Oszukali i ośmieszyli Ministerstwo Nauki

m

„Oszukali (i ośmieszyli) Ministerstwo Nauki”

Wiele serwisów internetowych informuje o kolejnych aferach w Akademii Górniczo-Hutniczej, o aktywności ABW, o aresztowaniach pracowników.

[Afera w Akademii Górniczo-Hutniczej. Pracownicy przyjmowali łapówki od doktorantów –

http://innpoland.pl/135219,afera-w-akademii-gorniczo-hutniczej-abw-zatrzymuje-pracownikow-przyjmowali-lapowki-od-doktorantow-za-wpisy-do-indeksu

ABW zatrzymała pracowników AGH w Krakowie

https://wpolityce.pl/kryminal/342583-abw-zatrzymala-pracownikow-agh-w-krakowie

ABW zatrzymało pracowników AGH

http://krakow.onet.pl/krakow-abw-zatrzymalo-trzech-wykladowcow-agh/2mjyh6m ]

Mam pytanie – a gdzie były serwisy internetowe, nie mówiąc o akademickich autorytetach moralnych i intelektualnych, gdy na rozpoczęcie nowego roku akademickiego 2016/17 rektor UJ informował że ‚ my oszukujemy studentów’ a minister nauki go za to chwalił ? [https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/ ]

Ja byłem na swoim miejscu, jako chyba jedyny niezależny, tak naprawdę, serwis internetowy monitorujący od lat etykę i patologie akademickie. Starałem się zainteresować NIK , komisje dyscyplinarne ( UJ i MNiSW) i korporacje akademickie – i nic ! Tak oszukiwanie ujawnione przez rektora, jak i pochwały ze strony ministra, uznano widocznie za uprawnione/ zgodne z etyką akademicką/ standardami akademickimi obowiązującymi w systemie akademickich od lat, a nawet wieków.

Czemu teraz się dziwią, ze jacyś tam nieudacznicy akademiccy, niezbyt wysokiego szczebla, oszukali, ośmieszyli Ministerstwo Nauki i agendy naukowe, skoro taki proceder trwa od lat i zyskuje solidarne wsparcie/uznanie/w najlepszym razie przyzwolenie korporacji akademickich.

Ludzie, także akademicy, to jednak słabe istoty. Lubią jak ich się chwali i nagradza, a skoro ich się chwali/nagradza mimo oszukiwania/ lub za oszukiwanie, to starają się oszukiwać, aby zyskać uznanie, tym bardziej, że tych co oszukiwać nie chcieli z systemu usuwano i nikt ich nie chciał ! Także na AGH !

To temat na książkę – chętnie napiszę, jak się znajdzie sponsor i wydawca, a póki co monitoruję patologie na moich stronach internetowych i umieszczam w kilkunastu już tomikach dostępnych w pdf . ( poniżej)

No i szukam tych co nie oszukują, szukam uczciwych, ale do tej pory bezskutecznie !

Nikt w naszym systemie nie chce uczciwego, a tym bardziej ujawniającego nieuczciwości i oszustwa i z tymi patologiami walczącego.

Były już rektor AGH (chyba jakoś uszedł ABW) sam mnie informował, że na AGH nie ma patologii , po tym jak mu ujawniałem i chciałem jeszcze bardziej ujawnić to co się dzieje w uczelni, którą rządzi (na początku tego wieku). Podobnie jak i inni rektorzy nie chciał ze mną rozmawiać, dyskutować. Wolał swój krąg wybierający go na rektora, podobnie jak i inni rektorzy wybrani demokratyczną większością miłośników obecnych standardów akademickich.

Ponawiam swój apel- chętnie się zatrudnię w jakiejkolwiek uczelni ( za marne pieniądze), która zrezygnuje z oszukiwania, z nieuczciwości, bo do korporacji oszukujących, jak pisałem, się nie nadaję.[ Nie nadaję się do korporacji oszukujących i oszukiwanych”[https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Nie muszę wykładać geologii jak kiedyś, mogę wykładać np. etykę i patologie akademickie, co winno być wykładane w każdej uczelni. Jeśli likwidacja/działanie na rzecz zmniejszenia patologii akademickich jest w sferze zainteresowania polskich uczelni, to ofert jakie winny być skierowane do mnie winno być kilkaset – nieprawdaż ?

Do tej pory mimo wcześniejszych ogłoszeń i podań nie trafiła do mnie ani jedna oferta, z czego wnioskuję, że etyką i patologiami tak naprawdę nie interesuje się żadna polska uczelnia, a woli oszukiwanie i oszukujących, co jest oczywistym skutkiem mozolnego przekształcania uczelni z korporacji poszukujących prawdy w korporacje oszukujących.

