WON swołocz !

WON swołocz !

Przypadek Iwana Pawłowa – rosyjskiego noblisty z czasów carskich – w czasach stalinowskich

pa

[Naukowcy spod czerwonej gwiazdy Panas-Goworska Marta,Goworski Andrzej, PWN 2016]

 Przypadek Leopolda Infelda – współpracownika Einsteina i komunistów w PRL, pochodzenia żydowskiego  !

in1

in2

[Szkice z przeszłości, PIW, Warszawa 1964.]

Poszukuję takich co w czasach Solidarności i po tych czasach mówili – WON swołocz ! w obronie prześladowanych członków ‚S’ w systemie akademickim.

Rektorzy UJ do takich nie należeli. Polecenia MSW usuwania niewygodnych za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką – wykonywali ! Czyli won  – ale opozycjonista ! 

Towarzysz dyrektor grzmiał – jak się komuś nie podoba to – won na Szpicbergen ! wysyłając jednak na Szpicbergen jedynie tych, którym się podobało https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/xx-rocznica-wprowadzenia-stanu-wojennego/

O zachowaniach w takich sytuacjach bohaterów spod Monte Cassino i z Powstania Warszawskiego już pisałem https://blogjw.wordpress.com/2014/09/22/bohaterowie-nie-zawsze-sa-odwazni/ , o zachowaniu ‚bohatera „S’ – obecnie na czele marszów KODu – również https://wobjw.wordpress.com/tag/solidarnosc-uj/.

Mam swoje doświadczenia zwalające z nóg. O odwadze moich wychowanków nie chciałbym pisać – poznałem oblicze i moc akademickich srebrników.

Z moich doświadczeń wynika, że odwaga na froncie akademickim, to jest zupełnie inna kategoria odwagi, niż odwaga na frontach wojennych.

Bohaterowie wojenni często zachowują się jak skończeni tchórze na frontach akademickich i to nieraz stanowi dla nich trampolinę do karier akademickich w korporacji oszukujących i oszukiwanych, przeciwko czemu najodważniejsi etatowi akademicy nawet głosu nie zabiorą, nie mówiąc o zdecydowanym poleceniu – Won swołocz !

Chciałbym poznać i ujawnić doświadczenia innych, mam nadzieję bardziej budujące.

Chciałbym napisać /ujawnić coś bardziej pozytywnego o akademikach, ale muszę mieć wiarygodny materiał faktograficzny.

Kiedyś już pisałem Chciałbym napisać coś pozytywnego o rektorach https://blogjw.wordpress.com/2015/02/17/chcialbym-napisac-cos-pozytywnego-o-rektorach/ i był nawet odzew, słabo bo słaby – ale był ! https://blogjw.wordpress.com/2015/02/18/pozytywnie-o-reakcji-reaktora/

Proszę o kontakt

jozef.wieczorek@interia.pl

Jak profesoria ochrania esbecję

rocznica

Jak profesoria ochrania esbecję,

czyli wyraz wdzięczności beneficjentów za lata ochrony przez SB ?

Wróciła dyskusja nad dezubekizacją na okoliczność weryfikacji emerytur esbeków, oraz uznawania stanu wojennego za czas kultury, której dziś brakuje.

Okazuje się, że to podobno esbecy walczyli o wolną Polskę i nadal walczą, a to co się obecnie dzieje, to jest gorzej niż PRL, a nawet to jest stalinizm i trzeba z tym skończyć – raz na zawsze. Taka jest kulturalna wykładnia płk. Mazguły. [ http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/318527-mazgula-zali-sie-kuzniarowi-wystepuje-po-to-by-walczyc-o-wolna-polske-a-przypina-mi-sie-latke-komucha?strona=1 i in,]

Takie opinie nie są odosobnione, a mają nawet mocne podstawy naukowe tj. opinie, dzieła i wypowiedzi utytułowanych naukowców III RP – beneficjentów czystek akademickich PRLu – inaczej mówiąc kultury stanu wojennego – zabezpieczanych przez SB-PZPR.

A pamiętać należy, że profesoria w Polsce cieszy się nadal znakomitym prestiżem i uznaniem, tym bardziej, że jej kariery były i są umocowane politycznie. Co więcej są i tacy profesorowie, którzy esbecję na uczelniach Legionowa czy Szczytna formowali, a i dziś policję wyposażaną w broń gładkolufową do ochrony spuścizny komunistycznej (m. in. pomników wdzięczności Armii Czerwonej) ‚uzbrajają’ ponadto w (nie)stosowne dyplomy, o dużej sile rażenia społecznego, bo jak ktoś ma dyplom – to ma i prestiż, a potem większą emeryturę.

Profesoria przed 10 laty zbuntowała się przeciwko poznaniu swojej przeszłości, swych korzeni, swojej walki o wolną -w jej języku- Polskę, czasem ramię w ramię z esbekami – i to z dużym sukcesem. Niestety społeczność, nawet obozu solidarnościowo-patriotycznego, na ogół nie ma pojęcia co oni robili i skąd oni się wzięli .

Trudno aby było inaczej skoro teczki esbeckie, a także pezetpeerii, są zniszczone w znacznej mierze, a teczki akademickie zaaresztowane do dnia dzisiejszego ! Nikogo to nie bulwersuje !

Beneficjenci systemu mimo to kreślą obraz przeszłości, który stanowi znakomite naukowe uzasadnienie wielkich zasług esbecji (nie mówiąc o pezetpeerii) tak dla ocalenia świata nauki, jak i odzyskania wolności.

Uczeni w swych dziełach z nazwy naukowych nie wymieniają słowa komunizm – stąd nie może być mowy o zbrodniach komunistycznych-, nie wymieniają stanu wojennego, więc i jego ekscesy dla świata akademickiego pozostają nieznane.

