Święto Niepodległości – refleksje na nutę akademicką

o.png

Święto Niepodległości – refleksje na nutę akademicką

Byłem jak zwykle na marszu niepodległości – z Wawelu, tym razem tylko na Rynek Główny, bo tam się w tym roku kończył, zresztą pięknie – bo polonezem. Jak zwykle pochód był barwny, spokojny, z podkładem muzycznym dostosowanym do niepodległego marszu, co jak co roku udokumentowałem w swoich fotoreportażach.

[https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/11/11/swieto-niepodleglosci-a-d-2017-w-krakowie/]

I jak co roku nie widziałem w pochodzie rektorów/profesorów jakże licznych krakowskich uczelni, którym przysługuje noszenie profesorskich tóg a władzom uczelni nawet gronostajów. Gdyby szli na pewno bym zauważył i udokumentował filmowo i zdjęciowo. Nic z tego.

W moim kadrze znalazło się natomiast sporo osób znanych mi z krakowskich i nie tylko krakowskich sądów, gdzie bywają jako oskarżeni np. o naruszanie ‚godności’ sowieckich pomników [ tak, tak takie pomniki podobno mają godność, w przeciwieństwie do patriotów, którzy traktowani są przedmiotowo] , za zakłócanie spokoju w mieście śpiewem takich ” piosenek’ jak Rota, czy Jeszcze Polska nie zginęła ( tak, tak, dla policji III RP to są piosenki !) czy wykrzykiwanie takich niestosownych słów – Precz z komuną ! Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę.

W wolnym i niepodległym podobno kraju takie zachowania, takie działania, postulaty, nie są tolerowane i narażają na reakcje – czasem brutalne- ze strony policji i prowadzą na miejsca w sądach przeznaczonych dla oskarżonych. Inni solidarnie zajmują miejsca przeznaczone dla publiczności, ale często zamieniają się miejscami na kolejnych procesach, bo publiczność ma akceptować takie oskarżenia a nie przeciwko nim protestować. 

Ci co marzą o prawdziwie wolnej i niepodległej Polsce mają duże szanse aby ich marzenia spotkały się z reakcją pozostałości systemu podległego, która nie zdołała się wybić na niepodległość i przejawy wolności stara się ukrócać, a swoje działania utajniać.

Tym niemniej między kolejnymi procesami tacy mogą chodzić nawet w marszach niepodległości i chodzą, dając wyraz swojemu przywiązaniu do tradycji niepodległościowych i chęci życia w prawdziwie wolnej Polsce. Postęp jednak z PRLem jest ! Ale widoczny tylko na przykładzie oskarżanych /skazywanych.

U tych w togach i gronostajach, jakoś nie widać postępu od czasów PRLu, tak jak wówczas byli przywiązani do podległości, tak i pozostali. Na takich marszach nie widzą potrzeby bywać.

Natomiast czasem organizują swoje marsze ulicami Krakowa, a przynajmniej od Collegium do Collegium,

bez towarzystwa niepożądanej niepodległościowej ‚gawiedzi’, podkreślając tym samym swoją nadzwyczajną kastowość na podziw niezbyt rozgarniętych gapiów wystawianą.

Rzecz jasna bez trudu można spotkać członków tej nadzwyczajnej kasty na marszach czy manifestacjach KODu, protestujących przeciwko -w ich ujęciu- nacjonalistom i faszystom oraz ksenofobii i nietolerancji dla zdrajców i bolszewii.

h.PNG

w

z

W marszu do niepodległości przed 100 laty brali udział ‚akademicy’ – czy to w I Kadrowej, czy w bojach legionowych. Ci co byli poza granicami odradzającej się Polski wracali z różnych krajów aby ją budować. Bez ich udziału II RP by nie mogła zaistnieć i się rozwijać.

III RP też budowali ‚akademicy’, co widać chociażby na pozowanych zdjęciach z Bolkiem sprzed już niemal 30 laty. Rzecz w tym, że ci akademicy – beneficjenci tzw. transformacji PRL w PRLbis, bynajmniej o niepodległości nie marzyli, marzenia innych tłumili, jako od zawsze podlegli wręcz niepodległych nienawidzili.

Do budowania PRLu bis pozostający za granicami akademicy nie wracali, zresztą musieliby pokonać bariery im przez krajowych akademików stawiane, a nawet musieliby się wyrzekać obywatelstwa polskiego, aby w tym gronie funkcjonować.

Mamy zatem inną Polskę, głęboko – także akademicko- zakorzenioną w PRLu, stąd podległych akademików nie ma na marszach niepodległości,  a z radością biorą w nich udział ci uznawani za ‚przestępców’, którzy by woleli aby Polska była zakorzeniona w II RP i stanowiła jej kontynuację.

Na marszach dzięki uznawanym za ‚przestępców’ słychać słowa piosenki odzwierciedlającej te marzenia – ‚Aby Polska była Polską” .

Reklamy

Nadzwyczajne kasty w togach

ab.jpg

Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania;

sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli.

Ewangelia wg św. Łukasza 11, 52

b

Józef Wieczorek

Nadzwyczajne kasty w togach

Mimo, że Art. 32. Konstytucji RP mówi „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” to jednak obywatele od lat odczuwają, że wobec Temidy nie wszyscy są równi, a nakaz równego traktowania przez władze publiczne jest jedynie iluzoryczny.

W polskim prawodawstwie nie ma co prawda mowy o istnieniu kast, ale widoczna odrębność niektórych grup społecznych w życiu publicznym wskazywałaby na ich obecność.

Zdekonspirowana kasta sędziowska

Jedna z kast niejako sama się zdekonspirowała słynną już wypowiedzią sędzi Naczelnego Sądu Administracyjnego Ireny Kamińskiej, która podczas Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich 3 września 2016 r. środowisko sędziowskie określiła jako „zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi”.

Co prawda Stowarzyszenie Sędziów Polskich przeprosiło za te słowa sędzi NSA, ale wielu uznało, że były one niezwykle trafne i zgodne z definicją kasty dobrze oddawało istniejący stan rzeczy, pokrywało się z odczuciami zwykłych obywateli.

Kasta to przecież zamknięta grupa społeczna, do której przynależność jest dziedziczna. I tak się rzeczy mają z grupą sędziów, choć nie tylko, a to nie jest zgodne z polską Konstytucją.

Powinny być zatem podjęte kroki prawne aby funkcjonowaniu tych „szczególnych grup” zapobiec. Rzecz w tym, że członkowie ‚tej elity’ mający władzę sądowniczą nie chcą tego zrobić.

Bez czynnika zewnętrznego likwidacja tej nadzwyczajnej kasty ludzi na pewno nie nastąpi. Sędziowie sami się nie oczyścili z uwikłania w bezprawie systemu komunistycznego przez długie już lata trwania III RP, stąd wymiar sprawiedliwości funkcjonuje w odczuciu społecznym jako wymiar niesprawiedliwości, a przy tym zamiary jego oczyszczenia spotykają się z protestami innej kasty – kasty akademickiej.

Kasta akademicka

Kasta sędziowska nie jest bowiem jedyną funkcjonująca w Polsce.

Podobne cechy wykazuje przecież grupa tytularnych profesorów, pełniąca wiele funkcji, często dziedziczonych z dziada pradziada. Znani są z wybijania swej skromności [u niektórych skromność jest wręcz legendarna – jak sami podkreślają np. na Narodowym Kongresie Nauki] do tej pory się nie zdekonspirowali, choć swą odrębność, no i wyższość nad nieutytułowanym ludem nieraz podnoszą.

Kasta ta nadzwyczaj skromnie sama się określa arystokratyczną, uzasadniając swą lepszość naturą nauki – nauka nie jest demokratyczna, tylko arystokratyczna !

Arystokraci akademiccy nader często dziedziczą swą przynależność do nadzwyczajnej kasty ludzi nauki. Już konkursy na etaty akademickie ustawiane są na dzieci arystokratów, aby ta dziedziczność nie została czasem przerwana.

Bywa, że rodzice – arystokraci nauki – wprowadzają swoje pociechy do grona ‚udyplomowionych’ w sposób po prostu kastowy – np. tato-akademicki arystokrata prowadzi pracę dyplomową swojego synka, a mamusia- arystokratka, ją recenzuje, bo niby kto inny jak arystokratyczni rodzice mogą najlepiej ocenić swoją pociechę i zapewnić dziedziczną przynależność do tej nadzwyczajnej kasty ludzi.

Na kolejnych etapach arystokratycznego awansowania eliminuje się tych, którzy nie są związani ze sobą wspólnymi obrzędami i mogliby naruszać zwyczaje panujące w zamkniętej strukturze kasty akademickiej.

Natomiast nikomu z członków ‚akademickiej elity’ nawet do głowy nie przychodzi, aby któregokolwiek z profesorów przenieść w stan nieszkodliwości, nawet jak wypisuje/wygaduje największe bzdury i wymaga ich opanowania przez innych.

Rzecz jasne, ta kasta podobnie jak sędziowska, też sama się nie oczyściła w III RP, ale usunęła u schyłku PRL tych, którzy funkcjonowanie kasty mogliby zakłócać.

Niestety planowane reformy sektora akademickiego nie przewidują likwidacji kasty akademickiej i zastąpienia kastowości kryteriami merytorycznymi w systemie otwartym.

Szef Rady Narodowego Kongresu Nauki prof. Jarosław Górniak na początku swej działalności skromnie i jasno podkreślił „Nie możemy szukać ekspertów na zewnątrz, ponieważ to my jesteśmy ekspertami” co trudno było odebrać inaczej, niż jako wolę utrzymania akademickiego systemu zamkniętego tworzonego przez członków związanych ze sobą wspólnymi obrzędami.

Narodowy Kongres Nauki już się odbył, problemu istnienia i funkcjonowania kasty akademickiej nie podniesiono, więc chyba zostanie tak jak było.

Widać, że kasty mają moc !

Przenikanie się kast

Członkowie obu tych kast sędziowskiej i akademickiej [rektorskiej/profesorskiej] odziewają się w szaty im przynależne – zwane togami. Choć profesorowie nie noszą tóg na co dzień, a tylko od akademickiego święta, za to pokazują się w swym przyodzieniu nieraz publicznie, na dość licznych pochodach sunącymi ulicami miast akademickich.

Niektórzy profesorowie są jednocześnie sędziami, a więc przysługuje im noszenie również togi sędziowskiej. W pochodach jednak przyodziani są w jedynie w togi profesorskie, więc ich podwójna tożsamość nie rzuca się w oczy.

O kastach akademickich na ogół się jednak nie mówi – całkiem niezasłużenie. Ich znaczenie jest ogromne. To przecież uczelnie są zarządzane przez kastę akademicką [rektorską/profesorską w węższym sensie]. To na uczelniach przyszli sędziowie, prokuratorzy itp. są formowani na początku swych karier prawniczych, wielu z nich pełniąc już funkcje sędziowskie [i pokrewne] szczególnie stopnia najwyższego [Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny itd.] jest jednocześnie profesorami na uczelniach. Jednym słowem te kasty nawzajem się przenikają.

Kasta akademicka matką kasty sędziowskiej

Zdumiewające jest, że choć wizerunek wymiaru sprawiedliwości jest zły i do sądów nie ma zaufania większość społeczeństwa (ponad 90 % w sondzie towarzyszącej programowi TVP – Warto rozmawiać 19.10.2017 – o sądownictwie) to jednocześnie według 60 % społeczeństwa zawód sędziego uznawany za prestiżowy.

Schizofrenia nieuświadomiona ?

Profesorowie uniwersytetu budzą natomiast największe uznanie u 82% społeczeństwa – i ustępują w tym względzie jedynie strażakom (87 %).

Obecny rząd usiłuje dokonać głębokiej reformy sądownictwa i widać jak kasta akademicka [rady wydziałów prawa] ochrania kastę sędziowską, aby nic złego jej się nie stało. Aby było jak dotąd.

Apolityczni podobno profesorowie biorą aktywny udział w demonstracjach rzekomych obrońców demokracji i konstytucji [KODu] stając się realnymi obrońcami niezgodnego z konstytucją podziału polskiego społeczeństwa na kasty.

Prawnicy UJ występujący w obronie patologicznie wybranego Trybunału Konstytucyjnego, nie mieli nawet zamiaru wystąpić do tego Trybunału, aby rozpatrzył zgodność z Konstytucją wieloetatowości – i to akademickiej – członków Trybunału !

Atrybuty wspólne

Członkowie obu kast zazwyczaj podkreślają swą niezawisłość, pomijając fakt, że często chodzi o niezawisłość od prawa, czy od prawdy.

Kadry sędziowskie i akademickie są głęboko zakorzenione w komunistycznym systemie kłamstwa, przez lata selekcjonowane negatywnie pod batutą PZPR i SB. Heroicznie walczyły i nadal walczą przed dekomunizacją i lustracją, bojąc się ujawnienia swojej historii.

Obie kasty same się wybierają na funkcje decyzyjne, same się oceniają i kontrolują, pozostając w rzeczywistości poza kontrolą społeczną.

Są fanatycznymi wręcz wielbicielami tajności swych działań, stąd sędziowie utajniają nawet jawne rozprawy, a akademicy utajniają nawet swój dorobek naukowy i efekty finansowanych przez podatników projektów, z nazwy badawczych.

Mają problemy ze stosowaniem w praktyce słowa pisanego, dlatego podczas rozpraw sądowych zakazy i nakazy sędziowie wydają jedynie ustnie,  do zapisania w protokołach, a nie przekazują ich obywatelowi na piśmie i następnie latami badają sądownie kwestie akustyczne [słyszał, czy nie słyszał ?] a nie merytoryczne. A akademicy unikają wręcz podpisywania się imieniem i nazwiskiem pod swoimi wyrokami (ocenami),  szczególnie dożywotnimi, ale chętnie podpisują się pod tym czego sami nie zrobili, a nawet pod tym o czym nie mają zielonego pojęcia,  o ile przynosi im to korzyści akademickie.

Historyczne spoiwo obu kast

Wzajemne relacje obu kast nad wyraz są widoczne nie tylko w dobie współczesnej, lecz także w perspektywie historycznej. Szczególnie barwną postacią, która może być symbolem przenikania się obu kast w czasach PRLu i III RP jest Julian Haraschin – sędzia czasów stalinowskich robiący akademicką karierę „Nikodema Dyzmy” na Uniwersytecie Jagiellońskim po tzw. odwilży, którego spuścizna przetrwała do doby współczesnej.

Jako sędzia, a następnie zastępca szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie, odpowiedzialny był za wydanie ponad 60 wyroków śmierci na żołnierzy podziemia niepodległościowego, czym zyskał sobie miano „Krwawego Julka” i opinię jednej z najczarniejszych postaci w całej historii PRL. [Krystian Brodacki – Trzy twarze Juliana Haraschina]. Nie przeszkodziło mu to w karierze akademickiej na UJ, mimo mizernego dorobku niby-naukowego. Miał za to potężne znajomości i wybitny talent do przekrętów oraz kłamstw, co w zakłamanym systemie komunistycznym stanowiło niebywały walor w świecie akademickim.

W karierze był wspomagany przez autorytety prawnicze i ofiary okupacji niemieckiej, stąd Haraschin nie tylko szybko awansował w hierarchii akademickiej, lecz także założył swoistą wytwórnię lipnych dyplomów i nieźle na tym zarabiał.

Pod fikcyjnymi zaliczeniami, dla fikcyjnych studentów, podpisy składali nader liczni i szanowani profesorowie. W lipnych egzaminach wyróżniali się solidarnością rzecz jasna – funkcjonariusze partyjni. „Udyplomowił” wielu prawników i to w błyskawicznym czasie, bez zadawania sobie trudu studiowania i zaliczania.

Można rzec, że wdrożył w życie innowacyjną metodę szybkiego zdobywania dyplomów, która jest wykorzystywana do dnia dzisiejszego

Produkcja lipnych dyplomów nawet została udoskonalona w III RP, jako że Haraschin robił to metodą chałupniczą, dość w gruncie rzeczy – prymitywną, gdy w III RP przystąpiono do produkcji lipnych dyplomów – nie tylko prawniczych – na skalę wręcz przemysłową i to nie tylko dyplomów magisterskich, ale także doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich, dzięki czemu Polska osiągnęła poziom mocarstwa tytularnego, a kasta prawnicza silnie została związana z akademicką kastą -matką.

Tekst opublikowany w miesięczniku „Nowe Państwo” – listopad 2017 r.

Profesorowie psują wizerunek uniwersytetów !

JH

Prof. Jan Hartman,

który podobno wizerunku wzorcowego uniwersytetu nie psuje

i nie obniża jego wartości marketingowej ?!

Profesorowie psują wizerunek uniwersytetów !

Skandal na Uniwersytecie Gdańskim, który nie przyjął na etat prawnika z przyczyn wizerunkowych i marketingowych, może jednak zwróci baczniejszą uwagę na sposoby rekrutacji nauczycieli akademickich.

Nie bez przyczyny polskie uczelnie są słabe i słabe są ich kadry, bo biorą się one z rekrutacji w niemałym stopniu pozamerytorycznej. Od lat wiadomo, że konkursy na etaty są ustawiane na konkretne, nie zawsze najlepsze, a często o wiele gorsze, osoby i o tym się mówi i nie robi nic, aby ten proceder został zlikwidowany.

Prokuratura nie wkracza, zresztą nie ma w tym interesu, bo prawnicy są przecież formowani na uczelniach i są z nimi związani najrozmaitszymi więzami. Tym samym wysoki poziom patologii akademickich się utrzymuje, podobnie jak niski poziom edukacji, z nazwy jedynie wyższej.

Na Uniwersytet Gdański nie został przyjęty do pracy Jan Kanthak, obecny rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości.  Profesor Jan Grajewski pytał Czy jest w interesie wydziału zatrudnienie osoby, która być może będzie kojarzyć się z niszczeniem sądownictwa w Polsce? „ a profesor . Grzegorz Wierczyński, stwierdził, że zatrudnienie Kanthaka „marketingowo nie przysłuży się wydziałowi”. [http://www.newsjs.com/url.php?p=http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1081097,resort-nauki-o-nieprzyjeciu-kanthaka-do-pracy-na-ug-przygladamy-sie-sprawie.html]

Widać z tego, że uniwersytet na pierwszym miejscu stawia sprawy marketingowe, a nie poszukiwanie prawdy, co było kiedyś podstawowym obowiązkiem uniwersytetów.

Dziś zajmują się tym co można sprzedać, a ponieważ z wytworami intelektu są problemy, bo intelektu brakuje, uczelnie zajmują się głównie produkcją dyplomów, bo one przynoszą dochody.

Ci, którzy opóźniają ich produkcję, stawiają wyższe wymagania potencjalnym dyplomantom, są marketingowo nieprzydatni. Takich się nie przyjmuje na uniwersytety, a jeśli przez pomyłkę w jakimś zamieszaniu, niedopatrzeniu, na uczelni się znaleźli, są z niej usuwani przy pierwszej lepszej okazji.

Aby utrzymać się na rynku produkcji dyplomów, uczelnie dbają o swój pozorowany wizerunek i chronią się przed tymi ,  którzy pokazują jaki jest on naprawdę.

Nadzwyczajna kasta akademicka trzyma się mocno z nadzwyczajną kastą prawniczą i ktoś kto by chciał naruszyć sędziowskie status quo zaraz zostanie odrzucony przez kastę akademicką, także stosującą na gruncie swojego status quo.

Tylko w ten sposób beneficjenci systemu III RP mogą się utrzymać dożywotnio na piedestale, na swych etatach, czasem wielu, czasem równocześnie na etacie uczelnianym i sądowym, bo tak te kasty wzajemnie się przenikają.

Uczelnie walcząc z własnym wizerunkiem, z ujawnianiem ich prawdziwego oblicza, zatrudniają u siebie swoistych wizażystów, tworzą kierunki kosmetologiczne, aby wszystko było jak należy przypudrowane, wygładzone, a to co się nie da przypudrować – pod dywan zamiecione.

Wizerunku uniwersytetów nie psują oszuści oszukujący studentów i nie tylko, mobberzy -psychicznie wykańczający lepszych od siebie, plagiatorzy, pozoranci naukowi i edukacyjni, analfabeci realni, którzy nie potrafią się podpisać imieniem i nazwiskiem pod swoimi opiniami, a tylko ci,  którzy takie patologie ujawniają i próby naprawy przedstawiają, zagrażając beneficjentom patologicznego systemu akademickiego,  za psujów wizerunku są uznawani.

Uniwersytety zatrudniają także nadwornych historyków, aby pisali historie dla wizerunku marketingowego korzystne,  zarówno dla obecnego pokolenia, jak i na pokolenia przyszłe.

Tym samym dziejopisarze piszą o tym, jak to było za Kazimierza Wielkiego, czy Stanisława Poniatowskiego, ale co było wtedy jak obecni etatowcy wstępowali w mury uczelni to swoim zasięgiem historycznym nie obejmują.

Historia najnowsza uniwersytetów kończy się zwykle na roku 1968, kiedy podobno z przyczyn wizerunkowych usuwano elity i elementy elitotwórcze z polskich uczelni [ nie podnosząc faktów historycznych, o tym jak te elity instalowały i utrwalały system komunistyczny w Polsce i na polskich uczelniach] .

Co prawda ujawniono w ostatnim wieku rąbek nowszej historii, wykryto nieco tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nie zaszkodziło to im w karierach akademickich i ci co byli TW, KO itp podobno nie naruszają wizerunku uniwersytetów i marketingowych zabiegów i o dziwo nie wpływają oni negatywnie na młodzież akademicką. Po prostu pełnia uniwersyteckiego szczęścia.

Tajnym współpracownikom, kontaktom operacyjnym nadaje się doktoraty honorowe, honorowe profesury, zapewne aby przykryły one brak honoru, zarówno honorowanych, jak i ich promotorów.

Jawni współpracownicy, co prawda utajniani w historiach akademickich, są ujawniani np. w aulach noszących ich imiona, bo przecież wielce się tacy zasłużyli dla formowania obecnych beneficjentów i decydentów III RP.

Ja jednak uważam, że etatowi profesorowie, którzy akceptują taki stan rzeczy, często biorący aktywny udział w jego tworzeniu, psują nie tylko wizerunek uniwersytetów, ale przede wszystkim psują młodzież akademicką i negatywnie wpływają na standardy funkcjonowania dużego europejskiego, demokratycznego kraju jakim jest jeszcze Polska. Ale czy przy takich standardach długo jeszcze będzie ?

Akta Prezydenta Johna F. Kennedy’ego na drodze do odtajnienia, a akta Józefa Wieczorka -nie !

Skupieni wokół Zebu

Skupieni w przestrzeni publicznej wokół KO ‚Zebu”

[ b. rektor UJ Franciszek Ziejka – https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/ ]

jednego ze strażników tajnych teczek UJ

Akta Prezydenta Johna F. Kennedy’ego na drodze do odtajnienia,

a akta Józefa Wieczorka -nie !

Konstytucja dla nauki” wzmacnia jeszcze bezprawie junty Jaruzelskiego !

Media [https://www.tvp.info/34559786/poznamy-prawde-o-smierci-kennedyego-trump-odtajnia-dokumenty] podają :

Prezydent Donald Trump zgodził się na ujawnienie kolejnej partii odtajnionych dokumentów związanych z zamachem na prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Prezydent J.F. Kennedy został zastrzelony 22 listopada 1963 r. w Dallas w stanie Teksas.

Ustawa podpisana  26 października 1992 r. przez prezydenta George’a H. W. Busha przewidywała 25-letni okres objęcia niektórych dokumentów tajemnicą państwową, z prawem urzędującego prezydenta do przedłużenia tego okresu ze względu na żywotne interesy państwa. Prezydent Trump zdecydował się na ich ujawnienie..”

To krok w dobrym kierunku. Mija już ponad 50 lat od śmierci niewygodnego dla wielu prezydenta USA, a zagadka jego śmierci nie została dostatecznie wyjaśniona ze względu na żywotne interesy państwa.

W Polsce mamy także wiele takich tajemnic wagi państwowej, jak np. zagadka zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce, ale mamy także wiele niewyjaśnionych tajemnic mniejszej wagi, niemniej strzeżonych przed ujawnieniem, a może nawet bardziej.

Trudno żebym nie miał w tych sprawach żadnej refleksji, skoro moje papiery dokumentujące sprawę wygnania mnie z Uniwersytetu Jagiellońskiego przed 30 laty, a jak się okazuje po latach – dożywotniego, do tej pory są tajne !

Nie zostałem skazany na śmierć fizyczną (choć niektórzy jej się spodziewali), a tylko akademicką, to jednak dotkliwą dożywotnio i nie tylko dla mnie [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ].

Podstawą utajnienia było ‚prawo’ r. 1983 czasów wojny jaruzelsko-polskiej na podstawie którego prowadzono działania operacyjne mające na celu oczyszczenie uczelni z elementu niewygodnego, nonkonformistycznego, stanowiącego zagrożenie dla socjalistycznej uczelni i wychowania młodzieży akademickiej w duchu podziwu, a przynajmniej akceptacji, dla najlepszego z systemów jaki zaprowadzili u nas okupanci komunistyczni.

Domagając się respektowania elementarnych, uniwersalnych zasad demokratycznych i etycznych w życiu uniwersytetu, protestując przeciwko deprawacji młodzieży akademickiej, domagając się przenoszenia w stan nieszkodliwości akademickich szkodników, często na etatach profesorskich, znalazłem się na ścieżce dyscyplinarnej,  a następnie zostałem wydalony z uniwersytetu podczas Wielkiej Czystki Akademickiej lat 19867/1987.

Nie było to wydalenie dyscyplinarne, bo ścieżka ta prowadziła do decydentów akademickich realizujących politykę partii i nakazy organów bezpieczeństwa.

Droga ta była zatem niebezpieczna i decydenci ochraniani przez silne służby wewnętrzne to niebezpieczeństwo zażegnali.

Zostałem oceniony negatywnie jako osoba nie rokująca nadziei na poprawę, bez podania uzasadnienia merytorycznego.

Kto oceniał ? Do tej pory nie wiadomo, bo komisja weryfikacyjna nie podpisała się imieniem i nazwiskiem,  a rektor tego bezprawnego dokumentu nie wrzucił do kosza, nie wyrzucił komisji na zbity pysk, lecz tak postąpił ze mną, oświadczając, że jestem ofiarą swego nonkonformizmu.

Ja do dnia dzisiejszego uważam się za ofiarę działań tajnej, anonimowej, akademickiej, zorganizowanej grupy przestępczej oraz konformizmu i oportunizmu beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej, którzy do tej pory nie odtajnili papierów w mojej sprawie wytworzonych  i nic nie zrobili aby tak się stało.

Jak rozumiem utajnienie ich nadal stanowi żywotny interes Uniwersytetu Jagiellońskiego i wzorujących się na swojej Matce Rodzicielce uczelni.

Widocznie te papiery nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla nadzwyczajnej kasty akademickiej a ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego nadal nie ma kompetencji, aby je odtajnić, zbadać, podobnie jak nie mają do tego właściwości, liczni utytułowani, etatowi profesorowie historii, badający tak najnowszą historię, aby czasem jej nie poznać.

Ja uznając się za osobę z właściwościami i kompetencjami zamierzałem te sprawy wyjaśnić, ale moje zapały szybko ostudzono, a żadnego wsparcia ze strony beneficjentów systemu – zasiedlających etaty, obsypywanych tytułami i zaszczytami, orderami, medalami itp – jak nie miałem, tak nie mam.

Nic nie wskazuje na to, że papiery kiedykolwiek zostaną odtajnione i zbadane.

Projekt tzw. „Konstytucji dla nauki” [ http://konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2017/09/projekt-ustawy-prawo-o-szkolnictwie-wyzszym-i-nauce-16092017-v1.pdf ] przewiduje bowiem, że i obecne akademickie sprawy dyscyplinarne mają być utajniane [ Art. 299. Akta postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego nie stanowią informacji publicznej i nie podlegają udostępnieniu w trybie ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe ] z czego wniosek , że obecne ministerstwo czerpie pełną garścią z doświadczeń i prawa stanu wojennego.

„Konstytucja dla nauki” wzmocni jeszcze bezprawie junty Jaruzelskiego.

Nie bez przyczyny” Konstytucja” spotyka się z aprobatą niemałej części decydentów akademickich. Odetchnęli z ulgą, bo ma być tak – jak było i nadal w systemie będzie panował dobry klimat dla tajnych, anonimowych, akademickich grup przestępczych, a te działające jeszcze w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej – nigdy nie zostaną ujawnione.

Takie są żywotne interesy nadzwyczajnej kasty akademickiej, zresztą matki -rodzicielki nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, wzorem swojej matki, także utajniającej swoje niecne poczynania.

Żywotnym interesem Polski jest,  aby zerwano ze spuścizną czasów komunistycznych, aby unieważniono haniebne bezprawie tych czasów, aby przeniesiono w stan nieszkodliwości tych,  którzy za tę hańbę odpowiadają i nadal kształtują, zanieczyszczają przestrzeń publiczną i zatruwają życie polskich obywateli, szczególnie tych patriotycznie nastawionych.

 

Niepoprawnie o „Konstytucji dla nauki”

Józef Wieczorek, Robert Kościelny – Niepoprawnie o „Konstytucji dla nauki”

Niepoprawny Magazyn Akademicki [18]

 

Głos w dyskusji nad repolonizacją mediów w Polsce

Kto ma media

Głos w dyskusji nad repolonizacją mediów w Polsce

Podobno gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach.

Takie działania obiecywał PiS i jest to zgodne z przepisami unijnymi i zaleceniami Rady Europy, żeby w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący. A u nas tak do tej pory nie jest i trzeba przeciwdziałać dominacji kapitału zagranicznego na rynku medialnym.

W projekcie ustawy właściciele zagraniczni będą mieć tylko 20 proc. udziału w firmie medialnej, co musi prowadzić do repolonizacji mediów, bo taki zapis zmusiłby bowiem zagranicznych właścicieli do sprzedaży pozostałych udziałów w swoich spółkach polskim podmiotom.

Do tej pory projekt nie został jednak złożony w Sejmie – czeka na decyzję polityczną.

A tymczasem media zagraniczne opanowały znaczną część polskiej przestrzeni medialnej, tak wizualnej, jak i akustycznej, w dużej mierze przestrzeń internetową najsilniej oddziałującą na młode pokolenie Polaków.

W tej przestrzeni znalazł się także polski patriota, antykomunista – Janusz Fatyga, który przez niemiecko- szwajcarski „ Fakt” został zobrazowany na zdjęciu jako komunistyczny zbrodniarz, a polska [?] prokuratura powiadomiona o tym skandalu reaguje umorzeniem sprawy – NIC SIĘ NIE STAŁO ? [https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/]

Skoro polskiego patriotę znieważył, zniesławił, niemiecki „Fakt”, to sprawca nie jest znany ! I nie można go wykryć ?

Przecież skoro „Fakt” wydał taki materiał zniesławiający i jest to fakt udokumentowany, to znaczy, że sprawca jest znany, a kto personalnie odpowiada za zamieszczenie takiego materiału – czy to w wydaniu papierowym, czy internetowym – to jest to wewnętrzna sprawa wydawcy.

Nie ma wątpliwości, że sprawca winien być ukarany, a polski patriota, antykomunista, stosownie przeproszony i za krzywdy poniesione na dobrym imieniu obdarzony stosowną rekompensatą, aby na polu swej działalności antykomunistycznej mógł działać jeszcze skuteczniej i bronić się oraz wspierać innych antykomunistów przed takimi zniesławiającymi poczynaniami zarówno nie – polskich mediów, jak i wymiaru niesprawiedliwości.

Taka jest konieczność, aby Niemiec nie pluł nam w twarz ! Bezkarnie ! Dopóki media nie będą polskie, a Polacy nie będą bezkarnie obrażani w swoim kraju nie będzie można mówić, że Polska jest wolna.

W Sądzie Okręgowym w Krakowie toczy się już proces przeciwko portalowi Onet.pl [ https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/02/16/proces-przeciw-onet-pl-za-zniewazenie-bohaterskich-polek/]w sprawie zdjęcia opublikowanego 15 marca 2016 r. przedstawiającego kobiety prowadzone na egzekucję w Palmirach, w tym matkę Krystiana Brodackiego m. in. autora słynnej książki „Trzy twarze Juliana Haraschina” – książki przedstawiającej porażające oblicze funkcjonującego w stalinowskiej Polsce zbrodniarza sądowego, a następnie – jak gdyby nigdy nic – ‚robiącego’ karierę nauczyciela akademickiego prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Zdjęcie na portalu „Onet” zniesławiło matkę Krystiana Brodackiego, gdyż ilustrowało tekst o romansach Polek z Niemcami i prostytucji podczas okupacji.

Czyn Onetu jest nie tylko zniesławieniem pamięci, czci i dobrego imienia śp. Marii Brodackiej. Jest uderzeniem w pamięć, cześć i dobre imię wszystkich bohaterskich Polek, które poniosły ofiarę życia w walce o niepodległość. Sprawa wymaga najostrzejszej reakcji i potępienia, zwłaszcza, że czynu tego dopuścił się portal, którego właścicielami są także Niemcy (Axel Springer)” – czytamy w oświadczeniu wysłanym przez Urszulę Wójciak z Reduty Dobrego Imienia.

To tylko dwa krakowskie przykłady i to tylko dwa zdjęcia obrazujące zniesławiającą Polaków działalność koncernu Axel Springer.

Nie można takiej działalności pobłażać, nie reagować, nie domagać się ukarania sprawców, nie domagać się koniecznej repolonizacji mediów.

Polacy – nie tylko zniesławiani w niepolskich mediach – domagają się jak najszybszej decyzji politycznej wniesienia stosownej ustawy do komisji sejmowej.

Z punktu widzenia skazanego za ujawnienie informacji nie będących tajemnicą- w sprawie sędziego, który ujawnił i rozpowszechnił ścisłą tajemnicę

sad.jpg

Z punktu widzenia skazanego

za ujawnienie informacji nie będących tajemnicą

                        – w sprawie sędziego, który ujawnił i rozpowszechnił ścisłą tajemnicę

Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji Ministerstwa Sprawiedliwości podaje https://www.ms.gov.pl/pl/informacje/news,9887,ujawnienie-tajemnicy-sedziowskiej.html bulwersującą społecznie informację, którą trudno uznać za promocję wymiaru sprawiedliwości odbieranego przez społeczeństwo – i to zasadnie- jako wymiar niesprawiedliwości.

Otóżprezes Sądu Okręgowego w Elblągu Marek Omelan, rozpowszechniając informacje z narady sędziowskiej objętej ścisłą tajemnicą’ dopuścił się przewinienia służbowego, co spowodowało odwołanie go z pełnionej dotychczas funkcji i zostanie także skierowany wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego.

Komunikat MS podaje jednocześnie „ Prezes przekazał urzędnikom dokumenty opisujące przebieg narady sędziowskiej objętej tajemnicą. Z tajemnicy tej nikt nie może być w żadnych okolicznościach zwolniony.” a ponadto „ rozpowszechnienie tych informacji mogło przysporzyć stronom tego postępowania dodatkowego cierpienia i narazić je na szkody.”

Zastanawiające jest, że dotychczasowa kara dla prezesa za ten czyn jest taka łagodna. W końcu zdrada tajemnicy i to przez sędziego, i to z narady sędziowskiej, została uznana jedynie za przewinienie a nie za przestępstwo, a sędzia nie jest postawiony przed sądem jako oskarżony,  tylko grozi mu sąd dyscyplinarny.

Trudno abym tego wydarzenia nie skomentował z punktu widzenia oskarżonego i skazanego [ w pierwszej instancji-https://blogjw.wordpress.com/2017/05/16/skazany-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/

] za ujawnienie informacji (rozprawy sądowej), która tajemnicą nie była, a okoliczności utajniania przez sąd ujawnionej rozprawy wskazują na działania bezprawne – sądu,  a nie skazanego.

Jako dziennikarz na sali rozpraw nie zostałem skutecznie poinformowany o tym, że rozprawa zdaniem sądu jest niejawna. Podobno nie mogło być inaczej, bo chodziło o pomówienie oskarżonego wówczas Adama Słomki, a wtedy sąd takie rozprawy utajnia, o ile oskarżony nie wnosi o ujawnienie rozprawy.

Tymczasem pomówiony i sądzony Adam Słomka kategorycznie domagał się ujawnienia rozprawy zarzucając sądowi łamanie prawa ! Ponadto sam działał i to skutecznie, na rzecz ujawnienia zapisu tej rozprawy, czego przed sądem nie krył.

Prokurator wnioskując o ukaranie mnie sam wskazywał, że nie ujawniłem żadnej tajemnicy, nikomu nie zaszkodziłem, nic nie zarobiłem ( była to robota pro publico bono),  ale jest taki paragraf [nie wiadomo dlaczego jest, ale jest] i trzeba skazać, więc zostałem skazany – nie za przewinienie, nie w postępowaniu dyscyplinarnym, lecz w procesie karnym.

Art. 32 Konstytucji mówi 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

Jak widać nierówność wobec prawa, nierówne traktowanie przez władze publiczne, bije po oczach.

Jak ktoś nie jest członkiem nadzwyczajnej kasty ludzi w naszym systemie prawnym jest niczym, nic nie znaczącym przedmiotem, bo przed sądami traktowany jest przedmiotowo.

Także dosłownie, bo jak argumentował sędzia w mojej sprawie – skoro przedmiot ( kamera) słyszał, to i ja musiałem słyszeć, choć nie słyszałem i sąd żadnych argumentów, żadnych dowodów na zasadność tej tezy nie musi przedstawiać.

Nie musi dokumentować wydanego mi rzekomo zakazu ujawniania rozprawy, choć od wielu już lat ludzie zdolni do posługiwania się słowem pisanym ( bez względu na słuch, czy niedosłuch) nakazy/zakazy grożące konsekwencjami karnymi podpisują imieniem i nazwiskiem, dostarczają je obowiązkowo skutecznie, a odbiorca podpisywać to ma także swoim imieniem i nazwiskiem, dokumentując tym samym, że skutecznie o nakazie/zakazie został poinformowany.

Niestety w naszych sądach, w naszym wymiarze niesprawiedliwości, tak nie jest .

W tym wymiarze to sędzia – członek nadzwyczajnej kasty ludzi – jest prawem i nic mu większego nie grozi, nawet jak łamie prawo. Co innego obywatel zgodnie z Konstytucją mający równe prawa jak i inni, także sędziowie. Nawet jak nie ujawni żadnej tajemnicy za ujawnienie można go skazać ! I to jest bolszewicka sprawiedliwość.

