Czy Uniwersytet Jagielloński odzyska autonomię ?

plakat

Czy Uniwersytet Jagielloński odzyska autonomię ?

Od samego początku instalacji systemu komunistycznego środowiska akademickie starały się walczyć o autonomię dla uniwersytetów, ale głównie tak, aby nie stracić szansy na karierę akademicką. Władze komunistyczne starały się podporządkować sobie uczelnie, niezbędne do realizacji formowania nowego, socjalistycznego człowieka. System tytularny centralnie zarządzany, kontrolowany, nadzorowany, znakomicie do realizacji tego celu się nadawał.

Mimo rzekomego obalenia komunizmu, nadal ten system w sektorze akademickim funkcjonuje, można rzec – porusza się po torach ustawionych przez instalatorów systemu komunistycznego i co więcej, nawet werbalni antykomuniści walczą o to, aby te tory czasem nie zostały przestawione. Czasem można odnieść wrażenie, że o obronę tych akademickich torów walczą bardziej zdecydowanie, niż o niepodległość.

Walka ta w sferze publicznej uwidacznia się na gruncie walki o autonomię uniwersytetów. Uczelnie jednak ani nie zostały zdekomunizowane, ani należycie zlustrowane, więc o co chodzi ? O autonomię dla skomunizowanego moralnie i intelektualnie środowiska z tajnymi i jawnymi współpracownikami systemu kłamstwa, często nadal na stanowiskach decydenckich ?

Uczelnie, środowisko akademickie, szerzej system akademicki, przestrzeń akademicka, nie zostały oczyszczone z komunistycznego brudu. Same – autonomicznie – nie są zdolne do samooczyszczenia. Tym samym i inne sektory państwa nie do końca można oczyścić. Jak źródło dostarcza zanieczyszczeń, to i rzeka aż do ujścia może być zanieczyszczona, tym bardziej jeśli jest uregulowana/wybetonowana.

Także regulacje prawne i beton akademicki znakomicie bronią środowisko akademickie przed samooczyszczeniem.

Uczelnie np. mają autonomię w zakresie wydawania dyplomów, ale niejednokrotnie kadry bez twarzy i kręgosłupa korzystają z tej autonomii na złe, wydając lipne dyplomy  bez większej wartości. Uczelnie mają autonomię w zakresie rekrutacji nowych kadr, ale nieraz korzystają z niej źle, zatrudniając na etatach kiepskich pracowników, w ramach ustawianych na nich ‚(pseudo)konkursów.

Uczelnie mogą autonomicznie powoływać rektorów w ramach konkursów, ale wolą wybierać samych swoich, często tych, którzy od studenta spędzają całe swe życie akademickie na tej samej uczelni. Tak było w poprzednich wyborach i będzie zapewne w tegorocznych.

Sami swoi wybierają sobie swojego, aby im szkody nie wyrządził. Nepoci wybierają nepotę, bo to daje im gwarancję, że nepotyzmu nie zlikwiduje, wieloetatowcy wybierają wieloetatowcę, bo to daje im gwarancję utrzymania wielotetowości, plagiatorzy wybierają plagiatora, bo to daje im gwarancję, że plagiaryzm nie zostanie zlikwidowany/ukarany itp.

Rektorzy mogą pochodzić z rzeczywistego, nieustawionego, konkursu, ale tego patologiczne środowiska akademickie nie chcą za żadne skarby. Jeszcze by taki zaczął likwidować patologie, zwalczać ustawiane konkursy, nepotyzm, plagiaty i jak to by się dla wielu skończyło ?

Rektorzy przed kilkunastu laty mogli zmienić na dobre system nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, ale niejako zrezygnowali z autonomii im przysługującej i skierowali się do prezydenta-choć nie magistra – aby ich w tym dziele wyręczył i system nadal pozostał zły. Protestów nie było, więc środowisko akademickie chyba tak naprawdę nie chce być autonomiczne. Utrzymywane jest nadal upolitycznienie nauki, awansu naukowego. Profesorów uczelnianych wręcz pogardliwie nazywa się ‚podwórkowymi’, a prestiż ma przysługiwać tym, którzy są obdarzani profesurą przez prezydenta na drodze jednak upolitycznionej, podobnie (choć może mniej) jak w czasach komunistycznych.

