A może by tak wrócić do wartości II RP ?

MD

[http://www.marekjandyzewski.pl/ ]

A może by tak wrócić do wartości II RP ?

Bez naprawy systemu akademickiego program gospodarczy Mateusza Morawieckiego nie ma wielkich szans na realizacje. Gospodarce ( i nie tylko) potrzebni są ludzie na poziomie, elita intelektualna, jednocześnie o mocnym kręgosłupie moralnym.

Nie bez przyczyny marszałek – senior, Kornel Morawiecki, apeluje do środowiska akademickiego o powrót do utraconych wartości. [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/28/prawda-rzetelnosc-i-transparentnosc-utracone-wartosci-nauki-w-polsce/]

Szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego, który w słowach przyznaje, że naprawa systemu akademickiego jest konieczna, przygotowuje Narodowy Kongres Nauki. [https://nkn.gov.pl/ ]

Poprzedzają go comiesięczne konferencje o tematyce:

  • umiędzynarodowienie nauki i szkolnictwa wyższego;

  • propozycje zmian w naukach humanistycznych i społecznych;
  • zintensyfikowanie współpracy pomiędzy nauką, gospodarką i administracją publiczną;
  • ścieżki kariery i rozwój młodej kadry akademickiej;
  • dostępność kształcenia na poziomie elitarnym w powiązaniu z wysokiej jakości badaniami;
  • ustrój i zarządzanie w szkolnictwie wyższym.

Ale tematyka o wartościach akademickich nie jest obecna.

Najstarsza polska uczelnia, wzorcowa dla innych, ma co prawda Akademicki Kodeks Wartości [https://wobjw.wordpress.com/2010/07/05/mobbing-a-a-k-a-d-e-m-i-c-k-i-k-o-d-e-k-s-w-a-r-t-o-s-c-i/ ;

O etycznych kanonach pracy nauczycieli akademickich i próbach ich kodyfikowania], ale z wartościami jest na bakier i uczelnią zarządza demokratycznie wybrany rektor, który wprost mówi – my oszukujemy studentów ( dla pieniędzy rzecz jasna) dając do zrozumienia, że na uczelniach misja uczenia została zastąpiona misją oszukiwania. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/25/czy-rektor-uj-trafi-na-sciezke-dyscyplinarna/ ].

Korporacje nauczających i nauczanych poszukujące razem prawdy zastępowane są korporacjami oszukujących i oszukiwanych na drodze do uzyskiwania dyplomów i tytułów.

I jakby nikomu (niemal) to nie przeszkadzało Wręcz przeciwnie.

Jeśli w ramach naprawy systemu akademickiego nie zostanie naprawiony system wartości to żadna naprawa, także systemu gospodarczego, nie będzie skuteczna.

Uformowani na uczelniach oszuści co najwyżej mogą nas po raz kolejny ‚puścić w skarpetkach’.

Warto zwrócić uwagę na porównanie ze standardami II RP jakie przeprowadził b. rektor Marek Dyżewski, podnosząc ogromną degrengoladę moralną obecnego środowiska akademickiego.

Otóż w II RP oszuści tracili prawo do wykładania, takim się ręki nie podawało , obejmowano ostracyzmem.

Czyli dokładnie inaczej niż w III RP kontynuującej wzorce PRL, w której oszustów się nobilituje, wybiera demokratycznie na rektorów i inne decydenckie stanowiska akademickie a pozbawia prawa wykładania, obejmuje ostracyzmem tych co oszustwa ujawniali/ujawniają, przeciwko oszustwom protestują, rzeczywistej naprawy środowiska akademickiego się domagają. Tych traktuje się jako element niepożądany na uczelniach, stanowiący zakały środowiskowe bo naruszający patologiczne standardy środowiska zagrażający tym na etatach, sitwom akademickim i psujący ich dobre samopoczucie i samouwielbienie.

Środowisko akademickie oparte na antywartościach systemu komunistycznego, kontynuowanych w III RP,  samo się oczyszcza z elementu wartościowego, opartego na wartościach jakie uznawano w II RP.

A może by tak naprawiając system akademicki III RP wrócić do wartości II RP ?

Jak do tej pory nie widać oznak takiego przeorientowania w polityce akademickiej. Beneficjenci systemu kłamstwa trzymają się mocno, dzielnie walcząc z tymi co by chcieli prawdy szukać.

Może by tak minister nauki i inni naprawiacze systemu akademickiego wzięli pod uwagę opinie b. rektora Marka Dyżewskiego,  skoro nie chcą wziąć pod uwagę moich, tożsamych opinii od lat prezentowanych w przestrzeni publicznej i przekazywanych, na ogół bezskutecznie-  ministrom i innym decydentom.

Podobno w sprawie naprawy systemu toczy się szeroka dyskusja ze środowiskiem akademickim, ale zdaje się jest ona zawężona do tych, którzy degrengolady moralnej nie chcą zauważyć, a nawet ją tworzą.

List otwarty do min. Jarosława Gowina w sprawie lustracji środowiska akademickiego

diably-akademickie

Kraków 7 września 2016 r.

