Przesłanie na Nowy Rok: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”

Przesłanie na Nowy Rok:

„Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”

To, że polskie środowisko akademickie jest stabilne swoimi patologiami i walczy o zachowanie status quo w tej materii, nie jest żadną tajemnicą. Nie jest też tajemnicą konformizm środowiska akademickiego, pod tym kątem zresztą od lat selekcjonowanego i formowanego. Standardy metodologiczne beneficjentów systemu komunistycznego często szwankują, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych. Dobrze, jeśli ktokolwiek te problemy publicznie podnosi.

O doskonałość polskiego środowiska naukowego

Prof. Śliwerski, członek Rady Doskonałości Naukowej, walczący o doskonałość polskiego środowiska naukowego, także na swoim blogu, niedawno ogłosił całkiem słusznie, że ‚Nauka polska wymaga spełniania przynajmniej minimalnych standardów metodologicznych’.

Można krzyknąć – tak trzymać !

Profesor pisze „Jeśli już kogoś nie stać na oryginalność, to niech chociaż przestrzega reguł logiki i obowiązujących w diagnostyce standardów. W przeciwnym razie upowszechnia się w sieci – pod szyldem nauki polskiej – błędy, które z nauką nie mają nic wspólnego. Są bowiem pseudonauką. …”. To na okoliczność zamieszczonej w sieci ankiety na temat polskiego środowiska akademickiego, która to ankieta bardzo pana profesora poruszyła i wydaje się – wręcz wyprowadziła z równowagi, choć to nie była praca naukowa, a tylko mający swoje mankamenty sondaż środowiskowy osoby ze stopniem doktora.

Nie tak dawno profesor wyrażał swoje niezadowolenie, że adiunkci nie działają w środowisku akademickim jako środek chwastobójczy [Kurier WNET, grudzień 2019].

Wydawało by się zatem, że jak profesor natrafi na przykład próby – choćby nieporadnej – odchwaszczenia środowiska akademickiego przez adiunkta, to się tym faktem ucieszy, a jako spec od doskonałości pospieszy z pomocą. Nic z tego.

Totalna krytyka, dyskredytacja, wręcz akademickie rozstrzelanie osoby próbującej odchwaszczenia środowiska. Fakt, w ankiecie dwa pytania – o badania doktorskie i profesorskie – raczej nie kwalifikowały się na odpowiedzi w trybie ankietowym, bo trzeba by użyć co najmniej tysięcy znaków aby temat przynajmniej napocząć, a w ankiecie, nim się napocznie, już trzeba skończyć.

Wzorowa metodologia ?

W totalnej krytyce profesor powołał się na słuszność metodyczną Heliodora Muszyńskiego, znanego pedagoga i metodologa, należącego – jak podaje Wikipedia [fakt, że źródło niezbyt doskonałe, ale doskonali profesorowie niczego bardziej doskonałego do tej pory nie udostępnili mniej doskonałym] – do opartego na poglądach Karola Marksa i Fryderyka Engelsa nurtu pedagogiki socjalistycznej, który to profesor zgodnie z tym nurtem argumentował: „Jeśli naukowiec popełnia tak elementarne błędy, to jest w świetle naukoznawstwa pseudonaukowcem, gdyż kompromituje reprezentowaną przez siebie naukę wskazując innym, że można ją uprawiać tak patologicznie”

Nurt ten wyniósł prof. Heliodora Muszyńskiego nie tylko na piedestał profesora, ale także członka Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Stopni Naukowych przy Radzie Ministrów (i to przez cztery kadencje, czyli 14 lat, od roku 1972 do roku 1986.

Od 1968 do 1973 r. socjalistyczny profesor prowadził tzw. eksperyment poznański, którego przedmiotem było opracowanie systemu wychowawczego w szkołach, rzecz jasna socjalistycznych. ‚Jego, krytycznie oceniane przez część pedagogów, rezultaty były szeroko wdrażane w tysiącach polskich szkół…..Założenia eksperymentu wywodzono od klasyków marksizmu-leninizmu, m .in. ustalenia Karola Marksa, że wychowanie dla przyszłości może być tylko angażowaniem wychowanków do walki o tę przyszłość….

…..Punktem wyjścia dla wprowadzanego systemu wychowawczego, według uchwały ministerstwa, były cele właściwe ideałowi człowieka socjalistycznego, który powinien się charakteryzować: zaangażowaniem ideowo-politycznym, świadomością zasad, celów i ideałów socjalizmu, emocjonalnym związkiem z tymi ideałami, uspołecznieniem, dbałością o wspólne dobro, rzetelną pracą, ofiarnością i zdyscyplinowaniem społecznym, patriotyzmem i internacjonalizmem socjalistycznym, emocjonalnym związkiem z postępowymi tradycjami narodowymi i społecznymi, solidarnością i braterstwem z narodami ZSRR i innych krajów socjalistycznych ….’

Nie bez przyczyny w 1975 r. kierowany przez niego zespół otrzymał Nagrodę Komisji Edukacji Narodowej i chyba nie bez przyczyny metodologia – stosowana przez jego szefa – jest przywoływana przez profesora stojącego na straży doskonałości nauki polskiej w III RP, tak silnie zakorzenionej w standardach systemu opartego na klasykach marksizmu-leninizmu.

Kto z tymi standardami jest na bakier, nie ma szans w systemie akademickim III RP, bo doskonałości rzecz jasna nie osiągnie, jako że nie zważa na jedynie słuszną metodologię socjalistyczną Heliodora Muszyńskiego.

Mankamenty doskonalenia

Tym niemniej trzeba podkreślić jak najbardziej słuszną konstatację prof. Śliwerskiego: „Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska”.

Mogłaby ona służyć jako przesłanie na kolejny rok, nie tylko akademicki. Trudno jednak zrozumieć, że profesor od doskonałości naukowej nie podjął nawet próby realizacji tego przesłania, doskonalenia swojego środowiska, nie podjął krytyki jego poczynań, mimo że środowisko to jest bardzo niedoskonałe.

To środowisko wyselekcjonowało w naszym systemie akademickim całe rzesze bardzo niedoskonałych, tak doktorów, jak i profesorów, na drodze do stworzenia nadzwyczajnej kasty akademickiej, która jednak niewiele znaczy w nauce w relacji do środowisk naukowych innych krajów.

