Profesor – fanatyk zaniedbywania studentów ?

m

Profesor – fanatyk zaniedbywania studentów ?

Jacek Majchrowski wielofunkcyjny obywatel Krakowa,  od 15 lat prezydent Miasta Krakowa (obecnie w trakcie 4 kadencji) a od 45 lat związany umową z Uniwersytetem Jagiellońskim, a od roku 2000 także z Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego skończył lat 70 i zgodnie z prawem przynajmniej na UJ winien przejść na emeryturę . Prasa podaje jednak, że Majchrowski chce uczyć dalej [http://www.dziennikpolski24.pl/region/a/na-prezydenta-krakowa-czeka-naukowa-emerytura-z-ktorej-nie-zamierza-skorzystac,11985426/ale nie wiadomo, czy jego chęci zostaną zaspokojone.

Nie wiadomo też, czy czasem Majchrowski nie zamierza startować na kadencję piątą prezydenta Krakowa – jeśli tego prawo nie zabroni.

Do tej pory uczelnia (UJ) nie chciała rezygnować z etatu prezydenta Krakowa, mimo że zaniedbywał studentów – opuszczał wykłady i to od lat, ignorował dyżury, niewielki z niego mieli pożytek studenci przygotowujący prace magisterskie. W roku 2013 UJ wypłacił mu 95 tys. zł , widocznie wysoko ceniąc jego zaniedbywanie studentów ! [http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3481311,prezydent-krakowa-nie-ma-czasu-dla-studentow,id,t.html].

Trudno się zatem dziwić, że mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nadal chce studentów zaniedbywać, bo ok. 100 tys jednak nie jest do pogardzenia, choć – jak od lat słyszeliśmy – pensje profesorskie są głodowe i stąd nikt na poziomie na uczelni nie chce pracować.

To fakt, tym bardziej, że obecny poziom wyznaczają ci, którzy oszukują studentów i boją się myśleć, a nie każdy, a w szczególnie ktoś na jakimś poziomie, chce robić za durnia, za bezmyślnego z bojaźni, a oszukiwaniem się brzydzi. [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/21/misja-uczelni-jest-uczyc-ale-misjonarze-sa-wykleci/]

Mimo kiepskich pensji na uczelniach ( jak u Majchrowskiego w 2013 r. prawie 100 tys na UJ, 185 tys. zł na Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego na Akademii) zdarzają się fanatycy uczenia studentów nawet po przejściu na emeryturę, nawet jeśli to formalne uczenie jest realnym zaniedbywaniem, bo 24 godz., na dobę nie da się pracować ( i to przez lata) nawet jak się jest profesorem.

Nadzwyczajna kasta akademicka z wynagrodzeń za pozoranctwo akademickie nie rezygnuje, bo przecież „Pecunia non olet’, a władze uczelni – przez tą kastę wybrane – bynajmniej pozorantom nie chcą zmniejszyć wynagrodzenia, mając na uwadze kolejne kadencje i po-kadencyjne umiejscowienie!

Ta sytuacja trwa od lat i to bez przeszkód, bez protestów, bo uczelnie z elementu niewygodnego – stanowiącego zagrożenie dla takiej formuły uczelni- same się oczyściły, usuwając na wieki / dożywotnio, tych którzy studentów nie zaniedbywali, wykłady i to ponad miarę – przeprowadzali, a studenci przygotowujący prace magisterskie mieli z nich wielki pożytek.

Tacy dla profesorów – szczególnie przewodniej siły narodu – stanowili zagrożenie, bo studentów nie oszukiwali i nie bali się myśleć, a co gorsza myślenia i to krytycznego studentów uczyli.

Takich na uczelniach nie można było tolerować, bo gdzie by naród zaprowadzili ?

Na kogo profesorowie zaniedbujący studentów by wychodzili ?

Władze uczelni wiedziały i wiedzą co robią ! Płacić trzeba i to dobrze wielofunkcyjnym, i to ‚pieszczącym’ wysokie funkcje, pozorantom, zaniedbującym studentów, oszukującym ich jak inni, bezmyślnym z bojaźni, bo ci stanowią gwarancje utrzymania się nadzwyczajnej kasty akademickiej na dalsze lata, a nawet wieki.

Reklamy

Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

rys

Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

Od zarania III RP w przestrzeni publicznej był rozpowszechniany pogląd, że poziom finansowania kadry akademickiej jest tragiczny, że pensje są wręcz głodowe, niewystarczające do prowadzenia działalności na należytym poziomie, bo źle karmione głowy źle funkcjonują.

Tak argumentując ratowano się wieloetatowością, a niektórzy byli tak głodni, że aby się wyżywić musieli mieć i 17 etatów (!) , a 2-3 etatowość była chlebem powszednim, choć o dziwo przede wszystkim dla profesorów – najlepiej zarabiających, więc najbardziej głodnych.

