Dwie pasje Polaków: turystyka i habilitacja, w jedno połączone

Screen Shot 09-19-18 at 11.14 AM

Dwie pasje Polaków: turystyka i habilitacja, w jedno połączone

Polacy lubią podróżować i to pasjami. Podróżowali nawet wtedy jak byliśmy zamknięci w baraku komunistycznym, fakt że nie tak szczelnie i zarabialiśmy na miesiąc, tyle ile za godzinę pracy otrzymywali mieszkańcy krajów odwiedzanych. Ale co pasja, to pasja. W końcu pasja turystyczna jest bardziej pożyteczna niż pasja szewska, tym bardziej jak ta jest bezproduktywna i prowadzi do nadciśnienia a nie do uszycia butów.

Niewątpliwie inną pasją Polaków i to tych elitarnych, jest zdobywanie tytułów, a ostoją polskiego systemu tytularnego w nauce jest habilitacja. Podobno jej likwidacja zlikwidowałaby u nas naukę, bo po co by ją uprawiano jeśli by nie było habilitacji ? Ta jest marzeniem wielu na drodze do władzy (nad innymi), sławy (choćby wśród coraz mniej licznych tytułów pozbawionych) i pieniędzy (choć tych habilitacja nie zawsze wiele przynosi).

Połączeniem obu największych pasji Polaków jest – turystyka habilitacyjna.

Nie zawsze można się habilitować w Polsce, bo czasem kryteria są za wysokie dla niezbyt rozgarniętych, czasem i może nawet częściej działają tu zasady polskiego piekła -ściągania za hajdawery tych, którzy by chcieli trafić do kasty wyższej, zarezerwowanej dla swoich/prawomyślnych.

Kompatybilność systemowa dawnego bloku sowieckiego, utrzymująca się długo po jego upadku, dawała jednak szansę na wojaże habilitacyjne, nawet do krajów tak egzotycznych jak Kuba, Libia, Mongolia, Korea Północna, ale brak jest do tej pory danych na ile te możliwości turystyczne były wykorzystywane przez Polskich uczonych in statu nascendi .

Geografia turyzmu ( bo taki jest termin tej fascynującej dyscypliny naukowej ) jest u nas dziedziną nauki w pełni rozwoju, ale to pole akademickie do rozwoju jakoś nie było wykorzystane należycie.

Mówiło się jednak wiele w publicystyce o akademickiej turystyce przygranicznej – na Ukrainę czy Białoruś, krajów traktowanych jako potęgi naukowe, zasobne w skarby habilitacyjne. Po powstrzymaniu i to za obopólnymi stratami- finansowymi i tytularnymi – tego wschodniego przygranicznego ruchu habilitacyjnego szczególnym hitem turystycznym była Słowacja, w szczególności przygraniczne miasteczko Rużomberk.

Tam rzesze miłośników turystyki habilitacyjnej udawały się po upragnione i niezbędne dla lepszego funkcjonowania w polskim systemie akademickim trofea.

Ciekawe, że Ameryka nie była i nadal nie jest traktowana jako mroczny przedmiot pożądania habilitacyjnego, mimo że jest zasobna w rozmaite bogactwa naukowe ulokowane na licznych uczelniach i to z czołówki światowej.

No cóż, w Ameryce jest tylko nauka, ale habilitacji nie ma, więc po co tam się fatygować ?

Nauka na wysokim poziomie nie jest towarem pożądanym, bo trudno osiągalnym, a przy tym u nas całkiem pozbawionym prestiżu. Niehabilitowanych, nawet z samego olimpu naukowego u nas nikt nie chce, a w szczególności beneficjenci systemu tytularnego.

Tak naprawdę nauka w nauce polskiej się nie liczy (w każdym razie nie za bardzo), liczą się natomiast tytuły i tak to trwa – mimo reform.

Ostatnio jeden z wielkich autorytetów humanistycznych, rzecz jasna profesordoktorhabilitowanynaukipolskiej Bogusław Śliwerski napisał dzieło „ Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016., które oparł -jak sam pisze- na doświadczeniach z pracy u naszego południowego sąsiada.

