Nauka przykryta ideologią

Nauka przykryta ideologią

Podczas postępowej manifestacji „przeciwko ideologizacji nauki i edukacji”

przed Muzeum Narodowym

pojawił się, jak ocenili organizatorzy

i niezawodny student UJ – Franek Vetulani ( na Fb) homofobiczny, „kłamliwy, antynaukowy i stygmatyzujący baner”. [baner mówił: „są dwie płcie tak mówi biologia„].  

Mimo zgłoszenia do policji tego niespodziewanego przez organizatorów ‘skandalu’, w postaci alternatywnej, naukowej argumentacji „baner przez około dziesięć minut szpecił szlachetny i piękny protest pod MNK, propagując kłamliwą ideologię. Hańba! ” [F. Vetulani na Fb]. Organizatorzy zdołali go jednak zasłonić postępowymi banerami, kreatywnie stosując subkulturę unieważniania, co zapewne wynieśli z naszych uniwersytetów. .

Co na profesorowie UJ? Niektórzy byli po tej samej stronie – zwalczania argumentów naukowych ideologią tęczową w ramach walki „z ideologizacją nauki i edukacji” .

A co na to inni – naukowi, a nie ideologiczni  naukowcy ?

Czy UJ jest jeszcze uniwersytetem, czy już się zamienił w agencję towarzyską z nienawiścią reagującą na wszelkie przejawy naukowej argumentacji?

Aspekty czystki na UJ w epoce „jaruzelskiej” i „czystki” na UP w epoce „covidowej”

Aspekty czystki na UJ w epoce „jaruzelskiej” i „czystki” na UP w epoce „covidowej”

Reakcja wypędzonego dożywotnio z UJ podczas politycznej wielkiej czystki epoki ” jaruzelskiej” podobno „mającego negatywny wpływ na studentów„i działajacego na szkodę uczelni, na wydarzenia na Uniwersytecie Pedagogicznym, gdzie podobno rektor ma negatywny wpływ na studentów i działa na szkodę uczelni

Krakowski Uniwersytet Pedagogiczny (UP), który w PRL funkcjonował jako Wyższa Szkoła Pedagogiczna, w czasach transformacji został przekształcony w akademię, a następnie w uniwersytet. W czasach PRL,  jak pamiętają starsi, był mocno „czerwony”, co widać do dnia dzisiejszego w przestrzeni uczelni „W budynku uczelni eksponowane miejsce zajmuje ‚Audytorium im Wincentego Danka’, a przy auli jego imienia umieszczona jest płaskorzeźba z wizerunkiem zasłużonego rektora-komunisty. – [https://blogjw.wordpress.com/2017/12/03/tak-dla-dekomunizacji-ale-nie-na-uczelniach/] a na dużej tablicy z nazwiskami doktorów honoris causa widnieją utrwalacze systemu komunistycznego.

Dekomunizacji przestrzeni akademickiej, jak i personalnej, nie było. Przez wielką czystkę polityczną czasów „jaruzelskich” zdaje się naukowcy WSP przeszli bezstratnie. Widocznie SB dobrze/skutecznie ich ochraniała, a PZPR dobrze nimi przewodziła. Jest komu być wdzięcznym.

Dziś uczelnia silnie się rozrosła,  zajmuje imponujące budynki, choć mamy kryzys demograficzny, nie tylko pandemiczny. UP liczy się na krajowym rynku pedagogicznym, ale potencjał naukowy ma raczej niewielki. Aktywności jego poszerzania nie stwierdziłem, jako bezetatowiec z pasją naukową i edukacyjną, których ta uczelnia (podobnie jak i inne) nie potrzebuje.

Ale warto zauważyć, że szykanowani i usuwani przed kilku laty z uczelni pracownicy UP potrzebowali mnie i zwracali się o pomoc, gdyż w polskim systemie akademickim nie ma się do kogo zwracać a do mnie można, bo działam jawnie i solidarnie, jako doświadczony subkulturą akademicką, subkulturą kasowania i unieważniania, no i brakiem solidarności, szczególnie dotkliwym dla b. działaczy „S”.

