A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe

Opozycja antyreżimowa

Poznanie historii akademickiej jest możliwe

Od lat piszę, także na łamach „Kuriera WNET”, o trudnościach w poznaniu najnowszej historii polskich uczelni, instytutów naukowych. Nawet uczelniani historycy dziejów najnowszych mają z tym poznaniem trudności, których nie są w stanie/nie mają woli pokonać. Można odnieść wrażenie, że sfera akademicka weszła w okres post-historii, a zarazem post-prawdy.

A jednak ostatnio ukazała się książka autorstwa Justyny Błażejowskiej – Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018], która obala ten mit niepoznawalności historii najnowszej polskich instytucji naukowych. Prof. Włodzimierz Bolecki na okładce książki napisał „To mikrohistoria jednego niewielkiego instytutu, w którą wpisana jest makrohistoria inteligenckiej opozycji w PRL”.

Mit niepoznawalności historii

O tym, ze historia najnowsza uczelni, instytucji naukowych, jest słabo poznana/albo całkiem nieznana, można się przekonać łatwo przeszukując internet. Na ogół historie instytucji akademickich kończą się na roku 1968, a potem następuje przeskok do III RP, do dnia dzisiejszego. Pomijane są na ogół lata 70, kiedy następowało strukturalne i personalne zastępowanie ostatnich pozostałości ‚wstecznego’ systemu II RP strukturami i osobami ‚postępowymi’. Bez tego procesu nie da się zrozumieć zapaści akademickiej lat późniejszych, także w III RP.

Na podstawie wielu akademickich historii można wątpić, czy dotkliwa społecznie, i to dnia dzisiejszego, ‚epoka jaruzelska’, stan wojenny lat 80-tych, w ogóle dotknęły sfery akademickie, stąd jak najbardziej zasadne są pytania: np. Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? [Józef Wieczorek: Kurier Wnet, grudzień 2018].

Na przełomie wieków ukazała się „Czarna księga komunizmu”, u nas na uczelniach niemal przemilczana, chociaż jej współautorzy Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne] odwiedzili m. in. Uniwersytet Jagielloński, [ 16 maja 1999 r. – spotkanie w Collegium Novum UJ]; spotkanie odbyło się bez udziału jagiellońskich historyków.

Postanowiłem wtedy zainteresować tym tematem -na odcinku akademickim IPN i wystąpiłem do Prezesa IPN Leona Kieresa w sprawie opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji’ [ 2005-04-29] . Wystąpienie okazało się niestety bezskuteczne. Nie był to jeszcze dobry czas na takie badania, co zresztą wynikało również z opinii decydentów PAU. [Polska Akademia Umiejętności a Czarna Księga Komunizmu, rok 2004 – archiwum mojej Witryny Obywatelskiej]

W „Czarnej księdze komunizmu (uniwersyteckiego)” [OBYWATEL nr.2 (22)2005 pisałem: ‚Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego?
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie….’

Metodologia (nie)poznania

Z niektórych opracowań akademickiej historii najnowszej przebija heroiczny wręcz opór/strach przed poznaniem tego co ma być zbadane. Ci co walczą (podobno) o wolność badań, o wolność słowa, są chyba zbyt zniewoleni, aby mieć wolę wolnego badania, wolnego artykułowania słowa . Czasem badają akta SB, ale jakoś nie kwapią się do badań akt PZPR, nie mówiąc o aktach uczelnianych czy zainteresowaniu się historią mówioną – świadków historii. Chyba jednak wiedzą co robią. Unikanie takich tematów pozwala im na robienie karier akademickich – bez szkody dla siebie.

Po ukazaniu się opracowania Piotr FranaszekJagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 80. XX wieku. zadałem dziesiątki pytań z tym materiałem związanych [ mój Blog akademickiego nonkonformisty], ale niestety odpowiedzi się nie doczekałem. Przytoczę kilka z nich :

Dlaczego w badaniach nie uwzględniono świadków historii, szczególnie tych, którzy nie są beneficjentami, lecz ofiarami systemu ? Dlaczego materiały SB (IPN) nie są konfrontowane ze świadkami historii ?

Czy inna filozofia badań – pod kątem symbiozy PZPR-SB- nomenklaturowe władze uczelni – nie byłaby bardziej skuteczna dla poznania uniwersytetu w państwie policyjnym ?

Dlaczego w książce nie na wykazu osób mających status pokrzywdzonych (IPN) i ich opinii o przedmiocie/wynikach badań ?

Dlaczego pomijana jest działalność komisji UJ przeprowadzającej pod koniec PRL polityczną weryfikację kadr pod batutą PZPR i SB ?

Dlaczego nie ma wykazu osób usuniętych z UJ z przyczyn pozamerytorycznych w badanym okresie PRL ?

Dlaczego nie ma sprawdzenia losów osób, które w aktach SB oceniani są jako wrogo nastawieni politycznie, a w czasie weryfikacji prowadzonych przez anonimowe komisje pod batutą PZPR i SB usuwani z uczelni ?

Dlaczego nie zbadano stanu kadr naukowych z lat 80, ich zmian, przyczyn odejścia, nominacji, degradacji etc.

Dlaczego siła PZPR mierzona jest upartyjnieniem kadry akademickiej ( ilością członków PZPR) a nie ich rzeczywistą siłą, która przetrwała nie tylko weryfikacje końca PRL, ale i jeszcze się wzmocniła w III RP ?

Dlaczego nie ma wykazu aparatu partyjnego uczelni pozostającego w symbiozie z SB i władzami UJ ?

Pamięć o ofiarach polityki komunistycznej na uczelniach do tej pory jest niepożądana. Uniwersytety polskie (i nie tylko uniwersytety) są prawnymi następcami peerelowskich uczelni i spadkobiercami ich historii i ponoszą odpowiedzialność co najmniej moralną za decyzje poprzedników. Do tej pory jednak nie zadośćuczyniły ofiarom totalitarnej ideologii komunistycznej PRLu tj. osobom, które w latach 1944 – 1989 zostały wydalone z uczelni, jako stanowiące zagrożenie dla uczelni, dla systemu komunistycznego, dla formowania nowego socjalistycznego człowieka, negatywnie, zdaniem komunistycznych kolaborantów, wpływając na młodzież akademicką, wykazując niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, niezłomną nonkonformistyczną postawę, ucząc myślenia, i to krytycznego, nie hańbiąc się przynależnością do organizacji komunistycznych, a wiążąc się z organizacjami stanowiącymi zagrożenie dla systemu komunistycznego.

Do tej pory nie oszacowano, ilu nauczycieli akademickich opuściło [ zostało wypędzonych] uczelnie w czasach PRL-u z przyczyn pozamerytorycznych, do jakiego stopnia zniszczono warsztaty ich pracy. Nie określono jakie straty poniosły poszczególne uczelnie, poszczególne dyscypliny naukowe.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane ( z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami na ogół nie-historyków –[ np. w moim Lustrze nauki – np. Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Jagiellońskiego, Członkowie władz i aktywiści KZ PZPR Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1973 -1989]

Takie są chyba standardy wielu polskich uczelni/ instytutów badawczych: aby nie dopuszczać do zaistnienia niewygodnych wydarzeń historycznych.

Justyna Błażejowska autorka najnowszej historii Instytutu Badań Literackich PAN przytacza wypowiedź profesora instytutu Włodzimierza Boleckiego, który „ kilka lat temu [2012 r] powiedział, że nie rozumie, dlaczego przez 30 lat nie podjęto w Instytucie takiej podstawowej pracy, jaką powinna być praca pokazująca zaangażowanie środowiska w ruch Solidarności, w opozycję i rolę tej „Solidarności w stanie wojennym” oraz dalej

Jak były oficjalne obchody jubileuszu Instytutu czy wypowiedzi na ten temat, to zawsze był wyeliminowany epizod „Solidarności”. Zawsze […] Myśmy wzruszali ramionami na te wszystkie uroczystości, bo one były, jeżeli chodzi o historię Instytutu, tak tendencyjne, tak- można użyć tego słowa – zmanipulowane, albo tak selektywne, że po prostu przestały istnieć….. czyli – krótko mówiąc- jak gdyby jakiś wielki obszar naszej działalności został przez kogoś celowo przykryty, stłumiony, niedopuszczony do zaistnienia” .

Historia jednak poznawalna

Justyna Błażejowska, której książka jest zarazem doktoratem na temat opozycji antyreżimowej w Instytucie Badań Literackich, zastosowała odmienną od standardowej metodologię badań, wykazując, że najnowsza historia tego instytutu jest poznawalna i zarazem pokazując kolejnym badaczom drogę poznawania akademickich historii .

