Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

Gowin

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP

i wykorzystanie tego poznania do projektu

tworzenia elit w ramach dobrej zmiany

Podczas VII kongresu Polska Wielki Projekt wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego -Jarosław Gowin, w panelu „Jak kształcić dla Polski? Rola szkół i uczelni w tworzeniu elity narodowej” przedstawił swoje marzenie: „żebyśmy stworzyli system formacji elit, bo rozwijają się tylko te narody, tylko te państwa, które mają silne elity”. [Gowin: moim marzeniem jest stworzenie systemu formacji elit 18.05.2017 – PAP Nauka w Polsce http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html ]

Gowin Polska Wielki Projekt

z  VII Kongres Polska Wielki Projekt – Dzień I https://www.youtube.com/watch?v=BUv_vdHcCrk   (interwał 3.24-3.37)

Marzenie piękne i pięknie by było, aby się spełniło, ale niektóre słowa ministra budzą konsternacje i dowodzą, że z elitami w III RP istotnie nie jest dobrze.

Minister co prawda jak najbardziej zasadnie mówił o wspaniałym systemie formowania elit II RP, ale jego wypowiedź „Byliśmy drenowani z elit, bo one były często wypędzane z Polski przez prześladowania polityczne. Ostatnia taka czystka to był rok ’68 haniebna akcja antysemicka, która uderzyła w dużą część świata naukowego” po prostu zwala z nóg.

Minister podobnie jak wcześniej prezes PAN okazuje się zupełnym ignorantem historycznym lub fałszuje historię , podobnie jak wielu polskich historyków.

W tekście „Nie tylko zabory, wojny i rok 1968 ! „ [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/05/nie-tylko-zabory-wojny-i-rok-1968/] przesłanym m. in. panu ministrowi ( jak wiele innych o tematyce akademickiej) jasno pisałem ‚Fakt, że po roku 1968 wyjechało wielu naukowców pochodzenia żydowskiego za granicę, ale wielu z nich winno siedzieć w kazamatach (jak np. Zygmunt Bauman), a nie na uniwersytetach. „  i nic. Żadnej refleksji, żadnego zrozumienia problemu, żadnych badań nad lepszym poznaniem roku 1968 i jego skutków dla nauki i edukacji.

Pisałem także „ Podobnie rzecz się ma z okresem po roku 1968, a w szczególności w okresie kolejnej wojny, tym razem jaruzelsko-polskiej, o czym Prezes PAN nie wspomina, choć wtedy wyjechało z kraju wielu studentów i wybitnych polskich naukowców, a wśród pozostałych przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr (szczególne nasilenie w dwóch falach – roku 1982 i 1986 ), kiedy usuwano poza merytorycznie niewygodnych dla ochrony walącego się już systemu komunistycznego. Beneficjenci tych weryfikacji, obecni do dziś w systemie akademickim, do tej pory nie zdołali rozpoznać strat osobowych populacji akademickiej, a w szczególności strat kapitału intelektualnego w wyniku tych weryfikacji, choć te doprowadziły do luki pokoleniowej w III RP.

Pan minister wspomniał co prawda o exodusie naukowców w stanie wojennym, ale nie podał szczegółów ilościowych, ani jakościowych, a o politycznych weryfikacjach kadr akademickich, które określam mianem Wielkiej Czystki Akademickiej [https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/] nawet się nie zająknął, dezinformując że ‚Ostatnia taka czystka to był rok ’68„

A co było potem? – Historia się skończyła ? Zapanował okres post-prawdy ?

Czy też beneficjentów tych czystek dotknęła wszechogarniająca amnezja, o charakterze epidemii? Dla badających czasy PRLu na odcinku akademickim napisałem poradnik https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ – I co ? I nic ! Badacze nie chcą poznać tego co badają.

Jakim cudem może zostać przywrócony wspaniały system formowania elit II RP, skoro o systemie formowania elit mają decydować beneficjenci systemu negatywnej selekcji kadr – czyli elita- pożal się Boże- dotknięta przy tym amnezją, stanowiąca korporacje oszukujących i oszukiwanych ?

W II RP jak przypomina b. rektor Marek Dyżewski [ https://blogjw.wordpress.com/2017/04/23/a-moze-by-tak-wrocic-do-wartosci-ii-rp/] tacy by nie mieli prawa wykładania na uczelniach, takim by się nie podawało ręki i obejmowało ostracyzmem, czyli dokładnie inaczej niż jest obecnie, kiedy tacy decydują o wszystkim, są poważani, zatrudniani etatowo, nawet wielo-etatowo, awansowani, wyróżniani, honorowani, odznaczani ……

Ja jeszcze w połowie lat 80-tych postulowałem aby takich przenosić w stan nieszkodliwości, obejmowałem ostracyzmem, nie podawałem ręki, ale rzecz jasna oni -będący oczywiście u władzy – uznali, że to by im – przewodniej sile narodu – szkodziło, więc mnie wygnali jak psa z uczelni, niszcząc moje formowanie elit i moje zaplecze naukowe. W tych najgorszych czasach, mimo wszystko, wprowadziłem jako młody człowiek do systemu nauki kilku młodych ludzi na poziomie międzynarodowym, a ilu mógłbym wprowadzić w kolejnych, znacznie lepszych 30 latach ? Co najmniej dziesiątki. I tak trzeba liczyć skutki Wielkiej Czystki Akademickiej po roku 68 !

