Lustracja, czyli odsłanianie twarzy podczas pandemii

Lustracja, czyli odsłanianie twarzy podczas pandemii

Podczas pandemii jest obowiązek zasłaniania twarzy, ale nie anulowano obowiązku lustrowania osób publicznych. Kto przed laty nie utrzymywał należytego dystansu, miał tajne, bliskie – rzec można: intymne – kontakty z SB, musi się liczyć z tym, że jego twarz, nawet w okresie pandemii zostanie odsłonięta.

W czasach PRL, z powodu pandemii komunizmu, istniał obywatelski obowiązek zachowania dystansu wobec funkcjonariuszy zabezpieczających trwanie podłego systemu. Niektórzy tego obowiązku nie przestrzegali, ale po ogłoszeniu obalenia komunizmu byli nierozpoznani.

Obowiązek noszenia masek podczas pandemii traktowany jest jako ograniczenie wolności, ale dawni współpracownicy systemu zniewolenia, przez lata III RP, zakrywali sobie twarz autonomicznie. Fakt, że zwykle bezobjawowo, stąd mało kto wiedział, co za taką maską może się kryć. Kiedy powstał IPN przystąpiono do tworzenia ustaw umożliwiających ujawnienie tego co miało być tajne.  Krzyk z tego powodu był głośny, szczególnie na autonomicznych uczelniach, gdzie starano się zachować przywilej ukrywania prawdy.

Niektóre uczelnie pousuwały zresztą poszukiwanie prawdy z obowiązku akademickiego, aby się zabezpieczyć na taką ewentualność. W tym czasie rozpocząłem tworzenie “lustra nauki” (serwis: Lustracja i weryfikacja naukowców PRL) aby nasi akademicy mogli się w nim przejrzeć w całej okazałości i bez skrępowania. Nawet było spore zainteresowanie i trwa ono do dziś, stąd ponad milion spojrzeń zarejestrowanych. Można sądzić, że wielu spoglądało na siebie wielokrotnie, ale do tej pory “lustro” nie zostało roztrzaskane, choć zamiary były.

IPN nie próżnuje, wiele twarzy odsłonił, stworzył katalogi ciągle uzupełniane i ostatnio, mimo pandemii, odsłonił kolejną twarz jednego z rektorów. Fakt, że już byłego i miernie utytułowanego, bo jedynie doktora, lecz usytuowanego na wielu pozycjach i to decyzyjnych, a także doradczych. Chodzi o dr. Kazimierza Kujdę, który w latach 2004-2005 był rektorem Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie, a w latach 2004-2007 rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży.  Okresowo był więc – rzec można – rektorem do kwadratu. Odsłonięcie twarzy – i to w czasie pandemii – nastąpiło w trybie autolustracji, po tym jak były rektor został zawieszony w pełnieniu funkcji doradczej przy Prezydencie RP. Sam wystąpił o publiczne odsłonięcie twarzy przed dwoma laty, kiedy pandemii jeszcze nie było. Sam uważał, że z SB nie współpracował. Prokuratorzy IPN jednak wykazują, że jest kłamcą lustracyjnym, co go dyskwalifikuje do pełnienia publicznych stanowisk.

Kłamstwa rektorów są tak pospolite, że nie skutkują na ogół konsekwencjami, lecz kłamstwo lustracyjne traktowane jest poważniej, szczególnie przy obejmowaniu stanowisk nieakademickich. Zapewne sprawa znajdzie finał w sądzie, jak wiele podobnych.

Nie tak dawno odszedł z tego świata były rektor UJ – Franciszek Ziejka, który notowany był w aktach SB jako KO pod pseudonimem Zebu, nader trafnie dobranym. Do współpracy się nie przyznawał, a sąd nie podzielił argumentów IPN i nie podważył prawdziwości oświadczeń lustracyjnych. Może to nastąpić najwcześniej na Sądzie Ostatecznym, co zresztą sugerował sam rektor oskarżany o kłamstwo.

Taki stan rzeczy nie jest korzystny dla funkcjonowania domeny publicznej na ziemskim padole. Potrzebne jest oczyszczenie domeny publicznej, a akademickiej w szczególności, bo w tej domenie formuje się nasze elity, i to na lata. Niestety tego nie dokonano po ogłoszeniu upadku komunizmu, więc tak do końca to on nie upadł. Zresztą konieczna by była szersza lustracja uczelni, na wzór lustracji majątków ziemskich w dawnej Rzeczypospolitej.  W końcu trzeba mieć wiedzę o tym czym się zarządza i kto zarządza.