Tak było i tak jest i wielu chce, aby nadal tak było – jak było ! 

Niemiecki „Fakt” polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

Screen Shot 02-25-17 at 09.23 AM

[zdj. ze strony internetowej „Faktu” – dostęp 25 lutego 2017 r.]

Niemiecki „Fakt”

polskiego patriotę zobrazował jako komunistycznego zbrodniarza !

Skandalu nie można przemilczeć ! Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

Pod koniec lutego tego roku w internecie przypadkowo natknąłem się [ http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/ogromne-emerytury-stalinowskich-sedziow-emerytury-wojskowych-sedziow/02nhz02 – dostęp 24 lutego 2017 r.]na tekst – SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów’ zamieszczony w dniu 18 stycznia 2016 r. na stronie internetowej znanego dziennika „Fakt”

Screen Shot 02-24-17 at 11.27 AM

[ zrzut ekranu ze strony ” Faktu”- 24 lutego 2017 r.]

wydawanego przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, część koncernu medialnego Axel Springer SE; [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Fakt_(gazeta) ] . Dziennik ten jest liderem rynku polskiej prasy codziennej.

Średnia sprzedaż ogółem „Faktu” (Ringier Axel Springer Polska) w styczniu 2017 roku wyniosła 279 780 egz. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jaka-sprzedaz-gazeta-wyborcza-najgorsza-w-historii-styczen-2017#

Natomiast stronę odwiedza wielokrotnie więcej użytkowników i tak np. w marcu 2015 r. stronę fakt.pl odwiedziło 4 864 434 internautów [ Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/top10-portali-interia-z-rekordem-przed-gazeta-pl-o2-pl-za-fakt-pl-i-tvn24-pl ]

Można sądzić, że w roku 2016 i 2017 liczba odwiedzin strony była zbliżona, o ile nie większa.

Zatem artykuł mogły przeczytać setki tysięcy,  a w internecie mogły go obejrzeć miliony.

I co te miliony mogły obejrzeć ?

Ano w tekście o emeryturach stalinowskich sędziów mogli obejrzeć zdjęcie podpisane u góry : ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’:

a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę, 

  a na zdjęciu człowieka z czarną opaską na oczach, z widocznym orderem na marynarce, prowadzonego przez policjanta.

Postać wydała mi się dziwnie znajoma, chociaż nigdy gen. Henryka Kostrzewy na oczy nie widziałem.

Na zdjęciu rozpoznałem natomiast znanego mi działacza opozycji antykomunistycznej – Janusza Fatygę.

Wizerunki obu postaci zdecydowanie różne, trudne do pomylenia, podobnie jak ich życiorysy

O  Gen. Kostrzewie można przeczytać np. w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Kostrzewa

„Henryk Kostrzewa (ur. 16 czerwca 1928 r. we wsi Antoniów w powiecie radomszczańskim, w województwie łódzkim, obecnie wieś ta znajduje się w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim, w gminie Kruszyna) – generał brygady Wojska Polskiegonaczelny prokurator wojskowy – zastępca prokuratora generalnego w latach 1984-1990 i zastępca członka Trybunału Stanu w latach 1985-1989. ..

 W lipcu 1989 r. jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego. W w swojej odpowiedzi stwierdził: „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych”.

W latach 1985-1989 zastępca członka Trybunału Stanu. Przeniesiony w stan spoczynku 29 grudnia 1990r.

W okresie gdy Henryk Kostrzewa był szefem prokuratury wojskowej, IPN chciał postawić mu zarzuty dotyczące udziału w bezprawnym pozbawieniu wolności 5 szpiegów wymienionych w czerwcu 1985 r. na Mariana Zacharskiego, jednak śledztwo utknęło po decyzji prokuratorskiego sądu dyscyplinarnego z 2011 r., odmawiającego uchylenia immunitetu Henrykowi Kostrzewie.

28 czerwca 2013 r. pion śledczy warszawskiego oddziału IPN skierował do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Henrykowi Kostrzewie.

 „jako sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie – funkcjonariusz państwa komunistycznego działający w strukturach systemu państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych, w okresie od marca 1952 r. do czerwca 1953 r., będąc zobowiązanym do zgodnego z ówcześnie obowiązującymi przepisami przedłużania okresu stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na okres powyżej 6 miesięcy, nie dopełniał obowiązków w zakresie kontroli zasadności i terminowości podejmowanych w tym zakresie czynności procesowych, w przebiegu śledztw MBP w Warszawie prowadzonych przeciwko Leonowi Ch., Barbarze M. i Janowi O., co skutkowało bezprawnym pozbawieniem wolności pokrzywdzonych z powodu ich wcześniejszej działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego w strukturach organizacji niepodległościowych”, tj. o popełnienie przestępstw z art. 248 § 2kk z 1932 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 ustawy z dn.18.12.1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Pokrzywdzeni (mi.in. zmarła w 1990 roku znana działaczka PSL Barbara Matusowa) byli członkami organizacji: Obrońcy Korony, Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, PSL i AK. Czyny zarzucone oskarżonemu zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 10. Henryk Kostrzewa nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

We wrześniu 2013 odbyła się jedna rozprawa sądowa a 19 listopada sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego poinformował że sąd zawiesił proces Henryka Kostrzewy ze względu na stan jego zdrowia. Decyzja wywołała ostry protest byłych opozycjonistów.”

Po kilku minutach poszukiwań w internecie tych wydarzeń znalazłem kilka dni temu materiał filmowy z tej rozprawy [Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny https://www.youtube.com/watch?v=EFu0JCVVaNk– dostęp 13 października 2017 r. ] i protestujących opozycjonistów,  wśród których rozpoznałem Adama Słomkę i Janusza Fatygę,  a na ekranie [ min 16.48] widać dokładnie taki sam obrazek jaki przedstawia strona „Faktu” ,  ale na filmie prowadzony przez policjanta mężczyzna ( Janusz Fatyga wg mojej interpretacji) nie ma czarnej opaski i nie ma podpisu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę.

Screen Shot 10-13-17 at 12.10 PM

[ zrzut ekranu z filmu na kanale „Wolny czyn” – 13 października 2017 r.]

Jest oczywiste, że zdjęcie na stronie internetowej gazety „Fakt”, pod którym nie podano nazwiska fotografa, czy źródła pochodzenia, jest po prostu zrzutem ekranu z materiału filmowego umieszczonego na kanale ‚Wolny Czyn’ – na platformie „YouTube”, o czym gazeta nie informuje.

Wydawca na wydawanej gazecie/stronie internetowej zarabia, więc zarabia także na materiałach graficznych, które tam umieszcza. Jak umieszcza bez wiedzy i zgody właścicieli materiału graficznego to łamie prawo – bo dokonuje kradzieży. Łamie prawo także dokonując twórczo uzupełnienia tego materiału zniesławiając działacza antykomunistycznego.  

Nie ulega wątpliwości, że Janusz Fatyga, który rozpoznał się na tym zdjęciu, jest osobą pokrzywdzoną, zniesławioną przez wydawcę „ Faktu”. Każdy kto widzi takie zdjęcie, z takim podpisem, jest przekonany, że chodzi o zbrodniarza komunistycznego, a czarna ‚opaska’ na oczach, dodana twórczo na stronie „Faktu”  i informacja o emeryturze to przekonanie może tylko utwierdzić.

Zamieszczony w internecie film – na kanale „Wolny czyn” – dokumentuje rozprawę przeciwko Henrykowi Kostrzewie w 2013 r.  i nie ma najmniejszej nawet wątpliwości, że mężczyzna prowadzony przez policjanta to nie zbrodniarz komunistyczny, lecz osoba protestująca przeciwko zawieszeniu przez sąd procesu Henryka Kostrzewy.

Janusz Fatyga znany jest z emocjonalnych protestów przeciwko takim wyrokom sądowym i nieraz jest wyprowadzany, a nawet wynoszony, przez policjantów – czasem nawet przez czworo policjantów, mimo że jest osobą szczupłą, mało ważącą, jednak jego antykomunistyczna postawa waży tyle, że i czterech policjantów musi się zaangażować w wynoszenie jego skromnego ciała. [ np. – https://www.youtube.com/watch?v=O8ns3L18St8&t=1s ]

O Januszu tak można przeczytać w Encyklopedii Solidarności http://www.encysol.pl/wiki/Janusz_Fatyga]

Janusz Fatyga, ur. 23 XI 1942 w Antolinie k. Białej Podlaskiej.

Prawnik, zatrudniony w Łódzkim Zakładzie Energetycznym. Od 1977 uczestnik ROPCiO; autor w niezależnym piśmie „Opinia”, kolporter tego pisma.

W 1980 założyciel struktur „S” w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kwilnie. Od IX 1980 wraz z Antonim Chylińskim udzielał porad prawnych działaczom „S”. Od I 1981 doradca prawny MKZ, następnie ZR Ziemia Łódzka. Wiosną 1981 współorganizator łódzkich struktur KPN. W 1981 współpracownik i autor w niezależnych pismach „Niepodległość” i „Wolna Polska”.

13 XII 1981 internowany w Ośr. Odosobnienia w Kwidzynie, zwolniony 1 XII 1982. Od 1983 kolporter podziemnych wydawnictw KPN. 1986-1987 autor w piśmie „Obszar III”, uczestnik niezależnych manifestacji w Łodzi. Od 1986 organizator szkoleń prawnych oraz wykładów poświęconych analizie sytuacji politycznej dla członków KPN.

Włodzimierz Domagalski”

Jakże inny to życiorys od życiorysu gen. Kostrzewy !

Na i czego doczekał się Janusz Fatyga za swoją opozycyjną działalność ? – miana zbrodniarza komunistycznego, który przypisał mu na obrazku niemiecki wydawca polskojęzycznej gazety/strony internetowej „ Fakt” .

Poinformowany przeze mnie Janusz Fatyga zgłosił popełnienie przestępstwa przez „Fakt” i prokuratura zajmowała się tą sprawą, ale dochodzenie umorzyła. Materiał został zdjęty ze strony internetowej „Faktu” – nie jest obecnie dostępny.

25 października 2017 r. o godz. 12 w sali L-135 odbędzie się posiedzenie w przedmiocie rozpoznania zażalenia na postanowienie o umorzeniu dochodzenia. w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy II Wydział Karny, ul. Przy Rondzie 7

Jest to sprawa dużej wagi, nawet międzynarodowej i winna zainteresować dziennikarzy, a także sfery rządzące, bo daje ona argumenty za jak najszybszą i skuteczną repolonizacją polskojęzycznej prasy, obecnie w rękach obcych.

Skandaliczne zobrazowanie polskiego antykomunistycznego patrioty jako zbrodniarza komunistycznego nie może być nie ukarane, nie może być obojętne dla Polaków, nie może być pominięte milczeniem.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

P.S.

Prośba o medialny i społeczny monitoring tej sprawy, o jak najszersze rozpowszechnienie i o udział w rozprawie 25 października

Konstytucja dla nauki

k

Po niemal 30 latach funkcjonowania III RP okazuje się, że Polska cierpi na niedobór elit, mimo imponującej ilości szkół z nazwy wyższych, radykalnego wzrostu studiującej młodzieży oraz poziomu ‚udyplomowienia’ społeczeństwa. Gospodarka pod względem innowacyjności ciągnie się w ognie państw europejskich, a polskie uczelnie plasują się w ogonie prestiżowych rankingów uczelni światowych. Jesteśmy słabi.

Mimo kilku już reform akademickich w III RP poziom nauki i edukacji wyższej się nie podnosi, lecz obniża.

Co więcej elity nadal tracimy, gdyż od lat mamy do czynienia z „drenażem mózgów” – odpływem młodych, wykształconych ludzi za granicę. Po wejściu Polski do EU ten proces jeszcze się nasilił.

Minister Jarosław Gowin zdając sobie z tego sprawę podjął działania na rzecz zreformowania tego niewydajnego i marnotrawnego systemu akademickiego.

Działania te zbliżają się do etapu końcowego o czym świadczy Narodowy Kongres Nauki w Krakowie [19-20 września 2017 r.] i przygotowana „konstytucja dla nauki”.

Rozmowy wybiorcze

Na drodze do kongresu zostały opracowane trzy koncepcje założeń nowej ustawy o szkolnictwie wyższym – dwie ewolucyjne i jedna rewolucyjna oraz zorganizowano cykl konferencji realizowanych w różnych ośrodkach naukowych, podczas których dyskutowano:

  • o umiędzynarodowieniu nauki i szkolnictwa wyższego co jest ‚piętą Achillesową’ naszego systemu. [Rzeszów],

  • o rozwoju humanistyki i nauk społecznych, które są w głębokim kryzysie, mimo że wiele uczelni, szczególnie niepublicznych, właśnie w tych dziedzinach kształci ogromną ilość studentów [Toruń].

  • o poprawie kiepskiej do tej pory współpracy między nauką i gospodarką [Wrocław].

  • o krętych w Polsce ścieżkach kariery akademickiej [Katowice]

  • o podnoszeniu poziomu badań naukowych w Polsce [Poznań]

  • o doskonałości dydaktycznej na naszych uczelniach, która zostawia wiele do życzenia.[Lublin]

  • o podziale uczelni na uczelnie dydaktyczne, dydaktyczno-badawcze oraz konieczności wyłonieniu uczelni badawczych, które dawałaby szansę rywalizacji z najlepszymi ośrodkami europejskimi [Gdańsk]

  • o finansowaniu „biednych” uczelni [ Łódź]

  • o ustroju i zarządzaniu uczelniami [Warszawa]

Taki proces opracowania reformy systemu akademickiego wysoko został oceniony przez ekspertów Komisji Europejskiej, ale mankamenty są także widoczne.

Reforma jest konsultowana ze środowiskiem akademickim, z beneficjentami od lat patologicznego systemu, którzy niekoniecznie są zainteresowani radykalnymi zmianami koniecznymi do rzeczywistej naprawy systemu. Z wykluczonymi z systemu, choć aktywnymi na polu akademickich reform – nie dyskutowano.

Mimo, że polska diaspora akademicka – funkcjonująca w wielu zagranicznych ośrodkach naukowych – to ok. 1/3 całej polskiej populacji akademickiej, nie powierzono jej opracowania propozycji zmiany systemu.

Patogeny niszczące naukę

Z doświadczeń Niezależnego Forum Akademickiego -sprzed kilkunastu już lat- wynikało, że to właśnie polscy naukowcy pracujący za granicami są najbardziej zainteresowani radykalnymi zmianami systemowi w nauce, takimi aby mogli do Polski wracać, a w każdym razie swój potencjał intelektualny dla Polski spożytkować.

Postulaty NFA zmian w systemie akademickim podpisywało kilkakrotnie więcej Polaków z ośrodków zagranicznych, niż krajowych.

W dyskusjach nad reformą mówi się wiele o konieczności odwrócenia kierunku „drenażu mózgów”, ale nie zrealizowano mojego postulatu : „ Zachęcenie – przez ministra – Polonii akademickiej do wzięcia udziału w konkursie na opracowanie założeń do ustawy mogłoby stanowić pożądany krok na drodze do reformowania systemu akademickiego w Polsce”. Skorzystano jedynie z opinii kilku polskich naukowców aktywnych w ośrodkach zagranicznych.

Prof. Grażyna Ptak [ Rada Kongresu] mająca duże doświadczenia zagraniczne tak pisze ” Trudno jednak uwierzyć, że jakiekolwiek udogodnienia administracyjne …..będą w stanie zagwarantować, iż sytuacja ulegnie znacznej poprawie (przynajmniej nie w najbliższych latach)” argumentując „ zmiana jest możliwa jedynie poprzez dolanie świeżej krwi tj. zasilenie polskiej nauki przez naukowców pracujących za granicą.”

W ramach konferencji nie podjęto tematu rozlicznych patologii akademickich i nie ma nadziei na zrealizowanie mojej inicjatywy sprzed 7 już lat -zainstalowania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [w skrócie POMPA} dla ‚wypompowania’ z systemu chociaż części patologii niszczących potencjał polskich naukowców.

Mimo, że system nauki w Polsce jest chory, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zresztą lekarz – prof. W. Nowak zdołał w nim zidentyfikować jedynie jedną bolączkę – brak pieniędzy. Przy takiej diagnozie trudno o skuteczną terapię i chory pacjent , jakim jest nauka w Polsce, chyba nie ma wielkich szans na wyzdrowienie.

Mimo że nie jestem doktorem medycyny chorób nauki w Polsce zidentyfikowałem wiele – jak: pozoranctwo naukowe, pozoranctwo edukacyjne, wieloetatowość, brak mobilności, nepotyzm, plagiaty, mobbing, konformizm, korupcja, zapaść moralna itd. i całe szczęście, że podczas dyskusji kongresowych, a także w „konstytucji dla nauki” zauważono też inne i to ważniejsze przyczyny zapaści nauki w Polsce od niedostatku pieniędzy.

Marnotrawstwo pieniędzy księgowanych po stronie wydatków na naukę jest od dawna znane i potrzebne jest uszczelnienie tych wydatków, aby finansować to co jest nauką, a nie pozoranctwo naukowe i edukacyjne, czy wręcz oszustów naukowych.

Patologie finansowania projektów naukowych nieraz pozornie realizowanych, o niejawnych dla podatnika rezultatach, utrzymują się w ciągu całej III RP.

Musimy wiedzieć co my tak naprawdę finansujemy.

Kłopotliwa lustracja

Na konferencjach nie podjęto także problemu dekomunizacji i lustracji środowiska akademickiego, a wypowiedź ministra nauki sprzed roku o tym, że uczelnie same się oczyszczą, budziła niepokój. W przygotowanej ustawie znalazł się jednak zapis „ rozdz. 4 str. 86 -2. Tytuł profesora może być nadany osobie, która w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. nie pracowała i nie pełniła służby w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów oraz nie współpracowała z tymi organami.” co pozwala mieć nadzieje, że lustracja, chociaż maksymalnie ograniczona, jednak całkiem nie zostanie odrzucona, tym bardziej, że podobne wymogi dotyczą członków Rady Doskonałości Naukowej i Komitetu Ewaluacji Nauki.

O dziwo, te zapisy to zasługa ministra Jarosława Gowina, który chyba się zreflektował pod wpływem krytyki jego wypowiedzi. Warto jednak podkreślić, że wśród członków Rady Narodowego Kongresu Nauki, te zapisy nie są przyjmowane z aprobatą i np. gospodarz NKN – Rektor UJ uważa, że lustracja to jest typowy polityczny dylemat i nie widzi w tym problemu upadku moralnego niemałej części środowiska akademickiego, które za żadne skarby nie chce poznać prawdy o swej przeszłości.

Pozostaje pytanie – czy można zbudować silny, zdrowy system nie znając jego fundamentów ?

Turystyka habilitacyjna

W konstytucji dla nauki nie likwiduje się habilitacji, prawie już nie znanej w krajach zachodnich, choć nie będzie obowiązkowa dla utrzymania się na etacie, ale jednak potrzebna aby innych doktoryzować. Tym samym nawet wybitni naukowcy z Polonii akademickiej mogą mieć wątpliwości czy wracać na polskie uczelnie. Jednak konieczność wyrzekania się polskiego obywatelstwa, aby obejmować na uczelniach stanowisko profesora przez polskich doktorów z zagranicy – bez habilitacji – chyba już nie grozi. Utrzymywanie przez lata habilitacji nie utrzymało poziomu nauki w Polsce- wręcz przeciwnie, doprowadziło m. in. poprzez „turystykę habilitacyjną” do krajów postkomunistycznych do nobilitowania wielu naukowców lipnymi dyplomami.

Z obawy o zarzut dyskryminacji kobiet zrezygnowano z radykalnego rozwiązania patologicznego problemu niemobilności akademickiej, stąd chów wsobny, a także nepotyzm nie zostaną zlikwidowane.

Projekt ustawy spełniający w znacznej mierze oczekiwania zachowawczego środowiska akademickiego musi przejść przez komisje w Sejmie i Senacie, ale jeśli zostanie przyjęty, to nie będzie całkiem tak jak było. Nie będzie jednak tak jak być powinno, tak aby to była naprawdę dobra zmiana zdolna do wyprowadzenia naszych uczelni z dołka na szczyty, a przynajmniej na wyżyny.

Tekst opublikowany w miesięczniku Nowe Państwo nr 10/2017

We Włoszech – Wielka Czystka Akademicka, a w Polsce nadal Wielkie Umiłowanie Patologii

flagi

We Włoszech – Wielka Czystka Akademicka, a w Polsce nadal Wielkie Umiłowanie Patologii

Media włoskie [np. http://www.corriere.it/cronache/17_settembre_26/uomo-denuncia-firenze-inchiesta-arresti-professori-852e47ee-a22b-11e7-b0fb-3ce1a382cc56.shtml]

i nie tylko, bo także polskie [http://www.pch24.pl/italia-rzadza-klany-prawnicze–dziesiatki-wloskich-profesorow-aresztowanych-z-powodu-korupcji,54933,i.html?nom=1#ixzz4u5uNh0zq ] donoszą:Włoska policja w akcji zakrojonej na wielką skalę prowadzi śledztwo w sprawie korupcji i licznych nadużyć 59 prawników, specjalistów w zakresie prawa podatkowego. W sprawę korupcji, fałszowania wyników egzaminów na studia, wywierania presji na innych naukowców i uprzywilejowania mniej zdolnych członków rodzin prawniczych, zaangażowanych jest m.in. dwóch ministrów.”

To afera za sprawą naukowca włosko-angielskiego Philipa Laroma Jezzi z uniwersytetu we Florencji, który ujawnił korupcyjne praktyki przy konkursach na obsadzanie stanowisk na uczelniach, szczególnie wśród prawników. Rzucił on światło na powszechny nepotyzm na uczelniach włoskich, na których można awansować nie w oparciu o kryteria merytoryczne, ale genetyczno-towarzyskie. Taką politykę kadrową zapewniają „baronowie’ – szefowie wydziałów uniwersyteckich. Patologie obejmują także fałszowanie wyników egzaminów na studia czy powszechnych plagiatów.

Sprawa jest rozwojowa i dotychczas siedmiu naukowców z uniwersytetów w Rzymie, Neapolu, Bolonii, Sienie, Cassino, Foggii, Varese zostało aresztowanych za korupcję, a 22 pozbawiono stanowisk naukowych na okres 12 miesięcy.

Media społecznościowe ogłosiły profesora bohaterem, a przy tym domagają się oczyszczenia uczelni ze szkodników akademickich – czyli Wielkiej Czystki Akademickiej.

Nie jest to temat obcy w polskim środowisku akademickim, choć na ogół wstydliwie ukrywany, a ma jasne przełożenie na kiepski poziom polskich uczelni.

Na włoskich uczelniach wiele już zrobiono dla zmniejszenia tych powszechnych patologii i można zauważyć w rankingach światowych, że poziom włoskich uczelni znacznie się podniósł.

Wiele uczelni włoskich bije na głowę najlepsze polskie uczelnie i np. w szanghajskim rankingu najlepszą polską uczelnię – Uniwersytet Warszawski wyprzedza 11 uczelni włoskich ! [http://www.shanghairanking.com/ARWU2017.html]

Tym niemniej wieloletnie nawyki, szczególnie mafii akademicko-prawniczej, nie tak łatwo wykorzenić.

Dobrze jednak, że naukowca zdeterminowanego w walce z patologiami akademickim policja wsparła a nie postawiła przed sądami, jak to bywa w Polsce, gdzie to ujawniający prawdę są skazywani, wykluczani, a ‚ baronowie nauki’ trzymają się znakomicie na swoich posadach i „kręcą lody”.

Co prawda to Włochy są ojczyzną mafii, ale gdzie tam im do naszych „baronów”.

W Polsce powszechnie wiadomo i mówi się o tym jawnie, także wśród rektorów, że konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich są ustawiane, nieraz na członków rodzin baronów akademickich. I ci wygrywają konkursy w cuglach, bez względu jaki poziom [ czy jego brak] reprezentują. Jako etatowcy następnie są obdarzani prestiżem społecznym, szczególnie jeśli w tym nepotycznym systemie szybko awansują i obdarzani są tytułami.

Mimo, że pozycja międzynarodowa polskich uczelni spada wraz ze wzrostem ilości tytułów, nadal tytuły , nawet te lipne, są w cenie. No cóż – któż by nie chciał być ‚baronem’ ?

O plagiatach czasem u nas się pisze w popularnej prasie, ale zwykle o plagiatach studenckich, rzadziej profesorskich, choć to profesorowie ponoszą odpowiedzialność nie tylko za swoje, ale i studenckie plagiaty. Tłumaczą się nieraz, że nie czytali – bo czasu nie mają !

Fakt, że praca ze studentami jest czasochłonna, a pobieranie wynagrodzenia za rzekomą pracę – przelewanego na ich konto – czasu nie zabiera. Poza tym jest przyjemniejsze, więc ten proceder trwa od lat. Studenci otrzymują dyplomy, profesorowie pieniądze – pełnia szczęścia.

Organy kontroli, prokuratura, nawet jak czasem reagują na te patologie, to zwykle tym reakcjom łeb się ukręca.

W ramach reformowania systemu akademickiego w Polsce podejmowane są próby likwidacji lipy akademickiej, ale w sposób nader osobliwy i tak np. pisanie prac licencjackich ma być zlikwidowane, co rzecz jasna zlikwiduje ich plagiatowanie/kupowanie, a jednocześnie pozwoli profesorom zachować dobre samopoczucie, bez ryzyka utraty wynagrodzenia.

To tylko niektóre przykłady systemowych patologii akademickich, których tak naprawdę w Polsce nikt nie chce zlikwidować, a przynajmniej ograniczyć. Środowisko akademickie nie ma w tym interesu, a ministerstwo nie chce robić czegokolwiek co by środowisku się nie podobało.

Skoro patologie się podobają – więc niech zostają. Zresztą i nieakademicka część społeczeństwa też jakby przeciwko temu nic nie ma, choć ze swojej kieszeni te patologie, pozoranctwo naukowe i edukacyjne – finansuje !

Ponad rok dyskutowano o naprawianiu systemu nauki w Polsce, ale problem patologii był tematem tabu, [https://nkn.gov.pl/].

Jak wpisuję na wyszukiwarce Google – „Patologie akademickie”, to na 10 pierwszych rekordów – 9 to moje teksty, a na ostatnim miejscu inny tekst, ale i ten spoza akademickich gremiów decydenckich.

Gdyby tak policja polska, na wzór policji włoskiej, współpracowała z tymi, którzy patologie akademickie ujawniają, walczą i to od wielu lat z degrengoladą akademicką, to może kierunek naprawiania systemu nauki w Polsce byłby inny.

Póki co jest dokładnie inaczej, a sądy przenikające się nawzajem ze środowiskiem akademickim, z którego się wywodzą i do którego w części należą, utrwalają jeno niecne procedery akademickie i walczą, autonomicznie rzecz jasna, aby nie ujrzały one światła dziennego.

Przed 30 już laty i w Polsce miała miejsce Wielka Czystka Akademicka, ale czyszczono wówczas środowisko nie z tych co się do nauki nie nadawali, tylko z tych którzy zagrażali przewodniej sile narodu w panującym systemie kłamstwa generującym pozostałe patologie.

Rzecz jasna beneficjenci tej czystki zaprzeczają jakoby coś takiego miało miejsce i nie zamierzają poznać historii, ani skutków tej Wielkiej Czystki Akademickiej prowadzącej do późniejszej degradacji nauki i edukacji w Polsce. Wykluczeni wówczas z systemu a walczący nadal z patologiami – nadal są wykluczani.

Wielkiej Czystki wśród patologicznej, nadzwyczajnej kasty akademickiej, istnych baronów akademickich, nikt nie zamierza przeprowadzić.

Tym samym umiłowanie patologii akademickich, a przynajmniej ich tolerowanie, skutecznie degraduje potencjał intelektualny Polaków.

Kiedy Polacy się obudzą i zaczną -zamiast wielbienia – domagać się przenoszenia w stan nieszkodliwości szkodzących nauce i edukacji ?

Post scriptum

Rozpoczął się nowy rok akademicki i co ? Biologia sama rozwiązuje problem lustracji ?

Kontakt operacyjny „Zebu” na wczorajszej inauguracji nowego roku akademickiego w otoczeniu akademickim

Screen Shot 10-02-17 at 06.43 AM.PNG

oraz w niezależnym ujęciu w jestestwie swoim

Screen Shot 10-02-17 at 06.45 AM.PNG

Franciszek Ziejka, rektor,  który ma dowód (?) na niewinność w swoim rękopisie znalezionym w garażu,  KO ‚Zebu’ 

Bolszewia akademicka po 30 latach

bolszewia akademicka.PNG

Bolszewia akademicka po 30 latach

Dziś 30 września mija dokładnie 30 lat od ostatecznego wyrzucenia mnie z Uniwersytetu Jagiellońskiego metodami bolszewickimi. Ostatni dzień formalnej pracy etatowej spędziłem z geologami zagranicznymi w Tatrach, których geologia,  mnie, jak i moich gości zajmowała wówczas wielce. Kolejny dzień 1 października już jako ‚bezrobotny’ spędziłem z tymi geologami w rejonie Krzeszowic, gdzie przez wiele lat działałem geologicznie i psułem tam studentów, aby coś nich wyrosło.

Rzecz jasna sytuacja była zdumiewająca, bo wyrzucany z uczelni budzi zainteresowanie międzynarodowe, ma co innym z geologii zaprezentować, a etatowcy – beneficjenci bolszewickich czystek u schyłku PRLu – nie za bardzo.

Kiedy po kilkunastu latach spotkałem przypadkowo na sympozjum jednego z tych profesorów ten ujrzawszy mnie cofnął się z przerażeniem sądząc- jak potem wyjaśnił- że ma do czynienia z duchem.

No bo tak mnie ‚wycięto’, aby słuch o mnie zaginął. Tymczasem mimo wszystko przetrwałem, ale żeby dalej przetrwać, staram się nie wracać do szczegółów tej eksterminacji akademickiej, tym bardziej, że beneficjentów systemu to bynajmniej nie wzrusza.

Gdybym był równie dobry [ dla przewodniej siły narodu], równie bolszewicko etyczny i charakterologiczny jak oni, to przecież bym się ostał. Rzecz w tym, że ja do tej bolszewii całkiem się nie nadawałem, co bolszewicka, anonimowa do dnia dzisiejszego komisja weryfikacyjna-  podnosiła. Do dnia dzisiejszego nie mam zamiaru do tej bolszewii się nadawać.

Mimo tzw. upadku komunizmu mentalna bolszewia całkiem dobrze przetrwała, także wśród ‚naszych’ i po latach nadal mnie wyklucza z przestrzeni publicznej, nie tylko akademickiej, którą niemal całą swoim nędznym jestestwem zajmuje.

Gdyby nie powstała cyberprzestrzeń, której cząsteczkę zająłem, to pies z kulawą nogą by o mnie i mojej działalności się nie dowiedział i z niej nie skorzystał.

Badacze historyczni tego okresu w życiu akademickim nie chcą poznać za żadne skarby, więc szkoda słów.

Zasadnicze sprawy już przedstawiłem w internecie https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ , poglądy i moje boje także. https://blogjw.wordpress.com/

Skoro nie ma zainteresowania, nie ma pytań do mnie , nie ma odpowiedzi na moje pytania, nie ma dyskusji, a jest chowanie głowy w piasek, to nie ma co n-ty raz tych spraw roztrząsać. Głowy pogrążone w piasku i tak nic nie zrozumieją, zresztą nawet nie usiłują. 

Poza tym fałszerzy historii mamy znakomitych, utytułowanych, autonomicznych wobec prawdy, więc i tak nie ma znaczenia co jest pisane, dokumentowane jak było, bo jak historia ma być inna niż była, to i taka będzie.

Mimo formalnego obalenia bolszewizmu, bolszewia – szczególnie akademicka – nadal ma się dobrze, a nawet lepiej, niż w czasach PRL. Jest w większości.

I to by było tyle na ten bolszewicki jubileusz.

Lustracja w „Konstytucji dla nauki”

konstytucja

Lustracja w „Konstytucji dla nauki”

Celem nauki jest poznanie prawdy, ale z tym poznawaniem ludzie nauki mają problem, szczególnie jeśli chodzi o poznanie prawdy o nich samych i instytucjach, w których są zatrudniani.

Uwikłanie naukowców w instalację i utrwalanie systemu komunistycznego, który był zarazem systemem kłamstwa, jest tematem tabu tylko sporadycznie łamanym. Najnowsze historie uniwersytetów na ogół nie są poznane i tym mniej znane im bliżej czasów współczesnych. W pisanych dziejach wielu uniwersytetów na próżno szukać słowa komunizm, więc i o uwikłaniach w tworzenie komunizmu nie ma mowy.

Uczelnie nie zostały zdekomunizowane, ani zlustrowane u zarania III RP, więc pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego.

Próba lustracji przed 10 laty spotkała się z odważnym, nonkonformistycznym sprzeciwem konformistycznego w innych sprawach środowiska akademickiego.

Czego jak czego, ale swej historii nie chcieli i nadal nie chcą poznać, uznając swoją wyższość podobno moralną i intelektualną nad jak sami nieraz podkreślają – bolszewizmem, tych którzy by chcieli poznać prawdę. Schizofrenia całkiem objawowa.

W przygotowaniach konstytucji dla nauki mającej wyprowadzić z zapaści naukę uprawianą w Polsce nie podejmowano dyskusji nad lustracją, ani dekomunizacją środowiska akademickiego.

Zorganizowano 9 konferencji przedkongresowych, ale ani jedna nie była poświęcona takiej niewygodnej dla środowiska tematyce.

Tym samym nie było protestów przeciwko zakładanym zmianom w systemie akademickim.

Niepokojące były ponadto wypowiedzi ministra Gowina o tym, że uczelnie winny się same oczyścić i o braku kompetencji ministerialnych jeśli chodzi o poznanie najnowszej historii uczelni podlegających ministerstwu.

Co więcej, minister zdający sobie sprawę z niedoboru elit niezbędnych dla zarządzania krajem, brak tych elit wiązał co prawda z wojnami i narzuconym systemem komunistycznym, ale za ostatnią z czystek akademickich uznał czystkę wśród elit roku 1968,  wykazując całkowitą ignorancję co do skutków czystek późniejszych, w szczególności z okresu wojny jaruzelsko-polskiej, tej która zaważyła o składzie elit dzisiejszych. [https://blogjw.wordpress.com/2017/08/30/no-i-prosze-podobno-mamy-wielka-czystke-akademicka/]

Jednak podczas Narodowego Kongresu Nauki- na konferencji prasowej- zapytany o lustrację min. Gowin oznajmił, że to on jest odpowiedzialny za włączenie do „Konstytucji dla nauki”  zapisów o koniecznej lustracji starających się o tytularną profesurę i niektóre decyzyjne stanowiska.[https://www.youtube.com/watch?v=bjtncEtjUv4&t=4s ]

W przygotowanej ustawie znalazł się bowiem zapis „ rozdz. 4 str. 86 -2. Tytuł profesora może być nadany osobie, która w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. nie pracowała i nie pełniła służby w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów oraz nie współpracowała z tymi organami.”

To samo dotyczy członków Rady Doskonałości Naukowej i Komitetu Ewaluacji Nauki.[https://nkn.gov.pl/ustawa-2-0/]

To tylko namiastka tego co być powinno. Ta wolta ministra jednak cieszy –może wziął sobie do serca krytykę jego wypowiedzi ?

Ale co na to inni ? Okazuje się, że nawet taka namiastka ma swoich oponentów.  Ku mojemu zdumieniu prof. Andrzej Jajszczyk- ważny decydent mnie tylko krajowy, ale i unijny, który kilkanaście lat temu miał wiele poglądów na reformy akademickie zbieżne z moimi [np.http://nfa.pl/articles.php?id=612] stwierdził, że te zapisy mu się nie podobają a biologia sama rozwiąże problem.

Wykazał tym samym, że w biologii nie jest zbyt mocny. Obecni profesorowie tytularni, rektorzy, to roczniki końca lat 40-tych, 50-tych, czy 60-tych, rzadziej siedemdziesiątych. Trzeba pamiętać, że w gremiach pociągających wodze naukowe nie brakuje 80-latków [ np. członkowie PAN !].

Stąd mamy właśnie osoby najbardziej wpływowe w nauce – beneficjentów systemu PRL- jak najbardziej wymagające poznania ich udziału w utrwalaniu systemu kłamstwa i ich negatywnego oddziaływania na młodzież akademicką. Duża część tej populacji to ludzie o słabym kręgosłupie, nie nadający się do budowania mocnej Polski.

Niestety nawet udokumentowana współpraca z organami SB nie wykluczała w III RP możliwości etatowej pracy akademickiej a nawet zajmowania stanowisk decydenckich. Składy przewodniej siły narodu- decydującej o niemal wszystkim co się działo na uczelniach w czasach PRL – nie są znane do dnia dzisiejszego i nie ma woli aby zostały poznane, a niemała część tej przewodniej siły narodu pozostała w systemie III RP i nadal przewodziła, a i dalej nieraz przewodzi. 

Natomiast rektor UJ prof. Wojciech Nowak lustrację uznaje za problem polityczny, nie zauważając problemu etycznego. Twierdzi, że musimy być czyści, ale pobrudzonych zatrudnia w murach swej uczelni, wykluczając tych co się pobrudzić nie chcieli i konsekwentnie domagają się oczyszczenia uczelni z brudów komunistycznych, a przynajmniej poznania historii pobrudzenia.  [https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/ ]

Oczywiście sama identyfikacja współpracy z SB nie jest wystarczająca dla stworzenia mocnych fundamentów dla nauki w Polsce. Konieczne jest poznanie strat osobowych i systemowych, ujawnienie ukrywanej prawdy, odcięcia się od tej przeszłości i wkroczenie na drogę poszukiwania prawdy,  aby w nauce spełniać swą powinność.

Póki co, takich oczywistych poczynań nikt się nie podejmuje, więc ta naprawa systemu akademickiego będzie nadal kulawa.

Czy kulawy fundament będzie w stanie utrzymać na poziomie ogromny akademicki gmach nauki ?

Narodowy Kongres Nauki w Krakowie 19 -20 września 2017 r. – moja dokumentacja

Byłem na Narodowym Kongresie Nauki w Krakowie 19 -20 września 2017 r.

Nieco udokumentowałem, aby w polemikach/dyskusjach opierać się na faktach.