O stopniach, tytułach winny decydować autonomicznie uczelnie, ale do tej autonomii jakby nie miały zaufania. Poniekąd słusznie, bo nieoczyszczone, patologiczne środowisko, generuje nie tylko etaty, ale i awanse niejednokrotnie na podstawie kryteriów pozamerytorycznych.

Teoretycznie mogą powstawać autonomicznie prawdziwe historie uczelni, ale praktycznie nie powstają, bo etatowi naukowcy takich historii nie chcą/nie potrafią napisać. Autonomicznie pisane są historie zakłamane, bo uniwersytety niejako abdykują z naczelnej swojej funkcji – poszukiwania prawdy.

Zresztą wzorcowa dla innych uczelnia, matka innych uczelni – Uniwersytet Jagielloński, na kolejny swój jubileusz roku 2000 usunął ze statutu zapis, że Uniwersytet to korporacja nauczanych i nauczających, poszukujących wspólnie prawdy, jakby zdając sobie sprawę, że czego jak czego, ale prawdy to znać nie chce, szczególnie tej, która dotyczy uniwersytetu i niewygodnych tematów.

Z moich doświadczeń na UJ wynika, że u schyłku PRL autonomia UJ była ograniczona m.in. przez mgr Michała Ługanowskiego – Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie, któremu rektor UJ przedkładał moje grube teczki akademickie nagromadzone w latach 80-tych. Dla mnie moja teczka kończyła się na początku roku 80-tego, a potem nastąpił koniec autonomicznej [?] historii, co najwyżej historia toczyła się  pod nadzorem i na uwięzi magistrów [choć niekoniecznie magistrów] „Ługanowskich”.

Rektor widocznie był podporządkowany takiemu magistrowi. Jak wskazują moje działania [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/] na rzecz ujawnienia tego co zostało utajnione, także w III RP, to podporządkowanie nadal nie ustąpiło. Może mgr Ługanowski już nie pracuje, może nawet nie żyje, może nie ma już tego Departamentu, ale uwięzienie nadal jest ! Mimo upływu lat, a nawet wieków, UJ nie zdołał odzyskać autonomii i nawet odnosi się wrażenie, że nie ma takiego zamiaru. Inspirowany niezbyt jeszcze odległą przeszłością, tworzy przyszłość, nadal na uwięzi.

To samo dotyczy innych uczelni zrodzonych z krakowskiej  matki rodzicielki.

Mamy nową sytuację, mamy nawet w tym roku wybory nowych władz akademickich, ale czy to zmieni cokolwiek w zakresie samoograniczenia autonomii uczelni ?

Czy budzące się polskie społeczeństwo obywatelskie pomoże uczelniom, aby wróciły do funkcji, do której zostały powołane – aby stały się autonomicznymi ośrodkami poszukiwania prawdy?

Errata do mojej pamięci uniwersytetu

ciemności UJ

Errata do mojej pamięci uniwersytetu

Zamieściłem w internecie kilka odcinków mojej rozmowy w projekcie Pamięć Uniwersytetu przeprowadzanej zapewne na wiosnę 2002 r. (niestety na moim dyktafonie była data r. 2010, ale niewątpliwie była to data niewłaściwa).

Materiał miał się ukazać na stronie UJ – http://www.archiwum.uj.edu.pl/projekty-auj/pamiec-uniwersytetu ale do tej pory nie ukazała się ani 1 minuta z tej rozmowy.

Ja mimo wszystko pamięć (mimo, że niedoskonałą) zachowałem – uniwersytet niewygodnej pamięci nie chce ujawnić, mimo że ma obowiązek poszukiwania prawdy i na to jest finansowany z kieszeni podatnika (również mojej).

