Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Reakcja na brak refleksji wobec pandemicznej klęski

Niedawno opublikowałem refleksyjny tekst o pandemii, w ujęciu wykraczającym poza zarazę koronawirusa, przypominając o wirusie komunizmu, pandemii bezmyślności i historykach, którzy są nieczuli na fakty i zamiast rozjaśniania, zaciemniają historię i pozostają nadal wybitnymi. [https://blogjw.wordpress.com/2020/04/18/refleksje-pandemiczne/ ].

Tekst rozpowszechniłem w mediach społecznościowych i pocztą elektroniczną, kierowaną także do najwyższych polskich decydentów akademickich, ‚w oczekiwaniu na refleksje krytyczne, ale merytoryczne’ i takich refleksji doczekać się nie mogę. Czyli – Klęska, jak tytuł książki Wiktora Suworowa, i jaki wniosek można wyciągnąć z moich refleksji.

Zadałem nieco prowokacyjne pytanie ile w tym tekście [ tzn. tekście Wiktora Suworowa w książce ‚ Klęska”] trzeba zmienić, aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jej dziejach ? „.

Może pytanie było zbyt trudne, wymagające refleksji, sięgnięcia po cytowane przeze mnie teksty o metodach badań i wnioskowań naszych historyków.

W takim razie spróbuję zrobić erratę do mojego tekstu, dokonując nasuwających się zmian tekstu Suworowa, aby dotyczył on naszych, a nie moskiewskich historyków.

A zatem może być tak: W Warszawie, Krakowie [ i nie tylko] mamy licznych historyków, etatowych, czasem na wielu etatach, pełniących rozliczne funkcje, wyróżnionych wielkimi stopniami i tytułami oraz obwieszonych państwowymi odznaczeniami, przystrojonych togami, czasem też gronostajami.

W czasie epidemii mają usta pozasłaniane widocznymi maskami antywirusowymi, które przed pandemią koronawirusa, ale w trakcie pandemii komunistycznej, też używali, ale inaczej, w sposób niewidoczny gołym okiem i zawirusowanym komunizmem umysłem, zapewne aby się uchronić przed wirusem antykomunistycznym, wirusem prawdy historycznej stanowiącym zagrożenie dla ich stopni, tytułów, odznaczeń, tóg i gronostajów.

To nie jest grupa ekspertów, a cała plejada etatowych, oficjalnych badaczy naszej przeszłości, mających do dyspozycji piękne instytuty naukowe, mnóstwo materiałów archiwalnych, niemały budżet badawczy i zarazem wychowawczy, dla wychowania ludu w jedynie słusznej prawdzie przeznaczony.

Ci uczeni mężowie, a nawet żony, nie mniej uczone, już ponad 30-lat bez powodzenia badają historię swoich uczelni wkomponowaną w historię Polski. Ale oni wszyscy nie zdołali nic odtworzyć należycie i teraz doszli do wniosku, że napisanie takiej historii jest w ogóle niemożliwe! W żadnym terminie. Pomysł absolutnie nierealny.

To co napisali – to wszystko bzdura.

Test na inteligencję: Był komunizm na terytorium Polski siłą zainstalowany, była opozycja antykomunistyczna przez ten reżim nękana i dziesiątkowana, z uniwersytetów wypędzana, był stan wojenny, aby reżim – mimo pandemii antykomunistycznej – się utrzymał, była moc ofiar, uczestników i świadków – straty osobowe, moralne i intelektualne, zniszczenia także materialne – niesłychane, ale ludzkim okiem niewidziane, bo ukrywane, fałszowane.

Były tony dokumentów, i są nadal, mimo zniszczeń tego co było niewygodne. Resztki archiwów bezpieki, przewodniej siły narodu, jak i archiwów instytutów, uniwersytetów realizujących mniej czy bardziej przewodnie dyrektywy i nakazy, mimo wszystko, ci uczeni mogą badać, ale ci jakby woleli trzymać się od nich z dala, szczególnie od archiwów przewodnich dla ich sformatowania.

Czas płynie – lat 5, 10, 20, 30 nawet, ale rzetelnej historii jak się okazuje napisać nie można. Z założenia. Z wyrozumowania.

Jeżeli się mylę, przyjmuję kontrargumenty.

Moim zdaniem, świadczy to o tym, że komunizmu, stanu wojennego po prostu nigdy nie było, bo skoro go nie ma w historii – najstarszej i wzorcowej uczelni- badanej przez najbardziej wyśmienitych historyków, to niby gdzie ten komunizm i ten stan wojenny miał być ?

Są co prawda poszlaki, zarejestrowane w historii innych podmiotów, a nawet kraju całego, że komunizm był i stan wojenny był, ale autonomiczna historia wyspy wolności i niezależności [od prawdy !] jaką stanowi najstarsza polska wszechnica – jest inna i nie ma nic wspólnego z tamtą.

Tak jak tacy uczeni mężowie, a nawet żony, nie mają nic wspólnego z nauką, mimo że ta jest, ale na wygnaniu.

I to jest prawdziwa, pandemiczna klęska i nic nie wskazuje, że po wyborach – bez względu na to, kiedy się odbędą – ustąpi.

A Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce i Edukacji, której opracowanie postulowałem, jak nie było, tak nie ma i nie będzie, bo by miała nikłą nośność naukową [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/ ] – bo by zniosła takich uczonych mężów, a nawet żony.

