Polsko-chińska kompatybilność akademicka

p-ch

Polsko-chińska kompatybilność akademicka

Na niezalezna.pl ukazał się tekst Komunistyczna Partia Chin sprawdza tzw. ideologiczną czystość na wielu uczelniach w Państwie Środka.[ http://niezalezna.pl/94876-piora-mozgi-studentom-i-wyrzucaja-wykladowcow-ideologiczna-czystosc-na-uczelniach] nawiązujący do oryginalnego tekstu zamieszczonego w znanym czasopiśmie angielskim The Chronicle of Higher Education [China Seeks Tighter Ideological Control of Its Top Universities –  http://www.chronicle.com/article/China-Seeks-Tighter/239364?cid=wcontentgrid_433_5] o ideologicznej kontroli czołowych uniwersytetów chińskich.

Fragmenty tekstu bynajmniej nie są szokujące dla czytelnika znającego jako tako realia akademickie w krajach komunistycznych, czy nawet post- komunistycznych, np. w PRL i PRL bis.

Czytajmy zatem:

Carl Minzner uważa, że studenci, naukowcy i wykładowcy na chińskich uniwersytetach ulegają silnej autocenzurze.– Ludzie bardziej uważają na to, co mówią i publikują. Instytucje same zdają sobie sprawę, jakiego rodzaju konferencje lub prace naukowe mogą się okazać „niewłaściwe”. Autocenzura zaczyna przenikać uczelnie w znacznie silniejszy sposób niż jeszcze kilka lat temu – mówi amerykański ekspert.”

A czy ta opinia nie byłaby słuszna w odniesieniu do polskich uczelni, tak w czasach PRLu, jak i w czasach III RP, właściwie do dnia dzisiejszego ?

W czasach PRLu istniał urząd cenzury na Mysiej, ale nie zawsze musiał ingerować, ze względu na autocenzurę bardziej pojętnych środowisk, takich jak środowisko akademickie. Dziś formalnie cenzury nie ma, ale autocenzura ma się dobrze. [https://blogjw.wordpress.com/2017/01/07/kneblowanie-prawdy-czyli-cenzura-na-mysiej-a-cenzura-na-golebiej/].

Aby być na etacie, otrzymywać granty, mieć szanse na wyjazdy zagraniczne, współpracę, trzeba uważać na to co się mówi i co się publikuje. Tematów tabu jest mnóstwo, a największym tabu jest mówienie i publikowanie o systemie akademickim, jego patologiach, o historii najnowszej uniwersytetów, które najczęściej się kończą na roku 1968 i nie wnikają w czasy późniejsze. Nie wiadomo co się później działo.

W nielicznych dziełach coś o tym się pisze, ale tak, żeby pokazać, że mimo kontroli ze strony komunistycznej władzy, uczelnie przeszły przez ten okres bezstratnie, tak jak Mojżesz przez Może Czerwone ! I niechby ktoś chciał poznać jak było naprawdę – grantu nie dostanie, a o etacie może sobie tylko pomarzyć.[ np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/ ].

I to jest stały obraz okresu tzw. Wolnej Polski, po tzw. okresie transformacji, która np. wolności wykładania wyrzuconym wykładowcom nie przywróciła i nie ma najmniejszego zamiaru.

Czytamy „Ponadto chińscy naukowcy są zwalniani z uczelni, jeśli przedstawią nieodpowiednie polityczne stanowisko.” – To obraz jak z okresu czystek w PRL, które jednak na wielu uczelniach nie zostały przez najtęższe głowy historyczne zidentyfikowane, bo lepiej ocalić jest głowę, niż czystki zidentyfikować i je rzetelnie udokumentować/opisać. [np. https://blogjw.wordpress.com/2016/12/03/wielka-czystka-pamieci-po-wielkiej-czystce-akademickiej/]

Zatem mędrcy akademiccy takich nieodpowiednich politycznie stanowisk badawczych na uczelniach nie prezentują, a wybierają chowanie głowy w piasek – czyli, jak zwykle mówię – wybierają życie z podręczną strusiówką (piaskownicą). I takim nawet do głowy nie przychodzi, aby ten stan zmienić. No bo co może przyjść do głowy schowanej w piasku ?

Czytamy też: „Cały czas powraca też sprawa działalności agentów na uczelniach.”

No a czy u nas nie powraca ? Formalnie agenci na uczelniach polskich już nie działają, ale wiadomo, że działali, czy to tajnie, czy też jawnie w czasach PRLu i rozpoznanie ich działalności jest znikome w skali Polski akademickiej. [https://lustronauki.wordpress.com/].

