Na miarę Konstytucji 3 Maja ?

cm

Na miarę Konstytucji 3 Maja ?

11 grudnia 2018 r. w przeddzień 37 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Librarii Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego zgromadzili się uczestnicy prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych ,,Solidarności”, które przerwał – choć nie do końca- stan wojenny.

centrum

Na spotkaniu promowano książkę „Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej (1980-1994). Projekty i inicjatywy ustawodawcze, ludzie, dokonania i oceny”, która właśnie się ukazała pod redakcją Stanisława Grodziskiego. I jest dostępna także w internecie na stronie Centrum [http://www.coiu.pl] http://www.coiu.pl/media/download/Prawnicy.pdf

Naprawa prawa 

Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności powstałe w Krakowie 17 stycznia 1981 roku tworzył zespół ekspertów prawniczych NSZZ „Solidarność”, w skład którego weszło ponad 100 specjalistów z różnych dziedzin prawa i 200 współpracowników z całej Polski.

Prawnicy Centrum przygotowali kilkaset projektów ustaw, w tym założenia Konstytucji i Kodeksu Cywilnego, Kodeks Karny, Kodeks Postępowania Karnego, oraz KPK z sędzią śledczym, Kodeks Karny Wykonawczy, Kodeks Pracy, Ustawę Wypadkową, o Prokuratorii Generalnej, o Prawie Prasowym, o Wolnym Dostępie do Informacji w Życiu Publicznym, Prawo o Zgromadzeniach, o Ochronie Konsumenta, o Przedsiębiorstwie i Samorządzie, o Samorządzie Terytorialnym, oraz Ordynację Wyborczą, o Ustroju Sądów Powszechnych, o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Sądzie Najwyższym, o Prokuraturze, Prawo o Notariacie, o Radcach Prawnych, o Adwokaturze, o Policji, o Urzędzie Ochrony Państwa oraz Prawo Wyznaniowe, Prawo Państwowe, Prawo Gospodarcze, Prawo Rolne.

Stan wojenny odsunął jednak na całe dziesięciolecie prace nad reformą ustroju;Nie powiodło się jednak „partyjnemu betonowi” PZPR obalić wielkiego dorobku lat 1980-1981. Jako do gotowego i cennego materiału sięgano doń po zmianie ustroju 1989 roku. Służył on reformie w całym okresie przemian, który zakończyło uchwalenie Konstytucji III Rzeczypospolitej z 2 kwietnia 1997 roku.

Według oceny wybitnego historyka prawa prof. Stanisława Grodziskiego działania podjęte przez Centrum dla naprawy Rzeczypospolitej były największym społecznym wysiłkiem prawników od czasu Konstytucji 3 Maja.

sg

Czy elity prawnicze chciały obalić system komunistyczny ?

Adwokat Kazimierz Barczyk, wiodąca postać prac Centrum, deklarował na spotkaniu

b

„Chcieliśmy obalić system komunistyczny poprzez przygotowanie zrębów państwa demokratycznego” w co jednak można wątpić choćby na podstawie wspomnień Prof. Andrzeja Zolla (s. 579) „Zdawaliśmy sobie sprawę z układu geopolitycznego, przecież Związek Radziecki trzymał się jeszcze mocno, do tego pamiętaliśmy całkiem przecież niedawne doświadczenie czechosłowackie. Dla ludzi, którzy nie bujali w obłokach, oznaczało to, że należy raczej mówić o poprawianiu istniejącego systemu, czynieniu go bardziej ludzkim. Raczej myśleliśmy o ewolucji niż rewolucji. Owszem, pracowaliśmy w ramach Centrum nad propozycjami zmian w prawie konstytucyjnym, ale dotyczyło to bardziej takich spraw, jak reforma sądownictwa, wzmocnienie niezawisłości sędziowskiej, gwarancji procesowych, usunięcia pewnych przepisów, które pozwalały zwolnić sędziego ze stanowiska, bo nie dawał tzw. rękojmi orzekania zgodnie z linią partii. Chodziło więc bardziej o tego typu rzeczy niż wywracanie ustroju PRL”.

I ta opinia wydaje się być bardziej wiarygodna, tym bardziej, że ustrój i prawo III Rzeczypospolitej tworzyły siły solidarnościowe, wspólnie z aparatem komunistycznym i mimo zmian, prawo zachowało ciągłość z prawem PRL, a nie było woli nawiązania do stanu prawnego sprzed 1 września 1939.

Kiedy tworzono zręby prawne II RP zerwano z systemami prawnymi państw zaborczych, ale przy tworzeniu prawa III RP nie zerwano z systemem prawnym PRL. Zatem zbudowano PRL-bis.

W książce jasno to wyraził Prof. Jan Majchrowski s. 349 Determinantą, która najmocniej odcisnęła swe piętno na ustrojowym, a w konsekwencji ustawowym i politycznym, kształcie III RP, był sam akt jej poczęcia, dokonany za fasadą warszawskiego pałacu Radziwiłłów, gdzie toczyły się obrady Okrągłego Stołu, w zaciszu willi w Magdalence. Tam określono ramy, w których przyszło się poruszać wszystkim twórcom III RP, także tym, którzy wyszli z grona Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych „Solidarności”. ….. Wspólną płaszczyzną porozumienia elit obu „stron” Okrągłego Stołu było wszakże – bo być musiało, o ile miały się one ze sobą porozumieć – uznanie Konstytucji PRL, a co za tym idzie, całego porządku prawno-ustrojowego wywodzącego się od mitu założycielskiego tak zwanej Polski Ludowej – Manifestu PKWN. To założenie stało się grzechem pierworodnym III RP, za który pokutujemy po dzień dzisiejszy.”

Ale to wśród wypowiedzi członków Centrum jest głos odosobniony.

Nie ulega wątpliwości, że z tą chęcią świata prawników do obalania systemu komunistycznego to gruba przesada, co widać i po dzień dzisiejszy.

Gdyby porządek prawno-ustrojowy po 1989 r. został oparty na Konstytucji 1935 r. żylibyśmy w innej rzeczywistości.

Nie da się zbudować państwa wolnego na fundamentach państwa zniewolonego.

Praca dla obywateli, a co na to obywatele ?

Prawnicy aktywni w Centrum Obywatelskich Inicjatyw podkreślali, że pracowali dla dobra wspólnego, jako znający się na prawie obywatele – dla innych obywateli.

Ale nie jest zrozumiałe dlaczego tak doniosłe działania, jak sami podkreślali – na miarę Konstytucji 3 Maja – nie znalazły się w historii Uniwersytetu Jagiellońskiego [słynne Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego- patrz Kurier WNET, grudzień 2018]. Czyżby milczenie w tej historii o ‚okresie jaruzelskim’ niejako wymusiło milczenie o obywatelskiej budowie podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej, już w okresie zniewolenia obywatelskiego ?

Czy może sami autorzy mają wątpliwości co do pozytywnych skutków swoich działań ?

Faktem jest, że wielu współczesnych Polaków, nie tylko młodych, nie bez przyczyny – nic, lub prawie nic nie wie o tych działaniach. Natomiast autorzy tych ustaw, dziś bywają doradcami KODu, biorą udział w marszach KODu, których uczestnicy machają Konstytucją niczym maczugą, a flagami – fakt, że głównie unijną – okładają opozycyjnych wobec nich obywateli.

