‚Blokady wojenne’ cz. 2 – czas wojny jaruzelsko-polskiej i pokojowej transformacji

Refleksje o metodach zakładania blokad akademickich

w czasie wojny i pokoju

cz. 2 czas wojny jaruzelsko-polskiej i pokojowej transformacji

Wojna putinowska ma wsparcie części środowiska akademickiego Rosji, tak jak wojna jaruzelsko-polska, mimo oporu na uczelniach, miała wsparcie części środowiska akademickiego, nawet spoza przewodniej siły narodu.

Ciekawe może być porównanie postawy świata akademickiego wobec wojny Jaruzelskiego z narodem polskim sprzed dziesiątków już lat, wojny bez porównania łagodniejszej niż ta Putina z narodem ukraińskim, ale mającej ogromnie negatywny wpływ także na domenę akademicką, o czym na ogół nie chce się mówić, ani pisać, ani badać należycie.

Wojna jaruzelsko-polska to była wojna o utrzymanie zniewolenia komunistycznego, w istocie rzeczy sowieckiego, nad narodem polskim, gdy wojna putinowska, to wojna o zniewolenie narodu ukraińskiego uważanego przez Rosjan za naród bratni/jeden ze szczepów narodu rosyjskiego.

Wojna putinowska ma wsparcie części środowiska akademickiego Rosji mimo pewnego oporu części akademików i studentów, tak jak wojna jaruzelsko-polska, mimo oporu na uczelniach, tak studentów, jak i pracowników, miała wsparcie części środowiska akademickiego, nie tylko tego związanego formalnie z przewodnią siłą narodu.

Wobec akademickich instytucji rosyjskich, a także wobec rosyjskich akademików popierających Putina, stosowane są rozmaite restrykcje, niewątpliwie dotkliwe dla rosyjskiej domeny akademickiej.  Odizolowanie od zewnętrznego świata dla rosyjskiej domeny akademickiej oznacza degradację. Protestujący przeciwko wojnie mogą jednak liczyć na wsparcie ze strony międzynarodowego środowiska akademickiego, podobnie jak naukowcy i studenci ukraińscy.

Podczas wojny jaruzelsko-polskiej akademicy popierający reżim Jaruzelskiego mogli liczyć na ułatwienia w karierze, swobodę wyjazdów zagranicznych, obejmowanie stanowisk decydenckich, gdy opozycyjnie nastawieni byli nieraz internowani, aresztowani, blokowani całkowicie lub przynajmniej okresowo w wyjazdach zagranicznych, szczególnie na długotrwałe wyjazdy do uczelni zachodnich. Dla opozycji, czy po prostu niewygodnych dla przewodniej siły narodu, stanowiska decydenckie nie były dostępne; byli marginalizowani, izolowani, poddawani szykanom, mobbingowi…  Przeprowadzano polityczne weryfikacje kadr akademickich po wprowadzeniu stanu wojennego, jak i kolejną, lepiej przygotowaną, także pod kątem prawnym, przed transformacją ustrojową. Pozwoliło to na wyeliminowanie z systemu akademickiego wielu wrogów przewodniej siły narodu i nierokujących nadziei na wychowywanie młodzieży w duchu socjalistycznym.

Negatywna propaganda na odcinku akademickim wobec wrogów systemu, przypomina propagandę putinowską wobec broniących swojej wolności Ukraińców. Z prawdą to nie miało nic wspólnego, ale przyzwolenie na haniebne poczynania było.

Blokowanie niewygodnych w domenie akademickiej rozciągało się także na czas pokojowej transformacji, gdyż partyjni beneficjenci przemian nadal pozostawali na stanowiskach decydenckich. Wielu z przyczyn pozamerytorycznych nie wróciło na uczelnie po wyeliminowaniu z naruszeniem cywilizowanego prawa. Nadal, mimo rozwiązania PZPR i SB, niewygodnym, stanowiącym zagrożenie dla nomenklatury blokowano wyjazdy naukowe, nawet krajowe i to czasem bardziej skutecznie niż w okresie wojennym. Ograniczano/uniemożliwiano dostęp do aparatury badawczej, do komputerów, zmuszając do realizacji dostaw obowiązkowych płodów intelektualnych.

Zjawisko konieczności prowadzenia akademickiej działalności konspiracyjnej po transformacji ustrojowej zupełnie nie jest znane badaczom historii najnowszej i zarazem opinii publicznej.

