Naruszanie praw obywatelskich i dziennikarskich pod pretekstem pandemii

Naruszanie praw obywatelskich i dziennikarskich pod pretekstem pandemii

[sektor sądownictwa – przypadek sądów krakowskich]

7 lipca 2020 r. nie zostałem wpuszczony do sądu Rejonowego w Krakowie

jako dziennikarz i osoba zaufania Zygmunta Miernika

oskarżonego o wykroczenie związane z kampanią wyborczą do parlamentu Europejskiego (nieprawidłowości z rozwieszaniem plakatów). Pod pretekstem sytuacji pandemicznej, zarządzeniem wewnętrznym, zawieszono podstawowe prawo obywatelskie do posiadania świadka czynności sądowych. Zostaliśmy poinformowani, że z wnioskiem o wyrażenie zgody na utrwalanie obrazu i/lub dźwięku z rozprawy trzeba występować co najmniej 2 dni wcześniej, ale takiego poinformowania nie było w wezwaniu sądowym oskarżonego.

Nie pozwolono mi ponadto robić zdjęć przed wejściem do sądu, gdy np. w Sądzie Najwyższym, w czasie pandemii można było robić zdjęcia i filmować nawet wewnątrz budynku SN bez specjalnego zezwolenia. https://niezlomnym.photo.blog/2020/07/03/bitwa-o-powstanie-galerii-ofiar-zbrodni-sadowych-w-sadzie-najwyzszym/

Czy podstawowe prawa obywatelskie są w Polsce zróżnicowane w różnych budynkach sądowych ? Zgodnie z jakim prawem ? Z jaką Konstytucją ?

Przed budynkami sądów krakowskich wielokrotnie odbywały się demonstracje KODu w obronie sądów i Konstytucji, ale nie słyszałem o demonstracjach KODu w obronie Konstytucji łamanej przez sądy, czy w obronie obywateli, których prawa są naruszane przez sądy, nawet jak nie ma pandemii.

Fakt, że pandemia niejako stwarza dodatkowe warunki dla łamania praw obywatelskich i sądy [ choć nie tylko] te warunki wykorzystują.

Aby naprawić polski system sądownictwa trzeba takie przypadki monitorować i ujawniać. Nawet Sąd Najwyższy przyznał [https://blogjw.wordpress.com/2019/05/24/proces-jozefa-w/] , że jako obywatel mogę kontrolować każdą władzę, także sądowniczą, co staram się pro publico bono czynić, ale niewielu obywateli ze swoich praw do kontroli władz korzysta, stąd władze, także władze sądownicze, korzystają z pozaprawnego/niekontrolowanego/ nieujawnianego ograniczenia praw obywateli.

Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN

Józef Wieczorek

Przestroga przed orientacją Komitetu Bioetyki przy PAN

UWAGA: Herod akademicki na froncie walki z nienawiścią

Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN w dnia 19 czerwca 2020 r. wystosował – ‚Apel w sprawie zwalczania mowy nienawiści i pogardy wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe’ , a to dlatego że „W ostatnich dniach, w związku z kampanią prezydencką, na temat osób należących do społeczności LGBT+ padło wiele krzywdzących słów.”

Skład Komitetu na kadencję 2019-2022 tworzy 34 naukowców, głównie profesorów z różnych ośrodków naukowych:

  1. dr n. hum. ANNA ALICHNIEWICZ, Uniwersytet Medyczny w Łodzi 

  2. MAREK BALICKI, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa
  3. prof. dr hab. n. med. MARIA BARCIKOWSKA, Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN, Warszawa
  4. prof. dr hab. n. biol. EWA BARTNIK, Uniwersytet Warszawski
  5. dr hab. n. prawn. MARIA BORATYŃSKA, Uniwersytet Warszawski
  6. dr n. hum. WERONIKA CHAŃSKA, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum, Kraków
  7. prof. dr hab. n. hum. BARBARA CHYROWICZ, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
  8. dr hab. n. med. MAREK CZARKOWSKIWarszawski Uniwersytet Medyczny
  9. prof. dr hab. n. med. ZBIGNIEW CZERNICKI, Warszawski Uniwersytet Medyczny
  10. prof. dr habn. med. ANDRZEJ GÓRSKI (czł. rzecz. PAN), Warszawski Uniwersytet Medyczny
  11. dr hab. n. med. LUCJUSZ JAKUBOWSKI, Łodź
  12. dr n. med. JERZY JAROSZ, Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa, Warszawa
  13. prof. dr hab. n. med. WIKTOR JĘDRZEJCZAK, Warszawski Uniwersytet Medyczny
  14. prof. dr hab. n. biol. MAŁGORZATA KOSSUT (czł. koresp. PAN), Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, Warszawa
  15. prof. dr hab. n. med. ROMUALD KRAJEWSKI, Uniwersytet Rzeszowski, Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa
  16. prof. dr hab. n. med. JANUSZ LIMON (czł. rzecz. PAN), Gdański Uniwersytet Medyczny
  17. prof. dr hab. n. hum. PAWEŁ ŁUKÓW, Uniwersytet Warszawski
  18. dr n. med. JANUSZ MEDER, Polska Unia Onkologii, Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa
  19. prof. dr hab. n. hum. ALICJA PRZYŁUSKA-FISZER, Akademia Wychowania Fizycznego J. Piłsudskiego w Warszawie
  20. dr hab. n. społ. MAGDALENA RADKOWSKA-WALKOWICZUniwersytet Warszawski
  21. dr n. hum. JOANNA RÓŻYŃSKA, Uniwersytet Warszawski
  22. dr hab. n. med. MAGDALENA RUTKOWSKA, prof. IMiD, Instytut Matki i Dziecka, Warszawa
  23. sędzia w st. spocz. JERZY STĘPIEŃ, Sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, Uczelnia Łazarskiego, Warszawa
  24. prof. dr hab. n. biol. PIOTR STĘPIEŃ, Uniwersytet Warszawski; Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa
  25. dr hab. n. hum. ZBIGNIEW SZAWARSKI, prof. em. UW, Warszawa
  26. prof. dr habn. med.TOMASZ TROJANOWSKI (czł. rzecz. PAN), Uniwersytet Medyczny w Lublinie
  27. prof. dr hab. n. biol. PIOTR WĘGLEŃSKI (czł. rzecz. PAN), Uniwersytet Warszawski; Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa
  28. prof. dr hab. n. med. MARCIN WOJNARWarszawski Uniwersytet Medyczny
  29. prof. dr hab. n. med. SŁAWOMIR WOŁCZYŃSKI, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku 
  30. prof. dr hab. n. prawn. MIROSŁAW WYRZYKOWSKI, Uniwersytet Warszawski
  31. prof. dr hab. n. wet. ROMUALD ZABIELSKI (czł. koresp. PAN), Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Warszawa
  32. prof. dr hab. n. praw. JERZY ZAJADŁO, Uniwersytet Gdański 
  33. prof. dr hab. n. med. JACEK ZAREMBA (czł. koresp. PAN), Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa
  34. prof. dr habn. prawn. ELEONORA ZIELIŃSKA, Uniwersytet Warszawski 

Komitet w swym apelu przypomina: „….Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. [Art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP]

Komitet Bioetyki apeluje do wszystkich uczestników życia publicznego, w szczególności do polityków większości parlamentarnej oraz sympatyzujących z nimi dziennikarzy, o zaprzestanie wygłaszania i rozpowszechnia nienawistnych, pogardliwych i dehumanizujących komentarzy na temat osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe (LGBT – lesbian, gay, bisexual, transgender/transsexual).”….

Komitet Bioetyki przypomina także, że:  „Orientacja seksualna nie jest produktem ideologicznej indoktrynacji ani kwestią mody lub swobodnego wyboru. Nie można się nią zarazić.

Nie można jej komuś zaszczepić w procesie wychowania czy edukacji. We współczesnej nauce dominuje przekonanie – oparte na wynikach badań naukowych – że orientacja seksualna człowieka jest wrodzona i determinowana przez czynniki biologiczne (genetyczne, hormonalne), psychologiczne i społeczne.

Skoro orientacja jest wrodzona i determinowana nie tylko przez czynniki biologiczne, ale także przez czynniki psychologiczne i społeczne ( jak pisze Komitet) to człowiek, który nie jest członkiem Komitetu może sądzić, że jak najbardziej taką orientację można zaszczepić w procesie wychowania i edukacji przez zastosowanie odpowiednich czynników społecznych i psychologicznych.

I chyba tak jest, bo tęczowym chodzi o opanowanie seksualizacji dzieci, ale Komitet tego nie objaśnia mniej wyedukowanym, więc ci mogą mieć wątpliwości, zarówno co do przyczyn orientacji, ale i do tego, czy Komitet rozumie to co pisze. Komitet winien objaśnić, a nie czyni tego, mimo że profesorowie mają obowiązek moralny i intelektualny, aby należycie objaśniać rzeczy mniej wyedukowanym w ich dziedzinie .

Ja 24 czerwca 2020 r. zwróciłem się e-mailem do Komitetu o merytoryczne objaśnienia, przekazując moje teksty dotyczące LGBT, które jak podejrzewam, mogą być przez Komitet uważane za mowę nienawiści, bo ja propagandy LGBT nie miłuję, choć sama orientacja seksualna kogokolwiek, o ile mi i bliskim nie zagraża, nie jest przedmiotem mojego zainteresowania.

Komitet ani słowem nie odniósł się do znanej nienawistnej deklaracji TęczUJów, że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć …….[TęczUJe zdobyli UJ; Tęczowy Uniwersytet Jagielloński]  z czego można wnioskować, ze nienawiść szerzona przez organizacje LGBT nie jest przedmiotem zainteresowania Komitetu, być może uznającego, że jest ona wrodzona i nie można jej przeorientować na empatię w procesie wychowania czy edukacji.

Z wyraźnym brakiem empatii, graniczącym z nienawiścią do ludzi o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej, Komitet grozi:

  • Żadna organizacja polityczna i społeczna nie powinna tolerować w swoich szeregach osób posługujących się mową nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe.
  • Żadna uczelnia wyższa, placówka oświatowa i jednostka naukowa nie powinna współpracować z osobami posługującymi się mową nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe.
  • Żaden dziennikarz nie powinien publikować lub emitować treści, które mają postać mowy nienawiści i pogardy wobec kogokolwiek, w tym wobec osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe. Osoby, które posługują się mową nienawiści, powinny ponieść odpowiednie konsekwencje prawne. „

Rzeczywiście wobec takiego radykalnego stanowiska Komitetu chyba nikt (spoza Komitetu) nie może czuć się bezpieczny.

Zdumienie może ogarnąć człowieka, że do tej pory nie rozwiązano innych od Komitetu organizacji, uczelni, jednostek naukowych, które nader często posługują mową nienawiści i pogardy wobec innych, w tym wobec tych o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej. Odnosi się wrażenie, że Komitet, podobnie jak  najrozmaitsze ciała akademickie, etyczne, interesuje tylko orientacja seksualna, gdy orientacje intelektualne i moralne ludzi, szerszenie nienawiści, naruszanie godności tych, którzy wykazują odmienną orientację tych ludzkich cech, w ogóle ich nie interesuje. Sprowadzenie niemal wszystkiego tylko do jednej sfery, która podobno jest wrodzona i niezmienna, jest wręcz dla wielu ludzi obraźliwe, poniżające, bo sprowadza ich do poziomu  bonobo[Szympans karłowaty wyróżniający się dominującą rolą interakcji seksualnych w kontaktach międzyosobniczych], mimo że z tym poziomem nic nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego.

Poinformowałem Komitet, że w jego składzie znajduje się członek w randze profesora, a kiedyś rektora największej polskiej uczelni – Uniwersytetu Warszawskiego, który z wielką furią i nienawiścią, przerażony wieścią, że rodzi się wolna myśl akademicka o odmiennej od obowiązującej na etatach akademickich orientacji intelektualnej i moralnej, w postaci założonego przeze mnie Niezależnego Forum Akademickiego, na życzliwych mu łamach GieWu, po kilku dniach od ujawnienia tego faktu mrożącego krew w żyłach decydentów, przystąpił do akcji ścinania mi głowy. Rektor UW, a dziś członek Komitetu Prof. Piotr Węgleński wcielił się niejako w Heroda, bo rzecz się miała tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, w symbolicznym okresie jasełek, w tym przypadku akademickich. [Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda].

Fakt, że nie był to pierwszy jasełkowy atak, ale faktem jest, że żadna uczelnia, żadna organizacja, z powodu mojej odmiennej od obowiązującej na etatach akademickich orientacji intelektualnej i moralnej, nie toleruje mnie w swych szeregach – zresztą z wzajemnością. W końcu człowiek winien w życiu zachować twarz i zdolność patrzenia w lustro w postawie wyprostowanej. W przypadku przyjęcia orientacji „bonobiańskiej”, a wyrzeczenia się orientacji na uczciwość i prawdę,  taki stan rzeczy byłby niemożliwy.

Rzecz jasna, ani Komitet Bioetyki, ani inne, nader liczne i rozliczne komitety etyczne polskiego życia akademickiego, nie zabierają głosu wobec takiego stanu rzeczy. Komitet nie reaguje na mowę nienawiści i pogardy swojego członka, przypomina natomiast innym (zamiast sobie) zapis Konstytucji , „….Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. [Art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP].

Widać Komitet całkiem się pogubił, stracił orientację ?

Jest jednak pewne, że orientacja Komitetu nie spadła nam z nieba, jest niemal standardem w naszym zdezorientowanym środowisku akademickim. Może jest wrodzona i żadne wysiłki edukacyjne, tak intelektualne, jak i moralne, tej orientacji nie są w stanie zmienić.

Komitet nie objaśnił do tej pory jak to jest możliwe, że na front walki z (rzekomą) nienawiścią wysłał swoistego akademickiego Heroda – symbol nienawiści.

Czy po to, żeby tym co nie miłują nienawiści urządzał jasełka ? Czy nie jest tak, że Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni „ ?

Należy przestrzec nasze zdezorientowane społeczeństwo przed orientacją intelektualną i moralną Komitetu Bioetyki, który za swoje groźby wobec Bogu ducha winnych obywateli RP winien ponieść odpowiednie konsekwencje prawne.

Czemu naukowcy pomijają uwarunkowania systemowe w krzywdzeniu naukowców ? ( w kontekście sprawy profesury Andrzeja Zybertowicza)

Zybertowicz

Czemu naukowcy pomijają uwarunkowania systemowe

w krzywdzeniu naukowców ?

( w kontekście sprawy profesury Andrzeja Zybertowicza)

Od kilku dni media poruszają sprawę odrzucenia wniosku znanego, wybitnego socjologa Andrzeja Zybertowicza o profesurę prezydencką („belwederską’). Wniosek zgodnie z procedurami nadawania profesury rozpatrywała Centralna Komisja i w tajnym głosowaniu odniosła się do wniosku negatywnie. Ten stan rzeczy winien budzić konsternację, bo chodzi o naukowca dużej miary, o znacznym dorobku naukowym, znakomitego wykładowcy, którego analizy socjologiczne naszej rzeczywistości dają zawsze wiele do myślenia. (np. https://wkrakowie2013.wordpress.com/2013/10/09/andrzej-zybertowicz-dokad-zmierza-polska-dokad-zmierzasz-ty/ )

Do sprawy profesury pierwszy dotarł portal gazeta.pl obwieszczając z widoczną satysfakcją, że Andrzej Zybertowicz nie zostanie profesorem https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26084787,andrzej-zybertowicz-nie-zostanie-profesorem-brak-spelnienia.html, co podjęły od razu inne media o podobnej orientacji, ale grupa profesorów, o innej orientacji intelektualnej, nie tylko nie wyraziła satysfakcji z takiego obrotu sprawy, ale skomentowała go z dezaprobatą. (http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82906%2Cprofesorowie-do-prezydenta-o-odmowie-profesury-zybertowiczowi-jeden-z)

Ciekawe, że do opinii i powodów odrzucenia wniosku dotarł rzeczony portal gazety, https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26085565,mamy-tresc-trzech-recenzji-ws-profesury-zybertowicza-wniosek.html#s=BoxOpImg1 opiniotwórczej szczególnie w środowisku akademickim, a sam zainteresowany jeszcze nie został poinformowany przez komisję. Ciekawe to obyczaje – nieprawdaż ?

GW przed laty nie dotarła natomiast do oceny i jej autorów mojej działalności akademickiej w UJ, a brutalny atak na mnie na swoich łamach zamieściła https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ natomiast Wojewódzki Sąd Administracyjny [ten, do którego sam pokrzywdzony Andrzej Zybertowicz zamierza się zwrócić w sprawie profesury] nie miał nic przeciwko, uzasadniając, że przecież ja mam swój blog i mogę się sam bronić ! Fakt, że tak jest i traktuję to jako szczególne uznanie dla mojej wiarygodności, której nie ma gazeta Michnika, ani sąd. Bronię się sam ( https://blogjw.wordpress.com/), bo przeciwko krzywdzeniu mnie, ani przy anonimowej ocenie przed 34 laty, ani później, żaden profesor nie zareagował/nie zaprotestował, co jest najczęstszym przypadkiem, wręcz standardem, stąd krzywdzeni, także profesorowie, zwracają się do mnie [krzywdzonego bez reakcji] o reakcję, która na miarę moich możliwości następuje, [przykłady https://nfapat.wordpress.com/ ] gdy innych reakcji brak !

Widać, że protesty mają uwarunkowania personalne i nie wszyscy mogą ich dostąpić, nawet jak są krzywdzeni dożywotnio i wielostronnie, a nie tylko tytularnie.

Szkoda, że protesty nie mają uwarunkowań systemowych, a przecież to pokrzywdzony Andrzej Zybertowicz jest znakomitym analitykiem i krzewicielem potrzeby podejścia systemowego do patologii naszego życia społecznego.

Co prawda w liście otwartym do prezydenta Andrzeja Dudy profesorowie napisali : „Ta decyzja jest jednym z przejawów głębokiej choroby nauki polskiej” , wykazując, że zdają sobie sprawę z uwarunkowań systemowych skandalicznej decyzji CK, ale w sprawie innych skandali/pokrzywdzeń głosu nie zabierali, jakby byli obojętni na alarmy o pogarszającym się stanie zdrowia nauki w Polsce, o chorobie toczącej system akademicki w Polsce.

Napisałem w tych sprawach setki, jeśli nie tysiące tekstów, zebranych w kilkanaście książek, zainstalowałem w cyberprzestrzeni kilka serwisów,( https://blogjw.wordpress.com/autor/) gdzie samojeden, bez wsparcia, monitoruję stan zdrowia nauki w Polsce, przedstawiam historię coraz cięższej choroby, stawiam diagnozy i działania konieczne do jej uzdrowienia. Zdaję sobie sprawę, że do działań na rzecz uzdrowienia ciężko chorego trzeba profesjonalnego konsylium lekarskiego. Postuluję działania, proponuję/prowokuję merytoryczne dyskusje nad stanem zdrowia chorej nauki w Polsce, postulowałem instalację w systemie Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [POMPA](https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/ )  dla wypompowania przynajmniej części patologii akademickich, także wypompowania powietrza z nadętych akademików – bezskutecznie !

Sądzę, że gdyby te moje argumentacje/prowokacje zostały wdrożone w życie nie byłoby skandalicznej sprawy Andrzeja Zybertowicza i n-tej ilości skandalicznych spraw, chowanych pod akademicki dywan, przy chowaniu głów w piasek przez profesorów.

Tak, tak, zdecydowana większość krzywdzonych akademików nie może liczyć na solidarność, nie ma szans choćby na ujawnienie sprawy w opiniotwórczych mediach, nie mówiąc o protestach/listach otwartych profesorów.

Ja nie jestem zaskoczony odrzuceniem wniosku profesorskiego Andrzeja Zybertowicza, bo się tego spodziewałem, znając nieco kuchnię akademicką, z tytularną włącznie, jako obserwator patologicznego życia akademickiego, z tego życia wyklęty bez żadnego listu otwartego, a tym bardziej zamkniętego, przez kogokolwiek z profesorów.

I jest to zgodne ze standardami naszej patologicznej społeczności akademickiej, która na krzywdy akademików reaguje personalnie, i to wybiorczo.

Ja nie jestem zwolennikiem naszego systemu tytularnego i włączania prezydenta do procedury nadawania tytułów, które tracą prestiż. (por. Czy prezydent musi nadawać tytuł profesora ? – Kurier WNET, lipiec 2020 r.)

Sam pokrzywdzony mówi:”profesura przyznana przez osoby, które trudno szanować, traci smak. Dlatego, gdybym uzyskał ten tytuł w wyniku odwołania, miałby on gorzki smak” [https://wpolityce.pl/polityka/507303-list-profesorow-ws-zybertowicza-skrzywdzono-naukowca]

Trzeba mieć na uwadze, że smak tytułów i głęboka choroba nauki w Polsce ma uwarunkowania systemowe i żadne listy otwarte ani smaku nie poprawią, ani chorej nauki nie uzdrowią. Do tej sprawy potrzebne jest podejście lekarskie (co przez lata postuluję bezskutecznie, bez reakcji profesorów,

(por. https://blogjw.wordpress.com/2015/05/09/akademia-wnet-wyklad-czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moze-wyjsc-z-kryzysu/ ;

https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-jc3b3zef-wieczorek-prezentacja.pdf ;

https://blogjw.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/ ;

https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/ )

bo inaczej chora nauka w Polsce całkiem obumrze.

Z ziemi włoskiej do Polski ? Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Z ziemi włoskiej do Polski ?

Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Polskę i Włochy wiele łączy, co dokumentują chociażby słowa hymnów, tak polskiego – gdzie mamy „Z ziemi włoskiej do Polski”, jak i włoskiego – gdzie mamy „Krew włoską Krew polską”. O polsko-włoskich związkach w domenie akademickiej można pisać całe tomy, bo właśnie na terenie Włoch powstawały pierwsze uniwersytety (Uniwersytet Boloński założony w 1088 r.), na których kształcili się też Polacy, nawet po utworzeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego (np. Mikołaj Kopernik), a niektórzy byli rektorami, jak Jan Zamojski na Uniwersytecie w Padwie (jako student ! Bo to studenci wtedy byli rektorami na włoskich uniwersytetach !). Polsko-włoskie związki trwały w okresie zaborów, okupacji niemieckiej i zniewolenia komunistycznego, i przetrwały do dnia dzisiejszego.

Akademickie kontrasty

Nauka uprawiana na włoskich uczelniach od dawna nie dominuje już w Europie, edukacja wyższa od dawna szwankuje, ale to z Włoch wyszedł przed ponad 20 już laty tzw. proces boloński, mający na celu podniesienie prestiżu uczelni europejskich w stosunku do amerykańskich. W praktyce proces nie za bardzo się sprawdza, uniwersytety jakoś oderwały się przez wieki od swoich korzeni, niektóre uschły lub skarlały, wiele jest uniwersytetami/wyższymi uczelniami jedynie z nazwy, a to już prestiżu w skali światowej nie przynosi.

Widać to chociażby w Polsce, która jest potęgą jeśli chodzi o ilość wyższych uczelni bijącą na głowę pozostałe kraje europejskie, w tym Włochy – a jednocześnie bitą na głowę, jeśli chodzi o poziom nauki i edukacji wyższej, także przez kraje, które potęgami w tej materii nie są, w tym Włochy. W kolejnych rankingach szanghajskich co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście uczelni włoskich jest wyżej notowanych od najlepszych polskich.

W dyskusji nad reformami akademickimi w Polsce na ogół słyszymy, że nie można naszych uczelni porównywać z amerykańskimi, bo przecież budżet jednej prestiżowej uczelni amerykańskiej jest większy od budżetu wszystkich polskich. Nie można, bo także nasze systemy są odmienne. To fakt. W USA konkursy na etaty są rzeczywiste i bierze w nich udział nawet ponad 100 kandydatów i przed konkursem nie wiadomo kto w nich wygra, a u nas na etat startuje zwykle tylko jeden kandydat, wytypowany na zwycięzcę, według kryteriów konkursowych do niego dostosowanych. Rzadko ktoś inny w takich ustawianych konkursach startuje. Bo i po co ?

Wymaga to iście heroicznej odwagi, a los takich po konkursie jest marny. Przegrał, więc jest do niczego, choćby nie wiadomo jaki miał dorobek i umiejętności. Przebieg i merytoryczne kwestie konkursów są niejawne i nie można się odwoływać – bo od czego ?

Oczywiście fakt braku kandydatów na takie (pseudo)konkursy jest tłumaczony rzekomą nieatrakcyjnością pracy naukowej, a to ze względu na niskie zarobki. Ale prawdą jest, że kandydatów pracujących naukowo (i to z wynikami) nawet bez zarobków, nikt nie chce. Jaki z tego by mieli pożytek inni ? Jeno zawstydzenie. Podobnie jest z grantami.

W USA udostępnia się rezultaty badań prowadzonych w ramach grantów, nawet obcokrajowcom, którzy na te badania nie płacą z podatków ani dolara, a u nas ten kto by chciał się dowiedzieć co zrobiono za jego pieniądze, jest traktowany jako nieuczciwa konkurencja !

W USA nie jest możliwa kariera naukowa od studenta do profesora dożywotnio na tej samej uczelni, a u nas jest to model kariery utrzymujący się od lat, a nawet wieków.

W USA nie ma profesorów prezydenckich, ani habilitacji, a nauka jest i to nie najgorsza, a u nas mamy mnóstwo profesorów, i to „belwederskich”, ogrom „dr hab.” a nauki co kot napłatał i nie ma woli aby to zmienić.

Jak system nastawiony jest na robienie nauki, to trochę tej nauki (osiągnięć naukowych) powstaje, nawet jak brakuje pieniędzy, a pasjonaci nawet bez pieniędzy nieraz robią więcej niż ci finansowani ! A jak system jest nastawiony na robienie stopni i tytułów, to mamy mnóstwo stopni i tytułów, nawet jak nauki jest niewiele, i zwiększanie wydatków na taki system przyrostu osiągnięć naukowych nie powoduje. Mamy i tak większy budżet niż w PRL, a osiągnięć naukowych liczących się w świecie – mniej ! Wybitni uczeni, uformowani według innych kryteriów w II RP, odeszli, a ci co przyszli po dostosowaniu się do nowej rzeczywistości, do socjalistycznego poziomu, niewiele znaczą w świecie.

Moim zdaniem wprowadzenie w Polsce pewnych elementów systemu anglosaskiego, takich jak wymóg rzetelnych konkursów na etaty i granty, jawność procedur, mobilność kadry i rezygnacja z nepotyzmu, a także ze swoistych stopni i tytułów, nawet przy obecnym kiepskim budżecie nauce by nie tylko zaszkodziły, lecz znacznie pomogły. Niestety beneficjenci obowiązującego u nas patologicznego systemu bronią się przed takimi zmianami. Wystarczy przypomnieć choćby reakcje środowiska akademickiego wobec próby (niezbyt co prawda udanej) wprowadzenia ustaw antynepotycznych, ( mój blog – Na froncie walki z nepotyzmem akademickim) które rzekomo miały nas pozbawić szans na Nobla – bo przecież Maria i Piotr Curie …Nepotyzm został, a Nobla jak nie było, tak nie ma.

 Patologie włoskie i polskie pod lupą

Skoro jednak porównania systemów Polski i USA natrafiają na taki opór środowiska, broniącego swojego patologicznego status quo, spróbujmy porównać nasze standardy z włoskimi. Kontrast budżetowy w tym przypadku nie jest już tak wielki.

Nawet pobieżny przegląd informacji dostępnych w internecie pokazuje, że tak w Polsce, jak i we Włoszech patologie akademickie są problemem, ale te problemy w obu krajach są inaczej rozwiązywane.

Prasa włoska w ostatnich latach donosi o licznych aresztowaniach, w tym rektorów włoskich uczelni, a to z powodu ustawianych konkursów na obsadzanie etatów!

Można o tym przeczytać także w społecznościowych mediach polskich i np. w „Polonia Christiana” (przed 3 laty) Włoska policja w akcji zakrojonej na wielką skalę prowadzi śledztwo w sprawie korupcji i licznych nadużyć 59 prawników, specjalistów w zakresie prawa podatkowego. W sprawę korupcji, fałszowania wyników egzaminów na studia, wywierania presji na innych naukowców i uprzywilejowania mniej zdolnych członków rodzin prawniczych, zaangażowanych jest m. in. dwóch ministrów.”

Korupcyjne praktyki przy konkursach na obsadzanie stanowisk na włoskich uczelniach, szczególnie wśród prawników, ujawnił włosko-angielski naukowiec Philip Laroma Jezzi z uniwersytetu we Florencji. Rzucił on światło na powszechny nepotyzm na uczelniach włoskich, na których można awansować nie w oparciu o kryteria merytoryczne, ale genetyczno-towarzyskie. Taką politykę kadrową zapewniają „baronowie’ – szefowie wydziałów uniwersyteckich. Patologie obejmują także fałszowanie wyników egzaminów na studia czy powszechność plagiatów.

W 2017 r. siedmiu naukowców z uniwersytetów w Rzymie, Neapolu, Bolonii, Sienie, Cassino, Foggii, Varese, zostało aresztowanych za korupcję, a 22 pozbawiono stanowisk naukowych na okres 12 miesięcy.

Media społecznościowe ogłosiły profesora bohaterem, domagając się przy tym oczyszczenia uczelni ze szkodników akademickich – czyli wielkiej czystki akademickiej.

I jak się sytuacja rozwinęła ?

W 2019 r. w wyniku operacji anykorupcyjnej – ”Operazione Università Bandita Catania” – stwierdzono dziesiątki ustawianych konkursów, nie tylko w Katanii, ale także na wielu innych uniwersytetach włoskich. Podejrzanych jest wielu profesorów i ich listy można znaleźć w internecie. Można też trafić na bliższe omówienia ustawianych konkursów i charakterystykę paramafijnych metod ich ustawiania.

Czyli tak, jak u nas ! Rzecz w tym, że u nas wszyscy (niemal) o tym wiedzą i nikogo (niemal) to nie oburza, a organy ścigania czegoś takiego nie ścigają. Polakom mafia kojarzy się z Włochami, ale metody mafijne, czy paramafijne, stosowane także w systemie akademickim, traktuje się u nas jako standard autonomicznej nauki polskiej ! [sic !]

Gdy porówna się działania wobec takiego procederu we Włoszech i w Polsce, można rzec: gdzie tam mafii włoskiej do naszej – przynajmniej w sektorze akademickim. Naszą nikt nie ruszy !

Przed 15 laty, kiedy trwała dyskusja nad ew. zniesieniem w Polsce habilitacji, rektorzy argumentowali, że należałoby tak zrobić, ale potrzebna jest jakaś weryfikacja kadr, a konkursy na etaty są takie jakie są i nie stanowią należytej bariery kadrowej/awansowej. Mówiono: musimy się najpierw nauczyć organizować konkursy a potem możemy znieść habilitację. Upłynęło już kilkanaście lat, a ówcześni rektorzy i ich następcy, nie zdołali się nauczyć organizowania konkursów.

Jak student w ciągu roku nie nauczy się do egzaminu to go nie zdaje i czasem opuszcza uczelnie, ale rektorom za brak postępów w nauce nic nie grozi ! Czy słyszał ktoś o jakimś rektorze, którego pozbawiono funkcji, gdy się nie nauczył organizować konkursów na obsadzanie etatów na uczelni ?

Będę wdzięczny za informacje o takich przypadkach, bo ja takich nie znam. Chętnie przeprowadzę wywiad z takim rektorem i opublikuję w kolejnym numerze „Kuriera WNET”.

Z tego co wiem, u nas nie ogłoszono nawet projektu nauczania rektorów tego trudnego zadania. Nie wdrożono żadnych programów pomocowych, mimo szans na otrzymanie dotacji z UE.

Nic nie zrobiono poza zwiększeniem władzy rektorów w ramach „Konstytucji dla nauki”, która problemu ustawiania konkursów na etaty nie rozwiązała.

A uczelnie nijak nie potrafią się wydostać z zapaści, w której się znalazły z powodu niezdolności do organizowania rzetelnych konkursów, tak na etaty, jak i na rozdział pieniędzy podatnika na naukę (Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? Kurier WNET, 68/2020).

Środowisko samo się nie naprawi

Gdyby tak policja polska na wzór policji włoskiej współpracowała z tymi, którzy patologie akademickie ujawniają, walczą – i to od wielu lat – z degrengoladą akademicką, to może kierunek naprawiania systemu nauki w Polsce byłby inny.

Póki co, jest dokładnie inaczej.

Przed 30 już laty, i w Polsce miała miejsce wielka czystka akademicka (Zapomniana wielka czystka akademicka – Kurier WNET, 55/2019), ale czyszczono wówczas środowisko nie z tych co się do nauki nie nadawali, tylko z tych, którzy zagrażali przewodniej sile narodu w panującym systemie kłamstwa generującym pozostałe patologie.

Wielkiej czystki wśród patologicznej, nadzwyczajnej kasty akademickiej, istnych baronów akademickich, nikt nie zamierza przeprowadzić. Nikt u nas nie chce wziąć przykładu z włoskich metod rozprawiania się z mafią, także akademicką.

Tym samym umiłowanie patologii akademickich, a przynajmniej ich tolerowanie, skutecznie degraduje potencjał intelektualny Polaków.

Na włoskich uczelniach wiele już zrobiono (i nadal się robi) dla zmniejszenia powszechnych patologii (ustawiania konkursów, nepotyzmu, niemobilności kadr) i poziom włoskich uczelni znacznie się podniósł.

U nas nad metodami zmniejszania patologii nawet się nie dyskutuje. Przy tworzeniu „Konstytucji dla nauki” nie zorganizowano ani jednej konferencji poświęconej patologiom polskiego życia akademickiego. Wyszukiwarka Google w temacie patologii akademickich wynajduje więcej informacji wytworzonych przez wykluczonego z systemu akademickiego, niż przez twórców i zarządzających tym patologicznym systemem.

Rzecz jasna wyszukiwarki internetowe nie wykazują działań prokuratury, policji wobec powszechnie znanego procederu ustawianych konkursów. Importu włoskich metod zwalczania patologii akademickich chyba się nie przewiduje.

Z ziemi włoskiej do Polski przedostał się ostatnio koronawirus, co spowodowało zamknięcie uczelni, a nawet powstrzymanie działań Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów oraz Rady Doskonałości Naukowej na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z dotychczasowymi, rzekomo najwyższymi standardami.

Ale jak wirus ustąpi, nasze od lat zawirusowane patologiami uczelnie [Józef Wieczorek – System Trojana, czyli druga strona nauki polskiej Najwyższy Czas, 2005] zapewne zorganizują kolejne, ustawiane konkursy i kolejne patologiczne działania rozmaitych komisji, a tego wirusa -akademickiego- nikt nie będzie zwalczał.

Środowisko samo się nie naprawi, a wszystkie reformy są u nas przeprowadzane pod kątem zadowolenia kadr obecnych, nie najlepszych, wyselekcjonowanych i funkcjonujących w patologicznym systemie.

Kto naruszy autonomię tak funkcjonującego systemu ?

W czasie pandemii koronawirusa polscy lekarze pomagali kolegom włoskim. Może by włoscy akademicy pomogli polskim kolegom przestawić patologiczny polski system akademicki na właściwe tory ?

Doskonałości DOSKONAŁYCH nikt u nas nie może kwestionować !

Polscy obywatele nie mają żadnych szans na naprawienie polskiego systemu.

W kwietniowym „Kurierze WNET” uzasadniałem konieczność doskonalenia DOSKONAŁYCH, a moje argumenty przekazałem władzom akademickim. Bez reakcji.

Nawet formalne wniesienie petycji o naprawę jakiegoś błędu systemowego nie przynosi rezultatu. Na stronach www Senatu RP, można się zapoznać z reakcją Senatu, i także Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na obywatelską petycję [Decyzje CK wydane z naruszeniem zasad etycznych i współżycia społecznego – Przypadek Andrzeja Borysa na mojej stronie Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki].

Petycja z dnia 18 listopada 2019 r. dotyczyła sprawy „podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany ustawy z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, w celu ustanowienia organu sprawującego nadzór nad Centralną Komisją do Spraw Stopni i Tytułów (P10-11/19).” [wykaz petycji]. 
W informacji czytamy „Autor petycji uzasadniając swój postulat zauważył, że decyzje Centralnej Komisji wielokrotnie wydawane były z naruszeniem podstawowych zasad etycznych i współżycia społecznego, nawet były powodem załamania się wielu obiecujących karier naukowych.” 

O dziwo petycja została rozpatrzona:„10 grudnia 2019 r. petycja została skierowana do rozpatrzenia przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. 12 marca 2020 r. Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji rozpatrzyła petycję i wysłuchała informacji o postulacie petycji.”

Z jakim rezultatem? „Uczestniczący w posiedzeniu przedstawiciel Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawił negatywne stanowisko o postulacie petycji. Senatorowie w dyskusji nie podzielili argumentów autora petycji i nie uwzględnili postulatów, będących przedmiotem petycji. W głosowaniu senatorowie postanowili o niepodejmowaniu dalszych prac nad petycją.”

Czyli standard. Doskonali, zgrupowani w Centralnej Komisji przekształcanej w Radę Doskonałości Naukowej, mogą naruszać podstawowe zasady etyczne, prowadzić do załamania wielu karier naukowych i nikomu nic do tego. Mogą i już. W końcu są doskonali !

Nikt DOSKONAŁYCH nie może kontrolować, bo to by podważało ich autorytet i ktoś mógłby sobie pomyśleć, że jacyś inni mogą być od nich bardziej doskonali.

To mogłoby doprowadzić do naruszenia jedynie słusznego porządku rzeczy. Każdy by chciał być doskonałym, a nawet doskonalszym od DOSKONAŁYCH, a tego nasz system nie przewiduje !

Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować każdą władzę, nawet władzę Sądu Najwyższego (co zresztą robię – Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W. Kurier WNET 59/2019) ale nadzwyczajną kastę akademicką nikt kontrolować nie może, a jedynie ma obowiązek utrzymywać ją z własnej kieszeni podatnika, bo sama kasta doskonałych – rzecz jasna – sama by się nie zdołała utrzymać

Czy po ustaniu pandemii koronawirusa zabierzemy się wreszcie za odwirusowanie systemu nauki w Polsce ?

Tęczowi nie spadli nam z nieba

7

Tęczowi nie spadli nam z nieba

21 czerwca 2002 r. na Rynku w Krakowie w strugach deszczu odbył się wiec wyborczy Prezydenta RP Andrzeja Dudy, wcześniej pracownika naukowego Wydziału Prawa UJ, niezbyt – delikatnie mówiąc- lubianego przez społeczność uniwersytecką, a prawniczą w szczególności. Mieszkańcy Krakowa jednak zgotowali Prezydentowi gorące powitanie, mimo niekorzystnej aury i wiec może zaliczyć do udanych, choć skróconych ze względu na zaangażowanie prezydenta w działania sztabu antykryzysowego wobec powodziowej sytuacji w wielu rejonach Małopolski.

Tym niemniej na ulicach Krakowa kampania kandydata z Krakowa prawie nie jest obecna, rzadko widuje się plakaty, a co więcej, społeczność akademicka Krakowa [ i nie tylko] podejmowała przed wiecem działania [ https://blogjw.wordpress.com/2020/06/21/dezorientacja-rektorska/ ] dla zdyscyplinowania Prezydenta działającego – o zgrozo – na rzecz normalnej rodziny, zgodnie z Konstytucją RP [ Art. 18. Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. – Zasada ochrony rodziny: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej].

8

A zatem postępowanie Prezydenta zgodnie z Konstytucją budzi wśród niektórych dezaprobatę i jest dowodem na nierespektowanie Konstytucji [ sic!] co wielokrotnie na różnych wiecach różne grupy demonstrowały.

I tym razem nie obeszło się bez kontr-wiecu, który na płycie Rynku Głównego w rejonie pomnika Adama Mickiewicza zorganizowali młodzi tęczowi, mający oparcie w apelu Kolegium Rektorsko-Dziekańskiego UJ i całego KRASP wymierzonego w urzędującego obecnie Prezydenta RP.

4

Ci, którzy demonstrowali to nie jakieś cioty, ale głównie młodzież w wieku na ogół studenckim radośnie obwieszczająca, że są ludźmi, bo LGBT to ludzie a nie ideologia [sic!].

6

1

Rzecz jasna – są ludźmi wyznającymi ideologię LGBT, ale walka z ideologią LGBT nie narusza ich praw ludzkich, a jedynie zmierza do zaprzestania promowania, i to nachalnego, w przestrzeni publicznej swojej ideologii, której inni nie mają ochoty miłować.

Nienawiść do niemiłujących LGBT jest wyrażana nader często na wiecach miłośników LGBT, deklarujących, że nie chcą żyć w nienawiści !

2

Czemu zatem nienawiść promują – nie wiadomo i tego zjawiska nie objaśniają na licznych banerach/ plakatach. Widać, że mają przewrócone w głowach, widzą wszystko na opak, sformatowani w systemie antywartości.

Pod pomnikiem Mickiewicza zauważyłem bardzo zastanawiające hasła jak: „Auschwitz nie spadło [?!] z nieba” , „ Nie bądźcie obojętni, Auschwitz nie spadł nagle z nieba, Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, bo ludzi na to pozwolili”

5

jasno nawiązujące do znanej wypowiedzi red. Polityki – Mariana Turskiego 27 stycznia tego roku w Auschwitz/Birkenau, którą to wypowiedź analizowałem w zapewne nieznanym manifestantom tekście w Kurierze WNET i na moim blogu. [Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/]

Jak widać młodzież bardzo łatwo sobie przyswaja bezrefleksyjnie medialne wypowiedzi, o ile są one zgodne z ich lewackimi upodobaniami, i je reklamują, nie bacząc nawet na niestosowny kontekst takiej manifestacji.

Przypomnę, że Marian Turski propagował konieczność wprowadzenia 11 przykazania – nie bądź obojętny – tak jakby Pan Bóg o tym zapomniał o tym w Dekalogu, który nam spadł z nieba, a który tak Marian Turski jak i miłośnicy jego argumentacji zdaje się odrzucają, a przecież to odrzucanie Dekalogu, a nie brak tego 11 „przykazania”, doprowadziło do zagłady w Auschwitz i prowadzi obecnie do lewackich ekscesów tęczowej młodzieży.

Natomiast respektowanie wymyślonego, brakującego rzekomo 11 „przykazania” spowodowało chyba, że Marian Turski nie był obojętny wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, którego instalację czynnie piórem wspierał, pozostając obojętnym wobec zbrodni komunistycznych, w tym dokonywanych na innych więźniach KL Auschwitz. Takie „przykazanie” a raczej przesłanie, realizowane przy jednoczesnym odrzuceniu Dekalogu, prowadzi na złą drogę, a nawet do Otchłani.

Nie można być obojętnym, kiedy czerwona zaraza przepoczwarza się w zarazę tęczową

Niestety tak radosna tęczowa młodzież, jak i profesorowie w togach, jeszcze nie tęczowych, domagają się przynajmniej obojętności, a w praktyce raczej propagowania/wspierania ekscesów osób o odmiennej orientacji seksualnej, a sami są obojętni wobec wykluczania, dyskryminowania, niszczenia osób o odmiennej orientacji moralnej i intelektualnej, szczególnie tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, których na uczelniach na ogół się nie toleruje, zgodnie z zasadami akademickich antywartości. I jest na to przyzwolenie ! No może z nielicznymi wyjątkami, ale i to w przypadkach nie tak bardzo drastycznych.

3

Tej sytuacji nie należy się dziwić, bo eliminacja nonkonformistów i selekcja spolegliwych wobec takiego systemu trwa od lat i siłą rzeczy niemal wszyscy na uczelniach akceptowani są obojętni, chowają głowy w piasek i jakby nie zauważali, że i rektorzy – czuli jedynie na odmienną orientację seksualną – nie spadają nam z nieba!

Są wybierani i akceptowani przez demokratyczną większość akademicką i nie słychać o protestach społeczności akademickiej wobec ich dezorientacji i niestosownych poczynań.

Patrząc na to co się działo pod pomnikiem Adama Mickiewicza zadawałem sobie pytanie: czy rektorzy aby nie mają negatywnego wpływu na młodzież i czy taki wpływ nie powinien powodować kierowanie ich na ścieżkę dyscyplinarną a nawet przenoszenia w stan nieszkodliwości ?

Ja jeszcze w stanie wojennym, protestowałem, ale samojeden, więc nieskutecznie, przeciw deprawacji młodzieży akademickiej i postulowałem przenoszenie profesorów przewodniej siły narodu w stan nieszkodliwości.

Rzecz jasna, to ja znalazłem się na ścieżce dyscyplinarnej, która chyba do dnia dzisiejszego się nie skończyła, choć w międzyczasie to ja, podobnie jak wielu niewygodnych dla czerwonej zarazy akademików, zostałem oskarżony anonimowo (do dnia dzisiejszego) o negatywny wpływ na młodzież i o podburzanie jej [jak rozumiem oskarżenia] do zachowania i rozwoju właściwej orientacji intelektualnej i moralnej, co dla zarazy czerwonej stanowiło śmiertelne zagrożenie i gdyby tego zagrożenia na czas nie zlikwidowano, to i jej transformacja w zarazę tęczową chyba by nie nastąpiła. [https://blogjw.wordpress.com/autor/; https://blogjw.wordpress.com/2020/06/10/stanowisko-wykletego-z-systemu-akademickiego-wobec-kosmicznej-hipokryzji-rektorow-krasp-i-rgsw/]

Wsparcia wówczas nie miałem i tak pozostało przez kolejne dziesięciolecia, a młodzież akademicka, która w tamtych wojennych czasach nie była obojętna na bezprawie, potrafiła bronić niszczonych nauczycieli, teraz jest raczej skłonna do kultywowania tradycji Brygad Lekkiej Kawalerii z czasów ZMP. [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/]

I na ten stan rzeczy pozostają obojętni jakże liczni bohaterowie walki o wolność i sprawiedliwość, a przede wszystkim akademicka pozostałość pozbawiona ludzkiej solidarności.

 

Dezorientacja rektorska

2

[Orientacja Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie]

Dezorientacja rektorska

15 czerwca 2020 r. Komisja Zakładowa Inicjatywy Pracowniczej na Uniwersytecie Jagiellońskim, wystąpiła z apelem „Domagamy się wsparcia osób LGBT+ i reakcji na bulwersujące wypowiedzi dr. Andrzeja Dudy!” uzasadniając, że „13 czerwca 2020 roku do grona osób szerzących nienawiść dołączył urzędujący Prezydent RP, Andrzej Duda, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego zatrudniony na Wydziale Prawa i Administracji, który o lesbijkach, gejach, osobach bi- i transseksualnych powiedział: „Próbuje się nam wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia. Tymi słowami Prezydent RP Andrzej Duda obraził nie tylko miliony Polek i Polaków, obywatelek i obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, odmawiając im człowieczeństwa. Odmówił człowieczeństwa także części społeczności akademickiej UJ…” a ponadto objaśniali „idee uczciwości, tolerancji i godności stanowią fundament statutu i kodeksu wartości akademickich Uniwersytetu Jagiellońskiego.” i dalej „ Wzywamy władze Uniwersytetu Jagiellońskiego do zajęcia zdecydowanego stanowiska w sprawie wypowiedzi medialnych urzędującego prezydenta, kandydata na ten urząd w tegorocznych wyborach i pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego Andrzeja Dudy, a także do rozważenia wszczęcia stosownych kroków, w tym dyscyplinarnych, wobec dr. Andrzeja Dudy.”

