Akademicka subkultura kasowania i wymazywania

Akademicka subkultura kasowania i wymazywania

Kultura unieważniania (cancel culture), zwana też kulturą kasowania, wymazywania, jest stara jak świat, ale w dobie globalizacji i panowania internetu ma szczególnie wielką siłę rażenia. Raczej powinno się mówić o subkulturze, bo to zjawisko bardzo niekulturalne, polegające na usuwaniu/kasowaniu z przestrzeni publicznej osób z jakiegoś powodu niewygodnych.

Nader często było i jest praktykowane w domenie akademickiej, prowadzi do tego, że na uniwersytetach ludzie boją się mówić, a nawet myśleć, bo przecież mogą być ukarani za słowozbrodnię, a nawet myślozbrodnię, i ulec skasowaniu (z przestrzeni akademickiej/publicznej), a nawet ewaporacji (wymazaniu z historii) – jak to określał Orwell.

W czasach instalacji systemu komunistycznego „kasowano” przedwojenne kadry akademickie, a gdy szło to opornie, skasowano katedry, aby nie służyły jako punkty oparcia dla niewygodnych/niereformowalnych profesorów i oporu wobec przewodniej ideologii.

Ta metodologia bynajmniej nie została skasowana po medialnym obaleniu systemu komunistycznego, bo proces postępu akademickiego w III RP ubogacił tylko kadry kolorystycznie (z czerwonych na wielokolorowe) i przyspieszył proces ich „menelizacji” (uwidoczniony w przestrzeni publicznej podczas Strajku Kobiet). Społeczeństwo w tej materii jest słabo zorientowane, jako że badania historyczne i socjologiczne tych procesów objęte są subkulturą wymazywania.

Wymazano/skasowano z historii uczelni sam system komunistyczny, jego instalatorów i utrwalaczy i rzecz jasna ofiary. Postulowany przeze mnie projekt Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji nie zakończył się sukcesem. Brak zainteresowania tą materią i pieniędzy publicznych, z których finansuje się badania subkultury prostytucyjnej i problemów osób o odmiennej orientacji seksualnej. Prawa osób o odmiennej i niewygodnej orientacji intelektualnej, a w szczególności moralnej, skierowanej na uczciwość naukową i poszukiwanie prawdy, mimo że brutalnie nieraz naruszane, są skasowane przez postępowe środowisko akademickie.

Skierowany w 2017 r. do ministra Gowina postulat zbadania subkultury unieważniania akademików pod koniec PRL pozostał bez realizacji, a problem, wraz z naukowcami skasowanymi w przestrzeni akademickiej, uległ ewaporacji. Minister jakoś swoich barier mentalnych nie pokonał, aby stworzyć reformę przyjazną dla elit do tej pory pozostających poza polskim systemem akademickim.  Podła subkultura nadal kwitnie i to na stabilnym, sprzyjającym gruncie.

Unieważnienie w przestrzeni edukacyjnej osoby wybitnego pisarza Ferdynanda Ossendowskiego, osobistego wroga Lenina, spowodowało, że zarówno ci, którzy kończyli szkoły w czasach PRL, jak i ci w czasach III RP, na ogół o nim nie słyszeli. A w końcu był to w II RP pisarz drugi po Sienkiewiczu. Tak działa skutecznie subkultura kasowania z edukacji osób/wydarzeń niewygodnych. To tylko jeden z tysięcy przykładów, który powinien dawać wiele do myślenia, ale nader rzadko daje.  Skoro można było być penalizowanym za myślozbrodnię, to myślenia trzeba się wystrzegać, aby odnieść sukces. Wielu sukces w ten sposób odniosło i myśleniem nie grzeszy. 

W każdej dziedzinie można znaleźć przykłady wykluczania ze wspólnoty akademickiej niewygodnych akademików, bo głoszących poglądy sprzeczne z zasadami poprawności akademickiej, sprzeczne z poglądami nadzwyczajnej kasty akademickiej. Rzecz jasna chodzi o poglądy oparte na twardych faktach, a nie te od faktów niezależne.

 Tacy są pomijani w cytowaniu prac naukowych, w zaproszeniach na sympozja czy spotkania naukowe. Skazani są na milczenie. Próba merytorycznego przedstawienia swoich racji, podjęcia dyskusji, skutkuje reakcją: „odbieram panu głos”, postulatem:”takich nie zapraszać na konferencje”. Argumentów skasowanego nikt nie usłyszy, na stanowisku akademickim nikt nie zatrudni.

Ten, kto jest zidentyfikowany/zdekonspirowany, jako zdolny do opinii odmiennych od obowiązujących, musi się liczyć z tym, że jego wiedza/dorobek naukowy przestanie się liczyć. Zostanie uznany za niegodnego nawet do dyskusji, bo szkoda dla takiego czasu i uwagi. Skasowanie jest uznawane za reakcję najwłaściwszą, bo usuwa się niewygodną konkurencję, choćby wyimaginowaną. Z archiwów wyparują akta, z albumów – zdjęcia, z historii – osiągnięcia.

A otoczenie? Niestety zachowuje się tak, jakby go dotknął mentalny lockdown.

Potrzebne są interdyscyplinarne badania nad subkulturą „kasowania”, jak i „ewaporacji” w systemie akademickim i wdrażanie działań zapobiegających tym plagom, aby nie pogrążać dalej domeny akademickiej.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 28 kwietnia 2021 r.

Już nie jestem przygnębiony na Święto 3- Maja

Tak było na Al. 3 Maja 6 lat temu

2
DSC_0005

a tak jest dziś !

Przez szereg lat dokumentowałem kontrasty krakowskie w majowe Święta, kiedy to na Al. 3 Maja można było obserwować jedynie metalowe kikuty [objemki] na flagi, ale flag narodowych nie było . Działało to na mnie przygnębiająco. Podniosłem tę kwestię w ‚mieście’ i to królewskim-stołecznym i służby miejskie postanowiły poprawić mi samopoczucie. Już 30 kwietnia wzdłuż Al. 3 Maja można przechadzać się, jechać rowerem….wśród morza flag biało-czerwonych.

Ciekawe, czy inni mieszkańcy Krakowa pójdą tym przykładem i zaczną dekorować [ za pomocą odpowiednich służb] to piękne miasto, tak jak powinno wyglądać.

Przykłady sprzed lat:

Al. 3 Maja –  Błonia Krakowskie „Radosny Piknik Rodzinny” organizowany przez Wojewodę Małopolskiego

Wzdłuż Al. 3 Maja, tak jak w Dzień Flagi, tak i 3 Maja ani jednej flagi !

Cóż ja zrobię, że działa to na mnie przygnębiająco.

i z lat poprzednich –

Święto Flagi – kontrasty krakowskie – https://wkrakowie2014.wordpress.com/2014/05/02/swieto-flagi-kontrasty-krakowskie/,  Dzień Flagi RP w patriotycznym zakątku Krakowa https://wkrakowie2012cd.wordpress.com/2013/05/02/dzien-flagi-rp-w-patriotycznym-zakatku-krakowa/

Czy grozi nam nowy przewrót kopernikański?

Czy grozi nam nowy przewrót kopernikański?

Polacy są spragnieni doniosłych osiągnięć naukowych, których nam od lat brakuje, mimo imponującej liczby instytucji i tytułów naukowych. Mamy niewątpliwie wybitnych ludzi, ale w strukturach polskiej domeny naukowej jakoś nie mają wiele szans, aby się zrealizować.

Od przewrotu kopernikańskiego minęło już kilka wieków, od Nobli Marii Skłodowskiej-Curie – prowadzącej badania jednak w niepolskich strukturach nauki – upłynęło ponad 100 lat, niewiele mniej od prac genialnych polskich matematyków, wynalazców, pogromców pandemii…. Po II wojnie światowy poziom osiągnęła astronomia i nawet jeden z polskich astronomów – pracujących głównie w USA – Aleksander Wolszczan  był wymieniany wśród kandydatów do Nobla, ale jak mówił, nie mógłby mieć takich sukcesów, gdyby nie współpracował z SB (TW „Lange”). Być może akademia noblowska stanęła przed trudnym zadaniem ewentualnego podziału nagrody między uczonego i oficera prowadzącego i decyzji pozytywnej dla polskiego naukowca nie podjęła.

Ministerstwo Nauki i Edukacji, w ramach rządowej polityki Nowego Ładu, rozpoczęło prace nad Narodowym Programem Kopernikańskim – na drodze do czołówki światowej. Inauguracja programu miałaby miejsce w 550 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika (19 lutego 2023 roku), zaś zakończenie przypadłoby w 500 rocznicę jego śmierci (25 maja 2043 roku). Planowane jest powołanie Międzynarodowej Akademii Kopernikańskiej i stworzenie sieci efektywnych instytucji naukowych. Akademia podlegałaby Prezesowi Rady Ministrów, a jej członków miałby powoływać Prezydent RP.

Program nim został opracowany, już wzburzył środowisko akademickie.  Towarzystwo Naukowe Warszawskie, z którego (i Polskiej Akademii Umiejętności) w czasach stalinowskich powstała Polska Akademia Nauk, uznało, że jest to program szkodliwy dla rozwoju nauki w Polsce, wręcz ośmieszający powagę państwa polskiego. Co więcej, u uczonych Towarzystwa objawiły się „skojarzenia z czasami II wojny światowej i okresu stalinowskiego”, jako że ich zdaniem program przypomina najgorsze wzorce okresu stalinowskiego i jest to podobno prosta droga do zniszczenia całego dorobku polskiej nauki akademickiej.  Istna kanonada z armat największego kalibru.

Co więcej w liście z 7 kwietnia do ministra nauki i edukacji uczeni domagają się „podjęcia zdecydowanych konsekwencji personalnych wobec autorów tego wręcz paszkwilanckiego dokumentu” (sic!).

Obawy wobec projektu wyrazili rektorzy KRASP, RGSW, jak i prezes PAN, który jakby zalękniony uznał, że projekt stanowi zagrożenie dla Polskiej Akademii Nauk, bo przecież Program Kopernikański musi kosztować, a zatem pieniędzy budżetowych może nie starczyć dla PAN. Zdaniem prezesa, to co ma robić Międzynarodowa Akademia Kopernikańska, PAN mogłaby zrobić szybciej i pewniej, o ile by dostała fundusze, no i wolność badań, która jest podobno zagrożona w kopernikańskim programie.

PAN ma znaczny potencjał naukowy, lecz w niemałym stopniu marnotrawiony. Od lat ta struktura czeka na reformy. Ostatnia reforma Gowina (Konstytucja dla nauki) w ogóle nie objęła PAN, jakby ta instytucja do domeny nauki nie należała. Kilka instytutów PAN reprezentuje jednak dobry poziom międzynarodowy, ale reszta jest raczej mało wydajna. Z wolnością nauki ta instytucja zainstalowana w czasach stalinowskich, przez dziesiątki lat miała problemy i nie do końca zdołała je pokonać. Wzorcem wolności badań na pewno być nie może. Prezes PAN mówi „musimy mieć niezależnych ekspertów i powinniśmy ich wysłuchiwać.” Trzeba zapytać: co Pan prezes (i jego poprzednicy) zrobił, aby tak było?

Środowisko akademickie bardzo obawia się upolitycznienia nauki.  Musi to budzić zdumienie, gdyż jednocześnie broni politycznie umocowanych filarów tytularnego systemu. Kiedy na początku wieku rektorzy stanęli przed zadaniem zreformowania domeny akademickiej i opracowania ustawy o szkolnictwie wyższym, jakby scedowali swą powinność na prezydenta – choć nie magistra, znanego eksperta od manewrów omijania prawdy. Prezydent zrobił ustawę (rok 2005) taką, aby rektorom było dobrze, ale nauka na tym dobrze nie wyszła i pozostała upolityczniona., a naukowcy wręcz lekceważąco odnoszą się do profesorów uczelnianych zwanych „podwórkowymi”. Tylko nominacja prezydencka jest u nas uważana za prestiżową, choć w innych krajach, o mocnej pozycji naukowej, tak nie jest. Wygląda na to, że plaga schizofrenii dotknęła polskie wysokie gremia akademickie i nic nie wskazuje, aby w tej materii podejmowano środki zapobiegawcze. W takim stanie, w jakim znajduje się dziś polska domena akademicka, żaden przewrót kopernikański nam nie grozi. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 21 kwietnia 2021 r.

Plagi akademickie w bibliotece Niepodległego Polaka

Plagi akademickie w bibliotece Niepodległego Polaka

Moja ostatnia książka „Plagi akademickie” po dodrukowaniu jest znowu dostępna w sklepie Gazety Polskiej – sklepie Niepodległego Polaka, reklamowana w dobrym towarzystwie.

 Nie bez przyczyny tam, bo trudno być niepodległym, jak się jest zniewolonym i to w domenie akademickiej. Żeby się wyzwolić, trzeba walczyć z plagami akademickimi, bo to system akademicki formuje ludzi wolnych, a gdy jest gnębiony plagami, formatuje kolejne pokolenia ludzi zniewolonych, co zresztą widać w dobie obecnej, po przejściu długotrwałego formatowania młodych ludzi w systemie komunistycznym, który bynajmniej nie został obalony do końca. A sformatowani w zniewolonej domenie akademickiej, i ich następcy, nie chcą tego widzieć, nie chcą nawet spojrzeć w lustro.

Na moim blogu umieściłem motto Feliksa Konecznego-  By ruszyć z bagna ! „W historii bywa górą gwałt i zgnilizna, tym bardziej należy tę niemoc zbadać i godzi się zadać nauce pytanie: czyż tak źle z nami, iż nie ma sposobów, by ruszyć z bagna?

Czy ruszymy w końcu z bagna? Czy będziemy grzęznąć przez kolejne dekady?

Zachęcam do zapoznania się z książką i do podejmowania prób wyzwolenia się, aż do osiągnięcia stanu Niepodległego Polaka.

Punktowanie nauki w Polsce

Punktowanie nauki w Polsce

Punktoza zaliczana jest to głównych plag nauki uprawianej w Polsce. Nie piszę: nauki polskiej, mimo że to termin najczęściej używany, gdyż chodzi mi o naukę sensu stricto, a nie naukę przymiotnikową. Jakość prac naukowych mierzy się u nas punktami, którymi obdarza się czasopisma je zamieszczające. Im więcej punktów, tym praca lepsza, a ich autorzy/uczelnie ich zatrudniające – lepiej oceniani i mający większe szanse na lepsze finansowanie i awansowanie. Podejście jest biurokratyczne, merytorycznie dyskusyjne.

Do oceny wystarczy kalkulator i mamy gotową hierarchię jakości naukowej. Ale w najwyżej nawet punktowanych czasopismach zdarzają się buble i plagiaty. Żaden kalkulator, żaden biurokrata nie odsieje plew od ziarna.  Rolnicy w tym celu stosują specjalne maszyny – wialnie, bo – jak czytamy w tekstach agrarnych – „nie wyobrażamy sobie wykonania podobnej pracy ręcznie – byłaby ona żmudna niczym praca Kopciuszka przy oddzielaniu ziarenek maku z popiołu.”  Widać rolnicy są bardziej pomysłowi i dla podniesienia jakości plonów stosują skuteczne metody selekcji. Naukowcy skutecznych metod oddzielania plew od ziarna nie wynaleźli.

Biurokraci, za pomocą zliczania punktów – poprzyznawanych arbitralnie przez jakieś gremia czasopismom z nazwy naukowych (nie zawsze zawierające teksty nauki) – jakości nauki nie podnoszą. Co najwyżej podnoszą dotacje finansowe, dla produkcji kolejnych punktowanych tekstów, przez coraz bardziej utytułowanych, bo najwyżej punktowanych akademików. Tak to mniej więcej wygląda, więc ilościowo prac mamy wiele, gremiów utytułowanych także, ale plewy od ziarna nie zostają oddzielone. Wynik oczywisty – plony naukowe mamy mało satysfakcjonujące.

Widać to w najbardziej popularnym rankingu szanghajskim, bo jakoś cały świat naukowy oddaje się w ręce chińskie. Co roku czeka się na ogłoszenie rankingu uczelni z całego świata, a potem mamy zalew dziennikarskich tekstów objaśniających społeczeństwu, gdzie to się znajdujemy w świecie. My jesteśmy słabi, daleko w rankingach, cieszymy się, kiedy jedna uczelnia znajdzie się w którymś roku w czwartej setce uczelni, a czasem nie ma tam żadnej. W pierwszym tysiącu, jak dobrze pójdzie, to jeszcze kilka polskich uczelni się zmieści.

Tak nas punktują Chińczycy, którzy te punkty pracowicie zliczają ze wszystkich uczelni, aby mieć je na oku i na widok całego świata wystawiają.  Chińczycy punktują jednak tylko prace z wybranych czasopism o randze światowej i nie biorą pod uwagę stopni i tytułów, których my mamy moc. Trudno się dziwić, że nasze uczelnie są tak nisko klasyfikowane, bo gdyby to Polacy robili taki ranking, według naszego punktowania, to bylibyśmy w czołówce. Niestety, nasz system oparty jest na filarach tytularnych, a gdzie indziej nawet nie wiedzą, co to takiego habilitacja czy profesura belwederska. Są, według naszych kryteriów niedouczeni, choć naukę uprawiają i czasem robią to z powodzeniem.

U nas nad reformą systemu tytularnego nawet się już nie dyskutuje. Filary muszą być, choć jak widać poziomu nie trzymają, a raczej trzymają jego obniżanie, bo jak filar jest źle osadzony, to się pogrąża. Niestety, niemal wszyscy w takim systemie zostali uformowani/sformatowani i do końca w takich ramach chcą się mieścić. Stąd mamy reformy, a nie mamy zmian (tych pozytywnych).

Te problemy rzadko stają się przedmiotem publicznej debaty, ale propozycje zmian często są powodem dezaprobaty ciał akademickich.

PAN, a także rektorzy (KRASP), wyrazili ostatnio głębokie zaniepokojenie wprowadzonymi przez Ministerstwo Edukacji i Nauki zmianami punktowania czasopism, gdyż mogą one spowodować marginalizację osiągnięć polskich uczonych i obniżyć jakość prowadzonych badań. Zmiany punktowania czasopism nastąpiły bez konsultacji z Komisją Ewaluacji Nauki. Ministerstwo broni swojej decyzji posiadaniem innej perspektywy systemu akademickiego i chęcią ocalenia uczelni zagrożonych utratą posiadanych uprawnień.

Nie wchodząc w spór między decydentami akademickimi widać, że metodami biurokratycznymi, za pomocą ręcznego sterowania, można wpływać na ocenę jakości badań, naukowców i uczelni, bez podnoszenia ich rzeczywistego poziomu. Społecznej odpowiedzialności sektora nauki w tych zabiegach nie widać. Do podnoszenia jakości nauki uprawianej w Polsce nie ma woli angażowania polskich naukowców pracujących w dobrych zagranicznych ośrodkach naukowych, mających inne perspektywy prowadzania i oceniania badań oraz czasopism na poziomie światowym.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 14 kwietnia 2021 r.

Czy nie należałoby doskonałego „profesora” spuścić z dr(h)abiny akademickiej na ziemię?

Czy nie należałoby doskonałego profesora spuścić z dr(h)abiny akademickiej na ziemię?

W kwietniowym numerze Kuriera WNET 2021 r. opublikowałem tekst Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu? dostępny już także na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/2021/04/09/po-co-doskonalym-plagiatowanie-akademickiej-sciany-placzu/

 W tekście dokumentuję plagiatowanie moich materiałów (teksty, rysunki) przez profesorów z najwyższych szczebli drabiny akademickiej, którzy nie tylko osiągnęli te szczyty hierarchii, ale i podobno działają aktywnie na rzecz wysokich standardów etycznych, pomijając rzecz jasna samych siebie w tej materii.

Zwróciłem uwagę na plagiat prof. Bogusława Śliwerskiego guru polskich pedagogów, członka Rady Doskonałości Naukowej, czyli jednego z tych, którzy decydują o tym kto może, a kto nie może być profesorem belwederskim/prezydenckim. Doskonały „profesor” dokonał plagiatu na mojej grafice zatytułowanej „Dr(h)abina akademicka”  podstawionej pod „akademicką ścianę płaczu” jeszcze w 2009 r.  (https://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/drhabina-akademicka/)

  Tekst rzecz jasna przekazałem tak profesorowi, jak i wielu gremiom akademickim i jak zwykle – NIC!

Doskonały „profesor” z tej drabiny nie spadł. Chyba uznał to za sukces a milczenie środowiska i decydentów za moralne przyzwolenie plagiatowania.

Swego plagiatu nie tylko nie zdjął ze swojej strony, nie przeprosił, ale w kolejnym, tekście z 19 kwietnia 2021 r. – O praktykach i wskaźnikach recenzowania osiągnięć naukowych habilitantówhttps://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2021/04/o-praktykach-i-wskaznikach-recenzowania.html użył  go -bez cytowania- ponownie, jakby demonstrując gdzie on ma dowody swojej nieuczciwości naukowej.  

W końcu ponad Radą Doskonałości Naukowej to  już nikt nie stoi i członkowie tej Rady mogą autonomicznie robić co im się tylko podoba. Także plagiatować. Nikt przecież w naszym systemie nie może oceniać profesorów a jeno oni sami siebie, w systemie wsobnym, jako nadzwyczajna kasta akademicka.

Taki system jest powszechnie akceptowany, tacy profesorowie traktowani są jako filary systemu [sic!], tak przez społeczeństwo, akademików, jak i decydentów/ reformatorów.

Na moje boje o naprawę systemu jest tylko jedna reakcja – przemilczenie. Moja orientacja moralna, jak również intelektualna, niemal powszechnie jest traktowana z dezaprobatą, stąd nie jestem  decydentem, ani nawet zwykłym członkiem środowiska akademickiego,  a jeno dysydentem,  i przy tym persona non grata na polskich uczelniach zatrudniających nawet doskonałych plagiatorów.

Aprobata dla takiego stanu rzeczy gwarantuje, że bez względu na wielkość nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę, na liczebność kadry przesianej przez „doskonałych”, pozostaniemy godnym pożałowania naukowym kopciuszkiem, bez norm moralnych i poczucia godności.

Przypomnieć należy postawę studentów w końcówce PRL, którzy protestując przeciwko ekscesom kadry „profesorskiej” UJ wobec mojej osoby, przestrzegali, że takie metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI.

Co stało się faktem widocznym niemal na każdym kroku, także tych kroków wykonywanych przez „doskonałych”.

Obywatelskie stanowisko wobec „obywatelskiego” projektu

Skandaliczny, „obywatelski” projekt naśladowania Hansa Franka – „Odpomnikujmy Park Jordana”

Jako mieszkaniec Krakowa, Dzielnicy V, domagam się wycofania tego skandalicznego, antypolskiego projektu. Co najmniej 100 000 zł z budżetu Krakowa winno być przeznaczone na renowacje i utrzymanie w należytym stanie zarówno pomników jordanowskich, jak i na pomniki tworzące Galerię Wielkich Polaków XX Wieku. Pomysły naśladowania w działaniach Hansa Franka nie powinny się znaleźć wśród obywatelskich projektów miasta Krakowa. Same sobą stanowią obrazę dla mieszkańców Krakowa.  

Alternatywna biblioteka

Kto nie lubi mojego bloga może zapoznać się z moimi książkami/artykułami np. w Bibliotece Narodowej [choć nie wszystkie artykuły są indeksowane]

Czy prokuratura rozbije gangi od lipnych dyplomów?

Czy prokuratura rozbije gangi od lipnych dyplomów?

Fakt, że jesteśmy potęgą, jeśli chodzi o poziom udyplomowienia, a także utytułowania społeczeństwa, jest powszechnie wiadomy. Ale wiedza, że mamy też moc lipnych dyplomów, a także tytułów, nie jest tak powszechna, choć w sieci sporo jest ogłoszeń o pisaniu prac dyplomowych na zlecenie. Taki stan rzeczy utrzymuje się od lat.

Mimo że wiele przedsiębiorstw upada, szczególnie w czasie pandemii, firmy piszące prace dyplomowe na zlecenie mają się dobrze. Widocznie jest popyt, więc i podaż utrzymują na poziomie i nie bankrutują. Firmy są sprawne, pracują zespołowo i merytorycznie, więc odnoszą sukcesy.

Jest to działalność przestępcza, ale do tej pory nie znaleziono remedium na ten proceder. Uczelnie są oceniane/finansowane według liczby wydawanych dyplomów, więc chyba nie mają interesu, aby ten proceder powstrzymać. Firmy mogłyby upaść, gdyby promotorzy takie lipne dyplomy rozpoznawali i odrzucali. Prace dyplomowe trzeba kontrolować in statu nascendi. A ilu promotorów tak robi? Chyba niewielu, skoro mamy taką masę akceptowanych, lipnych prac dyplomowych. Nikt się nie pyta: dlaczego wielu profesorów nie ma zdolności/ochoty wykrywania oszustw i gdzie są ci, którzy takie zdolności/ochotę mieli?

Prace dyplomowe są sprawdzane programami antyplagiatowymi, które wyręczają (częściowo) promotorów, ale prace pisane na zlecenie nie muszą mieć cech plagiatów. To po stronie promotora jest wykrycie, czy są to prace samodzielne.

Co jakiś czas organy ściągania informują o wykryciu firm trudniących się tym procederem. Ostatnio taki sukces odniosła policja i prokuratura małopolska. Wiele tysięcy prac dyplomowych, z doktorskimi włącznie, wprowadzono do obiegu awansowego w ciągu ostatnich kilku lat i to za sumę nie tak znowu wielką – ok.  7 mln zł.  Znacznie większy pożytek z takich dyplomów mają zapewne szczęśliwi absolwenci. Posiadacz dyplomu, czasem doktorskiego, choć lipnego, ma szansę na nieźle płatną pracę.

Proceder lipnych dyplomów jest znany od lat. W Krakowie, jeszcze w czasach głębokiego PRL, z produkcji lipnych dyplomów zasłynął Julian Haraschin, wcześniej stalinowski prokurator. Nawet się nie trudził pisaniem czy zlecaniem do pisania prac, po prostu produkował fałszywe dyplomy. Robił to -rzec można- metodą chałupniczą, więc wprowadził do obiegu tylko dziesiątki lipnych dyplomów, ale za to z dziedziny prawa. Po wykryciu oszustw, niedługo potem na Wydziale Prawa UJ wybuchł pożar, co jest częstym przypadkiem utylizacji niewygodnych dokumentów.

Kilka lat temu stwierdzono ekspresowy system nabywania uprawnień „naukowych” na ASP w Warszawie, co było procederem opłacalnym, bo za przewody pobiera się spore opłaty i można liczyć na ministerialną dotację. Niedawno wpadł jeden z profesorów łódzkiej uczelni, który za marne 2 500 zł oferował fałszywe dyplomy. Takie dyplomy dają szanse na zatrudnienie nawet w uczelniach wyższych, o czym świadczy choćby kariera fałszywego profesora Rosenkranza vel Korniłowicza, zatrudnianego na kilku uczelniach, które wliczały go do minimum kadrowego.

Firmy-gangi wydające – nieraz na skalę przemysłową– nie fałszywe dyplomy, ale całą zawartość prac (w odpowiednim opakowaniu) wymaganych do uzyskania dyplomów są ścigane, ale akademicy zatwierdzający takie dyplomy traktowani są jako ofiary oszustw. No cóż, każdy może stać się ofiarą oszustwa, ale wprowadzenie do obiegu awansowego tysięcy prac napisanych na zamówienie wymaga sprzyjających warunków w domenie akademickiej. Członkami gangów bywają pracownicy akademiccy. Inni są winni niedopełnienia obowiązków służbowych. W końcu to promotorzy mają sprawdzać postępy swoich podopiecznych w ramach seminariów i indywidualnej opieki oraz promować odpowiedni poziom samodzielnie pisanych prac dyplomowych.

Niestety akademicy albo to zaniedbują, albo nie wykazują dostatecznego poziomu moralnego, czy intelektualnego, aby zapewnić promocje na należytym poziomie. Takie zaniedbania mają miejsce na wszystkich szczeblach akademickich, dlatego nawet centralne komisje/rady doskonałości nie chcą/nie są w stanie wykryć oszustw kandydatów na profesorów.

Taka jest zapaść polskiej domeny akademickiej i można mieć wątpliwości, czy działania policji/prokuratury tę zapaść zlikwidują. Co jakiś czas gang zostaje rozbity, a proceder nadal kwitnie, bo system nastawiony na ilość a nie jakość, jest takim procederom przyjazny i żadne reformy nie zdołały tego zmienić. Nawet nie ma pewności, czy tego chciały. Tym bardziej, że ci z samych szczytów akademickich mają w tej materii swoje grzechy.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 7 kwietnia 2021 r.

Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu?

Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu?

Żyjemy w czasach postępującego postępu zabezpieczanego przez ośrodki nie tylko doskonalenia zawodowego, ale wręcz ogólnoludzkiego, aby postęp zapanował na całym globie. Jednym z warunków postępu jest odrzucenie zacofanej -zdaniem postępowców- cywilizacji opartej na Dekalogu, a przejawy walki z takim zacofaniem widoczne są także na naszych ulicach i obecne w ośrodkach edukacji, wyższej szczególnie z nazwy. Chodzi o to, aby tego co Jaś się za młodu nauczył, Jan nie zdołał się oduczyć. To skuteczna metoda zainstalowana w czasach pandemii komunizmu, który odrzucając Dekalog, odrzucał, rzecz jasna, 7 przykazanie (dla przypomnienia postępowcom – Nie kradnij!) i zajmował się zajmowaniem cudzej własności. Podczas instalacji komunizmu zajmowano nie tylko zegarki (starsi pamiętają naszych „wyzwoleńców” – Masz czasy? To dawaj!), ale także większe dobra materialne, a stopniowo w ramach zainstalowanego systemu edukacji, także dobra intelektualne. Ktoś, kto posiadał takie dobra, narażony był na ataki hunwejbinów postępu, szczególnie w domenie akademickiej, np. w stylu „pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, dawaj pan to co pan wie, bo inaczej pójdziesz na zieloną trawkę”. A styl ten przetrwał ogłoszenie w mediach upadku komunizmu.

Plaga plagiatów

Wraz z rozwojem techniki brak poszanowania prawa własności intelektualnej nawet się rozpowszechnił.  Kiedyś trzeba było mozolnie przepisywać i sobie przypisywać to, co inni napisali i pozyskiwać dyplomy, stopnie, tytuły oparte nieraz na cudzej własności intelektualnej. W końcu realizowano socjalistyczny model – każdemu według potrzeb. Ci, którzy mieli większe potrzeby i zamierzali wejść na szczyty postępu, a cierpieli na deficyt intelektu, czerpali wytwory intelektualne od posiadaczy intelektu.

