Niezależny głos na Narodowy Kongres Nauki

Wywiad z chuliganem odcinek 42 – Józef Wieczorek

 

Czy polskimi uniwersytetami rządzi mafia? Tę rozmowę obejrzą tam wszyscy, ale nikt się nie przyzna!

http://telewizjarepublika.pl/czy-polskimi-uniwersytetami-rzadzi-mafia-te-rozmowe-obejrza-tam-wszyscy-ale-nikt-sie-nie-przyzna,54009.html

Reklamy

Mistrzowskie dyplomowanie

rysMistrzowskie dyplomowanie

Niedobór mistrzów w polskim systemie akademickim jest faktem. Faktem jest także nadmiar dyplomów uzyskiwanych przez słabo wyedukowanych.

Ale faktem jest także mistrzowskie wykluczanie mistrzów na poziomie z naszego systemu. Faktem jest także heroiczny wręcz opór przed rzetelnym zbadaniem przyczyn takiego stanu rzeczy i wprowadzeniem w życie koniecznej radykalnej reformy tego patologicznego/opacznego systemu.

Czasem media zauważą, że proceder „dyplomowy’ kwitnie [ Proceder kupowania rozpraw kwitnie, a uczelniom brakuje skutecznych sposobów na wyłapywanie oszustów
http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/magisterka-za-jeden-przelew,12454498/a biorą w nim udział także utytułowani, więc nie ma się co dziwić, że proceder nie jest likwidowany.

Beneficjenci systemu nie mają w tym interesu, no i nie mają mocy nad swoimi patologiami zapanować. Tacy w systemie zostali po negatywnych selekcjach kadr na wszystkich szczeblach akademickich.

Rzecz jasna tłumaczą się głupio, że mają za dużo prac dyplomowych do sprawdzenia, więc ich nie sprawdzają, albo ‚po łebkach’, ale tych co sprawdzali skrupulatnie i z procederem dyplomowym walczyli – pousuwali z systemu w sposób mistrzowski !

Uczciwi zagrażali nieuczciwemu systemowi, jego twórcom i utrwalaczom, więc odeszli w niebyt akademicki i teraz nikt nieuczciwym nie zagraża. Pełnia szczęścia !

Rzecz jasna pozoruje się walkę z procederem aby zyskać miano uczciwych [jest taka moda na bycie etycznym], ale tak aby proceder nie zniknął.

Ostatnio decydenci wpadli na pomysł, aby zlikwidować konieczność pisania prac licencjackich – bo skoro one są nierzetelne, to i nie są potrzebne.

Jasne, jak prac licencjackich nie będzie to i procederu nierzetelności przy ich pisaniu też nie będzie.

Jak na razie nie przewiduje się zniesienia konieczności pisania prac magisterskich i doktorskich, a nawet habilitacyjnych, choć nieuczciwości na tych etapach też nie brakuje.

Co więcej nie przewiduje się przeniesienia w stan nieszkodliwości tych utytułowanych, którzy nie tylko, że sami nieuczciwi/nierzetelni do systemu akademickiego wprowadzili wielu sobie podobnych.

Znosi się natomiast Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych, którą wreszcie zidentyfikowano jako ciało „zdominowane przez najstarsze pokolenie naukowców, często nie rozumiejące mechanizmów funkcjonowania nauki globalnej…”. [http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/309059913-Ministerstwo-Nauki-chce-zwiekszyc-uprawnienia-osob-ktore-nie-chca-sie-habilitowac.html#ap-4a]

Ileż to lat trzeba było czekać, aby ta oczywista oczywistość stała się i dla naszych decydentów oczywista ? Od lat nasza krajowa nauka nijak się ma do nauki światowej i Centralna Komisja oraz profesorowiedoktorzyhabilitowaninaukipolskiej to zapewniali i zawsze argumentowano, że tego nie można zmienić, bo poziom musi być utrzymany !

Tym sposobem utrzymywane stany niskie poziomu nauki uprawianej w Polsce notowane są od lat w rankingach światowych.

W obecnie przygotowywanej reformie systemu akademickiego Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych ma zastąpić Rada Doskonałości Naukowej, którą mają tworzyć osoby posiadające tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego wybrane przez osoby posiadające stopień doktora habilitowanego.

Jest zatem pewne, że nazwa się zmieni, ale czy coś więcej się zmieni ? czy nauka uprawiana w Polsce osiągnie doskonałość ?

