Test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w roku 2018 ‚Konstytucji dla nauki’

foto

Test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce

i wprowadzonej w roku  2018 ‚Konstytucji dla nauki’

10 grudnia 2018 r. złożyłem na Dzienniku Podawczym UJ roszczenie informacyjne  ujawnione na mojej stronie akademickiego nonkonformisty [https://blogjw.wordpress.com/2018/12/10/do-wladz-uj-w-sprawie-stanu-wojennego-i-nie-tylko/]    zaznaczając, że będzie to test funkcjonowania systemu akademickiego w Polsce i wprowadzonej w tym roku ‚Konstytucji dla nauki’.

Pismem z dnia 21 grudnia 2018 r.  oznaczonym 75.0152.47.2018 otrzymałem odpowiedź, którą ujawniam

1 2

3

Nie wiem czy odpowiedź to ma moc prawną, bo nie ma czytelnego podpisu imieniem i nazwiskiem ( jest jakaś parafka) a pieczęć jest nieczytelna.

4  Z widocznych fragmentów [ mgr, końcówka nazwiska – owicz] po analizie zawartości strony internetowej UJ przypuszczam, że może chodzić o mgr inż. Gerarda Żychowicza, Zastępcę Kanclerza UJ ds. techniczno-inwestycyjnych [https://www.uj.edu.pl/struktura/wladze/kanclerz] o nie wyszczególnionych kompetencjach w strukturach władz UJ . Jest natomiast informacja https://www.uj.edu.pl/struktura/wladze, że „Kanclerz UJ jest odpowiedzialny za wszystkie jednostki administracji ogólnouczelnianej, w tym także administracji Collegium Medicum UJ. Kanclerzowi podlegają bezpośrednio wszystkie jednostki, które nie podlegają Rektorowi i Prorektorom oraz Kwestorowi”.

Jako pełnoprawny Obywatel w strukturach Rzeczypospolitej Polskiej  jestem obligowany do podpisywania się czytelnie imieniem i nazwiskiem, aby to co podpisuję miało moc prawną i abym za to co podpisuję ponosił odpowiedzialność prawną.

Z Konstytucji RP funkcjonującej od dnia 2 kwietnia 1997 r. [ http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm], ani z Konstytucji dla nauki funkcjonującej od roku 2018 [ Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce,  Ustawa z dnia 3 lipca 2018 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce –  http://konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-ustawe  nie wynika, aby Uniwersytet Jagielloński był autonomiczny wobec prawa obowiązującego wszystkich Obywateli RP i odpowiedź z UJ nie zawiera takiej informacji.

Będę wdzięczny za pomoc prawną w tej kwestii, podobnie jak za  pomoc lingwistyczną, jako że pismo napisane jest w języku, określanym od dawna przez mnie  – językiem uj-u, a którego – mimo wysiłków- nie zdołałem do tej pory opanować.

Tym niemniej, po ochłonięciu z wrażenia po zapoznaniu się z pismem UJ, zamierzam  na nie w języku polskim odpowiedzieć w niezbyt odległej przyszłości.

Za pomoc prawną i lingwistyczną z góry dziękuję, mając na uwadze rzesze Polaków  i organizacji działających na rzecz lepszej, opartej na prawie i sprawiedliwości, już nie  komunistycznej –  Polski.

P.S.

Nie wiem, czy w budżecie na rok 2019 władze UJ zabezpieczyły autonomicznie środki na służbowe pieczątki, aby te miały moc prawną.

Nie znam wysokości budżetu UJ na obecny rok,  ale w sprawozdaniu za rok 2017 [https://bip.uj.edu.pl/documents/1384597/141353349/uchw_nr_111_2018_zal_1.pdf/cae2812a-ea5a-4cbb-b8dc-9671540669b5] jest informacja – ” W roku 2017 Uniwersytet Jagielloński otrzymał dotację podmiotową z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w łącznej kwocie 485 512,3 tys. zł „. Może nie jest to dużo, ale na pieczątki winno wystarczyć  ( i za kilkanaście zł – a przy promocji, nawet za kilka zł,  można  je nabyć – np. http://www.stampler.pl/cennik ]

A stan pieczątek UJ -znany mi od lat – nie ulega zmianie.  Społecznej zbiórki na pieczątki dla UJ nie ogłaszam, aby nie naruszać autonomii uniwersytetu.

 

 

 

O rzekomo demontujących system komunistyczny słów kilka – od strony opozycyjnej

oznor

O rzekomo demontujących system komunistyczny słów kilka

– od strony opozycyjnej

[Postulat opozycjonisty :  

 W ramach porządków przedświątecznych trzeba uporządkować historię !]  

Jakoś nie mogę przejść do porządku dziennego wobec sesji Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych ,,Solidarności”, i książki – Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej (1980-1994). Projekty i inicjatywy ustawodawcze, ludzie, dokonania i oceny”,  – poświęconej działaniom środowiska prawniczego na rzecz obalania – jak mówiono- systemu komunistycznego, co miało być dziełem na miarę Konstytucji 3 Maja, co dokumentowałem i o czym nieco już pisałem.[ https://blogjw.wordpress.com/2018/12/16/na-miare-konstytucji-iii-maja/; https://wkrakowie2018.wordpress.com/2018/12/11/wklad-prawnikow-w-tworzenie-podstaw-ustrojowych-iii-rp/].

Mam na ten temat więcej osobistych wspomnień i refleksji umieszczanych od lat,  głównie w internecie, na kliku stronach internetowych [głównie na moim blogu https://blogjw.wordpress.com/ a także w Lustrze Nauki – https://lustronauki.wordpress.com/ ] bo to nie podlega cenzurze, a co najwyżej próbom penalizacji.

Mimo wielokrotnych informacji, że mogę na te tematy napisać więcej i wydać w np. w postaci książki, nikt nie wyraził taką deklaracją zainteresowania, co czyni mnie – a przede wszystkim inne od pożądanych wspomnienia – w gorszej sytuacji od gremium prawników, którzy mogli się wypowiadać, no i zapisać na łamach sporej książki (na kredzie i w twardej okładce), a niektórzy z nich zostali także uwiecznieni głosowo i wizualnie w archiwum UJ w ramach realizacji projektu UJ – Pamięć Uniwersytetu. [ http://www.archiwum.uj.edu.pl/projekty-auj/pamiec-uniwersytetu]

Ja kilka lat temu też byłem w tym projekcie nagrywany i to przez wiele godzin, ale widocznie moja pamięć nie była zgodna z tą pamięcią, którą finansowano w ramach projektu, więc ani 1 sekunda z tej mojej pamięci nie została przekazana do skarbnicy akademickiej wiedzy historycznej.

Nie mam wątpliwości, że moja historia – mimo że zostałem uznany za „Świadka historii” [ 2018 – https://blogjw.wordpress.com/2018/12/03/prezes-ipn-wreczyl-mi-tytul-swiadka-historii/ ], ani moja prawda – mimo, że zostałem uznany za obrońcę prawdy w mediach ( Główna nagroda Kongresu Mediów Niezależnych 2013 r. –https://blogjw.wordpress.com/2013/06/27/nagroda-kongresu-mediow-niezaleznych/] jakoś nie jest pożądana, nie tylko dla skarbnicy jagiellońskiej wszechnicy. Zresztą tak samo, jak i moja osoba – persona non grata- od ponad 30-tu już lat, na tej VII wiekowej uczelni.

