Czy nasze uczelnie zdołają się wybić ponad mierność ?

Kurier

Utrwalanie mierności

Józef Wieczorek

Kurier Wnet nr 43, styczeń 2018

Jesteśmy potęgą jeśli chodzi o ilość uczelni z nazwy wyższych, ale najlepsze z tych uczelni ciągną się w ogonach prestiżowych rankingów uczelni światowych, a także europejskich.

W rankingach wyprzedzają nas nie tylko uczelnie takich potęg naukowych jak USA, czy Wielka Brytania, ale także uczelnie krajów stosunkowo małych i do potęg naukowych nie należących, jak Holandia, Irlandia, Austria….

Lipne dyplomy, marne tytuły

Na polskich uczelniach zatrudnianych jest wielu profesorów i to prezydenckich [tzw. belwederskich] i mnóstwo doktorów habilitowanych tworzących grupę tzw. pracowników samodzielnych, którzy jednak samodzielnie nie zawsze potrafią uformować naukowców na takim poziomie, aby się liczyli w konfrontacji i współpracy z naukowcami światowymi. Z nazwy samodzielni, nawet nie zawsze są w stanie formować absolwentów na należytym poziomie magisterskim czy licencjackim, stąd dyplomy polskich uczelni niewiele są warte.

Wiele z nich to są lipne dyplomy pochodzące z plagiatów, czy po prostu z kupowania prac stanowiących podstawę otrzymania dyplomu.

Firmy piszące od lat prace dyplomowe na zamówienie nie upadają, więc widać, że popyt na nie się utrzymuje. W takich firmach nieraz dorabiają sobie i etatowi pracownicy uczelni, co dokumentuje ich swoisty „etos”.

Z tym procederem od lat podejmuje się walkę, ale raczej pozorowaną, bo nieskuteczną. Nie bez przyczyny, bo i kadry akademickie, najwyższego nawet szczebla, nie brzydzą się plagiatowaniem dając zły przykład studentom.

W ramach reformowania sektora akademickiego planuje się nawet zniesienie konieczności pisania prac licencjackich, skoro profesorowie nie są w stanie zapewnić ich poziomu i oryginalności. Nie mają na to czasu ! Tak się tłumaczą, choć za taką pozorowaną pracę są gratyfikowani z kieszeni podatników. Nie planuje się jednak zniesienia habilitacji i profesur prezydenckich skoro ich poziom jest kiepski.

Z ostatnich kontroli NIK wynika, że liczba magistrów i doktorów maleje, a rośnie liczba doktorów habilitowanych i profesorów, na ogół pochodzących z „chowu wsobnego”, ale ten wzrost tytularny przekłada się na spadek poziomu tak naukowego, jak i edukacyjnego.

W III RP osiągnęliśmy wysoki poziom formalnego wykształcenia społeczeństwa, ale jednocześnie spadek wartości wykształcenia realnego. Starsi wyrażają często opinię, że przedwojenna matura w II RP miała większe znaczenie od dyplomu wyższej uczelni w III RP. I nieco podobnie jest z profesurami. Profesor gimnazjum w II RP to był ktoś, profesor wyższej uczelni w III RP – niekoniecznie.

Jesteśmy potęgą tytularną, ale zarazem mizerią naukową. Ci, którzy uprawiają naukę na poziomie światowym – to margines, podobnie jak ci, którzy potrafią i chcą formować nowych naukowców na poziomie.

Gdzie są nasze elity ?

Niestety elity mamy marne. Wiadomo, były niszczone przez okupantów, czy to niemieckich, czy komunistycznych, ale mimo trwania już niemal 30 lat III RP nie uległy one odtworzeniu i nawet nie widać, aby taki proces się zaczął.

Należy pamiętać, że ostatnią czystką wśród elit nie był rok 1968, o którym to roku się pamięta, lecz okres wojny jaruzelsko-polskiej i to nie tylko na początku wprowadzenia stanu wojennego, ale także przed upadkiem komunizmu, przed rozpoczęciem tzw. transformacji ustrojowej, kiedy weryfikowano elity akademickie niewygodne – bo nonkonformistyczne.

Jednocześnie wśród wielkiej fali emigracyjnej lat 80-tych znalazły się tysiące studentów i pracowników akademickich, co spowodowało ubytek co najmniej kilkunastu procent populacji akademickiej i technicznej.

Niestety w III RP te procesy nie zostały zatrzymane. Usuwani z uczelni w ramach czystek politycznych na ogół nie wracali na uczelnie, nie unieważniono prawnie tych ekscesów, chociaż było to bezprawie, od którego nawet do sądów nie można było się odwoływać, a weryfikatorzy często nie są znani z imienia i nazwiska do dnia dzisiejszego. Beneficjentami PRLu pozostali konformiści.

Po czystkach powstała luka pokoleniowa, co stanowiło znakomity pretekst do rozwoju wieloetatowości a w konsekwencji do pozoranctwa naukowego i edukacyjnego. uprawianego na rosnących jak grzyby po deszczu uczelniach z nazwy wyższych.

Na uczelniach niepublicznych, w niemałym stopniu tworzonych przez dawną nomenklaturę, zatrudniani byli na kolejnych etatach pracownicy z uczelni publicznych.

Rzekomo ta wieloetatowość była wymuszana niskimi zarobkami, ale jakoś tak na tych kolejnych etatach zatrudniani byli najlepiej zarabiający na etatach pierwszych, w tym rektorzy, dziekani i profesorowie.

Rekordziści zatrudniani byli nawet na kilkunastu etatach i mimo ograniczeń wieloetatowość pozostała do dnia dzisiejszego, bo dwa etaty to też wiele, tym bardziej, że tacy są i na innych pozaakademickich etatach, stanowiskach.

Prezydenci miast, posłowie, sędziowie – szczególnie ci szczebla najwyższego – to często także profesorowie wyższych uczelni, czasem nie tylko jednej. Nawet jak zaniedbują studentów [bo niby jak inaczej może być ?] uczelnie obficie ich wynagradzają, mimo że podobno są biedne. Fakt – moralnie biedne są nadzwyczaj.

Emigracja na Zachód się nie zmniejszyła, a nawet po wejściu do EU zdecydowanie się zwiększyła. Ocenia się, że po 2004 wyjechało ponad 30 000 młodych ludzi aktywnych na polu akademickim. Przez lata kształcimy zatem w znacznej mierze elity dla zagranicy, a nie dla Polski.

