Niezłomny Niepokorny – Krzyż na Zjeździe NSZZ Solidarność-80 na Jasnej Górze 

Niezłomny Niepokorny  

Krzyż na Zjeździe NSZZ Solidarność-80 na Jasnej Górze

24 września 1980 r. jako pracownik Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego podpisałem deklarację wstąpienia do NSZZ Solidarność:

[ z Solidarność Uniwersytetu Jagiellońskiego 1980-1989 . Wybór dokumentów, 2010]

Moja działalność, tak w latach 1980-1981, jak i podczas wojny jaruzelsko-polskiej, do dnia dzisiejszego nie była przedmiotem zainteresowania organizacji  NSZZ Solidarność UJ, a co najwyżej organów „ochraniających” tak UJ, jak i jego pracowników, co doprowadziło do otrzymania legitymacji nr. 5764 z Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych [https://blogjw.wordpress.com/autor/]. Straty wojenne  NSZZ Solidarność UJ nie zostały do tej pory policzone i reparacji wojennych też nie było.

Przez Solidarność UJ (solidarną z przewodnią siłą narodu, aktywnie działającą na rzecz nieprzywrócenia mnie na UJ w wolnej Polsce!) zostałem wymazany, a właściwie wyklęty (bo niepokorny wobec przewodniej siły narodu, w niezłomnej opozycji wobec [anty]wartości komunistycznych). Tym niemniej, 11 września 2021 r/ na Zjeździe NSZZ Solidarność-80 na Jasnej Górze

w Bastionie św. Barbary (patronki pracy podziemnej, górników i geologów, co w moim przypadku jest szczególnie symboliczne) te odrzucane cechy zostały wyróżnione Krzyżem Niezłomny Niepokorny 1956-1989.

Poniżej zrzuty ekranu z powyższego materiału wideo: Jubileusz 30-lecia NSZZ Solidarność 80 – 11 września 2021 r. – Jasna Góra, Częstochowa dostępnego na kanale: Komisja Krajowa NSZZ Solidarność 80

Profesor uniwersytetu coraz mniej poważany

Profesor uniwersytetu coraz mniej poważany

Z przeglądu rankingów poważania zawodów z ostatnich lat wynika, że profesor uniwersytetu jest coraz mniej poważany. Przez długie lata, zarówno w PRL, jak i III RP, profesor uniwersytecki miał najwyższy prestiż społeczny, ale od roku 2013 ustąpił pierwszeństwa strażakowi. Dwa lata temu profesor spadł na piąte miejsce.

Poważani profesorowie z II RP, ocaleni mimo strat wojennych, stopniowo byli eliminowani w wyniku czystek politycznych i czynników biologicznych. Roztopili się wśród profesorów postępowych, często „pełniących obowiązki profesora”, ale dzięki propagandzie prestiż profesora był nadal wielki.

Po latach ludzie w końcu się zorientowali, że tytuły u nas nadawane nie mają wielkiej wartości, a pożytek społeczny z nich jest niewielki, tym bardziej że w rankingach innowacyjności jesteśmy w samym ogonie Europy.

Pozycja profesora w rankingach i tak wydaje się zbyt wysoka, a to m.in. ze względu na pomijanie w nich zawodu taksówkarza.

Kilka lat temu w telewizji jeden z profesorów przekonywał, że procent idiotów wśród profesorów i taksówkarzy jest podobny. Może to bulwersujące stwierdzenie, bo gdzie tam taksówkarzowi do profesora?

Jednak rzeczywisty stan rzeczy jest chyba jeszcze bardziej negatywny dla profesora. Wynika to ze sposobu selekcji zawodowej.

Gdy taksówkarz będzie zachowywał się idiotycznie, nie będzie przestrzegał znaków drogowych, będzie jeździł po pijaku, to albo się zabije, albo straci licencję zawodową. A profesor choćby mówił/pisał brednie, choćby zrobił karierę nieuczciwie, pozostaje profesorem dożywotnio.

Niedawno spotkałem byłego taksówkarza, który założył prywatne muzeum geologiczne, a w nim umieścił wiele okazów skamieniałości, podobnych do tych, które i mnie udało się zebrać. Ale moje okazy nigdy nie trafiły do uniwersyteckiego muzeum, tylko były niszczone przez profesorów w ramach realizowania przez nich subkultury kasowania jednostek dla nich niewygodnych. Trudno żebym nie poważał bardziej taksówkarzy niż profesorów!

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 21 lipca 2021 r.

Appendix:

Tekst jest bardzo krótki a problem ogromny, do pełnego opisania w kontekście czasowym i przestrzennym. Nieco te sprawy przewijają się w setkach moich tekstów, także tych składających się na ostatnią książkę Plagi akademickie. https://blogjw.wordpress.com/plagi-akademickie/

Chciałbym jednak zaznaczyć, że w tekście publikowanym znalazła się jedna informacja przekształcona przez redakcję w formę nieco odbiegającą od mojej: 

W moim tekście było: „Ale moje okazy, zamiast umieszczenia w uniwersyteckim muzeum, były niszczone przez profesorów ….”

W tekście opublikowanym jest: „moje okazy nigdy nie trafiły do uniwersyteckiego muzeum, tylko były niszczone przez profesorów w ramach realizowania przez nich subkultury kasowania jednostek dla nich niewygodnych.”

Przed wypędzeniem mnie z UJ, w wyniku realizowania dyrektyw zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, kilka może kilkanaście okazów z mojej ogromnego zbioru geologicznego/paleontologicznego znalazło się w muzeum Instytutu Nauk Geologicznych UJ na Oleandrach.