Jak wiadomo dr Andrzej Duda jest obecnie prezydentem RP a nie pracownikiem UJ i tym samym nie podlega służbowo rektorowi, który mimo ogromnej władzy akademickiej nie ma możliwości podejmowania jakichkolwiek kroków dyscyplinarnych wobec obecnego Prezydenta RP. Tak daleko jego władza nie sięga. Na szczęście.

Inicjatywa Pracownicza jakoś chyba nie orientuje się kto jest pracownikiem UJ i jakie kroki dyscyplinarne może podejmować rektor wobec tych, którzy mu służbowo nie podlegają. Jakoś nie słyszałem/czytałem o jakichkolwiek inicjatywach objęcia tej Inicjatywy Pracowniczej akcją edukacyjną. Zdaje się inni milczą skoro w domenie publicznej ich nie słychać – czy to etatowi pracownicy UJ czy np. Związek Zawodowy „Solidarność” funkcjonujący na UJ raczej bezobjawowo.

Ten apel Inicjatywy, jak podały media, w krótkim czasie podpisało ponad 4 tys. osób, ale nie ma pewności czy rozumieli to co podpisywali. Podpisy nie są ujawnione w przestrzeni publicznej a trzeba mieć na uwadze, że UJ słynie z tego, że jego pracownicy – i to wysokiego szczebla – nie posiadają zdolności podpisywania się imieniem i nazwiskiem i nie rozumieją nawet co znaczy słowo anonim, nie mówiąc o zdolności rozumienia bardziej złożonych treści.

Trzeba zauważyć, że już 17 czerwca, jakby w reakcji na apel Inicjatywy Pracowniczej, czyli w imponującym jak na stosunki akademickie panujące na UJ tempie, został wystosowany „Apel Kolegium Rektorsko-Dziekańskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego„ czyli obecnych władz UJ, które całymi latami, a nawet dziesięcioleciami nie reagowały na skandaliczne, wręcz nieludzkie traktowanie pracowników UJ.

W apelu tego gremium czytamy m. in.”Dyskryminujące wypowiedzi nie powinny padać z ust ludzi, którzy reprezentują nasze Społeczeństwo i którzy powinni respektować prawa wszystkich bez względu na ich wykształcenie, płeć, orientację seksualną czy wyznanie.” i „apelujemy o godne traktowanie wszystkich ludzi, rezygnację z wykluczających słów i wyrażeń oraz szacunek w odniesieniu do drugiego człowieka. Stygmatyzujące słowa skierowane pod adresem jakiejkolwiek grupy zawsze godzą w konkretnego człowieka.A dla nas, społeczności uniwersyteckiej, każdy człowiek zawsze był, jest i będzie najwyższą wartością.”

Z deklaracjami Kolegium trudno by było się zgodzić tym, którzy znają stosunki międzyludzkie a nawet nieludzkie panujące na wzorcowej polskiej uczelni oraz i uczelniach biorących z niej wzór, i to od lat [ np. https://nfapat.wordpress.com/ ]

W ślad za stanowiskiem wzorcowej uczelni poszła cała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich [KRASP] powtarzając generalne argumenty Kolegium UJ i wcześniejsze swe stanowiska (wobec których formułowałem swoje odmienne stanowisko) podnosząc że, „Nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest szacunek dla człowieka, niezależnie od jego przynależności etnicznej, wyznania, narodowości czy orientacji seksualnej.”

Z deklaracji ciał akademickich wynika, że interesuje ich tylko orientacja seksualna, a na temat orientacji moralnej czy intelektualnej nie zabierają nawet głosu. Czyżby było to skutkiem cierpienia na niedostatek intelektu i moralności ?

Rektorzy nie występowali nigdy w obronie pracowników zorientowanych na prawdę, na wysokie standardy etyczne, na likwidację patologii degradujących uniwersytety i całe życie akademickie, a co więcej z takimi pracownikami, szczególnie niewygodnymi dla obowiązujących patologicznych standardów akademickich, sprawnie się rozprawiali.

Dyskryminacją zorientowanych na prawdę, z tego co wiem, żadna Inicjatywa Pracownicza, żadne Związki Zawodowe, a tym bardziej władze uczelni, się nie zajmują, podobnie jak mobbowanymi, wykluczanymi/usuwanymi z uczelni, czy z całego systemu akademickiego …….

Uczelnie sformatowane w systemie kłamstwa, zniewolone tak intelektualnie, jak i moralnie w czasach komunistycznych, mimo pewnych oporów, wiele z tej ideologii przejęły i to widać w dniu dzisiejszym.

TęczUJe, jak tylko zdobyli UJ [https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/] , nie kryją się nawet z groźbami, że nawet niewinny żart wobec nich, może się źle skończyć i jasno nawiązują do poczynań Brygad Lekkiej Kawalerii z czasów ZMP i budowy kanału białomorskiego przez „szutników” ! I zdaje się te deklaracje zrobiły wrażenie na rektorach.

Po usunięciu z uczelni zorientowanych na prawdę, zapobiegli rozszerzaniu się wirusa prawdy, wręcz pandemii. Co więcej, prawdę usunęli ze statutów uczelni, aby nikt im nie zarzucił, że łamią statuty. Nie zważyli na znany fakt, że kłamstwo jest oznaką słabości, a mówienie prawdy cechuje ludzi silnych.

Doprowadzili tym samym do degradacji uniwersytetów, przeorientowali się na TęczUJów, ciałaczki, vaginistki [nawet w randze kandydatek na rektorów !] i domagają się tolerancji. Kto nie jest skłonny tolerować takich ekscesów poddany jest kampanii nienawiści, traktowany jako persona non grata i to w ramach realizacji w praktyce, ale na odwrót, dewizy uniwersytetu ‚Plus ratio quam vis’!

Jeśli społeczność akademicka nadal będzie skoncentrowana na orientacji seksualnej, usuwając ze swojego grona osób o odmiennej orientacji intelektualnej i moralnej to śmierć uniwersytetu jest bliska.

Dezorientacja rektorska znajduje się na tej drodze do śmierci.

Stanowisko wyklętego z systemu akademickiego wobec kosmicznej hipokryzji rektorów KRASP i RGSW

Stanowisko wyklętego z systemu akademickiego

wobec kosmicznej hipokryzji rektorów KRASP i RGSW

W dniu 9 czerwca 2020 r. Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaprezentowały swoje stanowisko w sprawie przesłuchań studentów Uniwersytetu Śląskiego w związku z toczącym się w uczelni postępowaniem dyscyplinarnym wobec profesor UŚ dr hab. Ewy Budzyńskiej. Rektorzy wyrazili „głębokie zaniepokojenie i sprzeciw wobec bezprecedensowej ingerencji organów ścigania w sprawy, których rozstrzyganie należy do autonomicznych obowiązków uczelni”.

Pozostawiając sprawę prof. Ewy Budzyńskiej do rozstrzygnięcia właściwych organów, uważam jednak za stosowne wyrazić swoją dezaprobatę dla dotychczasowych poczynań wobec Pani Profesor, które jako żywo przypominają czasy komunizmu, którego funkcjonowanie jednak w polskich uczelniach nie zostało należycie poznane a w niektórych uczelniach nawet istnienia takiego systemu w historii nie stwierdzono (Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego – https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ , List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’ – https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ , „Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe – https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/]

Autonomiczne nawiązywanie do standardów komunistycznych winno być jednak ścigane prawem, które w państwie prawa winno obejmować także domenę akademicką.

Te zagadnienia, to temat na dużą rozprawę naukową, ale jakoś nie można się takiej rozprawy doczekać, mimo ilościowego wzrostu utytułowanej populacji akademickiej.

Przytoczę zatem subiektywne stanowisko, oparte na osobistych doświadczeniach z systemu akademickiego, wobec hipokryzji zawartej w stanowisku rektorskim.

Moje doświadczenia i opinie o funkcjonowaniu systemu przedstawiałem w domenie publicznej w setkach tekstów przekazywanych także rektorom, w tym rektorom KRASP i RGSW. Bez reakcji !

Wg stanowiska rektorów rozstrzyganie postępowania dyscyplinarnego należy do autonomicznych obowiązków uczelni.

Przypomnę, że postępowanie dyscyplinarne wobec mojej osoby wszczęto w 1985 r. i chyba do tej pory się nie skończyło, bo jego wyników do tej pory nie otrzymałem, a zatem autonomiczne obowiązki uczelni (i to wzorcowej dla innych – Uniwersytetu Jagiellońskiego) nie zostały wykonane, i ani KRASP, ani RGSW nie przedstawiły w tej sprawie żadnego stanowiska.

Co więcej dostęp do archiwów uniwersyteckich zawierających postępowania dyscyplinarne jest zamknięty do dnia dzisiejszego na podstawie ‚prawa jaruzelskiego’, mimo że stan wojenny, a i komunizm podobno się skończyły!

Niestety nie na uczelniach, gdzie prawo stanu wojennego nadal dominuje nad Konstytucją III RP i akademiccy obrońcy Konstytucji w tej materii nie reagują, mimo rażącego, i to autonomicznego ! naruszania Konstytucji.[Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RPhttp://www.nfa.pl/articles.php?id=37, https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ]

Można spotkać opinie profesorów, że dostęp do zbiorów archiwalnych jest nie tylko barometrem swobody badań naukowych, ale i demokracji”. [ https://blogjw.wordpress.com/2019/11/14/dlaczego-cenzura-na-uniwersytecie-tak-pozno-bulwersuje/ ] z czego płynie wniosek, że czego jak czego, ale swobody badań naukowych i demokracji, na naszych uczelniach przywiązanych nadal do standardów systemu totalitarnego – nie ma.

I jest to wewnętrzna, autonomiczna sprawa uczelni, finansowanych przez podatników, którzy tej autonomii nie mogą naruszać [sic!]

W stanowisku rektorów widnieje zapis „W uniwersytetach uczymy studentów krytycznego myślenia i odważnego przeciwstawiania się ewentualnym nienaukowym lub niezgodnym z aktualną wiedzą treściom przekazywanym przez wykładowców. „ ale nie ma informacji co ten zapis ma wspólnego z prawdą ?

Ja za uczenie studentów krytycznego myślenia i nonkonformizmu naukowego [opinie studentów i wychowanków: ..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”,Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”] https://blogjw.wordpress.com/autor/]

zostałem oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką, dożywotnio wypędzony z UJ i wyklęty z systemu, stąd mogę sobie – w tzw. wolnej Polsce – wykładać, ale tylko do swoich ścian !

Otwarte, merytoryczne przeciwstawianie się patologiom i bezprawiu akademickiemu, tak w PRL, jak i III RP, wyklucza mnie z systemu akademickiego. I to bez zajmowania stanowiska rektorów uczelni, z której zostałem wypędzony, a warsztat pracy tak naukowej, jak i edukacyjnej, zniszczony [UJ].

KRASP, czy RGSW wobec takiego działania barbarii akademickiej do tej pory nie zabrał głosu. Niestety organy kontroli i ścigania – również.

Komisja, która mnie fałszywie, i bez uzasadnienia, oskarżała w czasach wielkiej czystki akademickiej w 1986r. do tej pory nie jest znana z imienia i nazwiska, a władze uczelni do tej pory nie przyswoiły sobie znaczenia słowa „ anonim”, ani tego, że w państwie prawa anonimy nie mają mocy prawnej, a zarzuty to trzeba udowodnić. [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/]

W systemie akademickim tworzonym przez beneficjentów negatywnej selekcji kadr, rekrutowanych i awansowanych na ogół w trybie ustawianych konkursów, od asystenta do rektora, taki stan rzeczy nie budzi już najmniejszych reakcji – po wyczyszczeniu systemu akademickiego z tych, którzy reagowali !

Autonomia wobec kłamstwa działa bez zarzutów ! Nikt nie chce jej naruszyć !

We Włoszech – kolebce uniwersytetów, taki stan rzeczy nie jest tolerowany i organy kontroli/ścigania rozprawiają się z bezprawnymi poczynaniami baronów uczelnianych [Józef Wieczorek –Z ziemi włoskiej do Polski ? Rzecz o konieczności odwirusowania nauki – Kurier WNET 72/2020]

Stanowisko KRASP/RGSW informuje nas, że mamy „bezprzykładną próbę wywarcia na te osoby presji psychicznej, poprzez odebranie im poczucia bezpieczeństwa, jakie gwarantują tradycyjne, w pełni obiektywne akademickie standardy rozstrzygania tego rodzaju sporów.„

Przykładowe, nie tylko próby, ale i skuteczne działania autonomicznych gremiów uczelnianych w niszczeniu psychicznym niewygodnych nauczycieli akademickich i brak instancji do rozstrzygania sporów zawarłem m. in. w książce – „Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim; https://nfamob.wordpress.com/ i przypomnę, że dopiero po kilkunastu latach od moich działań, instancja mediatora została wprowadzona do prawa o szkolnictwie wyższym, jakkolwiek nie w takiej jak postulowałem formie, stąd poddani presjom i innym niegodziwościom w systemie akademickim nadal się do mnie zwracają o pomoc – bo do kogo mogą się zwrócić ? [ https://nfapat.wordpress.com/ ]

A do kogo mają się zwrócić ci, którym TęczUJe grożą, że muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć.[ TęczUJe zdobyli UJhttps://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/ i KRASP zdaje się taką sytuację aprobuje ?! Działań prokuratorskich też brak.

Moje teksty, książki, o etyce i patologiach akademickich, znajdujące się w wielu bibliotekach uczelnianych i łatwo dostępne na moich stronach www [ https://blogjw.wordpress.com/, https://nfaetyka.wordpress.com/ i to bezpłatnie (nie można się zasłaniać niskim budżetem na naukę !) jakoś nie stały się przedmiotem racjonalnego dialogu, choć ostatnio zauważyłem, że niektóre teksty znajdują się w syllabusach, do opanowania przez studentów. Ale nie przez rektorów !

W wielu tekstach informowałem bezskutecznie – i to od lat [ https://wobjw.wordpress.com/tag/dobre-obyczaje-w-nauce/ ] – o postępowaniach, nie do pogodzenia z dobrymi obyczajami akademickimi oraz z istotą funkcjonowania instytucji uniwersytetu, z czego wniosek, że tak dobre obyczaje, jak i istota uniwersytetu obumarły po okresie ich sformatowania w systemie komunistycznym, z którego do tej pory nie są w stanie autonomicznie się wydostać.

Jak pisałem na początku wieku, jest to system zamknięty i niereformowalny wewnętrznie [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/system-zamkniety-i-niereformowalny/ i potrzebna jest ingerencja sił zewnętrznych, aby chorym uczelniom pomóc. Tak jak chory pacjent, autonomicznie na ogół nie jest w stanie się wyleczyć i wymaga ingerencji lekarza [Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? – https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-2015-r.pdf ]

W pełni popieram stanowisko KRASP/RGSW, że „Ustawa mówi także o odpowiedzialności każdego uczonego za wychowanie młodego pokolenia. I z tej odpowiedzialności uczonych i zatrudniających ich uniwersytetów nikt i nic nie zwolni.” ale z dezaprobatą przyjmuję fakt, zwalniania z uniwersytetów [i to dożywotnio] nauczycieli odpowiedzialnych za takie działania.

Wobec braku autonomicznej zdolności, a przede wszystkim chęci, do przywrócenia funkcji uniwersytetu, do których został stworzony przed wiekami [ Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką – https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/] domagam się działań kontrolnych/prawnych państwa wobec bezprawia akademickiego, negatywnie wpływającego na młodzież akademicką i osłabiającego potencjał intelektualny i moralny Polaków.

Józef [to jest moje imię]

Wieczorek [to jest moje nazwisko]

Wyklęty z systemu akademickiego,

oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką,

wobec uczenia myślenia krytycznego i nonkonformizmu naukowego

(A gdzie są imiona ? gdzie są nazwiska ? Akademickich oskarżycieli ! Gdzie są stanowiska rektorów/KRASP/RGSW w sprawie wypędzeń?

Gdzie sankcje wobec tych, którzy przez już ponad 30 lat nie zdołali opanować znaczenia słowa anonim ?! ……..)

Stanowisko

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

oraz

Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego

z dnia 9 czerwca 2020 r.

w sprawie przesłuchań studentów Uniwersytetu Śląskiego

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego wyrażają głębokie zaniepokojenie i sprzeciw wobec bezprecedensowej ingerencji organów ścigania w sprawy, których rozstrzyganie należy do autonomicznych obowiązków uczelni, poprzez prowadzenie przesłuchań studentów Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach w związku z toczącym się w uczelni postępowaniem dyscyplinarnym.

Nie czekając na wynik trwającego postępowania dyscyplinarnego w Uniwersytecie, policja i prokuratura podjęły próbę zastąpienia odpowiednich instancji akademickich w ich wewnętrznych procedurach, rażąco naruszając w ten sposób autonomię uczelni, gwarantowaną zarówno przez Konstytucję, jak i przez ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.

Akademicki spór wokół poglądów naukowych oraz treści kształcenia stanowi istotę uniwersytetu. W uniwersytetach uczymy studentów krytycznego myślenia i odważnego przeciwstawiania się ewentualnym nienaukowym lub niezgodnym z aktualną wiedzą treściom przekazywanym przez wykładowców.

W uczelniach działają wewnętrzne procedury weryfikowania jakości kształcenia, a każdy z wykładowców poddawany jest co najmniej raz w roku ocenie przez studentów – ocenie prowadzonej anonimowo, tak aby zachęcić studentów do bycia krytycznymi i wymagającymi wobec swoich nauczycieli.

Działania podjęte przez organy ścigania wobec osób sprzeciwiających się złej jakości i nierzetelności przekazywanej wiedzy pod pretekstem podejrzenia, że „tworzyły one fałszywe dowody”, są bezprzykładną próbą wywarcia na te osoby presji psychicznej, poprzez odebranie im poczucia bezpieczeństwa, jakie gwarantują tradycyjne, w pełni obiektywne akademickie standardy rozstrzygania tego rodzaju sporów.

Takie postępowanie jest nie do pogodzenia z dobrymi obyczajami akademickimi oraz z istotą funkcjonowania instytucji uniwersytetu.

Ustawa mówi także o odpowiedzialności każdego uczonego za wychowanie młodego pokolenia.

I z tej odpowiedzialności uczonych i zatrudniających ich uniwersytetów nikt i nic nie zwolni.

Zdarzenia, o których mowa powyżej, mogą zniweczyć lata wysiłków środowiska akademickiego na rzecz budowania w uczelniach atmosfery niczym nieskrępowanego, lecz opartego na racjonalnych przesłankach dialogu.

Oczekujemy zatem zaprzestania przesłuchań studentów i pozostawienia rozstrzygania kwestii prawdy lub fałszu w odniesieniu do przekazywanej wiedzy uniwersytetom, bo po to zostały one przed wiekami stworzone.

prof. dr hab. inż. Jan Szmidt

Przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

prof. dr hab. Zbigniew Marciniak

Przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego

[pogrubienia w tekście – jw]

źródło: https://www.krasp.org.pl/pl/Aktualnosci/?id=21283/Stanowisko_Prezydium_KRASP_oraz_Prezydium_RGNiSW_z_9_czerwca_2020_r__w_sprawie_przesluchan_studentow_Uniwersytetu_Slaskiego

http://www.rgnisw.nauka.gov.pl/aktualnosci/stanowisko-prezydium-konferencji-rektorow-akademickich-szkol-polskich-oraz-prezydium-rady-glownej-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego-z-dnia-9-czerwca-2020-r-w-sprawie-przesluchan-studentow-uniwersytetu-slaskiego.html

 

Czego to [nie]uczą na Uniwersytecie Jagiellońskim [i nie tylko]

Bezpieczeństwo

Czego to [nie]uczą na Uniwersytecie Jagiellońskim [i nie tylko] 

Nie tak dawno znany portal wpolityce.pl zdumiał się ogromnie informacją studentki II roku wzorcowej polskiej uczelni, o tym co uczą na Uniwersytecie Jagiellońskim, na stosunkach międzynarodowych. Chodzi o lekturę obowiązkową dla I roku studiów II stopnia w postaci książki pod redakcją Ryszarda Zięby: „Bezpieczeństwo międzynarodowe w XXI wieku”; Warszawa 2018, co można znaleźć w syllabusach dla studentów UJ https://www.usosweb.uj.edu.pl/kontroler.php?_action=katalog2/przedmioty/pokazPrzedmiot&kod=WSM-INP-SDM-1 a co ujawniła na Twitterze studentka tej uczelni Agata Supińska.

Redaktorem książki jest profesor największej polskiej uczelni Uniwersytetu Warszawskiego, która konkuruje z UJ o bycie uczelnią najlepszą w Polsce, bo o bycie najstarszą rzecz jasna konkurować już nie może. Ta książka, jak można łatwo sprawdzić, figuruje również jako obowiązkowa w syllabusach UW https://usosweb.uw.edu.pl/kontroler.php?_action=actionx:katalog2/przedmioty/pokazPrzedmiot(prz_kod:2104-M-D1BEMI), więc przynajmniej jeśli chodzi o pierwszeństwo w tej kwestii, to jest remis, ale jednak ze wskazaniem na UW, bo w lekturze obowiązkowej na UW,  jest to jednak jedna z ośmiu pozycji, gdy na UJ, to jedna z dwóch pozycji, a zatem o większej sile obowiązkowego oddziaływania na studentów !

Jakie mają być efekty z przyswojenia sobie treści tego podręcznika ?

Na stronach UJ czytamy, że po tym, jak student zrozumie książkę, to i zrozumie podstawowe pojęcia z zakresu bezpieczeństwa międzynarodowego, zna podstawy metodologii badania bezpieczeństwa międzynarodowego, rozumie relacje pomiędzy bezpieczeństwem narodowym a międzynarodowym, rozumie pojęcie polityka bezpieczeństwa, zna genezę, charakter i funkcjonowanie instytucji bezpieczeństwa międzynarodowego, ma wiedzę z zakresu podstawowych problemów bezpieczeństwa międzynarodowego.

W reklamie wydawniczej książki „Bezpieczeństwo międzynarodowe w XXI wieku” czytamy natomiast: http://www.poltext.pl/b2308-bezpieczenstwo-miedzynarodowe-w-xxi-wieku.htm  Książka ma charakter podręcznika akademickiego i jest przeznaczona dla studentów stosunków międzynarodowych, politologii oraz europeistyki.

Poza studentami, zawarta w książce duża dawka wiedzy może być przydatna badaczom problematyki bezpieczeństwa międzynarodowego, dziennikarzom, pracownikom administracji rządowej oraz dyplomatom i politykom” co zapewne spowodowało o włączeniu jej do lektur obowiązkowych, tym bardziej, że redaktorem książki jest prof. dr hab. Ryszard Zięba kierownik Zakładu Historii i Teorii Stosunków Międzynarodowych w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, który odbył wiele staży zagranicznych m. in. w USA i Francji i jest ekspertem Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz przewodniczącym Kapituły Nagrody im. Profesora Józefa Kukułki za najlepszą rozprawę doktorską podejmującą teoretyczne aspekty stosunków międzynarodowych.

A jego zainteresowania badawcze obejmują bezpieczeństwo międzynarodowe, politykę zagraniczną i bezpieczeństwo Polski oraz państw Europy Środkowej i Wschodniej, politykę i bezpieczeństwo wielkich mocarstw oraz Unii Europejskiej, a także teorie bezpieczeństwa, polityki zagranicznej i stosunków międzynarodowych.

Mamy więc do czynienia z książką profesora pierwszej wielkości, przynajmniej polskiej, znanej w świecie.

Jednak autor tekstu wpolityce.pl czytając fragmenty książki ujawnione przez studentkę Supińską odniósł wrażenie, „że to podręcznik dla komunistycznych politruków, którzy święcie wierzą w przyjaźń polsko-radziecką”.

Jeden z rozdziałów lektury dla studentów jest zatytułowany:Rosja jako główne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski – historyczny kompleks we współczesnym wydaniu”.

Możemy przeczytać: „Polscy politycy bardzo często popadają w taki stan obsesji, przypisując Rosji wrogie intencje wobec sąsiadów (…). Historii przecież nie da się zmienić, a interpretacje czynione przez polityków nie służą normalizacji i układania sąsiedzkiej współpracy. (…)” oraz Traktowanie Rosji jako główne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski nie jest tylko charakterystyczne dla programu i praktyki politycznej nacjonalistyczno-konserwatywnej partii PiS. Miało ono miejsce wcześniej, wydaniu innej partii prawicowej PO. Źródła tego tkwią nie tyle w ideologii narodowej(…), lecz w wyciąganiu niepełnych wniosków z obserwacji dokonującej się zmiany w systemie międzynarodowym, zwłaszcza w sąsiedztwie Polski. Polscy politycy i to nie tylko prawicowi, byli bardzo spolegliwi wobec polityki Stanów Zjednoczonych”

wpolityce.pl zatem pyta: „Komu zależy na jawnie prorosyjskiej i zwyczajnie nielogicznej oraz antynarodowej ideologii, która prezentowana jest studentom pod postacią lektury obowiązkowej?” określając redaktora książki rusofilem z UJ, co nie do końca jest słuszne bo jest to rusofilny profesor z UW.

Natomiast studentka na Twitterze zupełnie delikatnie i kulturalnie pyta się:”Czy naprawdę takiego spojrzenia na bezpieczeństwo Polski i jego zagrożenia mają uczyć się studenci?”

Do tej pory odpowiedzi na tak postawione pytanie nie zauważyłem. Widocznie profesorowie mają problem, co na to studentce odpowiedzieć ? jak jej spojrzeć w oczy ? spoglądając na tak postawiony problem bezpieczeństwa i zagrożenia Polski.

Widać jednak, że trzeźwość spojrzenia na te kwestie przez studentkę kontrastuje z brakiem trzeźwości profesorów, przynajmniej w tej materii. To nawet budzi pewien optymizm, ale czy będzie możliwe, aby obecnych profesorów zastąpiły w niedalekiej przyszłości takie studentki ? Bardzo mnie to interesuje.

Nie jestem zdumiony jednak lekturami obowiązkowymi dla studentów UJ, gdyż wielokrotnie, od wielu lat, podnosiłem kwestię lektury obowiązkowej dla kandydatów na studentów UJ książki „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ której nikt nie chce wycofać z z lektury obowiązkowej, choć treści tam zawarte w dziejach najnowszych kompromitują uczonych UJ i nie tylko UJ, bo zwracałem się z petycją – do dnia dzisiejszego bezskuteczną – o wycofanie tej książki z obiegu edukacyjnego do komisji mającej w swych szeregach kilkudziesięciu utytułowanych historyków z różnych ośrodków. [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/]

Nie wiadomo, dlaczego oni tak  chcą się kompromitować?

Niestety te moje boje, kierowane także do najwyższych władz akademickich, rektorów, ministrów, nie spowodowały jakiś działań ochronnych studentów/ kandydatów na studentów przed obowiązkowym przyswajaniem im tego, czego przyswajać nie powinni. Nikt nie był kompetentny, nawet do reakcji. Nikt nie zważał na zagrożenie, że czego Jaś się zbyt dobrze nauczy, to Jan nie zdoła się oduczyć.

I to by było na tyle, ale dla naszych wybitnych profesorów to i tak za dużo.

Cała nadzieja jeno w studentkach, ale kto z naszych intelektualistów i bohaterów odważy się takie studentki naśladować ?

Pandemiczne wybory akademickie

KW 72Pandemiczne wybory akademickie

W cieniu wyborów prezydenckich w polskich uczelniach wyższych dokonują się, niemal w ciszy, wybory władz akademickich. Fakt, że w czasach zarazy trzeba nosić maseczki, a głośne mówienie skutkuje rozsiewaniem wirusa, ale czy milczenie nie jest czasem wywołane obawą o rozpowszechnienie wirusa prawdy ?

Zapewne z tej przyczyny trwające wybory rektorskie, odbywają się niemal w ciszy medialnej. Lepiej jak się o nich nie mówi, lepiej, jak na stanowiska rektorskie jest tylko po jednym kandydacie, bo inaczej w walce o fotele coś by mogło zostać ujawnione. A tak, głosząc w dobie pandemii nadrzędność dobra wspólnego, można na lata opanować fotel rektorski i decydować o tym, co może, a co nie może, wyjść na światło dzienne.

Wielkie osiągnięcia w tej materii ma wzorcowa dla innych uczelnia, najstarsza w Polsce – zwana perłą w koronie nauki polskiej.

Od ponad 30 lat żyjemy podobno w wolnej już Polsce, ale archiwa akademickie Polski zniewolonej w czasach PRL jeszcze wolności nie odzyskały. Są uczeni, którzy argumentują słusznie, że „dostęp do zbiorów archiwalnych jest nie tylko barometrem swobody badań naukowych, lecz i demokracji”. [Kurier Wnet, listopad 2019].

Skoro więc nie ma dostępu do zbiorów archiwalnych, i to ważnych dla poznania funkcjonowania uniwersytetu w systemie zniewolenia, to znaczy, że nie odzyskaliśmy swobody badań naukowych i na uniwersytecie nie funkcjonuje system demokratyczny.

Baronowie nauki polskiej nawet się z tym nie kryją, twierdząc, że nauka nie jest demokratyczna, lecz arystokratyczna, korzystają z tego, a nawet zabezpieczają sobie prawnie taki stan rzeczy.

U nas arystokratów (naukowych) to tylko arystokrata może opiniować, a demokrata (naukowy) lepiej niech siedzi jak mysz pod miotłą, bo inaczej arystokratą nigdy nie zostanie !

Ten system, funkcjonujący od lat, jeszcze się umocnił za pomocą tzw. „Konstytucji dla Nauki”, zainstalowanej przez b. ministra nauki Jarosława Gowina – tego, który oświadczył, że będzie się kładł Rejtanem w obronie ideologii (gender), nie mając przy tym zamiaru nawet palcem w bucie ruszyć w obronie nauki degradowanej patologiami, zasłaniając się brakiem kompetencji, o którą tworząc „Konstytucję dla nauki”, nawet nie zabiegał.

Żeby nie być posądzonym o jedynie subiektywne odczucia przytoczę opinię jednego z profesorów: „Rektor może z pracownikiem zrobić wszystko: zwolnić go pod byle pretekstem, przenieść na niższe stanowisko, zabrać mu zakład lub katedrę, zablokować pieniądze na projekt badawczy, nie przyznać nagrody etc.

Na szczeblu wydziałów namiestnikami rektorów stali się, mianowani przez nich (w praktyce) dziekani… Senaty sprowadzane są coraz mocniej do roli ciał dekoracyjnych (uroczystości akademickie, togi, łańcuchy, berła etc.) a ich członkowie (z pewnymi wyjątkami) milczą.

Większość pracowników naukowych boi się więc narazić władzom uczelni i też milczy. Strach jest potężny i wszechobecny.” (Prof. Wojciech Polak, fronda.pl 17.05.2020).

Taką opinię osobiście podzielam i wiem, że wielu – i to nawet z naukowego Olimpu – ma podobne zdanie.

Rzecz w tym, że na uczelniach „strach jest potężny i wszechobecny”, stąd takie opinie rzadko trafiają do mediów, które zresztą koncentrują się na ukazywaniu/potęgowaniu strachu przed wszechobecnym koronawirusem, potęgę wszechobecnego strachu akademickiego niemal lekceważąc.

Wybory akademickie w toku, wielu rektorów już wybrano, choć wybory rektorskie bywają fikcją, podobnie jak konkursy na stanowiska uczelniane, bo do wyborów (podobnie jak do ustawianych konkursów) staje na ogół tylko jeden kandydat.

Uczelnią musi kierować rektor, więc samojeden kandydat musi być wybrany, bez względu na to, co sobą reprezentuje i co z niego uczelnia, a przede wszystkim nauka w Polsce, mieć będzie.

Tak się dzieje od lat i od lat ma miejsce degradacja uniwersytetów, elit na nich formowanych – co widać i przy wyborach prezydenckich, gdzie jest co prawda wielu kandydatów, ale i tak nie ma z kogo wybierać. Takie mamy elity.

W wyborach na wzorcowej polskiej uczelni było co prawda na początku dwóch kandydatów na rektora, ale jeden z nich, argumentując, że uniwersytet powinien stanowić dla społeczeństw wzór, jak wychodzić z kryzysu, podjął decyzję, aby w czasach pandemii wycofać swą kandydaturę.

Zatem wzorcem wyborów ma być brak możliwości wyboru akademika najlepiej nadającego się na rektora, z wyjątkiem tego jedynego kandydata, który w wyborach staruje. A jak zostanie wybrany, ma to znaczyć, że jest najlepszy. Czyli tak, jak się dzieje na ogół w wyborach/konkursach, także na nierektorskie stanowiska akademickie. Najlepsi to ci, których wybrano w ustawianych na nich konkursach.

I taki stan rzeczy jest niemal powszechnie tzn. demokratycznie akceptowany.

Co prawda kadencja rektorska trwa teoretycznie tylko cztery lata, ale często przedłuża się na lat osiem, bo możliwy jest wybór rektora na drugą kadencję i zwykle tak się dzieje. Nader często wybierani rektorzy mają już za sobą jedną, a zwykle dwie kadencje prorektorskie, a nierzadko bywali już rektorami na innych uczelniach.

Mamy zatem coś w rodzaju wykształcania się zawodu rektora, podobnie jak wcześniej zawodu profesora i są nawet związki zawodowe profesorów, powstające zapewne po to, aby bronić profesorów sprawiających zawód swoim poziomem, tak intelektualnym, jak i moralnym.

Można zatem oczekiwać, że i związki zawodowe rektorów też powstaną. Póki co rektorzy skupieni są w Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich [KRASP], stojącej m. in. na straży dobrych praktyk akademickich, których sami bynajmniej nie mają zamiaru przestrzegać, o czym wielokrotnie w tym, a także poprzednim wieku pisałem i rektorom do wiadomości i pod refleksję przekazywałem. [vide:Blog akademickiego nonkonformisty]. Bezskutecznie !

Po opanowaniu/ustaniu pandemii zmniejszy się wszechobecny strach przed koronawirusem, ale można sądzić, że wszechobecny strach przed władzą akademicką/rektorską nie ustąpi, pozostanie. Pozostanie na lata. Nakazu noszenia maseczek już nie będzie, ale nawyk milczenia pozostanie, obowiązujący nawet wtedy, kiedy należałoby krzyczeć wobec niegodziwości akademickich.

I będzie to autonomiczny, demokratyczny wybór korporacji akademickich zarządzanych przez akademickich arystokratów. Tak sądzę.

Tekst opublikowany w Kurier WNET 72/2020

Pandemiczne wybory kw

Nic się nie stało ? Nic się nie staje?

z Facebook

[ z Facebook]

Nic się nie stało ? Nic się nie staje?

W przestrzeni publicznej jest głośno po filmie Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało” emitowanego w najlepszym czasie telewizji publicznej, w programie zakończonym długą debatą na temat pedofilii i celebrytów. Rzecz w tym, że dokumentacji zapowiadanego zaangażowania celebrytów w pedofilię w filmie zwanym dokumentalnym nie było. W filmie pokazano zdjęcia celebrytów, którzy zaglądali do Zatoki Sztuki, ale zdjęcia nie dowodzą aby tym procederem się trudnili, czy wiele o nim wiedzieli.

Po filmie reżyser pytał: „Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? „

Dlaczego takich pytań do celebrytów nie postawił w filmie i nie udokumentował ich odpowiedzi, lub ich braku ?

Może reżyser wie więcej od tego co pokazał, ale czemu to ukrywał ? Może zapowiadane procesy coś w tej materii wyjaśnią, bo społeczeństwo ma prawo znać prawdę i oczekiwać od państwa skutecznych metod przeciwdziałania pedofilii i należytego karania przestępców.

Mimo, że ośrodek pedofilii – Zatoka Sztuki, był znany na Wybrzeżu od kilku lat, ale jakoś działania wymiaru sprawiedliwości trudno by było uznać za należyte i sprawiedliwe.

Nierozgarnięci [?] celebryci

W filmie pokazano także podpisy celebrytów w obronie Zatoki Sztuki, ale nie pokazano dowodów, czy choćby starań o ich uzyskanie, że ci co podpisali, wiedzieli co tak naprawdę podpisują, czego bronią ? Pod tym względem film nie jest należyty.

Ale czy zachowania celebrytów było/jest należyte ? Też nie sądzę.

Jak się robi pozowane zdjęcia do reklamy, to trzeba wiedzieć co się reklamuje.

Jak się podpisuje apel w obronie, to trzeba wiedzieć co się broni ! J

ak przez lata się nie reagowało na wieści powszechnie znane – czym jest tak naprawdę Zatoka Sztuki, którą się broniło to co ? – wszystko jest O.K. ?

Padli ofiarą manipulacji ?

Zakładając, że nie wiedzieli o tym co się tam działo jak swoimi twarzami reklamowali lokal, nadal nie wiedzieli jak swoimi podpisami występowali w jego obronie, to jak zrozumieć, że nadal nie wiedzieli/ nie reagowali, jak niemal wszyscy już wiedzieli jaką rolę spełniał ten odwiedzany/reklamowany/broniony przez nich lokal.

Doprawdy niepojętne ! W końcu są celebrytami a nie zagubionymi w wielkim kurorcie nierozgarniętymi owieczkami.

Nagłośnienie sprawy pedofilii w filmie, mimo że z wieloma wadami – może przyczyni się do bardziej energicznych działań państwa wobec wad organów ścigania, organu sprawiedliwości, co zresztą władze resortu natychmiast po filmie zapowiedziały, ale czy te zapowiedzi zrealizują jak należy?

W wywiadzie radiowym [radio Zet] reżyser Latkowski wyraża opinię „Nie ma bardziej zakłamanego środowiska, niż nasze środowisko mediów, dziennikarzy, aktorów celebrytów. Politycy jeszcze”, która chyba nie odbiega od opinii sporej części społeczeństwa. W tej opinii pominięte jest jednak całkowicie środowisko akademickie, to które kształtuje ludzi mediów, aktorów, także wielu celebrytów, i które w rankingach poziomu zakłamania może te środowiska wyprzedzać.

Fakt, że reżyser Latkowski z tym środowiskiem nie miał wiele do czynienia, nie miał też szans wiele się dowiedzieć z mediów, z filmów, gdyż w tej materii nikt nie zrobił znaczącego filmu, no może poza ‚Barwami ochronnymi ‚ Krzysztofa Zanussiego, zarazem jednego z bohaterów wieczoru dyskusyjnego toczącego się wokół filmu Latkowskiego. Ale to film sprzed niemal pół wieku, kiedy Latkowski chodził jeszcze w krótkich spodenkach i nad zakłamaniem środowiska akademickiego się nie zastanawiał.

O większą wrażliwość

W III RP nie pokazano żadnego nowego filmu w najlepszym, a nawet w gorszym czasie telewizji publicznej, nie zorganizowano żadnej debaty publicznej w tej materii, mimo że to środowisko formuje niemal połowę młodej generacji Polaków, a samo przeżywa poważny kryzys. W niemałym stopniu kształtuje systemy pedagogiczne, formuje pedagogów różnych rodzajów i szczebli, odpowiada za programy wychowania i także standardy seksualizacji dzieci, których realizacja może dzieci prowadzić do takich zatok, jak Zatoka Sztuki.

Jakoś akademicy w sprawie Zatoki nie zabierają głosu w przestrzeni publicznej, choć to poważny problem nie tylko prawny, ale i pedagogiczny, socjologiczny, psychologiczny.

Zetknąłem się jedynie z poglądem znanego pedagoga, niemal akademickiego celebryty, prof. Aleksandra Nalaskowskiego, który argumentuje niewątpliwie słusznie https://niezalezna.pl/330867-nalaskowski-o-filmie-latkowskiego-o-pedofilach-trzeba-na-kazdym-kroku-uwrazliwiac-rodzicow Z problemem pedofilii nie poradzi sobie ani policja ani prokuratura. Potrzeba większej wrażliwości nas wszystkich”. Jasne, patologie trzeba zwalczać u źródła, w oparciu o znajomość przyczyn, a nie tylko karać za skutki.

Z wrażliwością na patologie to nasze społeczeństwo jest na bakier, no może nie z wrażliwością na tych, którzy patologie ujawniają. Środowisko akademickie, głowa instalowanych u nas systemów pedagogicznych, niestety dotknięte jest taką negatywną wrażliwością. A przy tym standardowe chowanie spraw pod dywan, chowanie głowy w piasek.

Mam swoje doświadczenia w tej materii. Jak w stanie wojennym (do tej pory nie rozpoznanym w wielu historiach akademickich ! [Sic!]) protestowałem przeciwko deprawacji młodych [fakt, że dorosłych], zostałem skierowany na ścieżkę dyscyplinarną, [jako ‚psuj’ młodzieży] abym nie zakłócał właściwego procesu wychowawczego zgodnie z principiami socjalistycznymi. Nic się nie stało ? Wrażliwości środowiskowej nie było i nie ma, więc mamy to, co mamy.

Wybitny pedagog po obejrzeniu filmu Latkowskiego pyta: „Gdzie w tym czasie byli rodzice? Czy wiecznie pracowali na nocną zmianę? Pedofilia to dopiero końcowy etap procesu, z którego wynika, że rodzice nie dopilnowali dzieci”, nie zwracając uwagi na fakt, że część z tych dzieci pochodziła z domów dziecka i wychowywała się bez rodziców.

Co więcej w planowanych systemach wychowania dzieci, poprzez ich szkolną, a nawet przedszkolną seksualizację, rola rodziców dramatycznie spada. https://stop-seksualizacji.pl/

Kto przeciwko takim standardom edukacji protestuje, musi się liczyć z krytyką, a nawet linczem lewicowych/lewackich środowisk dominujących zresztą na uczelniach.

Orientacja świata akademickiego

Środowiska akademickie są wrażliwe na odmienną orientację seksualną, ale nie są wrażliwe na odmienną orientację moralną i intelektualną, no może z wyjątkiem wrażliwości negatywnej. Na uczelniach można sobie eksperymentować z kazirodztwem, z instalowaniem ideologii gender, ale lepiej nie próbować, ani intelektualnie, ani moralnie, eksperymentów krytycznych z takimi instalacjami.

I co ? Nic się nie staje, nic nie dzieje ?

Panuje u nas mniemanie, że „nikt mnie nie zatrudni, jeśli nie będę dobry”https://blogjw.wordpress.com/2011/03/06/nikt-mnie-nie-zatrudni-jesli-nie-bede-dobry/, więc zatrudnieni, bo dobrzy [?] eksperymentatorzy z kazirodztwem, gender, z seksualizacją dzieci, nie muszą niczego się obawiać.

Nie ma też obawy, że ktoś nakręci znaczący film na temat orientacji świata akademickiego i umieści go w programie telewizji publicznej w godzinach największej oglądalności.

A przecież skutki tych orientacji, dotykają nas wszystkich, naszej wrażliwości i naszej potomności.

Perła w koronie z nowym rektorem, ale nadal bez nowej historii

1

Perła w koronie z nowym rektorem, ale nadal bez nowej historii

12 maja w najstarszej polskiej uczelni określanej jako perła w koronie nauki polskiej dokonano wyboru 306 rektora, którym został Profesor Jacek Popiel [ https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/145248898 ] związany z macierzystą uczelnią od 1977 i niemal jednocześnie od 1978 r. z Państwową Wyższą Szkołą Teatralną, gdzie pełnił funkcje dziekana Wydziału Aktorskiego, 1990-1993, prorektora 1994-1996, i rektora– 1996-2002. Od 2012 r. na UJ Prof. Popiel był przez 8 lat prorektorem do spraw polityki kadrowej i finansowej, a wcześniej dziekanem Wydziału Polonistyki UJ – 2005-2012.

Był zatem, jak wielu profesorów, jakby przypisany do uczelni macierzystej, realizując karierę od studenta do rektora na tej samej uczelni. Jednocześnie był, jak wielu profesorów, wieloetatowcem – bo 2 etaty to też wiele, i to w czasie, kiedy inni naukowcy z jego pokolenia etaty tracili, bo byli niewygodni dla systemu i beneficjentów PRL. Jako długoletni prorektor od polityki kadrowej niewygodnymi dla systemu bezetatowcami nawet się nie zainteresował, zapewne stojąc na gruncie ciągłości polityki kadrowej PRL-III RP.

Czyli typowa sytuacja dla polskiego systemu akademickiego w czasach III RP.

W wyborach na kadencję 2020-2024 prof. Popiel był jedynym kandydatem, gdyż drugi kandydat, także 8 -letni prorektor UJ, tyle, że ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych, prof. Stanisław Kistryn w obliczu pandemii koronawirusa podjął decyzję o wycofaniu swojej kandydatury, bo jego zdaniem „ Uniwersytet powinien też stanowić wzór, jak w sytuacji kryzysu zgodnie współpracować dla dobra społeczności. ..” a „… …nie są nam dziś potrzebne napięcia generowane przez wyborcze spory i przeciągające się procedury.

Czyli co ? Dobrem i wzorem jest pozbawienie możliwości demokratycznego wyboru najlepszego z kandydatów, którzy winni się różnić – jak to w populacjach ludzkich ma miejsce – poglądami i programami naprawy uniwersytetu, przeżywającego – podobnie jak inne uniwersytety, nie tylko polskie – wyraźny kryzys ? Doprawdy argumentacja zdumiewająca. I wzorem – jak można rozumieć – ma być utrzymanie kariery akademickiej od studenta do rektora na tej samej uczelni, wieloetatowość – bez pytania się kandydata o zdolności do bilokacji, utrzymanie polityki kadrowej od czasów zniewolenia do czasów reglamentowanej wolności, bez odzyskiwania wolności utraconej w czasach zniewolenia.

Jednoczenie czytamy w serwisie UJ, że „Uniwersytet to także miejsce debaty, ścierania się różnych wizji poglądów,” [ https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/145226079 ] Jak ma się odbywać debata skoro na placu debaty pozostaje tylko jeden człowiek i z czym mają się ścierać jego poglądy ? Wyjaśnienia takich fenomenów nie udało mi się znaleźć, a decyzja o wyborze nowego rektora była niemal jednomyślna, bo spośród 227 osób reprezentujących Kolegium Elektorów tylko 15 było przeciw i nie wiadomo nawet dlaczego.

