Nieuspokojony, a nawet niezaspokojony, przez ministra Gowina

woda z mózgu

źródło 

Nieuspokojony, a nawet niezaspokojony, przez ministra Gowina

Min. Gowin w sprawie szykan wobec prof. Nalaskowskiego dla portalu polityka.pl [https://wpolityce.pl/polityka/464183-gowin-o-zawieszeniu-nalaskowskiego-uwazam-je-za-niewlasciwe ] powiedział ‚ Chcę wszystkich uspokoić, na pewno wolność słowa, wolność badań naukowych na polskich uczelniach będzie zagwarantowana „ na co nie mogę nie zareagować , gdyż wypowiedzią tą nie zostałem uspokojony a co więcej nie zostałem zaspokojony odpowiedzią min. Gowina na list, który wystosowałem 26 kwietnia 2019 r. Mija już 5 miesiąc a minister na list w sprawie braku wolności badań naukowych na polskich uczelniach milczy !

Nie dość, że nie zagwarantował – podobnie jak jego poprzednicy- wolności badań tym, którzy tej wolności zostali pozbawieni w czasach panowania czerwonej zarazy i tej wolności im nie przywrócono w czasach rozprzestrzeniania się zarazy tęczowej, to uspokaja wszystkich – będzie O.K. Co są warte te gwarancje ministra ?

Ujawniam list do ministra, pod refleksję gremiów monitorujących skandal toruński , dla poszerzenia znajomości zapaści moralnej polskiego środowiska akademickiego, reagującego na sygnały o jej stanie – podobnie jak minister -chowaniem głowy w piasek.

Kraków, 26 kwietnia 2019 r.

Józef Wieczorek

Szanowny Pan dr Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20
 
00-529 Warszawa

Wystąpienie w sprawie unieważnienia represyjnej, pozamerytorycznej,

opinii anonimowej komisji weryfikacyjnej

realizującej polityczną weryfikację kadr akademickich UJ w końcu 1986 r.,

której skutkiem było skazanie na dożywocie pozauniwersyteckie

W końcu PRL byłem zatrudniony w Instytucie Nauk Geologicznych UJ na etacie adiunkta, prowadząc badania naukowe publikowane w kraju i za granicą [https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/publikacje/] , realizując obowiązki przewidziane dla zatrudnionych na etatach profesorów [ informacje na stronie https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/edukacja/ – wykłady, seminaria, prowadzenie prac dyplomowych, uformowanie – 20 magistrów, w tym kilku o renomie międzynarodowej [ dr-prof] , oraz prowadząc wiele zajęć poza obowiązkami etatowymi [ opieka nad kołem naukowym, i nie tylko] a wynikającymi z realizacji etosu nauczyciela akademickiego w warunkach zniewolenia. Po kilku latach pracy w warunkach ekstremalnego mobbingu, systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego [metoda stosowana przez Stasi w NRD, ale także i u nas, tyle, że u nas nie jest badana], podczas prowadzonej w systemie nauki i szkolnictwa wyższego politycznej weryfikacji kadr zostałem w końcu 1986 r. negatywnie oceniony przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję, bez uzasadnienia merytorycznego – do dnia dzisiejszego, mimo roszczeń informacyjnych !- i oskarżony o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką.

W państwie prawa taka opinia/ocena winna być wrzucona do kosza, a nie była, ani wówczas, kiedy żyliśmy w państwie bezprawia, ani teraz, kiedy żyjemy w państwie z ciągłością prawną z PRL, co skutkuje brakiem unieważnienia ekscesów politycznych weryfikacji kadr akademickich, tak jakby uniwersytety były obszarami eksterytorialnymi, gdzie jak można sądzić z historii uczelni ( np. UJ) w ogóle nie było komunizmu, ani stanu wojennego [sic !] [ Test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w roku 2018 ‚Konstytucji dla nauki’https://blogjw.wordpress.com/2019/01/02/test-funkcjonowania-systemu-akademickiego-w-polsce-i-wprowadzonej-w-tym-roku-konstytucji-dla-nauki/ ] więc konsekwentnie, siłą rzeczy, nie mogło być represji komunistycznych i nie ma problemu rehabilitowania ofiar komunistycznych represji w systemie akademickim. Tak do tej pory wygląda sprawa zadośćuczynienia za krzywdy doznane przez władze akademickie realizujące posłusznie dyrektywy władz PRL.

Moje bezskuteczne usiłowania/roszczenia informacyjne dotyczące dostępu do materiałów gromadzonych w UJ w mojej sprawie oraz próby wznowienia wykładów na UJ prezentuję na stronie: https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/. Na UJ ‚zaaresztowano’ moje papiery. W okresie wypędzania mnie z UJ moja teczka kończyła się na wiośnie 1980 r. a potem nastąpił okres post historii, post prawdy ! Zgodnie z Konstytucją [ Art. 32.] wszyscy są równi wobec prawa, a nie ma zapisu, że UJ jest autonomiczny wobec prawa i zapisy Konstytucji [ m. in. Art. 61] na nim nie obowiązują .

Materiały były natomiast przekazane 22.10.1987 do Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie – mgr Michała Ługanowskiego, co rodzi pytanie: kto tak naprawdę rządził uczelnią u końca PRL i dlaczego autonomiczne władze UJ zachowują ciągłość nie tylko prawną, ale i moralną z systemem kłamstwa i bezprawia.

Należy wziąć pod uwagę, że zostałem wypędzony z UJ po opiniach studentów i wychowanków:

dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”

dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”,

Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”.

oraz Rzecznika Dyscyplinarnego :odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, ‘świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki’

To mnie wykluczyło dożywotnio z konformistycznej korporacji akademickiej, chorującej na niedostatki rzetelności i uczciwości, i nie życzącej sobie, aby tacy jak ja wrócili tam gdzie być powinni.

Mam legitymację nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej wydaną przez Urząd do Spraw Kombatantów i Osób represjonowanych.

Bardzo proszę o podanie ścieżki proceduralnej odnośnie procesu rehabilitacji mojej osoby w obecnym systemie akademickim, lub inaczej formułując prośbę – mam pytanie ‚Kiedy zostanę przeproszony za wypędzenie ?’ https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/kiedy-zostane-przeproszony-za-wypedzenie/

Józef Wieczorek

 

 

Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców

samopomoc akademicka

Józef Wieczorek

Jak wychodzić z plaży, czyli innowacyjne wynalazki polskich naukowców

Wakacje się kończą i czas na innowacyjne refleksje nad spędzaniem wolnego czasu, rzecz jasna także nad wprowadzaniem w życie wynalazków naszych akademików.

Przed ubiegłorocznymi wakacjami portal Nauka w Polsce informował, że „Naukowcy ułatwią nawet wyjście z plaży”, co winno skutkować wzrostem podupadającego niestety prestiżu polskich naukowców.

Po wdrożeniu w życie programu 500+ polskie plaże zapełniają się rodzinami i wynalazek, który ułatwi im wychodzenie z plaży, winien być powitany z entuzjazmem a reforma Gowina – nieraz krytykowana- zyskać jednak zwolenników. Przecież ma ona stymulować innowacje, pod względem których wciąż pozostajemy w ogonie Europy.

Kiedy Gowin w swej reformie przeforsował doktoraty wdrożeniowe, zespół absolwentów Uniwersytetu Śląskiego, Politechniki Śląskiej oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie podjął się innowacyjnego wyzwania na rzecz efektywnego rozwoju projektując urządzenie do czyszczenia stóp dla osób opuszczających plaże. Rozwiązanie już opatentowano. Czyli sukces.

