Autor książki „Trąd w Pałacu Nauki”: polskie uczelnie zbudowane na komunistycznym bagnie

Autor książki „Trąd w Pałacu Nauki”: polskie uczelnie zbudowane na komunistycznym bagnie (FILM)

niezalezna.pl

W nowej książce „Trąd w Pałacu Nauki” przedstawiłem trzy etapy transformacji polskich uniwersytetów, czyli okres czerwonych agencji towarzyskich, następnie czas bastionów różowych kameleonów i wreszcie przejście do uniwersytetów tęczowych – mówi dr Józef Wieczorek, którego poprzednia książka „Plagi akademickie” wywołała oburzenie wśród rektorów polskich uczelni. Jak żartował Wieczorek w rozmowie z Piotrem Lisiewiczem w „Wywiadzie z chuliganem”, jest dyskryminowany jako osoba o orientacji innej niż dominująca na uniwersytetach. – Ale nie seksualnej, tylko moralnej i intelektualnej. Całkowicie, fundamentalnie odmiennej niż rektorzy – stwierdził. To z tego powodu został wyrzucony z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mocna rozmowa o patologiach uniwersyteckich i nowej książce „Trąd w Pałacu Nauki” na filmie poniżej [ZOBACZ FILM na końcu tekstu]…….

Brzask Komunistycznej Partii Polski po medialnym upadku komunizmu

Brzask Komunistycznej Partii Polski po medialnym upadku komunizmu

W mediach w 1989 roku ogłoszono, że komunizm upadł, tymczasem okazuje się, że Komunistyczna Partia Polski jest wiecznie żywa.

KPP została utworzona w 16 grudnia 1918 roku, ale w roku następnym została zdelegalizowana, gdyż uznano zasadnie, że jej działania zagrażają niepodległości Polski. Mimo to w stanie nielegalnym przetrwała finansowana przez Międzynarodówkę Komunistyczną do roku 1938, kiedy została rozwiązana przez Komintern. Członkowie KPP nie przeżyli wielkiej czystki stalinowskiej, z wyjątkiem tych, co na swoje szczęście przebywali w więzieniach jako przestępcy i zdrajcy, i tych, którzy brali udział w wojnie domowej w Hiszpanii w Brygadach Międzynarodowych.

W PRL formalnie KPP nie została reaktywowana, ale zastąpiła ją PZPR powstała 15 grudnia 1948 r. z połączenia PPR i PPS i stanowiąca przewodnią siłę zniewalania narodu przez sowietów.

Życie po śmierci

Faktem jest, że w czasie tzw. transformacji ustrojowej 29 stycznia 1990 r. sztandar PZPR został wyprowadzony, ale pod względem prawnym i personalnym tworząca się III RP pozostała w ciągłości z PRL, a wcześniejsi członkowie PZPR spadli na cztery łapy. W ramach polityki cancel culture, słowo ‘komunizm’ zostało wymazane z historii polskich uczelni, podobnie jak PZPR, której dokumenty w znacznej mierze wyparowały i do tej pory nie wiadomo kto i jak przez dziesiątki lat przewodził i formował/formatował niemałą część elit Polaków. Pewną znajomość mamy co do działań organów wyższych szczebli, ale szczeble podstawowe jakby nie istniały, choć to one odbiły się szczególnie na losach przeciętnego Polaka, wdrażając w życie bezprawie zwane sprawiedliwością społeczną.

Dawni towarzysze zorganizowali się w SLD i przez lata nawet dominowali w życiu politycznym III RP, a od kilku lat stanowią silną grupę (jakby zamiast dawnego biura politycznego) w Parlamencie Europejskim. Ideowi marksiści walczyli, aby nie doszło do całkowitej anihilacji idei marksistowskiej. Funkcjonowali szczególnie na Śląsku jako ZKP „Proletariat”. Przez siły „reakcji” zostali wykreśleni z ewidencji partii politycznych w roku 1997, jednak przetrwali. W 2002 r. doszło do zarejestrowania Komunistycznej Partii Polski nawiązującej do tradycji przedwojennej KPP i częściowo PZPR. KPP odbyła pięć zjazdów w Dąbrowie Górniczej i w Bytomiu, a jej członkowie startowali w wyborach samorządowych i parlamentarnych (z list Polskiej Partii Pracy), popierali Grzegorza Napieralskiego z SLD. KPP, rzecz jasna, krytykuje likwidację PRL, uczestnictwo Polski w Unii Europejskiej i NATO, sprzeciwia się ustawom dekomunizacyjnym i polityce historycznej IPN.

