Podpisałem apel działaczy opozycji antykomunistycznej „Solidarności” w obronie pamięci o Janie Pawle II

[zdewastowana wystawa przed kurią krakowską – październik 2020]

x

Apel działaczy opozycji antykomunistycznej „Solidarności” w obronie pamięci o Janie Pawle II

My weterani opozycji antykomunistycznej i „Solidarności” piszemy ten list z sercem pękającym z żalu i ogarniętym zgrozą. W latach 80-tych XX w. kiedy sowieckie imperium trzymało w niewoli pół Europy i szykowało się do atomowej zagłady po to by zniewolić resztę wolnego świata, my – młodzi i pełni wiary w przyszłość, walczyliśmy o wolną Polskę, o wolność słowa, o wolność wyznawania każdej religii.

Komuniści prześladowali nas i nasze rodziny; wielu straciło pracę i środki do życia, wielu spędziło za kratami miesiące i lata, kilkadziesiąt osób zamordowano. Jeśli udało nam się wytrwać i doczekać Wolnej Polski, to tylko dzięki naszej świętej religii i serdecznej opiece, jaką otoczył nas Kościół katolicki kierowany przez męża opatrznościowego, dziś Świętego, papieża Jana Pawła II.

Najwyższy dostojnik Kościoła katolickiego a zarazem najpokorniejszy sługa Boży, najpiękniejszą polszczyzną przekazywał nam naukę Chrystusa. Słowami pełnymi miłości mówił do nas: „Codziennie się za was modlę, tam w Rzymie i gdziekolwiek jestem, codziennie się modlę za moją Ojczyznę i modlę się za ludzi pracy, i modlę się za to szczególne, wielkie dziedzictwo polskiej „Solidarności”. Modlę się za ludzi, którzy są związani z tym dziedzictwem, w szczególny sposób za tych, którym wypadało czy wypada ponosić ofiary z tego powodu”.

Kiedy 2 kwietnia 2005 roku odszedł do Domu Ojca, stawialiśmy na ulicach i placach tysiące zniczy, modliliśmy się za jego dusze i dziękowaliśmy Panu za dar jego posługi… że dane nam było słuchać nauk świadka Miłosierdzia i Dobroci Bożej. Serce nam się kraje, gdy widzimy jak tysiące zmanipulowanych przez wrogów Kościoła i Polski młodych ludzi wychodzi dziś na ulice po to tylko, by wykrzyczeć swoją nienawiść do Kościoła, znajdując satysfakcję w obrażaniu plugawymi słowami najlepszego syna Narodu Polskiego, Świętego Jana Pawła II.

Biorąc przykład z ludzi nauki, którzy wystąpili w obronie Papieża Polaka, my działacze opozycji antykomunistycznej i „Solidarności” również apelujemy o opamiętanie.

Żadne racje polityczne nie mogą burzyć fundamentów naszego narodowego trwania, nie wolno niszczyć korzeni z których wszyscy wyrastamy, nie wolno niszczyć naszej wspólnoty. Taki jest bowiem rzeczywisty skutek kłamliwych ataków na Kościół katolicki i na najszlachetniejszą postać w ponad tysiącletnich dziejach Polski.

26 listopada 2020 r

.Adam Borowski – działacz „Solidarności” i Solidarności Walczącej, więzień polityczny

Mirosława Łątkowska – działaczka Solidarności Walczącej, wydawca podziemny

Tadeusz Markiewicz – działacz Solidarności Walczącej, więzień polityczny, drukarz podziemny

Roman Bielański – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny

Wacław Holewiński – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny, wydawca podziemny

Krzysztof Wyszkowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Antoni Macierewicz – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Mirosław Chojecki – działacz antykomunistyczny, twórca niezależnego ruchu wydawniczego, więzień polityczny

Jerzy Langer – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Ewa Polańska-Wolak – działaczka „Solidarności” i Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom

Czesław Nowak – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Michałowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Tadeusz Stański – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny

Andrzej Gelberg – działacz podziemia, organizator Programu 3 Radia „Solidarność”

Artur Adamski – działacz Solidarności Walczącej

Roman Zwiercan – działacz Solidarności Walczącej, więzień polityczny

Andrzej Kołodziej – działacz „Solidarności” i Solidarności Walczącej, więzień polityczny

Krzysztof Bąkowski – podziemny wydawca, więzień polityczny

Andrzej Osipów – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Rozpłochowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Tomasz Olko – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Stanisław Fudakowski – działacz antykomunistyczny i „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Kołakowski – działacz antykomunistyczny, drukarz i kolporter wydawnictw podziemnych

Wojtek Borowik – działacz antykomunistyczny, więzień polityczny

Zofia Kwiatkowska-Dublaszewska – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Janina Wehrstein – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Tomasz Moszczak – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Emil Broniarek – działacz antykomunistyczny, drukarz, więzień polityczny

Przemysław Miśkiewicz – działacz podziemngo NZS

Jacek Mejsak – działacz Solidarności Walczacej

Tomasz Truskawa – działacz antykomunistycznego podziemia

Julita Bodzińska – działaczka „Solidarności”, kolporterka wydawnictw podziemnych

Małgorzata Chmielecka-Gumoś – działaczka antykomunistyczna, więzień polityczny

Adam Gajkowski – działacz „Solidarności”, drukarz podziemnych wydawnictw, więzień polityczny,

Tadeusz Bień – działacz „Solidarności”, członek Komisji Charytatywnej Episkopatu Polski przy kościele św. Brygidy

Grzegorz Maderski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Zygmunt Błażek – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jadwiga Chmielowska – działaczka Solidarności Walczącej,

Piotr Hlebowicz – działacz „Solidarności” RI, Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej

Mariusz Wilczyński – działacz Federacji Młodzieży Walczącej

Krzysztof Bydałek – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Lech Brzoza – działacz „Solidarności”, więzień polityczny Krystyna Łyszcz – działaczka podziemnej „Solidarności”

Krzysztof Gąsior – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Julian Filip – działacz podziemnej „Solidarności”

Paweł Glanert – działacz „Solidarności”

Mirosław Grabowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Tadeusz Zarembski – działacz „Solidarności”, drukarz podziemnych wydawnictw

Eugeniusz Szymecki – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Barbara Hejcz – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Jarosław Raszewski – działacz podziemnej „Solidarności”

Krzysztof Kapica – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Anna Kołakowska – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Ryszard Kłos – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Kazimierz Kos – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Robert Krygier – działacz podziemnej „Solidarności”, kolporter wydawnictw podziemnych

Izabella Lipniewicz – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Adrian Stankowski – działacz niezależnego PPS

Andrzej Malinowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Krzysztof Mazur – działacz podziemnej „Solidarności”

Aleksander Oczak – działacz podziemnej „Solidarności”

Edward Janus – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Antoni Bogdanowicz – działacz podziemnej „Solidarności”

Feliks Pieczka – działacz „Solidarności”, organizator pomocy dla represjonowanych

Romuald Plewa – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Szatkowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Skiba – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Cezary Godziuk – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Krzysztof Sosnowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Lucyna Jabłońska – działaczka podziemnej „Solidarności”

Marian Hoppa – działacz podziemnej „Solidarności”

Mieczysław Wędrowski – działacz podziemnej „Solidarności”

Adam Kalita – działacz NZS, więzień polityczny

Janusz Walentynowicz – więzień polityczny

Stefan Zawadzki – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Hermanowicz – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Zieliński – działacz podziemnej „Solidarności”

Nina Milewska – działaczka podziemnej „Solidarności”

Brunon Baranowski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Krzysztof Łaszuk – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Władysław Kaudziński – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Jan Raczycki – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Andrzej Liberadzki – działacz podziemnej „Solidarności”

Jan Jakubowski – działacz podziemnej „Solidarności”

Edward Leszczyński – działacz „Solidarności”, organizator występów Teatru Domowego

Krzysztof Słomka – kolporter wydawnictw podziemnych

Karol Gwoździewicz – działacz Solidarności Walczącej i PPN

Ewa Stewart – dziaczka Solidarności Walczącej

Grzegorz Surdy – działacz antykomunistycznej opozycji, więzień polityczny

Tomasz Dolecki – działacz podziemia, wydawca, więzień polityczny

Agnieszka Bogucka – działaczka „Solidarności”

Cezary Kruk – działacz podziemnej „Solidarności”

Jan Wojciechowski – dzialacz podziemnej „Solidarności”

Tomasz Gugała – działacz podziemnego ruchu wydawniczego

Józef Wieczorek – działacz opozycji antykomunistycznej

Edward Bielawski – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Elżbieta Kwiatkowska-Wyrwisz – działaczka „Solidarności”, więzień polityczny

Tomasz Wójcik – działacz „Solidarności”, przewodniczący RKS Dolny Śląsk

Józef Zalas – działacz „Solidarności”, więzień polityczny

Henryk Niedźwiecki – działacz „Solidarności”

Kazimierz Michalczyk – Przedstawiciel Solidarności Walczącej w Berlinie Zachodnim

Magdalena Jęczmyk – działaczka antykomunistycznego podziemia

Lech Jęczmyk – działacz antykomunistycznego podziemia

Lech Dymarski – działacz antykomunistycznego podziemia, więzień polityczny

Andrzej Karczewski – działacz podziemnego ruchu wydawniczego

„Plagi akademickie” w Bibliotece Narodowej

[katalog]

Plagi akademickie” w Bibliotece Narodowej

Plagi obrazujące boje akademickie w wolnej Polsce, bo prowadzone na drodze do wolności nauki i edukacji, znalazły się w Bibliotece Narodowej. A w ilu bibliotekach Wolnych Polaków ta książka się znalazła ?

Jak zaznaczono w opisie Biblioteki Narodowej, zgodnie z prawdą książka powstała pro publico bono. Nakład kosztów z kieszeni podatnika 0 zł, ale kieszeń autora trochę została nadwyrężona, choć przez lata ciężkich bojów na froncie akademickim nie tylko kieszenie doznały szwanku. Nie da się tego zresztą przeliczyć na pieniądze. Front akademicki to chyba najcięższy z frontów prowadzących ku wolności. Bez wolnej nauki i edukacji wolność zawsze będzie ułomna, co obecnie widać w przestrzeni publicznej. Wolni Polacy boją się mówić, a nawet myśleć.

Wykładać można swobodnie, ale do swoich ścian, a wypowiadać się niezależnie – w poniemieckim schronie.

Wielu się dziwi, że tak jest jak jest, a nie musieliby się dziwić, gdyby zapoznali się z argumentami zawartymi w moich bojach. Zresztą nie tylko ja to przewidziałem, bo i ‚psuta’ przeze mnie młodzież akademicka przestrzegała decydentów akademickich przed 35 laty, że takie metody nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek. I co? Wiek XXI przyszedł, a godność została przed progiem tak wieku, jak i uczelni.

Na froncie akademickim spotkałem także uczestników frontów militarnych. I co ? Bohatersko chowali głowę w piasek !

Wielokrotnie zwracałem się z postulatem merytorycznej krytyki, bo widzenie rzeczywistości jest różne i drogi do zmian na lepsze też mogą być różne, ale bez dyskusji, bez takiej krytyki, nie ma postępu. A u nas jest albo personalna, często chamska, niemerytoryczna, albo nie ma jej wcale. Stawiane problemy pomija się milczeniem, czasem złowrogim, czasem wstydliwym. Zasięg widzenia został ograniczony do końcówki własnego nosa, postawa patriotyczna zredukowana do efektów wizualnych, a dobro wspólne do rozparcelowania przez zaradnych, którym się zazdrości, a nie eliminuje.

Plag egipskich było podobno dziesięć. A ile plag spadło na Polskę po ogłoszeniu rzekomego upadku plagi komunizmu, choćby w domenie akademickiej ?

Czy ktoś je policzy po zapoznaniu się z moją książką ? Czy pozostanie ona jeno na półkach Biblioteki Narodowej ? – bo lepiej nie wiedzieć, aby zachować dobre samopoczucie.

xxxxxxxxxxxxxxxxxx

Plagi akademickie idealne na prezent

O ‚Plagach akademickich’ w ‚Niedzieli’

O ‚Plagach akademickich’ w ‚Niedzieli’

Pozytywnie !

Tak m.in. pisze: Autor w sposób bardzo niezależny pokazuje środowisko akademickie i na konkretnych przykładach udowadnia, że ten świat zatrzymał się w ..PRL-u. a niejednokrotnie jest gorzej, bo elity akademickie wywodzące się z II RP odeszły do historii…Żeby dokonać zmian w polskim systemie oświaty trzeba postawić diagnozę. Józef Wieczorek od kilku lat konsekwentnie w tym pomaga, nie przejmując się, że jest w tej dziedzinie samotny. Warto skonfrontować jego trafne spostrzeżenia z osobistymi przemyśleniami i refleksami ! 

Góra lodowa plag akademickich

Góra lodowa plag akademickich

Mimo globalnego ocieplenia góra lodowa plag akademickich się nie topi ! Już na samym początku roku akademickiego pokazał się wierzchołek tej góry który – jak się okazuje – jest zbudowany z plagi plagiatów i to największego kalibru, bo rektorskich/profesorskich. Na tym wierzchołku pokazała się postać w todze i z gronostajem, którą personifikował nowo wybrany rektor Uniwersytetu Gdańskiego, profesor ‚podwórkowy’ – Jerzy Gwizdała, który przez naszych doskonałych profesorów (CK/Rada Doskonałości Naukowej) został wcześniej skierowany do nominacji na profesora prezydenckiego. Znaleźć się na samym wierzchołku kariery akademickiej to zaszczyt niebywały, z tym że ten wierzchołek okazał się czubkiem kompromitacji, bo w ramach walki z globalnym zjawiskiem plagi plagiatów niedoszły profesor ‚belwederski’ i świeżo demokratycznie wybrany rektor został zidentyfikowany jako pospolity oszust. Ze słowami – ‚jestem niewinny’, zdjął jednak gronostaja i nim na dobre zaczął być rektorem, już przestał nim być. I kto go namierzył na samym szczycie góry lodowej plag akademickich ? Otóż nie doskonali nasi profesorowie z nader licznych ciał selekcyjnych, nominacyjnych, degradacyjnych, etycznych, dobro-obyczajowych, lecz główny łowczy plagiatów polskich – Marek Wroński, strzelec niemal wyborowy, który na swym koncie ma niejednego miłośnika cudzych tekstów sygnowanych swoim nazwiskiem, na drodze do osiągnięcia szczytów nieuczciwości naukowej.

Rektor, który przeszedł przez sito rozmaitych komisji ‚doskonałych‚, przez demokratyczne sito elektorów w wyborach na rektora, mimo że najlepszy z najlepszych, został zidentyfikowany jako oszust przez – rzec można – policjanta akademickiego i to obywatelskiego, a nie ministerialnego. Nie ma wątpliwości, że mimo kwalifikacji strzeleckich sam Marek Wroński nie odstrzeli wszystkich szkodników akademickich, tym bardziej, że wyspecjalizował się w domenie plagiatowej, gdy góra lodowa nieuczciwości akademickiej ma nader złożoną budowę, a zapewne ok. 90% jej masy, i to fundamentalnej, podobnie jak naturalnych gór lodowych, nie jest ujawniona.

Ta góra lodowa zanurzona jest w akademickiej brudnej wodzie, a nawet bagnie, a to co ponad poziom wystaje, jest osłaniane togami i gronostajami, i to tak dokładnie, że tylko sam wierzchołek czasem się ukazuje spod przetartej/ rozdartej togi ochronnej.

Komunizm podobno został obalony, ale brak poszanowania własności – i to szczególnie intelektualnej – pozostał. Prawa nabyte do braku jej poszanowania ?

Ale plagiaty to niejedyna plaga. Na samym wejściu do świata akademickiego spotka nas plaga ustawianych konkursów na etaty, o których wszyscy wiedzą i traktują je jako standard. Włosi ścigają takie ustawianie prokuratorsko, a u nas to niemal fundament patologicznego systemu – rzec można, dolne partie góry lodowej skrytej pod powierzchnią .

Nie mniej ważną plagą jest nepotyzm, otaczany niemal czcią i uwielbieniem, bo przecież rodzina jest najważniejsza, szczególnie w nauce, o czym świadczy choćby Nobel Marii i Piotra Curie. Ale nepotyzm mamy od lat, a nowych Nobli jak nie było, tak nie ma. Ponadto mamy chów wsobny, od studenta do rektora na tej samej uczelni. Jak się przekracza progi uczelni na egzamin wstępny, to się je opuszcza na egzamin ostateczny. Rzecz jasna jak się jest komponentem układu akademickiego a nie zagrożeniem dla jego istnienia. Recenzji merytorycznych niemal brak, jeśli są krytyczne, to na ogół o zabarwieniu personalnym, bo lansować trzeba swoich, a konkurentów do wejścia do kasty trzeba powycinać zawczasu.

Powszechny mobbing akademicki ma szanse na ograniczenie jedynie dzięki pandemii, bo trzeba utrzymywać dystans, ale jak pandemia się skończy, to może powrócić z większym natężeniem. To tylko przykłady plag akademickich. Wymienić wszystkie w krótkim felietonie nie sposób, ale trzeba zauważyć, że góra lodowa plag akademickich nie tylko się nie topi, lecz wręcz zwiększa swoje gabaryty. Globalnego ocieplenia w domenie akademickiej nie widać. Piszę o tym od lat i wreszcie ten stan rzeczy dochodzi do społeczności upadających intelektualnie i moralnie uczelni. Jednak petycję w sprawie nieuczciwości naukowej po ukazaniu się rektora UG na wierzchołku góry lodowej jak dotąd podpisało niespełna 200 osób, a więc mniej więcej jedna osoba na tysiąc zatrudnionych na etatach naukowych. Zatem droga do osiągnięcia przyzwoitości akademickiej jest bardzo daleka. Zobaczymy, czy decyzje nowego ministra będą zmierzały do skrócenia tej drogi.

Tekst wydrukowany w tygodniku Gazeta Polska 47 z 18 listopada 2020 r.

Otwarta darmowa siłowania pandemiczna!

Otwarta darmowa siłowania pandemiczna!

Adres:

Fundacja Biblioteka Domowa

30-046 Kraków
ul. Lea 5a

[pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]http://ksiazkiiludzie.pl/

Kontakt osobisty do ustalenia godziny i czasokresu skorzystania z siłowni:
Wojciech Pasternak
tel:604 339 271
e-mail:
ksiazkiiludzie@wp.pl

Podczas pandemii płatne siłownie zostały zamknięte. To poważny problem, nie tylko dla młodych ludzi, bo tężyzna fizyczna wzmacnia odporność potrzebną nie tylko w czasie pandemii.

Sytuację jednak ratuje [ takt, że tylko częściowo] Fundacja Biblioteka Domowa, zasłużona dla wzmacniania tężyzny duchowej ratując zbiory książkowe przed zniszczeniem lub zamilczeniem.

Fundacja przeniosła swą siedzibę pod nowy adres [ j.w.] gdzie przemieszcza tysiące, wiele tysięcy woluminów książkowych i trzeba je ulokować na regałach i to w należytym porządku tematycznym.

Pozbawieni możliwości korzystania z płatnych siłowni, mogą skorzystać tak fizycznie, jak i duchowo z darmowej siłowni fundacji, przyczyniając się nie tylko do nabycia swej odporności cielesnej, jak i duchowej, tak niezbędnej na czas obecny.

Wystarczy się skontaktować na adres podany wyżej, aby ustalić godziny pobytu na siłowni, gdyż podczas pandemii trzeba zachować dystans a fundacja mimo że dysponuje dużymi pomieszczeniami dla książek, to jednak same książki wypełniają znaczną cześć tej przestrzeni i napływ tłumów siłowników stanowiłby problem. Dystans międzyludzki trzeba zachować, ale w zamian bliski kontakt z książkami jest zapewniony.

Darmowe nabycie tężyzny fizycznej przyda się podczas pandemii, a przy tym jest szansa na nabycie tężyzny duchowej, co zapewnia aktywne obcowanie z książkami.

Ja podczas jednej wizyty w siłowni, wśród tych tysięcy woluminów znalazłem 2 zdania (zdania !], których co prawda nie szukałem wśród milionów zdań pomieszczonych w tych książkach, ale tak mi duchowo odpowiadały do pisanego właśnie tekstu o pandemicznych ekscesach jagiellońskich polonistów, że je umieściłem w tekście do grudniowego Kuriera WNET i to na pozycjach szczególnych – jedno zdanie posłużyło mi za motto a drugie za zakończenie. To tylko przykład możliwych owoców korzystania z darmowej siłowni.

Myślę, że do korzystania z tej siłowni nie muszę nikogo namawiać.

Podaję tylko potrzebną informacje, dbając jedynie o zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego i duchowego dla obywateli, nieraz jakoś tak bardzo sfrustrowanych, pogrążonych w depresji, a nie mających wiedzy o darmowej ! możliwości rozwiązania swoich problemów, dla dobra nie tylko własnego, ale i wspólnego. To ważne dla populacji solidarnościowo -patriotycznej naszego zagubionego i deprawowanego społeczeństwa.

Zapewniam, że efekty, również patriotyczne, z aktywnego korzystania z takiej siłowni, przekraczają efekty szczególnie cenionego [nie wiem dlaczego] patriotyzmu wizualnego realizowanego na tle obiektów i osób o wymowie patriotycznej.

A więc nie zastanawiaj się !

Do siłowni po tężyznę fizyczną i duchową. Tak jak kiedyś z sukcesem rozwijały się gniazda sokole czy Patriotyczny Park Jordana.

Siła i rozum winny iść w parze, z tym że rozum zawsze przed siłą [ nie tylko w słowie, ale przede wszystkim w czynie] ale nie w innej kolejności, co ma miejsce na jagiellońskiej wszechnicy, ze skutkami widocznymi w przestrzeni publicznej.

Podczas pandemii zachowaj dystans, jak i kolejność atrybutów siły.

Przybywaj do Siłowni ! ROZPOWSZECHNIJ!

Plagi akademickie idealne na prezent

Plagi akademickie idealne na prezent

Znakomita wiadomość dla zastanawiających się, co sobie lub innym sprezentować na trudny czas pandemii i zbliżającą się Gwiazdkę.

Zauważyłem w tygodniku Gazeta Polska reklamę mojej książki, wydanej pro publico bono, i się z nią dzielę, aby to dobro publiczne trafiło pod strzechy.

Wystarczy skontaktować się ze Sklepem Gazety Polskiej https://sklep.gazetapolska.pl/

Sklep Gazety Polskiej
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Polska

INFORMACJA O SKLEPIE

Zadzwoń do nas:
722111655


Napisz do nas:
sklep@gazetapolska.pl

Książka dotyczy problemów  polskiego świata akademickiego funkcjonującego po pandemii komunizmu, aktualnie porażonego pandemią biologiczną, która przyszła z kraju komunistycznego i stanowi zagrożenie dla wolności człowieka, z czym świat akademicki i przed tą pandemią miał już poważne problemy.

Na stronie sklepu https://sklep.gazetapolska.pl/strona-glowna/154-plagi-akademickie-boj-wstepny-ale-nie-ostatni.html widnieje krótki opis:

….Polski świat akademicki nie zdołał się jeszcze wydostać z okowów zjawiska groźnego, szerzącego się globalnie i trudnego do opanowania, jakim była plaga komunizmu, a tu spadła na niego plaga kolejna, tym razem biologiczna, która powoduje głęboki kryzys społeczno-ekonomiczny.

Książka rzecz jasna nie mieści się w ramach poprawności akademickiej, ani politycznej, jako że dotyczy także polityki akademickiej, działań obywatelskich na rzecz naprawy patologicznego systemu akademickiego, dla dobra wspólnego, dla stworzenia szans na odbudowę elit, których mamy niedobór, mimo nadmiaru osób utytułowanych/udyplomowionych w niezliczonych wręcz uczelniach z nazwy wyższych zajmujących zwykle piękne nieruchomości w których akademika na poziomie trudno jest jednak spotkać.

Książka jest też dostępna w sprzedaży wysyłkowej i na miejscu
w
Księgarni ZBROJA
31-004 Kraków, p;. Wszystkich Świętych 9
pon. – piątek 11-19.00
tel/ 692-308-776 https://www.facebook.com/KsiegarniaZbroja/

oraz w siedzibie

Fundacji Biblioteka Domowa
30-046 Kraków
ul. Lea 5a

[pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]
Można ją też zamówić e-mailem lub telefonicznie:
Wojciech Pasternak – prezes Fundacji
kontakt:604 339 271
e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl
strona www: http://ksiazkiiludzie.pl/

Fundacja Biblioteka Domowa jest podmiotem mającym zasługi dla ochrony książek przed ich zniszczeniem i prowadzi działania zapobiegające przemilczeniu w domenie publicznej wartościowych książek. Jest głównym dystrybutorem książki Plagi akademickie, do którego mogą się zwracać także księgarnie zainteresowane nabyciem/sprzedażą tej książki.

Stanisław Szuro – In Memoriam

Zmarł stuletni, legendarny major Stanisław Szuro, żołnierz AK, antykomunista, jedna z licznych ofiar Juliana Haraschina, skazany na karę śmierci, ale dzięki amnestii przeżył 100 lat ucząc przez wiele lat historii. Do końca odznaczał się znakomitą pamięcią i tryskał humorem co starałem się zarejestrować aparatem i kamerą. Zmarł, ale i tak będzie żył

Stanisław Szuro, ps. „Zamorski”

(ur. 19 października 1920, zm. 17 listopada 2020 r. 

Kilka moich dokumentacji z majorem Stanisławem Szuro:

Kapitan Stanisław Szuro – Majorem ! Rajd historyczny.

https://wkrakowie2017.wordpress.com/2017/08/27/kapitan-stanislaw-szuro-majorem/

Niezłomny mjr Stanisław Szuro – „My nie jesteśmy gorsi od psa !”

https://niezlomnym.wordpress.com/2018/05/21/niezlomny-mjr-stanislaw-szuro-my-nie-jestesmy-gorsi-od-psa/

I tak będę żył. Rozmowy ze Stanisławem Szuro

https://wkrakowie2018.wordpress.com/2018/05/11/i-tak-bede-zyl-rozmowy-ze-stanislawem-szuro/

Wacław Szacoń i Stanisław Szuro – żołnierze WiN nagrodzeni przez IPN

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/10/12/waclaw-szacon-i-stanislaw-szuro-zolnierze-win-nagrodzeni-przez-ipn/

W 75. rocznicę powstania Zrzeszenia „WiN”
Spotkanie z kombatantami AK – migawki

https://wkrakowie2014.wordpress.com/2014/01/16/spotkanie-z-kombatantami-ak-migawki/

Kpt. Szuro z humorem i niepoprawnie o historii i nie tylko

(Nie)pamięć uniwersytetu

(Nie)pamięć uniwersytetu

W listopadzie, miesiącu pamięci, od kilku lat obchodzony jest przez krakowskie uczelnie Akademicki Dzień Pamięci, dokładnie 6 listopada, w rocznicę Sonderaktion Krakau. W wyniku tej podstępnej akcji gestapo, wymierzonej w polską inteligencję, zaaresztowano 183 krakowskich nauczycieli akademickich, wywieziono ich podstępnie do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau, gdzie kilkunastu z nich straciło życie, kilku zmarło z wycieńczenia po powrocie z obozu. Ta haniebna akcja i losy aresztowanych, doczekały się po 80 latach obszernej monografii „Aktion gegen Universitäts-Professoren” autorstwa Ireny Paczyńskiej. Wielu więźniów, po powrocie z obozów, prowadziło godną podziwu działalność podziemną.

Bardzo dobrze, że pamiętamy o męczeństwie i bohaterstwie polskich profesorów, ale nie można wymazywać z pamięci postaw niechlubnych, a nawet haniebnych, jakie prezentowali niektórzy z nich podczas instalacji systemu komunistycznego. Otóż były przypadki silnego angażowania się ofiar okupanta niemieckiego po stronie okupanta sowieckiego. Na przykład Teodor Marchlewski, w latach 1948–1956 rektor UJ, sławił Stalina i system komunistyczny; Franciszek Walter, w latach 1946–1948 rektor UJ, podobnie jak Stanisław Skowron propagował pseudonaukowy łysenkizm, a ponadto ci (i także inni) byli więźniowie podpisali haniebną uchwałę krakowskich rektorów, potępiającą swoich kolegów działających w opozycji antykomunistycznej, wykorzystywaną przez stalinowskiego prokuratora w procesie krakowskim WiN i PSL w 1947 r. Sądzony wtedy był m.in. Karol Starmach, ich współwięzień w Sachsenhausen! Jakoś do tej pory tej hańby środowisko krakowskie nie zmazało. Nie chce o niej pamiętać, podobnie jak o tym, że Władysław Wolter wspierał w karierze naukowej na UJ zbrodniczego prokuratora Juliana Harschina! Uogólniona opinia, że ‚postawa aresztowanych budzi do dzisiaj podziw i szacunek w polskim społeczeństwie’ nie do końca jest zatem zasadna. O niezłomnej postawie tych, którzy ponieśli konsekwencje swej niezłomności, tak pod okupacją niemiecką, jak i sowiecką, jakoś nie można przeczytać w historii UJ i nie wszyscy o tym wiedzą.

Na stronach UJ czytamy:”W tym roku, z uwagi na sytuację epidemiologiczną związaną z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, obchody Akademickiego Dnia Pamięci odbywające się w Collegium Novum UJ będą miały charakter zamknięty (bez udziału publiczności).”

Mimo sytuacji epidemiologicznej, nie miały charakteru zamkniętego agresywne manifestacje proaborcyjne, wręcz wojenne, młodych elit. a raczej Hunów/ barbarzyńców wyruszających spod Collegium Novum z wulgaryzmami na plakatach i na ustach, używających przy tym symboli kojarzących się z symbolami satanistów, czy noszonych przez elitarne jednostki nazistowskie.

Z okrzykami ‚Wyp…dalaj’ mijali szacowny budynek Collegium Novum, pamiętający okrzyki Hunów germańskich wobec aresztowanych profesorów. Tym razem nie było okrzyków „Raus, raus”, chyba tylko dlatego, że niemiecka Antifa jeszcze nie dotarła do Krakowa. Nie było reakcji rektorów!

Taki postęp cywilizacyjny, polegający na unicestwieniu dotychczasowego świata wartości, po prostu poraża, tym bardziej, kiedy czytamy objaśnienia UJ na okoliczność rocznicy Sonderaktion Krakau „Reżim hitlerowski ujawnił w tej akcji jedną z najważniejszych zasad swojej polityki: zapanowanie nad ludźmi wymaga unicestwienia wyznawanych przez nich wartości.”

A o co chodzi w tej wojnie toczącej się obecnie na ulicach polskich miast, w tym przed gmachem Collegium Novum? Co na to rektorzy, rzekomo pozytywnie wpływający na młodzież akademicką, bo to przecież są beneficjenci selekcji kadr akademickich przed transformacją ustrojową, kiedy tych, o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej usuwano z uczelni, z haniebnego oskarżenia o negatywny wpływ na studentów?

‚Jesteśmy z Wami i dla Was’,’Możecie liczyć na nasze wsparcie’ czytamy w oświadczeniu rektorów (KRASP). Czyli aprobata, a nawet podburzanie do zdziczenia akademickiego, jakie obserwujemy i oburzenie, że ktoś chce ich kontrolować, zamiast finansować – to to, co sobą reprezentują ! A rezultat ? To śmierć uniwersytetu, co przewidywałem jeszcze w ‚epoce jaruzelskiej’, której prawo na UJ nadal dominuje nad Konstytucją III RP. Projekt Pamięć Uniwersytetu realizowany na UJ nie przewiduje jednak pamięci o wypędzonych z Uniwersytetu w czasach jaruzelskich’ – nie jest ona tolerowana, w ramach realizowanego przez wzorcową dla innych uczelnię projektu czyszczenia niewygodnej pamięci. Z sukcesami !

Józef Wieczorek – Plagi akademickie. Gazeta Polska 46/2020

Dawid pokonał Goliata. Ringier Axel Springer przegrał w Sądzie Apelacyjnym.

Ringier Axel Springer przegrał w Sądzie Apelacyjnym.

Dawid pokonał Goliata

Józef Wieczorek – Kurier WNET, listopad 2020 r.

Przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie zakończył się proces opozycjonisty antykomunistycznego Janusza Fatygi przeciwko potentatowi medialnemu Ringier Axel Springer o naruszenie dóbr osobistych, poprzez zobrazowanie go jako zbrodniarza komunistycznego na stronach „Faktu”. Ten fakt rozpoznałem w internecie 24 lutego 2017 r. i opisałem na swoim blogu oraz następnie w Kurierze WNET, w sierpniu 2019 r. [ Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę, na zbrodniarza komunistycznego]

Skandaliczna sprawa

Sprawa była niewątpliwie skandaliczna, dokumentowała upadek rzetelnego dziennikarstwa i zasługiwała na proces sądowy, do którego doszło, mimo jej przerzucania sobie jako gorącego kartofla przez organy wymiaru [nie]sprawiedliwości. A jest to sprawa dla szarego obywatela nadzwyczaj prosta, bo na popularnych stronach internetowych „Faktu” pojawiło się zdjęcie znanego działacza antykomunistycznego, z opaską na oczach, jako zobrazowanie tekstu o wysokich emeryturach komunistycznych zbrodniarzy. Przykładem miał być gen. Henryk Kostrzewa i zdjęcie było podpisane u góry: ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu – ‚Henryk Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’! Zdjęcie innej osoby -bynajmniej nie Henryka Kostrzewy – anonimizowanej [?] czarną opaską na oczach, prowadzonej przez policjantów, miało zdaniem potentata medialnego stanowić właściwą ilustrację tekstu. To, że tą inną osobą była postać znanego działacza anykomunistycznego o bardzo charakterystycznej sylwetce, dla potentata nie miała żadnego znaczenia ? [sic !]

Jest oczywiste, że nikt nie ma prawa w taki sposób naruszać czyjegoś dobrego imienia drugiego człowieka, tym bardziej jeśli ten człowiek to honorowany działacz antykomunistyczny, protestujący przeciwko uniewinnianiu sądowemu zbrodniarzy komunistycznych.

Tym niemniej „Fakt” nie widział w tym nic zdrożnego i „rżnął głupa” twierdząc, że twarz osoby została wystarczająco zanonimizowana poprzez dodanie czarnej opaski. Temu twierdzeniu przeczyło to, że na zdjęciu natychmiast rozpoznałem Janusza Fatygę przerobionego na zbrodniarza komunistycznego. Skandal oczywisty, wina „Faktu” również, ale potrzeba było kilku lat na wymierzenie elementarnej sprawiedliwości.

Rozprawy nad „Faktem”

W końcu 3 lipca 2019 r. doszło do rozprawy przed Sądem Okręgowym w Krakowie, na której byłem świadkiem a pokrzywdzonego Janusza Fatygę wspierała adwokat Monika Brzozowska-Pasieka.

Ponieważ pokrzywdzony naruszeniem swoich dóbr nie mógł wykazać konkretnych szkód, jakie poniósł w wyniku tej zniesławiającej go publikacji, bo nikt bezpośrednio nie dał mu odczuć, że od momentu opublikowania zdjęcia uznał go za zbrodniarza komunistycznego, strona „Faktu” wpadła na oryginalny pomysł, wskazując mnie jako osobę, która jest winna rozpowszechnienia ‚rzekomej’ krzywdy Janusza Fatygi. Sąd jednak nie poszedł tym śladem i nie postawił mnie w stan oskarżenia za zrobienie dobrej roboty dziennikarskiej i po prostu ludzkiej.

Rozprawa zakończyła się wyrokiem pomyślnym dla Janusza Fatygi, ale nie do końca satysfakcjonującym tak stronę pozwaną, jak i pozywającą, stąd konieczna była kolejna rozprawa przed Sądem Apelacyjnym, która odbyła się 6 października 2020 r. Niestety bez obecności w tym czasie przebywającego w szpitalu pokrzywdzonego Janusza Fatygi, reprezentowanego na rozprawie przez adwokat Monikę Brzozowską-Pasiekę. Sprawa dotyczyła odpowiedzialności mediów, i to medialnego potentata, ale jakoś nie wzbudziła bezpośredniego zainteresowania mediów ! Poza mną, tym razem w roli dziennikarza rejestrującego za zgodą sądu obraz i dźwięk całej rozprawy, była tylko ekipa TVP Kraków [nie zauważylem aby w TVP jakaś relacja z procesu się ukazała]. Moja społeczna/obywatelska relacja z rozprawy ukazała się natomiast na moim kanale YouTube – Józef Wieczorek TV.

Proces zakończył się bezapelacyjną porażką „Faktu”, czyli – rzec można – Goliat został pokonany przez Dawida.

Sąd pominął absurdalną linię obrony potenata medialnego i zobowiązał pozwanego do zapłacenia pokrzywdzonemu Januszowi Fatydze 25 tys. zł zadośćuczynienia oraz przeprosin na pierwszej stronie serwisu internetowego „Faktu’, które ma być eksponowane przez okres jednego miesiąca. Zajmą one miejsce zwykle przeznaczone dla reklam, co niewątpliwe wpłynie na zmniejszenie dochodów wydawcy. Żenujący poziom dziennikarstwa potentata medialnego został ukarany.

Niechlubne intencje

Niestety nie można się zgodzić z opinią Sądu, że naruszenie dóbr było związane z niechlujstwem redakcji serwisu ”Faktu” i nie było intencjonalne. Zdjęcie Janusza Fatygi, przerobionego za zbrodniarza, zamieszczone na stronach portalu fakt.pl to był kadr/zrzut ekranu, inaczej stop-klatka z filmu [ Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny – kanał Wolny Czyn na YouTube ] i trzeba było ten film uważnie przejrzeć, zatrzymać w konkretnym miejscu, aby takie poglądowe zdjęcie z filmu wydobyć i następnie wzmocnić jego przesłanie czarną opaską na oczach. To wszystko w jasny sposób opisałem/udokumentowałem na swoim blogu akademickiego nonkonformisty i także w Kurierze WNET, ale jakoś Sąd tej oczywistości nie uwzględnił. I to jest fakt, kompromitujący fakt! Rzutowało to na niską karę dla wydawcy „Faktu”. Co to jest 25 tys. dla takiego potentata ?

Ponadto nie została rozpatrzona ponadto sprawa nielegalnego, niezgodnego z prawem, i wyjątkowo perfidnego wykorzystania materiału filmowego do pozyskania ‚zbrodniczego’ zdjęcia [stop-klatka z filmu]. Niestety kilkadziesiąt lat panowania systemu nie szanującego własności prywatnej pozostawiło głębokie ślady, także przez wymiar sprawiedliwości.

Sądy winny się lepiej przygotowywać do rozpraw, aby wydawać orzeczenia na podstawie rzetelnej, wszechstronnej analizy faktów !

Orientacje akustyczne

Rozprawa przy okazji ujawniła interesujące fakty dotyczące rejestrowania rozpraw sądowych. Rzecz to szczególnie ważna dla dziennikarzy niejednokrotnie molestowanych/skazywanych przez sądy za swoją pracę.

Sędzia prowadzący rozprawę, niestety głosem słabo słyszalnym dla publiczności [nawet tej nie cierpiącej na niedosłuch] objaśnił, że mówi tak, aby słyszał go przyrząd rejestrujący dźwięk, a nie publiczność na sali rozpraw [sic!].

Tym samym wykazał niejako [może niechcący, ale rzetelnie], że przyrząd rejestrujący dźwięk traktuje podmiotowo, a publiczność przedmiotowo

Przypomnę, że byłem sądownie ‚grillowany’ przez 5 lat, w procesie – rzec można -„akustycznym” [ Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W.” Kurier WNET” nr 59/2019, – bo nie słyszałem dobrze tego, co mówił sąd, a przyrząd słyszał !

Jest zatem poważny problem prawny: czy można obywatela grillować za to, że ma odmienną orientację akustyczną od urządzenia rejestrującego dźwięk ?

Gospodarka oparta na wiedzy językoznawców?

Józef Wieczorek – plagi akademickie

Gospodarka oparta na wiedzy językoznawców?

Słyszymy, że wyzwaniem dla Polski XXI wieku jest gospodarka oparta na wiedzy. Wiedza napędza rozwój, jest głównym składnikiem kapitału intelektualnego. To oczywistość, ale na wiedzy gospodarka była oparta od zawsze, z tym, że nie zawsze rzetelnej, co i w XXI może mieć miejsce. W raportach czytamy, że Komisja Europejska ‘przedstawiła długoterminową strategiczną wizję dobrze prosperującej, nowoczesnej, konkurencyjnej i neutralnej dla klimatu gospodarki do roku 2050’.

Nie ma co prawda dowodów, że wiedza o rzekomej wielkiej szkodliwości gospodarki dla klimatu jest rzetelna, ale w wyniku polityki klimatycznej KE wydobywanie węgla  robi się nieopłacalne  i czarne złoto przestaje  być motorem gospodarki. Staje się balastem, którego trzeba się pozbyć do roku 2050,  aby KE uznała neutralność gospodarki dla klimatu, a Europa stała się przewodnią siłą w dążeniach ludzkości do jego ujarzmienia. Flagowy projekt neutralności klimatycznej  ma doprowadzić  Europę do dobrobytu,  do jej ocalenia przed zgubnymi skutkami globalnego ocieplenia.  