Gdyby nie było tego niszczenia po r. 68 to by elity mogły się odbudować, szczególnie po roku 89, a tu mamy do czynienia z postępującą degradacją.

Najwięksi intelektualiści UJ – elita elit- uznała, że to ja mam negatywny wpływ na młodzież akademicką i szkodzę uczelni [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] chyba dlatego, że wprowadziłem w latach 80-tych -mimo prześladowań – do systemu nauki więcej młodych ludzi, niż wszyscy etatowi profesorowie z mojego instytutu razem.

Taka błędna – jak się najlepiej okazuje po latach – diagnoza nie mogła do niczego innego doprowadzić niż do zastąpienia korporacji poszukujących prawdy korporacją oszukujących – co też się stało. [https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/,]

https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/]

Natomiast Pan minister niedawno stwierdził [ https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/30/jaroslaw-gowin-uczelnie-same-winny-sie-oczyszczac/], że uczelnie (korporacje oszukujących …) mają się same oczyścić, nie podając jakichkolwiek wyników badań nad możliwością samooczyszczania się jakichkolwiek środowisk a środowiska akademickiego w szczególności.

Wszelkie znaki na ziemi i na niebie wskazują, że środowiska oczyszczają się negatywnie, a pan minister z tego nie wyciąga właściwych wniosków, marząc sobie, nawet bez chęci poznania prawdy, że negatywnie wyselekcjonowane niby-elity same będą działać na rzecz formowania rzeczywistych elit jak w II RP.

Moim marzeniem jest poznanie historii i mechanizmów niszczenia elit w PRL/III RP,  ze szczególnym uwzględnieniem ekscesów wojny jaruzelsko-polskiej i okresu transformacji ustrojowej i wykorzystanie tego poznania do projektu tworzenia elit w ramach dobrej zmiany, sądząc że bez tego poznania i jego innowacyjnego wdrożenia w prace nad naprawą systemu akademickiego nic z marzeń pana ministra nie będzie.

P.S.

Konieczne jest opracowanie strat populacji akademickiej podczas politycznych czystek po 1968 r. , przede wszystkim w ramach politycznych weryfikacji kadr r. 1982 i 1986/87 obejmujące wykaz tych, którzy zostali usunięci z uczelni, wykaz tych, którzy tworzyli komisje weryfikacyjne, metodologię czystek, ocenę potencjału intelektualnego, naukowego i edukacyjnego tych z których uczelnie oczyszczano, ocenę luki pokoleniowej w III RP po tych czystkach, historię i metodologię zakłamywania historii końcówki PRL, wymazywania z historii faktów i ludzi niewygodnych dla beneficjentów/organizatorów czystek.

Wypisywanie/wygadywanie bredni, że ostatnią, negatywną dla systemu akademickiego czystką była czystka roku 1968, że ta czystka odpowiada za obecny brak/niedobór elit – nie powinno mieć więcej miejsca.

Jeśli odpowiedzialni za politykę historyczną nie dają sobie rady z prawdą historyczną, to powinni ustąpić tym, którzy ku temu mają kwalifikacje intelektualne i moralne i je swoją działalnością udowadniają.

Szafa Kiszczaka otwarta ! A co z szafami akademickimi-nadal tajnymi ?

teczki

Szafa Kiszczaka otwarta ! A co z szafami akademickimi-nadal tajnymi ?

Apel na rzecz otwarcia szaf akademickich

Szafa Kiszczaka została otwarta w okolicznościach budzącej zdumienie. Jakie okoliczności muszą powstać, aby zostały otwarte/ujawnione szafy akademickie, tam gdzie formowane są elity III RP !

Obecne środowiska akademickie to beneficjenci politycznych weryfikacji kadr akademickich prowadzonych w PRL, a w szczególności tych prowadzonych u schyłku PRLU [ 1982, 1985-6]. Usuwano na podstawach pozamerytorycznych, tych którzy zostali uznani za wrogów systemu, stanowiących zagrożenie dla socjalistycznych uczelni, dla uczelnianego aparatu partyjnego/nomenklaturowego.

Uczelnie do dziś stanowią filary braku rozliczenia z przeszłością, lustracji i dekomunizacji.

Zobowiązane do poszukiwania prawdy i na tą okoliczność finansowane, prawdy znać nie chcą, szczególnie prawdy o swojej przeszłości, o swoich korzeniach i robią tym wielką krzywdę Polsce, bo formują sobie podobne elity.

Haniebna twarz Haraschina – niedoszłego profesora UJ – została odsłonięta przez publicystę, pianistę a nie profesora UJ ! https://blogjw.wordpress.com/2016/02/05/obecna-twarz-uj-widziana-przez-pryzmat-twarzy-juliana-haraschina/

Od profesorów uczelni wychodzą tezy o dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji ! I nikogo (niemal) to nie bulwersuje. Media pierwszego, a nawet drugiego obiegu – milczą ! Widać, że uczelnie i świat akademicki znajdują się pod parasolem ochronnym.