Józef Wieczorek

30-069 Kraków

ul. Smoluchowskiego 4/1

Szanowny Pan

dr Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20, ul. Wspólna 1/3

00-529 Warszawa

List otwarty do min. Jarosława Gowina

w sprawie lustracji środowiska akademickiego

Gazeta Prawna (6 września 2016 r.) pod wiele mówiącym tytułem „Uczelnie nie muszą się bać ponownej lustracji kadry „ zamieściła informacje o reakcji MNiSW (wiceminister Aleksander Bobko) na postulat posła Jerzego Gosiewskiego dokonania lustracji środowiska akademickiego, które jak wiadomo do dnia dzisiejszego nie zostało należycie zlustrowane i dzielnie występowało przeciwko próbom lustracji sprzed ok. 10 lat. O lustrację tego środowisko apeluje także koło poselskie ‚Wolni i Solidarni’ Kornela Morawieckiego.(Apel Koła Poselskiego Wolni i Solidarni o przeprowadzenie lustracji środowiska akademickiegocentrumprasowe.pap.pl)

Niestety reakcja MNiSW jest przygnębiająca, jakkolwiek po odrzuceniu postulatu lustracji zapewne wielka radość zapanuje na uczelniach z początkiem nowego roku akademickiego, mimo że w wakacje nastroje akademickie były minorowe po ujawnieniu kolejnego światowego rankingu uczelni .

Wiceminister podaje, że podobno w 2006 r. uwzględniono rewizję kadry akademickiej wprowadzając obowiązek lustracyjny dla kadry kierowniczej wyższych uczelni. Niestety wiceminister nie podaje skutków tego bardzo ograniczonego uwzględnienia.

Czy kogokolwiek w wyniku tej rewizji odsunięto od edukacji w szkołach wyższych, aby kadra akademicka reprezentowała „najwyższe standardy etyczne” ?

Chciałbym przypomnieć , o czym piszę od lat w wielu moich tekstach ujawnianych publicznie

(Książki DROGI I BEZDROŻA NAUKI W POLSCE,Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, KRYZYS UNIWERSYTETU, Mediator akademicki, Patologie akademickie po reformach, Patolologie akademickie pod lupą NFA dostępne w pdf na na stronie https://blogjw.wordpress.com/ gdzie również: Archiwum lustracyjne Tom A, Archiwum lustracyjne Tom B,Archiwum lustracyjne Tom C, Archiwum prasowe, Moje boje 1, Moje boje 2, Moje boje 3, Moje boje 4,Moje boje 5,Moje boje 6,Moje boje 7,Moje boje 8)

i przesyłanych także do ministerstwa, że obecne kadry akademickie formowane były w długotrwałym procesie negatywnej selekcji kadr, także pod kątem etycznym, stąd poziom etyczny tej kadry pozostaje wiele do życzenia i nie jest to poziom najwyższy, tylko niski, a czasem nawet poniżej poziomu.

Postulowałem dokonanie lustracji lustracji/weryfikacji środowiska akademickiego [ https://blogjw.wordpress.com/2016/08/20/potrzebna-lustracja-lustracji/] dokonywanej pod batutą utrwalaczy władzy ludowej (PZPR-SB) przez nomenklaturowe władze uczelni w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej. Organizatorzy, jak i skutki tej czystki pozostają do tej pory nieznani ( znany mi przykład wzorcowej uczelni – UJ) i nie ma woli poznania tej akcji prowadzącej jasno do zapaści nauki i edukacji wyższej w III RP. Z przyczyn słabości intelektualnej, jak i moralnej uczelnie piszą swoje fałszywe historie i im bliżej końca PRL, tym bardziej zafałszowane ( przykład – osławione „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” do tej pory autonomicznie nie wycofane z obiegu edukacyjnego- https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/).

Trudno wyprowadzić naukę/uczelnie z zapaści jak się nie ma wiedzy/nie ma chęci jej posiadania na temat istotnych przyczyn procesu dołowania/nurkowania do dna uczelni. [https://blogjw.wordpress.com/2016/08/18/polskich-uczelni-nurkowanie-do-dna/].

Ja temat podejmowałem, prezentowałem w wielu tekstach zebranych w kilkanaście już tomów dostępnych w internecie ( o czym ministerstwo informowałem) a kilka z nich także w formie „papierowej”, przekazywałem m. in. ministerstwu (dostępne w bibliotekach , także ministerstwa, także Sejmu) ale dyskusja na te niewygodne dla beneficjentów systemu i decydentów tematy – nie była prowadzona. Owszem byłem brutalnie atakowany za moje opinie na temat patologii środowiska akademickiego bazujące na wieloletnim monitoringu etyki i patologii, który prowadzę samojeden wobec braku zainteresowania środowiska poznaniem swego ciemniejszego oblicza.

Zdarza się, że rektorzy po przejściu na emeryturę potwierdzają moje opinie (zadowoleni, że teraz już mogą mówić prawdę, bo nic im nie grozi !), pomijając jednak swoje ‚zasługi’ dla tego stanu rzeczy.

Mój postulat zorganizowania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA), [https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/] , który być może zdołał by ‚wypompować’ choć trochę tych patologii – został zignorowany. Patologie mają się dobrze, a ja ‚awansowałem’ w III RP na głównego destabilizatora polskiego środowiska akademickiego stabilnego patologiami.

Widać jak słabe jest to środowisko skoro jeden – nic nie znaczący- obywatel, wyklęty już w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej ze środowiska, z wilczym biletem ważnym nadal mimo upływu czasu i ‚reform’, może takie środowisko o rzekomo najwyższych kwalifikacjach zawodowych i etycznych – zdestabilizować !