Polaków uprawiających naukę na poziomie w kraju, a przede wszystkim za granicami, a nie posiadających wysoce niedoskonałych, swoistych stopni i tytułów nadawanych w Polsce, jest wielu, ale ci nadal będą z tego systemu wykluczani i nie będą radzić/decydować o tym jak doskonałość naukową uzyskać.

A zatem mimo deklarowanych zmian -bez zmian !

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

B

[http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie]

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

Od wielu już lat podnoszę w wielu tekstach problem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ , https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] jaka miała miejsce u schyłku PRLu i która zaowocowała luką pokoleniową na uczelniach i niedoborem elit niezbędnych do należytego funkcjonowania dużego europejskiego kraju.

Niestety przytaczane przez mnie fakty, podnoszone postulaty, nie trafiają do serc i umysłów społeczeństwa a w szczególności do historyków i niemal całej korporacji akademickiej.

Beneficjenci tych czystek nie chcą nawet słuchać o wydarzeniach, które ich wyprowadziły na piedestały, a konkurentów -pasjonatów nauki i edukacji – zniszczyły, wyrzuciły na bruk, bo swoimi pasjami negatywnie oddziaływali na młodzież akademicką i zagrażali systemowi kłamstwa, prosperującym także na uczelniach.

Najwybitniejsi historycy nie chcą badać tych wydarzeń i poznać strat wojny jaruzelsko-polskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/ ]. Minister nauki zasłania się brakiem kompetencji [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] a IPN brakiem właściwości [ https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/ ].

Ja takich braków nie posiadam – uważam, że jestem człowiekiem z właściwościami i mam kompetencje, co dokumentuję moimi tekstami i niezależnie problem Wielkiej Czystki Akademickiej podnoszę, informacji dostarczam, ale wrażliwości na akademickie ofiary systemu nie zauważyłem.

Najwięksi badacze historyczni na początku transformacji systemu kłamstwa w kolejny system kłamstwa prowadzili badania nad akademikami pokrzywdzonymi w PRLu, ale badając stan pokrzywdzenia tylko wśród beneficjentów, co doprowadziło ich do oczywistego wniosku, że pokrzywdzonych politycznie przez ten system nie było ! [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/]

Mimo rewelacyjnej dla nauki metody i niedostatku u nas laureatów nagrody Nobla, zapewne przez korporacyjną zawiść, takich to koryfeuszy nauki polskiej do tej pory do nagrody Nobla nie zgłoszono [!], ale ich metody wykorzystuje się jak najbardziej. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/].

Nagłaśnia się jak środowisko akademickie było strasznie inwigilowane, iluż to było TW i jakie perfidne metody oni stosowali, czemu nikt przyzwoity i jako tako zorientowany w temacie zaprzeczyć nie może, ale jednocześnie podnosi się, że np. na prestiżowym i wzorcowym UJ nikt nie stracił z powodów politycznych pracy. Widocznie polityczna weryfikacja kadr akademickich była lipą, esbecja wraz z pezetpeerią i rzeszami współpracowników znakomicie ochroniła powierzony im do ochrony obiekt, przeprowadzając go bezstratnie, jak Mojżesz przez to Morze Czerwone.

Ale co to ma wspólnego z prawdą niemal nikt nie chce wiedzieć !

Elit brak, luka pokoleniowa jest, a czystki podobno nie było !

Minister nauki, który zauważył brak elit stara się to zjawisko wytłumaczyć, ale nie sięgnął pamięcią do czasów najnowszych i skończył poszukiwanie przyczyn tego stanu rzeczy na czystce roku 1968 !

Fakt, że wówczas opuścić musiały kraj tacy przedstawiciele ówczesnej elity jak Bauman, Wolińska, Gross , czy Michnik ( Stefan, bo Adam został i tworzył nowe elity ze skutkiem wiadomym) . Czyli co ? – jakby tacy inteligenci u nas zostali to elity mielibyśmy jak się patrzy ?!

Podobnie jak profesoria UJ minister nauki, zresztą wychowanek UJ, nie zauważył czyszczenia kadrowego w latach wojny – jaruzelsko-polskiej, swą interpretacją obrażając całe rzesze wyrzuconych, nie nadających się do formowania kolejnych elit, przynajmniej spolegliwych wobec systemu kłamstwa.

Niestety brak reakcji na wypowiedzi ministra, nawet wśród kombatantów tego okresu, świadczy najlepiej, że z elitami w III RP to jest naprawdę krucho.