Pod koniec PRL przeprowadzono lustrację na uczelniach, ale nie na okoliczność współpracy z SB, lecz na okoliczność zidentyfikowania tych, którzy do utrwalania najlepszego z systemów się nie nadawali. A co gorsza nie spełniali norm etyki socjalistycznej i swoją postawą negatywnie wpływali na młodzież akademicką. Stanowiąc zagrożenie dla przewodniej siły narodu, z systemu akademickiego byli usuwani.  I do tej pory ta lustracja, od której do sądów nie było odwołania, nie stanęła przed sądem wolnej Rzeczypospolitej. I jakby nikomu to nie przeszkadzało.

Prawdziwej twarzy tej lustracji i negatywnie zlustrowanych nikt nie chce widzieć, nawet jak sami o autolustrację i poznanie prawdy historycznej występują. Nawet pandemia takiego maskowania nie usprawiedliwia.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 17 lutego 2021 r.

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe


[https://www.panstwo.net/4377-nadzwyczajne-kasty-w-togach

  • symbol obu kast, najpierw sędziowskiej, potem akademickiej,

w czasach zarazy czerwonej, czyszczony z pamięci po rzekomym jej ustąpieniu]

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe

Żyjemy obecnie w czasie zarazy biologicznej jakiej na ziemiach polskich nie pamięta moje pokolenie, które żyło przez dziesiątki lat w czasach zarazy ideologicznej, najpierw czerwonej, a następnie tęczowej.

Życie w czasach zarazy skłania do refleksji nad marnością naszego żywota. Trudno jednak porównywać skutki zarazy biologicznej i ideologicznej, chociaż nie ma wątpliwości, że zejść śmiertelnych w wyniku panowania zarazy czerwonej było nieporównywalnie więcej niż dotychczasowych zejść podczas zarazy wirusowej, a żadna kwarantanna nie dawała skutecznej obrony przed zarazą czerwoną.

To, że społeczeństwo, mimo ogłoszenia końca zarazy czerwonej, bynajmniej nie ozdrowiało i nadal jest dotknięte czerwonym wirusem, który ulega tęczowej mutacji – jest faktem, ale często ukrywanym w przestrzeni publicznej.

Zanik refleksji nad tym stanem jest także faktem, stąd obywatelski obowiązek podzielenia się garścią refleksji, aby skłonić innych do wydostania się ze stanu hibernacji, który jest traktowany jako strategia przetrwania.

Czy warto tak trwać ?

Nie wszyscy taką strategię chcą przyjąć, naruszając błogostan rzekomych pogromców kolejnych zaraz, a zarazy czerwonej – w szczególności.

Analiz psychologicznych, socjologicznych, politycznych w tej materii jakoś brakuje. Pozostaje analiza indywidualna, siłą rzeczy subiektywna, ale nieraz wnosząca wiele do poznania prawdy obiektywnej, której wielu nie chce za żadne skarby znać.

Badacze mają obowiązek służbowy, a tym bardziej moralny, poznawania prawdy, ale robią wiele, a nawet więcej, aby nie poznać czasem tego co badają, jeśli tylko to poznanie by im utrudniło formalną karierę. I taki stan rzeczy spotyka się ze zrozumieniem, a nawet akceptacją, niemałej części społeczeństwa, jakoś nie mającego nic przeciwko temu, że tacy „badacze” są utrzymywani z ich kieszeni.

Skoro to akceptują, to za taki stan rzeczy są współodpowiedzialni i argument – „ja nie mam na to wpływu”, „ja nie wiedziałem”, nie może stanowić usprawiedliwienia, skoro palcem w bucie nie ruszą aby się dowiedzieć, a na widok niewygodnej dla nich wiedzy [dostępnej i to łatwo np. w cyberprzestrzeni ] chowają po prostu głowę w piasek.

I na takiego wirusa hibernacji społecznej do tej pory nie wynaleziono szczepionki i nie ma nawet informacji, czy nad taką szczepionką trwają prace badawcze. Odnosi się wrażenie, że badacze nawet siebie nie chcą uzdrowić, a co dopiero mówić o uzdrowieniu pozostałej części społeczeństwa.