Liczba jej członków nie jest wielka, to jakieś kilkaset osób, ale ich działalność jest widoczna w przestrzeni publicznej poprzez oficjalny biuletyn partii – miesięcznik „Brzask” jak i stronę internetową czy profil na FB. „Brzask” wierny idei marksistowskiej Działacze KPP chwalą się, że „»Brzask« jest fenomenem w historii polskiej prasy, gdyż był i jest redagowany w pełni społecznie przez ludzi (ponad 160 autorów!) całkowicie oddanych sprawie ochrony dorobku Polski Ludowej i podejmowania różnych inicjatyw, ratujących filozofię marksistowską w obliczu furii antykomunistycznej”.

Podkreślają, że czasopismo było i jest wierne idei marksistowskiej. Stąd wiadomo, że KPP publicznie gloryfikowała przywódców systemów totalitarnych – Józefa Stalina jako „Wyzwoliciela Narodów” i Kim Dzong Ila jako „Wielkiego Przywódcę”, popierała reżim totalitarny w Korei Północnej. Faktem jest, że istnienie partii komunistycznej w Polsce nie jest nielegalne, a symbole komunizmu sierp i młot nie zostały zdelegalizowane.

Niemal od początku istnienia partii trwa walka o jej delegalizację, prowadzona głównie przez posłów PiS, lecz sądy odrzucają pozwy, nie dopatrując się naruszenia prawa. W procesie dotyczącym propagowania przez działaczy KPP na łamach „Brzasku” systemu totalitarnego, Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej uznał redaktorów pisma „Brzask” za niewinnych zarzucanych im czynów.

No cóż, sądy nie zostały zdekomunizowane, więc dlaczego by miały zgadzać się na dekomunizację partii politycznej, i to komunistycznej – nieprawdaż? Tym niemniej usiłowania delegalizacji nadal trwają, a zaangażowany na tym polu min. Zbigniew Ziobro odsądzany jest przez działaczy KPP i „Brzasku” od czci i wiary.

Działacze Komunistycznej Partii Polski utrzymują, że „Brzask”, jak i sama partia, w związku z działalnością na rzecz propagowania idei komunistycznych w kapitalistycznej Polsce są prześladowane od zarania swojej historii.

Prześladowania przewodniej siły

Niewątpliwie „prześladowania” komunistów w Polsce mają długą tradycję, i to niezależnie od tego, czy komuniści byli w mniejszości, czy stanowili przewodnią siłę narodu.

Co więcej, jest znamienne, że prześladowali się także nawzajem. W końcu przedwojenna KPP została zlikwidowana przez stalinowskich komunistów, grupa inicjatywna PPR, zrzucona z ZSRR do Polski podczas okupacji, wystrzelała się nawzajem w ramach partyjnej walki o władzę (Marceli Nowotko, Bolesław i Zygmunt Mołojcowie), a już po wojnie Władysław Gomułka w randze sekretarza PPR był prześladowany, a nawet więziony przez komunistów za odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne, co podczas odwilży wyniosło go do władzy.

Mity prześladowcze często stanowią trampolinę do kariery. Wielu instalatorów komunizmu w Polsce „prześladowano” po Marcu 1968 r., dzięki czemu uniknęli procesów za swoje ekscesy w czasach stalinowskich, a nawet zrobili kariery naukowe za granicami, o czym nieprześladowani mogli tylko marzyć.

Komuniści byli zmuszeni się bronić przed niewdzięcznymi robotnikami w roku 1970, potem 1976, a także w 1981, kiedy wprowadzali stan wojenny w ramach „liberalizacji systemu” (tak ten okres od 1956 do1989 r., bez użycia terminu ‘stan wojenny’, określany jest w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego!).

Partyjni naukowcy – np. na UJ – skarżyli się na dyskryminację, wręcz prześladowania ze strony nierespektujących ich przewodniej siły na uniwersytecie. Sam za takiego prześladowcę byłem uznany w końcu epoki Jaruzelskiej, a nawet po niej!

