Akademicki zbiór zastrzeżony

azz

Akademicki zbiór zastrzeżony

Polacy powszechnie interesują się tzw. zbiorem zastrzeżonym IPN tzn. zbiorem niejawnym do tej pory a to podobno ze względu na bezpieczeństwo państwa. [http://www.tvp.info/27000540/ipn-odtajni-zbior-zastrzezony-w-tym-akta-z-prl-aktualne-dla-bezpieczenstwa-panstwa]

Stopniowe odtajnianie zbioru pokazało, że z utajnianiem wielu informacji chyba jednak przesadzono i trudno się dopatrywać jakie to znaczenie dla bezpieczeństwa państwa miało umieszczenie w zbiorze zastrzeżonym raczej błahych informacji dotyczących tej, czy innej osoby znanej publicznie.

Tym niemniej zainteresowanie tym zbiorem jest znaczne i uzasadnione.

Można się spodziewać, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy ten liczący kilkaset metrów bieżących zbiór w znacznej mierze przestanie być tajny. Można przypuszczać, że w tym zbiorze będą także informacje dotyczące przedstawicieli świata akademickiego, jakkolwiek ten świat -z małymi wyjątkami – nie jest przychylny procesom lustracyjnym.

Znacznie mniejsze, a prawdę mówiąc niemal żadne jest zainteresowanie ujawnianiem zbiorów przewodniej siły narodu, która także na odcinku akademickim znaczyła wiele, a nawet więcej od SB i jej rozlicznych tajnych współpracowników.

SB wraz ze wspierającymi ja współpracownikami musiała dokonywać nieraz skomplikowanych i nieco kosztownych działań operacyjnych aby swoje zadanie ochrony systemu/ochrony uczelni zrealizować.

PZPR była decydentem, więc takie działania bez dodatkowych środków za pomocą jawnych współpracowników mogła przeprowadzać, tym bardziej , że decydentami na różnych szczeblach systemu akademickiego byli członkowie PZPR lub stronnictw siostrzanych, a przynajmniej przez te organa na stołkach decydenckich usadowionych i podtrzymywanych.

Bez wiedzy i zgody, opinii POP PZPR, nikt na uczelni nie mógł być zatrudniony, nie mógł wyjechać za granicę, awansować . Na niższych szczeblach do awansów wystarczyły opinie POP, ale na szczeblach wyższych decydowały KW a nawet KC.

Niestety zainteresowanie całą machiną funkcjonowania systemu akademickiego i metodami osiągania pozycji koryfeusza nauki w czasach PRL ( i potem w III RP) jakoś jest małe, choć zbiory PZPR mimo zniszczeń nie są małe i można by się wiele dowiedzieć.

Niemal kompletny brak zainteresowania społecznego/akademickiego/naukowego dotyczy natomiast materiałów wytwarzanych przez akademickie organa kolegialne – rady instytutowe, rady

wydziałów, senatu i rozmaite komisje np. komisje awansowe, wyróżnieniowe, czy dyscyplinarne, rzecz jasna nadzorowane przez PZPR i kontrolowane przez SB.

Każdy kto ma jakiekolwiek pojecie o funkcjonowaniu systemu akademickiego wie, że te materiały winny przedstawiać znacznie dokładniej historię naturalną każdego akademika naukowca, a także jednostek akademickich różnego szczebla i rodzaju.

W przypadku analizy materiałów SB, do których jest dostęp, dywaguje się czy donosy/opinie mogły komuś wyrządzić krzywdę czy też nie.

W przypadku materiałów z archiwów akademickich czasem można by mieć pewność, że takie krzywdy miały miejsce i nawet określić jakie one były.

Niestety dziw bierze, że prawda dla wielu badaczy nie jest ciekawa. Na ogół beneficjenci systemu, obecnie na stanowiskach decydenckich, rektorskich i pokrewnych, znakomicie się orientują jaką moc wybuchową takie materiały zawierają, stąd dostęp do tych materiałów jest ograniczony lub całkowicie zabroniony.

Szczególną ochroną są objete procesy dyscyplinarne, jako że one zawierać mogą i chyba zawierają poczynania zmierzające do karania niewygodnych dla systemu akademików, jak i dopiero starających się o ukończenie uczelni.

Nawet badacze IPN dostępu do takich źródeł nie mają ( Niezależne Zrzeszenie Studentów w Krakowie w latach 1980-1990 . Tom 1. Arcana, r. 2014 – s.87), a co dopiero mówić o pracownikach uczelni usuwanych dożywotnio z wilczymi biletami.

Akademicki zbiór zastrzeżony nie jest mitem tylko ponurą rzeczywistością.

Kiedy materiały z akademickiego zbioru zastrzeżonego od lat 30 bedą jawne ?

Zostały utajnione na podstawie ‚prawa’ r. 1983 i chyba nadal uważane są za ważne dla bezpieczeństwa państwa/uczelni/procesu akademickiego.

W tych materiałach winny być składy zespołów dyscyplinarnych, zespołów weryfikujących kadry akademickie pod batutą SB i PZPR podczas kolejnych fal czystek.

Mam w tym zakresie własne doświadczenia . https://nfapat.wordpress.com/2016/08/18/list-otwarty-wykletego-30-lat-poza-murami-uczelni/ , https://wobjw.wordpress.com/tag/tajne-teczki-uj/,

https://wobjw.wordpress.com/tag/pasja-akademicka/

Do tej pory mimo upływu 30 lat nie wiem jaki był skład zespołu wystawiającego mi opinie pozamerytoryczną zgodną z dyrektywami MSW o negatywnym wpływie na młodzież akademicką, bez oparcia na faktach, bez możliwości odwołania się do sądu ! Nie znam zapisów na mój temat rad akademickich – instytutu, wydziału, senatu.