Na stronie UJ umieszczono 25 rozmów z pracownikami UJ, także z tymi, o których wspominam w wielu moich tekstach i wypowiedziach i nieco wspominałem w mojej rozmowie dla zachowania Pamięci Uniwersytetu.

Niestety moja pamięć nie jest pożądana dla obrazu UJ, który pozostaje jednak obrazem fałszywym. Prawdziwego obrazu UJ widocznie nie chce przekazać potomnym,  abdykując niejako ze społecznej funkcji uniwersytetu.

Dzięki internetowi nie do końca jednak zostałem wymazany z pamięci uniwersytetu, mimo że po wykluczeniu/wyklęciu mnie z etatowej społeczności akademickiej, słuch o mnie (i mojej działalności) miał całkowicie zaginąć.

Społeczność ta uformowana w systemie kłamstwa boi się prawdy, jak przysłowiowy diabeł święconej wody. W ramach symbiotycznych poczynań PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni pod koniec PRLu czyściły uniwersytet z tych, którzy uczyli myślenia i to krytycznego, głosili prawdę i jej nauczali, i tym samym zagrażali takiemu uniwersytetowi, i to zagrożenie bynajmniej nie ustąpiło w czasach III RP, w czasach internetu, a nawet się wzmogło.

Uniwersytet kiedyś był definiowany jako korporacja nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy, ale z tej funkcji UJ abdykował. Etatowcy, pozostali na uczelni po Wielkiej Czystce Akademickiej, nie dawali sobie rady, ani z nauczanymi, ani z prawdą, więc prawdę i jej nosicieli (jako negatywnie wpływających na młodzież, jako osobników o niewłaściwej postawie etycznej i obywatelskiej, o niewłaściwym – bo niezłomnym charakterze) postanowili trzymać z dala od uczelni.

Napisano fałszywą historię UJ, z którą dyskutować nie można, nagrano/napisano wspomnienia wygodnych pracowników uczelni, aby niewygodną prawdę przykryć/przytłumić/anihilować.

Moje rozmowy z ekipą UJ tylko w znikomym stopniu dotyczyły mojej historii na UJ, a w większym stopniu dotyczyły patologii akademickich (nie tylko UJ), bo takie były zainteresowania rozmówcy.

Proponowałem poruszenie w rozmowie sprawy uczelnianej „Solidarności” w latach 80-tych, stanu wojennego, ale te tematy niestety jedynie przewijają się w tej rozmowie.

W gruncie rzeczy nie jest to moja pamięć o mojej pracy na UJ, ani o mechanizmach prowadzących do jej niszczenia w systemie komunistycznym, a tylko strzępy tej pamięci, która jest jeszcze całkiem niezła, a kontekst w świetle materiałów SB, PZPR i braku materiałów UJ ( te w głównej mierze niedostępne, aresztowane, modyfikowane) lepiej jest obecnie rozumiany, niż w czasie trwania tej historii.

Nie jest prawdą, że świadkowie historii UJ w czasach zniewolenia nie chcą, boją się nadal o niej mówić. Ja chcę mówić i nieco mówiłem (w zakresie zainteresowań rozmówcy) i wiele dokumentuję na swoich stronach internetowych, natomiast to strona uczelniana nie chce ujawniać tego,  co dla niej nadal jest niewygodne, co świadczy o niegodnych, a nawet haniebnych poczynaniach tzw. autorytetów moralnych i intelektualnych, tamtych i obecnych czasów.

Dla mnie ta pamięć jest nadal traumatyczna, bo to jest pamięć nie tylko o niszczeniu mojej pasji życiowej, ale też pamięć o degrengoladzie i deprawacji, w końcu także mojego, środowiska akademickiego – wzorcowego dla pozostałej, mniej wydedukowanej części społeczeństwa.

Kiedy 30 lat temu przeciwko deprawacji akademickiej protestowałem – znalazłem się na ścieżce dyscyplinarnej, a deprawatorzy (i z nimi zaprzyjaźnieni) na ścieżce awansowej. I nic się do tej pory nie zmieniło. Nie bez przyczyny jest tak jak jest.

