Powtórne zwrócenie się do antykomunistów

Powtórne zwrócenie się do antykomunistów

Parę dni temu umieściłem w cyberprzestrzeni wpis Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?https://blogjw.wordpress.com/2019/06/12/kto-sie-zwracal-o-powtorne-zatrudnienie-rehabilitacje-akademikow/

Zainteresowania znikome. Reakcji brak. Nawet ci, którzy zwykle potwierdzają e-maile, którzy lajkują na FC, jakby tekstu nie zauważali. To daje do myślenia i to nawet wiele.

Ciekawe, że odznaczonych za działalność antykomunistyczną mamy moc, i to coraz większą, a mocy reagowania na poczynania komunistów brak.

Tak zdaje się przez komunistów nasze społeczeństwo zostało sformatowane i mimo medialnego obalenia komunizmu, tak pozostało do dnia dzisiejszego nawet u pokolenia zrodzonego dopiero w epoce podobno pokomunistycznej.

Przed 10 laty, kiedy jeszcze intensywnie prowadziłem działalność w utworzonym samozwańczo [koniec 2004 r.] przez siebie Niezależnym Forum Akademickim [http://nfa.pl/ ] napisałem tekst, w ramach przygotowań do utworzenia Biura interwencji akademickiej , po przeprowadzeniu analizy zawartości NFA działającego- solidarnie rzecz jasna – na rzecz wysokich standardów [ na safari akademickim].

Tekst nosił tytuł Safari akademickie https://blogjw.wordpress.com/2009/02/22/safari-akademickie/ który gorąco polecam, bo na aktualności akademickiej [ i nie tylko] wcale nie stracił, a podczas tropikalnych upałów jakby tej aktualności jeszcze nabrał.

Tekst ten wklejam ponownie, mając rozeznanie, że linkowane teksty na ogół nie są nawet otwierane, zapewne z obawy, że mogą stanowić zagrożenie dla dobrego samopoczucia.

Safari akademickie

Grupa naukowców akademickich, zmęczona długotrwałymi walkami o polepszenie systemu nauki i poprawienie bytu akademickiego, wyjechała na safari. W końcu każdy musi od czasu do czasu odpocząć, nabrać sił i poszerzyć swoje waleczne obserwacje.

Pewnego razu będąc na sawannie drzewiastej dwóch członków grupy nieco się oddaliło.

Jeden z nich po chwili zauważył jakieś zwalisty kształt i po wysuniętym rogu pomyślał, że to może być nosorożec. Trochę go strach obleciał, bo co będzie jak nosorożec ruszy do przodu? Jak wybrnąć z sytuacji ?

Sytuację skomplikował krzyk dochodzący z grupy, że coś niedobrego się dzieje drugiemu koledze. Otóż na nosie kolegi usiadła mucha, co wprawiło grupę w stan podenerwowania, bo uznano, że kolega jest zagrożony.

Grupa nie zauważyła nosorożca, ale muchę – owszem, zauważyła. Nikt z grupy się nie ruszył,  aby dostrzeżoną muchę odgonić, ale sygnał do przedniego kolegi został wysłany. W końcu nie powinien być egocentrykiem i koledze winien pomóc.

Kolega zaabsorbowany krzykiem dochodzącym z grupy odwrócił swą uwagę od poczynań nosorożca, starając się dociec co takiego strasznego dzieje się z kolegą.

Starając się dostrzec groźną muchę, nie zauważył, że nosorożec ruszył do przodu i po chwili było już po wszystkim. Uskoczyć nie zdołał.

Nosorożec staranował kolegę usiłującego dostrzec niebezpieczeństwo grożące koledze w postaci muchy na nosie. Mucha odleciała sama.

Z grupy rozległ się pomruk .

No tak, w końcu sam sobie na to zasłużył. Mógł się zająć kolegą, a nie sobą – egocentryk jeden.

I to by było na tyle.

Uwaga: Podobieństwo do zdarzeń i osób jest bynajmniej nieprzypadkowe.

Tekst powstał w ramach przygotowań do utworzenia Biura interwencji akademickiej po przeprowadzeniu analizy zawartości NFA działającego- solidarnie rzecz jasna – na rzecz wysokich standardów na safari akademickim.

W obronie dziennikarzy – Konferencja Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

W obronie dziennikarzy

Konferencja
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Warszawa 12 czerwca 2019 r.

[dokumentacja: zdj. wideo – Józef Wieczorek]

[wersja wideo]

[wersja CMWP – z dobrym dźwiękiem]

 

Jolanta Hajdasz – Nowe media i stare problemy. Wolność słowa w krajach Trójmorza

Jacek Karolonek Miecz na dziennikarzy – relacja z konferencji „W obronie dziennikarzy. CMWP SDP 2017-2019”

http://cmwp.sdp.pl/wazne-i-ciekawe-dla-dziennikarzy-raport-o-wolnosci-mediow-w-krajach-inicjatywy-trojmorza-jest-juz-dostepny-na-stronie-cmwp-sdp-pl/ 

 

 

Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?

Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?

W książce autorstwa Justyny Błażejowskiej– Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018, mamy dowód, że poznanie historii akademickiej jest jednak możliwe [https://lustronauki.wordpress.com/2019/04/15/poznanie-historii-akademickiej-jest-mozliwe/]

W książce autorka zamieściła m.in. wykaz podpisów pracowników naukowych z Instytutu Badań Literackich PAN, które w czasach wojny jaruzelsko-polskiej domagali się powtórnego zatrudnienia wyrzuconego z pracy Jana Józefa Lipskiego.

Chciałbym  zwrócić się do środowisk solidarnościowo-niepodległościowych walczących o Wolną Polskę o ujawnienie swoich akcji [ np. podpisów] na rzecz powtórnego zatrudnienia/rehabilitacji swoich ‚towarzyszy broni’ -działających ( wówczas i nieraz do dnia dzisiejszego] w opozycji antykomunistycznej.

Niewiele jest danych o bohaterskich działaniach w takich sprawach, ani w czasach wojny jaruzelsko-polskiej, ani po jej brawurowym „wygraniu” w 1989 r.

Prace historyków, lustracja środowiska akademickiego wskazuje, że uczelnie, jednostki badawcze, były pod „ochroną” SB, działało na nich wielu tajnych współpracowników, nie mówiąc o współpracownikach jawnych, natomiast takie informacje jak w cytowanej pracy Justyny Błażejowskiej są nader skąpe. Czyżby to pracownicy/współpracownicy systemu komunistycznego tak dobrze zabezpieczyli te środowiska, że na ogół nie trzeba było występować w obronie antykomunistycznych towarzyszy broni ?.

Prowadzę serwis https://lustronauki.wordpress.com/ Lustracja i weryfikacja naukowców PRL, gdzie chętnie bym zamieścił dokumenty/relacje z tamtych, i późniejszych lat, aby pokazać, że jednak akademicka opozycja antykomunistyczna nie była, i nie jest bezobjawowa.

Apel do KRASP o zdecydowane zmniejszenie poziomu marnotrawstwa finansów szkolnictwa wyższego i nauki

[https://www.krasp.org.pl/]

Apel do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

o zdecydowane zmniejszenie poziomu marnotrawstwa

finansów szkolnictwa wyższego i nauki

Szkolnictwo wyższe i nauka winny być siłą napędową pomyślnego rozwoju cywilizacyjnego Polski i głównym filarem modernizacji naszego kraju na najbliższe dziesięciolecia . Realizacja Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju nie powiedzie się jednak bez zdecydowanego zmniejszenia poziomu marnotrawstwa finansów księgowanych po stronie wydatków na szkolnictwo wyższe i naukę. Konieczne jest zintensyfikowanie i zwiększenie roli wytwarzanej w kraju rzetelnej wiedzy i technologii oraz zdecydowanie lepsze niż dotychczas wykorzystanie osiągnięć i dokonań naszych naukowców.

W taki sposób muszę zareagować na Apel Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich do Parlamentu i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej https://www.gov.pl/web/nauka/apel-konferencji-rektorow-akademickich-szkol-polskich-do-parlamentu-i-rzadu-rzeczypospolitej-polskiej?fbclid=IwAR0j9Y7_m1E9X7no68So5OJJW1wa-2oQEIDdxjRwH4jzbORJjVRBNXrPA6I

gdyż niewątpliwie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe są zdecydowanie za małe, ale marnotrawstwo tych małych środków jest zdecydowanie za duże.

Niestety ustawa 2.0 nie ustaliła należytych reguł, aby sektor nauki i szkolnictwa wyższego był finansowany przede wszystkim za wyniki pracy, a szkodników akademickich przenosić w stan nieszkodliwości, tak dla nauki, jak i gospodarki. Celem sektora nauki i szkolnictwa wyższego nie powinno być jedynie zwiększenie nakładów budżetowych na naukę do maksymalnego poziomu, lecz zwiększenie rezultatów działalności tego sektora do poziomu światowego.

Jak widać po 30 latach funkcjonowania sektora nauki i szkolnictwa wyższego w tzw. wolnej Polsce , mimo wielokrotnego zwiększenia finansów na ten sektor nie doszło nawet do utrzymania poziomu nauki i szkolnictwa wyższego na poziomie z czasów PRL, a zatem brak jest niestety pozytywnej korelacji między nakładami i rezultatami w tym sektorze.

Do tej pory nie opracowano nawet Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Sektora Nauki i Szkolnictwa Wyższego, koncentrując się jedynie na niezbyt odpowiedzialnym planie zwiększania nakładów na ten marnotrawny sektor.

Lansowane są koncepcje gospodarki opartej na wiedzy, tak jakby kiedykolwiek gospodarka na wiedzy nie była oparta, gdy sprawą zasadniczą jest tworzenie gospodarki opartej na wiedzy rzetelnej, a nie byle jakiej , czy fałszywej.

Niestety obecne społeczeństwo nauki i szkolnictwa wyższego stanowi rezultat negatywnej selekcji kadr w PRL i także po tzw. transformacji, kiedy ten proces bynajmniej nie została zahamowany. Wiedza coraz większej ilości ludzi ‚udyplomowionych’, utytułowanych – na szczeblach najwyższych w szczególności, bynajmniej nie przekłada się na jakoś wiedzy, którą posiadają i oferują gospodarce.

Nie bez przyczyny, mimo ogromnej ilości profesorów i to belwederskich, doktorów i to habilitowanych w porównaniu z poziomem światowym jesteśmy mizerią naukową a poziom innowacyjności gospodarki jest na europejskim dnie.

Trudno żeby było inaczej, skoro w wyniku polityki kadrowej, w tym czystek pozamerytorycznych/politycznych, usuwano i to przed samą transformacją, stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu, szczególnie w sektorze akademickim, i tak pozostało do dnia dzisiejszego , stąd kadry mamy takie jakie mamy i nic nie wskazuje, że będziemy mieć lepsze, tym bardziej, że przez te 30 lat robiono wiele, a nawet więcej, żeby wypędzeni z tego sektora nigdy więcej do niego nie wrócili, żeby ten system opuszczali najlepsi i do niego nie wracali, i aby wysokie standardy, tak edukacji, jak i nauki, a w szczególności standardy etyczne nie zakłócały błogostanu akademickiego.

Stąd w ciągu 30 lat obserwuje się wzrost poziomu patologii akademickich, a te nawet nie były przedmiotem debat przed wprowadzeniem ustawy 2.0.

Ujawniających patologie traktuje się za persony non grata, domagających się kontroli istniejącego stanu rzeczy, wydawania środków publicznych, uważa się za nieuczciwą konkurencję ?!

Bo nadzwyczajna kasta akademicka, jaka się wyłoniła w wyniku takiej ewolucji, ma władzę absolutną, bo jak się często argumentuje – w nauce nie ma demokracji i nie będzie jakiś mgr czy dr oceniał/krytykował – niekiedy pożal się Boże – prac profesora.

Konformizm środowiska akademickiego jest po prostu imponujący, manifestujący się odważnym chowaniem głów do podręcznych ‚strusiówek”, co zapewnia rozwój patologii, w tym marnotrawstwa środków przeznaczanych na naukę i szkolnictwo wyższe.

Niedawno bezskutecznie pisałem do szefa NCN:

Ja po zapoznaniu się z efektami [ jak rozumiem częściowymi – jedna z publikacji] realizacji projektu finansowanego również przez NCN zastanawiam się, czy przy takim podejściu kierowania projektów do realizacji/ finansowaniu/publikowaniu, brane są pod uwagę ew. straty i zyski dla nauki i gospodarki, bo gospodarka oparta na wiedzy, nie zawsze należytej, może ponosić straty, tak jak i nauka nie zawsze ulegnie rozwojowi.”

Czy nie byłoby bardziej wskazane/ uzasadnione, aby finansowana z budżetu była ta wiedza, na której można by sensownie gospodarkę opierać i to z zyskami ? „

Można odnieść wrażenie, że sytuacja niewygodnych, nonkonformistycznych pasjonatów nauki jest obecnie w Polsce gorsza, niż w czasach carskich i to może tłumaczyć poziom nauki finansowanej w Polsce.”

Przed 2 laty pisałem domagając się uszczelnienia finansowania systemu akademickiego i [https://blogjw.wordpress.com/2017/06/06/kiedy-uszczelnienie-finansowania-systemu-akademickiego/ ]

Brak należytego monitoringu projektów badawczych prowadzi do pozoranctwa grantowego i poczynań korupcyjnych, które tylko z rzadka trafiają do prokuratury …

Zwycięzcy projektów bronią się nogami i rekami przed ujawnianiem tego co robią za pieniądze podatnika. Jeśli organizują np. konferencje dla zaprezentowania tego co robią nie zezwalają na ujawnianie tego co mówią, bo nie mogą słuchać tego co sami mówią i nie chcą aby inni to usłyszeli.

Polski podatnik nie ma szans na zapoznanie się z tym co tzw. naukowcy robią za jego pieniądze, choć bez trudu może się zapoznać np. z wynikami projektów amerykańskich na realizacje których nie zapłacił ani złamanego grosza !

USA ( i nie tylko) nie jest aż tak bogatym krajem aby finansował projekty do szuflady ich realizatorów czy potrzebne tylko do uzyskania habilitacji lub profesury belwederskiej ( bo czegoś takiego nawet tam nie ma !).”

A także : [ https://blogjw.wordpress.com/2017/11/21/czy-wzrost-wydatkow-na-nauke-jest-polska-racja-stanu/ ] „nie widać systemowych działań, aby zmniejszyć poziom patologii akademickich, w tym nie widać mechanizmów zmniejszenia pozoranctwa naukowego i edukacyjnego finansowanego z budżetu, nie widać przeciwdziałania niszczeniu pasjonatów nauki i edukacji, nie widać działań na rzecz uszczelnienia wydatków księgowanych po stronie wydatków na naukę i edukację wyższą.

Przed laty starano tłumaczyć słabość nauki i edukacji wyższej kiepską bazą lokalową i infrastrukturą nauki. Po latach, po znacznych wydatkach, poziom nieruchomości akademickich osiągnął poziom europejski, a nawet światowy, a poziom nauki i edukacji wyższej się nie podniósł, a nawet spadł.’

Ci sami rektorzy, którzy mimo rzekomego braku pieniędzy obficie finansują pozorantów naukowych, edukacyjnych, a nawet szkodników akademickich, za żadne skarby nie chcą finansować tych, którzy i bez finansowania coś w nauce i edukacji wyższej zrobili, działają pro publico bono, co rzecz jasna uznawane jest za szkodliwe, bo egocentrycy i szkodnicy w obecności takich źle się czują, tracą na swojej wyjątkowości/znakomitości – więc ich wykluczają. „

To co powinno dawać wiele do myślenia, jednak nie daje, co jest zrozumiałe, bo jak często można usłyszeć na uczelniach akademicy boją się mówić a nawet myśleć. Takie są skutki wypędzania z systemu akademickiego tych, którzy uczyli nonkonformizmu naukowego, myślenia, i to krytycznego !

Zwiększenie poziomu finansowania patologicznego systemu może tylko przynieść zwiększenie poziomu patologii, bo poziomu rzetelnej wiedzy, na której by można skutecznie opierać gospodarkę, nie podniesie, tak jak przez lata nie podniosło.

Józef Wieczorek

nauczyciel akademicki wypędzony z UJ, podczas politycznych czystek akademickich u schyłku PRL, bo zagrażał przewodniej sile narodu i zagraża nadal, mimo transformacji

Otrzymałem Medal „Opoka Solidarności”

Otrzymałem Medal „Opoka Solidarności”

2 czerwca podczas uroczystości Iskra Solidarności i Wolności Narodów
w 40 rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II do Polski  [ https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/06/03/iskra-solidarnosci-i-wolnosci-narodow/ ]

otrzymałem z rąk Metropolity Krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego ofiarowany przez Kapelana Solidarności ks. Władysława Palmowskiego Medal „Opoka Solidarności”.

Medal tym bardziej cieszy, że go nie otrzymali, o ile wiem, ani aktywiści PZPR, ani ORMO, nie mówiąc o TW…..

Na ogół za solidarne działania pro publico bono byłem dotąd karany, tak w PRL, jak i w III RP, a tu proszę, jakaś iskra odmiany na Górze Przemienienia w Morawicy.

Ale co na to powiedzą jagiellońscy fikcjonariusze Solidarności ?

 

PZPR przewodziła, SB ochraniała, ORMO czuwało a III RP to docenia – spłaca dług wdzięczności ?

PZPR przewodziła, SB ochraniała, ORMO czuwało a III RP to docenia

spłaca dług wdzięczności ?

Niepoprawne refleksje na okoliczność 30 rocznicy

obalenia” komunizmu

Mamy w tym roku znamienną, i to już 30 rocznicę demokratycznego odrzucenia przez Naród systemu komunistycznego, czego jednak w praktyce nie do końca zrealizowano. Świętowanie nie może być zatem radosne i na wielu twarzach ma prawo pojawić się smutek, zażenowanie, dezaprobata …. i tym podobne wyrazy niezadowolenia ze stanu obecnego, będącego wynikiem zaniedbań wdrożenia w życie tego narodowego odrzucenia.

Mamy wiele przykładów, i to w roku rocznicowym, aby ten stan gorzko podsumować:

PZPR przewodziła, SB ochraniała, ORMO czuwało,

a III RP to docenia – spłaca dług wdzięczności ?

Takiego podsumowania nie znalazłem u jakże licznych historyków, politologów, socjologów, psychologów…… więc pozostaje człowiekowi oprzeć się na doznaniach personalnych, siłą rzeczy subiektywnych, wnoszących chyba jednak jakąś wartość dodaną do prawdy obiektywnej.

Nieboszczka [?] PZPR

25 maja 2019 r. odbyły się wybory do europarlamentu i w ramach Koalicji Europejskiej weszło do tego parlamentu, na drodze demokratycznych wyborów, wielu wybitnych przedstawicieli rzekomej/ożywionej nieboszczki PZPR, którzy w europarlamencie chyba założą swój PZPRowski klub.

Szczególnie sukces towarzysza Cimoszewicza jest spektakularny. Widocznie niemała część społeczeństwa uważa, że jak boss partyjny przejedzie na pasach rowerzystkę i nie podlega karze – to jest gość ! Stąd otrzymał demokratycznie ponad 200 000 głosów poparcia.

Od nieudaczników, którzy w „wolnej” Polsce za niewinność są skazywani, a czasem spędzili lata w więzieniach, niemal wszyscy trzymają się z dala, nawet nie wystawia się ich na listy, bo co tacy sobą reprezentują ? A przy tym ujawniają stan polskiego sądownictwa w czasach ‚dobrej zmiany’, wpływając negatywnie na odbiór społeczny nadzwyczajnej kasty.

Z jaką odwagą i determinacją bronili przewodnią siłę narodu na uczelniach ci, którym podobno zawdzięczamy wolność, to odczułem na własnej skórze – jako notorycznie bezpartyjny, zidentyfikowany jako stanowiący zagrożenie dla przewodniej siły narodu, a nikt do tej pory [szczególnie historycy] nie ma nawet zamiaru sprawdzić jak to naprawdę wyglądało.

Ja w każdym razie wolności wykładania [ a było tego, samego wykładania i ponad 150 godz rocznie] na uniwersytetach [ UJ i nie tylko] w wolnej podobno Polsce nie odzyskałem, a straciłem ją w ramach politycznych czystek przed nastaniem wolności dla przewodniej siły narodu i jej miłośników [ czasem dla zmyłki określanych mianem opozycjonistów]. Wyklęcie nastąpiło nie tylko z uniwersytetu, lecz z całej przestrzeni edukacyjnej, a nawet z niemal całej przestrzeni publicznej.

Czy może ktoś w Krakowie ma z czasów III RP np. jakiś plakat, jakąś informację o wykładzie, o panelu, o spotkaniu, choćby klubowym, z kimś takim nieznanym, kogo wyklęto pod batutą PZPR, SB, zniszczono warsztat pracy i wyczyszczono z niemal z wszelkich przejawów tak życia akademickiego, jak i społecznego ?

Rzecz jasna nie chodzi o plakat, informacje z wokandy sądowej, gdzie w wolnej Polsce wolnych ludzi się grilluje, i to za działania pro publico bono. Tak, tak, w wolnej Polsce, działać na rzecz dobra wspólnego – nie lzja ! Bo to wpływa negatywnie na społeczeństwo ! Bohaterowie wolności zwykle milczą na ten temat, odważnie chowając głowy do podręcznych ‚strusiówek’.

Będę wdzięczny za wszelkie informacje, które temu przeczą. Fakt, że mamy obecnie internet, co zapobiega całkowitej anihilacji takich niewygodnych, ale mamy też nadzwyczajne kasty, które sprawnie działają na rzecz ich unieważnienia.

Faktem jest niezaprzeczalnym, że to internet jest medium wolnościowym różniącym III RP od PRL, i to widać najlepiej.

SB ochroniła ?! Na uczelniach – bez strat wojennych ?!

Z akt IPN wiemy, że SB wraz z rzeszą współpracujących, często na motywach ‚patriotycznych’, ochraniała powierzone jej obiekty, instytucje, osoby, i jak wiemy, przynajmniej z niektórych książek, niektórych wypowiedzi historyków, a także niektórych kombatantów, mimo że każda informacja dla SB miała znaczenie, mogła innym zaszkodzić, a jednak rzekomo – zapewne dzięki znakomitej ochronie [sic!] – strat podczas wojny jaruzelsko-polskiej w niektórych ochranianych obiektach nie było [UJ nie był wyjątkiem] ?

Ponieważ nikt z członków PZPR na uczelni nie stracił posady, a niektórzy nawet ją umocnili, więc uczeni w piśmie twierdzą, że uczelnie [a w każdym razie uczelnia wzorcowa, matka dla innych uczelni] przeszły system zniewolenia bezstratnie, bo wypędzenie i to dożywotnie z uczelni tych, którzy nie należeli do PZPR, nie byli TW, KO …, nie byli w ORMO [ ani ich miłośnikami], do strat się nie zalicza ! – bo na co komu potrzebny taki element do budowy wolnego kraju ?

Taka opcja, idea, obowiązuje od początku ‚obalenia komunizmu’, od początku odzyskania wolności i trwa bez zmian, także w czasach dobrej zmiany. Taką ideę kultywują także coraz liczniejsi kombatanci walki o wolną, od takiego, negatywnego, niepożądanego elementu, Polskę.

Rzecz jasna, zapewne dla jasności wypowiedzi, polityczne czystki akademickie przed odzyskaniem wolności całkiem wykreślili z pamięci, ze swoich ‚naukowych’ opracowań. Skoro strat nie ma w dziełach profesorskich, to kto to podważy ?

W końcu profesorowie, i to czasów zniewolenia, musieli przejść przez akceptacje nie tylko POP PZPR, ale także KW, a nawet KC, więc jak przeszli, to musieli być dobrzy – nieprawdaż ? i prestiż mają do dnia dzisiejszego, do dnia, w którym przy nominacjach profesorskich KC została zastąpiona przez CK, a nad nią nikt już nie stoi !

Bajkoterapia stosowana

W brawurowych wręcz badaniach nad pokrzywdzonymi w PRL, stosowano innowacyjną metodę, polegającą na badaniu tylko beneficjentów, czy czasem nie są pokrzywdzeni, odrzucając przy tym wszelkie ‚insynuacje’ o pokrzywdzeniu – nie proszonych przez nikogo o opinie pokrzywdzonych. Tym samym sprawnie prowadzone badania dawały perfekcyjne rezultaty, tak korzystne dla ochroniarzy [SB, TW…] i przewodników [PZPR …], że ci nawet o tym nie mogli marzyć.

Takie innowacyjne badania, sprawdzone u zarania odzyskiwania wolności od prawdy i sprawiedliwości wdrażane są w życie akademickie, elitarne i moralne, także w czasach ‚dobrej zmiany’ i niechby tylko ktoś ośmielił się je podważyć !

Badacze dnia dzisiejszego stosują zresztą, i to z powodzeniem, bajkoterapię, stąd to co było w czasach zniewolenia, szczególnie w matecznikach polskich elit, jest niezależne od prawdy, a i młode pokolenia uczą się z książek, w których nie ma nawet takich niestosownych wyrażeń jak ‚ komunizm’ czy ‚stan wojenny’.

Trzeba jednak przyznać, że żyjemy w czasach, w których od czasu do czasu ujawnia się tajnych współpracowników systemu zła, ale jakby dla zachowania jakiejś równowagi – jawnych współpracowników się utajnia.

Co więcej, ci którzy mają odwagę ujawniać współpracowników tajnych, mają obawy z ujawnianiem współpracowników jawnych, mimo że żyjemy -jak słyszymy- w wolnej Polsce. Z czego zatem wynikają takie obawy, takie zniewolenie ?

Śpiący spokojnie – wdzięczni ORMO ?

Ostatnio spektakularnie odznaczono byłych członków/współpracowników Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, która w PRLu czuwała, abyśmy mogli spać spokojnie, jak głosił peerelowski pijar. Nie wszyscy tego spokoju zaznawali, ale chyba obecnie się uznaje, że wyrazy wdzięczności jednak się im należą.

Krzyżem Wolności i Solidarności odznaczono pedagoga, działającego w placówce pod patronatem ORMO, a obecnie szefującego uczelnianej „S” na pedagogicznej uczelni Krakowa. Podobno na tej uczelni w czasach jaruzelskich „S” nie działała, chyba że bezobjawowo, natomiast kilku ormowców przejawiało wyraźną aktywność w podziemnej robocie, no i chyba zabezpieczało, i to skutecznie, tę czerwoną uczelnię, jak się w Krakowie uważa, przed stratami osobowymi w czasach wojennych.

Chyba dla zachowania związkowego parytetu w odznaczeniach ormowców, odznaczony został – fakt, ze pośmiertnie, ale za to Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polskilider OPZZ Jan Guz, który był w ORMO, a w 1988 roku ukończył Akademię Nauk Społecznych przy KC PZPR.

Nie wiadomo czy nie doszło tu do pomyłki, bo Order Lenina mu się należał, natomiast co najmniej Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski winien być odznaczony pośmiertnie Kazimierz Świtoń – twórca WZZ Górnego Śląska, jak słusznie zauważył wieczny opozycjonista – Adam Słomka, sam także pomijany w polityce odznaczeniowej, ale swoiście doceniany za działalność społeczną przez nadzwyczajną kastę sędziowską.

Schizofrenia ‚wolności’

III RP zachowała ciągłość prawną z PRLem, nawet nie odrzucono konstytucji PRL, aby się oprzeć na prawie II RP, a potem go modyfikować. Bezprawie PRLu nie zostało w pełni anulowane, dekomunizacji nie było, a brak/czy niepełna, chimeryczna rzec można lustracja, nadal nam się czkawką odbija.

Czy kraj, który zachował ciągłość prawną z krajem zniewolonym może być krajem wolnym ?

Czemu ludzie, i to na uniwersytetach, boją się mówić, a nawet myśleć ?

Czy taka zniewolona elita, formująca nadal zniewoloną elitę, może zbudować rzeczywiście wolny kraj ?

W PRL też mówiono, że zostaliśmy wyzwoleni, mimo że zostaliśmy zniewoleni. Mówiono, że istnieje wolność wypowiedzi, choć z wolnością po wypowiedzi bywało różnie i wielu izolowano, aby wolnością wypowiedzi nie wpływali negatywnie na zniewolonych.

Ci, którzy zachowali wewnętrzną wolność, żyli jak wolni ludzie, nie dali się zniewolić w czasach zniewolenia i takimi pozostali, nadal są marginesie, jakby się nie nadawali do życia w kraju, który podobno odzyskał wolność.

Dawny aparat partyjny, stojący po stronie demokracji socjalistycznej, chodzi na czele manifestacji obecnych obrońców demokracji przymiotnikowej, wraz z nimi solidarnymi, których obdarza medalami „Dziękujemy za wolność „.

Jakby odtwarzał się dawny ZBOWiD, którego zresztą dawni aktywiści są i dziś honorowani.

Generalnie do dziś panuje zasada: utrwalaczom systemu zniewolenia – ordery, awanse, stanowiska, a dla systemu zniewolenia zbyt niewygodnym –w najlepszym przypadku – figa, i to bez maku. Wyjątki jedynie potwierdzają regułę.

Jednym słowem, mimo powtarzanej w kółko tezy o odzyskaniu wolności – mamy ciągłość prawną i moralną z systemem zniewolenia a należytego prawa i ładu moralnego nadal nam brak.

Ja w każdym razie nie mam komu dziękować za wolność, nie widzę potrzeby spłacania długu wdzięczności, a odszkodowania, a nawet przeproszenia za zniewolenie/wypędzenie/wyklęcie i jego skutki – nie otrzymałem.

Za wolnościowy internet póki co sam płacę i to niemało. Dzięki temu istnieję w przestrzeni publicznej i m. in. mogę przedstawiać takie niepoprawne refleksje na okoliczność 30 rocznicy „obalenia” komunizmu [ i setki, tysiące fotoreportaży, którymi się dzielę solidarnie z innymi, nie zawsze bezkarnie].

Screen Shot 06-05-19 at 07.35 AM

Screen Shot 06-05-19 at 07.32 AM

Sądowe grilowanie Józefa W. – obejrzyj zapis w: Program 7 

Sądowe grilowanie Józefa W. – obejrzyj zapis w: Program 7 

Opublikowany 27 maj 2019

Józef Wieczorek jest znanym w Krakowie dziennikarzem społecznym. Cztery lata trwa grilowanie Józefa W. przed sądami krakowskimi. Powodem kłopotów z sądami jest ujawnienie zapisu rozprawy sądowej Adama Słomki. Wprawdzie W. został uniewinniony w drugiej instancji, ale prokurator wniósł o kasację do Sądu Najwyższego…

Powrót legendarnego majora

Powrót legendarnego majora

W Osielcu odsłonięto Pomnik mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” .[ https://niezlomnym.wordpress.com/2019/03/25/niezlomny-major-powrocil-tam-gdzie-stracil-wolnosc-w-walce-ku-niepodleglosci/ ]Ten jeden z najwybitniejszych dowódców podziemia niepodległościowego 30 czerwca 1948 roku został pojmany przez UB w małej miejscowości Osielec pod Jordanowem [ Beskid Makowski], wraz ze swoją towarzyską życia Lidią Lwow. Po skazaniu przez sędziego Mieczysława Widaja na 18 krotną karę śmierci major został zamordowany w więzieniu na Mokotowie 8 lutego 1951 roku .

Tam gdzie został pojmany

Był jednym z najbardziej znienawidzonych przez komunistów Żołnierzy Wyklętych i nadal bywa wyklinany, ale jednak powrócił tam, gdzie został pojmany. W sposób symboliczny, bo dzięki pomnikowi tam postawionemu, przy domu, gdzie się ukrywał po zaprzestaniu walki zbrojnej i po raz ostatni cieszył się wolnością.

Piękna uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się w Osielcu 24 marca 2019 r. z udziałem wojewody małopolskiego Piotra Ćwika, wójta gminy Jordanów Artura Kudzi, a IPN – fundatora pomnika – reprezentowali: wiceprezes IPN dr hab. Krzysztof Szwagrzyk , dyrektor krakowskiego IPN dr hab. Filip Musiał i dr Maciej Korkuć.

W uroczystości brała udział kompania honorowa 8. Bazy Lotnictwa Transportowego w Krakowie Garnizonu Kraków – Balice oraz orkiestra wojskowa z 34. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej w Bytomiu. Uroczystość poprzedziła msza św. w kościele parafialnym, koncelebrowana przez dziekana dekanatu makowskiego ks. Tadeusza Różałowskiego i proboszcza osieleckiej parafii ks. Tadeusza Tokarza.

W uroczystości wzięła udział 98 letnia b. sanitariuszka V Brygady Wileńskiej i towarzyszka życia majora -płk Lidia Lwow-Eberle, która mimo skazania na dożywocie, uwolniona w 1956 r. dożyła sędziwego wieku i tego wzruszającego momentu pamięci środowisk patriotycznych o niezłomnym żołnierzu w walce o wolną Polskę.

Przypomnijmy słowa majora, które wypowiedział kiedy odtwarzał w Borach Tucholskich V Brygadę Wileńską „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości.”

To piękne i jakże prawdziwe słowa, których jednak nie chcą przyjmować do wiadomości ci, którzy o wolną Polskę nie walczyli i nie walczą.

Krzysztof Szwagrzyk w mowie przy odsłonięciu pomnika podkreślił: „On nie został stracony. Został zamordowany strzałem w potylicę. Nie przez pluton, tylko przez oprawcę, który strzelał na wzór katyński w głowę. Nie został pochowany na Łączce, bo chować to znaczy złożyć kogoś do grobu, pochować to znaczy oddać mu szacunek

Szacunek państwa polskiego

Taki szacunek państwo polskie oddało Łupaszce dopiero 24 kwietnia 2016 r. kiedy odbył się pogrzeb państwowy z udziałem Prezydenta RP na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

1 października 1993 roku orzeczeniem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie została unieważniona większość ciążących na majorze wyroków śmierci, a postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 9 listopada 2007 r. za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Wcześniej był odznaczany za udział w wojnie obronnej 1939 roku Krzyż Wirtuti Militari V klasy, Krzyżem Walecznych w 1944 roku [przez Komendanta Okręgu Wileńskiego AK – płk. Aleksandra Krzyźanowskiego ps. Wilk] , w 1988 roku pośmiertnie Krzyżem Złotym Orderu Virtuti Militari przez prezydenta Polski na Uchodźstwie Kazimierza Sabatta.,

Szczątki mjr. Zygmunta Szendzielarza zostały odnalezione przez badaczy IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, w wyniku prac ekshumacyjnych na Łączce, na warszawskich Powązkach, w 2013 r. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podpułkownika 29 lutego 2016[2], a 24 kwietnia 2016, w dzień pogrzebu, do stopnia pułkownika.

