Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu?

Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu?

Żyjemy w czasach postępującego postępu zabezpieczanego przez ośrodki nie tylko doskonalenia zawodowego, ale wręcz ogólnoludzkiego, aby postęp zapanował na całym globie. Jednym z warunków postępu jest odrzucenie zacofanej -zdaniem postępowców- cywilizacji opartej na Dekalogu, a przejawy walki z takim zacofaniem widoczne są także na naszych ulicach i obecne w ośrodkach edukacji, wyższej szczególnie z nazwy. Chodzi o to, aby tego co Jaś się za młodu nauczył, Jan nie zdołał się oduczyć. To skuteczna metoda zainstalowana w czasach pandemii komunizmu, który odrzucając Dekalog, odrzucał, rzecz jasna, 7 przykazanie (dla przypomnienia postępowcom – Nie kradnij!) i zajmował się zajmowaniem cudzej własności. Podczas instalacji komunizmu zajmowano nie tylko zegarki (starsi pamiętają naszych „wyzwoleńców” – Masz czasy? To dawaj!), ale także większe dobra materialne, a stopniowo w ramach zainstalowanego systemu edukacji, także dobra intelektualne. Ktoś, kto posiadał takie dobra, narażony był na ataki hunwejbinów postępu, szczególnie w domenie akademickiej, np. w stylu „pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, dawaj pan to co pan wie, bo inaczej pójdziesz na zieloną trawkę”. A styl ten przetrwał ogłoszenie w mediach upadku komunizmu.

Plaga plagiatów

Wraz z rozwojem techniki brak poszanowania prawa własności intelektualnej nawet się rozpowszechnił.  Kiedyś trzeba było mozolnie przepisywać i sobie przypisywać to, co inni napisali i pozyskiwać dyplomy, stopnie, tytuły oparte nieraz na cudzej własności intelektualnej. W końcu realizowano socjalistyczny model – każdemu według potrzeb. Ci, którzy mieli większe potrzeby i zamierzali wejść na szczyty postępu, a cierpieli na deficyt intelektu, czerpali wytwory intelektualne od posiadaczy intelektu.

Pod tym kątem lustracji właściwie nie było, a postęp informatyczny ułatwia taką drogę doskonalenia zawodowego. Metoda „kopiuj – wklej” działa znakomicie i nie zużywa zbyt wiele czasu, a ratuje wielu z tych, którym rozumienie słowa pisanego sprawia trudności. Wielofunkcyjni akademicy na ogół nie mają czasu, aby czytać to, co przez nich wychowani do doskonałości zamieszczają w przez siebie podpisanych opasłych często tomach. Tym samym nie wiedzą, co skopiowali i wkleili do swoich tomów adepci doskonałości.  Co więcej, niektórzy zdobyli szczyty „doskonałości” takimi właśnie metodami i tak sobie je przyswoili, że je akceptują u innych.

Po stwierdzeniu, że nasz system edukacji dotknięty jest plagą plagiatów, zaczęto stosować tzw. programy antyplagiatowe, ale nie do końca doskonałe, a przy tym o zastosowaniu ograniczonym głównie do niższych szczebli akademickich. Na wyższych szczeblach, chyba większe sukcesy w wykrywaniu plagiatów ma znany autonomiczny łowca plagiatów Marek Wroński, niż liczne komisje etyczne czy zespoły dobrych praktyk akademickich. Same zresztą pozostające często na bakier ze swoimi zaleceniami. Najwyższe komisje ewaluacyjne, jak CK, czy obecnie Rada Doskonałości Naukowej, czasami przedstawiają plagiatorów prezydentowi do nominacji profesorskich.  Czyli formalnie „doskonali” działają na rzecz nagradzania, awansowania, niedoskonałych. I koło się zamyka. Bo „doskonałych” mogą oceniać tylko „doskonali”, choćby byli bardzo niedoskonali.

Jeśli systemowo nie postawi się tamie pladze plagiatów, to Marek Wroński do końca życia może polować na plagiaciarzy i roboty mu nie zabraknie. Ale czy tak naprawdę można się cieszyć z jego sukcesów?  Ja bym się cieszył, gdyby tak zmieniono system, aby Marek Wroński, mimo swej pasji łowcy plagiatów, nie miał nic do roboty!  Postulowałem, aby wprowadzić w życie mój darmowy program antyplagiatowy. Ale bez skutku.

