W oczekiwaniu na wolność nauki

W oczekiwaniu na wolność nauki

 Pod koniec roku wszedł w życie pakiet wolności akademickiej gwarantujący każdemu wolność słowa, wypowiedzi oraz badań naukowych. Do tej pory po 1989 roku żyliśmy podobno w wolnej Polsce, ale w domenie akademickiej były z tą wolnością problemy, stąd opinie, że na uczelniach ludzie boją się mówić, a nawet myśleć.

To może pozostałość poprzedniego systemu, w którym karano za uczenie myślenia krytycznego. Wysegregowano kadry tak, że do III RP przeszli ci, którzy zrezygnowali z wolności myślenia i mówienia, a przy tym nie zawsze mowa akademicka ma jakieś powiązania z myśleniem.

Do tej pory środowisko akademickie bało się poznać swoją historię, jakby wykorzystując fakt ogłoszenia przez Fukuyamę końca historii. Jakkolwiek analiza dziejów uczelni skłania do wniosku, że nasze uczelnie znacznie wyprzedziły tezę Fukuyamy. Oficjalna historia UJ zamieszczona na stronach uczelni pod koniec 2021 roku skończyła się w 1981 roku i ta data niemal pokrywa się też z końcową datą udostępnionych mi w 1987 roku moich dokumentów w teczce akademickiej, mimo że ja jeszcze trwałem, jakby niezależnie od historii.

Ale to trwanie zostało skasowane/unieważnione/wymazane, więc go jakby nie było i taki stan rzeczy przetrwał transformację – trwa do dziś. Zamiłowanie do cancel culture w domenie akademickiej jest wielkie i stanowi szeroką bramę dla marszu lewactwa przez instytucje, postulowanego swego czasu przez Antonio Gramsciego i realizowanego z powodzeniem w polskiej domenie akademickiej.

Wymazanie niewygodnej historii, niewygodnych ludzi, niewygodnych wartości, a w szczególności abdykowanie przez uczelnie z poszukiwania prawdy na rzecz poszukiwania seksualności – to przejawy tego marszu.

Czy pakiet wolności skłoni badaczy do powrotu poszukiwania prawdy? Czy z wolności ośmielą się skorzystać? Pewności nie ma, ale w Nowym Roku trzeba im tego życzyć z całego serca i oczekiwać na powstrzymanie lewackiego marszu przez uniwersytety oraz wypełnienie luk w poznaniu swej przeszłości.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 3 stycznia 2022 r.

Nauka czy kabaret?

Nauka czy kabaret?

Kabaret to działalność satyryczno-rozrywkowa, a nauka to poważna działalność mająca na celu poszerzanie naszej wiedzy. Tak wielu sądzi. A jak jest naprawdę? Kabarety mocno podupadły i rozrywka to mierna lub żadna. Satyra jakby przeniosła się z kabaretu do nauki.

W domenie akademickiej powstaje wiele prac, z których można by się nieźle uśmiać, choć taki stan rzeczy nie jest do śmiechu. Trudno się śmiać z rozpowszechnianych absurdów na temat walki z globalnym ociepleniem, które wdrażane w życie, mogą życiu na planecie zagrozić.

Nad tym, co publikują naukowcy i jacy naukowcy są w domenie akademickiej awansowani, nadzór winni sprawować recenzenci – eksperci w danej dziedzinie. W Polsce od dawna recenzje naukowe, czy to publikacji, czy dorobku naukowego, często nie mają wielu walorów merytorycznych. Są albo kolesiowskie, albo nieprzyjazne ze względów personalnych. Dlatego mamy selekcję negatywną.

Recenzentów kierujących się kryteriami merytorycznymi jako niewygodnych z zamkniętego kręgu wykluczono, w ramach wdrażania w życie coraz bardziej rozpowszechnionej w domenie akademickiej antykultury unieważniania, wymazywania (cancel culture).

Nie ma też woli otwarcia domeny akademickiej na recenzentów zagranicznych, którzy nader często oceniają dorobek naukowców w dobrych, europejskich ośrodkach naukowych. W naszym systemie tytularnym szczególne znaczenie mają oceny kandydatów do profesur „belwederskich”, ale nieraz się okazuje, że recenzje – wcale nie tak rzadko – są niekompetentne, a czasem mają charakter wręcz kabaretowy, co ujawniono w trakcie przewodu profesorskiego znanego socjologa Andrzeja Zybertowicza. Profesorem mimo to ma zostać, bo takie recenzje trzeba odrzucić/unieważnić z przyczyn merytorycznych. Ale iluż to mniej znanym w przestrzeni publicznej naukowcom takimi kabaretowymi recenzjami/opiniami „uwalono” awanse, projekty badawcze, czasami wręcz naukowe życie? Trudno się dziwić, że w nauce jesteśmy słabi.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 1 GRUDNIA

Aby żyło się lepiej

Aby żyło się lepiej

Środowisko akademickie domaga się pieniędzy, aby społeczeństwu żyło się lepiej. Apel w tej sprawie wystosowali rektorzy (KRASP) argumentując, że „wydatki na szeroko rozumianą naukę nie są kosztem, ale inwestycją w przyszłość nas wszystkich”.


Jest to częściowo słuszne, o ile nauka nie jest zbyt szeroko rozumiana, poprzez włączanie do finansowania z jej puli także sektorów ideologicznych, na przykład gender, z nauką niemających wiele wspólnego i nawet stanowiących zagrożenie dla naszej przyszłości.


Rektorzy w swym apelu troszczą się głównie o zwiększenie wynagrodzenia pracowników nauki, nie informując jednak władz RP, że na ogół pracownicy nauki trafiają na etaty w wyniku ustawianych na nich konkursów i nie są to najlepsi z tych, którzy w tej domenie mogliby/chcieliby być.


Co więcej, na uczelniach są też tacy, którzy nic/niewiele robią, ale zarabiają, i to nieźle, usuwając lepszych – wydajniejszych naukowo/ edukacyjnie – od siebie.


Brak powiązania wzrostu finansowania z delegalizacją procederu ustawiania konkursów nie powinien być społecznie akceptowany. Oczywiście konieczny jest wyraźny wzrost uposażeń i innych ułatwień dla młodych pracowników nauki, aby mieli szansę na realizowanie swoich pasji z korzyścią dla społeczeństwa. Ale te bonusy winny być przeznaczone dla rzeczywiście najlepszych, wyłanianych w prawdziwych, jawnych konkursach, a ustawiacze konkursów winni być eliminowani z systemu akademickiego.


Taki system, nawet bez wzrostu finansowania z budżetu, winien skutkować wyraźnym wzrostem skuteczności działalności naukowej, co i społeczeństwo by odczuło.


Trzeba mieć też na uwadze, że w krajach o znacznie wyższym poziomie nauki instytucje akademickie tylko w części są finansowane z budżetu, a resztę muszą sobie wypracować swoim intelektem.


U nas najwięcej zarabiają na wynajmowaniu nieruchomości.
Dotychczasowy system finansowania nauki po prostu się nie sprawdza. I to trzeba zmienić, aby wszystkim żyło się lepiej.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska , 4 sierpnia 2021 r.