Przejmującą mowę pogrzebową wygłosił siostrzeniec „Łupaszki” – Bogdan Kasprowicz :” Panie pułkowniku Szendzielarz, panie komendancie! Na Boga, „Te Deum” grają. Prawdziwie, radosny nam dziś dzień nastał. Christus resurexit est, Polonia resurexit est. I wychodzą z cienia prawdziwi bohaterowie Rzeczpospolitej. Patrz, patrz Łupaszko na nas z nieba, jak w twej chwale będziem brodzić. Twego ducha było trzeba, by Ojczyznę oswobodzić. Wyzwolić z więzów nieprawości, zła, kłamstwa poddaństwa, zaprzaństwa. By pozbyć się fałszywych przyjaciół i zdjąć z cokołów obcych bohaterów …..”

Niezłomny, legendarny major, już w stopniu pułkownika został pochowany w grobie rodzinnym [ razem ze zmarłą w 2012 córką – Barbarą Szendzielarz ] -kwatera D18 rząd L01, miejsce 5.

Reakcje „zdrajców i wyrodnych synów naszej ojczyzny”

V Brygada Wileńska AK prowadziła walki z oddziałami Armii Czerwonej, Ludowego Wojska Polskiego, KBW NKWD z UB i MO. Likwidowano instalatorów systemu komunistycznego uważanych przez podziemie niepodległościowe za zdrajców. Zygmunt Szendzielarz w tej działalności należał do najbardziej zaciekłych wrogów instalatorów komunizmu, stąd nawet po śmierci urabiano mu opinię mordercy, zbrodniarza. Paradoksalnie, w czasie PRL kiedy na ogół nie mówiono o podziemiu niepodległościowym, ani w szkołach, a nawet w domach, Łupaszkę spopularyzował jeden z niechlubnej pamięci synów naszej ojczyzny – towarzysz Wiesław, czyli Władysław Gomułka, podczas ataków w okresie marca 1968 r. na adiutanta majora Szendzielarza z okresu białostockiego, Leona Lecha Beynara, później znanego pisarza historycznego – Pawła Jasienicę.

Styl towarzysza Wiesława przejęli inni wyrodni synowie i córki naszej ojczyzny i plują na legendarnego majora i innych Żołnierzy Wyklętych do dnia dzisiejszego. [szczególnie „akademicy” – jak prof. Jan Hartman z UJ, czy prof. Joanna Senyszyn].

W Białymstoku w 2018 r. jedną z ulic nazwano imieniem Łupaszki, ale tablice z nazwą ulicy są niszczone, oblewane czerwoną farbą i władze Białegostoku chcą dokonać zmiany nazwy ulicy.

Ulica Łupaszki na peryferiach Krakowa jeszcze istnieje, ale tablice z jej nazwą też były niszczone.

Pomnik majora odsłonięty w czynie patriotycznym, podczas pięknej uroczystości w Galerii Wielkich Polaków XX wieku w Parku Jordana 30 kwietnia 2018 r., chyba w czynie 1 majowym, został zdewastowany przez nieznanych sprawców – niegodnych synów naszej ojczyzny. Pomnik w Osielcu jest kopią pomnika majora Łupaszki z Parku Jordana, który dało się przywrócić do stanu pierwotnego.

Kiedy dokumentowałem w parku zniszczenia pomnika przechodzący obok starsi panowie tłumaczyli mi, że to zbrodniarz i odsyłali mnie do nauki historii ! Sami fałszywej historii nie zdołali się oduczyć.

Niedaleko od pomnika Łupaszki w tym patriotycznym parku już wcześniej [ 16 września 2012 r. ] odsłonięto pomniki sanitariuszki z V Brygady Wileńskiej Danuty Siedzikówny” Inki”, który też był bezczeszczony przed Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. [16 lutego 2013 r ].

Niepełnoletnia „Inka” w wyniku mordu sądowego rozstrzelana w Gdańsku 28 sierpnia 1946 ginęła ze słowami „ Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”! Zachowała się jak trzeba, podobnie jak wielu Wyklętych, znienawidzonych za to przez tych, którzy zachować się jak trzeba nie potrafili i nadal nie potrafią.

Pomniki bohaterom walki o wolną Polskę trzeba stawiać, aby zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny nie zdołali ich wykreślić z pamięci kolejnych pokoleń Polaków. Cześć i Chwała Bohaterom !

Screen Shot 05-27-19 at 04.15 PM 001

Screen Shot 05-27-19 at 04.15 PM.PNG

Proces Józefa W. w czasach „dobrej zmiany”

zdj. 1 - Józef W. przed krakowskimi sądami - zdj. Elżbieta Serafin

Józef W. przed krakowskimi sądami – zdj. Elżbieta Serafin

Kasacja niewygodnego dziennikarza

czyli proces Józefa W.

Skazywanie niewinnych przez polskie sądy III RP, nawet na 25 lat pozbawienia wolności, jest faktem. Uniewinnianie przestępców, i to groźnych, jest tak częste, że nie zawsze bulwersuje opinię publiczną. Większe zainteresowanie budzi uniewinnianie sędziów, którzy kradną z „roztargnienia”. Nie bez przyczyny naprawa sądownictwa jest jednym z kluczowych problemów do zrealizowania przez rząd „dobrej zmiany”.

Grillowanie” sądowe za działalność pro publico bono

Od 4 lat jestem „grillowany” w krakowskich sądach za ujawnienie na platformie YouTube nagrania z rozprawy, która podobno miała być niejawna, ale ja o tym nie zostałem skutecznie poinformowany, a niejawny status rozprawy budził zdecydowany sprzeciw oskarżonego w trakcie kampanii wyborczej Adama Słomki, jako naruszający Konstytucję RP. Rozprawa przed Sądem Okręgowym w Krakowie sprzed 4 lat wpisywała się w kampanię wyborczą, ale doprowadziła do uniewinnienia Adama Słomki od absurdalnych zarzutów. To chyba miało pozostać tajemnicą, podczas gdy absurdalne oskarżenia były jawne!

Mimo, że nagranie przebiegu rozprawy odbyło się za wiedzą i zgodą sądu (po protestach!), prokuratura prowadziła dochodzenie, kto tego dokonał i kto film rozpowszechnia. Film od początku za wiedzą i przyzwoleniem prokuratury i kolejnych sądów był i jest dostępny w sieci, a ja jestem sądzony za ten „przestępczy” czyn. Co więcej, podczas jednej z rozpraw film był emitowany dla zainteresowanych na korytarzu sądowym, za wiedza i zgodą sądu!

Co prawda prokuratur na rozprawie – dokumentowanej społecznie – oświadczył, że film nie ujawnił żadnej tajemnicy, nikomu nie zaszkodził, ja na nim nic nie zarobiłem (działam bowiem pro publico bono), ale skazać trzeba. Sąd podzielił ten pogląd i w pierwszej instancji zostałem skazany. Przestroga przed obywatelską działalnością dla dobra publicznego – oczywista! Nadmieniam, że z moich filmów sądy niejednokrotnie korzystały jako z materiałów dowodowych, nieraz ze skutkiem uniewinnienia niesłusznie oskarżanych. Zresztą bezpłatnie, czasem bez mojej wiedzy i zgody. Nieraz zabezpieczałem prawidłowy przebieg procesu sądowego, rejestrując go w ramach kontroli społecznej. Niejako w podziękowaniu, sądy rozpoczęły „grillowanie” niewygodnego dla nich dziennikarza. Tak się złożyło, że nie zgodzono się na przełożenie terminu „grillowania” ze względu na mój udział w pogrzebie Żołnierzy Wyklętych – Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” w Gdańsku, tak że na pierwszą rozprawę musiałem wracać nocą, bezpośrednio na salę sądową. Później z rozmaitych powodów przesuwano terminy kolejnych rozpraw, bo sąd – z jakichś przyczyn – nie miał mocy, aby je prowadzić.

Uniewinnienie niewinnego

Moja apelacja od wyroku skazującego mnie, jak podkreślałem, za działalność pro publico bono, była 3-krotnie odraczana, a i czwarty termin został przesunięty, co prawda tylko o jeden dzień – ze względu na zbyt duże zainteresowanie opinii publicznej. Mimo rozbudowy krakowskich gmachów sądowych w ostatnich latach, sąd na rozprawie 26 kwietnia 2018 r. nie był w stanie znaleźć większej sali, zdolnej pomieścić weteranów opozycji antykomunistycznej i media społecznościowe. Ostatecznie rozprawa odbyła się w godzinach rannych dnia następnego (27 kwietnia), co nieco zmniejszyło frekwencję zainteresowanych, ale przeniesienie rozprawy chyba dla jej wyniku było korzystne. Sąd miał dodatkowy czas na przemyślenie sprawy i ostatecznie podjął decyzję o uniewinnieniu niewinnego, co nie jest częstym zwyczajem polskich sądów.

Wydawało się, że wyrok uniewinniający winien ostudzić zapał skazywania opozycjonistów za niewinność, a szczególnie niezależnych dziennikarzy działających na rzecz dobra publicznego, w tym i samych sądów. Warto zauważyć, że „Sąd Okręgowy zważył, iż przedmiotowa sprawa nie była ani obszerna, ani skomplikowana pod względem faktycznym czy prawnym, dlatego też wyliczył należny prawomocnie uniewinnionemu zwrot kosztów obrony z wyboru według stawek minimalnych”.

A jednak kasacja

Prokuratura jednak wystąpiła o kasację wyroku uniewinniającego. Argumentowałem we wniosku o oddalenie skargi kasacyjnej: „Podnoszę też niestosowność argumentacji, która ma przemawiać za uwzględnieniem tej kasacji jako mającej szczególne znaczenie dla ochrony wymiaru sprawiedliwości przed naruszeniami ze strony chcących w sposób negatywny wpłynąć na społeczny odbiór sądów, nie mam bowiem wątpliwości, że przyjęcie kasacji wpłynie negatywnie na społeczny odbiór sądów, gdy ja jako obywatel społecznie działam na rzecz prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Taka argumentacja wskazuje na chęć całkowitego wyeliminowania kontroli społecznej działalności sądów, która to działalność przez niemałą część społeczeństwa nie jest odbierana pozytywnie i trudno się temu dziwić”.

Podnosiłem ponadto: „należy zwrócić uwagę, że informacja w piśmie kasacyjnym (s. 6): Wbrew stanowisku Sądu Odwoławczego, nie powinna zostać pominięta tak eksponowana przez samego oskarżonego okoliczność, a to »wykonywany przez niego zawód dziennikarza« nie jest zgodna z prawdą i wprowadza w błąd. Ja natomiast nie wprowadzałem w błąd Sądu Okręgowego podczas rozprawy eksponowaniem wykonywania przeze mnie zawodu dziennikarza, bo takiego zawodu nie wykonuję. Sąd informowałem i niniejszym potwierdzam, że jestem dziennikarzem obywatelskim, społecznym, wykonującym swoje czynności pro publico bono i nie jest to źródło mojego utrzymania. Z tej działalności korzystają nieraz sądy (bez gratyfikacji), jako materiału dowodowego. Nieraz zabezpieczam (za zgodą sądu) prawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości przez dokumentowanie rozpraw w sytuacji, gdy te toczą się bez rejestracji audio/wideo. Podnoszę zarazem, że w państwie prawa nie można jednak karać nawet zawodowego dziennikarza za skutki wynikające z nieprofesjonalnego, nieporadnego prowadzenia rozpraw przez zawodowych sędziów”.

Nic z tego. Skarga kasacyjna nie została oddalona, a termin rozprawy w Warszawie w Sądzie Najwyższym wyznaczono na 10 kwietnia 2019 r.; przypadkowo w kolejną rocznicę tragedii smoleńskiej.

zdj. 3 - Wejście do Sądu Najwyższego - zdj. J. Wieczorek.jpg

W Sądzie Najwyższym pod godłem Rzeczypospolitej Polskiej

Rozprawa kasacyjna odbyła się z udziałem publiczności i co warto zauważyć, w sali, w której wisiało Godło Rzeczypospolitej Polskiej.

Taki stan rzeczy, o czym zapewne nie wiedzą wszyscy obywatele RP, istnieje od niedawna, gdyż przez wiele lat w Sądzie Najwyższym, wbrew Konstytucji RP, która mówi:

Art. 28.

  1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu.

4 Godło, barwy i hymn Rzeczypospolitej Polskiej podlegają ochronie prawnej,

rozprawy odbywały się w salach z umieszczonymi na ścianach jakimiś zielonymi ptaszyskami (zielone wrony?)

6 Porównanie godeł

i dopiero po przeprowadzeniu kontroli społecznej funkcjonowania Sądu Najwyższego, dokonanej przez grupę opozycjonistów antykomunistycznych (m.in. Zygmunt Miernik, Adam Słomka, Paweł Zdun), doszło do umieszczenia na salach rozpraw godła polskiego, zgodnie z obowiązującą Konstytucją.

zdj. 5- Sala rozpraw w Sądzie Najwyższym- zdj. J. Wieczorek.jpg

To jest jeden z przykładów, że na straży Konstytucji często stoją obywatele (nieraz w sądach karani!), a nie sędziowie, którzy na takiej straży stać powinni i za to są wynagradzani. To pokazuje, jak ważna jest kontrola społeczna władzy, także sądowniczej, aby Polska stała się państwem prawa.

Sąd Najwyższy przychylił się do mojej prośby o możliwość rejestracji audio i wideo rozprawy kasacyjnej, co należy podkreślić z uznaniem Niestety nagłośnienie sali rozpraw było kiepskie, co jest standardem w wielu sądach, skazujących następnie obywateli za to, że nie słyszeli tego, co sąd mówił! Mój proces, zwany nieraz zasadnie kafkowskim, jest obserwowany w sądach przez publiczność liczącą kilkanaście-kilkadziesiąt osób z opozycji antykomunistycznej, szczególnie z KPN-Niezłomni. Jest też monitorowany przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i Stowarzyszenie Solidarni 2010.

Sąd prawa, a nie faktów

Sąd Najwyższy nie orzeka, czy ktoś był winny, czy niewinny, a jedynie bada zgodność wyroków z obowiązującym prawem. W tym przypadku podzielił opinię prokuratury i dopatrzył się naruszenia prawa w wyroku uniewinniającym – stąd skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia w Sądzie Okręgowym. Na podkreślenie zasługuje fakt przyznania przez SN zasadności kontroli społecznej władzy, w tym władzy Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy bezpośrednio jednak nie odniósł się do opinii prokuratury, określającej mnie jako osobę, która chce „w sposób negatywny wpłynąć na społeczny odbiór sądów”. Opinia prokuratury nie została poparta żadnymi dowodami i stanowi próbę naruszenia mojego dobrego imienia, co winno mieć konsekwencje prawne.

Gdyby sądy potrafiły się oczyścić z patologii, ujawnianych zresztą przez wielu dziennikarzy i działaczy społecznych, żylibyśmy rzeczywiście w państwie prawa. Póki co, takie państwo trzeba konsekwentnie budować, prowadząc społeczną kontrolę władzy sądowniczej, do czego staram się przyczynić, z widocznymi konsekwencjami.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, maj 2019

Screen Shot 05-23-19 at 08.22 PM.PNG

Polonia wiedeńska nie chce świętować 1 maja

Kurier maj 2019

Polonia wiedeńska nie chce świętować 1 maja 

Otrzymałem list od Polonii wiedeńskiej poruszonej organizowaniem przez Ambasadę Polską  Święta 3 Maja w dniu 1 maja ! Co więcej, tylko znikoma część osób zaangażowanych w działalność patriotyczną we Wiedniu otrzymała zaproszenia na uroczystość. Czyżby korpus dyplomatyczny skierowany do Wiednia otrzymał zbyt dobre wykształcenie według standardów obowiązujących jeszcze w PRL ?  Czy podczas uroczystości na budynku ambasady zostanie zachowany parytet flagowy z tamtych czasów ?

„Wiedeń 23.04.2019 r.

Drogie Koleżanki i Koledzy,

jak pewnie wszystkim wiadomo wielkimi krokami zbliżają się szczególnie uroczyste dni dla Polaków, takich jak Wy i ja, czyli mieszkających poza granicami Polski.

Nazywają nas POLONIĄ i dlatego nawet zorganizowano nam DZIEŃ POLONII, który przypada na 2 Maja (czwartek).

Pięknie to wszystko zostało przemyślane, bo połączone bezpośrednio z dniem następnym – naszym świętem państwowym – narodowym 3 maja czyli Dniem Konstytucji, (ale  dla wielu dodatkowo jest to dzień Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski) który w tym roku obchodzimy w piątek.

Każda Ambasada Polski i placówka dyplomatyczna, powinna w zasadzie ze względów o których mówi tzw. ” DOBRA ZMIANA” , zaproponować swojej Polonii jakąś chwilę podczas której, ci co mogą, mogliby spotkać się ze swoimi reprezentantami czy też przyjaciółmi.

W końcu z polskich pieniędzy pochodzą wszystkie apanaże  w/w dyplomatów i pracowników tychże placówek.

Oni maja też specjalnie przeznaczony fundusz ta takie cele. Powiedzmy, że dwa razy do roku co najmniej powinniśmy mieć taką przyjemność 2-3 maja oraz 11 listopada każdego roku.

Na  ok. 80 osób prawicowych zaangażowanych we Wiedniu w działalność patriotyczną otrzymaliśmy 5 zaproszeń (niby podwójnych). Ciekawym jest jednak fakt, czy to zalecenie Min Spraw Zagranicznych,  by urządzić POLONII te „święta” właśnie 01 maja?

My powinniśmy to nasze podwójne święto obchodzić np w piątek czyli 3 maja lub w najczarniejszym scenariuszu – 4 maja w sobotę. Oni zafundowali ten weekend  majowy komuchom,

Co to za kadry dyplomatyczne mamy dzisiaj do dyspozycji?

https://wnet.fm/kurier/polonia-wiedenska-byla-zmuszona-swietowac-w-ambasadzie-dzien-polonii-2-maja-i-podwojne-swieto-3-maja-w-dniu-1-maja/

Nie da się ukryć – mamy profesorskie problemy

W materiale  tvp.info – Nie da się ukryć  – Doradca prezydenta ukarany za poglądy ? [ sprawa profesury Andrzeja Zybertowicza]

Screen Shot 05-11-19 at 09.09 AM.PNG

 https://www.tvp.info/42289084/10052019-2100/nie-da-sie-ukryc,odc-639

krótka wypowiedź od 18. 30 – nie da się ukryć – usuniętego z UJ podczas czystek politycznych przed tzw. transformacją ustrojową

Screen Shot 05-11-19 at 09.15 AM.PNG

Temat profesur, patologii, także politycznych przy awansach  i próby odpowiedzi  na pytanie – do czego nam są potrzebni profesorowie, których mamy mnóstwo a brak nam  elit  – podejmę niebawem, z pewnego dystansu

Zapętlona opozycja

Zapętlona opozycja

[ta ‚solidarnościowa’]

W Krakowie, w końcu kwietnia 2019 r, zakończył się proces opozycjonisty solidarnościowego [którego w tekście nie mam zamiaru w sposób jawny ujawniać] o odszkodowanie za represje w czasach jaruzelskich. [https://dziennikpolski24.pl/krakow-byly-opozycjonista-walczy-o-pol-miliona/ar/13850658 , https://niezalezna.pl/269653-sad-przyznal-zadoscuczynienie-dla-b-opozycjonisty ]

30 już lat tzw. wolnej Polski to było za mało, aby wynagrodzić ludziom za krzywdy wtedy doznane, ale nawet za mało, aby elity akademickie, beneficjenci tych czasów, wstawili do historii swoich mateczników takie słowa jak ‚komunizm’, czy ‚stan wojenny’ i o dziwo opozycjoniści tamtych lat [ nawet ci internowani, czy więzieni] pomijają to milczeniem, jakby nie mieli nic przeciwko. Dla przykładu-  elity jagiellońskie – nadal wzorcowe dla pozostałych –  do tej pory nie potrafiły wstawić do Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’stanu wojennego’, ani’ komunizmu’ i taką niemoc uważają za swoje dobro osobiste, którego nie można naruszać ! [https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/ ]

Niemoc poznania najnowszej historii jest wielka i taki stan rzeczy jest akceptowany, a nawet broniony, przez wielu opozycjonistów solidarnościowych, licznie wyróżnianych za obalenie komunizmu. Gdyby było inaczej, stan ten nie miałby szans na ostanie się.

Także rzeczony opozycjonista (którego opozycyjności solidarnościowej nie mam zamiaru kwestionować) walczący o odszkodowanie za krzywdy, nie tak dawno publicznie oświadczał, że nikt w jagiellońskim środowisku krzywd nie doznał – nie zna nikogo z takim bagażem. [ https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] Jakoś po kilku latach odnalazł jednak taki bagaż i to u siebie i uznał, że to on był krzywdzony i mu się należy, bo przecież profesorem nie został, stąd pieniędzy miał mniej niż mógłby mieć, kontakt ze studentami mu się przerwał, popadł w alkoholizm, rodzina mu się rozleciała ……

W argumentacji [przynajmniej tej, którą media podają] nie zważał na to, że profesorowie – jak sami o sobie mówią i media to powtarzają – są biedni i końca z końcem związać nie mogą, nawet jak mają i po kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Czemu opozycjonista tak bardzo by chciał być aż tak biedny ! ?

Całkiem przy tym sobie zapomniał, że po epoce jaruzelskiej należał do beneficjentów upadku tej epoki, bo i zasiadał w radzie miasta (co prawda podobno nie zawsze na trzeźwo), a i miejskim dyrektorem okresowo był, a poza tym działaczem partyjnym i to na pozycji strukturalnej. [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Fijak ]. Jednym słowem nie był wyklęty, a raczej wzięty, ignorujący czasem wyklętych, bo wyklęcie, i to nieraz dożywotnie, to widocznie żadna represja, żaden godny interwencji, czy chociażby notacji przypadek z czasów jaruzelskich.

Chyba się całkiem zapętlił w swej opozycyjności, bo zamiast pozostać opozycjonistą solidarnościowym wobec bezprawia, wobec kłamstwa, kwestionując krzywdy jagiellońskie [https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] stanął w opozycji do domagających się prawdy i sprawiedliwości, tym samym wspierając prześladowców, nie tylko jego samego, ale też wielu, bardzo wielu, z których wielu rzeczywiście ponosiło straty i to wielkie a ich jagiellońskie [ i nie tylko] wyklęcie, przyniosło przewidywane straty i to wielkie dla jagiellońskiej wszechnicy [ i nie tylko, co możemy obserwować w pejzażu akademickim].

Gdyby tak było – jagiellońska wszechnica [ i nie tylko] przeszła bezstratnie przez epokę jaruzelską – kiedy była pod ochroną licznych funkcjonariuszy SB, TW itp. oraz PZPR ochraniających powierzoną im uczelnię przed wrogami systemu [ i ich także] to trzeba by było wręcz dla nich walczyć o awanse, ordery, podwyżki, co i tak miało miejsce w III RP – bo skoro tak dzielnie i skutecznie ochronili powierzone im do ochrony obiekty – uczelnie, to profity się należą – nieprawdaż ?

I co ? – nie głupio tak wypadać opozycji solidarnościowej przekształcającej się w obrońców krzywdzicieli ? Taki proces jest widoczny u rzeczonego opozycjonisty, ale też  u solidarnościowej jagiellońskiej braci – solidarnej z bolszewią, nienawistnej wobec pokrzywdzonych realnie, dożywotnio, przez bolszewię.

Sąd widocznie podzielił pogląd opozycjonisty (i znakomitych historyków UJ), że nikogo na UJ nie pokrzywdzono i odszkodowania za represje jagiellońskie nie dal.

Dziwić się należy jednak opozycjonistom nie popierających/ podzielających poglądów tych, którzy domagają się poznania historii, prawdy, poznania faktów, krzywd rzeczywistych, zakresu czystek akademickich (także jagiellońskich), niszczenia ludzi nauki i ich warsztatów pracy, szkół naukowych. https://blogjw.wordpress.com/2019/01/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ]

Mimo upływu lat, widać jak bolszewicka dialektyka i etyka odnosi sukcesy, i jak nieraz mówię, w Polsce po obaleniu komunizmu [ w istocie rzeczy – po obaleniu wielu butelek przez komunistów razem z wyselekcjonowaną przez nich opozycją ‚antykomunistyczną] mamy obecnie największą partię w postaci Komunistycznej Partii Antykomunistów.

A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe

Opozycja antyreżimowa

Poznanie historii akademickiej jest możliwe

Od lat piszę, także na łamach „Kuriera WNET”, o trudnościach w poznaniu najnowszej historii polskich uczelni, instytutów naukowych. Nawet uczelniani historycy dziejów najnowszych mają z tym poznaniem trudności, których nie są w stanie/nie mają woli pokonać. Można odnieść wrażenie, że sfera akademicka weszła w okres post-historii, a zarazem post-prawdy.

A jednak ostatnio ukazała się książka autorstwa Justyny Błażejowskiej – Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018], która obala ten mit niepoznawalności historii najnowszej polskich instytucji naukowych. Prof. Włodzimierz Bolecki na okładce książki napisał „To mikrohistoria jednego niewielkiego instytutu, w którą wpisana jest makrohistoria inteligenckiej opozycji w PRL”.

Mit niepoznawalności historii

O tym, ze historia najnowsza uczelni, instytucji naukowych, jest słabo poznana/albo całkiem nieznana, można się przekonać łatwo przeszukując internet. Na ogół historie instytucji akademickich kończą się na roku 1968, a potem następuje przeskok do III RP, do dnia dzisiejszego. Pomijane są na ogół lata 70, kiedy następowało strukturalne i personalne zastępowanie ostatnich pozostałości ‚wstecznego’ systemu II RP strukturami i osobami ‚postępowymi’. Bez tego procesu nie da się zrozumieć zapaści akademickiej lat późniejszych, także w III RP.

Na podstawie wielu akademickich historii można wątpić, czy dotkliwa społecznie, i to dnia dzisiejszego, ‚epoka jaruzelska’, stan wojenny lat 80-tych, w ogóle dotknęły sfery akademickie, stąd jak najbardziej zasadne są pytania: np. Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? [Józef Wieczorek: Kurier Wnet, grudzień 2018].

Na przełomie wieków ukazała się „Czarna księga komunizmu”, u nas na uczelniach niemal przemilczana, chociaż jej współautorzy Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne] odwiedzili m. in. Uniwersytet Jagielloński, [ 16 maja 1999 r. – spotkanie w Collegium Novum UJ]; spotkanie odbyło się bez udziału jagiellońskich historyków.

Postanowiłem wtedy zainteresować tym tematem -na odcinku akademickim IPN i wystąpiłem do Prezesa IPN Leona Kieresa w sprawie opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji’ [ 2005-04-29] . Wystąpienie okazało się niestety bezskuteczne. Nie był to jeszcze dobry czas na takie badania, co zresztą wynikało również z opinii decydentów PAU. [Polska Akademia Umiejętności a Czarna Księga Komunizmu, rok 2004 – archiwum mojej Witryny Obywatelskiej]

W „Czarnej księdze komunizmu (uniwersyteckiego)” [OBYWATEL nr.2 (22)2005 pisałem: ‚Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego?
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie….’

Metodologia (nie)poznania

Z niektórych opracowań akademickiej historii najnowszej przebija heroiczny wręcz opór/strach przed poznaniem tego co ma być zbadane. Ci co walczą (podobno) o wolność badań, o wolność słowa, są chyba zbyt zniewoleni, aby mieć wolę wolnego badania, wolnego artykułowania słowa . Czasem badają akta SB, ale jakoś nie kwapią się do badań akt PZPR, nie mówiąc o aktach uczelnianych czy zainteresowaniu się historią mówioną – świadków historii. Chyba jednak wiedzą co robią. Unikanie takich tematów pozwala im na robienie karier akademickich – bez szkody dla siebie.

Po ukazaniu się opracowania Piotr FranaszekJagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 80. XX wieku. zadałem dziesiątki pytań z tym materiałem związanych [ mój Blog akademickiego nonkonformisty], ale niestety odpowiedzi się nie doczekałem. Przytoczę kilka z nich :

Dlaczego w badaniach nie uwzględniono świadków historii, szczególnie tych, którzy nie są beneficjentami, lecz ofiarami systemu ? Dlaczego materiały SB (IPN) nie są konfrontowane ze świadkami historii ?

Czy inna filozofia badań – pod kątem symbiozy PZPR-SB- nomenklaturowe władze uczelni – nie byłaby bardziej skuteczna dla poznania uniwersytetu w państwie policyjnym ?

Dlaczego w książce nie na wykazu osób mających status pokrzywdzonych (IPN) i ich opinii o przedmiocie/wynikach badań ?

Dlaczego pomijana jest działalność komisji UJ przeprowadzającej pod koniec PRL polityczną weryfikację kadr pod batutą PZPR i SB ?

Dlaczego nie ma wykazu osób usuniętych z UJ z przyczyn pozamerytorycznych w badanym okresie PRL ?

Dlaczego nie ma sprawdzenia losów osób, które w aktach SB oceniani są jako wrogo nastawieni politycznie, a w czasie weryfikacji prowadzonych przez anonimowe komisje pod batutą PZPR i SB usuwani z uczelni ?

Dlaczego nie zbadano stanu kadr naukowych z lat 80, ich zmian, przyczyn odejścia, nominacji, degradacji etc.

Dlaczego siła PZPR mierzona jest upartyjnieniem kadry akademickiej ( ilością członków PZPR) a nie ich rzeczywistą siłą, która przetrwała nie tylko weryfikacje końca PRL, ale i jeszcze się wzmocniła w III RP ?

Dlaczego nie ma wykazu aparatu partyjnego uczelni pozostającego w symbiozie z SB i władzami UJ ?

Pamięć o ofiarach polityki komunistycznej na uczelniach do tej pory jest niepożądana. Uniwersytety polskie (i nie tylko uniwersytety) są prawnymi następcami peerelowskich uczelni i spadkobiercami ich historii i ponoszą odpowiedzialność co najmniej moralną za decyzje poprzedników. Do tej pory jednak nie zadośćuczyniły ofiarom totalitarnej ideologii komunistycznej PRLu tj. osobom, które w latach 1944 – 1989 zostały wydalone z uczelni, jako stanowiące zagrożenie dla uczelni, dla systemu komunistycznego, dla formowania nowego socjalistycznego człowieka, negatywnie, zdaniem komunistycznych kolaborantów, wpływając na młodzież akademicką, wykazując niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, niezłomną nonkonformistyczną postawę, ucząc myślenia, i to krytycznego, nie hańbiąc się przynależnością do organizacji komunistycznych, a wiążąc się z organizacjami stanowiącymi zagrożenie dla systemu komunistycznego.

Do tej pory nie oszacowano, ilu nauczycieli akademickich opuściło [ zostało wypędzonych] uczelnie w czasach PRL-u z przyczyn pozamerytorycznych, do jakiego stopnia zniszczono warsztaty ich pracy. Nie określono jakie straty poniosły poszczególne uczelnie, poszczególne dyscypliny naukowe.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane ( z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami na ogół nie-historyków –[ np. w moim Lustrze nauki – np. Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Jagiellońskiego, Członkowie władz i aktywiści KZ PZPR Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1973 -1989]

Takie są chyba standardy wielu polskich uczelni/ instytutów badawczych: aby nie dopuszczać do zaistnienia niewygodnych wydarzeń historycznych.

Justyna Błażejowska autorka najnowszej historii Instytutu Badań Literackich PAN przytacza wypowiedź profesora instytutu Włodzimierza Boleckiego, który „ kilka lat temu [2012 r] powiedział, że nie rozumie, dlaczego przez 30 lat nie podjęto w Instytucie takiej podstawowej pracy, jaką powinna być praca pokazująca zaangażowanie środowiska w ruch Solidarności, w opozycję i rolę tej „Solidarności w stanie wojennym” oraz dalej

Jak były oficjalne obchody jubileuszu Instytutu czy wypowiedzi na ten temat, to zawsze był wyeliminowany epizod „Solidarności”. Zawsze […] Myśmy wzruszali ramionami na te wszystkie uroczystości, bo one były, jeżeli chodzi o historię Instytutu, tak tendencyjne, tak- można użyć tego słowa – zmanipulowane, albo tak selektywne, że po prostu przestały istnieć….. czyli – krótko mówiąc- jak gdyby jakiś wielki obszar naszej działalności został przez kogoś celowo przykryty, stłumiony, niedopuszczony do zaistnienia” .

Historia jednak poznawalna

Justyna Błażejowska, której książka jest zarazem doktoratem na temat opozycji antyreżimowej w Instytucie Badań Literackich, zastosowała odmienną od standardowej metodologię badań, wykazując, że najnowsza historia tego instytutu jest poznawalna i zarazem pokazując kolejnym badaczom drogę poznawania akademickich historii .

Prof. Włodzimierz Bolecki w recenzji tej pracy doktorskiej tak napisał:Doktorantka wykonała więc gigantyczną kwerendę archiwalną poszukując informacji o IBL i jego pracownikach w Archiwum Akt Nowych (przeszukując m. in. materiały Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR, Wydziału Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego KC PZPR). Dokonała też bardzo głębokiej kwerendy w Instytucie Badań Literackich PAN, sięgając po protokoły z posiedzeń Rady Naukowej oraz różnych zebrań kierownictwa i pracowników Instytutu, dotarła do prywatnych archiwów pracowników IBL (np. prof. Witkowskiej), do zgromadzonych w Dziale Kadr ich teczek osobowych, do materiałów Komisji Zakładowej Solidarności (ocalonych w stanie wojennym przez Ś.p. dr Annę Bujnowską), do kolekcji osobistych działaczy „Solidarności” znajdujących się w Archiwum Karty. Doktorantka badała też archiwum ZLP, sięgnęła po niepublikowane wywiady z pracownikami IBL, a także po filmy i inne wypowiedzi ustne oraz liczne dokumenty drukowane – to znaczy artykuły, raporty, omówienia, książki naukowe i literackie, publikacje krajowe, emigracyjne, oficjalne, drugoobiegowe, etc. Osobną kategorię źródeł wykorzystanych przez Doktorantkę stanowią materiały IPN dotyczące IBL, do których mgr Błażejowska dotarła dzięki wieloletniej i głębokiej kwerendzie. Materiałów, do których dotarła Doktorantka jest znacznie więcej, ale już te, które wymieniłem, dają obraz ogromu pracy wykonanej przez Autorkę recenzowanej rozprawy i nowości jej przedsięwzięcia badawczego.”