Chyba obalenie komunizmu nie do końca się prawnikom udało, bo dekomunizacji w III RP tak naprawdę nie było, nawet zbrodniarzy komunistycznych nie ukarano, a często byli honorowani i nieraz spoczywają w alejach zasłużonych. Za stan wojenny ukarano więzieniem chyba tylko Adama Słomkę i Zygmunta Miernika – protestujących przeciwko niekaraniu zbrodniarzy. Jednakże ostatnio Trybunał w Strasburgu uniewinnił Adama Słomkę, podważając haniebne poczynania polskiego wymiaru, zwanego przez obywateli – nie bez przyczyny – wymiarem niesprawiedliwości.

Także próby dekomunizacji przestrzeni publicznej – mimo wprowadzenia stosownych ustaw – nie zawsze kończą się sukcesem. Karani są nie ci, którzy dekomunizacji nie wprowadzają, tylko ci, którzy protestują przeciwko lekceważeniu ustaw dekomunizacyjnych.

Co więcej np. w Warszawie spotykamy się wręcz z rekomunizacją przestrzeni publicznej i ulice zamiast nosić nazwy działaczy niepodległościowych, mają propagować działaczy komunistycznych. Czyli ma być tak jak było, jak chcą działacze KODu, wspierani przez ‚solidarnościowych’ prawników.

Na spotkaniu w Librerii Collegium Maius zaplanowano jedynie wystąpienia pochwalne dla prac Centrum, nie wykazując zainteresowania opiniami obywateli. Zamiast burzliwej merytorycznej dyskusji nad efektami prac, na miarę -jak mówiono – Konstytucji 3 Maja, spotkanie śpiesznie zakończono udając się na spożycie wina, z którego produkcji słynie najstarsza polska wszechnica, odnosząca na tym polu sukcesy na arenie międzynarodowej.[ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/%5D

No cóż, na takiej arenie jagiellońscy prawnicy to odnosili sukcesy w XV wieku, ale obecnie o swoich sukcesach nie chcą nawet dyskutować z polskimi obywatelami.

[zapis wideo spotkania na moim kanale YouTube – Józef Wieczorek TV – Wkład prawników w tworzenie podstaw ustrojowych III RP]

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Screen Shot 12-05-18 at 10.36 AM

To nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe – nieprawdaż ?

Jak wiadomo mamy w Polsce ogromną ilość wyższych uczelni ( jak wskazują na to ich nazwy] i w tym zakresie jesteśmy potęgą, nie tylko europejską, podobnie jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów oraz stopni – szczególnie doktora habilitowanego i tytułów naukowych – profesora zwanego tradycyjnie ‚belwederskim’, choć wręczanych już nie w Belwederze, lecz w Pałacu Namiestnikowskim.

Jeśli chodzi o habilitację to już nikt nie zamierza z nami konkurować, podobnie nasz prymat jeśli chodzi o tytuły profesora belwederskiego przez nikogo nie jest zagrożony.

Jednym słowem mamy taki system tytularny, że nikt nie jest w stanie nam zagrozić i chyba nie bez przyczyny rankingi światowe takich kryteriów nie uwzględniają. Widać, nie chcą nas widzieć na czele swoich rankingów .

Na czele tych rankingów zwykle są uczelnie, takie jak Harvard, czy Oxford, ale gdzie tam im do naszych uczelni pod względem liczby doktorów habilitowanych czy profesorów prezydenckich ? Również nasi krajowi naukowcy ani chcą nawet słyszeć, żeby naszych rodaków z takich uczelni zatrudniać na naszych uczelniach, bo skoro nie są habilitowani, ani tym bardziej belwederscy, to co nam po takich ? Przecież poziom to my musimy trzymać i punkty w naszych rankingach za to dostawać !

W polskich rankingach uczelni od lat wiodą prym – największa polska uczelnia Uniwersytet Warszawski i uczelnia najstarsza – Uniwersytet Jagielloński, chyba że któraś z innych uczelni ma swój jubileusz, to wtedy ta uczelnia w rankingach może nawet zdominować te nasze najlepsze, które na pozycji lidera czasem występują wspólnie, a czasem się wymieniają, z tym że jest pewne jak któraś z nich ma swój jubileusz, to będzie tez pierwsza w rankingu.

W rankingach światowych nawet te najlepsze polskie uczelnie od lat stoją kiepsko i zwykle się mieszczą na końcowych pozycjach najlepszej światowej pięćsetki [tak jest w najbardziej znanym rankingu szanghajskim, a w innych bywa i gorzej].

Można dyskutować nad wiarygodnością tych rankingów, ale faktem jest, że te najbardziej prestiżowe w świecie uczelnie są na ich topie.

W Polsce siłą rzeczy te rankingi są kontestowane, ale jak w okresie reformowania uczelni, któraś przesunie się w górę rankingu, to ten fakt ma dowodzić skuteczności reform, mimo że skutki reformowania mogą się zaznaczyć w rankingu dopiero po kilku latach. Na taką okoliczność wiarygodności rankingu się nie podważa, lecz sukces ogłasza.

Prof. Jerzy Woźnicki jako szara eminencja polskiej nauki przez lata regulował system akademicki w Polsce, aż w końcu złapał się za głowę i ogłosił, że nauka polska jest przeregulowana. Przedłożył postulat selektywnego charakteru deregulacji w szkolnictwie wyższym, rzecz jasna nadal pozostając szarą eminencją, bo kto lepiej może naukę deregulować jak nie ten kto ją przeregulował ?https://pressto.amu.edu.pl/index.php/nsw/article/viewFile/9416/9114

Kilka lat temu zabłysnął również zdolnościami kuglarskimi na arenie rankingowej

Pisał [ https://www.rp.pl/artykul/1107897-Stworzmy-uniwersytety-badawcze.htmlW rankingach wypadamy słabo, znacznie gorzej, niżbyśmy chcieli. Dlatego część środowiska akademickiego je kwestionuje, zarzuca im tendencyjne kryteria, ale to błąd, bo te rankingi podpowiadają, co powinniśmy zrobić, by ten stan rzeczy zmienić. A co powinniśmy zrobić ? „ Prof. Woźnicki uważa, ze poprawę pozycji polskich uczelni w rankingach światowych można by osiągnąć poprzez konsolidację uczelni, nie bacząc na to czy to by spowodowało podniesienie się poziomu polskich uczelni, czy jakąś korzyść z tego miałaby nauka i polska gospodarka ?

W statystyce rankingowej zysk byłby jednak widoczny, więc taki zabieg proponuje.

Niestety w systemie akademickim mamy kuglarzy wśród decydentów, stąd stoimy w miejscu a nawet się cofamy, mimo coraz lepszej infrastruktury akademickiej i coraz wyższych uposażeń [rzecz jasna – zawsze za małych] .

Warto przecież pamiętać, że w latach 80-tych zarabialiśmy po kilkanaście, góra kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, a teraz wielu ma 1000 a nawet wiele tysięcy dolarów, co znaczy, że finansowo jesteśmy w tyle za czołówką światową, ale zdecydowanie bliżej niż w czasach PRLu, ale pod względem poziomu w konfrontacji ze światem niestety się do czołówki nie zbliżyliśmy, a wręcz odwrotnie.

Kuglarskie sztuczki nic w tej materii nie pomagają i nie pomogą.

