Aby żyło się lepiej

Aby żyło się lepiej

Środowisko akademickie domaga się pieniędzy, aby społeczeństwu żyło się lepiej. Apel w tej sprawie wystosowali rektorzy (KRASP) argumentując, że „wydatki na szeroko rozumianą naukę nie są kosztem, ale inwestycją w przyszłość nas wszystkich”.


Jest to częściowo słuszne, o ile nauka nie jest zbyt szeroko rozumiana, poprzez włączanie do finansowania z jej puli także sektorów ideologicznych, na przykład gender, z nauką niemających wiele wspólnego i nawet stanowiących zagrożenie dla naszej przyszłości.


Rektorzy w swym apelu troszczą się głównie o zwiększenie wynagrodzenia pracowników nauki, nie informując jednak władz RP, że na ogół pracownicy nauki trafiają na etaty w wyniku ustawianych na nich konkursów i nie są to najlepsi z tych, którzy w tej domenie mogliby/chcieliby być.


Co więcej, na uczelniach są też tacy, którzy nic/niewiele robią, ale zarabiają, i to nieźle, usuwając lepszych – wydajniejszych naukowo/ edukacyjnie – od siebie.


Brak powiązania wzrostu finansowania z delegalizacją procederu ustawiania konkursów nie powinien być społecznie akceptowany. Oczywiście konieczny jest wyraźny wzrost uposażeń i innych ułatwień dla młodych pracowników nauki, aby mieli szansę na realizowanie swoich pasji z korzyścią dla społeczeństwa. Ale te bonusy winny być przeznaczone dla rzeczywiście najlepszych, wyłanianych w prawdziwych, jawnych konkursach, a ustawiacze konkursów winni być eliminowani z systemu akademickiego.


Taki system, nawet bez wzrostu finansowania z budżetu, winien skutkować wyraźnym wzrostem skuteczności działalności naukowej, co i społeczeństwo by odczuło.


Trzeba mieć też na uwadze, że w krajach o znacznie wyższym poziomie nauki instytucje akademickie tylko w części są finansowane z budżetu, a resztę muszą sobie wypracować swoim intelektem.


U nas najwięcej zarabiają na wynajmowaniu nieruchomości.
Dotychczasowy system finansowania nauki po prostu się nie sprawdza. I to trzeba zmienić, aby wszystkim żyło się lepiej.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska , 4 sierpnia 2021 r.

Nauka przykryta ideologią

Nauka przykryta ideologią

Podczas postępowej manifestacji „przeciwko ideologizacji nauki i edukacji”

przed Muzeum Narodowym

pojawił się, jak ocenili organizatorzy

i niezawodny student UJ – Franek Vetulani ( na Fb) homofobiczny, „kłamliwy, antynaukowy i stygmatyzujący baner”. [baner mówił: „są dwie płcie tak mówi biologia„].  

Mimo zgłoszenia do policji tego niespodziewanego przez organizatorów ‘skandalu’, w postaci alternatywnej, naukowej argumentacji „baner przez około dziesięć minut szpecił szlachetny i piękny protest pod MNK, propagując kłamliwą ideologię. Hańba! ” [F. Vetulani na Fb]. Organizatorzy zdołali go jednak zasłonić postępowymi banerami, kreatywnie stosując subkulturę unieważniania, co zapewne wynieśli z naszych uniwersytetów. .

Co na profesorowie UJ? Niektórzy byli po tej samej stronie – zwalczania argumentów naukowych ideologią tęczową w ramach walki „z ideologizacją nauki i edukacji” .

A co na to inni – naukowi, a nie ideologiczni  naukowcy ?

Czy UJ jest jeszcze uniwersytetem, czy już się zamienił w agencję towarzyską z nienawiścią reagującą na wszelkie przejawy naukowej argumentacji?

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Pakiet Wolności i beneficjenci zniewolonego systemu

Wolność nauczania, wolność słowa i badań naukowych to podstawowe wartości akademickie. Niestety w polskim systemie akademickim zaznacza się wyraźny deficyt tych wartości i to długotrwały. Uwarunkowany historycznie i ideologicznie. Przerwanie ciągłości normalnego funkcjonowania uniwersytetów podczas okupacji niemieckiej i dominacja ideologii nad nauką w czasach komunistycznych zrobiły swoje. Zachowanie ciągłości prawnej i personalnej z PRL w III RP, mimo wielu reform systemu akademickiego nie przywróciło podstawowych wartości akademickich w dostatecznym stopniu.