Appendix:

Fragment Klęski Suworowa dla refleksji pandemicznych przetworzony:

Refleksje pandemiczne

Refleksje pandemiczne

W czasie pandemii mamy siedzieć w domu, co winno skłaniać do lektur i refleksji. Oby.

Ja sięgnąłem do książek Wiktora Suworowa, których mam kilka w mojej biblioteczce i w jednej z nich „Klęska” na str. 379 czytam to co mi przypomina moje pisanie, rzadko jednak czytane i dyskutowane.

 

Mam pytanie – ile w tym tekście trzeba zmienić aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jego dziejach ?

Pisałem o tym wielokrotnie. [ np. https://politykapolska.eu/2018/12/13/czy-uniwersytet-moze-sie-wybic-na-niepodleglosc-heroicznie-broniac-sie-przed-poznaniem-prawdy-o-swojej-historii-jozef-wieczorek-o-sytuacji-na-uj/ ]

Zadawałem pytania najwyższym władzom uczelni. [ np. https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ ; https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/]

Stawiałem zadania najwybitniejszym oficjalnym historykom. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/

I nic.

W historii uczelni pisanej przez wybitnych historyków – komunizmu nie było, stanu wojennego nie było, a historycy pozostają nadal wybitnymi, a rektorzy jeszcze bardziej!

Wycofania z obiegu edukacyjnego takiej historii nie mają zamiaru, [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ ] mimo że z historią taka historia nie ma wiele wspólnego, a raczej stanowi jej zaprzeczenie.

Także opozycja antykomunistyczna wobec takiego kuriozum – milczy !

Nie zwracają uwagi na oczywistą oczywistość, że gdyby nie było komunizmu, to by nie było opozycji antykomunistycznej, i medale, ordery, dodatki za działalność antykomunistyczną należałoby zwracać.

Trzeba rzeczywiście być bohaterem, aby tak trwać przy swoich orderach i dodatkach, i nie reagować na brak komunizmu w sercach i umysłach, tych którzy kształtują serca i umysły kolejnych pokoleń Polaków. Wielu było internowanych, wielu więzionych, a na brak stanu wojennego w historii i to będącej w obiegu edukacyjnym – nie reagują [sic !].

Jaką oni miarą mierzą swe poczynania, jaką miarą je zmierzono, aby ich wyróżnić ? Nawet w czasie pandemii nie potrafię tego objąć, ani moim sercem, ani umysłem.

Z monitoringu pandemii wynika, że udokumentowana liczba zarażonych jest uwarunkowana ilością testów na obecność koronawirusa. To oczywiste. Jakby testów nie było, nie byłoby stwierdzenia zarażonych. Jak zwiększamy ilość testów, zwiększa się ilość udokumentowanych zarażonych.

Ale jak zwiększyć ilość myślących krytycznie, dostrzegających związki przyczynowo skutkowe ? Nie opracowano jeszcze żadnej skutecznej metody w tej materii, nie wynaleziono żadnej szczepionki przeciwko wirusowi bezmyślności. Pandemia bezmyślności trwa i nikt sobie z tego nic nie robi, jakby to nie było zagrożenie dla świata.

Najwięksi badacze jagiellońscy, gdy przystąpili w czasach transformacji do badań nad pokrzywdzonymi w czasach panowania reżimu totalitarnego, ograniczyli się tylko to testowania beneficjentów tego reżimu !

I co wyszło ? A co miało wyjść ?! Jak nie badali pokrzywdzonych, to pokrzywdzonych nie mogli wykryć !

Jasne ? Otóż niekoniecznie. Na takie poczynania największych, najbardziej utytułowanych, wystrojonych w togi i obwieszonych medalami, pozostali beneficjenci chowają jedno głowy w piasek i dla nich nic nie jest jasne, bo głowa pogrążona w piasku nic nie widzi.

Jak ja jasno argumentuję, zdają się odpowiadać – widzę ciemność ! Jasne i zgodne z prawdą !

Utytułowani uczeni dostarczają informacji mrożących krew w żyłach, o tym jak to wielu tajnych współpracowników systemu totalitarnego działało na tej, czy innej uczelni.

I co podają o tym co oni tymi działania spowodowali ? Podają, że [podobno !] nikt nie ucierpiał ? Byli inwigilowani/indagowani, ale taki ogromny, bezkarny, krwiożerczy aparat represji nic im nie zrobił, a nawet utytułował, jak byli dobrzy ! Jeśli tak było, no to dobry był to czas – nieprawdaż ?

W nomenklaturze reżimowej, służba bezpieczeństwa i tajni współpracownicy mieli za zadanie ochraniać obiekty, osoby, aby im nic się nie stało, aby czasem nie podłapali wirusa antykomunistycznego, antyreżimowego.

I co ? Jak nie było pokrzywdzonych, to ich ochronili ?

Ich zasługa [sic !] Nieprawdaż ?

Jak tak było, to im się chyba należą awanse, medale, dalsze etaty !? Takich to argumentów uczeni w piśmie, choć z zawirusowanymi umysłami, dostarczają. I co się dziwić, że zamiast wykluczenia z życia publicznego [ i nie tylko], aparat komunistyczny ma się dobrze, a nawet lepiej, po tzw. obaleniu komunizmu.