Czy nie jest marnotrawstwem potencjału intelektualnego zakładanie blokady na naukowców, aby czasem czegoś w nauce nie zrobili, aby czegoś nie nauczyli młodych?  Skoro ktoś miał setki wykładów rocznie i wiele wystąpień publicznych, nawet w czasach jaruzelskich, a w czasach „wolnej” Polski, po transformacji – żadnego to powinno być uważane za skandal. A nie jest. Co więcej, nieraz mamy do czynienia z oczywistym bojkotem, niewygodnych dla beneficjentów transformacji i to bez potrzeby ogłaszania i bez „dziur” w bojkocie (jak to jest w przypadku bojkotu Rosji). Takich się nie zaprasza na spotkania, choćby napisali nie wiem ile książek, artykułów, nie podejmuje się merytorycznych dyskusji, na ogół nie cytuje (choć nieraz plagiatuje) tak, aby przemilczeć całkowicie i głosić wszem i wobec, że nie ma nikogo, aby coś napisał, powiedział, podyskutował ….

Tak się dzieje nie tylko na podwórku akademickim, ale i społecznym [pozaakademickim], bo taka antykultura [cancel culture] przenika do życia społecznego.    

Skutek tych patologii uwarunkowanych systemowo i psychologicznie [uciszanie mądrzejszych, a przynajmniej za takich uważanych, żeby to, co mówią, nie uraziło głupców] jest oczywisty – kryzys systemu nauki, brak elit, mimo ilościowego wzrostu pracowników nauki, a przede wszystkim uczelni z nazwy wyższych.

Zamiary poznania mechanizmów kształtowania kadr akademickich są objęte cenzurą prewencyjną. Mój postulat opracowania Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji nie został podjęty. Co więcej, z zakłamanej historii najnowszej uczelni skasowano „komunizm” a także „stan wojenny”, jak i przewodnią siłę narodu (PZPR). O politycznych weryfikacjach kadr akademickich (niemal) nikt nie słyszał. Konkursy ustawiane na swoich znakomicie blokowały powroty do systemu akademickiego wyeliminowanych podczas weryfikacji, a także pracujących na uczelniach zagranicznych. O zniszczeniach infrastruktury badawczej, warsztatów pracy, bibliotek, likwidacji szkól naukowych nikt nie pisze/mówi. Skoro stanu wojennego nie było (tak wynika z historii uczelni) to i strat wojennych nie było, tak ludzkich, jak i materialnych – nieprawdaż?  Jeśli są prowadzone badania krzywd w okresie PRL, to są one ograniczone do akademickich beneficjentów, a losem ofiar nikt się nie interesuje i ich nie ujawnia. Rezultat takich „badań” i jest oczywisty – ofiar politycznych nie było.

Wykazuje się dziesiątki funkcjonariuszy SB i ich tajnych współpracowników, ochraniających (w żargonie esbeckim) tak obiekty akademickie, jak i kadry, ale podobno skutek takiej „ochrony” był taki, że podobno ofiar nie było (sic!). Trudno o lepsze uznanie dla ich ochroniarskiej pracy i trudno się dziwić, że tacy nadal pracują w systemie i nadal pociągają za akademickie sznurki. Ujawnianie prawdy nie wchodzi w rachubę.

Nie ujawnia się także jawnych współpracowników systemu zła (członków PZPR) i ich metod przewodzenia także w domenie akademickiej.

Konieczne są badania porównawcze nad skutkami blokad akademickich w warunkach wojny i pokoju (III RP) i zastosowania rzetelnej wiedzy w reformowaniu domeny akademickiej, mającej ogromny wpływ na funkcjonowanie państwa w XXI wieku.

Pewną wiedzę na ten temat mieli młodzi ludzie z okresu wojny jaruzelsko-polskiej, przestrzegający decydentów akademickich, że stosowane przez nich metody nie wprowadzą godnie nauki w XXI wiek.  Ale dla decydentów ta przestroga była zbyt niewygodna, aby ją wprowadzić w życie. Wkroczyli wraz z wyselekcjonowanymi przez nich kadrami w wiek XXI, pozostawiając godność i prawdę za progiem.

Chyba doszło do jakiegoś zbliżenia/przenikania się cywilizacyjnego, stąd cywilizacja łacińska w czystej postaci jest zagrożona. Czasy wojenne te zagrożenia uwidaczniają.

