, są doły śmierci. Pamiętając o historii, nie mamy żadnych gwarancji, że cmentarze w Rosji i na Ukrainie nie zostaną w przyszłości zniszczone, albo zlikwidowane.”

Jest ona artystą plastykiem, twórcą projektu sztandaru Warszawskiej Rodziny Katyńskiej,

była jedną z 13 krewnych Ofiar Katyńskich wnoszących Skargę katyńską do Trybunału w Strasburgu. Należy do coraz większej grupy krewnych ofiar zabiegających o sprowadzenie doczesnych szczątków Ofiar Zbrodni Katyńskiej do Ojczyzny, argumentując:

Cmentarz w Polsce położy kres zamiarowi Stalina, aby zatrzeć historię zamordowanych ludzi. Tylko w kraju mogą liczyć na godny pochówek. Na Wschodzie powinny zostać jedynie symboliczne miejsca pamięci.”

Krzysztof Tomaszewski, wnuk Szymona Tomaszewskiego, oficera policji zamordowanego w Twerze [obecnie w dołach śmierci w Miednoje] na konferencji w muzeum katyńskim zaprezentował Listę udokumentowaną w latach 1994-2005 oryginałami podpisów osób zabiegających o sprowadzenie doczesnych szczątków ofiar zbrodni Katyńskiej na cmentarz w Ojczyźnie liczącą 1017 podpisów

Na sprowadzenie szczątków Ofiar Zbrodni Katyńskiej do Polski czeka więc niemałe grono krewnych.

Rozdarcie Rodzin Katyńskich

W przemówieniu Prezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich Izabelli Sariusz-Skąpskiej w Kijowie-Bykowni 22 października 2017, znalazły się słowa zdumiewające i wręcz obraźliwe dla takich działań:

Niestety, odlane w żeliwie i wykute w kamieniu słowa z katyńskich nekropolii muszą bronić tych miejsc także przed słowami głupoty i bezmyślności. Odradza się podła idea, aby Polskie Cmentarze Wojenne, gdzie spoczęły Ofiary Zbrodni Katyńskiej zniszczyć, a to, co jeszcze zostało w ziemi, przenieść do kraju. Tutaj, w Bykowni, w imieniu rodzin zebranych w ogólnopolskiej Federacji Rodzin Katyńskich, mam obowiązek powiedzieć z całą mocą: nigdy nie dopuścimy do zacierania śladów zbrodni! „

A w liście otwartym z dnia 10 maja 2016 Federacji Rodzin Katyńskich, czytamy nie mniej zdumiewającą argumentację: Udzielanie jakiejkolwiek instytucji prawa do ekshumowania grobów naszych Bliskich oznaczałoby możliwość ponownego zbezczeszczenia Ich szczątków, jakiego wcześniej dokonywali sowieccy barbarzyńcy. Demagogiczny apel o „przenoszenie” do Polski katyńskich nekropolii to zarazem wezwanie do niszczenia dowodów Zbrodni Katyńskiej tam, na miejscu. Dzięki temu po latach niechętni prawdzie pseudonaukowcy uzyskaliby argument, że ten bezprecedensowy mord na polskich jeńcach wojny 1939 nigdy się nie wydarzył!

Widać rozdarcie Rodzin Katyńskich i ostry spór odnośnie dalszych losów szczątków Ofiar Katyńskich.

Władze Państwa Polskiego stoją w tym sporze raczej po stronie Federacji Rodzin Katyńskich i nigdy nie występowały do władz Rosji, czy Ukrainy o sprowadzenie szczątków ofiar katyńskich, choć możliwość takiego rozwiązania zakładały umowy 1994 r.

Jedynie Jarosław Kaczyński w relacjach z rodzinami katyńskimi wyraził zdanie, że ofiary zbrodni katyńskiej winny spocząć na Polskiej ziemi, aby ich groby nie były przedmiotem politycznych gier Rosji.

Żołnierze Wyklęci – tak, Ofiary Katyńskie – nie ?

W ostatnich latach ekipy IPN pod kierunkiem prof. Szwagrzyka przeszukują miejsca zbrodni komunistycznych na żołnierzach podziemia niepodległościowego.

Prof. Szwagrzyk zapowiada, że nie spocznie dopóki wszystkie szczątki Żołnierzy Wyklętych nie zostaną wydobyte i pochowane po chrześcijańsku w grobach, a nie bezczeszczone w „dołach niepamięci”.

Co pewien czas dokonuje się pochówku zidentyfikowanych szczątków, czy to w Panteonie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach [ jeszcze nie ukończonym] , czy w innych grobach, na innych cmentarzach. Wola rodzin jest decydująca, Np. szczątki majora Zygmunta Szendzielarza odnalezione na Łączce spoczęły nie w Panteonie. lecz w grobie rodzinnym.

W Krakowie czekają na chrześcijański pochówek ekshumowane na cmentarzu Rakowickim ( ul. Prandoty) szczątki ks. Władysława Gurgacza, zamordowanego w więzieniu na Montelupich.

Nie pojawiają się argumentów, że ekshumacja szczątków, wydobywanie ich z dołów, gdzie miały pozostawać w niepamięci, prowadzi do zacierania dowodów zbrodni komunistycznych i ponownego bezczeszczenia pomordowanych.

Na miejscach zbrodni odsłania się tablice pamięci, ale szczątki grzebie się po chrześcijańsku w grobach, a nie pozostawia w dołach, tam gdzie zamordowani byli wrzucani.

Identyfikacja wszystkich szczątków Żołnierzy Wyklętych nie jest możliwa, ale jednak nie wysuwa się takich argumentów jak w przypadku Ofiar Katyńskich, że skoro jednoznaczna identyfikacja osób w mogiłach zbiorowych jest bardzo trudna i nie wszyscy zostaną zidentyfikowani, to ich ekshumacja i sprowadzenie do Polski jest niemożliwe.