Starając się działać na rzecz odchwaszczenia tego środowiska, podnosiłem wielokrotnie [głównie na moim blogu] kwestię absurdalnej nieraz metodologii badań prowadzonych przez profesorów, kompromitujących reprezentowaną przez nich naukę. Nie zauważyłem jednak, aby profesorowie od doskonałości naukowej te niedoskonałości zauważyli, podjęli krytykę swojego środowiska i chcieli niedoskonałości usuwać.

Ja postulowałem, aby takich decydentów nauki, często dotkniętych czerwoną zarazą, przenosić w stan nieszkodliwości, ale nie mając władzy nad kimkolwiek poza samym sobą, to ja zostałem usunięty z systemu akademickiego, jako stanowiący zagrożenie dla socjalistycznych decydentów nauki oraz procesu formowania i doskonalenia młodzieży akademickiej w ramach najlepszego z systemów, tak wspieranego m. in. przez Heliodora Muszyńskiego.

Mimo to, nie zaprzestałem działań na rzecz naprawy systemu akademickiego, na rzecz jego odchwaszczenia, co przez szkodników akademickich jest negatywnie oceniane, traktowane jako destabilizowanie tego środowiska [sic !].

Z ludzkiego punktu widzenia trudno się nawet temu dziwić, bo w przypadku przyjęcia moich standardów [jakże odmiennych od tych wprowadzanych w życie przez prof. Heliodora Muszyńskiego] musieliby tacy potracić lukratywne stanowiska od doskonalenia naukowego.

Moim, niewątpliwie niedoskonałym zdaniem (w końcu jestem jedynie doktorem), metodologia prof. Heliodora Muszyńskiego, do której prof. Śliwerski tak głęboko jest przywiązany, z nauką sensu stricte chyba nie ma wiele [o ile cokolwiek] wspólnego.

Prof. Śliwerski jednak nie zważa na swój postulat, aby krytykę patologii zacząć od własnego środowiska, i nie krytykuje, lecz lansuje socjalistycznego profesora, specjalistę od doskonalenia polskiej młodzieży w czasach PRLu, w duchu Marksa i Engelsa.

Chętnie bym poznał opinie w tej sprawie doskonałych naszych profesorów, w końcu mających za zadanie służbowo, no i moralnie, wspierać w nauce mniej doskonałych.

W nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ? !

W tekście ‚Wybór między destrukcją a nauką’ profesor bardzo zasadnie, ale jakby bardzo niezgodnie z wieloma swoimi wcześniejszymi wpisami, oznajmia :” w nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe ..” czym dokumentuje, że ma wiedzę na temat wartości tego co komisje i rady, w których sam od lat zasiada, aprobują i za co odpowiadają.

Skoro stopnie i tytuły generowane są w systemie wsobnym, zamkniętym, bez możliwości merytorycznej krytyki wewnętrznej ani zewnętrznej, ich znaczenie musi spadać, co ma miejsce od lat i konkluzja profesora ten proces jakby podsumowała.

Profesor pisze także:”zagraniczni eksperci zdiagnozowali fatalną politykę kadrową oraz strukturę naukowych obszarów badań, które utrwalają status quo, a związkowcy podejmują jeszcze uchwały, by wszystkim płacić tak samo według stanowisk pracy. Nawet dodatki motywacyjne chcieliby, jak w szkołach podstawowych, przyznawać każdemu tej samej wysokości, bo przecież – jak w socjalizmie – czy się stoi czy się leży tysiąc złotych się należy. Ciekaw jestem, co z tą socjalistyczną pozostałością uczynią rady uczelni? ” , A więc dobrze wie co w akademickiej trawie piszczy.

Potwierdza to także wypowiedzią: „Możemy dalej działać w nurcie pomocy socjalnej koleżankom i kolegom, w wymiarze darów wdzięczności za wieloletnią współpracę z tymi, z którymi od -nastu lat jesteśmy w tych samych jednostkach akademickich. W ten sposób prowadzimy pedagogikę na naukową śmierć”.

Ta wypowiedź jest słuszna także w stosunku do innych dziedzin nauki uprawianej w Polsce.

Na uwagę zasługuje także wiedza pana profesora odnośnie do szkodliwych pozostałości socjalistycznych uczelni. Jak on to godzi z jednoczesnym polecaniem metodologii socjalistycznego profesora Heliodora Muszyńskiego ?

Przesłanie na Nowy Rok

Prezentowane przez prof. Śliwerskiego niekonsekwencje, wewnętrzne sprzeczności argumentacji, nie są czymś niezwykłym w polskim środowisku akademickim, uformowanym w ramach metodologicznych założeń systemu komunistycznego. Bez zerwania z pozostałościami tego systemu, nie do końca obalonego, bez oczyszczenia, inaczej mówiąc odchwaszczenia – tak metodologicznego, jak i personalnego, takie niekonsekwencje są raczej standardem, a nie wyjątkiem.

Skoro członkowie rad od doskonałości naukowej takie niedoskonałości przejawiają, marne są szanse na dobrą zmianę w domenie akademickiej.

Niby kto ma zacząć krytykę patologii od własnego środowiska, skoro ci, którzy nim zaczną, już są skończeni, i to dożywotnio !

Tym niemniej postulat ‚Krytykę patologii trzeba zacząć od własnego środowiska’ dobrze by było potraktować jako przesłanie na Nowy Rok, a zarazem postulat do poczynienia takich zmian ustaw akademickich, aby krytyka merytoryczna w środowisku akademickim, ujawnianie i krytyka patologii nie były karane, ale premiowane.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, styczeń 2020 r.

KW 2

Rektorzy po ciemnej stronie mocy ?

kRASP LGBT

Rektorzy po ciemnej stronie mocy ?

[KRASP a LGBT]

Sierpień to jeden z przełomowych miesięcy polskiego kalendarza historycznego. Przed 40 niemal już laty sierpniowe wydarzenia na Wybrzeżu zatrzęsły władzą komunistyczną w Polsce i wydawało się, że dni czerwonej zarazy są policzone.

Niestety tak się nie stało, bo ta zaraza, jako choroba zakaźna, występowała wówczas masowo, nie tylko na terytorium naszego kraju. W sierpniu 1989 r. na premiera rządu, po medialnym obaleniu komunizmu, wybrany został Tadeusz Mazowiecki, ten o którym Stefan Kisielewski mówił „Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło”. No i nadal wierzgał, więc komunizm u nas nie do końca został obalony, a czerwona zaraza nadal się szerzyła i nawet powiększała swojej zdobycze.