Swoją działalność na rzecz likwidacji takich korporacji mam zamiar nadal prowadzić i szukam każdego uczciwego, który by w tej materii był ze mną solidarny.

Zgłoszenia – wraz z krótkim opisem swoich dotychczasowych działań na rzecz zmniejszenia patologii akademickich, na rzecz likwidacji korporacji oszukujących w murach/ na etatach uczelnianych proszę kierować na mój e-mail

jozef.wieczorek@interia.pl

 

Wykaz ( niestety nie pełny) moich bojów w tej materii:

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE ( ogłoszenia o nowych wpisach)

http://www.nfa.pl/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA

http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI

http://nfapat.wordpress.com/

MEDIATOR AKADEMICKI KONTRA MOBBING

http://nfamob.wordpress.com/

Archiwum NFA ( w organizacji)

https://nfawww.wordpress.com/

Moje blogi akademickie

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

WITRYNA OBYWATELSKA JÓZEFA WIECZORKA (ARCHIWUM) https://wobjw.wordpress.com/

Książki

Moje boje

Niepoprawny Magazyn Akademicki

 

Reklamy

Gaz łupkowy i kamieni kupa

ex-libris

( kamieni kupa- miód na duszę geologa)

Gaz łupkowy i kamieni kupa

Ostatnio na spotkaniu Krakowskiego Klubu Wtorkowego poruszono temat gazu łupkowego w ramach prezentacji i promocji książki Grzegorza Makucha Gaz łupkowy – szansa czy przekleństwo ?

Na spotkaniu byłem i go rejestrowałem ( https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/01/21/gaz-lupkowy-na-spotkaniu-krakowskiego-klubu-wtorkowego/ ) wcielając się w rolę niezależnego dziennikarza. W dyskusji nie brałem udziału, bo trudno zmieniać ad hoc swoje wcielenia, tym niemniej duszę geologa jeszcze posiadam. Autor przygotowując książkę rozmawiał z moimi kolegami, ale mojej duszy nie chciał poznać (co jest raczej regułą, a nie wyjątkiem), stąd tym bardziej nie ingerowałem w przyjętą narrację.

Trochę odczuwałem niedosyt, bo sądziłem, że autor, w końcu o duszy politologa, odtworzy nam teatr wojny łupkowej ze służbami w tle, a może i na piedestale. Miałem też nadzieję, że z punktu widzenia politologa autor podejmie się rozwikłania intrygującego porównania tego co mamy w kraju do kupy kamieni, co sformułowali w końcu politycy.( http://wpolityce.pl/polityka/200856-o-czym-rozmawiaja-elitychj-dupa-i-kamieni-kupa-i-dywagacje-o-dlugosci-przyrodzenia)

Ja byłbym skłonny przyznać im rację – w końcu Polska na kamieniach leży a ponadto to miód na duszę (a czasami i na kieszeń) geologa kupami kamieni zajmującego się niemal przez cale życie, a nie tylko w wieku dorastania.

Problem jest tylko z brakiem polityki wykorzystania tej kupy kamieni dla dobra kraju. Widać to dobrze chociażby na przykładzie łupków, których całe ‚kupy’ zalegają na sporych połaciach naszego kraju – fakt, że na znacznych głębokościach, ale za to ‚pachnące’ gazem.

Odnoszę wrażenie, że mimo politycznego (i nie tylko) szumu łupkowego tak naprawdę naszym politykom nie zależy na tym aby poznać to co powinni poznać i wykorzystać dla dobrobytu kraju.

Kiedy rozgłoszono globalnie, że jesteśmy potentatem gazowo-łupkowym, mimo że danych ku temu wiele nie było, politycy zaczęli oferować emerytury z łupków, bo widocznie uznali, że łupki to skarb narodowy i kiedy nie ma w skarbie państwa pieniędzy, to starzejącej się populacji Polaków można rzucić łupki na pożarcie i utrzymać się tym sposobem u władzy, lub ją zdobyć.

Fakt, że wartość każdego centymetra kamienia (nie tylko łupka gazowego) wydobytego z głębi ziemi za pomocą wierceń ocenia się na kilkaset złotych i są one własnością Skarbu Państwa. Rdzeni mamy wiele, ale na dobrobyt Polaków i oczekiwania emerytalne to się jakoś nie przekłada.

Nadzieje związane z gazem łupkowym na naszą suwerenność i rozwiązanie problemów emerytalnych – obecnie opadły.

Koncesje poszukiwacze porozdawano bardzo szybko i nie za dobrze wiadomo komu – bez odpowiedniego zabezpieczenia legislacyjnego, stąd pożytki z tych koncesji – marne. Koncesjonariusze zdają się heroicznie bronić przed poznaniem tego na co koncesję otrzymali. Wierceń za gazem łupkowym – co kot napłakał, stąd nie wiemy jakie są naprawdę zasoby gazu łupkowego i nie wiemy kiedy będziemy wiedzieć.