Widać jawną sprzeczność oficjalnego postępowania i argumentacji wobec szczątków Żołnierzy Wyklętych i Ofiar Katyńskich. Co więcej szczątki Żołnierzy Wyklętych przed ekshumacją na ogół spoczywają w ojczyźnie, a szczątki Katyńskie na nieludzkiej ziemi.

Cywilizacyjne dylematy

Trzeba przypomnieć, że po katastrofie smoleńskiej też były pomysły pochowania szczątków ofiar w jednej zbiorowej mogile i to na miejscu katastrofy, jednak takiego pomysłu nie zrealizowano. Ekshumacja szczątków ofiar katastrofy, przeciwko której też były głosy protestów [ m. in. przewodniczącej Federacji Rodzin Katyńskich] przyniosła wiele dowodów profanacji szczątków przez stronę rosyjską.

Poprzez sprowadzenie szczątków ofiar katastrofy i ich pochowanie w grobach, nie zlikwidowano dowodów katastrofy, tak jak sprowadzenie szczątków samolotu też by takiego dowodu nie zlikwidowało, wręcz przeciwnie. Jego zbadanie na miejscu w Polsce dawałoby większe szanse na wyjaśnienie przyczyn katastrofy, gdy pozostawianie wraku na miejscu katastrofy takiej możliwości nie daje, a dowody są niszczone.

Jasne, że ew. powrót szczątków Ofiar Katyńskich to trudne przedsięwzięcie, ale jest możliwe. Zasłanianie się brakiem zgody strony rosyjskiej jest nieuzasadnione, gdyż strona Polska o takie przeniesienie w ogóle nie wystąpiła, choć umowa na to zezwala !

Sprowadzenie szczątków katyńskich nie stanowiłoby ich profanacji, lecz spełnienie chrześcijańskiego obowiązku pochowania w grobach, zgodnie z wolą niemałej części rodzin katyńskich, które nie powinny być wyszydzane, wyśmiewane przez innych członków rodzin katyńskich – zwolenników ich pozostawienia, tam gdzie zostały wrzucone do dołów i profanowane, także wiele lat po zbrodni, właśnie dla zatarcia śladów zbrodni. Niestety profanacje miały miejsce także podczas prowadzenia prac archeologicznych przez stronę polską.

Wśród Rodzin Katyńskich trwa walka o ofiary zbrodni katyńskiej i to w sytuacji, kiedy to strona rosyjska jest tą, która gra politycznie do dnia dzisiejszego zbrodnią katyńską i nie daje gwarancji, że cmentarze w przyszłości nie zostaną sprofanowane czy wręcz zniszczone .

Sprawa powrotu Ofiar Zbrodni Katyńskiej wymaga merytorycznej dyskusji, a nie obrzucania licznych rodzin katyńskich zarzutami o niecne zamiary niszczenia dowodów zbrodni.

Polska jest krajem, jak się podkreśla, cywilizacji łacińskiej gdzie szczątki zmarłych traktuje się inaczej niż w krajach cywilizacji turańskiej. Niestety żyjemy w czasach wskazujących na upadek naszej cywilizacji, czego sytuacja wokół Ofiar Zbrodni Katyńskiej może być jednym z dowodów.

[dokumentacja materiałów z konferencji w Muzeum Katyńskim znajduje się pod adresem  https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/05/21/katyn-w-myslach-i-w-sercu/] 

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, czerwiec 2019 r.

Appendix:

Lista udokumentowana w latach 1994-2005 oryginałami podpisów Osób zabiegających o sprowadzenie doczesnych szczątków ofiar zbrodni katyńskiej na cmentarz w Ojczyźnie.