Zapełnianie luki po prawdzie

Jak to się stało, że „prześladowcy” z uczelni byli wypędzani, a prześladowani funkcjonariusze pozostawali na uczelni i pociągają za sznurki akademickie nieraz do dnia dzisiejszego, nawet najtęższe głowy historyczne i socjologiczne nie objaśniają.

 Można natomiast spotkać się z twierdzeniami, że np. na Uniwersytecie Jagiellońskim PZPR w końcu PRL już nie istniała, że poniosła spektakularną klęskę! Jednak, mimo że nie istniała, decydowała o tym, kto może, a kto nie może być rektorem, kto nie może być pracownikiem, bo ma negatywny wpływ na młodzież akademicką, podburzając ją do myślenia, i to krytycznego.

Po tej „spektakularnej klęsce” członkowie partii bynajmniej nie zostali przeniesieni w stan nieszkodliwości (co postulowałem w jeszcze w stanie wojennym), nie stracili etatów ani stanowisk na uczelni (w przeciwieństwie do „prześladujących” ich antykomunistów), ale pełnili przez jeszcze wiele lat przewodnie funkcje, i to nieraz z poparciem Solidarności.

Jakoś tak u nas jest, że formalne struktury działają bezobjawowo, te już zlikwidowane – objawowo, a spektakularna klęska jest nieraz trampoliną do kariery, szczególnie akademickiej.

O prześladowanych realnie i skutecznie przez komunistów wiedza jest mierna, bo poddana antykulturze wymazywania, a antykomuniści są po „upadku” komuny wykluczani. Nawet IPN nie zdołał zbadać tego procesu jak należy, stąd nie znamy nawet składów tzw. Podstawowych Organizacji Partyjnych, choćby tych jednostek, które formowały przez lata elity III RP.

Mgłą tajemnicy owiane są mechanizmy i skutki kilkudziesięciu lat przewodzenia partii w każdej dziedzinie życia w PRL, a szczególnie życia akademickiego. Lukę – po abdykowaniu uczelni z poszukiwania prawdy – starają się wypełnić prześladowani ideowi komuniści, fakt, że spychani na dalszy plan przez neomarksistów realizujących długi marsz przez instytucje.

Także w propagowaniu idei humanizmu ideowi twórcy „Brzasku” zaczynają, zdaje się, przegrywać w konkurencji z postępowcami propagującymi idee gender, kazirodztwa i kanibalizmu. Mimo że ideowi komuniści nie ulegli całkowitej anihilacji, zapewne jeszcze czeka nas długa walka o ich delegalizację.

Czy po abdykacji z poszukiwania prawdy przez centra kształtowania elit kiedykolwiek poznamy prawdę o komunistach i ich roli w formowaniu nowego człowieka

Tekst opublikowany w KURIERZE WNET · KWIECIEŃ 2O22 r.

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Nagroda “Nieobojętności” dla obojętnego na zagładę świata wartości

Przed rokiem, podczas uroczystości w 75 rocznicę wejścia Armii Czerwonej na teren Kl. Auschwitz, Marian Turski – były więzień najstraszniejszego obozu zagłady – wygłosił przemówienie, które odbiło się szerokim echem, tak w Polsce, jak i na całym świecie. 

Czy pierwszy laureat nagrody ma jakieś dowody na poparcie swej nieobojętnej postawy?

 Omówił, jak krok po kroczku, świat prowadził do Holocaustu. Przypomniał – postulowane przez prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta 5 lat wcześniej – 11 przykazanie: “nie bądź obojętny”.

Nie wiadomo, czy Marian Turski zna Dekalog, czy go rozumie, ale wiadomo, że swym wystąpieniem zdobył szerokie uznanie jako autorytet od nieobojętności.

Jego koledzy z „Polityki” postanowili go zgłosić do Nagrody Nobla, a Oświęcimski Instytut Praw Człowieka ufundował Nagrodę Nieobojętności i w tym roku po raz pierwszy wręczył ją właśnie Marianowi Turskiemu.  

Problemy z Dekalogiem  

Czy fundatorzy nagrody zapoznali się z Dekalogiem – nie wiadomo. Dziś żyjemy w czasach, kiedy walczy się z religią, aktywiści antyreligijni domagają się usunięcia religii ze szkół, więc i znajomość Dekalogu, wartości chrześcijańskich, staje się coraz rzadsza. Szczególnie wśród propagujących postęp i walczących z zacofaniem i ciemnotą.