A co z tymi, których służby chroniły przed wirusem antykomunistycznym ? Jak widać ochroniły ich skutecznie, skoro nie reagują na brak komunizmu w historii [mimo, że są zwani opozycją antykomunistyczną|, nie reagują na brak stanu wojennego [mimo że miesiącami, a nawet latami byli na kwarantannie izolowani od społeczeństwa, aby go nie zainfekowali], nie reagują na brak wykrycia pokrzywdzonych w komunizmie – dzięki [ sic!] ich ochranianiu przez służbę bezpieczeństwa [i ich miłośników].

Widać pandemia antykomunistyczna, która swego czasu ogarnęła sporą część społeczeństwa, została skutecznie zwalczona.

Po ogłoszeniu upadku komunizmu, nie tylko gloryfikuje się upadłych komunistów, ale heroicznie walczy się o standardy przez nich wdrożone w serca i umysły oraz obecność świadectw komunizmu w przestrzeni publicznej. No cóż, wirus komunizmu pochłonął 100 milionów ofiar, a jeszcze zaraził setki milionów serc i umysłów – objawowo, bądź bezobjawowo.

Komunizm w Polsce zainstalowano za pomocą czołgów, ale po sformatowaniu mentalnym i moralnym niemałej części społeczeństwa, nawet po rzekomym obaleniu komunizmu, społeczeństwo samo się od komunizmu w niemałym stopniu uzależnia i nic nie wskazuje, aby na to uzależnienie wynaleziono jakąś szczepionkę. Chyba nawet nikt – bo niby kto – nad takim wynalazkiem nie pracuje.

Co więcej nie tylko my, ale i niemal cały świat, przez lata starał się o uzależnienie – i to samowolnie/samowładnie- od komunistycznego molocha demograficznego, który nam zesłał pandemię koronawirusa i może nas opanować bez jednego czołgu, bez jednego wystrzału. Wirus wystarczy.

I taką klęskę sami sobie zgotowaliśmy.

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe


[https://www.panstwo.net/4377-nadzwyczajne-kasty-w-togach

  • symbol obu kast, najpierw sędziowskiej, potem akademickiej,

w czasach zarazy czerwonej, czyszczony z pamięci po rzekomym jej ustąpieniu]

Życie w III RP wśród nadzwyczajnych kast w czasach zarazy – refleksje niezaraźliwe

Żyjemy obecnie w czasie zarazy biologicznej jakiej na ziemiach polskich nie pamięta moje pokolenie, które żyło przez dziesiątki lat w czasach zarazy ideologicznej, najpierw czerwonej, a następnie tęczowej.

Życie w czasach zarazy skłania do refleksji nad marnością naszego żywota. Trudno jednak porównywać skutki zarazy biologicznej i ideologicznej, chociaż nie ma wątpliwości, że zejść śmiertelnych w wyniku panowania zarazy czerwonej było nieporównywalnie więcej niż dotychczasowych zejść podczas zarazy wirusowej, a żadna kwarantanna nie dawała skutecznej obrony przed zarazą czerwoną.

To, że społeczeństwo, mimo ogłoszenia końca zarazy czerwonej, bynajmniej nie ozdrowiało i nadal jest dotknięte czerwonym wirusem, który ulega tęczowej mutacji – jest faktem, ale często ukrywanym w przestrzeni publicznej.

Zanik refleksji nad tym stanem jest także faktem, stąd obywatelski obowiązek podzielenia się garścią refleksji, aby skłonić innych do wydostania się ze stanu hibernacji, który jest traktowany jako strategia przetrwania.

Czy warto tak trwać ?

Nie wszyscy taką strategię chcą przyjąć, naruszając błogostan rzekomych pogromców kolejnych zaraz, a zarazy czerwonej – w szczególności.

Analiz psychologicznych, socjologicznych, politycznych w tej materii jakoś brakuje. Pozostaje analiza indywidualna, siłą rzeczy subiektywna, ale nieraz wnosząca wiele do poznania prawdy obiektywnej, której wielu nie chce za żadne skarby znać.

Badacze mają obowiązek służbowy, a tym bardziej moralny, poznawania prawdy, ale robią wiele, a nawet więcej, aby nie poznać czasem tego co badają, jeśli tylko to poznanie by im utrudniło formalną karierę. I taki stan rzeczy spotyka się ze zrozumieniem, a nawet akceptacją, niemałej części społeczeństwa, jakoś nie mającego nic przeciwko temu, że tacy „badacze” są utrzymywani z ich kieszeni.

Skoro to akceptują, to za taki stan rzeczy są współodpowiedzialni i argument – „ja nie mam na to wpływu”, „ja nie wiedziałem”, nie może stanowić usprawiedliwienia, skoro palcem w bucie nie ruszą aby się dowiedzieć, a na widok niewygodnej dla nich wiedzy [dostępnej i to łatwo np. w cyberprzestrzeni ] chowają po prostu głowę w piasek.

I na takiego wirusa hibernacji społecznej do tej pory nie wynaleziono szczepionki i nie ma nawet informacji, czy nad taką szczepionką trwają prace badawcze. Odnosi się wrażenie, że badacze nawet siebie nie chcą uzdrowić, a co dopiero mówić o uzdrowieniu pozostałej części społeczeństwa.

To, że w Polsce mamy nadzwyczajną kastę sędziowską to chyba wszyscy wiedzą, bo to sami sędziowie tak społeczeństwu oznajmili i zostało to przyjęte do powszechnej niemal akceptacji, bo widocznie argumentów przeciwnych jakoś nie znaleziono.