Tekst opublikowany na portalu ABC Niepodległość – https://abcniepodleglosc.pl/

czytaj także : Refleksje o metodach zakładania blokad akademickich w czasie wojny i pokoju cz. 1

Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com)

Na prawdę nie ma miejsca ani czasu

Zamieszczam poniżej tekst Szkalowanie zamiast polemiki, czyli Jan Woleński w akcji”, który przekazałem redakcji Forum Akademickiego, oczekując na przeprosiny i możliwość odpowiedzi na szkalujące mnie dezinformacje zamieszczone w tekście „O mobbingu na uczelniach” w 9 numerze FA w r .2019.

Niestety do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi, czy zostanę przeproszony, czy redakcja FA zamieści skorygowane informacje, czy dostanę możliwość ustosunkowania się do kłamstw dotyczących mojej osoby,  sfabrykowanych przez Jana Woleńskiego w tekście, pod którym widnieje informacja

„Prof. dr hab. Jan Woleński , członek Komisji ds. Etyki w Nauce PAN

PS Niniejszy tekst został przesłany do redakcji „Gazety Wyborczej”, a ta przekazała go do portalu gazeta.pl/weekend, także należącego do Agora S.A. Decyzję o jego nieopublikowaniu podjęła Ewa Jankowska, a więc osoba zainteresowana. Proponowałem publikację „Gazecie Wyborczej”, lecz ta odmówiła. Wygląda na to, że na szkalowanie środowiska naukowego miejsce w prasie codziennej z reguły się znajduje, a na polemikę w tym zakresie bardzo rzadko.”

Zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem Jana Woleńskiego, że „na szkalowanie środowiska naukowego miejsce w prasie codziennej z reguły się znajduje, a na polemikę w tym zakresie bardzo rzadko” z tym, że dotyczy to też miesięcznika akademickiego, w którym znalazło się miejsce na szkalowanie (ze strony Jana Woleńskiego) a na polemikę (z mojej strony) do tej pory miejsce się nie znalazło. Wiadomo mi, że przez lata na łamach FA nie można było nawet powoływać się na moje teksty, wymieniać mojego nazwiska (autora setek tekstów i kilkunastu książek dotyczących ważnych spraw akademickich) i ze zdziwieniem zauważyłem, że jakby zapis na moje nazwisko został odblokowany, ale po to, aby podawać o mnie kłamstwa.

Jan Woleński mógł przez lata pracować na etacie na UJ, gdy UJ (i nie tylko UJ) dla mnie, po politycznej weryfikacji kadr akademickich (r.1986/87), został zamknięty i to dożywotnio,  i bez reakcji, także gremiów etycznych (do których należy Jan Woleński).

Wikipedia w biogramie Jana Woleńskiego podaje  m.in. „Jan Woleński, właściwie Jan Wiktor Hertrich-   Woleński  polski filozof analitycznylogik i epistemolog, teoretyk prawdy oraz filozof językaprofesor nauk humanistycznych.  M.in.  Członek-założyciel reaktywowanego Żydowskiego Stowarzyszenia B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej, a w latach 2007–2012 pełnił funkcję wiceprezydenta…..Z powodu wystąpienia z PZPR nie otrzymywał paszportu w latach 1982–1986 i był objęty zakazem prowadzenia zajęć dydaktycznych na Politechnice Wrocławskiej w latach 1982–1988. W latach 1982–1988 wstrzymano wniosek o nadanie mu tytułu profesora.”

O mnie żadnych informacji w Wikipedii nie ma, ale nieco ich zamieściłem na moim blogu (https://blogjw.wordpress.com/autor/ i każdy, także Jan Woleński, może się z nimi zapoznać i merytorycznie się do nich ustosunkować.

