Reakcja wykluczonego za nieobojętność wobec zła

Reakcja wykluczonego za nieobojętność wobec zła

W marcowym numerze Kuriera WNET opublikowałem tekst: „Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości” prezentujący moją opinię o tegorocznej nagrodzie „Nieobojętności” dla Mariana Turskiego, którego ubiegłoroczne wystąpienie w KL Auschwitz-Birkenau odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. (mój wcześniejszy tekst:„Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!” „Kurier WNET” nr 69/2020 – https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/ ).

Wczoraj media podały, że Marian Turski dostał też nagrodę  im. ks. Stanisława Musiała za rok 2020,   jako „nawołujący do porzucenia wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło..’  Fundatorem Nagrody jest m.in. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znany – tak jak i jego poprzednicy – z „wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło..” co dokumentują setki pism kierowane przez lata ( a nawet już wieki) do władz UJ, aby nie byli obojętni na zło, szczególnie to, którego sami są sprawcami.

Wobec zła, nigdy nie byłem obojętny co dokumentuję m.in. w setkach tekstów na- https://blogjw.wordpress.com/ czy https://nfapat.wordpress.com/  i in. ( patrz https://blogjw.wordpress.com/autor/) To mnie wyklucza ze świata akademickiego obojętnego na zło, a często zło wspierające/generujące np. https://blogjw.wordpress.com/2021/02/11/robta-co-chceta-z-plus-ratio-quam-vis-i-mente-et-maleo/https://blogjw.wordpress.com/2021/02/10/trad-w-palacu-nauki/, https://blogjw.wordpress.com/2021/01/07/bunt-jagiellonskich-polonistow/ i setki innych

Autonomiczne zakłamywanie historii

Autonomiczne zakłamywanie historii

Historia jest dziedziną nauki, czyli winna zmierzać do poznania prawdy, ale jest również używana w grach politycznych, w których prawda nie jest pożądana, a nader często manipulowana, modyfikowana do bieżących potrzeb politycznych. Przez kilkadziesiąt lat funkcjonowaliśmy w systemie komunistycznym, który jest systemem kłamstwa, co szczególnie jest widoczne w domenie historycznej. Za mit założycielski PRL uważa się kłamstwo katyńskie. Ci, którzy podejmowali działania na rzecz poznania i ujawnienia prawdy o zbrodni katyńskiej, byli represjonowani. Kłamliwa historia, szczególnie ta najnowsza, znajdowała się w podręcznikach szkolnych i była przekazywana – z małymi wyjątkami – przez nauczycieli. Uczących prawdy system wyrzucał jednak z domeny edukacyjnej. Książki z zakłamaną historią, w obiegu  edukacyjnym mogły przetrwać znacznie dłużej i trwają nawet do dziś.

Przed dziewięcioma laty przez Polskę przetoczyła się fala strajków głodowych w obronie historii w szkołach. Bowiem program szkolny nie dawał wiele szans na zapoznanie młodzieży z historią Polski ich ojców i dziadków.    

Co prawda ogromny wysiłek badawczy i popularyzatorski IPN-u historię najnowszą zaczął stawiać we właściwym świetle, ale wydostanie się z otchłani kłamstwa nie jest takie proste w sytuacji zachowania ciągłości z PRL. W edukacji przez lata przeważali przecież ci, którzy zostali sformatowani w systemie kłamstwa, a transformacja, i to w starszym wieku, do systemu prawdy nie jest prosta, o ile w ogóle możliwa.

Przez lata dopingowano do kształcenia argumentem: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. No i przez lata uczono Jasiów kłamliwej historii. Ci, którzy opanowali ją najlepiej, otrzymywali piątki, nagrody, wyróżnienia, i w wieku dorosłym, już w roli Janów, mają taką znajomość rzeczy. Jakoś nie rozpowszechnia się oczywistej przestrogi – jeśli Jaś, Joasia, kłamliwej historii zbyt dobrze się nauczą, to Jan/Joanna nie zdołają się oduczyć, przynajmniej nie tak łatwo. I taki stan rzeczy dziś obserwujemy.

Trzeba mieć na uwadze, że zwiększenie ilości godzin nauki historii w szkole niekoniecznie zwiększy znajomość historii najnowszej, a może tę znajomość jeszcze pogorszyć, jeśli podręczniki pozostaną kłamliwe, a nauczyciele nie są dobrze przygotowani do nauki prawdziwej historii. Jak wiadomo, nauczyciele uczą się zawodu na uczelniach, podręczniki piszą nauczyciele akademiccy, także oni je recenzują, a więc istota rzeczy w edukacji historycznej znajduje się na uczelniach.  

Od lat staram się o wycofanie z obiegu edukacyjnego dzieła obowiązującego w konkursie wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim, który zwycięzcom oferuje indeksy najbardziej prestiżowej polskiej uczelni.  Chodzi o „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego”, w których opis najnowszej historii jest skandaliczny (bez takich słów jak: “komunizm”, “stan wojenny”, “PZPR”). Mimo to, w tym roku organizowany jest już 25. konkurs takiej [nie]wiedzy  rekomendowanej  przez profesorów o najwyższej mocy decyzyjnej.  

Kto takie rekomendacje zakwestionuje? Jeśli ktoś ma zamiar wspinania się po kolejnych szczeblach drabiny akademickiej, w naszym systemie tytularnym, może natrafić na szczeble podpiłowane i z drabiny może spaść, nie osiągając celu.  Taka jest wiedza powszechna, stąd działań – na rzecz wycofania z obiegu edukacyjne szkodliwych bubli- nie ma i nawet najwybitniejsi milczą, bo mogą wypaść z obiegu awansowego, finansowego, orderowego ….  

Kierowałem pisma do komisji podręczników PAU, także do ministerstwa, ale bez skutku. Nikt nie ma mocy, aby wycofać to co winno być wycofane, co w ogóle nie powinno powstać.  

System akademicki mamy autonomiczny, więc zakłamywanie historii jest autonomiczne.  Historyk Dr hab. Sławomir Cenckiewicz, członek Kolegium IPN twierdzi, “że w Polsce nie można do końca opowiedzieć żadnej współczesnej historii zgodnie z prawdą.” I jest to smutna prawda. Jeśli w innych krajach- w książkach, w mediach- kłamliwie przedstawiane są fakty z historii Polski, słusznie reagujemy protestami, procesami sądowymi. Jeśli nasi historycy piszą kłamliwe historie, do obiegu edukacyjnego przeznaczone, panuje powszechne milczenie, chyba nawet bez zawstydzenia. A jest się czego wstydzić! 

Może minister edukacji i nauki, który zamierza dokonać przeglądu podręczników przeznaczonych do edukacji, zwróci uwagę na takie szkodliwe w edukacji buble – niestety do tej pory autonomiczne. A może pójdzie śladami babci Filomeny, która wygrała proces o prawdę historyczną z kłamliwym profesorstwem (książka „Dalej jest noc”)? 
Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 24 lutego 2021 r.

Czatowałem na webinarium „Wolność i odpowiedzialność akademicka”

Czatowałem na webinarium „Wolność i odpowiedzialność akademicka” – na niektóre pytania były reakcje

26 lutego 2021 r.

https://www.swps.pl/wolnosc-i-odpowiedzialnosc-akademicka

Autor Plus: Plagi akademickie – spotkanie krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Spotkanie z cyklu Autor Plus organizowanie przez oddział krakowski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

W dyskusji udział wzięli: – dr Józef Wieczorek (autor książki „Plagi akademickie”) – prof. Bogusław Dopart red. Maria Fortuna – Sudor

Prowadzący: dr hab. Krzysztof Gurba

Spotkanie odbyło się 24 lutego 2021.

Książka jest dostępna

w sklepie Gazety Polskiej https://sklep.gazetapolska.pl/

Sklep Gazety Polskiej
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Polska

Tel. 722111655

sklep@gazetapolska.pl

w Krakowie w 
Księgarni ZBROJA

31-004 Kraków, p;. Wszystkich Świętych 9
pon. – piątek 11-19.00
tel/ 692-308-776 https://www.facebook.com/KsiegarniaZbroja/

 i w siedzibie Fundacji Biblioteka Domowa 30-046 Kraków ul. Lea 5a [pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]

Można ją też zamówić e-mailem lub telefonicznie:

Wojciech Pasternak – prezes Fundacji

kontakt:604 339 271

e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl

strona www: http://ksiazkiiludzie.pl/

Lustracja, czyli odsłanianie twarzy podczas pandemii

Lustracja, czyli odsłanianie twarzy podczas pandemii

Podczas pandemii jest obowiązek zasłaniania twarzy, ale nie anulowano obowiązku lustrowania osób publicznych. Kto przed laty nie utrzymywał należytego dystansu, miał tajne, bliskie – rzec można: intymne – kontakty z SB, musi się liczyć z tym, że jego twarz, nawet w okresie pandemii zostanie odsłonięta.

W czasach PRL, z powodu pandemii komunizmu, istniał obywatelski obowiązek zachowania dystansu wobec funkcjonariuszy zabezpieczających trwanie podłego systemu. Niektórzy tego obowiązku nie przestrzegali, ale po ogłoszeniu obalenia komunizmu byli nierozpoznani.

Obowiązek noszenia masek podczas pandemii traktowany jest jako ograniczenie wolności, ale dawni współpracownicy systemu zniewolenia, przez lata III RP, zakrywali sobie twarz autonomicznie. Fakt, że zwykle bezobjawowo, stąd mało kto wiedział, co za taką maską może się kryć. Kiedy powstał IPN przystąpiono do tworzenia ustaw umożliwiających ujawnienie tego co miało być tajne.  Krzyk z tego powodu był głośny, szczególnie na autonomicznych uczelniach, gdzie starano się zachować przywilej ukrywania prawdy.

Niektóre uczelnie pousuwały zresztą poszukiwanie prawdy z obowiązku akademickiego, aby się zabezpieczyć na taką ewentualność. W tym czasie rozpocząłem tworzenie “lustra nauki” (serwis: Lustracja i weryfikacja naukowców PRL) aby nasi akademicy mogli się w nim przejrzeć w całej okazałości i bez skrępowania. Nawet było spore zainteresowanie i trwa ono do dziś, stąd ponad milion spojrzeń zarejestrowanych. Można sądzić, że wielu spoglądało na siebie wielokrotnie, ale do tej pory “lustro” nie zostało roztrzaskane, choć zamiary były.

IPN nie próżnuje, wiele twarzy odsłonił, stworzył katalogi ciągle uzupełniane i ostatnio, mimo pandemii, odsłonił kolejną twarz jednego z rektorów. Fakt, że już byłego i miernie utytułowanego, bo jedynie doktora, lecz usytuowanego na wielu pozycjach i to decyzyjnych, a także doradczych. Chodzi o dr. Kazimierza Kujdę, który w latach 2004-2005 był rektorem Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie, a w latach 2004-2007 rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży.  Okresowo był więc – rzec można – rektorem do kwadratu. Odsłonięcie twarzy – i to w czasie pandemii – nastąpiło w trybie autolustracji, po tym jak były rektor został zawieszony w pełnieniu funkcji doradczej przy Prezydencie RP. Sam wystąpił o publiczne odsłonięcie twarzy przed dwoma laty, kiedy pandemii jeszcze nie było. Sam uważał, że z SB nie współpracował. Prokuratorzy IPN jednak wykazują, że jest kłamcą lustracyjnym, co go dyskwalifikuje do pełnienia publicznych stanowisk.

Kłamstwa rektorów są tak pospolite, że nie skutkują na ogół konsekwencjami, lecz kłamstwo lustracyjne traktowane jest poważniej, szczególnie przy obejmowaniu stanowisk nieakademickich. Zapewne sprawa znajdzie finał w sądzie, jak wiele podobnych.

Nie tak dawno odszedł z tego świata były rektor UJ – Franciszek Ziejka, który notowany był w aktach SB jako KO pod pseudonimem Zebu, nader trafnie dobranym. Do współpracy się nie przyznawał, a sąd nie podzielił argumentów IPN i nie podważył prawdziwości oświadczeń lustracyjnych. Może to nastąpić najwcześniej na Sądzie Ostatecznym, co zresztą sugerował sam rektor oskarżany o kłamstwo.

Taki stan rzeczy nie jest korzystny dla funkcjonowania domeny publicznej na ziemskim padole. Potrzebne jest oczyszczenie domeny publicznej, a akademickiej w szczególności, bo w tej domenie formuje się nasze elity, i to na lata. Niestety tego nie dokonano po ogłoszeniu upadku komunizmu, więc tak do końca to on nie upadł. Zresztą konieczna by była szersza lustracja uczelni, na wzór lustracji majątków ziemskich w dawnej Rzeczypospolitej.  W końcu trzeba mieć wiedzę o tym czym się zarządza i kto zarządza.

Pod koniec PRL przeprowadzono lustrację na uczelniach, ale nie na okoliczność współpracy z SB, lecz na okoliczność zidentyfikowania tych, którzy do utrwalania najlepszego z systemów się nie nadawali. A co gorsza nie spełniali norm etyki socjalistycznej i swoją postawą negatywnie wpływali na młodzież akademicką. Stanowiąc zagrożenie dla przewodniej siły narodu, z systemu akademickiego byli usuwani.  I do tej pory ta lustracja, od której do sądów nie było odwołania, nie stanęła przed sądem wolnej Rzeczypospolitej. I jakby nikomu to nie przeszkadzało.

Prawdziwej twarzy tej lustracji i negatywnie zlustrowanych nikt nie chce widzieć, nawet jak sami o autolustrację i poznanie prawdy historycznej występują. Nawet pandemia takiego maskowania nie usprawiedliwia.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 17 lutego 2021 r.

SDP Kraków zaprasza na dyskusję o „Plagach akademickich”- spotkanie online z cyklu „Autor plus”

Szanowni Państwo,
Serdecznie zapraszamy na pierwsze w tym roku spotkanie online z cyklu „Autor plus”. Dyskusja będzie poświęcona książce pana Józefa Wieczorka pt. „Plagi akademickie”. Spotkanie odbędzie się w środę 24 lutego o godzinie 17:00 na Zoomie.W rozmowie wezmą udział: Józef Wieczorek, prof. Bogusław Dopart i red. Maria Fortuna – Sudor. 
Więcej o spotkaniu opowiada sam autor w krótkiej zapowiedzi wideo:https://youtu.be/KddGiWCwHac


Link do środowego spotkania: https://us02web.zoom.us/j/87192306784?pwd=NHBhUGFvc2V2VUpBV0Ztc1d2TmRiQT09

Hasło: sdp


Zapraszamy!
Zarząd Oddziału Krakowskiego SDP


SDP Kraków
ul. Szczepańska 1, 31-011 Kraków
sdp.krakow@gmail.com
Dyżury: środa 16:00 – 18:00
Facebook: https://www.facebook.com/sdpkrakow/

Wieczorek -na dzień dobry- uważa, że nasz system akademicki jest niewydajny

Wieczorek- na dzień dobry – uważa, że nasz system akademicki jest niewydajny

https://tvrepublika.pl/Wieczorek-uwazam-ze-nasz-system-akademicki-jest-niewydajny,112640.html

W Polsce na dzień dobry

Lockdown akademicki, wczoraj i dziś

Plagi akademickie – Józef Wieczorek

Lockdown akademicki, wczoraj i dziś 

Lockdown, to słowo, które zrobiło karierę w czasie pandemii i zostało niejako inkorporowane do języka polskiego, choć to wyraz angielski. Oznacza zamknięcie, blokadę, izolację, zakaz wyjścia, kwarantannę, czyli niezbyt miłe okoliczności tworzone w ostatnim roku na froncie walki z pandemią koronawirusa. Ciekawe, że wcześniej to słowo prawie nie było znane, choć okoliczności, nawet bardziej niemiłe, też oczywiście występowały i krępowały życie sporej części Polaków.

Z instalacją systemu komunistycznego wiązał się przecież lockdown, i to bardziej dotkliwy niż ten obecny.  Odizolowano od niekomunistycznego świata niemal całą populację Polaków żyjącą między Bugiem i Odrą. Zamknięto nas w komunistycznym baraku. W pierwszych latach zamknięcie granic było niemal zupełne, kwarantanna narodowa miała zabezpieczyć nas przed wirusami wolności ze świata Zachodu. Tylko izolacja i postępowa edukacja dawały szansę na budowę systemu powszechnej szczęśliwości. Zmniejszenie ograniczeń, poluzowanie lockdownu pod wpływem protestów społecznych, powodowało rozprzestrzenianie się wirusa wolności i konieczność używania sił bezpieczeństwa publicznego, a nawet wprowadzenia stanu wojennego. Chroniono obiekty i osoby- aby czegoś złego sobie nie zrobiły – organizując liczne miejsca odosobnienia.

Lockdown był szczególnie dotkliwy dla świata akademickiego, źle znoszącego izolację prowadzącą do postępującej degradacji nauki i edukacji. System akademicki był dość szczelnie zamknięty przed inaczej myślącymi, a całkiem zamknięty dla przeciwników komunistycznego lockdownu. Sformowano spore zastępy miłośników takiego systemu, który dla nich nieco się otwierał i dawał szansę na wybicie się z szarej masy.

Mimo formalnego upadku systemu komunistycznego, otwarcia granic, lockdown – co prawda bardziej “miękki”, w odmianie pełzającej – w domenie akademickiej pozostał, można rzec, przepełznął przez transformację do III RP. Nie bez przyczyny na początku tego wieku pisałem w Rzeczpospolitej “system zamknięty i niereformowalny” argumentując, że żadna reforma zasadniczo nie zmieni sytuacji w nauce i szkolnictwie wyższym, o ile system ten się nie otworzy. A system przez wiele lat nadal był bardziej kompatybilny z blokiem komunistycznym, niż z zachodnim, stąd notowane natężenie przygranicznego ruchu habilitacyjnego na wschód od Bugu, i na południe od Tatr, a blokada – silny lockdown- dla chcących wracać z Zachodu.  

Niektórych naukowców polskich formowanych na Zachodzie wręcz zmuszano do rezygnacji z obywatelstwa polskiego przy staraniach się o stanowiska profesorów na polskich uczelniach.  

Wymóg habilitacji, a niekoniecznie wybitnych osiągnięć naukowych, efektywnie blokuje stanowiska profesorskie dla nieswoich. Mimo złagodzenia takiego wymogu, obyczajowy lockdown dla niehabilitowanych jak najbardziej nadal funkcjonuje. Świat akademicki przyzwyczaił się do lockdownu, i rękami oraz nogami broni się przed mobilnością. Zamyka się w swoich “gettach”, realizując kariery od studenta do rektora na tej samej uczelni, najlepiej w towarzystwie swoich krewnych, zgodnie ze swoistą polityką prorodzinną.

Podczas pandemii, z powodu lockdownu, mistrzowie i uczniowie trzymają się z dala, realizując okrojone programy konieczne do utrzymania poziomu udyplomowienia społeczeństwa.

Tylko na okoliczność manifestacji antypisowskich akademicki lockdown nie obowiązuje. Profesorki, skracając dystans, wychodzą do rozwydrzonych, proaborcyjnych tłumów z wykładami na temat je*ania PiS, tłumacząc -jako filolożki – barwę i znaczenie słowa wyp***dalać. Mimo lockdownu chyba nigdy profesorowie/profesorki nie byli/-ły tak blisko ludu i to w roli meneli. Podczas lockdownu komunistycznego skracano dystans, między elitami in statu nascendi a ludem, poprzez praktyki robotnicze, ale do takiego braterstwa – jak obecnie – to chyba jednak nie dochodziło.

Ciekawe, czy w ramach modyfikowania „Konstytucji dla Nauki” wprowadzony zostanie nowy tytuł naukowy na drodze kariery akademickiej – tytuł profesora menela/profesorki menelki. Kandydatów/kandydatek by nie brakowało. 

Póki co, najbardziej znany szczepionkowy rektor zamknął się w sobie – rzec można – dokonał wsobnego lockdownu i nie otworzy się na oczekiwania ministerialne opuszczenia rektorskiego stanowiska. Podczas pandemii szary obywatel ma zostać w domu, a rektor na uniwersytecie.

Jak lockdown, to lockdown. Najważniejsze jest bezpieczeństwo i akademicka autonomia. Dbając o siebie, dbamy o innych. Takiego lockdownu to ani minister, ani premier, nie zdoła znieść. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska z 10 lutego 2021 r.

Wieczór autorski on-line – O „Plagach akademickich”

O „Plagach akademickich”

Wieczór autorski on-line
www.GazetaPolska.pl
18 lutego [czwartek] godz. 18

Autor książki: Józef Wieczorek
Prowadzenie: red. Jacek Liziniewicz

FAKT przeprasza za przerobienie opozycjonisty antykomunistycznego na zbrodniarza komunistycznego !

FAKT przeprasza za przerobienie opozycjonisty antykomunistycznego na zbrodniarza komunistycznego ! 

Dokumentacja pierwszej strony internetowej Fakt.24 https://www.fakt.pl/ z dnia 13 lutego 2021 r. Po wielu miesiącach od wygranego procesu Dawida z Goliatem . vide – https://blogjw.wordpress.com/…/dawid-pokonal-goliata…/

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Przy okazji  pod uwagę sprawy przeprosin pokrzywdzonych przez potentatów po przegranych procesach:

Sprawa przeprosin Babci Filomeny przez  niezłomnych „profesorów” 

https://www.tysol.pl/a61159-Pawel-Jedrzejewski-Amerykanscy-historycy-nie-odrozniaja-Polski-od-Korei-Polnocnej-Nie-tylko-oni

Profesorska niezłomność „Mają przepraszać? Profesorowie?! Jakąś kobietę ze wsi, która książek nie czyta? W chuście? Która może jeszcze – o zgrozo – chodzi w niedzielę do kościoła? I której pomogła w procesie jakaś wredna, prorządowa organizacja!? O nie! Profesorowie na taki atak na wolność badań naukowych nigdy się nie zgodzą! Sąd mówi: „przeproście”. A profesorowie odwołują się od wyroku. Profesorowie mówią twardo „nie”. …

W każdym razie, jeśli chodzi o profesorów historyków, jestem po stronie Babci Filomeny .

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Sprawa przeprosin rodziny generała Ryszarda Kuklińskiego: 

Rodzina gen. Kuklińskiego wciąż czeka na przeprosiny

https://plus.dziennikpolski24.pl/rodzina-gen-kuklinskiego-wciaz-czeka-na-przeprosiny/ar/12916193?fbclid=IwAR0t3sqqWRxL4vVEDBMChW1ATIcsDKciVrBoPmhba0xhvk7JBQLYDUsVu5o
„- Wyrok jest prawomocny. Ale na razie nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek przeprosinach. A zakładam, że po dżentelmeńsku „Biały Kruk” by nas o nich poinformował. Czekamy więc cierpliwie. „

Czy ktoś ma wiedzę o tym, że od tego czasu takie przeprosiny miały miejsce ? Jakoś nie można znaleźć informacji w internecie. Miały być na łamach Rzeczpospolitej. Może mamy także swojski przypadek niezłomności profesorskiej ? 

W każdym razie ociąganie się z przeprosinami, mimo przegranych procesów, w tym kasacji, ma swoją wymowę.

Róbta co chceta z “plus ratio quam vis” i “mente et maleo”

Róbta co chceta z “plus ratio quam vis” i “mente et maleo”   

Styczeń to – od niemal ćwierć wieku – miesiąc, kiedy w przestrzeni publicznej gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, realizując cele statutowe fundacji, które stanowi m.in. „działalność w zakresie ochrony zdrowia, polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci”. Fundacja realizuje swoje cele poprzez zakup sprzętu, urządzeń i materiałów, i nieodpłatne przekazywanie lub udostępnianie ich placówkom i instytucjom”.   

Orkiestra gra   

Na realizacje tego celu orkiestra gra publicznie od 1993 r. w Polsce, jak i na całym świecie, i prowadzi szeroko zbiórkę pieniędzy nagłaśnianą przez media. W tym okresie zebrała już ponad miliard złotych i bije rekordy niemal corocznie. W ostatnim roku udało jej się zebrać ponad 180 mln złotych. Istnieją jednak kontrowersje wokół przejrzystości finansowej fundacji, kierowane także na platformę sądową. Pojawiają się pytania: jakie są koszty tego grania, jaki procent z zebranych pieniędzy kierowany jest na pomoc medyczną, a jaki jest zagospodarowany przez członków fundacji i kierowany na inne cele.  

Fundacja informuje, że statutowo podejmuje różne działania mające na celu zapobieganie szerzeniu się i ograniczaniu zjawisk patologii społecznych, w tym narkomanii, alkoholizmu i przemocy. Skupia wokół idei fundacji ludzi w Polsce i poza jej granicami, w tym w szczególności młodzież oraz przedstawicieli środowisk twórczych, intelektualnych i naukowych. Organizuje spotkania służące wymianie doświadczeń osób i jednostek prowadzących działalność w zakresie zbieżnym z jej celami.

Takim sztandarowym spotkaniem organizowanym przez fundację jest Przystanek Woodstok (w latach 1995–2017) a obecnie zwany Pol’and’Rock Festival, gdyż ze względów prawnych nazwa „Przystanek Woodstock” nie może być używana. W założeniu festiwal ten jest podziękowaniem dla wolontariuszy za ich pracę podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i jest w całości bezpłatny dla widzów.  

Róbta co chceta   

Idea festiwalu ma swoje korzenie w imprezach hipisów – „dzieci kwiatów”, z którymi Owsiak był w młodości związany. Hasło „róbta co chceta” lansowane przez Owsiaka, chyba jakoś nie było skuteczne dla statusowego zapobiegania szerzeniu się i ograniczaniu zjawisk patologii społecznych, w tym w szczególności narkomanii, alkoholizmu i przemocy.  

Na festiwalu notowano przypadki narkomanii, także alkoholizmu, czy przemocy w postaci gwałtów wśród radosnej młodzieży nieraz tarzającej się w błocie. Były też ofiary śmiertelne. Hasło „róbta co chceta” i hipisowskie korzenie festiwalu, jakby stymulowały do takich poczynań. 

Gra Wielkiej Orkiestry budzi coraz większe kontrowersje, choć zbiera coraz więcej i uznania ze strony artystów, celebrytów, niektórych duchownych, a co najważniejsze, elit umysłowych z prestiżowych nawet uczelni.  
  

Plus ratio quam vis   
  

Najlepszym tego objawem jest przyznanie Owsiakowi 28 czerwca 2017 roku najwyższego odznaczenia Uniwersytetu Jagiellońskiego medalu „plus ratio quam vis”, którego pierwszym laureatem był Jan Paweł II w roku 1997.  

Uczeni argumentowali, że „on postanowił zmieniać ten świat na lepsze.” Podobno zainicjował w trudnych czasach jeden z najbardziej niezwykłych masowych ruchów społecznych, konsekwentnie realizując w praktyce piękną idę pomocy najsłabszym. Społeczność akademicka UJ podziękowała Jerzemu Owsiakowi „za jego wrażliwość moralną, wytrwałość i konsekwencję w realizacji głęboko humanitarnych celów”. I wyraziła przekonanie, że dalsza jego działalność będzie „obfitować owocami dobra, szlachetności i miłości „. Uznano, że potrafi „zmobilizować dobre strony Polaków” a Owsiak uznał tę nagrodę za nobla, choć tego prawdziwego nobla jeszcze nie dostał, mimo że był do niego zgłaszany.   

W tym roku Owsiak na cele zbiórki orkiestry przeznaczył błyskawicę, symbol Strajku Kobiet, co trudno inaczej interpretować jak poparcie wulgarnego, proaborcyjnego ruchu, podobnie jak to miało miejsce i ze strony jagiellońskiej barbarii. (mój reportaż: Reakcje na Apel Kolegium Rektorskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego do Władz RP w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego – 28.10.2020 r.). To chyba wyjaśnia, dlaczego Owsiak tak jest hołubiony przez uczelnię działającą na podobnej platformie zdziczenia antycywilizacyjnego.  

Do tej pory postępowi promotorzy jagiellońscy nie wytłumaczyli „maluczkim’, jak taka barbaria, symbolizowana błyskawicą, ma się do wrażliwości moralnej, humanitarnej, szlachetności, dobra i miłości? Trudno to ogarnąć prostym rozumem a nawet nie mieści się to w głowie. Jagiellońscy promotorzy Owsiaka mają zapewne bardziej pojemne głowy.    

Robią co chcą    

Tym niemniej uznali zapewne, że barbaria jest oznaką wyższości rozumu nad siłą. Trzeba mieć jednak na uwadze, że część laureatów zaszczytnej nagrody ‚plus ratio quam vis” może i siłą się nie wyróżniała, ale i rozumem nie imponowała. Nagrodę otrzymał m.in. Franciszek Ziejka notowany w aktach SB jakże trafnym pseudonimem KO „Zebu”, Jerzy Wyrozumski – jako historyk mający ogromne zasługi dla niepoznania prawdy o najnowszej historii UJ, czy Zofia Stasicka, działaczka ZNP w czasach PRL, a także Piotr Sztompka, niewątpliwy Goliat polskiej socjologii, którego używając jedynie rozumu zaatakowałem (z pozycji Dawida!) merytorycznie argumentami w temacie kryzysu uniwersytetu na łamach Kuriera WNET (luty 2019) Nie zareagował. Czemu nie użył rozumu wobec moich argumentów, przecież nie siłowych, tylko rozumowych? 