Niektórym koncesjonariuszom ( i nie tylko) chyba na tym zależy. W każdym razie chyba grają na opóźnienia poszukiwań, co leży w interesie nie naszym, lecz kiedyś przymusowego, ale nie do końca byłego wielkiego brata. Tak to się nasuwa.

Trzeba tu nadmienić, że z prognoz rzekomo gigantycznych złóż, nawet konwencjonalnych, w rzeczywistości może nie być ani 1 m3 gazu ( przypadek Kutna –( http://niezalezna.pl/14050-kutno-gazem-pachnace, http://www.bankier.pl/forum/temat_500-mld-metrow-szesciennych-gazu-pod-kutnem-starczy-na-50-lat,6849367.html; http://article.wn.com/view/2012/12/14/PGNiG_nie_potwierdzil_gazu_pod_Kutnem/) , choć z gazem łupkowym tak źle nie jest i może być go trochę, a nawet sporo, z tym, że na moją emeryturę z tego nie będzie ani grosza – tak sądzę..

Poszukiwania nie są tanie, ale chyba nie jest tak, że poszukiwania gazu łupkowego są droższe od poszukiwań gazu konwencjonalnego, a w każdym razie trudno by to było udowodnić. Jasne, że wykonanie dziury (konwencjonalnej) pionowej jest tańsze od dziury (łupkowej) z dodatkowym odcinkiem poziomym, ale poszukiwań nie da się sprowadzić do robienia samych dziur.

Badania poprzedzające wiercenia również kosztują i czasem niemało. Aby z nadzieją na sukces wiercić za gazem konwencjonalnym trzeba wykonać badania sejsmiczne 3D aby mieć szanse na dobrą lokalizacje ew. pułapek z gazem. Dla poszukiwań gazu łupkowego na ogół wystarczą badania 2D, wielokrotnie tańsze, bo łupki mają szersze rozprzestrzenienie (niż pułapki) i łatwiej wyznaczyć odpowiednią lokalizację wierceń z nadzieją na sukces.

Rozprzestrzenienie i głębokości zalegania łupków (głównie wieku sylurskiego i ordowickiego, choć nie tylko) – potencjalnie gazonośnych, jest generalnie znane dzięki wcześniejszym wierceniom i badaniom geofizycznym, ale aby odnieść sukces trzeba przed wytypowaniem lokalizacji wiercenia poznać lepiej strukturę wgłębną danej koncesji.

W Polsce do projektowania wierceń na ogół operuje się mapami ścięcia poziomego w skali 1 : 500 000 i przy cięciu poziomym co 500 m – i to nie jest wystarczające nawet na niżu, gdzie głównie prowadzi się poszukiwania gazu łupkowego. Standardem winny być mapy 1 : 50 000 ( jak skala standardowych map powierzchniowych) a cięcie poziome co 100 m, a lokalnie nawet bardziej dokładne.

Ja dla lepszego poznania struktur wgłębnych i zmniejszenia ryzyka wadliwej lokalizacji, czy decyzji w trakcie wiercenia, robiłem wg własnych standardów mapy 1 : 10 000, przy cięciu poziomym 50 m, co przyniosło sprawdzone pozytywne rezultaty – choć nie chodziło tu o gaz łupkowy. Z pozytywnych działań warto brać przykłady, także przy poszukiwaniach gazu łupkowego. Niestety zainteresowania podniesieniem standardów – brak.

Przy głębokich wierceniach w Polsce jest niezłe zabezpieczenie inżynierii wiertniczej i dozoru geologicznego, ale pion geologiczny ‚ białych kołnierzyków’ raczej szwankuje, a to rzutuje na koszty poszukiwań. Wielu chce nosić ‚białe kołnierzyki’ nie brudząc się rzetelną robotą i skutki tego są.

Trzeba nie tylko zlokalizować optymalnie otwór, ale i pobrać rdzenie do badań z właściwego interwału tzn. umieć odróżnić ( i to w „biegu”) np. wenlok od ludlowu ( w sylurze), czy llandeil od aszgilu (w ordowiku) aby podjąć właściwe decyzje wiertnicze i mieć odpowiedni materiał do dalszych badań. Na koszt wierceń rzutuje także wiedza „ białych kołnierzyków”, etyka zawodowa, no i psychologia (czego na geologii nie uczą, a co jest konieczne przy prowadzeniu wierceń !).

Uczelnie produkują dyplomy, które do projektowania i realizowania badań na ogół się nie nadają, a tych co potrafią projektować i projekty realizować na ogół nie dopuszcza się do opłacanych poczynań (nieraz pozorowanych).