W końcu listopada odbyła się w Warszawie konferencja nt.. „Polskie uczelnie w światowej perspektywie. Rankingi a strategiczne zarządzanie szkołą wyższą” i sam tytuł pokazuje jak nas te rankingi uwierają. Sam minister też podnosi, że kryteria rankingów dają w konsekwencji zafałszowany wizerunek polskiej nauki. https://wmeritum.pl/gowin-o-pozycji-polskiej-nauki/257349

Nie ulega wątpliwości, że gdyby w światowych rankingach były wzięte pod uwagę inne kryteria moglibyśmy być na wyższych pozycjach.

Pod względem ilości szkół wyższych bijemy przecież konkurencję europejską na głowę a tego rankingi nie uwzględniają, infrastrukturę – nieruchomości akademickie mamy jak się patrzy, znakomicie stoimy jeśli chodzi o ilość wydawanych dyplomów.. W zakresie profesorów belwederskich nikt nas nie pobije, jeśli chodzi o habilitacje – także. To czemu się takich kryteriów nie uwzględnia ? To nas dyskryminuje i zamiast potęgi jesteśmy uważani za mizerię !

Wniosek jest oczywisty –to nie polskie uczelnie, lecz światowe rankingi są złe ! – nieprawdaż ?

Póki co, świat nie chce się dostosować do naszego systemu, a młodzi naukowcy opuszczają Polskę i nie zamierzają wracać . Minister mówi o emigracji jakieś 1/3 populacji naukowców a badania mówią, że „ prawie 47 proc. pracujących za granicą polskich naukowców nie planuje powrotu do kraju; połowa spośród nich widzi korzyści z kontaktów z naukowcami z Polski…., http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31782%2Craport-prawie-polowa-polskich-naukowcow-za-granica-nie-chce-wracac-do-kraju

Gospodarka jest słabo innowacyjna a uczelnie chwalą się wynalazkami typu urządzenie do odpiaszczania nóg na plażach [https://blogjw.wordpress.com/2018/06/23/jest-sukces-reformy-gowina/

], które chyba nawet się nie przyjęły.

Jak byłem jesienią na plaży nie widziałem ani jednego takiego urządzenia, a jeno proste urządzenie – prysznicowe dla oczyszczania piesków.

psy.jpg

[Dokumentacja z wejścia na plażę w Brzeźnie- 2018 r.]

W rankingach piękności piesków zapewne stoimy wyżej.

No chyba, że ktoś na Mikołaja podrzuci nam ranking  akademicki, ale z naszymi kryteriami. Pomarzyć można, ale przecież świat porzucił już dawno św. Mikołaja .

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

2

Barbórkowa piwolucja polskich uczelni

[tekst pisany na trzeźwo,

przeznaczony pod trzeźwą refleksję]

Na uczelniach obowiązuje już „Konstytucja dla nauki” i mamy postulaty zwiększenia innowacyjności badań, aby je wdrażać w życie.

Jednocześnie zbliża się Barbórka, święto patronki górników i zarazem jednej z najlepszych i najbardziej potrzebnych gospodarce uczelni – Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Zdawano już sobie z tego sprawę przed 100 laty, po odzyskaniu Niepodległości i wobec odczuwalnej od dawna przez społeczeństwo polskie potrzeby, 20 października 1919 r. Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski dokonał uroczystego otwarcia Akademii Górniczej w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego.[ http://www.bg.agh.edu.pl/SLADY/AGH.php ]

To otwarcie Akademii Górniczej uważane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń dla wyłonionego z ponad stuletniego niebytu państwa polskiego.

AGH potrzebna jest nadal i trudno sobie wyobrazić bez niej rozwoju polskiego górnictwa i hutnictwa, choć uczelnia niezbyt dobrze jest notowana w rankingach światowych – tak poza pierwszą pięćsetką.

W okresie ewolucyjnego reformowania systemu akademickiego, przed kolejnym świętem Barbórki, na AGH zorganizowano I Górniczo-Hutniczy Festiwal Piwa, na którym przedstawiono ideę powołania Browaru Górniczo-Hutniczego. [ https://www.agh.edu.pl/wydarzenia/info/article/i-gorniczo-hutniczy-festiwal-piwa-w-agh/ ]

Rzec by można – dokonania ważnego kroku na drodze do piwolucji uczelni [ http://piwolucja.pl/].

Barbórkowe karczmy piwne od lat stanowią nieodłączny element uczelnianej tradycji, ale już w pierwszej połowie 2020 r. spodziewać się można inauguracyjnego piwa z Browaru Górniczo-Hutniczego.

Zatem piwolucja uczelni ma mieć tempo zgoła rewolucyjne. Na początek jego udziałowcami będą mogły zostać osoby związane ze środowiskiem uczelni, co winno, nawet w okresie niżu demograficznego i pewnego zmniejszenia zainteresowania studiami, utrzymać stan kadrowy i brać studencką w murach 100-letniej już uczelni.

Jedno jest niemal pewne, że akademicy niedługo wypiją piwo, którego sami sobie nawarzą.

Ciekawe jak wzrośnie pozycja AGH w rankingach światowychjak zostanie podniesiona innowacyjność prowadzonych na niej badań, nie tylko w zakresie browarnictwa, bo takie są oczekiwania społeczne, nie mniejsze niż u progu odzyskiwania niepodległości.

Na akademickim rynku piwnym AGH nie jest jednak prekursorem. Krakowski Uniwersytet Rolniczy ma już swój browar i prężnie działającą Krakowską Szkołę Browarniczą. [https://www.facebook.com/krakowbrewing/] .

Jak podaje serwis internetowy [https://ksb.edu.pl/tamarynka-piwo-jubileuszowe-niepodleglosci/?fbclid=IwAR3-jSqDeiGBl1Nu0eIW326vCdHDR1R01XX8vZkL2aTp3w4v3v1Bvdp76lY

Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie włączył się do radosnego świętowania i wzmacniania polskiej wspólnoty. Z tej okazji Krakowska Szkoła Browarnicza – Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, działająca na Wydziale Technologii Żywności naszej Uczelni wydaje limitowaną edycję piwa jubileuszowego. Jest to wyjątkowe piwo w stylu polski lager, uwarzone z użyciem tylko jednej, polskiej, klasycznej odmiany chmielu –Marynki.”

Nie wiem, czy limitowanie edycji jest dobrą opcją na wzmocnienie polskiej wspólnoty, która przecież się rozpada.

Jednakże reagując na zapotrzebowanie społeczne Uniwersytet Rolniczy otworzył browarniczy kierunek studiów podyplomowych, a także pionierskie, doktoranckie studia z browarnictwa [https://www.rp.pl/Edukacja/310289951-Studia-doktoranckie-z-browarnictwa-w-Krakowie.html ;https://www.facebook.com/krakowbrewing/].

Konkurencja na akademickim rynku piwnym jest coraz większa, ale jak na razie nie zanosi się na utworzenie Małopolskiej Wyższej Szkoły Piwa, choć taka szkoła mogłaby osiągnąć wysokie miejsca w rankingach światowych.

Jesteśmy jednak dopiero na początku piwolucji akademickiej, więc w ramach wdrażania w życie „Konstytucji dla nauki” na kolejną Barbórkę może taka nowa uczelnia zostanie uruchomiona.