Jan Woleński jako znany anylustrator ( Lustracja jako zwierciadło, Universitas, 2007.), który nie zhańbił się czytaniem zasobów SB w IPN, jako ekspert (sic!) występował w panelach na temat lustracji ( np.  https://lustronauki.wordpress.com/2012/10/11/uniwersytet-w-panstwie-policyjnym/ , https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/) czego nie dostąpił – jako wymazany/unieważniony  przez środowisko – Józef Wieczorek, który zapoznawał się zarówno z teczkami SB, jak i PZPR i prowadzi popularny serwis (ponad milion wejść) – LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL http://lustronauki.wordpress.com/

 Aby w pełni odnieść się do manipulacji i kłamstw eksperta od etyki i lustracji oraz teoretyka prawdy (której za nic w świecie praktycznie nie chce poznać i na moje strony nie zagląda, bo wie od innych, że nie warto – informacje w sieci !) w szerszym kontekście musiałbym napisać sporą książeczkę, ale moje doświadczenia są takie, że redakcje, jak i środowiska akademickie chłoną chętnie kłamstwa a są odporne na prawdę, na którą nie ma miejsca, ani czasu.

Trzeba mieć na uwadze, że uczelnia Jana Woleńskiego (UJ) abdykowała z poszukiwania prawdy, nie interesuje jej odmienna orientacja moralna i intelektualna, gdy Józef Wieczorek pozostał na swoich pozycjach, co jakiś czas bombardowanych przez akademickie działa największego kalibru.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Forum Akademickie

Piotr Kieraciński – redaktor naczelny

ul. Tomasza Zana 38
20-601 LUBLIN

Szkalowanie zamiast polemiki, czyli Jan Woleński w akcji

Szanowny Panie Redaktorze,

Przypadkowo natknąłem się na nieznany mi wcześniej tekst Jana Woleńskiego „ O mobbingu na uczelniach” zamieszczony w 9 numerze FA w r .2019. a stanowiący podobno polemikę z artykułem Ewy Jankowskiej o mobbingu na uczelniach (http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24821405), której nie zamieściła redakcja Gazety Wyborczej, nad czym autor boleje pisząc „ Wygląda na to, że na szkalowanie środowiska naukowego miejsce w prasie codziennej z reguły się znajduje, a na polemikę w tym zakresie bardzo rzadko”..

W zamieszczonym tekście  Jana Wileńskiego trudno się doszukać rzetelnej polemiki z tekstem Gazety Wyborczej a bez trudu można zauważyć szkalowanie mojej osoby naruszające moje dobra osobiste, mimo że w tekście Ewy Jankowskiej moje nazwisko pojawia się tylko raz  – cytat „ Jak podkreśla Józef Wieczorek, prezes Fundacji Niezależne Forum Akademickie i twórca bloga nfat.wordpress.com, gdzie publikowane są przypadki mobbingu na uczelniach wyższych, mobbing bywa stosowany jako metoda zarządzania zakładem i metoda dyscyplinowania pracowników. Tłumaczy, że kierownicy merytorycznie nieprzygotowani do kierowania zespołami ludzi często stosują terror psychiczny dla utrzymania się przy władzy poprzez eliminowanie zbyt kompetentnych, aktywnych, a zatem potencjalnie zagrażających im pracowników”. [Uwaga! błąd w adresie mojej strony   – jest nfat.wordpress.com winno być https://nfapat.wordpress.com/ NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

z tym, że ta strona podawana jest chyba omyłkowo, bo teksty o  mobbingu (także tezy przytaczane przez autorkę) zamieszczam na innej stronie – MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKIhttp://nfamob.wordpress.com/

Autorka nie precyzuje z   którego tekstu dowiedziała się o moich poglądach (kontaktu z autorką nie miałem). Moje poglądy – uzasadnione moją znajomością rzeczy – takie są, ale należy je cytować jak należy. Jan Woleński tego nie podnosi, rzetelne cytowanie go nie interesuje, gdyż sam tak samo postępuje. Mnie atakuje bez znajomości moich licznych tekstów poświęconych problematyce mobbingowej w kontekście funkcjonowania patologicznego systemu akademickiego. Publicznie [w sieci] podnosił, że nie zagląda do moich tekstów, bo nie warto -jak mu inni mówili i to jest dla niego naukowa (?) podstawa do personalnych (bo nie merytorycznych) ataków!    