Inną drogą idzie natomiast totalna opozycja, tzw. KODomici czy może kosmici, którzy alarmują o wielkiej czystce, która ma rzekomo miejsce obecnie. [http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie ]

Skoro w instytucie badawczym wymieniono dyrektora o 19 letnim stażu to jest to ich zdaniem dowód na wielką czystkę, bo zapewne w ich przekonaniu dyrektor to zawód i to dożywotni. Takie zjawisko przypomina im rozwiązania z lat 50 tych, ale nie podają nawet przykładów.

Podnoszenie takich rzekomych analogii jest zdumiewające, bo wtedy dyrektorzy na ogół partyjni, nie byli wymieniani do emerytury, o ile partii służyli jak to oczekiwała. Dyrektor to był zawód !

Także u schyłku PRLu i w początkach III RP znani byli dyrektorzy instytutów o takim stażu ( 10 lat w PRL, 10 lat i a nawet więcej w III RP, bo podczas transformacji czystek nie było, ale ci dyrektorzy brali nieraz udział w czyszczeniu instytutów z elementu im i najlepszemu z ustrojów zagrażającego, właśnie w okresie poprzedzającym transformację, które to zapominane czyszczenie określam Wielką Czystką Akademicką.

I widać, że nawet opozycja totalna nie sięga pamięcią do czasów najnowszych, tylko do czasów znaczenie wcześniejszych.

O czasach wojny jaruzelsko-polskiej niemal nikt ani z rządzących, ani z totalnej opozycji, nie chce nic wiedzieć i z tym okresem niczego nie porównuje.

Totalni opozycjoniści alarmują także, że „ wybór szefów instytutów naukowych zależy w stu procentach od ministra, któremu podlegają. Żaden konkurs, który pozwoliłby wybrać najbardziej kompetentną osobę, nie jest więc potrzebny” .

I znowu nikt nie protestuje przeciwko takiej interpretacji, choć jest ona kuriozalna wielce.

Totalna opozycja milczy o niedawnych czasach, kiedy o wyborze szefów instytutów naukowych decydował czynnik partyjny przewodniej siły narodu, biorącej pod uwagę przede wszystkim przydatność do budowy najlepszego z systemów i pozytywnego wpływania na młodzież akademicką.

O konkursach ustawianych w III RP na konkretną osobę, o odpowiednich parametrach genetyczno-towarzyskich, też się nie wspomina, choć takie konkursy nie pozwoliły na zapełnienie luki pokoleniowej, ani odtworzenie elit wyczyszczonych nie tylko w latach 50-tych, ale przede wszystkim w latach 80-tych bo utrzymanie ciągłości patologicznego systemu akademickiego w III RP nie pozwoliło na odtworzenie tych elit.

Żaden tak ustawiany konkurs nie pozwalał na wybranie najbardziej kompetentnej osoby, stąd najbardziej kompetentne osoby znalazły się poza systemem.

Zastrzeżenia można mieć do rządzących o to, że nie naprawiły skutków Wielkiej Czystki Akademickiej, ale nie o to, że od czasu do czasu kogoś z nadzwyczajnej kasty przeniosą w stan spoczynku, czy na inne stanowisko.

Kadry akademickie trzeba było wymieniać u zarania III RP i przywracać tych, z których uczelnie zostały oczyszczone przed nastaniem tzw. transformacji.

Ale woli, ani u rządzących, ani tym bardziej u akademickich beneficjentów czystek – nie było i nie ma do tej pory.

Kuriozalne jest to, ze w ramach aktualnej reformy to patologiczne środowisko samo ma się naprawić, choć takiego przypadku chyba nie było jeszcze w historii.

 

Może ta mikstura pomoże zidentyfikować i wyjaśnić naturę

Wielkiej Czystki Akademickiej,

ale nie wiadomo do tej pory czy działa pozytywnie na beneficjentów tej czystki

– badań brak  !  mimo, że innowacyjne wdrożenia są podobno w cenie. 

Rozjaśnia umysł

Prestiżowe dołowanie

ARWU2017

[http://www.shanghairanking.com/]

Prestiżowe dołowanie

Jak co roku ogłoszony został tzw. ranking szanghajski’ [Academic Ranking of World Universities 2017- http://www.shanghairanking.com/] uczelni całego świata , ranking od lat uważany za prestiżowy, więc przebija się także do naszych mediów [http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/uj-na-prestizowej-liscie-500-najlepszych-uczelni,12394551/], na ogół mało uwagi poświęcającym problemem akademickim.