Biedą akademicką tłumaczono drenaż mózgów – odpływ młodych, a także starszych za granice kraju, gdzie można się było lepiej wyżywić, a nawet pracować. Kiepskim statusem materialnym tłumaczono także brak przypływu do kraju naukowców polskich z zagranicy – bo niby do czego płynąć ?

Argumentowano przez lata, że kto jak kto, ale profesor to winien mieć 3 przeciętne pensje krajowe, bo jako członek nadzwyczajnej kasty to ma nadzwyczajne potrzeby, z żołądkiem włącznie. U nas się podaje, że przeciętne wynagrodzenie przekracza już 4 tys. ale większość Polaków zarabia ok. 2 tys, za co zdaniem wielu (nie tylko emerytowanych esbeków) nie da się wyżyć.

Chyba większość profesorów ma taką trzykrotność pensji większości, ale walczono o trzykrotność wynagrodzenia średniego mniejszości, tj. takiego, które mało kto uzyskuje (bo tak średnie u nas obliczają np. jak jeden ukradł 2 konie, a drugi żadnego, to średnio kradną po jednym koniu, mimo że jeden po kradzieży może średnio pędzić galopem, a drugi jeno powłóczyć nogami – może nawet skuty kajdanami !)

W styczniu tego roku na okoliczność przygotowania nowej ustawy dla środowiska akademickiego, 2 zespoły przeprowadziły ankiety w tym środowisku, które dały rezultaty wręcz porażające i „ CBOS podał, że 64 proc. badanych doktorów ocenia dobrze (lub raczej dobrze) warunki materialne swojego gospodarstwa domowego. W grupie doktorów habilitowanych odsetek ten jest większy i wynosi 77 proc., a wśród profesorów jest najwyższy i wynosi 86 proc. Jeśli podsumować całą grupę badanych, okaże się, że z warunków materialnych zadowolonych jest 73 proc. ankietowanych pracowników uczelni.”.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413133,ze-statusu-materialnego-zadowolonych-64-proc-doktorow-i-86-proc-profesorow.html]

Czyżby te badania nie zostały przeprowadzone profesjonalnie ? Może wytypowano do badań tylko masochistów, którzy są zadowoleni ze swoich głodowych pensji ?

Problem konieczny do rozwiązania, aby podjąć działania albo na rzecz wyjścia z takiej zapaści materialnej, albo na rzecz utrzymania zadowolenia środowiska ze statusu materialnego.

W gruncie rzeczy nie wiadomo co w tej sytuacji począć ? Jeśli wyniki badań są wiarygodne to należałoby status materialny za wszelką cenę utrzymać, bo zadowolenie obywateli dla rządzących to rzecz najważniejsza, no i wtedy rząd ma szanse na utrzymanie się i prowadzenie nowych kolejnych reform na rzecz modernizacji kraju.

Ale jeśli nie są wiarygodne ? To może być to niebezpieczna pułapka, prowokacja rzec by można.

Nie wiadomo jak się do tego ustosunkować. Do tej pory nie zorganizowano żadnej konferencji prasowej aby poinformować obywateli o tych znakomitych dla rządzących wynikach badań środowiska akademickiego, którego rządzący tak bardzo się boją.

Ostatnio najlepszy polski polityk jasno i szczerze wyznał, że ze środowiskiem akademickim to wygrać jest trudno, a zbadał to już przed 40 laty w warunkach prylu i wygląda na to, że w tej materii mimo zmian – nic się nie zmieniło. Nie zamierza otwierać frontu walki ze środowiskiem akademickim.  [Sygnały Dnia 10 lutego 2017 roku, rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim –http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1726088].

Może jednak nie jest to potrzebne skoro środowisko jest zadowolone ?

Ale co spowodowało osiągnięcie takiego wysokiego poziomu zadowolenia, które w sposób nagły i niespodziewany zastąpiło wysoki poziom niezadowolenia trwający długie już lata a nawet wieki.

Podwyżek dla tego środowiska w ostatnim czasie nie było, a narzekania na status materialny akademików trwały niemal do końca ubiegłego roku.

Przez parę dni sam zachodziłem w głowę co ten kosmiczny wręcz skok zadowolenia mogło spowodować. Aż w końcu sobie przypomniałem, że pod koniec ubiegłego roku napisałem tekst Pod choinkę [https://blogjw.wordpress.com/2016/12/22/pod-choinke] w którym proponowałem aby „ stworzyć Akademickie Schroniska Pomocy Społecznej, którym by oddawali te głodowe pensje/emerytury w zamian za wikt i opierunek i możliwość wydajnej pracy, a mam pewność, że głodu i niedostatku by nie zaznali, gdyby byli pod opieką tych co i za 1000 czy nawet kilkaset złotych wiążą obecnie koniec z końcem.