Mój darmowy program antyplagiatowy

Na moim blogu pisałem „Stulecia doświadczeń kulinarnych wskazują, że ryba psuje się od głowy. Nie inaczej jest w kuchni akademickiej. Jeśli odetnie się ogon, to i tak to nie zapobiegnie gniciu głowy. Nie ma rady, trzeba opracować taki program, aby głowa się nie psuła. W obecnym systemie akademickim niestety głowy są bardzo podatne na psucie, a jeden plagiat popełniony bezkarnie przez autorytet – głowę systemu, generuje tysiące plagiatów „tułowiowych” i „ogonowych”.  I co z tego, że je wykryjemy, gdy wykrywający z systemu są wykluczani a popełniający plagiaty – nie. Rzadko bywa inaczej.”

Proponowałem program naprawczy skierowany do decydentów reformujących nasz system akademicki, prowadzący „wyrejestrowanie z populacji akademickiej osób popełniających plagiaty a zarejestrowaniu osób potrafiących plagiaty wykrywać. Dotychczasowe programy tych opcji nie przewidują, dlatego są tak mało skuteczne. Program zapewni podniesienie standardów uprawiania nauki bez zwiększenia kosztów księgowanych po stronie wydatków na naukę, a nawet gwarantuje spore oszczędności, bo np. działających na szkodę nauki plagiatofilów jest znacznie więcej niż plagiatofobów.”

Taki program naprawczy ujawniłem w domenie publicznej, przekazałem decydentom nauki walczącym także z plagiatami. I nic. Tyle, że tekst okazał się chyba najbardziej popularny z tych, które napisałem. Widocznie plagiatujący usiłowali znaleźć program do wykrywania plagiatów, bo w dzisiejszych czasach jak ktoś mówi/pisze o „programie” to trzeba go zainstalować w komputerze, ściągając z internetu. A przecież jasno pisałem, że chodzi o program naprawczy! Niektórzy po przeczytaniu tekstu nie wiedzieli, jak program zainstalować i pytali, ile kosztuje użycie programu! Bo przecież wiadomo, że jak coś jest oferowane jako darmowe, to musi kosztować.

Umieszczenie tego tekstu posłużyło więc w pewnym sensie także jako test analfabetyzmu polskiej społeczności akademickiej.

Moja propozycja programu została zainspirowana splagiatowanym fragmentem mojego tekstu przez uczonych pracujących nad naprawą polskiego systemu akademickiego („Mobilność Naukowców w Polsce” –Raport opracowany przez Zespół Interdyscyplinarny do spraw mobilności i karier naukowych. listopad. 2007, Przewodniczący Zespołu – Jerzy Woźnicki), jednocześnie krzewicieli dobrych obyczajów w nauce. Mój tekst opublikowałem na portalu Niezależnego Forum Akademickiego, a potem w książce Drogi i bezdroża nauki w Polsce. Splagiatowany został nieduży, ale znaczący fragment, a raport  z plagiatem wisiał sobie przez 2 lata na stronach Ministerstwa Nauki walczącego z plagiatami.

Na przeprosiny i usunięcie plagiatu musiałem czekać 2 lata, kiedy to wybuchła sprawa plagiatu b. minister skarbu i rektora uczelni wyższej – Aldony Kameli-Sowińskiej, która nie widziała nic zdrożnego w korzystaniu – bez cytowania- z zasobów internetowych. Proces przegrała, rektorem przestała być, musiała zapłacić odszkodowanie, a ja wykorzystując ten dogodny moment przypomniałem o plagiacie z mojego tekstu.

Faktem jest, że po przekazaniu o tym informacji minister Kudryckiej splagiatowany fragment został usunięty i zostałem ustnie przeproszony przez jednego z członków zespołu prof. Woźnickiego – ale na tym się skończyło.

