TęczUJe zdobywają UJ [Uniwersytet Jagielloński]

[na bazie https://queer.pl/grupa/1019/teczowy-uj-w-krakowie ]

TęczUJe zdobywają UJ [Uniwersytet Jagielloński]

Uniwersytet Jagielloński jest najstarszym polskim uniwersytetem, ale dopiero w tym roku doszło do merytorycznej dyskusji na temat LGBT, o czym świadczy debata pod hasłem „LGBT – potrzeby, możliwości, wyzwania”, która odbyła się 17 października w Auditorium Maximum.[ https://www.uj.edu.pl/kalendarz/-/journal_content/56_INSTANCE_5De61CKaqzOl/10172/143655664 ] Dlaczego dopiero w tym roku ? Wcześniej LGBT nie było ?

Dopiero w tym roku na Uniwersytecie Jagiellońskim powstało stowarzyszenie, które „ma zamiar zwalczać homofobię, transfobię oraz seksizm na UJ, a także prowadzić działania edukacyjne, w tym rozpowszechniać informacje na temat społeczności LGBTQ, aby stworzyć środowisko na Uniwersytecie Jagiellońskim, które będzie przyjazne dla wszystkich studentów i studentek LBTGQ” [https://queer.pl/news/203549/teczuj-pierwsze-stowarzyszenie-studentow-i-studentek-lgbtq-na-uniwersytecie-jagiellonskim , https://krknews.pl/przelom-w-krakowie-powstalo-pierwsze-uniwersyteckie-stowarzyszenie-dla-studentow-lgbtq/].

Dla tworzenia przyjaznego środowiska akademickiego dla studentów, a także pracowników spoza sfery LBGTQ, jakoś nie powstało żadne stowarzyszenie i jakoś nie było debat merytorycznych w tej kwestii, ani w Auditorium Maxium, ani w mniej reprezentacyjnych salach UJ, mimo że środowisko akademickie UJ (i nie tylko UJ) jakoś nie jest przyjazne dla tych mniej postępowych, którzy chcieliby traktować uniwersytet jako korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy. Tak uniwersytet był określany w statucie UJ, aż do jubileuszowego roku 2000, ale widocznie uznano na szczytach akademickich, że nie ma co się trudzić poszukiwaniem prawdy, bo to ani nie jest postępowe, ani nie przynosi awansów, ani zysków dla uczelni i ich etatowych pracowników, a także studentów.

Zresztą tych, co razem ze studentami poszukiwaniem prawdy się trudzili, usuwano z UJ w czasach panowania systemu kłamstwa i to z oskarżenia o negatywny wpływ na studentów.

Rzecz oczywista, dla systemu kłamstwa, budowniczych/beneficjentów tego systemu, prawda stanowiła śmiertelne zagrożenie. Trzeba było tworzyć przyjazne środowisko dla miłośników tego systemu i to w czasach zarazy, czerwonej zarazy. Przez wiele lat urabiano opinie, że system ten został obalony, co prawda wskazując, że czerwoni stali się co najwyżej różowymi, ale w ostatnich latach okazało się, że środowiska czerwonych znakomicie przetrwały swój upadek i uległy znacznie większemu ubogaceniu kolorystycznemu. Przybrały barwy tęczy i ogłosiły, że nie wszyscy ich miłują, a tak dłużej nie może być.

Nowo powstałe stowarzyszenie na Uniwersytecie Jagiellońskim przyjęło barwną nazwę „TęczUJ” i jak się okazuje, w ramach walki o tolerancję, ma być nieprzyjazne dla tych, którzy nie są miłośnikami TęczUJów.

Na kanale You Tube TęczUJe ostrzegają [Tęczowy Uniwersytet Jagielloński- https://www.youtube.com/watch?v=iUJLyOYVZkg] , że profesorowie i wykładowcy na uczelniach muszą się mieć na baczności, bo nawet niewinny żart może się dla nich źle skończyć. To już nie przelewki. Nie ma żartów.

Lepiej zorientowani w historii tworzenia ‚najlepszego z systemów’ o barwie czerwonej, wiedzą zapewne, że żartownisie (ros. – szutnicy) i to niewinni, budowali Kanał Białomorski. Czyżby TęczUJe chcieli nawiązywać do tych tradycji ?

W Polsce, instalacja ‚najlepszego z systemów’, wspierana była przez młodzież skupioną w ZMP – Związku Młodzieży Polskiej, w którym aktywiści tworzyli Brygady Lekkiej Kawalerii, zajmujące się zwalczaniem nauczycieli niepopierających polityki i ideologii komunistów, niepopierających tego co miał usta słodsze od malin.

W deklaracji TęczUJów, jakby się słyszało echo nadciągającej lekkiej kawalerii, która zajmie się zwalczaniem akademików niepopierających ideologii i polityki LGBT.

W tych działaniach studenci nie są osamotnieni. Przecież cała Konferencja Rektorów Szkół Polskich [KRASP] jednogłośnie/jednomyślnie wydała oświadczenie o kierowaniu na ścieżki dyscyplinarne tych, co by się ośmielili krytykować LGBT [ https://www.krasp.org.pl/resources/upload/dokumenty/Uchwa%C5%82y/stanowisko_zachowanie_wartosci_w_debacie_publicznej.pdf ] i to w warunkach wojny kulturowej, kiedy każda krytyka może przechylić szalę frontu wojennego.

Władza rektorów została wzmocniona w wyniku reformy Gowina, stąd rektorzy autonomicznie każdego niemiłującego LGBT, mogą zawiesić, albo wypędzić z uczelni, tak jak to robili ich poprzednicy, wobec niemiłujących systemu komunistycznego.

Minister Gowin jakby nic nie miał przeciwko takiej sytuacji. Za żadne skarby nie ma zamiaru zbadać korzeni obecnego systemu, a co więcej zapowiedział, że położy się Rejtanem, gdyby był zagrożony byt studiów genderowych na uczelniach.[https://wpolityce.pl/polityka/471280-gowin-obroni-gender-o-szkodliwosci-zle-pojetego-pluralizmu?fbclid=IwAR2NC0yqkDF-KMbwy80HHNso6l-fbwPH-4E6NlW0cyNQnGe3T32bTVZlNxo ]

No cóż, każdy system musi mieć oparcie na uniwersytetach, wśród elit, bez tego trudno by było przed laty zainstalować system komunistyczny, czerwona zaraza nie mogłaby się rozprzestrzenić i teraz tęczowa zaraza też potrzebuje oparcia na uniwersytetach, dobrze przygotowanych do ubogacenia kolorystycznego naszego społeczeństwa.

Tęczowy front akademicki rozwija się coraz śmielej, a organizacje kombatanckie/antykomunistyczne omijają go szerokim łukiem, nie ośmielając się zbliżyć do centrum zarazy, ani od przodu, ani od tyłu.

TęczUJe przenikają UJ [ i nie tylko], tęczują sobie swobodnie bez zakłóceń, a ci nic nie słyszą, nic nie widzą po odważnym pogrążeniu głów w podręcznych strusiówkach – takiej nowoczesnej broni bohaterów.

TęczUJe ogłaszają atak na niemiłujących LGBT, a kombatanci nawet nie ogłaszają mobilizacji.

Tęczowi byli już pod oknem papieskim w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową i nie było żadnej reakcji, poza jedną osobą duchowną z różańcem.

Kombatanci nawet nie wystawili czUJek, ani nie rozmieścili czUJników, aby mieć właściwą orientację tego, co się na froncie akademickim wojny kulturowej dzieje.

W obronie abp. Marka Jędraszewskiego, który objaśnił przekształcanie się zarazy czerwonej w tęczową, co spotkało się z atakiem rektorów, pod krakowską Kurią zgromadziło się kilka tysięcy osób [https://www.youtube.com/watch?v=bq8BtKzvtb8 ], ale pod Collegium Novum, gdzie urzęduje rektor UJ, który wraz ze swoimi kolegami z KRASP potępił mowę metropolity, uznając ją jako mowę nienawiści, nie zgromadził się nikt. Nie miałem z czego zrobić fotoreportażu !