Moje rozwiązanie jest humanitarne, bo problem społeczny byłby rozwiązany( i tych co mają naprawdę poniżej – i to znacznie – minimum egzystencjalnego i tych co egzystować nie potrafią, jak mają nawet dziesiątki razy więcej)”. 

Tekst został umieszczony nie tylko na moim blogu, lecz także na wielu portalach, rozpowszechniony wśród akademików i ich różnych instancji,  a ponadto w niepoprawneradio.pl.

Nie wiadomo czy to ten tekst i ta propozycja Akademickich Schronisk Pomocy Społecznej spowodowały nagłą zmianę zadowolenia z sytuacji materialnej tzn. niezadowolenie z sytuacji materialnej w obawie przed skierowaniem do schroniska dla poprawienia bytu zostało błyskawicznie przekształcone w zadowolenie a moja propozycja tym samym stała się nieaktualna.

Kto wie ? Następstwo czasowe w procesie nagłej transformacji poczucia zadowolenia jest oczywiste. Moja propozycja Bożonarodzeniowa została przedstawiona jeszcze w okresie niezadowolenia ze statusu materialnego (jak wówczas podawano) , a już po Trzech Królach środowisko akademickie obdarowało rządzących nagłym przypływem zadowolenia materialnego (jak wynika z ankiet).

Na inne wyjaśnienie nie mam żadnych dowodów, ale byłbym wdzięczny za informacje gdyby ktoś takie miał.

Na poparcie tej możliwości transformacji poczucia zadowolenia zwrócę uwagę na znane zachowania braci żebraczej.

Gdy żebrakowi proszącemu np. o datki na jedzenie da się zamiast pieniędzy np. bułkę można nią w ‚podziękowaniu’ oberwać, bo żebrakowi bynajmniej nie o jedzenie chodzi w tym żebraniu. Bardziej dotkliwe skutki mogą spotkać niefortunnego tzn. źle ukierunkowanego dobroczyńcę żebraka rzekomo beznogiego/bezrękiego a zaopatrzonego w atrybuty zastępujące kończyny .

Jest zjawiskiem dość znanym, że zawodowi żebracy nagle odzyskują wzrok, sprawność lokomotoryczną i agresywnie reagują na oferowane im jedzenie zamiast środków płatniczych żebranych na inne cele.

To znane psychologiczne/socjologiczne zjawisko mogło także zadziałać w przypadku środowiska akademickiego przerażonego nagle wizją pomocy społecznej, po przekazaniu swoich środków płatniczych, z którymi nie wiedzą co zrobić aby mieć zadowolenie i chęć do pracy. Jak by zresztą wyglądali w takich schroniskach jako członkowie nadzwyczajnej kasty ? I jakich by argumentacji potem by używali, aby się wytłumaczyć z braku osiągnięć naukowych/edukacyjnych/organizacyjnych.

Wyrażenie zadowolenia z sytuacji materialnej chroni ich przed konsekwencjami wcielenia w życie mojego pomysłu, a daje jeszcze szanse na funkcjonowanie w obecnym systemie.

System wygenerował skutecznie korporację oszukujących i oszukiwanych, więc nadzwyczajna kasta oszustów da sobie w nim radę, o ile szczelnie się zabezpieczy przed niedobitkami korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Dzięki nowym badaniom przez lata oszukiwani obywatele kraju od lat wolnego od prawdy akademickiej uzyskali bardziej prawdziwy obraz hołubionych przez nich akademików.

Pozostaje jednak pytanie – czy obywatele wyciągną z tych badań odpowiednie wnioski ?

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle

pytanie

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle

Z zainteresowaniem wybrałem się na spotkanie Krakowskiego Klubu Wtorkowego zaintrygowany tytułem – Kto i dlaczego sponsoruje naukę ? Od lat, jako wykluczony z oficjalnego, finansowanego sektora nauki, czuję się przymusowym sponsorem nauki, bo przecież nauka jest utrzymywane także z moich podatków.

Sam przez lata uprawiałem naukę bez dotacji 1 grosza z kieszeni podatnika, a rezultaty tego uprawiania ujawniałem całkiem nieprzymusowo – tak dla kontrastu z rezultatami nauki sponsorowanej, których żadną miarą szczelny naukowy system nie chciał przede mną – w końcu sponsorem podatkowym – ujawnić. Zdumiewające nieprawdaż ?

