‚Blokady wojenne’ cz. 2 – czas wojny jaruzelsko-polskiej i pokojowej transformacji

Refleksje o metodach zakładania blokad akademickich

w czasie wojny i pokoju

cz. 2 czas wojny jaruzelsko-polskiej i pokojowej transformacji

Wojna putinowska ma wsparcie części środowiska akademickiego Rosji, tak jak wojna jaruzelsko-polska, mimo oporu na uczelniach, miała wsparcie części środowiska akademickiego, nawet spoza przewodniej siły narodu.

Ciekawe może być porównanie postawy świata akademickiego wobec wojny Jaruzelskiego z narodem polskim sprzed dziesiątków już lat, wojny bez porównania łagodniejszej niż ta Putina z narodem ukraińskim, ale mającej ogromnie negatywny wpływ także na domenę akademicką, o czym na ogół nie chce się mówić, ani pisać, ani badać należycie.

Wojna jaruzelsko-polska to była wojna o utrzymanie zniewolenia komunistycznego, w istocie rzeczy sowieckiego, nad narodem polskim, gdy wojna putinowska, to wojna o zniewolenie narodu ukraińskiego uważanego przez Rosjan za naród bratni/jeden ze szczepów narodu rosyjskiego.

Wojna putinowska ma wsparcie części środowiska akademickiego Rosji mimo pewnego oporu części akademików i studentów, tak jak wojna jaruzelsko-polska, mimo oporu na uczelniach, tak studentów, jak i pracowników, miała wsparcie części środowiska akademickiego, nie tylko tego związanego formalnie z przewodnią siłą narodu.

Wobec akademickich instytucji rosyjskich, a także wobec rosyjskich akademików popierających Putina, stosowane są rozmaite restrykcje, niewątpliwie dotkliwe dla rosyjskiej domeny akademickiej.  Odizolowanie od zewnętrznego świata dla rosyjskiej domeny akademickiej oznacza degradację. Protestujący przeciwko wojnie mogą jednak liczyć na wsparcie ze strony międzynarodowego środowiska akademickiego, podobnie jak naukowcy i studenci ukraińscy.

Podczas wojny jaruzelsko-polskiej akademicy popierający reżim Jaruzelskiego mogli liczyć na ułatwienia w karierze, swobodę wyjazdów zagranicznych, obejmowanie stanowisk decydenckich, gdy opozycyjnie nastawieni byli nieraz internowani, aresztowani, blokowani całkowicie lub przynajmniej okresowo w wyjazdach zagranicznych, szczególnie na długotrwałe wyjazdy do uczelni zachodnich. Dla opozycji, czy po prostu niewygodnych dla przewodniej siły narodu, stanowiska decydenckie nie były dostępne; byli marginalizowani, izolowani, poddawani szykanom, mobbingowi…  Przeprowadzano polityczne weryfikacje kadr akademickich po wprowadzeniu stanu wojennego, jak i kolejną, lepiej przygotowaną, także pod kątem prawnym, przed transformacją ustrojową. Pozwoliło to na wyeliminowanie z systemu akademickiego wielu wrogów przewodniej siły narodu i nierokujących nadziei na wychowywanie młodzieży w duchu socjalistycznym.

Negatywna propaganda na odcinku akademickim wobec wrogów systemu, przypomina propagandę putinowską wobec broniących swojej wolności Ukraińców. Z prawdą to nie miało nic wspólnego, ale przyzwolenie na haniebne poczynania było.

Blokowanie niewygodnych w domenie akademickiej rozciągało się także na czas pokojowej transformacji, gdyż partyjni beneficjenci przemian nadal pozostawali na stanowiskach decydenckich. Wielu z przyczyn pozamerytorycznych nie wróciło na uczelnie po wyeliminowaniu z naruszeniem cywilizowanego prawa. Nadal, mimo rozwiązania PZPR i SB, niewygodnym, stanowiącym zagrożenie dla nomenklatury blokowano wyjazdy naukowe, nawet krajowe i to czasem bardziej skutecznie niż w okresie wojennym. Ograniczano/uniemożliwiano dostęp do aparatury badawczej, do komputerów, zmuszając do realizacji dostaw obowiązkowych płodów intelektualnych.

Zjawisko konieczności prowadzenia akademickiej działalności konspiracyjnej po transformacji ustrojowej zupełnie nie jest znane badaczom historii najnowszej i zarazem opinii publicznej.