Prof. Włodzimierz Bolecki w recenzji tej pracy doktorskiej tak napisał:Doktorantka wykonała więc gigantyczną kwerendę archiwalną poszukując informacji o IBL i jego pracownikach w Archiwum Akt Nowych (przeszukując m. in. materiały Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR, Wydziału Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego KC PZPR). Dokonała też bardzo głębokiej kwerendy w Instytucie Badań Literackich PAN, sięgając po protokoły z posiedzeń Rady Naukowej oraz różnych zebrań kierownictwa i pracowników Instytutu, dotarła do prywatnych archiwów pracowników IBL (np. prof. Witkowskiej), do zgromadzonych w Dziale Kadr ich teczek osobowych, do materiałów Komisji Zakładowej Solidarności (ocalonych w stanie wojennym przez Ś.p. dr Annę Bujnowską), do kolekcji osobistych działaczy „Solidarności” znajdujących się w Archiwum Karty. Doktorantka badała też archiwum ZLP, sięgnęła po niepublikowane wywiady z pracownikami IBL, a także po filmy i inne wypowiedzi ustne oraz liczne dokumenty drukowane – to znaczy artykuły, raporty, omówienia, książki naukowe i literackie, publikacje krajowe, emigracyjne, oficjalne, drugoobiegowe, etc. Osobną kategorię źródeł wykorzystanych przez Doktorantkę stanowią materiały IPN dotyczące IBL, do których mgr Błażejowska dotarła dzięki wieloletniej i głębokiej kwerendzie. Materiałów, do których dotarła Doktorantka jest znacznie więcej, ale już te, które wymieniłem, dają obraz ogromu pracy wykonanej przez Autorkę recenzowanej rozprawy i nowości jej przedsięwzięcia badawczego.”

Instytut Badań Literackich PAN to była ważna placówka akademicka w okresie Polski Ludowej, która powstała w 1948 r. aby przyspieszyć tworzenie jedynie słusznej nauki o literaturze, opartej na zasadach marksizmu-leninizmu, dla kształtowania „inżynierów dusz’, bez których trudno by było zbudować postępowy i przodujący system. Rzecz jasna ta nauka miała opierać się na wzorcowej nauce radzieckiej, która jak to często bywa z naukami przymiotnikowymi, z nauką sensu stricto niewiele miała wspólnego, a nader często stanowiła jej zaprzeczenie.

O historii IBL na stronie instytutu niewiele można się dowiedzieć, szczególnie o okresie Polski Ludowej – czyli standard .

Podano jednak, że „ Zgodnie z aktem założycielskim, był samodzielną placówką naukową, podległą zrazu Ministrowi Oświaty, a wkrótce – Ministrowi Szkół Wyższych i Nauki. Po trzech latach Instytut został włączony w strukturę Polskiej Akademii Nauk (na mocy uchwały Rady Ministrów z 9 lipca 1952 r.), stając się pierwszą placówką Wydziału I Nauk Społecznych PAN. Inicjatorem utworzenia Instytutu był Stefan Żółkiewski „

W Instytucie Badań Literackich zatrudniono ludzi przejętych bardzo postępem i wdrażaniem go w życie Polski Ludowej. Współzałożycielem IBL był Jan Kott, blisko związany z władzą komunistyczną, współzałożyciel i redaktor lewicowego tygodnika Kuźnica, ale po przejściu do opozycji po 1968 r. przez władze PRL pozbawiony tytułu profesora.

Niestety w książce brak jest wykazu kadry badawczej IBL w ujęciu historycznym . Jest natomiast spis materiałów osobowych kadr IBL, w których figuruje wiele znanych w domenie publicznej nazwisk m. in. Michał Głowiński, Maria Janion, Jadwiga Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Jan Józef Lipski, Zdzisław Łapiński, Jerzy Łojek Henryk Markiewicz, Zdzisław Najder, Witold Nawrocki, Barbara Otwinowska, Andrzej Paczkowski, Jan Prokop, Jarosław Marek Rymkiewicz, Piotr Stasiński, Stefan Treugutt, Jacek Trznadel, Jan Walc, Wiesław Władyka, Kazimierz Wyka, Roman Zimand, Maria Żmigrodzka i in. Z obecnie pracujących w IBL PAN znany jest Włodzimierz Bolecki, recenzent pracy.

Byli to pracownicy o nader złożonych biografiach i poglądach, i nie wszyscy nadawali się do bycia ‚inżynierami dusz’ w służbie socjalistycznego postępu, a wielu należało – jakkolwiek nie od początku- do opozycji antyreżimowej, co jest przedmiotem książki Justyny Błażejowskiej, słusznie tak pozytywnie ocenianej przez obecnego pracownika IBL profesora Włodzimierza Boleckiego, I przewodniczącego Komisji „S” w IBL

Warto zauważyć, że o prof. Włodzimierzu Boleckim, a nawet o istnieniu ‚S” IBL, czy strajku okupacyjnym w Pałacu Staszica 15 grudnia 1981 r. nie ma nawet wzmianki w Encyklopedii Solidarności, a także w źródłowym opracowaniu ‚Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL’ – IPN.

To zastanawiające, ale nie wyjątkiem w pisanych dziejach „Solidarności” akademickiej.

Autorka dokumentuje procesy zachodzące w IBL na przestrzeni dziesięcioleci, które odkreśla słowami „ od uległości do niezależności”, wskutek czego IBL zamiast służyć rozwojowi marksizmu, stał się miejscem pracy osób ze środowisk antysocjalistycznych, stanowiących opozycję antyreżimową sprawiającą kłopoty zarówno przewodniej sile narodu, jak i SB.

Autorka podkreśla, że ‚do samego końca PRL o obsadzie stanowisk kierowniczych w placówkach badawczych decydował Wydział Nauki i Oświaty / Wydział Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego Komitetu Centralnego PZPR”. Mimo zmieniających się okoliczności komuniści nie rezygnowali z wypracowanych 1 sprawdzonych metod nadzoru.” To samo miało miejsce w innych placówkach akademickich, ale nadworni historycy wbrew faktom nieraz temu przeczą.

Autorka podkreśla, że ‚pozbawienie etatu lub odebranie możliwości jego otrzymania było jedną z najczęstszych represji stosowanych wobec osób prowadzących działalność „antypaństwową”.

Pisze o weryfikacji kadr z roku 1985 , która odbywała sie według kryteriów pozanaukowych, w celu usunięcia wytypowanych, niewygodnych pracowników. Ta weryfikacja wpisywała się w przygotowaną, także od strony prawnej, polityczną weryfikację kadr akademickich końca PRL-u, przeprowadzoną w instytutach badawczych i uczelniach, o czym władze akademickie III RP, a także nadworni historycy, nie chcą nawet wiedzieć (Józef Wieczorek – Zapomniana wielka czystka akademicka, Kurier WNET, styczeń 2019).

Książkę należy polecać historykom dziejów najnowszych, szczególnie uniwersytetów, które przeszły przez okres Polski Ludowej, a nade wszystko Uniwersytetowi Jagiellońskiemu – wzorcowej uczelni, której historycy do tej pory nie mogą sobie poradzić z poznaniem historii w czasach komunizmu, w tym podczas stanu wojennego.

Mamy jednak dowód, że akademicka historia tego okresu jest poznawalna, więc akredytowane instytuty historii winny się zabrać do rzetelnej pracy albo stracić akredytacje.

Tekst opublikowany w: Kurier WNET, kwiecień 2019 r.

Marian Mordarski – żołnierz wyklęty, profesor uznany

okładka.jpg

Marian Mordarski – żołnierz wyklęty, profesor uznany

1 marca obchodzimy od 2011 r. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych i można już mówić, że pamięć o najlepszych synach Polski jest stopniowo przywracana. Nie wszyscy się z tym godzą, stąd trwa walka o każdą nazwę ulicy, o patrona szkoły, o każdy pomnik, który by stanowił ich upamiętnienie.

Niektóre pomniki żołnierzy wyklętych są dewastowane i to zwykle w okolicy tego święta, a niektórzy przedstawiciele elit III RP powracają do nazewnictwa komunistycznego obdarzając patriotów mianem bandytów. No cóż, jak Jaś zbyt dobrze się nauczył, tego Jan nie jest w stanie się oduczyć.

System komunistyczny był systemem kłamstwa i gruntownie przyswojone w komunistycznej edukacji kłamstwa jakoś trzymają się głów, także w Polsce postkomunistycznej, jak widać mającej problemy z oderwaniem się od PRL-owskich korzeni.