Jacek Fisiak, b. rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, profesor ciemnej strony mocy [ https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/20/jacek-fisiak-profesor-anglistyki-i-ciemnej-strony-mocy/] wielce zasłużony dla szerzenia czerwonej zarazy w społeczności akademickiej i czyszczenia tej społeczności z elementu antysocjalistycznego, co prawda przestał być już ministrem edukacji narodowej [był nim w rządzie Mieczysława Rakowskiego], ale jego zasługi zostały docenione przez kolejnych komunistów u władzy w III RP.

Chyba wówczas jednak nikt się nie spodziewał, że niedługo czerwona zaraza zostanie zastąpiona przez zarazę tęczową i z lewacką ideologią będziemy nadal mieli do czynienia.

Po latach transformacji, w tym roku, godnym następcą Jacka Fisiaka na stanowisku rektora UAM okazał się prof. Andrzej Lesicki, który też stanął po ciemnej stronie mocy, ale już tęczowej.

Rektor nader trafnie zauważył [https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora], że ” Przez ostatnie lata jesteśmy świadkami pogłębiającego się w Polsce sporu politycznego. Niestety, w ostatnich miesiącach jego uczestnicy coraz rzadziej sięgają po merytoryczne argumenty, zastępując je inwektywami, których jedynym celem jest znieważenie przeciwników „, ale nie zauważył w tej debacie ani siebie, ani wielu etatowych przedstawicieli środowiska akademickiego znieważających ludzi o odmiennej hierarchii wartości.

Ujawnił przy tym swoją orientację antykościelną: „Niepokojem napawa fakt, że i hierarchowie Kościoła Katolickiego, biorący udział w sporach ideologicznych wokół zjawiska określanego skrótem LGBT, używają mowy nienawiści, która może być odbierana jako nawoływanie do zwalczania osób o innych poglądach czy odmiennej orientacji”.

Co prawda Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu zwrócił rektorowi uwagę na niestosowność jego wypowiedzi, wyrażając „głębokie zaniepokojenie faktem ideologizacji przestrzeni uniwersyteckiej” [http://ako.poznan.pl/9366/ ], ale po stronie rektora UAM stanęli rektorzy akademickich szkół polskich [KRASP] i to jednomyślnie, wydając oświadczenie

[Stanowisko Prezydium KRASP z 20 sierpnia 2019 r. w spr. oświadczenia rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu20/08/2019 – https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf]

„Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, kierując się zasadami poszanowania praw człowieka, tolerancji i wzajemnego szacunku oraz koniecznością przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji i nierównego traktowania ze względu na narodowość, płeć, religię, przekonania polityczne, niepełnosprawność czy orientację seksualną w poczuciu odpowiedzialności uczelni za kształtowanie wśród studentów i w całym społeczeństwie podstawowych wartości, na których oparte jest funkcjonowanie demokratycznego społeczeństwa, w obliczu nasilających się aktów agresji fizycznej i słownej oraz przejawów wrogości wobec przedstawicieli różnego rodzaju mniejszości, stymulowanych wypowiedziami osób publicznych, w pełni popiera przesłanie zawarte w oświadczeniu rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – prof. Andrzeja Lesickiego, opublikowanym 12 sierpnia br. na stronie internetowej https://amu.edu.pl/wiadomosci/aktualnosci/oswiadczenie-rektora.

Rektorzy zupełnie nie zauważyli braku tolerancji i braku szacunku do ludzi o odmiennych wartościach, opartych na fundamentach chrześcijańskich, manifestowanego – przez im podległych – etatowych profesorów polskich uczelni jak np. prof. Jana Hartmana czy prof. Joannę Senyszyn. Wobec ich poczynań/ekscesów, jak do tej pory,  KRASP nie wydała chyba ani jednego oświadczenia.

KRASP zatem ich toleruje/ aprobuje, a nawet tworzy wspólnie swoisty Front Jedności Akademickiej, stojący po tej samej, ciemnej stronie mocy. W/w profesorowie raczej funkcjonują w systemie akademickim jako swoiste piorunochrony, zbierające na siebie gromy ze strony mniej postępowych. Wielu naiwnym nawet do głowy nie przychodziło, że ich pracodawcy – rektorzy ‚grają w tej samej drużynie’.

Oświadczenie KRASP chyba te dotychczasowe nieporozumienia dostatecznie wyjaśnia. Inwektywom, znieważaniu uczuć religijnych i symboli narodowych, na marszach LGBP i w wypowiedziach ich akademickich miłośników, nie poświęcają ani jednego zdania w swym oświadczeniu. [sic!]. Czyli takie znieważanie jest dozwolone ?

Rektorzy, apelują o tolerancję, przeciwdziałanie dyskryminacji, nierównemu traktowaniu, ale od czasów czerwonej zarazy wykazywali brak tolerancji dla niezależnego myślenia -szczególnie krytycznego, dla nonkonformizmu naukowego, bez którego nauka sensu stricto nie może istnieć, dla naukowców/nauczycieli akademickich o innej orientacji intelektualnej – niszcząc/przywalając na niszczenie, tych zorientowanych na poszukiwanie prawdy, czyli realizujących swój [i każdego akademika] podstawowy obowiązek. Spektakle kłamstwa i nienawiści wobec takich, niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nigdy nie zostały potępione – czyli było i jest O.K.

Skutki takiej postawy nader jasno są widoczne w niemocy polskiego systemu akademickiego, także w niemocy do samo naprawy. W czasach rozprzestrzeniania się tęczowej zarazy nic się nie zmieniło, a jeno nasiliły się ataki na wartości chrześcijańskie, których obrona jest kwalifikowana jako ‚mowa nienawiści’.

Natomiast nienawiść do wartości chrześcijańskich, istota tej ideologii, nie jest traktowana jako nienawiść, tylko jako obrona praw człowieka – do nienawiści ? !

Środowiska akademickie nie zdołały się wyleczyć z amnezji historycznej, pozostały nadal niezdolne – tak intelektualnie, jak i moralnie, do poznania swych fundamentów, poznania własnej historii w czasach czerwonej zarazy, które z obecnej perspektywy jawią się jako stadium juwenilne zarazy tęczowej.

Jakoś demokratycznie wybierani rektorzy nie okazali się zdolni do stania na straży prawdy, wolności, godności. Poszukiwanie prawdy pousuwano ze statutów uczelni i z obowiązków akademickich. Wypędzeni z uniwersytetów w czasach czerwonej zarazy, wolności -wykładania/formowania studentów według odmiennych od czerwonych/tęczowych wartości – nie odzyskali, a godność mniej utytułowanych nadal jest deptana.