Taka schizofreniczna postawa na froncie niczego dobrego nie wróży. Potrzebne są zdecydowane działania, po wcześniejszym rozpoznaniu sytuacji na froncie i w rejonach przyfrontowych.

Na Plantach, przed Collegium Novum nie ma jeszcze tęczowych ławeczek, rektor jeszcze nie zasiada w tęczowym fotelu, w tęczowej todze, studenci – nawet TęczUJe,  jeszcze nie noszą tęczowych czapek studenckich [ aby było wiadomo kogo tolerować],  ale to dopiero początek.

W czasach PRLu UJ, nie był CzUJem – Czerwonym Uniwersytetem Jagiellońskim, choć rektor Karaś do tego zmierzał [ https://lustronauki.wordpress.com/2009/11/14/uj-za-rektora-mieczyslawa-karasia/ ], ale zrodzony z UJ – Uniwersytet Śląski takim czerwonym uniwersytetem, czyli ‚Czusiem’ ( jak się mówiło ) był [ CzUŚ].

W III RP na dobrej drodze jest instalacja, na bazie najstarszego polskiego uniwersytetu – Tęczowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli prawdziwego TęczUJa.

W PRL nie było reakcji środowiska akademickiego na oczyszczanie UJ z elementu niemiłującego czerwonych i nie ma do dnia dzisiejszego ( nikt prawdziwej historii UJ nie chce poznać !) co skutkuje, bo niby dlaczego nie ma skutkować, brawurowymi atakami na niemiłujących tęczowych. Jak nie będzie frontu opozycyjnego, tęczowi, TęczUJe zdominują UJ i sformatują na tęczowo kolejne elity, które będą się kłaść Rejtanem, gdyby ktoś ośmielił się choćby skrytykować TęczUJa.

Dysydent akademicki w Radio WNET

Dysydent akademicki w Radio WNET
na początek kolejnego roku
akademickiego, bez wyrzuconego w
czasach jaruzelskich wykładowcy,
czyli Józef Wieczorek wobec systemu

Kraków, 1 października 2019 r.

Zapętlona opozycja

Zapętlona opozycja

[ta ‚solidarnościowa’]

W Krakowie, w końcu kwietnia 2019 r, zakończył się proces opozycjonisty solidarnościowego [którego w tekście nie mam zamiaru w sposób jawny ujawniać] o odszkodowanie za represje w czasach jaruzelskich. [https://dziennikpolski24.pl/krakow-byly-opozycjonista-walczy-o-pol-miliona/ar/13850658 , https://niezalezna.pl/269653-sad-przyznal-zadoscuczynienie-dla-b-opozycjonisty ]

30 już lat tzw. wolnej Polski to było za mało, aby wynagrodzić ludziom za krzywdy wtedy doznane, ale nawet za mało, aby elity akademickie, beneficjenci tych czasów, wstawili do historii swoich mateczników takie słowa jak ‚komunizm’, czy ‚stan wojenny’ i o dziwo opozycjoniści tamtych lat [ nawet ci internowani, czy więzieni] pomijają to milczeniem, jakby nie mieli nic przeciwko. Dla przykładu-  elity jagiellońskie – nadal wzorcowe dla pozostałych –  do tej pory nie potrafiły wstawić do Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’stanu wojennego’, ani’ komunizmu’ i taką niemoc uważają za swoje dobro osobiste, którego nie można naruszać ! [https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/ ]

Niemoc poznania najnowszej historii jest wielka i taki stan rzeczy jest akceptowany, a nawet broniony, przez wielu opozycjonistów solidarnościowych, licznie wyróżnianych za obalenie komunizmu. Gdyby było inaczej, stan ten nie miałby szans na ostanie się.

Także rzeczony opozycjonista (którego opozycyjności solidarnościowej nie mam zamiaru kwestionować) walczący o odszkodowanie za krzywdy, nie tak dawno publicznie oświadczał, że nikt w jagiellońskim środowisku krzywd nie doznał – nie zna nikogo z takim bagażem. [ https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] Jakoś po kilku latach odnalazł jednak taki bagaż i to u siebie i uznał, że to on był krzywdzony i mu się należy, bo przecież profesorem nie został, stąd pieniędzy miał mniej niż mógłby mieć, kontakt ze studentami mu się przerwał, popadł w alkoholizm, rodzina mu się rozleciała ……

W argumentacji [przynajmniej tej, którą media podają] nie zważał na to, że profesorowie – jak sami o sobie mówią i media to powtarzają – są biedni i końca z końcem związać nie mogą, nawet jak mają i po kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Czemu opozycjonista tak bardzo by chciał być aż tak biedny ! ?

Całkiem przy tym sobie zapomniał, że po epoce jaruzelskiej należał do beneficjentów upadku tej epoki, bo i zasiadał w radzie miasta (co prawda podobno nie zawsze na trzeźwo), a i miejskim dyrektorem okresowo był, a poza tym działaczem partyjnym i to na pozycji strukturalnej. [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Fijak ]. Jednym słowem nie był wyklęty, a raczej wzięty, ignorujący czasem wyklętych, bo wyklęcie, i to nieraz dożywotnie, to widocznie żadna represja, żaden godny interwencji, czy chociażby notacji przypadek z czasów jaruzelskich.

Chyba się całkiem zapętlił w swej opozycyjności, bo zamiast pozostać opozycjonistą solidarnościowym wobec bezprawia, wobec kłamstwa, kwestionując krzywdy jagiellońskie [https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] stanął w opozycji do domagających się prawdy i sprawiedliwości, tym samym wspierając prześladowców, nie tylko jego samego, ale też wielu, bardzo wielu, z których wielu rzeczywiście ponosiło straty i to wielkie a ich jagiellońskie [ i nie tylko] wyklęcie, przyniosło przewidywane straty i to wielkie dla jagiellońskiej wszechnicy [ i nie tylko, co możemy obserwować w pejzażu akademickim].

Gdyby tak było – jagiellońska wszechnica [ i nie tylko] przeszła bezstratnie przez epokę jaruzelską – kiedy była pod ochroną licznych funkcjonariuszy SB, TW itp. oraz PZPR ochraniających powierzoną im uczelnię przed wrogami systemu [ i ich także] to trzeba by było wręcz dla nich walczyć o awanse, ordery, podwyżki, co i tak miało miejsce w III RP – bo skoro tak dzielnie i skutecznie ochronili powierzone im do ochrony obiekty – uczelnie, to profity się należą – nieprawdaż ?

I co ? – nie głupio tak wypadać opozycji solidarnościowej przekształcającej się w obrońców krzywdzicieli ? Taki proces jest widoczny u rzeczonego opozycjonisty, ale też  u solidarnościowej jagiellońskiej braci – solidarnej z bolszewią, nienawistnej wobec pokrzywdzonych realnie, dożywotnio, przez bolszewię.

Sąd widocznie podzielił pogląd opozycjonisty (i znakomitych historyków UJ), że nikogo na UJ nie pokrzywdzono i odszkodowania za represje jagiellońskie nie dal.

Dziwić się należy jednak opozycjonistom nie popierających/ podzielających poglądów tych, którzy domagają się poznania historii, prawdy, poznania faktów, krzywd rzeczywistych, zakresu czystek akademickich (także jagiellońskich), niszczenia ludzi nauki i ich warsztatów pracy, szkół naukowych. https://blogjw.wordpress.com/2019/01/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ]

Mimo upływu lat, widać jak bolszewicka dialektyka i etyka odnosi sukcesy, i jak nieraz mówię, w Polsce po obaleniu komunizmu [ w istocie rzeczy – po obaleniu wielu butelek przez komunistów razem z wyselekcjonowaną przez nich opozycją ‚antykomunistyczną] mamy obecnie największą partię w postaci Komunistycznej Partii Antykomunistów.