Jan Woleński przeciwstawia tezy Joanny Gruby tym prezentowanym przez Joannę Wylężałek, nie dokumentując czy je zna, bo jedynie informuje: „ Zaglądnąłem do książki J. Wyleżałek. Jest to gruntowne teoretyczno-empiryczne studium na temat mobbingu społecznego, w tym uczelnianego.]  Jest to raczej kabaretowa opinia, tym bardziej, że obie panie Joanna Gruba i Joanna Wylężałek ze sobą współpracują i efekty tej współpracy zamieszczane były na stronach Fundacji Nauka Polska. Jan Woleński może nie wiedzieć, że studium p. Wylężałek powstało z inspiracji autorki moimi tekstami o mobbingu akademickim, jak sama podkreślała ( tel. 2010 r ?) prekursorskimi. Z analizy moich i p. Wylężąłek tekstów wynika, że autorka tak się zainspirowała moimi tekstami, że pewne fragmenty jej tekstów są tożsame [bez zaznaczenia, że chodzi o cytat]  z moimi wcześniejszymi, co podnosiłem już w roku 2011 r. [ na etapie powstawania studium]   jak i  w 2019 r. [ https://nfamob.wordpress.com/2019/04/04/ankieta-mobbing-na-uczelniach/).

Jan Woleński nie uzasadnił w swej „polemice” dlaczego moje tezy są złe a tożsame/bliźniacze  p. Wylężałek – dobre. Czy może dlatego, że studium p. Wylężałek jest recenzowaną pracą habilitacyjną? [nie przeze mnie, bo w Polsce, ci którzy się znają na rzeczy, ale nie są hab., prof. recenzentami takich prac być nie mogą).   

Rzetelny recenzent winien postawić pytanie: jakie są osiągniecia pracy (tezy  gruntownego teoretyczno-empirycznego studium na temat mobbingu)’ skoro tożsame tezy były wcześniej prezentowane przez JW ?  – i to w tekstach, które ja wcale nie uważam za naukowe, choć rzetelne.

Jan Woleński jako członek Komisji ds. Etyki w Nauce PAN nie widzi w tym nic zdrożnego, nierzetelność chwaląc, rzetelność ganiąc – bo jak to inaczej zrozumieć? 

Jan Woleński, jako akademik niezależny od faktów,  niejako zestawia moją osobę z p. Joanną Grubą, z którą mi nie po drodze – różnice kosmiczne.

Jan Woleński w tekście rozpowszechnia fałszywe informacje (nie mające żadnego związku z tekstem Gazety Wyborczej) na temat mojej osoby. Oczekuję, że autor czy Redakcja FA przedłoży mi dowody, że jak czytamy  (ni stąd, ni zowąd) – „Dr J. Wieczorek został zwolniony z UJ z powodu niezrobienia habilitacji”. Wystarczającą ilość informacji na mój temat [opartych na znanych mi faktach], przedstawiam na moich stronach: https://blogjw.wordpress.com/autor/, https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ i rozpowszechnianie fałszywych informacji (bez dowodów) w powszechnie znanym, periodyku akademickim musi budzić  kategoryczny sprzeciw, choć nie jest to jedyny personalny, pozamerytoryczny atak koryfeuszy nauki polskiej  na moją – nic nie znaczącą – osobę, której poglądy podobno są subiektywne z powodu „rozżalenia”, pozostające w kontraście z „obiektywnymi”  poglądami beneficjentów politycznych weryfikacji kadr w okresie komunistycznym  i negatywnej selekcji trwającej do dnia dzisiejszego. 

Moim zdaniem, ten tekst w takiej formie nie powinien się ukazać w FA, gdyż pokazuje, że na szkalowanie środowiska naukowego jest w nim miejsce a na polemikę -nie! Oczywiście mógłby się ukazać, ale nie jako przykład walki z cenzurą [tak rozumiem zamieszczenie go bez komentarza redakcji na FA] ale jako przykład ilustrujący zapaść środowiska akademickiego a w szczególności „naukowców” obarczonych licznymi tytułami [także honorowymi], które ich tak przytłaczają, że nie są w stanie funkcjonować na poziomie uniwersyteckim a jeno kabaretowym.  

Gdyby jednak było miejsce w FA i na merytoryczną polemikę, to mogę napisać osobny tekst (kilka – kilkanaście tysięcy znaków) odnoszący się do szkalującego mnie tekstu, w kontekście patologii akademickich, w ujęciu także historycznym. Rzecz jasna z analizy tekstu Jana Woleńskiego wyłania się tyle demonów środowiska akademickiego, że choćby pobieżne ich omówienie musiałoby zabrać co najmniej cały numer Forum Akademickiego, a najlepiej książkę.  Takich tekstów nie można przemilczeć, bo ich omówienie winno wiele wnieść do lepszego poznania plag akademickich toczących domenę akademicką.