 

Niezależny głos na Narodowy Kongres Nauki

Wywiad z chuliganem odcinek 42 – Józef Wieczorek

 

Czy polskimi uniwersytetami rządzi mafia? Tę rozmowę obejrzą tam wszyscy, ale nikt się nie przyzna!

http://telewizjarepublika.pl/czy-polskimi-uniwersytetami-rzadzi-mafia-te-rozmowe-obejrza-tam-wszyscy-ale-nikt-sie-nie-przyzna,54009.html

Niezwyciężeni – szczególnie polecam zniewolonym

Niezależność warunkiem sukcesu

Screen Shot 09-15-17 at 04.53 PM

Niezależność warunkiem sukcesu

Pozycja nauki uprawianej w Polsce na świecie niewiele znaczy, stąd nie mamy naukowych noblistów, uczelnie ciągną się w ogonach prestiżowych rankingów,  a granty Europejskiej Rady ds. Nauki są zbyt wysoką poprzeczką dla polskich naukowców.

Mamy kolejną reformę nauki i szkolnictwa wyższego, która w założeniach ma to zmienić,  ale nie wszyscy wierzą, że tak się stanie.

W dyskusjach na okoliczność Narodowego Kongresu Nauki Prof. Grażyna Ptak jasno pisze ” Trudno jednak uwierzyć, że jakiekolwiek udogodnienia administracyjne w tym kierunku będą w stanie zagwarantować, iż sytuacja ulegnie znacznej poprawie (przynajmniej nie w najbliższych latach)”. [https://nkn.gov.pl/niezalezne-osrodki-badawcze-nob/]. I dalej : „  nauka w Polsce, nawet przy zastosowaniu zmian strukturalnych, przewidywanych w nowej ustawie 2.0, ma małe szanse na „dogonienie” wiodących w nauce państw europejskich”

A zatem są profesorowie, którzy zdają sobie sprawę z istniejącego stanu rzeczy. To dobrze.

Pani profesor kontynuuje swój wywód: ” Postawienie na pionierski charakter badań, wymaga zmiany wizji nauki w Polsce. Taka zmiana jest możliwa jedynie poprzez dolanie świeżej krwi tj. zasilenie polskiej nauki przez naukowców pracujących za granicą. ” co jest zgodne z tym co ja piszę i głoszę od lat i cieszę się, że po wcześniejszych atakach decydentów i przemilczeniach takie myślenie zaczyna wreszcie obejmować także głowy decydenckie lub do nich zbliżone.

Cytuję dalej ” W tym celu należałoby odpowiednio „prze-kierunkować” mobilność uczonych, tak aby ci najlepsi pracujący w ośrodkach naukowych za granicą byli odpowiednio zachęcani do powrotu do Polski, a mobilność Polaków była okresowa (do kilku lat) i służyła jedynie nabyciu doświadczenia w najlepszych światowych ośrodkach naukowych. Chodzi oczywiście o zahamowanie tzw. „drenażu mózgów”…] co jasno nawiązuje, choć z wieloletnim opóźnieniem, do wielu moich tekstów – np.do tekstów ” Nomadyzm niemobilnych ” https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/nomadyzm-niemobilnych/,  https://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/O udział Polonii Akademickiej w naprawie polskiego systemu akademickiego ]

Postuluje się tworzenie Niezależnych Ośrodków Badawczych, które” byłyby „kuźniami talentów” prowadzonymi przez wybitnego badacza o ugruntowanej pozycji lidera zespołu” a ich niezależność  „od przyległej instytucji naukowej jest warunkiem sukcesu wykluczającym ewentualne konflikty etatowe i personalne danej jednostki naukowej.”

A zatem tylko ucieczka od obecnej pajęczyny akademickiej daje szanse na sukces.

pajęczyna

Ileż to wody w Wiśle upłynęło, ileż to głów ścięto za takie mniemania, zanim ta oczywistość dotarła na akademickie salony.

A ileż jeszcze wody upłynie zanim ta rzekoma innowacja zostania wdrożona w życie akademickie ? Czy w ogóle będzie to możliwe ?

Tych, którzy takie tezy głosili już przed wiekami nikt przez te wieki na salony nie chciał wpuścić !

Dla ‚oszołomów’, destabilizatorów spokojnego życia akademickiego, wszelkiej maści nonkonformistów, miejsca na naszych uczelniach nie było i dotąd nie ma, a ich niezależność, a także sukcesy, są przeszkodą nie do pokonania.

Miejsca na dzisiejszych uczelniach jest już wiele, nieruchomości akademickie są imponujące, ale decydenci wolą aby zionęły pustkami niżby mieli wpuścić do nich wcześniej wykluczonych i nadal niezależnych.

Idea Niezależnych Ośrodków Badawczych jest godna poparcia, ale trudno być optymistą co do jej skutecznego, szybkiego wdrożenia do systemu akademickiego, choć nie ma wątpliwości, że tylko niezależność – od obecnego, patologicznego systemu – daje szanse w nauce na prawdziwy sukces.

Mistrzowskie dyplomowanie

rysMistrzowskie dyplomowanie

Niedobór mistrzów w polskim systemie akademickim jest faktem. Faktem jest także nadmiar dyplomów uzyskiwanych przez słabo wyedukowanych.

Ale faktem jest także mistrzowskie wykluczanie mistrzów na poziomie z naszego systemu. Faktem jest także heroiczny wręcz opór przed rzetelnym zbadaniem przyczyn takiego stanu rzeczy i wprowadzeniem w życie koniecznej radykalnej reformy tego patologicznego/opacznego systemu.

Czasem media zauważą, że proceder „dyplomowy’ kwitnie [ Proceder kupowania rozpraw kwitnie, a uczelniom brakuje skutecznych sposobów na wyłapywanie oszustów
http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/magisterka-za-jeden-przelew,12454498/a biorą w nim udział także utytułowani, więc nie ma się co dziwić, że proceder nie jest likwidowany.

Beneficjenci systemu nie mają w tym interesu, no i nie mają mocy nad swoimi patologiami zapanować. Tacy w systemie zostali po negatywnych selekcjach kadr na wszystkich szczeblach akademickich.

Rzecz jasna tłumaczą się głupio, że mają za dużo prac dyplomowych do sprawdzenia, więc ich nie sprawdzają, albo ‚po łebkach’, ale tych co sprawdzali skrupulatnie i z procederem dyplomowym walczyli – pousuwali z systemu w sposób mistrzowski !

Uczciwi zagrażali nieuczciwemu systemowi, jego twórcom i utrwalaczom, więc odeszli w niebyt akademicki i teraz nikt nieuczciwym nie zagraża. Pełnia szczęścia !

Rzecz jasna pozoruje się walkę z procederem aby zyskać miano uczciwych [jest taka moda na bycie etycznym], ale tak aby proceder nie zniknął.

Ostatnio decydenci wpadli na pomysł, aby zlikwidować konieczność pisania prac licencjackich – bo skoro one są nierzetelne, to i nie są potrzebne.

Jasne, jak prac licencjackich nie będzie to i procederu nierzetelności przy ich pisaniu też nie będzie.

Jak na razie nie przewiduje się zniesienia konieczności pisania prac magisterskich i doktorskich, a nawet habilitacyjnych, choć nieuczciwości na tych etapach też nie brakuje.

Co więcej nie przewiduje się przeniesienia w stan nieszkodliwości tych utytułowanych, którzy nie tylko, że sami nieuczciwi/nierzetelni do systemu akademickiego wprowadzili wielu sobie podobnych.

Znosi się natomiast Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych, którą wreszcie zidentyfikowano jako ciało „zdominowane przez najstarsze pokolenie naukowców, często nie rozumiejące mechanizmów funkcjonowania nauki globalnej…”. [http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/309059913-Ministerstwo-Nauki-chce-zwiekszyc-uprawnienia-osob-ktore-nie-chca-sie-habilitowac.html#ap-4a]

Ileż to lat trzeba było czekać, aby ta oczywista oczywistość stała się i dla naszych decydentów oczywista ? Od lat nasza krajowa nauka nijak się ma do nauki światowej i Centralna Komisja oraz profesorowiedoktorzyhabilitowaninaukipolskiej to zapewniali i zawsze argumentowano, że tego nie można zmienić, bo poziom musi być utrzymany !

Tym sposobem utrzymywane stany niskie poziomu nauki uprawianej w Polsce notowane są od lat w rankingach światowych.

W obecnie przygotowywanej reformie systemu akademickiego Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych ma zastąpić Rada Doskonałości Naukowej, którą mają tworzyć osoby posiadające tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego wybrane przez osoby posiadające stopień doktora habilitowanego.

Jest zatem pewne, że nazwa się zmieni, ale czy coś więcej się zmieni ? czy nauka uprawiana w Polsce osiągnie doskonałość ?

Polaków uprawiających naukę na poziomie w kraju, a przede wszystkim za granicami, a nie posiadających wysoce niedoskonałych, swoistych stopni i tytułów nadawanych w Polsce, jest wielu, ale ci nadal będą z tego systemu wykluczani i nie będą radzić/decydować o tym jak doskonałość naukową uzyskać.

A zatem mimo deklarowanych zmian -bez zmian !

A gdzie są ci nasi mistrzowie ?

SP

A gdzie są ci nasi mistrzowie ?

Minister nauki i szkolnictwa wyższego ogłosił w Polskim Radio powrót do relacji mistrz-uczeń po obecnej reformie uczelni http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1841100,Jaroslaw-Gowin-odeszlismy-od-masowosci-ksztalcenia tak aby uczniowie/studenci mieli kontakt bezpośredni z mistrzami.

Nie jest to głos pierwszy, bo poprzedniczki Pana Ministra też taki powrót zapowiadały. I co ? Pozostało tak,  jak było. Liczba studentów już się stopniowo zmniejsza, a z kontaktami bezpośrednimi z mistrzami nadal są problemy.

Z czym to jest związane ? Przede wszystkim nasz system akademicki cierpi na niedobór mistrzów, a to ze względu na długotrwałą negatywną selekcję kadr akademickich i okresowe nasilenie czystek akademickich, które poprzedziły m. in. transformację PRLu w PRL bis, zwany III RP.

Te czystki i ich skutki do tej pory nie zostały należycie zbadane i nie ma woli aby je zbadać, co wynika też z wcześniejszych wypowiedzi aktualnego ministra nauki, który tego okresu mistrzowskiego czyszczenia kadr akademickich z niewygodnych mistrzów swoimi kompetencjami nie obejmuje. [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/]

Urzędnicy akademiccy w roli rektorów i im podlegający, jednocześnie ulegli dyrektywom przewodniej siły narodu, czyścili kadry akademickie z elementu tej sile zagrażającemu.

Szczególne zagrożenie stanowi ci, którzy swym intelektem i pasją naukową oraz bezpośrednimi kontaktami ze studentami przewyższali wiodące akademickie kadry. Zagrażający partyjniakom, „psujący” swym bezpośrednim oddziaływaniem młodzież akademicką byli marginalizowani, przesiewani przez partyjne sito i wykluczani z systemu.

Widać to było także w ankietach studenckich z okresu Wielkiej Solidarności. Do tej pory nie zbadano jednak co się stało później z tymi akademikami, którzy w tych ankietach mieli zdecydowanie lepsze oceny od partyjnych bossów i niejako zostali zdekonspirowani jako element zagrażający przewodniej sile narodu i całego systemu, co w czasach wojny jaruzelsko-polskiej przełożyło się na działania operacyjne, aby to zagrożenie zostało zlikwidowane.

W czasie transformacji kadry akademickie nie zostały zmienione a beneficjenci systemu nadal w obawie przed wykluczonymi robili wszystko,  a nawet więcej, aby nie doszło do systemowego wkluczenia wcześniej wykluczonych.

Stąd niedobór mistrzów nie został uzupełniony, bo o to beneficjentom chodziło.

Nie mogło dojść zatem do odtworzenia elit, bo na uczelniach nie było mistrzów mających pozytywny, bezpośredni kontakt ze studentami – kandydatami na kolejnych mistrzów nowej generacji.

Upłynęło już prawie 30 lat tzw. wolnej Polski, zamarkowano już kilka reform akademickich i nadal jest problem z mistrzami i ich bezpośrednimi kontaktami ze studentami.

Problem jest nawet większy niż w PRLu, bo liczba studentów się zwielokrotniła, a potencjalni mistrzowie zwielokrotnili swojej etaty i funkcje, stąd nawiązanie bezpośredniego kontaktu z mistrzami do łatwych nie należy.

Nie podjęto jednak trudu poszukiwania mistrzów – wręcz przeciwnie. Tworzono bariery, a nawet wznoszono barykady, aby czasem ci, którzy z Polski wyemigrowali, ci  wykluczeni z systemu w PRLu nie przeniknęli do uczelni, bo rzecz jasna nadal swoimi bezpośrednimi kontaktami ze studentami mogli by negatywnie [ w języku komunistów] na nich oddziaływać, jak to miało miejsce w czasach wojny jaruzelsko-polskiej.

Reforma postulująca powrót do relacji mistrz-uczeń nie postuluje nawet włączenia do systemu akademickiego mistrzów, ani krajowych, ani polonijnych, z których jeszcze wielu jest w sile wieku i umysłu. Jakim sposobem zatem minister spowoduje powrót do relacji mistrz-uczeń skoro powrotu mistrzów nie planuje ?

Z powodu niżu demograficznego studentów będzie coraz mniej, ale jak mistrzów nie będzie, to niby jak dojdzie do ułatwienia bezpośrednich kontaktów ?

Zresztą nazywanie mistrzami zwykłych wyrobników dydaktycznych, od czasu do czasu pojawiających się na uczelniach to spore nadużycie. Sam fakt utytułowania wsobnego rzeszy etatowych pracowników nie spowoduje zwiększenia ilości i jakości mistrzów.

Ponadto kontakty bezpośrednie z wieloma takimi „mistrzami” mogą być szkodliwe dla młodego pokolenia i lepiej by było aby się od takich „mistrzów” trzymali z daleka.

Czy bezpośredni kontakt studentów z takimi „mistrzami” jak Magdalena Środa, Jan Hartman, Joanna Senyszyn może czymś pozytywnym skutkować ?

Wielu akademickich mistrzów można spotkać na marszach KODu [https://blogjw.wordpress.com/2015/12/21/rozkodowanie-akademickiego-krakowa/na całe szczęście bez bezpośredniego kontaktu ze studentami.

Niestety Ministerstwo,  jakby na to  nie zważając, postuluje generalne nasilenie takich kontaktów bezpośrednich, które przecież mogą przynieść niepożądane społecznie skutki.

Trudno być optymistą jeśli chodzi o dobrą akademicką zmianę .

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

B

[http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie]

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

Od wielu już lat podnoszę w wielu tekstach problem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ , https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] jaka miała miejsce u schyłku PRLu i która zaowocowała luką pokoleniową na uczelniach i niedoborem elit niezbędnych do należytego funkcjonowania dużego europejskiego kraju.

Niestety przytaczane przez mnie fakty, podnoszone postulaty, nie trafiają do serc i umysłów społeczeństwa a w szczególności do historyków i niemal całej korporacji akademickiej.

Beneficjenci tych czystek nie chcą nawet słuchać o wydarzeniach, które ich wyprowadziły na piedestały, a konkurentów -pasjonatów nauki i edukacji – zniszczyły, wyrzuciły na bruk, bo swoimi pasjami negatywnie oddziaływali na młodzież akademicką i zagrażali systemowi kłamstwa, prosperującym także na uczelniach.

Najwybitniejsi historycy nie chcą badać tych wydarzeń i poznać strat wojny jaruzelsko-polskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/ ]. Minister nauki zasłania się brakiem kompetencji [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] a IPN brakiem właściwości [ https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/ ].

Ja takich braków nie posiadam – uważam, że jestem człowiekiem z właściwościami i mam kompetencje, co dokumentuję moimi tekstami i niezależnie problem Wielkiej Czystki Akademickiej podnoszę, informacji dostarczam, ale wrażliwości na akademickie ofiary systemu nie zauważyłem.

Najwięksi badacze historyczni na początku transformacji systemu kłamstwa w kolejny system kłamstwa prowadzili badania nad akademikami pokrzywdzonymi w PRLu, ale badając stan pokrzywdzenia tylko wśród beneficjentów, co doprowadziło ich do oczywistego wniosku, że pokrzywdzonych politycznie przez ten system nie było ! [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/]

Mimo rewelacyjnej dla nauki metody i niedostatku u nas laureatów nagrody Nobla, zapewne przez korporacyjną zawiść, takich to koryfeuszy nauki polskiej do tej pory do nagrody Nobla nie zgłoszono [!], ale ich metody wykorzystuje się jak najbardziej. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/].

Nagłaśnia się jak środowisko akademickie było strasznie inwigilowane, iluż to było TW i jakie perfidne metody oni stosowali, czemu nikt przyzwoity i jako tako zorientowany w temacie zaprzeczyć nie może, ale jednocześnie podnosi się, że np. na prestiżowym i wzorcowym UJ nikt nie stracił z powodów politycznych pracy. Widocznie polityczna weryfikacja kadr akademickich była lipą, esbecja wraz z pezetpeerią i rzeszami współpracowników znakomicie ochroniła powierzony im do ochrony obiekt, przeprowadzając go bezstratnie, jak Mojżesz przez to Morze Czerwone.

Ale co to ma wspólnego z prawdą niemal nikt nie chce wiedzieć !

Elit brak, luka pokoleniowa jest, a czystki podobno nie było !

Minister nauki, który zauważył brak elit stara się to zjawisko wytłumaczyć, ale nie sięgnął pamięcią do czasów najnowszych i skończył poszukiwanie przyczyn tego stanu rzeczy na czystce roku 1968 !

Fakt, że wówczas opuścić musiały kraj tacy przedstawiciele ówczesnej elity jak Bauman, Wolińska, Gross , czy Michnik ( Stefan, bo Adam został i tworzył nowe elity ze skutkiem wiadomym) . Czyli co ? – jakby tacy inteligenci u nas zostali to elity mielibyśmy jak się patrzy ?!

Podobnie jak profesoria UJ minister nauki, zresztą wychowanek UJ, nie zauważył czyszczenia kadrowego w latach wojny – jaruzelsko-polskiej, swą interpretacją obrażając całe rzesze wyrzuconych, nie nadających się do formowania kolejnych elit, przynajmniej spolegliwych wobec systemu kłamstwa.

Niestety brak reakcji na wypowiedzi ministra, nawet wśród kombatantów tego okresu, świadczy najlepiej, że z elitami w III RP to jest naprawdę krucho.

Inną drogą idzie natomiast totalna opozycja, tzw. KODomici czy może kosmici, którzy alarmują o wielkiej czystce, która ma rzekomo miejsce obecnie. [http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie ]

Skoro w instytucie badawczym wymieniono dyrektora o 19 letnim stażu to jest to ich zdaniem dowód na wielką czystkę, bo zapewne w ich przekonaniu dyrektor to zawód i to dożywotni. Takie zjawisko przypomina im rozwiązania z lat 50 tych, ale nie podają nawet przykładów.

Podnoszenie takich rzekomych analogii jest zdumiewające, bo wtedy dyrektorzy na ogół partyjni, nie byli wymieniani do emerytury, o ile partii służyli jak to oczekiwała. Dyrektor to był zawód !

Także u schyłku PRLu i w początkach III RP znani byli dyrektorzy instytutów o takim stażu ( 10 lat w PRL, 10 lat i a nawet więcej w III RP, bo podczas transformacji czystek nie było, ale ci dyrektorzy brali nieraz udział w czyszczeniu instytutów z elementu im i najlepszemu z ustrojów zagrażającego, właśnie w okresie poprzedzającym transformację, które to zapominane czyszczenie określam Wielką Czystką Akademicką.

I widać, że nawet opozycja totalna nie sięga pamięcią do czasów najnowszych, tylko do czasów znaczenie wcześniejszych.

O czasach wojny jaruzelsko-polskiej niemal nikt ani z rządzących, ani z totalnej opozycji, nie chce nic wiedzieć i z tym okresem niczego nie porównuje.

Totalni opozycjoniści alarmują także, że „ wybór szefów instytutów naukowych zależy w stu procentach od ministra, któremu podlegają. Żaden konkurs, który pozwoliłby wybrać najbardziej kompetentną osobę, nie jest więc potrzebny” .

I znowu nikt nie protestuje przeciwko takiej interpretacji, choć jest ona kuriozalna wielce.

Totalna opozycja milczy o niedawnych czasach, kiedy o wyborze szefów instytutów naukowych decydował czynnik partyjny przewodniej siły narodu, biorącej pod uwagę przede wszystkim przydatność do budowy najlepszego z systemów i pozytywnego wpływania na młodzież akademicką.

O konkursach ustawianych w III RP na konkretną osobę, o odpowiednich parametrach genetyczno-towarzyskich, też się nie wspomina, choć takie konkursy nie pozwoliły na zapełnienie luki pokoleniowej, ani odtworzenie elit wyczyszczonych nie tylko w latach 50-tych, ale przede wszystkim w latach 80-tych bo utrzymanie ciągłości patologicznego systemu akademickiego w III RP nie pozwoliło na odtworzenie tych elit.

Żaden tak ustawiany konkurs nie pozwalał na wybranie najbardziej kompetentnej osoby, stąd najbardziej kompetentne osoby znalazły się poza systemem.

Zastrzeżenia można mieć do rządzących o to, że nie naprawiły skutków Wielkiej Czystki Akademickiej, ale nie o to, że od czasu do czasu kogoś z nadzwyczajnej kasty przeniosą w stan spoczynku, czy na inne stanowisko.

Kadry akademickie trzeba było wymieniać u zarania III RP i przywracać tych, z których uczelnie zostały oczyszczone przed nastaniem tzw. transformacji.

Ale woli, ani u rządzących, ani tym bardziej u akademickich beneficjentów czystek – nie było i nie ma do tej pory.

Kuriozalne jest to, ze w ramach aktualnej reformy to patologiczne środowisko samo ma się naprawić, choć takiego przypadku chyba nie było jeszcze w historii.

 

Może ta mikstura pomoże zidentyfikować i wyjaśnić naturę

Wielkiej Czystki Akademickiej,

ale nie wiadomo do tej pory czy działa pozytywnie na beneficjentów tej czystki

– badań brak  !  mimo, że innowacyjne wdrożenia są podobno w cenie. 

Rozjaśnia umysł

Prestiżowe dołowanie

ARWU2017

[http://www.shanghairanking.com/]

Prestiżowe dołowanie

Jak co roku ogłoszony został tzw. ranking szanghajski’ [Academic Ranking of World Universities 2017- http://www.shanghairanking.com/] uczelni całego świata , ranking od lat uważany za prestiżowy, więc przebija się także do naszych mediów [http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/uj-na-prestizowej-liscie-500-najlepszych-uczelni,12394551/], na ogół mało uwagi poświęcającym problemem akademickim.

Jak co roku od lat w pierwszej pięćsetce tego rankingu umieszczane są 2 polskie uczelnie Uniwersytet Warszawski i Jagielloński choć zdarzyło się przed laty, że i Uniwersytet Wrocławski w tej grupie się znalazł.

Nasze najlepsze uczelnie lokują się zwykle w IV -V setce, ale na prestiżu nie tracą , bo ranking jest przecież prestiżowy a że miejsce daleko – to nic to, bo przecież ostatni będą pierwszymi .

Niestety dalekie miejsca naszych uczelni w tym rankingu odzwierciedlają ich ‚dołowanie’, mimo wzrostu liczby profesorów prezydenckich [belwederskich], jak i doktorów habilitowanych, czego te przeklęte światowe rankingi w ogóle nie biorą pod uwagę.

Nasza lokalna nauka polska nastawiona na produkcję dyplomów i utytułowanie kadry czuje się tymi rankingami dyskryminowana. Nie ma wątpliwości, że gdyby poziom uczelni mierzyć liczbą doktorów i to habilitowanych oraz profesorów belwederskich, to nasze uczelnie by były na topie takich rankingów, a nie w ogonie.

Inna refleksja, że widocznie te nasze wsobne habilitacje i profesury belwederskie, niewiele, lub zgoła nic nie znaczą, do głowy naszym elitom nawet nie przychodzi , co pozwala im nie tracić dobrego samopoczucia.

Lud nieutytułowany czasem się tego domyśla, ale nie ma zamiaru strącać ich z piedestałów.

Na rezygnację z systemu tytularnego u nas się nie zanosi i nowa, kolejna już reforma systemu akademickiego ma zamiar go nadal utrzymać pozorując zmiany.

Jak się nic radykalnie nie zmieni, to i pozycja polskich uczelni w rankingach światowych też się nie zmieni radykalnie, a co gorsza chyba nie zwiększy się pozytywna rola utytułowanych w życiu społecznym, a przede wszystkim w gospodarce.

Polsce potrzebne są elity, którym czasem coś pożytecznego do głowy przychodzi, gdy z tytułów to pożytek jest marny, albo żaden, a czasem wręcz są szkody.

Przed laty utytułowanym zarządcom polskich uczelni przyszło do głowy, że ich moc się wzmocni jak wybudują wielkie kampusy, których w uczelniach światowych nie brakuje. Nieruchomości akademickich w ostatnich latach wybudowano wiele, ale moc uczelni nie wzrosła, a czasem nawet spadła. Energia i finanse są tracone na utrzymanie nieruchomości, a na naukę ani energii, ani finansów nie starcza.

Nauki nadal mamy tyle co kot napłakał co rankingi boleśnie wykazują. W nowych kampusach pozostały stare kadry.

Przez 30 niemal już lat jakoś nikomu nie przyszło do głowy aby te negatywnie wyselekcjonowane elity akademickie wymienić, bo nie są zbyt przydatne dla formowania elit państwowych, a nierzadko są wręcz szkodliwe.

Niemcy po zjednoczeniu pożegnały się z profesorią komunistyczną i dobrze na tym wyszły.

W Polsce profesoria z czasów komunistycznych przeszła bezstratnie do III RP, wcześniej oczyszczając sobie przedpole z elementu im i najlepszemu z systemów ludzkości zagrażającego.

O zjednoczeniu z Polonią akademicką nikt nie myślał.

Utrzymywanie systemu nieprzyjaznego dla pasjonatów akademickich i także dla polskiej diaspory akademickiej rozproszonej po uczelniach światowych musiało spowodować dołowanie polskich uczelni, mimo wzrostu nakładów na ich infrastrukturę i bicia rekordów światowych w zakresie utytułowania kadry.

Media zamiast bić na alarm, pokazywać kiepski stan uczelni i rzeczywiste przyczyny tego stanu rzeczy, jakby się cieszyły, że w świecie polskie uczelnie ledwie są zauważane i to tylko dwie.

Taki Uniwersytet Moskiewski jest w pierwszej setce, praski w trzeciej , a nas cieszy , że w ogóle jakiś uniwersytet jest na liście, mimo że uczelni z nazwy wyższych w Polsce mamy w bród i to obsadzanych przez kadry z nazwy profesorskie i to wieloetatowe.

Tak, tak, u nas jak ktoś ma więcej niż jeden etat na polskich uczelniach, to dopiero ma prestiż, nie mówiąc o kasie, a jak ktoś się nie nadaje do pozorowania pracy akademickiej w dołujących uczelniach budzi co najwyżej politowanie.

No i jak z takim bagażem mentalnym wyjść z tego dołka ?

Czy dobra zmiana obejmie w końcu polskie uczelnie ? Czy też nadal pozostaną skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, wraz z kadrami za żadne skarby nie chcącymi poznać swoich korzeni i zapewniającymi sobie dożywotnie utrzymanie dóbr nabytych w latach komunizmu i tzw. post- komunizmu ?

A może by tak innowacyjne tachografy dla akademików ?

Tachograf

[z Wikipedii]

A może by tak innowacyjne tachografy dla akademików ?

Jak niemal wszystkim wiadomo ze względu na bezpieczeństwo na drogach, wiele państw wprowadziło ograniczenia czasu pracy kierowców pewnych pojazdów. Kierowcy po prostu mnie mogą pracować 24 godzin na dobę. To byłoby niebezpieczne nie tylko dla kierowców, ale i dla innych obywateli. Dla określenia czasu pracy kierowcy stosowane są przyrządy zwane tachografami, które niejako stoją na straży prawa. Bardzo dobrze, że ograniczenie czasu pracy dla kierowców stosowane są również w Polsce.

Niestety do tej pory nie wprowadzono regulacji czasowych dla polskich akademików, szczególnie profesorów, z których wielu pracuje podobno ponad normę, niemal jak stachanowcy (kult pracy komunistycznej nadal się utrzymuje mimo rzekomego obalenia komunizmu) a nawet bardziej, bo zdaje się swoją pracą przekraczają 24 godzinny wymiar ziemskiej doby.

Rzecz jasna taka wyczerpująca praca prowadzi do ograniczenia funkcji intelektualnych organizmu i naraża studentów na niebezpieczeństwo przyswajania sobie rozmaitych dyrdymałów serwowanych przez wieloetatowych akademickich stachanowców, które ograniczają ich możliwości rozwoju intelektualnego i zabezpieczenia życiowego.

Jakieś formy ograniczenia czasowego dla etatowych akademików należałoby wprowadzić, skoro przekraczają w swym zapale akademickim zasięg czasowy doby ziemskiej.

Nie można wykluczyć, że niektórzy są kosmitami z Księżyca, czy innych planet, gdzie doba trwa znacznie dłużej niż 24 godziny i według tych standardów funkcjonują i na Ziemi, albo ta ich praca akademicka to jest fikcja nieziemska notowana na listach płac a nie mająca pokrycia w realu.

Bo jak inaczej interpretować zatrudnienie np. na dwóch etatach akademickich ( mimo wprowadzonych ograniczeń wieloetowości – nadal możliwe) i jednoczesne zatrudnienie pozaakademickie oraz posiadanie jeszcze znacznych rezerw czasowych na działania na różnych odcinkach życia ziemskiego ( np. w sądach, na ławach poselskich, w roli prezydentów miast, czy rozmaitych korporacji…..).

Zwykły ziemianin by temu nie podołał bez posiadania zdolności po multilokacji, ale pracodawcy w obecnym systemie takich certyfikatów jednak nie wymagają – takie są ustawy w tej materii pozostające bez zmian, mimo reform. Trudno się dziwić –skoro ustawy to ta nieziemska kasta przygotowuje sama dla siebie i wg takich standardów się ocenia i awansuje.

Kto tych standardów nie spełnia, a nie daj Boże kwestionuje, domaga się ich zmiany – kierowany jest do pracy rzeczywistej i to ponad wszelkie normy, obligowany do realizowania dostaw obowiązkowych dla fikcjonariuszy akademickich, negatywnie oceniany, nie awansowany albo wykluczany na wieki z tego fikcyjnego systemu.

W obecnym systemie tak jest, że jedni pracują a niekoniecznie zarabiają, a inni zarabiają – niekoniecznie pracując.

Taki system funkcjonował już w czasach komunistycznych, a w czasach tzw. post-komunistycznych jeszcze został udoskonalony i to przy akceptacji, a nawet wsparciu związkowym oraz opozycji – podobno antykomunistycznej.

Do tej pory wydano z kieszeni podatnika milion złotych na projekty zmian obecnych standardów akademickich, ale nie widać w tych projektach zerwania z tymi standardami dołującymi naukę i edukację wyższą ( a zatem i niższą) w Polsce.

Obecnie w Polsce jest ciąg na innowacje. Najwyższy czas aby ogłoszono konkurs na opracowanie innowacyjnych tachografów i wdrożenia ich w życie akademickie.

Pozoranctwo akademickie winno być przez takie tachografy zastopowane, fikcja naukowa i edukacyjna zlikwidowana, zarobki pozytywnie skojarzone z pracą rzeczywistą, a nie fikcyjną, czy z dostawami obowiązkowymi, które kiedyś już zrujnowały rolnictwo, tak jak nadal rujnują naukę i edukację w III RP.

Oświadczenie w obronie por. Wacława Szaconia „Czarnego”

W. Szacoń.PNG

Treść oświadczenia, którego jestem jednym z sygnatariuszy.

[ oświadczenie zostało upublicznione pod adresem  https://www.facebook.com/kajetan.rajski/posts/1557174547647764 ]

OŚWIADCZENIE W OBRONIE POR. WACŁAWA SZACONIA „CZARNEGO”

Por. Wacław Szacoń „Czarny” (ur. 5 lutego 1926 r.) był żołnierzem NOW-AK-WiN działającym na Lubelszczyźnie w oddziale kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Skazany został na czterokrotną karę śmierci zamienioną na dożywotnie więzienie. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że Wacław Szacoń jest „jednostką wybitnie aspołeczną, wrogo ustosunkowaną do obecnego ustroju” i „jako taka jednostka winien być wyeliminowany raz na zawsze ze społeczeństwa”. Przyjaźnił się z sierż. Józefem Franczakiem „Lalusiem”. Już po opuszczeniu przez Porucznika więzienia w grudniu 1956 r. nadal był inwigilowany przez bezpiekę w związku z utrzymywaniem przezeń kontaktów z ostatnim z Żołnierzy Wyklętych. Obecnie Porucznik aktywnie uczestniczy w pracach Zrzeszenia „WiN” Obszaru Południowego w Krakowie, którego jest Honorowym Prezesem, współpracuje z Muzeum AK im. Gen. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie i IPN-em. W 2015 r. został wyróżniony przez Instytut Pamięci Narodowej przyznaniem Nagrody „Świadek Historii”.

29 lipca br. p. Magdalena Zarzycka-Redwan (prezes Stowarzyszenia Dzieci Żołnierzy Wyklętych) upubliczniła haniebne stwierdzenie jakoby Wacław Szacoń podczas śledztwa obciążał swoimi zeznaniami jej ojca, Władysława Zarzyckiego. Posunęła się wręcz do oskarżenia, że to w wyniku rzekomej zdrady Wacława Szaconia doszło do aresztowania jej rodziców. Z całą mocą stwierdzamy, że powyższy osąd nie ma żadnego umocowania w materiale archiwalnym. Wręcz przeciwnie – z zeznań składanych przez Wacława Szaconia przebija chęć uchronienia Władysława Zarzyckiego od poniesienia odpowiedzialności karnej.

Uważamy, że rzucanie powyższych oskarżeń ma na celu dyskredytację żołnierza, który całe swoje życie poświęcił w obronie wiary, Ojczyzny i polskości. Ubolewamy nad tym, że kalumnie formułuje córka działaczy powojennego podziemia. Czujemy się jednak w obowiązku stanąć w obronie honoru polskiego oficera.

Jednocześnie apelujemy do p. Magdaleny Zarzyckiej-Redwan o zaprzestanie kłamliwych pomówień i przeproszenie por. Wacława Szaconia „Czarnego” w celu uniknięcia nikomu niepotrzebnego sporu sądowego.

1. Płk Tadeusz Bieńkowicz „Rączy”, Żołnierz Wyklęty, kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari
2. Kpt. Stanisław Szuro ps. „Zamorski”, żołnierz ZWZ-AK, więzień obozów niemieckich i komunistycznych
3. Prof. Mirosław Szumiło, dyrektor Biura Badań Historycznych IPN
4. Prof. Tomasz Panfil, p.o. Naczelnika Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Lublinie
5. Jacek Karczewski, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce
6. Marek Lasota, dyrektor Muzeum Armii Krajowej w Krakowie
7. Adam Broński, syn Żołnierza Wyklętego kpt. Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok”
8. Izabella Bukowska, synowa Żołnierza Wyklętego kpt. Edmunda Bukowskiego ps. „Zbyszek”
9. Krzysztof Bukowski, syn Żołnierza Wyklętego kpt. Edmunda Bukowskiego ps. „Zbyszek”
10. Grzegorz Cel, syn Żołnierza Wyklętego Janiny Kuligowskiej-Cel ps. „Niusia”
11. Marek Franczak, syn Żołnierza Wyklętego sierż. Józefa Franczaka ps. „Laluś”
12. Urszula Gierszon, córka Żołnierza Wyklętego Mariana Suszka ps. „Leszczyna”, „Kim”, „Cichy”
13. Zbigniew Kuraś, syn Żołnierza Wyklętego mjr. Józefa Kurasia ps. „Ogień”
14. Jacek Łukasik, bratanek Żołnierza Wyklętego kpt. Stanisława Łukasika ps. „Ryś”
15. Stanisław Łukasik, syn Żołnierza Wyklętego kpt. Stanisława Łukasika ps. „Ryś”
16. Renata Nowak, wnuczka Żołnierza Wyklętego ppor. Antoniego Kopaczewskiego ps. „Lew”
17. Jadwiga Ostafin, córka Żołnierza Wyklętego kpt. Józefa Ostafina
18. Tadeusz Płużański, syn Żołnierza Wyklętego Tadeusza Płużańskiego „Tadeusza Radwana”, prezes Fundacji „Łączka”, szef publicystyki TVP
19. Stanisław Ptak, syn Żołnierza Wyklętego ppor. Rajmunda Ptaka ps. „Żegota”, „Boruta”
20. Romuald Rajs, syn Żołnierza Wyklętego kpt. Romualda Rajsa ps. „Bury”
21. Jan Suchora, syn Żołnierza Wyklętego Jana Suchory ps. „Pilot”
22. Ewa Wcisło, córka Żołnierza Wyklętego ppor. Rajmunda Ptaka ps. „Żegota”, „Boruta”
23. Waldemar Wroński, siostrzeniec Żołnierza Wyklętego Tadeusza Radwańskiego ps. „Kostek”
24. Dariusz Żurek, syn Żołnierza Wyklętego Jana Żurka ps. „Groźny”
25. Wiesław Barzyk, były więzień polityczny
26. Aleksandra Celej, Ruch Narodowy
27. Marek Ciaputa, działacz opozycji antykomunistycznej
28. Kazimierz Cholewa, prezes Towarzystwa Parku im. dr. Henryka Jordana
29. Katarzyna Cyganik, wiceprezes Stowarzyszenia Młoda Prawica
30. Rafał Dobrowolski, prezes Okręgu Lubelskiego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
31. Janusz Fatyga, działacz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela
32. Adam Kalita, działacz opozycji antykomunistycznej, radny Rady Miasta Krakowa
33. Michał Kamela, komendant Marszu Szlakiem Józefa Franczaka
34. Anna Kołakowska, najmłodszy więzień polityczny stanu wojennego
35. Andrzej Kołakowski, bard Polski Niepodległej
36. Kazimierz Korabiński, działacz opozycji antykomunistycznej
37. Kazimierz Krauze, były więzień polityczny
38. Zuzanna Kurtyka, działaczka opozycji antykomunistycznej
39. Marek Majcher, działacz opozycji antykomunistycznej
40. Ryszard Majdzik, działacz opozycji antykomunistycznej, członek Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”-80
41. Grzegorz Makus, historyk, twórca strony internetowej „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie”
42. Marek Niedźwiadek, dowódca Grupy Rekonstrukcji Historycznej im 1. Pułku Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej NSZ
43. Wojciech Panek, radny Rady Miejskiej w Olkuszu
44. Tadeusz „Tadek” Polkowski, raper
45. Jacek Roliński, działacz opozycji antykomunistycznej
46. Kajetan Rajski, redaktor naczelny Kwartalnika „Wyklęci”
47. Katarzyna Schejbal-Dereń, działaczka opozycji antykomunistycznej
48. Jacek Smagowicz, działacz niepodległościowy
49. Adam Sosnowski, redaktor prowadzący, Wydawnictwo Biały Kruk
50. Józef Stanicki, organizator bychawskich spotkań z dziećmi Żołnierzy Wyklętych
51. Grzegorz Surdy, działacz opozycji antykomunistycznej
52. Rafał Tesmer, prezes Stowarzyszenia Reduta Tradycji i Historii Ziemi Lubawskiej
53. Ewa Urbańczyk, Klub Gazety Polskiej
54. Ks. Jarosław Wąsowicz SDB, historyk archiwista
55. Józef Wieczorek, dokumentalista Żołnierzy Niezłomnych – Wyklętych
56. Elżbieta Ziarkowska-Korabińska, działaczka opozycji antykomunistycznej
57. Bogusław Żelazo, działacz opozycji antykomunistycznej
58. Wojciech Żurek, działacz opozycji antykomunistycznej

59. Bartłomiej Ilcewicz, członek Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN Oddział w Szczecinie, Członek Prezydium Rady Kombatanckiej przy Prezydencie Miasta Szczecin, Wiceprezes Okręgu Szczecin Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
60. Jacek Janiec, prezes Środowiska Żołnierzy AK Obszaru Lwowskiego im. Orląt Lwowskich, przedstawiciel Środowiska Żołnierzy 106 DP AK
61. Małgorzata Janiec, Prezes Zarządu Obszaru Południowego Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego Zrzeszenie „WiN”

Zdjęcie użytkownika Kajetan Rajski.