Pod tym kątem lustracji właściwie nie było, a postęp informatyczny ułatwia taką drogę doskonalenia zawodowego. Metoda „kopiuj – wklej” działa znakomicie i nie zużywa zbyt wiele czasu, a ratuje wielu z tych, którym rozumienie słowa pisanego sprawia trudności. Wielofunkcyjni akademicy na ogół nie mają czasu, aby czytać to, co przez nich wychowani do doskonałości zamieszczają w przez siebie podpisanych opasłych często tomach. Tym samym nie wiedzą, co skopiowali i wkleili do swoich tomów adepci doskonałości.  Co więcej, niektórzy zdobyli szczyty „doskonałości” takimi właśnie metodami i tak sobie je przyswoili, że je akceptują u innych.

Po stwierdzeniu, że nasz system edukacji dotknięty jest plagą plagiatów, zaczęto stosować tzw. programy antyplagiatowe, ale nie do końca doskonałe, a przy tym o zastosowaniu ograniczonym głównie do niższych szczebli akademickich. Na wyższych szczeblach, chyba większe sukcesy w wykrywaniu plagiatów ma znany autonomiczny łowca plagiatów Marek Wroński, niż liczne komisje etyczne czy zespoły dobrych praktyk akademickich. Same zresztą pozostające często na bakier ze swoimi zaleceniami. Najwyższe komisje ewaluacyjne, jak CK, czy obecnie Rada Doskonałości Naukowej, czasami przedstawiają plagiatorów prezydentowi do nominacji profesorskich.  Czyli formalnie „doskonali” działają na rzecz nagradzania, awansowania, niedoskonałych. I koło się zamyka. Bo „doskonałych” mogą oceniać tylko „doskonali”, choćby byli bardzo niedoskonali.

Jeśli systemowo nie postawi się tamie pladze plagiatów, to Marek Wroński do końca życia może polować na plagiaciarzy i roboty mu nie zabraknie. Ale czy tak naprawdę można się cieszyć z jego sukcesów?  Ja bym się cieszył, gdyby tak zmieniono system, aby Marek Wroński, mimo swej pasji łowcy plagiatów, nie miał nic do roboty!  Postulowałem, aby wprowadzić w życie mój darmowy program antyplagiatowy. Ale bez skutku.

Mój darmowy program antyplagiatowy

Na moim blogu pisałem „Stulecia doświadczeń kulinarnych wskazują, że ryba psuje się od głowy. Nie inaczej jest w kuchni akademickiej. Jeśli odetnie się ogon, to i tak to nie zapobiegnie gniciu głowy. Nie ma rady, trzeba opracować taki program, aby głowa się nie psuła. W obecnym systemie akademickim niestety głowy są bardzo podatne na psucie, a jeden plagiat popełniony bezkarnie przez autorytet – głowę systemu, generuje tysiące plagiatów „tułowiowych” i „ogonowych”.  I co z tego, że je wykryjemy, gdy wykrywający z systemu są wykluczani a popełniający plagiaty – nie. Rzadko bywa inaczej.”

Proponowałem program naprawczy skierowany do decydentów reformujących nasz system akademicki, prowadzący „wyrejestrowanie z populacji akademickiej osób popełniających plagiaty a zarejestrowaniu osób potrafiących plagiaty wykrywać. Dotychczasowe programy tych opcji nie przewidują, dlatego są tak mało skuteczne. Program zapewni podniesienie standardów uprawiania nauki bez zwiększenia kosztów księgowanych po stronie wydatków na naukę, a nawet gwarantuje spore oszczędności, bo np. działających na szkodę nauki plagiatofilów jest znacznie więcej niż plagiatofobów.”

Taki program naprawczy ujawniłem w domenie publicznej, przekazałem decydentom nauki walczącym także z plagiatami. I nic. Tyle, że tekst okazał się chyba najbardziej popularny z tych, które napisałem. Widocznie plagiatujący usiłowali znaleźć program do wykrywania plagiatów, bo w dzisiejszych czasach jak ktoś mówi/pisze o „programie” to trzeba go zainstalować w komputerze, ściągając z internetu. A przecież jasno pisałem, że chodzi o program naprawczy! Niektórzy po przeczytaniu tekstu nie wiedzieli, jak program zainstalować i pytali, ile kosztuje użycie programu! Bo przecież wiadomo, że jak coś jest oferowane jako darmowe, to musi kosztować.

Umieszczenie tego tekstu posłużyło więc w pewnym sensie także jako test analfabetyzmu polskiej społeczności akademickiej.

Moja propozycja programu została zainspirowana splagiatowanym fragmentem mojego tekstu przez uczonych pracujących nad naprawą polskiego systemu akademickiego („Mobilność Naukowców w Polsce” –Raport opracowany przez Zespół Interdyscyplinarny do spraw mobilności i karier naukowych. listopad. 2007, Przewodniczący Zespołu – Jerzy Woźnicki), jednocześnie krzewicieli dobrych obyczajów w nauce. Mój tekst opublikowałem na portalu Niezależnego Forum Akademickiego, a potem w książce Drogi i bezdroża nauki w Polsce. Splagiatowany został nieduży, ale znaczący fragment, a raport  z plagiatem wisiał sobie przez 2 lata na stronach Ministerstwa Nauki walczącego z plagiatami.

Na przeprosiny i usunięcie plagiatu musiałem czekać 2 lata, kiedy to wybuchła sprawa plagiatu b. minister skarbu i rektora uczelni wyższej – Aldony Kameli-Sowińskiej, która nie widziała nic zdrożnego w korzystaniu – bez cytowania- z zasobów internetowych. Proces przegrała, rektorem przestała być, musiała zapłacić odszkodowanie, a ja wykorzystując ten dogodny moment przypomniałem o plagiacie z mojego tekstu.

Faktem jest, że po przekazaniu o tym informacji minister Kudryckiej splagiatowany fragment został usunięty i zostałem ustnie przeproszony przez jednego z członków zespołu prof. Woźnickiego – ale na tym się skończyło.

Mój program antyplagiatowy nie został wdrożony w życie. A szkoda. Skutki tego zaniechania trwają do dziś, a moja działalność nie tylko pisemna, ale także obrazowa (zdjęcia, filmy) niejeden raz była plagiatowana, nie tylko przez środowiska akademickie, ale i innych „twórców” nierespektujących własności intelektualnej. No cóż, przechodziliśmy przez system komunistyczny, a ten – czego jak czego – ale własności intelektualnej i prywatnej nie respektował i chyba nam to zostało we krwi. Także komisjom etycznym/dobrych praktyk, które jakoś swych zaleceń kierowanych do środowiska akademickiego same nie praktykują.

Splagiatowana akademicka ściana płaczu

Kilkanaście lat temu zobrazowałem nieco skomplikowanym rysunkiem proces zdobywania szczytów hierarchii akademickiej poprzez pokonywanie – jak to nazwałem – akademickiej ściany płaczu. Aby opisać tę kwestię trzeba by napisać co najmniej sporty artykuł, a jeden poglądowy rysunek potrafi zastąpić tysiące słów.  Jeśli taki rysunek zamieści się w internecie, staje się przedmiotem mrocznego nieraz pożądania i nawet najbardziej doskonali nie potrafią zapanować nad swoimi skłonnościami do korzystania z cudzej własności. W czasach postępu, nikt – a tym bardziej doskonali – siódmym przykazaniem się nie przejmuje. Jak postęp, to postęp i trzeba korzystać z tego, co jest dostępne i brać na swój użytek.

Nad skłonnościami do przechwytywania rzeczy cudzych nie zapanował Bogusław Śliwerski, jeden z doskonałych profesorów – doskonały, bo członek Rady Doskonałości Naukowej, czyli ten, który współdecyduje o tym, czy ktoś może być obdarzony najwyższym tytułem akademickim.

Profesor, przedstawiający się jako profesor nauk społecznych, prowadzi aktywnie blog „pedagog”- z imponującym wręcz zacięciem – w którym poucza innych, jak należy w domenie akademickiej postępować, jakie ta domena wykazuje mankamenty, pomijając z widoczną skromnością swoje. Wspominałem już o nim krytycznie w tekstach w „Kurierze WNET” nr 70/2020 r. (O konieczności doskonalenia doskonałych) oraz nr77/2020 (O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości ….) ale widocznie albo ich nie zrozumiał, albo nie chce zrozumieć, że swoim postępowaniem szkodzi nauce.

3 stycznia 2021 r. w tekście Akademickie kontrowersje w 2020 roku

 bez żadnych skrupułów umieścił – jako wiodący- mój rysunek z 15 stycznia  2009 r. zatytułowany DR(h)abina akademicka (do tej pory na moim blogu akademickiego nonkonformisty) –   https://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/drhabina-akademicka/ bez powołania się na źródło, choć taka konieczność, winna być znana nawet studentowi. A tu proszę, profesor, i to doskonały, czujący chyba powołanie do doskonalenia innych, sam popełnia czyn bardzo niedoskonały. Do tekstu doskonałego profesora, mój rysunek – w dodatku niedoskonały, bo zdolności rysunkowych nigdy nie miałem- nawet nie pasuje.

W gruncie rzeczy rysunek przedstawia krytykę tego, co najwyższe władze akademickie czynią, ze szkodą dla nauki w Polsce. System tytularny prowadzi do wyodrębniania się nadzwyczajnej kasty akademickiej, która uważa, że nie może być przez innych kontrolowana, bo profesora może oceniać co najwyżej inny profesor, a nie ktoś z niższego szczebla drabiny akademickiej.  

Kto po takiej drabinie chce się piąć w górę, może natrafić na podpiłowane czy wręcz roztrzaskane szczeble, a i na głowę coś mu może spaść, a może i sama głowa. Istna akademicka ściana płaczu, zwieńczona beneficjentami systemu tytularnego broniącymi swoich wysoko umocowanych siedlisk. 

Nad Radą Doskonałości Naukowej już nikt w tej hierarchii nie stoi, więc doskonali czują się z siebie nie tylko dumni i zadowoleni, ale mają poczucie bezkarności. W Polsce, w której realizuje się wiele projektów akademickich, nie zanosi się, aby rozpoczęto realizowanie projektu oczyszczania środowiska akademickiego, jaki wdrożyli w życie np. Włosi. U nas nawet mój -o wiele skromniejszy – projekt antyplagiatowy nie ma szans na realizację.

Tekst opublikowany w Kurierze Wnet, w kwietniu 2021 r.

Lockdown na dyskusję o studiach?

Lockdown na dyskusję o studiach?

Prof. Marek Konopczyński z PAN ocenił (Rzeczpospolita, 19 marca 2021), że podczas pandemii szkolnictwo wyższe poniosło klęskę a media podejmują temat szkół podstawowych i liceów, gdy brak jest dyskusji o uczelniach. To fakt, ale chyba nie zauważył, że „Gazeta Polska” już od kilku miesięcy do takich mediów nie należy i daje mi możliwość pisania o plagach/klęskach akademickich wynikających nie tylko z powodu pandemii.

Niestety, nie zauważyłem w mediach dyskusji na temat moich opinii, tak jakby został nałożony lockdown środowiskowy na ten temat. Nie jest to wynik pandemii koronawirusa, lecz nieustępujących do tej pory skutków pandemii komunizmu, kiedy swobodne dyskusje na tematy niewygodne były niemożliwe, a przynajmniej źle widziane i nieraz penalizowane. Mimo transformacji taki stan rzeczy pozostał i świat akademicki na ogół milczy nawet w sprawach wymagających krzyku.

Profesor – jako pedagog – wyraża trafną opinię, że „istotą edukacji na uniwersytecie jest nie słuchanie, lecz uczestniczenie” i słusznie narzeka na brak akademików gotowych do zarażania studentów swoją dziedziną nauki. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego ich nie ma, choć w domenie akademickiej działa już lat 40, pełniąc wiele odpowiedzialnych funkcji. Powinien więc wiedzieć, że w PRL tych, którzy zarażali swoimi naukowymi pasjami studentów, usuwano z uczelni, szczególnie gdy wykrywano u nich wirusa antykomunistycznego. Inspirowanie studentów do badań, lektury światowej literatury naukowej czy uzupełniania braków edukacji socjalistycznej uznawane było za zagrożenie dla socjalistycznego modelu wychowania młodzieży i dla przewodniej siły narodu. Tacy akademicy byli wypędzani z uczelni z wilczymi biletami, za negatywny wpływ na studentów.

Profesor, mający osiągnięcia w resocjalizacji szkodników społecznych, zdaje się do dziś nie podjął tematu resocjalizacji akademików, nieraz w randze profesorów, zatwierdzanych przez przewodnią siłę narodu, którzy  swoimi działaniami często robili wiele szkód społecznych. Po transformacji nie zostali poddani procesom resocjalizacji i nadal szkodzą, pełniąc często funkcje profesorów – meneli, profesorek-menelek, występujących w roli mistrzów.

Jak już pisałem w felietonach, czas pandemii nie spowodował zniszczenia relacji mistrz-uczeń, lecz właśnie doszło do przywrócenia tych wcześniej utraconych relacji, lecz na innej platformie. Kiedyś była to platforma wspólnego poszukiwania prawdy, a dziś jest to platforma wspólnego j***nia PIS. Te relacje winny być przedmiotem badań specjalistów od resocjalizacji, w dziedzinie, w której profesor Konopczyński odnosi sukcesy, lecz taktownie te problemy pomija. Nie będąc specjalistą od resocjalizacji, postulowałem (i to jeszcze w czasach ”jaruzelskich”), aby takich przenosić w stan nieszkodliwości. Bez skutku. W ramach potrzebnej merytorycznej dyskusji o uczelniach oczekiwałbym na głos profesora o metodologii resocjalizacji kadry akademickiej. Tym bardziej że, jak sam poucza „edukacja to nie tylko wiedza, ale także socjalizacja” i sam przekonuje, że „przy odrobinie chęci można to zrobić, także w warunkach pandemicznych”.

Zgadzam się w pełni, że niektóre (a może nawet wszystkie?) uczelnie nastawiają się na kasę i oszukują studentów. Co gorsza oszukują całe społeczeństwo. Pisałem o tym na moim blogu już w roku 2009 („Wielkie oszustwo edukacyjne”), czyli wiele lat przed pandemią. Żadnej dyskusji wówczas nie było. Widocznie opinia była słuszna, a argumentów, że może jest inaczej, jak brakowało, tak wciąż nie ma. Zatem oszukiwanie studentów jest raczej powszechne i długotrwałe, i to nie pandemia jest tego przyczyną, jakkolwiek skutki są bardziej widoczne. Na dyskusję o patologiach świata akademickiego ani przed laty, ani obecnie, nikt nie nakładał lockdownu.

Został zaprowadzony wśród sformatowanej społeczności akademickiej, która ze swego środowiska wydala nonkonformistów, ujawniających krytyczne, niewygodne poglądy. Taki jest środowiskowy standard odziedziczony z czasów komunistycznych.  

Poważnym problemem w czasach pandemii jest brak/ograniczenie kontaktu studenta z przedmiotem studiowania. Trudno jest np. studiować geologię bez kontaktu – rzec można intymnego – ze skałą. Te ograniczenia już występowały, a to ze względów finansowych, z powodu dużej liczby studentów i braku akademików-pasjonatów. Czas pandemii to rzeczywiście katastrofa, klęska edukacji, która będzie brzemienna w skutki, także gospodarcze.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 31 marca 2021 r.

Nie mogę być obojętny wobec obojętności

Nie mogę być obojętny wobec obojętności

Przed laty przeszliśmy przez piękny okres Solidarności, ale chyba niewiele  z tego zostało. Dziś solidarności międzyludzkiej – co kot napłakał.  Pogłębia się obojętność, zabieganie o własne interesy i przywileje. Furorę w ubiegłym roku zrobiły słowa Mariana Turskiego w KL Auschwitz „Nie bądź obojętny”, zdefiniowane jako jedenaste przykazanie, którego nieprzestrzeganie miało doprowadzić do Zagłady. Na dziesięć przykazań, których przestrzeganie zapobiegłoby Shoah, jakoś nikt nie zwrócił uwagi. W końcu mamy wojnę z religią i usuwanie jej z życia i przestrzeni publicznej, a z przestrzeni Kl Auschwitz w szczególności. Nie można na to być obojętnym, stąd marsze pamięci 14 sierpnia, w rocznicę śmierci św. Maksymiliana Kolbego. W końcu wykluczanie, dyskryminowanie chrześcijan, wymazywanie z pamięci Polaków – gdzie jak gdzie, ale w KL Auschwitz, założonym w celu ich eksterminacji, nie może pozostawiać nikogo obojętnym.

Marian Turski, w tym roku został laureatem Nagrody Nieobojętności przyznanej przez Oświęcimski Instytut Praw Człowieka, a następnie nagrody im ks. Stanisława Musiała przyznawanej osobom zasłużonym dla dialogu chrześcijańsko- i polsko-żydowskiego. Podnoszono jego przestrzeganie przed obojętnością „na najdrobniejsze przejawy zła”. Co prawda Marian Turski po wyjściu z obozów zagłady nie tylko nie przestrzegał przed ogromnym złem w postaci ludobójczej, czerwonej zarazy, jaka spadła na Polskę, ale brał nawet udział w instalacji i propagowaniu tego systemu zła. I to w czasie, gdy współwięźniowie KL Auschwitz, byli nieludzko torturowani i zabijani przez czerwonych zbrodniarzy. Tym niemniej w Auschwitz nawoływał do wierności jedenastemu przykazaniu, pomijając dziesięć przykazań boskich, w których zakaz nieobojętności, wykluczania, dyskryminacji znakomicie się mieści.  Dla wielu stał się autorytetem moralnym, a kto tego autorytetu nie podziela jest stygmatyzowany, w ramach wprowadzenia w życie jedenastego przykazania (sic!)

Jednym z fundatorów nagrody jest rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w tym roku reprezentowany przez prof. Popiela, członka kapituły nagrody, który podkreślał nawoływania laureata „do porzucenia wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło”.

Trzeba przypomnieć, że w tym roku rektorzy UJ (i nie tylko) nie byli obojętni na proaborcyjne strajki kobiet, prowadzące do holocaustu nienarodzonych i deklarowali dla nich wsparcie. Nie można być obojętnym wobec tego zła!

Zarówno obecny, jak i poprzedni rektorzy UJ nieraz zachowywali wygodną postawę obojętności wobec zła, a nawet je generowali. W czasie instalacji systemu komunistycznego wspierali prokuratorów skazujących ich kolegów z opozycji niepodległościowej. Byli obojętni na karierę akademicką na UJ byłego prokuratora wojskowego Juliana Haraschina, mającego na swym koncie 60 wyroków śmierci wobec walczących o wolną Polskę.

Czyli chyba jakieś podobieństwo z postawą Mariana Turskiego w tamtych czasach, co zbliża po latach.

Rektor UJ prof. Jacek Popiel, w laudacji tegorocznej nagrody, przypomniał o elitarnym gronie jej laureatów, wśród których znaleźli się do tej pory – jak podkreślał – „znamienite osobistości”. Wśród nich z UJ był prof. Jerzy Wyrozumski i trudno być obojętnym wobec zakłamywania najnowszej historii UJ, w czym ma swoje „zasługi”. Był przy tym całkiem obojętny, wobec losów nieobojętnych na zło „epoki Jaruzelskiej” na uczelni, która całkiem tę epokę wykreśliła ze swej historii, tak jak i jej ofiary. Nie był w tym odosobniony, gdyż taką wygodną, obojętną postawę, wykazywali wszyscy rektorzy UJ w czasach wolnej Polski. I nie tylko rektorzy, bo wśród laureatów nagrody jest też Zofia Radzikowska, nawet związana z Solidarnością, choć wcześniej z PZPR, wykazująca w czasach transformacji raczej solidarność z rzekomo obaloną komuną, obojętna wobec ekscesów politycznych czystek. Jest też prof. Jan Błoński, nieobojętny wobec represji duchowieństwa polskiego w czasach stalinowskich, bo zaangażowany w poparcie procesu kurii krakowskiej i autor „kamienia milowego” w kampanii oskarżania Polaków o odpowiedzialność za Holocaust.

Jest też ks. Michał Czajkowski, TW „Jankowski”, spoza profesorów UJ, lecz uhonorowany nagrodą przez rektora UJ Wojciecha Nowaka, co udokumentowałem w swoim fotoreportażu w 2018 r. Laureat nie był   obojętny na poczynania UB/SB, z którymi to organami wiele lat współpracował, nieobojętny również na wynagrodzenia za współpracę.

Zatem grono nagrody jest rzeczywiście elitarne i nie można być wobec niego obojętnym.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 24 marca 2021 r.

Ciosy „marcowe” i „jaruzelskie” na polski korpus akademicki

Ciosy „marcowe” i „jaruzelskie” na polski korpus akademicki

W marcu jak bumerang wraca pamięć o ciemnych wydarzeniach roku 1968, które były wielowątkowe i obejmowały nie tylko uczelnie. Nie ulega wątpliwości, że z konsekwencjami Marca ’68 w domenie akademickiej borykamy się do dziś.

Na 50 rocznicę tamtych wydarzeń minister Gowin mówił o wielkim ciosie dla nauki polskiej, o przerwaniu jej ciągłości, a prezydent Duda przepraszał za wypędzenia w wyniku kampanii antysemickiej.

Przebieg wydarzeń Marca ’68 został opisany wielokrotnie, a różne jego aspekty, w tym ciosy zadane nauce w Polsce, omawiano w licznych książkach i artykułach, tak naukowych, jak i publicystycznych. 

W wyniku wydarzeń marcowych Polskę opuściły setki naukowców żydowskiego pochodzenia. Dla niektórych stanowiło to początek międzynarodowej kariery naukowej, o czym pozostający w kraju  mogli tylko marzyć. Wypada dodać, że wśród – jak się określa – wypędzonych czy wygnańców, byli także instalatorzy systemu komunistycznego w Polsce, zasłużeni dla wyganiania profesorów z uczelni, w ramach oczyszczania ich z elementu wstecznego, negatywnie oddziałującego na młodzież akademicką. Wśród wygnańców byli też zasłużeni dla ścigania czy skazywania – i to na śmierć- polskich patriotów z podziemia niepodległościowego.

Symbolami tych intelektualnych wygnańców są Zygmunt Bauman i Helena Wolińska. Doktor Helena Wolińska nie zrobiła wielkiej kariery naukowej na Zachodzie, jakkolwiek ze środowiskiem naukowym żyła za pan brat, a nawet w związku małżeńskim (kolejny mąż – wygnaniec prof. Włodzimierz Brus).

Jej oddziaływanie naukowe na środowisko polskie może zostało okresowo przerwane, lecz przetrwało i podczas proaborcyjnego Strajku Kobiet podpierano się jej pracą doktorską Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego”.  A zatem, tak do końca nie została wykreślona z nauki – ze szkodą dla nauki (i nie tylko).

Helena Wolińska-Brus, pierwotnie Felicja (Fajga Mindla) Danielak, w stalinowskiej Polsce była prokuratorem, ma na swoim sumieniu zbrodnie sądowe, m.in. gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Naukowo realizowała się przy KC PZPR.

Na okoliczność rocznic marcowych słyszymy o żalu, że „wypędzeni” nie są z nami, co w przypadku Heleny Wolińskiej akurat jest prawdą, gdyż wieloletnie starania o ekstradycję, aby stanęła przed sądem za swe zbrodnie, nie zostały zrealizowane. Opuszczenie przez nią Polski dla nauki nie było stratą, nie było ciosem, a ona sama uchroniła się przed ławą sądową – konsekwencjami swoich komunistycznych poczynań.

Prof. Zygmunt Bauman opuścił Polskę po usunięciu z UW, gdzie był profesorem, ale za swoje poczynania, jako agenta Informacji Wojskowej „Semjon”, winien stanąć przed sądem. Tak się nie stało do jego śmierci. Jako „wygnaniec” zrobił międzynarodową karierą, a do Polski mógł wracać, wykładać, uczestniczyć w konferencjach. Jego prace weszły do lektur szkolnych i studenckich, powszechnie są cytowane przez polskich socjologów. Konsekwencji prawnych za komunistyczne grzechy młodości nie poniósł. Takie ponosili tylko ci, którzy protestowali przeciwko jego fetowaniu na polskich uczelniach.

Faktem jest, że część pracowników naukowych pochodzenia żydowskiego została pozbawiona katedr. Katedr – w konsekwencji Marca ’68 – pozbawiono wielu polskich profesorów, bo zostały one zlikwidowane, a w ich miejsce tworzono instytuty obsadzane przed kadry chowu ZMP. Na swoich asystentów przyjmowali jedynie nadających się do formowania studentów w duchu socjalistycznym.

Czystka marcowa nie była ostatnią czystką świata akademickiego. Cierpimy jednak na niedobór lub brak należytych, kompleksowych opracowań, dokumentacji ekscesów epoki jaruzelskiej i ich konsekwencji dla nauki w III RP. O rocznicach tych czystek na uczelniach się nie wspomina, ofiar czystek/wygnańców się nie przeprasza, na wykłady/konferencje nie zaprasza, z historii uczelni się wymazuje. Wygnańcy „‘jaruzelscy” nie mają możliwości finansowania i prowadzenia nie tylko badań w swoich dziedzinach naukowych, ale i badań nad wypędzeniami/wygnańcami czasów jaruzelskich, bo na to pieniędzy publicznych nie ma. Chodzi zatem o to, żeby nie poznać tego, co winno być poznane.

W Marcu ’68 nieraz profesorowie bronili studentów i za to ministrowie po latach składają im hołd. W czasie czystek jaruzelskich to czasem studenci bronili swoich nauczycieli i nikt im za to nie dziękuje, a nawet nie chce poznać prawdy. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 17 marca 2021 r.

Podpisałem apel o dekomunizację Powązek Wojskowych w Warszawie

Apel o dekomunizację Powązek Wojskowych w Warszawie

Do najwyższych władz Rzeczpospolitej Polskiej

My, niżej podpisani, apelujemy do najwyższych władz Rzeczpospolitej Polskiej o prawo i sprawiedliwość.
Cmentarz Powązki Wojskowe w Warszawie to wyjątkowa polska nekropolia. Taki charakter miała w wolnej, niepodległej II Rzeczpospolitej, bo po 1945 r. została – jak cała Polska – zawłaszczona przez komunistów. Ten stan trwa do dziś.
Nielegalna, bo narzucona nam przez sowietów siłą, nigdy nie wybrana przez Polaków komunistyczna władza przejęła przede wszystkim Aleję Zasłużonych, gdzie nadal spoczywają ludzie Moskwy, jak współautor antysemickiej nagonki w 1968 r. i masakry robotników na Wybrzeżu w 1970 r. Władysław Gomułka; wiceszef bezpieki, twórca i pierwszy komendant Milicji Obywatelskiej Franciszek Jóźwiak; czy tzw. prezydent, a naprawdę naczelny zbrodniarz Bolesław Bierut – główny morderca Żołnierzy Wyklętych, który podpisał na nich tysiące wyroków śmierci.


Na polskiej nekropolii spoczywają także np. szefowie antypolskiej, komunistycznej bezpieki: Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Mieczysław Mietkowski, Jan Ptasiński, Konrad Świetlik, Jakub Berman, Julia Brystiger. Funkcjonariusze przymusu bezpośredniego: Anatol Fejgin, Stanisław Łyszkowski, czy Marian Stróżyński. Krwawi sędziowie: Józef Badecki, Marian Frenkiel, Władysław Garnowski, Leo Hochberg, Teofil Karczmarz, czy Bronisław Ochnio. Krwawi prokuratorzy: Stanisław Zarako-Zarakowski, Henryk Holder, czy Henryk Ligięza.


Wśród wymienionych są oprawcy polskich bohaterów narodowych: gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, kpt./gen. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, rtm Witolda Pileckiego, cichociemnego mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN: ppłk Łukasza Cieplińskiego, mjr Adama Lazarowicza, Kazimierza Pużaka, ks. Rudolfa Marszałka, czy ks. Zygmunta Kaczyńskiego.
Większość z nich została zrzucona do bezimiennych dołów śmierci na „Łączce”, gdzie, przykryci grubą warstwą nawiezionej ziemi, spoczywali przez długie lata PRL.


W ostatnich latach polski cmentarz „wzbogacili” kolejni komuniści. W 2013 r. obok kwatery „Ł” spoczął w PRL-owski szef MON Florian Siwicki, jeden z architektów inwazji na Czechosłowację i stanu wojennego. Rok później znany powszechnie Wojciech Jaruzelski. Chwilę wcześniej Jan Czapla i Włodzimierz Sawczuk, szefowie Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, i wśród wielu innych komunistycznych dygnitarzy – reprezentantów interesów Moskwy: Eugeniusz Molczyk, zastępca naczelnego dowódcy wojsk Układu Warszawskiego, w razie sowieckiej interwencji szykowany przez Moskwę na dowódcę WP, który chciał zlikwidować „Solidarność” siłą. Z kolei Czapla był wcześniej zastępcą dowódcy ds. politycznych Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który pacyfikował „bandytów”, czyli niepodległościowe podziemie.
Obok Tadeusz Pietrzak – w grudniu 1970 r. współdecydował o strzelaniu do polskich robotników, a zbrodniczą karierę rozpoczynał od wymordowania żołnierzy kpt. Henryka Flamego, „Bartka”. W kolumbarium „kat Trójmiasta” Stanisław Kociołek, oraz poprzednik Jerzego Urbana – Artur Starewicz, szef komunistycznej propagandy w latach 1948-1954.
Groby komunistycznych oprawców sąsiadują z mogiłami powstańców styczniowych, wielkopolskich, żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., września 1939 r., Armii Krajowej i Powstańców Warszawskich.


Jest jeszcze problem „Łączki”. Tu musi powstać wielki narodowy panteon chwały, na wzór Cmentarza Orląt Lwowskich, w miejsce obecnego „panteoniku”. Zamiast szuflad ze stłamszonymi kośćmi naszych bohaterów, każdy musi mieć swój grób. Każdy Żołnierz Wyklęty zasłużył po latach poniewierki, prześladowań, represji, na własny grób.
Dlatego my, niżej podpisani, apelujemy do najwyższych władz Rzeczpospolitej Polskiej o zakończenie tej schizofrenicznej sytuacji. A ponieważ dotychczasowy właściciel cmentarza nie zamierza rozwiązać problemu – należy wywłaszczyć Powązki Wojskowe na rzecz Skarbu Państwa, tak jak stało się to z Placem Piłsudskiego w Warszawie i terenem Westerplatte w Gdańsku.


Jeśli Polska ma by krajem rzeczywiście praworządnym i sprawiedliwym – Powązki Wojskowe muszą zostać ponownie – wzorem wolnej i niepodległej II Rzeczpospolitej – polskim cmentarzem, nekropolią chwały Polaków, polskich żołnierzy, polskich autorytetów, a nie zbrodniarzy komunistycznych.