Instytut Badań Literackich PAN to była ważna placówka akademicka w okresie Polski Ludowej, która powstała w 1948 r. aby przyspieszyć tworzenie jedynie słusznej nauki o literaturze, opartej na zasadach marksizmu-leninizmu, dla kształtowania „inżynierów dusz’, bez których trudno by było zbudować postępowy i przodujący system. Rzecz jasna ta nauka miała opierać się na wzorcowej nauce radzieckiej, która jak to często bywa z naukami przymiotnikowymi, z nauką sensu stricto niewiele miała wspólnego, a nader często stanowiła jej zaprzeczenie.

O historii IBL na stronie instytutu niewiele można się dowiedzieć, szczególnie o okresie Polski Ludowej – czyli standard .

Podano jednak, że „ Zgodnie z aktem założycielskim, był samodzielną placówką naukową, podległą zrazu Ministrowi Oświaty, a wkrótce – Ministrowi Szkół Wyższych i Nauki. Po trzech latach Instytut został włączony w strukturę Polskiej Akademii Nauk (na mocy uchwały Rady Ministrów z 9 lipca 1952 r.), stając się pierwszą placówką Wydziału I Nauk Społecznych PAN. Inicjatorem utworzenia Instytutu był Stefan Żółkiewski „

W Instytucie Badań Literackich zatrudniono ludzi przejętych bardzo postępem i wdrażaniem go w życie Polski Ludowej. Współzałożycielem IBL był Jan Kott, blisko związany z władzą komunistyczną, współzałożyciel i redaktor lewicowego tygodnika Kuźnica, ale po przejściu do opozycji po 1968 r. przez władze PRL pozbawiony tytułu profesora.

Niestety w książce brak jest wykazu kadry badawczej IBL w ujęciu historycznym . Jest natomiast spis materiałów osobowych kadr IBL, w których figuruje wiele znanych w domenie publicznej nazwisk m. in. Michał Głowiński, Maria Janion, Jadwiga Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Jan Józef Lipski, Zdzisław Łapiński, Jerzy Łojek Henryk Markiewicz, Zdzisław Najder, Witold Nawrocki, Barbara Otwinowska, Andrzej Paczkowski, Jan Prokop, Jarosław Marek Rymkiewicz, Piotr Stasiński, Stefan Treugutt, Jacek Trznadel, Jan Walc, Wiesław Władyka, Kazimierz Wyka, Roman Zimand, Maria Żmigrodzka i in. Z obecnie pracujących w IBL PAN znany jest Włodzimierz Bolecki, recenzent pracy.

Byli to pracownicy o nader złożonych biografiach i poglądach, i nie wszyscy nadawali się do bycia ‚inżynierami dusz’ w służbie socjalistycznego postępu, a wielu należało – jakkolwiek nie od początku- do opozycji antyreżimowej, co jest przedmiotem książki Justyny Błażejowskiej, słusznie tak pozytywnie ocenianej przez obecnego pracownika IBL profesora Włodzimierza Boleckiego, I przewodniczącego Komisji „S” w IBL

Warto zauważyć, że o prof. Włodzimierzu Boleckim, a nawet o istnieniu ‚S” IBL, czy strajku okupacyjnym w Pałacu Staszica 15 grudnia 1981 r. nie ma nawet wzmianki w Encyklopedii Solidarności, a także w źródłowym opracowaniu ‚Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL’ – IPN.

To zastanawiające, ale nie wyjątkiem w pisanych dziejach „Solidarności” akademickiej.

Autorka dokumentuje procesy zachodzące w IBL na przestrzeni dziesięcioleci, które odkreśla słowami „ od uległości do niezależności”, wskutek czego IBL zamiast służyć rozwojowi marksizmu, stał się miejscem pracy osób ze środowisk antysocjalistycznych, stanowiących opozycję antyreżimową sprawiającą kłopoty zarówno przewodniej sile narodu, jak i SB.

Autorka podkreśla, że ‚do samego końca PRL o obsadzie stanowisk kierowniczych w placówkach badawczych decydował Wydział Nauki i Oświaty / Wydział Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego Komitetu Centralnego PZPR”. Mimo zmieniających się okoliczności komuniści nie rezygnowali z wypracowanych 1 sprawdzonych metod nadzoru.” To samo miało miejsce w innych placówkach akademickich, ale nadworni historycy wbrew faktom nieraz temu przeczą.

Autorka podkreśla, że ‚pozbawienie etatu lub odebranie możliwości jego otrzymania było jedną z najczęstszych represji stosowanych wobec osób prowadzących działalność „antypaństwową”.

Pisze o weryfikacji kadr z roku 1985 , która odbywała sie według kryteriów pozanaukowych, w celu usunięcia wytypowanych, niewygodnych pracowników. Ta weryfikacja wpisywała się w przygotowaną, także od strony prawnej, polityczną weryfikację kadr akademickich końca PRL-u, przeprowadzoną w instytutach badawczych i uczelniach, o czym władze akademickie III RP, a także nadworni historycy, nie chcą nawet wiedzieć (Józef Wieczorek – Zapomniana wielka czystka akademicka, Kurier WNET, styczeń 2019).

Książkę należy polecać historykom dziejów najnowszych, szczególnie uniwersytetów, które przeszły przez okres Polski Ludowej, a nade wszystko Uniwersytetowi Jagiellońskiemu – wzorcowej uczelni, której historycy do tej pory nie mogą sobie poradzić z poznaniem historii w czasach komunizmu, w tym podczas stanu wojennego.

Mamy jednak dowód, że akademicka historia tego okresu jest poznawalna, więc akredytowane instytuty historii winny się zabrać do rzetelnej pracy albo stracić akredytacje.

Tekst opublikowany w: Kurier WNET, kwiecień 2019 r.

Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W.

1.jpg

Kasacja niewygodnego dziennikarza

[kontrolującego społecznie władzę sądowniczą

i akademicką także],

czyli proces Józefa Wieczorka

przed Sądem Najwyższym

Warszawa 10 kwietnia 2019 r.

[ dokumentacja za zgodą SN : zdj i wideo Józef Wieczorek]

Moja wypowiedź od ok. 12.08 do 22.52 min. .

Decyzja SN – zwrócenie sprawy do ponownego  rozpatrzenia w Sądzie Okręgowym .

4.jpg

3.jpg

5.jpg

Rozprawa toczyła się w sali z godłem polskim zawieszonym na ścianie po  interwencji społecznej  [ patrz Zielone Orły Temidy – https://www.youtube.com/watch?v=rmWHVpk3Tlg i https://blogjw.wordpress.com/2017/02/26/zolnierze-niezlomni-przysiegali-na-orla-i-na-krzyz-a-w-sadzie-najwyzszym-iii-rp-zielona-wrona/ ]

7

2

Zbrodnia katyńska w Norymberdze – Andrzej Kostrzewski, Instytut Katyński

ak k

Andrzej Kostrzewski z Instytutu Katyńskiego przekazał mi tekst z 27.07.2018 o zbrodni katyńskiej, który czytałem w kilku odcinkach w niepoprawneradio.pl w marcu 2019 r.

 

Marian Mordarski – żołnierz wyklęty, profesor uznany

okładka.jpg

Marian Mordarski – żołnierz wyklęty, profesor uznany

1 marca obchodzimy od 2011 r. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych i można już mówić, że pamięć o najlepszych synach Polski jest stopniowo przywracana. Nie wszyscy się z tym godzą, stąd trwa walka o każdą nazwę ulicy, o patrona szkoły, o każdy pomnik, który by stanowił ich upamiętnienie.

Niektóre pomniki żołnierzy wyklętych są dewastowane i to zwykle w okolicy tego święta, a niektórzy przedstawiciele elit III RP powracają do nazewnictwa komunistycznego obdarzając patriotów mianem bandytów. No cóż, jak Jaś zbyt dobrze się nauczył, tego Jan nie jest w stanie się oduczyć.

System komunistyczny był systemem kłamstwa i gruntownie przyswojone w komunistycznej edukacji kłamstwa jakoś trzymają się głów, także w Polsce postkomunistycznej, jak widać mającej problemy z oderwaniem się od PRL-owskich korzeni.

Żołnierze podziemia niepodległościowego to byli na ogół ludzie młodzi, którzy w wolnej Polsce mieliby szanse na piękne życiorysy, ale w Polsce zniewolonej nie mogli dla siebie znaleźć miejsca, bo go dla nich nie przewidywano, jeśli nie akceptowali narzuconej władzy.

Ci, którzy ich zwalczali, w komunistycznej Polsce zrobili nieraz wielkie kariery, także akademickie, jak np. Zygmunt Bauman, który przez akademickich beneficjentów systemu był i jest akceptowany, a nawet gloryfikowany .

Profesor jawny, żołnierz podziemia – niekoniecznie

Spośród żołnierzy wyklętych, którzy przetrwali obławy, więzienia, tortury, tylko nieliczni osiągnęli sukces akademicki w komunistycznej Polsce, ale i do dziś nie są powszechnie znani. Przez lata, podobnie jak żołnierze AK, nie ujawniali swojej przeszłości.

Pracując na przełomie lat 70/80 na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie wiedziałem, że dziekan [w latach 1975-81] mojego Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ, prof. Józef Surowiak, był żołnierzem 3. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej [Do dziś lubię naukę, wspomnienia prof. Józefa Surowiaka cz. I Pamięć Uniwersytetu, Archiwum UJ].https://www.youtube.com/watch?time_continue=6&v=QP2MrHVf35w ]

Dowiedziałem się o tym z artykułów prasowych, przypisujących mu odpowiedzialność za donos w 1948 r. na słynnego żołnierza wyklętego – „ Burego’ Kapitana Rajmunda Rajsa, którego był podkomendnym w Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej. [Ujawniamy ściśle tajny dokument bezpieki! Wiemy kto donosił na „Burego”! Warszawska Gazeta, 16 sierpień 2016] https://warszawskagazeta.pl/historia/item/4085-ujawniamy-scisle-tajny-dokument-bezpieki-wiemy-kto-donosil-na-burego

Profesor temu zaprzeczał, ale na liście występujących w obronie dobrego imienia kpt. „Burego” obarczanego zbrodniami podczas pacyfikowali wsi białostockich [ o ludności narodowości białoruskich] w 2016 r. nie występuje [Nasz Dziennik, 26 lutego 2016 r.] https://naszdziennik.pl/polska-kraj/152981,w-obronie-dobrego-imienia-kpt-burego.html

Świadkowie pamiętają

Niewielu wie o złożonych losach innego profesora – Mariana Mordarskiego, biologa, i to światowego formatu, który jako młodzieniec należał podczas okupacji niemieckiej do partyzantki akowskiej w Nawojowej [Sądecczyzna], a następnie do podziemia antykomunistycznego. Mimo tej działalności zdołał – po zmianie miejsca zamieszkania na Wrocław – ukończyć wyższe studia i osiągnąć wybitne rezultaty w pracy naukowej.

Zetknąłem się niedawno z jego postacią podczas nagrywania wspomnień wiekowych już świadków historii działań podziemia niepodległościowego na Sądecczyźnie.

Żołnierze podziemia mieli, rzecz jasna, oparcie w miejscowej ludności, bo inaczej nie zdołaliby przetrwać w lasach. Schodzili z lasu do zagród wiejskich, stąd pozostali w pamięci nawet nastoletnich wówczas mieszkańców okolicznych wiosek.

Mariana Mordarskiego zapamiętała m. in. Michalina Opiło z Nowego Sącza, o czym wspomina podczas nagranej w 2018 r. rozmowy z Jerzym Basiagą, prezesem Fundacji Osądź mnie Boże im. ks. Władysława Gurgacza. Świadek spotkań z ks. Gurgaczem -Józef Wieczorek TV]. https://www.youtube.com/watch?v=qXYjW2WmZNs

Więcej informacji o Marianie Mordarskim ma kpt. Józef Stojek, po wojnie członek grupy Grot, podporządkowanej Józefowi Kurasiowi ps. Ogień, dowodzonej przez Mariana Mordarskiego, która ujawniła się w kwietniu 1947 r. Wspomnienia tego żołnierza wyklętego, więzionego w latach 1952-56, zamieściłem na moim kanale YouTube w materiale: Józef Stojek „Gryzoń” – żołnierz Niezłomny Sądecczyzny, 16 grudnia 2018 r. https://www.youtube.com/watch?v=1YDu3FGIm_U

Chyba najpełniej działania Mariana Mordarskiego w partyzantce opisał, opierając się na licznych dokumentach UB/SB – Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN, w trudno jednak dostępnej i mało spopularyzowanej książce „.. Masz synów w lasach, Polsko...” Nowy Sącz 2014 – w obszernym artykule Prof. dr hab. Marian Mordarski -Kadrowy bandyta z przeszłości, a także w monografii Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947).

W walce z okupantem niemieckim i komunistycznym

Marian Mordarski, urodzony w 1927 r. w Nowym Sączu, podczas wojny ukończył w rodzinnym mieście szkołę podstawową i szkołę zawodową, jednocześnie pracując w warsztatach kolejowych. Jako szesnastolatek na początku 1944 r. związał się z niepodległościową konspiracją kierowaną w Nawojowej pod Nowym Sączem przez Józefa Stadnickiego ze znanej rodziny ziemiańskiej. Został żołnierzem AK, otrzymując pseudonim Orzeł. Poszukiwany przez gestapo, od połowy 1944 r. musiał przenieść się do lasu, działając w oddziale AK pod komendą Adama Czartoryskiego „ Szpaka”, a po ogłoszeniu akcji Burza znalazł się w IV batalionie 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, działającym w Gorcach pod komendą Juliana Zapały „Lamparta”. Był uczestnikiem słynnej bitwy ochotnickiej. Po zajęciu Sądecczyzny przez Armię Czerwoną złożył broń w Nowym Targu i chciał wrócić do życia cywilnego, ale w Nowym Sączu NKWD starała się go pozyskać do współpracy dla zwalczania podziemia. Uniknął jej, uciekając znowu do lasu. Trafił do oddziału Jana Wąchały „Łazika”. Wziął udział w akcji likwidacyjnej w Limanowej gorliwego ubowca Tadeusza Lecyna, który osobiście zastrzelił sanitariuszkę Genowefę Kroczek [„ Lotte”] zwaną limanowską „Inką”. [- Dawid Golik, Niezłomna sanitariuszka „Lotte” , Dziennik Polski, 2017].

Po utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej i zapowiedziach amnestii, oddział Mordarskiego złożył broń, ale UB nie pozwoliła partyzantom prowadzić spokojnego życia cywilnego. Wielu z oddziału „Łazika”, także Marian Mordarski, starało się schronić na tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie, w okresie zamieszania przy tworzeniu nowej władzy, byli AK-owcy obsadzali posterunki MO.

O pobycie Marian Mordarskiego w okolicach Kamiennej Góry [Czarnolesie, obecnie Czarny Bór] wspomina Jerzy Wójcik autor książki Oddział. Historia żołnierzy » Łazika « . Marian Mordarski wrócił niebawem do Nowego Sącza, aby kontynuować naukę w gimnazjum, ale zarazem działał w konspiracji pod dowództwem Stanisława Piszczka ‚Okrzei”- tworzącego oddział Grom, który zasłynął zburzeniem pomnika chwały Armii Czerwonej w Nowym Sączu. Jak ważny to był czyn, niech świadczy fakt, że odbudowany wkrótce pomnik przetrwał niemal 70 lat. Po rozbiciu podziemia niepodległościowego nie było w społeczeństwie Nowego Sącza mocy, aby go zburzyć. [Józef Wieczorek, Pomnikowa „dobra zmiana” w Nowym Sączu, „Kurier WNET,” październik 2018].

Jako członek Gromu Marian Mordarski wziął udział w likwidacji funkcjonariusza UB w Nowym Sączu Władysława Ogorzałka, a osobiście zlikwidował Zbigniewa Dostala, uważanego za funkcjonariusza Gestapo ma Wileńszczyźnie podczas okupacji niemieckiej, który -początkowo nierozpoznany- dostał się do oddziału Okrzei.

Po podziale oddziału Mordarski jako dowódca jego części trafił pod komendę Józefa Kurasia „ Ognia” i został mianowany dowódcą grupy Grot występując pod pseudonimem Ojciec, a następnie Śmiga. Wraz z oddziałem likwidował konfidentów niemieckich i UB, prowadził akcje rekwizycyjne. Jego grupa brała też udział w potyczce z żołnierzami na dworcu PKP w Nowym Sączu co dziś upamiętnia tablica odsłonięta w 2018 r. https://niezlomnym.wordpress.com/2018/12/09/sadeckim-zolnierzom-wykletym-niezlomnym/ 

Oddział zaprzestał działalności po śmierci „Ognia” 22 lutego 1947 r. a Marian Mordarski ujawnił się w kwietniu 1947 r. w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Sączu zdając tam broń wraz z grupą żołnierzy , w której był żyjący do dziś, represjonowany w czasach komunizmu, Józef Stojek ps. Gryzoń, [aresztowany w 1952 r. przez UB, więziony na Montelupich w Krakowie, Wiśniczu, Potulicach, przymusowo pracował w kopalni w Knurowie do roku 1956 r.].

Z partyzanta profesor

Mordarski ukończył kursy dla dorosłych w liceum przyrodniczym w Nowym Sączu i mimo przeszłości w podziemiu niepodległościowym, starał się o pracę w Starostwie Powiatowym. Lawirował w kontaktach z bezpieką, kierowaną na Sądecczyźnie przez Stanisława Wałacha, tak że formalnie nie został tajnym współpracownikiem UB i w sierpniu 1948 r. opuścił Nowy Sącz, najpierw starając się o przyjęcie na studia w Poznaniu, a następnie we Wrocławiu, gdzie dostał się na Wydział Przyrodniczy uniwersytetu, zapisując się do Związku Akademickiego Młodzieży Polskiej, podporządkowanego ZMP. Maciej Korkuć analizując dokumenty, wyklucza przynależność Mariana Mordarskiego do PZPR w latach pięćdziesiątych.

Jednak były partyzant nie przestał być obiektem zainteresowania UB, która liczyła na wykorzystanie go do współpracy.

Mordarski już na studiach został asystentem światowej sławy prof. Ludwika Hirszfelda [Urszula Glensk, Hirszfeldowie. Zrozumieć krew , Universitas 2018,], odkrywcy grup krwi, jednego z ojców immunologii.

Po ukończeniu studiów został doktorantem w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN, pozostając do końca 1957 r. w zainteresowaniu UB, a następnie SB, która nie zezwoliła na jego wyjazd do NRD.

Po obronie pracy doktorskiej przez M. Mordarskiego w 1958 r. SB zrezygnowała z prowadzenia obserwacji ze względu na brak działalności wrogiej dla Polski Ludowej oraz nieprzydatności do współpracy człowieka prowadzącego samotniczy tryb życia, skoncentrowanego na pracy naukowej.

Zezwolono mu na wyjazdy do krajów socjalistycznych [ZSRR, Węgry], a po habilitacji w 1963 – także do krajów zachodnich .Od 1962 r. był redaktorem naczelnym czasopisma „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej”.

W 1970 r. został profesorem, w latach 1981-85 pełnił stanowisko wicedyrektora, a w latach 1986–99 dyrektora Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. L. Hirszfelda.

Był ceniony i lubiany przez swoich współpracowników i wychowanków. Jednym z nich jest Jolanta Zakrzewska-Czerwińska profesor na Uniwersytecie Wrocławskim.

Od 1991 r. był członkiem PAN. Aktywny naukowo, jest autorem wielu publikacji w czasopismach krajowych i zagranicznych z zakresu biologii i taksonomii promieniowców, biosyntezy antybiotyków i innych wtórnych metabolitów, mechanizmu działania antybiotyków na komórki bakteryjne i nowotworowe, immunomodulatorów i ich działania.

Był ceniony także przez międzynarodową wspólnotę naukową, o czym świadczy wybranie go na wiceprezydenta [I974-I98I], a następnie prezydenta Europejskiej Federacji Towarzystw Mikrobiologicznych [1985-1989]. Był też profesorem honorowym Instytutu Mikrobiologii Chińskiej Akademii Nauk i profesorem honorowym Uniwersytetu w Yunnan [Chiny].Zmarł w 2003. r.

Nie do końca znany

Ze wspomnień jego współpracowników wynika, że znany był jego udział w AK – podają, że za działalność w AK w 1945 r. był odznaczony Krzyżem Zasługi z Mieczami i odznaką Honorową I Pułku Strzelców Podhalańskich AK [Andrzej Trzebski], Pożegnanie Profesora Mariana Mordarskiego]. Nie wiedziano natomiast o jego działalności w powojennym w podziemiu antykomunistycznym, o której nie rozmawiał nawet z najbliższymi. Ta działalność została zbadana i opisana głównie w pracach Macieja Korkucia i Dawida Golika z krakowskiego IPN.

Kariera akademicka Mariana Mordarskiego wskazuje, że mimo przeszłości znanej SB, od końca lat 50-tych ubiegłego wieku nie był traktowany jako ‚element antysocjalistyczny’, gdyż wtedy nie miałby raczej szans na piastowanie stanowisk kierowniczych. Był nawet odznaczany – Medalem 30-lecia PRL [1974] i Złotym Krzyżem Zasługi [1984]. Dla lepszego poznania tego etapu życia Mariana Mordarskiego trzeba by zbadać archiwa Polskiej Akademii Nauk.

W latach 90-tych działał w organizacjach akowskich. 27 lutego 1991 r. napisał do towarzysza broni Józefa Stojka „ Dopiero wczoraj, zgodnie z tą ustawą [jw- mowa o Ustawie z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego] bohaterowie walki z okupantem mogą żądać, a nie prosić. I to prosić najgorszych kolaborantów, czerpiących zyski z upodlenia i totalnego niszczenia najbardziej wartościowych ludzi. Wyrazem tego jest zapis w ustawie, że pracownicy i współpracownicy NKWD i UBP zostają wykluczeni ze społeczności kombatanckiej i już. Twoje papiery, czy też innych kolegów nie będą przez nich opiniowane, oceniane i rozważane. To, na pozór błahe stwierdzenie, umożliwia wielu ludziom zasłużonym w ruchu oporu uzyskanie bez upokorzenia przynależnych im praw. I to jest najważniejsze: prawa z tytułu walki zwycięskiej ,prowadzonej w warunkach skrajnie trudnych, często wbrew narastającej presji ludzi małej duszy, wbrew własnemu środowisku i z narażeniem najbliższych. To była cena, którą trzeba było zapłacić i mało wykazało dostatecznie dużo hartu…”

List Prof. Mordarskiego do Józefa Stojka z dnia 8 kwietnia 1992 r,. ukazuje jego solidarne zaangażowanie w pomoc towarzyszom broni w zmienionej sytuacji „ ….Przyszło mi do głowy, że najwyższy czas spróbować załatwić coś w sprawie „Bacy” . Ty byłeś z nim blisko w ciężkich latach i wiesz najlepiej, co należałoby zrobić. Nie myślę o czymś w rodzaju ‚rehabilitacji”, bo nawet nie wiem, czy miał jakiś wyrok sądowy. Od Ciebie wiem natomiast, że żył w tragicznych warunkach, praktycznie pozbawiony pracy i prześladowany na każdym kroku …”

Jego działania na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego zostały wyróżnione Krzyżem Armii Krajowej [1995] i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski [1995].

Pozostawił po sobie znaczący ślad w nauce, a także w pamięci zmagań o niepodległą Polskę. Jego losy pokazują, jakich synów miała Polska w lasach. Z nich tylko niektórzy mogli zrealizować, przynajmniej w części, swoje talenty.

Marian Mordarski jest sądeczaninem, który niewątpliwie dobrze zasłużył się Polsce i należy mu się szczególne upamiętnienie w przestrzeni publicznej Nowego Sącza.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET – marzec 2019 r.

Dla tych, co potrafią zachować się jak trzeba

W Krakowie można sobie usiąść na takiej ławeczce, tyle że trzeba zachować się jak trzeba, co nie jest takie łatwe.

i.jpg

„Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe

uj 2019.jpg

„Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe

Od 27 września 2018 r. monitoruję i ujawniam losy mojego roszczenia informacyjnego

https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/

https://blogjw.wordpress.com/2019/01/29/analfabetyzm-akademicki-do-pilnej-likwidacji/

skierowanego do władz UJ dotyczącego zapytań o stan wojenny, komunizm, archiwa UJ i do tej pory to roszczenie obywatela, zgodne z prawem, nie zostało zaspokojone, co zgodne z prawem nie może być. Informowanie mnie, że na wszystko o co pytałem otrzymałem odpowiedź, obraża moją inteligencję.

IMG_20190214_103548.jpg

Cierpliwie złożyłem 28 lutego 2019 r. na dzienniku podawczym UJ kolejne pismo

28 lutego 2019

, które ujawniam w domenie publicznej, dla ilustracji funkcjonowania elitarnego sektora publicznego odpowiedzialnego za formowanie naszych elit. Warto się z nim zapoznać z refleksją.

Kraków, 28 lutego 2019 r.

Józef Wieczorek

ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

prof. dr hab. med. Wojciech Nowak

ul. Gołębia 24
31-007 Kraków

W sprawie niezrealizowanego roszczenia informacyjnego

z dnia 27 września 2018 r. i 10 grudnia 2018 r.

Motto:

Patrzym i widzym: to, co jest, jest i jesce i to trza pedzieć,

ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Józek Zatłoka z Cyrwinnego

Uprzejmie dziękuję za list z dnia 7 lutego 2019 r., tym razem z czytelną pieczątką i podpisem, informujący mnie o tym, że rzekomo pismem z dnia 21 grudnia 2018 r. udzielono mi już odpowiedzi w pełnym zakresie [sic !], jakby negując całkowicie treść mojego ponownego roszczenia informacyjnego z 17 stycznia 2019 r. spowodowanego brakiem odpowiedzi merytorycznej, mającej moc prawną, na moje pierwotne roszczenie informacyjne.

Odwoływanie się do nieważnego pisma (bez czytelnego podpisu imieniem i nazwiskiem i z nieczytelną pieczątką ) jest nieporozumieniem i świadczy o arogancji/ignorancji ze strony władz UJ.

Jeśli urzędnik UJ nie potrafi się podpisywać imieniem i nazwiskiem, czy nie potrafi zrozumieć prostego, jasno napisanego pisma i merytorycznie na nie odpowiedzieć, to rektor w stosunku do takiego podwładnego winien wyciągnąć konsekwencje służbowe.

W pismach UJ wydrukowanych komputerowo a nie napisanym np. atramentem sympatycznym, którego bym nie potrafił odczytać, nie zauważyłem odpowiedzi na moje pytania, stąd nadal nie wiem:

czy na UJ był komunizm,

czy na UJ był stan wojenny,

czy na UJ była PZPR,

bo w historii UJ rozpowszechnianej w przestrzeni publicznej i polecanej do przyswojenia przez kandydatów na studentów UJ, takich informacji nie znalazłem i w związku z tym powstało moje roszczenia informacyjne, które do tej pory nie zostało zaspokojone.

Józek z Zatłoka, bohater „Filozofii po góralsku”, znanego na UJ ks. profesora Józefa Tischnera, jasno prawił Patrzym i widzym: to, co jest, jest i nimo prawa nie być i jesce i to trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Czytając „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” ‚patrzym i widzym’, że nie ma takiego słowa jak komunizm, więc logiczny z tego wniosek ‚ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Czytając ‚Dzieje’ ‚patrzym i widzym’, że nie ma w historii UJ czegoś takiego jak stan wojenny, więc logiczny z tego wniosek ‚ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

A ja się pytałem, czy na UJ był komunizm ? i czy był stan wojenny ? – czy nie ?! i odpowiedzi w listach, tak nieważnych, jak i ważnych z punktu widzenia prawnego takich informacji nie ma ! – „Patrzym i widzym i trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Informowanie mnie, że jest to czego nie ma jest dezinformacją, dowodem na brak zdolności rozumienia słowa pisanego/ analfabetyzm [?] odpowiadającego, na zapaść uniwersytetu …….

Uporczywe fałszowanie historii i jej propagowanie winno skutkować odebraniem akredytacji na taką działalność – szkodliwą społecznie. Autonomiczne fałszowanie historii nie może być tolerowane w systemie akademickim.

Nie otrzymałem też odpowiedzi na pytania dlaczego w Archiwum UJ nie ma wyników weryfikacji kadr akademickich r. 1982 i 1986, nie ma wyników działań komisji/rzeczników dyscyplinarnych w latach 80-tych, nie ma wyników pracy „komisji Wyrozumskiego” ‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u ?

Chciałbym zauważyć, że UJ mimo autonomii obowiązuje prawo RP i konieczność poszanowania Konstytucji, która m. in. mówi:

Art. 61.

  1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
  2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.
  3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.
  4. Tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy.

a

Art. 51.

3Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa.

4.Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą.

I co ? UJ lekceważy sobie Konstytucję RP i taki sposób postępowania władz UJ nie zmienił się od lat i to bezkarnie:

np. w 18 marca 2008 r. pismem L. dz. 18/03/2008/1 zwracałem się na postawie art. 51 Konstytucji z roszczeniem informacyjnym dotyczącym m. in. dostępu do wszystkich dokumentów dotyczących mojej osoby, będących w posiadaniu UJ, na co otrzymałem 18. 04. 2008 odpowiedź [ZRP-0461/12/2008] że władze zwróciły się do jednostek UJ w sprawie odszukania dokumentów a 11 lipca 2008 pismem ZRP 0461/29/2008 otrzymałem odpowiedź, że inne jednostki poza Działem Spraw Osobowych UJ nie potwierdziły posiadania dokumentów, choć Dział Osobowy posiadał tylko przetrzebioną moją teczkę osobową (w momencie wypędzania mnie z uczelni kończyła się na wiośnie 1980 r. – a potem nastąpił okres post-historii, zarazem post-prawdy) . Faktem jest, że inni mieli dostęp do dokumentów np. mgr. Ługanowski – a ja nie !

I to bezprawie opisywane/dokumentowane przeze mnie w domenie publicznej m.in. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ trwa do dnia dzisiejszego.

Chciałbym także zauważyć, że w „ INWENTARZ AKT DZIAŁU ORGANIZACJI UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO 1970-2013 SYGNATURA: DO 1-82 opracowała: Agnieszka Niedziałek http://www.archiwum.uj.edu.pl/documents/1445705/2350539/DO/27803fb7-c18f-402f-b029-fe083b356c1e figuruje :

DO 5

Stała Rektorska Komisja ds. Etyki Nauczycieli Akademickich, 1999-2003, 2005. (Sprawy: prof. dr hab. Andrzeja Chwalby, dr Józefa Wieczorka, prof. Sylwestra Wójcika, p. Wojciecha Jakubowskiego, Fundacji dla UJ, prof. Lecha Witkowskiego, mgr Zofii Cześnikiewicz, prof. dr hab. Bogusława Bobka, sytuacja w Katedrze Prawa cywilnego). Protokoły posiedzeń, 1999-2001 „

Nie ma natomiast w inwentarzu archiwum UJ dokumentacji haniebnych czynów politycznej weryfikacji kadr akademickich z końca roku 1986 r. kiedy anonimowa komisja weryfikacyjna negatywnie mnie oceniała, bez kryteriów merytorycznych i bez podpisów imieniem i nazwiskiem ( analfabeci ?!) i to bezprawie zorganizowanej grupy przestępczej, realizującej z przyczyn politycznych weryfikację kadr niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nie zostało anulowane, lecz utrzymane w mocy !

a trzeba zauważyć , że

Art. 44.Konstytucji RP : mówi

Bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw, nie ściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn.

Przestępstwa politycznej weryfikacji kadr akademickich prowadzącej do wielkiej czystki akademickiej i luki pokoleniowej w systemie akademickim, zapaści polskich elit winny być ścigane do dnia dzisiejszego z urzędu – a nie są !

Ukrywanie przez uczelnie, w tym uczelnią wzorcową dla innych – UJ, faktów z okresu PRLu wskazuje na winnych tych haniebnych poczynań i zapaści systemu akademickiego w III RP, mimo ogromnego przyrostu pięknych nieruchomości akademickich, ilości ‚udyplomowianych’ i utytułowanych, oraz dziesiątki a nawet setki razy większych uposażeń biednych kadr akademickich [ np. w obecnych warunkach biedy akademickiej Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ma w sumie –33 300 tys. złotych brutto miesięcznie – Jawne, ale wcale nie publiczne – sprawdzamy zarobki rektorów – https://konkret24.tvn24.pl/polityka,112/jawne-ale-wcale-nie-publiczne-sprawdzamy-zarobki-rektorow,908323.html?fbclid=IwAR3Diymc-rUNtxAcA-FocIWPAQ6ycicZUc5FqQCcoD2uPEyW_32Zx7Q13k4] i jak wiadomo bieda jest główną bolączką uniwersytetu, co musi budzić wyrazy współczucia.

Z obecnego stanu realizacji mojego roszczenia informacyjnego wynika, że ‚Konstytucja dla nauki’ w żaden sposób nie zmienia ani patologicznej polityki historycznej, ani patologicznej polityki kadrowej uczelni.

Czy władze UJ autonomicznie podejmą rzetelną próbę wydostania się z tej zapaści ?

Nadal czekam na realizację mojego roszczenia informacyjnego informując o obecnym stanie rzeczy organy kontrolne, dla sprawdzenia czy jakiekolwiek organy państwa tak naprawdę kontrolują to co się dzieje na uczelniach.

Moje działania obywatelskie na rzecz naprawy systemu akademickiego [ także na UJ] , prowadzone przy nakładzie 0 zł z kieszeni podatnika,

ujawniam w domenie publicznej na moim blogu akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ i linkowanych tam opracowaniach [ kilkanaście tomików, kilka internetowych stron stowarzyszonych, wiele rejestracji audio …….]

Z oczekiwaniem na merytoryczną reakcję na moje roszczenie informacyjne

Józef Wieczorek

P.S.

W przypadku trudności ze zrozumieniem mojego słowa pisanego – co nadal jest faktem – proszę o wyznaczenie mi terminu spotkania, abym mógł za pomocą słowa mówionego moje roszczenie objaśnić.

Józef Wieczorek

Uniwersytet a wyklęci

37

Uniwersytet a wyklęci

Na okoliczność Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych jak zwykle odzywają się przedstawiciele elit akademickich, często w sposób niewybredny, obrzucając żołnierzy podziemia niepodległościowego wyzwiskami, stosowanie do swojego poziomu intelektualnego i moralnego.

Niezawodna w tej materii prof. Joanna Senyszyn, jak podaje Wikipedia od 1996 r. posiada tytuł profesora nauk ekonomicznych, wypromowała około 500 magistrów i kilku doktorów. Baza Ludzi Nauki podaje, że to profesor zwyczajny Uniwersytetu Gdańskiego na Wydziale Nauk Społecznych w Instytucie Psychologii, a także w Wyższej Szkole Sztuk Filmowych i Teatralnych w Warszawie, gdzie pełni funkcję rektora. Wcześniej była zatrudniona w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni.