Moje dokumentacje spotkań z Wacławem Szaconiem

Polski orzeł srebrnopióry w nasze dusze wbił pazury

Muzeum  Armii Krajowej

Kraków, 17 lutego 2017 r.

[zdj. i wideo. Józef Wieczorek]

https://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/2017/02/19/polski-orzel-srebrnopiory-w-nasze-dusze-wbil-pazury/

Polski orzeł srebrnopióry w Muzeum AK

https://www.youtube.com/watch?v=2tyYuQZ6s9k

Wacław Szacoń ps. Czarny – kombatant AK  na spotkaniu ze studentami UJ

Kraków, 21 stycznia 2016 r.

https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/01/22/waclaw-szacon-ps-czarny-kombatant-ak-na-spotkaniu-ze-studentami-uj/

(zdjęcia i wideo – Józef Wieczorek)

Wacław Szacoń i Stanisław Szuro – żołnierze WiN nagrodzeni przez IPN

Uroczystość – nagroda IPN „Świadek Historii” w Sali Fontany Muzeum Historycznego Miasta Krakowa,12 października 2015(zdjęcia – Józef Wieczorek)

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/10/12/waclaw-szacon-i-stanislaw-szuro-zolnierze-win-nagrodzeni-przez-ipn/

Wspomnienia Wacława Szaconia –Człowieka Niezłomnego, Żołnierza Wyklętego w systemie komunistycznym – w Muzeum AK

Dzień Otwartych Dni Muzeów Krakowskich raków, 23 lutego 2014 r.

(zdjęcia i wideo – Józef Wieczorek)

https://wkrakowie2014cd.wordpress.com/2014/11/24/wspomnienia-waclawa-szaconia-zolnierza-wykletego-w-muzeum-ak/

W 50-tą rocznicę śmierci Józefa Franczaka ps. Lalek – ostatniego Żołnierza Wyklętego

Kraków, 21 października 2013 r. – Kościół św. Józefa, Rynek Podgórski

https://wkrakowie2013.wordpress.com/2013/10/22/w-50-ta-rocznice-smierci-jozefa-franczaka-ps-lalek/

‚Lalek’ – Józef Franczak , ostatni żołnierz wyklęty we wspomnieniach swojego przyjaciela

https://www.youtube.com/watch?v=i1vUy_Ls_ik

xxxxxxxxxxxxxxxxx

Wacław Szacoń i Magdalena Zarzycka – Redwan

w miejscach akcji Żołnierzy Niezłomnych na Lubelszczyźnie

Śladami pamięci o Żołnierzach Wyklętych

z Magdaleną Zarzycką-Redwan urodzoną w więzieniu na Zamku Lubelskim

Lublin, 21 czerwca 2015 r.

(zdjęcia i wideo – Józef Wieczorek)

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/06/24/sladami-pamieci-o-zolnierzach-wykletych/

Na miejscu akcji UB wobec podziemia niepodległościowego w Łuszczowie k. Lublina

Opowiada Magdalena Zarzycka-Redwan – urodzona w więzieniu na Zamku Lubelskim

po aresztowaniu jej rodziców – Władysława i Stefanii Zarzyckich

oraz Wacław Szacoń „Czarny”

21 czerwca 2015 r.

(zdjęcia i wideo – Józef Wieczorek)

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/06/25/na-miejscu-akcji-ub-wobec-podziemia-niepodleglosciowego-w-luszczowie-k-lublina/

Z Adamem Brońskim tam gdzie zginął „Uskok” – Zdzisław Broński (AK-WiN)

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/06/29/z-adamem-bronskim-tam-gdzie-zginal-uskok-zdzislaw-bronski-ak-win/

Pamięci „Uskoka” – Zdzisława Brońskiego i Jego żołnierzy (AK-WiN) w Kijanach k.Lublina

z Adamem Brońskim – synem „Uskoka”

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/06/28/pamieci-uskoka-zdzislawa-bronskiego-i-jego-zolnierzy-ak-win-w-kijanach-k-lublina/

xxxxxxxxxxxxxxx

Moje pierwsze spotkanie z Wacławem Szaconiem

Tadeusz M. Płużański o Bestiach – Mordercach Polaków 

w Księgarni Gazety Polskiej w Krakowie

12 lipca 2012

(zdjęcia i wideo – Józef Wieczorek)

https://wkrakowie2012.wordpress.com/2012/07/13/tadeusz-m-pluzanski-o-bestiach-mordercach-polakow/

Reforma sądownictwa a reforma akademicka – pod refleksję

reformy

Reforma sądownictwa a reforma akademicka – pod refleksję

Rząd dobrej zmiany przeprowadza dwie ważne reformy aby zmienić na lepsze to co funkcjonuje źle, a nawet bardzo źle. Różnice w przeprowadzaniu tych reform są widoczne gołym okiem, także w przestrzeni publicznej.

O reformie sądownictwa każdy obywatel dowiaduje się z wszelkich mediów, z głównych programów telewizyjnych, radiowych, z gazet a także widzi reakcje na te reformy na naszych ulicach, nie tylko przed sejmem.

O reformie nauki i szkolnictwa wyższego, mimo że społeczeństwo mamy coraz bardziej udyplomowione na wyższych uczelniach, a połowa młodych obywateli gdzieś studiuje, zbyt wielu nie wie. Są konferencje, dyskusje, strony internetowe, ale w przestrzeni publicznej ta reforma jest mało widoczna. Rzadko coś podaje telewizja, czy radio, czasem ktoś coś napisze w gazecie, ale na ogół jest to Gazeta Prawna.

Skąd ta różnica ? Przecież oba te sektory wymagają radykalnej naprawy. Oba sektory są systemowo patologiczne, a państwo nie może funkcjonować jak należy, ani bez należytego systemu sądownictwa, ani bez należytego systemu akademickiego.

Rząd przedstawił projekt radykalnej reformy sądownictwa, niewygodnej dla środowiska prawniczego uważającego się za kastę nadzwyczajnych ludzi, więc były protesty i weto prezydenta. Radykalna reforma sądownictwa jest pod znakiem zapytania.

Reforma akademicka przeprowadzana jest tak, aby obecne środowisko akademickie było z tego zadowolone i to zespoły akademickie proponują takie zmiany, aby tak się stało.

Środowisko akademickie zatem nie protestuje (z małym marginesem), bo w gruncie rzeczy te proponowane zmiany radykalne nie są i mimo postulowanych zmian system zbytnio się nie zmieni i obecne kadry akademickie nie muszą się niczego obawiać. Same sobie krzywdy nie zrobią. Gdyby ktoś chciał zmienić coś radykalnie wówczas by zaprotestowali – jak to się już zdarzało – argumentując, że narusza się ich autonomię (taką akademicką niezawisłość, także od prawdy, uczciwości, przyzwoitości).

Patologie sądowe nagłaśnia się w mediach i demokratyczna większość Polaków nie ma zaufania do sądów, gdy patologie akademickie się wycisza i demokratyczna większość Polaków obdarza prestiżem akademików, szczególnie akademickich oligarchów w randze ‚belwederskich’ profesorów.

Nie ma woli aby istniał system monitoringu patologii akademickich i nikt nie chce zainstalowania w systemie POMPY ( Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich) co przed laty postulowałem, [https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/], aby choć nieco tych patologii z systemu wypompować.

W obu przypadkach tj. w wymiarze sprawiedliwości oraz w wymiarze nauki i edukacji karze się tych, którzy patologie ujawniają i z nimi walczą, a nie tych, którzy je kultywują.

Brak należytej kontroli społecznej/obywatelskiej, tak sektora sędziowskiego, jak i akademickiego, sprzyja patologiom.

Starsze kadry w obu sektorach to często prymusi negatywnej selekcji kadr prowadzonej w PRLu i utrzymanej w III RP, a młodsze, w niemałym stopniu, rekrutowane są na bazie kryteriów genetyczno-towarzyskich a niekoniecznie merytorycznych. I tak też są awansowane. Podnoszony publicznie nepotyzm sędziowski konkuruje z nepotyzmem akademickim. W sądach mamy ustawiane procesy, na uczelniach ustawiane – konkursy.

Członkowie obu środowisk uważają się za nadzwyczajne kasty ludzi, które same siebie wybierają, same kontrolują, same awansują i każdego niewygodnego mogą wykluczyć z systemu. Blokują młodych, szczególnie uważanych za lepszych, no i za nonkonformistów, którzy do sieci oligarchicznej – ‚samych swoich’ – się nie nadają.

Korporacje prawnicze nie oczyściły się z komunistycznego brudu u zarania III RP, a naiwnie, a chyba raczej świadomie przekonywano, że są do tego zdolne.

Podobnie rzecz się ma z korporacjami akademickimi, które przed oczyszczeniem się protestowały, poznać brudów nie chcą, ale minister nadal podnosi, że się same oczyszczą !

Naiwność ? I chyba nikt poza mną takich poglądów ministerialnych nie nagłaśnia, nie protestuje, nie domaga się oczyszczenia środowiska akademickiego. Co więcej środowisko to obligowane do poznawania prawdy, za żadne skarby prawdy o swej przeszłości nie chce poznać, jakby było autonomiczne wobec prawdy.

Jest oczywiste, że oba te środowiska wobec rozliczeń z komunizmem nie potrafią się zachować jak trzeba.

Oba sektory wyróżniają się w pejzażach polskich miast nieruchomościami na wysokim poziomie, ale efektywność ich działań jest na poziomie niskim.

Dla sektora akademickiego typowa jest niejawność wyników/przebiegu badań finansowanych z kieszeni podatnika, a sektor sędziowski utajnia rozprawy oraz przez lata utajniał swoje zarobki domagając się ujawniania zarobków przez sądzonych !

Poczucie bezkarności w obu sektorach utrzymuje się na poziomie wysokim. Podobnie jak degrengolada moralna.

Sędziowie, podobnie jak akademicy winni być na służbie Polsce, ale o swojej powinności zapominają, mając na uwadze swoje kieszenie i kariery. Zarobki oligarchów w obu sektorach są przyzwoite, ale oligarchowie są znacznie mniej przyzwoici i za marne 10 tysięcy to się wyżywić nie potrafią.

Sąd Najwyższy funkcjonuje pod „zieloną wroną”, która służy mu zamiast polskiego godła, [https://blogjw.wordpress.com/2017/02/26/zolnierze-niezlomni-przysiegali-na-orla-i-na-krzyz-a-w-sadzie-najwyzszym-iii-rp-zielona-wrona/] co uwiera najwyżej margines społeczny, gdy przeważające siły „postępu i demokracji” to akceptują, mimo że „zielona wrona” to się kojarzy z dyktaturą stanu wojennego, a nie z niepodległym, demokratycznym państwem prawa.

Uczelnie funkcjonują zarządzane przez kadry zweryfikowane pod koniec PRL, przez analfabetów ( ?), którzy nawet imieniem i nazwiskiem się nie podpisywali, a w III RP te bezprawne, komunistyczne weryfikacje zostały utrzymane. [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/].

Beneficjenci systemu reprodukują sobie podobnych w systemie zamkniętym, oczyszczonym z niepokornych. Nikt nie zbadał wysokości poziomu bezprawia akademickiego w PRL/III RP. Jakoś prawnicy do takich badań się nie kwapią.

Nie bez przyczyny, bo podobieństwa i wyraźne zazębianie się obu sektorów są oczywiste.

Góra’ prawnicza zwykle pełni nie tylko wysokie stanowiska sędziowskie, ale i jednocześnie akademickie, a wszyscy sędziowie formowani są u zarania swych karier na uczelniach, stąd już za młodu jakby przesiąkają patologiami toczącymi uczelnie.

Stąd jak można sądzić bez radykalnych zmian na poziomie akademickim i zmiany w sektorze sprawiedliwości będą ograniczone.
Jak rzeka jest zanieczyszczona u źródła, to jej oczyszczanie przy ujściu niewiele zmienia – źródło będzie nadal dostarczało zanieczyszczeń. A źródłem populacji sędziowskiej są uczelnie z patologiami tkwiącymi jeszcze w systemie PRL !

Polacy mają wysoce krytyczny stosunek do patologicznego polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale jednocześnie pozytywny stosunek do patologicznych polskich uczelni, a w szczególności do patologicznej korporacji profesorskiej, którą otaczają szczególnym prestiżem.

Dziekani, rektorzy wyższych uczelni protestują przeciwko reformom sądownictwa, ale prestiżu społecznego nie tracą, także wśród Polaków mających pozytywny stosunek do radykalnych zmian w sądownictwie ! Co na to socjolodzy, psycholodzy, których mamy aż w nadmiarze ? Badań w tej materii mamy jednak oczywisty niedomiar.

Jarosław Gowin jako minister Sprawiedliwości (wówczas w PO ) nie zreformował pozytywnie sądownictwa, które coraz bardziej się staczało, nie mając ani należytego fundamentu, ani głowy. Ostatnio jako wicepremier pozytywnie ocenił veto prezydenta wobec radykalnej reformy sądownictwa.  Istnieje obawa, że Jarosław Gowin jako minister nauki i szkolnictwa wyższego (obecnie z klubu PiS) też nie zreformuje pozytywnie systemu nauki i szkolnictwa wyższego, bo nie da się go zmienić oddając te zmiany w ręce patologicznego środowiska beneficjentów negatywnej selekcji kadr w PRL i III RP, a pomijając tych, którzy z patologicznego systemu zostali wykluczeni, lub go opuścili udając się na akademicką emigrację do krajów, gdzie systemy akademickie są bardziej przyjazne dla uprawiania nauki i edukacji na poziomie wyższym.

Moje postulaty zaangażowania w reformy systemu Polonii akademickiej [Józef Wieczorek Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? – https://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/] okazały się bezskuteczne, chociaż doświadczenia działań sprzed kilkunastu lat w ramach Niezależnego Forum Akademickiego jasno pokazywały [https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/], że to Polonia akademicka jest za radykalnymi zmianami systemu a krajowa korporacja – woli status quo ( przy zmianach kosmetycznych).

Stracono kolejne kilkanaście lat i straci się zapewne następne co najlepiej obrazuje problem habilitacji. Przed kilkunastu laty ją utrzymano, argumentując, że jej zniesienie może mieć miejsce za jakieś 10 lat, a na razie niech będzie tak jak było – bo poziom musi być utrzymany. Habilitacja poziomu nie utrzymała, w porównaniu z innymi krajami (gdzie habilitacji nie ma) poziom się obniżył i dalej ma być jak było (z małymi zmianami) – tzn. habilitacja ma zostać, by – jak się znowu argumentuje – poziom utrzymać ( czyli co – chyba spadek poziomu ?) a za 10 lat można by przystąpić do jej zniesienia.

I tym sposobem można odsuwać radykalne zmiany na kolejne dziesiątki lat, a system pozostanie nadal bardziej kompatybilny z systemami post-komunistycznymi, niż z systemami krajów zachodnich, gdzie poziomu nie trzyma habilitacja, czy profesura prezydencka ( bo tego tam nie ma), tylko oceniany międzynarodowo poziom prac naukowych i formowanie na poziomie nowych absolwentów uczelni zdolnych do efektywnej pracy w nauce, edukacji, gospodarce ….

Póki co, mimo upływu czasu, wielu konferencji wsobnych poprzedzających przedłożenie projektu nowej ustawy do Sejmu, nie widać na horyzoncie dobrej zmiany systemu akademickiego.

Widać natomiast, że obecne kadry akademickie są zadowolone z takiej pozorowanej reformy i nie protestują, nie organizują wieców, manifestacji.

Można by sądzić – wzorcowe przeprowadzenie zmian, z tym, że są to zmiany pozorowane, przy zachowaniu status quo – żeby było tak jak było.

Oba sektory są jednak chore i wymagają natychmiastowego leczenia. Bez uzdrowienia sektora akademickiego, niemal zapomnianego przez społeczeństwo, nie da się naprawić skutecznie innych sektorów państwa. Elity wszystkich 3 władz – ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – są formowane na uczelniach i wzajemnie się z uczelniami przenikają, stąd choroby toczące system akademicki [https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-2015-r.pdf] łatwo i szeroko się rozprzestrzeniają. Można rzec – są to choroby zakaźne, stąd bez zastosowania radykalnych metod leczenia tego sektora uzdrawianie innych może nie być skuteczne.

Podpisałem apel o reformę wymiaru sprawiedliwości

Podpisałem apel o reformę wymiaru sprawiedliwości  ponieważ się zgadzam z treścią listu, z wyjątkiem stwierdzenia, że „Sądy w Polsce są dzisiaj jedynymi instytucjami państwowymi,  które po 4 czerwca 1989 roku nie zreformowały się, nie przeszły żadnych zmian ani strukturalnych, ani kadrowych.” gdyż to stwierdzenie dotyczy także systemu akademickiego, uczelni, które podobnie jak sądy pozostały reliktem systemu komunistycznego.

Czy ministerstwo nauki ma nadal rację bytu i reformowania systemu akademickiego ?

Gowin

MNiSW

Czy ministerstwo nauki ma nadal rację bytu

i reformowania systemu akademickiego ?

Otrzymałem od ministra nauki i szkolnictwa wyższego – Jarosława Gowina- odpowiedź na mój list z 24  maja 2017 r. [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/26/wystapienie-do-ministra-jaroslawa-gowina/ ] odpowiedź o zdumiewającej treści, który nie mogłem pozostawić bez odpowiedzi i nie mogę się nie podzielić ogólnymi refleksjami w tej kwestii.

Jak się buduje dom trzeba go posadowić na właściwym fundamencie, aby się nie zawalił. Trzeba rozpoznać strukturę gruntu, warunki hydrogeologiczne, wybrać stosowny materiał na fundament, określić głębokość jego posadowienia  i dopiero wznosić na tym konstrukcję domu.

A tu się okazuje, że ministerstwo nie ma kompetencji do poznania fundamentu, na którym ma wznieść strukturę systemu akademickiego. (sic!)

Jak nie ma takich kompetencji, to struktury nie powinno wznosić,  a postarać się o kompetencje. Jeśli to nie jest możliwe, to takie ministerstwo nie ma sensu, co potwierdza fakt, że po niemal 30 już latach prób budowy struktury systemu akademickiego posadowionego na fundamencie komunistycznym do niczego one nie doprowadziły.

Co prawda wzniesiono moc nieruchomości akademickich, ale z tego może się utrzymują zarządzający nieruchomościami, ale nauka w Polsce nadal się utrzymać nie potrafi, marnotrawiąc kapitał ludzki i każdą ilość przeznaczanych na nią środków podatnika. Biedni podatnicy utrzymują kiepski system posadowiony na niewłaściwym fundamencie, który ciągle jest biedny, bez względu jakie jest jego zasilanie finansowe. 

LIST

Kraków, 19 lipca 2017 r.

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Szanowny Pan

Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20, ul. Wspólna 1/3

00-529 Warszawa

Szanowny Panie Ministrze,

Bardzo dziękuję za reakcję na mój list – wystąpienie w sprawie powołania nadzwyczajnej komisji do poznania politycznych czystek akademickich w czasach wojny jaruzelsko-polskiej – z dnia 24 maja 2017 r.

Podkreślę, że list jest podpisany czytelnie imieniem i nazwiskiem Pana Ministra, co go odróżnia diametralnie od ‚ocen’ komisji weryfikacyjnej skazującej ( jak się po latach okazuje) na śmierć akademicką niewygodnych dla systemu komunistycznego nauczycieli akademickich, które przez członków komisji [może analfabetów ?] nie były tak podpisywane.

I te bezprawne działania do dnia dzisiejszego nie zostały unieważnione, a co więcej nie zostały zbadane i nie ma woli, aby tak się stało. Nie poznano imion i nazwisk członków komisji, analfabetów ?

I nic nie wiadomo czy nadal nie funkcjonują w systemie akademickim.

Nie ma też wykazu tych, którzy przez takich analfabetów (?) z systemu akademickiego zostali wyrejestrowani, czasem dożywotnio !

Nie znam pozytywnych poczynań ministrów, czy też beneficjentów akademickich tych czystek, aby te poczynania zostały unieważnione, sprawcy ukarani, ofiary przeproszone. Brak kompetencji ?

To tylko dowód zapaści prawnej i moralnej systemu/środowiska akademickiego, które nie ma mocy samoczyszczenia pozytywnego po wcześniejszym oczyszczeniu negatywnym.

Zdumiało mnie zatem stwierdzenie w piśmie Pana Ministra, że sprawa ta nie znajduje się w zakresie kompetencji Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, co prowokuje pytanie – to po co jest minister w polskim systemie akademickim ?

Nie we wszystkich krajach są ministerstwa nauki – a nauka jest, i uczelnie są, i mają się lepiej niż u nas.

W planowanej reformie systemu akademickiego nie przewiduje się zniesienia ministerstwa, mimo że obecnie, jak się okazuje, nie ma kompetencji do zajmowania się sprawami mającymi decydujący wpływ na stan nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce !

Nie da się pozytywnie zreformować żadnej dziedziny życia społecznego bez oparcia się na fundamencie prawdy, a system akademicki nie tylko winien być na takim fundamencie posadowiony, ale winien go budować i innych do formowanie takiego fundamentu przygotowywać.

Słusznie Pan zauważył, że mamy w Polsce deficyt elit [Gowin: moim marzeniem jest stworzenie systemu formacji elit 18.05.2017 – PAP Nauka w Polsce  http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html], ale całkiem Pan pominął szczególnie ważną przyczynę tego deficytu jaką były czystki polityczne okresu wojny jaruzelsko-polskiej, kiedy podobnie jak w całym PRL dominowała negatywna selekcja kadr, tyle że ta selekcja u schyłku PRLu została zintensyfikowana.

Skutkiem tego mamy elity tworzone przez prymusów negatywnej selekcji (trafne określenie prof. Chodakiewicza – Prof. Chodakiewicz na doradcę ministra nauki !https://blogjw.wordpress.com/2017/07/08/prof-chodakiewicz-na-doradce-ministra-nauki/ ) niechętnych do poznania swej przeszłości, swoich korzeni i niechętnych do radykalnych zmian systemowych.

Mamy od lat reformy pozorowane, które negatywnie wyselekcjonowanym kadrom się podobają.

Poświęciłem tym sprawom dziesiątki tekstów, więc mogę do ich lektury zachęcać (tak jak w tekście z dnia 24 maja), bo nie sposób tej kwestii w szczegółowy sposób w krótkim liście przedstawić.

Ponieważ w odpowiedzi przytoczył Pan – uchylając się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za poznanie istniejącego stanu rzeczy – zadania Instytutu Pamięci Narodowej [a nie zadania Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego] pragnę odpowiedzieć, że są one mi dobrze znane, jak i są mi znane osiągnięcia IPN na ‚froncie’ akademickim, ale trudno uznać osiągnięcia na tym froncie za wystarczające, a co gorsza można obserwować cofnięcie się tego frontu w ostatnich latach.

Pragnę podkreślić, że od lat wspierałem ten front, jako niezależny dysydent akademicki (bo w gruncie rzeczy taki mam status po wygnaniu mnie z uczelni w wyniku komunistycznych czystek końca PRLu) a przejawem tego wspierania jest m. in. serwis – „Lustracja i weryfikacja naukowców PRL https://lustronauki.wordpress.com/.

Rzecz w tym, że beneficjenci czystek w tym lustrze nauki nie chcą się przeglądać, a Minister Nauki jak się okazuje nie ma takiej kompetencji ?

Co do stwierdzenia, ‚że przedmiotowa sprawa byłaby interesującym tematem projektu badawczego ‚ i ‚jednak inicjatywa podjęcia takiego przedsięwzięcia, należy do historyków …” …pragnę zauważyć, że to ja taką inicjatywę podjąłem już na początku tego wieku. Prowadziłem rozmowy z IPN w Krakowie (uznano temat za b. interesujący, ale przedwczesny -‚jeszcze nie teraz’) a następnie w wystąpieniu do Prezesa IPN [Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’ -https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/wystapienie-do-prezesa-ipn-w-sprawie-opracowania-czarnej-ksiegi-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/ ]. Bez skutku.

Zgłaszałem projekt do KBN -pozytywnie oceniony, lecz bez finansowania – bo ja jestem jednostką jednoosobową, bez księgowego, a jednostka wieloosobowa z księgowym – PAU – do której się zwróciłem o objęcie formalną opieką – oczywiście odrzuciła projekt.[POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/].

Odrzucającym był znany profesor, b. prorektor UJ, historyk – Jerzy Wyrozumski, który właśnie już wcześniej, z ramienia UJ, w nader osobliwy sposób „badał”  te kwestie (poświęciłem mu kilka tekstów m. in. –POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii ;  Lista Wyrozumskiego’ – represjonowanych pracowników i studentów UJ w PRL–u. , https://lustronauki.wordpress.com/2008/11/09/lista-wyrozumskiego-represjonowanych-pracownikow-i-studentow-uj-w-prl%E2%80%93u/).

Niestety oryginał raportu z tych „badań” do tej pory nie został zdeponowany w archiwum UJ, co jest oczywistym dla mnie łamaniem prawa ! (ani rektorzy, ani minister, nie mają niestety kompetencji, aby przeciwdziałać łamaniu prawa na uczelniach, ani dbać o to aby badania finansowane z kieszeni podatnika były na poziomie i ich wyniki były dla podatnika dostępne).

W amoku antylustracyjnym wyniki tych ‚badań’ zostały opublikowane w Alma Mater [Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ, Alma Mater, Nr 69/2005 ] dzięki wsparciu Rektora UJ – prof. dr hab. Franciszka Ziejki, notowanego w materiałach SB jako K.O.” Zebu” i trudno się dziwić, że są przemilczane przez innych etatowych historyków, bo zasługują najwyżej na ocenę 2- niedostateczna ( jak wiadomo na szczeblu akademickim nie ma oceny – 1 czy 0).

Jakim cudem tacy ‚historycy’ zatrudniani są na etatach w polskich uczelniach, a nawet kierowani na front ‚zabezpieczenia’ poziomu naukowego uczelni, czy nawet w całym kraju – członkowie CK, czy rozmaitych komisji/instancji ? Podobnie jak ci mający status TW ?

W wystąpieniu domagałem się ‚wycofania z obiegu edukacyjnego „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego” fałszujących najnowszą historię…’ co winno być w kompetencjach ministra/komisji ministerialnej, skoro władze uczelni takich kompetencji nie mają. Zaniechania w tej materii muszą obciążać rzecz jasna także ministra od nauki.

Moje wystąpienie nie dotyczyło tylko historii i jej fałszowania, ale fundamentów akademickich dnia dzisiejszego.

Każda budowla posadowiona na kiepskich fundamentach grozi zawaleniem !

I tak może być z pochylającym się coraz bardziej systemem akademickim, a to nie może być poza kompetencjami ministra nauki i szkolnictwa wyższego skoro taki minister jest !

Z poważaniem

Józef Wieczorek

Obniżanie emerytur pełniącym służbę na rzecz totalitarnego państwa – krok w dobrym kierunku, ale za krótki

emerytury

Obniżanie emerytur pełniącym służbę na rzecz totalitarnego państwa

krok w dobrym kierunku, ale za krótki

IPN [http://ipn.gov.pl/pl/dla-mediow/komunikaty/40996,Informacja-Archiwum-IPN-dotyczaca-tzw-ustawy-dezubekizacyjnej.html Informacja Archiwum IPN dotycząca tzw. ustawy dezubekizacyjnej ] potwierdził dotąd fakt pełnienia służby na rzecz totalitarnego państwa przez ok. 50 tysięcy byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL. Ci mogą mieć obniżone emerytury i renty na mocy tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Poinformowano jednocześnie, że „w przypadku 109 497 osób, po kwerendzie przeprowadzonej w dostępnych i aktualizowanych pomocach ewidencyjnych Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, nie odnaleziono dokumentów osobowych” .

Rzeczpospolita za PAP podaje ponadto -” Ustawa dezubekizacyjna: ok. 50 tys. osób może mieć obniżone emerytury [http://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/307149979-Ustawa-dezubekizacyjna-ok-50-tys-osob-moze-miec-obnizone-emerytury.html#ap-1]

Przepisami ustawy ma być także objęta kadra naukowo-dydaktyczna, naukowa, naukowo-techniczna oraz słuchacze i studenci m.in. Centrum Wyszkolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Legionowie, Wyższa Szkoła Oficerska MSW w Legionowie, Szkoła Chorążych Milicji Obywatelskiej w Warszawie, a także Wydział Pracy Operacyjnej w Ośrodku Doskonalenia Kadry Kierowniczej MSW w Łodzi.

Niestety nie ma mowy o kadrze naukowo-dydaktycznej, naukowej, naukowo-technicznej oraz słuchaczach i studentach innych jednostek naukowych i dydaktycznych, która w randze tajnego współpracownika (różnego rodzaju) czy jawnej, przewodniej siły narodu, służyła na rzecz totalitarnego państwa i niszczenia potencjału intelektualnego i moralnego zniewolonych obywateli PRLu. Zanik elit i luka pokoleniowa na uczelniach w III RP to głównie efekt tej służby.

Co więcej, ta kadra często nie jest znana z imienia i nazwiska, bo np. pod weryfikacjami kadr akademickich (pod batutą SB i PZPR) w latach 80-tych się nie podpisywała z imienia i nazwiska ! A co gorsze beneficjenci weryfikacji do tej pory za żadne skarby nie chcą ich poznać !

Na ogół nie ma ich także w opracowaniach IPN, który ma problemy z udokumentowaniem/oceną strat wojennych wojny jaruzelsko-polskiej. [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/] poniesionych szczególnie na froncie akademickim.

Mimo, że „USTAWA z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” mówi:

Mając na względzie: – zachowanie pamięci o ogromie ofiar, strat i szkód poniesionych przez Naród Polski w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu, – patriotyczne tradycje zmagań Narodu Polskiego z okupantami, nazizmem i komunizmem, – czyny obywateli dokonywane na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i w obronie wolności oraz godności ludzkiej, obowiązek ścigania zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości i zbrodni wojennych, – a także powinność zadośćuczynienia przez nasze państwo wszystkim pokrzywdzonym przez państwo łamiące prawa człowieka, jako wyraz naszego przekonania, że żadne bezprawne działania państwa przeciwko obywatelom nie mogą być chronione tajemnicą ani nie mogą ulec zapomnieniu – stanowi się, co następuje….

Rozdział 1 Przepisy ogólne Art. 1. Ustawa reguluje:

1) ewidencjonowanie, gromadzenie, przechowywanie, opracowywanie, zabezpieczenie, udostępnianie i publikowanie dokumentów organów bezpieczeństwa państwa, wytworzonych oraz gromadzonych od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r., a także organów bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy Niemieckiej i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, dotyczących:

a) popełnionych na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od dnia 8 listopada 1917 r. do dnia 31 lipca 1990 r.: – zbrodni nazistowskich, – zbrodni komunistycznych, – innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne,

b) innych represji z motywów politycznych, jakich dopuścili się funkcjonariusze polskich organów ścigania lub wymiaru sprawiedliwości albo osoby działające na ich zlecenie, a ujawnionych w treści orzeczeń zapadłych na podstawie ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego (Dz. U. z 2015 r. poz. 1583), …”

Np. nie ma chyba wątpliwości, że polityczne weryfikacje kadr akademickich lat 80-tych przeprowadzane były na zlecenie organów totalitarnego państwa w celu usunięcia osób niewygodnych, nie rokujących nadziei na konstruktywną budowę czy choćby wspieranie tego państwa a anonimowe do tej pory orzeczenia wobec osób wydalonych z uczelni do tej pory nie zostały uznane za nieważne, a zresztą są na ogół pomijane w badaniach historycznych, w tym w badaniach IPNu.

Pokrzywdzeni w wyniku tych zbrodni komunistycznych – bo jak to inaczej nazwać – którym nie przysługiwało odwoływanie się do sądów od fałszywych, sfingowanych oskarżeń/opinii, mimo skazywania ich, jak się nieraz po latach okazuje, na dożywotni niebyt na uczelniach [wilcze bilety !], nie funkcjonują w polskiej pamięci, także w pamięci beneficjentów tych czystek porażonych amnezją i zasłużonych dla zacierania śladów czystek.

Widać to najlepiej w opiniach nawet najwyższych hierarchów akademickich, którzy ostanie czystki w środowiskach akademickich wiążą z rokiem 1968 (sic !) [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/05/nie-tylko-zabory-wojny-i-rok-1968/ ;https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/ ] a potem zdaje się miała następować liberalizacja systemu, jak to interpretują najwięksi etatowi historycy III RP.

W opracowaniach historycznych, nie wyłączając także IPN [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/], popularyzowanych w przestrzeni publicznej można spotkać się z tezami, że mimo powszechnej inwigilacji środowiska akademickiego to środowisko przeszło przez okres komunizmu – bezstratnie ( przynajmniej w niektórych ośrodkach), co tylko może dawać wsparcie dla służb państwa totalitarnego w walce o zachowanie dotychczasowych przywilejów ( także emerytalnych) – bo skoro tak znakomicie ochronili uczelnie – powierzone im do ochrony obiekty – przed stratami, to przywileje im się należą – nieprawdaż ?

Otóż nieprawda, bo nie ochronili przed stratami i z pomocą formalnie nie będących na służbie, ale służącym służbom i państwu totalitarnemu doprowadzili do poważnego osłabienie intelektualnego i moralnego polskiego społeczeństwa, co jest widoczne w dniu dzisiejszym, a niezdolność/niechęć poznania krzywdzących i pokrzywdzonych w państwie totalitarnym ( szczególnie w ośrodkach elito-twórczych ) jest najlepszym tego przykładem. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/]

Nie jest realizowana „powinność zadośćuczynienia przez nasze państwo wszystkim pokrzywdzonym przez państwo łamiące prawa człowieka, jako wyraz naszego przekonania, że żadne bezprawne działania państwa przeciwko obywatelom nie mogą być chronione tajemnicą ani nie mogą ulec zapomnieniu”

Ani zadośćuczynienia, ani uchylenia tajemnicy zbrodni bezprawnych weryfikacji – nie ma, a zapomnienie – jest !

P.S.

Moje opinie (setki tekstów) , w szerszym kontekście, przedstawiane są w kilkunastu jest tomikach dotyczących służby na rzecz totalitarnego państwa i innych patologii akademickich, upadkowi zasad moralnych, często w tej służbie zakorzenionych:

 

Czy NAWĄ zdołają powrócić polscy naukowcy ?

NAWA PKiN.PNG

Czy NAWĄ zdołają powrócić polscy naukowcy ?

[ Nawą wenecką do Pałacu Nauki ?]

{http://www.polskacanada.com/jan-tomkowski-zaglowce-literatury-nawa-wenecka}

W polskiej stoczni akademickiej budowany jest nowy okręt przeznaczony do transportu polskich naukowców, którzy wyemigrowali za granicę i mających trudności z powrotem do kraju. [Wiceminister nauki: NAWA ułatwi polskim naukowcom powrót do kraju –http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414971,wiceminister-nauki-nawa-ulatwi-polskim-naukowcom-powrot-do-kraju.html ]

Statek ma pływać pod flagą Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. [http://www.nauka.gov.pl/]

W pierwszej kolejności na pokład mają być zabierani młodzi naukowcy, którzy wyemigrowali po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Takich jest podobno 35 tysięcy, jak wyliczył minister nauki [http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html] a tych wcześniejszych emigrantów też jest jeszcze wiele tysięcy.

Statek ten musiałby kursować wielokrotnie, bo nawet największy statek pasażerski na podkład zabiera 8 tysięcy pasażerów i 2 tysiące załogi http://archiwum.radiozet.pl/Rozrywka/O-tym-sie-mowi/Najwiekszy-statek-pasazerski-na-swiecie-Harmony-of-the-Seas-ZDJECIA-00019939

W informacjach ministerstwa nauki – armatora NAWY nie podaje się ilu pasażerów będzie mogło wejść jednorazowo na podkład, ale podobno kapitan (dyrektor NAWY) będzie miał pod sobą załogę liczącą 40-60 osób, więc chyba statek będzie wielokrotnie mniejszy od tego największego i będzie musiał pływać przez lata, aby przywieść do Polski tych co Polskę opuścili. Jedyne co jest w tym pozytywne, że nawet gdyby przy którymś kursie zatonął to straty będą wielokrotnie mniejsze niż przy Titanicu.

Na pokład mają być też zabierani wybitni naukowcy z całego świata.

Procedury wejścia na statek jeszcze nie zostały opracowane – te ogłoszone zostaną najwcześniej na przełomie roku lub na początku roku 2018 .

Czyli pierwsze zaokrętowanie chyba nastąpi w warunkach zimowych i trzeba brać uwagę, że statek może zderzyć się z górą lodową w warunkach globalnego ocieplenia lub utkwić na wodach skutych lodem w warunkach globalnego ochłodzenia. Te dwie przeciwstawne wersje są brane pod uwagę przez naukowców zagranicznych, więc nie wiadomo czy zaryzykują taką podróż, bo bez względu na to kto ma rację- zagrożenie jest !