Żołnierze podziemia niepodległościowego to byli na ogół ludzie młodzi, którzy w wolnej Polsce mieliby szanse na piękne życiorysy, ale w Polsce zniewolonej nie mogli dla siebie znaleźć miejsca, bo go dla nich nie przewidywano, jeśli nie akceptowali narzuconej władzy.

Ci, którzy ich zwalczali, w komunistycznej Polsce zrobili nieraz wielkie kariery, także akademickie, jak np. Zygmunt Bauman, który przez akademickich beneficjentów systemu był i jest akceptowany, a nawet gloryfikowany .

Profesor jawny, żołnierz podziemia – niekoniecznie

Spośród żołnierzy wyklętych, którzy przetrwali obławy, więzienia, tortury, tylko nieliczni osiągnęli sukces akademicki w komunistycznej Polsce, ale i do dziś nie są powszechnie znani. Przez lata, podobnie jak żołnierze AK, nie ujawniali swojej przeszłości.

Pracując na przełomie lat 70/80 na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie wiedziałem, że dziekan [w latach 1975-81] mojego Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ, prof. Józef Surowiak, był żołnierzem 3. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej [Do dziś lubię naukę, wspomnienia prof. Józefa Surowiaka cz. I Pamięć Uniwersytetu, Archiwum UJ].https://www.youtube.com/watch?time_continue=6&v=QP2MrHVf35w ]

Dowiedziałem się o tym z artykułów prasowych, przypisujących mu odpowiedzialność za donos w 1948 r. na słynnego żołnierza wyklętego – „ Burego’ Kapitana Rajmunda Rajsa, którego był podkomendnym w Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej. [Ujawniamy ściśle tajny dokument bezpieki! Wiemy kto donosił na „Burego”! Warszawska Gazeta, 16 sierpień 2016] https://warszawskagazeta.pl/historia/item/4085-ujawniamy-scisle-tajny-dokument-bezpieki-wiemy-kto-donosil-na-burego

Profesor temu zaprzeczał, ale na liście występujących w obronie dobrego imienia kpt. „Burego” obarczanego zbrodniami podczas pacyfikowali wsi białostockich [ o ludności narodowości białoruskich] w 2016 r. nie występuje [Nasz Dziennik, 26 lutego 2016 r.] https://naszdziennik.pl/polska-kraj/152981,w-obronie-dobrego-imienia-kpt-burego.html

Świadkowie pamiętają

Niewielu wie o złożonych losach innego profesora – Mariana Mordarskiego, biologa, i to światowego formatu, który jako młodzieniec należał podczas okupacji niemieckiej do partyzantki akowskiej w Nawojowej [Sądecczyzna], a następnie do podziemia antykomunistycznego. Mimo tej działalności zdołał – po zmianie miejsca zamieszkania na Wrocław – ukończyć wyższe studia i osiągnąć wybitne rezultaty w pracy naukowej.

Zetknąłem się niedawno z jego postacią podczas nagrywania wspomnień wiekowych już świadków historii działań podziemia niepodległościowego na Sądecczyźnie.

Żołnierze podziemia mieli, rzecz jasna, oparcie w miejscowej ludności, bo inaczej nie zdołaliby przetrwać w lasach. Schodzili z lasu do zagród wiejskich, stąd pozostali w pamięci nawet nastoletnich wówczas mieszkańców okolicznych wiosek.

Mariana Mordarskiego zapamiętała m. in. Michalina Opiło z Nowego Sącza, o czym wspomina podczas nagranej w 2018 r. rozmowy z Jerzym Basiagą, prezesem Fundacji Osądź mnie Boże im. ks. Władysława Gurgacza. Świadek spotkań z ks. Gurgaczem -Józef Wieczorek TV]. https://www.youtube.com/watch?v=qXYjW2WmZNs

Więcej informacji o Marianie Mordarskim ma kpt. Józef Stojek, po wojnie członek grupy Grot, podporządkowanej Józefowi Kurasiowi ps. Ogień, dowodzonej przez Mariana Mordarskiego, która ujawniła się w kwietniu 1947 r. Wspomnienia tego żołnierza wyklętego, więzionego w latach 1952-56, zamieściłem na moim kanale YouTube w materiale: Józef Stojek „Gryzoń” – żołnierz Niezłomny Sądecczyzny, 16 grudnia 2018 r. https://www.youtube.com/watch?v=1YDu3FGIm_U

Chyba najpełniej działania Mariana Mordarskiego w partyzantce opisał, opierając się na licznych dokumentach UB/SB – Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN, w trudno jednak dostępnej i mało spopularyzowanej książce „.. Masz synów w lasach, Polsko...” Nowy Sącz 2014 – w obszernym artykule Prof. dr hab. Marian Mordarski -Kadrowy bandyta z przeszłości, a także w monografii Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947).

W walce z okupantem niemieckim i komunistycznym

Marian Mordarski, urodzony w 1927 r. w Nowym Sączu, podczas wojny ukończył w rodzinnym mieście szkołę podstawową i szkołę zawodową, jednocześnie pracując w warsztatach kolejowych. Jako szesnastolatek na początku 1944 r. związał się z niepodległościową konspiracją kierowaną w Nawojowej pod Nowym Sączem przez Józefa Stadnickiego ze znanej rodziny ziemiańskiej. Został żołnierzem AK, otrzymując pseudonim Orzeł. Poszukiwany przez gestapo, od połowy 1944 r. musiał przenieść się do lasu, działając w oddziale AK pod komendą Adama Czartoryskiego „ Szpaka”, a po ogłoszeniu akcji Burza znalazł się w IV batalionie 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, działającym w Gorcach pod komendą Juliana Zapały „Lamparta”. Był uczestnikiem słynnej bitwy ochotnickiej. Po zajęciu Sądecczyzny przez Armię Czerwoną złożył broń w Nowym Targu i chciał wrócić do życia cywilnego, ale w Nowym Sączu NKWD starała się go pozyskać do współpracy dla zwalczania podziemia. Uniknął jej, uciekając znowu do lasu. Trafił do oddziału Jana Wąchały „Łazika”. Wziął udział w akcji likwidacyjnej w Limanowej gorliwego ubowca Tadeusza Lecyna, który osobiście zastrzelił sanitariuszkę Genowefę Kroczek [„ Lotte”] zwaną limanowską „Inką”. [- Dawid Golik, Niezłomna sanitariuszka „Lotte” , Dziennik Polski, 2017].

Po utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej i zapowiedziach amnestii, oddział Mordarskiego złożył broń, ale UB nie pozwoliła partyzantom prowadzić spokojnego życia cywilnego. Wielu z oddziału „Łazika”, także Marian Mordarski, starało się schronić na tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie, w okresie zamieszania przy tworzeniu nowej władzy, byli AK-owcy obsadzali posterunki MO.

O pobycie Marian Mordarskiego w okolicach Kamiennej Góry [Czarnolesie, obecnie Czarny Bór] wspomina Jerzy Wójcik autor książki Oddział. Historia żołnierzy » Łazika « . Marian Mordarski wrócił niebawem do Nowego Sącza, aby kontynuować naukę w gimnazjum, ale zarazem działał w konspiracji pod dowództwem Stanisława Piszczka ‚Okrzei”- tworzącego oddział Grom, który zasłynął zburzeniem pomnika chwały Armii Czerwonej w Nowym Sączu. Jak ważny to był czyn, niech świadczy fakt, że odbudowany wkrótce pomnik przetrwał niemal 70 lat. Po rozbiciu podziemia niepodległościowego nie było w społeczeństwie Nowego Sącza mocy, aby go zburzyć. [Józef Wieczorek, Pomnikowa „dobra zmiana” w Nowym Sączu, „Kurier WNET,” październik 2018].

Jako członek Gromu Marian Mordarski wziął udział w likwidacji funkcjonariusza UB w Nowym Sączu Władysława Ogorzałka, a osobiście zlikwidował Zbigniewa Dostala, uważanego za funkcjonariusza Gestapo ma Wileńszczyźnie podczas okupacji niemieckiej, który -początkowo nierozpoznany- dostał się do oddziału Okrzei.