Napisałem na ten temat wiele tekstów i protestów (np. (https://wobjw.wordpress.com/tag/finansowanie-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/tag/kbn/https://blogjw.wordpress.com/tag/finanse/ ….) ale żadnego zainteresowania decydenckiego, ani opozycyjnego nie zauważyłem. Co prawda NIK potwierdzała moje spostrzeżenia/zastrzeżenia, ale przełożenia na sponsoring nauki to nie miało żadnego. Ja twardo twierdziłem/twierdzę, że winno się płacić przede wszystkim za rezultaty, a nie za obiecanki/etaty/tytuły, ale jest to głos odosobniony, naukowo niepoprawny, a przede wszystkim niemiły beneficjentom systemu. (Proszę sobie posłuchać co w tej materii – głosów odmiennych od obowiązujących – ma do powiedzenia nowy prezes PAN

– ale uważnie i ze zrozumieniem !).

Przebieg ciekawego spotkania (jednak odbiegał od tego co mnie najbardziej intrygowało, więc w końcu zapytałem o monitoring tego co jest rezultatem sponsorowanych badań.

Ja taki monitoring w ramach skromnych jednoosobowych, niesponsorowanych możliwości prowadziłem przed laty. Nikt nie chciał mnie w tej materii sponsorować, nawet najpotężniejsza na tej niwie Fundacja Batorego. Musiałem stać na straży samojeden !

W bazach danych grantowych (KBN) widniały zapisy o nakładach na badania, ale co w wyniku tych badań powstało było na ogół ( ok. 80% grantów, z różnych dziedzin nauki) białą plamą.

Kiedy domagałem się wypełnienia tych białych plam – po prostu te sektory (najniższa rubryka tabeli informacyjnej o grantach) usunięto, aby nie raziły sponsorów podatkowych.

Ja takie tabele, dotyczące moich niesponsorowanych badań, na wzór badań grantowych opracowałem i ujawniłem, aby stanowić wzór dla nieporadnych (?) sponsorowanych naukowców. (https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/).

Niestety w środowisku akademickim, i nie tylko, za wzór uchodzą sponsorowani – choć bez jawnych rezultatów, a nie pozbawieni sponsorowania – choć z rezultatami, a co więcej zmuszeni do sponsorowania tych bez rezultatów ! Jakoś nikogo (niemal) nie interesują rezultaty, a tylko jest zainteresowanie uzyskaniem statusu sponsorowanego – obiekt marzeń każdego naukowca i jego rodzin.

Nadmienię tu ponadto, że nie miałem najmniejszych trudności z zapoznaniem się z rezultatami realizacji grantów naukowców zagranicznych, których nie sponsorowałem nawet w wysokości 1 gr !

Problem niejawności/nieprzejrzystości w konkursach na granty/etaty trwa u nas nadal jak wskazują chociażby informacje internetowe.( np. https://www.facebook.com/notes/jerzy-bielec/ncn-w-krakowie/793145244066380?pnref=lhc) ale jest pewien postęp, gdyż członkowie ‚jury’ (zespołów oceniających) już nie biorą udziału w konkursach jak to miało miejsce w latach 90-tych. Wskazuje to, że nauka zaczyna nawiązywać do muzyki – bo w konkursach muzycznych (np. chopinowskich) członkowie jury nie startują ! a naukowcy do niedawna uważali, że skoro są w ‚jury’ to oni są najlepsi i konkursy winni rzecz jasna wygrywać.

Niestety na spotkaniu takich kwestii nie poruszano, mimo że było interesujące, więc nadal nie wiem – kto i dlaczego sponsoruje naukę – z wyjątkiem tego, że ja (razem z licznymi rzeszami podatników) nadal obligatoryjnie sponsoruję to co jest księgowane po stronie wydatków na naukę, chociaż nie zawsze jest to nauka.( a co to jest to Bóg raczy wiedzieć, skoro dostępu do informacji nadal nie ma).

Co więcej mam przekonanie i udokumentowanie, że gdyby mnie sponsorowano to rezultaty by były, a z mojego ( i innych podatników) sponsoringu pożytek jest niewielki, a nader często – straty. ( np.https://blogjw.wordpress.com/2013/11/05/im-wiecej-wydano-tym-wiekszy-sukces-co-zrobiono-nieistotne/).

Także inni wyrażają opinie, że ma miejsce ‚ nieefektywne wydawanie, wręcz marnotrawienie, przyznanych środków finansowych na szkolnictwo wyższe i naukę…’ (https://blogjw.wordpress.com/2014/08/24/wakacyjne-refleksje-nad-nauka-w-polsce/).

Podniosłem również kwestię wartości tego co służy do nadawania dyplomów/stopni/tytułów, a czego – nawet jak przyznają decydenci – nikt nie czyta i nikogo to nie interesuje.(https://blogjw.wordpress.com/2014/11/04/fatalna-tendencja-5-malo-kogo-interesuje-czego-uczy-sie-studentow-i-co-wnosza-do-nauki-rozprawy-doktorskie-czy-habilitacyjne/).