Dzieło moim zdaniem ważne i winno skłaniać do myślenia, rzecz jasna – krytycznego. Szkoda, że autor nie podaje w nim swoich reakcji na dokonywany na jego oczach proceder, co by go uwiarygodniło etycznie w oczach czytelników. Brakuje mi też dokumentacji zdjęciowej – tych kolejek polskich uczonych po habilitacje, które podobno były widoczne na korytarzach uczelni słowackich, o czym pisały polskie media.

Autor podaje jednak cenny wykaz akademickich ośrodków habilitacyjnych ( nie tylko jak Rużomberk przygranicznych), także nazwisk uhonorowanych tym pożądanym u nas fetyszem, jak i tytuły ich prac, które przedkładali jako podkład pod awans naukowy.

Profesor generalnie o turystyce habilitacyjnej wyraża się negatywnie, co jest słusznym stanowiskiem.

Sam takie wyrażałem [ [Blokada turystyki naukowej, czy bohaterska walka z problemami stwarzanymi przez – do tej pory nieupadły – socjalistyczny system akademickihttps://blogjw.wordpress.com/2016/03/24/blokada-turystyki-naukowej/] i nawet autor dzieła to zauważył, ale w sposób nader osobliwy.

Mój ironiczny tekst o eskapadach habilitacyjnych do Rużomberku zaliczył do tych, co niby to z przekąsem wyrażają się o próbach unormowania turystyki habilitacyjnej, ale jednocześnie [o zgrozo] podnoszących patologie habilitacyjne na naszym ojczystym podwórku. Kontestują tym samym oczywistą przyczynę turystyki habilitacyjnej – utrzymywanie systemu tytularnego – a habilitacyjnego w szczególności – na ziemiach polskich, nie do końca wyzwolonych ze spuścizny komunizmu.

Rzecz jasna habilitacja to nie był wymysł komunistyczny, ale w czasach komunizmu tak habilitacja została wkomponowana w formowanie nowego człowieka, że stała się ona dość prostym i nawet wydajnym narzędziem zarządzania zasobami akademickimi na potrzeby najlepszego z systemów.

System komunistyczny podobno upadł ( choć np. profesorowiedoktorzyhabilitowani UJ nawet nie zauważyli jego istnienia – nawet w PRLu ), ale system habilitacyjny trwa do dnia dzisiejszego i jak się mówi – to on podobno trzyma poziom nauki w Polsce, choć ten spada wraz ze wzrostem habilitowanych, więc habilitacja chyba trzyma spadanie poziomu, o co beneficjentom systemu chyba chodzi.

Badacz turystyki habilitacyjnej informuje o barierach postawionych ostatnio na południowym szlaku i tak pisze [ s.156 ] w podrozdziale :

‚Reakcje na zamknięcie ścieżki habilitacyjnej na Słowację’

Na zmianę dwustronnego porozumienia zareagowały środowiska polskie

i słowackie. W mediach i komentarzach do artykułów pojawiały się zarówno wyrazy zadowolenia, jak i oburzenia. Wydarzenie to stało się kolejną okazją do krytyki wymogu habilitacji w naszym kraju, a także nieprawidłowości istniejących w polskim systemie szkolnym.

Akademicki bloger, dr Józef Wieczorek napisał m.in.:

