Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

rys

Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

Od zarania III RP w przestrzeni publicznej był rozpowszechniany pogląd, że poziom finansowania kadry akademickiej jest tragiczny, że pensje są wręcz głodowe, niewystarczające do prowadzenia działalności na należytym poziomie, bo źle karmione głowy źle funkcjonują.

Tak argumentując ratowano się wieloetatowością, a niektórzy byli tak głodni, że aby się wyżywić musieli mieć i 17 etatów (!) , a 2-3 etatowość była chlebem powszednim, choć o dziwo przede wszystkim dla profesorów – najlepiej zarabiających, więc najbardziej głodnych.

Biedą akademicką tłumaczono drenaż mózgów – odpływ młodych, a także starszych za granice kraju, gdzie można się było lepiej wyżywić, a nawet pracować. Kiepskim statusem materialnym tłumaczono także brak przypływu do kraju naukowców polskich z zagranicy – bo niby do czego płynąć ?

Argumentowano przez lata, że kto jak kto, ale profesor to winien mieć 3 przeciętne pensje krajowe, bo jako członek nadzwyczajnej kasty to ma nadzwyczajne potrzeby, z żołądkiem włącznie. U nas się podaje, że przeciętne wynagrodzenie przekracza już 4 tys. ale większość Polaków zarabia ok. 2 tys, za co zdaniem wielu (nie tylko emerytowanych esbeków) nie da się wyżyć.

Chyba większość profesorów ma taką trzykrotność pensji większości, ale walczono o trzykrotność wynagrodzenia średniego mniejszości, tj. takiego, które mało kto uzyskuje (bo tak średnie u nas obliczają np. jak jeden ukradł 2 konie, a drugi żadnego, to średnio kradną po jednym koniu, mimo że jeden po kradzieży może średnio pędzić galopem, a drugi jeno powłóczyć nogami – może nawet skuty kajdanami !)

W styczniu tego roku na okoliczność przygotowania nowej ustawy dla środowiska akademickiego, 2 zespoły przeprowadziły ankiety w tym środowisku, które dały rezultaty wręcz porażające i „ CBOS podał, że 64 proc. badanych doktorów ocenia dobrze (lub raczej dobrze) warunki materialne swojego gospodarstwa domowego. W grupie doktorów habilitowanych odsetek ten jest większy i wynosi 77 proc., a wśród profesorów jest najwyższy i wynosi 86 proc. Jeśli podsumować całą grupę badanych, okaże się, że z warunków materialnych zadowolonych jest 73 proc. ankietowanych pracowników uczelni.”.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413133,ze-statusu-materialnego-zadowolonych-64-proc-doktorow-i-86-proc-profesorow.html]

Czyżby te badania nie zostały przeprowadzone profesjonalnie ? Może wytypowano do badań tylko masochistów, którzy są zadowoleni ze swoich głodowych pensji ?

Problem konieczny do rozwiązania, aby podjąć działania albo na rzecz wyjścia z takiej zapaści materialnej, albo na rzecz utrzymania zadowolenia środowiska ze statusu materialnego.

W gruncie rzeczy nie wiadomo co w tej sytuacji począć ? Jeśli wyniki badań są wiarygodne to należałoby status materialny za wszelką cenę utrzymać, bo zadowolenie obywateli dla rządzących to rzecz najważniejsza, no i wtedy rząd ma szanse na utrzymanie się i prowadzenie nowych kolejnych reform na rzecz modernizacji kraju.

Ale jeśli nie są wiarygodne ? To może być to niebezpieczna pułapka, prowokacja rzec by można.

Nie wiadomo jak się do tego ustosunkować. Do tej pory nie zorganizowano żadnej konferencji prasowej aby poinformować obywateli o tych znakomitych dla rządzących wynikach badań środowiska akademickiego, którego rządzący tak bardzo się boją.

Ostatnio najlepszy polski polityk jasno i szczerze wyznał, że ze środowiskiem akademickim to wygrać jest trudno, a zbadał to już przed 40 laty w warunkach prylu i wygląda na to, że w tej materii mimo zmian – nic się nie zmieniło. Nie zamierza otwierać frontu walki ze środowiskiem akademickim.  [Sygnały Dnia 10 lutego 2017 roku, rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim –http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1726088].

Może jednak nie jest to potrzebne skoro środowisko jest zadowolone ?

Ale co spowodowało osiągnięcie takiego wysokiego poziomu zadowolenia, które w sposób nagły i niespodziewany zastąpiło wysoki poziom niezadowolenia trwający długie już lata a nawet wieki.

Podwyżek dla tego środowiska w ostatnim czasie nie było, a narzekania na status materialny akademików trwały niemal do końca ubiegłego roku.

Przez parę dni sam zachodziłem w głowę co ten kosmiczny wręcz skok zadowolenia mogło spowodować. Aż w końcu sobie przypomniałem, że pod koniec ubiegłego roku napisałem tekst Pod choinkę [https://blogjw.wordpress.com/2016/12/22/pod-choinke] w którym proponowałem aby „ stworzyć Akademickie Schroniska Pomocy Społecznej, którym by oddawali te głodowe pensje/emerytury w zamian za wikt i opierunek i możliwość wydajnej pracy, a mam pewność, że głodu i niedostatku by nie zaznali, gdyby byli pod opieką tych co i za 1000 czy nawet kilkaset złotych wiążą obecnie koniec z końcem.

Moje rozwiązanie jest humanitarne, bo problem społeczny byłby rozwiązany( i tych co mają naprawdę poniżej – i to znacznie – minimum egzystencjalnego i tych co egzystować nie potrafią, jak mają nawet dziesiątki razy więcej)”. 

Tekst został umieszczony nie tylko na moim blogu, lecz także na wielu portalach, rozpowszechniony wśród akademików i ich różnych instancji,  a ponadto w niepoprawneradio.pl.

Nie wiadomo czy to ten tekst i ta propozycja Akademickich Schronisk Pomocy Społecznej spowodowały nagłą zmianę zadowolenia z sytuacji materialnej tzn. niezadowolenie z sytuacji materialnej w obawie przed skierowaniem do schroniska dla poprawienia bytu zostało błyskawicznie przekształcone w zadowolenie a moja propozycja tym samym stała się nieaktualna.

Kto wie ? Następstwo czasowe w procesie nagłej transformacji poczucia zadowolenia jest oczywiste. Moja propozycja Bożonarodzeniowa została przedstawiona jeszcze w okresie niezadowolenia ze statusu materialnego (jak wówczas podawano) , a już po Trzech Królach środowisko akademickie obdarowało rządzących nagłym przypływem zadowolenia materialnego (jak wynika z ankiet).