Po podziale oddziału Mordarski jako dowódca jego części trafił pod komendę Józefa Kurasia „ Ognia” i został mianowany dowódcą grupy Grot występując pod pseudonimem Ojciec, a następnie Śmiga. Wraz z oddziałem likwidował konfidentów niemieckich i UB, prowadził akcje rekwizycyjne. Jego grupa brała też udział w potyczce z żołnierzami na dworcu PKP w Nowym Sączu co dziś upamiętnia tablica odsłonięta w 2018 r. https://niezlomnym.wordpress.com/2018/12/09/sadeckim-zolnierzom-wykletym-niezlomnym/ 

Oddział zaprzestał działalności po śmierci „Ognia” 22 lutego 1947 r. a Marian Mordarski ujawnił się w kwietniu 1947 r. w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Sączu zdając tam broń wraz z grupą żołnierzy , w której był żyjący do dziś, represjonowany w czasach komunizmu, Józef Stojek ps. Gryzoń, [aresztowany w 1952 r. przez UB, więziony na Montelupich w Krakowie, Wiśniczu, Potulicach, przymusowo pracował w kopalni w Knurowie do roku 1956 r.].

Z partyzanta profesor

Mordarski ukończył kursy dla dorosłych w liceum przyrodniczym w Nowym Sączu i mimo przeszłości w podziemiu niepodległościowym, starał się o pracę w Starostwie Powiatowym. Lawirował w kontaktach z bezpieką, kierowaną na Sądecczyźnie przez Stanisława Wałacha, tak że formalnie nie został tajnym współpracownikiem UB i w sierpniu 1948 r. opuścił Nowy Sącz, najpierw starając się o przyjęcie na studia w Poznaniu, a następnie we Wrocławiu, gdzie dostał się na Wydział Przyrodniczy uniwersytetu, zapisując się do Związku Akademickiego Młodzieży Polskiej, podporządkowanego ZMP. Maciej Korkuć analizując dokumenty, wyklucza przynależność Mariana Mordarskiego do PZPR w latach pięćdziesiątych.

Jednak były partyzant nie przestał być obiektem zainteresowania UB, która liczyła na wykorzystanie go do współpracy.

Mordarski już na studiach został asystentem światowej sławy prof. Ludwika Hirszfelda [Urszula Glensk, Hirszfeldowie. Zrozumieć krew , Universitas 2018,], odkrywcy grup krwi, jednego z ojców immunologii.

Po ukończeniu studiów został doktorantem w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN, pozostając do końca 1957 r. w zainteresowaniu UB, a następnie SB, która nie zezwoliła na jego wyjazd do NRD.

Po obronie pracy doktorskiej przez M. Mordarskiego w 1958 r. SB zrezygnowała z prowadzenia obserwacji ze względu na brak działalności wrogiej dla Polski Ludowej oraz nieprzydatności do współpracy człowieka prowadzącego samotniczy tryb życia, skoncentrowanego na pracy naukowej.

Zezwolono mu na wyjazdy do krajów socjalistycznych [ZSRR, Węgry], a po habilitacji w 1963 – także do krajów zachodnich .Od 1962 r. był redaktorem naczelnym czasopisma „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej”.

W 1970 r. został profesorem, w latach 1981-85 pełnił stanowisko wicedyrektora, a w latach 1986–99 dyrektora Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. L. Hirszfelda.

Był ceniony i lubiany przez swoich współpracowników i wychowanków. Jednym z nich jest Jolanta Zakrzewska-Czerwińska profesor na Uniwersytecie Wrocławskim.

Od 1991 r. był członkiem PAN. Aktywny naukowo, jest autorem wielu publikacji w czasopismach krajowych i zagranicznych z zakresu biologii i taksonomii promieniowców, biosyntezy antybiotyków i innych wtórnych metabolitów, mechanizmu działania antybiotyków na komórki bakteryjne i nowotworowe, immunomodulatorów i ich działania.

Był ceniony także przez międzynarodową wspólnotę naukową, o czym świadczy wybranie go na wiceprezydenta [I974-I98I], a następnie prezydenta Europejskiej Federacji Towarzystw Mikrobiologicznych [1985-1989]. Był też profesorem honorowym Instytutu Mikrobiologii Chińskiej Akademii Nauk i profesorem honorowym Uniwersytetu w Yunnan [Chiny].Zmarł w 2003. r.

Nie do końca znany

Ze wspomnień jego współpracowników wynika, że znany był jego udział w AK – podają, że za działalność w AK w 1945 r. był odznaczony Krzyżem Zasługi z Mieczami i odznaką Honorową I Pułku Strzelców Podhalańskich AK [Andrzej Trzebski], Pożegnanie Profesora Mariana Mordarskiego]. Nie wiedziano natomiast o jego działalności w powojennym w podziemiu antykomunistycznym, o której nie rozmawiał nawet z najbliższymi. Ta działalność została zbadana i opisana głównie w pracach Macieja Korkucia i Dawida Golika z krakowskiego IPN.

Kariera akademicka Mariana Mordarskiego wskazuje, że mimo przeszłości znanej SB, od końca lat 50-tych ubiegłego wieku nie był traktowany jako ‚element antysocjalistyczny’, gdyż wtedy nie miałby raczej szans na piastowanie stanowisk kierowniczych. Był nawet odznaczany – Medalem 30-lecia PRL [1974] i Złotym Krzyżem Zasługi [1984]. Dla lepszego poznania tego etapu życia Mariana Mordarskiego trzeba by zbadać archiwa Polskiej Akademii Nauk.

W latach 90-tych działał w organizacjach akowskich. 27 lutego 1991 r. napisał do towarzysza broni Józefa Stojka „ Dopiero wczoraj, zgodnie z tą ustawą [jw- mowa o Ustawie z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego] bohaterowie walki z okupantem mogą żądać, a nie prosić. I to prosić najgorszych kolaborantów, czerpiących zyski z upodlenia i totalnego niszczenia najbardziej wartościowych ludzi. Wyrazem tego jest zapis w ustawie, że pracownicy i współpracownicy NKWD i UBP zostają wykluczeni ze społeczności kombatanckiej i już. Twoje papiery, czy też innych kolegów nie będą przez nich opiniowane, oceniane i rozważane. To, na pozór błahe stwierdzenie, umożliwia wielu ludziom zasłużonym w ruchu oporu uzyskanie bez upokorzenia przynależnych im praw. I to jest najważniejsze: prawa z tytułu walki zwycięskiej ,prowadzonej w warunkach skrajnie trudnych, często wbrew narastającej presji ludzi małej duszy, wbrew własnemu środowisku i z narażeniem najbliższych. To była cena, którą trzeba było zapłacić i mało wykazało dostatecznie dużo hartu…”

List Prof. Mordarskiego do Józefa Stojka z dnia 8 kwietnia 1992 r,. ukazuje jego solidarne zaangażowanie w pomoc towarzyszom broni w zmienionej sytuacji „ ….Przyszło mi do głowy, że najwyższy czas spróbować załatwić coś w sprawie „Bacy” . Ty byłeś z nim blisko w ciężkich latach i wiesz najlepiej, co należałoby zrobić. Nie myślę o czymś w rodzaju ‚rehabilitacji”, bo nawet nie wiem, czy miał jakiś wyrok sądowy. Od Ciebie wiem natomiast, że żył w tragicznych warunkach, praktycznie pozbawiony pracy i prześladowany na każdym kroku …”

Jego działania na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego zostały wyróżnione Krzyżem Armii Krajowej [1995] i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski [1995].

Pozostawił po sobie znaczący ślad w nauce, a także w pamięci zmagań o niepodległą Polskę. Jego losy pokazują, jakich synów miała Polska w lasach. Z nich tylko niektórzy mogli zrealizować, przynajmniej w części, swoje talenty.

Marian Mordarski jest sądeczaninem, który niewątpliwie dobrze zasłużył się Polsce i należy mu się szczególne upamiętnienie w przestrzeni publicznej Nowego Sącza.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET – marzec 2019 r.

Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach

Screen Shot 02-18-19 at 08.25 PM

Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach

Niemiecką politykę historyczną zakłamującą prawdę o historii najnowszej prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski określił mianem ‚imperializmu kulturowego, który ma na celu zmianę świadomości świata na temat niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej.‚ W ramach tej polityki Niemcy starają się zrzucić z siebie odpowiedzialność za zbrodnie, przerzucając ją na tzw. nazistów – pozbawionych narodowości i działających na terenie obozów zagłady, zwanych nader często przez niemieckie media ‚polskimi obozami koncentracyjnymi’, co w odbiorze publicznym skutkuje współodpowiedzialnością Polaków za dokonane przez Niemców zbrodnie.

Żyjący do tej pory świadkowie, ofiary niemieckich zbrodni, zmuszeni są walczyć o prawdę przed polskimi, a także niemieckimi sądami. Z różnymi skutkami.