A w roku ubiegłym medal został wręczony ks. Adamowi Bonieckiemu. Fakt, że nie na siłę, ale czy z użyciem rozumu? W laudacji taktownie nie podkreślano zasług duchownego laureata dla obrony satanisty Nergala, czy walczącego z Kościołem Margota, ani jego oświadczenia, że nie ma zamiaru stawać w obronie pierwszego laureata nagrody „plus ratio quam vis” – Jana Pawła II, barbarzyńsko od lat atakowanego w ramach wojny z cywilizacją łacińską   

I to im zaimponowało? Widać było w roku pandemicznym, że orientacja seksualna całkiem zdominowała orientację intelektualną i moralną środowisk akademickich, nie tylko na UJ.  

Czyżby postulat „róbta co chceta” tak zauroczył władze UJ, że postanowiły zastosować go do najważniejszej jagiellońskiej nagrody? Można rzec: autonomicznie robią co chcą ze szlachetną dewizą „plus ratio quam vis”, kiedyś wprowadzoną do Collegium Maius przez Karola Estreichera, który wiedział wiele o nadrzędności siły wobec rozumu na UJ w czasach PRL, co udokumentował w swoich dziennikach. Niestety wprowadzenie tej dewizy na wiele się nie zdało. Deficyt rozumu stał się tak wielki, że siła nad nim dominuje, co widać i słychać było i w roku 2020, kiedy podburzana przez rektorów dzicz artykułowała swoją siłę nie używając rozumu. Rektorzy zapewniali – jesteśmy z wami! Tryumf siły nad rozumem w pełnym zakresie.  

Dodajmy jeszcze, że wśród nagrodzonych na szczycącym się swoją apolitycznością uniwersytecie, nie brak było i polityków zagranicznych, jak znany polityk Unii Europejskiej wspierający następnie Wielką Brytanię na drodze wyjścia z Unii- José Manuel Barroso, czy Valery Giscard d’Estaing zasłużony dla podcinania chrześcijańskich  korzeni  Europy , wyróżniany już wcześniej Orderem Zasługi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Czyżby uznano, że zasłużenie się dla PRL było dowodem jego siły rozumu. Takie ordery otrzymywali w PRL m. in. tacy mocarze ówczesnego świata jak: 1975 Muammar Kadafi, prezydent Libii, 1979 –Fidel Castro, premier i przewodniczący Rady Państwa Kuby,1981 – Leonid Breżniew, przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR,1982 – Janos Kadar, sekretarz generalny KC Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej,1982 – Erich Honecker, Przewodniczący Rady Państwa NRD,1983 –1985 –Dolores Ibarruri, hiszpańska komunistka,1986-1987 – Kim Ir Sen, prezydent Korei Północnej.  

Nie wszyscy oni dotrwali do czasów, kiedy rozpoczęto przyznawać medal „plus ratio quam vis” i to może wyjaśniać, że go jednak – inaczej niż długowieczny Valery Giscard d’Estaing – nie dostali.  
  

Mente et maleo  
  

Jest jeszcze jedna dewiza z myślą na miejscu pierwszym: ”mente et maleo”, czyli myślą i młotem. Jest to dewiza bliskiej mi dziedziny geologii, która mieści się wśród dziedzin naukowych uprawianych na jagiellońskiej wszechnicy, choć nie wszyscy jej  pasjonaci mieszczą się w kadrach naukowych UJ.

Kto na serio traktował tę dewizę i to w należytej kolejności, tzn. na pierwszym miejscu zawsze myśl, a dopiero potem młot, i tak uczył młodych żaków, nie miał wiele szans na utrzymanie się na uczelni. Dewizę „więcej rozum, niż siła” wzorcowa polska uczelnia stosowała nader często na opak. Stawianie myśli na pierwszym miejscu zagrażało bowiem kadrom sformatowanym na opaczną modłę.  

Tak już bywało w wieku XIX, kiedy na jagiellońskiej wszechnicy wyróżniający się myśleniem mieli trudności, aby się na niej utrzymać.

Tak było w przypadku geologa Ludwika Zejsznera, dwukrotnie wyrzucanego z UJ.

Podczas okupacji niemieckiej geologia na UJ nie funkcjonowała, a po okupacji wznowione studia geologiczne trwały tylko lat kilka. po czym nastąpiła 25-letnia przerwa. Myśl geologiczna nie była więc rozpowszechniana wśród studenterii. Ci, którzy z tą dziedziną się zetknęli, nader często używali w pierwszej kolejności młota a rzadziej myśli, stąd rezultaty nie zawsze były najlepsze. 

Niewątpliwe przyczyniło się to zerwania kontaktu z rzeczywistością i mimo że ludziska przemieszczają się po powierzchni Matki Ziemi, zachowują się, jakby zupełnie nie kojarzyli co ta powierzchnia sobą reprezentuje, a tym bardziej, co się pod jej powierzchnią/naskórkiem – rzec można – się znajduje.  

Stąd mamy obecnie sytuację, że na tematy gazu łupkowego wypowiadali się przede wszystkim socjolodzy, aż nadmuchana bańka gazowa pękła, a na temat kopalń wypowiadają się językoznawcy, bo język mają, a to, że pojęcia o geologii nie mają, to nikomu to nie przeszkadza.  

Myśl geologiczna jest omijana szerokim łukiem. Jakoś nikt kto stosował dewizę „mente et maleo” nie znalazł się wśród laureatów nagrody „Plus ratio quam vis”, mimo że respektowanie nadrzędności myśli nad młotem do takiej nagrody winno jak najbardziej predestynować.  

Zgodnie z postulatem „róbta co chceta”, jak się chce, to stawia się siłę nad rozumem i młotem wali, zamiast wpierw pomyśleć. I taki to mamy obecnie autonomiczny, prestiżowy uniwersytet, w rankingach światowych plasujący się na ogół w piątej setce uczelni. Ostatnio wyróżnia się przywróceniem relacji mistrz-uczeń, ale tym razem nie na platformie poszukiwania prawdy, lecz na platformie „je*ania PIS”, na której tak profesorowie, jak i studenci mówią jednym głosem. (Kurier WNET, nr. 78/79).

Ta platforma funkcjonująca zgodnie z hasłem „róbta co chceta”, wspierana jest przez autora tego hasła, sądzonego zresztą za wulgaryzmy, ale cieszącego się najwyższym wyróżnieniem jagiellońskim. Profesorów-meneli nikt jeszcze nie sądzi. Widać, że degradacja dewizy „plus ratio, quam vis”, jak i „mente et maleo” skorelowana jest z cywilizacyjną degradacją uniwersytetu.   

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr 80, w lutym 2021 r. 

A jednak się mieści !

A jednak się mieści !

Decydenci ‚krakówka’ twierdzili, że moja książka „Plagi akademickie” nie mieści się w ramach. [„Plagi akademickie” pod opieką Ducha Świętego ? Poza jurysdykcją ‚krakówka’ ! | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com)]

A tu proszę. Zmieściła się !

Całe szczęście, że nie trafiła do archiwum krakowskiego. Ani popiół by nie został ! [ https://gazetakrakowska.pl/krakow-trzeci-dzien-walki-z-pozarem-archiwum-urzedu-miasta-strazacy-wyburzyli-czesc-sciany-zdjecia/ar/c1-15431397%5D

Trąd w Pałacu Nauki

Józef Wieczorek – Plagi akademickie

Trąd w Pałacu Nauki

Napisana kilkadziesiąt lat temu przez Ugo Bettiego sztuka “Trąd w Pałacu Sprawiedliwości” obrazowała włoski system sprawiedliwości będący w stadium rozkładu moralnego. Nie bez przyczyny sztuka ta cieszyła się w PRL (po odwilży) dużą popularnością, co nie może dziwić, zważywszy na ówczesny stan komunistycznego wymiaru sprawiedliwości. Sztuka wielokrotnie była powtarzana w telewizji, a ja po jej obejrzeniu w roku 1987 roku, w epoce jaruzelskiej, zauważyłem duże analogie do zdegradowanego już wówczas świata akademickiego.

Właśnie po kilku latach działań operacyjnych zostałem skazany na wypędzenie z wzorcowej polskiej uczelni (UJ), bez możliwości odwołania się do sądu, bo w taki sposób junta jaruzelskiego przygotowała oczyszczenie uczelni z niewygodnego elementu, a władze uczelnie wprowadzały to w życie. Podjąłem jeszcze próbę rozmowy z rektorem-elektem Prof. Aleksandrem Kojem, zasłużonym dla przeprowadzenia czystki akademickiej, i zjawiłem się w jego gabinecie, jakoś tak na drugi dzień po obejrzeniu sztuki Ugo Bettiego. Rozmowa była drętwa i tylko potwierdzała moją opinię o degrengoladzie władzy. Miałem ze sobą tekst Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i pokazałem palcem to, co się w jego uczelni dzieje i co on wyprawia wbrew Deklaracji. Bez zainteresowania.

Zapytałem zatem wprost rektora in statu nascendi, czy może oglądał wczoraj “Trąd w Pałacu Sprawiedliwości”. Odrzekł, że nie. Ciągnąc temat pytałem, czy nie sądzi, że trąd panuje w Pałacu Nauki. Tego było już za wiele i rozmowa się skończyła poprzez przyjęcie postaw spionizowanych a lewa ręka rektora posłużyła za drogowskaz, zgodnie z którym opuściłem gabinet rektora, niedługo potem uczelnię. Ja wyszedłem, ale trąd pozostał, przetrwał w uczelni okres transformacji i jak to bywa z chorobami zakaźnymi – rozpowszechnił się w całej domenie akademickiej, aż do dnia dzisiejszego. Lockdownu dla trędowatych akademików nie zastosowano, a jedynie dla wypędzonych z uczelni, stąd ja – mimo reform- pozostałem poza uniwersytetem, jako persona non grata. Mamy dziś oznaki, że trąd opanował nawet gremia etyczne i to w samym wnętrzu Pałacu Nauki, czyli w PAN. Komitet Etyki w Nauce PAN – jakby zatrwożony pomysłem ministra nauki (Pakiet Wolności Akademickiej) złagodzenia objawów trądu zniewalającego akademików – uznał, że takie poglądy stanowią zagrożenie dla nauki, która nie tylko od światopoglądu, ale i od filozofii winna być niezależna.


Komitet bliższej filozofii swego stanowiska nie wyjaśnia, jakby dla zachowania zgodności swej tezy o konieczności rozdziału filozofii od nauki. Jeszcze w II RP przyznawano na uczelniach doktoraty z filozofii, dodając w zakresie jakiej dyscypliny np. w zakresie geologii. I nie był to zły okres dla nauki w Polsce. Dziś komitet PAN zarzuca projektowi ministra “traktowanie nauki jako areny propagowania przekonań religijnych, światopoglądowych lub filozoficznych. Wdrożenie regulacji, która zachęca do prowadzenia sporów na te tematy w debacie naukowej, nie tylko nie przyczyni się do podniesienia jakości tej debaty, ale wprowadzi w nią chaos i utrudni zarówno badania naukowe, jak i przekazywanie wiedzy”. Czyli co? Prowadzenie sporów filozoficznych utrudni badania naukowe?

Co na to nasi liczni filozofowie, którzy są także wśród członków komitetu PAN? Kiedyś filozofię traktowano jako królową nauk, jako umiłowanie mądrości, która akademikom bardzo była przydatna. Dziś zrezygnowano z poszukiwania prawdy na uniwersytetach, które weszły w okres postprawdy, kiedy mądrość tylko utrudnia badania i awanse naukowe, a głupota i kłamstwa jak najbardziej je ułatwiają.

To tłumaczy, dlaczego mamy tyle idiotycznych badań i takie brednie wypisują/wypowiadają nawet najbardziej utytułowani akademicy. Trudno tego nie odczytywać jako kontynuację komunizmu, kiedy ideologia dominowała nad nauką, sporów filozoficznych nie było, bo filozofia jedynie słuszna, i to marksistowska, ułatwiała badania i awanse naukowe, oraz pozwalała nawet hodować gruszki na wierzbie.

Komitet PAN nie wystąpił jednak o wycofanie rozporządzenia ministra zamieszczonego w dzienniku ustaw z dnia 20 września 2018 roku, zgodnie z którym nie dokonano rozdziału filozofii, ani teologii, od nauki: filozofia – jako dyscyplina naukowa – umieszczona jest wśród dziedziny nauk humanistycznych, a teologia -jako dyscyplina naukowa – wśród dziedziny nauk teologicznych. A zatem również spory filozoficzne, jak i teologiczne, w debacie naukowej, niejako są wpisane do systemu nauki.

Minister nauki do tej pory jednak nie wystąpił o likwidację Komitetu Etyki w Nauce PAN.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska z 3 lutego 2021 r.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Trąd w Pałacu Sprawiedliwości

https://ninateka.pl/kolekcja-teatralna/material/trad-w-palacu-sprawiedliwosci-gustaw-holoubek

Autonomiczna reputacja szczepionkowego rektora

Autonomiczna reputacja szczepionkowego rektora  

Media nagłośniły jako niebywały skandal aferę szczepionkową na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, choć wiadomo, że w PRL było normą, iż ludzie resortowi, z przewodniej siły narody i ich ulubieńcy mieli dostęp do dóbr, o których inni mogli tylko marzyć.

Mamy ciągłość prawną, także obyczajową z PRL, a uczelnie zwane są skansenami komunizmu, więc nie wiadomo, czemu ten skandal tak bulwersuje.

Negatywna selekcja kadr przetrwała do III RP, rekrutacje na etaty uczelniane odbywają się w ramach ustawianych konkursów na konkretną osobę, więc ustawienie kolejki szczepień na konkretne, znane, nieraz resortowe osoby nie powinno dziwić.

Są one uważane za dobro narodowe, bo obywatele robią sobie z nimi pozowane zdjęcia, więc trzeba je otaczać specjalną troską.

To wpisuje się w patologiczny system akademicki, w którym funkcjonuje szczepionkowy uniwersytet – WUM, dotknięty w ostatnim czasie licznymi plagami, m.in. kadrowymi czy mobbingiem, o czym informowały media. Uniwersytet traci reputację, staczając się po równi pochyłej.

Rektor WUM, którego pozycja po reformie Gowina się umocniła, nic sobie nie robi z oczekiwania jego dymisji przez ministrów. I to jest wyraźna różnica z PRL, kiedy minister bez problemu usuwał rektorów – fakt, że tych, którzy cieszyli się dobrą reputacją w niepokornym środowisku. Rektor WUM stracił reputację społeczną, ale nadal jest członkiem nadzwyczajnej kasty akademickiej, w naszym systemie bezkarnej. 

Kradzież szczepionek na uniwersytecie, o dziwo, zauważyli i nagłośnili studenci, naruszając tym samym relacje mistrz – uczeń, które z takim trudem zostały odbudowane w roku ubiegłym i to na platformie je*ania PIS. Wtedy mistrzowie i studenci w Polsce mówili jednym głosem – wy***dalać.

Media antyrządowe i kadry akademickie wręcz podziwiały zarówno studentów, jak i rektorów.

Teraz to zawołanie, którego barwa tak bardzo podobała się językoznawcom i specjalistom od kultury, skierowane zostało w istocie rzeczy do rektora. Sytuacja zmieniła się diametralnie, więc przystąpiono do potępiania/dyscyplinowania studentów i sprawdzania co to za element, którego głos brzmi tak odmiennie od głosu ich rektora.

To mi przypomina sytuację z końca epoki jaruzelskiej, kiedy   młodzi reagowali podobnie na ekscesy decydentów jagiellońskich na wzorcowym uniwersytecie, ostrzegając, że ich metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI. Niestety wzorce jagiellońskie jeszcze się rozpowszechniły i w kolejnym roku pandemicznym ogarnęły szczepionkowy uniwersytet. Godność rektorów/profesorów nie zdołała przekroczyć progu wieku XXI, pozostała buta i arogancja i stosowanie metod dobrze znanych z czasów PRL. 

Dziekani WUM, broniąc swojego rektora, zaatakowali studentów, twierdząc, że ”treść licznych, częściowo anonimowych komentarzy, dalece odbiega od standardów, których powinni przestrzegać lekarze, pracownicy naukowi, doktoranci i studenci wyższej uczelni” uważając za “niegodne anonimowe formułowanie oskarżeń i przypisywanie win bez możliwości bezstronnej interpretacji zdarzeń”.

Trzeba jednak przypomnieć, że anonimowe, i to fałszywe oskarżenia formułowane wobec niewygodnych nauczycieli akademickich pod koniec epoki jaruzelskiej, bez możliwości obrony, nigdy nie spotkały się z potępieniem decydentów akademickich i takie standardy zostały przeniesione w czasy III RP. 

Hipokryzja dziekanów, typowa zresztą dla gremiów akademickich, ma wymiary kosmiczne. Jasno pokazuje, że to środowisko samo się nie oczyści.

Jak widzieliśmy w roku 2020 to środowisko skoncentrowane jest na orientacjach seksualnych i orientacjami intelektualnymi a tym bardziej moralnymi – nie zawraca sobie głowy.

Przez szarego obywatela reakcje rektora są jednoznacznie negatywnie oceniane. Rektor – mimo że demokratycznie wybrany -reputację utracił i winien odejść.  Ale na uczelniach nie obowiązuje kodeks honorowy Boziewicza, więc rektor nie ustępuje. Gdyby ten kodeks obowiązywał, to większość uczelni – jeśli nie wszystkie – trzeba by pozamykać, bo brak honoru nie dotyczy tylko pojedynczych rektorów, lecz także demokratycznych gremiów, które ich wybierają i bronią, stosując podobną orientację moralną. 

W uchwale poparcia WUM dla Jerzego Owsiaka (rok 2019) czytamy:”wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka, solidarność ze słabszymi to idee, którymi się kierujemy w życiu oraz w duchu których kształcimy i wychowujemy kolejne pokolenia studentów i młodych kadr naukowych”.

A w praktyce WUM realizuje przesłanie Jerzego Owsiaka “Róbta co chceta” i jest to praktyka znana także z innych autonomicznych uczelni. 

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska  z 27 stycznia 2021 r.

Opanujesz zakłamaną historię UJ i masz indeks w kieszeni!

Opanujesz zakłamaną historię UJ i masz indeks w kieszeni!  

Rusza XXV Konkurs Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim – https://www.uj.edu.pl/kalendarz/-/journal_content/56_INSTANCE_5De61CKaqzOl/10172/146769294  

Na stronach UJ [https://konkurs.uj.edu.pl/] czytamy :” 

Szanowni Państwo, 

pragniemy zawiadomić, iż rekrutacja umożliwiająca udział w XXV edycji Konkursu Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim została dziś uruchomiona (7 XII 2020 r.). Formularz rekrutacyjny będzie dla Państwa dostępny do 7 marca 2021 r. 

Zachęcam do wypełnienia formularza rekrutacyjnego i przystąpienia do Konkursu. 

Wszelkie informacje dot. trybu, sposobu przeprowadzenia Konkursu znajdą Państwo w Regulaminie XXV Konkursu Wiedzy o Uniwersytecie Jagiellońskim.  

Z poważaniem, 

Marek Wasilewicz” 

Kto wygra ma indeks w kieszeni. A więc przystępujcie do konkursu i do lektur!  wśród których znajdziecie podstawowe dzieło Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego,

w których jak piszę od lat nie ma takich nieznanych historykom UJ wyrażeń/wydarzeń jak: komunizm, stan wojenny, czy PZPR, co wskazuje, że dzieje UJ nie przebiegały na ziemiach polskich a może gdzieś w innej galaktyce. 

Taki stan rzeczy jest akceptowany nie tylko przez organizatorów Konkursu, ale i rzesze polskich historyków! Mamy autonomiczne zakłamywanie najnowszej historii i jej opanowanie zapewnia indeks na studia [sic !]  

Udostępniam do lektury moje teksty dotyczące Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich kontekstu. Uważam je za obowiązkowe dla uczestników konkursu, jak i etatowych kadr akademickich UJ, i nie tylko UJ, nie tylko dla historyków, choć to przede wszystkim historycy winni zapobiegać rozpowszechnianiu fałszywej historii. Ich milczenie niczym nie może być usprawiedliwione. Także obywatele nie powinni być obojętni na to, czego się na uczelniach uczy i od studentów wymaga. W końcu uczelnie/uczeni utrzymywani są z podatków szarych obywateli, a winni formować elity dla Polski na poziomie wyższym od szarego obywatela.  

Moje teksty dotyczące Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego i ich kontekstu.

[UWAGA: lektura uzupełniająca  linkowana w poniższych tekstach]   

Akademicka polityka rekrutacyjna (na UJ) 

https://blogjw.wordpress.com/2010/05/01/akademicka-polityka-rekrutacyjna/

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego 

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ 

https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/

List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętności 

https://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci/

Smutne refleksje nad polityką historyczną. Niemiecki podręcznik do historii przeznaczony na makulaturę a „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” – nie ! 

https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/

Kilka pytań do Dziekana Wydziału Historycznego UJ w związku z metodologią i standardami prac historycznych 

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/27/kilka-pytan-do-dziekana-wydzialu-historycznego-uj/

No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem 

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

10 pytań do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego na inaugurację nowego roku akademickiego 

https://blogjw.wordpress.com/2013/09/27/10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Co się działo na UJ po roku 1981 ?  

Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? 

https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/

Bunt jagiellońskich polonistów  

https://blogjw.wordpress.com/2021/01/07/bunt-jagiellonskich-polonistow/

Plaga ciemności spadła na Wszechnicę Cnót Wszelakich

 https://blogjw.wordpress.com/2020/12/16/plaga-ciemnosci-spadla-na-wszechnice-cnot-wszelakich/ 

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej  

https://blogjw.wordpress.com/2021/01/04/plagi-jaruzelskie-w-domenie-akademickiej/

Wyspa szczęśliwości stanu wojennego 

https://blogjw.wordpress.com/2020/12/22/wyspa-szczesliwosci-stanu-wojennego/

(Nie)pamięć uniwersytetu 

https://blogjw.wordpress.com/2020/11/18/niepamiec-uniwersytetu/

Moc rektorska w niemocy 

https://blogjw.wordpress.com/2020/07/21/moc-rektorska-w-niemocy/

Prawda w czasach pandemii. Jak wyglądała nieautonomiczna historia UJ w interwale 1945-89 ? 

https://blogjw.wordpress.com/2020/05/11/prawda-w-czasach-pandemii/

A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe 

https://blogjw.wordpress.com/2019/04/18/a-jednak-poznanie-historii-akademickiej-jest-mozliwe/

„Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe 

https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/

Niezłomni – wyklęci przez rektorów 

https://blogjw.wordpress.com/2018/04/14/niezlomni-wykleci-przez-rektorow/

Brytyjczycy odtajnili dokumenty dotyczące stanu wojennego w Polsce a ikona polskich uczelni – NIE ! 

https://blogjw.wordpress.com/2012/12/29/brytyjczycy-odtajnili-dokumenty-dotyczace-stanu-wojennego-w-polsce-a-ikona-polskich-uczelni-nie/

Stan wojenny się nie skończył ( nie tylko na UJ) 

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/24/stan-wojenny-sie-nie-skonczyl/

Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany 

https://blogjw.wordpress.com/2018/02/03/jesli-pzpr-umarla-wczesniej-to-uniwersytet-jagiellonski-jest-skompromitowany/

PZPR – po śmierci silniejsza niż za życia 

https://blogjw.wordpress.com/2017/02/02/pzpr-po-smierci-silniejsza-niz-za-zycia/

Historia niechciana przez historyków 

https://blogjw.wordpress.com/2015/10/24/historia-niechciana-przez-historykow/

Kneblowanie prawdy, czyli cenzura na Mysiej a cenzura na Gołębiej 

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/07/kneblowanie-prawdy-czyli-cenzura-na-mysiej-a-cenzura-na-golebiej/

Mazgulenie stanu wojennego w kontekście liberalizacji systemu w ujęciu mędrców jagiellońskich (akademickich) 

https://blogjw.wordpress.com/2016/12/07/mazgulenie-stanu-wojennego/

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina 

https://blogjw.wordpress.com/2016/02/05/obecna-twarz-uj-widziana-przez-pryzmat-twarzy-juliana-haraschina/

Sprawa Juliana Haraschina na Uniwersytecie Jagiellońskim w ujęciu Stefana Grzybowskiego b. rektora UJ 

https://blogjw.wordpress.com/2016/02/01/sprawa-juliana-haraschina-na-uniwersytecie-jagiellonskim-w-ujeciu-stefana-grzybowskiego-b-rektora-uj/

Edukacja historyczna w liceum – mimo wszystko – na poziomie wyższym, niż na uczelniach 

https://blogjw.wordpress.com/2014/08/23/edukacja-historyczna-w-liceum-mimo-wszystko-na-poziomie-wyzszym-niz-na-uczelniach/

Dlaczego się nie ujawnia jawnych współpracowników ? 

https://blogjw.wordpress.com/2013/01/27/dlaczego-sie-nie-ujawnia-jawnych-wspolpracownikow/

Jak rektorzy UJ realizowali postulaty SB 

https://blogjw.wordpress.com/2012/10/22/jak-rektorzy-uj-realizowali-postulaty-sb/

ZAKŁAMYWANIE HISTORII – historyczny głos w dyskusji nad uprawianiem i nauczaniem historii 

https://blogjw.wordpress.com/2012/05/07/zaklamywanie-historii-historyczny-glos-w-dyskusji-nad-uprawianiem-i-nauczaniem-historii/

Moje publikacje w Bibliotece Narodowej

Moje publikacje w Bibliotece Narodowej

W Katalogach Biblioteki Narodowej można znaleźć sporo moich publikacji (tylko nieliczne spośród publikacji naukowych, które można znaleźć w bibliotekach specjalistycznych polskich i zagranicznych) )

Dla przykładu:

Komisja od tytułów odeszła, system tytularny pozostał

Komisja od tytułów odeszła, system tytularny pozostał

Z końcem 2020 r. przestała istnieć Centralna Komisja do spraw stopni i tytułów (w skrócie CK) , która po transformacji ustrojowej zastąpiła Centralną Komisję Kwalifikacyjną. CKK kwalifikowała w ciągu kilkudziesięciu lat trwania PRL “inżynierów umysłów” – tych , którzy nadawali się do tworzenia najlepszego z systemów a przynajmniej tworzeniu nie przeszkadzali. Rzecz jasna nie była to komisja autonomiczna, lecz podporządkowana przewodniej sile narodu. Kandydatury na docentów/profesorów akceptowały, lub nie – KW (Komitety Wojewódzkie PZPR) a KC całkiem kandydatów mogła pogrzebać. W III RP komisja została skrócona w nazwie o jedno „K” i wyzwolona spod kurateli KC, ale była afiliowana przy premierze, czyli jednak jakby na uwięzi politycznej, choć o zmiennej orientacji.  

Efektem działań komisji było osiągnięcie przez Polskę iście imponującego przyrostu stopni naukowych doktora habilitowanego, niemal już nie znanego w świecie nauki poza państwami dawnego blogu wschodniego. Taki stan rzeczy powodował natężenie przygranicznego ruchu habilitacyjnego (kierunek Ukraina, Białoruś, potem Słowacja) w celu łatwiejszego pozyskiwania tych stopni, mrocznego nieraz pożądania.

Komisja podsuwała także pod długopis prezydentowi nader liczne kandydatury do tytułu profesora, zwanego zwyczajowo belwederskim, choć nominacje wręczano w pałacu namiestnikowskim.

Prezydent merytorycznie tych kandydatur nie oceniał, ale czasem opóźniał ich podpisywanie, a nawet – o zgrozo – nie podpisywał (przykład kandydatury Michała Bilewicza), niekoniecznie z powodu braku długopisu.

Nawet jak podsuwano prezydentowi kandydaturę jakiegoś oszusta, plagiatora, on nie miał mocy już podpisanej nominacji odwołać. Nie można się zatem dziwić, że wśród profesorów mamy tylu ludzi niegodnych, tym bardziej, że kodeks honorowy Boziewicza już u nas nie obowiązuje.

Przez te lata działalności komisji staliśmy się potęgą profesorską, ale pozostaliśmy nadal mizerią naukową, stąd o Noblu naukowym możemy jedynie marzyć. Jak dotąd marzenia się nie spełniły.

W 2019 r. w ramach wprowadzaniu w życie Konstytucji dla Nauki przeprowadzono wybory do nowego gremium – Rady Doskonałości Naukowej (RDN), która od 1 stycznia tego roku jest już całkiem samodzielnym bytem na polu doskonalenia naszych kadr akademickich. Może wreszcie staniemy się potęgą, skoro mamy tyle uczelni wyższych, taki poziom udyplomowienia młodego społeczeństwa, i tak doskonałych profesorów.

Może…..Ale wątpliwości są, i to uzasadnione, bo plagi akademickie wkroczyły bez przeszkód w nowy rok, a nawet się objawiły u członka Rady Doskonałości Naukowej (RDN), niezmordowanego blogera prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego. Ten z wielką pasją i konsekwencją walczy z akademikami, jego zdaniem – jako dotychczasowego członka CK ! – niegodnymi stopni i tytułów.

Profesor podsumował miniony rok , podkreślając niewłaściwą metodologię prac, wręcz pseudonaukowych, omówił działania naprawcze, taktownie pomijając moje „Plagi akademickie”. Ja charakteryzowałem patologie akademickie, przedstawiałem krytykę naszego systemu tytularnego i gremiów CK oraz RDN, mających twórczy udział w jego negatywnym funkcjonowaniu.