Solidarność akademicka, którą na szczeblu instytutu współtworzyłem, w niemałym stopniu solidarnie trzymała z aparatem kłamstwa, a po roku 1989 to trzymanie przypominało trzymanie się dziecka maminej sukienki.

Teraz  głosi się dezaktualizację dekomunizacji i lustracji, bo środowisko nie ma odwagi aby spojrzeć prawdzie w lustro, ale ma odwagę domagania się większych finansów na głoszenie nieprawdy !

Jak już pisałem – skoro środowisko za żadne skarby nie chce poznać prawdy, to zwiększenie jego finansowania spowoduje jedynie, że skarb państwa całkiem opustoszeje, a prawdy i tak znać nie będziemy.

Dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji środowiska akademickiego trzeba powiedzieć stanowcze NIE ! bo to by oznaczało dezaktualizację poznawania historii, poznawania prawdy i w konsekwencji zamykanie uniwersytetów ! (bo niby czemu miałyby funkcjonować,  skoro prawdy nie chcą znać ?)

Moja Pamięć Uniwersytetu (5) – Józef Wieczorek: Aktualia akademickie

Moja Pamięć Uniwersytetu (4) – Polityka kadrowa na tle patologii akademickich

Moja Pamięć Uniwersytetu (3) – Jubileusz UJ roku 2000 w kontekście patologii akademickich PRL/III RP

Moja Pamięć Uniwersytetu (2) – Moje lata 80-te na UJ

Cenzura na Gołębiej zastąpiła skutecznie cenzurę na Mysiej !

Cenzura na Gołębiej zastąpiła skutecznie cenzurę na Mysiej !

Moja Pamięć Uniwersytetu, aby oczyszczenie pamięci o uniwersytecie (UJ) nie było doskonałe

 

 

Moja Pamięć Uniwersytetu (5) – Józef Wieczorek: Aktualia akademickie

na opak

Moja Pamięć Uniwersytetu (5) – Józef Wieczorek: Aktualia akademickie

Ostatni zachowany  fragment rozmowy prowadzonej przed kilku laty w ramach projektu naukowego „Pamięć Uniwersytetu”  http://www.archiwum.uj.edu.pl/projekty-auj/pamiec-uniwersytetu , która jednak do tej pory nie została ujawniona na stronach uczelni ( ani jedna minuta).

Moja Pamięć Uniwersytetu (4) – Polityka kadrowa na tle patologii akademickich

Moja Pamięć Uniwersytetu (3) – Jubileusz UJ roku 2000 w kontekście patologii akademickich PRL/III RP

Moja Pamięć Uniwersytetu (2) – Moje lata 80-te na UJ

Cenzura na Gołębiej zastąpiła skutecznie cenzurę na Mysiej !

Moja Pamięć Uniwersytetu (4) – Polityka kadrowa na tle patologii akademickich

jw

Moja Pamięć Uniwersytetu (4) – Polityka kadrowa na tle patologii akademickich 

 

Kolejny fragment rozmowy prowadzonej przed kilku laty w ramach projektu naukowego „Pamięć Uniwersytetu” r.http://www.archiwum.uj.edu.pl/projekty-auj/pamiec-uniwersytetu , która jednak do tej pory nie została ujawniona na stronach uczelni ( ani jedna minuta).

Moja Pamięć Uniwersytetu (3) – Jubileusz UJ roku 2000 w kontekście patologii akademickich PRL/III RP

Moja Pamięć Uniwersytetu (2) – Moje lata 80-te na UJ

Cenzura na Gołębiej zastąpiła skutecznie cenzurę na Mysiej !