Jednocześnie nie zniesiono barier dla powrotów tych, którzy wyjechali wcześniej i nie tylko bariera finansowa była tu decydująca. Polski system akademicki pozostał kompatybilny z krajami postkomunistycznymi, stąd jeszcze w 2004 r. uznawano w Polsce dyplomy, stopnie i tytuły naukowe osiągnięte w takich krajach jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Mongolia, Korea Północna, Libia, Kuba itp. a np. wybitny polski naukowiec z kraju zachodniego mógłby być zatrudniony na polskiej, nawet kiepskiej uczelni, co najwyżej na słabo płatnym etacie adiunkta, bo przecież nie miał swoistej dla naszego systemu habilitacji. No chyba, że zrzekł się obywatelstwa polskiego ! [ udokumentowany przykład dr Zbigniewa (Ben) Żylicza].

Mieliśmy zatem do czynienia z dyskryminacją obywateli polskich przy rekrutacji pracowników naukowych na polskie uczelnie.

Do polskiego systemu akademickiego wprowadzono jednocześnie wielu naukowców z habilitacjami pochodzącymi z tzw. turystyki habilitacyjnej do krajów postkomunistycznych m. in. na Ukrainę, a następnie na Słowację.

Zatem mamy elity zakorzenione w systemie komunistycznym, także mentalnie.

Przez lata konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich ustawiane są tylko na swoich. Kryteria genetyczno-towarzyskie są ważniejsze od merytorycznych. Żaden, nawet najwyższej klasy naukowiec, o ile konkurs nie jest na niego ustawiony, nie ma wiele szans na etatowe zatrudnienie. Kiedyś o zatrudnieniu na uczelni, także o awansach, decydowała POP PZPR. Dziś nader często decydują o tym sitwy akademickie, aprobujące tylko samych swoich, którzy im nie zagrażają intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Trudno się zatem dziwić, że nasze uczelnie są słabo notowane w świecie, a co gorsza są mało przydatne dla polskiej gospodarki, której innowacyjność lokuje nas w ogonie państw europejskich.

Uczelnie są kolebkami elit, nie tylko akademickich, ale także politycznych, gospodarczych, kulturalnych , ale skoro uczelnie są kiepskie, to i elity także.

Co z wymianą kadr ?

Przy instalacji systemu komunistycznego kadry uformowane w II RP i mało przydatne, lub nieprzydatne do budowy nowego systemu, zastępowano stopniowo kadrami formowanymi przez ZMP i PZPR. Z uczelni rugowano przedwojennych profesorów, aby ci nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką. Wielu przenoszono na wcześniejszą emeryturę, lub przesuwano do utworzonej Polskiej Akademii Nauk.

Po 1968 r. kiedy wprowadzono do systemu akademickiego tzw. „docentów marcowych” za zasługi w utrwalaniu władzy ludowej, nie patrząc na kryteria merytoryczne, a katedry obsadzane jeszcze przez starych profesorów zastępowano instytutami obsadzanymi przez generację ZMP, poziom edukacji wyższej, jak i poziom moralny kadr akademickich wyraźnie się obniżał.

Okres wojny jaruzelsko-polskiej z czystkami kadrowymi dopełnił procesu degradacji środowiska akademickiego, który po 1989 r. bynajmniej nie został zatrzymany.

Po czystkach końca PRL i wzmożonej emigracji pozostała luka pokoleniowa, ale niewygodnych dla beneficjentów i tak nie przywracano na uczelnie. Nadal stanowili zagrożenie dla stabilnego patologiami środowiska akademickiego. Pozostali w nim natomiast zarówno jawni, jak i tajni współpracownicy systemu kłamstwa i ich zwolennicy. Nikogo dziś nie nie bulwersuje rektor, który na początku roku akademickiego mówi otwarcie -my oszukujemy !

Ale na oszukiwaniu, na pozoranctwie naukowym i edukacyjnym silnych uczelni nie da się zbudować.

Do tej pory nie podjęto próby dekomunizacji środowiska akademickiego, a spóźniona o lata próba lustracji spotkała się z nonkonformistycznym protestem zwykle konformistycznych kadr akademickich, które za żadne skarby nie chcą poznać swej historii.

Próby reformowania systemu akademickiego bez zmian kadrowych nie dają pozytywnego rezultatu. Negatywnie selekcjonowane środowisko akademickie, tak w PRL, jak i w III RP utrwala jedynie patologie, pozoruje edukację z nazwy jedynie wyższą i naukę na potrzeby zdobywania kolejnych stopni i tytułów, a w niemałym stopniu bezużyteczną dla nauki sensu stricto i dla społeczeństwa.

Kadry na należytym poziomie to jest jedynie margines dużej, ponad 100 tysięcznej populacji akademickiej , a i ten margines opuszcza kraj i to na stałe, szukając bardziej przyjaznych warunków dla swojego rozwoju.

Od początku III RP aż do tej pory nie podjęto należytych starań na otwarcie tego systemu na polską diasporę akademicką ani na fachowców pozostających poza murami uczelni.

Czy przy takiej polityce kadrowej jest możliwe wyjście z kryzysu ?

Czy ten system naprawi Konstytucja dla nauki ?

System akademicki próbowano w III RP wielokrotnie reformować, ale tak, aby zasadniczo wszystko pozostawało po staremu. Stąd uczelnie pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego. A poziom jeszcze się obniżył, bo relikty innego systemu – II RP – które w PRLu poziom jeszcze trzymały, całkiem już odeszły.

Zorientowany w kiepskim stanie nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, minister w rządzie „dobrej zmiany”, przystąpił do próby reformowania tego sektora, zdając sobie sprawę, że bez tego inne reformy, w tym najważniejsza – gospodarcza, nie mogą rozwinąć skrzydeł.

Po dwóch latach prac, po dziewięciu konferencjach zorganizowano Narodowy Kongres Nauki, na którym minister ogłosił projekt nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym, nazwany „Konstytucją dla nauki.”

Niestety nie jest to projekt radykalnych zmian, a takich zmian wymaga ten obszar.

Projekt konsoliduje dotychczasowe ustawy, nieco spraw modyfikuje w dobrym kierunku, więc może bezpośrednio nie zaszkodzi temu sektorowi, ale czy go poprawi znacząco ?

