Czy nasze uczelnie zdołają się wybić ponad mierność ?

Kurier

Utrwalanie mierności

Józef Wieczorek

Kurier Wnet nr 43, styczeń 2018

Jesteśmy potęgą jeśli chodzi o ilość uczelni z nazwy wyższych, ale najlepsze z tych uczelni ciągną się w ogonach prestiżowych rankingów uczelni światowych, a także europejskich.

W rankingach wyprzedzają nas nie tylko uczelnie takich potęg naukowych jak USA, czy Wielka Brytania, ale także uczelnie krajów stosunkowo małych i do potęg naukowych nie należących, jak Holandia, Irlandia, Austria….

Lipne dyplomy, marne tytuły

Na polskich uczelniach zatrudnianych jest wielu profesorów i to prezydenckich [tzw. belwederskich] i mnóstwo doktorów habilitowanych tworzących grupę tzw. pracowników samodzielnych, którzy jednak samodzielnie nie zawsze potrafią uformować naukowców na takim poziomie, aby się liczyli w konfrontacji i współpracy z naukowcami światowymi. Z nazwy samodzielni, nawet nie zawsze są w stanie formować absolwentów na należytym poziomie magisterskim czy licencjackim, stąd dyplomy polskich uczelni niewiele są warte.

Wiele z nich to są lipne dyplomy pochodzące z plagiatów, czy po prostu z kupowania prac stanowiących podstawę otrzymania dyplomu.

Firmy piszące od lat prace dyplomowe na zamówienie nie upadają, więc widać, że popyt na nie się utrzymuje. W takich firmach nieraz dorabiają sobie i etatowi pracownicy uczelni, co dokumentuje ich swoisty „etos”.

Z tym procederem od lat podejmuje się walkę, ale raczej pozorowaną, bo nieskuteczną. Nie bez przyczyny, bo i kadry akademickie, najwyższego nawet szczebla, nie brzydzą się plagiatowaniem dając zły przykład studentom.

W ramach reformowania sektora akademickiego planuje się nawet zniesienie konieczności pisania prac licencjackich, skoro profesorowie nie są w stanie zapewnić ich poziomu i oryginalności. Nie mają na to czasu ! Tak się tłumaczą, choć za taką pozorowaną pracę są gratyfikowani z kieszeni podatników. Nie planuje się jednak zniesienia habilitacji i profesur prezydenckich skoro ich poziom jest kiepski.

Z ostatnich kontroli NIK wynika, że liczba magistrów i doktorów maleje, a rośnie liczba doktorów habilitowanych i profesorów, na ogół pochodzących z „chowu wsobnego”, ale ten wzrost tytularny przekłada się na spadek poziomu tak naukowego, jak i edukacyjnego.

W III RP osiągnęliśmy wysoki poziom formalnego wykształcenia społeczeństwa, ale jednocześnie spadek wartości wykształcenia realnego. Starsi wyrażają często opinię, że przedwojenna matura w II RP miała większe znaczenie od dyplomu wyższej uczelni w III RP. I nieco podobnie jest z profesurami. Profesor gimnazjum w II RP to był ktoś, profesor wyższej uczelni w III RP – niekoniecznie.

Jesteśmy potęgą tytularną, ale zarazem mizerią naukową. Ci, którzy uprawiają naukę na poziomie światowym – to margines, podobnie jak ci, którzy potrafią i chcą formować nowych naukowców na poziomie.

Gdzie są nasze elity ?

Niestety elity mamy marne. Wiadomo, były niszczone przez okupantów, czy to niemieckich, czy komunistycznych, ale mimo trwania już niemal 30 lat III RP nie uległy one odtworzeniu i nawet nie widać, aby taki proces się zaczął.

Należy pamiętać, że ostatnią czystką wśród elit nie był rok 1968, o którym to roku się pamięta, lecz okres wojny jaruzelsko-polskiej i to nie tylko na początku wprowadzenia stanu wojennego, ale także przed upadkiem komunizmu, przed rozpoczęciem tzw. transformacji ustrojowej, kiedy weryfikowano elity akademickie niewygodne – bo nonkonformistyczne.

Jednocześnie wśród wielkiej fali emigracyjnej lat 80-tych znalazły się tysiące studentów i pracowników akademickich, co spowodowało ubytek co najmniej kilkunastu procent populacji akademickiej i technicznej.

Niestety w III RP te procesy nie zostały zatrzymane. Usuwani z uczelni w ramach czystek politycznych na ogół nie wracali na uczelnie, nie unieważniono prawnie tych ekscesów, chociaż było to bezprawie, od którego nawet do sądów nie można było się odwoływać, a weryfikatorzy często nie są znani z imienia i nazwiska do dnia dzisiejszego. Beneficjentami PRLu pozostali konformiści.

Po czystkach powstała luka pokoleniowa, co stanowiło znakomity pretekst do rozwoju wieloetatowości a w konsekwencji do pozoranctwa naukowego i edukacyjnego. uprawianego na rosnących jak grzyby po deszczu uczelniach z nazwy wyższych.

Na uczelniach niepublicznych, w niemałym stopniu tworzonych przez dawną nomenklaturę, zatrudniani byli na kolejnych etatach pracownicy z uczelni publicznych.

Rzekomo ta wieloetatowość była wymuszana niskimi zarobkami, ale jakoś tak na tych kolejnych etatach zatrudniani byli najlepiej zarabiający na etatach pierwszych, w tym rektorzy, dziekani i profesorowie.

Rekordziści zatrudniani byli nawet na kilkunastu etatach i mimo ograniczeń wieloetatowość pozostała do dnia dzisiejszego, bo dwa etaty to też wiele, tym bardziej, że tacy są i na innych pozaakademickich etatach, stanowiskach.

Prezydenci miast, posłowie, sędziowie – szczególnie ci szczebla najwyższego – to często także profesorowie wyższych uczelni, czasem nie tylko jednej. Nawet jak zaniedbują studentów [bo niby jak inaczej może być ?] uczelnie obficie ich wynagradzają, mimo że podobno są biedne. Fakt – moralnie biedne są nadzwyczaj.

Emigracja na Zachód się nie zmniejszyła, a nawet po wejściu do EU zdecydowanie się zwiększyła. Ocenia się, że po 2004 wyjechało ponad 30 000 młodych ludzi aktywnych na polu akademickim. Przez lata kształcimy zatem w znacznej mierze elity dla zagranicy, a nie dla Polski.

Jednocześnie nie zniesiono barier dla powrotów tych, którzy wyjechali wcześniej i nie tylko bariera finansowa była tu decydująca. Polski system akademicki pozostał kompatybilny z krajami postkomunistycznymi, stąd jeszcze w 2004 r. uznawano w Polsce dyplomy, stopnie i tytuły naukowe osiągnięte w takich krajach jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Mongolia, Korea Północna, Libia, Kuba itp. a np. wybitny polski naukowiec z kraju zachodniego mógłby być zatrudniony na polskiej, nawet kiepskiej uczelni, co najwyżej na słabo płatnym etacie adiunkta, bo przecież nie miał swoistej dla naszego systemu habilitacji. No chyba, że zrzekł się obywatelstwa polskiego ! [ udokumentowany przykład dr Zbigniewa (Ben) Żylicza].

Mieliśmy zatem do czynienia z dyskryminacją obywateli polskich przy rekrutacji pracowników naukowych na polskie uczelnie.