W polu zainteresowań wybranego rektora jest historia dramatu i teatru polskiego XIX-XXI wieku oraz dzieje szkolnictwa teatralnego. Ciekawe, czy to pole podczas kadencji zostanie rozszerzone na dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, szczególnie w tych czasach, kiedy sam na tym uniwersytecie już funkcjonował. Znajomość tych dziejów, do tej pory nie opisanych należycie [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ ]byłaby bardzo pomocna rektorowi w należytym kierowaniu uczelnią.

Nie jest łatwe aby posiąść znajomość tych dziejów, skoro nawet doktorantka historii tego uniwersytetu w tekście „Uniwersytet Jagielloński – perła w koronie nauki polskiej” który ukazał się we Wszystko co najważniejsze [ https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karolina-w-olszowska-uniwersytet-jagiellonski-perla-w-koronie-nauki-polskiej/?fbclid=IwAR2bRBJfoB33wdURPiVb41DdufpWaLhcae3ucfflewLldeaoe1P7OQJKNSE ] nie pisze takiego słowa jak komunizm, nie opisuje takiego wydarzenia jak stan wojenny … , a oznajmia, że po 1956 r. „uczelnia była świadkiem demonstracji studenckich, ale działała nieprzerwanie”. Nie podaje jednak czemu/przeciw czemu studenci demonstrowali i co tam naprawdę się działo i czemu fałszuje historię, bo przecież przerwy w działalności były i skutki tych przerw trwają do dziś. I co ? Nie jest to najważniejsze ? Może nie wszystko, ale trzeba historię opisać rzetelnie a nie ją zatajać i fałszować ! Stawiam tezę, że działy się tam wtedy rzeczy straszne i obarczające swoimi skutkami tych, którzy do tej pory tę koronę noszą

Najwyższy czas, aby pasjonat dziejów historii dramatu, jako rektor poznał też dramat swojego uniwersytetu i jego najnowsze, fałszowane dzieje i uznał, że jest to ważne, a może i najważniejsze. [https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/ ].  Elektorzy – skoro go wybrali, zaakceptowali, zaufali -winni mu w tym dziele pomóc. Ja nie będąc elektorem zgłaszam – tak jak poprzednim rektorom [https://nfapat.wordpress.com/2008/12/05/prosze-o-wyznaczenie-mi-terminu-wznowienia-moich-wykladow-i-seminariow/https://jubileusz650uj.wordpress.com/; https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/] – pomoc w poznaniu do tej pory niepoznanego i w poszukiwaniach perły w koronie nauki polskiej.

Prawda w czasach pandemii

CMPrawda w czasach pandemii

Jak wyglądała nieautonomiczna historia UJ

w interwale 1945-89 ?

12 maja to tradycyjne święto najstarszej polskiej uczelni obchodzone w rocznicę założenia uczelni przez króla Kazimierza Wielkiego w 1364 roku. Jak podaje serwis UJ  to święto przypomina ‚656 lat imponującej historii krzewienia nauki w Polsce’, jakkolwiek z tekstu, zamieszczonego na tą okoliczność, nie wynika aby ta historia była zawsze imponująca. Co więcej po zapisaniu się w 1945 r. na studia na UJ Wisławy Szymborskiej przyszłej poetki i laureatki Nagrody Nobla. ‚zdawało się, że uniwersytet powoli będzie wracał do świetności, jednak w czasie PRL–u uczelnia utraciła swoją autonomię’.

Co spowodowało utratę autonomii i powstrzymało powrót uczelni do świetności – z tekstu się nie dowiemy. Fakt, że tekst krótki, ale nawet jedno zdanie coś w tej materii mogłoby objaśnić. Co prawda z historii opisywanej przez historyków IPN, a nawet tej, zamieszczanej w podręcznikach gimnazjalnych (fakt, że niezbyt świetnych, a nawet nadających się do wycofania) wynika, że po 1945 wprowadzano w Polsce komunizm, system kłamstwa i zniewolenia, także umysłowego, co musiało się odbić negatywnie na uniwersytecie powołanym do poszukiwania prawdy w warunkach wolności, przede wszystkim umysłowej.

Z tekstu na kolejne święto UJ tego się nie dowiemy, a nie ma nawet odniesienia do obszerniejszej książki o imponujących dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego. Gdyby jednak było odniesienie, do obowiązujących w przestrzeni publicznej i edukacyjnej, także dla młodzieży szkolnej, „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego” [https://blogjw.wordpress.com/tag/dzieje-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ] ta zagadka też by nie została wyjaśniona. Tam nie ma bowiem ani słowa o komunizmie, o stanie zniewolenia umysłowego, a wzmożenie tego zniewolenia przez wprowadzenie stanu wojennego [o którym tam ani słowa] uznano autonomicznie za stopniową liberalizację systemu !

W tekście rocznicowym napisano, że „Po roku 1989 uniwersytet odzyskał całkowitą autonomię” nie podając jednak jak Uniwersytet autonomicznie ustosunkował się do tego, co się działo na uniwersytecie w czasach utraty autonomii. Poinformowano jedynie, że w czasach nieautonomicznych „ Zlikwidowane zostały wydziały lekarski, rolniczy, teologiczny, z których wyodrębniono nowe szkoły wyższe „a po 1989 r. „Otworzyły się nowe perspektywy i wraz z dynamicznym rozwojem nauki i zmieniającym się światem, uczelnia stała się różnorodna, nowoczesna….”

Zatem można odnieść wrażenie, że likwidacja tych wydziałów była jednak korzystna, skoro po ich likwidacji otworzyły się nowe perspektywy ?

O likwidacji różnych mniejszych jednostek uczelnianych, kierunków studiów, kierunków badań, czy też badaczy i ich warsztatów pracy w czasach nieautonomicznych, nie ma słowa, stąd przypuszczenie, że te likwidacje także otworzyły nowe perspektywy po 1989 r., z czym zresztą w okresie transformacji władze uczelni się nawet nie kryły, przynajmniej na poziomie zlikwidowanych badaczy, razem z warsztatami. Dlaczego zatem uczelnia nie kwitnie w czasach autonomii ?

Nie wyjaśniono co spowodowało, że uczelnia stała się nowoczesna.

Czy spowodowała to transformacja zarazy czerwonej w tęczową i fakt, że ostatnio, a może i ostatecznie TęczUJe zdobyli UJ ? [ https://blogjw.wordpress.com/2020/03/11/teczuje-zdobyli-uj/ ]

Czy może wejście uniwersytetu w czas post prawdy ? [https://blogjw.wordpress.com/2018/01/05/uniwersytet-w-czasach-postprawdy/ ] – zaznaczony wyraźnie autonomicznym usunięciem ze statutu uczelni zapisu, że ‚Uniwersytet to wspólnota nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy’, który figurował nawet w czasach nieautonomicznych, czasach mniej nowoczesnego zniewolenia umysłowego.

Mamy czas kolejnej zarazy, która dotknęła też UJ, i jakby nałożyła się na zarazę tęczową i pozostałości zarazy czerwonej. Nie wiemy, czy i jak ten czas zostanie ujęty autonomicznie w kolejnej, nowszej historii uniwersytetu ?

Jako czas nowych perspektyw, postępującego postępu, zwiększonej różnorodności rozmaitych prawd ? – bo zapewne w nowoczesnym uniwersytecie, po-pandemicznym, każdy będzie miał swoją prawdę, także prawdę o historii uniwersytetu, ale archiwa uczelni z czasów nieautonomicznych pozostaną zamknięte, a badania nad niewygodną prawdą zakazane. Na to się zanosi, bo te archiwa i ta prawda, traktowane są jako zaraźliwe wirusy i to funkcjonujące także poza okresami pandemicznymi.

Z okazji święta Uniwersytetu profesorowie jagiellońscy mają zwyczaj zjadać śniadanie. Śniadanie zjedzone na okoliczność jubileuszu 650 lecia założenia krakowskiej wszechnicy nasunęło wniosek o nieludzkim braku refleksji elity akademickiej. Pisałem: ‚Mimo, że na śniadaniu padły słowa‚…nieludzkie byłoby jednak pochłanianie wszystkich czekających na nas w pobliżu przysmaków bez jakiejkolwiek refleksji’ (wykład prof. Andrzeja Borowskiego) do tej pory nie ma danych aby po pochłonięciu wszystkich śniadaniowych przysmaków nastąpiła jakakolwiek profesorska refleksja ?! Brak jakiejkolwiek refleksji nad zachowaniem elit akademickich wobec systemu kłamstwa, systemu komunistycznego, niewątpliwie jest nieludzki. Nie sądzę też aby ci profesorowie przeżywali dramat nienasyconego niczym łaknienia i pragnienia prawdy, bo prawdy szczerze nienawidzą i nie chcą jej znać nie tylko w sytuacji biesiadnej, lecz raczej zawsze. https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/07/30/profesorowie-uj-zjedli-sniadanie/

Nic nie wskazuje, że na kolejne święto UJ, tym razem pandemiczne, nastąpi jakaś refleksja elity akademickiej.

Badacz mowy nienawiści ma profesorski problem

1

[zdj. z YouTube]

x

Badacz mowy nienawiści ma profesorski problem

 

Polskie środowisko akademickie zostało ostatnio postawione w stan gotowości bojowej, a to z powodu zbyt długiego oczekiwania na podpis prezydencki pod nominacją profesorską jednego z młodych badaczy – specjalisty od mowy nienawiści i pogardy.

Sytuacja jest kuriozalna, bo środowisko od lat walczące rzekomo o autonomię i apolityczność uniwersytetów, heroicznie broni dotychczasowego systemu tytularnego, obowiązującego, podobnie jak w czasach komunistycznych, w nauce polskiej. Zwieńczeniem karier akademickim w takim systemie jest profesura prezydencka, zwana popularnie belwederską, bo to w Belwederze w czasach PRLu ją wręczano, w warunkach upolitycznienia i autonomicznego decydowania KC [Komitetu Centralnego, poprzez mu podporządkowaną CKK] zastąpionego w III RP przez CK, przemianowaną ostatnio na RDN – Radę Doskonałości Naukowej.

Prestiż uwarunkowany politycznie

Mimo postępowych zastąpień istota systemu pozostała, upolitycznienie karier – także, a autonomii akademickiej w tej materii jak nie było, tak nie ma, bo środowisko jej nie chce – i to w ramach walki o autonomię [sic !].

Uczelnie mogą autonomicznie zatrudniać naukowców na motywach merytorycznych i to na stanowiskach profesora uczelnianego, ale takie stanowiska nie są prestiżowe i zwane niemal pogardliwie – podwórkowymi. Prestiż naukowy, w tym kuriozalnym systemie, daje dopiero tytuł uwarunkowany politycznie. Co prawda często jest to tylko prestiż lokalny, nie uwzględniany w rankingach światowych, ale ceniony przez polskie społeczeństwo, na ogół zupełnie się nie orientujące w tej tytułomanii, ale same tytułomanię gloryfikujące !

Czyli mamy sytuację zgoła schizofreniczną – środowisko chce mieć autonomię, ale nie chce z tej autonomii korzystać, chce być apolityczne, zdobywając prestiż uwarunkowany politycznie.

Chce się przy tym liczyć w świecie i to zachodnim, ale tworząc system osobliwy, ograniczony do bloku wschodniego, nie bacząc na to, że system ten nas dołuje od lat. A argumentem przeciwko zmianie systemu jest to, że ten system podobno trzyma u nas poziom nauki – poziom, który jest w zaniku i jest niemal niedostrzegalny w systemach monitoringu naukowego.

Od lat, ci którzy nie aprobują takiego systemu, przenoszą się to do innych krajów i co najmniej 1/3 potencjalnej elity polskiej znajduje się poza Polską, a u nas narzekamy na brak elit i trzymamy się systemu dla tworzenia elit szkodliwego.

Ostatnio w przestrzeni publicznej zaistniała sprawa profesury belwederskiej psychologa społecznego dr hab. Michała Bilewicza z Uniwersytetu Warszawskiego specjalizującego się w obszarach dyskryminacji i uprzedzeń.

Liczni naukowcy -psycholodzy [choć nie tylko] zorganizowali petycję [Petycja w sprawie nadania tytułu profesora dr hab. Michałowi Bilewiczowi – https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_nadania_tytuu_profesora_dr_hab_michaowi_bilewiczowi ] w obronie dyskryminowanego ich zdaniem kolegi, do którego prezydent ich zdaniem jest uprzedzony. Mimo, że recenzenci Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych wniosek profesorski Michała Bilewicza oceniali jednoznacznie pozytywnie, prezydent jeszcze tego wniosku nie podpisał. Naukowcy zatem traktują prezydenta jako notariusza, który ma bez zastanowienia i zwłoki podpisywać to, co mu komisja do podpisania podsunie. Uważają przy tym, że zwlekanie z podpisem nominacji dla Michała Bilewicza jest „szkodą wyrządzoną na wizerunku Polski w oczach międzynarodowej społeczności uczonych, którą trudno będzie w przyszłości naprawić.”

Po co naukowcom potrzebny jest taki system, w którym awanse naukowe ma podpisywać bezrefleksyjnie prezydent ? – nie wiadomo. Prezydent wśród naukowców nie cieszy się zbytnim prestiżem, ale naukowiec ma mieć prestiż, dopiero po podpisaniu jego awansu przez prezydenta ? Zdumiewające – nieprawdaż ?

Petycję podpisują i zagraniczni uczeni – podobno prestiżowi, zdaje się także ci, którym żaden prezydent nie podpisywał [bo nie musiał] nominacji profesorskiej. Skąd zatem oni mają prestiż ? I dlaczego uważają, że Bilewiczowi potrzebny jest podpis prezydenta, aby ten prestiż miał ? Autonomiczne środowisko naukowe, na drodze do poznawania prawdy samo winno decydować o awansach innych naukowców i brać odpowiedzialność za te awanse, nie zrzucając tej odpowiedzialności na polityka – prezydenta w roli notariusza.

Polacy tworem ideologicznym ?

Penetrując internet w poszukiwaniu informacji o podobno dyskryminowanym przez prezydenta naukowcu, ze zdumieniem dowiedziałem się, że będąc Polakiem nie jestem członkiem tego narodu, lecz jakimś tworem ideologicznym, bo jak zrozumieć słowa Bilewicza z Twittera „Nie oskarżam Polaków, tylko panoszącą się ideologię o nazwie Polacy” ? Czyli Polacy to nie naród, tylko jakiś twór ideologiczny, którego jestem jakimś komponentem. Gdyby tak ci naukowcy wytłumaczyli tę kwestię byłbym wdzięczny. W końcu, jako doskonali winni doskonalić mniej doskonałych, a nawet całkiem niedoskonałych, i to nie ideologicznie, lecz merytorycznie.

Przede wszystkim winni mi (i nie tylko mi) też wytłumaczyć, jak to się dzieje, że taki kandydat na profesora belwederskiego, nie wyrządza szkody na wizerunku Polski i Polaków, a prezydent kraju Polaków, nad nadaniem prestiżu takiej antypolskiej osobie, i to w Polsce, ma przechodzić bezrefleksyjnie i bez zwłoki prestiż nadawać.

Zajrzałem na blog jednego z profesorów od doskonalenia https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2020/04/uprzedzenie-do-psychologa-badajacego.html i zauważyłem, że nie ma on uprzedzenia do psychologa badającego uprzedzenia i stawia przy tym pytanie „Czy pozamerytoryczne kryteria mają rzutować na dyskryminowanie uczonych?„ jakby sugerując, że jest po stronie merytorycznych wartości dorobku ‚dyskryminowanego’, a nawet poleca wykład kandydata do tytułu naukowego profesor, „o mowie pogardy”. https://www.youtube.com/watch?v=ZklC6-gAqVI

Rzecz jasna zapoznałem się z polecanym wykładem, który mi nieco rozjaśnił sprawę kandydata na profesora belwederskiego.

2

Wykład miał miejsce w auli uniwersytetu moich czasów studenckich i był prowadzony przez byłego rektora UW – rzecz jasna profesora belwederskiego – Piotra Węgleńskiego,

3

który zapisał się w mojej pamięci i w moim życiorysie, występując w roli Heroda [ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/], po tym jak oznajmiłem publicznie o rodzeniu się wolnej myśli akademickiej w postaci założonego przeze mnie Niezależnego Forum Akademickiego. Swoją mowę nienawiści i pogardy umieścił na gościnnych łamach Gazety Wyborczej, organu jak wiadomo od lat potępiającego swoiście pojmowaną mowę nienawiści i pogardy oraz walczącego z „tworem ideologicznym o nazwie Polacy”. Do moderowania wykładu kandydata na profesora belwederskiego o mowie pogardy/mowie nienawiści, zatem w sam raz się nadawał.

W swej przedmowie do wykładu kandydata na profesora belwederskiego, doskonały w mowie nienawiści i pogardy profesor belwederski całkiem pominął swoje osiągnięcia w tej materii.

W niemal 1,5 godz. trwającym wykładzie, kandydat na profesora belwederskiego prezentował wiele przykładów wyników badań ilościowych nad mową pogardy/nienawiści,

5

ale nie podał, czy w tej statystyce znalazła się mowa nienawiści/pogardy moderatora wykładu. Nie ma zatem pewności czy badania nie były wybiórcze, naruszające standardy badań naukowych. Podczas półgodzinnej dyskusji nikt – z dość licznych słuchaczy wykładu – nie odniósł się do zaprezentowanej metodologii badań kandydata.

Trzeba zaznaczyć, że moc tych badań analitycznych oparta była na wpisach na Twitterze czy Facebooku, czyli platformach – mediach społecznościowych, stojących na straży standardów wypowiedzi, piętnujących mowę nienawiści, ale w sposób nader osobliwy, usuwając np. wpisy propagujące życie i rodzinę, a zezwalające na gloryfikowanie ideologii gender/LGBT, czy na obrażanie narodu polskiego, traktowanego jako swoisty twór ideologiczny.

Jak przekonać Polaków o ich winie 

W cyberprzestrzeni, już całkiem bez polecania przez kogokolwiek, natrafiłem na ciekawy tekst ‚dyskryminowanego’ kandydata na profesora belwederskiego – (Nie)pamięć zbiorowa Polaków jako skuteczna regulacja emocji – z 2016 r. https://journals.openedition.org/td/1564 , w którym autor

przedstawia ‚model unikania awersyjnych emocji moralnych (winy, wstydu), oparty na teorii regulacji emocji Jamesa Grossa oraz wykorzystano przykład polskiej debaty o zbrodni w Jedwabnem jako ilustrację tego modelu’ ważny ‚do zrozumienia zjawiska (nie)pamięci zbiorowej w Polsce, a dokładniej defensywnych reakcji na nową wiedzę historyczną dotyczącą negatywnych zachowań członków własnego narodu’.

Na przykładzie sprawy Jedwabnego argumentuje, że ‚strategia selekcji sytuacji jest stosunkowo najskuteczniejszą metodą uniknięcia pojawienia się emocji wstydu bądź winy’ zaznaczając, że ‚w konfrontacji z historią Jedwabnego znajdziemy też wiele przykładów modyfikacji sytuacji – a zatem takiego jej ujęcia, w którym wiedza przestanie być zagrażająca. Próbą modyfikacji sytuacji były wszelkie zabiegi dyskredytujące kompetencje zawodowe autora Sąsiadów… ‚ przypominając przy tym ‚list Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego (AHA), organizacji zrzeszającej 12 000 amerykańskich historyków, którzy wystąpili do polskiego rządu w obronie Jana Tomasza Grossa, podkreślając jego kompetencje historyczne – zareagowali na inną strategię regulacyjną, jaką są próby cenzurowania (przez działania polskiej prokuratury wobec historyka).’

Jak widać kandydat na profesora belwederskiego zastosował niemal pogardzaną przez siebie ‚strategię selekcji sytuacji’, jako metodę uniknięcia pojawienia się emocji wstydu bądź winy.

Selekcjonuje sytuacje obrazujące zbrodnie niemieckie wobec Żydów, zbrodnie Żydów wobec Polaków, Ukraińców wobec Polaków – i to ideologiczne, zapewne, aby uniknąć poczucia winy przez zbrodniarzy.

Pomija całkiem przykłady strategii regulacyjnych – cenzurowania badań historyków [i nie tylko] zmierzających do poznania prawdy, stawiając pytanie: ‚czy istnieje jakikolwiek sposób na przyswojenie sobie przez Polaków wiedzy o negatywnych wydarzeniach z historii ich narodu?’.

Widać, że motorem działalności badawczej kandydata na profesora belwederskiego, jest znalezienie sposobu na wpojenie Polakom – jako swoistej konstrukcji ideologicznej [?] – przekonania o ich winie, nawet za to, czego nie uczynili.

Apeluje, że ‚niezbędne jest takie prowadzenie debat historycznych, które koncentruje się na faktach’ i jest to apel zasadny, tyle że nie realizowany przez – bliskie kandydatowi na profesora belwederskiego – środowiska badaczy przejawiających jawny antypolonizm i działających poprzez ‚wyłączanie etyki troski i sprawiedliwości, a włączanie etyki lojalności i posłuszeństwa’ co całkiem wypacza rezultaty ich badań.

Niewątpliwie sprawa profesury belwederskiej Michała Bilewicza, metodologia jego badań i wnioskowań, postawa środowiska akademickiego wobec jego drogi awansowej i dróg innych badaczy, nawet dożywotnio pozbawionych awansów a pozostających pod pręgierzem mowy pogardy i nienawiści, postawa wobec autonomii nauki i modelu karier naukowych, to temat na niejedną debatę, skoncentrowaną na faktach, bez stosowania strategii selekcji sytuacji i bez włączania lojalności i posłuszeństwa wobec obecnego status quo.

P.S. Przy okazji wielkie dzięki dla profesora od doskonalenia mniej doskonałych i całkiem niedoskonałych, za polecenie wykładu moderowanego przez Heroda nauki polskiej – nie mam wątpliwości, że na drodze do doskonałości naukowej.

Biblioteka Domowa w czasach zarazy

 

Taka Biblioteka Domowa to skarb szczególnie w czasach zarazy. Czytanie też jest zaraźliwe, ale wielu nabyło odporność i to jest tragedia ! Ja zarażony, od dziecka nałogowy, notoryczny czytelnik,  w czasach zarazy odrabiam zaległości. Kilka książek  już  połknąłem, kilka nowych nabyłem, ale niestety nie mam domu a tylko małe mieszkanie, w którym bym się  nie zmieścił, gdybym nadal miał te książki, które miałem. Wiele książek/odbitek naukowych chciałem przekazać  bibliotekom naukowym, ale obecni ‚uczeni’ wcale nie są zarażeni książkami. Taką nabyli odporność i ją przekazują kolejnym pokoleniom.

A przy tym – na naukę nie ma pieniędzy, więc nikt nie chce tego co jest za darmo, bo jakby tłumaczył swój argument: na naukę nie ma pieniędzy, więc nie wymagajcie abym coś w nauce zrobił !

Link do zrażenia się moim wirusem bibliotecznym  – Na naukę nie ma pieniędzy

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Niedawno opublikowałem refleksyjny tekst o pandemii, w ujęciu wykraczającym poza zarazę koronawirusa, przypominając o wirusie komunizmu, pandemii bezmyślności i historykach, którzy są nieczuli na fakty i zamiast rozjaśniania, zaciemniają historię i pozostają nadal wybitnymi. [https://blogjw.wordpress.com/2020/04/18/refleksje-pandemiczne/ ].

Tekst rozpowszechniłem w mediach społecznościowych i pocztą elektroniczną, kierowaną także do najwyższych polskich decydentów akademickich, ‚w oczekiwaniu na refleksje krytyczne, ale merytoryczne’ i takich refleksji doczekać się nie mogę. Czyli – Klęska, jak tytuł książki Wiktora Suworowa, i jaki wniosek można wyciągnąć z moich refleksji.

Zadałem nieco prowokacyjne pytanie ile w tym tekście [ tzn. tekście Wiktora Suworowa w książce ‚ Klęska”] trzeba zmienić, aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jej dziejach ? „.

Może pytanie było zbyt trudne, wymagające refleksji, sięgnięcia po cytowane przeze mnie teksty o metodach badań i wnioskowań naszych historyków.

W takim razie spróbuję zrobić erratę do mojego tekstu, dokonując nasuwających się zmian tekstu Suworowa, aby dotyczył on naszych, a nie moskiewskich historyków.

A zatem może być tak: W Warszawie, Krakowie [ i nie tylko] mamy licznych historyków, etatowych, czasem na wielu etatach, pełniących rozliczne funkcje, wyróżnionych wielkimi stopniami i tytułami oraz obwieszonych państwowymi odznaczeniami, przystrojonych togami, czasem też gronostajami.

W czasie epidemii mają usta pozasłaniane widocznymi maskami antywirusowymi, które przed pandemią koronawirusa, ale w trakcie pandemii komunistycznej, też używali, ale inaczej, w sposób niewidoczny gołym okiem i zawirusowanym komunizmem umysłem, zapewne aby się uchronić przed wirusem antykomunistycznym, wirusem prawdy historycznej stanowiącym zagrożenie dla ich stopni, tytułów, odznaczeń, tóg i gronostajów.

To nie jest grupa ekspertów, a cała plejada etatowych, oficjalnych badaczy naszej przeszłości, mających do dyspozycji piękne instytuty naukowe, mnóstwo materiałów archiwalnych, niemały budżet badawczy i zarazem wychowawczy, dla wychowania ludu w jedynie słusznej prawdzie przeznaczony.

Ci uczeni mężowie, a nawet żony, nie mniej uczone, już ponad 30-lat bez powodzenia badają historię swoich uczelni wkomponowaną w historię Polski. Ale oni wszyscy nie zdołali nic odtworzyć należycie i teraz doszli do wniosku, że napisanie takiej historii jest w ogóle niemożliwe! W żadnym terminie. Pomysł absolutnie nierealny.

To co napisali – to wszystko bzdura.

Test na inteligencję: Był komunizm na terytorium Polski siłą zainstalowany, była opozycja antykomunistyczna przez ten reżim nękana i dziesiątkowana, z uniwersytetów wypędzana, był stan wojenny, aby reżim – mimo pandemii antykomunistycznej – się utrzymał, była moc ofiar, uczestników i świadków – straty osobowe, moralne i intelektualne, zniszczenia także materialne – niesłychane, ale ludzkim okiem niewidziane, bo ukrywane, fałszowane.

Były tony dokumentów, i są nadal, mimo zniszczeń tego co było niewygodne. Resztki archiwów bezpieki, przewodniej siły narodu, jak i archiwów instytutów, uniwersytetów realizujących mniej czy bardziej przewodnie dyrektywy i nakazy, mimo wszystko, ci uczeni mogą badać, ale ci jakby woleli trzymać się od nich z dala, szczególnie od archiwów przewodnich dla ich sformatowania.

Czas płynie – lat 5, 10, 20, 30 nawet, ale rzetelnej historii jak się okazuje napisać nie można. Z założenia. Z wyrozumowania.

Jeżeli się mylę, przyjmuję kontrargumenty.

Moim zdaniem, świadczy to o tym, że komunizmu, stanu wojennego po prostu nigdy nie było, bo skoro go nie ma w historii – najstarszej i wzorcowej uczelni- badanej przez najbardziej wyśmienitych historyków, to niby gdzie ten komunizm i ten stan wojenny miał być ?

Są co prawda poszlaki, zarejestrowane w historii innych podmiotów, a nawet kraju całego, że komunizm był i stan wojenny był, ale autonomiczna historia wyspy wolności i niezależności [od prawdy !] jaką stanowi najstarsza polska wszechnica – jest inna i nie ma nic wspólnego z tamtą.

Tak jak tacy uczeni mężowie, a nawet żony, nie mają nic wspólnego z nauką, mimo że ta jest, ale na wygnaniu.

I to jest prawdziwa, pandemiczna klęska i nic nie wskazuje, że po wyborach – bez względu na to, kiedy się odbędą – ustąpi.

A Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji, której opracowanie postulowałem, jak nie było, tak nie ma i nie będzie, bo by miała nikłą nośność naukową [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/ ] – bo by zniosła takich uczonych mężów, a nawet żony.

Appendix:

Fragment Klęski Suworowa dla refleksji pandemicznych przetworzony:

Refleksje pandemiczne

Refleksje pandemiczne

W czasie pandemii mamy siedzieć w domu, co winno skłaniać do lektur i refleksji. Oby.

Ja sięgnąłem do książek Wiktora Suworowa, których mam kilka w mojej biblioteczce i w jednej z nich „Klęska” na str. 379 czytam to co mi przypomina moje pisanie, rzadko jednak czytane i dyskutowane.

 

Mam pytanie – ile w tym tekście trzeba zmienić aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jego dziejach ?

Pisałem o tym wielokrotnie. [ np. https://politykapolska.eu/2018/12/13/czy-uniwersytet-moze-sie-wybic-na-niepodleglosc-heroicznie-broniac-sie-przed-poznaniem-prawdy-o-swojej-historii-jozef-wieczorek-o-sytuacji-na-uj/ ]

Zadawałem pytania najwyższym władzom uczelni. [ np. https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ ; https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/]

Stawiałem zadania najwybitniejszym oficjalnym historykom. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/

I nic.

W historii uczelni pisanej przez wybitnych historyków – komunizmu nie było, stanu wojennego nie było, a historycy pozostają nadal wybitnymi, a rektorzy jeszcze bardziej!

Wycofania z obiegu edukacyjnego takiej historii nie mają zamiaru, [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ ] mimo że z historią taka historia nie ma wiele wspólnego, a raczej stanowi jej zaprzeczenie.

Także opozycja antykomunistyczna wobec takiego kuriozum – milczy !

Nie zwracają uwagi na oczywistą oczywistość, że gdyby nie było komunizmu, to by nie było opozycji antykomunistycznej, i medale, ordery, dodatki za działalność antykomunistyczną należałoby zwracać.

Trzeba rzeczywiście być bohaterem, aby tak trwać przy swoich orderach i dodatkach, i nie reagować na brak komunizmu w sercach i umysłach, tych którzy kształtują serca i umysły kolejnych pokoleń Polaków. Wielu było internowanych, wielu więzionych, a na brak stanu wojennego w historii i to będącej w obiegu edukacyjnym – nie reagują [sic !].

Jaką oni miarą mierzą swe poczynania, jaką miarą je zmierzono, aby ich wyróżnić ? Nawet w czasie pandemii nie potrafię tego objąć, ani moim sercem, ani umysłem.

Z monitoringu pandemii wynika, że udokumentowana liczba zarażonych jest uwarunkowana ilością testów na obecność koronawirusa. To oczywiste. Jakby testów nie było, nie byłoby stwierdzenia zarażonych. Jak zwiększamy ilość testów, zwiększa się ilość udokumentowanych zarażonych.

Ale jak zwiększyć ilość myślących krytycznie, dostrzegających związki przyczynowo skutkowe ? Nie opracowano jeszcze żadnej skutecznej metody w tej materii, nie wynaleziono żadnej szczepionki przeciwko wirusowi bezmyślności. Pandemia bezmyślności trwa i nikt sobie z tego nic nie robi, jakby to nie było zagrożenie dla świata.

Najwięksi badacze jagiellońscy, gdy przystąpili w czasach transformacji do badań nad pokrzywdzonymi w czasach panowania reżimu totalitarnego, ograniczyli się tylko to testowania beneficjentów tego reżimu !

I co wyszło ? A co miało wyjść ?! Jak nie badali pokrzywdzonych, to pokrzywdzonych nie mogli wykryć !

Jasne ? Otóż niekoniecznie. Na takie poczynania największych, najbardziej utytułowanych, wystrojonych w togi i obwieszonych medalami, pozostali beneficjenci chowają jedno głowy w piasek i dla nich nic nie jest jasne, bo głowa pogrążona w piasku nic nie widzi.

Jak ja jasno argumentuję, zdają się odpowiadać – widzę ciemność ! Jasne i zgodne z prawdą !

Utytułowani uczeni dostarczają informacji mrożących krew w żyłach, o tym jak to wielu tajnych współpracowników systemu totalitarnego działało na tej, czy innej uczelni.

I co podają o tym co oni tymi działania spowodowali ? Podają, że [podobno !] nikt nie ucierpiał ? Byli inwigilowani/indagowani, ale taki ogromny, bezkarny, krwiożerczy aparat represji nic im nie zrobił, a nawet utytułował, jak byli dobrzy ! Jeśli tak było, no to dobry był to czas – nieprawdaż ?

W nomenklaturze reżimowej, służba bezpieczeństwa i tajni współpracownicy mieli za zadanie ochraniać obiekty, osoby, aby im nic się nie stało, aby czasem nie podłapali wirusa antykomunistycznego, antyreżimowego.

I co ? Jak nie było pokrzywdzonych, to ich ochronili ?

Ich zasługa [sic !] Nieprawdaż ?

Jak tak było, to im się chyba należą awanse, medale, dalsze etaty !? Takich to argumentów uczeni w piśmie, choć z zawirusowanymi umysłami, dostarczają. I co się dziwić, że zamiast wykluczenia z życia publicznego [ i nie tylko], aparat komunistyczny ma się dobrze, a nawet lepiej, po tzw. obaleniu komunizmu.

A co z tymi, których służby chroniły przed wirusem antykomunistycznym ? Jak widać ochroniły ich skutecznie, skoro nie reagują na brak komunizmu w historii [mimo, że są zwani opozycją antykomunistyczną|, nie reagują na brak stanu wojennego [mimo że miesiącami, a nawet latami byli na kwarantannie izolowani od społeczeństwa, aby go nie zainfekowali], nie reagują na brak wykrycia pokrzywdzonych w komunizmie – dzięki [ sic!] ich ochranianiu przez służbę bezpieczeństwa [i ich miłośników].

Widać pandemia antykomunistyczna, która swego czasu ogarnęła sporą część społeczeństwa, została skutecznie zwalczona.

Po ogłoszeniu upadku komunizmu, nie tylko gloryfikuje się upadłych komunistów, ale heroicznie walczy się o standardy przez nich wdrożone w serca i umysły oraz obecność świadectw komunizmu w przestrzeni publicznej. No cóż, wirus komunizmu pochłonął 100 milionów ofiar, a jeszcze zaraził setki milionów serc i umysłów – objawowo, bądź bezobjawowo.

Komunizm w Polsce zainstalowano za pomocą czołgów, ale po sformatowaniu mentalnym i moralnym niemałej części społeczeństwa, nawet po rzekomym obaleniu komunizmu, społeczeństwo samo się od komunizmu w niemałym stopniu uzależnia i nic nie wskazuje, aby na to uzależnienie wynaleziono jakąś szczepionkę. Chyba nawet nikt – bo niby kto – nad takim wynalazkiem nie pracuje.

Co więcej nie tylko my, ale i niemal cały świat, przez lata starał się o uzależnienie – i to samowolnie/samowładnie- od komunistycznego molocha demograficznego, który nam zesłał pandemię koronawirusa i może nas opanować bez jednego czołgu, bez jednego wystrzału. Wirus wystarczy.

I taką klęskę sami sobie zgotowaliśmy.

O konieczności doskonalenia DOSKONAŁYCH

[rys. z deon.pl]

O konieczności doskonalenia DOSKONAŁYCH

Św. Franciszek Salezy, patron dziennikarzy, w swej koncepcji doskonałości argumentował, żedoskonałość polega na zwalczaniu niedoskonałości” przekonującniech nas nie niepokoją nasze niedoskonałości, bo nasza doskonałość polega na ich zwalczaniu; a nie możemy ich zwalczać, gdy ich nie widzimy, ani pokonać, gdy ich nie spotykamy”.

W ramach transformacji wysoce niedoskonałego naszego systemu akademickiego utworzono Radę Doskonałości Naukowej, która działa na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z najwyższymi standardami jakości działalności naukowej wymaganymi do uzyskania stopni naukowych, stopni w zakresie sztuki i tytułu profesora.”

Jak widać, przez doskonałość naukową nadal u nas rozumie się posiadanie stopni i tytułów, jakby to one były celem i największą wartością działalności naukowej. W rezultacie staliśmy się potęgą tytularną, ale pozostaliśmy mizerią naukową. Należało oczekiwać, że w ramach reformy powstaną inne kryteria doskonałości, aby wolna i niepodległa Polska miała oparcie w naprawdę doskonałych elitach.

Niestety innych kryteriów doskonałości nie znaleziono i koncepcji św. Franciszka Salezego wcale nie brano w tej transformacji pod uwagę.

Niedoskonała transformacja

Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów, spadkobierczynię Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, stanowiącej – jak mawiano – machinę władzy w PRL na odcinku nauki, przemianowano na Radę Doskonałości Naukowej, przy zachowaniu wielu członków poprzedniczki, rzecz jasna pochodzących z wyboru, ale z czego miano wybierać ? Kryteria wyboru/kryteria doskonałości pozostały, jak i pula kadrowa do wybrania, uformowana/sformatowana przez poprzednie komisje i standardy.

Można rzec – NIEDOSKONALI, nawet wysoce, na drodze takiej transformacji stali się DOSKONAŁYMI, odpowiedzialnymi za doskonalenie mniej doskonałych, będących na drodze do doskonałości, czyli zdobycia kolejnych stopni i tytułów.

Dokąd taka transformacja nas doprowadzi ? Nic nie wskazuje, że do doskonałości.

Jej symbolem jest wynalazek – w ramach wdrożeniowych doktoratów – innowacyjnego urządzenia do oczyszczania nóg z piasku po wyjściu z plaży [Józef Wieczorek, Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców, Kurier WNET 63/ 2019] a brak -postulowanego przeze mnie – urządzenia do wyciągania głów z piasku, co mogłoby doprowadzić do pozytywnych przeobrażeń w domenie akademickiej i całego kraju.

Głowa w piasku pogrążona, nic nie widzi, nic nie słyszy, a szare komórki się rozkładają i nawet kontakt intelektualny z taką głową staje się niemożliwy. Trzeba mieć na uwadze to co objaśniał św. Franciszek Salezy, który głowy do piasku nie chował: „ Nie możemy zwalczać niedoskonałości, gdy ich nie widzimy…”

Do tej pory nawet nie rozpisano konkursu na takie „urządzenie” do należytego funkcjonowania nie tylko uniwersytetów, ale i całego państwa, jako że elity państwowe są formowane/formatowane na uczelniach.

Bo wielka zachodzi różnica między stanem doskonałości a doskonałością„

Tak argumentował św. Franciszek Salezy i miał rację, co widać na przykładzie profesorów będących w stanie doskonałości – członków Rady Doskonałości Naukowej, którzy jak się okazuje, nieraz są nadzwyczaj niedoskonali. Pokazuje to przykład profesora od doskonałości naukowej – Bogusława Śliwerskiego, bardzo aktywnego na swoim blogu „Pedagog”, o którym już pisałem [ Kurier WNET 63/2019].

Niedawno profesor zdumiał się okrutnie, że ktoś zainteresował się tym co zrobił za pieniądze podatnika otrzymane na działalność naukową, jakby taka kwestia nie wchodziła rachubę przy prowadzeniu badań naukowych w Polsce. Finansowanie badań i badaczy, jak wiadomo jest u nas mizerne, a ma być dużo większe niż jest, aby cokolwiek wymagać od etatowych naukowców. Takie są mniemania badaczy. Jeśli ktokolwiek pyta się publicznie co z obecnego finansowania naukowców wynika – to budzi zdumienie, nie tylko profesora-blogera, bo i inni profesorowie podobno pukają się w głowę na wieść o takich zainteresowaniach.

Czyżby byli zdumieni, że po tylu latach, tak powszechnego w Polsce pozoranctwa naukowego, znajdują się jeszcze obywatele, którzy mogą sądzić, że cokolwiek interesującego z tego pozorowania działalności naukowej mogło powstać ?

Wszak, jak wynika z braku reakcji społecznej, na mój artykuł o pracach naukowych nad sposobami wychodzenia z plaży, ludziska po tych pracach niczego się nie spodziewają.

Ja jednak od dziesiątków już lat, (Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? Kurier WNET 68/2020], starałem się dowiedzieć, na co tak naprawdę ten marny grosz publiczny jest przeznaczany w domenie naukowej, mając na uwadze historyczne motto Najwyższej Izby Kontroli „Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien”.

W państwie demokratycznym, obywatel ma prawo i obowiązek kontrolować wszelkie władze, w tym i akademicką władzę nad groszem publicznym. Jawność tego, co naukowcy zrobili za przeznaczony na nich grosz publiczny, uważałem i nadal uważam za podstawową cechę normalnie funkcjonującego systemu akademickiego.

Chciałbym przy tym zauważyć, że przez lata nie miałem żadnych problemów z zapoznaniem się z tym co zrobili w ramach projektów badawczych amerykańscy naukowcy, bo było to i jest jawne, choć na te projekty nie płaciłem ani grosza.

Ale u nas jest inaczej i nie ma woli aby to zmienić, choć ja jako obywatel nie wyrażam zgody na finansowanie z mojej kieszeni utajnianych projektów z nazwy badawczych, ani na naukowców rekrutowanych do instytucji badawczych w ramach utajnianych konkursów, rzecz jasna ustawianych.

Nakłady na projekty, dzieła naukowe, jak i ich rezultaty, winny być jawne dla zainteresowanego i płacącego na nie podatnika.

DOSKONAŁY profesor twierdzi jednak, że „nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw” – wbrew faktom zawartym na moim, nieobcym mu, nonkonformistycznym blogu.

Gdyby nie chowano głów w piasek i te kwestie podnoszono na poziom opinii publicznej, nawet DOSKONAŁY profesor nie mógłby pisać tego, co pisze, bo dowiódłby tylko szkodliwości swojego pisania i został przeniesiony w stan nieszkodliwości.

Kto zarabia na filantropijnych [?] profesorach

Szokujące są informacje profesora-blogera, że „naukowcy nie czerpią korzyści ze swojej pracy naukowo-badawczej, kiedy w grę wchodzi opublikowanie jej wyników. Na naszych publikacjach, a więc korzysta ze środków publicznych i tym samym zarabia:
– redaktor książki, recenzent książki, składacz tekstu, ilustrator, drukarz, uczelnia (wydawca) sprzedająca dany tytuł.”
z czego chyba ma wynikać, jacy to naukowcy są filantropijni [?], że utrzymują tak liczne gremia.

Bloger informuje „Autor nie tylko nie zarabia, ale utrzymuje przy profesjonalnym życiu wiele osób.” Jak wiadomo z mediów, pensje na uczelniach są głodowe, a tu się okazuje, że naukowiec nie tylko, że nie zarabia za swoją pracę, ale jeszcze utrzymuje gromadę innych ! Skąd oni na taką filantropię biorą pieniądze ?

Profesor nie podaje natomiast informacji na temat rocznych nakładów budżetowych na jednego badacza, które na początku wieku wynosiły średnio 45 667 USD, a obecnie są znacznie większe. To dla podatnika informacja wielce interesująca.

Mimo, że profesor jest na etacie (jak wynika z bazy danych o ludziach nauki – nie na jednym) i jest utrzymywany z kieszeni podatnika, również – bez mojej zgody – z mojej, nie radzi sobie z doskonaleniem mniej doskonałych i domaga się na swoim blogu „Pedagog”, abym ja [osoba bezetatowa, bez wsparcia z kieszeni podatnika], pomógł mu udoskonalić osobę z tytułem doktora, która zdaniem pana profesora nie jest doskonała. A przecież to on na doskonalenie innych otrzymuje środki podatnika, i ma, nie tylko służbowy, ale i moralny obowiązek doskonalić mniej doskonałych.

Przerzucanie kosztów swojej działalności na barki tych, którzy nie mają na nią żadnych środków (ani grosza), ani obowiązku doskonalenia innych, to co najmniej impertynencja, tym bardziej, że używa zwrotu „Może taki dr Józef Wieczorek…”

Może taki prof. Śliwerski [że użyję zwrotu specjalisty od doskonałości), który jest beneficjentem najlepszego z systemów i decydentem na drodze do doskonalenia innych, puknie się w głowę, zanim napisze coś tak kuriozalnego i poleci innym do wykonania.

Aby doskonali już nie doskonalili

Tym niemniej muszę poinformować pana profesora od doskonałości, że jako wyklęty/wypędzony z systemu akademickiego i to z oskarżenia (wystosowanego przez doskonałych w czasach PRL a utrzymywanego w mocy, przez jeszcze bardziej doskonałych w III RP) o negatywny wpływ na młodzież akademicką, część mojej działalności pro publico bono – rzec by można filantropijnej – poświęcam pomocy innym, niszczonym przez system i doskonałych beneficjentów tego systemu, co dokumentuje m. in. moja strona Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki.

Jako wypędzony z systemu uniwersyteckiego – bo „uczył rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego” bo „był wzorem nauczyciela i wychowawcy” – nie mam w tym żadnego obowiązku służbowego, ani nie wykonuję żadnych poleceń DOSKONAŁYCH, którzy – na całe szczęście nie mają już nade mną żadnej władzy, choć niektórzy w takich dążeniach czasem tracą władzę nad samym sobą.

To co robię, robię z obowiązku ludzkiego, aby DOSKONALI jeszcze bardziej tego systemu nie udoskonalili na swoją modłę – bez wiedzy utrzymujących ich podatników.

Jak widać z zasobów cyberprzestrzeni, DOSKONALI do tej pory nie założyli żadnego ośrodka doskonalenia naukowego, ograniczają się jeno do stworzenia Rady, która chyba jest bezradna, skoro jej członkowie domagają się, aby wykluczeni z systemu (czyli tak niedoskonali, że nawet nie ma co zawracać sobie głowy ich doskonaleniem} wyręczali ich w doskonaleniu niedoskonałych.

Ja nie wyrażam zgody, aby na takich przeznaczano z moich podatków choćby 1 [słownie jednego] grosza !

Aby udoskonalić nasz system, należałoby w jego reformowaniu sięgnąć po koncepcję doskonałości św. Franciszka Salezego i zwalczyć niedoskonałości formowania kadr do stanu doskonałości, mając na uwadze, że „wielka zachodzi różnica między stanem doskonałości a doskonałością”.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET nr 70 – kwiecień 2020 r.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w obronie wolności słowa, także mojej 


Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w obronie wolności słowa, także mojej 

 

Objawienie zjawisk bezobjawowych

[ z Wikipedii ]

Objawienie zjawisk bezobjawowych

Chyba wszyscy interesują się pandemią koronawirusa i dowiadują się, że zakażenie tym wirusem może przebiegać objawowo lub bezobjawowo. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa przechodzimy w stan przetrwalnikowy, który winien skłaniać do refleksji, choć nie zawsze tak jest.

Tym niemniej, może warto się skłonić do rozważań nad zjawiskami bezobjawowymi, których nie brakuje. Koronawirus nie jest wyjątkiem i bez problemu w cyberprzestrzeni można znaleźć przykłady, które to potwierdzają.