Mój program antyplagiatowy nie został wdrożony w życie. A szkoda. Skutki tego zaniechania trwają do dziś, a moja działalność nie tylko pisemna, ale także obrazowa (zdjęcia, filmy) niejeden raz była plagiatowana, nie tylko przez środowiska akademickie, ale i innych „twórców” nierespektujących własności intelektualnej. No cóż, przechodziliśmy przez system komunistyczny, a ten – czego jak czego – ale własności intelektualnej i prywatnej nie respektował i chyba nam to zostało we krwi. Także komisjom etycznym/dobrych praktyk, które jakoś swych zaleceń kierowanych do środowiska akademickiego same nie praktykują.

Splagiatowana akademicka ściana płaczu

Kilkanaście lat temu zobrazowałem nieco skomplikowanym rysunkiem proces zdobywania szczytów hierarchii akademickiej poprzez pokonywanie – jak to nazwałem – akademickiej ściany płaczu. Aby opisać tę kwestię trzeba by napisać co najmniej sporty artykuł, a jeden poglądowy rysunek potrafi zastąpić tysiące słów.  Jeśli taki rysunek zamieści się w internecie, staje się przedmiotem mrocznego nieraz pożądania i nawet najbardziej doskonali nie potrafią zapanować nad swoimi skłonnościami do korzystania z cudzej własności. W czasach postępu, nikt – a tym bardziej doskonali – siódmym przykazaniem się nie przejmuje. Jak postęp, to postęp i trzeba korzystać z tego, co jest dostępne i brać na swój użytek.

Nad skłonnościami do przechwytywania rzeczy cudzych nie zapanował Bogusław Śliwerski, jeden z doskonałych profesorów – doskonały, bo członek Rady Doskonałości Naukowej, czyli ten, który współdecyduje o tym, czy ktoś może być obdarzony najwyższym tytułem akademickim.

Profesor, przedstawiający się jako profesor nauk społecznych, prowadzi aktywnie blog „pedagog”- z imponującym wręcz zacięciem – w którym poucza innych, jak należy w domenie akademickiej postępować, jakie ta domena wykazuje mankamenty, pomijając z widoczną skromnością swoje. Wspominałem już o nim krytycznie w tekstach w „Kurierze WNET” nr 70/2020 r. (O konieczności doskonalenia doskonałych) oraz nr77/2020 (O konieczności przenoszenia w stan nieszkodliwości ….) ale widocznie albo ich nie zrozumiał, albo nie chce zrozumieć, że swoim postępowaniem szkodzi nauce.

3 stycznia 2021 r. w tekście Akademickie kontrowersje w 2020 roku

 bez żadnych skrupułów umieścił – jako wiodący- mój rysunek z 15 stycznia  2009 r. zatytułowany DR(h)abina akademicka (do tej pory na moim blogu akademickiego nonkonformisty) –   https://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/drhabina-akademicka/ bez powołania się na źródło, choć taka konieczność, winna być znana nawet studentowi. A tu proszę, profesor, i to doskonały, czujący chyba powołanie do doskonalenia innych, sam popełnia czyn bardzo niedoskonały. Do tekstu doskonałego profesora, mój rysunek – w dodatku niedoskonały, bo zdolności rysunkowych nigdy nie miałem- nawet nie pasuje.

W gruncie rzeczy rysunek przedstawia krytykę tego, co najwyższe władze akademickie czynią, ze szkodą dla nauki w Polsce. System tytularny prowadzi do wyodrębniania się nadzwyczajnej kasty akademickiej, która uważa, że nie może być przez innych kontrolowana, bo profesora może oceniać co najwyżej inny profesor, a nie ktoś z niższego szczebla drabiny akademickiej.  

Kto po takiej drabinie chce się piąć w górę, może natrafić na podpiłowane czy wręcz roztrzaskane szczeble, a i na głowę coś mu może spaść, a może i sama głowa. Istna akademicka ściana płaczu, zwieńczona beneficjentami systemu tytularnego broniącymi swoich wysoko umocowanych siedlisk. 

Nad Radą Doskonałości Naukowej już nikt w tej hierarchii nie stoi, więc doskonali czują się z siebie nie tylko dumni i zadowoleni, ale mają poczucie bezkarności. W Polsce, w której realizuje się wiele projektów akademickich, nie zanosi się, aby rozpoczęto realizowanie projektu oczyszczania środowiska akademickiego, jaki wdrożyli w życie np. Włosi. U nas nawet mój -o wiele skromniejszy – projekt antyplagiatowy nie ma szans na realizację.