Czy nie jest marnotrawstwem potencjału intelektualnego zakładanie blokady na naukowców, aby czasem czegoś w nauce nie zrobili, aby czegoś nie nauczyli młodych?  Skoro ktoś miał setki wykładów rocznie i wiele wystąpień publicznych, nawet w czasach jaruzelskich, a w czasach „wolnej” Polski, po transformacji – żadnego to powinno być uważane za skandal. A nie jest. Co więcej, nieraz mamy do czynienia z oczywistym bojkotem, niewygodnych dla beneficjentów transformacji i to bez potrzeby ogłaszania i bez „dziur” w bojkocie (jak to jest w przypadku bojkotu Rosji). Takich się nie zaprasza na spotkania, choćby napisali nie wiem ile książek, artykułów, nie podejmuje się merytorycznych dyskusji, na ogół nie cytuje (choć nieraz plagiatuje) tak, aby przemilczeć całkowicie i głosić wszem i wobec, że nie ma nikogo, aby coś napisał, powiedział, podyskutował ….

Tak się dzieje nie tylko na podwórku akademickim, ale i społecznym [pozaakademickim], bo taka antykultura [cancel culture] przenika do życia społecznego.    

Skutek tych patologii uwarunkowanych systemowo i psychologicznie [uciszanie mądrzejszych, a przynajmniej za takich uważanych, żeby to, co mówią, nie uraziło głupców] jest oczywisty – kryzys systemu nauki, brak elit, mimo ilościowego wzrostu pracowników nauki, a przede wszystkim uczelni z nazwy wyższych.

Zamiary poznania mechanizmów kształtowania kadr akademickich są objęte cenzurą prewencyjną. Mój postulat opracowania Czarnej księgi komunizmu w nauce i edukacji nie został podjęty. Co więcej, z zakłamanej historii najnowszej uczelni skasowano „komunizm” a także „stan wojenny”, jak i przewodnią siłę narodu (PZPR). O politycznych weryfikacjach kadr akademickich (niemal) nikt nie słyszał. Konkursy ustawiane na swoich znakomicie blokowały powroty do systemu akademickiego wyeliminowanych podczas weryfikacji, a także pracujących na uczelniach zagranicznych. O zniszczeniach infrastruktury badawczej, warsztatów pracy, bibliotek, likwidacji szkól naukowych nikt nie pisze/mówi. Skoro stanu wojennego nie było (tak wynika z historii uczelni) to i strat wojennych nie było, tak ludzkich, jak i materialnych – nieprawdaż?  Jeśli są prowadzone badania krzywd w okresie PRL, to są one ograniczone do akademickich beneficjentów, a losem ofiar nikt się nie interesuje i ich nie ujawnia. Rezultat takich „badań” i jest oczywisty – ofiar politycznych nie było.

Wykazuje się dziesiątki funkcjonariuszy SB i ich tajnych współpracowników, ochraniających (w żargonie esbeckim) tak obiekty akademickie, jak i kadry, ale podobno skutek takiej „ochrony” był taki, że podobno ofiar nie było (sic!). Trudno o lepsze uznanie dla ich ochroniarskiej pracy i trudno się dziwić, że tacy nadal pracują w systemie i nadal pociągają za akademickie sznurki. Ujawnianie prawdy nie wchodzi w rachubę.

Nie ujawnia się także jawnych współpracowników systemu zła (członków PZPR) i ich metod przewodzenia także w domenie akademickiej.

Konieczne są badania porównawcze nad skutkami blokad akademickich w warunkach wojny i pokoju (III RP) i zastosowania rzetelnej wiedzy w reformowaniu domeny akademickiej, mającej ogromny wpływ na funkcjonowanie państwa w XXI wieku.

Pewną wiedzę na ten temat mieli młodzi ludzie z okresu wojny jaruzelsko-polskiej, przestrzegający decydentów akademickich, że stosowane przez nich metody nie wprowadzą godnie nauki w XXI wiek.  Ale dla decydentów ta przestroga była zbyt niewygodna, aby ją wprowadzić w życie. Wkroczyli wraz z wyselekcjonowanymi przez nich kadrami w wiek XXI, pozostawiając godność i prawdę za progiem.

Chyba doszło do jakiegoś zbliżenia/przenikania się cywilizacyjnego, stąd cywilizacja łacińska w czystej postaci jest zagrożona. Czasy wojenne te zagrożenia uwidaczniają.

Tekst opublikowany na portalu ABC Niepodległość – https://abcniepodleglosc.pl/

czytaj także : Refleksje o metodach zakładania blokad akademickich w czasie wojny i pokoju cz. 1

Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka (wordpress.com)

Z tą walką NZS o przyszłość i godność nauki w Polsce to jakoś nie wyszło

5

Z tą walką NZS o przyszłość i godność nauki w Polsce to jakoś nie wyszło

Gorzkie refleksje po 40 latach.