Do podróży armator zachęca znaczącym wsparciem finansowym, aby się nie opierali przed wejściem na ryzykowny pokład. Za podróż naukowcy nie będą musieli płacić, a skoro zdobędą się na taką odwagą po osiągnięciu stałego lądu czekają ich nagrody pieniężne w Pałacu Nauki.

Niestety dla tych co są od lat na stałym – polskim lądzie, pieniędzy od lat podobno nie ma, a co więcej także od lat w Polsce, w praktyce akademickiej funkcjonują dostawy obowiązkowe [https://blogjw.wordpress.com/2016/08/19/obowiazkowe-dostawy-akademickie/], a ci którzy ich nie chcą realizować z systemu są wykluczani lub sami salwują się ucieczką także za granicę.

Planowana reforma akademicka nie przewiduje zniesienia dostaw obowiązkowych, choć każdy jako tako wyedukowany Polak wie, że dostawy obowiązkowe w rolnictwie to rolnictwo rujnowały, tak że nawet komuniści w końcu je znieśli. W systemie akademickim mimo zmian takie dostawy obowiązują w praktyce do dnia dzisiejszego.

Armator na wypadek epidemii ubóstwa gromadzi natomiast zastrzyki ze środków finansowych, z programu operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój.

Czy taką determinacją uspokoi niezdecydowanych do zaokrętowanie na NAWĘ ?

Do tej pory żadne zastrzyki tego armatora nie zapobiegły ubóstwu na uczelniach – nawet jak naukowcy pobierają podwójną, wielokrotną dawkę, nadal czują się ubodzy.

Czy mało innowacyjni nasi akademicy zdołają przez rok wynaleźć taką szczepionkę, aby wdrożone zastrzyki okazały się skuteczne dla powracających?

Rektor wzorcowej dla innych uczelni, w końcu lekarz podkreśla, że jedyną bolączką uniwersytetu jest brak pieniędzy .[https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/]

I co ? Znalazła się szczepionka na tę chorobę ?

Armator NAWY podkreśla, że ‚nie bez znaczenia jest też fakt, że Polska jest dzisiaj krajem dość bezpiecznym..” A zatem co bardziej bojaźliwi będą się mogli schronić na naszym terytorium o ile przemogą w sobie strach przed podróżą NAWĄ.

Armator ponadto uspakaja jeszcze nie zdecydowanych, że uczelnie mają tworzyć „ jasno oznaczone miejsca, w których osoba, która została pokrzywdzona lub czuje się zagrożona, mogła się zgłosić po pomoc.”:

SOS ma zatem funkcjonować i na stałym lądzie.

Czy można w to wierzyć skoro do tej pory nie oznaczono takich miejsc, w których osoba, która została pokrzywdzona w PRLu, czy w III RP i nadal czuje się zagrożona, mogła się zgłosić po pomoc ?!

A to właśnie spowodowało ucieczkę z polskiego systemu akademickiego, czy to za granicę, czy do innych refugiów, w których do tej pory ukrywają się ci, którzy mają obowiązki polskie ! [https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/]

Uchodźców akademickich ( nie ekonomicznych, lecz systemowych) nikt u nas nie chce przyjmować ! [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/29/pamula-gowin-mazgula-i-uj/]

Nie ma takiego programu dla nauki w Polsce, której mogliby pomóc. Program NAWA chyba takich nie obejmuje ?

Armator podkreśla, że ma już załogę, która ma ‚sporo do powiedzenia na temat tego, jak prowadzić konkursy, jak administrować programami. Ludzie pracujący nad NAWĄ już teraz właściwie z tych kompetencji korzystają – odbyło się już kilka spotkań, na których miała miejsce właśnie ta wymiana doświadczeń.”.

Gadać widać gadają, ale jakie skutki tego gadania ?

Przed chwilą ( rano, 13 lipca 2017 r.) dostałem list od ministra i ten biadoli, że nie ma kompetencji, więc jak tu uwierzyć, że jego załoga – ma ?

W tak zorganizowane powroty trudno jest uwierzyć, ale ci którzy mają obowiązki polskie może zdeterminowani dla ojczyzny ratowania sami się rzucą przez morze ?

Smutne refleksje nad polityką historyczną

Smutne refleksje nad polityką historyczną

Smutne refleksje nad polityką historyczną

Niemiecki podręcznik do historii przeznaczony na makulaturę

a „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” – nie !

Reduta Dobrego Imienia odniosła kolejny międzynarodowy sukces na froncie walki z zakłamywaniem naszej historii w innych krajach.

RDI informuje 14 czerwca 2017 r. : http://rdi.org.pl/

‚Niemiecki podręcznik do historii przeznaczony na makulaturę!’

Podręcznik „Geschichte und Geschehen Oberstufe Klasse 11” został wycofany z dystrybucji, a jego ostatnie egzemplarze zostaną oddane na makulaturę. Wszystko z powodu sformułowania „polski obóz”. Reduta Dobrego Imienia otrzymała odpowiedź od niemieckiego wydawnictwa Ernst Klet.

Szkoły w Bawarii, które używają podręcznika „Geschichte und Geschehen Oberstufe Klasse 11” otrzymały propozycję wymianę strony zawierającej sformułowanie „polski obóz”. Pozostałe podręczniki znajdujące się w dystrybucji zostaną wycofane ze sprzedaży i przeznaczone na makulaturę. W swojej korespondencji Tilo Knoche, prezes wydawnictwa Ernst Klet zapewnia także, że jest w stałym kontakcie z ministerstwem kultury Bawarii odnośnie procedury zatwierdzenia zmian w podręczniku.

W związku z zaistniałą sytuacją, za którą wydawcy przepraszają, przygotowana została także dodatkowa lekcja do pobrania dla szkół. Poddaje ona krytycznej refleksji mylne sformułowanie „polski obóz” i wzywa uczniów do aktywnego zmierzenia się z problematycznymi, historycznie i rzeczowo fałszywym pojęciami.

– Podjęliśmy interwencję po tym jak Polak, ojciec nastoletniego chłopca przygotowującego się do matury zaalarmował społeczeństwo na Twitterze. Wezwaliśmy wydawnictwo do natychmiastowego wstrzymania dystrybucji podręcznika, wprowadzenia korekty/erraty do aktualnego wydania podręcznika oraz złożenia wniosku u stosownych władz oświatowych kraju związkowego Bawarii o zatwierdzenie wprowadzonej zmiany oraz przeprowadzenie akcji wymiany podręcznika – mówi Urszula Wójcik, rzecznik prasowy Reduty Dobrego Imienia.

Wyjaśnień domagała się także ambasada polska, zapowiadając jednocześnie kontrolę wszystkich podręczników do historii w Niemczech. „

Niestety nie widać takich sukcesów z zakłamywaniem naszej historii w podręcznikach, książkach, mediach, w serwisach internetowych – szczególnie akademickich. Zresztą niemal nikt z tym nie walczy

Od lat podnoszę takie kwestie przede wszystkim wobec historii uprawianej na UJ – uczelni wzorcowej dla innych, gdzie zarówno historia najnowsza UJ w dziele „Dzieje UJ ‚ jak i w serwisie internetowym jest zakłamana, a ponadto metodologia badań historycznych bardzo szwankuje co np. widać w artykułach/książkach dotyczących czasów PRL, badań nad represjami w okresie PRL – m.in.

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORIIhttps://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/

Poradnik dla badających czasy PRL-u na odcinku akademickim – https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/

Historia UJ w ujęciu profesora Stanisława Waltosia -i refleksje w tej kwestii – https://blogjw.wordpress.com/2010/06/14/historia-uj-w-ujeciu-profesora-stanislawa-waltosia/

No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem. Kilkadziesiąt pytań w sprawie „Jagiellończyka” – https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

Kolejne pytania w sprawie ‚Jagiellończyka’, czyli zdumienie dlaczego ‚badacze’ uznający Lesława Maleszkę za pokrzywdzonego w PRL mogą uchodzić za wiarygodnych w III RP – https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/

Niestety żadna instancja [czy chociażby pojedynczy historyk] nie raczyła zareagować pozytywnie ( na ogól żadnej reakcji nie było) stąd zakłamywanie historii ma się nadal dobrze, nie tylko na UJ, ale i w instytucjach wzorujących się na najstarszej uczelni .

Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego” ( i nie tylko) nie oddano na makulaturę , nie opracowano erraty, nie zapowiedziano kontroli merytorycznej takich i podobnych książek, artykułów, serwisów internetowych, nie poddano krytycznej refleksji mylnych sformułowań. Czyli całkiem inaczej niż niemieckie instancje wobec niemieckich podręczników, w których choć jedno sformułowanie było fałszywe.

Po otrzymaniu informacji o sukcesie RDI zareagowałem refleksją krytyczną rozpowszechnioną e-mailowo wśród znajomych i instancji/instytucji, które jak sądziłem winny być zainteresowane działaniami na rzecz zaprzestania zakłamywania historii Polski:

Napisałem 19 czerwca 2017 r. :
„ A kiedy na makulaturę zostaną przeznaczone Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, w których jest więcej niż jedno niewłaściwe sformułowanie [DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/, List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ –https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ 

i inne linki tam cytowane] ? Do tej pory ani z UJ, ani z ministerstwa odpowiedzi nie było !

Czemu nasi polityczni historycy tolerują takie książki szkodliwe społecznie ?

Józef Wieczorek”

Na te refleksje zareagował jedynie IPN ale w sposób zdumiewający:
IPN odp

na co zareagowałem uznając, że walka z zakłamywaniem historii należy do moich właściwości, do moich obowiązków służbowych – obywatela bez etatu, ale na służbie Polsce:

Dzień Dobry,

Dziękuję za reakcję ( pismo z dnia 26 czerwca 2017 r.) na moje refleksje dotyczące nieszczęsnych „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego”, która niestety mnie zasmuciła.
Ja nie postulowałem wycofania tej książki ze sprzedaży [wiadomo mi, że od dawna nakład jest wyczerpany !] tylko o wycofanie z obiegu edukacyjnego, gdyż mimo zafałszowania najnowszej historii książka nadal w takim obiegu się znajduje i stanowi lekturę obowiązkową w konkursach wiedzy o UJ
ttp://www.konkurs.uj.edu.pl/wykaz-lektur], których zwycięzcy otrzymują indeks UJ na dowolne studia.

I tak jest od lat mimo moich licznych tekstów przesyłanych zarówno do władz UJ, jak i MNiSW czy PAU [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/;https://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci;https://blogjw.wordpress.com/2017/05/26/wystapienie-do-ministra-jaroslawa-gowina/] co wskazuje, że brak jest zainteresowania edukacją najnowszej historii Polski i uczelni fałszowaną w wielu książkach, nie tylko w podręcznikach dla gimnazjów i liceów, ale także w książkach i serwisach akademickich,w tym w „Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego”.

Reagujemy na fałszowanie historii w książkach, w mediach zachodnich (jak w moim kilku zdaniowym piśmie zaznaczyłem), ale fałszowanie historii w polskich książkach szczególnie akademickich pozostaje bez reakcji. [https://blogjw.wordpress.com/2009/05/10/falszywa-historia-historykow-francuskich-i-niemieckich/].

A co będzie jak ci zagraniczni fałszerze zamiast fałszować historię ‚po swojemu’ zaczną cytować polskie książki, serwisy internetowe ?
Będą protesty, że je cytują choć są fałszywe ? ale nie podnosząc, że tymi fałszami nikt w Polsce się nie przejmował !?
Chyba taka polityka historyczna wymaga jakiegoś uporządkowania.

Chciałbym zwrócić uwagę, że w „Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego” [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/] nie ma nawet takich wyrażeń – jak „komunizm” czy „stan wojenny” . I co ? Reakcja na taki stan rzeczy jest poza właściwością IPN ? – bo IPN jak mnie pouczono w piśmie ( o czym wiem doskonale, bo od samego początku z IPN współpracuję, działam na rzecz obrony IPN np.https://lustronauki.wordpress.com/2010/05/02/oswiadczenie-w-sprawie-nowelizacji-ustawy-o-instytucie-pamieci-narodowej , lustracji itp.- w razie potrzeby mogę przygotować wykaz moich obywatelskich działań wspierających i popularyzujących IPN ) m. in. ściga zbrodnie komunistyczne i działa w zakresie edukacji publicznej.

Przecież to jest książka służąca do edukacji publicznej i to na akademickim poziomie z tym, że fałszywej ! Gdyby historia w niej opisana była prawdziwa to chyba IPN nie miałby racji bytu (!), bo skoro nie było komunizmu, to i ścigania zbrodni komunistycznych nie miałby w zakresie (!), nie byłoby podziemia antykomunistycznego, nie byłoby potrzeby upamiętniania i odznaczania kombatantów antykomunistycznych , także z okresu wojny jaruzelsko-polskiej , bo w tych dziejach UJ okres od 1956 do 1989 r. to rzekomo okres „stopniowej liberalizacji systemu” ( np. w postaci wprowadzenia stanu wojennego ! całkowicie pominiętego w tej „historii”).

Podkreślę, że Redaktor naukowy tego dzieła to: prof. dr hab. Jerzy Wyrozumski – ten sam, który był autorem tekstu POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ dotyczącego wyników prac komisji senackiej, ‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u’, który stanowi zakłamanie historii co podjąłem w tekście POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/].

[2005-11-26 P.S. Redakcja Alma Mater do tej pory nie wyraziła zainteresowania opublikowaniem tego tekstu ( brak czasu!), natomiast redakcja Biuletynu IPN uznała przesłanie jej tego tekstu za nieporozumienie. Ja za nieporozumienie, a nawet za skandal uważam opublikowanie w ‚Alma Mater’ w 2005 r. tekstu Jerzego Wyrozumskiego ‚POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ ]

„Dzieło” – Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego wychwalane było przez rektora UJ Franciszka Ziejkę, notowanego jako K.O. „ Zebu” [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/
] „ ..lektura tej książki z całą pewnością przyniesie radość tym wszystkim Czytelnikom, którzy spragnieni są wiedzy o przeszłości i dniu dzisiejszym Matki Żywicielki szkolnictwa wyższego w Polsce.”

Widać, że politykę historyczną na UJ ( i nie tylko) kształtują w niemałym stopniu wybitni anty-lustratorzy i tajni współpracownicy a IPN ( i nie tylko) na to nie reaguje.

Zasmucony taką reakcją IPN musiałbym napisać sporą książeczkę na ten temat w szerszym kontekście, ale przynajmniej zwrócę uwagę na moje teksty zebrane w 3 tomikach Archiwum lustracyjne Tom A, Archiwum lustracyjne Tom B, Archiwum lustracyjne Tom C dostępne w pdf z mojej strony https://blogjw.wordpress.com/ dotyczące spraw pozostających jednak w zakresie działań IPN, tym bardziej, że dotyczą także książek wydawanych przez IPN a zawierających poważne niedociągnięcia metodologiczne (np. ”Jagiellończyk”).[np. https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/].


Negatywne skutki książek zakłamujących najnowszą historię Polski dotykają także polityków i to od nauki [
https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/ więc najwyższy czas aby je wziąć pod lupę .

Z poważaniem

Józef Wieczorek”

I smutek do tej pory mnie nie opuścił. Może ktoś jeszcze zareaguje na taki stan rzeczy. O polityce historycznej wiele się mówi, zajmujących się polityką historyczną jest wielu, więc i reakcji na zakłamywanie historii i to w polskiej przestrzeni publicznej i edukacyjnej winno być wiele.

Przemilczenie i przyzwolenie na zakłamywanie historii, szczególnie na poziomie akademickim, nie prowadzi do budowy należytych fundamentów Wolnej Polski.

Warto wziąć pod uwagę wypowiedź Zbigniewa Herberta: Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą.

W pierwszej kolejności winniśmy walczyć z bredniami rozpowszechnianymi przez wielkie akademickie nazwiska.

Fotografujesz – stanowisz zagrożenie dla siebie i dla innych

fot.jpg

Fotografujesz – stanowisz zagrożenie dla siebie i dla innych

Dziś niemal wszyscy fotografują, nie tylko na wakacjach. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę, że fotografowanie to czynność niebezpieczna, stanowiąca zagrożenie nie tylko dla fotografującego, ale także dla innych.

Nie wierzycie ?

To zapoznajcie się z procesem fotografa z Nowego Sącza [http://www.dziennikpolski24.pl/region/a/nagana-za-zdjecia-z-rozbiorki-pomnika-czerwonoarmistow,10355126/ ], który wszedł na kupę kamieni i fotografował rozbiórkę pomnika chwały Armii Czerwonej. Te pomniki, jako relikt okresu komunistycznego, jako stemple sowieckiej okupacji, winny zniknąć z przestrzeni publicznej, więc ich znikanie to ciekawy motyw dla fotografów dokumentujących naszą rzeczywistość.

Ale jak się okazuje, w wolnym podobno kraju, fotografować tego co dla potomnych może stanowić dokument wybijania się Polski na niepodległość – NIELZJA!

Sąd Rejonowy w Nowym Sączu zasądził dla fotografa karę grzywny, najpierw 500 zl, a następnie karę zredukował do nagany, ale koszta procesu scedował jednak na fotografa. Sąd argumentował, że fotograf stanowił zagrożenie i dla siebie i dla otoczenia !

Widać fotografowanie może być kosztowne, choć wielu tak sobie po prostu pstryka i pstryka, nie bacząc na koszta, którymi mogą być obłożeni i to w trosce o ich i ich otoczenia bezpieczeństwo !

Faktem jest, że i ja mogłem stanąć przed tym sądem, bo w działaniach na rzecz likwidacji tego pomnika brałem udział, i działania dokumentowałem. [ np. https://wkrakowie2014cd.wordpress.com/2014/11/09/manifestacja-patriotyczna-w-nowym-saczu-przeciwko-pomnikom-armii-czerwonej/]

Udokumentowanie likwidacji takiego pomnika to była gratka dla fotoreportera.

Rzecz w tym, ze nie znalem dnia, ani godziny tej rozbiórki, więc do Nowego Sącza się nie wybrałem. Ani chybi na kupę kamieni też bym wszedł,  bo mam taki zawodowy, geologiczny nawyk – całe lata wchodziłem na kupy kamieni, nie tylko z aparatem, ale i z młotkiem, aby jak najlepiej udokumentować otoczenie dla poznania historii naszej ziemi niezbędne. Nawet mi do głowy nie przychodziło, że stanowię tym samym dla siebie i innych zagrożenie,  więc i na kupę nowosądeckich kamieni też bym z pewnością wszedł, a potem siedział na ławie oskarżonych oskarżony w trosce o moje bezpieczeństwo.

Trzeba mieć na uwadze, że w czasach dobrej zmiany sądy i stróże porządku publicznego na dobre się jeszcze nie zmieniły i nadal bronią przed wzmożeniem patriotycznym wszelkich pozostałości po czasach komunizmu.

Widocznie uważają, że skoro komunizm był, skoro była sowiecka okupacja, to dokumenty tego winny nadal się znajdować w przestrzeni publicznej a dokumentowanie ich znikania winno być zakazane, bo mogą widocznie zaszkodzić dobrosąsiedzkim stosunkom z naszymi okupantami, czy też z przewodnią siłą narodu, która ani myśli zrezygnować z przewodzenia i przez spolegliwe społeczeństwo do tej pory od przewodzenia nie została skutecznie odsunięta ( no może na niektórych frontach, ale na froncie sądowym, także i akademickim formującym zastępy nowych sędziów i także stróżów porządku publicznego – nie). Mimo zmian, w niektórych sferach pozostało tak jak było i nie wiadomo czy będzie inaczej.

Póki co miły bracie zanim sobie pstrykniesz to i owo, zanim wejdziesz na kupę kamieni, murek czy ławkę, aby lepiej wykadrować, pomyśl, że tym aktem sprowadzasz na siebie i innych zagrożenie, możesz godzić w poprawność polityczną albo korporacyjną, i możesz się znaleźć na ławie oskarżonych!

Prof. Chodakiewicz na doradcę ministra nauki !

MCh.jpg

[zdj. – Józef Wieczorek]

Prof. Chodakiewicz na doradcę ministra nauki !

Jesteśmy pod wrażeniem przemówienia Prezydenta Trumpa pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Warto było tam być, aby poczuć się dumnym Polakiem, wśród tłumów gorąco reagujących na słowa prezydenta USA wypowiadane ‚ z głowy’, choć przygotowane rzecz jasna wcześniej. Wykazał się znajomością historii Polski i nie miał wpadek, które się nie tylko prezydentom zdarzają.

Nie jest już tajemnicą, że historyczną część przemówienia przynajmniej była konsultowana z prof. Markiem Chodakiewiczem, rodowitym warszawiakiem z Żoliborza, który w stanie wojennym w 82 r. wyemigrował do USA i tam zrobił już sporą karierę akademicką. [http://niedziela.pl/artykul/98431/nd/Chlopak-z-Zoliborza]

Jest historykiem, wykładał na kilku uczelniach amerykańskich, jest profesorem w The Institute of World Politics [http://www.iwp.edu/faculty/facultyID.32/profile.asp ] i jest czynny także w przestrzeni publicznej w Polsce jako autor książek [https://wkrakowie2012.wordpress.com/2012/06/23/marek-chodakiewicz-w-krakowie-czyli-miedzy-wisla-a-potomakiem/ ], publicysta Najwyższego Czasu, Glaukopisu, Tygodnika Solidarność itd.

Podpisywał też niektóre akcje założonego i kierowanego przeze mnie Niezależnego Forum Akademickiego https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/ na rzecz głębokich reform nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce.

Zajmuje się historią Żydów w Polsce, jakże inaczej od emigranta po-marcowego J. T. Grossa [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/chodakiewicz-kontra-gross/ ], stąd uważany jest przez gremia lewicowe za prawicowego antysemitę, co zostało podniesione przez amerykański Newsweek [http://wolnosc24.pl/2017/07/07/amerykanski-newsweek-ujawnil-ze-profesor-chodakiewicz-konsultowal-przemowienie-trumpa-zobacz-o-jakie-urojone-antysemickie-zbrodnie-jest-oskarzany-profesor/ ] po przemówieniu prezydenta Trumpa.

Chodakiewicz jest jednym z naukowców polskiej diaspory akademickiej rozsianej po zagranicznych uczelniach i instytutach badawczych a liczącej dziesiątki tysięcy mózgów, których nam bardzo brakuje w Polsce.

Niestety w III RP nie było woli aby otworzyć się na Polonię akademicką, tworzoną przez dynamicznych Polaków, którzy przenieśli się do krajów bardziej przyjaznych dla godnego życia i wolności badań naukowych. Co więcej drenaż polskich mózgów się nasilał w III RP, a bariery dla Polaków chcących powracać do Polski nadal rosły https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-zbigniewa-ben-zylicza/ ; Petycja[ Niezależnego Forum Akademickiego do Sejmu i Rządu RP w sprawie dyskryminacji obywateli polskich przy rekrutacji pracowników naukowychhttps://www.nfa.pl/articles.php?id=471&PHPSESSID=86eb0eb54e1afe3df5b80ff6f07e6e05 ,Potrzebna pomoc Polonii akademickiej! – http://www.poland.us/popup.php?cG9wdXBfZHJ1a3VqX2FydHlrdWwucGhwP2lkPTI0OTY=]) i chyba nadal nie ma woli aby zostały zniesione, mimo prowadzonej kolejnej reformy systemu akademickiego.

W pracach nad reformą [http://www.nauka.gov.pl/ustawa20/] nie utworzono ani jednego zespołu złożonego z Polaków pracujących naukowo za granicami kraju, aby na podstawie swoich doświadczeń opracowali założenia takiego systemu, który byłby bardziej efektywny i który by dawał realne szanse na powrót Polaków z zagranicy, a przynajmniej na ściślejszą współpracę z ośrodkami akademickimi w Polsce.

Takie propozycje przesyłałem do ministra nauki i do kancelarii prezydenta – ale bez skutku. [Sprawa otwarcia systemu akademickiego na Polonię akademicką sprawą dla biura do spraw Polonii i Polaków za granicą. https://blogjw.wordpress.com/2015/08/07/sprawa-otwarcia-systemu-akademickiego-na-polonie-akademicka/; O udział Polonii Akademickiej w naprawie polskiego systemu akademickiegohttps://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/

Reformę systemu akademickiego opracowują jedynie zespoły krajowe.

Minister nauki zapowiada jeszcze przed Narodowym Kongresem Nauki, że co jak co, ale polskie stopnie tytuły naukowe nadal zostaną utrzymane, choć te kiepskie wyznaczniki poziomu naukowego przez lata nie tylko PRLu, ale i w III RP, kompatybilne były z systemami krajów komunistycznych i post-komunistycznych [stąd słynne zjawisko turystyki habilitacyjnej] a nie zachodnich,  nie znających habilitacji, ani profesur prezydenckich, a lepiej radzących sobie z efektywnością naukową.[https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/prof-dr-hab-dozywotni/]

Brak takiej pro-zachodniej kompatybilności to jedna z najważniejszych barier dla naukowców z Polonii akademickiej, którzy by chcieli pracować dla Polski.

Minister nauki co prawda zapowiada otwarcie na naukowców zagranicznych, ale nie wiadomo jak sobie w praktyce wyobraża ich pozytywny wpływ na poziom nauki w Polsce, skoro niehabilitowani naukowcy (często profesorowie na zachodnich uczelniach) zgodnie obecnymi propozycjami ministra nie będą mogli promować doktorów. [http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1056256,gowin-szkolnictwo-wyzsze-wideo-uniwersytety.html]

Tym samym np. Prof. Chodakiewicz w tym systemie promować doktorów by nie mógł, a w systemie amerykańskim nie tylko jest profesorem, ale i wspiera amerykańskich prezydentów – dawniej prezydenta Busha, obecnie prezydenta Trumpa.

Szkoda, że nie jest do tej pory doradcą polskiego ministra nauki. A byłby w takiej roili bardzo przydatny.

Prof. Chodakiewicz ma dużą znajomość historii i formowania polskich elit [Prof. Chodakiewicz: Czy polskie elity wyginęły? https://www.youtube.com/watch?v=sO03n-C-EUE , Prof. M. Chodakiewicz, L. Żebrowski i T. Płużański – Dlaczego w Polsce nie rozliczono komunizmu? https://www.youtube.com/watch?v=h8gXzphl6fI i jest zorientowany, że” Nawet na wydziale geologii promowano prymusów selekcji negatywnej   ” https://lustronauki.wordpress.com/2013/06/23/nawet-na-wydziale-geologii-promowano-prymusow-selekcji-negatywnej/ co jako absolwent tego wydziału w pełni mogę potwierdzić.

Natomiast minister nauki kiepski stan polskich elit wiąże co prawda z czystkami na uczelniach, ale te miały się rzekomo skończyć w 1968 r. i chyba tylko ja w kraju (ale jako dysydent akademicki) podnoszę niestosowność takich interpretacji [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/] i małą przydatność dla Polski takich elit, wyczyszczonych w r. 1968, jak Bauman czy Gross, gdy etatowi akademicy- beneficjenci negatywnej selekcji kadr i czystek wojny jaruzelsko -polskiej po prostu niestosownie milczą.[https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/].

Nie ma wątpliwości, że Prof. Chodakiewicz, jak i jego koledzy z Polonii akademickiej mogliby się bardzo przydać w reformowaniu systemu akademickiego w Polsce, ale co zrobić aby krajowe środowisko akademickie tego chciało ?

Dlaczego „Solidarność” nie poszła ich śladami ?

ślady

[ z Google]

Dlaczego „Solidarność” nie poszła ich śladami ?

Żyjemy w kraju do pewnego stopnia wolnym, ale nie solidarnym, mimo że formowanym w znacznej mierze przez „Solidarność”. Niestety niemała część elit Solidarności bardziej jest solidarna z komunistami, niż z członkami ruchu Solidarność, także tzw. legendy Solidarności, i dobrze na tym materialnie wyszli, choć twarz stracili.

Komuniści przez długie już lata III RP bynajmniej nie stracili wiele na znaczeniu, a wielu członków Solidarności straciło wiele, nie tylko na znaczeniu, ale i na poziomie życia. Wielu ledwie wiąże koniec z końcem – a Solidarności brak !

Lech Wałęsa, niewątpliwy beneficjent ruchu Solidarność,  zrobił karierę polityczną i także majątkową i naśmiewał się z innych, że są nieudacznikami i niczego się na Solidarności się nie dorobili, gdy on – tak ! Jest symbolem nie tylko zdrady ruchu Solidarnościowego, ale i symbolem tych, którzy nie potrafili i nie potrafią się zachować jak trzeba.

Nie jest jednak wyjątkiem, bo przykładów choć mniej drastycznych jest wiele.

Jedni z Solidarności wyjeżdżał tirami, inni w podartych gaciach, a czasem ledwie uchodzili z życiem. Pisze się zasadnie o skandalicznych dysproporcjach między emeryturami esbeków a kombatantów, ale tzw. „nasi” też czasem mają emerytury spore, a i poza tym wiele płatnych funkcji i etatów (setki tysięcy rocznie), ale zachować się jak trzeba – nie potrafią, to im się nie opłaca. Los tych z Solidarności , którzy są na goło, bez etatów, nawet jak pracują i to wiele, (bo u nas praca a zarobki to są zupełnie różne rzeczy, jakoś do siebie nie przystające) jest dla nich najwyżej obojętny .

Żyjemy w okresie post-komunistycznym, ale także w okresie post-solidarności, która została utracona w okresie post-historii, kiedy najnowszej historii niemal nikt nie chce znać i w okresie post-prawdy, która jest wyjątkowo znienawidzona.

Z  systemu komunistycznego tak naprawdę do tej pory to nie wyszliśmy i człowiek czasem się zastanawia – czy wielu z legendarnych działaczy Solidarności walczyło tak naprawdę o Polskę, czy głównie o polepszenie swojego bytu, który w siermiężnym PRL był marny. Obecne podziały mają chyba swe korzenie w tamtych latach i wiele tych podziałów można było już wtedy zauważyć i przełożyć na losy późniejsze.

Nie bez przyczyny młode pokolenie Polaków szuka swoich wzorców nie wśród elit Solidarnościowych, lecz wśród Żołnierzy Wyklętych, którzy w walce z komunistami byli niezłomni i potrafili się zachować jak trzeba.

Z Żołnierzy Wyklętych, tych którzy przeżyli okres eksterminacji, chyba nikt wielkiej kariery politycznej, a tym bardziej majątkowej w PRLu nie zrobił, ale dla odzyskania niepodległości i przekazania etosu wolnego Polaka wielu zrobiło wiele. Nadzieja w młodym pokoleniu, że z tych wzorców będzie korzystać.

Warto sięgnąć jednak i do dawniejszych przykładów Polaków walczących o uwolnienie Polski spod władzy zaborczej, którzy mimo klęsk powstańczych zrobili kariery zawodowe i dla Polaków – mniej może zaradnych, zrobili wiele, dzieląc się swoimi sukcesami. Przede wszystkim na względzie mieli wspólne dobro Polski i Polaków.

Przykładów jest wiele, ale podniosę tylko dwóch walczących o niepodległą Polskę, którzy po sukcesie zawodowym nie sprawili zawodu rodakom i byli z nimi solidarni starając się poprawić ich los.

Ignacy Łukasiewicz działacz niepodległościowy okresu powstania krakowskiego i także styczniowego, ale i innowacyjny wynalazca lampy naftowej i pionier przemysłu naftowego w Europie, który budował też szkoły i zakładał pierwsze w Europie instytucje ubezpieczeniowe.

Stanisław Brzozowski [ http://ignacylukasiewicz.pl/od-nafciarza-do-spolecznika/ ]przytacza słowa dobrze oddające jego filozofię działania: „to wielka sztuka być bogatym, a również i wielka odpowiedzialność”. „To ciężki obowiązek być bogatym i trudna sztuka, sto razy lepiej biedować mądrze, niż użyć grosza po głupiemu”

Szkoda że wśród działaczy Solidarności tak wielu korzysta z grosza po głupiemu, nie biorąc przykładu z Łukasiewicza, wielkiego patrioty, ale solidarnego z uciemiężonym społeczeństwem.

Erazm Jerzmanowski powstaniec styczniowy z oddziału Langiewicza, zmuszony do emigracji stał się „człowiekiem, który oświetlił Amerykę” robiąc fortunę na swoich innowacyjnych wynalazkach w dziedzinie gazownictwa wdrażanych w życie Ameryki.

Wspierał Polonię amerykańską, finansował działalność naukową, kulturalną i oświatową wśród emigracji a po powrocie do kraju ojczystego ją kontynuował. „Wyznawał zasadę nieudzielania bezpośredniej pomocy finansowej potrzebującym osobom, ale pomagał im w znalezieniu pracy, hojnie wspierał poszerzanie przez nie swoich umiejętności zawodowych.” [http://nowahistoria.interia.pl/drogi-do-wolnosci/news-erazm-jerzmanowski-polski-nobel-ktory-oswietlil-ameryke,nId,1359783#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome]

Jakoś trudno jest znaleźć wyznawców tej zasady w III RP wśród ‚Solidarnościowych’ beneficjentów tzw. transformacji ustrojowej, bardziej wiernych mamonie niż ideałom Solidarności.

Wzory prawdziwego patriotyzmu, prawdziwej solidarności są – naśladowców brak.

Pieniądze też były i to nasze, albo dla nas!

Do tej pory nie wiadomo co się stało z pomocą amerykańską (i nie tylko) dla polskiej Solidarności [Paweł Zyzak – Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce ? https://www.youtube.com/watch?v=VhOWJeENLk8&t=2s ], co się stało i z krajowymi składkami, także w czasie wojny jaruzelsko -polskiej.

Wydalani z pracy działacze Solidarności nieraz nie mieli żadnych dochodów i pies z kulawą nogą im nie przychodził z pomocą, bo Solidarność nieraz była solidarna z komuchami a nie z członkami Solidarności i do tej pory tak też nadal bywa.

Tych niechlubnych historii nikt nie chce poznać, i nie chce wdrożyć solidarności w życie naszego społeczeństwa, choć nie byłaby to żadna innowacja, bo innowatorów prawdziwej solidarności i prawdziwego patriotyzmu mieliśmy wielu, często obecnie zapomnianych.

Dlaczego ten piękny ruch Solidarności nie poszedł śladami solidarnych polskich patriotów ?

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego. Tom 10

T 10

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 10 ( pobierz – w pdf)

Kiedy poznamy straty wojenne wojny jaruzelsko – polskiej ?

na wojnie japońskiej.PNG

[tak było na wojnie rosyjsko-japońskiej – http://panoptykon-appendix.blogspot.com/2014/12/wojna-rosyjsko-japonska-opieka-nad.html]

http://www.formacjasgo.pl/portfolio-view/tccc-podstawowe-pojecia-i-procedury/  

Kiedy poznamy straty wojenne wojny jaruzelsko – polskiej ?

Wojna Jaruzelskiego z narodem polskim [http://lubimyczytac.pl/ksiazka/24471/wojna-polsko-jaruzelska ]jest faktem udokumentowanym m. in. dekretem o wprowadzeniu stanu wojennego i trwała nawet po formalnym zniesieniu stanu wojennego, kiedy zaostrzano prawo, które zastępowało w życiu opozycyjnych Polaków czołgi i transportery opancerzone.

Co prawda nie wszyscy historycy – beneficjenci tej wojny – są w stanie zidentyfikować ten stan, a może uznają go za nic nie znaczące wydarzenie, aby cokolwiek o nim pisać w historii (patrz słynne dzieło historyków jagiellońskich – Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego –https://blogjw.wordpress.com/tag/dzieje-uniwersytetu-jagiellonskiego/), ale jednak wojna taka była i jej konsekwencje trwają do dziś, a nawet wielu kombatantów tej wojny jest odznaczanych za swe działania. Były też ofiary śmiertelne tej wojny wyliczane kiedyś przed willą Jaruzelskiego w noc z 12/13 grudnia i nie tylko tam. [https://blogjw.wordpress.com/2010/12/13/noc-13-grudnia-2010-r-pod-willa-jaruzelskiego-w-warszawie/]

Prawo wprowadzone w tamtym okresie obowiązuje nieraz do dnia dzisiejszego, czasem z modyfikacjami, ale nie do końca ( słynne prawo prasowe z r. 1984 –http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19840050024 – gdzie w jednym paragrafie jest mowa o zgodności z Konstytucją PRL, a w drugim o zgodności Konstytucją RP i Trybunałowi Konstytucyjnemu to nie przeszkadza ?!) czy prawo z r. 1983 stojące ponad Konstytucją III RP ! [http://www.nfa.pl/articles.php?id=37] (brak dostępu do postępowań dyscyplinarnych podczas tej wojny-https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/), czyli rzec można – front akademicki do tej pory nie został przełamany, mimo formalnego zakończenia wojny rozejmem (?) między stroną komunistyczną i wytypowaną przez nią stroną solidarnościową (czyli z solidarnymi wobec członków komunistycznej władzy, a nie z członkami „Solidarności”).

Czy w historii wojen miał miejsce podobny przypadek ?

Wszechstronnego opracowania strat poniesionych przez Polskę i Polaków w tej wojnie do tej pory nie ma, a z pewnością nie ma detalicznego opracowania takich strat poniesionych przez polskie elity w ramach czystek prowadzonych w strukturach akademickich, szczególnie na uczelniach.

Nie ma inwentaryzacji strat poniesionych w wyniku represji/restrykcji/niszczenia substancji akademickiej chroniącej się w refugiach poza uczelnianych, czy metodą stepping stone przemieszczającą się poza granice kraju ogarniętego wojną wyniszczającą potencjał intelektualny Polski.

Szacuje się, że w latach 80. Polskę opuściło łącznie około miliona ludzi, w dużej części młodych i wykształconych, Więc ‚akademików’ ówczesnych lub przyszłych mogło wśród nich być co najmniej wiele tysięcy ( wtedy w Polsce studiowało kilka % populacji, a ten procent wśród opuszczających Polskę był niewątpliwie większy, wśród moich magistrantów – ok. 20 %) .