Mimo wieloletnich starań te materiały nie zostały ujawnione, na roszczenia informacyjne rektor UJ nie odpowiada nic sobie nie robiąc z obowiązującego prawa. Kasta akademicka przenika się z kastą prawniczą, więc nie ma co sie temu dziwić.

Złoczyńców w tym kraju się nie ściga, ściga się dobroczyńców, bo to oni destabilizują funkcjonujący od lat patologiczny system akademicki, którego istota tkwi zapewne w akademickim zbiorze zastrzeżonym.

Ale w tych sprawach panuje cisza – tak w mediach, jak i w środowisku akademickim, a nawet w obozie solidarnościowo-patriotycznym, który na ogół nie ma pojecia o istnieniu takich zbiorów, ale co gorsza nie ma woli aby takie pojecie mieć.

Trudno być optymistą czy nastąpi w tej materii dobra zmiana. Żadnych oznak na horyzoncie nie widać.

Gdyby ktoś jednak dysponował lepszymi przyrządami badawczymi , lunetami, może teleskopami, to bede wdzieczny za ujawnienie wyników obserwacji.

Historia niechciana przez historyków

Historia na uwięzi

Historia niechciana przez historyków

Podczas dyskusji nad książką (Nie)chciane dziecko III RP. Instytut Pamięci Narodowej 2000 – 2010. Geneza, funkcjonowanie, kontekst społeczny i polityczny” – Dorota Koczwańska-Kalita. Wydawnictwo Arcana, Kraków 2015) toczonej w ramach Krakowskiej Loży Historii Współczesnej https://www.youtube.com/watch?v=oV9Aw60RwQM poruszono rzecz jasna naturę systemu PRL. Mnie odpowiada interpretacja dr Barbary Fedyszak Radziejowskiej – ( na filmie interwał ok. 53-60 min ) że natura systemu przez cały czas była podobna, ale przechodził on różne fazy i zmieniała się jego represyjność – większa w czasach stalinowskich, mniejsza później, ale z ponownym przypomnieniem represyjności w czasie stanu wojennego.

Ta interpretacja jest zdecydowanie odmienna od tej jaką przedstawiają historycy np. w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/] , gdzie nie figuruje takie słowo jak komunizm [mimo, że istnieje w Polsce pojęcie zbrodni komunistycznej – czasem (choć nader rzadko) karanej !, czy opozycji antykomunistycznej – nieraz nagradzanej ] a okres po 56 r. określany jest mianem okresu liberalizacji systemu, stąd, jak można rozumieć, okres stanu wojennego był wyrazem tej liberalizacji i niczym szczególnym się nie wyróżniał, stąd w historii UJ w ogóle nie został zauważony przez historyków, rzecz jasna profesorówdoktorówhabilitowanychnaukipolskiej.

Ja mam problem ze zrozumieniem takiej historii, ale nikt z etatowych historyków do tej pory nie raczył mi pomóc w jej zrozumieniu.

Przy takiej interpretacji historii, wręcz trudno zrozumieć tych co się czepiali Jaruzelskiego, a nadal czepiają się Kiszczaka, którego chcą go nadal karać za stan wojenny. A niby za co – za liberalizację systemu ?!

I tak opierając się na badaniach takich historyków – zbrodniarze komunistyczni wychodzą na patriotów liberalizujących nieludzki, obcy, system, a patrioci wychodzą na nieludzkich miłośników systemu totalitarnego.

Niestety wnioski, wypływające z lektury uniwersyteckiej książki, porażającej wręcz bredniami na temat PRLu, nadal funkcjonującej w obiegu edukacyjnym [ List do Polskiej Akademii Umiejętności w sprawie wycofania z obiegu edukacyjnego ‚Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/; List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętnościhttps://blogjw.wordpress.com/2009/11/04/list-otwarty-do-prezesa-polskiej-akademii-umiejetnosci/] bez sprzeciwu etatowych historyków, mogą być również porażające.

Może to dobrze, że takiej wykładni historii nie wprowadza się do nauki historii w szkołach.

Podręczniki historii do gimnazjum, liceum, mimo że zawierające wiele błędów, słusznie krytykowane, wręcz napiętnowane, kontrastują o zgrozo pozytywnie – z książką uniwersytecką ! która -z moim wyjątkiem – nie jest krytykowana, ani napiętnowana – wręcz przeciwnie ! [Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJhttps://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/%5D

Dyskusji na ten temat nie ma ! [Uniwersytet w państwie policyjnym– https://lustronauki.wordpress.com/2012/10/11/uniwersytet-w-panstwie-policyjnym.%5D

Mnie to drażni. A historyków drażni tylko to, że ja to podnoszę ! Jest to historia niechciana przez historyków. Nie jedyna.

Raporty badań czołowych historyków nad pokrzywdzonymi w czasach PRLu są utajnione. [„Nie udało się również ustalić miejsca przechowywani materiałów komisji powołanej na początku lat 90.XX w. do zbadania represji ze strony władz PRL wobec UJ „ s. 87 -Niezależne Zrzeszenie Studentów w Krakowie w latach 1980-1990 Tom 1 1980-1981 – Arcana 2014 ; Powracająca fala zakłamywania historiihttps://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/%5D

Nie bez przyczyny, bo były prowadzone z zastosowaniem porażającej wręcz metodyki badań – szukania pokrzywdzonych tylko wśród beneficjentów, przy wykluczaniu z badań – pokrzywdzonych !

