Przestroga przed obojętnością nieobojętnych

Przestroga przed obojętnością nieobojętnych

Na okoliczność 75. rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej do KL Auschwitz jego więzień Marian Turski nawoływał do respektowania tzw. 11. przykazania – „Nie bądź obojętny”, czym zyskał niemal powszechne uznanie. Zorganizowano akcję skierowania go do Nagrody Nobla, wręczono Nagrodę Nieobojętności Oświęcimskiego Instytutu Praw Człowieka, Nagrodę im. ks. Stanisława Musiała, a na 95-lecie autorytetu wydano książkę „XI Nie bądź obojętny”, reklamowaną jako „książka o największym przesłaniu, jakie ma dla nas przeszłość”.

W Polsce, określanej nieraz jako ostatnia reduta przed zagładą cywilizacji łacińskiej, jakoś nie było protestów przeciwko unieważnianiu Dekalogu na rzecz rzekomo potrzebnego jedenastego przykazania, którego treść zawarta jest przecież w przykazaniach Bożych, których nie trzeba poprawiać, uzupełniać, tylko wypełniać.

Teza Turskiego – „Auschwitz nie spadł nam z nieba” – zrobiła karierę i wykorzystywana jest zarówno przez środowiska LGBT dezawuujące Dekalog, jak i środowiska „wolnościowe”. Turski jako nieobojętny na instalację zbrodniczego systemu komunistycznego, który propagował, na autorytet moralny nie zasługuje.

Był obojętny na zbrodnie wobec wcześniejszych więźniów (Witold Pilecki!) tego samego obozu KL Auschwitz. To moralna schizofrenia, uznana jednak za wzór do naśladowania (sic!) także przez świat akademicki.

Rektor UJ podkreślał, że Turski powiększył grono „znamienitych osobistości” laureatów nagrody ks. Musiała, taktownie nie wymieniając, że wśród nich znalazła się przed kilku laty osoba ks. Czajkowskiego – TW „Jankowskiego”, czyniącego wiele zła, na co nie powinno się być obojętnym. Niestety rektorzy znani są z obojętności na zło komunistyczne, także funkcjonujące do dziś, i chyba z przywiązania do zła abdykowali z poszukiwania prawdy niezbędnej do odróżniania go od dobra.

Trzeba przestrzegać przed obojętnością nieobojętnych wdrażających w życie tzw. 11. przykazanie, niezależnie od systemu wartości.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 26 stycznia 2022 r.

Lepiej trzymać się z dala od uczelni

Lepiej trzymać się z dala od uczelni

Od dwóch lat w domenie akademickiej dotkniętej pandemią dominuje praca zdalna, także studiowanie jest na ogół zdalne. Taki stan rzeczy rodzi obawy o poziom zarówno pracy naukowej, jak i dydaktycznej. Są jednak niewątpliwe plusy w postaci poprawy zdolności posługiwania się technikami komputerowymi.

Konieczność trzymania odpowiedniego dystansu zmniejsza możliwości zakażenia się wirusem, ale i molestowania, choć różne techniki mobbingowe mogą być stosowane także za pomocą internetu czy telefonu. Pandemia strachu i izolacja powodują ponadto różne problemy natury psychicznej.

Badania wykazują jednak, że zarówno pracownicy, jak i studenci dobrze czują się w separacji, pozytywnie oceniają metody zdalnego nauczania i nie tęsknią za powrotem na uczelnie. Widocznie doszli do wniosku, że lepiej się trzymać z dala od uczelni, gdzie prawdziwe życie akademickie od dawna było w zaniku.

Doświadczenia nauki zdalnej rodzić mogą pokusę tworzenia wirtualnych uczelni, których funkcjonowanie byłoby znacznie tańsze od uczelni tradycyjnych. Nie ma wątpliwości, że wspólnota akademicka rozumiana jako korporacja nauczanych i nauczających wspólnie poszukujących prawdy przeszła do historii.

Z takiego modelu uczelnie dawno już zrezygnowały, wiele lat przed covidem, a pandemia tylko taki stan rzeczy wyeksponowała. Badacze, analizujący wyniki ankietowania dotkniętego pandemią środowiska akademickiego, podkreślają rolę budowania więzi emocjonalnej między kadrą a studentami w życiu akademickim. Bez nośnika emocjonalnego wiedza trudniej trafi a (a czasem nie trafia) do studenta.

Niestety badacze nie analizują tych zagadnień w aspekcie czasowym, bez którego interpretacja badań jest ułomna. Wspólnotę akademicką rozpracowywano bowiem przez długie lata komunizmu, a okres postkomunistyczny jeszcze bardziej ją zdezintegrował. Pozostały mury, nawet najstarszych polskich uniwersytetów, ale lepiej się trzymać od nich z daleka. Duch wspólnoty akademickiej z nich się ulotnił.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 19 stycznia 2022 r.

Akademickie głodowanie

Akademickie głodowanie

Koniec 2021 roku zaznaczył się nie tylko powrotem zdalnego studiowania na uczelniach, frustracją akademików czekających w kolejce na profesurę, ale i wzmożonym głodem większych zarobków.

Akademicy uważają, że poziom ich zarobków odstaje od wartości ich pracy jako naukowców i wykładowców. Grożą jednocześnie, że jak dalej będą tak głodzeni, to Polska straci szanse na rozwój i suwerenność. Mają tylko jeden postulat – dajcie nam więcej!

Minimalne wynagrodzenie profesora ma być trzykrotnie większe od płacy minimalnej, a wynagrodzenie pozostałych ma być powiązane z gażą profesorów. Gdy do tego dojdzie, nauka w Polsce stanie na nogach i zapewniony zostanie rozwój kraju. Powiązania płacy z wynikami pracy nikt nie postuluje, a jak wiadomo stopnie i tytuły w Polsce jakby były niezależne od osiągnięć naukowych i dydaktycznych, a zbyt zależne od czynników pozamerytorycznych.

Nie ma wątpliwości, że nauka w Polsce jest niedofinansowana i akademicy winni zarabiać znacznie więcej, ale zmiany wynagrodzeń winny być powiązane ze zmianami strukturalnymi, a nie z tytułami. Dzisiejsze finansowanie nie jest głodowe i znacznie większe niż w PRL, a wzrostu jakości badań i dydaktyki nie widać.

Co więcej, wydajnych naukowo i dydaktycznie, choć słabo finansowanych pasjonatów z systemu eliminowano, blokowano ich powroty, tak jak tworzono bariery prawne i obyczajowe dla powrotów polskich akademików z zagranicy. Tych problemów protestujący akademicy nie podnoszą, nie chcą ich znać, podobnie jak nie chcą wiedzieć, skąd się wzięły obecne kadry akademickie, jak są rekrutowane i awansowane.

Bez zmian systemowych żadne podwyżki nie spowodują poprawy poziomu sektora akademickiego, jak i do tej pory nie spowodowały. Trzeba mieć na uwadze, że bez protestów polskie uniwersytety abdykowały z poszukiwania prawdy na rzecz poszukiwania odmiennych orientacji seksualnych, co rodzi pytanie: czy to są jeszcze uniwersytety i czy winny być finansowane z kieszeni podatnika.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 12 stycznia 2022 r.