Czy wolność nauki jest zagrożona, czy jeszcze nie odzyskana ?

Niepoprawny Magazyn Akademicki [8] Czy wolność nauki jest zagrożona,  czy jeszcze nie odzyskana ?

 

Reklamy

Czy Uniwersytet Jagielloński odzyska autonomię ?

plakat

Czy Uniwersytet Jagielloński odzyska autonomię ?

Od samego początku instalacji systemu komunistycznego środowiska akademickie starały się walczyć o autonomię dla uniwersytetów, ale głównie tak, aby nie stracić szansy na karierę akademicką. Władze komunistyczne starały się podporządkować sobie uczelnie, niezbędne do realizacji formowania nowego, socjalistycznego człowieka. System tytularny centralnie zarządzany, kontrolowany, nadzorowany, znakomicie do realizacji tego celu się nadawał.

Mimo rzekomego obalenia komunizmu, nadal ten system w sektorze akademickim funkcjonuje, można rzec – porusza się po torach ustawionych przez instalatorów systemu komunistycznego i co więcej, nawet werbalni antykomuniści walczą o to, aby te tory czasem nie zostały przestawione. Czasem można odnieść wrażenie, że o obronę tych akademickich torów walczą bardziej zdecydowanie, niż o niepodległość.

Walka ta w sferze publicznej uwidacznia się na gruncie walki o autonomię uniwersytetów. Uczelnie jednak ani nie zostały zdekomunizowane, ani należycie zlustrowane, więc o co chodzi ? O autonomię dla skomunizowanego moralnie i intelektualnie środowiska z tajnymi i jawnymi współpracownikami systemu kłamstwa, często nadal na stanowiskach decydenckich ?

Uczelnie, środowisko akademickie, szerzej system akademicki, przestrzeń akademicka, nie zostały oczyszczone z komunistycznego brudu. Same – autonomicznie – nie są zdolne do samooczyszczenia. Tym samym i inne sektory państwa nie do końca można oczyścić. Jak źródło dostarcza zanieczyszczeń, to i rzeka aż do ujścia może być zanieczyszczona, tym bardziej jeśli jest uregulowana/wybetonowana.

Także regulacje prawne i beton akademicki znakomicie bronią środowisko akademickie przed samooczyszczeniem.

Uczelnie np. mają autonomię w zakresie wydawania dyplomów, ale niejednokrotnie kadry bez twarzy i kręgosłupa korzystają z tej autonomii na złe, wydając lipne dyplomy  bez większej wartości. Uczelnie mają autonomię w zakresie rekrutacji nowych kadr, ale nieraz korzystają z niej źle, zatrudniając na etatach kiepskich pracowników, w ramach ustawianych na nich ‚(pseudo)konkursów.

Uczelnie mogą autonomicznie powoływać rektorów w ramach konkursów, ale wolą wybierać samych swoich, często tych, którzy od studenta spędzają całe swe życie akademickie na tej samej uczelni. Tak było w poprzednich wyborach i będzie zapewne w tegorocznych.

Sami swoi wybierają sobie swojego, aby im szkody nie wyrządził. Nepoci wybierają nepotę, bo to daje im gwarancję, że nepotyzmu nie zlikwiduje, wieloetatowcy wybierają wieloetatowcę, bo to daje im gwarancję utrzymania wielotetowości, plagiatorzy wybierają plagiatora, bo to daje im gwarancję, że plagiaryzm nie zostanie zlikwidowany/ukarany itp.

Rektorzy mogą pochodzić z rzeczywistego, nieustawionego, konkursu, ale tego patologiczne środowiska akademickie nie chcą za żadne skarby. Jeszcze by taki zaczął likwidować patologie, zwalczać ustawiane konkursy, nepotyzm, plagiaty i jak to by się dla wielu skończyło ?