Na inne wyjaśnienie nie mam żadnych dowodów, ale byłbym wdzięczny za informacje gdyby ktoś takie miał.

Na poparcie tej możliwości transformacji poczucia zadowolenia zwrócę uwagę na znane zachowania braci żebraczej.

Gdy żebrakowi proszącemu np. o datki na jedzenie da się zamiast pieniędzy np. bułkę można nią w ‚podziękowaniu’ oberwać, bo żebrakowi bynajmniej nie o jedzenie chodzi w tym żebraniu. Bardziej dotkliwe skutki mogą spotkać niefortunnego tzn. źle ukierunkowanego dobroczyńcę żebraka rzekomo beznogiego/bezrękiego a zaopatrzonego w atrybuty zastępujące kończyny .

Jest zjawiskiem dość znanym, że zawodowi żebracy nagle odzyskują wzrok, sprawność lokomotoryczną i agresywnie reagują na oferowane im jedzenie zamiast środków płatniczych żebranych na inne cele.

To znane psychologiczne/socjologiczne zjawisko mogło także zadziałać w przypadku środowiska akademickiego przerażonego nagle wizją pomocy społecznej, po przekazaniu swoich środków płatniczych, z którymi nie wiedzą co zrobić aby mieć zadowolenie i chęć do pracy. Jak by zresztą wyglądali w takich schroniskach jako członkowie nadzwyczajnej kasty ? I jakich by argumentacji potem by używali, aby się wytłumaczyć z braku osiągnięć naukowych/edukacyjnych/organizacyjnych.

Wyrażenie zadowolenia z sytuacji materialnej chroni ich przed konsekwencjami wcielenia w życie mojego pomysłu, a daje jeszcze szanse na funkcjonowanie w obecnym systemie.

System wygenerował skutecznie korporację oszukujących i oszukiwanych, więc nadzwyczajna kasta oszustów da sobie w nim radę, o ile szczelnie się zabezpieczy przed niedobitkami korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Dzięki nowym badaniom przez lata oszukiwani obywatele kraju od lat wolnego od prawdy akademickiej uzyskali bardziej prawdziwy obraz hołubionych przez nich akademików.

Pozostaje jednak pytanie – czy obywatele wyciągną z tych badań odpowiednie wnioski ?

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

uni

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

Trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, aby ta przeniosła polskie uczelnie z równi pochyłej po której się staczają, na drabinę prowadzącą na akademickie szczyty.

Niestety do tej pracy zostały wytypowane jedynie zespoły krajowych,[ https://nkn.gov.pl/] etatowych pracowników nauki – beneficjentów, rzecz jasna, tego patologicznego, staczającego się coraz bardziej w dół systemu akademickiego.

Czy dojdzie do jakiejś metamorfozy tych pracowników, aby opracowali ustawę, która dla nich nie mogłaby być przyjazna ?

Ja w to wątpię i od lat postulowałem i w życie wprowadzałem[ np. https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/] zaangażowanie do takich działań polskiej diaspory akademickiej rozsianej po całym świecie, także na samym olimpie akademickim.

Niestety woli decydentów, aby taka filozofię wcielić w życie nie było i nie ma.

Spośród trzech zespołów pracujących nad założeniami nowej ustawy jedynie zespół Instytutu Allerhanda ( http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf) przedstawia propozycje radykalne, zmieniające zasadniczo obecny system.

Dość łatwo w ich założeniach można zauważyć też postulaty Niezależnego Forum Akademickiego sprzed lat kilkunastu [http://www.nfa.pl/articles.php?topic=48] jak. np. zniesienie habilitacji i profesory prezydenckiej, wieloetatowości, chowu wsobnego czy wymuszenia mobilności.

Udokumentowane przez NFA bariery dyskryminacyjne dla Polonii akademickiej są zresztą w tym projekcie cytowane, a walka z nimi w ustawie postulowana.

Przed kilkunastu laty, za moje działania na rzecz rzeczywistej naprawy systemu w tym kierunku, byłem atakowany przez wysoko postawionych decydentów nauki – dziś niektórzy zamierzają iść podobną drogą. Szkoda, że kilkanaście (co najmniej) lat zmarnowano.

Nie znaczy to jednak, że projekt Allerhanda jest znakomity i nie ma wad. Ma wady i to istotne i nad istotą jednej z nich nieco się pochyle. http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf

Rzecz dotyczy m. in. tzw. samoregulacji środowiskowej, sytuowanej w projekcie poza ustawą, ale obrazującej zdumiewającą filozofie autorów projektu.

Autorzy piszą s.20 –[Samoregulacja] Szereg kwestii dodatkowych powinno znaleźć się poza ustawą jako materia samoregulacji środowiskowej. Narzędziem takiej samoregulacji może być Kodeks Dobrych Praktyk Akademickich, stanowiący zbiór dobrych praktyk i standardów etycznych, którego treść byłaby ustalana (i periodycznie aktualizowana) przez przedstawicieli środowiska akademickiego oraz otoczenia społecznogospodarczego”.

No cóż, wielokrotnie pisałem o tym jaki mamy urodzaj na kodeksy i komisje etyczne [ np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/urodzaj-na-akademickie-kodeksy-etyczne/] i jak nisko spada poziom etyczny środowiska akademickiego, podobnie jak i autorów tych kodeksów, czy członków tych komisji. [https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/etyka-i-patologie-polskiego-c59brodowiska-akademickiego.pdf].

Przez jakiś czas w MNiSW szefem komisji Dobrych Praktyk Akademickich był prof. Jan Hartman, zarazem profesor od etyki na UJ. Poziom etyczny i złe praktyki przez tego profesora stosowane są dość powszechnie znane, ale to on stał na straży tych „dobrych praktyk” i musiałem stracić sporo czasu, aby zasiać przynajmniej wątpliwości u decydentów, czy te dobre praktyki nie są czasem złe.[https://blogjw.wordpress.com/2013/06/03/impresje-na-temat-niedobrych-praktyk-akademickich/]

W końcu chyba się udało i prof. Hartman przestał stać na straży tak rozumianych dobrych praktyk, a i zespół wkrótce też rozwiązano, ale i tak dobrych praktyk nie poprawiono, bo te, które ja proponowałem nikt nie chciał wprowadzić w życie.

Zresztą wcale się temu nie dziwię, bo beneficjenci tego patologicznego systemu musieliby być skierowani na zieloną trawkę, a oni wolą etaty i poznawanie na koszt podatnika egzotycznych krajów, gdzie czasem zielonej trawy nie ma, ale można się zrelaksować na drodze do rzekomego poznawania dobrych praktyk akademickich ( i nie tylko).