Tekst opublikowany w Kurierze Wnet, w kwietniu 2021 r.

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Przed rokiem, podczas uroczystości w 75 rocznicę wejścia Armii Czerwonej na teren Kl. Auschwitz, Marian Turski – były więzień najstraszniejszego obozu zagłady – wygłosił przemówienie, które odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. 

Czy pierwszy laureat nagrody ma jakieś dowody na poparcie swej nieobojętnej postawy?

 Omówił, jak krok po kroczku, świat prowadził do Holocaustu. Przypomniał – postulowane przez prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta 5 lat wcześniej – 11 przykazanie: “nie bądź obojętny”.

Nie wiadomo, czy Marian Turski zna Dekalog, czy go rozumie, ale wiadomo, że swym wystąpieniem zdobył szerokie uznanie jako autorytet od nieobojętności.

Jego koledzy z „Polityki” postanowili go zgłosić do Nagrody Nobla, a Oświęcimski Instytut Praw Człowieka ufundował Nagrodę Nieobojętności i w tym roku po raz pierwszy wręczył ją właśnie Marianowi Turskiemu.  

Problemy z Dekalogiem  

Czy fundatorzy nagrody zapoznali się z Dekalogiem – nie wiadomo. Dziś żyjemy w czasach, kiedy walczy się z religią, aktywiści antyreligijni domagają się usunięcia religii ze szkół, więc i znajomość Dekalogu, wartości chrześcijańskich, staje się coraz rzadsza. Szczególnie wśród propagujących postęp i walczących z zacofaniem i ciemnotą.

Ci zacofani bez trudu mogliby wskazać, że przestrzeganie Dekalogu, w którym mamy fundamentalny zakaz – Nie zabijaj (przykazanie piąte) – zapobiegłoby Holocaustowi, jak i innym ludobójczym nieprawościom naszego świata.

 Nie ma potrzeby dodawania kolejnych przykazań, poprawiać dzieła Pana Boga, a jedynie przestrzegać tego, co On nakazuje. 

Niestety cechą “postępowych” jest kompromitująca nieznajomość, czy wręcz nienawiść do podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej, którą chcą całkowicie zlikwidować, kontynuując niedokończone dzieło epoki oświecenia, z jej rewolucją francuską.  

Marian Turski rok temu objaśniał, że Auschwitz nie spadł nam z nieba, co jest oczywistością, bo jego geneza wiąże się z otchłaniami piekielnymi, a nie z niebiosami, gdzie obowiązują i są nakazywane odmienne przykazania, nierealizowane jednak na Ziemi przez twórców KL Auschwitz.

Nie podniósł w swej wypowiedzi, że KL Auschwitz został założony dla eksterminacji Polaków, którzy byli pierwszymi więźniami obozu.   (Czy KL Auschwitz jest obszarem eksterytorialnym?”  -Kurier WNET” nr 73/2020.)

Oświęcim,14 czerwca 2020 r. Upamiętnienie pierwszego transportu polskich więźniów politycznych (14.06.1940) do KL Auschwitz

Jakby był obojętny na los tysięcy pomordowanych tam Polaków, o czym i świat nie chce wiedzieć, wymazuje z pamięci, zniekształcając historię tej Golgoty.

Na depolonizację KL Auschwitz nie był obojętny więzień tego obozu o numerze 15683-Bogumił Sojecki, który na krótko przed śmiercią (miał 102 lata) 1 września 2020 r. napisał dramatyczny list do Prezydenta RP Andrzeja Dudy w sprawie niszczenia autentycznych obiektów obozowych, zamknięcia na I piętrze Bloku 11 ekspozycji „Polski ruch oporu w Oświęcimiu”. Apelował: “Druhu Prezydencie – weź w obronę pamięć o bohaterskich żołnierzach w pasiakach – męczennikach Auschwitz!”.  Jakoś, mimo że był chyba najstarszym żyjącym więźniem KL Auschwitz, nagrody “Nieobojętności” nie dostał. Widać był nieobojętny wobec innych wartości.    