Karol Tendera kontra ZDF – w imię prawdy

Karol Tendera, 96 letni były więzień KL Auschwitz numer 1000430 i KL Birkenau,
od wielu lat prowadzi batalię z niemiecką publiczną telewizją ZDF, która na swojej stronie internetowej umieściła określenie „polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz” . Ofiara niemieckich zbrodni domaga się zakazania stronie pozwanej rozpowszechniania określeń „polski obóz zagłady” lub „polski obóz koncentracyjny”, a także przeprosin wraz z ogłoszeniem ich w prasie i na portalu.

Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił powództwo Karola Tendery, reprezentowanego przez Mec. Lecha Obarę. Sąd Apelacyjny zmienił jednak wyrok, nakazując stronie pozwanej przeprosić naród polski i Karola Tenderę. Ponieważ ZDF uchylała się od wykonania wyroku, sprawa trafiła pod Wyższy Sąd Krajowy w Koblencji, który przyznał rację Karolowi Tenderze. Według mec. Obary to postanowienie niemieckiego sądu jest przełomowe, gdyż otwiera Polsce możliwość dochodzenia prawdy historycznej na terenie Niemiec. Możliwość została otwarta, ale realizacja tej możliwości jeszcze nie. Po stronie ZDF stanął niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości, twierdząc, że wyrok sądu w Koblencji nie może być egzekwowany w Niemczech, bo naruszałby fundamentalne prawo wolności opinii oraz mediów.

Została więc złożona skarga do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego i można sądzić, że w końcu skarga Karola Tendery trafi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Karol Tendera walczy nie o zemstę, lecz w imię prawdy. W uznaniu zasług na tym polu 30 listopada 2017 r. w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” dyrektor Krakowskiego Oddziału IPN wręczył Karolowi Tenderze nagrodę „Świadek Historii”.

 1 Karol Tendera świadkiem historii.jpg

Instytut Pamięci Narodowej w imię prawdy historycznej otworzył witrynę edukacyjną o niemieckich obozach na ziemiach okupowanej Polski w latach 1939- 1945 [ https://truthaboutcamps.eu/] zawierającą m. in. tworzoną bazę danych o SS-manach pełniących w KL Auschwitz I-III służbę wartowniczą, występując też do Interpolu o pomoc w odnalezieniu około 1600 esesmanów z załóg obozów koncentracyjnych, którzy mogą jeszcze żyć i nigdy nie zostali skazani.

Na portalu IPN informuje „ W okupowanej przez Niemców Polsce nie istniały i istnieć nie mogły „polskie” obozy zagłady, śmierci czy koncentracyjne. Obozy te tworzył niemiecki okupant w celu zrealizowania swej zbrodniczej polityki unicestwienia bądź zniewolenia ludzi różnych narodowości – również Polaków.”

Jest zdumiewające, że po tylu latach od zakończenia II wojny światowej, o tę elementarną prawdę ofiary zbrodni muszą walczyć przed sądami, i to nie zawsze z sukcesem.

Kpt. Zbigniew Radłowski – Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę

Po pozytywnym dla strony polskiej wyroku sądu w sprawie serialu „ Nasze matki, nasi ojcowie” kpt. Zbigniew Radłowski – żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu KL Auschwitz – zwrócił się do wszystkich młodych Polaków słowami: „wszystko jest w waszych rękach i w waszych sercach. Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę, żebyście nie musieli wstydzić się i przepraszać za winy niepopełnione przez waszych ojców, dziadów czy pradziadów”.

2 Kapitan Radłowski

Ten 94 letni kombatant wraz ze Światowym Związkiem AK pozwał twórców serialu za naruszenie dóbr osobistych. Działania prawne przeciwko producentom serialu prowadziła krakowska kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy.

Adwokat Monika Brzozowska-Pasieka na stronie kancelarii przytacza oświadczenie końcowe. Kpt. Zbigniewa Radłowskiego wygłoszone na rozprawie 14.12.2018 roku.

Wysoki Sądzie,

ze względu na stan zdrowia nie mogłem być osobiście obecny na rozprawach procesowych, nie mniej uważnie śledziłem ich przebieg. Myślę, że moi pełnomocnicy, powołani biegli i świadkowie bezspornie udowodnili, iż obraz AK pokazany w serialu jest niezgodny z fundamentalnymi i dobrze znanymi faktami historycznymi, że sekwencje serialu dotyczące AK zostały zrealizowane według najlepszych wzorów hitlerowskiej propagandy…..

Dla mnie – jak i dla milionów Polaków – jest jasne: żeby nas obarczyć niepopełnionymi przez nas zbrodniami. Żeby te wartości, które są najcenniejsze w narodzie polskim, a które reprezentowało AK, znowu wytarzać w błocie. Żeby tych wszystkich wspaniałych i odważnych polskich patriotów, którzy walczyli w szeregach AK jeszcze raz upokorzyć….”

Reduta Dobrego Imienia monitorująca i wspierająca przebieg procesu tak ocenia niemiecki serial „ cały serial w bardzo specyficzny, negatywny sposób pokazuje Armię Krajową i jej żołnierzy i to we wszystkich scenach, w których pojawia się „oddział AK”…. Oddział pokazany jako część Armii Krajowej sprawia wrażenie bandy rabunkowej utworzonej z kryminalistów, poubieranych w półcywilne, półwojskowe niby-mundury. Wszyscy członkowie tego oddziału zieją nienawiścią do Żydów. …..

3 -RDI 2016  Nasze matki.jpg

Po niemal trzech latach trwania procesu, przesłuchaniach świadków, odtworzeniu całego serialu na sali sądowej, zapadł jednak wyrok korzystny dla strony polskiej.

Kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy tak informuje o wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie W piątek 28.12.2018 r. W krakowskim sądzie okręgowym zapadł precedensowy wyrok w sprawie przeciwko producentom serialu ‚Nasze Matki Nasi Ojcowie’. Sąd podzielił argumentację Powodów – kapitana Z. Radłowskiego oraz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – którzy domagali się przeproszenia, zaniechania dalszych naruszeń oraz zadośćuczynienia. Sąd nakazał producentom serialu tj. Niemieckiej telewizji oraz firmie UFA- Fiction przeproszenie w polskiej telewizji, na kilku kanałach telewizji niemieckiej oraz na stronach internetowych producentów.

Wyrok zamieszczony jest na stronie tej kancelarii, a nagranie z ogłoszenia wyroku na moim kanale You Tube [Józef Wieczorek TV].

Proces był także dokumentowany przez niezależnych dziennikarzy [m. in. przeze mnie]. W rozprawach brała udział publiczność [kilkanaście do kilkudziesięciu osób], co ma znaczenie dla społecznej kontroli pracy sądów.

Wyrok w sprawie serialu nie jest prawomocny, a telewizja zapowiedziała odwołanie się od tego wyroku, jako że krakowski sąd podobno nie uwzględnił w należytym zakresie wolności twórczości artystycznej.

Sąd określił rzeczywiście, że wolność dowolnego fałszowania historii, naruszania dóbr osobistych ma swoje granice. Ten serial nie był filmem kategorii science fiction, lecz filmowym środek do realizacji określonej polityki historycznej, przeznaczonym dla młodego pokolenia Niemców, aby ci nie czuli wyrzutów z powodu czynów swoich matek i ojców.

Matka Krystiana Brodackiego zniesławiona

Z grupy procesów w ramach walki o prawdę historyczną, trzeba przypomnieć także proces Krystiana Brodackiego z polskojęzycznym portalem onet.pl kontrolowanym przez niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska.

Sprawa dotyczyła zdjęcia jako ilustracji tekstu o prostytucji kobiet podczas okupacji . opublikowanego 15 marca 2016 roku na stronie tego portalu.

4 -Krystian Brodacki rozprawa 7 grudnia 2017.jpg

Jedną z tych kobiet, prowadzonych na egzekucję w Palmirach, była rozpoznana na zdjęciu matka Krystiana Brodackiego – konspiratorka Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej, która została rozstrzelana przez Niemców w Palmirach wiosną 1940 r. Maria Brodacka pomagała w ucieczce żydowskiemu oficerowi PLAN i została wydana gestapo przez nianię jej 2,5-letniego syna Krystiana Brodackiego, który jako 2,5 letnie dziecko został sierotą.

Sprawa została wygrana i onet.pl musi przeprosić za zniesławienie matki Krystiana Brodackiego i naruszenie Jego dóbr osobistych.