W końcu mogli by coś poznać, co mimo badań ma pozostać niepoznane ?

Tak to wygląda. Mamy w Polsce kupę kamieni (różnego rodzaju i na różnych głębokościach), ale zbudowanie z tego domu dla wszystkich, chyba nie jest w planie, w polityce trzymających władzę i wypełniających sobie kieszenie – bynajmniej nie kamieniami.

dla przypomnienia

Łopata akademicka do eksploatacji gazu łupkowego

https://blogjw.wordpress.com/2010/06/16/lopata-akademicka-do-eksploatacji-gazu-lupkowego/

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ? czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

czapka z głowy

Czapki z głów, czy gest Kozakiewicza ?

czyli refleksje dysydenta akademickiego bez czapki

 

Elity intelektualna i medialne (szczególnie te ‚nasze’ tj. 2 obiegu, konserwatywne, niezależne, choć czasem rozbieżne) najstarszą polską wszechnicę (UJ) uważają za krynicę mądrości i wartości, bez względu na to co z tej krynicy wypływa.

Z tego względu, że jest to uczelnia najstarsza,  krytykować jej nie można., szczególnie konstruktywnie, stąd elity i ‚opozycja’ robią wiele, aby patologiczne standardy wypracowane z trudem przez ostatnie dziesięciolecia  w PRL/IIIRP nie zostały wypaczone. Za nic ci obrońcy mają fakt, że uczelnia się liczy, ale głównie w Polsce, bo w świecie plasuje się raczej na pozycjach bynajmniej chluby nam nie przynoszących.

Zamiast zwalczać patologie i działać na rzecz podniesienia poziomu i standardów utrwala się to co winno być z przestrzeni akademickiej wyeliminowane, a przynajmniej ograniczone. Niestety standardy negatywne podniesiono do rangi świętości, do wzorca dla innych, którzy na tym co to negatywne mają się wzorować i marzyć tylko o osiągnięciu takiego poziomu, nawet jeśli to jest poziom poniżej przyzwoitości, taka depresja intelektualna i moralna.

Oczywiście są i objawy pozytywne,  nader jednak nieliczne, ale te są rozdmuchiwane  jako typowe w naszej przestrzeni medialnej, a także akademickiej, bez refleksji, bez uwzględnienia szerszego kontekstu.  Stąd jeden akt pozytywnego działania potrafi być rozciągany na całą przestrzeń jagiellońską, nawet jeśli ta przestrzeń jest wstydliwa/smrodliwa. Persa saldo takie poczynania mogą przynieść skutki głównie negatywne, a nie pozytywne, ale takiego podejścia nasze ‚elity’ intelektualne, ani medialne,  nie wykazują. Tak zostały uformowane i na piedestał wyniesione.

Ostatnio bardzo znany i ceniony (także w części przeze mnie) publicysta rzucił hasło: „Czapki z głów przed UJ” i to nie ze względu na nadciągające upały.

Pretekstem było odrzucenie pomysłu obdarzenia przez UJ (w rzeczywistości przez grupę profesorów jednego z wydziałów) tytułem doktora h.c. ( raczej humoris causa) szefa parlamentu europejskiego. Propozycja nadania h.c. wyszła ze środowiska politycznego, więc jej przyjęcie kompromitowałoby UJ, który jako uczelnia deklaruje apolityczność (choć często tylko na deklaracjach się kończy). Fakt, że do kompromitacji nie doszło,  choć niewiele brakowało, bo podobno rektor był skłonny, a wielu profesorów też skłonności wykazywało, tyle że nieco więcej prof. widocznie takiej kompromitacji się obawiało i głosowało przeciw. Nie chodzi tu o całe gremium UJ ! tylko o jeden wydział,  niezbyt zasobny w kadry profesorskie, więc uogólnianie takiej decyzji na cały UJ nie ma żadnego uzasadnienia. Ale dziennikarze, i nie tylko, na ogół w procedurach nominowania/nagradzania/degradowania orientacji nie wykazują, a GPS na takich kierunkach jest nieprzydatny.

Tak się składa, że po zdjęciu czapki przed UJ ( i apelu o naśladowanie) jedna profesora, wielce zasłużona w procedurze  dania kosza euroszefowi,  oddała się (z zamiarem rozszerzającym na populację Polaków atakowanych przez zachodniego szatana) pod opiekę samego Putina !

Ciekawe co teraz zrobią z czapkami ci,  którzy je przed UJ pozdejmowali ?

Zasłonią nimi problem ?

Profesorę ?

Swoją twarz ?

Warto to śledzić w przestrzeni elitarno-medialnej.

Ja czapki przed UJ nie zdjąłem, zresztą takowego nakrycia nie posiadam, więc takowych problemów nie posiadam także.