A po drodze Polska, będąca potentatem w wydobyciu węgla kamiennego, ma pozamykać kopalnie, przestawiając swoją energetykę na źródła odnawialne i nieszkodzące klimatowi. Zamykanie kopalń ma być stopniowe, aby skutki społeczne nie były zbyt szkodliwe, bo tego obawiają  się związki zawodowe.

W wyniku porozumienia rządu i związków,  reprezentujących górników strajkujących przeciwko zamykaniu kopalń,  ma dojść do likwidacji jednej z najważniejszych branż w historii Polski. Jednak likwidacja ma być ewolucyjna i nawet przez kilkadziesiąt lat rząd zamierza dotować  deficytowe kopalnie. Nie wiadomo natomiast, czy Bruksela na takie dotowanie  się zgodzi i są głosy, że rząd protestującym górnikom sprzedał Niderlandy.

Tymczasem na  umowę społeczną  i harmonogram  zamykania i dotowania kopalń zareagował świat nauki śląskiej apelem do rządu o …jak najszybszą likwidację kopalń, aby nie marnotrawić pieniędzy na ich dofinansowanie. Przypomniał Śląską Deklarację Solidarnej i Sprawiedliwej Transformacji, podjętą podczas konferencji klimatycznej w Katowicach w 2018 r. z udziałem samej Grety Thurnberg,  wyznaczającej kierunki gospodarki opartej na jej (nie)wiedzy.

Naukowcom chodzi o to, aby region Śląska został jak najszybciej ‘włączony w proces osiągania ambitnych celów europejskiej polityki klimatycznej’ i zostały stworzone szanse ‘na odzyskanie przez Śląsk dynamiki rozwojowej i wykorzystanie jego potencjału w sposób odpowiadający wyzwaniom XXI wieku’.

Czy wiedza  tego świata nauki jest rzetelna, by na niej budować  wizje gospodarcze?  Można mieć wątpliwości, bo apel ten podpisała  grupa  koleżeńska, głównie językoznawców i socjologów, z niewielkim udziałem naukowców mających cokolwiek do czynienia z gospodarką,  przy zupełnym braku naukowców od  górnictwa i geologii. 

Nie ma wątpliwości, że językoznawcy winni wspierać apele, aby były one poprawne pod względem gramatycznym, stylistycznym, ortograficznym, ale  merytorycznie to jednak apele winny się opierać na rzetelnej wiedzy specjalistów.

‘Apelownicy’  nie powołują  się na materiały fachowe,  uznając zapewne, że ich stopnie i tytuły  oraz koleżeńskie relacje są wystarczające do wypowiadania się na tematy raczej dla nich egzotyczne.

Nie jest to w naszym życiu  coś niebywałego.

Wystarczy przypomnieć  nie tak dawny  boom medialny i naukowy  na gaz łupkowy, który miał nas usamodzielnić, uniezależnić energetycznie i zabezpieczyć emerytalnie, choć nie było to oparte na rzetelnej wiedzy o jego  zasobach. W tym czasie  łatwiej było otrzymać grant na badania ‘socjologii’ gazu łupkowego [co osiągnął zespół Wyższej Szkoły  Europejskiej  późniejszego  ministra nauki],  niż  geologii gazu łupkowego, choć  to wiedza geologiczna winna stanowić oparcie dla poszukiwań tego eldorado. Nadmuchana na nierzetelnej wiedzy  bańka gazowa prysnęła,  niektórzy co prawda na tym boomie nieźle wyszli, ale społeczeństwo zapowiadanego dobrobytu nie osiągnęło i emerytom nie  przypadły z tego boomu  choćby kawałki  łupków gazonośnych, nie mówiąc  o gazopochodnych emeryturach.  

Gospodarkę trzeba bowiem opierać  na wiedzy, rzetelnej, merytorycznej, a nie ideologicznej,  ani nawet językowej czy socjologicznej, bo ta ma inne, pomocnicze tylko funkcje. Czy rząd pójdzie śladem apeli uczonych od języków i relacji międzyludzkich występujących w roli autorytetów od  gospodarki kopalniami i beznadziejnej walki z klimatem?

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 44, 28 października 2020 r.

O rektorach i studentach w czasie wojny o wartości – wypowiedź w TV Republika

O rektorach i studentach w czasie wojny o wartości – wypowiedź w TV Republika

Program PUNKT, prowadzenie: Piotr Lisiewicz, 3 listopada 2020 r.

[moja wypowiedź od 11.55]

https://telewizjarepublika.pl/wideo/trump-jest-najbardziej-sprzyjajacym-polsce-prezydentem-a-macierewicz-dr-j-wieczorek-w-punkt,29696.html?fbclid=IwAR3MF-K0QQCCVtq4njrKbI4HL3aNJz07lqBkhF6WuKwQel-CbvazowqXyjA

O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości „doskonałych”

O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości „doskonałych”

Wnioski z ataku Prof. Bogusława Śliwerskiego na dr Herberta Kopca

Przed kilku miesiącami pisałem w Kurierze WNET [nr 70 – kwiecień 2020 r] o konieczności doskonalenia doskonałych, czyli areopagu polskich akademików skupionych w Radzie Doskonałości Naukowej, oceniających poziom doskonałości innych akademików na drodze do otrzymania tytułu profesora – głównego celu karier naukowych w Polsce. Niestety mój postulat jest bez szans na realizację w systemie zamkniętym, w którym to od dziesiątków lat bardzo niedoskonali decydowali i nadal decydują o poszerzaniu swojego grona tworzącego coś na kształt nadzwyczajnej kasty akademickiej.

Sporo światła na orientację intelektualną i moralną tego gremium rzuca, z imponującą regularnością prowadzony, blog członka Rady Doskonałości Naukowej, a do niedawna Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów – prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego. Z tego powodu blog jest bardzo cenny, choć dosyć często zawiera treści co najmniej bulwersujące dla refleksyjnego czytelnika. Od czasu do czasu doskonały profesor atakuje niedoskonałych jego zdaniem akademików, nie zawsze ujawnianych z nazwiska i działalności, stąd nie bardzo wiadomo na czym taka niedoskonałość może polegać, czy jest realna, czy tylko domniemana i kogo dotyczy. Jak na pedagoga – a profesor jest uznanym autorytetem pedagogicznym w naszym systemie akademickim – to dziwny obyczaj, bo niby kogo on takim działaniem/dyskredytowaniem zamierza nauczyć i czego ?

Grillowanie dr Herberta Kopca

16 września roku 2020 wziął na swój ruszt innego pedagoga, wymienionego tym razem z nazwiska –  dr Herberta Kopca,  zaznaczając w samym tytule, że jest osobą o rozumiejącym wglądzie w jego postawę.  Pełny tytuł tekstu na blogu prof. Śliwerskiego  brzmi: „ Rozumiejący wgląd w postawę pedagoga nienawidzącego pedagogiki i innych pedagogów oraz byłych zwierzchników„,  choć z tekstu raczej wynika, że wgląd w postawę grillowanego na blogu pedagoga mogły mu zaciemnić jakieś dymy unoszące się z rusztu i z tym podkreślanym w tytule rozumieniem jest coś nie tak.

Doskonały profesor rozprawia się bez pardonu z dr Herbertem Kopcem, uczestnikiem X Zjazdu Pedagogicznego, który odbył się w Warszawie 18-20 września 2019 , ale pozjazdowy tom, z referatami i podsumowaniami zjazdu, jeszcze sie nie ukazał.

Profesor, uprzedzając pojawienie się tego tomu drukiem, już opiniuje jego treść związaną z dr Herbertem Kopcem, który jego zdaniem „postanowił wysupłać z referatów plenarnych niezrozumiałe dla siebie zdania, by poddać krytyce pedagogikę. Każdy, kto je przeczyta w całości, dostrzeże manipulację typową dla propagandzisty z minionego ustroju.”

Rzecz w tym, że nikt jeszcze tego przeczytać nie może w całości, czy chociażby w części, aby ocenić,  czy to jest manipulacja, czy święta prawda o pedagogice, którą podobno dr Kopiec poddaje krytyce. A ponadto nie wiadomo dlaczego ta wypowiedź skłania prof. Śliwerskiego do obdarzenia go mianem „propagandzisty z minionego ustroju.”  Czyżby się obawiał, że ktoś nieprzygotowany jego opinią do czytania tego tomu, kiedy się on ukaże, sam do takich konkluzji może nie dojść a winien, bo tak uważa prof. Śliwerski.

Jako profesor od doskonałości naukowej tak charakteryzuje poddanego grillowaniu kolegę-pedagoga „Emerytowany doktor, który z powodu braku osiągnięć naukowych został kilkanaście lat temu wyrotowany z Uniwersytetu Śląskiego, przyjechał na Zjazd jako komiwojażer prawicowej gazety.”.

„Po co przyjechał? Nie po to, by wygłosić referat, bo od ponad czterdziestu lat nie zajmuje się nauką, a na zjeździe naukowców nikt nie potrzebuje wysłuchiwać publicystycznego żargonu.”

Czyli dyskwalifikacja !? Ale czy naprawdę dr Kopca? Czy prof. Śliwerski nie zna choćby informacji łatwo dostępnych w internecie o działalności naukowej dr H. Kopca? Pisał o nim chociażby red. Grzegorz Filip – MAM KŁOPOTY – Forum Akademickie, 2000/11-12, a z tekstu wynika, że o działalności naukowej dr. Kopca i to nie przed 40, ale przed 20 laty wiedział obecny prof. Śliwerski i nawet sam wyrażał się pozytywnie o książce dr Kopca, jak wielu innych profesorów. Czytamy: „o książce wypowiedział się w opinii wydawniczej prof. Bogusław Śliwerski, specjalista teorii wychowania z Uniwersytetu Łódzkiego. Napisał m.in. tak: „Skoro wciąż obecni w akademickim życiu profesorowie nie mają odwagi, by zmierzyć się z etycznym wymiarem prawdy swoich czasów i własnej w nich działalności, ktoś musi to za nich zrobić. (…) Ktoś musi oczyścić terminologię nauk o wychowaniu z nowomowy, by przywrócić jej fenomenom ich właściwy sens. Ktoś wreszcie musi zatrzymać się nad detalami tamtych czasów, by nie zamazywano więcej różnic między doktryną a nauką. Nie jest to łatwe studium, ale i niezwykle trudnego zadania podjął się jego autor”. Dlaczego zatem pisze nieprawdę sam siebie dyskwalifikując swoimi opiniami ?

Dalej na blogu jednak atakuje dr Kopca, publicystę Kuriera WNET:  „Przyjechał z teczką pełną egzemplarzy prawicowej gazety, w której publikuje swoje artykuły. Dla niego są one ważne, bo „zieją” osobistą nienawiścią do wybranych przez siebie postaci polskiej pedagogiki socjalistycznej. Poziom manipulacji tekstami jest rzeczywiście typowy dla propagandzistów …” broniąc wyraźnie ideologii lewicowej, bo o krytyce naukowej tego co dr. Kopiec pisze nie ma ani słowa. Słowa o manipulacji typowej dla propagandzistów w istocie rzeczy odnoszą się chyba do prof. Śliwerskiego, który jakby miał problemy ze swoją tożsamością, sądząc przy tym, że ktoś oczekuje jego publicystycznego żargonu.

Zamiast spojrzeć krytycznie na te swoje niemiłosierne przeinaczenia brnie dalej:Godna miłosiernego spojrzenia postać zapewne chce zatrzeć z okresu PRL swoją lewicową aktywność na uczelni…” dezinformując konsekwentnie, że Herbert Kopiec „studiował w najbardziej „czerwonym” uniwersytecie tamtego ustroju” gdy tymczasem nawet niedoskonali wiedzą, że nie było możliwości studiowania w tamtym ustroju na państwowym uniwersytecie innym niż czerwony, choć różne były odcienie tej czerwieni. Np. Uniwersytet Śląski był tak czerwony, że zwany był w skrócie ‚ CzuSiem” [ Czerwonym Uniwersytetem Śląskim] gdy tymczasem Uniwersytet Jagielloński, na którym studiował w latach 60-tych Herbert Kopiec, był co prawda podobnie jak i pozostałe państwowe uniwersytety, czerwony, ale nie tak bardzo i „CzUjem” go nikt nie nazywał, nawet w latach późniejszych 70-tych, kiedy to rektor Karaś marzył o jego przekształceniu w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów jak pisał w swych pamiętnikach Karol Estreicher. [ Dziennik Wypadków – Karoa Estreicher, T. V (1973-1977)]

Dekonspiracja profesora

Dalej dyskredytuje -niemerytorycznie i z odczuwalną nienawiścią – grillowanego dr Kopca, jako jego zdaniem „nienawistnika”, podkreślając „Wyłonił się zatem nowy rodzaj antypedagoga, który postanowił zatroszczyć się nie o pedagogikę, bo jej nie zna, nie rozumie, ale o Polskę, naród, historię, o – metaforycznie biorąc – tischnerowską „prawdę”, w tym o samego siebie.”

Tym samym pan profesor jasno się zdekonspirował jako – rzec można – anty-Polak, bo jak rozumieć inaczej jako zarzut, że troszczy się o Polskę, naród, historię … ?

Dla Polaków taka troska to pochwała godna naśladowania, wyróżnienie dla każdego nauczyciela, ale dla prof. Śliwerskiego to rzecz niesłychana, właściwa jeno antypedagogowi!

Nie jest co prawda jedynym profesorem, który nienawidzi tego co polskie. Warto przypomnieć Michała Bilewicza, skierowanego przez gremium doskonałych profesorów do nominacji profesorskiej, który Polaków nie traktuje jako naród,  tylko jako twór ideologiczny, ale prezydent RP jego orientacji antypolskiej nie zaaprobował i do tej pory nominacji nie podpisał.

Natomiast prof. Śliwerski oznajmia o zidentyfikowaniu także  innych „doktorów nauk, którzy nie byli w stanie przekroczyć granicy własnego rozwoju ku samodzielności naukowo-badawczej. Oni nawet nie wiedzą, że nie wiedzą i czego nie wiedzą.” nie podając jednak czy mając obowiązek służbowy i -rzecz jasna- pedagogiczny,  pomógł im w rozeznaniu ich niewiedzy, czy ma jakieś sukcesy pedagogiczne na drodze przekraczania granic rozwoju mniej od niego doskonałych i czy wyciągnął kogokolwiek z mroków niewiedzy ?

Postuluje natomiast :”Pochylmy się zatem z wyrozumiałością i współczuciem nad dr. H. Kopcem, któremu – jako jeden z nielicznych w naszym środowisku akademickim (co jest udokumentowane) – pomogłem w wydaniu książki „Rozumiejący wgląd w wychowanie”.

Czyli co ? Czyżby ta pomoc profesora od doskonałości okazała się niedoskonała, a wręcz tak katastrofalna, że w gruncie rzeczy pomagał dr. Kopcowi zostać antypedagogiem, jak raczy go uprzejmie nazywać ? A może to prof. Śliwerski osiągnął poziom antypedagoga i sfrustrowany tym wypisuje takie manipulacje/dyrdymały kompromitując się publicznie, choć trudno nad nim pochylać się z wyrozumiałością, jako że jest decydentem i tym co wypisuje szkodzi innym, co skłania do wysunięcia postulatu przeniesienia go w stan nieszkodliwości.

Żargon niezależny od prawdy

Póki co, jako nadal profesor, brnie konsekwentnie dalej w grillowaniu dr Kopca pisząc: „zatrudniał się w wyższych szkołach prywatnych. W jednej z nich ukarano go dyscyplinarnie, a następnie zwolniono, bo ponoć obrażał pracujących tam pracowników naukowych i ujawniał studentom artykuł prasowy, w świetle którego rektorem szkoły był tajny współpracownik poprzedniego reżimu.” Nijak ma się to do prawdy i faktów, na których jakoś nie chce opierać swoich insynuacji/manipulacji.

W internecie można znaleźć materiał nagrania rozprawy sądowej: „28 marca 2014 r. Sąd Rejonowy w Gliwicach – przewodniczy pani sędzia Małgorzata Sąsiadek – rozpoznawał sprawę VI P 646/12 o przywrócenie do pracy doktora Herberta Kopca przeciw Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości. Dr Kopiec ośmielił się przeciwstawić destrukcji pedagogiki polskiej przez reprezentantów dominujących dziś tendencji neokomunistycznych i dlatego został zwolniony z pracy pod zmyślonym pretekstem. Sąd uwzględnił powództwo i niepokornego naukowca nakazał przywrócić do pracy [https://nfapat.wordpress.com/2014/04/21/sprawa-herberta-kopca-przed-sadem/ ] „

Nie wiadomo dlaczego profesor uznał ujawnienie faktu o współpracy rektora z komunistyczną SB za obraźliwe. Nie podaje jednak żadnych faktów i nie podaje o kogo chodzi. Można jednak sądzić, że chodzi o b. Rektora Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości, gdzie był zatrudniony dr Herbert Kopiec. O rektorze można przeczytać „Sąd Okręgowy w Gliwicach: Tadeusz Grabowiecki kłamcą lustracyjnym – https://www.24gliwice.pl/wiadomosci/sad-okregowy-w-gliwicach-tadeusz-grabowiecki-klamca-lustracyjnym/ – ” – Tadeusz Grabowiecki w latach 1993-1998 był przewodniczącym Rady Miejskiej. Później sprawował funkcję radnego. Od ośmiu lat jest rektorem Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości.W marcu tego roku, Instytut Pamięci Narodowej oskarżył go o kłamstwo lustracyjne. Rektor miał zataić, że w latach 1976-1978 był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie “Jan”.” [patrz także: https://lustronauki.wordpress.com/2014/11/14/tadeusz-grabowiecki/ .

To IPN ujawnił taką niechlubną przeszłość rektora i sąd to potwierdził, a profesor od doskonalenia, na ślepo, z nienawiścią, bije w dr H. Kopca, trafiając kulą w płot a właściwie samemu sobie w stopę, tracąc przy tym twarz. Wyszło na jaw, że jest do dnia dzisiejszego twardym obrońcą minionego systemu, nie dając zapomnieć o swym romansie z przewodnią siłą narodu [http://obserwatoriumedukacji.pl/felieton-nr-108-glownie-na-temat-wywiadu-prof-sliwerskiego-w-gazecie-wyborczej/#more-11954].

Tekst prof. Śliwerskiego reprezentuje publicystykę niezależną od prawdy, czym zwraca uwagę na niedoskonałości profesorów od doskonałości naukowej, selekcjonujących innych akademików do grona profesorskiego. Dzięki takim tekstom, obywatel karmiony w mediach zachwytami nad przewodnią siłą polskich elit, powstałą z transformacji przewodniej siły narodu, minionego, ale nadal w naszym życiu obecnego systemu, może wyrobić sobie pogląd o poziomie ‚doskonałości’ takich profesorów. Winien zrozumieć przyczyny tak słabości polskich elit, jak i żałosnego stanu domeny akademickiej z ogromną ilością utytułowanych profesorów na czele. Czy jest możliwe aby Polska w swym planie rozwoju opierała się na takich formalnie „doskonałych” ?

Czy bez przeniesienia ich w stan nieszkodliwości Polska osiągnie należną pozycję na arenie światowej ?

Tekst opublikowany w listopadowym numerze Kuriera WNET, r. 2020

Czy nowy minister da radę plagom akademickim?

Czy nowy minister da radę plagom akademickim?

Józef Wieczorek – PLAGI AKADEMCKIE

Nowym ministrem edukacji, tak wyższej, jak i niższej, ma zostać Przemysław Czarnek, prof. KUL, lecz nim został zaprzysiężony, już go zmogła plaga koronowirusa. Może doświadczenia z tą plagą będą mu pomocne w zwalczaniu jakże licznych plag akademickich. Już zauważył, że orientacje reformatorskie i ocenne w naukach humanistycznych i ‚twardych’ są rozbieżne i lepiej je traktować inaczej, aby była szansa na wzmocnienie nauk humanistycznych.

Zapowiada skończenie z ideologizacją szkolnictwa w postaci tęczowej, nie należy się więc spodziewać, aby rozpoczął treningi kładzenia się Rejtanem w obronie gender, co zapowiadał jeden z jego poprzedników.

Gdyby ministrowi udało się środki marnotrawione na tęczową ideologię przeznaczyć na podniesienie finansowania nauki i nauczania merytorycznego, to byłby to już postęp. Z dotychczasowych wypowiedzi ministra wynika, że jest raczej zwolennikiem działań konstruktywnych, a nie destruktywnych, i obroni naszą edukację przed tęczowym postępem na każdym szczeblu.

Ledwo rok akademicki się zaczął, a już mamy ofiarę walki z plagami i to na szczeblu rektorskim. Rektor Uniwersytetu Gdańskiego – Jerzy Gwizdała , który do tej pory uchronił się przed plagą koronawirusa, nie uchronił się, mimo deklarowanej uczciwości, przed plagą plagiatów. Padł tej plagi ofiarą i już przestał być rektorem, nawet zdalnym.

Jak do tej pory nie słychać o rektorach, którzy padli ofiarami skłonności do ustawianych konkursów, a ta plaga kładzie nasze uczelnie od lat, i to na obie łopatki. Ciekawe, czy minister skorzysta z doświadczeń Włoch, kraju mocno dotkniętego tak plagą koronawirusa, jak i plagami akademickimi, gdzie wdrażany jest w życie projekt ,Universita bandita’ – działań prokuratorskich wobec rektorów cierpiących na podobne skłonności do ustawiania konkursów akademickich.

Są one ujawniane w przestrzeni publicznej, stąd można skorzystać z tych przykładów na drodze do wyzwolenia się z tej plagi rujnującej nasz system akademicki.

Faktem jest, że poprzednik ministra nadał potężną władzę rektorom w ramach Konstytucji dla nauki, mimo że ci przez lata nie zdołali nauczyć się organizowania uczciwych konkursów. Zapowiadali podniesienie swych kwalifikacji przed kilkunastu już laty, na okoliczność jednej z licznych reform systemu akademickiego, prowadzonych tak, aby mimo zmian, wszystko pozostawało po staremu.

Tym razem chyba tak nie będzie mogło pozostać, bo mamy ustawę futerkową, a przecież wyznacznikiem władzy rektorskiej są gronostaje! Czy nie będzie konieczności pozbycia się tego fetysza władzy? Już przed kilkunastu laty studenci przerażeni rosnącą liczbą uczelni z nazwy wyższych, zarządzanych przez setki rektorów przystrojonych gronostajami, organizowali akcję „Gronostaj”, aby chronić populację tych pożytecznych zwierzaków futerkowych. Wówczas rektorzy zasłaniali się wielowiekową tradycją i przekonywali, że to nie oni napędzają koniunkturę na rynku futrzarskim. Teraz w przestrzeni medialnej panuje cisza odnośnie do gronostajów rektorskich!

Jakieś 10 lat temu, jeden z rektorów ostentacyjnie pozbył się togi i gronostaja, i w takim ‚negliżu’ się sportretował, budząc konsternację, a nawet oburzenie.

Warto pamiętać, że tym rektorem był prof. Leszek Pacholski, wówczas rektor Uniwersytetu Wrocławskiego i choćby z tego powodu przejdzie do historii. Nie słyszałem, aby inni rektorzy przez tę ostatnią dekadę poszli w jego ślady, zarówno gronostajowe, jak i naukowe.

Chyba nie zbadano do tej pory, czy gronostaje rektorskie mogą być nośnikiem koronawirusa, ale z powodu pandemii zachowanie należytego dystansu wobec gronostajów rektorskich winno być wskazane, a nawet wymagane. Ze względu na strategię nauki zdalnej, która raczej obniży wyniki nauczania, można się jednak spodziewać zmniejszenia natężenia mobbingu akademickiego a nawet szkolnego, co byłoby objawem pozytywnym. Trzeba mieć bowiem na uwadze, co kiedyś już wykazałem, że mobbing jest skuteczną metodą negatywnej selekcji kadr akademickich, a taka selekcja w tym systemie nie jest pożądana.

Aby system zmienić, konieczne jest natomiast zainstalowanie w systemie Polskiego Monitoringu Patologii Akademickich [POMPA] dla wypompowania patologii akademickich.

Należy życzyć nowemu ministrowi – redukcji nauki jak i edukacji bezobjawowej, oraz skupienia się na ochronie pozytywnej tzn. odmiennej od patologicznej, orientacji intelektualnej i moralnej kadr szkół z nazwy wyższych, jak i niższych.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr 43 z 21 października 2020 r.

Reakcja Obywatela na Apel Kolegium Rektorskiego UJ

Reakcja Obywatela na Apel Kolegium Rektorskiego UJ

Nie mogę jako Obywatel nie zareagować na: ‚Apel Kolegium Rektorskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego do Władz RP w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego’ z dnia 22 października 2020 r. wystosowany do :

Andrzej Duda – Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Elżbieta Witek – Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

Tomasz Grodzki – Marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej

Mateusz Morawiecki – Prezes Rady Ministrów

i podpisany:

Kolegium Rektorskie Uniwersytetu Jagiellońskiego

w składzie:

Prof. dr hab. Jacek Popiel – Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Prof. dr hab. med. Tomasz Grodzicki – Prorektor UJ ds. Collegium Medicum

Prof. dr hab. Dorota Malec – Prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej

Prof. dr hab. Armen Edigarian – Prorektor UJ ds. dydaktyki

Prof. dr hab. Jarosław Górniak – Prorektor UJ ds. rozwoju

Prof. dr hab. Piotr Jedynak – Prorektor UJ ds. polityki kadrowej i finansowej

Prof. dr hab. Piotr Kuśtrowski – Prorektor UJ ds. badań naukowych

Mgr Monika Harpula – Kanclerz UJ

Mgr Teresa Kapcia – Kwestor UJ

https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/146425980

jako, że został on wystosowany także w moim imieniu ‚Obywatela naszego kraju’ jak wynika z treści apelu, choć z apelem się nie identyfikuję, a nawet uważam go za kompromitujący dla Kolegium Rektorskiego UJ, które nawet nie wie do kogo kierować sprawy wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Kolegium zapewne nie rozumie, że w Polsce obowiązuje monteskiuszowski podział władzy, który jest najbardziej rozpowszechnionym systemem sprawowania władzy na świecie i wiedza na ten temat obowiązuje już w szkole podstawowej, a UJ jest, przynajmniej z nazwy, szkołą wyższą.

Czy ten podział władzy został naruszony, decyzja TK nie była suwerenna, a Kolegium ma wiedzę na ten temat i dlatego zwraca się do innych władz, z treści apelu nie wynika.

Nieznajomość tego, co winni wiedzieć uczniowie szkoły podstawowej nawet mnie nie bulwersuje, jako że od lat mam poważne trudności nawiązania kontaktu tak moralnego, jak i intelektualnego [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/] z władzami uczelni, które do tej pory funkcjonują w ramach ustaw ‚jaruzelskich’, nadrzędnych wobec Konstytucji III RP, akceptując rozstrzygnięcia pozamerytoryczne anonimowych komisji, a raczej zorganizowanej grupy przestępczej realizującej dyrektywy ‚jaruzelskie’ – zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym.

Do tej pory, mimo upływu kilkudziesięciu już lat, władze UJ nie nauczyły się merytorycznie uzasadniać dożywotnich wyroków wydanych anonimowo [anonim – nieznane dla władz UJ słowo !] na nauczycieli akademickich o odmiennej od nich orientacji intelektualnej i moralnej, którzy formując studentów w chrześcijańskim systemie wartości, ucząc myślenia krytycznego, poszukiwania prawdy, nonkonformizmu naukowego, stanowili i nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla beneficjentów transformacji zarazy czerwonej w tęczową.

Tak odmiennie zorientowanych wypędzono dożywotnio z murów jagiellońskich, aby nie wpływali – ich zdaniem- negatywnie na młodzież akademicką. Ta, pozostając pod pozytywnym [sic !] wpływem barbarii akademickiej [w czerwonym/jaruzelskim systemie antywartości] osiągnęła jej poziom a nawet twórczo go rozwinęła, co widzimy dziś na ulicach Krakowa (i nie tylko). Takie wulgaryzmy jak obecnie u młodych na ulicach to mogłem słyszeć tylko u profesorów, mnie oskarżających na radach ‚naukowych’ [seanse kłamstwa i nienawiści] o wulgarność, bo ich nie używałem, podobnie jak o niechęć do pracy ze studentami, gdy pracowałem z nimi za kilku profesorów do tej roboty się nie nadających! Apelu do fanatycznych wręcz miłośników kłamstwa nie było, było wypędzenie odmieńca. Mój apel o powołanie Instytutu Odchamiania Kadry Kierowniczej pozostał bez odpowiedzi, podobnie jak chamstwo nadzwyczajnej kasty.

Poczynania barbarii jagiellońskiej do dnia dzisiejszego nie spotkały się z potępieniem władz, co nie dziwi, bo stanowiły one składnik i to nadrzędny tej barbarii. Władze UJ sformułowały natomiast apel przypominający poczynania diabła, który po ubraniu się w ornat ogonem na mszę dzwonił.

Poczynania barbarii są‚skrajnym dowodem braku odpowiedzialności za losy ludzi’ a władze jagiellońskie ponoszą ‚szczególną odpowiedzialność za dobro narodu i nikt dzisiaj, ani w przyszłości nie zwolni ich z odpowiedzialności za kolejne dramaty, którymi może być dotknięte społeczeństwo polskie w wyniku podejmowanych przez nich decyzji‚ żeby przytoczyć fragment apelu, który władze jagiellońskie nie kierują do siebie, tylko do władz państwowych, nie ponoszących odpowiedzialności za wynik badania zgodności ustaw z Konstytucją.

Zdumiewające, że profesoria apelująca o przestrzeganie Konstytucji, jednocześnie domaga się jej nieprzestrzegania, i to w ustawodawstwie sprzecznym z Konstytucją, a nie domaga się uchylenia ustaw ‚jaruzelskich’ uznając ich wyższość nad Konstytucją III RP [ sic !] – Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RPhttp://www.nfa.pl/articles.php?id=37; Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłatahttps://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/

Czy apelownicy mają dowody, że coś w tej materii przez kilkadziesiąt lat uczynili ? Przypomnę jeno, że studenci protestujący przeciwko barbarii jagiellońskliej przed laty [ np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/] apelowali bezskutecznie do władz, że takie metody jakie stosują, nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI ! I jak się okazało po latach – nie wprowadziły ! a utrata godności jest faktem co wywołuje zmartwienie prawdziwych autorytetów [Wanda Półtawska –Martwię się o Polskę- ‚Sieci”21 października 2020], gdy profesorowie jagiellońscy (i nie tylko) nieraz dają swymi poczynaniami/wypowiedziami przykład coraz bardziej ogłupiałej i zdziczałej młodzieży.

Przypomnę, że przed 35 laty protestowałem przeciwko widocznej już wówczas deprawacji młodych, co spowodowało usytuowanie mnie na ścieżce dyscyplinarnej, z której nie zszedłem mimo upływu 35 lat, w ramach łamania prawa przez władze UJ ! [do dnia dzisiejszego nie otrzymałem do podpisu rezultatów tej ‚ścieżki’ z możliwością odwołania się]. Ale prawo cywilizowanego świata, dla barbarii jagiellońskiej, jak nic nie znaczyło, tak nic nie znaczy.

Widać dziś, jak zaowocował po latach brak mistrzów o odmiennej od barbarii orientacji intelektualnej i moralnej, wypędzonych i to dożywotnio, po zniszczeniu – bez przeproszenia/odszkodowania – ich warsztatów pracy i możliwości wykładania oraz formowania nowych kadr akademickich na poziomie. A fałszywa historia uczelni nadal pozostaje w obiegu publicznym/edukacyjnym. [List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’

, https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ Bezkarnie !

Józef Wieczorek

Obywatel naszego kraju

wypędzony dożywotnio z UJ, przez barbarię akademicką, przedstawiający fakty i opinie na wielu stronach internetowych [wykaz – https://blogjw.wordpress.com/autor/] oraz w kilku książkach, w tym ostatniej – Plagi akademickie, pozostającej zapewne pod opieką Ducha św. [ https://blogjw.wordpress.com/2020/09/26/plagi-akademickie-pod-opieka-ducha-swietego], ale bez reakcji merytorycznej autorytetów moralnych i intelektualnych, a nawet Kolegium Rektorów UJ [i nie tylko]

O mnie na niezalezna.pl – ‚Autor „Plag akademickich” nowym felietonistą Gazety Polskiej!’ A jednak nie przez wszystkich wyklęty !

Wyrzucili go z kiermaszu książki. Autor „Plag akademickich” nowym felietonistą Gazety Polskiej!

https://niezalezna.pl/359717-wyrzucili-go-z-kiermaszu-ksiazki-autor-plag-akademickich-nowym-felietonista-gazety-polskiej

POLSKA / WIADOMOŚĆ / 24.10.2020, godz. 12:50

AUTOR: Piotr Lisiewicz – Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

– Kto wyłamie się z układu akademickiego realizującego pozornie granty – to zakała środowiska. Kto zaprotestuje przeciwko plagiatom profesorskim ma w systemie „przechlapane” – habilitacji na pewno nie obroni. U nas robi się nie naukę, tylko tytuły, stąd tytułów mamy moc, a nauki co kot napłakał. A kto nie ma tytułów, choćby był na poziomie noblistów, nie ma co szukać w tym systemie – mówi dr Józef Wieczorek, autor książki „Plagi akademickie”. Nikt więcej od niego nie wie o patologiach na polskich uczelniach. Od teraz felietony Józefa Wieczorka co tydzień ukazywać się będą tygodniku „Gazeta Polska”.

Jest postacią niezwykle barwną i zasłużoną, w 2018 r. znalazł się, obok m. in. Wandy Półtawskiej wśród sześciu osób, którym IPN przyznał nagrodę „Świadek Historii”.

Ale dla establishmentu akademickiego jest nadal ekstremistą, którego pojawienie się wywołuje wściekłość. Ostatnio swoją książkę „Plagi akademickie” miał podpisywać na Krakowskim Kiermaszu Książki. Jednak gdy organizator odkrył, czyją twórczość chce prezentować tam wydawca o niewinnej nazwie Fundacja Biblioteka Domowa, natychmiast zakazał jej eksponowania. „Jestem zmuszony wycofać wcześniejsze przyzwolenie na podpisywanie książek przez p. Józefa Wieczorka na stoisku (…) stronimy od promowania i eksponowania treści dotyczących bieżącej polityki w ramach wydarzeń towarzyszących. Książka p. Wieczorka niestety nie mieści się w tych ramach”

– tak uzasadnił wyrzucenie z targów książki, której… nie czytał, bo nie było jej jeszcze w sprzedaży.

Czym zasłużył sobie Józef Wieczorek na takie potraktowanie? Także tym, co mówi o historii polskiej nauki: – Na uniwersytetach dokonała się transformacja czerwonej zarazy w tęczową zarazę. Można powiedzieć, że jest radośniej, bo mamy takie ubogacenie kolorystyczne. Niedawno była setna rocznica Bitwy Warszawskiej, zwycięstwa nad czerwoną zarazą. W jaki sposób uczcił tę rocznicę świat akademicki? Na budynku Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego uczczono rocznicę brakiem jakiejkolwiek flagi. Natomiast na budynku Akademii Sztuk Teatralnych, na rogu ulicy Piłsudskiego, wisiała flaga tęczowa.

Jakie jego zdaniem kryteria trzeba spełnić, by osiągnąć sukces naukowy w III RP? – Na polskich uczelniach intelektu można nie mieć, moralnego poziomu również. Ważne, aby posiadać tytuł, nawet gdy za nim kryją się oszustwa i niecne czyny. Utrata zdolności honorowych – to podstawa etatowego funkcjonowania na polskich uczelniach. Uczciwość naukowa – to samobójstwo – wyjaśnia Wieczorek.

Pierwszy felieton Józefa Wieczorka jest w nowym numerze „Gazety Polskiej”, dostępnym w kioskach. A poniżej próbka tego, jak odważny polski naukowiec traktuje „nietykalny” uniwersytecki  establishment:

Czy listy otwarte i apele uzdrowią naukę w Polsce ?

Czy listy otwarte i apele uzdrowią naukę w Polsce ?

Opinia, że nauka w Polsce jest chora staje się już niemal powszechna i taka diagnoza jest podnoszona przez naukowców wypowiadających się publicznie wobec niegodziwości spotykających ich kolegów. Nie ma świadomości konieczności podejścia lekarskiego do coraz bardziej chorego pacjenta, nawet przez profesjonalnych medyków akademickich. A podobno wszyscy Polacy znają się na medycynie !

Każdy wie, że pacjentowi zakłada kartę medyczną z wykazem chorób od jego dzieciństwa, zastosowanych do tej pory szczepień, aby historia medyczna pacjenta była znana lekarzowi rodzinnemu i specjalistom.

U chorego lekarz musi przeprowadzić badania, poznać objawy, zdiagnozować chorobę, skierować do specjalisty, bo inaczej leczenie może nie pomóc, a zaszkodzić, co zresztą mimo takich procedur się zdarza.

A jak się rzeczy mają z chorującą nauką w Polsce. Otóż – całkiem inaczej.

Medycyna” akademicka

Badania nad chorobami toczącymi naukę w Polsce są chyba na słabym poziomie i utajniane przed społeczeństwem, choć to choroba społeczna. Monitoringu chorób/patologii toczących naukę chyba się oficjalnie nie prowadzi, bo przeszukiwania internetu tego nie wykazują, poza moimi obywatelskimi, dalece niedoskonałymi usiłowaniami pokazywania systemowo uwarunkowanych chorób akademickich [ m.in. w Akademii WNET – Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? r. 2015].

Mamy wprawdzie oficjalne gremia akademickie od doskonałości w nauce, ale trudno zauważyć, aby na drodze do poznania niedoskonałości i ich eliminowania odnosiły one sukcesy.

Na okoliczność kolejnych reform podnosi się takie czy inne patologie, ale po reformach zainteresowanie nimi znika.

Mój postulat [nfaetyka.wordpress.com] organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [POMPA] nie spotkał się z zainteresowaniem. Widocznie nie ma woli poznania chorób akademickich, ich rodzaju, zaraźliwości, dróg rozpowszechnienia, – więc niby jak można leczyć takiego pacjenta ? A przecież w systemie akademickim w Polsce mamy choroby o ogromnym zasięgu: można mówić o epidemii plagiatów, ustawianych konkursów, nepotyzmu, konformizmu, chowu wsobnego, pozoranctwa naukowego i edukacyjnego….

Działalność naukowa i edukacyjna nader często jest bezobjawowa, więc trudna do wykrycia, nawet przez gremia akademickie, nie mówiąc o szarych obywatelach finansujących bez należytej orientacji takie działania etatowych akademików.

Nawet medycy funkcjonujący w systemie akademickich zdają się wykrywać tylko niedobór pieniędzy jako jedyną bolączkę i nie zauważają, że w niemałym stopniu te braki są spowodowane wyprowadzaniem pieniędzy z budżetu nauki na działania pozanaukowe, a nawet dla nauki szkodliwe. Nie postulują uszczelnienia systemu dystrybucji pieniędzy podatnika księgowanych po stronie wydatków na naukę.

To tak, jakby lekarz, wykrywając u pacjenta niedobór magnezu, nie zalecał mu ograniczenia czy zaprzestania picia kawy ten magnez wyprowadzającej z organizmu.

Co więcej do tej pory nie założono nawet kart chorego pacjenta – nauki polskiej, aby poznać historię jej chorób, zdobyć informację skąd się wzięły obecne kadry akademickie [ tak, tak, to jest wielka niewiadoma w świadomości społecznej –Skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Blog akademickiego nonkonformisty], co dla działań na rzecz uzdrowienia chorej nauki jest niezbędne.

Co prawda mamy dowody na to, że historia chorób instytucji naukowych jest poznawalna [Józef Wieczorek – Poznanie historii akademickiej jest możliwe, Kurier WNET, kwiecień 2019 r.] ale nie ma nawet planu, aby karty historii chorób akademickich były obligatoryjne dla wszystkich instytucji akademickich.

Niewątpliwie potrzebny jest należyty podręcznik „medycyny akademickiej” [chorób toczących system akademicki] dla decydentów akademickich wszystkich szczebli.

Niestety nie ma nawet „kącików akademickich” w popularnych mediach, gdzie na bieżąco byłyby omawiane/objaśniane sprawy świata akademickiego aby społeczeństwo miało pojęcie jak są formowane/formatowane polskie elity i jak ten system należy reformować/uzdrawiać.

Wybiórcze listy i apele

Co jakiś czas w mediach pojawiają się natomiast apele czy listy otwarte środowisk akademickich na wieść o skandalicznym potraktowania jednego, czy drugiego akademika. To pozytywny przejaw solidarności akademickiej. Stanowi wsparcie moralne dla poszkodowanego, a nagłośnione medialnie sprawy przebijają się do świadomości społeczeństwa, dowiadującego się, że w świątyniach nauki dzieją się czasem rzeczy nieprzyzwoite, czasem uwarunkowane czynnikami pozanaukowymi, często politycznymi – tzw. poprawnością polityczną.