Na okoliczność 40 lecia Niezależnego Zrzeszenia Studentów, antykomunistycznej organizacji o zasięgu ogólnopolskim zorganizowano wystawę w hallu dworca PKP w Krakowie. (https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/08/12/nzs-pokolenia-przemian-1980-2020-na-dworcu-pkp/)

Warto ją obejrzeć i zastanowić się nad historią tego ruchu i dniem dzisiejszym. Na wystawie zainteresowała mnie szczególnie informacja – uzasadnienie strajku NZS w listopadzie 1981 roku w Białymstoku. Studenci demonstrowali w pobliżu ówczesnej siedziby KW, na placu noszącym obecnie nazwę NZS, domagając się m. in. uwolnienia więźniów politycznych, ale podnosili również, że jest to strajk o przyszłość polskiej nauki i kultury, uzasadniając, że ‚rdzeniem polskiej pracy jest polska nauka’ i walczą o to aby uniwersytet był uniwersytetem a nauka nauką, co w czasach PRL nie było jednoznaczne, jako że naukę w niemałym stopniu zastępowała ideologia, a uniwersytety były pod nadzorem przewodniej siły narodu, aby posłuszne ideologii komunistycznej kadry akademickie formowały kolejne, posłuszne kadry budowniczych najlepszego z ustrojów.

Wówczas w Białymstoku nie było nawet uniwersytetu a jedynie filia Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie na wykłady byli zsyłani niezbyt spolegliwi akademicy uczelni-matki. Tym bardziej taki stan umysłów tamtejszych studentów budzi i po latach uznanie, a i Białystok doczekał się samodzielnego uniwersytetu, zwanego bardziej opisowo Uniwersytetem w Białymstoku [UwB], aby jego skrót nie budził niepożądanych skojarzeń. Odkomunizowany pomnik, pod którym strajkowali, po latach został zaopatrzony – nie bez walki – w napisy „Bóg, Honor, Ojczyzna” nawiązujące jasno do deklaracji studenckich, a także robotniczych.

Strajkujący studenci uznali, że ciąży na nich odpowiedzialność za godność polskiej nauki, tak jak robotnicy w tamtym czasie wzięli na siebie odpowiedzialność za godność polskiej pracy.

Mam dowody (np. https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/), że te deklaracje nie były gołosłowne, bo i pod koniec czasów jaruzelskich, kiedy przed tzw. transformacją ustrojową czyszczono uczelnie z elementu negatywnie wpływającego na młodzież akademicką, bo uczącego ją myślenia i to krytycznego, jedynie studenci, zgodnie z poczuciem odpowiedzialności za godność nauki protestowali, argumentując, że takie metody nie wprowadzą nauki godnie w wiek XXI !

I nie wprowadziły !

Tak ówczesnym, jak i późniejszym decydentom akademickim (i nie tylko), beneficjentom niegodnego systemu komunistycznego, takie metody jednak nie przeszkadzały i nie przeszkadzają do dnia dzisiejszego. Nawet największe autorytety akademickie, naukowe, moralne pozostali i nadal pozostają głusi na wołania o prawdę i sprawiedliwość, a najwięksi nawet historycy za nic w świecie nie chcą poznać tego co badają !

Studenci domagali się przygotowania nowych, pozbawionych fałszerstw podręczników historii. I co ? Podręczniki historii (i nie tylko historii) były pełne fałszerstw, z nauką to nie miało wiele wspólnego. Ale po 40 latach nadal takich podręczników nie brakuje, tak na poziomie edukacji niższej, jak i wyższej. Z tym, że im wyżej tym gorzej, bo na szczeblu wyższym formatowani są nauczyciele, autorzy i recenzenci podręczników przeznaczonych także do edukacji niższej. W pro-socjalistycznej edukacji przestrzegano: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał i uczono z takim sukcesem, że po latach jasno widać: czego Jaś, czy Joasia z fałszywych podręczników zbyt dobrze się nauczyli, to Jan i Joasia nie są w stanie się oduczyć. Przeciwko fałszowaniu historii na szczeblu niższym zdarzają się protesty, ale na szczeblu wyższym to protestuje tylko margines. (https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/). A ryba przecież psuje się od głowy ! 

Wystawa nosi nazwę „NZS – pokolenia przemian 1980-2020” (https://jwfotowideo.wordpress.com/2020/08/12/nzs-pokolenia-przemian-1980-2020-na-dworcu-pkp/). Widać, że pokolenie NZS tak się przemieniło, że już nie protestuje ! Skoro nie mają nic przeciwko temu aby w historiach ich uczelni nie było komunizmu, PZPR, stanu wojennego…, to ich walka po latach staje się niezrozumiała.