Na okoliczność ‚heroicznej’ postawy UJ wobec euroszefa przypominano też w przestrzeni medialnej, jak to kilka lat temu doszło do próby skontrolowania tego co się na UJ dzieje . Pretekstem była praca magisterska, w której podjęło temat zakazany, ale która rzecz jasna prawdzie krzywdy przynieść nie mogła (słynna operacja ministerialna na froncie mgr. Zyzaka). Potępiono ministrę, jak najbardziej słusznie, ale całkiem zapomniano, że władze UJ  przyjęły ministerialną próbę z zadowoleniem, podobnie jak wielu profesorów funkcyjnych, a byli też tacy (hołubieni wręcz w środowiskach opozycyjnych),  którzy w mediach prawomyślnych głosili, że takiej pracy,  za pracę mgr by nie uznali !

Ale takie oportunistyczne/schizofreniczne wręcz postawy (nie)taktownie przez koryfeuszy mediów i nauki były pomijane, bo chodziło nie tyle o prawdę, ale o zwiększenie kontrastów na froncie ministerialno – akademickim. Rzecz w tym, że ten kontrast był ledwo zauważalny i front właściwie się rozmył. Do starcia nie doszło, ale skutki pozostały.

Rzecz jasna chyba nikt (poza mną) już nie kontroluje najstarszej polskiej uczelni, szczególnie merytorycznie, stąd poziom magistrów i nie tylko,  spada na łeb na szyję (a nikt z rzekomo zatroskanych o bezpieczeństwo akademickie nie chce rozciągnąć jakiegoś ratunkowego prześcieradła),  uczelnia,  mimo europejskiej, a właściwie światowej infrastruktury, lokuje się w ogonie peletonu, a najtęższe głowy jagiellońskie nie zdołały -mimo upływu lat, a nawet wieków – zidentyfikować w historii UJ (i nie tylko) systemu komunistycznego, ani stanu wojennego ( nie mówiąc o jego skutkach dla UJ – i nie tylko, widocznych dla tych co czapek nie mają ).

Koryfeuszom medialnym apelującym o ściąganie czapek z głów przed UJ wcale to nie przeszkadza, a co więcej nie przeszkadza to nawet opozycji antykomunistycznej, która jakby całkiem nie zważała na to, że jak komunizmu nie było,  to i ona nie istnieje/istniała realnie, a co najwyżej werbalnie/medialnie/manipulacyjnie !

Może zamiast ściągania czapek z głów należałoby pokazać ‚gest Kozakiewicza’ i wtedy może media by to pokazały, a koryfeusze medialni ( i nie tylko) nad tym co piszą by się zastanowili.

A tak pozostaje tylko zalecić im odrobienie lekcji przed pisaniem czegokolwiek, bo słuchać/ czytać hadko.

Z  medialnym pozdrowieniem

Dysydent akademicki,  bez czapki

Józef Wieczorek

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wybrana lektura obowiązująca do czytania ze zrozumieniem, z refleksją, rzecz jasna przez medialne i akademickie elity z czapką na głowie ( zdjąć dopiero po przeczytaniu ze zrozumieniem i w pełnym kontekście)

https://blogjw.wordpress.com/

https://blogjw.wordpress.com/2014/04/05/poznawanie-przeszlosci-czyli-przemilczane-prawdobojstwo-na-uj/

http://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/

http://wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

http://nfapat.wordpress.com/tag/uj/

http://jubileusz650uj.wordpress.com/

Refleksje porównawcze na okoliczność zakłócania wykładu Zygmunta Baumana – agenta ‚Semjona’

marsz strusi jpg

 Refleksje  porównawcze na okoliczność  zakłócania wykładu  prof. Zygmunta Baumana- agenta ‚Semjona’

‚….Zarzuty zakłócenia spokoju i porządku usłyszało 15 osób, zatrzymanych w trakcie sobotniego wykładu prof. Zygmunta Baumana, który odbył się na Uniwersytecie Wrocławskim. Grozi im kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywna do 5 tys. zł…’
Józef Wieczorek – Refleksje  porównawcze. Mój wykład na sesji PTG w 1986 r. był zakłócany przez  profesorówdoktorówhabilitowanychnaukipolskiej  domagających niedopuszczania takich do wykładów, nawołujących do  obcięcia  brody, w kuluarach chwalących się,   że mi dop ….. i żadnego z nich nie zatrzymano, nie ukarano, grzywny nie zapłacili a jeno stali sie autorytetami moralnymi i naukowymi, wzorami etycznymi, pozytywnie wpływającymi na młodzież, członkami honorowymi itp itd.
Nie znam ani jednej instancji (także opozycyjnej rzecz jasna), ani jednej osoby, ani jednej z rozlicznych komisji etycznych,  ani  wówczas, ani później,  do dnia dziesiejszego,  która by podjęła jakiekolwiek dzialania na tym polu  poza wykluczeniem/wyklęciem  znieważanego , mimo że   świadkowie tej ( i innych historii)  doskonale to pamiętają mimo upływu lat ( a nawet wieków).
No coż, ja agentem nigdy nie byłem, więc  nie mogę się dziwić, że  jest tak jak jest. Profesoria ten stan rzeczy zabezpiecza także w III RP. 