Jak co roku od lat w pierwszej pięćsetce tego rankingu umieszczane są 2 polskie uczelnie Uniwersytet Warszawski i Jagielloński choć zdarzyło się przed laty, że i Uniwersytet Wrocławski w tej grupie się znalazł.

Nasze najlepsze uczelnie lokują się zwykle w IV -V setce, ale na prestiżu nie tracą , bo ranking jest przecież prestiżowy a że miejsce daleko – to nic to, bo przecież ostatni będą pierwszymi .

Niestety dalekie miejsca naszych uczelni w tym rankingu odzwierciedlają ich ‚dołowanie’, mimo wzrostu liczby profesorów prezydenckich [belwederskich], jak i doktorów habilitowanych, czego te przeklęte światowe rankingi w ogóle nie biorą pod uwagę.

Nasza lokalna nauka polska nastawiona na produkcję dyplomów i utytułowanie kadry czuje się tymi rankingami dyskryminowana. Nie ma wątpliwości, że gdyby poziom uczelni mierzyć liczbą doktorów i to habilitowanych oraz profesorów belwederskich, to nasze uczelnie by były na topie takich rankingów, a nie w ogonie.

Inna refleksja, że widocznie te nasze wsobne habilitacje i profesury belwederskie, niewiele, lub zgoła nic nie znaczą, do głowy naszym elitom nawet nie przychodzi , co pozwala im nie tracić dobrego samopoczucia.

Lud nieutytułowany czasem się tego domyśla, ale nie ma zamiaru strącać ich z piedestałów.

Na rezygnację z systemu tytularnego u nas się nie zanosi i nowa, kolejna już reforma systemu akademickiego ma zamiar go nadal utrzymać pozorując zmiany.

Jak się nic radykalnie nie zmieni, to i pozycja polskich uczelni w rankingach światowych też się nie zmieni radykalnie, a co gorsza chyba nie zwiększy się pozytywna rola utytułowanych w życiu społecznym, a przede wszystkim w gospodarce.

Polsce potrzebne są elity, którym czasem coś pożytecznego do głowy przychodzi, gdy z tytułów to pożytek jest marny, albo żaden, a czasem wręcz są szkody.

Przed laty utytułowanym zarządcom polskich uczelni przyszło do głowy, że ich moc się wzmocni jak wybudują wielkie kampusy, których w uczelniach światowych nie brakuje. Nieruchomości akademickich w ostatnich latach wybudowano wiele, ale moc uczelni nie wzrosła, a czasem nawet spadła. Energia i finanse są tracone na utrzymanie nieruchomości, a na naukę ani energii, ani finansów nie starcza.

Nauki nadal mamy tyle co kot napłakał co rankingi boleśnie wykazują. W nowych kampusach pozostały stare kadry.

Przez 30 niemal już lat jakoś nikomu nie przyszło do głowy aby te negatywnie wyselekcjonowane elity akademickie wymienić, bo nie są zbyt przydatne dla formowania elit państwowych, a nierzadko są wręcz szkodliwe.

Niemcy po zjednoczeniu pożegnały się z profesorią komunistyczną i dobrze na tym wyszły.

W Polsce profesoria z czasów komunistycznych przeszła bezstratnie do III RP, wcześniej oczyszczając sobie przedpole z elementu im i najlepszemu z systemów ludzkości zagrażającego.

O zjednoczeniu z Polonią akademicką nikt nie myślał.

Utrzymywanie systemu nieprzyjaznego dla pasjonatów akademickich i także dla polskiej diaspory akademickiej rozproszonej po uczelniach światowych musiało spowodować dołowanie polskich uczelni, mimo wzrostu nakładów na ich infrastrukturę i bicia rekordów światowych w zakresie utytułowania kadry.

Media zamiast bić na alarm, pokazywać kiepski stan uczelni i rzeczywiste przyczyny tego stanu rzeczy, jakby się cieszyły, że w świecie polskie uczelnie ledwie są zauważane i to tylko dwie.

Taki Uniwersytet Moskiewski jest w pierwszej setce, praski w trzeciej , a nas cieszy , że w ogóle jakiś uniwersytet jest na liście, mimo że uczelni z nazwy wyższych w Polsce mamy w bród i to obsadzanych przez kadry z nazwy profesorskie i to wieloetatowe.

Tak, tak, u nas jak ktoś ma więcej niż jeden etat na polskich uczelniach, to dopiero ma prestiż, nie mówiąc o kasie, a jak ktoś się nie nadaje do pozorowania pracy akademickiej w dołujących uczelniach budzi co najwyżej politowanie.