Kolejnym pokoleniom historyków jakby to nie przeszkadzało, a co więcej sami taką metodykę stosują i dochodzą do wniosku, że mimo inwigilacji przez SB  niemal wszystkich i wszystkiego w PRLu, np. w najstarszej i prowadzącej wzorcowe badania uczelni,  nikomu włos z głowy nie spadł. [No cóż, członkiem Loży to ja nie jestem Kilkadziesiąt pytań w sprawie „Jagiellończyka”,https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/); Kolejne pytania w sprawie ‚Jagiellończyka’https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/%5D

Czyli co ? Tak SB (i TW)  znakomicie chroniła powierzony im obiekt ?

Fakty co prawda są inne – ale tym gorzej dla faktów. I tych co je ujawniają. Dla takich nie ma miejsca w systemie akademickim, także III RP.

Do tej pory nie znamy liczby wyrejestrowanych z systemu akademickiego w PRLu w czasie, jak nazywam, Wielkiej Czystki Akademickiej i nie ma woli akademickiej/historycznej jej poznania, a tym bardziej poznania skutków tego wyrejestrowania. [ Jak badacze walczą aby nie poznać tego co badają,https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/%5D

Nie ma woli poznania nazwisk czyścicieli (teczki ‚oczyszczające’ są tajne !),  ani wyleczenia z amnezji realizatorów i beneficjentów czystek, a tym bardziej przeniesienia ich w stan nieszkodliwości.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane ( z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami nie-historyków – Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR UJhttps://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/).

Historycy nie chcą poznać prawdziwej historii swoich uczelni w PRLu – może to dla nich jest konflikt interesów ?

A może czekają na podwyżki płac,  bo przecież humanistyka , w tym historia, jest w kryzysie z powodu niedofinansowania ? [http://komitethumanistyki.pl/].

Ja mam jednak obawę, że skoro historycy za żadne skarby nie chcą poznać takiej historii, to zwiększenie finansowanie ich (nie)badań, może jedynie spowodować opustoszenie skarbu państwa, a niewygodnej dla nich i dla ich pracodawców historii i tak nie poznamy.

Zapytania w imię prawdy

Pilecki

Kraków, 19 maja 2013 r.

 

Rektor UJ

 

Prezes PAN

 

Prezes PAU

 

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

 

– Zespół ds. Dobrych Praktyk Akademickich

 

Zapytania w imię prawdy

 

 

Czy prof. dr hab. Andrzej Stanisław Romanowski, o którym ostatnio jest głośno z powodu haniebnego i niekompetentnego ataku na bohatera naszej historii (rzekomo w imię prawdy) – rtm. Witolda Pileckiego ma kwalifikacje do noszenia tytułu/piastowania stanowiska profesora i czy otrzymywanie takiego tytułu/obejmowanie takich stanowisk przez osoby o takim ‚etosie’ akademickim nie kompromituje systemu nauki w Polsce ?

Czy prof. dr hab. Andrzej Stanisław Romanowski może być zasadnie zatrudniany i to ‚wieloetatowo’ na stanowisku profesora i w UJ, i w PAN ( jak wskazuje baza danych o ludziach nauki jest wieloetatowcem – prof. dr hab. Andrzej Stanisław Romanowski http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=59574&lang=pl   Zatrudnienie aktualne: profesor nadzwyczajny Uniwersytet Jagielloński; Wydział Polonistyki; Katedra Kultury Literackiej Pogranicza ,Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN , Kierownik Uniwersytet Jagielloński; Wydział Polonistyki; Katedra Kultury Literackiej Pogranicza )  skoro nie daje sobie rady ze studiowaniem dość prostych prac i wyciąganiem zasadnych wniosków.

 

Czy wykazywana przez prof. – od dawna – nienawiść do IPN i lustracji i jak się ostatnio okazało (przynajmniej dla mnie) także do wybitnych bohaterów naszej historii jest zgodna z etosem akademickim i czy nie powoduje utraty zdolności do poznawania i zapisywania prawdy o wybitnych Polakach w redagowanym przez niego ‚naczelnie’ Polskim Słowniku Biograficznym (wydawanym wspólnie przez Polską Akademię Nauk i Polską Akademię Umiejętności).

 

Czy ten słownik nie jest narażony na skutki tej nienawiści ?

 

Czy prof. swoją postawą, w gruncie rzeczy jak rozumiem, antynaukową, antypatriotyczną, nie wpływa negatywnie na młodzież akademicką ? ( w końcu jest profesorem wzorcowej dla innych uczelni)

 

Czy fakt zatrudniania i funkcjonowania w polskim systemie nauki takich ‚profesorów’ nie jest skutkiem negatywnej selekcji kadr akademickich prowadzonej w PRL i kontynuowanej w III RP ?

 

Czy na poczynania Andrzeja Romanowskiego (i nie tylko) nie ma negatywnego wpływu  niechęć do rozliczenia się władz UJ, i nie tylko UJ, z haniebną postawą rektorów w okresie instalacji systemu komunistycznego wobec swoich kolegów z podziemia niepodległościowego ?

 

Czy na poczynania Andrzeja Romanowskiego ( i nie tylko) nie ma negatywnego wpływu niechęć do rozliczenia się władz UJ, i nie tylko UJ, z haniebną postawą rektorów/profesorów w okresie Wielkiej Czystki Akademickiej schyłku PRL, kiedy doszło do negatywnego oczyszczenia środowiska akademickiego a pozytywne oczyszczenie w III RP nigdy nie nastąpiło ?

 

Czy to jest dobra praktyka akademicka ?