Ale to, że w Polsce mamy także nadzwyczajną kastę akademicką chyba wiedzą tylko niektórzy. W przestrzeni publicznej się o niej nie mówi, chyba że w jakiś strefach niszowych. Jak wpisuję na ‚Google’ – „nadzwyczajna kasta akademicka” to mi wychodzą tylko moje teksty w różnych mutacjach.

Pisałem kiedyś w niszowym Nowym Państwie Nadzwyczajne kasty w togach” [2017] tak o nadzwyczajnej kaście sędziowskiej, jak i jej matce – nadzwyczajnej kaście akademickiej, nawiązując w tekście do Ewangelii wg św. Łukasza „ Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli„

Sądziłem, że w kraju katolickim będzie jakiś odzew. Nic z tego. Głowy pozostały pogrążone w piasku.

W TVP program „Kasta” porusza tylko problemy kasty sędziowskiej, pomijając całkiem kastę – matkę. Ta natomiast nieraz w przestrzeni publicznej występuje w obronie swoich dzieci. Trudno się nawet temu dziwić.

Niektóre osoby, bez względu na płeć, należą zresztą do jednej i do drugiej kasty jednocześnie, jakkolwiek w dwóch togach jednocześnie publicznie się nie pojawiają, stąd ludziska – że tak powiem – obrazkowi, jakoś tego zjawiska nie widzą.

Ja w swoim życiu nieco poznałem obie kasty i muszę przyznać, że kasta akademicka dała mi się bardziej we znaki.

Co prawda, przez kastę sędziowską byłem linczowany przed 20 laty, a przez ostatnie 5 lat grillowany na różnych jej szczeblach, ale gdzie tam tej kaście do swej matki-rodzicielki.

W końcu kasta akademicka nie tylko mnie linczowała i grillowała, ale wyklęła skutecznie i to dożywotnio w czasach czerwonej zarazy, a po rzekomym ustąpieniu zarazy wyklęcie nie ustąpiło, a nawet się wzmocniło.

W czasach zarazy czerwonej, mimo wszystko, przez szereg lat mogłem negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką poprzez ok. 100-200 godz. wykładów rocznie i nie mniejszą ilość innych zajęć oficjalnych, jak i nieoficjalnych, a nawet zabronionych – rzecz jasna nie bezkarnie. Ale po rzekomym ustaniu zarazy czerwonej nie było to już możliwe, nawet w ilości mikroskopijnej.

W rzekomo wolnej od czerwonej zarazy Polsce, pozostała jedynie wolność wykładania do swoich ścian [no i samych ścian rzecz jasna]. Kasta akademicka po ustaniu zarazy nawet się wzmocniła, uznała się za pokrzywdzoną, i to w części przeze mnie [sic !] i taki stan rzeczy został zaakceptowany i to także przez bojowników o wolność, a nawet demokrację.

Czy ktoś może ujawnić jakiś mój wykład/spotkanie/obszerniejszą wypowiedź w domenie nie tylko akademickiej, poza domeną sądową ? [ dla przykładu wypowiedzi sądowe m.in. pod adresami https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI, https://www.youtube.com/watch?v=g0C3crRTJ0g ]

To dla porównania funkcjonowania i społecznego odbierania obu kast ma znaczenie zasadnicze.

Otóż z moimi wypowiedziami na salach sądowych można się zapoznać, bo miały one miejsce i możne było je zarejestrować, gdy na innych salach – nie tylko akademickich- czegoś takiego nie było !

No, z wyjątkiem kilku wypowiedzi medialnych, i tych ‚wykładów’, tak na froncie akademickim, jak i na innych frontach życia w III RP, które sam pro publico bono zorganizowałem i zabezpieczyłem.

Jak zestawiam moją działalność, ujawnianą na dwudziestu kilku już stronach internetowych, można w niej wyróżnić szereg działań bojowych,  i to frontowych – nie tylko na froncie akademickim, ale także na frontach: antykomunistycznym, etycznym, jagiellońskim, konstytucyjnym, krakowskim, lustracyjnym, medialnym, niepodległościowym, obywatelskim, patologicznym, reformatorskim, sądowym, a nawet kulinarnym i humorystycznym.

I co ? I nic ! Można sobie istnieć w cyberprzestrzeni [nie zawsze bezkarnie, ale jednak], nawet w przestrzeni sądowej, ale w przestrzeni akademickiej – NIE !

Czy potrzebny jest jeszcze bardziej widoczny argument w rozważaniach nad wyższością nadzwyczajnej kasty akademickiej nad nadzwyczajną kastą sędziowską ?

Nawet Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować w Polsce każdą władzę, nawet Sąd Najwyższy, co za Jego zgodą nagrałem i ujawniłem, [Kasacja niewygodnego dziennikarza – proces Józefa W.- https://www.youtube.com/watch?v=0Vi8_6b5VxI] ale bez reakcji społecznej, także tych walczących z nadzwyczajną kastą sędziowską.

Kasta akademicka nie tylko tematu jej kontroli nie podnosi, do moich wypowiedzi nie dopuszcza, ale nawet nie zezwala mi na ujawnienie tego co sama wypowiada – np. Uśmiercanie dziennikarstwa internetowego w interesie publicznym ? https://blogjw.wordpress.com/2016/06/12/usmiercanie-dziennikarstwa-internetowego-w-interesie-publicznym/

Protestów społeczeństwa spolegliwego wobec nadzwyczajnej kasty akademickiej – nie zauważyłem. Alternatywnych poczynań, choćby podważających działania operacyjne nadzwyczajnej kasty akademickiej – brak.