W III RP nastąpił też rozwój turystyki habilitacyjnej, ale co ciekawe tu kierunek turystyki jest inny, właściwie ograniczony do krajów ościennych, z dawnego bloku demokracji ludowej. Panujący w tym bloku system tytularny był kompatybilny, stąd dla uzyskania brakujących stopni naukowych polscy turyści naukowi podróżowali na Białoruś czy Ukrainę. Ta turystyka była bardzo korzystna dla obu stron, bo na przeprowadzaniu przewodów biedne, postkomunistyczne uczelnie mogły zarobić, a i obdarzony dyplomem habilitant te opłaty mógł sobie szybko odbić, bo wkrótce osiągał w Polsce wyższe widełki płacowe. Nieco później turystyka habilitacyjna przeniosła się na Słowację, gdzie polscy uczeni upodobali sobie leżący niemal tuż za granicą mały Rużomberok. W okresie budowy socjalizmu ta miejscowość znana była z ogromnego smrodu wytwarzanego przez fabrykę celulozy. Natomiast w ostatnich latach zaczął się tam smród roznosić z powodu produkcji słabej jakości dyplomów habilitacyjnych, na które wśród akademików polskich był duży popyt. Przez kilka lat walczono o zmniejszenie tego habilitacyjnego smrodu, ale tak jakby to było rozpylanie jedynie perfum w okolicy. Wreszcie ogłoszono tryumf – habilitacje z Rużomberku z automatu nie będą uznawane! Co prawda w obliczu tryumfu niektórzy za bardzo się zagalopowali nazywając akademików-turystów oszustami, co może rodzić konsekwencje prawne – bo przecież to była turystyka zgodna z prawem u nas ustanowionym, a ponadto prace mogły być rzetelne, choć czasem o niezbyt wysokim poziomie. Automatyczne dyskredytowanie turystów też nie jest zasadne ‚.

Chyba stanowisko habilitowanego badacza jest jasne – turystyka habilitacja to zło, ale krytykowanie i to merytoryczne korzeni zła, też jest złem.

I to jest cała habilitowana logika. Cały habilitowany system wartości.

I jak może człowieka nie ogarnąć pasja szewska, mimo że nie jest produktywna, a dla zdrowia jest niebezpieczna ?

Przykazania habilitacyjne, czyli jak utrzymać spadek poziomu nauki w Polsce, za pomocą utrzymania habilitacji

drabina akademicka

Przykazania habilitacyjne, czyli jak utrzymać spadek poziomu nauki w Polsce,

za pomocą utrzymania habilitacji

z cyklu: 10 przykazań establishmentu akademickiego

pod lupą dysydenta akademickiego

W apelu o zmiany w planie reformy nauki ministra Gowina 145 polskich naukowców (krajowych, na ogół humanistycznych i społecznych) sformułowało 10 poprawek do ustawy absolutnie koniecznych, aby uczynić ‚Konstytucję dla nauki’ aktem prawnym możliwym do przyjęcia. https://blogjw.wordpress.com/2018/02/26/10-przykazan-establishmentu-akademickiego-pod-lupa-dysydenta-akademickiego/

Znamienne jest, że aż cztery z tych absolutnie koniecznych poprawek [zdaniem apelowników], rzec by można przykazań, których przestrzeganie będzie konieczne do zbawienia nauki w Polsce od ostatecznej zagłady, dotyczy tzw. habilitacji. Jest to u nas drugi -po doktoracie stopnień naukowy – nadal w Polsce niezbędny do uzyskania statusu członka nadzwyczajnej kasty akademickiej – rekrutującej/oceniającej/ awansującej ludzi nauki i co najważniejsze samo się kontrolującej.

A jakie są ‚przykazania’ habilitacyjne apelowników ?

Po czwarte, stanowczo sprzeciwiamy się faktycznemu zniesieniu habilitacji poprzez uchylenie obowiązku jej uzyskania.

Po piąte, niezbędna pozostaje rezygnacja z projektu udzielania habilitacji na podstawie grantu europejskiego.

Po siódme, niezbędne jest przywrócenie kolokwium habilitacyjnego, przynajmniej w naukach humanistycznych i społecznych.

Po dziewiąte, konieczne jest utrzymanie a zarazem zreformowanie Centralnej Komisji jako organu działającego w postępowaniach habilitacyjnych i przewodach profesorskich, gdyż tylko dzięki temu organowi można utrzymać rzetelność doboru recenzentów.

Apelownicy jakby nie brali pod uwagę , że wzrost ilości habilitowanych w ostatnich latach skorelowany pozytywnie ze spadkiem poziomu nauki i edukacji wyższej wskazuje kto za to odpowiada. Jesteśmy potęgą habilitacyjną i zarazem mizerią naukową.

A wielu obrońców habilitacji argumentuje, że ona trzyma poziom, więc trzeba ją utrzymać. Skoro mamy spadek poziomu nauki mimo ekspansji habilitacji, to chyba ona trzyma spadek poziomu, a nie o to winno chodzić rzeczywiście zatroskanym o los nauki w Polsce .