Konstytucja” skonstruowana jest na słabym fundamencie. Nie uwzględnia genezy obecnych kadr akademickich i nie bierze pod uwagę zmian kadrowych, bez czego trudno sobie wyobrazić możliwość przeprowadzenia głębokich reform i skuteczne ich wdrożenie w życie.

Konstytucja dla nauki” jest raczej obszerną (175 stron, 457 art.), szczegółową instrukcją obsługi uczelni, a nie dokumentem prezentującym filozofię i główny zestaw reguł, którymi uczelnie, instytucje naukowe, mają się kierować w swej działalności.

Na kształcie konstytucji zaważyła filozofia jej opracowania. Propozycje zmian przygotowywały trzy krajowe zespoły beneficjentów tego dotąd patologicznego systemu, a nie poproszono o przygotowanie osobnej wersji ustawy polskich naukowców pracujących za granicami, w dobrych ośrodkach naukowych. Warto by było z taką propozycją się zapoznać, poznać jak działają systemy bardziej wydajne i zastanowić się dlaczego polscy naukowcy w krajowym systemie mają osiągnięcia dość mierne a poza granicami kraju – znaczące.

Różnice finansowe tego nie tłumaczą wystarczająco.

Również w Polsce jedni są finansowani i niewiele co znaczącego robią, a inni i bez finansowania robią więcej, ale tych to nikt u nas nie chce !

Może tu jest pies pogrzebany – mamy nadal negatywną selekcję kadr odziedziczoną po PRLu. Negatywnie wyselekcjonowani nie chcą tak naprawdę tego systemu radykalnie zmienić i nie chcą nawet poznać propozycji zmian tych, którzy do tego patologicznego systemu po prostu się nie nadają.

Minister mówi o potężnej diasporze polskich naukowców, których by chętnie widział z powrotem w polskich ośrodkach, ale póki co, nawet ich nie ma w polskich bazach danych ludzi nauki – z małymi wyjątkami.

Jeszcze przed ujawnieniem „Konstytucji dla nauki” utworzono Narodową Agencję Wymiany Akademickiej (NAWA), która ma m. in. wspierać powroty do kraju polskich naukowców. Ale jakie zapisy ‚Konstytucji’ ich do tego zachęcą, skoro nasz system nadal nie będzie kompatybilny z systemami w których pracują ?

Który polski profesor np. z uniwersytetu Harvarda, czy z Oxfordu, zechce wrócić do Polski, gdzie nie będzie mógł promować doktorów, bo nie ma habilitacji ?

W jaki sposób osiągniemy doskonałość naukową skoro nieraz słaby doktor habilitowany – bo takich mamy coraz więcej – będzie miał większe prawa kreowania nowych naukowców z uprawnieniami niż wybitny doktor o światowym dorobku ?

Konstytucja nie stymuluje powoływania międzynarodowych komisji do oceny kandydatów na kolejne stopnie czy stanowiska naukowe. Polski doktor (nawet wykluczony z polskiego systemu akademickiego) może być członkiem takich komisji w innych krajach, ale nie w Polsce !

Projektu reform korzystnych dla polskiej diaspory akademickiej nie przygotowano.

Art. 3. 2. Konstytucji mówi : System szkolnictwa wyższego i nauki funkcjonuje z poszanowaniem standardów międzynarodowych, zasad etycznych i dobrych praktyk w zakresie kształcenia i działalności naukowej oraz z uwzględnieniem szczególnego znaczenia społecznej odpowiedzialności nauki.

Proponowane założenia odbiegają jednak od standardów międzynarodowych (szczególnie zachodnich), nie rokują nadziei na poprawę niskich zasad etycznych (czy raczej ich braku) i dobrych praktyk (często bardzo złych) w zakresie kształcenia i działalności naukowej.

W „konstytucji” nie widać skutecznych mechanizmów eliminowania patologii negatywnie wpływających na efekty nauki i edukacji.

A należało się spodziewać opcji – zero tolerancji dla patologii w nauce i szkolnictwie wyższym.

Nie prowadzi się nawet monitoringu patologii akademickich, w ustawie nie ma propozycji instancji rzecznika praw pracownika nauki/mediatora akademickiego, więc krzywdzeni pracownicy nie będą mieli gdzie się zwracać, aby takie problemy rozwiązać.

Dla zrealizowania ustawy minister zapowiada zwiększenie wydatków na naukę z obecnych 0,43 proc. PKB, z do 1% PKB, ale nie deklaruje zwiększenia efektywności wydatków.

Warto mieć na uwadze fakt, że nasze sądownictwo pochłania 1,77 % PKB przy średniej europejskiej 0,6 %, a ten sektor jest jeszcze w gorszym stanie niż sektor akademicki. Czy zatem zwiększenie środków na sektor nauki do poziomu wydatków jak w UE poprawi jego jakość ?

W ostatnich latach przeznaczono dużo środków na infrastrukturę akademicką – i co ? Infrastruktura jest na poziomie europejskim, a nauka – poniżej.

Nie ma projektu finansowania efektów pracy, a nie etatów (czasem fikcyjnych) i kontrolowaniau finansów kierowanych do sektora nauki i edukacji, mimo że wyniki tego finansowania są kiepskie.

Głęboka reforma nie może polegać na tym, że zrobi się dobrze dla beneficjentów patologicznego systemu.

Nie bez przyczyny „konstytucja” spotkała się z życzliwym przyjęciem znacznej części strony środowiska akademickiego, które na reformy radykalne zwykle reaguje protestami. To budzi obawy o pozytywne skutki reformy – w końcu to środowisko w niemałym stopniu pochodzi z negatywnej selekcji kadr i ponosi współodpowiedzialność za kiepski stan nauki i edukacji w Polsce.

Bez przeniesienia w stan nieszkodliwości, tych którzy znaleźli się w nauce [tzn. na etatach] z przyczyn politycznych, towarzysko – genetycznych, po ustawianych na nich konkursach, którzy szkodzili, niszczyli lepszych od siebie, którzy oszukują studentów, trudno sobie wyobrazić pozytywne zmiany.

Pozytywnym zmianom będą także zapobiegać utrzymane w systemie czynniki patogenne, jak np. brak mobilności kadr, czy wieloetatowość za zgodą rektora.

Główna wada tej „konstytucji” jest jednak taka, że jej przyjęcie w proponowanym kształcie spowoduje, że przez kolejne lata, co najmniej przez lat kilkanaście, nasz system akademicki nadal będzie niewydolny, a nasze uczelnie zapewne nie wybiją się ponad mierność.