 

Z oczekiwaniem na merytoryczne odpowiedzi

 

 

Józef Wieczorek

 

redaktor Niezależnego Forum Akademickiego

 

Jak uniwersytet bronił się przed ochroną

 

Jak uniwersytet bronił się przed ochroną

( i co z tego wynikło dla dzisiejszego uniwersytetu)

Józef Wieczorek

PRL był państwem systemu totalitarnego, ale uniwersytety mogły w nim funkcjonować, choć ich najważniejszym zadaniem było kształtowanie nowego socjalistycznego człowieka, który będzie ten system budować.

Uniwersytet był niejako w schizofrenicznej sytuacji, bo mając w misji poszukiwanie prawdy, miał w rzeczywistości wspierać system kłamstwa.

Nie bez przyczyny musiał być pod ochroną służb wewnętrznych, aby uniwersytecki imperatyw poszukiwania prawdy nie podważał kłamstw komunistycznych i nie doprowadził do dezorganizacji systemu.

Od samego początku instalujący system komunistyczny czyścili pootwierane po wojnie uczelnie z elementu ‚reakcyjnego’, uformowanego w okresie II RP, wysyłając starszych profesorów na emeryturę, często wcześniejszą. Wielu młodszych nauczycieli przesuwano na etaty tylko naukowe w utworzonej PAN, tak aby nie mieli negatywnego wpływu na młodzież akademicką i nie szkodzili procesowi edukacji socjalistycznej.

Ten proces nie był ciągły i miał złożoną historię, bo po 1956 r. nastąpiła odwilż, co prawda krótkotrwała, ale w tym okresie wielu wykładowców powróciło na uczelnie. Nadal jednak uczelnie były chronione przez służby wewnętrzne (SB), no i organizacje partyjne, które zabezpieczały aby na czele uczelni i ich części składowych stali ‚właściwi’ ludzie – członkowie PZPR, a przynajmniej aprobujący socjalistyczny model państwa i uczelni.

Po roku 1968, niespokojnym na uczelniach, trzeba było zmienić struktury uczelni likwidując katedry uniwersyteckie z pozostałościami starego, ‚wstecznego’ systemu ze starymi profesorami jeszcze chowu przedwojennego. Na ich miejsce tworzono instytuty obejmowane na ogół przez przedstawicieli postępowej, wiodącej siły narody. Znający uniwersytety z tamtych czasów zapewne zauważyli jaki był kontrast intelektualny i moralny między starymi profesorami uformowanymi jeszcze w II RP a wchodzącą na stanowiska kierownicze młodszą kadrą formowaną przez ZMP i ZMS.

Przedwojenny etos akademicki odchodził w nieznane i dopiero w latach Wielkiej Solidarności jakby środowiska akademickie sobie o nim przypomniały, choć pamięć była już zawodna.

Tym niemniej konieczne było natężenie działań ochronnych przez SB, do czego potrzebni byli współpracownicy, rekrutowani z kadry akademickiej, na ogół bez twarzy, bez kręgosłupa, ale z nadziejami na robienie szybciej i wygodniej kariery naukowej.

SB chroniła przede wszystkim umysły akademickie, aby myśl uniwersytecka była na uwięzi, a nie wolna, bo to by stanowiło zagrożenie dla uniwersytetu socjalistycznego, który uniwersytetem sensu stricto nie był, bo niby jak można mówić o rzeczywistym uniwersytecie, skoro niewygodnej dla rządzących przemocą prawdy nie można było badać ?

Na uniwersytecie sensu stricto obowiązuje nieposłuszeństwo w myśleniu, nonkonformizm naukowy, gdy na uniwersytecie socjalistycznym obowiązywało posłuszeństwo w myśleniu, konformizm naukowy (i nie tylko) i te cechy były chronione przez instalatorów i budowniczych systemu komunistycznego. Nieposłusznych i nonkonformistów z systemu usuwano.

Od kilku lat historycy IPN i historycy uniwersyteccy badają jak wyglądały uczelnie w państwie policyjnym, głównie pod kątem działań służby bezpieczeństwa wobec uniwersytetów. Czyli próbują odpowiedzieć na pytanie: jak SB ‚chroniła’ uniwersytety i jak uniwersytety przed tą ‚ochroną’ się broniły, ale niestety czasem ją wspierając.

Natomiast inna filozofia badań – pod kątem symbiozy PZPR-SB- nomenklaturowe władze uczelni – jakoś nie cieszy się zainteresowaniem, stąd stan wiedzy o uniwersytecie w państwie policyjnym jest daleki od pełnego poznania.

Zdumiewająca może się wydawać obrona środowiska akademickiego przed poznaniem swej historii. Przecież powinnością uczonych jest poszukiwanie prawdy, także o uniwersytecie, który tworzą ! A jest inaczej, z małymi wyjątkami. Wielu twierdzi, że uniwersytety wyszły zwycięsko z tego opresyjnego systemu – ale czemu tej zwycięskiej (rzekomo) drogi nie chcą poznać ? Zwycięzcy lubią chlubić się swoimi zwycięstwami. Tu jest jednak inaczej – czy chodzi o nieuzasadnioną skromność, czy jednak o prawdy ukrywanie ?

A gdyby tak teraźniejszość potraktować jako klucz do poznania przeszłości uniwersytetów ? Taka jest dewiza badań geologicznych nad przeszłością Ziemi i chyba warto ją zastosować także do badań nad przeszłością ludzi nauki, którzy w lustrze nauki nie chcą się przejrzeć, chowają głowy w piasek, lub przeglądają się tylko w lustrach przez siebie zakupionych.

Czy obecne patologie akademickie o których głośno w mediach, akademicka luka pokoleniowa o której słyszymy od zarania III RP, powszechny konformizm ludzi nauki, brak krytyki naukowej nie mają swych korzeni w uniwersytecie socjalistycznym ? który bynajmniej nie zniknął w wyniku tzw. transformacji ustrojowej, lecz pozostał skansenem tamtego ustroju.

