NIK kontroluje plagi akademickie

Józef Wieczorek – Plagi akademickie

NIK kontroluje plagi akademickie

„Misją Najwyższej Izby Kontroli jest dbałość o gospodarność i skuteczność w służbie publicznej dla Rzeczypospolitej Polskiej”, a jednym z przejawów realizowania tej misji są kontrole wydawania grosza publicznego w domenie nauki. Co prawda ta domena w sposób wyraźny jest niedofinansowana, ale zarazem dotknięta wieloma plagami, które powodują marnotrawstwo grosza publicznego. Wielokrotnie na ten aspekt zwracałem uwagę, jako szary obywatel, który grosza publicznego na uprawianie nauki nie otrzymuje, a jednocześnie nie ma szans na uzyskanie informacji, na co jego pieniądze – jako podatnika, księgowane po stronie wydatków na naukę – tak naprawdę są przeznaczane.

Takie trudności występowały w czasach funkcjonowania Komitetu Badań Naukowych i nie ustąpiły po jego transformacji w Narodowe Centrum Nauki, które w ciągu ostatnich ośmiu lat przekazało blisko 7,5 mld zł na badania podstawowe. Nie jest to dużo w porównaniu z bogatszymi krajami europejskimi, ale jednak jest to kwota, za którą coś można w nauce zrobić. W PRL środków na naukę było wielokrotnie mniej, a sporo osiągnięć naukowych jednak notowano. W ramach wymiany za polskie czasopisma/publikacje naukowe można było zgromadzić potężne zasoby biblioteczne, nieróżniące się tak bardzo od zagranicznych.

Obecnie mamy więcej uczelni, więcej profesorów, lepszą infrastrukturę na poziomie europejskim, a wiele czasopism naukowych zniknęło i brakuje podręczników dla studentów.

Jest zatem uzasadnione pytanie, czy środki przeznaczone na naukę są dobrze wydawane i jakie przynoszą korzyści ? Niestety szary obywatel zainteresowany nauką łatwiej pozna wyniki projektów naukowych realizowanych w USA, mimo że nie płaci na nie ani grosza, niż w Polsce, choć projekty naukowe finansowane są z jego kieszeni.

Na początku listopada NIK ujawnił raport z kontroli Narodowego Centrum Nauki – polskiej agencji od wydawania pieniędzy na naukę, która obywateli zainteresowanych zasadami i efektami finansowanych projektów uważa za konkurencję, i to nieuczciwą, o czym informowałem już opinie publiczną.

NIK w raporcie podkreśla, że „zasadniczy mechanizm weryfikacji rozliczeń projektów polegał na analizie informacji przekazywanych przez samych beneficjentów” a zatem pozytywne rozliczenie realizowanych projektów zależy głównie od uczciwości ich realizatorów, i to w sytuacji, gdy nieuczciwość akademików, zwykle wykrywana/ujawniana przez sygnalistów jest alarmująca.

NIK ujawnił szereg nieprawidłowości, zwracając uwagę na ”brak wypracowanej metodologii oceny wpływu badań podstawowych na rozwój nauki polskiej”. Skoro zainteresowany obywatel nie otrzymuje od agencji informacji o objawach tego wpływu, może sądzić, że jest on bezobjawowy.

Ciekawe są informacje NIK o zespołach decydujących o wydawaniu publicznego grosza. NIK podaje, że „weryfikacja kandydatów na członków tzw. Zespołu Identyfikującego odbywała się do listopada 2018 r. na podstawie nieudokumentowanych rozmów telefonicznych”. Czyli tak naprawdę nie wiemy, jakie są kwalifikacje intelektualne i moralne zespołów dzielących grosz publiczny. Co więcej, wnioski o finansowanie badań opiniowane są arbitralnie przez tak dobieranych ekspertów i te wnioski nie podlegają żadnej procedurze odwoławczej !

Rada NCN działa w oparciu o rozmaite przepisy i członkowie Rady byli zobowiązywani do oświadczeń o ich znajomości, ale nie do ich przestrzegania ! W systemie akademickim mamy ogromny urodzaj na różnorodne przepisy etyczne/dobre praktyki i brak odpowiedzialności za ich nieprzestrzeganie.

Jakoś to się odbywa według reguł ze znanej fraszki Jana Sztaudyngera:

Postanowiono w lesie wreszcie wydać prawa.
Co może robić niedźwiedź, co lis, co trawa.

Uradzono przepisy, nowele, ustawy,
Osobno dla niedźwiedzi, dla lisów, dla trawy.
A potem prawodawcy, co prawa wydali,
Schodzili w bok przed misiem, a trawę deptali

Niestety takie są standardy wdrożone do naszego systemu akademickiego, których żadna reforma nie zdołała naruszyć.