Adamczewski Wojciech • Adamczyk Ryszard • Adamiak Janina • Adamski Józef • Albui Grażyna • Aleksandrowicz Elżbieta • Aleksandrowicz Maria • Anders R. Irena • Andrzejewska Lidia • Angelina Maria • Anto Maria • Anton Maja • Antosiewicz Marian • Antuch M. • Araszewska Barbara • Arska Krystyna • Ath Przemysław • Balińska Marta • Banaszak Teresa • Banaszek Halina • Banaszewski Igor • Baranowicz Zofia • Barcicka Janina • Barczuk Barbara • Baryga Anna • Baryła Grzegorz • Bazylewska Halina • Bąk Bogdan • Bąk Janina • Bąk Krystyna • Bednarkiewicz Maciej • Benbenek Maria • Benkiewicz Robert • Bernacki Zygmunt • Bernadzka Wiesława • Białowiejska T. • Biczak Ludwik • Biczak Marianna • Biedrzycki Janusz • Bieki Czesław • Bieńczak Hipolit • Biernacka Zofia • Biernacki Józef • Biesu rek Zofia • Blacharz Bogumiła • Blicharska Maria • Blicharska Urszula • Blicharski Andrzej • Bobrowicz Jerzy • Bochniewicz Aniela • Boczek • Bogdanowska Katarzyna • Boguszewski Zbigniew • Bojarski Wacław • Bolesta Henryk • Bolkowska Oleksiuk Katarzyna • Boratyńska Dorota • Borkiewicz Zofia • Boryga Anna • Borzym Barbara • Bożek Kazimierz • Bóte Barbara • Brańka Teresa • Braun Celina • Brodecki Stanisław • Brożek Jan • Brulińska Sabina • Brusikiewicz-Koper Danuta • Brzostkowska Teresa • Bucholc Julia • Buczyńska Krystyna • Budzisz Krzyżanowska Teresa • Budzyńska Krystyna • Budzyński Wiesław • Burnatowicz Wojciech • Cedar Dale • Cedrońska Dominika • Cedrońska Dorota • Cedrońska Glinka Karolina • Cedroński Michał • Chawłowski Zenon • Chełkowska K. • Chełkowska Maria • Chełkowski A. • Chmielewska Urszula • Chmielewski Dariusz • Chońska Elżbieta • Chotkowska K. • Chrostowska Beata • Chrostowska Danuta • Chrostowska Irena • Chrostowski Tadeusz • Chrząszcz Maria • Chudola Sylwester • Cichy Alicja • Cichy Wiesław • Cierniak Morgensztern Krystyna • Cieśla Danuta • Cieśla Jadwiga • Cieśla Joanna • Cieśla Leszek • Cieśla Maria • Ciok Barbara • Cudna Agnieszka • Cupryjak Wacław • Cuśla Joanna • Cybulski Stanisław • Czajka Grażyna • Czarnecka Helena • Czarnecka J.D. • Czarska Lidia • Czarska Sosińska Beata • Czarska Toczowicz Monika • Czarski Janusz • Czeranowski Feliks • Czerwińska Barbara • Czetwertyńska Ewa • Dalba Leszek • Dale Cedar • Daniewska Magda • Daniewska Stefania • Danisiewicz Maria • Danowska Edyta • Danowska Wiesława • Danowski Józef • Danowski Krzysztof • Dąbkowska Jadwiga • Dąbrowska Jolanta • Dembińska Wiesława • Dembiński Janusz • Dembowska Bogna • Deresz Paweł • Derkacz Urszula • Diatłowicka Maria • Diduszko Stanisław • Dmochowska Cynthia • Domagała Jadwiga • Domagańcz Barbara • Domanowski Ryszard • Domaszewicz Lechomir • Domurat Janusz • Domurat Lucyna • Doroszkiewicz Czesław • Doroszkiewicz Małgorzata • Dowgiałło Regina • Dropiewicz Krystyna • Drozdek Zdzisław • Drozdek Zofia • Dudata Inga • Dudzińska Barbara • Duralewicz Piotr • Dworzańska Bożena • Dymowski Jerzy • Dyner Eugenia • Dzierzpawski Sergiusz • Dziewiakowska Maria • Eichelberger Wojciech • Erchard Gustaw • Erchard Irena • Erchard Lucyna • Erchard Wojciech • Fernandez Teodozja • Fetter Józefa • Figlant Krystyna • Fijałkowska Krystyna • Fijałkowski Henryk • Fitas Leokadia • Frankowska Eugenia • Frankowski Kazimierz • Freluk Janina • Frenszkowska Elżbieta • Fuks E. • Gagucka Bożena • Gaj Stanisław • Gajdamowicz B. • Gajdamowicz Mariusz • Gajdamowicz Mariusz • Galas Janina • Galas Stefan • Garstecka Kulka Julia • Gawkowska Krystyna • Gawkowski Rajmund • Gawlik Irena • Gawor Rajmund • Gawrońska Kubisiak Zofia • Gąsior Ireneusz • Giero Lubowicka Helena • Gierszewska Magdalena • Gierwat Elżbieta • Glinka Marcin • Glinka Zofia • Głodzicki Wiesław • Głogowska M.M. • Gogolewska Małgorzata • Gogolewska Teresa • Gogolewski B. • Gojdacki Artur • Gołąb Jan • Gostkowska Ewa • Góral Jolanta • Górnikiewicz Jolanta • Górska Irena • Górska Teresa • Górski Henryk • Górski Jacek • Grabczewska Jadwiga • Grabowiecka Janina • Grabowska Janina • Grabowski Stanisław • Graffitein Izabella • Grenach Jacek • Grocholska Zanussi Elżbieta • Grodzicki Wiesława • Gromer Halina • Gromer Jerzy • Grop Zbigniew • Gryzą Stanisław • Grzebała Agnieszka • Grzybowska Elżbieta • Guralewicz Piotr • Guttakowska Błażewicz Janina • Guzińska Blanka • Hajnysz Zbigniew • Halfaere Maryla • Haluta M. • Hanake T. • Hartwig Julia • Heidelberger Nathalie • Heluchager Małgorzata • Heninger Felicjen • Heninger Alice • Heninger Estelle • Heninger Łukasz • Heninger Margot • Heninger Piotr • Heninger Sarah • Heninger Tomas • Hildebrandt Zbigniew • Hiller Maria • Hryniewiecki Maksymilian • Huczyński Antoni • Hylik Marcin • Iwanicka Krystyna • Izdebska Aleksandra • Jacińska Ryszarda • Jackiewicz Beata • Jacyna Norkiewicz Krystyna • Jacyna Rafał • Jadwintowska Bronisława • Jalis Ewa • Jangowicz Michał • Janiszowska J. • Jankowska Halina • Jankowski Henryk • Janowiec Jerzy Roman • Janowska Zabłocka Alina • Janus Ewa • Janusik T. • Jarka Helena • Jarlińska Maria • Jaroszewicz Edward • Jaroszewicz Janina • Jaroszewicz Józef • Jaskułowska Małgorzata • Jaworek Teresa • Jaworski Andrzej • Jedynak Tadeusz • Jeliński Marek • Jezierska Justyna Ojcumiła • Jezierski Andrzej • Juga Marcin • Juralewicz Janina • Juralewicz Wiesław Tadeusz • Juralewicz Zbigniew • Jurenda Zofia • Jurliński Jacek • Kaczmarek Aleksander • Kaczmarek Edyta • Kaczmarek Seweryn • Kaczmarek Teresa • Kaczorowski Jan • Kajdas Kazimierz • Kalbarczyk Elżbieta • Kaliński Arkadiusz • Kalnicka Gabriela • Kalniewicz Lech • Kamieniecka D. • Kamieniecka Z. • Kamieńska T. • Kamińska K. • Kamiński Aleksander • Kamiński Antoni • Kamiński D.T. • Kamiński Franciszek • Kancelarczyk Elżbieta • Kania Barbara • Kania Urszula • Kania Zdzisław • Kapusta Stanisław • Karaszewska Barbara • Karaszewski Bogumił • Karkusiński Mirosław • Karłowicz Wacław ks. • Karwowski Bernard • Karwowski Jerzy • Kasprowicz Anna • Kasprowicz Stanisław • Kawczyński Zygmunt • Kazimierek Seweryn • Kazimierski Józef • Kądzioła Anna • Kędzierska Gabriela • Kędzierska Maria • Kiedrowski Witold ks. • Kiełbowicz Barbara • Kiełbowicz Jan • Kiełbowicz Janusz • Kiełbowicz Mateusz • Kiełbowicz Zofia • Kierzkowski Maciej • Kieżel Henryk • Kiljańska Urszula • Kinczyk Krystyna • Kindler Joanna • Kisiel Czesław • Kisielewski Tadeusz • Klamer-Śniadowska Magdalena • Klee Jolanta • Kleintz Danuta • Klekotko Wiesława • Klimczak Gabriela • Klimkiewicz Zofia • Kluska Elżbieta • Kłosowska Wiesława • Kmita Czesława • Kobordo Tadeusz • Kociłowicz Teresa • Kokornalczyk Maria • Kokutnicki Wojciech • Kolentarz Alicja • Kołaczkowska Maria • Kołaczkowski Tadeusz • Kołakowska Irena • Kołakowska Maria • Kołakowska Regina • Kołakowska Zofia • Kołakowski Andrzej • Kołakowski H. • Kołakowski Jan • Kołakowski Mieczysław • Kołodziejski T. • Komorowska Maja • Komorowska Monika • Komorzycka Ewa • Kondracka Eleonora • Kondracka Urszula • Kondracki Andrzej • Kondracki Sławomir • Konopka Eugeniusz • Konopka Paweł • Konopka Tadeusz • Konopko Bogumiła • Konopko Wiesława • Kopczyńska Hanna • Kopczyński Tadeusz • Korzeniowska Wanda • Kosińska Mirosława • Kosysz Zdzisław • Kotenfer Alicja • Kowalczyk Marianna • Kowalewska Krystyna • Kowalewski Krzysztof • Kowalewski Zbigniew • Kowalska Anna • Kowalska Wiesława • Kowalski Gerard • Kozłowska Anna • Kozłowska J. • Kozłowska Zofia • Kozłowski Bogdan • Kozłowski Jan • Kozłowski Wiktor • Krajewska Ewa • Krasiczyńska Maria • Krasiczyński Waldemar • Krasiński Janusz • Krasowski Marek • Krassowska Elżbieta • Krassowska Klee Agnieszka • Krassowski Andrzej • Krassowski Paweł • Kraszeski Zbigniew • Kraszkowska Aleksandra • Kraus Beata • Kreft Danuta • Kreft Henryk • Król Teresa • Kruczyk Krystyna • Kruk Anna • Kruk Maria • Kruk Zygmunt • Kruszewska Agnieszka • Krynicka Anna • Krzyczkowska Katarzyna • Krzyszkowiak J. • Krzyszkowiak Krystyna • Krzyszkowiak Zdzisław • Książek Zygmunt „Kniaź” • Kubiak Marta • Kubiak Piotr • Kubiak Władysław • Kubisiak Lech • Kubisiak P. • Kucharska Małgorzata • Kucówna Zofia • Kudlicki Łukasz • Kulczycki Bruno • Kulka Grzegorz • Kulka Helena • Kułakowska-Brobec Renata • Kunita Czesława • Kur Grzegorz • Kur Sława • Kurczyk Krystyna • Kurylewicz Andrzej • Kuszelewska Zofia • Kuszelewski Andrzej • Kuszyńska Anna • Kużnicka Teresa • Kwiatkowska Anna • Kwiatkowska Dorota • Kwiatkowska Zofia • Kwiatkowski Krzysztof • Kwintowska Bronisława • Lada Wojciech • Ladeczkowska Iwona • Ladeczkowski Grzegorz • Lalicka Wanda • Latoś Henryk • Latoś Krystyna • Lekmann Krystyna • Lenkiewicz Barbara • Lenkiewicz Edward • Lenkiewicz Tomasz • Leszczyńska Halina • Lewicka Monika • Lewicki Jakub • Lewicki Ryszard • Lewicki Stanisław • Lichnowska Zofia • Lieta Barbara • Liperski O. • Lipska Aleksandra • Lipska Hanna • Lipska Maria • Lipski Jerzy • Lipski Zygmunt • Lityński Sławomir • Lupniecki Zdzisław • Łodzińska Barbara • Łodzińska Janina • Łodziński Hubert • Łodziński J. • Łodziński Jacek • Łodziński Piotr • Łodziński Tadeusz • Łokuciewska Zdanowicz Danuta • Łopatkowicz Krystyna • Łopatto Janusz • Łubowicz Agnieszka • Łucewicz Janina • Łukaszewicz Iwona • Łukaszewicz Leonard • Łukaszewicz Maria • Łukaszewicz Wojciech • Łuta Barbara • Madejska Elżbieta • Madejska Eugenia • Madejska Małgorzata • Majcher Barbara • Majewska Bożena • Majewska Jadwiga • Majewski Mariusz • Majewski Waldemar • Majewski Zdzisław • Majhofer Waldemar • Malesa Anna • Malesa Marek • Maleso Bożena • Malewicz Jerzy Karol • Malewicz Piotr • Malicka Anna • Malinakova Nosal Lada • Malinowski Marek • Malinowski Stanisław • Malinowski Wiesław • Markowski Jerzy • Markwart Marek • Matusiak Stanisław • Matysik Barbara • Mazur Anna • Mazur Janina • Melak Andrzej • Melak Arkadiusz • Melak Stefan • Miałan Lidia • Miałasz Marcin • Miazga Józef • Miazga Stanisława • Micał Julian • Micał Regina • Michalak Stanisław • Michalczyk Bogumiła • Michalski Zenon Janusz • Miczyński W. R. • Miedziankowski Ignacy • Mierzejewska Teresa • Mieszczankowska Krystyna • Mieszczankowska Nowicka Hanna • Mikołajczyk Ewa • Milewska Celina • Milewska Danuta • Milewska Małgorzata • Milewska Marianna • Milewska Teodozja • Milewska Wiesława • Milewski Hygin • Milewski Leszek • Milewski Waldemar • Milewski Włodzimierz • Milewski Zygmunt • Miłaszewski Sławomir • Mirzyński W. R. • Młudzik Mieczysław • Moch Jan • Molak Krystyna • Molesa Marek • Molga Stefania • Molska Anna • Monastari Sylwia • Monczulewicz Tadeusz • Morawska Danuta • Morawska Joanna • Morawska Marta • Morawski Leszek • Morawski Ludwik • Morawski Tomasz • Morawski Zbigniew • Morgensztern Janusz • Moszer Elżbieta • Moszow Maria • Motylewski J. • Mówiński Mirosław • Mroczkowska Alicja • Mroczkowski Wiesław • Mroczyński Leszek • Mularczyk Andrzej • Mulinowska Krystyna • Myszka Anna • Myślicka Stefania • Najda Elżbieta • Najda Krzysztof • Najda Wiesława • Najda Witold • Nakowiecznik Wojciech • Narkiewicz Olga • Narożniak Teresa • Nawrocka Maria • Naziębło Edyta Małgorzata • Naziębło H. • Naziębło K. • Nestarowicz Marcin • Nestarowicz Stefan • Nestarowicz Włodzimierz • Neuman Apolonia • Nieborek Regina • Niedźwiecki Ignacy • Niedźwiecki Jerzy • Niemojewska Wanda • Niepaniak Irena • Niesiołowski Stefan Konstanty • Niewiadomska K. • Niklewska Maria • Nita Antoni • Nita Teresa • Nitecka Krystyna • Nitecki Marian • Nodi Dominika • Nojak Maria • Nokenk Siocha Halina • Norkiewicz Olga • Nosal Marian • Ogródek Barbara • Okienkowa Krystyna • Okła Krystyna • Okunko Jerzy • Olawshy Rita • Olbrysz Ewa • Olbrysz Zbysław • Olbysz Waldemar • Olcha Danuta • Oleksiak Małgorzata • Olichocki Stanisław • Olszewska Zofia • Olszyna Danuta • Orsik Janusz • Orsini Dale Julia • Osiecka Ewa • Osowski Jan • Ostas Maria • Pachowska Barbara • Pachowski Jan • Pająk Maria • Pałaszyńska Janina • Pantoła Michał • Pantoła Wojciech • Pantoła Zofia • Parafiańczyk Anna • Pavena Elina • Pawelec Jerzy • Pawłowicz Anna • Pawłowicz Wanda • Pawłowski Albin • Pawłowski Tomasz • Pekota Bronisław • Pella Urszula • Pelunkiewicz Piotr • Penderecki Krzysztof • Peszko Ilona • Peszko Irena • Peszko Maja • Petrycka Grażyna • Pędzikiewicz Joanna • Pęszko Luiza • Pęszko Sławomir • Piasecka Hanna • Piasecka Jadwiga • Piątkowski Wiesław • Piechocka Alicja • Piestrzeniewicz Agnieszka • Piestrzeniewicz Hanna • Piestrzeniewicz Zdzisław • Pietrzycki Tadeusz • Piotrowska Jolanta • Piotrowska Teresa • Piotrowski Bogdan • Piotrowski Zbyszko • Płomińska Sylwia • Pniewski Kazimierz • Polara Krzysztof • Polkowicz Andrzej • Pomorska Zofia • Pomorski J. • Pomorski Janusz • Poniut Adam • Porucznik Anna • Porucznik Joanna • Porzecińska Hanna • Pretzel Danuta • Pretzel Joanna • Proczyk Stefania • Prokop Krystyna • Prokopowicz Irmina • Prokopowicz Katarzyna • Prokopowicz Lipnicka Helena • Pruski Andrzej • Przekopowicz Katarzyna • Ptaszyńska Anna • Pustota Mirosław • Putowska J. • Putowski T. • Pyza Kazimierz • Racławska Anna • Raczyński Kazimierz • Radziwinowicz E. • Radziwinowicz Zbigniew • Rajce Jerzy • Rakla Zdzisław • Rakowska Alicja • Rakowska Cecylia • Rakowski Radosław • Raksimowicz Helena • Raniszewski Jerzy • Raniszewski Jurek • Rażak Kazimierz • Rek Maria • Repińska K. • Rękawek Jerzy • Riomecka Anna • Riwerska Barbara • Riwerska Ewa • Riwerski Włodzimierz • Rodowicz Agnieszka • Rodowicz Anna • Rodowicz Antoni • Rodowicz Barbara • Rodowicz Dominik • Rodowicz Dorota Joanna • Rodowicz Franciszek • Rodowicz Jakub • Rodowicz Jan • Rodowicz Jan Daniel • Rodowicz Janek • Rodowicz Julia • Rodowicz Katarzyna • Rodowicz Krystyna • Rodowicz Leonarda • Rodowicz Maciej • Rodowicz Maciek • Rodowicz Małgorzata • Rodowicz Maria • Rodowicz Marysia • Rodowicz Mateusz • Rodowicz Mateuszek • Rodowicz Nawena • Rodowicz Orsini Anna • Rodowicz Piotr • Rodowicz Ptaszyńska Iza • Rodowicz Sala Helena • Rodowicz Soroka Katarzyna • Rodowicz Stanisław Ignacy • Rodowicz Tomasz • Rodowicz Urszula • Rodowicz Wanda • Rodowicz Weronika • Rodowicz Władysław • Rodowicz Wojciech • Rodowicz Zofia • Rokicka Agnieszka • Roksimowicz Helena • Romanowski Krzysztof • Romańczuk Alina • Różewicz C. • Rudzis Barbara • Rulski Stefan • Rumaniak C. • Ruszczyński Apard • Ruszpel Jadwiga • Ruszpel Maria • Ruszpel Przemysław • Rutkiewicz Regina • Rutkowska Anna • Rutkowska Ludmiła • Rutkowski Dariusz • Rymsza Stefania • Rzemt Ewa • Rzepińska K. • Rzepińska Małgorzata • Rzucidło Lubomira • Sajena Mazllum • Saks Małgorzata • Sala Józef • Sala Marek • Salis Ewa • Samulewicz Krystyna • Sankowska Stefania • Santularia Elżbieta • Santularia Fernandez Natalia • Santularia Miguel • Sapała Małgorzata • Sarosiek Mieczysław • Schoier Doritta • Sedlaczek Lech • Sejdel Surka Irena • Sidorowicz Ireneusz • Sienkiewicz Konrad • Skarżyńska Teresa • Skonieczny Marek • Skopińska Agnieszka • Skrobut Ewa • Skrobut Kazimierz • Skubis Ewa • Sławiar Stanisław • Sławińska Justyna • Smolińska Barbara • Smolińska G. • Smoliński Michał • Smuk Ewa • Smuk Jadwiga • Smuk Krzysztof • Smuk Maciej • Smuk Mieczysław • Smuk Wojciech • Snarska Irena • Sobkiewicz Wiesław • Sobkiewicz Zofia • Sobolewska Irena • Sobotko Andrzej • Sobótko Józefa • Sochacka Janina • Soczewka Anna • Sokalski Zygmunt • Sokół Arkadiusz • Sokół Halina • Soliman Magdalena • Somsel Henryk • Sosińska Mirosława • Spotkar F. • Stachyra Danuta • Staręga Piasek Joanna • Starnawska Halina • Starostecka Danuta • Starszewska Krystyna • Staszków Halina • Stawiar Stanisław • Stec Janina • Stefaniak Irena • Stelmaszcyk Zbigniew • Stelmaszczyk-Kupińska Wiesława • Stoch Hanna • Stoch Wiesław • Stocki Jerzy • Strusińska Wiesława • Strzałkowski Jerzy • Strzemieczny Robert • Strzesińska Wiesława • Stypińska Agata • Stypińska Diana • Stypińska Maria • Stypiński Jarosław • Stypiński Piotr • Stypułkowska T. • Sulkowska Grażyna • Sułkowska-Kraczkiewicz Danuta • Sworek Regina • Szalsz Irena • Szancer Julian • Szaruga Leszek • Szaszewska Joanna • Szaszewska Małgorzata • Szaszewska Martyna • Szaszewski Maciej • Szczepanik Ryszard • Szczepański E. • Szczepański H. • Szczepański Zenon • Szczepińska Halina • Szeliga Maria • Szender Dorota • Szenkiewicz Konrad • Szewczyk Barbara • Szewczyk Jerzy • Szopińska Halina • Szostak Zofia • Szostodowicz Monika • Szpryngwald Arkadiusz • Sztreker Anna • Szydłowski Krzysztof • Szymańska Ewa • Szymańska Hanna • Szymańska Zofia • Śląską Mari • Śląski Andrzej • Ślósarczyk Klaudiusz • Ślósarczyk Sara • Ślósarczyk Zoe • Śniadowski Andrzej • Święcicka Jadwiga • Święcicka Władysława • Tabor Jolanta • Tabor Wojciech • Tajszerska Barbara • Talko Hanna • Tarasiewicz Wiktor • Tarkowska Felicja • Tarnowska Bożena • Tarnowska Małgorzata • Tatarczuk Kazimierz • Tomasik Irena • Tomaszewska Helena • Tomaszewski Artur • Tomaszewski Krzysztof • Tomaszewska Joanna • Tomaszewski Szymon • Tomaszewska Zuzanna • Tomaszewski M. • Tomaszewski Stanisław • Tomaszewski Włodzimierz • Tomaszewski Zdzisław • Traczydło Agata • Trojanowska Klajnert Ewa • Trybowski Antoni Stanisław • Tryc Zbysława • Tubylewicz-Workowa Krystyna • Tumidajska Anna • Turczyn Urszula • Turnogrodzki Tadeusz • Tuszyński Bogdan • TycJacek • Tyc Marcin • Ustaszewska Marianna • Utratna Helena • Uziak Marian • Verdan Daniel • Verdan Eliasz • Verdan Emma • Verdan Samuel • Wachowicz Barbara • Wahl Damasiewicz Irena • Wajrał Marian • Walaszewski Ż. E. • Wallasiewicz K. • Warska-Kurylewicz Wanda • Wasilewska Halina • Wasilewska Wioletta • Wasilewski J. • Wasilewski Piotr • Wasilewski Ryszard • Wasiluk Ewa • Waś Jan • Watteu Irena • Wawrzkiewicz Marek • Wawrzonek Roman • Wawrzyńczak Ewa • Wawrzyńska Beata • Wądołowski Stanisław • Weczek Maria • Welzandt Mieczysław • Wende Edward Joachim • Wenzel Alina • Węgier Katarzyna • Wielebnowski D. • Wielebnowski Jacek • Wielebnowski Jerzy • Wielebnowski Marek • Wielebnowski R. • Wielebnowski Zbigniew • Wiernicki S. • Wierzbicka Maria • Wilbik Maria • Wilga Grażyna • Wilowska Alicja • Winiarska Bronisława • Wisłowski F. • Wiszniewska Celina • Wiszniewska Maria • Wiszniewski Andrzej • Wiszniewski Tomasz • Wiśniewska Krystyna Romana • Wiśniewska Romualda • Wiśniewski Jacek • Wiśniewski Piotr • Włodarczyk Bogdan • Włodarczyk Danuta • Włodarczyk Maciej • Włodarczyk Maria • Wocieszek A. • Wodzyńska Teresa • Woinek Barbara • Woinicka Barbara • Wójcicki Adam • Wójcicki Bogusław • Wojciechowska Teresa • Wojciechowska Teresa • Wojcieszek A. • Wolak Jerzy • Wolak Joanna • Wolańska Zofia • Wolański Adam • Wolański Ryszard • Wolfag Antoni • Wołk Ojcumiła • Wołk-Jezierska Witomiła • Wołodzka A. M. • Wołyniec Czesława • Worotnicki Tadeusz • Wośniewska Lidia • Woźniak Barbara • Woźniak Julian • Wójcicka Teresa • Wrzosek Tadeusz • Wśniewska Barbara • Wyleżyńska Marianna • Wyleżyński Cezary • Wyrzykowski Jan • Wysocka Gabriela • Wyszyńska Anna • Zabierowski Jerzy • Zabłocki Michał • Zabłocki Wojciech • Zaborowska Joanna • Zacharska Całka Katarzyna • Zaciszna Mirosława • Zaczura Jan • Zadachowska Iwona • Zadachowski Grzegorz • Zajączkowski Jacek • Zajączkowski M. • Zalcer Joanna • Zaliński Eugeniusz • Zambrowicz Zofia • Zan Edward • Zarzycka Małgorzata • Zasztoft Ryszard • Zasztoft Tadeusz • Zasztowt Zygmunt • Zdanowicz Janusz • Zdanowicz Jarosław • Zelcer Joanna • Zielińska Barbara • Zieliński Stanisław • Zientalska-Drymała Danuta • Zimny Kazimierz • Złotnicki Zbigniew • Żabicki Jerzy • Żakowski Jan • Żbikowska Elżbieta • Żernicka Kazimiera • Żernicka-Krasicka Teresa • Żernicka-Rychlewska Jolanta • Żmijewska Zofia • Żmuda K. • Żmuda Krystyna • Żochowska Zofia • Żukowski Jacek • Żylak Andrzej • Żylak Teresa