Czy nadal się znajdują – nie wiem, bo ING zmienił swoją siedzibę a moja noga tam nie postępuje. Faktem jest, że po moim wypędzeniu moje zbiory naukowe, których nie byłem w stanie zabrać ze sobą (bo dokąd?) były wyrzucane z piwnicy, niszczone, a kilka lat później w piwnicy [S 19] widziałem ‘zasieki” z napisami grożącymi każdemu kto będzie moje zbiory niszczył [ktoś je bronił!]. Niestety wtedy nie byłem dokumentalistą i zdjęć tego stanu rzeczy nie mam. 

Faktem jest, że po wypędzeniu, 2 plecaki z okazami zabrałem do mojej dziupli/ małego mieszkanka, gdzie się zmieściły w łazience pod wanną i posłużyły mi do krótkiej pracy przygotowanej na międzynarodowy kongres. To były okruchy tego co mógłbym zrobić w normalnych warunkach, ale jednak bez finansowania, coś zrobiłem.  2 skrzynki okazów wywiozłem poza Kraków, aby choć nieco zbiorów uchronić przed całkowitym zniszczeniem.

Nie było to podczas okupacji niemieckiej, czy sowieckej  a jeno profesorskiej! – dla zbiorów naukowych nawet bardziej dotkliwej. [nieco o tym pisałem kilka lat temu w tekście: Czy tylko Hans Frank ? https://blogjw.wordpress.com/2014/03/19/czy-tylko-hans-frank/   

 Faktem jest, że z całego mojego zbioru można by zrobić niejedną gablotę muzealną, w większym wymiarze niż to zrobił taksówkarz – o którym wzmiankuję w tekście – mający zupełnie inne podejście do spraw naukowych od etatowych profesorów, finansowanych z budżetu podatników.

A profesorowie na to nie zważając, domagają się zwiększenia swoich uposażeń, argumentując, że innym obywatelom by się poprawiło, jak oni będą więcej zarabiać, byle tylko nikt ich nie kontrolował, nie pytał o to, jak te pieniądze budżetowe wykorzystali, bo to by naruszało ich autonomię! 

Mimo, że na ten temat mógłbym mówić godzinami, pisać kolejne tysiące stron, nie ma w tej materii zainteresowania świata akademickiego, ani  świata solidarnościowego/kombatanckiego walczącego [słusznie !] o reperacje niemieckie za straty w II wojnie światowej, ale nawet nie prowadzącego inwentaryzacii strat akademickich wojny jaruzelsko-polskiej, nie mówiąc o konieczności reparacji akademickich, mimo że skutki degradacji domeny akademickiej odbijają się na wszystkich obywatelach.

Temat ogromny – zainteresowania brak. Nikt [niemal] nie chce znać prawdy, nie   podejmuje nawet sprawdzenia tego co ja mówię/piszę, dotarcia do tajnych przez dziesiątki już lat archiwów akademickich.

Jest przemilczenie/kasowanie/wymazywanie/ewaporacja, albo bicie poniżej pasa, co inaczej niż w brutalnym przecież boksie, nie dyskwalifikuje.

Brutalizacja świata akademickiego nie ma żadnych granic 

Otrzymałem Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości

[zdj. Agnieszka Masłowska]

Otrzymałem Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości

12 lipca 2021 r. Wojewoda Małopolski Pan Łukasz Kmita wręczył mi,
[zdj. Agnieszka Masłowska]

przyznany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę, Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości.

To satysfakcja z otrzymania takiego wyróżnienia. Od lat dokumentuję setki wydarzeń, uroczystości, wywiadów, na rzecz utrwalania pamięci o działaniach niepodległościowych. To setki fotoreportaży umieszczonych m. in. w serwisach „Niezłomnym ku Niepodległości”, „W Krakowie” (na platformie wordpress.com), także wiele działań i tekstów obrazujących szlaki wiodące do niepodległości, do naprawy polskiego systemu akademickiego w Polsce Niepodległej i działań na rzecz stosowania rzetelnej wiedzy w gospodarce odradzającej się z trudem ze zniewolenia komunistycznego Polski.

Dobrze, że ta praca została zauważona, nie podległa skasowaniu, wymazaniu z przestrzeni publicznej, pamięci, jak działania wcześniejsze na rzecz „Solidarności”, czy formowania polskich elit u schyłku systemu komunistycznego [nieraz wymazywanego z historii jak np. na uczelni, gdzie działałem – UJ].
Szkoda, że otrzymanie Medalu nie stanowi przepustki do działań jeszcze bardziej efektywnych, do wykorzystania pełni potencjału intelektualnego w pracy dla Polski. Medal nie wypełni pustki po wykluczeniu z domeny akademickiej, szczególnie ważnej dla rozwoju Polski.
Człowiek ma świadomość, że tylko jakieś kilka procent swojego potencjału intelektualnego, zapału, pasji, mogło zostać zrealizowane w tej domenie i to głównie w okresie najpodlejszym/najcięższym.
Sto lat temu, kiedy wybuchała Niepodległość, domena akademicka była otwarta dla posiadających odpowiednie kwalifikacje do pracy na rzecz dobra odradzającej się Ojczyzny. Po tzw. obaleniu komunizmu w III RP, takiego otwarcia nie było. Było ogromne marnotrawstwo, nie tylko w gospodarce, ale także w domenie akademickiej, która do tej pory nie może się podnieść z zapaści, a nawet się stacza coraz bardziej, zamknięta na niewygodnych, bo niezależnych, niepodległych.
To boli i przygnębia, i żaden medal, choć przyjmowany z zadowoleniem, tego stanu rzeczy nie może zmienić.
Widocznie nasze działania na rzecz wydostania się ze zniewolenia komunistycznego, nie były i nie są wystarczające.
[zdj. Agnieszka Masłowska]