Po 1989 r. na uniwersytetach ‚odwilży’ nie było, wykładowcy relegowani w wyniku politycznych czystek (weryfikacji) na uczelniach – nie wracali, rzetelnej lustracji nie było, tajni współpracownicy – pozostali, nie mówiąc o jawnych współpracownikach, którzy często się wzmocnili mimo upadku struktur partyjnych.

Więc o jakim zwycięstwie może być mowa ?

Sprowadzanie badań do teczek SB nie wyjaśnia wszystkiego. Według teczek SB, a nawet zachowanych teczek PZPR, rektor uczelni może być przedstawiany jako nieugięty obrońca autonomii uczelnianej wobec nacisków aparatu partyjnego. Gdyby jednak pokazać teczki uczelniane, a przede wszystkich skonfrontować te teczki ze świadkami historii, mogłoby się okazać że ten sam rektor chronił uniwersytet przed nonkonformistami, nieposłusznymi w myśleniu, przed nauczycielami negatywnie wpływającymi na młodzież akademicką, o antysocjalistycznej etyce i postawie obywatelskiej – wykluczając ich z uczelni.

Bez rektorskiego przyzwolenia, współdziałania, esbecy, partyjniacy nie byli w stanie samodzielnie usuwać niewygodnych dla systemu. Czasem to symbiotyczny rektor mógł mieć inicjatywę w czyszczeniu uniwersytetu z nauczycieli niepasujących do patologicznego systemu, a co gorzej walczących z patologiami.

Co więcej, gdyby teczki akademickie były dostępne (a nie są, przynajmniej w kompromitującej dla uczelni części) a świadkowie historii wysłuchani, to by się okazało, że i po upadku SB, a także PZPR, ten sam rektor, mimo transformacji, nadal chronił, i to heroicznie, uniwersytet przed powrotem tych, których w PRL wykluczał w ramach symbiozy z PZPR i SB.

Zasadne jest pytanie – czy taka ‚ochrona’ rektorska, prowadzona jeszcze w III RP, nie była czasem skuteczniejsza i bardziej szkodliwa dla uniwersytetu niż ‚ochrona’ stosowana przez SB ?

Dzisiejsza kondycja uczelni, deprawacja środowiska sugeruje odpowiedź pozytywną, choć chodzi o zjawiska negatywne.

Po usunięciu w PRL stanowiących zagrożenie dla uczelni – uczelnie miały kwitnąć, a mamy więdnięcie. Widocznie identyfikacja zagrożeń dla uczelni była wadliwa.

Akademicka Luka Pokoleniowa III RP, jakoś była poprzedzona Wielką Czystką Akademicką końca PRL, ale badacze – beneficjenci systemu – nie chcą tego związku przyczynowo-skutkowego zauważyć, ani badać, faktów zinwentaryzować, należycie zinterpretować. Mentalność systemu zniewolenia umysłów jednak pozostała.

‚Ochrona’ uniwersytetów przed wolnością wewnętrzną była jednak w znacznej mierze skuteczna. Dziś nie ma urzędu cenzury, a cenzura akademicka ma się znakomicie. Tematów niewygodnych się nie podejmuje z obawy o dalsze losy kariery akademickiej, krytyki naukowej wręcz już nie ma, dyskusje są sterowane, rekrutacja kadr następuje spośród swoich, a ich ocena – przez swoich.

Mimo licznych prób reformowania uczelni w III RP nie podjęto najważniejszej próby – przeniesienia akademickich funkcjonariuszy systemu zła w stan nieszkodliwości.

Nie było to zresztą możliwe bez otwarcia się systemu na Polonię akademicką – licznych polskich naukowców pracujących efektywnie od lat w normalnych systemach nauki. Co więcej, tworzono bariery, aby czasem ci nie mieli ochoty wracać.

Wygrało pozoranctwo naukowe i edukacyjne, konformizm, oportunizm, nepotyzm, plagiaryzm i wiele innych systemowych przypadłości akademickich, z niebywałą wręcz produkcją dyplomowanych pseudoelit. Obecne elity polityczne nie są zdolne do wyprowadzenia nauki i edukacji z zapaści, a środowisko akademickie w demokratycznej większości broni jednak swojego status quo.

Najwyższy czas aby przyszłe elity władzy pokazały wolę i kwalifikacje do rzeczywistego zreformowania systemu nauki i edukacji, bez czego nie będzie szans na wyciągnięcie państwa z obecnej zapaści.

Bibliografia

Piotr Franaszek, „Jagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach osiemdziesiątych XX w., Kraków 2012, 351 s.

Ewa Łosińska – Jak bezpieka chroniła ‚ Jagiellończyka’ . Uważam Rze nr 41 (88) 2012)

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL –http://lustronauki.wordpress.com/

BLOG AKADEMICKIEGO NONKONFORMISTY –https://blogjw.wordpress.com/

P.S. Redakcja Uważam Rze nie skorzystała z tego tekstu, podobnie jak nie zareagowala  na moje uwagi na temat ‚ Jagiellończyka’   Nie jestem przeciwnikiem „grzebania w teczkach” (wręcz przeciwnie). Czyli wszystko w normie.

Bronisław Wildstein po spotkaniu w Krakowskiej Loży Historii Współczesnej żartobliwie -jak mi się wydawało – powiedział, że – ‚ nie puścimy ‚ ( na moje sugestie, że może coś napiszę o ‚Jagiellończyku’ do Uważam Rze, skoro do innych pism nie ma nawet sensu). Ale nie puścili – więc może nie był to żart.