Innowacyjne ‚odpiaszczanie’ stóp w ramach doktoratów wdrożeniowych

Jak wiadomo nasze plaże są piaszczyste, mimo długotrwałego panowania komunizmu, który jak wiadomo jest takim systemem, że i pustynie [a także plaże] może ogołocić z piasku, jak nas uczył nieoceniony Jan Pietrzak [mimo, że nie profesor, a nawet nie doktor].

Nam się udało, na naszych plażach piasek jeszcze jest (choć nie zawsze czysty) i może dlatego wielu (także profesorów) uważa, że czego jak czego, ale komunizmu to u nas nie było. Jasne, jakby był, to piasku na plażach byśmy przecież nie mieli.

A skoro piasek jest, i my na plaże wchodzimy, to nasze stopy mogą się nimi oblepić, co rzecz jasna w życiu pozaplażowym bywa niewygodne.

W PRLu wielu plażowiczów oczyszczało stopy z piasku ręcznie, szczególnie ci, którym sylwetka umożliwiała schylanie się. Ale wzrost dobrobytu w III RP spowodował, że wielu plażowiczów nosi brzuchy opadające aż do stóp i schylić się tak nisko nie mają szans, a sam brzuch ich nie wyczyści.

Gdzieniegdzie stosowano zatem urządzenia wykorzystujące strumień wody pod ciśnieniem, którym nawet największe grubasy są w stanie obmyć swoje stopy po opuszczeniu plaży.

Rozwiązanie to jest jednak nieekologiczne i kosztochłonne, wiąże się bowiem ze znacznym zużyciem czystej wody, wymaga też zastosowania odpowiedniej infrastruktury doprowadzającej ją do urządzenia” tak krytycznie oceniają istniejący przez lata stan rzeczy naukowcy, którzy zaprojektowali innowacyjny wynalazek- – urządzenie, w którym ‚niskociśnieniowy strumień powietrza dokładnie oczyści stopy plażowiczów z piasku oraz innych zanieczyszczeń’.

I dalej :

Urządzenie składa się z podestu z wbudowaną komorą czyszczenia oraz siedziskiem ułatwiającym wykonanie czynności przez osobę korzystającą z tego rozwiązania. Komora czyszczenia wyposażona jest natomiast w zestaw co najmniej sześciu dysz zasilanych niskociśnieniowym strumieniem powietrza i zakończonych silikonowymi fibrylami ułatwiającymi oczyszczanie stóp.’

Jak widać technologicznie urządzenie jest bez zarzutu, a siedzisko niezbędne dla czyszczącego stopy umożliwia oczyszczenie stóp nawet przez grubasów mających problemy z pochylaniem się nad swoim po-plażowym losem.

Zalety opatentowanego urządzenia podnosiła także Gazeta Lekarska, jako że „ umożliwi także dezynfekcję stóp osób przebywających np. na basenie”.

Urządzenie jest jednak spore, więc niezbędna jest przyczepa do samochodu, ale tych przynajmniej już nie trzeba innowacyjnie wynajdywać. Korzyści z wynalazku po-plażowego urządzenia winny być wszechstronne. Bo i plażowicze będą mogli wrócić z plaż bez piasku na stopach, więc nic nie będzie ich uwierało w życiu miejskim, a i wynalazcy po odniesionym sukcesie mogą liczyć po wakacjach na wręczenie im wdrożeniowych doktoratów, które ministerstwo niewątpliwie im przygotuje, jak tylko sobie stopy oczyści z piasku.

Korzyść dla uczelni będzie też znaczna, bo krzywa doktorska im wzrośnie i utrzymają, a nawet podniosą swoje kategorie mierzone ilością stopni i tytułów naukowych, wdrożeniowych w szczególności.

Niestety podczas krótkiej wizyty na plaży w roku ubiegłym i w tym, nie zauważyłem ani jednego takiego urządzenia na polskich plażach. Sądziłem, że ze względu na doniosłość wynalazku może takie urządzenia zostaną zastosowane na innych plażach – niekiedy także piaszczystych – bardziej postępowych krajów Wspólnoty Europejskiej. W końcu kooperacja wspólnotowa jest coraz lepsza.

Kilka godzin w tym roku przebywałem na jednej z plaż włoskich, także piaszczystej, bo mimo okresowego zauroczenia postępową ideologią niemałej części Włochów, komunizmu w tym kraju nie zainstalowano i piasku na przedpolu Apeninów, na brzegach adriatyckich nie brakuje. Piasek ten, podobnie jak piasek plaż bałtyckich, przyczepia się do nóg, ale stosowania polskiego wynalazku do ich odpiaszczenia nie zauważyłem. Ludziska po prostu obmywają nogi wodą z zainstalowanych kranów plażowych i udają się na ulubioną pizzę czy kawę.

Może się coś w tym zakresie zmieni, bo jeden z Włochów opatentował znakomity wynalazek – przyklejane podeszwy [nakładki „NakeFit”] , które chronią stopy od zapiaszczenia, od urazów [ można je stosować także na plażach kamienistych]. Mają one coraz więcej fanów na całym świecie. Aby je zastosować indywidualnie, niezależnie od infrastruktury plażowej, nie potrzeba mieć przyczepy do samochodu – wystarczy ręczna torebka czy plecak plażowy.

Jest jednak jeden mankament – taki włoski wynalazca, mimo że wynalazek jest wdrażany i to na całym świecie, nie ma szans na doktorat wdrożeniowy. W tej tytularnej dziedzinie, nawet jak wdrożenia brak, bijemy Włochów na głowę !

Mimo to włoskie uczelnie, niekiedy z małych miasteczek , choć nie są potentatami naukowymi, to w rankingach międzynarodowych biją na głowę nasze uczelnie i to te u nas najlepsze. Czy ktoś z tego wyciągnie jakieś zasadne wnioski ? Póki co reforma jest – refleksji brak ?

Gondolą na salę wykładową ?

Po wakacjach należałoby też refleksyjnie zwrócić uwagę na innowacyjny – przed paroma laty, w czasach rektora Ryszarda Tadeusiewicza – pomysł budowy w Krakowie kolejki gondolowej z miasteczka akademickiego – na AGH, który nie wiadomo dlaczego do tej pory nie został zrealizowany, może ze względu, na brak -wówczas – kategorii doktoratów wdrożeniowych. Ani chybi skutkuje to zmniejszoną frekwencją studentów na wykładach.

Ci, mimo osłabienia życiem akademickim, muszą się przemieszczać pieszo po płaskim terenie i to nawet jakieś kilkaset metrów, a może i kilometr, aby dotrzeć na wykłady, co wielu niewątpliwie zniechęca. Gdyby tak gondola ich dostarczała prosto z akademika [najlepiej z samego pokoju] na salę wykładową, frekwencja by znacznie wzrosła, a i ochota do innowacyjnych wynalazków także.

Taki pomysł zyskał sobie sympatyków, o czym słyszałem nawet przed ostatnimi wyborami lokalnymi. Fakt, że to pomysł innowacyjny, zapewniający projektodawcom utrzymanie się na biednych uczelniach finansowanych z kieszeni podatnika, który nie ma co jednak liczyć na polepszenie swojego bytu po takich projektach naszych naukowców.