Zespół Allerhanda nie podał w swych założeniach czy/jak zamierza dokonać transformacji wstecznej – tzn. przekształcenia korporacji oszukujących i oszukiwanych, która się ukształtowała przez lata w systemie akademickim [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/], zastępując niezbyt już pożądaną przez postępowców korporację nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Bez takiej transformacji, moim zdaniem, pozytywna reforma nie ma żadnych szans na realizację.

Czy obecna korporacja sama ma dokonać takiej samoregulacji ? Jest rzeczą jednak znaną, że postępowcy nie chcą wracać do przeszłości, a prawdy się boją bardziej, niż diabeł święconej wody – więc trudno takiej zmiany oczekiwać.

Trzeba mieć przy tym na uwadze, że sam Instytut Allerhanda też czasem nie nadąża za dobrymi praktykami [ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], więc nie zawsze może świecić dobrym przykładem.

Zatem można rzec, że samoregulacja środowiska akademickiego to nie jest dobry pomysł i nie da się go zrealizować pozytywnie. Potrzebne są siły zewnętrzne, aby opaczne środowisko akademickie skierować na właściwe tory, ustawić do pionu.

I to by było na tyle, dokonując samoregulacji indywidualnej, bo temat to tak obszerny, że na jego pełne omówienie miejsca na dysku by nie starczyło, ani czasu na antenie.

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia

p

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia

29 stycznia minęła kolejna rocznica formalnej likwidacji przewodniej siły narodu przez ponad 40 lat. Na tą okoliczność w historycznym dodatku Dziennika Polskiego ukazał się tekst [W Krakowie nieboszczka umarła wcześniej – http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/pzpr-w-krakowie-nieboszczka-umarla-wczesniej,11746307/] rozmowa z historykiem UJ – profesorem jak by nie było – Andrzejem Chwalbą, kiedyś członkiem PZPR o czym sobie zapomniał jak się starał o fotel prezesa IPN. [http://archiwum.rp.pl/artykul/260383-Chwalba-rezygnuje-z-IPN.html]. Profesor wystąpił w tej rozmowie jako wybitny znawca Krakowa i jego najnowszych dziejów.

Z rozmowy wynika, że profesor wie nieco o stanie wojennym, czym na głowę merytorycznie bije swoich kolegów z Wydziału Historii UJ, którzy w najnowszej historii – w dziejach UJ o czymś takim w ogóle nie wspominają. [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/]

Z innymi stwierdzeniami profesora trudno się jednak zgodzić – pisze np. „Ale, co ciekawe, partia w latach 80, inaczej niż w poprzednich dekadach, nie miała już władzy nad UJ. Uniwersytetem rządził rektor”.

Niestety nie powołuje się na badania (swoje lub innych), które doprowadziły go do takiego ciekawego wniosku. Ja tak naprawdę badań nad tym tematem nie prowadziłem, bo niby jak ? a co więcej jeden z historyków UJ, decydent, oznajmił, że na takie badania nie można przeznaczać grosza z kieszeni publicznej ! [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/]

Mimo to, po wizytach w Archiwum Państwowym ujawniłem w lustrze nauki przynajmniej wykaz ( niepełny niestety) towarzyszy tworzących władze PZPR na UJ [https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/] , czego ( i nie tylko tego) historycy UJ ( i nie tylko) nie byli w stanie zrobić.

W latach 80, podobnie jak prof. Chwalba,  byłem na uniwersytecie (choć nie do końca lat 80) i widział go całkiem inaczej. Kontakty z rektorem ( rektorami) jako takie miałem, ale z POP PZPR – żadne, choć cały czas miałem na karku, a także na przeciwko ( inaczej mówiąc vis-a-vis) i towarzysza PZPR, w roli rzecz jasna dyrektora, który przez te lata i to z wyraźnym natężeniem od stanu wojennego miał wiele przeciwko mnie, czym się dzielił z rektorami, choć nie od razu skutecznie. [np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/]

Nic mi nie wiadomo, aby rektor towarzysza na zbity pysk wyrzucił ( np. ze schodów jak akademik Pawłow zrzucał swołocz enkawudzistów, czy za drzwi jak akademik Infeld – wyrzucał „stalinka” [https://blogjw.wordpress.com/2017/01/16/won-swolocz/]).

Jak przyszła lustracja/weryfikacja kadr akademickich zarządzona przez rządzącą przewodnią siłę narodu, rektorzy ją posłusznie realizowali, polecenia wyrzucania za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką -wykonywali i nawet nie potrzebowali podpisów pod sfingowanymi oskarżeniami ![np. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

Protestujących opozycjonistów, co ani tajnymi, ani jawnymi współpracownikami systemu kłamstwa być nie chcieli i nie rokowali na wsparcie przewodniej siły a co gorzej stanowili dla niej zagrożenie – za drzwi wypraszali ! (nie towarzyszy – nic podobno wówczas nie znaczących, tylko opozycjonistów – ci znaczyli i znaczą nadal wielce, swoimi działaniami siejąc grozę wśród rektorów!).

Tak to PZPR nie miała władzy nad UJ ! No bo skoro UJ zarządzał rektor pod batutą PZPR, to on miał władzę – zdaniem historyków ! Choć rektor chyba nie miał władzy nawet nad samym sobą i chyba do tej pory tej władzy nie odzyskał (bez względu jakiej jest opcji).

W stanie wojennym jak próbowałem zorganizować strajk w ING UJ -niemal wszyscy pracownicy, członkowie „S” rzecz jasna (podobnie jak towarzysz dyrektor) stanęli nie za mną, tylko za towarzyszem dyrektorem, bo ten z ulgą dla wszystkich oznajmił , że ‚ S’ już nie ma, czym przebił samego Jaruzela, który „S” wtedy tylko zawiesił !

Gdy towarzysz -dyrektor obwołał się przewodniczącym Rady Naukowej mojego instytutu obejmując tym samym władzę dyktatorską, tylko ja protestowałem i z sekretarzowania w takiej radzie zrezygnowałem o czym rzecz jasna historycy nie piszą, bo to by podważało ich tezę o nic nie znaczeniu partii w życiu uczelni.

A historycy, jak to historycy, rzecz jasna nie piszą takiej historii jaka była, tylko taką jaka daje im etaty (czasem kilka) i awanse na uczelni.

Z tego też powodu nawet niektórzy opozycjoniści do tej pory nie zupełnie się orientują, że to patria decydowała o tym kto na uczelni będzie zatrudniony i awansowany i im wyżej tym wyższe organy partyjne o tym decydowały.

O profesurach to decydował KW, a nawet KC, a ludziska po latach nadal bredzą, że jak ktoś zostawał profesorom w PRL to musiał być naprawdę dobry, bo pod jego nazwiskiem nawet komuniści składali podpisy !