Na blogu Gościa Niedzielnego znalazłem taki wpis sprzed kilku lat Ale, gdzie są, pytam się, ci obrońcy integralnego chrześcijaństwa, kiedy pojawia się równie niepokojące zjawisko chrześcijaństwa drętwego i bezobjawowego? https://blog.gosc.pl/sBognaMlynarz/2017/11/10/chrzescijanstwo-dzikie-czy-bezobjawowe

Wpis ten i w dobie pandemii jest aktualny, a może nawet bardziej, gdyż kościoły są zamykane i jest zagrożenie, że chrześcijaństwo może przejść – nawet po ustaniu pandemii – w stan jeszcze większego odrętwienia i bezobjawiania się publicznego.

Bezobjawowy koronawirus

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdza, że „zakażenie koronawirusem może przebiegać bezobjawowo, a skala transmisji bezobjawowej nie jest znana. Nie ma danych, które potwierdzałyby transmisję zakażenia przed wystąpieniem objawów.”

W innych źródłach [https://www.national-geographic.pl/aktualnosci/koronawirus-bez-objawow-srednio-5-dni-maksymalnie-nawet-11] możemy przeczytać , że ‚dotychczasowe badania nad koronawirusem nie pozwalają wykluczyć, ani potwierdzić czy chorzy w okresie bezobjawowym mogą zarażać innych. Część specjalistów sugeruje, że nie jest to możliwe, ponieważ nowy wirus rozprzestrzenia się głównie drogą kropelkową. Chory musiałby więc kichać albo kaszleć, czyli wykazywać objawy Covid-19…W nielicznych przypadkach bezobjawowy okres inkubacji koronawirusa wynosił nawet 24 dni.’

W jeszcze innych – ‚Koronawirus jest zaraźliwy przed wystąpieniem objawów choroby COVID-19, a nawet 44 proc. infekcji może pochodzić od osób bez objawów – ocenili chińscy naukowcy https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/1462741,koronawirus-zarazliwy-przed-wystapieniem-objawow-badania.html w badaniu, które nie zostało jak dotąd poddane naukowej weryfikacji.’

Nie wiadomo zatem co takie badania są warte, skoro z nauką nie mają wiele wspólnego ?

Tym niemniej bez weryfikacji naukowej ‚Badacze wywnioskowali, że osoby zakażone same zaczynają zarażać średnio 2,5 dnia przed wystąpieniem objawów, przy czym szczyt zaraźliwości następuje w momencie pojawienia się objawów lub jeszcze przed nim.

Oszacowali również, że w 44 proc. przypadków do infekcji może dochodzić w chwili, gdy osoba zarażająca nie ma jeszcze objawów. Autorzy badania zaznaczyli, że osoby z objawami często były już izolowane, co zapobiegało dalszemu roznoszeniu przez nie wirusa. „Jest jednak jasne, że transmisja przedobjawowa najprawdopodobniej zdarza się z istotną częstotliwością” – stwierdzili.”

Dlaczego to ma być jasne, skoro badania jasne nie są – media nie podają.

Trzeba się jednak liczyć z tym, że liczba chorych może być większa i to znacznie, niż się podaje. Ilość chorych wzrasta wraz ze zwiększeniem ilości badań. Tam gdzie badań jest niewiele, chorych też jest niewiele.

Ponadto, jak przyznają Chiny, jako chorych nie kwalifikowano przypadków bezobjawowych. Nie powinno to dziwić, bo jak objawów brak, to trudno jest wykryć, że ktoś jest chory ?

Ale ujawniana jest i taka strategia dla poprawienia statystyk: „W chińskim mieście Wuhan wciąż wykrywa się bezobjawowe przypadki zakażenia koronawirusem, ale nie są włączane do oficjalnej liczby infekcji – ustalił portal Caixin.

https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1463204,koronawirus-chiny-media-wuhan-bezobjawowe-przypadki-zakazenie-statystyki.html ..w Wuhanie codziennie kilka lub kilkanaście testów na obecność wirusa wciąż daje wynik dodatni. Osoby te nie są jednak wliczane do oficjalnej liczby potwierdzonych zakażeń, ponieważ nie mają objawów choroby. ….w mieście odmawiają ludziom możliwości badania na koronawirusa, by nie psuć oficjalnych statystyk. Jeden z cytowanych przez stację wolontariuszy określił to jako „kurację polityczną, a nie medyczną”.

Nie ma wątpliwości, że politycy mają większe osiągnięcia w kurowaniu chorych niż medycy i gdyby nie medycy oraz niezależni dziennikarze, to szczególnie w okresach przedwyborczych, nie byłoby wcale chorych.

Schizofrenia bezobjawowa

Politycy zresztą mają poważne osiągnięcia w medycynie i to od lat, a to za sprawą odkrycia i wdrożenia w życie specjalnej jednostki chorobowej – schizofrenii bezobjawowej.

Rzecz jasna to odkrycie miało miejsce w kraju słynącym z rozlicznych odkryć i wynalazków oraz przodującej w świecie nauki przymiotnikowej – i to socjalistycznej. W Moskiewskim Instytucie Psychiatrii Społecznej i Sądowej im. Władimira Serbskiego, który stanowił centrum radzieckiej psychiatrii politycznej, diagnozowano chorobę schizofrenii pełzającej, czy bezobjawowej, po stwierdzeniu u pacjenta – zwykle nieprawomyślnego dysydenta – nastawienia reformatorskiego czy antysystemowego.

Taka diagnoza dyskwalifikowała jednostkę z życia publicznego i upoważniała do skierowania do szpitala psychiatrycznego – psychuszki, gdzie poddawano go przymusowej terapii, aby przywrócić go do zdrowia, czyli osiągnięcia pozytywnego nastawienia do najlepszego z systemów ludzkości.

Leczenie schizofrenii bezobjawowej chyba nie było łatwiejsze od terapii koronawirusa skoro przywódca Kraju RAD Nikita Chruszczow jeszcze w 1959 r. informował „Można powiedzieć, że i obecnie (w ZSRR) istnieją ludzie, którzy walczą z komunizmem… ale u takich ludzi bez wątpienia stan psychiczny nie jest w normie”.

Taki system kuracji politycznej trwał do końca istnienia ZSRR,  ale i po jego rozpadzie nie do końca został zarzucony. Widać politycy nadal dbają o zdrowie obywateli – im niewygodnych.

Diagnozowanie zaburzeń psychicznych u osób niewygodnych dla władzy, i to nie tylko najwyższej, miało miejsce nie tylko w Kraju Rad. Stosowano je także u nas, o czym mogli się przekonać działacze opozycji antykomunistycznej w czasach PRLu i nie brak takiego diagnozowania do dnia dzisiejszego, wobec nastawionych negatywnie do pozostałości komunistycznych w Polsce.

Nauka bezobjawowa

Nie ma wątpliwości, że nauka w Polsce jest zawirusowana i trapiona wieloma chorobami co przedstawiam w wielu tekstach na moim nonkonformistycznym blogu – https://blogjw.wordpress.com/

Niestety moje diagnozy stanu chorobowego nauki w Polsce, jako nieprawomyślne, są na ogół przemilczane, choć czasami spotykały się z brutalnymi atakami, ale trzeba też przyznać, że niektóre z nich wykorzystano do tworzenia prawa akademickiego, niestety bez należytej modyfikacji prawnego otoczenia.

Przed kilkunastu laty podnosiłem znaczenie wirusa – trojana [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/system-trojana-czyli-druga-strona-nauki-polskiej/ ], który wówczas atakował systemy komputerowe, ale także, w zmodyfikowanej postaci, system nauki w Polsce. Przed kilku laty zdiagnozowałem szereg chorób akademickich [[np. , https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/] podnosząc, że diagnoza dyplomowanych/utytułowanych lekarzy i znachorów, w randze rektorów, wskazująca tylko jedną jedyną chorobę trawiącą naukę w Polsce, którą stanowi niedostatek pieniędzy, jest nietrafna. Argumentowałem, że taka diagnoza nie doprowadzi do uleczenia systemu a jedynie nadwyręży niezbyt duży budżet państwa na dorobku.

Niestety nasza nauka finansowana z budżetu nader często jest bezobjawowa a środowisko akademickie walczy z podniesioną głową, aby tego co robi za pieniądze z budżetu czasem nie ujawniano obywatelom na ten budżet pracującym. Gdy ktoś chce ujawnienia chowają głowę w piasek i każą takiemu obywatelowi pukać się w głowę, jako że jego stan psychiczny podobno nie jest w normie, a przy tym stanowi nieuczciwą konkurencję dla twórców nauki bezobjawowej. [ https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Niekiedy jednak to co zrobią ujawniają, bacząc jedno, aby ktoś tego zbytnio nie rozpowszechnił i niezależnie zaopiniował.[ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/ ]

Tak się dzieje szczególnie, choć nie tylko, w naukach społecznych i humanistycznych, ignorujących jednak nader często człowieka jako istotę społeczną.

Jednym z największych osiągnięć bezobjawowej nauki w III RP było odkrycie bezobjawowych represji w czasach PRL[ „badania” prowadzone tylko wśród beneficjentów represyjnego systemu !], a także niewykrycie w historii komunizmu i stanu wojennego, nie mówiąc o czystkach jaruzelskich. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ , https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ , https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka-epoki-jaruzelskiej/]. Badacze tak prowadzili badania, aby czasem nie poznać tego co badają, co zapewnia im utrzymanie się na etatach i prestiż społeczeństwa.

Nie ma co, osiągnięcia nauki bezobjawowej są wręcz imponujące !

Solidarność bezobjawowa

Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu, jedni przeciw drugim” – to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który Odszedł do Domu Ojca przed 15 laty.

No tak, był taki czas Solidarności gdy tak było, ale nie był to długi czas i każdy ma chyba w tej materii swoje doświadczenia.

Jak tworzyliśmy Solidarność w moim małym, uczelnianym instytucie wspólnota liczyła 28 osób – Deklaracja przystąpienia pracowników Instytutu Nauk Geologicznych UJ do NSZZ ‚ Solidarność” z 24 września 1980 r., a moje nazwisko figuruje na 1 miejscu tej listy sprzed niemal już 40 laty.

A ile było osób deklarujących przystąpienie do strajku po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. ?

Listy nie było, a prowodyr był tylko jeden, ten z pierwszego miejsca listy założycielskiej. Nikogo drugiego, nie mówiąc o pozostałych, nie było ! Taka była Solidarność akademicka – bezobjawowa, takie noszenie razem brzemion we wspólnocie, takie „wespół w zespół” – samojednego.

I tak pozostało, także po wygranej – jak się oznajmia – Solidarności. Jedni występują przeciw drugim, a solidarni z drugimi pozostają wykluczeni/wyklęci.

Objawiania solidarności w czynach, a nie tylko w słowach, nie da się zaakceptować ?!

Solidarność – tak, ale bezobjawowa.[ https://blogjw.wordpress.com/2017/02/23/solidarnosc-bezobjawowa/ ]

Przez lata wykluczenia poza strukturami Solidarności robię nadal to co Solidarność winna robić i nawet dla porównania składam publicznie [ także strukturom Solidarności] sprawozdania z mojej działalności.

Dokumentacja tego jest łatwo dostępna w cyberprzestrzeni [na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/].

Zachodzi pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi – skoro „Solidarność” nadal działa i ma być solidarna, to czemu krzywdzeni w systemie akademickim [i nie tylko] zwracają się o pomoc do wyklętego z systemu, także przez ‚Solidarność’ i nawet im do głowy nie przychodzi aby się zwracać do istniejących struktur ‚Solidarności’, na których utrzymanie płacą składki ?

Zdumiewające nieprawdaż ? Tak jakby Solidarność bezobjawową trzeba było utrzymywać i opłacać, ale liczyć można jeno na solidarność bezstrukturalną, nieopłacaną, ale objawową – zgodnie z tym co miało być przez 40 już lat.

Jakaś refleksja na 40-lecie „Solidarności” winna przyjść do głów, ale czy to się stanie skoro głowy pozostają pogrążone w podręcznych strusiówkach ?

Działalność bezobjawowa

Jesteśmy społeczeństwem bardzo pracowitym, wbrew opiniom przez lata nam urabianym, ale z obserwacji życia odnosi się wrażenie, że poziom pracy bezobjawowej nie jest mały, choć niezbadany.

Studia socjologiczne należą do najpopularniejszych, ale czemu nie widzimy rezultatów działalności socjologów ? Może jest bezobjawowa ?

Nie ma porównania rezultatów pracy etatowej i bezetatowej, choć ta druga nieraz wydaje się bardziej efektywna.

Odnosi się czasem wrażenie, że wielu etatowców z takim zaangażowaniem piastuje, a raczej pieści swoje etaty, czasem wiele, że na pracę nie mają czasu. Tym niemniej tacy mają prestiż, no i są obiektem zazdrości, bo inni też by tak chcieli ‚pracować’ bezobjawowo.

Tak, tak, taki etos, czy raczej wirus pracy/niepracy nam pozostał po latach nieraz bezsensownej/fikcyjnej pracy w sferze budżetowej, w czasach komunizmu.

Niestety i działalność społeczna, którą od lat dokumentuję i publicznie objawiam – pismem, dźwiękiem, obrazem [wykaz lub jak kto woli objawienie – https://blogjw.wordpress.com/autor/] – nie jest wolna od takich wad.

Organizacji pozarządowych mamy moc, ale nie zawsze one mają moc, a często wcale nie wykazują objawów swojej działalności. W niektórych sektorach odnosi się wrażenie, że organizacji jest więcej niż ich aktywnych członków.

Co więcej, ci jedynie aktywni funkcjonariusze, czy raczej fikcjonariusze, wcale nie zabiegają o to aby ktoś aktywny ich wzmocnił. Mając władzę choćby nad kilkoma innymi, a przede wszystkim nad mikrofonem, który jest w dzisiejszych czasach symbolem władzy, nieraz tracą władzę nad samym sobą. Innych, szczególnie tych niezorganizowanych formalnie, ale nad wyraz aktywnych realnie, po prostu starają się nie zauważać, traktując ich jak niepożądaną konkurencję, podobnie jak to ma miejsce w sferach etatowych/budżetowych.

Podobieństwo rzuca się nad wyraz w oczy, lecz głowy pogrążone w piasku lub oczy nastawione na widzenie tylko końcówki swojego nosa, rzecz jasna, niczego nie widzą.

Zresztą wirusy mają to do siebie, że nie są widoczne gołym okiem, stąd ich objawianie ma taką wartość społeczną, niezbędną do przetrwania, szczególnie w czasach pandemii.

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe


[https://www.panstwo.net/4377-nadzwyczajne-kasty-w-togach

  • symbol obu kast, najpierw sędziowskiej, potem akademickiej,

w czasach zarazy czerwonej, czyszczony z pamięci po rzekomym jej ustąpieniu]

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe

Żyjemy obecnie w czasie zarazy biologicznej jakiej na ziemiach polskich nie pamięta moje pokolenie, które żyło przez dziesiątki lat w czasach zarazy ideologicznej, najpierw czerwonej, a następnie tęczowej.

Życie w czasach zarazy skłania do refleksji nad marnością naszego żywota. Trudno jednak porównywać skutki zarazy biologicznej i ideologicznej, chociaż nie ma wątpliwości, że zejść śmiertelnych w wyniku panowania zarazy czerwonej było nieporównywalnie więcej niż dotychczasowych zejść podczas zarazy wirusowej, a żadna kwarantanna nie dawała skutecznej obrony przed zarazą czerwoną.

To, że społeczeństwo, mimo ogłoszenia końca zarazy czerwonej, bynajmniej nie ozdrowiało i nadal jest dotknięte czerwonym wirusem, który ulega tęczowej mutacji – jest faktem, ale często ukrywanym w przestrzeni publicznej.

Zanik refleksji nad tym stanem jest także faktem, stąd obywatelski obowiązek podzielenia się garścią refleksji, aby skłonić innych do wydostania się ze stanu hibernacji, który jest traktowany jako strategia przetrwania.

Czy warto tak trwać ?

Nie wszyscy taką strategię chcą przyjąć, naruszając błogostan rzekomych pogromców kolejnych zaraz, a zarazy czerwonej – w szczególności.

Analiz psychologicznych, socjologicznych, politycznych w tej materii jakoś brakuje. Pozostaje analiza indywidualna, siłą rzeczy subiektywna, ale nieraz wnosząca wiele do poznania prawdy obiektywnej, której wielu nie chce za żadne skarby znać.

Badacze mają obowiązek służbowy, a tym bardziej moralny, poznawania prawdy, ale robią wiele, a nawet więcej, aby nie poznać czasem tego co badają, jeśli tylko to poznanie by im utrudniło formalną karierę. I taki stan rzeczy spotyka się ze zrozumieniem, a nawet akceptacją, niemałej części społeczeństwa, jakoś nie mającego nic przeciwko temu, że tacy „badacze” są utrzymywani z ich kieszeni.

Skoro to akceptują, to za taki stan rzeczy są współodpowiedzialni i argument – „ja nie mam na to wpływu”, „ja nie wiedziałem”, nie może stanowić usprawiedliwienia, skoro palcem w bucie nie ruszą aby się dowiedzieć, a na widok niewygodnej dla nich wiedzy [dostępnej i to łatwo np. w cyberprzestrzeni ] chowają po prostu głowę w piasek.

I na takiego wirusa hibernacji społecznej do tej pory nie wynaleziono szczepionki i nie ma nawet informacji, czy nad taką szczepionką trwają prace badawcze. Odnosi się wrażenie, że badacze nawet siebie nie chcą uzdrowić, a co dopiero mówić o uzdrowieniu pozostałej części społeczeństwa.

To, że w Polsce mamy nadzwyczajną kastę sędziowską to chyba wszyscy wiedzą, bo to sami sędziowie tak społeczeństwu oznajmili i zostało to przyjęte do powszechnej niemal akceptacji, bo widocznie argumentów przeciwnych jakoś nie znaleziono.

Ale to, że w Polsce mamy także nadzwyczajną kastę akademicką chyba wiedzą tylko niektórzy. W przestrzeni publicznej się o niej nie mówi, chyba że w jakiś strefach niszowych. Jak wpisuję na ‚Google’ – „nadzwyczajna kasta akademicka” to mi wychodzą tylko moje teksty w różnych mutacjach.

Pisałem kiedyś w niszowym Nowym Państwie Nadzwyczajne kasty w togach” [2017] tak o nadzwyczajnej kaście sędziowskiej, jak i jej matce – nadzwyczajnej kaście akademickiej, nawiązując w tekście do Ewangelii wg św. Łukasza „ Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli„

Sądziłem, że w kraju katolickim będzie jakiś odzew. Nic z tego. Głowy pozostały pogrążone w piasku.

W TVP program „Kasta” porusza tylko problemy kasty sędziowskiej, pomijając całkiem kastę – matkę. Ta natomiast nieraz w przestrzeni publicznej występuje w obronie swoich dzieci. Trudno się nawet temu dziwić.

Niektóre osoby, bez względu na płeć, należą zresztą do jednej i do drugiej kasty jednocześnie, jakkolwiek w dwóch togach jednocześnie publicznie się nie pojawiają, stąd ludziska – że tak powiem – obrazkowi, jakoś tego zjawiska nie widzą.

Ja w swoim życiu nieco poznałem obie kasty i muszę przyznać, że kasta akademicka dała mi się bardziej we znaki.

Co prawda, przez kastę sędziowską byłem linczowany przed 20 laty, a przez ostatnie 5 lat grillowany na różnych jej szczeblach, ale gdzie tam tej kaście do swej matki-rodzicielki.

W końcu kasta akademicka nie tylko mnie linczowała i grillowała, ale wyklęła skutecznie i to dożywotnio w czasach czerwonej zarazy, a po rzekomym ustąpieniu zarazy wyklęcie nie ustąpiło, a nawet się wzmocniło.

W czasach zarazy czerwonej, mimo wszystko, przez szereg lat mogłem negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką poprzez ok. 100-200 godz. wykładów rocznie i nie mniejszą ilość innych zajęć oficjalnych, jak i nieoficjalnych, a nawet zabronionych – rzecz jasna nie bezkarnie. Ale po rzekomym ustaniu zarazy czerwonej nie było to już możliwe, nawet w ilości mikroskopijnej.

W rzekomo wolnej od czerwonej zarazy Polsce, pozostała jedynie wolność wykładania do swoich ścian [no i samych ścian rzecz jasna]. Kasta akademicka po ustaniu zarazy nawet się wzmocniła, uznała się za pokrzywdzoną, i to w części przeze mnie [sic !] i taki stan rzeczy został zaakceptowany i to także przez bojowników o wolność, a nawet demokrację.

Czy ktoś może ujawnić jakiś mój wykład/spotkanie/obszerniejszą wypowiedź w domenie nie tylko akademickiej, poza domeną sądową ? [ dla przykładu wypowiedzi sądowe m.in. pod adresami https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI, https://www.youtube.com/watch?v=g0C3crRTJ0g ]

To dla porównania funkcjonowania i społecznego odbierania obu kast ma znaczenie zasadnicze.

Otóż z moimi wypowiedziami na salach sądowych można się zapoznać, bo miały one miejsce i możne było je zarejestrować, gdy na innych salach – nie tylko akademickich- czegoś takiego nie było !

No, z wyjątkiem kilku wypowiedzi medialnych, i tych ‚wykładów’, tak na froncie akademickim, jak i na innych frontach życia w III RP, które sam pro publico bono zorganizowałem i zabezpieczyłem.

Jak zestawiam moją działalność, ujawnianą na dwudziestu kilku już stronach internetowych, można w niej wyróżnić szereg działań bojowych,  i to frontowych – nie tylko na froncie akademickim, ale także na frontach: antykomunistycznym, etycznym, jagiellońskim, konstytucyjnym, krakowskim, lustracyjnym, medialnym, niepodległościowym, obywatelskim, patologicznym, reformatorskim, sądowym, a nawet kulinarnym i humorystycznym.

I co ? I nic ! Można sobie istnieć w cyberprzestrzeni [nie zawsze bezkarnie, ale jednak], nawet w przestrzeni sądowej, ale w przestrzeni akademickiej – NIE !

Czy potrzebny jest jeszcze bardziej widoczny argument w rozważaniach nad wyższością nadzwyczajnej kasty akademickiej nad nadzwyczajną kastą sędziowską ?

Nawet Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować w Polsce każdą władzę, nawet Sąd Najwyższy, co za Jego zgodą nagrałem i ujawniłem, [Kasacja niewygodnego dziennikarza – proces Józefa W.- https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI] ale bez reakcji społecznej, także tych walczących z nadzwyczajną kastą sędziowską.

Kasta akademicka nie tylko tematu jej kontroli nie podnosi, do moich wypowiedzi nie dopuszcza, ale nawet nie zezwala mi na ujawnienie tego co sama wypowiada – np. Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ? https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/

Protestów społeczeństwa spolegliwego wobec nadzwyczajnej kasty akademickiej – nie zauważyłem. Alternatywnych poczynań, choćby podważających działania operacyjne nadzwyczajnej kasty akademickiej – brak.

Tryumf nadzwyczajnej kasty akademickiej, sformatowanej w czasach czerwonej zarazy, przetrwałej jej rzekome ustąpienie, i funkcjonującej – jakby nigdy nic – w czasach zarazy tęczowej, po prostu bije po oczach. Czemu brak refleksji w tej materii ?

Czy konieczność kwarantanny w czasach kolejnej zarazy biologicznej skłoni kogokolwiek do refleksji nad strasznymi skutkami zarazy ideologicznej, nie tylko w domenie akademickiej?

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Wypowiedziane przez Mariana Turskiego słowa ‚Auschwitz nie spadł nam z nieba’ i propozycja 11 przykazania „nie bądź obojętny” poruszyły polską, a także zagraniczną opinię publiczną. Środowisko tygodnika „Polityka” rozpoczęło zbieranie podpisów pod nominacją Mariana Turskiego do pokojowej Nagrody Nobla i już wiele setek osób pod tym apelem się podpisało, nie bacząc na kontrowersyjną wymowę tych wypowiedzi człowieka, który przeszedł piekło niemieckich obozów koncentracyjnych (nie tylko KL Auschwitz) a jakby był obojętny na los ludzi przechodzących piekło nie tylko w Auschwitz, ale także w Gułagu, czy w katowniach UB, tworzonych przez instalatorów systemu komunistycznego, w ramach walki o szczęście i pokój całej ludzkości.

Najbardziej zasłużeni dla wspierania tej walki otrzymali rozmaite odznaczenia, w tym Leninowską (wcześniej Stalinowską) Nagrodę Pokoju.

Marian Turski, który jako młody człowiek przeszedł niemieckie piekło zbrodniczego systemu nazistowskiego, przystąpił w zniewolonej przez Armię Czerwoną Polsce (na jej terytorium zainstalowano PRL) do wspierania zbrodniczego systemu komunistycznego.

Działał w młodzieżówce PPR, następnie w PZPR, był na froncie propagandowym w randze redaktora naczelnego (w latach 1956–1957) Sztandaru Młodych – komunistycznego organu prasowego ZMP (później ZMS).

Pismo to zainaugurowało swoją działalność 1 maja 1950 r. zamieszczając na pierwszej stronie przemówienia wybitnych bojowników o pokój i sprawiedliwość społeczną – Bolesława Bieruta, Konstantego Rokossowskiego, Józefa Stalina.

Od 1958 był publicystą tygodnika „Polityka” – tuby propagandowej PZPR, kierownikiem działu historycznego i jest z tym tygodnikiem związany do dnia dzisiejszego.

Auschwitz nie spadł nam z nieba

Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj” – mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej ‚drodze do Auschwitz’ nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, a znany jest argument Hitlera uzasadniającego eksterminację ludności polskiej w 1939 r. „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”

Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku (nie tylko kroczku) ku Auschwitz ?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą to ewolucję czci się do dnia dzisiejszego, a dokonane podczas niej ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność ?

KL Auschwitz zaczął funkcjonować od 1940 r. jako miejsce eksterminacji Polaków, których pierwszy transport trafił tam 14 czerwca 1940 r. I to był ważny krok do stworzenia tam fabryki śmierci – miejsca eksterminacji głównie ludności żydowskiej, ale nie tylko.

O tym kroku Marian Turski w swym wystąpieniu nawet nie wspomniał. Podobnie jak o późniejszej historii KL Auschwitz, po wkroczeniu Armii Czerwonej i rozpoczęciu instalacji systemu komunistycznego na terytorium Polski.

Na stronach Centralnej Biblioteki Wojskowej zamieszczono informacje, o których Marian Turski winien wiedzieć: „W lutym 1945 roku NKWD utworzyło dwa obozy na terenie byłego obozu macierzystego i w obrębie byłego KL Auschwitz II Birkenau. Pierwszy obóz funkcjonował w dawnym KL Auschwitz I przypuszczalnie do jesieni 1945 roku i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W drugim z nich, założonym w obrębie byłego obozu KL Auschwitz II Birkenau więziono także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia, podejrzewane o brak lojalności wobec Polski. Obóz ten funkcjonował do marca 1946 roku.

W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż 25 tys. osób. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano więźniów, przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Od wiosny 1945 roku w Oświęcimiu istniał również obóz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), utworzony niedaleko dworca kolejowego, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, pochodzenia niemieckiego podejrzane o przynależność do NSDAP lub Polaków nie akceptujących przejęcia władzy w Polsce przez komunistów lub oskarżanych o sympatię dla ich przeciwników.”

W tym czasie Marian Turski działał już w młodzieżówce komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej. Niestety o tych krokach do stworzenia kolejnego zbrodniczego systemu nie wspomina.

System komunistyczny nie spadł nam z nieba, został zainstalowany za pomocą sowieckich czołgów i przy pomocy marionetek Kremla, nazywających się „patriotami polskimi” i mordujących tysiące prawdziwych – nie kremlowskich – Polaków, którzy na instalację zbrodniczego systemu, zniewolenia Polski nie byli obojętni.

To co się działo w KL Auschwitz w latach 1940-43 opisał w swych raportach inny więzień Kl Auschwitz – rtm. Witold Pilecki, który tak był nieobojętny wobec doniesień o eksterminacji więźniów tego obozu, że poszedł tam na ochotnika, aby to zbadać na miejscu.

Historia pierwszych lat KL Auschwitz jest jednak jakby wymazywana z pamięci, stąd nie wszyscy wiedzą, że KL Auschwitz został założony z myślą o eksterminacji ludności polskiej.

Jeśli do szkół trafią wypowiedzi Mariana Turskiego – jak postulują jego koledzy z „Polityki” – a nie trafi raport rtm. Witolda Pileckiego, to obraz tego co miało miejsce w KL Auschwitz, wyniesiony przez absolwentów naszych szkół, nie będzie prawdziwy.

Marian Turski pouczał, że nie należy być obojętnym na fałszowanie historii, więc nie można pominąć takiej obojętności i takiego fałszowania przez osobę, którą zamierza się awansować do rangi autorytetu moralnego i jego wypowiedzi włączyć do lektur szkolnych, a ponadto uhonorować Pokojową Nagrodą Nobla.

Rok 2020 został przez Senat RP ogłoszony Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego. Jak przypomina Radio WNET Ojciec Bocheński w sposób bezkompromisowy ganił intelektualistów kolaborujących z komunizmem (nazywał ich „zgniłkami”, przy czym jak sam podkreślał jest to stwierdzenie naukowe, oznaczające ludzi, którzy nie wierzą w prawdę oraz są produktem rozkładającego się społeczeństwa).”

Niestety Nagroda Nobla w ostatnich latach przyznawana jest często intelektualistom kolaborującym z komunizmem, co jest wynikiem przejęcia „zgniłków” po zaprzestaniu funkcjonowania pokojowej Nagrody Stalinowskiej/ Leninowskiej.

Natomiast rtm. Witold Pilecki był tym, który realizował swoją postawą przesłanie „nie bądź obojętny” – tak wobec ludobójstwa niemieckiego w Auschwitz, jak i ludobójstwa komunistycznego i dlatego został zgładzony, gdy jednostronnie nieobojętni – tzn. tylko na zło nazistowskie, ale nie na komunistyczne – są hołubieni.

Auschwitz nie spadł nam z nieba, ale system komunistyczny, który ma na swoim koncie ok. 100 mln ludzkich istnień (Czarna Księga Komunizmu) też z nieba nie spadł. Krok po kroczku w ramach głoszonego wyzwalania uciśnionych opanował spore połacie wolnego świata przy pomocy ‚zgniłków’.

Wobec tego systemu rtm Pilecki nie był obojętny i wykazał to swoim działaniem ponosząc tego konsekwencje. O katowni UB mówił, że ‚Oświęcim to była igraszka’.

Czy można było być obojętnym wobec zbrodniczego systemu komunistycznego ?

Okazuje się, że można było, a Marian Turski taką obojętność wykazuje, a nawet jako były więzień KL Auschwitz włączył się w instalację i propagowanie tego nieludzkiego systemu.

Po co nam 11 przykazanie ?

Marian Turski, w 75 rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Auschwitz, przypomniał słowa prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta sprzed 5 lat, wygłoszone w tym samym miejscu. Prezydent – jak mówił Marian Turski wymyślił 11przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.

To winno być oczywistością dla każdego człowieka i nie tylko po Auschwitz.

W końcu już w ewangelii Marka czytamy „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Gdyby to przykazanie było respektowane przez człowieka, nie byłoby obojętności człowieka wobec drugiego człowieka, nie byłoby wykluczenia, nienawiści, nie byłoby Auschwitz, ani innych ludobójstw Auschwitz poprzedzających i późniejszych. W końcu i 5 przykazanie – „nie zabijaj” – byłoby wystarczające.

A zatem nie ma potrzeby tworzenia kolejnego, i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych.

Z Nieba spadł nam DEKALOG i to obojętność wobec Dekalogu, nierespektowanie 10 przykazań, a często walka z nimi, krok po kroku prowadziła do Auschwitz, jak i do wcześniejszych i późniejszych ludobójstw. Nie spadły one z Nieba, lecz były konsekwencją odrzucenia tego co z Nieba spadło.

Rtm. Witold Pilecki swój brak obojętności, tak wobec ludobójstwa w Auschwitz, jak i wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, oparł na ciągłej lekturze poradnika życia chrześcijańskiego „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempisa i dodatkowe 11 przykazanie nie było mu potrzebne.

Nie byli obojętni ….

Przesłanie ‚nie bądź obojętnym’ jeśli nie opiera się na tym co spadło z Nieba, może być realizowane jednostronnie i bynajmniej nie chroni nas przed ludobójstwem, jak i innymi niegodziwościami, co widać w naszej historii.

Ci, którzy opierali się w swej nieobojętności na lekturze Marksa/Lenina, prowadzili do tworzenia nieludzkiej ziemi, nieludzkiego systemu, który pochłonął znacznie więcej ofiar niż Auschwitz. Niestety w instalacji i propagowaniu komunizmu Marian Turski brał udział i jakby o tym w Auschwitz zapomniał.

Nie był w tym odosobniony. Józef Cyrankiewicz był także więźniem Auschwitz, a dla instalacji zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce miał dużo większe zasługi. Wykazał się przy tym co najmniej obojętnością wobec znanego mu losu rtm. Witolda Pileckiego, który także przeszedł Auschwitz, tyle że inaczej, i komunizmu nie instalował, tylko z nim walczył.

Od lat pamięta się o zbrodni niemieckiej na profesorach UJ uwięzionych w KL Sachsenhausen po Sonderaktion Krakau, ale nie pamięta się o postawie niektórych z nich wobec instalacji systemu komunistycznego. Sławili geniusz Stalina (Teodor Marchlewski), propagowali łysenkizm (Stanisław Skowron), czy – już w randze rektorów – wykazywali się haniebną postawą wobec naukowców nieobojętnych na instalację zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce (Józef Wieczorek: Niezłomni – wyklęci przez rektorów”, Kurier WNET nr 46/2018).

To są tematy na poważne psychologiczne studium dla zrozumienia, jak ci, którzy przechodzili jedno piekło, mogli być zwolennikami drugiego piekła.

Obojętność chyba można by zrozumieć z racji ogromu przeżytej tragedii, ale skąd brali siłę do aktywności i wspierania drugiego piekła ?

Mimo poznania ogromu zbrodni systemu komunistycznego nadal te zbrodnie wypiera się z pamięci, fałszuje historię i walczy się z tymi, którzy wobec tego nie są obojętni, nazywając ich często, podobnie jak w czasach instalacji systemu komunistycznego, faszystami, przeciwnikami demokracji, ciemnogrodem, propagatorami mowy nienawiści itd. itp.

Ojciec Józef Maria Bocheński „po roku 1989 domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”. [ Radio WNET]

Jak widać, ojciec Bocheński nie był obojętny wobec systemu komunistycznego. Niestety postulaty wybitnego filozofa nie zostały wprowadzone w życie, choć jak podkreślał Senat, ojciec Bocheński ma wyjątkowe miejsce wśród polskich uczonych, reprezentując najważniejszą polską szkołę filozoficzną, zwaną lwowsko-warszawską” , trzeba przypomnieć szkołę zwalczaną zażarcie przez filozofów – marksistów w komunistycznej Polsce.

Całe życie bronił prawd wiary, praw logiki oraz wspierał Polaków walczących o wolność”. Postulowane jedenaste przykazanie nie było mu do tego potrzebne.

Nie bądź obojętny wobec rozkładającego się społeczeństwa.

Przesłanie „nie bądź obojętny” jest jednak jak najbardziej wskazane, wobec rozkładającego się społeczeństwa – jak oceniał już przed laty o. Bocheński – odrzucającego Dekalog, rodzinę, tradycyjny system wartości.

Nie można być obojętnym na szerzenie się tęczowej zarazy, wykluczania tych, którzy nie są miłośnikami LGBT, podobnie jak wykluczano/likwidowano/ marginalizowano tych, którzy nie byli miłośnikami zarazy czerwonej.

Kto nie był miłośnikiem systemu kłamstwa, a nie daj Boże stanowił dla tego systemu i jego miłośników zagrożenie – był wykluczany, krok po kroku, aż do końca jego trwania i nawet po jego formalnym upadku, a postulatorzy 11 przykazania i ich towarzysze, byli i są na to obojętni !

Po transformacji czerwonej zarazy w zarazę tęczową, takie procesy nawet się nasiliły i ci którzy nie są miłośnikami LGBT, nie są obojętni na rozkład rodziny, deprawację dzieci – są szykanowani, marginalizowani.

Postępowi”, którzy domagają się wyprowadzenia religii/Dekalogu ze szkół, a na ich miejsce wprowadzenia do szkół ich ideologii tęczowej. Nieobojętnych na zagrożenie chrześcijańskich wartości oskarżają o mowę nienawiści. Nienawiść do nieobojętnych ma wielką moc destrukcyjną.

O. profesor Dariusz Kowalczyk z rzymskiej Gregoriany niedawno niezwykle trafnie zauważył (eKai): „Współczesne ideologie, jak gender, LGBT, skrajny feminizm, aborcjonizm, antyludzki ekologizm głoszą, że nie są żadnymi ideologiami, a jedynie stawaniem po stronie dyskryminowanych, domaganiem się poszanowania praw każdego człowieka, praw zwierząt itd. To trochę tak, jakby Lenin i Stalin przekonywali, że nie szerzą żadnej ideologii, a jedynie domagają się poprawy losu uciemiężonych chłopów i robotników. Prawda zaś była taka, że po wojnie bojówki zetempowskie tropiły nieprawomyślnych profesorów, doprowadzając do tego, że byli oni pozbawiani prawa nauczania. Tak było na przykład w przypadku słynnego profesora Władysława Tatarkiewicza, oskarżonego m.in. przez młodego Leszka Kołakowskiego. Dzisiaj – jak dobrze wiemy – podobne rzeczy dzieją się na polskich uniwersytetach, gdzie profesorów stawia się przed sądy dyscyplinarne za to, że przekazują zdroworozsądkową prawdę o człowieku, rodzinie i małżeństwie.”

W jednym z wywiadów atakowany za nieobojętność wobec szerzenia tęczowej zarazy abp. Marek Jędraszewski mówił „ ..w preambule obowiązującej ustawy o oświacie jest mowa o tym, że nauczanie i wychowanie w polskich szkołach ma respektować chrześcijański system wartości, a za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki. Próba wprowadzania tego typu seksedukacji jest łamaniem najbardziej podstawowych praw, które aktualnie obowiązują w Rzeczypospolitej Polskiej. To trzeba od strony prawnej jasno stwierdzić. Jeśli chodzi o wymiar moralny seksedukacji, zwłaszcza związanej z wytycznymi WHO, prowadzi ona bardzo wyraźnie i jednoznacznie do tego, żeby niewinne dzieci – już na poziomie przedszkoli – deprawować. Stąd ogromny apel, który Kościół kieruje nie tylko do ludzi wierzących, ale do wszystkich rodziców zatroskanych o zdrowe życie duchowe swoich dzieci, żeby protestowali i nie dopuszczali do nieszczęść, które te dzieci nieuchronnie czekają, jeśli te programy zostaną dopuszczone i wprowadzone w życie szkolne.”

Czyli, inaczej mówiąc, metropolita domaga się aby nie być obojętnym – nie w ramach respektowania postulowanego przez zasłużonych dla szerzenia ideologii komunistycznej 11 przykazania, tylko w ramach respektowania najbardziej podstawowych praw, respektowania Dekalogu, który spadł nam z Nieba.

Dekalog nie wymaga poprawiania, wymaga respektowania i wtedy nie będzie ludobójstwa, nie będzie fałszowania historii, ani rozkładu społeczeństwa.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 69, marzec 2020

TęczUJe zdobyli UJ

TęczUJe zdobyli UJ

Uniwersytet Jagielloński jest najstarszym polskim uniwersytetem, matką rodzicielką pozostałych polskich uczelni, który szczyci się dewizą „Plus ratio quam vis” [(łac. „Więcej znaczy rozum, niż siła”, „Rozum przed siłą”) ] zaczerpniętą z Elegii Maksymiana, który to utwór należał do kanonu średniowiecznych lektur szkolnych. Ta średniowieczna idea, uwidoczniona w gmachu Collegium Maius, określa kierunki działalności najstarszej polskiej uczelni, ale niestety nie zawsze uczelnia potrafi te kierunki utrzymać.

Nie ma zatem pewności, czy rektorzy potrafią się posługiwać busolą, choć takie przyrządy znajdują się w Muzeum UJ. Najnowsza historia jagiellońskiej wszechnicy, nader słabo poznana i na opak przedstawiana w przestrzeni publicznej, dokumentuje, że w życiu uczelni zbyt często siła jest stawiana przez rozumem, co skutkuje nie najlepszą pozycją UJ w rankingach światowych uczelni.

Jeśli chodzi o wiek UJ plasuje się wysoko, jeśli chodzi o poziom uczelni niestety nisko. Gdyby średniowieczną dewizę władze UJ zdołały utrzymać, w naszych niewątpliwie ciężkich, choć swoiście postępowych czasach sytuacja uczelni byłaby inna, na miarę oczekiwań Polaków.

Niestety UJ nie zachował ciągłości z czasami złotymi, wielokrotnie podupadał, w ciągu ostatnich dziesiątków lat był obiektem zastosowania siły przez okupanta niemieckiego, a następnie osłabione kadry poddane były kolejnej sile znaczącej więcej niż rozum w czasach czerwonej zarazy.

Z tej epoki UJ nie zdołał się podnieść do dnia dzisiejszego a nawet jeszcze bardziej się pogrąża.

Tęczowy Uniwersytet Jagielloński

Na początku obecnego roku akademickiego na jagiellońskiej wszechnicy powstało stowarzyszenie, które przyjęło nader barwną nazwę TęczUJ”. Powstanie TęczUJa poprzedziła dyskusja w Auditorium Maximum UJ na temat LGBT, pod hasłem „LGBT – potrzeby, możliwości, wyzwania”. Nowe stowarzyszenie „ma zamiar zwalczać homofobię, transfobię oraz seksizm na UJ, a także prowadzić działania edukacyjne, w tym rozpowszechniać informacje na temat społeczności LGBTQ, aby stworzyć środowisko na Uniwersytecie Jagiellońskim, które będzie przyjazne dla wszystkich studentów i studentek LBTGQ”.

Warto mieć na uwadze, że dla tworzenia przyjaznego środowiska akademickiego dla studentów, a także pracowników spoza sfery LBGTQ, jakoś nie powstało żadne stowarzyszenie i nie było debat merytorycznych w tej kwestii, ani w Auditorium Maxium, ani w mniej reprezentacyjnych salach UJ.

Środowisko akademickie UJ (i nie tylko UJ) dziwnym trafem nie jest przyjazne dla tych mniej postępowych, którzy – jak dawniej- chcieliby traktować uniwersytet jako korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy.

Tak uniwersytet był określany w statucie UJ, aż do jubileuszowego roku 2000, ale widocznie uznano na szczytach akademickich, że nie ma co się trudzić poszukiwaniem prawdy, bo to ani nie jest postępowe, ani nie przynosi awansów, ani zysków dla uczelni i ich etatowych pracowników, a także studentów.

Zresztą tych, co razem ze studentami poszukiwaniem prawdy się trudzili, usuwano z UJ w czasach panowania systemu kłamstwa i to z oskarżenia o negatywny wpływ na studentów.

Rzecz oczywista, dla systemu kłamstwa, budowniczych/beneficjentów tego systemu, prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie.

Trzeba było jej się przeciwstawiać, tworzyć przyjazne środowisko dla miłośników tego systemu i to w czasach zarazy, czerwonej zarazy. Przez wiele lat III RP urabiano opinie, że system ten został obalony, co prawda wskazując, że czerwoni stali się co najwyżej różowymi. W ostatnich latach okazało się, że środowiska czerwonych znakomicie przetrwały swój „upadek” i znacznie ubogaciły się kolorystycznie.

Przybrały barwy tęczy i ogłosiły, że nie wszyscy ich miłują, a tak dłużej nie może być.

Z TęczUJami nie ma żartów

Nowo powstałe stowarzyszenie w ramach walki o tolerancję ma być nieprzyjazne dla tych, którzy nie są miłośnikami TęczUJów.

Na kanale You Tube [Tęczowy Uniwersytet Jagielloński] TęczUJe ostrzegają, że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć. To już nie przelewki. Nie ma żartów.

Lepiej zorientowani w historii tworzenia ‚najlepszego z systemów’ o barwie czerwonej, wiedzą zapewne, że żartownisie (ros. – szutniki) i to niewinni, budowali Kanał Białomorski. Czyżby TęczUJe chcieli nawiązywać do tych tradycji ? Tak na to wygląda.

W PRL, instalacja najlepszego z systemów, wspierana była przez młodzież skupioną w ZMP – Związku Młodzieży Polskiej, w którym aktywiści tworzyli Brygady Lekkiej Kawalerii, zajmujące się zwalczaniem nauczycieli niepopierających polityki i ideologii komunistów, kontestujących idee tego co miał usta słodsze od malin.

W deklaracji TęczUJów, jakby się słyszało echo nadciągającej lekkiej kawalerii, która zajmie się zwalczaniem akademików niepopierających ideologii i polityki LGBT.

W tych działaniach studenci nie są osamotnieni. Przecież cała Konferencja Rektorów Szkół Polskich [KRASP] jednogłośnie wydała oświadczenie o kierowaniu na ścieżki dyscyplinarne tych, co by się ośmielili krytykować LGBT i to w warunkach wojny kulturowej, kiedy każda krytyka może przechylić szalę frontu wojennego.

Władza rektorów została wzmocniona w wyniku reformy Gowina, stąd rektorzy autonomicznie każdego niemiłującego LGBT, mogą zawiesić, albo wypędzić z uczelni, tak jak to robili ich poprzednicy, wobec niemiłujących systemu komunistycznego.

Minister w roli Rejtana [sic !]

Minister Gowin jakby nic nie miał przeciwko takiej sytuacji. Co więcej broni na uczelniach ideologii gender, zdając sobie sprawę, że jest to ideologia, a nie nauka. Minister zadeklarował „Położę się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował ograniczać wolność słowa zwolennikom ideologii gender”.

Szokujące -nieprawdaż ?

W czasach czerwonej zarazy na uczelniach nad nauką dominowała ideologia marksistowska i nauka w Polsce nie wyszła na tym dobrze. Ograniczenie wolności słowa naukowcom niszczonym bez ograniczeń przez marksistowskich ideologów [ i ich miłośników] musiało doprowadzić do degradacji nauki na polskich uniwersytetach. Z tej degradacji nauka w Polsce nie zdołała się podnieść, a dziś w ramach reformowania systemu nauki, ideolodzy, tym razem tęczowi, mają znowu dominować nad naukowcami.

No cóż, każdy system musi mieć oparcie na uniwersytetach, wśród elit. Bez tego trudno by było przed laty zainstalować system komunistyczny, czerwona zaraza nie mogłaby się rozprzestrzenić. I teraz tęczowa zaraza też potrzebuje oparcia na uniwersytetach, dobrze przygotowanych do ubogacenia kolorystycznego naszego społeczeństwa.