Ciekawe, że np. w miasteczkach włoskich, także akademickich, takich jak Urbino czy Asyż, mimo że usytuowanych na terenach spadzistych (Apeniny) a nie równinnych, jakoś nie zaprojektowano gondoli jako środka transportu i ludziska, nawet w wieku podeszłym, przemieszczają się często pod górę, zachowując tym samym dobrą kondycję, bo chodzenie, i to pod górę służy zdrowiu, także psychicznemu. Stąd takie pomysły jak naszym ‚gondolowym’ uczonym im do głów nie przychodzą.

Co prawda w alpejskim mieście jakim jest francuskie Grenoble, funkcjonuje gondola wożąca turystów na wyniesioną nad miastem Bastylię, z której rozciąga się piękna panorama miasta i otaczających gór, ale jakoś studenci nie są nią transportowani na sale wykładowe Instytutu Dolomieu, nad którym ta gondola przewozi turystów. Studenci wchodzą stromą drogą do swojej uczelni.

Kiedy przed laty siedziałem w bibliotece tego instytutu, gondola przesuwała się w górę niemal nad moją głową, ale żaden student z niej nie wysiadał, bo nawet nie zainstalowano tam przystanku, aby ułatwić studentom zdobywanie wiedzy akademickiej. Ciekawe, że ta wiedza jest jednak na wyższym poziomie niż naszych projektantów gondoli na terenach płaskich.

Na takim szlaku szlag człowieka może trafić

Ale to nie koniec wynalazków naszych biednych naukowców. Przed kilku laty naukowcy AGH opracowali innowacyjny Małopolski Szlak Geoturystyczny sponsorowany przez Ministerstwo Gospodarki. Innowacyjny, bo różni się od innych szlaków tym, że nie wiadomo jak ten szlak prowadzi, gdzie się zaczyna, dokąd zmierza i jak odszukać planowo jego kolejne punkty.

Na wielu tablicach informacyjnych o szlaku, na które przypadkowo trafiałem w różnych miejscach Małopolski- czy to na jakimś szczycie, czy w jakiejś kępie drzew, czy na miejskim deptaku – takich, wydawałoby się podstawowych informacji nie ma !

Idzie sobie człowiek grzbietem górskim, lasem, czasem doliną, czasem miejskim deptakiem i włazi przypadkiem na jakąś kolorową tablicę informująca, że to szlak i to geoturystyczny, który winien nam przybliżyć jakąś ciekawą wiedzę. Jakoś twórcy tego innowacyjnego szlaku nie wzięli nawet pod uwagę, że jak to jest szlak, to na tablicach trzeba pokazywać skąd i dokąd prowadzi, bo kogoś zainteresowanego na takim szlaku może szlag trafić.

A jak się mają objaśnienia na tablicach do otaczającej rzeczywistości ? Np. na tablicy tego szlaku usytuowanej przy drodze, zaraz za Kopcem Kościuszki w Krakowie mamy objaśnienia o geologii bloku Sowińca, ale do Sowińca ( kopiec Marszałka Józefa Piłsudskiego ) parę jest jeszcze kilometrów i z tego miejsca kopca nie widać.

To tak jakby na szlaku zabytków Krakowa umieścić tablicę o Wawelu np. przy Hali Targowej, albo tablicę o Collegium Maius przy Nowym Kleparzu (oczywiście bez podania jak tam trafić !).

Parę lat temu wybrałem się piękną trasą rowerową wzdłuż Wisły do Tyńca i tam przypadkowo w gęstych zaroślach odkryłem kolejne stanowisko tego szlaku. Czemu miała służyć taka tablica niemal ukryta w gęstych krzakach ? Czyżby się wstydzili tego co zrobili ? A może bawili się z turystami w harcerskie podchody ? Nie widać jednak aby wyznaczyli jakąś nagrodę za odnalezienie kolejnych tablic. To wygląda na jakąś nową formę zabawy. Ale czemu prowadzoną na koszt podatnika ?

Tablicy tej już nie ma, bo przy powodzi zniosły ją wody Wisły, ale kto o minimalnej choćby wiedzy geologicznej [ czy chociażby zdrowym rozsądku] nad samą Wisłą taką tablicę umieszcza ? Tam się przecież prowadziło zajęcia z początkującymi studentami geologii, aby pokazać jakie są skutki działania erozji wodnej.

No cóż. Jaki jest cel takiego punktu geoturystycznego ? Ano może taki, żeby podatnicy mogli się przekonać jak marnotrawi się grosz publiczny. Na naukę – jak słyszymy – pieniędzy nie ma ! Bo jak pieniądze przeznaczone na naukę wyrzucimy w błoto ( w las, w krzaki) to nie może ich być, a żaden kraj nie ma tyle pieniędzy, aby zapełnić kieszenie takich naukowców. Polscy podatnicy – tym bardziej.

I co zrobić, aby szlag człowieka nie trafił po takich wynalazkach/ takich szlakach naszych biednych, wysoce utytułowanych, naukowców ?

Z geoturystyki w Polsce żyją chyba tylko ci, którzy prowadzą takie studia na polskich uczelniach i realizują takie geoturystyczne projekty.

Niestety polskie środowisko akademickie wobec takich patologii milczy, odważnie chowa głowy w piasek i niestety nie zanosi się na to, aby naukowcy dokonali innowacyjnego wynalazku urządzenia do wyciągania głów akademickich z piasku i wdrożyli go w życie. A bez takiego wynalazku trudno sobie wyobrazić, aby coś się zmieniło w polskim życiu akademickim na lepsze.

P.S.

Ja, w każdym razie, naszym innowacyjnym akademikom w ramach samopomocy akademickiej oferuję zaopatrzenie się w piątą klepkę ( kiedyś taką odnalazłem na moich szlakach wakacyjnych]

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 63, wrzesień, 2019

Jak wychodzić z plaży

Skąd wziąć elity ? Koncepcja min. Gowina pod lupą.

Krauze

Skąd wziąć elity ? Koncepcja min. Gowina pod lupą.

W ubiegłym roku min. Gowin zasłynął wypowiedzią o tym, że skutkiem marca 1968 r. było „kolejne zerwanie ciągłości polskiej nauki”, jako że w wyniku antysemickich czystek z Polski wyemigrowało ok. 15 tys. Żydów bądź osób pochodzenia żydowskiego a wśród nich było ok. 500 pracowników naukowych, ok. 1000 studentów, https://dzieje.pl/wideo/wicepremier-gowin-skutkiem-marca-1968-r-bylo-zerwanie-ciaglosci-polskiej-nauki

Ponadto Gowin podkreślał, że „Marzec 1968 r. stał się pretekstem nie tylko do czystek antysemickich, ale również pretekstem do uderzenia we wszystkich, którzy byli wierni tradycji niezależności akademickiej, dążenia do prawdy ponad podziałami ideologicznymi” .

Jarosław Gowin (rocznik 1961), mimo że chodził wówczas zapewne jeszcze w krótkich spodenkach, tak te wydarzenia interpretuje, pomijając przykłady które winien znać z okresu kiedy zaczął chodzić w długich spodniach i był m. in. działaczem NZS a w końcu ministrem. Winien bowiem znać jako minister, że wśród wypędzonych z uniwersytetów było wielu tych, którzy zasłużyli się dla instalacji systemu komunistycznego w Polsce, także w strukturach akademickich i za swoje czyny winni odpowiadać w państwie prawa, a nie odpowiadali ani wówczas, ani do dnia dzisiejszego. Niektórzy z nich w III RP gościli na polskich uczelniach i nie można było przeciwko temu protestować ! Zygmunt Bauman może być symbolem tej elity, której tak min. Gowinowi zdaje się brakuje ?