W systemie negatywnej selekcji kadr [atrybut systemu komunistycznego] rzekomo na uczelniach selekcjonowano najlepszych ! bo to partia zapewniała ?

Niestety partię na uczelni, nie tylko w latach 80, wspierała lewa strona „S”, stąd nikogo z partyjnych nie usunięto z uczelni, gdy prawoskrętnych członków „S” – jak najbardziej i „S” nie protestowała !

Jak w czasach tzw. transformacji zgłosiłem chęć powrotu na UJ, wtedy solidarność z partią dała mi odprawę na wieki – dożywotnią. Tak partia została zmarginalizowana na UJ, a właściwie tak umarła, że po śmierci była jeszcze silniejsza, niż za życia i tak się trzyma do dzisiaj, poprzez swoich następców i przez teczki akademickie do tej pory zastrzeżone, bo prawo roku 1983 nadal jest ponad Konstytucją Iii RP !

Jako historyk ziemski jedynie ja reaguję jak historycy opisują historie nie z tej ziemi. Pozostałym to się podoba i historie w III RP mamy często z kapeluszy tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa, z tym że tajnych niekiedy się ujawnia, ale jawni to pozostają utajniani, czemu staram się samojeden nieco przeciwdziałać.

 

 

Moja sprawa pod opieką serafinów

7

Moja sprawa pod opieką serafinów

Otrzymałem od Elżbiety Serafin materiały dokumentujące kolejną rozprawę w kuriozalnym procesie przeciwko mojej działalności Pro Publico Bono  (bo jak to inaczej rozumieć ?) za co serdecznie dziękuję i umieszczam na mojej stronie, oczekując jednak dobrej zmiany w sądownictwie – czyli sądząc, że tym razem, ani ja, ani autorka tych materiałów, nie zostaniemy postawieni przed sądem,  wykonując swoją niezależną robotę dziennikarską  dla dobra publicznego.

Rozprawie przyglądało się kilkunastu obserwatorów ze środowiska patriotycznego  i ekipa TVP Kraków  [Kolejna rozprawa opozycjonisty Józefa Wieczorka – relacja TVP –https://blogjw.wordpress.com/2017/01/20/kolejna-rozprawa-opozycjonisty-jozefa-wieczorka-relacja-tvp/] oraz 2 policjantów, którzy zajmowali miejsca przeznaczone dla publiczności, a kilku milicjantów ochraniało drzwi wejściowe,  aby nie wpuścić na salę kolejnych obserwatorów.  Czy to nie narusza praw obywatelskich ?

Kolejna rozprawa odbędzie się 22 marca o godzinie 12.00 w sali D-105 w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy.

Mam nadzieję, że publiczność zostanie wpuszczona na salę,  a policjanci zajmą się ochroną  tego co chronić powinni.

Mam dowody, że jestem pod opieką/ochroną  serafinów, którzy lepiej od policjantów dbają o moje bezpieczeństwo i rzetelną dokumentację procesu.

Policjantom już dziękujemy

a serafinów proszę o dalszą opiekę – za dotychczasową Bóg zapłać !.

jw

Zeznania Adama Słomki w procesie

niezależnego dziennikarza Józefa Wieczorka

19 stycznia 2017 roku w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy składał zeznania kolejny świadek obrony niezależnego dziennikarza Józefa Wieczorka, którego postawiono przed sądem za to, że opublikował nagranie z procesu, który prokuratura próbowała utajnić.

Adam Słomka – przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej, polityk, dziennikarz szczegółowo opisywał okoliczności powstania tej skandalicznej sprawy.

Na pytania obrońcy Konrada Firleja w jaki sposób umieszcza się informację na YouTube, kto odpowiada za informację, która jest tam publikowana, kto może domagać się jej usunięcia i jak to wygląda wyjaśnił, że YouTube to serwer amerykański, za który odpowiada strona amerykańska.

Można zwrócić się do nich o umieszczenie informacji w postaci filmu, tekstu. Zdarza się, że dystrybutor wyrazi zgodę na upowszechnianie, ale potem wycofuje w wyniku sprzeciwu zgłoszonego przez organ uprawniony, czyli osobę, która ma prawa autorskie do filmu lub uważa, że jego prawa zostały naruszone. Między użytkownikiem stron a amerykańskim administratorem istnieje rodzaj cenzury.

Organy europejskie np. polskiej prokuratury czy polskich sądów często występują o usunięcie z amerykańskich serwerów jakichś materiałów, ale skuteczność jest niewielka. 90 procent takich wniosków upada wobec innego sposobu ochrony praw autorskich i innego rozumienia swobody dziennikarskiej, która jest inaczej traktowana w Stanach Zjednoczonych, a inaczej w Europie.

Mniej więcej od roku większość tych wniosków nie jest już składana do sądów, ale bezpośrednio do właścicieli serwisów amerykańskich, które rozpowszechniają informacje.

O jawności rozpraw i stosowaniu się polskich sądów do przepisów unijnych mówił: Jeśli chodzi o jawność postępowań przed sądami to orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, poza 5 wyjątkami stanowi iż postępowania sądowe są jawne.

Tego generalnie polskie sądy nie przestrzegają, choć Sąd Najwyższy wydał kilka uchwał w tej materii. Są wymienione przez Trybunał w Strasburgu, którego orzeczenia powinny być wiążące.

Postępowania przed sądami powinny być jawne.

W jednym procesie, który toczył się w Pszczynie, Katowicach, Myślenicach i w Krakowie, a w którym oskarżano Adama Słomkę o namawianie gangsterów z gangu Krakowiaka do zabójstwa sędziego z Katowic stosowano różne praktyki.

Z początku sądy godziły się na jawne rozprawy – nagrywały to różne media, np. Telewizja Kraków. Kiedy zaczęło wychodzić na światło dzienne, że te wszystkie zarzuty są wynikiem przestępczej, prowokacyjnej akcji ze strony służb specjalnych, prokuratury za rządów Platformy Obywatelskiej, że świadkami oskarżenia przeciwko Adamowi Słomce są niewiarygodni gangsterzy z gangu Krakowiaka, którzy byli już wykorzystywani przez zamieszaną w to prokuraturę w innej sprawie, a teraz zostali zwolnieni z więzienia do tej rozprawy, wtedy jak mówił zaczęły się dziać różne rzeczy i ktoś z kierownictwa sądów krakowskich dokonał zmiany prezesa Sądu Rejonowego w Myślenicach, a ten prezes przekonał sędzię prowadzącą proces, że należy ten proces utajnić, żeby toczył się z wyłączeniem jawności. Potem gangsterzy dostali paszporty i uciekli do Wielkiej Brytanii, o czym oczywiście dokładnie wiedzieli prokuratorzy, łącznie z szefem Prokuratury Okręgowej w Katowicach i tą informację, i to, że gangsterzy składali fałszywe zeznania utajnili przed sądami.