Autorzy listów nieraz argumentują zasadnie, że ta, czy inna sprawa, jest objawem głębokiej choroby nauki w Polsce.

Gdyby jednak przeanalizować nagłaśniane w przestrzeni publicznej sprawy poszkodowanych akademików, to obraz „chorób” byłby bardzo niekompletny a rozwiązanie tej, czy innej nagłaśnianej sprawy chorej nauki nie wyleczy, nawet jeśli pojedynczy akademik/pacjent po takich listach zostanie ocalony, co nie zawsze ma jednak miejsce.

Mimo braku monitoringu nie mam wątpliwości, że przeważająca ilość poszkodowanych w chorym systemie akademickim nie ma nawet szans stać się obiektem solidarnych działań środowiska. Bezzasadne merytorycznie odwołanie jednego wykładu, skierowanie do komisji dyscyplinarnej, odrzucenie wniosku o awans pojedynczych poszkodowanych wywołuje duży rezonans medialny, podczas gdy merytorycznie bezzasadne odwołanie setek , a nawet tysięcy wykładów, wypędzenia z systemu akademickiego, nieraz dożywotnie, niszczenie warsztatów pracy, postępowania dyscyplinarne wobec innych, chyba z jakiegoś powodu niewygodnych dla wszystkich, solidarnie są pomijane milczeniem.

Co więcej wśród autorów listów otwartych można znaleźć nazwiska osób, których obowiązkiem służbowym/naukowym jest poznawanie historii krzywdzenia systemowego, a które za nic w świecie nie chcą poznać tego co winni rzetelnie zbadać. Diagnoza chorób nauki jest więc ułomna i nie daje nadziei na zastosowanie odpowiednich procedur leczenia, nawet jeśliby ktoś chciał podjąć niepozorowane działania na rzecz uzdrowienia nauki w Polsce.

Listy otwarte, przed wielu już laty, w sprawie Marka Migalskiego potraktowanego niegodziwie na UJ, nie rozwiązały ani jego problemów akademickich, ani nie spowodowały zmian systemowych – odpolitycznienia procedur awansu naukowego. Pomogły mu wprawdzie w karierze politycznej, jednak bynajmniej nie przełożyło się na zmniejszenie jego frustracji. Pozostał nadal zmartwiony, bo w Parlamencie Europejskim za dużo mu płacili i nawet mu do głowy nie przyszło, aby nadwyżki finansowe przeznaczyć na wsparcie tych, którym za pracę, i to naukową, nic nie płacono, a którzy go w jego akademickiej niedoli wspierali. Mógł te nadwyżki przeznaczyć na rzecz uzdrawiania nauki w Polsce. Nic z tego, wolał nadal cierpieć. [Nadal strapiony problemami dr Marka Migalskiego- Blog akademickiego nonkonformisty]

Jak widać, beneficjenci listów otwartych nie zawsze są otwarci na działania pro publico bono i tak naprawdę nieraz interesuje ich tylko własny los.

A co z uwarunkowaniami systemowymi ?

Niestety protesty środowiskowe mają zwykle uwarunkowania personalne, a jakby nie zauważały systemowych patologii. To powoduje, że mają marginalne znaczenie dla uzdrowienia nauki, nawet jeśli stają się skutecznym wsparciem dla krzywdzonego akademika.

Iluż jednak krzywdzonych systemowo naukowców opuściło nasz system akademicki, bez przejawu jakiejkolwiek solidarności środowiskowej, bez apelu, czy listu otwartego ?

To trochę tak, jakby podczas epidemii, lekarz wybierał jednego chorego, którego będzie leczył, a drugiego pozostawiał na łasce losu, skazując go nieraz na samotne zejście z tego świata. W świecie lekarskim taka sytuacja uważana jest za nieetyczną, ale w świecie akademickim, które swój etos zagubiło, takiego podejścia brak.

Nie mam wątpliwości, że mobbing akademicki, jedna z pandemicznych chorób w naszym systemie feudalnym, stanowi ważniejszą przyczynę osłabienia nauki niż niedostatek pieniędzy, ale sygnatariusze listów otwartych nie podejmują terapii nauki w tej domenie, a nieraz na słowo „mobbing” reagują alergicznie.

System komunistyczny jako system kłamstwa zdegradował uniwersytety, które poszukiwanie prawdy jakby odłożyły do lamusa, chyba dla zmniejszenia frustracji.

Do dnia dzisiejszego komunistyczne mechanizmy degradowania nauki jakoś nie budzą większego zainteresowania. Moja propozycja opracowania „Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji” została odrzucona z powodu braku zasadności wydawania środków publicznych na takie nieistotne problemy, gdy na fałszowanie historii okresu komunistycznego środków nie brakuje.

Brak w historiach uczelni takich ‚składników’ jak komunizm, stan wojenny, PZPR, nie jest tematem żadnych protestów, apeli, czy listów otwartych. Można to interpretować jako przejaw choroby, ujawniającej się w przestrzeni akademickiej niemal powszechnym chowaniem głowy w piasek. A jak długo głowa pogrążona w piasku może być zdrowa ?

Ostatnio stała się głośna sprawa profesury belwederskiej Andrzeja Zybertowicza, wybitnego socjologa, znakomitego analityka i krzewiciela potrzeby podejścia systemowego do patologii naszego życia społecznego. Jak wielu innych, jest krzywdzony poczynaniami Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów – chorego składnika, a właściwie filaru, polskiego akademickiego systemu tytularnego.

Sprawa została nagłośniona przez list otwarty do prezydenta RP, ale bez propozycji rozwiązań systemowych, które by zmniejszyły tytularne patologie. Pokrzywdzony będzie się od niesprawiedliwości odwoływał, ale jak mówi: ”profesura przyznana przez osoby, które trudno szanować, traci smak. Dlatego, gdybym uzyskał ten tytuł w wyniku odwołania, miałby on gorzki smak” .

Nie ulega wątpliwości, że żadne listy otwarte ani smaku nie poprawią, ani chorej nauki nie uzdrowią. Tak smak tytułów, jak i głęboka choroba nauki w Polsce ma uwarunkowania systemowe i konieczna jest głęboka, a nie pozorowana, reforma .

Powyborcze refleksje

Chory system akademicki wprowadza do życia publicznego młodych ludzi zaopatrzonych w dyplomy, ale pozbawionych skłonności do krytycznego myślenia, przyczynowo-skutkowego, nieznających najnowszej historii Polski, podatnych na demagogie, manipulacje w mediach i na odwracanie znaków wartości.

Ciała akademickie, rektorzy naszych autonomicznych i apolitycznych rzecz jasna uczelni, jasno ustosunkowali się negatywnie do Andrzeja Dudy i jego orientacji na rodzinę, na tradycyjne wartości. Te okazały się bliższe starszemu pokoleniu, które w młodości przeciwstawiało się antywartościom systemu komunistycznego i taką orientację w demokratycznej większości wykazuje do dnia dzisiejszego.

Rektorzy, członkowie rozmaitych ciał akademickich, też należą do starszego pokolenia, ale oni są beneficjantami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, systemu kłamstwa i antywartości.

Po apelach, oświadczeniach tych ciał akademickich, na wiecach przedwyborczych pojawiali się młodzi ludzie reagujący z nie mniejszą od rektorskiej nienawiścią na wystąpienia znienawidzonego przez nich kandydata i to w obronie tolerancji, przeciwko mowie nienawiści ! [Tęczowi nie spadli nam z nieba – Blog akademickiego nonkonformisty]. Odnosi się wrażenie, że studenci pozostają pod wpływem swoich rektorów – beneficjentów systemu zła, a fałszowana historia naszych uczelni staje się mistrzynią fałszywej orientacji politycznej świata akademickiego.

W okresie przedwyborczym jakoś nie było reakcji, listów otwartych, nie mówiąc o działaniach systemowych, wobec oświadczeń i gróźb ciał akademickich w stosunku do osób niewygodnych o odmiennej orientacji intelektualnej i moralnej. Tak rektorzy, jak i studenci ich uczelni są skoncentrowani na orientacjach seksualnych, uważając to za postęp i nowoczesność, gdy jest to raczej atawizm, powrót do orientacji naszych przodków.

TęczUJe już zdobyli UJ [Kurier WNET, nr.69, marzec 2020 r.], słychać odgłosy nadciągających Brygad Lekkiej Kawalerii, jak w czasach ZMP, a w przestrzeni publicznej niemal cisza, z małymi wyjątkami, na ogół personalnymi a nie systemowymi. Jakby zagrożenia nie było. Uczelnie formatują młodych w chorym systemie, a pomocy brak. Jeśli młode pokolenie nadal będzie formatowane przez beneficjentów systemu kłamstwa i nihilizmu moralnego, marny nasz los.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, październik 2020 r.

Potężniejszy od potęgi medialnej ? Ringier Axel Springer abdykuje z potęgi na rzecz szarego obywatela ?

Potężniejszy od potęgi medialnej ?

Ringier Axel Springer abdykuje z potęgi na rzecz szarego obywatela  ?

Zakończył się proces Janusza Fatygi z potęgą medialną Ringier Axel Springer, [https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/10/06/ringier-axel-springer-fakt-bezapelacyjnie-przegrywa-czyli-jak-dawid-wygral-z-goliatem/] którego „Fakt” przerobił na swoich stronach internetowych na zbrodniarza komunistycznego, gdy jako opozycjonista antykomunistyczny protestował przeciwko uniewinnieniu sądowemu zbrodniarzy komunistycznych.

 Niedbalstwo ?  Niechlujstwo ?  Tak orzekł sąd, który wyznaczył co prawda karę dla potentata, ale niemal symboliczną, bo 25 tys. zł,  a nawet zasądzone przeprosiny na 1 stronie „Faktu” bynajmniej potęgą potentata nie zachwieją. Jak to możliwe, że sąd nie dopatrzył się w tej przeróbce złych intencji ?

 Nie uzasadnił tej bulwersującej dla mnie opinii, bo zupełnie nie wiem jak jest możliwe bez intencji  dotrzeć do zapisu wideo rozprawy uniewinniającej zbrodniarza, przewinąć ten film, zrobić stop-klatkę, zrzut ekranu, opatrzyć protestującego przeciwko skandalicznemu wyrokowi opaską na oczach,  tak żeby każdy, kto patrzy na taki kadr z osobą wyprowadzaną  przez policjantów  nie miał żadnej wątpliwości, że chodzi o jakiegoś przestępcę.

Ponadto stop-klatka na stronach „Faktu” pojawiła się  jako zdjęcie z  przestępczym objaśnieniem,  ale za to bez podpisu autorstwa. Miało to być okolicznością łagodzącą a  właściwie uniewinniającą „Fakt” [sic !] na etapie przesądowym, a także w argumentacji strony pozwanej przed sądem.

 Skoro podpisu autora nie było, to miało znaczyć, że za to przestępstwo nie może odpowiadać „Fakt”, bo nie wiadomo kto to zrobił. I to jest fakt zwalający obywatelaniekoniecznie dziennikarza, z nóg. Wydawca nie odpowiada za to co wydaje ! ? W tej materii sąd jednak potentatowi na szczęście nie przyznał racji.

Potentat,  broniąc  się  przed odpowiedzialnością,  wpadł na innowacyjny fortel. Argumentował, że przecież zdjęcie  już nie wisi na stronie „Faktu” a tylko jest objawione przeze mnie,  na moim blogu [https://blogjw.wordpress.com/2017/10/16/niemiecki-fakt-polskiego-patriote-zobrazowal-jako-komunistycznego-przestepce/],  i stąd moja wina, jeśli chodzi o jego rozpowszechnianie.

Tym samym to potentat medialny chciał mnie ubrać w rolę przestępcy, którego organa sądowe winny ściągać za to co [nie]zrobił .  

Fakt, że ja zniesławienie Janusza Fatygi  przez „Fakt” wykryłem i rozpowszechniłem, na moim społecznym, a przy tym nonkonformistycznym blogu. Co więcej w sposób niecny rozpoznałem Janusza Fatygę na tym rzekomo w wystarczający sposób zanimizowanym obrazku. Fakt, że przerobiony na zbrodniarza Janusz Fatyga nic wcześniej nie wiedział o swoim zbrodniczym wcieleniu, czym w szatański sposób  „Fakt” go obdarzył. 

Inni też nie wiedzieli, choć mediów mamy moc,  a „Fakt” jest potęgą medialną  o oglądalności ok. 5 mln miesięcznie,  której  media profesjonalne winny się przyglądać z wytężoną uwagą.  Nic z tego.

Przestępstwo figurowało na stronach „Faktu” przez ponad rok i dopiero ujawnienie tego rzekomo bezobjawowego przestępstwa  spowodowało poczynania zapobiegawcze przed konsekwencjami sądowymi i objawy zostały ściągnięte ze strony „Faktu”, ale pozostały rzecz jasna na mojej stronie dokumentującej to niecne przestępstwo. I to jest fakt, do tej pory widoczny w domenie publicznej.

Moja wina dla przestępcy medialnego była jednak oczywista i tylko sąd stanął  tym razem na wysokości zadania i nie postawił mnie w stan oskarżenia.

Należy podkreślić, że dla potentata medialnego było mało istotne, że każdy obywatel z wielu milionów odwiedzających witrynę Fakt24  przez kilkanaście miesięcy mógł obejrzeć Janusza Fatygę jako zbrodniarza . Co innego, jeśli to przestępcze zdjęcie, po zdemaskowaniu, z należytymi objaśnieniami, umieszczone zostało na mojej stronie, której oglądalność sięga   1-2 tys. miesięcznie ( rzadko więcej). [sic !].

Na ogół media się ocenia po oglądalności. Im oglądalność większa. tym uważane są za lepsze. Fakt, że ze  względu na reklamy i ich ceny, tak jest. Ale tu się okazuje, że medium  o oglądalności tysiące razy mniejszej może mieć większą moc oddziaływania i to w opinii sądowej potentata  medialnego !

Zapewne potentat medialny uważa,  i być może zasadnie, że te miliony co oglądają „Fakt”, to są widzowie mało rozgarnięci i na ogół nie wiedzą co oglądają a można nimi manipulować do woli.

 Co innego widzowie oglądający to co ja umieszczam na swoim blogu. Jest ich tysiące razy mniej,  ale rozumienie materii widocznie tysiące razy większe. Tak zdaje się sądzi sam potentat,  abdykując w swej argumentacji sądowej ze swej potęgi medialnej  na rzecz szarego obywatela, nieuczonego w piśmie dziennikarskim,  obecnego co prawda w cyberprzestrzeni,  ale bez zainteresowania reklamodawców.

Ja nie żyję ani z reklam, bo ich nie umieszczam, ani z tego co na blogu piszę,  bo to jest blog prowadzony pro publico bono, bez sponsora i jego  celem jest pokazywanie tego co inni, i to często potentaci,  ukrywają.

Choć nie mam prawa podpisywania swoich książek w przestrzeni publicznej krakówka a z wywiadami  muszę się chronić w odległym o setki kilometrów od Krakowa poniemieckim bunkrze [https://blogjw.wordpress.com/2020/09/26/plagi-akademickie-pod-opieka-ducha-swietego/] , nie czuję się niedoceniany.

Trudno żeby było inaczej, skoro taka potęga medialna jak Ringier Axel Springer tak doceniła [moim zdaniem przeceniła] moją działalność blogerską.  Zresztą zdarza mi się to nie po raz pierwszy.

Przed ponad 30 już laty zostałem uznany za zagrożenie dla najpotężniejszego, najbardziej renomowanego polskiego uniwersytetu, bo uczyłem studentów myślenia i to krytycznego,  a od takiego myślenia przewodnia siła uczelni przestawała być przewodnią.[ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/].  Uznanie było anonimowe i nie podległo jurysdykcji sądowej.  Było to jeszcze w czasach komunistycznych,  bo były takie czasy,  ale taka potęga akademicka  jak UJ do tej pory nie rozpoznała takich czasów istnienia.

Już w III RP,  po utworzeniu Niezależnego Forum Akademickiego przed 15 laty, rektorzy zatrwożeni rodzeniem się wolnej myśli akademickiej, uznali mnie za zagrożenie dla całego zniewolonego  i stabilnego patologiami środowiska akademickiego, bo go podobno destabilizowałem.[ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/]  a rektorzy te patologie swoimi gronostajami osłaniali/stabilizowali.

 Sąd przed zniesławieniem nie zamierzał mnie bronić, argumentując, że ja mam swoją stronę internetową,  to mogę się sam bronić. Tak wysoko, nader wysoko, ocenił moją działalność i to w czasach,  kiedy nader często bronił polskiego potentata medialnego samego nadredaktora GazWyb,  który sam się obronić przed krytyką kolegów-dziennikarzy  nie miał szans, mimo swej potęgi.   Kto by wierzył w to co GazWyb  wypisuje [?], gdy wiara w to co ja piszę  jest niemal powszechna i dlatego mnie niszczą.

W końcu i wymiar niesprawiedliwości uznał moją robotę za zagrożenie dla   siebie, grillując przez całe 5 lat [https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/03/10/koniec-sadowego-grillowania-jozefa-wieczorka-po-niemal-pieciu-latach-jest-ostateczny-wyrok/] , argumentując, że skoro ujawniam to co jest ukrywane, to mam negatywny wpływ na całe społeczeństwo. Niezły awans – nieprawdaż ?  Od negatywnego wpływu na jeno dziesiątki studentów do negatywnego wpływu na miliony !

Trudno o lepszy dowód uznania na moich działań pro publico bono. Nawet zrezygnowany Sąd Najwyższy uznał, że mogę kontrolować obywatelsko  każdą władzę, nawet władzę Sądu Najwyższego.  https://blogjw.wordpress.com/2019/04/12/kasacja-niewygodnego-dziennikarza-czyli-proces-jozefa-w/

Rzecz oczywista, zgodna z naszą Konstytucją, ale dlaczego inni z tej oczywistości tak rzadko korzystają ?

Zatem, mimo wykluczenia/wyklęcia,  żadną miarą nie mogę się czuć niedoceniany, ale żeby taki potentat medialny jak Ringier Axel Springer mógł swoją potęgę scedować na moją  biedną głowę, to nawet we śnie się nie spodziewałem.

Chyba mój blog akademickiego nonkonformisty winien od tej pory zawierać objaśnienie – potężniejszy od potęgi medialnej,  ale czy po ujawnieniu tego faktu nie skończyłoby się to dla mnie całkowitą anihilacją , a „Fakt” Axela Springera   i tak mimo tej cesji nadal będzie istnieć, czytany , i to bez zrozumienia, przez miliony  ? A na repolonizację ‘Faktu” się nie zanosi i to jest fakt  !

Czyżby repolonizacja Dzielnicy V Krakowa ?

Czyżby repolonizacja Dzielnicy V Krakowa ?

Przed dwoma lata protestowałem przeciwko antypolskim działaniom Rady Dzielnicy V : m.in.

Krakowskie boje i przeboje. Aby godnie uczcić 100- lecie odzyskania Niepodległości – trzeba wyzwolić Kraków od anty-Polaków

https://blogjw.wordpress.com/2018/07/20/krakowskie-boje-i-przeboje/

Konieczna rewaloryzacja krakowskich rad ! Na 100-lecie odzyskania Niepodległości.

https://blogjw.wordpress.com/2018/05/24/konieczna-rewaloryzacja-krakowskich-rad/

Przez kilka lat prowadzę reedukację tej Dzielnicy, przekazując jej efekty mojej obywatelskiej [obywatela Dzielnicy V] działalności pro publico bono.

I jakie efekty ?

Otóż dziś, ze zdumieniem, na stronie internetowej Dzielnicy V zauważyłem rozpowszechniane linki do moich relacji z patriotycznej niedzieli w Parku Jordana ! – http://www.dzielnica5.krakow.pl/home/informacje/1147-patriotyczna-niedziela-w-parku-jordana

Co prawda przedstawicieli Dzielnicy w Parku Jordana podczas tej patriotycznej niedzieli nie widziałem, ale podanie linków do mojej dokumentacji tego co ma miejsce na obszarze Dzielnicy V zasługuje na podkreślenie. Tak być powinno zawsze !

Gdyby tak Rada spowodowała aby Miasto [stosowne podmioty] na bieżąco opiekowało się patriotycznymi pomnikami w Parku Jordana byłby to krok w dobrym kierunku. Trzeba popatrzeć choćby na stan pomnika wielkiego hetmana Stanisława Żółkiewskiego i podjąć działania opiekuńcze/naprawcze.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że zima za pasem, ale jakieś pozytywne oznaki mojej edukacji, choć zdalnej – są !

Jak Rada mojej dzielnicy ulegnie z mojej winy transformacji w kierunku pro-polskim to będzie sukces godny nagłośnienia i naśladowania.

Informacja o książce Plagi akademickie – ROZPOWSZECHNIJ !

Informacja o książce Plagi akademickie

Ukazała się drukiem książka PLAGI AKADEMICKIE, w której zebrane są teksty autora z ostatnich kilku lat obrazujące boje z plagami akademickimi jakimi dotknięty jest polski świat akademicki funkcjonujący po pandemii komunizmu, aktualnie porażony pandemią biologiczną, która przyszła z kraju komunistycznego i stanowi zagrożenie dla wolności człowieka, z czym świat akademicki i przed tą pandemią miał już poważne problemy.

Książka [wydana pro publico bono, jako preprint] jest dostępna w siedzibie Fundacji Biblioteka Domowa 30-046 Kraków ul. Lea 5a [pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]

Można ją też zamówić e-mailem lub telefonicznie:

Wojciech Pasternak – prezes Fundacji

kontakt:604 339 271

e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl

strona www: http://ksiazkiiludzie.pl/

Redaktor Piotr Lisiewicz w nocy przeczytał książkę w wersji elektronicznej i nie zasnął [!] co stanowi najlepszą jej reklamę. Napisał na niezalezna.pl:” Autor poczytnego bloga akademickiego nonkonformisty, znakomity felietonista, jest najbardziej aktywną w Polsce osobą walczącą z patologiami na uniwersytetach, w tym mobbingiem czy dyskryminacją młodych adiunktów. Niedawno wydał książkę „Plagi akademickie”, opisującą mechanizmy, o których na uczelniach ich pracownicy boją się nawet wspominać.”

Z kolei jeden z profesorów amerykańskiego uniwersytetu postulował w sieci, że książka winna się znaleźć w każdej akademickiej bibliotece. Co więcej, jeden z redaktorów wyraził przekonanie, że teksty autora, jak zostaną wydane w postaci książki i znajdą się w bibliotekach, będą miały znaczenie i po 100 latach !

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-1.png

ROZPOWSZECHNIJ ! Wspieraj działania na rzecz dobra wspólnego, naprawy patologicznego systemu akademickiego bez czego nadal Polska będzie cierpiała na deficyt elit  bez szansy na należyty rozwój. 

Wspieraj odmienną od patologicznej orientację intelektualną i moralną,  bo na takiej odmienności oparta jest ta książka.

Jak książkę  zakupisz i przeczytasz napisz opinię,

albo w komentarzach na moim blogu   

Blog akademickiego nonkonformisty 
https://blogjw.wordpress.com/

albo na innych portalach społecznościowych

blogmedia.24 
http://blogmedia24.pl/blog/1196 

salon24 
http://jwieczorek.salon24.pl/ 

blogpress 
http://blogpress.pl/blog/4146 

Legion św. Ekspedyta 
http://www.ekspedyt.org/ 

Nieopoprawni.pl 
http://niepoprawni.pl/ 

Presmania.pl 
http://pressmania.pl/  

Polish Club Online 
https://www.polishclub.org/author/jwieczorek/ 

Profil na Facebooku 
https://www.facebook.com/jozef.wieczorek 

Twitter 
https://twitter.com/jwieczorek2013 

albo w komentarzach na stronie fundacji http://ksiazkiiludzie.pl/?p=1

lub pod zapisem 142 Wywiadu z chuliganem, w którym ta książka jest promowana


„Concorsi truccati all’Università di Catania. Sospeso il Rettore, Francesco Basile e 40 prof indagati. Sono accusati di associazione a delinquere finalizzati alla corruzione e alla turbativa d’asta. L’opErazione della Digos è stata denominata “Università Bandita”.

Fragment Plag akademickich:

„W 2019 r. w wyniku operacji anykorupcyjnej – ”Operazione Università Bandita Catania” – stwierdzono dziesiątki ustawianych konkursów, nie tylko w Katanii, ale także na wielu innych uniwersytetach włoskich. Podejrzanych jest wielu profesorów i ich listy można znaleźć w internecie. Można też trafić na bliższe omówienia ustawianych konkursów i charakterystykę paramafijnych metod ich ustawiania.

Czyli tak, jak u nas ! Rzecz w tym, że u nas wszyscy (niemal) o tym wiedzą i nikogo (niemal) to nie oburza, a organy ścigania czegoś takiego nie ścigają. Polakom mafia kojarzy się z Włochami, ale metody mafijne, czy paramafijne, stosowane także w systemie akademickim, traktuje się u nas jako standard autonomicznej nauki polskiej ! [sic !]

Gdy porówna się działania wobec takiego procederu we Włoszech i w Polsce, można rzec: gdzie tam mafii włoskiej do naszej – przynajmniej w sektorze akademickim. Naszą nikt nie ruszy !”

Czy gdzieś można obejrzeć podobne prezentacje, podobne dokumentacje dotyczące ustawianych konkursów akademickich w Polsce ? o czym wszyscy wiedzą a szczególnie rektorzy/dziekani organizatorzy ustawianych konkursów ? A może można obejrzeć podobne prezentacje, dokumentacje innych plag akademickich ? Takie obrazy bardziej przemawiają do wyobraźni niż tysiące słów !

Czy dziennikarstwo akademickie całkiem zostało uśmiercone o czym przed laty przestrzegałem Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ?

„Plagi akademickie” pod opieką Ducha Świętego ? Poza jurysdykcją ‚krakówka’ !

Plagi akademickie” pod opieką Ducha Świętego ?

Poza jurysdykcją ‚krakówka’ !

Po ukazaniu się drukiem mojej nowej książki PLAGI AKADEMICKIE, a właściwie jej preprintu Wojciech Pasternak, który ostatnio stworzył Fundację Biblioteka Domowa, zaproponował aby ją promować na Krakowskim Kiermaszu Książki, który odbywał się w dniach 11-13 września na nowo otwartym Placu Świętego Ducha w centrum Krakowa.

Niestety nie uzyskała zgody na oficjalne jej promowanie a to ze względu na to, że nie mieści się ona w ramach kiermaszu, bowiem jak napisał organizator kiermaszu „przyjmujemy nadrzędną zasadę, że Krakowski Kiermasz Książki to wydarzenie ściśle literackie, a co za tym idzie stronimy od promowania i eksponowania treści dotyczących bieżącej polityki w ramach wydarzeń towarzyszących. Książka p. Wieczorka niestety nie mieści się w tych ramach.”. „ …jestem zmuszony wycofać wcześniejsze przyzwolenie na podpisywanie książek przez p. Józefa Wieczorka na stoisku. „

No cóż, nie mam wątpliwości, że organizator książki nie czytał, bo niby jak ? ale zapewne kojarzył mnie jako osobę, która w ramach ‚krakówka’ się nie mieści i i chyba książka zmieścić się też nie może.

Plac Świętego Ducha to w Krakowie miejsce szczególne. Został wytyczony pod koniec XIX wieku, między ulicą Szpitalna a ulicą Św. Krzyża. Wcześniej, od średniowiecza teren ten był zabudowany gmachami klasztornymi, szpitalnymi i kościelnymi, a stał tam również kościół Ducha Świętego i  szkoła św. Ducha. Te budynki zostały w 1891 roku rozebrane, aby zrobić miejsce dla powstania Teatru Miejskiego, obecnie im. Juliana Słowackiego. Przeciwko zburzeniu kościoła protestował sam mistrz Jan Matejko, który ‚zwrócił dyplom honorowego obywatela Krakowa i ogłosił, że więcej swoich obrazów wystawiać w Krakowie nie będzie’. https://krakow.naszemiasto.pl/krakow-ktorego-nie-ma-klasztor-sw-ducha/ar/c13-2840674

Widać, że jest to miejsce szczególne, silnie wpisane w historię Krakowa i biografie jego mieszkańców. Plagi krakowskie związane z tym miejscem, jakby rozszerzyły się na moje Plagi akademickie, czego w Krakowie niemal nie zauważono, ale w odległym od Krakowa o 434 km [ trasa PKP] Poznaniu – jak najbardziej.

Następnego dnia wieczorem zadzwonił do mnie redaktor Lisiewicz, znany w przeszłości z happeningów „Naszości”, przedstawiający się w przestrzeni publicznej jako żywe wcielenie Lenina a obecnie mieszczący się w kadrach Telewizji Republika i w okienkach portalu niezalezna.pl.

Propozycję miał ciekawą, abym nazajutrz znalazł się w bunkrze hitlerowskiego gauleitera Arthura Greisera, nie tak dawno odkrytym pod siedzibą Radia Poznań schronie niemieckiego zbrodniarza wojennego, pana życia i śmierci Wielkopolan, gdzie jurysdykcja ‚ krakówka’ nie sięga.

Od kilku lat w tym schronie zagnieździł się polski bunt i jego najbardziej wyraziści przedstawiciele zapraszani są przez red. Lisiewicza w roli chuliganów w jego cyklicznej audycji „Wywiad z chuliganem”, których było już 141, a ja już wcześniej zidentyfikowany jako chuligan byłem gościem wywiadu 42 – [Wywiad z chuliganem odcinek 42 – Józef Wieczorek

Teraz miałem być znowu, tym razem w wywiadzie 142, czyli jakby w odstępie jubileuszowym. Ja co prawda za chuligana się nie uważam, rozmowy prowadzę całkiem na trzeźwo, jako stateczny człowiek, ale co zrobić, skoro każdego kto nie został wystarczająco sformatowany w komunistycznym systemie zniewolenia, ośmiela się być niezależny, wolny i niepodległy, także w III RP, za chuligana biorą i wykluczają z przestrzeni publicznej, i jeno schron Greisera okazuje się być przyjaznym refugium.

Wypędzony z przestrzeni publicznej krakowskiego placu Św. Ducha, tak jak przed laty z przestrzeni akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, jakby prowadzony przez Ducha Świętego

znalazłem się w małej, zamkniętej przestrzeni schronu bojowego, aby tam prowadzić swoje boje o naprawę systemu akademickiego, środowiska akademickiego, które jakby utraciło zdolności honorowe i do tej pory nawet nie stanęło do pojedynku merytorycznego w obronie swych wartości przeze mnie uważanych często za antywartości. [Wywiad z chuliganem, odc. 142 – Józef Wieczorek

Redaktor Lisiewicz w nocy przeczytał moją książkę w wersji elektronicznej i nie zasnął [!] co stanowi najlepszą jej reklamę, a przy tym powypisywał sobie co bardziej smakowite fragmenty i wywiad w takiej konstelacji prowadził, urozmaicając obrazkami i szczególnie smakowitymi filmikami dokumentalnymi z czasów Jaruzelskiego i Tuska pokazującymi ciągłość ideową i obyczajową środowiska akademickiego w ramach transformacji PRL w III RP.

Co więcej moją książkę określił jako najbardziej chuligańską książką roku 2020 r., który co prawda jeszcze się nie skończył, ale czy w jego ramach coś jeszcze bardziej obrazoburczego w domenie akademickiej zdoła się pojawić ?

Dodatkowo wywiad i książka została spopularyzowana w ramach portalu niezalezna.pl :

Autor „Plag akademickich”: Elity? Doktoraty zatwierdzały POP PZPR, habilitacje i profesury KW i KC

https://niezalezna.pl/353560-autor-plag-akademickich-elity-doktoraty-zatwierdzala-pzpr-habilitacje-i-profesury-kw-i-kc

Autor „Plag akademickich”: Czas na polskie „Università bandita”! Włosi rozwalili akademickie mafie

https://niezalezna.pl/353348-autor-plag-akademickich-czas-na-polskie-universit-bandita-wlosi-rozwalili-te-mafie

Autor „Plag akademickich”: Elity? Doktoraty zatwierdzały POP PZPR, habilitacje i profesury KW i KC

https://niezalezna.pl/353560-autor-plag-akademickich-elity-doktoraty-zatwierdzala-pzpr-habilitacje-i-profesury-kw-i-kc

Jaruzelski i Tusk, czerwony bus i biała limuzyna. Tak się płaszczyła profesura z Poznania!

https://niezalezna.pl/353301-jaruzelski-i-tusk-czerwony-bus-i-biala-limuzynatak-sie-plaszczyla-profesura-z-poznania

a także na portalach społecznościowych [FB, Twitter] a nawet na stronach profesorskich ! – Autor „Plag akademickich” dyskryminowany za…odmienną orientację.http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=29120&Itemid=80

i stronie poznańskiego AKO – Dr Józef Wieczorek z bliska – 2 – http://ako.poznan.pl/10372/

Nie bez powodu pojawienie się zakazanej książki w przestrzeni publicznej spowodowało spore zainteresowanie, co prawda głównie poza ‚krakówkiem’, ale Fundacja Biblioteka Domowa, która powstała, by ratować książki przed fizyczną zagładą, ma szansę aby ratować również wartościowe nowości przed „zamilczeniem” i na tej drodze zajmuje się rozpowszechnianiem książki

[książka do nabycia:

Fundacja Biblioteka Domowa,

30-046 Kraków ul. Lea 5a [pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]

Wojciech Pasternak – prezes Fundacji

kontakt:604 339 271

e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl]

Mija 40 lat – i co ? Będą odpowiedzi ?

Mija 40 lat. I co ? Będą odpowiedzi ?

  1. A jakie były losy tych co podpisali akces do „S” ?
  2. Kto i jak się zachował na wieść o stanie wojennym ?
  3. Kto i jak się zachował na wieść o szykanach wobec członków „S” ? Wobec ich wypędzenia z uczelni ? Wobec prób powrotu ?
  4. Czy ktoś się zapytał z czego żyjesz skoro cię wypędzili ?
  5. Kto i jak spożytkował składki ?
  6. Kto zrobił karierę akademicką a kto został wykluczony ? Dlaczego ?
  7. Czy powstała lista wypędzonych członków „S” z uczelni ?
  8. Czy są jakieś zapisy rozmów z wypędzonymi ? Czy były takie rozmowy ? Próby podejmowania rozmów ?
  9. Czy można się zapoznać ze stratami ludzkimi, materialnymi, intelektualnymi, moralnymi w wyniku wojny jaruzelsko-polskiej na terytorium uczelni ? Czy ktoś usiłował je zinwentaryzować ? Oszacować ?
  10. Kto w wolnej Polsce w imię ideałów „S” protestował przeciwko fałszowaniu oficjalnej historii uczelni ? Złożył chociażby zapytanie – czy można tak fałszować historię w wolnej Polsce jak w czasach komunizmu ?
  11. Kto z opozycji antykomunistycznej protestował przeciwko brakowi komunizmu stanowi wojennemu, PZPR …..w podręcznikach /historii UJ ?
  12. Kto wnioskował o ujawnienie tego co w wolnym kraju winno być jawne a prawo stanu wojennego nie może być ponad Konstytucją wolnej Polski ?
  13. Kto pamięta i realizuje w życiu słowa Ojca Świętego Jana Pawła II „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu, jedni przeciw drugim”

Dla przykładu 13 feralnych pytań, chociaż można by ich zadać n-razy więcej i raczej bez szansy na otrzymanie odpowiedzi [dla przykładu: https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/; https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/]

Wywiad z chuliganem, odc. 142 – Józef Wieczorek

https://niezalezna.pl/353120-autor-plag-akademickich-kodeks-honorowy-na-polskich-uniwersytetach-trzeba-by-je-zamknac#

„Wywiad z chuliganem”. Autor „Plag akademickich”: kodeks honorowy na polskich uniwersytetach? Trzeba by je zamknąć!

https://telewizjarepublika.pl/quotwywiad-z-chuliganemquot-autor-plag-akademickich-kodeks-honorowy-na-polskich-uniwersytetach-trzeba-by-je-zamknac,102143.html

…..Dr Józef Wieczorek, geolog, niedawno obchodził 35 rocznicę wyrzucenia z Uniwersytetu Jagiellońskiego w ramach tzw. „drugiej czystki akademickiej”, realizowanej przez reżim Jaruzelskiego. Autor poczytnego bloga akademickiego nonkonformisty, znakomity felietonista, jest najbardziej aktywną w Polsce osobą walczącą z patologiami na uniwersytetach, w tym mobbingiem czy dyskryminacją młodych adiunktów. Niedawno wydał książkę „Plagi akademickie”, opisującą mechanizmy, o których na uczelniach ich pracownicy boją się nawet wspominać.

W jednym z rozdziałów odnosi się do pomysłu jednego z naukowców, by na polskich uczelniach wprowadzić, na wzór amerykańskich, kodeks honorowy. Jego zdaniem, musiałoby się to skończyć… zamknięciem uniwersytetów, gdyż przez dziesięciolecia komunizmu i III RP promowano tam ludzi pozbawionych honoru……

Wywiad z chuliganem, odc. 142 – Józef Wieczorek
Książka Plagi Akademickie jest rozprowadzana przez 
Fundację Biblioteka Domowa 
30-046 Kraków ul. Lea 5a 
[pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]
Wojciech Pasternak – prezes Fundacji
kontakt:604 339 271
e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl

Walka Niezależnego Zrzeszenia Studentów o przyszłość i godność nauki.

Kurier WNET, wrzesień 2020

….W czasach PRL naukę w niemałym stopniu zastępowała ideologia, a uniwersytety pozostawały pod nadzorem przewodniej siły narodu, aby posłuszne ideologii komunistycznej kadry akademickie formowały kolejne, posłuszne kadry budowniczych najlepszego z ustrojów.

…..Strajkujący studenci uznali, że ciąży na nich odpowiedzialność za godność polskiej nauki, tak jak robotnicy w tamtym czasie wzięli na siebie odpowiedzialność za godność polskiej pracy.

…Piękne deklaracje studenckie z tamtych gorących dni, po latach skłaniają do gorzkich refleksji…..

….

Uniwersytet miał być uniwersytetem, a nauka nauką – a jak się stało? Uniwersytetami zostały wcześniejsze szkoły nie za bardzo wyższe, a nawet te nazywane Wyższymi Szkołami Podstawowymi.

Nauka jak była zastępowana ideologią, tak i pozostała, tyle że ideologia czerwona została wymieniona na tęczową, a nauki na uniwersytetach zostało tyle, co kot napłakał.

Uniwersytet Warszawski na równoważni

Uniwersytet Warszawski na równoważni

Motto polityki równościowej Uniwersytetu Warszawskiego brzmi: „wszyscy jesteśmy równoważni” , choć nie jest pewne czy UW w wyniku tej polityki utrzyma równowagę, czy będzie się staczać po równi pochyłej.

Celem nowej polityki UW jest sprawienie by uniwersytet był miejscem bezpiecznym dla wszystkich a ma to zapewnić „Plan równości płci dla Uniwersytetu Warszawskiego oraz plan działań równościowych na lata 2020-2023” [https://monitor.uw.edu.pl/Lists/Uchway/Attachments/5574/M.2020.371.Zarz.194.pdf ] wprowadzony na podstawie § 36 ust. 1 Statutu Uniwersytetu Warszawskiego (Monitor UW z 2019 r. Poz. 190). Po wprowadzeniu tego planu uniwersytet będzie w założeniu funkcjonował z poszanowaniem równości i różnorodności, będzie wolny od dyskryminacji [?] , choć nie będzie wolny od sprzeczności, na co wskazuje jednoczesne funkcjonowanie stanu równości i różnorodności.

W planie UW zapewne chodzi o realizację do tej pory nie zrealizowanego planu Karola Marksa „każdemu według potrzeb”, po przeprowadzeniu transformacji własnościowej i ubogaceniu kolorystycznemu szarego wcześniej systemu.

W czasach PRL próbowano ten plan zrealizować poprzez system rekrutacji wzmacniającej punktami osoby o właściwym pochodzeniu i dyskrymiancji ‚wrogów ludu’ .

Tym razem plan ma dotyczyć równości płciowej i ma przebiegać w warunkach różorodności, bo trzeba mieć na uwadze, że tych płci podobno jest 56 ! a może i więcej. Plan równości jednak tych wszystkich nie wymienia, więc zapewne będzie trudno skontrolować, czy któraś z nich nie jest dyskryminowana i czy na równoważni się utrzyma.

Nie jest zrozumiałe koncentrowanie się uniwersytetu na orientacji seksualnej a pomijanie orientacji intelektalnej czy moralnej w dążeniach do zapewnienia swobody rozwoju naukowego. Chyba jednak nie o to chodzi.

Od dawna znane są przypadki dyskryminowania naukowców na uniwersytetach, także na Uniwersytecie Warszawskim, których odmienna od obowiązującej orientacja intelektualna czy moralna, a także polityczna, nie była akceptowana i tacy nie mają wiele szans aby na UW znaleźć zatrudnienie, czy na publiczne wyłożenie swoich racji i przekonań, mimo że jak czytamy w zarządzeniu rektora Uniwersytet Warszawski otrzymał od Komisji Europejskiej logo „Human Resources Excellence in Research” a to oznacza zobowiązanie do bezustannego doskonalenia polityk kadrowych i rekrutacyjnych…..