A jednak poznanie historii akademickiej jest możliwe

Opozycja antyreżimowa

Poznanie historii akademickiej jest możliwe

Od lat piszę, także na łamach „Kuriera WNET”, o trudnościach w poznaniu najnowszej historii polskich uczelni, instytutów naukowych. Nawet uczelniani historycy dziejów najnowszych mają z tym poznaniem trudności, których nie są w stanie/nie mają woli pokonać. Można odnieść wrażenie, że sfera akademicka weszła w okres post-historii, a zarazem post-prawdy.

A jednak ostatnio ukazała się książka autorstwa Justyny Błażejowskiej – Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018], która obala ten mit niepoznawalności historii najnowszej polskich instytucji naukowych. Prof. Włodzimierz Bolecki na okładce książki napisał „To mikrohistoria jednego niewielkiego instytutu, w którą wpisana jest makrohistoria inteligenckiej opozycji w PRL”.

Mit niepoznawalności historii

O tym, ze historia najnowsza uczelni, instytucji naukowych, jest słabo poznana/albo całkiem nieznana, można się przekonać łatwo przeszukując internet. Na ogół historie instytucji akademickich kończą się na roku 1968, a potem następuje przeskok do III RP, do dnia dzisiejszego. Pomijane są na ogół lata 70, kiedy następowało strukturalne i personalne zastępowanie ostatnich pozostałości ‚wstecznego’ systemu II RP strukturami i osobami ‚postępowymi’. Bez tego procesu nie da się zrozumieć zapaści akademickiej lat późniejszych, także w III RP.

Na podstawie wielu akademickich historii można wątpić, czy dotkliwa społecznie, i to dnia dzisiejszego, ‚epoka jaruzelska’, stan wojenny lat 80-tych, w ogóle dotknęły sfery akademickie, stąd jak najbardziej zasadne są pytania: np. Czy na terytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadzono stan wojenny ? [Józef Wieczorek: Kurier Wnet, grudzień 2018].

Na przełomie wieków ukazała się „Czarna księga komunizmu”, u nas na uczelniach niemal przemilczana, chociaż jej współautorzy Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne] odwiedzili m. in. Uniwersytet Jagielloński, [ 16 maja 1999 r. – spotkanie w Collegium Novum UJ]; spotkanie odbyło się bez udziału jagiellońskich historyków.

Postanowiłem wtedy zainteresować tym tematem -na odcinku akademickim IPN i wystąpiłem do Prezesa IPN Leona Kieresa w sprawie opracowania ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji’ [ 2005-04-29] . Wystąpienie okazało się niestety bezskuteczne. Nie był to jeszcze dobry czas na takie badania, co zresztą wynikało również z opinii decydentów PAU. [Polska Akademia Umiejętności a Czarna Księga Komunizmu, rok 2004 – archiwum mojej Witryny Obywatelskiej]

W „Czarnej księdze komunizmu (uniwersyteckiego)” [OBYWATEL nr.2 (22)2005 pisałem: ‚Gdy 16 maja 1999 r. do Krakowa przyjechali twórcy „Czarnej księgi komunizmu” – Stephane Courtois oraz Jean-Luis Panne – i w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkali się ze społeczeństwem Krakowa, nie było tam ani władz UJ, ani wybitnych krakowskich historyków. W tym czasie w Europie nad „Księgą” toczyły się ożywione dyskusje – a w Krakowie cisza! Ciekawe dlaczego?
Czyżby to był problem mało nośny naukowo? Przecież nośnikiem komunizmu były w niemałym stopniu środowiska intelektualne, w tym znakomici uczeni. Niestety nie wszyscy historycy tak sądzą. Jeden obsypywany laurami historyk krakowski twierdzi wręcz, że na prace nad „czarną księgą komunizmu w nauce i edukacji” nie warto przeznaczać publicznych pieniędzy. Chyba niektórym historykom nie chodzi o ujawnienie prawdy, tylko o jej zaciemnienie….’

Metodologia (nie)poznania

Z niektórych opracowań akademickiej historii najnowszej przebija heroiczny wręcz opór/strach przed poznaniem tego co ma być zbadane. Ci co walczą (podobno) o wolność badań, o wolność słowa, są chyba zbyt zniewoleni, aby mieć wolę wolnego badania, wolnego artykułowania słowa . Czasem badają akta SB, ale jakoś nie kwapią się do badań akt PZPR, nie mówiąc o aktach uczelnianych czy zainteresowaniu się historią mówioną – świadków historii. Chyba jednak wiedzą co robią. Unikanie takich tematów pozwala im na robienie karier akademickich – bez szkody dla siebie.

Po ukazaniu się opracowania Piotr FranaszekJagiellończyk”. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 80. XX wieku. zadałem dziesiątki pytań z tym materiałem związanych [ mój Blog akademickiego nonkonformisty], ale niestety odpowiedzi się nie doczekałem. Przytoczę kilka z nich :

Dlaczego w badaniach nie uwzględniono świadków historii, szczególnie tych, którzy nie są beneficjentami, lecz ofiarami systemu ? Dlaczego materiały SB (IPN) nie są konfrontowane ze świadkami historii ?

Czy inna filozofia badań – pod kątem symbiozy PZPR-SB- nomenklaturowe władze uczelni – nie byłaby bardziej skuteczna dla poznania uniwersytetu w państwie policyjnym ?

Dlaczego w książce nie na wykazu osób mających status pokrzywdzonych (IPN) i ich opinii o przedmiocie/wynikach badań ?

Dlaczego pomijana jest działalność komisji UJ przeprowadzającej pod koniec PRL polityczną weryfikację kadr pod batutą PZPR i SB ?

Dlaczego nie ma wykazu osób usuniętych z UJ z przyczyn pozamerytorycznych w badanym okresie PRL ?

Dlaczego nie ma sprawdzenia losów osób, które w aktach SB oceniani są jako wrogo nastawieni politycznie, a w czasie weryfikacji prowadzonych przez anonimowe komisje pod batutą PZPR i SB usuwani z uczelni ?

Dlaczego nie zbadano stanu kadr naukowych z lat 80, ich zmian, przyczyn odejścia, nominacji, degradacji etc.

Dlaczego siła PZPR mierzona jest upartyjnieniem kadry akademickiej ( ilością członków PZPR) a nie ich rzeczywistą siłą, która przetrwała nie tylko weryfikacje końca PRL, ale i jeszcze się wzmocniła w III RP ?

Dlaczego nie ma wykazu aparatu partyjnego uczelni pozostającego w symbiozie z SB i władzami UJ ?

Pamięć o ofiarach polityki komunistycznej na uczelniach do tej pory jest niepożądana. Uniwersytety polskie (i nie tylko uniwersytety) są prawnymi następcami peerelowskich uczelni i spadkobiercami ich historii i ponoszą odpowiedzialność co najmniej moralną za decyzje poprzedników. Do tej pory jednak nie zadośćuczyniły ofiarom totalitarnej ideologii komunistycznej PRLu tj. osobom, które w latach 1944 – 1989 zostały wydalone z uczelni, jako stanowiące zagrożenie dla uczelni, dla systemu komunistycznego, dla formowania nowego socjalistycznego człowieka, negatywnie, zdaniem komunistycznych kolaborantów, wpływając na młodzież akademicką, wykazując niewłaściwą dla systemu komunistycznego etykę, niezłomną nonkonformistyczną postawę, ucząc myślenia, i to krytycznego, nie hańbiąc się przynależnością do organizacji komunistycznych, a wiążąc się z organizacjami stanowiącymi zagrożenie dla systemu komunistycznego.

Do tej pory nie oszacowano, ilu nauczycieli akademickich opuściło [ zostało wypędzonych] uczelnie w czasach PRL-u z przyczyn pozamerytorycznych, do jakiego stopnia zniszczono warsztaty ich pracy. Nie określono jakie straty poniosły poszczególne uczelnie, poszczególne dyscypliny naukowe.