W ostatnim okresie media podnosiły wielokrotnie przypadki dyskryminowania, a nawet penalizowania nauczycieli akademickich o orientacji odmiennej od lewicowej. Instalowane na uczelniach stowarzyszenia propagujące ideologię tęczową wręcz ostrzegają, że żarty się skończyły i zapowiadają powrót do działań kojarzonych z ekscesami zetempowskich Brygad Lekkiej Kawalerii w czasach instalacji systemu komunistycznego.

Dominacja ideologii tęczowej na uczelniach, zarówno w programach studiów gender, w oświadczeniach rektorskich, jak i na budynkach wyższych uczelni, jest faktem. Tak jak faktem jest podburzanie studentów przez kadry akademickie do ekscesów proaborcyjnych i antyreligijnych.  Nowy minister, opowiadający się przeciwko ideologii gender na uczelniach, zapowiedział postawienie tamy dyskryminacji akademików stojących na straży wartości cywilizacji łacińskiej.

Zaproponował Pakiet Wolności Akademickich dla znowelizowania Konstytucji dla Nauki, aby ideologia tęczowa nie zdominowała nauki na uczelniach i nie ograniczała wolności nauczania, wolności słowa, debaty akademickiej. Pakiet ma być dyskutowany w środowisku akademickim przed wprowadzeniem do prawa akademickiego.

W ramach dyskusji warto zauważyć, że pakiet jest zbyt powierzchowny, bo dotyczy głównie przypadków incydentalnych, aby zlikwidować prowadzone postępowania dyscyplinarne uwarunkowane ideologicznie i zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości. Te przypadki to  jednak wierzchołek góry lodowej deficytu wolności w systemie akademickim.

W Pakiecie nie podniesiono roli postępowań dyscyplinarnych przed transformacją ustrojową – do tej pory utajnionych – w degradacji nauki i edukacji w Polsce. System nie zdołał się wyzwolić z mechanizmu zniewolenia narzuconego w czasach komunizmu, dlatego Pakiet powinien uwzględniać taką sytuacje, aby nadać zmianom właściwy kierunek.

Pakiet nie przewiduje instalacji – postulowanego przeze mnie – Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA) dla poznania skali patologii i stopnia ograniczenia wolności akademickich oraz wypompowania patologii z systemu. Budzi to obawy, że wolność akademicka pozostanie na uwięzi, a system oparty na zgniłym fundamencie nadal będzie ulegał destrukcji.

Nawet nie budzi zdziwienia reakcja beneficjentów zniewolonego systemu na ogłoszenie Pakietu Wolności. Został on uznany za swoistą plagę akademicką, jako że „może skutkować otwarciem drzwi do uczelnianych sal pseudonauce, religijnemu fanatyzmowi czy ksenofobii.” Tak argumentuje w Deklaracji Wolnej Nauki utworzona Inicjatywa Wolna Nauka, która opowiada się za tym – mówiąc skrótowo – aby naukowcom żyło się lepiej i dostatniej, a ich ideologia była uznana za naukę.

Natomiast naukowcy, o odmiennej od nich orientacji intelektualnej i moralnej winni  być należycie dyscyplinowani, bo ich istnienie zagraża „prawdziwej nauce” tzn. opartej na ich fundamentach ideologicznych.

Wzorem działań na rzecz wolności nauki ma być niedawne powołanie rzeczniczki praw i wolności akademickich UJ Prof. Beaty Kowalskiej, znanej specjalistki od studiów gender! To wyjaśnia motywacje Inicjatywy.

Na propozycję ministra zareagowali także rektorzy KRASP, argumentując, że Pakiet ministra jest nieporozumieniem, jako że od wolności w nauce jest Komitet Dobrych Praktyk KRASP, bazujący na opracowanym przez Fundację Rektorów Polskich Kodeksie Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych. Rektorzy nie nadmieniają ani jednym słowem, że mimo tych kodeksów i komitetów, plagi akademickie spadają nawet na wzorcowe uczelnie o najwyższym prestiżu.

Co więcej, same komitety nie stronią od stosowania w życiu uczelni złych praktyk. Podkreślę, że setki tekstów dotyczących plag akademickich, deficytu wolności nauki, kierowanych także do gremiów rektorskich, nie spotkały się z żadną merytoryczną reakcją! Przemilczenie, brak debaty na niewygodne tematy. Taki jest stan rzeczy na koniec 2020 roku i nie ma podstaw do sądzenia, że ten stan zmieni się w roku 2021.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 13 stycznia 2021 r.