https://blogjw.wordpress.com/2012/03/05/i-jak-tu-budowac-nauke-na-takim-fundamencie/

Więcej siła niż rozum, czyli jabłko pada niedaleko jabłoni

Tycjan

Więcej siła niż rozum,

czyli jabłko pada niedaleko jabłoni


W ostatnich dniach najpopularniejsza wśród elyt gazeta zorganizowała akcję , która wykazała, że nasze uczelnie to wielka lipa, wykształcenie wyższe to fikcja, a plagiaty i inne przekręty to standard.

Co w tym nowego to ja nie wiem, bo od lat to samo piszę, że przypomnę niektóre tytuły:

KONIEC Z FIKCJĄ W NAUCE

Fikcja jest u nas wysoko ceniona

Na froncie walki z plagiatami – bez zmian

W sprawie standardów powstawania prac magisterskich

I skąd to się wszystko bierze ? Jak to skąd ? Skoro Matka Rodzicielka kieruje się co najmniej od ubiegłego wieku zasadą ‚więcej siła niż rozum’ to jej posłuszne dzieci nie mogą być inne niż są.

Jabłko pada niedaleko jabłoni, a owoce zakazane najbardziej smakują.

W jakim stanie jest/była Matka Rodzicielka i czym się kieruje,  przedstawiłem w kontekście osobistym m.in. w tekście

Jak Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

kieruje się zasadą PLUS RATIO QUAM VIS

i nikt do tej pory go nie podważył – czyli nic dodać nic ująć.

Kilka pytań do Dziekana Wydziału Historycznego UJ w związku z metodologią i standardami prac historycznych

img_4484

Kraków, 25 kwietnia 2009 r.

 

Kilka pytań do Dziekana Wydziału Historycznego UJ

w związku z metodologią i standardami prac historycznych

 

Józef Wieczorek

ul.Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

jozef.wieczorek@interia.pl

 

Wydział Historyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego

Dziekan
Dr hab. Andrzej Banach, prof. UJ

andrzej-banach@tlen.pl

Dziekanat Wydziału Historycznego
ul. Gołębia 24
31-007 Kraków

 

W związku z tekstem CZY TO KONIEC SPORNYCH PRAC MAGISTERSKICH.  Uniwersytet Jagielloński założy sobie kaganiec? – Dziennik piątek 24 kwietnia 2009   http://www.dziennik.pl/polityka/article367580/Uniwersytet_Jagiellonski_zalozy_sobie_kaganiec_.html

w którym przeczytałem o posiedzeniu Rady Wydziału Historycznego UJ :Dziekan Andrzej Banach zaproponował przyjęcie stanowiska. Po pierwsze – uczelnia zdystansuje się od książki. Ale to nie wszystko. Zdaniem profesora od tej pory na uniwersytecie nie powinny powstawać prace o osobach żyjących, a tematy trzeba “dostosować do możliwości intelektualnych studentów”. >

mam kilka pytań do Obywatela Dziekana ( piszę Obywatel, bo nie wiem czy zarzadzenie Rektora Mieczysława Karasia w sprawie zwracania się w UJ ‚per Obywatelu’ zostało już uchylone – jeśli tak, to bardzo byłbym wdzięczny za przesłanie właściwego dokumentu)

  • czy uczelnia zdystansuje się także od książki

DZIEJE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec .

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.

Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski

Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska

Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka

stron 242, oprawa twarda

o której słów kilka już napisałem :

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

W sprawie wypowiedzi Rektora UJ na temat standardów i tradycji UJ

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/02/w-sprawie-wypowiedzi-rektora-uj-na-temat-standardow-i-tradycji-uj/

Ostatnia defilada w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

(cytat: Co na taką historię profesorów UJ powiedziałaby niejedna, nawet niepiśmienna babka klozetowa, przyjmująca w szaletach miejskich studentów uciekających przed stopniową liberalizacją pałki ZOMO  w czasach stanu wojennego ?

To dzieło to chyba Ostatnia defilada w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dzieło jest niezbędne do wygrania konkursu wiedzy o UJ.

(Książka jest lekturą obowiązkową dla uczestników Konkursu Wiedzy o UJ). 

co upoważnia do wybrania sobie kierunku studiów u Matki Rodzicielki.Jak ktoś zawczasu zgłupieje do odpowiedniego poziomu i te brednie opanuje ’na blachę’ – proszę bardzo – może wybierać.Nad innymi trzeba się niestety męczyć co najmniej 5 lat, aby osiągnęli odpowiedni, akceptowalny, poziom zgłupienia.”)