To, że w Polsce mamy nadzwyczajną kastę sędziowską to chyba wszyscy wiedzą, bo to sami sędziowie tak społeczeństwu oznajmili i zostało to przyjęte do powszechnej niemal akceptacji, bo widocznie argumentów przeciwnych jakoś nie znaleziono.

Ale to, że w Polsce mamy także nadzwyczajną kastę akademicką chyba wiedzą tylko niektórzy. W przestrzeni publicznej się o niej nie mówi, chyba że w jakiś strefach niszowych. Jak wpisuję na ‚Google’ – „nadzwyczajna kasta akademicka” to mi wychodzą tylko moje teksty w różnych mutacjach.

Pisałem kiedyś w niszowym Nowym Państwie Nadzwyczajne kasty w togach” [2017] tak o nadzwyczajnej kaście sędziowskiej, jak i jej matce – nadzwyczajnej kaście akademickiej, nawiązując w tekście do Ewangelii wg św. Łukasza „ Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli„

Sądziłem, że w kraju katolickim będzie jakiś odzew. Nic z tego. Głowy pozostały pogrążone w piasku.

W TVP program „Kasta” porusza tylko problemy kasty sędziowskiej, pomijając całkiem kastę – matkę. Ta natomiast nieraz w przestrzeni publicznej występuje w obronie swoich dzieci. Trudno się nawet temu dziwić.

Niektóre osoby, bez względu na płeć, należą zresztą do jednej i do drugiej kasty jednocześnie, jakkolwiek w dwóch togach jednocześnie publicznie się nie pojawiają, stąd ludziska – że tak powiem – obrazkowi, jakoś tego zjawiska nie widzą.

Ja w swoim życiu nieco poznałem obie kasty i muszę przyznać, że kasta akademicka dała mi się bardziej we znaki.

Co prawda, przez kastę sędziowską byłem linczowany przed 20 laty, a przez ostatnie 5 lat grillowany na różnych jej szczeblach, ale gdzie tam tej kaście do swej matki-rodzicielki.

W końcu kasta akademicka nie tylko mnie linczowała i grillowała, ale wyklęła skutecznie i to dożywotnio w czasach czerwonej zarazy, a po rzekomym ustąpieniu zarazy wyklęcie nie ustąpiło, a nawet się wzmocniło.

W czasach zarazy czerwonej, mimo wszystko, przez szereg lat mogłem negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką poprzez ok. 100-200 godz. wykładów rocznie i nie mniejszą ilość innych zajęć oficjalnych, jak i nieoficjalnych, a nawet zabronionych – rzecz jasna nie bezkarnie. Ale po rzekomym ustaniu zarazy czerwonej nie było to już możliwe, nawet w ilości mikroskopijnej.

W rzekomo wolnej od czerwonej zarazy Polsce, pozostała jedynie wolność wykładania do swoich ścian [no i samych ścian rzecz jasna]. Kasta akademicka po ustaniu zarazy nawet się wzmocniła, uznała się za pokrzywdzoną, i to w części przeze mnie [sic !] i taki stan rzeczy został zaakceptowany i to także przez bojowników o wolność, a nawet demokrację.

Czy ktoś może ujawnić jakiś mój wykład/spotkanie/obszerniejszą wypowiedź w domenie nie tylko akademickiej, poza domeną sądową ? [ dla przykładu wypowiedzi sądowe m.in. pod adresami https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI, https://www.youtube.com/watch?v=g0C3crRTJ0g ]

To dla porównania funkcjonowania i społecznego odbierania obu kast ma znaczenie zasadnicze.

Otóż z moimi wypowiedziami na salach sądowych można się zapoznać, bo miały one miejsce i możne było je zarejestrować, gdy na innych salach – nie tylko akademickich- czegoś takiego nie było !

No, z wyjątkiem kilku wypowiedzi medialnych, i tych ‚wykładów’, tak na froncie akademickim, jak i na innych frontach życia w III RP, które sam pro publico bono zorganizowałem i zabezpieczyłem.

Jak zestawiam moją działalność, ujawnianą na dwudziestu kilku już stronach internetowych, można w niej wyróżnić szereg działań bojowych,  i to frontowych – nie tylko na froncie akademickim, ale także na frontach: antykomunistycznym, etycznym, jagiellońskim, konstytucyjnym, krakowskim, lustracyjnym, medialnym, niepodległościowym, obywatelskim, patologicznym, reformatorskim, sądowym, a nawet kulinarnym i humorystycznym.