Co więcej, do ilustracji noworocznego tekstu profesor od doskonałości naukowej użył – bez jakiegokolwiek odniesienia autorskiego/źródłowego – mój poglądowy rysunek sprzed lat. Graficznie zobrazowałem na nim zmagania się akademików z pokonaniem ściany płaczu dla uzyskania niezbędnych w tym systemie stopni i tytułów.

Autor nawet nie zauważył, że rysunek dotyczy krytyki także jego działalności na drodze selekcjonowania akademików. Mamy zatem zarówno dokument pogwałcenia własności intelektualnej, ale i dokument wątpliwego intelektu demokratycznie wybranego spośród profesorów członka Rady Doskonałości Naukowej.

Jaka jestem zatem szansa, aby ta rada udoskonaliła intelektualnie naszych profesorów? Sam profesor zaczyna już wątpić w sens utrzymywania habilitacji, których poziom jest często nader kiepski, i to coraz bardziej, co świadczy o poziomie nie tylko ich autorów, ale i gremiów je zatwierdzających.

Należy żałować, że wraz z odejściem CK nie zrezygnowano z naszego rozbudowanego i nader egzotycznego systemu tytularnego. Czy zastąpienie jednej komisji, która nie dawała sobie rady z plagami akademickimi, komisją o innej nazwie, ale nadal bezradnej wobec plag spadających także na jej członków, poprawi nasz patologiczny, tytularny system?

Czy kiedykolwiek celem nauki uprawianej w Polsce będą wyniki badań a nie tytuły od jakości nauki jakby niezależne?

Tekst opublikowany w tygodniu Gazeta Polska 20 stycznia 2021 r.

[ Tygodnik Gazeta Polska poinformował ponadto : W sklepie „Gazety Polskiej” na www.sklepgazetapolska.pl lub pod numerem telefonu 722 111 655 mogą Państwo zamówić książkę „Plagi akademickie” autora niniejszej rubryki – Józefa Wieczorka]

Trudno być obojętnym wobec Nagrody Nieobojętności

Marian Turski i Beata Machul-Telus z Nagroda Nieobojetnosci Oswiecimskiego Instytutu Praw Czlowieka – Oświęcimski Instytut Praw Człowieka (oipc.pl)

Trudno być obojętnym wobec Nagrody Nieobojętności

Rok temu po wysłuchaniu na terenie KL Auschwitz wypowiedzi b. więźnia Mariana Turskiego napisałem tekst – Nie bądź obojętny ! – jedenaste przykazanie ?https://blogjw.wordpress.com/2020/01/29/nie-badz-obojetny-jedenaste-przykazanie/ argumentując, że „nie ma potrzeby tworzenia kolejnego i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych, które brzmi – „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Zamieściłem również tekst w Kurierze WNET – Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też ! https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/ argumentując ponadto;” Marian Turski pouczał, że nie należy być obojętnym na fałszowanie historii, więc nie można pominąć takiej obojętności i takiego fałszowania przez osobę, którą zamierza się awansować do rangi autorytetu moralnego i jego wypowiedzi włączyć do lektur szkolnych, a ponadto uhonorować Pokojową Nagrodą Nobla. „

Ale moje słowa zdaje się nikogo nie poruszyły, zostały przemilczane.

Natomiast słowa Mariana Turskiego poruszyły wielu ludzi nie tylko w Polsce i jego koledzy z tygodnika Polityka zbierali podpisy aby go zgłosić do Nagrody Nobla. Nie wiadomo, czy brano pod uwagę, że Marian Turski nie był obojętny na instalację systemu komunistycznego i sam instalację tego zbrodniczego systemu wspierał ! Był jednocześnie obojętny na los współwięźnia KL Auschwitz rtm. Witolda Pileckiego, a zatem swojego jedenastego przykazania nie wypełniał !

W nawiązaniu do słów Mariana Turskiego wypowiedzianych 27 stycznia 2020 r. Oświęcimski Instytut Praw Człowieka ufundował Nagrodę Nieobojętności, którą w tym roku po raz pierwszy wręczył właśnie Marianowi Turskiemu.[Marian Turski i Beata Machul-Telus z Nagroda Nieobojetnosci Oswiecimskiego Instytutu Praw Czlowieka – Oświęcimski Instytut Praw Człowieka (oipc.pl) ]

Laureat nie ukrywał, że nagroda ta sprawiła mu radość i podkreślał „jestem szczęśliwy, że i w prezydenckiej kampanii wyborczej i w akcji obronnej LGBT przeciw szkalowaniu, i podczas Strajku Kobiet – wielokrotnie moje słowa znalazły się na transparentach.”

Nie był -jak widać – obojętny wobec barbarzyństwa niszczącego resztki cywilizacji łacińskiej, profanacji symboli religijnych, wykluczania tych, co nie byli obojętni na te fakty zdziczenia, tak młodzieży, jak i starczych, także akademickich mistrzów i uczniów mówiących jednym głosem na platformie ‚je*ania PiS’, domagających się ‚wyp***dalania’ tych i tego co wiąże się z tradycyjnymi wartościami.[ https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/10/28/reakcje-w-sprawie-wyroku-trybunalu-konstytucyjnego-w-krakowie-28-10-2020-r/]

Taki stan rzeczy sprawiał mu radość !

I nagrodę Nieobojętności dostał ! Trudno być wobec tego faktu obojętnym !

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Wolność nauczania, wolność słowa i badań naukowych to podstawowe wartości akademickie. Niestety w polskim systemie akademickim zaznacza się wyraźny deficyt tych wartości i to długotrwały. Uwarunkowany historycznie i ideologicznie. Przerwanie ciągłości normalnego funkcjonowania uniwersytetów podczas okupacji niemieckiej i dominacja ideologii nad nauką w czasach komunistycznych zrobiły swoje. Zachowanie ciągłości prawnej i personalnej z PRL w III RP, mimo wielu reform systemu akademickiego nie przywróciło podstawowych wartości akademickich w dostatecznym stopniu.

W ostatnim okresie media podnosiły wielokrotnie przypadki dyskryminowania, a nawet penalizowania nauczycieli akademickich o orientacji odmiennej od lewicowej. Instalowane na uczelniach stowarzyszenia propagujące ideologię tęczową wręcz ostrzegają, że żarty się skończyły i zapowiadają powrót do działań kojarzonych z ekscesami zetempowskich Brygad Lekkiej Kawalerii w czasach instalacji systemu komunistycznego.

Dominacja ideologii tęczowej na uczelniach, zarówno w programach studiów gender, w oświadczeniach rektorskich, jak i na budynkach wyższych uczelni, jest faktem. Tak jak faktem jest podburzanie studentów przez kadry akademickie do ekscesów proaborcyjnych i antyreligijnych.  Nowy minister, opowiadający się przeciwko ideologii gender na uczelniach, zapowiedział postawienie tamy dyskryminacji akademików stojących na straży wartości cywilizacji łacińskiej.

Zaproponował Pakiet Wolności Akademickich dla znowelizowania Konstytucji dla Nauki, aby ideologia tęczowa nie zdominowała nauki na uczelniach i nie ograniczała wolności nauczania, wolności słowa, debaty akademickiej. Pakiet ma być dyskutowany w środowisku akademickim przed wprowadzeniem do prawa akademickiego.

W ramach dyskusji warto zauważyć, że pakiet jest zbyt powierzchowny, bo dotyczy głównie przypadków incydentalnych, aby zlikwidować prowadzone postępowania dyscyplinarne uwarunkowane ideologicznie i zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości. Te przypadki to  jednak wierzchołek góry lodowej deficytu wolności w systemie akademickim.

W Pakiecie nie podniesiono roli postępowań dyscyplinarnych przed transformacją ustrojową – do tej pory utajnionych – w degradacji nauki i edukacji w Polsce. System nie zdołał się wyzwolić z mechanizmu zniewolenia narzuconego w czasach komunizmu, dlatego Pakiet powinien uwzględniać taką sytuacje, aby nadać zmianom właściwy kierunek.

Pakiet nie przewiduje instalacji – postulowanego przeze mnie – Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA) dla poznania skali patologii i stopnia ograniczenia wolności akademickich oraz wypompowania patologii z systemu. Budzi to obawy, że wolność akademicka pozostanie na uwięzi, a system oparty na zgniłym fundamencie nadal będzie ulegał destrukcji.

Nawet nie budzi zdziwienia reakcja beneficjentów zniewolonego systemu na ogłoszenie Pakietu Wolności. Został on uznany za swoistą plagę akademicką, jako że „może skutkować otwarciem drzwi do uczelnianych sal pseudonauce, religijnemu fanatyzmowi czy ksenofobii.” Tak argumentuje w Deklaracji Wolnej Nauki utworzona Inicjatywa Wolna Nauka, która opowiada się za tym – mówiąc skrótowo – aby naukowcom żyło się lepiej i dostatniej, a ich ideologia była uznana za naukę.

Natomiast naukowcy, o odmiennej od nich orientacji intelektualnej i moralnej winni  być należycie dyscyplinowani, bo ich istnienie zagraża „prawdziwej nauce” tzn. opartej na ich fundamentach ideologicznych.

Wzorem działań na rzecz wolności nauki ma być niedawne powołanie rzeczniczki praw i wolności akademickich UJ Prof. Beaty Kowalskiej, znanej specjalistki od studiów gender! To wyjaśnia motywacje Inicjatywy.

Na propozycję ministra zareagowali także rektorzy KRASP, argumentując, że Pakiet ministra jest nieporozumieniem, jako że od wolności w nauce jest Komitet Dobrych Praktyk KRASP, bazujący na opracowanym przez Fundację Rektorów Polskich Kodeksie Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych. Rektorzy nie nadmieniają ani jednym słowem, że mimo tych kodeksów i komitetów, plagi akademickie spadają nawet na wzorcowe uczelnie o najwyższym prestiżu.

Co więcej, same komitety nie stronią od stosowania w życiu uczelni złych praktyk. Podkreślę, że setki tekstów dotyczących plag akademickich, deficytu wolności nauki, kierowanych także do gremiów rektorskich, nie spotkały się z żadną merytoryczną reakcją! Przemilczenie, brak debaty na niewygodne tematy. Taki jest stan rzeczy na koniec 2020 roku i nie ma podstaw do sądzenia, że ten stan zmieni się w roku 2021.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 13 stycznia 2021 r.

Powstrzymania postępu pandemicznego w nowym roku!

Powstrzymania postępu pandemicznego w nowym roku!  

Naukowcy polscy nie dali sobie rady z pandemią, choć intensywnie w tej materii pracowali, a wyniki badań publikowali w zagranicznych czasopismach. Podobno zabrakło 5 mln złotych, aby wyniki przetestować zgodnie z procedurami. Jak lek nie przejdzie przez skomplikowaną, długotrwałą i kosztowną procedurę, akceptację ekspertów, nie można go wdrażać. Ale jak może przejść procedury, skoro mimo fachowych, zagranicznych publikacji nie zostanie skierowany do procedowania? Pod koniec roku po emisji publicystycznej audycji „Warto rozmawiać” podobno powołano zespól, by coś z tym zrobić, ale czy to coś da?  Tak u nas bywa – na jedne badania są pieniądze, nawet gdyby ich wdrożenie było szkodliwe, na inne – choć obiecujące – funduszy brak, a szary obywatel nie ma nawet szans się dowiedzieć dlaczego tak jest. Taki mamy naukowy/wdrożeniowy system. 

Postępująca pandemia jednak nie obezwładniła, nie przygłuszyła domeny akademickiej, która zwróciła na siebie uwagę w przestrzeni publicznej, bardziej niż kiedykolwiek. Mimo izolacji, obligacji do utrzymywania należytego dystansu, akademicy wykonali znaczące kroki w służbie postępu, warte przypomnienia dla podsumowania roku. Opracowanie rankingu tych kroków wykracza poza ramy krótkiego felietonu, ale przynajmniej dwa objawy postępu, uwarunkowane systemowo, powinny dawać wiele do myślenia. Już je sygnalizowałem, ale nie mam pewności, czy sygnały zostały odebrane, więc trzeba je nieco publicystycznie/akustycznie wzmocnić, aby w nowym roku miały szanse na przetworzenie dla dobra wspólnego. 

Na czoło tych postępowych objawień wysuwa się zdobycie wierzchołka góry lodowej plag akademickich przez demokratycznie wybranego rektora skierowanego do nominacji profesorskiej. To osiągnięcie pokazuje w całej okazałości funkcjonowanie systemu plag akademickich. Żeby zdobyć taki wierzchołek, i to obślizłej góry lodowej, trzeba wszechstronnego przygotowania i wsparcia zespołowego. Po drodze na szczyt trzeba rąbać stopnie, wbijać klamry, zakładać poręczówki, zadbać o asekurację, przygotować  kilka obozów pośrednich przed końcowym atakiem szczytowym. Tego samemu się nie zrobi. A co robić na szczycie? Nie wystarczy krzyknąć: już wlazłem! Co teraz? Tak, tak, po mozolnym wejściu na szczyt hierarchii akademickiej zwycięzcy mają takie dylematy. Wejść – weszli, a raczej zostali wepchnięci zbiorowym wysiłkiem i na szczycie czasem cierpią na lęk wysokości, lęk przestrzeni, a przestrzeń akademicka rozległa jest nadzwyczaj. Nasila się obawa przed upadkiem. A upadki bywają bolesne. Im góra wyższa, tym bardziej. Na szczycie zdobywca jest widoczny. Wprawne oko może dostrzec, czy to nie jakaś mistyfikacja, a jest też szansa aby prześledzić/przeanalizować całą drogę na szczyt. I tym razem się okazało, że droga na wierzchołek była oszustwem, systemowo uwarunkowanym, bo system jest przyjazny takim patologiom. I nie jest tak, jak niektórzy tłumaczą, że jest dobrze, ale w każdym stadzie może się znaleźć czarna owca. Bez wsparcia stada owiec białych, czarna nie miałaby żadnych szans, aby wejść na górę. Normalnie pozostałaby na hali, w zagrodzie. 

Póki co, nie zanosi się na nabycie odporności stadnej, nie tylko na koronawirusa, lecz także na ekscesy akademickie. Co więcej, stary już rok chyba przejdzie do akademickiej historii jako rok restytucji relacji Mistrz-Uczeń, przez lata bezobjawowych, a w tym roku objawianych nader często w przestrzeni publicznej. 

Podburzani przez mistrzów uczniowie wyszli na opustoszałe niemal ulice, wypełniając je kolorami tęczy…. i bluzgami przyswojonymi od mistrzów – meneli, niekiedy występujących na czele tej barbarii.  Odkryto drogę do doskonałości naukowej poprzez wspólne – mistrzów i uczniów – zastosowanie innowacyjnej metody badawczej „je*ania PiS”. Chyba jedynie antypandemiczny lockdawn spowodował, że to osiągnięcie nie zostało uwieńczone nagrodą Nobla.  Ale jeszcze nic straconego. 

Eliminowanie i penalizowanie- w czasach czerwonej zarazy – mistrzów podburzających uczniów do myślenia przyniosło skutki wychowawcze. Widać jakie. 

Akademikom nie udało się powstrzymać pierwszej fali pandemii metodami naukowymi, ale udało się  spowodować natężenie drugiej fali pandemii przez skrócenie dystansu do młodzieży akademickiej. Umożliwienie niczym nieograniczonej komunikacji między mistrzami i uczniami na platformie „je*nia PiSu”  może nam zapewnić trzecią falę zarówno pandemii koronawirusa, jak i degradacji cywilizacyjnej w ramach postępującego postępu. 

 A zatem życzmy sobie: powstrzymania postępu pandemicznego w nowym roku!   

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 4 stycznia 2021 r. 

W poszukiwaniu wolności słowa i obrazu

Cenzura mojej działalności Cenzura dobrej roboty na YouTube. | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com) utrzymana

Bunt jagiellońskich polonistów

Bunt jagiellońskich polonistów 
 

Motto: Wszak nie odejmuje klejnotowi szacunku,  

kto go z plam brudnych ociera  

[Bicz na akademików krakowskich, Universitas, 2003) 
 

Pracownicy Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego na wieść o tym, że ministrem został Przemysław Czarnek, napisali list otwarty do Premiera i Prezydenta RP, gdyż trudno im przechodzić obojętnie wobec wypowiedzi ministra o LGBT, deprawacji, aborcji, edukacji.  

Protestują „przeciwko wypowiedziom dr. hab. Przemysława Czarnka, które są kłamliwe, łamią zasadę równości obywatelskiej i naruszają godność nas wszystkich” i apelują „by stanowisko Ministra Edukacji i Nauki objęła osoba, która nie będzie naruszała podstawowych wartości, przyświecających edukacji obywatelskiej”. Pouczają przy tym, że „Edukacja nie polega tylko na przekazywaniu wiedzy, ale także na budowaniu kultury dialogu oraz wpajaniu zasady szacunku dla każdego człowieka”. A „poglądy dyskwalifikują dr. hab. Przemysława Czarnka jako kierującego ministerstwem zajmującym się wychowaniem kolejnych pokoleń Polaków.” Piszą w liście, że „poszanowanie ludzkiej godności i różnorodności, przekonanie o równości wszystkich w prawach i obowiązkach oraz wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka to wartości fundamentalne, których nie może podważać osoba kierująca w Polsce Ministerstwem Edukacji i Nauki.”

Oświadczenie zbuntowanych jagiellońskich polonistów, z datą 28 października 2020 r., podpisało ok. 150 sygnatariuszy. 
 

Granice świata polonistów 
 

No cóż, naukowcy winni kontrolować to co robi i mówi minister od nauki, i mają prawo, a nawet obowiązek, wypowiadać się w tych kwestiach. Z listu widać, że poloniści UJ nie akceptują, i to mocno, poglądów ministra, choć uzasadnienie tego braku akceptacji jest słabe. Z kolei ja nie akceptuję poglądów polonistów, gdyż ci, mimo że od lat są na etatach na wzorcowym, prestiżowym polskim uniwersytecie, nie tylko nie zbudowali kultury dialogu [żadnego dialogu na UJ mimo wysiłków i propozycji nie zarejestrowałem], nie wpoili kadrze UJ zasad szacunku dla każdego człowieka ani poszanowania ludzkiej godności, ani wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka. Materiałów w tym zakresie jest moc i poloniści z tego wydziału, piastujący na UJ wysokie, także rektorskie stanowiska, żadnego zainteresowania, żadnego działania w tych kwestiach nie wykazywali.  

List, jak można sądzić, podpisali ich współpracownicy/współpracowniczki, uczniowie/uczennice – sformatowani w ramach wartości latami wdrażanych w życie nie tylko Wydziału Polonistyki, ale i całego Uniwersytetu. Z tymi wartościami prezentowanymi ostatnio w przestrzeni publicznej, przed szacownymi murami jagiellońskiej uczelni, przez jej kadry młodzieżowe, mogli zapoznać się mieszkańcy Krakowa, co udokumentowałem (Reakcje w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w Krakowie, 28.10.2020 r. – serwis Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019-2020 r.] 

Wobec prezentowanych wartości krakowianie zmuszeni byli zatykać uszy i odwracać oczy, gdyż nie dało się tego słuchać, ani na to patrzeć, jeśli się było uformowanym w ramach innego systemu wartości, wręcz w ramach odmiennej, bo łacińskiej cywilizacji. To co się działo, to jakieś zdziczenie, nawiązujące do cywilizacji Hunów, czy tym podobnej barbarii.  

Jakoś do tej kwestii poloniści jagiellońscy wcale się nie odnoszą, choć chyba mają obowiązek służbowy i moralny analizować pod względem językowym to, co w przestrzeni jagiellońskiej jest demonstrowane. 

Może biorą przykład z opinii swego kolegi po polonistycznym fachu, choć chowu warszawskiego, Michała Boniego, mającego spore doświadczenie w prowadzeniu dialogu ze służbami minionego systemu [TW ‚Znak’] a także doświadczenie polityczne na odcinku kultury, środków przekazu i polityki społecznej. 

Ten polonista oświadczał w mediach „Wypier… stało się normalnym elementem języka, komunikacji publicznej i społecznej; ja się tego słowa nie boję; młodzi używają go na co dzień, bo to jest ich rewolucja” . Jego i jagiellońskich polonistów koleżanka po fachu, profesorka uniwersytetu Szczecińskiego i Rady Doskonałości Naukowej Inga Iwasiów (od kultury i języka polskiego) słowa „je…ć PiS”, „ wyp….lać” wręcz traktuje jako swoje credo życiowe. 

Ten poziom kultury języka zdaje się odpowiada polonistom jagiellońskim. Jeden z sygnatariuszy ich listu – Michał Rusinek, doktor jagiellońskiej wszechnicy, rzecz jasna habilitowany wręcz zachwyca się tym językiem – ‚Wyraz „wypierdalać” jest niezwykły pod względem fonetycznym’. 

No cóż, trzeba by tu przytoczyć Ludwiga Wittgensteina „Granice mojego języka są granicami mojego świata”, aby poznać jakie są granice świata tych polonistów. Smutne to.  

Ale zamknięcie się w tych granicach można było przewidzieć, obserwując staczanie się akademickiego świata wartości jeszcze w czasach komunistycznych. Moi studenci i wychowankowie – wykładowcy oskarżanego o negatywny wpływ na młodzież akademicką, bo uczącego myślenia i to krytycznego – ostrzegali decydentów jagiellońskich, że ich metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI. I tak się stało. Wiek XXI nadszedł, godność nauki odeszła. Dlaczego tego zjawiska nie byli w stanie rozpoznać profesorowie i ten obecny upadek uniwersytetu jest dla wielu z nich szokiem?  
 

Polonistyczne korzenie i rozgałęzienia 
 

Z polonistami jagiellońskimi, w randze decydentów, miałem nieco do czynienia, kiedy starałem się o uzyskanie informacji o dokumentach mnie dotyczących, do czego jak każdy człowiek, miałem prawo. Niestety równość wszystkich w prawach, o czym wyrażają się w liście poloniści, nie miała zastosowania w moim przypadku, bo ani prawa, ani równości w tej materii nie zaznałem. Pozbawianie obywatela prawa, deptanie godności, brak wrażliwości na krzywdę drugiego człowieka, czyli fundamentalnych wartości, jest chyba standardem jagiellońskiej wszechnicy, także w czasach panowania polonistów w gronostajach. 

Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego, które miały przynieść radość Czytelnikom, w opinii polonisty Franciszka Ziejki w randze rektora UJ, nie można znaleźć takich słów – fakt, że nie radosnych – jak „komunizm”, czy „stan wojenny”, jakby takie słowa wykraczały poza granice świata jagiellońskiego, zamkniętego na własną, niekiedy wstydliwą i smutną historię. Zresztą sam rektor miał swoje wstydliwe doświadczenia, sygnowane jakże trafnym pseudonimem ‚Zebu’, dokumentowane w aktach SB.  

Z kolei polonista Władysław Miodunka, przez lata w randze prorektora UJ, wykazał się iście imponującym heroizmem w walce o niepoznanie prawdy i miał poważne trudności w zrozumieniu prostych tekstów. Stąd musiałem interweniować u głównego rektora, aby prorektor nie odpowiadał na pisma do niego niekierowane, których nie rozumie. Niestety w kolegium rektorskim UJ był taki podział pracy, iż polonista, jako rektor od polityki kadrowej, miał odpowiadać na pisma kierowane do rektora, nawet wtedy, gdy zrozumienie ich treści przekraczało jego intelekt i znajomość języka polskiego.  

Z mojej wieloletniej korespondencji z władzami UJ wynika, że pełniący obowiązki rektorów, także poloniści lub mający do pomocy liczne gremia etatowych znawców języków wszelakich, w ramach budowania kultury dialogu rejterują przed słowem „anonim”, stąd uważają, że brak imienia i nazwiska na opiniach nauczycieli skazywanych na wygnanie z uniwersytetu nie dowodzi anonimowości opinii [sic !]. Mimo upływu dziesiątków już lat, znaczenia słowa „anonim” do tej pory nie zdołali sobie przyswoić. Dialogu – brak. Kultury tym bardziej. I co na to sygnatariusze listu z Wydziału Polonistyki UJ ? 

Uważam, że taki stan rzeczy poważnie naruszał prawa obywatelskie, jako że każdy obywatel ma niezbywalne prawo do szansy nawiązania kontaktu intelektualnego z każdym decydentem, a decydentem akademickim w szczególności. Takich praw poloniści – sygnatariusze listu w ogóle nie analizują. 

Wśród autorów listu zwraca uwagę nazwisko Andrzeja Romanowskiego, redaktora naczelnego Polskiego Słownika Biograficznego, który tę funkcję przejął po poloniście Henryku Markiewiczu mającym doświadczenia z PPR, PZPR, Kuźnicy, jak i w podpisywaniu listów [Rezolucja Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego z 1953]. Andrzej Romanowski, już całkiem samodzielnie, przed kilku laty zasłynął w przestrzeni publicznej atakiem na IPN i biografię rtm. Witolda Pileckiego. Na tę okoliczność wystosowałem zapytania w imię prawdy [ https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/] , które pozostały bez odpowiedzi. Jakoś tak niedługo potem, pani minister podała się do dymisji, jakby zrezygnowana z tego powodu, że na koniec roku akademickiego takiej odpowiedzi nie była w stanie mi udzielić.[ https://blogjw.wordpress.com/2013/11/15/spelniony-postulat-obywatelski-jest-jedno-wyjscie-podanie-sie-do-dymisji/]. Można rzec, doszło do obywatelskiej dymisji ministerialnej, ale Andrzej Romanowski pozostał na swoich stanowiskach i ponownie dał znać o sobie, tym razem w liście o dymisję ministra. Może mi pozazdrościł skuteczności?  

Wielką rolę na UJ odgrywał polonista rektor Mieczysław Karaś, którego marzeniem było przekształcenie jagiellońskiej wszechnicy w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów [opinia prof. Karola Estreichera] a wielu innych polonistów w tej materii miało swoje zasługi. Nie tylko wspomniany Henryk Markiewicz, ale i Marian Stępień, a także Kazimierz Wyka – co prawda wybitny znawca literatury, ale i zasłużony dla instalacji najlepszego z systemów w Klubach Demokratycznej Profesury, i to w czasach panowania Wielkiego Językoznawcy. Po latach wszedł do Wielkiej Księgi Patriotów Polskich.  

Obecny rektor UJ, prof. dr hab. Jacek Popiel, to były dyrektor Instytutu Polonistyki i b. dziekan Wydziału Polonistyki UJ, który do tej pory nie zabrał głosu w sprawie języka młodzieży jagiellońskiej, a prof. dr hab. Magdalena Popiel jest po stronie zdziczałej barbarii. 

Korzenie obecni poloniści zatem mają i przekaźniki antywartości także.  

Z młodzieży polonistycznej w czasach komunistycznych wyróżniał się w domenie publicznej Lesław Maleszka, nadzwyczaj wydajny współpracownik służb bezpieczeństwa, umieszczony na jagiellońskiej liście pokrzywdzonych w PRL [„Lista Wyrozumskiego” – represjonowanych pracowników i studentów UJ w PRL–u. – Lustro Nauki], bo chyba samo istnienie tych, na których donosił, stanowiło dla niego krzywdę. Podobnie zresztą rzecz się miała z mniej znanym pokrzywdzonym z tej listy, studentem polonistyki Arturem Bieszczadem, którego twórczość stanu wojennego zapisana w materiałach SB ułatwiła mi uzyskanie legitymacji członka opozycji antykomunistycznej. Można rzec – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ale nie zawsze tak jest. 

Z absolwentów polonistyki UJ warto też wymienić znanego hipisa Tadeusza Sławka, później w randze rektora Uniwersytetu Śląskiego, walczącego o nieprzeprowadzenie lustracji na uniwersytetach i negatywnie nastawionego do nonkonformistów, co zresztą było typowe także dla władz UJ, ze skutkami widocznymi obecnie w przestrzeni publicznej. 

Nie wszyscy zachowali postępową orientację intelektualną i moralną instalowaną wraz z komunizmem. Wielu było po stronie przeciwnej, ale chyba jakoś okrakiem, bo niektórzy znajdują się wśród sygnatariuszy listu [np. działaczka „S” UJ Ewa Miodońska-Brookes], a inni całkiem pomijają ten list milczeniem, chowając głowę w piasek, co – jak wiadomo – jest orientacją zapewniającą dożywotnie etaty na uczelniach, ale nie dającą szans na wydobycie się z zapaści intelektualnej i moralnej w jakiej znalazł się UJ i cały nasz świat akademicki.  

Do tej pory wiadomo mi, że jedynie dr Elżbieta Morawiec, w reakcji na ten list postanowiła natychmiast wypisać się z grona Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, do którego należy kilku sygnatariuszy listu polonistów. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że nadciąga zimna i to pandemiczna, nie tylko ze względu na koronawirusa, ale także z powodu szerzenia się plag akademickich. 
 

Czy minister obroni naukę przed ideologią ? 
 

Minister Przemysław Czarnek w swoich wypowiedziach przypomina to co zostało zapomniane na wielu uniwersytetach i często pousuwane ze statutów: nauka to jest poszukiwanie prawdy. Stoi po stronie tych naukowców, którzy uważają, że gender to jest ideologia marksistowska, a nie nauka. Uważa, że ‚najpilniejsze na uczelniach wyższych jest wprowadzenie wolności nauki tak, żeby naukowcy mieli prawo do głoszenia swoich poglądów bez narażania się na odpowiedzialność dyscyplinarną na uczelni’. Negatywnie wypowiada się o ustanawianiu godzin rektorskich w okresie nasilonych manifestacji, co zachęcało studentów do uczestnictwa w nich, a to wszystko w szczycie pandemii. Podnosi skandaliczne aspekty agresji, wulgarności i zachowań na manifestacjach, które nie pasują do przyzwoitego człowieka. Wszystko to, jego zdaniem dowodzi porażki systemu oświaty z ostatnich kilkudziesięciu lat. I trudno się z tym nie zgodzić, choć tylko niewielu etatowych profesorów publicznie taki punkt widzenia prezentuje, zapewne z obawy przed dyskryminacją ze strony środowiska akademickiego i konsekwencjami na uczelniach. 