Po przeprowadzonej kontroli NIK przestawiła ministrowi nauki szereg wniosków naprawczych, w tym konieczności „przeprowadzenia przez ekspertów naukowych kontroli następczej projektów, dla których nie upłynął pięcioletni termin od ich zakończenia.” Ja niektóre owoce projektów jako podatnik kontrolowałem, uznając je jako nic/niewiele wnoszące do nauki, a nawet stanowiące zagrożenie dla podmiotów gospodarczych, o ile by na takiej wiedzy chciały opierać swoje gospodarowanie. Ale czy ktoś powoła takiego na eksperta od takich projektów ?

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 48 – 25 listopada 2020 r.

Apel do KRASP o zdecydowane zmniejszenie poziomu marnotrawstwa finansów szkolnictwa wyższego i nauki

[https://www.krasp.org.pl/]

Apel do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

o zdecydowane zmniejszenie poziomu marnotrawstwa

finansów szkolnictwa wyższego i nauki

Szkolnictwo wyższe i nauka winny być siłą napędową pomyślnego rozwoju cywilizacyjnego Polski i głównym filarem modernizacji naszego kraju na najbliższe dziesięciolecia . Realizacja Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju nie powiedzie się jednak bez zdecydowanego zmniejszenia poziomu marnotrawstwa finansów księgowanych po stronie wydatków na szkolnictwo wyższe i naukę. Konieczne jest zintensyfikowanie i zwiększenie roli wytwarzanej w kraju rzetelnej wiedzy i technologii oraz zdecydowanie lepsze niż dotychczas wykorzystanie osiągnięć i dokonań naszych naukowców.

W taki sposób muszę zareagować na Apel Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich do Parlamentu i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej https://www.gov.pl/web/nauka/apel-konferencji-rektorow-akademickich-szkol-polskich-do-parlamentu-i-rzadu-rzeczypospolitej-polskiej?fbclid=IwAR0j9Y7_m1E9X7no68So5OJJW1wa-2oQEIDdxjRwH4jzbORJjVRBNXrPA6I

gdyż niewątpliwie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe są zdecydowanie za małe, ale marnotrawstwo tych małych środków jest zdecydowanie za duże.

Niestety ustawa 2.0 nie ustaliła należytych reguł, aby sektor nauki i szkolnictwa wyższego był finansowany przede wszystkim za wyniki pracy, a szkodników akademickich przenosić w stan nieszkodliwości, tak dla nauki, jak i gospodarki. Celem sektora nauki i szkolnictwa wyższego nie powinno być jedynie zwiększenie nakładów budżetowych na naukę do maksymalnego poziomu, lecz zwiększenie rezultatów działalności tego sektora do poziomu światowego.

Jak widać po 30 latach funkcjonowania sektora nauki i szkolnictwa wyższego w tzw. wolnej Polsce , mimo wielokrotnego zwiększenia finansów na ten sektor nie doszło nawet do utrzymania poziomu nauki i szkolnictwa wyższego na poziomie z czasów PRL, a zatem brak jest niestety pozytywnej korelacji między nakładami i rezultatami w tym sektorze.

Do tej pory nie opracowano nawet Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Sektora Nauki i Szkolnictwa Wyższego, koncentrując się jedynie na niezbyt odpowiedzialnym planie zwiększania nakładów na ten marnotrawny sektor.

Lansowane są koncepcje gospodarki opartej na wiedzy, tak jakby kiedykolwiek gospodarka na wiedzy nie była oparta, gdy sprawą zasadniczą jest tworzenie gospodarki opartej na wiedzy rzetelnej, a nie byle jakiej , czy fałszywej.

Niestety obecne społeczeństwo nauki i szkolnictwa wyższego stanowi rezultat negatywnej selekcji kadr w PRL i także po tzw. transformacji, kiedy ten proces bynajmniej nie została zahamowany. Wiedza coraz większej ilości ludzi ‚udyplomowionych’, utytułowanych – na szczeblach najwyższych w szczególności, bynajmniej nie przekłada się na jakoś wiedzy, którą posiadają i oferują gospodarce.

Nie bez przyczyny, mimo ogromnej ilości profesorów i to belwederskich, doktorów i to habilitowanych w porównaniu z poziomem światowym jesteśmy mizerią naukową a poziom innowacyjności gospodarki jest na europejskim dnie.