I co ? I nic ! Można sobie istnieć w cyberprzestrzeni [nie zawsze bezkarnie, ale jednak], nawet w przestrzeni sądowej, ale w przestrzeni akademickiej – NIE !

Czy potrzebny jest jeszcze bardziej widoczny argument w rozważaniach nad wyższością nadzwyczajnej kasty akademickiej nad nadzwyczajną kastą sędziowską ?

Nawet Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować w Polsce każdą władzę, nawet Sąd Najwyższy, co za Jego zgodą nagrałem i ujawniłem, [Kasacja niewygodnego dziennikarza – proces Józefa W.- https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI] ale bez reakcji społecznej, także tych walczących z nadzwyczajną kastą sędziowską.

Kasta akademicka nie tylko tematu jej kontroli nie podnosi, do moich wypowiedzi nie dopuszcza, ale nawet nie zezwala mi na ujawnienie tego co sama wypowiada – np. Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ? https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/

Protestów społeczeństwa spolegliwego wobec nadzwyczajnej kasty akademickiej – nie zauważyłem. Alternatywnych poczynań, choćby podważających działania operacyjne nadzwyczajnej kasty akademickiej – brak.

Tryumf nadzwyczajnej kasty akademickiej, sformatowanej w czasach czerwonej zarazy, przetrwałej jej rzekome ustąpienie, i funkcjonującej – jakby nigdy nic – w czasach zarazy tęczowej, po prostu bije po oczach. Czemu brak refleksji w tej materii ?

Czy konieczność kwarantanny w czasach kolejnej zarazy biologicznej skłoni kogokolwiek do refleksji nad strasznymi skutkami zarazy ideologicznej, nie tylko w domenie akademickiej?

Orła Wrona nie pokona ?

[ Symbol dwuwładzy w Sądzie Najwyższym ? ]

Orła Wrona nie pokona ?

13 grudnia 1981 WRONa rozpostarła swoje skrzydła nad wyzwalającym się z niewoli krajem, którego symbolem jest Orzeł Biały. WRONa stanowiła wówczas zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym, jak po latach określił warszawski Sąd Okręgowy w dniu 12 stycznia 2012 roku. W grudniową noc zorganizowała akcję ‚Jodła’, co jakoś tak proroczo przewidział Stefan kard. Wyszyński, Prymas Polski w „Zapiskach więziennych” – zapis z dnia 17 I 1954, niedziela: „Siadła wrona na czole wyniosłej jodły. Spojrzała władczo wokół i wydała okrzyk zwycięstwa. …”

Chyba nie bez przyczyny sprawa operacyjna prowadzona przeciwko kard. Wyszyńskiemu, nosiła kryptonim „Prorok”.

W grudniu 1981, już po śmierci proroczego prymasa Polski, WRONa zorganizowała liczne miejsca odosobnienia, dla tych, których uważała za stanowiących dla niej zagrożenie.

Opisuje to jedna z piosenek z miejsc odosobnienia

Zielona WRONa dziób w wężyk szamerowany

Kto nie da drapaka,

Kto nie chce zakrakać

Ten będzie internowany.”

Nie wszyscy chcieli zakrakać, nie wszystkim udało się dać drapaka, stąd w miejscach odosobnienia znalazło się ok. 10 tys. opozycjonistów, choć w kraju, i poza krajem, było ich więcej, stąd opór wobec WRONy mógł trwać także poza takimi miejscami.

Znajomość tych czasów i okoliczności jest jednak różna i np. wybitni historycy najstarszej polskiej uczelni nie zdołali zidentyfikować w historii stanu wojennego, a władze tej uczelni nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie – jak to się stało, że stan wojenny wprowadzony na terytorium całego kraju, na terytorium UJ chyba nie został wprowadzony, bo tak wynika z dziejów UJ, które są przeznaczone do opanowania przez kolejne pokolenia młodych ludzi. [ Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny?” „ Kurier WNET” nr 54/2018]. Czy taki stan rzeczy wynegocjowano z WRONą – do tej pory nie wiemy ? Badania nad tym ciemnym w dziejach uczelni okresem są w powijakach, a na badania niezależne nie ma pieniędzy i nie ma dostępu do archiwów akademickich, co wskazuje na utrzymywanie się nadal systemu totalitarnego, mimo że oficjalnej WRONy już nie ma.