Co prawda co jakiś czas są ujawniane nazwiska niektórych tajnych współpracowników systemu kłamstwa, ale nazwiska jawnych współpracowników pozostają utajnione – nieznane ( z małymi wyjątkami spowodowanymi działaniami na ogół nie-historyków –[ np. w moim Lustrze nauki – np. Poczet sekretarzy Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Jagiellońskiego, Członkowie władz i aktywiści KZ PZPR Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1973 -1989]

Takie są chyba standardy wielu polskich uczelni/ instytutów badawczych: aby nie dopuszczać do zaistnienia niewygodnych wydarzeń historycznych.

Justyna Błażejowska autorka najnowszej historii Instytutu Badań Literackich PAN przytacza wypowiedź profesora instytutu Włodzimierza Boleckiego, który „ kilka lat temu [2012 r] powiedział, że nie rozumie, dlaczego przez 30 lat nie podjęto w Instytucie takiej podstawowej pracy, jaką powinna być praca pokazująca zaangażowanie środowiska w ruch Solidarności, w opozycję i rolę tej „Solidarności w stanie wojennym” oraz dalej

Jak były oficjalne obchody jubileuszu Instytutu czy wypowiedzi na ten temat, to zawsze był wyeliminowany epizod „Solidarności”. Zawsze […] Myśmy wzruszali ramionami na te wszystkie uroczystości, bo one były, jeżeli chodzi o historię Instytutu, tak tendencyjne, tak- można użyć tego słowa – zmanipulowane, albo tak selektywne, że po prostu przestały istnieć….. czyli – krótko mówiąc- jak gdyby jakiś wielki obszar naszej działalności został przez kogoś celowo przykryty, stłumiony, niedopuszczony do zaistnienia” .

Historia jednak poznawalna

Justyna Błażejowska, której książka jest zarazem doktoratem na temat opozycji antyreżimowej w Instytucie Badań Literackich, zastosowała odmienną od standardowej metodologię badań, wykazując, że najnowsza historia tego instytutu jest poznawalna i zarazem pokazując kolejnym badaczom drogę poznawania akademickich historii .

Prof. Włodzimierz Bolecki w recenzji tej pracy doktorskiej tak napisał:Doktorantka wykonała więc gigantyczną kwerendę archiwalną poszukując informacji o IBL i jego pracownikach w Archiwum Akt Nowych (przeszukując m. in. materiały Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR, Wydziału Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego KC PZPR). Dokonała też bardzo głębokiej kwerendy w Instytucie Badań Literackich PAN, sięgając po protokoły z posiedzeń Rady Naukowej oraz różnych zebrań kierownictwa i pracowników Instytutu, dotarła do prywatnych archiwów pracowników IBL (np. prof. Witkowskiej), do zgromadzonych w Dziale Kadr ich teczek osobowych, do materiałów Komisji Zakładowej Solidarności (ocalonych w stanie wojennym przez Ś.p. dr Annę Bujnowską), do kolekcji osobistych działaczy „Solidarności” znajdujących się w Archiwum Karty. Doktorantka badała też archiwum ZLP, sięgnęła po niepublikowane wywiady z pracownikami IBL, a także po filmy i inne wypowiedzi ustne oraz liczne dokumenty drukowane – to znaczy artykuły, raporty, omówienia, książki naukowe i literackie, publikacje krajowe, emigracyjne, oficjalne, drugoobiegowe, etc. Osobną kategorię źródeł wykorzystanych przez Doktorantkę stanowią materiały IPN dotyczące IBL, do których mgr Błażejowska dotarła dzięki wieloletniej i głębokiej kwerendzie. Materiałów, do których dotarła Doktorantka jest znacznie więcej, ale już te, które wymieniłem, dają obraz ogromu pracy wykonanej przez Autorkę recenzowanej rozprawy i nowości jej przedsięwzięcia badawczego.”

Instytut Badań Literackich PAN to była ważna placówka akademicka w okresie Polski Ludowej, która powstała w 1948 r. aby przyspieszyć tworzenie jedynie słusznej nauki o literaturze, opartej na zasadach marksizmu-leninizmu, dla kształtowania „inżynierów dusz’, bez których trudno by było zbudować postępowy i przodujący system. Rzecz jasna ta nauka miała opierać się na wzorcowej nauce radzieckiej, która jak to często bywa z naukami przymiotnikowymi, z nauką sensu stricto niewiele miała wspólnego, a nader często stanowiła jej zaprzeczenie.

O historii IBL na stronie instytutu niewiele można się dowiedzieć, szczególnie o okresie Polski Ludowej – czyli standard .

Podano jednak, że „ Zgodnie z aktem założycielskim, był samodzielną placówką naukową, podległą zrazu Ministrowi Oświaty, a wkrótce – Ministrowi Szkół Wyższych i Nauki. Po trzech latach Instytut został włączony w strukturę Polskiej Akademii Nauk (na mocy uchwały Rady Ministrów z 9 lipca 1952 r.), stając się pierwszą placówką Wydziału I Nauk Społecznych PAN. Inicjatorem utworzenia Instytutu był Stefan Żółkiewski „

W Instytucie Badań Literackich zatrudniono ludzi przejętych bardzo postępem i wdrażaniem go w życie Polski Ludowej. Współzałożycielem IBL był Jan Kott, blisko związany z władzą komunistyczną, współzałożyciel i redaktor lewicowego tygodnika Kuźnica, ale po przejściu do opozycji po 1968 r. przez władze PRL pozbawiony tytułu profesora.

Niestety w książce brak jest wykazu kadry badawczej IBL w ujęciu historycznym . Jest natomiast spis materiałów osobowych kadr IBL, w których figuruje wiele znanych w domenie publicznej nazwisk m. in. Michał Głowiński, Maria Janion, Jadwiga Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Jan Józef Lipski, Zdzisław Łapiński, Jerzy Łojek Henryk Markiewicz, Zdzisław Najder, Witold Nawrocki, Barbara Otwinowska, Andrzej Paczkowski, Jan Prokop, Jarosław Marek Rymkiewicz, Piotr Stasiński, Stefan Treugutt, Jacek Trznadel, Jan Walc, Wiesław Władyka, Kazimierz Wyka, Roman Zimand, Maria Żmigrodzka i in. Z obecnie pracujących w IBL PAN znany jest Włodzimierz Bolecki, recenzent pracy.

Byli to pracownicy o nader złożonych biografiach i poglądach, i nie wszyscy nadawali się do bycia ‚inżynierami dusz’ w służbie socjalistycznego postępu, a wielu należało – jakkolwiek nie od początku- do opozycji antyreżimowej, co jest przedmiotem książki Justyny Błażejowskiej, słusznie tak pozytywnie ocenianej przez obecnego pracownika IBL profesora Włodzimierza Boleckiego, I przewodniczącego Komisji „S” w IBL

Warto zauważyć, że o prof. Włodzimierzu Boleckim, a nawet o istnieniu ‚S” IBL, czy strajku okupacyjnym w Pałacu Staszica 15 grudnia 1981 r. nie ma nawet wzmianki w Encyklopedii Solidarności, a także w źródłowym opracowaniu ‚Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL’ – IPN.

To zastanawiające, ale nie wyjątkiem w pisanych dziejach „Solidarności” akademickiej.

Autorka dokumentuje procesy zachodzące w IBL na przestrzeni dziesięcioleci, które odkreśla słowami „ od uległości do niezależności”, wskutek czego IBL zamiast służyć rozwojowi marksizmu, stał się miejscem pracy osób ze środowisk antysocjalistycznych, stanowiących opozycję antyreżimową sprawiającą kłopoty zarówno przewodniej sile narodu, jak i SB.

Autorka podkreśla, że ‚do samego końca PRL o obsadzie stanowisk kierowniczych w placówkach badawczych decydował Wydział Nauki i Oświaty / Wydział Nauki, Oświaty i Postępu Technicznego Komitetu Centralnego PZPR”. Mimo zmieniających się okoliczności komuniści nie rezygnowali z wypracowanych 1 sprawdzonych metod nadzoru.” To samo miało miejsce w innych placówkach akademickich, ale nadworni historycy wbrew faktom nieraz temu przeczą.