Tryumf nadzwyczajnej kasty akademickiej, sformatowanej w czasach czerwonej zarazy, przetrwałej jej rzekome ustąpienie, i funkcjonującej – jakby nigdy nic – w czasach zarazy tęczowej, po prostu bije po oczach. Czemu brak refleksji w tej materii ?

Czy konieczność kwarantanny w czasach kolejnej zarazy biologicznej skłoni kogokolwiek do refleksji nad strasznymi skutkami zarazy ideologicznej, nie tylko w domenie akademickiej?

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też !

Wypowiedziane przez Mariana Turskiego słowa ‚Auschwitz nie spadł nam z nieba’ i propozycja 11 przykazania „nie bądź obojętny” poruszyły polską, a także zagraniczną opinię publiczną. Środowisko tygodnika „Polityka” rozpoczęło zbieranie podpisów pod nominacją Mariana Turskiego do pokojowej Nagrody Nobla i już wiele setek osób pod tym apelem się podpisało, nie bacząc na kontrowersyjną wymowę tych wypowiedzi człowieka, który przeszedł piekło niemieckich obozów koncentracyjnych (nie tylko KL Auschwitz) a jakby był obojętny na los ludzi przechodzących piekło nie tylko w Auschwitz, ale także w Gułagu, czy w katowniach UB, tworzonych przez instalatorów systemu komunistycznego, w ramach walki o szczęście i pokój całej ludzkości.

Najbardziej zasłużeni dla wspierania tej walki otrzymali rozmaite odznaczenia, w tym Leninowską (wcześniej Stalinowską) Nagrodę Pokoju.

Marian Turski, który jako młody człowiek przeszedł niemieckie piekło zbrodniczego systemu nazistowskiego, przystąpił w zniewolonej przez Armię Czerwoną Polsce (na jej terytorium zainstalowano PRL) do wspierania zbrodniczego systemu komunistycznego.

Działał w młodzieżówce PPR, następnie w PZPR, był na froncie propagandowym w randze redaktora naczelnego (w latach 1956–1957) Sztandaru Młodych – komunistycznego organu prasowego ZMP (później ZMS).

Pismo to zainaugurowało swoją działalność 1 maja 1950 r. zamieszczając na pierwszej stronie przemówienia wybitnych bojowników o pokój i sprawiedliwość społeczną – Bolesława Bieruta, Konstantego Rokossowskiego, Józefa Stalina.

Od 1958 był publicystą tygodnika „Polityka” – tuby propagandowej PZPR, kierownikiem działu historycznego i jest z tym tygodnikiem związany do dnia dzisiejszego.

Auschwitz nie spadł nam z nieba

Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj” – mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej ‚drodze do Auschwitz’ nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, a znany jest argument Hitlera uzasadniającego eksterminację ludności polskiej w 1939 r. „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”

Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku (nie tylko kroczku) ku Auschwitz ?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą to ewolucję czci się do dnia dzisiejszego, a dokonane podczas niej ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność ?

KL Auschwitz zaczął funkcjonować od 1940 r. jako miejsce eksterminacji Polaków, których pierwszy transport trafił tam 14 czerwca 1940 r. I to był ważny krok do stworzenia tam fabryki śmierci – miejsca eksterminacji głównie ludności żydowskiej, ale nie tylko.

O tym kroku Marian Turski w swym wystąpieniu nawet nie wspomniał. Podobnie jak o późniejszej historii KL Auschwitz, po wkroczeniu Armii Czerwonej i rozpoczęciu instalacji systemu komunistycznego na terytorium Polski.

Na stronach Centralnej Biblioteki Wojskowej zamieszczono informacje, o których Marian Turski winien wiedzieć: „W lutym 1945 roku NKWD utworzyło dwa obozy na terenie byłego obozu macierzystego i w obrębie byłego KL Auschwitz II Birkenau. Pierwszy obóz funkcjonował w dawnym KL Auschwitz I przypuszczalnie do jesieni 1945 roku i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W drugim z nich, założonym w obrębie byłego obozu KL Auschwitz II Birkenau więziono także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia, podejrzewane o brak lojalności wobec Polski. Obóz ten funkcjonował do marca 1946 roku.

W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż 25 tys. osób. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano więźniów, przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Od wiosny 1945 roku w Oświęcimiu istniał również obóz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), utworzony niedaleko dworca kolejowego, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, pochodzenia niemieckiego podejrzane o przynależność do NSDAP lub Polaków nie akceptujących przejęcia władzy w Polsce przez komunistów lub oskarżanych o sympatię dla ich przeciwników.”

W tym czasie Marian Turski działał już w młodzieżówce komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej. Niestety o tych krokach do stworzenia kolejnego zbrodniczego systemu nie wspomina.

System komunistyczny nie spadł nam z nieba, został zainstalowany za pomocą sowieckich czołgów i przy pomocy marionetek Kremla, nazywających się „patriotami polskimi” i mordujących tysiące prawdziwych – nie kremlowskich – Polaków, którzy na instalację zbrodniczego systemu, zniewolenia Polski nie byli obojętni.

To co się działo w KL Auschwitz w latach 1940-43 opisał w swych raportach inny więzień Kl Auschwitz – rtm. Witold Pilecki, który tak był nieobojętny wobec doniesień o eksterminacji więźniów tego obozu, że poszedł tam na ochotnika, aby to zbadać na miejscu.