Ci zacofani bez trudu mogliby wskazać, że przestrzeganie Dekalogu, w którym mamy fundamentalny zakaz – Nie zabijaj (przykazanie piąte) – zapobiegłoby Holocaustowi, jak i innym ludobójczym nieprawościom naszego świata.

 Nie ma potrzeby dodawania kolejnych przykazań, poprawiać dzieła Pana Boga, a jedynie przestrzegać tego, co On nakazuje. 

Niestety cechą “postępowych” jest kompromitująca nieznajomość, czy wręcz nienawiść do podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej, którą chcą całkowicie zlikwidować, kontynuując niedokończone dzieło epoki oświecenia, z jej rewolucją francuską.  

Marian Turski rok temu objaśniał, że Auschwitz nie spadł nam z nieba, co jest oczywistością, bo jego geneza wiąże się z otchłaniami piekielnymi, a nie z niebiosami, gdzie obowiązują i są nakazywane odmienne przykazania, nierealizowane jednak na Ziemi przez twórców KL Auschwitz.

Nie podniósł w swej wypowiedzi, że KL Auschwitz został założony dla eksterminacji Polaków, którzy byli pierwszymi więźniami obozu.   (Czy KL Auschwitz jest obszarem eksterytorialnym?”  -Kurier WNET” nr 73/2020.)

Oświęcim,14 czerwca 2020 r. Upamiętnienie pierwszego transportu polskich więźniów politycznych (14.06.1940) do KL Auschwitz

Jakby był obojętny na los tysięcy pomordowanych tam Polaków, o czym i świat nie chce wiedzieć, wymazuje z pamięci, zniekształcając historię tej Golgoty.

Na depolonizację KL Auschwitz nie był obojętny więzień tego obozu o numerze 15683-Bogumił Sojecki, który na krótko przed śmiercią (miał 102 lata) 1 września 2020 r. napisał dramatyczny list do Prezydenta RP Andrzeja Dudy w sprawie niszczenia autentycznych obiektów obozowych, zamknięcia na I piętrze Bloku 11 ekspozycji „Polski ruch oporu w Oświęcimiu”. Apelował: “Druhu Prezydencie – weź w obronę pamięć o bohaterskich żołnierzach w pasiakach – męczennikach Auschwitz!”.  Jakoś, mimo że był chyba najstarszym żyjącym więźniem KL Auschwitz, nagrody “Nieobojętności” nie dostał. Widać był nieobojętny wobec innych wartości.    

Nieobojętność poza światem wartości 

Marian Turski, propagator 11 przykazania, okazał się jego wyznawcą i realizatorem, ale poza światem wartości cywilizacji łacińskiej. Po okupacji niemieckiej, po opuszczeniu niemieckich obozów śmierci, nie był obojętny na instalowanie – siłą, przemocą, zbrodnią – systemu komunistycznego na terenie Polski. Wspierał ten zbrodniczy system, odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi na całym świecie i wielu tysięcy na terenie Polski.

Wstąpił do PPR, a następnie do PZPR, robiąc szybką karierę w aparacie propagandy – jako dziennikarz, i to wtedy, kiedy tysiące jego rówieśników pozostało w lasach, walcząc o wolną od komunizmu Polskę. Na żołnierzy podziemia niepodległościowego polowały wówczas szwadrony śmierci instalatorów komunizmu, wielu więźniów obozów niemieckich znalazło się w katowniach UB lub trafiało do obozu Auschwitz, zaadaptowanego na potrzeby instalacji komunizmu.  

Propaganda komunistyczna, w której funkcjonował Marian Turski, nazywała ich bandytami, faszystami, a kaci UB likwidowali ich w nieludzki sposób. 

Jednym z niewyobrażalnie torturowanych w katowniach UB, był – dobrowolny więzień KL Auschwitz – rotmistrz Witold Pilecki. Ten, uważany zasadnie za jednego z najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej, w KL Auschwitz organizował ruch oporu, a po brawurowej ucieczce z obozu brał udział w podziemiu niepodległościowym, tak za okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej.

Nie był obojętny, bo postępował zgodnie z Dekalogiem, a siłę dawała mu lektura „O naśladowaniu Chrystusa”. 11 przykazanie nie było mu do nieobojętności wobec zła potrzebne. Należał do innego świata wartości i dlatego był niebezpieczny dla instalatorów komunizmu. Torturowany, wyrażał opinię, że Oświęcim był igraszką wobec tego, co przechodził w więzieniu UB! 