Rektorzy przed kilkunastu laty mogli zmienić na dobre system nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, ale niejako zrezygnowali z autonomii im przysługującej i skierowali się do prezydenta-choć nie magistra – aby ich w tym dziele wyręczył i system nadal pozostał zły. Protestów nie było, więc środowisko akademickie chyba tak naprawdę nie chce być autonomiczne. Utrzymywane jest nadal upolitycznienie nauki, awansu naukowego. Profesorów uczelnianych wręcz pogardliwie nazywa się ‚podwórkowymi’, a prestiż ma przysługiwać tym, którzy są obdarzani profesurą przez prezydenta na drodze jednak upolitycznionej, podobnie (choć może mniej) jak w czasach komunistycznych.

O stopniach, tytułach winny decydować autonomicznie uczelnie, ale do tej autonomii jakby nie miały zaufania. Poniekąd słusznie, bo nieoczyszczone, patologiczne środowisko, generuje nie tylko etaty, ale i awanse niejednokrotnie na podstawie kryteriów pozamerytorycznych.

Teoretycznie mogą powstawać autonomicznie prawdziwe historie uczelni, ale praktycznie nie powstają, bo etatowi naukowcy takich historii nie chcą/nie potrafią napisać. Autonomicznie pisane są historie zakłamane, bo uniwersytety niejako abdykują z naczelnej swojej funkcji – poszukiwania prawdy.

Zresztą wzorcowa dla innych uczelnia, matka innych uczelni – Uniwersytet Jagielloński, na kolejny swój jubileusz roku 2000 usunął ze statutu zapis, że Uniwersytet to korporacja nauczanych i nauczających, poszukujących wspólnie prawdy, jakby zdając sobie sprawę, że czego jak czego, ale prawdy to znać nie chce, szczególnie tej, która dotyczy uniwersytetu i niewygodnych tematów.

Z moich doświadczeń na UJ wynika, że u schyłku PRL autonomia UJ była ograniczona m.in. przez mgr Michała Ługanowskiego – Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie, któremu rektor UJ przedkładał moje grube teczki akademickie nagromadzone w latach 80-tych. Dla mnie moja teczka kończyła się na początku roku 80-tego, a potem nastąpił koniec autonomicznej [?] historii, co najwyżej historia toczyła się  pod nadzorem i na uwięzi magistrów [choć niekoniecznie magistrów] „Ługanowskich”.

Rektor widocznie był podporządkowany takiemu magistrowi. Jak wskazują moje działania [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/] na rzecz ujawnienia tego co zostało utajnione, także w III RP, to podporządkowanie nadal nie ustąpiło. Może mgr Ługanowski już nie pracuje, może nawet nie żyje, może nie ma już tego Departamentu, ale uwięzienie nadal jest ! Mimo upływu lat, a nawet wieków, UJ nie zdołał odzyskać autonomii i nawet odnosi się wrażenie, że nie ma takiego zamiaru. Inspirowany niezbyt jeszcze odległą przeszłością, tworzy przyszłość, nadal na uwięzi.

To samo dotyczy innych uczelni zrodzonych z krakowskiej  matki rodzicielki.

Mamy nową sytuację, mamy nawet w tym roku wybory nowych władz akademickich, ale czy to zmieni cokolwiek w zakresie samoograniczenia autonomii uczelni ?

Czy budzące się polskie społeczeństwo obywatelskie pomoże uczelniom, aby wróciły do funkcji, do której zostały powołane – aby stały się autonomicznymi ośrodkami poszukiwania prawdy?

Na pohybel myślącym !

Rodin Myśliciel

Myśliciel Rodina


Na pohybel myślącym !

Obecne władze resortu edukacji przeprowadzają reformę pod hasłami:

Zero tolerancji dla myślenia

Bezmyślność gwarantem sukcesu (na maturze)!,

Nie ucz się – inni wiedzą mniej i będzie im przykro,

Nauczycielu: ucząc dzieci, łamiesz prawo!.

To nic nowego ! W końcu w PRL myślenie też było karane i to także na szczeblach nauczania w szkołach z nazwy wyższych.

Uczących myślenia, i to nie daj Boże – niestandardowego, usuwano z uczelni pod zarzutem negatywnego oddziaływania na młodzież akademicką.

