Feralny postulat trzynasty

p

Feralny postulat trzynasty

Wśród 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej z 17 sierpnia 1980 r, spisanych na tablicach, które zawisły na osłonie dachu portierni stoczniowej bramy nr 2 zwraca uwagę postulat 13:

Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.”

Wśród postulatów nie było ani jednego dotyczącego likwidacji komunizmu w Polsce i odzyskania niepodległości Polski, ale wprowadzenie w życie chociażby tego jednego 13 postulatu prowadziłoby na drogę do takiego rozwiązania.

Nie bez przyczyny strona komunistyczna po podpisaniu porozumień sierpniowych, aby ocalić swoje zdobycze, weszła zrazu na drogę rozwiązania siłowego, a po kilku latach na drogę rozwiązania okrągłostołowego tej kwestii.

Mimo medialnego ogłoszenia upadku komunizmu, komunistyczne kadry kierownicze dobrane według kryteriów partyjnych, a przynajmniej lojalnościowych wobec władzy – nie ucierpiały, a nawet na tzw. obaleniu komunizmu zyskały, co widać było i jest m.in. w sektorze akademickim – tym, który reprodukuje kadry kierownicze, elity państwa.

W PRL dominowała negatywna selekcja kadr i im wyższe stanowiska/tytuły, to potrzebna była akceptacja/wsparcie wyższych władz partyjnych, czego znający realia PRL nie negują.

Trudno jest jednak zrozumieć, że te kadry starannie wyselekcjonowane metodami komunistycznymi, mimo obalenia [rzekomego] komunizmu, nadal się cieszyły, i nadal się cieszą prestiżem i to także, a może i bardziej, wśród uznających się, a nawet uznawanych za antykomunistów .

Natomiast wyeliminowani przez nich, w wyniku czyszczenia sektora przed transformacją czerwonej zarazy w zarazę tęczową, nader często pozostają nadal wyeliminowani, nieraz wręcz objęci ostracyzmem środowiskowym.

No cóż, gdyby postulat 13 został wprowadzony w życie, taka sytuacja byłaby niemożliwa.

Problem w tym, że jakoś nie było i nie ma nadal woli aby ten postulat wprowadzić w życie. Tak jak był niewygodny dla władzy komunistycznej, tak pozostał niewygodny dla wszystkich orientacji III RP, czyli PRL-bis, który zachował ciągłość prawną i moralną z PRL.

Orientacja negatywna wobec postulatu 13 jakby łączyła wszystkie siły nawet te nawzajem się zwalczające. Powstało coś w rodzaju Frontu Jedności Narodu na rzecz pozamerytorycznych metod doboru kadr kierowniczych. Co prawda różne ustawy rzekomo gwarantują dobór kadr wg kwalifikacji, ale to mniej lub bardziej zakamuflowana fikcja.

W sektorze akademickim obejmowanie stanowisk oczywiście uwarunkowane jest różnymi stopniami i tytułami z nazwy naukowymi, ale ich zdobywanie/otrzymywanie nie zawsze jest uwarunkowane merytorycznie.

W PRL, o stopniach i tytułach decydowała tzw. CKK kontrolowana przez KC, a po transformacji – CK pozostająca poza kontrolą.

Opaczna transformacja naczelnego ogniwa decyzyjnego KC w CK, przyniosła w sektorze nauki tylko opaczne skutki – jeszcze większą dewaluację stopni i tytułów wydawanych w układzie zamkniętym i degradację jakości nauki, mimo imponującego wzrostu nieruchomości akademickich i całej infrastruktury a także wielokrotnego zwiększenia nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę [ niestety wobec zapaści moralnej i braku należytej kontroli w niemałym stopniu marnowanych].

Przeskok od kilkunastu- kilkudziesięciu dolarów [w PRL] do tysiąca (i więcej) dolarów w III RP na głowę akademicką miesięcznie, plus finansowanie grantowe [czego nie było w PRLu] nie wydobył środowiska z biedy, szczególnie moralnej, i w relacjach ze światem nasza pozycja spadła, zamiast wzrosnąć.

Kadry selekcjonowane nie według autentycznych kryteriów merytorycznych, ale w znacznej mierze pozamerytorycznie, nie są w stanie dokonać dobrej zmiany.

Do tego potrzebna byłaby realizacja postulatu 13 porozumień sierpniowych.

Solidarność nader słusznie domagająca się w roku 1980 wprowadzenia w życie 13 postulatu, po transformacji, dotyczącej także Solidarności, w wyniku zdrady jej elit, i to nie tylko na szczeblach najwyższych, jakby się broniła rękami i nogami przed wprowadzeniem tego postulatu w życie !- protestując wręcz przed próbami otwierania się systemu na wysoce wykwalifikowane kadry polskiej diaspory akademickiej funkcjonujące poza granicami, nie mówiąc o konsekwentnej walce o nie przywracanie do pracy wyrzucanych w czasie politycznych czystek jaruzelskich, niewygodnych/stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i selekcjonowanych przez nią negatywnie kadr.

Mimo transformacji poziom zagrożenia z tej strony bynajmniej nie zmalał, a nawet wzrósł !

Widać, że 13 okazała się nader feralna, mimo że w kraju katolickim w przesądy nie powinno się wierzyć. A jednak jak to wytłumaczyć ?

Mimo, że transformacja zarazy czerwonej w zarazę tęczową odrzucana jest przez sporą część społeczeństwa, o czym może świadczyć krakowska manifestacja poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/08/10/murem-za-abp-markiem-jedraszewskim/ i apel do władz duchownych i świeckich, to jednak nie wdać żadnej reakcji tej społeczności wobec obrony tęczowej zarazy przez rektorów akademickich szkół wyższych (KRASP). https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf

Przed kurią krakowską zgromadziły się wielotysięczne tłumy, przed pobliskim Collegium Novum UJ, po wystąpieniu KRASP [w tym rektora UJ] chyba nikt się nie zgromadził.

Jak zwykle można zauważyć w przestrzeni publicznej głosy oburzenia po wypowiedziach/ekscesach zatrudnionego na etacie profesora na UJ – Jana Hartmana, ale nad tym osobnikiem UJ roztoczył „parasol ochronny” i nie ma zamiaru go wydalić z uczelni.