W setkach tysięcy można natomiast liczyć tych, którzy w wyniku masowych czystek stracili pracę, zostali zdegradowani lub pozbawieni szansy na awans tylko dlatego, że należeli do „Solidarności”.http://wpolityce.pl/polityka/123624-krotki-bilans-stanu-wojennego-szacuje-sie-ze-w-latach-80-polske-opuscilo-lacznie-okolo-miliona-mlodych-ludzi

Podczas politycznej weryfikacji kadr akademickich po wprowadzeniu stanu wojennego czystka objęła 11 procent nauczycieli akademickich [(Wielka czystkaRzeczpospolita, 13.12.01,ŁUKASZ KAMIŃSKI ANDRZEJ KRAJEWSKI- https://lustronauki.wordpress.com/2008/11/03/wielka-czystka-na-uczelniach/]

Blisko 1500 osób zwolniono z pracy, pozostałym przedłużano umowy warunkowo na czas określony lub, w większości przypadków, przesuwano ze stanowisk naukowo-dydaktycznych na pomocnicze. Jak z rozbrajającą szczerością przyznawano w oficjalnym sprawozdaniu po zakończeniu akcji, służyło to „rozwiązaniu [stosunku pracy] bez konieczności przestrzegania ustawowych okresów zatrudnienia”.

Na podstawie odrębnych decyzji ministerstwa tylko do połowy lipca 1982 roku odwołano 24 rektorów, 51 prorektorów, 22 dziekanów i 30 prodziekanów. Jak zapowiadano w wewnętrznym sprawozdaniu PZPR, „liczby te ulegną zwiększeniu”. W sierpniu i wrześniu dokonano dalszych kilkunastu zmian.”

Ale im bliżej czasów współczesnych tym z poznaniem historii tej wojny gorzej, bo jakoś ta jest bardzo niewygodna dla beneficjentów tej wojny.

O politycznej weryfikacji kadr akademickich roku 1986/87, a więc przed nastaniem tzw. transformacji, wiemy znacznie mniej, mimo że oczyszczano wówczas pole przed transformacją, albo można rzec – rozkładano dywany pod nogi budowniczych III RP.

Podobnie jak w r. 1982 typowano naukowców „negatywnie oddziaływających wychowawczo na studentów” co jasno nawiązywało do czystek na uczelniach prowadzonych w okresie instalacji systemu komunistycznego. System się miał ku końcowi, ale metody oczyszczania systemu wypracowane na początku pozostały do końca.

Dla przykładu – sam rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza – Jacek Fisiak [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/jacek-fisiak-profesor-anglistyki-i-ciemnej-strony-mocy/] ma na sumieniu ponad 80 pracowników naukowych, a po dokonaniu czystki został ministrem edukacji narodowej, więc to czyszczenie widocznie zostało docenione.

Biuletyn Wojenny” – podziemny miesięcznik „S” wyższych uczelni Poznania: „(…) czystka objęła członków S, partyjnych apostatów, którzy po stanie wojennym oddali legitymacje oraz wrogów osobistych (Fisiaka – red.), ale również pewną ilość ludzi neutralnych. Obecność tych ostatnich miała dowieść, iż czystka ma charakter merytoryczny. Argumentem przeciw jest jednak fakt zupełnie przypadkowego doboru ofiar czystki z grupy neutralnej”.

O tej czystce na Uniwersytecie Wrocławskim tak pisze prof. Zlat [https://lustronauki.wordpress.com/tag/mieczyslaw-zlat/ ] „Na następny rok zaplanowano tak zwaną akcję weryfikacyjną kadry akademickiej, pod pozorem oceny dorobku naukowego i aktywności na tym polu. Powstały nawet specjalne komitety, naszpikowane partyjnymi gorliwcami, których głównym celem w gruncie rzeczy była ocena tak zwanej postawy obywatelskiej.

Służyło to zamaskowaniu działań wymierzonych przeciw konkretnym osobom.”

Takie czystki były też na innych uczelniach, ale podobno nie było na UJ , gdzie podobno nie usunięto nikogo, bo chyba SB, wraz z rzeszą TW tak skutecznie ochroniła swój obiekt – UJ , że nikomu włos z głowy nie spadł !? [m.in. https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ i tam cytowane w komentarzach]

Tak wynika z prac historyków, którzy opracowali innowacyjną metodologię wdrożoną do badań PRL polegającą na przeprowadzaniu badań nad represjami, ale tylko wśród beneficjentów PRL, którzy rzecz jasna jak to beneficjenci represjonowani nie byli, lecz co najmniej akceptowani, a czasem wyróżniani. [ https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ ] Ta spektakularna metodologia przyniosła zamierzony sukces psychologiczny i socjologiczny, a także historyczny, a UJ nadal jest uważany za kuźnię kadr historycznych wzorcową dla innych.

Prorektor Koj, który na UJ nadzorował weryfikacje pod auspicjami PZPR i SB, po czystce został rektorem i to nawet 3-krotnie, mimo że całkiem stracił pamięć [ https://lustronauki.wordpress.com/2009/09/30/aleksander-koj/] a uczelnia straciła (?) wszelkie dane o czystkach i jej ofiarach?! [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/. Zatem czystka została przeprowadzona w sposób wzorcowy, co nie na wszystkich uczelniach się udało.

Rzecz jasna na UJ tajni i jawni współpracownicy systemu komunistycznego przeszli czystki i transformacje bezstratnie i mogą tam „pozytywnie” wpływać na młodzież akademicką, natomiast ci, którzy ani tajnymi, ani jawnymi współpracownikami być nie chcieli, negatywnie wpływając na młodzież akademicką, wstępu na tą, jak i inne uczelnie – nie mają, ale rzecz jasna przez nadwornych historyków nie są oni identyfikowani wśród usuniętych z UJ bo takich podobno nie było – choć byli ( i nadal są !).

Żaden z historyków, nawet największego kalibru, nie odważył się poznać najnowszej historii UJ, ani zakwestionować bredników historycznych wydawanych przez swoich kolegów po fachu !

Taki to kaliber akademicki pozostał po czystkach z okresu wojny jaruzelsko-polskiej i do tej pory nie został wycofany z uzbrojenia akademickiego.

Z poznania strat wojny jaruzelsko-polskiej na froncie akademickim jakby zrezygnowali również kombatanci tej wojny. Co najwyżej protestują przeciwko fałszowaniu historii na szczeblach niższych, ale nie zważają na jej fałszowanie na szczeblach dowodzenia i formowania nowych zastępów historyków ( tych co piszą fałszywe podręczniki i wdrażają fałszywą historie do głów na szczeblach niższych) . Skutek takiej strategii łatwy jest do przewidzenia.

Badania IPN w tej materii jakby zamarły, jakkolwiek nigdy nie były intensywne i czasem obarczone grzechami, może dlatego że zbytnie dociekanie prawdy groziło wydaleniem z IPN – np. przypadek Pawła Warota.

Ja co prawda prowadzę od lat serwis Lustracja i weryfikacja naukowców PRL –https://lustronauki.wordpress.com/ nawet dość popularny ( setki wizyt dziennie, nawet jak tygodniami nie dodaje nowych postów), ale na ogół pomijany milczeniem przez etatowych badaczy. Bohaterowie tego lustra grozili mi losem P. Warota, ale mnie wydalić już nie ma z czego. Można jedynie czyścić pamięć, zacierać wszelkie ślady i nikt nie zaprotestuje. Wszyscy są za poznaniem i nauczaniem historii, ale tylko takiej wygodnej dla nich !

Mimo apeli o poznanie strat akademickich wojny polsko-jaruzelskiej nie zanosi się aby kiedykolwiek zostały poznane. https://blogjw.wordpress.com/2017/05/26/wystapienie-do-ministra-jaroslawa-gowina/

Nawet minister nauki, który zauważył zasadnie, że Polska cierpi na brak elit, nie zauważył tej czystki, odnosząc lukę elitarną/intelektualną do wcześniejszych czystek, z których ostatnia rzekomo miała mieć miejsce w r. 1968 !? [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/].

Tym niemniej, mimo braku podstaw do optymizmu, ponawiam pytanie –kiedy poznamy straty wojenne wojny jaruzelsko – polskiej ?

Może jednak znajdzie się ktoś na poziomie, kto na to pytanie odpowie i podejmie działania na rzecz poznania tych strat.

Na froncie, jak są ranni, należy się nimi zaopiekować, ale rannymi na froncie akademickim wojny polsko-jaruzelskiej nikt się zaopiekować nie chce [ inaczej niż na wojnie rosyjsko-japońskiej http://panoptykon-appendix.blogspot.com/2014/12/wojna-rosyjsko-japonska-opieka-nad.html]– wręcz przeciwnie, niektórzy chętnie takich dobijają !

W kraju podobno chrześcijańskim nie należy jednak o tym milczeć !

Niepoprawnie o finansowaniu nauki

Niepoprawnie o finansowaniu nauki

rozmawiają w niepoprawneradio.pl

Józef Wieczorek i Robert Kościelny

Niepoprawny Magazyn Akademicki [17]

czerwiec 2017 r.

Majchrowski to nie wyjątek

Screen Shot 06-11-17 at 10.33 AM

Majchrowski to nie wyjątek,

czyli rzecz o standardach akademickich (i nie tylko) III RP

Zbliżają się wybory samorządowe więc rozpoczęto emisję swoistego serialu o zarobkach prezydenta miasta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego.[http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/prezydent-krakowa-wiecej-zarabia-na-uczelniach-niz-za-prace-dla-miasta,12162700/]

Ten serial emitowany jest tylko przed wyborami i to głównie na łamach krakowskiej prasy. [https://blogjw.wordpress.com/2014/06/23/sprawa-prof-jacka-majchrowskiego-prezydenta-krakowa-i-wykladowcy-uj-pod-lupa-medialna-i-moja/]

Majchrowski rządzi Krakowem już 4 kadencję, a jest obawa, że może wygrać i wybory na kadencję piątą, więc wznowiono serial, mimo że w najmniejszy sposób nie przeszkodził mu we wcześniejszych wyborach.

Widać, że odpowiedniego kandydata, który by w wyborach Majchrowskiemu mógłby zagrozić – nie ma i opozycja nie ma pomysłu jak takiego kandydata przygotować, aby lepsze wyparło gorsze.

Jak w poprzednich odcinkach serialu alarmuje się, że Majchrowski zarabia najlepiej spośród innych prezydentów miast, a ponadto zarabia więcej na uczelniach, niż w magistracie, mimo że jest już emerytem. To mu wcale nie przeszkadza, aby nadal zarabiać na prestiżowym UJ, który mu płaci, choć UJ podobno cierpi na brak pieniędzy jak niedawno oznajmił rektor UJ, zresztą lekarz, więc na cierpieniach/bolączkach/ chorobach winien się znać.

W serialu jak zwykle na temat patologii finansowych UJ ani słowa, choć trudno to nie nazwać inaczej niż patologią, bo jakoś pachnie korupcją polityczną.

Majchrowski nie jest bynajmniej wykładowcą niezbędnym na UJ, ani też zbytnio się do wykładania nie przykłada, co więcej studenci twierdzą, że często wykłady zaniedbuje, jak i ich samych. A UJ za te zaniedbywanie płaci i to obficie ! – bo 102 tys, rocznie, oprócz rzecz jasna emerytury – ok. 90 tys.

A ile Majchrowski ma tych zaniedbywanych wykładów w obowiązku ? , a podobno 3 godz tygodniowo !

No to co ja na to mogę powiedzieć jako niechciany wykładowca UJ ? Mogę powiedzieć, że jak to czytam, to czuję się milionerem, bo na UJ wykładałem dużo, dużo więcej niż Majchrowski, z tym że wykładów, ani studentów, nie zaniedbywałem, co było w czasach wojny jaruzelsko-polskiej i jest nadal źle widziane na UJ ( i nie tylko). Co więcej ich nie oszukiwałem, więc do korporacji oszukujących i oszukiwanych zastępujących na uczelni korporację poszukujących prawdy się nie nadawałem i nie rokowałem nadziei abym się kiedykolwiek nadawał. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Czyli kompletne zaprzeczenie Majchrowskiego, chyba dożywotniego wykładowcy UJ ( i nie tylko).

Gdyby mi tak płacili jak zaniedbującemu wykłady i studentów Majchrowskiemu to musiałbym zarabiać kilkakrotnie więcej, ale za moją pracę dostałem inną zapłatę i to dożywotnią – paszoł won z UJ ! Proszę nie psuć naszych studentów ucząc ich myślenia i to krytycznego ! Tak to obrazowo wyglądało.

Jasne, jak ktoś jest bezmyślny i bezkrytyczny, a przy tym konformistyczny, to ani nie pomyśli, a tym bardziej nie wyrazi sprzeciwu wobec patologii akademickich/korupcji politycznej/oszukiwania/degrengolady moralnej.

Widać to jak na dłoni, bo beneficjenci systemu, beneficjenci politycznej/etycznej/komunistycznej weryfikacji kadr akademickich milczą jak zaklęci. Tak wówczas, jak i obecnie. Chyba mają w tym interes. Chyba etatowy, chyba finansowy.

Jasne jest, że zgodnie z tym interesem akceptują takiego rektora i takiego Majchrowskiego i jemu podobnych, a Wieczorka – nie. [https://blogjw.wordpress.com/2014/06/24/majchrowski-i-inni-tak-wieczorek-i-jemu-podobni-nie/]

I to jest wartość, choć prawdę mówiąc – antywartość stała, trwająca od lat, a nawet wieków, nawet w czasach tzw. dobrej zmiany. Od czasów wojny jaruzelsko-polskiej na tym froncie nic się nie zmieniło.

Taka antywartość winna być objęta ostracyzmem i likwidacją na samym początku tzw. transformacji, a przynajmniej na samym początku dobrej zmiany. A tu mimo dobrej zmiany – wszystko po staremu.

Minister nauki zauważył co prawda, że czego jak czego, ale elit nam brakuje, bo były czystki, ale ostatnia z nich to podobno była w r. 68 ! i nikt oprócz mnie nie zaprotestował, nawet kombatanci wojny jaruzelsko – polskiej ! [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/]

Chyba po roku 68 historia się skończyła, wkroczyliśmy ponadto w okres post-prawdy, co etatowym historykom ( i nie tylko) chyba bardzo się podoba.

Co prawda później była jeszcze wojna, był front ( nie tylko ideologiczny), ale na UJ ( i chyba na innych uczelniach) podobno jej nie było, tak jak nie było strat – tak znakomicie uczelnie były ochraniane przez SB, TW i PZPR ? [https://blogjw.wordpress.com/2016/08/20/potrzebna-lustracja-lustracji/]

A po zwycięskim ( dla nich) 4 czerwca beneficjenci tego ochraniania pozatrudniali się wielokrotnie i wyznaczają obowiązujące, mimo dobrej zmiany, standardy akademickie, z czego korzysta Majchrowski i całe rzesze mu podobnych.

Nieźle zarabiający prezydenci miast i inni funkcjonariusze państwowi szczególnie upodobali sobie dodatkowe zatrudnienie na biednych uczelniach, bo wtedy – o dziwo – ich uposażenia wyraźnie wzrastają. Widać z tego, że nie ma jak to być zatrudnionym na biednych uczelniach !

Ten pęd do zatrudniania się na biednych uczelniach dotyczy najróżniejszych funkcjonariuszy, niezależnie od opcji politycznej i deklaracji przedwyborczych. Jest to rzecz jasna zgodne z prawem, którego nikt nie chce zmienić, aby nie stracić intratnych dochodów, często za fikcyjną, ale prestiżową „pracę” – na biednych uczelniach.

Mimo fikcji – prestiżu na tym nie tracą – wręcz przeciwnie.

Trwają prace nad nową ustawą o nauce i szkolnictwie wyższym [http://www.nauka.gov.pl/ustawa20/] , ale nic nie wskazuje, że ta nowa ustawa zakaże tego procederu niedopuszczalnego pod względem moralnym, ale dopuszczalnego przez prawo stanowione przez zainteresowanych uczestniczących w tym procederze.

Kiedy uszczelnienie finansowania systemu akademickiego ?

rys

[może skorzystać z doświadczeń fachowców ? –http://rynny-bryza.pl/jak-sprawdzic-szczelnosc-rynien/]

Kiedy uszczelnienie finansowania systemu akademickiego ?

Uszczelnianie systemu podatkowego zaczyna przynosić wymierne efekty liczone w miliardach złotych. To właściwy kierunek polityki Morawieckiego, gdyż od dawno się mówiło i było to odczuwalne dla zwykłego podatnika, że system finansowy jest dziurawy.

Zabezpieczeniem dla reform Morawieckiego mają być reformy systemu akademickiego Gowina, co do skuteczności których można mieć wiele wątpliwości.

System finansowania nauki od lat oparty jest na projektach badawczych, ale spadająca pozycja nauki uprawianej w Polsce w porównaniu z nauką światową wskazuje, że z tym systemem jest coś nie tak. Widać to było już w latach 90-tych kiedy konkursy grantowe wygrywali nieraz członkowie konkursowych jury ! ( czy słyszał ktoś aby np. członkowie jury Konkursu Chopinowskiego startowali w konkursie ? ) lub ich pociechy/krewni/znajomi ‚królika’ a rezultaty badań realizowanych w tych projektach opłacanych z kieszeni podatnika zainteresowanemu podatnikowi nie były ujawniane. [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/finansowanie-nauki-w-oczach-podatnika/ https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/cui-bono-spojrzenie-na-finansowanie-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/jawna-niejawnosc-dorobku-naukowego/]

Aby opłacać badania ujawniane, realizowane przez pasjonatów nauki wykluczonych z systemu, minister nie miał możliwości. [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/ ] Tym samym dla pasjonatów nauki sytuacja w III RP bywała gorsza niż sytuacja zesłańców syberyjskich, których badania na zesłaniu były wspomagane przez carów, co im się opłaciło np. w postaci niezłego rozpoznania geologii Syberii.

Carowie nauki polskiej nie widzieli takich interesów – finansowali swoich (nawet jak nic nie zrobili) a nie wykluczonych (nawet jak ci robili więcej od finansowanych !).

Skutki widoczne, ale milczenie wobec takiego stanu rzeczy trwa nadal.

Brak należytego monitoringu projektów badawczych prowadzi do pozoranctwa grantowego i poczynań korupcyjnych, które tylko z rzadka trafiają do prokuratury …

Zwycięzcy projektów bronią się nogami i rekami przed ujawnianiem tego co robią za pieniądze podatnika. Jeśli organizują np. konferencje dla zaprezentowania tego co robią nie zezwalają na ujawnianie tego co mówią, bo nie mogą słuchać tego co sami mówią i nie chcą aby inni to usłyszeli.

Polski podatnik nie ma szans na zapoznanie się z tym co tzw. naukowcy robią za jego pieniądze, choć bez trudu może się zapoznać np. z wynikami projektów amerykańskich na realizacje których nie zapłacił ani złamanego grosza !

USA ( i nie tylko) nie jest aż tak bogatym krajem aby finansowała projekty do szuflady ich realizatorów czy potrzebne tylko do uzyskania habilitacji lub profesury belwederskiej ( bo czegoś takiego nawet tam nie ma !).

Nagłaśniam to od lat i zero reakcji ze strony decydentów a także społeczności akademickiej, która chowa głowy w piasek, aby mieć jakieś szanse na sfinansowanie tego co chce zrobić, a co niekoniecznie będzie chciała ujawnić po otrzymaniu finansowania.[https://wobjw.wordpress.com/tag/finansowanie-nauki/]

Kto nie należy do nadzwyczajnej kasty akademickiej, a tym bardziej stanowi dla niej zagrożenie, bo w takich układach nie chce funkcjonować, a co gorsze je ujawnia czy przeciwko protestuje – nie ma szans w naszym systemie akademickim.

Jako zakała środowiskowa taki zostanie wykluczony/wyklęty na wieki i nikt nawet największe autorytety moralne i intelektualne nie zaprotestują zdając sobie sprawę , że w takim przypadku ich poziom moralny i intelektualny by został potępiony przez naczelników kasty oraz ich straże przyboczne i żadnego projektu/awansu/tytułu by już nie otrzymali.

Taki system działa perfekcyjnie, został zaprogramowany przy instalacji systemu komunistycznego i utrzymał się do dziś i jest ochraniany także ,a może nawet bardziej, przez środowiska zwane czasem antykomunistycznymi.

Monitoring finansowania systemu akademickiego i związanych z tym patologii nie istnieje w przestrzeni publicznej i nie przewiduje się instalacji takiego monitoringu, mimo przygotowań reformy systemu.

Nad zainstalowaniem proponowanej przeze mnie POMPy (Polski Ośrodek Monitoringu Patologii Akademickich-https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/ ) nikt nie debatuje, mimo że podobno nigdy do tej pory takich szerokich debat nad systemem akademickim nie było.

Widać niechęć do zainstalowania POMPy jest powszechna i nie ma o czym gadać.

Gadacze kongresowi raczej zagadają się na śmierć, ale takiego tematu nie podejmą, aby ich z mównic nie zdjęli.

Jednak niepoprawne pytanie – Kiedy nastąpi uszczelnienie finansowania systemu akademickiego ? jest i będzie aktualne dopóki nie nastąpi odpowiedź.

Bez uszczelnienia nie powinno być zwiększenia finansowania, bo nic pożytecznego z tego nie będzie, a przykład z uszczelnieniem podatkowym jasno pokazuje, że tym sposobem sporo pieniędzy można utrzymać w systemie i przeznaczyć na cele społecznie pożyteczne.

III RP posadowiona na fundamencie pozowanych zdjęć

plakat.PNG

[ z Archiwum Narodowego w Krakowie -www.ank.gov.pl]

III RP posadowiona na fundamencie pozowanych zdjęć

Minęła kolejna rocznica czerwcowych wyborów, które doprowadziły do instalacji III RP. Kto wygrał wybory ze strony solidarnościowej ? Ano ci co sobie zrobili pozowane zdjęcia z TW Bolkiem – wówczas niemal powszechnie poważanym Lechem Wałęsą.

Kto sobie pozowanego zdjęcia nie zrobił, nie wisiał na przedwyborczych plakatach – nie miał szans w wyborach i jego wpływ na budowę III RP był niemal żaden.

Kiedy niedługo potem, zwróciłem się do zwycięzcy z pozowanego zdjęcia o pomoc z dotarciem do moich teczek uniwersyteckich ( te dostępne kończyły się na wiośnie roku 1980 kończącego chyba historię i zaczynającego okres post-prawdy) ten zarzucił mi postawę roszczeniową i zagroził ‚załatwieniem’ mnie w Sejmie. Tak rozpoczęła się moja edukacja w zakresie natury III RP, której nie akceptuję, tak jak ona nie akceptuje mnie.

Od jakichś 10 lat wcielam się często w role fotoreportera i widzę chyba więcej niż inni.

Wielu chce, zapewne z przyzwyczajenia, czy może biorąc pod uwagę efekty wyborów 4 czerwca, abym im robił pozowane zdjęcia. Pomny skutków takich zdjęć – odmawiam. Pozowane zdjęcia nie pokazują prawdy, często ją fałszują,  a dobre zdjęcie winno pokazywać trochę prawdy, choć trochę duszy fotografowanego. Wolę zdjęcia niepozowane.

Zadowolenia z moich zasad jakoś nie widać.

Wielu się fotografuje na tle pomników bohaterów, zapewne aby ich odbierano także jako bohaterów, patriotów rzecz jasna, chociaż czasem na zdjęciach tych bohaterów nie widać, bo pozujący ich zakrywają – chcą być na pierwszym planie. Ale w życiu często jakoś bohaterskich postaw u nich  nie widać – widać jedynie substytut bohaterstwa w postaci zdjęcia na tle pomników bohaterów lub z pomnikami ( nieraz zasłoniętymi) w tle.

Mało znani fotografują się z dobrze znanymi (tak jak kiedyś kandydaci w wyborach 4 czerwca ) sądząc, że figurując razem na pozowanych zdjęciach staną się podobnie znani.

Wielu fotografuje się na tle krzyża, sądząc zapewne że będą uznawani za bardzo religijnych, choć zasadami etyki chrześcijańskiej zbytnio nie grzeszą.

Skoro takich zdjęć unikam, miłośnicy pozowania uważają mnie za cenzora, manipulatora, działającego na ich szkodę, choć umowy ze mną na takie, czy inne zdjęcia nie podpisywali. Uważają, że skoro ja fotografuję, to oni muszą mieć z tego satysfakcje i korzyści wizerunkowe. Przed wyborami (takimi czy innymi) taka postawa nad wyraz jest widoczna.

Fotografia to jednak ważny dokument i ma moc sprawczą o czym świadczą nie tylko wybory 4 czerwca 1989 r.

W tamtym roku zrobiłem wiele tysięcy zdjęć, różnej rzecz jasna jakości i wartości, ale największą moc sprawczą miało niezbyt dobrej jakości zdjęcia Zygmunta Miernika prowadzonego na rozprawę skutego kajdankami – także na nogach. Rozpowszechnienie tego zdjęcia, także wśród decydentów III RP spowodowało, że więcej już jego nogi nie były kajdankami skuwane. Mówię, że jednym zdjęciem zdjąłem Miernikowi kajdany z nóg.

Parę lat temu zrobiłem dokumentację pomników jordanowskich (w krakowskim Parku Jordana) będących w opłakanym stanie. Rozpowszechniłem, i ruszyła lawina medialno-decyzyjna. Po pół roku pomnikom przywrócono godne oblicze. Moc sprawcza fotografii była wielka.

Niektórzy zdjęcia wykorzystują jednak do autentycznych manipulacji czy fałszywych oskarżeń. Kilka lat temu zainspirowałem spotkanie, aby powołać w Krakowie Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego. Obecnym na spotkaniu zrobiłem zdjęcie, ale rzecz jasna na zdjęciu mnie nie było. Co było potem pominę milczeniem, ale po kilku latach, jeden z obecnych na spotkaniu i widoczny na zdjęciu oskarżył mnie o kłamstwa ogłaszając publiczne, że to nie ja inicjowałem założenie krakowskiego AKO, bo mnie przecież na zdjęciu nie ma. To że tam byłem i zdjęcie robiłem nie miało żadnego znaczenia. Ważny dowód w sprawie to to, że mnie na zdjęciu nie ma !

Widać, że zdjęcia rządzą światem, a nawet półświatkiem.

III RP, posadowiona na fundamencie pozowanych zdjęć, nie jest udanym projektem i żeby coś w tej materii zmienić warto robić zdjęcia dokumentalne, ale nie pozowane, bo wtedy więcej prawdy można pokazać i przyczynić się do zmian pozytywnych.

Oszukali i ośmieszyli Ministerstwo Nauki

m

„Oszukali (i ośmieszyli) Ministerstwo Nauki”

Wiele serwisów internetowych informuje o kolejnych aferach w Akademii Górniczo-Hutniczej, o aktywności ABW, o aresztowaniach pracowników.

[Afera w Akademii Górniczo-Hutniczej. Pracownicy przyjmowali łapówki od doktorantów –

http://innpoland.pl/135219,afera-w-akademii-gorniczo-hutniczej-abw-zatrzymuje-pracownikow-przyjmowali-lapowki-od-doktorantow-za-wpisy-do-indeksu

ABW zatrzymała pracowników AGH w Krakowie

https://wpolityce.pl/kryminal/342583-abw-zatrzymala-pracownikow-agh-w-krakowie

ABW zatrzymało pracowników AGH

http://krakow.onet.pl/krakow-abw-zatrzymalo-trzech-wykladowcow-agh/2mjyh6m ]

Mam pytanie – a gdzie były serwisy internetowe, nie mówiąc o akademickich autorytetach moralnych i intelektualnych, gdy na rozpoczęcie nowego roku akademickiego 2016/17 rektor UJ informował że ‚ my oszukujemy studentów’ a minister nauki go za to chwalił ? [https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/ ]

Ja byłem na swoim miejscu, jako chyba jedyny niezależny, tak naprawdę, serwis internetowy monitorujący od lat etykę i patologie akademickie. Starałem się zainteresować NIK , komisje dyscyplinarne ( UJ i MNiSW) i korporacje akademickie – i nic ! Tak oszukiwanie ujawnione przez rektora, jak i pochwały ze strony ministra, uznano widocznie za uprawnione/ zgodne z etyką akademicką/ standardami akademickimi obowiązującymi w systemie akademickich od lat, a nawet wieków.

Czemu teraz się dziwią, ze jacyś tam nieudacznicy akademiccy, niezbyt wysokiego szczebla, oszukali, ośmieszyli Ministerstwo Nauki i agendy naukowe, skoro taki proceder trwa od lat i zyskuje solidarne wsparcie/uznanie/w najlepszym razie przyzwolenie korporacji akademickich.

Ludzie, także akademicy, to jednak słabe istoty. Lubią jak ich się chwali i nagradza, a skoro ich się chwali/nagradza mimo oszukiwania/ lub za oszukiwanie, to starają się oszukiwać, aby zyskać uznanie, tym bardziej, że tych co oszukiwać nie chcieli z systemu usuwano i nikt ich nie chciał ! Także na AGH !

To temat na książkę – chętnie napiszę, jak się znajdzie sponsor i wydawca, a póki co monitoruję patologie na moich stronach internetowych i umieszczam w kilkunastu już tomikach dostępnych w pdf . ( poniżej)

No i szukam tych co nie oszukują, szukam uczciwych, ale do tej pory bezskutecznie !

Nikt w naszym systemie nie chce uczciwego, a tym bardziej ujawniającego nieuczciwości i oszustwa i z tymi patologiami walczącego.

Były już rektor AGH (chyba jakoś uszedł ABW) sam mnie informował, że na AGH nie ma patologii , po tym jak mu ujawniałem i chciałem jeszcze bardziej ujawnić to co się dzieje w uczelni, którą rządzi (na początku tego wieku). Podobnie jak i inni rektorzy nie chciał ze mną rozmawiać, dyskutować. Wolał swój krąg wybierający go na rektora, podobnie jak i inni rektorzy wybrani demokratyczną większością miłośników obecnych standardów akademickich.

Ponawiam swój apel- chętnie się zatrudnię w jakiejkolwiek uczelni ( za marne pieniądze), która zrezygnuje z oszukiwania, z nieuczciwości, bo do korporacji oszukujących, jak pisałem, się nie nadaję.[ Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych”[https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Nie muszę wykładać geologii jak kiedyś, mogę wykładać np. etykę i patologie akademickie, co winno być wykładane w każdej uczelni. Jeśli likwidacja/działanie na rzecz zmniejszenia patologii akademickich jest w sferze zainteresowania polskich uczelni, to ofert jakie winny być skierowane do mnie winno być kilkaset – nieprawdaż ?

Do tej pory mimo wcześniejszych ogłoszeń i podań nie trafiła do mnie ani jedna oferta, z czego wnioskuję, że etyką i patologiami tak naprawdę nie interesuje się żadna polska uczelnia, a woli oszukiwanie i oszukujących, co jest oczywistym skutkiem mozolnego przekształcania uczelni z korporacji poszukujących prawdy w korporacje oszukujących.

Swoją działalność na rzecz likwidacji takich korporacji mam zamiar nadal prowadzić i szukam każdego uczciwego, który by w tej materii był ze mną solidarny.

Zgłoszenia – wraz z krótkim opisem swoich dotychczasowych działań na rzecz zmniejszenia patologii akademickich, na rzecz likwidacji korporacji oszukujących w murach/ na etatach uczelnianych proszę kierować na mój e-mail

jozef.wieczorek@interia.pl

 

Wykaz ( niestety nie pełny) moich bojów w tej materii:

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE ( ogłoszenia o nowych wpisach)

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Archiwum NFA ( w organizacji)

https://nfawww.wordpress.com/

Moje blogi akademickie

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

WITRYNA OBYWATELSKA JÓZEFA WIECZORKA (ARCHIWUM) https://wobjw.wordpress.com/

Książki

Moje boje

Niepoprawny Magazyn Akademicki

 

Refleksje krawieckie nad systemem akademickim

krawiec

[źródło – http://www.galeria.lukow-historia.pl/index.php/Dokumenty/Wycinki-prasowe/lukow-mistrz-krawiecki]

Refleksje krawieckie nad systemem akademickim

Tomasz Rożek trafnie ocenia, że polskie uczelnie znajdują się na peryferiach światowych. (Światowe peryferie – Gość Niedzielny, 28 maja 2017 r.) i słusznie upatruje przyczyn tego stanu rzeczy w obecnym systemie akademickim.

Niby nic nowego, ale jednak to ważny głos w dyskusji przed Narodowym Kongresem Nauki. [https://nkn.gov.pl/]

Rożek pisze „ Zastępom miernot i leni bardziej odpowiada wypełnianie papierków i ciągłe załamywanie rąk nad niesprawnym systemem. Oczywiście ci, którzy chcą pracować, publikować i badać, wbrew ( a nie dzięki) systemowi będą działali. Nasz problem polega na tym, że ten system jest uszyty ( bo przecież sam się nie uszył) dla tych, którzy już dawno powinni być z niego wyeliminowani”.

I jest to święta prawda. Mamy taki system jakich mamy krawców, a niektórzy w swym fachu praktykują od lat, a nawet wieków. Lata mijają, rządy się zmieniają, a oni zawsze na posterunku krawieckim.

Najpierw niesprawny system regulują, a potem deregulują, czyli można rzec – szaty najpierw szyją a potem je prują, może wzorując się na Penelopie, ale niestety w złej sprawie – pozostają wierni mamonie a nie służbie dla Polski.

Rożek słusznie zauważa, że wielu z tych, dla których system akademicki jest szyty, dawno winni być z niego wyeliminowani, ale nie postuluje wyeliminowania takich krawców.

I tu jest zasadniczy niedosyt jego reformy systemowej.

Ja nie sądzę aby bez zmiany kadr krawieckich mogło dojść do pozytywnych zmian systemowych – dotychczasowi krawcy nie mają w tym żadnego interesu, tak jak Penelopa nie miała interesu w utkaniu szat dla swojego teścia zwodząc jedynie zalotników.

Polacy są też zwodzeni rzekomym szyciem należytego systemu akademickiego, który mimo szeroko zakrojonych prac krawieckich ciągle jest uszyty źle i fatalnie się prezentuje, nie tylko na pokazach mody (rankingi !).

Zresztą, czy na garbatym, albo kulawym, normalny garnitur może się dobrze prezentować ?

Zastępy miernot i leni przy deklarowanych/pozorowanych reformach systemu akademickiego nigdy nie zostali wyeliminowani, a nawet jest ich coraz więcej, bo takich się rekrutuje do systemu, aby jego beneficjenci czuli się bezpiecznie.

Największe lenie zresztą ulegają niejako multiplikacji obsadzając wiele etatów/stanowisk, a jak zaniedbują studentów i badania mogą liczyć na wsparcie decydentów [https://blogjw.wordpress.com/2017/04/18/profesor-fanatyk-zaniedbywania-studentow/], którzy jak diabeł święconej wody boją się pracowitych pasjonatów nauki i edukacji.

Tak było i w czasach PRL, kiedy tacy zagrażali przewodniej sile narodu, która w konfrontacji z pasjonatami traciła swoją siłę przewodnią i trzeba było ją ratować przez ich eliminowanie.

Systemowe eliminowanie pasjonatów nie ustało wraz z pozornym końcem PRLu – pozostało bez zmian, a nawet czasem z natężeniem w PRL-bis, zwanego dla zmyłki III RP.

Krawcy zostali ci sami i dokooptowali sobie czeladników wyświęcając najbardziej im poddanych na nowych mistrzów krawiectwa akademickiego.

Ci pracują nad ulepszaniem tego kiepskiego systemu, aby im było jeszcze lepiej.

Kilkanaście lat temu mistrzowie krawiectwa akademickiego (szefowie KRASP , jeden notowany jako „Zebu” w archiwach IPN) udali się do Wielkiego Mistrza Krawieckiego (TW „Alek”), aby im uszył takie szaty, w których by się dobrze czuli. Wielki Mistrz szaty uszył i było im dobrze. Gorzej z nauką uprawianą w Polsce.

Ponieważ gorset dla niej uszyty okazał się za ciasny, przystąpiono do poszerzania infrastruktury. Wybudowano wiele wspaniałych nieruchomości, wypełniono je rozmaitymi gadżetami, ale nauka nie ruszyła z kopyta, a nawet się cofnęła, bo nie ma tych co potrafią te gadżety obsługiwać i coś dla nauki z nich wycisnąć. Poza tym utrzymanie nieruchomości kosztuje, więc na naukę nadal nie ma pieniędzy.

Nowy minister- dobrej zmiany – ogłosił potrzebę zmian, tym razem podobno na serio. Uruchomiono trzy pracownie krawieckie, obdarzając je funduszami z kieszeni podatnika, aby zaprojektowały nowy system.[https://nkn.gov.pl/ustawa-2-0/] Przymiarka już nastąpiła, ale czy wyjdzie z tego innowacyjny garnitur, który by można wdrożyć ?

Minister ostatnio ujawnił – co nie było powszechnie wiadomo, mimo baz danych nauki [http://www.opi.org.pl/] – że w naszym systemie pracuje (a ściślej biorąc jest zatrudnionych, bo to nie jest to samo) 100 000 naukowców polskich, ale poza granicami takich, a raczej lepszych naukowców polskich jest ok. 35 000.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html]

Mimo, że to potencjał intelektualny ogromny do uszycia nowego systemu nie został wykorzystany. Mimo moich postulatów [https://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/] z polskiej diaspory akademickiej nie zorganizowano ani jednej pracowni krawieckiej ! To budzi obawy, że żaden z produktów pracowni krajowych może nie pasować dla naukowców obecnie ‚zagranicznych”, tak jak nie pasował dotychczasowy system, który ich wykluczył.

Minister dezinformuje [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/], że stan obecny to wynik ostatniej rzekomo czystki wśród polskich elit – czystki roku 1968. Zatem, gdybyśmy mieli takich elitarnych krawców jak Bauman, Wolińska czy Michnik (Stefan) to by oni nam uszyli system, jak należy ! Nic dodać, nic ująć.

Rzecz jasna nie otworzono ani jednej pracowni krawieckiej z naukowców krajowych, wykluczonych z systemu akademickiego, bo nie byli ani mierni, ani leniwi, jak jego twórcy i beneficjenci.

Zatem trudno być optymistą, aby zmiany systemowe przygotowane przez tych dla których obecny „ system jest uszyty ( bo przecież sam się nie uszył)” przeniosły nas z peryferii światowych do jego centrum.

Minister wzorem swoich poprzedników argumentuje, że warunkiem powodzenia reform jest zwiększenie środków [http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414348,gowin-zwiekszenie-srodkow-warunkiem-powodzenia-reform-uczelni.html], czyli jak miernoty i lenie dostaną więcej, czyli jeśli im będzie lepiej, to i z nauką będzie lepiej.

Wyeliminowania z systemu tych, którzy już dawno winni być wyeliminowani, przyjęcia do systemu tych, którzy dawno już winni być przyjęci – nikt nie przewiduje, a tym bardziej minister.

Rzecze jasno [http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin ]– uczelnie winny się same oczyścić !