No i jak z takim bagażem mentalnym wyjść z tego dołka ?

Czy dobra zmiana obejmie w końcu polskie uczelnie ? Czy też nadal pozostaną skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, wraz z kadrami za żadne skarby nie chcącymi poznać swoich korzeni i zapewniającymi sobie dożywotnie utrzymanie dóbr nabytych w latach komunizmu i tzw. post- komunizmu ?

A może by tak innowacyjne tachografy dla akademików ?

Tachograf

[z Wikipedii]

A może by tak innowacyjne tachografy dla akademików ?

Jak niemal wszystkim wiadomo ze względu na bezpieczeństwo na drogach, wiele państw wprowadziło ograniczenia czasu pracy kierowców pewnych pojazdów. Kierowcy po prostu mnie mogą pracować 24 godzin na dobę. To byłoby niebezpieczne nie tylko dla kierowców, ale i dla innych obywateli. Dla określenia czasu pracy kierowcy stosowane są przyrządy zwane tachografami, które niejako stoją na straży prawa. Bardzo dobrze, że ograniczenie czasu pracy dla kierowców stosowane są również w Polsce.

Niestety do tej pory nie wprowadzono regulacji czasowych dla polskich akademików, szczególnie profesorów, z których wielu pracuje podobno ponad normę, niemal jak stachanowcy (kult pracy komunistycznej nadal się utrzymuje mimo rzekomego obalenia komunizmu) a nawet bardziej, bo zdaje się swoją pracą przekraczają 24 godzinny wymiar ziemskiej doby.

Rzecz jasna taka wyczerpująca praca prowadzi do ograniczenia funkcji intelektualnych organizmu i naraża studentów na niebezpieczeństwo przyswajania sobie rozmaitych dyrdymałów serwowanych przez wieloetatowych akademickich stachanowców, które ograniczają ich możliwości rozwoju intelektualnego i zabezpieczenia życiowego.

Jakieś formy ograniczenia czasowego dla etatowych akademików należałoby wprowadzić, skoro przekraczają w swym zapale akademickim zasięg czasowy doby ziemskiej.

Nie można wykluczyć, że niektórzy są kosmitami z Księżyca, czy innych planet, gdzie doba trwa znacznie dłużej niż 24 godziny i według tych standardów funkcjonują i na Ziemi, albo ta ich praca akademicka to jest fikcja nieziemska notowana na listach płac a nie mająca pokrycia w realu.

Bo jak inaczej interpretować zatrudnienie np. na dwóch etatach akademickich ( mimo wprowadzonych ograniczeń wieloetowości – nadal możliwe) i jednoczesne zatrudnienie pozaakademickie oraz posiadanie jeszcze znacznych rezerw czasowych na działania na różnych odcinkach życia ziemskiego ( np. w sądach, na ławach poselskich, w roli prezydentów miast, czy rozmaitych korporacji…..).

Zwykły ziemianin by temu nie podołał bez posiadania zdolności po multilokacji, ale pracodawcy w obecnym systemie takich certyfikatów jednak nie wymagają – takie są ustawy w tej materii pozostające bez zmian, mimo reform. Trudno się dziwić –skoro ustawy to ta nieziemska kasta przygotowuje sama dla siebie i wg takich standardów się ocenia i awansuje.

Kto tych standardów nie spełnia, a nie daj Boże kwestionuje, domaga się ich zmiany – kierowany jest do pracy rzeczywistej i to ponad wszelkie normy, obligowany do realizowania dostaw obowiązkowych dla fikcjonariuszy akademickich, negatywnie oceniany, nie awansowany albo wykluczany na wieki z tego fikcyjnego systemu.

W obecnym systemie tak jest, że jedni pracują a niekoniecznie zarabiają, a inni zarabiają – niekoniecznie pracując.

Taki system funkcjonował już w czasach komunistycznych, a w czasach tzw. post-komunistycznych jeszcze został udoskonalony i to przy akceptacji, a nawet wsparciu związkowym oraz opozycji – podobno antykomunistycznej.

Do tej pory wydano z kieszeni podatnika milion złotych na projekty zmian obecnych standardów akademickich, ale nie widać w tych projektach zerwania z tymi standardami dołującymi naukę i edukację wyższą ( a zatem i niższą) w Polsce.

Obecnie w Polsce jest ciąg na innowacje. Najwyższy czas aby ogłoszono konkurs na opracowanie innowacyjnych tachografów i wdrożenia ich w życie akademickie.

