SIŁA PRZED ROZUMEM

SIŁA PRZED ROZUMEM

Naczelna maksyma Uniwersytetu Jagiellońskiego brzmi: „Plus ratio quam vis” – więcej rozum niż siła. Nader często jest ona jednak używana na opak.

30 czerwca Senat UJ podjął uchwałę w sprawie poparcia dla działań rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. dr. hab. Jacka Popiela w związku z wypowiedzią małopolskiej kurator oświaty Barbary Nowak.

Pani kurator niedawno wyraziła opinię, że UJ zmienia swoją funkcję i zamienia się w agencję towarzyską, co jest zgodne z moją opinią głoszoną publicznie, którą przekazałem władzom UJ. Pozostając w zgodzie ze swoimi standardami „wsobnej” debaty publicznej, Senat tę opinię zignorował.

W uchwale wyraził dezaprobatę dla „wykluczania”, taktownie pomijając swoją rolę w wykluczaniu niewygodnych dla siebie nauczycieli akademickich. Rektorzy UJ w czasach stalinowskich wykluczali/potępiali swoich kolegów z podziemia niepodległościowego, w czasach jaruzelskich wykluczali (i to dożywotnio) akademików z opozycji antykomunistycznej, mających odmienną od socjalistycznej orientację intelektualną i moralną.

Co więcej, już w III RP, w przestrzeni publicznej władze UJ m.in. zabezpieczały brutalny, pełen nienawiści atak rektora UW na moją osobę na łamach „Gazety Wyborczej”, przerażonego rodzeniem się wolnej myśli akademickiej (Niezależne Forum Akademickie). Tym samym władze UJ brały udział w niszczeniu „ważnych wartości społeczeństwa polskiego”, w obronie których rzekomo w uchwale z 30 czerwca występują [sic!].

Zgodnie z ową uchwałą postępowanie władz UJ było wielokrotnie niedopuszczalne, ale zorganizowany na UJ Dział Bezpieczeństwa takimi zachowaniami się nie zajmuje.

Zupełnie ignoruje bezpieczeństwo osób, które czują się zagrożone nienawistnymi, wulgarnymi groźbami meneli wspieranych przez władze UJ.

O poszanowanie godności jednostki i nauki wielokrotnie bezskutecznie apelowałem. Moi wychowankowie również. Ale na UJ siła zdominowała rozum. Istota jego maksymy została zatracona

Tekst opublikowany 14 lipca 2021 w tygodniku Gazeta Polska

O konieczności poskromienia rektorów

O konieczności poskromienia rektorów

Jeden lakoniczny wpis na Twitterze małopolskiej kurator oświaty zbulwersowanej metodologią ankiet na UJ, spowodował reakcję grona rektorów skupionych w Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP), domagających się od ministra nauki i edukacji poskromienia pani kurator.

Jej przywiązanie do wartości kojarzonych z cywilizacją łacińską, nasi postępowi rektorzy, solidaryzujący się z rektorem UJ, uważają za niegodne i źle wpływające na proces kształtowania postaw młodych ludzi.

Tak oskarżano przed laty niewygodnych dla najbardziej postępowego systemu komunistycznego i oczyszczano z takiego elementu uczelnie. Natomiast akademiccy beneficjenci czystek, i przez nich formatowani, trzymają się mocno standardów, dzięki którym osiągnęli sukces zawodowy, nie zważając na to, że takimi standardami sprawiają zawód społeczeństwu trwającym godnie przy wartościach.

Rektorzy zupełnie lekceważą opinie młodych ludzi, którzy już przed 35 laty, ostrzegali ich, że nauka nie wejdzie godnie w XXI wiek jak nie zmienią swoich standardów. Wtedy takich młodych ludzi pacyfikowano, ich mentorów usuwano, prowadząc do osiągnięcia w dzisiejszych czasach w swoiście sposób pojmowanego przez postępowców „ducha tolerancji, otwartości i poszanowania drugiego człowieka”.

Ten duch autonomicznej tolerancji stanowi jednak zagrożenie dla osób o odmiennej – od akceptowanej przez rektorów – orientacji moralnej i intelektualnej. Czyli dla tych, którzy orientują się na prawdę i ośmielają się wyrażać negatywne opinie m.in. o prowadzonych za pieniądze publiczne pseudobadaniach naukowych mających szkodliwy wpływ na młodych ludzi.