Habilitacja w świecie nauki jest już prawie nieznana, pozostała głównie w krajach bloku sowieckiego, stąd przez lata w III RP polscy naukowcy rozwijali turystykę habilitacyjną na trasach do krajów kompatybilnych z naszym systemem.

Posiadacze habilitacji (nie tylko pochodzących z turystyki) nie tylko bronili się i bronią się nadal przed przybyciem nieproszonych gości z polskiej diaspory akademickiej , którzy bez habilitacji zresztą nic by u nas nie znaczyli.

I teraz spora grupa -także mających status patriotów -walczy heroicznie o to aby było tak jak było !

Ten apel i te przykazania habilitacyjne w nim zawarte to jest też powtórka z historii. Kilkanaście lat temu też toczyła się dyskusja nad habilitacją i w końcu ją utrzymano aby ta trzymała poziom ! Z tym, że argumentowano: trzeba ją znieść, ale jeszcze nie teraz, trzeba się przygotować, może za 10 lat.

Warunek był jednak zasadniczy – musimy nauczyć się organizować konkursy. Jak się nauczymy to habilitacja nie będzie potrzebna. Minęło lat kilkanaście i polscy akademicy- zresztą habilitowani wzdłuż, wszerz i w poprzek – jakoś nie zdołali się nauczyć organizować konkursy stąd nadal są one ustawiane i to często na gorszych, ale swoich i nadal trzeba zachować habilitację aby ta trzymała poziom, choć jak widać go nie trzyma !

Drugi argument jaki wysuwano to plaga doktoratów na niskim poziomie, co było i jest faktem. Ale nie podkreślono, że tylko habilitowani mogli prowadzić doktoraty. Doktorzy nie byli zrzucani do Polski niczym amerykańska stonka w czasach zimnej wojny, tylko byli prowadzeni i zatwierdzani przez habilitowanych ! – więc odpowiedzialnych za ich poziom – za zatwierdzanie ich poziomu !

Plaga stonki – rzekomo z winy imperialistów amerykańskich – została opanowana, ale plaga kiepskich doktoratów a także plaga plagiatów ( także doktorskich, także habilitacyjnych] nadal trwa.

Widać, że habilitowani nie nauczyli się nie tylko organizowania konkursów, ale także prowadzenia i oceniania doktoratów i nie zdołali zapanować nad swoją i swoich podopiecznych nieuczciwością !

Jak Jaś nie zdoła się czegoś nauczyć w szkole – i to w ciągu krótkiego czasu – to dostaje dwóję, a czasem nie przechodzi do następnej klasy. Jak habilitowany Jan nie jest w stanie nauczyć się – i to przez długi czas – tak prostej rzeczy jak robienie konkursów, a nawet podpisywania się imieniem i nazwiskiem pod swoimi opiniami, których nie potrafi nawet uzasadnić, to dożywotnio ma zapewnione robotę akademicką i to na na stanowiskach decyzyjnych !

Bo taki jest ten polski system akademicki o utrzymanie którego tak zażarcie walczą jego beneficjenci, nie podając swoich, czy innych opracowań na temat podobno zbawiennej dla nauki roli habilitacji i nie racząc nawet tego objaśnić takim wątpiącym jak ja.

Teologiem nie jestem, ale wiem, że istnieje wiele dzieł/traktatów objaśniających 10 przykazań (razem i każdego z osobna) niezbędnych dla zbawienia człowieka.

Apelownicy formułują swoiste przykazania habilitacyjne – ich zdaniem niezbędne dla zbawienia nauki w Polsce, ale nie powołują się ani na jedno dzieło – choćby nawet habilitacyjne- traktujące o znaczeniu habilitacji w systemie nauki. Nie tłumaczą także jak to jest, że nagrody Nobla ( i nie tylko) otrzymują głównie „wieczni doktorzy”, a dożywotni habilitowani – nader rzadko.