Otwarcia pralni nie przewiduje !

Mimo deklarowanych zmian, system przyjazny dla miernot i leni, chyba pozostanie bez zmian.

Pamuła, Gowin, Mazguła i UJ

Przed Wielkim Jubileuszem

Pamuła, Gowin, Mazguła i UJ

Anna Pamuła (ur. 1984) która studiowała stosunki etniczne i migracje międzynarodowe na Uniwersytecie Jagiellońskim zabłysnęła ostatnio swoją wypowiedzią ‚Przyjmujemy 7 tys. uchodźców i wśród nich jest jeden zamachowiec. Wysadza się w powietrze i ginie 10 Polaków, ale uratowaliśmy życie 6999 osób, które uciekały przed wojną ‚, która wielu zbulwersowała, także mnie, choć nie do końca.

W końcu Jarosław Gowin, który kiedyś studiował na UJ historię filozofii, a obecnie jest ministrem, a nawet wicepremierem, zabłysnął ostatnio wypowiedzią „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” i chyba nikogo (oprócz mnie) to nie zbulwersowało. [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/]

Można wnioskować, że Pamuła po prostu trzyma jagielloński poziom, wysoko ceniony w polskim społeczeństwie, bez względu na orientację polityczną, no może z pewnymi względami na orientację intelektualną, czy moralną .

Dla Pamuli nic nie znaczą ewentualne skutki zamachów uchodźców, tak jak dla Gowina nic nie znaczą skutki czystek akademickich wojny jaruzelsko-polskiej. I nie tylko dla Gowina, bo dla innych absolwentów, a nawet profesorów UJ – także. Standard jagielloński jest więc trzymany i to mocno.

Pułkownik Adam Mazguła, który niedawno zasłynął kulturą stanu wojennego -na UJ nie studiował, ale niewykluczone, że czytał dzieła historyczne profesorii jagiellońskiej, w których o stanie wojennym ani słowa, podobnie jak o wygnanych z UJ podczas wojny jaruzelsko-polskiej.

Kultura była wówczas pełna i taką pozostała. Po Kongresie Kultury Akademickiej sprzed 3 laty (Wielki Jubileusz UJ) – ani śladu, ani kultury.[https://jubileusz650uj.wordpress.com/tag/kongres-kultury-akademickiej/

Uchodźców z UJ nikt nie chciał przyjmować, no może na krótko, aby ich zmuszać do obowiązkowych dostaw akademickich pod groźbą podobnego jak z UJ – wygnania.

Czemu się bulwersować jakąś Pamułą skoro największe autorytety intelektualne i moralne nie miały i nie mają zamiaru występować w sprawie ew. przyjmowania uchodźców jagiellońskich ?

Skoro mędrcy jagiellońscy uznali, że nikt z UJ nie musiał uchodzić, nikt nie został haniebnie wygnany i uformowani na UJ też tak to widzą i formują tak opinię publiczną,  to przecież problemu przyjmowania takich uchodźców nie było i nie ma – nieprawdaż ?

Żadne organizacje, nawet kombatanckie, w takich sprawach też nie występują – więc o co chodzi ?!

No może chodzi o prawdę, ale jej poszukiwanie na UJ dawno zostało zlikwidowane wraz z jej poszukiwaczami i udało się zainstalować korporację oszukujących, która takim czymś jak prawda, jak uchodźcy przed prześladowaniami za prawdę, się nie zajmuje, bo to by jej szkodziło – rzecz jasna.

Dobrze by było ten lament nad pamułową logiką i etyką rozszerzyć na lament nad logiką i etyką jagiellońską, ale czego jak czego, ale tego nikt nie chce.

♣

 

Wystąpienie do ministra Jarosława Gowina

Kraków, 24 maja 2017 r.

Józef Wieczorek

ul. Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Szanowny Pan

Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20, ul. Wspólna 1/3

00-529 Warszawa

Wystąpienie

Domagam się, w ramach prowadzonej przez rząd polityki historycznej i przygotowywanej reformy systemu nauki i edukacji, powołania nadzwyczajnej komisji do poznania politycznych czystek akademickich w czasach wojny jaruzelsko-polskiej a w szczególności całkiem zapomnianej i lekceważonej – także przez historyków i decydentów akademickich – czystki sprzed lat 30- tu ( rok 1986/87), [m.in. http://wpolityce.pl/polityka/167381-10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego-na-inauguracje-nowego-roku-akademickiego-poprzedzajacego-650-rocznice ] która była milowym krokiem na drodze zastępowania w systemie akademickim korporacji poszukujących prawdy przez korporację oszukujących. [https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

  • Domagam się zbadania i ujawnienia strat osobowych i intelektualnych, a także materialnych, jakie poniosła nauka i edukacja wyższa w Polsce w wyniku tej czystki.

  • Domagam się ujawnienia składów osobowych komisji weryfikacyjnych realizujących założenia akademickiej polityki kadrowej PZPR-MSW.

  • Domagam się zbadania metodologii prac tych komisji, których wyniki- przynajmniej w niektórych uczelniach – nie były uzasadniane merytorycznie ( i nie są do dnia dzisiejszego !) i nie były podpisywane imieniem i nazwiskiem ( beneficjenci tej czystki nie rozumieją co to jest komisja anonimowa, co dowodzi jaki charakter miała ta czystka i kto został jej beneficjentem)

  • Domagam się unieważnienia rezultatów tej haniebnej, bezprawnej weryfikacji, naruszającej elementarne prawa człowieka a człowieka nauki w szczególności

  • Domagam się przeproszenia pokrzywdzonych i przeniesienia w stan nieszkodliwości sprawców/realizatorów tych haniebnych poczynań

[np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania- historii/; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/%5D

Polityka historyczna nie może obchodzić szerokim łukiem przejawów fałszowania historii i to o istotnym znaczeniu dla polityki akademickiej.

Deklaruję pomoc intelektualną i moralną w pracach postulowanej komisji.

Z poważaniem i oczekiwaniem na decyzje

Józef Wieczorek

jedna z ofiar zapomnianych czystek politycznych końca PRL,

których podobno nie było (?)

Appendix

Jestem autorem setek tekstów dotyczących nauki i edukacji wyższej w czasach PRL/IIIRP, w tym dotyczących czystek politycznych oraz ich skutków w postaci patologii akademickich III RP,

umieszczanych na moich stronach – m.in:

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL http://lustronauki.wordpress.com/

( tu m.in. O czystkach – https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/

[tu m.in. https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/%5D

Moje teksty są zebrane w kilkunastu już tomikach dostępnych w pdf na mojej stronie internetowej https://blogjw.wordpress.com/

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

Gowin

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

i wykorzystanie tego poznania do projektu

tworzenia elit w ramach dobrej zmiany

Podczas VII kongresu Polska Wielki Projekt wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego -Jarosław Gowin, w panelu „Jak kształcić dla Polski? Rola szkół i uczelni w tworzeniu elity narodowej” przedstawił swoje marzenie: „żebyśmy stworzyli system formacji elit, bo rozwijają się tylko te narody, tylko te państwa, które mają silne elity”. [Gowin: moim marzeniem jest stworzenie systemu formacji elit 18.05.2017 – PAP Nauka w Polsce http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html ]

Gowin Polska Wielki Projekt

z  VII Kongres Polska Wielki Projekt – Dzień I https://www.youtube.com/watch?v=BUv_vdHcCrk   (interwał 3.24-3.37)

Marzenie piękne i pięknie by było, aby się spełniło, ale niektóre słowa ministra budzą konsternacje i dowodzą, że z elitami w III RP istotnie nie jest dobrze.

Minister co prawda jak najbardziej zasadnie mówił o wspaniałym systemie formowania elit II RP, ale jego wypowiedź „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” po prostu zwala z nóg.

Minister podobnie jak wcześniej prezes PAN okazuje się zupełnym ignorantem historycznym lub fałszuje historię , podobnie jak wielu polskich historyków.

W tekście „Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 ! „ [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/05/nie-tylko-zabory-wojny-i-rok-1968/] przesłanym m. in. panu ministrowi ( jak wiele innych o tematyce akademickiej) jasno pisałem ‚Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach. „  i nic. Żadnej refleksji, żadnego zrozumienia problemu, żadnych badań nad lepszym poznaniem roku 1968 i jego skutków dla nauki i edukacji.

Pisałem także „ Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968, a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano poza merytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Pan minister wspomniał co prawda o exodusie naukowców w stanie wojennym, ale nie podał szczegółów ilościowych, ani jakościowych, a o politycznych weryfikacjach kadr akademickich, które określam mianem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/] nawet się nie zająknął, dezinformując że ‚Ostatnia taka czystka to był rok ’68„

A co było potem? – Historia się skończyła ? Zapanował okres post-prawdy ?

Czy też beneficjentów tych czystek dotknęła wszechogarniająca amnezja, o charakterze epidemii? Dla badających czasy PRLu na odcinku akademickim napisałem poradnik https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ – I co ? I nic ! Badacze nie chcą poznać tego co badają.

Jakim cudem może zostać przywrócony wspaniały system formowania elit II RP, skoro o systemie formowania elit mają decydować beneficjenci systemu negatywnej selekcji kadr – czyli elita- pożal się Boże- dotknięta przy tym amnezją, stanowiąca korporacje oszukujących i oszukiwanych ?

W II RP jak przypomina b. rektor Marek Dyżewski [ https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/] tacy by nie mieli prawa wykładania na uczelniach, takim by się nie podawało ręki i obejmowało ostracyzmem, czyli dokładnie inaczej niż jest obecnie, kiedy tacy decydują o wszystkim, są poważani, zatrudniani etatowo, nawet wielo-etatowo, awansowani, wyróżniani, honorowani, odznaczani ……

Ja jeszcze w połowie lat 80-tych postulowałem aby takich przenosić w stan nieszkodliwości, obejmowałem ostracyzmem, nie podawałem ręki, ale rzecz jasna oni -będący oczywiście u władzy – uznali, że to by im – przewodniej sile narodu – szkodziło, więc mnie wygnali jak psa z uczelni, niszcząc moje formowanie elit i moje zaplecze naukowe. W tych najgorszych czasach, mimo wszystko, wprowadziłem jako młody człowiek do systemu nauki kilku młodych ludzi na poziomie międzynarodowym, a ilu mógłbym wprowadzić w kolejnych, znacznie lepszych 30 latach ? Co najmniej dziesiątki. I tak trzeba liczyć skutki Wielkiej Czystki Akademickiej po roku 68 !

Gdyby nie było tego niszczenia po r. 68 to by elity mogły się odbudować, szczególnie po roku 89, a tu mamy do czynienia z postępującą degradacją.

Najwięksi intelektualiści UJ – elita elit- uznała, że to ja mam negatywny wpływ na młodzież akademicką i szkodzę uczelni [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] chyba dlatego, że wprowadziłem w latach 80-tych -mimo prześladowań – do systemu nauki więcej młodych ludzi, niż wszyscy etatowi profesorowie z mojego instytutu razem.

Taka błędna – jak się najlepiej okazuje po latach – diagnoza nie mogła do niczego innego doprowadzić niż do zastąpienia korporacji poszukujących prawdy korporacją oszukujących – co też się stało. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/,]

https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

Natomiast Pan minister niedawno stwierdził [ https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/30/jaroslaw-gowin-uczelnie-same-winny-sie-oczyszczac/], że uczelnie (korporacje oszukujących …) mają się same oczyścić, nie podając jakichkolwiek wyników badań nad możliwością samooczyszczania się jakichkolwiek środowisk a środowiska akademickiego w szczególności.

Wszelkie znaki na ziemi i na niebie wskazują, że środowiska oczyszczają się negatywnie, a pan minister z tego nie wyciąga właściwych wniosków, marząc sobie, nawet bez chęci poznania prawdy, że negatywnie wyselekcjonowane niby-elity same będą działać na rzecz formowania rzeczywistych elit jak w II RP.

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP,  ze szczególnym uwzględnieniem ekscesów wojny jaruzelsko-polskiej i okresu transformacji ustrojowej i wykorzystanie tego poznania do projektu tworzenia elit w ramach dobrej zmiany, sądząc że bez tego poznania i jego innowacyjnego wdrożenia w prace nad naprawą systemu akademickiego nic z marzeń pana ministra nie będzie.

P.S.

Konieczne jest opracowanie strat populacji akademickiej podczas politycznych czystek po 1968 r. , przede wszystkim w ramach politycznych weryfikacji kadr r. 1982 i 1986/87 obejmujące wykaz tych, którzy zostali usunięci z uczelni, wykaz tych, którzy tworzyli komisje weryfikacyjne, metodologię czystek, ocenę potencjału intelektualnego, naukowego i edukacyjnego tych z których uczelnie oczyszczano, ocenę luki pokoleniowej w III RP po tych czystkach, historię i metodologię zakłamywania historii końcówki PRL, wymazywania z historii faktów i ludzi niewygodnych dla beneficjentów/organizatorów czystek.

Wypisywanie/wygadywanie bredni, że ostatnią, negatywną dla systemu akademickiego czystką była czystka roku 1968, że ta czystka odpowiada za obecny brak/niedobór elit – nie powinno mieć więcej miejsca.

Jeśli odpowiedzialni za politykę historyczną nie dają sobie rady z prawdą historyczną, to powinni ustąpić tym, którzy ku temu mają kwalifikacje intelektualne i moralne i je swoją działalnością udowadniają.

Skoro wyklęty w PRL, to i w III RP

Idź

Skoro wyklęty w PRL, to i w III RP

Co jakiś czas przeglądam swoją, coraz bardziej redukowaną ze względu na brak miejsca, bibliotekę  zawodową.  Rzecz jasna bibliotekę  geologa i paleontologa, która w czasach PRL należała w Krakowie chyba do największych bibliotek personalnych w mojej dziedzinie. Setki książek, czasopism geologicznych, tysiące odbitek artykułów autorów z całego świata.

Rzecz jasna biblioteka w tamtych czasach służyła nie tylko mnie, ale też innym, a w szczególności moim studentom, na których miałem negatywny wpływ, wszelakiego rodzaju, w tym poprzez czytanie literatury zagranicznej. To szeroki temat, ale już zamknięty, bo w III RP zainteresowanie czytaniem literatury naukowej jest znikome i nikt nie chce nawet za darmo mojej biblioteki co dokumentuję [ https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/na-nauke-nie-ma-pieniedzy/ ]

Kto by dziś czytał literaturę  naukową i to zagraniczną ? !

Zdarzały się głosy – skoro zagraniczne, to najlepiej wysłać za granicę  !

Ja – uzależniony od czytania- nabywałem literaturę  za sporą część mojego skromnego uposażenia i recenzje, aby być na bieżąco ze światem nauki i przygotować wykłady up-to-date,  a do dnia dzisiejszego się twierdzi nieraz, że w PRLu naukowcy polscy nie mieli dostępu do literatury światowej,  więc dlatego odstawali od świata?!). Takie twierdzenia są ponawiane przy domaganiu się podwyżek dla naukowców,  a jednocześnie odrzuca się uzupełnienia braków literaturowych za darmo ! Ja pod względem literatury nie odstawałem, bo świat naukowy przesyłał mi mnóstwo prac, szczególnie w stanie wojennym.

Przy segregowaniu biblioteki w vol. 59 czasopisma Annales Societatis Geologorum Poloniae, którego przez kilka lat byłem redaktorem, aż do bezprawnego usunięcia mnie z redakcji w r. 1983, zauważyłem sprawozdanie za rok 1988 r. z działalności Polskiego Towarzystwa Geologicznego wydającego to czasopismo. A w nim :

PTG 1988.jpg

Chyba ciekawe – nieprawdaż ?

Jeden nic nie znaczący dr  miał niemal połowę wszystkich referatów krakowskiego oddziału PTG i to na tematy z górnej raczej półki, także zagranicznej, gdy cała reszta licząca ponad 200 etatowych geologów miała referaty pozostałe.

Ciekawa dysproporcja, bo w 1986/7 r. zostałem wyklęty z Uniwersytetu Jagiellońskiego i przestałem na lata (a jak się okazuje i na wielki) wykładać geologię na uniwersytecie. ! Było to po politycznej weryfikacji kadr, której nie przeszedłem, a do dnia dzisiejszego beneficjenci tej czystki nie potrafią odpowiedzieć merytorycznie -dlaczego (?) i nie potrafią określić kto imiennie oceniał negatywnie moją przydatność na nauczyciela akademickiego.

Ja podkreślam – mam na imię Józef, na nazwisko Wieczorek, a ci co ze mnie oczyścili uniwersytet (rzec by można – chyba jakieś sprzątaczki) ani imieniem, ani nazwiskiem, ani nawet krzyżykiem się nie podpisywali i pozostali anonimowi do dnia dzisiejszego, a władze UJ, także akredytowani na profesorów językoznawcy twierdzą, że brak imienia i nazwiska nie świadczy o anonimowości komisji !

Nikt, nawet z najbardziej utytułowanych uczonych III RP, nikt z największych autorytetów moralnych i intelektualnych,  do tej pory nie zakwestionował takich orzeczeń, podobnie jak i sądy uformowane i stowarzyszone z bracią akademicką.

Rzecz jasna i w PTG, gdzie byłem jednym z najaktywniejszych członków (redaktor, wiele referatów, organizacji konferencji…) już długo nie pobyłem – trzeba było zlikwidować dysproporcje, rzec jasna – bezprawnie!

Odnosi się wrażenie, że chyba wszyscy są zgodni, że jeśli ktoś był pasjonatem naukowym i edukacyjnym, to powinien być wykluczony ze środowiska akademickiego tworzącego korporację oszukujących i oszukiwanych na drodze do realizacji swej pasji robienia pieniędzy i zdobywania tytułów.

Niektórzy mówią – nic się nie stało ! A nawet – sam jesteś sobie winien. Jasne – jak ktoś przedkłada dobro wspólne nad swoje, to sam jest sobie winien – winien pilnować własnego nosa. Taka solidarna (z własnym nosem) postawa jest zalecana i realizowana.

Beneficjenci systemu, wysoko utytułowani choć utytłani, chodzą dziś w pochodach KODomitów, razem z jawnymi i tajnymi współpracownikami systemu kłamstwa i się przedstawiają jako ci, którzy wywalczyli wolną Polskę, nie dodając, że wolną od ludzi prawych, wyklętych z systemu degrengolady moralnej.

Tak bowiem jest, że ci którzy nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami systemu kłamstwa, którzy nie nadają się i nie chcą się nadawać do korporacji oszukujących, są na marginesie – są nadal wyklęci, choć nadal działają z pasją, pro publico bono, tak na polu naprawiania systemu akademickiego, jak i na innych polach minowych i czasem z tego powodu wylatują w powietrze przy aprobacie gawiedzi akademickiej i nie tylko.

Bo sytuacja jest taka, ze jak ktoś został wyklęty w PRL, to i pozostaje wyklęty w III RP.

Nawet podający się za antykomunistów aprobują/utrwalają w III RP decyzje komunistyczne – tak personalne, jak i w niemałym stopniu strukturalne. Wyklęcie w III RP wyklętych w PRL jest czasem nawet bardziej widoczne, szczególnie w sferze akademickiej, choć nie tylko.

Pod koniec PRL jednego roku ( a właściwie półrocza), w jednym towarzystwie w Krakowie, miałem mimo wszystko 4 referaty – a ile miałem referatów w Krakowie w ciągu 30 późniejszych lat ? Słyszał ktoś ? Czy ktoś może udokumentować istniejący stan rzeczy jak ja to dokumentuję powyżej z roku 1988 i jak dziś dokumentuję referaty/rozmowy/różne działania – innych ?

Etatowo, zawodowo, już nie pracuję, ale działam na wielu frontach (można rzec – w wielu wcieleniach) co dokumentuję na moich stronach www (czasem z konsekwencjami), ale społeczność, nie tylko akademicka, widocznie uważa, że jak ktoś został wyklęty przez komunistów, to i wyklętym musi pozostać dożywotnio.

Co prawda mamy okres odkłamywania historii i wynoszenia na pomniki żołnierzy wyklętych i przede wszystkim przywracania pamięci, co jest chwalebne, ale już historii mniej odległych nikt odkłamywać nie chce i nie chce przywrócenia wyklętych przez środowiska komunistyczne do normalnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej.

Taka jest polityka historyczna i publiczna. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. Dobrej zmiany w tej materii nie widać.

Podaję istniejący stan rzeczy na własnym przykładzie, mając pewność, że nie jest to wyjątek. Badań socjologicznych/historycznych w tej materii nie znam, choć socjologów/historyków mamy w bród. Problem w tym, że są oni zainteresowani przede wszystkim etatami, awansami, wyższymi uposażeniami, a poznanie prawdy tylko w tym względzie mogło by im przeszkadzać.

Kiedy będzie koniec tego systemu ?

Skazany za działalność pro publico bono.

Skazany za działalność pro publico bono.

Nieprawomocnym wyrokiem zostałem skazany za moją działalność dla dobra wspólnego. Nikt z działających pro publico bono nie może czuć się bezpiecznie. Paragraf zawsze się znajdzie. Żadnej tajemnicy nie ujawniłem, nikomu krzywdy nie wyrządziłem ( tak mówił nawet prokurator) więc nie pozostało nic innego jak skazanie. Opinie o procesie przesłała Ela Serafin dokumentująca moją sprawę co niżej zamieszczam z podziękowaniem, także tym, którzy mi towarzyszyli na salach sądowych, i przed salami. Mówi się zasadnie, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja biedny się nie czuję , bo byli ze mną solidarni, także Solidarni 2010 z Warszawy monitorujący na swoim portalu moją sprawę, podobnie jak TVP Kraków  obecna na wszystkich rozprawach.

Jakże to inna sytuacja niż wtedy, gdy mnie skazywano (nie w sądzie !) na dożywocie pozauczelniane (przed 30 laty) i także potem, gdy poznałem jak wygląda solidarność bezobjawowa, szczególnie środowiska akademickiego.

1.jpg

Ela Serafin

Rozprawa niezależnego dziennikarza Józefa Wieczorka – Epilog?

26 kwietnia 2017 roku sędzia Przemysław Wypych nie zakończył rozprawy jak się spodziewaliśmy. Były mowy końcowe oskarżyciela i obrońcy, a wyrok ogłosił dnia następnego, tj. 27 kwietnia 2017 roku.

Na wstępie oskarżany przez prokuraturę niezależny dziennikarz Józef Wieczorek złożył oświadczenie w sprawie załącznika do protokołu z dnia 22 marca 2017 roku o następującej treści:

7

„W załączniku stwierdza się, że sąd ogłasza informację o niejawności rozprawy czyniąc to w czasie, gdy na sali rozpraw panuje cisza, a komunikat tej treści jest wyraźnie słyszalny. Ale stwierdzenie to jest sprzeczne z oświadczeniem sądu w 23-ciej minucie pouczającym o treści artykułu 241 paragraf 2 kpk podczas mojej nieobecności i podnoszącym wcześniejsze głośne zachowanie się publiczności, co uniemożliwiało przedłożenie takiego pouczenia przez sąd. W protokole nie zaznaczono, że komunikat sprzed minuty 16-stej sekund 48 był słyszalny dla urządzenia rejestrującego rozprawę. To co słyszało urządzenie i co odtwarzano z filmu nie świadczy, że był słyszalny dla mnie, co winno być zapisane w protokole. Dźwięk – w tym przypadku słowa sądu – rejestrowany przez urządzenia i przy odtwarzaniu wyraźnie słyszalny wcale nie musi być wyraźnie słyszalny przez ucho człowieka, nawet jeśli ten ma dobre ucho. Tym samym zapis jest mylący. Dotyczy źle rozumianych problemów akustycznych i winien być skorygowany, aby nie prowadził do mylnych wniosków prawnych”.

Odczytawszy oświadczenie przekazał je sędziemu, który dołączył je do akt sprawy i udzielił głosu oskarżycielowi publicznemu Bogdanowi Świątkowskiemu, który zaczął bardzo płytką analizę sprawy koncentrując się jedynie na tym, że wszystkie przepisy mówią o tym, że dziennikarz jest winny i trzeba go ukarać tak jak już wcześniej ustalono. I oczywiście już na samym początku, ledwie usłyszał parę wypowiedzi wiedział, że to on ma rację, a sprawa jest banalnie prosta.

6

Podam tu kilka cytatów z pana Świątkowskiego z tej rozprawy: „Przedmiotowe postępowanie z punktu widzenia faktów, ilości dowodów nie jest postępowaniem skomplikowanym. De facto moglibyśmy się oprzeć praktycznie na tym, co pan oskarżony tutaj opowiadał, to co mówił, to co wyjaśniał, to co mieliśmy możliwość dzisiaj wysłuchać, łącznie z przeglądem zapisów monitoringu, który na poprzedniej rozprawie tutaj mieliśmy możliwość oglądać. Tylko te dwa elementy, pomijając jakiekolwiek inne dowody zebrane w tej sprawie, tylko te dwa elementy dają podstawę do tego, żeby podjąć decyzję merytoryczną w tej sprawie. Prokuratura raz już swoje stanowisko w tej sprawie wyraziła. Był wydany wyrok nakazowy o określonej treści. Myśmy ten wyrok uznali jako słuszny, sprzeciwu z naszej strony nie było”.

Następny cytat: „Chciałem zwrócić uwagę na to, że to co tam mieliśmy możliwość pooglądania na monitoringu, to nie jest decyzja sądu o wyłączeniu jawności wynikająca z tego, że sąd tak sobie życzy. W tym wypadku chce, żeby była jawna, a w innym chce, żeby nie była jawna. Tutaj mamy określone przepisy i tutaj sąd tych przepisów musiał się trzymać. Praktycznie nie miał wyjścia, musiał stwierdzić, że rozprawa odbywa się w sposób niejawny. (…) Stąd uważam, że od strony merytorycznej – faktów itd., działanie oskarżonego wyczerpało znamiona czynu zabronionego, tego, który jest opisany artykułem 241 paragraf 2 kk”.

I jeszcze jeden cytat: „Moim zdaniem tak jak wcześniej powiedziałem, pan dopuścił się tego czynu, zrealizował znamiona opisane aktem oskarżenia, a z uwagi na to, że myśmy wcześniej nie kwestionowali orzeczenia sądu, nasze wnioski co do winy jak i kary są zbieżne z tym co było wydane w wyroku nakazowym, czyli wnosimy o to, aby pan Wieczorek został ukarany karą grzywny w sumie 3 tysięcy złotych, bo to było 100 stawek po 30 złotych jak również aby sąd zasądził koszty postępowania sądowego”. Sędzia kazał zapisać tylko końcówkę, czyli jakiej kary życzy sobie prokurator.

3

Obrońca dziennikarza mecenas Konrad Firlej od razu zauważył beztroskę z jaką wystąpił tu prokurator Świątkowski. Powiedział: „Wysoki Sądzie być może przed tym sądem toczyły się bardziej skomplikowane rozprawy, ale ta jest również doniosła, bardzo ważna i tu nie podzielam punktu widzenia pana prokuratora, że wszystko w tej sprawie jest wyjaśnione i w związku z tym żądanie oskarżyciela publicznego jest w całości zasadne. W moim przekonaniu jest zupełnie odwrotnie. Tutaj prawie na pewno jest wiele płaszczyzn, które jednak sąd wbrew oczekiwaniom oskarżyciela publicznego powinien moim zdaniem rozważyć”. Zwrócił uwagę, że coraz częściej rozprawy są jawne i mimo przepisów, to sąd decyduje czy rozprawa będzie jawna czy tajna.

Obrońca kontynuował: „Stojąc tu przed panem oskarżycielem, warto by było się jednak zapytać w czyim interesie to oskarżenie jest kierowane w stosunku do pana Wieczorka, bo wszyscy mogliśmy oglądać to, co było odtwarzane na monitorze, no i tutaj ja nie podzielam tego poglądu pana prokuratora, natomiast powiem, że z jego wypowiedzi wynika, że każdy widział i słyszał to, co chciał i być może przystoi to świadkowi, oskarżonemu, ale osobie, która występuje w interesie publicznym tak nie wypada postępować. I tutaj na pewno należało oczekiwać od oskarżyciela publicznego pewnego obiektywizmu, bo to nie jest jego prywatna sprawa, to nie jest oskarżyciel prywatny, tylko występuje w interesie naszego Państwa (…)”. A na zarzuty, że dziennikarz słyszał jak sędzia utajnia rozprawę obrońca mówił: To jest zawsze panie prokuratorze zasada domniemania niewinności po stronie osoby oskarżonej i trzeba udowodnić, że rzeczywiście słyszał, a tego pan nie jest w stanie, bo nikt nie jest w stanie tego udowodnić, tego subiektywnego odczucia”.

Zwrócił uwagę, że atmosfera na sali podczas rozprawy Adama Słomki nie była taka opanowana jak tu jest i zadał sobie pytanie: „Czy rzeczywiście osoba, która prowadziła wówczas tą rozprawę dołożyła takiej staranności jaka jest przypisana osobie, która wyrokuje w sprawie, czyli sądowi – tej należytej staranności związanej z autorytetem sądu”.

Jak wiemy na tamtej sali panował chaos, ludzie byli wyprowadzeni. Potem mężowie zaufania, którzy pozostali wielokrotnie domagali się, by sędzia mówiła tak, by byli ją w stanie usłyszeć, a sędzia tylko potrafiła uciszać ludzi grożąc paragrafami. Mecenas Firlej stwierdził, że rozprawa Adama Słomki nie miała takiego ciężaru jakościowego, by ją utajniać, tym bardziej, że wcześniejsza rozprawa była jawna, później sąd uznał przy poparciu prokuratora, że powinien zarządzić uchylenie tej jawności. Dziennikarz dostał nagranie, nie słyszał o tym, by sędzia zabroniła ujawniania. Nic się nie stało, że ujawnił. Obrońca uważa, że nie naruszyło to przepisów prawa. I dodał, że obowiązkiem dziennikarza było informować opinię publiczną o tym, co się rzeczywiście dzieje.

„Żaden sąd dziennikarski nie znalazłby nic nagannego w jego postępowaniu. Dziennikarze są tak zdeterminowani swoim powołaniem, żeby ujawniać jak najwięcej i to w dobrej wierze, żeby społeczeństwo wiedziało jak wyglądają sprawy w Państwie, żeby wiedziało za co się karze ludzi, za co się uniewinnia, jak to się dzieje, że ci, którzy zasługują na potępienie i surowe kary chodzą wolni” – mówił mecenas Konrad Firlej. Poprosił o uniewinnienie dziennikarza. Józef Wieczorek zwrócił uwagę, że ten „przestępczy czyn” nikomu szkody nie przyniósł i jak do tej pory nikt nie zwrócił się ani do platformy YouTube ani do niego, by usunąć ten film. I za to karze się człowieka. „I na tym polega w Polsce prawo, którego trudno zrozumieć obywatelom. Za brak szkody jestem sądzony” – mówił.

Jednak sędzia Przemysław Wypych zdecydował się na ukaranie dziennikarza. Odczytał wyrok jak mówił – w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Czy na pewno? Czy nasza Rzeczypospolita Polska ta patriotyczna, prawdziwa chciałaby ukarać Józefa Wieczorka? Ja uważam, że nie. Trzeba zreformować sądownictwo. Sędziowie nie mogą być skostniali, oderwani od rzeczywistości, trzymać się jakichś sztywnych paragrafów. Sędzia widział film z rozprawy Adama Słomki, słyszał i jego zeznania, wydawać by się mogło, że zrozumiał o co szła gra skierowana przeciwko kandydatowi na Prezydenta RP. Powinien był uniewinnić Józefa Wieczorka.

Sędzia czytał wyrok: „Punkt pierwszy: Oskarżonego Józefa Wieczorka uznaje za winnego tego, że w dniu 13 marca 2015 roku w nieustalonym miejscu rozpowszechnił publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej tegoż dnia z wyłączeniem jawności przed Sądem Okręgowym w Krakowie w sprawie o sygnaturze 4ka1059/14 w ten sposób, że zamieścił na portalu internetowym YouTube nagranie filmowe utrwalające przebieg powyższej rozprawy, co stanowi występek z artykułu 241 paragraf 2 kk i za czyn ten na mocy powołanego przepisu wymierza oskarżonemu karę 100 stawek dziennych grzywny, określając na mocy artykułu 33 paragraf 3 kk wysokość dziennej stawki na kwotę 15 zł. W punkcie drugim na zasadzie artykułu 627 kpk oraz art. 3 ustęp 1 ustawy z dnia 23 czerwca 1973 roku o opłatach w sprawach karnych, dziennik ustaw z 1983 roku nr (…) zasądza od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa koszty sądowe w kwocie 220 zł, w tym 150 zł tytułem opłaty i 70 zł tytułem wydatków”.

Uzasadnienie sędziego było bardzo długie. Podawał tam m.in., że słyszalność na rozprawie Adama Słomki była wystarczająca. To dlaczego mąż zaufania wielokrotnie prosił tamtą sędzię, by mówiła głośniej, bo jej nie słychać? Sędzia Przemysław Wypych całą swą wypowiedź skoncentrował na tym, że nie wolno było dziennikarzowi udostępnić nagrania z niejawnej rozprawy, choć przyznawał, że nie kwestionuje jego zasług w działalności publicznej, że żadnych korzyści finansowych on z tego nie miał, „działał w subiektywnie odczuwalnym poczuciu działania w interesie publicznym”, nie ujawniono żadnych informacji, które komukolwiek by szkodziły, ale uważa, że dziennikarz zachował się w sposób sprzeczny z prawem i „społeczna szkodliwość niniejszego czynu wyraża się w naruszeniu przezeń formalnych reguł związanych z utajnieniem rozprawy i godzi w wymiar sprawiedliwości”. Przypomniał, że Adam Słomka po tamtej rozprawie wyszedłszy z sali zapowiedział, że nagranie będzie upublicznione. I tego nie mógł darować niezależnemu dziennikarzowi, że „ostentacyjnie sprzeniewierzył się nakazom prawa”, że to było takie „manifestacyjne”. Przyznał na koniec, że nikt nie jest nieomylny, można się z sądem nie zgadzać. Wyrok nie jest prawomocny i podał precyzyjnie jak można się odwoływać.

4

Po stwierdzeniu sędziego, że dziennikarz jest winny publiczność opuściła salę krzycząc: „Precz z komuną!”, „Na Białoruś!”, „Komuniści i złodzieje!” Z sali padło też pytanie: „Wysoki Sądzie, a jaką szkodę kto komukolwiek zrobił?”

Po wyjściu z sali rozpraw obrońca mecenas Konrad Firlej stwierdził, że są zaskoczeni wyrokiem skazującym i że oczywiście wniosą apelację, ale najpierw muszą zapoznać się z tym uzasadnieniem sędziego na piśmie, bo to co na piśmie sąd przedstawił zwykle nie musi odpowiadać temu co zostało wygłoszone na sali sądowej.

5

Oskarżony dziennikarz Józef Wieczorek mówił: „To pokazuje, że mimo, że żyjemy w wolnym Kraju, ktoś kto prowadzi działalność nieszkodliwą, pro publico bono, musi zdawać sobie sprawę, że wcześniej czy później będzie penalizowany za tą działalność, no bo taki jest mniej więcej sens tego przesłania. Ta działalność była prowadzona dla dobra publicznego, nikomu nie zaszkodziła, co zresztą i sędzia przyznaje, z wyjątkiem może tego, że ujawnienie w jakimś sensie stanowiło naruszenie tych obyczajów, które panują w naszym sądownictwie.

2

To oskarżenie ma charakter polityczny, bo to był sąd, który się wpisywał w kampanię wyborczą Adama Słomki, starał się utajnić rozprawę, na której Słomka był uniewinniany. Natomiast wcześniejsze rozprawy, gdzie w opinii publicznej był oskarżany były ujawniane. Więc siłą rzeczy obowiązkiem dziennikarskim dziennikarza obywatelskiego działającego w interesie publicznym było doprowadzenie do ujawnienia tego faktu, że tutaj strona sądowa nie zachowuje się jak trzeba. To był główny powód ujawnienia, z tym, że oskarżanie mnie na przykład o rozpowszechnianie jest jakby niewłaściwe. Ja nie jestem właścicielem platformy YouTube i to ta platforma to rozpowszechnia, a nie mam żadnych sygnałów z jakiejkolwiek strony czy od administracji YouTube, czy od strony oskarżającej, żebym tą informację usunął.

Wyrok jest taki, że to nagranie może być rozpowszechnianie i ono jest rozpowszechnianie, więc to jest sprawa bardzo ważna dla wszystkich dziennikarzy obywatelskich, żeby wiedzieli co ich czeka za ich działalność obywatelską, a to jest jedna z najważniejszych w tej chwili z działalności, którą można prowadzić dzięki internetowi, dzięki urządzeniom rejestrującym i ci, którzy robią to publicznie, dla dobra publicznego, jeszcze przy własnych nakładach, potem są penalizowani. Ta kara tam została zmniejszona, ale jest dotkliwa. Trzeba wziąć pod uwagę, że np. wczoraj była rozprawa, był proces – uniewinnienie jednego z opozycjonistów, gdzie mój film nagrany stanowił bardzo ważny argument, a to nie jest jedyna rozprawa. Sądy korzystają z mojej działalności – nieodpłatnie, nie otrzymuję ani grosza, a widać, że znaczenie społeczne tej działalności jest poważne„.

Nie zgadzam się z wyrokiem tego Sądu, który wydawałoby się tak wyczerpująco i zgodnie z prawem uzasadnił to, że dziennikarz jest winien, że popełnił przestępstwo. Zarówno prokurator jak i sędzia bardzo zgrabnie pływali omijając przeszkody w postaci ewidentnej winy ludzi od nich, czyli tak zwanego wymiaru sprawiedliwości w sprawie pokrzywdzonego przez wielu z nich kandydata na Prezydenta RP Adama Słomki, który zeznając tu w sprawie dziennikarza jako świadek obrony przedstawił bardzo dokładnie karygodne zachowanie rozmaitych osób spod znaku Temidy, które chciały wrobić go w próbę zabójstwa sędziego, a potem utajnić rozprawę, na której musieli już odpuścić i go uniewinnić. Wiemy też jak dziwnie zachowywała się wtedy sędzia wzmocniona dodatkowymi 2 głowami przedstawicieli Temidy – uciszała ludzi, którzy prosili, by mówiła głośniej, bo jej nie słyszą. Tego sędzia Wypych nie komentował.

Przedstawiciele prawa próbują zasłonić nam oczy posługując się swoim orężem – paragrafami i krzywdząc niewinnych ludzi mówią nam, że robią to w imieniu Rzeczypospolitej. Nie interesuje ich dno tej sprawy. Nie interesuje ich prawda, że to wymiar sprawiedliwości robił jakieś ciemne interesy, utajniał rozprawę, na której miał zostać oczyszczony z zarzutu Adam Słomka.