Nie ma wątpliwości, że brak rozliczenia się z czerwoną zarazą w sektorze akademickim i jej transformacja w zarazę tęczową, jeszcze bardziej szkodliwą dla zdrowia akademickiego i społecznego, stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla uniwersytetów, ale i dla losów całej naszej cywilizacji.

Skoro rektorzy stanęli po ciemnej stronie nocy należałoby ich przenieść w stan nieszkodliwości, co zresztą postulowałem jeszcze w okresie szerzenia się czerwonej zarazy [czasy jaruzelskie]. Ale kto to zrealizuje, kiedy po reformie Gowina niemal cała władza akademicka przechodzi w ręce rektorów ?

P.S.

Rozszerzenie tych refleksji można znaleźć w setkach moich tekstów zebranych na stronie Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ [ 15 tomików !], z którymi jak do tej pory,  ani rektorzy, ani ‚Goliaci nauki polskiej’,  nawet nie podjęli debaty merytorycznej [zachęcani do niej !].  O próbie przejścia na jasną stronę mocy, chyba do tej pory nawet nie pomyśleli, a podległe im środowisko akademickie taki stan rzeczy zdaje się zadowala.

A może by tak wrócić do wartości II RP ?

MD

[http://www.marekjandyzewski.pl/ ]

A może by tak wrócić do wartości II RP ?

Bez naprawy systemu akademickiego program gospodarczy Mateusza Morawieckiego nie ma wielkich szans na realizacje. Gospodarce ( i nie tylko) potrzebni są ludzie na poziomie, elita intelektualna, jednocześnie o mocnym kręgosłupie moralnym.

Nie bez przyczyny marszałek – senior, Kornel Morawiecki, apeluje do środowiska akademickiego o powrót do utraconych wartości. [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/28/prawda-rzetelnosc-i-transparentnosc-utracone-wartosci-nauki-w-polsce/]

Szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego, który w słowach przyznaje, że naprawa systemu akademickiego jest konieczna, przygotowuje Narodowy Kongres Nauki. [https://nkn.gov.pl/ ]

Poprzedzają go comiesięczne konferencje o tematyce:

  • umiędzynarodowienie nauki i szkolnictwa wyższego;

  • propozycje zmian w naukach humanistycznych i społecznych;
  • zintensyfikowanie współpracy pomiędzy nauką, gospodarką i administracją publiczną;
  • ścieżki kariery i rozwój młodej kadry akademickiej;
  • dostępność kształcenia na poziomie elitarnym w powiązaniu z wysokiej jakości badaniami;
  • ustrój i zarządzanie w szkolnictwie wyższym.

Ale tematyka o wartościach akademickich nie jest obecna.

Najstarsza polska uczelnia, wzorcowa dla innych, ma co prawda Akademicki Kodeks Wartości [https://wobjw.wordpress.com/2010/07/05/mobbing-a-a-k-a-d-e-m-i-c-k-i-k-o-d-e-k-s-w-a-r-t-o-s-c-i/ ;

O etycznych kanonach pracy nauczycieli akademickich i próbach ich kodyfikowania], ale z wartościami jest na bakier i uczelnią zarządza demokratycznie wybrany rektor, który wprost mówi – my oszukujemy studentów ( dla pieniędzy rzecz jasna) dając do zrozumienia, że na uczelniach misja uczenia została zastąpiona misją oszukiwania. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/25/czy-rektor-uj-trafi-na-sciezke-dyscyplinarna/ ].

Korporacje nauczających i nauczanych poszukujące razem prawdy zastępowane są korporacjami oszukujących i oszukiwanych na drodze do uzyskiwania dyplomów i tytułów.

I jakby nikomu (niemal) to nie przeszkadzało Wręcz przeciwnie.

Jeśli w ramach naprawy systemu akademickiego nie zostanie naprawiony system wartości to żadna naprawa, także systemu gospodarczego, nie będzie skuteczna.

Uformowani na uczelniach oszuści co najwyżej mogą nas po raz kolejny ‚puścić w skarpetkach’.

Warto zwrócić uwagę na porównanie ze standardami II RP jakie przeprowadził b. rektor Marek Dyżewski, podnosząc ogromną degrengoladę moralną obecnego środowiska akademickiego.

Otóż w II RP oszuści tracili prawo do wykładania, takim się ręki nie podawało , obejmowano ostracyzmem.

Czyli dokładnie inaczej niż w III RP kontynuującej wzorce PRL, w której oszustów się nobilituje, wybiera demokratycznie na rektorów i inne decydenckie stanowiska akademickie a pozbawia prawa wykładania, obejmuje ostracyzmem tych co oszustwa ujawniali/ujawniają, przeciwko oszustwom protestują, rzeczywistej naprawy środowiska akademickiego się domagają. Tych traktuje się jako element niepożądany na uczelniach, stanowiący zakały środowiskowe bo naruszający patologiczne standardy środowiska zagrażający tym na etatach, sitwom akademickim i psujący ich dobre samopoczucie i samouwielbienie.

Środowisko akademickie oparte na antywartościach systemu komunistycznego, kontynuowanych w III RP,  samo się oczyszcza z elementu wartościowego, opartego na wartościach jakie uznawano w II RP.

A może by tak naprawiając system akademicki III RP wrócić do wartości II RP ?

Jak do tej pory nie widać oznak takiego przeorientowania w polityce akademickiej. Beneficjenci systemu kłamstwa trzymają się mocno, dzielnie walcząc z tymi co by chcieli prawdy szukać.

Może by tak minister nauki i inni naprawiacze systemu akademickiego wzięli pod uwagę opinie b. rektora Marka Dyżewskiego,  skoro nie chcą wziąć pod uwagę moich, tożsamych opinii od lat prezentowanych w przestrzeni publicznej i przekazywanych, na ogół bezskutecznie-  ministrom i innym decydentom.

Podobno w sprawie naprawy systemu toczy się szeroka dyskusja ze środowiskiem akademickim, ale zdaje się jest ona zawężona do tych, którzy degrengolady moralnej nie chcą zauważyć, a nawet ją tworzą.

List otwarty do min. Jarosława Gowina w sprawie lustracji środowiska akademickiego

diably-akademickie

Kraków 7 września 2016 r.