Chyba nie trzeba było być prorokiem aby przewidzieć co z tego wyniknie.

Po usunięciu uczących myślenia, beneficjentami systemu pozostali ci co myślenia nie uczyli, a nawet nie byli w stanie tego czynić bo sami należeli do bezmyślnych.

Mimo transformacji i otwarcia większych możliwości autonomiczni bezmyślnicy zaczęli uczyć bezmyślności i opierają się wszelakim reformom, które by ich autonomię do bezmyślności i jej klonowania – ograniczały.

Jak każda ludzka działalność i wysiłki na rzecz rozpowszechniania bezmyślności, nie do końca były uwieńczane sukcesem i od czasu do czasu okazywało się, że jakiś myślący jednak w tym systemie się uchował i autonomię do bezmyślności podważa i młodzież na manowce prowadzi ucząc ich myślenia.

Myślenie jest niebezpieczne, szczególnie dla rządzących, bo taki jeden może pomyśleć, że rządzący są bezmyślni, albo co gorsza rozmyślni i robią różne rzeczy, które są dobre dla nich, a nie dla dobra ogólnego.

Trzeba zatem wytępić wszelkie przejawy myślenia i to już na najniższych szczeblach edukacji.

Nie raz argumentowałem, że na reformie ‚od przedszkola do doktora;’ najlepiej wyszły przedszkola, gdzie kreatywne dzieciaki wykazują nawet spore zainteresowanie otaczającym światem – pytają się: po co ? dlaczego ? Kombinują jak co zepsuć, a nawet zrobić .

Potem to zanika. W szkołach eliminuje się myślenie kreatywne na rzecz myślenia zdyscyplinowanego, z przewagą bezmyślności. Jednak w sposób niedoskonały. Trzeba z tym skończyć. Trzeba wyrównać poziom. Nie może być dyskryminacji, aby wśród bezmyślnych funkcjonowali jacyś myślący.

Wprowadzenie i na najniższym szczeblu zasady, że nauczyciel, który uczy myślenia łamie prawo, może być na tej drodze skuteczne. W końcu mamy przykłady na szczeblach wyższych, więc czemu ich nie stosować na szczeblach niższych ?

Jak się usunie nauczycieli myślących zapanuje powszechna bezmyślność i nie będzie problemu dyskryminacji.

Wszyscy będą równi, jednakowo bezmyślni !

Nikomu nie będzie przykro, że ktoś jest mądrzejszy, że wie więcej, robi lepiej.

Hasło:

Wolność, równość, bezmyślność

ma szanse na karierę.

Tym sposobem może nawet mobbing zaniknie.( w końcu to byłby jednak pozytyw).

Nawet Lenin i Stalin tego lepiej nie potrafili zrobić. W końcu iluś tam myślących nie zdołali z tego świata wyeliminować.

Mija 20 lat, a na uczelniach odwilż jeszcze nie nastąpiła (mimo globalnego ocieplenia)

Dziadek Mróz

 

 

Mija 20 lat,  a na uczelniach odwilż jeszcze nie nastąpiła

(mimo globalnego ocieplenia) 

 

W ciągu ostatnich 20 lat wiele się zmieniło. Zmieniło się stulecie, a nawet tysiąclecie, w Polsce jak mówiono w telewizji upadł PRL (podobno) i komunizm j(podobno), powstało i upadło kilka rządów, przetrwaliśmy już 3 prezydentów. W tym czasie powstały setki szkół wyższych, wiele tzw. wyższych jeszcze w PRL uległo transformacji w akademie, a ostatnio nawet w uniwersytety.

Z Polski wyszły wojska sowieckie, my weszliśmy do NATO, a nawet do UE. Podobno zmienia się klimat w postaci globalnego ocieplenia, za co ma odpowiadać człowiek. Dawniej klimat się zmieniał i to znacznie bardziej, ale tym razem ta zmiana jest podobno ludzka. Nie wszyscy tak sądzą i nie wszędzie to widać, bo np. uczelnie to wytwór działalności ludzkiej, ale na nich do tej pory (mimo globalnego ocieplenia) odwilż nie nastąpiła, więc teoria ludzkiej przyczyny tego ocieplenia chyba nie jest taka oczywista. 