Powtórne zwrócenie się do antykomunistów

Powtórne zwrócenie się do antykomunistów

Parę dni temu umieściłem w cyberprzestrzeni wpis Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?https://blogjw.wordpress.com/2019/06/12/kto-sie-zwracal-o-powtorne-zatrudnienie-rehabilitacje-akademikow/

Zainteresowania znikome. Reakcji brak. Nawet ci, którzy zwykle potwierdzają e-maile, którzy lajkują na FC, jakby tekstu nie zauważali. To daje do myślenia i to nawet wiele.

Ciekawe, że odznaczonych za działalność antykomunistyczną mamy moc, i to coraz większą, a mocy reagowania na poczynania komunistów brak.

Tak zdaje się przez komunistów nasze społeczeństwo zostało sformatowane i mimo medialnego obalenia komunizmu, tak pozostało do dnia dzisiejszego nawet u pokolenia zrodzonego dopiero w epoce podobno pokomunistycznej.

Przed 10 laty, kiedy jeszcze intensywnie prowadziłem działalność w utworzonym samozwańczo [koniec 2004 r.] przez siebie Niezależnym Forum Akademickim [http://nfa.pl/ ] napisałem tekst, w ramach przygotowań do utworzenia Biura interwencji akademickiej , po przeprowadzeniu analizy zawartości NFA działającego- solidarnie rzecz jasna – na rzecz wysokich standardów [ na safari akademickim].

Tekst nosił tytuł Safari akademickie https://blogjw.wordpress.com/2009/02/22/safari-akademickie/ który gorąco polecam, bo na aktualności akademickiej [ i nie tylko] wcale nie stracił, a podczas tropikalnych upałów jakby tej aktualności jeszcze nabrał.

Tekst ten wklejam ponownie, mając rozeznanie, że linkowane teksty na ogół nie są nawet otwierane, zapewne z obawy, że mogą stanowić zagrożenie dla dobrego samopoczucia.

Safari akademickie

Grupa naukowców akademickich, zmęczona długotrwałymi walkami o polepszenie systemu nauki i poprawienie bytu akademickiego, wyjechała na safari. W końcu każdy musi od czasu do czasu odpocząć, nabrać sił i poszerzyć swoje waleczne obserwacje.

Pewnego razu będąc na sawannie drzewiastej dwóch członków grupy nieco się oddaliło.

Jeden z nich po chwili zauważył jakieś zwalisty kształt i po wysuniętym rogu pomyślał, że to może być nosorożec. Trochę go strach obleciał, bo co będzie jak nosorożec ruszy do przodu? Jak wybrnąć z sytuacji ?

Sytuację skomplikował krzyk dochodzący z grupy, że coś niedobrego się dzieje drugiemu koledze. Otóż na nosie kolegi usiadła mucha, co wprawiło grupę w stan podenerwowania, bo uznano, że kolega jest zagrożony.

Grupa nie zauważyła nosorożca, ale muchę – owszem, zauważyła. Nikt z grupy się nie ruszył,  aby dostrzeżoną muchę odgonić, ale sygnał do przedniego kolegi został wysłany. W końcu nie powinien być egocentrykiem i koledze winien pomóc.

Kolega zaabsorbowany krzykiem dochodzącym z grupy odwrócił swą uwagę od poczynań nosorożca, starając się dociec co takiego strasznego dzieje się z kolegą.

Starając się dostrzec groźną muchę, nie zauważył, że nosorożec ruszył do przodu i po chwili było już po wszystkim. Uskoczyć nie zdołał.

Nosorożec staranował kolegę usiłującego dostrzec niebezpieczeństwo grożące koledze w postaci muchy na nosie. Mucha odleciała sama.