Józef Wieczorek

30-069 Kraków

ul. Smoluchowskiego 4/1

Szanowny Pan

dr Jarosław Gowin

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

ul. Hoża 20, ul. Wspólna 1/3

00-529 Warszawa

List otwarty do min. Jarosława Gowina

w sprawie lustracji środowiska akademickiego

Gazeta Prawna (6 września 2016 r.) pod wiele mówiącym tytułem „Uczelnie nie muszą się bać ponownej lustracji kadry „ zamieściła informacje o reakcji MNiSW (wiceminister Aleksander Bobko) na postulat posła Jerzego Gosiewskiego dokonania lustracji środowiska akademickiego, które jak wiadomo do dnia dzisiejszego nie zostało należycie zlustrowane i dzielnie występowało przeciwko próbom lustracji sprzed ok. 10 lat. O lustrację tego środowisko apeluje także koło poselskie ‚Wolni i Solidarni’ Kornela Morawieckiego.(Apel Koła Poselskiego Wolni i Solidarni o przeprowadzenie lustracji środowiska akademickiegocentrumprasowe.pap.pl)

Niestety reakcja MNiSW jest przygnębiająca, jakkolwiek po odrzuceniu postulatu lustracji zapewne wielka radość zapanuje na uczelniach z początkiem nowego roku akademickiego, mimo że w wakacje nastroje akademickie były minorowe po ujawnieniu kolejnego światowego rankingu uczelni .

Wiceminister podaje, że podobno w 2006 r. uwzględniono rewizję kadry akademickiej wprowadzając obowiązek lustracyjny dla kadry kierowniczej wyższych uczelni. Niestety wiceminister nie podaje skutków tego bardzo ograniczonego uwzględnienia.

Czy kogokolwiek w wyniku tej rewizji odsunięto od edukacji w szkołach wyższych, aby kadra akademicka reprezentowała „najwyższe standardy etyczne” ?

Chciałbym przypomnieć , o czym piszę od lat w wielu moich tekstach ujawnianych publicznie

(Książki DROGI I BEZDROŻA NAUKI W POLSCE,Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, KRYZYS UNIWERSYTETU, Mediator akademicki, Patologie akademickie po reformach, Patolologie akademickie pod lupą NFA dostępne w pdf na na stronie https://blogjw.wordpress.com/ gdzie również: Archiwum lustracyjne Tom A, Archiwum lustracyjne Tom B,Archiwum lustracyjne Tom C, Archiwum prasowe, Moje boje 1, Moje boje 2, Moje boje 3, Moje boje 4,Moje boje 5,Moje boje 6,Moje boje 7,Moje boje 8)

i przesyłanych także do ministerstwa, że obecne kadry akademickie formowane były w długotrwałym procesie negatywnej selekcji kadr, także pod kątem etycznym, stąd poziom etyczny tej kadry pozostaje wiele do życzenia i nie jest to poziom najwyższy, tylko niski, a czasem nawet poniżej poziomu.

Postulowałem dokonanie lustracji lustracji/weryfikacji środowiska akademickiego [ https://blogjw.wordpress.com/2016/08/20/potrzebna-lustracja-lustracji/] dokonywanej pod batutą utrwalaczy władzy ludowej (PZPR-SB) przez nomenklaturowe władze uczelni w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej. Organizatorzy, jak i skutki tej czystki pozostają do tej pory nieznani ( znany mi przykład wzorcowej uczelni – UJ) i nie ma woli poznania tej akcji prowadzącej jasno do zapaści nauki i edukacji wyższej w III RP. Z przyczyn słabości intelektualnej, jak i moralnej uczelnie piszą swoje fałszywe historie i im bliżej końca PRL, tym bardziej zafałszowane ( przykład – osławione „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” do tej pory autonomicznie nie wycofane z obiegu edukacyjnego- https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/).

Trudno wyprowadzić naukę/uczelnie z zapaści jak się nie ma wiedzy/nie ma chęci jej posiadania na temat istotnych przyczyn procesu dołowania/nurkowania do dna uczelni. [https://blogjw.wordpress.com/2016/08/18/polskich-uczelni-nurkowanie-do-dna/].

Ja temat podejmowałem, prezentowałem w wielu tekstach zebranych w kilkanaście już tomów dostępnych w internecie ( o czym ministerstwo informowałem) a kilka z nich także w formie „papierowej”, przekazywałem m. in. ministerstwu (dostępne w bibliotekach , także ministerstwa, także Sejmu) ale dyskusja na te niewygodne dla beneficjentów systemu i decydentów tematy – nie była prowadzona. Owszem byłem brutalnie atakowany za moje opinie na temat patologii środowiska akademickiego bazujące na wieloletnim monitoringu etyki i patologii, który prowadzę samojeden wobec braku zainteresowania środowiska poznaniem swego ciemniejszego oblicza.

Zdarza się, że rektorzy po przejściu na emeryturę potwierdzają moje opinie (zadowoleni, że teraz już mogą mówić prawdę, bo nic im nie grozi !), pomijając jednak swoje ‚zasługi’ dla tego stanu rzeczy.

Mój postulat zorganizowania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA), [https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/] , który być może zdołał by ‚wypompować’ choć trochę tych patologii – został zignorowany. Patologie mają się dobrze, a ja ‚awansowałem’ w III RP na głównego destabilizatora polskiego środowiska akademickiego stabilnego patologiami.

Widać jak słabe jest to środowisko skoro jeden – nic nie znaczący- obywatel, wyklęty już w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej ze środowiska, z wilczym biletem ważnym nadal mimo upływu czasu i ‚reform’, może takie środowisko o rzekomo najwyższych kwalifikacjach zawodowych i etycznych – zdestabilizować !

Natomiast mimo zaangażowania wielkich sił i środków akademickich/decydenckich mnie zdestabilizować nie zdołano ! Jestem stabilny swoimi wartościami i standardami etycznymi stanowiącymi zagrożenie dla patologicznych uczelni. Komentarz chyba zbyteczny.

Haniebna postawa części środowiska akademickiego w czasach PRL, której środowisko za żadne skarby nie chce poznać, to tylko jedna z patologii, ale jej utajnianie powoduje, że środowisko jest w tej hańbie niejako zakorzenione i nie potrafi się z tej niewoli wyzwolić.

Lekceważące podejście do lustracji ( w szerszym, nie tylko prawnym znaczeniu) środowiska akademickiego nie wróży dobrze przyszłości nauki i edukacji w Polsce.