Ciągłość tych elit nie została jednak brutalnie przerwana, jak się podnosi, gdyż elity czerwonej zarazy, jak to widzimy lepiej w dniu dzisiejszym, uległy transformacji w elity zarazy tęczowej, mimo strat osobowych jakie dotknęły nasze uniwersytety.

Kontrast z czystkami akademickimi roku 1986, o których minister milczał w ich 30 rocznicę i milczy nadal, nad wyraz jest widoczny. To ta czystka, a nie ta z roku 1968 r. dotknęła przede wszystkim tych, którzy byli wierni niezależności akademickiej i dążeniu do prawdy a min. Gowinowi jakby na tych wypędzonych nie zależało, a raczej jakby mu zależało na tym, aby o tych czystkach, wypędzaniach z uniwersytetów, i to nieraz dożywotnich, nikt nic nie wiedział. Nie widzi chyba przydatności takich akademików, niewygodnych dla komunistów, do formowania elit w czasach III RP, zresztą opozycja antykomunistyczna – także ! .

Wielokrotnie o tej zapomnianej wielkiej czystce akademickiej, pozamerytorycznej, uwarunkowanej politycznie, pisałem [ https://lustronauki.wordpress.com/2019/01/17/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ] i informowałem o niej  szeroko, również min. Gowina. Bez skutku !

Minister przyjął podobną postawę jak wielu historyków, a także wielu uważających się za antykomunistów a nawet za takich uważanych – pełna zmowa milczenia.

Do tej pory nie znamy zakresu tych czystek a nawet ich sprawców, a także ofiar, którzy jak zostali wypędzeni, wyklęci ze środowiska akademickiego, tak i pozostali na tych samych pozycjach, bo stanowili zagrożenie tak dla elit czerwonej zarazy, jak i elit zarazy tęczowej. Nikt takich nie chciał/nie chce aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką, na należyte, postępowe formowanie elit, czy to w kolorze czerwonym, czy tęczowym.

Ciągłość metod formowania elit – uderzająca.

Niewątpliwie, jak widać to najlepiej po latach, tak czystka roku 1968, jak i 1986 nie przerwała ciągłości elit czerwonych, a czystka r. 1986 jeno ułatwiła ich przekształcenie w elity wielobarwne, bo proces postępu akademickiego III RP tak je ubogacił w kolory.

Nikt z beneficjentów czystek nie protestuje jak rektorzy akademickich szkół polskich jednomyślnie potępiają tych, którzy występują w obronie świata wartości ulegającego degradacji.https://blogjw.wordpress.com/2019/09/02/rektorzy-po-ciemnej-stronie-mocy/ . Nikt nie zwalnia rektorów z ich funkcji, choć takimi działaniami negatywnie wpływają na młodzież akademicką.

Co więcej min. Gowin dyplomatycznie milczy, choć sam swoją reformą doprowadził do wzmocnienia władzy rektorów na drodze do stworzenia systemu formowania elit, co jest jego marzeniem  http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C414253%2Cgowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html .

Ostatnio na Forum Ekonomicznym w Krynicy min. Gowin wskazał kierunek ubogacenia się Polski w elity mówiąc „ w Polsce pracuje dziś ponad milion Ukraińców wykonujących relatywnie proste prace, powinniśmy zacząć walczyć o ukraińskich lekarzy, informatyków, naukowcówhttps://medianarodowe.com/gowin-wprost-o-sciaganiu-ukraincow-do-polski-moga-byc-przyszlymi-przywodcami/ , czyli jak można zrozumieć, co wcale nie jest takie łatwe, przyszłą polską elitą będą również Ukraińcy?

Dlaczego min. Gowin, podobnie jak jego poprzednicy, nie zaczął nawet walki o polskich naukowców wypędzonych z polskich uczelni w czasach czerwonej zarazy i jej transformacji w zarazę tęczową, a nawołuje do walki o naukowców ukraińskich, którzy do elity światowej bynajmniej nie należą ? Co więcej Ukraina ma poważne problemy ze swoimi elitami, a właściwie z ich brakiem.

Niestety u nas, mimo rozlicznych walk, front akademicki właściwie nie istnieje. Nikt nie walczy o likwidację standardów komunistycznych w formowaniu elit, które przetrwały mimo medialnego upadku komunizmu i były/są utrwalane także przez obóz solidarnościowo-niepodległościowy.

Także ‚nasze’ media, ,nasze, organizacje pozarządowe, takich tematów nawet nie podejmują, jakby mechanizmy formowania elit nie stanowiły tematu interesującego. Nikomu nawet nie wadzi, że komunizmu, ani stanu wojennego nie ma w historii elitarnej polskiej uczelni !

Jednocześnie trzeba przyznać trafną diagnozę ministra Gowina jeśli chodzi o polskie środowisko akademickie. Jest dużo większe zainteresowanie polskich naukowców, żeby wracać z zagranicznych uczelni, niż zainteresowanie polskich uczelni, żeby ich przyjmować – opowiadał wicepremier Jarosław Gowin. – Świat akademicki boi się wpuszczenia do tego swojego zatęchłego bajorka młodych szczupaków albo i rekinów, które sobie dobrze dają radę w nauce światowej. Jest jeszcze wiele barier mentalnych, które musimy pokonać, żeby młodzi Polacy chętniej wracali do Polski – kwitował minister

Ta diagnoza nie różni się od mojej, przedstawianej od lat, a nawet wieków, ale ani minister Gowin, ani jego poprzednicy, jakoś nic/niewiele zrobili aby było inaczej.

Przecież min. Gowin znając sytuację w polskim, rodzimym środowisku akademickim cały czas podkreślał, że jego reforma wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tego środowiska i właściwie jest przez to środowisko tworzona. Miał więc świadomość tego, że to środowisko, beneficjenci komunistycznej, negatywnej selekcji kadr, nic nie zmieni w fundamentach systemu akademickiego.

Minister nie powołał ani jednego zespołu z polskiej diaspory akademickiej, aby przygotował projekt zmian w systemie,  takich aby polscy naukowcy z zagranicznych uczelni mogli wracać do Polski. Jakoś swoich barier mentalnych minister nie pokonał, aby stworzyć reformę przyjazną dla elit do tej pory pozostających poza polskim systemem akademickim.

Tym samym pozostaje mu apelować aby elity do zarządzania Polską czerpać z zasobów ukraińskich [sic !] na co po prostu brakuje słów.

Czy przy takich koncepcjach Polska tak naprawdę wybije się na Niepodległość ?

Rektorzy po ciemnej stronie mocy ?

kRASP LGBT

Rektorzy po ciemnej stronie mocy ?

[KRASP a LGBT]

Sierpień to jeden z przełomowych miesięcy polskiego kalendarza historycznego. Przed 40 niemal już laty sierpniowe wydarzenia na Wybrzeżu zatrzęsły władzą komunistyczną w Polsce i wydawało się, że dni czerwonej zarazy są policzone.

Niestety tak się nie stało, bo ta zaraza, jako choroba zakaźna, występowała wówczas masowo, nie tylko na terytorium naszego kraju. W sierpniu 1989 r. na premiera rządu, po medialnym obaleniu komunizmu, wybrany został Tadeusz Mazowiecki, ten o którym Stefan Kisielewski mówił „Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło”. No i nadal wierzgał, więc komunizm u nas nie do końca został obalony, a czerwona zaraza nadal się szerzyła i nawet powiększała swojej zdobycze.