Uczeni lata 1956-89 nazywają okresem stopniowej liberalizacji systemu, co należy wiązać zarówno z polityką przewodniej siły narodu, jak i jej zbrojnego ramienia, które heroicznie walczyło o wolność, także za pomocą stanu wojennego ?! Tak, tak, taka jest logika naukowych logików.

Na uczelniach esbecja zorganizowała system powszechnej ochrony powierzonej jej substancji akademickiej i podobno znakomicie z tej ochrony się wywiązała, jak zapewniają uczeni twierdzący, że nikt z uczelni ochranianych przez esbecje ( np. z UJ) nie został usunięty ( nie dodając, ze chodzi o tych co byli TW lub towarzyszami lub ich pupilami) a polityczne weryfikacje kadr były rzecz jasna per saldo dodatnie ( bo przecież usuwano im niewygodnych, tych którzy ani tajnymi, ani jawnymi systemu kłamstwa być nie chcieli – a to nie była strata dla uczelni -tylko zysk ).

Wielka zatem chwała esbecji i należne jej ordery i emerytury i tylko obecna władza gorsza od Stalina ma czelność te wyróżnienia im odbierać. Taka jest schizofrenia czasu obecnego oparta na wiedzy utytułowanych, czytaj – utytłanych.

Rzecz jasna uczeni tworzący podwaliny pod naukową interpretację poczynań esbecji i pezetpeerii nie chcą poznać pokrzywdzonych (skoro ich nie było to niby jak ich poznać ? I po co ich znać ?) i badania prowadzą jeno wśród beneficjentów, a ci argumentują, że jak ktoś był dobry, to przez PRL przechodził tak jak oni !

Awanse zabezpieczała im pezetpeeria – POP, a na wyższych szczeblach KW, a nawet KC, więc dług wdzięczności zupełnie zrozumiały.

A esbecja przeprowadziła świat akademicki podobno bez stratnie. Ochroniła przed upadkiem, rozkładem, szczególnie moralnym, bo właściwa postawa etyczno-moralna zgodna z linią przewodniej siły narodu stanowiła najważniejsze kryterium oceny kadr akademickich, konieczne aby na młodzież akademicką nie wpływano negatywnie.

Widoczny obecnie sojusz profesorii i esbecji trudno inaczej interpretować niż jako wyraz wdzięczności profesorii dla esbecji za ochronę w ciężkich latach PRLu

Widać zresztą, że po likwidacji SB i PZPR zabrakło tego koniecznego zabezpieczania, tej skutecznej ochrony – no i mamy to co mamy. Poziom akademicki idzie w dół, profesoria boi się nawet myśleć, podobnie jak i jej wychowankowie.

Nie bez przyczyny esbecja razem z demokratami, z profesorią często na czele, organizuje marsze wyzwolenia od tych, którzy ich zniewalają – bo prawa i sprawiedliwości się domagają !

P.S.

Szersze uzasadnienie/udokumentowanie tych opinii głównie na https://blogjw.wordpress.com/ i https://lustronauki.wordpress.com/

a w końcu jeszcze jestem na chodzie i deklaruję możliwość, a nawet chęć objaśniania tego co piszę, rzecz w tym, że chętnych poznania innego obrazu rzeczywistości jakoś nie widać. Heroiczna obrona/ochrona przed poznaniem prawdy trwa już kolejny wiek. Fanatyczne wręcz uwielbienie dla utytułowanych, choć utytłanych, stanowi znakomite zabezpieczenie tych haniebnych poczynań.

Polskich uczelni nurkowanie do dna

ranking

Polskich uczelni nurkowanie do dna

Sezon wakacyjny. Wielu Polaków nad morzem, akademików – także. Ci ‚ najbiedniejsi’ rzecz jasna – nad morzami egzotycznymi. Nurkowanie to coraz częstsze hobby wczasowiczów. Niestety nie każdy rodzaj nurkowania jest tak przyjemny, jak wśród raf koralowych.

Polskie uczelnie wypełnione (poza wakacjami) licznymi, wielce utytułowanymi akademikami, często tak znakomitymi, że pobierającymi wynagrodzenia na 2 uczelniach, oprócz innych także znakomitych posad, nurkują i to do dna w rankingach światowych.

Okazuje się jednak, że te polskie znakomitości nic/niewiele znaczą w relacji do znakomitości nawet nie tak wielkich, z małych nawet krajów – jak Holandia czy Dania, żeby przytoczyć kraje pobliskie położone nad morzami bynajmniej nie egzotycznymi.

Takie wnioski nasuwa coroczny światowy ranking uczelni, w którym wiele małych krajów, i wiele uczelni zatrudniających znacznie mniej profesorów ( i to nawet nie prezydenckich) i doktorów ( i to nawet nie habilitowanych) na głowę bije polskie uczelnie.

Tytuły medialne alarmują :’Czarny dzień polskiej nauki. Nasze uczelnie spadają w światowym rankingu. Lepsze są nawet te w Chile

http://innpoland.pl/129011,czarny-dzien-polskiej-nauki-polskie-uczelnie-spadaja-w-swiatowym-rankingu-lepsze-sa-nawet-te-w-chile jakby stało się coś niezwykłego, niespodziewanego, nieprzewidywalnego.

W takich rankingach nigdy polskie uczelnie wysoko nie stały, co najwyżej w 4 setce, ale spadek jest znaczny, bo zaczynają sięgać dna.

Niestety te rankingi nie uwzględniają w swych kryteriach takich ulubionych w Polsce i systemowo silnie umocowanych oznak akademickiej potęgi jak liczby profesorów ( belwederskich – prezydenckich – rzecz jasna, czego kraje przodujące w nauce nie znają) i liczby doktorów habilitowanych ( co jest egzotyką w nauce światowej) stąd nasza potęga tytularna spada na samo dno.

Nie jest to proces jakiegoś załamania jednorocznego po wytężonym wysiłku wznoszenia licznych pałaców akademickich.