Oczekuję od Redakcji na przeprosiny i rzetelną informację na stronach FA .

Z poważaniem

Józef Wieczorek

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx



—— Wiadomość oryginalna ——
Temat: Re: FA
Data: 2021-12-02 14:44
Nadawca: „Jozef Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>
Adresat: „Piotr Kieraciński” <kieracinski@forumakademickie.pl>;

Panie Redaktorze,

Załączam dokumentację e-maila na który nie dostałem potwierdzenia stąd  tekst umieściłem na FB.

Moja reakcja rzeczywiście dotyczy tekstu sprzed 2 lat, gdyż wcześniej go nie zauważyłem a i Redakcja  FA nie zwróciła mi na niego uwagi, mimo że zamieszczony został personalny atak na moją osobę, o czym jasno piszę w mojej reakcji.  Nie wiem dlaczego moja reakcja jest niezrozumiała ? Tekst Woleńskiego – czyli kłamstwa – był dla Redakcji zrozumiały ?  Prawdę trudniej jest zrozumieć w środowisku akademickim , tym bardziej, że uczelnie ( w tym b. uczelnia Jana Woleńskiego)  abdykowały z poszukiwania prawdy, stąd możliwości nawiązania kontaktu intelektualnego z akademikami przez osobę, która z poszukiwania prawdy nie zrezygnowała są mierne, a nawet żadne  [ np. https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/

  Materiał do którego odnoszą się linki w moim tekście tylko sprawę wyjaśniają. Gdyby ich nie było, być może byłyby jakieś wątpliwości. Tekst Jana Woleńskiego dobrze jest widzieć w szerszym kontekście plag akademickich, które w nim się ujawniają.  

Sprawa jest jasna – zostałem zniesławiony przez Jana Woleńskiego w tekście z FA przez podawanie nieprawdziwych informacji naruszających moje dobra osobiste rozpowszechniane za pomocą FA bez jakiejkolwiek konfrontacji z osobą szkalowaną (mną). Wymaga to wyjaśnienia przez Redakcję ( w końcu tekst jest dostępny publicznie do dnia dzisiejszego), naprawienia krzywdy, umożliwienia reakcji osoby poszkodowanej.  Myślę, że kierowanie sprawy do sądu jest gorszym rozwiązaniem.

Z poważaniem

Józef Wieczorek


Od: „Piotr Kieraciński” <kieracinski@forumakademickie.pl>
Do: „Jozef Wieczorek” <jozef.wieczorek@interia.pl>;
Wysłane: 9:45 Czwartek 2021-12-02
Temat: FA

Panie Józefie,

nie bardzo rozumiem Pana zarzuty, zatem trudno mi się do nich odnieść. Może Pan wyrazić to samo w prostszych słowach, bezpośrednio, a nie za pomocą linków? Na razie Pana „komentarz” na FB jest całkowicie niezrozumiały (nie mówiąc już, że odnosi się do publikacji sprzed dwóch lat).

Ach, i jeszcz: mam wrażenie, że nie dostałem od Pana tego tekstu bezpośrednio, co sugeruje Pan w „komentarzu”. Gdybym go dostał, odpowiedziałbym wcześniej. Coś przeoczyłem?

Serdeczności


 

AKADEMICKIE UNIEWAŻNIANIE STANU WOJENNEGO

Akademickie unieważnianie stanu wojennego

Stan wojenny to jedno z najważniejszych wydarzeń w powojennej historii Polski, ale do tej pory nie trafił do oficjalnych, publicznie prezentowanych historii  polskich uniwersytetów, które w tym czasie funkcjonowały. Stan wojenny jakby został unieważniony, skasowany w ramach niemal powszechnie stosowanej na uczelniach cancel culture. 

Bez znajomości historii stanu wojennego i jego skutków nie da się jednak zrozumieć obecnej sytuacji w domenie akademickiej. Trudno ją zreformować, bo jest ona zdominowana przez beneficjentów stanu wojennego i przez nich wyselekcjonowanych/sformatowanych.