Profesor ma swój profil na Twitterze, gdzie zaćwierkała 1 marca tego roku: Wyklęci to nie żołnierze, a bandy wyrzutków społecznych, nierobów i frustratów czekających na III WŚ. Zamordowali 5 tys. cywilów, w tym 187 dzieci, grabili, gwałcili, torturowali, zastraszali Polaków odbudowujących kraj. Ich święto to jawna kpina z obywateli RP. Będzie zniesione”.

Nie podaje jednak źródła swoich, czy innych badań w tej materii.

Fronda w tekście ‚Haniebne słowa o Żołnierzach Wyklętych! ”Mordowali Żydów” [ https://www.fronda.pl/a/haniebne-slowa-o-zolnierzach-wykletych-mordowali-zydow,123054.html] przytacza natomiast wypowiedź znanego profesora socjologii Ireneusza Krzemińskiego „Ci tak zwani Żołnierze Wyklęci, to bardzo często były też oddziały Narodowych Sił Zbrojnych, które walcząc z Niemcami, jednocześnie mordowały np. Żydów, albo też nasze mniejszości narodowe”

Ireneusz Krzemiński to zgodnie z bazą Ludzi Nauki profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego – Wydziału Filozofii i Socjologii, a wcześniej był profesorem Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie (w likwidacji), profesorem Wyższej Szkoły Zarządzania Personelem, której był rektorem, a także profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Był promotorem 6 prac doktorskich i recenzentem 5 prac habilitacyjnych.

Czyli elita nauki polskiej, rzecz jasna akceptowana na uniwersytetach.

Jan Hartman, powszechnie znany w domenie publicznej profesor filozofii UJ, w tym roku zajęty poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie ‚Czy Polacy pomagali Niemcom w zagładzie Żydów?’ https://hartman.blog.polityka.pl/2019/02/15/czy-polacy-pomagali-niemcom-w-zagladzie-zydow/ twierdząc „ bilans pomocy oraz krzywdy wyrządzonej Żydom przez Polaków jest dla Polaków tragicznie niekorzystny, kładzie się głębokim cieniem na reputacji naszego kraju.” chyba się nie wypowiadał w sprawie żołnierzy wyklętych, ale przed 2-3 laty napluł niemało https://hartman.blog.polityka.pl/2017/02/27/duda-maszerowal-w-hajnowce/ Jak świat długi i szeroki, faszystowska hołota panoszy się na ulicach, siejąc strach i wstręt. Panoszy się i u nas. Wyłażą ze swych nor, bo wiedzą, że ten rząd patrzy na nich łaskawie. Mają z nim wspólny kod. Rozumieją się bez słów. Hasło „żołnierze wyklęci” zapewnia nietykalność..….Na terenach, gdzie rozbrzmiewa jeszcze krzyk mordowanych w etnicznych i religijnych waśniach, nienawiść snuje się przez wiele dziesięcioleci. A od czasu do czasu wybucha. Odrażające marsze taki wybuch mogą zapowiadać. Dziś marsz, za rok marsz, a za dwa może już pogrom. Na razie faszyści, poprzebierani za katolików i kibiców, testują wytrzymałość niańczących ich władz. ….”

To chyba wystarczy.

Niedawno byłem w szkole podstawowej, integracyjnej, przy ulicy Topolowej 22 w Krakowie na uroczystości w 66. rocznicę śmierci gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, gdzie dzieciaki wykazywały się zupełnie inną wiedzą o wyklętych i mordowanych przez komunistów bohaterach. [ https://niezlomnym.wordpress.com/2019/02/21/66-rocznica-smierci-gen-augusta-emila-fieldorfa-nila/ ]

Przygotowałem z tej uroczystości materiał edukacyjny [https://niezlomnym.wordpress.com/2019/02/21/66-rocznica-smierci-gen-augusta-emila-fieldorfa-nila/  ] do wykorzystania w szkołach wszystkich poziomów, dedykując dokumentację wszystkim Jasiom [ a także Joasiom], którzy zbyt dobrze się nauczyli fałszywej historii] i jako Janowie [Joanny] nie zdołali się jej oduczyć. Przytoczone wyżej przykłady profesorów [Jana i Joanny] pokazują klęskę polskiego systemu edukacji.

Uważam, że skierowanie takich „profesorów” po naukę do szkoły podstawowej, najlepiej integracyjnej, aby się zintegrowali z uczniami, jest jak najbardziej społecznie pożądane.

W Krakowie, jak co roku, Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, przechodził koło Collegium Novum UJ i jak co roku w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych nie było na nim biało-czerwonych flag. Można odnieść wrażenie, że uczelnia zatrudniająca prof. Jana Hartmana jest co najmniej obojętna na świętowanie dnia żołnierzy podziemia niepodległościowego. Nie wykluczone, że traktuje nas jako ‚faszystowską hołotę’ w ujęciu swojego etatowego profesora.

f.jpg

f1

[faszystowska hołota ? w ujęciu profesorskim przed Collegium Novum UJ] 

https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/03/04/zolnierzy-wykletych-w-krakowie-a-d-2019/

Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych
w Krakowie

Wawel – Rynek – Park Jordana

3 marca 2019 r.

[dokumentacja: zdj. i wideo – Józef Wieczorek]

Przed miesiącami uczelnia pamiętała co prawda o Święcie Niepodległości, ale wówczas na froncie Collegium Novum zachowała parytet flagowy, chyba dla podkreślenia swego przywiązania do podległości. [ https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ]

Warto przypomnieć, że w czasach instalacji systemu komunistycznego, rektorzy krakowskich uczelni, w tym UJ, nie byli obojętni wobec działalności opozycyjnej, niepodległościowej, młodych naukowców i podczas procesu krakowskiego w 1947 – kiedy sądzono prezesa WiN Franciszka Niepokólczyckiego oraz naukowców związanych z WiN i PSL, potępiali ich postawę, co prokurator -rzecz jasna – wykorzystał do ich skazania. [ https://blogjw.wordpress.com/2013/02/22/o-zolnierzach-wykletych-wykletych-takze-przez-rektorow/ ] Do dnia dzisiejszego z tej haniebnej postawy rektorzy nie chcą się rozliczyć i chyba doszli do wniosku, że lepiej taki dzień żołnierzy wyklętych usunąć z pamięci, podobnie jak i hańbę sprzed lat. Nie potrafią zachować się jak trzeba.

No cóż, podobnie postępują i wobec akademików wyklętych z uniwersytetu pod koniec PRLu, z czego też nie chcą się rozliczyć, fałszują historię i czyszczą świadectwa ich jestestwa na UJ, aby wymazać z pamięci swoje niecne czyny, nie bacząc na to, że ‚Spisane będą czyny i rozmowy’.[ https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/]

Konfucjusz na Oleandrach

1

Konfucjusz na Oleandrach

Przez cały rocznicowy rok 2018 w Krakowie trwała walka frakcji antypolskiej z plagą – jak mawiano – pomników patriotycznych, przypominających w przestrzeni publicznej polską historię. Mimo moich przedwyborczych postulatów, nie wyzwolono jednak Krakowa od „antypolaków”, [ https://blogjw.wordpress.com/2018/09/25/krzyk-z-placu-inwalidow/ ] którzy nadal skutecznie blokują budowę pomników szczególnie ważnych dla Niezłomnych ku Niepodległości. Antypolacy nie zrealizowali jednak pomysłu obsadzenia kamieni węgielnych innowacyjnymi dębami, bo widocznie takich dębów do tej pory nie zdołali wyhodować.[https://blogjw.wordpress.com/2018/11/09/krakowska-frakcja-antypolska-w-dzialaniu-na-100-rocznice-odzyskania-przez-polske-niepodleglosci/]

Tymczasem całkiem niedawno, już w roku 2019 – bez zgiełku medialnego, bez protestów aktywistów miejskich walczących o dobre powietrze dla Krakowa, czemu pomniki, a nawet maszty flagowe, stoją na przeszkodzie, zajmując miejsce na których mogłyby rosnąć drzewa – proszę sobie wyobrazić, pojawił się kolejny pomnik, i to na arcypolskich, legionowych, niepodległościowych Oleandrach.

5.jpg

Nie jest to pomnik polski, patriotyczny, bo to pomnik Konfucjusza, który był Chińczykiem, a nie Polakiem. Zatem brak protestów i zgiełku medialnego wobec tego wydarzenia, niemal nie zauważonego – jest oczywisty.

Pomnik, popiersie znacznych rozmiarów, stanął przy drodze prowadzącej do ” Instytutu Konfucjusza”  UJ, otwartego tam, gdzie przez ponad pół wieku mieścił się Instytut Nauk Geologicznych UJ, zwany Collegium Geologicum im. Mariana Książkiewicza.

4.jpg

Czy to jest dobra zmiana ? Nie mnie oceniać. Tę drogę przemierzałem przez 15 lat w czasach przed-jaruzelskich, a nawet w czasach jaruzelskich, z okresem stanu wojennego włącznie, kiedy w sąsiednim schronisku młodzieżowym stacjonowało ZOMO, razem z gromadami wrzeszczących wron i gawronów.

3.jpg

Byłoby o czym wspominać, tym bardziej, że w historii UJ takich czasów nie było [ https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ ], trwała post-historia, która do dnia dzisiejszego się nie skończyła. Okres post-prawdy [ https://blogjw.wordpress.com/2018/01/05/uniwersytet-w-czasach-postprawdy/ ] może przetrwać zresztą wieki, bo jest przyzwolenie, a nawet zadowolenie, że prawda o tym okresie nie wychodzi na jaw, a próbujący ją ujawniać obdarzani są obelgami i nienawiścią.

Przewidywał to jako wielki myśliciel Konfucjusz i to już przed wiekami o czym świadczą pozostawione przez niego myśli:

Kto trzęsie drzewem prawdy, temu padają na głowę obelgi i nienawiść.”

Jest chyba w tym jakaś symbolika. Tym bardziej, że o Konfucjuszu tak piszą

http://repozytorium.uni.wroc.pl/Content/78929/06_Klitynska_P_Mysl_Konfucjusza.pdf

Żądał od swych uczniów opanowania, zdecydowania i niezależności wydawanych sądów ..

Stosunek Konfucjusza do uczniów był jak starszego brata lub ojca do syna.

Nigdy ich nie oszukiwał, był dla nich wzorem lojalności.

Nigdy nie ganił uczniów, ale nie tolerował egoizmu.

W szkołach konfucjańskich nie było klas, czy egzaminów.

Lekcje miały formę rozmów lub dyskusji z jednym, bądź większą ilością uczniów równocześnie.

Samodzielnie wyjaśniał pewne zagadnienia, a czasami zadawał pytania i porównywał wypowiedzi uczniów.

Pozostawiał im swobodę myślenia i często prosił ich o samodzielne wypowiedzi.”

A takie rzeczy, takie lekcje, taka swoboda myślenia i samodzielnych wypowiedzi, miały miejsce, w tym właśnie historycznym miejscu z historii wymazywanym, ale chorzy z nienawiści jagiellońscy akademicy, funkcjonujący w systemie kłamstwa, oszustwa [także studentów], braku myślenia i samodzielności, podporządkowania komunistycznemu złu, [mimo, że komunizmu w historii nie zauważyli !] spowodowali, że na tym miejscu pozostała pustka, po wypędzeniu tych co inne wartości w życie wprowadzali i czym podobno studentów psuli.

Widocznie nie było czym krajowym tej pustki wypełnić, bo wypędzenie było skuteczne i dożywotnie oraz brzemienne w skutki, a wszelkie ślady wypędzenia od lat są zamazywane, tak jak i wszystko niszczone – z pamięcią na pierwszym miejscu- co było związane z wypędzeniem i wypędzonymi.

Może stąd się wziął pomysł, aby pustkę, dla kamuflażu wypełnić instytutem i pomnikiem Konfucjusza ?

Trzeba zauważyć, że od tego roku kolejny Marsz I Kadrowej ku Niepodległości [ https://niezlomnym.wordpress.com/2018/08/06/kadrowka-a-d-2018-wymarsz-z-oleandrow/  ] wyruszy jak co roku znowu z Oleandrów,

Kadrówka.jpg

ale tym razem spod pomnika [!] Konfucjusza. Może już na trasę Jedwabnego Szlaku ?

Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach

Screen Shot 02-18-19 at 08.25 PM

Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach

Niemiecką politykę historyczną zakłamującą prawdę o historii najnowszej prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski określił mianem ‚imperializmu kulturowego, który ma na celu zmianę świadomości świata na temat niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej.‚ W ramach tej polityki Niemcy starają się zrzucić z siebie odpowiedzialność za zbrodnie, przerzucając ją na tzw. nazistów – pozbawionych narodowości i działających na terenie obozów zagłady, zwanych nader często przez niemieckie media ‚polskimi obozami koncentracyjnymi’, co w odbiorze publicznym skutkuje współodpowiedzialnością Polaków za dokonane przez Niemców zbrodnie.

Żyjący do tej pory świadkowie, ofiary niemieckich zbrodni, zmuszeni są walczyć o prawdę przed polskimi, a także niemieckimi sądami. Z różnymi skutkami.

Karol Tendera kontra ZDF – w imię prawdy

Karol Tendera, 96 letni były więzień KL Auschwitz numer 1000430 i KL Birkenau,
od wielu lat prowadzi batalię z niemiecką publiczną telewizją ZDF, która na swojej stronie internetowej umieściła określenie „polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz” . Ofiara niemieckich zbrodni domaga się zakazania stronie pozwanej rozpowszechniania określeń „polski obóz zagłady” lub „polski obóz koncentracyjny”, a także przeprosin wraz z ogłoszeniem ich w prasie i na portalu.

Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił powództwo Karola Tendery, reprezentowanego przez Mec. Lecha Obarę. Sąd Apelacyjny zmienił jednak wyrok, nakazując stronie pozwanej przeprosić naród polski i Karola Tenderę. Ponieważ ZDF uchylała się od wykonania wyroku, sprawa trafiła pod Wyższy Sąd Krajowy w Koblencji, który przyznał rację Karolowi Tenderze. Według mec. Obary to postanowienie niemieckiego sądu jest przełomowe, gdyż otwiera Polsce możliwość dochodzenia prawdy historycznej na terenie Niemiec. Możliwość została otwarta, ale realizacja tej możliwości jeszcze nie. Po stronie ZDF stanął niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości, twierdząc, że wyrok sądu w Koblencji nie może być egzekwowany w Niemczech, bo naruszałby fundamentalne prawo wolności opinii oraz mediów.

Została więc złożona skarga do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego i można sądzić, że w końcu skarga Karola Tendery trafi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Karol Tendera walczy nie o zemstę, lecz w imię prawdy. W uznaniu zasług na tym polu 30 listopada 2017 r. w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” dyrektor Krakowskiego Oddziału IPN wręczył Karolowi Tenderze nagrodę „Świadek Historii”.

 1 Karol Tendera świadkiem historii.jpg

Instytut Pamięci Narodowej w imię prawdy historycznej otworzył witrynę edukacyjną o niemieckich obozach na ziemiach okupowanej Polski w latach 1939- 1945 [ https://truthaboutcamps.eu/] zawierającą m. in. tworzoną bazę danych o SS-manach pełniących w KL Auschwitz I-III służbę wartowniczą, występując też do Interpolu o pomoc w odnalezieniu około 1600 esesmanów z załóg obozów koncentracyjnych, którzy mogą jeszcze żyć i nigdy nie zostali skazani.

Na portalu IPN informuje „ W okupowanej przez Niemców Polsce nie istniały i istnieć nie mogły „polskie” obozy zagłady, śmierci czy koncentracyjne. Obozy te tworzył niemiecki okupant w celu zrealizowania swej zbrodniczej polityki unicestwienia bądź zniewolenia ludzi różnych narodowości – również Polaków.”

Jest zdumiewające, że po tylu latach od zakończenia II wojny światowej, o tę elementarną prawdę ofiary zbrodni muszą walczyć przed sądami, i to nie zawsze z sukcesem.

Kpt. Zbigniew Radłowski – Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę

Po pozytywnym dla strony polskiej wyroku sądu w sprawie serialu „ Nasze matki, nasi ojcowie” kpt. Zbigniew Radłowski – żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu KL Auschwitz – zwrócił się do wszystkich młodych Polaków słowami: „wszystko jest w waszych rękach i w waszych sercach. Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę, żebyście nie musieli wstydzić się i przepraszać za winy niepopełnione przez waszych ojców, dziadów czy pradziadów”.

2 Kapitan Radłowski

Ten 94 letni kombatant wraz ze Światowym Związkiem AK pozwał twórców serialu za naruszenie dóbr osobistych. Działania prawne przeciwko producentom serialu prowadziła krakowska kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy.

Adwokat Monika Brzozowska-Pasieka na stronie kancelarii przytacza oświadczenie końcowe. Kpt. Zbigniewa Radłowskiego wygłoszone na rozprawie 14.12.2018 roku.

Wysoki Sądzie,

ze względu na stan zdrowia nie mogłem być osobiście obecny na rozprawach procesowych, nie mniej uważnie śledziłem ich przebieg. Myślę, że moi pełnomocnicy, powołani biegli i świadkowie bezspornie udowodnili, iż obraz AK pokazany w serialu jest niezgodny z fundamentalnymi i dobrze znanymi faktami historycznymi, że sekwencje serialu dotyczące AK zostały zrealizowane według najlepszych wzorów hitlerowskiej propagandy…..

Dla mnie – jak i dla milionów Polaków – jest jasne: żeby nas obarczyć niepopełnionymi przez nas zbrodniami. Żeby te wartości, które są najcenniejsze w narodzie polskim, a które reprezentowało AK, znowu wytarzać w błocie. Żeby tych wszystkich wspaniałych i odważnych polskich patriotów, którzy walczyli w szeregach AK jeszcze raz upokorzyć….”

Reduta Dobrego Imienia monitorująca i wspierająca przebieg procesu tak ocenia niemiecki serial „ cały serial w bardzo specyficzny, negatywny sposób pokazuje Armię Krajową i jej żołnierzy i to we wszystkich scenach, w których pojawia się „oddział AK”…. Oddział pokazany jako część Armii Krajowej sprawia wrażenie bandy rabunkowej utworzonej z kryminalistów, poubieranych w półcywilne, półwojskowe niby-mundury. Wszyscy członkowie tego oddziału zieją nienawiścią do Żydów. …..

3 -RDI 2016  Nasze matki.jpg

Po niemal trzech latach trwania procesu, przesłuchaniach świadków, odtworzeniu całego serialu na sali sądowej, zapadł jednak wyrok korzystny dla strony polskiej.

Kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy tak informuje o wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie W piątek 28.12.2018 r. W krakowskim sądzie okręgowym zapadł precedensowy wyrok w sprawie przeciwko producentom serialu ‚Nasze Matki Nasi Ojcowie’. Sąd podzielił argumentację Powodów – kapitana Z. Radłowskiego oraz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – którzy domagali się przeproszenia, zaniechania dalszych naruszeń oraz zadośćuczynienia. Sąd nakazał producentom serialu tj. Niemieckiej telewizji oraz firmie UFA- Fiction przeproszenie w polskiej telewizji, na kilku kanałach telewizji niemieckiej oraz na stronach internetowych producentów.

Wyrok zamieszczony jest na stronie tej kancelarii, a nagranie z ogłoszenia wyroku na moim kanale You Tube [Józef Wieczorek TV].

Proces był także dokumentowany przez niezależnych dziennikarzy [m. in. przeze mnie]. W rozprawach brała udział publiczność [kilkanaście do kilkudziesięciu osób], co ma znaczenie dla społecznej kontroli pracy sądów.

Wyrok w sprawie serialu nie jest prawomocny, a telewizja zapowiedziała odwołanie się od tego wyroku, jako że krakowski sąd podobno nie uwzględnił w należytym zakresie wolności twórczości artystycznej.

Sąd określił rzeczywiście, że wolność dowolnego fałszowania historii, naruszania dóbr osobistych ma swoje granice. Ten serial nie był filmem kategorii science fiction, lecz filmowym środek do realizacji określonej polityki historycznej, przeznaczonym dla młodego pokolenia Niemców, aby ci nie czuli wyrzutów z powodu czynów swoich matek i ojców.

Matka Krystiana Brodackiego zniesławiona

Z grupy procesów w ramach walki o prawdę historyczną, trzeba przypomnieć także proces Krystiana Brodackiego z polskojęzycznym portalem onet.pl kontrolowanym przez niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska.

Sprawa dotyczyła zdjęcia jako ilustracji tekstu o prostytucji kobiet podczas okupacji . opublikowanego 15 marca 2016 roku na stronie tego portalu.

4 -Krystian Brodacki rozprawa 7 grudnia 2017.jpg

Jedną z tych kobiet, prowadzonych na egzekucję w Palmirach, była rozpoznana na zdjęciu matka Krystiana Brodackiego – konspiratorka Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej, która została rozstrzelana przez Niemców w Palmirach wiosną 1940 r. Maria Brodacka pomagała w ucieczce żydowskiemu oficerowi PLAN i została wydana gestapo przez nianię jej 2,5-letniego syna Krystiana Brodackiego, który jako 2,5 letnie dziecko został sierotą.

Sprawa została wygrana i onet.pl musi przeprosić za zniesławienie matki Krystiana Brodackiego i naruszenie Jego dóbr osobistych.

Krystiana Brodackiego reprezentowała mecenas Monika Brzozowska-Pasieka, sprawę wspierała Reduta Dobrego Imienia, a proces był obserwowany przez środowiska patriotyczne i dokumentowany przez niezależnych dziennikarzy ( także przeze mnie).

Jaką politykę historyczną promuje wydawnictwo ZNAK ?

Niestety czasem można odnieść wrażenie, że niemiecka polityka historyczna mająca na celu podzielenie się współodpowiedzialnością za holocaust, cieszy się wsparciem niektórych wydawnictw polskich. Ostatnio w wydawnictwie „Znak” ukazała się książka Michała Wójcika -Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci”, stanowiąca zbeletryzowaną rekonstrukcję buntu więźniów żydowskich, zwanego też powstaniem, w niemieckim obozie zagłady Treblinka II. Książka jest oparta na bogatej bibliografii [ źródła pisane, zeznania świadków, relacje, wspomnienia, dokumenty …] sprawnie, ciekawie napisana, jednakże wyraźnie tendencyjna, obarczająca Polaków – w tym AK, Delegaturę Rządu na Kraj – przynajmniej bezczynnością wobec zagłady, a nawet wobec uciekinierów z obozu. Np. na str. 253 autor pisze „ ….nie udało się znaleźć potwierdzenia „braterstwa broni” w dostępnych źródłach, to jeszcze okazało się , że „eskortowanie” uciekinierów odbywało się …za pieniądze. Czyli uciekinierzy wykupili u rybaków usługę promową „.

To, że za pomoc Żydom – obojętnie, czy za opłatą, czy bez – groziła w Polsce kara śmierci, autor ‚taktowanie’ nawet nie wspomina. Skoro uciekinierzy opłacali ratujących ich rybaków, to zasługa tych rybaków jest żadna – po prosty realizowali ‚usługę transportową [sic. !] Stosując podobną ‚logikę’, ukrywanie Żydów w okupowanej Polsce, za co Polakom groziła kara śmierci, można by nazywać wykupowaniem ‚usług hotelowych’ czy ‚agroturystycznych’, i to w nie najlepszych warunkach- mimo pobierania nieraz pieniędzy, a nie rezultatem heroicznej odwagi Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Niestety z należytymi reakcjami historyków na takie interpretacje relacji polsko-żydowskich, w okupowanej przez Niemców Polsce, przedstawianych w książkach polskich autorów, jeszcze się nie spotkałem.

Nie można być obojętnym wobec takich interpretacji, bo wtedy nasze szanse na odkłamywanie historii – fałszowanej przez naszych ciemiężców – będą znikome.

Nie można być obojętnym wobec pięknego testamentu Kpt. Zbigniewa Radłowskiego, który w pierwszej kolejności winien być realizowany przez polskich historyków.

Polityka historyczna polskich uczelni

Fakty dowodzą, że z polityką historyczną Niemiec, ewidentnym fałszowaniem przez nich własnej niezbyt odległej przeszłości, można walczyć przed polskimi sądami, nawet z pozytywnymi skutkami. Takie są fakty. Niestety nie mogę przytoczyć przykładów skutecznej walki, także przed polskimi sądami, z polityką historyczną polskich uczelni , które w ewidentny sposób zakłamują swoją historię. Przykłady takiej polityki historycznej opisałem w ostatnich numerach Kuriera WNET [Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? -grudzień 2018, Zapomniana wielka czystka akademicka – styczeń 2019 ].

Skutki społeczne takiej polityki są niekorzystne, nie tylko dla polskiej rzeczywistości akademickiej. Samo środowisko akademickie nie ma mocy sprawczej, ani nawet chęci, aby tę politykę zmienić i budować system akademicki na mocnych fundamentach historycznych. Niestety niechęć do poznania nieodległej przeszłości jest na naszych uczelniach powszechnie znana i dokumentowana w opisywanych ich dziejach.

Na przełomie wieków podjąłem nawet próbę walki przed polskim sądem z zakłamywaniem najnowszej historii wzorcowej polskiej uczelni , ale bezskutecznie. Jedynym skutkiem był swoisty lincz na sali sądowej mojej osoby, osamotnionej w walce o prawdę. Środowisko akademickie nie zdobyło się choćby na wystawienie obserwatorów ze swojej strony, nie mówiąc o rejestrowaniu i ujawnianiu wydarzeń sądowych. Czyli było całkiem inaczej, niż w przypadku pozytywnie zakończonych [ przynajmniej na pewnym etapie] spraw dotyczących niemieckiej polityki historycznej.

Przesłanie Kapitana Zbigniewa Radłowskiego: „Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę” winno dotyczyć także polityki historycznej polskich uczelni, ale jest obawa, że na to przesłanie polskie uczelnie pozostaną głuche. Jakże chciałbym się mylić.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, luty 2019 r.

Screen Shot 02-07-19 at 07.00 PM.PNG

Screen Shot 02-19-19 at 06.55 AM

Screen Shot 02-19-19 at 06.56 AM

Dawid wobec Goliata, czyli nokaut koryfeusza

Screen Shot 02-14-19 at 09.00 AM

Dawid wobec Goliata, czyli nokaut koryfeusza

Mój znamienity kolega Herbert Kopiec , opisując w styczniowym numerze WNET [Nawrócenie marksisty ? ] przypadek prof. Piotra Sztompki, zaciekawił się, iluż to skromnych doktorów – rzec by można Dawidów – poważyło się stanąć w akademickiej debacie wobec koryfeusza socjologii, którego podniósł do rangi olbrzyma istnego Goliata.

Byłoby nietaktem, abym nie podjął się zaspokojenia ciekawości mojego kolegi. Nie wiem, czy by mi wybaczył.

Otóż przed pięcioma już laty, po zapoznaniu się z tezami prof. Sztompki odnośnie kryzysu uniwersytetu, co ujawnił po zakończeniu Kongresu Kultury Akademickiej, poważyłem się, i to bez wahania, stanąć w akademickiej debacie wobec tego Goliata.

Krok po korku rozprawiałem się z kolejnymi tezami prof. Sztompki w tej materii kryzysowej, rzecz jasna, to rozprawianie przesyłając autorowi tez, z nadzieją na podjęcie walki o swoje racje, bo debata to sens życia akademickiego tak Dawidów, jak i Goliatów.

Niestety nic z tego. Ja w debacie stanąłem, a Goliat nawet nie wyszedł do walki. Z 10 tezami Goliata rozprawiłem się w 10 rozprawkach – bez reakcji, bez ruchu obronnego Goliata ! Rzec by można – wyliczyłem Goliata do 10, a on ani ręką, ani głową nie ruszył , czyli w języku bokserskim – nokaut !

Moje argumenty zebrałem w rodzaj 82 stronicowej broszury, obdarzając ją tytułem Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompkąi umieściłem na moim Blogu akademickiego nonkonformisty, licząc na debatę po odzyskaniu przytomności intelektualnej. Niestety do debaty nie doszło i nawet nie wiadomo, czy przytomność intelektualna powróciła.

Mimo upływu 5 lat i wejścia w życie Konstytucji dla nauki”, moje argumenty nie straciły na aktualności, stąd nadal zachęcam do zapoznania się z moją internetową broszurą i do debaty nad moimi argumentami, a dla zachęty przytoczę fragment tekstu, w gruncie rzeczy pochwalnego dla prof. Sztompki, bo zatytułowanego Prof. Sztompka chyba wreszcie coś zrozumiał

Prof. Sztompka podsumowuje osiągnięcia Kongresu:Za nieporozumienie uznano wiarę, że przyśpieszenie karier uniwersyteckich może dokonywać się poprzez ciągłe obniżanie wymogów i ułatwianie procedur doktorskich czy habilitacyjnych. Efektem są kariery pozorne, deprecjacja tytułów i stanowisk, obniżanie standardów w procedurach doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich, a w efekcie uzasadnione załamanie się zaufania społecznego do profesury…...

Są to stwierdzenia oczywiste, wręcz banalne i znane od dawna tym, których na kongres nawet nie zapraszano (może właśnie dlatego). Co więcej, z tych, którzy te oczywistości od lat upowszechniali, całkiem uniwersytety oczyścili i z pamięci oraz z uniwersyteckich archiwów wymazali, aby nikt nigdy nawet się nie domyślił, że ktoś przed Kongresem mógł podobne, uprawnione faktami opinie wygłaszać. Prof. Sztompka i uczestnicy Kongresu chyba jednak nie zrozumieli, że poza murami ‚etatowych’ uniwersytetów istnieją też uniwersytety bez murów i etatów, gdzie bez profesorskiej cenzury można było już od lat takie niepoprawne opinie zamieszczać i rozpowszechniać, a w dobie internetu do końca wykluczanie prekursorów podobnych myśli nie jest możliwe.

Prof. Sztompka dalej słusznie pisze:
Banicja środowiskowa musi dotykać winnych plagiatów, fałszowania danych, dopisywania swoich nazwisk do cudzych prac, demaskować trzeba „spółdzielnie cytowań” i „towarzyskie, grzecznościowe recenzje”. Źródłem takich różnorodnych zjawisk patologicznych jest klimat permisywności, który odrzucić musi samo środowisko.” ale nie podaje środków. które pozwolą realizację tych postulatów zapewnić.

Do tej pory chyba częściej banicja dotykała tych, którzy plagiaty ujawniali, przeciwko dopisywaniu nazwisk jednych a pomijaniu drugich protestowali. Dla demaskatorów rozlicznych patologii akademickich drzwi uniwersytetów (i nie tylko uniwersytetów) są zamknięte od lat i Prof. Sztompka/uczestnicy Kongresu jakoś nie przedstawili projektu, aby takim demaskatorom drzwi otworzyć.

Jakim cudem zmienią kierunek banicji ?

Samo środowisko do tej pory się nie oczyściło z elementu patologicznego, szkodliwego dla uniwersytetu, więc niby jakie podstawy ma wiara w możliwość samooczyszczenia środowiska, odrzucenia zjawisk patologicznych ?

Środowisko akademickie zostało uformowane wg kryteriów patologicznych i w swych patologiach chce być autonomiczne, więc niby kto je zmusi do działań antypatologicznych ?

Prof. Sztompka zauważa „Dominuje zgoda na totalną, powszechną bylejakość”, ale nie zauważył, że ci, którzy na powszechną bylejakość i to szczególnie profesorów zgody nie wyrażali, znaleźli się poza uniwersytetem.

Co prof. Sztompka ( i jego koledzy) zrobił, aby było inaczej ?

Dlaczego wyraża/wyrażał zgodę i do dominacji tej bylejakości chyba się przyczynił z czego zdaje sobie sprawę ?…”

Moich bojów -dysydenta akademickiego, wydałem już w internecie kilkanaście tomików, i nadal poważam się stawać w akademickiej debacie wobec Goliatów, co winno zaspokoić ciekawość mojego znamienitego Kolegi, któremu życzę sukcesów na drodze do nawracania marksistów i postmodernistów, funkcjonujących w III RP nadal w roli koryfeuszy.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET w lutym 2019 r.

Screen Shot 02-07-19 at 06.58 PM

Senat UJ na froncie walki z nienawiścią ! A zatem oczekuję na poparcie ze strony UJ.

ujnaopak

Senat UJ na froncie walki z nienawiścią !

A zatem oczekuję na poparcie ze strony UJ

Na stronach UJ czytamy [https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/141868746] „30 stycznia 2019 r. Senat UJ przyjął uchwałę w sprawie sprzeciwu wobec mowy nienawiści w przestrzeni publicznej.” a na końcu uchwały wielce obiecujące oświadczenie, które przyjąłem z uznaniem, bo napełnia mnie nadzieją – otóż czytamy: „deklarujemy solidarność i wsparcie w zachowaniu należytych standardów debaty publicznej „ „ Popieramy każdą postawę, w której racjonalność argumentów bierze górę nad argumentami siły – zgodnie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis”.

Mamy zatem wspólny cel, rzecz w tym, żeby go zrealizować z sukcesem.

Otóż jako pokrzywdzony na UJ, w ramach politycznych weryfikacji kadr przez tajne gremia w epoce jaruzelskiej, przez ponad 30 już lat nie mogę się doczekać solidarności i wsparcia ze strony zarządzających UJ, stroniących od należytych standardów debaty publicznej, a nawet od jakichkolwiek przejawów debaty, nie mówiąc o ujawnieniu faktów, które powinny być jej przedmiotem i fundamentem. [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ]

Przez lata wykazywałem i ujawniałem w domenie publicznej postawę, w której racjonalność argumentów brała górę nad argumentami siły. Natomiast argumenty siły, nie bacząc na argumenty merytoryczne, sprzecznie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis” były używane wobec mnie. Przejawem łamania tej zasady i przedkładania siły nad rozum, było – jak się okazuje po latach – dożywotnie wypędzenie mnie z Uniwersytetu Jagiellońskiego, destrukcja – z nienawiści – mojego warsztatu pracy, mojej szkoły formowania młodych naukowców.

W roku Wielkiego Jubileusz UJ 2014 ujawniłem mój głos w debacie publicznej [ https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/02/09/jak-senat-uj-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/comment-page-1/] informując społeczność, nie tylko akademicką,Jak Senat UJ kieruje się zasadą PLUS RATIO QUAM VIS”, wyrażając zarazem dezaprobatę wobec stosowania naczelnej maksymy UJ na opak:Autonomia uczelni, nie może oznaczać, że mamy do czynienia z państwem w państwie, w którym autokratyczne władze mogą z każdym pracownikiem i jego warsztatem pracy naukowej zrobić co tylko zechcą, bez żadnych konsekwencji, żądając przy tym poszanowania ich ‘autorytetu’ , lojalności, no i kasy – na swe poczynania nie podlegające kontroli.