Taki spadek to łatwy do przewidzenia skutek izolacji upolitycznionego i patologicznego systemu nauki w Polsce od standardów światowych i pozostawanie w kręgu systemu przodującej nauki ‚socjalistycznej’ (stąd m. in. wieloletnia turystyka habilitacyjna) .

Po oczyszczeniu uczelni w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej (symbiotyczne działania SB-PZPR-nomenklaturowe/tchórzliwe/pro-socjalistyczne władze uczelni) z pasjonatów nauki i edukacji w III RP nie doszło do anulowania haniebnych anty-naukowych ekscesów, przywrócenia wyrzuconych, przeniesienia w stan nieszkodliwości – szkodzących. Doszło natomiast do burzliwego rozwoju niby-wyższego szkolnictwa w niemałym stopniu opanowanego przez siły PRL-owskich beneficjentów, z możliwościami zatrudniania się na n-tej liczbie etatów ( rzekomo z powodu niskich zarobków na uczelniach).

Proceder ten nieco ostatnio ograniczono, ale nie do końca, bo żadnej sile politycznej większe ograniczenia etatowe nie są na rękę.

Nie ograniczono trwającego od lat (a nawet wieków) procederu rekrutacji na etaty nie najlepszych ( czasem bardzo złych, szkodliwych) w ramach ustawianych na nich ‚konkursów’.

Chyba tylko ktoś bardzo ograniczony intelektualnie może sądzić, że corocznie rosnąca populacja nie najlepszych akademików polepszy stan nauki i edukacji w Polsce.

Jak również to, że jak zwiększymy znacznie finansowanie tych nie najlepszych, to oni staną się najlepszymi naukowo, a nie tylko finansowo !

Nie było i nie ma opcji otwarcia do tej pory zamkniętego systemu akademickiego, przeprowadzenia rzeczywistych reform opartych na znajomości prawdziwego stanu nauki w Polsce (gdzie należyte bazy danych ?) i przyczyn słabości tego stanu.

Nie ma opcji otwarcia się na Polonię akademicką, która na uczelniach zagranicznych odgrywa nieraz ważną rolę, a u nas nikt jej nie chce.

Nie było i nie ma otwarcia na akademików, którzy mimo pasji i osiągnięć pousuwano,  a i bez finansowania coś w nauce robili, często więcej i to znacznie od tych akademików etatowych!

Nie ma zresztą opcji prowadzenia otwartej ( nie ustawianej !) dyskusji o problemach nauki i edukacji wyższej w Polsce, ani na szczeblu najwyższym, ani na szczeblu podstawowym – klubowym, obywatelskim.

Setki moich tekstów ‚akademickich’ pozostaje na ogół bez komentarzy merytorycznych, jakkolwiek były obiektem brutalnych, niemerytorycznych ataków wysokich decydentów. Ale po latach wiele moich tez tacy wielcy decydenci powielają, ale dopiero po przejściu na emeryturę kiedy ( jaki sami podkreślają) nic już nim nie grozi.

Tacy to wielcy bojownicy o naprawę Polski akademickiej ! A ich uczelnie przez nich wcześniej zarządzane – tylko nurkują i nurkować będą, nawet jak się skończą wakacje i egzotyczni nurkowie wrócą do pieszczenia swoich akademickich, dożywotnich etatów, heroicznie walcząc o przyrost dochodów niezbędnych na kolejne wakacje akademickiego nurkowania i o wykluczanie tych co by im mogli w tym przeszkodzić.

Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

UJK

Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

Na to pytanie odpowiada ostatnio wydana książka „Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie” pod redakcją Adama Redzika [ http://www.wysokizamek.com.pl/uniwersytet-jana-kazimierza-we-lwowie,26,712,produkt.html] i tej kwestii było poświęcone spotkanie Krakowskiej Loży Historii Współczesnej [por. Korzenie polskości odnalezione na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/02/19/korzenie-polskosci-odnalezione-na-uniwersytecie-jana-kazimierza-we-lwowie/.]

Kilka refleksji chciałbym jednak do tego dodać. Jak studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim na przełomie lat 1960/70 to polskiego uniwersytetu we Lwowie dawno już nie było, ale jego duch, a nawet konkretne postaci z tej uczelni ( i z nią naukowo stowarzyszonych) były obecne na mojej drodze edukacyjnej i naukowej.

Polska kadra naukowa Uniwersytetu Lwowskiego, a także Politechniki Lwowskiej, w PRLu znalazła się na licznych polskich uczelniach. W wyniku centralizacji zarządzania nauką w PRL tworzono główne centrum edukacji geologicznej w Warszawie, likwidując wiele mniejszych ośrodków. Geologia ostała się tylko na AGH ( bo geologia była potrzebna dla pobliskich ośrodków górnictwa) oraz we Wrocławiu (choć i tam ją zaczęto likwidować) bo była potrzebna na terenie Sudetów dla wykazania wyższości polskiej geologii nad niemiecką. Tam też geologię rozwijał prof. Henryk Teisseyre, syn słynnego geologa Wawrzyńca Teisseyra związanego zarówno z Politechniką, jak i Uniwersytetem we Lwowie, a najbardziej znanego z nazwy jednej z najważniejszych struktur geologicznych Europy – strefy Teisseyre’a–Tornquist’a, którą na odcinku południowym wyznaczył.

W Warszawie znalazło się kilku innych znakomitych geologów o korzeniach lwowskich – prof. Kazimierz Smulikowski (wcześniej w Poznaniu), wybitny petrograf, którego ostatnich wykładów miałem szczęście słuchać i u którego zdałem jeden z najlepszych moich egzaminów. Dziekanem Wydziału Geologii UW był prof. Zdzisław Pazdro (wcześniej w Gdańsku) – wybitny hydrogeolog, ze Lwowa (po wojnie więziony przez NKWD).