Sprawdzanie innych redakcji na okoliczność zamieszczenia tego tekstu nie ma sensu, skoro na papierze żadne teksty krytyczne wobec Matki Żywicielki innych uczelni od lat nie są puszczane, niezależnie od opcji redakcyjnych.

Podobnie wyglądają panele dyskusyjne ustawiane ku czci i chwale wzorcowej dla innych uczelni – czyli rzec można – skansen prylu otoczony jest pieczołowitą opieką i ochroną, której nawet służby specjalne w PRL nie były w stanie zapewnić.

Co jeszcze muszą zrobić profesorowie III RP

Co jeszcze muszą zrobić profesorowie III RP

Nie tak dawno esbek E. Kotowski chciał wsadzić do więzienia  ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego, (Sąd umorzył proces z esbekiem! http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=14&nid=5194 ), którego esbecy chcieli u schyłku prylu odesłać na drugi świat. Esbeków, mimo przywilejów w III RP, nie darzy się prestiżem i uznaniem, przynajmniej nie powszechnym. Co innego z profesorami. Ci tak w prylu, jak i w III RP prestiż mają, i to wielki, choć nierzadko zawdzięczają go esbekom et cohortes. Symbol akademicki III RP – Aleksander Wolszczan (TW ‚Lange’) (Aleksander Wolszczan – astronom, od SB do planet http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/05/aleksander-wolszczan-astronom-od-sb-do-planet/ ), sam tłumaczył, że bez współpracy z SB nie zrobiłby tego co zrobił. Wielu innych też tak uzasadnia swoją kolaborację z systemem i znajdują zrozumienie !

Najbardziej prestiżowe uczelnie wolą tych co współpracowali z SB, od tych co współpracować nie chcieli (Niewyjaśniona (?) zagadka – dlaczego dr Reszczyński może pracować na UJ, a dr Wieczorek -nie ? http://nfapat.wordpress.com/2008/08/28/niewyjasniona-zagadka-%E2%80%93-dlaczego-dr-reszczynski-moze-pracowac-na-uj-a-dr-wieczorek-nie/)

Nie bez przyczyny akademiccy beneficjenci systemu w III RP starają się trzymać ze swoimi dobrodziejami. Bronią swych uczelni przed poznaniem ciemnych stron historii, co więcej piszą takie historie/historyjki, aby ‚ciemny lud’ przyswoił sobie, że po 56 roku to był okres stopniowej liberalizacji,  więc niby kogo i za co potępiać/wykluczać/degradować. Gdyby tak sądy zaczęły się powoływać na takie arcydzieła profesorów, (Ujęcie mędrców jagiellońskich https://blogjw.wordpress.com/2012/01/16/ujecie-medrcow-jagiellonskich/  ) to nawet symbolicznego skazania Kiszczaka za stan wojenny by nie było – bo za co ? Za liberalizację systemu ? ( w ujęciu mędrców akademickich), za ‚stan wojenny’, o którym nawet w historiach się nie wspomina ? Widocznie to miało takie znaczenie społeczne/historyczne jak brzęczenie ubiegłorocznych much – nieprawdaż ? Prawdaż, prawdaż ! Takie jest przesłanie nauk profesorskich III RP, a wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Ostatnio prestiżowy profesor Uniwersytetu Gdańskiego, a nawet były rektor tej uczelni, jakby starał się dorównać esbekom. Parę lat temu obmyślił, niczym akademicki Zagłoba, słynny fortel chroniący akademików przed lustracją (pomysł zatrudniania profesorów na stanowisku asystenta, aby ujść przed lustracyjnymi hunwejbinami i zdziczeniem obyczajów). W aktach IPN profesor figurował jako TW ‚Lek’, ale sądy nie wykazały aby współpracował z SB w PRL, Andrzej Ceynowa – b.rektor, twórca antylustracyjnego fortelu akademickiego, identyfikowany przez IPN jako TW „Lek”  http://lustronauki.wordpress.com/2009/11/27/andrzej-ceynowa/

Teraz domaga się żeby do więzienia wsadzać tych co w tym kierunku swoje zainteresowania kierowali .

Były rektor chce więzienia dla dziennikarki za artykuł we „Wprost” 

http://wiadomosci.dziennik.pl/media/artykuly/378630,andrzej-ceynowa-chce-wiezienia-dla-doroty-kani-za-artykul-we-wprost.html

Więzienie dla dziennikarki? „Koronny dowód przeciw art. 212”

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/wiezienie_dla_dziennikarki__koronny_dowod_przeciw_art._212_18956

Chcą więzienia dla dziennikarki

http://niezalezna.pl/23116-chca-wiezienia-dla-dziennikarki

Trudno o komentarz, bo dech w piersiach zatyka. Pozostaje pytanie:

Co jeszcze muszą zrobić profesorowie III RP (beneficjenci PRL i ich spadkobiercy) aby lud nieakademicki przejrzał na oczy i zechciał ich rozliczyć z tego co robią, a nie tylko wielbić i bronić przed rozliczeniem ?

Lud akademicki tego nie zrobi, nie chciał oczyszczenia, a teraz jest tak brudny, że żadne do tej pory wynalezione środki nie zdołają go oczyścić. 

Czy o takiej celi dla dziennikarki marzy prof. Ceynowa ?

 

I jeszcze jedna wypowiedź pod uwagę

 

Wajda chyba już nie będzie musiał kręcić filmu przeciwko IPN-owi

Wajda chyba już nie będzie musiał kręcić filmu przeciwko IPN-owi

Andrzej Wajda jeszcze niedawno mówił ‚Najbardziej chciałbym zrobić film przeciwko IPN-owi.’