W końcu nikt uczelni nie narzucał jego zatrudnienia i sam fakt trzymania go w murach uczelni, mimo tylu lat oburzających zachowań, świadczy nie tylko o nim, lecz o uczelni – rektorach UJ i kadrach aprobujących istniejący stan rzeczy.

Trudno zrozumieć, jak można nie widzieć takiej jasnej polityki kadrowej demokratycznie wybranych władz uczelni, które nie zamierzają kierować się w polityce kadrowej kwalifikacjami naukowymi i moralnymi, i to od lat, utajniając jednocześnie swoje niecne czyny z czasów czerwonej zarazy.

Solidarność UJ, tak przed, jak i po transformacji,  nie zrobiła nic, aby było inaczej, więc jak może być ?

Do 13 postulatu sierpniowego jakoś nikt nie wraca !

Wisi sobie, wraz z innymi postulatami, na tablicy, na historycznej Bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej prezentowany współczesnej opinii publicznej. Tablice zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, uznane za jeden z najważniejszych dokumentów XX wieku, ale jakoś nikomu chyba nie przychodzi do głowy aby w wieku XXI zrealizować wreszcie postulat 13.

b

Kurier WNET, październik 2019

Postulat Kurier Wnet 10

Powtórne zwrócenie się do antykomunistów

Powtórne zwrócenie się do antykomunistów

Parę dni temu umieściłem w cyberprzestrzeni wpis Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?https://blogjw.wordpress.com/2019/06/12/kto-sie-zwracal-o-powtorne-zatrudnienie-rehabilitacje-akademikow/

Zainteresowania znikome. Reakcji brak. Nawet ci, którzy zwykle potwierdzają e-maile, którzy lajkują na FC, jakby tekstu nie zauważali. To daje do myślenia i to nawet wiele.

Ciekawe, że odznaczonych za działalność antykomunistyczną mamy moc, i to coraz większą, a mocy reagowania na poczynania komunistów brak.

Tak zdaje się przez komunistów nasze społeczeństwo zostało sformatowane i mimo medialnego obalenia komunizmu, tak pozostało do dnia dzisiejszego nawet u pokolenia zrodzonego dopiero w epoce podobno pokomunistycznej.

Przed 10 laty, kiedy jeszcze intensywnie prowadziłem działalność w utworzonym samozwańczo [koniec 2004 r.] przez siebie Niezależnym Forum Akademickim [http://nfa.pl/ ] napisałem tekst, w ramach przygotowań do utworzenia Biura interwencji akademickiej , po przeprowadzeniu analizy zawartości NFA działającego- solidarnie rzecz jasna – na rzecz wysokich standardów [ na safari akademickim].

Tekst nosił tytuł Safari akademickie https://blogjw.wordpress.com/2009/02/22/safari-akademickie/ który gorąco polecam, bo na aktualności akademickiej [ i nie tylko] wcale nie stracił, a podczas tropikalnych upałów jakby tej aktualności jeszcze nabrał.

Tekst ten wklejam ponownie, mając rozeznanie, że linkowane teksty na ogół nie są nawet otwierane, zapewne z obawy, że mogą stanowić zagrożenie dla dobrego samopoczucia.

Safari akademickie

Grupa naukowców akademickich, zmęczona długotrwałymi walkami o polepszenie systemu nauki i poprawienie bytu akademickiego, wyjechała na safari. W końcu każdy musi od czasu do czasu odpocząć, nabrać sił i poszerzyć swoje waleczne obserwacje.

Pewnego razu będąc na sawannie drzewiastej dwóch członków grupy nieco się oddaliło.

Jeden z nich po chwili zauważył jakieś zwalisty kształt i po wysuniętym rogu pomyślał, że to może być nosorożec. Trochę go strach obleciał, bo co będzie jak nosorożec ruszy do przodu? Jak wybrnąć z sytuacji ?

Sytuację skomplikował krzyk dochodzący z grupy, że coś niedobrego się dzieje drugiemu koledze. Otóż na nosie kolegi usiadła mucha, co wprawiło grupę w stan podenerwowania, bo uznano, że kolega jest zagrożony.

Grupa nie zauważyła nosorożca, ale muchę – owszem, zauważyła. Nikt z grupy się nie ruszył,  aby dostrzeżoną muchę odgonić, ale sygnał do przedniego kolegi został wysłany. W końcu nie powinien być egocentrykiem i koledze winien pomóc.

Kolega zaabsorbowany krzykiem dochodzącym z grupy odwrócił swą uwagę od poczynań nosorożca, starając się dociec co takiego strasznego dzieje się z kolegą.

Starając się dostrzec groźną muchę, nie zauważył, że nosorożec ruszył do przodu i po chwili było już po wszystkim. Uskoczyć nie zdołał.

Nosorożec staranował kolegę usiłującego dostrzec niebezpieczeństwo grożące koledze w postaci muchy na nosie. Mucha odleciała sama.

Z grupy rozległ się pomruk .

No tak, w końcu sam sobie na to zasłużył. Mógł się zająć kolegą, a nie sobą – egocentryk jeden.

I to by było na tyle.

Uwaga: Podobieństwo do zdarzeń i osób jest bynajmniej nieprzypadkowe.

Tekst powstał w ramach przygotowań do utworzenia Biura interwencji akademickiej po przeprowadzeniu analizy zawartości NFA działającego- solidarnie rzecz jasna – na rzecz wysokich standardów na safari akademickim.

Zapętlona opozycja

Zapętlona opozycja

[ta ‚solidarnościowa’]

W Krakowie, w końcu kwietnia 2019 r, zakończył się proces opozycjonisty solidarnościowego [którego w tekście nie mam zamiaru w sposób jawny ujawniać] o odszkodowanie za represje w czasach jaruzelskich. [https://dziennikpolski24.pl/krakow-byly-opozycjonista-walczy-o-pol-miliona/ar/13850658 , https://niezalezna.pl/269653-sad-przyznal-zadoscuczynienie-dla-b-opozycjonisty ]

30 już lat tzw. wolnej Polski to było za mało, aby wynagrodzić ludziom za krzywdy wtedy doznane, ale nawet za mało, aby elity akademickie, beneficjenci tych czasów, wstawili do historii swoich mateczników takie słowa jak ‚komunizm’, czy ‚stan wojenny’ i o dziwo opozycjoniści tamtych lat [ nawet ci internowani, czy więzieni] pomijają to milczeniem, jakby nie mieli nic przeciwko. Dla przykładu-  elity jagiellońskie – nadal wzorcowe dla pozostałych –  do tej pory nie potrafiły wstawić do Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’stanu wojennego’, ani’ komunizmu’ i taką niemoc uważają za swoje dobro osobiste, którego nie można naruszać ! [https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/ ]

Niemoc poznania najnowszej historii jest wielka i taki stan rzeczy jest akceptowany, a nawet broniony, przez wielu opozycjonistów solidarnościowych, licznie wyróżnianych za obalenie komunizmu. Gdyby było inaczej, stan ten nie miałby szans na ostanie się.