Zapotrzebowanie na piwo jest nie mniejsze niż zapotrzebowanie na polski sukces akademicki.

Jak terapia piwna polskiej nauki się uda, to będziemy potęgą.

Ale przestrogi dla Polski nadal są wskazane.

Trzeba mieć bowiem na uwadze, że na Uniwersytecie Jagiellońskim, matce rodzicielce innych polskich uczelni, przed kilkunastu już laty rozpoczęto produkcję wina uniwersyteckiego,[ https://nfajw.wordpress.com/2008/11/14/alma-mater-ma-swoje-wino-ale-nadal-nie-ma-swojego-nobla/ ] a nawet uruchomiono studia enologiczne, zapewne biorąc pod uwagę, że in vino veritas [ w winie prawda], jednocześnie rezygnując z tradycyjnego poszukiwania prawdy usuwając zapisy w tym względzie ze statutu uczelni [w jubileuszowym roku 2000].

Produkcja wina uniwersyteckiego rośnie, spożycie wyszło poza mury uczelni, a uczelnia i jej koryfeusze, jak prawdy nie mogli znaleźć, tak nadal nie mogą. Jakby całkiem się zatracili i to nie tylko w święto Bachusa. [ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/]

Biedna ta nasza Polska akademicka, zatacza się, a nawet stacza coraz bardziej. I pomyśleć, że u progu odzyskania niepodległości była na jak najlepszej drodze. [ https://blogjw.wordpress.com/2018/08/17/akademickie-szlaki-ku-niepodleglosci/]

Czy akademicy wkraczają w nowy rok akademicki odpiaszczonymi stopami ?

strusie mobbing

Czy akademicy wkraczają w nowy rok akademicki

odpiaszczonymi stopami ?

Wakacje się skończyły, rozpoczyna się nowy rok akademicki. Akademicy wracają z piaszczystych plaż, na których mieli wdrażać w życie innowacyjny wynalazek -urządzenie do czyszczenia stóp z piasku, o którym pisałem przed wakacjami [Jest sukces reformy Gowina ! Innowacyjny wynalazek do wdrożenia na wakacjach. Urządzenie do czyszczenia stóp z piasku- https://blogjw.wordpress.com/2018/06/23/jest-sukces-reformy-gowina/]

Czekam na relacje/fotoreportaże z procesów wdrożeniowych tego wynalazku, który winien w istotny sposób poprawić sytuację na uczelniach wdrażających zarazem ustawę Gowina.

Nie ulega wątpliwości, że bez należytego odpiaszczenia stóp, wkraczanie na uczelnie może być bolesne, bo nawet małe ziarno piasku może uwierać – rodząc frustracje/ rozdrażnienia/alienację, a nawet agresję międzyludzką, niekiedy nieludzką.

Z lektur poznawanych w stadium juvenilnym zapewne wszyscy pamiętają, że nawet ziarno grochu pod puchową pokrywą może uwierać osoby szlachetnie urodzone :

Rano królowa spytała ją, czy dobrze spała.

O, niestety nie! — odparła księżniczka — Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Leżałam na czymś strasznie twardym, aż mam całe ciało posiniaczone i obolałe.

Po tym poznano, że to rzeczywiście jest PRAWDZIWA księżniczka. Bo tylko prawdziwa księżniczka mogła poczuć ziarenko grochu przez dwadzieścia materacy i dwanaście puchowych pierzyn!

Co prawda ziarna piasku są mniejsze od ziarna grochowego, ale nijak się ich nie da odizolować pierzynami od szlachetnych stóp,  więc – nie ulega wątpliwości – uwierać mogą bardziej od ziarna grochu.

Akademik z zapiaszczonymi nogami po bytowaniu plażowym, który zlekceważył sobie wynalazek kolegów do nóg odpiaszczania, może być narażony na życie w cierpieniu, a zarazem przenosić te cierpienia na życie wspólnoty akademickiej.

Badania Akademii Młodych Uczonych PAN wskazują [https://blogjw.wordpress.com/2018/09/03/pan-z-kilkunastoletnim-opoznieniem-idzie-moimi-i-nfa-sladami/ ], że żyją oni w warunkach stresowych, poddani ustawicznie nękaniu ze strony akademików – tych którzy mają nad nimi władzę, choć władzę nad samym sobą zdaje się całkiem utracili.

Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele, ale nie ma wątpliwości, że ziarna piasku uwierające ich nosiciela mogą powodować uczucie dyskomfortu a nawet prowadzić do agresji moralnej w słowach nie przebierającej.

Badania nad strasznymi skutkami braku odpiaszczenia stóp winny być prowadzone autonomicznie na uczelniach i nikt w ich obliczu nie może chować głowy w piasku, do – jak to od lat nazywam- podręcznych strusiówek.

Te rekwizyty widoczne są w obfitości w pejzażu życia akademickiego, ale do tej pory nie dokonano wynalazku innowacyjnego urządzenia do wyciągania akademickich głów pochowanych w piasku. Nie ulega wątpliwości, że głowa pogrążona w piasku nic nie widzi, nic nie słyszy, a brak dostępu tlenu prowadzi do rozkładu szarych komórek, stąd uwiąd akademicki jest taki powszechny.

Głowa akademicka winna być na karku, a nie w podręcznej strusiówce !

Jednym słowem bez odpiaszczenia życia akademickiego, na samą inaugurację nowego roku, trudno sobie wyobrazić aby na polskich uczelniach zrodziła się jakaś myśl dla nauki przewodnia a dla społeczeństwa pożyteczna.

A zatem postuluję wdrożenie w życie moje innowacyjne, akademickie hasło przewodnie na inaugurację nowego roku akademickiego:

Odpiaszczenie życia akademickiego

pierwszym krokiem do sukcesów naszych uczelni

A zatem:

Pomyślnego – wolnego od piasku – Nowego Roku Akademickiego !

Dwie pasje Polaków: turystyka i habilitacja, w jedno połączone

Screen Shot 09-19-18 at 11.14 AM

Dwie pasje Polaków: turystyka i habilitacja, w jedno połączone

Polacy lubią podróżować i to pasjami. Podróżowali nawet wtedy jak byliśmy zamknięci w baraku komunistycznym, fakt że nie tak szczelnie i zarabialiśmy na miesiąc, tyle ile za godzinę pracy otrzymywali mieszkańcy krajów odwiedzanych. Ale co pasja, to pasja. W końcu pasja turystyczna jest bardziej pożyteczna niż pasja szewska, tym bardziej jak ta jest bezproduktywna i prowadzi do nadciśnienia a nie do uszycia butów.

Niewątpliwie inną pasją Polaków i to tych elitarnych, jest zdobywanie tytułów, a ostoją polskiego systemu tytularnego w nauce jest habilitacja. Podobno jej likwidacja zlikwidowałaby u nas naukę, bo po co by ją uprawiano jeśli by nie było habilitacji ? Ta jest marzeniem wielu na drodze do władzy (nad innymi), sławy (choćby wśród coraz mniej licznych tytułów pozbawionych) i pieniędzy (choć tych habilitacja nie zawsze wiele przynosi).

Połączeniem obu największych pasji Polaków jest – turystyka habilitacyjna.

Nie zawsze można się habilitować w Polsce, bo czasem kryteria są za wysokie dla niezbyt rozgarniętych, czasem i może nawet częściej działają tu zasady polskiego piekła -ściągania za hajdawery tych, którzy by chcieli trafić do kasty wyższej, zarezerwowanej dla swoich/prawomyślnych.