W Gazecie Prawnej podawane są wzajemnie sprzeczne informacje – o zapewnianiu przez resort studentom i doktorantom dostępu do kształcenia przez nauczycieli o najwyższych kwalifikacjach zawodowych …. i jednocześnie że ‚ polityka kadrowa uczelni pozostaje w zakresie ich autonomii i nie podlega kontroli lub ocenie ze strony ministerstwa’.

Jeśli polityka kadrowa nie jest w gestii ministerstwa to oczywiste jest pytanie – po co nam takie ministerstwo ?

Uczelnie wybudowały sobie wspaniałe nieruchomości (aby podwyższyć warunki pracy i edukacji) i ‚nurkują do dna’, bo naukę i edukację tworzą ludzie a nie mury ! Ale takie kadry niezdolne do uprawiania nauki na wysokim poziomie i formowania studentów na poziomie są zatrudniane na etatach przez beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej ( i ich sukcesorów) -zatrudniane autonomicznie w ramach fikcyjnych, ustawianych na nich konkursów i dalej w takim trybie ‚wsobnym’, zamkniętym, patologicznym, awansujących.

Nauczycieli uczących myślenia krytycznego, nonkonformizmu naukowego usuwano (system kłamstwa przez takich był zagrożony) i nie było i nadal nie ma woli aby ich włączyć do systemu akademickiego nie znoszącego nadal krytyki merytorycznej i promującego zabójczy dla nauki konformizm.

Skoro tego ministerstwo nie kontroluje/nie chce kontrolować, mimo sygnałów obywatelskich, to takie ministerstwo nie jest potrzebne.

Potrzebna jest zatem kontrola i ocena obywatelska, bo to obywatele z podatków utrzymują obecny system akademicki.

Antylustracyjne argumenty ministerstwa przedstawione w/w tekście zdają się wskazywać, że ministerstwo utraciło kontakt z rzeczywistością.

Jeśli nadal ministerstwo ma istnieć to w swej akademickiej polityce historycznej niezbędnej aby stanąć w prawdzie i oprzeć naukę oraz edukację na podstawowych wartościach winno m.in. :

  • zobligować uczelnie do ujawnienia prawdziwych historii uczelni w czasach najnowszych

  • ujawnić przebieg, skutki, straty osobowe kadr akademickich, składy osobowe realizatorów Wielkiej Czystki Akademickiej poprzedzającej okres tzw. transformacji jednej z najważniejszych przyczyn dołowania nauki w III RP.

  • ujawnić tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa i wykluczyć ich z negatywnego oddziaływania na młodzież akademicką

  • ujawnić rekrutację kadr akademickich – ustawiane konkursy, ich komisje

  • ujawnić konkursy na projekty badawcze – ich ustawianie, rezultaty projektów

Skoro autonomicznie uczelnie/instytuty naukowe/organy nie są w stanie tego zrobić,

to ministerstwo winno działać na rzecz stworzenia takich ram prawnych, aby to było możliwe.

Z poważaniem

Józef Wieczorek

32 lata później – czyli długotrwała amnezja akademicka po wprowadzeniu stanu wojennego

Amnezja

32 lata później – czyli długotrwała amnezja akademicka po wprowadzeniu stanu wojennego

Kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego skłaniają świadków historii do refleksji, zwykle gorzkich, bo to jest gorzka historia, szczególnie na odcinku akademickim (aby zastosować terminologię epoki).

Niestety historii tej nie mogą poznać ci, którzy świadkami historii nie byli, bo ta historia mimo upływu lat, a nawet wieków nie jest możliwa do poznania. Nad jej poznaniem na uczelniach rozwieszono bowiem parasol ochronny, w czym wzorcowy przykład stanowi najstarsza polska uczelnia. W jej dziejach nie rozpoznano nawet stanu wojennego, a skoro najwybitniejsi uczeni najlepszej (podobno) polskiej uczelni nie byli w stanie tego dokonać to co tu mówić o pozostałości.

Nieznane są oczywiście skutki stanu wojennego ( i powojennego) dla uczelni, nie ma winnych bo niby jacy mogą winni skoro tego stanu i jego ekscesów nie było ?

No to może by spróbować inaczej.

Jakie były straty i zyski osobowe lat 80-tych ubiegłego wieku dla polskich uczelni ?

Czy można znaleźć gdzieś taki bilans ?

Z badań komisji uczelnianej (o której składzie, ani wynikach badań nikt nic nie wie na dotkniętej epidemią amnezji uczelni) wynika, że pokrzywdzonych w PRL było niewielu, a i tak to byli często tajni współpracownicy ( jak. np. Maleszka). Z dzieł i opinii badających zapiski esbeckie wynika, że uczelnia była ochraniana w tym okresie przez SB i ochrona ta zapewniła uczelni przejście przez Morze Czerwone – bezstratnie ! – więc pełnia szczęścia.

Jeden z rektorów posądzony o współpracę z SB spojrzał na swoje zapiski z tamtych lat znalezione (całkiem przypadkowo) w garażu i odrzekł, że nic takiego nie miało miejsca, bo w swoich zapiskach niczego takiego nie zapisał ! Rzecz jasna, że rektor (już były) ten cieszy się szczególnym uznaniem i poważaniem, bo dał należytą odprawę niepoprawnym badaczom.

Niestety ten sam rektor, ani żaden inny, nie zdołał odnaleźć ani w garażu, ani w piwnicy, ani nawet w szufladzie, papierów dotyczących pracowników, którzy ani jawnie, ani tajnie nie chcieli współpracować z najlepszym z systemów, wpływając tym samym negatywnie na młodzież akademicką.

Jawni i tajni współpracownicy na uczelni mają się nadal dobrze, a nawet lepiej, bo nikt nieodpowiedni im w dobrym poczuwaniu się nie przeszkadza.

Uniwersytecka misja poszukiwania prawdy szerzona przez rzeczonego rektora ( już byłego) też jest wydajnie, a nawet bardziej – realizowana, jak tylko kłamstwo nazwano prawdą. Tak, tak – Polak potrafi, a szczególnie Polak akademicki !

Jako niepoprawny na okoliczność rocznicy wojennej zakłócę jednak błogostan akademicki beneficjentom systemu, uparcie domagając się odpowiedzi na pytania :

Kiedy UJ osiągnie taki poziom naukowy aby zdołał zidentyfikować w swej historii stan wojenny ?

Kiedy UJ osiągnie taki poziom naukowy aby zdołał zidentyfikować w swej historii symbiotyczne relacje z SB i PZPR ?