Od lat piszę, że wzorcowy dla innych uczelni – UJ znajduje się na uwięzi mgr Ługanowskiego (lub obecnie – jego następców), któremu rektor UJ grzecznie przekazywał -mnie niedostępne – moje akta uczelniane z lat 80-tych ( moja teczka kończyła się na wiośnie roku 80, a potem chyba historia się skończyła co potwierdzają Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, w których stanu wojennego nawet nie zauważono). https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

Tych akt – od lat 30 tu- bronią nie tylko kolejni rektorzy UJ, ale bronił także Rzecznik Praw Obywatelskich, zarazem podwładny rektora UJ ! – prof. rzecz jasna – Andrzej Zoll, argumentując za wyższością prawa stanu wojennego nad Konstytucją III RP ! https://wobjw.wordpress.com/tag/tajne-teczki-uj/, https://wobjw.wordpress.com/tag/pasja-akademicka/,  https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

Sąd pracy twierdził, że takich bezwartościowych papierów się nie trzyma, nie bacząc na to, że jako tajne trzymane są w szafie i to przez lat 30 !

Biedne uczelnie stać jest jednak na takie kosztowne szafy (!) i rzecz jasna na obfite wynagradzanie profesorów, którzy prawnie takie poczynania uzasadnią.

To tylko jeden osobisty przypadek, ale nie ma wątpliwości, że takich szaf jest wiele w naszym patologicznym systemie akademickim. I taki stan wiele Polskę kosztuje.

Bez otwarcia tych szaf – budując nawet kolejne wspaniałe nieruchomości akademickie – nie będziemy mądrzejsi !

Zarządzanie uczelniami, formującymi elity kraju, to sprawa bardziej skomplikowana i odpowiedzialna, niż zarządzanie nieruchomościami.

Apeluję o działania na rzecz otwarcia szaf akademickich.

Wiedza niezbędna dla zarządzania Polską znajduje się nie tylko w szafie Kiszczaka.

Promotorzy nie dają sobie rady

drabina akademicka

Promotorzy nie dają sobie rady

NIK i media alarmują (http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/837798,uczelnie-nie-radza-sobie-z-plagiatami-e-system-to-fikcja-promotorzy-maja-zbyt-duzo-pracy.html), że promotorzy dyplomantów na uczelniach nie dają sobie rady.

Produkcja dyplomów idzie pełną parą, a tu powstają problemy z produkcją, bo efekt końcowy ma znamiona bubla, nie nadaje się do użytku. Kontrola jakości produkcji szwankuje. Problem nader poważny, bo na uczelniach produkuje się udyplomowione elity polityczne, gospodarcze, medialne i wszelakie inne, na których jakość niemal wszyscy narzekają. Koszty produkcji są znaczne, a efekt przerobu mizerny.

Podobno jest to skutek przeciążenia promotorów nadmierną pracą, tym bardziej, że wielu dla zwiększenia produkcji ( o zwiększeniu swoich zasobów finansowych nie wspominając) pracuje na wielu etatach. Prawdziwi stachanowcy !

Chociaż nie do końca, bo często jest to praca pozorna. Badań nad zdolnością promotorów do bilokacji, czy multilokacji brak, ale ich zdolność do zwielokrotniania swoich wynagrodzeń poprzez fikcyjną pracę nie może budzić wątpliwości.

W opinii publicznej tacy promotorzy, zwykle profesorowie i doktorzy, i to habilitowani, uważani są za misjonarzy prawdy strasznie pokrzywdzonymi w naszym systemie. Argumentuje się, że gdyby za tytuł/etat (nie mylić z pracą) otrzymywali tak ze trzy średnie krajowe, to by z produkcją dyplomów ( i nie tylko) dawali sobie radę lepiej.

Nie bierze się pod uwagę, że wielu mniej utytułowanych, słabiej wynagradzanych, dawało sobie radę lepiej, i to znacznie lepiej, z formowaniem dyplomantów.

I co ? Tych uznawano za zagrożenie dla systemu pozoranctwa akademickiego, dla oczywistej ( niemal dla każdego) hierarchii akademickiej i zarazem partyjnej, dla procesu produkcji bubli dyplomowych niezagrażających producentom.

Takich destabilizatorów systemu pousuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej poprzedzającą tzw. transformację, polegającą na zabezpieczeniu bezpieczeństwa Służbie Bezpieczeństwa i ich symbiontom partyjnym i akademickim, którzy rozpoczęli zwiększenie produkcji dyplomów osiągając poziom światowy. Niestety kontrola jakości dyplomów na ogół wykazuje, że produkowana jest głównie makulatura dyplomowa, z której korzyść mają co najwyżej zbieracze makulatury.

I do tej pory nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, aby do formowania dyplomantów zaangażować tych co z ich formowaniem nie mieli trudności, a nawet formowanie lepszych od siebie było ich pasję i obowiązkiem akademickim. Natomiast twórcy i beneficjenci tego patologicznego systemu całkiem zasadnie uważają, że angażowanie takich na uczelnie to by była dla nich katastrofa !