To, że ideologia na uniwersytetach jest ponad nauką, nie jest zjawiskiem nowym. Taki stan rzeczy istniał po instalacji systemu komunistycznego, przy czym zetempowskie Brygady Lekkiej Kawalerii nie były w stanie szybko rozprawić się ze starą profesurą o odmiennej od komunistycznej orientacji intelektualnej i moralnej. Co więcej, nawet lewicowi decydenci byli jeszcze silnie zakorzenieni w wartościach naukowych, bo tak zostali uformowani przed wojną. Warto przypomnieć, że wybitny i bardzo lewicowy fizyk Leopold Infeld, który po latach współpracy z Albertem Einsteinem, po wojnie wrócił do Polski i organizował naukę w PRL, potrafił zetempowca wyrzucić za drzwi, kiedy ten usiłował wywrzeć nacisk na przebieg egzaminów albo domagał się ze względów ideologicznych, aby nie zatrudniać asystentki chodzącej do kościoła. A sam był przecież ateistą, pochodzenia żydowskiego. Naukę stawiał jednak wyżej od ideologii.  

Takich postaw jednak na UJ raczej nie było i absurdalne, fałszywe zarzuty, anonimowych zresztą komisji podczas politycznych weryfikacji kadr, nie były wrzucane do kosza, lecz kierowane do realizacji w polityce kadrowej prowadzącej do kompromitującego stanu obecnego. 

Dziś reprezentujących chrześcijański system wartości na uczelniach się dyskryminuje, usuwa z uczelni, kościoły profanuje, a katolicy, albo są obojętni na takie akty zdziczenia moralnego, albo sami biorą w tych aktach udział lub wspierają swoimi apelami/listami. 

Ja nie wyrażam zgody, aby tacy akademicy byli finansowani z mojej kieszeni podatnika, ale czy minister zdoła taki postulat wprowadzić w życie? Czy znajdzie bicz na takich akademików szkodzących nauce? 

Zaraza czerwona nie została powstrzymana, lecz uległa transformacji w zarazę tęczową, chyba jeszcze bardziej szkodliwą dla naszej cywilizacji. Co więcej zaraza ta szerzy się coraz bardziej na uczelniach formatujących według takich antywartości kolejne pokolenia.  

Czy minister Czarnek, stojąc po stronie cywilizacji łacińskiej, zdoła obronić uczelnie/naukę przed barbarią, przed niszczącą ideologią, aby umożliwić c przetrwanie naszej cywilizacji ? Warto przypomnieć słowa Feliksa Konecznego [ O ład w historii] : „W historii bywa górą gwałt i zgnilizna, tym bardziej należy tę niemoc zbadać i godzi się zadać nauce pytanie: czyż tak źle z nami, iż nie ma sposobów, by ruszyć z bagna?” 

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 78/79

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej


Józef Wieczorek Plagi akademickie

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej

39 lat temu na terytorium całego kraju spadła plaga „jaruzelska” w postaci stanu wojennego, nie mniej dotkliwa od tegorocznej plagi koronawirusa. Wprowadzając stan wojenny, także w domenie akademickiej – o czym informacje w przestrzeni publicznej są nader skąpe – „zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym” przygotowała specjalny pakiet zniewolenia środowiska akademickiego.

Po 13 grudnia nie tylko zawieszono działalność NSZZ Solidarność, niektórych działaczy internowano, lecz także zawieszono zajęcia na uczelniach. Przygotowano polityczną weryfikację kadr akademickich, usuwając wielu rektorów i dziekanów wybranych przez społeczność akademicką. Pozbyto się już zidentyfikowanych wrogów systemu, zaopatrując niektórych w paszporty w jedną stronę.

Wyzwolenie się od tej plagi bynajmniej nie nastąpiło po zniesieniu stanu wojennego 22 lipca 1983 r. i całą „epokę jaruzelską” traktuje się jako stan wojny „jaruzelsko”-polskiej.

Bo tak rzeczywiście było. Zniesiono co prawda godzinę milicyjną, ograniczono patrole, wycofano z ulic czołgi i pojazdy opancerzone, ale zaostrzono prawo, zwiększono inwigilację (prawie 100 000 TW pod koniec PRL) i społeczną dezintegrację. Spokojnie jednak na uczelniach nie było, trwała działalność podziemna, tak pracowników, jak i studentów.

Młodzi, niepokorni, stanowili zagrożenie dla przewodniej siły narodu (PZPR – nieznana dziś w uczelnianych historiach komunistyczna formacja partyjna). Dlatego, po kilku niespokojnych latach, postanowiono znowelizować prawo akademickie, aby zgodnie z „prawem jaruzelskim”, usuwać tych, co wykazywali niewłaściwą dla socjalistycznego człowieka postawę moralną i wpływali negatywnie na młodzież akademicką.

Prowadzono działania operacyjne o charakterze mobbingu – ważnego narzędzia w dezintegracji środowisk opozycyjnych – oraz postępowania dyscyplinarne. Na mocy „prawa jaruzelskiego” pozostają one utajnione do dnia dzisiejszego, zarówno dla pokrzywdzonych, jak i badaczy IPN. Widać, że „prawo jaruzelskie” nadal stoi ponad Konstytucją III RP.

Druga fala politycznych czystek nastąpiła w 1986 r., dokonywana przez anonimowe – nieraz do dziś – komisje. Przed świętami Bożego Narodzenia, na gwiazdkę, wręczano negatywne oceny osobom niewygodnym dla systemu komunistycznego. Rektorzy, wykonujący posłusznie dyrektywy rządzącej junty nie wyrzucali anonimowych ocen do kosza, lecz wprowadzali zalecenia w życie, co zresztą otwierało im dalszą karierę akademicką. Na przykład szef skutecznej weryfikacji kadr na UAM, rektor Jacek Fisiak, niedługo potem awansował na ministra, a prorektor Aleksander Koj na rektora UJ, na które to stanowisko powracał jeszcze dwukrotnie w III RP, jako że kadencje peerelowske, jako niedemokratyczne, nie były wliczane do limitu wyborczego.

Ale w III RP nadal liczyły się pozamerytoryczne oceny i decyzje prowadzące do wypędzania z uczelni elementu niereformowalnego, stanowiącego zagrożenie dla transformacji i jej beneficjentów.

Wilcze bilety wówczas wydane utrzymały ważność także w III RP, kiedy lepiej traktowano wypędzonych w wyniku czystek ‘68 roku instalatorów systemu komunistycznego niż wypędzonych działaczy antykomunistycznych z „epoki jaruzelskiej”.

Natomiast beneficjenci czystek nie tylko zachowali etaty, lecz także luka pokoleniowa dawała im szanse na wieloetatowość, na szybkie kariery akademickie i ekonomiczne.

Niestety, działania prowadzone na uczelniach w okresie stanu wojennego i ich skutki dla stanu dzisiejszego, są słabo znane. Badacze historii wojny „jaruzelsko-polskiej” na froncie akademickim często dokonują manewrów omijających fakty/prawdę, a nawet wymierzają ciosy w plecy ofiarom wojny.

Straty wojenne w domenie akademickiej nie zostały nawet oszacowane, a zniszczono nie tylko osobiste, lecz także wspólne dobra intelektualne i moralne. Wdrożony przez Jaruzelskiego pakiet zniewolenia środowiska akademickiego przetrwał autora – na uczelniach w wolnej Polsce akademicy boją się mówić, co myślą, a nawet myśleć. Ci, którzy nie okazują strachu, nie mają wstępu na uczelnie.

Tak skutecznie wyselekcjonowano kadry i przez lata III RP utrzymano takie kryteria selekcji – reprodukcję potulnych kadr. Pewną nadzieję na zmiany stanowi propozycja pakietu wolności dla nauki, przygotowana, jakby na gwiazdkę, przez nowego ministra. Zbuntowani akademicy uznali to jednak za negatywne zjawisko ideologizacji nauki i w rocznicę buntu Marcina Lutra, ogłosili Deklarację Wolnej Nauki zmierzającą m. in. do promowania partnerskich relacji mistrz-uczeń, tak by wspólny kod kulturowy – „je.ać PiS” – był już demonstrowany publicznie.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr. 52-53 w grudniu 2020 r.

Czy naprawienie nauki w 2021 r. będzie się odbywało pod batutą Marty Lempart ?

Czy naprawienie nauki w 2021 r.

będzie się odbywało pod batutą Marty Lempart ?

Strajk Kobiet w 2020 r. korzystał z podstaw naukowych zbrodniarki komunistycznej Dr. Heleny Wolińskiej.[https://blogjw.wordpress.com/2020/12/09/pandemiczne-sukcesy-polskich-naukowcow/].

Protestów świata akademickiego niemal nie było. Było wsparcie decydentów akademickich.[https://blogjw.wordpress.com/2020/10/27/reakcja-obywatela-na-apel-kolegium-rektorskiego-uj/]

Pod koniec roku 2020 natrafiłem na oświadczenie podmiotu – fundacji [ https://sciencewatch.pl/] działającego podobno na rzecz naprawiania nauki w Polsce https://sciencewatch.pl/index.php/218-oswiadczenie-zarzadu-fundacji-science-watch-polska-ws-ogolnopolskiego-strajku-kobiet ale m. in. poprzez popieranie barbarii Strajku Kobiet, co pokazuje jakie możemy mieć standardy naukowe w roku 2021 i latach przyszłych:

„ Oświadczenie Zarządu Fundacji Science Watch Polska  ws. Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

W imieniu Fundacji Science Watch Polska, której jednym z głównych celów jest ochrona osób pokrzywdzonych, w pełni popieramy Ogólnopolski Strajk Kobiet i nierówną walkę o prawa, znacznie wykraczającą poza kwestię zaostrzenia prawa aborcyjnego.

W ramach działań Fundacji wielokrotnie wspierałyśmy kobiety, które doświadczały pogwałcenia ich praw głównie przez osoby reprezentujące środowisko naukowe.

W obecnej sytuacji wspieramy wszystkie kobiety, które mogą stać się ofiarami nieprzemyślanych decyzji polityków.

Żywimy nadzieję, że zainicjowane wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego strajki kobiet przyczynią się do większego poszanowania naszych praw we wszystkich dziedzinach życia.

Wyrażamy wdzięczność władzom wielu Uczelni wyższych oraz wszystkim środowiskom biorącym udział w protestach za solidarność i wspieranie działań organizowanych w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jest to niewątpliwe ważny i potrzebny głos. Z wyrazami szacunku dla podejmowanych działań!

dr Joanna Gruba – Prezes Fundacji

dr Monika Mularska-Kucharek – Wiceprezes Fundacji

dr Barbara Bis – Sekretarz Fundacji

Czy zatem naprawienie nauki w 2021 r. będzie się odbywało pod batutą Marty Lempart ?

Pragnę zauważyć, że moje „Plagi akademickie” [https://blogjw.wordpress.com/plagi-akademickie/] w debacie na temat naprawiania systemu akademickiego są przemilczane ! Nie tylko przez decydentów akademickich, ale również jakże rozlicznych podmiotów, także akademickich, działających podobno na rzecz Polski wolnej i sprawiedliwej, rządzonej przez patriotyczne i kompetentne elity.

Odnosi się wrażenie, że ta debata jest bezobjawowa, lub pozorowana.

Postulowałem krytykę merytoryczną nad tym co ja piszę. A ja piszę to co widzę i jak uważam i niekoniecznie inni muszą tak to widzieć i uważać. Jak sądzę, inni obywatele zatroskani o Polskę , o odmiennych doświadczeniach, odmiennych punktach widzenia i siedzenia, winni na to co ja piszę reagować, krytykować, postulować. Reakcji brak.

Także kluby akademickie milczą, choć faktów, tak do końca nie da się przemilczeć, wyczyścić z przestrzeni publicznej, czy historii. Mam przecież choćby taki dowód, że skazany na nieistnienie – nadal istnieję, choćby w poniemieckim schronie, choćby w niszy medialnej.

Jak świat akademicki [ i nie tylko akademicki] nie ma merytorycznych argumentów, to co on sobą tak naprawdę reprezentuje, poza pozorami, togami, gronostajami, które i tak trzeba czasem zdejmować jak się okaże/wykaże, że te stroje jeno zasłaniają niecne postury/kreatury ? [https://blogjw.wordpress.com/2020/11/25/gora-lodowa-plag-akademickich/].

Może twarz Marty Lempart jednak najlepiej obrazuje prawdziwą twarz środowiska akademickiego, które oddaje się w niewolę, pod batutę przywódczyni barbarii, także akademickiej?

Sprawozdanie obywatelskie z działalności pro publico bono w pandemicznym roku 2020

Sprawozdanie obywatelskie z działalności pro publico bono w pandemicznym roku 2020

[obywatela wyklętego z systemu uniwersyteckiego

od czasu politycznych weryfikacji kadr epoki Jaruzelskiej]

Mimo pandemii trwającej niemal od samego początku roku prowadziłem nadal działalność pro publico bono, mimo długotrwałego wyklęcia mnie z przestrzeni publicznej a akademickiej przede wszystkim. Dzięki internetowi w XXI to wykluczenie nie jest jednak tak skuteczne jak miało być. 

Co prawda – jak przewidywali przed ponad 30 już laty, moi wychowankowie – nauka nie zdołała wejść godnie w wiek XXI, co obserwowaliśmy także na ulicach w roku 2020, ale każdy może przynajmniej się starać, aby kroczyć w tym nieszczęsnym wieku z podniesioną głową i coś robić dla dobra wspólnego.

W tym roku wydałem pro publico bono książkę Plagi akademickie [jeszcze dostępna! Plagi akademickie | Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com), która nie zmieściła się w krakowskiej przestrzeni publicznej [https://blogjw.wordpress.com/2020/09/26/plagi-akademickie-pod-opieka-ducha-swietego/], ale zaistniała w poniemieckim bunkrze gauleitnera Arthura Greisera, który to schron niejako symbolicznie podkreślił zakres przestrzeni mojej wolności w Wolnej Polsce.

Tym niemniej ta przestrzeń została nieco poszerzona i od października jestem stałym felietonistą w tygodniku Gazeta Polska, pod tytułem Plagi akademickie) i kontynuuję moją działalność publicystyczną w Kurierze WNET (jeden, czasem dwa teksty miesięcznie-  Józef Wieczorek – WNET.fm) oraz współpracę z tygodnikiem Niedziela.

Niestety mimo zachęcania do dyskusji, merytorycznej krytyki, sformatowane bezkrytycznie środowisko akademickie reaguje milczeniem. W książce i licznych tekstach zadawałem pytania z rodzaju „o to, kto prowadzi działalność dydaktyczną i badawczą, a także o rodzaj procesu decyzyjnego w zakresie rekrutacji, zatrudniania i zatrzymywania pracowników akademickich” pozostając w zgodzie z  Komunikatem Rzymskim [„ Deklaracja w sprawie wolności akademickiejhttps://www.krasp.org.pl/resources/upload/aktualnosci/2020-2024/tlumKRASP-komunikatKonferencjaMinistrow-Rzym-19.11.2020.pdf.] prezentowanym przez rektorów [KRASP].

Bez odpowiedzi, także ze strony rektorów, co rozumiem jako brak rozumienia wolności akademickiej dla Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego, mimo że -jak czytamy w komunikacie –„ Wolność akademicka jest nieodzownym aspektem wysokiej jakości uczenia się, nauczania i badań w szkolnictwie wyższym, a także nieodzownym aspektem demokracji. Jest ona warunkiem koniecznym, aby instytucje szkolnictwa wyższego wytwarzały i przekazywały wiedzę jako dobro publiczne z korzyścią dla społeczeństwa”.

Odnoszę wrażenie, że ja ten warunek konieczny spełniam, a instytucje szkolnictwa wyższego – niekoniecznie!  Jest to skutek ich zapaści w wyniku niewłaściwego – przez lata – ‘procesu decyzyjnego w zakresie rekrutacji, zatrudniania i zatrzymywania pracowników akademickich’.

W ramach działań nas rzecz dobra publicznego nadal prowadzę mój blog Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ [ niemal 70 tekstów w roku 2020 w ramach bojów o naprawę systemu akademickiego] jako jedną z ponad 20 już stron internetowych, które wprowadziłem do cyberprzestrzeni a moje teksty są regularnie emitowane w niepoprawneradio.pl [ok. 50 w roku 2020].

Sprawy akademickie prezentowałem także na stronach

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE ( ogłoszenia)

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI

http://nfamob.wordpress.com/

Archiwum NFA

https://nfawww.wordpress.com/

a wyniki działalności mojego wcielenia fotoreporterskiego [wydarzenia niezależne, klubowe, patriotyczne, historyczne, dokumentujące działania wielu organizacji patriotyczno-niepodległościowych, kombatanckich, IPN …]  prezentuję na stronach:

Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019 -2020 r.

https://jwfotowideo.wordpress.com/

Niezłomnym ku Niepodległości (2)

https://niezlomnym.photo.blog/

Żołnierze Niezłomni w Parku Jordana w Krakowie

Pomniki „Żołnierzy Wyklętych” w systemie komunistycznym, uhonorowanych w Galerii Wielkich Polaków XX wieku

http://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/

Życie duchowe i religijne w Krakowie (i nie tylko)

https://krzyz.wordpress.com/

FOTO AMICUS Chóru Mariańskiego

https://fotoamicus.photo.blog/

Foto- Kronika Krakowa – strony archiwalne

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2018

 https://wkrakowie2018.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2017
https://wkrakowie2017.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2016
https://wkrakowie2016.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2015
https://wkrakowie2015.wordpress.com/

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2014
http://wkrakowie2014.wordpress.com/
http://wkrakowie2014cd.wordpress.com/

Józef Wieczorek – W Krakowie (i nie tylko) w 2013 roku
http://wkrakowie2013.wordpress.com/

W Krakowie (i nie tylko) rok 2012/2013
http://wkrakowie2012cd.wordpress.com/

W Krakowie ( i nie tylko) w 2012 r.
http://wkrakowie2012.wordpress.com

W Krakowie (i nie tylko)
http://wkrakowie.wordpress.com/

W Krakowie i okolicach
http://krakjw.wordpress.com/

Krakowianie solidarni z Gruzją

Reakcja krakowian na łamanie praw człowieka w Gruzji

Wielki Jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego –W trosce o Uniwersytet i prawdę oraz pamięć współczesnych i potomnych

https://jubileusz650uj.wordpress.com/

Wojtek z Armii Andersa w krakowskim Parku Jordana

http://pomnikwojtek.wordpress.com/

Niezłomnym ku Niepodległości. Tym, którzy walczyli aby Polska była Polską

https://niezlomnym.wordpress.com/

Prowadziłem nadal kanał na YouTube

[obecnie niemal 2500 wideo, niemal 200 w pandemicznym roku 2020)] https://www.youtube.com/user/jwfoto

W roku 2020 m.in. udokumentowałem na niespełna 1 min. długości wideo- https://youtu.be/gELFcGbSi-A  reaktywację akademickich relacji Mistrz-Uczeń, tym razem na platformie je.ania PiS, skojarzoną z apelem Kolegium Rektorskiego UJ [https://blogjw.wordpress.com/2020/10/27/reakcja-obywatela-na-apel-kolegium-rektorskiego-uj/] .

Moje obserwacje i dokumentacje domeny akademickiej skłaniają na koniec 2020 r.  do wniosku, że dożyliśmy takich czasów, w których trudno odróżnić studenta od profesora, bo mówią jednym głosem po zainstalowaniu wspólnej metodologii badań naukowych polegających na je.aniu PiS i wyp…dalaniu tego co jest związane z cywilizacją łacińską.

Ponadto:

 profil na Facebooku

https://www.facebook.com/jozef.wieczorek

Twitter

Moje materiały ukazywały się także w licznych serwisach internetowych:

Nieopoprawni.pl

http://niepoprawni.pl/

Presmania.pl

Polish Club Online

https://www.polishclub.org/

Józef Wieczorek, Author at Polish Club Online

blogmedia.24

http://blogmedia24.pl/blog/1196

salon24

http://jwieczorek.salon24.pl/

blogpress

http://blogpress.pl/blog/4146

Legion św. Ekspedyta

http://www.ekspedyt.org/

trybunalscy.pl

http://www.trybunalscy.pl/

Oczywiście utrzymanie takiej taśmy produkcyjnej wymaga nakładów, nie tylko pracy ludzkiej, ale i zabezpieczenia technicznego/logistycznego [co najmniej kilka tysięcy rocznie] ale skłonność do sponsorowania /wspierania tej działalności jest raczej bezobjawowa [oceniam na ok. 1 %- na może 2 %  wsparcia w ostatniej dekadzie] co jasno pokazuje, że solidarność w Wolnej Polsce rozproszyła się w pandemicznej przestrzeni kosmicznej.

Środki na utrzymanie tej taśmy pochodzą z wrzucania do kosza – jak obrazowo objaśniam – finansowanych produktów wybitnych, doskonałych, etatowych geniuszy.

I z czego by się człowiek i działalność pro publico bono utrzymał, gdyby ci najwybitniejsi nie psuli społecznie finansowanej roboty?

Ale jak by Polska wyglądała, gdyby finansowano robotę dla dobra wspólnego a nie szkodników?

Oby mój tegoroczny postulat przenoszenia DOSKONAŁYCH w stan nieszkodliwości [ O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości „doskonałych”https://blogjw.wordpress.com/2020/11/02/o-koniecznosci-przenoszenia-w-stan-nieszkodliwosci-doskonalych/]  – sformułowany po raz pierwszy w otchłaniach stanu wojennego – został zrealizowany w Roku Pańskim 2021.

Cenzura dobrej roboty na YouTube.

29 sierpnia 2020 r. pod adresem Kraków wobec LGBT – za i przeciw – Józef Wieczorek w Krakowie ( i nie tylko) w 2019-2020 r. (wordpress.com) zamieściłem materiał fotoreporterski – zdj. i wideo ” Kraków wobec LGBT – za i przeciw „. 28 grudnia 2020 r. materiał wideo został usunięty z mojego kanału You Tube

Jest to przykład brutalnej cenzury, niszczenia rzetelnej roboty dziennikarskiej prezentującej podziały polskiego społeczeństwa wobec wartości. Złożyłem odwołanie i czekam co dalej.

W takich sprawach aktywni obywatele, wykonujący społecznie użyteczną robotę dziennikarską, winni mieć wsparcie społeczne i prawne. Takich przypadków jest moc i nie można wobec ich pomijać milczeniem.

Wyspa szczęśliwości stanu wojennego

Wyspa szczęśliwości stanu wojennego

13 grudnia minęła 39 rocznica wprowadzenia stanu wojennego na terytorium całego kraju. Po latach czytelnicy historii mogą mieć jednak wątpliwości, czy stan wojenny został wprowadzony także na uczelniach i czy spowodował  jakiekolwiek dotkliwe skutki w domenie akademickiej. Dostępne w internecie historie uczelni na ogół pomijają tę datę, jakby nic istotnego w ich historii wtedy się nie wydarzyło.

W „Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego”, wydanych w 2000 r.  na 600 rocznicę odnowienia jagiellońskiej wszechnicy, nie ma nawet takiego terminu jak „stan wojenny”.

Czyli co? To wydarzenie nie miało żadnego znaczenia dla najstarszej polskiej uczelni ? Nie warto o nim nawet wspomnieć ?

 „Dzieje” są książką pozostającą w obiegu edukacyjnym, więc taką historię, bez stanu wojennego, przyswajają sobie młodzi Polacy, szczególnie ci, którzy chcą otrzymać indeks UJ. A starsi się dziwią, że młodzież nie zna naszej historii. A dlaczego się nie dziwimy, że naszej historii nie znają/nie chcą znać profesorowie, historycy polskich uczelni ?

Dlaczego nie ma protestów historyków, organizacji kombatanckich, solidarnościowych, ministerstwa, przeciwko takiemu fałszowaniu historii ? Czemu się finansuje takie „dzieła”, takich „historyków”? Przed konsekwencjami chroni ich autonomia? Przecież autonomię, to uczelnie mają do poznawania prawdy, a nie do jej unicestwiania.

Od lat informuję o tym opinię publiczną, akademicką, władze UJ, komisje PAU, ministrów nauki i szkolnictwa wyższego. I żadnych pozytywnych reakcji. Na wydawanie dzieł naukowych, podobno nie ma pieniędzy, ale na wydawnie takich szkodliwych bubli – są ! Kto policzy szkody społeczne spowodowane takimi dziełami? Przecież, jak wiadomo, czego Jaś zbyt dobrze czegoś fałszywego się nauczy, to Jan nie zdoła się tak łatwo oduczyć.

Na początku wieku starałem się o realizację projektu „Czarna Księga Komunizmu w Nauce i Edukacji”, ale  został on odrzucony przez PAU,  z informacją, że na takie coś publicznych pieniędzy nie będzie !

To, że w edukacji peerelowskiej nie było sprawy Katynia, „noża w plecy” i innych niewygodnych dla  przyjaźni polsko-radzieckiej dat, nazywamy skandalem, zakłamywaniem  historii, typowym dla systemu komunistycznego – i słusznie. Ale jak w wolnej Polsce, w tekstach o najnowszej historii nie ma słowa „komunizm”, „stan wojenny”, PZPR, to reakcji brak. Niektórym obywatelom Polski taki stan rzeczy w głowie się nie mieści,  ale widocznie ‚profesorowie’ mają bardziej pojemne głowy, zdolne do pomieszczenia i takich skandali.

Ponieważ akademicy tłumaczą braki naukowe niedostatkiem pieniędzy, zadawałem publicznie pytanie: ile pieniędzy muszą dostać profesorowie, aby zdołali zidentyfikować w historii stan wojenny i system komunistyczny ?

Bez odpowiedzi, przez lata! Odnieść można wrażenie, że za żadne skarby nie chcą poznać prawdziwej historii i cały skarb państwa można by na nich opróżnić, a prawdy i tak nie wykryją.

Niewykryciu stanu wojennego w historii UJ, towarzyszyło niewykrycie pokrzywdzonych w PRL, nad czym pracowali uczeni jagiellońscy w III RP.

Prowadząc badania, jedynie wśród benficjentów systemu, otrzymywali  oczekiwany rezultat – brak pokrzywdzonych! Co prawda wykrywano działania SB, ochraniającej tak cenny obiekt jak UJ i jego pracowników, ale podobno nikomu z przyczyn politycznych włos z głowy nie spadł.

Można by sądzić, że SB wraz z dziesiątkami TW, KO ochraniała tak znakomicie UJ, że  ten stanowił podczas wojny jaruzelsko-polskiej wyspę szczęśliwości. Może nie aż tak szczęśliwą, jak Sołowki w czasach stalinowskich według opowiadań Maksyma Gorkiego, ale jednak. No cóż, to historycy – bajkopisarze taką wyspę szczęśliwości w morzu jaruzelskim utworzyli

Może zainspirowani byli bajką ’Wyspa szczęśliwości’ [Leszek Sulima Ciundziewicki]
‘Kiedyś dzieci wymyśliły,
że na wyspie będą żyły.
Same na niej zamieszkają,
wpuszczą tych, co z bajek znają.’

I dobrze na tym wyszli, zatrudniani na etatach, stanowiskach, nieraz wielu. Sami na wyspie szczęśliwości żyli/żyją, wpuszczając na nią tych, co ze swych bajek znają.

Tak, tak. Na tej jaruzelskiej wyspie szczęśliwości, prowadzono selekcję kadr akademickich, ale ci szczęśliwi badacze oznajmiali w swych raportach, w ramach powracającej fali zakłamywania historii, że ta selekcja per saldo była korzystna. Dla nich, na pewno tak,  a wpuszczając na wyspę jedno bohaterów swoich bajek, mogli żyć długo i szczęśliwie, bacząc jeno, aby na wyspę nie wtargnęli jacyś niepożądani „korsarze” i nie zakłócali im szczęśliwego żywota.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 51  z 16 grudnia 2020 r.

Plaga ciemności spadła na Wszechnicę Cnót Wszelakich

Józef Wieczorek – Plagi akademickie

Plaga ciemności spadła na Wszechnicę Cnót Wszelakich

Wśród biblijnych plag egipskich, plaga ciemności wymieniana jest na dziewiątym miejscu. Czasy biblijne się skończyły, a ta plaga nadal nie ustępuje, a nawet zagraża naszej cywilizacji łacińskiej, znajdującej się chyba w fazie zaniku.

Co gorsza, plaga ta atakuje ośrodki akademickie, centra formowania elit naszej cywilizacji. Taki stan  mimo ciemności, został zauważony na najstarszej polskiej uczelni, matce rodzicielce pozostałych, określanej często Wszechnicą Cnót Wszelakich (choć znalezienie w niej choćby jednej cnoty jest coraz trudniejsze).

Na stronach UJ czytamy jakże trafne zdanie „Nie siłą, lecz rozumem rozjaśnia się ciemności.”. Znakomicie! Można by krzyknąć – tak trzymać, aby powstrzymać plagę ciemności!  Ale najpierw trzeba zapoznać się z  tym, na jaką okoliczność to zdanie zostało wypowiedziane/napisane, aby nie krzyczeć bez sensu.