Po roku 1956, kiedy o globalnym ociepleniu nikt jeszcze nie mówił – odwilż dało się zauważyć nie tylko w polityce, ale i na uczelniach. Profesorowie odsunięci od młodzieży akademickiej w mroźnych czasach stalinowskich wracali na uczelnie. W stanie ‚zamrożenia’ przebywali zwykle nie więcej niż kilka lat. Wracali w mury uczelni, gdzie się ociepliło na tyle, że mogli nawiazywać kontakt z młodzieżą.

Potem były różne fluktuacje klimatyczne – raz cieplej, raz zimniej. Wielu nauczycieli znowu w roku 68 przeniesiono w stan zamrożenia, a studentów w kamasze, aby obniżyć poziom gorączki akademickiej.

Niektórzy wyjechali do krajow mniej gorących , a jeden z rektorów, co trzymał w 68 ze studentami, zaczął częściej przebywać na Alasce i w innych krajach polarnych, zajmując się działalnością lodu. Dobrze jest poznać co w lodzie się dzieje gdy się ociepla, a co – gdy ochładza.

Bakterie w stanie zamrożenia potrafią przetrwać i miliony lat bez zmian, gorzej z człowiekiem. Zamrozić można, ale czy da się wrócić do życia, i to normalnego ? 

Na fali kolejnej odwilży roku 1980 niektórzy zamrożeni w 68 wrócili na uczelnie, ale już w stanie chyba nieco zmienionym.

Po krótkim okresie gorącego karnawału, znany Sybirak, w ciemnych okularach, zamroził wiele gorących młodych głów. Widocznie z przyzwyczajenia nie znosił ciepła i słońca. Wolał mrok i mróz.

Tysiące młodych w wyniku chłodu moralnego i intelektualnego odeszło z uczelni. Dziadek Mróz, który zastępował wówczas Mikołaja, na 6 grudnia roznosił listy zamrażające zbyt rozgorączkowanych.

Kiedy 20 lat temu przyszła transformacja – oczekiwano ocieplenia. Niestety nie wszędzie ono nastąpiło. Mimo, że ocieplenie obecnie ma być globalne, to lokalnie jednak zmarzlina nie puszcza. Uczelnie pozostały plamami zimna, gdzie w stanie niemal niezmienionym przetrwały w refugiach populacje peerelczyków.

Wszystko zmienia się dookoła, zmieniło się pokolenie, a na uczelniach – bez zmian !

Jak to możliwe ? Ano możliwe, bo populacje akademickie zostały wyselekcjonowane przez dziesięciolecia negatywnej selekcji, przez liczne weryfikacje prowadzone wg zasad:

kto konformista – pozytywny

nonkonformista – negatywny

kto z partią – OK

kto przeciw partii – znika

kto myślący ( i nie daj Boże uczący myślenia) – paszoł won

kto bezmyślnik – na piedestał

itd. itp. 

I proszę sobie wyobrazić, że na taki krajobraz przychodzi transformacja i bez weryfikacji pozytywnej nadaje tej populacji beneficjentów selekcji negatywnej  – autonomię !

Autonomię do zamrożenia stanu aktualnego. Więc niby jak może się coś zmienić skoro stworzono warunki idelane do tego aby mimo zmian wszystko zostało po staremu ? 

Przy okrągłym meblu uradzono, że tym co za nim siedzą będzie dobrze, a nawet lepiej niż dotychczas, a reszta dostanie ochłapy – to tak jak Kapuściński opisał w Cesarzu. (miał on różne plamy w życiorysie, ale co opisał, to opisał ):

skanuj0004skanuj0005skanuj0006

 

Ci, którzy zdobyli stołki przy wsparciu PZPR, SB, czy po prostu dzięki konformizmowi lub wręcz prostytucji moralnej, autonomicznie uznali, że im się nadal należą. Tym co chcieli wrócić pokazali figę z makiem i pooskarżali o niemoc do posłuszeństwa i porządku okrągłostołowego.