Autorka podkreśla, że ‚pozbawienie etatu lub odebranie możliwości jego otrzymania było jedną z najczęstszych represji stosowanych wobec osób prowadzących działalność „antypaństwową”.

Pisze o weryfikacji kadr z roku 1985 , która odbywała sie według kryteriów pozanaukowych, w celu usunięcia wytypowanych, niewygodnych pracowników. Ta weryfikacja wpisywała się w przygotowaną, także od strony prawnej, polityczną weryfikację kadr akademickich końca PRL-u, przeprowadzoną w instytutach badawczych i uczelniach, o czym władze akademickie III RP, a także nadworni historycy, nie chcą nawet wiedzieć (Józef Wieczorek – Zapomniana wielka czystka akademicka, Kurier WNET, styczeń 2019).

Książkę należy polecać historykom dziejów najnowszych, szczególnie uniwersytetów, które przeszły przez okres Polski Ludowej, a nade wszystko Uniwersytetowi Jagiellońskiemu – wzorcowej uczelni, której historycy do tej pory nie mogą sobie poradzić z poznaniem historii w czasach komunizmu, w tym podczas stanu wojennego.

Mamy jednak dowód, że akademicka historia tego okresu jest poznawalna, więc akredytowane instytuty historii winny się zabrać do rzetelnej pracy albo stracić akredytacje.

Tekst opublikowany w: Kurier WNET, kwiecień 2019 r.

„Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe

uj 2019.jpg

„Patrzym i widzym” – nawiązanie kontaktu intelektualnego obywatela z władzami akademickimi nie jest łatwe

Od 27 września 2018 r. monitoruję i ujawniam losy mojego roszczenia informacyjnego

https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/

https://blogjw.wordpress.com/2019/01/29/analfabetyzm-akademicki-do-pilnej-likwidacji/

skierowanego do władz UJ dotyczącego zapytań o stan wojenny, komunizm, archiwa UJ i do tej pory to roszczenie obywatela, zgodne z prawem, nie zostało zaspokojone, co zgodne z prawem nie może być. Informowanie mnie, że na wszystko o co pytałem otrzymałem odpowiedź, obraża moją inteligencję.

IMG_20190214_103548.jpg

Cierpliwie złożyłem 28 lutego 2019 r. na dzienniku podawczym UJ kolejne pismo

28 lutego 2019

, które ujawniam w domenie publicznej, dla ilustracji funkcjonowania elitarnego sektora publicznego odpowiedzialnego za formowanie naszych elit. Warto się z nim zapoznać z refleksją.

Kraków, 28 lutego 2019 r.

Józef Wieczorek

ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

prof. dr hab. med. Wojciech Nowak

ul. Gołębia 24
31-007 Kraków

W sprawie niezrealizowanego roszczenia informacyjnego

z dnia 27 września 2018 r. i 10 grudnia 2018 r.

Motto:

Patrzym i widzym: to, co jest, jest i jesce i to trza pedzieć,

ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Józek Zatłoka z Cyrwinnego

Uprzejmie dziękuję za list z dnia 7 lutego 2019 r., tym razem z czytelną pieczątką i podpisem, informujący mnie o tym, że rzekomo pismem z dnia 21 grudnia 2018 r. udzielono mi już odpowiedzi w pełnym zakresie [sic !], jakby negując całkowicie treść mojego ponownego roszczenia informacyjnego z 17 stycznia 2019 r. spowodowanego brakiem odpowiedzi merytorycznej, mającej moc prawną, na moje pierwotne roszczenie informacyjne.

Odwoływanie się do nieważnego pisma (bez czytelnego podpisu imieniem i nazwiskiem i z nieczytelną pieczątką ) jest nieporozumieniem i świadczy o arogancji/ignorancji ze strony władz UJ.

Jeśli urzędnik UJ nie potrafi się podpisywać imieniem i nazwiskiem, czy nie potrafi zrozumieć prostego, jasno napisanego pisma i merytorycznie na nie odpowiedzieć, to rektor w stosunku do takiego podwładnego winien wyciągnąć konsekwencje służbowe.

W pismach UJ wydrukowanych komputerowo a nie napisanym np. atramentem sympatycznym, którego bym nie potrafił odczytać, nie zauważyłem odpowiedzi na moje pytania, stąd nadal nie wiem:

czy na UJ był komunizm,

czy na UJ był stan wojenny,

czy na UJ była PZPR,

bo w historii UJ rozpowszechnianej w przestrzeni publicznej i polecanej do przyswojenia przez kandydatów na studentów UJ, takich informacji nie znalazłem i w związku z tym powstało moje roszczenia informacyjne, które do tej pory nie zostało zaspokojone.

Józek z Zatłoka, bohater „Filozofii po góralsku”, znanego na UJ ks. profesora Józefa Tischnera, jasno prawił Patrzym i widzym: to, co jest, jest i nimo prawa nie być i jesce i to trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Czytając „Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” ‚patrzym i widzym’, że nie ma takiego słowa jak komunizm, więc logiczny z tego wniosek ‚ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Czytając ‚Dzieje’ ‚patrzym i widzym’, że nie ma w historii UJ czegoś takiego jak stan wojenny, więc logiczny z tego wniosek ‚ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

A ja się pytałem, czy na UJ był komunizm ? i czy był stan wojenny ? – czy nie ?! i odpowiedzi w listach, tak nieważnych, jak i ważnych z punktu widzenia prawnego takich informacji nie ma ! – „Patrzym i widzym i trza pedzieć, ze jak cego nima, to znacy ze nima”.

Informowanie mnie, że jest to czego nie ma jest dezinformacją, dowodem na brak zdolności rozumienia słowa pisanego/ analfabetyzm [?] odpowiadającego, na zapaść uniwersytetu …….

Uporczywe fałszowanie historii i jej propagowanie winno skutkować odebraniem akredytacji na taką działalność – szkodliwą społecznie. Autonomiczne fałszowanie historii nie może być tolerowane w systemie akademickim.

Nie otrzymałem też odpowiedzi na pytania dlaczego w Archiwum UJ nie ma wyników weryfikacji kadr akademickich r. 1982 i 1986, nie ma wyników działań komisji/rzeczników dyscyplinarnych w latach 80-tych, nie ma wyników pracy „komisji Wyrozumskiego” ‚mającej rozpoznać skalę represji i wyrządzonych krzywd pracownikom i studentom UJ w PRL–u ?

Chciałbym zauważyć, że UJ mimo autonomii obowiązuje prawo RP i konieczność poszanowania Konstytucji, która m. in. mówi:

Art. 61.

  1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
  2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.
  3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.
  4. Tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy.

a

Art. 51.

3Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa.

4.Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą.

I co ? UJ lekceważy sobie Konstytucję RP i taki sposób postępowania władz UJ nie zmienił się od lat i to bezkarnie:

np. w 18 marca 2008 r. pismem L. dz. 18/03/2008/1 zwracałem się na postawie art. 51 Konstytucji z roszczeniem informacyjnym dotyczącym m. in. dostępu do wszystkich dokumentów dotyczących mojej osoby, będących w posiadaniu UJ, na co otrzymałem 18. 04. 2008 odpowiedź [ZRP-0461/12/2008] że władze zwróciły się do jednostek UJ w sprawie odszukania dokumentów a 11 lipca 2008 pismem ZRP 0461/29/2008 otrzymałem odpowiedź, że inne jednostki poza Działem Spraw Osobowych UJ nie potwierdziły posiadania dokumentów, choć Dział Osobowy posiadał tylko przetrzebioną moją teczkę osobową (w momencie wypędzania mnie z uczelni kończyła się na wiośnie 1980 r. – a potem nastąpił okres post-historii, zarazem post-prawdy) . Faktem jest, że inni mieli dostęp do dokumentów np. mgr. Ługanowski – a ja nie !

I to bezprawie opisywane/dokumentowane przeze mnie w domenie publicznej m.in. https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ trwa do dnia dzisiejszego.