Najbliższa mi katedra Geologii Historycznej, to spuścizna po prof. Janie Samsonowiczu, jednym z najwybitniejszych polskich geologów XX wieku. Profesor już nie żył, ale klimat naukowy tworzyli Jego uczniowie i współpracownicy. Pod kierunkiem prof. Henryka Makowskiego (uformowanego jeszcze na uniwersytecie we Lwowie) robiłem pracę magisterską. Byłbym został Jego asystentem, ale wówczas likwidowano katedry, tworząc instytuty obsadzane młodszą kadrą formowaną przez ZMP,  budującą najlepszy z ustrojów,  więc dla mnie miejsca już nie było. Miałem 99 % szans na asystenturę, ale zmieściłem się w tym jednym brakującym procencie, bo nie zhańbiłem się przynależnością do ZMS ! Tak w PRLu rekrutowano kadry akademickie – nie tylko ideologiczne, ale także geologiczne.

Na własnym bolesnym przykładzie poznałem czym się różniły kadry II RP formowane na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie,  od tych formowanych w czasach instalacji systemu komunistycznego w PRLu.

Pozytywnym przykładem była natomiast edukacja geologiczna na mapach geologicznych Karpat – arkusze Skole i Nadwórna (zapewne przewiezionych z Lwowa do Warszawy) niestety bez możliwości konfrontacji w terenie.

Lwów w nauce kojarzy się zwykle ze słynną szkołą filozoficzną i matematyczną. Pomnik Stefana Banacha – matematycznego geniusza ze Lwowa, stoi w Krakowie przed dawnym budynkiem Instytutu Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ul. Reymonta 4.

Nie jest jednak pewne, a raczej jest mało prawdopodobne, aby ten,  jeden z najwybitniejszych polskich matematyków miał szanse (gdyby żył) na zatrudnienie na obecnym uniwersytecie. Był geniuszem, pasjonatem, a nie dbał o „robienie” doktoratu, czy habilitacji. Robił naukę !

A takich obecny system akademicki nie toleruje i nie chce nawiązywać do tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Najważniejszą i najbardziej efektywną jeśli chodzi o osiągnięcia naukowe była we Lwowie Kawiarnia Szkocka, bynajmniej nie utrzymywana z budżetu Uniwersytetu. Stanisław Ulam, jeden z geniuszy matematycznej szkoły lwowskiej tak wspomina [http://lwow.home.pl/banach/ulam-wspomnienia.html]

Znaczna część naszych rozmów matematycznych toczyła się w położonych w pobliżu uniwersytetu kawiarniach. Pierwsza z nich nazywała się „Roma”. Po roku, lub dwóch, Banach zadecydował, że należy nasze sesje przenieść do „Kawiarni Szkockiej”, położonej po przeciwległej stronie ulicy. Sesje nasze były kontynuowane w małych restauracyjkach, w których stołowali się matematycy. Wydaje mi się obecnie, że jedzenie było średnie, lecz napojów było pod dostatkiem. Stoły kawiarniane były pokryte płytami marmurowymi, na których można było pisać ołówkiem, co ważniejsze, szybko ścierać.

W naszych matematycznych rozmowach częstokroć słowo lub gest bez żadnego dodatkowego wyjaśnienia wystarczały do zrozumienia znaczenia. Czasem cała dyskusja składała się z kilku słów rzuconych w ciągu długich okresów rozmyślania. Widz siedzący przy innym stole mógł zauważyć nagłe krótkie wybuchy konwersacji, napisanie kilku wierszy na stole, od czasu do czasu śmiech jednego z siedzących, po czym następowały okresy długiego milczenia, w czasie których tylko piliśmy kawę i patrzyliśmy nieprzytomnie na siebie.

Tak wytworzony nawyk wytrwałości i koncentracji, trwającej czasami godzinami, stał się dla nas jednym z najistotniejszych elementów prawdziwej pracy matematycznej...

.. Czy to w gabinecie uniwersyteckim, czy też w kawiarni można było przesiadywać z Banachem całymi godzinami, dyskutując o problemie matematycznym. Popijał kawę i palił papierosy niemal bez przerwy. Tego typu sesje z Banachem, a częściej z Banachem i Mazurem, uczyniły atmosferę lwowską, czymś jedynym w swoim rodzaju. Tak intymna współpraca była prawdopodobnie czymś zupełnie nowym w życiu matematycznym, a przynajmniej w takiej skali i w takiej intensywności.

.Zdaje mi się, że w roku 1933 lub 1934 postanowiliśmy naszym aktualnym formułowaniom problemów i rezultatów dyskusji nadać bardziej trwałą formę. Banach zakupił duży zeszyt, w którym miały być zapisywane problemy, z podaniem przy każdym nazwisku autora i daty. Zeszyt ten był przechowywany w kawiarni i kelner przynosił go na żądanie. Wpisywaliśmy problem, a kelner ceremonialnie zabierał go z powrotem na miejsce, gdzie był chowany. Dokument ten stał się później głośny pod nazwą „Księga Szkocka”, – od nazwy kawiarni.

.Liczba profesorów, zarówno na Uniwersytecie, jak i na Politechnice, była niezmiernie skromna, a pensje niskie. Tacy ludzie, jak Schauder, w celu zdobycia środków utrzymania, musieli pracować jako nauczyciele w gimnazjach, aby uzupełnić skromne dochody docenta czy asystenta. Zbigniew Łomnicki miał posadę eksperta teorii prawdopodobieństwa w Państwowym Instytucie Statystyki i Ubezpieczeń. Mimo to, większość matematyków znajdowała czas, by uczęszczać do kawiarni.

No cóż, dzisiaj nasze uniwersytety mają znakomite nieruchomości, ogrom profesorów ( i to belwederskich !) ale gdzie tam im do Banacha i jego kawiarnianych kumpli – geniuszy lwowskich.

Niskimi obecnie pensjami nie da się tej różnicy wytłumaczyć, bo we Lwowie pensje były naprawdę  niskie, a obecne – to co najmniej 2 średnie krajowe !