Pozoranctwo akademickie winno być przez takie tachografy zastopowane, fikcja naukowa i edukacyjna zlikwidowana, zarobki pozytywnie skojarzone z pracą rzeczywistą, a nie fikcyjną, czy z dostawami obowiązkowymi, które kiedyś już zrujnowały rolnictwo, tak jak nadal rujnują naukę i edukację w III RP.

Reforma sądownictwa a reforma akademicka – pod refleksję

reformy

Reforma sądownictwa a reforma akademicka – pod refleksję

Rząd dobrej zmiany przeprowadza dwie ważne reformy aby zmienić na lepsze to co funkcjonuje źle, a nawet bardzo źle. Różnice w przeprowadzaniu tych reform są widoczne gołym okiem, także w przestrzeni publicznej.

O reformie sądownictwa każdy obywatel dowiaduje się z wszelkich mediów, z głównych programów telewizyjnych, radiowych, z gazet a także widzi reakcje na te reformy na naszych ulicach, nie tylko przed sejmem.

O reformie nauki i szkolnictwa wyższego, mimo że społeczeństwo mamy coraz bardziej udyplomowione na wyższych uczelniach, a połowa młodych obywateli gdzieś studiuje, zbyt wielu nie wie. Są konferencje, dyskusje, strony internetowe, ale w przestrzeni publicznej ta reforma jest mało widoczna. Rzadko coś podaje telewizja, czy radio, czasem ktoś coś napisze w gazecie, ale na ogół jest to Gazeta Prawna.

Skąd ta różnica ? Przecież oba te sektory wymagają radykalnej naprawy. Oba sektory są systemowo patologiczne, a państwo nie może funkcjonować jak należy, ani bez należytego systemu sądownictwa, ani bez należytego systemu akademickiego.

Rząd przedstawił projekt radykalnej reformy sądownictwa, niewygodnej dla środowiska prawniczego uważającego się za kastę nadzwyczajnych ludzi, więc były protesty i weto prezydenta. Radykalna reforma sądownictwa jest pod znakiem zapytania.

Reforma akademicka przeprowadzana jest tak, aby obecne środowisko akademickie było z tego zadowolone i to zespoły akademickie proponują takie zmiany, aby tak się stało.

Środowisko akademickie zatem nie protestuje (z małym marginesem), bo w gruncie rzeczy te proponowane zmiany radykalne nie są i mimo postulowanych zmian system zbytnio się nie zmieni i obecne kadry akademickie nie muszą się niczego obawiać. Same sobie krzywdy nie zrobią. Gdyby ktoś chciał zmienić coś radykalnie wówczas by zaprotestowali – jak to się już zdarzało – argumentując, że narusza się ich autonomię (taką akademicką niezawisłość, także od prawdy, uczciwości, przyzwoitości).

Patologie sądowe nagłaśnia się w mediach i demokratyczna większość Polaków nie ma zaufania do sądów, gdy patologie akademickie się wycisza i demokratyczna większość Polaków obdarza prestiżem akademików, szczególnie akademickich oligarchów w randze ‚belwederskich’ profesorów.

Nie ma woli aby istniał system monitoringu patologii akademickich i nikt nie chce zainstalowania w systemie POMPY ( Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich) co przed laty postulowałem, [https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/], aby choć nieco tych patologii z systemu wypompować.

W obu przypadkach tj. w wymiarze sprawiedliwości oraz w wymiarze nauki i edukacji karze się tych, którzy patologie ujawniają i z nimi walczą, a nie tych, którzy je kultywują.

Brak należytej kontroli społecznej/obywatelskiej, tak sektora sędziowskiego, jak i akademickiego, sprzyja patologiom.

Starsze kadry w obu sektorach to często prymusi negatywnej selekcji kadr prowadzonej w PRLu i utrzymanej w III RP, a młodsze, w niemałym stopniu, rekrutowane są na bazie kryteriów genetyczno-towarzyskich a niekoniecznie merytorycznych. I tak też są awansowane. Podnoszony publicznie nepotyzm sędziowski konkuruje z nepotyzmem akademickim. W sądach mamy ustawiane procesy, na uczelniach ustawiane – konkursy.

Członkowie obu środowisk uważają się za nadzwyczajne kasty ludzi, które same siebie wybierają, same kontrolują, same awansują i każdego niewygodnego mogą wykluczyć z systemu. Blokują młodych, szczególnie uważanych za lepszych, no i za nonkonformistów, którzy do sieci oligarchicznej – ‚samych swoich’ – się nie nadają.