 

Kryzys uniwersytetu w ujęciu Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej

smuta akademicka

Kryzys uniwersytetu w ujęciu Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej

Nie tak dawno upubliczniłem opracowanie  KRYZYS UNIWERSYTETU w ujęciu polemicznym z prof. Piotrem Sztompką https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/

które jak niemal wszystkie niezależne opracowania/polemiki dotyczące stanu nauki i szkolnictwa wyższego został pominięty milczeniem przez wszystkie gremia rządowe i pozarządowe. Mogło by się zdawać, że opracowanie jest chybione, bo kryzysu uniwersytetu nie ma. Jednak tak nie jest. W końcu na Kongresie Kultury Akademickiej go zidentyfikowano, a ponadto powstał nawet Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, który zorganizował ostatnio Kongres poświęcony kryzysowi nie tylko humanistyki, ale całej nauki w Polsce uprawianej (referaty na: https://www.youtube.com/channel/UCWhJExXhK-KJrZJ0KDxZ0UQ) i sformułował postulaty antykryzysowe http://komitethumanistyki.pl/2015/02/03/postulaty-antykryzysowe/

Zgodnie z tradycją kongresów/konferencji/debat prowadzonych w Polsce nie poinformowano nawet (o zaproszeniu nie mówiąc) tych, którzy o kryzysie uniwersytetu i konieczności głębokich reform nauki w Polsce mówią i piszą od lat, tyle że niezależnie i inaczej niż środowiska beneficjentów kryzysowego systemu akademickiego.

Kongres wsparła Fundacja Batorego, ta sama, która jeszcze na przełomie wieków odrzucała moje opinie, że w nauce (wtedy chodziło o Komitet Badań Naukowych) źle się dzieje, a niecałe 10 lat temu odstawiła mnie od konkursu na działania strażnicze, gdy zgłosiłem chęć stania na straży wysokich standardów w nauce i sygnalizowania patologii akademickich. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/sygnalista-sygnalizuje-fundacji-batorego/. Nie zostałem ustawiony do wygrania, więc raportu o ustawianiu konkursów akademickich nie mogłem przedstawiać poza sygnałem do organizatora ustawionego konkursu dla sygnalistów.

Stoję zatem przez lata na straży – samojeden, w postawie wyprostowanej, mimo braku wsparcia i sygnalizuję, choć moje sygnały do mieszkańców podręcznych strusiówek chyba nie dochodzą (pogrążenie głowy w piasku powoduje, że nic się nie słyszy, nic nie widzi, a brak tlenu powoduje stopniowy zanik szarych komórek).

Dodam jeszcze, że na kryzysowy kongres humanistów została zaproszona Gazeta Wyborcza, zasłużona dla Jasełek akademickich ( https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/) wobec tego, który nie tylko kryzys nauki w Polsce diagnozował, ale wyjście z kryzysu postulował. Protestów nie było, aprobata – jest. Czyli kryzys nauki, a przede wszystkim środowiska nauki –  nad wyraz widoczny.

Moim zdaniem postulaty antykryzysowe zgłoszone przez Komitet Kryzysowy kryzysu nie zlikwidują. Raczej są to postulaty dla beneficjentów patologicznego systemu, którzy by chcieli aby im było lepiej, ale żeby nauka i edukacja przez to stała się lepsza – to nie sądzę.

Jak zwykle chodzi o to aby nauka (czytaj – etatowcy, a nawet wieloetatowcy akademiccy) miała więcej pieniędzy i zatrudnieni na etatach (rzecz jasna w ramach ustawianych na swoich, jak dotychczas – konkursach) mogli spokojnie i jak najdłużej je ‚pieścić’. Czyli zasadnicze tendencje prowadzące do kryzysu winny być utrzymane – aby z kryzysu wyjść ? Zdumiewające oczekiwania !

Sztab antykryzysowy

  • nawet nie zasygnalizował wprowadzenia/przywrócenia do systemu nauki/ czy choćby do pamięci – tych, którzy słabo opłacani lub wcale nie opłacani coś/ a nawet więcej niż etatowcy w nauce i edukacji zrobili.