Destabilizacji być nie może ! Jak się stół przewróci to co ? Z podłogi będziemy zbierać odpadki z biesiadnego stołu ? Co to, to nie ! 

Konformistyczne, autonomiczne towarzystwo akademickie nadal chlubi się posłuszeństwem. Nauczeni tak  jak ich ustawili partyjniacy, stoją i kłaniają się w pas tym z sakiewkami, a nawet zakładają sobie kaganice, aby nie stracić obiecanych im w zamian profitów. Na smyczy sprawują się karnie, chyba że szarpną się czasem na moment, aby jakiś kęs pochwycić dla zwiększenia zadowolenia. 

Globalnie robi się cieplej, więc w końcu i u nas może nadejdzie odwilż. Ale kto wytrzyma ten smród z rozkładu zamrożonego obecnie stanu akademickiego ?

Alternatywne skutki krzywdzenia

ktory-skrzywdziles

Alternatywne skutki krzywdzenia

(na przykładach akademickich)

Ostatnio nastały czasy krzywdzenia, co nie ominęło też sfery akademickiej.

Niedawno pokrzywdzono habilitantów na uczelniach, ale tylko jeden przypadek – dr Marka Migalskiego – przebił się silnie do przestrzeni publicznej. O przypadku dr Jarosława Pająka obusiecznie, tzn. negatywnie i pozytywnie zrecenzowanego przez prof. Drewsa – niewielu słyszało, mimo że to przypadek nad wyraz klarowny i krzywda wyrządzona zarówno dr Pająkowi niewygodnemu dla środowiska i nauce nad wyraz wyraźna.

Niemerytoryczność ocen ‚naukowych’ w tym przypadku – dzięki wypadkowi przy pracy – została udokumentowana.

Ale zainteresowanie wypadkiem, jak i pokrzywdzonym – nad wyraz mizerna. Czy będzie jakiś pozytywny skutek tego krzywdzenia ? Do dziś nie wiadomo.

W przypadku dr Migalskiego, w którego sprawie i ja występowałem, skutki krzywdzenia są nawet pozytywne, bo wyszedł na czoło listy do Parlamentu Europejskiego, więc za karę ma szanse nie tylko medialnie się prezentować, ale i wielokrotnie więcej być może zarobi niż na uczelni, nawet po habilitacji.

Czemu zatem jest nadal symbolem ofiary walki o lustrację ?

Ciągłe podnoszenie w mediach przypadku Migalskiego może sprawiać wrażenie, że jest to tylko jeden przypadek represji ( skoro innych dziennikarze nie podnoszą, to chyba ich nie ma ?!) a nie jest to zgodne z prawdą. Przypadków jest więcej i bardziej klarownych, ale jak coś nie jest medialne – to nie istnieje.

Zresztą na symbol ofiary dr Migalski jakoś nie pasuje, bo w końcu ma i tak 2 etaty, w sytuacji formalnego bezrobocia, także wielu doktorów z dorobkiem bardziej międzynarodowym –  co nikogo nie obchodzi, bo widać nie o to chodzi by się żalić i wspierać krzywdzonych realnie i dożywotnio.

To jest temat na niejedną pracę naukową, niechby i habilitacyjną, jeśli takie mają nadal obowiązywać.

Dr Migalski nie pasuje nawet na symbol ofiary- lustratora, bo jego poglądy prolustracyjne są nie do końca pro. Z wypowiedzi Migalskiego wynika, że Iwanek (jego przełożony) nie powinien być dyrektorem (jego przełożonym) , ale wykładać to by mógł ( i co ? , nie wpływał by negatywnie na młodzież akademicką ?) a co do astronomii donosicielskiej to by się trzeba było zastanowić jak ją potraktować.