W okresie pandemicznym uczelnia przechodzi poważny kryzys finansowy i ratuje się przenoszeniem starszej kadry na zasłużoną (?) emeryturę. Niektórzy pracowali już 35 lat, a zatem od schyłku epoki „jaruzelskiej”, kiedy z systemu akademickiego usuwano politycznie niewygodnych, nie nadających się do formowania/formatowania narybku akademickiego i słusznie uważanych za szkodników dla systemu komunistycznego i jako zagrożenie dla przewodniej siły narodu. Szkodzili szkodnikom! więc ich usuwano, a szkodnicy pozostawali i rekrutowali im nieszkodzącym. Wypełniali lukę akademicką!  Efekty są widoczne i objawiają się zapaścią, tak intelektualną, jak i moralną, domeny akademickiej.

Obecna sytuacja na UP to przenoszenie beneficjentów takiego systemu na zasłużoną (choć nie do końca) emeryturę. W mediach, w solidarnym dla beneficjentów patologicznego systemu środowisku, takie poczynania uważa się za wielki skandal, za wielką czystkę polityczną, która obejmuje tak zasłużonych naukowców jak prof. Janusz Majcherek – promotor dr h.c. Adama Michnika – którego co prawda się nie zwalania się z UP, bo tam nigdy nie był zatrudniony, ale są postulaty „S” aby – o zgrozo- odebrać mu tytuł dr. hc.

Prof. Majcherek uważa się za ofiarę czystki politycznej a broniący go uznają jego przeniesienie na emeryturę, jako karę za niezależność! Podobno jest to czarna karta w historii szkolnictwa wyższego [sic!].

Lament nad „czystkami” jest wielki, nagłaśniany w mediach, a studenci pikietują w obronie swoich wykładowców, uważając ich za autorytety.[ https://jwfotowideo.wordpress.com/2021/05/21/studencka-pikieta-wsparcia-dla-pracownikow-uniwersytetu-pedagogicznego/]

No cóż, po czystkach „jaruzelskich”, z autorytetami prawdziwymi nie mogli się nawet spotkać, w wyniku subkultury wymazywania i ewaporacji zastosowanej wobec wypędzanych.

Zmanipulowani i pozbawieni wsparcia intelektualnego i znajomości najnowszej historii kształtowania się domeny akademickiej, uznają że przenoszenie ich wykładowców na emeryturę ma na nich negatywny wpływ i jest szkodliwy dla uczelni. Argumentują słusznie na banerach „Kto milczy ten się zgadza”, ale chyba nawet nie wiedzą, że obecny stan, także ich uczelni, to w dużej mierze efekt milczenia, a więc zgadzania się na ekscesy systemu totalitarnego.

Trudno żebym nie miał osobistych skojarzeń z tą sytuacją jako wypędzony na bruk w czasach realnej czystki u schyłku epoki „Jaruzelskiej”, czystki politycznej, przygotowanej na najwyższych szczeblach komunistycznej władzy. Nie było to przeniesienie na emeryturę, lecz wyrzucenie na bruk w sile  umysłu i aktywności, tak intelektualnej, naukowej jak i  edukacyjnej, a przy tym moralnej, zagrażającej przewodniej sile narodu i dla socjalistycznego modelu formowania/formatowania młodych kadr. Oskarżony o negatywny wpływ na młodzież akademicką ! Niestety tą czystką, ani media, ani społeczność akademicka, także „badacze” historii, ani wówczas, ani w latach późniejszych, w tzw. wolnej Polsce, się nie interesowały i się nie interesują. Symboliczne jest więc to, że mogłem na ten temat nieco mówić, ale w poniemieckim schronie [Wywiad z chuliganem, odc. 142 – Józef Wieczorek]

a nie na salach wykładowych, czy klubowych.

No cóż, żyjemy w czasach post-prawdy, post-historii, ale i post- solidarności. Dla pozostałości/upadłości akademickiej [ i sformatowanych] to nie tylko tematy niewygodne, ale zbyt trudne intelektualnie.

Z moją książką „ Plagi Akademickie” [https://blogjw.wordpress.com/plagi-akademickie/]  – gdzie można się zapoznać ze stanem domeny akademickiej,  jak dotąd zmierzył się [ https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2021/05/jak-drjozef-wieczorek-geolog-z-pasja.html] jedynie jeden z doskonałych profesorów (Rada Doskonałości Naukowej), ale nie dał rady intelektualnie i skoncentrował się na zadawaniu ciosów poniżej pasa  autora [ nadal typowy dla domeny akademickiej sposób prowadzenia dyskusji i dialogu !].  A to jeden z największych autorytetów pedagogicznych w Polsce, z którego myśli/wskazówek intelektualnych/pedagogicznych zapewne czerpią obecni studenci Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie broniący swoich autorytetów.