To chyba tłumaczy wymazywanie tej, jak mówimy, wojny jaruzelsko-polskiej z pamięci akademickiej. Stan wojenny został zniesiony formalnie 22 lipca 1983 r, ale w opinii kombatantów tamtych lat trwał do 1989 r., bo co prawda z codziennego widoku publicznego zniknęły transportery opancerzone i ZOMO, ale represje, i to zaostrzone wobec przeciwników junty Jaruzelskiego, trwały. Dla zachowania równowagi reżimu zaostrzono prawo i to tak, że do dnia dzisiejszego niektóre ustawy mają nadal moc prawną i dominują nad Konstytucją III RP! Tak się ma np. sprawa postępowań dyscyplinarnych prowadzonych wobec studentów i pracowników uczelni (przynajmniej na UJ), które to postępowania są utajnione do tej pory tak dla ofiar, jak i badaczy, także IPN!  

Niemal skasowano z przestrzeni publicznej polityczne czystki akademickie, szczególnie te z końca trwania reżimu. Straty wojenne do tej pory nie są poznane i tych poniesionych w domenie akademickiej jakoś nikt nie chce poznać. A chodzi o wyeliminowanie z domeny akademickiej sporej liczby aktywnych naukowo i edukacyjnie pracowników, co doprowadziło do luki pokoleniowej w III RP i fatalnego stanu polskich elit kształtowanych do dziś przez negatywnie selekcjonowane kadry.

Jakoś nie bierze się pod uwagę, że usunięcie z uczelni jednego dobrego, aktywnego nauczyciela spowodowało brak w III RP co najmniej dziesiątków absolwentów na poziomie (czasem profesorskim) i dziesiątków prac naukowych na poziomie międzynarodowym. A niszczono przecież warsztaty pracy, które już nie istnieją w III RP, podobnie jak ogromne nieraz księgozbiory naukowe, na ogół już co prawda niepotrzebne, bo dziś dominuje metoda Copy & Paste i na czytanie nie traci się czasu.  

Nie da się obecnego stanu domeny akademickiej wytłumaczyć tylko niszczeniem polskiej inteligencji podczas okupacji niemieckiej, bo elity można w normalnym systemie w ciągu dziesiątek lat odtworzyć. Straty okupacyjne były wielkie, ale przecież powiększane przez czerwonych władców, stąd obserwowana degradacja domeny akademickiej wraz z odchodzeniem kadr przedwojennych.

Polityczne weryfikacje kadr akademickich w czasach jaruzelskich dobiły niezależnych, nonkonformistycznych badaczy o odmiennej od komunistycznej orientacji moralnej i intelektualnej. Pozostali spolegliwi konformiści, oportuniści, nastawieni na robienie tytułów i polepszanie statusu materialnego na licznych etatach, niedostępnych dla wykluczonych z systemu.

Obraz stanu wojennego w domenie akademickiej jest słabo znany, bo dokumenty akademickie uległy ewaporacji, a komisje historyczne zainteresowane są tylko relacjami beneficjentów systemu, więc kasowane są z obiegu publicznego/pamięci niewygodne ofiary systemu, dobijane nieraz po raz kolejny rozpowszechnianiem fałszywych, niezależnych od prawdy informacji. Zresztą uniwersytety na ogół z poszukiwania prawdy abdykowały i nie muszą jej szukać po usunięciu ze swej historii komunizmu, stanu wojennego, PZPR i politycznych czystek ….

Lamentuje się nad nieznajomością historii najnowszej przez młodych, a jakoś nikt (niemal) nie lamentuje nad nieznajomością/zakłamywaniem historii przez profesorów, a przecież to profesorowie w dużej mierze decydują o (nie)znajomości historii przez młodych.

Ciekawe, jak zostanie wdrożony w życie projekt nowego przedmiotu „historia i teraźniejszość” (szkoły ponadpodstawowe), skoro nie zaplanowano nawet wycofania z obiegu edukacyjnego kompromitujących książek akademickich z kłamliwą najnowszą historią, ani autorów i propagatorów takich „dzieł”, z których przecież uczą się przyszli nauczyciele szkół ponadpodstawowych. A co będzie, jak uczniowie nauczą się takiej zakłamanej historii? Do tej pory przynajmniej jej nie znali, a wiadomo, że czego Jaś zbyt dobrze  się nauczy, to Jan raczej nie zdoła się tego oduczyć. Dlatego wycofanie z obiegu edukacyjnego kłamliwych książek i ich producentów jest tak ważne.

Żeby nie unieważniano stanu wojennego, trzeba unieważnić zakłamane książki!