Natomiast mimo zaangażowania wielkich sił i środków akademickich/decydenckich mnie zdestabilizować nie zdołano ! Jestem stabilny swoimi wartościami i standardami etycznymi stanowiącymi zagrożenie dla patologicznych uczelni. Komentarz chyba zbyteczny.

Haniebna postawa części środowiska akademickiego w czasach PRL, której środowisko za żadne skarby nie chce poznać, to tylko jedna z patologii, ale jej utajnianie powoduje, że środowisko jest w tej hańbie niejako zakorzenione i nie potrafi się z tej niewoli wyzwolić.

Lekceważące podejście do lustracji ( w szerszym, nie tylko prawnym znaczeniu) środowiska akademickiego nie wróży dobrze przyszłości nauki i edukacji w Polsce.

W Gazecie Prawnej podawane są wzajemnie sprzeczne informacje – o zapewnianiu przez resort studentom i doktorantom dostępu do kształcenia przez nauczycieli o najwyższych kwalifikacjach zawodowych …. i jednocześnie że ‚ polityka kadrowa uczelni pozostaje w zakresie ich autonomii i nie podlega kontroli lub ocenie ze strony ministerstwa’.

Jeśli polityka kadrowa nie jest w gestii ministerstwa to oczywiste jest pytanie – po co nam takie ministerstwo ?

Uczelnie wybudowały sobie wspaniałe nieruchomości (aby podwyższyć warunki pracy i edukacji) i ‚nurkują do dna’, bo naukę i edukację tworzą ludzie a nie mury ! Ale takie kadry niezdolne do uprawiania nauki na wysokim poziomie i formowania studentów na poziomie są zatrudniane na etatach przez beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej ( i ich sukcesorów) -zatrudniane autonomicznie w ramach fikcyjnych, ustawianych na nich konkursów i dalej w takim trybie ‚wsobnym’, zamkniętym, patologicznym, awansujących.

Nauczycieli uczących myślenia krytycznego, nonkonformizmu naukowego usuwano (system kłamstwa przez takich był zagrożony) i nie było i nadal nie ma woli aby ich włączyć do systemu akademickiego nie znoszącego nadal krytyki merytorycznej i promującego zabójczy dla nauki konformizm.

Skoro tego ministerstwo nie kontroluje/nie chce kontrolować, mimo sygnałów obywatelskich, to takie ministerstwo nie jest potrzebne.

Potrzebna jest zatem kontrola i ocena obywatelska, bo to obywatele z podatków utrzymują obecny system akademicki.

Antylustracyjne argumenty ministerstwa przedstawione w/w tekście zdają się wskazywać, że ministerstwo utraciło kontakt z rzeczywistością.

Jeśli nadal ministerstwo ma istnieć to w swej akademickiej polityce historycznej niezbędnej aby stanąć w prawdzie i oprzeć naukę oraz edukację na podstawowych wartościach winno m.in. :

  • zobligować uczelnie do ujawnienia prawdziwych historii uczelni w czasach najnowszych

  • ujawnić przebieg, skutki, straty osobowe kadr akademickich, składy osobowe realizatorów Wielkiej Czystki Akademickiej poprzedzającej okres tzw. transformacji jednej z najważniejszych przyczyn dołowania nauki w III RP.

  • ujawnić tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa i wykluczyć ich z negatywnego oddziaływania na młodzież akademicką

  • ujawnić rekrutację kadr akademickich – ustawiane konkursy, ich komisje

  • ujawnić konkursy na projekty badawcze – ich ustawianie, rezultaty projektów

Skoro autonomicznie uczelnie/instytuty naukowe/organy nie są w stanie tego zrobić,

to ministerstwo winno działać na rzecz stworzenia takich ram prawnych, aby to było możliwe.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

32 lata później – czyli długotrwała amnezja akademicka po wprowadzeniu stanu wojennego

Amnezja

32 lata później – czyli długotrwała amnezja akademicka po wprowadzeniu stanu wojennego

Kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego skłaniają świadków historii do refleksji, zwykle gorzkich, bo to jest gorzka historia, szczególnie na odcinku akademickim (aby zastosować terminologię epoki).

Niestety historii tej nie mogą poznać ci, którzy świadkami historii nie byli, bo ta historia mimo upływu lat, a nawet wieków nie jest możliwa do poznania. Nad jej poznaniem na uczelniach rozwieszono bowiem parasol ochronny, w czym wzorcowy przykład stanowi najstarsza polska uczelnia. W jej dziejach nie rozpoznano nawet stanu wojennego, a skoro najwybitniejsi uczeni najlepszej (podobno) polskiej uczelni nie byli w stanie tego dokonać to co tu mówić o pozostałości.

Nieznane są oczywiście skutki stanu wojennego ( i powojennego) dla uczelni, nie ma winnych bo niby jacy mogą winni skoro tego stanu i jego ekscesów nie było ?

No to może by spróbować inaczej.

Jakie były straty i zyski osobowe lat 80-tych ubiegłego wieku dla polskich uczelni ?

Czy można znaleźć gdzieś taki bilans ?