Czy dziennikarz Marian Turski mógłby przedstawić jakieś dowody swojej nieobojętności na tragiczny los rotmistrza, w końcu współwięźnia tego samego obozu niemieckiego? 

Po stronie instalatorów komunizmu, i to na wysokich szczeblach, działał inny więzień KL Auschwitz – Józef Cyrankiewicz, któremu propaganda komunistyczna przypisywała organizowanie w obozie ruchu oporu, czyli to, co robił tam rtm. Pilecki. Józef Cyrankiewicz miał taką władzę w komunistycznej Polsce, że mógł współwięźnia ocalić od śmierci, ale nie miał w tym interesu. Śmierć rotmistrza była nawet dla jego kariery korzystna. Rzecz jasna, Cyrankiewicz jako premier PRL, nie był obojętny na powstanie poznańskie w 1956 roku. Groził każdemu: kto “odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji…”. 

Nieobojętność ujęta w propagowanym 11 przykazaniu różne ma oblicza i różne wartości, a czasem pozostaje poza światem wartości, jeśli jest niezależna od Dekalogu, rzekomo wadliwie skonstruowanego, mimo że spadł on z Nieba. 

11 przykazanie wprowadzane w życie niezależnie od Dekalogu może doprowadzić do niejednego Auschwitz.

W końcu liczba ofiar instalacji systemu komunistycznego walczącego z religią, z Dekalogiem, to ok. 100 mln, czyli wielokrotnie więcej od ofiar całego Holocaustu.  A rocznie giną setki tysięcy chrześcijan za wiarę, także poza systemem komunistycznym, i to przy obojętności ”nieobojętnych”. 

Strajk Kobiet nie spadł nam z Nieba 

Marian Turski mówił po otrzymaniu nagrody “Nieobojętności”, że sprawiła mu radość i raduje się także tym, że na manifestacjach antyrządowych, na Strajku Kobiet, obecne są plakaty z cytatami jego oświęcimskiej wypowiedzi.

Te hasła niejednokrotnie dokumentowałem w swoich fotoreportażach .

2 czerwca 2020 r., Kraków, Rynek, demonstracja „tęczowych”

Dokumentowałem jednocześnie zdziczenie, agresję, przemoc, wulgarność. Nie było wrzasków raus!, raus!  schnell!, schnell!,  ale było j(…)ć, wyp(…)lać. (Bunt jagiellońskich polonistów- Kurier WNET, nr. 78/79).

 Na ulicach miast polskich panował wandalizm, profanacja wszystkiego, co się wiąże z Kościołem, Dekalogiem, z cywilizacją łacińską, którą te hordy, podburzane jeszcze przez świat akademicki, ich decydentów, chcą zniszczyć. Te hordy domagają się holocaustu nienarodzonych – i to bez konsekwencji, na życzenie, bo tak byłoby im lepiej. To zakaz zabijania uważają za znęcanie się nad nimi.

Całkowite odwrócenie znaczenia słów, wartości ogólnoludzkich i lansowanie nieludzkich poczynań. I to pod szyldami cytatów Mariana Turskiego, co sprawia mu radość!  

Kilka lat temu, nieobojętni na Holocaust nienarodzonych, holenderscy obrońcy życia ułożyli nieopodal obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w kościele Matki Bożej Królowej Polski, tysiąc figurek plastikowych miniaturek 10-tygodniowego płodu. Symbolika oczywista, ale pomijana milczeniem. Ci, którzy walczą o ochronę życia, są obiektem prześladowań, traktowani wulgarnie na strajkach kobiet, manifestacjach antyrządowych, na portalach społecznościowych. Mamy w przestrzeni publicznej narastającą nienawiść, przemoc, uliczne ataki na obrońców życia, w imię prawa do zabijania. A na plakatach i na ustach informacje: To jest wojna! Czas na kolejny Smoleńsk! Strajk Kobiet nie spadł nam z nieba!  

Marian Turski w swoim przemówieniu przestrzegał: “Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.” 

Chyba jednak Marian Turski się nie obejrzał. Mógłby zobaczyć, że Anioła Śmierci z Auschwitz, zastępuje Anielica Śmierci ze Strajku Kobiet na drodze do holocaustu.