Ograniczę się tylko do kilku – z wielu – bohaterów książki i sesji w Collegium Maius, z którymi w jakiś sposób się zetknąłem lub usiłowałem nawiązać jakiś kontakt intelektualny,  czy moralny.

Otóż jednym z bohaterów sesji był prof. Stanisław Waltoś, znany prawnik i pasjonat historii, w z którym osobistego kontaktu nie miałem, ale poświęciłem mu kiedyś tekst ‚Historia UJ w ujęciu profesora Stanisława Waltosia i refleksje w tej kwestii https://blogjw.wordpress.com/2010/06/14/historia-uj-w-ujeciu-profesora-stanislawa-waltosia/ zdumiony najnowszą historią UJ przez niego napisaną i umieszczoną na stronie internetowej wszechnicy (rok 2010 ].

M.in. Nie było w niej ani słowa o stanie wojennym !

Zbulwersowany lekturą tej historii zadawałem pytania, na które nigdy, od kogokolwiek , nie dostałem odpowiedzi.

Jak to możliwe, żeby naukowcy najstarszej polskiej uczelni takie rzeczy pisali całkiem legalnie i bezkarnie ?

Czyżby prawo karne tworzone m.in. przez Stanisława Waltosia na to pozwalało ?

Czy też znany karnista tak to prawo ustawiał, aby karze ujść – nawet wtedy jak takie historie będzie pisywał ? „

I dalej „Jasne, że w tekście krótkim nie da się wszystkiego napisać, ale słów jednak napisano wystarczająco dużo, aby stan wojenny mógł się wśród tych słów znaleźć.

Czyżby z punktu widzenia prawnego ten stan nie istniał ? Fakt, że stan ten wprowadzono bezprawnie, ale to dla prawnika – historyka winien być interesujący epizod historii.

Autor pisze o ustawie o szkolnictwie wyższym z 1982 ‚liberalnej w zasadzie’, ale nie podał ‚liberalnych’‚ skutków stosowania tej ustawy.”

Rzecz jasna o działaniach środowiska prawników na rzecz obalania komunizmu, ani w okresie stanu wojennego [ani przed] w tej historii nie było ani słowa. A przecież te słowa były pisane już w tak zwanej wolnej Polsce, do której podobno tak walnie przyczynili się prawnicy swoimi pracami na miarę Konstytucji 3 Maja. To rzeczywiście zdumiewające.

Reakcji na mój tekst z 2010 r., kogokolwiek z szacownych historyków, prawników, czy władz UJ, nie było i nie ma do tej pory.

Profesorowie UJ chyba wolą milczeć, tak jak milczą o bezprawiu lat 80-tych, weryfikacji kadr pod kątem ich konformizmu, zgody na kłamstwa i skłonności do formowania im podobnych, wypędzania z uczelni negatywnie nastawionych do systemu kłamstwa. Dla beneficjentów systemu, zarządzających także pamięcią w III RP, jest to szczególnie niewygodne.

Jak to się stało, że mimo obalenia komunizmu i to przy udziale prawników, to komuniści zostali beneficjentami, a opozycja antykomunistyczna pozostała na marginesie i to głębokim ?

Dlaczego to nie interesuje tak licznych u nas historyków, prawników, socjologów, psychologów, no i wszelkich etatowych nauczycieli akademickich, pozytywnie, jak można wnioskować z ich etatów i stanowisk -i to nawet wielu- wpływających na młodzież akademicką i całe polskie społeczeństwo, także poza akademickie ?

Prof. Waltoś pracował nad reformą prawa prasowego, które do tej pory jest skamieliną czasów jaruzelskich i nawet znowelizowane prawo jakby nie rozróżniało Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej http://www.krrit.gov.pl/Data/Files/_public/Portals/0/regulacje-prawne/polska/prawo-prasowe.pdf o czym świadczą paragrafy prawne:

USTAWA z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Rozdział 1 Przepisy ogólne. Art. 1. (1) Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. Art. 2. Organy państwowe zgodnie z Konstytucją Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej stwarzają prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji i zadań, w tym również umożliwiające działalność redakcjom dzienników i czasopism zróżnicowanych pod względem programu, zakresu tematycznego i prezentowanych postaw. „

Na sesji nie był obecny prof. Andrzej Zoll, ale jest obecny w książce i ta obecność daje wiele do myślenia. Profesor nie nagina historii prac prawniczego Centrum do dnia dzisiejszego, pisząc wyraźnie, że nie chodziło im o wywracanie ustroju PRL – „raczej mówiło się o naprawie socjalizmu.”

Prawnicy Centrum kontaktowali się ze stalinowskim prof., Igorem Andrejewem, [ był jednym z sędziów, którzy w 1952 zatwierdzili wyrok śmierci na generale Fieldorfie „Nilu”] stojącym na czele powołanej przez min. Jerzego Bafię – Komisji do spraw Reformy Prawa Karnego. Projekt tej komisji nie różnił się bardzo od tego opracowanego w Centrum. Trudno się temu dziwić skoro profesor Kazimierz Buchała z Wydziału Prawa i Administracji UJ – pod koniec lat 70-tych I sekretarz POP PZPR na UJ https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/ i mający kontakty z SB [zwerbowany w charakterze właściciela lokalu kontaktowego. LK „ Magister” http://www.omp.org.pl/stareomp/index66a2.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=542 ]pracował zarówno w zespole rządowym, jak i później w zespole Centrum.

Gdy powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, utworzono Komisję do spraw Reformy Prawa Karnego. Andrzej Zoll zaproponował, by Kazimierz Buchała pozostał jej przewodniczącym, co zostało zaakceptowane, a on został jego zastępcą. „No i na pierwsze posiedzenie tego zespołu my przyszliśmy z prof. Buchałą z gotowym projektem, bo część ogólną kodeksu karnego już mieliśmy przygotowaną. On oczywiście był potem przerabiany, ale jego główny trzon jest w obowiązującym obecnie kodeksie” – mówi prof. Andrzej Zoll.” s. 581

No i jak widać, że rozróżnienie prac komisji komunistycznego państwa i komisji prawników działających podobno na rzecz obalenia komunizmu nie jest łatwe.

Tak jak nie jest łatwe zrozumienie utrwalania ‚prawa jaruzelskiego’ po ogłoszeniu obalenia komunizmu. Prof. Andrzej Zoll jako Rzecznik Praw Obywatelskich na początku tego wieku niejako podnosił wyższość prawa ‚jaruzelskiego ‚ nad Konstytucją III RP, co winno budzić konsternację, ale nie budzi.[ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/ ]

Natomiast Kazimierz Barczyk mówi [ s. 584] „ elastycznie reagowaliśmy na konieczne i pilne potrzeby budowy zrębów nowej III RP” . I wspomina, że na przykład zwrócił się do prof. Jana Widackiego o kierowanie zespołem do spraw ustawy o policji, dla przekształcenia milicji w policję. Równolegle na wieczornych spotkaniach w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych prowadziliśmy jeszcze bardziej skrywane prace nad ustawą likwidującą znienawidzoną tajną policję – Służbę Bezpieczeństwa” .