Faktem jest, że dewiza uniwersytetu brzmi „Plus Ratio Quam Vis”” (łac. „Więcej znaczy rozum, niż siła”) i jest ona wypisana na portalu w Collegium Maius. Pochodzi z elegii poety Maksymiana z VI wieku, z kręgu cywilizacji łacińskiej, a sentencja została wybrana przez Karola Estreichera, ale bez znajomości kontekstu. Tekst elegii miał zabarwienie erotyczne, a nie naukowe. Niemniej sentencja ma charakter uniwersalny i jako dewiza UJ została przyjęta na 600. rocznicę powstania uniwersytetu.

Zapewne nie przypuszczano wówczas, że po latach, zabarwienie erotyczne, i to zbliżone do tęczy, objawi się w jagiellońskim stowarzyszeniu „TęczUJ” i zdominuje politykę uczelni skierowaną na orientację seksualną, z pominięciem orientacji intelektualnej i moralnej. Można rzec: kontekst przesłonił sentencję.

Od 1997 r. UJ nadaje medale „Plus Ratio Quam Vis”, które są traktowane jako „najwyższe odznaczenie dla osób szczególnie zasłużonych dla dobra wspólnoty akademickiej, w praktyce realizującej wartości zgodne z ideami humanizmu, tolerancji, szacunku do prawdy i godności człowieka i wrażliwych na losy całej wspólnoty ludzkiej”.

A zatem, chyba także tej tworzącej cywilizację łacińską, choć można mieć wątpliwości po zapoznaniu się z laureatami tej nagrody. Otóż takim medalem został ostatnio wyróżniony ks. Adam Boniecki, który podobno swoją działalnością autorską i redaktorską osiągnął pozycję niekwestionowanego autorytetu, budząc podziw w środowisku UJ.

Podkreślano jego odwagę w głoszeniu poglądów, którą rzeczywiście wykazał jako duchowny, broniąc Nergala, znanego z obrazy uczuć religijnych satanisty, dokonującego publicznego niszczenia Biblii, podpalania krzyży, znieważania Jana Pawła II…

Co do księdza – żyjącego w kraju nadal katolickim, w cywilizacji łacińskiej – obrona wojującego z religią wymaga wielkiej siły, ale czy rozumu? Może to jednak moce ciemności ogarnęły duchownego, który ostatnio bronił też „Margota”, profanującego niemal wszystko, co wiąże się z wiarą i Kościołem, oraz zapowiedział, że nie będzie bronił imienia Ojca Świętego Jana Pawła II.

 I to w ramach służenia Bogu, poprzez służenie ludziom, jak się podkreśla w laudacji jagiellońskiej [sic!]. Widać jednak, że to siła zła całkowicie zdominowała rozum. I to nie tylko laureata, lecz także jego promotorów.

Podziw dla takich czynów ze strony władz uczelni, której Karol Wojtyła był studentem, a później doktorem honoris causa i pierwszym laureatem nagrody „Plus Ratio Quam Vis”, nie spotkał się z protestami kadry jagiellońskiej. Plaga ciemności nie spadła jednak nagle, a już na pewno nie spadła z nieba, lecz chyba się podniosła prosto z otchłani piekielnych.

Wśród wcześniejszych laureatów nie brakuje przecież tych, którzy dewizę ‚Plus ratio, quam vis’ stosowali w życiu akademickim na opak, o czym władze uczelni informowałem.

Jedni mają wielkie sukcesy w walce o niepoznanie prawdziwej historii uczelni, i to tej najnowszej; inni w utrwalaniu na UJ prawa stanu wojennego nad Konstytucją III RP; jeszcze inni w wykluczaniu z uczelni tych, którzy posiadają poczucie własnej wartości, które zbyt uwiera posiadaczy poczucia własnego skundlenia. Jeden z laureatów innowacyjnie i kreatywnie zmodyfikował dewizę UJ lansując projekt „róbta, co chceta”, co widocznie spotkało się z uznaniem, a nawet zastosowaniem w praktyce UJ.

Szokująca transformacja kadr uczelni, od Jana Pawła II do ks. Bonieckiego, do tej pory jakoś nie doczekała się należytego opracowania, ani historycznego, ani socjologicznego, ani psychologicznego, licznych profesorów uniwersytetu o największym prestiżu wśród polskich uczelni. Widocznie naszą wzorcową szkołę wyższą całkiem pogrążyła plaga ciemności.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 50 z 9 grudnia 2020 r.

13 grudnia 1981 r. – było zimno, biało i pusto

13 grudnia 1981 r. było zimno, biało i pusto

[moje wspomnienie po 39 latach]

Pandemiczne sukcesy polskich naukowców

Pandemiczne sukcesy polskich naukowców

Pandemie/epidemie często powtarzają się w historii. W XX wieku Europa zmagała się kilkakrotnie z  epidemią tyfusu, i to  na frontach wojennych, gdyż przemieszczające się  masy żołnierskie były roznosicielami śmiercionośnej bakterii.

Odzyskaniu przez Polskę niepodległości towarzyszyła duża śmiertelność,  nie tylko wśród  żołnierzy, ale i ludności cywilnej, dotkniętej zarazą tyfusu i grypy hiszpanki. Nie ogłoszono jednak lockdownu, nie odłożono odzyskania niepodległości na lepsze czasy, po ustaniu epidemii.

100 lat temu epidemia  tyfusu szła wraz z nawałą bolszewicką na Warszawę, ale  Bitwy Warszawskiej nie odwołano, dzięki czemu Polska została ocalona, mimo epidemii.

 W czasach  pandemii oczy zaniepokojonego  społeczeństwa są zwracone na naukowców, oczekując na jakieś działania i środki zapobiegające rozszerzaniu się zarazy, redukujące zagrożenie chorobą  i śmiercią.

Podczas I wojny światowej na froncie walki z epidemią tyfusu sukcesy odnosił Ludwik Hirschfeld, szczególnie na Bałkanach. Kontynuował on badania nad krwią i działania dla ograniczenia tyfusu  po powrocie do niepodległej Polski, a także podczas II wojny światowej. Po wojnie stworzył Instytut Immunologii   we Wrocławiu, ale musiał się zmagać z pandemią pseudonaukowego łysenkizmu i Nobla nie otrzymał.

Ogromne zasługi dla walki z tyfusem miał  Rudolf Weigel, spoczywający w Alei Zasłużonych na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Jego badania, zastosowane w praktyce, ocaliły miliony osób na całym świecie,  a przynajmniej tysiące ludzi z elity intelektualnej Lwowa, zatrudnionych jako karmiciele wszy i wykorzystywanych w produkcji niezbędnej szczepionki.  Weigel  nie chciał podpisać volkslisty, bo jak argumentował „człowiek raz na całe życie wybiera sobie narodowość”. Choć pochodził z rodziny austriackiej, wybrał Polskę. Tym samym pozbawił się Nobla zablokowanego przez Niemców w 1942 r. Ale i po wojnie go nie otrzymał, bo był fałszywie oskarżany o kolaborację z Niemcami ! Dobre uczynki rzadko uchodzą bezkarnie…

Polski świat naukowy oczywiście bierze udział  w walce z pandemią koronawirusa. Powołano zespoły badawcze, zapewniono finansowanie projektów, osiągnięto pewne sukcesy, nagrodzono zasłużonych dziesiątkami krzyży i  odznaczeń, ale wyniki badań spoczęły na półkach. Chyba nie były tak znaczące jak wyniki badań Hirschfelda, czy Weigla, ale system wdrażania w życie nawet najbardziej innowacyjnych badań/wynalazków, jak wiemy, w Polsce kuleje.

Wynalazki mogą być, ale na półkach, a nie w życiu ! Dlatego czekamy jak na zbawienie, na wynalazki zagraniczne, aby zmniejszyć straty pandemiczne. Powstał nawet interdyscyplinarny zespół naukowców PAN do monitorowania pandemii. Monitoring jest potrzebny, ale sam rozprzestrzenianiu się wirusa nie zapobiegnie.

Polscy naukowcy w dobie pandemii odnoszą większe sukcesy, ale niestety negatywne. Na manifestacjach proaborcyjnych/antykościelnych odrodziły się  relacje mistrz-uczeń, ale w układzie kompromitującym świat akademicki. 

Profesorowie i ich uczniowie mówią jednym głosem: je.ać PiS, wyp…dalać,  tworząc tym samym postępową korporację nauczanych i nauczających nienawidzących PiS i domagającej się aborcji, która zastąpiła na uniwersytetach  wsteczną korporację poszukujących prawdy.

Podczas pandemicznych manifestacji proaborcyjnych zadano kłam twierdzeniom, iż tzw. czystki antysemickie roku 1968 r. doprowadziły do przerwania ciągłości polskich elit, a to z powodu opuszczenia Polski przez  elity zasłużone w instalacji systemu komunistycznego.

 Na okoliczność Strajku Kobiet przywoływane jest dzieło doktorskie zbrodniarki komunistycznej Heleny Wolińskiej  „Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego”. Dr.Helena Wolińska opuściła Polskę po 1968 roku,  ale jej idee nadal są żywe i stanowią podstawy naukowe ruchu kobiet,  wspieranego przez najwyższe gremia akademickie.

O przerwaniu ciągłości tych elit nie ma mowy, gdy poglądy  ofiar czystek jaruzelskich, mających odmienną orientacją intelektualną i moralną,  nie liczą się na drodze postępu. Ci wypędzeni realnie, a nie tylko pozornie, nie mają żadnych relacji ze swoimi uczniami, gdyż je zerwano nadzwyczaj skutecznie, aby nie wpływali na uczniów negatywnie.

Ten stan rzeczy został utrzymany w III RP oraz  poparty czyszczeniem niewygodnej pamięci. I nawet koronawirus tego  trendu nie odwrócił. Zespoły PAN prowadzą monitoring pandemii, ale monitoringu relacji Mistrz-Uczeń w domenie akademickiej nikt nie prowadzi.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr. 49 z 2 grudnia 2020 r.

NIK kontroluje plagi akademickie

Józef Wieczorek – Plagi akademickie

NIK kontroluje plagi akademickie

„Misją Najwyższej Izby Kontroli jest dbałość o gospodarność i skuteczność w służbie publicznej dla Rzeczypospolitej Polskiej”, a jednym z przejawów realizowania tej misji są kontrole wydawania grosza publicznego w domenie nauki. Co prawda ta domena w sposób wyraźny jest niedofinansowana, ale zarazem dotknięta wieloma plagami, które powodują marnotrawstwo grosza publicznego. Wielokrotnie na ten aspekt zwracałem uwagę, jako szary obywatel, który grosza publicznego na uprawianie nauki nie otrzymuje, a jednocześnie nie ma szans na uzyskanie informacji, na co jego pieniądze – jako podatnika, księgowane po stronie wydatków na naukę – tak naprawdę są przeznaczane.

Takie trudności występowały w czasach funkcjonowania Komitetu Badań Naukowych i nie ustąpiły po jego transformacji w Narodowe Centrum Nauki, które w ciągu ostatnich ośmiu lat przekazało blisko 7,5 mld zł na badania podstawowe. Nie jest to dużo w porównaniu z bogatszymi krajami europejskimi, ale jednak jest to kwota, za którą coś można w nauce zrobić. W PRL środków na naukę było wielokrotnie mniej, a sporo osiągnięć naukowych jednak notowano. W ramach wymiany za polskie czasopisma/publikacje naukowe można było zgromadzić potężne zasoby biblioteczne, nieróżniące się tak bardzo od zagranicznych.

Obecnie mamy więcej uczelni, więcej profesorów, lepszą infrastrukturę na poziomie europejskim, a wiele czasopism naukowych zniknęło i brakuje podręczników dla studentów.

Jest zatem uzasadnione pytanie, czy środki przeznaczone na naukę są dobrze wydawane i jakie przynoszą korzyści ? Niestety szary obywatel zainteresowany nauką łatwiej pozna wyniki projektów naukowych realizowanych w USA, mimo że nie płaci na nie ani grosza, niż w Polsce, choć projekty naukowe finansowane są z jego kieszeni.

Na początku listopada NIK ujawnił raport z kontroli Narodowego Centrum Nauki – polskiej agencji od wydawania pieniędzy na naukę, która obywateli zainteresowanych zasadami i efektami finansowanych projektów uważa za konkurencję, i to nieuczciwą, o czym informowałem już opinie publiczną.

NIK w raporcie podkreśla, że „zasadniczy mechanizm weryfikacji rozliczeń projektów polegał na analizie informacji przekazywanych przez samych beneficjentów” a zatem pozytywne rozliczenie realizowanych projektów zależy głównie od uczciwości ich realizatorów, i to w sytuacji, gdy nieuczciwość akademików, zwykle wykrywana/ujawniana przez sygnalistów jest alarmująca.

NIK ujawnił szereg nieprawidłowości, zwracając uwagę na ”brak wypracowanej metodologii oceny wpływu badań podstawowych na rozwój nauki polskiej”. Skoro zainteresowany obywatel nie otrzymuje od agencji informacji o objawach tego wpływu, może sądzić, że jest on bezobjawowy.

Ciekawe są informacje NIK o zespołach decydujących o wydawaniu publicznego grosza. NIK podaje, że „weryfikacja kandydatów na członków tzw. Zespołu Identyfikującego odbywała się do listopada 2018 r. na podstawie nieudokumentowanych rozmów telefonicznych”. Czyli tak naprawdę nie wiemy, jakie są kwalifikacje intelektualne i moralne zespołów dzielących grosz publiczny. Co więcej, wnioski o finansowanie badań opiniowane są arbitralnie przez tak dobieranych ekspertów i te wnioski nie podlegają żadnej procedurze odwoławczej !

Rada NCN działa w oparciu o rozmaite przepisy i członkowie Rady byli zobowiązywani do oświadczeń o ich znajomości, ale nie do ich przestrzegania ! W systemie akademickim mamy ogromny urodzaj na różnorodne przepisy etyczne/dobre praktyki i brak odpowiedzialności za ich nieprzestrzeganie.

Jakoś to się odbywa według reguł ze znanej fraszki Jana Sztaudyngera:

Postanowiono w lesie wreszcie wydać prawa.
Co może robić niedźwiedź, co lis, co trawa.

Uradzono przepisy, nowele, ustawy,
Osobno dla niedźwiedzi, dla lisów, dla trawy.
A potem prawodawcy, co prawa wydali,
Schodzili w bok przed misiem, a trawę deptali

Niestety takie są standardy wdrożone do naszego systemu akademickiego, których żadna reforma nie zdołała naruszyć.

Po przeprowadzonej kontroli NIK przestawiła ministrowi nauki szereg wniosków naprawczych, w tym konieczności „przeprowadzenia przez ekspertów naukowych kontroli następczej projektów, dla których nie upłynął pięcioletni termin od ich zakończenia.” Ja niektóre owoce projektów jako podatnik kontrolowałem, uznając je jako nic/niewiele wnoszące do nauki, a nawet stanowiące zagrożenie dla podmiotów gospodarczych, o ile by na takiej wiedzy chciały opierać swoje gospodarowanie. Ale czy ktoś powoła takiego na eksperta od takich projektów ?

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 48 – 25 listopada 2020 r.

Podpisałem apel działaczy opozycji antykomunistycznej „Solidarności” w obronie pamięci o Janie Pawle II

[zdewastowana wystawa przed kurią krakowską – październik 2020]

x

Apel działaczy opozycji antykomunistycznej „Solidarności” w obronie pamięci o Janie Pawle II

My weterani opozycji antykomunistycznej i „Solidarności” piszemy ten list z sercem pękającym z żalu i ogarniętym zgrozą. W latach 80-tych XX w. kiedy sowieckie imperium trzymało w niewoli pół Europy i szykowało się do atomowej zagłady po to by zniewolić resztę wolnego świata, my – młodzi i pełni wiary w przyszłość, walczyliśmy o wolną Polskę, o wolność słowa, o wolność wyznawania każdej religii.

Komuniści prześladowali nas i nasze rodziny; wielu straciło pracę i środki do życia, wielu spędziło za kratami miesiące i lata, kilkadziesiąt osób zamordowano. Jeśli udało nam się wytrwać i doczekać Wolnej Polski, to tylko dzięki naszej świętej religii i serdecznej opiece, jaką otoczył nas Kościół katolicki kierowany przez męża opatrznościowego, dziś Świętego, papieża Jana Pawła II.

Najwyższy dostojnik Kościoła katolickiego a zarazem najpokorniejszy sługa Boży, najpiękniejszą polszczyzną przekazywał nam naukę Chrystusa. Słowami pełnymi miłości mówił do nas: „Codziennie się za was modlę, tam w Rzymie i gdziekolwiek jestem, codziennie się modlę za moją Ojczyznę i modlę się za ludzi pracy, i modlę się za to szczególne, wielkie dziedzictwo polskiej „Solidarności”. Modlę się za ludzi, którzy są związani z tym dziedzictwem, w szczególny sposób za tych, którym wypadało czy wypada ponosić ofiary z tego powodu”.

Kiedy 2 kwietnia 2005 roku odszedł do Domu Ojca, stawialiśmy na ulicach i placach tysiące zniczy, modliliśmy się za jego dusze i dziękowaliśmy Panu za dar jego posługi… że dane nam było słuchać nauk świadka Miłosierdzia i Dobroci Bożej. Serce nam się kraje, gdy widzimy jak tysiące zmanipulowanych przez wrogów Kościoła i Polski młodych ludzi wychodzi dziś na ulice po to tylko, by wykrzyczeć swoją nienawiść do Kościoła, znajdując satysfakcję w obrażaniu plugawymi słowami najlepszego syna Narodu Polskiego, Świętego Jana Pawła II.

Biorąc przykład z ludzi nauki, którzy wystąpili w obronie Papieża Polaka, my działacze opozycji antykomunistycznej i „Solidarności” również apelujemy o opamiętanie.

Żadne racje polityczne nie mogą burzyć fundamentów naszego narodowego trwania, nie wolno niszczyć korzeni z których wszyscy wyrastamy, nie wolno niszczyć naszej wspólnoty. Taki jest bowiem rzeczywisty skutek kłamliwych ataków na Kościół katolicki i na najszlachetniejszą postać w ponad tysiącletnich dziejach Polski.

26 listopada 2020 r

.Adam Borowski – działacz „Solidarności” i Solidarności Walczącej, więzień polityczny

Mirosława Łątkowska – działaczka Solidarności Walczącej, wydawca podziemny

Tadeusz Markiewicz – działacz Solidarności Walczącej, więzień polityczny, drukarz podziemny

Roman Bielański – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny

Wacław Holewiński – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny, wydawca podziemny

Krzysztof Wyszkowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Antoni Macierewicz – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Mirosław Chojecki – działacz antykomunistyczny, twórca niezależnego ruchu wydawniczego, więzień polityczny

Jerzy Langer – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Ewa Polańska-Wolak – działaczka „Solidarności” i Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom

Czesław Nowak – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Michałowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Tadeusz Stański – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny

Andrzej Gelberg – działacz podziemia, organizator Programu 3 Radia „Solidarność”

Artur Adamski – działacz Solidarności Walczącej

Roman Zwiercan – działacz Solidarności Walczącej, więzień polityczny

Andrzej Kołodziej – działacz „Solidarności” i Solidarności Walczącej, więzień polityczny

Krzysztof Bąkowski – podziemny wydawca, więzień polityczny

Andrzej Osipów – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Rozpłochowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Tomasz Olko – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Stanisław Fudakowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Kołakowski – działacz antykomunistyczny, drukarz i kolporter wydawnictw podziemnych

Wojtek Borowik – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny

Zofia Kwiatkowska-Dublaszewska – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Janina Wehrstein – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Tomasz Moszczak – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Emil Broniarek – działacz antykomunistyczny, drukarz, więzień polityczny

Przemysław Miśkiewicz – działacz podziemngo NZS

Jacek Mejsak – działacz Solidarności Walczacej

Tomasz Truskawa – działacz antykomunistycznego podziemia

Julita Bodzińska – działaczka „Solidarności”, kolporterka wydawnictw podziemnych

Małgorzata Chmielecka-Gumoś – działaczka antykomunistyczna, więzień polityczny

Adam Gajkowski – działacz „Solidarności”, drukarz podziemnych wydawnictw, więzień polityczny,

Tadeusz Bień – działacz „Solidarności”, członek Komisji Charytatywnej Episkopatu Polski przy kościele św. Brygidy

Grzegorz Maderski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Zygmunt Błażek – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jadwiga Chmielowska – działaczka Solidarności Walczącej,

Piotr Hlebowicz – działacz „Solidarności” RI, Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej

Mariusz Wilczyński – działacz Federacji Młodzieży Walczącej

Krzysztof Bydałek – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Lech Brzoza – działacz „Solidarności”, więzień polityczny Krystyna Łyszcz – działaczka podziemnej „Solidarności”

Krzysztof Gąsior – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Julian Filip – działacz podziemnej „Solidarności”

Paweł Glanert – działacz „Solidarności”

Mirosław Grabowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Tadeusz Zarembski – działacz „Solidarności”, drukarz podziemnych wydawnictw

Eugeniusz Szymecki – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Barbara Hejcz – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Jarosław Raszewski – działacz podziemnej „Solidarności”

Krzysztof Kapica – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Anna Kołakowska – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Ryszard Kłos – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Kazimierz Kos – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Robert Krygier – działacz podziemnej „Solidarności”, kolporter wydawnictw podziemnych

Izabella Lipniewicz – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Adrian Stankowski – działacz niezależnego PPS

Andrzej Malinowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Krzysztof Mazur – działacz podziemnej „Solidarności”

Aleksander Oczak – działacz podziemnej „Solidarności”

Edward Janus – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Antoni Bogdanowicz – działacz podziemnej „Solidarności”

Feliks Pieczka – działacz „Solidarności”, organizator pomocy dla represjonowanych

Romuald Plewa – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Szatkowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Skiba – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Cezary Godziuk – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Krzysztof Sosnowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Lucyna Jabłońska – działaczka podziemnej „Solidarności”

Marian Hoppa – działacz podziemnej „Solidarności”

Mieczysław Wędrowski – działacz podziemnej „Solidarności”

Adam Kalita – działacz NZS, więzień polityczny

Janusz Walentynowicz – więzień polityczny

Stefan Zawadzki – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Hermanowicz – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Zieliński – działacz podziemnej „Solidarności”

Nina Milewska – działaczka podziemnej „Solidarności”

Brunon Baranowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Krzysztof Łaszuk – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Władysław Kaudziński – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Raczycki – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Liberadzki – działacz podziemnej „Solidarności”

Jan Jakubowski – działacz podziemnej „Solidarności”

Edward Leszczyński – działacz „Solidarności”, organizator występów Teatru Domowego

Krzysztof Słomka – kolporter wydawnictw podziemnych

Karol Gwoździewicz – działacz Solidarności Walczącej i PPN

Ewa Stewart – dziaczka Solidarności Walczącej

Grzegorz Surdy – działacz antykomunistycznej opozycji, więzień polityczny

Tomasz Dolecki – działacz podziemia, wydawca, więzień polityczny

Agnieszka Bogucka – działaczka „Solidarności”

Cezary Kruk – działacz podziemnej „Solidarności”

Jan Wojciechowski – dzialacz podziemnej „Solidarności”

Tomasz Gugała – działacz podziemnego ruchu wydawniczego

Józef Wieczorek – działacz opozycji antykomunistycznej

Edward Bielawski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Elżbieta Kwiatkowska-Wyrwisz – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Tomasz Wójcik – działacz „Solidarności”, przewodniczący RKS Dolny Śląsk

Józef Zalas – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Henryk Niedźwiecki – działacz „Solidarności”

Kazimierz Michalczyk – Przedstawiciel Solidarności Walczącej w Berlinie Zachodnim

Magdalena Jęczmyk – działaczka antykomunistycznego podziemia

Lech Jęczmyk – działacz antykomunistycznego podziemia

Lech Dymarski – działacz antykomunistycznego podziemia, więzień polityczny

Andrzej Karczewski – działacz podziemnego ruchu wydawniczego

„Plagi akademickie” w Bibliotece Narodowej

[katalog]

Plagi akademickie” w Bibliotece Narodowej

Plagi obrazujące boje akademickie w wolnej Polsce, bo prowadzone na drodze do wolności nauki i edukacji, znalazły się w Bibliotece Narodowej. A w ilu bibliotekach Wolnych Polaków ta książka się znalazła ?

Jak zaznaczono w opisie Biblioteki Narodowej, zgodnie z prawdą książka powstała pro publico bono. Nakład kosztów z kieszeni podatnika 0 zł, ale kieszeń autora trochę została nadwyrężona, choć przez lata ciężkich bojów na froncie akademickim nie tylko kieszenie doznały szwanku. Nie da się tego zresztą przeliczyć na pieniądze. Front akademicki to chyba najcięższy z frontów prowadzących ku wolności. Bez wolnej nauki i edukacji wolność zawsze będzie ułomna, co obecnie widać w przestrzeni publicznej. Wolni Polacy boją się mówić, a nawet myśleć.

Wykładać można swobodnie, ale do swoich ścian, a wypowiadać się niezależnie – w poniemieckim schronie.

Wielu się dziwi, że tak jest jak jest, a nie musieliby się dziwić, gdyby zapoznali się z argumentami zawartymi w moich bojach. Zresztą nie tylko ja to przewidziałem, bo i ‚psuta’ przeze mnie młodzież akademicka przestrzegała decydentów akademickich przed 35 laty, że takie metody nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek. I co? Wiek XXI przyszedł, a godność została przed progiem tak wieku, jak i uczelni.

Na froncie akademickim spotkałem także uczestników frontów militarnych. I co ? Bohatersko chowali głowę w piasek !

Wielokrotnie zwracałem się z postulatem merytorycznej krytyki, bo widzenie rzeczywistości jest różne i drogi do zmian na lepsze też mogą być różne, ale bez dyskusji, bez takiej krytyki, nie ma postępu. A u nas jest albo personalna, często chamska, niemerytoryczna, albo nie ma jej wcale. Stawiane problemy pomija się milczeniem, czasem złowrogim, czasem wstydliwym. Zasięg widzenia został ograniczony do końcówki własnego nosa, postawa patriotyczna zredukowana do efektów wizualnych, a dobro wspólne do rozparcelowania przez zaradnych, którym się zazdrości, a nie eliminuje.

Plag egipskich było podobno dziesięć. A ile plag spadło na Polskę po ogłoszeniu rzekomego upadku plagi komunizmu, choćby w domenie akademickiej ?

Czy ktoś je policzy po zapoznaniu się z moją książką ? Czy pozostanie ona jeno na półkach Biblioteki Narodowej ? – bo lepiej nie wiedzieć, aby zachować dobre samopoczucie.

xxxxxxxxxxxxxxxxxx

Plagi akademickie idealne na prezent

O ‚Plagach akademickich’ w ‚Niedzieli’

O ‚Plagach akademickich’ w ‚Niedzieli’

Pozytywnie !

Tak m.in. pisze: Autor w sposób bardzo niezależny pokazuje środowisko akademickie i na konkretnych przykładach udowadnia, że ten świat zatrzymał się w ..PRL-u. a niejednokrotnie jest gorzej, bo elity akademickie wywodzące się z II RP odeszły do historii…Żeby dokonać zmian w polskim systemie oświaty trzeba postawić diagnozę. Józef Wieczorek od kilku lat konsekwentnie w tym pomaga, nie przejmując się, że jest w tej dziedzinie samotny. Warto skonfrontować jego trafne spostrzeżenia z osobistymi przemyśleniami i refleksami ! 

Góra lodowa plag akademickich

Góra lodowa plag akademickich

Mimo globalnego ocieplenia góra lodowa plag akademickich się nie topi ! Już na samym początku roku akademickiego pokazał się wierzchołek tej góry który – jak się okazuje – jest zbudowany z plagi plagiatów i to największego kalibru, bo rektorskich/profesorskich. Na tym wierzchołku pokazała się postać w todze i z gronostajem, którą personifikował nowo wybrany rektor Uniwersytetu Gdańskiego, profesor ‚podwórkowy’ – Jerzy Gwizdała, który przez naszych doskonałych profesorów (CK/Rada Doskonałości Naukowej) został wcześniej skierowany do nominacji na profesora prezydenckiego. Znaleźć się na samym wierzchołku kariery akademickiej to zaszczyt niebywały, z tym że ten wierzchołek okazał się czubkiem kompromitacji, bo w ramach walki z globalnym zjawiskiem plagi plagiatów niedoszły profesor ‚belwederski’ i świeżo demokratycznie wybrany rektor został zidentyfikowany jako pospolity oszust. Ze słowami – ‚jestem niewinny’, zdjął jednak gronostaja i nim na dobre zaczął być rektorem, już przestał nim być. I kto go namierzył na samym szczycie góry lodowej plag akademickich ? Otóż nie doskonali nasi profesorowie z nader licznych ciał selekcyjnych, nominacyjnych, degradacyjnych, etycznych, dobro-obyczajowych, lecz główny łowczy plagiatów polskich – Marek Wroński, strzelec niemal wyborowy, który na swym koncie ma niejednego miłośnika cudzych tekstów sygnowanych swoim nazwiskiem, na drodze do osiągnięcia szczytów nieuczciwości naukowej.