Piękne deklaracje studenckie, z tamtych gorących dni, po latach skłaniają do gorzkich refleksji.

Z tą walką o przyszłość i godność nauki w Polsce to jednak jakoś nie wyszło. Dzisiaj, ci strajkujący wówczas studenci, to są 60-latkowie – czyli w wieku decydenckim w domenie akademickiej i dobrze by było poznać ich późniejsze dokonania i obecne działania, bo godność w tej domenie jakby całkiem zanikła, a przyszłości też nie widać.

Uniwersytet miał być uniwersytetem a nauka nauką – a jak się stało?

Uniwersytetami zostały wcześniejsze szkoły, nie za bardzo wyższe, a nawet te – nazywane Wyższymi Szkołami Podstawowymi, a nauka jak była zastępowana ideologią, tak i pozostała, tyle że ideologia czerwona została zastąpiona tęczową a nauki na uniwersytetach zostało tyle co kot napłakał.

Co prawda zlikwidowano docentów, ale pozostawiono dostawy obowiązkowe [niechby tylko kto nie zechciał dostarczyć produktów swojej wiedzy przyłożonemu !], więc i tak pozostał feudalny podział na tych co są do centów i tych do roboty, ale z tego podziału jakoś nauka nie powstaje, a centy trafiają tylko do kasty nadzwyczajnej, i tak nadal biednej, bo za żadne centy nie są w stanie godnie wyżyć. No cóż, godność jakoś nie idzie w parze z centami, więc nie dziwota.

Postępu nie ma ani na krok, a orientacja ‚bonobiańska’ [https://blogjw.wordpress.com/2020/08/08/orientacja-bonobianska-w-pierwszych-dniach-sierpnia-2020-r/ ] wykazywana przez liczne grona akademickie, to krok wsteczny, do czasów naszych przodków, czasów liczonych milionami lat.

Rdzeniem polskiej pracy bynajmniej nie została polska nauka. Lansuje się rzekomo odkrywczą koncepcję „gospodarki opartej na wiedzy”, jakby na czymkolwiek innym można by gospodarkę opierać. Na wiedzy gospodarka czymkolwiek opierała się zawsze, z tym że wiedza bywała niedostateczna, to i gospodarka stateczna nie była. Skoro innowacyjność naszej gospodarki jest jedną z najniższych w krajach europejskich, to i wiedza naszych akademików jest zapewne niedostateczna aby na niej gospodarkę skutecznie opierać. Instytuty badawcze utrzymują się głównie z wynajmu nieruchomości, a nie ze swojej wiedzy, bo żeby wiedzę sprzedać to trzeba ją mieć ! Finansuje się, i to obficie, projekty dla poszerzenia wiedzy, ale przyczyny braku tego poszerzenia ukrywa się przed szarym obywatelem, traktowanym jako nieuczciwa konkurencja do niekontrolowanego wydawania jego środków płatniczych.

Dużo młodych wykształconych ludzi opuściło Polskę w PRL oraz w III RP, wielu wykluczono z systemu akademickiego, stąd nadal mamy deficyt elit, a świat akademicki bronił się i nadal się broni przed ich powrotami. Godne uznania deklaracje młodych studentów sformułowane w systemie totalitarnym nie zostały wdrożone w życie.

Odnosi się wrażenie, że ciężar odpowiedzialności za los nauki i pracy przygniótł świat akademicki [i nie tylko] i to na lata, także w wolnej Polsce .

Jeśli są dowody, że jest inaczej, to proszę o informacje/dokumentacje.

Umieszczę gratis, jak zawsze, w zajętej przez mnie części cyberprzestrzeni.

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Niedawno opublikowałem refleksyjny tekst o pandemii, w ujęciu wykraczającym poza zarazę koronawirusa, przypominając o wirusie komunizmu, pandemii bezmyślności i historykach, którzy są nieczuli na fakty i zamiast rozjaśniania, zaciemniają historię i pozostają nadal wybitnymi. [https://blogjw.wordpress.com/2020/04/18/refleksje-pandemiczne/ ].

Tekst rozpowszechniłem w mediach społecznościowych i pocztą elektroniczną, kierowaną także do najwyższych polskich decydentów akademickich, ‚w oczekiwaniu na refleksje krytyczne, ale merytoryczne’ i takich refleksji doczekać się nie mogę. Czyli – Klęska, jak tytuł książki Wiktora Suworowa, i jaki wniosek można wyciągnąć z moich refleksji.