Nieobojętność poza światem wartości 

Marian Turski, propagator 11 przykazania, okazał się jego wyznawcą i realizatorem, ale poza światem wartości cywilizacji łacińskiej. Po okupacji niemieckiej, po opuszczeniu niemieckich obozów śmierci, nie był obojętny na instalowanie – siłą, przemocą, zbrodnią – systemu komunistycznego na terenie Polski. Wspierał ten zbrodniczy system, odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi na całym świecie i wielu tysięcy na terenie Polski.

Wstąpił do PPR, a następnie do PZPR, robiąc szybką karierę w aparacie propagandy – jako dziennikarz, i to wtedy, kiedy tysiące jego rówieśników pozostało w lasach, walcząc o wolną od komunizmu Polskę. Na żołnierzy podziemia niepodległościowego polowały wówczas szwadrony śmierci instalatorów komunizmu, wielu więźniów obozów niemieckich znalazło się w katowniach UB lub trafiało do obozu Auschwitz, zaadaptowanego na potrzeby instalacji komunizmu.  

Propaganda komunistyczna, w której funkcjonował Marian Turski, nazywała ich bandytami, faszystami, a kaci UB likwidowali ich w nieludzki sposób. 

Jednym z niewyobrażalnie torturowanych w katowniach UB, był – dobrowolny więzień KL Auschwitz – rotmistrz Witold Pilecki. Ten, uważany zasadnie za jednego z najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej, w KL Auschwitz organizował ruch oporu, a po brawurowej ucieczce z obozu brał udział w podziemiu niepodległościowym, tak za okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej.

Nie był obojętny, bo postępował zgodnie z Dekalogiem, a siłę dawała mu lektura „O naśladowaniu Chrystusa”. 11 przykazanie nie było mu do nieobojętności wobec zła potrzebne. Należał do innego świata wartości i dlatego był niebezpieczny dla instalatorów komunizmu. Torturowany, wyrażał opinię, że Oświęcim był igraszką wobec tego, co przechodził w więzieniu UB! 

Czy dziennikarz Marian Turski mógłby przedstawić jakieś dowody swojej nieobojętności na tragiczny los rotmistrza, w końcu współwięźnia tego samego obozu niemieckiego? 

Po stronie instalatorów komunizmu, i to na wysokich szczeblach, działał inny więzień KL Auschwitz – Józef Cyrankiewicz, któremu propaganda komunistyczna przypisywała organizowanie w obozie ruchu oporu, czyli to, co robił tam rtm. Pilecki. Józef Cyrankiewicz miał taką władzę w komunistycznej Polsce, że mógł współwięźnia ocalić od śmierci, ale nie miał w tym interesu. Śmierć rotmistrza była nawet dla jego kariery korzystna. Rzecz jasna, Cyrankiewicz jako premier PRL, nie był obojętny na powstanie poznańskie w 1956 roku. Groził każdemu: kto “odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji…”. 

Nieobojętność ujęta w propagowanym 11 przykazaniu różne ma oblicza i różne wartości, a czasem pozostaje poza światem wartości, jeśli jest niezależna od Dekalogu, rzekomo wadliwie skonstruowanego, mimo że spadł on z Nieba. 

11 przykazanie wprowadzane w życie niezależnie od Dekalogu może doprowadzić do niejednego Auschwitz.

W końcu liczba ofiar instalacji systemu komunistycznego walczącego z religią, z Dekalogiem, to ok. 100 mln, czyli wielokrotnie więcej od ofiar całego Holocaustu.  A rocznie giną setki tysięcy chrześcijan za wiarę, także poza systemem komunistycznym, i to przy obojętności ”nieobojętnych”. 

Strajk Kobiet nie spadł nam z Nieba 

Marian Turski mówił po otrzymaniu nagrody “Nieobojętności”, że sprawiła mu radość i raduje się także tym, że na manifestacjach antyrządowych, na Strajku Kobiet, obecne są plakaty z cytatami jego oświęcimskiej wypowiedzi.