A zatem, póki co, mimo alarmów, produkcja bubli akademickich idzie pełną parą wypełniającą niemal całą przestrzeń publiczną.

Kolejne „taśmy prawdy” przez akademicką lupę

huba

(zdj. Józef Wieczorek)

Kolejne ‚ taśmy prawdy’ przez akademicką lupę

Cała Polska żyje kolejnym skandalem ilustrującym prawdziwe oblicze III RP, pokazującym jakie dno osiągnęła III RP w systemie Tuska. Oburza knajacki język, system kształtowania kadr ministerialnych, system ochrony interesów swoich itp.

Coraz powszechniejsze są głosy, że tak rządzących trzeba wyrzucić za burtę, ale czy bez wyrzucenia za burtę obecnego systemu coś tak naprawdę się zmieni ? Przecież to nie pierwsze ‚taśmy prawdy’.

Ja na to patrzę przez akademicką lupę, bo od lat monitoruję (samotnie !) patologie akademickie, piszę o patologiach (upolitycznienie, nepotyzm itp.) zdobywania tytułów, dyplomów, etatów, o gangsterskim/niemerytorycznym systemie usuwania z systemu niewygodnych, o niejawności życia akademickiego (od lat, a nawet wieków), o knajackim języku profesorii niezdolnej do języka merytorycznego – i nic ! Niewygodnych załatwia się na telefon, na podstawie horrendalnych oskarżeń, ocen…., często anonimowo.

Te ‚elity’ cieszą się szczególnym prestiżem społecznym, choć to one kształtują nowe pokolenia Polaków, elity polityczne, gospodarcze, kulturalne kraju, a często do tych ‚elit’ same należą. Przecież jeden z aktorów „taśm prawdy” to profesor i nie jest to wyjątek. W tym systemie to profesorowie na poziomie są marginesem.

Piotr Nisztor ujawniający ostatnie „taśmy prawdy”, na łamach Wprost, wcześniej zajmował się w Gazecie Polskiej aferami na uczelniach, ale niepublicznych i bardzo był zainteresowany, chociaż zdziwiony, moimi informacjami na temat patologii uczelni publicznych. Szkoda, że swoich akademickich zainteresowań nie kontynuuje, bo to są sprawy dla dobrych dziennikarzy śledczych.

Fakt, że nie są to sprawy tak medialne jak sprawy najważniejszych polityków, ale warto zwrócić uwagę, że w Polsce politycy prestiżem się nie cieszą, a profesorowie jak najbardziej, a nawet więcej. Politycy ze stanowisk odchodzą, a profesorowie – nie ! Często upadli politycy ‚lądują’ zresztą na uczelniach !

Nie da się oczyścić polskich elit – słusznie zwanych pseudoelitami, niby – elitami, łże-elitami, skoro producenci tych elit cieszą się bezkrytycznie prestiżem ! i nawet akademiccy członkowie tych elit – także.

To jest schizofrenia społeczna bardzo groźna nie tylko dla teraźniejszego, ale i przyszłego bytu państwowego.

Bez uzdrowienia systemu akademickiego nie da się uzdrowić kraju. Chory system akademicki generuje chore elity rządzące krajem, a opozycja nie ma dobrego programu na uzdrowienie systemu akademickiego i chyba nie chce nad takim programem pracować.

Odnosi się wrażenie, że ‚rak akademicki’ jest traktowany jak pomnik pod ochroną. 

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ? czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

czapka z głowy

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ?

czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

 

Elity intelektualna i medialne (szczególnie te ‚nasze’ tj. 2 obiegu, konserwatywne, niezależne, choć czasem rozbieżne) najstarszą polską wszechnicę (UJ) uważają za krynicę mądrości i wartości, bez względu na to co z tej krynicy wypływa.

Z tego względu, że jest to uczelnia najstarsza,  krytykować jej nie można., szczególnie konstruktywnie, stąd elity i ‚opozycja’ robią wiele, aby patologiczne standardy wypracowane z trudem przez ostatnie dziesięciolecia  w PRL/IIIRP nie zostały wypaczone. Za nic ci obrońcy mają fakt, że uczelnia się liczy, ale głównie w Polsce, bo w świecie plasuje się raczej na pozycjach bynajmniej chluby nam nie przynoszących.

Zamiast zwalczać patologie i działać na rzecz podniesienia poziomu i standardów utrwala się to co winno być z przestrzeni akademickiej wyeliminowane, a przynajmniej ograniczone. Niestety standardy negatywne podniesiono do rangi świętości, do wzorca dla innych, którzy na tym co to negatywne mają się wzorować i marzyć tylko o osiągnięciu takiego poziomu, nawet jeśli to jest poziom poniżej przyzwoitości, taka depresja intelektualna i moralna.

Oczywiście są i objawy pozytywne,  nader jednak nieliczne, ale te są rozdmuchiwane  jako typowe w naszej przestrzeni medialnej, a także akademickiej, bez refleksji, bez uwzględnienia szerszego kontekstu.  Stąd jeden akt pozytywnego działania potrafi być rozciągany na całą przestrzeń jagiellońską, nawet jeśli ta przestrzeń jest wstydliwa/smrodliwa. Persa saldo takie poczynania mogą przynieść skutki głównie negatywne, a nie pozytywne, ale takiego podejścia nasze ‚elity’ intelektualne, ani medialne,  nie wykazują. Tak zostały uformowane i na piedestał wyniesione.