Należy na tę okoliczność przypomnieć, że w obronie ograniczenia wolności słowa niewygodnym dla czerwonych/tęczowych minister do tej pory nie położył się Rejtanem, a nawet nie ruszył palcem w bucie. Pozbawieni wolności słowa na uniwersytetach w czasach czerwonej zarazy do tej pory nieraz jej nie odzyskali, bo niby jak mogli odzyskać, skoro – przy akceptacji/wsparciu ministrów -ideologia czerwona została w wyniku transformacji zastąpiona ideologią tęczową ?

Tęczowy front akademicki

Tęczowy front akademicki rozwija się coraz śmielej, TęczUJe przenikają UJ [i nie tylko], tęczują sobie swobodnie bez zakłóceń.

Byli już pod oknem papieskim w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową – bez żadnej reakcji, poza jedną osobą duchowną z różańcem.

Nawet środowiska walczące o wolną Polskę, o zachowanie dotychczasowych wartości, tradycji, nie wystawiły czUJek, ani nie rozmieściły czUJników, aby mieć właściwą orientację tego, co się na froncie akademickim wojny kulturowej dzieje.

W obronie abp. Marka Jędraszewskiego, który objaśnił przekształcanie się zarazy czerwonej w tęczową, co spotkało się z atakiem rektorów, pod krakowską Kurią zgromadziło się kilka tysięcy osób, ale pod Collegium Novum, gdzie urzęduje rektor UJ, który wraz ze swoimi kolegami z KRASP potępił mowę metropolity, uznając ją jako mowę nienawiści, nie zgromadził się nikt. Nie miałem z czego zrobić fotoreportażu !

Taka schizofreniczna postawa na froncie niczego dobrego nie wróży. Potrzebne są zdecydowane działania, po wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji na froncie i w rejonach przyfrontowych.

Na Plantach, przed Collegium Novum nie ma jeszcze tęczowych ławeczek, rektor jeszcze nie zasiada w tęczowym fotelu, w tęczowej todze, studenci – nawet TęczUJe – jeszcze nie noszą tęczowych czapek studenckich [aby było wiadomo kogo tolerować] – ale to dopiero początek.

W czasach PRLu UJ, nie był CzuUJem – Czerwonym Uniwersytetem Jagiellońskim, choć rektor Karaś do tego zmierzał, ale zrodzony z UJ – Uniwersytet Śląski, takim czerwonym uniwersytetem, czyli ‚CzUŚem’ (jak się mówiło ) był.

W III RP na dobrej drodze jest instalacja, na bazie najstarszego polskiego uniwersytetu – Tęczowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli prawdziwego TęczUJa.

W PRL nie było reakcji środowiska akademickiego na oczyszczanie UJ z elementu niemiłującego czerwonych i nie ma do dnia dzisiejszego (nikt prawdziwej historii UJ nie chce poznać !).

Skutkuje to, bo niby dlaczego nie, brawurowymi atakami na tych co nie miłują tęczowych.

Jeśli nie powstanie front opozycyjny, tęczowi TęczUJe całkiem zdominują UJ i sformatują na tęczowo kolejne elity, które będą się kłaść Rejtanem, gdyby ktoś ośmielił się choćby skrytykować TęczUJa.

TęczUJe zdobyli UJ !

Pod koniec roku okazało się, że ideologia TęczUJów skutecznie i to bez dyskusji właściwej dla uniwersytetów, wypiera oponentów stojących na gruncie wielowiekowych tradycji i wartości oraz mających oparcie w dewizie „Plus ratio quam vis”.

Ta dewiza na ideologicznym froncie przestała się liczyć. Okazało się, że na obecnym Uniwersytecie Jagiellońskim nic nie znaczy.

Planowana przez europosłów Patryka Jakiego i Beatę Kempę debata na temat LGBT na UJ nie mogła się odbyć ! Takie debaty mogą organizować tylko TęczUJe i nawet Auditorium Maximum jest do ich dyspozycji.

Dla debatowania osób o innej orientacji, tak moralnej, jak i intelektualnej, miejsca na UJ nie ma.

Debata odbyła się w sali Uniwersytetu Papieskiego z udziałem ks. prof. Pawła Bortkiewicza, prof. Aleksandra Nalaskowskiego, ks. prof. Dariusza Oko i dziennikarza Jacka Karnowskiego, kierujących się w argumentach krytycznych wobec LGBT rozumem, a nie siłą, co można było swobodnie rejestrować, a przebieg debaty dostępny jest w internecie [Ideologia LGBT i gender- mój kanał YouTube]

Po wystąpieniu panelistów europoseł Patryk Jaki oddał głos także grupie ‚tęczowych’ przybyłych na debatę. Ale ci i tak określali w swych relacjach debatę jako homofobiczną.

TęczUJe zdobyli UJ, ale są uczelnie, które trzymają się jeszcze rozumu i nie stosują siły wobec osób o odmiennej od TęczUJów orientacji intelektualnej i moralnej.

Dewiza „plus ratio quam vis” nie zaginęła całkiem na polskich uczelniach a jedynie zmieniła swą lokalizację.

Szkoda, że tak naprawdę została zaniechana na najstarszym polskim uniwersytecie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr.69,   marzec 2020 r.

Screen Shot 03-06-20 at 06.13 PM

Screen Shot 03-06-20 at 06.09 PM

Screen Shot 03-06-20 at 06.09 PM 001

Czy zgniłki i tęczUJe nie mają jeszcze wpływów na Harvardzie ?

1

Czy zgniłki i tęczUJe nie mają jeszcze wpływów na Harvardzie ?

To, że zgniłki [termin naukowy Prof. o. Józefa Marii Bocheńskiego na określenie intelektualistów kolaborujących z komunizmem] i tęczUJe [organizacja tęczowych, działająca na wzorcowym polskim uniwersytecie] zdominowały polskie uczelnie w III RP nie jest tajemnicą. O. Józef Maria Bocheński, filozof, profesor, rektor uniwersytetu we Fryburgu apelował Z komunistycznego paskudztwa trzeba Polskę oczyścić. Ale głównym zadaniem jest wychowanie dla narodu nowej młodzieży” i domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”.

Nic z tego nie zostało zrealizowane w Wolnej Polsce po 1989 r.

W stulecie Odzyskania Niepodległości na gmachu Collegium Novum UJ ledwie można było zauważyć flagę narodową ukrytą wśród flag niebieskich, jakby dla zachowania parytetu flagowego znanego jeszcze z PRLu, z tym, że flagi czerwone zastąpiono niebieskimi.[https://blogjw.wordpress.com/2018/11/12/autonomiczny-parytet-flagowy-w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ]

Nosicieli tóg i gronostajów jakoś nie można było zaobserwować w pochodzie 11 listopada 2018 r.[ https://niezlomnym.wordpress.com/2018/11/11/w-100-lecie-odzyskania-niepodleglosci/ ] Na stronach UJ jakoś nie można znaleźć galerii dokumentujących obchody tej rocznicy, tak ważne dla potomnych i wychowania dla narodu nowej młodzieży.

W gruncie rzeczy nie jest to dziwne, bo w czasach panowania totalitarnego systemu kłamstwa i zniewolenia, z tych co młodzież dla narodu wychowywali, uczelnie oczyszczono. Wzorcowa uczelnia do tej pory się nie wyzwoliła z komunistycznych ciemności. Nie ma mocy, ani nawet chęci się wyzwolić, ulegając jedynie transformacji polegającej na kolorystycznym ubogaceniu.[https://gazetakrakowska.pl/krakow-studenci-teczuja-na-uniwersytecie-jagiellonskim-teczuj-to-kultura-historia-oraz-wiedza-o-spolecznosci-lgbtq/ar/c11-14759304 ]

Powszechne są mniemania o lewackim charakterze uczelni Zachodu, skąd te trendy przenikają do Polski. Wcale nie jest jednak pewne czy tak rzeczywiście jest, bo są oznaki, że w tej materii nieraz nasze uczelnie zdają się wyprzedzać swoją postępowością nawet czołowe uniwersytety Zachodnie. Przydałoby się jakieś szersze studium socjologiczne w tej materii, bo przecież kogo jak kogo, ale socjologów mamy w bród, a nawet więcej. Rzecz w tym, że nie zostali oni oczyszczeni z paskudztwa komunistycznego, więc mamy w efekcie bród socjologiczny.

Jako przykład wskazujący, że nawet czołowe uczelnie Zachodu pozostają w tyle za naszymi, a za naszym wzorcowym uniwersytetem w szczególności, mogę podać skromny, ale wiele mówiący fakt zamieszczenia galerii Marszu Polski ku Niepodległości na stronach uniwersytetu Harvarda (1 miejsce wśród uniwersytetów świata na liście szanghajskiej – http://www.shanghairanking.com/Academic-Ranking-of-World-Universities-2019-Press-Release.html).

2

W galerii [ Independence March (Poland) Collection at Harvard Library, Wieczorek, Józef. Independence Day, celebrations, Cracow, Poland, 2018.https://aeod.library.harvard.edu/media-gallery/lightbox/1468201/3812684
For more photos and additional information, click here: http://id.lib.harvard.edu/via/8001604220/catalog ]

widać zdjęcia licznych uczestników marszu z flagami narodowymi na tle Kopca Kościuszki

4

oraz rozciągającymi długą flagę narodową.

5Takich u nas się nazywa faszystami, wyklucza/wyklina z populacji akademickiej, a na Harvardzie jest jednak inaczej i dokumentację narodową Święta Niepodległości tam się ceni.

Co więcej, autorem galerii jest

3

wypędzony z Uniwersytetu Jagiellońskiego w czasach komunistycznych i jak się okazuje dożywotnio, bo w Wolnej Polsce nie chciała go żadna uczelnia. Kto negatywnie wpływał na młodzież akademicką, bo uczył myślenia i to krytycznego, zagrażał intelektualnie i moralnie przewodniej sile narodu, czyli zgniłkom [w naukowej terminologii prof. o. Józefa Marii Bocheńskiego],  nie rokował nadziei na utratę charakteru/kręgosłupa w III RP, na polskich uczelniach nie miał co szukać, bo by nadal wpływał negatywnie na młodzież i nadal protestował przeciwko jej deprawacji, co miało miejsce w PRL.

Widać, że w Wolnej Polsce na autonomicznych uniwersytetach zatrudnia się etatowo tylko Podległych, gdy Niepodlegli nie są tam pożądani.

Zrozumiała jest zatem nieobecność akademików na marszach Niepodległości, bo jako Podlegli nie są w stanie świętować Niepodległości, gdyż by ulegli anihilacji. Wiedzą co robią, dbając o swoje togi i gronostaje lub pozycje na drodze do ich pozyskania.

Sam fakt umieszczenia – na stronach uniwersytetu Zachodniego – galerii autorstwa niepożądanego na polskich uczelniach rzekomo broniących się przed zgnilizną Zachodu, może jednak świadczyć, że nasze zgniłki i tęczUJe, choć zdobyły UJ [Kurier WNET, marzec 2020] nie mają tam należytych wpływów. W końcu gdyby mieli, nie byłoby tam galerii wypędzonego/wyklętego a galerie by nie były w barwach narodowych, lecz z zachowanym parytetem flagowym, a może i w barwach tęczowych.

Póki co, są oznaki, że pajęczyna ‚naszych’ zgniłków nie zdołała jeszcze opleść tzw. zgniłego Zachodu.

Działalność pro publico bono o małej szkodliwości społecznej

Działalność pro publico bono
o małej szkodliwości społecznej,
czyli pozytywny wyrok w sprawie
Józefa Wieczorka
po 5 latach sądowego grillowania

Kraków, 4 marca 2020 r

Realizacja [ zdj., wideo] pro publico bono
[za zgodą sądu]
czyli mało szkodliwa społecznie

Józef Wieczorek

 

Informacja Centrum Monitoringu Wolności Prasy :

Udało się! Bloger z Krakowa Józef Wieczorek uniewinniony, o co zabiegało CMWP

O obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie

O obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Krakowie

Radio WNET – Poranek WNET

28 lutego 2020 r.

Kolejna kompromitacja [a właściwie dyskwalifikacja] profesora od doskonałości naukowej

Tekst do rozważań na Ostatnią Niedzielę Karnawału

To ostatni moment, aby się ‚popukać znacząco w głowę’,

w Środę Popielcową już tylko można głowę posypać popiołem

Kolejna kompromitacja [a właściwie dyskwalifikacja]

profesora od doskonałości naukowej

Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien” – głosi historyczne motto NIK.

A co głosi profesor od doskonałości naukowej

[członek Rady Doskonałości Naukowej – https://www.rdn.gov.pl/czlonkowie-zespolow-rdn-w-podziale-na-poszczegolne-dyscypliny.zespol-v-nauk-spolecznych.html– Bogusław Śliwerski [ http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2020/02/kolejna-kompromitacja-dr-joanny-gruby.html ]:

W grudniu 2019 r. wpłynął do kwestor Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wniosek dr Joanny Gruby z woj. śląskiego w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej o przekazanie jej informacji, jaka kwota ze środków publicznych została przekazana na wydanie moich publikacji. Oczywiście należało też poinformować wnioskodawczynię o tym, ileż to książek, artykułów ośmieliłem się napisać i wydać korzystając ze środków publicznych. Zapadło wielkie zdumienie, bowiem nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw. Po co komu wiedza na ten temat?”

Doskonały profesor twierdzi wbrew faktom, że „nikt jeszcze nigdy nie dochodził tego typu spraw”. Niejako jako NIKT, od dawna dochodzę takich spraw, tj. domagam się usprawiedliwienia wydawania grosza publicznego z kieszeni podatników [także z mojej] przez etatowych pracowników nauki, co zamieszczam na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/ znanym w środowiskach decydentów nauki (teksty uprzejmie przesyłam wielu decydentom), także prof. Śliwerskiemu.

W ostatnim wpisie na blogu zamieszczam wydrukowany w lutowym numerze Kuriera WNET [2020 r.] tekst Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ obrazujący takie starania i wyjaśniający po co komu taka wiedza, choć to winno być oczywiste dla każdego, jako tako rozgarniętego obywatela, nawet profesora.

Wiele tekstów na ten temat można znaleźć także na moim archiwalnym blogu https://wobjw.wordpress.com/ prowadzonym na początku tego wieku. Był więc czas aby taką wiedzę zdobyć, jeśli jej się nie miało. To nie tylko zdumienie, lecz wręcz szok, jeśli brak takiej wiedzy występuje, u bądź co bądź dorosłego profesora i to od doskonałości naukowej. Inni akademicy, podobno na domaganie się usprawiedliwienia wydawania grosza publicznego z kieszeni podatników, pukają się znacząco w głowę, co wskazuje, że z głowami to oni mają poważny problem.

Przy okazji nadmienię, że nie miałem żadnych problemów z zapoznaniem się z tym co zrobili w ramach projektów badawczych amerykańscy naukowcy, choć na te projekty nie płaciłem ani 1 gr i nic mi nie wiadomo, aby ktokolwiek pukał się w głowę, na wieść o moich zainteresowaniach. Ale u nas jest inaczej i nie ma woli aby to zmienić [np. https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], choć ja jako obywatel nie wyrażam zgody na finansowanie z mojej kieszeni utajnianych projektów z nazwy badawczych, ani na naukowców rekrutowanych do instytucji badawczych w ramach ustawianych na nich i utajnianych konkursów.

Szokujące są informacje profesora, że „naukowcy nie czerpią korzyści ze swojej pracy naukowo-badawczej, kiedy w grę wchodzi opublikowanie jej wyników. Na naszych publikacjach, a więc korzysta ze środków publicznych i tym samym zarabia:
– redaktor książki,
– recenzent książki,
– składacz tekstu,
– ilustrator,
– drukarz,
– uczelnia (wydawca) sprzedająca dany tytuł.”
z czego chyba ma wynikać, jacy to naukowcy są bogaci i filantropijni [?], że utrzymują tak liczne gremia.

Informuje „Autor nie tylko nie zarabia, ale utrzymuje przy profesjonalnym życiu wiele osób.” Skąd oni biorą na to pieniądze [?] tego profesor nie wyjaśnia, a trzeba zauważyć – jak wiadomo z mediów – pensje na uczelniach są wręcz głodowe !

Profesor nie podaje informacji na temat rocznych nakładów budżetowych na jednego badacza, która na początku wieku wynosiła średnio 45 667 USD a obecnie jest znacznie, znacznie większa. [https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Mimo, że profesor jest na etacie i jest utrzymywany z kieszeni podatnika, również – bez mojej zgody – z mojej, nie radzi sobie z doskonaleniem mniej doskonałych, i domaga się abym ja [osoba bezetatowa, bez wsparcia z kieszeni podatnika], pomagał osobie z tytułem doktora, która zdaniem pana profesora nie jest doskonała. W końcu to on jest od doskonałości i na taką działalność doskonalenia innych otrzymuje środki podatnika, no i ma nie tylko służbowy, ale i moralny obowiązek doskonalić mniej doskonałych.

Przerzucanie takiej działalności na barki tych, którzy nie mają na taką działalność żadnych środków (ani 1 gr), ani obowiązku doskonalenia innych, to co najmniej impertynencja, tym bardziej, że używa zwrotu „Może taki dr Józef Wieczorek…”

Może taki prof. Śliwerski [że użyję zwrotu osoby od doskonałości, choć jako niedoskonały, na co dzień takich zwrotów nie używam], który jest beneficjentem najlepszego z systemów i decydentem na drodze do doskonalenia innych, puknie się w głowę zanim coś napisze i zleci innym do wykonania.

Tym niemniej muszę zmartwić pana profesora od doskonałości, że jako wyklęty/wypędzony z systemu akademickiego i to z oskarżenia – przez doskonałych w czasach PRL i nadal utrzymywanego w mocy, przez jeszcze bardziej doskonałych w III RP – o negatywny wpływ na młodzież akademicką, część mojej działalności pro publico bono poświęcam pomocy innym, niszczonym przez system i doskonałych beneficjentów tego systemu, co dokumentuje m. in. moja strona – NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI https://nfapat.wordpress.com/

Jako wypędzony, bo „uczył rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” bo „był wzorem nauczyciela i wychowawcy” [ https://blogjw.wordpress.com/autor/ ] nie mam jednak w tym żadnego obowiązku służbowego, ani nie wykonuję żadnych poleceń DOSKONAŁYCH, którzy – na całe szczęście nie mają już nade mną żadnej władzy, choć niektórzy w takich dążeniach czasem tracą władzę nad samym sobą.

To co robię, robię z obowiązku ludzkiego, aby DOSKONALI jeszcze bardziej tego systemu nie udoskonalili na swoją modłę – bez wiedzy utrzymujących ich podatników

Jak widać z dostępnej cyberprzestrzeni, DOSKONALI do tej pory nie założyli żadnego ośrodka doskonalenia naukowego, ograniczają się jeno do stworzenia Rady, która chyba jest bezradna, skoro jej członkowie domagają się, aby wykluczeni z systemu [czyli tak niedoskonali, że nawet nie ma co zawracać sobie głowy ich doskonaleniem] wyręczali ich w doskonaleniu niedoskonałych.

Ja nie wyrażam zgody, aby na takich przeznaczano z moich podatków choćby 1 [słownie jednego]  grosza !

P.S. Przypominam przy okazji o moim przesłaniu na Nowy Rok https://blogjw.wordpress.com/2020/01/18/przeslanie-na-nowy-rok/

Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ?

Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ?

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie (Lord Acton) o czym winien wiedzieć każdy obywatel i działając na rzecz dobra wspólnego winien się takiej deprawacji przeciwstawiać. Chyba większość polskich obywateli zdaje sobie sprawę jak zdeprawowana jest w Polsce władza sądownicza, właściwie pozostająca bez kontroli i przed kontrolą broniąca się nawet na ulicach (tzw. Marsz 1000 tóg w styczniu tego roku w Warszawie, a właściwie „marsz 1000 fartuszków”, bo prezes Sądu Najwyższego te stroje utożsamia, lekceważąc powagą sędziowskiej togi).

W naszym systemie III RP, który nie zdołał się wyzwolić do końca z systemu totalitarnego, obywatel pokazujący funkcjonowanie sądów traktowany jest jako wróg tej niemal absolutnej władzy. Oskarża się go o negatywne oddziaływanie na społeczeństwo. Jasne, gdy społeczeństwo widzi jak sądy funkcjonują, to nabiera o nich złego zdania, a sądy nie mają zamiaru się oczyścić z patologii, lecz preferują oczyszczenie przestrzeni publicznej z obrazujących ich prawdziwy wizerunek.

Sędziowie, sami uważający się za nadzwyczajną kastę, nie uznają nad sobą żadnej kontroli, a w szczególności kontroli szarego obywatela ujawniającego jak sądy działają. I nie są na tym polu odosobnieni.

Uwaga na kastę akademicką

Społeczna wiedza na temat kasty sędziowskiej jest coraz szersza, ale na temat funkcjonowania innej nadzwyczajnej kasty – akademickiej – jest nader znikoma. Wprawdzie kasta akademicka nie ma władzy umocowanej konstytucyjnie, ale to ona decyduje jakie mamy w Polsce elity, bo one są formowane/formatowane na polskich uczelniach i stanowią człon władz konstytucyjnych tzn. ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej oraz władz i gremiów decyzyjnych niższych szczebli, a przy tym decydują o edukacji polskiego społeczeństwa na wszystkich szczeblach.

Co więcej kasta sędziowska i akademicka nawzajem się przenikają. Często – szczególnie na szczeblach najwyższych – członkowie kasty sędziowskiej są jednocześnie członkami kasty akademickiej, bo taki patologiczny system jest usankcjonowany prawem i nie ma woli, aby go zmienić. Nie bez przyczyny to wydziały prawa rozmaitych uczelni stoją zwykle murem za sędziami broniącymi się przed reformami, przed poddaniem ich działań kontroli społecznej.

Kasta akademicka i sędziowska, same się dobierają, często na podstawie kryteriów genetyczno-towarzyskich, a nie merytorycznych, same się oceniają i awansują – zgodnie z prawem ! – bo niby kto może się o nich wypowiedzieć, jeśli do niej nie należy, nie ma tytułów ! Te nadawane są przez kastę w systemie zamkniętym, w którym jest miejsce także dla hochsztaplerów, czy oszustów, zgodnie z prawem praktycznie nieusuwalnych z systemu.

Kolejne, pozorowane reformy tego stanu rzeczy nie zmieniają i żadna władza się nie ośmieliła tego systemu zmienić. Widocznie nie miała interesu, choć zmiana jest w interesie Polski.

Prawie 17 lat temu pisałem m. in. Media nie przedstawiają prawdziwego obrazu rzeczywistości w nauce. Nie przedstawiają prawdziwego obrazu grupy trzymającej władzę w nauce. A jest to władza niemała, bo autonomiczna i objęta dożywotnim immunitetem. Politycy muszą się liczyć z tym, że opozycja będzie im patrzeć na palce i krytykować. Immunitet polityków jest na czas określony. Jeśli przegrają wybory, immunitet się kończy. W nauce jest inaczej. Raz zdobytego immunitetu nikt uczonym nie odbiera.

Nikt nie może uczonych krytykować, bo w nauce polskiej nie ma opozycji. O tym, co się dzieje w nauce polskiej decyduje formalnie środowisko naukowe, ale komisja do spraw tytułu naukowego umocowana jest politycznie, przy premierze [OBYWATEL nr 4 (12) 2003-09-09].

Mimo kilku już reform przeprowadzonych od tamtego czasu, nic w tym tekście nie muszę zmieniać, bo zasadniczo nic się nie zmieniło. Mogę tylko objaśnić, że użycie przeze mnie określenia „immunitet” dla decydentów akademickich nie było pomyłką, bo nawet prezydent nie może odebrać tytułu profesora oszustowi. Faktem jest jednak, że obecnie zagrożeniem, nawet dla profesorów, jest niemiłowanie przez nich ideologii LGBT, co nie było problemem przed 17 laty, kiedy zaraza czerwona jeszcze nie uległa transformacji w zarazę tęczową. Ale to nie jest efekt reform dokonywanych w systemie akademickim. Jeden z reformatorów systemu akademickiego, obecny minister nauki, stoi zresztą na gruncie obrony ideologii (!) gender, czym w gruncie rzeczy degraduje naukę, w obronie której nie zamierza kłaść się Rejtanem.

Degradacja nauki poprzez nałożenie kagańca na nonkonformistycznych ludzi nauki, jeszcze w czasach zarazy czerwonej, jakby ministra nie interesowała i nie ma zamiaru tego kagańca – w ramach reform – zerwać.

Na rzecz likwidacji kasty

Na początku tego wieku, kiedy o nadzwyczajnych kastach w strukturach społeczeństwa polskiego nie mówiło się, ani nie pisało, wystąpiłem do ministra nauki o likwidację kasty akademickiej. (Wystąpienie do Przewodniczącego KBN Andrzeja Wiszniewskiego – dostępne na moim archiwalnym blogu).

Argumentowałem (fakt, że sarkastycznie/ironicznie): Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji (patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.”

Jednocześnie dokumentowałem brak informacji publicznych o rezultatach badań finansowanych z kieszeni podatnika, zestawiając je z ujawnionymi rezultatami moich, pozaetatowych badań, bez nakładów z kieszeni podatnika, wyrażając przy tym opinię „Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, że nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.”

I dalej, rzeczywiście mocno, ale merytorycznie i zgodnie z faktami „ Zwiększenie ilości [moich] publikacji w ostatnich latach jest ściśle skorelowane w czasie z wydostaniem się poza zasięg ‘maczug’ profesorskich finansowanych z kieszeni podatnika poprzez KBN. Stanowi to dowód, że efektywność prac naukowych można by znacznie zwiększyć poprzez wprowadzenie zakazu finansowania z kieszeni podatnika ‘maczug’ profesorskich. Domaganie się przy obecnej strukturze nauki i szkolnictwa wyższego zwiększenia nakładów na tzw. naukę polską–wierną córę nauki radzieckiej, i to z okresu Największego Językoznawcy-może być jedynie rozumiane jako domaganie się sfinansowania ‘maczug dalekiego zasięgu’, tak aby nieprawomyślni badacze, po skazaniu ich na śmierć naukową, więcej działalności naukowej nie mogli prowadzić. Dotychczasowy zasięg ‘maczug’ jest dla realizacji tego szczytnego celu ‘nauki polskiej’ niewystarczający.”

Pan Minister w korespondencji wprawdzie mi napisał ”Doceniam w pełni Pańską troskę o właściwe funkcjonowanie podległej mi instytucji; Pańskie uwagi będą niewątpliwie brane pod uwagę w naszej dalszej pracy’ale do tej pory nie doczekałem się, aby moje uwagi zostały wdrożone w życie, mimo likwidacji instytucji KBN i jej przekształcenia w nowe centra zarządzania finansowaniem badań z nazwy naukowych.

Nie należący do kasty akademickiej aktywni naukowo obywatele (z systemu akademickiego wyklęci) nadal nie mają wiele szans na finansowanie pożytecznej społecznie działalności. Traktowani są jako niepożądana konkurencja dla kasty, nawet wtedy, a właściwie szczególnie wtedy, jak bez finansowania z kieszeni podatnika mają wyniki lepsze od członków kasty, biadolących na brak pieniędzy (dla nich !, bo o dobro wspólne nie dbają)

Z kolei prof. Michał Kleiber, jako kolejny przewodniczący KBN, w jednym z wywiadów ( rok 2003) twierdził: ‚Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw….” na co zareagowałem pismem do ministra argumentując, że ten punkt widzenia nie oddaje moim zdaniem istoty rzeczy. ‚Rzeczywiście badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw, ale przyczyna tego malejącego zrozumienia nie jest taka jasna. Przede wszystkim wyniki badań muszą być dostępne dla finansującego je społeczeństwa, aby można oceniać czy badania są mniej czy bardziej zrozumiałe.’

Informowałem Pana Ministra: ”Jak do tej pory wyniki badań finansowanych z kieszeni podatnika przez KBN są niedostępne, lub rzadko dostępne dla podatnika, stąd trudno jest nawet ocenić czy podatnik je rozumie w jakimś stopniu. Podatnik jest uprawniony do nierozumienia konieczności wydawania jego pieniędzy na badania księgowane po stronie wydatków na naukę, skoro z badaniami na ogół nie ma szans się zapoznać, nawet wówczas, jeśli jest kompetentny w zakresie tematyki badawczej. A jest to sytuacja standardowa, gdyż KBN nie prowadzi (nie udostępnia społeczeństwu) nawet wykazu publikacji stanowiących (które winny stanowić) rezultat prowadzonych badań. Na co są przeznaczane pieniądze podatnika jest często tajemnicą KBN i wykonawcy badań. To jest istota rzeczy. Na tym właśnie polega trudność w społecznej kontroli sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy!!!”

Taka była sytuacja kilkanaście lat temu (a także wcześniej) i bynajmniej się nie zmieniła, mimo upływu lat, likwidacji KBN i kilku reform systemu nauki.

Czyli mimo zmian, w tej materii – bez zmian.

Ponieważ nadal mam trudności ze zrozumieniem finansowania niektórych badań, o pomoc w zrozumieniu w ubiegłym roku zwróciłem się do władz obecnie funkcjonującego Narodowego Centrum Nauki. Niestety bez skutku, a przy tym, jak można wnioskować z odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne, potraktowano mnie jako nieuczciwą konkurencję, bo przepisy ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oznaczają ograniczenie prawa do informacji publicznej. Czyli obywatel działający pro publico bono nadal nie ma szans na kontrolę tego na co są przeznaczane jego pieniądze księgowane po stronie wydatków na naukę.

W reakcji na szokujące wyjaśnienia NCN argumentowałem „Nigdy nie sądziłem, że jeden nic nie znaczący obywatel, nie mający żadnej władzy nad nikim, a jedynie władzę nad samym sobą i nie otrzymujący na badania z budżetu ani 1 gr, może stanowić konkurencję (nieuczciwą? sic!] dla tak potężnego podmiotu władzy akademickiej, mającego władzę nad dystrybucją miliardów zł (ponad 1 miliard ? rocznie).

Traktowanie podatnika – z którego kieszeni NCN otrzymuje swój budżet – jako potencjalną (a i realną ?) nieuczciwą konkurencję, mówi samo za siebie.

W przestrzeni publicznej często słyszymy – na naukę nie ma pieniędzy, jedyną bolączką uczelni jest brak pieniędzy………

Czy pytanie – dlaczego na naukę nie ma pieniędzy, też pozostanie bez odpowiedzi, bo to tajemnica i trzeba się bronić przed nieuczciwą konkurencją, ze strony obywateli/podatników zobowiązanych do płacenia także na finansowanie nauki ? „

Niestety z realizacji licznych projektów badawczych finansowanych z kieszeni podatnika nie ma nadal wiele pożytku dla nauki, a gdyby na nich opierać jakąś część gospodarki, to mogłoby to skutkować katastrofą. Jednak kontrola społeczna, szczególnie kontrola znających się na rzeczy obywateli, nie jest możliwa, bo przecież stanowiłaby zagrożenie dla beneficjentów. To, że realizacja niektórych projektów w standardzie: ”nauka bliżej gospodarki”, ”gospodarka oparta na wiedzy”, stanowiłaby zagrożenie dla gospodarki, a zarazem dla obywateli zobligowanych do płacenia podatków – m. in. na takie projekty – jakby nie było brane pod uwagę. W tych standardach nie stawia się zastrzeżenia, że gospodarka winna być oparta na wiedzy rzetelnej a nie byle jakiej czy wręcz fałszywej.

Jako uważający się za pokrzywdzonego takim stanem rzeczy i zatroskany o stan swojej Ojczyzny pytałem władze NCN :Czy nie byłoby bardziej wskazane/ uzasadnione, aby finansowana z budżetu była ta wiedza, na której można by sensownie gospodarkę opierać i to z zyskami ?

Bez skutku. Nie mam nawet nadziei, że takie wskazówki kiedykolwiek zostaną wdrożone w życie. Od dawna mam jednak wiedzę, że środki szarego obywatela księgowane po stronie wydatków na naukę rozdzielane były w systemie zamkniętym, według standardu sami swoi, samym swoim.

Kiedy w 1994 r. byłem okresowo na etacie w PAN, bojkotowałem wybory do KBN argumentując:

KOMISJA WYBORCZA KBN

Niniejszym informuję o podjęciu decyzji bojkotu wyborów KBN, gdyż do tej pory nic mi nie wiadomo o istnieniu odpowiedniej ustawy zakazującej członkom zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów.

Uważam, że jest niemoralne aby rozdział grantów odbywał się głównie między członków zespołów i ich współpracowników. Ta sprawa winna być uregulowana ustawowo. Również sprawa niewykorzystywania środków przez KBN, w sytuacji konieczności pokrywania kosztów badań z własnego „kieszonkowego”.

Moja dezaprobata dla poczynań KBN nie jest odosobniona. Taki pogląd podziela wiele osób, które jak sądzę powstrzymują się od oficjalnego wyrażania swoich opinii, gdyż mogłyby podzielić mój los.

Józef Wieczorek

Kraków 4.03.1994”

Przypomniałem o tym KBN po kilku latach, w 2000 r. nie widząc zmian, ale wiceminister informowała, że ja wyborów w 1994 r. nie mogłem zbojkotować, bo nie byłem (rzekomo) wtedy pracownikiem naukowym. Widać jaką bazę danych (niedanych) o nauce miało KBN. Decydentom nie mieściło się nawet w głowie, że ktoś może otwarcie, będąc na etacie, krytykować to, co ma miejsce w środowisku nauki. Powszechna była i jest nadal wiedza, że takich w systemie akademickim w Polsce się nie toleruje.

I jeszcze jedna refleksja. W muzycznych konkursach chopinowskich zdarzają się pomyłki i jakieś protekcyjne decyzje, ale nigdy nie słyszałem, aby członkowie jury w konkursach brali udział i konkursy wygrywali ! Ale w nauce, i to polskiej, takie rzeczy miały miejsce i jakby nikogo nie raziły. Może komuś to da do myślenia, na jakich fundamentach oparty jest niewydolny/marnotrawny system akademicki w Polsce.

Gorzej niż za cara !

Przed rokiem informowałem władze Narodowego Centrum Nauki, podobnie jak przed laty władze KBN: ”Dla porównania – car, który gnębił Polaków, zsyłał ich na Syberię, ale jak prowadzili z pasji badania naukowe np. geologiczne, to ich finansował [np. przypadek Jana Czerskiego] i dobrze na tym wychodził, bo stosunkowo tanio została poznana struktura geologiczna Syberii i w konsekwencji liczne złoża do tej pory eksploatowane.” Jednym słowem wypędzeni na Syberię byli potrzebni/pożyteczni carowi, gdy wypędzeni z polskiego systemu akademickiego traktowani są co najwyżej jako nieuczciwa konkurencja dla jego beneficjentów.

Jeszcze jeden przykład. Mimo, że Polska była pod zaborami np. Witold Zglenicki, zesłany pod koniec XIX wieku do miejsca zwanego piekłem na ziemi – Baku, mimo wszystko mógł realizować swoją pasję (poszukiwanie ropy naftowej) i mimo oporów rządowych komisji w końcu otrzymał działki do poszukiwania i wydobywania ropy, a z jego majątku pozostawionego w testamencie były finansowane prace polskich uczonych (Kasa im. Józefa Mianowskiego). Rewolucja bolszewicka te możliwości zdecydowanie ograniczyła, a rozprzestrzenienie się czerwonej zarazy na tereny Polski, całkowicie je w PRL zlikwidowało. Także w III RP Zglenicki nie miałby żadnych szans na realizowanie swoich pasji badawczych i sfinansowania badań w Polsce, a ci którzy takie możliwości mają, wydają pieniądze podatników w niemałej części (jakiej ?) nietrafnie lub wręcz bzdurnie (np. „Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców” Kurier WNET , wrzesień 2019 r.). Czy nie jest to ważna przyczyna zapaści nauki w Polsce ?

Proponowałem władzom NCN spotkanie w dogodnym terminie, aby nad tymi problemami się pochylić. Bez skutku. Informowany o patologiach akademickich minister nauki – milczy, nie ma czasu, bo zapewne trenuje kładzenie się Rejtanem w obronie LGBT.

Czy w ramach trwającej kolejnej reformy systemu nauki w Polsce szary obywatel, będzie miał szansę dowiedzieć się na co wydawane są pieniądze z jego podatków, księgowane po stronie wydatków na naukę ? Kto za to odpowiada ?

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, luty 2020 r.

Doktorat honoris causa dla prezydenta – metodą zwalczania mafii akademickich ?

Doktorat honoris causa dla prezydenta – metodą zwalczania mafii akademickich ?

To, że na polskich uczelniach mamy do czynienia z poważnymi patologiami, wręcz z paramafijnymi działaniami, nie jest tajemnicą. I to od lat. Wszyscy wiedzą, także decydenci i reformatorzy systemu akademickiego, że konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich są ustawiane, na konkretnego, jednego zwykle kandydata, pod którego przygotowuje się kryteria konkursowe, aby wygrał nawet wtedy jakby ktoś o konkursie się dowiedział i ośmielił się złożyć papiery na konkurs. Jeśli taki jeden ma lepsze osiągnięcia, niż te wymagane w konkursie, to gorzej spełnia jego warunki i rzecz jasna – przegrywa. Ustawianie konkursów to przestępstwo, czym winna się zajmować prokuratura i takich organizatorów przenosić w stan nieszkodliwości. Wiadomo też, ze na porządku dziennym życia akademickiego są: nepotyzm, mobbing, nieprawidłowości [ delikatnie mówiąc] przy finansowaniu badań, studentów,’kręcenie lodów’ ……

Negatywna selekcja kadr akademickich, tak pod względem intelektualnym, jak i moralnym, trwa od lat, a nawet wieków, i ‚reformatorzy’ takiego systemu nie potrafią/nie chcą zlikwidować.

We Włoszech, ojczyźnie mafii, też takie patologie miały (i nadal mają) miejsce na uczelniach, ale jak łatwo znaleźć w sieci [ np. concorsi truccati], są one przedmiotem działań operacyjnych służb zwalczających działania mafijne/paramafijne, unieszkoidliwiających ‚baronów’ akademickich,  np. operazione Università bandita” .

U nas ustawiane konkursy, rozmaite ‚kręcenia lodów’ to standard i niemal nikt na to nie zwraca uwagę, a w każdym razie, nawet jak są ujawniane przez prasę, na ogół niczym się to nie kończy. Czyli aprobata dla patologii, nawet w czasach ‚dobrej zmiany”.

Od kliku lat w mediach nagłaśniane są patologie UTH w Radomiu [np. Kryptonim Ekłalizer czyli prywatny folwark rektora – https://www.youtube.com/watch?v=9rYtnMVnGiM&t=1s – Na temat nepotyzmu, nieprawidłowości finansowych oraz mobbingu na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu pisały już różne media. Od 2013 roku wytoczono uczelni 40 spraw sądowych. Sprawy ciągną się latami. Wskaźniki pikują w dół, a politycy i ministerstwo podłącza kolejną kroplówkę z publicznych pieniędzy dla radomskiej uczelni.] i nic ! Tylko ujawniający patologie tracą etaty.

Ostatnio prasa nagłaśnia paramafijne poczynania na jednej z uczelni gdańskich – AWFiS, od dawna zresztą znanej z wysokiego poziomu patologii [ https://nfaetyka.wordpress.com/tag/awfis-w-gdansku/ ] a po upływie lat, jakby nigdy nic, uczelnia ta przekształciła się podobno w ‚chińską pralnię pieniędzy’ [i stwierdzono: Wyprowadzenie z uczelni czterech i pół miliona złotych, wyłudzenie miliona złotych dotacji z ministerstwa, plagiat, manipulacje przy wyborach na rektora, bezprawne zwalnianie działaczy związków zawodowych ….. https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,25665793,ministerstwo-nauki-i-prokuratura-biora-sie-za-rektora-gdanskiej.html ] czym zajmuje się prokuratura.

Coś spowodowało, że sprawa jest głośna, gdy podobne poczynania na innych uczelniach nie są zwalczane.

Okazuje się, że ta właśnie uczelnia zamierzała nadać doktorat honoris causa Prezydentowi Andrzejowi Dudzie [Andrzej Duda na razie nie dostanie tytułu doktora honoris causa AWFiS

https://nauka.trojmiasto.pl/Duda-nie-dostanie-tytulu-doktora-honoris-causa-AWFiS-Senat-nie-podjal-uchwaly-n142034.html

Brak zgody na doktorat honoris causa dla Andrzeja Dudy bo… niedługo wybory! https://niezalezna.pl/309588-brak-zgody-na-doktorat-honoris-causa-dla-andrzeja-dudy-bo-niedlugo-wybory?fbclid=IwAR3MQFOuRJAFpKM7yann88IVhTMD0_NHiO9TzShDMXpnrFa1PheYr8s_y2U

Zamierzała, ale nabrała wstrzemięźliwości, a to podobno ze względu na zbliżające się wybory.

To, że prezydenta Andrzeja Dudę na uczelniach nie lubią- to wiadomo. Ciekawe, że AWFiS z tego nielubienia chciała się wyłamać.

Jakoś tak, nagłośnienie sprawy doktoratu h.c. dla Andrzeja Dudy zbiega się w czasie z operacją antymafijną wobec tej uczelni.

Przypadek AWFiS nasuwa myśl o wdrożeniu w życie metody zwalczania nieprawidłowości uczelnianych, niekiedy typu paramafijnego, za pomocą inicjowania procedur nadawania dr h.c. nielubianemu prezydentowi.

Spolegliwe wobec patologii, nieskuteczne organy ścigania, wówczas mogą się uaktywnić, media mogą sprawy nagłośnić, aby dyskredytować prezydenta poprzez dyskredytowanie uczelni, która o nadanie dr h.c. prezydentowi zabiega.

Gdyby tak spowodować, aby liczne i tak patologiczne polskie uczelnie zaczęły występować o dr h.c. dla prezydenta, wówczas te trwające od lat patologie, ta niemoc sprawcza organów ścigania, mogłyby ustąpić.

To, że prezydent nie dostanie od takiej uczelni dr h.c. to nie będzie jakaś ujma, nie zostanie zdyskredytowany, natomiast oczyszczenie uczelni z elementu mafijnego, z patologii, miałoby zbawienne znaczenie dla podniesienia poziomu polskich uczelni, w czym i zasługa prezydenta byłaby wielka, znacznie większa niż godność dr h.c. patologicznej i nieraz szkodliwej dla Polski uczelni.

Taki kierunek działania wart jest rozważania i wdrożenia w życie.

Włosi i bez takiego fortelu rozprawiają się z mafiami akademickimi, z ‚baronami’  i uczelnie włoskie dobrze na tym wychodzą, bijąc nasze najlepsze na głowę.

Ale gdzie tam włoskiej mafii do naszej, nasza jest autonomiczna i jeno fortelem można by ją może skruszyć.