Trudno żeby było inaczej, skoro w wyniku polityki kadrowej, w tym czystek pozamerytorycznych/politycznych, usuwano i to przed samą transformacją, stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu, szczególnie w sektorze akademickim, i tak pozostało do dnia dzisiejszego , stąd kadry mamy takie jakie mamy i nic nie wskazuje, że będziemy mieć lepsze, tym bardziej, że przez te 30 lat robiono wiele, a nawet więcej, żeby wypędzeni z tego sektora nigdy więcej do niego nie wrócili, żeby ten system opuszczali najlepsi i do niego nie wracali, i aby wysokie standardy, tak edukacji, jak i nauki, a w szczególności standardy etyczne nie zakłócały błogostanu akademickiego.

Stąd w ciągu 30 lat obserwuje się wzrost poziomu patologii akademickich, a te nawet nie były przedmiotem debat przed wprowadzeniem ustawy 2.0.

Ujawniających patologie traktuje się za persony non grata, domagających się kontroli istniejącego stanu rzeczy, wydawania środków publicznych, uważa się za nieuczciwą konkurencję ?!

Bo nadzwyczajna kasta akademicka, jaka się wyłoniła w wyniku takiej ewolucji, ma władzę absolutną, bo jak się często argumentuje – w nauce nie ma demokracji i nie będzie jakiś mgr czy dr oceniał/krytykował – niekiedy pożal się Boże – prac profesora.

Konformizm środowiska akademickiego jest po prostu imponujący, manifestujący się odważnym chowaniem głów do podręcznych ‚strusiówek”, co zapewnia rozwój patologii, w tym marnotrawstwa środków przeznaczanych na naukę i szkolnictwo wyższe.

Niedawno bezskutecznie pisałem do szefa NCN:

Ja po zapoznaniu się z efektami [ jak rozumiem częściowymi – jedna z publikacji] realizacji projektu finansowanego również przez NCN zastanawiam się, czy przy takim podejściu kierowania projektów do realizacji/ finansowaniu/publikowaniu, brane są pod uwagę ew. straty i zyski dla nauki i gospodarki, bo gospodarka oparta na wiedzy, nie zawsze należytej, może ponosić straty, tak jak i nauka nie zawsze ulegnie rozwojowi.”

Czy nie byłoby bardziej wskazane/ uzasadnione, aby finansowana z budżetu była ta wiedza, na której można by sensownie gospodarkę opierać i to z zyskami ? „

Można odnieść wrażenie, że sytuacja niewygodnych, nonkonformistycznych pasjonatów nauki jest obecnie w Polsce gorsza, niż w czasach carskich i to może tłumaczyć poziom nauki finansowanej w Polsce.”

Przed 2 laty pisałem domagając się uszczelnienia finansowania systemu akademickiego i [https://blogjw.wordpress.com/2017/06/06/kiedy-uszczelnienie-finansowania-systemu-akademickiego/ ]

Brak należytego monitoringu projektów badawczych prowadzi do pozoranctwa grantowego i poczynań korupcyjnych, które tylko z rzadka trafiają do prokuratury …

Zwycięzcy projektów bronią się nogami i rekami przed ujawnianiem tego co robią za pieniądze podatnika. Jeśli organizują np. konferencje dla zaprezentowania tego co robią nie zezwalają na ujawnianie tego co mówią, bo nie mogą słuchać tego co sami mówią i nie chcą aby inni to usłyszeli.

Polski podatnik nie ma szans na zapoznanie się z tym co tzw. naukowcy robią za jego pieniądze, choć bez trudu może się zapoznać np. z wynikami projektów amerykańskich na realizacje których nie zapłacił ani złamanego grosza !

USA ( i nie tylko) nie jest aż tak bogatym krajem aby finansował projekty do szuflady ich realizatorów czy potrzebne tylko do uzyskania habilitacji lub profesury belwederskiej ( bo czegoś takiego nawet tam nie ma !).”

A także : [ https://blogjw.wordpress.com/2017/11/21/czy-wzrost-wydatkow-na-nauke-jest-polska-racja-stanu/ ] „nie widać systemowych działań, aby zmniejszyć poziom patologii akademickich, w tym nie widać mechanizmów zmniejszenia pozoranctwa naukowego i edukacyjnego finansowanego z budżetu, nie widać przeciwdziałania niszczeniu pasjonatów nauki i edukacji, nie widać działań na rzecz uszczelnienia wydatków księgowanych po stronie wydatków na naukę i edukację wyższą.

Przed laty starano tłumaczyć słabość nauki i edukacji wyższej kiepską bazą lokalową i infrastrukturą nauki. Po latach, po znacznych wydatkach, poziom nieruchomości akademickich osiągnął poziom europejski, a nawet światowy, a poziom nauki i edukacji wyższej się nie podniósł, a nawet spadł.’