Historia pierwszych lat KL Auschwitz jest jednak jakby wymazywana z pamięci, stąd nie wszyscy wiedzą, że KL Auschwitz został założony z myślą o eksterminacji ludności polskiej.

Jeśli do szkół trafią wypowiedzi Mariana Turskiego – jak postulują jego koledzy z „Polityki” – a nie trafi raport rtm. Witolda Pileckiego, to obraz tego co miało miejsce w KL Auschwitz, wyniesiony przez absolwentów naszych szkół, nie będzie prawdziwy.

Marian Turski pouczał, że nie należy być obojętnym na fałszowanie historii, więc nie można pominąć takiej obojętności i takiego fałszowania przez osobę, którą zamierza się awansować do rangi autorytetu moralnego i jego wypowiedzi włączyć do lektur szkolnych, a ponadto uhonorować Pokojową Nagrodą Nobla.

Rok 2020 został przez Senat RP ogłoszony Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego. Jak przypomina Radio WNET Ojciec Bocheński w sposób bezkompromisowy ganił intelektualistów kolaborujących z komunizmem (nazywał ich „zgniłkami”, przy czym jak sam podkreślał jest to stwierdzenie naukowe, oznaczające ludzi, którzy nie wierzą w prawdę oraz są produktem rozkładającego się społeczeństwa).”

Niestety Nagroda Nobla w ostatnich latach przyznawana jest często intelektualistom kolaborującym z komunizmem, co jest wynikiem przejęcia „zgniłków” po zaprzestaniu funkcjonowania pokojowej Nagrody Stalinowskiej/ Leninowskiej.

Natomiast rtm. Witold Pilecki był tym, który realizował swoją postawą przesłanie „nie bądź obojętny” – tak wobec ludobójstwa niemieckiego w Auschwitz, jak i ludobójstwa komunistycznego i dlatego został zgładzony, gdy jednostronnie nieobojętni – tzn. tylko na zło nazistowskie, ale nie na komunistyczne – są hołubieni.

Auschwitz nie spadł nam z nieba, ale system komunistyczny, który ma na swoim koncie ok. 100 mln ludzkich istnień (Czarna Księga Komunizmu) też z nieba nie spadł. Krok po kroczku w ramach głoszonego wyzwalania uciśnionych opanował spore połacie wolnego świata przy pomocy ‚zgniłków’.

Wobec tego systemu rtm Pilecki nie był obojętny i wykazał to swoim działaniem ponosząc tego konsekwencje. O katowni UB mówił, że ‚Oświęcim to była igraszka’.

Czy można było być obojętnym wobec zbrodniczego systemu komunistycznego ?

Okazuje się, że można było, a Marian Turski taką obojętność wykazuje, a nawet jako były więzień KL Auschwitz włączył się w instalację i propagowanie tego nieludzkiego systemu.

Po co nam 11 przykazanie ?

Marian Turski, w 75 rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Auschwitz, przypomniał słowa prezydenta Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Romana Kenta sprzed 5 lat, wygłoszone w tym samym miejscu. Prezydent – jak mówił Marian Turski wymyślił 11przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.

To winno być oczywistością dla każdego człowieka i nie tylko po Auschwitz.

W końcu już w ewangelii Marka czytamy „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31).’

Gdyby to przykazanie było respektowane przez człowieka, nie byłoby obojętności człowieka wobec drugiego człowieka, nie byłoby wykluczenia, nienawiści, nie byłoby Auschwitz, ani innych ludobójstw Auschwitz poprzedzających i późniejszych. W końcu i 5 przykazanie – „nie zabijaj” – byłoby wystarczające.

A zatem nie ma potrzeby tworzenia kolejnego, i to dopiero 11 przykazania, ale respektowanie przykazania największego i już istniejącego od czasów biblijnych.

Z Nieba spadł nam DEKALOG i to obojętność wobec Dekalogu, nierespektowanie 10 przykazań, a często walka z nimi, krok po kroku prowadziła do Auschwitz, jak i do wcześniejszych i późniejszych ludobójstw. Nie spadły one z Nieba, lecz były konsekwencją odrzucenia tego co z Nieba spadło.

Rtm. Witold Pilecki swój brak obojętności, tak wobec ludobójstwa w Auschwitz, jak i wobec zbrodniczego systemu komunistycznego, oparł na ciągłej lekturze poradnika życia chrześcijańskiego „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempisa i dodatkowe 11 przykazanie nie było mu potrzebne.

Nie byli obojętni ….

Przesłanie ‚nie bądź obojętnym’ jeśli nie opiera się na tym co spadło z Nieba, może być realizowane jednostronnie i bynajmniej nie chroni nas przed ludobójstwem, jak i innymi niegodziwościami, co widać w naszej historii.

Ci, którzy opierali się w swej nieobojętności na lekturze Marksa/Lenina, prowadzili do tworzenia nieludzkiej ziemi, nieludzkiego systemu, który pochłonął znacznie więcej ofiar niż Auschwitz. Niestety w instalacji i propagowaniu komunizmu Marian Turski brał udział i jakby o tym w Auschwitz zapomniał.