Obecni etatowi profesorowie, mimo że środki utrzymania mają, jeżdżą po całej Polsce, aby na kolejnych etatach jeszcze więcej dorobić, tak że zainteresowany nauką młody człowiek nie ma kiedy/z kim podyskutować.

Zresztą w tych ogromnych nieruchomościach trudno na takiego profesora natrafić, a umówienie się w kawiarni na dyskusję byłoby źle widziane. Utrzymanie ogromnych nieruchomości sporo kosztuje, więc na naukę grosza już nie starcza, a pasjonatów nikt nie toleruje.

Jeśli nieprzystosowani do systemu formowanego w PRLu jeszcze gdzieś,  przez jakiś czas się uchowali, to ich pousuwano z uczelni, aby nie oddziaływali negatywnie na młodzież akademicką ucząc ich myślenia i to krytycznego, aby nie peszyli etatowych profesorów swym intelektem i należytym stosunkiem do młodego adepta nauki.

Tym sposobem, po latach wysiłków, nader skutecznie zniszczono ducha Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i nie widać nadziei aby go w nowej rzeczywistości odtworzono.

Czy PiS uderzy po kieszeniach akademickich tajnych i jawnych współpracowników systemu komunistycznego ?

sierp i młot

Czy PiS uderzy po kieszeniach

akademickich tajnych i jawnych współpracowników

systemu komunistycznego ?

III RP jest państwem wyjątkowo niesprawiedliwym, preferującym tych, którzy instalowali i utrwalali komunistyczny system w czasach PRL, oraz tych, którzy z nimi się układali/kolaborowali. Upływają kolejne lata, a nawet dziesięciolecia i nic się nie zmienia. Zarówno utrwalacze władzy ludowej, jak i kombatanci walki o Polskę niepodległą coraz częściej przechodzą na emeryturę, z tym, że utrwalacze systemu zniewolenia przechodzą na emerytury dostatnie, a kombatanci – na emerytury bardzo niedostatnie. Różnice bywają kolosalne – 10, a nawet 20 x więcej otrzymują utrwalacze.

PiS zapowiada, że uderzy po kieszeniach esbeków,[ PiS uderzy esbeków po kieszeniach. Redukcja emerytur! https://www.fronda.pl/a/pis-uderzy-esbekow-po-kieszeniach-redukcja-emerytur,65291.html ] bo stan obecny jest nie do zaakceptowania. Brak dekomunizacji powoduje, że nie tylko esbecy, ale także ich tajni współpracownicy oraz jawni współpracownicy systemu komunistycznego znajdują się w pozycji uprzywilejowanej.

Co więcej kombatanci, którzy dożyli do dnia dzisiejszego mają zwykle zdrowie nadwyrężone, po miesiącach, a nawet latach internowania, czy więzienia, więc potrzebują więcej pieniędzy na leczenie.

Ale na tym nie koniec. Wielu kombatantów w IIIRP / PRL bis bynajmniej nie zaprzestało walki o wolną Polskę, bo z wolnością w III RP nadal są problemy. Walcząc o prawa człowieka, o wolne media, o dekomunizację/desowietyzację przestrzeni publicznej, nadal są narażeni na sądy/pobicia/aresztowania. A to kosztuje, także wiele zdrowia.

Zupełnie beznadziejnie sprawa wygląda w sektorze akademickim, który nie zdołał się wyzwolić z systemu komunistycznego. Nadal na uczelniach są zatrudniani tajni, a tym bardziej jawni współpracownicy, a PiS nie zapowiada dla nich redukcji etatów. Nie zapowiada dla nich redukcji emerytur, gdy na ogół są zatrudniani niemal dożywotnio, mimo emerytur, na uczelniach często tworzonych przez utrwalaczy systemu.

Wygląda na to, że ofiary Wielkiej Czystki Akademickiej nadal będą poza uczelniami/na kiepskich emeryturach. To wielka dziejowa niesprawiedliwość i wielka strata dla nauki w Polsce, która mimo posiadania nieruchomości na poziomie światowym, jest na marginesie nauki światowej i mało przydatna dla rozwoju Polski.

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina

Twarz UJ z

Obecna twarz UJ widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina

Po 50 latach w przestrzeni publicznej wróciło zainteresowanie sprawą Juliana Haraschina, osobnika o trzech twarzach, jak to ujął w tytule książki – Trzy twarze Juliana Haraschina (Wyd. Arcana) – Krystian Brodacki.

Szczególnie akademicka twarz Juliana Haraschina jest intrygująca. Bo w niemałym stopniu może przyczynić się do poznania obecnej twarzy jego uczelni – Uniwersytetu Jagiellońskiego, a nawet sporej części środowiska akademickiego, rzecz jasna społeczności prawniczej – w szczególności.

Takie skojarzenia ujawnił w swoim felietonie Jan Pietrzak [Mainstream Targowicy Jan Pietrzak felieton -https://www.youtube.com/watch?v=YOuc8i6KeNo] podnosząc na okoliczność sprawy Trybunału Konstytucyjnego, że obecne autorytety prawnicze UJ mogą się wywodzić z „wytwórni” Juliana Haraschina, sprzed ok. pół wieku.

Nie jest to jakieś wyjątkowe skojarzenie. Opisy tych wydarzeń, czy to w książce Krystiana Brodackiego, czy to we wspomnieniach b. rektora Stefana Grzybowskiego, [Sprawa Juliana Haraschina na Uniwersytecie Jagiellońskim w ujęciu Stefana Grzybowskiego b. Rektora UJhttps://blogjw.wordpress.com/2016/02/01/sprawa-juliana-haraschina-na-uniwersytecie-jagiellonskim-w-ujeciu-stefana-grzybowskiego-b-rektora-uj/] siłą rzeczy skłaniają do porównań z czasami późniejszymi, a współczesnymi – w szczególności.