Jacek Fisiak, b. rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, profesor ciemnej strony mocy [ https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/jacek-fisiak-profesor-anglistyki-i-ciemnej-strony-mocy/] wielce zasłużony dla szerzenia czerwonej zarazy w społeczności akademickiej i czyszczenia tej społeczności z elementu antysocjalistycznego, co prawda przestał być już ministrem edukacji narodowej [był nim w rządzie Mieczysława Rakowskiego], ale jego zasługi zostały docenione przez kolejnych komunistów u władzy w III RP.

Chyba wówczas jednak nikt się nie spodziewał, że niedługo czerwona zaraza zostanie zastąpiona przez zarazę tęczową i z lewacką ideologią będziemy nadal mieli do czynienia.

Po latach transformacji, w tym roku, godnym następcą Jacka Fisiaka na stanowisku rektora UAM okazał się prof. Andrzej Lesicki, który też stanął po ciemnej stronie mocy, ale już tęczowej.

Rektor nader trafnie zauważył [https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora], że ” Przez ostatnie lata jesteśmy świadkami pogłębiającego się w Polsce sporu politycznego. Niestety, w ostatnich miesiącach jego uczestnicy coraz rzadziej sięgają po merytoryczne argumenty, zastępując je inwektywami, których jedynym celem jest znieważenie przeciwników „, ale nie zauważył w tej debacie ani siebie, ani wielu etatowych przedstawicieli środowiska akademickiego znieważających ludzi o odmiennej hierarchii wartości.

Ujawnił przy tym swoją orientację antykościelną: „Niepokojem napawa fakt, że i hierarchowie Kościoła Katolickiego, biorący udział w sporach ideologicznych wokół zjawiska określanego skrótem LGBT, używają mowy nienawiści, która może być odbierana jako nawoływanie do zwalczania osób o innych poglądach czy odmiennej orientacji”.

Co prawda Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu zwrócił rektorowi uwagę na niestosowność jego wypowiedzi, wyrażając „głębokie zaniepokojenie faktem ideologizacji przestrzeni uniwersyteckiej” [http://ako.poznan.pl/9366/ ], ale po stronie rektora UAM stanęli rektorzy akademickich szkół polskich [KRASP] i to jednomyślnie, wydając oświadczenie

[Stanowisko Prezydium KRASP z 20 sierpnia 2019 r. w spr. oświadczenia rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu20/08/2019 – https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf]

„Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, kierując się zasadami poszanowania praw człowieka, tolerancji i wzajemnego szacunku oraz koniecznością przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji i nierównego traktowania ze względu na narodowość, płeć, religię, przekonania polityczne, niepełnosprawność czy orientację seksualną w poczuciu odpowiedzialności uczelni za kształtowanie wśród studentów i w całym społeczeństwie podstawowych wartości, na których oparte jest funkcjonowanie demokratycznego społeczeństwa, w obliczu nasilających się aktów agresji fizycznej i słownej oraz przejawów wrogości wobec przedstawicieli różnego rodzaju mniejszości, stymulowanych wypowiedziami osób publicznych, w pełni popiera przesłanie zawarte w oświadczeniu rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – prof. Andrzeja Lesickiego, opublikowanym 12 sierpnia br. na stronie internetowej https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora.

Rektorzy zupełnie nie zauważyli braku tolerancji i braku szacunku do ludzi o odmiennych wartościach, opartych na fundamentach chrześcijańskich, manifestowanego – przez im podległych – etatowych profesorów polskich uczelni jak np. prof. Jana Hartmana czy prof. Joannę Senyszyn. Wobec ich poczynań/ekscesów, jak do tej pory,  KRASP nie wydała chyba ani jednego oświadczenia.

KRASP zatem ich toleruje/ aprobuje, a nawet tworzy wspólnie swoisty Front Jedności Akademickiej, stojący po tej samej, ciemnej stronie mocy. W/w profesorowie raczej funkcjonują w systemie akademickim jako swoiste piorunochrony, zbierające na siebie gromy ze strony mniej postępowych. Wielu naiwnym nawet do głowy nie przychodziło, że ich pracodawcy – rektorzy ‚grają w tej samej drużynie’.

Oświadczenie KRASP chyba te dotychczasowe nieporozumienia dostatecznie wyjaśnia. Inwektywom, znieważaniu uczuć religijnych i symboli narodowych, na marszach LGBP i w wypowiedziach ich akademickich miłośników, nie poświęcają ani jednego zdania w swym oświadczeniu. [sic!]. Czyli takie znieważanie jest dozwolone ?

Rektorzy, apelują o tolerancję, przeciwdziałanie dyskryminacji, nierównemu traktowaniu, ale od czasów czerwonej zarazy wykazywali brak tolerancji dla niezależnego myślenia -szczególnie krytycznego, dla nonkonformizmu naukowego, bez którego nauka sensu stricto nie może istnieć, dla naukowców/nauczycieli akademickich o innej orientacji intelektualnej – niszcząc/przywalając na niszczenie, tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, czyli realizujących swój [i każdego akademika] podstawowy obowiązek. Spektakle kłamstwa i nienawiści wobec takich, niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nigdy nie zostały potępione – czyli było i jest O.K.

Skutki takiej postawy nader jasno są widoczne w niemocy polskiego systemu akademickiego, także w niemocy do samo naprawy. W czasach rozprzestrzeniania się tęczowej zarazy nic się nie zmieniło, a jeno nasiliły się ataki na wartości chrześcijańskie, których obrona jest kwalifikowana jako ‚mowa nienawiści’.

Natomiast nienawiść do wartości chrześcijańskich, istota tej ideologii, nie jest traktowana jako nienawiść, tylko jako obrona praw człowieka – do nienawiści ? !

Środowiska akademickie nie zdołały się wyleczyć z amnezji historycznej, pozostały nadal niezdolne – tak intelektualnie, jak i moralnie, do poznania swych fundamentów, poznania własnej historii w czasach czerwonej zarazy, które z obecnej perspektywy jawią się jako stadium juwenilne zarazy tęczowej.

Jakoś demokratycznie wybierani rektorzy nie okazali się zdolni do stania na straży prawdy, wolności, godności. Poszukiwanie prawdy pousuwano ze statutów uczelni i z obowiązków akademickich. Wypędzeni z uniwersytetów w czasach czerwonej zarazy, wolności -wykładania/formowania studentów według odmiennych od czerwonych/tęczowych wartości – nie odzyskali, a godność mniej utytułowanych nadal jest deptana.

Nie ma wątpliwości, że brak rozliczenia się z czerwoną zarazą w sektorze akademickim i jej transformacja w zarazę tęczową, jeszcze bardziej szkodliwą dla zdrowia akademickiego i społecznego, stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla uniwersytetów, ale i dla losów całej naszej cywilizacji.

Skoro rektorzy stanęli po ciemnej stronie nocy należałoby ich przenieść w stan nieszkodliwości, co zresztą postulowałem jeszcze w okresie szerzenia się czerwonej zarazy [czasy jaruzelskie]. Ale kto to zrealizuje, kiedy po reformie Gowina niemal cała władza akademicka przechodzi w ręce rektorów ?

P.S.

Rozszerzenie tych refleksji można znaleźć w setkach moich tekstów zebranych na stronie Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ [ 15 tomików !], z którymi jak do tej pory,  ani rektorzy, ani ‚Goliaci nauki polskiej’,  nawet nie podjęli debaty merytorycznej [zachęcani do niej !].  O próbie przejścia na jasną stronę mocy, chyba do tej pory nawet nie pomyśleli, a podległe im środowisko akademickie taki stan rzeczy zdaje się zadowala.