Kompatybilność systemowa dawnego bloku sowieckiego, utrzymująca się długo po jego upadku, dawała jednak szansę na wojaże habilitacyjne, nawet do krajów tak egzotycznych jak Kuba, Libia, Mongolia, Korea Północna, ale brak jest do tej pory danych na ile te możliwości turystyczne były wykorzystywane przez Polskich uczonych in statu nascendi .

Geografia turyzmu ( bo taki jest termin tej fascynującej dyscypliny naukowej ) jest u nas dziedziną nauki w pełni rozwoju, ale to pole akademickie do rozwoju jakoś nie było wykorzystane należycie.

Mówiło się jednak wiele w publicystyce o akademickiej turystyce przygranicznej – na Ukrainę czy Białoruś, krajów traktowanych jako potęgi naukowe, zasobne w skarby habilitacyjne. Po powstrzymaniu i to za obopólnymi stratami- finansowymi i tytularnymi – tego wschodniego przygranicznego ruchu habilitacyjnego szczególnym hitem turystycznym była Słowacja, w szczególności przygraniczne miasteczko Rużomberk.

Tam rzesze miłośników turystyki habilitacyjnej udawały się po upragnione i niezbędne dla lepszego funkcjonowania w polskim systemie akademickim trofea.

Ciekawe, że Ameryka nie była i nadal nie jest traktowana jako mroczny przedmiot pożądania habilitacyjnego, mimo że jest zasobna w rozmaite bogactwa naukowe ulokowane na licznych uczelniach i to z czołówki światowej.

No cóż, w Ameryce jest tylko nauka, ale habilitacji nie ma, więc po co tam się fatygować ?

Nauka na wysokim poziomie nie jest towarem pożądanym, bo trudno osiągalnym, a przy tym u nas całkiem pozbawionym prestiżu. Niehabilitowanych, nawet z samego olimpu naukowego u nas nikt nie chce, a w szczególności beneficjenci systemu tytularnego.

Tak naprawdę nauka w nauce polskiej się nie liczy (w każdym razie nie za bardzo), liczą się natomiast tytuły i tak to trwa – mimo reform.

Ostatnio jeden z wielkich autorytetów humanistycznych, rzecz jasna profesordoktorhabilitowanynaukipolskiej Bogusław Śliwerski napisał dzieło „ Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016., które oparł -jak sam pisze- na doświadczeniach z pracy u naszego południowego sąsiada.

Dzieło moim zdaniem ważne i winno skłaniać do myślenia, rzecz jasna – krytycznego. Szkoda, że autor nie podaje w nim swoich reakcji na dokonywany na jego oczach proceder, co by go uwiarygodniło etycznie w oczach czytelników. Brakuje mi też dokumentacji zdjęciowej – tych kolejek polskich uczonych po habilitacje, które podobno były widoczne na korytarzach uczelni słowackich, o czym pisały polskie media.

Autor podaje jednak cenny wykaz akademickich ośrodków habilitacyjnych ( nie tylko jak Rużomberk przygranicznych), także nazwisk uhonorowanych tym pożądanym u nas fetyszem, jak i tytuły ich prac, które przedkładali jako podkład pod awans naukowy.

Profesor generalnie o turystyce habilitacyjnej wyraża się negatywnie, co jest słusznym stanowiskiem.

Sam takie wyrażałem [ [Blokada turystyki naukowej, czy bohaterska walka z problemami stwarzanymi przez – do tej pory nieupadły – socjalistyczny system akademickihttps://blogjw.wordpress.com/2016/03/24/blokada-turystyki-naukowej/] i nawet autor dzieła to zauważył, ale w sposób nader osobliwy.

Mój ironiczny tekst o eskapadach habilitacyjnych do Rużomberku zaliczył do tych, co niby to z przekąsem wyrażają się o próbach unormowania turystyki habilitacyjnej, ale jednocześnie [o zgrozo] podnoszących patologie habilitacyjne na naszym ojczystym podwórku. Kontestują tym samym oczywistą przyczynę turystyki habilitacyjnej – utrzymywanie systemu tytularnego – a habilitacyjnego w szczególności – na ziemiach polskich, nie do końca wyzwolonych ze spuścizny komunizmu.

Rzecz jasna habilitacja to nie był wymysł komunistyczny, ale w czasach komunizmu tak habilitacja została wkomponowana w formowanie nowego człowieka, że stała się ona dość prostym i nawet wydajnym narzędziem zarządzania zasobami akademickimi na potrzeby najlepszego z systemów.

System komunistyczny podobno upadł ( choć np. profesorowiedoktorzyhabilitowani UJ nawet nie zauważyli jego istnienia – nawet w PRLu ), ale system habilitacyjny trwa do dnia dzisiejszego i jak się mówi – to on podobno trzyma poziom nauki w Polsce, choć ten spada wraz ze wzrostem habilitowanych, więc habilitacja chyba trzyma spadanie poziomu, o co beneficjentom systemu chyba chodzi.

Badacz turystyki habilitacyjnej informuje o barierach postawionych ostatnio na południowym szlaku i tak pisze [ s.156 ] w podrozdziale :

‚Reakcje na zamknięcie ścieżki habilitacyjnej na Słowację’

Na zmianę dwustronnego porozumienia zareagowały środowiska polskie

i słowackie. W mediach i komentarzach do artykułów pojawiały się zarówno wyrazy zadowolenia, jak i oburzenia. Wydarzenie to stało się kolejną okazją do krytyki wymogu habilitacji w naszym kraju, a także nieprawidłowości istniejących w polskim systemie szkolnym.

Akademicki bloger, dr Józef Wieczorek napisał m.in.:

W III RP nastąpił też rozwój turystyki habilitacyjnej, ale co ciekawe tu kierunek turystyki jest inny, właściwie ograniczony do krajów ościennych, z dawnego bloku demokracji ludowej. Panujący w tym bloku system tytularny był kompatybilny, stąd dla uzyskania brakujących stopni naukowych polscy turyści naukowi podróżowali na Białoruś czy Ukrainę. Ta turystyka była bardzo korzystna dla obu stron, bo na przeprowadzaniu przewodów biedne, postkomunistyczne uczelnie mogły zarobić, a i obdarzony dyplomem habilitant te opłaty mógł sobie szybko odbić, bo wkrótce osiągał w Polsce wyższe widełki płacowe. Nieco później turystyka habilitacyjna przeniosła się na Słowację, gdzie polscy uczeni upodobali sobie leżący niemal tuż za granicą mały Rużomberok. W okresie budowy socjalizmu ta miejscowość znana była z ogromnego smrodu wytwarzanego przez fabrykę celulozy. Natomiast w ostatnich latach zaczął się tam smród roznosić z powodu produkcji słabej jakości dyplomów habilitacyjnych, na które wśród akademików polskich był duży popyt. Przez kilka lat walczono o zmniejszenie tego habilitacyjnego smrodu, ale tak jakby to było rozpylanie jedynie perfum w okolicy. Wreszcie ogłoszono tryumf – habilitacje z Rużomberku z automatu nie będą uznawane! Co prawda w obliczu tryumfu niektórzy za bardzo się zagalopowali nazywając akademików-turystów oszustami, co może rodzić konsekwencje prawne – bo przecież to była turystyka zgodna z prawem u nas ustanowionym, a ponadto prace mogły być rzetelne, choć czasem o niezbyt wysokim poziomie. Automatyczne dyskredytowanie turystów też nie jest zasadne ‚.