Krystiana Brodackiego reprezentowała mecenas Monika Brzozowska-Pasieka, sprawę wspierała Reduta Dobrego Imienia, a proces był obserwowany przez środowiska patriotyczne i dokumentowany przez niezależnych dziennikarzy ( także przeze mnie).

Jaką politykę historyczną promuje wydawnictwo ZNAK ?

Niestety czasem można odnieść wrażenie, że niemiecka polityka historyczna mająca na celu podzielenie się współodpowiedzialnością za holocaust, cieszy się wsparciem niektórych wydawnictw polskich. Ostatnio w wydawnictwie „Znak” ukazała się książka Michała Wójcika -Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci”, stanowiąca zbeletryzowaną rekonstrukcję buntu więźniów żydowskich, zwanego też powstaniem, w niemieckim obozie zagłady Treblinka II. Książka jest oparta na bogatej bibliografii [ źródła pisane, zeznania świadków, relacje, wspomnienia, dokumenty …] sprawnie, ciekawie napisana, jednakże wyraźnie tendencyjna, obarczająca Polaków – w tym AK, Delegaturę Rządu na Kraj – przynajmniej bezczynnością wobec zagłady, a nawet wobec uciekinierów z obozu. Np. na str. 253 autor pisze „ ….nie udało się znaleźć potwierdzenia „braterstwa broni” w dostępnych źródłach, to jeszcze okazało się , że „eskortowanie” uciekinierów odbywało się …za pieniądze. Czyli uciekinierzy wykupili u rybaków usługę promową „.

To, że za pomoc Żydom – obojętnie, czy za opłatą, czy bez – groziła w Polsce kara śmierci, autor ‚taktowanie’ nawet nie wspomina. Skoro uciekinierzy opłacali ratujących ich rybaków, to zasługa tych rybaków jest żadna – po prosty realizowali ‚usługę transportową [sic. !] Stosując podobną ‚logikę’, ukrywanie Żydów w okupowanej Polsce, za co Polakom groziła kara śmierci, można by nazywać wykupowaniem ‚usług hotelowych’ czy ‚agroturystycznych’, i to w nie najlepszych warunkach- mimo pobierania nieraz pieniędzy, a nie rezultatem heroicznej odwagi Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Niestety z należytymi reakcjami historyków na takie interpretacje relacji polsko-żydowskich, w okupowanej przez Niemców Polsce, przedstawianych w książkach polskich autorów, jeszcze się nie spotkałem.

Nie można być obojętnym wobec takich interpretacji, bo wtedy nasze szanse na odkłamywanie historii – fałszowanej przez naszych ciemiężców – będą znikome.

Nie można być obojętnym wobec pięknego testamentu Kpt. Zbigniewa Radłowskiego, który w pierwszej kolejności winien być realizowany przez polskich historyków.

Polityka historyczna polskich uczelni

Fakty dowodzą, że z polityką historyczną Niemiec, ewidentnym fałszowaniem przez nich własnej niezbyt odległej przeszłości, można walczyć przed polskimi sądami, nawet z pozytywnymi skutkami. Takie są fakty. Niestety nie mogę przytoczyć przykładów skutecznej walki, także przed polskimi sądami, z polityką historyczną polskich uczelni , które w ewidentny sposób zakłamują swoją historię. Przykłady takiej polityki historycznej opisałem w ostatnich numerach Kuriera WNET [Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? -grudzień 2018, Zapomniana wielka czystka akademicka – styczeń 2019 ].

Skutki społeczne takiej polityki są niekorzystne, nie tylko dla polskiej rzeczywistości akademickiej. Samo środowisko akademickie nie ma mocy sprawczej, ani nawet chęci, aby tę politykę zmienić i budować system akademicki na mocnych fundamentach historycznych. Niestety niechęć do poznania nieodległej przeszłości jest na naszych uczelniach powszechnie znana i dokumentowana w opisywanych ich dziejach.

Na przełomie wieków podjąłem nawet próbę walki przed polskim sądem z zakłamywaniem najnowszej historii wzorcowej polskiej uczelni , ale bezskutecznie. Jedynym skutkiem był swoisty lincz na sali sądowej mojej osoby, osamotnionej w walce o prawdę. Środowisko akademickie nie zdobyło się choćby na wystawienie obserwatorów ze swojej strony, nie mówiąc o rejestrowaniu i ujawnianiu wydarzeń sądowych. Czyli było całkiem inaczej, niż w przypadku pozytywnie zakończonych [ przynajmniej na pewnym etapie] spraw dotyczących niemieckiej polityki historycznej.

Przesłanie Kapitana Zbigniewa Radłowskiego: „Róbcie, co możecie, żeby obronić prawdę” winno dotyczyć także polityki historycznej polskich uczelni, ale jest obawa, że na to przesłanie polskie uczelnie pozostaną głuche. Jakże chciałbym się mylić.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, luty 2019 r.

Screen Shot 02-07-19 at 07.00 PM.PNG

Screen Shot 02-19-19 at 06.55 AM

Screen Shot 02-19-19 at 06.56 AM

Dawid wobec Goliata, czyli nokaut koryfeusza

Screen Shot 02-14-19 at 09.00 AM

Dawid wobec Goliata, czyli nokaut koryfeusza

Mój znamienity kolega Herbert Kopiec , opisując w styczniowym numerze WNET [Nawrócenie marksisty ? ] przypadek prof. Piotra Sztompki, zaciekawił się, iluż to skromnych doktorów – rzec by można Dawidów – poważyło się stanąć w akademickiej debacie wobec koryfeusza socjologii, którego podniósł do rangi olbrzyma istnego Goliata.

Byłoby nietaktem, abym nie podjął się zaspokojenia ciekawości mojego kolegi. Nie wiem, czy by mi wybaczył.

Otóż przed pięcioma już laty, po zapoznaniu się z tezami prof. Sztompki odnośnie kryzysu uniwersytetu, co ujawnił po zakończeniu Kongresu Kultury Akademickiej, poważyłem się, i to bez wahania, stanąć w akademickiej debacie wobec tego Goliata.

Krok po korku rozprawiałem się z kolejnymi tezami prof. Sztompki w tej materii kryzysowej, rzecz jasna, to rozprawianie przesyłając autorowi tez, z nadzieją na podjęcie walki o swoje racje, bo debata to sens życia akademickiego tak Dawidów, jak i Goliatów.

Niestety nic z tego. Ja w debacie stanąłem, a Goliat nawet nie wyszedł do walki. Z 10 tezami Goliata rozprawiłem się w 10 rozprawkach – bez reakcji, bez ruchu obronnego Goliata ! Rzec by można – wyliczyłem Goliata do 10, a on ani ręką, ani głową nie ruszył , czyli w języku bokserskim – nokaut !

Moje argumenty zebrałem w rodzaj 82 stronicowej broszury, obdarzając ją tytułem Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompkąi umieściłem na moim Blogu akademickiego nonkonformisty, licząc na debatę po odzyskaniu przytomności intelektualnej. Niestety do debaty nie doszło i nawet nie wiadomo, czy przytomność intelektualna powróciła.

Mimo upływu 5 lat i wejścia w życie Konstytucji dla nauki”, moje argumenty nie straciły na aktualności, stąd nadal zachęcam do zapoznania się z moją internetową broszurą i do debaty nad moimi argumentami, a dla zachęty przytoczę fragment tekstu, w gruncie rzeczy pochwalnego dla prof. Sztompki, bo zatytułowanego Prof. Sztompka chyba wreszcie coś zrozumiał

Prof. Sztompka podsumowuje osiągnięcia Kongresu:Za nieporozumienie uznano wiarę, że przyśpieszenie karier uniwersyteckich może dokonywać się poprzez ciągłe obniżanie wymogów i ułatwianie procedur doktorskich czy habilitacyjnych. Efektem są kariery pozorne, deprecjacja tytułów i stanowisk, obniżanie standardów w procedurach doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich, a w efekcie uzasadnione załamanie się zaufania społecznego do profesury…...

Są to stwierdzenia oczywiste, wręcz banalne i znane od dawna tym, których na kongres nawet nie zapraszano (może właśnie dlatego). Co więcej, z tych, którzy te oczywistości od lat upowszechniali, całkiem uniwersytety oczyścili i z pamięci oraz z uniwersyteckich archiwów wymazali, aby nikt nigdy nawet się nie domyślił, że ktoś przed Kongresem mógł podobne, uprawnione faktami opinie wygłaszać. Prof. Sztompka i uczestnicy Kongresu chyba jednak nie zrozumieli, że poza murami ‚etatowych’ uniwersytetów istnieją też uniwersytety bez murów i etatów, gdzie bez profesorskiej cenzury można było już od lat takie niepoprawne opinie zamieszczać i rozpowszechniać, a w dobie internetu do końca wykluczanie prekursorów podobnych myśli nie jest możliwe.