W obliczu zagrożenia ujawnienia agentów tajnych, przed 10 laty środowisko zazwyczaj tchórzliwe i nie solidarne, odważnie i solidarnie zorganizowało bunt antylustracyjny.

Ujawnieni – mimo to – tajni współpracownicy systemu kłamstwa, na ogół na uczelniach pozostali, bo nie uznano, że mogą negatywnie wpływać na młodzież akademicką, w przeciwieństwie do tych, którzy w czasach PRL ani tajnymi, ani jawnymi współpracownikami być nie chcieli i zostali z uczelni w ramach politycznej lustracji/weryfikacji kadr pousuwani, jako stanowiący zagrożenie dla uczelni i mający negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką.

I nie znaleźli się tacy odważni, którzy by postulowali, aby takich na uczelnie przywrócić w czasach Wolnej Polski ! I najlepiej to obrazuje jaki to element na uczelniach pozostał po tych czystkach !

Jawni współpracownicy systemu kłamstwa na ogół są utajniani do dnia dzisiejszego i nawet ci, którzy mają odwagę ujawniać tajnych współpracowników, nie mają odwagi ujawniać jawnych !

Nie bez przyczyny uznano, że akademicki system chiński i polski są kompatybilne i podpisywane są obustronne, państwowe umowy o wzajemnym uznawaniu dyplomów ukończenia studiów i tytułów zawodowych w szkolnictwie wyższym. [ Dyplomy z Polski i Chin będą wzajemnie uznawalne, poniedziałek, 20 czerwca 2016 – http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/dyplomy-z-polski-i-chin-beda-wzajemnie-uznawalne.html].

Od lat organizowane są wyjazdy polskich decydentów akademickich dla nawiązywania ścisłej współpracy z uczelniami chińskimi. [https://blogjw.wordpress.com/2013/08/23/chinczycy-remedium-na-niz-demograficzny-w-polsce-a-co-z-polakami/]. 

Polska dysponuje znakomitymi nieruchomościami akademickimi, które trudno zapełnić polskimi studentami, bo tych jest coraz mniej – bo mamy niż demograficzny, a wielu studentów uchodzi z naszego raju akademickiego serwującego dyplomy bez wartości w ramach znakomicie funkcjonującej korporacji oszukujących i oszukiwanych na drodze do uzyskania lipnych dyplomów i tytułów.

Chińska populacja jest za to liczna i te polskie, akademickie nieruchomości można by nimi zapełnić, choć do tej pory i z tym są problemy.

Wśród zagranicznych studentów w Polsce mamy tylko kilkuset z Chin, co chyba nie przekracza liczby uczestników polskich delegacji do zaprzyjaźnionego kraju komunistycznego. Same piękne nieruchomości widocznie nie są wystarczającą atrakcją do studiowania w Polsce, nawet dla studentów z krajów kompatybilnych.

Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

rys

Niespodziewana zmiana (nie)zadowolenia materialnego polskiej profesorii

Od zarania III RP w przestrzeni publicznej był rozpowszechniany pogląd, że poziom finansowania kadry akademickiej jest tragiczny, że pensje są wręcz głodowe, niewystarczające do prowadzenia działalności na należytym poziomie, bo źle karmione głowy źle funkcjonują.

Tak argumentując ratowano się wieloetatowością, a niektórzy byli tak głodni, że aby się wyżywić musieli mieć i 17 etatów (!) , a 2-3 etatowość była chlebem powszednim, choć o dziwo przede wszystkim dla profesorów – najlepiej zarabiających, więc najbardziej głodnych.

Biedą akademicką tłumaczono drenaż mózgów – odpływ młodych, a także starszych za granice kraju, gdzie można się było lepiej wyżywić, a nawet pracować. Kiepskim statusem materialnym tłumaczono także brak przypływu do kraju naukowców polskich z zagranicy – bo niby do czego płynąć ?

Argumentowano przez lata, że kto jak kto, ale profesor to winien mieć 3 przeciętne pensje krajowe, bo jako członek nadzwyczajnej kasty to ma nadzwyczajne potrzeby, z żołądkiem włącznie. U nas się podaje, że przeciętne wynagrodzenie przekracza już 4 tys. ale większość Polaków zarabia ok. 2 tys, za co zdaniem wielu (nie tylko emerytowanych esbeków) nie da się wyżyć.