Niestety władze UJ pozostały głuche na mój głos, jak i wykazały zdecydowaną solidarność i wsparcie dla tych postaw, w których argument siły brał górę nad racjonalnością argumentów.

Żadnych argumentów, które by mogły stać się podstawą należytej debaty publicznej ze strony UJ nie było – widocznie UJ ich nie ma.

Należyte standardy debaty publicznej” do tej pory nie są wdrażane w życie akademickie, i nie tylko akademickie, przez wzorcową, najstarszą i najbardziej prestiżową polską uczelnię .

Ja natomiast, bez publicznego deklarowania solidarności i wsparcia dla walczących o zachowanie należytych standardów debaty publicznej, taką solidarność ujawniałem i wsparcie okazywałem, o czym świadczą m. in. moje działania i teksty ujawniane w domenie publicznej [ m.in. Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Naukihttp://nfapat.wordpress.com/, Mediator Akademicki Kontra Mobbing http://nfamob.wordpress.com/, Blog akademickiego nonkonformisty –https://blogjw.wordpress.com/ …..]

Popieram każdą postawę, w której racjonalność argumentów bierze górę nad argumentami siły – zgodnie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis”, ale solidarności i wsparcia ze strony zarządzających uczelnią do tej pory nie miałem. Co więcej, nie zdołałem nawet odczuć, że nienawiść skierowana wobec mnie i ujawnianych oraz respektowanych przeze mnie wartości – zmalała.

Raczej odbieram, że jakiś demon nienawiści zawładnął sferą akademicką mojej uczelni, prowadząc do zaślepienia i niedowładu intelektualnego, a nade wszystko moralnego.

Fakt, że podważałem przewodnią siłę narodu sterującą uczelnią, ale czyniłem to w dobrej wierze, widząc, że uczelnia jest sterowana w złym kierunku – ku upadkowi, co wkrótce po moim wypędzeniu okazało się niemal proroctwem. Wszak ‚rektor UJ alarmował opinię publiczną, że z powodu niedosytu środków uczelnia więdnie ! stoi nad przepaścią, co jest bardzo niewygodną pozycją, bo trzeba iść naprzód !’ [ Dlaczego wzorcowa dla innych uczelnia po wyrzuceniu mnie nie kwitnie ?https://blogjw.wordpress.com/2014/10/09/dlaczego-wzorcowa-dla-innych-uczelnia-po-wyrzuceniu-mnie-nie-kwitnie/ ]

Dobrze by było spojrzeć na tę sytuację w ujęciu historycznym, które winno być znane zarządzającym wiekową w końcu uczelnią.

Otóż, jak wiadomo, carowie mający władzę absolutną, gnębiący Polaków, tych którzy ośmielali się kwestionować ich przewodnią siłę w zniewalaniu narodów, wypędzali z nienawiści na Syberię. Jednakże kiedy zesłańcy z pasji naukowej przystępowali do badań geologicznych Syberii – ograniczam się dla jasności do porównań z mojej dziedziny – car z nienawiści rezygnował, wspierając ich w dziele poznania naukowego Syberii [ np. casus Jana Czerskiego] i na tym dobrze wychodził, bo te badania i to wsparcie, zaowocowały odkryciem wielu bogactw naturalnych, dzięki czemu car mógł autonomicznie panować. Rezygnacja z nienawiści, miała swoje racjonalne uzasadnienie i przynosiła pozytywne skutki.

Takich objawów niestety nie zauważyłem – mimo upływu lat i zmiany pokoleniowej, a nawet transformacji ustrojowej – u panujących na uniwersytecie. Tak jakby nie byli w stanie wyzwolić się z nienawiści, z zaślepienia, z zapaści intelektualnej i nade wszystko moralnej.

Nie znaczy, że nie nawiązują do standardów carskich. Nawiązują, ale niestety do tych z czasów samodzierżawia cara Piotra I, którego ukaz z 2 grudnia 1708 roku mówił: „Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszył przełożonego”.

Odnosi się wrażenie, że mimo odzyskania przed 100 laty niepodległości, mimo odzyskania autonomii uniwersytetu w III RP, ukaz ten na polskich uczelniach – także, o dziwo na UJ – nadal obowiązuje i skutkuje nienawistnymi poczynaniami wobec podwładnych, którzy pojmowaniem spraw akademickich, i nie tylko akademickich, peszą/peszyli przełożonych.

Może to i dobrze, że senat UJ chce rozwinąć front walki z nienawiścią. Rzecz w tym, że winien go jasno zidentyfikować, i wcześniej wykazać, że sam zdołał przełamać front własnej nienawiści wobec niewygodnych. Jak do tej pory oznak takiego wewnętrznego przełamania nie zauważyłem.

Ja swoje wsparcie i solidarność dla walki z nienawiścią rujnującą życie akademickie, nie tylko na UJ, wielokrotnie deklarowałem.

Cel jest wspólny, więc oczekuję wewnętrznego przełamania, dania świadectwa przyzwoitości, i solidarnego poparcia, aby cel zrealizować z sukcesem.

Polityczna weryfikacja kadr w latach 80. XX wieku doprowadziła do akademickiej luki pokoleniowej u zarania III RP

Screen Shot 01-30-19 at 10.14 PM.PNG

https://wnet.fm/kurier/polityczna-weryfikacja-kadr-w-latach-80-xx-wieku-doprowadzila-do-akademickiej-luki-pokoleniowej-u-zarania-iii-rp/

Analfabetyzm akademicki do pilnej likwidacji

ciemności uj

Analfabetyzm akademicki do pilnej likwidacji,

czyli próba naruszenia idei poszanowania różnorodności

Ustawa z dnia 7 kwietnia 1949 r. o likwidacji analfabetyzmu. Dz.U. 1949 nr 25 poz. 177 [ http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19490250177/O/D19490177.pdf ]

screen shot 01-28-19 at 03.20 pm

screen shot 01-28-19 at 03.21 pm

Mija już 70 lat od tej ustawy a problem analfabetyzmu nadal nie został zlikwidowany, co od czasu do czasu podnoszą media, a nawet badacze, o czym m.in. świadczy artykuł naukowy sprzed 5 lat [Alfabetyzacja i edukacja podstawowa osób dorosłych jako wyzwanie teraźniejszości –Przybylska, Ewa http://repozytorium.ukw.edu.pl/handle/item/1728 ]screen shot 01-28-19 at 03.25 pm

Artykuł jest napisany nawet dla alfabetów językiem nader osobliwym a kończy się następująco:

screen shot 01-28-19 at 03.26 pm

Jasne jest jednak, że nadrzędna dziś idea poszanowania różnorodności, powoduje, że oczekiwania i nadzieje związane z umiejętnością czytania i pisania są na wskroś indywidualne, co potwierdza moje niezależne obserwacje. Od lat, w mojej korespondencji z władzami UJ, ujawniałem moje oczekiwania i nadzieje związane z umiejętnością czytania i pisania zarządzających uczelnią, mającą w swych strukturach akredytowaną katedrę językoznawstwa, ale były to oczekiwania i nadzieje na wskroś indywidualne. Nikt – ani ze środowiska akademickiego, ani poza akademickiego – się nimi nie przejął. Wykazywano powszechną aprobatę dla idei poszanowania różnorodności, także w domenie umiejętności/nieumiejętności czytania [ szczególnie ze zrozumieniem] i pisania [ szczególnie umiejętności podpisywania się czytelnie- imieniem i nazwiskiem].

Nie bacząc jednak na brak sukcesów w zakresie alfabetyzacji dorosłych, a nade wszystko utytułowanych, podjąłem kolejną, choć nie twierdzę, że ostatnią, próbę naruszenia idei poszanowania różnorodności, co niżej dokumentuję, ujawniając z uporem moje oczekiwania i nadzieje związane z umiejętnością czytania i pisania zarządzających wzorcową polską uczelnią.

Chyba oczekiwanie i nadzieja, że w czynie pięćdziesięcioletnim, ustawa o likwidacji analfabetyzmu sprzed 50 lat zostanie w końcu zrealizowana, nie są zbyt wygórowane. To wręcz wyzwanie teraźniejszości. Skoro system prawny III RP pozostaje w ciągłości prawnej z systemem komunistycznym, to likwidacja analfabetyzmu winna być zrealizowana.

Kraków, dnia 17 stycznia 2019 r.

Józef Wieczorek

 ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

 30-069 Kraków

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

prof. dr hab. med. Wojciech Nowak

ul. Gołębia 24

31-007 Kraków

Powtórne roszczenie informacyjne

Niniejszym potwierdzam otrzymanie i zapoznanie się z odpowiedzią na moje roszczenie informacyjne z dnia 10 grudnia 2018 r., jednocześnie zaznaczając, że jest to odpowiedź [ z dnia 21 grudnia 2018 r. – 75.0152.47.2018], moim zdaniem, nie mająca mocy prawnej. Pismo nie jest podpisane imieniem i nazwiskiem (widnieje jedynie parafka), a pieczątka jest nieczytelna [z widocznych fragmentów [ mgr, końcówka nazwiska – owicz]- po analizie zawartości strony internetowej UJ, przypuszczam, że może chodzić o mgr inż. Gerarda Żychowicza, Zastępcę Kanclerza UJ ds. techniczno-inwestycyjnych], stąd odpowiedź winna być traktowana jako anonimowa.

Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że podpis czytelny jest ważniejszy od pieczątki, bo pieczątkę np. można ukraść i nią stemplować różne dokumenty, a podpis czytelny ma moc prawną, bo grafolodzy mogą fałszerstwo wykryć. Niestety pod pismem nie ma czytelnego podpisu imieniem i nazwiskiem.

Również papier firmowy, jak mi wiadomo, nie ma mocy prawnej !

Jako pełnoprawny Obywatel, w strukturach Rzeczypospolitej Polskiej, jestem obligowany do podpisywania się pod dokumentami czytelnie – imieniem i nazwiskiem, aby to co podpisuję miało moc prawną i abym za to co podpisuję ponosił odpowiedzialność prawną.

Z Konstytucji RP funkcjonującej od dnia 2 kwietnia 1997 r. [http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm], ani z ‚Konstytucji dla nauki’ funkcjonującej od roku 2018 [Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, Ustawa z dnia 3 lipca 2018 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce –http://konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-ustawe nie wynika, aby Uniwersytet Jagielloński był autonomiczny wobec prawa obowiązującego wszystkich Obywateli i instytucje RP, a odpowiedź z UJ nie zawiera takiej informacji.

Mam w rodzinie osobę niepełnosprawną, niezdolną do samodzielnego życia, ale potrafiącą podpisać się imieniem i nazwiskiem. Jak to się dzieje, że na wyższej uczelni, najbardziej prestiżowym polskim uniwersytecie, samodzielni pracownicy, tak naukowi, jak i administracyjni, nie są zdolni do samodzielnego podpisywania się czytelnie imieniem i nazwiskiem ?

W jaki sposób osiągnęli ten status samodzielności ? Jakie komisje/jacy decydenci ich zatwierdzili na samodzielnych stanowiskach ?

Ja 32 lata temu zostałem wypędzony z UJ po wystawieniu mi negatywnej, pozamerytorycznej, bez uzasadnienia, opinii – przez anonimową do dnia dzisiejszego [! ] Komisję, podczas politycznych weryfikacji kadr akademickich i ta anonimowa opinia nie została wyrzucona do kosza, lecz stanowiła podstawę do dożywotniego wypędzenia mnie z uczelni, bo i w III RP to bezprawie jest akceptowane i anonimowość utrzymana w mocy !

Przypomnę, że ja, jako niemal rówieśnik obecnego rektora UJ, na wiosnę roku 1980 przez radę naukową ING UJ, byłem zaopiniowany jako samodzielny pracownik naukowy, co zresztą było zgodne z prawdą, jako że samodzielnie prowadziłem, a nawet samodzielnie uruchomiłem na geologii pakiet wykładów i seminariów, także magisterskich, co skutkowało uformowaniem sporej grupy absolwentów na wysokim poziomie, także o renomie międzynarodowej.

Ci, co samodzielnie nie byli się w stanie podpisać pod swoimi opiniami, wypędzili mnie z uniwersytetu, dokonali destrukcji mojego warsztatu pracy i mojej szkoły naukowej i ten stan rzeczy był i jest akceptowany przez kolejne 32 lata przez władze uczelni, niezdolne nawet do merytorycznych odpowiedzi na moje pytania [por. np. dokumentacja pod adresem https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/].

Na moje opinie/informacje wybitni prof. UJ twierdzili, że komisja weryfikacyjna nie była anonimowa – bo [?] imiona i nazwiska członków komisji nie są znane ?! I nie są znane do dnia dzisiejszego, a ja do dnia dzisiejszego twierdzę, że skoro nie są znane, to komisja była anonimowa, a władze UJ nie zdołały wykazać, że było inaczej.

Możliwości komunikacji intelektualnej i moralnej z władzami UJ są żadne i nie ulegają zmianie, mimo upływu lat i zmiany władz.

Władze UJ, mimo upływu lat nie podjęły skutecznej walki z analfabetyzmem swoich pracowników, a raczej w tym analfabetyzmie ich wspierały, a odnosi się wrażenie, że same były i są nim objęte. I taki stan rzeczy musiał być zatwierdzany przez komisje akredytacyjne/ministerstwo – bo jak to inaczej wytłumaczyć ?

Widać jak funkcjonuje system akademicki w Polsce, jak i czym zaznacza się jego rozkład intelektualny, a nade wszystko moralny i nie zanosi się, że „Konstytucja dla nauki” ten stan rzeczy zmieni.

Odpowiedź na moje roszczenie informacyjne z dnia 10 grudnia 2018 r. do takiego wniosku skłania. Chyba, że ministerstwo podejmie jakieś konkretne, skuteczne działania, ale nie mam podstaw, aby w takie działania wierzyć.

Argument – w anonimowej odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne – że moje pytania dotyczyły opinii, a nie faktów, wskazuje jedynie, że odpowiadający ma trudności ze zrozumieniem słowa pisanego [kolejny objaw analfabetyzmu ].

Ja w roszczeniu informacyjnym jasno się pytałem o fakty dotyczące systemu komunistycznego, stanu wojennego, struktur PZPR na UJ , a nie np. o opinie/oceny czy komunizm, stan wojenny, czy PZPR, były na UJ dobre, czy złe.

Na inne punkty mojego roszczenia jest odpowiedź, że informacje są powszechnie znane, w związku z czym nie zachodzi potrzeba ich wtórnego przedstawienia przez UJ [ sic !]. Niestety nie podano, gdzie znajduje się ich pierwotne przedstawienie, a

ja podawałem w roszczeniu, że te moje zapytanie były związane z faktem braku odpowiednich informacji w domenie publicznej UJ !

Skoro np. punkt 3 – zapytania o PZPR na UJ – jest bezprzedmiotowy, bo informacja o PZPR na UJ jest powszechnie znana [?], dlaczego mi tej rzekomo powszechnie znanej informacji nie udzielono, nie wskazano pierwotnego przedstawienia, gdy brak jest tej informacji, tak w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak i w biogramach pracowników UJ, i jak pisałem – to właśnie było powodem moich zapytań tak o PZPR, podobnie jak i o komunizm, czy stan wojenny.

Skoro dzieje UJ nie podają niemal powszechnie znanych faktów w domenie publicznej o komunizmie, stanie wojennym, czy PZPR, to zasadne jest pytanie, czy te fakty UJ nie dotyczyły, bo w innym przypadku można wnioskować, że najnowsza historia UJ – podawana przez utytułowanycb pracowników UJ w domenie publicznej jest fałszywa. Co gorsza jest zalecana do opanowania przez młodzież, która nie była świadkiem tych czasów. Taka historia winna być wycofana z obiegu edukacyjnego, czego się bezskutecznie przez lata domagałem. [ https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/]

Obecny stan rzeczy – zakłamywania historii – winien być ścigany urzędowo w domenie publicznej, podobnie jak jest ścigane zakłamywanie historii np. o Holokauście, o obozach koncentracyjnych itp.

Byłem świadkiem/obserwatorem kilku procesów w sprawie niemieckiej polityki historycznej wypaczającej najnowszą historię, w których ofiary – mimo faktów powszechnie znanych w domenie publicznej – musiały wykazywać, kto był ofiarą, a kto katem. Do takich sytuacji prowadzi brak rzetelnych informacji, powtarzanych w domenie publicznej, a w szczególności w edukacji, tak niższej, jak i wyższej.

Polityka historyczna uczelni, a UJ , jako uczelni wzorcowej dla innych, w szczególności, prowadząca do zakłamywania swych najnowszych dziejów, nie może być pomijana milczeniem, tak ze strony polskich obywateli, jak i organów kontrolnych, a autonomia uniwersytetu nie może być autonomią wobec prawdy, prawa i sprawiedliwości.

Domagam się rzetelnej, nieanonimowej odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne, podkreślając jednocześnie, że moje roszczenia informacyjne wielokrotnie kierowane do władz uczelni i ujawniane przeze mnie w domenie publicznej [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] nie zostały do tej pory zaspokojone.

Józef Wieczorek

Zapomniana wielka czystka akademicka epoki ‚jaruzelskiej’

prl nie upadl

Andrzej Krauze przed laty tak zilustrował to co ostatnio napisałem.

Zapomniana wielka czystka akademicka

Minął rok, w którym rozpoczęto wdrażanie w życie innowacyjnej Konstytucji dla nauki. Nad ustawą debatowano wiele, ale nie podjęto nawet próby odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięły obecne kadry akademickie, koncentrując się na tym, aby tym obecnym kadrom było lepiej, niż jest.

Nie ma żadnych dowodów, że te kadry są najlepsze, jakie możemy mieć – jakkolwiek tak się je traktuje nie tylko w ustawach, a wiele wskazuje na to, że te kadry są znacznie słabsze od polskich możliwości.

Nie bez przyczyny, skoro kadry akademickie przez lata komunizmu formowano w warunkach negatywnej selekcji kadr i ten sposób wiele się nie zmienił w III RP.

W PRL-u zarządzający nauką na wyższych szczeblach podlegali nomenklaturze, a na szczeblach niższych preferowano spolegliwych wobec systemu, eliminując tych, którzy stanowili zagrożenie – rzeczywiste, czy urojone – dla przewodniej siły narodu.

Trzeba też pamiętać, że ok. 1/3 polskiego potencjału akademickiego znajduje się poza granicami kraju i dla nauki uprawianej w Polsce ten potencjał jest wykorzystywany w znikomym stopniu.

Pamięć o czystce akademickiej ’68

W roku 2018 minęło 50 lat od znamiennego roku 1968, kiedy z systemu akademickiego odeszło wielu naukowców pochodzenia żydowskiego. Ta pozamerytoryczna czystka jest nadal znana w przestrzeni publicznej i nawet eksponowana na wysokich szczeblach.

Skutkiem Marca 1968 r. było zerwanie ciągłości polskiej nauki- Marzec 1968 r. stał się pretekstem nie tylko do czystek antysemickich, ale również do uderzenia we wszystkich, którzy byli wierni tradycji niezależności akademickiej, dążenia do prawdy ponad podziałami ideologicznymi” – ocenił w rozmowie z PAP wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Z Polski wyemigrowały setki, o ile nie tysiące naukowców pochodzenia żydowskiego.”

A prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 50. rocznicy Marca ’68 na Uniwersytecie Warszawskim powiedział: „Niektórzy mówią, że dzisiejsza Polska powinna przeprosić za tamten antysemicki akt dokonany przez ówczesne władze. Za to, że byli tacy Polacy, którzy się do tego wtedy przyłączyli. Za to, że wypędzono z Polski – bo tak trzeba to powiedzieć – paręnaście tysięcy ludzi.”

Fakt, że wielu naukowców i to utytułowanych, odeszło wówczas z polskich uczelni, ale wielu z nich na tych uczelniach nie powinno być zatrudnionych, ze względu na swoje poczynania u zarania instalacji systemu komunistycznego w Polsce, ze względu na współpracę z aparatem terroru (jak np. czołowe postaci tych ‚wypędzonych’ – Zygmunt Bauman czy Włodzimierz Brus], w tym udział w czystkach akademickich okresu stalinowskiego.

Ciekawe, że o tych wydarzeniach, o tej czystce roku 1968 ‚pamiętają’ ci, których jeszcze nie było na świecie lub chodzili wówczas, co najwyżej, w krótkich spodenkach.

Niepamięć o czystce akademickiej epoki ‚jaruzelskiej’

O czystkach późniejszych, które miały miejsce w epoce ‚jaruzelskiej’, jakoś się nie wspomina lub wspomina nader rzadko i oględnie. Nie podnosi się ich skutków dla degradacji systemu akademickiego, obniżenia poziomu nauki i edukacji w Polsce, jakby pamięć o tych czystkach dla dzisiejszego społeczeństwa, w szczególności dla społeczności akademickiego była niewygodna.

Wśród opozycji antykomunistycznej nieraz mówi się o braku oczyszczenia kadr akademickich u zarania III RP, ale niemal nie mówi się o oczyszczeniu kadr akademickich u schyłku PRLu !, pod batutą SB-PZPR, przez nomenklaturowe władze uczelni ! Oczyszczenia z elementu niewygodnego, wrogo, czy choćby krytycznie nastawionego do systemu komunistycznego, z elementu stanowiącego zagrożenie dla ‚przewodniej siły narodu’ i dla komunistycznego systemu wychowywania młodzieży akademickiej.

Nad tą czystką rozciągnięto zasłonę milczenia i nie ma woli, żadnej opcji, aby poznać zakres, przebieg i skutki.

Nie bada się strat wojennych na froncie akademickim podczas wojny jaruzelsko-polskiej. System opuściło wtedy wielokrotnie więcej ludzi nauki i studentów, niż w znamiennym roku ’68, i to tych, którzy nie mieli grzechów kolaboracji z systemem komunistycznym, tylko często stawiali opór antykomunistyczny.

W wyniku tej lustracji/weryfikacji nie usuwano tych, którzy byli/ współpracowali z tajnymi/jawnymi współpracownikami systemu komunistycznego, tylko tych, którzy nie byli/współpracować nie chcieli z budowniczymi systemu komunistycznego i do budowy tego systemu się nie nadawali ! Nie respektowali wartości/etyki na opak tego przestępczego (także dla nauki i edukacji) systemu.

Jedni zdołali wydostać się ze zniewolonej Polski, inni zostali zmuszeni do jej opuszczenia, inni znaleźli się poza systemem kształcenia na poziomie wyższym, aby nie wpływali na młodzież akademicką niezgodnie z principiami socjalistycznymi.

I nikt ich za to wypędzenie, nieraz dożywotnie, za zniszczenie warsztatów pracy – nie przeprasza ! Wilcze bilety im powydawane w PRL-u nadal bywają ważne, a badania tych haniebnych czystek są źle widziane.

Jeśli te kwestie się bada, to często metody i wyniki tych badań muszą budzić konsternację.

Bywa tak, że rzekome badania nad pokrzywdzeniem w PRL-u prowadzi się tylko wśród beneficjentów, którzy z sukcesem przeszli weryfikację, ale nie wśród poszkodowanych, którzy takiej politycznej, pozamerytorycznej weryfikacji – nie przeszli ! Przykładem są poczynania komisji senackiej UJ ,‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u’ , które opisałem przed laty w tekście „Powracająca fala zakłamywania historii „ ( dostępny w archiwum Witryny Obywatelskiej Józefa Wieczorka).

Mimo, że Komisja Senacka UJ badania nad pokrzywdzonymi prowadziła to jednak dokumentów z jej „badań” brak !

Nie odpowiedziano nawet na stawiane pytaniedlaczego się nie zwrócił do pracowników usuniętych z uczelni skoro miał rozpoznać krzywdy, a usunięcie z uczelni należało do krzywd szczególnie dotkliwych. Pokrzywdzonych szczególnie należałoby szukać poza murami uczelni, poza listami płac, bo zwykle pokrzywdzeni żadnych płac już w UJ nie otrzymywali, nawet jak jeszcze pracowali naukowo

pismo z uj

 Ustawy „jaruzelskie”

Czystki akademickie lat 80-tych to efekt wdrażania w życie systemu prawnego, a właściwie bezprawnego, junty Jaruzelskiego -nielegalnego dekretu o stanie wojennym, wprowadzonego przez zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym i ustaw wprowadzonych w stanie wojennym i powojennym, kiedy prawo jeszcze zaostrzano, co miało zastępować lukę bezpieczeństwa dla systemu totalitarnego, stworzoną po wycofaniu z ulic czołgów i transporterów opancerzonych.

Ustawa o szkolnictwie wyższym wprowadzona w 1982 r., przygotowana przy pewnym udziale sił solidarnościowych, ale wprowadzana w życie w warunkach terroru, bynajmniej nie uchroniła niepokornych kadr akademickich od strat. Usunięto wówczas ze stanowisk wielu rektorów, prorektorów, dziekanów pochodzących z wyborów roku 1981. Wielu młodszych pracowników pozbawiano etatów na uczelniach. Łukasz Kamiński w 2001 r [„Rzeczpospolita”] nazwał to wielką czystką, bo wnioski kadrowe” podjęto wobec 11 procent nauczycieli akademickich!

Ale ta czystka nie dała spodziewanych rezultatów dla ówczesnej junty, stąd konieczne było przygotowanie odpowiedniej nowelizacji prawa akademickiego, aby zapewnić ład i porządek na uczelniach, a przewodniej sile narodu – dominację w utrwalaniu systemu komunistycznego.

W aktach partyjnych [Źródło:AAN, PZPR, LYIII/185, b.p., mps. – w Spętana akademia tom 2 Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL. Materiały partyjne 1950-1986 Pleskot Patryk, Rutkowski Tadeusz Paweł, Wydawnictwo: IPN 2012 ] czytamy „Strategicznie kluczowym problemem naszego systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest przywrócenie wpływu partii i państwa na politykę kadrową w tych środowiskach w myśl postanowień XIII Plenum KC PZPR [z 1983 r.]. Niezbędny jest w tym zakresie kompleks przedsięwzięć legislacyjnych, organizacyjnych, politycznych i materialnych, które spowodują, że do zawodu nauczyciela akademickiego i pracownika nauki przychodzić będzie najzdolniejsza młodzież o zdecydowanych, prosocjalistycznych postawach, a niespełniających tych wymagań będą mogli być zwalniani….

Do najniezbędniejszych z nich należą: nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, przejście na kontraktowe zatrudnienie niektórych grup nauczycieli akademickich, etatyzacja uczelni, bezwzględne przestrzeganie kryteriów naukowych i ideowo-politycznych doboru kandydatów na stażystów, asystentów i doktorantów…....Akademickie i naukowe organy samorządowe muszą podjąć ostrą walkę z występującymi zbyt często w tych środowiskach lekceważeniem i selektywnym traktowaniem obowiązków służbowych, niską efektywnością i jakością pracy naukowej, dydaktycznej, a zwłaszcza wychowawczej, nieprzestrzeganiem etyki pracownika nauki i nauczyciela akademickiego socjalistycznego państwa…..”

Zgodnie z tymi dyrektywami przygotowano nowelizację prawa akademickiego (rok 1985), aby dokonać przeglądu kadr akademickich, także pod batutą SB

z teczek  SB.PNG

Współdziałanie sił partyjnych, SB, ministerstwa i władz uczelnianych okazały się owocne.

O tej weryfikacji kadr można np. przeczytać na stronach Uniwersytetu Gdańskiego „Czystka na uczelniach. Pod koniec 1985 r. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Benon Miśkiewicz podjął decyzje o zwolnieniu z kierowniczych funkcji w wyższych uczelniach około 40 osób, w tym sześciu rektorów. Minister skorzystał z uprawnień nadanych w znowelizowanej ustawie, że rektorów i dziekanów może zmienić w każdym czasie.

Największą czystkę przeprowadzono w Poznaniu, gdzie odwołano rektorów wszystkich uczelni oprócz Akademii Ekonomicznej, wszystkich prorektorów i dziekanów (z wyjątkiem jednego w UAM).

Wiązało się to z poznańskimi korzeniami ministra Miśkiewicza – po pierwsze chciał zapewnić swoim kolegom partyjne poparcie, a po drugie zapewne mścił się, że uczelnie w sposób demokratyczny wybrały nie tych, których partia sobie życzyła. Pracownicy UAM przesłali ministrowi Benonowi Miśkiewiczowi medal z jego podobizną i łacińską sentencją Vilem fieri auso , która w języku polskim oznacza: „Temu, który odważył się być podłym” z podpisem „Społeczność Akademicka”

Uniwersytet Jagielloński nie podaje takich informacji, bo badania profesorów nad pokrzywdzonymi, prowadzonymi tylko wśród beneficjentów systemu , takich pokrzywdzonych rzecz jasna nie wykazały. Widocznie dziesiątki zidentyfikowanych TW [ i setki nieujawnionych do tej pory w przestrzeni publicznej ‚jawnych współpracowników’ z PZPR] tak znakomicie ochraniały powierzony im obiekt, że rzekomo nikomu włos z głowy nie spadł ! A zatem w czasach jaruzelskich, czyli w czasie „stopniowej normalizacji systemu” [ w ujęciu profesorów UJ] – istne ‚dolce vita. [por. Kurier WNET, grudzień 2018 – Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ?]

Jednakże prawdą jest, że i na UJ dokonywano w końcu 1986 r., politycznej weryfikacji kadr poprzez oceny pozamerytoryczne wystawiane przez anonimowe – do dnia dzisiejszego [!] gremia, bez podawania uzasadnienia, bez możliwości odwołania się do niezależnej instancji, bez możliwości zaskarżenia do sądu, a wśród ocen podkreślano negatywny wpływ na młodzież akademicką, negatywną postawę obywatelską, negatywną postawę etyczno-moralną czy niewłaściwość charakteru.

Niezłomni, nonkonformiści, nie mieli żadnych szans na pozostanie na uczelni i tak już pozostało, a beneficjenci czystek zadbali o niemal absolutną nieznajomość wielkiej czystki akademickiej schyłku PRLu.

[nieco więcej na ten temat można jednak przeczytać na mojej stronie Lustracja i weryfikacja naukowców PRLhttps://lustronauki.wordpress.com/]

Tekst opublikowany w Kurierze WNET – styczeń 2019

Moralny wydźwięk wyroku w obronie prawdziwej historii

niedziela

Moralny wydźwięk wyroku w obronie prawdziwej historii

[wypowiedź dla Tygodnika Niedziela nr. 2 , 2019 – tekst  ” W obronie prawdziwej historii” – autor Maria Fortuna-Sudor. Po wyroku  Sądu Okręgowego w Krakowie sprawie  serialu ” Nasze matki, nasi ojcowie”]

w obronie

moralny wydźwięk

O demokracji inaczej – w Kurierze WNET

W Kurierze WNET, Gazecie Niecodziennej, w styczniu 2019 r. – tekst niecodzienny: Na miarę Konstytucji 3 Maja ?  autor także [choć raczej comiesięczny]: Józef Wieczorek

Screen Shot 01-12-19 at 03.39 PM.PNGscreen shot 01-12-19 at 03.39 pm 001

Norwida znaki na papierze

1

Norwida znaki na papierze ze stycznia 1856 roku 

i o dziwo nic nie straciły na aktualności w styczniu roku 2019

Tylko kto teraz by takie znaki na papierze postawił ? 

2

Test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w roku 2018 ‚Konstytucji dla nauki’

foto

Test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce

i wprowadzonej w roku  2018 ‚Konstytucji dla nauki’

10 grudnia 2018 r. złożyłem na Dzienniku Podawczym UJ roszczenie informacyjne  ujawnione na mojej stronie akademickiego nonkonformisty [https://blogjw.wordpress.com/2018/12/10/do-wladz-uj-w-sprawie-stanu-wojennego-i-nie-tylko/]    zaznaczając, że będzie to test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w tym roku ‚Konstytucji dla nauki’.

Pismem z dnia 21 grudnia 2018 r.  oznaczonym 75.0152.47.2018 otrzymałem odpowiedź, którą ujawniam

1 2

3

Nie wiem czy odpowiedź to ma moc prawną, bo nie ma czytelnego podpisu imieniem i nazwiskiem ( jest jakaś parafka) a pieczęć jest nieczytelna.

4  Z widocznych fragmentów [ mgr, końcówka nazwiska – owicz] po analizie zawartości strony internetowej UJ przypuszczam, że może chodzić o mgr inż. Gerarda Żychowicza, Zastępcę Kanclerza UJ ds. techniczno-inwestycyjnych [https://www.uj.edu.pl/struktura/wladze/kanclerz] o nie wyszczególnionych kompetencjach w strukturach władz UJ . Jest natomiast informacja https://www.uj.edu.pl/struktura/wladze, że „Kanclerz UJ jest odpowiedzialny za wszystkie jednostki administracji ogólnouczelnianej, w tym także administracji Collegium Medicum UJ. Kanclerzowi podlegają bezpośrednio wszystkie jednostki, które nie podlegają Rektorowi i Prorektorom oraz Kwestorowi”.

Jako pełnoprawny Obywatel w strukturach Rzeczypospolitej Polskiej  jestem obligowany do podpisywania się czytelnie imieniem i nazwiskiem, aby to co podpisuję miało moc prawną i abym za to co podpisuję ponosił odpowiedzialność prawną.

Z Konstytucji RP funkcjonującej od dnia 2 kwietnia 1997 r. [ http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm], ani z Konstytucji dla nauki funkcjonującej od roku 2018 [ Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce,  Ustawa z dnia 3 lipca 2018 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce –  http://konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-ustawe  nie wynika, aby Uniwersytet Jagielloński był autonomiczny wobec prawa obowiązującego wszystkich Obywateli RP i odpowiedź z UJ nie zawiera takiej informacji.

Będę wdzięczny za pomoc prawną w tej kwestii, podobnie jak za  pomoc lingwistyczną, jako że pismo napisane jest w języku, określanym od dawna przez mnie  – językiem uj-u, a którego – mimo wysiłków- nie zdołałem do tej pory opanować.

Tym niemniej, po ochłonięciu z wrażenia po zapoznaniu się z pismem UJ, zamierzam  na nie w języku polskim odpowiedzieć w niezbyt odległej przyszłości.

Za pomoc prawną i lingwistyczną z góry dziękuję, mając na uwadze rzesze Polaków  i organizacji działających na rzecz lepszej, opartej na prawie i sprawiedliwości, już nie  komunistycznej –  Polski.

P.S.

Nie wiem, czy w budżecie na rok 2019 władze UJ zabezpieczyły autonomicznie środki na służbowe pieczątki, aby te miały moc prawną.