Podpisy:

Tadeusz Płużański i Fundacja „Łączka”
Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych
Andrzej Rozpłochowski, legenda śląskiej Solidarności
Stowarzyszenie Godność
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Warszawa-Wschód, Mirosław Widlicki
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Koło Pomorskie, Józef Żernicki
Zarząd Obszaru Południowego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” w Krakowie
Stowarzyszenie Solidarni 2010
Fundacja im. Janusza Kurtyki
Stowarzyszenie Grupa Historyczna Zgrupowanie Radosław
Stowarzyszenie Patriotyczny Głogów
Stowarzyszenie Klub Historyczny „Prawda i Pamięć”
Towarzystwo Patriotyczne Fundacja Jana Pietrzaka
Zarząd Główny Związku Żołnierzy NSZ
Stowarzyszenie Historyczne im. 11 Grupy Operacyjnej NSZ
Stowarzyszenie Grupy Oporu

Płk Marian Pawełczak, „Morwa”, oficer sztabu, adiutant cichociemnego mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”
Płk Witalis Skorupka, “Orzeł”, żołnierz AK, Żołnierz Wyklęty
Izabela Skorupka, prawnik
Por. Wacław Szacoń ps. „Czarny”, żołnierz AK, NOW, Żołnierz Wyklęty
Kpt. Wacław Legan, ps. „Niedorostek”, Żołnierz Wyklęty 3 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, honorowy Prezes Koła Wileńsko Nowogródzkiego ŚZŻAK
Kpt. Franciszek Chrostowski, Żołnierz Wyklęty
Joanna i Andrzej Gwiazdowie, legendy Solidarności
Krzysztof Wyszkowski, działacz Wolnych Związków Zawodowych
Jan Karandziej, działacz Wolnych Związków Zawodowych
Ewa Kubasiewicz, działaczka niepodległościowa w PRL
Zofia Kwiatkowska, działaczka niepodległościowa w PRL
Wiesław Ukleja, działacz niepodległościowy
Dr inż. Romuald Rajs, syn kpt. Romualda Rajsa, “Burego”
Witold Mieszkowski, architekt-urbanista, syn zamordowanego komandora Stanisława Mieszkowskiego
Marta Mieszkowska, fizyk-programista
Romuald Rzeszutek, inicjator budowy pomnika Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych w Mielcu

Synowie niepodległościowca śp. Zygmunta Goławskiego:
Krzysztof Goławski z rodziną,
Zygmunt Wiesław Goławski z rodziną
Adam Macedoński, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Kraków
Romuald Szeremietiew, działacz niepodległościowy, profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej
Adam Słomka, Konfederacja Polski Niepodległej
Nina Milewska, działaczka opozycji antykomunistycznej w PRL, Gdańsk
Andrzej Melak, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Warszawa
Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Warszawa
Janusz Fatyga, prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej w Krakowie
Zygmunt Miernik, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Dąbrowa Górnicza
Tadeusz Wołyniec, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, represjonowany z powodów politycznych, Koszalin
Stefan Kucharzewski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, współzałożyciel KPN, Lublin
Stanisława Korolkiewicz, działaczka opozycji antykomunistycznej w PRL, Białystok
Leszek Duklanowski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Szczecin
Waldemar Reginiewicz, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Wałcz
Jerzy Leoniak, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Szczecinek
Sławoj Kigina, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Kołobrzeg
Zygmunt Bąk, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL
Zenon Lasoń, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Słupsk
Piotr Mostowski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Białogard
Stanisław Trzuskowski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Koszalin
Urszula Kostuch, działaczka opozycji antykomunistycznej w PRL, Koszalin
Wiesław Norman, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Częstochowa
Tadeusz Stański, prezes Fundacji Walczącym o Niepodległość, Wyklętych, Pokrzywdzonych, Internowanych, Więzionych
Krzysztof Lancman, KPN, członek Zarządu Instytutu Historycznego NN im. Andrzeja Ostoja Owsianego, Warszawa
Antoni Lenkiewicz, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, Wrocław
ks. prałat Józef Roman Maj
prof. Paweł Bromski, Wyższa Szkoła Administracji i Stosunków Międzynarodowych
Waldemar Pernach, działacz niepodległościowy
Aniela i Stanisław Sakwa, działacze niepodległościowi Lubin
Tadeusz Dudkiewicz, prezes Stowarzyszenia Towarzystwo Patriotyczne Radomsko
Leonard Kapiszewski, przewodniczący Mazowieckiej Rady Kombatanckiej
Elżbieta Królikowska-Avis, działaczka niepodległościowa
Sławomir Krupiński, działacz niepodległościowy
Ewa Tomaszewska, działaczka „Solidarności”
Marek Głowacki, Grupy Oporu

prof. Wojciech Polak, historyk, Centrum Badania Historii „Solidarności” i Oporu  
Społecznego w PRL, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk, PAN
prof. Jan Żaryn, historyk, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego
prof. Tomasz Panfil, historyk, KUL, IPN
prof. Marek Jan Chodakiewicz, profesor w The Institute of World Politics w Waszyngtonie
dr hab. Hanna Karp, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu
dr Bohdan Urbankowski, filozof, pisarz
dr hab. Bogusław Kopka, historyk
dr Wojciech Muszyński, historyk
Anna Matuchniak-Mystkowska, socjolog, prof. zw. dr. hab. Uniwersytet Łódzki
Jan Mystkowski, emerytowany operator filmowy i TV
Łukasz Korwin, reżyser filmowy

Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, redaktor naczelny Radia Wnet
Jacek Karnowski, redaktor naczelny „Sieci”
Michał Karnowski, dziennikarz „Sieci”
Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”
Dorota Kania, publicystka, pisarka, redaktor naczelna TV Republika
Jerzy Kłosiński, dziennikarz, pisarz
Jerzy Jachowicz, publicysta
Mateusz Wyrwich, publicysta
Joanna Łukasiewicz-Wyrwich, publicystka
Ewa Stankiewicz, dziennikarka, dokumentalistka
Jan Pospieszalski, dziennikarz
Wojciech Reszczyński, dziennikarz
Paweł Nowacki, dziennikarz
Józef Wieczorek, dziennikarz
Krzysztof Świątek, Polskie Radio 24
Ryszard Gromadzki, dziennikarz PR 24, „Do Rzeczy”
Andrzej Rafał Potocki, dziennikarz „Sieci”
Robert Tekieli, dziennikarz
Grzegorz Górny, publicysta
Michał Rachoń, dziennikarz
Katarzyna Gójska, dziennikarka, „Gazeta Polska”, „Nowe Państwo”
Adrian Stankowski, redaktor naczelny portalu „Gazeta Polska Codziennie”
Jacek Sobala, dziennikarz
Wojciech Wybranowski, dziennikarz, publicysta
Magdalena Uchaniuk-Gadowska, dziennikarka
Witold Gadowski, dziennikarz, publicysta
Cezary Gmyz, dziennikarz
Sławomir Jastrzębowski, dziennikarz, publicysta
Wiktor Świetlik, publicysta
Antoni Trzmiel, dziennikarz TVP, PR 24, „Do Rzeczy”
Mirosław Skowron, dziennikarz PR 24
Grzegorz Wierzchołowski, redaktor naczelny niezalezna.pl
Cezary Krysztopa, tysol.pl
Tomasz Kolanek, dziennikarz pch24.pl, „Do Rzeczy”
Jarosław Wróblewski – dziennikarz, autor książek historycznych

Eugeniusz Karasiński, działacz „S” MKZ Katowice i podziemia Regionu Śląsko- Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL
Jan Cegielski, działacz „S” MKZ Katowice i podziemia Regionu Śląsko- Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL
Zbigniew Kupisiewicz, działacz „S” Huty „Katowice” i sygnatariusz Porozumienia Dąbrowskiego, twórca biuletynu „Wolny Związkowiec”, więzień polityczny PRL
Andrzej Sobieraj, 1-wszy przew. MKZ NSZZ „S” Ziemia Radomska i członek KKP i KK „S”, więzień polityczny PRL, na uchodźstwie w Australii od 1983 do 1994, były radny miasta Radom
Ryszard Nikodem, działacz „S” MKZ Katowice i Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień pol. PRL
prof. dr hab. n. med. Grzegorz Opala, działacz „S” służby zdrowia i nauki oraz podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, minister zdrowia w rządzie J. Buzka
dr hab. inż. Krzysztof Gosiewski, działacz „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego i podziemia, więzień polityczny PRL, prof. Instytutu PAN
Jadwiga Rudnicka, działaczka „S” MKZ Katowice i podziemia, więzień polityczny PRL, były senator III RP
Franciszek Noras, działacz „S” Kopalni „Ziemowit” i podziemia, więzień polityczny PRL
Stanisław Janik, działacz „S” Kopalni „Ziemowit”, więzień polityczny PRL
Kazimierz Kasprzyk, działacz „S” Kopalni „Ziemowit”, więzień polityczny PRL
Stanisław Kiermes, działacz „S” Kopalni „Halemba” i podziemia, więzień polityczny PRL
Sławomir Czyż, działacz NZS, KPN i podziemia, radca prawny
Andrzej Sikora, działacz „S” MKZ Tarnowskie Góry i podziemia, więzień polityczny PRL
Czesław Sobierajski, działacz „S” Kop. „Halemba” i podziemia, b. poseł PiS
Zbyszek Klich, działacz „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego i podziemia, więzień polityczny PRL
Janina Szymanowicz, działaczka „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego i podziemia, sekr. AKO w Katowicach
Wojciech Niedźwiedź, działacz podziemia Solidarności Walczącej i Młodzieżowego Ruchu Oporu SW Oddział Katowice, historyk
Anna Rakocz, działaczka „S” i podziemia Regionu Częstochowskiego, więzień polityczny PRL
Agnieszka Płaszczyk, radna miasta Ruda Śląska
Aleksander Gaczek, działacz „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, b. dyr. gabinetu dwóch wojewodów śląskich
Adam Kalita, działacz NZS i podziemnej „S” Regionu Małopolska, radny m. Krakowa
Grzegorz Surdy, działacz NZS i podziemnej „S” Regionu Małopolska Andrzej Anusz, działacz podziemnego NZS w W-wie, dr socjologii, wiceprezes Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie
Bogusław Bardon, 1-wszy przewodniczący Regionu Opolskiego „S” i działacz podziemia, więzień polityczny PRL
Czesław Zbroja, działacz „S” i podziemia Huty „Katowice” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Robert Dyja, działacz podziemia SW Oddział Katowice, oraz organizacji społecznych
Ewa Żurawska, działaczka „S” i pomoc rodzinom więzionych w stanie woj. Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, b. wieloletnia przewodnicząca KZ NSZZ „S” Uniwersytetu Śląskiego
Ewald Kudla, działacz „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL
Eugeniusz Zandler, działacz „S” Kopalni „Manifest Lipcowy”, więzień polityczny PRL
Wiesław Matusiak, działacz „S” Kopalni „XXX-lecia PRL”, więzień polityczny PRL
Grzegorz Stawski, działacz „S” MKR Jastrzębie i sygnatariusz Porozumienia Jastrzębskiego, więzień polityczny PRL, działacz władz „S” po 1989 r.
Jacek Smagowicz, działacz opozycji przedsierpniowej, „S” i podziemia Regionu Małopolska, więzień polityczny PRL, dział. władz „S” po roku 1989, św. Historii IPN
Dr Jerzy Bukowski, harcerz niezależny, przewodniczący Komitetu Odbudowy Kopca Marszałka J. Piłsudskiego, rzecznik Porozumienia Organizacji Niepodległościowych i Kombatanckich w Krakowie, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie
Ryszard Majdzik, działacz „S” i KPN Regionu Małopolska, więzień polityczny, syn Żołnierza Wyklętego Mieczysława Majdzika, radny miasta Skawina
Jan Malarek, działacz „S” i podziemia Huty „Katowice” w Dąbrowie Górniczej, wyrzucony z pracy za strajk w Hucie w dniach 13-23.12.1981 r.
Jan Roman, działacz „S” i podziemia PRG Katowice i Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, współzałożyciel PC i PiS w Zagłębiu Dąbrowskim
Andrzej Jarczewski, działacz „S” i redaktor prasy podziemnej Regionu Śląsko- Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, b. wiceprezydent miasta Gliwice, pisarz
Jerzy Stopa, działacz „S” i podziemia Regionu Kieleckiego, więzień polityczny PRL, radny m. Skarżysko-Kamiennej
Kazimierz Biskupek, działacz „S” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, na uchodźstwie w Niemczech 1984-2019, działacz niepodległościowy
Roman Ptasiński, działacz „S” Kopalni „Lenin” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL
Łukasz Kobiela, absolwent Uniwersytetu Śląskiego z Katowic, scenarzysta, reżyser, autor wielu publikacji i wystaw o tematyce historycznej
Józef Kowalski, działacz „S” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, autor publikacji wydawnictw podziemnych, dziennikarz, przew. Klubu Gazety Polskiej im. H. Glassa „Chudego Wilka” w Dąbrowie Górniczej

Krzysztof Tenerowicz, działacz „S” i podziemnej SW we Wrocławiu, szef Radia Podziemnego SW, z-ca dyr. d/s adm.-tech. Teatrów We Wrocławiu, b. radny miasta Wrocław
Tadeusz Świerczewski, członek Zarządu Regionu Dolnego Śląska „S”, autor nazwy Solidarności Walczącej i jej współzałożyciel wraz z K. Morawieckim
Mirosław Dynak, członek „S” Kopalni „Zabrze”, przewodniczący Zw. Zaw. Kadra JSW SA. Kopalni „Budryk”
Przemysław Miśkiewicz, działacz NZS UŚ i podziemia „S” oraz SW w Regionie Śląsko-Dąbrowskim, kierownik projektu „Encyklopedia Solidarności”, wieloletni przewodniczący Stowarzyszenia Pokolenie w Katowicach
Janina Kawalec, działaczka „S” MKZ Katowice i KPN Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, nauczycielka, na uchodźstwie politycznym w USA 1983-2012, pracownik Uniwersytetu Stanowego w Chicago
Małgorzata Kawalec-Cieszkowska, działaczka „S” MKZ Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego oraz W-wy, na uchodźstwie politycznym w USA 1986 – 2018, pracownik służby zdrowia w Portland, stan Oregon
Czesław Świerczyński, działacz „S” MKZ Katowice i Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, b. radny miasta Myszkowa
Józef Zajkowski, działacz „S” i KPN w MKZ Katowice i Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, proces polityczny przed 13.12.1981 r., ukrywający się działacz podziemia, od 1985 r. członek Archikonfraterni Literackiej W-wa, b. radny kilku kadencji miasta Mysłowice
Józef Makosz, działał „S” oświaty w Rybniku i członek prezydium Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, b. radny kilku kadencji i II kadencje prezydent miasta Rybnik, delegat Sejmiku Śląskiego
Andrzej Szkaradek, działacz „S” i podziemia Regionu Małopolska, więzień polityczny PRL, b. poseł AWS
Stanisław Knap, działacz „S” PRG Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Marek Marchwiński, działacz „S” PRG Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Henryk Czopik, działacz „S” PRG Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Roman Kidawa, działacz „S” PRG Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Epifaniusz Koźma, działacz „S” PRG Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Kazimierz Śliwinski, działacz „S” PRG Katowice i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Jacek Machura, działacz „S” KBO Sosnowiec i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, na uchodźstwie w Australii od 1983/84
Sławomir Machura, działacz „S” w Kopalni „Czerwone Zagłębie” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny, współzałożyciel PC i PiS w Zagłębiu Dąbrowskim
Krzysztof Bzdyl, członek założyciel KPN, więzień polityczny PRL,
Kraków
Wiesław Mizerski, sekretarz Zarządu MKZ NSZZ „S” Ziemia Radomska i podziemia w latach 80., więzień polityczny PRL
Zygmunt Cieślicki, działacz „S” i podziemia Huty „Katowice” w Dąbrowie Górniczej, więzień polityczny PRL
Zofia Nowicka, działaczka „S” Kombinatu Budowlanego i struktur miejskich w Mysłowicach, więzień polityczny PRL, inicjator budowy Pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej w Mysłowicach 2012 r.
Lucjan Zaremba, działacz „S” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
Wojciech Kusy, działacz „S” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, na uchodźstwie politycznym w Niemczech od 1987 r., działacz polonijny w Essen
Bożena Wisłocka, na uchodźstwie w Niemczech od 1987 r., działaczka polonijna w Essen, członek Rady Integracyjnej miasta Essen
Tadeusz Arent, działacz „S” Kopalni „Szczygłowice” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, na uchodźstwie w USA od 1983 r., działacz polonijny w Orlando, Floryda
Adam Żabicki, dział. „S” Huty „Zabrze” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL
Franciszek Serafin, działacz „S” Kopalni „Makoszowy” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL
Zbigniew Siemaszko, działacz „S” i podziemia w Gliwicach, więzień polityczny PRL
prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Poznań i prezes Społecznego Komitetu Odbudowy Pomnika wdzięczności w Poznaniu
prof. Stefan Zawadzki, wiceprzewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Poznań
prof. dr hab. inż. Artur Świergiel, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Warszawa,
prof. dr hab. Michał Seweryński, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Łódź
prof. dr hab. inż. Bolesław Pochopień, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Katowice
prof. dr hab. inż. Andrzej Stepnowski, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Gdańsk
prof. dr hab. Waldemar Paruch, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Lublin
prof. dr Małgorzata Suświłło, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Olsztyn
dr hab. Jacek Piszczek, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego Toruń
prof. dr hab. Mariusz Orion Jędrysek, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Wrocław
Maria Zawadzka, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej im. gen. Andrzeja Błasika w Poznaniu
Natasza Dembińska-Urbaniak, przewodnicząca Kongresu Kobiet Konserwatywnych w Poznaniu
dr inż. Bogdan Hajdasz, przewodniczący Rady Fundacji im. Arcybiskupa Antoniego Baraniaka
dr Henryk Krzyżanowski, przewodniczący Warsztaty Idei Obywateli Rzeczypospolitej w Poznaniu
Ryszard Liminowicz, prezes Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Poznaniu
Natalia Janikowska, przewodnicząca Projekt Poznań
Aleksandra Wyganowska, prezes Stowarzyszenia im. Romana Brandstaettera w Poznaniu
Maciej Wiśniewski, przewodniczący Stowarzyszenia Wielkopolscy Patrioci, Wielkopolskiego Stowarzyszenia Upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych oraz Wspólnie dla Wielkopolski w Poznaniu
prof. dr hab. Bartosz Korzeniewski, przewodniczący Ośrodka Badań nad Pamięcią Zbiorową i Studiów Muzealnych w Poznaniu
Adam Turula, harcerz, członek pierwszych władz ZHR, członek podziemnego NZS, członek Kręgów Instruktorów Harcerskich im. A. Małkowskiego, dziennikarz, historyk, niezależny, producent TV w Katowicach
dr Amelia Korzeniewska, przewodnicząca Towarzystwa Naukowego im. Ignacego Paderewskiego w Poznaniu
Barbara Miczko-Malcher, wiceprzewodniczący Wielkopolskiego Oddziału SDP w Poznaniu
Jacek Pawłowicz, działacz podziemia KPN i „S” region Płock, więzień polityczny PRL
Tadeusz Smagacz, działacz „S” Kopalni „Lenin” i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego
dr Tadeusz Sadowski, założyciel i działacz „S” w Śląskiej Akademii Medycznej i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, wykładowca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach
prof. dr hab. n. med. Krzysztof Stanisław Gołba, działacz NZS Śląskiej Akademii Medycznej i podziemia Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL,
dr n. med. Jolanta Biernat, członek NZS i NSZZ „S”
Maria Dłużewska, aktorka teatru podziemnego, red. II pr. Radia „S”, autorka wielu filmów dokumentalnych
Emerytowany prof. AGH Piotr Witakowski, działacz „S” i podziemia antykomunistycznego
Stanisław Czarnota, działacz „S” Kopalni „Jaworzno”, więzień pol. PRL, na uchodźstwie w USA 1984-2013, działacz emigracyjnych struktur „S” W Los Angeles Kalifornii
Beata Steckiewicz, członek Stowarzyszenia Osób represjonowanych w PRL „Przymierze” w Bydgoszczy
Krystian Pucher, działacz „S” W Dąbrowie Górniczej i Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, więzień polityczny PRL, na uchodźstwie politycznym w Niemczech 1982

Jolanta Halkiewicz, przewodnicząca Koła Armii Krajowej Sztokholm
Maria Szonert-Binienda, Instytut Libra, USA
Marek Baterowicz, pisarz, publicysta mieszkający w Australii
Dr Mira Modelska-Creech, Stowarzyszenie „Wars i Sawa”
Aneta i Tadeusz Antoniakowie, działacze polonijni USA
Jacek Szklarski, Reduta Dobrego Imienia, USA
Monika Wiench, Komitet Obrony Polski w Melbourne, Australia
Grażyna i Janusz Tydda, Australia
Piotr Witt, pisarz i publicysta, Paryż
Adam Gajkowski, prezes Federacji Polskich Organizacji w Nowej Południowej Walii, Australia, więzień polityczny PRL
Aleksander Oczak, prezes Stowarzyszenia Nasza Polonia, Australia

Piotr Walentynowicz, wnuk Anny Walentynowicz
Leszek Czajkowski, bard niepodległości
Paweł Piekarczyk, bard niepodległości
Anna Kołakowska, najmłodsza więźniarka polityczna stanu wojennego
Andrzej Kołakowski, bard Żołnierzy Wyklętych
Hanna Dobrowolska, portal solidarni.pl
Wojciech Boberski, Społeczny Komitet Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych
Piotr Rzewuski, działacz antykomunistyczny w PRL, Warszawa
Przemysław Jaśkiewicz, Stowarzyszenie Trzy Kropki
Natalia Tarczyńska, Fundacja Cegiełka Dla Wolności Słowa
Piotr Hlebowicz, autonomiczny Wydział Wschodni „Solidarności Walczącej”
Jacek Wiejski Górski, Federacja Młodzieży Walczącej
Ks. Jarosław Wąsowicz, salezjanin
Paweł Zdun, Ruch Kontroli Wyborów
Norbert Smoła Smoliński, wokalista Contra Mundum
Wojciech Korkuć, artysta, plakacista
Filip Frąckowiak, dyrektor Izby Gen. Ryszarda Kuklińskiego w Warszawie
Dr Dariusz Fudali, ppłk w stanie spoczynku
Paweł Szopa, Red is Bad
Fundacja Red is Bad
Joanna, Józef Staniccy, działacze społeczni

Fundacja Inicjatyw Patriotycznych
Związek Młodocianych Więźniów Politycznych lat 1944-1956 „Jaworzniacy”
Związek Ociemniałych Żołnierzy Rzeczypospolitej Polskiej
Ogólnokrajowy Związek Byłych Żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego
Związek Więźniów Politycznych Okresu Komunistycznego
Stowarzyszenie Polskich Kombatantów-Obrońców Ojczyzny
Narodowe Zjednoczenie Wojskowe Mazowsze-Północ
Stowarzyszenie Żołnierzy Batalionów Chłopskich Lublin
Stowarzyszenie Żołnierzy Armii Krajowej w Krakowie
Stowarzyszenie Historyczne Mazowsza Północnego
Okręg Warszawa 27 Wołyńskiej Dyw. Piechoty
Stowarzyszenie Społeczno-Kombatanckie Wolność i Niezawisłość
Stowarzyszenie Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych „NIEPOKONANI”

Stowarzyszenie im. gen. bryg. Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego
Stowarzyszenie Lubuszanie Dla Rzeczpospolitej
Stowarzyszenie na rzecz międzypokoleniowego wspierania rozwoju człowieka „Matecznik”
Grupa Rekonstrukcyjno-Historyczna im. płk. Tadeusza Zieleniewskiego Majdan-Obleszcze
Grupy Oporu „Solidarni” – Kapituła Odznaki Grup Oporu “Solidarni”
Grupy Oporu Solidarni – Andrzej Rotowski
Stowarzyszenie Kontynuatorów Pamięci o Zagładzie Narodu Polskiego – Prawo do Prawdy
Solidarni2010 oddział Warszawa – przewodnicząca Agnieszka Hałaburdzin-Rutkowska
Komitet Upamiętnienia Obozu Zagłady KL Warschau
Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem Pamięć o Auschwitz-Birkenau Oddział Warszawa
Region Ziemia Radomska NSZZ „Solidarność”
Stowarzyszenie Działaczy i Sympatyków Porozumienia Partii i Organizacji Niepodległościowych
Stowarzyszenie Dzieci Łączki z Podlasia
Stowarzyszenie Historyczne „Solidarność” Huty „Warszawa”
Stowarzyszenie Instytut Historyczny NN im. Andrzeja Ostoja Owsianego
Stowarzyszenie „Internowani Mazowsza”
Stowarzyszenie Kombatantów – Duszpasterstwo Weteranów Kawalerii i Artylerii Konnej
Stowarzyszenia Komitet Katyński
Stowarzyszenie Krąg Pamięci Narodowej
Stowarzyszenie Kryptonim Operacyjny „Judasze”
Stowarzyszenie Radomskie Ofiar „Grudzień ’70″
Stowarzyszenie „Polskiej Partii Niepodległościowej”
Stowarzyszenie Przyjaciół Orląt i Strzelca
Stowarzyszenie „Radomski Czerwiec 76”
Stowarzyszenie współpracowników „Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela”
Stowarzyszenie „Solidarność Walcząca”
Stowarzyszenie „Towarzystwo Patriotyczne” Radomsko
Stowarzyszenie „Wierność Rzeczpospolitej Wojciecha Ziembińskiego”
Stowarzyszenie „Więźniów Politycznych” skazanych w stanie wojennym z terenu Małopolski i Śląska
Stowarzyszenie Wolnego Słowa
Stowarzyszenie „Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego” Oddział Radom
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Okręg Radom
Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
Stowarzyszenie „Dzieci Pomordowanych przez UB na Mazowszu”
Stowarzyszenie Opozycji Antykomunistycznej Zagłębia Miedziowego
Stowarzyszenie Kontynuatorów Pamięci o Zagładzie Narodu Polskiego „Prawo do Prawdy”

Stowarzyszenie Katyń 2010
Mazowiecka Rada Działaczy Opozycji Demokratycznej
Stowarzyszenie 13 Grudnia, Sławomir Karpiński

Dolnośląska Wojewódzka Rada Konsultacyjna d/s Działaczy Opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych we Wrocławiu
Zachodniopomorska Wojewódzka Rada Konsultacyjna d/s Działaczy opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych w Szczecinie
Wojewódzka Rada Konsultacyjna d/s Działaczy Opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych w Opolu
Związek Osób represjonowanych w Stanie Wojennym – Szczecin
Społeczny Komitet Pamięci Górników KWK „Wujek” w Katowicach Poległych 16 grudnia 1981 r.
Stowarzyszenie Katyń – Poznań
Fundacja Ślązacy.pl – Katowice.

Stowarzyszenie Porozumienie Katowickie 1980 – Katowice
Stowarzyszenie Represjonowanych w Stanie Wojennym Regionu Śląsko-Dąbrowskiego – Katowice
Stowarzyszenie „Pamięć Jastrzębska” – Jastrzębie-Zdrój
Stowarzyszenie „Pokolenie” – Katowice
Stowarzyszenie Pokolenia NZS – Katowice
Stowarzyszenie „Solidarność i Pamięć” – Katowice

Stowarzyszenie Więzionych, Internowanych i Represjonowanych „WiR” w Częstochowie
Stowarzyszenie „WiR” w Skarżysku-Kamiennej
Staropolskie Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Kielcach
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych w Siedlcach – Janusz Olewiński
Stowarzyszenie Internowanych, Więzionych i Represjonowanych w Stanie Wojennym w Koninie
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym Woj. Podkarpackiego w Rzeszowie
Klub Więzionych, Internowanych i Represjonowanych w Białymstoku
Stowarzyszenie Represjonowanych w Stanie Wojennym Rejonu Warmińsko-Mazurskiego „Pro Patria” – Olsztyn
Stowarzyszenie Internowanych Zamojszczyzny w Zamościu
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w PRL „Przymierze” w Bydgoszczy
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym w Puławach
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym w Lublinie
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych za Działalność w NSZZ „Solidarność” w latach 1980-1989 w Jeleniej Górze
Stowarzyszenie Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych Regionu Dolnego Śląska we Wrocławiu

Krajowa Komenda Główna „Wolność i Niezawisłość” Zrzeszenie Oddziałów Partyzanckich RP Inspektorat Śląsk – Gliwice
Śląska Wojewódzka Rada Konsultacyjna d/s Działaczy Opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych – Katowice
Małopolska Wojewódzka Rada Konsultacyjna d/s Działaczy Opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych – Kraków
Stowarzyszenie Osób Internowanych i Represjonowanych w Stanie Wojennym Regionu Radomskiego – Radom
Stowarzyszenie „Idee „Solidarności” 1980 – 1989″ – Bydgoszcz
Stowarzyszenie Represjonowanych w Stanie Wojennym Regionu Świętokrzyskiego – Skarżysko-Kamienna
Stowarzyszenie „Nasz Orzegów” – Ruda Śląska
Klub Gazety Polskiej w Brzesku – Barbara Górczewska
Klub Gazety Polskiej w Skierniewicach
Klub Gazety Polskiej Zabrze 2 im. płk Łukasza Cieplińskiego
Klub Gazety Polskiej w Tychach
Klub Gazety Polskiej w Essen – Niemcy
Polska Lista Wyborcza „Polacy w Essen” – Niemcy

Towarzystwo Naukowe im. Ignacego Paderewskiego – Poznań
Społeczny Komitet Odbudowy Pomnika Wdzięczności w Poznaniu
Wielkopolski Oddział Dziennikarzy Polskich – Poznań
Komitet Upamiętnienia Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki
Stowarzyszenie Olszynka Grochowska
Stowarzyszenie Grupa Historyczna Niepodległość
Stowarzyszenie Szaniec
Stowarzyszenie im. Kpt. Antoniego Rymszy ps. Maks
Stowarzyszenie Elbląscy Patrioci
Wolscy Patrioci
WiN Inspektorat Warszawa
Żołnierze Chrystusa
Inspektorat WIN Beskidy
Fundacja Willa Jasny Dom
Przywracanie Pamięci ks. Jerzy Morański, Dominik Krupa
Stowarzyszenie Lipówka Iwona Krupa
Stowarzyszenie Morzęcin Jest Wielki Renata Jurczak
Stowarzyszenie Towarzystwo Miłośników Polskiej Tradycji i Kultury – Sławomir Wojdat
Stowarzyszenie Wiara i Czyn – Krzysztof Kawęcki
Stowarzyszenie „Brygada Inki”

Stowarzyszenie Społeczno-Edukacyjne Orzeł Biały-Strzelec
Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych VII Okręgu Śląskiego
Jednostka Strzelecka nr 2093 im. Gen. Władysława Sikorskiego
Klub Strzelecki „VIS” LOK z Mielca
Klub HDK „Ognisty Legion” z Chorzelowa
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Żołnierzy Wyklętych w Bydgoszczy
Lubelska Grupa Historyczna im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny
Federacja Organizacji Polskich Pancerniaków

Komitet Uczczenia Pamięci Żołnierzy Wyklętych z Gminy Białe Błota 
Stowarzyszenie Trzeźwościowe Nowe Życie z Mielca
Towarzystwo Patriotyczne Żywiecczyzny
Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Rędziny” z Tuszymy k. Mielca
Związek Podhalan Oddział Żywiecki
Archikonfraternia Literacka w Warszawie Dom w Bydgoszczy
Pruszkowskie Stowarzyszenie Patriotyczne

Grupa Rekonstrukcji Historycznej im. CC mjr. „Zapory” – Bełżyce
Grupa Rekonstrukcji Historycznej im. Wojciecha Lisa „Mściciela” – Mielec
Nadwiślańska Grupa Rekonstrukcji Historycznej 3 Pułk Strzelców Podhalańskich – Dąbrowa Tarnowska
Grupa Rekonstrukcji Historycznej im. 1 Pułku Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej NSZ – Lublin
Kawaleria Kowalów w barwach 24 Pułku Ułanów Kraśnickich – Borów
Kurpiowska Grupa Historyczna „Ostoya” – Ostrołęka
Podhalańska Grupa Rekonstrukcji Historycznej Zgrupowania Partyzanckiego ,,Błyskawica” – Nowy Targ
Stowarzyszenie Historii Spytkowic – Spytkowice
Stowarzyszenie Grupa Integracji Lokalnej – Rabka Zdrój
Stowarzyszenie Nowotarska Grupa Mieszkańców „Pamięć” – Nowy Targ
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych, Siedlce – Janusz Olewiński

Piotr Łukaszewski, działacz opozycji antykomunistycznej
Krzysztof Zwoliński, dziennikarz
Ewa Żmigrodzka dziennikarz, realizator filmów dokumentalnych
Marek Wernic, syn powstańca warszawskiego, wnuk żołnierza legionów pochowanych na Powązkach Wojskowych
Andrzej Antoni Olszewski, działacz opozycji antykomunistycznej, ekonomista
Małgorzata Bucholc
Zdzisław Malinowski, radca prawny
Jolanta Dobrzyńska, ekspert oświatowa
Jerzy Antoni Sobociński, technolog żywności
Jakub Małkiewicz, przedstawiciel handlowy
Piotr Kaczorek, doradca d/s zdrowia
Dr Piotr Gawryszczak, radny Rady Miasta Lublina
Paweł Zalewski, radny Dzielnicy Praga Południe m. st. Warszawy 
Kazimierz Kozłowski, radca prawny
Janina Jezierska-Krasowska, emerytowana fizyczka
Konrad Józef Turzyński, emeryt
Teresa Książkiewicz, emerytka
Stowarzyszenie na rzecz Hipoterapii, Korekcji Wad Postawy i Ekologii „Lajkonik” – Ewa Heidrych
Marek Zieliński, urzędnik, publicysta
Krystyna Arent, mgr inż. elektryk, dziś na emeryturze
Bogdan Hajduk, dr hab. nauk medycznych
Hanna Klażyńska, inżynier
Wojciech Klażyński, Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza, radny klubu PiS Warszawa-Bemowo
Artur Adamski
Maciej Staniewicz
Marcin Bogdan, inżynier

Mimo lockdownu „Plagi akademickie” dostępne w Chicago.