Ja w takiej relacji jestem n – razy bardziej prolustracyjny, więc wykluczony i objęty ostarcyzmem od lat, bez nagłośnienia medialnego, bo takie sprawy zamiata się pod dywan,  a nie nagłaśnia . Są zbyt niewygodne dla wszystkich !

Drugi przykład ostatniej krzywdy to krzywda wyrządzona UJ, czyli tej instytucji, która pokrzywdziła Migalskiego. Na tą okoliczność o krzywdach Migalskiego jakby zapomniano, aby krzywdę UJ uwypuklić.

Z powodu wypromowania Pawła Zyzaka na magistra – UJ miał zostać skontrolowany pod względem metodologicznym. Zdumiewające.

Za pracę autonomicznie odpowiada promotor i władze UJ do takich spraw się nie wtrącają, więc walka z ewentualną patologią promowania winna toczyć się na innej płaszczyźnie.

Zresztą byłoby co kontrolować, bo jak wiadomo poziom prac nie tylko magisterskich jest kiepski, także na UJ i to od dawna, kiedy np. dr ponoć zasługujący jedynie na ocenę –  0 ! i dożywotnie wykluczenie z UJ) potrafił wypromować więcej magistrów na poziomie naukowym/miedzynarodowym niż kilku profesorów (zatem prof  – mniej niż zero)

Niestety organy kontrolne jakoś jakby tego nie widzą i kontrolując niedawno UJ,  jakoś nie zauważyły kiepskiego poziomu merytorycznego i metodologicznego książek i tekstów, które wyszły nie spod pióra początkujących magistrów, ale profesorów – np. profesora (współ)decydującego o tym kto może, a kto nie może być profesorem i promować magistrów.

Widać kontrole są chyba metodologicznie/ merytorycznie niedopracowane.

Kto w końcu skontroluje organy kontrolne ?

Kontrola UJ na szczęście została wycofana, więc UJ na tym nie ucierpiał, a co najwyżej ucierpiała reputacja rządu.

Ale należy zauważyć, że jakoś uczelnia,  jako uczelnia wcale przeciwko temu nie protestowała. Proszę pokazać protest władz uczelni przeciwko kontroli ! Rektor wręcz się ucieszył, że ona będzie I co?. Nadal jest rektorem bo nikt go za tą ‚ucieszność’ nie chciał odwołać.

Jak widać uczelnia nie uważała kontroli za naruszanie jej autonomii,  co daje wiele do myślenia.

Co do stosunku ze strony historyków UJ do książki/ magisterium Zyzaka to był raczej wstrzemięźliwy,  lub odcinający się,  więc niby dlaczego UJ uważać, za heroiczną uczelnię, która daje szansę odważnym badaczom ? Kolejne pudło i nieuprawnione nadużycie.

Ale doszła jeszcze sprawa dotacji na budowę obiektów UJ, wręcz awantura na linii rząd – sejm – senat. Obniżenie dotacji wiązano ze sprawą Zyzaka, ale w końcu nie obniżono, może właśnie z obawy aby takich skojarzeń nie było.

Krzywdzony UJ został beneficjentem. Pieniądze otrzyma – więc to chyba nie jest krzywda.

Co prawda nie wiadomo,  czy nauka nie zostanie przez to pokrzywdzona.

Te pieniadze mają być m.in. przeznaczone na budowę budynku geologii. W starym budynku pozostają jeszcze moje zbiory naukowe, których nie mogłem wywieźć do końca poza Kraków w okresie prześladowań prowadzących badania w PRL i w III RP,  czym media bynajmniej się nie interesują.

Wolność badań jest wybiórcza,

a i krzywdy są alternatywnie rozumiane.

Część moich zbiorów mimo wszystko ocalała, ale czy te zbiory ocaleją po przeprowadzce do nowego budynku, skoro zaciera się wszelkie ślady działalności JW na UJ ?

Mimo zużycia finansów publicznych nie do końca te ślady wyczyszczono, ale zapewne dotacja ten problem pozwoli rozwiązać na zawsze.