Korporacje prawnicze nie oczyściły się z komunistycznego brudu u zarania III RP, a naiwnie, a chyba raczej świadomie przekonywano, że są do tego zdolne.

Podobnie rzecz się ma z korporacjami akademickimi, które przed oczyszczeniem się protestowały, poznać brudów nie chcą, ale minister nadal podnosi, że się same oczyszczą !

Naiwność ? I chyba nikt poza mną takich poglądów ministerialnych nie nagłaśnia, nie protestuje, nie domaga się oczyszczenia środowiska akademickiego. Co więcej środowisko to obligowane do poznawania prawdy, za żadne skarby prawdy o swej przeszłości nie chce poznać, jakby było autonomiczne wobec prawdy.

Jest oczywiste, że oba te środowiska wobec rozliczeń z komunizmem nie potrafią się zachować jak trzeba.

Oba sektory wyróżniają się w pejzażach polskich miast nieruchomościami na wysokim poziomie, ale efektywność ich działań jest na poziomie niskim.

Dla sektora akademickiego typowa jest niejawność wyników/przebiegu badań finansowanych z kieszeni podatnika, a sektor sędziowski utajnia rozprawy oraz przez lata utajniał swoje zarobki domagając się ujawniania zarobków przez sądzonych !

Poczucie bezkarności w obu sektorach utrzymuje się na poziomie wysokim. Podobnie jak degrengolada moralna.

Sędziowie, podobnie jak akademicy winni być na służbie Polsce, ale o swojej powinności zapominają, mając na uwadze swoje kieszenie i kariery. Zarobki oligarchów w obu sektorach są przyzwoite, ale oligarchowie są znacznie mniej przyzwoici i za marne 10 tysięcy to się wyżywić nie potrafią.

Sąd Najwyższy funkcjonuje pod „zieloną wroną”, która służy mu zamiast polskiego godła, [https://blogjw.wordpress.com/2017/02/26/zolnierze-niezlomni-przysiegali-na-orla-i-na-krzyz-a-w-sadzie-najwyzszym-iii-rp-zielona-wrona/] co uwiera najwyżej margines społeczny, gdy przeważające siły „postępu i demokracji” to akceptują, mimo że „zielona wrona” to się kojarzy z dyktaturą stanu wojennego, a nie z niepodległym, demokratycznym państwem prawa.

Uczelnie funkcjonują zarządzane przez kadry zweryfikowane pod koniec PRL, przez analfabetów ( ?), którzy nawet imieniem i nazwiskiem się nie podpisywali, a w III RP te bezprawne, komunistyczne weryfikacje zostały utrzymane. [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/].

Beneficjenci systemu reprodukują sobie podobnych w systemie zamkniętym, oczyszczonym z niepokornych. Nikt nie zbadał wysokości poziomu bezprawia akademickiego w PRL/III RP. Jakoś prawnicy do takich badań się nie kwapią.

Nie bez przyczyny, bo podobieństwa i wyraźne zazębianie się obu sektorów są oczywiste.

Góra’ prawnicza zwykle pełni nie tylko wysokie stanowiska sędziowskie, ale i jednocześnie akademickie, a wszyscy sędziowie formowani są u zarania swych karier na uczelniach, stąd już za młodu jakby przesiąkają patologiami toczącymi uczelnie.

Stąd jak można sądzić bez radykalnych zmian na poziomie akademickim i zmiany w sektorze sprawiedliwości będą ograniczone.
Jak rzeka jest zanieczyszczona u źródła, to jej oczyszczanie przy ujściu niewiele zmienia – źródło będzie nadal dostarczało zanieczyszczeń. A źródłem populacji sędziowskiej są uczelnie z patologiami tkwiącymi jeszcze w systemie PRL !

Polacy mają wysoce krytyczny stosunek do patologicznego polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale jednocześnie pozytywny stosunek do patologicznych polskich uczelni, a w szczególności do patologicznej korporacji profesorskiej, którą otaczają szczególnym prestiżem.

Dziekani, rektorzy wyższych uczelni protestują przeciwko reformom sądownictwa, ale prestiżu społecznego nie tracą, także wśród Polaków mających pozytywny stosunek do radykalnych zmian w sądownictwie ! Co na to socjolodzy, psycholodzy, których mamy aż w nadmiarze ? Badań w tej materii mamy jednak oczywisty niedomiar.