Mimo lockdownu „Plagi akademickie” dostępne w Chicago

Dziś ogłoszono przedświąteczny lockdown na terenie całej Polski (podobnie jak to miało miejsce przed rokiem – przed Świętami Wielkiej Nocy)

W ubiegłym roku został nałożony lockdown na moją książkę – Plagi akademickie – ale regionalnie, w Krakowie . I okolicznościowo (Plagi akademickie | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com) stąd nie do końca był skuteczny, jakkolwiek środowisko akademickie, nie tylko Krakowa, do dziś zachowuje dystans wobec tej książki – można rzec – nie chce się przejrzeć w lustrze. Fakt, że jak twarze akademickie zostały dotknięte zarazą czerwoną, tak z tej zarazy się nie uwolniły. Dziś zaraza czerwona, często w mutacji wielokolorowej, ogarnia coraz większe połacie globu i jego populacji. Istna pandemia, z którą przyjdzie nam żyć i umierać.

Takie pandemiczne warunki determinują i losy wielu książek, z moją włącznie. Zachowanie dystansu wobec książki, jak i jej autora, chyba traktowane jest jako warunek przetrwania.

Można jednak sądzić, że wielu akademików nie potrafi znieść swojego widoku objawionego w książce, co się przekłada na bezobjawowe trwanie w domenie akademickiej, oraz swoisty lockdown obyczajowy/zwyczajowy mojej książki – w Krakowie w szczególności.

Tym niemniej, penetrując internet, natrafiłem przypadkowo na stronę https://poloniabookstorechicago.com/ a na niej – ku mojemu zdumieniu – zauważyłem informację o możliwości nabycia mojej książki za Oceanem i to już za niecałe 24 $. ( https://poloniabookstorechicago.com/product/plagi-akademickie/). Tam lockdown nie obowiązuje.

Okazja niebywała, tym bardziej, że księgarnia zapewnia jej nabycie w 24 godz. ( Availability: 24h) i to nie łamiąc prawa/obyczaju !

Lockdown krakowski, nie przekłada się na lockdown chicagowski (czy raczej jego brak) , co cieszy i rodzi nadzieję.

A zatem warto skorzystać z szansy – zachowując warunki lockdownu krakowskiego -i zdobyć książkę. Powodzenia !

Przez lata walczyłem o udział Polonii akademickiej w naprawianiu systemu nauki w Polsce https://niepoprawni.pl/blog/jozef-wieczorek/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego . Niestety bez wsparcia akademików krajowych preferujących raczej dla niej lockdown, tak prawny jaki i obyczajowy [ np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-zbigniewa-ben-zylicza/ ]. Z widocznymi skutkami.

Świat akademicki zachowuje dystans

Świat akademicki zachowuje dystans

W czasach zarazy zachowanie odpowiedniego dystansu to większa szansa na przeżycie. Strategia obowiązkowa i rokująca nadzieje. Świat akademiki nie zawsze taką drogą podążał i podczas panowania czerwonej zarazy niemało akademików skracało wręcz dystans do nosicieli zarazka komunistycznego. Inni trzymali się z daleka, lecz z obojętnością, preferując zachowania konformistyczne, rokujące nadzieje na kariery akademickie. Kiedy nonkonformistów z systemu eliminowano, zachowywali dystans, aby nie wypaść z obiegu awansowego. Siłą rzeczy tradycyjna wolność akademicka i odpowiedzialność uczonych za losy społeczeństwa zostały poważnie zredukowane.

Kiedyś akademicy byli w awangardzie tych, co walczyli o Niepodległą i służyli odrodzonej Polsce. Obecnie raczej zachowują dystans społeczny, chętnie maszerują ulicami w togach na swoich uroczystościach, lecz nie w pochodach niepodległościowych. Utrzymują dystans wobec Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i nie wywieszają flag narodowych na gmachach uniwersytetów. Nie widzą potrzeby rozliczenia się z wyklinania swoich kolegów z podziemia niepodległościowego.

W wyniku transformacji systemowej zachowano zarówno ciągłość prawną, jak i personalną, a także moralną, ze stanem zarazy czerwonej, dlatego funkcjonowanie ustawowych i pozaustawowych rozwiązań służących wzmacnianiu wolności akademickiej i odpowiedzialności nauczycieli akademickich nie może być satysfakcjonujące.  Skoro – jak wielu zauważa – na uczelniach ludzie boją się mówić, a nawet myśleć, to o jakiej wolności można mówić i jaką odpowiedzialność mogą brać na siebie?  Polska cierpi na słabość elit sformatowanych na uczelniach. Podnoszenie problemu plag akademickich, które obezwładniają uczelnie, spotyka się z przemilczeniem świata akademickiego, z małymi wyjątkami. Akademicy zachowują (nie)należyty dystans wobec chorób akademickich, stąd nadzieje, że te zostaną opanowane, są raczej płonne.

26 lutego br. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP )zorganizowała seminarium, aby przedstawić instytucjonalny i prawny kontekst wolności i odpowiedzialności, a także by umożliwić wymianę dobrych praktyk i doświadczeń na drodze do osiągnięcia zarówno wolności, jak i uświadomienia odpowiedzialności. W seminarium, rzecz jasna w trybie zdalnym (webinarium), brylował guru rektorów polskich prof. Jerzy Woźnicki, znany z tego, że po latach regulowania systemu akademickiego złapał się za głowę, uznał, że system jest przeregulowany i został skierowany na odcinek deregulacji. Zawsze na pozycji rozgrywającego. Na seminarium dokonał przeglądu spraw akademickich począwszy od średniowiecza. Omówił wolności akademickie w ustawach akademickich, i to od czasów II RP, taktownie marginalizując ekscesy ustawowe z epoki zniewolenia jaruzelskiego i ich skutki dla systemu akademickiego trwające do dziś. No cóż, skoro w historiach uniwersytetów stan wojenny nawet nie jest wzmiankowany, to po co o tym mówić?  Podniósł europejski kontekst zasad wolności, które winny prowadzić do swobody myślenia, zadawania pytań, dzielenia się pomysłami, ale to w polskim systemie natrafia na bariery trudne do przezwyciężenia. Dlatego KRASP widzi konieczność uzupełniania swoich zasad etycznych i kodeksu dobrych praktyk, których co prawda od lat jest urodzaj, lecz zebrane plony (spadający poziom etyki, wzrost złych praktyk, także u twórców kodeksów) raczej nie potwierdzają skuteczności zasiewów.

Prof. Woźnicki zaznaczył, że „KRASP stoi na straży tradycyjnych wartości akademickich, a w tym zasad etyki zawodowej, odpowiedzialności i konstytucyjnej zasady autonomii szkół wyższych” taktownie nie wspominając, że ta straż owych wartości nie zabezpieczyła.

Prof. Łętowska poruszyła paradoksy ochrony wolności nauki, odnosząc je do działań obecnego rządu, ale nie nawiązała do własnych poczynań (obojętności) jako pierwszego RPO, wobec naruszania wolności akademickiej zniewalanej czystkami akademickimi epoki jaruzelskiej.

Rzecznicy akademiccy jakoś nie wspomnieli, czy ich rola jest wykorzystywana w ochronie przed dyskryminacją pracowników przez rektorów, przy których są umocowani. Mój pomysł – zgłaszany w Sejmie  10 lat temu – instalacji w systemie niezależnych od rektorów rzeczników, w ramach autonomicznego Centrum Mediacji Akademickiej, nie został wprowadzony w życie. Seminarium wykazało słuszność moich spostrzeżeń, że na uczelniach przedmiotem zainteresowania jest odmienna orientacja seksualna, gdy dyskryminacja osób o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej jest jakby nie był zauważana. Świat akademicki wobec takich zachowuje dystans.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 10 marca 2021 r.

Moje książki pro publico bono w Bibliotece UMK

Moje książki pro publico bono w Bibliotece Uniwersytetu Mikołaja Kopernika

https://www.bu.umk.pl/

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Przed rokiem, podczas uroczystości w 75 rocznicę wejścia Armii Czerwonej na teren Kl. Auschwitz, Marian Turski – były więzień najstraszniejszego obozu zagłady – wygłosił przemówienie, które odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. 

Czy pierwszy laureat nagrody ma jakieś dowody na poparcie swej nieobojętnej postawy?

 Omówił, jak krok po kroczku, świat prowadził do Holocaustu. Przypomniał – postulowane przez prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta 5 lat wcześniej – 11 przykazanie: “nie bądź obojętny”.

Nie wiadomo, czy Marian Turski zna Dekalog, czy go rozumie, ale wiadomo, że swym wystąpieniem zdobył szerokie uznanie jako autorytet od nieobojętności.

Jego koledzy z „Polityki” postanowili go zgłosić do Nagrody Nobla, a Oświęcimski Instytut Praw Człowieka ufundował Nagrodę Nieobojętności i w tym roku po raz pierwszy wręczył ją właśnie Marianowi Turskiemu.  

Problemy z Dekalogiem  

Czy fundatorzy nagrody zapoznali się z Dekalogiem – nie wiadomo. Dziś żyjemy w czasach, kiedy walczy się z religią, aktywiści antyreligijni domagają się usunięcia religii ze szkół, więc i znajomość Dekalogu, wartości chrześcijańskich, staje się coraz rzadsza. Szczególnie wśród propagujących postęp i walczących z zacofaniem i ciemnotą.

Ci zacofani bez trudu mogliby wskazać, że przestrzeganie Dekalogu, w którym mamy fundamentalny zakaz – Nie zabijaj (przykazanie piąte) – zapobiegłoby Holocaustowi, jak i innym ludobójczym nieprawościom naszego świata.

 Nie ma potrzeby dodawania kolejnych przykazań, poprawiać dzieła Pana Boga, a jedynie przestrzegać tego, co On nakazuje. 

Niestety cechą “postępowych” jest kompromitująca nieznajomość, czy wręcz nienawiść do podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej, którą chcą całkowicie zlikwidować, kontynuując niedokończone dzieło epoki oświecenia, z jej rewolucją francuską.  

Marian Turski rok temu objaśniał, że Auschwitz nie spadł nam z nieba, co jest oczywistością, bo jego geneza wiąże się z otchłaniami piekielnymi, a nie z niebiosami, gdzie obowiązują i są nakazywane odmienne przykazania, nierealizowane jednak na Ziemi przez twórców KL Auschwitz.

Nie podniósł w swej wypowiedzi, że KL Auschwitz został założony dla eksterminacji Polaków, którzy byli pierwszymi więźniami obozu.   (Czy KL Auschwitz jest obszarem eksterytorialnym?”  -Kurier WNET” nr 73/2020.)

Oświęcim,14 czerwca 2020 r. Upamiętnienie pierwszego transportu polskich więźniów politycznych (14.06.1940) do KL Auschwitz

Jakby był obojętny na los tysięcy pomordowanych tam Polaków, o czym i świat nie chce wiedzieć, wymazuje z pamięci, zniekształcając historię tej Golgoty.

Na depolonizację KL Auschwitz nie był obojętny więzień tego obozu o numerze 15683-Bogumił Sojecki, który na krótko przed śmiercią (miał 102 lata) 1 września 2020 r. napisał dramatyczny list do Prezydenta RP Andrzeja Dudy w sprawie niszczenia autentycznych obiektów obozowych, zamknięcia na I piętrze Bloku 11 ekspozycji „Polski ruch oporu w Oświęcimiu”. Apelował: “Druhu Prezydencie – weź w obronę pamięć o bohaterskich żołnierzach w pasiakach – męczennikach Auschwitz!”.  Jakoś, mimo że był chyba najstarszym żyjącym więźniem KL Auschwitz, nagrody “Nieobojętności” nie dostał. Widać był nieobojętny wobec innych wartości.    

Nieobojętność poza światem wartości 

Marian Turski, propagator 11 przykazania, okazał się jego wyznawcą i realizatorem, ale poza światem wartości cywilizacji łacińskiej. Po okupacji niemieckiej, po opuszczeniu niemieckich obozów śmierci, nie był obojętny na instalowanie – siłą, przemocą, zbrodnią – systemu komunistycznego na terenie Polski. Wspierał ten zbrodniczy system, odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi na całym świecie i wielu tysięcy na terenie Polski.

Wstąpił do PPR, a następnie do PZPR, robiąc szybką karierę w aparacie propagandy – jako dziennikarz, i to wtedy, kiedy tysiące jego rówieśników pozostało w lasach, walcząc o wolną od komunizmu Polskę. Na żołnierzy podziemia niepodległościowego polowały wówczas szwadrony śmierci instalatorów komunizmu, wielu więźniów obozów niemieckich znalazło się w katowniach UB lub trafiało do obozu Auschwitz, zaadaptowanego na potrzeby instalacji komunizmu.  

Propaganda komunistyczna, w której funkcjonował Marian Turski, nazywała ich bandytami, faszystami, a kaci UB likwidowali ich w nieludzki sposób. 

Jednym z niewyobrażalnie torturowanych w katowniach UB, był – dobrowolny więzień KL Auschwitz – rotmistrz Witold Pilecki. Ten, uważany zasadnie za jednego z najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej, w KL Auschwitz organizował ruch oporu, a po brawurowej ucieczce z obozu brał udział w podziemiu niepodległościowym, tak za okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej.

Nie był obojętny, bo postępował zgodnie z Dekalogiem, a siłę dawała mu lektura „O naśladowaniu Chrystusa”. 11 przykazanie nie było mu do nieobojętności wobec zła potrzebne. Należał do innego świata wartości i dlatego był niebezpieczny dla instalatorów komunizmu. Torturowany, wyrażał opinię, że Oświęcim był igraszką wobec tego, co przechodził w więzieniu UB! 

Czy dziennikarz Marian Turski mógłby przedstawić jakieś dowody swojej nieobojętności na tragiczny los rotmistrza, w końcu współwięźnia tego samego obozu niemieckiego? 

Po stronie instalatorów komunizmu, i to na wysokich szczeblach, działał inny więzień KL Auschwitz – Józef Cyrankiewicz, któremu propaganda komunistyczna przypisywała organizowanie w obozie ruchu oporu, czyli to, co robił tam rtm. Pilecki. Józef Cyrankiewicz miał taką władzę w komunistycznej Polsce, że mógł współwięźnia ocalić od śmierci, ale nie miał w tym interesu. Śmierć rotmistrza była nawet dla jego kariery korzystna. Rzecz jasna, Cyrankiewicz jako premier PRL, nie był obojętny na powstanie poznańskie w 1956 roku. Groził każdemu: kto “odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji…”. 

Nieobojętność ujęta w propagowanym 11 przykazaniu różne ma oblicza i różne wartości, a czasem pozostaje poza światem wartości, jeśli jest niezależna od Dekalogu, rzekomo wadliwie skonstruowanego, mimo że spadł on z Nieba. 

11 przykazanie wprowadzane w życie niezależnie od Dekalogu może doprowadzić do niejednego Auschwitz.

W końcu liczba ofiar instalacji systemu komunistycznego walczącego z religią, z Dekalogiem, to ok. 100 mln, czyli wielokrotnie więcej od ofiar całego Holocaustu.  A rocznie giną setki tysięcy chrześcijan za wiarę, także poza systemem komunistycznym, i to przy obojętności ”nieobojętnych”. 

Strajk Kobiet nie spadł nam z Nieba 

Marian Turski mówił po otrzymaniu nagrody “Nieobojętności”, że sprawiła mu radość i raduje się także tym, że na manifestacjach antyrządowych, na Strajku Kobiet, obecne są plakaty z cytatami jego oświęcimskiej wypowiedzi.

Te hasła niejednokrotnie dokumentowałem w swoich fotoreportażach .

2 czerwca 2020 r., Kraków, Rynek, demonstracja „tęczowych”

Dokumentowałem jednocześnie zdziczenie, agresję, przemoc, wulgarność. Nie było wrzasków raus!, raus!  schnell!, schnell!,  ale było j(…)ć, wyp(…)lać. (Bunt jagiellońskich polonistów- Kurier WNET, nr. 78/79).

 Na ulicach miast polskich panował wandalizm, profanacja wszystkiego, co się wiąże z Kościołem, Dekalogiem, z cywilizacją łacińską, którą te hordy, podburzane jeszcze przez świat akademicki, ich decydentów, chcą zniszczyć. Te hordy domagają się holocaustu nienarodzonych – i to bez konsekwencji, na życzenie, bo tak byłoby im lepiej. To zakaz zabijania uważają za znęcanie się nad nimi.

Całkowite odwrócenie znaczenia słów, wartości ogólnoludzkich i lansowanie nieludzkich poczynań. I to pod szyldami cytatów Mariana Turskiego, co sprawia mu radość!  

Kilka lat temu, nieobojętni na Holocaust nienarodzonych, holenderscy obrońcy życia ułożyli nieopodal obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w kościele Matki Bożej Królowej Polski, tysiąc figurek plastikowych miniaturek 10-tygodniowego płodu. Symbolika oczywista, ale pomijana milczeniem. Ci, którzy walczą o ochronę życia, są obiektem prześladowań, traktowani wulgarnie na strajkach kobiet, manifestacjach antyrządowych, na portalach społecznościowych. Mamy w przestrzeni publicznej narastającą nienawiść, przemoc, uliczne ataki na obrońców życia, w imię prawa do zabijania. A na plakatach i na ustach informacje: To jest wojna! Czas na kolejny Smoleńsk! Strajk Kobiet nie spadł nam z nieba!  

Marian Turski w swoim przemówieniu przestrzegał: “Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.” 

Chyba jednak Marian Turski się nie obejrzał. Mógłby zobaczyć, że Anioła Śmierci z Auschwitz, zastępuje Anielica Śmierci ze Strajku Kobiet na drodze do holocaustu.

 I to także z powodu jego obojętności na Dekalog, który spadł nam z Nieba, gdy Auschwitz, jak i Strajk Kobiet ma pochodzenie piekielne.  

Jaka będzie liczba ofiar instalacji barbarzyńskiego systemu, po odrzuceniu Dekalogu, zniszczeniu cywilizacji łacińskiej? Barbarzyńcy do likwidacji chrześcijańskiego świata wartości nie zbliżają się krok po kroczku, lecz dużymi krokami, a nawet skokami. I jest na to przyzwolenie, a nawet radość zgodna (?)  z postulowanym 11 przykazaniem. Marian Turski zdaje się nic nie widzieć, jakby doświadczenia KL Auschwitz niczego go nie nauczyły, nie tylko jako młodego człowieka aktywnie wspierającego instalacje barbarzyńskiego, ludobójczego systemu komunistycznego, ale także jako osoby u końca swoich dni, wspierającego dokończenie tej barbarzyńskiej instalacji w nowej szacie. 

Dla kogo Marian Turski jest autorytetem moralnym? – dla barbarzyńców!  Otrzymał nagrodę “Nieobojętności”, jako obojętny na zagładę świata wartości. 

 Obojętni wobec wykluczenia i kłamstwa historycznego  

Marian Turski rok temu w Auschwitz mówił: “można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders,…. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.”  i zaapelował “Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni…” 

W systemie komunistycznym wspieranym przez Mariana Turskiego wykluczano i stygmatyzowano tych – i ich rodziny – co walczyli o wolną Polskę, nie włączali się ochoczo w budowę najlepszego z ustrojów, a dziennikarze oswajali z tym ludzi, oprawców nazywając bohaterami, patriotami, ofiary – bandytami.

Marian Turski apeluje, aby nie być obojętnym wobec kłamstw historycznych, ale nie przytacza ani jednego przypadku swej nieobojętności na powszechne kłamstwa historyczne wspieranego przez niego systemu, który zwany jest systemem kłamstwa, Kłamstwo katyńskie uważane jest za mit założycielski PRL. Nieobojętni wobec tego kłamstwa byli w PRL likwidowani, prześladowani, wykluczani.

A czy nieobojętny wobec instalacji PRL Marian Turski ma jakieś dowody nieobojętności wobec kłamstwa katyńskiego i prześladowań z nim związanych? Czy funkcjonował jako bystander, czy zaangażowany propagator/pretorianin systemu kłamstwa?

W PRL przeszłość nie tylko była naginana do aktualnych potrzeb polityki, ale czyszczono z pamięć i edukację z niewygodnych faktów i niewygodnych ludzi. Pomijano zwłaszcza przykłady zwycięstw oręża polskiego (Bitwa Warszawska!), największych polskich bohaterów (Witold Pilecki!) walczących o niepodległą Polskę. Wielu z nich odbierano obywatelstwo polskie (Władysław Anders!). Czy Marian Turski ma jakieś dowody swej nieobojętności wobec takiego stanu rzeczy? 

Fakt, że niewygodna historia, szczególnie ta najnowsza, do dziś jest zakłamywana przy obojętności historyków sformatowanych w systemie kłamstwa. Powszechnie się ich usprawiedliwia: przecież by ich wyrzucono z uczelni. Autocenzura od dziesięcioleci jest racją bytu akademickiego. Oto autonomia uniwersytetów w wolnej Polsce.

Akademicy nadal boją się mówić i pisać, jak jest i jak było, bo uczelnie weszły w etap postprawdy. Ideologia dominuje nad nauką, a TęczUJe jawnie głoszą, że każdy musi się mieć na baczności (TęczUJe zdobyli UJ -Kurier WNET, nr.69, marzec 2020 r.) 

Wyrzucani są natomiast ci, którzy nie są obojętni, bronią prawdy, występują przeciw zakłamywaniu. To oni skazywania są na niebyt.

Przed nieobojętnymi wobec zagłady świata wartości uczelnie są zamknięte, aby nie mieli wpływu na młodzież

Czy przedwojenna zasada numerus clasus, getto ławkowe, represje 1968 roku wobec instalatorów komunizmu pochodzenia żydowskiego, to nie była igraszka wobec takich represji?   

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w marcu 2021 r.

wersja audio

A jednak były czystki ‚jaruzelskie’ na uczelniach i coś na ten temat wiadomo

A jednak były czystki ‚jaruzelskie’ na uczelniach i coś na ten temat wiadomo

Warto zapoznać się z materiałami zamieszczonymi na ‘ Lustro nauki” [https://lustronauki.wordpress.com/2021/03/09/weryfikowanie-politechniki-warszawskiej/] o przykładzie czystek akademickich na podstawie znowelizowanej ustawy z 1985 r.   na Politechnice Warszawskiej. Warto zwrócić uwagę na rolę PZPR i postawy społeczności akademickiej.

Takie czystki były także na innych uczelniach [ https://lustronauki.wordpress.com/tag/weryfikacja-kadr/] bo ustawodawstwo ‘jaruzelskie” obowiązywało na terenie całego kraju i oczyszczanie uczelni z niewygodnych – także. Niestety beneficjenci czystek, często obecni decydenci akademiccy, nie chcą nic wiedzieć na ten temat, zakłamują historię, przemilczają fakty, wykluczają ofiary czystek.[ m.in. https://blogjw.wordpress.com/2019/01/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/]

Na UJ nic „nie wiedzą”, że jakieś czystki miały miejsce. [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]. Taka powszechna tam panuje amnezja i to nie tylko w populacji lewicowej, ale też solidarnościowej. A przy tym jaka niezłomna niechęć do poznania prawdy!

 Podnosiłem ten problem w dziesiątkach artykułów.[ https://blogjw.wordpress.com/tag/uj/]  I nic. No cóż. Żeby je przeczytać, trzeba umieść czytać i to ze zrozumieniem, a z tym jest coraz gorzej.

Czy można jeszcze naprawić polski świat akademicki?

Czy można jeszcze naprawić polski świat akademicki?

Nauka to poszukiwanie prawdy. Gdy na uniwersytetach ideologia zaczyna dominować nad nauką, to mamy ich kryzys. W takim kryzysie nauka pozostawała w czasach panowania systemu komunistycznego i wydawało się, że po 1989 r. sytuacja w Polsce powinna ulec poprawie. Tak się nie stało, mimo licznych reform akademickich. Po odejściu kapitału ludzkiego formowanego jeszcze w II RP sytuacja nawet się pogorszyła, a uczelnie zaczęły rezygnować z poszukiwania prawdy na rzecz wzrostu utytułowania – za wszelką cenę – swoich kadr.

Wszystkie reformy systemu popełniały ten sam niewybaczalny błąd, który można porównać do leczenia chorego pacjenta przez doktora, który nie jest zainteresowany jego dolegliwościami,  a tym bardziej historią jego schorzeń. Tylko jakiś cud może spowodować, że taki pacjent zostanie wyleczony.

W rzekomo najszerzej dyskutowanej w środowisku akademickim reformie Gowina, prowadzącej do powstania tworu o nazwie „Konstytucja dla nauki”, nie było ani jednej konferencji o chorobach/patologiach systemu akademickiego. Lekarze tej struktury nawet nie wiedzą dobrze, na co ten system/pacjent choruje. Nie podjęto starań o zainstalowanie w tej machinie „POMPY” – Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich, nie ma więc narzędzi do „wypompowania” patologii. Nie poznano karty chorób, jakie system przechodził w ostatnich dziesięcioleciach. Na sugestie, że w niemałym stopniu jego choroby były spowodowane panowaniem systemu komunistycznego, uczelnie reagowały usuwaniem ze swojej historii takich słów jak komunizm, stan wojenny, czy PZPR. Tak rozwiązano skutecznie problem genezy obecnych kadr akademickich i chorób obecnego świata akademickiego. Zastosowano metodę:”Stłucz pan termometr, nie będzie choroby”.  Lekarz nie może podać pacjentowi szczepionki, jak nie będzie znał historii jego chorób i dolegliwości. A system akademicki bez takiej znajomości jest szczepiony kolejnymi reformami z widocznymi skutkami.

Żeby naprawić polski świat akademicki trzeba zrezygnować ze swoistego lockdownu nałożonego na poznawanie prawdy.

Min. Gowin ujawnił, że ok. 30 % naszego kapitału ludzkiego, kształconego na polskich uczelniach, funkcjonuje poza Polską a nie podjęto starań, aby ten kapitał wykorzystać w reformowaniu systemu akademickiego w Polsce. Nie stworzono ani jednego zespołu złożonego z przedstawicieli Polonii akademickiej. Szansa na powrót naukowców do Polski i zmniejszenie bezpowrotnej emigracji w obecnym systemie jest znikoma. Przez lata funkcjonowały bariery zniechęcające do powrotów, a to z powodu egzotycznego systemu tytularnego funkcjonującego nadal w Polsce i procederu ustawianych konkursów na obsadzanie akademickich etatów.

 System tytularny był przyjazny dla rozwoju turystyki habilitacyjnej do postkomunistycznych państw ościennych, a nieprzyjazny dla powrotu naukowców -nawet najwyższej klasy- pracujących na uczelniach zachodnich.

Przed stu laty, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wracali do niej polscy naukowcy, rezygnując z o wiele lepszych warunków badawczych i materialnych na obczyźnie. Skutki były widoczne i w II RP mieliśmy gigantów nauki na miarę światową.

A zatem otwarcie systemu na Polonię akademicką i rezygnacja z systemu tytularnego w obecnym kształcie to konieczność dla naprawy domeny akademickiej.