Chyba większość profesorów ma taką trzykrotność pensji większości, ale walczono o trzykrotność wynagrodzenia średniego mniejszości, tj. takiego, które mało kto uzyskuje (bo tak średnie u nas obliczają np. jak jeden ukradł 2 konie, a drugi żadnego, to średnio kradną po jednym koniu, mimo że jeden po kradzieży może średnio pędzić galopem, a drugi jeno powłóczyć nogami – może nawet skuty kajdanami !)

W styczniu tego roku na okoliczność przygotowania nowej ustawy dla środowiska akademickiego, 2 zespoły przeprowadziły ankiety w tym środowisku, które dały rezultaty wręcz porażające i „ CBOS podał, że 64 proc. badanych doktorów ocenia dobrze (lub raczej dobrze) warunki materialne swojego gospodarstwa domowego. W grupie doktorów habilitowanych odsetek ten jest większy i wynosi 77 proc., a wśród profesorów jest najwyższy i wynosi 86 proc. Jeśli podsumować całą grupę badanych, okaże się, że z warunków materialnych zadowolonych jest 73 proc. ankietowanych pracowników uczelni.”.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413133,ze-statusu-materialnego-zadowolonych-64-proc-doktorow-i-86-proc-profesorow.html]

Czyżby te badania nie zostały przeprowadzone profesjonalnie ? Może wytypowano do badań tylko masochistów, którzy są zadowoleni ze swoich głodowych pensji ?

Problem konieczny do rozwiązania, aby podjąć działania albo na rzecz wyjścia z takiej zapaści materialnej, albo na rzecz utrzymania zadowolenia środowiska ze statusu materialnego.

W gruncie rzeczy nie wiadomo co w tej sytuacji począć ? Jeśli wyniki badań są wiarygodne to należałoby status materialny za wszelką cenę utrzymać, bo zadowolenie obywateli dla rządzących to rzecz najważniejsza, no i wtedy rząd ma szanse na utrzymanie się i prowadzenie nowych kolejnych reform na rzecz modernizacji kraju.

Ale jeśli nie są wiarygodne ? To może być to niebezpieczna pułapka, prowokacja rzec by można.

Nie wiadomo jak się do tego ustosunkować. Do tej pory nie zorganizowano żadnej konferencji prasowej aby poinformować obywateli o tych znakomitych dla rządzących wynikach badań środowiska akademickiego, którego rządzący tak bardzo się boją.

Ostatnio najlepszy polski polityk jasno i szczerze wyznał, że ze środowiskiem akademickim to wygrać jest trudno, a zbadał to już przed 40 laty w warunkach prylu i wygląda na to, że w tej materii mimo zmian – nic się nie zmieniło. Nie zamierza otwierać frontu walki ze środowiskiem akademickim.  [Sygnały Dnia 10 lutego 2017 roku, rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim –http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1726088].

Może jednak nie jest to potrzebne skoro środowisko jest zadowolone ?

Ale co spowodowało osiągnięcie takiego wysokiego poziomu zadowolenia, które w sposób nagły i niespodziewany zastąpiło wysoki poziom niezadowolenia trwający długie już lata a nawet wieki.

Podwyżek dla tego środowiska w ostatnim czasie nie było, a narzekania na status materialny akademików trwały niemal do końca ubiegłego roku.

Przez parę dni sam zachodziłem w głowę co ten kosmiczny wręcz skok zadowolenia mogło spowodować. Aż w końcu sobie przypomniałem, że pod koniec ubiegłego roku napisałem tekst Pod choinkę [https://blogjw.wordpress.com/2016/12/22/pod-choinke] w którym proponowałem aby „ stworzyć Akademickie Schroniska Pomocy Społecznej, którym by oddawali te głodowe pensje/emerytury w zamian za wikt i opierunek i możliwość wydajnej pracy, a mam pewność, że głodu i niedostatku by nie zaznali, gdyby byli pod opieką tych co i za 1000 czy nawet kilkaset złotych wiążą obecnie koniec z końcem.

Moje rozwiązanie jest humanitarne, bo problem społeczny byłby rozwiązany( i tych co mają naprawdę poniżej – i to znacznie – minimum egzystencjalnego i tych co egzystować nie potrafią, jak mają nawet dziesiątki razy więcej)”. 

Tekst został umieszczony nie tylko na moim blogu, lecz także na wielu portalach, rozpowszechniony wśród akademików i ich różnych instancji,  a ponadto w niepoprawneradio.pl.