Trzeba mieć jednak na uwadze, że prof. Jan Widacki przez opozycję antykomunistyczną nie jest uważany za pogromcę, lecz za obrońcę esbeków. https://wpolityce.pl/polityka/159160-sb-przegrywa-w-strasburgu-trybunal-oddalil-skarge-na-ustawe-obnizajaca-esbeckie-emerytury

Nie można pominąć garści wspomnień czasów „ Solidarności”, zamieszczonych w książce [ str. 105 – 115], obecnego na spotkaniu prof. Antoniego Jackowskiego, którego wspomnienia, przed kilku już laty, w ramach projektu Pamięć Uniwersytetu, chyba nawet nie mające szans pomieścić się w garści, zamieszczono też na stronach UJ [ http://www.archiwum.uj.edu.pl/antoni-jackowski] co silnie kontrastuje z embargiem na wspomnienia innych, ale niewygodnych (z jakichś powodów, chociaż oficjalnie nie wiadomo z jakich ) członków „ Solidarności „UJ”.

Wspominając w książce wprowadzenie stanu wojennego Antoni Jackowski informuje o zdumiewającej reakcji „S” UJ na ten barbarzyński akt władzy komunistycznej: „ Forma strajku przyjęta w Uniwersytecie Jagiellońskim to strajk absencyjny” ! Czyli w reakcji na zawieszenie przez juntę Jaruzelskiego zajęć na uczelniach, „S” UJ w proteście zareagowała zawieszeniem zajęć !

[ Z tej informacji jednak wynika, że na UJ stan wojenny też został wprowadzony, choć  lektura „Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego” na to nie wskazuje].

Ja jednak próbowałem w moim instytucie zaprotestować strajkiem rzeczywistym, ale „ S” mojego instytutu [ING UJ] okazała się solidarna z przewodnią siłą narodu, a nie z działaczem „S”, reagującym tak na zagrożenie istnienia „S”, jak należało statutowo zareagować. Potem przez kilka miesięcy prowadziłem wykłady z geologii historycznej [oprócz innych] w zakresie zwiększonym tj. zamiast 3 godz. po 4-5 godz. w uzgodnieniu ze studentami, którzy oporu nie stawiali – wręcz przeciwnie.

Nie bez przyczyny w ramach oczyszczania uczelni z elementu niepożądanego kilka lat później zostałem oskarżony o ‚psucie studentów’ (negatywny wpływ), a przez prof. Antoniego Jackowskiego – jak w czasach transformacji został dziekanem mojego wydziału ( BiNoZ] – o podburzanie studentów ! Faktem jest, że nie tylko podburzałem studentów do słuchania moich wykładów w zakresie wybiegającym- i to znacznie – poza programy oficjalne, ale o zgrozo podburzałem ich także do myślenia i to krytycznego oraz nonkonformizmu naukowego, co stanowiło śmiertelne zagrożenie nie tylko dla przewodniej siły narodu, ale także dla kolaborujących z nią działaczy „S”., o czym -rzecz jasna -taktownie nie wspominają.

Antoni Jackowski wspomina natomiast „Każdy z nas działał w przekonaniu, że pracuje na rzecz przywrócenia Polsce niepodległości, respektowania praw człowieka, wolności słowa i zgromadzeń, swobody badań naukowych, poprawy sytuacji gospodarczej kraju i każdego mieszkańca. Takie było to pokolenie, bo tak zostało wychowane w rodzinach, bo taką odczuwało potrzebę. Na rzecz tej idei rezygnowano często z karier zawodowych. Działalność ta nie miała żadnego zabarwienia koniunkturalnego.”

A ja tak wspominam Antoniego Jackowskiego, którego znałem z okresu „S”, – jego potrzeby, wychowanie, respektowanie praw człowieka [nawet członka „S” ] i brak koniunkturalizmu w tekście „Zaciemnienie według Ob. Antoniego Jackowskiego [

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/zaciemnienie-wedlug-ob-antoniego-jackowskiego/]

Ob. A. Jackowski nie rozumie z kolei słowa anonim, twierdząc, że ANONIMOWA KOMISJA, która sfabrykowała dyskwalifikujące ją oskarżenia w stosunku do mojej osoby, anonimową nie była! (anonimowy- nie ujawniający swego nazwiska, nieznany z nazwiska- patrz Słownik języka polskiego). W swym piśmie Ob. Jackowski nie podaje ani jednego nazwiska (być może nazwiskiem jest Dziekan, jak wskazuje Książka Telefoniczna dość popularne nazwisko, ale brak jest imienia, więc jednak to też anonim). Anonimy w państwach prawa nie mają mocy prawnej.

I dalejOb. A. Jackowski zarzuca mi posiadanie rozwiniętego poczucia własnej wartości (co za hańba!) Nie będę odrzucał tego zarzutu i udowadniał, że jestem kundlem, gdyż w swoim życiu się nie skundliłem, również w ciemnym okresie stanu wojennego, w przeciwieństwie do wielu „wybitnych uczonych”, „intelektualistów” czy „działaczy opozycji” ( w stosunku do prawdy), dla których skundlenie się stanowiło trampolinę do obejmowania kolejnych stołków. Mam pełną świadomość, że przedkładając poczucie własnej wartości nad kundlizm, pozbawiłem się szans na oficjalną karierę w skundlonej strukturze krakowskiej wszechnicy. Zawsze bym postąpił tak samo. Zarzut posiadania rozwiniętego poczucia własnej wartości jasno wskazuje co jest rozumiane jako największe zagrożenie dla całego uniwersytetu o co mnie oskarżał Ob. A. Koj (pełna analogia do okresu dyktatury ciemniaków).

.Ob. Jackowski nie podaje wcześniejszych „rutynowych” ocen mojej osoby. Nie podaje, że „rutynowa” ocena z roku 1986 r. zasadzała się na bezprawiu stanu wojennego z taką determinacją i odwagą bronionego przez Ob. A. Jackowskiego i przez władze UJ tkwiące nadal „po uszy i usta” w bezprawiu przestępczego systemu PRL.
W cywilizowanych krajach za zmienianie faktów profesorów usuwa się z katedr, ale w naszym „demokratycznym państwie prawa” cyniczny kłamiec może być prezydentem, a nawet profesorem UJ!

Powołałem się w tekście na twierdzenia Józka Zatłoka z Cyrwiennego zawarte w Historii filozofii po góralsku ks. profesora Józefa Tischnera „Patrzym i widzym: to, co jest, jest i nimo prawa nie być. i dalej: Jesce i to trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Dialog wsobny jaki prowadzą profesorowie UJ odbywa się według innych reguł, według innej ‚profesorskiej filozofii’, która czeka na naukowe opracowanie.

Józef Wieczorek

b. wykładowca UJ, wypędzony dożywotnio z UJ, w ramach ‚demontowania systemu komunistycznego’ przez „Solidarność” UJ, solidarną dożywotnio [?] z komunistyczną przewodnią siłą narodu

P.S.

To tylko garść moich uwag i podkreślam, że mogę samojeden napisać książkę liczącą co najmniej 737 stron – czyli co najmniej takiej objętości jaką wykazuje książka wielu autorów o działaniach Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych NSZZ „ Solidarność” .

Czy znajdzie się sponsor takiej działalności ?