Z badań komisji uczelnianej (o której składzie, ani wynikach badań nikt nic nie wie na dotkniętej epidemią amnezji uczelni) wynika, że pokrzywdzonych w PRL było niewielu, a i tak to byli często tajni współpracownicy ( jak. np. Maleszka). Z dzieł i opinii badających zapiski esbeckie wynika, że uczelnia była ochraniana w tym okresie przez SB i ochrona ta zapewniła uczelni przejście przez Morze Czerwone – bezstratnie ! – więc pełnia szczęścia.

Jeden z rektorów posądzony o współpracę z SB spojrzał na swoje zapiski z tamtych lat znalezione (całkiem przypadkowo) w garażu i odrzekł, że nic takiego nie miało miejsca, bo w swoich zapiskach niczego takiego nie zapisał ! Rzecz jasna, że rektor (już były) ten cieszy się szczególnym uznaniem i poważaniem, bo dał należytą odprawę niepoprawnym badaczom.

Niestety ten sam rektor, ani żaden inny, nie zdołał odnaleźć ani w garażu, ani w piwnicy, ani nawet w szufladzie, papierów dotyczących pracowników, którzy ani jawnie, ani tajnie nie chcieli współpracować z najlepszym z systemów, wpływając tym samym negatywnie na młodzież akademicką.

Jawni i tajni współpracownicy na uczelni mają się nadal dobrze, a nawet lepiej, bo nikt nieodpowiedni im w dobrym poczuwaniu się nie przeszkadza.

Uniwersytecka misja poszukiwania prawdy szerzona przez rzeczonego rektora ( już byłego) też jest wydajnie, a nawet bardziej – realizowana, jak tylko kłamstwo nazwano prawdą. Tak, tak – Polak potrafi, a szczególnie Polak akademicki !

Jako niepoprawny na okoliczność rocznicy wojennej zakłócę jednak błogostan akademicki beneficjentom systemu, uparcie domagając się odpowiedzi na pytania :

Kiedy UJ osiągnie taki poziom naukowy aby zdołał zidentyfikować w swej historii stan wojenny ?

Kiedy UJ osiągnie taki poziom naukowy aby zdołał zidentyfikować w swej historii symbiotyczne relacje z SB i PZPR ?

Kiedy UJ osiągnie taki poziom naukowy aby zdołał zidentyfikować w swej historii Wielką Lukę Akademicką – rezultat symbiozy PZPR-SB-władze uczelni w latach 80-tych ubiegłego wieku ?

Kiedy władze UJ odpowiedzą na pytanie: gdzie są nauczyciele z tamtych lat – ci, którzy uczyli myślenia i to krytycznego ( czyli zabójczego dla ówczesnego i obecnego systemu) ?

Kiedy władze UJ odpowiedzą na pytanie: gdzie są nauczyciele z tamtych lat – ci, którzy uczyli nonkonformizmu naukowego ( czyli zabójczego dla konformistycznego środowiska akademickiego, ówczesnego i obecnego) ?

Kiedy władze UJ odpowiedzą na pytanie: gdzie są nauczyciele z tamtych lat – ci, którzy posiadali poczucie własnej wartości  zabójcze  dla zintegrowanego własnym skundleniem środowiska akademickiego, ówczesnego i obecnego ?

Kiedy władze UJ ujawnią/odtajnią niewygodne dla siebie/ dla UJ papiery niewygodnych nauczycieli akademickich, którzy stanowili i nadal stanowią zagrożenie dla uczelni ( i całego systemu akademickiego), bo na kłamstwo mówią – kłamstwo, a na prawdę – prawda ?

Kiedy władze UJ i ich wyborcy zrozumieją, że degrengolada moralna tocząca to środowisko prowadzi do staczania się nie tylko uczelni, ale i całej Polski ?

Ja przeciwko deprawacji młodzieży akademickiej w połowie lat 80-tych protestowałem, ale zwycięstwo etatowe ( inie tylko) odnieśli deprawatorzy i ich miłośnicy, więc jest to co jest i nic tego grona nie usprawiedliwia i nie da się przerzucić winy na kogokolwiek.

Za wprowadzenie stanu wojennego odpowiada junta Jaruzelskiego za co nie poniosła kary, ale kary też nie ponieśli symbionci akademiccy, którzy w PRL ochronieni przez SB w III RP ubrali się w szaty permanentnie pokrzywdzonych, dotkniętych dożywotnią (co najmniej) amnezją i opozycji to nie przeszkadza. Brak słów.

Na nowy rok akademicki – O porażce polskiego środowiska akademickiego

Na nowy rok akademicki –

O porażce polskiego środowiska akademickiego

(aby nie można było udawać dalej,

że nic się nie stało/nic się nie dzieje)


Za największy sukces ostatnich 20 lat w szkolnictwie wyższym uważa się pięciokrotny wzrost liczby studentów. Bardzo dobrze, że b. szef KRASP (Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich ) prof. Luty, bynajmniej to za sukces nie uważa, bo nastąpił jednoczesny spadek jakości nauczania i spadek aktywności badawczej kadry. To fakt, o którym nie można zapominać w ocenie tego co się stało.


Należy jednak pójść dalej, bo znany także fakt ( przytaczany przez prof.Lutego), że kadra akademicka wzrosła jedynie o 30 proc.. mówie wiele o stanie szkolnictwa wyższego, szczególnie jeśli ten fakt właściwie zinterpretujemy w szerszym kontekście.