Nie wiadomo czy to ten tekst i ta propozycja Akademickich Schronisk Pomocy Społecznej spowodowały nagłą zmianę zadowolenia z sytuacji materialnej tzn. niezadowolenie z sytuacji materialnej w obawie przed skierowaniem do schroniska dla poprawienia bytu zostało błyskawicznie przekształcone w zadowolenie a moja propozycja tym samym stała się nieaktualna.

Kto wie ? Następstwo czasowe w procesie nagłej transformacji poczucia zadowolenia jest oczywiste. Moja propozycja Bożonarodzeniowa została przedstawiona jeszcze w okresie niezadowolenia ze statusu materialnego (jak wówczas podawano) , a już po Trzech Królach środowisko akademickie obdarowało rządzących nagłym przypływem zadowolenia materialnego (jak wynika z ankiet).

Na inne wyjaśnienie nie mam żadnych dowodów, ale byłbym wdzięczny za informacje gdyby ktoś takie miał.

Na poparcie tej możliwości transformacji poczucia zadowolenia zwrócę uwagę na znane zachowania braci żebraczej.

Gdy żebrakowi proszącemu np. o datki na jedzenie da się zamiast pieniędzy np. bułkę można nią w ‚podziękowaniu’ oberwać, bo żebrakowi bynajmniej nie o jedzenie chodzi w tym żebraniu. Bardziej dotkliwe skutki mogą spotkać niefortunnego tzn. źle ukierunkowanego dobroczyńcę żebraka rzekomo beznogiego/bezrękiego a zaopatrzonego w atrybuty zastępujące kończyny .

Jest zjawiskiem dość znanym, że zawodowi żebracy nagle odzyskują wzrok, sprawność lokomotoryczną i agresywnie reagują na oferowane im jedzenie zamiast środków płatniczych żebranych na inne cele.

To znane psychologiczne/socjologiczne zjawisko mogło także zadziałać w przypadku środowiska akademickiego przerażonego nagle wizją pomocy społecznej, po przekazaniu swoich środków płatniczych, z którymi nie wiedzą co zrobić aby mieć zadowolenie i chęć do pracy. Jak by zresztą wyglądali w takich schroniskach jako członkowie nadzwyczajnej kasty ? I jakich by argumentacji potem by używali, aby się wytłumaczyć z braku osiągnięć naukowych/edukacyjnych/organizacyjnych.

Wyrażenie zadowolenia z sytuacji materialnej chroni ich przed konsekwencjami wcielenia w życie mojego pomysłu, a daje jeszcze szanse na funkcjonowanie w obecnym systemie.

System wygenerował skutecznie korporację oszukujących i oszukiwanych, więc nadzwyczajna kasta oszustów da sobie w nim radę, o ile szczelnie się zabezpieczy przed niedobitkami korporacji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Dzięki nowym badaniom przez lata oszukiwani obywatele kraju od lat wolnego od prawdy akademickiej uzyskali bardziej prawdziwy obraz hołubionych przez nich akademików.

Pozostaje jednak pytanie – czy obywatele wyciągną z tych badań odpowiednie wnioski ?

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

uni

Samoregulacja środowiska akademickiego ?

Trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, aby ta przeniosła polskie uczelnie z równi pochyłej po której się staczają, na drabinę prowadzącą na akademickie szczyty.

Niestety do tej pracy zostały wytypowane jedynie zespoły krajowych,[ https://nkn.gov.pl/] etatowych pracowników nauki – beneficjentów, rzecz jasna, tego patologicznego, staczającego się coraz bardziej w dół systemu akademickiego.

Czy dojdzie do jakiejś metamorfozy tych pracowników, aby opracowali ustawę, która dla nich nie mogłaby być przyjazna ?

Ja w to wątpię i od lat postulowałem i w życie wprowadzałem[ np. https://nfawww.wordpress.com/category/akcje-nfa/] zaangażowanie do takich działań polskiej diaspory akademickiej rozsianej po całym świecie, także na samym olimpie akademickim.

Niestety woli decydentów, aby taka filozofię wcielić w życie nie było i nie ma.

Spośród trzech zespołów pracujących nad założeniami nowej ustawy jedynie zespół Instytutu Allerhanda ( http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf) przedstawia propozycje radykalne, zmieniające zasadniczo obecny system.

Dość łatwo w ich założeniach można zauważyć też postulaty Niezależnego Forum Akademickiego sprzed lat kilkunastu [http://www.nfa.pl/articles.php?topic=48] jak. np. zniesienie habilitacji i profesory prezydenckiej, wieloetatowości, chowu wsobnego czy wymuszenia mobilności.