Jak to było możliwe, że ktoś, kto jako wojskowy prokurator reżimu komunistycznego posyłał na śmierć polskich patriotów, robił następnie karierę ‚naukową’ na prestiżowym polskim uniwersytecie ?

Fakty mówią, że było to możliwe, a przy tym w karierze ten komunistyczny zbrodniarz sądowy był wspomagany przez autorytety prawnicze i ofiary okupacji niemieckiej (prof. W. Wolter, więzień Sachsenhausen – w następstwie Sonderaktion Krakau).

Niestety stosunek akademickich ofiar okupacji niemieckiej – do ofiar okupacji sowieckiej był negatywny, co pokazał proces krakowski w r. 1947, kiedy to rektorzy krakowscy potępiali tych co walczyli niezłomnie o wolną Polskę. [Haniebna postawa rektorów wobec naukowców z WiN-uhttps://lustronauki.wordpress.com/2008/10/16/haniebna-postawa-rektorow-wobec-naukowcow-z-winu/].

W takim kontekście poczynania Haraschina zwanego „Krwawym Julkiem” wobec podziemia niepodległościowego (60 wyroków śmierci) wcale mu nie przeszkodziły w akademickiej karierze „Nikodema Dyzmy” na UJ i to po tzw. ‚odwilży’.

Haraschin nie tylko szybko awansował w hierarchii akademickiej, ale i założył swoistą wytwórnię lipnych dyplomów i nieźle na tym zarabiał.

Pod fikcyjnymi zaliczaniami, dla fikcyjnych studentów, podpisy składali nader liczni i szanowani profesorowie. W lipnych egzaminach wyróżniali się solidarnością rzecz jasna – funkcjonariusze partyjni.

Gdyby nie wydarzenia w Grand Hotelu, na polu bynajmniej nie akademickim [ Załamanie kariery naukowej Juliana Haraschina na UJ po wydarzeniach w Grand Hoteluhttps://lustronauki.wordpress.com/2016/01/30/zalamanie-kariery-naukowej-juliana-haraschina-na-uj/%5D to zapewne Haraschin doszedłby do profesury i uformowałby jeszcze liczniejsze zastępy utytułowanych – rzecz jasna – prawników.

Jakoś wybitni profesorowie szacownej uczelni zamieszani – mniej lub bardziej – w niecne poczynania Juliana Haraschina,  nie ponieśli konsekwencji, więc trudno się dziwić, że niecna twarz „Krwawego Julka” może być dostrzegana w twarzach obecnych autorytetów, uformowanych w tym środowisku.

Władze UJ do tej pory nie rozliczyły się z haniebnej postawy wobec kolegów z podziemia niepodległościowego, historycy jakoś nie zdołali poznać historii studentów/pracowników wyrejestrowanych z uczelni/ z życia w czasach instalacji systemu komunistycznego w Polsce, a tym bardziej w czasach schyłku systemu komunistycznego.

Nie bez przyczyny najwięksi nawet historycy nie zdołali zidentyfikować w historii UJ okresu funkcjonowania systemu komunistycznego, ani stanu wojennego, wnioskując natomiast, że po roku 56 następowała stopniowa liberalizacja systemu w Polsce. [ Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/].

Poza moim niepełnym wykazem, nie ma nawet bazy akademickiego aparatu komunistycznego, mimo że to ten aparat decydował o tym kto może, a kto nie może pracować/awansować na uczelni. [Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR UJhttps://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/%5D

O tajnych współpracownikach nieco wiadomo, ale podobno oni – mimo wszechstronnej inwigilacji – tak znakomicie ochraniali powierzony im do ochrony uniwersytet i jego etatowe kadry, że nikomu włos z głowy nie spadł z przyczyn politycznych! [No cóż, członkiem Loży to ja nie jestemhttps://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/%5D

Co prawda nie ma to nic wspólnego z prawdą, ale prawda przestała być już przedmiotem zainteresowania kadry UJ, na co wskazuje nie tylko sprawa Haraschina, ale także późniejsza historia UJ.

Kadry wyselekcjonowane negatywnie pod batutą PZPR i SB, i pozostających z nimi w symbiozie – nomenklaturowych władz uczelni, wcale nie mają zamiaru poznać najnowszej historii uczelni, ani nie mają zamiaru zatrudniać/przywracać na etaty tych, co by prawdę chcieli poznać. To by stanowiło poważne zagrożenie dla uczelni – to by destabilizowało środowisko akademickie stabilne swoimi patologiami.

Są profesorowie UJ, którzy argumentują, że dekomunizacja i lustracja już się zdezaktualizowały, chociaż ani należytej lustracji, ani dekomunizacji do tej pory nie przeprowadzono ! [NIE dla dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji https://lustronauki.wordpress.com/2015/09/21/nie-dla-dezaktualizacji-lustracji-i-dekomunizacji/].

Zidentyfikowani tajni współpracownicy SB, nadal pracują na uczelni, a nawet są poważani.

Akademiccy członkowie PZPR (na ogół nieznani w III RP !), którzy przez 10 lat pełnili funkcje dyrektorów w PRL – w III RP mogli je nadal pełnić i to przez lat kilkanaście !

Towarzysz magister nadzorujący akademicką politykę kadrową UJ w PRL , w III RP znalazł się w gronie członków komisji PAU, wśród wielu profesorów, i nikt nie wie jakie położył zasługi dla nauki ! [ Andrzej Kozanecki – mgr, b. I sekretarz PZPR UJ, główny architekt polityki kadrowej w krakowskich szkołach wyższych, z sukcesem przeszedł wszystkie weryfikacje na UJhttps://lustronauki.wordpress.com/2009/12/09/andrzej-kozanecki/].

Takie status quo z czasów systemu komunistycznego bardzo się podoba beneficjentom tego systemu, którzy każdą zmianę, każde naruszenie principiów PRLu, traktują jako powrót do PRL !

Prawnicy UJ występujący w obronie patologicznie wybranego Trybunału Konstytucyjnego, nie mają nawet zamiaru wystąpić do tego Trybunału, aby rozpatrzył zgodność z konstytucją wieloetatowości – i to akademickiej – członków Trybunału !