Póki co sponsorowane jest poznanie jedynie słusznej prawdy beneficjentów transformacji PRLu – w PRL-bis, a jak do tej pory na UJ nie znalazł się nikt kto zechciałby poznać prawdę [ por. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/o czym świadczy brak reakcji profesorów UJ na kilka tysięcy już stron napisanych na temat moich obywatelskich inicjatyw dla naprawy systemu akademickiego w Polsce, a Uniwersytetu Jagiellońskiego w szczególności.

Na miarę Konstytucji 3 Maja ?

cm

Na miarę Konstytucji 3 Maja ?

11 grudnia 2018 r. w przeddzień 37 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Librarii Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego zgromadzili się uczestnicy prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych ,,Solidarności”, które przerwał – choć nie do końca- stan wojenny.

centrum

Na spotkaniu promowano książkę „Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej (1980-1994). Projekty i inicjatywy ustawodawcze, ludzie, dokonania i oceny”, która właśnie się ukazała pod redakcją Stanisława Grodziskiego. I jest dostępna także w internecie na stronie Centrum [http://www.coiu.pl] http://www.coiu.pl/media/download/Prawnicy.pdf

Naprawa prawa 

Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności powstałe w Krakowie 17 stycznia 1981 roku tworzył zespół ekspertów prawniczych NSZZ „Solidarność”, w skład którego weszło ponad 100 specjalistów z różnych dziedzin prawa i 200 współpracowników z całej Polski.

Prawnicy Centrum przygotowali kilkaset projektów ustaw, w tym założenia Konstytucji i Kodeksu Cywilnego, Kodeks Karny, Kodeks Postępowania Karnego, oraz KPK z sędzią śledczym, Kodeks Karny Wykonawczy, Kodeks Pracy, Ustawę Wypadkową, o Prokuratorii Generalnej, o Prawie Prasowym, o Wolnym Dostępie do Informacji w Życiu Publicznym, Prawo o Zgromadzeniach, o Ochronie Konsumenta, o Przedsiębiorstwie i Samorządzie, o Samorządzie Terytorialnym, oraz Ordynację Wyborczą, o Ustroju Sądów Powszechnych, o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Sądzie Najwyższym, o Prokuraturze, Prawo o Notariacie, o Radcach Prawnych, o Adwokaturze, o Policji, o Urzędzie Ochrony Państwa oraz Prawo Wyznaniowe, Prawo Państwowe, Prawo Gospodarcze, Prawo Rolne.

Stan wojenny odsunął jednak na całe dziesięciolecie prace nad reformą ustroju;Nie powiodło się jednak „partyjnemu betonowi” PZPR obalić wielkiego dorobku lat 1980-1981. Jako do gotowego i cennego materiału sięgano doń po zmianie ustroju 1989 roku. Służył on reformie w całym okresie przemian, który zakończyło uchwalenie Konstytucji III Rzeczypospolitej z 2 kwietnia 1997 roku.

Według oceny wybitnego historyka prawa prof. Stanisława Grodziskiego działania podjęte przez Centrum dla naprawy Rzeczypospolitej były największym społecznym wysiłkiem prawników od czasu Konstytucji 3 Maja.

sg

Czy elity prawnicze chciały obalić system komunistyczny ?

Adwokat Kazimierz Barczyk, wiodąca postać prac Centrum, deklarował na spotkaniu

b

„Chcieliśmy obalić system komunistyczny poprzez przygotowanie zrębów państwa demokratycznego” w co jednak można wątpić choćby na podstawie wspomnień Prof. Andrzeja Zolla (s. 579) „Zdawaliśmy sobie sprawę z układu geopolitycznego, przecież Związek Radziecki trzymał się jeszcze mocno, do tego pamiętaliśmy całkiem przecież niedawne doświadczenie czechosłowackie. Dla ludzi, którzy nie bujali w obłokach, oznaczało to, że należy raczej mówić o poprawianiu istniejącego systemu, czynieniu go bardziej ludzkim. Raczej myśleliśmy o ewolucji niż rewolucji. Owszem, pracowaliśmy w ramach Centrum nad propozycjami zmian w prawie konstytucyjnym, ale dotyczyło to bardziej takich spraw, jak reforma sądownictwa, wzmocnienie niezawisłości sędziowskiej, gwarancji procesowych, usunięcia pewnych przepisów, które pozwalały zwolnić sędziego ze stanowiska, bo nie dawał tzw. rękojmi orzekania zgodnie z linią partii. Chodziło więc bardziej o tego typu rzeczy niż wywracanie ustroju PRL”.

I ta opinia wydaje się być bardziej wiarygodna, tym bardziej, że ustrój i prawo III Rzeczypospolitej tworzyły siły solidarnościowe, wspólnie z aparatem komunistycznym i mimo zmian, prawo zachowało ciągłość z prawem PRL, a nie było woli nawiązania do stanu prawnego sprzed 1 września 1939.

Kiedy tworzono zręby prawne II RP zerwano z systemami prawnymi państw zaborczych, ale przy tworzeniu prawa III RP nie zerwano z systemem prawnym PRL. Zatem zbudowano PRL-bis.

W książce jasno to wyraził Prof. Jan Majchrowski s. 349 Determinantą, która najmocniej odcisnęła swe piętno na ustrojowym, a w konsekwencji ustawowym i politycznym, kształcie III RP, był sam akt jej poczęcia, dokonany za fasadą warszawskiego pałacu Radziwiłłów, gdzie toczyły się obrady Okrągłego Stołu, w zaciszu willi w Magdalence. Tam określono ramy, w których przyszło się poruszać wszystkim twórcom III RP, także tym, którzy wyszli z grona Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych „Solidarności”. ….. Wspólną płaszczyzną porozumienia elit obu „stron” Okrągłego Stołu było wszakże – bo być musiało, o ile miały się one ze sobą porozumieć – uznanie Konstytucji PRL, a co za tym idzie, całego porządku prawno-ustrojowego wywodzącego się od mitu założycielskiego tak zwanej Polski Ludowej – Manifestu PKWN. To założenie stało się grzechem pierworodnym III RP, za który pokutujemy po dzień dzisiejszy.”

Ale to wśród wypowiedzi członków Centrum jest głos odosobniony.

Nie ulega wątpliwości, że z tą chęcią świata prawników do obalania systemu komunistycznego to gruba przesada, co widać i po dzień dzisiejszy.

Gdyby porządek prawno-ustrojowy po 1989 r. został oparty na Konstytucji 1935 r. żylibyśmy w innej rzeczywistości.

Nie da się zbudować państwa wolnego na fundamentach państwa zniewolonego.

Praca dla obywateli, a co na to obywatele ?

Prawnicy aktywni w Centrum Obywatelskich Inicjatyw podkreślali, że pracowali dla dobra wspólnego, jako znający się na prawie obywatele – dla innych obywateli.

Ale nie jest zrozumiałe dlaczego tak doniosłe działania, jak sami podkreślali – na miarę Konstytucji 3 Maja – nie znalazły się w historii Uniwersytetu Jagiellońskiego [słynne Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego- patrz Kurier WNET, grudzień 2018]. Czyżby milczenie w tej historii o ‚okresie jaruzelskim’ niejako wymusiło milczenie o obywatelskiej budowie podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej, już w okresie zniewolenia obywatelskiego ?