  • nie podniósł oczywistej oczywistości, że nawet przy obecnym budżecie można by w nauce zrobić wiele więcej gdyby kadry akademickie były według kryteriów merytorycznych, a nie towarzysko-genetycznych rekrutowane, oceniane, nagradzane, promowane…,

  • nie zauważył, że gdyby płacono za wyniki, a nie za ‚obiecanki-cacanki’, efektywność wydawania kiepskich środków budżetowych byłaby o wiele większa

Kryzys humanistyki widoczny jest gołym okiem. Kryzys widział jeszcze w PRLu Karol Estreicher (https://lustronauki.wordpress.com/2015/02/06/wyzsze-szkoly-blagowania-i-fikcyjnych-tytulow-nadawania/), szczególnie kryzys humanistyki niszczonej systemowo, politycznie, choć wtedy jeszcze żyli uformowani w II RP humaniści co zapobiegło całkowitej jej degradacji.

W III RP tych humanistów na ogól już nie ma, a utworzono ogromną ilość szkół z nazwy wyższych, też ‚humanistycznopodobnych’, bo kierunki humanistyczne łatwiej utworzyć, kosztują znacznie mniej niż przyrodnicze, czy techniczne. Dla ich utrzymania zatrudniono na kolejnych etatach już utytułowanych na uniwersytetach, przyspieszono procesy utytułowania i wzmożono produkcję dyplomów – w dużej mierze humanistycznych. Humanistyce to jednak nie pomogło. Wręcz przeciwnie. Jest w głębokim kryzysie.

Humaniści, historycy najbardziej prestiżowego polskiego uniwersytetu nie są w stanie zidentyfikować w historii systemu komunistycznego, ani nawet stanu wojennego (uformowany w II RP Karol Estreicher – nie miał z tym problemu). Językoznawcy, zapewne ideowi spadkobiercy Wielkiego Językoznawcy, nie są w stanie przyswoić sobie znaczenia np. słowa ‚anonim’, więc możliwości porozumienia się z nimi są praktycznie żadne.

O Powstaniu Warszawskim 1944 r. , czy o ‚operacji polskiej’ świat dowiaduje się od historyków zagranicznych, bo od naszych szanse raczej ma małe (lub żadne). To są znamiona kryzysu, a tego nie da się uzasadnić zbyt małymi środkami przeznaczanymi na naukowców etatowych w Polsce.

Nad poznaniem rzeczywistych przyczyn kryzysu nauki w Polsce jednak na kongresie (nie tylko na tym) nie dyskutowano. Jakoś beneficjenci tego kryzysowego systemu nie chcą tego poznać i nie chcą znać tych, którzy by im pomogli w poznaniu.

Mój List otwarty w sprawie upamiętnienia akademickich ofiar polityki komunistycznej, polityki prowadzącej do kryzysu uniwersytetu https://blogjw.wordpress.com/2015/01/29/list-otwarty-w-sprawie-upamietnienia-akademickich-ofiar-polityki-komunistycznej/ byłby w tej sprawie bardzo pomocny, lecz całkowicie jest ignorowany i jest to standardowa metodyka badaczy nauki polskiej heroicznie walczących aby nie poznać tego co badają, tego co mogłoby przybliżyć ich do poznania prawdy i do podjęcia stosownych kroków do wyjścia z kryzysu.

Ja nie mam wątpliwości, że na naukę przeznacza się za mało pieniędzy, a czasem nie przeznacza się ani grosza, ale nie mam też wątpliwości, że przeznaczanie z budżetu więcej pieniędzy na pozorowane badania/pozorowaną lub szkodliwą wręcz edukację z kryzysu nauki w Polsce nie wyciągnie – wręcz przeciwnie. Utrzymywanie obecnego tempa i technologii produkcji dyplomów, tytułów, kryzysowi nie zapobiegnie, bo jest to przyczyna kryzysu.

Swoje diagnozy stanu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce oraz postulaty zmian systemowych przedstawiałem w setkach już tekstów, ale do beneficjentów systemu to nie dociera. Nie podejmują żadnej dyskusji. Nie znają /nie chcą znać tego co im się na talerzu podaje.

Chcą zmian, ale takich aby zasadniczo wszystko pozostało po staremu, oczywiście z wyjątkiem ich uposażenia/usadowienia/utytułowania – te parametry oczywiście winny być zasadniczo podwyższone i wtedy o kryzysie by nie wspomnieli ani słowem, nawet wtedy kiedy nauka w Polsce całkiem by została zlikwidowana.