Do polskiego systemu akademickiego wprowadzono jednocześnie wielu naukowców z habilitacjami pochodzącymi z tzw. turystyki habilitacyjnej do krajów postkomunistycznych m. in. na Ukrainę, a następnie na Słowację.

Zatem mamy elity zakorzenione w systemie komunistycznym, także mentalnie.

Przez lata konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich ustawiane są tylko na swoich. Kryteria genetyczno-towarzyskie są ważniejsze od merytorycznych. Żaden, nawet najwyższej klasy naukowiec, o ile konkurs nie jest na niego ustawiony, nie ma wiele szans na etatowe zatrudnienie. Kiedyś o zatrudnieniu na uczelni, także o awansach, decydowała POP PZPR. Dziś nader często decydują o tym sitwy akademickie, aprobujące tylko samych swoich, którzy im nie zagrażają intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Trudno się zatem dziwić, że nasze uczelnie są słabo notowane w świecie, a co gorsza są mało przydatne dla polskiej gospodarki, której innowacyjność lokuje nas w ogonie państw europejskich.

Uczelnie są kolebkami elit, nie tylko akademickich, ale także politycznych, gospodarczych, kulturalnych , ale skoro uczelnie są kiepskie, to i elity także.

Co z wymianą kadr ?

Przy instalacji systemu komunistycznego kadry uformowane w II RP i mało przydatne, lub nieprzydatne do budowy nowego systemu, zastępowano stopniowo kadrami formowanymi przez ZMP i PZPR. Z uczelni rugowano przedwojennych profesorów, aby ci nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką. Wielu przenoszono na wcześniejszą emeryturę, lub przesuwano do utworzonej Polskiej Akademii Nauk.

Po 1968 r. kiedy wprowadzono do systemu akademickiego tzw. „docentów marcowych” za zasługi w utrwalaniu władzy ludowej, nie patrząc na kryteria merytoryczne, a katedry obsadzane jeszcze przez starych profesorów zastępowano instytutami obsadzanymi przez generację ZMP, poziom edukacji wyższej, jak i poziom moralny kadr akademickich wyraźnie się obniżał.

Okres wojny jaruzelsko-polskiej z czystkami kadrowymi dopełnił procesu degradacji środowiska akademickiego, który po 1989 r. bynajmniej nie został zatrzymany.

Po czystkach końca PRL i wzmożonej emigracji pozostała luka pokoleniowa, ale niewygodnych dla beneficjentów i tak nie przywracano na uczelnie. Nadal stanowili zagrożenie dla stabilnego patologiami środowiska akademickiego. Pozostali w nim natomiast zarówno jawni, jak i tajni współpracownicy systemu kłamstwa i ich zwolennicy. Nikogo dziś nie nie bulwersuje rektor, który na początku roku akademickiego mówi otwarcie -my oszukujemy !

Ale na oszukiwaniu, na pozoranctwie naukowym i edukacyjnym silnych uczelni nie da się zbudować.

Do tej pory nie podjęto próby dekomunizacji środowiska akademickiego, a spóźniona o lata próba lustracji spotkała się z nonkonformistycznym protestem zwykle konformistycznych kadr akademickich, które za żadne skarby nie chcą poznać swej historii.

Próby reformowania systemu akademickiego bez zmian kadrowych nie dają pozytywnego rezultatu. Negatywnie selekcjonowane środowisko akademickie, tak w PRL, jak i w III RP utrwala jedynie patologie, pozoruje edukację z nazwy jedynie wyższą i naukę na potrzeby zdobywania kolejnych stopni i tytułów, a w niemałym stopniu bezużyteczną dla nauki sensu stricto i dla społeczeństwa.

Kadry na należytym poziomie to jest jedynie margines dużej, ponad 100 tysięcznej populacji akademickiej , a i ten margines opuszcza kraj i to na stałe, szukając bardziej przyjaznych warunków dla swojego rozwoju.

Od początku III RP aż do tej pory nie podjęto należytych starań na otwarcie tego systemu na polską diasporę akademicką ani na fachowców pozostających poza murami uczelni.

Czy przy takiej polityce kadrowej jest możliwe wyjście z kryzysu ?

Czy ten system naprawi Konstytucja dla nauki ?

System akademicki próbowano w III RP wielokrotnie reformować, ale tak, aby zasadniczo wszystko pozostawało po staremu. Stąd uczelnie pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego. A poziom jeszcze się obniżył, bo relikty innego systemu – II RP – które w PRLu poziom jeszcze trzymały, całkiem już odeszły.

Zorientowany w kiepskim stanie nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, minister w rządzie „dobrej zmiany”, przystąpił do próby reformowania tego sektora, zdając sobie sprawę, że bez tego inne reformy, w tym najważniejsza – gospodarcza, nie mogą rozwinąć skrzydeł.

Po dwóch latach prac, po dziewięciu konferencjach zorganizowano Narodowy Kongres Nauki, na którym minister ogłosił projekt nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym, nazwany „Konstytucją dla nauki.”

Niestety nie jest to projekt radykalnych zmian, a takich zmian wymaga ten obszar.

Projekt konsoliduje dotychczasowe ustawy, nieco spraw modyfikuje w dobrym kierunku, więc może bezpośrednio nie zaszkodzi temu sektorowi, ale czy go poprawi znacząco ?

Konstytucja” skonstruowana jest na słabym fundamencie. Nie uwzględnia genezy obecnych kadr akademickich i nie bierze pod uwagę zmian kadrowych, bez czego trudno sobie wyobrazić możliwość przeprowadzenia głębokich reform i skuteczne ich wdrożenie w życie.

Konstytucja dla nauki” jest raczej obszerną (175 stron, 457 art.), szczegółową instrukcją obsługi uczelni, a nie dokumentem prezentującym filozofię i główny zestaw reguł, którymi uczelnie, instytucje naukowe, mają się kierować w swej działalności.

Na kształcie konstytucji zaważyła filozofia jej opracowania. Propozycje zmian przygotowywały trzy krajowe zespoły beneficjentów tego dotąd patologicznego systemu, a nie poproszono o przygotowanie osobnej wersji ustawy polskich naukowców pracujących za granicami, w dobrych ośrodkach naukowych. Warto by było z taką propozycją się zapoznać, poznać jak działają systemy bardziej wydajne i zastanowić się dlaczego polscy naukowcy w krajowym systemie mają osiągnięcia dość mierne a poza granicami kraju – znaczące.

Różnice finansowe tego nie tłumaczą wystarczająco.

Również w Polsce jedni są finansowani i niewiele co znaczącego robią, a inni i bez finansowania robią więcej, ale tych to nikt u nas nie chce !

Może tu jest pies pogrzebany – mamy nadal negatywną selekcję kadr odziedziczoną po PRLu. Negatywnie wyselekcjonowani nie chcą tak naprawdę tego systemu radykalnie zmienić i nie chcą nawet poznać propozycji zmian tych, którzy do tego patologicznego systemu po prostu się nie nadają.

Minister mówi o potężnej diasporze polskich naukowców, których by chętnie widział z powrotem w polskich ośrodkach, ale póki co, nawet ich nie ma w polskich bazach danych ludzi nauki – z małymi wyjątkami.

Jeszcze przed ujawnieniem „Konstytucji dla nauki” utworzono Narodową Agencję Wymiany Akademickiej (NAWA), która ma m. in. wspierać powroty do kraju polskich naukowców. Ale jakie zapisy ‚Konstytucji’ ich do tego zachęcą, skoro nasz system nadal nie będzie kompatybilny z systemami w których pracują ?