Czy może sami autorzy mają wątpliwości co do pozytywnych skutków swoich działań ?

Faktem jest, że wielu współczesnych Polaków, nie tylko młodych, nie bez przyczyny – nic, lub prawie nic nie wie o tych działaniach. Natomiast autorzy tych ustaw, dziś bywają doradcami KODu, biorą udział w marszach KODu, których uczestnicy machają Konstytucją niczym maczugą, a flagami – fakt, że głównie unijną – okładają opozycyjnych wobec nich obywateli.

Chyba obalenie komunizmu nie do końca się prawnikom udało, bo dekomunizacji w III RP tak naprawdę nie było, nawet zbrodniarzy komunistycznych nie ukarano, a często byli honorowani i nieraz spoczywają w alejach zasłużonych. Za stan wojenny ukarano więzieniem chyba tylko Adama Słomkę i Zygmunta Miernika – protestujących przeciwko niekaraniu zbrodniarzy. Jednakże ostatnio Trybunał w Strasburgu uniewinnił Adama Słomkę, podważając haniebne poczynania polskiego wymiaru, zwanego przez obywateli – nie bez przyczyny – wymiarem niesprawiedliwości.

Także próby dekomunizacji przestrzeni publicznej – mimo wprowadzenia stosownych ustaw – nie zawsze kończą się sukcesem. Karani są nie ci, którzy dekomunizacji nie wprowadzają, tylko ci, którzy protestują przeciwko lekceważeniu ustaw dekomunizacyjnych.

Co więcej np. w Warszawie spotykamy się wręcz z rekomunizacją przestrzeni publicznej i ulice zamiast nosić nazwy działaczy niepodległościowych, mają propagować działaczy komunistycznych. Czyli ma być tak jak było, jak chcą działacze KODu, wspierani przez ‚solidarnościowych’ prawników.

Na spotkaniu w Librerii Collegium Maius zaplanowano jedynie wystąpienia pochwalne dla prac Centrum, nie wykazując zainteresowania opiniami obywateli. Zamiast burzliwej merytorycznej dyskusji nad efektami prac, na miarę -jak mówiono – Konstytucji 3 Maja, spotkanie śpiesznie zakończono udając się na spożycie wina, z którego produkcji słynie najstarsza polska wszechnica, odnosząca na tym polu sukcesy na arenie międzynarodowej.[ https://blogjw.wordpress.com/2013/04/26/in-vino-veritas-czyli-proba-odpowiedzi-na-pytanie-czy-wzrost-produkcji-wina-akademickiego-novum-bedzie-skutkowal-wzrostem-poziomu-polskich-uczelni/%5D

No cóż, na takiej arenie jagiellońscy prawnicy to odnosili sukcesy w XV wieku, ale obecnie o swoich sukcesach nie chcą nawet dyskutować z polskimi obywatelami.

[zapis wideo spotkania na moim kanale YouTube – Józef Wieczorek TV – Wkład prawników w tworzenie podstaw ustrojowych III RP]

Trzy lata sądowego grillowania w sprawie nieskomplikowanej, tak pod względem faktycznym, jak i prawnym

kasty.PNG

Trzy lata sądowego grillowania w sprawie nieskomplikowanej

tak pod względem faktycznym, jak i prawnym,

czyli jak działania pro publico bono stanowią zagrożenie dla

funkcjonowania nadzwyczajnych kast,

które nie potrafią się zachować jak trzeba.

Mijają trzy lata od rozpoczęcia działań policyjno-sądowych wobec mojej działalności pro publico bono dotyczącej ujawnienia w sieci rozprawy sądowej fałszywie oskarżonego Adama Słomki i podczas tej rozprawy uniewinnionego, co sąd starał się utajnić.

Moje zachowanie nie wynikało z obowiązków służbowych, ale z imperatywu kategorycznego – wolnego obywatela- zachowania się jak trzeba wobec ekscesów nadzwyczajnej kasty sądowej.

Jak podkreślał nawet prokurator domagający się ukarania mnie – żadnej tajemnicy nie ujawniłem, nikomu nie zaszkodziłem, nic nie zarobiłem, ale ukarać trzeba, co wykorzystał niezawisły od prawdy i sprawiedliwości sąd w osobie sędziego Przemysława Wypycha, który z ‚dobroci serca’ zmniejszył mi karę o połowę ( z 3 000 do 1 500 zł) ale musiał ją orzec z uwagi na to co Adam Słomka po swojej rozprawie mówił przed salą sądową. [ https://blogjw.wordpress.com/2017/05/16/skazany-za-dzialalnosc-pro-publico-bono/].

Taka kuriozalna argumentacja winna się znaleźć w podręcznikach dla prawników, tym bardziej, że Adam Słomka był świadkiem na moim procesie i w najmniejszy nawet sposób nie był w tej materii indagowany przez sąd, który wcale tym co było przed salą sądową na moim procesie się nie interesował, choć film ( także z tym epizodem) był na rozprawie odtwarzany.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że sędzia Przemysław Wypych w todze sędziowskiej nie zachował się jak trzeba, co mnie nawet nie zdziwiło.

Mój proces po molestowaniu policyjnym ( niezbyt dotkliwym) i po wyroku nakazowym. od którego się odwołałem, rozpoczął się nazajutrz po pogrzebie tej, która w czasach instalacji systemu komunistycznego zachowała się jak trzeba. Ja w tym pogrzebie „ Inki” – wspaniałej postaci podziemia niepodległościowego – w Gdańsku uczestniczyłem [ https://niezlomniwparkujordana.wordpress.com/2016/08/30/pogrzeb-inki-i-zagonczyka-po-70-latach/ ], bo uważałem to za mój obywatelski/dziennikarski obowiązek, ale musiałem nocą na swój proces wracać, bo sędzia Przemysław Wypych -rzecz jasna – nie uznał za zasadne przesunięcie rozprawy, mimo że te z błahych powodów a nawet bez powodów są przesuwane.

Takie przesunięcia miały miejsce podczas procesu odwoławczego, kiedy odraczano rozprawę kilkakrotnie, nie z mojej przyczyny.

Czy sędzia Wypych jako niezwisły od prawdy i sprawiedliwości nadal będzie orzekał w sądzie krakowskim narażając korporację sędziowską na kompromitację a podatników na konieczność pokrywania kosztów jego orzekania ? – skazywania ludzi niewinnych ?

Oczywiście z budżetu obywateli sąd za niesłuszny proces [ http://www.kuprawdzie.pl/niezlomny-redaktor-jozef-wieczorek/ ] musiał pobrać drobną kwotę – na koszty adwokata – drobną, bo jak sąd ostatnio podkreślił w uzasadnieniu ‚odszkodowaczym’  [rzecz jasna bez odszkodowania dla grillowanego] sprawa nie była skomplikowana, ani pod względem faktycznym, ani prawnym !

Tak było w istocie i ja tak samo sądziłem nie będąc sędzią a jedynie osobą mającą niepoprawne skłonności do myślenia i to krytycznego, co zresztą już dawno wyeliminowało mnie z korporacji akademickiej, przez nadzwyczajną kastę w czasach komunistycznych, i trwa do dziś, mimo że mediach mówią od lat o obaleniu komunizmu !.