Popieram reformę sądownictwa w Komitecie „Suwerenni”

[Plakat organizatorów]

Demonstracja w obronie reformy sądownictwa odbędzie się przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego na al. Szucha w Warszawie 8 lutego o godzinie 12.00

Powstał Komitet „Suwerenni” 

Powstał Komitet „Suwerenni”. Już setki znanych osób popierają reformę sądownictwa

https://niezalezna.pl/suwerenni/

Komitet Suwerenni [ stan na 2 lutego 2020 r.] :

Adam BOROWSKI – działacz opozycyjny w PRL – Warszawa  – PRZEWODNICZĄCY KOMITETU
Andrzej GWIAZDA i Joanna DUDA-GWIAZDA – działacze opozycyjni w PRL – Trójmiasto
Adam SŁOMKA – działacz opozycji KPN – Katowice
Krzysztof WYSZKOWSKI – działacz opozycyjny w PRL – Trójmiasto
Ryszard KAPUŚCIŃSKI – Prezes Klubów Gazety Polskiej – Kraków
Beata DRÓŻDŻ – Przewodnicząca Klubu Gazety Polskiej w Piotrkowie Trybunalskim
Ryszard MAJDZIK – działacz opozycyjny w PRL – Kraków
Marta ŚWIĘCICKA – Przewodnicząca Klubu GP w Gliwicach
Violetta MACKIEWICZ-SASIAK – Przewodnicząca Klubu GP w Wejherowie
Andrzej ROZPŁOCHOWSKI – działacz opozycyjny w PRL  – Katowice
Marek KUBALA – pokrzywdzony przez sądy   – Wałbrzych
Andrzej MICHAŁOWSKI – działacz opozycyjny w PRL  – Trójmiasto
Czesław NOWAK – działacz opozycyjny w PRL , Przewodniczący – Stowarzyszenie Godność – Trójmiasto
Piotr DUDA – przewodniczący NSZZ Solidarność  – Katowice
Agnieszka WOJCIECHOWSKA VAN HEUKELOM – działaczka opozycji PRL, prezes Europejskiego Centrum Inicjatyw Obywatelskich –Łódź
Sędzia Bogusław NIZIEŃSKI – prawnik, sędzia, Rzecznik Interesu Publicznego w 1999-2004,-Warszawa
Waldemar DRÓŻDŻ –  Klub Gazety Polskiej w Piotrkowie Trybunalskim
Tomasz OLKO –  działacz opozycyjny w PRL – Siedlce
Mec. Piotr Łukasz ANDRZEJEWSKI – obrońca opozycjonistów w PRL – Warszawa
Jerzy LANGER – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Wałbrzych
Stanisław FUDAKOWSKI – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny  – Trójmiasto
Maciej KUBLIKOWSKI – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Siedlce
Roman BIELAŃSKI – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny- Mazowsze
Stowarzyszenie 304 KK – Bielsko Biała
Jacek SMAGOWICZ – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Kraków
Krzysztof BZDYL– działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny –
Tadeusz MARKIEWICZ – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny – Mazowsze
Jan PIETRZAK – polski satyryk, aktor – Warszawa
Andrzej JUDEK – uczestnik buntu internowanych w Kwidzynie
Teresa MAJCHRZAK – matka Piotra Majchrzaka zamordowanego w stanie wojennym – Poznań
Andrzej RADKE – przywódca strajku na Uniwersytecie Poznańskim w 1988 – Poznań
Stanisław KOWALSKI – Stowarzyszenie Czerwiec 76’ Radom – Radom
Kazimierz KORABIŃSKI– działacz opozycyjny w PRL –
Alojzy PIETRZYK -Przewodniczący Podziemnej Solidarności na Górnym Śląsku – Katowice
R,pr. Jacek BĄBKA – Prezes Fundacji Badania na Prawem
Adw. Krzysztof WĄSOWSKI –  generał świeckiego Zakonu Rycerzy św. Jana Pawła II – Warszawa
Małgorzata SUSZYŃSKA – działaczka Solidarności walczącej – Wrocław
Piotr MEDOŃ – działacz Solidarności walczącej – Jelenia Góra
Adam MACEDOŃSKI – honorowy obywatel Krakowa
Jerzy LELONKIEWICZ – Stowarzyszenie Prawo na drodze – Lublin
Robert RADWAŃSKI – Kraków
Andrzej KISIELEWICZ – profesor nauk matematycznych, działacz opozycji antykomunistycznej, Solidarność Walcząca
Maria PEISERT-KISIELEWICZ – działaczka opozycyjna w PRL, Solidarność Walcząca, Wrocław
Tadeusz STAŃSKI – więzień polityczny, Fundacja Walczącym o Niepodległość, Wyklętych, Pokrzywdzonych Internowanych Więzionych – Warszawa
Michał STRĘK – działacz opozycyjny w PRL, więzień polityczny –  Rzeszów Podkarpacie
Wieńczysław NOWACKI – działacz ruchu ludowego, skazywany, więziony w czasach PRL, prezes SL Ojcowizna
Józef MAŁOBĘCKI – internowany członek KK „Solidarność” Region Ziemia Sandomierska
Winicjusz SOKÓŁ – Klub Gazety Polskiej w Braniewie, KOORDYNATOR KOMITETU
Wojciech BUCZAK – działacz opozycyjny w PRL, b. przewodniczący ZR Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, b. Poseł na Sejm RP
Jan ŁADA – Warszawa Bielany
Jadwiga Barbara BUCIUTO – patriota ze Zgorzelca, członek PiS, członek „Solidarności”, nauczyciel matematyki
Paweł Słupski-KARTACZOWSKI członek i działacz NSZZ Solidarność od 18 09.1980 r. a aktualnie vice przewodniczący Komisji Zakładowej przy AMW SINEVIA
Lidia Sokołowska-CYBART, prawnik-lingwista, Mississauga, Kanada
Marek TUSZYŃSKI, doktor filozofii i Magdalena TUSZYŃSKA, gospodyni domowa
Wiesław WODYK – były Przewodniczący „Solidarności” Portu Gdynia, bardem „Solidarności” (Nagroda Kulturalna „Solidarności” za 1984 rok), działaczem opozycji, represjonowanym z powodów politycznych od 1970 r.
lek. med. Wojciech KOWALCZYK – Prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Elbląskiej pw. św. Józefa
Zbigniew MAGOLAN  -więzień polityczny – Głogów/Brisbane
Wiesław SAGAN – były Wojewoda Legnicki, były Radny Legnicy, Partie ChDSP, PChD i PPChD (zawsze we władzach – zarząd główny), współzałożyciel wielu organizacji w tym Izby Przemyslowo-Handlowej w Legnicy, klubu AZS
Stanisław RACHWAŁ, samorządowiec, Kraków
Jan RACZYCKI – Prezes Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w PRL „Przymierze” w Bydgoszczy
Dr Włodzimierz M. BORKOWSKI – emerytowany pediatra
Wiesław BARZYK – dwukrotnie internowany w czasie stanu wojennego w Jastrzębiu-Szerokiej oraz w Zabrzu-Zaborzu, odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności
Marek MICHNO – Przewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej
Maria ZAWADZKA – Przewodnicząca KGP Poznań
Jarosław DOBROWOLSKI członek Zarządu PZZ KADRA Katowice pokrzywdzony przez Sąd
Jan HAN – był działaczem opozycji solidarnościowej, założycielem Solidarności w kilkusetosobowym zakładzie projektowym Inwestprojekt w Lublinie
Wojciech MŁODZIEJEWSKI –  Pennant Hills, NSW Australia
Hanna POGORZELSKA – działacz opozycyjny w PRL
Grzegorz SCHIELE – Przewodniczący KGP Oslo
prof. dr hab. Wojciech GÓRALCZYK
mgr farm. Elżbieta PRZYMUS-GÓRALCZYK
Iga KUCZMAŃSKA – Przewodnicząca Klubu Gazety Polskiej w Działdowie
Jerzy BRANDT – Sierpc , działacz opozycji antykomunistycznej , internowany w wojskowym obozie w Czerwonym Borze
Józef GODLEWSKI -Prezes Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych w Obozach Wojskowych w  latach 1982-1983
Tadeusz JASKULSKI – były przewodniczący Solidarności w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Bydgoszczy. W Stanie Wojennym kierowałem grupą tajnych Komisji Zakładowych w regionie bydgoskim lata 1982-88 z przerwami na uwięzienie
Paweł KOŁKIEWICZ – działacz opozycji w PRL, Solidarność Walcząca Oddział Warszawa
Adam CYMBORSKI – działacz opozycji w PRL, Solidarność Walcząca Oddział Warszawa
Sławomir JANICKI – były prezydent Lublina
Maria DŁUŻEWSKA – działacz Solidarności Walczącej, reżyser
Ryszard CZAJKOWSKI – uczestnik Strajku w Stoczni ’80, pracownik NSZZ Solidarność, internowany, działacz podziemia, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Wolności i Solidarności
dr Elżbieta MORAWIEC, publicystka, działaczka „Solidarności”, Kraków
Mariusz BARTKIEWICZ – KGP HAMBURG
Anna KAMIŃSKA  
Bugi TADROWSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej Elbląg II im. Lecha Kaczyńskiego
Wojciech GĘDEK – Przewodniczący   Klubu Gazety Polskiej w Łowiczu
Andrzej OLESIUK – Starosta Leski
Stanisław MARKOWSKI – artysta fotografik, kompozytor, twórca muzyki do Hymnu Solidarności
Tomasz WÓJCIK – Członek Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, Przewodniczący RKS NSZZ Solidarność Region Dolny Śląsk 1988-1990
Jerzy NAGÓRSKI – były opozycjonista, działacz NSZZ Solidarność, redaktor czasopisma „Prześwit”
Adam JAJKO – Klub Gazety Polskiej w Brzozowie
Wiesław WIERZBOWSKI – członek Prezydium Zarządu Regionu Warmińsko-Mazurskiego NSZZ „Solidarność” w Olsztynie, internowany w stanie wojennym w Iławie i Kwidzynie, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Bostonie, USA
Jolanta BROMSKA – działaczka opozycyjna w PRL – Kużnica Żelichowska,
Prezes Ewa STANKIEWICZ – w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Solidarni 2010
Bogusław SAMBORSKI – działacz opozycyjny w PRL – Myszków i region Częstochowa, od 1985 roku na emigracji w Australii.
Wojciech MARCHEWCZYK – działacz opozycji – Kraków
Marian CZARNECKI – USA, działacz Solidarności, więzień polityczny PRL
Maria OLCZAK – Klub Gazety Polskiej Bielańsko- Żoliborski
Józef WIECZOREK – legitymacja nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej, b. wykładowca UJ.
Mieczysław BARTOŃ –  działacz opozycyjny w PRL i więzień polityczny, pokrzywdzony przez obecne sądy.
Marian MUCHA – skazany na 2 lat w okresie stanu wojennego, osoba represjonowana z powodów politycznych.
Tadeusz ZIELIŃSKI  -działacz Solidarności (internowany dłużej niż B. Komorowski).
Halina LEWANDOWSKA – OSET i Józef OSET – emeryci z Margonina w woj. wielkopolskim.
Krzysztof STANISZEWSKI – Prawo i Sprawiedliwość – Bielany.
Wojciech JANKOWSKI – dziennikarz prasy podziemnej w PRL – Jelenia Góra.
Katarzyna NODOP –  Prezes Stowarzyszenia Humans and Animals – Wsola.
Henryk KOZIK – Klub Gazety Polskiej Brzozów.
Jan GIEFERT – Klub Gazety Polskiej Brzozów.
Zofia i Józef BOBEL – Klub Gazety Polskiej w Nowej Hucie.
Krzysztof STĘPNIAK – Ruch kontroli wyborów 2015’ – Warszawa Targówek.
Andrzej URBANIAK –  delegat na walne zebranie solidarności Ziemi Łódzkiej. Współzałożyciel i przewodniczący zakładowej solidarności.
Zygmunt GROCHOWOLSKI – Klub GP Tychy.
Prof. Roman CHLEBOWSKI – emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego, uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej Sierpień 1980, działacz NSZZ „Solidarność” na UW i Mazowszu, przed stanem wojennym wysłany z Polski aż do Panamy.
Janisław MUSZYŃSKI – Prezes Zarządu Dolnośląskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego.
Monika SOCHA-CZYŻ – Prezes Towarzystwa Patriotycznego im. Jana Olszewskiego , radna Sejmiku Województwa Śląskiego V kadencji (2015-18), przewodnicząca Okręgu Bielskiego Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin.
Kazimierz HERIAN – Prezes Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez Organa Państwa Stop Krzywdzie Zielona Góra.
Urszula CANTEMIR – Wiceprezes Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez Organa Państwa Stop Krzywdzie Zielona Góra.
Krzysztof EGERT – Specjalista, Dział Zarządzania Nieruchomościami Administracyjnymi
Andrzej NIEDZIELSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Bielsku-Białej.
Barbara NIEDZIELSKA – Klub Gazety Polskiej w Bielsku-Białej.
Teresa i Bazyli SOKÓŁ – ekonomiści, emerytowani nauczyciele, Klub Gazety Polskiej w Braniewie.
Andrzej PIRÓG – inżynier budownictwa, Klub Gazety Polskiej w Braniewie.
Elżbieta WIDZYNSKI – nauczyciel ze Świebodzina, mieszkająca w Niemczech
Marcin ANDRIUSIECZKO – wieloletni pracownik SN, obecnie pracownik Izby Dyscyplinarnej SN
Janusz JABŁOŃSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Tychach.
Henryk SZCZEPAŃCZYK – Klub Gazety Polskiej w Tychach.
Krzysztof KURDZIEL – Klub Gazety Polskiej w Brzozowie.
Cezary SOKÓŁ – Przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Braniewie.
Paweł CZYŻ – były przewodniczący Rady Krajowej Stowarzyszenia Młodzi Konfederacji i były rzecznik prasowy KPN. Redaktor naczelny Niezależnej Gazety Obywatelskiej.
Jerzy JANZ – Polski Patriota z Lwówka Śląskiego. Internowany w Zabrzu-Zaborzu.
Maciej KLAMROWSKI – Klub Gazety Polskiej w Wejherowie.
Andrzej KLAMROWSKI – Klub Gazety Polskiej w Wejherowie
Maciej RUSIŃSKI – Koordynator Klubów GP USA i Kanada
Jacek SZKLARSKI – Reduta Dobrego Imienia – USA
Tadeusz ANTONIAK – Komitet Smoleńsko-Katyński
Paweł PIEKARCZYK – bard Klubów Gazety Polskiej
Adam ZYZMAN – dziennikarz z Krakowa
Paweł ZDUN –  przewodniczący Krajowej Rady Koordynatorów Ruchu Kontroli Wyborów
Jolanta CHOJNOWSKA – nauczycielka z Łomży
Krzysztof NIEGREBECKI – emeryt, prywatna działalność gospodarcza
Dr Marcin BRYNDA – były działacz opozycji antykomunistycznej
Grzegorz KUBASZEWSKI – przewodniczący Klubu Gazety Polskiej – Myśli Patriotycznej w Suwałkach
Marcin MAZUROWSKI – Vice-Chair Commission on the Limits of the Continental Shelf
Marian WASILEWSKI – Założyciel Solidarności w WPHW Gdańsk w 1980 r. oraz Społecznego Komitetu Poparcia Andrzeja Dudy w Gdańsku w 2015 roku.
Jacek SARNECKI – Przewodniczący SSW Mazowsze, Stowarzyszenie Solidarność Mazowsze
Grażyna KIJUC – Przewodnicząca Klubu Gazety Polskiej w Warce
Janusz SZEJA –  działacz, weteran KPN, założyciel Śląskiej  Grupy Patriotycznej Tarnowskie Góry
Grażyna MOZOL – członek „Solidarności”
Tadeusz WALKOWIAK – wiceprzewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Bostonie, USA
Zbigniew LISIECKI – informatyk, fizyk, Prezes Zrzeszenia Dekretowiec
Janusz BUKOWSKI – prywatny przedsiębiorca, Niemcy
Michał RUDKOWSKI – przewodniczący Klub Gazety Polskiej w Myślenicach.
Willy GROCHAL –  działacz opozycji, były przewodniczący Komisji Zakładowej Solidarności w Hucie Stalowa Wola, Kanada
Wiesław WIERZBOWSKI –  prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Wschodniego Massachusetts, USA.
Robert ZAJĄC – działacz opozycji PRL, Członek Zarządu Stowarzyszenia Solidarność Walcząca Mazowsze.
Andrzej OSIPÓW –  prawnik, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL. Wiceprezes Stowarzyszenia „Godność”.
Sławoj KIGINA – działacz opozycji w PRL, internowany posiada status osoby pokrzywdzonej, liczne odznaczenia, w tym Srebrny Krzyż Zasługi od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Kołobrzeg.
Zygmunt BŁAŻEK – działacz opozycji w PRL, były internowany w Strzebielinku, członek stowarzyszenia ,,Godność”, Gdańsk.
Maria OCHMAN – przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Solidarność.
Paweł ZIELIŃSKI – pedagog, członek NSZZ Solidarność, laureat Medalu Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk
Zdzisław ŚLODERBACH – członek Klubu Gazety Polskiej w Opolu, represjonowany w stanie wojennym z powodów politycznych.
Wojciech KORKUĆ – artysta, twórca plakatów, jeden z najbardziej znanych ilustratorów i projektantów graficznych w Polsce i na świecie.

„KA$TA? BASTA!” Pobierz komplet grafik autorstwa Wojciecha Korkucia

Nie bądź obojętny ! – jedenaste przykazanie ?

Nie bądź obojętny ! – jedenaste przykazanie ?

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych – Ewangelia Marka 12:29-31

75 rocznica wyzwolenia Auschwitz [czy raczej wkroczenia Armii Czerwonej do KL Auschwitz] [ https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/01/28/75-rocznica-wkroczenia-armii-czerwonej-do-kl-auschwitz/ stała się okazją do spopularyzowania w przestrzeni publicznej propozycji 11 przekazania – nie bądź obojętny ! To za sprawą wypowiedzi więźnia Kl Auschwitz Mariana Turskiego,

który przypomniał słowa prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta sprzed 5 lat wygłoszone w tym samym miejscu. Prezydent – jak mówił Marian Turski – „wymyślił 11. przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.”

To przykazanie winno być oczywistością dla każdego człowieka i nie tylko po Auschwitz.

W końcu już w ewangelii Marka czytamy „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Gdyby to przykazanie było respektowane przez człowieka, nie byłoby obojętności człowieka wobec drugiego człowieka, nie byłoby wykluczenia, nienawiści, nie byłoby Auschwitz, ani innych ludobójstw Auschwitz poprzedzających i późniejszych. A zatem nie ma potrzeby tworzenia kolejnego i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych.

Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj” – mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej drodze do Auschwitz nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, gdy znany jest argument Hitlera uzasadniający eksterminację ludności polskiej w 1939 r. „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”

Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku [nie tylko kroczku] ku Auschwitz ?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą się czci do dnia dzisiejszego,  a ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność ?

Po tzw. wyzwoleniu KL Auschwitz przez Armię Czerwoną „ Enkawudziści w lutym 1945 r. utworzyli dwa podobozy oznaczone numerami 22 (na terenie obozu macierzystego) i 78 (w obrębie Birkenau)….’Na każdym kroku chciano nam pokazać, że jesteśmy teraz niczym. Grozili nam, że jak nie będziemy bystro rabotali, to nas na Sybir wywiozą – wspomina jedna z więźniarek ….. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/po-wyzwoleniu-auschwitz-nkwd-stworzylo-tam-wlasny-oboz/b814tbs …Obóz zlikwidowano wiosną 1946 r., a rok później Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę, na mocy której teren miejsca zagłady miał się stać miejscem pamięci. Tylko jednak po więźniach, którzy przebywali tu i zginęli w latach niemieckiej okupacji. Kolejne dwa lata działalności Auschwitz wymazano z historii. „

Ta historia niestety nie została przypomniana podczas 75 roczny wyzwolenia Auschwitz, także przez Mariana Turskiego, który jakby proponowanego 11 przykazania do siebie nie odnosił.

Sam przeszedł piekło a jednak piekła zgotowanego innym jakby nie zauważał. Po wojnie włączył się w budowę systemu totalitarnego, tylko że czerwonego, odpowiedzialnego za eksterminację milionów ludzi, zwanego jednak demokratycznym i za zasługi w budownictwie nowej Demokratycznej Polski [działał w młodzieżowej organizacji PPR] odznaczony został Srebrnym Krzyżem Zasługi przez Prezydium Krajowej Rady Narodowej [13 lipca 1946 r] .

W tym samym czasie, inny więzień KL Auschwitz rtm. Witold Pilecki, który trafił tam ochotniczo, bo nie był obojętny na to co się tam działo, działał po drugiej stronie, walcząc po wojnie z instalacją ludobójczego systemu komunistycznego.

Nadal nie był obojętny.

Nie był za to odznaczany, lecz wtrącony do nieludzkiego więzienia, przy którym, jak mówił, ‚Oświęcim to była igraszka”.

Budowniczowie nowej komunistycznej Polski, nawet jak byli współwięźniami z Auschwitz, byli na Jego los obojętni.

Jakie kolejne przykazanie należałoby dodać ?

Przecież respektowanie przykazania z ewangelii Marka – będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego – byłoby wystarczające, aby tak nie było.

Przesłanie na Nowy Rok: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”

Przesłanie na Nowy Rok:

„Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”

To, że polskie środowisko akademickie jest stabilne swoimi patologiami i walczy o zachowanie status quo w tej materii, nie jest żadną tajemnicą. Nie jest też tajemnicą konformizm środowiska akademickiego, pod tym kątem zresztą od lat selekcjonowanego i formowanego. Standardy metodologiczne beneficjentów systemu komunistycznego często szwankują, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych. Dobrze, jeśli ktokolwiek te problemy publicznie podnosi.

O doskonałość polskiego środowiska naukowego

Prof. Śliwerski, członek Rady Doskonałości Naukowej, walczący o doskonałość polskiego środowiska naukowego, także na swoim blogu, niedawno ogłosił całkiem słusznie, że ‚Nauka polska wymaga spełniania przynajmniej minimalnych standardów metodologicznych’.

Można krzyknąć – tak trzymać !

Profesor pisze „Jeśli już kogoś nie stać na oryginalność, to niech chociaż przestrzega reguł logiki i obowiązujących w diagnostyce standardów. W przeciwnym razie upowszechnia się w sieci – pod szyldem nauki polskiej – błędy, które z nauką nie mają nic wspólnego. Są bowiem pseudonauką. …”. To na okoliczność zamieszczonej w sieci ankiety na temat polskiego środowiska akademickiego, która to ankieta bardzo pana profesora poruszyła i wydaje się – wręcz wyprowadziła z równowagi, choć to nie była praca naukowa, a tylko mający swoje mankamenty sondaż środowiskowy osoby ze stopniem doktora.

Nie tak dawno profesor wyrażał swoje niezadowolenie, że adiunkci nie działają w środowisku akademickim jako środek chwastobójczy [Kurier WNET, grudzień 2019].

Wydawało by się zatem, że jak profesor natrafi na przykład próby – choćby nieporadnej – odchwaszczenia środowiska akademickiego przez adiunkta, to się tym faktem ucieszy, a jako spec od doskonałości pospieszy z pomocą. Nic z tego.

Totalna krytyka, dyskredytacja, wręcz akademickie rozstrzelanie osoby próbującej odchwaszczenia środowiska. Fakt, w ankiecie dwa pytania – o badania doktorskie i profesorskie – raczej nie kwalifikowały się na odpowiedzi w trybie ankietowym, bo trzeba by użyć co najmniej tysięcy znaków aby temat przynajmniej napocząć, a w ankiecie, nim się napocznie, już trzeba skończyć.

Wzorowa metodologia ?

W totalnej krytyce profesor powołał się na słuszność metodyczną Heliodora Muszyńskiego, znanego pedagoga i metodologa, należącego – jak podaje Wikipedia [fakt, że źródło niezbyt doskonałe, ale doskonali profesorowie niczego bardziej doskonałego do tej pory nie udostępnili mniej doskonałym] – do opartego na poglądach Karola Marksa i Fryderyka Engelsa nurtu pedagogiki socjalistycznej, który to profesor zgodnie z tym nurtem argumentował: „Jeśli naukowiec popełnia tak elementarne błędy, to jest w świetle naukoznawstwa pseudonaukowcem, gdyż kompromituje reprezentowaną przez siebie naukę wskazując innym, że można ją uprawiać tak patologicznie”

Nurt ten wyniósł prof. Heliodora Muszyńskiego nie tylko na piedestał profesora, ale także członka Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Stopni Naukowych przy Radzie Ministrów (i to przez cztery kadencje, czyli 14 lat, od roku 1972 do roku 1986.

Od 1968 do 1973 r. socjalistyczny profesor prowadził tzw. eksperyment poznański, którego przedmiotem było opracowanie systemu wychowawczego w szkołach, rzecz jasna socjalistycznych. ‚Jego, krytycznie oceniane przez część pedagogów, rezultaty były szeroko wdrażane w tysiącach polskich szkół…..Założenia eksperymentu wywodzono od klasyków marksizmu-leninizmu, m .in. ustalenia Karola Marksa, że wychowanie dla przyszłości może być tylko angażowaniem wychowanków do walki o tę przyszłość….

…..Punktem wyjścia dla wprowadzanego systemu wychowawczego, według uchwały ministerstwa, były cele właściwe ideałowi człowieka socjalistycznego, który powinien się charakteryzować: zaangażowaniem ideowo-politycznym, świadomością zasad, celów i ideałów socjalizmu, emocjonalnym związkiem z tymi ideałami, uspołecznieniem, dbałością o wspólne dobro, rzetelną pracą, ofiarnością i zdyscyplinowaniem społecznym, patriotyzmem i internacjonalizmem socjalistycznym, emocjonalnym związkiem z postępowymi tradycjami narodowymi i społecznymi, solidarnością i braterstwem z narodami ZSRR i innych krajów socjalistycznych ….’

Nie bez przyczyny w 1975 r. kierowany przez niego zespół otrzymał Nagrodę Komisji Edukacji Narodowej i chyba nie bez przyczyny metodologia – stosowana przez jego szefa – jest przywoływana przez profesora stojącego na straży doskonałości nauki polskiej w III RP, tak silnie zakorzenionej w standardach systemu opartego na klasykach marksizmu-leninizmu.

Kto z tymi standardami jest na bakier, nie ma szans w systemie akademickim III RP, bo doskonałości rzecz jasna nie osiągnie, jako że nie zważa na jedynie słuszną metodologię socjalistyczną Heliodora Muszyńskiego.

Mankamenty doskonalenia

Tym niemniej trzeba podkreślić jak najbardziej słuszną konstatację prof. Śliwerskiego: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”.

Mogłaby ona służyć jako przesłanie na kolejny rok, nie tylko akademicki. Trudno jednak zrozumieć, że profesor od doskonałości naukowej nie podjął nawet próby realizacji tego przesłania, doskonalenia swojego środowiska, nie podjął krytyki jego poczynań, mimo że środowisko to jest bardzo niedoskonałe.

To środowisko wyselekcjonowało w naszym systemie akademickim całe rzesze bardzo niedoskonałych, tak doktorów, jak i profesorów, na drodze do stworzenia nadzwyczajnej kasty akademickiej, która jednak niewiele znaczy w nauce w relacji do środowisk naukowych innych krajów.

Starając się działać na rzecz odchwaszczenia tego środowiska, podnosiłem wielokrotnie [głównie na moim blogu] kwestię absurdalnej nieraz metodologii badań prowadzonych przez profesorów, kompromitujących reprezentowaną przez nich naukę. Nie zauważyłem jednak, aby profesorowie od doskonałości naukowej te niedoskonałości zauważyli, podjęli krytykę swojego środowiska i chcieli niedoskonałości usuwać.

Ja postulowałem, aby takich decydentów nauki, często dotkniętych czerwoną zarazą, przenosić w stan nieszkodliwości, ale nie mając władzy nad kimkolwiek poza samym sobą, to ja zostałem usunięty z systemu akademickiego, jako stanowiący zagrożenie dla socjalistycznych decydentów nauki oraz procesu formowania i doskonalenia młodzieży akademickiej w ramach najlepszego z systemów, tak wspieranego m. in. przez Heliodora Muszyńskiego.

Mimo to, nie zaprzestałem działań na rzecz naprawy systemu akademickiego, na rzecz jego odchwaszczenia, co przez szkodników akademickich jest negatywnie oceniane, traktowane jako destabilizowanie tego środowiska [sic !].

Z ludzkiego punktu widzenia trudno się nawet temu dziwić, bo w przypadku przyjęcia moich standardów [jakże odmiennych od tych wprowadzanych w życie przez prof. Heliodora Muszyńskiego] musieliby tacy potracić lukratywne stanowiska od doskonalenia naukowego.

Moim, niewątpliwie niedoskonałym zdaniem (w końcu jestem jedynie doktorem), metodologia prof. Heliodora Muszyńskiego, do której prof. Śliwerski tak głęboko jest przywiązany, z nauką sensu stricte chyba nie ma wiele [o ile cokolwiek] wspólnego.

Prof. Śliwerski jednak nie zważa na swój postulat, aby krytykę patologii zacząć od własnego środowiska, i nie krytykuje, lecz lansuje socjalistycznego profesora, specjalistę od doskonalenia polskiej młodzieży w czasach PRLu, w duchu Marksa i Engelsa.

Chętnie bym poznał opinie w tej sprawie doskonałych naszych profesorów, w końcu mających za zadanie służbowo, no i moralnie, wspierać w nauce mniej doskonałych.

W nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ? !

W tekście ‚Wybór między destrukcją a nauką’ profesor bardzo zasadnie, ale jakby bardzo niezgodnie z wieloma swoimi wcześniejszymi wpisami, oznajmia :” w nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ..” czym dokumentuje, że ma wiedzę na temat wartości tego co komisje i rady, w których sam od lat zasiada, aprobują i za co odpowiadają.

Skoro stopnie i tytuły generowane są w systemie wsobnym, zamkniętym, bez możliwości merytorycznej krytyki wewnętrznej ani zewnętrznej, ich znaczenie musi spadać, co ma miejsce od lat i konkluzja profesora ten proces jakby podsumowała.

Profesor pisze także:”zagraniczni eksperci zdiagnozowali fatalną politykę kadrową oraz strukturę naukowych obszarów badań, które utrwalają status quo, a związkowcy podejmują jeszcze uchwały, by wszystkim płacić tak samo według stanowisk pracy. Nawet dodatki motywacyjne chcieliby, jak w szkołach podstawowych, przyznawać każdemu tej samej wysokości, bo przecież – jak w socjalizmie – czy się stoi czy się leży tysiąc złotych się należy. Ciekaw jestem, co z tą socjalistyczną pozostałością uczynią rady uczelni? ” , A więc dobrze wie co w akademickiej trawie piszczy.

Potwierdza to także wypowiedzią: „Możemy dalej działać w nurcie pomocy socjalnej koleżankom i kolegom, w wymiarze darów wdzięczności za wieloletnią współpracę z tymi, z którymi od -nastu lat jesteśmy w tych samych jednostkach akademickich. W ten sposób prowadzimy pedagogikę na naukową śmierć”.

Ta wypowiedź jest słuszna także w stosunku do innych dziedzin nauki uprawianej w Polsce.

Na uwagę zasługuje także wiedza pana profesora odnośnie do szkodliwych pozostałości socjalistycznych uczelni. Jak on to godzi z jednoczesnym polecaniem metodologii socjalistycznego profesora Heliodora Muszyńskiego ?

Przesłanie na Nowy Rok

Prezentowane przez prof. Śliwerskiego niekonsekwencje, wewnętrzne sprzeczności argumentacji, nie są czymś niezwykłym w polskim środowisku akademickim, uformowanym w ramach metodologicznych założeń systemu komunistycznego. Bez zerwania z pozostałościami tego systemu, nie do końca obalonego, bez oczyszczenia, inaczej mówiąc odchwaszczenia – tak metodologicznego, jak i personalnego, takie niekonsekwencje są raczej standardem, a nie wyjątkiem.

Skoro członkowie rad od doskonałości naukowej takie niedoskonałości przejawiają, marne są szanse na dobrą zmianę w domenie akademickiej.

Niby kto ma zacząć krytykę patologii od własnego środowiska, skoro ci, którzy nim zaczną, już są skończeni, i to dożywotnio !

Tym niemniej postulat ‚Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska’ dobrze by było potraktować jako przesłanie na Nowy Rok, a zarazem postulat do poczynienia takich zmian ustaw akademickich, aby krytyka merytoryczna w środowisku akademickim, ujawnianie i krytyka patologii nie były karane, ale premiowane.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, styczeń 2020 r.

KW 2

Podsumowanie Roku Pańskiego 2019

Podsumowanie Roku Pańskiego 2019

Działalność publicystyczna

60 tekstów na blogu akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

prezentowanych także wersji audio w niepoprawneradio.pl

i umieszczanych na moim kanale You Tube https://www.youtube.com/user/jwfoto

2 kolejne [15, 16] tomiki ‚moich bojów’ – Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego

kilkanaście tekstów publikowanych na łamach Kuriera WNET, jeden w Nowe Państwo

Wykaz aktywnych, także w 2019 r. stron akademickich

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Moje blogi [solidarne]

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

blogmedia.24

http://blogmedia24.pl/blog/1196

Presmania.pl

http://pressmania.pl/

Legion św. Ekspedyta

http://www.ekspedyt.org/

Nieopoprawni.pl

http://niepoprawni.pl/

salon24

http://jwieczorek.salon24.pl/

blogpress

http://blogpress.pl/blog/4146

wiele tekstów i fotoreportaży także na:

http://www.trybunalscy.pl/

Polish Club Online

http://www.polishclub.org/?s=J%C3%B3zef+Wieczorek⊂mit=Szukaj

Polityka Polska

https://politykapolska.eu/

Radio Wnet

http://www.radiownet.pl/

Media społecznościowe

Facebook

https://www.facebook.com/jozef.wieczorek

Twitter

https://twitter.com/jwieczorek2013

Działalność filmowa

YouTube

W roku 2019 ponad 250 wideo na kanale YouTube –https://www.youtube.com/user/jwfoto

[obecnie ponad 2260 wideo, ponad 1,85 tys. subskrybentów ]

Działalność kronikarska – fotoreporterska

Strony ‚kronikarskie’ (aktywne w 2019 r.)

fotoreportaże, choć nie tylko

Józef Wieczorek w Krakowie (i nie tylko) w 2019 r.

https://jwfotowideo.wordpress.com/

 

100 kilkanaście fotoreportaży

Niezłomnym ku Niepodległości Tym, którzy walczyli aby Polska była Polską

https://niezlomnym.wordpress.com/

ok 50 fotoreportaży

Żołnierze Niezłomni w Parku Jordana w Krakowie

Pomniki „Żołnierzy Wyklętych” w systemie komunistycznym,

uhonorowanych w Galerii Wielkich Polaków XX wieku

http://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/

FOTO AMICUS Chóru Mariańskiego

https://fotoamicus.photo.blog/

nowa strona – 25 wpisów

Życie duchowe i religijne w Krakowie (i nie tylko)

https://krzyz.wordpress.com/

15 wpisów

Centrum Edukacyjne Instytutu Pamięci Narodowej – Przystanek Historia w Krakowie

https://www.youtube.com/channel/UCTBeQS-yuJzgHNdcbC9pGFg?view_as=subscriber

5 video

Działalność radiowa

http://niepoprawneradio.pl/

dziesiątki felietonów akademickich

dziesiątki nagrań ‚na żywo’ ( i nie tylko) ze spotkań klubowych (i nie tylko)

Wykłady i spotkania

Nie było zainteresowanych. Ciekawe – nieprawdaż ?

Wykłady/prelekcje do własnych ścian

Po 30 latach życia, podobno w wolnej Polsce !

Gdyby nie było internetu, takiego człowieka by nie było !

Po co komu/Polsce -tacy ?

Moje boje. Blogosłowie dysydenta akademickiego – Tom 16

Pobierz w pdf :

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 16

Boże Narodzenie A.D. 2019

Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim

Screen Shot 12-23-19 at 07.30 AM

[ źródło kompozycji graficznej

https://www.polishclub.org/2019/12/22/adiunkt-jako-srodek-chwastobojczy-w-srodowisku-akademickim/]

Adiunkt - zezwolenie

Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim

To, że środowisko akademickie, uformowane/sformatowane w czasach czerwonej zarazy i funkcjonujące w czasach zarazy tęczowej, stanowi ogród nieplewiony, od lat jest chyba wiedzą powszechną. Jeśli nawet wyrosły w nim piękne drzewa, to są one tłumione przez chwasty, które nieraz je oplatają, niczym liany.

Na niektórych uczelniach powstały co prawda ogrody profesorskie i to czasem na miejscu dawnych latryn, ale smród akademicki nie przestał się unosić także poza ogrodami. Nie może być inaczej, gdyż akademickie, w tym profesorskie afery na uczelniach są na porządku dziennym, choć rzadko medialnym.

Ogród nieplewiony

To, że nasz system akademicki mimo ciągłych reform jest patologiczny, a nawet wręcz przyjazny patologiom, nie jest tajemnicą. Trudno aby było inaczej, skoro świat akademicki, mający na celu poszukiwanie prawdy, przez dziesiątki lat funkcjonował w systemie kłamstwa. Schizofreniczna sytuacja nie mogła pozostać bez wpływu na społeczność akademicką i struktury akademickie sformatowane w czasach czerwonej zarazy. Oczyszczenia pozytywnego podczas transformacji nie było, a przed transformacją przeprowadzono oczyszczenie negatywne, którego skutków niemal nikt nie chce poznać.

Moralna zapaść środowiska akademickiego jest faktem, choć przez lata jakby nie zauważano postępującej degradacji tego środowiska, niskiego poziomu etycznego kadr akademickich, szczególnie tych, którzy winni stać (formalnie stojących !) na straży jego należytego poziomu.

Można mówić, że polski system akademicki patologiami stoi, a w gruncie rzeczy leży, jeśli się porówna jego moc z nauką światową.

Wzrost utytułowania kadry, jak i imponujący wzrost poziomu nieruchomości akademickich w warunkach patologicznych nie przekłada się na wzrost poziomu naukowego.

Jak z tym skutecznie walczyć ? Żadne reformy, bez względu przez jaką opcję polityczną przeprowadzone, nie dały sobie rady z naprawą systemu akademickiego, w tym z odchwaszczeniem – jak obrazowo się określa – środowiska akademickiego.

System akademicki, jak był, tak i pozostał ogrodem nieplewionym.

W resorcie rolnictwa do odchwaszczania z powodzeniem stosuje się preparat noszący nomen omen akademicką nazwę ‚ adiunkt’, dopuszczony do stosowania i unieszkodliwiania chwastów przez Ministerstwo Rolnictwa [numer zezwolenia R-27/2016 wydany w dniu 05-02-2016].

Zapewne wszyscy wiedzą, że w systemie akademickim – adiunkt, to stanowisko obejmowane zwykle przez osoby posiadające stopień doktora. Znany profesor od doskonałości naukowej i udoskonalania adiunktów, a zarazem niestrudzony bloger – Bogusław Śliwerski [pisałem o nim w Kurierze WNET nr 63/2019O doskonałości pedagoga] zadał na swoim blogu „pedagog” prowokacyjne pytanie: Czy adiunkci wypalą chwasty w nauce? [ 26 październik 2019 r.] jakby nawołując do zastosowania w resorcie nauki doświadczeń wypracowanych w resorcie rolnictwa.

Nauka adiunktami stoi

Pochodzenie nazwy adiunkt – z niem. od łac. adiunctus „przyprzężony” – dobrze określa pozycję adiunkta w systemie akademickim, jako zaprzężonego do pracy, ale nie zawsze za pracę awansowanego/nagradzanego, a nader często ‚dołowanego’, szczególnie wtedy, gdy uchyla się od stosowania znanego ukazu carskiego „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego” jakby respektowanego do dnia dzisiejszego w polskim systemie akademickim.

Na uczelniach i w instytutach badawczych na ogół się mówiło, że stoją one adiunktami, jako że moc pracy akademickiej spoczywała zwykle na adiunktach, niezbędnych do realizacji zadań dydaktycznych i badawczych, w sytuacji gdy tzw. samodzielni pracownicy akademiccy nie zawsze do tej pracy byli skłonni czy przysposobieni. Zresztą często, ci jako wieloetatowcy, pozbawieni jednak zdolności do bi-czy multilokacji, na taką działalność nie zawsze znajdowali czas, o ile jeszcze mieli na nią ochotę.

Bez adiunktów uczelnie nie byłyby w stanie funkcjonować, a zresztą bez wypromowania doktorów nie można było zostać profesorem, więc do awansu do nadzwyczajnej kasty adiunkci byli niezbędni. Potem można było się ich pozbywać, gdy zagrażali ‚samodzielnym’ i/lub najlepszemu z systemów.

Aby system nauki z takich oczyszczać, ogłaszano zazwyczaj, że jest problem z adiunktami, którzy się nie rozwijają i trzeba ich z systemu eliminować, aby dać szansę młodszym. Fakt, że wielu się nie rozwijało formalnie, bo byli tak dobierani na etaty, aby jedynie służyć do rozwoju ich ‚przyłożonym’. Inni na rozwój formalny nie mieli szans, bo swoje pasje naukowe mogli realizować jedynie w konspiracji przed panującymi w nauce, a ujawnienie rezultatów zapisywanych – o zgrozo – jedynie na swoje konto (z pominięciem panujących) skazywało ich na wykluczenie z systemu.

Mimo cyklicznych akcji czyszczenia uczelni z niepotrzebnych już, wyeksploatowanych adiunktów, jakoś ustawiczny problem ‚niedorozwoju’ adiunktów, ani problem spadania poziomu nauki, nie został rozwiązany.

Widocznie czyszczenie systemu z ludzi hierarchicznego środka, bez czyszczenia hierarchicznych szczytów, nic w tej materii nie daje.

‚Chwastobójcza’ rola adiunktów

Wiodącą rolę adiunktów w systemie akademickim zauważył niespodziewanie Prof. Bogusław Śliwerski, jednocześnie jakby zdegustowany zbyt słabymi rezultatami ich działań na polu naprawy patologicznego systemu.

Pisze on na swoim blogu m. in. Ci, którzy uzyskali stopień naukowy doktora nauk w swojej dziedzinie oraz dyscyplinie i zostali zatrudnieni w uczelniach na stanowisku adiunkta powinni postępować zgodnie ze złożoną przysięgą. Ta zaś zobowiązuje ich do służenia prawdzie, a nie zajmowania konformistycznych, submisyjnych postaw wobec tej części kadr akademickich, która już od dawna narusza kod etyczny w nauce i szkolnictwie wyższym”.

A dalej jeszcze bardziej krytycznie o braku krytyki sytuacji w nauce ze strony adiunktów „Mieliśmy nadzieję w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, że jak uruchomimy własne czasopismo pod jakże znaczącym tytułem „PAREZJA”, to adiunkci chwycą wiatr w żagiel i zaczną tam publikować solidne, krytyczne studia literatury przedmiotu, że będą prowadzić spór z autorami kompromitujących polską naukę rozpraw, bo pseudonaukowych.”

Dalej, wykazując całkiem dobrą znajomość braku standardów w nauce uprawianej w polskich placówkach, wręcz lamentuje Nie chodzi tu przecież o prowadzenie przez nich krytyki ad personam, ale o odważenie się poprowadzenia sporu natury merytorycznej. Czas najwyższy przestać udawać, że publikacje niektórych doktorów, doktorów habilitowanych a nawet profesorów spełniają jakiekolwiek standardy naukowe”

Trafnie również zauważa, że „Im dłużej jest nieobecna w przestrzeni publicznej krytyka pseudonauki i jej autorów, tym łatwiej jest im „załatwiać” awans na stanowiska czy wyższy stopień naukowy pozanaukowymi działaniami.”

I na końcu trafienie w samą dziesiątkę „Jednak rektorzy uniwersytetów nie zwolnią pseudonaukowców, ale … adiunktów„ zaznaczając jednak, że i wśród adiunktów bywają ignoranci.

Tak to prawda – bywają, ale wśród panujących u nas w nauce – także, a może nawet częściej i ich rektorzy nie zwalniają.

A zatem prof. Śliwerski jakby miał pretensje do adiunktów, że nie kładą swoich głów pod akademicki topór, i to w sytuacji, gdy sam tym toporem czasem wymachuje, bo tak się rzeczy mają w naszym, wysoce niedoskonałym, systemie akademickim.

Mimo, że jest specjalistą od doskonałości naukowej, popełnił chyba poważny błąd metodologiczny. Uznał zapewne, że adiunkt stosowany jako preparat chwastobójczy sprawdzić się winien i w resorcie nauki, nie zwracając uwagi na ‚cykl produkcyjny’ adiunktów w tym resorcie i na fakt braku zezwolenia dla działań adiunktów na rzecz ‚odchwaszczania’ środowiska akademickiego w ‚Konstytucji dla nauki’.

Adiunkci w systemie akademickim nie znajdują się na końcu cyklu produkcyjnego prowadzącego do doskonałości naukowej znaczonej tytułem profesorskim, lecz mniej więcej pośrodku i to przed barierą stawianą przez tych z końca taśmy produkcyjnej, do których sam ‚pedagog ‚ należy. Sam zresztą ma swoje osiągnięcia w dyskredytowaniu adiunktów, rzecz jasna uznając ich za ignorantów i nieudaczników, bo nie mających tytułu profesora – wyznacznika doskonałości naukowej.

Z tego powodu nawet znalazł się na ścieżce dyscyplinarnej, choć w rozumieniu doskonałości naukowej ma oparcie m. in. u znanego z właściwej postawy wobec LGBT prof. Nalaskowskiego, którego jednak postawa wobec innych patologii akademickich, nie zawsze może być uznana za właściwą.

Gdzie jest pies pogrzebany ?

Oczekiwanie, że adiunkt w systemie akademickim może się sprawdzić jako czynnik walczący z jego patologiami, o jego poziom etyczny, poziom naukowy, jest w gruncie rzeczy niedorzeczne.

Fakt, że adiunkci ‚ powinni postępować zgodnie ze złożoną przysięgą. Ta zaś zobowiązuje ich do służenia prawdzie, a nie zajmowania postaw konformistycznych, jak przypomina prof. Śliwerski. Ale także faktem jest, że tak winni postępować przede wszystkim profesorowie, którzy kiedyś też byli adiunktami i na ogół składali takie doktorskie przysięgi, a po awansowaniu na profesorów właśnie stoją służbowo, mniej lub więcej, na straży etosu nauki.

Co więcej to profesorowie odpowiadają za to, jakich mamy adiunktów, bo czy ktoś może podać jakiś przypadek awansowania na adiunkta w polskim systemie akademickim na podstawie opinii/ decyzji jedynie doktorów ?

Mamy takich adiunktów jakich profesorowie chcieli/chcą mieć, jakich uformowali/sformatowali i akceptują na etatach w swoich zakładach/instytutach/uczelniach.

Niestety jest prawdą, ale nie znaną powszechnie, że tacy adiunkci, którzy na serio wzięli sobie do serca przysięgę doktorską, stanęli do walki o prawdę, zabrali się do walki z patologiami, o należyty poziom etyczny i naukowy, z systemu akademickiego znikają i to z powodu działań członków nadzwyczajnej kasty akademickiej jaką tworzą profesorowie.

Mamy autonomiczny system akademicki, autonomiczne uczelnie i żaden adiunkt tej autonomii, także autonomii patologii [!] nie ma szans naruszyć bezkarnie.

Zarzut do adiunktów o konformizm wobec kadr akademickich jest kuriozalny, przy milczeniu o konformizmie profesorów i milczeniu o losach tych adiunktów, którzy okazywali swój nonkonformizm wobec poczynań profesorów.

Polski system akademicki nie przewiduje miejsca dla nonkonformistycznych adiunktów i jest to status quo wypracowany mozolnie w czasach czerwonej zarazy i utrzymany w mocy akademickiej w czasach III RP, czyli jak obecnie wiemy, w czasach zarazy tęczowej.

I za ten stan rzeczy odpowiadają konformistyczne/oportunistyczne/ egocentryczne, czy wręcz narcystyczne kadry profesorskie, tworzące nadzwyczajną kastę akademicką, do której ci, o naturze nonkonformistycznej nie mają żadnych szans wejść, a nawet tego nie chcą.

Mamy nader wydajny system negatywnej selekcji kadr akademickich, rodem z PRLu i utrzymany w mocy w III RP.

Nie dość, że młodzi są tak dobierani do systemu akademickiego, aby był z nich pożytek głównie dla członków nadzwyczajnej kasty, to po wykorzystaniu są wyrzucani z systemu jak niepotrzebne śmieci, nie rokujące nadziei na dalszą eksploatację (w języku kasty – na rozwój).

Nader często taki los spotyka lepszych naukowo i edukacyjnie od członków kasty, dla których stanowią śmiertelne zagrożenie i nie rokują nadziei na przystosowanie się do patologicznych obyczajów panujących wśród kasty ‚doskonałych’.

Nie bez powodu taka masa polskich doktorów, a nawet będących dopiero na drodze do doktoratów, po prostu od lat opuszcza polski system akademicki, czy to szukając swojego miejsca za granicą, czy w krajowych sektorach pozaakademickich, choć ten wariant nie zawsze jest do końca skuteczny, bo różne komisje/rady/ciała doradcze pełne są ekspertów z kasty akademickiej, i to nieraz dożywotnich !

Tym samym adiunkt nie ma szans na sprawdzenie się jako ‚środek chwastobójczy’ w resorcie nauki, w przeciwieństwie do „adiunkta” stosowanego zgodnie z odpowiednimi zarządzeniami i sprawdzającego się w praktyce w resorcie rolnictwa.

Młodszym Czytelnikom warto przypomnieć, że kiedyś pozycję między adiunktem a profesorom zajmował docent, które to stanowisko było tak skompromitowane, że je zlikwidowano, ale likwidacja ta kompromitacji nauki nie zlikwidowała, bo system nie został zasadniczo zmieniony.

Przy okazji warto przypomnieć, że nazwa docent funkcjonowała także w sektorze optycznym, jako popularny DOCENT – epidiaskop, rzutnik obrazów i slajdów, wykorzystywany także w praktyce akademickiej, czasem nie bez zabawnych konsekwencji. Kiedy na znanym uniwersytecie niezbyt rozgarnięty student został poproszony o przyniesienie małego ‚Docenta’, ku rozbawieniu braci studenckiej. przyprowadził na salę miernej postury docenta uczelnianego [ zresztą partyjnego decydenta akademickiego] Z likwidacją stanowiska docenta w systemie akademickim nie można było dłużej zwlekać.

Jako środek chwastobójczy za PRL

Mamy mnóstwo utytułowanych, i to wzdłuż, wszerz i w poprzek, specjalistów od socjologii, psychologii, prawa i nauk pokrewnych, ale rzetelnych badań nad systemowym degradowaniem środowiska akademickiego jakoś nie widać.

Siłą rzeczy opis konkretnych przypadków ilustrujących funkcjonowanie systemu może być pomocny w zrozumieniu tej sytuacji.