Orła Wrona nie pokona !

Mimo zorganizowanego zbrojnego uderzenia w solidarność społeczną, z miejsc odosobnienia unosiły się słowa optymistycznych jednak piosenek

I choć WRONa głośno kracze wabiąc kruki i puchacze
I tak sprawa przesądzona, Orła WRONa nie pokona!

czy innej:

W kryminale dziś siedzimy

Lecz się WRON-y nie boimy

Kiedy wiosną lody spłyną

Rozprawimy się z ptaszyną.

Kra, kra, kra, wronisko latało, a SB szalało kra, kra, kra…

Z kryminału gdy wyjdziemy

Wtedy wronę zatłuczemy

Wyskubiemy pióra czarne

Bo ptaszysko to koszmarne

… Choć nam posiwieją skronie

Wytłuczemy jaja wronie

Żeby się nie odrodziła

Więcej Polski nie gnębiła..”

Taki optymizm pozwalał przetrwać, i tym co byli uwięzieni, i tym co byli poza miejscami odosobnienia, choć nie znaczy, że na wolności.

Czy taki optymizm był uzasadniony ? Po latach wiemy, że WRONa co prawda nie była taka silna, system chylił się ku upadkowi, ale i solidarność międzyludzka została jednak zgnieciona i nigdy w takiej postaci jak przed stanem wojennym się nie odrodziła. Co więcej, twardzi przeciwnicy WRONy, mający w biografiach obozy internowania, czy więzienia, zostali nieraz tak rozmiękczeni intelektualnie i moralnie, że z twórcami WRONy tworzyli struktury podobno wolnego państwa, a dziś razem są na różnych frontach obrony demokracji, czy tolerancji, a nawet postkomunistycznej konstytucji zapewniającej ciągłość z czasami WRONy. Nie zważają przy tym jak łamana jest ta Konstytucja przez organy władzy, ustawowo stojącej na straży jej przestrzegania.

Konstytucyjna rola orła białego

Konstytucja RP w Artykule 28 mówi

  1. Godłem jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu.
  2. Barwami Rzeczypospolitej Polskiej są kolory biały i czerwony.
  3. Hymnem Rzeczypospolitej Polskiej jest Mazurek Dąbrowskiego.
  4. Godło, barwy i hymn Rzeczypospolitej Polskiej podlegają ochronie prawnej.
  5. Szczegóły dotyczące godła, barw i hymnu określa ustawa.

OBWIESZCZENIE MARSZAŁKA SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ z dnia 14 czerwca 2019 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych

podaje:

Art. 1. 1. Orzeł biały, biało-czerwone barwy i „Mazurek Dąbrowskiego” są symbolami Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Otaczanie tych symboli czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej oraz wszystkich organów państwowych, instytucji i organizacji. 3. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach. Art. 2. 1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego ze złotą koroną na głowie zwróconej w prawo, z rozwiniętymi skrzydłami, z dziobem i szponami złotymi, umieszczony w czerwonym polu tarczy. 2. Wzór godła Rzeczypospolitej Polskiej zawiera załącznik nr 1.

Wydaje się, że jest jasność co jest godłem Rzeczypospolitej Polskiej, jak ono wygląda, co zresztą na ogół i dzieciaki znają z katechizmu Władysława Bełzy

– Kto ty jesteś? Polak mały.

Jaki znak twój?Orzeł biały….

ale w przestrzeni publicznej nie zawsze tak jest.

A jednak wrona dominuje nad orłem ! I to w Sądzie Najwyższym.

W gmachu Sądu Najwyższego reprezentującego niezawisłą władzę sądowniczą to wyobrażenie godła polskiego, jako orła białego, przez lata było inne – w sądzie w roli polskiego godła wisiało, i nadal wisi, coś na kształt zielonego ptaszyska, budzącego skojarzenie z zieloną wroną. [ Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W.” „ Kurier WNET” nr 59/2019] W sposób oczywisty narusza to konstytucję i odpowiednie ustawy. Co prawa art. 16 ust. ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, dopuszcza umieszczanie godła „w formie stylizowanej i artystycznie przetworzonej” na produktach handlowych, ale tu mieliśmy z artystycznie przetworzonym godłem w Sądzie Najwyższym, który nie jest produktem handlowym, tylko najwyższą władzą sądowniczą w kraju posiadającym za godło orła białego umieszczonego na tle czerwonym.