Feralny postulat trzynasty

p

Feralny postulat trzynasty

Wśród 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej z 17 sierpnia 1980 r, spisanych na tablicach, które zawisły na osłonie dachu portierni stoczniowej bramy nr 2 zwraca uwagę postulat 13:

Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.”

Wśród postulatów nie było ani jednego dotyczącego likwidacji komunizmu w Polsce i odzyskania niepodległości Polski, ale wprowadzenie w życie chociażby tego jednego 13 postulatu prowadziłoby na drogę do takiego rozwiązania.

Nie bez przyczyny strona komunistyczna po podpisaniu porozumień sierpniowych, aby ocalić swoje zdobycze, weszła zrazu na drogę rozwiązania siłowego, a po kilku latach na drogę rozwiązania okrągłostołowego tej kwestii.

Mimo medialnego ogłoszenia upadku komunizmu, komunistyczne kadry kierownicze dobrane według kryteriów partyjnych, a przynajmniej lojalnościowych wobec władzy – nie ucierpiały, a nawet na tzw. obaleniu komunizmu zyskały, co widać było i jest m.in. w sektorze akademickim – tym, który reprodukuje kadry kierownicze, elity państwa.

W PRL dominowała negatywna selekcja kadr i im wyższe stanowiska/tytuły, to potrzebna była akceptacja/wsparcie wyższych władz partyjnych, czego znający realia PRL nie negują.

Trudno jest jednak zrozumieć, że te kadry starannie wyselekcjonowane metodami komunistycznymi, mimo obalenia [rzekomego] komunizmu, nadal się cieszyły, i nadal się cieszą prestiżem i to także, a może i bardziej, wśród uznających się, a nawet uznawanych za antykomunistów .

Natomiast wyeliminowani przez nich, w wyniku czyszczenia sektora przed transformacją czerwonej zarazy w zarazę tęczową, nader często pozostają nadal wyeliminowani, nieraz wręcz objęci ostracyzmem środowiskowym.

No cóż, gdyby postulat 13 został wprowadzony w życie, taka sytuacja byłaby niemożliwa.

Problem w tym, że jakoś nie było i nie ma nadal woli aby ten postulat wprowadzić w życie. Tak jak był niewygodny dla władzy komunistycznej, tak pozostał niewygodny dla wszystkich orientacji III RP, czyli PRL-bis, który zachował ciągłość prawną i moralną z PRL.

Orientacja negatywna wobec postulatu 13 jakby łączyła wszystkie siły nawet te nawzajem się zwalczające. Powstało coś w rodzaju Frontu Jedności Narodu na rzecz pozamerytorycznych metod doboru kadr kierowniczych. Co prawda różne ustawy rzekomo gwarantują dobór kadr wg kwalifikacji, ale to mniej lub bardziej zakamuflowana fikcja.

W sektorze akademickim obejmowanie stanowisk oczywiście uwarunkowane jest różnymi stopniami i tytułami z nazwy naukowymi, ale ich zdobywanie/otrzymywanie nie zawsze jest uwarunkowane merytorycznie.

W PRL, o stopniach i tytułach decydowała tzw. CKK kontrolowana przez KC, a po transformacji – CK pozostająca poza kontrolą.

Opaczna transformacja naczelnego ogniwa decyzyjnego KC w CK, przyniosła w sektorze nauki tylko opaczne skutki – jeszcze większą dewaluację stopni i tytułów wydawanych w układzie zamkniętym i degradację jakości nauki, mimo imponującego wzrostu nieruchomości akademickich i całej infrastruktury a także wielokrotnego zwiększenia nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę [ niestety wobec zapaści moralnej i braku należytej kontroli w niemałym stopniu marnowanych].

Przeskok od kilkunastu- kilkudziesięciu dolarów [w PRL] do tysiąca (i więcej) dolarów w III RP na głowę akademicką miesięcznie, plus finansowanie grantowe [czego nie było w PRLu] nie wydobył środowiska z biedy, szczególnie moralnej, i w relacjach ze światem nasza pozycja spadła, zamiast wzrosnąć.

Kadry selekcjonowane nie według autentycznych kryteriów merytorycznych, ale w znacznej mierze pozamerytorycznie, nie są w stanie dokonać dobrej zmiany.

Do tego potrzebna byłaby realizacja postulatu 13 porozumień sierpniowych.

Solidarność nader słusznie domagająca się w roku 1980 wprowadzenia w życie 13 postulatu, po transformacji, dotyczącej także Solidarności, w wyniku zdrady jej elit, i to nie tylko na szczeblach najwyższych, jakby się broniła rękami i nogami przed wprowadzeniem tego postulatu w życie !- protestując wręcz przed próbami otwierania się systemu na wysoce wykwalifikowane kadry polskiej diaspory akademickiej funkcjonujące poza granicami, nie mówiąc o konsekwentnej walce o nie przywracanie do pracy wyrzucanych w czasie politycznych czystek jaruzelskich, niewygodnych/stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i selekcjonowanych przez nią negatywnie kadr.

Mimo transformacji poziom zagrożenia z tej strony bynajmniej nie zmalał, a nawet wzrósł !

Widać, że 13 okazała się nader feralna, mimo że w kraju katolickim w przesądy nie powinno się wierzyć. A jednak jak to wytłumaczyć ?

Mimo, że transformacja zarazy czerwonej w zarazę tęczową odrzucana jest przez sporą część społeczeństwa, o czym może świadczyć krakowska manifestacja poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/08/10/murem-za-abp-markiem-jedraszewskim/ i apel do władz duchownych i świeckich, to jednak nie wdać żadnej reakcji tej społeczności wobec obrony tęczowej zarazy przez rektorów akademickich szkół wyższych (KRASP). https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf

Przed kurią krakowską zgromadziły się wielotysięczne tłumy, przed pobliskim Collegium Novum UJ, po wystąpieniu KRASP [w tym rektora UJ] chyba nikt się nie zgromadził.

Jak zwykle można zauważyć w przestrzeni publicznej głosy oburzenia po wypowiedziach/ekscesach zatrudnionego na etacie profesora na UJ – Jana Hartmana, ale nad tym osobnikiem UJ roztoczył „parasol ochronny” i nie ma zamiaru go wydalić z uczelni.

W końcu nikt uczelni nie narzucał jego zatrudnienia i sam fakt trzymania go w murach uczelni, mimo tylu lat oburzających zachowań, świadczy nie tylko o nim, lecz o uczelni – rektorach UJ i kadrach aprobujących istniejący stan rzeczy.

Trudno zrozumieć, jak można nie widzieć takiej jasnej polityki kadrowej demokratycznie wybranych władz uczelni, które nie zamierzają kierować się w polityce kadrowej kwalifikacjami naukowymi i moralnymi, i to od lat, utajniając jednocześnie swoje niecne czyny z czasów czerwonej zarazy.

Solidarność UJ, tak przed, jak i po transformacji,  nie zrobiła nic, aby było inaczej, więc jak może być ?

Do 13 postulatu sierpniowego jakoś nikt nie wraca !

Wisi sobie, wraz z innymi postulatami, na tablicy, na historycznej Bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej prezentowany współczesnej opinii publicznej. Tablice zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, uznane za jeden z najważniejszych dokumentów XX wieku, ale jakoś nikomu chyba nie przychodzi do głowy aby w wieku XXI zrealizować wreszcie postulat 13.

b

Głos spod miecza na dziennikarzy

Głos spod miecza na dziennikarzy

Kurier WNET , sierpień 2019

Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę, na zbrodniarza komunistycznego

Jak ‚Fakt” przerobił polskiego antykomunistę,

na zbrodniarza komunistycznego

Fakt” – to lider rynku polskiej prasy codziennej, ogólnopolski dziennik wydawany od 2003 przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska. Już u progu kariery ‚Fakt” zdobył tytuł Hieny Roku nadany przez Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za ‚wyróżnienie się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej.’