Tak się składa, że jestem przykładem (nieodosobnionym) adiunkta funkcjonującego w czasach czerwonej zarazy w roli środka chwastobójczego. Co prawda nie składałem przysięgi doktorskiej, co było wynikiem nader często spotykanego bałaganu w peerelowskim systemie akademickim, ale po stronie prawdy starałem się stać nonkonformistycznie [ co nawet rektor zauważył], poddając krytyce merytorycznej patologiczne zjawiska, widoczne także u nadzwyczajnej kasty akademickiej, podnosząc jeszcze w czasach jaruzelskich, m.in. problem deprawacji młodzieży akademickiej.

Oczywiście uznano to za zagrożenie dla przewodniej siły narodu, negatywnie – jej zdaniem – wpływało na młodzież, formatowaną zgodnie z pryncipiami ‚najlepszego systemu’. Skutek był oczywisty – wypędzenie z uniwersytetu ! Jak się okazało – dożywotnie, bo mimo transformacji, w tej materii akademickiej nic się nie zmieniło.

Niczego, co zarzuca adiunktom prof. Śliwerski, w sposób uprawniony nie mógłby mi zarzucić. I co ? Rzecz jasna, w takim systemie, jedna osoba bez mocy decyzyjnej, bez solidarności zatrudnionych na etatach, nie ma szans na wyeliminowania patologii, a mówiąc językiem prof. Śliwerskiego na wypalenie chwastów w systemie.

Taki ktoś może takie zjawiska pokazać w jakimś stopniu, ale stanowiąc zagrożenie dla konformistycznych etatowców, szczególnie decydentów i całego systemu, zostanie , wypędzony z uczelni, wyrzucony z pamięci, a członkowie kasty, także ci, co nawołują adiunktów do naprawy systemu, ani palcem w bucie nie ruszą, aby takie działania ‚chwastobójcze’ poprzeć, źródłowo zbadać, naukowo opisać. Standardowa reakcja, to odważne chowanie głowy w piasek i pisanie z pozycji ‚podręcznej strusiówki’ o konieczności poprawy etyki i likwidacji patologii w środowisku akademickim.

Słowa są, a czynów – brak, chyba że sprzeczne ze słowami.

A chwasty rosną, rosną, aż pokryją cały akademicki świat.

Tekst opublikowany w grudniowym numerze Kuriera WNET, nr. 66, r.2019

Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska

[https://www.rdn.gov.pl/]

Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska

To, że polskie środowisko akademickie jest stabilne swoimi patologiami i walczy o zachowanie status quo w tej materii nie jest żadną tajemnicą. Nie jest też tajemnicą konformizm środowiska akademickiego, pod tym kątem zresztą od lat selekcjonowanego/formatowanego. Standardy metodologiczne beneficjentów systemu komunistycznego często szwankują, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych. Dobrze, jeśli ktokolwiek te problemy publicznie podnosi.

O doskonałość polskiego środowiska naukowego

Prof. Śliwerski, członek Rady Doskonałości Naukowej, walczący o doskonałość polskiego środowiska naukowego, także na swoim blogu, niedawno ogłosił całkiem słusznie, że ‚Nauka polska wymaga spełniania przynajmniej minimalnych standardów metodologicznych’. http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2019/12/tylko-nie-pisz-i-nie-mow-prawdy-o.html

Można krzyknąć – tak trzymać !

Profesor pisze „Jeśli już kogoś nie stać na oryginalność, to niech chociaż przestrzega reguł logiki i obowiązujących w diagnostyce standardów. W przeciwnym razie upowszechnia się w sieci – pod szyldem nauki polskiej – błędy, które z nauką nie mają nic wspólnego. Są bowiem pseudonauką. …” a to na okoliczność zamieszczonej w sieci ankiety na temat polskiego środowiska akademickiego, która to ankieta bardzo pana profesora poruszyła i jak się odnosi wrażenie – z tego co pisze – wręcz wyprowadziła z równowagi, choć to nie była praca naukowa, a tylko mający swoje mankamenty sondaż środowiskowy osoby ze stopniem doktora.

Nie tak dawno profesor wyrażał swoje niezadowolenie, że adiunkci nie działają w środowisku akademickim jako środek chwastobójczy [Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim- Kurier WNET, grudzień 2019].

Wydawało by się zatem, że jak profesor natrafi na przykład próby – choćby nieporadnej – odchwaszczenia środowiska akademickiego przez adiunkta, to się tym faktem ucieszy, a jako osoba od doskonałości pospieszy z pomocą. Nic z tego.

Totalna krytyka, dyskredytacja, wręcz akademickie rozstrzelanie osoby próbującej odchwaszczenia środowiska. Fakt, w ankiecie dwa pytania o badania doktorskie i profesorskie raczej nie kwalifikowały się na odpowiedzi w trybie ankietowym, ale były ciekawe do reakcji w trybie ‚artykułowym’, bo trzeba by użyć co najmniej tysięcy znaków aby temat przynajmniej napocząć, a w ankiecie nim się napocznie, już trzeba skończyć.

Wzorowa metodologia ?

W totalnej krytyce profesor powołał się na słuszność metodyczną Heliodora Muszyńskiego znanego pedagoga i metodologa, należącego jak podaje Wikipedia [fakt że źródło niezbyt doskonałe, ale doskonali profesorowie niczego bardziej doskonałego do tej pory nie udostępnili mniej doskonałym ] do nurtu pedagogiki socjalistycznej, opartej na poglądach Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, który w tym nurcie argumentował: „Jeśli naukowiec popełnia tak elementarne błędy, to jest w świetle naukoznawstwa pseudonaukowcem, gdyż kompromituje reprezentowaną przez siebie naukę wskazując innym, że można ją uprawiać tak patologicznie.„

Nurt ten wyniósł prof. Heliodora Muszyńskiego nie tylko na piedestał profesora, ale także członka Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. stopni naukowych przy Radzie Ministrów (i to przez cztery kadencje, czyli 14 lat i to od roku 1972 do roku 1986.

Od 1968 do 1973 socjalistyczny profesor przeprowadził tzw. eksperyment poznański, którego przedmiotem było opracowanie systemu wychowawczego w szkołach, rzecz jasna socjalistycznych. ‚Jego, krytycznie oceniane przez część pedagogów, rezultaty były szeroko wdrażane w tysiącach polskich szkół…..Założenia eksperymentu wywodzono od klasyków marksizmu-leninizmu, m .in. ustalenia Karola Marksa, że wychowanie dla przyszłości może być tylko angażowaniem wychowanków do walki o tę przyszłość….

…..Punktem wyjścia dla wprowadzanego systemu wychowawczego, według uchwały ministerstwa, były cele właściwe ideałowi człowieka socjalistycznego, który powinien się charakteryzować: zaangażowaniem ideowo-politycznym, świadomością zasad, celów i ideałów socjalizmu, emocjonalnym związkiem z tymi ideałami, uspołecznieniem, dbałością o wspólne dobro, rzetelną pracą, ofiarnością i zdyscyplinowaniem społecznym, patriotyzmem i internacjonalizmem socjalistycznym, emocjonalnym związkiem z postępowymi tradycjami narodowymi i społecznymi, solidarnością i braterstwem z narodami ZSRR i innych krajów socjalistycznych ….’

Nie bez przyczyny w 1975 r. kierowany przez niego zespół otrzymał Nagrodę Komisji Edukacji Narodowej i chyba nie bez przyczyny metodologia – stosowana przez jego szefa – jest przywoływana przez profesora stojącego na straży doskonałości nauki polskiej w III RP, tak silnie zakorzenionej w standardach systemu opartego na klasykach marksizmu -leninizmu.

Kto z tymi standardami jest na bakier, nie ma szans w systemie akademickim III RP, bo doskonałości rzecz jasna nie osiągnie, jako że popełnia elementarne błędy, nie zważając na jedynie słuszną metodologię socjalistyczną Heliodora Muszyńskiego.

Mankamenty doskonalenia

Tym niemniej trzeba podkreślić jak najbardziej słuszną konstatację prof. Śliwerskiego: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”. Trudno jednak zrozumieć, ze profesor od doskonałości naukowej nie podjął nawet próby doskonalenia swojego środowiska, nie podjął krytyki jego poczynań, mimo że środowisko to jest bardzo niedoskonałe. To środowisko wyselekcjonowało w naszym systemie akademickim całe rzesze bardzo niedoskonałych tak doktorów, jak i profesorów, na drodze do stworzenia nadzwyczajnej kasty akademickiej, która jednak niewiele znaczy w nauce w relacji do środowisk naukowych innych krajów.

Podnosiłem wielokrotnie [głównie na https://blogjw.wordpress.com,/ choć nie tylko – por. np. POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII- https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/ ],

Pytania do władz UJ na inaugurację kolejnego Roku Akademickiego  – https://www.polishclub.org/2018/10/01/pytania-do-wladz-uj-na-inauguracje-kolejnego-roku-akademickiego/,

No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem https://niepoprawni.pl/blog/6438/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem ,

Kolejne pytania w sprawie ‚Jagiellończyka’https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/] absurdalną nieraz metodologię badań prowadzonych przez profesorów kompromitujących reprezentowaną przez nich naukę, starając się działać na rzecz odchwaszczenia tego środowiska. Nie zauważyłem jednak aby profesorowie od doskonałości naukowej te niedoskonałości zauważyli, podjęli krytykę swojego środowiska i chcieli niedoskonałości usuwać.

Ja postulowałem aby takich decydentów nauki, często dotkniętych czerwoną zarazą, przenosić w stan nieszkodliwości, [ Degradacyjna schizofrenia. Dokąd zatem zmierzamy ?https://blogjw.wordpress.com/2018/04/23/degradacyjna-schizofrenia-dokad-zatem-zmierzamy/], ale siłą rzeczy nie mając władzy nad kimkolwiek, poza władzą nad samym sobą, to ja zostałem usunięty z systemu akademickiego, jako stanowiący zagrożenie dla socjalistycznych decydentów nauki oraz procesu formowania i doskonalenia młodzieży akademickiej w ramach najlepszego z systemów, tak wspieranego m. in. przez Heliodora Muszyńskiego. Mimo to nie zaprzestałem działań na rzecz naprawy systemu akademickiego, na rzecz jego odchwaszczenia, co przez szkodników akademickich jest negatywnie oceniane, traktowane jako działania destabilizujące środowisko akademickie [sic !].

Z ludzkiego punktu widzenia trudno się nawet temu dziwić, bo w przypadku przyjęcia moich standardów [jakże odmiennych od tych wprowadzanych w życie przez prof. Heliodora Muszyńskiego] musieli by tacy potracić lukratywne stanowiska od doskonalenia naukowego.

Moim, niewątpliwie niedoskonałym zdaniem ( w końcu jestem jedynie doktorem) metodologia prof. Heliodora Muszyńskiego, do której prof. Śliwerski tak głęboko jest przywiązany, z nauką sensu stricte chyba nie ma wiele [o ile cokolwiek] wspólnego.

Prof. Śliwerski jednak nie zważa na swój postulat, aby krytykę patologii zacząć od własnego środowiska i nie krytykuje, lecz lansuje socjalistycznego profesora, specjalistę od doskonalenia polskiej młodzieży w czasach PRLu w duchu Marksa i Engelsa.

Chętnie bym poznał opinię w tej sprawie doskonałych naszych profesorów, w końcu mających za zadanie służbowo, no i moralnie, wspierać w nauce mniej doskonałych.

W nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ? !

W ostatnim blogu [Wybór między destrukcją a nauką

http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2019/12/wybor-miedzy-destrukcja-nauka.html ] profesor bardzo zasadnie, ale jakby bardzo niezgodnie z wieloma swoimi wcześniejszymi wpisami, oznajmia :” w nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ..” czym dokumentuje, że ma wiedzę na temat wartości tego co komisje i rady, w których sam od lat zasiada, aprobują i za co odpowiadają.

Jak stopnie i tytuły generowane są w systemie wsobnym, zamkniętym, bez możliwości merytorycznej krytyki, tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej, ich znaczenie musi spadać, co ma miejsce od lat i konkluzja profesora ten proces jakby podsumowała.

Profesor pisze także:”zagraniczni eksperci zdiagnozowali fatalną politykę kadrową oraz strukturę naukowych obszarów badań, które utrwalają status quo, a związkowcy podejmują jeszcze uchwały, by wszystkim płacić tak samo według stanowisk pracy. Nawet dodatki motywacyjne chcieliby, jak w szkołach podstawowych, przyznawać każdemu tej samej wysokości, bo przecież – jak w socjalizmie – czy się stoi czy się leży tysiąc złotych się należy. Ciekaw jestem, co z tą socjalistyczną pozostałością uczynią rady uczelni? ” co wskazuje na to, że dobrze wie co w akademickiej trawie piszczy.

Potwierdza to wypowiedzią: „Możemy dalej działać w nurcie pomocy socjalnej koleżankom i kolegom, w wymiarze darów wdzięczności za wieloletnią współpracę z tymi, z którymi od -nastu lat jesteśmy w tych samych jednostkach akademickich. W ten sposób prowadzimy pedagogikę na naukową śmierć”, ale trzeba dodać, że ta wypowiedź jest słuszna także w stosunku do innych dziedzin nauki uprawianej w Polsce.

Na uwagę zasługuje także wiedza pana profesora odnośnie szkodliwych pozostałości socjalistycznych uczelni, ale jak on to godzi z jednoczesnym polecaniem metodologii socjalistycznego profesora Heliodora Muszyńskiego ?

Niekonsekwencje standardem

Prezentowane przez prof. Śliwerskiego niekonsekwencje, sprzeczności wewnętrzne argumentacji, nie są czymś niezwykłym w polskim środowisku akademickim, uformowanym w ramach metodologicznych założeń systemu komunistycznego. Bez zerwania z pozostałościami tego systemu, nie do końca obalonego, bez oczyszczenia, inaczej mówiąc odchwaszczenia, tak metodologicznego, jak i personalnego, takie niekonsekwencje są raczej standardem a nie wyjątkiem. Skoro członkowie rad od doskonałości naukowej takie niedoskonałości wykazują, marne są szanse na dobrą zmianę w domenie akademickiej.

Niby kto ma zacząć krytykę patologii od własnego środowiska, skoro ci, którzy nim zaczną, już są skończeni i to dożywotnio !

Orła Wrona nie pokona ?

[ Symbol dwuwładzy w Sądzie Najwyższym ? ]

Orła Wrona nie pokona ?

13 grudnia 1981 WRONa rozpostarła swoje skrzydła nad wyzwalającym się z niewoli krajem, którego symbolem jest Orzeł Biały. WRONa stanowiła wówczas zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym, jak po latach określił warszawski Sąd Okręgowy w dniu 12 stycznia 2012 roku. W grudniową noc zorganizowała akcję ‚Jodła’, co jakoś tak proroczo przewidział Stefan kard. Wyszyński, Prymas Polski w „Zapiskach więziennych” – zapis z dnia 17 I 1954, niedziela: „Siadła wrona na czole wyniosłej jodły. Spojrzała władczo wokół i wydała okrzyk zwycięstwa. …”

Chyba nie bez przyczyny sprawa operacyjna prowadzona przeciwko kard. Wyszyńskiemu, nosiła kryptonim „Prorok”.

W grudniu 1981, już po śmierci proroczego prymasa Polski, WRONa zorganizowała liczne miejsca odosobnienia, dla tych, których uważała za stanowiących dla niej zagrożenie.

Opisuje to jedna z piosenek z miejsc odosobnienia

Zielona WRONa dziób w wężyk szamerowany

Kto nie da drapaka,

Kto nie chce zakrakać

Ten będzie internowany.”

Nie wszyscy chcieli zakrakać, nie wszystkim udało się dać drapaka, stąd w miejscach odosobnienia znalazło się ok. 10 tys. opozycjonistów, choć w kraju, i poza krajem, było ich więcej, stąd opór wobec WRONy mógł trwać także poza takimi miejscami.

Znajomość tych czasów i okoliczności jest jednak różna i np. wybitni historycy najstarszej polskiej uczelni nie zdołali zidentyfikować w historii stanu wojennego, a władze tej uczelni nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie – jak to się stało, że stan wojenny wprowadzony na terytorium całego kraju, na terytorium UJ chyba nie został wprowadzony, bo tak wynika z dziejów UJ, które są przeznaczone do opanowania przez kolejne pokolenia młodych ludzi. [ Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny?” „ Kurier WNET” nr 54/2018]. Czy taki stan rzeczy wynegocjowano z WRONą – do tej pory nie wiemy ? Badania nad tym ciemnym w dziejach uczelni okresem są w powijakach, a na badania niezależne nie ma pieniędzy i nie ma dostępu do archiwów akademickich, co wskazuje na utrzymywanie się nadal systemu totalitarnego, mimo że oficjalnej WRONy już nie ma.

Orła Wrona nie pokona !

Mimo zorganizowanego zbrojnego uderzenia w solidarność społeczną, z miejsc odosobnienia unosiły się słowa optymistycznych jednak piosenek

I choć WRONa głośno kracze wabiąc kruki i puchacze
I tak sprawa przesądzona, Orła WRONa nie pokona!

czy innej:

W kryminale dziś siedzimy

Lecz się WRON-y nie boimy

Kiedy wiosną lody spłyną

Rozprawimy się z ptaszyną.

Kra, kra, kra, wronisko latało, a SB szalało kra, kra, kra…

Z kryminału gdy wyjdziemy

Wtedy wronę zatłuczemy

Wyskubiemy pióra czarne

Bo ptaszysko to koszmarne

… Choć nam posiwieją skronie

Wytłuczemy jaja wronie

Żeby się nie odrodziła

Więcej Polski nie gnębiła..”

Taki optymizm pozwalał przetrwać, i tym co byli uwięzieni, i tym co byli poza miejscami odosobnienia, choć nie znaczy, że na wolności.

Czy taki optymizm był uzasadniony ? Po latach wiemy, że WRONa co prawda nie była taka silna, system chylił się ku upadkowi, ale i solidarność międzyludzka została jednak zgnieciona i nigdy w takiej postaci jak przed stanem wojennym się nie odrodziła. Co więcej, twardzi przeciwnicy WRONy, mający w biografiach obozy internowania, czy więzienia, zostali nieraz tak rozmiękczeni intelektualnie i moralnie, że z twórcami WRONy tworzyli struktury podobno wolnego państwa, a dziś razem są na różnych frontach obrony demokracji, czy tolerancji, a nawet postkomunistycznej konstytucji zapewniającej ciągłość z czasami WRONy. Nie zważają przy tym jak łamana jest ta Konstytucja przez organy władzy, ustawowo stojącej na straży jej przestrzegania.

Konstytucyjna rola orła białego

Konstytucja RP w Artykule 28 mówi

  1. Godłem jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu.
  2. Barwami Rzeczypospolitej Polskiej są kolory biały i czerwony.
  3. Hymnem Rzeczypospolitej Polskiej jest Mazurek Dąbrowskiego.
  4. Godło, barwy i hymn Rzeczypospolitej Polskiej podlegają ochronie prawnej.
  5. Szczegóły dotyczące godła, barw i hymnu określa ustawa.

OBWIESZCZENIE MARSZAŁKA SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ z dnia 14 czerwca 2019 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych

podaje:

Art. 1. 1. Orzeł biały, biało-czerwone barwy i „Mazurek Dąbrowskiego” są symbolami Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Otaczanie tych symboli czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej oraz wszystkich organów państwowych, instytucji i organizacji. 3. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach. Art. 2. 1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego ze złotą koroną na głowie zwróconej w prawo, z rozwiniętymi skrzydłami, z dziobem i szponami złotymi, umieszczony w czerwonym polu tarczy. 2. Wzór godła Rzeczypospolitej Polskiej zawiera załącznik nr 1.

Wydaje się, że jest jasność co jest godłem Rzeczypospolitej Polskiej, jak ono wygląda, co zresztą na ogół i dzieciaki znają z katechizmu Władysława Bełzy

– Kto ty jesteś? Polak mały.

Jaki znak twój?Orzeł biały….

ale w przestrzeni publicznej nie zawsze tak jest.

A jednak wrona dominuje nad orłem ! I to w Sądzie Najwyższym.

W gmachu Sądu Najwyższego reprezentującego niezawisłą władzę sądowniczą to wyobrażenie godła polskiego, jako orła białego, przez lata było inne – w sądzie w roli polskiego godła wisiało, i nadal wisi, coś na kształt zielonego ptaszyska, budzącego skojarzenie z zieloną wroną. [ Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W.” „ Kurier WNET” nr 59/2019] W sposób oczywisty narusza to konstytucję i odpowiednie ustawy. Co prawa art. 16 ust. ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, dopuszcza umieszczanie godła „w formie stylizowanej i artystycznie przetworzonej” na produktach handlowych, ale tu mieliśmy z artystycznie przetworzonym godłem w Sądzie Najwyższym, który nie jest produktem handlowym, tylko najwyższą władzą sądowniczą w kraju posiadającym za godło orła białego umieszczonego na tle czerwonym.

Jakoś to władzom III RP nie przeszkadzało. Obywatelom też nie za bardzo, tym bardziej, ze niewielu o tym wiedziało. Byli jednak tacy, których taki stan rzeczy bardzo uwierał.

W wyniku akcji edukacyjnej podjętej wobec władz Sądu Najwyższego przez Adama Słomkę i Zygmunta Miernika wraz z towarzyszami prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf obiecała, że powiesi im obok obecnego, nielegalnie wiszącego, ‚artystycznie przetworzonego’, także konstytucyjne godło polskie.

I tak się stało, tak że obecnie na salach SN wisi godło polskie, ale obok w pozycji jakby nadrzędnej, dominującej, nadal wisi ‚zielona wrona’, co niejako symbolizuje jakąś dwuwładzę, czego Konstytucja nie przewiduje. Winno to budzić konsternację obywateli, szczególnie obrońców Konstytucji, ale nie budzi, bo jakoś nie widać jakiś działań prawnych wobec takiego stanu rzeczy.

Internowani w stanie wojennym optymistycznie śpiewali ‚Orła Wrona nie pokona’, a tu po latach niemal 40-tu w- jak się mówi – wolnej, niepodległej Polsce, mamy jednak sytuację wskazującą na to, że optymizm opozycjonistów antykomunistycznych nie do końca był uzasadniony.

Naruszania konstytucji poprzez profanację godła polskiego miało miejsce także w innych sądach – np. na salach Sądu Rejonowego w Nowym Sączu, który bardzo się napracował nad penalizacją patriotów działających na rzecz likwidacji nielegalnie stojącego w Nowym Sączu pomnika chwały Armii Czerwonej. Tam z kolei wisiały -także artystycznie przetworzone – wyobrażenia orła białego w postaci jakichś drewnianych płaskorzeźb barwy brązowej. Po interwencji i edukacyjnym wysiłku kilku patriotów związanych z KPN, władze sądu podjęły szybko decyzję o zmianie tego wizerunku, a prezes sądu nawet podziękował patriotom.

Edukowanie dorosłych i to będących przy władzy ma jednak sens, choć sukcesy są raczej sporadyczne. [Obywatelska edukacja polskich sądów -wkrakowie2016.wordpress.com]. W Senacie RP też mamy artystycznie przetworzone godło Polski, ale nie ma kto edukować senatorów.

III RP artystycznie przetworzona

Artystyczne przetwarzanie wizerunku orła białego w Sądzie Najwyższym [i nie tylko] ośmiela postępowych obywateli do dalszego ubogacenia kolorystycznego symboli RP noszonych na tęczowych marszach równości a onieśmielone sądy niższej instancji nie widzą w tym nic niewłaściwego.

Widać, że III RP ma problemy ze swoją tożsamością. Nie potrafiła się oderwać prawnie od PRL, nie potrafiła, a nawet nie chciała ukarać członków zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, jaką była WRONa, nie chce nawet należycie poznać wspierających WRONę. III RP nie zajmuje się, jak należy, kwestią reparacji po wojnie jaruzelsko-polskiej, nie wymieniając n-tej ilości zaniechań transformacyjnych, stąd i dominacja ‚zielonej wrony’ nad orłem białym – nie bulwersuje. Nawet odznaczani za działania na rzecz wolnej i niepodległej Polski, której symbolem jest orzeł biały na tle czerwonym, na taki stan rzeczy na ogół nie reagują. A przecież w piosenkach ‚wojennych’ deklarowali, że rozprawią się z „wroną”, żeby się nie odrodziła i więcej Polski nie gnębiła.

Żyjemy w dziwnej Polsce, zwanej III RP, choć do II RP jakoś ona nie nawiązuje, a stanowi niejako artystyczne przetworzenie PRL, powstałe w ramach realizacji wizji członków i miłośników WRONy oraz „postępowej”, tolerancyjnej, oportunistycznej frakcji obozu solidarnościowego.

Dopóki Orzeł Biały nie pokona WRONy, to tak naprawdę nie będziemy wolni i niepodlegli.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, grudzień 2019 r.

Przyczynek do poznania nieznanego

Przyczynek do poznania nieznanego

27 listopada Wojewoda Małopolski Piotr Ćwik wręczył mi nadany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Srebrny Krzyż Zasługi,

za osiągnięcia w pracy społecznej i naukowej, co można traktować jako objaw dobrej zmiany.

Foto – Agnieszka Masłowska

Foto – Agnieszka Masłowska

Za pracę społeczną, której wykonuję od lat niemało, przed 33 laty,  w czasach komunistycznych (tak, tak, były takie czasy !) zostałem wypędzony z Uniwersytetu Jagiellońskiego dożywotnio, z wilczym biletem obowiązującym ( jak się okazało po sprawdzeniu) także na innych uczelniach i wypędzenie utrzymało swoją moc także w wolnej Polsce, w której mogę swobodnie wykładać do ścian (jako objaw wolności ?) i prowadzić badania przy nakładzie 0 zł z kieszeni podatnika i zdaje się wszyscy, a w szczególności panujący w świecie akademickim, są z tego zadowoleni. Środowisko bulwersuje jedynie zawieszenie/odwołanie jednego, czy kliku wykładów, ale odwołanie setek, czy tysięcy wykładów, jeśli cieszyły się uznaniem studentów i nienawiścią etatowych ‚profesorów’ – to nie ma o czym mówić, nie mówiąc o działaniu.

Z negatywnego wpływu na młodzież akademicką ( i nie tylko) – o co przed laty zostałem oskarżony – jednak nie zrezygnowałem, a nawet go rozszerzyłem, tworząc społecznie przed 15 laty Niezależne Forum Akademickie, co spowodowało – rzecz jasna- natychmiastowy, brutalny atak (na platformie GazWyb) najwyższych władz rektorskich, przerażonych rodzeniem się wolnej myśli akademickiej, niedopuszczalnej w wolnej Polsce. Destabilizacja stabilnego patologiami środowiska akademickiego oznacza niszczenie/ostracyzm/wyklęcie przez miłujących patologię akademików.

Rozszerzenie pracy społecznej na monitoring poczynań nadzwyczajnej kasty sędziowskiej spowodowało postawienie mnie przed obliczem wymiaru niesprawiedliwości i grillowanie już 5 rok, bo pokazywanie prawdy powoduje negatywny odbiór pracy sądów przez uświadamiane społeczeństwo.

Rzecz jasna naukowo/etatowo formalnie nie pracuję już od lat, a właściwie wieków, choć realnie jak najbardziej pracuję, niestety nieraz wydajniej i pożyteczniej od wielu zatrudnionych na etatach i to nierzadko profesorskich, co całkowicie mnie wyklucza z etatowego/podległego panującym w nauce zatrudnienia.

Tym niemniej, to na moich fundamentach geologicznych opiera się w niemałym stopniu gospodarka wodami termalnymi na Podhalu, bo żeby gospodarka funkcjonowała jak należy, musi opierać się na rzetelnej wiedzy, a nie byle jakiej, często utytułowanej, którą często wrzucam ‚do kosza’,  aby robić coś z sensem dla dobra wspólnego. Co więcej kilka moich książek (choć nie mam pretensji do ich naukowości) służy socjologom i psychologom w etatowej, a nieraz i plagiatowej działalności, a moje działania na rzecz naprawy systemu akademickiego, wykorzystywano, choć niestety w miernym stopniu, w prawie akademickim.

Nie bez powodów wyróżnienie zatem cieszy, choć nie zmienia mojej, tak społecznej, jak i naukowej sytuacji. Mam przy tym wiedzę, że moich – i wolnej nauki oraz działalności społecznej – etatowych prześladowców, nie przeniesiono, jak postulowałem jeszcze w stanie wojennym ( tak, tak, był taki stan !) , w stan nieszkodliwości, a wyróżniano daleko wyższymi odznaczeniami.

Tych kilka refleksji kreślę w dniu św. Barbary, patronki górników i zarazem geologów, których działalność stanowi fundament dla pracy górniczej.

Niech ma mnie w swej opiece.

Dlaczego cenzura na uniwersytecie tak późno bulwersuje ?

Józef Wieczorek

Dlaczego cenzura na uniwersytecie tak późno bulwersuje ?

Autocenzura jak była, tak i jest do dnia dzisiejszego racją bytu akademickiego

Okresowe zawieszenie wykładów prof. Nalaskowskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, ze względu na jego felieton o marszach równości, zbulwersowało opinię publiczną, gdyż zostało odebrane jako przejaw cenzury na uniwersytecie. Co prawda wskutek nacisków społecznych rektor Andrzej Tretyn po tygodniu cofnął swą decyzję, ale poziom wzburzenia jego pierwszym wyrokiem chyba się nie obniżył.

Dobrze, że to co się dzieje na uniwersytetach, dotarło wreszcie do mediów i szerokiej opinii publicznej, ale szkoda, że tak późno i jedynie w ograniczonym zakresie.

Przecież lewicowa dyktatura na uczelniach trwa od dawna, a zawieszanie wykładów niewygodnych akademików i to dożywotnio, cenzurowanie absolutne, tzn. bez możliwości wypowiedzi, czy badań, szczególnie akademickiej historii, w której nieraz brak jest komunizmu, PZPR, czy stanu wojennego, miały i mają miejsce niejednokrotnie, i jakoś nie bulwersowało to mediów, a co za tym idzie opinii publicznej, do której takie ekscesy nie docierały, lub nader rzadko.

Patologiczne problemy uniwersytetów, środowiska akademickiego – w końcu stanowiącego i formującego polskie elity – jakoś nie cieszą się zbytnią uwagą mediów i opinii publicznej.

Funkcjonuje co prawda miesięcznik „Forum Akademickie”, ale jest to periodyk resortowy, zależny od decydentów akademickich, a przy tym niezbyt popularny. Od strony prawnej szczegółowe sprawy akademickie podejmuje regularnie „Dziennik Gazeta Prawna”, ale do przeciętnego obywatela, nawet wykształconego na polskich uczelniach, niewiele co z tego dociera.

Aby poznać niezależne opinie o tym co w akademickiej trawie piszczy, trzeba penetrować internet, no i czytać niecodzienną gazetę jaką jest „Kurier WNET”, który – jako periodyk z górnej półki – dociera jedynie do znikomej części polskiego społeczeństwa, tej niezależnie myślącej i krytycznej, żyjącego z podniesioną głową a nie z ‚podręczną strusiówką’ do chowania głowy w piasek.

Na polskich uczelniach cenzura jest nader powszechna od dawna, a nie dopiero od sprawy toruńskiej. Ma postać poprawności akademickiej, braku wolności wypowiedzi, konformizmu w życiu akademickim (i nie tylko). Ten stan rzeczy nader rzadko trafia do świadomości ogółu społeczeństwa, mimo – a może właśnie dlatego – że jest coraz bardziej formalnie wykształcone i udyplomowione.

Cenzura, mimo likwidacji urzędu cenzury

Jak wiadomo, w czasach PRL, ”przewodniej siły narodu” i principiów państwa socjalistycznego, budowanego na fundamentach totalitarnych, na straży poprawności słowa pisanego, a także mówionego stał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk [ od 1981 do 1990 r. Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk] zwany w skrócie urzędem cenzury. Baczył on, aby informacje, opinie, książki, osoby nieprawomyślne, niepożądane w systemie, nie docierały do opinii publicznej.

Tak było też na uniwersytetach, które po okresie życia podziemnego pod okupacją niemiecką, zostały pootwierane pod okupacją sowiecką i stanowiły zaplecze dla budowy ‚najlepszego z systemów’.

Ci, którzy system wspierali, osiągali szczyty akademickie [i nie tylko] i obdarzeni prestiżem w czasach czerwonej zarazy przetrwali do medialnego końca systemu komunistycznego, po czym przeszli z sukcesem transformację w jego kontynuację w zmienionych nieco warunkach, prowadzących jak się okazuje po latach, do szerzenia się zarazy tęczowej.

Kto w czasach PRL, mniej lub bardziej jawnie występował przeciw zarazie czerwonej – znikał z systemu, a przynajmniej był marginalizowany, a po latach, tego kto jawnie występuje przeciwko zarazie tęczowej czeka podobny los.

Na straży takich ‚wartości” na uniwersytetach stoją rektorzy uczelni, którzy po reformie Gowina uzyskali władzę niemal absolutną, a działają w okresie powrotu dzieci ‚czerwonej zarazy’ na scenę polityczną.

Jeszcze przed sprawą toruńską rektor Uniwersytetu Poznańskiego Andrzej Lesicki wystąpił przeciwko mowie nienawiści ze strony hierarchów kościelnych (było to po znamiennej wypowiedzi o zarazie tęczowej abp. Marka Jędraszewskiego 1 sierpnia w krakowskiej Bazylice Mariackiej) a rektorzy KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich) w swoim oświadczeniu poparli swojego kolegę. Należy do nich także rektor UMK, jako wiceprzewodniczący KRASP. Nie wiadomo więc, czemu jego działania wobec prof. Nalaskowskiego tak bardzo zbulwersowały opinię publiczną.

Rektor UMK zrobił to, co było zgodne z jego i jego kolegów opiniami/dyrektywami. Skoro nie zbulwersowały one mediów, ani opinii publicznej rektor UMK nie widział przeszkód, aby podjąć decyzje wobec nieprawomyślnego podwładnego, stojącego po drugiej stronie frontu ideologicznego.

Tak bywało w czasach czerwonej zarazy, tak bywa w czasach szerzenia się zarazy tęczowej.

Rektor UMK, co prawda, wycofał pospiesznie swoją decyzję, ale rektorzy KRASP nie zmienili swojego negatywnego stanowiska, wobec niemiłujących ideologii LGBT i ośmielających się mieć inne zdanie od ich pracodawcy. Nawet to stanowisko zaostrzyli, grożąc im sankcjami dyscyplinarnymi.

Rektorzy wyraźnie się określili jako zwolennicy systemu totalitarnego, z którego zresztą nie wyszli, mimo że totalitarny system komunistyczny takie represje stosujący, medialnie się skończył.

Może mają na uwadze i to, że sprawy dyscyplinarne z okresu stanu wojennego na uniwersytetach są zaaresztowane do dnia dzisiejszego i nikt nie może, ani nie chce rektorów zmusić do ich ujawnienia. Po prostu na uczelniach prawo stanu wojennego nadal stoi ponad konstytucją III RP ! [ np. mój tekst – Tajne teczki UJ,czyli o wyższości ‘prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP ]

Urzędu cenzury co prawda już nie ma, ale rektorzy starają się z sukcesem ten urząd zastąpić. Nie wiadomo, czy za działania cenzorskie są dodatkowo gratyfikowani. W końcu w urzędzie cenzury gratyfikacje nie były małe, a za pracę, i to tak ważną dla utrzymania systemu wynagrodzenie się należy – nieprawdaż ?

Autocenzura racją akademickiego bytu

Jeszcze w czasach funkcjonowania urzędu cenzury, funkcjonariusze tej instytucji nie zawsze mieli wiele pracy, a to ze względu na rozpowszechnioną autocenzurę inteligentnych autorów, którzy po prostu nie pisali tego, co i tak przewidywali, że przez urząd cenzury nie przejdzie, a po co się narażać. [Tomasz Strzyżewski – Czarna księga cenzury PRL] .

Nie inaczej rzecz się miała na uczelniach, i to nie tylko na wydziałach ideologicznych, historycznych, i nie tylko w stosunku do principiów panującego ustroju, a nader często w stosunku do wysoko postawionych osób, zwykle reprezentujących przewodnią siłę narodu. Krytyka merytoryczna, nawet w naukach niehumanistycznych, stopniowo była redukowana, a konformiści i oportuniści znakomicie dostosowywali się do panujących reguł, dzięki czemu mogli prosperować w tamtym systemie.

Po transformacji nic zasadniczego się w tej materii nie zmieniło i nadzwyczajna kasta akademicka nadal nie podlega merytorycznej krytyce, a kandydaci do kasty bacznie autocenzurują swoje opinie, aby do niej się dostać.

Nie przestrzegający tych reguł są z systemu wykluczani. Mogą sobie wykładać do swoich ścian,a nie do studentów na uniwersytecie, bo przecież podobnie jak w czasach czerwonej zarazy mogliby na młodzież akademicką wpływać negatywnie, podburzając do myślenia i nonkonformizmu.

Autocenzura tak jak była, tak i jest do dnia dzisiejszego racją bytu akademickiego.

Dobrze by było, aby badacze mechanizmów rządzących formowaniem kadr akademickich – o ile tacy się znajdą i ich projekty badań nie zostaną ocenzurowane – zajęli się poznaniem losów tych, którzy takim regułom się nie podporządkowali, wypowiadali się otwarcie, merytorycznie o tym, co wypisywali nieraz w publikacjach profesorowie; tych, którzy pisali artykuły polemiczne, dyskusyjne, ujawniali niedorzeczności profesorskie.

W wolnym, demokratycznym kraju, na uniwersytetach, które są po to, aby toczyły się na nich dyskusje – jak oznajmiają niektórzy z rektorów – takie prace winny być prowadzone i ujawnianie, aby wyeliminować patologie, lub wręcz uniwersytety, które ‚zapomniały’ po co istnieją. Nie jest jednak pewne, czy przy rygorystycznym stosowaniu takich zasad eliminacji ostałby się jakiś uniwersytet na ziemiach polskich.

Dyscyplinowanie niewygodnych

Ostatnio rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Mirosław Wielgoś, oznajmił, że „przyszła pora, by krytycznie przyjrzeć się części środowiska akademickiego” i dodał, że ‚nie możemy żyć od jednego ekscesu do drugiego”.

Była to reakcja na krytyczne wypowiedzi niektórych profesorów wobec ideologii LGBT.

Trudno tego nie rozumieć, jako zapowiedzi dyscyplinowania, a nawet oczyszczania środowiska akademickiego z osób niewygodnych, które muszą się czuć zagrożone.

Takie groźby i poczynania, to jednak nic nowego, a jedynie nawiązanie do reguł panujących w polskim środowisku akademickim od dziesiątków już lat, jeszcze w czasach panowania totalitarnego systemu komunistycznego. Beneficjenci tego systemu – obecne elity akademickie – formują/ formatują na swoją modłę kolejne pokolenia.

W czasach czerwonej zarazy postulowano, by nie dopuszczać do wykładów podważających – nieraz niedorzeczne – tezy profesorskie, albo takie osoby znieważano proponując np. aby „obciąć mu brodę”, kiedy brakowało argumentów merytorycznych. Nic się nie zmieniło. Kiedy klika dni temu chciałem profesorom merytorycznie wyjaśnić niezrozumiałą kwestię o dużej wadze poznawczej, zdumiony usłyszałem ‚ odbieram panu głos’ – i problem sam się rozwiązał. Tak się cenzurowało i cenzuruje do dnia dzisiejszego niewygodnych dla panujących w nauce. Środowiska pozaakademickie, nie wyłączając prawicowych, nieraz stosują taki ostracyzm, nie bacząc na deklarowany przez siebie antykomunizm,

Jakoś nie podejmuje się dyskusji na temat pochodzenia obecnych kadr akademickich. Pytałem o to przed laty, aby sprowokować dyskusję nad genezą obecnych kadr i uzyskać wytłumaczenie dzisiejszego kiepskiego, niepokojącego stanu uniwersytetów.

Jakoś zapomniano sobie słowa C.K. Norwida:

Nie trzeba siebie, wciąż siebie,

mieć środkiem,

By, mimowolnie, nie stać się

wyrodkiem –

Nie trzeba myśleć, że jest podobieństwo

Być demokratą – bez Boga i wiary

Czego jak świat ten nie bywało stary!

I żal mi bardzo was – o! Postępowi,

Którzy zniweczyć przeszłość chcecie całą,

By łatwiej było, lecz jako żółwiowi,

Orzec: ‚Tak wiele już ubiegłem z chwałą.’

Tylko że, aby drogę mierzyć przyszłą,

Trzeba-ć koniecznie pomnieć,

skąd się wyszło!”

Przeszłość akademicką się cenzuruje, a tę poprzedzającą transformację – najbardziej, stąd o korzeniach obecnych kadr i mechanizmach ich formowania przeciętny obywatel wie niewiele. A decydenci akademiccy jakoś wolą odsuwać od siebie upiory przeszłości, cenzurując wszystko i wszystkich, którzy by zamierzali je poznać. Mam w tej materii osobiste wspomnienia -”nie widzimy możliwości przeznaczenia na ten cel środków publicznych…” – to odpowiedź na projekt opracowania Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji !

Barometr demokracji wskazuje na totalitaryzm uniwersytetu

Znakomity historyk Henryk Głębocki, badacz archiwów b. ZSRR zasadnie określił, że „ dostęp do zbiorów archiwalnych jest nie tylko barometrem swobody badań naukowych, ale i demokracji”.

Trudno się z tym nie zgodzić, ale trzeba tym barometrem objąć nie tylko realia rosyjskie, ale także polskie uniwersytety, w tym wzorcowy UJ, do którego archiwów dostęp jest co najmniej utrudniony, a dla niewygodnych jego archiwa akademickie całkiem są niedostępne. Szczególnie jeśli chodzi o archiwa z końca PRL, co dokumentuję na moich stronach internetowych (Niezależne Forum Akademickie – Sprawy ludzi nauki).

Zresztą trzeba pamiętać, że niewygodne materiały do archiwów uczelnianych czasem wcale nie trafiały co skutkuje po latach fałszowaniem historii [przykład z UJ opisany na moim blogu w tekście „Powracająca fala zakłamywania historii”. ]

W PRL, po przeprowadzeniu ideologicznej selekcji księgozbiorów, w bibliotekach wyodrębniano prohibity jako zbiory zastrzeżone, zawierające treści godzące w interes Polski socjalistycznej. W III RP na UJ ( i chyba nie tylko na UJ) mamy archiwa zastrzeżone, bo zawierające zapewne treści godzące w interes uczelni, a raczej interes kasty uczelnią zarządzającej, pokazujące prawdziwą historię w okresie komunizmu, który medialnie upadł, ale realnie daje się we znaki niewygodnym, tak wówczas, jak i obecnie.

Barometr zatem wskazuje na brak swobody badań naukowych i demokracji na uniwersytetach III RP, czego także ostatnie oświadczenia KRASP ‚na odcinku’ LGBT są najlepszym wyrazem. Ten stan rzeczy winien bulwersować, tak media, jak i społeczeństwo utrzymujące uniwersytety ze swoich podatków.

Najwyższa pora, by krytycznie przyjrzeć się sytuacji na uczelniach i ich przeszłości, i to w całej okazałości.

Trzeba, aby uniwersytety były uniwersytetami, a Polska była Polską, silną swoimi uniwersytetami.

Tekst opublikowany w:  Kurier Wnet nr. 65, listopad 2019

CMWP SDP po raz kolejny w obronie red. Józefa Wieczorka z Krakowa

Zamieszczam kolejne stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy  w mojej ‚kafkowskiej’ sprawie:

CMWP SDP po raz kolejny w obronie red. Józefa Wieczorka z Krakowa

 5 listopada 2019

6 listopada b.r. w Sądzie Okręgowym w Krakowie (Wydział IV Karny Odwoławczy ) odbędzie się rozprawa apelacyjna od wyroku Sądu Rejonowego, w której oskarżonym jest red. Józef Wieczorek, niezależny publicysta i bloger. Jest on skazany za to, iż rozpowszechnił publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności, choć o wyłączeniu jawności nie został prawidłowo poinformowany w trakcie rozprawy. Jest to powrót sprawy do Sądu Okręgowego  po kasacji Sądu Najwyższego, co sprawia, iż sprawa ta prowadzona jest w sądach różnych instancji już 5 lat.

W związku ze sprawą red. Józefa Wieczorka osk. z art. 241 § 2 k.k., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP niezmiennie stoi na stanowisku, że zapadły w niniejszej sprawie wyrok skazujący rażąco godzi w prawa i swobody obywatelskie, a jedynym rozsądnym i zgodnym z prawem werdyktem w tej sprawie może być wyrok uniewinniający p. Józefa Wieczorka od postawionego mu zarzutu. Stanowisko nasze zostało przesłane do Sądu pismem z dnia 28 października 2019 r.

Skazując red. Józefa Wieczorka Sąd uznał, że rozpowszechnił On publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności, zamieszczając na portalu internetowym YouTube nagranie filmowe utrwalające przebieg rozprawy i skazał go za czyn z art. 241 § 2 k.k. , jednak nie można przyjąć, że z informacją przekazaną przez Sąd o prowadzeniu rozprawy z wyłączeniem jawności wiąże się automatycznie wiedza i świadomość każdego co do odpowiedzialności karnej za rozpowszechnianie wiadomości z tejże rozprawy. W tym zakresie, pogląd iż p. Józef Wieczorek zdawał sobie sprawę z tej odpowiedzialności, jest nieuzasadniony. W niniejszej sprawie miała miejsce szczególna sytuacja, bowiem wskutek dynamicznego przebiegu zdarzeń w toku rozprawy przewodnicząca składu orzekającego przeoczyła pouczenie o skutkach niedopełnienia obowiązku zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności, w tym o odpowiedzialności karnej z art. 241 § 2 k.k. Nadto, wyrażenie przez Sąd I instancji zgody na nagrywanie przez oskarżonego Adama Słomkę przebiegu rozprawy z wyłączeniem jawności, mimo podjętej wcześniej w tej kwestii decyzji odmownej, upewniło obecnego na sali dziennikarza nie tylko w jego przekonaniu co do legalności rejestracji, ale i braku przeciwwskazań do publikacji nagrania.

W praktyce, intuicyjne odczucie uczestnika rozprawy rzeczywiście może utożsamiać zgodę na nagrywanie z brakiem niejawności rozprawy, zwłaszcza w takim przypadku jak niniejszy. Obowiązek pouczenia dotyczy pełnej informacji co do tego jakie okoliczności objęte są tajemnicą, a także konsekwencji prawnych w sferze prawa karnego materialnego w razie niezachowania tajemnicy. W tym właśnie celu został on wprowadzony przez ustawodawcę. Aby więc przyjąć, że spełniono znamiona czynu z art. 241 § 2 k.k., zachowanie sprawcy musiałoby zostać popełnione w warunkach wcześniejszego prawidłowego (skutecznego) pouczenia przez sąd o skutkach tegoż zachowania, co nie miało miejsca. W ogóle, mając na względzie fundamentalną zasadę państwa prawa, należy przyjąć, że we wszystkich przypadkach w których przepisy wymagają pouczenia, jego brak nie może szkodzić obywatelowi.