Ostatnio bardzo znany i ceniony (także w części przeze mnie) publicysta rzucił hasło: „Czapki z głów przed UJ” i to nie ze względu na nadciągające upały.

Pretekstem było odrzucenie pomysłu obdarzenia przez UJ (w rzeczywistości przez grupę profesorów jednego z wydziałów) tytułem doktora h.c. ( raczej humoris causa) szefa parlamentu europejskiego. Propozycja nadania h.c. wyszła ze środowiska politycznego, więc jej przyjęcie kompromitowałoby UJ, który jako uczelnia deklaruje apolityczność (choć często tylko na deklaracjach się kończy). Fakt, że do kompromitacji nie doszło,  choć niewiele brakowało, bo podobno rektor był skłonny, a wielu profesorów też skłonności wykazywało, tyle że nieco więcej prof. widocznie takiej kompromitacji się obawiało i głosowało przeciw. Nie chodzi tu o całe gremium UJ ! tylko o jeden wydział,  niezbyt zasobny w kadry profesorskie, więc uogólnianie takiej decyzji na cały UJ nie ma żadnego uzasadnienia. Ale dziennikarze, i nie tylko, na ogół w procedurach nominowania/nagradzania/degradowania orientacji nie wykazują, a GPS na takich kierunkach jest nieprzydatny.

Tak się składa, że po zdjęciu czapki przed UJ ( i apelu o naśladowanie) jedna profesora, wielce zasłużona w procedurze  dania kosza euroszefowi,  oddała się (z zamiarem rozszerzającym na populację Polaków atakowanych przez zachodniego szatana) pod opiekę samego Putina !

Ciekawe co teraz zrobią z czapkami ci,  którzy je przed UJ pozdejmowali ?

Zasłonią nimi problem ?

Profesorę ?

Swoją twarz ?

Warto to śledzić w przestrzeni elitarno-medialnej.

Ja czapki przed UJ nie zdjąłem, zresztą takowego nakrycia nie posiadam, więc takowych problemów nie posiadam także.

Na okoliczność ‚heroicznej’ postawy UJ wobec euroszefa przypominano też w przestrzeni medialnej, jak to kilka lat temu doszło do próby skontrolowania tego co się na UJ dzieje . Pretekstem była praca magisterska, w której podjęło temat zakazany, ale która rzecz jasna prawdzie krzywdy przynieść nie mogła (słynna operacja ministerialna na froncie mgr. Zyzaka). Potępiono ministrę, jak najbardziej słusznie, ale całkiem zapomniano, że władze UJ  przyjęły ministerialną próbę z zadowoleniem, podobnie jak wielu profesorów funkcyjnych, a byli też tacy (hołubieni wręcz w środowiskach opozycyjnych),  którzy w mediach prawomyślnych głosili, że takiej pracy,  za pracę mgr by nie uznali !

Ale takie oportunistyczne/schizofreniczne wręcz postawy (nie)taktownie przez koryfeuszy mediów i nauki były pomijane, bo chodziło nie tyle o prawdę, ale o zwiększenie kontrastów na froncie ministerialno – akademickim. Rzecz w tym, że ten kontrast był ledwo zauważalny i front właściwie się rozmył. Do starcia nie doszło, ale skutki pozostały.

Rzecz jasna chyba nikt (poza mną) już nie kontroluje najstarszej polskiej uczelni, szczególnie merytorycznie, stąd poziom magistrów i nie tylko,  spada na łeb na szyję (a nikt z rzekomo zatroskanych o bezpieczeństwo akademickie nie chce rozciągnąć jakiegoś ratunkowego prześcieradła),  uczelnia,  mimo europejskiej, a właściwie światowej infrastruktury, lokuje się w ogonie peletonu, a najtęższe głowy jagiellońskie nie zdołały -mimo upływu lat, a nawet wieków – zidentyfikować w historii UJ (i nie tylko) systemu komunistycznego, ani stanu wojennego ( nie mówiąc o jego skutkach dla UJ – i nie tylko, widocznych dla tych co czapek nie mają ).

Koryfeuszom medialnym apelującym o ściąganie czapek z głów przed UJ wcale to nie przeszkadza, a co więcej nie przeszkadza to nawet opozycji antykomunistycznej, która jakby całkiem nie zważała na to, że jak komunizmu nie było,  to i ona nie istnieje/istniała realnie, a co najwyżej werbalnie/medialnie/manipulacyjnie !

Może zamiast ściągania czapek z głów należałoby pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i wtedy może media by to pokazały, a koryfeusze medialni ( i nie tylko) nad tym co piszą by się zastanowili.

A tak pozostaje tylko zalecić im odrobienie lekcji przed pisaniem czegokolwiek, bo słuchać/ czytać hadko.