„Plan Równości Płci” dla UW rozwija wybiórczo założenia zawarte w „Strategii rozwoju zasobów ludzkich uwzględniającej zasady Europejskiej Karty Naukowca oraz Kodeksu Postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych 2015-2019” pomijając inne, które do tej pory nie zostały zrealizowane na polskich uczelniach w ramach kilkukrotnych już reform i zmian ustaw akademickich.

Te ustawy ignorują takie zalecenia Karty jak jawność konkursów na stanowiska naukowe, jawność rezultatów realizowanych z kieszeni podatnika projektów badawczych, poszanowanie własności intelektualnej (jakoś plagiatów, produkcji prac dyplomowych na skalę wręcz przemysłową do tej pory nie zwalczono !) ….

Wprowadzenie w życie tych zaleceń mogłoby przyczynić się do zwiększenia konkurencyjności polskich naukowców, zmniejszenia patologii, marnotrawstwa potencjału intelektualnego, czy publicznych środków finansowych, a bez tego trudno sobie wyobrazić rozwoju naukowego, który mimo rozwoju tytularnego i budowlano-nieruchomościowego jakoś nie jest widoczny.

Czytamy „Jak wynika z przeprowadzonych badań i konsultacji, niektóre osoby napotykają na swej drodze zarówno uprzedzenia jak i różnego rodzaju instytucjonalne przeszkody sprawiające, że nie wszystkim udaje się w równym stopniu korzystać z możliwości rozwoju naukowego.

Bariery te przybierają często postać dyskryminacji ze względu na płeć, molestowania seksualnego oraz utrudnień w łączeniu pracy zawodowej z życiem rodzinnym” i władze UW uważają, że „ jest to strata zarówno dla Uniwersytetu Warszawskiego, jak i rozwoju nauki w Polsce.”

O innych barierach tworzonych w naszym systemie, szczególnie dla pasjonatów nauki nie mieszczących się w ramach tego systemu – ani słowa, mimo że strata pasjonatów nauki i edukacji dla uniwersytetu winna być uważana za szczególnie dotkliwą.

„Zgodnie z komunikatem Komisji Europejskiej w sprawie wzmocnionej europejskiej przestrzeni badawczej (2012 r.) zachęca się państwa członkowskie UE m. in. do usuwania prawnych i innych barier w rekrutacji” z czym można się zgodzić, bo rekrutacja do domeny akademickiej to rzecz podstawowa i dyskryminowanie/rekrutowanie kogokolwiek z powodów pozamerytorycznych nie powinno mieć miejsca.

Niestety monitoringu różnorodnych form dyskryminacji u nas występujących jakoś do systemu akademickiego się nie wprowadza, choć zdaniem Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego (2016) „sprawy związane ze zjawiskiem dyskryminacji zasługują na dużą uwagę środowiska akademickiego”.

Proponowałem przed laty organizację Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich – POMPA [ https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/ ; Łysa prawda o patologiach akademickichhttps://blogjw.wordpress.com/2016/06/30/lysa-prawda-o-patologiach-akademickich/ ] i miałem nadzieję, że ta propozycja winna zainspirować decydentów do instalacji w systemie akademickim POMPY wielkiej wydajności, adekwatnej do skali patologii akademickich.

I co ? I nic.

Pytam się po raz kolejny: Gdzie jest POMPA ?

Zamiast POMPY planuje się zainstalowanie WALCA, który przyjdzie i wyrówna i będzie rozwój, będzie postęp !

Co ciekawe z ankiet prowadzonych „dla zdiagnozowania potrzeb i problemów związanych z doświadczeniami dyskryminacji” wynika, że „zachowania dotyczące sfery seksualnej i te o bardzo poważnym charakterze były wskazywane najrzadziej „: więc budzi zdumienie, że takie wyniki skłaniają do uznania tej sfery dyskryminacji za priorytetową.

Ankiety wskazują: „Niestosowne naruszanie przestrzeni osobistej (8%), natarczywe próby kontaktu w sprawach prywatnych (6%), negatywne komentarze na temat orientacji seksualnej (4%) i propozycje seksualne (3%) raportuje niewielki procent osób. Sytuacje te nie mogą być jednak w żaden sposób lekceważone.”

Oczywiście, nawet kilkuprocentowych, niestosownych zachowań nie można lekceważyć, ale co robić z o wiele poważniejszymi niestosownymi zachowaniami, których się nie wykazuje a nawet nie monitoruje ?

Zainstalowano co prawda po kilkunastu latach od moich postulatów mediatora akademickiego, [https://nfamob.wordpress.com/mediator-akademicki-jako-przeciwdzialanie-mobbingowi-w-srodowisku-akademickim/ ] ale nie w takiej konfiguracji jak być powinno, stąd nadal dyskryminowani w domenie akademickiej zwracają się o pomoc do mnie – szarego obywatela wykluczonego, nie mieszczącego się w ramach tej domeny i żadnych planów należytej zmiany na UW, w końcu uczelni, która mnie formowała, do tej pory nie opracowano.

Trzeba jednak przypomnieć, że to rektor tej uczelni przed laty wcielając się w rolę Heroda [ Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Herodahttps://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/] usiłował ściąć mi głowę zaniepokojony rodzeniem się wolnej myśli akademickiej monitorującej i ujawniającej patologie akademickie.

Zatem władze UW jak można sądzić nie tylko dyskryminacji niewygodnych nie chcą monitorować, ale same aktywnie działają w tej materii.

Odnosi się wrażenie, że system akademicki, pozornie od lat reformowany, jest tak przyjazny patologiom i tak jest lubiany przez beneficjentów tego systemu, że nikt tak naprawdę nie chce go zmienić, ani patologii monitorować. Jak zostaną przemilczane, to znaczy, ze ich nie ma – nieprawdaż ?

Czytamy w tekscie UW, że ” Narodowe Centrum Nauki podjęło działania na rzecz monitorowania udziału kobiet i mężczyzn w grantach badawczych oraz zobowiązało się do zrównoważonej reprezentacji płci w komisjach eksperckich i recenzenckich” co sugeruje, że kryteria merytoryczne w dzialalności NCN będą na drugim planie.

Nic nie wiemy ponadto, czy NCN zamierza monitorować rzetelność konkursów grantowych, wartość realizowanych grantów finansowanych z kieszeni podatnika.

Jak do tej pory, mimo że Europejska Karta Naukowca [ Józef Wieczorek DROGI I BEZDROŻA NAUKI W POLSCE Analiza zasadności wprowadzenia w Polsce zaleceń Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu Postępowania przy Rekrutacji Naukowców – https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/drogi-i-bezdroc5bca-nauki-w-polsce.pdf ] zobowiązuje do jawności konkursów grantowych i w ogóle przejrzystości domeny akademickiej, podatnik który by zechciał ujawnienia tego co jest niejawne traktowany jest jako nieuczciwa konkurencja i odsyłany z kwitkiem.

Zainteresowanych patologiami i dyskryminacjami w domenie akademickiej odsyłam do mojego niezależnego monitoringu etyki i patologii akademickich prowadzonego jednosoobowo od lat na kilku stronach www [ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGOhttp://nfaetyka.wordpress.com/; NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKIhttp://nfapat.wordpress.com/; MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI http://nfamob.wordpress.com/

] na ogół jednak lekceważonego przez decydentów w tej domenie. Podobnie na ogół przemilcza się killkanaście tomików moich bojów [https://blogjw.wordpress.com/moje-boje/] z plagami akademickimi funkcjonujących w ramach systemu feudalnego zdominowanego przez nadzwyczajną kastę akademicką przenikającą się z innymi kastami z akademickiej kasty-matki zrodzonych.

Planu likwidacji/ograniczenia patologii na Uniwersytecie Warszawskim, ani na innych uniwersytetach i w jednostkach naukowych, praktycznie nie liczących się na arenie światowej, zapewne z powodu tych patologii, jak do tej pory nie ogłoszono.

Zachodzi uzasadniona obawa, że „plan równości płci dla Uniwersytetu Warszawskiego…” tylko te patologie pogłębi.

PLAGI AKADEMICKIE

Józef Wieczorek –PLAGI AKADEMICKIE

Ukazała się drukiem moja nowa książka PLAGI AKADEMICKIE [450 stron],w której zebrane są teksty z ostatnich kilku lat obrazujące moje boje z plagami akademickimi jakimi dotknięty jest polski świat akademicki funkcjonujący po pandemii komunizmu, aktualnie porażony pandemią biologiczną, która przyszła z kraju komunistycznego i stanowi zagrożenie dla wolności człowieka, z czym świat akademicki i przed tą pandemią miał już poważne problemy.

Książka jest dostępna w siedzibie Fundacji Biblioteka Domowa 30-046 Kraków ul. Lea 5a [bliższe informacje poniżej] a w dniach 11-13 września także na Krakowskim Kiermaszu Książki, na stoisku Fundacji.

Informacja Fundacji Biblioteka Domowa

Fundacja Biblioteka Domowa powstała, by ratować książki przed fizyczną zagładą. Jak się okazuje ratowanie cennych starych książek nie wystarcza (zgromadziliśmy już około 15 tysięcy)– musimy ratować wartościowe nowości przed „zamilczeniem”.

Zachęcamy do zakupu książki Józefa Wieczorka PLAGI AKADEMICKIE. To obszerny zbiór felietonów obnażających w lekkiej formie absurdy groźne i śmieszne zarazem naszego życia społecznego. Autor bezkompromisowo głównie atakuje patologie na uczelniach; stąd tytuł.

W najbliższej edycji Krakowskiego Kiermaszu Książki,

który odbędzie się w dniach

11-13 września w godzinach od 10 do 18

Fundacja ma stoisko nr 9.

Kiermasz wyjątkowo odbywa się na pl. Świętego Ducha.

Oprócz książki Józefa Wieczorka oferujemy wiele wartościowych książek antykwarycznych. Fundacja oferuje również płyty winylowe.

W tygodniu mamy dyżury w środy w godzinach 12 – 18 w naszej siedzibie 30-046 Kraków ul. Lea 5a [pierwsze piętro-lokal 5a, domofon 105]

Tam też, po Krakowskim Kiermaszu Książki, można będzie zakupić także książkę PLAGI AKADEMICKIE.

Wojciech Pasternak – prezes Fundacji

kontakt:604 339 271

e-mail:ksiazkiiludzie@wp.pl

Jak polski świat akademicki czci 100-lecie ocalenia świata przed czerwoną zarazą

1

Jak polski świat akademicki czci 100-lecie

ocalenia świata przed czerwoną zarazą

Przed 100 laty zdarzył się Cud nad Wisłą i czerwona zaraza została powstrzymana na przedpolu Warszawy, choć zaraza tyfusu, która szła na Polskę wraz z bolszewią, przedzierała się przez kordon sanitarny założony na Kresach Rzeczypospolitej. Tym niemniej Bitwy Warszawskiej z tego powodu nie odwołano. 100 lat później z powodu pandemii koronawirusa nie odbyła się w Warszawie defilada wojskowa, ani nawet rekonstrukcja bitwy na polach pod Ossowem. No cóż, mimo postępów medycyny, zarazy mają chyba większą moc i wojsko przed nimi kapituluje.

Nie powstał też Łuk Tryumfalny ku chwale zwycięstwa nad bolszewią. 30 lat po medialnym obaleniu komunizmu wolna Polska nie jest w stanie należycie uczcić tryumfu nad komunizmem przed stu laty Polski dopiero co wskrzeszonej z niebytu.

Tym niemniej obchody 100 rocznicy wielkiego zwycięstwa odbyły się, z tym że nader skromne i nie da się tego usprawiedliwić panującą pandemią https://niezlomnym.photo.blog/2020/08/15/krakowskie-obchody-100-rocznicy-bitwy-warszawskiej/

Najlepiej to widać w świecie akademickim, który wręcz zbojkotował obchody jak można było zauważyć w Krakowie. Nie widać było wielu akademików w Katedrze Wawelskiej, ani na Placu Matejki, a Uniwersytet Jagielloński uczcił 100 lecie zwycięstwa brakiem flag na Collegium Novum,

c

być może reagując w ten sposób na krytykę zachowania dziwnego parytetu flagowego w 100 lecie Odzyskania Niepodległości. https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/

Radości nie demonstrowano. Złośliwi mówią: i tak dobrze, że nie wywieszono czerwonej gwiazdy dla podkreślenia skomunizowania elit akademickich, które przetrwały w tym stanie medialny upadek komunizmu i sformatowały nowe pokolenie według podobnych antywartości.

Zwycięstwo nad bolszewią zostało natomiast upamiętnione na kolorowo przez Akademię Sztuk Teatralnych.

Tęczowa Akademia Sztuk Teatralnych

Na rogu ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego na balkonie usytuowanym nad tablicą poświęconą marszałkowi wywieszono tęczową „flagę”

Akademnia Sztuk Teatralnych czci 100 roczncę Cudu nad Wisłą

zapewne dla zobrazowania transformacji zarazy czerwonej w tęczową, którą zostały dotknięte polskie uczelnie w ostatnich dziesięcioleciach.

Na gmachu Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej odsłonięto tablicę w hołdzie ochotnikom z Krakowa i Małopolski do walki z najazdem bolszewickim. https://niezlomnym.photo.blog/2020/08/15/krakowskie-obchody-100-rocznicy-bitwy-warszawskiej/

W tym gmachu, wówczas zajętym przez wojskowe koszary był punkt werbunkowy. Z rejonu Krakowa i Małopolski zgłosiło się 11 392 ochotników do walki o zachowanie Niepodległości. Niestety nie wiadomo w jakim stopniu była reprezentowana społeczność akademicka, a z obojętności wobec rocznicy Cudu nad Wisłą obecnego świata akademickiego można by wnioskować, że żaden akademik na ochotnika się nie zgłosił ?

Czy to możliwe, skoro wiadomo, że w wojnie z bolszewikami brała udział Legia Akademicka o czym informuje też wystawa IPN obok tablicy a obóz zborny dla niej był usytuowany w Rembertowie.

Legia Akademicka

Niestety zainteresowania uroczystościami patriotycznymi ze strony akademików nie widać. Nie wykazują orientacji patriotycznej, nie biorą udziału w marszach patriotycznych, nie wywieszają flag państwowych, a nawet podkreślają „flagami” swoją orientację tęczową, a wypowiedziami stoją nieraz po stronie orientacji bonobiańskiej. [Orientacja bonobiańska w pierwszych dniach sierpnia 2020 r.;, Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN;  Dezorientacja rektorska]

Co gorsza nie piszą należytych historii. Skoro w swoich dziejach nie używają takiego terminu jak komunizm, to niby jak mogą należycie opisać historię walki z komunizmem ?

Są zorientowani na swoje kariery tytularne, zorientowani na wykluczanie tych o odmiennej orientacji intelektualnej i moralnej a orientacja patriotyczna to dla nich obciach i zacofanie. Takie jest też młodzieży chowanie.

Kto tego nurtu nie respektuje, ten negatywnie wpływa na młodzież akademicką [ i nie tylko] i nie ma dla niego miejsca w postępowym świecie akademickim znajdującym się jednakże na drodze ewolucji wstecznej.

Z tą walką NZS o przyszłość i godność nauki w Polsce to jakoś nie wyszło

5

Z tą walką NZS o przyszłość i godność nauki w Polsce to jakoś nie wyszło

Gorzkie refleksje po 40 latach.

Na okoliczność 40 lecia Niezależnego Zrzeszenia Studentów, antykomunistycznej organizacji o zasięgu ogólnopolskim zorganizowano wystawę w hallu dworca PKP w Krakowie. (https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/08/12/nzs-pokolenia-przemian-1980-2020-na-dworcu-pkp/)

Warto ją obejrzeć i zastanowić się nad historią tego ruchu i dniem dzisiejszym. Na wystawie zainteresowała mnie szczególnie informacja – uzasadnienie strajku NZS w listopadzie 1981 roku w Białymstoku. Studenci demonstrowali w pobliżu ówczesnej siedziby KW, na placu noszącym obecnie nazwę NZS, domagając się m. in. uwolnienia więźniów politycznych, ale podnosili również, że jest to strajk o przyszłość polskiej nauki i kultury, uzasadniając, że ‚rdzeniem polskiej pracy jest polska nauka’ i walczą o to aby uniwersytet był uniwersytetem a nauka nauką, co w czasach PRL nie było jednoznaczne, jako że naukę w niemałym stopniu zastępowała ideologia, a uniwersytety były pod nadzorem przewodniej siły narodu, aby posłuszne ideologii komunistycznej kadry akademickie formowały kolejne, posłuszne kadry budowniczych najlepszego z ustrojów.

Wówczas w Białymstoku nie było nawet uniwersytetu a jedynie filia Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie na wykłady byli zsyłani niezbyt spolegliwi akademicy uczelni-matki. Tym bardziej taki stan umysłów tamtejszych studentów budzi i po latach uznanie, a i Białystok doczekał się samodzielnego uniwersytetu, zwanego bardziej opisowo Uniwersytetem w Białymstoku [UwB], aby jego skrót nie budził niepożądanych skojarzeń. Odkomunizowany pomnik, pod którym strajkowali, po latach został zaopatrzony – nie bez walki – w napisy „Bóg, Honor, Ojczyzna” nawiązujące jasno do deklaracji studenckich, a także robotniczych.

Strajkujący studenci uznali, że ciąży na nich odpowiedzialność za godność polskiej nauki, tak jak robotnicy w tamtym czasie wzięli na siebie odpowiedzialność za godność polskiej pracy.

Mam dowody (np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/), że te deklaracje nie były gołosłowne, bo i pod koniec czasów jaruzelskich, kiedy przed tzw. transformacją ustrojową czyszczono uczelnie z elementu negatywnie wpływającego na młodzież akademicką, bo uczącego ją myślenia i to krytycznego, jedynie studenci, zgodnie z poczuciem odpowiedzialności za godność nauki protestowali, argumentując, że takie metody nie wprowadzą nauki godnie w wiek XXI !

I nie wprowadziły !

Tak ówczesnym, jak i późniejszym decydentom akademickim (i nie tylko), beneficjentom niegodnego systemu komunistycznego, takie metody jednak nie przeszkadzały i nie przeszkadzają do dnia dzisiejszego. Nawet największe autorytety akademickie, naukowe, moralne pozostali i nadal pozostają głusi na wołania o prawdę i sprawiedliwość, a najwięksi nawet historycy za nic w świecie nie chcą poznać tego co badają !

Studenci domagali się przygotowania nowych, pozbawionych fałszerstw podręczników historii. I co ? Podręczniki historii (i nie tylko historii) były pełne fałszerstw, z nauką to nie miało wiele wspólnego. Ale po 40 latach nadal takich podręczników nie brakuje, tak na poziomie edukacji niższej, jak i wyższej. Z tym, że im wyżej tym gorzej, bo na szczeblu wyższym formatowani są nauczyciele, autorzy i recenzenci podręczników przeznaczonych także do edukacji niższej. W pro-socjalistycznej edukacji przestrzegano: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał i uczono z takim sukcesem, że po latach jasno widać: czego Jaś, czy Joasia z fałszywych podręczników zbyt dobrze się nauczyli, to Jan i Joasia nie są w stanie się oduczyć. Przeciwko fałszowaniu historii na szczeblu niższym zdarzają się protesty, ale na szczeblu wyższym to protestuje tylko margines. (https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/). A ryba przecież psuje się od głowy ! 

Wystawa nosi nazwę „NZS – pokolenia przemian 1980-2020” (https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/08/12/nzs-pokolenia-przemian-1980-2020-na-dworcu-pkp/). Widać, że pokolenie NZS tak się przemieniło, że już nie protestuje ! Skoro nie mają nic przeciwko temu aby w historiach ich uczelni nie było komunizmu, PZPR, stanu wojennego…, to ich walka po latach staje się niezrozumiała.

Piękne deklaracje studenckie, z tamtych gorących dni, po latach skłaniają do gorzkich refleksji.

Z tą walką o przyszłość i godność nauki w Polsce to jednak jakoś nie wyszło. Dzisiaj, ci strajkujący wówczas studenci, to są 60-latkowie – czyli w wieku decydenckim w domenie akademickiej i dobrze by było poznać ich późniejsze dokonania i obecne działania, bo godność w tej domenie jakby całkiem zanikła, a przyszłości też nie widać.

Uniwersytet miał być uniwersytetem a nauka nauką – a jak się stało?

Uniwersytetami zostały wcześniejsze szkoły, nie za bardzo wyższe, a nawet te – nazywane Wyższymi Szkołami Podstawowymi, a nauka jak była zastępowana ideologią, tak i pozostała, tyle że ideologia czerwona została zastąpiona tęczową a nauki na uniwersytetach zostało tyle co kot napłakał.

Co prawda zlikwidowano docentów, ale pozostawiono dostawy obowiązkowe [niechby tylko kto nie zechciał dostarczyć produktów swojej wiedzy przyłożonemu !], więc i tak pozostał feudalny podział na tych co są do centów i tych do roboty, ale z tego podziału jakoś nauka nie powstaje, a centy trafiają tylko do kasty nadzwyczajnej, i tak nadal biednej, bo za żadne centy nie są w stanie godnie wyżyć. No cóż, godność jakoś nie idzie w parze z centami, więc nie dziwota.

Postępu nie ma ani na krok, a orientacja ‚bonobiańska’ [https://blogjw.wordpress.com/2020/08/08/orientacja-bonobianska-w-pierwszych-dniach-sierpnia-2020-r/ ] wykazywana przez liczne grona akademickie, to krok wsteczny, do czasów naszych przodków, czasów liczonych milionami lat.

Rdzeniem polskiej pracy bynajmniej nie została polska nauka. Lansuje się rzekomo odkrywczą koncepcję „gospodarki opartej na wiedzy”, jakby na czymkolwiek innym można by gospodarkę opierać. Na wiedzy gospodarka czymkolwiek opierała się zawsze, z tym że wiedza bywała niedostateczna, to i gospodarka stateczna nie była. Skoro innowacyjność naszej gospodarki jest jedną z najniższych w krajach europejskich, to i wiedza naszych akademików jest zapewne niedostateczna aby na niej gospodarkę skutecznie opierać. Instytuty badawcze utrzymują się głównie z wynajmu nieruchomości, a nie ze swojej wiedzy, bo żeby wiedzę sprzedać to trzeba ją mieć ! Finansuje się, i to obficie, projekty dla poszerzenia wiedzy, ale przyczyny braku tego poszerzenia ukrywa się przed szarym obywatelem, traktowanym jako nieuczciwa konkurencja do niekontrolowanego wydawania jego środków płatniczych.

Dużo młodych wykształconych ludzi opuściło Polskę w PRL oraz w III RP, wielu wykluczono z systemu akademickiego, stąd nadal mamy deficyt elit, a świat akademicki bronił się i nadal się broni przed ich powrotami. Godne uznania deklaracje młodych studentów sformułowane w systemie totalitarnym nie zostały wdrożone w życie.

Odnosi się wrażenie, że ciężar odpowiedzialności za los nauki i pracy przygniótł świat akademicki [i nie tylko] i to na lata, także w wolnej Polsce .

Jeśli są dowody, że jest inaczej, to proszę o informacje/dokumentacje.

Umieszczę gratis, jak zawsze, w zajętej przez mnie części cyberprzestrzeni.

Orientacja bonobiańska w pierwszych dniach sierpnia 2020 r.

Screen Shot 08-08-20 at 10.17 AM

[Tęczowy szympans – rys. z https://ipicasso.pl/]

Orientacja bonobiańska w pierwszych dniach sierpnia 2020 r.

Sierpień wyróżnia się wśród polskich miesięcy wieloma wydarzeniami historycznymi dla naszej tożsamości.

1 sierpnia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie w ramach walki o Polskę, a 6 sierpnia 1914 r. z krakowskich Oleandrów wyruszyła I Kompania Kadrowa, aby odzyskać utraconą Niepodległość. 5 sierpnia 1864 r. za walkę o Niepodległość został stracony dyktator Powstania Styczniowego Romuald Traugutt. 100 lat temu 15 sierpnia stał się Cud nad Wisłą, który uratował nie tylko Polskę, ale i Europę, a 40 lat temu strajki sierpniowe doprowadziły do powstania ruchu Solidarności prowadzącego do obalenia komunizmu, niestety nie do końca, bo w sierpniu 2020 r. widzimy lewackie ekscesy wskazujące na przeobrażenie się zarazy czerwonej w tęczową.

Figura Chrystusa sprzed Bazyliki św. Krzyża, zniszczona przez brunatnych barbarzyńców podczas Powstania Warszawskiego,  jest profanowana przez barbarzyńców tęczowych i to w takim historycznym, symbolicznym okresie.

Co więcej do profanacji włączyła się profesorka z Uniwersytetu Warszawskiego – Magdalena Pecul-Kudelska, jakby symbolizująca orientację środowiska akademickiego wyrażonego wcześniej przez rektorów i akademickie komisje etyczne. Agresywne środowiska LGBT mają oparcie – nie tylko moralne – u nadzwyczajnej kasty akademickiej i jej zagończyków, jak Jana Hartmana stanowiącego piorunochron dla władz uczelnianych, jakoś pomijanych w debacie publicznej na temat ekscesów LGBT. Jan Hartman zbiera na siebie gromy obrońców tradycyjnych wartości a władze akademickie są poza strefę rażenia. W obronie ideologii gender stawał b. minister nauki Jarosław Gowin i miał się nawet kłaść Rejtanem, ale chyba się zmęczył treningami przygotowawczymi i nim się położył, opuścił ministerialny fotel. Widać fotele to nie są dobre przyrządy do trenowania.

Ale bardziej zaawansowani na drodze do osiągnięcia postępowej orientacji potrafią się utrzymywać nawet na poręczach balkonowych, jak to widzieliśmy podczas Marszu Powstania Warszawskiego w wykonaniu bliskiego krewnego samego bonobo [Pan paniscus], opętanego seksem szympansa karłowatego, mającego 98 % wspólnych genów z Homo sapiens. Dlaczego taka orientacja seksualna, rzec można  bonobiańska, uważana jest za postępową – nie wiadomo. Przecież to jest atawizm, powrót do zachowań przodków.

Warto przypomnieć, że u zarania budowy pierwszego państwa postępu zarządzanego metodami naukowymi z polecenia Józefa Stalina akademik Iwanow zaopatrzony obficie w środki przez sowiecką Akademię Nauk wybrał się do Kongo aby skrzyżować przedstawicieli gatunku Homo sapiens i szympansów, do czego były też skłonne komsomołki aby wspierać budowę raju komunistycznego borykającego się z kryzysem demograficznym. Stalin chciał wzmocnienia, dziesiątkowanej w bojach i przez zarazy, Armii Czerwonej, przez bataliony bardziej odpornych super wojowników – niewrażliwych na ból, na niedostatki pożywienia – które mogłyby powstać w wyniku skrzyżowania małp i ludzi.

Krzyżówki się jednak nie udały, super stworzenie nie powstało, akademik podczas Wielkiej Czystki skończył w gułagu, natomiast sam Dymitr Szostakowicz zainspirowany poczynaniami akademika napisał w 1932 r. operę Orango z librettem Aleksieja Nikołajewicza Tołstoja, która została odkryta dopiero w 2004 r.  a w 2011 wystawiona w filharmonii w Los Angeles a w 2015 w Royal Albert Hall w Londynie.

Nie wiem czy tęczowi wzorowali się na tej operze Szostakowicza, choć podobieństwa zachowań a nawet rekwizytów używanych przez balkonowego bonobiana rzucały się w oczy.

Ekscesy tęczowych w pierwszych dniach sierpnia 2020 r. zajęły jakże symboliczną przestrzeń między Polską Akademią Nauk i Uniwersytetem Warszawskim, chyba dla pokazania, że ta przestrzeń należy do postępu, choć atawistycznego, bo świat akademicki znalazł się na drodze ewolucji wstecznej.

Atawistyczna orientacja bonobiańska wykazywana przez tzw. siły postępu ściera się tam [i nie tylko tam] z orientacją patriotyczną i chrześcijańską, uważane za orientacje faszyzmu, ciemnogrodu i wszelkiego wstecznictwa.

Ciała akademickie tak zaangażowane czynnie we wspieranie ideologii tęczowej [https://blogjw.wordpress.com/2020/06/21/dezorientacja-rektorska/;https://blogjw.wordpress.com/2020/07/04/przestroga-przed-orientacja-komitetu-bioetyki-przy-pan/  ] i walkę o tolerowanie ekscesów odmiennie zorientowanych w domenie seksualnej – milczą, tak jak milczały wobec deklaracji ideowej TęczUJów [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/]  ostrzegającej, że nawet niewinny żart wobec nich może się źle skończyć. Kto nie kocha ekscesów kochających inaczej, dla tego miejsca w tym świecie być nie może. Odmienna orientacja intelektualna i moralna, orientacja na prawdę i uczciwość, w tym świecie nie jest już tolerowana, w ramach walki o tolerancję.

Kto wie, czy sierpień roku 2020 nie przejdzie do historii jako miesiąc walki o zachowanie tożsamości ludzkiej zagrożonej powrotem do orientacji „Pana paniscusa” wyrażanej przez siły postępu.

Czy KL Auschwitz jest obszarem eksterytorialnym?

Upamiętnienie pierwszego transportu polskich więźniów politycznych (14.061940 r.) do KL Auschwitz: 728 Polaków z Tarnowa

Czy KL Auschwitz jest obszarem eksterytorialnym? -Kurier WNET nr 73/2020.

 

Moc rektorska w niemocy

Moc rektorska w niemocy

Często słyszymy, że o zmarłych albo mówimy dobrze, albo wcale, z czym się nie zgadzam, bo wtedy zakłamujemy historię i wiedzę o naturze człowieka.

Zresztą tej zasady nie respektuje Kościół i niemal codziennie przypomina co takiego uczynił Piłat, w końcu zmarły jakieś 2000 lat temu, a przynajmniej w Wielki Tydzień wypomina i to świętemu Piotrowi, że się zaparł, co chwalebne nie było, choć pokazuje, że człowiek jest słaby, ale od swoich słabości w życiu może się wyzwolić.

Nie wszyscy są do tego zdolni, a wielu nawet nie usiłuje i przechodzi na drugą stronę w stanie zniewolenia swoimi słabościami, a nawet niecnymi postępkami.

Biogramy na ogół takie czyny pomijają i trudno w nich znaleźć prawdę. Taki stan rzeczy jest standardem w polskim świecie naukowym, mimo że to świat naukowy jest od tego aby prawdy poszukiwać i uczyć tego innych, a ukrywanie, czy prawdy zakłamywanie, taki świat dyskwalifikuje.

Niestety żyjemy w takich czasach, kiedy kłamstwo jest nobilitowane, a ujawnianie prawdy karane. W polskim świecie nauki strażnikami takich antywartości są nader często rektorzy polskich uczelni, którzy za nic w świecie, a w każdym razie za cenę swoich gronostajów, nie chce poznać prawdy i pracowników „nauki”, prowadzących tak badania, aby czasem prawdy nie poznać, na swoich uczelniach zatrudniają/wyróżniają/nobilitują.

Ostatnio na drugą stronę przeniósł się jeden z wybitnych architektów polskiego życia akademickiego i o jego funkcjach, zasługach, wyróżnieniach mamy moc informacji, choć wielu, i to istotnych brakuje, stąd obraz jego dokonań na tym ziemskim padole odbiega od rzeczywistości. Obraz tak został pokiereszowany, że chyba będzie trudny do odtworzenia.

Rzecz dotyczy Franciszka Ziejki, b. rektora najstarszej polskiej uczelni, którą mieli stanowić nauczani i nauczający poszukujący wspólnie prawdy, ale dawno już nie stanowią i nie są w stanie realizować maksymy tej uczelni Plus ratio, quam vis, a właściwie realizują ją na odwrót, co dla świata odwróconych wartości, wcale nie budzi nawet zdziwienia. [ https://jubileusz650uj.wordpress.com/]

Rektor Franciszek Ziejka w czasach przed-rektorskich, jak wynika z prac IPN, wcielił się w inną postać, o jakże znamiennej nazwie –„Zebu” – por. Franciszek Ziejka, rektor, który ma dowód (?) na niewinność w swoim rękopisie znalezionym w garażu, KO‚Zebu’ https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/ , Agenturalna sprawa K.O. ‚Zebu’ – Franciszka Ziejki, b. Rektora UJ https://lustronauki.wordpress.com/2013/11/21/agenturalna-sprawa-k-o-zebu-franciszka-ziejki-b-rektora-uj/, bo pod takim wcieleniem występuje w aktach IPN, ale do końca tego wcielenia nie poznaliśmy.

W tej sprawie „Sąd Okręgowy w Krakowie w wyroku uznał w środę (24 czerwca), że Franciszek Ziejka, były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego nie jest kłamcą lustracyjnym. Inaczej twierdził prokurator Instytutu Pamięci Narodowej i dla profesora chciał trzyletniego zakazu pełnienia funkcji publicznych. Lustrowanego nie było w sądzie. Wyrok nie jest prawomocny.” [Gazeta Krakowska 24 czerwca 2020 r. https://gazetakrakowska.pl/sad-byly-rektor-uj-franciszek-ziejka-nie-jest-klamca-lustracyjnym/ar/c1-15044482 ]. W obecnym stanie rzeczy wszystko przeszło na barki sądu niebieskiego, na co zresztą liczył oskarżany rektor [… dokumenty, jakie znalazły się w archiwum IPN na mój temat, były przez SB preparowane. Jestem zresztą gotów przysiąść na Sądzie Ostatecznym.Dziennik Polski, 9 lutego 2008 ]

Rzecz jasna biogramy o tym epizodzie milczą, mimo że to nie były czasy tak odległe jak czasy Piłata, czy św. Piotra.

Co więcej, b. rektor był wielce zasłużony dla zakłamywania najnowszej historii swej uczelni wspierając w tym dziele innego profesora UJ [ POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/ , Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiegohttps://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/, List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/  i był skutecznym strażnikiem archiwów uczelni przed poznaniem ich zawartości przez wypędzonych w czasach PRL  z uczelni –  CO SŁYCHAĆ POD DYWANEM ? https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/co-slychac-pod-dywanem/ czym udowodnił [i nie tylko on] ze gdzie jak gdzie, ale na UJ prawo „jaruzelskie” jest przedkładane ponad Konstytucję III RP.

We wspomnieniach o b. rektorze zainteresował mnie wpis na FC kolegi Bogdana Gancarza, jako że wnosi on nieznane, czy mało znane fakty z kadencji rektorskiej, ale i obrazuje w szerszym kontekście prawdziwą naturę III RP.

Otóż jak pisze kolega „ Zmarły prof. Franciszek Ziejka był niegdyś m.in. kuratorem mojego męskiego Krakowskiego Chóru Akademickiego przy Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2003 r. w trakcie jubileuszu 125-lecia KCHA, „mocą swej władzy rektorskiej”, cofnął naganę którą chór otrzymał w 1938 r. od rektora Tadeusza Lehra-Spławińskiego….. W trakcie inauguracji roku akademickiego 1938/39, chór po wykonaniu hymnu „Gaude mater Polonia” wyszedł z auli i nie było komu wykonać na koniec hymnu państwowego. Ówczesny rektor zganił za to chór surowo na piśmie zaznaczając, że „niniejsze pismo winno być przechowywane na stałe w aktach Stowarzyszenia”. Rektor Ziejka uznał, że całą późniejszą swą działalnością m. in. w czasach stalinowskich, chór dowiódł wierności uniwersytetowi, stąd jego symboliczna decyzja o cofnięciu nagany.”

Bardzo to piękne wydarzenie obrazujące moc władzy rektorskiej w III RP. Niestety tylko w stosunku do krzywdzących decyzji z czasów II RP !

III RP nie zachowała ciągłości prawnej z II RP, więc taka decyzja nie stanowiła nadużycia władzy rektorskiej.

B. rektor wykazał także moc, aby Prezes IPN, Kustosz Pamięci Narodowej, Janusz Kurtyka w 2010 r. po tragedii smoleńskiej nie spoczął w krypcie kościoła św. Piotra i Pawła https://www.rp.pl/artykul/465214-Krypta-nie-dla-Janusza-Kurtyki.html https://krakjw.wordpress.com/2010/04/21/pozegnanie-janusza-kurtyki/ ; https://krakjw.wordpress.com/2010/04/23/pozegnanie-kustosza-pamieci-narodowej-janusza-kurtyki/ .

Niestety ten sam rektor nie miał mocy, a nawet jeśli miał, to nie miał zamiaru jej użyć, aby uchylić opinie anonimowych ciał z czasów „jaruzelskich” realizujących dyrektywy zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. [Dostęp do teczek akademickich, na przykładzie UJ, za panowania rektora Franciszka Ziejkihttps://nfapat.wordpress.com/2008/08/21/dostep-do-teczek-akademickich-na-przykladzie-uj-za-panowania-rektora-franciszka-ziejki/], Jak Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego kieruje się zasadą PLUS RATIO QUAM VIS-https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/

Sfabrykowane, anonimowe opinie stanowiły podstawę do podejmowania decyzji o wypędzeniach z UJ niewygodnych dla komunistycznego systemu kłamstwa nauczycieli akademickich i niszczenia warsztatów ich pracy. A rektor mający nie tylko służbowy, ale i zwykły ludzki obowiązek poznania prawdy, za nic w świecie nie chciał jej poznać,  a nawet na ten temat rozmawiać. [Czyżby tytuł profesora honorowego był rekompensatą za brak honoru ? https://blogjw.wordpress.com/2012/10/24/czyzby-tytul-profesora-honorowego-byl-rekompensata-za-brak-honoru/].

Mocą władzy rektorskiej uchylał w III RP decyzje z II RP, ale nie z PRL !

Można zatem ocenić, że b. rektor UJ w czasach swej kadencji [podobnie zresztą jak inni – wcześniejsi i późniejsi rektorzy UJ] dowiódł wierności antywartościom państwa komunistycznego.

I taki stan rzeczy wielu się bardzo podoba.

Czy prezydent musi nadawać tytuł profesora ?

Czy prezydent musi nadawać tytuł profesora ?

W Polsce tytuł profesora cieszył się od lat dużym prestiżem w społeczeństwie, choć nie wszyscy odróżniają tytuł od stanowiska, a nawet od zawodu, stąd umieszczanie profesora uniwersytetu w rankingach prestiżu zawodów w Polsce. Przez lata, właśnie profesor uniwersytetu – umieszczany w kategorii zawodów – cieszył się największym prestiżem. Tak było w PRL!

Spadek prestiżu profesora

Jeszcze przez lata w III RP profesor uniwersytetu był leaderem rankingu prestiżu zawodów, choć jego przewaga nad innymi zawodami malała, i w badaniu CBOS w 2013 r. profesor spadł na drugie miejsce, bo społeczeństwo wyżej doceniło zawód strażaka.

W badaniu z roku ubiegłego profesor uniwersytetu znalazł się – uwaga ! – na 5 miejscu, ustępując prestiżem nie tylko zawodowi strażaka (nadal leader rankingu), ale także zawodowi pielęgniarki, robotnika wykwalifikowanego i górnika. Widać, że wzrost ilości uczelni, ilości stanowisk i tytułów profesorskich oraz wyższego wykształcenia społeczeństwa, przełożył się – o dziwo – na spadek prestiżu profesorów, którzy, jak można sądzić, swoimi kwalifikacjami, poziomem intelektualnym i moralnym sprawiają społeczeństwu zawód.

Ciekawe, że nawet wśród absolwentów wyższych uczelni profesor uniwersytetu pod względem poważania ustępuje strażakowi, a nawet pielęgniarce.

Można sądzić, że i absolwenci uczelni wreszcie się poznali, że z tymi tytułami to u nas jest coś nie tak. Widoczna jest zależność – im wyższe wykształcenie społeczeństwa, im więcej studiujących mających kontakt bezpośredni z profesorami, tym prestiż profesorów stopniowo maleje.

Gdy prestiż oparty był na bazie propagandy, mediów, ciągłego informowania o doskonałości uczonych, używaniu wobec nich określeń: koryfeusze, luminarze – jakoś to oddziaływało na społeczeństwo, ale w dobie otwarcia na świat, powszechnego już internetu, ta nadmuchiwana tytularna bańka zaczyna pękać, nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością.

Warto też zauważyć, że nasze elity polityczne, w których mamy też profesorów w randze ministrów, posłów, czy działaczy partyjnych, ciągną się w ogonie tego rankingu. Taki jest społeczne znaczenie poszczególnych profesji. Winno to dawać wiele do myślenia, i to od dawna. A jakoś nie daje, zapewne dlatego, że myślenie przez lata uznawano (i to słusznie) za zagrożenie dla rządzących a wyrzucano (niesłusznie) na margines społeczny uczących myślenia krytycznego.