Otrzymałem odpowiedź, że poziom prac naukowych (przynajmniej przyrodniczych) w Polsce jest wysoki, szczególnie jeśli się uwzględni niski poziom finansowania etatowych pracowników nauki w porównaniu z naukowcami krajów zachodnich. Skoro prace naukowe, projekty grantowe są recenzowane i oceniane to produkt musi być dobry.

Poglądu tego do końca nie podzielam, czemu dawałem wyraz wielokrotnie.(op.cit.) Oceny są często niemerytoryczne, a recenzenci to często sami swoi, bo wszystko się dzieje w systemie zamkniętym. Recenzentów zbyt wnikliwych, niezależnych po prostu się wyklucza i co najwyżej mogą recenzować prace zagraniczne – a nie samych swoich.

Należy zatem zapytać: Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle, bo to, że z nauką w Polsce jest kiepsko, mimo ogromnej ilości uczelni i utytułowanej kadry, mówią niemal wszyscy, i to nie od dziś. Ostatnio także nowy prezes PAN, tym razem – moim zdaniem- słusznie zauważył, że „ tylko niewiele prac to prace nowatorskie i kreatywne, prace opublikowane w najlepszych międzynarodowych pismach naukowych”  http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,404806,nowy-prezes-pan-stawia-na-doskonalosc-otwarte-konkursy-brak-celebry.html

Jeśli tak jest (a ja sądzę i nawet mam wiedzę, że tak jest) to wiele prac i ich etatowych autorów nie za bardzo się nadaje do sponsorowania, ale często to właśnie ci decydują – kto i dlaczego będzie sponsorowany.

O przyczynach paraliżu nauki w Polsce – inaczej

O przyczynach paraliżu nauki w Polsce – inaczej

No i mamy ponowny alarm w sprawie paraliżu badań naukowych wskutek zmniejszenia strumienia pieniędzy do instytucji naukowych. (Polska nauka na krawędzi Agnieszka Niewińska, Rzeczpospolita,  17.02.2012.)

To temat raczej na grubą książkę, niż na krótki artykuł, w którym siłą rzeczy nie da się wszelkich aspektów, z różnych stron, przedyskutować. Tym niemniej może subiektywne ujęcie tematu da trochę do myślenia, choć nie jest to pewne, bo temat był od lat drążony a myślenia nie widać.

W ubiegłym roku złożyłem wniosek o realizację tematu Monitoring patologii polskiego środowiska akademickiego w okresie wprowadzania w życie reformy nauki i szkolnictwa wyższego i do tej pory nie zostałem nawet poinformowany czy jakikolwiek strumień pieniędzy do NFA napłynie ( może dlatego, że chodziło nie tyle o strumień, co o parę kropelek) . Nikt z tego powodu nie alarmuje, a może i jest zadowolony, bo badania nad patologiami akademickimi nie są mile widziane. Z tych badań (głównie hobbystycznych, obywatelskich) jakoś zwykle wychodziło, że marnotrawstwo pieniędzy księgowanych po stronie wydatków na naukę należy do ważnych patologii akademickich i nie jest wcale pewne czy zwiększenie strumienia pieniędzy skierowanego na zasilenie tego sektora bez jednoczesnych zmian strukturalnych da efekty pozytywne, a wiele wskazywało, że może dać efekty także negatywne. Skoro na monitorowanie tego zjawiska ( i zjawisk pokrewnych) nie ma pieniędzy, to można wnioskować, że jest to zjawisko poważne, niewygodne dla beneficjentów systemu, którego ujawnienie podważałoby oficjalne i medialne alarmy o strasznych skutkach słabego zasilania obecnych struktur akademickich uprawnionych do finansowania z kieszeni podatnika.  

Nie da się oderwać tego problemu od uwarunkowań historycznych, tak bardzo nielubianych przez etatowych (często wieloetatowych) beneficjentów systemu – od odpowiedzi na pytanie: skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? i uwarunkowań teraźniejszych – od odpowiedzi na pytanie: jak są reprodukowane obecne kadry ?. Istotne jest też postawienie pytania: dlaczego, raczej biedny polski podatnik, ma w pełni (a nie w części) finansować te kadry i ich etaty ?

To, że na naukę winny być przeznaczane większe niż obecnie środki finansowe nie ulega wątpliwości , ale wątpliwości budzić może przeznaczenie większych środków na kadry, których tylko część ( i to raczej mniejsza) daje sobie jako tako radę z badaniami naukowymi i formowaniem nowych naukowców.

Jest to skutek negatywnej selekcji kadr akademickich w okresie PRL i rekrutowania młodszych kadr na drodze fikcyjnych konkursów rozstrzyganych wg kryteriów genetyczno-towarzyskich, a nader rzadko wg kryteriów merytorycznych. Te kadry u zarania III RP heroicznie się broniły, i nadal bronią, przed powrotem na uczelnie, czy to z emigracji , czy to ze sfery pozaakademickiej, wykluczonych w PRL przez symbiotyczny, katastrofalny dla nauki w Polsce, związek PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni.