P.S.zalecana lektura uzupełniająca, dostępna poza bibliotekami  https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ I liczne teksty -tysiące, część zgrupowana w dostępne za darmo książeczki w pdf (ponad 20) na stronie  https://blogjw.wordpress.com/ Niektóre wydane w wersji papierowej można też znaleźć w Bibliotece Uniwersytetu Pedagogicznego.

Czy nie należałoby doskonałego „profesora” spuścić z dr(h)abiny akademickiej na ziemię?

Czy nie należałoby doskonałego profesora spuścić z dr(h)abiny akademickiej na ziemię?

W kwietniowym numerze Kuriera WNET 2021 r. opublikowałem tekst Po co „doskonałym” plagiatowanie akademickiej ściany płaczu? dostępny już także na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/2021/04/09/po-co-doskonalym-plagiatowanie-akademickiej-sciany-placzu/

 W tekście dokumentuję plagiatowanie moich materiałów (teksty, rysunki) przez profesorów z najwyższych szczebli drabiny akademickiej, którzy nie tylko osiągnęli te szczyty hierarchii, ale i podobno działają aktywnie na rzecz wysokich standardów etycznych, pomijając rzecz jasna samych siebie w tej materii.

Zwróciłem uwagę na plagiat prof. Bogusława Śliwerskiego guru polskich pedagogów, członka Rady Doskonałości Naukowej, czyli jednego z tych, którzy decydują o tym kto może, a kto nie może być profesorem belwederskim/prezydenckim. Doskonały „profesor” dokonał plagiatu na mojej grafice zatytułowanej „Dr(h)abina akademicka”  podstawionej pod „akademicką ścianę płaczu” jeszcze w 2009 r.  (https://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/drhabina-akademicka/)

  Tekst rzecz jasna przekazałem tak profesorowi, jak i wielu gremiom akademickim i jak zwykle – NIC!

Doskonały „profesor” z tej drabiny nie spadł. Chyba uznał to za sukces a milczenie środowiska i decydentów za moralne przyzwolenie plagiatowania.

Swego plagiatu nie tylko nie zdjął ze swojej strony, nie przeprosił, ale w kolejnym, tekście z 19 kwietnia 2021 r. – O praktykach i wskaźnikach recenzowania osiągnięć naukowych habilitantówhttps://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2021/04/o-praktykach-i-wskaznikach-recenzowania.html użył  go -bez cytowania- ponownie, jakby demonstrując gdzie on ma dowody swojej nieuczciwości naukowej.  

W końcu ponad Radą Doskonałości Naukowej to  już nikt nie stoi i członkowie tej Rady mogą autonomicznie robić co im się tylko podoba. Także plagiatować. Nikt przecież w naszym systemie nie może oceniać profesorów a jeno oni sami siebie, w systemie wsobnym, jako nadzwyczajna kasta akademicka.

Taki system jest powszechnie akceptowany, tacy profesorowie traktowani są jako filary systemu [sic!], tak przez społeczeństwo, akademików, jak i decydentów/ reformatorów.

Na moje boje o naprawę systemu jest tylko jedna reakcja – przemilczenie. Moja orientacja moralna, jak również intelektualna, niemal powszechnie jest traktowana z dezaprobatą, stąd nie jestem  decydentem, ani nawet zwykłym członkiem środowiska akademickiego,  a jeno dysydentem,  i przy tym persona non grata na polskich uczelniach zatrudniających nawet doskonałych plagiatorów.

Aprobata dla takiego stanu rzeczy gwarantuje, że bez względu na wielkość nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę, na liczebność kadry przesianej przez „doskonałych”, pozostaniemy godnym pożałowania naukowym kopciuszkiem, bez norm moralnych i poczucia godności.

Przypomnieć należy postawę studentów w końcówce PRL, którzy protestując przeciwko ekscesom kadry „profesorskiej” UJ wobec mojej osoby, przestrzegali, że takie metody nie wprowadzą nauki polskiej godnie w wiek XXI.

Co stało się faktem widocznym niemal na każdym kroku, także tych kroków wykonywanych przez „doskonałych”.