  • czy uczelnia zdystansuje się także od wyników i metodologii prac  Komisji Senackiej dla rozpoznania działań represyjnych o charakterze politycznym w UJ w okresie PRL, 

której wyniki nie są niestety dostępne, ale jest o nich mowa w tekście:Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ Alma MaterNr 69/2005 z którym moją polemikę zawiera tekst: Józef Wieczorek  – POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII.  http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141 w którym m.in. piszę  Pod względem metodycznym takie zbieranie materiału jakie przeprowadziła komisja senacka wydaje się być bezsensowne, stąd ubóstwo materiału i jego bezużyteczność łatwe do przewidzenia na samym początku tak zaplanowanej działalności badawczej. Takich błędów nie powinien robić student historii, a co do dopiero utytułowany historyk. 

  • czy uczelnia zdystansuje się także od wyników i metodologii książki historycznej ( na okoliczność 600 – lecia odnowienia UJ)W.Zuchiewicz (red.) – Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1975-2000. Instytut Nauk Geologicznych, Kraków 1999, 152 str. ,

o której opinię zamieściłem pod adresemhttp://www.jwieczorek.ans.pl/recenzja%20ngUJ.htm pisząc m.in. <Obecnej luki pokoleniowej nie da się wyjaśnić za pomocą zatajania czy zniekształcania faktów co można obserwować w  monografiach przygotowywanych na 600-lecie odnowienia UJ, w którym odnowy jak nie widać, tak nie widać. Zachodzi przy tym  uzasadnione domniemanie, że władzom UJ zależało na  wydaniu niezgodnej z prawdą, ale zgodnej z opiniami anonimowych do dnia dzisiejszego ciał UJ, historii nauk geologicznych w ostatnim ćwierćwieczu, tak aby historycy mieli łatwy dostęp do ‘jedynie słusznego’ źródła informacji na ten temat (po wyczyszczeniu niekorzystnych dla  władz UJ akt osobowych niewygodnych pracowników). >

  • czy konsekwentnie z zaleceniem <tematy trzeba “dostosować do możliwości intelektualnych studentów”. > nie nalezałoby zalecić, aby tematy książek wydawanych w UJ, jak i innych prac, dostosowywać do możliwości intelektualnych profesorów, gdyż jak widać niektóre tematy zdecydowanie te możliwości przekraczają

  • czy obecne standardy prac magisterskich nie są konsekwencją obniżania tych standardów po usunięciu z uczelni w czasach komunistycznych (o czym ani słowa w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego) tych co te standardy zawyżali do poziomu nieosiągalnego dla etatowych profesorów ?

     

Z oczekiwaniem na merytoryczną odpowiedź

Józef Wieczorek

 

PS

W przypadku jakichkolwiek wątpliwości czy uwag odnośnie mojego listu bardzo chętnie udzielę wszelkich wyjaśnień i jestem otwarty na spotkanie osobiste w dogodnym czasie, po uprzednim uzgodnieniu.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

W sprawie standardów powstawania prac magisterskich

samopomoc-akademicka

W sprawie standardów powstawania prac magisterskich


W ciągu kilku lat dyskusji na NFA wielokrotnie podkreślano, że standardy powstawania prac magisterskich są niskie i się obniżają, podobnie jak standardy prac doktorskich. Jest to jakby oczywista oczywistość widoczna gołym okiem.

O niskich standardach prac doktorskich mówiono w sejmie i wielokrotnie w mediach i ta powszechna wiedza o niskich standardach doktoratów stanowiła zwykle argument do utrzymania habilitacji, która niby ma utrzymać wysokie standardy nauki w Polsce, mimo że ich nie trzyma. Stąd standardy są niskie na szczeblach tak niskich, jak i wysokich. Skoro standardy szczebla wysokiego są niskie, to i na szczeblach niższych siłą rzeczy wyższe być nie mogą !

Standardy określa państwo, a państwo poprzedzające III RP, zwane PRLem, określiło standardy niskie i uwarunkowane politycznie, o czym każdy mający jakiekolwiek pojęcie o nauce w Polsce wie, a w każdym razie powiniem wiedzieć! Wystarczy wziąć do ręki materiały PZPR , nawet niekoniecznie archiwalne, aby się o tym przekonać.

Rzecz w tym, że w tych niskich, uwarunkowanych politycznie standardach wykształcono kadry akademickie, które do tej pory dominują w systemie nauki i formują na swoje podobieństwo i poddaństwo kolejne kadry z widocznymi gołym okiem skutkami.