Który polski profesor np. z uniwersytetu Harvarda, czy z Oxfordu, zechce wrócić do Polski, gdzie nie będzie mógł promować doktorów, bo nie ma habilitacji ?

W jaki sposób osiągniemy doskonałość naukową skoro nieraz słaby doktor habilitowany – bo takich mamy coraz więcej – będzie miał większe prawa kreowania nowych naukowców z uprawnieniami niż wybitny doktor o światowym dorobku ?

Konstytucja nie stymuluje powoływania międzynarodowych komisji do oceny kandydatów na kolejne stopnie czy stanowiska naukowe. Polski doktor (nawet wykluczony z polskiego systemu akademickiego) może być członkiem takich komisji w innych krajach, ale nie w Polsce !

Projektu reform korzystnych dla polskiej diaspory akademickiej nie przygotowano.

Art. 3. 2. Konstytucji mówi : System szkolnictwa wyższego i nauki funkcjonuje z poszanowaniem standardów międzynarodowych, zasad etycznych i dobrych praktyk w zakresie kształcenia i działalności naukowej oraz z uwzględnieniem szczególnego znaczenia społecznej odpowiedzialności nauki.

Proponowane założenia odbiegają jednak od standardów międzynarodowych (szczególnie zachodnich), nie rokują nadziei na poprawę niskich zasad etycznych (czy raczej ich braku) i dobrych praktyk (często bardzo złych) w zakresie kształcenia i działalności naukowej.

W „konstytucji” nie widać skutecznych mechanizmów eliminowania patologii negatywnie wpływających na efekty nauki i edukacji.

A należało się spodziewać opcji – zero tolerancji dla patologii w nauce i szkolnictwie wyższym.

Nie prowadzi się nawet monitoringu patologii akademickich, w ustawie nie ma propozycji instancji rzecznika praw pracownika nauki/mediatora akademickiego, więc krzywdzeni pracownicy nie będą mieli gdzie się zwracać, aby takie problemy rozwiązać.

Dla zrealizowania ustawy minister zapowiada zwiększenie wydatków na naukę z obecnych 0,43 proc. PKB, z do 1% PKB, ale nie deklaruje zwiększenia efektywności wydatków.

Warto mieć na uwadze fakt, że nasze sądownictwo pochłania 1,77 % PKB przy średniej europejskiej 0,6 %, a ten sektor jest jeszcze w gorszym stanie niż sektor akademicki. Czy zatem zwiększenie środków na sektor nauki do poziomu wydatków jak w UE poprawi jego jakość ?

W ostatnich latach przeznaczono dużo środków na infrastrukturę akademicką – i co ? Infrastruktura jest na poziomie europejskim, a nauka – poniżej.

Nie ma projektu finansowania efektów pracy, a nie etatów (czasem fikcyjnych) i kontrolowaniau finansów kierowanych do sektora nauki i edukacji, mimo że wyniki tego finansowania są kiepskie.

Głęboka reforma nie może polegać na tym, że zrobi się dobrze dla beneficjentów patologicznego systemu.

Nie bez przyczyny „konstytucja” spotkała się z życzliwym przyjęciem znacznej części strony środowiska akademickiego, które na reformy radykalne zwykle reaguje protestami. To budzi obawy o pozytywne skutki reformy – w końcu to środowisko w niemałym stopniu pochodzi z negatywnej selekcji kadr i ponosi współodpowiedzialność za kiepski stan nauki i edukacji w Polsce.

Bez przeniesienia w stan nieszkodliwości, tych którzy znaleźli się w nauce [tzn. na etatach] z przyczyn politycznych, towarzysko – genetycznych, po ustawianych na nich konkursach, którzy szkodzili, niszczyli lepszych od siebie, którzy oszukują studentów, trudno sobie wyobrazić pozytywne zmiany.

Pozytywnym zmianom będą także zapobiegać utrzymane w systemie czynniki patogenne, jak np. brak mobilności kadr, czy wieloetatowość za zgodą rektora.

Główna wada tej „konstytucji” jest jednak taka, że jej przyjęcie w proponowanym kształcie spowoduje, że przez kolejne lata, co najmniej przez lat kilkanaście, nasz system akademicki nadal będzie niewydolny, a nasze uczelnie zapewne nie wybiją się ponad mierność.

Trudno sądzić, że po takiej reformie ogromny kapitał intelektualny Polaków, zostanie należycie wykorzystany do budowy takiej Polski na jaką Polacy zasługują.

Reklamy

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

B

[http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie]

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

Od wielu już lat podnoszę w wielu tekstach problem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ , https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] jaka miała miejsce u schyłku PRLu i która zaowocowała luką pokoleniową na uczelniach i niedoborem elit niezbędnych do należytego funkcjonowania dużego europejskiego kraju.

Niestety przytaczane przez mnie fakty, podnoszone postulaty, nie trafiają do serc i umysłów społeczeństwa a w szczególności do historyków i niemal całej korporacji akademickiej.

Beneficjenci tych czystek nie chcą nawet słuchać o wydarzeniach, które ich wyprowadziły na piedestały, a konkurentów -pasjonatów nauki i edukacji – zniszczyły, wyrzuciły na bruk, bo swoimi pasjami negatywnie oddziaływali na młodzież akademicką i zagrażali systemowi kłamstwa, prosperującym także na uczelniach.

Najwybitniejsi historycy nie chcą badać tych wydarzeń i poznać strat wojny jaruzelsko-polskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/ ]. Minister nauki zasłania się brakiem kompetencji [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] a IPN brakiem właściwości [ https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/ ].

Ja takich braków nie posiadam – uważam, że jestem człowiekiem z właściwościami i mam kompetencje, co dokumentuję moimi tekstami i niezależnie problem Wielkiej Czystki Akademickiej podnoszę, informacji dostarczam, ale wrażliwości na akademickie ofiary systemu nie zauważyłem.

Najwięksi badacze historyczni na początku transformacji systemu kłamstwa w kolejny system kłamstwa prowadzili badania nad akademikami pokrzywdzonymi w PRLu, ale badając stan pokrzywdzenia tylko wśród beneficjentów, co doprowadziło ich do oczywistego wniosku, że pokrzywdzonych politycznie przez ten system nie było ! [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/]

Mimo rewelacyjnej dla nauki metody i niedostatku u nas laureatów nagrody Nobla, zapewne przez korporacyjną zawiść, takich to koryfeuszy nauki polskiej do tej pory do nagrody Nobla nie zgłoszono [!], ale ich metody wykorzystuje się jak najbardziej. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/].

Nagłaśnia się jak środowisko akademickie było strasznie inwigilowane, iluż to było TW i jakie perfidne metody oni stosowali, czemu nikt przyzwoity i jako tako zorientowany w temacie zaprzeczyć nie może, ale jednocześnie podnosi się, że np. na prestiżowym i wzorcowym UJ nikt nie stracił z powodów politycznych pracy. Widocznie polityczna weryfikacja kadr akademickich była lipą, esbecja wraz z pezetpeerią i rzeszami współpracowników znakomicie ochroniła powierzony im do ochrony obiekt, przeprowadzając go bezstratnie, jak Mojżesz przez to Morze Czerwone.

Ale co to ma wspólnego z prawdą niemal nikt nie chce wiedzieć !

Elit brak, luka pokoleniowa jest, a czystki podobno nie było !