Tytuł wielokrotnie oskarżano o podawanie nieprawdy i tworzenie fikcyjnych materiałów oraz naruszanie dóbr osobistych i to znanych osobistości; nieraz „Fakt’ sprawy przegrywał. Ale to potentata prasowego nie zrażało, i nie zraża zbytnio czytelników ”Faktu”, których nadal jest ponad ćwierć miliona, mimo generalnego spadku czytelnictwa gazet w Polsce.

Skandaliczne zdjęcie

Przeszło dwa lata temu [w lutym 2017 r.] przypadkowo natknąłem się w internecie na tekst SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów’ zamieszczony w dniu 18 stycznia 2016 r. na stronie internetowej „Fakt 24” . Liczba odwiedzin strony to kilka milionów ( ok. 5 mln) miesięcznie.

I co te miliony mogły obejrzeć ?

Ano w tekście o emeryturach stalinowskich sędziów mogli obejrzeć zdjęcie podpisane u góry: ‚Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’.

Na zdjęciu figurował człowiek z czarnym paskiem na oczach, z widocznym orderem na marynarce, prowadzony przez policjanta.

Postać wydała mi się dziwnie znajoma, chociaż nigdy gen. Henryka Kostrzewy na oczy nie widziałem.

Na zdjęciu rozpoznałem natomiast znanego mi działacza opozycji antykomunistycznej – Janusza Fatygę. Nic mi nie było i nie jest wiadome o jego zbrodniczej działalności komunistycznej ani o jego wysokiej emeryturze, choć dostaje dodatek kombatancki działacza opozycji antykomunistycznej w wysokości nieco ponad 400 zł , co nie jest jednak kwotą wysoką. Wręcz przeciwnie. A emerytura Henryka Kostrzewy, jak podawały media, przekraczała 13 tys. zł..

Wizerunki obu działaczy, które łatwo można znaleźć w internecie, są zdecydowanie różne, trudne do pomylenia, podobnie jak ich życiorysy, zamieszczone także w internecie.

Życiorys bezkarnego zbrodniarza komunistycznego

O gen. Henryku Kostrzewie można za Wikipedią podać, że urodził się 16 czerwca 1928 r. we wsi Antoniów w powiecie radomszczańskim [województwo łódzkie]. Ekspresowo został magistrem prawa uzyskanym w 1952 r. na Uniwersytecie Łódzkim (w tym czasie był już asesorem wojskowego sądu w Łodzi, a wcześniej, od 18 sierpnia 1950 r. do 24 października 1951 r. pracował na stanowisku sekretarza w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Łodzi). Następnie na przełomie 1952/53 r. pełnił obowiązki sędziego w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie.

Przez kolejne lata nadal był związany z sądownictwem wojskowym, także na szczeblu Sądu Najwyższego.

W ‚epoce jaruzelskiej ‚, w latach 1984 do 1990 był naczelnym prokuratorem wojskowym, a w latach 1985-1989 zastępcą członka Trybunału Stanu.

W lipcu 1989 r. jako naczelny prokurator wojskowy odmówił uznania rtm. Witolda Pileckiego za niewinnego, uzasadniając swoje stanowisko „Nie negując zasług Witolda Pileckiego w czasie wojny i aktywnej walki z okupantem hitlerowskim, niestety brak jest podstaw do pełnej rehabilitacji wyżej wymienionego w odniesieniu do jego działalności w latach powojennych” .

IPN kierował oskarżenia przeciwko działalności Henryka Kostrzewy zarówno w czasach stalinowskich, jak i ‚jaruzelskich’, ale bezskutecznie.

Gdy 18 listopada 2013 r. odbyła się rozprawa sądowa, na której sędzia Michał Żak z Wojskowego Sądu Garnizonowego poinformował, że sąd zawiesił proces Henryka Kostrzewy ze względu na stan jego zdrowia, decyzja wywołała ostry protest opozycjonistów.

Skandaliczne zdjęcie zamieszczone na stronie ‚Faktu’ pochodzi właśnie z tego procesu, przedstawia jednak nie zbrodniarza Henryka Kostrzewę, tylko protestującego przeciwko zawieszeniu jego procesu opozycjonistę antykomunistycznego Janusza Fatygę, z tego powodu wyprowadzanego przez policjanta !

Gen. Henryk Kostrzewa do końca życia nie został ukarany za swoje zbrodnie. Zmarł 6 marca 2018 r. i został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie (kwatera BII-1B-8). Pogrzeb odbył się w gronie rodzinnym, nie opublikowano żadnych informacji o dacie i miejscu pogrzebu, stąd wielu opozycjonistów antykomunistycznych, także Janusz Fatyga, o jego śmierci nie wiedziało

Życiorys opozycjonisty antykomunistycznego

O Januszu Fatydze można przeczytać w Encyklopedii Solidarności i na stronach IPN, że urodził się 23 XI 1942 w Antolinie k. Białej Podlaskiej.

Będąc w latach 1964-1967 funkcjonariuszem pionu zwalczania przestępczości kryminalnej MO w Białej Podlaskiej i Łodzi konsekwentnie odmawiał wstąpienia do PZPR oraz sabotował zlecane mu zadania związane z inwigilacją duchownych katolickich, za co został zwolniony z pracy.

Od 1977 był uczestnikiem opozycyjnego w PRLu ROPCiO, autorem i kolporterem niezależnego pisma „Opinia”. W 1980 r. zakładał struktury „Solidarności ” w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kwilnie, udzielał porad prawnych działaczom „S”, a od 1981 był doradcą prawnym MKZ, następnie ZR Ziemia Łódzka. Wiosną 1981 współorganizował łódzkie struktury KPN. W tym samy roku był współpracownikiem i autorem w niezależnych pismach „Niepodległość” i „Wolna Polska”.

13 XII 1981 został internowany w Ośrodku Odosobnienia w Kwidzynie, zwolniono go 1 XII 1982. Od roku 1983 był kolporterem podziemnych wydawnictw KPN, uczestnikiem niezależnych manifestacji w Łodzi, a 1986 r. autorem w piśmie „Obszar III” a także organizatorem szkoleń prawnych oraz wykładów dla członków KPN, poświęconych analizie sytuacji politycznej.

Jakże inny to życiorys od życiorysu gen. Kostrzewy !

Ale czego doczekał się od „Faktu” Janusz Fatyga za swoją opozycyjną działalność ? Miana zbrodniarza komunistycznego, który przypisał mu na obrazku niemiecki wydawca polskojęzycznego „Faktu”.

Jednakże za zasługi na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka w PRL, Prezydent RP nadał Januszowi Fatydze Krzyż Wolności i Solidarności, który otrzymał z rąk Prezesa IPN podczas uroczystości 9 marca 2018 r. [ czyli 3 dni po śmierci generała Henryka Kostrzewy] w Pałacu Krzysztofory w Krakowie. Był już odznaczony [2011] Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w kraju.

Opozycyjna, antykomunistyczna działalność Janusza Fatygi została potwierdzona i doceniona. I to jest fakt !

Przerabianie opozycjonisty na zbrodniarza komunistycznego

Skąd „Fakt” wziął zdjęcie, które mu posłużyło do przerobienia opozycjonisty komunistycznego na zbrodniarza komunistycznego ?