Rektor, który przeszedł przez sito rozmaitych komisji ‚doskonałych‚, przez demokratyczne sito elektorów w wyborach na rektora, mimo że najlepszy z najlepszych, został zidentyfikowany jako oszust przez – rzec można – policjanta akademickiego i to obywatelskiego, a nie ministerialnego. Nie ma wątpliwości, że mimo kwalifikacji strzeleckich sam Marek Wroński nie odstrzeli wszystkich szkodników akademickich, tym bardziej, że wyspecjalizował się w domenie plagiatowej, gdy góra lodowa nieuczciwości akademickiej ma nader złożoną budowę, a zapewne ok. 90% jej masy, i to fundamentalnej, podobnie jak naturalnych gór lodowych, nie jest ujawniona.

Ta góra lodowa zanurzona jest w akademickiej brudnej wodzie, a nawet bagnie, a to co ponad poziom wystaje, jest osłaniane togami i gronostajami, i to tak dokładnie, że tylko sam wierzchołek czasem się ukazuje spod przetartej/ rozdartej togi ochronnej.

Komunizm podobno został obalony, ale brak poszanowania własności – i to szczególnie intelektualnej – pozostał. Prawa nabyte do braku jej poszanowania ?

Ale plagiaty to niejedyna plaga. Na samym wejściu do świata akademickiego spotka nas plaga ustawianych konkursów na etaty, o których wszyscy wiedzą i traktują je jako standard. Włosi ścigają takie ustawianie prokuratorsko, a u nas to niemal fundament patologicznego systemu – rzec można, dolne partie góry lodowej skrytej pod powierzchnią .

Nie mniej ważną plagą jest nepotyzm, otaczany niemal czcią i uwielbieniem, bo przecież rodzina jest najważniejsza, szczególnie w nauce, o czym świadczy choćby Nobel Marii i Piotra Curie. Ale nepotyzm mamy od lat, a nowych Nobli jak nie było, tak nie ma. Ponadto mamy chów wsobny, od studenta do rektora na tej samej uczelni. Jak się przekracza progi uczelni na egzamin wstępny, to się je opuszcza na egzamin ostateczny. Rzecz jasna jak się jest komponentem układu akademickiego a nie zagrożeniem dla jego istnienia. Recenzji merytorycznych niemal brak, jeśli są krytyczne, to na ogół o zabarwieniu personalnym, bo lansować trzeba swoich, a konkurentów do wejścia do kasty trzeba powycinać zawczasu.

Powszechny mobbing akademicki ma szanse na ograniczenie jedynie dzięki pandemii, bo trzeba utrzymywać dystans, ale jak pandemia się skończy, to może powrócić z większym natężeniem. To tylko przykłady plag akademickich. Wymienić wszystkie w krótkim felietonie nie sposób, ale trzeba zauważyć, że góra lodowa plag akademickich nie tylko się nie topi, lecz wręcz zwiększa swoje gabaryty. Globalnego ocieplenia w domenie akademickiej nie widać. Piszę o tym od lat i wreszcie ten stan rzeczy dochodzi do społeczności upadających intelektualnie i moralnie uczelni. Jednak petycję w sprawie nieuczciwości naukowej po ukazaniu się rektora UG na wierzchołku góry lodowej jak dotąd podpisało niespełna 200 osób, a więc mniej więcej jedna osoba na tysiąc zatrudnionych na etatach naukowych. Zatem droga do osiągnięcia przyzwoitości akademickiej jest bardzo daleka. Zobaczymy, czy decyzje nowego ministra będą zmierzały do skrócenia tej drogi.

Tekst wydrukowany w tygodniku Gazeta Polska 47 z 18 listopada 2020 r.

Otwarta darmowa siłowania pandemiczna!

Otwarta darmowa siłowania pandemiczna!

Adres:

Fundacja Biblioteka Domowa

30-046 Kraków
ul. Lea 5a

[pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]http://ksiazkiiludzie.pl/

Kontakt osobisty do ustalenia godziny i czasokresu skorzystania z siłowni:
Wojciech Pasternak
tel:604 339 271
e-mail:
ksiazkiiludzie@wp.pl

Podczas pandemii płatne siłownie zostały zamknięte. To poważny problem, nie tylko dla młodych ludzi, bo tężyzna fizyczna wzmacnia odporność potrzebną nie tylko w czasie pandemii.

Sytuację jednak ratuje [ takt, że tylko częściowo] Fundacja Biblioteka Domowa, zasłużona dla wzmacniania tężyzny duchowej ratując zbiory książkowe przed zniszczeniem lub zamilczeniem.

Fundacja przeniosła swą siedzibę pod nowy adres [ j.w.] gdzie przemieszcza tysiące, wiele tysięcy woluminów książkowych i trzeba je ulokować na regałach i to w należytym porządku tematycznym.

Pozbawieni możliwości korzystania z płatnych siłowni, mogą skorzystać tak fizycznie, jak i duchowo z darmowej siłowni fundacji, przyczyniając się nie tylko do nabycia swej odporności cielesnej, jak i duchowej, tak niezbędnej na czas obecny.

Wystarczy się skontaktować na adres podany wyżej, aby ustalić godziny pobytu na siłowni, gdyż podczas pandemii trzeba zachować dystans a fundacja mimo że dysponuje dużymi pomieszczeniami dla książek, to jednak same książki wypełniają znaczną cześć tej przestrzeni i napływ tłumów siłowników stanowiłby problem. Dystans międzyludzki trzeba zachować, ale w zamian bliski kontakt z książkami jest zapewniony.

Darmowe nabycie tężyzny fizycznej przyda się podczas pandemii, a przy tym jest szansa na nabycie tężyzny duchowej, co zapewnia aktywne obcowanie z książkami.

Ja podczas jednej wizyty w siłowni, wśród tych tysięcy woluminów znalazłem 2 zdania (zdania !], których co prawda nie szukałem wśród milionów zdań pomieszczonych w tych książkach, ale tak mi duchowo odpowiadały do pisanego właśnie tekstu o pandemicznych ekscesach jagiellońskich polonistów, że je umieściłem w tekście do grudniowego Kuriera WNET i to na pozycjach szczególnych – jedno zdanie posłużyło mi za motto a drugie za zakończenie. To tylko przykład możliwych owoców korzystania z darmowej siłowni.

Myślę, że do korzystania z tej siłowni nie muszę nikogo namawiać.

Podaję tylko potrzebną informacje, dbając jedynie o zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego i duchowego dla obywateli, nieraz jakoś tak bardzo sfrustrowanych, pogrążonych w depresji, a nie mających wiedzy o darmowej ! możliwości rozwiązania swoich problemów, dla dobra nie tylko własnego, ale i wspólnego. To ważne dla populacji solidarnościowo -patriotycznej naszego zagubionego i deprawowanego społeczeństwa.

Zapewniam, że efekty, również patriotyczne, z aktywnego korzystania z takiej siłowni, przekraczają efekty szczególnie cenionego [nie wiem dlaczego] patriotyzmu wizualnego realizowanego na tle obiektów i osób o wymowie patriotycznej.

A więc nie zastanawiaj się !

Do siłowni po tężyznę fizyczną i duchową. Tak jak kiedyś z sukcesem rozwijały się gniazda sokole czy Patriotyczny Park Jordana.

Siła i rozum winny iść w parze, z tym że rozum zawsze przed siłą [ nie tylko w słowie, ale przede wszystkim w czynie] ale nie w innej kolejności, co ma miejsce na jagiellońskiej wszechnicy, ze skutkami widocznymi w przestrzeni publicznej.

Podczas pandemii zachowaj dystans, jak i kolejność atrybutów siły.

Przybywaj do Siłowni ! ROZPOWSZECHNIJ!

Plagi akademickie idealne na prezent

Plagi akademickie idealne na prezent

Znakomita wiadomość dla zastanawiających się, co sobie lub innym sprezentować na trudny czas pandemii i zbliżającą się Gwiazdkę.

Zauważyłem w tygodniku Gazeta Polska reklamę mojej książki, wydanej pro publico bono, i się z nią dzielę, aby to dobro publiczne trafiło pod strzechy.

Wystarczy skontaktować się ze Sklepem Gazety Polskiej https://sklep.gazetapolska.pl/

Sklep Gazety Polskiej
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Polska

INFORMACJA O SKLEPIE

Zadzwoń do nas:
722111655


Napisz do nas:
sklep@gazetapolska.pl

Książka dotyczy problemów  polskiego świata akademickiego funkcjonującego po pandemii komunizmu, aktualnie porażonego pandemią biologiczną, która przyszła z kraju komunistycznego i stanowi zagrożenie dla wolności człowieka, z czym świat akademicki i przed tą pandemią miał już poważne problemy.

Na stronie sklepu https://sklep.gazetapolska.pl/strona-glowna/154-plagi-akademickie-boj-wstepny-ale-nie-ostatni.html widnieje krótki opis:

….Polski świat akademicki nie zdołał się jeszcze wydostać z okowów zjawiska groźnego, szerzącego się globalnie i trudnego do opanowania, jakim była plaga komunizmu, a tu spadła na niego plaga kolejna, tym razem biologiczna, która powoduje głęboki kryzys społeczno-ekonomiczny.

Książka rzecz jasna nie mieści się w ramach poprawności akademickiej, ani politycznej, jako że dotyczy także polityki akademickiej, działań obywatelskich na rzecz naprawy patologicznego systemu akademickiego, dla dobra wspólnego, dla stworzenia szans na odbudowę elit, których mamy niedobór, mimo nadmiaru osób utytułowanych/udyplomowionych w niezliczonych wręcz uczelniach z nazwy wyższych zajmujących zwykle piękne nieruchomości w których akademika na poziomie trudno jest jednak spotkać.

Książka jest też dostępna w sprzedaży wysyłkowej i na miejscu
w
Księgarni ZBROJA
31-004 Kraków, p;. Wszystkich Świętych 9
pon. – piątek 11-19.00
tel/ 692-308-776 https://www.facebook.com/KsiegarniaZbroja/

oraz w siedzibie

Fundacji Biblioteka Domowa
30-046 Kraków
ul. Lea 5a

[pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]
Można ją też zamówić e-mailem lub telefonicznie:
Wojciech Pasternak – prezes Fundacji
kontakt:604 339 271
e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl
strona www: http://ksiazkiiludzie.pl/

Fundacja Biblioteka Domowa jest podmiotem mającym zasługi dla ochrony książek przed ich zniszczeniem i prowadzi działania zapobiegające przemilczeniu w domenie publicznej wartościowych książek. Jest głównym dystrybutorem książki Plagi akademickie, do którego mogą się zwracać także księgarnie zainteresowane nabyciem/sprzedażą tej książki.

Stanisław Szuro – In Memoriam

Zmarł stuletni, legendarny major Stanisław Szuro, żołnierz AK, antykomunista, jedna z licznych ofiar Juliana Haraschina, skazany na karę śmierci, ale dzięki amnestii przeżył 100 lat ucząc przez wiele lat historii. Do końca odznaczał się znakomitą pamięcią i tryskał humorem co starałem się zarejestrować aparatem i kamerą. Zmarł, ale i tak będzie żył

Stanisław Szuro, ps. „Zamorski”

(ur. 19 października 1920, zm. 17 listopada 2020 r. 

Kilka moich dokumentacji z majorem Stanisławem Szuro:

Kapitan Stanisław Szuro – Majorem ! Rajd historyczny.

https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/08/27/kapitan-stanislaw-szuro-majorem/

Niezłomny mjr Stanisław Szuro – „My nie jesteśmy gorsi od psa !”

https://niezlomnym.wordpress.com/2018/05/21/niezlomny-mjr-stanislaw-szuro-my-nie-jestesmy-gorsi-od-psa/

I tak będę żył. Rozmowy ze Stanisławem Szuro

https://wkrakowie2018.wordpress.com/2018/05/11/i-tak-bede-zyl-rozmowy-ze-stanislawem-szuro/

Wacław Szacoń i Stanisław Szuro – żołnierze WiN nagrodzeni przez IPN

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/10/12/waclaw-szacon-i-stanislaw-szuro-zolnierze-win-nagrodzeni-przez-ipn/

W 75. rocznicę powstania Zrzeszenia „WiN”
Spotkanie z kombatantami AK – migawki

https://wkrakowie2014.wordpress.com/2014/01/16/spotkanie-z-kombatantami-ak-migawki/

Kpt. Szuro z humorem i niepoprawnie o historii i nie tylko

(Nie)pamięć uniwersytetu

(Nie)pamięć uniwersytetu

W listopadzie, miesiącu pamięci, od kilku lat obchodzony jest przez krakowskie uczelnie Akademicki Dzień Pamięci, dokładnie 6 listopada, w rocznicę Sonderaktion Krakau. W wyniku tej podstępnej akcji gestapo, wymierzonej w polską inteligencję, zaaresztowano 183 krakowskich nauczycieli akademickich, wywieziono ich podstępnie do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau, gdzie kilkunastu z nich straciło życie, kilku zmarło z wycieńczenia po powrocie z obozu. Ta haniebna akcja i losy aresztowanych, doczekały się po 80 latach obszernej monografii „Aktion gegen Universitäts-Professoren” autorstwa Ireny Paczyńskiej. Wielu więźniów, po powrocie z obozów, prowadziło godną podziwu działalność podziemną.

Bardzo dobrze, że pamiętamy o męczeństwie i bohaterstwie polskich profesorów, ale nie można wymazywać z pamięci postaw niechlubnych, a nawet haniebnych, jakie prezentowali niektórzy z nich podczas instalacji systemu komunistycznego. Otóż były przypadki silnego angażowania się ofiar okupanta niemieckiego po stronie okupanta sowieckiego. Na przykład Teodor Marchlewski, w latach 1948–1956 rektor UJ, sławił Stalina i system komunistyczny; Franciszek Walter, w latach 1946–1948 rektor UJ, podobnie jak Stanisław Skowron propagował pseudonaukowy łysenkizm, a ponadto ci (i także inni) byli więźniowie podpisali haniebną uchwałę krakowskich rektorów, potępiającą swoich kolegów działających w opozycji antykomunistycznej, wykorzystywaną przez stalinowskiego prokuratora w procesie krakowskim WiN i PSL w 1947 r. Sądzony wtedy był m.in. Karol Starmach, ich współwięzień w Sachsenhausen! Jakoś do tej pory tej hańby środowisko krakowskie nie zmazało. Nie chce o niej pamiętać, podobnie jak o tym, że Władysław Wolter wspierał w karierze naukowej na UJ zbrodniczego prokuratora Juliana Harschina! Uogólniona opinia, że ‚postawa aresztowanych budzi do dzisiaj podziw i szacunek w polskim społeczeństwie’ nie do końca jest zatem zasadna. O niezłomnej postawie tych, którzy ponieśli konsekwencje swej niezłomności, tak pod okupacją niemiecką, jak i sowiecką, jakoś nie można przeczytać w historii UJ i nie wszyscy o tym wiedzą.

Na stronach UJ czytamy:”W tym roku, z uwagi na sytuację epidemiologiczną związaną z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, obchody Akademickiego Dnia Pamięci odbywające się w Collegium Novum UJ będą miały charakter zamknięty (bez udziału publiczności).”

Mimo sytuacji epidemiologicznej, nie miały charakteru zamkniętego agresywne manifestacje proaborcyjne, wręcz wojenne, młodych elit. a raczej Hunów/ barbarzyńców wyruszających spod Collegium Novum z wulgaryzmami na plakatach i na ustach, używających przy tym symboli kojarzących się z symbolami satanistów, czy noszonych przez elitarne jednostki nazistowskie.

Z okrzykami ‚Wyp…dalaj’ mijali szacowny budynek Collegium Novum, pamiętający okrzyki Hunów germańskich wobec aresztowanych profesorów. Tym razem nie było okrzyków „Raus, raus”, chyba tylko dlatego, że niemiecka Antifa jeszcze nie dotarła do Krakowa. Nie było reakcji rektorów!

Taki postęp cywilizacyjny, polegający na unicestwieniu dotychczasowego świata wartości, po prostu poraża, tym bardziej, kiedy czytamy objaśnienia UJ na okoliczność rocznicy Sonderaktion Krakau „Reżim hitlerowski ujawnił w tej akcji jedną z najważniejszych zasad swojej polityki: zapanowanie nad ludźmi wymaga unicestwienia wyznawanych przez nich wartości.”

A o co chodzi w tej wojnie toczącej się obecnie na ulicach polskich miast, w tym przed gmachem Collegium Novum? Co na to rektorzy, rzekomo pozytywnie wpływający na młodzież akademicką, bo to przecież są beneficjenci selekcji kadr akademickich przed transformacją ustrojową, kiedy tych, o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej usuwano z uczelni, z haniebnego oskarżenia o negatywny wpływ na studentów?

‚Jesteśmy z Wami i dla Was’,’Możecie liczyć na nasze wsparcie’ czytamy w oświadczeniu rektorów (KRASP). Czyli aprobata, a nawet podburzanie do zdziczenia akademickiego, jakie obserwujemy i oburzenie, że ktoś chce ich kontrolować, zamiast finansować – to to, co sobą reprezentują ! A rezultat ? To śmierć uniwersytetu, co przewidywałem jeszcze w ‚epoce jaruzelskiej’, której prawo na UJ nadal dominuje nad Konstytucją III RP. Projekt Pamięć Uniwersytetu realizowany na UJ nie przewiduje jednak pamięci o wypędzonych z Uniwersytetu w czasach jaruzelskich’ – nie jest ona tolerowana, w ramach realizowanego przez wzorcową dla innych uczelnię projektu czyszczenia niewygodnej pamięci. Z sukcesami !

Józef Wieczorek – Plagi akademickie. Gazeta Polska 46/2020

Dawid pokonał Goliata. Ringier Axel Springer przegrał w Sądzie Apelacyjnym.

Ringier Axel Springer przegrał w Sądzie Apelacyjnym.

Dawid pokonał Goliata

Józef Wieczorek – Kurier WNET, listopad 2020 r.

Przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie zakończył się proces opozycjonisty antykomunistycznego Janusza Fatygi przeciwko potentatowi medialnemu Ringier Axel Springer o naruszenie dóbr osobistych, poprzez zobrazowanie go jako zbrodniarza komunistycznego na stronach „Faktu”. Ten fakt rozpoznałem w internecie 24 lutego 2017 r. i opisałem na swoim blogu oraz następnie w Kurierze WNET, w sierpniu 2019 r. [ Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę, na zbrodniarza komunistycznego]

Skandaliczna sprawa

Sprawa była niewątpliwie skandaliczna, dokumentowała upadek rzetelnego dziennikarstwa i zasługiwała na proces sądowy, do którego doszło, mimo jej przerzucania sobie jako gorącego kartofla przez organy wymiaru [nie]sprawiedliwości. A jest to sprawa dla szarego obywatela nadzwyczaj prosta, bo na popularnych stronach internetowych „Faktu” pojawiło się zdjęcie znanego działacza antykomunistycznego, z opaską na oczach, jako zobrazowanie tekstu o wysokich emeryturach komunistycznych zbrodniarzy. Przykładem miał być gen. Henryk Kostrzewa i zdjęcie było podpisane u góry: ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu – ‚Henryk Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’! Zdjęcie innej osoby -bynajmniej nie Henryka Kostrzewy – anonimizowanej [?] czarną opaską na oczach, prowadzonej przez policjantów, miało zdaniem potentata medialnego stanowić właściwą ilustrację tekstu. To, że tą inną osobą była postać znanego działacza anykomunistycznego o bardzo charakterystycznej sylwetce, dla potentata nie miała żadnego znaczenia ? [sic !]

Jest oczywiste, że nikt nie ma prawa w taki sposób naruszać czyjegoś dobrego imienia drugiego człowieka, tym bardziej jeśli ten człowiek to honorowany działacz antykomunistyczny, protestujący przeciwko uniewinnianiu sądowemu zbrodniarzy komunistycznych.

Tym niemniej „Fakt” nie widział w tym nic zdrożnego i „rżnął głupa” twierdząc, że twarz osoby została wystarczająco zanonimizowana poprzez dodanie czarnej opaski. Temu twierdzeniu przeczyło to, że na zdjęciu natychmiast rozpoznałem Janusza Fatygę przerobionego na zbrodniarza komunistycznego. Skandal oczywisty, wina „Faktu” również, ale potrzeba było kilku lat na wymierzenie elementarnej sprawiedliwości.

Rozprawy nad „Faktem”

W końcu 3 lipca 2019 r. doszło do rozprawy przed Sądem Okręgowym w Krakowie, na której byłem świadkiem a pokrzywdzonego Janusza Fatygę wspierała adwokat Monika Brzozowska-Pasieka.

Ponieważ pokrzywdzony naruszeniem swoich dóbr nie mógł wykazać konkretnych szkód, jakie poniósł w wyniku tej zniesławiającej go publikacji, bo nikt bezpośrednio nie dał mu odczuć, że od momentu opublikowania zdjęcia uznał go za zbrodniarza komunistycznego, strona „Faktu” wpadła na oryginalny pomysł, wskazując mnie jako osobę, która jest winna rozpowszechnienia ‚rzekomej’ krzywdy Janusza Fatygi. Sąd jednak nie poszedł tym śladem i nie postawił mnie w stan oskarżenia za zrobienie dobrej roboty dziennikarskiej i po prostu ludzkiej.

Rozprawa zakończyła się wyrokiem pomyślnym dla Janusza Fatygi, ale nie do końca satysfakcjonującym tak stronę pozwaną, jak i pozywającą, stąd konieczna była kolejna rozprawa przed Sądem Apelacyjnym, która odbyła się 6 października 2020 r. Niestety bez obecności w tym czasie przebywającego w szpitalu pokrzywdzonego Janusza Fatygi, reprezentowanego na rozprawie przez adwokat Monikę Brzozowską-Pasiekę. Sprawa dotyczyła odpowiedzialności mediów, i to medialnego potentata, ale jakoś nie wzbudziła bezpośredniego zainteresowania mediów ! Poza mną, tym razem w roli dziennikarza rejestrującego za zgodą sądu obraz i dźwięk całej rozprawy, była tylko ekipa TVP Kraków [nie zauważylem aby w TVP jakaś relacja z procesu się ukazała]. Moja społeczna/obywatelska relacja z rozprawy ukazała się natomiast na moim kanale YouTube – Józef Wieczorek TV.

Proces zakończył się bezapelacyjną porażką „Faktu”, czyli – rzec można – Goliat został pokonany przez Dawida.

Sąd pominął absurdalną linię obrony potenata medialnego i zobowiązał pozwanego do zapłacenia pokrzywdzonemu Januszowi Fatydze 25 tys. zł zadośćuczynienia oraz przeprosin na pierwszej stronie serwisu internetowego „Faktu’, które ma być eksponowane przez okres jednego miesiąca. Zajmą one miejsce zwykle przeznaczone dla reklam, co niewątpliwe wpłynie na zmniejszenie dochodów wydawcy. Żenujący poziom dziennikarstwa potentata medialnego został ukarany.

Niechlubne intencje

Niestety nie można się zgodzić z opinią Sądu, że naruszenie dóbr było związane z niechlujstwem redakcji serwisu ”Faktu” i nie było intencjonalne. Zdjęcie Janusza Fatygi, przerobionego za zbrodniarza, zamieszczone na stronach portalu fakt.pl to był kadr/zrzut ekranu, inaczej stop-klatka z filmu [ Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny – kanał Wolny Czyn na YouTube ] i trzeba było ten film uważnie przejrzeć, zatrzymać w konkretnym miejscu, aby takie poglądowe zdjęcie z filmu wydobyć i następnie wzmocnić jego przesłanie czarną opaską na oczach. To wszystko w jasny sposób opisałem/udokumentowałem na swoim blogu akademickiego nonkonformisty i także w Kurierze WNET, ale jakoś Sąd tej oczywistości nie uwzględnił. I to jest fakt, kompromitujący fakt! Rzutowało to na niską karę dla wydawcy „Faktu”. Co to jest 25 tys. dla takiego potentata ?

Ponadto nie została rozpatrzona ponadto sprawa nielegalnego, niezgodnego z prawem, i wyjątkowo perfidnego wykorzystania materiału filmowego do pozyskania ‚zbrodniczego’ zdjęcia [stop-klatka z filmu]. Niestety kilkadziesiąt lat panowania systemu nie szanującego własności prywatnej pozostawiło głębokie ślady, także przez wymiar sprawiedliwości.

Sądy winny się lepiej przygotowywać do rozpraw, aby wydawać orzeczenia na podstawie rzetelnej, wszechstronnej analizy faktów !

Orientacje akustyczne

Rozprawa przy okazji ujawniła interesujące fakty dotyczące rejestrowania rozpraw sądowych. Rzecz to szczególnie ważna dla dziennikarzy niejednokrotnie molestowanych/skazywanych przez sądy za swoją pracę.

Sędzia prowadzący rozprawę, niestety głosem słabo słyszalnym dla publiczności [nawet tej nie cierpiącej na niedosłuch] objaśnił, że mówi tak, aby słyszał go przyrząd rejestrujący dźwięk, a nie publiczność na sali rozpraw [sic!].

Tym samym wykazał niejako [może niechcący, ale rzetelnie], że przyrząd rejestrujący dźwięk traktuje podmiotowo, a publiczność przedmiotowo

Przypomnę, że byłem sądownie ‚grillowany’ przez 5 lat, w procesie – rzec można -„akustycznym” [ Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W.” Kurier WNET” nr 59/2019, – bo nie słyszałem dobrze tego, co mówił sąd, a przyrząd słyszał !

Jest zatem poważny problem prawny: czy można obywatela grillować za to, że ma odmienną orientację akustyczną od urządzenia rejestrującego dźwięk ?

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Dokumentacja pierwszej strony internetowej Fakt.24 https://www.fakt.pl/ z dnia 13 lutego 2021 r.

Gospodarka oparta na wiedzy językoznawców?

Józef Wieczorek – plagi akademickie

Gospodarka oparta na wiedzy językoznawców?

Słyszymy, że wyzwaniem dla Polski XXI wieku jest gospodarka oparta na wiedzy. Wiedza napędza rozwój, jest głównym składnikiem kapitału intelektualnego. To oczywistość, ale na wiedzy gospodarka była oparta od zawsze, z tym, że nie zawsze rzetelnej, co i w XXI może mieć miejsce. W raportach czytamy, że Komisja Europejska ‘przedstawiła długoterminową strategiczną wizję dobrze prosperującej, nowoczesnej, konkurencyjnej i neutralnej dla klimatu gospodarki do roku 2050’.

Nie ma co prawda dowodów, że wiedza o rzekomej wielkiej szkodliwości gospodarki dla klimatu jest rzetelna, ale w wyniku polityki klimatycznej KE wydobywanie węgla  robi się nieopłacalne  i czarne złoto przestaje  być motorem gospodarki. Staje się balastem, którego trzeba się pozbyć do roku 2050,  aby KE uznała neutralność gospodarki dla klimatu, a Europa stała się przewodnią siłą w dążeniach ludzkości do jego ujarzmienia. Flagowy projekt neutralności klimatycznej  ma doprowadzić  Europę do dobrobytu,  do jej ocalenia przed zgubnymi skutkami globalnego ocieplenia.  

A po drodze Polska, będąca potentatem w wydobyciu węgla kamiennego, ma pozamykać kopalnie, przestawiając swoją energetykę na źródła odnawialne i nieszkodzące klimatowi. Zamykanie kopalń ma być stopniowe, aby skutki społeczne nie były zbyt szkodliwe, bo tego obawiają  się związki zawodowe.

W wyniku porozumienia rządu i związków,  reprezentujących górników strajkujących przeciwko zamykaniu kopalń,  ma dojść do likwidacji jednej z najważniejszych branż w historii Polski. Jednak likwidacja ma być ewolucyjna i nawet przez kilkadziesiąt lat rząd zamierza dotować  deficytowe kopalnie. Nie wiadomo natomiast, czy Bruksela na takie dotowanie  się zgodzi i są głosy, że rząd protestującym górnikom sprzedał Niderlandy.

Tymczasem na  umowę społeczną  i harmonogram  zamykania i dotowania kopalń zareagował świat nauki śląskiej apelem do rządu o …jak najszybszą likwidację kopalń, aby nie marnotrawić pieniędzy na ich dofinansowanie. Przypomniał Śląską Deklarację Solidarnej i Sprawiedliwej Transformacji, podjętą podczas konferencji klimatycznej w Katowicach w 2018 r. z udziałem samej Grety Thurnberg,  wyznaczającej kierunki gospodarki opartej na jej (nie)wiedzy.

Naukowcom chodzi o to, aby region Śląska został jak najszybciej ‘włączony w proces osiągania ambitnych celów europejskiej polityki klimatycznej’ i zostały stworzone szanse ‘na odzyskanie przez Śląsk dynamiki rozwojowej i wykorzystanie jego potencjału w sposób odpowiadający wyzwaniom XXI wieku’.

Czy wiedza  tego świata nauki jest rzetelna, by na niej budować  wizje gospodarcze?  Można mieć wątpliwości, bo apel ten podpisała  grupa  koleżeńska, głównie językoznawców i socjologów, z niewielkim udziałem naukowców mających cokolwiek do czynienia z gospodarką,  przy zupełnym braku naukowców od  górnictwa i geologii. 

Nie ma wątpliwości, że językoznawcy winni wspierać apele, aby były one poprawne pod względem gramatycznym, stylistycznym, ortograficznym, ale  merytorycznie to jednak apele winny się opierać na rzetelnej wiedzy specjalistów.

‘Apelownicy’  nie powołują  się na materiały fachowe,  uznając zapewne, że ich stopnie i tytuły  oraz koleżeńskie relacje są wystarczające do wypowiadania się na tematy raczej dla nich egzotyczne.

Nie jest to w naszym życiu  coś niebywałego.