Minister nauki, który zauważył brak elit stara się to zjawisko wytłumaczyć, ale nie sięgnął pamięcią do czasów najnowszych i skończył poszukiwanie przyczyn tego stanu rzeczy na czystce roku 1968 !

Fakt, że wówczas opuścić musiały kraj tacy przedstawiciele ówczesnej elity jak Bauman, Wolińska, Gross , czy Michnik ( Stefan, bo Adam został i tworzył nowe elity ze skutkiem wiadomym) . Czyli co ? – jakby tacy inteligenci u nas zostali to elity mielibyśmy jak się patrzy ?!

Podobnie jak profesoria UJ minister nauki, zresztą wychowanek UJ, nie zauważył czyszczenia kadrowego w latach wojny – jaruzelsko-polskiej, swą interpretacją obrażając całe rzesze wyrzuconych, nie nadających się do formowania kolejnych elit, przynajmniej spolegliwych wobec systemu kłamstwa.

Niestety brak reakcji na wypowiedzi ministra, nawet wśród kombatantów tego okresu, świadczy najlepiej, że z elitami w III RP to jest naprawdę krucho.

Inną drogą idzie natomiast totalna opozycja, tzw. KODomici czy może kosmici, którzy alarmują o wielkiej czystce, która ma rzekomo miejsce obecnie. [http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie ]

Skoro w instytucie badawczym wymieniono dyrektora o 19 letnim stażu to jest to ich zdaniem dowód na wielką czystkę, bo zapewne w ich przekonaniu dyrektor to zawód i to dożywotni. Takie zjawisko przypomina im rozwiązania z lat 50 tych, ale nie podają nawet przykładów.

Podnoszenie takich rzekomych analogii jest zdumiewające, bo wtedy dyrektorzy na ogół partyjni, nie byli wymieniani do emerytury, o ile partii służyli jak to oczekiwała. Dyrektor to był zawód !

Także u schyłku PRLu i w początkach III RP znani byli dyrektorzy instytutów o takim stażu ( 10 lat w PRL, 10 lat i a nawet więcej w III RP, bo podczas transformacji czystek nie było, ale ci dyrektorzy brali nieraz udział w czyszczeniu instytutów z elementu im i najlepszemu z ustrojów zagrażającego, właśnie w okresie poprzedzającym transformację, które to zapominane czyszczenie określam Wielką Czystką Akademicką.

I widać, że nawet opozycja totalna nie sięga pamięcią do czasów najnowszych, tylko do czasów znaczenie wcześniejszych.

O czasach wojny jaruzelsko-polskiej niemal nikt ani z rządzących, ani z totalnej opozycji, nie chce nic wiedzieć i z tym okresem niczego nie porównuje.

Totalni opozycjoniści alarmują także, że „ wybór szefów instytutów naukowych zależy w stu procentach od ministra, któremu podlegają. Żaden konkurs, który pozwoliłby wybrać najbardziej kompetentną osobę, nie jest więc potrzebny” .

I znowu nikt nie protestuje przeciwko takiej interpretacji, choć jest ona kuriozalna wielce.

Totalna opozycja milczy o niedawnych czasach, kiedy o wyborze szefów instytutów naukowych decydował czynnik partyjny przewodniej siły narodu, biorącej pod uwagę przede wszystkim przydatność do budowy najlepszego z systemów i pozytywnego wpływania na młodzież akademicką.

O konkursach ustawianych w III RP na konkretną osobę, o odpowiednich parametrach genetyczno-towarzyskich, też się nie wspomina, choć takie konkursy nie pozwoliły na zapełnienie luki pokoleniowej, ani odtworzenie elit wyczyszczonych nie tylko w latach 50-tych, ale przede wszystkim w latach 80-tych bo utrzymanie ciągłości patologicznego systemu akademickiego w III RP nie pozwoliło na odtworzenie tych elit.

Żaden tak ustawiany konkurs nie pozwalał na wybranie najbardziej kompetentnej osoby, stąd najbardziej kompetentne osoby znalazły się poza systemem.

Zastrzeżenia można mieć do rządzących o to, że nie naprawiły skutków Wielkiej Czystki Akademickiej, ale nie o to, że od czasu do czasu kogoś z nadzwyczajnej kasty przeniosą w stan spoczynku, czy na inne stanowisko.

Kadry akademickie trzeba było wymieniać u zarania III RP i przywracać tych, z których uczelnie zostały oczyszczone przed nastaniem tzw. transformacji.

Ale woli, ani u rządzących, ani tym bardziej u akademickich beneficjentów czystek – nie było i nie ma do tej pory.

Kuriozalne jest to, ze w ramach aktualnej reformy to patologiczne środowisko samo ma się naprawić, choć takiego przypadku chyba nie było jeszcze w historii.

 

Może ta mikstura pomoże zidentyfikować i wyjaśnić naturę

Wielkiej Czystki Akademickiej,

ale nie wiadomo do tej pory czy działa pozytywnie na beneficjentów tej czystki

– badań brak  !  mimo, że innowacyjne wdrożenia są podobno w cenie. 

Rozjaśnia umysł

Oszukali i ośmieszyli Ministerstwo Nauki

m

„Oszukali (i ośmieszyli) Ministerstwo Nauki”

Wiele serwisów internetowych informuje o kolejnych aferach w Akademii Górniczo-Hutniczej, o aktywności ABW, o aresztowaniach pracowników.

[Afera w Akademii Górniczo-Hutniczej. Pracownicy przyjmowali łapówki od doktorantów –

http://innpoland.pl/135219,afera-w-akademii-gorniczo-hutniczej-abw-zatrzymuje-pracownikow-przyjmowali-lapowki-od-doktorantow-za-wpisy-do-indeksu

ABW zatrzymała pracowników AGH w Krakowie

https://wpolityce.pl/kryminal/342583-abw-zatrzymala-pracownikow-agh-w-krakowie

ABW zatrzymało pracowników AGH

http://krakow.onet.pl/krakow-abw-zatrzymalo-trzech-wykladowcow-agh/2mjyh6m ]

Mam pytanie – a gdzie były serwisy internetowe, nie mówiąc o akademickich autorytetach moralnych i intelektualnych, gdy na rozpoczęcie nowego roku akademickiego 2016/17 rektor UJ informował że ‚ my oszukujemy studentów’ a minister nauki go za to chwalił ? [https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/ ]

Ja byłem na swoim miejscu, jako chyba jedyny niezależny, tak naprawdę, serwis internetowy monitorujący od lat etykę i patologie akademickie. Starałem się zainteresować NIK , komisje dyscyplinarne ( UJ i MNiSW) i korporacje akademickie – i nic ! Tak oszukiwanie ujawnione przez rektora, jak i pochwały ze strony ministra, uznano widocznie za uprawnione/ zgodne z etyką akademicką/ standardami akademickimi obowiązującymi w systemie akademickich od lat, a nawet wieków.

Czemu teraz się dziwią, ze jacyś tam nieudacznicy akademiccy, niezbyt wysokiego szczebla, oszukali, ośmieszyli Ministerstwo Nauki i agendy naukowe, skoro taki proceder trwa od lat i zyskuje solidarne wsparcie/uznanie/w najlepszym razie przyzwolenie korporacji akademickich.