Chyba stanowisko habilitowanego badacza jest jasne – turystyka habilitacja to zło, ale krytykowanie i to merytoryczne korzeni zła, też jest złem.

I to jest cała habilitowana logika. Cały habilitowany system wartości.

I jak może człowieka nie ogarnąć pasja szewska, mimo że nie jest produktywna, a dla zdrowia jest niebezpieczna ?

PAN z kilkunastoletnim opóźnieniem idzie moimi i NFA śladami

PAN-NFA

PAN z kilkunastoletnim opóźnieniem idzie moimi i NFA śladami

Reforma Gowina – systemu akademickiego [https://nfajw.wordpress.com/2018/08/31/ustawa-z-dnia-20-lipca-2018-r-prawo-o-szkolnictwie-wyzszym-i-nauce-2/ ] chociaż niezadowalająca, spowodowała aktywizację wielu środowisk akademickich, zwykle ospałych, raczej skłaniających się do zachowania obecnego, choć niewydajnego i patologicznego status quo. Reforma nieco zmienia, choć nie zawsze tak jak trzeba i nie zawsze to co trzeba. Kiepskie fundamenty jednak pozostały. Zauważyli to wreszcie młodzi naukowcy zaniepokojeni swoją sytuacją.

Akademia Młodych Uczonych PAN przeprowadziła ostatnio, niewątpliwie spóźnione, „Konsultacje w sprawie problemów jednostek Polskiej Akademii Nauk” . [http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1227541,zarobki-profesorow-pan.html]

Raport akademii z konsultacji oraz rekomendacje na podstawie ankiety i debaty „Problemy instytutów i reforma PAN oczami młodych naukowców” został ujawniony [http://amu.pan.pl/images/amu_rekomendacje_25-07.pdfi daje wiele do myślenia, choć należy żałować, że tego myślenia zabrakło przed opracowaniem i uchwaleniem ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym.

Rzecz jasna młodzi naukowcy zauważyli, że jedną z największych bolączek pracowników naukowych zatrudnionych w PAN są zarobki, ale nie jest to zauważenie nowatorskie. Zarobki naukowców, szczególnie młodych są niskie i to od lat, a nawet wieków i winny być wyższe, i to znacznie, ale kryteria wynagradzania też winny być wyższe, a przede wszystkim winny one dotyczyć efektów działalności naukowej a nie etatowego spoczywania w PANie, o czym mówiło się w PRLu i można mówić także w III RP.

Bardzo dobrze, że młodzi pracownicy PAN zauważyli i to w zdecydowanej większości wskazywali, że osiągnięcie wyróżniających się wyników naukowych nie wiąże się z widocznym zwiększeniem wynagrodzenia. Bo tak jest i to od dawna i nie było woli aby to zmienić.

Kto spoczął w PANie z tytułem profesora, nawet jak nic nie robił [bo spoczywał], nawet jak szkodził innym, wynagradzany był lepiej i to znacznie od aktywnych i to pozytywnie, więc stan obecny PANu jest niejako oczywistą konsekwencją tej trwającej od lat patologii.

Młodzi rekomendują „ Ocena pracowników naukowych powinna być dokonywana według zrozumiałych, precyzyjnie określonych i publicznie ogłoszonych kryteriów, promujących doskonałość naukową. Rekomendujemy znaczne zwiększenie zróżnicowania całkowitego wynagrodzenia w zależności od osiąganych wyników, wprowadzenie jawnego systemu premiowania jakości pracy oraz wyciągania konsekwencji za jej systematyczny brak, niezależnie od stanowiska. Corocznie aktualizowana zbiorcza lista publikacji oraz najważniejszych osiągnięć naukowych wszystkich pracowników naukowych powinna być łatwo dostępna z głównej strony internetowej każdego instytutu.”

Proste nieprawdaż ? Ileż tekstów w duchu tej rekomendacji napisałem ? Ileż to już lat upłynęło od podobnych postulatów Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl; http://nfa.pl/articles.php?topic=48 ? Gdyby te oczywiste, ale kiedyś ‚innowacyjne’ postulaty wdrożono w życie stan nauki w Polsce byłby całkiem inny i to pozytywnie inny.

No i fundamentalna sprawa patologicznej rekrutacji na etaty i stanowiska naukowe [https://blogjw.wordpress.com/2015/10/15/zapytanie-obywatelskie-dotyczace-ustawiania/ ] podnoszona przez laty przez Niezależne Forum Akademickie a przeze mnie osobiście (bez wsparcia) jeszcze w erze przed-internetowej.

Jeśli konkursy na stanowiska są ustawiane na konkretną osobę, to osoby zatrudniane na stanowiskach naukowych nie zawsze mają wysoki potencjał naukowy, a nieraz, a nawet często, wykazują tego potencjału niedostatek, stąd zwiększenie finansowania takich osób, i to za etaty, a nie za osiągnięcia, powoduje jedynie wzrost marnotrawstwa i tak skromnych środków na finansowanie nauki. Ustawiane konkursy na granty jeszcze tę sytuacje pogarszają, a trzeba pamiętać, że w latach 90-tych w czasach KBNu, to członkowie ‚jury’ takie konkursy wygrywali i to akceptowano z małymi wyjątkami takich jak ja zwanymi ‚oszołomami’ i ‚nieudacznikami’. [https://wobjw.wordpress.com/tag/komisja-wyborcza-kbn/]

Nie wszyscy tak to widzą,  a niestety wielu widzi to inaczej i tak np. „wielu badanych traktuje konkursy przeprowadzane pod konkretną osobę jako swoistą normę, która ma znamiona rzetelności”.

Skoro taka nierzetelność jak ustawiane konkursy, czym winni się zajmować prokuratorzy, jest uważana za rzetelną normę to mamy obraz kompletnej degradacji polskiego środowiska akademickiego.

Całe szczęście, że wnioski Akademii Młodych Uczonych PAN po badaniach są jak należy , tzn. .Rekomendujemy wprowadzenie otwartych, rzetelnych i pisanych możliwie szeroko oraz ogłaszanych na forum międzynarodowym konkursów na wszystkie stanowiska naukowe, stanowiska kierowników zakładów i grup badawczych oraz stanowiska dyrektorów w jednostkach PAN.” „….Protokoły z przeprowadzonych konkursów wraz z informacjami o ocenach poszczególnych kandydatów powinny być jawne w zakresie dopuszczonym przez Ustawę o ochronie danych osobowych. W kwestii konkursów na dyrektorów jednostek PAN dodatkowo rekomendujemy ogłaszanie ich z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem na forum krajowym i międzynarodowym (ogłoszenie również w języku angielskim) oraz włączanie w komisje konkursowe członków zagranicznych PAN. Uważamy, że wybrany na dyrektora instytutu kandydat powinien być zobowiązany do publicznego udostępnienia koncepcji funkcjonowania instytutu, którą przedstawił w konkursie…”.