Takie sprawy trzeba wyciągać na światło dzienne.

O oskarżonym w tej sprawie dziennikarzu Józefie Wieczorku – Adam Słomka mówił: „Jest takie grono pracowników naukowych uczelni polskich, którzy w czasach komunistycznych za obronę prawdy zostali zwolnieni z pracy i nie zostali przywróceni do dzisiaj. I do tego grona wybitnych przedstawicieli nauki polskiej, niezależnie antykomunistycznej należy pan Wieczorek.

W sensie etycznym i naukowym jest to człowiek absolutnie wybitny. Za domaganie się dekomunizacji i lustracji do dzisiaj nie został przywrócony do pracy.

Jeżeli chodzi o sprawy dziennikarskie to pan Wieczorek jest znany z tego, że jest bardzo aktywny w utrwalaniu ważnych wydarzeń, szczególnie w Małopolsce, ale nie tylko, co w czasach poprzednich powiedzmy 20 lat ograniczonego zasięgu mediów niezależnych to miało ogromne znaczenie, a teraz dzięki roli internetu można powiedzieć, że to jest takie dziennikarstwo jakie prawdopodobnie jest przyszłością tego zawodu.

W sensie interesu społecznego, tego co on robi, również nagrywanie rozpraw, które co do zasady jak mi wiadomo powinny być jawne, to jest działanie niezwykle pozytywne i wzorowe”.

W środowisku dziennikarskim jest przyjęta zasada publikowania wszystkiego, łącznie ze sprawami prywatnymi, dlatego że prawo do swobody informacji jest uważane za ważniejsze niż tajemnica państwowa.

Stoimy na stanowisku publikowania w istocie w 99 procentach, choć bywają wyjątki dotyczące np. wizerunku osób zmarłych.

Adam Słomka dysponując wieloma kopiami nagrania z rozprawy sądowej, o publikację którego sądzony jest Józef Wieczorek, przekazał nagranie wielu dziennikarzom, również do publikacji w Stanach Zjednoczonych, prosząc o zgodę właściciela serwera YouTube za pośrednictwem swojego przyjaciela w USA. Amerykanie zamieścili to na kilku serwisach. „Uważam to ze wszech miar za zgodne z interesem społecznym. Natomiast jeżeli ktoś chce ścigać za upowszechnianie musi znaleźć amerykańskich pracowników tych serwisów, a nie polskich dziennikarzy” – powiedział.

Mecenas Konrad Firlej zapytał czy istnieje domniemanie w opinii społecznej, że za swą aktywność został namierzony przez prokuraturę. Adam Słomka odpowiedział, że osobiście nie ma wątpliwości, że wcześniej namierzono pana Wieczorka i szukano pretekstu, żeby go zastraszyć.

To jest kolejna szykana w jego życiu. W naszym odczuciu – weteranów walk o niepodległość jak i dziennikarzy, którzy zmagają się z kwestią swobodnego dostępu do informacji niewątpliwie oskarżenie jest absurdalne, a proces ma charakter polityczny – mówił.

Na pytania prokuratora Bogdana Świątkowskiego kiedy dokładnie wyłączona została jawność rozprawy przeciwko panu Słomce w Myślenicach odpowiedział: „Kiedy sąd zarządził obserwację psychiatryczną mnie powołując się na pretekst, że byłem ćwierć wieku temu pobity przez funkcjonariuszy ZOMO przebranych w mundury służby więziennej na polecenie SB z Katowic. SB z Katowic przywiozło 2 zomowców w 1985 roku do więzienia na Rakowieckiej w Warszawie tam, gdzie mordowano Żołnierzy Wyklętych.

Wiemy to dziś z materiałów IPN. Oni – za to, że pisałem skargi do Amnesty International na działalność sądu i prokuratury PRL – pobili mnie do nieprzytomności w szpitalu więziennym. I na podstawie tego faktu, że ćwierć wieku temu zostałem pobity przez zbrodniarzy komunistycznych, którzy do dziś pozostają bezkarni, to pani sędzia w Myślenicach miała odwagę wysłać mnie na badania psychiatryczne.

To badanie psychiatryczne posłużyło pierwotnie za pomysł do wyłączenia jawności. Ta kwestia tego badania czy jest zasadne czy nie trwała pół roku, może rok. Sprawcy pobicia choć żyją, do dziś pozostają bezkarni i poza zainteresowaniem prokuratury”. Podczas rozprawy odwoławczej przed Sądem Okręgowym w Krakowie z początku nie było problemu z jawnością, ale w jakimś momencie jak mówił Adam Słomka, chyba prokurator zwrócił uwagę sądowi, że powinna być wyłączona jawność. Sąd zarządził przerwę, potem podał jakąś pseudo-prawną podstawę i próbowano utajnić dalszy przebieg posiedzenia.

W jawnej rozprawie, która toczyła się przed Sądem Rejonowym w Myślenicach zarzuty przeciwko panu Słomce zostały obalone, ale opluto go publicznie. A kiedy tu można było wszystko ujawnić, pokazać opinii publicznej mechanizm przestępczego działania służb specjalnych, prokuratury i sądów to prokurator i trzej, jego zdaniem, dyspozycyjni sędziowie wymyślili konstrukcję, która miała utajnić tą niezwykle ważną informację o sposobie działania wymiaru sprawiedliwości i sposobie pozbawiania go dobrego imienia. Kiedy prokurator zapytał w jaki sposób sąd wyraził stanowisko, że sprawa powinna być prowadzona z wyłączeniem jawności odpowiedział: „mętnie, w mimice pokazującej, że działa pod presją przełożonych, tak jak w czasach PRL”.

Mówił, że często trafiał na sędziów łajdaków, a było ich ze 200. I tu zamiast bronić wizerunku sądu, upublicznić ten proces, sędziowie przy użyciu siły, za pomocą policji sądowej brutalnie usunęli z sali obserwatorów i dziennikarzy. Wywlekali jak worki kartofli weteranów walki o niepodległą Polskę, ludzi z biało-czerwonymi opaskami na rękach. Odniósł wrażenie, że ci sędziowie z Sądu Okręgowego w Krakowie zostali przydzieleni do tej sprawy, działali pod presją kogoś, kto kazał im sprawę utajnić. Skompromitowali i sąd i policję.