Te hasła niejednokrotnie dokumentowałem w swoich fotoreportażach .

2 czerwca 2020 r., Kraków, Rynek, demonstracja „tęczowych”

Dokumentowałem jednocześnie zdziczenie, agresję, przemoc, wulgarność. Nie było wrzasków raus!, raus!  schnell!, schnell!,  ale było j(…)ć, wyp(…)lać. (Bunt jagiellońskich polonistów- Kurier WNET, nr. 78/79).

 Na ulicach miast polskich panował wandalizm, profanacja wszystkiego, co się wiąże z Kościołem, Dekalogiem, z cywilizacją łacińską, którą te hordy, podburzane jeszcze przez świat akademicki, ich decydentów, chcą zniszczyć. Te hordy domagają się holocaustu nienarodzonych – i to bez konsekwencji, na życzenie, bo tak byłoby im lepiej. To zakaz zabijania uważają za znęcanie się nad nimi.

Całkowite odwrócenie znaczenia słów, wartości ogólnoludzkich i lansowanie nieludzkich poczynań. I to pod szyldami cytatów Mariana Turskiego, co sprawia mu radość!  

Kilka lat temu, nieobojętni na Holocaust nienarodzonych, holenderscy obrońcy życia ułożyli nieopodal obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w kościele Matki Bożej Królowej Polski, tysiąc figurek plastikowych miniaturek 10-tygodniowego płodu. Symbolika oczywista, ale pomijana milczeniem. Ci, którzy walczą o ochronę życia, są obiektem prześladowań, traktowani wulgarnie na strajkach kobiet, manifestacjach antyrządowych, na portalach społecznościowych. Mamy w przestrzeni publicznej narastającą nienawiść, przemoc, uliczne ataki na obrońców życia, w imię prawa do zabijania. A na plakatach i na ustach informacje: To jest wojna! Czas na kolejny Smoleńsk! Strajk Kobiet nie spadł nam z nieba!  

Marian Turski w swoim przemówieniu przestrzegał: “Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.” 

Chyba jednak Marian Turski się nie obejrzał. Mógłby zobaczyć, że Anioła Śmierci z Auschwitz, zastępuje Anielica Śmierci ze Strajku Kobiet na drodze do holocaustu.

 I to także z powodu jego obojętności na Dekalog, który spadł nam z Nieba, gdy Auschwitz, jak i Strajk Kobiet ma pochodzenie piekielne.  

Jaka będzie liczba ofiar instalacji barbarzyńskiego systemu, po odrzuceniu Dekalogu, zniszczeniu cywilizacji łacińskiej? Barbarzyńcy do likwidacji chrześcijańskiego świata wartości nie zbliżają się krok po kroczku, lecz dużymi krokami, a nawet skokami. I jest na to przyzwolenie, a nawet radość zgodna (?)  z postulowanym 11 przykazaniem. Marian Turski zdaje się nic nie widzieć, jakby doświadczenia KL Auschwitz niczego go nie nauczyły, nie tylko jako młodego człowieka aktywnie wspierającego instalacje barbarzyńskiego, ludobójczego systemu komunistycznego, ale także jako osoby u końca swoich dni, wspierającego dokończenie tej barbarzyńskiej instalacji w nowej szacie. 

Dla kogo Marian Turski jest autorytetem moralnym? – dla barbarzyńców!  Otrzymał nagrodę “Nieobojętności”, jako obojętny na zagładę świata wartości. 

 Obojętni wobec wykluczenia i kłamstwa historycznego  

Marian Turski rok temu w Auschwitz mówił: “można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders,…. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.”  i zaapelował “Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni…” 

W systemie komunistycznym wspieranym przez Mariana Turskiego wykluczano i stygmatyzowano tych – i ich rodziny – co walczyli o wolną Polskę, nie włączali się ochoczo w budowę najlepszego z ustrojów, a dziennikarze oswajali z tym ludzi, oprawców nazywając bohaterami, patriotami, ofiary – bandytami.

Marian Turski apeluje, aby nie być obojętnym wobec kłamstw historycznych, ale nie przytacza ani jednego przypadku swej nieobojętności na powszechne kłamstwa historyczne wspieranego przez niego systemu, który zwany jest systemem kłamstwa, Kłamstwo katyńskie uważane jest za mit założycielski PRL. Nieobojętni wobec tego kłamstwa byli w PRL likwidowani, prześladowani, wykluczani.