Udokumentowane przez NFA bariery dyskryminacyjne dla Polonii akademickiej są zresztą w tym projekcie cytowane, a walka z nimi w ustawie postulowana.

Przed kilkunastu laty, za moje działania na rzecz rzeczywistej naprawy systemu w tym kierunku, byłem atakowany przez wysoko postawionych decydentów nauki – dziś niektórzy zamierzają iść podobną drogą. Szkoda, że kilkanaście (co najmniej) lat zmarnowano.

Nie znaczy to jednak, że projekt Allerhanda jest znakomity i nie ma wad. Ma wady i to istotne i nad istotą jednej z nich nieco się pochyle. http://ustawa20.allerhand.pl/wp-content/uploads/2017/02/Reforma_nauki_i_akademii_w_Ustawie20_Instytut_Allerhanda.pdf

Rzecz dotyczy m. in. tzw. samoregulacji środowiskowej, sytuowanej w projekcie poza ustawą, ale obrazującej zdumiewającą filozofie autorów projektu.

Autorzy piszą s.20 –[Samoregulacja] Szereg kwestii dodatkowych powinno znaleźć się poza ustawą jako materia samoregulacji środowiskowej. Narzędziem takiej samoregulacji może być Kodeks Dobrych Praktyk Akademickich, stanowiący zbiór dobrych praktyk i standardów etycznych, którego treść byłaby ustalana (i periodycznie aktualizowana) przez przedstawicieli środowiska akademickiego oraz otoczenia społecznogospodarczego”.

No cóż, wielokrotnie pisałem o tym jaki mamy urodzaj na kodeksy i komisje etyczne [ np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/urodzaj-na-akademickie-kodeksy-etyczne/] i jak nisko spada poziom etyczny środowiska akademickiego, podobnie jak i autorów tych kodeksów, czy członków tych komisji. [https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/etyka-i-patologie-polskiego-c59brodowiska-akademickiego.pdf].

Przez jakiś czas w MNiSW szefem komisji Dobrych Praktyk Akademickich był prof. Jan Hartman, zarazem profesor od etyki na UJ. Poziom etyczny i złe praktyki przez tego profesora stosowane są dość powszechnie znane, ale to on stał na straży tych „dobrych praktyk” i musiałem stracić sporo czasu, aby zasiać przynajmniej wątpliwości u decydentów, czy te dobre praktyki nie są czasem złe.[https://blogjw.wordpress.com/2013/06/03/impresje-na-temat-niedobrych-praktyk-akademickich/]

W końcu chyba się udało i prof. Hartman przestał stać na straży tak rozumianych dobrych praktyk, a i zespół wkrótce też rozwiązano, ale i tak dobrych praktyk nie poprawiono, bo te, które ja proponowałem nikt nie chciał wprowadzić w życie.

Zresztą wcale się temu nie dziwię, bo beneficjenci tego patologicznego systemu musieliby być skierowani na zieloną trawkę, a oni wolą etaty i poznawanie na koszt podatnika egzotycznych krajów, gdzie czasem zielonej trawy nie ma, ale można się zrelaksować na drodze do rzekomego poznawania dobrych praktyk akademickich ( i nie tylko).

Zespół Allerhanda nie podał w swych założeniach czy/jak zamierza dokonać transformacji wstecznej – tzn. przekształcenia korporacji oszukujących i oszukiwanych, która się ukształtowała przez lata w systemie akademickim [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/], zastępując niezbyt już pożądaną przez postępowców korporację nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy.

Bez takiej transformacji, moim zdaniem, pozytywna reforma nie ma żadnych szans na realizację.

Czy obecna korporacja sama ma dokonać takiej samoregulacji ? Jest rzeczą jednak znaną, że postępowcy nie chcą wracać do przeszłości, a prawdy się boją bardziej, niż diabeł święconej wody – więc trudno takiej zmiany oczekiwać.

Trzeba mieć przy tym na uwadze, że sam Instytut Allerhanda też czasem nie nadąża za dobrymi praktykami [ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/], więc nie zawsze może świecić dobrym przykładem.

Zatem można rzec, że samoregulacja środowiska akademickiego to nie jest dobry pomysł i nie da się go zrealizować pozytywnie. Potrzebne są siły zewnętrzne, aby opaczne środowisko akademickie skierować na właściwe tory, ustawić do pionu.