Zresztą prokuratorzy też zachowywali się dziwnie. Mówili, że to nie ich akt oskarżenia, to z Katowic. Powstał problem czy krakowski prokurator może występować tu przeciwko Adamowi Słomce, nawet sąd usunął z sali prokuratora. Nie pamięta czy ktoś został na sali po ogłoszeniu niejawności i kiedy Józef Wieczorek opuścił salę rozpraw, był zdenerwowany użyciem policji przeciwko weteranom. Wyglądało to tak jak w stanie wojennym – wezwać policję, wywlec publiczność, utajnić. Pamięta twarze sędziów, z którymi prowadził polemikę. To zachowanie sędziów było niezgodne z interesem publicznym i interesem wymiaru sprawiedliwości.

Obrońca Józefa Wieczorka Konrad Firlej zacytował świadkowi artykuł 360 kpk i jego 4 punkty mówiące o wyłączeniu jawności i zapytał na który z tych punktów mógł się sąd powołać. Adam Słomka uważa, że nie zachodziła tam żadna przewidziana prawem przyczyna do wyłączenia jawności. Na pytanie sędziego czy przekazał nagranie z niejawnej rozprawy panu Wieczorkowi odpowiedział, że nie, że mógł je dostać od kogoś kto posiadał kopię.

Na początku posiedzenia obrońca Józefa Wieczorka złożył wniosek, by mógł zapoznać się z dowodami w postaci nagrania, które chce przedstawić prokurator, a które usiłuje utajnić, ponieważ oskarżony ma wątpliwości co do tego materiału czy jest to materiał tendencyjny, wybiórczy, w jaki sposób sędzia to oceni. Sędzia wyraził zgodę.

Następne posiedzenie ma odbyć się w większej sali, ponieważ część publiczności nie została tu wpuszczona przez sądową policję, na co zwrócił uwagę mecenas Konrad Firlej sugerując policjantom, że mogli wstać zamiast siedzieć, a swoje miejsca odstąpić tym, których zatrzymali za drzwiami.

Kolejna rozprawa odbędzie się 22 marca o godzinie 12.00 w sali D-105. Odtworzone zostanie to słynne nagranie z niejawnej rozprawy, niestety bez udziału publiczności. Będzie to najprawdopodobniej ostatnia rozprawa, na której sędzia ogłosi wyrok.

Prosimy Państwa o obecność. Bądźmy solidarni z Józefem Wieczorkiem do końca, by dać dziennikarzom nasze wsparcie podczas takich haniebnych procesów, by mogli bezpiecznie ujawniać takie skandaliczne zachowania przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, o których można było usłyszeć podczas trwania tej rozprawy.

Elżbieta Serafin

1

2

3.jpg

4

5

6.jpg

8

9.jpg

Jak to się dzieje, że nie wpływają negatywnie na młodzież akademicką

1

Jak to się dzieje, że nie wpływają negatywnie na młodzież akademicką

Obserwowałem i dokumentowałem ostatni protest krakowskich ‚studentów’ przeciwko obecnym nastrojom w Polsce. [ Demonstracja studentów I-IV wieku o zmianę nastrojów w Polsce, Kraków 25.01.2017 – https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/01/26/demonstracja-studentow-i-iv-wieku-o-zmiane-nastrojow-w-polsce-krakow-25-01-2017/]

Dużo tam było ‚studentów’ w wieku starszym, a nawet podeszłym, chyba jakichś fanów notorycznego studiowania. Ale niektórzy ‚studenci’  (nawet mi znani) są na pozycjach emerytowanych już profesorów, w roli wybitnych nauczycieli akademickich – guru młodzieży akademickiej, jak są przedstawiani.

Dowodził nimi nadal aktywny ‚student’,  choć już profesor UJ i to etyki ! A przy tym znawca i problemów kazirodztwa [ „Są złe, bo zakazane”] co innym profesorom UJ ( i nie tylko profesorom) wcale nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Do głowy żadnemu z profesorów UJ (i nie tylko)  nie przychodzi, że taki prof. Hartman może swym postępowaniem, bredni głoszeniem, negatywnie wpływać na młodzież akademicką.

Nie wpływał negatywnie na młodzież także na tej manifestacji, na krakowskim rynku, wzmocniony w swych działaniach przez kilku wybitnych uczonych – ‚studentów’,  jak prof. Jan Woleński, czy prof. Jerzy Vetulani i kilku dla mnie mniej znanych, ale niewątpliwie wybitnych, jak podkreślano.

Zresztą wybitność od nich sama promieniowała, a ustnie nawiązywali do ruchów studenckich r. 1968 ( to byli studenci z tamtych lat), które ich zdaniem zmieniły świat na lepszy,  a teraz ci obecni, też ten świat winni zmieniać, bo się nie da na nim już żyć, ani swobodnie demonstrować i oddychać, jako że rządzi PiS i Kaczyński.

Dowodem na ograniczanie wolności demonstrowania innych poglądów była zdaje się ta legalna demonstracja, na której widać były też banery ‚Wolne media’, pod którymi napastowano wolnego, niezależnego dziennikarza, za to, że mu się wolności dokumentowania demonstracji zachciało !

To ci starzy ‚studenci’ nawoływali do buntu młodzież akademicką, której nie było za wiele i która nie była zbyt aktywna. Jakoś inaczej to było niż w roku 1968 ! Podburzana do buntu, do aktywności jakoś poza banerami (jak – ‚Bój się Boga – nie gender itp.) i okrzykami widzę , myślę, rozumiem, nic z siebie nie dawała – nic nie widząc, nic nie myśląc, nic nie rozumiejąc, podobnie jak ich mentorzy- wybitni profesorowie – zarazem chyba studenci uniwersytetów 3 czy 4 już wieku.

To co oni bredzili, jak historię i rzeczywistość interpretowali, do czego młodzież nakłaniali, zarejestrowałem kamerą, wyzwalając się od ataków znanych mi KODomitów.

Mówcy powoływali się na dewizę UJ ‚Plus ratio, quam vis’ zupełnie ignorując fakty przez mnie ustalone, że zasada ta jest stosowana na UJ całkiem na opak.[Plus ratio quam vis” – medal za zasługi na opak lub za garderobęhttps://blogjw.wordpress.com/2016/05/01/plus-ratio-quam-vis-medal-za-zaslugi-na-opak-lub-za-garderobe/, Jak Senat UJ kieruje się zasadą PLUS RATIO QUAM VIS https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/02/09/jak-senat-uj-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/].

Powoływali się na dewizę starego Żyda z Podkarpacia (patrz – Czesław Miłosz – Zniewolony umysł) nie biorąc pod uwagę swojego umysłowego zniewolenia i moich argumentacji [Racje – Czy prawda naprawdę leży pośrodku ? https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/racje-czy-prawda-naprawde-lezy-posrodku/] którymi już przed kilkunastu laty odparłem skutecznie atak z lewej strony jednego z wybitnych profesorów ( nie krakowskich) .