Chciałbym także zauważyć, że w „ INWENTARZ AKT DZIAŁU ORGANIZACJI UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO 1970-2013 SYGNATURA: DO 1-82 opracowała: Agnieszka Niedziałek http://www.archiwum.uj.edu.pl/documents/1445705/2350539/DO/27803fb7-c18f-402f-b029-fe083b356c1e figuruje :

DO 5

Stała Rektorska Komisja ds. Etyki Nauczycieli Akademickich, 1999-2003, 2005. (Sprawy: prof. dr hab. Andrzeja Chwalby, dr Józefa Wieczorka, prof. Sylwestra Wójcika, p. Wojciecha Jakubowskiego, Fundacji dla UJ, prof. Lecha Witkowskiego, mgr Zofii Cześnikiewicz, prof. dr hab. Bogusława Bobka, sytuacja w Katedrze Prawa cywilnego). Protokoły posiedzeń, 1999-2001 „

Nie ma natomiast w inwentarzu archiwum UJ dokumentacji haniebnych czynów politycznej weryfikacji kadr akademickich z końca roku 1986 r. kiedy anonimowa komisja weryfikacyjna negatywnie mnie oceniała, bez kryteriów merytorycznych i bez podpisów imieniem i nazwiskiem ( analfabeci ?!) i to bezprawie zorganizowanej grupy przestępczej, realizującej z przyczyn politycznych weryfikację kadr niewygodnych dla przewodniej siły narodu, nie zostało anulowane, lecz utrzymane w mocy !

a trzeba zauważyć , że

Art. 44.Konstytucji RP : mówi

Bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw, nie ściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn.

Przestępstwa politycznej weryfikacji kadr akademickich prowadzącej do wielkiej czystki akademickiej i luki pokoleniowej w systemie akademickim, zapaści polskich elit winny być ścigane do dnia dzisiejszego z urzędu – a nie są !

Ukrywanie przez uczelnie, w tym uczelnią wzorcową dla innych – UJ, faktów z okresu PRLu wskazuje na winnych tych haniebnych poczynań i zapaści systemu akademickiego w III RP, mimo ogromnego przyrostu pięknych nieruchomości akademickich, ilości ‚udyplomowianych’ i utytułowanych, oraz dziesiątki a nawet setki razy większych uposażeń biednych kadr akademickich [ np. w obecnych warunkach biedy akademickiej Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ma w sumie –33 300 tys. złotych brutto miesięcznie – Jawne, ale wcale nie publiczne – sprawdzamy zarobki rektorów – https://konkret24.tvn24.pl/polityka,112/jawne-ale-wcale-nie-publiczne-sprawdzamy-zarobki-rektorow,908323.html?fbclid=IwAR3Diymc-rUNtxAcA-FocIWPAQ6ycicZUc5FqQCcoD2uPEyW_32Zx7Q13k4] i jak wiadomo bieda jest główną bolączką uniwersytetu, co musi budzić wyrazy współczucia.

Z obecnego stanu realizacji mojego roszczenia informacyjnego wynika, że ‚Konstytucja dla nauki’ w żaden sposób nie zmienia ani patologicznej polityki historycznej, ani patologicznej polityki kadrowej uczelni.

Czy władze UJ autonomicznie podejmą rzetelną próbę wydostania się z tej zapaści ?

Nadal czekam na realizację mojego roszczenia informacyjnego informując o obecnym stanie rzeczy organy kontrolne, dla sprawdzenia czy jakiekolwiek organy państwa tak naprawdę kontrolują to co się dzieje na uczelniach.

Moje działania obywatelskie na rzecz naprawy systemu akademickiego [ także na UJ] , prowadzone przy nakładzie 0 zł z kieszeni podatnika,

ujawniam w domenie publicznej na moim blogu akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/ i linkowanych tam opracowaniach [ kilkanaście tomików, kilka internetowych stron stowarzyszonych, wiele rejestracji audio …….]

Z oczekiwaniem na merytoryczną reakcję na moje roszczenie informacyjne

Józef Wieczorek

P.S.

W przypadku trudności ze zrozumieniem mojego słowa pisanego – co nadal jest faktem – proszę o wyznaczenie mi terminu spotkania, abym mógł za pomocą słowa mówionego moje roszczenie objaśnić.

Józef Wieczorek

Senat UJ na froncie walki z nienawiścią ! A zatem oczekuję na poparcie ze strony UJ.

ujnaopak

Senat UJ na froncie walki z nienawiścią !

A zatem oczekuję na poparcie ze strony UJ

Na stronach UJ czytamy [https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/141868746] „30 stycznia 2019 r. Senat UJ przyjął uchwałę w sprawie sprzeciwu wobec mowy nienawiści w przestrzeni publicznej.” a na końcu uchwały wielce obiecujące oświadczenie, które przyjąłem z uznaniem, bo napełnia mnie nadzieją – otóż czytamy: „deklarujemy solidarność i wsparcie w zachowaniu należytych standardów debaty publicznej „ „ Popieramy każdą postawę, w której racjonalność argumentów bierze górę nad argumentami siły – zgodnie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis”.

Mamy zatem wspólny cel, rzecz w tym, żeby go zrealizować z sukcesem.

Otóż jako pokrzywdzony na UJ, w ramach politycznych weryfikacji kadr przez tajne gremia w epoce jaruzelskiej, przez ponad 30 już lat nie mogę się doczekać solidarności i wsparcia ze strony zarządzających UJ, stroniących od należytych standardów debaty publicznej, a nawet od jakichkolwiek przejawów debaty, nie mówiąc o ujawnieniu faktów, które powinny być jej przedmiotem i fundamentem. [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ]

Przez lata wykazywałem i ujawniałem w domenie publicznej postawę, w której racjonalność argumentów brała górę nad argumentami siły. Natomiast argumenty siły, nie bacząc na argumenty merytoryczne, sprzecznie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis” były używane wobec mnie. Przejawem łamania tej zasady i przedkładania siły nad rozum, było – jak się okazuje po latach – dożywotnie wypędzenie mnie z Uniwersytetu Jagiellońskiego, destrukcja – z nienawiści – mojego warsztatu pracy, mojej szkoły formowania młodych naukowców.

W roku Wielkiego Jubileusz UJ 2014 ujawniłem mój głos w debacie publicznej [ https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/02/09/jak-senat-uj-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/comment-page-1/] informując społeczność, nie tylko akademicką,Jak Senat UJ kieruje się zasadą PLUS RATIO QUAM VIS”, wyrażając zarazem dezaprobatę wobec stosowania naczelnej maksymy UJ na opak:Autonomia uczelni, nie może oznaczać, że mamy do czynienia z państwem w państwie, w którym autokratyczne władze mogą z każdym pracownikiem i jego warsztatem pracy naukowej zrobić co tylko zechcą, bez żadnych konsekwencji, żądając przy tym poszanowania ich ‘autorytetu’ , lojalności, no i kasy – na swe poczynania nie podlegające kontroli.

Niestety władze UJ pozostały głuche na mój głos, jak i wykazały zdecydowaną solidarność i wsparcie dla tych postaw, w których argument siły brał górę nad racjonalnością argumentów.

Żadnych argumentów, które by mogły stać się podstawą należytej debaty publicznej ze strony UJ nie było – widocznie UJ ich nie ma.

Należyte standardy debaty publicznej” do tej pory nie są wdrażane w życie akademickie, i nie tylko akademickie, przez wzorcową, najstarszą i najbardziej prestiżową polską uczelnię .

Ja natomiast, bez publicznego deklarowania solidarności i wsparcia dla walczących o zachowanie należytych standardów debaty publicznej, taką solidarność ujawniałem i wsparcie okazywałem, o czym świadczą m. in. moje działania i teksty ujawniane w domenie publicznej [ m.in. Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Naukihttp://nfapat.wordpress.com/, Mediator Akademicki Kontra Mobbing http://nfamob.wordpress.com/, Blog akademickiego nonkonformisty –https://blogjw.wordpress.com/ …..]