Obrzęd prezydencki

W Polsce tytuł profesora nadaje prezydent, stąd o takim profesorze mówi się, że jest „prezydencki” czy „belwederski”, gdyż zwykle ceremonie odbywały się w Belwederze. I tradycyjnej nazwy nie zmieniono, choć zmieniono miejsce nadawania profesur na Pałac Namiestnikowski. No cóż, nazwa „profesor namiestnikowski” mogłaby budzić złe skojarzenia.

Prezydent nie ma w obowiązku konstytucyjnym nadawania tytułu profesora, ale „decyzję o nadaniu tytułu profesora Prezydent RP podejmuje w formie postanowienia, wcześniej kontrasygnowanego przez Prezesa Rady Ministrów. Indywidualne akty nadające przedmiotowy tytuł, profesorowie odbierają z rąk Prezydenta’ [prezydent.pl]

Były wiceminister edukacji i były wiceminister nauki Zbigniew Marciniak uważa, że „procedury związane z nadaniem tytułu profesora belwederskiego są polską specyfiką i zupełnie wystarczyłby tytuł uczelniany …. w przyszłości trzeba zrezygnować z tej dekoracji mającej charakter obrzędowy, bez znaczenia dla jakości polskiej nauki.[ www.prawo.pl]

Natomiast jak czytamy w prawo.pl (Minister przeciwnikiem habilitacji i profesury) „Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego wielokrotnie dawał do zrozumienia, że habilitacja jest „polskim anachronizmem”, a tytuł tzw. profesora belwederskiego – „polską wyjątkowością”. Obydwie procedury, jego zdaniem, spowalniają ścieżki awansu naukowego młodych, wybitnych uczonych i dlatego jest to „obszar do poprawy”.

Faktem jest jednak, że w obronie tego swojego, słusznego moim zdaniem poglądu, były już minister nie położył się Rejtanem i w „Konstytucji dla nauki” ten „obszar do poprawy” nie został poprawiony. Polski system akademicki, nadal więc będzie wyjątkowy i spowalniający rozwój nauki, stąd nauka uprawiana w Polsce raczej nie będzie miała wiele szans aby się podnieść w światowych rankingach naukowych, a i „zawód” profesora może nadal spadać w polskich rankingach prestiżu.

W tym duchu argumentuje Andrzej Jajszczyk (Polska nauka przegrywa wyścig

Wszystko co Najważniejsze), znający dobrze anachroniczny polski system akademicki: wielkim problemem polskiej nauki jest jej nadmierna hierarchiczność, której elementami są stopień doktora habilitowanego i tytuł profesora. Już dawno stopnie te mają nikły związek z jakością legitymujących się nimi naukowców, a samo ich posiadanie stwarza złudne wrażenie wybitności.”

Mniej zorientowanym w tym naszym systemie tytularnym trzeba wyjaśnić, że w Polsce funkcjonuje także pojęcie profesora uczelnianego, które oznacza stanowisko na uczelni, a nie jest tytułem naukowym. Na ogół w przestrzeni publicznej takie rozróżnienie nie jest stosowane, a profesorowie uczelniani nie mają nic przeciwko temu aby uchodzić za ‚prezydenckich’. Jednak znający „kuchnię akademicką” o profesorach uczelnianych wyrażają się wręcz pogardliwie – profesor „podwórkowy”, nie mający takiego prestiżu jak profesor z nadania prezydenta. Czasem jednak, poziomem intelektualnym i osiągnięciami, taki profesor, podobnie jak zwykły doktor, może na głowę bić profesora „belwederskiego”.

Ale taki mamy system sprawiający złudne wrażenie wartości.

Warto przypomnieć, że w końcu PRL (ustawa z 1985r.) tytuł naukowy profesora

mógł być nadany osobie, która w pełni akceptuje konstytucyjne zasady ustrojowe Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i kieruje się nimi w swojej działalności”. Stąd wielu wybitnych naukowców, którzy tych pozanaukowych warunków nie spełniali, takim tytułem nie było obdarzanych, a nawet z systemu akademickiego byli usuwani.

Niestety w III RP zachowano ciągłość prawną, a także personalną z PRL, co jest jedną z najważniejszych przyczyn obecnego kiepskiego stanu nauki w Polsce, obniżenia prestiżu tytułu („zawodu”) profesora i braku zdolności profesorów do poznania historii uczelni oraz odpowiedzi na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? (mój blog akademickiego nonkonformisty).

Prezydent jedynie notariuszem ?

Ostatnio w przestrzeni publicznej zaistniała sprawa profesury belwederskiej psychologa społecznego dr hab. Michała Bilewicza z Uniwersytetu Warszawskiego specjalizującego się w obszarach dyskryminacji i uprzedzeń.

Liczni naukowcy -psycholodzy (choć nie tylko) zorganizowali petycję (Petycja w sprawie nadania tytułu profesora dr hab. Michałowi Bilewiczowi – petycjeonline.com) w obronie dyskryminowanego ich zdaniem kolegi, do którego prezydent -w ich opinii- jest uprzedzony. Mimo, że recenzenci Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych wniosek profesorski Michała Bilewicza oceniali jednoznacznie pozytywnie, prezydent jeszcze tego wniosku nie podpisał. Naukowcy zatem traktują prezydenta jako notariusza, który ma bez zastanowienia i zwłoki podpisywać to, co mu komisja do podpisania podsunie.

Uważają przy tym, że zwlekanie z podpisem nominacji dla Michała Bilewicza jest „szkodą wyrządzoną na wizerunku Polski w oczach międzynarodowej społeczności uczonych, którą trudno będzie w przyszłości naprawić.”

Po co naukowcom potrzebny jest taki system, w którym awanse naukowe ma podpisywać bezrefleksyjnie prezydent – nie wiadomo.

Prezydent wśród naukowców nie cieszy się zbytnim prestiżem, ale naukowiec ma mieć prestiż, dopiero po podpisaniu jego awansu przez prezydenta ? Zdumiewające – nieprawdaż ? Badania rankingu prestiżu zawodów, wskazują jednakże, że ten prestiż nawet po podpisaniu nominacji przez prezydenta i tak spada. Widać, że pies jest gdzie indziej pogrzebany.

Dylemat prezydenta

Penetrując internet w poszukiwaniu informacji o podobno dyskryminowanym przez prezydenta naukowcu, ze zdumieniem dowiedziałem się, że będąc Polakiem nie jestem członkiem tego narodu, lecz jakimś tworem ideologicznym, bo jak zrozumieć słowa Bilewicza z Twittera „Nie oskarżam Polaków, tylko panoszącą się ideologię o nazwie Polacy”?

W jednym z wykładów kandydat na profesora stawia pytanie: Czy istnieje jakikolwiek sposób na przyswojenie sobie przez Polaków wiedzy o negatywnych wydarzeniach z historii ich narodu?

Widać, że motorem działalności badawczej kandydata na profesora belwederskiego, jest znalezienie sposobu na wpojenie Polakom – jako swoistej konstrukcji ideologicznej [?] – przekonania o ich winie, nawet za to, czego nie uczynili.

Chciałbym, aby naukowcy – obrońcy rzekomo dyskryminowanego – wytłumaczyli mi, jak to się dzieje, że taki kandydat na profesora belwederskiego, nie wyrządza szkody wizerunkowi Polski i Polaków, a prezydent kraju Polaków, nad nadaniem prestiżu takiej antypolskiej osobie, i to w Polsce, ma przechodzić bezrefleksyjnie i bez zwłoki prestiż nadawać.

Czy Prezydent nie naruszyłby takim aktem Konstytucji, skoro jej Art. 130. mówi:

Prezydent Rzeczypospolitej obejmuje urząd po złożeniu wobec Zgromadzenia Narodowego następującej przysięgi- „Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem”.

Prezydent składa przysięgę wobec narodu, a nie jakiegoś tworu idelologicznego i w dodatku ma strzec niezłomnie godności Narodu, a kandydat na profesora tę godność w swej «naukowej» działalności narusza i szuka tylko jak przekonywać Polaków, aby czuli się winni, a nie jaka jest prawda, co jest obowiązkiem naukowca.

Prezydent ma zatem dylemat, czy postąpić wbrew swej konstytucyjnej przysiędze, czy też wystąpić jedynie w roli notariusza, aprobując to, co nie powinno być aprobowane.

Aby prezydent nie musiał

Powstaje pytanie:czy nie należałoby uwolnić prezydenta od obowiązku podpisywania nominacji profesorskich, skoro nie może brać odpowiedzialności za to, co naukowcy wypisują? Skoro prezydent nie powinien ingerować w badania/rezultaty badań naukowców (słusznie), bo to jest odpowiedzialność świata nauki, a nie prezydenta, to niech świat nauki bierze odpowiedzialność za kreowanie swoich członków na profesorów.

W końcu naukowcy, a w szczególności rektorzy, zwykle nas przekonują (słusznie), że uniwersytet winien być apolityczny, choć sami tego nie respektują (niesłusznie).

Prezydenta nie można obarczać odpowiedzialnością za spadek prestiżu tytułu profesora, skoro w nominacje nie może ingerować, a tylko jako «notariusz» ma je podpisywać. Nominacji na strażaka prezydent nie podpisuje a strażak prestiż społeczny ma, i to większy od profesora!

Co więcej prezydent u nas nie może odebrać tytułu profesora, choć jako «notariusz» ma go nadawać. Czy słyszał ktoś o odebraniu tytulu profesora komuś, kto go uzyskał w wyniku oszustwa np. plagiatu ? To co ? Prezydent ma odpowiadać za awansowanie w systemie akademickim oszustów ?

Prezydenci Stanów Zjednoczonych nie mają takich dylematów, bo nic im do nominacji profesorskich – tym zajmują się uczelnie.. I nauka na tym chyba lepiej wychodzi. Inaczej niż u nas.

Może by jednak przywrócić prestiż nauce dla dobra Polski i Polaków, którzy winni pozostać narodem a nie jakimś tworem ideologicznym w pseudonaukowych imaginacjach kandydatów do notarialnego podpisu ich nominacji/zatwierdzenia (nie)kompetencji przez prezydenta.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w lipcu 2020 r.

Naruszanie praw obywatelskich i dziennikarskich pod pretekstem pandemii

Naruszanie praw obywatelskich i dziennikarskich pod pretekstem pandemii

[sektor sądownictwa – przypadek sądów krakowskich]

7 lipca 2020 r. nie zostałem wpuszczony do sądu Rejonowego w Krakowie

jako dziennikarz i osoba zaufania Zygmunta Miernika

oskarżonego o wykroczenie związane z kampanią wyborczą do parlamentu Europejskiego (nieprawidłowości z rozwieszaniem plakatów). Pod pretekstem sytuacji pandemicznej, zarządzeniem wewnętrznym, zawieszono podstawowe prawo obywatelskie do posiadania świadka czynności sądowych. Zostaliśmy poinformowani, że z wnioskiem o wyrażenie zgody na utrwalanie obrazu i/lub dźwięku z rozprawy trzeba występować co najmniej 2 dni wcześniej, ale takiego poinformowania nie było w wezwaniu sądowym oskarżonego.

Nie pozwolono mi ponadto robić zdjęć przed wejściem do sądu, gdy np. w Sądzie Najwyższym, w czasie pandemii można było robić zdjęcia i filmować nawet wewnątrz budynku SN bez specjalnego zezwolenia. https://niezlomnym.photo.blog/2020/07/03/bitwa-o-powstanie-galerii-ofiar-zbrodni-sadowych-w-sadzie-najwyzszym/

Czy podstawowe prawa obywatelskie są w Polsce zróżnicowane w różnych budynkach sądowych ? Zgodnie z jakim prawem ? Z jaką Konstytucją ?

Przed budynkami sądów krakowskich wielokrotnie odbywały się demonstracje KODu w obronie sądów i Konstytucji, ale nie słyszałem o demonstracjach KODu w obronie Konstytucji łamanej przez sądy, czy w obronie obywateli, których prawa są naruszane przez sądy, nawet jak nie ma pandemii.

Fakt, że pandemia niejako stwarza dodatkowe warunki dla łamania praw obywatelskich i sądy [ choć nie tylko] te warunki wykorzystują.

Aby naprawić polski system sądownictwa trzeba takie przypadki monitorować i ujawniać. Nawet Sąd Najwyższy przyznał [https://blogjw.wordpress.com/2019/05/24/proces-jozefa-w/] , że jako obywatel mogę kontrolować każdą władzę, także sądowniczą, co staram się pro publico bono czynić, ale niewielu obywateli ze swoich praw do kontroli władz korzysta, stąd władze, także władze sądownicze, korzystają z pozaprawnego/niekontrolowanego/ nieujawnianego ograniczenia praw obywateli.

Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN

Józef Wieczorek

Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN

UWAGA: Herod akademicki na froncie walki z nienawiścią

Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN w dnia 19 czerwca 2020 r. wystosował – ‚Apel w sprawie zwalczania mowy nienawiści i pogardy wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe’ , a to dlatego że „W ostatnich dniach, w związku z kampanią prezydencką, na temat osób należących do społeczności LGBT+ padło wiele krzywdzących słów.”

Skład Komitetu na kadencję 2019-2022 tworzy 34 naukowców, głównie profesorów z różnych ośrodków naukowych:

  1. dr n. hum. ANNA ALICHNIEWICZ, Uniwersytet Medyczny w Łodzi 

  2. MAREK BALICKI, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa
  3. prof. dr hab. n. med. MARIA BARCIKOWSKA, Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN, Warszawa
  4. prof. dr hab. n. biol. EWA BARTNIK, Uniwersytet Warszawski
  5. dr hab. n. prawn. MARIA BORATYŃSKA, Uniwersytet Warszawski
  6. dr n. hum. WERONIKA CHAŃSKA, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum, Kraków
  7. prof. dr hab. n. hum. BARBARA CHYROWICZ, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
  8. dr hab. n. med. MAREK CZARKOWSKIWarszawski Uniwersytet Medyczny
  9. prof. dr hab. n. med. ZBIGNIEW CZERNICKI, Warszawski Uniwersytet Medyczny
  10. prof. dr habn. med. ANDRZEJ GÓRSKI (czł. rzecz. PAN), Warszawski Uniwersytet Medyczny
  11. dr hab. n. med. LUCJUSZ JAKUBOWSKI, Łodź
  12. dr n. med. JERZY JAROSZ, Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa, Warszawa
  13. prof. dr hab. n. med. WIKTOR JĘDRZEJCZAK, Warszawski Uniwersytet Medyczny
  14. prof. dr hab. n. biol. MAŁGORZATA KOSSUT (czł. koresp. PAN), Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, Warszawa
  15. prof. dr hab. n. med. ROMUALD KRAJEWSKI, Uniwersytet Rzeszowski, Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa
  16. prof. dr hab. n. med. JANUSZ LIMON (czł. rzecz. PAN), Gdański Uniwersytet Medyczny
  17. prof. dr hab. n. hum. PAWEŁ ŁUKÓW, Uniwersytet Warszawski
  18. dr n. med. JANUSZ MEDER, Polska Unia Onkologii, Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa
  19. prof. dr hab. n. hum. ALICJA PRZYŁUSKA-FISZER, Akademia Wychowania Fizycznego J. Piłsudskiego w Warszawie
  20. dr hab. n. społ. MAGDALENA RADKOWSKA-WALKOWICZUniwersytet Warszawski
  21. dr n. hum. JOANNA RÓŻYŃSKA, Uniwersytet Warszawski
  22. dr hab. n. med. MAGDALENA RUTKOWSKA, prof. IMiD, Instytut Matki i Dziecka, Warszawa
  23. sędzia w st. spocz. JERZY STĘPIEŃ, Sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, Uczelnia Łazarskiego, Warszawa
  24. prof. dr hab. n. biol. PIOTR STĘPIEŃ, Uniwersytet Warszawski; Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa
  25. dr hab. n. hum. ZBIGNIEW SZAWARSKI, prof. em. UW, Warszawa
  26. prof. dr habn. med.TOMASZ TROJANOWSKI (czł. rzecz. PAN), Uniwersytet Medyczny w Lublinie
  27. prof. dr hab. n. biol. PIOTR WĘGLEŃSKI (czł. rzecz. PAN), Uniwersytet Warszawski; Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa
  28. prof. dr hab. n. med. MARCIN WOJNARWarszawski Uniwersytet Medyczny
  29. prof. dr hab. n. med. SŁAWOMIR WOŁCZYŃSKI, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku 
  30. prof. dr hab. n. prawn. MIROSŁAW WYRZYKOWSKI, Uniwersytet Warszawski
  31. prof. dr hab. n. wet. ROMUALD ZABIELSKI (czł. koresp. PAN), Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Warszawa
  32. prof. dr hab. n. praw. JERZY ZAJADŁO, Uniwersytet Gdański 
  33. prof. dr hab. n. med. JACEK ZAREMBA (czł. koresp. PAN), Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa
  34. prof. dr habn. prawn. ELEONORA ZIELIŃSKA, Uniwersytet Warszawski 

Komitet w swym apelu przypomina: „….Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. [Art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP]

Komitet Bioetyki apeluje do wszystkich uczestników życia publicznego, w szczególności do polityków większości parlamentarnej oraz sympatyzujących z nimi dziennikarzy, o zaprzestanie wygłaszania i rozpowszechnia nienawistnych, pogardliwych i dehumanizujących komentarzy na temat osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe (LGBT – lesbian, gay, bisexual, transgender/transsexual).”….

Komitet Bioetyki przypomina także, że:  „Orientacja seksualna nie jest produktem ideologicznej indoktrynacji ani kwestią mody lub swobodnego wyboru. Nie można się nią zarazić.

Nie można jej komuś zaszczepić w procesie wychowania czy edukacji. We współczesnej nauce dominuje przekonanie – oparte na wynikach badań naukowych – że orientacja seksualna człowieka jest wrodzona i determinowana przez czynniki biologiczne (genetyczne, hormonalne), psychologiczne i społeczne.

Skoro orientacja jest wrodzona i determinowana nie tylko przez czynniki biologiczne, ale także przez czynniki psychologiczne i społeczne ( jak pisze Komitet) to człowiek, który nie jest członkiem Komitetu może sądzić, że jak najbardziej taką orientację można zaszczepić w procesie wychowania i edukacji przez zastosowanie odpowiednich czynników społecznych i psychologicznych.

I chyba tak jest, bo tęczowym chodzi o opanowanie seksualizacji dzieci, ale Komitet tego nie objaśnia mniej wyedukowanym, więc ci mogą mieć wątpliwości, zarówno co do przyczyn orientacji, ale i do tego, czy Komitet rozumie to co pisze. Komitet winien objaśnić, a nie czyni tego, mimo że profesorowie mają obowiązek moralny i intelektualny, aby należycie objaśniać rzeczy mniej wyedukowanym w ich dziedzinie .

Ja 24 czerwca 2020 r. zwróciłem się e-mailem do Komitetu o merytoryczne objaśnienia, przekazując moje teksty dotyczące LGBT, które jak podejrzewam, mogą być przez Komitet uważane za mowę nienawiści, bo ja propagandy LGBT nie miłuję, choć sama orientacja seksualna kogokolwiek, o ile mi i bliskim nie zagraża, nie jest przedmiotem mojego zainteresowania.

Komitet ani słowem nie odniósł się do znanej nienawistnej deklaracji TęczUJów, że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć …….[TęczUJe zdobyli UJ; Tęczowy Uniwersytet Jagielloński]  z czego można wnioskować, ze nienawiść szerzona przez organizacje LGBT nie jest przedmiotem zainteresowania Komitetu, być może uznającego, że jest ona wrodzona i nie można jej przeorientować na empatię w procesie wychowania czy edukacji.

Z wyraźnym brakiem empatii, graniczącym z nienawiścią do ludzi o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej, Komitet grozi:

  • Żadna organizacja polityczna i społeczna nie powinna tolerować w swoich szeregach osób posługujących się mową nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe.
  • Żadna uczelnia wyższa, placówka oświatowa i jednostka naukowa nie powinna współpracować z osobami posługującymi się mową nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe.
  • Żaden dziennikarz nie powinien publikować lub emitować treści, które mają postać mowy nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe. Osoby, które posługują się mową nienawiści, powinny ponieść odpowiednie konsekwencje prawne. „

Rzeczywiście wobec takiego radykalnego stanowiska Komitetu chyba nikt (spoza Komitetu) nie może czuć się bezpieczny.

Zdumienie może ogarnąć człowieka, że do tej pory nie rozwiązano innych od Komitetu organizacji, uczelni, jednostek naukowych, które nader często posługują mową nienawiści i pogardy wobec innych, w tym wobec tych o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej. Odnosi się wrażenie, że Komitet, podobnie jak  najrozmaitsze ciała akademickie, etyczne, interesuje tylko orientacja seksualna, gdy orientacje intelektualne i moralne ludzi, szerszenie nienawiści, naruszanie godności tych, którzy wykazują odmienną orientację tych ludzkich cech, w ogóle ich nie interesuje. Sprowadzenie niemal wszystkiego tylko do jednej sfery, która podobno jest wrodzona i niezmienna, jest wręcz dla wielu ludzi obraźliwe, poniżające, bo sprowadza ich do poziomu  bonobo[Szympans karłowaty wyróżniający się dominującą rolą interakcji seksualnych w kontaktach międzyosobniczych], mimo że z tym poziomem nic nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego.

Poinformowałem Komitet, że w jego składzie znajduje się członek w randze profesora, a kiedyś rektora największej polskiej uczelni – Uniwersytetu Warszawskiego, który z wielką furią i nienawiścią, przerażony wieścią, że rodzi się wolna myśl akademicka o odmiennej od obowiązującej na etatach akademickich orientacji intelektualnej i moralnej, w postaci założonego przeze mnie Niezależnego Forum Akademickiego, na życzliwych mu łamach GieWu, po kilku dniach od ujawnienia tego faktu mrożącego krew w żyłach decydentów, przystąpił do akcji ścinania mi głowy. Rektor UW, a dziś członek Komitetu Prof. Piotr Węgleński wcielił się niejako w Heroda, bo rzecz się miała tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, w symbolicznym okresie jasełek, w tym przypadku akademickich. [Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda].

Fakt, że nie był to pierwszy jasełkowy atak, ale faktem jest, że żadna uczelnia, żadna organizacja, z powodu mojej odmiennej od obowiązującej na etatach akademickich orientacji intelektualnej i moralnej, nie toleruje mnie w swych szeregach – zresztą z wzajemnością. W końcu człowiek winien w życiu zachować twarz i zdolność patrzenia w lustro w postawie wyprostowanej. W przypadku przyjęcia orientacji „bonobiańskiej”, a wyrzeczenia się orientacji na uczciwość i prawdę,  taki stan rzeczy byłby niemożliwy.

Rzecz jasna, ani Komitet Bioetyki, ani inne, nader liczne i rozliczne komitety etyczne polskiego życia akademickiego, nie zabierają głosu wobec takiego stanu rzeczy. Komitet nie reaguje na mowę nienawiści i pogardy swojego członka, przypomina natomiast innym (zamiast sobie) zapis Konstytucji , „….Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. [Art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP].

Widać Komitet całkiem się pogubił, stracił orientację ?

Jest jednak pewne, że orientacja Komitetu nie spadła nam z nieba, jest niemal standardem w naszym zdezorientowanym środowisku akademickim. Może jest wrodzona i żadne wysiłki edukacyjne, tak intelektualne, jak i moralne, tej orientacji nie są w stanie zmienić.

Komitet nie objaśnił do tej pory jak to jest możliwe, że na front walki z (rzekomą) nienawiścią wysłał swoistego akademickiego Heroda – symbol nienawiści.

Czy po to, żeby tym co nie miłują nienawiści urządzał jasełka ? Czy nie jest tak, że Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni „ ?

Należy przestrzec nasze zdezorientowane społeczeństwo przed orientacją intelektualną i moralną Komitetu Bioetyki, który za swoje groźby wobec Bogu ducha winnych obywateli RP winien ponieść odpowiednie konsekwencje prawne.

Czemu naukowcy pomijają uwarunkowania systemowe w krzywdzeniu naukowców ? ( w kontekście sprawy profesury Andrzeja Zybertowicza)

Zybertowicz

Czemu naukowcy pomijają uwarunkowania systemowe

w krzywdzeniu naukowców ?

( w kontekście sprawy profesury Andrzeja Zybertowicza)

Od kilku dni media poruszają sprawę odrzucenia wniosku znanego, wybitnego socjologa Andrzeja Zybertowicza o profesurę prezydencką („belwederską’). Wniosek zgodnie z procedurami nadawania profesury rozpatrywała Centralna Komisja i w tajnym głosowaniu odniosła się do wniosku negatywnie. Ten stan rzeczy winien budzić konsternację, bo chodzi o naukowca dużej miary, o znacznym dorobku naukowym, znakomitego wykładowcy, którego analizy socjologiczne naszej rzeczywistości dają zawsze wiele do myślenia. (np. https://wkrakowie2013.wordpress.com/2013/10/09/andrzej-zybertowicz-dokad-zmierza-polska-dokad-zmierzasz-ty/ )

Do sprawy profesury pierwszy dotarł portal gazeta.pl obwieszczając z widoczną satysfakcją, że Andrzej Zybertowicz nie zostanie profesorem https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26084787,andrzej-zybertowicz-nie-zostanie-profesorem-brak-spelnienia.html, co podjęły od razu inne media o podobnej orientacji, ale grupa profesorów, o innej orientacji intelektualnej, nie tylko nie wyraziła satysfakcji z takiego obrotu sprawy, ale skomentowała go z dezaprobatą. (http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82906%2Cprofesorowie-do-prezydenta-o-odmowie-profesury-zybertowiczowi-jeden-z)

Ciekawe, że do opinii i powodów odrzucenia wniosku dotarł rzeczony portal gazety, https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26085565,mamy-tresc-trzech-recenzji-ws-profesury-zybertowicza-wniosek.html#s=BoxOpImg1 opiniotwórczej szczególnie w środowisku akademickim, a sam zainteresowany jeszcze nie został poinformowany przez komisję. Ciekawe to obyczaje – nieprawdaż ?

GW przed laty nie dotarła natomiast do oceny i jej autorów mojej działalności akademickiej w UJ, a brutalny atak na mnie na swoich łamach zamieściła https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ natomiast Wojewódzki Sąd Administracyjny [ten, do którego sam pokrzywdzony Andrzej Zybertowicz zamierza się zwrócić w sprawie profesury] nie miał nic przeciwko, uzasadniając, że przecież ja mam swój blog i mogę się sam bronić ! Fakt, że tak jest i traktuję to jako szczególne uznanie dla mojej wiarygodności, której nie ma gazeta Michnika, ani sąd. Bronię się sam ( https://blogjw.wordpress.com/), bo przeciwko krzywdzeniu mnie, ani przy anonimowej ocenie przed 34 laty, ani później, żaden profesor nie zareagował/nie zaprotestował, co jest najczęstszym przypadkiem, wręcz standardem, stąd krzywdzeni, także profesorowie, zwracają się do mnie [krzywdzonego bez reakcji] o reakcję, która na miarę moich możliwości następuje, [przykłady https://nfapat.wordpress.com/ ] gdy innych reakcji brak !

Widać, że protesty mają uwarunkowania personalne i nie wszyscy mogą ich dostąpić, nawet jak są krzywdzeni dożywotnio i wielostronnie, a nie tylko tytularnie.

Szkoda, że protesty nie mają uwarunkowań systemowych, a przecież to pokrzywdzony Andrzej Zybertowicz jest znakomitym analitykiem i krzewicielem potrzeby podejścia systemowego do patologii naszego życia społecznego.

Co prawda w liście otwartym do prezydenta Andrzeja Dudy profesorowie napisali : „Ta decyzja jest jednym z przejawów głębokiej choroby nauki polskiej” , wykazując, że zdają sobie sprawę z uwarunkowań systemowych skandalicznej decyzji CK, ale w sprawie innych skandali/pokrzywdzeń głosu nie zabierali, jakby byli obojętni na alarmy o pogarszającym się stanie zdrowia nauki w Polsce, o chorobie toczącej system akademicki w Polsce.

Napisałem w tych sprawach setki, jeśli nie tysiące tekstów, zebranych w kilkanaście książek, zainstalowałem w cyberprzestrzeni kilka serwisów,( https://blogjw.wordpress.com/autor/) gdzie samojeden, bez wsparcia, monitoruję stan zdrowia nauki w Polsce, przedstawiam historię coraz cięższej choroby, stawiam diagnozy i działania konieczne do jej uzdrowienia. Zdaję sobie sprawę, że do działań na rzecz uzdrowienia ciężko chorego trzeba profesjonalnego konsylium lekarskiego. Postuluję działania, proponuję/prowokuję merytoryczne dyskusje nad stanem zdrowia chorej nauki w Polsce, postulowałem instalację w systemie Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [POMPA](https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/ )  dla wypompowania przynajmniej części patologii akademickich, także wypompowania powietrza z nadętych akademików – bezskutecznie !

Sądzę, że gdyby te moje argumentacje/prowokacje zostały wdrożone w życie nie byłoby skandalicznej sprawy Andrzeja Zybertowicza i n-tej ilości skandalicznych spraw, chowanych pod akademicki dywan, przy chowaniu głów w piasek przez profesorów.

Tak, tak, zdecydowana większość krzywdzonych akademików nie może liczyć na solidarność, nie ma szans choćby na ujawnienie sprawy w opiniotwórczych mediach, nie mówiąc o protestach/listach otwartych profesorów.

Ja nie jestem zaskoczony odrzuceniem wniosku profesorskiego Andrzeja Zybertowicza, bo się tego spodziewałem, znając nieco kuchnię akademicką, z tytularną włącznie, jako obserwator patologicznego życia akademickiego, z tego życia wyklęty bez żadnego listu otwartego, a tym bardziej zamkniętego, przez kogokolwiek z profesorów.

I jest to zgodne ze standardami naszej patologicznej społeczności akademickiej, która na krzywdy akademików reaguje personalnie, i to wybiorczo.

Ja nie jestem zwolennikiem naszego systemu tytularnego i włączania prezydenta do procedury nadawania tytułów, które tracą prestiż. (por. Czy prezydent musi nadawać tytuł profesora ? – Kurier WNET, lipiec 2020 r.)

Sam pokrzywdzony mówi:”profesura przyznana przez osoby, które trudno szanować, traci smak. Dlatego, gdybym uzyskał ten tytuł w wyniku odwołania, miałby on gorzki smak” [https://wpolityce.pl/polityka/507303-list-profesorow-ws-zybertowicza-skrzywdzono-naukowca]

Trzeba mieć na uwadze, że smak tytułów i głęboka choroba nauki w Polsce ma uwarunkowania systemowe i żadne listy otwarte ani smaku nie poprawią, ani chorej nauki nie uzdrowią. Do tej sprawy potrzebne jest podejście lekarskie (co przez lata postuluję bezskutecznie, bez reakcji profesorów,

(por. https://blogjw.wordpress.com/2015/05/09/akademia-wnet-wyklad-czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moze-wyjsc-z-kryzysu/ ;

https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-jc3b3zef-wieczorek-prezentacja.pdf ;

https://blogjw.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/ ;

https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/ )

bo inaczej chora nauka w Polsce całkiem obumrze.

Z ziemi włoskiej do Polski ? Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Z ziemi włoskiej do Polski ?

Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Polskę i Włochy wiele łączy, co dokumentują chociażby słowa hymnów, tak polskiego – gdzie mamy „Z ziemi włoskiej do Polski”, jak i włoskiego – gdzie mamy „Krew włoską Krew polską”. O polsko-włoskich związkach w domenie akademickiej można pisać całe tomy, bo właśnie na terenie Włoch powstawały pierwsze uniwersytety (Uniwersytet Boloński założony w 1088 r.), na których kształcili się też Polacy, nawet po utworzeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego (np. Mikołaj Kopernik), a niektórzy byli rektorami, jak Jan Zamojski na Uniwersytecie w Padwie (jako student ! Bo to studenci wtedy byli rektorami na włoskich uniwersytetach !). Polsko-włoskie związki trwały w okresie zaborów, okupacji niemieckiej i zniewolenia komunistycznego, i przetrwały do dnia dzisiejszego.

Akademickie kontrasty

Nauka uprawiana na włoskich uczelniach od dawna nie dominuje już w Europie, edukacja wyższa od dawna szwankuje, ale to z Włoch wyszedł przed ponad 20 już laty tzw. proces boloński, mający na celu podniesienie prestiżu uczelni europejskich w stosunku do amerykańskich. W praktyce proces nie za bardzo się sprawdza, uniwersytety jakoś oderwały się przez wieki od swoich korzeni, niektóre uschły lub skarlały, wiele jest uniwersytetami/wyższymi uczelniami jedynie z nazwy, a to już prestiżu w skali światowej nie przynosi.

Widać to chociażby w Polsce, która jest potęgą jeśli chodzi o ilość wyższych uczelni bijącą na głowę pozostałe kraje europejskie, w tym Włochy – a jednocześnie bitą na głowę, jeśli chodzi o poziom nauki i edukacji wyższej, także przez kraje, które potęgami w tej materii nie są, w tym Włochy. W kolejnych rankingach szanghajskich co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście uczelni włoskich jest wyżej notowanych od najlepszych polskich.

W dyskusji nad reformami akademickimi w Polsce na ogół słyszymy, że nie można naszych uczelni porównywać z amerykańskimi, bo przecież budżet jednej prestiżowej uczelni amerykańskiej jest większy od budżetu wszystkich polskich. Nie można, bo także nasze systemy są odmienne. To fakt. W USA konkursy na etaty są rzeczywiste i bierze w nich udział nawet ponad 100 kandydatów i przed konkursem nie wiadomo kto w nich wygra, a u nas na etat startuje zwykle tylko jeden kandydat, wytypowany na zwycięzcę, według kryteriów konkursowych do niego dostosowanych. Rzadko ktoś inny w takich ustawianych konkursach startuje. Bo i po co ?

Wymaga to iście heroicznej odwagi, a los takich po konkursie jest marny. Przegrał, więc jest do niczego, choćby nie wiadomo jaki miał dorobek i umiejętności. Przebieg i merytoryczne kwestie konkursów są niejawne i nie można się odwoływać – bo od czego ?

Oczywiście fakt braku kandydatów na takie (pseudo)konkursy jest tłumaczony rzekomą nieatrakcyjnością pracy naukowej, a to ze względu na niskie zarobki. Ale prawdą jest, że kandydatów pracujących naukowo (i to z wynikami) nawet bez zarobków, nikt nie chce. Jaki z tego by mieli pożytek inni ? Jeno zawstydzenie. Podobnie jest z grantami.

W USA udostępnia się rezultaty badań prowadzonych w ramach grantów, nawet obcokrajowcom, którzy na te badania nie płacą z podatków ani dolara, a u nas ten kto by chciał się dowiedzieć co zrobiono za jego pieniądze, jest traktowany jako nieuczciwa konkurencja !

W USA nie jest możliwa kariera naukowa od studenta do profesora dożywotnio na tej samej uczelni, a u nas jest to model kariery utrzymujący się od lat, a nawet wieków.

W USA nie ma profesorów prezydenckich, ani habilitacji, a nauka jest i to nie najgorsza, a u nas mamy mnóstwo profesorów, i to „belwederskich”, ogrom „dr hab.” a nauki co kot napłatał i nie ma woli aby to zmienić.

Jak system nastawiony jest na robienie nauki, to trochę tej nauki (osiągnięć naukowych) powstaje, nawet jak brakuje pieniędzy, a pasjonaci nawet bez pieniędzy nieraz robią więcej niż ci finansowani ! A jak system jest nastawiony na robienie stopni i tytułów, to mamy mnóstwo stopni i tytułów, nawet jak nauki jest niewiele, i zwiększanie wydatków na taki system przyrostu osiągnięć naukowych nie powoduje. Mamy i tak większy budżet niż w PRL, a osiągnięć naukowych liczących się w świecie – mniej ! Wybitni uczeni, uformowani według innych kryteriów w II RP, odeszli, a ci co przyszli po dostosowaniu się do nowej rzeczywistości, do socjalistycznego poziomu, niewiele znaczą w świecie.

Moim zdaniem wprowadzenie w Polsce pewnych elementów systemu anglosaskiego, takich jak wymóg rzetelnych konkursów na etaty i granty, jawność procedur, mobilność kadry i rezygnacja z nepotyzmu, a także ze swoistych stopni i tytułów, nawet przy obecnym kiepskim budżecie nauce by nie tylko zaszkodziły, lecz znacznie pomogły. Niestety beneficjenci obowiązującego u nas patologicznego systemu bronią się przed takimi zmianami. Wystarczy przypomnieć choćby reakcje środowiska akademickiego wobec próby (niezbyt co prawda udanej) wprowadzenia ustaw antynepotycznych, ( mój blog – Na froncie walki z nepotyzmem akademickim) które rzekomo miały nas pozbawić szans na Nobla – bo przecież Maria i Piotr Curie …Nepotyzm został, a Nobla jak nie było, tak nie ma.

 Patologie włoskie i polskie pod lupą

Skoro jednak porównania systemów Polski i USA natrafiają na taki opór środowiska, broniącego swojego patologicznego status quo, spróbujmy porównać nasze standardy z włoskimi. Kontrast budżetowy w tym przypadku nie jest już tak wielki.

Nawet pobieżny przegląd informacji dostępnych w internecie pokazuje, że tak w Polsce, jak i we Włoszech patologie akademickie są problemem, ale te problemy w obu krajach są inaczej rozwiązywane.

Prasa włoska w ostatnich latach donosi o licznych aresztowaniach, w tym rektorów włoskich uczelni, a to z powodu ustawianych konkursów na obsadzanie etatów!

Można o tym przeczytać także w społecznościowych mediach polskich i np. w „Polonia Christiana” (przed 3 laty) Włoska policja w akcji zakrojonej na wielką skalę prowadzi śledztwo w sprawie korupcji i licznych nadużyć 59 prawników, specjalistów w zakresie prawa podatkowego. W sprawę korupcji, fałszowania wyników egzaminów na studia, wywierania presji na innych naukowców i uprzywilejowania mniej zdolnych członków rodzin prawniczych, zaangażowanych jest m. in. dwóch ministrów.”

Korupcyjne praktyki przy konkursach na obsadzanie stanowisk na włoskich uczelniach, szczególnie wśród prawników, ujawnił włosko-angielski naukowiec Philip Laroma Jezzi z uniwersytetu we Florencji. Rzucił on światło na powszechny nepotyzm na uczelniach włoskich, na których można awansować nie w oparciu o kryteria merytoryczne, ale genetyczno-towarzyskie. Taką politykę kadrową zapewniają „baronowie’ – szefowie wydziałów uniwersyteckich. Patologie obejmują także fałszowanie wyników egzaminów na studia czy powszechność plagiatów.

W 2017 r. siedmiu naukowców z uniwersytetów w Rzymie, Neapolu, Bolonii, Sienie, Cassino, Foggii, Varese, zostało aresztowanych za korupcję, a 22 pozbawiono stanowisk naukowych na okres 12 miesięcy.

Media społecznościowe ogłosiły profesora bohaterem, domagając się przy tym oczyszczenia uczelni ze szkodników akademickich – czyli wielkiej czystki akademickiej.

I jak się sytuacja rozwinęła ?

W 2019 r. w wyniku operacji anykorupcyjnej – ”Operazione Università Bandita Catania” – stwierdzono dziesiątki ustawianych konkursów, nie tylko w Katanii, ale także na wielu innych uniwersytetach włoskich. Podejrzanych jest wielu profesorów i ich listy można znaleźć w internecie. Można też trafić na bliższe omówienia ustawianych konkursów i charakterystykę paramafijnych metod ich ustawiania.

Czyli tak, jak u nas ! Rzecz w tym, że u nas wszyscy (niemal) o tym wiedzą i nikogo (niemal) to nie oburza, a organy ścigania czegoś takiego nie ścigają. Polakom mafia kojarzy się z Włochami, ale metody mafijne, czy paramafijne, stosowane także w systemie akademickim, traktuje się u nas jako standard autonomicznej nauki polskiej ! [sic !]

Gdy porówna się działania wobec takiego procederu we Włoszech i w Polsce, można rzec: gdzie tam mafii włoskiej do naszej – przynajmniej w sektorze akademickim. Naszą nikt nie ruszy !

Przed 15 laty, kiedy trwała dyskusja nad ew. zniesieniem w Polsce habilitacji, rektorzy argumentowali, że należałoby tak zrobić, ale potrzebna jest jakaś weryfikacja kadr, a konkursy na etaty są takie jakie są i nie stanowią należytej bariery kadrowej/awansowej. Mówiono: musimy się najpierw nauczyć organizować konkursy a potem możemy znieść habilitację. Upłynęło już kilkanaście lat, a ówcześni rektorzy i ich następcy, nie zdołali się nauczyć organizowania konkursów.

Jak student w ciągu roku nie nauczy się do egzaminu to go nie zdaje i czasem opuszcza uczelnie, ale rektorom za brak postępów w nauce nic nie grozi ! Czy słyszał ktoś o jakimś rektorze, którego pozbawiono funkcji, gdy się nie nauczył organizować konkursów na obsadzanie etatów na uczelni ?

Będę wdzięczny za informacje o takich przypadkach, bo ja takich nie znam. Chętnie przeprowadzę wywiad z takim rektorem i opublikuję w kolejnym numerze „Kuriera WNET”.