Ludzie, także akademicy, to jednak słabe istoty. Lubią jak ich się chwali i nagradza, a skoro ich się chwali/nagradza mimo oszukiwania/ lub za oszukiwanie, to starają się oszukiwać, aby zyskać uznanie, tym bardziej, że tych co oszukiwać nie chcieli z systemu usuwano i nikt ich nie chciał ! Także na AGH !

To temat na książkę – chętnie napiszę, jak się znajdzie sponsor i wydawca, a póki co monitoruję patologie na moich stronach internetowych i umieszczam w kilkunastu już tomikach dostępnych w pdf . ( poniżej)

No i szukam tych co nie oszukują, szukam uczciwych, ale do tej pory bezskutecznie !

Nikt w naszym systemie nie chce uczciwego, a tym bardziej ujawniającego nieuczciwości i oszustwa i z tymi patologiami walczącego.

Były już rektor AGH (chyba jakoś uszedł ABW) sam mnie informował, że na AGH nie ma patologii , po tym jak mu ujawniałem i chciałem jeszcze bardziej ujawnić to co się dzieje w uczelni, którą rządzi (na początku tego wieku). Podobnie jak i inni rektorzy nie chciał ze mną rozmawiać, dyskutować. Wolał swój krąg wybierający go na rektora, podobnie jak i inni rektorzy wybrani demokratyczną większością miłośników obecnych standardów akademickich.

Ponawiam swój apel- chętnie się zatrudnię w jakiejkolwiek uczelni ( za marne pieniądze), która zrezygnuje z oszukiwania, z nieuczciwości, bo do korporacji oszukujących, jak pisałem, się nie nadaję.[ Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych”[https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Nie muszę wykładać geologii jak kiedyś, mogę wykładać np. etykę i patologie akademickie, co winno być wykładane w każdej uczelni. Jeśli likwidacja/działanie na rzecz zmniejszenia patologii akademickich jest w sferze zainteresowania polskich uczelni, to ofert jakie winny być skierowane do mnie winno być kilkaset – nieprawdaż ?

Do tej pory mimo wcześniejszych ogłoszeń i podań nie trafiła do mnie ani jedna oferta, z czego wnioskuję, że etyką i patologiami tak naprawdę nie interesuje się żadna polska uczelnia, a woli oszukiwanie i oszukujących, co jest oczywistym skutkiem mozolnego przekształcania uczelni z korporacji poszukujących prawdy w korporacje oszukujących.

Swoją działalność na rzecz likwidacji takich korporacji mam zamiar nadal prowadzić i szukam każdego uczciwego, który by w tej materii był ze mną solidarny.

Zgłoszenia – wraz z krótkim opisem swoich dotychczasowych działań na rzecz zmniejszenia patologii akademickich, na rzecz likwidacji korporacji oszukujących w murach/ na etatach uczelnianych proszę kierować na mój e-mail

jozef.wieczorek@interia.pl

 

Wykaz ( niestety nie pełny) moich bojów w tej materii:

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE ( ogłoszenia o nowych wpisach)

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Archiwum NFA ( w organizacji)

https://nfawww.wordpress.com/

Moje blogi akademickie

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

WITRYNA OBYWATELSKA JÓZEFA WIECZORKA (ARCHIWUM) https://wobjw.wordpress.com/

Książki

Moje boje

Niepoprawny Magazyn Akademicki

 

Refleksje krawieckie nad systemem akademickim

krawiec

[źródło – http://www.galeria.lukow-historia.pl/index.php/Dokumenty/Wycinki-prasowe/lukow-mistrz-krawiecki]

Refleksje krawieckie nad systemem akademickim

Tomasz Rożek trafnie ocenia, że polskie uczelnie znajdują się na peryferiach światowych. (Światowe peryferie – Gość Niedzielny, 28 maja 2017 r.) i słusznie upatruje przyczyn tego stanu rzeczy w obecnym systemie akademickim.

Niby nic nowego, ale jednak to ważny głos w dyskusji przed Narodowym Kongresem Nauki. [https://nkn.gov.pl/]

Rożek pisze „ Zastępom miernot i leni bardziej odpowiada wypełnianie papierków i ciągłe załamywanie rąk nad niesprawnym systemem. Oczywiście ci, którzy chcą pracować, publikować i badać, wbrew ( a nie dzięki) systemowi będą działali. Nasz problem polega na tym, że ten system jest uszyty ( bo przecież sam się nie uszył) dla tych, którzy już dawno powinni być z niego wyeliminowani”.

I jest to święta prawda. Mamy taki system jakich mamy krawców, a niektórzy w swym fachu praktykują od lat, a nawet wieków. Lata mijają, rządy się zmieniają, a oni zawsze na posterunku krawieckim.

Najpierw niesprawny system regulują, a potem deregulują, czyli można rzec – szaty najpierw szyją a potem je prują, może wzorując się na Penelopie, ale niestety w złej sprawie – pozostają wierni mamonie a nie służbie dla Polski.

Rożek słusznie zauważa, że wielu z tych, dla których system akademicki jest szyty, dawno winni być z niego wyeliminowani, ale nie postuluje wyeliminowania takich krawców.

I tu jest zasadniczy niedosyt jego reformy systemowej.

Ja nie sądzę aby bez zmiany kadr krawieckich mogło dojść do pozytywnych zmian systemowych – dotychczasowi krawcy nie mają w tym żadnego interesu, tak jak Penelopa nie miała interesu w utkaniu szat dla swojego teścia zwodząc jedynie zalotników.

Polacy są też zwodzeni rzekomym szyciem należytego systemu akademickiego, który mimo szeroko zakrojonych prac krawieckich ciągle jest uszyty źle i fatalnie się prezentuje, nie tylko na pokazach mody (rankingi !).

Zresztą, czy na garbatym, albo kulawym, normalny garnitur może się dobrze prezentować ?

Zastępy miernot i leni przy deklarowanych/pozorowanych reformach systemu akademickiego nigdy nie zostali wyeliminowani, a nawet jest ich coraz więcej, bo takich się rekrutuje do systemu, aby jego beneficjenci czuli się bezpiecznie.

Największe lenie zresztą ulegają niejako multiplikacji obsadzając wiele etatów/stanowisk, a jak zaniedbują studentów i badania mogą liczyć na wsparcie decydentów [https://blogjw.wordpress.com/2017/04/18/profesor-fanatyk-zaniedbywania-studentow/], którzy jak diabeł święconej wody boją się pracowitych pasjonatów nauki i edukacji.

Tak było i w czasach PRL, kiedy tacy zagrażali przewodniej sile narodu, która w konfrontacji z pasjonatami traciła swoją siłę przewodnią i trzeba było ją ratować przez ich eliminowanie.

Systemowe eliminowanie pasjonatów nie ustało wraz z pozornym końcem PRLu – pozostało bez zmian, a nawet czasem z natężeniem w PRL-bis, zwanego dla zmyłki III RP.

Krawcy zostali ci sami i dokooptowali sobie czeladników wyświęcając najbardziej im poddanych na nowych mistrzów krawiectwa akademickiego.

Ci pracują nad ulepszaniem tego kiepskiego systemu, aby im było jeszcze lepiej.

Kilkanaście lat temu mistrzowie krawiectwa akademickiego (szefowie KRASP , jeden notowany jako „Zebu” w archiwach IPN) udali się do Wielkiego Mistrza Krawieckiego (TW „Alek”), aby im uszył takie szaty, w których by się dobrze czuli. Wielki Mistrz szaty uszył i było im dobrze. Gorzej z nauką uprawianą w Polsce.