Rektorzy twierdzą, że stoją „w obronie konstytucyjnego prawa do nie skrępowanego prowadzenia badań naukowych” nie bacząc na to, że w historii nauki i ludzkości brak skrępowania badań ogólnoludzkimi wartościami prowadził do ogromnych wynaturzeń a nawet ludobójstwa, w czym autonomiczni profesorowie różnych nacji mieli swój wielki udział.

Zresztą żyjemy od 2 lat w warunkach poważnego zagrożenia – i to dla całego świata – spowodowanego, jak wielu sądzi, prowadzeniem nieskrępowanych, niekontrolowanych społecznie badań nad uzłośliwianiem wirusa. Niestety naszym rektorom to nic nie daje do myślenia. Jakby ich głowy znajdowały się w warunkach całkowitego, autonomicznego lockdownu, bo jak dotąd, rząd tak szerokiego lockdownu jeszcze nie wprowadził.

Na uniwersytetach ludzie boją się myśleć, ale to często z powodu rektorów mających władzę niemal absolutną. Ale skąd ta bojaźń u rektorów?  Taki pandemiczny paraliż?

Rektorzy nie poskromili Jana Hartmana, profesora bez skrępowania eksperymentującego z kazirodztwem, ani hunwejbinów ze Strajku Kobiet stanowiących zagrożenie nie tylko dla kultury akademickiej, ale i każdego obywatela obawiającego się zrealizowania gróźb ‘je*ania’.

Nie poskromili poczynań zdeprawowanych na UJ studentów (ujawniane w mediach społecznościowych ekscesy Franciszka Vetulaniego!), ani obrażających rozum ludzki metodologii badań, nie tylko nad bezpieczeństwem akademików, ale także nad historią swoich uczelni.  Wystawiają się na śmieszność trzeźwo myślącego człowieka. Słychać głosy, że od studiowania na UJ ludzie głupieją i strach tam studiować, ale Dział Bezpieczeństwa UJ tym się nie zajmuje.  

Rektorzy informują ministra, że doszło do „naruszenia przez podległego Panu urzędnika zasad prowadzenia debaty publicznej” nie podając jednak żadnego dowodu, że jakąkolwiek debatę publiczną w tej kwestii prowadzili.

Ja np. do debaty publicznej nad patologiami akademickim, ostatnio zebranymi w książce „Plagi akademickie”, rektorów i podległych im akademików wielokrotnie zachęcałem, wręcz prowokowałem. Niestety bez skutku.

Próbę napisania opinii podjął tylko jeden profesor, zresztą doskonały (Rada Doskonałości Naukowej), ale widocznie nie sprostał intelektualnie moim argumentom i zamiast merytorycznej krytyki zaczął chaotycznie pruć osobistymi ciosami powietrze i rejony poniżej pasa, co winno go dyskwalifikować, ale jak do tej pory nie dyskwalifikuje. Takie są obecne zasady dyskusji publicznej w sprawach akademickich!

Może rektorzy zwrócą uwagę na podnoszoną publicznie opinię, że „współcześni profesorzy uprawiają najobrzydliwszą formę prostytucji: sprzedają nie ciała, lecz dusze” a „ideologia genderyzmu odwraca uwagę młodzieży od spraw istotnych, ma demoralizować” (lipcowy Kurier Wnet).

Poskromienie rektorów w obecnej chwili jest imperatywem moralnym, aby ocalić naszą młodzież przed całkowitą deprawacją, co już podnosiłem w czasach ‚jaruzelskich”, niestety bezskutecznie.

Skrócona wersja tekstu opublikowana w tygodniku Gazeta Polska 7 lipca 2021 r.

Bezpieczeństwo i równe traktowanie po jagiellońsku

Bezpieczeństwo i równe traktowanie po jagiellońsku

Lockdown zelżał, a w Krakowie szok. Chluba miasta, najstarsza polska uczelnia, Uniwersytet Jagielloński, jakby w nowym ładzie, zamieniana w agencję towarzyską!

To interpretacja małopolskiej kurator oświaty Barbary Nowak po zapoznaniu się z ankietami wprowadzanymi do obiegu akademickiego przez Dział ds. Bezpieczeństwa i Równego Traktowania – Bezpieczni UJ.

 Strona jagiellońska podnosi, że to badania o charakterze w pełni naukowym, mające określić „poziom bezpieczeństwa i równego traktowania całej społeczności studenckiej i doktoranckiej UJ, czyli przeszło 38 tysięcy osób”.