I niechy ktoś coś powiedział w tej sprawie – krzyk by się podniósł, że się krzywdzi UJ, że się narusza odwieczną autonomię uczelni.

I co z tego, że to także

autonomia do niszczenia naukowców i ich badań !

KRASP jest rozbrajająca

reformy

KRASP jest rozbrajająca

Konferencja Rektorów KRASP, w reakcji na założenia reformy szkolnictwa wyższego,przygotowała swoje iście rozbrajające stanowisko, w którym czytamy:

krasp-1

Jak widać KRASP bardzo się przywiązała do ustawy prezydenckiej, zwanej też rektorską, która została wypracowana jakby na zamówienie – poprzedni prezydent miał zrobić taką ustawę aby rektorom było dobrze. I prezydent taką ustawę zrobił i rektorom jest dobrze !

Mniejsza o stan nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, ważne aby korporacja rektorska miała to co chciała i chce nadal mieć.

Rektorzy lubią argumentować na wszelkie ruchy reformatorskie, że się im odbiera autonomię. O jaką autonomię chodzi ? Do robienia ruchów ? gdy oni chcą tkwić w bezruchu ?

Samo wypracowanie obecnej ustawy niewiele miało wspólnego z autonomią, której się środowisko łatwo pozbyło, byle tylko prezydent nie naruszał status quo.

Teraz środowisko ma możliwość ruchu, reforma jest otwarta, można zgłaszać propozycje, ulepszenia, krytykować, modyfikować i jak widać po założeniach ustawy, taka krytyka bywa uwzględniana, nawet jeśli ją zgłaszają szarzy obywatele.

Ale KRASP chyba nie ma nic do zaoferowania i jak widać nie wypracowała nawet strategii zmian nad czym miała pracować po zatwierdzeniu obecnej ustawy.

krasp-2

No to co KRASP robiła przez te lata poza ogniskiem w Krynicy (wiosna 2007) we własnym gronie, gdzie wydała głos antylustracyjny, a na głos strategiczny już się nie zdobyła przez kolejne lata ? Może obrona staus quo tak wyczerpała KRASP, że na strategię już nie starcza sił ?

A tu plany pozostawania w błogostanie jak widać są dalekosięzne. Czekamy do roku 2015 aby zobaczyć jakie są wyniki tego co od razu było wiadomo, że może przynieść tylko wynik negatywny i co widać gołym okiem, że przynosi.

Jak po roku 2015 KRASP zasiądzie do wypracownia strategii w oparciu o analizę wyników, na co zejdzie też trochę czasu, to może pod koniec wieku coś wykiełkuje. Tylko czy kogoś będą jeszcze interesowały żniwa z tych rektorskich zasiewów ?

Pamiętam, że w okresie kiedy gospodarował w PRL sam tow. Gierek na gospodarstwach rolnych UJ żniwa przed zimą się nie kończyły, jak pisała bodajże Polityka. Kraj był biedny, UJ też, więc niby dlaczego by zbierać to co się zasiało ?

Żniwa nikogo nie interesowały, a tylko zwiększenie nakładów na zasiewy, po których plonów jak nie było, tak nie ma.

I zdaje się o to chodzi, bo niektórzy, tym co dostają na zasiewy są w stanie nieźle się wyżywić i jeszcze plony od innych zakupić.

Postawa środowiska akademickiego wobec reform

mur

Postawa środowiska akademickiego wobec reform

Kiedy powstawała w 2005 r. obecna ustawa o szkolnictwie wyższym nikt nie przedstawiał pomysłów do konsultacji społecznych. Rektorzy poszli do prezydenta, aby wziął ich (biedaków) w opiekę i przygotował im taką ustawę, aby im było dobrze. I na osi rektorzy – prezydent ustawa została przygotowana, dobra dla rektorów, a pomysły niewygodnych i natrętnych gremiów, takich jak powstające wówczas NFA – wyśmiane lub zignorowane.