Z  medialnym pozdrowieniem

Dysydent akademicki,  bez czapki

Józef Wieczorek

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wybrana lektura obowiązująca do czytania ze zrozumieniem, z refleksją, rzecz jasna przez medialne i akademickie elity z czapką na głowie ( zdjąć dopiero po przeczytaniu ze zrozumieniem i w pełnym kontekście)

https://blogjw.wordpress.com/

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/

http://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/

http://wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

http://nfapat.wordpress.com/tag/uj/

http://jubileusz650uj.wordpress.com/

Czy tylko Hans Frank ?

UJ herby

Czy tylko Hans Frank ?

W III RP często się mówi/pisze, że nie mamy elit. Fakt to znany. Jednym z powodów od dawna wymienianych, także w PRL, jest eksterminacja elit przez okupantów Zagłada polskich elit. Akcja AB – Katyńhttp://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/katalogi-wystaw/10757,Zaglada-polskich-elit-Akcja-AB-Katyn.html

W Krakowie symbolem eksterminacji polskiej inteligencji przez Niemców – szczególnie przez Hansa Franka – jest ”Sonderaktion Krakau” http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/717865,Sonderaktion-Krakau-brutalny-atak-na-polska-inteligencje-

Corocznie 6 listopada w rocznicę Sonderaktion Krakau – aresztowania pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych uczelni Krakowa – odbywają się uroczystości Uniwersyteckiego Dnia Pamięci.

Eksterminacja inteligencji przez obu okupantów w sposób oczywisty musiała się odbić na przebiegu instalacji systemu komunistycznego w Polsce. Niestety do tej pory chyba nie są prowadzone badania nad postawą elit akademickich wobec instalacji systemu komunistycznego.

Co więcej w historii wzorcowej dla innych uczelni – UJ nawet nie używa się takiego pojęcia jak system komunistyczny.

Może go nie było ? Podobnie jak stanu wojennego ? Jak Wielkiej Czystki Akademickiej schyłku PRL ?

No cóż, do niedawna nieznana była (i powszechnie nadal nie jest znana) ‚Operacja polska’ NKWD (1937-1938) w której wyczyszczono terytoria sowieckie z Polaków (ponad 100 tys.), więc i inne operacje (choć nie eksterminacje), szczególnie jeśli są niewygodne dla obecnych ‚elit’, też nie są znane/ nie chcą być znane.

Mimo Uniwersyteckiego Dnia Pamięci i mimo Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy

Wyklętych elity akademickie nie chcą pamiętać o postawie wobec swoich kolegów, którzy nie akceptowali instalacji systemu komunistycznego w Polsce ( Czy na Wielki Jubileusz UJ zmyje Wielką Hańbę ? Czy rektorzy potrafią się zachować jak trzeba ? –http://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/03/01/czy-na-wielki-jubileusz-uj-zmyje-wielka-hanbe/).

Lata mijają, Jubileusze są świętowane , a pamięci o tej hańbie, jak nie było tak nie ma.

Instalacji systemu komunistycznego nie przetrwały niektóre kierunki studiów, jak np. bliski mi kierunek geologiczny zlikwidowany na UJ (podobnie jak na wielu innych uniwersytetach polskich) w ramach operacji centralizacji akademickiej. W wyniku takiej operacji jeden z najwybitniejszych geologów powojennych Prof. Marian Książkiewicz (powrócił do Polski po wojnie, choć mógł zostać w Edynburgu) został odsunięty od wykładów uniwersyteckich, a część zbiorów bibliotecznych, razem z niektórymi pracownikami, powędrowała na AGH. Wiele jednak dużych i bardzo cennych zbiorów bibliotecznych pamiętających czasy Ludwika Zejsznera, Alojzego Altha, Władysława Szajnochę, Jana Nowaka (ofiara ”Sonderaktion Krakau”) przetrwały okupację i likwidację studiów do czasów reaktywacji studiów geologicznych (połowa lat 70-tych XX w.) i późniejszych.

Czasy Hansa Franka przetrwały też unikatowe zbiory geologiczne i paleontologiczne w budynku na św. Anny 6, gdzie mieścił się Gabinet Geologiczny z wystrojem meblowym typowym dla instytucji naukowych/muzeów monarchii austro-węgierskiej (podobne widziałem np. w Naturhistorisches Museum Wien jeszcze w latach 90 tych.)

Meble zachowały się częściowo w budynku na św. Anny 6 przynajmniej do remontu w okresie Wielkiej Solidarności, gdzie je widziałem podczas lustracji pod kątem wykorzystania historycznej sali na potrzeby spotkań Polskiego Towarzystwa Geologicznego. Zresztą niektóre meble z tego gabinetu (przeniesione na Oleandry) służyły mi na zbiory biblioteczne (i nie tylko) na Oleandrach, gdzie pracowałem w ING UJ. (lata 70/80 ubiegłego wieku).

Zbiory paleontologiczne, które przetrwały okupację były bardzo cenne, a nawet ich wartość wzrosła wobec utraty polskich Kresów, skąd z Podola, pochodziły np. zbiory Alojzego Altha skamieniałości jurajskich oraz syluro-dewońskich.