Czyli wypisz, wymaluj, to co rekomendowało przed kilkunastu laty Niezależne Forum Akademickie i czego nie wdrożono do systemu akademickiego, ale zmiana pokoleniowa spowodowała, że działania NFA [czyli oszołomów, frustratów, nieudaczników itp. jak nas nazywano] przynoszą po latach efekty.

Na razie w postaci należytego zauważenia problemu przez młodych, ale z nadzieją, że i decydenci w końcu to zauważą i zaczną wprowadzać w życie, bo inaczej zostaną zmieceni przez nową falę.

I jeszcze jeden powód do optymizmu :”Pracownicy naukowi PAN dostrzegają szereg problemów związanych z naruszaniem etyki zawodowej w ich instytutach. Najczęściej wskazywano na problemy związane z mobbingiem (nękaniem) w miejscu pracy (24%), nepotyzmem (16%), prowadzeniem nierzetelnych badań naukowych (15%) oraz przygotowywaniem nierzetelnych recenzji (12%) „ choć to dostrzeganie nie jest jak widać powszechne.

Młodzi powinni dostrzegać lepiej, nie tylko dlatego, że wzrok mają zwykle lepszy. Tym niemniej zauważają to czego decydenci nie chcą dostrzegać, stąd kompletne pomijanie w dyskusjach nad stanem i reformami nauki tych, którzy te patologie akademickie nagłaśniają od lat.

Podkreślić trzeba brak choćby jednej konferencji poświęconej patologiom akademickim w ramach prac nad ustawą o nauce i szkolnictwie wyższym !

Rolę mobbingu w destrukcji nauki w Polsce [ także w PAN – https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/mobbing-panowski/ ] podkreślałem co najmniej od początku wieku w przestrzeni publicznej [internetowej], prowadzę serwis Mobbing akademicki-mediator akademicki [https://nfamob.wordpress.com/], napisałem też książkę Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim – tak ‚ na papierze’ jak i dostępną za darmo w internecie https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/mediator-akademicki-jako-przeciwdziac582anie-mobbingowi-w-c59brodowisku-akademickim.pdf , nie tylko o zjawisku, ale i sposobach jego ograniczenia i dopiero teraz ten problem zaczyna być zauważany, choć dawno wykazywałem, że mobbing skuteczniej niż brak pieniędzy może paraliżować działalność naukową !

Fakt, że w ostatnich latach zaczęto wprowadzać w sektorze akademickim politykę antymobbingową, powoływać komisje antymobbingowe,  a także mediator do rozwiązywania problemów akademickich znalazł się także w zapisach ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym.

I to jest pewien postęp, choć nie taki jaki winien być.

Podobnie rzecz ma się z nepotyzmem ( rozczulająca wręcz polityka pro-rodzinna prowadzona na wielu uczelniach), którego ze względu na brak mobilności nie da się łatwo wykorzenić – nawet jakby się chciało. Samymi zapisami ustawowymi tego nie da się zrobić, szczególnie jeśli zapisy nie są kompatybilne.

Powodem do niepokoju jest poziom naruszania zasad etyki zawodowej, szczególnie w związku z kwestią współautorstwa wyników naukowych’ co skłania młodych naukowców do rekomendowania szkoleń z etyki zawodowej, ‚obowiązkowych dla wszystkich pracowników PAN, szczególnie tych sprawujących funkcje kierownicze ‚. co w pełni należy popierać i rekomendować także dla uczelni, co zresztą czyniłem od lat i nadal czynię.

Kiedyś składałem propozycję wykładów z etyki akademickiej na UJ i nie tylko na UJ, a nawet dosadnie rekomendowałem rektorom UJ powołanie Instytutu Odchamiania Kadry Profesorskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2013/10/12/uczelnie-na-froncie-walki-o-dobre-wychowanie/], ale oni w swej etyce – czytaj w jej zaprzeczeniu -byli solidarni, gdy solidarnych ze mną nie było, więc problem pozostał, a nawet się rozszerzył, ku hańbie środowiska akademickiego i zapaści nauki w Polsce

Jeszcze w PRLu Kabaret Dudek nawoływał : „Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom https://blogjw.wordpress.com/2013/10/12/uczelnie-na-froncie-walki-o-dobre-wychowanie/

I co ? I nic. PRL się skończył, zaczął się PRL-bis – chamstwo pozostało, a siły i godności osobistej na uczelniach – ani na lekarstwo, więc niby kto może się mu przeciwstawić skutecznie ?

W patologiach tkwi wielka siła degradacji nauki w Polsce, co wykazuję w setkach tekstów umieszczanych na blogu [Blog akademickiego nonkonformisty – https://blogjw.wordpress.com/] , w 13 już tomach ‚Moich bojów‚ [dostępne w pdf na tym blogu], a także w monitoringu patologii przedstawianym w serwisach ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO – http://nfaetyka.wordpress.com/ , Mobbing akademickie – mediator akademicki – http://nfamob.wordpress.com/ gdzie zainteresowanych tematyką patologii akademickich odsyłam, podkreślając, że brak kultury pracy to poważna bolączka polskich instytucji naukowych, znacznie dotkliwsza od bolączki finansowej.

Trzy lata sądowego grillowania w sprawie nieskomplikowanej, tak pod względem faktycznym, jak i prawnym

kasty.PNG

Trzy lata sądowego grillowania w sprawie nieskomplikowanej

tak pod względem faktycznym, jak i prawnym,

czyli jak działania pro publico bono stanowią zagrożenie dla

funkcjonowania nadzwyczajnych kast,

które nie potrafią się zachować jak trzeba.

Mijają trzy lata od rozpoczęcia działań policyjno-sądowych wobec mojej działalności pro publico bono dotyczącej ujawnienia w sieci rozprawy sądowej fałszywie oskarżonego Adama Słomki i podczas tej rozprawy uniewinnionego, co sąd starał się utajnić.

Moje zachowanie nie wynikało z obowiązków służbowych, ale z imperatywu kategorycznego – wolnego obywatela- zachowania się jak trzeba wobec ekscesów nadzwyczajnej kasty sądowej.

Jak podkreślał nawet prokurator domagający się ukarania mnie – żadnej tajemnicy nie ujawniłem, nikomu nie zaszkodziłem, nic nie zarobiłem, ale ukarać trzeba, co wykorzystał niezawisły od prawdy i sprawiedliwości sąd w osobie sędziego Przemysława Wypycha, który z ‚dobroci serca’ zmniejszył mi karę o połowę ( z 3 000 do 1 500 zł) ale musiał ją orzec z uwagi na to co Adam Słomka po swojej rozprawie mówił przed salą sądową. [ https://blogjw.wordpress.com/2017/05/16/skazany-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/].

Taka kuriozalna argumentacja winna się znaleźć w podręcznikach dla prawników, tym bardziej, że Adam Słomka był świadkiem na moim procesie i w najmniejszy nawet sposób nie był w tej materii indagowany przez sąd, który wcale tym co było przed salą sądową na moim procesie się nie interesował, choć film ( także z tym epizodem) był na rozprawie odtwarzany.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że sędzia Przemysław Wypych w todze sędziowskiej nie zachował się jak trzeba, co mnie nawet nie zdziwiło.