Ja etatowcem nie jestem, wynagradzany za pracę nie jestem ( pracuję, ale nie jestem zatrudniony, a to się u nas nie liczy !) a wiele tomików na tematy akademickie, systemu tytularnego w Polsce napisałem i nawet je ujawniam publicznie do krytycznej analizy przez etatowych i utytułowanych akademików, ale nie mogę się doczekać merytorycznych opinii na ten temat.

Na podstawie mojej wiedzy ( nie mam wątpliwości, że skromnej, ale apelownicy nie chcą mi jej poszerzyć – więc to chyba ich wina !) mniemam, że habilitacja w polskim ‚tytularnym’ systemie akademickim jest szkodliwa:

  1. Była już w II RP, ale przy instalacji systemu komunistycznego w Polsce Włodzimierz Sokorski -komunistyczny politruk wojenny, kiedy front wojenny się skończył został skierowany na front akademicki i zapowiadał, że teraz będzie zarządzanie przez scentralizowaną habilitację i tak było przez lata komunizmu i tak pozostało po medialnym obaleniu komunizmu. Habilitacja była ( i jest) znakomitym narzędziem dyscyplinowania akademików. Niewygodni dla komunistów/karierowiczów/dla systemu komunistycznego mieli mierne szanse na habilitację i tak mimo zmian pozostało.

  2. Dzięki turystyce habilitacyjnej do krajów kompatybilnych systemowo Polacy zdobyli wiele habilitacji, choć ich wykazu nie podają bazy ludzi nauki i nie wiadomo co istotnego wniosły do nauki [ dla przypomnienia polski system tytularny oparty na habilitacji był kompatybilny także w III RP z takimi potentatami naukowymi jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Słowacja, Mongolia, Korea Północna, Libia, Kuba itd. …https://wobjw.wordpress.com/2010/01/03/prof-dr-hab-dozywotni/ )

  3. Z powodu braku habilitacji, mimo dużego potencjału intelektualnego, nieraz znacznie większego od zatrudnionych na etatach akademickich w Polsce, nie wracali przez lata polscy naukowcy z dobrych ośrodków naukowych. W końcu nawet profesor z Harvardu czy z Oxfordu mógłby być u nas zatrudniony co najwyżej na słabo płatnym etacie adiunkta, bez możliwości prowadzenia zespołów badawczych, gdy słabi hab/prof mogli i mogą to robić dożywotnio. Konieczność zrobienia habilitacji w warunkach systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego przez już utytułowanych ( nieraz utytłanych) skłaniała i skłania młodych aktywnych ludzi, pasjonatów do opuszczania systemu akademickiego, a nawet Polski

  4. ‚habilitantów’ niewygodnych dla establishmentu akademickiego, dla akademickiej pajęczyny załatwia się nieraz poza-merytorycznie [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-roberta-koscielnego/;https://blogjw.wordpress.com/2013/02/25/nieustajace-strapienie-problemami-dr-marka-migalskiego/; https://nfaetyka.wordpress.com/2015/07/14/gang-wyzszej-inteligencji/] ‚na telefon’ czy ‚e-maila’.

To tylko dla przykładu 4 kwestie. Resztę mogę przedstawić w obszernej dysertacji, o ile dostanę taką możliwość od decydentów, czy apelowników.

Sam wszystkiego za nich nie będę robić – tak jak kiedyś robiłem za habilitowanych – tym bardziej, że i tak robię nadal wiele, a oni – ani me, ani be, ani kukuryku !

Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

drabina akademicka.jpg

Habilitacyjne trzymanie spadającego poziomu akademickiego

Poziom polskich uczelni dramatycznie się obniża. Budowa wspaniałych nieruchomości akademickich wcale sytuacji nie poprawiła. Co więcej trzeba zdobyć pieniądze na ich utrzymanie, a studentów coraz mniej, w dodatku oszukiwanych przez uczelnie aby wyciągnąć od nich klasę nie dając w zamian nic, albo niewiele, poza mało wartościowym lub bezwartościowym dyplomem. Kadry co prawda utytułowane, ale uczyć nie ma kto, szczególnie na wysokim poziomie.