Z opowiadań starszych kolegów wiem, że z ich wartością ok. 1950 r. mógł się zapoznać początkujący wówczas amerykański paleontolog, Arthur Boucot ( później światowej sławy, w stanie wojennym przysłał mi wiele swoich publikacji w tym książkę Principles of Benthic Marine Paleoecology).

Nie udało mu się przekroczyć granicy z ZSRR (naiwny Amerykanin nie miał pojęcia jakie są realia) aby udać się na badania terenowe i zebrać z warstw borszczowskich/czorkowskich interesującą go faunę kopalnych ramienionogów. W teren się nie dostał, ale do zbiorów podolskich Altha dostęp miał i spędził tam wiele dni. Miał szczęście bo gdyby przyjechał np. 20 lat później nie miałby takiej szansy.

Po przeniesieniu się geologii, na okoliczność Jubileuszu 600-lecia UJ, do nowego gmachu na Oleandry zbiory zostały poważnie zdewastowane, a podczas reaktywacji studiów geologicznych i prac logistycznych z tym związanych wiele cennych okazów geologicznych wyrzucano na hałdę przed instytutem. Sam je starałem się ratować (z konfliktami !) znając ich wartość, choćby dla celów dydaktycznych. Tak się składa, że kadra akademicka po oczyszczeniu ‚stalinowskim’ nie miała zbyt wielkiego pojęcia o makrofaunie kopalnej skupiając się na swoich wąskich badaniach.

Ja przeszedłem szkołę warszawską, która w wyniku centralizacji akademickiej była wówczas na poziomie, z profesorami proweniencji lwowskiej. Uczyłem się tam m. in. na zbiorach zniszczonych podczas okupacji, więc byłem uczulony na tym punkcie i zdumiony, że w Krakowie zbiory, które okupację przetrwały – są niszczone.

Wiele godzin spędzałem w muzeum, aby jakoś porządkować zbiory, które wykorzystywałem do wykładów z geologii historycznej. Oczywiście do porządkowania był etatowy kustosz, ale trzeba się znać na paleologii aby porządek zrobić, więc dla dobra wspólnego pomagałem kustoszom, no i pokazywałem studentom (w ramach ich ‚psucia’) jak wygląda w PRL poszanowanie tego co i okupacje przetrwało.

Oczywiście za długo i ja przetrwać nie mogłem w tym systemie.

Po wyrzuceniu mnie na bruk w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej zagrożone zostały także moje zbiory geologiczne i paleontologiczne, jak i olbrzymia biblioteka naukowa.

Mimo tzw. transformacji na uczelnię nie mogłem wrócić, gdyż nadal stanowiłem dla niej zagrożenie, zarówno dla populacji proweniencji partyjnej, jak i solidarnościowej – postępowej.

Zbiorów geologicznych nie miałem gdzie ulokować. 2 plecaki zbiorów przetrzymywałem w łazience w małym mieszkanku i posłużyły mi do napisania pracy na europejski kongres paleontologiczny, ale rzecz jasna nie było to to co mógłbym zrobić w warunkach normalnych. O warunkach pracy naukowców w ‚wolnej’ Polsce nie znam opracowań i nikt się tym nie interesuje.

Co gorsza moje zbiory pozostawione na Oleandrach coraz bardziej były zagrożone, grożono ich zniszczeniem, wyrzucano z piwnic, więc nie pozostało nic innego aby przynajmniej ich część uchronić przed barbarzyńcami akademickimi. Wywiozłem jakieś 10% poza Kraków, na Podhale, gdzie przez jakiś czas je przechowywałem. Reszta pozostała, bo nie miałem szans na ich ocalenie. Groziłem prokuraturą jeśli będą niszczone, aby odstraszyć nikczemników. W piwnicy widziałem też zagrody i napisy grożące konsekwencjami za niszczenie moich zbiorów – ktoś ich bronił niezależnie.

Nie był to okres okupacji ani niemieckiej, ani sowieckiej, ale zagrożenie dla zbiorów naukowych – było ( ze strony beneficjentów Wielkiej Czystki). Lepiej były traktowane zbiory pod okupacją Hansa Franka !

Trzeba mieć na uwadze, że polskich naukowców niszczyli nie tylko okupanci ! Ale także elita peerelczyków.

Podobnie rzecz się miała z unikatowym księgozbiorem naukowym (tysiące prac naukowych z całego świata) , który w okresie mojego ‚psucia’ młodzieży, służył nie tylko mnie – służył wszystkim, a w szczególności magistrantom. Czegoś takiego ten system nie toleruje.

Księgozbiory naukowe z XIX/XX wieku przetrwały czasy Hansa Franka, ale moje księgozbiory trafiły na lepszych fachowców od niszczenia nauki.

Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica – o niszczeniu potencjału intelektualnego i materialnego przez Hansa Franka & co można pisać , o niszczeniu potencjału intelektualnego i materialnego przez peereleczyków tak w PRL, jak i III RP – nie.

I tych problemów nie podejmuje nikt ! także IPN. Czy by przetrwał gdyby podjął ?