Na straży czyjego interesu stoi Trybunał ? Prawnicy UJ ?

W obronie [rzekomo zagrożonego] demokratycznego państwa prawnego (sprawa Trybunału Konstytucyjnego) występowała Rada Wydziału [Rada Wydziału Prawa UJ apeluje do prezydenta Dudy w sprawie Trybunału Konstytucyjnego http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/312019931-Rada-Wydzialu-Prawa-UJ-apeluje-do-prezydenta-Dudy-w-sprawie-Trybunalu-Konstytucyjnego.html#ap-1] a wielokrotnie o lekceważeniu Konstytucji wypowiadał się b. przewodniczący Trybunału, a także b. Rzecznik Praw Obywatelskich – Andrzej Zoll [Prof. Andrzej Zoll w Polsat News: Ich siła ma być przed prawem http://www.obserwatorkonstytucyjny.pl/trybunal/prof-andrzej-zoll-w-polsat-news-ich-sila-ma-byc-przed-prawem/ ].

Jako RPO był jednocześnie podwładnym rektora UJ ! (co prawda zgodnie z zapisami – nieraz wzajemnie sprzecznymi – Konstytucji) co w konsekwencji przełożyło się na obronę poczynań rektora (przełożonego RPO) przed obywatelem ! (pozbawionym prawa do poznania dokumentów, co mu winna gwarantować Konstytucja). Co więcej argumentacja RPO wskazywała, że uważa za zasadną wyższość prawa stanu wojennego/powojennego nad Konstytucją III RP ! I tego za lekceważenie Konstytucji nie uważał. [Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłatahttps://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/]

W obronie demokratycznego państwa prawnego, także inni prawnicy, wówczas nie występowali.

Prawnicy UJ, których poprzednicy pilotowali karierę Juliana Haraschina, zdają się korzystać z prawa w sposób instrumentalny, bynajmniej nie dla dobra obywateli.

Twarz Juliana Haraschina starał się rozszyfrować Krystian Brodacki – nie profesor, nie historyk, nie prawnik, lecz publicysta, pianista… bez etatu na UJ !

Naukowcy UJ, bez względu na to jaką dyscyplinę reprezentują, takich niewygodnych tematów nie podejmują i to nie tylko jeśli chodzi o twarz Haraschina, ale także inne kadrowe twarze wzorcowej dla innych uczelni.

Wyjątkiem był co prawda b. rektor UJ – Stefan Grzybowski, ale jego książka „Wspomnienia” z rozdziałami o Julianie Haraschinie, podobno natychmiast została wykupiona, aby pozostała nieznana.

I tak się stało. Stąd po latach postarałem się nieco jego wspomnienia przybliżyć w sferze publicznej [Sprawa Juliana Haraschina na Uniwersytecie Jagiellońskim w ujęciu Stefana Grzybowskiego b. Rektora UJ https://blogjw.wordpress.com/2016/02/01/sprawa-juliana-haraschina-na-uniwersytecie-jagiellonskim-w-ujeciu-stefana-grzybowskiego-b-rektora-uj/]

Również w sprawie Trybunału Konstytucyjnego pojawił się wyjątkowy prawnik – profesor UJ, Andrzej Dziadzio zarzucając Trybunałowi naruszenie standardów rzetelności i bezstronności [TK naruszył standard rzetelności i bezstronności, Prof. Andrzej Dziadzio: Trybunał nie dochował rzetelności i bezstronności http://www.rp.pl/Opinie/302019972-Prof-Andrzej-Dziadzio-Trybunal-nie-dochowal-rzetelnosci-i-bezstronnosci.html#ap-1].

Ale to co powinno być regułą, na UJ jest wyjątkiem.

Naukowcy w sposób nonkonformistyczny winni dążyć do prawdy, ale na takie dążenia bynajmniej nie mają ochoty.

Konformistycznie podporządkowywali się też niecnym poczynaniom Haraschina, podobno z obawy o konsekwencje, także później, nawet u schyłku PRLu podporządkowywali się aparatowi komunistycznemu, aby nie utracić szans na awanse, a także np. mgr Ługanowskiemu, w czasach komunistycznych Naczelnikowi Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie, któremu rektor UJ grzecznie przedkładał moje grube teczki akademickie nagromadzone w latach 80-tych, a wiele lat później nawet tak odważny obrońca prawa jak prof. Andrzej Zoll takie podporządkowanie, takie wyzbycie się autonomii uczelni – sankcjonował.

Co prawda akademicy Uniwersytetu Jagiellońskiego twarz stracili (z małymi wyjątkami), ale etaty, awanse i formalne honory – utrzymali. Widać, że na uczelniach, w tym na uczelni wzorcowej dla innych, opłaca się nie mieć twarzy.

Chyba na długo jeszcze w twarzy-(nie)twarzy Uniwersytetu Jagiellońskiego będzie odbijać się twarz Juliana Haraschina.

Pamięci skreślonych z uczelni w systemie komunistycznym i wymazanych z historii w III RP

teczki 8

Pamięci skreślonych z uczelni w systemie komunistycznym

i wymazanych z historii w III RP

Pamięć o ofiarach polityki nazistowskiej jest przywracana po latach, nawet na uczelniach, czego dowodem jest projekt „Skreśleni” realizowany w Uniwersytecie Wrocławskim (Pamięci skreślonych, http://www.uni.wroc.pl/wiadomo%C5%9Bci/historia/pami%C4%99ci-skre%C5%9Blonych). – por. także  Kiedy spadkobiercy systemu komunistycznego rozliczą się ze swoich win ?)

Pamięć o ofiarach polityki komunistycznej na uczelniach do tej pory jest niepożądana.