Nie znam wysokości budżetu UJ na obecny rok,  ale w sprawozdaniu za rok 2017 [https://bip.uj.edu.pl/documents/1384597/141353349/uchw_nr_111_2018_zal_1.pdf/cae2812a-ea5a-4cbb-b8dc-9671540669b5] jest informacja – ” W roku 2017 Uniwersytet Jagielloński otrzymał dotację podmiotową z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w łącznej kwocie 485 512,3 tys. zł „. Może nie jest to dużo, ale na pieczątki winno wystarczyć  ( i za kilkanaście zł – a przy promocji, nawet za kilka zł,  można  je nabyć – np. http://www.stampler.pl/cennik ]

A stan pieczątek UJ -znany mi od lat – nie ulega zmianie.  Społecznej zbiórki na pieczątki dla UJ nie ogłaszam, aby nie naruszać autonomii uniwersytetu.

 

 

 

Bojowego i rzecz jasna Pomyślnego Nowego Roku

Bojowego i rzecz jasna Pomyślnego Nowego Roku

Życzę sobie i wszystkim Polakom 

1.jpg

żeby Polska była Polską

2

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 14

okładka tom 14

Pobierz w pdf. Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 14

 

 

Sprawozdanie z działalności Pro Publico Bono w roku 2018

zaduszki 3.11.2018

[fot. Jacek Matuszewski]

Sprawozdanie z działalności Pro Publico Bono w roku 2018

Działalność bez etatowa, dysydencka, bojowa,

prowadzona na froncie akademickim i patriotycznym

[ wzajemnie się przenikających]

nieistniejąca w przestrzeni budżetowej,

ale istniejąca w cyberprzestrzeni,

dostępna swobodnie dla obywateli całego wolnego świata

[ale z wyjątkiem okresowego, częstego blokowania mojego profilu na Facebook

za niespełnianie lewackich standardów !]

Działalność publicystyczna

86 tekstów na blogu akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

prezentowanych także wersji audio w niepoprawneradio.pl

i umieszczanych na moim kanale You Tube. https://www.youtube.com/user/jwfoto

3 kolejne [ 12, 13, 14] tomiki -Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego 

kilkanaście tekstów publikowanych na łamach Kuriera WNET

Wykaz aktywnych , także w 2018 r. stron akademickich

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Moje blogi solidarne

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

blogmedia.24

http://blogmedia24.pl/blog/1196

Presmania.pl

http://pressmania.pl/

Legion św. Ekspedyta

http://www.ekspedyt.org/

Nieopoprawni.pl

http://niepoprawni.pl/

salon24

http://jwieczorek.salon24.pl/

blogpress

http://blogpress.pl/blog/4146

Radio Wnet

http://www.radiownet.pl/

Gazeta Obywatelska

http://nowa.gazetaobywatelska.info/blogs

trybunalscy.pl

http://www.trybunalscy.pl/

Polish Club Online

http://www.polishclub.org/?s=J%C3%B3zef+Wieczorek⊂mit=Szukaj

Profile na:

Facebook

https://www.facebook.com/jozef.wieczorek

https://www.facebook.com/jozef.wypedzony.3

Twitter

https://twitter.com/jwieczorek2013

Działalność filmowa

YouTube

W roku 2018 ok. 300 wideo na kanale YouTube –https://www.youtube.com/user/jwfoto

[obecnie 2000 wideo, niemal 1,5 tys. subskrybentów ]

Działalność kronikarska – fotoreporterska

Strony ‚kronikarskie’ (aktywne w 2018 r.)

fotoreportaże, choć nie tylko

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2018 r.

https://wkrakowie2018.wordpress.com/

ok. 130 fotoreportaży

Niezłomnym ku Niepodległości Tym, którzy walczyli aby Polska była Polską

https://niezlomnym.wordpress.com/

ponad 70 fotoreportaży

Żołnierze Niezłomni w Parku Jordana w Krakowie

Pomniki „Żołnierzy Wyklętych” w systemie komunistycznym,

uhonorowanych w Galerii Wielkich Polaków XX wieku

http://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/

ok. 30 fotoreportaży

Działalność radiowa

http://niepoprawneradio.pl/

dziesiątki felietonów akademickich

dziesiątki nagrań ‚na żywo’ ( i nie tylko) ze spotkań klubowych (i nie tylko)

Wykłady i spotkania

Nie było zainteresowanych

Magia w magicznym Krakowie na magicznym uniwersytecie [tekst wigilijny]

Magia w magicznym Krakowie na magicznym uniwersytecie

[tekst wigilijny]

Miałem już nic nie pisać w tym kończącym się roku, ale przypadkowo na Facebook-owym profilu Uniwersytetu Jagiellońskiego zobaczyłem pod tytułem „Magia” życzenia świąteczne na zestawie foto.

Screen Shot 12-24-18 at 09.38 AM.PNG

Na Święta jest zwykle trochę czasu, aby się zastanowić nad tym co i dlaczego świętujemy, w jakiej cywilizacji żyjemy, jakie mamy elity i elitarne wzorce.

W internecie dzisiaj wiele można znaleźć przydatnego do zastanawiania się.

A taki wpis i to na najstarszym polskim uniwersytecie jest zastanawiający, bo również w internecie znalazłem takie objaśnienie magii: „ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu mocy nadprzyrodzonych, które można opanować i wywoływać za pomocą zaklęć, obrzędów i czarów”.

Czyżby na Uniwersytecie, ufundowanym jeszcze w wiekach średnich, na fundamencie chrześcijańskim, do tej pory istniały przekonania o istnieniu mocy nadprzyrodzonych wywoływanych za pomocą zaklęć, obrzędów i czarów ?

Nie sprecyzowano we wpisie uniwersyteckim o jaką magię chodzi, choć biorąc pod lupę dzisiejszy uniwersytet, odnosi się wrażenie, że może chodzić o tzw. czarną magię tj. przywoływanie i wykorzystywanie złych mocy.

Złej mocy na UJ jest moc i jest ona wykorzystywana przez beneficjentów magicznego Uniwersytetu, bez żadnych zresztą skrupułów. Piszę o tym nie tylko w okresie Świąt Bożego Narodzenia, jakkolwiek właśnie wtedy te złe moce są często i to z wielką mocą wykorzystywane. Doświadczyłem to na własnym przykładzie.

Jakoś tak przez nadejściem Świąt Bożego Narodzenia przed 32 laty dostałem, jak się okazało, wyrok dożywocia poza uniwersyteckiego, sfabrykowany przez jakichś nieznanych do tej pory czarowników ? szamanów ? w ramach magicznych obrzędów bolszewickich.

Przed 14 laty, po tym jak przedłożyłem senatowi i rektorowi UJ pismo w sprawie wznowienia wykładów -w ramach wdrażania w życie tych innowacyjnych obrzędów- przerwanych, dopadł mnie na łamach Gazety Wyborczej istny Herod z zaprzyjaźnionego uniwersytetu, aby ściąć mi głowę.

Rzecz jasna nie działał w pojedynkę, lecz miał wsparcie jagiellońskich magików, z których żaden nie był skłonny do nawiązania ze mną kontaktu intelektualnego i moralnego. Mimo to siepacze nie dali rady i głowa pozostała na karku.

Trzeba jednak pamiętać jak się bawili jagiellońscy magicy, tworząc magię Świąt Bożego Narodzenia i ta magia stała się tradycją uniwersytetu, który kiedyś po odnowieniu w 1400 r. miał w strukturach Wydział Teologiczny, jak przystało na uniwersytet. Ale dziś jest tego wydziału pozbawiony i jak widać całkiem się w swej misji zagubił. Zamiast opierać się na prawdzie, której się w statucie i w życiu niemal całkiem pozbył, opiera się na magii.

Jedyną pozostałością po dawnym uniwersytecie jest chyba używanie nadal przez rektora tytułu Magnificencja, co chyba jednak nie jest zgodne z prawem, bo taki tytuł przysługiwał podobno tylko rektorom tych uniwersytetów, w których strukturach funkcjonował Wydział Teologiczny.

Co na to jagiellońscy prawnicy, tak silnie zaangażowani w tworzenie dzisiejszej Polski ?

UJ funkcjonuje w Królewskim Mieście Krakowie, który obecnie jest zwany także Magicznym Krakowem, co dokumentuje witryna http://www.krakow.pl/ będąca wizytówkę miasta. Screen Shot 12-24-18 at 03.42 PM

No cóż, miasto musi się opierać na swoich elitach, a skoro jest to miasto magiczne, to oparcie musi mieć w uniwersytecie magicznym i jego magikach, inaczej by swoją magię mogło stracić.

W utracie świadomości czym są Święta Bożego Narodzenia, magicy jagiellońscy nie są osamotnieni. Ostatnio badania na Wyspach Brytyjskich, gdzie mamy moc Polaków, także proweniencji jagiellońskiej,  wykazały, że ponad 40 procent Brytyjczyków nie wie, że Święta Bożego Narodzenia mają cokolwiek wspólnego z Chrystusem.

Czy Polacy mają szanse na naprowadzenie Brytyjczyków na właściwe tory, skoro i u nas coraz bardziej Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z magią, a nie z narodzinami Chrystusa ?

Ciekawe czy mój tekst sprowadzi jagiellońskich magików na właściwą drogę, do korzeni, bez których wszechnica usycha, tak jak usychają odkorzenione magiczne choinki.

Natomiast moja choinka, co prawda rachityczna

ch w

– bo jaka może być w małym mieszkaniu -jest zakorzeniona i stoi przez lata przypominając nie o magii, lecz o Narodzeniu Jezusa.

Po moim fotoreportażu o jagiellońskim parytecie flagowym w Święto Niepodległości https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ na budynku Collegium Novum z tego parytetu zrezygnowano i dziś widzimy tam tylko biało-czerwoną.

cof

Czy po tym tekście nastąpi refleksja i rezygnacja z magii na naszej najstarszej wszechnicy ?

Radosnych i Refleksyjnych Świąt Bożego Narodzenia i skutecznej ochrony przed Herodami w Nowym Roku

1.jpg

Bóg się Rodzi, Moc Truchleje !

Radosnych i Refleksyjnych Świąt Bożego Narodzenia

i skutecznej ochrony przed Herodami w Nowym Roku

Józef Wypędzony [nie tylko z Facebooka i nie tylko w 2018 r.]

I pomyśleć, że mimo ataku Heroda i to w randze rektora

przetrwałem jeszcze 14 lat !

https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/

Może Pan Bóg pozwoli jeszcze trochę przetrwać i kontynuować boje na froncie akademickim i patriotycznym.

14 tomik „Moich Bojów” chyba zdążę ukończyć przed nastaniem Nowego Roku

i rzecz jasna przekażę pod Noworoczną Choinkę.

O rzekomo demontujących system komunistyczny słów kilka – od strony opozycyjnej

oznor

O rzekomo demontujących system komunistyczny słów kilka

– od strony opozycyjnej

[Postulat opozycjonisty :  

 W ramach porządków przedświątecznych trzeba uporządkować historię !]  

Jakoś nie mogę przejść do porządku dziennego wobec sesji Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych ,,Solidarności”, i książki – Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej (1980-1994). Projekty i inicjatywy ustawodawcze, ludzie, dokonania i oceny”,  – poświęconej działaniom środowiska prawniczego na rzecz obalania – jak mówiono- systemu komunistycznego, co miało być dziełem na miarę Konstytucji 3 Maja, co dokumentowałem i o czym nieco już pisałem.[ https://blogjw.wordpress.com/2018/12/16/na-miare-konstytucji-iii-maja/; https://wkrakowie2018.wordpress.com/2018/12/11/wklad-prawnikow-w-tworzenie-podstaw-ustrojowych-iii-rp/].

Mam na ten temat więcej osobistych wspomnień i refleksji umieszczanych od lat,  głównie w internecie, na kliku stronach internetowych [głównie na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/ a także w Lustrze Nauki – https://lustronauki.wordpress.com/ ] bo to nie podlega cenzurze, a co najwyżej próbom penalizacji.

Mimo wielokrotnych informacji, że mogę na te tematy napisać więcej i wydać w np. w postaci książki, nikt nie wyraził taką deklaracją zainteresowania, co czyni mnie – a przede wszystkim inne od pożądanych wspomnienia – w gorszej sytuacji od gremium prawników, którzy mogli się wypowiadać, no i zapisać na łamach sporej książki (na kredzie i w twardej okładce), a niektórzy z nich zostali także uwiecznieni głosowo i wizualnie w archiwum UJ w ramach realizacji projektu UJ – Pamięć Uniwersytetu. [ http://www.archiwum.uj.edu.pl/projekty-auj/pamiec-uniwersytetu]

Ja kilka lat temu też byłem w tym projekcie nagrywany i to przez wiele godzin, ale widocznie moja pamięć nie była zgodna z tą pamięcią, którą finansowano w ramach projektu, więc ani 1 sekunda z tej mojej pamięci nie została przekazana do skarbnicy akademickiej wiedzy historycznej.

Nie mam wątpliwości, że moja historia – mimo że zostałem uznany za „Świadka historii” [ 2018 – https://blogjw.wordpress.com/2018/12/03/prezes-ipn-wreczyl-mi-tytul-swiadka-historii/ ], ani moja prawda – mimo, że zostałem uznany za obrońcę prawdy w mediach ( Główna nagroda Kongresu Mediów Niezależnych 2013 r. –https://blogjw.wordpress.com/2013/06/27/nagroda-kongresu-mediow-niezaleznych/] jakoś nie jest pożądana, nie tylko dla skarbnicy jagiellońskiej wszechnicy. Zresztą tak samo, jak i moja osoba – persona non grata- od ponad 30-tu już lat, na tej VII wiekowej uczelni.

Ograniczę się tylko do kilku – z wielu – bohaterów książki i sesji w Collegium Maius, z którymi w jakiś sposób się zetknąłem lub usiłowałem nawiązać jakiś kontakt intelektualny,  czy moralny.

Otóż jednym z bohaterów sesji był prof. Stanisław Waltoś, znany prawnik i pasjonat historii, w z którym osobistego kontaktu nie miałem, ale poświęciłem mu kiedyś tekst ‚Historia UJ w ujęciu profesora Stanisława Waltosia i refleksje w tej kwestii https://blogjw.wordpress.com/2010/06/14/historia-uj-w-ujeciu-profesora-stanislawa-waltosia/ zdumiony najnowszą historią UJ przez niego napisaną i umieszczoną na stronie internetowej wszechnicy (rok 2010 ].

M.in. Nie było w niej ani słowa o stanie wojennym !

Zbulwersowany lekturą tej historii zadawałem pytania, na które nigdy, od kogokolwiek , nie dostałem odpowiedzi.

Jak to możliwe, żeby naukowcy najstarszej polskiej uczelni takie rzeczy pisali całkiem legalnie i bezkarnie ?

Czyżby prawo karne tworzone m.in. przez Stanisława Waltosia na to pozwalało ?

Czy też znany karnista tak to prawo ustawiał, aby karze ujść – nawet wtedy jak takie historie będzie pisywał ? „

I dalej „Jasne, że w tekście krótkim nie da się wszystkiego napisać, ale słów jednak napisano wystarczająco dużo, aby stan wojenny mógł się wśród tych słów znaleźć.

Czyżby z punktu widzenia prawnego ten stan nie istniał ? Fakt, że stan ten wprowadzono bezprawnie, ale to dla prawnika – historyka winien być interesujący epizod historii.

Autor pisze o ustawie o szkolnictwie wyższym z 1982 ‚liberalnej w zasadzie’, ale nie podał ‚liberalnych’‚ skutków stosowania tej ustawy.”

Rzecz jasna o działaniach środowiska prawników na rzecz obalania komunizmu, ani w okresie stanu wojennego [ani przed] w tej historii nie było ani słowa. A przecież te słowa były pisane już w tak zwanej wolnej Polsce, do której podobno tak walnie przyczynili się prawnicy swoimi pracami na miarę Konstytucji 3 Maja. To rzeczywiście zdumiewające.

Reakcji na mój tekst z 2010 r., kogokolwiek z szacownych historyków, prawników, czy władz UJ, nie było i nie ma do tej pory.

Profesorowie UJ chyba wolą milczeć, tak jak milczą o bezprawiu lat 80-tych, weryfikacji kadr pod kątem ich konformizmu, zgody na kłamstwa i skłonności do formowania im podobnych, wypędzania z uczelni negatywnie nastawionych do systemu kłamstwa. Dla beneficjentów systemu, zarządzających także pamięcią w III RP, jest to szczególnie niewygodne.

Jak to się stało, że mimo obalenia komunizmu i to przy udziale prawników, to komuniści zostali beneficjentami, a opozycja antykomunistyczna pozostała na marginesie i to głębokim ?

Dlaczego to nie interesuje tak licznych u nas historyków, prawników, socjologów, psychologów, no i wszelkich etatowych nauczycieli akademickich, pozytywnie, jak można wnioskować z ich etatów i stanowisk -i to nawet wielu- wpływających na młodzież akademicką i całe polskie społeczeństwo, także poza akademickie ?

Prof. Waltoś pracował nad reformą prawa prasowego, które do tej pory jest skamieliną czasów jaruzelskich i nawet znowelizowane prawo jakby nie rozróżniało Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej http://www.krrit.gov.pl/Data/Files/_public/Portals/0/regulacje-prawne/polska/prawo-prasowe.pdf o czym świadczą paragrafy prawne:

USTAWA z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Rozdział 1 Przepisy ogólne. Art. 1. (1) Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. Art. 2. Organy państwowe zgodnie z Konstytucją Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej stwarzają prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji i zadań, w tym również umożliwiające działalność redakcjom dzienników i czasopism zróżnicowanych pod względem programu, zakresu tematycznego i prezentowanych postaw. „

Na sesji nie był obecny prof. Andrzej Zoll, ale jest obecny w książce i ta obecność daje wiele do myślenia. Profesor nie nagina historii prac prawniczego Centrum do dnia dzisiejszego, pisząc wyraźnie, że nie chodziło im o wywracanie ustroju PRL – „raczej mówiło się o naprawie socjalizmu.”

Prawnicy Centrum kontaktowali się ze stalinowskim prof., Igorem Andrejewem, [ był jednym z sędziów, którzy w 1952 zatwierdzili wyrok śmierci na generale Fieldorfie „Nilu”] stojącym na czele powołanej przez min. Jerzego Bafię – Komisji do spraw Reformy Prawa Karnego. Projekt tej komisji nie różnił się bardzo od tego opracowanego w Centrum. Trudno się temu dziwić skoro profesor Kazimierz Buchała z Wydziału Prawa i Administracji UJ – pod koniec lat 70-tych I sekretarz POP PZPR na UJ https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/ i mający kontakty z SB [zwerbowany w charakterze właściciela lokalu kontaktowego. LK „ Magister” http://www.omp.org.pl/stareomp/index66a2.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=542 ]pracował zarówno w zespole rządowym, jak i później w zespole Centrum.

Gdy powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, utworzono Komisję do spraw Reformy Prawa Karnego. Andrzej Zoll zaproponował, by Kazimierz Buchała pozostał jej przewodniczącym, co zostało zaakceptowane, a on został jego zastępcą. „No i na pierwsze posiedzenie tego zespołu my przyszliśmy z prof. Buchałą z gotowym projektem, bo część ogólną kodeksu karnego już mieliśmy przygotowaną. On oczywiście był potem przerabiany, ale jego główny trzon jest w obowiązującym obecnie kodeksie” – mówi prof. Andrzej Zoll.” s. 581

No i jak widać, że rozróżnienie prac komisji komunistycznego państwa i komisji prawników działających podobno na rzecz obalenia komunizmu nie jest łatwe.

Tak jak nie jest łatwe zrozumienie utrwalania ‚prawa jaruzelskiego’ po ogłoszeniu obalenia komunizmu. Prof. Andrzej Zoll jako Rzecznik Praw Obywatelskich na początku tego wieku niejako podnosił wyższość prawa ‚jaruzelskiego ‚ nad Konstytucją III RP, co winno budzić konsternację, ale nie budzi.[ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/ ]

Natomiast Kazimierz Barczyk mówi [ s. 584] „ elastycznie reagowaliśmy na konieczne i pilne potrzeby budowy zrębów nowej III RP” . I wspomina, że na przykład zwrócił się do prof. Jana Widackiego o kierowanie zespołem do spraw ustawy o policji, dla przekształcenia milicji w policję. Równolegle na wieczornych spotkaniach w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych prowadziliśmy jeszcze bardziej skrywane prace nad ustawą likwidującą znienawidzoną tajną policję – Służbę Bezpieczeństwa” .

Trzeba mieć jednak na uwadze, że prof. Jan Widacki przez opozycję antykomunistyczną nie jest uważany za pogromcę, lecz za obrońcę esbeków. https://wpolityce.pl/polityka/159160-sb-przegrywa-w-strasburgu-trybunal-oddalil-skarge-na-ustawe-obnizajaca-esbeckie-emerytury

Nie można pominąć garści wspomnień czasów „ Solidarności”, zamieszczonych w książce [ str. 105 – 115], obecnego na spotkaniu prof. Antoniego Jackowskiego, którego wspomnienia, przed kilku już laty, w ramach projektu Pamięć Uniwersytetu, chyba nawet nie mające szans pomieścić się w garści, zamieszczono też na stronach UJ [ http://www.archiwum.uj.edu.pl/antoni-jackowski] co silnie kontrastuje z embargiem na wspomnienia innych, ale niewygodnych (z jakichś powodów, chociaż oficjalnie nie wiadomo z jakich ) członków „ Solidarności „UJ”.

Wspominając w książce wprowadzenie stanu wojennego Antoni Jackowski informuje o zdumiewającej reakcji „S” UJ na ten barbarzyński akt władzy komunistycznej: „ Forma strajku przyjęta w Uniwersytecie Jagiellońskim to strajk absencyjny” ! Czyli w reakcji na zawieszenie przez juntę Jaruzelskiego zajęć na uczelniach, „S” UJ w proteście zareagowała zawieszeniem zajęć !

[ Z tej informacji jednak wynika, że na UJ stan wojenny też został wprowadzony, choć  lektura „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego” na to nie wskazuje].

Ja jednak próbowałem w moim instytucie zaprotestować strajkiem rzeczywistym, ale „ S” mojego instytutu [ING UJ] okazała się solidarna z przewodnią siłą narodu, a nie z działaczem „S”, reagującym tak na zagrożenie istnienia „S”, jak należało statutowo zareagować. Potem przez kilka miesięcy prowadziłem wykłady z geologii historycznej [oprócz innych] w zakresie zwiększonym tj. zamiast 3 godz. po 4-5 godz. w uzgodnieniu ze studentami, którzy oporu nie stawiali – wręcz przeciwnie.

Nie bez przyczyny w ramach oczyszczania uczelni z elementu niepożądanego kilka lat później zostałem oskarżony o ‚psucie studentów’ (negatywny wpływ), a przez prof. Antoniego Jackowskiego – jak w czasach transformacji został dziekanem mojego wydziału ( BiNoZ] – o podburzanie studentów ! Faktem jest, że nie tylko podburzałem studentów do słuchania moich wykładów w zakresie wybiegającym- i to znacznie – poza programy oficjalne, ale o zgrozo podburzałem ich także do myślenia i to krytycznego oraz nonkonformizmu naukowego, co stanowiło śmiertelne zagrożenie nie tylko dla przewodniej siły narodu, ale także dla kolaborujących z nią działaczy „S”., o czym -rzecz jasna -taktownie nie wspominają.

Antoni Jackowski wspomina natomiast „Każdy z nas działał w przekonaniu, że pracuje na rzecz przywrócenia Polsce niepodległości, respektowania praw człowieka, wolności słowa i zgromadzeń, swobody badań naukowych, poprawy sytuacji gospodarczej kraju i każdego mieszkańca. Takie było to pokolenie, bo tak zostało wychowane w rodzinach, bo taką odczuwało potrzebę. Na rzecz tej idei rezygnowano często z karier zawodowych. Działalność ta nie miała żadnego zabarwienia koniunkturalnego.”

A ja tak wspominam Antoniego Jackowskiego, którego znałem z okresu „S”, – jego potrzeby, wychowanie, respektowanie praw człowieka [nawet członka „S” ] i brak koniunkturalizmu w tekście „Zaciemnienie według Ob. Antoniego Jackowskiego [

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/zaciemnienie-wedlug-ob-antoniego-jackowskiego/]

Ob. A. Jackowski nie rozumie z kolei słowa anonim, twierdząc, że ANONIMOWA KOMISJA, która sfabrykowała dyskwalifikujące ją oskarżenia w stosunku do mojej osoby, anonimową nie była! (anonimowy- nie ujawniający swego nazwiska, nieznany z nazwiska- patrz Słownik języka polskiego). W swym piśmie Ob. Jackowski nie podaje ani jednego nazwiska (być może nazwiskiem jest Dziekan, jak wskazuje Książka Telefoniczna dość popularne nazwisko, ale brak jest imienia, więc jednak to też anonim). Anonimy w państwach prawa nie mają mocy prawnej.

I dalejOb. A. Jackowski zarzuca mi posiadanie rozwiniętego poczucia własnej wartości (co za hańba!) Nie będę odrzucał tego zarzutu i udowadniał, że jestem kundlem, gdyż w swoim życiu się nie skundliłem, również w ciemnym okresie stanu wojennego, w przeciwieństwie do wielu „wybitnych uczonych”, „intelektualistów” czy „działaczy opozycji” ( w stosunku do prawdy), dla których skundlenie się stanowiło trampolinę do obejmowania kolejnych stołków. Mam pełną świadomość, że przedkładając poczucie własnej wartości nad kundlizm, pozbawiłem się szans na oficjalną karierę w skundlonej strukturze krakowskiej wszechnicy. Zawsze bym postąpił tak samo. Zarzut posiadania rozwiniętego poczucia własnej wartości jasno wskazuje co jest rozumiane jako największe zagrożenie dla całego uniwersytetu o co mnie oskarżał Ob. A. Koj (pełna analogia do okresu dyktatury ciemniaków).

.Ob. Jackowski nie podaje wcześniejszych „rutynowych” ocen mojej osoby. Nie podaje, że „rutynowa” ocena z roku 1986 r. zasadzała się na bezprawiu stanu wojennego z taką determinacją i odwagą bronionego przez Ob. A. Jackowskiego i przez władze UJ tkwiące nadal „po uszy i usta” w bezprawiu przestępczego systemu PRL.
W cywilizowanych krajach za zmienianie faktów profesorów usuwa się z katedr, ale w naszym „demokratycznym państwie prawa” cyniczny kłamiec może być prezydentem, a nawet profesorem UJ!

Powołałem się w tekście na twierdzenia Józka Zatłoka z Cyrwiennego zawarte w Historii filozofii po góralsku ks. profesora Józefa Tischnera „Patrzym i widzym: to, co jest, jest i nimo prawa nie być. i dalej: Jesce i to trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Dialog wsobny jaki prowadzą profesorowie UJ odbywa się według innych reguł, według innej ‚profesorskiej filozofii’, która czeka na naukowe opracowanie.

Józef Wieczorek

b. wykładowca UJ, wypędzony dożywotnio z UJ, w ramach ‚demontowania systemu komunistycznego’ przez „Solidarność” UJ, solidarną dożywotnio [?] z komunistyczną przewodnią siłą narodu

P.S.

To tylko garść moich uwag i podkreślam, że mogę samojeden napisać książkę liczącą co najmniej 737 stron – czyli co najmniej takiej objętości jaką wykazuje książka wielu autorów o działaniach Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych NSZZ „ Solidarność” .

Czy znajdzie się sponsor takiej działalności ?

Póki co sponsorowane jest poznanie jedynie słusznej prawdy beneficjentów transformacji PRLu – w PRL-bis, a jak do tej pory na UJ nie znalazł się nikt kto zechciałby poznać prawdę [ por. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/o czym świadczy brak reakcji profesorów UJ na kilka tysięcy już stron napisanych na temat moich obywatelskich inicjatyw dla naprawy systemu akademickiego w Polsce, a Uniwersytetu Jagiellońskiego w szczególności.

„Niedziela” uznała, że mam „piękną biografię”

„Niedziela” uznała, że mam „piękną biografię”

W tygodniku „Niedziela” ukazał się tekst o tegorocznych nagrodach „Świadek historii”.

Jaka będzie reakcja ? Jak przed ponad już 30 laty studenci i młodzi pracownicy ocenili mnie w superlatywach, uznano, że „psuję” młodzież i skazano na pozauniwersyteckie dożywocie. Co teraz  mnie czeka ?

Na miarę Konstytucji 3 Maja ?

cm

Na miarę Konstytucji 3 Maja ?

11 grudnia 2018 r. w przeddzień 37 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Librarii Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego zgromadzili się uczestnicy prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych ,,Solidarności”, które przerwał – choć nie do końca- stan wojenny.

centrum

Na spotkaniu promowano książkę „Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej (1980-1994). Projekty i inicjatywy ustawodawcze, ludzie, dokonania i oceny”, która właśnie się ukazała pod redakcją Stanisława Grodziskiego. I jest dostępna także w internecie na stronie Centrum [http://www.coiu.pl] http://www.coiu.pl/media/download/Prawnicy.pdf

Naprawa prawa 

Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności powstałe w Krakowie 17 stycznia 1981 roku tworzył zespół ekspertów prawniczych NSZZ „Solidarność”, w skład którego weszło ponad 100 specjalistów z różnych dziedzin prawa i 200 współpracowników z całej Polski.

Prawnicy Centrum przygotowali kilkaset projektów ustaw, w tym założenia Konstytucji i Kodeksu Cywilnego, Kodeks Karny, Kodeks Postępowania Karnego, oraz KPK z sędzią śledczym, Kodeks Karny Wykonawczy, Kodeks Pracy, Ustawę Wypadkową, o Prokuratorii Generalnej, o Prawie Prasowym, o Wolnym Dostępie do Informacji w Życiu Publicznym, Prawo o Zgromadzeniach, o Ochronie Konsumenta, o Przedsiębiorstwie i Samorządzie, o Samorządzie Terytorialnym, oraz Ordynację Wyborczą, o Ustroju Sądów Powszechnych, o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Sądzie Najwyższym, o Prokuraturze, Prawo o Notariacie, o Radcach Prawnych, o Adwokaturze, o Policji, o Urzędzie Ochrony Państwa oraz Prawo Wyznaniowe, Prawo Państwowe, Prawo Gospodarcze, Prawo Rolne.

Stan wojenny odsunął jednak na całe dziesięciolecie prace nad reformą ustroju;Nie powiodło się jednak „partyjnemu betonowi” PZPR obalić wielkiego dorobku lat 1980-1981. Jako do gotowego i cennego materiału sięgano doń po zmianie ustroju 1989 roku. Służył on reformie w całym okresie przemian, który zakończyło uchwalenie Konstytucji III Rzeczypospolitej z 2 kwietnia 1997 roku.

Według oceny wybitnego historyka prawa prof. Stanisława Grodziskiego działania podjęte przez Centrum dla naprawy Rzeczypospolitej były największym społecznym wysiłkiem prawników od czasu Konstytucji 3 Maja.

sg

Czy elity prawnicze chciały obalić system komunistyczny ?

Adwokat Kazimierz Barczyk, wiodąca postać prac Centrum, deklarował na spotkaniu

b

„Chcieliśmy obalić system komunistyczny poprzez przygotowanie zrębów państwa demokratycznego” w co jednak można wątpić choćby na podstawie wspomnień Prof. Andrzeja Zolla (s. 579) „Zdawaliśmy sobie sprawę z układu geopolitycznego, przecież Związek Radziecki trzymał się jeszcze mocno, do tego pamiętaliśmy całkiem przecież niedawne doświadczenie czechosłowackie. Dla ludzi, którzy nie bujali w obłokach, oznaczało to, że należy raczej mówić o poprawianiu istniejącego systemu, czynieniu go bardziej ludzkim. Raczej myśleliśmy o ewolucji niż rewolucji. Owszem, pracowaliśmy w ramach Centrum nad propozycjami zmian w prawie konstytucyjnym, ale dotyczyło to bardziej takich spraw, jak reforma sądownictwa, wzmocnienie niezawisłości sędziowskiej, gwarancji procesowych, usunięcia pewnych przepisów, które pozwalały zwolnić sędziego ze stanowiska, bo nie dawał tzw. rękojmi orzekania zgodnie z linią partii. Chodziło więc bardziej o tego typu rzeczy niż wywracanie ustroju PRL”.

I ta opinia wydaje się być bardziej wiarygodna, tym bardziej, że ustrój i prawo III Rzeczypospolitej tworzyły siły solidarnościowe, wspólnie z aparatem komunistycznym i mimo zmian, prawo zachowało ciągłość z prawem PRL, a nie było woli nawiązania do stanu prawnego sprzed 1 września 1939.

Kiedy tworzono zręby prawne II RP zerwano z systemami prawnymi państw zaborczych, ale przy tworzeniu prawa III RP nie zerwano z systemem prawnym PRL. Zatem zbudowano PRL-bis.

W książce jasno to wyraził Prof. Jan Majchrowski s. 349 Determinantą, która najmocniej odcisnęła swe piętno na ustrojowym, a w konsekwencji ustawowym i politycznym, kształcie III RP, był sam akt jej poczęcia, dokonany za fasadą warszawskiego pałacu Radziwiłłów, gdzie toczyły się obrady Okrągłego Stołu, w zaciszu willi w Magdalence. Tam określono ramy, w których przyszło się poruszać wszystkim twórcom III RP, także tym, którzy wyszli z grona Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych „Solidarności”. ….. Wspólną płaszczyzną porozumienia elit obu „stron” Okrągłego Stołu było wszakże – bo być musiało, o ile miały się one ze sobą porozumieć – uznanie Konstytucji PRL, a co za tym idzie, całego porządku prawno-ustrojowego wywodzącego się od mitu założycielskiego tak zwanej Polski Ludowej – Manifestu PKWN. To założenie stało się grzechem pierworodnym III RP, za który pokutujemy po dzień dzisiejszy.”

Ale to wśród wypowiedzi członków Centrum jest głos odosobniony.

Nie ulega wątpliwości, że z tą chęcią świata prawników do obalania systemu komunistycznego to gruba przesada, co widać i po dzień dzisiejszy.

Gdyby porządek prawno-ustrojowy po 1989 r. został oparty na Konstytucji 1935 r. żylibyśmy w innej rzeczywistości.

Nie da się zbudować państwa wolnego na fundamentach państwa zniewolonego.

Praca dla obywateli, a co na to obywatele ?

Prawnicy aktywni w Centrum Obywatelskich Inicjatyw podkreślali, że pracowali dla dobra wspólnego, jako znający się na prawie obywatele – dla innych obywateli.