Ustawa, mimo że bubel i umocowana politycznie – bo ‚prezydencka’, jakoś nie spotkała się z dezaprobatą, że narusza autonomię środowiska. Autonomię środowisko miało gdzieś, skoro ustawa nie naruszała ich podstawowych interesów – zachowania status quo.

Z pomysłu zapisania w ustawie lustracji nauczycieli akademickich, o co walczyło i NFA, kpiono sobie – niektórzy posłowie pomylili sobie ustawy! Takie zapisy miały się bowiem znaleźć w ustawie lustracyjnej, a nie w ustawie o szkolnictwie. Rzecz jasna, że jak nieco później wymyślono lustrowanie nauczycieli akademickich w ustawie lustracyjnej – kpiono sobie z jej zapisów – bo przecież nie można zwalniać z tego powodu pracownika, gdyż w ustawie o szkolnictwie wyższym nie ma takich zapisów ! Ci sami sobie tak kpili! Niektórzy rejestrowani w teczkach. I to się wielu, a chyba nawet większości – podobało.

Co by nie powiedzieć o przygotowanych założeniach nowej ustawy to procedura jej tworzenia wyróżnia się zdecydowanie od dotychczasowych zwyczajów.

Minister otwiera konsultacje społeczne, zachęca do składania propozycji, uwag i jak widać z przygotowanych założeń – bierze pod uwagę wcześniejsze propozycje ! Fakt, że znalazło się w nich szereg propozycji przedkładanych przez NFA świadczy samo za siebie. Minister nie jest zobligowany konsultować ustaw z NFA, ale mimo krytycznych uwag, a może właśnie dlatego, liczy także na opinie NFA ( i innych oddolnych gremiów i osób). To należy docenić.

Odzywają się jednak głosy, że założenia są ministerialne, czyli biurokratyczne. Może i tak. Ale dlaczego środowisko założeń samo nie wypracuje i nie bije się o ich realizację ?

KRASP ma nawet w swoich powinnościach takie założenia tworzyć.

Jakoś to dziwne, że KRASP do tej pory nie przeprowadziła publicznej debaty w środowisku akademickim nad założeniami reform. Było co prawda sympozjum na temat karier, ale jakoś tak ustawione, że niewygodnych do opracowania modelu karier nie zapraszano, podobnie jak i na inne szkoły KRASP. Zapowiadanej debaty na temat Europejskiej Karty Naukowca do dnia dzisiejszego KRASP nie zrealizowała. Ciekawa to postawa, nie ma co.

Jak minister rozmawia ze środowiskiem akademickim to narusza jego autonomię ? ( może chodzi o naruszanie błogostanu ?) a gdy reprezentacja środowiska akademickiego z tym środowiskiem rozmawiać nie chce – to to ma być autonomia (?) której naruszać nie można. O co chodzi ? O zachowanie autonomii do arogancji ?

Uczelnie, jak słyszymy, chcą być przede wszystkim autonomiczne od polityki. A jak to wygląda w praktyce ? Ano tak, że dla ‚lewoskrętnych’ uczelnie dają największe swoje aule, a dla ‚prawoskrętnych’ nawet piwnicy nie ma.

I niechby kto zaprosił prawoskrętnego na uczelnie ! Paszoł won ?

‚Prawoskrętni’ nie mają też co myśleć np. o przewodach awansowych, bo przewody się, pozrywa, zapętli lewoskrętnie i po przewodzie. Taka to autonomia od polityki !

I jak to zreformować ?

Co zrobić aby środowisko akceptowało kryteria merytoryczne i nie przedkładało nad nie kryteriów politycznych (oczywiście w ramach utrzymania apolityczności nauki !).

Co zrobić, żeby w celu reformowania systemu nauki i szkolnictwa samo proponowało reformy a nie udawało się do polityków aby ich wzięli pod opiekę ?

Czyli co zrobić żeby środowisko skłonić do realizacji tego co samo głosi ?

Nikt jeszcze nie był w stanie przeprowadzić takiej reformy.

Środowisko akademickie jest autonomiczne,

przede wszystkim autonomiczne od swoich głoszonych wartości.