Tego marzenia do tej pory nie urzeczywistnił i może już nie będzie mu to potrzebne, bo główny architekt IPN – Kustosz Narodowej Pamięci – Janusz Kurtyka – odszedł już z tego świata.

Nie ma także już Prezydenta RP, z którym można było łączyć nadzieje, że zrobi wszystko aby IPN nie sprowadzono do roli instytucji uzależnionej od polityków i naukowców reagujących strachem na słowo – lustracja.

Nie ma już Rzecznika Praw Obywatelskich, który nie miałby problemów ze znalezieniem podstaw prawnych, aby nowelizowanie ustawy o IPN na korzyść b. esbeków skierować do Trybunału Konstytucyjnego.

Marszałek Sejmu pełniący obowiązki Prezydenta RP nie widzi potrzeby aby brać pod uwagę wolę nieżyjących już strażników pamięci narodowej. Nie widzi potrzeby ustosunkowania się do znaczącej akcji protestacyjnej przeciw nowelizacji ustawy.( np. Sprawa nowelizacji ustawy o IPN – aktualna lista podpisów przekazana )

Mandatu społecznego do takiej postawy – brak, ale jest mandat partyjny ! I ten chyba wystarczy, aby ustawę o IPN znowelizować na potrzeby partyjne. W obecnym systemie potrzebami społecznymi nie ma potrzeby się przejmować.

W mediach słyszymy, że pełniący obowiązki Prezydenta nie musi się kierować wolą zmarłego, a nawet to by mogło być szkodliwe ! O woli obywateli jakoś się mało mówi, albo wcale nie mówi.

Andrzej Wajda w ramach akcji – nie dzielić społeczeństwa – występował ostatnio z apelem, aby Prezydenta nie chować na Wawelu, co może i społeczeństwa zjednoczonego śmiercią Głowy Państwa nie podzieliło, ale w mediach światowych apel się zaznaczył, bo te media jednak słuchają co mówi wybitny i rozpoznawalny na całym świecie reżyser. Nawet jak mówi od rzeczy.

Na razie w sprawie ustawy o IPN wybitny reżyser milczy. Może gotów jest zrezygnować ze swoich marzeń o filmie przeciwko IPN o ile ten przejdzie na pozycje bliskie jego Gazecie Wyborczej ?

PS

Przypomniałem sobie o moim liście otwartym do Andrzeja Wajdy sprzed niemal 2 lat. Oczywiście bez odpowiedzi. Sprawy IPN są obecnie pod lupą. Może warto ten list przypomnieć bo chyba niewielu na niego zwróciło uwagę.

List otwarty do Andrzeja Wajdy (2008-05-25 )

http://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/list-otwarty-do-andrzeja-wajdy/

Ze zdumieniem czytam ostatnie wypowiedzi wybitnego reżysera, który chyba się pogubił w tym świecie, bo jak sam mówił „czytanie przez 19 lat “Gazety Wyborczej” nie pozostaje bez wpływu na moją biedną głowę” . Widać to nazbyt wyraźnie.

Czemu stosuje Pan ‘pełne nienawiści metody tamtych czasów’ pozostanie chyba Pana tajemnicą. Bierze Pan udział w kampanii nienawiści przeciw IPN, który jako instytucja stworzona przez człowieka ma swoje wady, ale jej zalety widoczne są dla każdego zainteresowanego poznaniem prawdy o naszej przeszłości.

Dezawuuje Pan nawet swój bardzo ważny film ‘Katyń’ w hierarchii wydarzeń ubiegłego roku, żałując, że IPN nie został zlikwidowany. Nienawiść, sączona od lat przez ‘Gazetę Wyborczą’ zapewne spowodowała utratę kontaktu z rzeczywistością.

Ja spod wpływu Gazety wydobyłem się bardzo wcześnie, jakkolwiek to ona początkowo była nadzieją na inną prawdę. Niestety zawód zupełny, ale lektura „Gazety Wyborczej” nie pozostaje bez wpływu na biedne głowy Polaków, tak zniewolone, że nie zawsze są w stanie się wyzwolić. Uważam, że nie IPN, lecz ‘GW ‘jest to instytucja odgrywająca wyjątkowo złą rolę”.

Zgadzam się z Pana wypowiedzią, że jak ktoś „skazuje ludzi na to, że oni nie mają żadnej możliwości obrony i są oskarżeni – no to jest zbrodnia, to jest kryminał!” .

Rzecz w tym, że z taką zbrodnią i takim kryminałem zetknąłem się ze strony GW, która swoje łamy użyczyła dla ‘kampanii nienawiści i zniesławień’ prowadzonej przez władze akademickie uczelni grające teczkami (akademickimi), których Pan jest dr hc ! czyli UW i UJ – a ja w nich byłem, w czasach PRLu, studentem i wykładowcą, z tym, że ja głupiego nie udawałem, a jeśli już, to wcześnie zostałem zidentyfikowany jako obiekt stanowiący zagrożenie, co pozostało także i w III RP (negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką, destabilizacja środowiska akademickiego).

Możliwości obrony GW mi nie dała ! Więc to zbrodnia i kryminał ! Czy to Pana nie uwiera ? Może Pan o tym nie wie ? Ale czy to może być usprawiedliwienie ? Skoro to co winno być jawne jest tajne, to jest jak jest i inaczej być nie może.

Kto nie chce tego widzieć i zamyka oczy, zatyka uszy i gloryfikuje nośniki kłamstwa a nawołuje do rozprawienia się z nośnikami poszukiwania prawdy – to odpowiedzialność ponosi. I nie chodzi tu o odpowiedzialność karną, której nie ponoszą u nas nawet największe kanalie czasów nie do końca minionych, ale moralną – taką jaką ponosi każdy człowiek, który winien mieć twarz i kręgosłup.