Także rzeczony opozycjonista (którego opozycyjności solidarnościowej nie mam zamiaru kwestionować) walczący o odszkodowanie za krzywdy, nie tak dawno publicznie oświadczał, że nikt w jagiellońskim środowisku krzywd nie doznał – nie zna nikogo z takim bagażem. [ https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] Jakoś po kilku latach odnalazł jednak taki bagaż i to u siebie i uznał, że to on był krzywdzony i mu się należy, bo przecież profesorem nie został, stąd pieniędzy miał mniej niż mógłby mieć, kontakt ze studentami mu się przerwał, popadł w alkoholizm, rodzina mu się rozleciała ……

W argumentacji [przynajmniej tej, którą media podają] nie zważał na to, że profesorowie – jak sami o sobie mówią i media to powtarzają – są biedni i końca z końcem związać nie mogą, nawet jak mają i po kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Czemu opozycjonista tak bardzo by chciał być aż tak biedny ! ?

Całkiem przy tym sobie zapomniał, że po epoce jaruzelskiej należał do beneficjentów upadku tej epoki, bo i zasiadał w radzie miasta (co prawda podobno nie zawsze na trzeźwo), a i miejskim dyrektorem okresowo był, a poza tym działaczem partyjnym i to na pozycji strukturalnej. [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Fijak ]. Jednym słowem nie był wyklęty, a raczej wzięty, ignorujący czasem wyklętych, bo wyklęcie, i to nieraz dożywotnie, to widocznie żadna represja, żaden godny interwencji, czy chociażby notacji przypadek z czasów jaruzelskich.

Chyba się całkiem zapętlił w swej opozycyjności, bo zamiast pozostać opozycjonistą solidarnościowym wobec bezprawia, wobec kłamstwa, kwestionując krzywdy jagiellońskie [https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] stanął w opozycji do domagających się prawdy i sprawiedliwości, tym samym wspierając prześladowców, nie tylko jego samego, ale też wielu, bardzo wielu, z których wielu rzeczywiście ponosiło straty i to wielkie a ich jagiellońskie [ i nie tylko] wyklęcie, przyniosło przewidywane straty i to wielkie dla jagiellońskiej wszechnicy [ i nie tylko, co możemy obserwować w pejzażu akademickim].

Gdyby tak było – jagiellońska wszechnica [ i nie tylko] przeszła bezstratnie przez epokę jaruzelską – kiedy była pod ochroną licznych funkcjonariuszy SB, TW itp. oraz PZPR ochraniających powierzoną im uczelnię przed wrogami systemu [ i ich także] to trzeba by było wręcz dla nich walczyć o awanse, ordery, podwyżki, co i tak miało miejsce w III RP – bo skoro tak dzielnie i skutecznie ochronili powierzone im do ochrony obiekty – uczelnie, to profity się należą – nieprawdaż ?

I co ? – nie głupio tak wypadać opozycji solidarnościowej przekształcającej się w obrońców krzywdzicieli ? Taki proces jest widoczny u rzeczonego opozycjonisty, ale też  u solidarnościowej jagiellońskiej braci – solidarnej z bolszewią, nienawistnej wobec pokrzywdzonych realnie, dożywotnio, przez bolszewię.

Sąd widocznie podzielił pogląd opozycjonisty (i znakomitych historyków UJ), że nikogo na UJ nie pokrzywdzono i odszkodowania za represje jagiellońskie nie dal.

Dziwić się należy jednak opozycjonistom nie popierających/ podzielających poglądów tych, którzy domagają się poznania historii, prawdy, poznania faktów, krzywd rzeczywistych, zakresu czystek akademickich (także jagiellońskich), niszczenia ludzi nauki i ich warsztatów pracy, szkół naukowych. https://blogjw.wordpress.com/2019/01/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ]

Mimo upływu lat, widać jak bolszewicka dialektyka i etyka odnosi sukcesy, i jak nieraz mówię, w Polsce po obaleniu komunizmu [ w istocie rzeczy – po obaleniu wielu butelek przez komunistów razem z wyselekcjonowaną przez nich opozycją ‚antykomunistyczną] mamy obecnie największą partię w postaci Komunistycznej Partii Antykomunistów.

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

Screen Shot 06-21-18 at 10.30 AM

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

W ramach krytyki reformy Gowina Komisja Zakładowa NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego zakwestionowała [List Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego do Prezydenta, Rządu, Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Kraków, piątego czerwca 2018 roku –http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=140041898 ] m. in. brak ładu płacowego pisząc:

‚W szczególności rekomendujemy powrót do przyjętej w 2001 roku koncepcji ładu płacowego w szkolnictwie wyższym poprzez wprowadzenie zapisów ustawowych gwarantujących w  uczelniach publicznych poziom średnich płac w grupach profesorów, adiunktów, asystentów i pracowników niebędących nauczycielami akademickimi w relacji odpowiednio 3:2:1:1 w stosunku do  średniej krajowej w gospodarce narodowej. Żądamy realizacji programu wzrostu wynagrodzeń pracowników publicznych szkół wyższych do powyżej określonego poziomu. ‚

Czyli związkowcy akademiccy domagają się po raz kolejny zagwarantowania uposażenia etatowych pracowników akademickich, bez względu na wyniki ich pracy, a podobnych, a nawet wyższych i to znacznie, od płac w gospodarce narodowej. Jak jedni – pracujący w gospodarce narodowej – zapracują na jakąś średnią krajową, to akademicy w zależności od stanowiska i tytułu – a nie wyników ich pracy – winni też dostawać więcej i mieć to zagwarantowane !