Trudno sądzić, że po takiej reformie ogromny kapitał intelektualny Polaków, zostanie należycie wykorzystany do budowy takiej Polski na jaką Polacy zasługują.

Reklamy

A gdzie są ci nasi mistrzowie ?

SP

A gdzie są ci nasi mistrzowie ?

Minister nauki i szkolnictwa wyższego ogłosił w Polskim Radio powrót do relacji mistrz-uczeń po obecnej reformie uczelni http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1841100,Jaroslaw-Gowin-odeszlismy-od-masowosci-ksztalcenia tak aby uczniowie/studenci mieli kontakt bezpośredni z mistrzami.

Nie jest to głos pierwszy, bo poprzedniczki Pana Ministra też taki powrót zapowiadały. I co ? Pozostało tak,  jak było. Liczba studentów już się stopniowo zmniejsza, a z kontaktami bezpośrednimi z mistrzami nadal są problemy.

Z czym to jest związane ? Przede wszystkim nasz system akademicki cierpi na niedobór mistrzów, a to ze względu na długotrwałą negatywną selekcję kadr akademickich i okresowe nasilenie czystek akademickich, które poprzedziły m. in. transformację PRLu w PRL bis, zwany III RP.

Te czystki i ich skutki do tej pory nie zostały należycie zbadane i nie ma woli aby je zbadać, co wynika też z wcześniejszych wypowiedzi aktualnego ministra nauki, który tego okresu mistrzowskiego czyszczenia kadr akademickich z niewygodnych mistrzów swoimi kompetencjami nie obejmuje. [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/]

Urzędnicy akademiccy w roli rektorów i im podlegający, jednocześnie ulegli dyrektywom przewodniej siły narodu, czyścili kadry akademickie z elementu tej sile zagrażającemu.

Szczególne zagrożenie stanowi ci, którzy swym intelektem i pasją naukową oraz bezpośrednimi kontaktami ze studentami przewyższali wiodące akademickie kadry. Zagrażający partyjniakom, „psujący” swym bezpośrednim oddziaływaniem młodzież akademicką byli marginalizowani, przesiewani przez partyjne sito i wykluczani z systemu.

Widać to było także w ankietach studenckich z okresu Wielkiej Solidarności. Do tej pory nie zbadano jednak co się stało później z tymi akademikami, którzy w tych ankietach mieli zdecydowanie lepsze oceny od partyjnych bossów i niejako zostali zdekonspirowani jako element zagrażający przewodniej sile narodu i całego systemu, co w czasach wojny jaruzelsko-polskiej przełożyło się na działania operacyjne, aby to zagrożenie zostało zlikwidowane.

W czasie transformacji kadry akademickie nie zostały zmienione a beneficjenci systemu nadal w obawie przed wykluczonymi robili wszystko,  a nawet więcej, aby nie doszło do systemowego wkluczenia wcześniej wykluczonych.

Stąd niedobór mistrzów nie został uzupełniony, bo o to beneficjentom chodziło.

Nie mogło dojść zatem do odtworzenia elit, bo na uczelniach nie było mistrzów mających pozytywny, bezpośredni kontakt ze studentami – kandydatami na kolejnych mistrzów nowej generacji.

Upłynęło już prawie 30 lat tzw. wolnej Polski, zamarkowano już kilka reform akademickich i nadal jest problem z mistrzami i ich bezpośrednimi kontaktami ze studentami.

Problem jest nawet większy niż w PRLu, bo liczba studentów się zwielokrotniła, a potencjalni mistrzowie zwielokrotnili swojej etaty i funkcje, stąd nawiązanie bezpośredniego kontaktu z mistrzami do łatwych nie należy.

Nie podjęto jednak trudu poszukiwania mistrzów – wręcz przeciwnie. Tworzono bariery, a nawet wznoszono barykady, aby czasem ci, którzy z Polski wyemigrowali, ci  wykluczeni z systemu w PRLu nie przeniknęli do uczelni, bo rzecz jasna nadal swoimi bezpośrednimi kontaktami ze studentami mogli by negatywnie [ w języku komunistów] na nich oddziaływać, jak to miało miejsce w czasach wojny jaruzelsko-polskiej.

Reforma postulująca powrót do relacji mistrz-uczeń nie postuluje nawet włączenia do systemu akademickiego mistrzów, ani krajowych, ani polonijnych, z których jeszcze wielu jest w sile wieku i umysłu. Jakim sposobem zatem minister spowoduje powrót do relacji mistrz-uczeń skoro powrotu mistrzów nie planuje ?

Z powodu niżu demograficznego studentów będzie coraz mniej, ale jak mistrzów nie będzie, to niby jak dojdzie do ułatwienia bezpośrednich kontaktów ?

Zresztą nazywanie mistrzami zwykłych wyrobników dydaktycznych, od czasu do czasu pojawiających się na uczelniach to spore nadużycie. Sam fakt utytułowania wsobnego rzeszy etatowych pracowników nie spowoduje zwiększenia ilości i jakości mistrzów.

Ponadto kontakty bezpośrednie z wieloma takimi „mistrzami” mogą być szkodliwe dla młodego pokolenia i lepiej by było aby się od takich „mistrzów” trzymali z daleka.

Czy bezpośredni kontakt studentów z takimi „mistrzami” jak Magdalena Środa, Jan Hartman, Joanna Senyszyn może czymś pozytywnym skutkować ?

Wielu akademickich mistrzów można spotkać na marszach KODu [https://blogjw.wordpress.com/2015/12/21/rozkodowanie-akademickiego-krakowa/na całe szczęście bez bezpośredniego kontaktu ze studentami.

Niestety Ministerstwo,  jakby na to  nie zważając, postuluje generalne nasilenie takich kontaktów bezpośrednich, które przecież mogą przynieść niepożądane społecznie skutki.

Trudno być optymistą jeśli chodzi o dobrą akademicką zmianę .

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

B

[http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie]

No i proszę – podobno mamy wielką czystkę akademicką ?!

Od wielu już lat podnoszę w wielu tekstach problem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ , https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] jaka miała miejsce u schyłku PRLu i która zaowocowała luką pokoleniową na uczelniach i niedoborem elit niezbędnych do należytego funkcjonowania dużego europejskiego kraju.