Z tego co wiem, u nas nie ogłoszono nawet projektu nauczania rektorów tego trudnego zadania. Nie wdrożono żadnych programów pomocowych, mimo szans na otrzymanie dotacji z UE.

Nic nie zrobiono poza zwiększeniem władzy rektorów w ramach „Konstytucji dla nauki”, która problemu ustawiania konkursów na etaty nie rozwiązała.

A uczelnie nijak nie potrafią się wydostać z zapaści, w której się znalazły z powodu niezdolności do organizowania rzetelnych konkursów, tak na etaty, jak i na rozdział pieniędzy podatnika na naukę (Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? Kurier WNET, 68/2020).

Środowisko samo się nie naprawi

Gdyby tak policja polska na wzór policji włoskiej współpracowała z tymi, którzy patologie akademickie ujawniają, walczą – i to od wielu lat – z degrengoladą akademicką, to może kierunek naprawiania systemu nauki w Polsce byłby inny.

Póki co, jest dokładnie inaczej.

Przed 30 już laty, i w Polsce miała miejsce wielka czystka akademicka (Zapomniana wielka czystka akademicka – Kurier WNET, 55/2019), ale czyszczono wówczas środowisko nie z tych co się do nauki nie nadawali, tylko z tych, którzy zagrażali przewodniej sile narodu w panującym systemie kłamstwa generującym pozostałe patologie.

Wielkiej czystki wśród patologicznej, nadzwyczajnej kasty akademickiej, istnych baronów akademickich, nikt nie zamierza przeprowadzić. Nikt u nas nie chce wziąć przykładu z włoskich metod rozprawiania się z mafią, także akademicką.

Tym samym umiłowanie patologii akademickich, a przynajmniej ich tolerowanie, skutecznie degraduje potencjał intelektualny Polaków.

Na włoskich uczelniach wiele już zrobiono (i nadal się robi) dla zmniejszenia powszechnych patologii (ustawiania konkursów, nepotyzmu, niemobilności kadr) i poziom włoskich uczelni znacznie się podniósł.

U nas nad metodami zmniejszania patologii nawet się nie dyskutuje. Przy tworzeniu „Konstytucji dla nauki” nie zorganizowano ani jednej konferencji poświęconej patologiom polskiego życia akademickiego. Wyszukiwarka Google w temacie patologii akademickich wynajduje więcej informacji wytworzonych przez wykluczonego z systemu akademickiego, niż przez twórców i zarządzających tym patologicznym systemem.

Rzecz jasna wyszukiwarki internetowe nie wykazują działań prokuratury, policji wobec powszechnie znanego procederu ustawianych konkursów. Importu włoskich metod zwalczania patologii akademickich chyba się nie przewiduje.

Z ziemi włoskiej do Polski przedostał się ostatnio koronawirus, co spowodowało zamknięcie uczelni, a nawet powstrzymanie działań Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów oraz Rady Doskonałości Naukowej na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z dotychczasowymi, rzekomo najwyższymi standardami.

Ale jak wirus ustąpi, nasze od lat zawirusowane patologiami uczelnie [Józef Wieczorek – System Trojana, czyli druga strona nauki polskiej Najwyższy Czas, 2005] zapewne zorganizują kolejne, ustawiane konkursy i kolejne patologiczne działania rozmaitych komisji, a tego wirusa -akademickiego- nikt nie będzie zwalczał.

Środowisko samo się nie naprawi, a wszystkie reformy są u nas przeprowadzane pod kątem zadowolenia kadr obecnych, nie najlepszych, wyselekcjonowanych i funkcjonujących w patologicznym systemie.

Kto naruszy autonomię tak funkcjonującego systemu ?

W czasie pandemii koronawirusa polscy lekarze pomagali kolegom włoskim. Może by włoscy akademicy pomogli polskim kolegom przestawić patologiczny polski system akademicki na właściwe tory ?

Doskonałości DOSKONAŁYCH nikt u nas nie może kwestionować !

Polscy obywatele nie mają żadnych szans na naprawienie polskiego systemu.

W kwietniowym „Kurierze WNET” uzasadniałem konieczność doskonalenia DOSKONAŁYCH, a moje argumenty przekazałem władzom akademickim. Bez reakcji.

Nawet formalne wniesienie petycji o naprawę jakiegoś błędu systemowego nie przynosi rezultatu. Na stronach www Senatu RP, można się zapoznać z reakcją Senatu, i także Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na obywatelską petycję [Decyzje CK wydane z naruszeniem zasad etycznych i współżycia społecznego – Przypadek Andrzeja Borysa na mojej stronie Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki].

Petycja z dnia 18 listopada 2019 r. dotyczyła sprawy „podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany ustawy z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, w celu ustanowienia organu sprawującego nadzór nad Centralną Komisją do Spraw Stopni i Tytułów (P10-11/19).” [wykaz petycji]. 
W informacji czytamy „Autor petycji uzasadniając swój postulat zauważył, że decyzje Centralnej Komisji wielokrotnie wydawane były z naruszeniem podstawowych zasad etycznych i współżycia społecznego, nawet były powodem załamania się wielu obiecujących karier naukowych.” 

O dziwo petycja została rozpatrzona:„10 grudnia 2019 r. petycja została skierowana do rozpatrzenia przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. 12 marca 2020 r. Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji rozpatrzyła petycję i wysłuchała informacji o postulacie petycji.”

Z jakim rezultatem? „Uczestniczący w posiedzeniu przedstawiciel Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawił negatywne stanowisko o postulacie petycji. Senatorowie w dyskusji nie podzielili argumentów autora petycji i nie uwzględnili postulatów, będących przedmiotem petycji. W głosowaniu senatorowie postanowili o niepodejmowaniu dalszych prac nad petycją.”

Czyli standard. Doskonali, zgrupowani w Centralnej Komisji przekształcanej w Radę Doskonałości Naukowej, mogą naruszać podstawowe zasady etyczne, prowadzić do załamania wielu karier naukowych i nikomu nic do tego. Mogą i już. W końcu są doskonali !

Nikt DOSKONAŁYCH nie może kontrolować, bo to by podważało ich autorytet i ktoś mógłby sobie pomyśleć, że jacyś inni mogą być od nich bardziej doskonali.

To mogłoby doprowadzić do naruszenia jedynie słusznego porządku rzeczy. Każdy by chciał być doskonałym, a nawet doskonalszym od DOSKONAŁYCH, a tego nasz system nie przewiduje !

Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować każdą władzę, nawet władzę Sądu Najwyższego (co zresztą robię – Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W. Kurier WNET 59/2019) ale nadzwyczajną kastę akademicką nikt kontrolować nie może, a jedynie ma obowiązek utrzymywać ją z własnej kieszeni podatnika, bo sama kasta doskonałych – rzecz jasna – sama by się nie zdołała utrzymać

Czy po ustaniu pandemii koronawirusa zabierzemy się wreszcie za odwirusowanie systemu nauki w Polsce ?

Tęczowi nie spadli nam z nieba

7

Tęczowi nie spadli nam z nieba

21 czerwca 2002 r. na Rynku w Krakowie w strugach deszczu odbył się wiec wyborczy Prezydenta RP Andrzeja Dudy, wcześniej pracownika naukowego Wydziału Prawa UJ, niezbyt – delikatnie mówiąc- lubianego przez społeczność uniwersytecką, a prawniczą w szczególności. Mieszkańcy Krakowa jednak zgotowali Prezydentowi gorące powitanie, mimo niekorzystnej aury i wiec może zaliczyć do udanych, choć skróconych ze względu na zaangażowanie prezydenta w działania sztabu antykryzysowego wobec powodziowej sytuacji w wielu rejonach Małopolski.

Tym niemniej na ulicach Krakowa kampania kandydata z Krakowa prawie nie jest obecna, rzadko widuje się plakaty, a co więcej, społeczność akademicka Krakowa [ i nie tylko] podejmowała przed wiecem działania [ https://blogjw.wordpress.com/2020/06/21/dezorientacja-rektorska/ ] dla zdyscyplinowania Prezydenta działającego – o zgrozo – na rzecz normalnej rodziny, zgodnie z Konstytucją RP [ Art. 18. Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. – Zasada ochrony rodziny: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej].

8

A zatem postępowanie Prezydenta zgodnie z Konstytucją budzi wśród niektórych dezaprobatę i jest dowodem na nierespektowanie Konstytucji [ sic!] co wielokrotnie na różnych wiecach różne grupy demonstrowały.

I tym razem nie obeszło się bez kontr-wiecu, który na płycie Rynku Głównego w rejonie pomnika Adama Mickiewicza zorganizowali młodzi tęczowi, mający oparcie w apelu Kolegium Rektorsko-Dziekańskiego UJ i całego KRASP wymierzonego w urzędującego obecnie Prezydenta RP.

4

Ci, którzy demonstrowali to nie jakieś cioty, ale głównie młodzież w wieku na ogół studenckim radośnie obwieszczająca, że są ludźmi, bo LGBT to ludzie a nie ideologia [sic!].

6

1

Rzecz jasna – są ludźmi wyznającymi ideologię LGBT, ale walka z ideologią LGBT nie narusza ich praw ludzkich, a jedynie zmierza do zaprzestania promowania, i to nachalnego, w przestrzeni publicznej swojej ideologii, której inni nie mają ochoty miłować.

Nienawiść do niemiłujących LGBT jest wyrażana nader często na wiecach miłośników LGBT, deklarujących, że nie chcą żyć w nienawiści !

2

Czemu zatem nienawiść promują – nie wiadomo i tego zjawiska nie objaśniają na licznych banerach/ plakatach. Widać, że mają przewrócone w głowach, widzą wszystko na opak, sformatowani w systemie antywartości.

Pod pomnikiem Mickiewicza zauważyłem bardzo zastanawiające hasła jak: „Auschwitz nie spadło [?!] z nieba” , „ Nie bądźcie obojętni, Auschwitz nie spadł nagle z nieba, Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, bo ludzi na to pozwolili”

5

jasno nawiązujące do znanej wypowiedzi red. Polityki – Mariana Turskiego 27 stycznia tego roku w Auschwitz/Birkenau, którą to wypowiedź analizowałem w zapewne nieznanym manifestantom tekście w Kurierze WNET i na moim blogu. [Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/]

Jak widać młodzież bardzo łatwo sobie przyswaja bezrefleksyjnie medialne wypowiedzi, o ile są one zgodne z ich lewackimi upodobaniami, i je reklamują, nie bacząc nawet na niestosowny kontekst takiej manifestacji.

Przypomnę, że Marian Turski propagował konieczność wprowadzenia 11 przykazania – nie bądź obojętny – tak jakby Pan Bóg o tym zapomniał o tym w Dekalogu, który nam spadł z nieba, a który tak Marian Turski jak i miłośnicy jego argumentacji zdaje się odrzucają, a przecież to odrzucanie Dekalogu, a nie brak tego 11 „przykazania”, doprowadziło do zagłady w Auschwitz i prowadzi obecnie do lewackich ekscesów tęczowej młodzieży.

Natomiast respektowanie wymyślonego, brakującego rzekomo 11 „przykazania” spowodowało chyba, że Marian Turski nie był obojętny wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, którego instalację czynnie piórem wspierał, pozostając obojętnym wobec zbrodni komunistycznych, w tym dokonywanych na innych więźniach KL Auschwitz. Takie „przykazanie” a raczej przesłanie, realizowane przy jednoczesnym odrzuceniu Dekalogu, prowadzi na złą drogę, a nawet do Otchłani.

Nie można być obojętnym, kiedy czerwona zaraza przepoczwarza się w zarazę tęczową

Niestety tak radosna tęczowa młodzież, jak i profesorowie w togach, jeszcze nie tęczowych, domagają się przynajmniej obojętności, a w praktyce raczej propagowania/wspierania ekscesów osób o odmiennej orientacji seksualnej, a sami są obojętni wobec wykluczania, dyskryminowania, niszczenia osób o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej, szczególnie tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, których na uczelniach na ogół się nie toleruje, zgodnie z zasadami akademickich antywartości. I jest na to przyzwolenie ! No może z nielicznymi wyjątkami, ale i to w przypadkach nie tak bardzo drastycznych.

3

Tej sytuacji nie należy się dziwić, bo eliminacja nonkonformistów i selekcja spolegliwych wobec takiego systemu trwa od lat i siłą rzeczy niemal wszyscy na uczelniach akceptowani są obojętni, chowają głowy w piasek i jakby nie zauważali, że i rektorzy – czuli jedynie na odmienną orientację seksualną – nie spadają nam z nieba!

Są wybierani i akceptowani przez demokratyczną większość akademicką i nie słychać o protestach społeczności akademickiej wobec ich dezorientacji i niestosownych poczynań.

Patrząc na to co się działo pod pomnikiem Adama Mickiewicza zadawałem sobie pytanie: czy rektorzy aby nie mają negatywnego wpływu na młodzież i czy taki wpływ nie powinien powodować kierowanie ich na ścieżkę dyscyplinarną a nawet przenoszenia w stan nieszkodliwości ?

Ja jeszcze w stanie wojennym, protestowałem, ale samojeden, więc nieskutecznie, przeciw deprawacji młodzieży akademickiej i postulowałem przenoszenie profesorów przewodniej siły narodu w stan nieszkodliwości.

Rzecz jasna, to ja znalazłem się na ścieżce dyscyplinarnej, która chyba do dnia dzisiejszego się nie skończyła, choć w międzyczasie to ja, podobnie jak wielu niewygodnych dla czerwonej zarazy akademików, zostałem oskarżony anonimowo (do dnia dzisiejszego) o negatywny wpływ na młodzież i o podburzanie jej [jak rozumiem oskarżenia] do zachowania i rozwoju właściwej orientacji intelektualnej i moralnej, co dla zarazy czerwonej stanowiło śmiertelne zagrożenie i gdyby tego zagrożenia na czas nie zlikwidowano, to i jej transformacja w zarazę tęczową chyba by nie nastąpiła. [https://blogjw.wordpress.com/autor/; https://blogjw.wordpress.com/2020/06/10/stanowisko-wykletego-z-systemu-akademickiego-wobec-kosmicznej-hipokryzji-rektorow-krasp-i-rgsw/]

Wsparcia wówczas nie miałem i tak pozostało przez kolejne dziesięciolecia, a młodzież akademicka, która w tamtych wojennych czasach nie była obojętna na bezprawie, potrafiła bronić niszczonych nauczycieli, teraz jest raczej skłonna do kultywowania tradycji Brygad Lekkiej Kawalerii z czasów ZMP. [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/]

I na ten stan rzeczy pozostają obojętni jakże liczni bohaterowie walki o wolność i sprawiedliwość, a przede wszystkim akademicka pozostałość pozbawiona ludzkiej solidarności.

 

Dezorientacja rektorska

2

[Orientacja Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie]

Dezorientacja rektorska

15 czerwca 2020 r. Komisja Zakładowa Inicjatywy Pracowniczej na Uniwersytecie Jagiellońskim, wystąpiła z apelem „Domagamy się wsparcia osób LGBT+ i reakcji na bulwersujące wypowiedzi dr. Andrzeja Dudy!” uzasadniając, że „13 czerwca 2020 roku do grona osób szerzących nienawiść dołączył urzędujący Prezydent RP, Andrzej Duda, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego zatrudniony na Wydziale Prawa i Administracji, który o lesbijkach, gejach, osobach bi- i transseksualnych powiedział: „Próbuje się nam wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia. Tymi słowami Prezydent RP Andrzej Duda obraził nie tylko miliony Polek i Polaków, obywatelek i obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, odmawiając im człowieczeństwa. Odmówił człowieczeństwa także części społeczności akademickiej UJ…” a ponadto objaśniali „idee uczciwości, tolerancji i godności stanowią fundament statutu i kodeksu wartości akademickich Uniwersytetu Jagiellońskiego.” i dalej „ Wzywamy władze Uniwersytetu Jagiellońskiego do zajęcia zdecydowanego stanowiska w sprawie wypowiedzi medialnych urzędującego prezydenta, kandydata na ten urząd w tegorocznych wyborach i pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego Andrzeja Dudy, a także do rozważenia wszczęcia stosownych kroków, w tym dyscyplinarnych, wobec dr. Andrzeja Dudy.”

Jak wiadomo dr Andrzej Duda jest obecnie prezydentem RP a nie pracownikiem UJ i tym samym nie podlega służbowo rektorowi, który mimo ogromnej władzy akademickiej nie ma możliwości podejmowania jakichkolwiek kroków dyscyplinarnych wobec obecnego Prezydenta RP. Tak daleko jego władza nie sięga. Na szczęście.

Inicjatywa Pracownicza jakoś chyba nie orientuje się kto jest pracownikiem UJ i jakie kroki dyscyplinarne może podejmować rektor wobec tych, którzy mu służbowo nie podlegają. Jakoś nie słyszałem/czytałem o jakichkolwiek inicjatywach objęcia tej Inicjatywy Pracowniczej akcją edukacyjną. Zdaje się inni milczą skoro w domenie publicznej ich nie słychać – czy to etatowi pracownicy UJ czy np. Związek Zawodowy „Solidarność” funkcjonujący na UJ raczej bezobjawowo.

Ten apel Inicjatywy, jak podały media, w krótkim czasie podpisało ponad 4 tys. osób, ale nie ma pewności czy rozumieli to co podpisywali. Podpisy nie są ujawnione w przestrzeni publicznej a trzeba mieć na uwadze, że UJ słynie z tego, że jego pracownicy – i to wysokiego szczebla – nie posiadają zdolności podpisywania się imieniem i nazwiskiem i nie rozumieją nawet co znaczy słowo anonim, nie mówiąc o zdolności rozumienia bardziej złożonych treści.

Trzeba zauważyć, że już 17 czerwca, jakby w reakcji na apel Inicjatywy Pracowniczej, czyli w imponującym jak na stosunki akademickie panujące na UJ tempie, został wystosowany „Apel Kolegium Rektorsko-Dziekańskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego„ czyli obecnych władz UJ, które całymi latami, a nawet dziesięcioleciami nie reagowały na skandaliczne, wręcz nieludzkie traktowanie pracowników UJ.

W apelu tego gremium czytamy m. in.”Dyskryminujące wypowiedzi nie powinny padać z ust ludzi, którzy reprezentują nasze Społeczeństwo i którzy powinni respektować prawa wszystkich bez względu na ich wykształcenie, płeć, orientację seksualną czy wyznanie.” i „apelujemy o godne traktowanie wszystkich ludzi, rezygnację z wykluczających słów i wyrażeń oraz szacunek w odniesieniu do drugiego człowieka. Stygmatyzujące słowa skierowane pod adresem jakiejkolwiek grupy zawsze godzą w konkretnego człowieka.A dla nas, społeczności uniwersyteckiej, każdy człowiek zawsze był, jest i będzie najwyższą wartością.”

Z deklaracjami Kolegium trudno by było się zgodzić tym, którzy znają stosunki międzyludzkie a nawet nieludzkie panujące na wzorcowej polskiej uczelni oraz i uczelniach biorących z niej wzór, i to od lat [ np. https://nfapat.wordpress.com/ ]

W ślad za stanowiskiem wzorcowej uczelni poszła cała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich [KRASP] powtarzając generalne argumenty Kolegium UJ i wcześniejsze swe stanowiska (wobec których formułowałem swoje odmienne stanowisko) podnosząc że, „Nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest szacunek dla człowieka, niezależnie od jego przynależności etnicznej, wyznania, narodowości czy orientacji seksualnej.”

Z deklaracji ciał akademickich wynika, że interesuje ich tylko orientacja seksualna, a na temat orientacji moralnej czy intelektualnej nie zabierają nawet głosu. Czyżby było to skutkiem cierpienia na niedostatek intelektu i moralności ?

Rektorzy nie występowali nigdy w obronie pracowników zorientowanych na prawdę, na wysokie standardy etyczne, na likwidację patologii degradujących uniwersytety i całe życie akademickie, a co więcej z takimi pracownikami, szczególnie niewygodnymi dla obowiązujących patologicznych standardów akademickich, sprawnie się rozprawiali.

Dyskryminacją zorientowanych na prawdę, z tego co wiem, żadna Inicjatywa Pracownicza, żadne Związki Zawodowe, a tym bardziej władze uczelni, się nie zajmują, podobnie jak mobbowanymi, wykluczanymi/usuwanymi z uczelni, czy z całego systemu akademickiego …….

Uczelnie sformatowane w systemie kłamstwa, zniewolone tak intelektualnie, jak i moralnie w czasach komunistycznych, mimo pewnych oporów, wiele z tej ideologii przejęły i to widać w dniu dzisiejszym.

TęczUJe, jak tylko zdobyli UJ [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/] , nie kryją się nawet z groźbami, że nawet niewinny żart wobec nich, może się źle skończyć i jasno nawiązują do poczynań Brygad Lekkiej Kawalerii z czasów ZMP i budowy kanału białomorskiego przez „szutników” ! I zdaje się te deklaracje zrobiły wrażenie na rektorach.

Po usunięciu z uczelni zorientowanych na prawdę, zapobiegli rozszerzaniu się wirusa prawdy, wręcz pandemii. Co więcej, prawdę usunęli ze statutów uczelni, aby nikt im nie zarzucił, że łamią statuty. Nie zważyli na znany fakt, że kłamstwo jest oznaką słabości, a mówienie prawdy cechuje ludzi silnych.

Doprowadzili tym samym do degradacji uniwersytetów, przeorientowali się na TęczUJów, ciałaczki, vaginistki [nawet w randze kandydatek na rektorów !] i domagają się tolerancji. Kto nie jest skłonny tolerować takich ekscesów poddany jest kampanii nienawiści, traktowany jako persona non grata i to w ramach realizacji w praktyce, ale na odwrót, dewizy uniwersytetu ‚Plus ratio quam vis’!

Jeśli społeczność akademicka nadal będzie skoncentrowana na orientacji seksualnej, usuwając ze swojego grona osób o odmiennej orientacji intelektualnej i moralnej to śmierć uniwersytetu jest bliska.

Dezorientacja rektorska znajduje się na tej drodze do śmierci.

Stanowisko wyklętego z systemu akademickiego wobec kosmicznej hipokryzji rektorów KRASP i RGSW

Stanowisko wyklętego z systemu akademickiego

wobec kosmicznej hipokryzji rektorów KRASP i RGSW

W dniu 9 czerwca 2020 r. Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaprezentowały swoje stanowisko w sprawie przesłuchań studentów Uniwersytetu Śląskiego w związku z toczącym się w uczelni postępowaniem dyscyplinarnym wobec profesor UŚ dr hab. Ewy Budzyńskiej. Rektorzy wyrazili „głębokie zaniepokojenie i sprzeciw wobec bezprecedensowej ingerencji organów ścigania w sprawy, których rozstrzyganie należy do autonomicznych obowiązków uczelni”.

Pozostawiając sprawę prof. Ewy Budzyńskiej do rozstrzygnięcia właściwych organów, uważam jednak za stosowne wyrazić swoją dezaprobatę dla dotychczasowych poczynań wobec Pani Profesor, które jako żywo przypominają czasy komunizmu, którego funkcjonowanie jednak w polskich uczelniach nie zostało należycie poznane a w niektórych uczelniach nawet istnienia takiego systemu w historii nie stwierdzono (Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego – https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ , List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ – https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ , „Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe – https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/]

Autonomiczne nawiązywanie do standardów komunistycznych winno być jednak ścigane prawem, które w państwie prawa winno obejmować także domenę akademicką.

Te zagadnienia, to temat na dużą rozprawę naukową, ale jakoś nie można się takiej rozprawy doczekać, mimo ilościowego wzrostu utytułowanej populacji akademickiej.

Przytoczę zatem subiektywne stanowisko, oparte na osobistych doświadczeniach z systemu akademickiego, wobec hipokryzji zawartej w stanowisku rektorskim.

Moje doświadczenia i opinie o funkcjonowaniu systemu przedstawiałem w domenie publicznej w setkach tekstów przekazywanych także rektorom, w tym rektorom KRASP i RGSW. Bez reakcji !

Wg stanowiska rektorów rozstrzyganie postępowania dyscyplinarnego należy do autonomicznych obowiązków uczelni.

Przypomnę, że postępowanie dyscyplinarne wobec mojej osoby wszczęto w 1985 r. i chyba do tej pory się nie skończyło, bo jego wyników do tej pory nie otrzymałem, a zatem autonomiczne obowiązki uczelni (i to wzorcowej dla innych – Uniwersytetu Jagiellońskiego) nie zostały wykonane, i ani KRASP, ani RGSW nie przedstawiły w tej sprawie żadnego stanowiska.

Co więcej dostęp do archiwów uniwersyteckich zawierających postępowania dyscyplinarne jest zamknięty do dnia dzisiejszego na podstawie ‚prawa jaruzelskiego’, mimo że stan wojenny, a i komunizm podobno się skończyły!

Niestety nie na uczelniach, gdzie prawo stanu wojennego nadal dominuje nad Konstytucją III RP i akademiccy obrońcy Konstytucji w tej materii nie reagują, mimo rażącego, i to autonomicznego ! naruszania Konstytucji.[Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RPhttp://www.nfa.pl/articles.php?id=37, https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ]

Można spotkać opinie profesorów, że dostęp do zbiorów archiwalnych jest nie tylko barometrem swobody badań naukowych, ale i demokracji”. [ https://blogjw.wordpress.com/2019/11/14/dlaczego-cenzura-na-uniwersytecie-tak-pozno-bulwersuje/ ] z czego płynie wniosek, że czego jak czego, ale swobody badań naukowych i demokracji, na naszych uczelniach przywiązanych nadal do standardów systemu totalitarnego – nie ma.

I jest to wewnętrzna, autonomiczna sprawa uczelni, finansowanych przez podatników, którzy tej autonomii nie mogą naruszać [sic!]

W stanowisku rektorów widnieje zapis „W uniwersytetach uczymy studentów krytycznego myślenia i odważnego przeciwstawiania się ewentualnym nienaukowym lub niezgodnym z aktualną wiedzą treściom przekazywanym przez wykładowców. „ ale nie ma informacji co ten zapis ma wspólnego z prawdą ?

Ja za uczenie studentów krytycznego myślenia i nonkonformizmu naukowego [opinie studentów i wychowanków: ..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”,Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”] https://blogjw.wordpress.com/autor/]

zostałem oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką, dożywotnio wypędzony z UJ i wyklęty z systemu, stąd mogę sobie – w tzw. wolnej Polsce – wykładać, ale tylko do swoich ścian !

Otwarte, merytoryczne przeciwstawianie się patologiom i bezprawiu akademickiemu, tak w PRL, jak i III RP, wyklucza mnie z systemu akademickiego. I to bez zajmowania stanowiska rektorów uczelni, z której zostałem wypędzony, a warsztat pracy tak naukowej, jak i edukacyjnej, zniszczony [UJ].

KRASP, czy RGSW wobec takiego działania barbarii akademickiej do tej pory nie zabrał głosu. Niestety organy kontroli i ścigania – również.

Komisja, która mnie fałszywie, i bez uzasadnienia, oskarżała w czasach wielkiej czystki akademickiej w 1986r. do tej pory nie jest znana z imienia i nazwiska, a władze uczelni do tej pory nie przyswoiły sobie znaczenia słowa „ anonim”, ani tego, że w państwie prawa anonimy nie mają mocy prawnej, a zarzuty to trzeba udowodnić. [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

W systemie akademickim tworzonym przez beneficjentów negatywnej selekcji kadr, rekrutowanych i awansowanych na ogół w trybie ustawianych konkursów, od asystenta do rektora, taki stan rzeczy nie budzi już najmniejszych reakcji – po wyczyszczeniu systemu akademickiego z tych, którzy reagowali !

Autonomia wobec kłamstwa działa bez zarzutów ! Nikt nie chce jej naruszyć !

We Włoszech – kolebce uniwersytetów, taki stan rzeczy nie jest tolerowany i organy kontroli/ścigania rozprawiają się z bezprawnymi poczynaniami baronów uczelnianych [Józef Wieczorek –Z ziemi włoskiej do Polski ? Rzecz o konieczności odwirusowania nauki – Kurier WNET 72/2020]

Stanowisko KRASP/RGSW informuje nas, że mamy „bezprzykładną próbę wywarcia na te osoby presji psychicznej, poprzez odebranie im poczucia bezpieczeństwa, jakie gwarantują tradycyjne, w pełni obiektywne akademickie standardy rozstrzygania tego rodzaju sporów.„

Przykładowe, nie tylko próby, ale i skuteczne działania autonomicznych gremiów uczelnianych w niszczeniu psychicznym niewygodnych nauczycieli akademickich i brak instancji do rozstrzygania sporów zawarłem m. in. w książce – „Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim; https://nfamob.wordpress.com/ i przypomnę, że dopiero po kilkunastu latach od moich działań, instancja mediatora została wprowadzona do prawa o szkolnictwie wyższym, jakkolwiek nie w takiej jak postulowałem formie, stąd poddani presjom i innym niegodziwościom w systemie akademickim nadal się do mnie zwracają o pomoc – bo do kogo mogą się zwrócić ? [ https://nfapat.wordpress.com/ ]

A do kogo mają się zwrócić ci, którym TęczUJe grożą, że muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć.[ TęczUJe zdobyli UJhttps://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/ i KRASP zdaje się taką sytuację aprobuje ?! Działań prokuratorskich też brak.

Moje teksty, książki, o etyce i patologiach akademickich, znajdujące się w wielu bibliotekach uczelnianych i łatwo dostępne na moich stronach www [ https://blogjw.wordpress.com/, https://nfaetyka.wordpress.com/ i to bezpłatnie (nie można się zasłaniać niskim budżetem na naukę !) jakoś nie stały się przedmiotem racjonalnego dialogu, choć ostatnio zauważyłem, że niektóre teksty znajdują się w syllabusach, do opanowania przez studentów. Ale nie przez rektorów !

W wielu tekstach informowałem bezskutecznie – i to od lat [ https://wobjw.wordpress.com/tag/dobre-obyczaje-w-nauce/ ] – o postępowaniach, nie do pogodzenia z dobrymi obyczajami akademickimi oraz z istotą funkcjonowania instytucji uniwersytetu, z czego wniosek, że tak dobre obyczaje, jak i istota uniwersytetu obumarły po okresie ich sformatowania w systemie komunistycznym, z którego do tej pory nie są w stanie autonomicznie się wydostać.

Jak pisałem na początku wieku, jest to system zamknięty i niereformowalny wewnętrznie [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/system-zamkniety-i-niereformowalny/ i potrzebna jest ingerencja sił zewnętrznych, aby chorym uczelniom pomóc. Tak jak chory pacjent, autonomicznie na ogół nie jest w stanie się wyleczyć i wymaga ingerencji lekarza [Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? – https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-2015-r.pdf ]

W pełni popieram stanowisko KRASP/RGSW, że „Ustawa mówi także o odpowiedzialności każdego uczonego za wychowanie młodego pokolenia. I z tej odpowiedzialności uczonych i zatrudniających ich uniwersytetów nikt i nic nie zwolni.” ale z dezaprobatą przyjmuję fakt, zwalniania z uniwersytetów [i to dożywotnio] nauczycieli odpowiedzialnych za takie działania.

Wobec braku autonomicznej zdolności, a przede wszystkim chęci, do przywrócenia funkcji uniwersytetu, do których został stworzony przed wiekami [ Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką – https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/] domagam się działań kontrolnych/prawnych państwa wobec bezprawia akademickiego, negatywnie wpływającego na młodzież akademicką i osłabiającego potencjał intelektualny i moralny Polaków.

Józef [to jest moje imię]

Wieczorek [to jest moje nazwisko]

Wyklęty z systemu akademickiego,

oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką,

wobec uczenia myślenia krytycznego i nonkonformizmu naukowego

(A gdzie są imiona ? gdzie są nazwiska ? Akademickich oskarżycieli ! Gdzie są stanowiska rektorów/KRASP/RGSW w sprawie wypędzeń?

Gdzie sankcje wobec tych, którzy przez już ponad 30 lat nie zdołali opanować znaczenia słowa anonim ?! ……..)

Stanowisko

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

oraz

Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego

z dnia 9 czerwca 2020 r.

w sprawie przesłuchań studentów Uniwersytetu Śląskiego

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego wyrażają głębokie zaniepokojenie i sprzeciw wobec bezprecedensowej ingerencji organów ścigania w sprawy, których rozstrzyganie należy do autonomicznych obowiązków uczelni, poprzez prowadzenie przesłuchań studentów Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach w związku z toczącym się w uczelni postępowaniem dyscyplinarnym.

Nie czekając na wynik trwającego postępowania dyscyplinarnego w Uniwersytecie, policja i prokuratura podjęły próbę zastąpienia odpowiednich instancji akademickich w ich wewnętrznych procedurach, rażąco naruszając w ten sposób autonomię uczelni, gwarantowaną zarówno przez Konstytucję, jak i przez ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.

Akademicki spór wokół poglądów naukowych oraz treści kształcenia stanowi istotę uniwersytetu. W uniwersytetach uczymy studentów krytycznego myślenia i odważnego przeciwstawiania się ewentualnym nienaukowym lub niezgodnym z aktualną wiedzą treściom przekazywanym przez wykładowców.

W uczelniach działają wewnętrzne procedury weryfikowania jakości kształcenia, a każdy z wykładowców poddawany jest co najmniej raz w roku ocenie przez studentów – ocenie prowadzonej anonimowo, tak aby zachęcić studentów do bycia krytycznymi i wymagającymi wobec swoich nauczycieli.

Działania podjęte przez organy ścigania wobec osób sprzeciwiających się złej jakości i nierzetelności przekazywanej wiedzy pod pretekstem podejrzenia, że „tworzyły one fałszywe dowody”, są bezprzykładną próbą wywarcia na te osoby presji psychicznej, poprzez odebranie im poczucia bezpieczeństwa, jakie gwarantują tradycyjne, w pełni obiektywne akademickie standardy rozstrzygania tego rodzaju sporów.

Takie postępowanie jest nie do pogodzenia z dobrymi obyczajami akademickimi oraz z istotą funkcjonowania instytucji uniwersytetu.

Ustawa mówi także o odpowiedzialności każdego uczonego za wychowanie młodego pokolenia.

I z tej odpowiedzialności uczonych i zatrudniających ich uniwersytetów nikt i nic nie zwolni.

Zdarzenia, o których mowa powyżej, mogą zniweczyć lata wysiłków środowiska akademickiego na rzecz budowania w uczelniach atmosfery niczym nieskrępowanego, lecz opartego na racjonalnych przesłankach dialogu.

Oczekujemy zatem zaprzestania przesłuchań studentów i pozostawienia rozstrzygania kwestii prawdy lub fałszu w odniesieniu do przekazywanej wiedzy uniwersytetom, bo po to zostały one przed wiekami stworzone.

prof. dr hab. inż. Jan Szmidt

Przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

prof. dr hab. Zbigniew Marciniak

Przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego

[pogrubienia w tekście – jw]

źródło: https://www.krasp.org.pl/pl/Aktualnosci/?id=21283/Stanowisko_Prezydium_KRASP_oraz_Prezydium_RGNiSW_z_9_czerwca_2020_r__w_sprawie_przesluchan_studentow_Uniwersytetu_Slaskiego

http://www.rgnisw.nauka.gov.pl/aktualnosci/stanowisko-prezydium-konferencji-rektorow-akademickich-szkol-polskich-oraz-prezydium-rady-glownej-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego-z-dnia-9-czerwca-2020-r-w-sprawie-przesluchan-studentow-uniwersytetu-slaskiego.html

 

Czego to [nie]uczą na Uniwersytecie Jagiellońskim [i nie tylko]

Bezpieczeństwo

Czego to [nie]uczą na Uniwersytecie Jagiellońskim [i nie tylko] 

Nie tak dawno znany portal wpolityce.pl zdumiał się ogromnie informacją studentki II roku wzorcowej polskiej uczelni, o tym co uczą na Uniwersytecie Jagiellońskim, na stosunkach międzynarodowych. Chodzi o lekturę obowiązkową dla I roku studiów II stopnia w postaci książki pod redakcją Ryszarda Zięby: „Bezpieczeństwo międzynarodowe w XXI wieku”; Warszawa 2018, co można znaleźć w syllabusach dla studentów UJ https://www.usosweb.uj.edu.pl/kontroler.php?_action=katalog2/przedmioty/pokazPrzedmiot&kod=WSM-INP-SDM-1 a co ujawniła na Twitterze studentka tej uczelni Agata Supińska.

Redaktorem książki jest profesor największej polskiej uczelni Uniwersytetu Warszawskiego, która konkuruje z UJ o bycie uczelnią najlepszą w Polsce, bo o bycie najstarszą rzecz jasna konkurować już nie może. Ta książka, jak można łatwo sprawdzić, figuruje również jako obowiązkowa w syllabusach UW https://usosweb.uw.edu.pl/kontroler.php?_action=actionx:katalog2/przedmioty/pokazPrzedmiot(prz_kod:2104-M-D1BEMI), więc przynajmniej jeśli chodzi o pierwszeństwo w tej kwestii, to jest remis, ale jednak ze wskazaniem na UW, bo w lekturze obowiązkowej na UW,  jest to jednak jedna z ośmiu pozycji, gdy na UJ, to jedna z dwóch pozycji, a zatem o większej sile obowiązkowego oddziaływania na studentów !

Jakie mają być efekty z przyswojenia sobie treści tego podręcznika ?

Na stronach UJ czytamy, że po tym, jak student zrozumie książkę, to i zrozumie podstawowe pojęcia z zakresu bezpieczeństwa międzynarodowego, zna podstawy metodologii badania bezpieczeństwa międzynarodowego, rozumie relacje pomiędzy bezpieczeństwem narodowym a międzynarodowym, rozumie pojęcie polityka bezpieczeństwa, zna genezę, charakter i funkcjonowanie instytucji bezpieczeństwa międzynarodowego, ma wiedzę z zakresu podstawowych problemów bezpieczeństwa międzynarodowego.

W reklamie wydawniczej książki „Bezpieczeństwo międzynarodowe w XXI wieku” czytamy natomiast: http://www.poltext.pl/b2308-bezpieczenstwo-miedzynarodowe-w-xxi-wieku.htm  Książka ma charakter podręcznika akademickiego i jest przeznaczona dla studentów stosunków międzynarodowych, politologii oraz europeistyki.

Poza studentami, zawarta w książce duża dawka wiedzy może być przydatna badaczom problematyki bezpieczeństwa międzynarodowego, dziennikarzom, pracownikom administracji rządowej oraz dyplomatom i politykom” co zapewne spowodowało o włączeniu jej do lektur obowiązkowych, tym bardziej, że redaktorem książki jest prof. dr hab. Ryszard Zięba kierownik Zakładu Historii i Teorii Stosunków Międzynarodowych w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, który odbył wiele staży zagranicznych m. in. w USA i Francji i jest ekspertem Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz przewodniczącym Kapituły Nagrody im. Profesora Józefa Kukułki za najlepszą rozprawę doktorską podejmującą teoretyczne aspekty stosunków międzynarodowych.

A jego zainteresowania badawcze obejmują bezpieczeństwo międzynarodowe, politykę zagraniczną i bezpieczeństwo Polski oraz państw Europy Środkowej i Wschodniej, politykę i bezpieczeństwo wielkich mocarstw oraz Unii Europejskiej, a także teorie bezpieczeństwa, polityki zagranicznej i stosunków międzynarodowych.

Mamy więc do czynienia z książką profesora pierwszej wielkości, przynajmniej polskiej, znanej w świecie.

Jednak autor tekstu wpolityce.pl czytając fragmenty książki ujawnione przez studentkę Supińską odniósł wrażenie, „że to podręcznik dla komunistycznych politruków, którzy święcie wierzą w przyjaźń polsko-radziecką”.

Jeden z rozdziałów lektury dla studentów jest zatytułowany:Rosja jako główne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski – historyczny kompleks we współczesnym wydaniu”.

Możemy przeczytać: „Polscy politycy bardzo często popadają w taki stan obsesji, przypisując Rosji wrogie intencje wobec sąsiadów (…). Historii przecież nie da się zmienić, a interpretacje czynione przez polityków nie służą normalizacji i układania sąsiedzkiej współpracy. (…)” oraz Traktowanie Rosji jako główne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski nie jest tylko charakterystyczne dla programu i praktyki politycznej nacjonalistyczno-konserwatywnej partii PiS. Miało ono miejsce wcześniej, wydaniu innej partii prawicowej PO. Źródła tego tkwią nie tyle w ideologii narodowej(…), lecz w wyciąganiu niepełnych wniosków z obserwacji dokonującej się zmiany w systemie międzynarodowym, zwłaszcza w sąsiedztwie Polski. Polscy politycy i to nie tylko prawicowi, byli bardzo spolegliwi wobec polityki Stanów Zjednoczonych”

wpolityce.pl zatem pyta: „Komu zależy na jawnie prorosyjskiej i zwyczajnie nielogicznej oraz antynarodowej ideologii, która prezentowana jest studentom pod postacią lektury obowiązkowej?” określając redaktora książki rusofilem z UJ, co nie do końca jest słuszne bo jest to rusofilny profesor z UW.