W ankietach wprowadzono pytania dotyczące seksualności, pomijając te o orientacje intelektualne i moralne badanych młodych akademików. Skoro jest zainteresowanie stroną seksualną, to może jednak chodzić o agencję towarzyską (bo to ma znaczenie dla bezpieczeństwa jej funkcjonowania), a nie uniwersytet.

Na uczelniach ważniejsza jest orientacja intelektualna, szczególnie ta skierowana na poszukiwanie prawdy, no i moralna, bo jeśli ta jest niewłaściwa, może doprowadzić do katastrofy nie tylko uczelni, lecz także całego społeczeństwa, a nawet ludzkości.

 Nikt nie może czuć się bezpiecznie (nie tylko na uczelni), jeśli na stanowiskach akademickich znajdą się osoby amoralne, szczególnie jeśli wykazują duży potencjał intelektualny.

 Na uniwersytecie jeśli orientacja intelektualna i moralna akademików jest w porządku, to i bezpieczeństwo jest zapewnione, bez względu na orientację seksualną.

Niestety wieloletnie doświadczenia wskazują, że to właśnie ze względu na odmienną od obowiązującej – w feudalnym systemie akademickim – orientację intelektualną, a przede wszystkim moralną, na polskich uczelniach, nie tylko na UJ, mamy do czynienia z nierównym traktowaniem, dyskryminacją, mobbingiem. Takie osoby, które zagrażają feudałom swoim potencjałem intelektualnym i postawą moralną, nie mogą się czuć bezpiecznie. Ale nad tymi problemami dział bezpieczeństwa zdaje się nie pracuje, jak wynika z zawartości jego raportów.

 Nie jest też zrozumiałe, dlaczego Dział ds. Bezpieczeństwa UJ nie podjął badań nad zagrożeniem, spowodowanym opanowaniem przestrzeni publicznej przyuniwersyteckiej (wokół Collegium Novum, niemal pod oknem gabinetu rektora UJ) przez wulgarne hordy hunwejbinów Strajku Kobiet nawołujące, aby „je…ać” oraz „wyp…lać”, co było ewidentnym przykładem sprowadzenia zagrożenia dla osób o odmiennej od menelskiej orientacji. Do tej pory raportu o obniżeniu bezpieczeństwa przyzwoitych ludzi, nie tylko populacji akademickiej, nie zauważyłem na stronach Działu.

Czy więc rzeczywiście ten Dział interesuje się bezpieczeństwem i równym traktowaniem w przestrzeni akademickiej?

Rektor UJ napisał do małopolskiej kurator: „Jako przedstawiciele Uniwersytetu Jagiellońskiego wiemy, że każde słowo, które studenci słyszą w przestrzeni publicznej, może stać się elementem kształtującym ich życie i postawy. (…) Słowa często prowadzą do czynów”.

Czy rektor nie słyszał tych słów wykrzykiwanych pod jego gabinetem (nagranie przekazałem)? Wie, że słowa prowadzą do czynów, a nawet nie zainteresował się możliwymi skutkami takich czynów jak: „je…nie”, „wyp…nie”.

Trzeba przy tym przypomnieć, że hordy o orientacji menelskiej znalazły wcześniej poparcie kolegium rektorskiego i zbuntowanych polonistów UJ.

Moim zdaniem metodologia badań nad bezpieczeństwem na UJ jest wadliwa i przypomina „badania” prowadzone nad pokrzywdzonymi w PRL, które ograniczono jedynie do beneficjentów systemu kłamstwa, dyskryminacji i nierównego traktowania. Pomijano tych, którzy byli ofiarami komunistycznej przemocy, dzięki czemu osiągnięto przewidywany wynik, że nikomu włos z głowy nie spadł.

Do tej pory żaden dział UJ, także dział od bezpieczeństwa i równego traktowania, do tych bredni się nie odniósł, chociaż merytorycznie je podważałem i władzom uczelni przekazywałem.

Dyskusji naukowej, która jest istotą uniwersytetu – jak wielokrotnie rektorzy podkreślają – nie było. Widocznie istota uniwersytetu zanikła i – jak widzimy obecnie – zostaje zastąpiona istotą agencji towarzyskiej, skoncentrowaniem się na sprawach seksualnych.

Interpretacja małopolskiej kurator oświaty ma mocne podstawy, a jej orientacja moralna i intelektualna winna być pod ochroną.

Trzeba dbać o bezpieczeństwo osoby kierującej się wartościami w życiu publicznym.

Tekst opublikowany w tygodniku  Gazeta Polska 30 czerwca 2021 r.