Ponieważ gorset dla niej uszyty okazał się za ciasny, przystąpiono do poszerzania infrastruktury. Wybudowano wiele wspaniałych nieruchomości, wypełniono je rozmaitymi gadżetami, ale nauka nie ruszyła z kopyta, a nawet się cofnęła, bo nie ma tych co potrafią te gadżety obsługiwać i coś dla nauki z nich wycisnąć. Poza tym utrzymanie nieruchomości kosztuje, więc na naukę nadal nie ma pieniędzy.

Nowy minister- dobrej zmiany – ogłosił potrzebę zmian, tym razem podobno na serio. Uruchomiono trzy pracownie krawieckie, obdarzając je funduszami z kieszeni podatnika, aby zaprojektowały nowy system.[https://nkn.gov.pl/ustawa-2-0/] Przymiarka już nastąpiła, ale czy wyjdzie z tego innowacyjny garnitur, który by można wdrożyć ?

Minister ostatnio ujawnił – co nie było powszechnie wiadomo, mimo baz danych nauki [http://www.opi.org.pl/] – że w naszym systemie pracuje (a ściślej biorąc jest zatrudnionych, bo to nie jest to samo) 100 000 naukowców polskich, ale poza granicami takich, a raczej lepszych naukowców polskich jest ok. 35 000.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html]

Mimo, że to potencjał intelektualny ogromny do uszycia nowego systemu nie został wykorzystany. Mimo moich postulatów [https://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/] z polskiej diaspory akademickiej nie zorganizowano ani jednej pracowni krawieckiej ! To budzi obawy, że żaden z produktów pracowni krajowych może nie pasować dla naukowców obecnie ‚zagranicznych”, tak jak nie pasował dotychczasowy system, który ich wykluczył.

Minister dezinformuje [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/], że stan obecny to wynik ostatniej rzekomo czystki wśród polskich elit – czystki roku 1968. Zatem, gdybyśmy mieli takich elitarnych krawców jak Bauman, Wolińska czy Michnik (Stefan) to by oni nam uszyli system, jak należy ! Nic dodać, nic ująć.

Rzecz jasna nie otworzono ani jednej pracowni krawieckiej z naukowców krajowych, wykluczonych z systemu akademickiego, bo nie byli ani mierni, ani leniwi, jak jego twórcy i beneficjenci.

Zatem trudno być optymistą, aby zmiany systemowe przygotowane przez tych dla których obecny „ system jest uszyty ( bo przecież sam się nie uszył)” przeniosły nas z peryferii światowych do jego centrum.

Minister wzorem swoich poprzedników argumentuje, że warunkiem powodzenia reform jest zwiększenie środków [http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414348,gowin-zwiekszenie-srodkow-warunkiem-powodzenia-reform-uczelni.html], czyli jak miernoty i lenie dostaną więcej, czyli jeśli im będzie lepiej, to i z nauką będzie lepiej.

Wyeliminowania z systemu tych, którzy już dawno winni być wyeliminowani, przyjęcia do systemu tych, którzy dawno już winni być przyjęci – nikt nie przewiduje, a tym bardziej minister.

Rzecze jasno [http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin ]– uczelnie winny się same oczyścić !

Otwarcia pralni nie przewiduje !

Mimo deklarowanych zmian, system przyjazny dla miernot i leni, chyba pozostanie bez zmian.

Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 !

logo

Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 !

Prezes PAN prof. Jerzy Duszyński [Jerzy Duszyński -Mount Everest naukihttp://www.rp.pl/Publicystyka/302229904-Mount-Everest-nauki.html#ap-1%5D bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, że nauka w Polsce odstaje od światowej czołówki. I znakomicie zdaje sobie sprawę, że ‚ to nie baza materialna, ale kapitał ludzki jest naszym największym problemem.’ bo „ w ostatnich latach znacząco rozbudowano infrastrukturę badawczą. Jednak teraz brakuje osób, które potrafią ją zagospodarować. „

To są opinie całkowicie zgodne z tymi, o których piszę i głoszę w niepopraweneradio.pl  ( i nie tylko) od lat i to cieszy, że jeden z najważniejszych decydentów nauki w Polsce tak to widzi. Choć nie cieszy to, że tak właśnie jest.

Zdumiewa wręcz, że wielu decydentów akademickich przez lata jakoś nie potrafiło zrozumieć, że naukę tworzą ludzie, a nie mury. Widać jaki kapitał intelektualny ci decydenci prezentowali.

Jednocześnie prezes PAN wymienia trzy instytucje państwowe kreujące bariery utrudniające osiągnięcie doskonałości naukowej: Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych, Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, Narodowe Centrum Nauki.

Bardzo trafnie zauważa, że „wielu członków Centralnej Komisji ma znikomy międzynarodowy dorobek naukowy. W Centralnej Komisji zasiadać powinni uczeni z dorobkiem uznanym na świecie. Inaczej wciąż będą promować lokalność oraz przyznawać stopnie i tytuły osobom, które nie zawsze na nie zasługują. „.

Tak niestety jest od lat, a nawet wieków, a co gorsza, tylko utytułowani przez takie gremia u nas się liczą ! Kogo ci z mizernym dorobkiem naukowym -jak się mówi kolokwialnie – ‚uwalą’, szans na bycie w polskim systemie akademickim nie mają.

Przypomnę, że sprawy te podnosiłem wielokrotnie a przed kilkunastu laty zorganizowałem w ramach działań Niezależnego Forum Akademickiego akcję na rzecz ujawnianie dorobku członków CK ( i innych gremiów decyzyjnych) i okazało się, że nie jest on znany nawet szefowi CK, choć ten przyznawał, że dobrze by było go znać (https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/jawna-niejawnosc-dorobku-naukowego/).

Prezes PAN podważa też zasadnie patologiczne zasady punktowania prac naukowym, postulując: „ Czas skończyć z tym, że polskim naukowcom tak samo opłaca się zdobyć trzykrotnie Gubałówkę jak najwyższy szczyt Ziemi. Nie można podobnie punktować prac z wymiaru globalnego i prac o charakterze lokalnym. Pomiędzy nimi powinna być przepaść. „ choć nie podnosi, że nasi naukowcy nawet na tą naukową Gubałówkę to na ogół nie wchodzą, tylko wjeżdżają kolejką (po opiniach wsobnych – samych swoich !) .

Prezes PAN wskazuje jednak na znaczący potencjał pracowników PAN i postuluje utworzyć Uniwersytet Polskiej Akademii Nauk, co nie jest postulatem oryginalnym, bo zgłaszanym już od lat, ale bez realizacji do dnia dzisiejszego. Może wreszcie PAN osiągnie sukces i ten kapitał zostanie włączony do polskiego systemu akademickiego i dostrzeżony na świecie. Oby tak się stało.

Prezes PAN stara się wyjaśnić historycznie obecny kiepski stan nauki uprawianej w Polsce: „To zabory, wojny, szczególnie druga wojna światowa, która sprawiła, że dwa przedwojenne uniwersytety (w sumie były cztery) zostały wyrwane ze swojej przestrzeni. Wreszcie doświadczenia roku 1968, gdy z Polski wyjechało wielu utalentowanych studentów i pracowników naukowych. „ z czym nie do końca można się zgodzić.