Ale nie jest zrozumiałe dlaczego tak doniosłe działania, jak sami podkreślali – na miarę Konstytucji 3 Maja – nie znalazły się w historii Uniwersytetu Jagiellońskiego [słynne Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego- patrz Kurier WNET, grudzień 2018]. Czyżby milczenie w tej historii o ‚okresie jaruzelskim’ niejako wymusiło milczenie o obywatelskiej budowie podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej, już w okresie zniewolenia obywatelskiego ?

Czy może sami autorzy mają wątpliwości co do pozytywnych skutków swoich działań ?

Faktem jest, że wielu współczesnych Polaków, nie tylko młodych, nie bez przyczyny – nic, lub prawie nic nie wie o tych działaniach. Natomiast autorzy tych ustaw, dziś bywają doradcami KODu, biorą udział w marszach KODu, których uczestnicy machają Konstytucją niczym maczugą, a flagami – fakt, że głównie unijną – okładają opozycyjnych wobec nich obywateli.

Chyba obalenie komunizmu nie do końca się prawnikom udało, bo dekomunizacji w III RP tak naprawdę nie było, nawet zbrodniarzy komunistycznych nie ukarano, a często byli honorowani i nieraz spoczywają w alejach zasłużonych. Za stan wojenny ukarano więzieniem chyba tylko Adama Słomkę i Zygmunta Miernika – protestujących przeciwko niekaraniu zbrodniarzy. Jednakże ostatnio Trybunał w Strasburgu uniewinnił Adama Słomkę, podważając haniebne poczynania polskiego wymiaru, zwanego przez obywateli – nie bez przyczyny – wymiarem niesprawiedliwości.

Także próby dekomunizacji przestrzeni publicznej – mimo wprowadzenia stosownych ustaw – nie zawsze kończą się sukcesem. Karani są nie ci, którzy dekomunizacji nie wprowadzają, tylko ci, którzy protestują przeciwko lekceważeniu ustaw dekomunizacyjnych.

Co więcej np. w Warszawie spotykamy się wręcz z rekomunizacją przestrzeni publicznej i ulice zamiast nosić nazwy działaczy niepodległościowych, mają propagować działaczy komunistycznych. Czyli ma być tak jak było, jak chcą działacze KODu, wspierani przez ‚solidarnościowych’ prawników.

Na spotkaniu w Librerii Collegium Maius zaplanowano jedynie wystąpienia pochwalne dla prac Centrum, nie wykazując zainteresowania opiniami obywateli. Zamiast burzliwej merytorycznej dyskusji nad efektami prac, na miarę -jak mówiono – Konstytucji 3 Maja, spotkanie śpiesznie zakończono udając się na spożycie wina, z którego produkcji słynie najstarsza polska wszechnica, odnosząca na tym polu sukcesy na arenie międzynarodowej.[ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/%5D

No cóż, na takiej arenie jagiellońscy prawnicy to odnosili sukcesy w XV wieku, ale obecnie o swoich sukcesach nie chcą nawet dyskutować z polskimi obywatelami.

[zapis wideo spotkania na moim kanale YouTube – Józef Wieczorek TV – Wkład prawników w tworzenie podstaw ustrojowych III RP]

Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ?

f

Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego

wprowadzono stan wojenny ?

Józef Wieczorek

Zbliża się kolejna już 37 rocznica wprowadzenia stanu wojennego przez juntę Jaruzelskiego.

Stan wojenny został wprowadzony przez juntę na terytorium całego kraju, ale w historii najstarszej polskiej uczelni – Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec, Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000. wydanej na 600- lecie odnowienia uniwersytetu w jubileuszowym roku 2000. takiego stanu historycy nie ‚rozpoznali’ [?] czyli jak można sądzić, albo stan ten nie został na terytorium UJ wprowadzony, albo było to tak nieistotne wydarzenie, że nie było potrzeby o nim wspominać.

W ‚Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego” nie ma na ten temat ani jednego zdania !

Co więcej, czytamy w tym dziele: Przełom październikowy w 1956 r, otworzył nowy rozdział w dziejach uczelni, trwający do r. 1989. można go nazwać okresem stopniowej liberalizacji’ ( sic!).

Czyli co ? Stan wojenny został wprowadzony w Polsce w ramach stopniowej liberalizacji systemu ?

Niestety skutki tej ‚liberalizacji’ trwają do dziś i widać to także, a nawet bardziej, w sektorze akademickim, a na Uniwersytecie Jagiellońskim – wzorcowym dla innych uczelni – w szczególności.

Ta historia UJ stanowi do dziś lekturę obowiązkową w konkursie wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim ! Jak czytamy w informacjach o już XXIII edycji tego konkursu (serwis UJ)

Biorący udział w Konkursie uczestnicy walczą o możliwość studiowania na wybranych przez siebie kierunkach studiów „ i dalej ‚ „Konkurs Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim jest jedyną tego rodzaju inicjatywą propagującą nie tylko wiedzę o Wszechnicy Krakowskiej i ofercie edukacyjnej UJ, ale również wiedzę o historii edukacji polskiej i europejskiej (…) Wychowuje dużą grupę młodzieży znającej, dzięki starannie dobranej lekturze konkursowej, znaczenie i siłę polskiej kultury i nauki. Finaliści Konkursu są dobrymi studentami, znającymi historię swojej uczelni a poprzez to historię swojego kraju”.

A w zarysie historii UJ objaśniającym XXIII edycję konkursu Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim czytamy ‚ Z początkiem lat 80-tych nastąpiła częściowa demokratyzacja uczelni, która wzięła czynny udział w opracowaniu ustawy o szkołach wyższych z roku 1981. Pełna demokratyzacja struktur uniwersyteckich nastąpiła po przemianach ustrojowych Polski z początkiem lat 90-tych.’

Widać stan wojenny na UJ [jeśli był wprowadzony ?] nie zakłócił tych dążeń do pełnej demokratyzacji uczelni.

Ma to swoją wymowę. Kto opanuje taką fałszywą historię UJ to ma uniwersytecki indeks zapewniony, jest dobrym studentem, należycie wychowanym oraz jest uznany za znawcę historii swojej uczelni i swojego kraju.

Ja mam całkiem odmienne zdanie i w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego tego dzieła napisałem wiele listów, zarówno do władz UJ, historyków, jak i do Polskiej Akademii Umiejętności [ ujawnione na moim Blogu Akademickiego Nonkonformisty], ale bez skutków.

Weryfikacji fałszywej historii UJ i zakazu jej rozpowszechniania, jak nie było, tak nie ma.

27 września 2018 r. przed inauguracją nowego roku akademickiego, w którym rozpoczyna się nowa reforma nauki i szkolnictwa wyższego, zwana Konstytucją dla Nauki, skierowałem do władz UJ szereg pytań odnoszących się do stanu wojennego i systemu komunistycznego, który w cytowanym dziele także nie został zauważony (takiego słowa jak „komunizm” to w nim nie ma).

Przytaczam treść tego listu na którego odpowiedzi do tej pory nie otrzymałem.

Czy system komunistyczny, który został wprowadzony na terytorium Polski po II wojnie światowej nie został zainstalowany na Uniwersytecie Jagiellońskim ?

Pytanie to jest związane z lekturą dzieła „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” profesorów UJ stanowiącego lekturę obowiązkową w konkursie wiedzy o UJ dla starających się o indeksy, w którym takie słowo jak ‚ komunizm’ nie występuje.

W jakich opracowaniach UJ można zapoznać się z rzetelną, najnowszą historią najbardziej prestiżowego polskiego uniwersytetu ?

Czy na UJ w PRLu nie funkcjonowały struktury PZPR, które jak wiadomo w czasach PRL decydowały niemal o wszystkim, w tym o polityce kadrowej uczelni ? W historii UJ niestety nie mogłem znaleźć informacji o takich strukturach w działalności uczelni w okresie PRLu. W biogramach uczonych nie znajduję informacji o przynależności i sprawowanych funkcjach tej potężnej i wszechmocnej w PRLu organizacji.

Czy ze względu na deklarowaną apolityczność uczelni jej profesorowie/pracownicy do PZPR nie należeli a struktury PZPR funkcjonowały jednie poza uczelnią i nie miały wpływu na życie uczelni ?

W jakich opracowaniach można zapoznać się z rzetelną analizą funkcjonowania uniwersytetu bez PZPR [ ? ] o ile to było możliwe ?

Czy na terytorium UJ nie wprowadzono z jakichś powodów ( jakich ?) stanu wojennego, mimo że gen. Wojciech Jaruzelski informował Polaków„Ogłaszam, że w dniu dzisiejszym ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Rada Państwa, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju.”

Pytanie to jest związane z lekturą dzieła „ Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” profesorów UJ stanowiącego lekturę obowiązkową w konkursie wiedzy o UJ dla starających się o indeksy, w którym takie słowo jak ‚stan wojenny’ nie występuje.

Czy stan wojenny wprowadzony na obszarze całego kraju nie dotknął UJ, nie spowodował żadnych strat na uczelni ? Czy prawo stanu wojennego [ i powojennego – jeszcze bardziej zaostrzone] nie dotyczyło UJ ? Jak to było możliwe ? Czy wynegocjowano to z WRON ?

Czy historycy UJ opracowali rzetelnie ten interwał [1980-1990] najnowszej historii UJ i gdzie można się z takimi opracowaniami zapoznać ?

Przegląd INWENTARZA AKT DZIAŁU ORGANIZACJI UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO 1970-2013 SYGNATURA: DO 1-82 rodzi pytanie – czy prace UJ w latach 81-90 nie były zdezorganizowane ? Czy też dokumentacja pracy UJ w tym okresie z jakichś [jakich ?] powodów się nie zachowała ?

Dlaczego w Archiwum UJ nie ma wyników weryfikacji kadr akademickich r. 1982 i 1986 ? Nie było takich weryfikacji, znanych z innych uczelni ?

Nie było niewłaściwych decyzji personalnych podjętych na UJ w latach 1980-1990 [ na innych uczelniach były!].

Wyszukiwarka „Google” nie daje rezultatów, co jednak nie jest dowodem, że takich decyzji nie było.

Skoro na UJ nie było struktur PZPR, kto odpowiadał prawnie za decyzje personalne w PRL ?

Dlaczego nie ma w wykazie zawartości Archiwum UJ wyników pracy „komisji Wyrozumskiego” o czym można przeczytać w tekście‚ POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ napisanym przez prof. Jerzego Wyrozumskiego i zamieszczonym za wiedzą i zgodą Rektora Franciszka Ziejki w 69 numerze Alma Mater (r. 2005). Raport Komisji miał się znaleźć w Archiwum co jest oczywiste ( winien się znaleźć po zakończeniu prac Komisji !) a go nie ma. Czy to jest zgodne z prawem ?

Dlaczego w Archiwum UJ nie ma wyników działań komisji/rzeczników dyscyplinarnych w latach 80-tych ? Czy nie jest to łamanie prawa, jako że te wyniki nie są udostępniane nawet dla celów naukowych ?

Czy akta zostały zniszczone, aby prawda nigdy nie wyszła na wierzch, czy są niedostępne ze względu na to, że na uczelni prawo stanu wojennego [którego podobno na UJ nie było?] nadal stoi ponad Konstytucją RP ?

Jak wiadomo pracownicy UJ, nie tylko prawnicy, zaangażowani są w obronę prawa i Konstytucji, jako apolityczni aktywnie uczestniczą w demonstracjach KODu – czy można zapoznać się z opiniami tych, czy innych prawników o stanie przestrzegania/łamania Konstytucji w UJ, o ile Konstytucja na UJ obowiązuje – rzecz jasna ?

Z oczekiwaniem na merytoryczne odpowiedzi

Z poważaniem

Józef Wieczorek –obywatel RP zainteresowany najnowszą historią i dniem dzisiejszym UJ (i nie tylko)

P.S.

Dokładnie 5 lat temu zadałem 10 pytań do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego na inaugurację nowego roku akademickiego [ jw- ujawnione na moim bogu akademickiego nonkonformisty] licząc, jak się łudziłem, że potencjał intelektualny, jak i moralny kadry najstarszej polskiej uczelni i wzorcowej dla innych, będzie wystarczający do udzielenia odpowiedzi.

Czas rozwiał te złudzenia.

Kilka lat jednak upłynęło i w międzyczasie opracowano nową ustawę o nauce i szkolnictwie wyższym, która zaczyna obowiązywać od nowego roku akademickiego.

W jakimś sensie reakcja na moje pytania będzie testem na wartość tej ustawy na drodze do naprawy systemu akademickiego w Polsce.

Odpowiedź na te kilka pytań nie powinna sprawić trudności, ani intelektualnych, ani tym bardziej moralnych. Jeśli jednak odpowiedzi nie będzie i taki stan rzeczy zostanie zaakceptowany przez środowisko akademickie oraz przez ministerstwo wprowadzające Konstytucję dla Nauki, to taką Konstytucję można będzie wrzucić do kosza [brak reakcji będzie zresztą takim wrzuceniem].

Tak naprawdę do tej pory władze uczelni autonomicznie kpiły sobie z zapisów Konstytucji III RP [Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP] co do tej pory nie spotkało się z protestami środowiska akademickiego, ani też prawników, profesorów UJ , konstytucjonalistów !

Czy coś się zmieni w obecnym systemie prawnym ?

Czy Konstytucja dla Nauki pozwoli na autonomiczne kpiny z Konstytucji III RP ?

Jak dotąd test dla Konstytucji dla Nauki nie wypada pozytywnie. Jak wielokrotnie pisałem, także na łamach Kuriera Wnet, Konstytucja ta ma słabe fundamenty, więc nic dziwnego, że nie wytrzymuje naporu takich pytań, które rzecz jasna przekazywałem również ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego, w ramach monitoringu akademickiego – wdrażania w życie Konstytucji dla Nauki.

Uniwersytet Jagielloński realizuje od kilku lat projekt naukowy Pamięć Uniwersytetu” [ strona internetowa UJ]. Jak czytamy „Istotą projektu jest przeprowadzanie i utrwalanie przy użyciu kamer filmowych wspomnień Profesorów, Pracowników i Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zebrane, a następnie zmontowane materiały dają zindywidualizowane świadectwo czasów, w których żyli i tworzyli nasi Rozmówcy, upamiętniają ich działalność i dokonania naukowe, a zarazem składają się na szczególny rodzaj „pamięci zbiorowej”, konstytuującej naszą społeczność uniwersytecką. „

I ja w tym projekcie przed kilku przekazałem moje ‚zindywidualizowane świadectwo czasów’, w których żyłem i tworzyłem na UJ. Niestety to świadectwo, w którym nie ominąłem lat 80-tych, w tym stanu wojennego, w którego istnienie i na UJ nie wątpiłem, nie ujrzało do dnia dzisiejszego światła dziennego.

Widać z jakiegoś powodu niewygodna pamięć uniwersytetu nie może zaistnieć w świadomości społecznej, także uczestników konkursów wiedzy o UJ.

Niestety zakłamywanie historii jest jakby na porządku dziennym i wieki trwającym, także na autonomicznych uczelniach.

Czy uniwersytet może się wybić na niepodległość heroicznie broniąc się przed poznaniem prawdy o swojej historii ?

Tekst opublikowany w gazecie niecodziennej, jaką jest  Kurier WNET  w  grudniu 2018 r.

Do władz UJ w sprawie stanu wojennego ( i nie tylko)

herb uj

Do władz UJ w sprawie stanu wojennego ( i nie tylko)

Dziś złożyłem na Dzienniku Podawczym Uniwersytetu Jagiellońskiego pismo w sprawie stanu wojennego ( i nie tylko) na UJ, jako, że na list elektroniczny z 27 września 2018 r. do tej pory nie potrzymałem odpowiedzi.

p

Odnieść można wrażenie ( także po moich wcześniejszych pismach ujawnianych na moim blogu i w serwisie o sprawach ludzi nauki – https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/, że UJ jest uczelnią autonomiczną wobec prawa, Konstytucji i Obywateli (szczególnie tych, którzy dla UJ poświecili najlepsze lata swojego życia).

Do listu załączyłem tekst opublikowany w grudniowym numerze gazety niecodziennej jaką jest Kurier WNET.

Screen Shot 12-01-18 at 05.39 PM 001

Screen Shot 12-01-18 at 05.40 PM

To jest kolejny test na przestrzeganie prawa i dobrych obyczajów akademickich, a zarazem Akademickiego Kodeksu Wartości, na UJ stworzonego, ale nie mam dowodów, że przestrzeganego.

O dalszych losach sprawy będę informował i zachęcam do refleksji nad nią ( i nie tylko nad nią, bo to jest test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w tym roku ‚Konstytucji dla nauki’)

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Screen Shot 12-05-18 at 10.36 AM

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Jak wiadomo mamy w Polsce ogromną ilość wyższych uczelni ( jak wskazują na to ich nazwy] i w tym zakresie jesteśmy potęgą, nie tylko europejską, podobnie jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów oraz stopni – szczególnie doktora habilitowanego i tytułów naukowych – profesora zwanego tradycyjnie ‚belwederskim’, choć wręczanych już nie w Belwederze, lecz w Pałacu Namiestnikowskim.

Jeśli chodzi o habilitację to już nikt nie zamierza z nami konkurować, podobnie nasz prymat jeśli chodzi o tytuły profesora belwederskiego przez nikogo nie jest zagrożony.

Jednym słowem mamy taki system tytularny, że nikt nie jest w stanie nam zagrozić i chyba nie bez przyczyny rankingi światowe takich kryteriów nie uwzględniają. Widać, nie chcą nas widzieć na czele swoich rankingów .

Na czele tych rankingów zwykle są uczelnie, takie jak Harvard, czy Oxford, ale gdzie tam im do naszych uczelni pod względem liczby doktorów habilitowanych czy profesorów prezydenckich ? Również nasi krajowi naukowcy ani chcą nawet słyszeć, żeby naszych rodaków z takich uczelni zatrudniać na naszych uczelniach, bo skoro nie są habilitowani, ani tym bardziej belwederscy, to co nam po takich ? Przecież poziom to my musimy trzymać i punkty w naszych rankingach za to dostawać !

W polskich rankingach uczelni od lat wiodą prym – największa polska uczelnia Uniwersytet Warszawski i uczelnia najstarsza – Uniwersytet Jagielloński, chyba że któraś z innych uczelni ma swój jubileusz, to wtedy ta uczelnia w rankingach może nawet zdominować te nasze najlepsze, które na pozycji lidera czasem występują wspólnie, a czasem się wymieniają, z tym że jest pewne jak któraś z nich ma swój jubileusz, to będzie tez pierwsza w rankingu.

W rankingach światowych nawet te najlepsze polskie uczelnie od lat stoją kiepsko i zwykle się mieszczą na końcowych pozycjach najlepszej światowej pięćsetki [tak jest w najbardziej znanym rankingu szanghajskim, a w innych bywa i gorzej].

Można dyskutować nad wiarygodnością tych rankingów, ale faktem jest, że te najbardziej prestiżowe w świecie uczelnie są na ich topie.

W Polsce siłą rzeczy te rankingi są kontestowane, ale jak w okresie reformowania uczelni, któraś przesunie się w górę rankingu, to ten fakt ma dowodzić skuteczności reform, mimo że skutki reformowania mogą się zaznaczyć w rankingu dopiero po kilku latach. Na taką okoliczność wiarygodności rankingu się nie podważa, lecz sukces ogłasza.

Prof. Jerzy Woźnicki jako szara eminencja polskiej nauki przez lata regulował system akademicki w Polsce, aż w końcu złapał się za głowę i ogłosił, że nauka polska jest przeregulowana. Przedłożył postulat selektywnego charakteru deregulacji w szkolnictwie wyższym, rzecz jasna nadal pozostając szarą eminencją, bo kto lepiej może naukę deregulować jak nie ten kto ją przeregulował ?https://pressto.amu.edu.pl/index.php/nsw/article/viewFile/9416/9114

Kilka lat temu zabłysnął również zdolnościami kuglarskimi na arenie rankingowej

Pisał [ https://www.rp.pl/artykul/1107897-Stworzmy-uniwersytety-badawcze.htmlW rankingach wypadamy słabo, znacznie gorzej, niżbyśmy chcieli. Dlatego część środowiska akademickiego je kwestionuje, zarzuca im tendencyjne kryteria, ale to błąd, bo te rankingi podpowiadają, co powinniśmy zrobić, by ten stan rzeczy zmienić. A co powinniśmy zrobić ? „ Prof. Woźnicki uważa, ze poprawę pozycji polskich uczelni w rankingach światowych można by osiągnąć poprzez konsolidację uczelni, nie bacząc na to czy to by spowodowało podniesienie się poziomu polskich uczelni, czy jakąś korzyść z tego miałaby nauka i polska gospodarka ?

W statystyce rankingowej zysk byłby jednak widoczny, więc taki zabieg proponuje.

Niestety w systemie akademickim mamy kuglarzy wśród decydentów, stąd stoimy w miejscu a nawet się cofamy, mimo coraz lepszej infrastruktury akademickiej i coraz wyższych uposażeń [rzecz jasna – zawsze za małych] .

Warto przecież pamiętać, że w latach 80-tych zarabialiśmy po kilkanaście, góra kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, a teraz wielu ma 1000 a nawet wiele tysięcy dolarów, co znaczy, że finansowo jesteśmy w tyle za czołówką światową, ale zdecydowanie bliżej niż w czasach PRLu, ale pod względem poziomu w konfrontacji ze światem niestety się do czołówki nie zbliżyliśmy, a wręcz odwrotnie.

Kuglarskie sztuczki nic w tej materii nie pomagają i nie pomogą.

W końcu listopada odbyła się w Warszawie konferencja nt.. „Polskie uczelnie w światowej perspektywie. Rankingi a strategiczne zarządzanie szkołą wyższą” i sam tytuł pokazuje jak nas te rankingi uwierają. Sam minister też podnosi, że kryteria rankingów dają w konsekwencji zafałszowany wizerunek polskiej nauki. https://wmeritum.pl/gowin-o-pozycji-polskiej-nauki/257349

Nie ulega wątpliwości, że gdyby w światowych rankingach były wzięte pod uwagę inne kryteria moglibyśmy być na wyższych pozycjach.

Pod względem ilości szkół wyższych bijemy przecież konkurencję europejską na głowę a tego rankingi nie uwzględniają, infrastrukturę – nieruchomości akademickie mamy jak się patrzy, znakomicie stoimy jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów.. W zakresie profesorów belwederskich nikt nas nie pobije, jeśli chodzi o habilitacje – także. To czemu się takich kryteriów nie uwzględnia ? To nas dyskryminuje i zamiast potęgi jesteśmy uważani za mizerię !

Wniosek jest oczywisty –to nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe ! – nieprawdaż ?

Póki co, świat nie chce się dostosować do naszego systemu, a młodzi naukowcy opuszczają Polskę i nie zamierzają wracać . Minister mówi o emigracji jakieś 1/3 populacji naukowców a badania mówią, że „ prawie 47 proc. pracujących za granicą polskich naukowców nie planuje powrotu do kraju; połowa spośród nich widzi korzyści z kontaktów z naukowcami z Polski…., http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31782%2Craport-prawie-polowa-polskich-naukowcow-za-granica-nie-chce-wracac-do-kraju

Gospodarka jest słabo innowacyjna a uczelnie chwalą się wynalazkami typu urządzenie do odpiaszczania nóg na plażach [https://blogjw.wordpress.com/2018/06/23/jest-sukces-reformy-gowina/

], które chyba nawet się nie przyjęły.

Jak byłem jesienią na plaży nie widziałem ani jednego takiego urządzenia, a jeno proste urządzenie – prysznicowe dla oczyszczania piesków.

psy.jpg

[Dokumentacja z wejścia na plażę w Brzeźnie- 2018 r.]

W rankingach piękności piesków zapewne stoimy wyżej.

No chyba, że ktoś na Mikołaja podrzuci nam ranking  akademicki, ale z naszymi kryteriami. Pomarzyć można, ale przecież świat porzucił już dawno św. Mikołaja .

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

2

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

[tekst pisany na trzeźwo,

przeznaczony pod trzeźwą refleksję]

Na uczelniach obowiązuje już „Konstytucja dla nauki” i mamy postulaty zwiększenia innowacyjności badań, aby je wdrażać w życie.

Jednocześnie zbliża się Barbórka, święto patronki górników i zarazem jednej z najlepszych i najbardziej potrzebnych gospodarce uczelni – Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Zdawano już sobie z tego sprawę przed 100 laty, po odzyskaniu Niepodległości i wobec odczuwalnej od dawna przez społeczeństwo polskie potrzeby, 20 października 1919 r. Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski dokonał uroczystego otwarcia Akademii Górniczej w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego.[ http://www.bg.agh.edu.pl/SLADY/AGH.php ]

To otwarcie Akademii Górniczej uważane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń dla wyłonionego z ponad stuletniego niebytu państwa polskiego.

AGH potrzebna jest nadal i trudno sobie wyobrazić bez niej rozwoju polskiego górnictwa i hutnictwa, choć uczelnia niezbyt dobrze jest notowana w rankingach światowych – tak poza pierwszą pięćsetką.

W okresie ewolucyjnego reformowania systemu akademickiego, przed kolejnym świętem Barbórki, na AGH zorganizowano I Górniczo-Hutniczy Festiwal Piwa, na którym przedstawiono ideę powołania Browaru Górniczo-Hutniczego. [ https://www.agh.edu.pl/wydarzenia/info/article/i-gorniczo-hutniczy-festiwal-piwa-w-agh/ ]

Rzec by można – dokonania ważnego kroku na drodze do piwolucji uczelni [ http://piwolucja.pl/].

Barbórkowe karczmy piwne od lat stanowią nieodłączny element uczelnianej tradycji, ale już w pierwszej połowie 2020 r. spodziewać się można inauguracyjnego piwa z Browaru Górniczo-Hutniczego.

Zatem piwolucja uczelni ma mieć tempo zgoła rewolucyjne. Na początek jego udziałowcami będą mogły zostać osoby związane ze środowiskiem uczelni, co winno, nawet w okresie niżu demograficznego i pewnego zmniejszenia zainteresowania studiami, utrzymać stan kadrowy i brać studencką w murach 100-letniej już uczelni.

Jedno jest niemal pewne, że akademicy niedługo wypiją piwo, którego sami sobie nawarzą.

Ciekawe jak wzrośnie pozycja AGH w rankingach światowychjak zostanie podniesiona innowacyjność prowadzonych na niej badań, nie tylko w zakresie browarnictwa, bo takie są oczekiwania społeczne, nie mniejsze niż u progu odzyskiwania niepodległości.

Na akademickim rynku piwnym AGH nie jest jednak prekursorem. Krakowski Uniwersytet Rolniczy ma już swój browar i prężnie działającą Krakowską Szkołę Browarniczą. [https://www.facebook.com/krakowbrewing/] .

Jak podaje serwis internetowy [https://ksb.edu.pl/tamarynka-piwo-jubileuszowe-niepodleglosci/?fbclid=IwAR3-jSqDeiGBl1Nu0eIW326vCdHDR1R01XX8vZkL2aTp3w4v3v1Bvdp76lY

Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie włączył się do radosnego świętowania i wzmacniania polskiej wspólnoty. Z tej okazji Krakowska Szkoła Browarnicza – Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, działająca na Wydziale Technologii Żywności naszej Uczelni wydaje limitowaną edycję piwa jubileuszowego. Jest to wyjątkowe piwo w stylu polski lager, uwarzone z użyciem tylko jednej, polskiej, klasycznej odmiany chmielu –Marynki.”

Nie wiem, czy limitowanie edycji jest dobrą opcją na wzmocnienie polskiej wspólnoty, która przecież się rozpada.

Jednakże reagując na zapotrzebowanie społeczne Uniwersytet Rolniczy otworzył browarniczy kierunek studiów podyplomowych, a także pionierskie, doktoranckie studia z browarnictwa [https://www.rp.pl/Edukacja/310289951-Studia-doktoranckie-z-browarnictwa-w-Krakowie.html ;https://www.facebook.com/krakowbrewing/].

Konkurencja na akademickim rynku piwnym jest coraz większa, ale jak na razie nie zanosi się na utworzenie Małopolskiej Wyższej Szkoły Piwa, choć taka szkoła mogłaby osiągnąć wysokie miejsca w rankingach światowych.

Jesteśmy jednak dopiero na początku piwolucji akademickiej, więc w ramach wdrażania w życie „Konstytucji dla nauki” na kolejną Barbórkę może taka nowa uczelnia zostanie uruchomiona.

Zapotrzebowanie na piwo jest nie mniejsze niż zapotrzebowanie na polski sukces akademicki.

Jak terapia piwna polskiej nauki się uda, to będziemy potęgą.

Ale przestrogi dla Polski nadal są wskazane.

Trzeba mieć bowiem na uwadze, że na Uniwersytecie Jagiellońskim, matce rodzicielce innych polskich uczelni, przed kilkunastu już laty rozpoczęto produkcję wina uniwersyteckiego,[ https://nfajw.wordpress.com/2008/11/14/alma-mater-ma-swoje-wino-ale-nadal-nie-ma-swojego-nobla/ ] a nawet uruchomiono studia enologiczne, zapewne biorąc pod uwagę, że in vino veritas [ w winie prawda], jednocześnie rezygnując z tradycyjnego poszukiwania prawdy usuwając zapisy w tym względzie ze statutu uczelni [w jubileuszowym roku 2000].

Produkcja wina uniwersyteckiego rośnie, spożycie wyszło poza mury uczelni, a uczelnia i jej koryfeusze, jak prawdy nie mogli znaleźć, tak nadal nie mogą. Jakby całkiem się zatracili i to nie tylko w święto Bachusa. [ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/]

Biedna ta nasza Polska akademicka, zatacza się, a nawet stacza coraz bardziej. I pomyśleć, że u progu odzyskania niepodległości była na jak najlepszej drodze. [ https://blogjw.wordpress.com/2018/08/17/akademickie-szlaki-ku-niepodleglosci/]

Prezes IPN  wręczył mi tytuł Świadka Historii 

1.jpg

Prezes IPN  wręczył mi tytuł Świadka Historii 

Kraków, 29 listopada 2018 r

Informacje o uroczystości  podało wiele mediów, tym razem wcześniej ode mnie . Ja uroczystości tym razem nie dokumentowałem, bo dokumentuję to co robią i otrzymują inni.

Dostałem nagrodę w zacnym gronie ” Prezes Instytutu dr Jarosław Szarek udekorował prestiżowymi medalami: dr Wandę Półtawską, Amelię Dunin, dr. Jerzego Bukowskiego, Antoniego Wiatra, Józefa Wieczorka i Wojciecha Zapałę.

z5.jpg

z2.jpg

z1

m1

a IPN zapewne docenił u mnie to, że to co robię, nie robię w ramach obowiązków doktorskich,  tylko polskich. Żyję już w kolejnym wieku, więc siłą rzeczy jestem świadkiem historii,  jak  coraz większe rzesze mieszkańców Ziemi , ale wielu z nich widzi niewiele więcej od końcówki własnego nosa, a jeśli widzi i dokumentuje więcej, to często chowa to w sobie lub w  szufladzie.  Ja to co widzę i słyszę dokumentuję i ujawniam, demaskując nieraz fałszowanie historii. To miłe, że ta działalność została dostrzeżona i nagrodzona. Do tej pory  na ogół za działania pro publico bono byłem karany [ nieliczne wyjątki potwierdzały jedynie regułę].

„– To nagroda dla tych, którzy całym swoim życiem i działalnością przyczyniają się do tego, żeby Polska trwała. Istotne jest to szczególnie teraz, gdy obchodzimy setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Tego zwycięstwa nie byłoby bez ofiary naszych przodków. Sądzę, że nie ujmę niczego pozostałym laureatom nagrody, wspominając przede wszystkim postać pani Wandy Półtawskiej, prawie rówieśniczki odzyskanej sto lat temu niepodległości, niezwykłego świadka losu, który przyszło nam przeżyć, świadka człowieczeństwa w czasach nieludzkich – mówił prezes IPN.” https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/konkursy-i-nagrody/nagroda-honorowa-swiade/krakow/51256,Swiadek-Historii-VII-edycja-Nagrody-Honorowej-IPN-Zakonczylismy-przyjmowanie-kan.html

Foto: Stanisław Zamojski

z6

z7

z8

W mediach:

W Krakowie wręczono nagrody IPN „Świadek Historii”

Kronika TVP3 Kraków

Nagrody „Świadek Historii” 2018 

https://krakow.gosc.pl/gal/spis/5191322.Nagrody-Swiadek-Historii-2018

 

https://info.wiara.pl/gal/spis/5191322.Nagrody-Swiadek-Historii-2018 

 

W Krakowie wręczono nagrody IPN

https://niezalezna.pl/247920-w-krakowie-wreczono-nagrody-ipn

 

PREZES IPN WRĘCZYŁ W KRAKOWIE TYTUŁY ŚWIADEK HISTORII

http://patriotycznykrakow.pl/index.php/2018/11/30/prezes-ipn-wreczyl-w-krakowie-tytuly-swiadek-historii/

Wideo – Elżbieta Serafin

Józef Wieczorek otrzymał tytuł „Świadek Historii” IPN

 

Wideo z uroczystości – Stefan Kasza

TVP Kraków Kronika 29.11.2018, 18.30

[interwał 3-6 min.]

https://krakow.tvp.pl/40203898/29112018-1830

 

 

Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski. Informacje po pierwszej przymiarce do procesu

1

Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski

Informacje po pierwszej przymiarce do procesu

Niemiecko-szwajcarski koncern medialny Ringier Axel Springer pozwał polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego za „naruszenie dóbr osobistych”. co pozwalać uznać, ze jest to proces na drodze do utrzymania/rozszerzania niemieckiej cenzury w polskich mediach.

Witold Gadowski objaśnia mediom przed sądem Okręgowym w Warszawie [https://wprawo.pl/2018/11/23/ringier-axel-springer-rejteruje-rozprawa-przeciw-red-gadowskiemu-odwolana-z-przyczyn-bezpieczenstwa-wideo/ ] „ Niemcy robili mydło z ludzkiego tłuszczu, że robili abażury do lamp z ludzkiej skóry oraz że rozsiewali po polach zwęglone zwłoki swoich ofiar jako nawozy. Stwierdziłem też, że w koncernie Axel Springer zasiadali ludzie związani z Wehrmachtem, SS i Gestapo a sam założyciel koncernu miał epizody współpracy z reżimem nazistowskim. Zostałem pozwany za to, że powiedziałem prawdę, która jest niewygodna dla niemieckiej polityki historycznej.” .. „ usiłuje nam niemiecką narrację wtłoczyć w głowy procesami, edukacją i niemczeniem ludzi, wysyłaniem ludzi na stypendia za niemieckie pieniądze” „ Spółka żąda upokarzających mnie przeprosin, 50 tys. zł zadośćuczynienia i zaprzestania mówienia prawdy o sobie w mediach” .