Tym samym argumenty kadr etatowych, że jak nie dostaną więcej pieniędzy na swoje etaty to Polskę czeka katastrofa, są raczej demagogiczne i egocentryczne, a przydałyby się w tej materii argumenty merytoryczne.

Jeśli obecne kadry nie dają sobie rady, może by zwolnili etaty dla tych, którzy z prowadzeniem badań nawet przy niskim finansowaniu ( a nawet bez finansowania) i z formowaniem nowych naukowców ( i to klasy międzynarodowej) dawali sobie radę. Taka opcja jednak przez beneficjentów systemu nie jest  brana pod uwagę. Mają prawa nabyte do niedawania sobie rady i z tych praw nie mają zamiaru rezygnować. Trzeba zatem brać pod uwagę możliwość zwiększonego marnotrawstwa środków publicznych przez kadry, które z dobrem publicznym się nie liczą, a liczą tylko zasoby własnych kieszeni. 

Nie jest tajemnicą, że w polskich placówkach naukowych/akademickich kwitnie pozoranctwo naukowe/edukacyjne, a tylko znakomita mniejszość (optymiści twierdzą, że ok. 30 %) robi coś na poziomie.

Nie budzą zatem specjalnego zdziwienia zastrzeżenia części środowiska akademickiego odnośnie obiektywnego stylu recenzowania projektów badań, gdyż taki styl powoduje, że niczego nie daje się załatwić ! (Recenzje – problem wciąż aktualny
Piotr Kieraciński -Forum Akademickie, 2/2012)

Co więcej recenzje prac doktorskich i habilitacyjnych, wniosków profesorskich, to często recenzje towarzyskie, promujące swoich, a ucinające niewygodnych. A jest to sposób naboru kadr do dzielenia środków płatniczych, stołków decydenckich , no i do utrzymania tradycyjnej autonomii akademickiej. To, że swoiście pojmowana autonomia akademicka, autonomia pozbawiona etosu akademickiego, prowadzi do katastrofy polskiego systemu nauki i edukacji jakby uchodziło uwadze społecznej. Kontroli społecznej tego co się wyrabia na uczelniach – brak. Oczywiście są autonomiczne kontrole akademickie, ale te są pozbawione kontroli niezależnych. Postulat organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich – POMPA która by wypompowała choć część patologii, nie został podjęty w praktyce.

 Dyrektorzy ostrzegają – będą musieli zamykać instytuty, choć nie ma wątpliwości, że zamknięcie wielu uczelni/instytutów dobrze by zrobiło dla poziomu nauki i finansowania ich pozytywnej działalności. Finansochłonna produkcja ogromnej ilości dyplomów/tytułów/makulatury dla podniesienia wskaźników statystycznych jakoś nie podnosi poziomu intelektualnego/materialnego polskiego społeczeństwa.

Brak krytyki naukowej, nauki krytycznego myślenia, ma jasne przełożenie na bezkrytyczne wchłanianie całym swoim jestectwem tego co serwują polskie zależne media. 

Dyrektorzy alarmują, że nie będą mieć za co kupować książek , ale nie informują społeczeństwa, że książek/nadbitek   i to zagranicznych, biblioteki ( i to czołowe) nie chcą nawet za darmo ! (Józef Wieczorek – Na naukę nie ma pieniędzy – cz.1 – biblioteczna ). 

Kto by to czytał ? Tych, co czytali i zagrażali decydentom mającym nieraz trudności ze zrozumieniem słowa pisanego, dawno już pousuwano. Zapotrzebowania na takich – nie ma do tej pory. 

W USA ze środków publicznych finansuje się ok. 30 % tego co potrzebują ośrodki naukowe, w Polsce ośrodki chcą mieć i 100 % pokrycia swoich autonomicznych potrzeb. U nas kontrole NIK stwierdzają, że ośrodki badawcze zarabiają głównie jako agencje nieruchomości, bo z zarabianiem na produkcji intelektualnej nie dają sobie rady. (Jaki majątek na sprzedaż ma świat akademicki ? 

Muszą ich utrzymywać rzesze podatników, którzy nie mają nawet szansy aby  dowiedzieć się na co ich pieniądze są tak naprawdę przeznaczane ! (Jawna niejawność dorobku naukowego ).

 Co zatem paraliżuje naukę w Polsce ! Zamknięty, autonomiczny, system odziedziczony po PRL,  wypełniony kadrami zainteresowanymi utrzymaniem status quo i utrzymaniem w całości przez podatnika tych co w wyniku pozamerytorycznej na ogół rekrutacji załapią się na dożywotni etat ( jak będą – rzecz jasna – spełniali konformistyczne reguły społeczności akademickiej ). Podawane w mediach informacje o niechęci do pracy naukowej z powodów finansowych, mają się tak do prawdy jak informacje o niechęci do oglądania Telewizji Trwam przez 7 mln potencjalnych widzów, z których tylko 6 tysięcy jest w stanie to oglądać.