W gruncie rzeczy ten cały kuriozalny proces i to okresowe skazanie ( w pierwszej instancji) to – jak się mówi – „małe piwo” wobec ekscesów kasty akademickiej, która bez procesu, bez możliwości odwołania, na podstawie pozamerytorycznych opinii anonimowej do dnia dzisiejszego zorganizowanej grupy przestępczej skazała mnie – jak się okazuje po latach – na dożywotnie wypędzenie z wzorcowego i prestiżowego dla innych obywateli uniwersytetu, no i zniszczenie mojego warsztatu pracy. Moja działalność pro publico bono prowadzona także w czasach akademickich i to komunistycznych stanowiła zagrożenie dla tego systemu i stanowi nadal – i to nawet bardziej ! https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

Kara 1500 zł, a nawet 3000 zł, którą miałem płacić po wyrokach przejściowych, była wręcz śmieszna, wobec strat finansowych [ nie mówiąc o moralnych i społecznych ] wypędzonego z systemu uniwersyteckiego przed ponad już 30 laty, po latach grillowania w ramach systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego.

Dla wyjaśnienia – w czasach komunistycznych „ funkcjonowała „destrukcja operacyjna”, której celem było „rozbicie, paraliż, dezorganizacja i izolacja wrogo-negatywnych sił”. W materiałach naukowych szkoły znajdowały się precyzyjne opisy, w jaki sposób „neutralizować” niepokornych „ – metoda powszechnie stosowana przez Stasi w NRD, co się bada i o czym się pisze ,http://www.fronda.pl/blogi/spisane-beda-koszty-i-przychody/systematyczna-organizacja-niepowodzenia-zawodowego,3044.html , https://wnet.fm/kurier/agenci-transformacji-o-profesorze-swiatowej-slawy-od-zarania-kariery-tw-herbert-kopiec-slaski-kurier-wnet-47-2018/ ale i stosowana przez nasze służby i z nimi zaprzyjaźnionych, ale tego się nie bada i o tym nie mówi, a prawdę mówiąc, mówiących o tym, eliminuje się z przestrzeni publicznej i nie tylko.

Mimo tej eliminacji podkreślam, że ta ‚akademicka’ kara przewyższała o lata świetlne niedawną karę sądową ( w końcu uchyloną – rzecz niezwykła w polskim sądownictwie -uniewinnienie niewinnego ! – https://blogjw.wordpress.com/2018/05/01/uniewinnienie-niewinnego-sukcesem-sadu-dobrej-zmiany; https://blogjw.wordpress.com/2018/05/14/jozef-wieczorek-uniewinniony-relacja-elzbiety-serafin-z-rozprawy-apelacyjnej//) .

Kara akademicka natomiast nigdy nie została uchylona ! Ani potępiona ! A degeneraci nigdy nie zostali nawet ujawnieni ! I obóz patriotyczny nic nie robi aby coś się w tej materii zmieniło. Jednym słowem utrwalanie bolszewizmu akademickiego.

Nie bez przyczyny degrengolada moralna tej nadzwyczajnej, i w dodatku akademickiej – kasty pozostała (anty) ‚wartością’ stałą i chyba zbliżona jest do dna, od którego nie jest w stanie, a nawet nie ma zamiaru się odbić !

I nie można się czemu dziwić, bo jedynym remedium bolszewickiej władzy akademickiej na moje protesty przeciwko deprawacji młodego pokolenia – jeszcze w stanie wojennym – była ścieżka dyscyplinarna, maskowanie faktów i destrukcja operacyjna. A ‚solidarność’ akademicka to wspierała ! I nie chce się pamiętać, że to z tej generacji wywodzą się kolejni decydenci – beneficjenci systemu kłamstwa, którzy z prawami nabytymi, także z kłamstwem, nie chcą się rozstać. To ich nabyta i nagradzana tożsamość.

Piszę wielokrotnie, [ np. https://blogjw.wordpress.com/2017/11/04/nadzwyczajne-kasty-w-togach/ ] ze nadzwyczajne kasty – sędziowska i akademicka nawzajem się przenikają, że wielu członków nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, o której się mówi, to jednocześnie członkowie nadzwyczajnej kasty akademickiej, o której się nie mówi i mówić nie pozwala, choć samo wspieranie się obu kast jest nad wyraz widoczne w przestrzeni publicznej, co widać chociażby na moich fotoreportażach o rozKODowaniu akademickiego Krakowa. https://blogjw.wordpress.com/2015/12/21/rozkodowanie-akademickiego-krakowa/

Trzeba mieć przy tym na uwadze, że kastowość kasty akademickiej jest jeszcze bardziej zaawansowana, można rzec – jeszcze bardziej nadzwyczajna i nie tylko dlatego, że to kasta akademicka jest „kastą matką” kasty sędziowskiej – wszyscy sędziowie muszą najpierw przejść przez sektor akademicki, a wielu z nich tego sektora nie opuszcza do końca życia. Co więcej jakby nawet zaczynali spoczywać jako kasta sędziowska, to jako kasta akademicka mogą być nadal aktywni. https://blogjw.wordpress.com/2018/07/31/alez-strach-ogarnal-profesure/

W końcu ciągłość formowania obu kast na odpowiednim poziomie musi być zachowana.

Nie ulega wątpliwości, że działania pro publico bono stanowią zagrożenie dla funkcjonowania nadzwyczajnych kast, które nie potrafią się zachować jak trzeba i dlatego trzeba robić wszystko aby im zagrażać – aby zachowywać się jak trzeba.

Herbert

Czy istniał związek przyczynowy między śmiercią studenta UJ Stanisława Pyjasa a śmiercią rektora UJ Mieczysława Karasia?

Czy istniał związek przyczynowy między śmiercią studenta UJ Stanisława Pyjasa a śmiercią rektora UJ Mieczysława Karasia?

Kurier Wnet  czerwiec 2018

Kurier Wnet.jpg

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

Screen Shot 06-21-18 at 10.30 AM

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

W ramach krytyki reformy Gowina Komisja Zakładowa NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego zakwestionowała [List Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego do Prezydenta, Rządu, Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Kraków, piątego czerwca 2018 roku –http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=140041898 ] m. in. brak ładu płacowego pisząc:

‚W szczególności rekomendujemy powrót do przyjętej w 2001 roku koncepcji ładu płacowego w szkolnictwie wyższym poprzez wprowadzenie zapisów ustawowych gwarantujących w  uczelniach publicznych poziom średnich płac w grupach profesorów, adiunktów, asystentów i pracowników niebędących nauczycielami akademickimi w relacji odpowiednio 3:2:1:1 w stosunku do  średniej krajowej w gospodarce narodowej. Żądamy realizacji programu wzrostu wynagrodzeń pracowników publicznych szkół wyższych do powyżej określonego poziomu. ‚

Czyli związkowcy akademiccy domagają się po raz kolejny zagwarantowania uposażenia etatowych pracowników akademickich, bez względu na wyniki ich pracy, a podobnych, a nawet wyższych i to znacznie, od płac w gospodarce narodowej. Jak jedni – pracujący w gospodarce narodowej – zapracują na jakąś średnią krajową, to akademicy w zależności od stanowiska i tytułu – a nie wyników ich pracy – winni też dostawać więcej i mieć to zagwarantowane !