Nie da się tego zrobić również bez skutecznego wdrożenia w życie zakazu – autonomicznego do tej pory – ustawiania konkursów na etaty akademickie. Ten proceder, traktowany w innych krajach jako przestępczy, u nas jest powszechnie znany i bezkarnie stosowany. Kontrole NIK wskazują, że realizowane programy badawcze skutkują co prawda wzrostem stopni naukowych, ale nawet instytuty badawcze czerpią zyski głównie z wynajmu nieruchomości, a nie z działalności badawczej.

Bez wprowadzenia stymulacji mobilności kadr, likwidacji chowu wsobnego, nie ma szans na ograniczenie nepotyzmu, układów pozamerytorycznych nieraz o charakterze przestępczym. A do tego potrzebne jest zapewnienie jawności zarówno  ocen pracowników nauki, jak i ich awansów, rezultatów konkursów, projektów…..

To są warunki podstawowe, aby wejść na drogę naprawy polskiego świata akademickiego, aby więcej znaczył w nauce i bvł przydatny społecznie. Reformy pomijające te składniki systemowe to tylko pozorowanie zmian.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 3 marca 2021 r.

Reakcja wykluczonego za nieobojętność wobec zła

Reakcja wykluczonego za nieobojętność wobec zła

W marcowym numerze Kuriera WNET opublikowałem tekst: „Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości” prezentujący moją opinię o tegorocznej nagrodzie „Nieobojętności” dla Mariana Turskiego, którego ubiegłoroczne wystąpienie w KL Auschwitz-Birkenau odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. (mój wcześniejszy tekst:„Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!” „Kurier WNET” nr 69/2020 – https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/ ).

Wczoraj media podały, że Marian Turski dostał też nagrodę  im. ks. Stanisława Musiała za rok 2020,   jako „nawołujący do porzucenia wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło..’  Fundatorem Nagrody jest m.in. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znany – tak jak i jego poprzednicy – z „wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło..” co dokumentują setki pism kierowane przez lata ( a nawet już wieki) do władz UJ, aby nie byli obojętni na zło, szczególnie to, którego sami są sprawcami.

Wobec zła, nigdy nie byłem obojętny co dokumentuję m.in. w setkach tekstów na- https://blogjw.wordpress.com/ czy https://nfapat.wordpress.com/  i in. ( patrz https://blogjw.wordpress.com/autor/) To mnie wyklucza ze świata akademickiego obojętnego na zło, a często zło wspierające/generujące np. https://blogjw.wordpress.com/2021/02/11/robta-co-chceta-z-plus-ratio-quam-vis-i-mente-et-maleo/https://blogjw.wordpress.com/2021/02/10/trad-w-palacu-nauki/, https://blogjw.wordpress.com/2021/01/07/bunt-jagiellonskich-polonistow/ i setki innych

Autonomiczne zakłamywanie historii

Autonomiczne zakłamywanie historii

Historia jest dziedziną nauki, czyli winna zmierzać do poznania prawdy, ale jest również używana w grach politycznych, w których prawda nie jest pożądana, a nader często manipulowana, modyfikowana do bieżących potrzeb politycznych. Przez kilkadziesiąt lat funkcjonowaliśmy w systemie komunistycznym, który jest systemem kłamstwa, co szczególnie jest widoczne w domenie historycznej. Za mit założycielski PRL uważa się kłamstwo katyńskie. Ci, którzy podejmowali działania na rzecz poznania i ujawnienia prawdy o zbrodni katyńskiej, byli represjonowani. Kłamliwa historia, szczególnie ta najnowsza, znajdowała się w podręcznikach szkolnych i była przekazywana – z małymi wyjątkami – przez nauczycieli. Uczących prawdy system wyrzucał jednak z domeny edukacyjnej. Książki z zakłamaną historią, w obiegu  edukacyjnym mogły przetrwać znacznie dłużej i trwają nawet do dziś.

Przed dziewięcioma laty przez Polskę przetoczyła się fala strajków głodowych w obronie historii w szkołach. Bowiem program szkolny nie dawał wiele szans na zapoznanie młodzieży z historią Polski ich ojców i dziadków.    

Co prawda ogromny wysiłek badawczy i popularyzatorski IPN-u historię najnowszą zaczął stawiać we właściwym świetle, ale wydostanie się z otchłani kłamstwa nie jest takie proste w sytuacji zachowania ciągłości z PRL. W edukacji przez lata przeważali przecież ci, którzy zostali sformatowani w systemie kłamstwa, a transformacja, i to w starszym wieku, do systemu prawdy nie jest prosta, o ile w ogóle możliwa.

Przez lata dopingowano do kształcenia argumentem: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. No i przez lata uczono Jasiów kłamliwej historii. Ci, którzy opanowali ją najlepiej, otrzymywali piątki, nagrody, wyróżnienia, i w wieku dorosłym, już w roli Janów, mają taką znajomość rzeczy. Jakoś nie rozpowszechnia się oczywistej przestrogi – jeśli Jaś, Joasia, kłamliwej historii zbyt dobrze się nauczą, to Jan/Joanna nie zdołają się oduczyć, przynajmniej nie tak łatwo. I taki stan rzeczy dziś obserwujemy.

Trzeba mieć na uwadze, że zwiększenie ilości godzin nauki historii w szkole niekoniecznie zwiększy znajomość historii najnowszej, a może tę znajomość jeszcze pogorszyć, jeśli podręczniki pozostaną kłamliwe, a nauczyciele nie są dobrze przygotowani do nauki prawdziwej historii. Jak wiadomo, nauczyciele uczą się zawodu na uczelniach, podręczniki piszą nauczyciele akademiccy, także oni je recenzują, a więc istota rzeczy w edukacji historycznej znajduje się na uczelniach.  

Od lat staram się o wycofanie z obiegu edukacyjnego dzieła obowiązującego w konkursie wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim, który zwycięzcom oferuje indeksy najbardziej prestiżowej polskiej uczelni.  Chodzi o „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego”, w których opis najnowszej historii jest skandaliczny (bez takich słów jak: “komunizm”, “stan wojenny”, “PZPR”). Mimo to, w tym roku organizowany jest już 25. konkurs takiej [nie]wiedzy  rekomendowanej  przez profesorów o najwyższej mocy decyzyjnej.  

Kto takie rekomendacje zakwestionuje? Jeśli ktoś ma zamiar wspinania się po kolejnych szczeblach drabiny akademickiej, w naszym systemie tytularnym, może natrafić na szczeble podpiłowane i z drabiny może spaść, nie osiągając celu.  Taka jest wiedza powszechna, stąd działań – na rzecz wycofania z obiegu edukacyjne szkodliwych bubli- nie ma i nawet najwybitniejsi milczą, bo mogą wypaść z obiegu awansowego, finansowego, orderowego ….  

Kierowałem pisma do komisji podręczników PAU, także do ministerstwa, ale bez skutku. Nikt nie ma mocy, aby wycofać to co winno być wycofane, co w ogóle nie powinno powstać.  

System akademicki mamy autonomiczny, więc zakłamywanie historii jest autonomiczne.  Historyk Dr hab. Sławomir Cenckiewicz, członek Kolegium IPN twierdzi, “że w Polsce nie można do końca opowiedzieć żadnej współczesnej historii zgodnie z prawdą.” I jest to smutna prawda. Jeśli w innych krajach- w książkach, w mediach- kłamliwie przedstawiane są fakty z historii Polski, słusznie reagujemy protestami, procesami sądowymi. Jeśli nasi historycy piszą kłamliwe historie, do obiegu edukacyjnego przeznaczone, panuje powszechne milczenie, chyba nawet bez zawstydzenia. A jest się czego wstydzić! 

Może minister edukacji i nauki, który zamierza dokonać przeglądu podręczników przeznaczonych do edukacji, zwróci uwagę na takie szkodliwe w edukacji buble – niestety do tej pory autonomiczne. A może pójdzie śladami babci Filomeny, która wygrała proces o prawdę historyczną z kłamliwym profesorstwem (książka „Dalej jest noc”)? 
Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 24 lutego 2021 r.

Czatowałem na webinarium „Wolność i odpowiedzialność akademicka”

Czatowałem na webinarium „Wolność i odpowiedzialność akademicka” – na niektóre pytania były reakcje

26 lutego 2021 r.

https://www.swps.pl/wolnosc-i-odpowiedzialnosc-akademicka

Autor Plus: Plagi akademickie – spotkanie krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Spotkanie z cyklu Autor Plus organizowanie przez oddział krakowski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

W dyskusji udział wzięli: – dr Józef Wieczorek (autor książki „Plagi akademickie”) – prof. Bogusław Dopart red. Maria Fortuna – Sudor

Prowadzący: dr hab. Krzysztof Gurba

Spotkanie odbyło się 24 lutego 2021.

Książka jest dostępna

w sklepie Gazety Polskiej https://sklep.gazetapolska.pl/

Sklep Gazety Polskiej
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Polska

Tel. 722111655

sklep@gazetapolska.pl

w Krakowie w 
Księgarni ZBROJA

31-004 Kraków, p;. Wszystkich Świętych 9
pon. – piątek 11-19.00
tel/ 692-308-776 https://www.facebook.com/KsiegarniaZbroja/

 i w siedzibie Fundacji Biblioteka Domowa 30-046 Kraków ul. Lea 5a [pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]

Można ją też zamówić e-mailem lub telefonicznie:

Wojciech Pasternak – prezes Fundacji

kontakt:604 339 271

e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl

strona www: http://ksiazkiiludzie.pl/

Lustracja, czyli odsłanianie twarzy podczas pandemii

Lustracja, czyli odsłanianie twarzy podczas pandemii

Podczas pandemii jest obowiązek zasłaniania twarzy, ale nie anulowano obowiązku lustrowania osób publicznych. Kto przed laty nie utrzymywał należytego dystansu, miał tajne, bliskie – rzec można: intymne – kontakty z SB, musi się liczyć z tym, że jego twarz, nawet w okresie pandemii zostanie odsłonięta.

W czasach PRL, z powodu pandemii komunizmu, istniał obywatelski obowiązek zachowania dystansu wobec funkcjonariuszy zabezpieczających trwanie podłego systemu. Niektórzy tego obowiązku nie przestrzegali, ale po ogłoszeniu obalenia komunizmu byli nierozpoznani.

Obowiązek noszenia masek podczas pandemii traktowany jest jako ograniczenie wolności, ale dawni współpracownicy systemu zniewolenia, przez lata III RP, zakrywali sobie twarz autonomicznie. Fakt, że zwykle bezobjawowo, stąd mało kto wiedział, co za taką maską może się kryć. Kiedy powstał IPN przystąpiono do tworzenia ustaw umożliwiających ujawnienie tego co miało być tajne.  Krzyk z tego powodu był głośny, szczególnie na autonomicznych uczelniach, gdzie starano się zachować przywilej ukrywania prawdy.

Niektóre uczelnie pousuwały zresztą poszukiwanie prawdy z obowiązku akademickiego, aby się zabezpieczyć na taką ewentualność. W tym czasie rozpocząłem tworzenie “lustra nauki” (serwis: Lustracja i weryfikacja naukowców PRL) aby nasi akademicy mogli się w nim przejrzeć w całej okazałości i bez skrępowania. Nawet było spore zainteresowanie i trwa ono do dziś, stąd ponad milion spojrzeń zarejestrowanych. Można sądzić, że wielu spoglądało na siebie wielokrotnie, ale do tej pory “lustro” nie zostało roztrzaskane, choć zamiary były.

IPN nie próżnuje, wiele twarzy odsłonił, stworzył katalogi ciągle uzupełniane i ostatnio, mimo pandemii, odsłonił kolejną twarz jednego z rektorów. Fakt, że już byłego i miernie utytułowanego, bo jedynie doktora, lecz usytuowanego na wielu pozycjach i to decyzyjnych, a także doradczych. Chodzi o dr. Kazimierza Kujdę, który w latach 2004-2005 był rektorem Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie, a w latach 2004-2007 rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży.  Okresowo był więc – rzec można – rektorem do kwadratu. Odsłonięcie twarzy – i to w czasie pandemii – nastąpiło w trybie autolustracji, po tym jak były rektor został zawieszony w pełnieniu funkcji doradczej przy Prezydencie RP. Sam wystąpił o publiczne odsłonięcie twarzy przed dwoma laty, kiedy pandemii jeszcze nie było. Sam uważał, że z SB nie współpracował. Prokuratorzy IPN jednak wykazują, że jest kłamcą lustracyjnym, co go dyskwalifikuje do pełnienia publicznych stanowisk.

Kłamstwa rektorów są tak pospolite, że nie skutkują na ogół konsekwencjami, lecz kłamstwo lustracyjne traktowane jest poważniej, szczególnie przy obejmowaniu stanowisk nieakademickich. Zapewne sprawa znajdzie finał w sądzie, jak wiele podobnych.

Nie tak dawno odszedł z tego świata były rektor UJ – Franciszek Ziejka, który notowany był w aktach SB jako KO pod pseudonimem Zebu, nader trafnie dobranym. Do współpracy się nie przyznawał, a sąd nie podzielił argumentów IPN i nie podważył prawdziwości oświadczeń lustracyjnych. Może to nastąpić najwcześniej na Sądzie Ostatecznym, co zresztą sugerował sam rektor oskarżany o kłamstwo.

Taki stan rzeczy nie jest korzystny dla funkcjonowania domeny publicznej na ziemskim padole. Potrzebne jest oczyszczenie domeny publicznej, a akademickiej w szczególności, bo w tej domenie formuje się nasze elity, i to na lata. Niestety tego nie dokonano po ogłoszeniu upadku komunizmu, więc tak do końca to on nie upadł. Zresztą konieczna by była szersza lustracja uczelni, na wzór lustracji majątków ziemskich w dawnej Rzeczypospolitej.  W końcu trzeba mieć wiedzę o tym czym się zarządza i kto zarządza.

Pod koniec PRL przeprowadzono lustrację na uczelniach, ale nie na okoliczność współpracy z SB, lecz na okoliczność zidentyfikowania tych, którzy do utrwalania najlepszego z systemów się nie nadawali. A co gorsza nie spełniali norm etyki socjalistycznej i swoją postawą negatywnie wpływali na młodzież akademicką. Stanowiąc zagrożenie dla przewodniej siły narodu, z systemu akademickiego byli usuwani.  I do tej pory ta lustracja, od której do sądów nie było odwołania, nie stanęła przed sądem wolnej Rzeczypospolitej. I jakby nikomu to nie przeszkadzało.

Prawdziwej twarzy tej lustracji i negatywnie zlustrowanych nikt nie chce widzieć, nawet jak sami o autolustrację i poznanie prawdy historycznej występują. Nawet pandemia takiego maskowania nie usprawiedliwia.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 17 lutego 2021 r.

SDP Kraków zaprasza na dyskusję o „Plagach akademickich”- spotkanie online z cyklu „Autor plus”

Szanowni Państwo,
Serdecznie zapraszamy na pierwsze w tym roku spotkanie online z cyklu „Autor plus”. Dyskusja będzie poświęcona książce pana Józefa Wieczorka pt. „Plagi akademickie”. Spotkanie odbędzie się w środę 24 lutego o godzinie 17:00 na Zoomie.W rozmowie wezmą udział: Józef Wieczorek, prof. Bogusław Dopart i red. Maria Fortuna – Sudor. 
Więcej o spotkaniu opowiada sam autor w krótkiej zapowiedzi wideo:https://youtu.be/KddGiWCwHac


Link do środowego spotkania: https://us02web.zoom.us/j/87192306784?pwd=NHBhUGFvc2V2VUpBV0Ztc1d2TmRiQT09

Hasło: sdp


Zapraszamy!
Zarząd Oddziału Krakowskiego SDP


SDP Kraków
ul. Szczepańska 1, 31-011 Kraków
sdp.krakow@gmail.com
Dyżury: środa 16:00 – 18:00
Facebook: https://www.facebook.com/sdpkrakow/

Wieczorek -na dzień dobry- uważa, że nasz system akademicki jest niewydajny

Wieczorek- na dzień dobry – uważa, że nasz system akademicki jest niewydajny

https://tvrepublika.pl/Wieczorek-uwazam-ze-nasz-system-akademicki-jest-niewydajny,112640.html

W Polsce na dzień dobry

Lockdown akademicki, wczoraj i dziś

Plagi akademickie – Józef Wieczorek

Lockdown akademicki, wczoraj i dziś 

Lockdown, to słowo, które zrobiło karierę w czasie pandemii i zostało niejako inkorporowane do języka polskiego, choć to wyraz angielski. Oznacza zamknięcie, blokadę, izolację, zakaz wyjścia, kwarantannę, czyli niezbyt miłe okoliczności tworzone w ostatnim roku na froncie walki z pandemią koronawirusa. Ciekawe, że wcześniej to słowo prawie nie było znane, choć okoliczności, nawet bardziej niemiłe, też oczywiście występowały i krępowały życie sporej części Polaków.

Z instalacją systemu komunistycznego wiązał się przecież lockdown, i to bardziej dotkliwy niż ten obecny.  Odizolowano od niekomunistycznego świata niemal całą populację Polaków żyjącą między Bugiem i Odrą. Zamknięto nas w komunistycznym baraku. W pierwszych latach zamknięcie granic było niemal zupełne, kwarantanna narodowa miała zabezpieczyć nas przed wirusami wolności ze świata Zachodu. Tylko izolacja i postępowa edukacja dawały szansę na budowę systemu powszechnej szczęśliwości. Zmniejszenie ograniczeń, poluzowanie lockdownu pod wpływem protestów społecznych, powodowało rozprzestrzenianie się wirusa wolności i konieczność używania sił bezpieczeństwa publicznego, a nawet wprowadzenia stanu wojennego. Chroniono obiekty i osoby- aby czegoś złego sobie nie zrobiły – organizując liczne miejsca odosobnienia.

Lockdown był szczególnie dotkliwy dla świata akademickiego, źle znoszącego izolację prowadzącą do postępującej degradacji nauki i edukacji. System akademicki był dość szczelnie zamknięty przed inaczej myślącymi, a całkiem zamknięty dla przeciwników komunistycznego lockdownu. Sformowano spore zastępy miłośników takiego systemu, który dla nich nieco się otwierał i dawał szansę na wybicie się z szarej masy.

Mimo formalnego upadku systemu komunistycznego, otwarcia granic, lockdown – co prawda bardziej “miękki”, w odmianie pełzającej – w domenie akademickiej pozostał, można rzec, przepełznął przez transformację do III RP. Nie bez przyczyny na początku tego wieku pisałem w Rzeczpospolitej “system zamknięty i niereformowalny” argumentując, że żadna reforma zasadniczo nie zmieni sytuacji w nauce i szkolnictwie wyższym, o ile system ten się nie otworzy. A system przez wiele lat nadal był bardziej kompatybilny z blokiem komunistycznym, niż z zachodnim, stąd notowane natężenie przygranicznego ruchu habilitacyjnego na wschód od Bugu, i na południe od Tatr, a blokada – silny lockdown- dla chcących wracać z Zachodu.  

Niektórych naukowców polskich formowanych na Zachodzie wręcz zmuszano do rezygnacji z obywatelstwa polskiego przy staraniach się o stanowiska profesorów na polskich uczelniach.  

Wymóg habilitacji, a niekoniecznie wybitnych osiągnięć naukowych, efektywnie blokuje stanowiska profesorskie dla nieswoich. Mimo złagodzenia takiego wymogu, obyczajowy lockdown dla niehabilitowanych jak najbardziej nadal funkcjonuje. Świat akademicki przyzwyczaił się do lockdownu, i rękami oraz nogami broni się przed mobilnością. Zamyka się w swoich “gettach”, realizując kariery od studenta do rektora na tej samej uczelni, najlepiej w towarzystwie swoich krewnych, zgodnie ze swoistą polityką prorodzinną.

Podczas pandemii, z powodu lockdownu, mistrzowie i uczniowie trzymają się z dala, realizując okrojone programy konieczne do utrzymania poziomu udyplomowienia społeczeństwa.

Tylko na okoliczność manifestacji antypisowskich akademicki lockdown nie obowiązuje. Profesorki, skracając dystans, wychodzą do rozwydrzonych, proaborcyjnych tłumów z wykładami na temat je*ania PiS, tłumacząc -jako filolożki – barwę i znaczenie słowa wyp***dalać. Mimo lockdownu chyba nigdy profesorowie/profesorki nie byli/-ły tak blisko ludu i to w roli meneli. Podczas lockdownu komunistycznego skracano dystans, między elitami in statu nascendi a ludem, poprzez praktyki robotnicze, ale do takiego braterstwa – jak obecnie – to chyba jednak nie dochodziło.

Ciekawe, czy w ramach modyfikowania „Konstytucji dla Nauki” wprowadzony zostanie nowy tytuł naukowy na drodze kariery akademickiej – tytuł profesora menela/profesorki menelki. Kandydatów/kandydatek by nie brakowało. 

Póki co, najbardziej znany szczepionkowy rektor zamknął się w sobie – rzec można – dokonał wsobnego lockdownu i nie otworzy się na oczekiwania ministerialne opuszczenia rektorskiego stanowiska. Podczas pandemii szary obywatel ma zostać w domu, a rektor na uniwersytecie.

Jak lockdown, to lockdown. Najważniejsze jest bezpieczeństwo i akademicka autonomia. Dbając o siebie, dbamy o innych. Takiego lockdownu to ani minister, ani premier, nie zdoła znieść. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska z 10 lutego 2021 r.

Wieczór autorski on-line – O „Plagach akademickich”

O „Plagach akademickich”

Wieczór autorski on-line
www.GazetaPolska.pl
18 lutego [czwartek] godz. 18

Autor książki: Józef Wieczorek
Prowadzenie: red. Jacek Liziniewicz

FAKT przeprasza za przerobienie opozycjonisty antykomunistycznego na zbrodniarza komunistycznego !

FAKT przeprasza za przerobienie opozycjonisty antykomunistycznego na zbrodniarza komunistycznego ! 

Dokumentacja pierwszej strony internetowej Fakt.24 https://www.fakt.pl/ z dnia 13 lutego 2021 r. Po wielu miesiącach od wygranego procesu Dawida z Goliatem . vide – https://blogjw.wordpress.com/…/dawid-pokonal-goliata…/

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Przy okazji  pod uwagę sprawy przeprosin pokrzywdzonych przez potentatów po przegranych procesach:

Sprawa przeprosin Babci Filomeny przez  niezłomnych „profesorów” 

https://www.tysol.pl/a61159-Pawel-Jedrzejewski-Amerykanscy-historycy-nie-odrozniaja-Polski-od-Korei-Polnocnej-Nie-tylko-oni

Profesorska niezłomność „Mają przepraszać? Profesorowie?! Jakąś kobietę ze wsi, która książek nie czyta? W chuście? Która może jeszcze – o zgrozo – chodzi w niedzielę do kościoła? I której pomogła w procesie jakaś wredna, prorządowa organizacja!? O nie! Profesorowie na taki atak na wolność badań naukowych nigdy się nie zgodzą! Sąd mówi: „przeproście”. A profesorowie odwołują się od wyroku. Profesorowie mówią twardo „nie”. …

W każdym razie, jeśli chodzi o profesorów historyków, jestem po stronie Babci Filomeny .

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Sprawa przeprosin rodziny generała Ryszarda Kuklińskiego: 

Rodzina gen. Kuklińskiego wciąż czeka na przeprosiny

https://plus.dziennikpolski24.pl/rodzina-gen-kuklinskiego-wciaz-czeka-na-przeprosiny/ar/12916193?fbclid=IwAR0t3sqqWRxL4vVEDBMChW1ATIcsDKciVrBoPmhba0xhvk7JBQLYDUsVu5o
„- Wyrok jest prawomocny. Ale na razie nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek przeprosinach. A zakładam, że po dżentelmeńsku „Biały Kruk” by nas o nich poinformował. Czekamy więc cierpliwie. „

Czy ktoś ma wiedzę o tym, że od tego czasu takie przeprosiny miały miejsce ? Jakoś nie można znaleźć informacji w internecie. Miały być na łamach Rzeczpospolitej. Może mamy także swojski przypadek niezłomności profesorskiej ? 

W każdym razie ociąganie się z przeprosinami, mimo przegranych procesów, w tym kasacji, ma swoją wymowę.

Róbta co chceta z “plus ratio quam vis” i “mente et maleo”

Róbta co chceta z “plus ratio quam vis” i “mente et maleo”   

Styczeń to – od niemal ćwierć wieku – miesiąc, kiedy w przestrzeni publicznej gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, realizując cele statutowe fundacji, które stanowi m.in. „działalność w zakresie ochrony zdrowia, polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci”. Fundacja realizuje swoje cele poprzez zakup sprzętu, urządzeń i materiałów, i nieodpłatne przekazywanie lub udostępnianie ich placówkom i instytucjom”.   

Orkiestra gra   

Na realizacje tego celu orkiestra gra publicznie od 1993 r. w Polsce, jak i na całym świecie, i prowadzi szeroko zbiórkę pieniędzy nagłaśnianą przez media. W tym okresie zebrała już ponad miliard złotych i bije rekordy niemal corocznie. W ostatnim roku udało jej się zebrać ponad 180 mln złotych. Istnieją jednak kontrowersje wokół przejrzystości finansowej fundacji, kierowane także na platformę sądową. Pojawiają się pytania: jakie są koszty tego grania, jaki procent z zebranych pieniędzy kierowany jest na pomoc medyczną, a jaki jest zagospodarowany przez członków fundacji i kierowany na inne cele.  

Fundacja informuje, że statutowo podejmuje różne działania mające na celu zapobieganie szerzeniu się i ograniczaniu zjawisk patologii społecznych, w tym narkomanii, alkoholizmu i przemocy. Skupia wokół idei fundacji ludzi w Polsce i poza jej granicami, w tym w szczególności młodzież oraz przedstawicieli środowisk twórczych, intelektualnych i naukowych. Organizuje spotkania służące wymianie doświadczeń osób i jednostek prowadzących działalność w zakresie zbieżnym z jej celami.

Takim sztandarowym spotkaniem organizowanym przez fundację jest Przystanek Woodstok (w latach 1995–2017) a obecnie zwany Pol’and’Rock Festival, gdyż ze względów prawnych nazwa „Przystanek Woodstock” nie może być używana. W założeniu festiwal ten jest podziękowaniem dla wolontariuszy za ich pracę podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i jest w całości bezpłatny dla widzów.  

Róbta co chceta   

Idea festiwalu ma swoje korzenie w imprezach hipisów – „dzieci kwiatów”, z którymi Owsiak był w młodości związany. Hasło „róbta co chceta” lansowane przez Owsiaka, chyba jakoś nie było skuteczne dla statusowego zapobiegania szerzeniu się i ograniczaniu zjawisk patologii społecznych, w tym w szczególności narkomanii, alkoholizmu i przemocy.  

Na festiwalu notowano przypadki narkomanii, także alkoholizmu, czy przemocy w postaci gwałtów wśród radosnej młodzieży nieraz tarzającej się w błocie. Były też ofiary śmiertelne. Hasło „róbta co chceta” i hipisowskie korzenie festiwalu, jakby stymulowały do takich poczynań. 

Gra Wielkiej Orkiestry budzi coraz większe kontrowersje, choć zbiera coraz więcej i uznania ze strony artystów, celebrytów, niektórych duchownych, a co najważniejsze, elit umysłowych z prestiżowych nawet uczelni.  
  

Plus ratio quam vis   
  

Najlepszym tego objawem jest przyznanie Owsiakowi 28 czerwca 2017 roku najwyższego odznaczenia Uniwersytetu Jagiellońskiego medalu „plus ratio quam vis”, którego pierwszym laureatem był Jan Paweł II w roku 1997.  

Uczeni argumentowali, że „on postanowił zmieniać ten świat na lepsze.” Podobno zainicjował w trudnych czasach jeden z najbardziej niezwykłych masowych ruchów społecznych, konsekwentnie realizując w praktyce piękną idę pomocy najsłabszym. Społeczność akademicka UJ podziękowała Jerzemu Owsiakowi „za jego wrażliwość moralną, wytrwałość i konsekwencję w realizacji głęboko humanitarnych celów”. I wyraziła przekonanie, że dalsza jego działalność będzie „obfitować owocami dobra, szlachetności i miłości „. Uznano, że potrafi „zmobilizować dobre strony Polaków” a Owsiak uznał tę nagrodę za nobla, choć tego prawdziwego nobla jeszcze nie dostał, mimo że był do niego zgłaszany.   

W tym roku Owsiak na cele zbiórki orkiestry przeznaczył błyskawicę, symbol Strajku Kobiet, co trudno inaczej interpretować jak poparcie wulgarnego, proaborcyjnego ruchu, podobnie jak to miało miejsce i ze strony jagiellońskiej barbarii. (mój reportaż: Reakcje na Apel Kolegium Rektorskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego do Władz RP w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego – 28.10.2020 r.). To chyba wyjaśnia, dlaczego Owsiak tak jest hołubiony przez uczelnię działającą na podobnej platformie zdziczenia antycywilizacyjnego.  

Do tej pory postępowi promotorzy jagiellońscy nie wytłumaczyli „maluczkim’, jak taka barbaria, symbolizowana błyskawicą, ma się do wrażliwości moralnej, humanitarnej, szlachetności, dobra i miłości? Trudno to ogarnąć prostym rozumem a nawet nie mieści się to w głowie. Jagiellońscy promotorzy Owsiaka mają zapewne bardziej pojemne głowy.    

Robią co chcą    

Tym niemniej uznali zapewne, że barbaria jest oznaką wyższości rozumu nad siłą. Trzeba mieć jednak na uwadze, że część laureatów zaszczytnej nagrody ‚plus ratio quam vis” może i siłą się nie wyróżniała, ale i rozumem nie imponowała. Nagrodę otrzymał m.in. Franciszek Ziejka notowany w aktach SB jakże trafnym pseudonimem KO „Zebu”, Jerzy Wyrozumski – jako historyk mający ogromne zasługi dla niepoznania prawdy o najnowszej historii UJ, czy Zofia Stasicka, działaczka ZNP w czasach PRL, a także Piotr Sztompka, niewątpliwy Goliat polskiej socjologii, którego używając jedynie rozumu zaatakowałem (z pozycji Dawida!) merytorycznie argumentami w temacie kryzysu uniwersytetu na łamach Kuriera WNET (luty 2019) Nie zareagował. Czemu nie użył rozumu wobec moich argumentów, przecież nie siłowych, tylko rozumowych? 

A w roku ubiegłym medal został wręczony ks. Adamowi Bonieckiemu. Fakt, że nie na siłę, ale czy z użyciem rozumu? W laudacji taktownie nie podkreślano zasług duchownego laureata dla obrony satanisty Nergala, czy walczącego z Kościołem Margota, ani jego oświadczenia, że nie ma zamiaru stawać w obronie pierwszego laureata nagrody „plus ratio quam vis” – Jana Pawła II, barbarzyńsko od lat atakowanego w ramach wojny z cywilizacją łacińską   

I to im zaimponowało? Widać było w roku pandemicznym, że orientacja seksualna całkiem zdominowała orientację intelektualną i moralną środowisk akademickich, nie tylko na UJ.  