Środowisko akademickie, inaczej niż środowisko ‚moherowe’, nie jest w stanie zorganizować żadnej wielkiej, pokojowej manifestacji, na rzecz swoich praw. Tak naprawdę akademicy nie chcą walczyć o prawa do rzetelnego uprawiania nauki/edukacji – argumenty, że nie robią manifestacji z powodu kultury profesorów, którzy z cepami na sejm nie pójdą, można między bajki włożyć. Kulturalni widzowie TV Trwam i ich sympatycy szli  bez cepów ! z wielką godnością i podniesioną głową, gdy akademicy spędzają swój nędzny żywot z podręcznymi strusiówkami, niezdolni do wyprostowania akademickiego karku. Zapewne nawet nie wierzą w to co sami mówią . W końcu gdyby ich pensje były naprawdę głodowe, to przecież mogliby problem choć w części rozwiązać rezygnując z nepotyzmu na uczelniach.

To, że finanse mają drugorzędną rolę i że poza uczelniami można z większym skutkiem i pożytkiem uprawiać naukę, nawet bez dofinansowania budżetowego, to już dawno udowodniłem ( http://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/) ale ten fakt jest pomijany milczeniem, bo kompromituje mędrców akademickich i nie tylko. Gdyby profesorom chodziło o dobro wspólne, o dobro nauki, to by na kiepsko finansowanych uczelniach zatrudniali tych co potrafią robić naukę/edukację nawet za grosze, a nie tych co i za miliony nie potrafią ! I taka polityka kadrowa paraliżuje naukę.

Naukę/edukację  robią ludzie,  a nie nieruchomości, których akademicy stawiają na potęgę (na to są finanse), mimo że nauki/edukacji w tych nieruchomościach nie ma kto robić.

Lektura uzupełniająca:

Polska nauka mimo kroku do przodu – nadal nad przepaścią


Skąd się wzięły obecne kadry akademickie ?


NFA –  Finanse a nauka 

Petycja o zmniejszenie marnotrawstwa środków finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę


CUI BONO? – SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI


System zamknięty i niereformowalny


NOMADYZM NIEMOBILNYCH


Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii

Stan spoczynku a stan nieszkodliwości akademickiej

lesne dziadki 2

(zdj. Józef Wieczorek)

Leśne dziadki w stanie spoczynku doczesnego


Stan spoczynku a stan nieszkodliwości akademickiej

W założeniach zmian ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym” i ustawy „O stopniach naukowych i tytule naukowym” mamy ciekawą propozycję zwiększenia uprawnień wynikających z posiadania tytułu naukowego profesora.

Mamy również informację :” Aktualnie w Polsce tytuł naukowy posiada 14 088 osób, w tym 8823 pracujących tylko w szkołach wyższych. W ogólnej liczbie profesorów tytularnych 44% liczy powyżej 70 lat. Mniej niż połowa tych osób pozostaje na emeryturze (46%), większość jest czynna zawodowo. Żadna inna profesja w Polsce nie cechuje się tak długą i powszechną aktywnością zawodową.”

Propozycja idzie w kierunku zmniejszenia tej aktywności zawodowej poprzez

  • Wprowadzenie możliwości przechodzenia w stan spoczynku nauczycieli akademickich posiadających tytuł naukowy profesora lub tytuł profesora w zakresie sztuki po osiągnięciu wieku emerytalnego (na wniosek profesora, przy rezygnacji z podejmowania pracy dydaktycznej oraz zajmowania stanowisk w instytucjach naukowych i szkolnictwa wyższego).

  • Utworzenie dla profesorów w stanie spoczynku dodatku do emerytury, wypłacanego za pośrednictwem uczelni, która jako ostatnia zatrudniała ich jako w podstawowym miejscu pracy. Łączna kwota emerytury i dodatku wynikającego ze stanu spoczynku nie będzie wyższa niż 75% kwoty przeciętnego wynagrodzenia profesora tytularnego zatrudnionego na stanowisku profesora zwyczajnego. „

Dalej mamy argumentację

Wprowadzenie statusu profesora w stanie spoczynku daje szanse na poprawę warunków finansowych profesorów odchodzących na emeryturę, na godne życie osób, cieszących się najwyższym szacunkiem i zaufaniem społecznym, którzy poświęcili swoje życie dla nauki oraz kształcenia osób o najwyższych kwalifikacjach.