A przecież te akademickie instytucje powołane są do poszukiwania prawdy a one ‘ Gwałcą prawdę i naruszają fundamentalne zasady etyczne. Szkodzą Polsce.‘ Reakcji autorytetów moralnych – brak !

Tak się składa, że według mojej głowy i dokumentacji, teczki esbeckie zachowane w znienawidzonym przez Pana IPN bywają bardziej prawdziwe od teczek akademickich (niszczonych, zamykanych na wieki) ! a prawda ‘esbecka’ bywa bardziej prawdziwa od prawdy akademickiej – prawdy niekwestionowanych autorytetów moralnych i intelektualnych. GW to nie interesuje, bo to jest interesujące tylko dla tych, dla których ‘jedynie prawda jest ciekawa’.

Obrzuca się błotem doktorów IPN przeciwstawiając ich profesorom uniwersyteckim, którzy mogą bez słowa protestu, bez ujawniania w mediach, wytwarzać Powracającą falę zakłamywania historii. Kompromitujący warsztat metodyczny profesorów uniwersyteckich niemal nikogo nie bulwersuje, ale z nienawiścią niszczy się autorów książki, która jeszcze nie została wydana, a przez niszczycieli nie została przeczytana. Chorzy z nienawiści tracą kontakt z rzeczywistością.

Z wyrazami współczucia i z życzeniami powrotu do rzeczywistości

Józef Wieczorek

P.S.

Na tym kończę bo właśnie wybieram się z synem na oddanie czci Rotmistrzowi Pileckiemu, o którym, dzięki działaniom znienawidzonego IPN, post-PRLowskie pokolenia mogą się prawdy dowiedzieć. Gdyby Pan zlikwidował IPN o prawdę byłoby trudniej. Życzę Panu aby Pan zrobił film o rotmistrzu Pileckim zamiast filmu przeciwko IPN, o którym Pan marzy. Mam nadzieję, że Pana marzenia się nie spełnią i ocali się Pan od kompromitacji.

=================================

Bibliografia:

Andrzej Wajda – architekt polskiej wyobraźni

http://wyborcza.pl/1,76842,5213521,Andrzej_Wajda
___architekt_polskiej_wyobrazni.html

Najbardziej chciałbym zrobić film przeciwko IPN-owi.

http://film.interia.pl/gwiazdy/gwiazda/andrzej-wajda/

wywiady/news/wywiad,4997,1068278

Przeciw niszczeniu pamięci narodowej

http://www.rp.pl/artykul/137526.html

Apel w obronie swobody badań naukowych

http://www.rp.pl/artykul/137525.html

Rotmistrz Pilecki

http://www.pilecki.ipn.gov.pl/

—————————————————————————-

Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‘prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP

http://www.jwieczorek.ans.pl/tajne%20teczki%20UJ.htm

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=37

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII
http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141

Dyptyk akademicki:

( trzecia część – Piekło akademickie z “‘autorytetem moralnym ‘ w roli Belzebuba – planowanego tryptyku nie została dotąd napisana ze względu na natłok autorytetów, których należałoby obsadzić w roli Belzebuba) :

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

http://www.jwieczorek.ans.pl/Herod.htm

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=42

Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłata

http://www.jwieczorek.ans.pl/Pasja%20akademicka.htm

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=74

Protest akademickiego nonkonformisty

Ręce precz od IPN

Protest akademickiego nonkonformisty

Gazeta Wybiórcza zamieściała informacje(Protest przeciw IPN) o proteściedziekanów i prodziekanów wydziałów prawa‚przeciw stosowaniu przez IPN niedopuszczalnych prawnie metod w celu oskarżania o kłamstwo lustracyjne’.Jest to jak zwykle protest wybiórczy i rodzi oczywiste skojarzenia i wątpliwości odnośnie metod i celów protestowania. Niestety do tej pory nie zauważyłem aby szefowie wydziałów prawa protestowali przeciwko metodom stosowanym w ich środowisku.

Dziekanom metody IPN kojarzą się z okresem kiedy prawa człowieka w naszej Ojczyźnie były łamane Niestety nie zauważają, że ten okres bynajmniej się nie skończył i do tej pory przy ich przyzwoleniu (a może i udziale) prawa człowieka są łamane, także w ośrodkach ich działalności – czyli na uczelniach.

Uczelnie, w przeciwieństwie do IPN, nie udostępniają teczek pracowników, z których – w ramach symbiozy SB-PZPR-władze uczelniane – oczyszczano uczelnie w czasach komunistycznych, aby pozbyć się elementu nonkonformistycznego, o niewłaściwej postawie obywatelskiej i zupełnie niekomunistycznej etyce ! a co gorsza posiadających charakter niezłomny, nierokujący nadziei na złamanie.

Takich na uczelniach oskarżało się o różne niecne czyny i gra się tajnymi do dnia dzisiejszego teczkami, aby czasem na uczelnie nie powrócili i nie zastąpili beneficjentów okresu łamania praw czlowieka, którzy przeciwko IPN tak heroicznie walczą. Beneficjenci na walkę z własnymi niegodziwościami nie mają już sił, albo złomny charakter ( nadający się na złom) im na to nie pozwala. Korzyść z takich może by mieli zbieracze złomu, ale polskie społeczeństwo raczej korzyści z takich wojowników mieć nie będzie.

Osobiście protestuję

przeciwko takim wybiórczym protestom środowiska,

które oczyścić się nie chce

i do dnia dzisiejszego brudzi przestrzeń publiczną.