Mówcy powoływali się na oświadczenia senatu UJ -Uchwała nr 1/I/2017 Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego z dnia 10 stycznia 2017 roku w sprawie: poszanowania ładu demokratycznego w Polsce http://www.bip.uj.edu.pl/documents/1384597/135383256/uchw_nr_1_2017.pdf/1a5e030a-4bb1-4ee9-ade6-bfe5adfda48d

w którym czytamy m. in. ‚….apelujemy: do wszystkich stron sporu politycznego:

  • o przywrócenie w Polsce cywilizowanej debaty i wiary w wartość wymiany opinii, w której będzie respektowana wolność słowa i odpowiedzialność za słowo, a racjonalność argumentów weźmie górę nad argumentami siły….

..Wierzymy, że my, obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, spadkobiercy wielowiekowej tradycji obywatelskiej, członkowie europejskiej wspólnoty XXI wieku, jesteśmy w stanie znaleźć rozwiązanie zaistniałej sytuacji w duchu solidarności i odpowiedzialności za Naród i Państwo zgodnie z dewizą Uniwersytetu Jagiellońskiego „PLUS RATIO QUAM VIS”.

Mówcy – wiekowi już studenci jagiellońskiej wszechnicy, nie podnosili jednak oczywistej oczywistości, że senat UJ pozbawiony ducha solidarności i odpowiedzialności sam nie jest w stanie swego apelu wcielić życie, rezygnując z koncepcji uniwersytetu rozumianego jako korporacji nauczających i nauczanych poszukujących razem prawdy  znajdując się na drodze do formowania korporacji oszukujących oraz oszukiwanych i wprowadzając na tą niewłaściwą drogę kolejne pokolenia obywateli. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/10/07/uroczyste-inauguracje-kolejnego-roku-oszukiwania/ ]

Senat apeluje „o przywrócenie w Polsce cywilizowanej debaty i wiary w wartość wymiany opinii: a sam takiej debaty nie ma zamiaru podejmować i opinii wymieniać jak wielokrotnie dokumentowałem – np. https://nfapat.wordpress.com/2016/08/18/list-otwarty-wykletego-30-lat-poza-murami-uczelni/

Najbardziej zdumiewające jest jednak to, że etatowi jeszcze profesorowie UJ (i nie tylko) podobno nie wpływają swoim bredniami i podburzeniami negatywnie na młodzież akademicką,.

Trzeba przypomnieć jednak senatowi, że obecny skład korporacji akademickiej UJ stanowi pozostałość po wygnaniu z UJ tych, którzy zdaniem anonimowych komisji negatywnie oddziaływali na młodzież akademicką, bo jak można wnioskować z apeli i protestów studentów tamtych lat – uczyli myślenia i to krytycznego, nonkonformizmu naukowego, choć studenci przestrzegali władze uczelni, że takie metody nie wprowadzą godnie UJ w XXI wiek co po latach okazało się proroctwem !

Podburzanie” studentów do studiowania na poziomie nieosiągalnym dla profesorii kończyło się wydalaniem z UJ ‚wichrzycieli’.[ Zaciemnienie według ob. Antoniego Jackowskiego https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/zaciemnienie-wedlug-ob-antoniego-jackowskiego/].

Postępowi organizatorzy i beneficjenci tak prowadzonego oczyszczania UJ z elementu wstecznego, poszukującego ze studentami prawdy zamiast oszukującego studentów, okazuje się, że dziś wpływają pozytywnie na młodzież akademicką.

Nawołując do buntu politycznego – młodzieży nie podburzają! Oszukując i aprobując oszukiwanie, podobno stosują dobre praktyki akademickie nad przestrzeganiem których prof. Hartman czuwał przez lata.

Jak to jest możliwe, że senat UJ do tej pory tego niepospolitego zjawiska nie objaśnił i nie zaapelował o cywilizowaną wymianę opinii, o stosowanie argumentów rozumu, a nie argumentów siły.

Bezmyślne skandowanie obecnych studentów, także podeszłego wieku – widzę, myślę, rozumiem nie zastąpi widzenia, myślenia i rozumienia, czego tak na obecnych uczelniach, w tym na wzorcowej dla innych uczelni, brakuje, tak u studentów, jak i u ich nauczycieli.

Trudno żeby było inaczej,  skoro uczenie widzenia rzeczy takimi jakie są, myślenia i rozumienia, stanowiło dowód na negatywny wpływ na młodzież i było niegodne nauczycieli akademickich i nadal jest tak traktowane !

Trwają poszukiwania kluczy do reformy systemu akademickiego

f

[Klucz na wagę zlota]

Trwają poszukiwania kluczy do reformy systemu akademickiego

Aby został zrealizowany plan Morawieckiego musi być odpowiednie zaplecze naukowe dla gospodarki, a dziś jest ono słabe, z czego zdaje sobie sprawę minister nauki. Trzeba to zaplecze budować, mocno zreformować niewydajny i marnotrawny system akademicki. Plan reformy winien być przygotowany przed objęciem władzy i przedstawiony do wdrożenia na samym otwarciu drogi do dobrej zmiany.

Niestety tak nie było i dopiero teraz trwają gorączkowe poszukiwanie kluczy do należytej reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego. 3 zespoły dostały po 300 000 zł na znalezienie tych kluczy – na opracowanie założeń do reformy ustawy o szkolnictwie wyższym. [https://nkn.gov.pl/].

Szukają już klika miesięcy i jeden z zespołów z ogłosił, że to finanse są kluczowe w proponowanej koncepcji reformy szkolnictwa wyższego . [ Prof. Kwiek: Finanse kluczowe w proponowanej koncepcji reformy szkolnictwa- wyższegohttp://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1004287,szkolnictwo-wyzsze-budzet-reforma.htmlGazeta Prawna]

To nie jest żadne odkrycie.

Tak się głosi od lat, walcząc zawzięcie o finanse,  bez względu na to jak są wydawane, jakie przynoszą rezultaty.

Odnosi się wrażenie, że co jakiś czas ogłasza się konieczność zreformowania systemu, ale tylko po to, aby ogłosić, że bez dodatkowych i to znacznych pieniędzy – nic się nie da zrobić. System pozornie się reformuje co jakiś czas, ale tak, aby nic naprawdę nie zostało zmienione, pieniądze otrzymane (fakt, że nie takie wielkie) rozchodzą się wśród reformatorów i samych swoich, po czym, ogłasza się konieczność dokonania kolejnych reform, na co są potrzebne rzecz jasna pieniądze, bo finanse są kluczem do zreformowania systemu.