Mamy takie elity jakie chcemy mieć

smuta akademicka

Mamy takie elity jakie chcemy mieć

(na przykładzie elit akademickich)

Niemal codziennie słychać narzekanie na brak elit w Polsce, że mamy pseudoelity, łże- elity itp , że elity to straciliśmy w Katyniu i nie tylko, ale jakoś brak refleksji nad formowaniem/reprodukcją elit obecnych i brak konstruktywnych działań/propozycji na rzecz uformowania elit takich jakich Polska potrzebuje.

Sytuacja jest niejako schizofreniczna, bo mamy ogromną ilość uczelni i studentów które zwykle są miejscem gdzie kształcą się elity cywilizowanych krajów, także Polski, ale jakoś nie widać aby z tego kształcenia coś pozytywnego się formowało na skalę potrzebną Polsce.

Największym prestiżem w Polsce cieszą się profesorowie uczelni nawet u 95 % populacji Polaków, ale dlaczego spod ręki tych profesorów nie wychodzą prawdziwe elity ? Czy mimo prestiżu ci profesorowie tak naprawdę nie należą do elity?

Może ten prestiż nijak się ma do ich kwalifikacji elitotwórczych ?

Tytuły na prestiż wystarczają, ale przynależności do elity nie dają.

Wielu z nich należy jednak do elit władzy, pełno mamy profesorów/doktorów i to od dawna – w rządach, w sejmie, w partiach, w mediach, w elitach biznesu. I nic. O tych elitach na ogół się mówi, że to pseudoelity. Jacy profesorowie – takie elity. Elitarny margines profesorski/doktorski nie powinien wprowadzać w błąd.

Ilu mamy profesorów – intelektualistów na najstarszym, wzorcowym dla innych uczelni polskim uniwersytecie ? Ilu na innych uczelniach/instytutach ? Będę wdzięczny za informacje i chętnie otworzę pro publico bono bazę informacyjną o nich na Niezależnym Forum Akademickim.

Jednym z najsłynniejszych profesorów UJ jest prof. Jan Hartman – nie tylko profesor uczelni, na stanowisku kierowniczym, ale także strażnik dobrych praktyk akademickich, etyk – nie tylko na sali wykładowej, ale też w przestrzeni publicznej, no i polityk. Więc elita – nieprawdaż ? Prawdaż, prawdaż. Profesorem jest, więc prestiż ma i to dożywotni, podobnie jak tytuł, no i etat. Profesorów uczelnie potrzebują, bo za tytuły są dotowane, więc te które mają ich najwięcej najlepiej się mają. Gorzej z nauką, edukacją, formowaniem elit.

Chamskie, publiczne ekscesy prof. Jana Hartmana, jakoś nie spowodowały akcji na rzecz wykluczenia go z korporacji akademickich. Kilka wyjątków tylko potwierdza regułę obojętności. Solidarność akademicka ? Tolerancja dla ekscesów ?

Z innymi, anty-Hartmanami,  solidarności nie ma, tolerancji tym bardziej. Jak aparat komunistyczny ich wykluczył – środowisko akademickie – też. Widocznie nie może/ nie chce być gorsze od aparatu komunistycznego! Na wszelki wypadek w swych dziełach o swojej historii tego terminu nie używają. Nikt nie może im zarzucić stosowania/aprobowania metod komunistycznych, bo jak komunizmu nie było – to o co chodzi ?

Na ekscesy prof. Hartmana nie został obojętny dysydent akademicki, wykluczany do tej pory przez środowisko akademickie, i coś w przeciwieństwie do cieszących się prestiżem społecznym osiągnął. (https://blogjw.wordpress.com/2013/10/20/sprawa-prof-hartmana-w-kontekscie-osobistym/temat do opisania/omówienia w osobnym tekście, na spotkaniu, ale niby kogo to interesuje ? )

Ten sam dysydent nie został obojętny na ekscesy innego wybitnego prof. UJ – Andrzeja Romanowskiego (https://blogjw.wordpress.com/2013/05/20/zapytania-w-imie-prawdy/, https://blogjw.wordpress.com/2013/08/02/czy-decydenci-akademiccy-to-niewlasciwi-adresaci-zapytan-w-imie-prawdy/ ) i jak zwykle pozostał osamotniony. Widać etatowym, prestiżowym akademikom to za bardzo nie przeszkadza, a może ich prestiż byłby nadwyrężony, etat zagrożony, gdyby postąpili tak jak winien im nakazywać etos akademicki, czy zwykła przyzwoitość ?

Jeśli takie ekscesy akceptujemy, pozostajemy obojętni, tysiące powodów dla swej obojętności znajdujemy, to jakie mogą być elity?

Jeśli tych co nie akceptują, nie są obojętni, wykluczy się z przestrzeni publicznej, wymaże z historii i teraźniejszości – to pies z kulawą (a nawet zdrową) nogą nie zauważy niestosowności zachowań prestiżowych ‚profesorów’ – nieprawdaż ?

Mamy takie elity jakich sami chcemy. I to jest smutna rzeczywistość i nic nie wskazuje, że coś się w tej materii zmieni.

Przecież w gruncie rzeczy chodzi o to aby mimo deklarowanych chęci zmian wszystko pozostało po staremu i elitarnym beneficjentom systemu żyło się jak najlepiej.