Wystarczy przypomnieć  nie tak dawny  boom medialny i naukowy  na gaz łupkowy, który miał nas usamodzielnić, uniezależnić energetycznie i zabezpieczyć emerytalnie, choć nie było to oparte na rzetelnej wiedzy o jego  zasobach. W tym czasie  łatwiej było otrzymać grant na badania ‘socjologii’ gazu łupkowego [co osiągnął zespół Wyższej Szkoły  Europejskiej  późniejszego  ministra nauki],  niż  geologii gazu łupkowego, choć  to wiedza geologiczna winna stanowić oparcie dla poszukiwań tego eldorado. Nadmuchana na nierzetelnej wiedzy  bańka gazowa prysnęła,  niektórzy co prawda na tym boomie nieźle wyszli, ale społeczeństwo zapowiadanego dobrobytu nie osiągnęło i emerytom nie  przypadły z tego boomu  choćby kawałki  łupków gazonośnych, nie mówiąc  o gazopochodnych emeryturach.  

Gospodarkę trzeba bowiem opierać  na wiedzy, rzetelnej, merytorycznej, a nie ideologicznej,  ani nawet językowej czy socjologicznej, bo ta ma inne, pomocnicze tylko funkcje. Czy rząd pójdzie śladem apeli uczonych od języków i relacji międzyludzkich występujących w roli autorytetów od  gospodarki kopalniami i beznadziejnej walki z klimatem?

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 44, 28 października 2020 r.

O rektorach i studentach w czasie wojny o wartości – wypowiedź w TV Republika

O rektorach i studentach w czasie wojny o wartości – wypowiedź w TV Republika

Program PUNKT, prowadzenie: Piotr Lisiewicz, 3 listopada 2020 r.

[moja wypowiedź od 11.55]

https://telewizjarepublika.pl/wideo/trump-jest-najbardziej-sprzyjajacym-polsce-prezydentem-a-macierewicz-dr-j-wieczorek-w-punkt,29696.html?fbclid=IwAR3MF-K0QQCCVtq4njrKbI4HL3aNJz07lqBkhF6WuKwQel-CbvazowqXyjA

O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości „doskonałych”

O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości „doskonałych”

Wnioski z ataku Prof. Bogusława Śliwerskiego na dr Herberta Kopca

Przed kilku miesiącami pisałem w Kurierze WNET [nr 70 – kwiecień 2020 r] o konieczności doskonalenia doskonałych, czyli areopagu polskich akademików skupionych w Radzie Doskonałości Naukowej, oceniających poziom doskonałości innych akademików na drodze do otrzymania tytułu profesora – głównego celu karier naukowych w Polsce. Niestety mój postulat jest bez szans na realizację w systemie zamkniętym, w którym to od dziesiątków lat bardzo niedoskonali decydowali i nadal decydują o poszerzaniu swojego grona tworzącego coś na kształt nadzwyczajnej kasty akademickiej.

Sporo światła na orientację intelektualną i moralną tego gremium rzuca, z imponującą regularnością prowadzony, blog członka Rady Doskonałości Naukowej, a do niedawna Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów – prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego. Z tego powodu blog jest bardzo cenny, choć dosyć często zawiera treści co najmniej bulwersujące dla refleksyjnego czytelnika. Od czasu do czasu doskonały profesor atakuje niedoskonałych jego zdaniem akademików, nie zawsze ujawnianych z nazwiska i działalności, stąd nie bardzo wiadomo na czym taka niedoskonałość może polegać, czy jest realna, czy tylko domniemana i kogo dotyczy. Jak na pedagoga – a profesor jest uznanym autorytetem pedagogicznym w naszym systemie akademickim – to dziwny obyczaj, bo niby kogo on takim działaniem/dyskredytowaniem zamierza nauczyć i czego ?

Grillowanie dr Herberta Kopca

16 września roku 2020 wziął na swój ruszt innego pedagoga, wymienionego tym razem z nazwiska –  dr Herberta Kopca,  zaznaczając w samym tytule, że jest osobą o rozumiejącym wglądzie w jego postawę.  Pełny tytuł tekstu na blogu prof. Śliwerskiego  brzmi: „ Rozumiejący wgląd w postawę pedagoga nienawidzącego pedagogiki i innych pedagogów oraz byłych zwierzchników„,  choć z tekstu raczej wynika, że wgląd w postawę grillowanego na blogu pedagoga mogły mu zaciemnić jakieś dymy unoszące się z rusztu i z tym podkreślanym w tytule rozumieniem jest coś nie tak.

Doskonały profesor rozprawia się bez pardonu z dr Herbertem Kopcem, uczestnikiem X Zjazdu Pedagogicznego, który odbył się w Warszawie 18-20 września 2019 , ale pozjazdowy tom, z referatami i podsumowaniami zjazdu, jeszcze sie nie ukazał.

Profesor, uprzedzając pojawienie się tego tomu drukiem, już opiniuje jego treść związaną z dr Herbertem Kopcem, który jego zdaniem „postanowił wysupłać z referatów plenarnych niezrozumiałe dla siebie zdania, by poddać krytyce pedagogikę. Każdy, kto je przeczyta w całości, dostrzeże manipulację typową dla propagandzisty z minionego ustroju.”

Rzecz w tym, że nikt jeszcze tego przeczytać nie może w całości, czy chociażby w części, aby ocenić,  czy to jest manipulacja, czy święta prawda o pedagogice, którą podobno dr Kopiec poddaje krytyce. A ponadto nie wiadomo dlaczego ta wypowiedź skłania prof. Śliwerskiego do obdarzenia go mianem „propagandzisty z minionego ustroju.”  Czyżby się obawiał, że ktoś nieprzygotowany jego opinią do czytania tego tomu, kiedy się on ukaże, sam do takich konkluzji może nie dojść a winien, bo tak uważa prof. Śliwerski.

Jako profesor od doskonałości naukowej tak charakteryzuje poddanego grillowaniu kolegę-pedagoga „Emerytowany doktor, który z powodu braku osiągnięć naukowych został kilkanaście lat temu wyrotowany z Uniwersytetu Śląskiego, przyjechał na Zjazd jako komiwojażer prawicowej gazety.”.

„Po co przyjechał? Nie po to, by wygłosić referat, bo od ponad czterdziestu lat nie zajmuje się nauką, a na zjeździe naukowców nikt nie potrzebuje wysłuchiwać publicystycznego żargonu.”

Czyli dyskwalifikacja !? Ale czy naprawdę dr Kopca? Czy prof. Śliwerski nie zna choćby informacji łatwo dostępnych w internecie o działalności naukowej dr H. Kopca? Pisał o nim chociażby red. Grzegorz Filip – MAM KŁOPOTY – Forum Akademickie, 2000/11-12, a z tekstu wynika, że o działalności naukowej dr. Kopca i to nie przed 40, ale przed 20 laty wiedział obecny prof. Śliwerski i nawet sam wyrażał się pozytywnie o książce dr Kopca, jak wielu innych profesorów. Czytamy: „o książce wypowiedział się w opinii wydawniczej prof. Bogusław Śliwerski, specjalista teorii wychowania z Uniwersytetu Łódzkiego. Napisał m.in. tak: „Skoro wciąż obecni w akademickim życiu profesorowie nie mają odwagi, by zmierzyć się z etycznym wymiarem prawdy swoich czasów i własnej w nich działalności, ktoś musi to za nich zrobić. (…) Ktoś musi oczyścić terminologię nauk o wychowaniu z nowomowy, by przywrócić jej fenomenom ich właściwy sens. Ktoś wreszcie musi zatrzymać się nad detalami tamtych czasów, by nie zamazywano więcej różnic między doktryną a nauką. Nie jest to łatwe studium, ale i niezwykle trudnego zadania podjął się jego autor”. Dlaczego zatem pisze nieprawdę sam siebie dyskwalifikując swoimi opiniami ?

Dalej na blogu jednak atakuje dr Kopca, publicystę Kuriera WNET:  „Przyjechał z teczką pełną egzemplarzy prawicowej gazety, w której publikuje swoje artykuły. Dla niego są one ważne, bo „zieją” osobistą nienawiścią do wybranych przez siebie postaci polskiej pedagogiki socjalistycznej. Poziom manipulacji tekstami jest rzeczywiście typowy dla propagandzistów …” broniąc wyraźnie ideologii lewicowej, bo o krytyce naukowej tego co dr. Kopiec pisze nie ma ani słowa. Słowa o manipulacji typowej dla propagandzistów w istocie rzeczy odnoszą się chyba do prof. Śliwerskiego, który jakby miał problemy ze swoją tożsamością, sądząc przy tym, że ktoś oczekuje jego publicystycznego żargonu.

Zamiast spojrzeć krytycznie na te swoje niemiłosierne przeinaczenia brnie dalej:Godna miłosiernego spojrzenia postać zapewne chce zatrzeć z okresu PRL swoją lewicową aktywność na uczelni…” dezinformując konsekwentnie, że Herbert Kopiec „studiował w najbardziej „czerwonym” uniwersytecie tamtego ustroju” gdy tymczasem nawet niedoskonali wiedzą, że nie było możliwości studiowania w tamtym ustroju na państwowym uniwersytecie innym niż czerwony, choć różne były odcienie tej czerwieni. Np. Uniwersytet Śląski był tak czerwony, że zwany był w skrócie ‚ CzuSiem” [ Czerwonym Uniwersytetem Śląskim] gdy tymczasem Uniwersytet Jagielloński, na którym studiował w latach 60-tych Herbert Kopiec, był co prawda podobnie jak i pozostałe państwowe uniwersytety, czerwony, ale nie tak bardzo i „CzUjem” go nikt nie nazywał, nawet w latach późniejszych 70-tych, kiedy to rektor Karaś marzył o jego przekształceniu w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów jak pisał w swych pamiętnikach Karol Estreicher. [ Dziennik Wypadków – Karoa Estreicher, T. V (1973-1977)]

Dekonspiracja profesora

Dalej dyskredytuje -niemerytorycznie i z odczuwalną nienawiścią – grillowanego dr Kopca, jako jego zdaniem „nienawistnika”, podkreślając „Wyłonił się zatem nowy rodzaj antypedagoga, który postanowił zatroszczyć się nie o pedagogikę, bo jej nie zna, nie rozumie, ale o Polskę, naród, historię, o – metaforycznie biorąc – tischnerowską „prawdę”, w tym o samego siebie.”

Tym samym pan profesor jasno się zdekonspirował jako – rzec można – anty-Polak, bo jak rozumieć inaczej jako zarzut, że troszczy się o Polskę, naród, historię … ?

Dla Polaków taka troska to pochwała godna naśladowania, wyróżnienie dla każdego nauczyciela, ale dla prof. Śliwerskiego to rzecz niesłychana, właściwa jeno antypedagogowi!

Nie jest co prawda jedynym profesorem, który nienawidzi tego co polskie. Warto przypomnieć Michała Bilewicza, skierowanego przez gremium doskonałych profesorów do nominacji profesorskiej, który Polaków nie traktuje jako naród,  tylko jako twór ideologiczny, ale prezydent RP jego orientacji antypolskiej nie zaaprobował i do tej pory nominacji nie podpisał.

Natomiast prof. Śliwerski oznajmia o zidentyfikowaniu także  innych „doktorów nauk, którzy nie byli w stanie przekroczyć granicy własnego rozwoju ku samodzielności naukowo-badawczej. Oni nawet nie wiedzą, że nie wiedzą i czego nie wiedzą.” nie podając jednak czy mając obowiązek służbowy i -rzecz jasna- pedagogiczny,  pomógł im w rozeznaniu ich niewiedzy, czy ma jakieś sukcesy pedagogiczne na drodze przekraczania granic rozwoju mniej od niego doskonałych i czy wyciągnął kogokolwiek z mroków niewiedzy ?

Postuluje natomiast :”Pochylmy się zatem z wyrozumiałością i współczuciem nad dr. H. Kopcem, któremu – jako jeden z nielicznych w naszym środowisku akademickim (co jest udokumentowane) – pomogłem w wydaniu książki „Rozumiejący wgląd w wychowanie”.

Czyli co ? Czyżby ta pomoc profesora od doskonałości okazała się niedoskonała, a wręcz tak katastrofalna, że w gruncie rzeczy pomagał dr. Kopcowi zostać antypedagogiem, jak raczy go uprzejmie nazywać ? A może to prof. Śliwerski osiągnął poziom antypedagoga i sfrustrowany tym wypisuje takie manipulacje/dyrdymały kompromitując się publicznie, choć trudno nad nim pochylać się z wyrozumiałością, jako że jest decydentem i tym co wypisuje szkodzi innym, co skłania do wysunięcia postulatu przeniesienia go w stan nieszkodliwości.

Żargon niezależny od prawdy

Póki co, jako nadal profesor, brnie konsekwentnie dalej w grillowaniu dr Kopca pisząc: „zatrudniał się w wyższych szkołach prywatnych. W jednej z nich ukarano go dyscyplinarnie, a następnie zwolniono, bo ponoć obrażał pracujących tam pracowników naukowych i ujawniał studentom artykuł prasowy, w świetle którego rektorem szkoły był tajny współpracownik poprzedniego reżimu.” Nijak ma się to do prawdy i faktów, na których jakoś nie chce opierać swoich insynuacji/manipulacji.

W internecie można znaleźć materiał nagrania rozprawy sądowej: „28 marca 2014 r. Sąd Rejonowy w Gliwicach – przewodniczy pani sędzia Małgorzata Sąsiadek – rozpoznawał sprawę VI P 646/12 o przywrócenie do pracy doktora Herberta Kopca przeciw Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości. Dr Kopiec ośmielił się przeciwstawić destrukcji pedagogiki polskiej przez reprezentantów dominujących dziś tendencji neokomunistycznych i dlatego został zwolniony z pracy pod zmyślonym pretekstem. Sąd uwzględnił powództwo i niepokornego naukowca nakazał przywrócić do pracy [https://nfapat.wordpress.com/2014/04/21/sprawa-herberta-kopca-przed-sadem/ ] „

Nie wiadomo dlaczego profesor uznał ujawnienie faktu o współpracy rektora z komunistyczną SB za obraźliwe. Nie podaje jednak żadnych faktów i nie podaje o kogo chodzi. Można jednak sądzić, że chodzi o b. Rektora Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości, gdzie był zatrudniony dr Herbert Kopiec. O rektorze można przeczytać „Sąd Okręgowy w Gliwicach: Tadeusz Grabowiecki kłamcą lustracyjnym – https://www.24gliwice.pl/wiadomosci/sad-okregowy-w-gliwicach-tadeusz-grabowiecki-klamca-lustracyjnym/ – ” – Tadeusz Grabowiecki w latach 1993-1998 był przewodniczącym Rady Miejskiej. Później sprawował funkcję radnego. Od ośmiu lat jest rektorem Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości.W marcu tego roku, Instytut Pamięci Narodowej oskarżył go o kłamstwo lustracyjne. Rektor miał zataić, że w latach 1976-1978 był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie “Jan”.” [patrz także: https://lustronauki.wordpress.com/2014/11/14/tadeusz-grabowiecki/ .

To IPN ujawnił taką niechlubną przeszłość rektora i sąd to potwierdził, a profesor od doskonalenia, na ślepo, z nienawiścią, bije w dr H. Kopca, trafiając kulą w płot a właściwie samemu sobie w stopę, tracąc przy tym twarz. Wyszło na jaw, że jest do dnia dzisiejszego twardym obrońcą minionego systemu, nie dając zapomnieć o swym romansie z przewodnią siłą narodu [http://obserwatoriumedukacji.pl/felieton-nr-108-glownie-na-temat-wywiadu-prof-sliwerskiego-w-gazecie-wyborczej/#more-11954].

Tekst prof. Śliwerskiego reprezentuje publicystykę niezależną od prawdy, czym zwraca uwagę na niedoskonałości profesorów od doskonałości naukowej, selekcjonujących innych akademików do grona profesorskiego. Dzięki takim tekstom, obywatel karmiony w mediach zachwytami nad przewodnią siłą polskich elit, powstałą z transformacji przewodniej siły narodu, minionego, ale nadal w naszym życiu obecnego systemu, może wyrobić sobie pogląd o poziomie ‚doskonałości’ takich profesorów. Winien zrozumieć przyczyny tak słabości polskich elit, jak i żałosnego stanu domeny akademickiej z ogromną ilością utytułowanych profesorów na czele. Czy jest możliwe aby Polska w swym planie rozwoju opierała się na takich formalnie „doskonałych” ?

Czy bez przeniesienia ich w stan nieszkodliwości Polska osiągnie należną pozycję na arenie światowej ?

Tekst opublikowany w listopadowym numerze Kuriera WNET, r. 2020

Czy nowy minister da radę plagom akademickim?

Czy nowy minister da radę plagom akademickim?

Józef Wieczorek – PLAGI AKADEMCKIE

Nowym ministrem edukacji, tak wyższej, jak i niższej, ma zostać Przemysław Czarnek, prof. KUL, lecz nim został zaprzysiężony, już go zmogła plaga koronowirusa. Może doświadczenia z tą plagą będą mu pomocne w zwalczaniu jakże licznych plag akademickich. Już zauważył, że orientacje reformatorskie i ocenne w naukach humanistycznych i ‚twardych’ są rozbieżne i lepiej je traktować inaczej, aby była szansa na wzmocnienie nauk humanistycznych.

Zapowiada skończenie z ideologizacją szkolnictwa w postaci tęczowej, nie należy się więc spodziewać, aby rozpoczął treningi kładzenia się Rejtanem w obronie gender, co zapowiadał jeden z jego poprzedników.

Gdyby ministrowi udało się środki marnotrawione na tęczową ideologię przeznaczyć na podniesienie finansowania nauki i nauczania merytorycznego, to byłby to już postęp. Z dotychczasowych wypowiedzi ministra wynika, że jest raczej zwolennikiem działań konstruktywnych, a nie destruktywnych, i obroni naszą edukację przed tęczowym postępem na każdym szczeblu.

Ledwo rok akademicki się zaczął, a już mamy ofiarę walki z plagami i to na szczeblu rektorskim. Rektor Uniwersytetu Gdańskiego – Jerzy Gwizdała , który do tej pory uchronił się przed plagą koronawirusa, nie uchronił się, mimo deklarowanej uczciwości, przed plagą plagiatów. Padł tej plagi ofiarą i już przestał być rektorem, nawet zdalnym.

Jak do tej pory nie słychać o rektorach, którzy padli ofiarami skłonności do ustawianych konkursów, a ta plaga kładzie nasze uczelnie od lat, i to na obie łopatki. Ciekawe, czy minister skorzysta z doświadczeń Włoch, kraju mocno dotkniętego tak plagą koronawirusa, jak i plagami akademickimi, gdzie wdrażany jest w życie projekt ,Universita bandita’ – działań prokuratorskich wobec rektorów cierpiących na podobne skłonności do ustawiania konkursów akademickich.

Są one ujawniane w przestrzeni publicznej, stąd można skorzystać z tych przykładów na drodze do wyzwolenia się z tej plagi rujnującej nasz system akademicki.

Faktem jest, że poprzednik ministra nadał potężną władzę rektorom w ramach Konstytucji dla nauki, mimo że ci przez lata nie zdołali nauczyć się organizowania uczciwych konkursów. Zapowiadali podniesienie swych kwalifikacji przed kilkunastu już laty, na okoliczność jednej z licznych reform systemu akademickiego, prowadzonych tak, aby mimo zmian, wszystko pozostawało po staremu.

Tym razem chyba tak nie będzie mogło pozostać, bo mamy ustawę futerkową, a przecież wyznacznikiem władzy rektorskiej są gronostaje! Czy nie będzie konieczności pozbycia się tego fetysza władzy? Już przed kilkunastu laty studenci przerażeni rosnącą liczbą uczelni z nazwy wyższych, zarządzanych przez setki rektorów przystrojonych gronostajami, organizowali akcję „Gronostaj”, aby chronić populację tych pożytecznych zwierzaków futerkowych. Wówczas rektorzy zasłaniali się wielowiekową tradycją i przekonywali, że to nie oni napędzają koniunkturę na rynku futrzarskim. Teraz w przestrzeni medialnej panuje cisza odnośnie do gronostajów rektorskich!

Jakieś 10 lat temu, jeden z rektorów ostentacyjnie pozbył się togi i gronostaja, i w takim ‚negliżu’ się sportretował, budząc konsternację, a nawet oburzenie.

Warto pamiętać, że tym rektorem był prof. Leszek Pacholski, wówczas rektor Uniwersytetu Wrocławskiego i choćby z tego powodu przejdzie do historii. Nie słyszałem, aby inni rektorzy przez tę ostatnią dekadę poszli w jego ślady, zarówno gronostajowe, jak i naukowe.

Chyba nie zbadano do tej pory, czy gronostaje rektorskie mogą być nośnikiem koronawirusa, ale z powodu pandemii zachowanie należytego dystansu wobec gronostajów rektorskich winno być wskazane, a nawet wymagane. Ze względu na strategię nauki zdalnej, która raczej obniży wyniki nauczania, można się jednak spodziewać zmniejszenia natężenia mobbingu akademickiego a nawet szkolnego, co byłoby objawem pozytywnym. Trzeba mieć bowiem na uwadze, co kiedyś już wykazałem, że mobbing jest skuteczną metodą negatywnej selekcji kadr akademickich, a taka selekcja w tym systemie nie jest pożądana.

Aby system zmienić, konieczne jest natomiast zainstalowanie w systemie Polskiego Monitoringu Patologii Akademickich [POMPA] dla wypompowania patologii akademickich.

Należy życzyć nowemu ministrowi – redukcji nauki jak i edukacji bezobjawowej, oraz skupienia się na ochronie pozytywnej tzn. odmiennej od patologicznej, orientacji intelektualnej i moralnej kadr szkół z nazwy wyższych, jak i niższych.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 43 z 21 października 2020 r.

Reakcja Obywatela na Apel Kolegium Rektorskiego UJ

Reakcja Obywatela na Apel Kolegium Rektorskiego UJ

Nie mogę jako Obywatel nie zareagować na: ‚Apel Kolegium Rektorskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego do Władz RP w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego’ z dnia 22 października 2020 r. wystosowany do :

Andrzej Duda – Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Elżbieta Witek – Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

Tomasz Grodzki – Marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej

Mateusz Morawiecki – Prezes Rady Ministrów

i podpisany:

Kolegium Rektorskie Uniwersytetu Jagiellońskiego

w składzie:

Prof. dr hab. Jacek Popiel – Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Prof. dr hab. med. Tomasz Grodzicki – Prorektor UJ ds. Collegium Medicum

Prof. dr hab. Dorota Malec – Prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej

Prof. dr hab. Armen Edigarian – Prorektor UJ ds. dydaktyki

Prof. dr hab. Jarosław Górniak – Prorektor UJ ds. rozwoju

Prof. dr hab. Piotr Jedynak – Prorektor UJ ds. polityki kadrowej i finansowej

Prof. dr hab. Piotr Kuśtrowski – Prorektor UJ ds. badań naukowych

Mgr Monika Harpula – Kanclerz UJ

Mgr Teresa Kapcia – Kwestor UJ

https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/146425980

jako, że został on wystosowany także w moim imieniu ‚Obywatela naszego kraju’ jak wynika z treści apelu, choć z apelem się nie identyfikuję, a nawet uważam go za kompromitujący dla Kolegium Rektorskiego UJ, które nawet nie wie do kogo kierować sprawy wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Kolegium zapewne nie rozumie, że w Polsce obowiązuje monteskiuszowski podział władzy, który jest najbardziej rozpowszechnionym systemem sprawowania władzy na świecie i wiedza na ten temat obowiązuje już w szkole podstawowej, a UJ jest, przynajmniej z nazwy, szkołą wyższą.

Czy ten podział władzy został naruszony, decyzja TK nie była suwerenna, a Kolegium ma wiedzę na ten temat i dlatego zwraca się do innych władz, z treści apelu nie wynika.

Nieznajomość tego, co winni wiedzieć uczniowie szkoły podstawowej nawet mnie nie bulwersuje, jako że od lat mam poważne trudności nawiązania kontaktu tak moralnego, jak i intelektualnego [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/] z władzami uczelni, które do tej pory funkcjonują w ramach ustaw ‚jaruzelskich’, nadrzędnych wobec Konstytucji III RP, akceptując rozstrzygnięcia pozamerytoryczne anonimowych komisji, a raczej zorganizowanej grupy przestępczej realizującej dyrektywy ‚jaruzelskie’ – zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym.

Do tej pory, mimo upływu kilkudziesięciu już lat, władze UJ nie nauczyły się merytorycznie uzasadniać dożywotnich wyroków wydanych anonimowo [anonim – nieznane dla władz UJ słowo !] na nauczycieli akademickich o odmiennej od nich orientacji intelektualnej i moralnej, którzy formując studentów w chrześcijańskim systemie wartości, ucząc myślenia krytycznego, poszukiwania prawdy, nonkonformizmu naukowego, stanowili i nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla beneficjentów transformacji zarazy czerwonej w tęczową.

Tak odmiennie zorientowanych wypędzono dożywotnio z murów jagiellońskich, aby nie wpływali – ich zdaniem- negatywnie na młodzież akademicką. Ta, pozostając pod pozytywnym [sic !] wpływem barbarii akademickiej [w czerwonym/jaruzelskim systemie antywartości] osiągnęła jej poziom a nawet twórczo go rozwinęła, co widzimy dziś na ulicach Krakowa (i nie tylko). Takie wulgaryzmy jak obecnie u młodych na ulicach to mogłem słyszeć tylko u profesorów, mnie oskarżających na radach ‚naukowych’ [seanse kłamstwa i nienawiści] o wulgarność, bo ich nie używałem, podobnie jak o niechęć do pracy ze studentami, gdy pracowałem z nimi za kilku profesorów do tej roboty się nie nadających! Apelu do fanatycznych wręcz miłośników kłamstwa nie było, było wypędzenie odmieńca. Mój apel o powołanie Instytutu Odchamiania Kadry Kierowniczej pozostał bez odpowiedzi, podobnie jak chamstwo nadzwyczajnej kasty.

Poczynania barbarii jagiellońskiej do dnia dzisiejszego nie spotkały się z potępieniem władz, co nie dziwi, bo stanowiły one składnik i to nadrzędny tej barbarii. Władze UJ sformułowały natomiast apel przypominający poczynania diabła, który po ubraniu się w ornat ogonem na mszę dzwonił.

Poczynania barbarii są‚skrajnym dowodem braku odpowiedzialności za losy ludzi’ a władze jagiellońskie ponoszą ‚szczególną odpowiedzialność za dobro narodu i nikt dzisiaj, ani w przyszłości nie zwolni ich z odpowiedzialności za kolejne dramaty, którymi może być dotknięte społeczeństwo polskie w wyniku podejmowanych przez nich decyzji‚ żeby przytoczyć fragment apelu, który władze jagiellońskie nie kierują do siebie, tylko do władz państwowych, nie ponoszących odpowiedzialności za wynik badania zgodności ustaw z Konstytucją.

Zdumiewające, że profesoria apelująca o przestrzeganie Konstytucji, jednocześnie domaga się jej nieprzestrzegania, i to w ustawodawstwie sprzecznym z Konstytucją, a nie domaga się uchylenia ustaw ‚jaruzelskich’ uznając ich wyższość nad Konstytucją III RP [ sic !] – Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RPhttp://www.nfa.pl/articles.php?id=37; Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłatahttps://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/

Czy apelownicy mają dowody, że coś w tej materii przez kilkadziesiąt lat uczynili ? Przypomnę jeno, że studenci protestujący przeciwko barbarii jagiellońskliej przed laty [ np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/] apelowali bezskutecznie do władz, że takie metody jakie stosują, nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI ! I jak się okazało po latach – nie wprowadziły ! a utrata godności jest faktem co wywołuje zmartwienie prawdziwych autorytetów [Wanda Półtawska –Martwię się o Polskę- ‚Sieci”21 października 2020], gdy profesorowie jagiellońscy (i nie tylko) nieraz dają swymi poczynaniami/wypowiedziami przykład coraz bardziej ogłupiałej i zdziczałej młodzieży.

Przypomnę, że przed 35 laty protestowałem przeciwko widocznej już wówczas deprawacji młodych, co spowodowało usytuowanie mnie na ścieżce dyscyplinarnej, z której nie zszedłem mimo upływu 35 lat, w ramach łamania prawa przez władze UJ ! [do dnia dzisiejszego nie otrzymałem do podpisu rezultatów tej ‚ścieżki’ z możliwością odwołania się]. Ale prawo cywilizowanego świata, dla barbarii jagiellońskiej, jak nic nie znaczyło, tak nic nie znaczy.

Widać dziś, jak zaowocował po latach brak mistrzów o odmiennej od barbarii orientacji intelektualnej i moralnej, wypędzonych i to dożywotnio, po zniszczeniu – bez przeproszenia/odszkodowania – ich warsztatów pracy i możliwości wykładania oraz formowania nowych kadr akademickich na poziomie. A fałszywa historia uczelni nadal pozostaje w obiegu publicznym/edukacyjnym. [List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’

, https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ Bezkarnie !

Józef Wieczorek

Obywatel naszego kraju

wypędzony dożywotnio z UJ, przez barbarię akademicką, przedstawiający fakty i opinie na wielu stronach internetowych [wykaz – https://blogjw.wordpress.com/autor/] oraz w kilku książkach, w tym ostatniej – Plagi akademickie, pozostającej zapewne pod opieką Ducha św. [ https://blogjw.wordpress.com/2020/09/26/plagi-akademickie-pod-opieka-ducha-swietego], ale bez reakcji merytorycznej autorytetów moralnych i intelektualnych, a nawet Kolegium Rektorów UJ [i nie tylko]

O mnie na niezalezna.pl – ‚Autor „Plag akademickich” nowym felietonistą Gazety Polskiej!’ A jednak nie przez wszystkich wyklęty !