I to by było na tyle, dokonując samoregulacji indywidualnej, bo temat to tak obszerny, że na jego pełne omówienie miejsca na dysku by nie starczyło, ani czasu na antenie.

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 9

okladka-9

(do pobrania w pdf. )

moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-9

Zawartość

A.D. 2016

7Przekręcony świat nauki

13-Czy habilitacja zdoła się wydostać z siatki płac ?

18-Czystka po turecku, a czystka po polsku –

tak jak kawa po turecku w praktyce polskiej

23-Czy Ministerstwo Obrony Narodowej

obroni naukę w Polsce ?

28-Potrzebna szersza „debizantyzacja” systemu

34-Wolna Polska – na opak

Komuniści a patrioci – na platformie ‚pomnikowej’

37-Poprawność akademicka może tylko prowadzić do zapaści nauki w Polsce

42-Polskich uczelni nurkowanie do dna

47-Obowiązkowe dostawy akademickie

52-Potrzebna lustracja lustracji

60-Bądź solidarny z solidarnym !

Proces za działalność pro publico bono

62-O procesie za działalność pro publico bono

w Dzień Solidarności i Wolności

65-List otwarty do min. Jarosława Gowina

w sprawie lustracji środowiska akademickiego

74-Aby IPN się zmierzył z utworzeniem bazy członków władz i aktywistów KZ PZPR ( i partii siostrzanych) –postulaty obywatela

78-Aby IPN się zmierzył z przebiegiem i skutkami Wielkiej Czystki Akademickiej – postulaty obywatela

81-Aby IPN realizując politykę historyczną zmierzył się z nauką/edukacją historii na szczeblu akademickim –postulaty obywatela

86Refleksje spod pomnika Małego Powstańca warszawskiego

88-Zupełnie nadzwyczajne kasty ludzi

93-Czy minister nauki zaliczy nowy rok akademicki ?

98- Czy prokuratura z urzędu nie powinna wszcząć postępowania wobec oszustów

102-Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

107-Uroczyste inauguracje kolejnego roku oszukiwania ?

111- Samooczyszczanie się zupełnie nadzwyczajnych kast ludzi

115-Akademicki zbiór zastrzeżony

121-Wybory do Centralnej Komisji do spraw stopnia i tytułu bez lustracji i dekomunizacji systemu akademickiego

127-Rozmyślania niepoprawne przy ławeczce pod Wawelem

131-Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych

140-Oszukiwanie jest chwalebne ?

147-Elegia na śmierć akademicką inspiratora

154-Czy rektor UJ trafi na ścieżkę dyscyplinarną ?

159-Absurdy oburzenia w temacie esbeckim

166-Wielka Czystka Pamięci po Wielkiej Czystce Akademickiej

174 -Mazgulenie stanu wojennego

184-List otwarty do władz III RP oraz do Polskiego Społeczeństwa

202 – Jak profesoria ochrania esbecję, czyli wyraz wdzięczności beneficjentów za lata ochrony przez SB ?

208- Pod choinkę najstarszej polskiej uczelni ( i nie tylko)

214-NIEPOPRAWNY MAGAZYN AKADEMICKI na drodze do naprawy systemu akademickiego w Polsce

O procesie za działalność pro publico bono – w Dzień Solidarności i Wolności

zdj Ela Serafin

[ zdj. Elżbieta Serafin]

O procesie za działalność pro publico bono

– w Dzień Solidarności i Wolności

Odbyła się pierwsza, wstępna rozprawa w moim procesie, jak rozumiem za działalność pro publico bono https://blogjw.wordpress.com/2016/08/22/badz-solidarny-z-solidarnym-proces-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/

Kolejna, z przesłuchaniami świadków, ma mieć miejsce 27 października o godz. 9.00 w sali D-114 Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy
wydz II Karny, ul. Przy Rondzie 7

Rozprawa 29 sierpnia odbyła się z udziałem publiczności – ok. 20 osób, z różnych organizacji, mediów. – zdjęcia z rozprawy Elżbiety Serafin: https://goo.gl/photos/f1vedn51YHc2ZZQFA a krótka informacja telewizyjna w Kronice Krakowskiej – KRONIKA: 29 VIII 2016, GODZ. 21.45http://krakow.tvp.pl/26734398/29-viii-2016-godz-2145 [min. 4.48 – 5.50]

Wszystkim, którzy solidarnie towarzyszyli mi na rozprawie – serdecznie dziękuję. Zachowali się jak trzeba.