Koncepcja taka była już przyjęta w 2001 r. i jak widać, mimo przyjęcia, stan nauki i szkolnictwa wyższego się nie podniósł ani trochę, ani choćby okresowo – wręcz przeciwnie.

Może koncepcja była zła ?

Ja tak uważam i się nie dziwię z osłabienia akademickiego, bo jego przyczyny moim zdaniem są inne i zarówno ministerstwu, jak i Solidarności z UJ przedstawiałem w wielu tekstach ( setkach !) przekazywanych e-mailami. Bez dyskusji ze strony „S” UJ i ministerstwa w czasach Gowinach – także !

W tej walce ‚S” o ład płacowy nie widać żadnej refleksji, ani rekomendacji sprawiedliwości, ani rekomendacji solidarności z tymi, którzy dobrze pracują/pracowali i mają /mieli osiągnięcia i wpływ na poziom akademicki i nie tylko.

Niestety z takimi akademikami „S” UJ [ i nie tylko] solidarna jak nie była, tak i nie jest i to jest jedna z przyczyn osłabienia akademickiego.

Od dawna  nie było przełożenia dobrej pracy na dobrą płacę, a nierzadko było przełożenie na jej brak, w wyniku wykluczania/ wypędzenia z populacji zarabiających tych zbyt dobrze pracujących..

W czasach PRLu populację akademicką dzielono na docentów [czytaj:do centów] i do roboty i mimo zmian, tj. likwidacji etatów docentów – tak pozostało. Jedni na tzw. etatach samodzielnych [ często wielu], nieraz mimo braku umiejętności samodzielnej pracy, czy jej zaniedbywania, drudzy na etatach tzw. niesamodzielnych, mimo samodzielnej, odpowiedzialnej i wydajnej pracy, a nawet bez etatów, gdy dla samodzielnych – szczególnie z przewodniej siły narodu- stanowili zagrożenie, przewyższając ich intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Widać zmiany nazw uczelni, stanowisk, tytułów, nie wnoszą wiele do systemu akademickiego, chociaż nad takimi zmianami, tak na szczeblu osobowym, jak i instytucjonalnym, chyba najwięcej pracowano, unikając odniesień historycznych, bardzo pouczających.

Nad zmianami finansowania akademików, według wyników pracy naukowej i edukacyjnej, jakoś się nie pracuje, postulując jedynie powiązania ich płacy z wynikami pracy innych w gospodarce narodowej.

Doprawdy nie rozumiem dlaczego profesor, który nader rzadko pojawia się na uczelni ( bo jest zatrudniony/zaangażowany także gdzie indziej, który zaniedbuje studentów, który wykorzystuje pracę mniej utytułowanych, a czasem po prostu ich okrada z własności intelektualnej i niszczy, szczególnie tych, którzy gdy są lepsi od niego i kiedy się bronią przed wyzyskiem/zniewoleniem) ma zarabiać 3 x więcej od tego kto w gospodarce narodowej pracuje jak należy ?

A taki porządek – zwany ładem płacowym, uważam za nieład i nieporządek w wynagradzaniu akademików i nie uważam, aby taki poziom nieładu był w systemie akademickim pożądany. Wręcz przeciwnie.

Nieład funkcjonuje od lat. Przed niemal 20 laty i ja pisałem list do ministra [ i to solidarnościowego !] przeciwko swoistej dyskryminacji :

Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji ( patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, ze nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.[https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/]

Solidarność akademicka  jakoś nie była solidarna z tymi, którzy pracowali i wyniki ich pracy były jawne, ale nie byli finansowani, a jedynie z tymi, którzy nierzadko nie pracowali/wyniki ich pracy/nie-pracy nie były jawne, ale byli finansowani, podobno za mało.

I tak mimo upływu lat, licznych reform pozostało bez zmian. Jedni są do centów, drudzy do roboty, a jak sami pracują – mimo że nie mają etatów – dla dobra Polski, to nic im się nie należy, bo finansuje się etaty, a nie robotę.

Różnica jest głównie taka, że kiedyś zarabiało się kilkanaście, no góra kilkadziesiąt dolarów na miesiąc, a teraz – setki a nawet tysiące, z tym że poziom nauki i edukacji się obniżył, co pokazuje negatywną wręcz korelację między jakością pracy i wynagrodzeniem za etaty w naszym patologicznym systemie akademickim.

A związkowców wysoce zaniepokoiła działalność powołanej ostatnio Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Piszą : „Chwalebne są zamiary przyciągnięcia do Polski polskich uczonych z renomowanych uniwersytetów zagranicznych, ale sprzeciwiamy się dyskryminacyjnym praktykom NAWA, która  proponuje reemigrantom wynagrodzenia kilkakrotnie wyższe od wynagrodzeń krajowych uczonych. „

Jasne, są za, bo nie wypada być otwarcie przeciw, ale są przeciw temu, aby ‚zagraniczni’ mieli choćby najmniejszą ochotę aby wrócić. Przez lata argumentowano aby podnosić -rzecz jasna wszystkim akademikom – uposażenia, bo najlepsi wyjeżdżają, a teraz jest zagrożenie, że ci najlepsi mogliby wrócić.

Nie można przecież dopuścić aby najlepsi byli wynagradzani lepiej, bo to by była dyskryminacja tych, którzy są od lat na etatach i nie chcą aby ich rozliczano ze współpracy międzynarodowej, publikacji na poziomie międzynarodowym, no i po prostu z wyników ich pracy. Wszystkim trzeba przecież płacić po równo – za etaty, a nie za wyniki pracy ! Tak było i tak ma pozostać, aby było dobrze.

A zresztą ci z zagranicy nie mają habilitacji, więc tak naprawdę są gorsi, mimo że wyjeżdżali jako najlepsi. Taka jest logika solidarnych z socjalistycznym systemem pracy i płacy.

Mamy kolejny mundial i niemal wszyscy znają się na piłce. Powszechnie wiadomo, że jak klub chce pozyskać do drużyny renomowanych zawodników, to im proponuje wielokrotnie większy płace, niż swoim, mniej renomowanym . Inaczej by ich nie pozyskał i nie byłby liderem, lecz outsiderem. Lepszym trzeba płacić więcej za to co robią, także w systemie akademickim, a u nas płaci się tym, którzy skutecznie blokują wynagradzanie lepszych.

Ładu, a w rzeczywistości nieładu płacowego w systemie akademickim nie da się rozpatrywać bez uwzględnienia ładu/nieładu kadrowego, ładu/nieładu tytularnego, ładu/nieładu moralnego, ładu/nieładu historycznego, ale tymi ładami jakoś związkowcy wcale się nie zajmują i nie krytykują z tego punktu reformy Gowina, które te łady/niełady jeszcze utrwala, mimo pewnych ruchów, aby z nimi zerwać – jak np. poprzez ofertę lepszych płac dla renomowanych pracowników z zagranicy .

Pozytywny jest natomiast apel związkowców ‚aby wydawać publiczne pieniądze w najbardziej efektywny sposób w sektorze wyższych szkół publicznych’ i należałoby oczekiwać, żeby w tej sprawie związki wiele dobrego zrobiły, bo to jest konieczność.