Mnie identyfikacja źródła zdjęcia nie zajęła więcej niż kilka minut, mimo że nie mam żadnego wykształcenia w zakresie cyberprzestępczości, czy chociażby elementarnej informatyki.

W cyberprzestrzeni wyszukiwarka Google natrafiła od razu na materiał filmowy z haniebnej rozprawy sądowej zawieszającej proces przeciwko zbrodniarzowi komunistycznemu Henrykowi Kostrzewie zamieszczony na kanale „Wolny Czyn” [ YouTube – Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny – dostęp 13 października 2017 r.]

Nie bez powodu wobec takiego wyroku sądowego protestowali opozycjoniści, wśród których rozpoznałem bez trudu Adama Słomkę i Janusza Fatygę. W kadrze filmu [ min 16.48] widać dokładnie taki sam obrazek jaki przedstawia strona „Faktu”, ale na filmie prowadzony przez policjanta mężczyzna ( Janusz Fatyga wg mojej interpretacji) nie ma czarnego paska na oczach i nie ma podpisów Zbrodniarz komunistyczny Henryk Kostrzewa bezkarny’, a u dołu Henryk Kostrzewa. Kostrzewa ma bardzo wysoką emeryturę’, które to napisy widniały na zdjęciu zamieszczonym przez „FAKT”. Czarny pasek dodany przez „FAKT” na twarzy Janusza Fatygi chyba miał w oczach odbiorcy uwiarygadniać zbrodniczą przeszłość prowadzonej przez policjanta osoby. Szokujące nieprawdaż ?

Jest oczywiste, że zdjęcie na stronie internetowej gazety „Fakt”, pod którym nie podano nazwiska fotografa, czy źródła pochodzenia, jest po prostu zrzutem ekranu z materiału filmowego umieszczonego na kanale ‚Wolny Czyn’ – na platformie „YouTube”, o czym gazeta nie informuje. Materiał filmowy jasno wskazuje, że mężczyzna prowadzony przez policjanta to nie sądzony zbrodniarz komunistyczny, lecz osoba protestująca przeciwko zawieszeniu przez sąd procesu Henryka Kostrzewy.

Wydawca na wydawanej gazecie/stronie internetowej zarabia, więc zarabia także na materiałach graficznych, które tam umieszcza.

Jak umieszcza bez wiedzy i zgody właścicieli materiału graficznego to łamie prawo – bo dokonuje kradzieży. Łamie prawo także dokonując twórczo uzupełnienia tego materiału zniesławiając działacza antykomunistycznego.

Gorący kartofel sądów dobrej zmiany

Ja po tym stwierdzeniu skandalu wydawniczego byłem zaszokowany. Udokumentowałem istniejący stan rzeczy i przekazałem Januszowi Fatydze informacje i dokumenty.

Nie ulega wątpliwości, że Janusz Fatyga, który rozpoznał się na tym zdjęciu, jest osobą pokrzywdzoną, zniesławioną przez wydawcę „ Faktu”.

Każdy kto widzi takie zdjęcie, z takim podpisem, jest przekonany, że chodzi o zbrodniarza komunistycznego, a czarny pasek na oczach, dodana na stronie „Faktu” i informacja o emeryturze, to przekonanie może tylko utwierdzić.

Nawet znający Janusza Fatygę po takim materiale mogą się zastanawiać czy rzeczywiście nie ma on czegoś na sumieniu.

Mniej więcej w tym samym czasie przez sądami krakowskimi toczył się proces, wytoczony przez Krystiana Brodackiego, którego byłem obserwatorem i dokumentalistą.

Chodziło o zniesławienie za pomocą zdjęcia z fałszywym podpisem, [Polityka historyczna Niemiec przegrywa w polskich sądach” -Kurier WNET” nr 56/2019 ] czego dokonał portal onet.pl kontrolowany przez niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer Polska, czyli ten sam, który wydaje „FAKT”.

Chodziło o zniesławienie bohaterskich Polek, w tym matki Krystiana Brodackiego, rozstrzelanych przez Niemców w Palmirach w 1940 r. a zdjęciem zilustrowano artykuł o związkach Polek z niemieckimi żołnierzami podczas II wojny światowej.

Mieliśmy zatem do czynienia z serią zniesławiających ‚przypadków’, których sprawcą był ten sam potentat medialny.

Pokrzywdzony, zniesławiony przez ‚Fakt”, Janusz Fatyga postanowił wystąpić w obronie swoich dóbr osobistych i przekazał sprawę do prokuratury krakowskiej.

Prokuratura zajmowała się tą sprawą, ale dochodzenie umorzyła, bo nie zdołała wykryć przestępcy, choć materiał został zamieszczony przez „Fakt” i temu faktowi nikt nie może zaprzeczyć – są dokumenty !

Materiał jednak został zdjęty ze strony internetowej „Faktu” – nie jest obecnie dostępny.

Przez dwa lata trwało przerzucanie sprawy, niczym gorącego kartofla, przez prokuraturę i sądy, nie tylko krakowskie, bo sprawa dodarła także do sądu warszawskiego, ale bez skutku.

Materiał został zamieszczony na stronach „Faktu”, jednak nie stwierdzono, że „Fakt” jest sprawcą zamieszczenia tego materiału !

Wymiar sprawiedliwości przez 2 lata nie był w stanie stanąć na wysokości zadania i nie wykazał, że dobra zmiana nastąpiła w sądownictwie.

Proces wreszcie ruszył

Po włączeniu się do procesu adwokat Moniki Brzozowskiej, która jest znawczynią problematyki z zakresu prawa prasowego, prawa mediów, prawa autorskiego i prowadzi wyżej wspomnianą sprawę Krystiana Brodackiego przeciwko portalowi onet.pl, proces zniesławionego przez „Fakt” Janusza Fatygi wreszcie ruszył.

3 lipca 2019 r. odbyła się rozprawa w Sądzie Okręgowym w Krakowie [I Wydział Cywilny], przy udziale publiczności [ok. 20 osób], ale bez obecności powiadomionych o rozprawie mediów, co budzi konsternację, jako że sprawa jest medialna, dotyczy zresztą potentata medialnego, jakim jest wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, niejeden raz naruszającego dobra osobiste obywateli polskich.

Strona koncernu Ringier Axel Springer wniosła o oddalenie pozwu, kwestionując fakt naruszenia dóbr osobistych Janusza Fatygi, jako że wizerunek został zanonimizowany bez możliwości zidentyfikowania Janusza Fatygi [sic !] .

Czyli nic się nie stało ?

Sąd jednak przesłuchał świadków, którzy z rozpoznaniem Janusza Fatygi, na tak swoiście ‚zaononimizowanym’ zdjęciu, nie mieli żadnej trudności.

Kolejna rozprawa ma się odbyć 13 września 2019 r. Należy wyrazić nadzieję, że proces zostanie zauważony przez polskie media, jako że dotyczy fundamentalnych spraw funkcjonowania mediów w Polsce.

Jest to sprawa dużej wagi, nawet międzynarodowej, i winna zainteresować dziennikarzy, a także sfery rządzące, bo daje ona argumenty za jak najszybszą i skuteczną repolonizacją polskojęzycznej prasy, obecnie w rękach obcych.

Skandaliczne zobrazowanie polskiego antykomunistycznego patrioty jako zbrodniarza komunistycznego nie może być nie ukarane, nie może być obojętne dla Polaków, nie może być pominięte milczeniem.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w sierpniu 2019 r.