Jakoś to władzom III RP nie przeszkadzało. Obywatelom też nie za bardzo, tym bardziej, ze niewielu o tym wiedziało. Byli jednak tacy, których taki stan rzeczy bardzo uwierał.

W wyniku akcji edukacyjnej podjętej wobec władz Sądu Najwyższego przez Adama Słomkę i Zygmunta Miernika wraz z towarzyszami prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf obiecała, że powiesi im obok obecnego, nielegalnie wiszącego, ‚artystycznie przetworzonego’, także konstytucyjne godło polskie.

I tak się stało, tak że obecnie na salach SN wisi godło polskie, ale obok w pozycji jakby nadrzędnej, dominującej, nadal wisi ‚zielona wrona’, co niejako symbolizuje jakąś dwuwładzę, czego Konstytucja nie przewiduje. Winno to budzić konsternację obywateli, szczególnie obrońców Konstytucji, ale nie budzi, bo jakoś nie widać jakiś działań prawnych wobec takiego stanu rzeczy.

Internowani w stanie wojennym optymistycznie śpiewali ‚Orła Wrona nie pokona’, a tu po latach niemal 40-tu w- jak się mówi – wolnej, niepodległej Polsce, mamy jednak sytuację wskazującą na to, że optymizm opozycjonistów antykomunistycznych nie do końca był uzasadniony.

Naruszania konstytucji poprzez profanację godła polskiego miało miejsce także w innych sądach – np. na salach Sądu Rejonowego w Nowym Sączu, który bardzo się napracował nad penalizacją patriotów działających na rzecz likwidacji nielegalnie stojącego w Nowym Sączu pomnika chwały Armii Czerwonej. Tam z kolei wisiały -także artystycznie przetworzone – wyobrażenia orła białego w postaci jakichś drewnianych płaskorzeźb barwy brązowej. Po interwencji i edukacyjnym wysiłku kilku patriotów związanych z KPN, władze sądu podjęły szybko decyzję o zmianie tego wizerunku, a prezes sądu nawet podziękował patriotom.

Edukowanie dorosłych i to będących przy władzy ma jednak sens, choć sukcesy są raczej sporadyczne. [Obywatelska edukacja polskich sądów -wkrakowie2016.wordpress.com]. W Senacie RP też mamy artystycznie przetworzone godło Polski, ale nie ma kto edukować senatorów.

III RP artystycznie przetworzona

Artystyczne przetwarzanie wizerunku orła białego w Sądzie Najwyższym [i nie tylko] ośmiela postępowych obywateli do dalszego ubogacenia kolorystycznego symboli RP noszonych na tęczowych marszach równości a onieśmielone sądy niższej instancji nie widzą w tym nic niewłaściwego.

Widać, że III RP ma problemy ze swoją tożsamością. Nie potrafiła się oderwać prawnie od PRL, nie potrafiła, a nawet nie chciała ukarać członków zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, jaką była WRONa, nie chce nawet należycie poznać wspierających WRONę. III RP nie zajmuje się, jak należy, kwestią reparacji po wojnie jaruzelsko-polskiej, nie wymieniając n-tej ilości zaniechań transformacyjnych, stąd i dominacja ‚zielonej wrony’ nad orłem białym – nie bulwersuje. Nawet odznaczani za działania na rzecz wolnej i niepodległej Polski, której symbolem jest orzeł biały na tle czerwonym, na taki stan rzeczy na ogół nie reagują. A przecież w piosenkach ‚wojennych’ deklarowali, że rozprawią się z „wroną”, żeby się nie odrodziła i więcej Polski nie gnębiła.

Żyjemy w dziwnej Polsce, zwanej III RP, choć do II RP jakoś ona nie nawiązuje, a stanowi niejako artystyczne przetworzenie PRL, powstałe w ramach realizacji wizji członków i miłośników WRONy oraz „postępowej”, tolerancyjnej, oportunistycznej frakcji obozu solidarnościowego.

Dopóki Orzeł Biały nie pokona WRONy, to tak naprawdę nie będziemy wolni i niepodlegli.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, grudzień 2019 r.