Niewiele zresztą brakuje aby tak się stało.

Lektura uzupełniająca konieczna dla lepszego zrozumienia tego tekstu


NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE

http://www.nfa.pl/

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – WHO IS WHO

http://nfawww.wordpress.com/

Witryna Obywatelska Józefa Wieczorka (archiwum) –http://wobjw.wordpress.com/.

Drogi i bezdroża nauki w Polsce. Analiza zasadności wprowadzenia w Polsce zaleceń Europejskiej Karty

Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji naukowców (2008),

Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim (2009),

Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego (2010),

Patologie akademickie pod lupą NFA (2011) ,

Patologie akademickie po reformach (2012)

Józef Wieczorek – Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką  2014

Józef Wieczorek – Wielki Jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego 2014

Kiedy sprawiedliwość dla polskich doktorów z polskich uczelni ?

Anpassung okładka

Kiedy sprawiedliwość dla polskich doktorów z polskich uczelni ?

W ramach walki o sprawiedliwość akademicką władze Uniwersytetu Wrocławskiego chcą naprawiać krzywdy wyrządzone doktorom Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau przez rządy Adolfa Hitlera. Okazuje się, że „Za rządów Adolfa Hitlera niemiecki uniwersytet w Breslau odbierał doktoraty wrogom III Rzeszy”. (Sprawiedliwość dla doktorów z Breslau , Bartosz T. Wieliński 05.01.2015 Gazeta Wyborcza – Wrocław –http://wyborcza.pl/1,75478,17211223,Sprawiedliwosc_dla_doktorow_z_Breslau.html#ixzz3O7zpJZcM )

Naliczono 262 takie doktoraty. Prof. Marek Bojarski, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego mówi „ Chcemy się sprzeciwić procederowi godzącemu w podstawowe zasady życia akademickiego oraz przestrzec, by coś podobnego nigdy się nie powtórzyło”.

Historyk niemiecki Kai Kranich badający od 10 lat archiwa napisał pracę o współdziałaniu niemieckiego wówczas uniwersytetu w Breslau z nazistami. (Anpassung im Nationalsozialismus: die Universität Breslau und die Aberkennung von Doktortiteln / vorgelegt von Kai Kranich. – Wrocław: Oficyna Wydaw. ATUT, 2012,ISBN 978-83-7432-788-6) – Podobno „ W skali Niemiec Wrocław był w czołówce, jeśli chodzi o odbieranie tytułów. Senat był niezwykle gorliwy – mówi Kranich.” Historyk pisał bezskuteczne prośby do różnych niemieckich instytucji o rehabilitację wrocławskich naukowców, ale dopiero polskie władze Uniwersytetu Wrocławskiego zareagowały pozytywnie. 22 stycznia 2015 r. polska uczelnia symbolicznie zwróci doktoraty odebrane naukowcom Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau przez rząd Adolfa Hitlera.

Jesteśmy dumni z wielowiekowej tradycji naszej uczelni, ale pamiętamy, że jej przeszłość ma też ciemne karty. Trzeba im stawić czoła. Poza tym ktoś musi pamiętać o naukowcach, którzy padli ofiarą nazistów. Należy się im sprawiedliwość – mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum im. Willy’ego Brandta.”

Ten odważny gest jest istotny dla Niemców. Przypomina nam, że musimy dalej rozliczać się z nazistowską przeszłością – mówi prof. Norbert Finzsch, historyk z uniwersytetu w Kolonii.” (http://wyborcza.pl/1,75478,17211223,Sprawiedliwosc_dla_doktorow_z_Breslau.html#ixzz3O7zpJZcM

Niezrozumiała jest duma historyka Uniwersytetu Wrocławskiego „z wielowiekowej tradycji naszej uczelni” bo niby co oprócz murów ma UWr wspólnego ze Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau ? Obecny Uniwersytet Wrocławski w III RP ma wiele wspólnego – co do ducha i co do intelektu – z peerelowskim Uniwersytetem im. Bolesława Bieruta i ciemne karty tego okresu winien rozjaśniać i się z nimi rozliczać, a z historią i z jej ciemnymi kartami niemieckiego uniwersytetu Schlesische Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau winni się rozliczać Niemcy i to oni mają prawo do dumy z osiągnięć tego uniwersytetu i obowiązek wstydu z haniebnych jego kart.