Natomiast studentka na Twitterze zupełnie delikatnie i kulturalnie pyta się:”Czy naprawdę takiego spojrzenia na bezpieczeństwo Polski i jego zagrożenia mają uczyć się studenci?”

Do tej pory odpowiedzi na tak postawione pytanie nie zauważyłem. Widocznie profesorowie mają problem, co na to studentce odpowiedzieć ? jak jej spojrzeć w oczy ? spoglądając na tak postawiony problem bezpieczeństwa i zagrożenia Polski.

Widać jednak, że trzeźwość spojrzenia na te kwestie przez studentkę kontrastuje z brakiem trzeźwości profesorów, przynajmniej w tej materii. To nawet budzi pewien optymizm, ale czy będzie możliwe, aby obecnych profesorów zastąpiły w niedalekiej przyszłości takie studentki ? Bardzo mnie to interesuje.

Nie jestem zdumiony jednak lekturami obowiązkowymi dla studentów UJ, gdyż wielokrotnie, od wielu lat, podnosiłem kwestię lektury obowiązkowej dla kandydatów na studentów UJ książki „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ której nikt nie chce wycofać z z lektury obowiązkowej, choć treści tam zawarte w dziejach najnowszych kompromitują uczonych UJ i nie tylko UJ, bo zwracałem się z petycją – do dnia dzisiejszego bezskuteczną – o wycofanie tej książki z obiegu edukacyjnego do komisji mającej w swych szeregach kilkudziesięciu utytułowanych historyków z różnych ośrodków. [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/]

Nie wiadomo, dlaczego oni tak  chcą się kompromitować?

Niestety te moje boje, kierowane także do najwyższych władz akademickich, rektorów, ministrów, nie spowodowały jakiś działań ochronnych studentów/ kandydatów na studentów przed obowiązkowym przyswajaniem im tego, czego przyswajać nie powinni. Nikt nie był kompetentny, nawet do reakcji. Nikt nie zważał na zagrożenie, że czego Jaś się zbyt dobrze nauczy, to Jan nie zdoła się oduczyć.

I to by było na tyle, ale dla naszych wybitnych profesorów to i tak za dużo.

Cała nadzieja jeno w studentkach, ale kto z naszych intelektualistów i bohaterów odważy się takie studentki naśladować ?

Pandemiczne wybory akademickie

KW 72Pandemiczne wybory akademickie

W cieniu wyborów prezydenckich w polskich uczelniach wyższych dokonują się, niemal w ciszy, wybory władz akademickich. Fakt, że w czasach zarazy trzeba nosić maseczki, a głośne mówienie skutkuje rozsiewaniem wirusa, ale czy milczenie nie jest czasem wywołane obawą o rozpowszechnienie wirusa prawdy ?

Zapewne z tej przyczyny trwające wybory rektorskie, odbywają się niemal w ciszy medialnej. Lepiej jak się o nich nie mówi, lepiej, jak na stanowiska rektorskie jest tylko po jednym kandydacie, bo inaczej w walce o fotele coś by mogło zostać ujawnione. A tak, głosząc w dobie pandemii nadrzędność dobra wspólnego, można na lata opanować fotel rektorski i decydować o tym, co może, a co nie może, wyjść na światło dzienne.

Wielkie osiągnięcia w tej materii ma wzorcowa dla innych uczelnia, najstarsza w Polsce – zwana perłą w koronie nauki polskiej.

Od ponad 30 lat żyjemy podobno w wolnej już Polsce, ale archiwa akademickie Polski zniewolonej w czasach PRL jeszcze wolności nie odzyskały. Są uczeni, którzy argumentują słusznie, że „dostęp do zbiorów archiwalnych jest nie tylko barometrem swobody badań naukowych, lecz i demokracji”. [Kurier Wnet, listopad 2019].

Skoro więc nie ma dostępu do zbiorów archiwalnych, i to ważnych dla poznania funkcjonowania uniwersytetu w systemie zniewolenia, to znaczy, że nie odzyskaliśmy swobody badań naukowych i na uniwersytecie nie funkcjonuje system demokratyczny.

Baronowie nauki polskiej nawet się z tym nie kryją, twierdząc, że nauka nie jest demokratyczna, lecz arystokratyczna, korzystają z tego, a nawet zabezpieczają sobie prawnie taki stan rzeczy.

U nas arystokratów (naukowych) to tylko arystokrata może opiniować, a demokrata (naukowy) lepiej niech siedzi jak mysz pod miotłą, bo inaczej arystokratą nigdy nie zostanie !

Ten system, funkcjonujący od lat, jeszcze się umocnił za pomocą tzw. „Konstytucji dla Nauki”, zainstalowanej przez b. ministra nauki Jarosława Gowina – tego, który oświadczył, że będzie się kładł Rejtanem w obronie ideologii (gender), nie mając przy tym zamiaru nawet palcem w bucie ruszyć w obronie nauki degradowanej patologiami, zasłaniając się brakiem kompetencji, o którą tworząc „Konstytucję dla nauki”, nawet nie zabiegał.

Żeby nie być posądzonym o jedynie subiektywne odczucia przytoczę opinię jednego z profesorów: „Rektor może z pracownikiem zrobić wszystko: zwolnić go pod byle pretekstem, przenieść na niższe stanowisko, zabrać mu zakład lub katedrę, zablokować pieniądze na projekt badawczy, nie przyznać nagrody etc.

Na szczeblu wydziałów namiestnikami rektorów stali się, mianowani przez nich (w praktyce) dziekani… Senaty sprowadzane są coraz mocniej do roli ciał dekoracyjnych (uroczystości akademickie, togi, łańcuchy, berła etc.) a ich członkowie (z pewnymi wyjątkami) milczą.

Większość pracowników naukowych boi się więc narazić władzom uczelni i też milczy. Strach jest potężny i wszechobecny.” (Prof. Wojciech Polak, fronda.pl 17.05.2020).

Taką opinię osobiście podzielam i wiem, że wielu – i to nawet z naukowego Olimpu – ma podobne zdanie.

Rzecz w tym, że na uczelniach „strach jest potężny i wszechobecny”, stąd takie opinie rzadko trafiają do mediów, które zresztą koncentrują się na ukazywaniu/potęgowaniu strachu przed wszechobecnym koronawirusem, potęgę wszechobecnego strachu akademickiego niemal lekceważąc.

Wybory akademickie w toku, wielu rektorów już wybrano, choć wybory rektorskie bywają fikcją, podobnie jak konkursy na stanowiska uczelniane, bo do wyborów (podobnie jak do ustawianych konkursów) staje na ogół tylko jeden kandydat.

Uczelnią musi kierować rektor, więc samojeden kandydat musi być wybrany, bez względu na to, co sobą reprezentuje i co z niego uczelnia, a przede wszystkim nauka w Polsce, mieć będzie.

Tak się dzieje od lat i od lat ma miejsce degradacja uniwersytetów, elit na nich formowanych – co widać i przy wyborach prezydenckich, gdzie jest co prawda wielu kandydatów, ale i tak nie ma z kogo wybierać. Takie mamy elity.

W wyborach na wzorcowej polskiej uczelni było co prawda na początku dwóch kandydatów na rektora, ale jeden z nich, argumentując, że uniwersytet powinien stanowić dla społeczeństw wzór, jak wychodzić z kryzysu, podjął decyzję, aby w czasach pandemii wycofać swą kandydaturę.

Zatem wzorcem wyborów ma być brak możliwości wyboru akademika najlepiej nadającego się na rektora, z wyjątkiem tego jedynego kandydata, który w wyborach staruje. A jak zostanie wybrany, ma to znaczyć, że jest najlepszy. Czyli tak, jak się dzieje na ogół w wyborach/konkursach, także na nierektorskie stanowiska akademickie. Najlepsi to ci, których wybrano w ustawianych na nich konkursach.

I taki stan rzeczy jest niemal powszechnie tzn. demokratycznie akceptowany.

Co prawda kadencja rektorska trwa teoretycznie tylko cztery lata, ale często przedłuża się na lat osiem, bo możliwy jest wybór rektora na drugą kadencję i zwykle tak się dzieje. Nader często wybierani rektorzy mają już za sobą jedną, a zwykle dwie kadencje prorektorskie, a nierzadko bywali już rektorami na innych uczelniach.

Mamy zatem coś w rodzaju wykształcania się zawodu rektora, podobnie jak wcześniej zawodu profesora i są nawet związki zawodowe profesorów, powstające zapewne po to, aby bronić profesorów sprawiających zawód swoim poziomem, tak intelektualnym, jak i moralnym.

Można zatem oczekiwać, że i związki zawodowe rektorów też powstaną. Póki co rektorzy skupieni są w Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich [KRASP], stojącej m. in. na straży dobrych praktyk akademickich, których sami bynajmniej nie mają zamiaru przestrzegać, o czym wielokrotnie w tym, a także poprzednim wieku pisałem i rektorom do wiadomości i pod refleksję przekazywałem. [vide:Blog akademickiego nonkonformisty]. Bezskutecznie !

Po opanowaniu/ustaniu pandemii zmniejszy się wszechobecny strach przed koronawirusem, ale można sądzić, że wszechobecny strach przed władzą akademicką/rektorską nie ustąpi, pozostanie. Pozostanie na lata. Nakazu noszenia maseczek już nie będzie, ale nawyk milczenia pozostanie, obowiązujący nawet wtedy, kiedy należałoby krzyczeć wobec niegodziwości akademickich.

I będzie to autonomiczny, demokratyczny wybór korporacji akademickich zarządzanych przez akademickich arystokratów. Tak sądzę.

Tekst opublikowany w Kurier WNET 72/2020

Pandemiczne wybory kw

Nic się nie stało ? Nic się nie staje?

z Facebook

[ z Facebook]

Nic się nie stało ? Nic się nie staje?

W przestrzeni publicznej jest głośno po filmie Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało” emitowanego w najlepszym czasie telewizji publicznej, w programie zakończonym długą debatą na temat pedofilii i celebrytów. Rzecz w tym, że dokumentacji zapowiadanego zaangażowania celebrytów w pedofilię w filmie zwanym dokumentalnym nie było. W filmie pokazano zdjęcia celebrytów, którzy zaglądali do Zatoki Sztuki, ale zdjęcia nie dowodzą aby tym procederem się trudnili, czy wiele o nim wiedzieli.

Po filmie reżyser pytał: „Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? „

Dlaczego takich pytań do celebrytów nie postawił w filmie i nie udokumentował ich odpowiedzi, lub ich braku ?

Może reżyser wie więcej od tego co pokazał, ale czemu to ukrywał ? Może zapowiadane procesy coś w tej materii wyjaśnią, bo społeczeństwo ma prawo znać prawdę i oczekiwać od państwa skutecznych metod przeciwdziałania pedofilii i należytego karania przestępców.

Mimo, że ośrodek pedofilii – Zatoka Sztuki, był znany na Wybrzeżu od kilku lat, ale jakoś działania wymiaru sprawiedliwości trudno by było uznać za należyte i sprawiedliwe.

Nierozgarnięci [?] celebryci

W filmie pokazano także podpisy celebrytów w obronie Zatoki Sztuki, ale nie pokazano dowodów, czy choćby starań o ich uzyskanie, że ci co podpisali, wiedzieli co tak naprawdę podpisują, czego bronią ? Pod tym względem film nie jest należyty.

Ale czy zachowania celebrytów było/jest należyte ? Też nie sądzę.

Jak się robi pozowane zdjęcia do reklamy, to trzeba wiedzieć co się reklamuje.

Jak się podpisuje apel w obronie, to trzeba wiedzieć co się broni ! J

ak przez lata się nie reagowało na wieści powszechnie znane – czym jest tak naprawdę Zatoka Sztuki, którą się broniło to co ? – wszystko jest O.K. ?

Padli ofiarą manipulacji ?

Zakładając, że nie wiedzieli o tym co się tam działo jak swoimi twarzami reklamowali lokal, nadal nie wiedzieli jak swoimi podpisami występowali w jego obronie, to jak zrozumieć, że nadal nie wiedzieli/ nie reagowali, jak niemal wszyscy już wiedzieli jaką rolę spełniał ten odwiedzany/reklamowany/broniony przez nich lokal.

Doprawdy niepojętne ! W końcu są celebrytami a nie zagubionymi w wielkim kurorcie nierozgarniętymi owieczkami.

Nagłośnienie sprawy pedofilii w filmie, mimo że z wieloma wadami – może przyczyni się do bardziej energicznych działań państwa wobec wad organów ścigania, organu sprawiedliwości, co zresztą władze resortu natychmiast po filmie zapowiedziały, ale czy te zapowiedzi zrealizują jak należy?

W wywiadzie radiowym [radio Zet] reżyser Latkowski wyraża opinię „Nie ma bardziej zakłamanego środowiska, niż nasze środowisko mediów, dziennikarzy, aktorów celebrytów. Politycy jeszcze”, która chyba nie odbiega od opinii sporej części społeczeństwa. W tej opinii pominięte jest jednak całkowicie środowisko akademickie, to które kształtuje ludzi mediów, aktorów, także wielu celebrytów, i które w rankingach poziomu zakłamania może te środowiska wyprzedzać.

Fakt, że reżyser Latkowski z tym środowiskiem nie miał wiele do czynienia, nie miał też szans wiele się dowiedzieć z mediów, z filmów, gdyż w tej materii nikt nie zrobił znaczącego filmu, no może poza ‚Barwami ochronnymi ‚ Krzysztofa Zanussiego, zarazem jednego z bohaterów wieczoru dyskusyjnego toczącego się wokół filmu Latkowskiego. Ale to film sprzed niemal pół wieku, kiedy Latkowski chodził jeszcze w krótkich spodenkach i nad zakłamaniem środowiska akademickiego się nie zastanawiał.

O większą wrażliwość

W III RP nie pokazano żadnego nowego filmu w najlepszym, a nawet w gorszym czasie telewizji publicznej, nie zorganizowano żadnej debaty publicznej w tej materii, mimo że to środowisko formuje niemal połowę młodej generacji Polaków, a samo przeżywa poważny kryzys. W niemałym stopniu kształtuje systemy pedagogiczne, formuje pedagogów różnych rodzajów i szczebli, odpowiada za programy wychowania i także standardy seksualizacji dzieci, których realizacja może dzieci prowadzić do takich zatok, jak Zatoka Sztuki.

Jakoś akademicy w sprawie Zatoki nie zabierają głosu w przestrzeni publicznej, choć to poważny problem nie tylko prawny, ale i pedagogiczny, socjologiczny, psychologiczny.

Zetknąłem się jedynie z poglądem znanego pedagoga, niemal akademickiego celebryty, prof. Aleksandra Nalaskowskiego, który argumentuje niewątpliwie słusznie https://niezalezna.pl/330867-nalaskowski-o-filmie-latkowskiego-o-pedofilach-trzeba-na-kazdym-kroku-uwrazliwiac-rodzicow Z problemem pedofilii nie poradzi sobie ani policja ani prokuratura. Potrzeba większej wrażliwości nas wszystkich”. Jasne, patologie trzeba zwalczać u źródła, w oparciu o znajomość przyczyn, a nie tylko karać za skutki.

Z wrażliwością na patologie to nasze społeczeństwo jest na bakier, no może nie z wrażliwością na tych, którzy patologie ujawniają. Środowisko akademickie, głowa instalowanych u nas systemów pedagogicznych, niestety dotknięte jest taką negatywną wrażliwością. A przy tym standardowe chowanie spraw pod dywan, chowanie głowy w piasek.

Mam swoje doświadczenia w tej materii. Jak w stanie wojennym (do tej pory nie rozpoznanym w wielu historiach akademickich ! [Sic!]) protestowałem przeciwko deprawacji młodych [fakt, że dorosłych], zostałem skierowany na ścieżkę dyscyplinarną, [jako ‚psuj’ młodzieży] abym nie zakłócał właściwego procesu wychowawczego zgodnie z principiami socjalistycznymi. Nic się nie stało ? Wrażliwości środowiskowej nie było i nie ma, więc mamy to, co mamy.

Wybitny pedagog po obejrzeniu filmu Latkowskiego pyta: „Gdzie w tym czasie byli rodzice? Czy wiecznie pracowali na nocną zmianę? Pedofilia to dopiero końcowy etap procesu, z którego wynika, że rodzice nie dopilnowali dzieci”, nie zwracając uwagi na fakt, że część z tych dzieci pochodziła z domów dziecka i wychowywała się bez rodziców.

Co więcej w planowanych systemach wychowania dzieci, poprzez ich szkolną, a nawet przedszkolną seksualizację, rola rodziców dramatycznie spada. https://stop-seksualizacji.pl/

Kto przeciwko takim standardom edukacji protestuje, musi się liczyć z krytyką, a nawet linczem lewicowych/lewackich środowisk dominujących zresztą na uczelniach.

Orientacja świata akademickiego

Środowiska akademickie są wrażliwe na odmienną orientację seksualną, ale nie są wrażliwe na odmienną orientację moralną i intelektualną, no może z wyjątkiem wrażliwości negatywnej. Na uczelniach można sobie eksperymentować z kazirodztwem, z instalowaniem ideologii gender, ale lepiej nie próbować, ani intelektualnie, ani moralnie, eksperymentów krytycznych z takimi instalacjami.

I co ? Nic się nie staje, nic nie dzieje ?

Panuje u nas mniemanie, że „nikt mnie nie zatrudni, jeśli nie będę dobry”https://blogjw.wordpress.com/2011/03/06/nikt-mnie-nie-zatrudni-jesli-nie-bede-dobry/, więc zatrudnieni, bo dobrzy [?] eksperymentatorzy z kazirodztwem, gender, z seksualizacją dzieci, nie muszą niczego się obawiać.

Nie ma też obawy, że ktoś nakręci znaczący film na temat orientacji świata akademickiego i umieści go w programie telewizji publicznej w godzinach największej oglądalności.

A przecież skutki tych orientacji, dotykają nas wszystkich, naszej wrażliwości i naszej potomności.

Perła w koronie z nowym rektorem, ale nadal bez nowej historii

1

Perła w koronie z nowym rektorem, ale nadal bez nowej historii

12 maja w najstarszej polskiej uczelni określanej jako perła w koronie nauki polskiej dokonano wyboru 306 rektora, którym został Profesor Jacek Popiel [ https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/145248898 ] związany z macierzystą uczelnią od 1977 i niemal jednocześnie od 1978 r. z Państwową Wyższą Szkołą Teatralną, gdzie pełnił funkcje dziekana Wydziału Aktorskiego, 1990-1993, prorektora 1994-1996, i rektora– 1996-2002. Od 2012 r. na UJ Prof. Popiel był przez 8 lat prorektorem do spraw polityki kadrowej i finansowej, a wcześniej dziekanem Wydziału Polonistyki UJ – 2005-2012.

Był zatem, jak wielu profesorów, jakby przypisany do uczelni macierzystej, realizując karierę od studenta do rektora na tej samej uczelni. Jednocześnie był, jak wielu profesorów, wieloetatowcem – bo 2 etaty to też wiele, i to w czasie, kiedy inni naukowcy z jego pokolenia etaty tracili, bo byli niewygodni dla systemu i beneficjentów PRL. Jako długoletni prorektor od polityki kadrowej niewygodnymi dla systemu bezetatowcami nawet się nie zainteresował, zapewne stojąc na gruncie ciągłości polityki kadrowej PRL-III RP.

Czyli typowa sytuacja dla polskiego systemu akademickiego w czasach III RP.

W wyborach na kadencję 2020-2024 prof. Popiel był jedynym kandydatem, gdyż drugi kandydat, także 8 -letni prorektor UJ, tyle, że ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych, prof. Stanisław Kistryn w obliczu pandemii koronawirusa podjął decyzję o wycofaniu swojej kandydatury, bo jego zdaniem „ Uniwersytet powinien też stanowić wzór, jak w sytuacji kryzysu zgodnie współpracować dla dobra społeczności. ..” a „… …nie są nam dziś potrzebne napięcia generowane przez wyborcze spory i przeciągające się procedury.

Czyli co ? Dobrem i wzorem jest pozbawienie możliwości demokratycznego wyboru najlepszego z kandydatów, którzy winni się różnić – jak to w populacjach ludzkich ma miejsce – poglądami i programami naprawy uniwersytetu, przeżywającego – podobnie jak inne uniwersytety, nie tylko polskie – wyraźny kryzys ? Doprawdy argumentacja zdumiewająca. I wzorem – jak można rozumieć – ma być utrzymanie kariery akademickiej od studenta do rektora na tej samej uczelni, wieloetatowość – bez pytania się kandydata o zdolności do bilokacji, utrzymanie polityki kadrowej od czasów zniewolenia do czasów reglamentowanej wolności, bez odzyskiwania wolności utraconej w czasach zniewolenia.

Jednoczenie czytamy w serwisie UJ, że „Uniwersytet to także miejsce debaty, ścierania się różnych wizji poglądów,” [ https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/145226079 ] Jak ma się odbywać debata skoro na placu debaty pozostaje tylko jeden człowiek i z czym mają się ścierać jego poglądy ? Wyjaśnienia takich fenomenów nie udało mi się znaleźć, a decyzja o wyborze nowego rektora była niemal jednomyślna, bo spośród 227 osób reprezentujących Kolegium Elektorów tylko 15 było przeciw i nie wiadomo nawet dlaczego.

W polu zainteresowań wybranego rektora jest historia dramatu i teatru polskiego XIX-XXI wieku oraz dzieje szkolnictwa teatralnego. Ciekawe, czy to pole podczas kadencji zostanie rozszerzone na dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, szczególnie w tych czasach, kiedy sam na tym uniwersytecie już funkcjonował. Znajomość tych dziejów, do tej pory nie opisanych należycie [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ ]byłaby bardzo pomocna rektorowi w należytym kierowaniu uczelnią.

Nie jest łatwe aby posiąść znajomość tych dziejów, skoro nawet doktorantka historii tego uniwersytetu w tekście „Uniwersytet Jagielloński – perła w koronie nauki polskiej” który ukazał się we Wszystko co najważniejsze [ https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karolina-w-olszowska-uniwersytet-jagiellonski-perla-w-koronie-nauki-polskiej/?fbclid=IwAR2bRBJfoB33wdURPiVb41DdufpWaLhcae3ucfflewLldeaoe1P7OQJKNSE ] nie pisze takiego słowa jak komunizm, nie opisuje takiego wydarzenia jak stan wojenny … , a oznajmia, że po 1956 r. „uczelnia była świadkiem demonstracji studenckich, ale działała nieprzerwanie”. Nie podaje jednak czemu/przeciw czemu studenci demonstrowali i co tam naprawdę się działo i czemu fałszuje historię, bo przecież przerwy w działalności były i skutki tych przerw trwają do dziś. I co ? Nie jest to najważniejsze ? Może nie wszystko, ale trzeba historię opisać rzetelnie a nie ją zatajać i fałszować ! Stawiam tezę, że działy się tam wtedy rzeczy straszne i obarczające swoimi skutkami tych, którzy do tej pory tę koronę noszą

Najwyższy czas, aby pasjonat dziejów historii dramatu, jako rektor poznał też dramat swojego uniwersytetu i jego najnowsze, fałszowane dzieje i uznał, że jest to ważne, a może i najważniejsze. [https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/ ].  Elektorzy – skoro go wybrali, zaakceptowali, zaufali -winni mu w tym dziele pomóc. Ja nie będąc elektorem zgłaszam – tak jak poprzednim rektorom [https://nfapat.wordpress.com/2008/12/05/prosze-o-wyznaczenie-mi-terminu-wznowienia-moich-wykladow-i-seminariow/https://jubileusz650uj.wordpress.com/; https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/] – pomoc w poznaniu do tej pory niepoznanego i w poszukiwaniach perły w koronie nauki polskiej.

Prawda w czasach pandemii

CMPrawda w czasach pandemii

Jak wyglądała nieautonomiczna historia UJ

w interwale 1945-89 ?

12 maja to tradycyjne święto najstarszej polskiej uczelni obchodzone w rocznicę założenia uczelni przez króla Kazimierza Wielkiego w 1364 roku. Jak podaje serwis UJ  to święto przypomina ‚656 lat imponującej historii krzewienia nauki w Polsce’, jakkolwiek z tekstu, zamieszczonego na tą okoliczność, nie wynika aby ta historia była zawsze imponująca. Co więcej po zapisaniu się w 1945 r. na studia na UJ Wisławy Szymborskiej przyszłej poetki i laureatki Nagrody Nobla. ‚zdawało się, że uniwersytet powoli będzie wracał do świetności, jednak w czasie PRL–u uczelnia utraciła swoją autonomię’.

Co spowodowało utratę autonomii i powstrzymało powrót uczelni do świetności – z tekstu się nie dowiemy. Fakt, że tekst krótki, ale nawet jedno zdanie coś w tej materii mogłoby objaśnić. Co prawda z historii opisywanej przez historyków IPN, a nawet tej, zamieszczanej w podręcznikach gimnazjalnych (fakt, że niezbyt świetnych, a nawet nadających się do wycofania) wynika, że po 1945 wprowadzano w Polsce komunizm, system kłamstwa i zniewolenia, także umysłowego, co musiało się odbić negatywnie na uniwersytecie powołanym do poszukiwania prawdy w warunkach wolności, przede wszystkim umysłowej.

Z tekstu na kolejne święto UJ tego się nie dowiemy, a nie ma nawet odniesienia do obszerniejszej książki o imponujących dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego. Gdyby jednak było odniesienie, do obowiązujących w przestrzeni publicznej i edukacyjnej, także dla młodzieży szkolnej, „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego” [https://blogjw.wordpress.com/tag/dzieje-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ] ta zagadka też by nie została wyjaśniona. Tam nie ma bowiem ani słowa o komunizmie, o stanie zniewolenia umysłowego, a wzmożenie tego zniewolenia przez wprowadzenie stanu wojennego [o którym tam ani słowa] uznano autonomicznie za stopniową liberalizację systemu !

W tekście rocznicowym napisano, że „Po roku 1989 uniwersytet odzyskał całkowitą autonomię” nie podając jednak jak Uniwersytet autonomicznie ustosunkował się do tego, co się działo na uniwersytecie w czasach utraty autonomii. Poinformowano jedynie, że w czasach nieautonomicznych „ Zlikwidowane zostały wydziały lekarski, rolniczy, teologiczny, z których wyodrębniono nowe szkoły wyższe „a po 1989 r. „Otworzyły się nowe perspektywy i wraz z dynamicznym rozwojem nauki i zmieniającym się światem, uczelnia stała się różnorodna, nowoczesna….”

Zatem można odnieść wrażenie, że likwidacja tych wydziałów była jednak korzystna, skoro po ich likwidacji otworzyły się nowe perspektywy ?

O likwidacji różnych mniejszych jednostek uczelnianych, kierunków studiów, kierunków badań, czy też badaczy i ich warsztatów pracy w czasach nieautonomicznych, nie ma słowa, stąd przypuszczenie, że te likwidacje także otworzyły nowe perspektywy po 1989 r., z czym zresztą w okresie transformacji władze uczelni się nawet nie kryły, przynajmniej na poziomie zlikwidowanych badaczy, razem z warsztatami. Dlaczego zatem uczelnia nie kwitnie w czasach autonomii ?

Nie wyjaśniono co spowodowało, że uczelnia stała się nowoczesna.

Czy spowodowała to transformacja zarazy czerwonej w tęczową i fakt, że ostatnio, a może i ostatecznie TęczUJe zdobyli UJ ? [ https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/ ]

Czy może wejście uniwersytetu w czas post prawdy ? [https://blogjw.wordpress.com/2018/01/05/uniwersytet-w-czasach-postprawdy/ ] – zaznaczony wyraźnie autonomicznym usunięciem ze statutu uczelni zapisu, że ‚Uniwersytet to wspólnota nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy’, który figurował nawet w czasach nieautonomicznych, czasach mniej nowoczesnego zniewolenia umysłowego.

Mamy czas kolejnej zarazy, która dotknęła też UJ, i jakby nałożyła się na zarazę tęczową i pozostałości zarazy czerwonej. Nie wiemy, czy i jak ten czas zostanie ujęty autonomicznie w kolejnej, nowszej historii uniwersytetu ?

Jako czas nowych perspektyw, postępującego postępu, zwiększonej różnorodności rozmaitych prawd ? – bo zapewne w nowoczesnym uniwersytecie, po-pandemicznym, każdy będzie miał swoją prawdę, także prawdę o historii uniwersytetu, ale archiwa uczelni z czasów nieautonomicznych pozostaną zamknięte, a badania nad niewygodną prawdą zakazane. Na to się zanosi, bo te archiwa i ta prawda, traktowane są jako zaraźliwe wirusy i to funkcjonujące także poza okresami pandemicznymi.

Z okazji święta Uniwersytetu profesorowie jagiellońscy mają zwyczaj zjadać śniadanie. Śniadanie zjedzone na okoliczność jubileuszu 650 lecia założenia krakowskiej wszechnicy nasunęło wniosek o nieludzkim braku refleksji elity akademickiej. Pisałem: ‚Mimo, że na śniadaniu padły słowa‚…nieludzkie byłoby jednak pochłanianie wszystkich czekających na nas w pobliżu przysmaków bez jakiejkolwiek refleksji’ (wykład prof. Andrzeja Borowskiego) do tej pory nie ma danych aby po pochłonięciu wszystkich śniadaniowych przysmaków nastąpiła jakakolwiek profesorska refleksja ?! Brak jakiejkolwiek refleksji nad zachowaniem elit akademickich wobec systemu kłamstwa, systemu komunistycznego, niewątpliwie jest nieludzki. Nie sądzę też aby ci profesorowie przeżywali dramat nienasyconego niczym łaknienia i pragnienia prawdy, bo prawdy szczerze nienawidzą i nie chcą jej znać nie tylko w sytuacji biesiadnej, lecz raczej zawsze. https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/07/30/profesorowie-uj-zjedli-sniadanie/

Nic nie wskazuje, że na kolejne święto UJ, tym razem pandemiczne, nastąpi jakaś refleksja elity akademickiej.

Badacz mowy nienawiści ma profesorski problem

1

[zdj. z YouTube]

x

Badacz mowy nienawiści ma profesorski problem

 

Polskie środowisko akademickie zostało ostatnio postawione w stan gotowości bojowej, a to z powodu zbyt długiego oczekiwania na podpis prezydencki pod nominacją profesorską jednego z młodych badaczy – specjalisty od mowy nienawiści i pogardy.

Sytuacja jest kuriozalna, bo środowisko od lat walczące rzekomo o autonomię i apolityczność uniwersytetów, heroicznie broni dotychczasowego systemu tytularnego, obowiązującego, podobnie jak w czasach komunistycznych, w nauce polskiej. Zwieńczeniem karier akademickim w takim systemie jest profesura prezydencka, zwana popularnie belwederską, bo to w Belwederze w czasach PRLu ją wręczano, w warunkach upolitycznienia i autonomicznego decydowania KC [Komitetu Centralnego, poprzez mu podporządkowaną CKK] zastąpionego w III RP przez CK, przemianowaną ostatnio na RDN – Radę Doskonałości Naukowej.

Prestiż uwarunkowany politycznie

Mimo postępowych zastąpień istota systemu pozostała, upolitycznienie karier – także, a autonomii akademickiej w tej materii jak nie było, tak nie ma, bo środowisko jej nie chce – i to w ramach walki o autonomię [sic !].

Uczelnie mogą autonomicznie zatrudniać naukowców na motywach merytorycznych i to na stanowiskach profesora uczelnianego, ale takie stanowiska nie są prestiżowe i zwane niemal pogardliwie – podwórkowymi. Prestiż naukowy, w tym kuriozalnym systemie, daje dopiero tytuł uwarunkowany politycznie. Co prawda często jest to tylko prestiż lokalny, nie uwzględniany w rankingach światowych, ale ceniony przez polskie społeczeństwo, na ogół zupełnie się nie orientujące w tej tytułomanii, ale same tytułomanię gloryfikujące !

Czyli mamy sytuację zgoła schizofreniczną – środowisko chce mieć autonomię, ale nie chce z tej autonomii korzystać, chce być apolityczne, zdobywając prestiż uwarunkowany politycznie.

Chce się przy tym liczyć w świecie i to zachodnim, ale tworząc system osobliwy, ograniczony do bloku wschodniego, nie bacząc na to, że system ten nas dołuje od lat. A argumentem przeciwko zmianie systemu jest to, że ten system podobno trzyma u nas poziom nauki – poziom, który jest w zaniku i jest niemal niedostrzegalny w systemach monitoringu naukowego.

Od lat, ci którzy nie aprobują takiego systemu, przenoszą się to do innych krajów i co najmniej 1/3 potencjalnej elity polskiej znajduje się poza Polską, a u nas narzekamy na brak elit i trzymamy się systemu dla tworzenia elit szkodliwego.

Ostatnio w przestrzeni publicznej zaistniała sprawa profesury belwederskiej psychologa społecznego dr hab. Michała Bilewicza z Uniwersytetu Warszawskiego specjalizującego się w obszarach dyskryminacji i uprzedzeń.

Liczni naukowcy -psycholodzy [choć nie tylko] zorganizowali petycję [Petycja w sprawie nadania tytułu profesora dr hab. Michałowi Bilewiczowi – https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_nadania_tytuu_profesora_dr_hab_michaowi_bilewiczowi ] w obronie dyskryminowanego ich zdaniem kolegi, do którego prezydent ich zdaniem jest uprzedzony. Mimo, że recenzenci Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych wniosek profesorski Michała Bilewicza oceniali jednoznacznie pozytywnie, prezydent jeszcze tego wniosku nie podpisał. Naukowcy zatem traktują prezydenta jako notariusza, który ma bez zastanowienia i zwłoki podpisywać to, co mu komisja do podpisania podsunie. Uważają przy tym, że zwlekanie z podpisem nominacji dla Michała Bilewicza jest „szkodą wyrządzoną na wizerunku Polski w oczach międzynarodowej społeczności uczonych, którą trudno będzie w przyszłości naprawić.”

Po co naukowcom potrzebny jest taki system, w którym awanse naukowe ma podpisywać bezrefleksyjnie prezydent ? – nie wiadomo. Prezydent wśród naukowców nie cieszy się zbytnim prestiżem, ale naukowiec ma mieć prestiż, dopiero po podpisaniu jego awansu przez prezydenta ? Zdumiewające – nieprawdaż ?

Petycję podpisują i zagraniczni uczeni – podobno prestiżowi, zdaje się także ci, którym żaden prezydent nie podpisywał [bo nie musiał] nominacji profesorskiej. Skąd zatem oni mają prestiż ? I dlaczego uważają, że Bilewiczowi potrzebny jest podpis prezydenta, aby ten prestiż miał ? Autonomiczne środowisko naukowe, na drodze do poznawania prawdy samo winno decydować o awansach innych naukowców i brać odpowiedzialność za te awanse, nie zrzucając tej odpowiedzialności na polityka – prezydenta w roli notariusza.

Polacy tworem ideologicznym ?

Penetrując internet w poszukiwaniu informacji o podobno dyskryminowanym przez prezydenta naukowcu, ze zdumieniem dowiedziałem się, że będąc Polakiem nie jestem członkiem tego narodu, lecz jakimś tworem ideologicznym, bo jak zrozumieć słowa Bilewicza z Twittera „Nie oskarżam Polaków, tylko panoszącą się ideologię o nazwie Polacy” ? Czyli Polacy to nie naród, tylko jakiś twór ideologiczny, którego jestem jakimś komponentem. Gdyby tak ci naukowcy wytłumaczyli tę kwestię byłbym wdzięczny. W końcu, jako doskonali winni doskonalić mniej doskonałych, a nawet całkiem niedoskonałych, i to nie ideologicznie, lecz merytorycznie.

Przede wszystkim winni mi (i nie tylko mi) też wytłumaczyć, jak to się dzieje, że taki kandydat na profesora belwederskiego, nie wyrządza szkody na wizerunku Polski i Polaków, a prezydent kraju Polaków, nad nadaniem prestiżu takiej antypolskiej osobie, i to w Polsce, ma przechodzić bezrefleksyjnie i bez zwłoki prestiż nadawać.

Zajrzałem na blog jednego z profesorów od doskonalenia https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2020/04/uprzedzenie-do-psychologa-badajacego.html i zauważyłem, że nie ma on uprzedzenia do psychologa badającego uprzedzenia i stawia przy tym pytanie „Czy pozamerytoryczne kryteria mają rzutować na dyskryminowanie uczonych?„ jakby sugerując, że jest po stronie merytorycznych wartości dorobku ‚dyskryminowanego’, a nawet poleca wykład kandydata do tytułu naukowego profesor, „o mowie pogardy”. https://www.youtube.com/watch?v=ZklC6-gAqVI

Rzecz jasna zapoznałem się z polecanym wykładem, który mi nieco rozjaśnił sprawę kandydata na profesora belwederskiego.

2

Wykład miał miejsce w auli uniwersytetu moich czasów studenckich i był prowadzony przez byłego rektora UW – rzecz jasna profesora belwederskiego – Piotra Węgleńskiego,

3

który zapisał się w mojej pamięci i w moim życiorysie, występując w roli Heroda [ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/], po tym jak oznajmiłem publicznie o rodzeniu się wolnej myśli akademickiej w postaci założonego przeze mnie Niezależnego Forum Akademickiego. Swoją mowę nienawiści i pogardy umieścił na gościnnych łamach Gazety Wyborczej, organu jak wiadomo od lat potępiającego swoiście pojmowaną mowę nienawiści i pogardy oraz walczącego z „tworem ideologicznym o nazwie Polacy”. Do moderowania wykładu kandydata na profesora belwederskiego o mowie pogardy/mowie nienawiści, zatem w sam raz się nadawał.

W swej przedmowie do wykładu kandydata na profesora belwederskiego, doskonały w mowie nienawiści i pogardy profesor belwederski całkiem pominął swoje osiągnięcia w tej materii.

W niemal 1,5 godz. trwającym wykładzie, kandydat na profesora belwederskiego prezentował wiele przykładów wyników badań ilościowych nad mową pogardy/nienawiści,

5

ale nie podał, czy w tej statystyce znalazła się mowa nienawiści/pogardy moderatora wykładu. Nie ma zatem pewności czy badania nie były wybiórcze, naruszające standardy badań naukowych. Podczas półgodzinnej dyskusji nikt – z dość licznych słuchaczy wykładu – nie odniósł się do zaprezentowanej metodologii badań kandydata.

Trzeba zaznaczyć, że moc tych badań analitycznych oparta była na wpisach na Twitterze czy Facebooku, czyli platformach – mediach społecznościowych, stojących na straży standardów wypowiedzi, piętnujących mowę nienawiści, ale w sposób nader osobliwy, usuwając np. wpisy propagujące życie i rodzinę, a zezwalające na gloryfikowanie ideologii gender/LGBT, czy na obrażanie narodu polskiego, traktowanego jako swoisty twór ideologiczny.

Jak przekonać Polaków o ich winie 

W cyberprzestrzeni, już całkiem bez polecania przez kogokolwiek, natrafiłem na ciekawy tekst ‚dyskryminowanego’ kandydata na profesora belwederskiego – (Nie)pamięć zbiorowa Polaków jako skuteczna regulacja emocji – z 2016 r. https://journals.openedition.org/td/1564 , w którym autor

przedstawia ‚model unikania awersyjnych emocji moralnych (winy, wstydu), oparty na teorii regulacji emocji Jamesa Grossa oraz wykorzystano przykład polskiej debaty o zbrodni w Jedwabnem jako ilustrację tego modelu’ ważny ‚do zrozumienia zjawiska (nie)pamięci zbiorowej w Polsce, a dokładniej defensywnych reakcji na nową wiedzę historyczną dotyczącą negatywnych zachowań członków własnego narodu’.

Na przykładzie sprawy Jedwabnego argumentuje, że ‚strategia selekcji sytuacji jest stosunkowo najskuteczniejszą metodą uniknięcia pojawienia się emocji wstydu bądź winy’ zaznaczając, że ‚w konfrontacji z historią Jedwabnego znajdziemy też wiele przykładów modyfikacji sytuacji – a zatem takiego jej ujęcia, w którym wiedza przestanie być zagrażająca. Próbą modyfikacji sytuacji były wszelkie zabiegi dyskredytujące kompetencje zawodowe autora Sąsiadów… ‚ przypominając przy tym ‚list Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego (AHA), organizacji zrzeszającej 12 000 amerykańskich historyków, którzy wystąpili do polskiego rządu w obronie Jana Tomasza Grossa, podkreślając jego kompetencje historyczne – zareagowali na inną strategię regulacyjną, jaką są próby cenzurowania (przez działania polskiej prokuratury wobec historyka).’

Jak widać kandydat na profesora belwederskiego zastosował niemal pogardzaną przez siebie ‚strategię selekcji sytuacji’, jako metodę uniknięcia pojawienia się emocji wstydu bądź winy.

Selekcjonuje sytuacje obrazujące zbrodnie niemieckie wobec Żydów, zbrodnie Żydów wobec Polaków, Ukraińców wobec Polaków – i to ideologiczne, zapewne, aby uniknąć poczucia winy przez zbrodniarzy.