Obecnie wysokość przeciętnej emerytury w grupie profesorów wynosi 3.600 zł. Przeciętny dodatek do emerytury wyniósłby około 2.320 zł miesięcznie.

i konsekwentnie dowiadujemy się, że

„Rozwiązanie to pozwoli części profesorów zrezygnować z podejmowania dodatkowego zatrudnienia na emeryturze w celu zapewnienia normalnego standardu materialnego. Otworzy drogę przyspieszenia kariery naukowej i zawodowej młodszym nauczycielom akademickim.”

Uzasadnienie takiego wyróżniania utytłanych:

„ Tytuł naukowy profesora potwierdza posiadanie najwyższych kwalifikacji naukowych i badawczych, stanowi również warunek do zajmowania najwyższych stanowisk i piastowania najbardziej prestiżowych funkcji w systemie szkolnictwa wyższego i nauki”

Jednak w czasie kryzysu i bezrobocia, na ogół nie finansowanego, trzeba by na nicnierobienie przez profesorow – dotychczasowych (rzekomo) pracoholików wydać spore sumy :

„Wprowadzenie statusu profesora w stanie spoczynku dla profesorów przechodzących na emeryturę (zatrudnionych w uczelni) spowoduje dodatkowe skutki finansowe dla budżetu państwa w wysokości 61,7 mln zł do 2012 roku, przy założeniu, że wszystkie osoby, które osiągną wiek emerytalny zdecydują się na przejście w stan spoczynku (Objęcie statusem profesora w stanie spoczynku również profesorów, którzy przeszli na emeryturę w latach wcześniejszych spowoduje skutki budżetowe w wysokości 141,7 mln zł (wg. stanu na koniec 2007 r.). Ze względu na niepewną sytuację budżetową proponuje się by tę grupę osób uprawnieniami emerytalnymi do 2015 roku.”

Żeby się do tego odnieść w sposób wyczerpujący należałoby napisać sporą książeczkę.

Ale kto na to da fundusze, skoro fundusze mają iść na nicnierobienie ?

Sama skłonność do pracy mnie dyskwalifikuje

i wyklucza z finansowania,

zresztą nie po raz pierwszy !

Finansowanie niepracy, czy spoczynku doczesnego, to dla wielu znakomity pomysł, Ale co powiedzą ci – oprócz mnie, rzecz jasna – którzy pracują i nie są finansowani w ogóle !

Czy taki system, w którym finansuje się niepracę a pracę – nie, ma jakieś szanse przetrwania ?

System akademicki jest w stanie agonalnym, więc może chodzi o humanitarne przyspieszenie agonii ?

Gdyby tak za te miliony sfinansować jakieś projekty np. chociażby projekt o społecznych skutkach finansowania nic nierobienia, to by coś z tego było pożytecznego społecznie. A tak ci co mają czasem aż 360 zł na miesiąc (a nawet mniej) mają finansować nicnierobienie tych,  co mają tylko 3 600 zł na miesiąc, aby im dołożyć jeszcze 2 230 zł, byle tylko nic nie robili !

Jasne, że trudno tu mówić o godności tych co będą utrzymywani przez tych co mają wielokrotnie mniej. Godnego życia im się nie zapewni przez taką operację ( mimo, że tak się argumentuje), bo operacja taka narusza wszelkie normy ludzkiej przyzwoitości.

Przed ćwierć wiekiem postulowałem aby część etatowych ‚profesorów’ przenieść w stan nieszkodliwości, co by dało szanse na przeżycie wielu tysiącom młodym, aktywnym nonkonformistom wyrejestrowanych z systemu akademickiego w czasach wielkiej czystki lat 80-tych.

Beneficjenci tej czystki jak widac nie byłi w stanie wypełnić luki pokoleniowej, którą swoją aktywnością w oczyszczaniu sobie pola spowodowali, lub swoją nieaktywnością pozwolili spowodować.

Teraz mają za to dostać nagrodę w życiu doczesnym, bo czy dostaną w życiu wiecznym to nie jest takie pewne.

Tymi, których wyrejestrowano nikt się nie zajmuje, nikt nie proponuje umieścić ich losu w jakiejkolwiek ustawie, chociaż np. taka kwota 2 230 zł, nie jako dodatek do 3 600 zł, lecz do 0 zł stanowiłaby znaczne wsparcie.

Problem w tym, że tacy na pewno by się nie ograniczyli do nicnierobienia, lecz mogliby jeszcze za takie ogromne pieniądze coś napisać, coś drukiem wydać, jakąś konferencję zorganizować, jakieś projekty opracować,  czy nie daj Boże jakieś www zmajstrować.

Co to, to nie !

Na finansowanie pracy w naszym kraju pieniędzy nie ma

i nie będzie.

Jak ktoś chce pracować,

to niech sobie sam na takie fanaberie zarobi !


I to by było na tyle, bo na ile może być ?