Uniwersytety polskie ( i nie tylko uniwersytety) – choć są prawnymi następcami peerelowskich uczelni i spadkobiercami ich historii, ponoszą odpowiedzialność -co najmniej moralną – za decyzje poprzedników. Do tej pory jednak nie uczciły ofiar totalitarnej ideologii komunistycznej PRLu tj. osób, które w latach 1944 – 1989 zostały wydalone z uczelni jako stanowiące zagrożenie dla uczelni, dla systemu komunistycznego, dla formowania nowego socjalistycznego człowieka, negatywnie zdaniem komunistycznych kolaborantów wpływając na młodzież akademicką, wykazując niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, niezłomną nonkonformistyczną postawę, ucząc myślenia i to krytycznego, nie hańbiąc się przynależnością do organizacji komunistycznych, a wiążąc się z organizacjami dla komunistycznego systemu stanowiącymi zagrożenie.

Nieznany jest termin kiedy uczelnie wydadzą oficjalne oświadczenie, że pozamerytoryczne decyzje usuwania nauczycieli akademickich z uczelni uznają za niebyłe i z tego powodu nieposiadające mocy prawnej.

Kiedy zachowają się jak trzeba ?

Kiedy nastąpi choćby symboliczne upamiętnienie tych osób oraz potępienie bezprawia oraz naruszającego prawa człowieka politycznego prześladowania, jakie stało się udziałem środowiska akademickiego w PRLu ?

Kiedy zbadane zostaną dokumenty i zostaną wysłuchani pokrzywdzeni dla ustalenia listy osób poszkodowanych przez uczelnie realizujące politykę czystek akademickich ?

Ze względu na czystki akademickie w PRLu na początku III RP powstała luka pokoleniowa a beneficjenci czystek zaczęli obsadzać liczne wolne etaty. Wydalonych z uczelni do pracy na ogół nie przywrócono, wyroków eksmisji nie anulowano, nie ujawniono członków komisji czyszczących uczelnie z elementu niewygodnego, a ‚papiery’ do tej pory zaaresztowano.

Beneficjenci czystek całkiem potracili pamięć potrzebną do realizowania misji uniwersytetu. Nie bez przyczyny po wydaleniu z uczelni pasjonatów akademickich doszło do kryzysu uniwersytetu. (Józef Wieczorek – KRYZYS UNIWERSYTETU w ujęciu polemicznym z prof. Piotrem Sztompką -https://blogjw.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/)

Jednym ze sposobów na uzupełnienie kadr były szybkie kariery akademickie beneficjentów czystek, co sprawiło, że w całej Polsce nastąpiła dewaluacja wykształcenia uniwersyteckiego.

W III RP reprodukowane są (pseudo-, niby-) elity akademickie, polityczne, gospodarcze, medialne nie dające sobie rady ani z utrzymaniem należytego poziomu uczelni, ani z rządzeniem dużym europejskim krajem, ani z informowaniem społeczeństwa o jego stanie i historii.

Takie są skutki polityki kadrowej w PRLu.

Na podstawie ‚prawa’ lat 80-tych uproszczono procedury relegowania niewygodnych pracowników, bez konieczności podania merytorycznych przyczyn relegowania, bez potrzeby ujawniania składów komisji weryfikacyjnych – do dnia dzisiejszego nieznanych.

Do tej pory nie oszacowano ilu nauczycieli akademickich opuściło uczelnie w czasach PRL u z przyczyn pozamerytorycznych, do jakiego stopnia zniszczono warsztaty ich pracy. Nie określono jakie straty poniosły poszczególne uczelnie, poszczególne dyscypliny naukowe.

Nie zbadano procedur wydalania niewygodnych pracowników uczelni, roli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, roli PZPR i stopnia kolaboracji władz uczelni/środowiska akademickiego podejmujących działania i prowadzących procedury wydalania nauczycieli akademickich z uczelni.

Nie zbadano archiwów uczelnianych dla poznania decyzji uczelnianych komisji, stopnia zniszczenia zasobów archiwalnych, ani nie poznano faktów, ani opinii osób pokrzywdzonych, nawet jeśli uczelnie realizują projekty typu „Pamięć uniwersytetu” np. na UJ – http://www.archiwum.uj.edu.pl/projekty-auj/pamiec-uniwersytetu.

Nawet jak opinie pokrzywdzonych poznawano/nagrywano to nie są one publicznie ujawniane, zapewne mają odejść w niepamięć o haniebnych poczynaniach uniwersytetu.

Oficjalne badania nad pokrzywdzonymi w PRL prowadzone np. na UJ przyniosły kompromitujące dla badających/badania popularyzujących rezultaty, gdyż z badań tych wykluczono osoby pokrzywdzone ! http://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/).

Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o badania prowadzone przez pracowników/współpracowników IPN, które są okrojone do archiwów SB bez należytego poznania archiwów PZPR, a przede wszystkim uczelnianych. Dochodzi się do absurdalnych wniosków, że nikt w PRL na uczelni (np. przypadek UJ ) nie został pokrzywdzony ! Taki był rzekomo skutek działań służb bezpieczeństwa i współpracowników ‚ochraniających’ uczelnie.

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/, https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/)

W Polsce tematy np. postawy senatów uczelni wobec instalacji systemu komunistycznego, haniebnej postawy rektorów wobec swoich kolegów z podziemia niepodległościowego, przebiegu i skutków Wielkiej Czystki Akademickiej u schyłku PRLu nie były przedmiotem szerszych badań naukowych, debat, potępienia przez środowiska akademickie. Te ciemne karty historii są całkowicie pomijane https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/, jak i wymazywane z historii są ofiary czystek akademickich w okresie komunistycznym.

Z tymi ciemnymi i haniebnymi kartami historii uczelnie muszą się jednak kiedyś zmierzyć, tym bardziej, że uczelnie prawnie i moralnie odpowiadają za te wydarzenia.

Uniwersytety z kryzysu nie zdołają się wydostać jeśli będą budować swoją tożsamość i przyszłość na kłamstwie.