 I to także z powodu jego obojętności na Dekalog, który spadł nam z Nieba, gdy Auschwitz, jak i Strajk Kobiet ma pochodzenie piekielne.  

Jaka będzie liczba ofiar instalacji barbarzyńskiego systemu, po odrzuceniu Dekalogu, zniszczeniu cywilizacji łacińskiej? Barbarzyńcy do likwidacji chrześcijańskiego świata wartości nie zbliżają się krok po kroczku, lecz dużymi krokami, a nawet skokami. I jest na to przyzwolenie, a nawet radość zgodna (?)  z postulowanym 11 przykazaniem. Marian Turski zdaje się nic nie widzieć, jakby doświadczenia KL Auschwitz niczego go nie nauczyły, nie tylko jako młodego człowieka aktywnie wspierającego instalacje barbarzyńskiego, ludobójczego systemu komunistycznego, ale także jako osoby u końca swoich dni, wspierającego dokończenie tej barbarzyńskiej instalacji w nowej szacie. 

Dla kogo Marian Turski jest autorytetem moralnym? – dla barbarzyńców!  Otrzymał nagrodę “Nieobojętności”, jako obojętny na zagładę świata wartości. 

 Obojętni wobec wykluczenia i kłamstwa historycznego  

Marian Turski rok temu w Auschwitz mówił: “można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders,…. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.”  i zaapelował “Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni…” 

W systemie komunistycznym wspieranym przez Mariana Turskiego wykluczano i stygmatyzowano tych – i ich rodziny – co walczyli o wolną Polskę, nie włączali się ochoczo w budowę najlepszego z ustrojów, a dziennikarze oswajali z tym ludzi, oprawców nazywając bohaterami, patriotami, ofiary – bandytami.

Marian Turski apeluje, aby nie być obojętnym wobec kłamstw historycznych, ale nie przytacza ani jednego przypadku swej nieobojętności na powszechne kłamstwa historyczne wspieranego przez niego systemu, który zwany jest systemem kłamstwa, Kłamstwo katyńskie uważane jest za mit założycielski PRL. Nieobojętni wobec tego kłamstwa byli w PRL likwidowani, prześladowani, wykluczani.

A czy nieobojętny wobec instalacji PRL Marian Turski ma jakieś dowody nieobojętności wobec kłamstwa katyńskiego i prześladowań z nim związanych? Czy funkcjonował jako bystander, czy zaangażowany propagator/pretorianin systemu kłamstwa?

W PRL przeszłość nie tylko była naginana do aktualnych potrzeb polityki, ale czyszczono z pamięć i edukację z niewygodnych faktów i niewygodnych ludzi. Pomijano zwłaszcza przykłady zwycięstw oręża polskiego (Bitwa Warszawska!), największych polskich bohaterów (Witold Pilecki!) walczących o niepodległą Polskę. Wielu z nich odbierano obywatelstwo polskie (Władysław Anders!). Czy Marian Turski ma jakieś dowody swej nieobojętności wobec takiego stanu rzeczy? 

Fakt, że niewygodna historia, szczególnie ta najnowsza, do dziś jest zakłamywana przy obojętności historyków sformatowanych w systemie kłamstwa. Powszechnie się ich usprawiedliwia: przecież by ich wyrzucono z uczelni. Autocenzura od dziesięcioleci jest racją bytu akademickiego. Oto autonomia uniwersytetów w wolnej Polsce.

Akademicy nadal boją się mówić i pisać, jak jest i jak było, bo uczelnie weszły w etap postprawdy. Ideologia dominuje nad nauką, a TęczUJe jawnie głoszą, że każdy musi się mieć na baczności (TęczUJe zdobyli UJ -Kurier WNET, nr.69, marzec 2020 r.) 

Wyrzucani są natomiast ci, którzy nie są obojętni, bronią prawdy, występują przeciw zakłamywaniu. To oni skazywania są na niebyt.

Przed nieobojętnymi wobec zagłady świata wartości uczelnie są zamknięte, aby nie mieli wpływu na młodzież

Czy przedwojenna zasada numerus clasus, getto ławkowe, represje 1968 roku wobec instalatorów komunizmu pochodzenia żydowskiego, to nie była igraszka wobec takich represji?   

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, w marcu 2021 r.

wersja audio