Kiedy UJ osiągnie taki poziom naukowy aby zdołał zidentyfikować w swej historii Wielką Lukę Akademicką – rezultat symbiozy PZPR-SB-władze uczelni w latach 80-tych ubiegłego wieku ?

Kiedy władze UJ odpowiedzą na pytanie: gdzie są nauczyciele z tamtych lat – ci, którzy uczyli myślenia i to krytycznego ( czyli zabójczego dla ówczesnego i obecnego systemu) ?

Kiedy władze UJ odpowiedzą na pytanie: gdzie są nauczyciele z tamtych lat – ci, którzy uczyli nonkonformizmu naukowego ( czyli zabójczego dla konformistycznego środowiska akademickiego, ówczesnego i obecnego) ?

Kiedy władze UJ odpowiedzą na pytanie: gdzie są nauczyciele z tamtych lat – ci, którzy posiadali poczucie własnej wartości  zabójcze  dla zintegrowanego własnym skundleniem środowiska akademickiego, ówczesnego i obecnego ?

Kiedy władze UJ ujawnią/odtajnią niewygodne dla siebie/ dla UJ papiery niewygodnych nauczycieli akademickich, którzy stanowili i nadal stanowią zagrożenie dla uczelni ( i całego systemu akademickiego), bo na kłamstwo mówią – kłamstwo, a na prawdę – prawda ?

Kiedy władze UJ i ich wyborcy zrozumieją, że degrengolada moralna tocząca to środowisko prowadzi do staczania się nie tylko uczelni, ale i całej Polski ?

Ja przeciwko deprawacji młodzieży akademickiej w połowie lat 80-tych protestowałem, ale zwycięstwo etatowe ( inie tylko) odnieśli deprawatorzy i ich miłośnicy, więc jest to co jest i nic tego grona nie usprawiedliwia i nie da się przerzucić winy na kogokolwiek.

Za wprowadzenie stanu wojennego odpowiada junta Jaruzelskiego za co nie poniosła kary, ale kary też nie ponieśli symbionci akademiccy, którzy w PRL ochronieni przez SB w III RP ubrali się w szaty permanentnie pokrzywdzonych, dotkniętych dożywotnią (co najmniej) amnezją i opozycji to nie przeszkadza. Brak słów.

Na nowy rok akademicki – O porażce polskiego środowiska akademickiego

Na nowy rok akademicki –

O porażce polskiego środowiska akademickiego

(aby nie można było udawać dalej,

że nic się nie stało/nic się nie dzieje)


Za największy sukces ostatnich 20 lat w szkolnictwie wyższym uważa się pięciokrotny wzrost liczby studentów. Bardzo dobrze, że b. szef KRASP (Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich ) prof. Luty, bynajmniej to za sukces nie uważa, bo nastąpił jednoczesny spadek jakości nauczania i spadek aktywności badawczej kadry. To fakt, o którym nie można zapominać w ocenie tego co się stało.


Należy jednak pójść dalej, bo znany także fakt ( przytaczany przez prof.Lutego), że kadra akademicka wzrosła jedynie o 30 proc.. mówie wiele o stanie szkolnictwa wyższego, szczególnie jeśli ten fakt właściwie zinterpretujemy w szerszym kontekście.

Często ten fakt jest przytaczany w kontekście słabego finansowania szkolnictwa wyższego.

Argumentuje się, że gdyby państwo dało więcej pieniędzy, to kadry by było więcej, bo obecnie tylko nieliczni chcą się poświęcać nauce za kiepskie pieniądze. Co prawda pieniądze w nauce nie są wielkie (dla większości) ale nie jest prawdą, ze nie ma chętnych do ‚robienia’ w nauce.

Prawda jest inna, ale o tej innej prawdzie media na ogół milczą, tak aby ogół nie był o niej poinformowany.

Kadry na obecną ilość studentów jest za mało , ale jest to m.in. wynik:

  • niechęci obecnej etatowej korporacji akademickiej do jej zwiększenia ( obrona przed konkurencją, niechęć do utraty wielu etatów !, niechęć do utraty łatwych pieniędzy, niekiedy za działalnośc fikcyjną, pozorowaną)

  • niezdolności ( niewystarczającej zdolności) obecnej korporacji do formowania kadr akademickich na poziomie

To, że w szkołach wyższch ‚bieda, że aż piszczy’, najlepiej dowodzą zarobki rektorów wyższych uczelni, gdzie ‚nikt’ ze względu na niskie płace nie chce podobno pracować. Jasne! Kto by przeżył za 25-30 tys miesięcznie ?

To stawki dla rektorów uczelni, które nie potrafią uformować wystarczającej ilości kadr nauczających o międzynarodowej jakości.

Inni profesorowie tych uczelni, także mają po kilka tysięcy miesięcznie ( i jeszcze wiele, wiele więcej na innych uczelniach, na których figurują [pracują ?]dla spełnienia minimum kadrowego).

Fakt, kadry wysokowykwalifikowane winny zarabiać dużo, ale mamy tu do czynienia z kadrami o niezbyt wysokich kwalifikacjach, jakkolwiek obdarzanych i obdarzających (głównie swoich) licznymi tytułami. U nas na uczelniach nie płaci się za pracę wysokokwalifikowaną, tylko za tytuły, nie zawsze mające wiele wspólnego z wysokimi kwalifikacjami.

Sam fakt, że ‚utytłani’ nie radzą sobie z formowaniem lepszych od siebie (podstawowe zadanie w nauce) a prawdę mówiąc wcale nie mają zamiaru (jeśli by nawet potrafili) takich formować, świadczy o tym, że do kadr wysokowykwalifikowanych intelektualnie i/czy moralnie nie należą. Więc niby dlaczego mają wysoko zarabiać ?

Na pytanie co zrobili z kadrami, które by mogły ich zastąpić/uzupełnić w tym znoju pracy naukowej, na ogół nie ma rzetelnej odpowiedzi.

Odpowiedź, ze inni nie chcą, tak tyrać dla dobra ludzkości za psi grosz, nie jest prawidłowa.

Jest wielu takich, którzy by uczyli lepiej i taniej (jak to już czynili), ale takich się z zawodu eliminuje, bo by odsłaniali prawdziwe oblicze etatowych kadr akademickich.