Dla mnie jest to proces ‚ kafkowski’, bo ja działałem dla dobra publicznego, a oskarżyciel nie przedstawił żadnych dowodów szkodliwości moich czynów, ani nie działał na rzecz zaprzestania działań szkodliwych – skoro uważał, że takie miały miejsce. Więc dlaczego mnie oskarża ?

Szkodliwe społecznie było jawne, absurdalne oskarżenie kandydata w wyborczej kampanii prezydenckiej – Adama Słomki, zbierającego podpisy pod swoją kandydaturą i utajnianie rozprawy, na której zostaje uniewinniony ! Czy nie jest to szkodliwe społecznie polityczne uwikłanie sądu ?

Ja nie działam politycznie, lecz niezależnie, obywatelsko, tak jak to robię od lat, mimo szykan z różnych stron, na ogół utajnianych !

Ja nie jestem prokuratorem, ale jak mam wiedzę o szkodliwości czynów, ich utajniania !, albo rozpowszechniania szkodliwych tekstów/informacji….., szczególnie w sektorze akademickim, to działam dla dobra publicznego, aby zło ujawniać, aby zaprzestano czynić szkody, a sprawców przenoszono w stan nieszkodliwości. np. https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ i n-ta ilość podobnych akcji.

Te działania prowadzę od lat ‚jaruzelskich’, na ogół samojeden https://blogjw.wordpress.com/2016/01/15/moja-dzialalnosc-pro-publico-bono-przed-sadem/, bo tak wygląda solidarność akademicka (i nie tylko) i piszę to gorzko w Dzień Solidarności i Wolności.

Ja, mimo upływu 30 lat, wolności do wykładania na uczelni nie odzyskałem, ani nie poznałem – tajnych do dnia dzisiejszego – sprawców mojego wykluczenia/wyklęcia z systemu oddziaływania na młodzież akademicką, bo myślenie krytyczne i nonkonformizm stanowiły i nadal stanowią śmiertelne zagrożenie dla patologicznego systemu akademickiego i jego beneficjentów.

Prokuratura nie ściga jednak złoczyńców – ściga dobroczyńców i to pokazuje, że droga do odzyskania godności Państwa Polskiego będzie jeszcze długa.

KOD to jest głupi pomysł

KOD blog.PNG

Moim zdaniem: by był KOD to jest głupi pomysł

 i na tym kończę swoją wypowiedź 

Materiał wyjściowy do tej wypowiedzi: 

Od Haraschina do ASP, czyli refleksje o innowacyjności w patologicznym systemie akademickim

0

[wSieci nr.22, r.2016]

Od Haraschina do ASP, czyli refleksje o innowacyjności

w patologicznym systemie akademickim

Po latach zapomnienia dzięki książce Krystiana Brodackiego – Trzy twarze Juliana Haraschina odżyła postać, która zasłużyła się negatywnie dla polskiego systemu akademickiego z powodu wprowadzenia innowacyjnego sposobu zdobywania dyplomów akademickich, nader pożądanych w Krakowie, choć nie tylko. [

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschinahttps://blogjw.wordpress.com/2016/02/05/obecna-twarz-uj-widziana-przez-pryzmat-twarzy-juliana-haraschina/]

Julian Haraschin wdrożył produkcję dyplomów akademickich przy współpracy wielu akademików, nawet tych z samego akademickiego olimpu. Obdarzył za opłatą -rzecz jasna -pewną ilość miłośników polskiego systemu tytularnego. Była to produkcja chałupnicza, ale i taka w warunkach gospodarki socjalistycznej okazała się przestępcza, choć ujawniona dopiero po skandalu obyczajowym, a nie naukowym.

Skandalom naukowym, niewygodnym dla sił przewodnich, utrącano i wtedy łeb.

Sprawa Haraschina, jej wątek akademicki, poszedłby zapewne w zapomnienie, gdyby go nie przypomniał niepoprawny publicysta, miłośnik jazzu, ale i prawdy historycznej.

Prawnicy, także historycy z uczelni Haraschina, takiej prawdy nie za bardzo chcieli poznać, a przy tym sporo z tej prawdy chyba się spaliło, bo pożary i inne klęski żywiołowe często stają na przeszkodzie jej poznania.

Innowacyjna metoda udyplomawiania polskiego społeczeństwa nie poszła jednak w zapomnienie, co więcej w warunkach wzrastającego popytu na dyplomy i tytuły została udoskonalona i rozpowszechniona. Kto by się dziś bawił w produkcję chałupniczą.