Niestety przytaczane przez mnie fakty, podnoszone postulaty, nie trafiają do serc i umysłów społeczeństwa a w szczególności do historyków i niemal całej korporacji akademickiej.

Beneficjenci tych czystek nie chcą nawet słuchać o wydarzeniach, które ich wyprowadziły na piedestały, a konkurentów -pasjonatów nauki i edukacji – zniszczyły, wyrzuciły na bruk, bo swoimi pasjami negatywnie oddziaływali na młodzież akademicką i zagrażali systemowi kłamstwa, prosperującym także na uczelniach.

Najwybitniejsi historycy nie chcą badać tych wydarzeń i poznać strat wojny jaruzelsko-polskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/24/kiedy-poznamy-straty-wojenne-wojny-jaruzelsko-polskiej/ ]. Minister nauki zasłania się brakiem kompetencji [https://blogjw.wordpress.com/2017/07/25/czy-ministerstwo-nauki-ma-nadal-racje-bytu-i-reformowania-systemu-akademickiego/ ] a IPN brakiem właściwości [ https://blogjw.wordpress.com/2017/07/11/smutne-refleksje-nad-polityka-historyczna/ ].

Ja takich braków nie posiadam – uważam, że jestem człowiekiem z właściwościami i mam kompetencje, co dokumentuję moimi tekstami i niezależnie problem Wielkiej Czystki Akademickiej podnoszę, informacji dostarczam, ale wrażliwości na akademickie ofiary systemu nie zauważyłem.

Najwięksi badacze historyczni na początku transformacji systemu kłamstwa w kolejny system kłamstwa prowadzili badania nad akademikami pokrzywdzonymi w PRLu, ale badając stan pokrzywdzenia tylko wśród beneficjentów, co doprowadziło ich do oczywistego wniosku, że pokrzywdzonych politycznie przez ten system nie było ! [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/]

Mimo rewelacyjnej dla nauki metody i niedostatku u nas laureatów nagrody Nobla, zapewne przez korporacyjną zawiść, takich to koryfeuszy nauki polskiej do tej pory do nagrody Nobla nie zgłoszono [!], ale ich metody wykorzystuje się jak najbardziej. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/].

Nagłaśnia się jak środowisko akademickie było strasznie inwigilowane, iluż to było TW i jakie perfidne metody oni stosowali, czemu nikt przyzwoity i jako tako zorientowany w temacie zaprzeczyć nie może, ale jednocześnie podnosi się, że np. na prestiżowym i wzorcowym UJ nikt nie stracił z powodów politycznych pracy. Widocznie polityczna weryfikacja kadr akademickich była lipą, esbecja wraz z pezetpeerią i rzeszami współpracowników znakomicie ochroniła powierzony im do ochrony obiekt, przeprowadzając go bezstratnie, jak Mojżesz przez to Morze Czerwone.

Ale co to ma wspólnego z prawdą niemal nikt nie chce wiedzieć !

Elit brak, luka pokoleniowa jest, a czystki podobno nie było !

Minister nauki, który zauważył brak elit stara się to zjawisko wytłumaczyć, ale nie sięgnął pamięcią do czasów najnowszych i skończył poszukiwanie przyczyn tego stanu rzeczy na czystce roku 1968 !

Fakt, że wówczas opuścić musiały kraj tacy przedstawiciele ówczesnej elity jak Bauman, Wolińska, Gross , czy Michnik ( Stefan, bo Adam został i tworzył nowe elity ze skutkiem wiadomym) . Czyli co ? – jakby tacy inteligenci u nas zostali to elity mielibyśmy jak się patrzy ?!

Podobnie jak profesoria UJ minister nauki, zresztą wychowanek UJ, nie zauważył czyszczenia kadrowego w latach wojny – jaruzelsko-polskiej, swą interpretacją obrażając całe rzesze wyrzuconych, nie nadających się do formowania kolejnych elit, przynajmniej spolegliwych wobec systemu kłamstwa.

Niestety brak reakcji na wypowiedzi ministra, nawet wśród kombatantów tego okresu, świadczy najlepiej, że z elitami w III RP to jest naprawdę krucho.

Inną drogą idzie natomiast totalna opozycja, tzw. KODomici czy może kosmici, którzy alarmują o wielkiej czystce, która ma rzekomo miejsce obecnie. [http://innpoland.pl/136453,wielka-czysta-w-instytutach-badawczych-wieloletni-dyrektorzy-ida-na-bruk-rzad-powoluje-nowych-wedlug-widzimisie ]

Skoro w instytucie badawczym wymieniono dyrektora o 19 letnim stażu to jest to ich zdaniem dowód na wielką czystkę, bo zapewne w ich przekonaniu dyrektor to zawód i to dożywotni. Takie zjawisko przypomina im rozwiązania z lat 50 tych, ale nie podają nawet przykładów.

Podnoszenie takich rzekomych analogii jest zdumiewające, bo wtedy dyrektorzy na ogół partyjni, nie byli wymieniani do emerytury, o ile partii służyli jak to oczekiwała. Dyrektor to był zawód !

Także u schyłku PRLu i w początkach III RP znani byli dyrektorzy instytutów o takim stażu ( 10 lat w PRL, 10 lat i a nawet więcej w III RP, bo podczas transformacji czystek nie było, ale ci dyrektorzy brali nieraz udział w czyszczeniu instytutów z elementu im i najlepszemu z ustrojów zagrażającego, właśnie w okresie poprzedzającym transformację, które to zapominane czyszczenie określam Wielką Czystką Akademicką.

I widać, że nawet opozycja totalna nie sięga pamięcią do czasów najnowszych, tylko do czasów znaczenie wcześniejszych.

O czasach wojny jaruzelsko-polskiej niemal nikt ani z rządzących, ani z totalnej opozycji, nie chce nic wiedzieć i z tym okresem niczego nie porównuje.

Totalni opozycjoniści alarmują także, że „ wybór szefów instytutów naukowych zależy w stu procentach od ministra, któremu podlegają. Żaden konkurs, który pozwoliłby wybrać najbardziej kompetentną osobę, nie jest więc potrzebny” .

I znowu nikt nie protestuje przeciwko takiej interpretacji, choć jest ona kuriozalna wielce.