Czyżby postulat „róbta co chceta” tak zauroczył władze UJ, że postanowiły zastosować go do najważniejszej jagiellońskiej nagrody? Można rzec: autonomicznie robią co chcą ze szlachetną dewizą „plus ratio quam vis”, kiedyś wprowadzoną do Collegium Maius przez Karola Estreichera, który wiedział wiele o nadrzędności siły wobec rozumu na UJ w czasach PRL, co udokumentował w swoich dziennikach. Niestety wprowadzenie tej dewizy na wiele się nie zdało. Deficyt rozumu stał się tak wielki, że siła nad nim dominuje, co widać i słychać było i w roku 2020, kiedy podburzana przez rektorów dzicz artykułowała swoją siłę nie używając rozumu. Rektorzy zapewniali – jesteśmy z wami! Tryumf siły nad rozumem w pełnym zakresie.  

Dodajmy jeszcze, że wśród nagrodzonych na szczycącym się swoją apolitycznością uniwersytecie, nie brak było i polityków zagranicznych, jak znany polityk Unii Europejskiej wspierający następnie Wielką Brytanię na drodze wyjścia z Unii- José Manuel Barroso, czy Valery Giscard d’Estaing zasłużony dla podcinania chrześcijańskich  korzeni  Europy , wyróżniany już wcześniej Orderem Zasługi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Czyżby uznano, że zasłużenie się dla PRL było dowodem jego siły rozumu. Takie ordery otrzymywali w PRL m. in. tacy mocarze ówczesnego świata jak: 1975 Muammar Kadafi, prezydent Libii, 1979 –Fidel Castro, premier i przewodniczący Rady Państwa Kuby,1981 – Leonid Breżniew, przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR,1982 – Janos Kadar, sekretarz generalny KC Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej,1982 – Erich Honecker, Przewodniczący Rady Państwa NRD,1983 –1985 –Dolores Ibarruri, hiszpańska komunistka,1986-1987 – Kim Ir Sen, prezydent Korei Północnej.  

Nie wszyscy oni dotrwali do czasów, kiedy rozpoczęto przyznawać medal „plus ratio quam vis” i to może wyjaśniać, że go jednak – inaczej niż długowieczny Valery Giscard d’Estaing – nie dostali.  
  

Mente et maleo  
  

Jest jeszcze jedna dewiza z myślą na miejscu pierwszym: ”mente et maleo”, czyli myślą i młotem. Jest to dewiza bliskiej mi dziedziny geologii, która mieści się wśród dziedzin naukowych uprawianych na jagiellońskiej wszechnicy, choć nie wszyscy jej  pasjonaci mieszczą się w kadrach naukowych UJ.

Kto na serio traktował tę dewizę i to w należytej kolejności, tzn. na pierwszym miejscu zawsze myśl, a dopiero potem młot, i tak uczył młodych żaków, nie miał wiele szans na utrzymanie się na uczelni. Dewizę „więcej rozum, niż siła” wzorcowa polska uczelnia stosowała nader często na opak. Stawianie myśli na pierwszym miejscu zagrażało bowiem kadrom sformatowanym na opaczną modłę.  

Tak już bywało w wieku XIX, kiedy na jagiellońskiej wszechnicy wyróżniający się myśleniem mieli trudności, aby się na niej utrzymać.

Tak było w przypadku geologa Ludwika Zejsznera, dwukrotnie wyrzucanego z UJ.

Podczas okupacji niemieckiej geologia na UJ nie funkcjonowała, a po okupacji wznowione studia geologiczne trwały tylko lat kilka. po czym nastąpiła 25-letnia przerwa. Myśl geologiczna nie była więc rozpowszechniana wśród studenterii. Ci, którzy z tą dziedziną się zetknęli, nader często używali w pierwszej kolejności młota a rzadziej myśli, stąd rezultaty nie zawsze były najlepsze. 

Niewątpliwe przyczyniło się to zerwania kontaktu z rzeczywistością i mimo że ludziska przemieszczają się po powierzchni Matki Ziemi, zachowują się, jakby zupełnie nie kojarzyli co ta powierzchnia sobą reprezentuje, a tym bardziej, co się pod jej powierzchnią/naskórkiem – rzec można – się znajduje.  

Stąd mamy obecnie sytuację, że na tematy gazu łupkowego wypowiadali się przede wszystkim socjolodzy, aż nadmuchana bańka gazowa pękła, a na temat kopalń wypowiadają się językoznawcy, bo język mają, a to, że pojęcia o geologii nie mają, to nikomu to nie przeszkadza.  

Myśl geologiczna jest omijana szerokim łukiem. Jakoś nikt kto stosował dewizę „mente et maleo” nie znalazł się wśród laureatów nagrody „Plus ratio quam vis”, mimo że respektowanie nadrzędności myśli nad młotem do takiej nagrody winno jak najbardziej predestynować.  

Zgodnie z postulatem „róbta co chceta”, jak się chce, to stawia się siłę nad rozumem i młotem wali, zamiast wpierw pomyśleć. I taki to mamy obecnie autonomiczny, prestiżowy uniwersytet, w rankingach światowych plasujący się na ogół w piątej setce uczelni. Ostatnio wyróżnia się przywróceniem relacji mistrz-uczeń, ale tym razem nie na platformie poszukiwania prawdy, lecz na platformie „je*ania PIS”, na której tak profesorowie, jak i studenci mówią jednym głosem. (Kurier WNET, nr. 78/79).

Ta platforma funkcjonująca zgodnie z hasłem „róbta co chceta”, wspierana jest przez autora tego hasła, sądzonego zresztą za wulgaryzmy, ale cieszącego się najwyższym wyróżnieniem jagiellońskim. Profesorów-meneli nikt jeszcze nie sądzi. Widać, że degradacja dewizy „plus ratio, quam vis”, jak i „mente et maleo” skorelowana jest z cywilizacyjną degradacją uniwersytetu.   

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr 80, w lutym 2021 r. 

A jednak się mieści !

A jednak się mieści !

Decydenci ‚krakówka’ twierdzili, że moja książka „Plagi akademickie” nie mieści się w ramach. [„Plagi akademickie” pod opieką Ducha Świętego ? Poza jurysdykcją ‚krakówka’ ! | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com)]

A tu proszę. Zmieściła się !

Całe szczęście, że nie trafiła do archiwum krakowskiego. Ani popiół by nie został ! [ https://gazetakrakowska.pl/krakow-trzeci-dzien-walki-z-pozarem-archiwum-urzedu-miasta-strazacy-wyburzyli-czesc-sciany-zdjecia/ar/c1-15431397%5D

Trąd w Pałacu Nauki

Józef Wieczorek – Plagi akademickie

Trąd w Pałacu Nauki

Napisana kilkadziesiąt lat temu przez Ugo Bettiego sztuka “Trąd w Pałacu Sprawiedliwości” obrazowała włoski system sprawiedliwości będący w stadium rozkładu moralnego. Nie bez przyczyny sztuka ta cieszyła się w PRL (po odwilży) dużą popularnością, co nie może dziwić, zważywszy na ówczesny stan komunistycznego wymiaru sprawiedliwości. Sztuka wielokrotnie była powtarzana w telewizji, a ja po jej obejrzeniu w roku 1987 roku, w epoce jaruzelskiej, zauważyłem duże analogie do zdegradowanego już wówczas świata akademickiego.

Właśnie po kilku latach działań operacyjnych zostałem skazany na wypędzenie z wzorcowej polskiej uczelni (UJ), bez możliwości odwołania się do sądu, bo w taki sposób junta jaruzelskiego przygotowała oczyszczenie uczelni z niewygodnego elementu, a władze uczelnie wprowadzały to w życie. Podjąłem jeszcze próbę rozmowy z rektorem-elektem Prof. Aleksandrem Kojem, zasłużonym dla przeprowadzenia czystki akademickiej, i zjawiłem się w jego gabinecie, jakoś tak na drugi dzień po obejrzeniu sztuki Ugo Bettiego. Rozmowa była drętwa i tylko potwierdzała moją opinię o degrengoladzie władzy. Miałem ze sobą tekst Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i pokazałem palcem to, co się w jego uczelni dzieje i co on wyprawia wbrew Deklaracji. Bez zainteresowania.

Zapytałem zatem wprost rektora in statu nascendi, czy może oglądał wczoraj “Trąd w Pałacu Sprawiedliwości”. Odrzekł, że nie. Ciągnąc temat pytałem, czy nie sądzi, że trąd panuje w Pałacu Nauki. Tego było już za wiele i rozmowa się skończyła poprzez przyjęcie postaw spionizowanych a lewa ręka rektora posłużyła za drogowskaz, zgodnie z którym opuściłem gabinet rektora, niedługo potem uczelnię. Ja wyszedłem, ale trąd pozostał, przetrwał w uczelni okres transformacji i jak to bywa z chorobami zakaźnymi – rozpowszechnił się w całej domenie akademickiej, aż do dnia dzisiejszego. Lockdownu dla trędowatych akademików nie zastosowano, a jedynie dla wypędzonych z uczelni, stąd ja – mimo reform- pozostałem poza uniwersytetem, jako persona non grata. Mamy dziś oznaki, że trąd opanował nawet gremia etyczne i to w samym wnętrzu Pałacu Nauki, czyli w PAN. Komitet Etyki w Nauce PAN – jakby zatrwożony pomysłem ministra nauki (Pakiet Wolności Akademickiej) złagodzenia objawów trądu zniewalającego akademików – uznał, że takie poglądy stanowią zagrożenie dla nauki, która nie tylko od światopoglądu, ale i od filozofii winna być niezależna.


Komitet bliższej filozofii swego stanowiska nie wyjaśnia, jakby dla zachowania zgodności swej tezy o konieczności rozdziału filozofii od nauki. Jeszcze w II RP przyznawano na uczelniach doktoraty z filozofii, dodając w zakresie jakiej dyscypliny np. w zakresie geologii. I nie był to zły okres dla nauki w Polsce. Dziś komitet PAN zarzuca projektowi ministra “traktowanie nauki jako areny propagowania przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych. Wdrożenie regulacji, która zachęca do prowadzenia sporów na te tematy w debacie naukowej, nie tylko nie przyczyni się do podniesienia jakości tej debaty, ale wprowadzi w nią chaos i utrudni zarówno badania naukowe, jak i przekazywanie wiedzy”. Czyli co? Prowadzenie sporów filozoficznych utrudni badania naukowe?

Co na to nasi liczni filozofowie, którzy są także wśród członków komitetu PAN? Kiedyś filozofię traktowano jako królową nauk, jako umiłowanie mądrości, która akademikom bardzo była przydatna. Dziś zrezygnowano z poszukiwania prawdy na uniwersytetach, które weszły w okres postprawdy, kiedy mądrość tylko utrudnia badania i awanse naukowe, a głupota i kłamstwa jak najbardziej je ułatwiają.

To tłumaczy, dlaczego mamy tyle idiotycznych badań i takie brednie wypisują/wypowiadają nawet najbardziej utytułowani akademicy. Trudno tego nie odczytywać jako kontynuację komunizmu, kiedy ideologia dominowała nad nauką, sporów filozoficznych nie było, bo filozofia jedynie słuszna, i to marksistowska, ułatwiała badania i awanse naukowe, oraz pozwalała nawet hodować gruszki na wierzbie.

Komitet PAN nie wystąpił jednak o wycofanie rozporządzenia ministra zamieszczonego w dzienniku ustaw z dnia 20 września 2018 roku, zgodnie z którym nie dokonano rozdziału filozofii, ani teologii, od nauki: filozofia – jako dyscyplina naukowa – umieszczona jest wśród dziedziny nauk humanistycznych, a teologia -jako dyscyplina naukowa – wśród dziedziny nauk teologicznych. A zatem również spory filozoficzne, jak i teologiczne, w debacie naukowej, niejako są wpisane do systemu nauki.

Minister nauki do tej pory jednak nie wystąpił o likwidację Komitetu Etyki w Nauce PAN.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska z 3 lutego 2021 r.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Trąd w Pałacu Sprawiedliwości

https://ninateka.pl/kolekcja-teatralna/material/trad-w-palacu-sprawiedliwosci-gustaw-holoubek

Autonomiczna reputacja szczepionkowego rektora

Autonomiczna reputacja szczepionkowego rektora  

Media nagłośniły jako niebywały skandal aferę szczepionkową na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, choć wiadomo, że w PRL było normą, iż ludzie resortowi, z przewodniej siły narody i ich ulubieńcy mieli dostęp do dóbr, o których inni mogli tylko marzyć.

Mamy ciągłość prawną, także obyczajową z PRL, a uczelnie zwane są skansenami komunizmu, więc nie wiadomo, czemu ten skandal tak bulwersuje.

Negatywna selekcja kadr przetrwała do III RP, rekrutacje na etaty uczelniane odbywają się w ramach ustawianych konkursów na konkretną osobę, więc ustawienie kolejki szczepień na konkretne, znane, nieraz resortowe osoby nie powinno dziwić.

Są one uważane za dobro narodowe, bo obywatele robią sobie z nimi pozowane zdjęcia, więc trzeba je otaczać specjalną troską.

To wpisuje się w patologiczny system akademicki, w którym funkcjonuje szczepionkowy uniwersytet – WUM, dotknięty w ostatnim czasie licznymi plagami, m.in. kadrowymi czy mobbingiem, o czym informowały media. Uniwersytet traci reputację, staczając się po równi pochyłej.

Rektor WUM, którego pozycja po reformie Gowina się umocniła, nic sobie nie robi z oczekiwania jego dymisji przez ministrów. I to jest wyraźna różnica z PRL, kiedy minister bez problemu usuwał rektorów – fakt, że tych, którzy cieszyli się dobrą reputacją w niepokornym środowisku. Rektor WUM stracił reputację społeczną, ale nadal jest członkiem nadzwyczajnej kasty akademickiej, w naszym systemie bezkarnej. 

Kradzież szczepionek na uniwersytecie, o dziwo, zauważyli i nagłośnili studenci, naruszając tym samym relacje mistrz – uczeń, które z takim trudem zostały odbudowane w roku ubiegłym i to na platformie je*ania PIS. Wtedy mistrzowie i studenci w Polsce mówili jednym głosem – wy***dalać.

Media antyrządowe i kadry akademickie wręcz podziwiały zarówno studentów, jak i rektorów.

Teraz to zawołanie, którego barwa tak bardzo podobała się językoznawcom i specjalistom od kultury, skierowane zostało w istocie rzeczy do rektora. Sytuacja zmieniła się diametralnie, więc przystąpiono do potępiania/dyscyplinowania studentów i sprawdzania co to za element, którego głos brzmi tak odmiennie od głosu ich rektora.

To mi przypomina sytuację z końca epoki jaruzelskiej, kiedy   młodzi reagowali podobnie na ekscesy decydentów jagiellońskich na wzorcowym uniwersytecie, ostrzegając, że ich metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI. Niestety wzorce jagiellońskie jeszcze się rozpowszechniły i w kolejnym roku pandemicznym ogarnęły szczepionkowy uniwersytet. Godność rektorów/profesorów nie zdołała przekroczyć progu wieku XXI, pozostała buta i arogancja i stosowanie metod dobrze znanych z czasów PRL. 

Dziekani WUM, broniąc swojego rektora, zaatakowali studentów, twierdząc, że ”treść licznych, częściowo anonimowych komentarzy, dalece odbiega od standardów, których powinni przestrzegać lekarze, pracownicy naukowi, doktoranci i studenci wyższej uczelni” uważając za “niegodne anonimowe formułowanie oskarżeń i przypisywanie win bez możliwości bezstronnej interpretacji zdarzeń”.

Trzeba jednak przypomnieć, że anonimowe, i to fałszywe oskarżenia formułowane wobec niewygodnych nauczycieli akademickich pod koniec epoki jaruzelskiej, bez możliwości obrony, nigdy nie spotkały się z potępieniem decydentów akademickich i takie standardy zostały przeniesione w czasy III RP. 

Hipokryzja dziekanów, typowa zresztą dla gremiów akademickich, ma wymiary kosmiczne. Jasno pokazuje, że to środowisko samo się nie oczyści.

Jak widzieliśmy w roku 2020 to środowisko skoncentrowane jest na orientacjach seksualnych i orientacjami intelektualnymi a tym bardziej moralnymi – nie zawraca sobie głowy.

Przez szarego obywatela reakcje rektora są jednoznacznie negatywnie oceniane. Rektor – mimo że demokratycznie wybrany -reputację utracił i winien odejść.  Ale na uczelniach nie obowiązuje kodeks honorowy Boziewicza, więc rektor nie ustępuje. Gdyby ten kodeks obowiązywał, to większość uczelni – jeśli nie wszystkie – trzeba by pozamykać, bo brak honoru nie dotyczy tylko pojedynczych rektorów, lecz także demokratycznych gremiów, które ich wybierają i bronią, stosując podobną orientację moralną. 

W uchwale poparcia WUM dla Jerzego Owsiaka (rok 2019) czytamy:”wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka, solidarność ze słabszymi to idee, którymi się kierujemy w życiu oraz w duchu których kształcimy i wychowujemy kolejne pokolenia studentów i młodych kadr naukowych”.

A w praktyce WUM realizuje przesłanie Jerzego Owsiaka “Róbta co chceta” i jest to praktyka znana także z innych autonomicznych uczelni. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska  z 27 stycznia 2021 r.

Opanujesz zakłamaną historię UJ i masz indeks w kieszeni!

Opanujesz zakłamaną historię UJ i masz indeks w kieszeni!  

Rusza XXV Konkurs Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim – https://www.uj.edu.pl/kalendarz/-/journal_content/56_INSTANCE_5De61CKaqzOl/10172/146769294  

Na stronach UJ [https://konkurs.uj.edu.pl/] czytamy :” 

Szanowni Państwo, 

pragniemy zawiadomić, iż rekrutacja umożliwiająca udział w XXV edycji Konkursu Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim została dziś uruchomiona (7 XII 2020 r.). Formularz rekrutacyjny będzie dla Państwa dostępny do 7 marca 2021 r. 

Zachęcam do wypełnienia formularza rekrutacyjnego i przystąpienia do Konkursu. 

Wszelkie informacje dot. trybu, sposobu przeprowadzenia Konkursu znajdą Państwo w Regulaminie XXV Konkursu Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim.  

Z poważaniem, 

Marek Wasilewicz” 

Kto wygra ma indeks w kieszeni. A więc przystępujcie do konkursu i do lektur!  wśród których znajdziecie podstawowe dzieło Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego,

w których jak piszę od lat nie ma takich nieznanych historykom UJ wyrażeń/wydarzeń jak: komunizm, stan wojenny, czy PZPR, co wskazuje, że dzieje UJ nie przebiegały na ziemiach polskich a może gdzieś w innej galaktyce. 

Taki stan rzeczy jest akceptowany nie tylko przez organizatorów Konkursu, ale i rzesze polskich historyków! Mamy autonomiczne zakłamywanie najnowszej historii i jej opanowanie zapewnia indeks na studia [sic !]  

Udostępniam do lektury moje teksty dotyczące Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich kontekstu. Uważam je za obowiązkowe dla uczestników konkursu, jak i etatowych kadr akademickich UJ, i nie tylko UJ, nie tylko dla historyków, choć to przede wszystkim historycy winni zapobiegać rozpowszechnianiu fałszywej historii. Ich milczenie niczym nie może być usprawiedliwione. Także obywatele nie powinni być obojętni na to, czego się na uczelniach uczy i od studentów wymaga. W końcu uczelnie/uczeni utrzymywani są z podatków szarych obywateli, a winni formować elity dla Polski na poziomie wyższym od szarego obywatela.  

Moje teksty dotyczące Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich kontekstu.

[UWAGA: lektura uzupełniająca  linkowana w poniższych tekstach]   

Akademicka polityka rekrutacyjna (na UJ) 

https://blogjw.wordpress.com/2010/05/01/akademicka-polityka-rekrutacyjna/

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego 

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ 

https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/

List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętności 

https://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci/

Smutne refleksje nad polityką historyczną. Niemiecki podręcznik do historii przeznaczony na makulaturę a „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” – nie ! 

https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/

Kilka pytań do Dziekana Wydziału Historycznego UJ w związku z metodologią i standardami prac historycznych 

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/27/kilka-pytan-do-dziekana-wydzialu-historycznego-uj/

No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem 

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

10 pytań do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego na inaugurację nowego roku akademickiego 

https://blogjw.wordpress.com/2013/09/27/10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Co się działo na UJ po roku 1981 ?  

Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? 

https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/

Bunt jagiellońskich polonistów  

https://blogjw.wordpress.com/2021/01/07/bunt-jagiellonskich-polonistow/

Plaga ciemności spadła na Wszechnicę Cnót Wszelakich

 https://blogjw.wordpress.com/2020/12/16/plaga-ciemnosci-spadla-na-wszechnice-cnot-wszelakich/ 

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej  

https://blogjw.wordpress.com/2021/01/04/plagi-jaruzelskie-w-domenie-akademickiej/

Wyspa szczęśliwości stanu wojennego 

https://blogjw.wordpress.com/2020/12/22/wyspa-szczesliwosci-stanu-wojennego/

(Nie)pamięć uniwersytetu 

https://blogjw.wordpress.com/2020/11/18/niepamiec-uniwersytetu/

Moc rektorska w niemocy 

https://blogjw.wordpress.com/2020/07/21/moc-rektorska-w-niemocy/

Prawda w czasach pandemii. Jak wyglądała nieautonomiczna historia UJ w interwale 1945-89 ? 

https://blogjw.wordpress.com/2020/05/11/prawda-w-czasach-pandemii/

A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe 

https://blogjw.wordpress.com/2019/04/18/a-jednak-poznanie-historii-akademickiej-jest-mozliwe/

„Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe 

https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/

Niezłomni – wyklęci przez rektorów 

https://blogjw.wordpress.com/2018/04/14/niezlomni-wykleci-przez-rektorow/

Brytyjczycy odtajnili dokumenty dotyczące stanu wojennego w Polsce a ikona polskich uczelni – NIE ! 

https://blogjw.wordpress.com/2012/12/29/brytyjczycy-odtajnili-dokumenty-dotyczace-stanu-wojennego-w-polsce-a-ikona-polskich-uczelni-nie/

Stan wojenny się nie skończył ( nie tylko na UJ) 

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/24/stan-wojenny-sie-nie-skonczyl/

Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany 

https://blogjw.wordpress.com/2018/02/03/jesli-pzpr-umarla-wczesniej-to-uniwersytet-jagiellonski-jest-skompromitowany/

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia 

https://blogjw.wordpress.com/2017/02/02/pzpr-po-smierci-silniejsza-niz-za-zycia/

Historia niechciana przez historyków 

https://blogjw.wordpress.com/2015/10/24/historia-niechciana-przez-historykow/

Kneblowanie prawdy, czyli cenzura na Mysiej a cenzura na Gołębiej 

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/07/kneblowanie-prawdy-czyli-cenzura-na-mysiej-a-cenzura-na-golebiej/

Mazgulenie stanu wojennego w kontekście liberalizacji systemu w ujęciu mędrców jagiellońskich (akademickich) 

https://blogjw.wordpress.com/2016/12/07/mazgulenie-stanu-wojennego/

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina 

https://blogjw.wordpress.com/2016/02/05/obecna-twarz-uj-widziana-przez-pryzmat-twarzy-juliana-haraschina/

Sprawa Juliana Haraschina na Uniwersytecie Jagiellońskim w ujęciu Stefana Grzybowskiego b. rektora UJ 

https://blogjw.wordpress.com/2016/02/01/sprawa-juliana-haraschina-na-uniwersytecie-jagiellonskim-w-ujeciu-stefana-grzybowskiego-b-rektora-uj/

Edukacja historyczna w liceum – mimo wszystko – na poziomie wyższym, niż na uczelniach 

https://blogjw.wordpress.com/2014/08/23/edukacja-historyczna-w-liceum-mimo-wszystko-na-poziomie-wyzszym-niz-na-uczelniach/

Dlaczego się nie ujawnia jawnych współpracowników ? 

https://blogjw.wordpress.com/2013/01/27/dlaczego-sie-nie-ujawnia-jawnych-wspolpracownikow/

Jak rektorzy UJ realizowali postulaty SB 

https://blogjw.wordpress.com/2012/10/22/jak-rektorzy-uj-realizowali-postulaty-sb/

ZAKŁAMYWANIE HISTORII – historyczny głos w dyskusji nad uprawianiem i nauczaniem historii 

https://blogjw.wordpress.com/2012/05/07/zaklamywanie-historii-historyczny-glos-w-dyskusji-nad-uprawianiem-i-nauczaniem-historii/

Moje publikacje w Bibliotece Narodowej

Moje publikacje w Bibliotece Narodowej

W Katalogach Biblioteki Narodowej można znaleźć sporo moich publikacji (tylko nieliczne spośród publikacji naukowych, które można znaleźć w bibliotekach specjalistycznych polskich i zagranicznych) )

Dla przykładu:

Komisja od tytułów odeszła, system tytularny pozostał

Komisja od tytułów odeszła, system tytularny pozostał

Z końcem 2020 r. przestała istnieć Centralna Komisja do spraw stopni i tytułów (w skrócie CK) , która po transformacji ustrojowej zastąpiła Centralną Komisję Kwalifikacyjną. CKK kwalifikowała w ciągu kilkudziesięciu lat trwania PRL “inżynierów umysłów” – tych , którzy nadawali się do tworzenia najlepszego z systemów a przynajmniej tworzeniu nie przeszkadzali. Rzecz jasna nie była to komisja autonomiczna, lecz podporządkowana przewodniej sile narodu. Kandydatury na docentów/profesorów akceptowały, lub nie – KW (Komitety Wojewódzkie PZPR) a KC całkiem kandydatów mogła pogrzebać. W III RP komisja została skrócona w nazwie o jedno „K” i wyzwolona spod kurateli KC, ale była afiliowana przy premierze, czyli jednak jakby na uwięzi politycznej, choć o zmiennej orientacji.  

Efektem działań komisji było osiągnięcie przez Polskę iście imponującego przyrostu stopni naukowych doktora habilitowanego, niemal już nie znanego w świecie nauki poza państwami dawnego blogu wschodniego. Taki stan rzeczy powodował natężenie przygranicznego ruchu habilitacyjnego (kierunek Ukraina, Białoruś, potem Słowacja) w celu łatwiejszego pozyskiwania tych stopni, mrocznego nieraz pożądania.

Komisja podsuwała także pod długopis prezydentowi nader liczne kandydatury do tytułu profesora, zwanego zwyczajowo belwederskim, choć nominacje wręczano w pałacu namiestnikowskim.

Prezydent merytorycznie tych kandydatur nie oceniał, ale czasem opóźniał ich podpisywanie, a nawet – o zgrozo – nie podpisywał (przykład kandydatury Michała Bilewicza), niekoniecznie z powodu braku długopisu.

Nawet jak podsuwano prezydentowi kandydaturę jakiegoś oszusta, plagiatora, on nie miał mocy już podpisanej nominacji odwołać. Nie można się zatem dziwić, że wśród profesorów mamy tylu ludzi niegodnych, tym bardziej, że kodeks honorowy Boziewicza już u nas nie obowiązuje.

Przez te lata działalności komisji staliśmy się potęgą profesorską, ale pozostaliśmy nadal mizerią naukową, stąd o Noblu naukowym możemy jedynie marzyć. Jak dotąd marzenia się nie spełniły.

W 2019 r. w ramach wprowadzaniu w życie Konstytucji dla Nauki przeprowadzono wybory do nowego gremium – Rady Doskonałości Naukowej (RDN), która od 1 stycznia tego roku jest już całkiem samodzielnym bytem na polu doskonalenia naszych kadr akademickich. Może wreszcie staniemy się potęgą, skoro mamy tyle uczelni wyższych, taki poziom udyplomowienia młodego społeczeństwa, i tak doskonałych profesorów.

Może…..Ale wątpliwości są, i to uzasadnione, bo plagi akademickie wkroczyły bez przeszkód w nowy rok, a nawet się objawiły u członka Rady Doskonałości Naukowej (RDN), niezmordowanego blogera prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego. Ten z wielką pasją i konsekwencją walczy z akademikami, jego zdaniem – jako dotychczasowego członka CK ! – niegodnymi stopni i tytułów.

Profesor podsumował miniony rok , podkreślając niewłaściwą metodologię prac, wręcz pseudonaukowych, omówił działania naprawcze, taktownie pomijając moje „Plagi akademickie”. Ja charakteryzowałem patologie akademickie, przedstawiałem krytykę naszego systemu tytularnego i gremiów CK oraz RDN, mających twórczy udział w jego negatywnym funkcjonowaniu.

Co więcej, do ilustracji noworocznego tekstu profesor od doskonałości naukowej użył – bez jakiegokolwiek odniesienia autorskiego/źródłowego – mój poglądowy rysunek sprzed lat. Graficznie zobrazowałem na nim zmagania się akademików z pokonaniem ściany płaczu dla uzyskania niezbędnych w tym systemie stopni i tytułów.

Autor nawet nie zauważył, że rysunek dotyczy krytyki także jego działalności na drodze selekcjonowania akademików. Mamy zatem zarówno dokument pogwałcenia własności intelektualnej, ale i dokument wątpliwego intelektu demokratycznie wybranego spośród profesorów członka Rady Doskonałości Naukowej.

Jaka jestem zatem szansa, aby ta rada udoskonaliła intelektualnie naszych profesorów? Sam profesor zaczyna już wątpić w sens utrzymywania habilitacji, których poziom jest często nader kiepski, i to coraz bardziej, co świadczy o poziomie nie tylko ich autorów, ale i gremiów je zatwierdzających.

Należy żałować, że wraz z odejściem CK nie zrezygnowano z naszego rozbudowanego i nader egzotycznego systemu tytularnego. Czy zastąpienie jednej komisji, która nie dawała sobie rady z plagami akademickimi, komisją o innej nazwie, ale nadal bezradnej wobec plag spadających także na jej członków, poprawi nasz patologiczny, tytularny system?

Czy kiedykolwiek celem nauki uprawianej w Polsce będą wyniki badań a nie tytuły od jakości nauki jakby niezależne?

Tekst opublikowany w tygodniu Gazeta Polska 20 stycznia 2021 r.