Obecne kadry to głównie beneficjenci PRL, pozostali po wyeliminowaniu tych co charakteryzowali się niewłaściwą postawą obywateską, czy etyczną, niezgodną z pryncypiami panującego systemu komunistycznego. Natomiast formowanie lepszych w nauce to było ‚psucie młodzieży’, bo młodzież miała być posłuszna i uznawać przewodnią rolę (wzorcowy poziom moralny i naukowy) towarzyszy i ich miłośników/zwolenników.

Beneficjenci reprodukowali/-ują sobie podobnych i przez lata bronili/nadal bronią się przed lustracją i merytoryczną weryfikacją kadr

przed włączeniem do kadr naukowych, tych co przed laty wyeliminowali ! O tej przyczynie małości/słabości obecnych kadr się nie mowi !

Mówi się kłamstwa, które były atrybutem nie do końca upadłego poprzedniego systemu. W nauce on nie upadł. Odwilży nie było !

W fałszywych historiach, przez siebie pisanych, ‚profesorowie’ nie są w stanie zidentyfikować tamtego systemu (stanu wojennego w szczególności),

nie wiedzą ( amnezja !) o swojej działalności na rzecz wyeliminowania z systemu (powtarzające się rugi akademickie) tych co kadry potrafili formować ! W biogramach o takich sprawach nawet słowem nie wspominają . Co za skromność ? Nieprawdaż ?


Tak, obecny stan kadry akademckiej to jest porażka tego środowiska, porażka autonomiczna, przez nikogo nie narzucana, bo to środowisko nie pozwoliło aby ktoś im narzucił oczyszczenie!


Środowisko woli mieć w swoich szeregach zarówno b. towarzyszy ( nie tylko szeregowych), ale i tajnych współpracowników, ba, zomowców nawet, ale zrobi wszystko, a nawet więcej, aby w ich środowisku nie było tych co ujawniają/ujawniali prawdę.

Ten kto by był zdolny/zechciał uformować kadry lepsze od obecnych – to największy wróg.

Takich w tym systemie się nie toleruje ! Bo pozbawili by obecnych etatowców argumentu, że muszą ‚pracować’ na wielu etatach i to dożywotnio, bo nikt nie może ich zastąpić !


Celem działalności naukowej jest poszukiwanie prawdy, celem szkolnictwa wyższego jest nauka innych jak prawdę szukać, ale celem obecnej ( w większości) kadry akademickiej jest ukrywanie prawdy, jej niszczenie, oraz eliminacja nośników pamięci ( czyli oszołomów, hunwejbinów, destabilizatorów środowiska akademickiego itd. itp.).I za to ta kadra domaga się aby była lepiej wynagradzana ? Aby jej niszczenie było bardziej skuteczne ?!


Rozpoczyna się nowy rok akademicki i można być pewnym, że dla obecnych kadr będzie to kolejny rok autonomicznego, odważnego chowania głowy w piasek, aby nadal udawać, że nic się nie stało/ nic się nie dzieje. Można być pewnym, że głowy będą schowane w podręcznych strusiówkach ( nic nie wymyślą, bo niby jak ?) a dłonie nadal będą uzbrojone w maczugi, które posłużą do odważnego rozprawiania się z niewłaściwie myślącymi, żyjącymi z podniesioną głową i wyprostowanym kręgosłupem, bo takich to środowisko nie zniesie, nawet gdyby było finansowane dziesiątki razy lepiej !

Nie jestem na tyle odważny aby chować głowę w piasek

środowisko naturalneŚrodowisko naturalne

środowiska akademickiego

Rozważania na weekend wakacyjny.

Polskie środowisko akademickie wykazuje się wielką odwagą osobistą co miałem okazję zaobserwować przez wiele lat przebywania w tym środowisku i w ciągu kilku lat prowadzenia Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl

Z wielką determinacją i otwartą przyłbicą to środowisko walczylo o nieprzeprowadzenie lustracji na uczelniach, dzięki czemu te pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego.

Środowisko to solidarnie występuje zwykle w sprawach finansowych, tak aby na swoją misję poszukiwania prawdy dostawało jak najwięcej pieniedzy i nie musiało się z nich rozliczać przed moherowym ( i nie tylko moherowym) podatnikiem. Taką postawę argumentuje koniecznością godnego życia utożsamiając godność z finansami. Uważa że np. pensja powyżej średniej krajowej, a nawet emerytury ponad 3 tys nie zapewniają godnego życia. Oczywiście w porównaniu z zachodnimi naukowcami to wiele nie jest, ale trzeba pamiętać, że zachodnim naukowcom na ogół daleko do osiągania średnich krajowych.

To samo środowisko nie martwi się i nie występuje w obronie tych co mają i po kilkaset złotych miesięcznie, a mimo to żyją godnie.

Po co mają o nich wsytępować skoro tak tanio kosztuje ich godność ? Walczą o swoje bo nawet za kwote 10 x większą godnie żyć nie potrafią. Jakby dostali więcej to ich godność by się podniosła . Ciekawe podejście nieprawdaż ?

Ja to nawet rozumiem, bo jeśli ktoś się ześwinił i karierę miał umocowaną partyjnie, esbecko, to ma prawo do kaca moralnego i jakby cierpiał na niedostek godności. Jak wykosił innych niecnymi metodami to niby skąd ma mieć uzasadnione poczucie własnej wartości, skoro na braku wartości swą karierą oparł ?

Apogeum odwagi środowisko osiąga na wieść o krzywdach innym wyrządzonych, o przekrętach na uczelniach, o plagiatach i niegodziwościach, próbach odsłaniania prawdy o niecnej przeszłości beneficjentów. Wtedy osobista odwaga, którą wykazuje zdecydowana demokratyczna większość, z wyjątkiem oszołomów i hunwejbinów, skłania ich do chowania głowy w piasek . Zwykle zresztą żyją z podręczną strusiowką, która zapewnia im demonstrowanie publiczne swojej odwagi.

Ja nie mam takiej odwagi. W piasku zanurzam zwykle tylko nogi na plaży. Ale o zanurzeniu głowy nie ma mowy ? Taki odważny to ja nie jestem. Boję się, że piasek wejdzie mi w oczy i uszy i nie będę zdolny do widzenia i slyszenia tego co należy.

A odważnym głównie o to chodzi !

Czują się jak ryba w wodzie, kiedy głowę zanurzą w piasku !

Nawet nie muszą w tym celu jeździć na piaszczyste plaże. Podręczna strusiówka rozwiązuje problem zawsze i wszedzie i dużo taniej, co w dobie kryzysu nie jest bez znaczenia.

Nic tylko im zadrościć odwagi i rozwagi !