Totalna opozycja milczy o niedawnych czasach, kiedy o wyborze szefów instytutów naukowych decydował czynnik partyjny przewodniej siły narodu, biorącej pod uwagę przede wszystkim przydatność do budowy najlepszego z systemów i pozytywnego wpływania na młodzież akademicką.

O konkursach ustawianych w III RP na konkretną osobę, o odpowiednich parametrach genetyczno-towarzyskich, też się nie wspomina, choć takie konkursy nie pozwoliły na zapełnienie luki pokoleniowej, ani odtworzenie elit wyczyszczonych nie tylko w latach 50-tych, ale przede wszystkim w latach 80-tych bo utrzymanie ciągłości patologicznego systemu akademickiego w III RP nie pozwoliło na odtworzenie tych elit.

Żaden tak ustawiany konkurs nie pozwalał na wybranie najbardziej kompetentnej osoby, stąd najbardziej kompetentne osoby znalazły się poza systemem.

Zastrzeżenia można mieć do rządzących o to, że nie naprawiły skutków Wielkiej Czystki Akademickiej, ale nie o to, że od czasu do czasu kogoś z nadzwyczajnej kasty przeniosą w stan spoczynku, czy na inne stanowisko.

Kadry akademickie trzeba było wymieniać u zarania III RP i przywracać tych, z których uczelnie zostały oczyszczone przed nastaniem tzw. transformacji.

Ale woli, ani u rządzących, ani tym bardziej u akademickich beneficjentów czystek – nie było i nie ma do tej pory.

Kuriozalne jest to, ze w ramach aktualnej reformy to patologiczne środowisko samo ma się naprawić, choć takiego przypadku chyba nie było jeszcze w historii.

 

Może ta mikstura pomoże zidentyfikować i wyjaśnić naturę

Wielkiej Czystki Akademickiej,

ale nie wiadomo do tej pory czy działa pozytywnie na beneficjentów tej czystki

– badań brak  !  mimo, że innowacyjne wdrożenia są podobno w cenie. 

Rozjaśnia umysł

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

Gowin

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

i wykorzystanie tego poznania do projektu

tworzenia elit w ramach dobrej zmiany

Podczas VII kongresu Polska Wielki Projekt wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego -Jarosław Gowin, w panelu „Jak kształcić dla Polski? Rola szkół i uczelni w tworzeniu elity narodowej” przedstawił swoje marzenie: „żebyśmy stworzyli system formacji elit, bo rozwijają się tylko te narody, tylko te państwa, które mają silne elity”. [Gowin: moim marzeniem jest stworzenie systemu formacji elit 18.05.2017 – PAP Nauka w Polsce http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html ]

Gowin Polska Wielki Projekt

z  VII Kongres Polska Wielki Projekt – Dzień I https://www.youtube.com/watch?v=BUv_vdHcCrk   (interwał 3.24-3.37)

Marzenie piękne i pięknie by było, aby się spełniło, ale niektóre słowa ministra budzą konsternacje i dowodzą, że z elitami w III RP istotnie nie jest dobrze.

Minister co prawda jak najbardziej zasadnie mówił o wspaniałym systemie formowania elit II RP, ale jego wypowiedź „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” po prostu zwala z nóg.

Minister podobnie jak wcześniej prezes PAN okazuje się zupełnym ignorantem historycznym lub fałszuje historię , podobnie jak wielu polskich historyków.

W tekście „Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 ! „ [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/05/nie-tylko-zabory-wojny-i-rok-1968/] przesłanym m. in. panu ministrowi ( jak wiele innych o tematyce akademickiej) jasno pisałem ‚Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach. „  i nic. Żadnej refleksji, żadnego zrozumienia problemu, żadnych badań nad lepszym poznaniem roku 1968 i jego skutków dla nauki i edukacji.

Pisałem także „ Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968, a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano poza merytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Pan minister wspomniał co prawda o exodusie naukowców w stanie wojennym, ale nie podał szczegółów ilościowych, ani jakościowych, a o politycznych weryfikacjach kadr akademickich, które określam mianem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/] nawet się nie zająknął, dezinformując że ‚Ostatnia taka czystka to był rok ’68„

A co było potem? – Historia się skończyła ? Zapanował okres post-prawdy ?

Czy też beneficjentów tych czystek dotknęła wszechogarniająca amnezja, o charakterze epidemii? Dla badających czasy PRLu na odcinku akademickim napisałem poradnik https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ – I co ? I nic ! Badacze nie chcą poznać tego co badają.

Jakim cudem może zostać przywrócony wspaniały system formowania elit II RP, skoro o systemie formowania elit mają decydować beneficjenci systemu negatywnej selekcji kadr – czyli elita- pożal się Boże- dotknięta przy tym amnezją, stanowiąca korporacje oszukujących i oszukiwanych ?

W II RP jak przypomina b. rektor Marek Dyżewski [ https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/] tacy by nie mieli prawa wykładania na uczelniach, takim by się nie podawało ręki i obejmowało ostracyzmem, czyli dokładnie inaczej niż jest obecnie, kiedy tacy decydują o wszystkim, są poważani, zatrudniani etatowo, nawet wielo-etatowo, awansowani, wyróżniani, honorowani, odznaczani ……

Ja jeszcze w połowie lat 80-tych postulowałem aby takich przenosić w stan nieszkodliwości, obejmowałem ostracyzmem, nie podawałem ręki, ale rzecz jasna oni -będący oczywiście u władzy – uznali, że to by im – przewodniej sile narodu – szkodziło, więc mnie wygnali jak psa z uczelni, niszcząc moje formowanie elit i moje zaplecze naukowe. W tych najgorszych czasach, mimo wszystko, wprowadziłem jako młody człowiek do systemu nauki kilku młodych ludzi na poziomie międzynarodowym, a ilu mógłbym wprowadzić w kolejnych, znacznie lepszych 30 latach ? Co najmniej dziesiątki. I tak trzeba liczyć skutki Wielkiej Czystki Akademickiej po roku 68 !

Gdyby nie było tego niszczenia po r. 68 to by elity mogły się odbudować, szczególnie po roku 89, a tu mamy do czynienia z postępującą degradacją.

Najwięksi intelektualiści UJ – elita elit- uznała, że to ja mam negatywny wpływ na młodzież akademicką i szkodzę uczelni [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] chyba dlatego, że wprowadziłem w latach 80-tych -mimo prześladowań – do systemu nauki więcej młodych ludzi, niż wszyscy etatowi profesorowie z mojego instytutu razem.