Wyrzucili go z kiermaszu książki. Autor „Plag akademickich” nowym felietonistą Gazety Polskiej!

https://niezalezna.pl/359717-wyrzucili-go-z-kiermaszu-ksiazki-autor-plag-akademickich-nowym-felietonista-gazety-polskiej

POLSKA / WIADOMOŚĆ / 24.10.2020, godz. 12:50

AUTOR: Piotr Lisiewicz – Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

– Kto wyłamie się z układu akademickiego realizującego pozornie granty – to zakała środowiska. Kto zaprotestuje przeciwko plagiatom profesorskim ma w systemie „przechlapane” – habilitacji na pewno nie obroni. U nas robi się nie naukę, tylko tytuły, stąd tytułów mamy moc, a nauki co kot napłakał. A kto nie ma tytułów, choćby był na poziomie noblistów, nie ma co szukać w tym systemie – mówi dr Józef Wieczorek, autor książki „Plagi akademickie”. Nikt więcej od niego nie wie o patologiach na polskich uczelniach. Od teraz felietony Józefa Wieczorka co tydzień ukazywać się będą tygodniku „Gazeta Polska”.

Jest postacią niezwykle barwną i zasłużoną, w 2018 r. znalazł się, obok m. in. Wandy Półtawskiej wśród sześciu osób, którym IPN przyznał nagrodę „Świadek Historii”.

Ale dla establishmentu akademickiego jest nadal ekstremistą, którego pojawienie się wywołuje wściekłość. Ostatnio swoją książkę „Plagi akademickie” miał podpisywać na Krakowskim Kiermaszu Książki. Jednak gdy organizator odkrył, czyją twórczość chce prezentować tam wydawca o niewinnej nazwie Fundacja Biblioteka Domowa, natychmiast zakazał jej eksponowania. „Jestem zmuszony wycofać wcześniejsze przyzwolenie na podpisywanie książek przez p. Józefa Wieczorka na stoisku (…) stronimy od promowania i eksponowania treści dotyczących bieżącej polityki w ramach wydarzeń towarzyszących. Książka p. Wieczorka niestety nie mieści się w tych ramach”

– tak uzasadnił wyrzucenie z targów książki, której… nie czytał, bo nie było jej jeszcze w sprzedaży.

Czym zasłużył sobie Józef Wieczorek na takie potraktowanie? Także tym, co mówi o historii polskiej nauki: – Na uniwersytetach dokonała się transformacja czerwonej zarazy w tęczową zarazę. Można powiedzieć, że jest radośniej, bo mamy takie ubogacenie kolorystyczne. Niedawno była setna rocznica Bitwy Warszawskiej, zwycięstwa nad czerwoną zarazą. W jaki sposób uczcił tę rocznicę świat akademicki? Na budynku Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego uczczono rocznicę brakiem jakiejkolwiek flagi. Natomiast na budynku Akademii Sztuk Teatralnych, na rogu ulicy Piłsudskiego, wisiała flaga tęczowa.

Jakie jego zdaniem kryteria trzeba spełnić, by osiągnąć sukces naukowy w III RP? – Na polskich uczelniach intelektu można nie mieć, moralnego poziomu również. Ważne, aby posiadać tytuł, nawet gdy za nim kryją się oszustwa i niecne czyny. Utrata zdolności honorowych – to podstawa etatowego funkcjonowania na polskich uczelniach. Uczciwość naukowa – to samobójstwo – wyjaśnia Wieczorek.

Pierwszy felieton Józefa Wieczorka jest w nowym numerze „Gazety Polskiej”, dostępnym w kioskach. A poniżej próbka tego, jak odważny polski naukowiec traktuje „nietykalny” uniwersytecki  establishment:

Czy listy otwarte i apele uzdrowią naukę w Polsce ?

Czy listy otwarte i apele uzdrowią naukę w Polsce ?

Opinia, że nauka w Polsce jest chora staje się już niemal powszechna i taka diagnoza jest podnoszona przez naukowców wypowiadających się publicznie wobec niegodziwości spotykających ich kolegów. Nie ma świadomości konieczności podejścia lekarskiego do coraz bardziej chorego pacjenta, nawet przez profesjonalnych medyków akademickich. A podobno wszyscy Polacy znają się na medycynie !

Każdy wie, że pacjentowi zakłada kartę medyczną z wykazem chorób od jego dzieciństwa, zastosowanych do tej pory szczepień, aby historia medyczna pacjenta była znana lekarzowi rodzinnemu i specjalistom.

U chorego lekarz musi przeprowadzić badania, poznać objawy, zdiagnozować chorobę, skierować do specjalisty, bo inaczej leczenie może nie pomóc, a zaszkodzić, co zresztą mimo takich procedur się zdarza.

A jak się rzeczy mają z chorującą nauką w Polsce. Otóż – całkiem inaczej.

Medycyna” akademicka

Badania nad chorobami toczącymi naukę w Polsce są chyba na słabym poziomie i utajniane przed społeczeństwem, choć to choroba społeczna. Monitoringu chorób/patologii toczących naukę chyba się oficjalnie nie prowadzi, bo przeszukiwania internetu tego nie wykazują, poza moimi obywatelskimi, dalece niedoskonałymi usiłowaniami pokazywania systemowo uwarunkowanych chorób akademickich [ m.in. w Akademii WNET – Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? r. 2015].

Mamy wprawdzie oficjalne gremia akademickie od doskonałości w nauce, ale trudno zauważyć, aby na drodze do poznania niedoskonałości i ich eliminowania odnosiły one sukcesy.

Na okoliczność kolejnych reform podnosi się takie czy inne patologie, ale po reformach zainteresowanie nimi znika.

Mój postulat [nfaetyka.wordpress.com] organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [POMPA] nie spotkał się z zainteresowaniem. Widocznie nie ma woli poznania chorób akademickich, ich rodzaju, zaraźliwości, dróg rozpowszechnienia, – więc niby jak można leczyć takiego pacjenta ? A przecież w systemie akademickim w Polsce mamy choroby o ogromnym zasięgu: można mówić o epidemii plagiatów, ustawianych konkursów, nepotyzmu, konformizmu, chowu wsobnego, pozoranctwa naukowego i edukacyjnego….

Działalność naukowa i edukacyjna nader często jest bezobjawowa, więc trudna do wykrycia, nawet przez gremia akademickie, nie mówiąc o szarych obywatelach finansujących bez należytej orientacji takie działania etatowych akademików.

Nawet medycy funkcjonujący w systemie akademickich zdają się wykrywać tylko niedobór pieniędzy jako jedyną bolączkę i nie zauważają, że w niemałym stopniu te braki są spowodowane wyprowadzaniem pieniędzy z budżetu nauki na działania pozanaukowe, a nawet dla nauki szkodliwe. Nie postulują uszczelnienia systemu dystrybucji pieniędzy podatnika księgowanych po stronie wydatków na naukę.

To tak, jakby lekarz, wykrywając u pacjenta niedobór magnezu, nie zalecał mu ograniczenia czy zaprzestania picia kawy ten magnez wyprowadzającej z organizmu.

Co więcej do tej pory nie założono nawet kart chorego pacjenta – nauki polskiej, aby poznać historię jej chorób, zdobyć informację skąd się wzięły obecne kadry akademickie [ tak, tak, to jest wielka niewiadoma w świadomości społecznej –Skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Blog akademickiego nonkonformisty], co dla działań na rzecz uzdrowienia chorej nauki jest niezbędne.

Co prawda mamy dowody na to, że historia chorób instytucji naukowych jest poznawalna [Józef Wieczorek – Poznanie historii akademickiej jest możliwe, Kurier WNET, kwiecień 2019 r.] ale nie ma nawet planu, aby karty historii chorób akademickich były obligatoryjne dla wszystkich instytucji akademickich.

Niewątpliwie potrzebny jest należyty podręcznik „medycyny akademickiej” [chorób toczących system akademicki] dla decydentów akademickich wszystkich szczebli.

Niestety nie ma nawet „kącików akademickich” w popularnych mediach, gdzie na bieżąco byłyby omawiane/objaśniane sprawy świata akademickiego aby społeczeństwo miało pojęcie jak są formowane/formatowane polskie elity i jak ten system należy reformować/uzdrawiać.

Wybiórcze listy i apele

Co jakiś czas w mediach pojawiają się natomiast apele czy listy otwarte środowisk akademickich na wieść o skandalicznym potraktowania jednego, czy drugiego akademika. To pozytywny przejaw solidarności akademickiej. Stanowi wsparcie moralne dla poszkodowanego, a nagłośnione medialnie sprawy przebijają się do świadomości społeczeństwa, dowiadującego się, że w świątyniach nauki dzieją się czasem rzeczy nieprzyzwoite, czasem uwarunkowane czynnikami pozanaukowymi, często politycznymi – tzw. poprawnością polityczną.

Autorzy listów nieraz argumentują zasadnie, że ta, czy inna sprawa, jest objawem głębokiej choroby nauki w Polsce.

Gdyby jednak przeanalizować nagłaśniane w przestrzeni publicznej sprawy poszkodowanych akademików, to obraz „chorób” byłby bardzo niekompletny a rozwiązanie tej, czy innej nagłaśnianej sprawy chorej nauki nie wyleczy, nawet jeśli pojedynczy akademik/pacjent po takich listach zostanie ocalony, co nie zawsze ma jednak miejsce.

Mimo braku monitoringu nie mam wątpliwości, że przeważająca ilość poszkodowanych w chorym systemie akademickim nie ma nawet szans stać się obiektem solidarnych działań środowiska. Bezzasadne merytorycznie odwołanie jednego wykładu, skierowanie do komisji dyscyplinarnej, odrzucenie wniosku o awans pojedynczych poszkodowanych wywołuje duży rezonans medialny, podczas gdy merytorycznie bezzasadne odwołanie setek , a nawet tysięcy wykładów, wypędzenia z systemu akademickiego, nieraz dożywotnie, niszczenie warsztatów pracy, postępowania dyscyplinarne wobec innych, chyba z jakiegoś powodu niewygodnych dla wszystkich, solidarnie są pomijane milczeniem.

Co więcej wśród autorów listów otwartych można znaleźć nazwiska osób, których obowiązkiem służbowym/naukowym jest poznawanie historii krzywdzenia systemowego, a które za nic w świecie nie chcą poznać tego co winni rzetelnie zbadać. Diagnoza chorób nauki jest więc ułomna i nie daje nadziei na zastosowanie odpowiednich procedur leczenia, nawet jeśliby ktoś chciał podjąć niepozorowane działania na rzecz uzdrowienia nauki w Polsce.

Listy otwarte, przed wielu już laty, w sprawie Marka Migalskiego potraktowanego niegodziwie na UJ, nie rozwiązały ani jego problemów akademickich, ani nie spowodowały zmian systemowych – odpolitycznienia procedur awansu naukowego. Pomogły mu wprawdzie w karierze politycznej, jednak bynajmniej nie przełożyło się na zmniejszenie jego frustracji. Pozostał nadal zmartwiony, bo w Parlamencie Europejskim za dużo mu płacili i nawet mu do głowy nie przyszło, aby nadwyżki finansowe przeznaczyć na wsparcie tych, którym za pracę, i to naukową, nic nie płacono, a którzy go w jego akademickiej niedoli wspierali. Mógł te nadwyżki przeznaczyć na rzecz uzdrawiania nauki w Polsce. Nic z tego, wolał nadal cierpieć. [Nadal strapiony problemami dr Marka Migalskiego- Blog akademickiego nonkonformisty]

Jak widać, beneficjenci listów otwartych nie zawsze są otwarci na działania pro publico bono i tak naprawdę nieraz interesuje ich tylko własny los.

A co z uwarunkowaniami systemowymi ?

Niestety protesty środowiskowe mają zwykle uwarunkowania personalne, a jakby nie zauważały systemowych patologii. To powoduje, że mają marginalne znaczenie dla uzdrowienia nauki, nawet jeśli stają się skutecznym wsparciem dla krzywdzonego akademika.

Iluż jednak krzywdzonych systemowo naukowców opuściło nasz system akademicki, bez przejawu jakiejkolwiek solidarności środowiskowej, bez apelu, czy listu otwartego ?

To trochę tak, jakby podczas epidemii, lekarz wybierał jednego chorego, którego będzie leczył, a drugiego pozostawiał na łasce losu, skazując go nieraz na samotne zejście z tego świata. W świecie lekarskim taka sytuacja uważana jest za nieetyczną, ale w świecie akademickim, które swój etos zagubiło, takiego podejścia brak.

Nie mam wątpliwości, że mobbing akademicki, jedna z pandemicznych chorób w naszym systemie feudalnym, stanowi ważniejszą przyczynę osłabienia nauki niż niedostatek pieniędzy, ale sygnatariusze listów otwartych nie podejmują terapii nauki w tej domenie, a nieraz na słowo „mobbing” reagują alergicznie.

System komunistyczny jako system kłamstwa zdegradował uniwersytety, które poszukiwanie prawdy jakby odłożyły do lamusa, chyba dla zmniejszenia frustracji.

Do dnia dzisiejszego komunistyczne mechanizmy degradowania nauki jakoś nie budzą większego zainteresowania. Moja propozycja opracowania „Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji” została odrzucona z powodu braku zasadności wydawania środków publicznych na takie nieistotne problemy, gdy na fałszowanie historii okresu komunistycznego środków nie brakuje.

Brak w historiach uczelni takich ‚składników’ jak komunizm, stan wojenny, PZPR, nie jest tematem żadnych protestów, apeli, czy listów otwartych. Można to interpretować jako przejaw choroby, ujawniającej się w przestrzeni akademickiej niemal powszechnym chowaniem głowy w piasek. A jak długo głowa pogrążona w piasku może być zdrowa ?

Ostatnio stała się głośna sprawa profesury belwederskiej Andrzeja Zybertowicza, wybitnego socjologa, znakomitego analityka i krzewiciela potrzeby podejścia systemowego do patologii naszego życia społecznego. Jak wielu innych, jest krzywdzony poczynaniami Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów – chorego składnika, a właściwie filaru, polskiego akademickiego systemu tytularnego.

Sprawa została nagłośniona przez list otwarty do prezydenta RP, ale bez propozycji rozwiązań systemowych, które by zmniejszyły tytularne patologie. Pokrzywdzony będzie się od niesprawiedliwości odwoływał, ale jak mówi: ”profesura przyznana przez osoby, które trudno szanować, traci smak. Dlatego, gdybym uzyskał ten tytuł w wyniku odwołania, miałby on gorzki smak” .

Nie ulega wątpliwości, że żadne listy otwarte ani smaku nie poprawią, ani chorej nauki nie uzdrowią. Tak smak tytułów, jak i głęboka choroba nauki w Polsce ma uwarunkowania systemowe i konieczna jest głęboka, a nie pozorowana, reforma .

Powyborcze refleksje

Chory system akademicki wprowadza do życia publicznego młodych ludzi zaopatrzonych w dyplomy, ale pozbawionych skłonności do krytycznego myślenia, przyczynowo-skutkowego, nieznających najnowszej historii Polski, podatnych na demagogie, manipulacje w mediach i na odwracanie znaków wartości.

Ciała akademickie, rektorzy naszych autonomicznych i apolitycznych rzecz jasna uczelni, jasno ustosunkowali się negatywnie do Andrzeja Dudy i jego orientacji na rodzinę, na tradycyjne wartości. Te okazały się bliższe starszemu pokoleniu, które w młodości przeciwstawiało się antywartościom systemu komunistycznego i taką orientację w demokratycznej większości wykazuje do dnia dzisiejszego.

Rektorzy, członkowie rozmaitych ciał akademickich, też należą do starszego pokolenia, ale oni są beneficjantami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, systemu kłamstwa i antywartości.

Po apelach, oświadczeniach tych ciał akademickich, na wiecach przedwyborczych pojawiali się młodzi ludzie reagujący z nie mniejszą od rektorskiej nienawiścią na wystąpienia znienawidzonego przez nich kandydata i to w obronie tolerancji, przeciwko mowie nienawiści ! [Tęczowi nie spadli nam z nieba – Blog akademickiego nonkonformisty]. Odnosi się wrażenie, że studenci pozostają pod wpływem swoich rektorów – beneficjentów systemu zła, a fałszowana historia naszych uczelni staje się mistrzynią fałszywej orientacji politycznej świata akademickiego.

W okresie przedwyborczym jakoś nie było reakcji, listów otwartych, nie mówiąc o działaniach systemowych, wobec oświadczeń i gróźb ciał akademickich w stosunku do osób niewygodnych o odmiennej orientacji intelektualnej i moralnej. Tak rektorzy, jak i studenci ich uczelni są skoncentrowani na orientacjach seksualnych, uważając to za postęp i nowoczesność, gdy jest to raczej atawizm, powrót do orientacji naszych przodków.

TęczUJe już zdobyli UJ [Kurier WNET, nr.69, marzec 2020 r.], słychać odgłosy nadciągających Brygad Lekkiej Kawalerii, jak w czasach ZMP, a w przestrzeni publicznej niemal cisza, z małymi wyjątkami, na ogół personalnymi a nie systemowymi. Jakby zagrożenia nie było. Uczelnie formatują młodych w chorym systemie, a pomocy brak. Jeśli młode pokolenie nadal będzie formatowane przez beneficjentów systemu kłamstwa i nihilizmu moralnego, marny nasz los.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, październik 2020 r.

Potężniejszy od potęgi medialnej ? Ringier Axel Springer abdykuje z potęgi na rzecz szarego obywatela ?

Potężniejszy od potęgi medialnej ?

Ringier Axel Springer abdykuje z potęgi na rzecz szarego obywatela  ?

Zakończył się proces Janusza Fatygi z potęgą medialną Ringier Axel Springer, [https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/10/06/ringier-axel-springer-fakt-bezapelacyjnie-przegrywa-czyli-jak-dawid-wygral-z-goliatem/] którego „Fakt” przerobił na swoich stronach internetowych na zbrodniarza komunistycznego, gdy jako opozycjonista antykomunistyczny protestował przeciwko uniewinnieniu sądowemu zbrodniarzy komunistycznych.

 Niedbalstwo ?  Niechlujstwo ?  Tak orzekł sąd, który wyznaczył co prawda karę dla potentata, ale niemal symboliczną, bo 25 tys. zł,  a nawet zasądzone przeprosiny na 1 stronie „Faktu” bynajmniej potęgą potentata nie zachwieją. Jak to możliwe, że sąd nie dopatrzył się w tej przeróbce złych intencji ?

 Nie uzasadnił tej bulwersującej dla mnie opinii, bo zupełnie nie wiem jak jest możliwe bez intencji  dotrzeć do zapisu wideo rozprawy uniewinniającej zbrodniarza, przewinąć ten film, zrobić stop-klatkę, zrzut ekranu, opatrzyć protestującego przeciwko skandalicznemu wyrokowi opaską na oczach,  tak żeby każdy, kto patrzy na taki kadr z osobą wyprowadzaną  przez policjantów  nie miał żadnej wątpliwości, że chodzi o jakiegoś przestępcę.

Ponadto stop-klatka na stronach „Faktu” pojawiła się  jako zdjęcie z  przestępczym objaśnieniem,  ale za to bez podpisu autorstwa. Miało to być okolicznością łagodzącą a  właściwie uniewinniającą „Fakt” [sic !] na etapie przesądowym, a także w argumentacji strony pozwanej przed sądem.

 Skoro podpisu autora nie było, to miało znaczyć, że za to przestępstwo nie może odpowiadać „Fakt”, bo nie wiadomo kto to zrobił. I to jest fakt zwalający obywatelaniekoniecznie dziennikarza, z nóg. Wydawca nie odpowiada za to co wydaje ! ? W tej materii sąd jednak potentatowi na szczęście nie przyznał racji.

Potentat,  broniąc  się  przed odpowiedzialnością,  wpadł na innowacyjny fortel. Argumentował, że przecież zdjęcie  już nie wisi na stronie „Faktu” a tylko jest objawione przeze mnie,  na moim blogu [https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/],  i stąd moja wina, jeśli chodzi o jego rozpowszechnianie.

Tym samym to potentat medialny chciał mnie ubrać w rolę przestępcy, którego organa sądowe winny ściągać za to co [nie]zrobił .  

Fakt, że ja zniesławienie Janusza Fatygi  przez „Fakt” wykryłem i rozpowszechniłem, na moim społecznym, a przy tym nonkonformistycznym blogu. Co więcej w sposób niecny rozpoznałem Janusza Fatygę na tym rzekomo w wystarczający sposób zanimizowanym obrazku. Fakt, że przerobiony na zbrodniarza Janusz Fatyga nic wcześniej nie wiedział o swoim zbrodniczym wcieleniu, czym w szatański sposób  „Fakt” go obdarzył. 

Inni też nie wiedzieli, choć mediów mamy moc,  a „Fakt” jest potęgą medialną  o oglądalności ok. 5 mln miesięcznie,  której  media profesjonalne winny się przyglądać z wytężoną uwagą.  Nic z tego.

Przestępstwo figurowało na stronach „Faktu” przez ponad rok i dopiero ujawnienie tego rzekomo bezobjawowego przestępstwa  spowodowało poczynania zapobiegawcze przed konsekwencjami sądowymi i objawy zostały ściągnięte ze strony „Faktu”, ale pozostały rzecz jasna na mojej stronie dokumentującej to niecne przestępstwo. I to jest fakt, do tej pory widoczny w domenie publicznej.

Moja wina dla przestępcy medialnego była jednak oczywista i tylko sąd stanął  tym razem na wysokości zadania i nie postawił mnie w stan oskarżenia.

Należy podkreślić, że dla potentata medialnego było mało istotne, że każdy obywatel z wielu milionów odwiedzających witrynę Fakt24  przez kilkanaście miesięcy mógł obejrzeć Janusza Fatygę jako zbrodniarza . Co innego, jeśli to przestępcze zdjęcie, po zdemaskowaniu, z należytymi objaśnieniami, umieszczone zostało na mojej stronie, której oglądalność sięga   1-2 tys. miesięcznie ( rzadko więcej). [sic !].

Na ogół media się ocenia po oglądalności. Im oglądalność większa. tym uważane są za lepsze. Fakt, że ze  względu na reklamy i ich ceny, tak jest. Ale tu się okazuje, że medium  o oglądalności tysiące razy mniejszej może mieć większą moc oddziaływania i to w opinii sądowej potentata  medialnego !

Zapewne potentat medialny uważa,  i być może zasadnie, że te miliony co oglądają „Fakt”, to są widzowie mało rozgarnięci i na ogół nie wiedzą co oglądają a można nimi manipulować do woli.

 Co innego widzowie oglądający to co ja umieszczam na swoim blogu. Jest ich tysiące razy mniej,  ale rozumienie materii widocznie tysiące razy większe. Tak zdaje się sądzi sam potentat,  abdykując w swej argumentacji sądowej ze swej potęgi medialnej  na rzecz szarego obywatela, nieuczonego w piśmie dziennikarskim,  obecnego co prawda w cyberprzestrzeni,  ale bez zainteresowania reklamodawców.

Ja nie żyję ani z reklam, bo ich nie umieszczam, ani z tego co na blogu piszę,  bo to jest blog prowadzony pro publico bono, bez sponsora i jego  celem jest pokazywanie tego co inni, i to często potentaci,  ukrywają.

Choć nie mam prawa podpisywania swoich książek w przestrzeni publicznej krakówka a z wywiadami  muszę się chronić w odległym o setki kilometrów od Krakowa poniemieckim bunkrze [https://blogjw.wordpress.com/2020/09/26/plagi-akademickie-pod-opieka-ducha-swietego/] , nie czuję się niedoceniany.

Trudno żeby było inaczej, skoro taka potęga medialna jak Ringier Axel Springer tak doceniła [moim zdaniem przeceniła] moją działalność blogerską.  Zresztą zdarza mi się to nie po raz pierwszy.

Przed ponad 30 już laty zostałem uznany za zagrożenie dla najpotężniejszego, najbardziej renomowanego polskiego uniwersytetu, bo uczyłem studentów myślenia i to krytycznego,  a od takiego myślenia przewodnia siła uczelni przestawała być przewodnią.[ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/].  Uznanie było anonimowe i nie podległo jurysdykcji sądowej.  Było to jeszcze w czasach komunistycznych,  bo były takie czasy,  ale taka potęga akademicka  jak UJ do tej pory nie rozpoznała takich czasów istnienia.

Już w III RP,  po utworzeniu Niezależnego Forum Akademickiego przed 15 laty, rektorzy zatrwożeni rodzeniem się wolnej myśli akademickiej, uznali mnie za zagrożenie dla całego zniewolonego  i stabilnego patologiami środowiska akademickiego, bo go podobno destabilizowałem.[ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/]  a rektorzy te patologie swoimi gronostajami osłaniali/stabilizowali.

 Sąd przed zniesławieniem nie zamierzał mnie bronić, argumentując, że ja mam swoją stronę internetową,  to mogę się sam bronić. Tak wysoko, nader wysoko, ocenił moją działalność i to w czasach,  kiedy nader często bronił polskiego potentata medialnego samego nadredaktora GazWyb,  który sam się obronić przed krytyką kolegów-dziennikarzy  nie miał szans, mimo swej potęgi.   Kto by wierzył w to co GazWyb  wypisuje [?], gdy wiara w to co ja piszę  jest niemal powszechna i dlatego mnie niszczą.

W końcu i wymiar niesprawiedliwości uznał moją robotę za zagrożenie dla   siebie, grillując przez całe 5 lat [https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/03/10/koniec-sadowego-grillowania-jozefa-wieczorka-po-niemal-pieciu-latach-jest-ostateczny-wyrok/] , argumentując, że skoro ujawniam to co jest ukrywane, to mam negatywny wpływ na całe społeczeństwo. Niezły awans – nieprawdaż ?  Od negatywnego wpływu na jeno dziesiątki studentów do negatywnego wpływu na miliony !

Trudno o lepszy dowód uznania na moich działań pro publico bono. Nawet zrezygnowany Sąd Najwyższy uznał, że mogę kontrolować obywatelsko  każdą władzę, nawet władzę Sądu Najwyższego.  https://blogjw.wordpress.com/2019/04/12/kasacja-niewygodnego-dziennikarza-czyli-proces-jozefa-w/

Rzecz oczywista, zgodna z naszą Konstytucją, ale dlaczego inni z tej oczywistości tak rzadko korzystają ?

Zatem, mimo wykluczenia/wyklęcia,  żadną miarą nie mogę się czuć niedoceniany, ale żeby taki potentat medialny jak Ringier Axel Springer mógł swoją potęgę scedować na moją  biedną głowę, to nawet we śnie się nie spodziewałem.

Chyba mój blog akademickiego nonkonformisty winien od tej pory zawierać objaśnienie – potężniejszy od potęgi medialnej,  ale czy po ujawnieniu tego faktu nie skończyłoby się to dla mnie całkowitą anihilacją , a „Fakt” Axela Springera   i tak mimo tej cesji nadal będzie istnieć, czytany , i to bez zrozumienia, przez miliony  ? A na repolonizację ‘Faktu” się nie zanosi i to jest fakt  !

Czyżby repolonizacja Dzielnicy V Krakowa ?

Czyżby repolonizacja Dzielnicy V Krakowa ?

Przed dwoma lata protestowałem przeciwko antypolskim działaniom Rady Dzielnicy V : m.in.

Krakowskie boje i przeboje. Aby godnie uczcić 100- lecie odzyskania Niepodległości – trzeba wyzwolić Kraków od anty-Polaków

https://blogjw.wordpress.com/2018/07/20/krakowskie-boje-i-przeboje/

Konieczna rewaloryzacja krakowskich rad ! Na 100-lecie odzyskania Niepodległości.

https://blogjw.wordpress.com/2018/05/24/konieczna-rewaloryzacja-krakowskich-rad/

Przez kilka lat prowadzę reedukację tej Dzielnicy, przekazując jej efekty mojej obywatelskiej [obywatela Dzielnicy V] działalności pro publico bono.

I jakie efekty ?

Otóż dziś, ze zdumieniem, na stronie internetowej Dzielnicy V zauważyłem rozpowszechniane linki do moich relacji z patriotycznej niedzieli w Parku Jordana ! – http://www.dzielnica5.krakow.pl/home/informacje/1147-patriotyczna-niedziela-w-parku-jordana

Co prawda przedstawicieli Dzielnicy w Parku Jordana podczas tej patriotycznej niedzieli nie widziałem, ale podanie linków do mojej dokumentacji tego co ma miejsce na obszarze Dzielnicy V zasługuje na podkreślenie. Tak być powinno zawsze !

Gdyby tak Rada spowodowała aby Miasto [stosowne podmioty] na bieżąco opiekowało się patriotycznymi pomnikami w Parku Jordana byłby to krok w dobrym kierunku. Trzeba popatrzeć choćby na stan pomnika wielkiego hetmana Stanisława Żółkiewskiego i podjąć działania opiekuńcze/naprawcze.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że zima za pasem, ale jakieś pozytywne oznaki mojej edukacji, choć zdalnej – są !

Jak Rada mojej dzielnicy ulegnie z mojej winy transformacji w kierunku pro-polskim to będzie sukces godny nagłośnienia i naśladowania.