A w Radio Maryja Gadowski objaśniał [ http://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-w-gadowski-trzecie-pokolenie-nazistow-bedzie-sie-sadzilo-z-trzecim-pokoleniem-ofiar-niemieckich-zbrodni/ ] „Zostałem pozwany za to, że stwierdziłem, że media koncernu Ringier Axel Springer działają przeciwko polskiej racji stanu i że są to media, które wyrosły na gruncie nazizmu, czyli mają korzenie nazistowskie w sensie personalnym, bo sam Axel Springer był zamieszany w NSDAP. Po II wojnie światowej w ramach zimnej wojny i tego, co robił Reinhard Gehlen, czyli późniejszego BND, został uratowany. Teraz będzie to proces bardzo symboliczny. (…) Potomek ludzi zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej, polski dziennikarz, który wytyka palcem, że niemieckie media szkodzą polskiej racji stanu, jest teraz oskarżony o duże pieniądze i będzie sądzony przez polski sąd z powództwa Ringier Axel Springer o ochronę dóbr osobistych. Trzecie pokolenie nazistów będzie się sądziło z trzecim pokoleniem ofiar niemieckich zbrodni” .

Wśród tytułów, jakie wydaje nad Wisłą Ringier Axel Springer Polska, najważniejsze to: „Fakt”, „Newsweek Polska”, portal „Onet”, „Forbes”, „Przegląd Sportowy”, „Komputer Świat” czy „Auto Świat”. Do marca 2018 roku spółka miała też blisko połowę udziałów w INFOR Biznes, wydającej choćby „Dziennik Gazetę Prawną”. https://www.pch24.pl/kim-byl-axel-springer–mroczna-strona-tworcy-medialnego-imperium,61164,i.html

W Warszawie 23 listopada 2018 r. nastąpiła pierwsza przymiarka do procesu w Sądzie Okręgowym. Przymiarka nieudana, bo rozprawa została odwołana ze „względów bezpieczeństwa” ! „Zagrożenie” dla sądu podobno stanowiło ponad 200 patriotów, którzy przybyli do sądu, aby wspierać polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego w walce o wolne media.

Front tej walki nie przekroczył jednak progu sali sądowej, w której sąd „zabezpieczył’ tylko ok. 10 reglamentowanych miejsc ! Sprawa jest wielkiej wagi o dużym zainteresowaniu mediów i społeczeństwa więc wyznaczenie takiej sali ( zmiana zresztą sali większej na mniejszą !) wygląda na lekceważenie społeczeństwa, wręcz prowokację i sprawia wrażenie, że to sąd stanowi zagrożenie dla wolności słowa w Polsce. Gęsty tłum przed salą solidarny z oskarżonym dziennikarzem skandował „wolność słowa”, „wolne media”, „polskie media” „Springer raus !

Wśród licznych mediów nie było TVP, jakby nie zainteresowanej skandalicznym procesem ‚medialnym’. Sytuacje dokumentowała natomiast Republika [Ewa Stankiewicz], TV Trwam, na żywo transmitował Marcin Rola dla wRealu24.pl, filmował Paweł Zdun [RKW], także ja swój fotoreportaż umieściłem w sieci.[ https://blogjw.wordpress.com/2018/11/24/na-froncie-walki-o-wolne-media-proces-ringier-axel-springer-kontra-witold-gadowski/ ]

Proces obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP http://cmwp.sdp.pl/sprawa-witold-gadowski-vs-axel-springer/ które oczekuje na wyjaśnienia przyczyn odwołania rozprawy.

Trzeba przypomnieć, że w wielu czasopismach wydawanych przez koncern Axela Springera używane są sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”, portal Onet.pl. naruszył dobre imię Polski i Polaków publikując zdjęcia kobiet prowadzonych na egzekucję w Palmirach jako ilustracji artykułu o rzekomej prostytucji Polek z Niemcami, m.in. zamordowanej przez Niemców matki Krystiana Brodackiego [ onet.pl przegrał sprawę przed Sądem Okręgowym w Krakowie – https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/12/07/proces-krystian-brodacki-kontra-onet-pl/comment-page-1/ ] . a ‚Fakt’: zobrazował polskiego antykomunistycznego patriotę jako zbrodniarza komunistycznego https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/.Proces czeka na rozpoczęcie.

Trzeba walczyć, jak to robi Witold Gadowski „O wyrzucenie z Polski niemieckiej polityki historycznej, którą Niemcy nachalnie uprawiają od lat”.

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz !

Wręczenie tytułów Świadek Historii – Kraków, 29 listopada – także mnie

logo

Uznano, że jestem ŚWIADKIEM HISTORII. Nie zaprzeczam, bo jest to zgodne z faktami.

Zapraszam na uroczystość wręczenia nagród „Świadek Historii” w Krzysztoforach [Muzeum Historyczne Miasta Krakowa- ul. Szczepańska 2 – Sala Miedziana] w czwartek 29 listopada 2018 r. [w historyczną rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego] o godz. 14. 00

Jestem w gronie nader zacnym, co nie często się zdarza.

Mam kilkanaście Zaproszeń ( wstęp za Zaproszeniami), które przekażę do wręczenia przy wejściu „bramkarzom”, tym którzy przyjdą i powołają się na moje nazwisko [dla zapamiętania podaję, że mam na imię Józef, a na nazwisko Wieczorek, co jest ważne, bo nader często jestem nieznany, nawet przez znajomych].

Serdecznie zapraszam i żaden tam doktor [co w zaproszeniu uwzględniono] bo przecież, to co robię, to nie robię w ramach obowiązków doktorskich [takich zresztą już nie posiadam i to nie z mojej winy], lecz w ramach obowiązków polskich [te jako Polak mam i winę za nie ponoszę].

Tym razem wydarzenia nie będę dokumentować, licząc na dokumentację Zaproszonych, aby też się poczuli Świadkami Historii.

Józef Wieczorek

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wręczenie tytułów Świadek Historii – Kraków, 29 listopada

Osoby zasłużone dla upamiętniania w regionie historii narodu polskiego otrzymają nagrody honorowe IPN

Ceremonia uhonorowania laureatów VII edycji nagrody Świadek Historii odbędzie się 29 listopada 2018 r. (godz. 14) w gościnnych progach Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (ul. Szczepańska 2). Wstęp tylko z zaproszeniami.

https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/aktualnosci/50746,Wreczenie-tytulow-Swiadek-Historii-Krakow-29-listopada.html

z

t

Na froncie walki o wolne media. Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski

0

Na froncie walki o wolne media. Proces Ringier Axel Springer kontra Witold Gadowski

Warszawa 23 listopada 2018 r. Pierwsza odsłona procesu w Sądzie Okręgowym w Warszawie . Proces niemieckich mediów przeciwko polskiemu dziennikarzowi !

https://dorzeczy.pl/kraj/83131/Gadowski-o-swoim-procesie-Trzecie-pokolenie-nazistow-kontra-trzecie-pokolenie-ofiar.html

2

Rozprawa odwołana  ze „względów bezpieczeństwa” ! „Zagrożenie” dla sądu podobno stanowiło ok. 200 patriotów, którzy przybyli do sądu , aby  wspierać polskiego dziennikarza Witolda Gadowskiego  w walce o wolne media . Dla świadków procesu sąd „zabezpieczył’ ok. 10 reglamentowanych miejsc !

1

Widać, ze sąd stanowi zagrożenie dla wolności słowa w Polsce .

wRealu24.pl

zapis wRealu24.pl

Mój zapis:

4.jpg

6

7.jpg

8.jpg

9.jpg

13

12

 

O etosie służby obywatelskiej- pamięci Prof. Marii Dzielskiej

y

O etosie służby obywatelskiej- pamięci Prof. Marii Dzielskiej

6 sierpnia 2018 r. pożegnaliśmy na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie wybitną w nauce i w służbie obywatelskiej profesor Marię Dzielską [ Ostatnie pożegnanie Marii Dzielskiej
pośmiertnie odznaczonej Orderem Orła Białego Kraków 6 sierpnia 2018 r.https://wkrakowie2018.wordpress.com/2018/08/08/ostatnie-pozegnanie-marii-dzielskiej/

Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie zorganizował seminarium poświęcone Jej pamięci, które dla  współczesnych i potomnych,  w ramach służby obywatelskiej uwieczniłem i ujawniłem.

Panią Profesor znałem z jej częstej obecności na wydarzeniach i spotkaniach  patriotycznych a także ze spotkania ‚ pro-lustracyjnego ‚ u Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. [ http://www.prezydent.pl/archiwum-lecha-kaczynskiego/aktualnosci/rok-2007/art,149,536,zagrozeni-sa-tylko-agenci.html   ]

Jako inspirator powstania Akademickiego Klubu Obywatelskiego w Krakowie [ Inicjatywa powołania Akademickiego Klubu Obywatelskiego w Krakowie – https://wkrakowie.wordpress.com/2011/07/10/inicjatywa-powolania-ako-w-krakowie/ ] miałem pomysł,  aby prof. Maria Dzielska była przewodniczącą tego klubu i rozpowszechniałem   Jej tekst z seminariów w Lucieniu. [fragmenty poniżej]

1.jpg

Maria Dzielska

a.jpg

b

Ponieważ po spotkaniu inspirującym powstanie AKO doszło do jasnego zaniku pojęcia prawdy, pozostałem osobny w swej działalności akademickiej i obywatelskiej,  a tekst Prof. Marii Dzielskiej jakkolwiek odnoszący się do czasów ateńskich i sfer najwyższych,  dotyczy także czasów  dzisiejszych i sfer akademickich [ choć nie tylko]  jasno tłumaczy przyczyny mojej osobności.

Na spotkaniu prof. Ryszard Legutko wspomina męża Marii Dzielskiej – znanego działacza opozycyjnego w PRLu Mirosława Dzielskiego, który mówił, że najbardziej konformistyczną grupą społeczną jest polska inteligencja.   Po latach widać, że miał rację , tym bardziej, że tak pozostało do dziś. Jako zidentyfikowany – pod koniec PRLu- nonkonformista –  z tej grupy na każdym szczeblu i w każdym czasie  byłem i jestem wykluczany. Stąd moja osobność jest niejako systemowa, jako że system zachował ciągłość z PRLem i konformiści – szczególnie akademiccy – to akceptują,  a nawet bronią bardziej niż niepodległości, a prawdę mówiąc to jej już nie bronią   .https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ podobnie jak i prawdy.

Warto zapis tego seminarium  wysłuchać z refleksją, której tak bardzo brakuje w konformistycznym  życiu akademickim [ choć nie tylko].

O etosie służby obywatelskiej

– pamięci Prof. Marii Dzielskiej

Seminarium AKO

Kraków 16 listopada 2018 r.

[dokumentacja: Józef Wieczorek]

 

info

 

 

2.jpg

3

5.jpg

6

4.jpg

Autonomiczny [?] parytet flagowy w 100-lecie odzyskania niepodległości

Autonomiczny [?] parytet flagowy w 100-lecie odzyskania niepodległości

Idąc na Wawel, aby wziąć udział w uroczystościach w 100-lecie Odzyskania Niepodległości, przechodziłem Plantami obok Collegium Novum najstarszej polskiej uczelni – chluby nie tylko Krakowa, której przodkowie byli wielce zasłużeni dla odzyskania niepodległości. Dokumentuje to na wielu planszach wystawa Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego rozmieszczona wokół Plant

7

Ludzie Nauki w Służbie Niepodległości – wystawa przed Collegium Novum UJ

oraz wystawa w Zaułku Estreichera [Muzeum UJ, Collegium Maius].

Uniwersytet Jagielloński u progu Niepodległości – wystawa, listopada 2018 r.

A co dokumentuje świąteczny wystrój Collegium Novum ? Ano, wywieszone flagi z zachowanym parytetem flagowym, znanym z czasów PRLu, jeno w nieco innej konstelacji. Flaga narodowa skromnie w środku, wcale się nie rzucająca w oczy, bo z profilu zasłaniana, rzecz jasna, flagą unijną i uczelnianą. Tym razem nie kolor czerwony ale niebieski, dominuje nad biało-czerwonym.

6

Flagi na Collegium Novum 11 listopada 2018 r.

Parytet flagowy zachowany został nie tylko na Collegium Novum, ale także na Collegium Maius

2a.jpg

Flagi na Collegium Maius 11 listopada 2018 r.

a nawet na Collegium Minus – czyżby dla podkreślenia, że ten parytet to jest minus dla UJ ? oraz na budynku historyków [Collegium Witkowskiego] – czyżby dla podkreślenia mocy historycznej tego parytetu ? a nawet na budynku dawnego Gabinetu Geologicznego [ św. Anny 6] – tam gdzie „Wyrwa” Furgalski przed ponad 100 lat był w gorączce niepodległościowej sposobiąc się do działań legionowych, oraz na Collegium Medicum, co raczej wskazuje, że i medycy tego parytetu za stan chorobowy uniwersytetu nie uważają i leczyć go nie mają zamiaru – wręcz przeciwnie.

Dlaczego taki parytet flagowy ? Chyba żeby podkreślić podległość, bo niepodległości taki stan rzeczy nie podkreśla. Uniwersytet jest autonomiczny, autonomie sobie wywalczył i utrzymał, więc i podległość chyba też jest autonomiczna.

W uroczystym Marszu Niepodległości ze Wzgórza Wawelskiego na Plac Matejki, w którym brały udział tysiące krakowian z biało- czerwonymi flagami, nie widać było rektorów uczelni krakowskich, choć byli witani ( nieobecni ?) na Placu Matejki. Na co dzień i na wielu uroczystościach wyróżniają się spośród zwykłych mieszkańców, ale na uroczystości 11 listopada ich nie zauważyłem. Jakby dokumentowali swoją nieobecnością, że niepodległość nie jest ich domeną.

[Gdyby było jednak inaczej i ktoś zauważył/udokumentował obecność rektorów na tej uroczystości– z wyjątkiem b. rektora, ministra nauki i szkolnictwa wyższego, obecnego służbowo na Placu Matejki – to proszę o informację i sprostowanie].

Na Marszu w Krakowie widoczny był las flag biało-czerwonych

bez zachowania parytetu flagowego widocznego na murach Uniwersytetu Jagiellońskiego, bo polska flaga jest jedna – biało-czerwona !

12.jpg

Krakowski Marsz Niepodległości na tle Kopca Kościuszki – 11 listopada 2018 r.

f

Flagi narodowe na Wzgórzu Wawelskim – 11 listopada 2018 r.

Tak też było, a nawet jeszcze bardziej, na Marszu Niepodległości w Warszawie.

Dla Polaków niepodległość jest biało-czerwona a nie niebieska, z biało-czerwonym dodatkiem.

Polacy wiedzą pod jakimi kolorami Polska odzyskała Niepodległość, akademicy zdaje się taką pamięć i tożsamość utracili.

Widać jak drogi polskiego społeczeństwa i drogi akademickie się rozchodzą i jest to groźne Coraz większa część społeczeństwa ma wykształcenie akademickie, choć nie zawsze wyższe od wykształcenia przyzwoitego. Jeśli większa część społeczeństwa przejmie obecne standardy akademickie, to Polska się rozpłynie w niebieskim morzu.

Gdy Polacy byli mniej formalnie [choć niekoniecznie realnie] wykształceni, kiedy nie mieli tylu dyplomów, ale więcej zdolności honorowych, patriotycznych, także skłonności do refleksji intelektualnych i moralnych, jakoś byli bardziej zjednoczeni wokół spraw najważniejszych. Uznawali, że Niepodległość jest sprawą najważniejszą, a Biało-Czerwona rzeczą świętą, za którą byli gotowi oddawać nawet życie.

Kiedy w Święto Niepodległości i to w 100 rocznicę jej odzyskania na budynkach uniwersyteckich dominują flagi niebieskie nad biało-czerwoną, jakoś nie słychać głosów oburzenia. Media milczą.

Dziś niestety profesorów to częściej można spotkać w marszach KODu [na moim blogu akademickiego nonkonformisty – fotoreportaż RozKODowanie akademickiego Krakowa] gdzie flagi niebieskie też dominują nad biało-czerwonymi, niż na biało-czerwonych manifestacjach patriotycznych.

Widać i słychać ich także w obronie rzekomo zagrożonej Konstytucji, której często jednak nie mają zamiaru szanować, a ich liderzy nawet wykazywali wyższość prawa stanu wojennego nad Konstytucją III RP. [Tajne teczki UJ, czyli o wyższości „prawa” stanu wojennego nad Konstytucją III RP – nfa.pl].

Uczelnie walczą o swoją autonomię, ale trudno się z tego cieszyć jeśli jest to autonomia od Niepodległości.

 

‚a nawet na  Collegium Minus – czyżby dla podkreślenia, że ten parytet to jest minus dla UJ ?

3.jpg

oraz na budynku historyków [ Collegium Witkowskiego] – czyżby dla podkreślenia mocy historycznej tego parytetu ?

5.jpg

a nawet na budynku dawnego Gabinetu Geologicznego –  tam gdzie „Wyrwa” Furgalski przed ponad 100 lat był w gorączce niepodległościowej10.jpg oraz na Collegium Medicum, co wskazuje, że i medycy tego parytetu  za stan chorobowy uniwersytetu nie uważają i leczyć go nie mają zamiaru – wręcz przeciwnie’

11.jpg

Krakowska frakcja antypolska w działaniu na 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości

Aleja Głowna parku Jordana listopad 2015

Główna aleja Parku Jordana przed Świętem Niepodległości, 2015

Krakowska frakcja antypolska

w działaniu na 100 rocznicę

odzyskania przez Polskę niepodległości

100 rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości winna zjednoczyć Polaków wokół spraw podstawowych, najważniejszych, a taką sprawą jest niepodległe istnienie

kraju zamieszkanego w większości przez Polaków.

Niestety tak się nie dzieje. Mamy dramatyczny podział polskiego społeczeństwa na frakcję patriotyczną – zróżnicowaną, ale dla której niepodległy byt państwa polskiego jest sprawą nadrzędną, i frakcję wręcz antypolską – działającą nawet na arenie międzynarodowej wbrew interesom Polski.

Nie bez przyczyny wielu Polaków widzi analogie z okresem przedrozbiorowym.

Zdawałoby się, że ostoją polskości będzie jednak Królewskie Miasto Kraków, bo przecież to była siedziba królów, Wawel , piękne tradycje walki o niepodległość, pierwsze wielkie miasto wyzwolone od władzy zaborczej, no i także miasto, które zachowało się jak trzeba wobec instalacji systemu komunistycznego w Polsce.

Niestety lata komunizmu i III RP zrobiły swoje. W Krakowie mamy zatem obie frakcje – patriotyczną, choć rozdrobnioną, walczącą o polskość, o pamięć historyczną w przestrzeni publicznej i frakcję antypolską – walczącą otwarcie, aby zamiast historycznych śladów walki o niepodległość w przestrzeni publicznej rosły sobie jeno dęby.

Ten podział wyraźnie się uwidocznił w roku obecnym, kiedy frakcja patriotyczna na okoliczność 100 rocznicy odzyskania niepodległości nasiliła starania, aby powstały pomniki, które do tej pory powstać nie mogły.

Frakcja antypolska przystąpiła do ataku stawiając diagnozę stanu chorobowego w Krakowie, objawiającego się ‚pomnikozą’, domagając się leczenia tej choroby poprzez sadzenie dębów zamiast pomników, bo pomniki rzekomo zmniejszają przestrzeń zajętą przez zieleń, a to nie jest korzystne dla zdrowia krakowian.

Rzecz w tym, że na miejscu planowanych pomników stoją już poświęcone kamienie węgielne, ze złożonymi podczas uroczystości ziemiami z pół bitewnych.

Na ogół ludzie mojego pokolenia wiedzą, że ‚na kamieniach kwiaty nie rosną’ jak śpiewali ‚Niebiesko Czarni’ ( i nie tylko) a co dopiero dęby, które potrzebują odpowiednio głębokiego zakorzenienia.

Do tej pory pomysłodawcy stawiania dębów zamiast pomników

nie ujawnili jednak, czy zdołali wyhodować takie innowacyjne odmiany dębów, którymi można by obsadzić kamienie węgielne.

Pomnik Armii Krajowej pod Wawelem

Agresywne ataki skierowane są na pomnik Armii Krajowej zaprojektowany jako ‚Wstęga pamięci ‚ i usytuowany u stóp Wawelu.

Pomnik AK - makieta styczeń 2018.jpg

Pomnik AK– makieta, Kraków, styczeń 2018 r.

Historię starań o wybudowanie tego pomnika w liście otwartym z września tego roku przedstawia Społeczny Komitetu Budowy Pomnika Armii Krajowej na Bulwarze Czerwieńskim w Krakowie

Starania o budowę tego pomnika podjęto w 2009 roku. Uchwałą z 26 05.2010 roku Rada Miasta zdecydowała, że w Krakowie zbudowany zostanie pomnik Armii Krajowej. Po szerokiej konsultacji uchwałą z 3.11. 2010. przyjęła, że pomnik będzie zlokalizowany pod Wawelem. W dniu Polskiego Państwa Podziemnego 27.09. 2013 roku odbyła się wspaniała uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego pod pomnik.

Kamień ten wykonał i osadził w gruncie Wydział Gospodarczy Wojska Polskiego na polecenie dowódcy 2 Korpusu Zmechanizowanego gen brygady Andrzeja Knapa. W uroczystości brało udział Wojsko Polskie: salwa honorowa, orkiestra wojskowa, 60 sztandarów szkolnych, sztandary organizacji patriotycznych, tłum Krakowian.

Delegacje żołnierzy AK – także z terenów wschodnich – przywiozły i złożyły we wnękach kamienia węgielnego ziemię z pól bitewnych Armii Krajowej. Tam też złożony został akt erekcyjny pomnika podpisany przez 30 znakomitych osób, w tym czterech rektorów krakowskich uczelni. Ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz poświęcił kamień węgielny. Już po dacie tej odbywały się przy nim wielokrotnie uroczystości patriotyczne z udziałem wojska, harcerzy. Ludzie się gromadzili, przynosili wieńce, zapalali znicze. Miejsce to żyje już własną tradycją.

Pan Prezydent Jacek Majchrowski przekazał do budżetu Rady Miasta milion sześćset tysięcy złotych na budowę pomnika AK, służby miejskie podległe Prezydentowi zatwierdziły projekt pomnika i wyraziły zgodę na jego wzniesienie. Patronat nad budową pomnika objął prezydent RP Andrzej Duda – pismo Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej BWP.0460.131.2016. Patronat honorowy objął także ks. Abp Marek Jędraszewski – pismo ABP -041-108-2017.” ….

Ostatni kombatanci z AK wymierają, a pomnik jak nie stał, tak nie stoi i nie stanie na 100-lecie odzyskania niepodległości, mimo że taką nadzieję mieli najstarsi z kombatantów. Major Stanisław Szuro ( 98 lat) argumentował – „Nie jesteśmy gorsi od psa”, bo na tym bulwarze wiślanym stoi pomnik psa i z jego postawieniem nie było takich problemów, a postawienie pomnika walczącym o wolność jest problemem nie do przezwyciężenia. Tak się szanuje wolę tych, którzy nie szczędzili krwi w walkach dla odzyskania niepodległości. Na wygranie walki z krakowską frakcją antypolską kombatantom nie starcza już sił. Jak nie wyzwolimy Krakowa od anty-Polaków pomnik AK zapewne nie powstanie .

Krzyk z Placu Inwalidów !

Plac Inwalidów przez lata okupacji komunistycznej nosił nazwę Placu Wolności, a na nim stał jakby dla naigrawania się z ofiar komunizmu, Pomnik Braterstwa, aż do roku 1991.

Dziś na tym miejscu, na przeciwko dawnej siedzimy UB, gdzie mordowano i męczono marzących o wolnej i niepodległej Polsce, stoi kamień węgielny pomnika Tym, którzy stawiali opór komunizmowi w latach 1944-56”, którego akt erekcyjny złożono w 2001 r.

Lata upływają, a pomnik, który miał stać – nie stoi, co jakby dokumentuje smutną rzeczywistość, że tak naprawdę z tym obaleniem komunizmu w III RP to jest jednak przesada.

Z Komitetu założycielskiego budowy pomnika żyje tylko trzech leciwych kombatantów walki z komunizmem. Miejsce to nie jest jednak zapomniane i 1 marca każdego roku w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych odbywają się uroczystości organizowane przez Zrzeszenie WiN.

Plac Inwalidów 1 marca 2016.jpg

Plac Inwalidów.– 1 marca 2016 r.

We wrześniu 2018 r., tuż za kamieniem węgielnym ustawiono wystawę „Krzyk uwieczniony. Krakowianie przeciw systemom totalitarnym.’ przygotowaną przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.

Wystawa jest czasowa, więc krzyk ofiar systemów totalitarnych będzie słyszany jedynie czasowo, nie dotrze do wszystkich, nawet tych, co będą po jakimś czasie przechodzić przez Plac Inwalidów. Uwiecznienie tego krzyku za pomocą tej wystawy jakkolwiek jest krokiem w dobrym kierunku, jednak niewystarczającym.

Na tym placu miał bowiem stanąć pomnik, który by zapewnił na wieki uwiecznienie krzyku katowanych i mordowanych w katowniach!

Niestety miasto nie chce tam takiego pomnika, realizuje postulaty ‚aktywistów miejskich’, czy też Rady Dzielnicy V ( na terenie, której znajduje się Plac Inwalidów), aby zamiast pomników sadzić drzewa, najlepiej dęby.

Co prawda żołnierze podziemia niepodległościowego przysięgali na orła i na krzyż, a nie na dęby, a katolicy modlą się pod krzyżem, a nie pod dębem (bo to były zwyczaje pogańskie), ale chyba o to chodzi, aby nastąpił powrót do takich obrządków.

Zdumiewające jest przy tym, że w pobliskim Parku Krakowskim, wzdłuż najruchliwszych i najbardziej hałaśliwych ulic Krakowa – Alei Trzech Wieszczów i ul. Czarnowiejskiej jakoś nie zasadzono zielonego kordonu.

Czy aby na pewno obsadzanie kamieni węgielnych dębami jest najlepszym środkiem do zwiększania zadrzewionych powierzchni Krakowa ?

Nie ma nawet gwarancji, że dąb będzie długo żył (bo niby kto by miał dać takie gwarancje, tym bardziej, że dęby mają specjalne uwarunkowania i nader często usychają) i czy naprawdę taki dąb będzie uwieczniał krzyk ofiar komunizmu.

Park Jordana pod antypolskim obstrzałem

Przed ponad 100 laty – jeszcze w czasach zaborów- wielki polski społecznika, lekarz i patriota – dr Henryk Jordan założył park dla krzewienia kultury fizycznej i patriotyzmu, noszący obecnie jego imię. Zwykle piszę – Patriotyczny Park Jordana, bo takim był i takim jest do dziś.

Dr Henryk Jordan postawił w parku popiersia wielkich Polaków, aby pamięć o wielkiej historii Polski nie została zapomniana. W czasach zaborów było to możliwe.

W czasach okupacji niemieckiej gubernator Hans Frank „rewitalizował” Park Jordana na potrzeby „ubermenschów” zajmujących wówczas spory fragment obecnej V Dzielnicy Krakowa, gdzie obok parku Jordana, w budynku obecnej AGH, rezydował rząd Generalnej Guberni.

Hans Frank chciał rządzić Krakowem pozbawionym ówczesnych elit, a także pomników elit przeszłych, świadectw polskości.. Takie pomniki raziły Hansa Franka, więc zostały usunięte. W końcu ‚ubermensche” nie mogli się przechadzać po parku wśród jakichś „untermenschów”, których potomków pokonali we wrześniu 1939.

Ale pomniki w części ocalały, ukryte przed barbarzyńcami przez mistrza kamieniarskiego Franciszka Łuczywo i nie bez przeszkód powróciły do parku, nawet w czasach okupacji komunistycznej.

Od lat niemal 20-tu Towarzystwo Parku im. dr Henryka Jordana kontynuuje dzieło Jego imiennika poprzez tworzenie Galerii Wielkich Polaków XX wieku. Dzięki uporowi prezesa Towarzystwa Kazimierza Cholewy powstało wiele nowych pomników wybitnych Polaków, często wyklętych w okresie komunistycznym, o których w szkołach na ogół nie uczono, lub uczono na opak.

Walory edukacyjne Galerii Wielkich Polaków są bezdyskusyjne – to prawdziwa szkoła historii pod gołym niebem, a przy tym w najmniejszy nawet sposób pomniki nie przeszkadzają rekreacji i ćwiczeniom cielesnym.

Jest też w parku pomnik słynnego niedźwiedzia Wojtka z Armii Andersa, który jest ulubieńcem najmłodszych, choć nie tylko, co razi szczególnie Zarząd Dzielnicy V.

Park Jordana - Pomnik Wojtka wrzesień 2016

Park Jordana. Pod pomnikiem kaprala „Wojtka” – wrzesień 2016 r.

Niestety od pewnego czasu, także w w roku 100-lecia odzyskania niepodległości Park Jordana znajduje się pod obstrzałem chorej z nienawiści frakcji antypolskiej, nie tylko Gazety Wyborczej.

Sam projekt dokończenia Galerii poprzez postawienie w tym roku pomników Ojców Niepodległości spotkał się z haniebnymi atakami.

Samorządowcy z V Dzielnicy, przedłożyli iście barbarzyński projekt „ Drzewa zamiast pomników w parku Jordana” nawiązujący jakby do idei Hansa Franka, aby znienawidzone pomniki, nieraz już niszczone, profanowane, nie raziły uczuć anty-patriotycznych, anty- polskich – peerelczyków.

Jest porażające, że w 100 lecie odzyskania Niepodległości jakby duch Hansa Franka unosił się nad niemiecką -w czasie okupacji – dzielnicą Krakowa, a elity krakowskie jakby tym duchem były ubezwłasnowolnione.

Widać przez lata tak przywykli do zniewolenia, że każdy symbol niepodległościowy budzi ich sprzeciw.

Każdy kto w czasach zniewolenia zachował się jak trzeba i każdy kto nie chce ich wymazania z pamięci – traktowany jest jak wróg.

Sprawa budowy pomników Ojców Niepodległości była przedmiotem Sesji Rady Miasta 9 maja 2018 r. [dokumentacja w internecie] a dyskusja ujawniła frakcję antypolską (związaną głównie z PO i Nowoczesną].

Podczas tej sesji radny Andrzej Hawranek [PO] głosił: „ nie zgadzam się na to, że zasługuje na upamiętnienie popiersi Łupaszki, nie zgadzam się na to, że na upamiętnienie zasługuje Biskup Małysiak, nie zgadzam się na to, że na upamiętnienie zasługuje sierżant Franczak,….. W związku z powyższym składam propozycję, zamieńmy jedne postacie na drugie, zamieńmy Hallera na sierżanta Franczaka, zamieńmy Dmowskiego, zamieńmy Łupaszkę na Dmowskiego, zamieńmy Małysiaka na Korfantego, wtedy na pewno będzie to budziło znacznie mniejsze emocje....” a Anna Pojałowska – radna Dzielnicy V ogarnięta nienawiścią do patriotycznej części parku wypaliła „… ta część, w której stoją pomniki jest wyłączona z użytkowania dla normalnych ludzi przez większą część roku, tam się ciągle odbywają jakieś spotkania rocznicowe, upamiętniające itd., nie mogą normalnie mieszkańcy z tego parku korzystać….

W stulecie odzyskania Niepodległości, w Królewskim Mieście Krakowie, który także 100 lat temu odzyskał wolność rady miejskie winny być zrewaloryzowane, aby nie przynosiły wstydu jego mieszkańcom.

A jednak zwycięstwo frakcji patriotycznej

Mimo tych ataków, dojdzie jednak do odsłonięcia ( 10 listopada) 6 pomników w Galerii Wielkich Polaków XX wieku.

Co więcej, aż sześciu Polaków, których popiersia stoją lub staną w Galerii Wielkich Polaków XX wieku zostanie uhonorowanych pośmiertnie Orderem Orła Białego 11 listopada 2018 roku za zasługi dla polskiej niepodległości . Są to Ignacy Daszyński, Roman Dmowski, Zofia Kossak-Szczucka, Andrzej Małkowski, Maria Skłodowska-Curie, Stanisław Sosabowski.

Park Jordana Galeria 2015

Park Jordana. Galeria Wielkich Polaków XX wieku – r. 2015

W Galerii Wielkich Polaków XX wieku stoją także popiersia Władysława Andersa, Łukasza Cieplińskiego, Augusta Emila Fieldorfa, Zbigniewa Herberta, Stanisława Maczka, Leopolda Okulickiego, Witolda Pileckiego, Jerzego Popiełuszki odznaczonych już Orderem Orła Białego, a popiersia kolejnych kawalerów tego orderu – Wojciecha Korfantego i Kazimierza Sosnkowskiego zostaną odsłonięte w tym roku 10 listopada.

Frakcję antypolską uwiera jednak flaga polska łopocząca w Galerii Wielkich Polaków.

Zezwolono na jej wywieszenie podczas Światowych Dni Młodzieży, które miały miejsce również w Parku Jordana, ale po skończeniu ŚDM flaga miała zniknąć z parku, aby nie raziła uczuć antypolskich !

Po protestach na razie jest zgoda, aby wisiała, ale tylko w roku 100-lecia odzyskania niepodległości.

W końcu odrodzona 100 lat temu Polska miała być jedynie państwem sezonowym [„saisonstaat”] więc i po 100 latach wydaje się zezwolenie na wieszanie polskiej flagi, ale tylko sezonowo !

Czy Kraków na 100-lecie odzyskania Niepodległości zostanie wreszcie wyzwolony od anty-Polaków ?

Józef Wieczorek

Tekst opublikowany w miesięczniku Kurier WNET, nr 53 listopad 2018 r.

Nieznane losy Bruno Müllera [ SS-Obersturmbannführer] znanego z Sonderaktion Krakau

AK

Andrzej Kostrzewski – żołnierz AK i WiN

[ zdj. Józef Wieczorek – 16 czerwca 2018 r.]

Nieznane losy Bruno Müllera  SS-Obersturmbannführer]
znanego z Sonderaktion Krakau
w ujęciu Andrzeja Kostrzewskiego 

znanego opozycjonisty krakowskiego, żołnierza AK i WiN,

współtwórcy Instytutu Katyńskiego

[ pod uwagę historyków !]

Rozmawia: Józef Wieczorek

Kraków 16 i 18 czerwca 2018 r.

https://en.wikipedia.org/wiki/Bruno_Müller

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bruno_M%C3%BCller

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sonderaktion_Krakau