Taka błędna – jak się najlepiej okazuje po latach – diagnoza nie mogła do niczego innego doprowadzić niż do zastąpienia korporacji poszukujących prawdy korporacją oszukujących – co też się stało. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/,]

https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

Natomiast Pan minister niedawno stwierdził [ https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/30/jaroslaw-gowin-uczelnie-same-winny-sie-oczyszczac/], że uczelnie (korporacje oszukujących …) mają się same oczyścić, nie podając jakichkolwiek wyników badań nad możliwością samooczyszczania się jakichkolwiek środowisk a środowiska akademickiego w szczególności.

Wszelkie znaki na ziemi i na niebie wskazują, że środowiska oczyszczają się negatywnie, a pan minister z tego nie wyciąga właściwych wniosków, marząc sobie, nawet bez chęci poznania prawdy, że negatywnie wyselekcjonowane niby-elity same będą działać na rzecz formowania rzeczywistych elit jak w II RP.

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP,  ze szczególnym uwzględnieniem ekscesów wojny jaruzelsko-polskiej i okresu transformacji ustrojowej i wykorzystanie tego poznania do projektu tworzenia elit w ramach dobrej zmiany, sądząc że bez tego poznania i jego innowacyjnego wdrożenia w prace nad naprawą systemu akademickiego nic z marzeń pana ministra nie będzie.

P.S.

Konieczne jest opracowanie strat populacji akademickiej podczas politycznych czystek po 1968 r. , przede wszystkim w ramach politycznych weryfikacji kadr r. 1982 i 1986/87 obejmujące wykaz tych, którzy zostali usunięci z uczelni, wykaz tych, którzy tworzyli komisje weryfikacyjne, metodologię czystek, ocenę potencjału intelektualnego, naukowego i edukacyjnego tych z których uczelnie oczyszczano, ocenę luki pokoleniowej w III RP po tych czystkach, historię i metodologię zakłamywania historii końcówki PRL, wymazywania z historii faktów i ludzi niewygodnych dla beneficjentów/organizatorów czystek.

Wypisywanie/wygadywanie bredni, że ostatnią, negatywną dla systemu akademickiego czystką była czystka roku 1968, że ta czystka odpowiada za obecny brak/niedobór elit – nie powinno mieć więcej miejsca.

Jeśli odpowiedzialni za politykę historyczną nie dają sobie rady z prawdą historyczną, to powinni ustąpić tym, którzy ku temu mają kwalifikacje intelektualne i moralne i je swoją działalnością udowadniają.

Szafa Kiszczaka otwarta ! A co z szafami akademickimi-nadal tajnymi ?

teczki

Szafa Kiszczaka otwarta ! A co z szafami akademickimi-nadal tajnymi ?

Apel na rzecz otwarcia szaf akademickich

Szafa Kiszczaka została otwarta w okolicznościach budzącej zdumienie. Jakie okoliczności muszą powstać, aby zostały otwarte/ujawnione szafy akademickie, tam gdzie formowane są elity III RP !

Obecne środowiska akademickie to beneficjenci politycznych weryfikacji kadr akademickich prowadzonych w PRL, a w szczególności tych prowadzonych u schyłku PRLU [ 1982, 1985-6]. Usuwano na podstawach pozamerytorycznych, tych którzy zostali uznani za wrogów systemu, stanowiących zagrożenie dla socjalistycznych uczelni, dla uczelnianego aparatu partyjnego/nomenklaturowego.

Uczelnie do dziś stanowią filary braku rozliczenia z przeszłością, lustracji i dekomunizacji.

Zobowiązane do poszukiwania prawdy i na tą okoliczność finansowane, prawdy znać nie chcą, szczególnie prawdy o swojej przeszłości, o swoich korzeniach i robią tym wielką krzywdę Polsce, bo formują sobie podobne elity.

Haniebna twarz Haraschina – niedoszłego profesora UJ – została odsłonięta przez publicystę, pianistę a nie profesora UJ ! https://blogjw.wordpress.com/2016/02/05/obecna-twarz-uj-widziana-przez-pryzmat-twarzy-juliana-haraschina/

Od profesorów uczelni wychodzą tezy o dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji ! I nikogo (niemal) to nie bulwersuje. Media pierwszego, a nawet drugiego obiegu – milczą ! Widać, że uczelnie i świat akademicki znajdują się pod parasolem ochronnym.

Od lat piszę, że wzorcowy dla innych uczelni – UJ znajduje się na uwięzi mgr Ługanowskiego (lub obecnie – jego następców), któremu rektor UJ grzecznie przekazywał -mnie niedostępne – moje akta uczelniane z lat 80-tych ( moja teczka kończyła się na wiośnie roku 80, a potem chyba historia się skończyła co potwierdzają Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, w których stanu wojennego nawet nie zauważono). https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Tych akt – od lat 30 tu- bronią nie tylko kolejni rektorzy UJ, ale bronił także Rzecznik Praw Obywatelskich, zarazem podwładny rektora UJ ! – prof. rzecz jasna – Andrzej Zoll, argumentując za wyższością prawa stanu wojennego nad Konstytucją III RP ! https://wobjw.wordpress.com/tag/tajne-teczki-uj/, https://wobjw.wordpress.com/tag/pasja-akademicka/,  https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

Sąd pracy twierdził, że takich bezwartościowych papierów się nie trzyma, nie bacząc na to, że jako tajne trzymane są w szafie i to przez lat 30 !

Biedne uczelnie stać jest jednak na takie kosztowne szafy (!) i rzecz jasna na obfite wynagradzanie profesorów, którzy prawnie takie poczynania uzasadnią.

To tylko jeden osobisty przypadek, ale nie ma wątpliwości, że takich szaf jest wiele w naszym patologicznym systemie akademickim. I taki stan wiele Polskę kosztuje.

Bez otwarcia tych szaf – budując nawet kolejne wspaniałe nieruchomości akademickie – nie będziemy mądrzejsi !

Zarządzanie uczelniami, formującymi elity kraju, to sprawa bardziej skomplikowana i odpowiedzialna, niż zarządzanie nieruchomościami.

Apeluję o działania na rzecz otwarcia szaf akademickich.

Wiedza niezbędna dla zarządzania Polską znajduje się nie tylko w szafie Kiszczaka.