[ Tygodnik Gazeta Polska poinformował ponadto : W sklepie „Gazety Polskiej” na www.sklepgazetapolska.pl lub pod numerem telefonu 722 111 655 mogą Państwo zamówić książkę „Plagi akademickie” autora niniejszej rubryki – Józefa Wieczorka]

Trudno być obojętnym wobec Nagrody Nieobojętności

Marian Turski i Beata Machul-Telus z Nagroda Nieobojetnosci Oswiecimskiego Instytutu Praw Czlowieka – Oświęcimski Instytut Praw Człowieka (oipc.pl)

Trudno być obojętnym wobec Nagrody Nieobojętności

Rok temu po wysłuchaniu na terenie KL Auschwitz wypowiedzi b. więźnia Mariana Turskiego napisałem tekst – Nie bądź obojętny ! – jedenaste przykazanie ?https://blogjw.wordpress.com/2020/01/29/nie-badz-obojetny-jedenaste-przykazanie/ argumentując, że „nie ma potrzeby tworzenia kolejnego i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych, które brzmi – „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Zamieściłem również tekst w Kurierze WNET – Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też ! https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/ argumentując ponadto;” Marian Turski pouczał, że nie należy być obojętnym na fałszowanie historii, więc nie można pominąć takiej obojętności i takiego fałszowania przez osobę, którą zamierza się awansować do rangi autorytetu moralnego i jego wypowiedzi włączyć do lektur szkolnych, a ponadto uhonorować Pokojową Nagrodą Nobla. „

Ale moje słowa zdaje się nikogo nie poruszyły, zostały przemilczane.

Natomiast słowa Mariana Turskiego poruszyły wielu ludzi nie tylko w Polsce i jego koledzy z tygodnika Polityka zbierali podpisy aby go zgłosić do Nagrody Nobla. Nie wiadomo, czy brano pod uwagę, że Marian Turski nie był obojętny na instalację systemu komunistycznego i sam instalację tego zbrodniczego systemu wspierał ! Był jednocześnie obojętny na los współwięźnia KL Auschwitz rtm. Witolda Pileckiego, a zatem swojego jedenastego przykazania nie wypełniał !

W nawiązaniu do słów Mariana Turskiego wypowiedzianych 27 stycznia 2020 r. Oświęcimski Instytut Praw Człowieka ufundował Nagrodę Nieobojętności, którą w tym roku po raz pierwszy wręczył właśnie Marianowi Turskiemu.[Marian Turski i Beata Machul-Telus z Nagroda Nieobojetnosci Oswiecimskiego Instytutu Praw Czlowieka – Oświęcimski Instytut Praw Człowieka (oipc.pl) ]

Laureat nie ukrywał, że nagroda ta sprawiła mu radość i podkreślał „jestem szczęśliwy, że i w prezydenckiej kampanii wyborczej i w akcji obronnej LGBT przeciw szkalowaniu, i podczas Strajku Kobiet – wielokrotnie moje słowa znalazły się na transparentach.”

Nie był -jak widać – obojętny wobec barbarzyństwa niszczącego resztki cywilizacji łacińskiej, profanacji symboli religijnych, wykluczania tych, co nie byli obojętni na te fakty zdziczenia, tak młodzieży, jak i starczych, także akademickich mistrzów i uczniów mówiących jednym głosem na platformie ‚je*ania PiS’, domagających się ‚wyp***dalania’ tych i tego co wiąże się z tradycyjnymi wartościami.[ https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/10/28/reakcje-w-sprawie-wyroku-trybunalu-konstytucyjnego-w-krakowie-28-10-2020-r/]

Taki stan rzeczy sprawiał mu radość !

I nagrodę Nieobojętności dostał ! Trudno być wobec tego faktu obojętnym !

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Wolność nauczania, wolność słowa i badań naukowych to podstawowe wartości akademickie. Niestety w polskim systemie akademickim zaznacza się wyraźny deficyt tych wartości i to długotrwały. Uwarunkowany historycznie i ideologicznie. Przerwanie ciągłości normalnego funkcjonowania uniwersytetów podczas okupacji niemieckiej i dominacja ideologii nad nauką w czasach komunistycznych zrobiły swoje. Zachowanie ciągłości prawnej i personalnej z PRL w III RP, mimo wielu reform systemu akademickiego nie przywróciło podstawowych wartości akademickich w dostatecznym stopniu.

W ostatnim okresie media podnosiły wielokrotnie przypadki dyskryminowania, a nawet penalizowania nauczycieli akademickich o orientacji odmiennej od lewicowej. Instalowane na uczelniach stowarzyszenia propagujące ideologię tęczową wręcz ostrzegają, że żarty się skończyły i zapowiadają powrót do działań kojarzonych z ekscesami zetempowskich Brygad Lekkiej Kawalerii w czasach instalacji systemu komunistycznego.

Dominacja ideologii tęczowej na uczelniach, zarówno w programach studiów gender, w oświadczeniach rektorskich, jak i na budynkach wyższych uczelni, jest faktem. Tak jak faktem jest podburzanie studentów przez kadry akademickie do ekscesów proaborcyjnych i antyreligijnych.  Nowy minister, opowiadający się przeciwko ideologii gender na uczelniach, zapowiedział postawienie tamy dyskryminacji akademików stojących na straży wartości cywilizacji łacińskiej.

Zaproponował Pakiet Wolności Akademickich dla znowelizowania Konstytucji dla Nauki, aby ideologia tęczowa nie zdominowała nauki na uczelniach i nie ograniczała wolności nauczania, wolności słowa, debaty akademickiej. Pakiet ma być dyskutowany w środowisku akademickim przed wprowadzeniem do prawa akademickiego.

W ramach dyskusji warto zauważyć, że pakiet jest zbyt powierzchowny, bo dotyczy głównie przypadków incydentalnych, aby zlikwidować prowadzone postępowania dyscyplinarne uwarunkowane ideologicznie i zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości. Te przypadki to  jednak wierzchołek góry lodowej deficytu wolności w systemie akademickim.

W Pakiecie nie podniesiono roli postępowań dyscyplinarnych przed transformacją ustrojową – do tej pory utajnionych – w degradacji nauki i edukacji w Polsce. System nie zdołał się wyzwolić z mechanizmu zniewolenia narzuconego w czasach komunizmu, dlatego Pakiet powinien uwzględniać taką sytuacje, aby nadać zmianom właściwy kierunek.

Pakiet nie przewiduje instalacji – postulowanego przeze mnie – Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA) dla poznania skali patologii i stopnia ograniczenia wolności akademickich oraz wypompowania patologii z systemu. Budzi to obawy, że wolność akademicka pozostanie na uwięzi, a system oparty na zgniłym fundamencie nadal będzie ulegał destrukcji.

Nawet nie budzi zdziwienia reakcja beneficjentów zniewolonego systemu na ogłoszenie Pakietu Wolności. Został on uznany za swoistą plagę akademicką, jako że „może skutkować otwarciem drzwi do uczelnianych sal pseudonauce, religijnemu fanatyzmowi czy ksenofobii.” Tak argumentuje w Deklaracji Wolnej Nauki utworzona Inicjatywa Wolna Nauka, która opowiada się za tym – mówiąc skrótowo – aby naukowcom żyło się lepiej i dostatniej, a ich ideologia była uznana za naukę.

Natomiast naukowcy, o odmiennej od nich orientacji intelektualnej i moralnej winni  być należycie dyscyplinowani, bo ich istnienie zagraża „prawdziwej nauce” tzn. opartej na ich fundamentach ideologicznych.

Wzorem działań na rzecz wolności nauki ma być niedawne powołanie rzeczniczki praw i wolności akademickich UJ Prof. Beaty Kowalskiej, znanej specjalistki od studiów gender! To wyjaśnia motywacje Inicjatywy.

Na propozycję ministra zareagowali także rektorzy KRASP, argumentując, że Pakiet ministra jest nieporozumieniem, jako że od wolności w nauce jest Komitet Dobrych Praktyk KRASP, bazujący na opracowanym przez Fundację Rektorów Polskich Kodeksie Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych. Rektorzy nie nadmieniają ani jednym słowem, że mimo tych kodeksów i komitetów, plagi akademickie spadają nawet na wzorcowe uczelnie o najwyższym prestiżu.

Co więcej, same komitety nie stronią od stosowania w życiu uczelni złych praktyk. Podkreślę, że setki tekstów dotyczących plag akademickich, deficytu wolności nauki, kierowanych także do gremiów rektorskich, nie spotkały się z żadną merytoryczną reakcją! Przemilczenie, brak debaty na niewygodne tematy. Taki jest stan rzeczy na koniec 2020 roku i nie ma podstaw do sądzenia, że ten stan zmieni się w roku 2021.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 13 stycznia 2021 r.

Powstrzymania postępu pandemicznego w nowym roku!

Powstrzymania postępu pandemicznego w nowym roku!  

Naukowcy polscy nie dali sobie rady z pandemią, choć intensywnie w tej materii pracowali, a wyniki badań publikowali w zagranicznych czasopismach. Podobno zabrakło 5 mln złotych, aby wyniki przetestować zgodnie z procedurami. Jak lek nie przejdzie przez skomplikowaną, długotrwałą i kosztowną procedurę, akceptację ekspertów, nie można go wdrażać. Ale jak może przejść procedury, skoro mimo fachowych, zagranicznych publikacji nie zostanie skierowany do procedowania? Pod koniec roku po emisji publicystycznej audycji „Warto rozmawiać” podobno powołano zespól, by coś z tym zrobić, ale czy to coś da?  Tak u nas bywa – na jedne badania są pieniądze, nawet gdyby ich wdrożenie było szkodliwe, na inne – choć obiecujące – funduszy brak, a szary obywatel nie ma nawet szans się dowiedzieć dlaczego tak jest. Taki mamy naukowy/wdrożeniowy system. 

Postępująca pandemia jednak nie obezwładniła, nie przygłuszyła domeny akademickiej, która zwróciła na siebie uwagę w przestrzeni publicznej, bardziej niż kiedykolwiek. Mimo izolacji, obligacji do utrzymywania należytego dystansu, akademicy wykonali znaczące kroki w służbie postępu, warte przypomnienia dla podsumowania roku. Opracowanie rankingu tych kroków wykracza poza ramy krótkiego felietonu, ale przynajmniej dwa objawy postępu, uwarunkowane systemowo, powinny dawać wiele do myślenia. Już je sygnalizowałem, ale nie mam pewności, czy sygnały zostały odebrane, więc trzeba je nieco publicystycznie/akustycznie wzmocnić, aby w nowym roku miały szanse na przetworzenie dla dobra wspólnego. 

Na czoło tych postępowych objawień wysuwa się zdobycie wierzchołka góry lodowej plag akademickich przez demokratycznie wybranego rektora skierowanego do nominacji profesorskiej. To osiągnięcie pokazuje w całej okazałości funkcjonowanie systemu plag akademickich. Żeby zdobyć taki wierzchołek, i to obślizłej góry lodowej, trzeba wszechstronnego przygotowania i wsparcia zespołowego. Po drodze na szczyt trzeba rąbać stopnie, wbijać klamry, zakładać poręczówki, zadbać o asekurację, przygotować  kilka obozów pośrednich przed końcowym atakiem szczytowym. Tego samemu się nie zrobi. A co robić na szczycie? Nie wystarczy krzyknąć: już wlazłem! Co teraz? Tak, tak, po mozolnym wejściu na szczyt hierarchii akademickiej zwycięzcy mają takie dylematy. Wejść – weszli, a raczej zostali wepchnięci zbiorowym wysiłkiem i na szczycie czasem cierpią na lęk wysokości, lęk przestrzeni, a przestrzeń akademicka rozległa jest nadzwyczaj. Nasila się obawa przed upadkiem. A upadki bywają bolesne. Im góra wyższa, tym bardziej. Na szczycie zdobywca jest widoczny. Wprawne oko może dostrzec, czy to nie jakaś mistyfikacja, a jest też szansa aby prześledzić/przeanalizować całą drogę na szczyt. I tym razem się okazało, że droga na wierzchołek była oszustwem, systemowo uwarunkowanym, bo system jest przyjazny takim patologiom. I nie jest tak, jak niektórzy tłumaczą, że jest dobrze, ale w każdym stadzie może się znaleźć czarna owca. Bez wsparcia stada owiec białych, czarna nie miałaby żadnych szans, aby wejść na górę. Normalnie pozostałaby na hali, w zagrodzie. 

Póki co, nie zanosi się na nabycie odporności stadnej, nie tylko na koronawirusa, lecz także na ekscesy akademickie. Co więcej, stary już rok chyba przejdzie do akademickiej historii jako rok restytucji relacji Mistrz-Uczeń, przez lata bezobjawowych, a w tym roku objawianych nader często w przestrzeni publicznej. 

Podburzani przez mistrzów uczniowie wyszli na opustoszałe niemal ulice, wypełniając je kolorami tęczy…. i bluzgami przyswojonymi od mistrzów – meneli, niekiedy występujących na czele tej barbarii.  Odkryto drogę do doskonałości naukowej poprzez wspólne – mistrzów i uczniów – zastosowanie innowacyjnej metody badawczej „je*ania PiS”. Chyba jedynie antypandemiczny lockdawn spowodował, że to osiągnięcie nie zostało uwieńczone nagrodą Nobla.  Ale jeszcze nic straconego. 

Eliminowanie i penalizowanie- w czasach czerwonej zarazy – mistrzów podburzających uczniów do myślenia przyniosło skutki wychowawcze. Widać jakie. 

Akademikom nie udało się powstrzymać pierwszej fali pandemii metodami naukowymi, ale udało się  spowodować natężenie drugiej fali pandemii przez skrócenie dystansu do młodzieży akademickiej. Umożliwienie niczym nieograniczonej komunikacji między mistrzami i uczniami na platformie „je*nia PiSu”  może nam zapewnić trzecią falę zarówno pandemii koronawirusa, jak i degradacji cywilizacyjnej w ramach postępującego postępu. 

 A zatem życzmy sobie: powstrzymania postępu pandemicznego w nowym roku!   

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 4 stycznia 2021 r. 

W poszukiwaniu wolności słowa i obrazu

Cenzura mojej działalności Cenzura dobrej roboty na YouTube. | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com) utrzymana

Bunt jagiellońskich polonistów

Bunt jagiellońskich polonistów 
 

Motto: Wszak nie odejmuje klejnotowi szacunku,  

kto go z plam brudnych ociera  

[Bicz na akademików krakowskich, Universitas, 2003) 
 

Pracownicy Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego na wieść o tym, że ministrem został Przemysław Czarnek, napisali list otwarty do Premiera i Prezydenta RP, gdyż trudno im przechodzić obojętnie wobec wypowiedzi ministra o LGBT, deprawacji, aborcji, edukacji.  

Protestują „przeciwko wypowiedziom dr. hab. Przemysława Czarnka, które są kłamliwe, łamią zasadę równości obywatelskiej i naruszają godność nas wszystkich” i apelują „by stanowisko Ministra Edukacji i Nauki objęła osoba, która nie będzie naruszała podstawowych wartości, przyświecających edukacji obywatelskiej”. Pouczają przy tym, że „Edukacja nie polega tylko na przekazywaniu wiedzy, ale także na budowaniu kultury dialogu oraz wpajaniu zasady szacunku dla każdego człowieka”. A „poglądy dyskwalifikują dr. hab. Przemysława Czarnka jako kierującego ministerstwem zajmującym się wychowaniem kolejnych pokoleń Polaków.” Piszą w liście, że „poszanowanie ludzkiej godności i różnorodności, przekonanie o równości wszystkich w prawach i obowiązkach oraz wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka to wartości fundamentalne, których nie może podważać osoba kierująca w Polsce Ministerstwem Edukacji i Nauki.”

Oświadczenie zbuntowanych jagiellońskich polonistów, z datą 28 października 2020 r., podpisało ok. 150 sygnatariuszy. 
 

Granice świata polonistów 
 

No cóż, naukowcy winni kontrolować to co robi i mówi minister od nauki, i mają prawo, a nawet obowiązek, wypowiadać się w tych kwestiach. Z listu widać, że poloniści UJ nie akceptują, i to mocno, poglądów ministra, choć uzasadnienie tego braku akceptacji jest słabe. Z kolei ja nie akceptuję poglądów polonistów, gdyż ci, mimo że od lat są na etatach na wzorcowym, prestiżowym polskim uniwersytecie, nie tylko nie zbudowali kultury dialogu [żadnego dialogu na UJ mimo wysiłków i propozycji nie zarejestrowałem], nie wpoili kadrze UJ zasad szacunku dla każdego człowieka ani poszanowania ludzkiej godności, ani wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka. Materiałów w tym zakresie jest moc i poloniści z tego wydziału, piastujący na UJ wysokie, także rektorskie stanowiska, żadnego zainteresowania, żadnego działania w tych kwestiach nie wykazywali.  

List, jak można sądzić, podpisali ich współpracownicy/współpracowniczki, uczniowie/uczennice – sformatowani w ramach wartości latami wdrażanych w życie nie tylko Wydziału Polonistyki, ale i całego Uniwersytetu. Z tymi wartościami prezentowanymi ostatnio w przestrzeni publicznej, przed szacownymi murami jagiellońskiej uczelni, przez jej kadry młodzieżowe, mogli zapoznać się mieszkańcy Krakowa, co udokumentowałem (Reakcje w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w Krakowie, 28.10.2020 r. – serwis Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019-2020 r.] 

Wobec prezentowanych wartości krakowianie zmuszeni byli zatykać uszy i odwracać oczy, gdyż nie dało się tego słuchać, ani na to patrzeć, jeśli się było uformowanym w ramach innego systemu wartości, wręcz w ramach odmiennej, bo łacińskiej cywilizacji. To co się działo, to jakieś zdziczenie, nawiązujące do cywilizacji Hunów, czy tym podobnej barbarii.  

Jakoś do tej kwestii poloniści jagiellońscy wcale się nie odnoszą, choć chyba mają obowiązek służbowy i moralny analizować pod względem językowym to, co w przestrzeni jagiellońskiej jest demonstrowane. 

Może biorą przykład z opinii swego kolegi po polonistycznym fachu, choć chowu warszawskiego, Michała Boniego, mającego spore doświadczenie w prowadzeniu dialogu ze służbami minionego systemu [TW ‚Znak’] a także doświadczenie polityczne na odcinku kultury, środków przekazu i polityki społecznej. 

Ten polonista oświadczał w mediach „Wypier… stało się normalnym elementem języka, komunikacji publicznej i społecznej; ja się tego słowa nie boję; młodzi używają go na co dzień, bo to jest ich rewolucja” . Jego i jagiellońskich polonistów koleżanka po fachu, profesorka uniwersytetu Szczecińskiego i Rady Doskonałości Naukowej Inga Iwasiów (od kultury i języka polskiego) słowa „je…ć PiS”, „ wyp….lać” wręcz traktuje jako swoje credo życiowe. 

Ten poziom kultury języka zdaje się odpowiada polonistom jagiellońskim. Jeden z sygnatariuszy ich listu – Michał Rusinek, doktor jagiellońskiej wszechnicy, rzecz jasna habilitowany wręcz zachwyca się tym językiem – ‚Wyraz „wypierdalać” jest niezwykły pod względem fonetycznym’. 

No cóż, trzeba by tu przytoczyć Ludwiga Wittgensteina „Granice mojego języka są granicami mojego świata”, aby poznać jakie są granice świata tych polonistów. Smutne to.  

Ale zamknięcie się w tych granicach można było przewidzieć, obserwując staczanie się akademickiego świata wartości jeszcze w czasach komunistycznych. Moi studenci i wychowankowie – wykładowcy oskarżanego o negatywny wpływ na młodzież akademicką, bo uczącego myślenia i to krytycznego – ostrzegali decydentów jagiellońskich, że ich metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI. I tak się stało. Wiek XXI nadszedł, godność nauki odeszła. Dlaczego tego zjawiska nie byli w stanie rozpoznać profesorowie i ten obecny upadek uniwersytetu jest dla wielu z nich szokiem?  
 

Polonistyczne korzenie i rozgałęzienia 
 

Z polonistami jagiellońskimi, w randze decydentów, miałem nieco do czynienia, kiedy starałem się o uzyskanie informacji o dokumentach mnie dotyczących, do czego jak każdy człowiek, miałem prawo. Niestety równość wszystkich w prawach, o czym wyrażają się w liście poloniści, nie miała zastosowania w moim przypadku, bo ani prawa, ani równości w tej materii nie zaznałem. Pozbawianie obywatela prawa, deptanie godności, brak wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka, czyli fundamentalnych wartości, jest chyba standardem jagiellońskiej wszechnicy, także w czasach panowania polonistów w gronostajach. 

Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego, które miały przynieść radość Czytelnikom, w opinii polonisty Franciszka Ziejki w randze rektora UJ, nie można znaleźć takich słów – fakt, że nie radosnych – jak „komunizm”, czy „stan wojenny”, jakby takie słowa wykraczały poza granice świata jagiellońskiego, zamkniętego na własną, niekiedy wstydliwą i smutną historię. Zresztą sam rektor miał swoje wstydliwe doświadczenia, sygnowane jakże trafnym pseudonimem ‚Zebu’, dokumentowane w aktach SB.  

Z kolei polonista Władysław Miodunka, przez lata w randze prorektora UJ, wykazał się iście imponującym heroizmem w walce o niepoznanie prawdy i miał poważne trudności w zrozumieniu prostych tekstów. Stąd musiałem interweniować u głównego rektora, aby prorektor nie odpowiadał na pisma do niego niekierowane, których nie rozumie. Niestety w kolegium rektorskim UJ był taki podział pracy, iż polonista, jako rektor od polityki kadrowej, miał odpowiadać na pisma kierowane do rektora, nawet wtedy, gdy zrozumienie ich treści przekraczało jego intelekt i znajomość języka polskiego.  

Z mojej wieloletniej korespondencji z władzami UJ wynika, że pełniący obowiązki rektorów, także poloniści lub mający do pomocy liczne gremia etatowych znawców języków wszelakich, w ramach budowania kultury dialogu rejterują przed słowem „anonim”, stąd uważają, że brak imienia i nazwiska na opiniach nauczycieli skazywanych na wygnanie z uniwersytetu nie dowodzi anonimowości opinii [sic !]. Mimo upływu dziesiątków już lat, znaczenia słowa „anonim” do tej pory nie zdołali sobie przyswoić. Dialogu – brak. Kultury tym bardziej. I co na to sygnatariusze listu z Wydziału Polonistyki UJ ? 

Uważam, że taki stan rzeczy poważnie naruszał prawa obywatelskie, jako że każdy obywatel ma niezbywalne prawo do szansy nawiązania kontaktu intelektualnego z każdym decydentem, a decydentem akademickim w szczególności. Takich praw poloniści – sygnatariusze listu w ogóle nie analizują. 

Wśród autorów listu zwraca uwagę nazwisko Andrzeja Romanowskiego, redaktora naczelnego Polskiego Słownika Biograficznego, który tę funkcję przejął po poloniście Henryku Markiewiczu mającym doświadczenia z PPR, PZPR, Kuźnicy, jak i w podpisywaniu listów [Rezolucja Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego z 1953]. Andrzej Romanowski, już całkiem samodzielnie, przed kilku laty zasłynął w przestrzeni publicznej atakiem na IPN i biografię rtm. Witolda Pileckiego. Na tę okoliczność wystosowałem zapytania w imię prawdy [ https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/] , które pozostały bez odpowiedzi. Jakoś tak niedługo potem, pani minister podała się do dymisji, jakby zrezygnowana z tego powodu, że na koniec roku akademickiego takiej odpowiedzi nie była w stanie mi udzielić.[ https://blogjw.wordpress.com/2013/11/15/spelniony-postulat-obywatelski-jest-jedno-wyjscie-podanie-sie-do-dymisji/]. Można rzec, doszło do obywatelskiej dymisji ministerialnej, ale Andrzej Romanowski pozostał na swoich stanowiskach i ponownie dał znać o sobie, tym razem w liście o dymisję ministra. Może mi pozazdrościł skuteczności?  

Wielką rolę na UJ odgrywał polonista rektor Mieczysław Karaś, którego marzeniem było przekształcenie jagiellońskiej wszechnicy w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów [opinia prof. Karola Estreichera] a wielu innych polonistów w tej materii miało swoje zasługi. Nie tylko wspomniany Henryk Markiewicz, ale i Marian Stępień, a także Kazimierz Wyka – co prawda wybitny znawca literatury, ale i zasłużony dla instalacji najlepszego z systemów w Klubach Demokratycznej Profesury, i to w czasach panowania Wielkiego Językoznawcy. Po latach wszedł do Wielkiej Księgi Patriotów Polskich.  

Obecny rektor UJ, prof. dr hab. Jacek Popiel, to były dyrektor Instytutu Polonistyki i b. dziekan Wydziału Polonistyki UJ, który do tej pory nie zabrał głosu w sprawie języka młodzieży jagiellońskiej, a prof. dr hab. Magdalena Popiel jest po stronie zdziczałej barbarii. 

Korzenie obecni poloniści zatem mają i przekaźniki antywartości także.  

Z młodzieży polonistycznej w czasach komunistycznych wyróżniał się w domenie publicznej Lesław Maleszka, nadzwyczaj wydajny współpracownik służb bezpieczeństwa, umieszczony na jagiellońskiej liście pokrzywdzonych w PRL [„Lista Wyrozumskiego” – represjonowanych pracowników i studentów UJ w PRL–u. – Lustro Nauki], bo chyba samo istnienie tych, na których donosił, stanowiło dla niego krzywdę. Podobnie zresztą rzecz się miała z mniej znanym pokrzywdzonym z tej listy, studentem polonistyki Arturem Bieszczadem, którego twórczość stanu wojennego zapisana w materiałach SB ułatwiła mi uzyskanie legitymacji członka opozycji antykomunistycznej. Można rzec – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ale nie zawsze tak jest. 

Z absolwentów polonistyki UJ warto też wymienić znanego hipisa Tadeusza Sławka, później w randze rektora Uniwersytetu Śląskiego, walczącego o nieprzeprowadzenie lustracji na uniwersytetach i negatywnie nastawionego do nonkonformistów, co zresztą było typowe także dla władz UJ, ze skutkami widocznymi obecnie w przestrzeni publicznej. 

Nie wszyscy zachowali postępową orientację intelektualną i moralną instalowaną wraz z komunizmem. Wielu było po stronie przeciwnej, ale chyba jakoś okrakiem, bo niektórzy znajdują się wśród sygnatariuszy listu [np. działaczka „S” UJ Ewa Miodońska-Brookes], a inni całkiem pomijają ten list milczeniem, chowając głowę w piasek, co – jak wiadomo – jest orientacją zapewniającą dożywotnie etaty na uczelniach, ale nie dającą szans na wydobycie się z zapaści intelektualnej i moralnej w jakiej znalazł się UJ i cały nasz świat akademicki.  

Do tej pory wiadomo mi, że jedynie dr Elżbieta Morawiec, w reakcji na ten list postanowiła natychmiast wypisać się z grona Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, do którego należy kilku sygnatariuszy listu polonistów. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że nadciąga zimna i to pandemiczna, nie tylko ze względu na koronawirusa, ale także z powodu szerzenia się plag akademickich. 
 

Czy minister obroni naukę przed ideologią ? 
 

Minister Przemysław Czarnek w swoich wypowiedziach przypomina to co zostało zapomniane na wielu uniwersytetach i często pousuwane ze statutów: nauka to jest poszukiwanie prawdy. Stoi po stronie tych naukowców, którzy uważają, że gender to jest ideologia marksistowska, a nie nauka. Uważa, że ‚najpilniejsze na uczelniach wyższych jest wprowadzenie wolności nauki tak, żeby naukowcy mieli prawo do głoszenia swoich poglądów bez narażania się na odpowiedzialność dyscyplinarną na uczelni’. Negatywnie wypowiada się o ustanawianiu godzin rektorskich w okresie nasilonych manifestacji, co zachęcało studentów do uczestnictwa w nich, a to wszystko w szczycie pandemii. Podnosi skandaliczne aspekty agresji, wulgarności i zachowań na manifestacjach, które nie pasują do przyzwoitego człowieka. Wszystko to, jego zdaniem dowodzi porażki systemu oświaty z ostatnich kilkudziesięciu lat. I trudno się z tym nie zgodzić, choć tylko niewielu etatowych profesorów publicznie taki punkt widzenia prezentuje, zapewne z obawy przed dyskryminacją ze strony środowiska akademickiego i konsekwencjami na uczelniach. 

To, że ideologia na uniwersytetach jest ponad nauką, nie jest zjawiskiem nowym. Taki stan rzeczy istniał po instalacji systemu komunistycznego, przy czym zetempowskie Brygady Lekkiej Kawalerii nie były w stanie szybko rozprawić się ze starą profesurą o odmiennej od komunistycznej orientacji intelektualnej i moralnej. Co więcej, nawet lewicowi decydenci byli jeszcze silnie zakorzenieni w wartościach naukowych, bo tak zostali uformowani przed wojną. Warto przypomnieć, że wybitny i bardzo lewicowy fizyk Leopold Infeld, który po latach współpracy z Albertem Einsteinem, po wojnie wrócił do Polski i organizował naukę w PRL, potrafił zetempowca wyrzucić za drzwi, kiedy ten usiłował wywrzeć nacisk na przebieg egzaminów albo domagał się ze względów ideologicznych, aby nie zatrudniać asystentki chodzącej do kościoła. A sam był przecież ateistą, pochodzenia żydowskiego. Naukę stawiał jednak wyżej od ideologii.  

Takich postaw jednak na UJ raczej nie było i absurdalne, fałszywe zarzuty, anonimowych zresztą komisji podczas politycznych weryfikacji kadr, nie były wrzucane do kosza, lecz kierowane do realizacji w polityce kadrowej prowadzącej do kompromitującego stanu obecnego. 

Dziś reprezentujących chrześcijański system wartości na uczelniach się dyskryminuje, usuwa z uczelni, kościoły profanuje, a katolicy, albo są obojętni na takie akty zdziczenia moralnego, albo sami biorą w tych aktach udział lub wspierają swoimi apelami/listami. 

Ja nie wyrażam zgody, aby tacy akademicy byli finansowani z mojej kieszeni podatnika, ale czy minister zdoła taki postulat wprowadzić w życie? Czy znajdzie bicz na takich akademików szkodzących nauce? 

Zaraza czerwona nie została powstrzymana, lecz uległa transformacji w zarazę tęczową, chyba jeszcze bardziej szkodliwą dla naszej cywilizacji. Co więcej zaraza ta szerzy się coraz bardziej na uczelniach formatujących według takich antywartości kolejne pokolenia.  

Czy minister Czarnek, stojąc po stronie cywilizacji łacińskiej, zdoła obronić uczelnie/naukę przed barbarią, przed niszczącą ideologią, aby umożliwić c przetrwanie naszej cywilizacji ? Warto przypomnieć słowa Feliksa Konecznego [ O ład w historii] : „W historii bywa górą gwałt i zgnilizna, tym bardziej należy tę niemoc zbadać i godzi się zadać nauce pytanie: czyż tak źle z nami, iż nie ma sposobów, by ruszyć z bagna?” 