Pod zaborami i w II RP, mimo wszystko, mieliśmy wielu polskich uczonych klasy światowej, a szkoła lwowska funkcjonująca nader często w Kawiarni Szkockiej może być tego przykładem i dowodem, że kapitał ludzki jest ważniejszy od nieruchomości i spraw materialnych, do których w III RP przywiązuje się taką uwagę. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/03/08/czy-nam-cos-zostalo-z-uniwersytetu-jana-kazimierza-we-lwowie/].

Fakt, że podczas drugiej wojny światowej obaj okupanci wyniszczyli polskie elity, także akademickie, ale i po II wojnie światowej, kiedy pozostał jeden okupant, dochodziło do niszczenia, czy przynajmniej marginalizacji, naukowców niewygodnych dla budowy systemu komunistycznego i to zarówno przed rokiem 1968, jak i po roku 1968. Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach.

Pomijanie niszczenia nauki w Polsce podczas instalacji systemu komunistycznego, także przez tych ‚uchodźców’ akademickich roku 1968, jest nie tylko błędem, ale wręcz fałszowaniem historii nauki (i nie tylko ).

Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968,  a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano pozamerytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Trzeba o tym pamiętać, że nie wystarczy podsumować ilu z systemu akademickiego zostało wydalonych (i tak tego do tej pory nie zrobiono), ale także ocenić ilu ci wydaleni z systemu mogli uformować liczących się w świecie naukowców.

Pan Prezes był, można rzec, beneficjentem tych weryfikacji i jak to beneficjenci o takich ekscesach mówić nie chce, choć zapewne o nich wie, bo jest z mojej generacji.

Ja wiem i mówię, oraz mogę ocenić, że np. wydalenie mnie z uniwersytetu i to dożywotnio, spowodowało nie tylko stratę w nauce jednoosobową –  ale wieloosobową.

W tych latach wojennych, w krótkim i represyjnym dla mnie czasie, wprowadziłem do systemu akademickiego kilku naukowców klasy międzynarodowej i można sądzić, że w normalnych warunkach przez kolejne 30 lat mógłbym takich naukowców wprowadzić wielokrotnie więcej, czego ‚ intelektualiści’ – beneficjenci systemu, jakoś nie potrafią sobie uzmysłowić i nie biorą tego pod uwagę w swoich interpretacjach kiepskiego stanu nauki w Polsce, mimo że wydalonych z systemu było wielu.

Geneza luki pokoleniowej III RP i spadającego poziomu akademickiego jest jednak przede wszystkim związana z weryfikacjami czasu wojny jaruzelsko-polskiej, a nie z wydarzeniami z czasów II wojny światowej, czy roku 1968. Myśl akademicka była wówczas na uwięzi, kontrolowana operacyjnie przez tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa i do tej pory nie została uwolniona !

Niestety prezes PAN nie jest odosobniony w przedstawianiu takiej zakłamanej historii akademickiej. Wielkie „zasługi” w tym zakresie mają najwybitniejsi dziejopisarze najstarszej i wzorcowej dla innych polskiej uczelni,  a – o dziwo – tylko ja podnoszę niestosowność takich poczynań. (https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/).

No cóż, ja nie jestem beneficjentem tego systemu, tylko tym wyrwanym z przestrzeni akademickiej, wykluczonym i wyklętym, stanowiącym zagrożenie dla socjalistycznego uniwersytetu pod koniec PRLu, podobno negatywnie wpływającym na młodzież akademicką, a opinię o mojej rzekomo szkodliwej działalności w III RP rozszerzono na całe środowisko akademickie. [ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/].

Może budzić zdziwienie, że nikt za takie genialne interpretacje jeszcze nie dostał Nobla ! Nic nie znaczący człowiek, od lat znajdujący się poza systemem,  podobno destabilizuje znakomite środowisko, a ci, którzy ten system zbudowali i tworzą do dnia dzisiejszego, nie mają wpływu na jego degradację ?!

Co prawda po kilkunastu latach niektórzy naprawiacze systemu akademickiego w Polsce w gruncie rzeczy przyznają mi rację, bo dla naprawy systemu postulują to, co ja postulowałem przed laty, ale rzecz jasna tego nie ujawniają. Niektórzy chcą uchodzić za liderów, choć są co najmniej 10 lat do tyłu ! [ https://blogjw.wordpress.com/2015/06/01/obywatele-nauki-lider-czy-outsider/].

Aby zmienić system akademicki w Polsce trzeba znać przyczyny jego słabości i to w ujęciu historycznym. Cieszyć się należy, że coraz więcej reformatorów doszło w końcu do wniosku, że trzeba inwestować w ludzi, a nie tylko w mury, ale trudno się cieszyć, że tych ludzi, którzy coś dla nauki w Polsce robili i to poza murami, do tych murów nie chce się nadal wpuszczać.

Czy akademicka nadzwyczajna kasta ludzi sama się oczyści pozytywnie, skoro oczyszczanie negatywne wcale jej nie przeszkadzało ?

Czemu lansowana obecnie polityka historyczna nie obejmuje sektora akademickiego ?

Narzeka się na kiepskie nauczanie historii w szkołach niższych, nie biorąc pod uwagę poziomu formowania – w szkołach z nazwy wyższych – nauczających historię i piszących podręczniki historyczne dla szkól niższych.

Jeśli podręczniki historii najnowszej do szkól niższych są złe, to może i dobrze, że nie dochodzi do ich opanowania przez uczniów. Widać gołym okiem, że np. 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych na ulicach polskich miast dominują ci, którzy tej zakłamanej historii wcale się nie nauczyli ( na szczęście) a ci co się nauczyli, na ogół na bohaterów naszej historii i pielęgnujących o nich pamięć – pomstują.

Od lat piszę o szkodach jakie wyrządzają -zakłamane w części najnowszej- Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie nie ma ani słowa o stanie wojennym, ani o stratach uczelni poniesionych podczas wojny jaruzelsko-polskiej – i nic ! [ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/]. To Mount Everest zakłamania historii i nadal wymaga się opanowania tych bredni, a nikt poza mną na ten stan rzeczy nie pomstuje.

Etatowi ‚historycy’ (także podobno patriotycznie nastawieni) chowają jeno głowy w piasek, aby ocalić swoje etaty i profity akademickie, nie bacząc na szkody jakie ich postępowanie przynosi.

Czy Narodowy Kongres Nauki Polskiej podniesie te kwestie ? – czy jak zwykle zostaną zamiecione pod dywan ?

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

uni

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

Trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, aby ta przeniosła polskie uczelnie z równi pochyłej po której się staczają, na drabinę prowadzącą na akademickie szczyty.

Niestety do tej pracy zostały wytypowane jedynie zespoły krajowych,[ https://nkn.gov.pl/] etatowych pracowników nauki – beneficjentów, rzecz jasna, tego patologicznego, staczającego się coraz bardziej w dół systemu akademickiego.

Czy dojdzie do jakiejś metamorfozy tych pracowników, aby opracowali ustawę, która dla nich nie mogłaby być przyjazna ?

Ja w to wątpię i od lat postulowałem i w życie wprowadzałem[ np. https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/] zaangażowanie do takich działań polskiej diaspory akademickiej rozsianej po całym świecie, także na samym olimpie akademickim.

Niestety woli decydentów, aby taka filozofię wcielić w życie nie było i nie ma.

Spośród trzech zespołów pracujących nad założeniami nowej ustawy jedynie zespół Instytutu Allerhanda ( http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf) przedstawia propozycje radykalne, zmieniające zasadniczo obecny system.