Nie był w tym odosobniony. Józef Cyrankiewicz był także więźniem Auschwitz, a dla instalacji zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce miał dużo większe zasługi. Wykazał się przy tym co najmniej obojętnością wobec znanego mu losu rtm. Witolda Pileckiego, który także przeszedł Auschwitz, tyle że inaczej, i komunizmu nie instalował, tylko z nim walczył.

Od lat pamięta się o zbrodni niemieckiej na profesorach UJ uwięzionych w KL Sachsenhausen po Sonderaktion Krakau, ale nie pamięta się o postawie niektórych z nich wobec instalacji systemu komunistycznego. Sławili geniusz Stalina (Teodor Marchlewski), propagowali łysenkizm (Stanisław Skowron), czy – już w randze rektorów – wykazywali się haniebną postawą wobec naukowców nieobojętnych na instalację zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce (Józef Wieczorek: Niezłomni – wyklęci przez rektorów”, Kurier WNET nr 46/2018).

To są tematy na poważne psychologiczne studium dla zrozumienia, jak ci, którzy przechodzili jedno piekło, mogli być zwolennikami drugiego piekła.

Obojętność chyba można by zrozumieć z racji ogromu przeżytej tragedii, ale skąd brali siłę do aktywności i wspierania drugiego piekła ?

Mimo poznania ogromu zbrodni systemu komunistycznego nadal te zbrodnie wypiera się z pamięci, fałszuje historię i walczy się z tymi, którzy wobec tego nie są obojętni, nazywając ich często, podobnie jak w czasach instalacji systemu komunistycznego, faszystami, przeciwnikami demokracji, ciemnogrodem, propagatorami mowy nienawiści itd. itp.

Ojciec Józef Maria Bocheński „po roku 1989 domagał się nie tylko konsekwentnej dekomunizacji, ale również eliminacji z życia politycznego „lizusów, ludzi bez charakteru, bez kręgosłupa”. [ Radio WNET]

Jak widać, ojciec Bocheński nie był obojętny wobec systemu komunistycznego. Niestety postulaty wybitnego filozofa nie zostały wprowadzone w życie, choć jak podkreślał Senat, ojciec Bocheński ma wyjątkowe miejsce wśród polskich uczonych, reprezentując najważniejszą polską szkołę filozoficzną, zwaną lwowsko-warszawską” , trzeba przypomnieć szkołę zwalczaną zażarcie przez filozofów – marksistów w komunistycznej Polsce.

Całe życie bronił prawd wiary, praw logiki oraz wspierał Polaków walczących o wolność”. Postulowane jedenaste przykazanie nie było mu do tego potrzebne.

Nie bądź obojętny wobec rozkładającego się społeczeństwa.

Przesłanie „nie bądź obojętny” jest jednak jak najbardziej wskazane, wobec rozkładającego się społeczeństwa – jak oceniał już przed laty o. Bocheński – odrzucającego Dekalog, rodzinę, tradycyjny system wartości.

Nie można być obojętnym na szerzenie się tęczowej zarazy, wykluczania tych, którzy nie są miłośnikami LGBT, podobnie jak wykluczano/likwidowano/ marginalizowano tych, którzy nie byli miłośnikami zarazy czerwonej.

Kto nie był miłośnikiem systemu kłamstwa, a nie daj Boże stanowił dla tego systemu i jego miłośników zagrożenie – był wykluczany, krok po kroku, aż do końca jego trwania i nawet po jego formalnym upadku, a postulatorzy 11 przykazania i ich towarzysze, byli i są na to obojętni !

Po transformacji czerwonej zarazy w zarazę tęczową, takie procesy nawet się nasiliły i ci którzy nie są miłośnikami LGBT, nie są obojętni na rozkład rodziny, deprawację dzieci – są szykanowani, marginalizowani.

Postępowi”, którzy domagają się wyprowadzenia religii/Dekalogu ze szkół, a na ich miejsce wprowadzenia do szkół ich ideologii tęczowej. Nieobojętnych na zagrożenie chrześcijańskich wartości oskarżają o mowę nienawiści. Nienawiść do nieobojętnych ma wielką moc destrukcyjną.

O. profesor Dariusz Kowalczyk z rzymskiej Gregoriany niedawno niezwykle trafnie zauważył (eKai): „Współczesne ideologie, jak gender, LGBT, skrajny feminizm, aborcjonizm, antyludzki ekologizm głoszą, że nie są żadnymi ideologiami, a jedynie stawaniem po stronie dyskryminowanych, domaganiem się poszanowania praw każdego człowieka, praw zwierząt itd. To trochę tak, jakby Lenin i Stalin przekonywali, że nie szerzą żadnej ideologii, a jedynie domagają się poprawy losu uciemiężonych chłopów i robotników. Prawda zaś była taka, że po wojnie bojówki zetempowskie tropiły nieprawomyślnych profesorów, doprowadzając do tego, że byli oni pozbawiani prawa nauczania. Tak było na przykład w przypadku słynnego profesora Władysława Tatarkiewicza, oskarżonego m.in. przez młodego Leszka Kołakowskiego. Dzisiaj – jak dobrze wiemy – podobne rzeczy dzieją się na polskich uniwersytetach, gdzie profesorów stawia się przed sądy dyscyplinarne za to, że przekazują zdroworozsądkową prawdę o człowieku, rodzinie i małżeństwie.”