Ci sami rektorzy, którzy mimo rzekomego braku pieniędzy obficie finansują pozorantów naukowych, edukacyjnych, a nawet szkodników akademickich, za żadne skarby nie chcą finansować tych, którzy i bez finansowania coś w nauce i edukacji wyższej zrobili, działają pro publico bono, co rzecz jasna uznawane jest za szkodliwe, bo egocentrycy i szkodnicy w obecności takich źle się czują, tracą na swojej wyjątkowości/znakomitości – więc ich wykluczają. „

To co powinno dawać wiele do myślenia, jednak nie daje, co jest zrozumiałe, bo jak często można usłyszeć na uczelniach akademicy boją się mówić a nawet myśleć. Takie są skutki wypędzania z systemu akademickiego tych, którzy uczyli nonkonformizmu naukowego, myślenia, i to krytycznego !

Zwiększenie poziomu finansowania patologicznego systemu może tylko przynieść zwiększenie poziomu patologii, bo poziomu rzetelnej wiedzy, na której by można skutecznie opierać gospodarkę, nie podniesie, tak jak przez lata nie podniosło.

Józef Wieczorek

nauczyciel akademicki wypędzony z UJ, podczas politycznych czystek akademickich u schyłku PRL, bo zagrażał przewodniej sile narodu i zagraża nadal, mimo transformacji

Perełka rektorska, czyli rzecz o nędzy akademickiej

nfa

Perełka rektorska, czyli rzecz o nędzy akademickiej

W sprawie reformy nauki i szkolnictwa wyższego , przedstawionej w tzw. „Konstytucji dla nauki” wypowiedział się w rozmowie z PAP sam szef konferencji rektorów prof. Szmidt. [Szef konferencji rektorów: Zmiany dotyczące uczelni idą w dobrą stronę Gazeta Prawna,24.01.2018, http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1099664,szef-konferencji-rektorow-o-zmianach-na-uczelniach.html]

I co powiedział ? Ano, że zmiany idą w dobrym kierunku, ino wynagrodzenia dla profesorów mają być zbyt małe. Na naukę i szkolnictwo wyższe ma być 1,8 proc. PKB , ale nie takie są marzenia rektora i innych profesorów, którzy swoimi marzeniami wyróżniają się spośród innych ludzi.

Rektor twierdzi, że to źle, bo marzenia kogo jak kogo, ale profesorów winny być zaspokajane przez pozostałą część społeczeństwa pozbawionego tytułów.

Przytacza opinię „ to żenujące, by profesor po wielu latach pracy ze swoją wiedzą, doświadczaniem i uznaniem środowiska zarabiał 50 proc. więcej niż jest średnie wynagrodzenie, czyli wynagrodzenie ludzi, którzy niczym się nie wyróżniają. „

Dla mnie ta wypowiedź jest żenująca, dokumentująca moralną zapaść niemałej części profesorii polskiej, wynoszącej się ponad innych obywateli, mimo mizerii tak moralnej, jak i intelektualnej, jaką prezentują.

Z badań NIKu [ https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-rozwoju-kadr-naukowych.html ] wynika, że mamy w ostatnich latach do czynienia ze spadkiem liczby młodych pracowników nauki i ze wzrostem liczby doktorów habilitowanych i profesorów, a wiemy, nie tylko z rankingów światowych, że poziom nauki spada, więc ta korelacja jednak coś mówi o tym czym wyróżniają się te gremia wysoko utytułowane.

Nader często wyróżniają się miernością w porównaniu z innymi ludźmi niezwykle pożytecznymi dla społeczeństwa, stąd w sposób uzasadniony na czele prestiżu zawodowego znajdują się obecnie strażacy,  a nie profesorowie, którzy swą działalnością sprawiają zawód polskiemu społeczeństwu. Pożytek społeczny z nich jest marny, a pożyteczni stanowią jedynie margines licznych rzecz utytułowanych.

Stąd mówienie i w prawie stanowienie z góry, że jak ktoś jest profesorem, to jest to pozytywnie wyróżniający się człowiek, któremu trzeba dużo płacić, bez względu na pożytki, czy szkody jakie powoduje – to gruba przesada.

Ja uważam, że pożytecznym profesorom winno się płacić i to dużo więcej niż obecnie, ale za pracę, za jej wyniki, a nie za tytuły, pozoranctwo naukowe i edukacyjne, tak znamienne dla obecnego systemu akademickiego. Gdyby szkodnikom nie płacono, dla pożytecznych profesorów na poziomie na podwyżki by starczyło !