Jarosław Gowin jako minister Sprawiedliwości (wówczas w PO ) nie zreformował pozytywnie sądownictwa, które coraz bardziej się staczało, nie mając ani należytego fundamentu, ani głowy. Ostatnio jako wicepremier pozytywnie ocenił veto prezydenta wobec radykalnej reformy sądownictwa.  Istnieje obawa, że Jarosław Gowin jako minister nauki i szkolnictwa wyższego (obecnie z klubu PiS) też nie zreformuje pozytywnie systemu nauki i szkolnictwa wyższego, bo nie da się go zmienić oddając te zmiany w ręce patologicznego środowiska beneficjentów negatywnej selekcji kadr w PRL i III RP, a pomijając tych, którzy z patologicznego systemu zostali wykluczeni, lub go opuścili udając się na akademicką emigrację do krajów, gdzie systemy akademickie są bardziej przyjazne dla uprawiania nauki i edukacji na poziomie wyższym.

Moje postulaty zaangażowania w reformy systemu Polonii akademickiej [Józef Wieczorek Czy bez nowego rozdania uniwersytet może wyjść z kryzysu ? – https://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/] okazały się bezskuteczne, chociaż doświadczenia działań sprzed kilkunastu lat w ramach Niezależnego Forum Akademickiego jasno pokazywały [https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/], że to Polonia akademicka jest za radykalnymi zmianami systemu a krajowa korporacja – woli status quo ( przy zmianach kosmetycznych).

Stracono kolejne kilkanaście lat i straci się zapewne następne co najlepiej obrazuje problem habilitacji. Przed kilkunastu laty ją utrzymano, argumentując, że jej zniesienie może mieć miejsce za jakieś 10 lat, a na razie niech będzie tak jak było – bo poziom musi być utrzymany. Habilitacja poziomu nie utrzymała, w porównaniu z innymi krajami (gdzie habilitacji nie ma) poziom się obniżył i dalej ma być jak było (z małymi zmianami) – tzn. habilitacja ma zostać, by – jak się znowu argumentuje – poziom utrzymać ( czyli co – chyba spadek poziomu ?) a za 10 lat można by przystąpić do jej zniesienia.

I tym sposobem można odsuwać radykalne zmiany na kolejne dziesiątki lat, a system pozostanie nadal bardziej kompatybilny z systemami post-komunistycznymi, niż z systemami krajów zachodnich, gdzie poziomu nie trzyma habilitacja, czy profesura prezydencka ( bo tego tam nie ma), tylko oceniany międzynarodowo poziom prac naukowych i formowanie na poziomie nowych absolwentów uczelni zdolnych do efektywnej pracy w nauce, edukacji, gospodarce ….

Póki co, mimo upływu czasu, wielu konferencji wsobnych poprzedzających przedłożenie projektu nowej ustawy do Sejmu, nie widać na horyzoncie dobrej zmiany systemu akademickiego.

Widać natomiast, że obecne kadry akademickie są zadowolone z takiej pozorowanej reformy i nie protestują, nie organizują wieców, manifestacji.

Można by sądzić – wzorcowe przeprowadzenie zmian, z tym, że są to zmiany pozorowane, przy zachowaniu status quo – żeby było tak jak było.

Oba sektory są jednak chore i wymagają natychmiastowego leczenia. Bez uzdrowienia sektora akademickiego, niemal zapomnianego przez społeczeństwo, nie da się naprawić skutecznie innych sektorów państwa. Elity wszystkich 3 władz – ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – są formowane na uczelniach i wzajemnie się z uczelniami przenikają, stąd choroby toczące system akademicki [https://blogjw.files.wordpress.com/2015/05/czy-bez-nowego-rozdania-uniwersytet-moc5bce-wyjc59bc487-z-kryzysu-akademia-wnet-9-maja-2015-r.pdf] łatwo i szeroko się rozprzestrzeniają. Można rzec – są to choroby zakaźne, stąd bez zastosowania radykalnych metod leczenia tego sektora uzdrawianie innych może nie być skuteczne.

Podpisałem apel o reformę wymiaru sprawiedliwości

Podpisałem apel o reformę wymiaru sprawiedliwości  ponieważ się zgadzam z treścią listu, z wyjątkiem stwierdzenia, że „Sądy w Polsce są dzisiaj jedynymi instytucjami państwowymi,  które po 4 czerwca 1989 roku nie zreformowały się, nie przeszły żadnych zmian ani strukturalnych, ani kadrowych.” gdyż to stwierdzenie dotyczy także systemu akademickiego, uczelni, które podobnie jak sądy pozostały reliktem systemu komunistycznego.