Często ten fakt jest przytaczany w kontekście słabego finansowania szkolnictwa wyższego.

Argumentuje się, że gdyby państwo dało więcej pieniędzy, to kadry by było więcej, bo obecnie tylko nieliczni chcą się poświęcać nauce za kiepskie pieniądze. Co prawda pieniądze w nauce nie są wielkie (dla większości) ale nie jest prawdą, ze nie ma chętnych do ‚robienia’ w nauce.

Prawda jest inna, ale o tej innej prawdzie media na ogół milczą, tak aby ogół nie był o niej poinformowany.

Kadry na obecną ilość studentów jest za mało , ale jest to m.in. wynik:

  • niechęci obecnej etatowej korporacji akademickiej do jej zwiększenia ( obrona przed konkurencją, niechęć do utraty wielu etatów !, niechęć do utraty łatwych pieniędzy, niekiedy za działalnośc fikcyjną, pozorowaną)

  • niezdolności ( niewystarczającej zdolności) obecnej korporacji do formowania kadr akademickich na poziomie

To, że w szkołach wyższch ‚bieda, że aż piszczy’, najlepiej dowodzą zarobki rektorów wyższych uczelni, gdzie ‚nikt’ ze względu na niskie płace nie chce podobno pracować. Jasne! Kto by przeżył za 25-30 tys miesięcznie ?

To stawki dla rektorów uczelni, które nie potrafią uformować wystarczającej ilości kadr nauczających o międzynarodowej jakości.

Inni profesorowie tych uczelni, także mają po kilka tysięcy miesięcznie ( i jeszcze wiele, wiele więcej na innych uczelniach, na których figurują [pracują ?]dla spełnienia minimum kadrowego).

Fakt, kadry wysokowykwalifikowane winny zarabiać dużo, ale mamy tu do czynienia z kadrami o niezbyt wysokich kwalifikacjach, jakkolwiek obdarzanych i obdarzających (głównie swoich) licznymi tytułami. U nas na uczelniach nie płaci się za pracę wysokokwalifikowaną, tylko za tytuły, nie zawsze mające wiele wspólnego z wysokimi kwalifikacjami.

Sam fakt, że ‚utytłani’ nie radzą sobie z formowaniem lepszych od siebie (podstawowe zadanie w nauce) a prawdę mówiąc wcale nie mają zamiaru (jeśli by nawet potrafili) takich formować, świadczy o tym, że do kadr wysokowykwalifikowanych intelektualnie i/czy moralnie nie należą. Więc niby dlaczego mają wysoko zarabiać ?

Na pytanie co zrobili z kadrami, które by mogły ich zastąpić/uzupełnić w tym znoju pracy naukowej, na ogół nie ma rzetelnej odpowiedzi.

Odpowiedź, ze inni nie chcą, tak tyrać dla dobra ludzkości za psi grosz, nie jest prawidłowa.

Jest wielu takich, którzy by uczyli lepiej i taniej (jak to już czynili), ale takich się z zawodu eliminuje, bo by odsłaniali prawdziwe oblicze etatowych kadr akademickich.


Obecne kadry to głównie beneficjenci PRL, pozostali po wyeliminowaniu tych co charakteryzowali się niewłaściwą postawą obywateską, czy etyczną, niezgodną z pryncypiami panującego systemu komunistycznego. Natomiast formowanie lepszych w nauce to było ‚psucie młodzieży’, bo młodzież miała być posłuszna i uznawać przewodnią rolę (wzorcowy poziom moralny i naukowy) towarzyszy i ich miłośników/zwolenników.

Beneficjenci reprodukowali/-ują sobie podobnych i przez lata bronili/nadal bronią się przed lustracją i merytoryczną weryfikacją kadr

przed włączeniem do kadr naukowych, tych co przed laty wyeliminowali ! O tej przyczynie małości/słabości obecnych kadr się nie mowi !

Mówi się kłamstwa, które były atrybutem nie do końca upadłego poprzedniego systemu. W nauce on nie upadł. Odwilży nie było !

W fałszywych historiach, przez siebie pisanych, ‚profesorowie’ nie są w stanie zidentyfikować tamtego systemu (stanu wojennego w szczególności),

nie wiedzą ( amnezja !) o swojej działalności na rzecz wyeliminowania z systemu (powtarzające się rugi akademickie) tych co kadry potrafili formować ! W biogramach o takich sprawach nawet słowem nie wspominają . Co za skromność ? Nieprawdaż ?


Tak, obecny stan kadry akademckiej to jest porażka tego środowiska, porażka autonomiczna, przez nikogo nie narzucana, bo to środowisko nie pozwoliło aby ktoś im narzucił oczyszczenie!


Środowisko woli mieć w swoich szeregach zarówno b. towarzyszy ( nie tylko szeregowych), ale i tajnych współpracowników, ba, zomowców nawet, ale zrobi wszystko, a nawet więcej, aby w ich środowisku nie było tych co ujawniają/ujawniali prawdę.

Ten kto by był zdolny/zechciał uformować kadry lepsze od obecnych – to największy wróg.

Takich w tym systemie się nie toleruje ! Bo pozbawili by obecnych etatowców argumentu, że muszą ‚pracować’ na wielu etatach i to dożywotnio, bo nikt nie może ich zastąpić !