Mój proces po molestowaniu policyjnym ( niezbyt dotkliwym) i po wyroku nakazowym. od którego się odwołałem, rozpoczął się nazajutrz po pogrzebie tej, która w czasach instalacji systemu komunistycznego zachowała się jak trzeba. Ja w tym pogrzebie „ Inki” – wspaniałej postaci podziemia niepodległościowego – w Gdańsku uczestniczyłem [ https://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/2016/08/30/pogrzeb-inki-i-zagonczyka-po-70-latach/ ], bo uważałem to za mój obywatelski/dziennikarski obowiązek, ale musiałem nocą na swój proces wracać, bo sędzia Przemysław Wypych -rzecz jasna – nie uznał za zasadne przesunięcie rozprawy, mimo że te z błahych powodów a nawet bez powodów są przesuwane.

Takie przesunięcia miały miejsce podczas procesu odwoławczego, kiedy odraczano rozprawę kilkakrotnie, nie z mojej przyczyny.

Czy sędzia Wypych jako niezwisły od prawdy i sprawiedliwości nadal będzie orzekał w sądzie krakowskim narażając korporację sędziowską na kompromitację a podatników na konieczność pokrywania kosztów jego orzekania ? – skazywania ludzi niewinnych ?

Oczywiście z budżetu obywateli sąd za niesłuszny proces [ http://www.kuprawdzie.pl/niezlomny-redaktor-jozef-wieczorek/ ] musiał pobrać drobną kwotę – na koszty adwokata – drobną, bo jak sąd ostatnio podkreślił w uzasadnieniu ‚odszkodowaczym’  [rzecz jasna bez odszkodowania dla grillowanego] sprawa nie była skomplikowana, ani pod względem faktycznym, ani prawnym !

Tak było w istocie i ja tak samo sądziłem nie będąc sędzią a jedynie osobą mającą niepoprawne skłonności do myślenia i to krytycznego, co zresztą już dawno wyeliminowało mnie z korporacji akademickiej, przez nadzwyczajną kastę w czasach komunistycznych, i trwa do dziś, mimo że mediach mówią od lat o obaleniu komunizmu !.

W gruncie rzeczy ten cały kuriozalny proces i to okresowe skazanie ( w pierwszej instancji) to – jak się mówi – „małe piwo” wobec ekscesów kasty akademickiej, która bez procesu, bez możliwości odwołania, na podstawie pozamerytorycznych opinii anonimowej do dnia dzisiejszego zorganizowanej grupy przestępczej skazała mnie – jak się okazuje po latach – na dożywotnie wypędzenie z wzorcowego i prestiżowego dla innych obywateli uniwersytetu, no i zniszczenie mojego warsztatu pracy. Moja działalność pro publico bono prowadzona także w czasach akademickich i to komunistycznych stanowiła zagrożenie dla tego systemu i stanowi nadal – i to nawet bardziej ! https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

Kara 1500 zł, a nawet 3000 zł, którą miałem płacić po wyrokach przejściowych, była wręcz śmieszna, wobec strat finansowych [ nie mówiąc o moralnych i społecznych ] wypędzonego z systemu uniwersyteckiego przed ponad już 30 laty, po latach grillowania w ramach systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego.

Dla wyjaśnienia – w czasach komunistycznych „ funkcjonowała „destrukcja operacyjna”, której celem było „rozbicie, paraliż, dezorganizacja i izolacja wrogo-negatywnych sił”. W materiałach naukowych szkoły znajdowały się precyzyjne opisy, w jaki sposób „neutralizować” niepokornych „ – metoda powszechnie stosowana przez Stasi w NRD, co się bada i o czym się pisze ,http://www.fronda.pl/blogi/spisane-beda-koszty-i-przychody/systematyczna-organizacja-niepowodzenia-zawodowego,3044.html , https://wnet.fm/kurier/agenci-transformacji-o-profesorze-swiatowej-slawy-od-zarania-kariery-tw-herbert-kopiec-slaski-kurier-wnet-47-2018/ ale i stosowana przez nasze służby i z nimi zaprzyjaźnionych, ale tego się nie bada i o tym nie mówi, a prawdę mówiąc, mówiących o tym, eliminuje się z przestrzeni publicznej i nie tylko.

Mimo tej eliminacji podkreślam, że ta ‚akademicka’ kara przewyższała o lata świetlne niedawną karę sądową ( w końcu uchyloną – rzecz niezwykła w polskim sądownictwie -uniewinnienie niewinnego ! – https://blogjw.wordpress.com/2018/05/01/uniewinnienie-niewinnego-sukcesem-sadu-dobrej-zmiany; https://blogjw.wordpress.com/2018/05/14/jozef-wieczorek-uniewinniony-relacja-elzbiety-serafin-z-rozprawy-apelacyjnej//) .

Kara akademicka natomiast nigdy nie została uchylona ! Ani potępiona ! A degeneraci nigdy nie zostali nawet ujawnieni ! I obóz patriotyczny nic nie robi aby coś się w tej materii zmieniło. Jednym słowem utrwalanie bolszewizmu akademickiego.

Nie bez przyczyny degrengolada moralna tej nadzwyczajnej, i w dodatku akademickiej – kasty pozostała (anty) ‚wartością’ stałą i chyba zbliżona jest do dna, od którego nie jest w stanie, a nawet nie ma zamiaru się odbić !

I nie można się czemu dziwić, bo jedynym remedium bolszewickiej władzy akademickiej na moje protesty przeciwko deprawacji młodego pokolenia – jeszcze w stanie wojennym – była ścieżka dyscyplinarna, maskowanie faktów i destrukcja operacyjna. A ‚solidarność’ akademicka to wspierała ! I nie chce się pamiętać, że to z tej generacji wywodzą się kolejni decydenci – beneficjenci systemu kłamstwa, którzy z prawami nabytymi, także z kłamstwem, nie chcą się rozstać. To ich nabyta i nagradzana tożsamość.

Piszę wielokrotnie, [ np. https://blogjw.wordpress.com/2017/11/04/nadzwyczajne-kasty-w-togach/ ] ze nadzwyczajne kasty – sędziowska i akademicka nawzajem się przenikają, że wielu członków nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, o której się mówi, to jednocześnie członkowie nadzwyczajnej kasty akademickiej, o której się nie mówi i mówić nie pozwala, choć samo wspieranie się obu kast jest nad wyraz widoczne w przestrzeni publicznej, co widać chociażby na moich fotoreportażach o rozKODowaniu akademickiego Krakowa. https://blogjw.wordpress.com/2015/12/21/rozkodowanie-akademickiego-krakowa/

Trzeba mieć przy tym na uwadze, że kastowość kasty akademickiej jest jeszcze bardziej zaawansowana, można rzec – jeszcze bardziej nadzwyczajna i nie tylko dlatego, że to kasta akademicka jest „kastą matką” kasty sędziowskiej – wszyscy sędziowie muszą najpierw przejść przez sektor akademicki, a wielu z nich tego sektora nie opuszcza do końca życia. Co więcej jakby nawet zaczynali spoczywać jako kasta sędziowska, to jako kasta akademicka mogą być nadal aktywni. https://blogjw.wordpress.com/2018/07/31/alez-strach-ogarnal-profesure/

W końcu ciągłość formowania obu kast na odpowiednim poziomie musi być zachowana.

Nie ulega wątpliwości, że działania pro publico bono stanowią zagrożenie dla funkcjonowania nadzwyczajnych kast, które nie potrafią się zachować jak trzeba i dlatego trzeba robić wszystko aby im zagrażać – aby zachowywać się jak trzeba.

Herbert