Pozytywne skutki pandemii

Pozytywne skutki pandemii

Negatywne skutki trwania pandemii i środków podjętych do jej zwalczania są oczywiste, także w domenie akademickiej. W końcu chorowało więcej akademików i studentów niż przeciętnie, brak bezpośrednich kontaktów wpływał negatywnie na prace zespołowe, choć te u nas i tak szwankowały, jak pandemii nie było. Dłuższa izolacja spowodowała zwiększoną zapadalność na choroby psychiczne, w tym depresję czy schizofrenię, co notują zarówno ośrodki zdrowia, jak i organizacje akademickie. Straty są, choć są i pozytywne skutki, o których coraz częściej mówią sami akademicy.

Każdy, kto miał kontakty z akademikami, szczególnie z sektora humanistycznego, zapewne spotykał się z poważnymi trudnościami komunikacji z powodu kiepskiego poziomu cyfryzacji domeny. Rzadko który miał swoją stronę internetową, potrafił nagrać i umieścić w internecie swoje wykłady, prowadzić debaty za pomocą Skype’a czy innych komunikatorów. W czasie pandemii, w wyniku przymusowej nauki zdalnej, procesy cyfryzacji w domenie akademickiej przyspieszyły. Nagrywanie i udostępnianie wykładów w sieci dla zalogowanych odbiorców winno być standardem w procesie edukacji. I jakiś postęp w tej materii jest. W końcu w edukacji powinno chodzić o zrozumienie materiału, a nie przyłapywanie studenta, że nie był na wykładzie, że spał, że nie zrozumiał

Dostęp do materiałów w sieci daje szansę na zapoznanie się z nimi w dowolnym czasie i dowolną liczbę razy, aż do pozytywnego skutku. Jakkolwiek nic nie jest w stanie zastąpić bezpośredniej relacji mistrz–uczeń, to możliwość korzystania z materiałów w sieci powinna się zadomowić na długie lata w procesie edukacji. Zredukuje to ilość papieru, a zatem i ochroni lasy, co w ramach troski o klimat nie jest sprawą banalną. Także koszty funkcjonowania uczelni powinny się zmniejszyć, a profesorowie zamiast uprawiać turystykę wykładową po odległych nawet uczelniach, mogą znaleźć więcej czasu na prace naukowe. Wnioski z kryzysu pandemicznego mogą być źródłem postępu, także w domenie akademickiej.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 1 lutego 2023 r.

Czy NAWA sprowadzi polskich naukowców do Polski?

Czy NAWA sprowadzi polskich naukowców do Polski?

Nawa to statek floty weneckiej i genueńskiej w wiekach średnich, ale i Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej (NAWA) w wieku XXI. Statki te spełniły ważną rolę w rozkwicie Wenecji i Genui, a NAWA ma spełniać ważną rolę w przywracaniu siły polskiej domeny akademickiej.

Bez powrotu polskich naukowców, rozproszonych w jakże licznych ośrodkach zagranicznych, raczej nie jest to możliwe. Kiedy Polska 100 lat temu odzyskiwała niepodległość, miał miejsce drenaż polskich mózgów z różnych ośrodków europejskich. Naukowcy wracali do biednej Polski, mimo że w zachodnich ośrodkach mogli robić kariery naukowe w znakomitych warunkach. Dziś – w wolnej Polsce – następuje drenaż polskich mózgów zasilających zagraniczne uczelnie i instytucje. Miał on miejsce w czasach PRL, szczególnie w epoce jaruzelskiej, kiedy Polskę opuściły tysiące młodych, studiujących Polaków i naukowców, ale exodus nasilił się jeszcze po otwarciu granic w okresie transformacji, a następnie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. I trwa do dziś.

Jeszcze niebogata Polska kształci młodych ludzi dla krajów o wiele bogatszych, co skutkuje poziomem nauki w Polsce dalekim od satysfakcjonującego. Zorganizowana przed kilku laty agencja NAWA ma na celu odwrócenie tendencji i ułatwienie powrotu Polaków do Polski. To zadanie trudne do zrealizowania ze względów nie tylko finansowych, lecz przede wszystkim z uwagi na niezbyt sprzyjający działalności naukowej na wysokim poziomie patologiczny system skłaniający do wyjazdów, a zniechęcający do powrotów.

Niemniej każde działania mające na celu zmniejszenie drenażu mózgów jest cenne. Do młodzieży polonijnej skierowany jest program stypendialny im. gen. W. Andersa, a program im. Stanisława Ulama (tego giganta nauki, który z II RP wyjechał i nie wrócił, bo już nie miał do czego) pozwala na przyjazdy do Polski naukowców, choć nie tylko polskich, dla wzmocnienia potencjału naukowego polskich jednostek. Czy program okaże się sukcesem? Zobaczymy, jak zadziała w tym roku – Roku Kopernika.

Plaga profesoromanii

Plaga profesoromanii

Aleksander Fredro już w XIX wieku w „Zapiskach starucha” obwieszczał, że „nową plagę Bóg na nas zesłał: Profesoromanię”. Wtedy profesorów było tyle co kot napłakał, ale przenikliwy obserwator ówczesnego życia widział już plagę, jaką stanowi tytułomania.

Co więcej, jakże trafnie oceniał naturę profesorów: „Prędzej złodziej przyzna się, że ukradł, niż profesor, że głupstwo powiedział”. Taka postawa profesorów stanowi do dziś źródło wielu innych plag akademickich.

Profesor ma dociekać prawdy, ale błędy – rzecz oczywista – też im się zdarzają. Gdyby profesor do błędu się przyznał, nic by się nie stało. Prestiżu by nie stracił, a prawda miałaby szansę, aby zaistnieć w przestrzeni akademickiej (i nie tylko). Niestety wielu profesorów, podobnie jak w czasach Fredry, do błędów się nie przyznaje, a zwykle tępi tych, którzy błędy zauważają i działają na rzecz ich naprawy. Na ogół marny ich los. Tracą szanse na awans, na dalsze utrzymanie się na etatach. Ich osiągnięcia są unieważniane, a nawet z domeny akademickiej są usuwani.

Taki stan rzeczy powoduje, że wielu profesorów do śmierci funkcjonuje, mimo popełnianych błędów, jako nieprzeciętne znakomitości. Fakt, wyróżniają się wśród przeciętnych, bo naprawdę nieprzeciętni, nieobojętni na błędy profesorów, znikają z otoczenia, często w wyniku systematycznej organizacji ich niepowodzenia zawodowego.

Cały świat akademicki krąży zatem wokół profesorów i nawet ci z nich, którzy byli nieobojętni na dobra intelektualne innych, popełniali plagiaty, nadane im tytuły „pieszczą” dożywotnio, w aurze doskonałości.

Istna nadzwyczajna kasta akademicka, do której chyba wszyscy chcieliby należeć. Profesorowie stanowią punkt odniesienia do obliczania uposażeń innych akademików, od ich liczby zależy ranga uczelni w polskiej domenie akademickiej i dotacje budżetowe, choć w rankingach światowych nie ma to najmniejszego znaczenia i te nasze najlepsze uczelnie są słabo notowane, albo wcale. Widać nasza profesoromania jeszcze świata nie ogarnęła.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 18 stycznia 2023 r.