Celem działalności naukowej jest poszukiwanie prawdy, celem szkolnictwa wyższego jest nauka innych jak prawdę szukać, ale celem obecnej ( w większości) kadry akademickiej jest ukrywanie prawdy, jej niszczenie, oraz eliminacja nośników pamięci ( czyli oszołomów, hunwejbinów, destabilizatorów środowiska akademickiego itd. itp.).I za to ta kadra domaga się aby była lepiej wynagradzana ? Aby jej niszczenie było bardziej skuteczne ?!


Rozpoczyna się nowy rok akademicki i można być pewnym, że dla obecnych kadr będzie to kolejny rok autonomicznego, odważnego chowania głowy w piasek, aby nadal udawać, że nic się nie stało/ nic się nie dzieje. Można być pewnym, że głowy będą schowane w podręcznych strusiówkach ( nic nie wymyślą, bo niby jak ?) a dłonie nadal będą uzbrojone w maczugi, które posłużą do odważnego rozprawiania się z niewłaściwie myślącymi, żyjącymi z podniesioną głową i wyprostowanym kręgosłupem, bo takich to środowisko nie zniesie, nawet gdyby było finansowane dziesiątki razy lepiej !

Nie jestem na tyle odważny aby chować głowę w piasek

środowisko naturalneŚrodowisko naturalne

środowiska akademickiego

Rozważania na weekend wakacyjny.

Polskie środowisko akademickie wykazuje się wielką odwagą osobistą co miałem okazję zaobserwować przez wiele lat przebywania w tym środowisku i w ciągu kilku lat prowadzenia Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl

Z wielką determinacją i otwartą przyłbicą to środowisko walczylo o nieprzeprowadzenie lustracji na uczelniach, dzięki czemu te pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego.

Środowisko to solidarnie występuje zwykle w sprawach finansowych, tak aby na swoją misję poszukiwania prawdy dostawało jak najwięcej pieniedzy i nie musiało się z nich rozliczać przed moherowym ( i nie tylko moherowym) podatnikiem. Taką postawę argumentuje koniecznością godnego życia utożsamiając godność z finansami. Uważa że np. pensja powyżej średniej krajowej, a nawet emerytury ponad 3 tys nie zapewniają godnego życia. Oczywiście w porównaniu z zachodnimi naukowcami to wiele nie jest, ale trzeba pamiętać, że zachodnim naukowcom na ogół daleko do osiągania średnich krajowych.

To samo środowisko nie martwi się i nie występuje w obronie tych co mają i po kilkaset złotych miesięcznie, a mimo to żyją godnie.

Po co mają o nich wsytępować skoro tak tanio kosztuje ich godność ? Walczą o swoje bo nawet za kwote 10 x większą godnie żyć nie potrafią. Jakby dostali więcej to ich godność by się podniosła . Ciekawe podejście nieprawdaż ?

Ja to nawet rozumiem, bo jeśli ktoś się ześwinił i karierę miał umocowaną partyjnie, esbecko, to ma prawo do kaca moralnego i jakby cierpiał na niedostek godności. Jak wykosił innych niecnymi metodami to niby skąd ma mieć uzasadnione poczucie własnej wartości, skoro na braku wartości swą karierą oparł ?

Apogeum odwagi środowisko osiąga na wieść o krzywdach innym wyrządzonych, o przekrętach na uczelniach, o plagiatach i niegodziwościach, próbach odsłaniania prawdy o niecnej przeszłości beneficjentów. Wtedy osobista odwaga, którą wykazuje zdecydowana demokratyczna większość, z wyjątkiem oszołomów i hunwejbinów, skłania ich do chowania głowy w piasek . Zwykle zresztą żyją z podręczną strusiowką, która zapewnia im demonstrowanie publiczne swojej odwagi.

Ja nie mam takiej odwagi. W piasku zanurzam zwykle tylko nogi na plaży. Ale o zanurzeniu głowy nie ma mowy ? Taki odważny to ja nie jestem. Boję się, że piasek wejdzie mi w oczy i uszy i nie będę zdolny do widzenia i slyszenia tego co należy.

A odważnym głównie o to chodzi !

Czują się jak ryba w wodzie, kiedy głowę zanurzą w piasku !

Nawet nie muszą w tym celu jeździć na piaszczyste plaże. Podręczna strusiówka rozwiązuje problem zawsze i wszedzie i dużo taniej, co w dobie kryzysu nie jest bez znaczenia.

Nic tylko im zadrościć odwagi i rozwagi !

60 lat minęło od narodzin nieboszczki PZPR, a duch pezetpeerii nadal przenika pałac nauki i edukacji

 

pzpr

60 lat temu, 15 grudnia 1948 r., na kongresie zjednoczeniowym powstała PZPR – przewodnia siła narodu, służąca do jego zniewolenia pod dyktando moskiewskie. Swój niecny żywot zakończyła z końcem 1990 r

Kongres zjednoczeniowy odbył się na Politechnice Warszawskiej co jakby symbolizowało, że nauka i edukacja w Polsce będą odtąd funkcjonowały pod parasolem PZPR. I tak było, a skutki tego mamy do dnia dzisiejszego.

Formowanie systemu akademickiego, polityka kadrowa, system rekrutacji akademickiej (studentów i pracowników), system awansów, oraz weryfikacji kadr odbywały się według dyrektyw partyjnych.