Koncentrują się tu tylko i wyłącznie na dziennikarzu Józefie Wieczorku, na tym, by go ukarać za upublicznienie tajnej rozprawy, która jeszcze raz mówię tajną nie jest, bo gdzie troska obrońców tego prawa, tych oskarżycieli o to, żeby nagranie to zniknęło z naszych oczu, czyli z platformy YouTube.

Tu nie ma logiki. Tu jest tylko pokazanie, że jak sędzia powiedziała tajne, to ma być tajne i już, bo ona tak chce, a oni teraz muszą ukarać dziennikarza, bo udostępnił. Jadą na skróty, a przecież po wysłuchaniu zeznań Adama Słomki sprawa rozjaśniła się i im niemalże do samego dna. A na tym dnie są osoby z wymiaru sprawiedliwości, które powinny stanąć przed sądem za popełnianie przestępstw, a nie dziennikarz, którego obowiązkiem jest wyciągać na światło dzienne takie sprawy, takie osoby, które skrzywdziły człowieka.

Sędzia mówił, że już prawie odstąpił od ukarania dziennikarza, ale po obejrzeniu tego „tajnego” filmu z rozprawy, gdzie na końcu Adam Słomka przemawia do ludzi i mówi, że nagranie z rozprawy będzie udostępnione, no i tego samego dnia już było, nie mógł postąpić inaczej jak tylko ukarać tego dziennikarza, który to upublicznił, bo przecież przez wzgląd na powagę sądu, który jest organem państwowym działającym w imieniu Rzeczypospolitej, rozpoznaje sprawę z mocy Konstytucji, reprezentuje powagę państwa i w imieniu narodu sprawuje władzę. Po co takie słowa?

Sędzia nie interesował się tym początkiem, sednem całej sprawy, czyli próbą zniszczenia Adama Słomki. To wymiar sprawiedliwości powinien bić się w pierś i przepraszać ludzi za wyrzucanie z sali i kombinacje, wykorzystywanie swoich możliwości, tych paragrafów i straszenie sławnym paragrafem 241 punkt 2.

Dlaczego ten wymiar sprawiedliwości chował się zamiast publicznie oczyścić z ciężkiego zarzutu człowieka, który kandydował na prezydenta, a którego imię splugawili? Jak miał się bronić, walczyć o przywrócenie mu dobrego imienia, kiedy wyrzucono publiczność z sali, nie pozwolono dziennikarzom filmować tamtej rozprawy, gdzie go uniewinniono? Po co utajniać rozprawę osoby publicznej, która chciała, by ludzie dowiedzieli się wreszcie, że nie jest przestępcą?

Urzędnicy mają służyć społeczeństwu, a nie swojej grupie zawodowej, swoim kolegom czy jakimś bezsensownym paragrafom. Gdzie jest jakiś rozsądek, jakieś sumienie? To teatr, a nie sąd w imieniu Rzeczypospolitej. Jak prokurator Świątkowski może pomijać ten fakt? Jesteście przedstawicielami prawa, uważacie się za jakąś nadzwyczajną kastę.

My społeczeństwo chodząc na takie rozprawy, obserwując wasze poczynania widzimy to zupełnie inaczej. Przestępstwa osób z wymiaru sprawiedliwości są teraz ujawniane. Wy macie służyć dobru, a nie jakimś starym, skostniałym przepisom, które dopasowujecie sobie wedle waszej woli, choć nie musicie.

To ciągłe zastraszanie ludzi, że nie wolno się odezwać, bo będzie kara, że nie wolno pokazywać, bo będzie kara. Gdzie są ci ludzie, którzy chcieli zniszczyć Adama Słomkę – kandydata na prezydenta RP? Sędzia Przemysław Wypych skupił się tylko na małym wycinku całej sprawy. To proste – przesłuchać, zapisać, dobrać paragrafy i ukarać, bo wydaje się, że wszystko pasuje. Ale po zeznaniach Adama Słomki, które słyszał sędzia Wypych, które ma też nagrane – sąd nagrywał, dziennikarze nagrywali – nie powinien był wydawać wyroku przeciwko uczciwemu człowiekowi, który postąpił zgodnie z sumieniem i zdrowym rozsądkiem. Kto chciał ukarać niezależnego dziennikarza, czy tylko prokurator Świątkowski i sędzia Wypych, bo mu tak wyszło, a może cały czas jest jakiś nacisk osób, które miały związek z próbą wrobienia Adama Słomki?

A propos wypowiedzi obrońców swojej racji, czyli prokuratora i sędziego w sprawie słyszalności na sali rozpraw. Wielokrotnie jest tak, że na sali nie słychać, nie używa się mikrofonów i wielokrotnie odsłuchując nagranie z kamer nie mogę zrozumieć co jest mówione. Na sali w różnych miejscach różnie jest ze słyszalnością. Jedna kamera złapie dobrze wypowiedź, inna z innej strony nie. Ktoś się poruszy, ktoś przejdzie, kichnie i już nie słychać. Z jednej strony może ktoś usłyszy, ale z drugiej nie. Nawet same sale hałasują. 26 kwietnia przenosiłam się z kamerą w kilka miejsc, a jak się okazało później najgorzej było słychać w pobliżu sędziego, bo jakieś urządzenia za nim robiły spory hałas, ale wtedy tego nie słyszałam. Na moich zdjęciach też widać jak ludzie przykładają ręce do uszu, żeby zrozumieć wypowiedzi. Mam nadzieję, że sędzia w Sądzie Okręgowym, do którego wniesiona zostaje apelacja, będzie patrzył na sprawę dziennikarza zgodnie z obowiązkiem osoby reprezentującej godność Rzeczypospolitej, a nie zgodnie ze skostniałymi przepisami.

Elżbieta Serafin (Film z rozprawy na Program7 Telewizja Internetowa)

Jedyna bolączka Uniwersytetu Jagiellońskiego ?

IMG_20170330_180220.jpg

Jedyna bolączka Uniwersytetu Jagiellońskiego ?

W Święto Uniwersytetu Jagiellońskiego 12 maja 2017 r. w 653 lecie założenia najstarszej polskiej uczelni zdefiniowano, że jedyną bolączką Uniwersytetu Jagiellońskiego jest brak pieniędzy [https://krakow.tvp.pl/30734827/12052017-2130 KRONIKA: 12.05.2017, 21.30]

Tak wypowiadał się obecny rektor UJ Wojciech Nowak, w końcu lekarz, który na czym jak na czym, ale na bolączkach winien się znać.

Swoje opinie przedłożył też b. rektor UJ – Franciszek Ziejka rozpoznany w materiałach SB jako KO „Zebu” [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/ ] czego UJ nie traktuje jako bolączkę, bo niejednego tajnego współpracownika i b. wielu jawnych współpracowników zatrudnia w murach uczelni. [https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/].

Niestety diagnoza choroby uniwersytetu postawiona przez naczelnego jej lekarza musi budzić konsternację.

Nie będąc lekarzem, choć będąc doktorem zupełnie nie nadającym się do korporacji oszukujących i oszukiwanych [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/ ], która zawłaszczyła tą najstarszą polską uczelnię postawiłem zupełnie inną diagnozę jej (i innych wzorujących się na UJ uczelni) chorób.

Pisałem o tym w wielu tekstach m.in. w tekście „ Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? Niepoprawne rozważania dysydenta akademickiego. 9 maja 2015 –https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-2015-r.pdf”, w którym przedstawiłem identyfikację chorób uniwersytetu oraz ich uwarunkowania i historię, podważając tezę, że to brak pieniędzy jest jedyną chorobą toczącą polskie uczelnie.

Wypowiedzi naczelnego lekarza UJ stawiają natomiast uniwersytet w beznadziejnej sytuacji, bo po takiej diagnozie UJ raczej nie ma szans na wyzdrowienie.

Przypomnę choćby kilka chorób jakie zidentyfikowałem, które od lat, a nawet wieków toczą także UJ:

  • niemerytoryczna [często genetyczno-towarzyska] rekrutacja i ocena kadr akademickich, na każdym szczeblu tzw. kariery akademickiej

  • wieloetatowość rzekomo uwarunkowana brakiem pieniędzy a prowadząca do pozoranctwa naukowego i edukacyjnego, dobre finansowanie wieloetatowców zaniedbujących studentów, przy wykluczaniu z etatów dbających o rozwój naukowy i moralny studentów ( tych pousuwano z oskarżenia o negatywny wpływ na młodzież akademicką i do dnia dzisiejszego z tej chorobliwej opcji nie zrezygnowano !

  • brak mobilności kadr akademickich a preferowanie chowu wsobnego związanego z chorobą nepotyzmu toczącej uniwersytet

  • konformizm kadry – jedna z najpoważniejszych chorób polskiego środowiska naukowego, które z istoty rzeczy winno być nonkonformistyczne, ale na UJ podczas politycznych weryfikacji kadr właśnie nonkonformistów usuwano i tych faktów najwięksi badacze UJ dotknięci chorobą konformizmu nie są w stanie swoimi metodami rozpoznać.

  • demencja – straszna choroba dotykająca także środowisko akademickie , także UJ – „Charakteryzuje się spadkiem wszystkich wyższych funkcji poznawczych, takich jak pamięć, myślenie, osąd, orientacja, rozumienie, przetwarzanie danych, zdolność do uczenia się i wyrażania siebie”. Najwybitniejsi profesorowie UJ nie zdołali przez 30 już lat nauczyć się co to jest anonim i w pełni akceptują opinie tych, którzy ani imieniem, ani nazwiskiem, ani nawet krzyżykiem, nie byli w stanie podpisać się pod swoimi poza merytorycznymi opiniami w ramach politycznej weryfikacji kadr schyłku PRL, o czym nikt z etatowych pracowników UJ nie pamięta i pamiętać, czy poznać nie chce – demencja absolutna ? [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

  • degrengolada moralna choroba rozpoznana i ujawniona przeze mnie w połowie lat 80-tych i rozwijająca się bez przeszkód po skierowaniu mnie na ścieżkę dyscyplinarną i wykluczeniu mnie z UJ. Jak widać ujawnianie chorób i walka z nimi traktowane są jako działalność zagrażająca uniwersytetowi opanowanemu przez korporację oszukujących i oszukiwanych. Trwa do dziś i nie tylko na UJ, ale też na innych uczelniach na UJ się wzorujących ( Przejawy degrengolady moralnej środowiska akademickiego podnoszone są przez b. rektora Marka Dyżewskiego – https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/ -o jakże innym poziomie moralnym i intelektualnym, od rektorów niemiłościwie panujących na UJ)

  • alergia na prawdę – chorobliwe uczulenie na prawdę prowadzące do zmiany statutu uczelni w 2000 r. , do fałszowania własnej historii uczelni i do formowania korporacji oszukujących i oszukiwanych

  • mobbing akademicki– to poważna choroba, szczególnie dotykająca niekompetentnych kierowników . Choroba na UJ (i nie tylko) rozpoznana przeze mnie – ciekawe, że nie przez dyplomowanych/utytułowanych lekarzy, socjologów, psychologów czy prawników, czego dowodem jest chociażby zawartość mojej strony – MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKIhttps://nfamob.wordpress.com/i np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-piotra-gajdka/ Nadmienię, że dopiero po mojej interwencji w ministerstwie z poważnym opóźnieniem wprowadzono procedurę antymobbingową na UJ, a i tak mobbowani zwracają sie do mnie o pomoc – bo niby do kogo mają się zwracać ?

To tylko część chorób toczących uniwersytet jakie zidentyfikowałem nie będąc dyplomowanym/utytułowanym lekarzem i biada uniwersytetowi kierowanemu przez lekarza, który nie jest w stanie ich zidentyfikować – lekarza utytułowanego, choć doktorem został dopiero wówczas, gdy moi wychowankowie już kończyli doktoraty- moi, tj. osoby nie nadającej się na uniwersytet oszukujących i oszukiwanych, a będącej rówieśnikiem obecnego rektora.

Chroń nas Panie Boże od takich lekarzy, którzy nie potrafią postawić należytej diagnozy choroby organizmu, bo po takiej diagnozie jaką wystawił naczelny lekarz UJ w randze rektora, to chory pacjent jakim jest obecny UJ nie ma żadnych szans na wyzdrowienie. Skoro nie wiadomo na co choruje, zatem nie wiadomo jaką terapię mu zastosować !

Za pomocą samych pieniędzy nikt jeszcze prawdziwie chory nie wyzdrowiał, chyba ze chory z urojenia/chory na pieniądze.

To też choroba tocząca uniwersytet, jedyna prawidłowo zidentyfikowana przez obecnego rektora, który niedawno jasno objaśnił, że uniwersytet oszukuje studentów i to dla pieniędzy ! [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/ ].

Zatem uniwersytet całkiem się zatracił i utracił swoją misję poszukiwania prawdy. Czy to jest jeszcze uniwersytet ?

Czy wzmocnienie finansowe oszustów podniesie poziom naukowy uniwersytetu i będzie pozytywnie wpływać na młodzież akademicką ?

Rektor nie podał informacji czy gdziekolwiek, kiedykolwiek taki cud się zdarzył.

Usuwając ze swoich murów pasjonatów nauki i edukacji ( z anonimowego oskarżenia o negatywne oddziaływania na studentów! ) i zatrudniając pasjonatów pieniędzy UJ stoczył się na obecną pozycję nie mając szans na osiągnięcie poziomu uczelni światowych, poza poziomem nieruchomości uniwersyteckich, który nie przekłada się na poziom nauki i edukacji.

Rektor nie podaje jakiej wysokości finansowanie może spowodować, że ci którzy dokonywali weryfikacji kadr opanują kiedykolwiek zdolność podpisywania się pod swoimi opiniami imieniem i nazwiskiem, a przynajmniej krzyżykiem.

Nie jest to kwestia tylko historyczna, bo skoro decydenci UJ i ich wyborcy w najmniejszy nawet sposób nie kwestionują takiego poziomu intelektualnego i moralnego swoich kolegów (?) to co oni sobą reprezentują ?

Może są chorzy, niezdolni do życia godnego nauczyciela akademickiego ?

Pisałem już nieraz, że w PRL zarabiało się co najwyżej kilkadziesiąt dolarów miesięcznie (a nawet mniej, w końcu PRFu -średnio kilkanaście $)), bida była straszna, a dziś i kilka tysięcy dolarów na uczelni można zarobić ( więcej niż gdzie indziej), ale podobno bida jest jeszcze większa, a wyniki działalności naukowej jeszcze gorsze.

Widać, ze brak jest korelacji pozytywnej między wydatkami na naukę a sukcesami naukowymi.

Nadmienię przy tym, że ja nie tylko chciałem pracować za te marne grosze , ale pracowałem naukowo po wydaleniu z UJ z wilczym biletem, nawet bez finansowania! I to z efektami lepszymi od wielu pracowników uczelni, a także samych rektorów. [ https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/,https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/]

Do tej pory żaden rektor płaczący na rzekomy brak pieniędzy nie wpadł/nie chciał wpaść na pomysł, aby finansować tych co i za marne pieniądze, a nawet bez pieniędzy coś wartościowego potrafili zrobić , zamiast tych którzy i za duże pieniądze niewiele /lub nic nie zrobili.

Gdy byłem etatowcem w PRLu w najtrudniejszych, najbardziej siermiężnych, totalitarnych warunkach (stan wojenny i okolice nierozpoznane w dziejach UJ ! -przez finansowanych etatowych historyków) nie tylko sam (i to nieraz za darmo) prowadziłem szereg wykładów, seminariów, zajęć terenowych, zbyt trudnych dla profesorów, formowałem nowych pracowników nauki, czego profesorowie znacznie lepiej opłacani nie byli w stanie robić, zapisywali natomiast na swoje konto to co ja robiłem !

Pisałem i redagowałem, mimo wszystko, prace naukowe znane poza granicami, a nawet poza oceanami, ale niestety uczyłem myślenia i to krytycznego oraz nonkonformizmu naukowego, co stanowiło zagrożenie dla ówczesnego sytemu opartego na kłamstwie, bezmyślności i bezkrytyczności oraz konformizmie.

I ten chorobliwy system z sukcesem przeszedł przez okres transformacji i utrwalił się jako skansen komunizmu akademickiego do dnia dzisiejszego.

A lekarz-rektor widzi tylko jedną bolączkę uniwersytetu – rzekomy brak pieniędzy!

Katastrofa !

Niepoprawnie o niedoskonałości edukacji wyższej

Niepoprawnie o niedoskonałości edukacji wyższej 

Niepoprawny Magazyn Akademicki [16]

Rozmawiają Józef Wieczorek i Robert Kościelny

 

A może by tak wrócić do wartości II RP ?

MD

[http://www.marekjandyzewski.pl/ ]

A może by tak wrócić do wartości II RP ?

Bez naprawy systemu akademickiego program gospodarczy Mateusza Morawieckiego nie ma wielkich szans na realizacje. Gospodarce ( i nie tylko) potrzebni są ludzie na poziomie, elita intelektualna, jednocześnie o mocnym kręgosłupie moralnym.

Nie bez przyczyny marszałek – senior, Kornel Morawiecki, apeluje do środowiska akademickiego o powrót do utraconych wartości. [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/28/prawda-rzetelnosc-i-transparentnosc-utracone-wartosci-nauki-w-polsce/]

Szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego, który w słowach przyznaje, że naprawa systemu akademickiego jest konieczna, przygotowuje Narodowy Kongres Nauki. [https://nkn.gov.pl/ ]

Poprzedzają go comiesięczne konferencje o tematyce:

  • umiędzynarodowienie nauki i szkolnictwa wyższego;

  • propozycje zmian w naukach humanistycznych i społecznych;
  • zintensyfikowanie współpracy pomiędzy nauką, gospodarką i administracją publiczną;
  • ścieżki kariery i rozwój młodej kadry akademickiej;
  • dostępność kształcenia na poziomie elitarnym w powiązaniu z wysokiej jakości badaniami;
  • ustrój i zarządzanie w szkolnictwie wyższym.

Ale tematyka o wartościach akademickich nie jest obecna.

Najstarsza polska uczelnia, wzorcowa dla innych, ma co prawda Akademicki Kodeks Wartości [https://wobjw.wordpress.com/2010/07/05/mobbing-a-a-k-a-d-e-m-i-c-k-i-k-o-d-e-k-s-w-a-r-t-o-s-c-i/ ;

O etycznych kanonach pracy nauczycieli akademickich i próbach ich kodyfikowania], ale z wartościami jest na bakier i uczelnią zarządza demokratycznie wybrany rektor, który wprost mówi – my oszukujemy studentów ( dla pieniędzy rzecz jasna) dając do zrozumienia, że na uczelniach misja uczenia została zastąpiona misją oszukiwania. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/25/czy-rektor-uj-trafi-na-sciezke-dyscyplinarna/ ].

Korporacje nauczających i nauczanych poszukujące razem prawdy zastępowane są korporacjami oszukujących i oszukiwanych na drodze do uzyskiwania dyplomów i tytułów.

I jakby nikomu (niemal) to nie przeszkadzało Wręcz przeciwnie.

Jeśli w ramach naprawy systemu akademickiego nie zostanie naprawiony system wartości to żadna naprawa, także systemu gospodarczego, nie będzie skuteczna.

Uformowani na uczelniach oszuści co najwyżej mogą nas po raz kolejny ‚puścić w skarpetkach’.

Warto zwrócić uwagę na porównanie ze standardami II RP jakie przeprowadził b. rektor Marek Dyżewski, podnosząc ogromną degrengoladę moralną obecnego środowiska akademickiego.

Otóż w II RP oszuści tracili prawo do wykładania, takim się ręki nie podawało , obejmowano ostracyzmem.

Czyli dokładnie inaczej niż w III RP kontynuującej wzorce PRL, w której oszustów się nobilituje, wybiera demokratycznie na rektorów i inne decydenckie stanowiska akademickie a pozbawia prawa wykładania, obejmuje ostracyzmem tych co oszustwa ujawniali/ujawniają, przeciwko oszustwom protestują, rzeczywistej naprawy środowiska akademickiego się domagają. Tych traktuje się jako element niepożądany na uczelniach, stanowiący zakały środowiskowe bo naruszający patologiczne standardy środowiska zagrażający tym na etatach, sitwom akademickim i psujący ich dobre samopoczucie i samouwielbienie.

Środowisko akademickie oparte na antywartościach systemu komunistycznego, kontynuowanych w III RP,  samo się oczyszcza z elementu wartościowego, opartego na wartościach jakie uznawano w II RP.

A może by tak naprawiając system akademicki III RP wrócić do wartości II RP ?

Jak do tej pory nie widać oznak takiego przeorientowania w polityce akademickiej. Beneficjenci systemu kłamstwa trzymają się mocno, dzielnie walcząc z tymi co by chcieli prawdy szukać.

Może by tak minister nauki i inni naprawiacze systemu akademickiego wzięli pod uwagę opinie b. rektora Marka Dyżewskiego,  skoro nie chcą wziąć pod uwagę moich, tożsamych opinii od lat prezentowanych w przestrzeni publicznej i przekazywanych, na ogół bezskutecznie-  ministrom i innym decydentom.

Podobno w sprawie naprawy systemu toczy się szeroka dyskusja ze środowiskiem akademickim, ale zdaje się jest ona zawężona do tych, którzy degrengolady moralnej nie chcą zauważyć, a nawet ją tworzą.

Profesor – fanatyk zaniedbywania studentów ?

m

Profesor – fanatyk zaniedbywania studentów ?

Jacek Majchrowski wielofunkcyjny obywatel Krakowa,  od 15 lat prezydent Miasta Krakowa (obecnie w trakcie 4 kadencji) a od 45 lat związany umową z Uniwersytetem Jagiellońskim, a od roku 2000 także z Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego skończył lat 70 i zgodnie z prawem przynajmniej na UJ winien przejść na emeryturę . Prasa podaje jednak, że Majchrowski chce uczyć dalej [http://www.dziennikpolski24.pl/region/a/na-prezydenta-krakowa-czeka-naukowa-emerytura-z-ktorej-nie-zamierza-skorzystac,11985426/ale nie wiadomo, czy jego chęci zostaną zaspokojone.

Nie wiadomo też, czy czasem Majchrowski nie zamierza startować na kadencję piątą prezydenta Krakowa – jeśli tego prawo nie zabroni.

Do tej pory uczelnia (UJ) nie chciała rezygnować z etatu prezydenta Krakowa, mimo że zaniedbywał studentów – opuszczał wykłady i to od lat, ignorował dyżury, niewielki z niego mieli pożytek studenci przygotowujący prace magisterskie. W roku 2013 UJ wypłacił mu 95 tys. zł , widocznie wysoko ceniąc jego zaniedbywanie studentów ! [http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3481311,prezydent-krakowa-nie-ma-czasu-dla-studentow,id,t.html].

Trudno się zatem dziwić, że mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nadal chce studentów zaniedbywać, bo ok. 100 tys jednak nie jest do pogardzenia, choć – jak od lat słyszeliśmy – pensje profesorskie są głodowe i stąd nikt na poziomie na uczelni nie chce pracować.

To fakt, tym bardziej, że obecny poziom wyznaczają ci, którzy oszukują studentów i boją się myśleć, a nie każdy, a w szczególnie ktoś na jakimś poziomie, chce robić za durnia, za bezmyślnego z bojaźni, a oszukiwaniem się brzydzi. [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/21/misja-uczelni-jest-uczyc-ale-misjonarze-sa-wykleci/]

Mimo kiepskich pensji na uczelniach ( jak u Majchrowskiego w 2013 r. prawie 100 tys na UJ, 185 tys. zł na Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego na Akademii) zdarzają się fanatycy uczenia studentów nawet po przejściu na emeryturę, nawet jeśli to formalne uczenie jest realnym zaniedbywaniem, bo 24 godz., na dobę nie da się pracować ( i to przez lata) nawet jak się jest profesorem.

Nadzwyczajna kasta akademicka z wynagrodzeń za pozoranctwo akademickie nie rezygnuje, bo przecież „Pecunia non olet’, a władze uczelni – przez tą kastę wybrane – bynajmniej pozorantom nie chcą zmniejszyć wynagrodzenia, mając na uwadze kolejne kadencje i po-kadencyjne umiejscowienie!

Ta sytuacja trwa od lat i to bez przeszkód, bez protestów, bo uczelnie z elementu niewygodnego – stanowiącego zagrożenie dla takiej formuły uczelni- same się oczyściły, usuwając na wieki / dożywotnio, tych którzy studentów nie zaniedbywali, wykłady i to ponad miarę – przeprowadzali, a studenci przygotowujący prace magisterskie mieli z nich wielki pożytek.

Tacy dla profesorów – szczególnie przewodniej siły narodu – stanowili zagrożenie, bo studentów nie oszukiwali i nie bali się myśleć, a co gorsza myślenia i to krytycznego studentów uczyli.

Takich na uczelniach nie można było tolerować, bo gdzie by naród zaprowadzili ?

Na kogo profesorowie zaniedbujący studentów by wychodzili ?

Władze uczelni wiedziały i wiedzą co robią ! Płacić trzeba i to dobrze wielofunkcyjnym, i to ‚pieszczącym’ wysokie funkcje, pozorantom, zaniedbującym studentów, oszukującym ich jak inni, bezmyślnym z bojaźni, bo ci stanowią gwarancje utrzymania się nadzwyczajnej kasty akademickiej na dalsze lata, a nawet wieki.

Patologie akademickie pod moją lupą

etyka

Patologie akademickie pod moją lupą

Od lat (w przestrzeni publicznej mniej więcej od początku wieku na kilku platformach internetowych ) prowadzę monitoring patologii akademickich , wyręczając tym samym w robocie rozmaite instytucje (budżetowe), także ministerstwa, gremia, organizacje, związki zawodowe , które jakoś nie kwapią się do takiej działalności. mimo deklaracji o pracach na rzecz naprawy polskiego patologicznego systemu akademickiego.

Od paru miesięcy trwają rozmaite konferencje poprzedzające Narodowy Kongres Nauki, ale problem patologii akademickich nie jest w tej tematyce obecny. https://nkn.gov.pl/#!/konferencje

Jeśli nie wiadomo jak te patologie są uwarunkowane systemowo, to niby jak system zostanie zmieniony pozytywnie ? – tzn. na lepsze, aby był mniej patologiczny.

Przed kilku laty najstarsza i wzorcowa dla innych polska uczelnia – Uniwersytet Jagielloński – zorganizował Kongres Kultury Akademickiej, ale do tej pory nie znane są osiągnięcia tego Kongresu i nie ma badań nad tym – czy od tego okresu kultura akademicka się podniosła, czy może obniżyła, mimo że w Polsce czego jak czego, ale socjologów mamy w bród.

[ https://jubileusz650uj.wordpress.com/kongres-kultury-akademickiej/]

Postulowałem przed kilku lat powołanie Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [w skrócie POMPA] – https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/ , aby za jej pomocą wypompować z systemu przynajmniej część tych patologii, a chociażby aby znać co trzeba z tego systemu wypompować. Bezskutecznie !

Moja obywatelska pompa

https://nfaetyka.wordpress.com/

https://blogjw.wordpress.com/

 http://nfapat.wordpress.com/

http://nfamob.wordpress.com/

https://lustronauki.wordpress.com/

nie jest w stanie tego zrobić a wsparcia nie mam.

Wygląda na to, że decydenci akademiccy, a także szeregowi, etatowi akademicy, wcale nie chcą działań na rzecz zmniejszenia patologii -tak jakby, życie w patologicznym systemie całkiem im odpowiadało.

Fakt, że działania rzekomo naprawcze pozorują, powołują rozliczne komisje etyczne, tworzą niezliczone kodeksy etyczne, ale żeby przestrzegać choćby tego co sami w tych kodeksach zapisali – to już by było dla nich za dużo.

Jest tak jak w znanej fraszki Jana Sztaudyngera:

Postanowiono w lesie wreszcie wydać prawa.
Co może robić niedźwiedź, co lis, co trawa.
Uradzono przepisy, nowele, ustawy,
Osobno dla niedźwiedzi, dla lisów, dla trawy.
A potem prawodawcy, co prawa wydali,
Schodzili w bok przed misiem, a trawę deptali

Akademicy chcą jedynie uchodzić za etycznych, ale kto naprawdę chciałby etycznego systemu akademickiego zostaje z tego patologicznego systemu wykluczony/wyklęty bez jakichkolwiek/ kogokolwiek protestów.

Nic nie wskazuje na to , że w tej materii nastąpi dobra zmiana. Chyba nie ma takiej woli. Ale jeśli nie nastąpi na poziomie edukacji wyższej to niby gdzie tak naprawdę nastąpi ?

Na apel Marszałka-Seniora Sejmu – Kornela Morawieckiego, aby środowisko naukowe w trosce o dobro Polski uczyniło wszystko na rzecz uczynienia wspólnoty akademickiej transparentną, uczciwą i kierującą się umiłowaniem prawdy odpowiedziało jedynie środowisko Akademickich Klubów Obywatelskich http://ako.poznan.pl/7649/ ale zebrało do tej pory jedynie 140 podpisów, czyli wielokrotnie mniej niż  AKO liczy członków, a jest to jedynie kropla wody w oceanie akademickim !

Można wnioskować, że z prawdą, uczciwością to środowisko nie chce być za pan brat, mając zapewne na uwadze, że prawda i uczciwość prowadziły od dawna do wykluczenia z tego środowiska – więc trzeba się zaadaptować, na nieprawdy i nieuczciwość chować głowę w piasek, aby w nim się utrzymać.

Mimo to mam nadal zamiar mieć patologie akademickie pod swoją niezależną lupą i od czasu do czasu niepoprawne i niewygodne dla środowiska wyniki tych obserwacji/refleksji prezentować,  także na falach niepoprawenradio.pl wypełniając tym samym dziurę w akademickiej ( i nie tylko) przestrzeni publicznej.

Czy studenci nauczą czegoś profesorów ?

1

Czy studenci nauczą czegoś profesorów ?

Studenci historii UJ ( z Sekcji Historii Najnowszej) zorganizowali spotkanie na temat Wojskowych Obozów Specjalnych w stanie wojennym, które stanowiły „Inteligentną Formę Internowania’ (https://ipn.gov.pl/pl/publikacje/ksiazki/38080,Inteligentna-forma-internowania-Cwiczenia-i-powolania-do-Ludowego-Wojska-Polskie.html) w ramach kultury (https://blogjw.wordpress.com/2016/12/07/mazgulenie-stanu-wojennego/ ) tego słabo jeszcze poznanego stanu.

Na spotkanie zaproszono kilku świadków historii tamtych lat – Leszka Jaranowskiego, Mirosława Domińczyka ks. Władysława Palmowskiego i Kazimierza Łapczyńskiego. ( zapis wideo spotkania- https://www.youtube.com/watch?v=QndDM7rKG7U

W czasach narzekań na poziom edukacji historii – to objaw bardzo pozytywny, tym bardziej, że spotkanie odbyło się w murach Uniwersytetu Jagiellońskiego, w którego dziejach zapisanych przez profesorów tej uczelni stan wojenny nie zaznaczył się ani kulturą, ani jej brakiem – po prostu jakby go nie było, a jeśli był, to było to takie wydarzenia, że pisać o tym nie warto.[https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/]

Ciekawe czy studenci zainteresowani – mimo wszystko – historią tamtych lat, nauczą czegoś profesorów najstarszej polskiej uczelni ?

Najwyższy czas aby na UJ nastąpiła zmiana pokoleniowa, bo profesorowie tej uczelni jakoś nie dają sobie rady z poznawaniem najnowszej historii, szczególnie tego okresu, w którym sami żyli i robili kariery akademickie. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ ]

Podczas spotkania Leszek Jaranowski, kiedyś zabrany w kamasze w ramach inteligentnej formy internowania, ujawnił jak „historia Wojskowych Obozów Specjalnych nieustannie jest zakopywana pod ziemię i nie bez powodu nosi przydomek białej plamy stanu wojennego”.

Z poznaniem tej historii miał problemy IPN, MON i sami twórcy stanu wojennego, mimo że tej „inteligentnej” formie represji poddano ponad 1700 osób uznanych za ekstremistów – represji bezprawnej i uciążliwej na wzór gułagu.

Obecny stan poznania tej historii przedstawia wydana przez IPN książka – „Inteligentne formy internowania” Ćwiczenia i powołania do Ludowego Wojska Polskiego jako forma represji po 13 grudnia 1981 r. ‚ pod redakcją Grzegorza Majchrzaka – zawierająca wiele dokumentów, jak i relacje uczestników tych kulturalnych wydarzeń.

Wypowiedź Leszka Jaranowskiego nasunęła mi oczywiste skojarzenia z innymi przejawami kultury wojny jaruzelsko-polskiej stanowiącymi białe plamy historii najnowszej zakopywanej pod ziemię .

Do tych białych plam należy polityczna, pozamerytoryczna weryfikacja/lustracja środowiska akademickiego pod kątem jego przydatności do utrzymania przy życiu zdychającego już systemu komunistycznego i pozytywnego w tej materii wpływania na młodzież akademicką.

Mimo, że z systemu akademickiego wyrejestrowano w ramach dwóch fal tej lustracji wielu nauczycieli akademickich, nie rozpoznano do tej pory jakie straty osobowe, a przede wszystkim intelektualne i moralne, poniósł system akademicki.

Nie zdołano zidentyfikować składów komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych, których członkowie opinii negatywnych, pozamerytorycznych, na ogół nie podpisywali nawet krzyżykami.

Pewne informacje o pierwszej weryfikacji po wprowadzeniu stanu wojennego, podczas której głównie usuwano ze stanowisk wybrane demokratycznie władze uczelni – są ujawniane https://lustronauki.wordpress.com/2008/11/03/wielka-czystka-na-uczelniach/, ale o drugiej weryfikacji -1986/1987- poprzedzającej okres tzw. transformacji ustrojowej informacje są nader skąpe https://blogjw.wordpress.com/2016/12/03/wielka-czystka-pamieci-po-wielkiej-czystce-akademickiej/ , mimo że akcja ta była przygotowana pod względem prawnym stosownymi zmianami ustawowymi aby ułatwić jej przebieg. [ Polityczna weryfikacja kadry naukowej w latach osiemdziesiątych. Założenia-realizacja-efekty – Dorota Gałaszewska-Chilczuk, 2010 w Naukowcy władzy, władza naukowcom, IPN 2010)] .

Akcja ta objęła głównie szeregowych pracowników uczelni, niepokornych i stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i wobec niej spolegliwych.

Nie ma woli aby ten epizod historii formowania środowiska akademickiego epoki transformacji ustrojowej i epoki po-transformacyjnej gruntowanie poznać.

Mimo upływu ponad 30 już lat nie ma całościowego opracowania tego zagadnienia, mimo że ma on istotne znaczenie dla wyjaśnienia obecnego kiepskiego stanu nauki i edukacji wyższej.

Nie ma na ten temat wiele materiałów w teczkach IPN, bo te – dotyczące uczelni w znacznej mierze były niszczone, a przede wszystkim to nie SB wykonywało samodzielnie to zadanie, a jedynie je inspirowało/kontrolowało w symbiotycznych relacjach z przewodnią siłą narodu, której materiały akademickie też są niszczone. Władze uczelni do tej przez 30 lat nie zdołały poznać tego co w czasach PRL zrobiły ani nawet ujawniać materiałów tej swojej roboty [ np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/], mimo że na badania biorą pieniądze od podatników, także tych których z uczelni pousuwały i także tych, którzy mają w tej materii wiedzę większą od profesorów (także profesorów historii) -np.

Trzeba mieć na uwadze, że ówczesne władze uczelni w niemałym stopniu rekrutowały się z członków partii, a przynajmniej wobec niej spolegliwych, a niektórzy członkowie władz uczelnianych byli różnego rodzaju tajnymi współpracownikami SB.

Kariery akademickie , szczególnie wyższego stopnia, wymagały wsparcia, zatwierdzenia przez organy wyższego stopnia (KW czy KC) przewodniej siły narodu

Jak MSW zalecało władzom uczelni usuwanie niewygodnych pracowników z powodu negatywnego oddziaływania na młodzież, a anonimowe komisje lustracyjne/weryfikacyjne tak niewygodnych opiniowały, to władze uczelni się temu podporządkowywały i do dnia dzisiejszego te haniebne dla uczelni poczynania ukrywają, powołując się na prawa stanowione przez juntę Jaruzelskiego.

Mamy paradoksalną sytuacje, kiedy prawo stanu wojennego jest przedkładane ponad konstytucję III RP ! https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/tajne-teczki-uj/.

Badacze, także ci związani z IPN, badania nad ostatnim okresem PRL na uczelniach koncentrują na ujawnianiu tajnych współpracowników ( a i tego ostatnio prawie zaprzestano), pomijając niemal współpracowników jawnych. Nie ma badań nad szkodami jakie ci współpracownicy wyrządzali uczelniom, nauce w Polsce.

Stosując kompromitującą metodę – prowadzenie badań pokrzywdzonych tylko wśród beneficjentów systemu [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/] – dochodzą do absurdalnych wniosków, że nikt nie został pokrzywdzony, szczególnie z przyczyn politycznych, mimo że weryfikacja była polityczna (!) wszystko znajdowało się pod kontrolą partii a ponadto miała miejsce inwigilacja SB – zwana ochroną. Z takich absurdalnych badań, można by wnioskować, że ochrona uczelni przez SB była zatem znakomita !

Do dnia dzisiejszego sprawa ‚inteligentnych rugów akademickich’ – usuwania niewygodnych dla systemu komunistycznego nauczycieli akademickich – stanowi białą plamę niechcianej historii uczelni, a raczej chcianego jej niepoznania.

Niewygodna prawda o Wielkiej Czystce Akademickiej przed okresem transformacji zakopywana jest głęboko pod ziemię, głębiej niż niechciana historia Wojskowych Obozów Specjalnych. Z poszukiwań internetowych wynika, że tylko specjalista od badań podziemnych i to głębinowych stara się aby ta niewygodna prawda ujrzała światło dzienne. [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/].

Zarządzający uczelniami zajmują się oszukiwaniem studentów, aby tylko zyskać dla uczelni i siebie pieniądze, no i boja się myśleć, bo bezmyślność dla nich jest bardziej bezpieczna – stanowi polisę ubezpieczającą ich etaty.

Takie są skutki przed-transformacyjnej lustracji/weryfikacji kadr akademickich, którą nazwałem Wielką Czystką Akademicką, bo dziś najlepiej widać jakie wielkie negatywne znaczenie miała dla obecnego stanu nauki i edukacji z nazwy wyższej w Polsce.