Po wielu siermiężnych latach mamy wreszcie fabryki dyplomów, które są w stanie zaspokoić niemal każdy popyt. W końcu nie po to obalano niewydajny system komunistyczny, w którym podaż w żaden sposób nie była w stanie nadążyć za popytem, aby w nowym systemie wolnorynkowym nie sprostać popytowi.

Jest wielki popyt na dyplomy – będzie i wielka podaż.

I tak się stało po transformacji dzięki wielkiemu wysiłkowi licznych ‚fikcjonariuszy’ akademickich, oczywiście po wcześniejszym oczyszczeniu systemu z tych, którzy by nie byli zdolni do realizowania fikcji akademickiej, a co gorsza wręcz mogliby stawiać opór. Takie zakały akademickie ( i nie tylko akademickie) objęto ostracyzmem, wykluczono z systemu i wręcz wyklęto, także z pamięci.

Producenci lipnych dyplomów w ferworze zwiększania ich produkcji zaczęli popełniać jednak błędy upolityczniając proces produkcji. Zaspakajali potrzeby tytularne tych co aktualnie u władzy, jakby zapominając, że żadna władza nie jest wieczna i jak przyjdzie nowa władza, siłą rzeczy mniej udyplomowiona, to może i z samej zawiści rozpocząć badania nad procesem produkcji dyplomów dla swoich poprzedników.

Zresztą i sami akademicy zdumieni wręcz kosmicznym tempem rozwoju tytularnego swoich kolegów mogą zainicjować poczynania kontrolne.

Ostatnio media nagłośniły taką sprawę w warszawskiej ASP, [Maja Narbutt – Afera w fabryce doktoratów – wSieci nr 22, 2016] w której produkcja dyplomów metodą Haraschina szła na skalę wręcz przemysłową.

Ujawnił to Dariusz Zawiślak, reżyser i absolwent ASP.

2

3

Skąd ja to znam ? Tyle, że o moich działaniach i nienawiści do mnie patologicznego środowiska akademickiego żaden dziennikarz do tej pory nie napisał.

Po aferze na ASP można by się zapytać: Po co artystom doktoraty ? Czy ich artyzm wówczas rośnie ? W końcu każdy miłośnik tytułów, może sobie sprawić wizytówki o dowolnej treści wynoszącej jego dokonania pod niebiosa, a nawet wyżej. Czemu za takie hobby ma płacić polski podatnik ? bo przecież koszty utrzymania utytułowanych przez podatników wzrastają wraz z długością zapisu tytularnego.

Jeden z artystów dostał doktorat za album fotograficzny. Ja fotografem nie jestem, ale zdjęcia robię, mam ich dziesiątki tysięcy, i mógłbym je zorganizować w wiele albumów o różnej tematyce domagając się wielu doktoratów. Byłbym sobie wtedy taki doktor do n-tej potęgi drdrdrdrdrdrdrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.

A ja niepoprawny – protestuję, jak ktoś do mnie zwraca się per doktor – nie żebym się wstydził tego co zrobiłem, ale w obecnym kontekście tytularnym – to niemal obraza.

Inni w tej materii są bardziej obrotni i wielu to się bardzo podoba i otaczają takich utytułowanych/utytłanych prestiżem, uznaniem, wyróżnianiem. Niewątpliwie na wyróżnianie zasługują i trzeba te ich wyróżnienia ujawniać.

Poczytajmy choćby fragmenty wyżej cytowanego tekstu:

Co mówi Dariusz Zawiślak o Tomaszu Tomaszewskim …

4

i kolejny

O dziekanie Januszu Foglerze :

5

Warto przeczytać (najlepiej za zrozumieniem i refleksją po przeczytaniu) cały tekst.

Analogie do metod Juliana Haraschina – uderzające, tylko że dziś tak naprawdę nikogo to nie bulwersuje, bo takie i podobne poczynania są normą, tak jak i wykluczanie ze środowiska akademickiego, tych którzy stanowią dla nich zagrożenie.

Mamy ogromną ilość kodeksów etycznych, komisji etycznych i porażające patologie i dla nich przyzwolenie, a brak przyzwolenia, a nawet heroiczne zwalczanie tych, którzy je ujawniają.

Jeśli jest inaczej – to chętnie takie opinie/przypadki opublikuję na stronach NFA. Opisałem/przytoczyłem na nich już wiele opinii i przypadków patologii akademickich

Zachęcam do czytania i opisywania nowych – rzecz jasna.