Promotorzy nie dają sobie rady

drabina akademicka

Promotorzy nie dają sobie rady

NIK i media alarmują (http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/837798,uczelnie-nie-radza-sobie-z-plagiatami-e-system-to-fikcja-promotorzy-maja-zbyt-duzo-pracy.html), że promotorzy dyplomantów na uczelniach nie dają sobie rady.

Produkcja dyplomów idzie pełną parą, a tu powstają problemy z produkcją, bo efekt końcowy ma znamiona bubla, nie nadaje się do użytku. Kontrola jakości produkcji szwankuje. Problem nader poważny, bo na uczelniach produkuje się udyplomowione elity polityczne, gospodarcze, medialne i wszelakie inne, na których jakość niemal wszyscy narzekają. Koszty produkcji są znaczne, a efekt przerobu mizerny.

Podobno jest to skutek przeciążenia promotorów nadmierną pracą, tym bardziej, że wielu dla zwiększenia produkcji ( o zwiększeniu swoich zasobów finansowych nie wspominając) pracuje na wielu etatach. Prawdziwi stachanowcy !

Chociaż nie do końca, bo często jest to praca pozorna. Badań nad zdolnością promotorów do bilokacji, czy multilokacji brak, ale ich zdolność do zwielokrotniania swoich wynagrodzeń poprzez fikcyjną pracę nie może budzić wątpliwości.

W opinii publicznej tacy promotorzy, zwykle profesorowie i doktorzy, i to habilitowani, uważani są za misjonarzy prawdy strasznie pokrzywdzonymi w naszym systemie. Argumentuje się, że gdyby za tytuł/etat (nie mylić z pracą) otrzymywali tak ze trzy średnie krajowe, to by z produkcją dyplomów ( i nie tylko) dawali sobie radę lepiej.

Nie bierze się pod uwagę, że wielu mniej utytułowanych, słabiej wynagradzanych, dawało sobie radę lepiej, i to znacznie lepiej, z formowaniem dyplomantów.

I co ? Tych uznawano za zagrożenie dla systemu pozoranctwa akademickiego, dla oczywistej ( niemal dla każdego) hierarchii akademickiej i zarazem partyjnej, dla procesu produkcji bubli dyplomowych niezagrażających producentom.

Takich destabilizatorów systemu pousuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej poprzedzającą tzw. transformację, polegającą na zabezpieczeniu bezpieczeństwa Służbie Bezpieczeństwa i ich symbiontom partyjnym i akademickim, którzy rozpoczęli zwiększenie produkcji dyplomów osiągając poziom światowy. Niestety kontrola jakości dyplomów na ogół wykazuje, że produkowana jest głównie makulatura dyplomowa, z której korzyść mają co najwyżej zbieracze makulatury.

I do tej pory nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, aby do formowania dyplomantów zaangażować tych co z ich formowaniem nie mieli trudności, a nawet formowanie lepszych od siebie było ich pasję i obowiązkiem akademickim. Natomiast twórcy i beneficjenci tego patologicznego systemu całkiem zasadnie uważają, że angażowanie takich na uczelnie to by była dla nich katastrofa !

A zatem, póki co, mimo alarmów, produkcja bubli akademickich idzie pełną parą wypełniającą niemal całą przestrzeń publiczną.

Kolejne „taśmy prawdy” przez akademicką lupę

huba

(zdj. Józef Wieczorek)

Kolejne ‚ taśmy prawdy’ przez akademicką lupę

Cała Polska żyje kolejnym skandalem ilustrującym prawdziwe oblicze III RP, pokazującym jakie dno osiągnęła III RP w systemie Tuska. Oburza knajacki język, system kształtowania kadr ministerialnych, system ochrony interesów swoich itp.

Coraz powszechniejsze są głosy, że tak rządzących trzeba wyrzucić za burtę, ale czy bez wyrzucenia za burtę obecnego systemu coś tak naprawdę się zmieni ? Przecież to nie pierwsze ‚taśmy prawdy’.

Ja na to patrzę przez akademicką lupę, bo od lat monitoruję (samotnie !) patologie akademickie, piszę o patologiach (upolitycznienie, nepotyzm itp.) zdobywania tytułów, dyplomów, etatów, o gangsterskim/niemerytorycznym systemie usuwania z systemu niewygodnych, o niejawności życia akademickiego (od lat, a nawet wieków), o knajackim języku profesorii niezdolnej do języka merytorycznego – i nic ! Niewygodnych załatwia się na telefon, na podstawie horrendalnych oskarżeń, ocen…., często anonimowo.

Te ‚elity’ cieszą się szczególnym prestiżem społecznym, choć to one kształtują nowe pokolenia Polaków, elity polityczne, gospodarcze, kulturalne kraju, a często do tych ‚elit’ same należą. Przecież jeden z aktorów „taśm prawdy” to profesor i nie jest to wyjątek. W tym systemie to profesorowie na poziomie są marginesem.

Piotr Nisztor ujawniający ostatnie „taśmy prawdy”, na łamach Wprost, wcześniej zajmował się w Gazecie Polskiej aferami na uczelniach, ale niepublicznych i bardzo był zainteresowany, chociaż zdziwiony, moimi informacjami na temat patologii uczelni publicznych. Szkoda, że swoich akademickich zainteresowań nie kontynuuje, bo to są sprawy dla dobrych dziennikarzy śledczych.

Fakt, że nie są to sprawy tak medialne jak sprawy najważniejszych polityków, ale warto zwrócić uwagę, że w Polsce politycy prestiżem się nie cieszą, a profesorowie jak najbardziej, a nawet więcej. Politycy ze stanowisk odchodzą, a profesorowie – nie ! Często upadli politycy ‚lądują’ zresztą na uczelniach !

Nie da się oczyścić polskich elit – słusznie zwanych pseudoelitami, niby – elitami, łże-elitami, skoro producenci tych elit cieszą się bezkrytycznie prestiżem ! i nawet akademiccy członkowie tych elit – także.

To jest schizofrenia społeczna bardzo groźna nie tylko dla teraźniejszego, ale i przyszłego bytu państwowego.

Bez uzdrowienia systemu akademickiego nie da się uzdrowić kraju. Chory system akademicki generuje chore elity rządzące krajem, a opozycja nie ma dobrego programu na uzdrowienie systemu akademickiego i chyba nie chce nad takim programem pracować.

Odnosi się wrażenie, że ‚rak akademicki’ jest traktowany jak pomnik pod ochroną.