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 78/79

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej


Józef Wieczorek Plagi akademickie

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej

39 lat temu na terytorium całego kraju spadła plaga „jaruzelska” w postaci stanu wojennego, nie mniej dotkliwa od tegorocznej plagi koronawirusa. Wprowadzając stan wojenny, także w domenie akademickiej – o czym informacje w przestrzeni publicznej są nader skąpe – „zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym” przygotowała specjalny pakiet zniewolenia środowiska akademickiego.

Po 13 grudnia nie tylko zawieszono działalność NSZZ Solidarność, niektórych działaczy internowano, lecz także zawieszono zajęcia na uczelniach. Przygotowano polityczną weryfikację kadr akademickich, usuwając wielu rektorów i dziekanów wybranych przez społeczność akademicką. Pozbyto się już zidentyfikowanych wrogów systemu, zaopatrując niektórych w paszporty w jedną stronę.

Wyzwolenie się od tej plagi bynajmniej nie nastąpiło po zniesieniu stanu wojennego 22 lipca 1983 r. i całą „epokę jaruzelską” traktuje się jako stan wojny „jaruzelsko”-polskiej.

Bo tak rzeczywiście było. Zniesiono co prawda godzinę milicyjną, ograniczono patrole, wycofano z ulic czołgi i pojazdy opancerzone, ale zaostrzono prawo, zwiększono inwigilację (prawie 100 000 TW pod koniec PRL) i społeczną dezintegrację. Spokojnie jednak na uczelniach nie było, trwała działalność podziemna, tak pracowników, jak i studentów.

Młodzi, niepokorni, stanowili zagrożenie dla przewodniej siły narodu (PZPR – nieznana dziś w uczelnianych historiach komunistyczna formacja partyjna). Dlatego, po kilku niespokojnych latach, postanowiono znowelizować prawo akademickie, aby zgodnie z „prawem jaruzelskim”, usuwać tych, co wykazywali niewłaściwą dla socjalistycznego człowieka postawę moralną i wpływali negatywnie na młodzież akademicką.

Prowadzono działania operacyjne o charakterze mobbingu – ważnego narzędzia w dezintegracji środowisk opozycyjnych – oraz postępowania dyscyplinarne. Na mocy „prawa jaruzelskiego” pozostają one utajnione do dnia dzisiejszego, zarówno dla pokrzywdzonych, jak i badaczy IPN. Widać, że „prawo jaruzelskie” nadal stoi ponad Konstytucją III RP.

Druga fala politycznych czystek nastąpiła w 1986 r., dokonywana przez anonimowe – nieraz do dziś – komisje. Przed świętami Bożego Narodzenia, na gwiazdkę, wręczano negatywne oceny osobom niewygodnym dla systemu komunistycznego. Rektorzy, wykonujący posłusznie dyrektywy rządzącej junty nie wyrzucali anonimowych ocen do kosza, lecz wprowadzali zalecenia w życie, co zresztą otwierało im dalszą karierę akademicką. Na przykład szef skutecznej weryfikacji kadr na UAM, rektor Jacek Fisiak, niedługo potem awansował na ministra, a prorektor Aleksander Koj na rektora UJ, na które to stanowisko powracał jeszcze dwukrotnie w III RP, jako że kadencje peerelowske, jako niedemokratyczne, nie były wliczane do limitu wyborczego.

Ale w III RP nadal liczyły się pozamerytoryczne oceny i decyzje prowadzące do wypędzania z uczelni elementu niereformowalnego, stanowiącego zagrożenie dla transformacji i jej beneficjentów.

Wilcze bilety wówczas wydane utrzymały ważność także w III RP, kiedy lepiej traktowano wypędzonych w wyniku czystek ‘68 roku instalatorów systemu komunistycznego niż wypędzonych działaczy antykomunistycznych z „epoki jaruzelskiej”.

Natomiast beneficjenci czystek nie tylko zachowali etaty, lecz także luka pokoleniowa dawała im szanse na wieloetatowość, na szybkie kariery akademickie i ekonomiczne.

Niestety, działania prowadzone na uczelniach w okresie stanu wojennego i ich skutki dla stanu dzisiejszego, są słabo znane. Badacze historii wojny „jaruzelsko-polskiej” na froncie akademickim często dokonują manewrów omijających fakty/prawdę, a nawet wymierzają ciosy w plecy ofiarom wojny.

Straty wojenne w domenie akademickiej nie zostały nawet oszacowane, a zniszczono nie tylko osobiste, lecz także wspólne dobra intelektualne i moralne. Wdrożony przez Jaruzelskiego pakiet zniewolenia środowiska akademickiego przetrwał autora – na uczelniach w wolnej Polsce akademicy boją się mówić, co myślą, a nawet myśleć. Ci, którzy nie okazują strachu, nie mają wstępu na uczelnie.

Tak skutecznie wyselekcjonowano kadry i przez lata III RP utrzymano takie kryteria selekcji – reprodukcję potulnych kadr. Pewną nadzieję na zmiany stanowi propozycja pakietu wolności dla nauki, przygotowana, jakby na gwiazdkę, przez nowego ministra. Zbuntowani akademicy uznali to jednak za negatywne zjawisko ideologizacji nauki i w rocznicę buntu Marcina Lutra, ogłosili Deklarację Wolnej Nauki zmierzającą m. in. do promowania partnerskich relacji mistrz-uczeń, tak by wspólny kod kulturowy – „je.ać PiS” – był już demonstrowany publicznie.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr. 52-53 w grudniu 2020 r.

Czy naprawienie nauki w 2021 r. będzie się odbywało pod batutą Marty Lempart ?

Czy naprawienie nauki w 2021 r.

będzie się odbywało pod batutą Marty Lempart ?

Strajk Kobiet w 2020 r. korzystał z podstaw naukowych zbrodniarki komunistycznej Dr. Heleny Wolińskiej.[https://blogjw.wordpress.com/2020/12/09/pandemiczne-sukcesy-polskich-naukowcow/].

Protestów świata akademickiego niemal nie było. Było wsparcie decydentów akademickich.[https://blogjw.wordpress.com/2020/10/27/reakcja-obywatela-na-apel-kolegium-rektorskiego-uj/]

Pod koniec roku 2020 natrafiłem na oświadczenie podmiotu – fundacji [ https://sciencewatch.pl/] działającego podobno na rzecz naprawiania nauki w Polsce https://sciencewatch.pl/index.php/218-oswiadczenie-zarzadu-fundacji-science-watch-polska-ws-ogolnopolskiego-strajku-kobiet ale m. in. poprzez popieranie barbarii Strajku Kobiet, co pokazuje jakie możemy mieć standardy naukowe w roku 2021 i latach przyszłych:

„ Oświadczenie Zarządu Fundacji Science Watch Polska  ws. Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

W imieniu Fundacji Science Watch Polska, której jednym z głównych celów jest ochrona osób pokrzywdzonych, w pełni popieramy Ogólnopolski Strajk Kobiet i nierówną walkę o prawa, znacznie wykraczającą poza kwestię zaostrzenia prawa aborcyjnego.

W ramach działań Fundacji wielokrotnie wspierałyśmy kobiety, które doświadczały pogwałcenia ich praw głównie przez osoby reprezentujące środowisko naukowe.

W obecnej sytuacji wspieramy wszystkie kobiety, które mogą stać się ofiarami nieprzemyślanych decyzji polityków.

Żywimy nadzieję, że zainicjowane wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego strajki kobiet przyczynią się do większego poszanowania naszych praw we wszystkich dziedzinach życia.

Wyrażamy wdzięczność władzom wielu Uczelni wyższych oraz wszystkim środowiskom biorącym udział w protestach za solidarność i wspieranie działań organizowanych w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jest to niewątpliwe ważny i potrzebny głos. Z wyrazami szacunku dla podejmowanych działań!

dr Joanna Gruba – Prezes Fundacji

dr Monika Mularska-Kucharek – Wiceprezes Fundacji

dr Barbara Bis – Sekretarz Fundacji

Czy zatem naprawienie nauki w 2021 r. będzie się odbywało pod batutą Marty Lempart ?

Pragnę zauważyć, że moje „Plagi akademickie” [https://blogjw.wordpress.com/plagi-akademickie/] w debacie na temat naprawiania systemu akademickiego są przemilczane ! Nie tylko przez decydentów akademickich, ale również jakże rozlicznych podmiotów, także akademickich, działających podobno na rzecz Polski wolnej i sprawiedliwej, rządzonej przez patriotyczne i kompetentne elity.

Odnosi się wrażenie, że ta debata jest bezobjawowa, lub pozorowana.

Postulowałem krytykę merytoryczną nad tym co ja piszę. A ja piszę to co widzę i jak uważam i niekoniecznie inni muszą tak to widzieć i uważać. Jak sądzę, inni obywatele zatroskani o Polskę , o odmiennych doświadczeniach, odmiennych punktach widzenia i siedzenia, winni na to co ja piszę reagować, krytykować, postulować. Reakcji brak.

Także kluby akademickie milczą, choć faktów, tak do końca nie da się przemilczeć, wyczyścić z przestrzeni publicznej, czy historii. Mam przecież choćby taki dowód, że skazany na nieistnienie – nadal istnieję, choćby w poniemieckim schronie, choćby w niszy medialnej.

Jak świat akademicki [ i nie tylko akademicki] nie ma merytorycznych argumentów, to co on sobą tak naprawdę reprezentuje, poza pozorami, togami, gronostajami, które i tak trzeba czasem zdejmować jak się okaże/wykaże, że te stroje jeno zasłaniają niecne postury/kreatury ? [https://blogjw.wordpress.com/2020/11/25/gora-lodowa-plag-akademickich/].

Może twarz Marty Lempart jednak najlepiej obrazuje prawdziwą twarz środowiska akademickiego, które oddaje się w niewolę, pod batutę przywódczyni barbarii, także akademickiej?

Sprawozdanie obywatelskie z działalności pro publico bono w pandemicznym roku 2020

Sprawozdanie obywatelskie z działalności pro publico bono w pandemicznym roku 2020

[obywatela wyklętego z systemu uniwersyteckiego

od czasu politycznych weryfikacji kadr epoki Jaruzelskiej]

Mimo pandemii trwającej niemal od samego początku roku prowadziłem nadal działalność pro publico bono, mimo długotrwałego wyklęcia mnie z przestrzeni publicznej a akademickiej przede wszystkim. Dzięki internetowi w XXI to wykluczenie nie jest jednak tak skuteczne jak miało być. 

Co prawda – jak przewidywali przed ponad 30 już laty, moi wychowankowie – nauka nie zdołała wejść godnie w wiek XXI, co obserwowaliśmy także na ulicach w roku 2020, ale każdy może przynajmniej się starać, aby kroczyć w tym nieszczęsnym wieku z podniesioną głową i coś robić dla dobra wspólnego.

W tym roku wydałem pro publico bono książkę Plagi akademickie [jeszcze dostępna! Plagi akademickie | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com), która nie zmieściła się w krakowskiej przestrzeni publicznej [https://blogjw.wordpress.com/2020/09/26/plagi-akademickie-pod-opieka-ducha-swietego/], ale zaistniała w poniemieckim bunkrze gauleitnera Arthura Greisera, który to schron niejako symbolicznie podkreślił zakres przestrzeni mojej wolności w Wolnej Polsce.

Tym niemniej ta przestrzeń została nieco poszerzona i od października jestem stałym felietonistą w tygodniku Gazeta Polska, pod tytułem Plagi akademickie) i kontynuuję moją działalność publicystyczną w Kurierze WNET (jeden, czasem dwa teksty miesięcznie-  Józef Wieczorek – WNET.fm) oraz współpracę z tygodnikiem Niedziela.

Niestety mimo zachęcania do dyskusji, merytorycznej krytyki, sformatowane bezkrytycznie środowisko akademickie reaguje milczeniem. W książce i licznych tekstach zadawałem pytania z rodzaju „o to, kto prowadzi działalność dydaktyczną i badawczą, a także o rodzaj procesu decyzyjnego w zakresie rekrutacji, zatrudniania i zatrzymywania pracowników akademickich” pozostając w zgodzie z  Komunikatem Rzymskim [„ Deklaracja w sprawie wolności akademickiejhttps://www.krasp.org.pl/resources/upload/aktualnosci/2020-2024/tlumKRASP-komunikatKonferencjaMinistrow-Rzym-19.11.2020.pdf.] prezentowanym przez rektorów [KRASP].

Bez odpowiedzi, także ze strony rektorów, co rozumiem jako brak rozumienia wolności akademickiej dla Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego, mimo że -jak czytamy w komunikacie –„ Wolność akademicka jest nieodzownym aspektem wysokiej jakości uczenia się, nauczania i badań w szkolnictwie wyższym, a także nieodzownym aspektem demokracji. Jest ona warunkiem koniecznym, aby instytucje szkolnictwa wyższego wytwarzały i przekazywały wiedzę jako dobro publiczne z korzyścią dla społeczeństwa”.

Odnoszę wrażenie, że ja ten warunek konieczny spełniam, a instytucje szkolnictwa wyższego – niekoniecznie!  Jest to skutek ich zapaści w wyniku niewłaściwego – przez lata – ‘procesu decyzyjnego w zakresie rekrutacji, zatrudniania i zatrzymywania pracowników akademickich’.

W ramach działań nas rzecz dobra publicznego nadal prowadzę mój blog Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ [ niemal 70 tekstów w roku 2020 w ramach bojów o naprawę systemu akademickiego] jako jedną z ponad 20 już stron internetowych, które wprowadziłem do cyberprzestrzeni a moje teksty są regularnie emitowane w niepoprawneradio.pl [ok. 50 w roku 2020].

Sprawy akademickie prezentowałem także na stronach

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE ( ogłoszenia)

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI

http://nfamob.wordpress.com/

Archiwum NFA

https://nfawww.wordpress.com/

a wyniki działalności mojego wcielenia fotoreporterskiego [wydarzenia niezależne, klubowe, patriotyczne, historyczne, dokumentujące działania wielu organizacji patriotyczno-niepodległościowych, kombatanckich, IPN …]  prezentuję na stronach:

Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019 -2020 r.

https://jwfotowideo.wordpress.com/

Niezłomnym ku Niepodległości (2)

https://niezlomnym.photo.blog/

Żołnierze Niezłomni w Parku Jordana w Krakowie

Pomniki „Żołnierzy Wyklętych” w systemie komunistycznym, uhonorowanych w Galerii Wielkich Polaków XX wieku

http://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/

Życie duchowe i religijne w Krakowie (i nie tylko)

https://krzyz.wordpress.com/

FOTO AMICUS Chóru Mariańskiego

https://fotoamicus.photo.blog/

Foto- Kronika Krakowa – strony archiwalne

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2018

 https://wkrakowie2018.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2017
https://wkrakowie2017.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2016
https://wkrakowie2016.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2015
https://wkrakowie2015.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2014
http://wkrakowie2014.wordpress.com/
http://wkrakowie2014cd.wordpress.com/

Józef Wieczorek – W Krakowie (i nie tylko) w 2013 roku
http://wkrakowie2013.wordpress.com/

W Krakowie (i nie tylko) rok 2012/2013
http://wkrakowie2012cd.wordpress.com/

W Krakowie ( i nie tylko) w 2012 r.
http://wkrakowie2012.wordpress.com

W Krakowie (i nie tylko)
http://wkrakowie.wordpress.com/

W Krakowie i okolicach
http://krakjw.wordpress.com/

Krakowianie solidarni z Gruzją

Reakcja krakowian na łamanie praw człowieka w Gruzji

Wielki Jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego –W trosce o Uniwersytet i prawdę oraz pamięć współczesnych i potomnych

https://jubileusz650uj.wordpress.com/

Wojtek z Armii Andersa w krakowskim Parku Jordana

http://pomnikwojtek.wordpress.com/

Niezłomnym ku Niepodległości. Tym, którzy walczyli aby Polska była Polską

https://niezlomnym.wordpress.com/

Prowadziłem nadal kanał na YouTube

[obecnie niemal 2500 wideo, niemal 200 w pandemicznym roku 2020)] https://www.youtube.com/user/jwfoto

W roku 2020 m.in. udokumentowałem na niespełna 1 min. długości wideo- https://youtu.be/gELFcGbSi-A  reaktywację akademickich relacji Mistrz-Uczeń, tym razem na platformie je.ania PiS, skojarzoną z apelem Kolegium Rektorskiego UJ [https://blogjw.wordpress.com/2020/10/27/reakcja-obywatela-na-apel-kolegium-rektorskiego-uj/] .

Moje obserwacje i dokumentacje domeny akademickiej skłaniają na koniec 2020 r.  do wniosku, że dożyliśmy takich czasów, w których trudno odróżnić studenta od profesora, bo mówią jednym głosem po zainstalowaniu wspólnej metodologii badań naukowych polegających na je.aniu PiS i wyp…dalaniu tego co jest związane z cywilizacją łacińską.

Ponadto:

 profil na Facebooku

https://www.facebook.com/jozef.wieczorek

Twitter

Moje materiały ukazywały się także w licznych serwisach internetowych:

Nieopoprawni.pl

http://niepoprawni.pl/

Presmania.pl

Polish Club Online

https://www.polishclub.org/

Józef Wieczorek, Author at Polish Club Online

blogmedia.24

http://blogmedia24.pl/blog/1196

salon24

http://jwieczorek.salon24.pl/

blogpress

http://blogpress.pl/blog/4146

Legion św. Ekspedyta

http://www.ekspedyt.org/

trybunalscy.pl

http://www.trybunalscy.pl/

Oczywiście utrzymanie takiej taśmy produkcyjnej wymaga nakładów, nie tylko pracy ludzkiej, ale i zabezpieczenia technicznego/logistycznego [co najmniej kilka tysięcy rocznie] ale skłonność do sponsorowania /wspierania tej działalności jest raczej bezobjawowa [oceniam na ok. 1 %- na może 2 %  wsparcia w ostatniej dekadzie] co jasno pokazuje, że solidarność w Wolnej Polsce rozproszyła się w pandemicznej przestrzeni kosmicznej.

Środki na utrzymanie tej taśmy pochodzą z wrzucania do kosza – jak obrazowo objaśniam – finansowanych produktów wybitnych, doskonałych, etatowych geniuszy.

I z czego by się człowiek i działalność pro publico bono utrzymał, gdyby ci najwybitniejsi nie psuli społecznie finansowanej roboty?

Ale jak by Polska wyglądała, gdyby finansowano robotę dla dobra wspólnego a nie szkodników?

Oby mój tegoroczny postulat przenoszenia DOSKONAŁYCH w stan nieszkodliwości [ O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości „doskonałych”https://blogjw.wordpress.com/2020/11/02/o-koniecznosci-przenoszenia-w-stan-nieszkodliwosci-doskonalych/]  – sformułowany po raz pierwszy w otchłaniach stanu wojennego – został zrealizowany w Roku Pańskim 2021.

Cenzura dobrej roboty na YouTube.

29 sierpnia 2020 r. pod adresem Kraków wobec LGBT – za i przeciw – Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019-2020 r. (wordpress.com) zamieściłem materiał fotoreporterski – zdj. i wideo ” Kraków wobec LGBT – za i przeciw „. 28 grudnia 2020 r. materiał wideo został usunięty z mojego kanału You Tube

Jest to przykład brutalnej cenzury, niszczenia rzetelnej roboty dziennikarskiej prezentującej podziały polskiego społeczeństwa wobec wartości. Złożyłem odwołanie i czekam co dalej.

W takich sprawach aktywni obywatele, wykonujący społecznie użyteczną robotę dziennikarską, winni mieć wsparcie społeczne i prawne. Takich przypadków jest moc i nie można wobec ich pomijać milczeniem.

Wyspa szczęśliwości stanu wojennego

Wyspa szczęśliwości stanu wojennego

13 grudnia minęła 39 rocznica wprowadzenia stanu wojennego na terytorium całego kraju. Po latach czytelnicy historii mogą mieć jednak wątpliwości, czy stan wojenny został wprowadzony także na uczelniach i czy spowodował  jakiekolwiek dotkliwe skutki w domenie akademickiej. Dostępne w internecie historie uczelni na ogół pomijają tę datę, jakby nic istotnego w ich historii wtedy się nie wydarzyło.

W „Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego”, wydanych w 2000 r.  na 600 rocznicę odnowienia jagiellońskiej wszechnicy, nie ma nawet takiego terminu jak „stan wojenny”.

Czyli co? To wydarzenie nie miało żadnego znaczenia dla najstarszej polskiej uczelni ? Nie warto o nim nawet wspomnieć ?

 „Dzieje” są książką pozostającą w obiegu edukacyjnym, więc taką historię, bez stanu wojennego, przyswajają sobie młodzi Polacy, szczególnie ci, którzy chcą otrzymać indeks UJ. A starsi się dziwią, że młodzież nie zna naszej historii. A dlaczego się nie dziwimy, że naszej historii nie znają/nie chcą znać profesorowie, historycy polskich uczelni ?

Dlaczego nie ma protestów historyków, organizacji kombatanckich, solidarnościowych, ministerstwa, przeciwko takiemu fałszowaniu historii ? Czemu się finansuje takie „dzieła”, takich „historyków”? Przed konsekwencjami chroni ich autonomia? Przecież autonomię, to uczelnie mają do poznawania prawdy, a nie do jej unicestwiania.

Od lat informuję o tym opinię publiczną, akademicką, władze UJ, komisje PAU, ministrów nauki i szkolnictwa wyższego. I żadnych pozytywnych reakcji. Na wydawanie dzieł naukowych, podobno nie ma pieniędzy, ale na wydawnie takich szkodliwych bubli – są ! Kto policzy szkody społeczne spowodowane takimi dziełami? Przecież, jak wiadomo, czego Jaś zbyt dobrze czegoś fałszywego się nauczy, to Jan nie zdoła się tak łatwo oduczyć.

Na początku wieku starałem się o realizację projektu „Czarna Księga Komunizmu w Nauce i Edukacji”, ale  został on odrzucony przez PAU,  z informacją, że na takie coś publicznych pieniędzy nie będzie !

To, że w edukacji peerelowskiej nie było sprawy Katynia, „noża w plecy” i innych niewygodnych dla  przyjaźni polsko-radzieckiej dat, nazywamy skandalem, zakłamywaniem  historii, typowym dla systemu komunistycznego – i słusznie. Ale jak w wolnej Polsce, w tekstach o najnowszej historii nie ma słowa „komunizm”, „stan wojenny”, PZPR, to reakcji brak. Niektórym obywatelom Polski taki stan rzeczy w głowie się nie mieści,  ale widocznie ‚profesorowie’ mają bardziej pojemne głowy, zdolne do pomieszczenia i takich skandali.

Ponieważ akademicy tłumaczą braki naukowe niedostatkiem pieniędzy, zadawałem publicznie pytanie: ile pieniędzy muszą dostać profesorowie, aby zdołali zidentyfikować w historii stan wojenny i system komunistyczny ?

Bez odpowiedzi, przez lata! Odnieść można wrażenie, że za żadne skarby nie chcą poznać prawdziwej historii i cały skarb państwa można by na nich opróżnić, a prawdy i tak nie wykryją.

Niewykryciu stanu wojennego w historii UJ, towarzyszyło niewykrycie pokrzywdzonych w PRL, nad czym pracowali uczeni jagiellońscy w III RP.

Prowadząc badania, jedynie wśród benficjentów systemu, otrzymywali  oczekiwany rezultat – brak pokrzywdzonych! Co prawda wykrywano działania SB, ochraniającej tak cenny obiekt jak UJ i jego pracowników, ale podobno nikomu z przyczyn politycznych włos z głowy nie spadł.

Można by sądzić, że SB wraz z dziesiątkami TW, KO ochraniała tak znakomicie UJ, że  ten stanowił podczas wojny jaruzelsko-polskiej wyspę szczęśliwości. Może nie aż tak szczęśliwą, jak Sołowki w czasach stalinowskich według opowiadań Maksyma Gorkiego, ale jednak. No cóż, to historycy – bajkopisarze taką wyspę szczęśliwości w morzu jaruzelskim utworzyli

Może zainspirowani byli bajką ’Wyspa szczęśliwości’ [Leszek Sulima Ciundziewicki]
‘Kiedyś dzieci wymyśliły,
że na wyspie będą żyły.
Same na niej zamieszkają,
wpuszczą tych, co z bajek znają.’

I dobrze na tym wyszli, zatrudniani na etatach, stanowiskach, nieraz wielu. Sami na wyspie szczęśliwości żyli/żyją, wpuszczając na nią tych, co ze swych bajek znają.

Tak, tak. Na tej jaruzelskiej wyspie szczęśliwości, prowadzono selekcję kadr akademickich, ale ci szczęśliwi badacze oznajmiali w swych raportach, w ramach powracającej fali zakłamywania historii, że ta selekcja per saldo była korzystna. Dla nich, na pewno tak,  a wpuszczając na wyspę jedno bohaterów swoich bajek, mogli żyć długo i szczęśliwie, bacząc jeno, aby na wyspę nie wtargnęli jacyś niepożądani „korsarze” i nie zakłócali im szczęśliwego żywota.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 51  z 16 grudnia 2020 r.

Plaga ciemności spadła na Wszechnicę Cnót Wszelakich

Józef Wieczorek – Plagi akademickie

Plaga ciemności spadła na Wszechnicę Cnót Wszelakich

Wśród biblijnych plag egipskich, plaga ciemności wymieniana jest na dziewiątym miejscu. Czasy biblijne się skończyły, a ta plaga nadal nie ustępuje, a nawet zagraża naszej cywilizacji łacińskiej, znajdującej się chyba w fazie zaniku.

Co gorsza, plaga ta atakuje ośrodki akademickie, centra formowania elit naszej cywilizacji. Taki stan  mimo ciemności, został zauważony na najstarszej polskiej uczelni, matce rodzicielce pozostałych, określanej często Wszechnicą Cnót Wszelakich (choć znalezienie w niej choćby jednej cnoty jest coraz trudniejsze).

Na stronach UJ czytamy jakże trafne zdanie „Nie siłą, lecz rozumem rozjaśnia się ciemności.”. Znakomicie! Można by krzyknąć – tak trzymać, aby powstrzymać plagę ciemności!  Ale najpierw trzeba zapoznać się z  tym, na jaką okoliczność to zdanie zostało wypowiedziane/napisane, aby nie krzyczeć bez sensu.

Faktem jest, że dewiza uniwersytetu brzmi „Plus Ratio Quam Vis”” (łac. „Więcej znaczy rozum, niż siła”) i jest ona wypisana na portalu w Collegium Maius. Pochodzi z elegii poety Maksymiana z VI wieku, z kręgu cywilizacji łacińskiej, a sentencja została wybrana przez Karola Estreichera, ale bez znajomości kontekstu. Tekst elegii miał zabarwienie erotyczne, a nie naukowe. Niemniej sentencja ma charakter uniwersalny i jako dewiza UJ została przyjęta na 600. rocznicę powstania uniwersytetu.

Zapewne nie przypuszczano wówczas, że po latach, zabarwienie erotyczne, i to zbliżone do tęczy, objawi się w jagiellońskim stowarzyszeniu „TęczUJ” i zdominuje politykę uczelni skierowaną na orientację seksualną, z pominięciem orientacji intelektualnej i moralnej. Można rzec: kontekst przesłonił sentencję.

Od 1997 r. UJ nadaje medale „Plus Ratio Quam Vis”, które są traktowane jako „najwyższe odznaczenie dla osób szczególnie zasłużonych dla dobra wspólnoty akademickiej, w praktyce realizującej wartości zgodne z ideami humanizmu, tolerancji, szacunku do prawdy i godności człowieka i wrażliwych na losy całej wspólnoty ludzkiej”.

A zatem, chyba także tej tworzącej cywilizację łacińską, choć można mieć wątpliwości po zapoznaniu się z laureatami tej nagrody. Otóż takim medalem został ostatnio wyróżniony ks. Adam Boniecki, który podobno swoją działalnością autorską i redaktorską osiągnął pozycję niekwestionowanego autorytetu, budząc podziw w środowisku UJ.

Podkreślano jego odwagę w głoszeniu poglądów, którą rzeczywiście wykazał jako duchowny, broniąc Nergala, znanego z obrazy uczuć religijnych satanisty, dokonującego publicznego niszczenia Biblii, podpalania krzyży, znieważania Jana Pawła II…

Co do księdza – żyjącego w kraju nadal katolickim, w cywilizacji łacińskiej – obrona wojującego z religią wymaga wielkiej siły, ale czy rozumu? Może to jednak moce ciemności ogarnęły duchownego, który ostatnio bronił też „Margota”, profanującego niemal wszystko, co wiąże się z wiarą i Kościołem, oraz zapowiedział, że nie będzie bronił imienia Ojca Świętego Jana Pawła II.

 I to w ramach służenia Bogu, poprzez służenie ludziom, jak się podkreśla w laudacji jagiellońskiej [sic!]. Widać jednak, że to siła zła całkowicie zdominowała rozum. I to nie tylko laureata, lecz także jego promotorów.

Podziw dla takich czynów ze strony władz uczelni, której Karol Wojtyła był studentem, a później doktorem honoris causa i pierwszym laureatem nagrody „Plus Ratio Quam Vis”, nie spotkał się z protestami kadry jagiellońskiej. Plaga ciemności nie spadła jednak nagle, a już na pewno nie spadła z nieba, lecz chyba się podniosła prosto z otchłani piekielnych.

Wśród wcześniejszych laureatów nie brakuje przecież tych, którzy dewizę ‚Plus ratio, quam vis’ stosowali w życiu akademickim na opak, o czym władze uczelni informowałem.

Jedni mają wielkie sukcesy w walce o niepoznanie prawdziwej historii uczelni, i to tej najnowszej; inni w utrwalaniu na UJ prawa stanu wojennego nad Konstytucją III RP; jeszcze inni w wykluczaniu z uczelni tych, którzy posiadają poczucie własnej wartości, które zbyt uwiera posiadaczy poczucia własnego skundlenia. Jeden z laureatów innowacyjnie i kreatywnie zmodyfikował dewizę UJ lansując projekt „róbta, co chceta”, co widocznie spotkało się z uznaniem, a nawet zastosowaniem w praktyce UJ.

Szokująca transformacja kadr uczelni, od Jana Pawła II do ks. Bonieckiego, do tej pory jakoś nie doczekała się należytego opracowania, ani historycznego, ani socjologicznego, ani psychologicznego, licznych profesorów uniwersytetu o największym prestiżu wśród polskich uczelni. Widocznie naszą wzorcową szkołę wyższą całkiem pogrążyła plaga ciemności.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 50 z 9 grudnia 2020 r.

13 grudnia 1981 r. – było zimno, biało i pusto

13 grudnia 1981 r. było zimno, biało i pusto

[moje wspomnienie po 39 latach]