Dość łatwo w ich założeniach można zauważyć też postulaty Niezależnego Forum Akademickiego sprzed lat kilkunastu [http://www.nfa.pl/articles.php?topic=48] jak. np. zniesienie habilitacji i profesory prezydenckiej, wieloetatowości, chowu wsobnego czy wymuszenia mobilności.

Udokumentowane przez NFA bariery dyskryminacyjne dla Polonii akademickiej są zresztą w tym projekcie cytowane, a walka z nimi w ustawie postulowana.

Przed kilkunastu laty, za moje działania na rzecz rzeczywistej naprawy systemu w tym kierunku, byłem atakowany przez wysoko postawionych decydentów nauki – dziś niektórzy zamierzają iść podobną drogą. Szkoda, że kilkanaście (co najmniej) lat zmarnowano.

Nie znaczy to jednak, że projekt Allerhanda jest znakomity i nie ma wad. Ma wady i to istotne i nad istotą jednej z nich nieco się pochyle. http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf

Rzecz dotyczy m. in. tzw. samoregulacji środowiskowej, sytuowanej w projekcie poza ustawą, ale obrazującej zdumiewającą filozofie autorów projektu.

Autorzy piszą s.20 –[Samoregulacja] Szereg kwestii dodatkowych powinno znaleźć się poza ustawą jako materia samoregulacji środowiskowej. Narzędziem takiej samoregulacji może być Kodeks Dobrych Praktyk Akademickich, stanowiący zbiór dobrych praktyk i standardów etycznych, którego treść byłaby ustalana (i periodycznie aktualizowana) przez przedstawicieli środowiska akademickiego oraz otoczenia społecznogospodarczego”.

No cóż, wielokrotnie pisałem o tym jaki mamy urodzaj na kodeksy i komisje etyczne [ np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/urodzaj-na-akademickie-kodeksy-etyczne/] i jak nisko spada poziom etyczny środowiska akademickiego, podobnie jak i autorów tych kodeksów, czy członków tych komisji. [https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/etyka-i-patologie-polskiego-c59brodowiska-akademickiego.pdf].

Przez jakiś czas w MNiSW szefem komisji Dobrych Praktyk Akademickich był prof. Jan Hartman, zarazem profesor od etyki na UJ. Poziom etyczny i złe praktyki przez tego profesora stosowane są dość powszechnie znane, ale to on stał na straży tych „dobrych praktyk” i musiałem stracić sporo czasu, aby zasiać przynajmniej wątpliwości u decydentów, czy te dobre praktyki nie są czasem złe.[https://blogjw.wordpress.com/2013/06/03/impresje-na-temat-niedobrych-praktyk-akademickich/]

W końcu chyba się udało i prof. Hartman przestał stać na straży tak rozumianych dobrych praktyk, a i zespół wkrótce też rozwiązano, ale i tak dobrych praktyk nie poprawiono, bo te, które ja proponowałem nikt nie chciał wprowadzić w życie.

Zresztą wcale się temu nie dziwię, bo beneficjenci tego patologicznego systemu musieliby być skierowani na zieloną trawkę, a oni wolą etaty i poznawanie na koszt podatnika egzotycznych krajów, gdzie czasem zielonej trawy nie ma, ale można się zrelaksować na drodze do rzekomego poznawania dobrych praktyk akademickich ( i nie tylko).

Zespół Allerhanda nie podał w swych założeniach czy/jak zamierza dokonać transformacji wstecznej – tzn. przekształcenia korporacji oszukujących i oszukiwanych, która się ukształtowała przez lata w systemie akademickim [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/], zastępując niezbyt już pożądaną przez postępowców korporację nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Bez takiej transformacji, moim zdaniem, pozytywna reforma nie ma żadnych szans na realizację.

Czy obecna korporacja sama ma dokonać takiej samoregulacji ? Jest rzeczą jednak znaną, że postępowcy nie chcą wracać do przeszłości, a prawdy się boją bardziej, niż diabeł święconej wody – więc trudno takiej zmiany oczekiwać.

Trzeba mieć przy tym na uwadze, że sam Instytut Allerhanda też czasem nie nadąża za dobrymi praktykami [ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], więc nie zawsze może świecić dobrym przykładem.

Zatem można rzec, że samoregulacja środowiska akademickiego to nie jest dobry pomysł i nie da się go zrealizować pozytywnie. Potrzebne są siły zewnętrzne, aby opaczne środowisko akademickie skierować na właściwe tory, ustawić do pionu.

I to by było na tyle, dokonując samoregulacji indywidualnej, bo temat to tak obszerny, że na jego pełne omówienie miejsca na dysku by nie starczyło, ani czasu na antenie.

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 9

okladka-9

(do pobrania w pdf. )

moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-9

Zawartość

A.D. 2016

7Przekręcony świat nauki

13-Czy habilitacja zdoła się wydostać z siatki płac ?

18-Czystka po turecku, a czystka po polsku –

tak jak kawa po turecku w praktyce polskiej

23-Czy Ministerstwo Obrony Narodowej

obroni naukę w Polsce ?

28-Potrzebna szersza „debizantyzacja” systemu

34-Wolna Polska – na opak

Komuniści a patrioci – na platformie ‚pomnikowej’

37-Poprawność akademicka może tylko prowadzić do zapaści nauki w Polsce

42-Polskich uczelni nurkowanie do dna

47-Obowiązkowe dostawy akademickie

52-Potrzebna lustracja lustracji

60-Bądź solidarny z solidarnym !

Proces za działalność pro publico bono

62-O procesie za działalność pro publico bono

w Dzień Solidarności i Wolności

65-List otwarty do min. Jarosława Gowina

w sprawie lustracji środowiska akademickiego

74-Aby IPN się zmierzył z utworzeniem bazy członków władz i aktywistów KZ PZPR ( i partii siostrzanych) –postulaty obywatela

78-Aby IPN się zmierzył z przebiegiem i skutkami Wielkiej Czystki Akademickiej – postulaty obywatela

81-Aby IPN realizując politykę historyczną zmierzył się z nauką/edukacją historii na szczeblu akademickim –postulaty obywatela

86Refleksje spod pomnika Małego Powstańca warszawskiego

88-Zupełnie nadzwyczajne kasty ludzi

93-Czy minister nauki zaliczy nowy rok akademicki ?

98- Czy prokuratura z urzędu nie powinna wszcząć postępowania wobec oszustów

102-Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

107-Uroczyste inauguracje kolejnego roku oszukiwania ?

111- Samooczyszczanie się zupełnie nadzwyczajnych kast ludzi

115-Akademicki zbiór zastrzeżony

121-Wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu bez lustracji i dekomunizacji systemu akademickiego

127-Rozmyślania niepoprawne przy ławeczce pod Wawelem

131-Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych

140-Oszukiwanie jest chwalebne ?

147-Elegia na śmierć akademicką inspiratora

154-Czy rektor UJ trafi na ścieżkę dyscyplinarną ?

159-Absurdy oburzenia w temacie esbeckim

166-Wielka Czystka Pamięci po Wielkiej Czystce Akademickiej

174 -Mazgulenie stanu wojennego

184-List otwarty do władz III RP oraz do Polskiego Społeczeństwa

202 – Jak profesoria ochrania esbecję, czyli wyraz wdzięczności beneficjentów za lata ochrony przez SB ?

208- Pod choinkę najstarszej polskiej uczelni ( i nie tylko)

214-NIEPOPRAWNY MAGAZYN AKADEMICKI na drodze do naprawy systemu akademickiego w Polsce