Koncepcja taka była już przyjęta w 2001 r. i jak widać, mimo przyjęcia, stan nauki i szkolnictwa wyższego się nie podniósł ani trochę, ani choćby okresowo – wręcz przeciwnie.

Może koncepcja była zła ?

Ja tak uważam i się nie dziwię z osłabienia akademickiego, bo jego przyczyny moim zdaniem są inne i zarówno ministerstwu, jak i Solidarności z UJ przedstawiałem w wielu tekstach ( setkach !) przekazywanych e-mailami. Bez dyskusji ze strony „S” UJ i ministerstwa w czasach Gowinach – także !

W tej walce ‚S” o ład płacowy nie widać żadnej refleksji, ani rekomendacji sprawiedliwości, ani rekomendacji solidarności z tymi, którzy dobrze pracują/pracowali i mają /mieli osiągnięcia i wpływ na poziom akademicki i nie tylko.

Niestety z takimi akademikami „S” UJ [ i nie tylko] solidarna jak nie była, tak i nie jest i to jest jedna z przyczyn osłabienia akademickiego.

Od dawna  nie było przełożenia dobrej pracy na dobrą płacę, a nierzadko było przełożenie na jej brak, w wyniku wykluczania/ wypędzenia z populacji zarabiających tych zbyt dobrze pracujących..

W czasach PRLu populację akademicką dzielono na docentów [czytaj:do centów] i do roboty i mimo zmian, tj. likwidacji etatów docentów – tak pozostało. Jedni na tzw. etatach samodzielnych [ często wielu], nieraz mimo braku umiejętności samodzielnej pracy, czy jej zaniedbywania, drudzy na etatach tzw. niesamodzielnych, mimo samodzielnej, odpowiedzialnej i wydajnej pracy, a nawet bez etatów, gdy dla samodzielnych – szczególnie z przewodniej siły narodu- stanowili zagrożenie, przewyższając ich intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Widać zmiany nazw uczelni, stanowisk, tytułów, nie wnoszą wiele do systemu akademickiego, chociaż nad takimi zmianami, tak na szczeblu osobowym, jak i instytucjonalnym, chyba najwięcej pracowano, unikając odniesień historycznych, bardzo pouczających.

Nad zmianami finansowania akademików, według wyników pracy naukowej i edukacyjnej, jakoś się nie pracuje, postulując jedynie powiązania ich płacy z wynikami pracy innych w gospodarce narodowej.

Doprawdy nie rozumiem dlaczego profesor, który nader rzadko pojawia się na uczelni ( bo jest zatrudniony/zaangażowany także gdzie indziej, który zaniedbuje studentów, który wykorzystuje pracę mniej utytułowanych, a czasem po prostu ich okrada z własności intelektualnej i niszczy, szczególnie tych, którzy gdy są lepsi od niego i kiedy się bronią przed wyzyskiem/zniewoleniem) ma zarabiać 3 x więcej od tego kto w gospodarce narodowej pracuje jak należy ?

A taki porządek – zwany ładem płacowym, uważam za nieład i nieporządek w wynagradzaniu akademików i nie uważam, aby taki poziom nieładu był w systemie akademickim pożądany. Wręcz przeciwnie.

Nieład funkcjonuje od lat. Przed niemal 20 laty i ja pisałem list do ministra [ i to solidarnościowego !] przeciwko swoistej dyskryminacji :

Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji ( patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, ze nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.[https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/]

Solidarność akademicka  jakoś nie była solidarna z tymi, którzy pracowali i wyniki ich pracy były jawne, ale nie byli finansowani, a jedynie z tymi, którzy nierzadko nie pracowali/wyniki ich pracy/nie-pracy nie były jawne, ale byli finansowani, podobno za mało.

I tak mimo upływu lat, licznych reform pozostało bez zmian. Jedni są do centów, drudzy do roboty, a jak sami pracują – mimo że nie mają etatów – dla dobra Polski, to nic im się nie należy, bo finansuje się etaty, a nie robotę.

Różnica jest głównie taka, że kiedyś zarabiało się kilkanaście, no góra kilkadziesiąt dolarów na miesiąc, a teraz – setki a nawet tysiące, z tym że poziom nauki i edukacji się obniżył, co pokazuje negatywną wręcz korelację między jakością pracy i wynagrodzeniem za etaty w naszym patologicznym systemie akademickim.

A związkowców wysoce zaniepokoiła działalność powołanej ostatnio Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Piszą : „Chwalebne są zamiary przyciągnięcia do Polski polskich uczonych z renomowanych uniwersytetów zagranicznych, ale sprzeciwiamy się dyskryminacyjnym praktykom NAWA, która  proponuje reemigrantom wynagrodzenia kilkakrotnie wyższe od wynagrodzeń krajowych uczonych. „

Jasne, są za, bo nie wypada być otwarcie przeciw, ale są przeciw temu, aby ‚zagraniczni’ mieli choćby najmniejszą ochotę aby wrócić. Przez lata argumentowano aby podnosić -rzecz jasna wszystkim akademikom – uposażenia, bo najlepsi wyjeżdżają, a teraz jest zagrożenie, że ci najlepsi mogliby wrócić.

Nie można przecież dopuścić aby najlepsi byli wynagradzani lepiej, bo to by była dyskryminacja tych, którzy są od lat na etatach i nie chcą aby ich rozliczano ze współpracy międzynarodowej, publikacji na poziomie międzynarodowym, no i po prostu z wyników ich pracy. Wszystkim trzeba przecież płacić po równo – za etaty, a nie za wyniki pracy ! Tak było i tak ma pozostać, aby było dobrze.

A zresztą ci z zagranicy nie mają habilitacji, więc tak naprawdę są gorsi, mimo że wyjeżdżali jako najlepsi. Taka jest logika solidarnych z socjalistycznym systemem pracy i płacy.

Mamy kolejny mundial i niemal wszyscy znają się na piłce. Powszechnie wiadomo, że jak klub chce pozyskać do drużyny renomowanych zawodników, to im proponuje wielokrotnie większy płace, niż swoim, mniej renomowanym . Inaczej by ich nie pozyskał i nie byłby liderem, lecz outsiderem. Lepszym trzeba płacić więcej za to co robią, także w systemie akademickim, a u nas płaci się tym, którzy skutecznie blokują wynagradzanie lepszych.

Ładu, a w rzeczywistości nieładu płacowego w systemie akademickim nie da się rozpatrywać bez uwzględnienia ładu/nieładu kadrowego, ładu/nieładu tytularnego, ładu/nieładu moralnego, ładu/nieładu historycznego, ale tymi ładami jakoś związkowcy wcale się nie zajmują i nie krytykują z tego punktu reformy Gowina, które te łady/niełady jeszcze utrwala, mimo pewnych ruchów, aby z nimi zerwać – jak np. poprzez ofertę lepszych płac dla renomowanych pracowników z zagranicy .

Pozytywny jest natomiast apel związkowców ‚aby wydawać publiczne pieniądze w najbardziej efektywny sposób w sektorze wyższych szkół publicznych’ i należałoby oczekiwać, żeby w tej sprawie związki wiele dobrego zrobiły, bo to jest konieczność.

Rzecz w tym, że wiele związkowych postulatów jakoś jest na opak z tymi oczekiwaniami i taką koniecznością.

Pod refleksję proponuję zapoznanie się z efektami działalności związkowców UJ zawartymi w: sprawozdaniu z działalności KZ”S” UJ w latach 2014-2018 [http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=139183431i z efektami działalności b. działacza „S” , wykonującym niezależnie, bezpłatnie, także robotę związkową na rzecz rzeczywistej naprawy systemu akademickiego, robotę solidarną z krzywdzonymi w systemie akademickim, ale działającym od lat poza strukturami związkowymi [np.

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/01/internetowy-bilans-roku-2016-r-dysydenta-akademickiego-bez-etatu-pro-publico-bono/

https://blogjw.wordpress.com/2017/12/30/podsumowanie-dysydenckiego-roku-2017/%5D

rzecz jasna mając na uwadze co piszą związkowcy „ Badania naukowe i edukacja są najlepszą i najbardziej opłacalną inwestycją w przyszłość narodu, w materialny, kulturowy i cywilizacyjny rozwój Polski.” oraz to, że na jakieś kilkaset maili do Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego z efektami mojej roboty nie było żadnej reakcji.

Co więcej, jak ktoś ma problemy z mobbingiem, czy to na UJ, czy gdzie indziej, to zwraca się do mnie, zamiast do „S” – zupełnie nie pojmuję dlaczego ? Warto się nad tymi sprawozdaniami zastanowić.

Józef Wieczorek, były wykładowca UJ, robiący to czego ci na etatach profesorskich nie byli w stanie robić, współzałożyciel NSZZ „ Solidarność” w ING UJ, działający także w czasach wojny jaruzelsko-polskiej [ legitymacja nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej], wygnany z uczelni podczas politycznych czystek akademickich przed tzw. transformacją ustrojową. Do tej pory Solidarność ani słowem się nie upomniała o mój powrót na uczelnię, dzielnie – solidarnie z komunistami- walczyła, abym czasem na uczelnię nie wrócił, ani nie zbadała – ani akademickich, ani związkowych strat wojennych lat 80-tych, ani nie chce znać historii tamtych lat. Podobno tajni i jawni współpracownicy systemu komunistycznego tak ochraniali uczelnię, czy tak jej przewodzili, że nikt w PRLu ani w III RP na UJ nie został pokrzywdzony, a zresztą przecież ani komunizmu, ani stanu wojennego to w ogóle nie było, jak wynika z Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego[ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ], a ponadto ani jawni, ani tajni współpracownicy systemu komunistycznego [ https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/ ] to nikomu nie przeszkadzali i nie przeszkadzają, jeno wynagrodzenie mają za niskie.

Obalić ustawę Gowina – i co ?

1.jpg

Obalić ustawę Gowina – i co ?

Ustawa 2.0 – zwana też Konstytucją dla nauki, dotycząca reformy nauki i szkolnictwa wyższego znajduje się w końcowej fazie dyskusji i to na szczeblu parlamentarnym, bo zapowiadanego przez ministra wysłuchania publicznego nie będzie.

Widocznie minister doszedł do wniosku, że kogo chciał wysłuchać to już wysłuchał, a innych nawet słuchać nie chce. Skutek jest taki, że mimo ponad 2-letnich konsultacji z tymi, z którymi chciał konsultować, w końcowej fazie mamy liczne strajki, protesty, krytyczne listy, tak etatowych ‚akademików’, jak i studentów, oraz związków zawodowych, którym ta ustawa sprawiła zawód.

Mnie także, choć zawód był spodziewany, bo mimo napisanych w tym czasie około setki tekstów na temat systemu akademickiego, rzecz jasna przekazywanych ministerstwu, rektorom, dyskusja z nimi nie została podjęta.

Do ustawy mam stosunek krytyczny, ale także na ogół nie podzielam argumentów krytycznych, bo nie dotyczą one- podobnie jak ustawa- fundamentów systemu akademickiego. Tłumaczyłem bezskutecznie, że jak się buduje dom, to trzeba poznać jego fundamenty, a nie zajmować się jedynie architekturą i wystrojem jego wnętrza. Jak dom postawimy na bagnie, czy na osuwisku, to wcześniej czy później ulegnie on destrukcji i tak może być ze wznoszonym gmachem systemu akademickiego.

W pracach nad ustawą nie wykorzystano potencjału intelektualnego polskiej diaspory akademickiej w dobrych ośrodkach naukowych całego świata, nie podejmowano problemu genezy obecnych kadr akademickich i przyczyn ich słabości, mimo imponującego wzrostu ilości osób wysoko utytułowanych i ogromnego wzrostu ilości wydawanych dyplomów w licznych szkołach z nazwy wyższych. Nie zdiagnozowano nawet chorób toczących polski system akademicki, stąd i zaproponowana metoda leczenia jest co najmniej wątpliwa.

Mimo, że w pracach nad reformą brali udział także medycy, za najważniejsze remedium na bolączki systemowe, uważa się pieniądze, które w tym systemie rzeczywiście nieduże, marnotrawione są w sposób skandaliczny, podobnie jak potencjał intelektualny Polaków, co jest jednak pomijane zgodnym milczeniem, tak przez stronę ministerialną, jak i opozycyjną.

Lewoskrętni studenci, jak i uczelniane komisje Solidarności, chcą obalić reformę Gowina. Studenci od kilku dni protestują, strajkują, domagając się chleba i róż ilustrując te domagania podobizną Róży Luxemburg, chyba po to, aby było wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.

Walczą o prawo do języka polskiego, jakby kto im zabraniał posługiwać się językiem polskim ! Może im chodzi o sprawienie wrażenia, że zidentyfikowany przez nich i im podobnych, ‚reżim kaczystowski’, jest gorszy od zaborców/okupantów.

W gruncie rzeczy tacy studenci sprawiają wrażenie, że są analfabetami i ich postulaty winny prowadzić do zmian w rekrutacjach na studia – przynajmniej rozumienie słowa pisanego winno być wymagane.

Podobnie i w rekrutacji/awansowaniu kadr akademickich/profesorów. Ci nieraz imieniem i nazwiskiem nie potrafią się podpisać pod swoimi bredniami/ocenami lepszych od siebie, aby ich usuwać z uczelni, choć pod tym co inni ważnego w nauce/edukacji wyższej zrobili- podpisują się ochoczo, nagle zdolność pisania odzyskują.

Takie mamy kadry i takich mamy studentów, a gremia solidarnościowe walczą o to, aby ich nie dyskryminować przez zapowiedź lepszego finansowania naukowców z zagranicy ( także Polaków), aby takich analfabetów/hochsztaplerów zastąpili w polskim systemie akademickim.

Reforma Gowina ma wiele grzechów i to ciężkich, ale gdyby ją obalić i zastąpić postulatami studencko-solidarnościowymi to katastrofa by była jeszcze bardziej spektakularna.

Krytykuję reformę Gowina, ale jeszcze bardziej reformatorów studencko-solidarnościowych.

Mimo, że Gowin na moje teksty nie reagował, to jednak w projekcie ustawy DZIAŁ VII art.283, 284 wstawiono mediatora akademickiego, o co walczyłem od początku wieku na co mam dowody ( wystarczy ‚wygooglować’ – mediator akademicki).

To drobiazg ( jest ich jeszcze kilka), choć istotny i być może polepszy nieco sytuację akademików niszczonych przez mobberów, ale czy uratuje naukę i edukację wyższą w Polsce ?

Nie ma takiej nadziei – trzeba zbadać grunt akademicki i uformować należyte fundamenty, a dopiero potem wznosić gmach akademicki.

Dlaczego „Solidarność” nie poszła ich śladami ?

ślady

[ z Google]

Dlaczego „Solidarność” nie poszła ich śladami ?

Żyjemy w kraju do pewnego stopnia wolnym, ale nie solidarnym, mimo że formowanym w znacznej mierze przez „Solidarność”. Niestety niemała część elit Solidarności bardziej jest solidarna z komunistami, niż z członkami ruchu Solidarność, także tzw. legendy Solidarności, i dobrze na tym materialnie wyszli, choć twarz stracili.

Komuniści przez długie już lata III RP bynajmniej nie stracili wiele na znaczeniu, a wielu członków Solidarności straciło wiele, nie tylko na znaczeniu, ale i na poziomie życia. Wielu ledwie wiąże koniec z końcem – a Solidarności brak !

Lech Wałęsa, niewątpliwy beneficjent ruchu Solidarność,  zrobił karierę polityczną i także majątkową i naśmiewał się z innych, że są nieudacznikami i niczego się na Solidarności się nie dorobili, gdy on – tak ! Jest symbolem nie tylko zdrady ruchu Solidarnościowego, ale i symbolem tych, którzy nie potrafili i nie potrafią się zachować jak trzeba.

Nie jest jednak wyjątkiem, bo przykładów choć mniej drastycznych jest wiele.

Jedni z Solidarności wyjeżdżał tirami, inni w podartych gaciach, a czasem ledwie uchodzili z życiem. Pisze się zasadnie o skandalicznych dysproporcjach między emeryturami esbeków a kombatantów, ale tzw. „nasi” też czasem mają emerytury spore, a i poza tym wiele płatnych funkcji i etatów (setki tysięcy rocznie), ale zachować się jak trzeba – nie potrafią, to im się nie opłaca. Los tych z Solidarności , którzy są na goło, bez etatów, nawet jak pracują i to wiele, (bo u nas praca a zarobki to są zupełnie różne rzeczy, jakoś do siebie nie przystające) jest dla nich najwyżej obojętny .

Żyjemy w okresie post-komunistycznym, ale także w okresie post-solidarności, która została utracona w okresie post-historii, kiedy najnowszej historii niemal nikt nie chce znać i w okresie post-prawdy, która jest wyjątkowo znienawidzona.

Z  systemu komunistycznego tak naprawdę do tej pory to nie wyszliśmy i człowiek czasem się zastanawia – czy wielu z legendarnych działaczy Solidarności walczyło tak naprawdę o Polskę, czy głównie o polepszenie swojego bytu, który w siermiężnym PRL był marny. Obecne podziały mają chyba swe korzenie w tamtych latach i wiele tych podziałów można było już wtedy zauważyć i przełożyć na losy późniejsze.

Nie bez przyczyny młode pokolenie Polaków szuka swoich wzorców nie wśród elit Solidarnościowych, lecz wśród Żołnierzy Wyklętych, którzy w walce z komunistami byli niezłomni i potrafili się zachować jak trzeba.

Z Żołnierzy Wyklętych, tych którzy przeżyli okres eksterminacji, chyba nikt wielkiej kariery politycznej, a tym bardziej majątkowej w PRLu nie zrobił, ale dla odzyskania niepodległości i przekazania etosu wolnego Polaka wielu zrobiło wiele. Nadzieja w młodym pokoleniu, że z tych wzorców będzie korzystać.

Warto sięgnąć jednak i do dawniejszych przykładów Polaków walczących o uwolnienie Polski spod władzy zaborczej, którzy mimo klęsk powstańczych zrobili kariery zawodowe i dla Polaków – mniej może zaradnych, zrobili wiele, dzieląc się swoimi sukcesami. Przede wszystkim na względzie mieli wspólne dobro Polski i Polaków.

Przykładów jest wiele, ale podniosę tylko dwóch walczących o niepodległą Polskę, którzy po sukcesie zawodowym nie sprawili zawodu rodakom i byli z nimi solidarni starając się poprawić ich los.

Ignacy Łukasiewicz działacz niepodległościowy okresu powstania krakowskiego i także styczniowego, ale i innowacyjny wynalazca lampy naftowej i pionier przemysłu naftowego w Europie, który budował też szkoły i zakładał pierwsze w Europie instytucje ubezpieczeniowe.

Stanisław Brzozowski [ http://ignacylukasiewicz.pl/od-nafciarza-do-spolecznika/ ]przytacza słowa dobrze oddające jego filozofię działania: „to wielka sztuka być bogatym, a również i wielka odpowiedzialność”. „To ciężki obowiązek być bogatym i trudna sztuka, sto razy lepiej biedować mądrze, niż użyć grosza po głupiemu”

Szkoda że wśród działaczy Solidarności tak wielu korzysta z grosza po głupiemu, nie biorąc przykładu z Łukasiewicza, wielkiego patrioty, ale solidarnego z uciemiężonym społeczeństwem.

Erazm Jerzmanowski powstaniec styczniowy z oddziału Langiewicza, zmuszony do emigracji stał się „człowiekiem, który oświetlił Amerykę” robiąc fortunę na swoich innowacyjnych wynalazkach w dziedzinie gazownictwa wdrażanych w życie Ameryki.

Wspierał Polonię amerykańską, finansował działalność naukową, kulturalną i oświatową wśród emigracji a po powrocie do kraju ojczystego ją kontynuował. „Wyznawał zasadę nieudzielania bezpośredniej pomocy finansowej potrzebującym osobom, ale pomagał im w znalezieniu pracy, hojnie wspierał poszerzanie przez nie swoich umiejętności zawodowych.” [http://nowahistoria.interia.pl/drogi-do-wolnosci/news-erazm-jerzmanowski-polski-nobel-ktory-oswietlil-ameryke,nId,1359783#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome]

Jakoś trudno jest znaleźć wyznawców tej zasady w III RP wśród ‚Solidarnościowych’ beneficjentów tzw. transformacji ustrojowej, bardziej wiernych mamonie niż ideałom Solidarności.

Wzory prawdziwego patriotyzmu, prawdziwej solidarności są – naśladowców brak.

Pieniądze też były i to nasze, albo dla nas!

Do tej pory nie wiadomo co się stało z pomocą amerykańską (i nie tylko) dla polskiej Solidarności [Paweł Zyzak – Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce ? https://www.youtube.com/watch?v=VhOWJeENLk8&t=2s ], co się stało i z krajowymi składkami, także w czasie wojny jaruzelsko -polskiej.

Wydalani z pracy działacze Solidarności nieraz nie mieli żadnych dochodów i pies z kulawą nogą im nie przychodził z pomocą, bo Solidarność nieraz była solidarna z komuchami a nie z członkami Solidarności i do tej pory tak też nadal bywa.

Tych niechlubnych historii nikt nie chce poznać, i nie chce wdrożyć solidarności w życie naszego społeczeństwa, choć nie byłaby to żadna innowacja, bo innowatorów prawdziwej solidarności i prawdziwego patriotyzmu mieliśmy wielu, często obecnie zapomnianych.

Dlaczego ten piękny ruch Solidarności nie poszedł śladami solidarnych polskich patriotów ?

Solidarność bezobjawowa

s-bezobjawowa

Solidarność bezobjawowa

Kilka dni temu byłem na prapremierze filmu dokumentalnego o tragicznej historii krakowskiego opozycjonisty Jacka Żaby. Tytuł filmu niezwykle trafny – „Skazany na niepamięć”. https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/aktualnosci/38730,Pokaz-filmu-Skazany-na-niepamiec-Krakow-16-lutego-2017.html

Rzecz się działa w czasach Solidarności a Jacek Żaba był aktywnym działaczem tego ruchu. Więziony za działalność, w celi z recydywistami szykanowany, maltretowany psychicznie, zobowiązany do powrotu do wiezienia przed samym rozpoczęciem obrad okrągłego stołu, pozostawiony sam sobie wybrał skok z okna – skok w wolność.

Nawet najbliżsi współpracownicy nie wiedzieli kiedy go pochowano. Zapomniany także po śmierci, wręcz skazany na niepamięć. Jest symbolem osamotnienia wśród Solidarności, można rzec – bezobjawowej.

Jak to możliwe, ze nie uzyskał wsparcia od związkowców z którymi działał ? Jak to możliwe, że solidarnie o nim zapomniano ?

Dobrze, że ten przejmujący film powstał i zwrócił uwagę na dramat człowieka, ale i na dramat Solidarności, która miała nas uwolnić od zniewolenia właśnie przez solidarne działanie.

Ile takich przypadków skazania na niepamięć miało i ma miejsce. Może nie wszystkie skończyły się tak tragicznie, ale jeśli są, to są świadectwem Solidarności, ale w najlepszym przypadku – bezobjawowej.

Trudno żeby człowiekowi oglądającemu taki film, słuchającemu dyskusji po filmie, nie stawały przed oczyma sceny z własnego żywota. W szczególności sceny polowań z nagonką na podoficera – jak mawiano – Solidarności.

Młodemu Jackowi urabiano opinię niezrównoważonego psychicznie i może w wyniku przebytych szykan miał problemy z psychiką, ale ofiarom psychicznego niszczenia trzeba solidarnie pomóc, a nie izolować.

Niestety w tym okresie wojennym, którego w historii wybitni historycy UJ nie byli w stanie wykryć, (https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ) miałem również opinię niezrównoważonego i to zapisywano w protokołach rady naukowej, której już nie byłem członkiem, bo wystąpiłem w proteście przeciwko wprowadzaniu dyktatury towarzysza i łamania elementarnych zasad demokracji akademickiej.

Nikt nie był ze mną solidarny, choć wszyscy byli z Solidarności.

Gdzie była Solidarność, gdy mnie fałszywie oskarżano a to o wulgaryzmy (bo ‚mięsem’ nie rzucałem w kontraście do oskarżających),  a to o niechęć do prowadzenia zajęć, których prowadziłem więcej i lepiej od pobierających pensje profesorskie oskarżycieli. [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/]

Protest przeciwko haniebnym oskarżeniom uznano za objaw niezrównoważenia w kontraście do równowagi zachowywanej przez akademickich degeneratów.

I okno w pamięci też mi pozostało – no bo jakby niezrównoważony wyleciał przez okno to by nie było wiadomo – czy ktoś go wyrzucił, czy sam to zrobił i nie były to stwierdzenia funkcjonariuszy esbeckich, tylko akademickich. Jednak nie wybrałem skoku z okna do wolności – problem pozostał. 

Nie ma wątpliwości, że niektórzy akademicy pełnili obowiązki nie-esbeków postępując jednak podobnie, a może i sprawniej, skuteczniej i to bez utraty zaufania, wpisując się znakomicie w kontekst systemowy.

Esbecy pisali: postawa polityczna – wroga, a akademicy wrogów systemowych (rzecz jasna i ich – tworzących/utrwalających system – także) skazywali na wykluczenie z systemu etatowego/ środowiskowego/finansowanego.

Wobec takich poczynań znanych nieco w otoczeniu (nie tylko instytutowym) Solidarność solidarnie milczała, więc od połowy lat 80-tych wiedziałem, że mój los jest przesądzony – co też się stało.

Dyscyplinarnie usunąć się nie udało, ale w ramach politycznej weryfikacji kadr – całkiem nieźle. Protestu Solidarności nie było !

Czy aktywiści „S” czasem w tych tajnych komisjach weryfikacyjnych nie uczestniczyli ? – nie wiadomo.

Swoich pozamerytorycznych opinii członkowie tych tajnych -do dnia dzisiejszego- komisji nie musieli podpisywać nawet krzyżykiem i do dnia dzisiejszego pozostali nieznani, z solidarną aprobatą Solidarności akademickiej, która solidarna z towarzyszami i moimi katami walczyła zresztą abym czasem na uczelnię nie wrócił.

No cóż, na drodze do przekształcenia korporacji nauczających i nauczanych poszukujących razem prawdy w korporację oszukujących i oszukiwanych w pogodni za dyplomami i tytułami – byłbym przeszkodą.

Skoro Ministerstwo Spraw Wewnętrznych polecało aby niewygodnych/niepokornych usuwać z oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką, nie pozostawało nic innego jak posłusznie, solidarnie, te polecenia realizować i w III RP je utrzymywać – aresztując na lata (a nawet wieki) niewygodne papiery i pisując bredniki historyczne, aby metody oczyszczania uczelni i ofiary czystek pozostały w niepamięci.

Okres represji, wydalania z uczelni zagrażającym władcom kłamstwa,  nadworni historycy nazwali okresem stopniowej liberalizacji systemu i to się spotyka z solidarną akceptacją beneficjentów tego „liberalnego” systemu.

Nikt oprócz mnie – nie protestuje ! – w ramach obecnej polityki historycznej.

Ja z tego koszmaru wyszedłem sam, bez pomocy solidarności akademickiej, która była i jest z towarzyszami i KODomitami !

Poseł (po pozowanym zdjęciu z samym „Bolkiem”) i szef ówczesnej {r. 1990] „S’ UJ groził mi załatwieniem w Sejmie, jak się będę domagał dostępu do moim papierów, które kończyły się na początku roku 1980 ! – co to za data i co się działo w kolejnych latach najwięksi dziejopisarze UJ nie wiedzą i wiedzieć nie chcą do dnia dzisiejszego !

Dziś ten b. już poseł chodzi w kapeluszu na marszach KODu a ludziskom się poleca aby mu dziękowali za wolność ! https://blogjw.wordpress.com/2015/12/21/rozkodowanie-akademickiego-krakowa/ 

Ja wolności do wykładania i formowania kolejnych pokoleń naukowców – nie odzyskałem i nie mam komu dziękować. UJ miał kwitnąć dzięki wydaleniu mnie z uczelni, a jak się okazuje więdnie,[https://blogjw.wordpress.com/2017/01/27/trwaja-poszukiwania-kluczy-do-reformy-systemu-akademickiego/ ]   a zasłużonym dla takiej transformacji się dziękuje i umieszcza w alejach zasłużonych. https://blogjw.wordpress.com/2017/01/12/zasluzony-dla-wielkiej-czystki-akademickiej-spoczal-w-alei-zasluzonych/

Istna KODomia i stąd jasno pisałem, że na UJ – gorzej niż w Sodomie. https://blogjw.wordpress.com/2012/09/27/pod-uwage-rektora-i-senatu-uj/

Mimo intensywnych poszukiwań nie znalazłem ani jednego uczciwego ! Solidarności zaznałem tylko od kamieni, ale i tych mnie pozbawiono.

Mimo to działam na rzecz wydostania się mojej uczelni – dla której poświęciłem najlepsze moje lata – z haniebnej zapaści, stanowiąc samojeden opozycję wobec korporacji oszukujących, niszczących pamięć i ludzi.

Nie bez przyczyny niszczeni na uczelniach z całego kraju zwracają się do mnie o pomoc jako prekursora wiedzy o mobbingu akademickim https://nfamob.wordpress.com/ , bo niby do kogo w naszym systemie akademickim można się w takich sprawach zwrócić ? Postulowałem zmiany aby mnie odciążyć, bo w końcu to etatowcy i związkowcy winni być solidarni wobec niszczonych na etatach. Nic z tego !

Ostatnio prezydent podziwiał odznaczanych z czasów Solidarności, bo mogli być przecież wydaleni z uczelni z wilczym biletem, ale wobec tych co mogli być ale i zostali z wilczym biletem wydaleni jest milczenie. Są skazani na niepamięć.

Nikt się nie doliczył ilu wydalono, ilu zaopatrzono w wilcze bilety, które i w tzw. wolnej Polsce nie straciły swej ważności !

Nikt się nie może ich doliczyć, a zresztą chyba nawet liczenia nie rozpoczęto – w każdym razie na UJ nim zaczęto, już skończono. [https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/]

Bo tak wygląda Solidarność bezobjawowa w wolnej Polsce, po obaleniu [?] komunizmu przed niemal 30 laty.

Józef Wieczorek

Ofiara zbrodni dokonanej na prawdzie przez nieznanych sprawców,

skazana solidarnie na niepamięć

P.S. Jeśli ktoś ma wiedzę o objawach solidarności wobec skazanych [z systemu akademickiego] na wygnanie i niepamięć to proszę o kontakt Chętnie opiszę – umieszczę na stronach,  aby inni mogli mieć przykład.