Prof. Sztompka dalej słusznie pisze:
Banicja środowiskowa musi dotykać winnych plagiatów, fałszowania danych, dopisywania swoich nazwisk do cudzych prac, demaskować trzeba „spółdzielnie cytowań” i „towarzyskie, grzecznościowe recenzje”. Źródłem takich różnorodnych zjawisk patologicznych jest klimat permisywności, który odrzucić musi samo środowisko.” ale nie podaje środków. które pozwolą realizację tych postulatów zapewnić.

Do tej pory chyba częściej banicja dotykała tych, którzy plagiaty ujawniali, przeciwko dopisywaniu nazwisk jednych a pomijaniu drugich protestowali. Dla demaskatorów rozlicznych patologii akademickich drzwi uniwersytetów (i nie tylko uniwersytetów) są zamknięte od lat i Prof. Sztompka/uczestnicy Kongresu jakoś nie przedstawili projektu, aby takim demaskatorom drzwi otworzyć.

Jakim cudem zmienią kierunek banicji ?

Samo środowisko do tej pory się nie oczyściło z elementu patologicznego, szkodliwego dla uniwersytetu, więc niby jakie podstawy ma wiara w możliwość samooczyszczenia środowiska, odrzucenia zjawisk patologicznych ?

Środowisko akademickie zostało uformowane wg kryteriów patologicznych i w swych patologiach chce być autonomiczne, więc niby kto je zmusi do działań antypatologicznych ?

Prof. Sztompka zauważa „Dominuje zgoda na totalną, powszechną bylejakość”, ale nie zauważył, że ci, którzy na powszechną bylejakość i to szczególnie profesorów zgody nie wyrażali, znaleźli się poza uniwersytetem.

Co prof. Sztompka ( i jego koledzy) zrobił, aby było inaczej ?

Dlaczego wyraża/wyrażał zgodę i do dominacji tej bylejakości chyba się przyczynił z czego zdaje sobie sprawę ?…”

Moich bojów -dysydenta akademickiego, wydałem już w internecie kilkanaście tomików, i nadal poważam się stawać w akademickiej debacie wobec Goliatów, co winno zaspokoić ciekawość mojego znamienitego Kolegi, któremu życzę sukcesów na drodze do nawracania marksistów i postmodernistów, funkcjonujących w III RP nadal w roli koryfeuszy.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET w lutym 2019 r.

Screen Shot 02-07-19 at 06.58 PM

Polityczna weryfikacja kadr w latach 80. XX wieku doprowadziła do akademickiej luki pokoleniowej u zarania III RP

Screen Shot 01-30-19 at 10.14 PM.PNG

https://wnet.fm/kurier/polityczna-weryfikacja-kadr-w-latach-80-xx-wieku-doprowadzila-do-akademickiej-luki-pokoleniowej-u-zarania-iii-rp/

Zapomniana wielka czystka akademicka epoki ‚jaruzelskiej’

prl nie upadl

Andrzej Krauze przed laty tak zilustrował to co ostatnio napisałem.

Zapomniana wielka czystka akademicka

Minął rok, w którym rozpoczęto wdrażanie w życie innowacyjnej Konstytucji dla nauki. Nad ustawą debatowano wiele, ale nie podjęto nawet próby odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięły obecne kadry akademickie, koncentrując się na tym, aby tym obecnym kadrom było lepiej, niż jest.

Nie ma żadnych dowodów, że te kadry są najlepsze, jakie możemy mieć – jakkolwiek tak się je traktuje nie tylko w ustawach, a wiele wskazuje na to, że te kadry są znacznie słabsze od polskich możliwości.

Nie bez przyczyny, skoro kadry akademickie przez lata komunizmu formowano w warunkach negatywnej selekcji kadr i ten sposób wiele się nie zmienił w III RP.

W PRL-u zarządzający nauką na wyższych szczeblach podlegali nomenklaturze, a na szczeblach niższych preferowano spolegliwych wobec systemu, eliminując tych, którzy stanowili zagrożenie – rzeczywiste, czy urojone – dla przewodniej siły narodu.

Trzeba też pamiętać, że ok. 1/3 polskiego potencjału akademickiego znajduje się poza granicami kraju i dla nauki uprawianej w Polsce ten potencjał jest wykorzystywany w znikomym stopniu.

Pamięć o czystce akademickiej ’68

W roku 2018 minęło 50 lat od znamiennego roku 1968, kiedy z systemu akademickiego odeszło wielu naukowców pochodzenia żydowskiego. Ta pozamerytoryczna czystka jest nadal znana w przestrzeni publicznej i nawet eksponowana na wysokich szczeblach.

Skutkiem Marca 1968 r. było zerwanie ciągłości polskiej nauki- Marzec 1968 r. stał się pretekstem nie tylko do czystek antysemickich, ale również do uderzenia we wszystkich, którzy byli wierni tradycji niezależności akademickiej, dążenia do prawdy ponad podziałami ideologicznymi” – ocenił w rozmowie z PAP wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Z Polski wyemigrowały setki, o ile nie tysiące naukowców pochodzenia żydowskiego.”

A prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 50. rocznicy Marca ’68 na Uniwersytecie Warszawskim powiedział: „Niektórzy mówią, że dzisiejsza Polska powinna przeprosić za tamten antysemicki akt dokonany przez ówczesne władze. Za to, że byli tacy Polacy, którzy się do tego wtedy przyłączyli. Za to, że wypędzono z Polski – bo tak trzeba to powiedzieć – paręnaście tysięcy ludzi.”

Fakt, że wielu naukowców i to utytułowanych, odeszło wówczas z polskich uczelni, ale wielu z nich na tych uczelniach nie powinno być zatrudnionych, ze względu na swoje poczynania u zarania instalacji systemu komunistycznego w Polsce, ze względu na współpracę z aparatem terroru (jak np. czołowe postaci tych ‚wypędzonych’ – Zygmunt Bauman czy Włodzimierz Brus], w tym udział w czystkach akademickich okresu stalinowskiego.

Ciekawe, że o tych wydarzeniach, o tej czystce roku 1968 ‚pamiętają’ ci, których jeszcze nie było na świecie lub chodzili wówczas, co najwyżej, w krótkich spodenkach.

Niepamięć o czystce akademickiej epoki ‚jaruzelskiej’

O czystkach późniejszych, które miały miejsce w epoce ‚jaruzelskiej’, jakoś się nie wspomina lub wspomina nader rzadko i oględnie. Nie podnosi się ich skutków dla degradacji systemu akademickiego, obniżenia poziomu nauki i edukacji w Polsce, jakby pamięć o tych czystkach dla dzisiejszego społeczeństwa, w szczególności dla społeczności akademickiego była niewygodna.

Wśród opozycji antykomunistycznej nieraz mówi się o braku oczyszczenia kadr akademickich u zarania III RP, ale niemal nie mówi się o oczyszczeniu kadr akademickich u schyłku PRLu !, pod batutą SB-PZPR, przez nomenklaturowe władze uczelni ! Oczyszczenia z elementu niewygodnego, wrogo, czy choćby krytycznie nastawionego do systemu komunistycznego, z elementu stanowiącego zagrożenie dla ‚przewodniej siły narodu’ i dla komunistycznego systemu wychowywania młodzieży akademickiej.

Nad tą czystką rozciągnięto zasłonę milczenia i nie ma woli, żadnej opcji, aby poznać zakres, przebieg i skutki.

Nie bada się strat wojennych na froncie akademickim podczas wojny jaruzelsko-polskiej. System opuściło wtedy wielokrotnie więcej ludzi nauki i studentów, niż w znamiennym roku ’68, i to tych, którzy nie mieli grzechów kolaboracji z systemem komunistycznym, tylko często stawiali opór antykomunistyczny.

W wyniku tej lustracji/weryfikacji nie usuwano tych, którzy byli/ współpracowali z tajnymi/jawnymi współpracownikami systemu komunistycznego, tylko tych, którzy nie byli/współpracować nie chcieli z budowniczymi systemu komunistycznego i do budowy tego systemu się nie nadawali ! Nie respektowali wartości/etyki na opak tego przestępczego (także dla nauki i edukacji) systemu.