Autonomia uczelni była iluzoryczna, a jej ograniczanie regulowano kolejnymi ustawami.

Co prawda na obsadę stanowisk miały wpływ władze uczelni, ale niewygodnymi dla władz partyjnych i tak nie mogli stanowisk obsadzić, przynajmniej wysokich stanowisk. . Jak grupa zbyt niewygodnych była zbyt liczna, kierunki likwidowano, nowe tworzono. Tak było głownie w czasach stalinowskich, ale i później tez się zdarzało, a profesorem nikt nie mógł zostać jak nie dostał zgody partyjnej. Zresztą i na uczelniach stopień upartyjnienia nie był mały oczywiście większy na kierunkach humanistycznych gdzie i 50 % potrafił przekroczyć, ale i na pozostałych pezetpeerowców było nie mało. Zresztą ilość nie była tu tak istotna, bo co z tego, że ktoś był w instytucie sam partyjny skoro miał władzę niemal absolutną (jak był sam nie musiał z innymi ją dzielić !) na co najmniej ćwierć wieku wykluczając wszystkich mu niewygodnych !

Gdy partyjnych było niewielu nie było, wtedy wyniszczających walk frakcji partyjnych też nie było,  więc pożądane dyrektywy łatwiej było wprowadzać. Zdarzało się,  że tam gdzie na wydziale były dwie frakcje partyjne, zwalczające się nawzajem, ale w równowadze, żaden partyjny nie mógł zostać wybrany i dyrekturę obejmował bezpartyjny !

Zresztą partia miała wsparcie w SB,  z którą żyła w symbiozie, i tam gdzie było mało partyjnych instalowano więcej TW,  KO itp.  aby wzmocnić kontrolę środowiska.  Jak ktoś był nieprawomyślny, traktowany był jako przeciwnik i rozpracowywany dokładnie, dołowany dobitnie, tym bardziej,  im bardziej intelektem przewyższał przedstawicieli władzy.

Stopień upartyjnienia wzrastał w hierarchii akademickiej po prostu dlatego, żeby obejmować wyższe funkcje, spełniać najlepiej kryteria, lepiej było należeć do partii i nie chodziło tu o bycie komunistą s.s., ale głównie o oportunizm bez twarzy i kręgosłupa, bo twarz i kręgosłup stanowiły zagrożenie i były źle widziane.

Kto się przynależnością do ZMS nie zhańbił musiał za chlebem ruszać ze stolicy w świat prowincjonalny, bo lepsze stołeczne posadki czekały tylko na zhańbionych.

Oczywiście przynależność partyjna stanowiła trampolinę do kariery, ale nie zawsze funkcjonowała jak należy ( z różnych powodów) i byli tacy co występowali z partii, czy odmawiali dalszej współpracy z SB,  jeśli trampolina nie działała tak  jak się spodziewali.

Do świata nauki wprowadzono wielu politruków pełniących obowiązki profesorów, chociaż ze standardami nauki nie mieli wiele wspólnego, a właściwe to mieli te standardy zredukować do poziomu przestępczego w gruncie rzeczy systemu.

Główne standardy oceny naukowców to była postawa obywatelska, czy etyczno -moralna – tzn. etyczne i moralne było to co służyło partii do trzymania w ryzach całego społeczeństwa, a nietyczne, niemoralne to co mogło w tym przeszkadzać, a przynajmniej ujawniało rzeczywisty charakter najlepszego systemu ludzkości.

Tak wyselekcjonowano kadry akademickie i to się udało,  może nie na 100 %, ale na 70-80 % na pewno.  Beneficjenci systemu dalej wg tych samych reguł selekcjonują dalej, mimo że sztandary PZPR już dawno wyprowadzono. System wdrożono w życie i system funkcjonuje i nie ma siły aby go zmienić. No bo jak go można zmienić demokratycznie,  skoro większość jest wyselekcjonowana wg reguł systemu komunistycznego ?

Kto by naruszył dotychczasowe reguły zostanie oskarżony o naruszanie autonomii ! Kto nie awansuje partyjniaka o dotychczasowej karierze uwarunkowanej politycznie, spotka się z zarzutem upolityczniania nauki !

Tego co powstało pod autonomiczną batutą partii likwidującą podstawowe przejawy autonomii uczelnianej, nie ma siły aby demokratycznie zlikwidować.

Demokratyczna większość środowiska akademickiego walczy o poszanowanie zdobyczy naruszania autonomii !

Duch pezetpeerii przeniknął nie tylko mury uczelni, ale także serca i umysły braci akademickiej i nic go przepłoszyć nie może. W większości akademicy są ‚lewoskrętni’ i jak ktoś by chciał skręcać w prawo wypadnie z toru akademickiego.

PZPR niby zmarła, ale żyją jej kolejne wcielenia, także stara gwardia partyjna, która trzyma się mocno i swoich, także młodszych, solidarnie wspiera. Takiej solidarności nie ma wśród „Solidarności” !

Na różnych uczelniach, można spotkać staruszków i ponad 80 letnich pociągających nadal za sznurki akademickie. Czasem dzierżą całe ich pęczki, bo takie sobie porobili ustawy, aby trzymać się wielu sznurków, bo wtedy można zachować postawę nawet jak kręgosłup już nie dopisuje.