A czy nieobojętny wobec instalacji PRL Marian Turski ma jakieś dowody nieobojętności wobec kłamstwa katyńskiego i prześladowań z nim związanych? Czy funkcjonował jako bystander, czy zaangażowany propagator/pretorianin systemu kłamstwa?

W PRL przeszłość nie tylko była naginana do aktualnych potrzeb polityki, ale czyszczono z pamięć i edukację z niewygodnych faktów i niewygodnych ludzi. Pomijano zwłaszcza przykłady zwycięstw oręża polskiego (Bitwa Warszawska!), największych polskich bohaterów (Witold Pilecki!) walczących o niepodległą Polskę. Wielu z nich odbierano obywatelstwo polskie (Władysław Anders!). Czy Marian Turski ma jakieś dowody swej nieobojętności wobec takiego stanu rzeczy? 

Fakt, że niewygodna historia, szczególnie ta najnowsza, do dziś jest zakłamywana przy obojętności historyków sformatowanych w systemie kłamstwa. Powszechnie się ich usprawiedliwia: przecież by ich wyrzucono z uczelni. Autocenzura od dziesięcioleci jest racją bytu akademickiego. Oto autonomia uniwersytetów w wolnej Polsce.

Akademicy nadal boją się mówić i pisać, jak jest i jak było, bo uczelnie weszły w etap postprawdy. Ideologia dominuje nad nauką, a TęczUJe jawnie głoszą, że każdy musi się mieć na baczności (TęczUJe zdobyli UJ -Kurier WNET, nr.69, marzec 2020 r.) 

Wyrzucani są natomiast ci, którzy nie są obojętni, bronią prawdy, występują przeciw zakłamywaniu. To oni skazywania są na niebyt.

Przed nieobojętnymi wobec zagłady świata wartości uczelnie są zamknięte, aby nie mieli wpływu na młodzież

Czy przedwojenna zasada numerus clasus, getto ławkowe, represje 1968 roku wobec instalatorów komunizmu pochodzenia żydowskiego, to nie była igraszka wobec takich represji?   

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w marcu 2021 r.

wersja audio

Reakcja wykluczonego za nieobojętność wobec zła

Reakcja wykluczonego za nieobojętność wobec zła

W marcowym numerze Kuriera WNET opublikowałem tekst: „Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości” prezentujący moją opinię o tegorocznej nagrodzie „Nieobojętności” dla Mariana Turskiego, którego ubiegłoroczne wystąpienie w KL Auschwitz-Birkenau odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. (mój wcześniejszy tekst:„Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!” „Kurier WNET” nr 69/2020 – https://blogjw.wordpress.com/2020/03/14/auschwitz-nie-spadl-nam-z-nieba-komunizm-tez/ ).

Wczoraj media podały, że Marian Turski dostał też nagrodę  im. ks. Stanisława Musiała za rok 2020,   jako „nawołujący do porzucenia wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło..’  Fundatorem Nagrody jest m.in. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znany – tak jak i jego poprzednicy – z „wygodnej postawy obojętności i nicnierobienia, braku reakcji na zło..” co dokumentują setki pism kierowane przez lata ( a nawet już wieki) do władz UJ, aby nie byli obojętni na zło, szczególnie to, którego sami są sprawcami.

Wobec zła, nigdy nie byłem obojętny co dokumentuję m.in. w setkach tekstów na- https://blogjw.wordpress.com/ czy https://nfapat.wordpress.com/  i in. ( patrz https://blogjw.wordpress.com/autor/) To mnie wyklucza ze świata akademickiego obojętnego na zło, a często zło wspierające/generujące np. https://blogjw.wordpress.com/2021/02/11/robta-co-chceta-z-plus-ratio-quam-vis-i-mente-et-maleo/https://blogjw.wordpress.com/2021/02/10/trad-w-palacu-nauki/, https://blogjw.wordpress.com/2021/01/07/bunt-jagiellonskich-polonistow/ i setki innych