Jedni zdołali wydostać się ze zniewolonej Polski, inni zostali zmuszeni do jej opuszczenia, inni znaleźli się poza systemem kształcenia na poziomie wyższym, aby nie wpływali na młodzież akademicką niezgodnie z principiami socjalistycznymi.

I nikt ich za to wypędzenie, nieraz dożywotnie, za zniszczenie warsztatów pracy – nie przeprasza ! Wilcze bilety im powydawane w PRL-u nadal bywają ważne, a badania tych haniebnych czystek są źle widziane.

Jeśli te kwestie się bada, to często metody i wyniki tych badań muszą budzić konsternację.

Bywa tak, że rzekome badania nad pokrzywdzeniem w PRL-u prowadzi się tylko wśród beneficjentów, którzy z sukcesem przeszli weryfikację, ale nie wśród poszkodowanych, którzy takiej politycznej, pozamerytorycznej weryfikacji – nie przeszli ! Przykładem są poczynania komisji senackiej UJ ,‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u’ , które opisałem przed laty w tekście „Powracająca fala zakłamywania historii „ ( dostępny w archiwum Witryny Obywatelskiej Józefa Wieczorka).

Mimo, że Komisja Senacka UJ badania nad pokrzywdzonymi prowadziła to jednak dokumentów z jej „badań” brak !

Nie odpowiedziano nawet na stawiane pytaniedlaczego się nie zwrócił do pracowników usuniętych z uczelni skoro miał rozpoznać krzywdy, a usunięcie z uczelni należało do krzywd szczególnie dotkliwych. Pokrzywdzonych szczególnie należałoby szukać poza murami uczelni, poza listami płac, bo zwykle pokrzywdzeni żadnych płac już w UJ nie otrzymywali, nawet jak jeszcze pracowali naukowo

pismo z uj

 Ustawy „jaruzelskie”

Czystki akademickie lat 80-tych to efekt wdrażania w życie systemu prawnego, a właściwie bezprawnego, junty Jaruzelskiego -nielegalnego dekretu o stanie wojennym, wprowadzonego przez zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym i ustaw wprowadzonych w stanie wojennym i powojennym, kiedy prawo jeszcze zaostrzano, co miało zastępować lukę bezpieczeństwa dla systemu totalitarnego, stworzoną po wycofaniu z ulic czołgów i transporterów opancerzonych.

Ustawa o szkolnictwie wyższym wprowadzona w 1982 r., przygotowana przy pewnym udziale sił solidarnościowych, ale wprowadzana w życie w warunkach terroru, bynajmniej nie uchroniła niepokornych kadr akademickich od strat. Usunięto wówczas ze stanowisk wielu rektorów, prorektorów, dziekanów pochodzących z wyborów roku 1981. Wielu młodszych pracowników pozbawiano etatów na uczelniach. Łukasz Kamiński w 2001 r [„Rzeczpospolita”] nazwał to wielką czystką, bo wnioski kadrowe” podjęto wobec 11 procent nauczycieli akademickich!

Ale ta czystka nie dała spodziewanych rezultatów dla ówczesnej junty, stąd konieczne było przygotowanie odpowiedniej nowelizacji prawa akademickiego, aby zapewnić ład i porządek na uczelniach, a przewodniej sile narodu – dominację w utrwalaniu systemu komunistycznego.

W aktach partyjnych [Źródło:AAN, PZPR, LYIII/185, b.p., mps. – w Spętana akademia tom 2 Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL. Materiały partyjne 1950-1986 Pleskot Patryk, Rutkowski Tadeusz Paweł, Wydawnictwo: IPN 2012 ] czytamy „Strategicznie kluczowym problemem naszego systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest przywrócenie wpływu partii i państwa na politykę kadrową w tych środowiskach w myśl postanowień XIII Plenum KC PZPR [z 1983 r.]. Niezbędny jest w tym zakresie kompleks przedsięwzięć legislacyjnych, organizacyjnych, politycznych i materialnych, które spowodują, że do zawodu nauczyciela akademickiego i pracownika nauki przychodzić będzie najzdolniejsza młodzież o zdecydowanych, prosocjalistycznych postawach, a niespełniających tych wymagań będą mogli być zwalniani….

Do najniezbędniejszych z nich należą: nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, przejście na kontraktowe zatrudnienie niektórych grup nauczycieli akademickich, etatyzacja uczelni, bezwzględne przestrzeganie kryteriów naukowych i ideowo-politycznych doboru kandydatów na stażystów, asystentów i doktorantów…....Akademickie i naukowe organy samorządowe muszą podjąć ostrą walkę z występującymi zbyt często w tych środowiskach lekceważeniem i selektywnym traktowaniem obowiązków służbowych, niską efektywnością i jakością pracy naukowej, dydaktycznej, a zwłaszcza wychowawczej, nieprzestrzeganiem etyki pracownika nauki i nauczyciela akademickiego socjalistycznego państwa…..”

Zgodnie z tymi dyrektywami przygotowano nowelizację prawa akademickiego (rok 1985), aby dokonać przeglądu kadr akademickich, także pod batutą SB

z teczek  SB.PNG

Współdziałanie sił partyjnych, SB, ministerstwa i władz uczelnianych okazały się owocne.

O tej weryfikacji kadr można np. przeczytać na stronach Uniwersytetu Gdańskiego „Czystka na uczelniach. Pod koniec 1985 r. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Benon Miśkiewicz podjął decyzje o zwolnieniu z kierowniczych funkcji w wyższych uczelniach około 40 osób, w tym sześciu rektorów. Minister skorzystał z uprawnień nadanych w znowelizowanej ustawie, że rektorów i dziekanów może zmienić w każdym czasie.

Największą czystkę przeprowadzono w Poznaniu, gdzie odwołano rektorów wszystkich uczelni oprócz Akademii Ekonomicznej, wszystkich prorektorów i dziekanów (z wyjątkiem jednego w UAM).

Wiązało się to z poznańskimi korzeniami ministra Miśkiewicza – po pierwsze chciał zapewnić swoim kolegom partyjne poparcie, a po drugie zapewne mścił się, że uczelnie w sposób demokratyczny wybrały nie tych, których partia sobie życzyła. Pracownicy UAM przesłali ministrowi Benonowi Miśkiewiczowi medal z jego podobizną i łacińską sentencją Vilem fieri auso , która w języku polskim oznacza: „Temu, który odważył się być podłym” z podpisem „Społeczność Akademicka”

Uniwersytet Jagielloński nie podaje takich informacji, bo badania profesorów nad pokrzywdzonymi, prowadzonymi tylko wśród beneficjentów systemu , takich pokrzywdzonych rzecz jasna nie wykazały. Widocznie dziesiątki zidentyfikowanych TW [ i setki nieujawnionych do tej pory w przestrzeni publicznej ‚jawnych współpracowników’ z PZPR] tak znakomicie ochraniały powierzony im obiekt, że rzekomo nikomu włos z głowy nie spadł ! A zatem w czasach jaruzelskich, czyli w czasie „stopniowej normalizacji systemu” [ w ujęciu profesorów UJ] – istne ‚dolce vita. [por. Kurier WNET, grudzień 2018 – Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ?]

Jednakże prawdą jest, że i na UJ dokonywano w końcu 1986 r., politycznej weryfikacji kadr poprzez oceny pozamerytoryczne wystawiane przez anonimowe – do dnia dzisiejszego [!] gremia, bez podawania uzasadnienia, bez możliwości odwołania się do niezależnej instancji, bez możliwości zaskarżenia do sądu, a wśród ocen podkreślano negatywny wpływ na młodzież akademicką, negatywną postawę obywatelską, negatywną postawę etyczno-moralną czy niewłaściwość charakteru.

Niezłomni, nonkonformiści, nie mieli żadnych szans na pozostanie na uczelni i tak już pozostało, a beneficjenci czystek zadbali o niemal absolutną nieznajomość wielkiej czystki akademickiej schyłku PRLu.

[nieco więcej na ten temat można jednak przeczytać na mojej stronie Lustracja i weryfikacja naukowców PRLhttps://lustronauki.wordpress.com/]

Tekst opublikowany w Kurierze WNET – styczeń 2019

O demokracji inaczej – w Kurierze WNET

W Kurierze WNET, Gazecie Niecodziennej, w styczniu 2019 r. – tekst niecodzienny: Na miarę Konstytucji 3 Maja ?  autor także [choć raczej comiesięczny]: Józef Wieczorek

Screen Shot 01-12-19 at 03.39 PM.PNGscreen shot 01-12-19 at 03.39 pm 001