Sprawiedliwość doktorom niemieckim się należy i Niemcy winni tej sprawiedliwości zadość uczynić, tak jak Polacy winni zadość uczynić sprawiedliwości polskim doktorom Uniwersytetu Wrocławskiego i nie tylko wrocławskiego.

Niemiecki historyk jest zadowolony z postawy polskich władz i mówi „musimy dalej rozliczać się z nazistowską przeszłością’. Tylko niby dlaczego z nazistowską przeszłością mają się rozliczać Polacy, a nie Niemcy ? I czemu Polacy to robią ?

Polacy winni się rozliczać z komunistyczną przeszłością, szczególnie polski świat akademicki – a tego nie robią ! Nie chcą znać tej przeszłości, własnego uwikłania w instalowanie i umacnianie systemu komunistycznego – w końcu systemu kłamstwa stanowiącego zaprzeczenie idei uniwersytetu powołanego do poszukiwania prawdy, a nie do szerzenia kłamstwa.

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, zdaje się wcielając w spadkobiercę niemieckich rektorów odpowiedzialnych za proceder godzący w podstawowe zasady życia akademickiego, chce przestrzegać „by coś podobnego nigdy się nie powtórzyło”. Kogo chce przestrzegać ? Spadkobierców polityki nazistowskiej – Polaków ? Czy nie jest to schizofrenia ?

Dlaczego jako rektor, znaczącego w końcu uniwersytetu, i prawnik, nie zbadał procederów godzących w podstawowe zasady życia akademickiego w okresie panującego w Polsce systemu komunistycznego i nie wezwał swoich kolegów-rektorów innych polskich uczelni aby te procedery ujawnili, skutki zbadali, a pokrzywdzonym sprawiedliwość oddali ?

W końcu historie uniwersytetów (i nie tylko uniwersytetów) z okresu komunistycznego są wyjątkowo zakłamane, haniebne procedery są ukrywane, spisów rzeczywiście pokrzywdzonych – brak, a o sprawiedliwości – spadkobiercy i akademiccy beneficjenci systemu komunistycznego nawet słuchać nie chcą.

Jednak będę konsekwentnie pytał :

Kiedy sprawiedliwość dla polskich doktorów z polskich uczelni ?

Kiedy zostanie napisana prawdziwa historia polskich uczelni w okresie komunistycznym ?

Kiedy archiwa uczelniane będą dostępne do badań, dla wyjaśnienia spraw typu „Mnie uczyć zakazano ?” ?

Kiedy poznamy listy wykluczonych pozamerytorycznie z systemu akademickiego w okresie komunistycznym ?

Kiedy poznamy listy tajnych i jawnych współpracowników systemu komunistycznego ?

Kiedy poznamy listy nomenklatury akademickiej ?

Kiedy poznamy listy pozamerytorycznych weryfikatorów kadr akademickich wdrażających w życie nakazy/zalecenie/polecenia – PZPR/SB ?

Kiedy poznamy przebieg symbiozy PZPR-SB- środowisko akademickie w ramach adaptacji tego środowiska w systemie komunistycznym ?

Musimy to poznać i przestrzegać „by coś podobnego nigdy się nie powtórzyło”.

Sprawiedliwość także dla polskich doktorów winna być. Dyskryminacja winna być karalna !

Skoro polscy historycy nie dają sobie rady z poznaniem prawdy, to może by pomogli historycy niemieccy, a może i radzieccy ?

Józef Wieczorek – KRYZYS UNIWERSYTETU w ujęciu polemicznym z prof. Piotrem Sztompką

okładka kryzys

Józef Wieczorek – Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką (pobierz w pdf)