Zadałem nieco prowokacyjne pytanie ile w tym tekście [ tzn. tekście Wiktora Suworowa w książce ‚ Klęska”] trzeba zmienić, aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jej dziejach ? „.

Może pytanie było zbyt trudne, wymagające refleksji, sięgnięcia po cytowane przeze mnie teksty o metodach badań i wnioskowań naszych historyków.

W takim razie spróbuję zrobić erratę do mojego tekstu, dokonując nasuwających się zmian tekstu Suworowa, aby dotyczył on naszych, a nie moskiewskich historyków.

A zatem może być tak: W Warszawie, Krakowie [ i nie tylko] mamy licznych historyków, etatowych, czasem na wielu etatach, pełniących rozliczne funkcje, wyróżnionych wielkimi stopniami i tytułami oraz obwieszonych państwowymi odznaczeniami, przystrojonych togami, czasem też gronostajami.

W czasie epidemii mają usta pozasłaniane widocznymi maskami antywirusowymi, które przed pandemią koronawirusa, ale w trakcie pandemii komunistycznej, też używali, ale inaczej, w sposób niewidoczny gołym okiem i zawirusowanym komunizmem umysłem, zapewne aby się uchronić przed wirusem antykomunistycznym, wirusem prawdy historycznej stanowiącym zagrożenie dla ich stopni, tytułów, odznaczeń, tóg i gronostajów.

To nie jest grupa ekspertów, a cała plejada etatowych, oficjalnych badaczy naszej przeszłości, mających do dyspozycji piękne instytuty naukowe, mnóstwo materiałów archiwalnych, niemały budżet badawczy i zarazem wychowawczy, dla wychowania ludu w jedynie słusznej prawdzie przeznaczony.

Ci uczeni mężowie, a nawet żony, nie mniej uczone, już ponad 30-lat bez powodzenia badają historię swoich uczelni wkomponowaną w historię Polski. Ale oni wszyscy nie zdołali nic odtworzyć należycie i teraz doszli do wniosku, że napisanie takiej historii jest w ogóle niemożliwe! W żadnym terminie. Pomysł absolutnie nierealny.

To co napisali – to wszystko bzdura.

Test na inteligencję: Był komunizm na terytorium Polski siłą zainstalowany, była opozycja antykomunistyczna przez ten reżim nękana i dziesiątkowana, z uniwersytetów wypędzana, był stan wojenny, aby reżim – mimo pandemii antykomunistycznej – się utrzymał, była moc ofiar, uczestników i świadków – straty osobowe, moralne i intelektualne, zniszczenia także materialne – niesłychane, ale ludzkim okiem niewidziane, bo ukrywane, fałszowane.

Były tony dokumentów, i są nadal, mimo zniszczeń tego co było niewygodne. Resztki archiwów bezpieki, przewodniej siły narodu, jak i archiwów instytutów, uniwersytetów realizujących mniej czy bardziej przewodnie dyrektywy i nakazy, mimo wszystko, ci uczeni mogą badać, ale ci jakby woleli trzymać się od nich z dala, szczególnie od archiwów przewodnich dla ich sformatowania.

Czas płynie – lat 5, 10, 20, 30 nawet, ale rzetelnej historii jak się okazuje napisać nie można. Z założenia. Z wyrozumowania.

Jeżeli się mylę, przyjmuję kontrargumenty.

Moim zdaniem, świadczy to o tym, że komunizmu, stanu wojennego po prostu nigdy nie było, bo skoro go nie ma w historii – najstarszej i wzorcowej uczelni- badanej przez najbardziej wyśmienitych historyków, to niby gdzie ten komunizm i ten stan wojenny miał być ?

Są co prawda poszlaki, zarejestrowane w historii innych podmiotów, a nawet kraju całego, że komunizm był i stan wojenny był, ale autonomiczna historia wyspy wolności i niezależności [od prawdy !] jaką stanowi najstarsza polska wszechnica – jest inna i nie ma nic wspólnego z tamtą.

Tak jak tacy uczeni mężowie, a nawet żony, nie mają nic wspólnego z nauką, mimo że ta jest, ale na wygnaniu.

I to jest prawdziwa, pandemiczna klęska i nic nie wskazuje, że po wyborach – bez względu na to, kiedy się odbędą – ustąpi.

A Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji, której opracowanie postulowałem, jak nie było, tak nie ma i nie będzie, bo by miała nikłą nośność naukową [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/ ] – bo by zniosła takich uczonych mężów, a nawet żony.

Appendix:

Fragment Klęski Suworowa dla refleksji pandemicznych przetworzony: