JAN HARTMAN obliczem polskich uniwersytetów

JAN HARTMAN obliczem polskich uniwersytetów

To, że polskie uniwersytety są w kryzysie, chyba powszechnie wiadomo. Trudno będzie się z tego kryzysu wydobyć, skoro środowisko akademickie broni obecnego, patologicznego status quo i podnosi do rangi sukcesu osiągnięcie poziomu uczelni Tatarstanu przez najstarszy polski uniwersytet. Chyba św. Jadwiga, która swój majątek przekazała Akademii Krakowskiej, przewraca się w grobie.

Przed kilku laty alarmowałem, że obecna twarz UJ może być widziana przez pryzmat twarzy Juliana Haraschina, który jako wojskowy prokurator w czasach stalinowskich posyłał na śmierć polskich patriotów, a następnie robił karierę „naukową” na UJ. Ponadto założył swoistą wytwórnię lipnych dyplomów, stając się prekursorem dzisiejszych metod osiągania doskonałości naukowej. Sprawa Juliana Haraschina tak została wymazana z historii i pamięci, że dzisiejsi studenci prawa UJ, a także prawnicy, na ogół nic nie wiedzą o jego roli w budowaniu bezmiaru niesprawiedliwości, także w domenie akademickiej.

Prawda o własnych korzeniach przestała być przedmiotem zainteresowania kadry UJ. Pisałem na swoim blogu: „Co prawda akademicy Uniwersytetu Jagiellońskiego twarz stracili (z małymi wyjątkami), ale etaty, awanse i formalne honory – utrzymali. Widać, że na uczelniach, w tym na uczelni wzorcowej dla innych, opłaca się nie mieć twarzy”.

Taki stan rzeczy przetrwał do dziś i widać to obserwując poczynania profesora UJ Jana Hartmana, filozofa, wyspecjalizowanego w dziedzinie etyki. To kierownik Zakładu Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum UJ, mający w swym życiorysie członkostwa Komitetu Etyki w Nauce PAN, Zespołu ds. Etyki w Medycynie przy Ministrze Zdrowia, kierownictwo Zespołu do spraw Dobrych Praktyk Akademickich oraz nagrody m.in. Prezesa Rady Ministrów RP, Medalu Komisji Edukacji Narodowej, Grand Press w kategorii Publicystyka”…

Stał zatem na straży odpowiedniego poziomu etycznego polskiego środowiska akademickiego i chyba zdaniem władz UJ, swymi poczynaniami pozytywnie wpływa na młodzież akademicką, bo tylko tacy są podobno zatrudniani na etatach po usunięciu z uczelni tych, którzy wpływali – zdaniem rektorów – negatywnie.

Kilka lat temu Jan Hartman zbulwersował opinię publiczną swoimi dywagacjami kazirodczymi, ale na uczelni włos z głowy mu nie spadł, mimo ścieżki dyscyplinarnej. Jednak politycy zareagowali i został usunięty z ugrupowania Twój Ruch, jednej z wielu partii, które zaszczycił swym członkostwem. Etyczne wymagania, nawet lewackich partii, zdają się być wyższe od wymagań uczelnianych.

Na uczelniach dominuje autonomiczna zasada wolności bez wartości i nawet akcja (kilkanaście tysięcy głosów) usunięcia Hartmana z UJ nie przyniosła rezultatu. Profesorom UJ nie przychodzi nawet do głowy, aby ktokolwiek z ich grona mógł zostać wykluczony z uczelni. Solidarność profesorska jest doprawdy rozczulająca.

Konieczność przenoszenia w stan nieszkodliwości zdegenerowanych profesorów przychodziła mi do głowy jeszcze w stanie wojennym, ale władze UJ zdołały ten jednoosobowy rokosz skutecznie opanować.

Jan Hartman, zapewne dożywotni profesor UJ, pewny własnej bezkarności, po homilii abp. Marka Jędraszewskiego (też profesora) w uroczystość Bożego Ciała, przekroczył w ataku na metropolitę i katolików wszelkie normy etyczne, obowiązujące nie tylko profesora etyki, ale każdego przyzwoitego człowieka.

Powtarzanie tego barbarzyńskiego bluzgu nie przystoi w „Plagach akademickich”, bo to jest rynsztok wykraczający poza ramy standardowych plag. Zamieszczony został na blogu Hartman.blog.polityka.pl. Na publiczne lżenie, wyszydzanie, poniżanie katolickiej części Narodu Polskiego i metropolity krakowskiego oraz nawoływanie do waśni na tle różnic wyznaniowych, nie można być obojętnym.

Nie powinno być obojętne środowisko akademickie, władze uczelni, a tym bardziej prokuratura, bo to, co czyni Hartman, nie jest zgodne z prawem obowiązującym każdego obywatela, także profesora UJ!

W reakcji na ziejący nienawiścią bluzg Hartmana otrzymałem wypowiedzi, że taki „profesor” kompromituje środowisko akademickie, powinien być dyscyplinarnie zwolniony ze stanowisk i funkcji akademickich. 

Czy tak się stanie, skoro dotychczasowe ekscesy uchodziły mu bezkarnie, a władze akademickie skłaniały się do wspierania subkultury menelskiej (chociażby na okoliczność popisów Strajku Kobiet wspomaganego przez Hartmana).

Póki co, środowisko akademickie, także etyczne, milczy, a w obecnym stanie rzeczy to twarz Hartmana jest obliczem polskich uniwersytetów.

Bierna postawa nie zaprowadzi ładu moralnego w domenie akademickiej.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska  23 czerwca 2021 r.

Objawienie zjawisk bezobjawowych

[ z Wikipedii ]

Objawienie zjawisk bezobjawowych

Chyba wszyscy interesują się pandemią koronawirusa i dowiadują się, że zakażenie tym wirusem może przebiegać objawowo lub bezobjawowo. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa przechodzimy w stan przetrwalnikowy, który winien skłaniać do refleksji, choć nie zawsze tak jest.

Tym niemniej, może warto się skłonić do rozważań nad zjawiskami bezobjawowymi, których nie brakuje. Koronawirus nie jest wyjątkiem i bez problemu w cyberprzestrzeni można znaleźć przykłady, które to potwierdzają.

Na blogu Gościa Niedzielnego znalazłem taki wpis sprzed kilku lat Ale, gdzie są, pytam się, ci obrońcy integralnego chrześcijaństwa, kiedy pojawia się równie niepokojące zjawisko chrześcijaństwa drętwego i bezobjawowego? https://blog.gosc.pl/sBognaMlynarz/2017/11/10/chrzescijanstwo-dzikie-czy-bezobjawowe

Wpis ten i w dobie pandemii jest aktualny, a może nawet bardziej, gdyż kościoły są zamykane i jest zagrożenie, że chrześcijaństwo może przejść – nawet po ustaniu pandemii – w stan jeszcze większego odrętwienia i bezobjawiania się publicznego.

Bezobjawowy koronawirus

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdza, że „zakażenie koronawirusem może przebiegać bezobjawowo, a skala transmisji bezobjawowej nie jest znana. Nie ma danych, które potwierdzałyby transmisję zakażenia przed wystąpieniem objawów.”

W innych źródłach [https://www.national-geographic.pl/aktualnosci/koronawirus-bez-objawow-srednio-5-dni-maksymalnie-nawet-11] możemy przeczytać , że ‚dotychczasowe badania nad koronawirusem nie pozwalają wykluczyć, ani potwierdzić czy chorzy w okresie bezobjawowym mogą zarażać innych. Część specjalistów sugeruje, że nie jest to możliwe, ponieważ nowy wirus rozprzestrzenia się głównie drogą kropelkową. Chory musiałby więc kichać albo kaszleć, czyli wykazywać objawy Covid-19…W nielicznych przypadkach bezobjawowy okres inkubacji koronawirusa wynosił nawet 24 dni.’

W jeszcze innych – ‚Koronawirus jest zaraźliwy przed wystąpieniem objawów choroby COVID-19, a nawet 44 proc. infekcji może pochodzić od osób bez objawów – ocenili chińscy naukowcy https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/1462741,koronawirus-zarazliwy-przed-wystapieniem-objawow-badania.html w badaniu, które nie zostało jak dotąd poddane naukowej weryfikacji.’

Nie wiadomo zatem co takie badania są warte, skoro z nauką nie mają wiele wspólnego ?

Tym niemniej bez weryfikacji naukowej ‚Badacze wywnioskowali, że osoby zakażone same zaczynają zarażać średnio 2,5 dnia przed wystąpieniem objawów, przy czym szczyt zaraźliwości następuje w momencie pojawienia się objawów lub jeszcze przed nim.

Oszacowali również, że w 44 proc. przypadków do infekcji może dochodzić w chwili, gdy osoba zarażająca nie ma jeszcze objawów. Autorzy badania zaznaczyli, że osoby z objawami często były już izolowane, co zapobiegało dalszemu roznoszeniu przez nie wirusa. „Jest jednak jasne, że transmisja przedobjawowa najprawdopodobniej zdarza się z istotną częstotliwością” – stwierdzili.”

Dlaczego to ma być jasne, skoro badania jasne nie są – media nie podają.

Trzeba się jednak liczyć z tym, że liczba chorych może być większa i to znacznie, niż się podaje. Ilość chorych wzrasta wraz ze zwiększeniem ilości badań. Tam gdzie badań jest niewiele, chorych też jest niewiele.

Ponadto, jak przyznają Chiny, jako chorych nie kwalifikowano przypadków bezobjawowych. Nie powinno to dziwić, bo jak objawów brak, to trudno jest wykryć, że ktoś jest chory ?

Ale ujawniana jest i taka strategia dla poprawienia statystyk: „W chińskim mieście Wuhan wciąż wykrywa się bezobjawowe przypadki zakażenia koronawirusem, ale nie są włączane do oficjalnej liczby infekcji – ustalił portal Caixin.

https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1463204,koronawirus-chiny-media-wuhan-bezobjawowe-przypadki-zakazenie-statystyki.html ..w Wuhanie codziennie kilka lub kilkanaście testów na obecność wirusa wciąż daje wynik dodatni. Osoby te nie są jednak wliczane do oficjalnej liczby potwierdzonych zakażeń, ponieważ nie mają objawów choroby. ….w mieście odmawiają ludziom możliwości badania na koronawirusa, by nie psuć oficjalnych statystyk. Jeden z cytowanych przez stację wolontariuszy określił to jako „kurację polityczną, a nie medyczną”.

Nie ma wątpliwości, że politycy mają większe osiągnięcia w kurowaniu chorych niż medycy i gdyby nie medycy oraz niezależni dziennikarze, to szczególnie w okresach przedwyborczych, nie byłoby wcale chorych.

Schizofrenia bezobjawowa

Politycy zresztą mają poważne osiągnięcia w medycynie i to od lat, a to za sprawą odkrycia i wdrożenia w życie specjalnej jednostki chorobowej – schizofrenii bezobjawowej.

Rzecz jasna to odkrycie miało miejsce w kraju słynącym z rozlicznych odkryć i wynalazków oraz przodującej w świecie nauki przymiotnikowej – i to socjalistycznej. W Moskiewskim Instytucie Psychiatrii Społecznej i Sądowej im. Władimira Serbskiego, który stanowił centrum radzieckiej psychiatrii politycznej, diagnozowano chorobę schizofrenii pełzającej, czy bezobjawowej, po stwierdzeniu u pacjenta – zwykle nieprawomyślnego dysydenta – nastawienia reformatorskiego czy antysystemowego.

Taka diagnoza dyskwalifikowała jednostkę z życia publicznego i upoważniała do skierowania do szpitala psychiatrycznego – psychuszki, gdzie poddawano go przymusowej terapii, aby przywrócić go do zdrowia, czyli osiągnięcia pozytywnego nastawienia do najlepszego z systemów ludzkości.

Leczenie schizofrenii bezobjawowej chyba nie było łatwiejsze od terapii koronawirusa skoro przywódca Kraju RAD Nikita Chruszczow jeszcze w 1959 r. informował „Można powiedzieć, że i obecnie (w ZSRR) istnieją ludzie, którzy walczą z komunizmem… ale u takich ludzi bez wątpienia stan psychiczny nie jest w normie”.

Taki system kuracji politycznej trwał do końca istnienia ZSRR,  ale i po jego rozpadzie nie do końca został zarzucony. Widać politycy nadal dbają o zdrowie obywateli – im niewygodnych.

Diagnozowanie zaburzeń psychicznych u osób niewygodnych dla władzy, i to nie tylko najwyższej, miało miejsce nie tylko w Kraju Rad. Stosowano je także u nas, o czym mogli się przekonać działacze opozycji antykomunistycznej w czasach PRLu i nie brak takiego diagnozowania do dnia dzisiejszego, wobec nastawionych negatywnie do pozostałości komunistycznych w Polsce.

Nauka bezobjawowa

Nie ma wątpliwości, że nauka w Polsce jest zawirusowana i trapiona wieloma chorobami co przedstawiam w wielu tekstach na moim nonkonformistycznym blogu – https://blogjw.wordpress.com/

Niestety moje diagnozy stanu chorobowego nauki w Polsce, jako nieprawomyślne, są na ogół przemilczane, choć czasami spotykały się z brutalnymi atakami, ale trzeba też przyznać, że niektóre z nich wykorzystano do tworzenia prawa akademickiego, niestety bez należytej modyfikacji prawnego otoczenia.

Przed kilkunastu laty podnosiłem znaczenie wirusa – trojana [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/system-trojana-czyli-druga-strona-nauki-polskiej/ ], który wówczas atakował systemy komputerowe, ale także, w zmodyfikowanej postaci, system nauki w Polsce. Przed kilku laty zdiagnozowałem szereg chorób akademickich [[np. , https://blogjw.wordpress.com/2017/05/15/jedyna-bolaczka-uniwersytetu-jagiellonskiego/] podnosząc, że diagnoza dyplomowanych/utytułowanych lekarzy i znachorów, w randze rektorów, wskazująca tylko jedną jedyną chorobę trawiącą naukę w Polsce, którą stanowi niedostatek pieniędzy, jest nietrafna. Argumentowałem, że taka diagnoza nie doprowadzi do uleczenia systemu a jedynie nadwyręży niezbyt duży budżet państwa na dorobku.

Niestety nasza nauka finansowana z budżetu nader często jest bezobjawowa a środowisko akademickie walczy z podniesioną głową, aby tego co robi za pieniądze z budżetu czasem nie ujawniano obywatelom na ten budżet pracującym. Gdy ktoś chce ujawnienia chowają głowę w piasek i każą takiemu obywatelowi pukać się w głowę, jako że jego stan psychiczny podobno nie jest w normie, a przy tym stanowi nieuczciwą konkurencję dla twórców nauki bezobjawowej. [ https://blogjw.wordpress.com/2020/02/17/szary-obywatel-nieuczciwa-konkurencja/ ]

Niekiedy jednak to co zrobią ujawniają, bacząc jedno, aby ktoś tego zbytnio nie rozpowszechnił i niezależnie zaopiniował.[ https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/ ]

Tak się dzieje szczególnie, choć nie tylko, w naukach społecznych i humanistycznych, ignorujących jednak nader często człowieka jako istotę społeczną.

Jednym z największych osiągnięć bezobjawowej nauki w III RP było odkrycie bezobjawowych represji w czasach PRL[ „badania” prowadzone tylko wśród beneficjentów represyjnego systemu !], a także niewykrycie w historii komunizmu i stanu wojennego, nie mówiąc o czystkach jaruzelskich. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ , https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ , https://nfapat.wordpress.com/2019/04/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka-epoki-jaruzelskiej/]. Badacze tak prowadzili badania, aby czasem nie poznać tego co badają, co zapewnia im utrzymanie się na etatach i prestiż społeczeństwa.

Nie ma co, osiągnięcia nauki bezobjawowej są wręcz imponujące !

Solidarność bezobjawowa

Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu, jedni przeciw drugim” – to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który Odszedł do Domu Ojca przed 15 laty.

No tak, był taki czas Solidarności gdy tak było, ale nie był to długi czas i każdy ma chyba w tej materii swoje doświadczenia.

Jak tworzyliśmy Solidarność w moim małym, uczelnianym instytucie wspólnota liczyła 28 osób – Deklaracja przystąpienia pracowników Instytutu Nauk Geologicznych UJ do NSZZ ‚ Solidarność” z 24 września 1980 r., a moje nazwisko figuruje na 1 miejscu tej listy sprzed niemal już 40 laty.

A ile było osób deklarujących przystąpienie do strajku po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. ?

Listy nie było, a prowodyr był tylko jeden, ten z pierwszego miejsca listy założycielskiej. Nikogo drugiego, nie mówiąc o pozostałych, nie było ! Taka była Solidarność akademicka – bezobjawowa, takie noszenie razem brzemion we wspólnocie, takie „wespół w zespół” – samojednego.

I tak pozostało, także po wygranej – jak się oznajmia – Solidarności. Jedni występują przeciw drugim, a solidarni z drugimi pozostają wykluczeni/wyklęci.

Objawiania solidarności w czynach, a nie tylko w słowach, nie da się zaakceptować ?!

Solidarność – tak, ale bezobjawowa.[ https://blogjw.wordpress.com/2017/02/23/solidarnosc-bezobjawowa/ ]

Przez lata wykluczenia poza strukturami Solidarności robię nadal to co Solidarność winna robić i nawet dla porównania składam publicznie [ także strukturom Solidarności] sprawozdania z mojej działalności.

Dokumentacja tego jest łatwo dostępna w cyberprzestrzeni [na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/].

Zachodzi pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi – skoro „Solidarność” nadal działa i ma być solidarna, to czemu krzywdzeni w systemie akademickim [i nie tylko] zwracają się o pomoc do wyklętego z systemu, także przez ‚Solidarność’ i nawet im do głowy nie przychodzi aby się zwracać do istniejących struktur ‚Solidarności’, na których utrzymanie płacą składki ?

Zdumiewające nieprawdaż ? Tak jakby Solidarność bezobjawową trzeba było utrzymywać i opłacać, ale liczyć można jeno na solidarność bezstrukturalną, nieopłacaną, ale objawową – zgodnie z tym co miało być przez 40 już lat.

Jakaś refleksja na 40-lecie „Solidarności” winna przyjść do głów, ale czy to się stanie skoro głowy pozostają pogrążone w podręcznych strusiówkach ?

Działalność bezobjawowa

Jesteśmy społeczeństwem bardzo pracowitym, wbrew opiniom przez lata nam urabianym, ale z obserwacji życia odnosi się wrażenie, że poziom pracy bezobjawowej nie jest mały, choć niezbadany.

Studia socjologiczne należą do najpopularniejszych, ale czemu nie widzimy rezultatów działalności socjologów ? Może jest bezobjawowa ?

Nie ma porównania rezultatów pracy etatowej i bezetatowej, choć ta druga nieraz wydaje się bardziej efektywna.

Odnosi się czasem wrażenie, że wielu etatowców z takim zaangażowaniem piastuje, a raczej pieści swoje etaty, czasem wiele, że na pracę nie mają czasu. Tym niemniej tacy mają prestiż, no i są obiektem zazdrości, bo inni też by tak chcieli ‚pracować’ bezobjawowo.

Tak, tak, taki etos, czy raczej wirus pracy/niepracy nam pozostał po latach nieraz bezsensownej/fikcyjnej pracy w sferze budżetowej, w czasach komunizmu.

Niestety i działalność społeczna, którą od lat dokumentuję i publicznie objawiam – pismem, dźwiękiem, obrazem [wykaz lub jak kto woli objawienie – https://blogjw.wordpress.com/autor/] – nie jest wolna od takich wad.

Organizacji pozarządowych mamy moc, ale nie zawsze one mają moc, a często wcale nie wykazują objawów swojej działalności. W niektórych sektorach odnosi się wrażenie, że organizacji jest więcej niż ich aktywnych członków.

Co więcej, ci jedynie aktywni funkcjonariusze, czy raczej fikcjonariusze, wcale nie zabiegają o to aby ktoś aktywny ich wzmocnił. Mając władzę choćby nad kilkoma innymi, a przede wszystkim nad mikrofonem, który jest w dzisiejszych czasach symbolem władzy, nieraz tracą władzę nad samym sobą. Innych, szczególnie tych niezorganizowanych formalnie, ale nad wyraz aktywnych realnie, po prostu starają się nie zauważać, traktując ich jak niepożądaną konkurencję, podobnie jak to ma miejsce w sferach etatowych/budżetowych.

Podobieństwo rzuca się nad wyraz w oczy, lecz głowy pogrążone w piasku lub oczy nastawione na widzenie tylko końcówki swojego nosa, rzecz jasna, niczego nie widzą.

Zresztą wirusy mają to do siebie, że nie są widoczne gołym okiem, stąd ich objawianie ma taką wartość społeczną, niezbędną do przetrwania, szczególnie w czasach pandemii.

Feralny postulat trzynasty

p

Feralny postulat trzynasty

Wśród 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej z 17 sierpnia 1980 r, spisanych na tablicach, które zawisły na osłonie dachu portierni stoczniowej bramy nr 2 zwraca uwagę postulat 13:

Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.”

Wśród postulatów nie było ani jednego dotyczącego likwidacji komunizmu w Polsce i odzyskania niepodległości Polski, ale wprowadzenie w życie chociażby tego jednego 13 postulatu prowadziłoby na drogę do takiego rozwiązania.

Nie bez przyczyny strona komunistyczna po podpisaniu porozumień sierpniowych, aby ocalić swoje zdobycze, weszła zrazu na drogę rozwiązania siłowego, a po kilku latach na drogę rozwiązania okrągłostołowego tej kwestii.

Mimo medialnego ogłoszenia upadku komunizmu, komunistyczne kadry kierownicze dobrane według kryteriów partyjnych, a przynajmniej lojalnościowych wobec władzy – nie ucierpiały, a nawet na tzw. obaleniu komunizmu zyskały, co widać było i jest m.in. w sektorze akademickim – tym, który reprodukuje kadry kierownicze, elity państwa.

W PRL dominowała negatywna selekcja kadr i im wyższe stanowiska/tytuły, to potrzebna była akceptacja/wsparcie wyższych władz partyjnych, czego znający realia PRL nie negują.

Trudno jest jednak zrozumieć, że te kadry starannie wyselekcjonowane metodami komunistycznymi, mimo obalenia [rzekomego] komunizmu, nadal się cieszyły, i nadal się cieszą prestiżem i to także, a może i bardziej, wśród uznających się, a nawet uznawanych za antykomunistów .

Natomiast wyeliminowani przez nich, w wyniku czyszczenia sektora przed transformacją czerwonej zarazy w zarazę tęczową, nader często pozostają nadal wyeliminowani, nieraz wręcz objęci ostracyzmem środowiskowym.

No cóż, gdyby postulat 13 został wprowadzony w życie, taka sytuacja byłaby niemożliwa.

Problem w tym, że jakoś nie było i nie ma nadal woli aby ten postulat wprowadzić w życie. Tak jak był niewygodny dla władzy komunistycznej, tak pozostał niewygodny dla wszystkich orientacji III RP, czyli PRL-bis, który zachował ciągłość prawną i moralną z PRL.

Orientacja negatywna wobec postulatu 13 jakby łączyła wszystkie siły nawet te nawzajem się zwalczające. Powstało coś w rodzaju Frontu Jedności Narodu na rzecz pozamerytorycznych metod doboru kadr kierowniczych. Co prawda różne ustawy rzekomo gwarantują dobór kadr wg kwalifikacji, ale to mniej lub bardziej zakamuflowana fikcja.

W sektorze akademickim obejmowanie stanowisk oczywiście uwarunkowane jest różnymi stopniami i tytułami z nazwy naukowymi, ale ich zdobywanie/otrzymywanie nie zawsze jest uwarunkowane merytorycznie.

W PRL, o stopniach i tytułach decydowała tzw. CKK kontrolowana przez KC, a po transformacji – CK pozostająca poza kontrolą.

Opaczna transformacja naczelnego ogniwa decyzyjnego KC w CK, przyniosła w sektorze nauki tylko opaczne skutki – jeszcze większą dewaluację stopni i tytułów wydawanych w układzie zamkniętym i degradację jakości nauki, mimo imponującego wzrostu nieruchomości akademickich i całej infrastruktury a także wielokrotnego zwiększenia nakładów finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę [ niestety wobec zapaści moralnej i braku należytej kontroli w niemałym stopniu marnowanych].

Przeskok od kilkunastu- kilkudziesięciu dolarów [w PRL] do tysiąca (i więcej) dolarów w III RP na głowę akademicką miesięcznie, plus finansowanie grantowe [czego nie było w PRLu] nie wydobył środowiska z biedy, szczególnie moralnej, i w relacjach ze światem nasza pozycja spadła, zamiast wzrosnąć.

Kadry selekcjonowane nie według autentycznych kryteriów merytorycznych, ale w znacznej mierze pozamerytorycznie, nie są w stanie dokonać dobrej zmiany.

Do tego potrzebna byłaby realizacja postulatu 13 porozumień sierpniowych.

Solidarność nader słusznie domagająca się w roku 1980 wprowadzenia w życie 13 postulatu, po transformacji, dotyczącej także Solidarności, w wyniku zdrady jej elit, i to nie tylko na szczeblach najwyższych, jakby się broniła rękami i nogami przed wprowadzeniem tego postulatu w życie !- protestując wręcz przed próbami otwierania się systemu na wysoce wykwalifikowane kadry polskiej diaspory akademickiej funkcjonujące poza granicami, nie mówiąc o konsekwentnej walce o nie przywracanie do pracy wyrzucanych w czasie politycznych czystek jaruzelskich, niewygodnych/stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i selekcjonowanych przez nią negatywnie kadr.

Mimo transformacji poziom zagrożenia z tej strony bynajmniej nie zmalał, a nawet wzrósł !

Widać, że 13 okazała się nader feralna, mimo że w kraju katolickim w przesądy nie powinno się wierzyć. A jednak jak to wytłumaczyć ?

Mimo, że transformacja zarazy czerwonej w zarazę tęczową odrzucana jest przez sporą część społeczeństwa, o czym może świadczyć krakowska manifestacja poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego https://jwfotowideo.wordpress.com/2019/08/10/murem-za-abp-markiem-jedraszewskim/ i apel do władz duchownych i świeckich, to jednak nie wdać żadnej reakcji tej społeczności wobec obrony tęczowej zarazy przez rektorów akademickich szkół wyższych (KRASP). https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowiskoKRASP_UAM.pdf

Przed kurią krakowską zgromadziły się wielotysięczne tłumy, przed pobliskim Collegium Novum UJ, po wystąpieniu KRASP [w tym rektora UJ] chyba nikt się nie zgromadził.

Jak zwykle można zauważyć w przestrzeni publicznej głosy oburzenia po wypowiedziach/ekscesach zatrudnionego na etacie profesora na UJ – Jana Hartmana, ale nad tym osobnikiem UJ roztoczył „parasol ochronny” i nie ma zamiaru go wydalić z uczelni.

W końcu nikt uczelni nie narzucał jego zatrudnienia i sam fakt trzymania go w murach uczelni, mimo tylu lat oburzających zachowań, świadczy nie tylko o nim, lecz o uczelni – rektorach UJ i kadrach aprobujących istniejący stan rzeczy.

Trudno zrozumieć, jak można nie widzieć takiej jasnej polityki kadrowej demokratycznie wybranych władz uczelni, które nie zamierzają kierować się w polityce kadrowej kwalifikacjami naukowymi i moralnymi, i to od lat, utajniając jednocześnie swoje niecne czyny z czasów czerwonej zarazy.

Solidarność UJ, tak przed, jak i po transformacji,  nie zrobiła nic, aby było inaczej, więc jak może być ?

Do 13 postulatu sierpniowego jakoś nikt nie wraca !

Wisi sobie, wraz z innymi postulatami, na tablicy, na historycznej Bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej prezentowany współczesnej opinii publicznej. Tablice zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, uznane za jeden z najważniejszych dokumentów XX wieku, ale jakoś nikomu chyba nie przychodzi do głowy aby w wieku XXI zrealizować wreszcie postulat 13.

b

Kurier WNET, październik 2019

Postulat Kurier Wnet 10