Weryfikacji pozytywnej kadr akademickich nie było, a fale negatywnej weryfikacji kadr zrobiły swoje – negatywna selekcja kadr wyłoniła BMW.

Wyrejestrowano z systemu tysiące niewystarczająco konformistycznych i nie rokujących nadziei na budowanie jedynie słusznego systemu i wychowanie dalszych populacji budowniczych socjalistycznych uniwersytetów. Ale o tym cisza! Autonomiczna !

Jak standardy prac magisterskich prowadzonych przez towarzyszy były niskie, a ktoś niepartyjny (nie -towarzyski) te standardy nieprawomyślnie przewyższał, rzecz jasna musiał mury uczelni opuszczać, bo takie standardy były niedopuszczalne, bo podważały kierowniczą rolę partii zagwarantowaną konstytucyjnie !

W przypadku domniemania naruszenia określonych przez PRL standardów socjalistycznej nauki polskiej władze uczelni zarządzały stawianie delikwentów przed organami dyscyplinarnymi, aby dostosowali się do obowiązujących standardów i nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką.

Żadaną miarą młodzież akademicka nie powinna mieć kontaktu z osobnikami negatywnie nastawionymi do rzeczywistości socjalistycznej, a przede wszystkim nie powinna widzieć na własne oczy, że element antysocjalistyczny formuje lepszych magistrów niż element socjalistyczny – partyjny w pełnej krasie.

Zarządzano okresowo weryfikację kadr, w latach 80-tych tamtego wieku, pod batutą generała i jego janczarów.

Do tej pory beneficjenci tych weryfikacji twierdzą, że były one per saldo dodatnie (nie podają, że dla nich samych – rzecz jasna) i stanowiły one element ‚stopniowej liberalizacji systemu’ ( w końcu niewielu zsyłano do celi, a większość na zieloną trawkę).

Standardy te były określone przez państwo, więc wykluczanie najaktywniejszych, nonkonformistów, standardów nie naruszało, wręcz przeciwnie i minister dbał o to aby wykluczać skutecznie.

Ponieważ PRL się przepoczwarzyła w III RP, to i późniejsi ministrowie te standardy PRLu akceptowali i też nie interweniowali na rzecz wykluczonych, aby autonomii uczelni do akceptowania naruszania autonomii nie podważać !

W ustawie z 2005 r. państwo określiło pewne standardy akademickie też niezależnie od autonomii uczelni, bo rektorzy oddali się pod opiekę prezydenta, w gruncie rzeczy rezygnując z autonomii i to się społeczności akademickiej spodobało, bo peerelowski system uległ petryfikacji i kiepskie standardy ocalały.

Mimo licznych doniesień medialnych o fikcji prac magisterskich, niekiedy prowadzonych w ilości dziesiątek przez 1 profesora, jakoś kontroli nie zarządzano. Widocznie uznano to za standard.

Także nie było kontroli po doniesieniach o pladze plagiatów, tak na poziomie magisterskim, jak i wyższym. Widocznie uznano to za standard.

Nie kontrolowano także niszczenia potencjału intelektualnego, ani materialnego uczelni np. tej samej, na której podejmuje się kontrolę po jednej ‚niesłusznej’ pracy magisterskiej.

Nie skontrolowano do tej pory ciał decydenckich i kontrolnych (CK, PKA, KRASP) mimo, że NFA jasno wykazało nieoprzejrzystość, tych ciał o dorobku naukowym niejawnym dla zainteresowanego podatnika !

Ciała nieskontrolowane teraz kontrolują innych !

Do dnia dzisiejszego nie przeprowadzono badań nad genezą luki pokoleniowej w nauce, mimo że ( a chyba właśnie dlatego) odpowiedzialność obecnych decydentów – beneficjentów systemu PRL wydaje się być oczywista.

Nie przeprowadzono badań nad stopniem kolaboracji środowiska akademickiego z systemem komunistycznym i nie przeprowadzono kontroli nad zatrudnianiem na uczelniach tajnych i jawnych współpracowników tego systemu, którzy rzekomo nie wpływają negatywnie na młodzież akademicką, w przeciwieństwie do tych co współpracować z komunistycznymi organami nie chcieli. Takich współpracowników na uczelni, poddawanej kontroli z powodu 1 pracy magisterskiej, nie brakuje, także w instytucie gdzie ta praca powstawała !

Rzeczywista kontrola rzeczywistego stanu uczelni to praca tytaniczna.

Niestety, podobnie jak pozoranctwo naukowe i edukacyjne, w systemie nauki i szkolnictwa wyższego preferowane jest pozoranctwo kontrolne, a tymczasem standardy nauki tak w sferze czysto naukowej, jak i etycznej, w Polsce nadal poważnie odbiegają od standardów światowych.