W odróżnieniu od krajów znaczących wiele w nauce, w Polsce utrzymywany jest archaiczny system tytularny – habilitacja i prezydencka profesura. Z takim systemem, o ile wcześniej był, większość krajów się pożegnała, bo hamował rozwój, prowadził do wyodrębnienia się kast akademickich i skutek oczywisty – dołowanie uczelni i ucieczka młodych prężnych naukowców do krajów o systemie przyjaznym dla uprawiania nauki a nie tylko dla zupełnie niezwykłej kasty ludzi z rozlicznymi tytułami i gronostajami.

W Polsce rząd zapowiada dobrą zmianę, minister nauki zapowiada więc głębokie zmiany niewydolnego systemu, ale jednego z filarów tej niewydolności – habilitacji nie ma zamiaru ruszyć. http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin

Jest przeciwnikiem habilitacji jak sam mówi, ale skoro kasta habilitowanych chce nadal utrzymać swoje kastowe przywileje – habilitacji nie znosi.

Argumentuje, że jeszcze nie teraz, może za lat 10, bo to by obniżyło poziom nauki w Polsce. Takie argumenty słyszy się od lat i to więcej niż od lat 10.

Poziom się w tym czasie obniżył, habilitacja to obniżanie skutecznie zapewniała – więc co ? Nadal trzeba ją utrzymywać ?! O co więc chodzi – o dobrą zmianę, o podniesienie czy dalsze obniżanie poziomu ?

Jakieś 10 lat temu w ramach Niezależnego Forum Akademickiego https://nfawww.wordpress.com/2008/07/23/akcje-niezaleznego-forum-akademickiego/ postulaty zniesienia habilitacji, prezydenckiej profesury składaliśmy, przede wszystkim z poparciem Polonii akademickiej rozwijającej się w warunkach nie habilitacyjnych i bez nominacji prezydenckich, czyli tam gdzie o nauce decydują naukowcy a nie upolitycznione kasty.

Argumentowano jednak , że jeszcze nie czas.

Habilitację można znieść, ale może za lat 10 .

A jak się argumentuje za pozostawieniem habilitacji po latach 10 ? – Tak samo jak przed 10 laty – można by ją znieść, ale może za lat 10.

Czyli żadnych wniosków nie wyciągnięto – poziom się obniża a czynnik obniżający ma pozostać .

Tak kasty walczą o swoje interesy, które nie są interesami kraju, nie mającego wiele ( o ile w ogóle) pożytku z ogromnej rzeszy habilitowanych generujących na drodze oszukiwania [ vide wyznania Rektora UJ https://blogjw.wordpress.com/2016/10/03/czy-prokuratura-z-urzedu-nie-powinna-wszczac-postepowania-wobec-oszustow/

] nowych studentów, kolejne zastępy magistrów i doktorów.

Rzecz jasna, aby ten proceder utrzymać trzeba utrzymać system habilitacyjny. Kasta habilitowanych alarmuje, że dla dobra nauki, dla utrzymania jej poziomu nie można znieść ich kastowości, bo doktoraty są kiepskie !

Nie podnosząc faktu, że to oni tą kiepskość zapewniają !

Nikt inny niż habilitowani w naszym systemie nie może przecież nadać doktoratu, więc tylko oni za ten niski poziom odpowiadają i jasno dokumentują swój niski poziom intelektualny i moralny zarazem !

Mają jednak w tej produkcji interes, bo ilością wypromowanych doktorów ,udyplomowianych studentów, mierzy się poziom uczelni , a oni tzn. habilitowani jak wypromują doktorów to do Pałacu zostaną wezwani na promocję profesorką !

Tak to funkcjonuje. Rzecz jasna w systemie wewnętrznym – kastowym, bez kontroli i konkurencji zewnętrznej. Ktoś kto by godził w interesy tak funkcjonującej kasty – zostanie z systemu wyklęty.

Nie jest to problem dzisiejszy – trwa od lat. Zagrażających akademickiej kaście formowanej w warunkach systemu komunistycznego kłamstwa usuwano podczas Wielkiej Czystki Akademickiej. Do czasów obecnych przeszli członkowie kasty i ich milusińscy, którzy ani swej historii nie chcą poznać, ani nie chcą dobrej dla kraju zmiany, bo taka zmiana by ich wymiotła z normalnego systemu akademickiego.