A mamy pospolite niszczenie lepszych od siebie, wykluczanie z systemu, czyli negatywną selekcję kadr akademickich, która przetrwała, a nawet się rozwinęła od czasów PRLu. I takie poczynania są obficiej nawet opłacane, niż działania pożyteczne  [ tych często nawet się nie opłaca, a czasem karze].

Ja w latach 80-tych postulowałem szkodników akademickich, często z tytułem profesora ( i to znakomicie umocowanych politycznie) przenosić w stan nieszkodliwości, ale wtedy uznano, że to ja szkodnikom szkodzę i stanowię zagrożenie dla uniwersytetu ich opłacającego. I mnie wykluczono, bo do szkodzenia innym (szczególnie o niewłaściwej orientacji politycznej i etycznej) się nie nadawałem. Szkodziłem przewodniej sile narodu i ich milusińskim. I tak pozostało i w III RP.

Niedawno rektor najstarszej uczelni jasno się wypowiadał, że my oszukujemy studentów. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/25/czy-rektor-uj-trafi-na-sciezke-dyscyplinarna/]

I co ? Wyróżniający się oszukiwaniem studentów ( i nie tylko) za to oszukiwanie mają jeszcze więcej zarabiać i to znacznie więcej od tych, którzy nie oszukują. Ci czasem nic nie zarabiają, bo ich wyklęto z oszukującego środowiska.

Zaniedbującym studentów płaci się co najmniej 2 x średnie krajowe o ile zajmują wysokie stanowiska pozaakademickie np. prezydentom miast [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/11/majchrowski-to-nie-wyjatek/

], a nie ma w ustawie nawet postulatu, aby płacić tym którzy studentów nie zaniedbują, a formują ich na poziomie. Tych zresztą jest chyba niewielu, bo takich rugowano z uczelni już w czasach komunistycznych, uważając ich za psujów młodzieży akademickiej, szczególnie jeśli intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy wyróżniali się od twardogłowych profesorów, którzy umysł mieli tak lotny, że im się całkiem ulotnił.

Szef rektorów odniósł się także do lustracji zawartej w ‚Konstytucji dla nauki’ brawurową wręcz argumentacją:

„Wydaje mi się, że to przesada powiedzenie z góry, że jak ktoś był współpracownikiem organów bezpieczeństwa, to już na pewno jest złym człowiekiem” – ocenił prof. Szmidt

Żeby to stwierdzenie omówić wyczerpująco musiałbym napisać książkę, a nie krótki tekst. Jeśli szef rektorów ją „zasponsoruje” ( choćby za nędzną profesorską pensję) to chętnie ją napiszę, choć i bez sponsoringu ileś już tomików napisałem i przecież do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) je przesyłam ( setki artykułów), ale merytorycznej dyskusji, ani obecny, ani wcześniejsi szefowie tej wyróżniającej się organizacji rektorskiej, nawet ci wyróżniający się funkcją kontaktu operacyjnego – nie podjęli. [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/]

Z góry nie można powiedzieć, że to są źli ludzie, ale po analizie faktów złość człowieka – nie wyróżniającego się współpracą z organami bezpieczeństwa [ https://blogjw.wordpress.com/2017/12/30/a-jednak-sa-oznaki-dobrej-zmiany-pomyslnosci-w-nowym-roku/]- ma prawo ogarnąć.

Zachęcam do lektury i dyskusji nad tekstami z mojego archiwum lustracyjnego zamieszczonego w moim lustrze nauki https://lustronauki.wordpress.com/

Archiwum lustracyjne JW

a także na blogu akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/

Z góry przecież nie można mówić zasadnie, że to są złe teksty, pisane przez złego człowieka, choć anonimowe gremia – z góry, bez podania faktów, merytorycznego uzasadnienia, tak moją działalność oceniały i nikt, nawet ministrowie[https://blogjw.wordpress.com/2016/09/08/list-otwarty-do-min-jaroslawa-gowina-w-sprawie-lustracji-srodowiska-akademickiego/] , autonomiczne kontakty operacyjne w randze szefów konferencji rektorów tego nie unieważnili, nawet nie zbadali, nawet nie miały/ nie mają zamiaru zbadać  [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] mimo wrastającego jednak uposażenia !

Jakich podwyżek panowie rektorzy/profesorowie się domagają dla poznania prawdy, której poznawanie winno być ich statutowym obowiązkiem ?

Zaznaczam dla jasności, że ci, którzy działają na rzecz poznania prawdy i te działania także rektorom/profesorom udostępniają nic na tym nie zarabiają (poza brutalnymi atakami rektorskimi) – https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ więc chyba nie w zarobkach pies jest pogrzebany ?