Należy podkreślić, że norma art. 362 k.p.k. („Przewodniczący poucza obecnych o obowiązku zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności i uprzedza o skutkach niedopełnienia tego obowiązku”) ma znaczenie nie tylko dla stron procesu. Gdyby założyć inaczej, pouczenie dokonywane przez sąd na podstawie art. 362 k.p.k. nie mogłoby się odnosić do publiczności. To zaś byłoby sprzeczne z założeniem racjonalności ustawodawcy, który expressis verbis sprecyzował, że pouczenie ma się odnosić do „obecnych” (a nie jedynie do stron lub świadków). Wprawdzie art. 16 § 1 k.p.k. przewidujący ogólny obowiązek pouczenia odnosi się do skutków procesowych dla uczestników postępowania, jednak art. 362 k.p.k. stanowi wobec niego przepis szczególny, odnosi się bowiem do wszystkich osób obecnych. Jeżeli więc pouczenie zostało wprowadzone przez ustawodawcę ma mieć sens i prawną doniosłość, należy konsekwentnie przyjąć, że jego brak (względnie niedotarcie do adresata ) ma wpływ na odpowiedzialność karną. Na gruncie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz orzecznictwa krajowego, nie do przyjęcia byłby wniosek, że tak istotna czynność sądu rzutuje jedynie na skutki procesowe, a na materialno-prawne żadnego wpływu nie ma. Założenie, że wskutek braku pouczenia obywatel nie poniesie negatywnych skutków procesowych, ale nie ma przeszkód, aby został skazany wyrokiem karnym, jest ewidentnie sprzeczne z całościowym ujęciem konstrukcji odpowiedzialności karnej na gruncie systemu prawa. Jest też nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawnego, wyrażoną w art. 2 Konstytucji RP.

Zgodnie z art. 54 Konstytucji RP, „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Natomiast w myśl art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”.

W związku z powyższym CMWP stoi na stanowisku, że skazanie dziennikarza za słowo będzie w tym przypadku stanowić naruszenie praw człowieka i obywatela. Red. Józef Wieczorek powinien zatem zostać uniewinniony.

dr Jolanta Hajdasz
dyr. CMWP SDP

 

szczegółowy opis jest tu : https://cmwp.sdp.pl/jozef-wieczorek-z-krakowa-uniewinniony-decyzja-sadu-odwolawczego-zbiezna-ze-stanowiskiem-cmwp-sdp/

Odroczenie sprawy red. Józefa Wieczorka na czas nieokreślony w Sadzie Okręgowym w Krakowie

https://cmwp.sdp.pl/odroczenie-sprawy-red-jozefa-wieczorka-na-czas-nieokreslony-w-sadzie-okregowym-w-krakowie/

6 listopada br. w Sądzie Okręgowym w Krakowie (Wydział IV Karny Odwoławczy) odbyła się rozprawa apelacyjna od wyroku Sądu Rejonowego, w której oskarżonym jest red. Józef Wieczorek, niezależny publicysta i bloger. Jest on skazany za to, że upubliczniał nagranie dźwięku i obrazu z rozprawy sądowej z wyłączeniem jawności. Red. Józef Wieczorek nie został prawidłowo poinformowany o wyłączeniu jawności tej rozprawy. Sprawa red. Józefa Wieczorka toczy się w sądach różnych instancji  już blisko 5 lat.

6 listopada po rozpoczęciu rozprawy przewodnicząca składu sędziowskiego wyraziła zgodę na dokumentowanie rozprawy przez publiczność. Zanotowała obecność m.in. obserwatora ze strony CMWP SDP, którym jest p. Agnieszka Kaczorowska.

Sędzia ogłosiła odroczenie rozprawy na czas nieokreślony, motywując to małą ilością czasu na zapoznanie się z dokumentacją oraz z uwagi na nowe procedury w sądzie.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP niezmiennie stoi na stanowisku, że zapadły w niniejszej sprawie wyrok skazujący rażąco godzi w prawa i swobody obywatelskie, a jedynym rozsądnym i zgodnym z prawem werdyktem w tej sprawie może być wyrok uniewinniający p. Józefa Wieczorka od postawionego mu zarzutu. Stanowisko nasze zostało przesłane do Sądu pismem z dnia 28 października 2019 r.

Stanowisko CMWP SDP jest tu : https://cmwp.sdp.pl/cmwp-sdp-po-raz-kolejny-w-obronie-red-jozefa-wieczorka-z-krakowa/

Tekst i zdjęcia : Agnieszka Kaczorowska

TęczUJe zdobywają UJ [Uniwersytet Jagielloński]

[na bazie https://queer.pl/grupa/1019/teczowy-uj-w-krakowie ]

TęczUJe zdobywają UJ [Uniwersytet Jagielloński]

Uniwersytet Jagielloński jest najstarszym polskim uniwersytetem, ale dopiero w tym roku doszło do merytorycznej dyskusji na temat LGBT, o czym świadczy debata pod hasłem „LGBT – potrzeby, możliwości, wyzwania”, która odbyła się 17 października w Auditorium Maximum.[ https://www.uj.edu.pl/kalendarz/-/journal_content/56_INSTANCE_5De61CKaqzOl/10172/143655664 ] Dlaczego dopiero w tym roku ? Wcześniej LGBT nie było ?

Dopiero w tym roku na Uniwersytecie Jagiellońskim powstało stowarzyszenie, które „ma zamiar zwalczać homofobię, transfobię oraz seksizm na UJ, a także prowadzić działania edukacyjne, w tym rozpowszechniać informacje na temat społeczności LGBTQ, aby stworzyć środowisko na Uniwersytecie Jagiellońskim, które będzie przyjazne dla wszystkich studentów i studentek LBTGQ” [https://queer.pl/news/203549/teczuj-pierwsze-stowarzyszenie-studentow-i-studentek-lgbtq-na-uniwersytecie-jagiellonskim , https://krknews.pl/przelom-w-krakowie-powstalo-pierwsze-uniwersyteckie-stowarzyszenie-dla-studentow-lgbtq/].

Dla tworzenia przyjaznego środowiska akademickiego dla studentów, a także pracowników spoza sfery LBGTQ, jakoś nie powstało żadne stowarzyszenie i jakoś nie było debat merytorycznych w tej kwestii, ani w Auditorium Maxium, ani w mniej reprezentacyjnych salach UJ, mimo że środowisko akademickie UJ (i nie tylko UJ) jakoś nie jest przyjazne dla tych mniej postępowych, którzy chcieliby traktować uniwersytet jako korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy. Tak uniwersytet był określany w statucie UJ, aż do jubileuszowego roku 2000, ale widocznie uznano na szczytach akademickich, że nie ma co się trudzić poszukiwaniem prawdy, bo to ani nie jest postępowe, ani nie przynosi awansów, ani zysków dla uczelni i ich etatowych pracowników, a także studentów.

Zresztą tych, co razem ze studentami poszukiwaniem prawdy się trudzili, usuwano z UJ w czasach panowania systemu kłamstwa i to z oskarżenia o negatywny wpływ na studentów.

Rzecz oczywista, dla systemu kłamstwa, budowniczych/beneficjentów tego systemu, prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie. Trzeba było tworzyć przyjazne środowisko dla miłośników tego systemu i to w czasach zarazy, czerwonej zarazy. Przez wiele lat urabiano opinie, że system ten został obalony, co prawda wskazując, że czerwoni stali się co najwyżej różowymi, ale w ostatnich latach okazało się, że środowiska czerwonych znakomicie przetrwały swój upadek i uległy znacznie większemu ubogaceniu kolorystycznemu. Przybrały barwy tęczy i ogłosiły, że nie wszyscy ich miłują, a tak dłużej nie może być.

Nowo powstałe stowarzyszenie na Uniwersytecie Jagiellońskim przyjęło barwną nazwę „TęczUJ” i jak się okazuje, w ramach walki o tolerancję, ma być nieprzyjazne dla tych, którzy nie są miłośnikami TęczUJów.

Na kanale You Tube TęczUJe ostrzegają [Tęczowy Uniwersytet Jagielloński- https://www.youtube.com/watch?v=iUJLyOYVZkg] , że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć. To już nie przelewki. Nie ma żartów.

Lepiej zorientowani w historii tworzenia ‚najlepszego z systemów’ o barwie czerwonej, wiedzą zapewne, że żartownisie (ros. – szutnicy) i to niewinni, budowali Kanał Białomorski. Czyżby TęczUJe chcieli nawiązywać do tych tradycji ?

W Polsce, instalacja ‚najlepszego z systemów’, wspierana była przez młodzież skupioną w ZMP – Związku Młodzieży Polskiej, w którym aktywiści tworzyli Brygady Lekkiej Kawalerii, zajmujące się zwalczaniem nauczycieli niepopierających polityki i ideologii komunistów, niepopierających tego co miał usta słodsze od malin.

W deklaracji TęczUJów, jakby się słyszało echo nadciągającej lekkiej kawalerii, która zajmie się zwalczaniem akademików niepopierających ideologii i polityki LGBT.

W tych działaniach studenci nie są osamotnieni. Przecież cała Konferencja Rektorów Szkół Polskich [KRASP] jednogłośnie/jednomyślnie wydała oświadczenie o kierowaniu na ścieżki dyscyplinarne tych, co by się ośmielili krytykować LGBT [ https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowisko_zachowanie_wartosci_w_debacie_publicznej.pdf ] i to w warunkach wojny kulturowej, kiedy każda krytyka może przechylić szalę frontu wojennego.

Władza rektorów została wzmocniona w wyniku reformy Gowina, stąd rektorzy autonomicznie każdego niemiłującego LGBT, mogą zawiesić, albo wypędzić z uczelni, tak jak to robili ich poprzednicy, wobec niemiłujących systemu komunistycznego.

Minister Gowin jakby nic nie miał przeciwko takiej sytuacji. Za żadne skarby nie ma zamiaru zbadać korzeni obecnego systemu, a co więcej zapowiedział, że położy się Rejtanem, gdyby był zagrożony byt studiów genderowych na uczelniach.[https://wpolityce.pl/polityka/471280-gowin-obroni-gender-o-szkodliwosci-zle-pojetego-pluralizmu?fbclid=IwAR2NC0yqkDF-KMbwy80HHNso6l-fbwPH-4E6NlW0cyNQnGe3T32bTVZlNxo ]

No cóż, każdy system musi mieć oparcie na uniwersytetach, wśród elit, bez tego trudno by było przed laty zainstalować system komunistyczny, czerwona zaraza nie mogłaby się rozprzestrzenić i teraz tęczowa zaraza też potrzebuje oparcia na uniwersytetach, dobrze przygotowanych do ubogacenia kolorystycznego naszego społeczeństwa.

Tęczowy front akademicki rozwija się coraz śmielej, a organizacje kombatanckie/antykomunistyczne omijają go szerokim łukiem, nie ośmielając się zbliżyć do centrum zarazy, ani od przodu, ani od tyłu.

TęczUJe przenikają UJ [ i nie tylko], tęczują sobie swobodnie bez zakłóceń, a ci nic nie słyszą, nic nie widzą po odważnym pogrążeniu głów w podręcznych strusiówkach – takiej nowoczesnej broni bohaterów.

TęczUJe ogłaszają atak na niemiłujących LGBT, a kombatanci nawet nie ogłaszają mobilizacji.

Tęczowi byli już pod oknem papieskim w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową i nie było żadnej reakcji, poza jedną osobą duchowną z różańcem.

Kombatanci nawet nie wystawili czUJek, ani nie rozmieścili czUJników, aby mieć właściwą orientację tego, co się na froncie akademickim wojny kulturowej dzieje.

W obronie abp. Marka Jędraszewskiego, który objaśnił przekształcanie się zarazy czerwonej w tęczową, co spotkało się z atakiem rektorów, pod krakowską Kurią zgromadziło się kilka tysięcy osób [https://www.youtube.com/watch?v=bq8BtKzvtb8 ], ale pod Collegium Novum, gdzie urzęduje rektor UJ, który wraz ze swoimi kolegami z KRASP potępił mowę metropolity, uznając ją jako mowę nienawiści, nie zgromadził się nikt. Nie miałem z czego zrobić fotoreportażu !

Taka schizofreniczna postawa na froncie niczego dobrego nie wróży. Potrzebne są zdecydowane działania, po wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji na froncie i w rejonach przyfrontowych.

Na Plantach, przed Collegium Novum nie ma jeszcze tęczowych ławeczek, rektor jeszcze nie zasiada w tęczowym fotelu, w tęczowej todze, studenci – nawet TęczUJe,  jeszcze nie noszą tęczowych czapek studenckich [ aby było wiadomo kogo tolerować],  ale to dopiero początek.

W czasach PRLu UJ, nie był CzUJem – Czerwonym Uniwersytetem Jagiellońskim, choć rektor Karaś do tego zmierzał [ https://lustronauki.wordpress.com/2009/11/14/uj-za-rektora-mieczyslawa-karasia/ ], ale zrodzony z UJ – Uniwersytet Śląski takim czerwonym uniwersytetem, czyli ‚Czusiem’ ( jak się mówiło ) był [ CzUŚ].

W III RP na dobrej drodze jest instalacja, na bazie najstarszego polskiego uniwersytetu – Tęczowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli prawdziwego TęczUJa.

W PRL nie było reakcji środowiska akademickiego na oczyszczanie UJ z elementu niemiłującego czerwonych i nie ma do dnia dzisiejszego ( nikt prawdziwej historii UJ nie chce poznać !) co skutkuje, bo niby dlaczego nie ma skutkować, brawurowymi atakami na niemiłujących tęczowych. Jak nie będzie frontu opozycyjnego, tęczowi, TęczUJe zdominują UJ i sformatują na tęczowo kolejne elity, które będą się kłaść Rejtanem, gdyby ktoś ośmielił się choćby skrytykować TęczUJa.

Profesorowie a wolność słowa

Józef Wieczorek

Profesorowie a wolność słowa

Zawieszenie prof. Andrzeja Nalaskowskiego w prawach nauczyciela akademickiego przez rektora UMK za felieton o tęczowym marszu wywołało dyskusję o wolności słowa na polskich uczelniach. Co prawda pod wpływem protestów i opinii publicznej zawieszenie trwało jedynie jeden tydzień, ale dyskusja o stanie polskich uczelni winna trwać znacznie dłużej i w zakresie znacznie wykraczającym poza barwy tęczy.

Faktem jest, że polskie środowisko akademickie zostało dotknięte czerwoną zarazą i przez dziesiątki lat uformowane/wyselekcjonowane na potrzeby instalatorów i utrwalaczy najlepszego z systemów. Po medialnym zakończeniu komunizmu, środowisko nie zostało do końca wyleczone z tej zarazy, a jak widzimy obecnie, zostało jedynie ubogacone kolorystycznie, dotknięte w niemałym stopniu rozprzestrzeniającą się zarazą tęczową.

Po znamiennych słowach wypowiedzianych przez abp. Marka Jędraszewskiego [Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa”] głos potępiający wydał rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza – prof. Andrzej Lesicki, a głos ten został wzmocniony wkrótce, i to jednomyślnie, przez rektorów akademickich szkół wyższych [KRASP]:

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, kierując się zasadami  poszanowania praw człowieka, tolerancji i wzajemnego szacunku oraz koniecznością przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji i nierównego traktowania ze względu na narodowość, płeć, religię, przekonania polityczne, niepełnosprawność czy orientację seksualną w poczuciu odpowiedzialności uczelni za kształtowanie wśród studentów i w całym społeczeństwie podstawowych wartości, na których oparte jest funkcjonowanie demokratycznego społeczeństwa, w obliczu nasilających się aktów agresji fizycznej i słownej oraz przejawów wrogości wobec przedstawicieli różnego rodzaju mniejszości, stymulowanych wypowiedziami osób publicznych, w pełni popiera przesłanie zawarte w oświadczeniu rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – prof. Andrzeja Lesickiego, opublikowanym 12 sierpnia br. na stronie internetowej https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora

Rektorzy stanęli po ciemnej stronie mocy

Rektorzy zupełnie nie zauważyli braku tolerancji i braku szacunku dla ludzi o odmiennych wartościach, opartych na fundamentach chrześcijańskich, manifestowanego – przez im podległych – etatowych profesorów polskich uczelni jak np. prof. Jana Hartmana czy prof. Joannę Senyszyn.

Wobec ich poczynań/ekscesów, jak do tej pory, KRASP nie wydała ani jednego oświadczenia.

KRASP zatem ich toleruje/ aprobuje, a nawet tworzy wspólnie swoisty Front Jedności Akademickiej, stojący po tej samej, ciemnej stronie mocy. Wyżej wymienieni profesorowie raczej funkcjonują w systemie akademickim jako swoiste piorunochrony zbierające na siebie gromy ze strony mniej postępowych. Wielu naiwnym nawet do głowy nie przychodziło, że ich pracodawcy – rektorzy‚ grają w tej samej drużynie. Stąd na ich ekscesy nie reagują.

Oświadczenie KRASP chyba te dotychczasowe nieporozumienia dostatecznie wyjaśnia. Inwektywom, znieważaniu uczuć religijnych i symboli narodowych, na marszach LGBP i w wypowiedziach ich akademickich miłośników, nie poświęcają ani jednego zdania w swym oświadczeniu. [sic!]. Czyli takie znieważanie jest dozwolone ?

Rektorzy, apelują o tolerancję, przeciwdziałanie dyskryminacji, nierównemu traktowaniu, ale od czasów czerwonej zarazy wykazywali brak tolerancji dla niezależnego myślenia – szczególnie krytycznego, dla nonkonformizmu naukowego, bez którego nauka sensu stricto nie może istnieć, dla naukowców/nauczycieli akademickich o innej orientacji intelektualnej – niszcząc/przywalając na niszczenie, tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, czyli realizujących swój [i każdego akademika] podstawowy obowiązek.

Spektakle kłamstwa i nienawiści wobec takich, niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nigdy nie zostały potępione – czyli było i jest O.K.

Jakoś demokratycznie wybierani rektorzy nie okazali się zdolni do stania na straży prawdy, wolności, godności. Poszukiwanie prawdy pousuwano ze statutów uczelni i z obowiązków akademickich. Wypędzeni z uniwersytetów w czasach czerwonej zarazy, wolności -wykładania/formowania studentów według odmiennych od czerwonych/tęczowych wartości – nie odzyskali, a godność mniej utytułowanych nadal jest deptana.

Nie ma wątpliwości, że brak rozliczenia się z czerwoną zarazą w sektorze akademickim i jej transformacja w zarazę tęczową, jest jeszcze bardziej szkodliwe dla zdrowia akademickiego i społecznego, stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla uniwersytetów, ale i dla losów całej naszej cywilizacji.

Skoro rektorzy stanęli po ciemnej stronie nocy należałoby ich przenieść w stan nieszkodliwości, co zresztą postulowałem jeszcze w okresie szerzenia się czerwonej zarazy [czasy jaruzelskie]. Ale kto to zrealizuje skoro niemal cała władza akademicka znajduje się obecnie w rękach rektorów ?

Wolność słowa akademickiego wobec LGBT rektorzy postawili pod pręgierzem i niedługo trzeba było czekać na konsekwencje. Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prof. Andrzej Tretyn, zarazem wiceprzewodniczący KRASP, zareagował natychmiast na krytykę tęczowego marszu przez swojego podwładnego. Okazało się, że nawet poza terytorium uczelni wykładowca akademicki nie ma prawa mówić o tęczowej zarazie tego co uważa za zasadne.

Co to ma wspólnego z deklarowaną przez rektorów tolerancją wobec poglądów, wobec innych wartości ? Rektorzy raczej stanęli na linii frontu ideologicznego, włączyli się wojny kulturowej zagrażającej naszej tożsamości, naszym tradycyjnym wartościom.

O próbie przejścia na jasną stronę mocy, chyba do tej pory nawet nie pomyśleli, a niemałą część podległego im środowiska akademickiego taki stan rzeczy zdaje się zadowala.

Znamienne jest, że przed kurią krakowską w obronie abp. Marka Jędraszewskiego zgromadziły się wielotysięczne tłumy, przed pobliskim Collegium Novum czy Maius UJ, po wystąpieniu KRASP [w tym rektora UJ] nikt się nie zgromadził.

Nie można skutecznie bronić linii arcybiskupa milcząc o jednomyślnym oświadczeniu rektorów tę linię potępiającym.

Wolność, ale nie na uniwersytetach

Profesor Aleksander Nalaskowski tak skomentował decyzję rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu o uchyleniu zawieszenia go w obowiązkach nauczyciela akademickiego: „Wydaje mi się, że teraz nas wszystkich czeka dyskusja o wolności słowa na uniwersytetach, o tym, czy profesorowie mogą powiedzieć tyle samo, co zwykli przechodnie”.

Takiej dyskusji brakuje. Szczególnie w ujęciu historycznym i w szerokim kontekście patologii akademickich zniewalających polskie środowisko akademickie. Dobrze aby taka dyskusja została podjęta w popularnych mediach, które jak widać po sprawie prof. Nalaskowskiego mogą wiele, ale niestety nie zawsze chcą, stąd o wielu sprawach/patologiach niewiele wiadomo, albo zgoła nic.

Mówimy, że żyjemy od 30 lat w wolnej Polsce, ale czy wolność badań, wypowiedzi, nie ma swoich pozamerytorycznych ograniczeń, jak to miało miejsce w okresie PRL ?

Przecież mimo odzyskania wolności nie wszyscy nauczyciele akademiccy odzyskali wolność wykładnia na uniwersytetach, i jak stanowili zagrożenie dla przewodniej siły narodu, tak i nadal stanowią.

Mogą sobie wykładać do ściany, w swoim mieszkaniu, o ile go mają, ale nie mieszczą się w murach uczelni, choć coraz obszerniejszych i piękniejszych, które są dla nich zamknięte. Czy to jest wolność ?

Skoro byli pasjonatami, uczyli nonkonformizmu naukowego, krytycznego myślenia, nie nadają się do pracy na uczelniach zatrudniających masy konformistyczne, często bezkrytyczne, a nawet bezmyślne.

Zdolność myślenia, czy rozumienia słowa pisanego, wcale nie jest powszechnym dobrem osobistym akademików, a namawianie ich do czytania ze zrozumieniem uważają za naruszanie ich dóbr osobistych [sic !], którym jak można sądzić jest niezdolność rozumienia słowa pisanego, nawet gdy pełnią funkcje akademickie.

Co to za wolność , skoro nawiązanie kontaktu intelektualnego z decydentem akademickim jest utrudnione lub wręcz niemożliwe ?

Co to za wolność, skoro na uczelniach ludzie boją się mówić a nawet myśleć, zanika dyskusja, krytyka merytoryczna, zastępowane przez zaszczuwanie niewygodnych i krytycznych.

Jak ocenia socjolog prof. Zybertowicz wypowiadając się o sprawie prof. Nalaskowskiego – świat akademicki utracił zdolność rzeczowej rozmowy, a reakcją typową dla świata akademickiego jest chowanie głowy w piasek.

Poznawanie najnowszej, prawdziwej historii uniwersytetów na ogół nie jest możliwe. Na takie badania nie ma przyzwolenia, nie ma pieniędzy. Mamy dzieła historyczne będące w obiegu edukacyjnym, gdzie w najnowszej historii uczelni nie ma takich pojęć jak komunizm, stan wojenny, nie ma mowy o PZPR.

Zatem poznanie prawdy o korzeniach obecnego świata akademickiego nie jest możliwe. Niestety historycy chowają głowę w piasek, utrzymując się dzięki temu na etatach.

Akademicy nie mogą pisać krytycznie o tęczowych marszach, źle się wyrażać o LGBT, ale także bezkarnie nie mogą ujawniać patologii, szczególnie wysoce utytułowanych, a tym bardziej merytorycznie krytykować prac profesorów.

Z polskiego systemu akademickiego nie usuwa się tych co zrobili kariery dzięki plagiatom, ale tych, którzy je wykrywają.

Tak samo wygląda sprawa ustawianych konkursów na stanowiska akademickie, nepotyzmu i „n-tej” ilości patologii degradujących polski potencjał akademicki.

Ale w przestrzeni publicznej najczęściej słychać, że jedyną bolączką polskich uniwersytetów jest brak pieniędzy. Rzecz jasna skala ich marnotrawstwa nie jest znana. O tym się nie mówi. Nie ma wolności słowa ?

Profesorom jednak wolno więcej !

Prof. Nalaskowski postawił pytanie czy profesorowie mogą powiedzieć tyle samo, co zwykli przechodnie”, co może sugerować, że u nas profesorowie, w jakiś szczególny sposób są dyskryminowani, niegodziwie traktowani, jak mówią i robią to co inni bez takich konsekwencji mogą.

Czasem niegodziwe postępowania wobec profesorów są faktem, co zresztą „tęczowy” przypadek prof. Nalaskowskiego dokumentuje, ale jednak u nas profesorowie są otaczani na ogół prestiżem i to nierzadko niezasłużonym, a nieraz traktowani są jak „święte krowy”, co może bulwersować „zwykłych przechodniów’, choć media zbyt rzadko takie aspekty profesorskiego traktowania naświetlają w należytym kontekście.

Nasz system tytularny zaadaptowany przez komunistów do dyscyplinowania elitotwórczego środowiska akademickiego, do marginalizowania/wykluczania niepokornych, nieprzydatnych do wprowadzania i utrwalania ‚najlepszego z systemów’, nadal trwa, i jest jedną z najważniejszych przyczyn niewydolności polskiego systemu akademickiego.

Jesteśmy potęgą tytularną, ale mizerią naukową i mogą to powiedzieć nawet zwykli przechodnie, o ile nieco się w tym orientują, ale profesorowie choćby mogli, o ile są na etatach i robią karierę, tego nie mówią. Czasem dopiero po przejściu na emeryturę wyciągają głowy z piasku ( z podręcznych ‚strusiówek” towarzyszącym im w życiu etatowym) i uchylają rąbka tajemnic akademickich.

Mimo zmian, wielu reform, system tytularny jak trwał, tak trwa, a zdobywanie tytułów u nas stało się celem działalności, która nieraz nie ma wiele wspólnego z nauką. Im więcej tytułów tym pozycja nauki uprawianej w Polsce niższa, czyli utrzymanie systemu tytularnego, jako rzekomego gwaranta poziomu nauki, skutkuje utrzymaniem spadku tego poziomu.

Mimo to, prestiż profesorów w społeczeństwie raczej nie spada, lub jedynie nieznacznie, bo wyniki badań prestiżu zawodów sprzed kilku lat wskazują że zawód ( sic !) profesora stał się mniej prestiżowy niż zawód strażaka, co świadczy, że zwykli przechodnie zaczynają się orientować, że coś z profesorami jest nie tak.

Zresztą umieszczanie kategorii profesora [tytuł ! a nie zawód ] wśród zawodów, dowodzić może jedynie nierozumienia znaczenia pospolitych nawet słów, co niestety jest nader częste wśród naszego, coraz bardziej wyedukowanego i coraz bardziej utytułowanego społeczeństwa.

Trzeba pamiętać, że zawodu profesora się nie uprawia, natomiast profesor może swoją działalnością, poziomem intelektualnym i moralnym sprawiać zawód, nawet zwykłym przechodniom.

Negatywna selekcja kadr wprowadzona w życie w systemie komunistycznym, została zauważona przez zwykłych przechodniów/robotników w 1980 r. co skutkowało 13 postulatem porozumień gdańskich [ „ Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej …] . Niestety ten stan rzeczy trwa nadal i jakby z wprowadzenia w życie tego nader słusznego postulatu zrezygnowano.

Gdyby go wprowadzono, nader wielu profesorów po prostu z systemu akademickiego musiałoby odejść.

.a nawet czasem za dużo

Niestety to profesorowie w naszym osobliwym systemie akademickim stworzyli coś w rodzaju nadzwyczajnej kasty akademickiej, zresztą wzajemnie przenikającej się z nadzwyczajną kastą sędziowską, stąd mimo rozmaitych patologii, także na szczeblu profesorskim/rektorskim, jakoś działań wymiaru sprawiedliwości wobec niegodziwych poczynań profesorów jest niewiele.

W naszym systemie tytularnym nie ma mocy, aby odebrać profesorowi tytuł, nawet jak został zdobyty na drodze przestępczej – na bazie plagiatu.

Profesorowie sami się oceniają, awansują, wybierają i innym nic do tego.

W razie czego argumentują, że w nauce nie może być demokracji, rządzi arystokracja, a o przynależności do niej decyduje tytuł, który jest przedmiotem pożądania, niekiedy mrocznego, członków środowiska akademickiego.

Na drodze do jego uzyskania dzieją się nierzadko rzeczy karygodne, ale nie karalne, bo przecież jest autonomia uczelni.

Jak profesor pisze brednie, finansowane z kieszeni zwykłego przechodnia [np. gdy pisze o historii na odcinku PRL i nie ma w niej słowa ‚komunizm’, ani nawet ‚stan wojenny’], zwykły przechodzeń może się z takich profesorów śmiać w kułak, może pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i nie zostanie zawieszony za to w wykonywaniu swoich obowiązków np. brukarza, gdy dla przykładu zwykły doktor za merytoryczną krytykę osiągnięć, czy poczynań profesorów, po prostu znika z przestrzeni akademickiej i to czasem dożywotnio.

Nie ma co liczyć na przenoszenie w stan nieszkodliwości takich profesorów, mimo że takie sankcje postulowałem przed laty. Nie ma co liczyć na protesty środowiska spolegliwego wobec profesorów, baczącego na przebieg swoich karier uzależnionych od profesorów, w naszym systemie zamkniętym.

Niewątpliwie jednak, jeśli podczas wojny kulturowej, z którą mamy do czynienia, jakiś profesor znajdzie się po niewłaściwej dla środowiska akademickiego linii frontu, to może być potępiony/wykluczony, ale i tak może liczyć, że będą protesty, głosy oburzenia i kara zostanie mu zmniejszona/zawieszona. Mniej utytułowani na to liczyć nie mogą. Profesorom jednak wolno więcej.

Tekst opublikowany w październikowym numerze miesięcznika Nowe Państwo – r. 2019

Dysydent akademicki w Radio WNET

Dysydent akademicki w Radio WNET
na początek kolejnego roku
akademickiego, bez wyrzuconego w
czasach jaruzelskich wykładowcy,
czyli Józef Wieczorek wobec systemu

Kraków, 1 października 2019 r.

O doskonałości pedagoga przed jubileuszowym zjazdem pedagogów

Kurier WNET

Józef Wieczorek

O doskonałości pedagoga przed jubileuszowym zjazdem pedagogów

Jeden z nielicznych koryfeuszy nauki polskiej, prof. dr hab. Bogusław Śliwerski, prowadzi od lat blog Pedagog, i to nadzwyczaj systematycznie. Co dzień jeden tekst, także w soboty i niedzielę. Bez wytchnienia. Doprawdy imponujące, tym bardziej, że jednocześnie jest profesorem Uniwersytetu Łódzkiego, profesorem kontraktowym w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie [imponujący ilościowo wykaz działalności naukowej na stronie uczelni] i od lat bryluje w sektorze nadawania stopni i tytułów naukowych jako osoba odpowiedzialna za ich wartość.

Sylwetka niemal doskonała

Profesor był członkiem Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, a od czerwca tego roku jest członkiem Rady Doskonałości Naukowej, która za nadrzędny swój cel ma ‚trzymanie poziomu’ [Prof. Grzegorz Węgrzyn w Forum Akademickie, 7/8, 2019]. W CK znajdował się w czołówce pisarzy recenzji habilitacyjnych, co chyba nie było korzystne dla utrzymania należytego poziomu naukowego, o czym świadczy spadek poziomu prac habilitacyjnych.

Co więcej, jak oznajmia na swoim blogu, jest redaktorem naczelnym kwartalnika „Studia z Teorii Wychowania”, członkiem rad naukowych czasopism pedagogicznych: „Litera Scripta Journals”,„The New Educational Review”,„Rocznik Pedagogiczny KNP PAN”,„Chowanna”, „Przegląd Pedagogiczny”, „Forum Oświatowe”, „Auxilium Sociale Novum”, „Ars Educandi”, „Wychowanie na co Dzień”, „Problemy Wczesnej Edukacji” i „Horyzonty Wychowania”, z czym wiąże się na ogół znaczna praca recenzencka.

Ponadto ostatnio wydał: Książki (nie)godne czytania Kraków, 2017, Meblowanie szkolnej demokracji (Warszawa 2017), Habilitacja. Diagnoza. Procedury Etyka. Postulaty (Kraków 2017), Harcerstwo źródłem pedagogicznej pasji (Kraków 2016); Edukacja (w) polityce – polityka (w) edukacji. Inspiracje do badań polityki oświatowej (Kraków 2015); Diagnoza uspołecznienia publicznego szkolnictwa III RP w gorsecie centralizmu (Kraków 2013); Pedagogika ogólna. Podstawowe prawidłowości (Kraków 2012).

Zamieścił je w sektorze „Ulubione książki” , co najlepiej świadczy o tym, że lubi to co robi ! Chociaż szkoda, że nie ujawnił czy lubi jakiekolwiek książki innych autorów.

Także cenzor doskonały

Aby zdobyć siły na taką aktywność, trzeba czasem wypocząć i profesor oznajmił na blogu, czego nie napisze ze względu na urlop, przerywając blogowanie od początku lipca do końca sierpnia. Jednocześnie informuje „Zapewne zmartwią się moją nieobecnością w sieci hejterzy, faryzeusze, cynicy, hipokryci czy pozorni sojusznicy mojej aktywności społeczno-oświatowej, gdyż nie będą mieli „paliwa” do swoich toksycznych manipulacji, podwieszania się pod moje wpisy, by wyłudzać czytanie ich postmodernistycznych wyziewów w Internecie czy lokalnej prasie.” demaskując istnienie jakiś bliżej nieokreślonych sił naruszających tak bardzo potrzebny błogostan pana profesora. Niewątpliwie zamknięcie na okres wakacyjny swoistej stacji paliwowej może prowadzić do obezwładnienia potencjalnego przeciwnika, którego profesor jednak nie ujawnił.

Zaatakował anonimowego czytelnika bloga:

„Zmartwi się wyemancypowany teoretyk wychowania, który już zapomniał o swojej aktywności w PZPR na Uniwersytecie Śląskim. Zapewne schował głęboko w domowej szafie Odznaczenie im. Janka Krasickiego, by przygotowywać swoje kolejne publicystyczne „szczucie” na tych, którzy wywołują w nim zawiść, a może i nienawiść z tytułu nieprzyjmowania do wiadomości krytyki jego zaburzeń czy publicystyki. Warto odwiedzić lekarza lub psychiatrę.”

Ten wpis czytelnicy „Kuriera WNET” mogą odnieść do Herberta Kopca, który na łamach „Kuriera” zamieszcza swoje refleksje z pozycji niewyemancypowanego pedagoga. Szkoda, że profesor Śliwerski nie podjął polemiki z tymi refleksjami bezpośrednio na łamach „Kuriera”, a jeszcze w czerwcu tego roku zaatakował na swoim blogu rzeczonego Herberta Kopca w tekście ‚Herberta Kopca postmodernistyczna „szczujnia” publicystyczna’ .

Na swoim blogu zaapelował Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania”.

Przypuszczalnie jednak autor bloga skierował go tylko do osób chcących komentować to co on pisze, natomiast nie do siebie, stąd nie zrezygnował z umieszczenia materiału obrażającego kolegę po fachu.

Pod jego tekstem usiłowałem umieścić następujący komentarz W czasach PRLu bywało, że za dyrdymały wypisywane przez członków CKK (podlegających polityce KC) stawiałem studentom 2 ( nauki przyrodnicze, a nie ideologiczne) i na podobne oceny zasługują też dyrdymały wypisywane przez członków CK w III RP.

Tekst członka CK, mimo że publicystyczny, nie zasługuje na pozytywną ocenę, bo tekst liczy co prawda ponad 13 000 znaków, ale nie wiadomo na czym te znaki się opierają. Prof. CK pisze o szczuciu, ale nie przytacza ani jednego zdania, które by dokumentowało, uzasadniało taką opinie i nie wiadomo czego ten tekst dotyczy.
A zatem jeno mamy do czynienia ze szczuciem na niewygodną z jakiegoś powodu [ z jakiego ?] dla prof. osobę, która go swoim jestectwem uwiera. Szczujnia profesora nie zasługuje zatem na uwagę, bo niby dlaczego coś takiego nobilitować jakąś polemiką.
Winien się tym jednak zająć jakiś rzecznik dyscyplinarny, aby zdyscyplinować profesora intelektualnie i moralnie i spowodować ujście powierza, gdyż z samego tekstu niejako widać jak się nadyma. Szkoda, że tego nie zilustrował jakimś selfie.
Na uwagę jednak zasługuje to co sam profesor, chyba przez roztargnienie, napisał o swoim tekście „może i posłuży komuś do analizy tego, jak nie należy wprowadzać czytelników w błąd.

Czekam zatem na stosowną analizę i przestrogę dla czytelników, którzy mogą być wprowadzeni w błąd takim tekstem.”

Niestety na blogu profesora mój komentarz się nie ukazał [skrupulatna cenzura !], więc go ujawniłem na Facebooku, a profesor niebawem, mimo wakacyjnego braku aktywności na blogu, możliwość komentowania tekstów wyłączył całkowicie ! Widocznie lubi tylko to co sam pisze, a nie lubi krytycznych komentarzy, zapewne uznając je za obrazę swojej doskonałości.

Wcześniej jedynie zaznaczał, że komentarze „ będą moderowane w okresie wakacyjnym z wyłączeniem jednak prób zamieszczenia komentarzy, których intencją (explicite czy implicite) i treścią jest naruszenie norm obyczajowych i prawnych..” .

Blokując całkowicie możliwość komentowania swoich tekstów nie podał ani jednego przykładu zablokowanych komentarzy, które by naruszały normy obyczajowe czy prawne. Po prostu ocenzurował wszystko jak leci, nie podając nawet podstawy prawnej, co czyniły media w ‚okresie jaruzelskim”!. Rzeczywiście profesor osiągnął doskonałość cenzorską.

Udoskonalanie niedoskonałych

W pożegnalnym, przed urlopem, wpisie na blogu ostro zaatakował także nieujawnioną publicznie osobę: „Nie będzie pocieszona osoba podszywająca się pod polską naukę, ale kompromitująca ją swoimi pseudonaukowymi rozprawami, w wyniku czego nie otrzymała stopnia doktora habilitowanego na jednym z uniwersytetów. Takich dotkniętych porażką, a nieprzyjmującym do wiadomości braku własnych kompetencji i nierozumiejących popełnianych błędów we własnych rozprawach jest wiele w naszym kraju. „

Nie wiadomo dlaczego profesor nie ujawnia personaliów atakowanych czytelników, którym przypisuje czy to zaburzenia psychiczne, czy rozprawianie pseudonaukowe. Chyba bije na oślep czymś poirytowany, nie dając żadnych konkretnych profesorskich porad, jak ci nieszczęśnicy winni osiągnąć akceptowany przez niego – w końcu członka Rady Doskonałości Naukowej – poziom doskonałości. Z wyjątkiem jednej ,nader nieprecyzyjnej, rady:

„Akurat ukazało się nowe wydanie podręcznika Jerzego M. Brzezińskiego pt. „Metodologia badań psychologicznych” (Warszawa 2019, ss. 525). Polecam habilitantom i doktorantom, którzy mają niepowodzenie w postępowaniu awansowym, by jednak najpierw przeczytali ze zrozumieniem chociażby ten jeden podręcznik, a następnie podjęli wysiłek naukowy, a nie naukawy.”

Sam jednak wysiłku naukowego na drodze udoskonalania polskich naukowców nie podjął.

Czy takie atakowanie/dyskredytowanie/znieważanie ‚ niedoskonałych’ mieści się w kategoriach doskonałości naukowej ? Czy podczas urlopu zdołał pan profesor odwiedzić lekarza lub psychiatrę co zaleca „niedoskonałym’, sam o siebie nie dbając, jakby nie spełniając prośby wielu czytelników bloga [sam pisze – ‚ Wiele osób prosi mnie, bym jednak zatroszczył się o siebie…’ ]

Sam troszczy się natomiast o innych „powinni trochę odpocząć ode mnie, od moich komentarzy, recenzji i analiz…” Trzeba przyznać, że troska ta jest nader uzasadniona.

Zapowiedź Zjazdu Pedagogicznego na drodze do doskonałości naukowej

Profesor zapowiada na blogu zbliżający się X Zjazd Pedagogiczny [18 – 20 września 2019 w Warszawie], o którym organizatorzy piszą „Chcielibyśmy, aby ten Jubileuszowy Zjazd był miejscem spotkania naukowców, którym bliskie są problemy pedagogiki i edukacji, aby sprzyjał dialogowi ludzi nauki i praktyków oraz interdyscyplinarnej dyskusji nad rolą pedagogiki i pedagogów we współczesnym świecie.

Także profesor ma wziąć w nim udział. Pisze „Zobaczymy się na X Jubileuszowym Zjeździe Pedagogicznym w Warszawie, gdzie będę miał możliwość podzielenia się z Państwem analizą powodów zanikającego zaufania w środowisku nauk pedagogicznych, które dotknięte jest grą pozorów, środowiskowymi manipulacjami, fenomenem zdrad i zanikającej etyki recenzowania publikacji. Wierność nauce jest odwagą w uniwersytetach handlujących stopniami naukowymi, gdzie niektórzy profesorowie wolą tracić godność i własną wiarygodność.”

Nie będąc pedagogiem, ale osobą wyklętą za ‚psucie młodzieży’ przez patologiczne środowisko akademickie, o którym -jak wynika z tego wpisu – zdaje się pan profesor ma podobną opinię, chętnie bym się podzielił z profesorem i innymi pedagogami swoimi spostrzeżeniami/ doznaniami/analizami/prognozami, ale póki co nie jest to możliwe. Podzielam jednak pogląd zawarty w ujawnionej już treści wykładu inauguracyjnego jubileuszowego zjazdu pedagogów , że ‚wleczemy za sobą długi ogon nieprzezwyciężonej przeszłości…’i że ‚ niebezpieczni dla kraju są ludzie, którzy są przekonani, że posiedli prawdę absolutną ‚. Ciekawe jak do tych tez odniesie się profesor od doskonałości naukowej.

O patologiach/etyce/ historii i teraźniejszości środowiska akademickiego piszę od lat, i są tego setki tekstów dostępnych bezpłatnie w internecie, z możliwością komentowania, bo komentarzy nie zablokowałem, z wyjątkiem wulgaryzmów, choć bywają krytyczne. Tym niemniej nie zauważyłem, żeby pan profesor podjął się polemiki z moimi tekstami. No może z jednym wyjątkiem, kiedy w swojej książce Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016 z przekąsem wyrażał się o moich interpretacjach negatywnego znaczenia dla nauki przygranicznego ruchu habilitacyjnego. [mój blog – Dwie pasje Polaków: turystyka i habilitacja, w jedno połączone ]

Pan profesor też był negatywnie nastawiony do tych patologii, ale niestety nie podzielił się swoimi działaniami na rzecz ich powstrzymania [ może ich nie było ?] , kiedy był obecny przez spory czas na jednym z tych najbardziej patologicznych uniwersytetów słowackich stanowiących cel peregrynacji habilitacyjnych polskich miłośników stopni i tytułów naukowych, choć niekoniecznie nauki.

Profesor w swych tekstach jawi się jako wręcz fanatyczny zwolennik obecnego systemu tytularnego, dyskredytując tych, którzy nie są posiadaczami niewiele jednak wartych tytułów, za nadawanie których w jakimś stopniu sam odpowiada.

Nie podnosi problemu wartości tych tytułów w relacji do nauki światowej, w której – mimo doskonałości krajowej- niemal nie istniejemy.

Czy na Zjeździe Pedagogów ta niedoskonałość naszego systemu zostanie poruszona i czy zostaną podane wytyczne pedagogiczne jak ten system udoskonalić ? Czy też obecny tytularny system zostanie uznany za doskonały naukowo, mimo że nas stawia na marginesie nauki światowej, a pozbawieni tytułów pozostaną nadal obiektami szczucia ze strony strażników doskonałości naukowej ?

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, wrzesień 2019 r.  przed rozpoczęciem Zjazdu Pedagogicznego, na którym był kolportowany.

Niestety nie zauważyłem aby niedoskonałość naszego systemu została poruszona , natomiast zauważyłem, że autor bloga „pedagog” całkowicie zablokował możliwość komentowania jego tekstów z czego wynika, że mój tekst przeczytał i postąpił zgodnie z zasadą – stłucz termometr nie będzie gorączki

 

Screen Shot 09-16-19 at 11.31 AM

Screen Shot 09-16-19 at 11.32 AM

Nieuspokojony, a nawet niezaspokojony, przez ministra Gowina

woda z mózgu

źródło 

Nieuspokojony, a nawet niezaspokojony, przez ministra Gowina

Min. Gowin w sprawie szykan wobec prof. Nalaskowskiego dla portalu polityka.pl [https://wpolityce.pl/polityka/464183-gowin-o-zawieszeniu-nalaskowskiego-uwazam-je-za-niewlasciwe ] powiedział ‚ Chcę wszystkich uspokoić, na pewno wolność słowa, wolność badań naukowych na polskich uczelniach będzie zagwarantowana „ na co nie mogę nie zareagować , gdyż wypowiedzią tą nie zostałem uspokojony a co więcej nie zostałem zaspokojony odpowiedzią min. Gowina na list, który wystosowałem 26 kwietnia 2019 r. Mija już 5 miesiąc a minister na list w sprawie braku wolności badań naukowych na polskich uczelniach milczy !

Nie dość, że nie zagwarantował – podobnie jak jego poprzednicy- wolności badań tym, którzy tej wolności zostali pozbawieni w czasach panowania czerwonej zarazy i tej wolności im nie przywrócono w czasach rozprzestrzeniania się zarazy tęczowej, to uspokaja wszystkich – będzie O.K. Co są warte te gwarancje ministra ?

Ujawniam list do ministra, pod refleksję gremiów monitorujących skandal toruński , dla poszerzenia znajomości zapaści moralnej polskiego środowiska akademickiego, reagującego na sygnały o jej stanie – podobnie jak minister -chowaniem głowy w piasek.

Kraków, 26 kwietnia 2019 r.

Józef Wieczorek

Szanowny Pan dr Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20
 
00-529 Warszawa

Wystąpienie w sprawie unieważnienia represyjnej, pozamerytorycznej,

opinii anonimowej komisji weryfikacyjnej

realizującej polityczną weryfikację kadr akademickich UJ w końcu 1986 r.,