Ale faktem jest, że środowisko tak utraciło swoją świadomość, swoje poczucie właściwości, że daje się prowadzić nawet bez sznurka. Wystarczy zdalne sterowanie.

Gdy była szansa na zmiany ustawowe nauki w 15 lat po wyprowadzeniu sztandarów PZPR rektorzy w walce o zachowanie autonomii uczelni ! poszli do b. kacyka partyjnego, wtedy zasiadającego w pałacu, z prośbą aby zrobił im taką ustawę, aby im było dobrze.  No i Olek zrobił im ustawę prezydencką, w systemie dotychczasowym zakotwiczoną,  a zatem niepolityczną ! autonomiczną! na inną by się rektorzy nie zgodzili ! I tak język partyjnej nowomowy przeżył śmierć swej matki – Partii, i zanosi się, że i wnukowie i prawnukowie będą się taką nowomową posługiwali.

Tak, tak, coraz to słychać, że na uczelniach nie może być polityki, a autonomia nie może być naruszana ! Nikt prawoskrętny na lewoskrętnej uczelni nie może nic wygłosić, nikt nie może usunąć z powodów etycznych agenta, bo kto jak kto ale to właśnie agent był etyczny, jak wykonywał dobrze swój fach, a ci co ujawniają jego działania są nieetyczni i działają na szkodę uczelni, które by postradały przecież minima kadrowe,  gdyby wyprowadzić z nich agentów !

Agent panem jest i basta ! Uczelnie pozostały agencjami nie do końca upadłego systemu komunistycznego, którego upiory przepłoszą każdego,  kto by był im niewygodny i naruszał błogostan akademicki pod sztandarami PZPR z takim trudem osiągnięty.

Czemu środowisko akademickie tak nienawidzi lustracji


sodoma-lucas-van-leyden

Sodoma – Lucas-van-Leyden

Środowisko akademickie wykazało się ogromną determinacją, wręcz heroizmem w walce przeciwko ustawie lustracyjnej. Z taką odwagą i demokratyczną większością w innych sprawach nie potrafi się przeciwstawić. Główne hasła widoczne na sztandarach akademickich głosiły:

Lustracja to naruszanie naszej godności

Lustracja to naruszanie autonomii uczelni.

W czasach PRLu dla samego wyjazdu zagranicznego, czy awansu wczesnego, donosili co popadnie, brali co dawali ( nawet to czym się brzydzili) i ich godności to nie uwłaczało.

Nie słychać do dnia dzisiejszego ( z nielicznymi wyjątkami) o procesach przeciwko naruszaniu autonomii uczelni poprzez nadzór komisaryczny, polityczny w procesach oceniania pracowników akademickich. Niektórzy nawet twierdzą, że per saldo to było dobre !

Z czego się bierze taka postawa środowiska wydawałoby się nader schizofreniczna ? Nad odpowiedzią nie ma co się trudzić. Jak ktoś zna choć trochę to środowisko łatwo odpowie –

To się bierze z samego jestectwa środowiska akademickiego.

Oni nie widzą w donoszeniu, w moralnej prostytucji dla ‚sukcesu’ – nic niewłaściwego. Bo oni to czynią na co dzień. Nie ma już esbecji, a oni robią to samo ! więc po co wywlekać te zaszłości, skoro i teraźniejszość jest taka sama ? To nie są dla środowiska rewelacje, to tylko takie tramtadracje. Młodzież też tym przesiąka i podchwytuje argumenty ‚starszaków’ – autorytetów (a jakże) moralnych i naukowych.

Gdy chodzi o pokrzywdzonych, z uczelni wywalonych, zaocznie , anonimowo, fałszywie oskarżonych – cisza jak makiem zasiał, wszystko ukrywa się pod dywanem, łepetyny odważnie chowa się w piasek ( ze strusiówką podręczną, nikt komu zależy na zachowaniu godności, się nie rozstaje !), a jakby taki niegodny nieudacznik dał jeszcze głos – maczugą takiego w łeb, i po krzyku. Tak się broni środowisko przed osobnikami niewłaściwymi.

Gdy chodzi o donosicieli, a nawet o samych esbeków, solidarność z nimi jest wielka. Nie ma problemu aby zebrać dziesiątki, setki nieanonimowych podpisów. W takich sprawach nikt się nie boi podpisywać. To jest sprawa na śmierć i życie. Być czy nie być, w środowisku akademickim !

Z podniesionym czołem, z otwartą przyłbicą, ci sami, na co dzień mieszkańcy podręcznych strusiówek, walczą o samych swoich argumentując w stylu : Tak być nie może ! Nie pozwolimy krzywdzić naszych pobratymców. Nie można naruszać naszej autonomii do donoszenia, do gratyfikacji za ofiarną pracę. To narusza nasze swobody akademickie !

I tak to się toczy. Mamy przykład toruński, wcale nie gorszy od toruńskich pierników, mamy przykład gdański, którego nawet szum morza nie uciszył, mamy przykład krakowski, który nawet smok wawelski toleruje. Swój swojemu krzywdy nie zrobi.

Istna Sodoma akademicka. Pan Bóg więcej ognia i siarki na nią nie spuści. Wszystko zostaje w rękach społeczności akademickiej. Tylko kto jej poda rękę ?