Popieram każdą postawę, w której racjonalność argumentów bierze górę nad argumentami siły – zgodnie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis”, ale solidarności i wsparcia ze strony zarządzających uczelnią do tej pory nie miałem. Co więcej, nie zdołałem nawet odczuć, że nienawiść skierowana wobec mnie i ujawnianych oraz respektowanych przeze mnie wartości – zmalała.

Raczej odbieram, że jakiś demon nienawiści zawładnął sferą akademicką mojej uczelni, prowadząc do zaślepienia i niedowładu intelektualnego, a nade wszystko moralnego.

Fakt, że podważałem przewodnią siłę narodu sterującą uczelnią, ale czyniłem to w dobrej wierze, widząc, że uczelnia jest sterowana w złym kierunku – ku upadkowi, co wkrótce po moim wypędzeniu okazało się niemal proroctwem. Wszak ‚rektor UJ alarmował opinię publiczną, że z powodu niedosytu środków uczelnia więdnie ! stoi nad przepaścią, co jest bardzo niewygodną pozycją, bo trzeba iść naprzód !’ [ Dlaczego wzorcowa dla innych uczelnia po wyrzuceniu mnie nie kwitnie ?https://blogjw.wordpress.com/2014/10/09/dlaczego-wzorcowa-dla-innych-uczelnia-po-wyrzuceniu-mnie-nie-kwitnie/ ]

Dobrze by było spojrzeć na tę sytuację w ujęciu historycznym, które winno być znane zarządzającym wiekową w końcu uczelnią.

Otóż, jak wiadomo, carowie mający władzę absolutną, gnębiący Polaków, tych którzy ośmielali się kwestionować ich przewodnią siłę w zniewalaniu narodów, wypędzali z nienawiści na Syberię. Jednakże kiedy zesłańcy z pasji naukowej przystępowali do badań geologicznych Syberii – ograniczam się dla jasności do porównań z mojej dziedziny – car z nienawiści rezygnował, wspierając ich w dziele poznania naukowego Syberii [ np. casus Jana Czerskiego] i na tym dobrze wychodził, bo te badania i to wsparcie, zaowocowały odkryciem wielu bogactw naturalnych, dzięki czemu car mógł autonomicznie panować. Rezygnacja z nienawiści, miała swoje racjonalne uzasadnienie i przynosiła pozytywne skutki.

Takich objawów niestety nie zauważyłem – mimo upływu lat i zmiany pokoleniowej, a nawet transformacji ustrojowej – u panujących na uniwersytecie. Tak jakby nie byli w stanie wyzwolić się z nienawiści, z zaślepienia, z zapaści intelektualnej i nade wszystko moralnej.

Nie znaczy, że nie nawiązują do standardów carskich. Nawiązują, ale niestety do tych z czasów samodzierżawia cara Piotra I, którego ukaz z 2 grudnia 1708 roku mówił: „Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszył przełożonego”.

Odnosi się wrażenie, że mimo odzyskania przed 100 laty niepodległości, mimo odzyskania autonomii uniwersytetu w III RP, ukaz ten na polskich uczelniach – także, o dziwo na UJ – nadal obowiązuje i skutkuje nienawistnymi poczynaniami wobec podwładnych, którzy pojmowaniem spraw akademickich, i nie tylko akademickich, peszą/peszyli przełożonych.

Może to i dobrze, że senat UJ chce rozwinąć front walki z nienawiścią. Rzecz w tym, że winien go jasno zidentyfikować, i wcześniej wykazać, że sam zdołał przełamać front własnej nienawiści wobec niewygodnych. Jak do tej pory oznak takiego wewnętrznego przełamania nie zauważyłem.

Ja swoje wsparcie i solidarność dla walki z nienawiścią rujnującą życie akademickie, nie tylko na UJ, wielokrotnie deklarowałem.

Cel jest wspólny, więc oczekuję wewnętrznego przełamania, dania świadectwa przyzwoitości, i solidarnego poparcia, aby cel zrealizować z sukcesem.

Analfabetyzm akademicki do pilnej likwidacji

ciemności uj

Analfabetyzm akademicki do pilnej likwidacji,

czyli próba naruszenia idei poszanowania różnorodności

Ustawa z dnia 7 kwietnia 1949 r. o likwidacji analfabetyzmu. Dz.U. 1949 nr 25 poz. 177 [ http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19490250177/O/D19490177.pdf ]

screen shot 01-28-19 at 03.20 pm

screen shot 01-28-19 at 03.21 pm

Mija już 70 lat od tej ustawy a problem analfabetyzmu nadal nie został zlikwidowany, co od czasu do czasu podnoszą media, a nawet badacze, o czym m.in. świadczy artykuł naukowy sprzed 5 lat [Alfabetyzacja i edukacja podstawowa osób dorosłych jako wyzwanie teraźniejszości –Przybylska, Ewa http://repozytorium.ukw.edu.pl/handle/item/1728 ]screen shot 01-28-19 at 03.25 pm

Artykuł jest napisany nawet dla alfabetów językiem nader osobliwym a kończy się następująco:

screen shot 01-28-19 at 03.26 pm

Jasne jest jednak, że nadrzędna dziś idea poszanowania różnorodności, powoduje, że oczekiwania i nadzieje związane z umiejętnością czytania i pisania są na wskroś indywidualne, co potwierdza moje niezależne obserwacje. Od lat, w mojej korespondencji z władzami UJ, ujawniałem moje oczekiwania i nadzieje związane z umiejętnością czytania i pisania zarządzających uczelnią, mającą w swych strukturach akredytowaną katedrę językoznawstwa, ale były to oczekiwania i nadzieje na wskroś indywidualne. Nikt – ani ze środowiska akademickiego, ani poza akademickiego – się nimi nie przejął. Wykazywano powszechną aprobatę dla idei poszanowania różnorodności, także w domenie umiejętności/nieumiejętności czytania [ szczególnie ze zrozumieniem] i pisania [ szczególnie umiejętności podpisywania się czytelnie- imieniem i nazwiskiem].

Nie bacząc jednak na brak sukcesów w zakresie alfabetyzacji dorosłych, a nade wszystko utytułowanych, podjąłem kolejną, choć nie twierdzę, że ostatnią, próbę naruszenia idei poszanowania różnorodności, co niżej dokumentuję, ujawniając z uporem moje oczekiwania i nadzieje związane z umiejętnością czytania i pisania zarządzających wzorcową polską uczelnią.

Chyba oczekiwanie i nadzieja, że w czynie pięćdziesięcioletnim, ustawa o likwidacji analfabetyzmu sprzed 50 lat zostanie w końcu zrealizowana, nie są zbyt wygórowane. To wręcz wyzwanie teraźniejszości. Skoro system prawny III RP pozostaje w ciągłości prawnej z systemem komunistycznym, to likwidacja analfabetyzmu winna być zrealizowana.

Kraków, dnia 17 stycznia 2019 r.

Józef Wieczorek

 ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1

 30-069 Kraków

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

prof. dr hab. med. Wojciech Nowak

ul. Gołębia 24

31-007 Kraków

Powtórne roszczenie informacyjne

Niniejszym potwierdzam otrzymanie i zapoznanie się z odpowiedzią na moje roszczenie informacyjne z dnia 10 grudnia 2018 r., jednocześnie zaznaczając, że jest to odpowiedź [ z dnia 21 grudnia 2018 r. – 75.0152.47.2018], moim zdaniem, nie mająca mocy prawnej. Pismo nie jest podpisane imieniem i nazwiskiem (widnieje jedynie parafka), a pieczątka jest nieczytelna [z widocznych fragmentów [ mgr, końcówka nazwiska – owicz]- po analizie zawartości strony internetowej UJ, przypuszczam, że może chodzić o mgr inż. Gerarda Żychowicza, Zastępcę Kanclerza UJ ds. techniczno-inwestycyjnych], stąd odpowiedź winna być traktowana jako anonimowa.

Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że podpis czytelny jest ważniejszy od pieczątki, bo pieczątkę np. można ukraść i nią stemplować różne dokumenty, a podpis czytelny ma moc prawną, bo grafolodzy mogą fałszerstwo wykryć. Niestety pod pismem nie ma czytelnego podpisu imieniem i nazwiskiem.

Również papier firmowy, jak mi wiadomo, nie ma mocy prawnej !

Jako pełnoprawny Obywatel, w strukturach Rzeczypospolitej Polskiej, jestem obligowany do podpisywania się pod dokumentami czytelnie – imieniem i nazwiskiem, aby to co podpisuję miało moc prawną i abym za to co podpisuję ponosił odpowiedzialność prawną.

Z Konstytucji RP funkcjonującej od dnia 2 kwietnia 1997 r. [http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm], ani z ‚Konstytucji dla nauki’ funkcjonującej od roku 2018 [Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, Ustawa z dnia 3 lipca 2018 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce –http://konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-ustawe nie wynika, aby Uniwersytet Jagielloński był autonomiczny wobec prawa obowiązującego wszystkich Obywateli i instytucje RP, a odpowiedź z UJ nie zawiera takiej informacji.

Mam w rodzinie osobę niepełnosprawną, niezdolną do samodzielnego życia, ale potrafiącą podpisać się imieniem i nazwiskiem. Jak to się dzieje, że na wyższej uczelni, najbardziej prestiżowym polskim uniwersytecie, samodzielni pracownicy, tak naukowi, jak i administracyjni, nie są zdolni do samodzielnego podpisywania się czytelnie imieniem i nazwiskiem ?

W jaki sposób osiągnęli ten status samodzielności ? Jakie komisje/jacy decydenci ich zatwierdzili na samodzielnych stanowiskach ?

Ja 32 lata temu zostałem wypędzony z UJ po wystawieniu mi negatywnej, pozamerytorycznej, bez uzasadnienia, opinii – przez anonimową do dnia dzisiejszego [! ] Komisję, podczas politycznych weryfikacji kadr akademickich i ta anonimowa opinia nie została wyrzucona do kosza, lecz stanowiła podstawę do dożywotniego wypędzenia mnie z uczelni, bo i w III RP to bezprawie jest akceptowane i anonimowość utrzymana w mocy !

Przypomnę, że ja, jako niemal rówieśnik obecnego rektora UJ, na wiosnę roku 1980 przez radę naukową ING UJ, byłem zaopiniowany jako samodzielny pracownik naukowy, co zresztą było zgodne z prawdą, jako że samodzielnie prowadziłem, a nawet samodzielnie uruchomiłem na geologii pakiet wykładów i seminariów, także magisterskich, co skutkowało uformowaniem sporej grupy absolwentów na wysokim poziomie, także o renomie międzynarodowej.

Ci, co samodzielnie nie byli się w stanie podpisać pod swoimi opiniami, wypędzili mnie z uniwersytetu, dokonali destrukcji mojego warsztatu pracy i mojej szkoły naukowej i ten stan rzeczy był i jest akceptowany przez kolejne 32 lata przez władze uczelni, niezdolne nawet do merytorycznych odpowiedzi na moje pytania [por. np. dokumentacja pod adresem https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/].

Na moje opinie/informacje wybitni prof. UJ twierdzili, że komisja weryfikacyjna nie była anonimowa – bo [?] imiona i nazwiska członków komisji nie są znane ?! I nie są znane do dnia dzisiejszego, a ja do dnia dzisiejszego twierdzę, że skoro nie są znane, to komisja była anonimowa, a władze UJ nie zdołały wykazać, że było inaczej.

Możliwości komunikacji intelektualnej i moralnej z władzami UJ są żadne i nie ulegają zmianie, mimo upływu lat i zmiany władz.

Władze UJ, mimo upływu lat nie podjęły skutecznej walki z analfabetyzmem swoich pracowników, a raczej w tym analfabetyzmie ich wspierały, a odnosi się wrażenie, że same były i są nim objęte. I taki stan rzeczy musiał być zatwierdzany przez komisje akredytacyjne/ministerstwo – bo jak to inaczej wytłumaczyć ?

Widać jak funkcjonuje system akademicki w Polsce, jak i czym zaznacza się jego rozkład intelektualny, a nade wszystko moralny i nie zanosi się, że „Konstytucja dla nauki” ten stan rzeczy zmieni.

Odpowiedź na moje roszczenie informacyjne z dnia 10 grudnia 2018 r. do takiego wniosku skłania. Chyba, że ministerstwo podejmie jakieś konkretne, skuteczne działania, ale nie mam podstaw, aby w takie działania wierzyć.

Argument – w anonimowej odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne – że moje pytania dotyczyły opinii, a nie faktów, wskazuje jedynie, że odpowiadający ma trudności ze zrozumieniem słowa pisanego [kolejny objaw analfabetyzmu ].

Ja w roszczeniu informacyjnym jasno się pytałem o fakty dotyczące systemu komunistycznego, stanu wojennego, struktur PZPR na UJ , a nie np. o opinie/oceny czy komunizm, stan wojenny, czy PZPR, były na UJ dobre, czy złe.

Na inne punkty mojego roszczenia jest odpowiedź, że informacje są powszechnie znane, w związku z czym nie zachodzi potrzeba ich wtórnego przedstawienia przez UJ [ sic !]. Niestety nie podano, gdzie znajduje się ich pierwotne przedstawienie, a

ja podawałem w roszczeniu, że te moje zapytanie były związane z faktem braku odpowiednich informacji w domenie publicznej UJ !

Skoro np. punkt 3 – zapytania o PZPR na UJ – jest bezprzedmiotowy, bo informacja o PZPR na UJ jest powszechnie znana [?], dlaczego mi tej rzekomo powszechnie znanej informacji nie udzielono, nie wskazano pierwotnego przedstawienia, gdy brak jest tej informacji, tak w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak i w biogramach pracowników UJ, i jak pisałem – to właśnie było powodem moich zapytań tak o PZPR, podobnie jak i o komunizm, czy stan wojenny.

Skoro dzieje UJ nie podają niemal powszechnie znanych faktów w domenie publicznej o komunizmie, stanie wojennym, czy PZPR, to zasadne jest pytanie, czy te fakty UJ nie dotyczyły, bo w innym przypadku można wnioskować, że najnowsza historia UJ – podawana przez utytułowanycb pracowników UJ w domenie publicznej jest fałszywa. Co gorsza jest zalecana do opanowania przez młodzież, która nie była świadkiem tych czasów. Taka historia winna być wycofana z obiegu edukacyjnego, czego się bezskutecznie przez lata domagałem. [ https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/]

Obecny stan rzeczy – zakłamywania historii – winien być ścigany urzędowo w domenie publicznej, podobnie jak jest ścigane zakłamywanie historii np. o Holokauście, o obozach koncentracyjnych itp.

Byłem świadkiem/obserwatorem kilku procesów w sprawie niemieckiej polityki historycznej wypaczającej najnowszą historię, w których ofiary – mimo faktów powszechnie znanych w domenie publicznej – musiały wykazywać, kto był ofiarą, a kto katem. Do takich sytuacji prowadzi brak rzetelnych informacji, powtarzanych w domenie publicznej, a w szczególności w edukacji, tak niższej, jak i wyższej.

Polityka historyczna uczelni, a UJ , jako uczelni wzorcowej dla innych, w szczególności, prowadząca do zakłamywania swych najnowszych dziejów, nie może być pomijana milczeniem, tak ze strony polskich obywateli, jak i organów kontrolnych, a autonomia uniwersytetu nie może być autonomią wobec prawdy, prawa i sprawiedliwości.

Domagam się rzetelnej, nieanonimowej odpowiedzi na moje roszczenie informacyjne, podkreślając jednocześnie, że moje roszczenia informacyjne wielokrotnie kierowane do władz uczelni i ujawniane przeze mnie w domenie publicznej [ https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] nie zostały do tej pory zaspokojone.

Józef Wieczorek