Z grupy rozległ się pomruk .

No tak, w końcu sam sobie na to zasłużył. Mógł się zająć kolegą, a nie sobą – egocentryk jeden.

I to by było na tyle.

Uwaga: Podobieństwo do zdarzeń i osób jest bynajmniej nieprzypadkowe.

Tekst powstał w ramach przygotowań do utworzenia Biura interwencji akademickiej po przeprowadzeniu analizy zawartości NFA działającego- solidarnie rzecz jasna – na rzecz wysokich standardów na safari akademickim.

W obronie dziennikarzy – Konferencja Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

W obronie dziennikarzy

Konferencja
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Warszawa 12 czerwca 2019 r.

[dokumentacja: zdj. wideo – Józef Wieczorek]

[wersja wideo]

[wersja CMWP – z dobrym dźwiękiem]

 

Jolanta Hajdasz – Nowe media i stare problemy. Wolność słowa w krajach Trójmorza

Jacek Karolonek Miecz na dziennikarzy – relacja z konferencji „W obronie dziennikarzy. CMWP SDP 2017-2019”

http://cmwp.sdp.pl/wazne-i-ciekawe-dla-dziennikarzy-raport-o-wolnosci-mediow-w-krajach-inicjatywy-trojmorza-jest-juz-dostepny-na-stronie-cmwp-sdp-pl/ 

 

 

Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?

Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?

W książce autorstwa Justyny Błażejowskiej– Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018, mamy dowód, że poznanie historii akademickiej jest jednak możliwe [https://lustronauki.wordpress.com/2019/04/15/poznanie-historii-akademickiej-jest-mozliwe/]

W książce autorka zamieściła m.in. wykaz podpisów pracowników naukowych z Instytutu Badań Literackich PAN, które w czasach wojny jaruzelsko-polskiej domagali się powtórnego zatrudnienia wyrzuconego z pracy Jana Józefa Lipskiego.

Chciałbym  zwrócić się do środowisk solidarnościowo-niepodległościowych walczących o Wolną Polskę o ujawnienie swoich akcji [ np. podpisów] na rzecz powtórnego zatrudnienia/rehabilitacji swoich ‚towarzyszy broni’ -działających ( wówczas i nieraz do dnia dzisiejszego] w opozycji antykomunistycznej.

Niewiele jest danych o bohaterskich działaniach w takich sprawach, ani w czasach wojny jaruzelsko-polskiej, ani po jej brawurowym „wygraniu” w 1989 r.

Prace historyków, lustracja środowiska akademickiego wskazuje, że uczelnie, jednostki badawcze, były pod „ochroną” SB, działało na nich wielu tajnych współpracowników, nie mówiąc o współpracownikach jawnych, natomiast takie informacje jak w cytowanej pracy Justyny Błażejowskiej są nader skąpe. Czyżby to pracownicy/współpracownicy systemu komunistycznego tak dobrze zabezpieczyli te środowiska, że na ogół nie trzeba było występować w obronie antykomunistycznych towarzyszy broni ?.

Prowadzę serwis https://lustronauki.wordpress.com/ Lustracja i weryfikacja naukowców PRL, gdzie chętnie bym zamieścił dokumenty/relacje z tamtych, i późniejszych lat, aby pokazać, że jednak akademicka opozycja antykomunistyczna nie była, i nie jest bezobjawowa.

Apel do KRASP o zdecydowane zmniejszenie poziomu marnotrawstwa finansów szkolnictwa wyższego i nauki

[https://www.krasp.org.pl/]

Apel do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

o zdecydowane zmniejszenie poziomu marnotrawstwa

finansów szkolnictwa wyższego i nauki

Szkolnictwo wyższe i nauka winny być siłą napędową pomyślnego rozwoju cywilizacyjnego Polski i głównym filarem modernizacji naszego kraju na najbliższe dziesięciolecia . Realizacja Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju nie powiedzie się jednak bez zdecydowanego zmniejszenia poziomu marnotrawstwa finansów księgowanych po stronie wydatków na szkolnictwo wyższe i naukę. Konieczne jest zintensyfikowanie i zwiększenie roli wytwarzanej w kraju rzetelnej wiedzy i technologii oraz zdecydowanie lepsze niż dotychczas wykorzystanie osiągnięć i dokonań naszych naukowców.

W taki sposób muszę zareagować na Apel Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich do Parlamentu i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej https://www.gov.pl/web/nauka/apel-konferencji-rektorow-akademickich-szkol-polskich-do-parlamentu-i-rzadu-rzeczypospolitej-polskiej?fbclid=IwAR0j9Y7_m1E9X7no68So5OJJW1wa-2oQEIDdxjRwH4jzbORJjVRBNXrPA6I

gdyż niewątpliwie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe są zdecydowanie za małe, ale marnotrawstwo tych małych środków jest zdecydowanie za duże.

Niestety ustawa 2.0 nie ustaliła należytych reguł, aby sektor nauki i szkolnictwa wyższego był finansowany przede wszystkim za wyniki pracy, a szkodników akademickich przenosić w stan nieszkodliwości, tak dla nauki, jak i gospodarki. Celem sektora nauki i szkolnictwa wyższego nie powinno być jedynie zwiększenie nakładów budżetowych na naukę do maksymalnego poziomu, lecz zwiększenie rezultatów działalności tego sektora do poziomu światowego.

Jak widać po 30 latach funkcjonowania sektora nauki i szkolnictwa wyższego w tzw. wolnej Polsce , mimo wielokrotnego zwiększenia finansów na ten sektor nie doszło nawet do utrzymania poziomu nauki i szkolnictwa wyższego na poziomie z czasów PRL, a zatem brak jest niestety pozytywnej korelacji między nakładami i rezultatami w tym sektorze.

Do tej pory nie opracowano nawet