Pomija całkiem przykłady strategii regulacyjnych – cenzurowania badań historyków [i nie tylko] zmierzających do poznania prawdy, stawiając pytanie: ‚czy istnieje jakikolwiek sposób na przyswojenie sobie przez Polaków wiedzy o negatywnych wydarzeniach z historii ich narodu?’.

Widać, że motorem działalności badawczej kandydata na profesora belwederskiego, jest znalezienie sposobu na wpojenie Polakom – jako swoistej konstrukcji ideologicznej [?] – przekonania o ich winie, nawet za to, czego nie uczynili.

Apeluje, że ‚niezbędne jest takie prowadzenie debat historycznych, które koncentruje się na faktach’ i jest to apel zasadny, tyle że nie realizowany przez – bliskie kandydatowi na profesora belwederskiego – środowiska badaczy przejawiających jawny antypolonizm i działających poprzez ‚wyłączanie etyki troski i sprawiedliwości, a włączanie etyki lojalności i posłuszeństwa’ co całkiem wypacza rezultaty ich badań.

Niewątpliwie sprawa profesury belwederskiej Michała Bilewicza, metodologia jego badań i wnioskowań, postawa środowiska akademickiego wobec jego drogi awansowej i dróg innych badaczy, nawet dożywotnio pozbawionych awansów a pozostających pod pręgierzem mowy pogardy i nienawiści, postawa wobec autonomii nauki i modelu karier naukowych, to temat na niejedną debatę, skoncentrowaną na faktach, bez stosowania strategii selekcji sytuacji i bez włączania lojalności i posłuszeństwa wobec obecnego status quo.

P.S. Przy okazji wielkie dzięki dla profesora od doskonalenia mniej doskonałych i całkiem niedoskonałych, za polecenie wykładu moderowanego przez Heroda nauki polskiej – nie mam wątpliwości, że na drodze do doskonałości naukowej.

Biblioteka Domowa w czasach zarazy

 

Taka Biblioteka Domowa to skarb szczególnie w czasach zarazy. Czytanie też jest zaraźliwe, ale wielu nabyło odporność i to jest tragedia ! Ja zarażony, od dziecka nałogowy, notoryczny czytelnik,  w czasach zarazy odrabiam zaległości. Kilka książek  już  połknąłem, kilka nowych nabyłem, ale niestety nie mam domu a tylko małe mieszkanie, w którym bym się  nie zmieścił, gdybym nadal miał te książki, które miałem. Wiele książek/odbitek naukowych chciałem przekazać  bibliotekom naukowym, ale obecni ‚uczeni’ wcale nie są zarażeni książkami. Taką nabyli odporność i ją przekazują kolejnym pokoleniom.

A przy tym – na naukę nie ma pieniędzy, więc nikt nie chce tego co jest za darmo, bo jakby tłumaczył swój argument: na naukę nie ma pieniędzy, więc nie wymagajcie abym coś w nauce zrobił !

Link do zrażenia się moim wirusem bibliotecznym  – Na naukę nie ma pieniędzy

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Niedawno opublikowałem refleksyjny tekst o pandemii, w ujęciu wykraczającym poza zarazę koronawirusa, przypominając o wirusie komunizmu, pandemii bezmyślności i historykach, którzy są nieczuli na fakty i zamiast rozjaśniania, zaciemniają historię i pozostają nadal wybitnymi. [https://blogjw.wordpress.com/2020/04/18/refleksje-pandemiczne/ ].

Tekst rozpowszechniłem w mediach społecznościowych i pocztą elektroniczną, kierowaną także do najwyższych polskich decydentów akademickich, ‚w oczekiwaniu na refleksje krytyczne, ale merytoryczne’ i takich refleksji doczekać się nie mogę. Czyli – Klęska, jak tytuł książki Wiktora Suworowa, i jaki wniosek można wyciągnąć z moich refleksji.

Zadałem nieco prowokacyjne pytanie ile w tym tekście [ tzn. tekście Wiktora Suworowa w książce ‚ Klęska”] trzeba zmienić, aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jej dziejach ? „.

Może pytanie było zbyt trudne, wymagające refleksji, sięgnięcia po cytowane przeze mnie teksty o metodach badań i wnioskowań naszych historyków.

W takim razie spróbuję zrobić erratę do mojego tekstu, dokonując nasuwających się zmian tekstu Suworowa, aby dotyczył on naszych, a nie moskiewskich historyków.

A zatem może być tak: W Warszawie, Krakowie [ i nie tylko] mamy licznych historyków, etatowych, czasem na wielu etatach, pełniących rozliczne funkcje, wyróżnionych wielkimi stopniami i tytułami oraz obwieszonych państwowymi odznaczeniami, przystrojonych togami, czasem też gronostajami.

W czasie epidemii mają usta pozasłaniane widocznymi maskami antywirusowymi, które przed pandemią koronawirusa, ale w trakcie pandemii komunistycznej, też używali, ale inaczej, w sposób niewidoczny gołym okiem i zawirusowanym komunizmem umysłem, zapewne aby się uchronić przed wirusem antykomunistycznym, wirusem prawdy historycznej stanowiącym zagrożenie dla ich stopni, tytułów, odznaczeń, tóg i gronostajów.

To nie jest grupa ekspertów, a cała plejada etatowych, oficjalnych badaczy naszej przeszłości, mających do dyspozycji piękne instytuty naukowe, mnóstwo materiałów archiwalnych, niemały budżet badawczy i zarazem wychowawczy, dla wychowania ludu w jedynie słusznej prawdzie przeznaczony.

Ci uczeni mężowie, a nawet żony, nie mniej uczone, już ponad 30-lat bez powodzenia badają historię swoich uczelni wkomponowaną w historię Polski. Ale oni wszyscy nie zdołali nic odtworzyć należycie i teraz doszli do wniosku, że napisanie takiej historii jest w ogóle niemożliwe! W żadnym terminie. Pomysł absolutnie nierealny.

To co napisali – to wszystko bzdura.

Test na inteligencję: Był komunizm na terytorium Polski siłą zainstalowany, była opozycja antykomunistyczna przez ten reżim nękana i dziesiątkowana, z uniwersytetów wypędzana, był stan wojenny, aby reżim – mimo pandemii antykomunistycznej – się utrzymał, była moc ofiar, uczestników i świadków – straty osobowe, moralne i intelektualne, zniszczenia także materialne – niesłychane, ale ludzkim okiem niewidziane, bo ukrywane, fałszowane.

Były tony dokumentów, i są nadal, mimo zniszczeń tego co było niewygodne. Resztki archiwów bezpieki, przewodniej siły narodu, jak i archiwów instytutów, uniwersytetów realizujących mniej czy bardziej przewodnie dyrektywy i nakazy, mimo wszystko, ci uczeni mogą badać, ale ci jakby woleli trzymać się od nich z dala, szczególnie od archiwów przewodnich dla ich sformatowania.

Czas płynie – lat 5, 10, 20, 30 nawet, ale rzetelnej historii jak się okazuje napisać nie można. Z założenia. Z wyrozumowania.

Jeżeli się mylę, przyjmuję kontrargumenty.

Moim zdaniem, świadczy to o tym, że komunizmu, stanu wojennego po prostu nigdy nie było, bo skoro go nie ma w historii – najstarszej i wzorcowej uczelni- badanej przez najbardziej wyśmienitych historyków, to niby gdzie ten komunizm i ten stan wojenny miał być ?

Są co prawda poszlaki, zarejestrowane w historii innych podmiotów, a nawet kraju całego, że komunizm był i stan wojenny był, ale autonomiczna historia wyspy wolności i niezależności [od prawdy !] jaką stanowi najstarsza polska wszechnica – jest inna i nie ma nic wspólnego z tamtą.

Tak jak tacy uczeni mężowie, a nawet żony, nie mają nic wspólnego z nauką, mimo że ta jest, ale na wygnaniu.

I to jest prawdziwa, pandemiczna klęska i nic nie wskazuje, że po wyborach – bez względu na to, kiedy się odbędą – ustąpi.

A Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji, której opracowanie postulowałem, jak nie było, tak nie ma i nie będzie, bo by miała nikłą nośność naukową [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/ ] – bo by zniosła takich uczonych mężów, a nawet żony.

Appendix:

Fragment Klęski Suworowa dla refleksji pandemicznych przetworzony:

Refleksje pandemiczne

Refleksje pandemiczne

W czasie pandemii mamy siedzieć w domu, co winno skłaniać do lektur i refleksji. Oby.

Ja sięgnąłem do książek Wiktora Suworowa, których mam kilka w mojej biblioteczce i w jednej z nich „Klęska” na str. 379 czytam to co mi przypomina moje pisanie, rzadko jednak czytane i dyskutowane.

 

Mam pytanie – ile w tym tekście trzeba zmienić aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jego dziejach ?

Pisałem o tym wielokrotnie. [ np. https://politykapolska.eu/2018/12/13/czy-uniwersytet-moze-sie-wybic-na-niepodleglosc-heroicznie-broniac-sie-przed-poznaniem-prawdy-o-swojej-historii-jozef-wieczorek-o-sytuacji-na-uj/ ]

Zadawałem pytania najwyższym władzom uczelni. [ np. https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ ; https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/]

Stawiałem zadania najwybitniejszym oficjalnym historykom. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/

I nic.

W historii uczelni pisanej przez wybitnych historyków – komunizmu nie było, stanu wojennego nie było, a historycy pozostają nadal wybitnymi, a rektorzy jeszcze bardziej!

Wycofania z obiegu edukacyjnego takiej historii nie mają zamiaru, [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ ] mimo że z historią taka historia nie ma wiele wspólnego, a raczej stanowi jej zaprzeczenie.

Także opozycja antykomunistyczna wobec takiego kuriozum – milczy !

Nie zwracają uwagi na oczywistą oczywistość, że gdyby nie było komunizmu, to by nie było opozycji antykomunistycznej, i medale, ordery, dodatki za działalność antykomunistyczną należałoby zwracać.

Trzeba rzeczywiście być bohaterem, aby tak trwać przy swoich orderach i dodatkach, i nie reagować na brak komunizmu w sercach i umysłach, tych którzy kształtują serca i umysły kolejnych pokoleń Polaków. Wielu było internowanych, wielu więzionych, a na brak stanu wojennego w historii i to będącej w obiegu edukacyjnym – nie reagują [sic !].

Jaką oni miarą mierzą swe poczynania, jaką miarą je zmierzono, aby ich wyróżnić ? Nawet w czasie pandemii nie potrafię tego objąć, ani moim sercem, ani umysłem.

Z monitoringu pandemii wynika, że udokumentowana liczba zarażonych jest uwarunkowana ilością testów na obecność koronawirusa. To oczywiste. Jakby testów nie było, nie byłoby stwierdzenia zarażonych. Jak zwiększamy ilość testów, zwiększa się ilość udokumentowanych zarażonych.

Ale jak zwiększyć ilość myślących krytycznie, dostrzegających związki przyczynowo skutkowe ? Nie opracowano jeszcze żadnej skutecznej metody w tej materii, nie wynaleziono żadnej szczepionki przeciwko wirusowi bezmyślności. Pandemia bezmyślności trwa i nikt sobie z tego nic nie robi, jakby to nie było zagrożenie dla świata.

Najwięksi badacze jagiellońscy, gdy przystąpili w czasach transformacji do badań nad pokrzywdzonymi w czasach panowania reżimu totalitarnego, ograniczyli się tylko to testowania beneficjentów tego reżimu !

I co wyszło ? A co miało wyjść ?! Jak nie badali pokrzywdzonych, to pokrzywdzonych nie mogli wykryć !

Jasne ? Otóż niekoniecznie. Na takie poczynania największych, najbardziej utytułowanych, wystrojonych w togi i obwieszonych medalami, pozostali beneficjenci chowają jedno głowy w piasek i dla nich nic nie jest jasne, bo głowa pogrążona w piasku nic nie widzi.

Jak ja jasno argumentuję, zdają się odpowiadać – widzę ciemność ! Jasne i zgodne z prawdą !

Utytułowani uczeni dostarczają informacji mrożących krew w żyłach, o tym jak to wielu tajnych współpracowników systemu totalitarnego działało na tej, czy innej uczelni.

I co podają o tym co oni tymi działania spowodowali ? Podają, że [podobno !] nikt nie ucierpiał ? Byli inwigilowani/indagowani, ale taki ogromny, bezkarny, krwiożerczy aparat represji nic im nie zrobił, a nawet utytułował, jak byli dobrzy ! Jeśli tak było, no to dobry był to czas – nieprawdaż ?

W nomenklaturze reżimowej, służba bezpieczeństwa i tajni współpracownicy mieli za zadanie ochraniać obiekty, osoby, aby im nic się nie stało, aby czasem nie podłapali wirusa antykomunistycznego, antyreżimowego.

I co ? Jak nie było pokrzywdzonych, to ich ochronili ?

Ich zasługa [sic !] Nieprawdaż ?

Jak tak było, to im się chyba należą awanse, medale, dalsze etaty !? Takich to argumentów uczeni w piśmie, choć z zawirusowanymi umysłami, dostarczają. I co się dziwić, że zamiast wykluczenia z życia publicznego [ i nie tylko], aparat komunistyczny ma się dobrze, a nawet lepiej, po tzw. obaleniu komunizmu.

A co z tymi, których służby chroniły przed wirusem antykomunistycznym ? Jak widać ochroniły ich skutecznie, skoro nie reagują na brak komunizmu w historii [mimo, że są zwani opozycją antykomunistyczną|, nie reagują na brak stanu wojennego [mimo że miesiącami, a nawet latami byli na kwarantannie izolowani od społeczeństwa, aby go nie zainfekowali], nie reagują na brak wykrycia pokrzywdzonych w komunizmie – dzięki [ sic!] ich ochranianiu przez służbę bezpieczeństwa [i ich miłośników].

Widać pandemia antykomunistyczna, która swego czasu ogarnęła sporą część społeczeństwa, została skutecznie zwalczona.

Po ogłoszeniu upadku komunizmu, nie tylko gloryfikuje się upadłych komunistów, ale heroicznie walczy się o standardy przez nich wdrożone w serca i umysły oraz obecność świadectw komunizmu w przestrzeni publicznej. No cóż, wirus komunizmu pochłonął 100 milionów ofiar, a jeszcze zaraził setki milionów serc i umysłów – objawowo, bądź bezobjawowo.

Komunizm w Polsce zainstalowano za pomocą czołgów, ale po sformatowaniu mentalnym i moralnym niemałej części społeczeństwa, nawet po rzekomym obaleniu komunizmu, społeczeństwo samo się od komunizmu w niemałym stopniu uzależnia i nic nie wskazuje, aby na to uzależnienie wynaleziono jakąś szczepionkę. Chyba nawet nikt – bo niby kto – nad takim wynalazkiem nie pracuje.

Co więcej nie tylko my, ale i niemal cały świat, przez lata starał się o uzależnienie – i to samowolnie/samowładnie- od komunistycznego molocha demograficznego, który nam zesłał pandemię koronawirusa i może nas opanować bez jednego czołgu, bez jednego wystrzału. Wirus wystarczy.

I taką klęskę sami sobie zgotowaliśmy.

O konieczności doskonalenia DOSKONAŁYCH

[rys. z deon.pl]

O konieczności doskonalenia DOSKONAŁYCH

Św. Franciszek Salezy, patron dziennikarzy, w swej koncepcji doskonałości argumentował, żedoskonałość polega na zwalczaniu niedoskonałości” przekonującniech nas nie niepokoją nasze niedoskonałości, bo nasza doskonałość polega na ich zwalczaniu; a nie możemy ich zwalczać, gdy ich nie widzimy, ani pokonać, gdy ich nie spotykamy”.

W ramach transformacji wysoce niedoskonałego naszego systemu akademickiego utworzono Radę Doskonałości Naukowej, która działa na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z najwyższymi standardami jakości działalności naukowej wymaganymi do uzyskania stopni naukowych, stopni w zakresie sztuki i tytułu profesora.”

Jak widać, przez doskonałość naukową nadal u nas rozumie się posiadanie stopni i tytułów, jakby to one były celem i największą wartością działalności naukowej. W rezultacie staliśmy się potęgą tytularną, ale pozostaliśmy mizerią naukową. Należało oczekiwać, że w ramach reformy powstaną inne kryteria doskonałości, aby wolna i niepodległa Polska miała oparcie w naprawdę doskonałych elitach.

Niestety innych kryteriów doskonałości nie znaleziono i koncepcji św. Franciszka Salezego wcale nie brano w tej transformacji pod uwagę.

Niedoskonała transformacja

Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów, spadkobierczynię Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, stanowiącej – jak mawiano – machinę władzy w PRL na odcinku nauki, przemianowano na Radę Doskonałości Naukowej, przy zachowaniu wielu członków poprzedniczki, rzecz jasna pochodzących z wyboru, ale z czego miano wybierać ? Kryteria wyboru/kryteria doskonałości pozostały, jak i pula kadrowa do wybrania, uformowana/sformatowana przez poprzednie komisje i standardy.

Można rzec – NIEDOSKONALI, nawet wysoce, na drodze takiej transformacji stali się DOSKONAŁYMI, odpowiedzialnymi za doskonalenie mniej doskonałych, będących na drodze do doskonałości, czyli zdobycia kolejnych stopni i tytułów.

Dokąd taka transformacja nas doprowadzi ? Nic nie wskazuje, że do doskonałości.

Jej symbolem jest wynalazek – w ramach wdrożeniowych doktoratów – innowacyjnego urządzenia do oczyszczania nóg z piasku po wyjściu z plaży [Józef Wieczorek, Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców, Kurier WNET 63/ 2019] a brak -postulowanego przeze mnie – urządzenia do wyciągania głów z piasku, co mogłoby doprowadzić do pozytywnych przeobrażeń w domenie akademickiej i całego kraju.

Głowa w piasku pogrążona, nic nie widzi, nic nie słyszy, a szare komórki się rozkładają i nawet kontakt intelektualny z taką głową staje się niemożliwy. Trzeba mieć na uwadze to co objaśniał św. Franciszek Salezy, który głowy do piasku nie chował: „ Nie możemy zwalczać niedoskonałości, gdy ich nie widzimy…”

Do tej pory nawet nie rozpisano konkursu na takie „urządzenie” do należytego funkcjonowania nie tylko uniwersytetów, ale i całego państwa, jako że elity państwowe są formowane/formatowane na uczelniach.

Bo wielka zachodzi różnica między stanem doskonałości a doskonałością„

Tak argumentował św. Franciszek Salezy i miał rację, co widać na przykładzie profesorów będących w stanie doskonałości – członków Rady Doskonałości Naukowej, którzy jak się okazuje, nieraz są nadzwyczaj niedoskonali. Pokazuje to przykład profesora od doskonałości naukowej – Bogusława Śliwerskiego, bardzo aktywnego na swoim blogu „Pedagog”, o którym już pisałem [ Kurier WNET 63/2019].

Niedawno profesor zdumiał się okrutnie, że ktoś zainteresował się tym co zrobił za pieniądze podatnika otrzymane na działalność naukową, jakby taka kwestia nie wchodziła rachubę przy prowadzeniu badań naukowych w Polsce. Finansowanie badań i badaczy, jak wiadomo jest u nas mizerne, a ma być dużo większe niż jest, aby cokolwiek wymagać od etatowych naukowców. Takie są mniemania badaczy. Jeśli ktokolwiek pyta się publicznie co z obecnego finansowania naukowców wynika – to budzi zdumienie, nie tylko profesora-blogera, bo i inni profesorowie podobno pukają się w głowę na wieść o takich zainteresowaniach.

Czyżby byli zdumieni, że po tylu latach, tak powszechnego w Polsce pozoranctwa naukowego, znajdują się jeszcze obywatele, którzy mogą sądzić, że cokolwiek interesującego z tego pozorowania działalności naukowej mogło powstać ?

Wszak, jak wynika z braku reakcji społecznej, na mój artykuł o pracach naukowych nad sposobami wychodzenia z plaży, ludziska po tych pracach niczego się nie spodziewają.

Ja jednak od dziesiątków już lat, (Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? Kurier WNET 68/2020], starałem się dowiedzieć, na co tak naprawdę ten marny grosz publiczny jest przeznaczany w domenie naukowej, mając na uwadze historyczne motto Najwyższej Izby Kontroli „Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien”.

W państwie demokratycznym, obywatel ma prawo i obowiązek kontrolować wszelkie władze, w tym i akademicką władzę nad groszem publicznym. Jawność tego, co naukowcy zrobili za przeznaczony na nich grosz publiczny, uważałem i nadal uważam za podstawową cechę normalnie funkcjonującego systemu akademickiego.

Chciałbym przy tym zauważyć, że przez lata nie miałem żadnych problemów z zapoznaniem się z tym co zrobili w ramach projektów badawczych amerykańscy naukowcy, bo było to i jest jawne, choć na te projekty nie płaciłem ani grosza.

Ale u nas jest inaczej i nie ma woli aby to zmienić, choć ja jako obywatel nie wyrażam zgody na finansowanie z mojej kieszeni utajnianych projektów z nazwy badawczych, ani na naukowców rekrutowanych do instytucji badawczych w ramach utajnianych konkursów, rzecz jasna ustawianych.

Nakłady na projekty, dzieła naukowe, jak i ich rezultaty, winny być jawne dla zainteresowanego i płacącego na nie podatnika.

DOSKONAŁY profesor twierdzi jednak, że „nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw” – wbrew faktom zawartym na moim, nieobcym mu, nonkonformistycznym blogu.

Gdyby nie chowano głów w piasek i te kwestie podnoszono na poziom opinii publicznej, nawet DOSKONAŁY profesor nie mógłby pisać tego, co pisze, bo dowiódłby tylko szkodliwości swojego pisania i został przeniesiony w stan nieszkodliwości.

Kto zarabia na filantropijnych [?] profesorach

Szokujące są informacje profesora-blogera, że „naukowcy nie czerpią korzyści ze swojej pracy naukowo-badawczej, kiedy w grę wchodzi opublikowanie jej wyników. Na naszych publikacjach, a więc korzysta ze środków publicznych i tym samym zarabia:
– redaktor książki, recenzent książki, składacz tekstu, ilustrator, drukarz, uczelnia (wydawca) sprzedająca dany tytuł.”
z czego chyba ma wynikać, jacy to naukowcy są filantropijni [?], że utrzymują tak liczne gremia.

Bloger informuje „Autor nie tylko nie zarabia, ale utrzymuje przy profesjonalnym życiu wiele osób.” Jak wiadomo z mediów, pensje na uczelniach są głodowe, a tu się okazuje, że naukowiec nie tylko, że nie zarabia za swoją pracę, ale jeszcze utrzymuje gromadę innych ! Skąd oni na taką filantropię biorą pieniądze ?

Profesor nie podaje natomiast informacji na temat rocznych nakładów budżetowych na jednego badacza, które na początku wieku wynosiły średnio 45 667 USD, a obecnie są znacznie większe. To dla podatnika informacja wielce interesująca.

Mimo, że profesor jest na etacie (jak wynika z bazy danych o ludziach nauki – nie na jednym) i jest utrzymywany z kieszeni podatnika, również – bez mojej zgody – z mojej, nie radzi sobie z doskonaleniem mniej doskonałych i domaga się na swoim blogu „Pedagog”, abym ja [osoba bezetatowa, bez wsparcia z kieszeni podatnika], pomógł mu udoskonalić osobę z tytułem doktora, która zdaniem pana profesora nie jest doskonała. A przecież to on na doskonalenie innych otrzymuje środki podatnika, i ma, nie tylko służbowy, ale i moralny obowiązek doskonalić mniej doskonałych.

Przerzucanie kosztów swojej działalności na barki tych, którzy nie mają na nią żadnych środków (ani grosza), ani obowiązku doskonalenia innych, to co najmniej impertynencja, tym bardziej, że używa zwrotu „Może taki dr Józef Wieczorek…”

Może taki prof. Śliwerski [że użyję zwrotu specjalisty od doskonałości), który jest beneficjentem najlepszego z systemów i decydentem na drodze do doskonalenia innych, puknie się w głowę, zanim napisze coś tak kuriozalnego i poleci innym do wykonania.

Aby doskonali już nie doskonalili

Tym niemniej muszę poinformować pana profesora od doskonałości, że jako wyklęty/wypędzony z systemu akademickiego i to z oskarżenia (wystosowanego przez doskonałych w czasach PRL a utrzymywanego w mocy, przez jeszcze bardziej doskonałych w III RP) o negatywny wpływ na młodzież akademicką, część mojej działalności pro publico bono – rzec by można filantropijnej – poświęcam pomocy innym, niszczonym przez system i doskonałych beneficjentów tego systemu, co dokumentuje m. in. moja strona Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki.

Jako wypędzony z systemu uniwersyteckiego – bo „uczył rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego” bo „był wzorem nauczyciela i wychowawcy” – nie mam w tym żadnego obowiązku służbowego, ani nie wykonuję żadnych poleceń DOSKONAŁYCH, którzy – na całe szczęście nie mają już nade mną żadnej władzy, choć niektórzy w takich dążeniach czasem tracą władzę nad samym sobą.

To co robię, robię z obowiązku ludzkiego, aby DOSKONALI jeszcze bardziej tego systemu nie udoskonalili na swoją modłę – bez wiedzy utrzymujących ich podatników.

Jak widać z zasobów cyberprzestrzeni, DOSKONALI do tej pory nie założyli żadnego ośrodka doskonalenia naukowego, ograniczają się jeno do stworzenia Rady, która chyba jest bezradna, skoro jej członkowie domagają się, aby wykluczeni z systemu (czyli tak niedoskonali, że nawet nie ma co zawracać sobie głowy ich doskonaleniem} wyręczali ich w doskonaleniu niedoskonałych.

Ja nie wyrażam zgody, aby na takich przeznaczano z moich podatków choćby 1 [słownie jednego] grosza !

Aby udoskonalić nasz system, należałoby w jego reformowaniu sięgnąć po koncepcję doskonałości św. Franciszka Salezego i zwalczyć niedoskonałości formowania kadr do stanu doskonałości, mając na uwadze, że „wielka zachodzi różnica między stanem doskonałości a doskonałością”.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET nr 70 – kwiecień 2020 r.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w obronie wolności słowa, także mojej 


Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w obronie wolności słowa, także mojej 

 

Objawienie zjawisk bezobjawowych

[ z Wikipedii ]

Objawienie zjawisk bezobjawowych

Chyba wszyscy interesują się pandemią koronawirusa i dowiadują się, że zakażenie tym wirusem może przebiegać objawowo lub bezobjawowo. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa przechodzimy w stan przetrwalnikowy, który winien skłaniać do refleksji, choć nie zawsze tak jest.

Tym niemniej, może warto się skłonić do rozważań nad zjawiskami bezobjawowymi, których nie brakuje. Koronawirus nie jest wyjątkiem i bez problemu w cyberprzestrzeni można znaleźć przykłady, które to potwierdzają.

Na blogu Gościa Niedzielnego znalazłem taki wpis sprzed kilku lat Ale, gdzie są, pytam się, ci obrońcy integralnego chrześcijaństwa, kiedy pojawia się równie niepokojące zjawisko chrześcijaństwa drętwego i bezobjawowego? https://blog.gosc.pl/sBognaMlynarz/2017/11/10/chrzescijanstwo-dzikie-czy-bezobjawowe

Wpis ten i w dobie pandemii jest aktualny, a może nawet bardziej, gdyż kościoły są zamykane i jest zagrożenie, że chrześcijaństwo może przejść – nawet po ustaniu pandemii – w stan jeszcze większego odrętwienia i bezobjawiania się publicznego.

Bezobjawowy koronawirus

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdza, że „zakażenie koronawirusem może przebiegać bezobjawowo, a skala transmisji bezobjawowej nie jest znana. Nie ma danych, które potwierdzałyby transmisję zakażenia przed wystąpieniem objawów.”

W innych źródłach [https://www.national-geographic.pl/aktualnosci/koronawirus-bez-objawow-srednio-5-dni-maksymalnie-nawet-11] możemy przeczytać , że ‚dotychczasowe badania nad koronawirusem nie pozwalają wykluczyć, ani potwierdzić czy chorzy w okresie bezobjawowym mogą zarażać innych. Część specjalistów sugeruje, że nie jest to możliwe, ponieważ nowy wirus rozprzestrzenia się głównie drogą kropelkową. Chory musiałby więc kichać albo kaszleć, czyli wykazywać objawy Covid-19…W nielicznych przypadkach bezobjawowy okres inkubacji koronawirusa wynosił nawet 24 dni.’

W jeszcze innych – ‚Koronawirus jest zaraźliwy przed wystąpieniem objawów choroby COVID-19, a nawet 44 proc. infekcji może pochodzić od osób bez objawów – ocenili chińscy naukowcy https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/1462741,koronawirus-zarazliwy-przed-wystapieniem-objawow-badania.html w badaniu, które nie zostało jak dotąd poddane naukowej weryfikacji.’

Nie wiadomo zatem co takie badania są warte, skoro z nauką nie mają wiele wspólnego ?

Tym niemniej bez weryfikacji naukowej ‚Badacze wywnioskowali, że osoby zakażone same zaczynają zarażać średnio 2,5 dnia przed wystąpieniem objawów, przy czym szczyt zaraźliwości następuje w momencie pojawienia się objawów lub jeszcze przed nim.

Oszacowali również, że w 44 proc. przypadków do infekcji może dochodzić w chwili, gdy osoba zarażająca nie ma jeszcze objawów. Autorzy badania zaznaczyli, że osoby z objawami często były już izolowane, co zapobiegało dalszemu roznoszeniu przez nie wirusa. „Jest jednak jasne, że transmisja przedobjawowa najprawdopodobniej zdarza się z istotną częstotliwością” – stwierdzili.”

Dlaczego to ma być jasne, skoro badania jasne nie są – media nie podają.

Trzeba się jednak liczyć z tym, że liczba chorych może być większa i to znacznie, niż się podaje. Ilość chorych wzrasta wraz ze zwiększeniem ilości badań. Tam gdzie badań jest niewiele, chorych też jest niewiele.

Ponadto, jak przyznają Chiny, jako chorych nie kwalifikowano przypadków bezobjawowych. Nie powinno to dziwić, bo jak objawów brak, to trudno jest wykryć, że ktoś jest chory ?

Ale ujawniana jest i taka strategia dla poprawienia statystyk: „W chińskim mieście Wuhan wciąż wykrywa się bezobjawowe przypadki zakażenia koronawirusem, ale nie są włączane do oficjalnej liczby infekcji – ustalił portal Caixin.

https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1463204,koronawirus-chiny-media-wuhan-bezobjawowe-przypadki-zakazenie-statystyki.html ..w Wuhanie codziennie kilka lub kilkanaście testów na obecność wirusa wciąż daje wynik dodatni. Osoby te nie są jednak wliczane do oficjalnej liczby potwierdzonych zakażeń, ponieważ nie mają objawów choroby. ….w mieście odmawiają ludziom możliwości badania na koronawirusa, by nie psuć oficjalnych statystyk. Jeden z cytowanych przez stację wolontariuszy określił to jako „kurację polityczną, a nie medyczną”.

Nie ma wątpliwości, że politycy mają większe osiągnięcia w kurowaniu chorych niż medycy i gdyby nie medycy oraz niezależni dziennikarze, to szczególnie w okresach przedwyborczych, nie byłoby wcale chorych.

Schizofrenia bezobjawowa

Politycy zresztą mają poważne osiągnięcia w medycynie i to od lat, a to za sprawą odkrycia i wdrożenia w życie specjalnej jednostki chorobowej – schizofrenii bezobjawowej.

Rzecz jasna to odkrycie miało miejsce w kraju słynącym z rozlicznych odkryć i wynalazków oraz przodującej w świecie nauki przymiotnikowej – i to socjalistycznej. W Moskiewskim Instytucie Psychiatrii Społecznej i Sądowej im. Władimira Serbskiego, który stanowił centrum radzieckiej psychiatrii politycznej, diagnozowano chorobę schizofrenii pełzającej, czy bezobjawowej, po stwierdzeniu u pacjenta – zwykle nieprawomyślnego dysydenta – nastawienia reformatorskiego czy antysystemowego.

Taka diagnoza dyskwalifikowała jednostkę z życia publicznego i upoważniała do skierowania do szpitala psychiatrycznego – psychuszki, gdzie poddawano go przymusowej terapii, aby przywrócić go do zdrowia, czyli osiągnięcia pozytywnego nastawienia do najlepszego z systemów ludzkości.

Leczenie schizofrenii bezobjawowej chyba nie było łatwiejsze od terapii koronawirusa skoro przywódca Kraju RAD Nikita Chruszczow jeszcze w 1959 r. informował „Można powiedzieć, że i obecnie (w ZSRR) istnieją ludzie, którzy walczą z komunizmem… ale u takich ludzi bez wątpienia stan psychiczny nie jest w normie”.

Taki system kuracji politycznej trwał do końca istnienia ZSRR,  ale i po jego rozpadzie nie do końca został zarzucony. Widać politycy nadal dbają o zdrowie obywateli – im niewygodnych.

Diagnozowanie zaburzeń psychicznych u osób niewygodnych dla władzy, i to nie tylko najwyższej, miało miejsce nie tylko w Kraju Rad. Stosowano je także u nas, o czym mogli się przekonać działacze opozycji antykomunistycznej w czasach PRLu i nie brak takiego diagnozowania do dnia dzisiejszego, wobec nastawionych negatywnie do pozostałości komunistycznych w Polsce.

Nauka bezobjawowa

Nie ma wątpliwości, że nauka w Polsce jest zawirusowana i trapiona wieloma chorobami co przedstawiam w wielu tekstach na moim nonkonformistycznym blogu – https://blogjw.wordpress.com/

Niestety moje diagnozy stanu chorobowego nauki w Polsce, jako nieprawomyślne, są na ogół przemilczane, choć czasami spotykały się z brutalnymi atakami, ale trzeba też przyznać, że niektóre z nich wykorzystano do tworzenia prawa akademickiego, niestety bez należytej modyfikacji prawnego otoczenia.

Przed kilkunastu laty podnosiłem znaczenie wirusa – trojana [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/system-trojana-czyli-druga-strona-nauki-polskiej/ ], który wówczas atakował systemy komputerowe, ale także, w zmodyfikowanej postaci, system nauki w Polsce. Przed kilku laty zdiagnozowałem szereg chorób akademickich [[np. , https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/] podnosząc, że diagnoza dyplomowanych/utytułowanych lekarzy i znachorów, w randze rektorów, wskazująca tylko jedną jedyną chorobę trawiącą naukę w Polsce, którą stanowi niedostatek pieniędzy, jest nietrafna. Argumentowałem, że taka diagnoza nie doprowadzi do uleczenia systemu a jedynie nadwyręży niezbyt duży budżet państwa na dorobku.

Niestety nasza nauka finansowana z budżetu nader często jest bezobjawowa a środowisko akademickie walczy z podniesioną głową, aby tego co robi za pieniądze z budżetu czasem nie ujawniano obywatelom na ten budżet pracującym. Gdy ktoś chce ujawnienia chowają głowę w piasek i każą takiemu obywatelowi pukać się w głowę, jako że jego stan psychiczny podobno nie jest w normie, a przy tym stanowi nieuczciwą konkurencję dla twórców nauki bezobjawowej. [ https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Niekiedy jednak to co zrobią ujawniają, bacząc jedno, aby ktoś tego zbytnio nie rozpowszechnił i niezależnie zaopiniował.[ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/ ]

Tak się dzieje szczególnie, choć nie tylko, w naukach społecznych i humanistycznych, ignorujących jednak nader często człowieka jako istotę społeczną.

Jednym z największych osiągnięć bezobjawowej nauki w III RP było odkrycie bezobjawowych represji w czasach PRL[ „badania” prowadzone tylko wśród beneficjentów represyjnego systemu !], a także niewykrycie w historii komunizmu i stanu wojennego, nie mówiąc o czystkach jaruzelskich. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ , https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ , https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka-epoki-jaruzelskiej/]. Badacze tak prowadzili badania, aby czasem nie poznać tego co badają, co zapewnia im utrzymanie się na etatach i prestiż społeczeństwa.

Nie ma co, osiągnięcia nauki bezobjawowej są wręcz imponujące !

Solidarność bezobjawowa

Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu, jedni przeciw drugim” – to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który Odszedł do Domu Ojca przed 15 laty.

No tak, był taki czas Solidarności gdy tak było, ale nie był to długi czas i każdy ma chyba w tej materii swoje doświadczenia.

Jak tworzyliśmy Solidarność w moim małym, uczelnianym instytucie wspólnota liczyła 28 osób – Deklaracja przystąpienia pracowników Instytutu Nauk Geologicznych UJ do NSZZ ‚ Solidarność” z 24 września 1980 r., a moje nazwisko figuruje na 1 miejscu tej listy sprzed niemal już 40 laty.

A ile było osób deklarujących przystąpienie do strajku po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. ?

Listy nie było, a prowodyr był tylko jeden, ten z pierwszego miejsca listy założycielskiej. Nikogo drugiego, nie mówiąc o pozostałych, nie było ! Taka była Solidarność akademicka – bezobjawowa, takie noszenie razem brzemion we wspólnocie, takie „wespół w zespół” – samojednego.

I tak pozostało, także po wygranej – jak się oznajmia – Solidarności. Jedni występują przeciw drugim, a solidarni z drugimi pozostają wykluczeni/wyklęci.

Objawiania solidarności w czynach, a nie tylko w słowach, nie da się zaakceptować ?!

Solidarność – tak, ale bezobjawowa.[ https://blogjw.wordpress.com/2017/02/23/solidarnosc-bezobjawowa/ ]

Przez lata wykluczenia poza strukturami Solidarności robię nadal to co Solidarność winna robić i nawet dla porównania składam publicznie [ także strukturom Solidarności] sprawozdania z mojej działalności.

Dokumentacja tego jest łatwo dostępna w cyberprzestrzeni [na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/].

Zachodzi pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi – skoro „Solidarność” nadal działa i ma być solidarna, to czemu krzywdzeni w systemie akademickim [i nie tylko] zwracają się o pomoc do wyklętego z systemu, także przez ‚Solidarność’ i nawet im do głowy nie przychodzi aby się zwracać do istniejących struktur ‚Solidarności’, na których utrzymanie płacą składki ?

Zdumiewające nieprawdaż ? Tak jakby Solidarność bezobjawową trzeba było utrzymywać i opłacać, ale liczyć można jeno na solidarność bezstrukturalną, nieopłacaną, ale objawową – zgodnie z tym co miało być przez 40 już lat.

Jakaś refleksja na 40-lecie „Solidarności” winna przyjść do głów, ale czy to się stanie skoro głowy pozostają pogrążone w podręcznych strusiówkach ?

Działalność bezobjawowa

Jesteśmy społeczeństwem bardzo pracowitym, wbrew opiniom przez lata nam urabianym, ale z obserwacji życia odnosi się wrażenie, że poziom pracy bezobjawowej nie jest mały, choć niezbadany.

Studia socjologiczne należą do najpopularniejszych, ale czemu nie widzimy rezultatów działalności socjologów ? Może jest bezobjawowa ?

Nie ma porównania rezultatów pracy etatowej i bezetatowej, choć ta druga nieraz wydaje się bardziej efektywna.

Odnosi się czasem wrażenie, że wielu etatowców z takim zaangażowaniem piastuje, a raczej pieści swoje etaty, czasem wiele, że na pracę nie mają czasu. Tym niemniej tacy mają prestiż, no i są obiektem zazdrości, bo inni też by tak chcieli ‚pracować’ bezobjawowo.

Tak, tak, taki etos, czy raczej wirus pracy/niepracy nam pozostał po latach nieraz bezsensownej/fikcyjnej pracy w sferze budżetowej, w czasach komunizmu.

Niestety i działalność społeczna, którą od lat dokumentuję i publicznie objawiam – pismem, dźwiękiem, obrazem [wykaz lub jak kto woli objawienie – https://blogjw.wordpress.com/autor/] – nie jest wolna od takich wad.

Organizacji pozarządowych mamy moc, ale nie zawsze one mają moc, a często wcale nie wykazują objawów swojej działalności. W niektórych sektorach odnosi się wrażenie, że organizacji jest więcej niż ich aktywnych członków.

Co więcej, ci jedynie aktywni funkcjonariusze, czy raczej fikcjonariusze, wcale nie zabiegają o to aby ktoś aktywny ich wzmocnił. Mając władzę choćby nad kilkoma innymi, a przede wszystkim nad mikrofonem, który jest w dzisiejszych czasach symbolem władzy, nieraz tracą władzę nad samym sobą. Innych, szczególnie tych niezorganizowanych formalnie, ale nad wyraz aktywnych realnie, po prostu starają się nie zauważać, traktując ich jak niepożądaną konkurencję, podobnie jak to ma miejsce w sferach etatowych/budżetowych.

Podobieństwo rzuca się nad wyraz w oczy, lecz głowy pogrążone w piasku lub oczy nastawione na widzenie tylko końcówki swojego nosa, rzecz jasna, niczego nie widzą.

Zresztą wirusy mają to do siebie, że nie są widoczne gołym okiem, stąd ich objawianie ma taką wartość społeczną, niezbędną do przetrwania, szczególnie w czasach pandemii.