Rzecz w tym, że wiele związkowych postulatów jakoś jest na opak z tymi oczekiwaniami i taką koniecznością.

Pod refleksję proponuję zapoznanie się z efektami działalności związkowców UJ zawartymi w: sprawozdaniu z działalności KZ”S” UJ w latach 2014-2018 [http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=139183431i z efektami działalności b. działacza „S” , wykonującym niezależnie, bezpłatnie, także robotę związkową na rzecz rzeczywistej naprawy systemu akademickiego, robotę solidarną z krzywdzonymi w systemie akademickim, ale działającym od lat poza strukturami związkowymi [np.

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/01/internetowy-bilans-roku-2016-r-dysydenta-akademickiego-bez-etatu-pro-publico-bono/

https://blogjw.wordpress.com/2017/12/30/podsumowanie-dysydenckiego-roku-2017/%5D

rzecz jasna mając na uwadze co piszą związkowcy „ Badania naukowe i edukacja są najlepszą i najbardziej opłacalną inwestycją w przyszłość narodu, w materialny, kulturowy i cywilizacyjny rozwój Polski.” oraz to, że na jakieś kilkaset maili do Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego z efektami mojej roboty nie było żadnej reakcji.

Co więcej, jak ktoś ma problemy z mobbingiem, czy to na UJ, czy gdzie indziej, to zwraca się do mnie, zamiast do „S” – zupełnie nie pojmuję dlaczego ? Warto się nad tymi sprawozdaniami zastanowić.

Józef Wieczorek, były wykładowca UJ, robiący to czego ci na etatach profesorskich nie byli w stanie robić, współzałożyciel NSZZ „ Solidarność” w ING UJ, działający także w czasach wojny jaruzelsko-polskiej [ legitymacja nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej], wygnany z uczelni podczas politycznych czystek akademickich przed tzw. transformacją ustrojową. Do tej pory Solidarność ani słowem się nie upomniała o mój powrót na uczelnię, dzielnie – solidarnie z komunistami- walczyła, abym czasem na uczelnię nie wrócił, ani nie zbadała – ani akademickich, ani związkowych strat wojennych lat 80-tych, ani nie chce znać historii tamtych lat. Podobno tajni i jawni współpracownicy systemu komunistycznego tak ochraniali uczelnię, czy tak jej przewodzili, że nikt w PRLu ani w III RP na UJ nie został pokrzywdzony, a zresztą przecież ani komunizmu, ani stanu wojennego to w ogóle nie było, jak wynika z Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego[ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ], a ponadto ani jawni, ani tajni współpracownicy systemu komunistycznego [ https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/ ] to nikomu nie przeszkadzali i nie przeszkadzają, jeno wynagrodzenie mają za niskie.

Mityczny związek

Czyżby istniał związek przyczynowy

między śmiercią studenta UJ – Stanisława Pyjasa

a śmiercią rektora UJ Mieczysława Karasia ?

W kwietniowym numerze Kuriera Wnet ukazał się list p. Jadwigi Wronicz ‚ O profesorze Karasiu’ w którym autorka broni dobrego imienia b. rektora UJ Mieczysława Karasia w niezbyt korzystnym świetle przedstawionego w pamiętniku prof. Karola Estreichera cytowanym przeze mnie w artykule ‚ Dezubeklizacja uczelni ‚ [ Kurier Wnet z marca 2018 r.] Rektor Karaś zdaniem Karola Estreichera usiłował zamienić Uniwersytet Jagielloński w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów. Co moim zdaniem w niemałym stopniu się udało i skutki tego są odczuwalne do dnia dzisiejszego. [ UJ za rektora Mieczysława Karasia, czyli zamiana Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów. –https://lustronauki.wordpress.com/2009/11/14/uj-za-rektora-mieczyslawa-karasia/ ].

Z rektorem Karasiem miałem jedyny osobisty kontakt podczas milczącej wizyty rektora na okoliczność  ‚gospodarskiego’ posiedzenia Senatu UJ [1975 ?) w moim doktoranckim pokoju na Oleandrach 2 ( Instytut Nauk Geologicznych UJ).

Faktem jest jednak, że rektor Karaś podczas swojej kadencji pozbawił mnie miejsca w Nowym Żaczku ( akademik z miejscami dla doktorantów] czego nie odbierałem jako przejaw bezinteresownej życzliwości ze strony rektora – z której podobno rektor był znany w opinii p. Jadwigi Wronicz, lecz jako dotkliwą dla mnie decyzję administracyjną w końcowym okresie realizowania pracy doktorskiej. Nie wiem jak dla polonistów, ale dla geologów kawałek pokoju do mieszkania się przydaje. Wynajmowanie pokoju na mieście i to w Krakowie, to dla kieszeni doktoranta stanowiło poważny problem.

Moje – tj. młodego wówczas człowieka, dopiero zaczynającego pracę na UJ – widzenie sytuacji na UJ w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku, było zbliżone do opisów w Dzienniku Wypadków prof. Karola Estreichera, człowieka wówczas wiekowego i doświadczonego.

Najbardziej mnie jednak zaintrygowała opinia czytelniczki, że między śmiercią Stanisława Pyjasa a śmiercią rektora UJ ( w wieku 53 lat) zachodzi związek przyczynowy.

Autorska listu twierdzi, że rektor M. Karaś okazał się życzliwy dla studentów – kolegów Pyjasa udostępniając im uniwersytecki autobus na pogrzeb zamordowanego kolegi, co spowodowało wezwanie do KC PZPR – po czym wkrótce zmarł w Rabce.

Czy ta sprawa była jakoś badana w licznych śledztwach na okoliczność śmierci Stanisława Pyjasa i zjawisk towarzyszących autorka listu nie pisze.

Sugeruje, że jakieś wydarzenia w KC PZPR na tle śmierci Pyjasa miały wpływ na jego przedwczesną śmierć.

Mieczysław Karaś zmarł nagle 10 sierpnia 1977, czyli jednak kilka miesięcy po śmierci Stanisława Pyjasa, ale kilka tygodni po tajemniczej śmierci Stanisława Pietraszki, który jako ostatni widział swojego przyjaciela Stanisława Pyjasa żywego i sporządził portret pamięciowy prawdopodobnego zabójcy i który według wszelkich poszlak został zamordowany. https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Pyjas

Ten postulowany przez czytelniczkę związek przyczynowy między śmiercią Mieczysława Karasia a śmiercią Stanisława Pyjasa raczej jest mityczny.

Corocznie w Krakowie 7 maja w kolejne rocznice śmierci Stanisława Pyjasa pod tablicą Jego pamięci, na ul. Szewskiej 7, odbywają się spotkania jego przyjaciół i opozycji antykomunistycznej, co w ostatnich latach dokumentuję, [ostatnie spotkanie – https://niezlomnym.wordpress.com/2018/05/07/41-rocznica-smierci-stanislawa-pyjasa/ale nikt rektora Mieczysława Karasia na tę okoliczność nie wspomina.

Ulica im Mieczysława Karasia ( obecnie Romana Ingardena) w Krakowie została zdekomunizowana już u zarania III RP, co chyba winno dawać nieco do myślenia w okresie trudnego procesu dekomunizacji przestrzeni publicznej po niemal 30-latach od medialnego obalenia komunizmu.