Klucz ten już się zestrzał, chyba całkiem zardzewiał i jakoś nie spełnia swojej funkcji. Tak naprawdę niczego już się nim nie daje otworzyć,  poza otwarciem kieszeni reformatorów do ich wypełnienia.

I takie też są postulaty tego nowego otwarcia – jak mówi lider jednego z zespołów „ pule środków powinny trafiać do kilku wybranych, prężnie działających ośrodków naukowych i badawczych…”

Kto je będzie wybierał ? kto zbada ich prężność ? – nie wiadomo. Czy jakieś biuro polityczne ? czy wygrany i podporządkowany zespół utytułowanych już od stóp do głów w warunkach patologicznych ?patologicznej rekrutacji kadr, patologicznej jej oceny, patologicznych karier, aż do patologicznego systemu wyłaniania decydentów do wybierania i określania prężności tak indywidualnej, jak i zbiorowej ?

Bez zmian w nakładach nie można mówić o sukcesie reformy” prorokuje lider zespołu.

Nie sugeruje nawet czy np. zmiany w rekrutacji kadr (nie na drodze fikcyjnych konkursów – tylko na drodze merytorycznej), w ocenie i awansowaniu kadr (nie wg kryteriów genetyczno-towarzyskich tylko merytorycznych) do sukcesu reformy mogłyby się przyczynić.

Nie sugeruje aby np. nakłady nie były przeznaczone tylko dla beneficjentów patologicznego systemu, ale przynajmniej w części  dla wykluczonych z systemu, a przede wszystkim dla polskich naukowców rozsianych po świecie w dobrych placówkach naukowych, aby mogli wrócić do kraju i podnosili poziom nauki i szkolnictwa wyższego.

Jak do tej pory dla wielu takich nawet złamanego grosza nie chciano przeznaczyć, stąd emigracja do sfery poza akademickiej, czy poza granice kraju –  nieprzyjaznego do tej pory dla pasjonatów nauki i edukacji na wysokim poziomie.

Do tej pory wzmacniano finansowo ( i nie tylko) tych, którzy tworzyli dla takich bariery, postulowali – won z uczelni, instytutu – bo zagrażają dla etatowych sitw !

Od lat mówi się o drenażu mózgów z Polski, z polskiego systemu nauki, a to ze względu na niedofinansowanie nauki, co częściowo jest prawdą, bo finansowano tych o słabych głowach i charakterach, a ci z mocnymi głowami i charakterami wykluczano z systemu.

Mówienie o drenażu miało stanowić jedynie argument dla zwiększenia finansów dla tych, którzy do tego drenażu się przyczyniali,  a nie dla „wydrenowanych”.

Ci co pozostali,  nawet się nie pofatygowali, aby obliczyć ile to mózgów zostało wydrenowanych z Polski, czy to w PRL,  czy kolejnych latach III RP. Nie wiadomo ! I ci co pozostali nie potrafią ( mają tak słabe głowy ?) czy nie chcą ( nie mają w tym interesu ?) aby mieć taką bazę, która mogłaby być bardziej skutecznym kluczem do reformy systemu.

Jak władze politechniki w Lozannie użyli właściwego klucza – dokonali otwarcia na naukowców szwajcarskich pracujących w dobrych ośrodkach zagranicznych – młoda uczelnia szybko awansowała w rankingach najlepszych uczelni. [ np. http://www.webometrics.info/en/node/169

20- École Polytechnique Fédérale de Lausanne,

927- Jagiellonian University / Uniwersytet Jagielloński Poland ]

Ja osobiście, czy w ramach NFA, takie postulaty zgłaszam od lat – i nic !

Żadnych reakcji ze strony ‚kluczników”.

Takiego klucza do reformy to oni nie wydadzą! Co to – to nie ! Muszą dbać o tych,  co już są na etatach,  w ramach patologicznego formowania kadr nadających się do korporacji oszukujących i oszukiwanych, do której poszukujący prawdy zupełnie się nie nadają .[https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Kolejna rozprawa opozycjonisty Józefa Wieczorka – relacja TVP

Na mojej kolejnej rozprawie w kafkowskim procesie przeciwko mojej działalności Pro Publico Bono była ekipa telewizji krakowskiej, która przygotowała relację:

KOLEJNA ROZPRAWA OPOZYCJONISTY JÓZEFA WIECZORKA

http://krakow.tvp.pl/28702128/kolejna-rozprawa-opozycjonisty-jozefa-wieczorka

Publikacja: 19 stycznia 2017, 22:14 Źródło: TVP Kraków

Przed sądem rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy odbyła się kolejna rozprawa Józefa Wieczorka – opozycjonisty antykomunistycznego z lat 80. – oskarżonego o ujawnienie w serwisie internetowym, w marcu 2015 roku nagrania z utajnionego przez sąd procesu Adama Słomki. Józef Wieczorek potwierdza, że umieścił nagranie w internecie, jednak zrobił to w dobrej wierze – nie mając świadomości, że jest ono objęte zakazem publikacji. Podkreśla też, że to nie on jest autorem tego nagrania.

tvp-krakow

Rozprawa była rejestrowana także przez niezależnych dziennikarzy, ale relacja będzie w późniejszym terminie.

Zamieszczam kilka migawek zwracając uwagę na naruszanie prawa obywateli do uczestniczenia w roli obserwatorów w tym procesie. Rozprawa była jawna, ale prowadzona na małej  sali,  a w dodatku 2 miejsca nie wiadomo dlaczego zajmowali policjanci. Kilku zainteresowanych na salę policja nie wpuściła,  rzekomo z powodu braku miejsc. Rzecz jasna rejon rozprawy był „ochraniany” przez  kilku funkcjonariuszy policyjnych.  Rzetelna robota dziennikarska jak zawsze stanowi zagrożenie systemowe, podobnie jak rzetelna robota akademicka.

Kolejna rozprawa ma się odbywać na większej sali  – D-105 w dniu 22 marca godz. 12.

Ma być odtwarzany film – dowód rzeczowy w akcie oskarżenia. Czy publiczność będzie mogła go obejrzeć ? Ja do tej pory tego utajnionego nagrania obejrzeć nie mogłem, ale sąd się zgodził, aby to było możliwe przed  projekcją na rozprawie.  Zobaczymy co to jest.

Ale czy zobaczymy ile ta hucpa kosztuje polskiego podatnika ?

Warto mieć na uwadze, że do tej pory, mimo upływu 30 lat,  nie obliczono ile kosztuje podatnika i polski patologiczny system akademicki wygnanie mnie z jagiellońskiego raju (UJ) w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej. .

(zdj. smartfonem – Józef Wieczorek)

s.jpg

po

w

p.jpg

a

t