W jednym z wywiadów atakowany za nieobojętność wobec szerzenia tęczowej zarazy abp. Marek Jędraszewski mówił „ ..w preambule obowiązującej ustawy o oświacie jest mowa o tym, że nauczanie i wychowanie w polskich szkołach ma respektować chrześcijański system wartości, a za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki. Próba wprowadzania tego typu seksedukacji jest łamaniem najbardziej podstawowych praw, które aktualnie obowiązują w Rzeczypospolitej Polskiej. To trzeba od strony prawnej jasno stwierdzić. Jeśli chodzi o wymiar moralny seksedukacji, zwłaszcza związanej z wytycznymi WHO, prowadzi ona bardzo wyraźnie i jednoznacznie do tego, żeby niewinne dzieci – już na poziomie przedszkoli – deprawować. Stąd ogromny apel, który Kościół kieruje nie tylko do ludzi wierzących, ale do wszystkich rodziców zatroskanych o zdrowe życie duchowe swoich dzieci, żeby protestowali i nie dopuszczali do nieszczęść, które te dzieci nieuchronnie czekają, jeśli te programy zostaną dopuszczone i wprowadzone w życie szkolne.”

Czyli, inaczej mówiąc, metropolita domaga się aby nie być obojętnym – nie w ramach respektowania postulowanego przez zasłużonych dla szerzenia ideologii komunistycznej 11 przykazania, tylko w ramach respektowania najbardziej podstawowych praw, respektowania Dekalogu, który spadł nam z Nieba.

Dekalog nie wymaga poprawiania, wymaga respektowania i wtedy nie będzie ludobójstwa, nie będzie fałszowania historii, ani rozkładu społeczeństwa.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET, nr. 69, marzec 2020

Skąd wziąć elity ? Koncepcja min. Gowina pod lupą.

Krauze

Skąd wziąć elity ? Koncepcja min. Gowina pod lupą.

W ubiegłym roku min. Gowin zasłynął wypowiedzią o tym, że skutkiem marca 1968 r. było „kolejne zerwanie ciągłości polskiej nauki”, jako że w wyniku antysemickich czystek z Polski wyemigrowało ok. 15 tys. Żydów bądź osób pochodzenia żydowskiego a wśród nich było ok. 500 pracowników naukowych, ok. 1000 studentów, https://dzieje.pl/wideo/wicepremier-gowin-skutkiem-marca-1968-r-bylo-zerwanie-ciaglosci-polskiej-nauki

Ponadto Gowin podkreślał, że „Marzec 1968 r. stał się pretekstem nie tylko do czystek antysemickich, ale również pretekstem do uderzenia we wszystkich, którzy byli wierni tradycji niezależności akademickiej, dążenia do prawdy ponad podziałami ideologicznymi” .

Jarosław Gowin (rocznik 1961), mimo że chodził wówczas zapewne jeszcze w krótkich spodenkach, tak te wydarzenia interpretuje, pomijając przykłady które winien znać z okresu kiedy zaczął chodzić w długich spodniach i był m. in. działaczem NZS a w końcu ministrem. Winien bowiem znać jako minister, że wśród wypędzonych z uniwersytetów było wielu tych, którzy zasłużyli się dla instalacji systemu komunistycznego w Polsce, także w strukturach akademickich i za swoje czyny winni odpowiadać w państwie prawa, a nie odpowiadali ani wówczas, ani do dnia dzisiejszego. Niektórzy z nich w III RP gościli na polskich uczelniach i nie można było przeciwko temu protestować ! Zygmunt Bauman może być symbolem tej elity, której tak min. Gowinowi zdaje się brakuje ?

Ciągłość tych elit nie została jednak brutalnie przerwana, jak się podnosi, gdyż elity czerwonej zarazy, jak to widzimy lepiej w dniu dzisiejszym, uległy transformacji w elity zarazy tęczowej, mimo strat osobowych jakie dotknęły nasze uniwersytety.

Kontrast z czystkami akademickimi roku 1986, o których minister milczał w ich 30 rocznicę i milczy nadal, nad wyraz jest widoczny. To ta czystka, a nie ta z roku 1968 r. dotknęła przede wszystkim tych, którzy byli wierni niezależności akademickiej i dążeniu do prawdy a min. Gowinowi jakby na tych wypędzonych nie zależało, a raczej jakby mu zależało na tym, aby o tych czystkach, wypędzaniach z uniwersytetów, i to nieraz dożywotnich, nikt nic nie wiedział. Nie widzi chyba przydatności takich akademików, niewygodnych dla komunistów, do formowania elit w czasach III RP, zresztą opozycja antykomunistyczna – także ! .

Wielokrotnie o tej zapomnianej wielkiej czystce akademickiej, pozamerytorycznej, uwarunkowanej politycznie, pisałem [ https://lustronauki.wordpress.com/2019/01/17/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ] i informowałem o niej  szeroko, również min. Gowina. Bez skutku !

Minister przyjął podobną postawę jak wielu historyków, a także wielu uważających się za antykomunistów a nawet za takich uważanych – pełna zmowa milczenia.

Do tej pory nie znamy zakresu tych czystek a nawet ich sprawców, a także ofiar, którzy jak zostali wypędzeni, wyklęci ze środowiska akademickiego, tak i pozostali na tych samych pozycjach, bo stanowili zagrożenie tak dla elit czerwonej zarazy, jak i elit zarazy tęczowej. Nikt takich nie chciał/nie chce aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką, na należyte, postępowe formowanie elit, czy to w kolorze czerwonym, czy tęczowym.

Ciągłość metod formowania elit – uderzająca.

Niewątpliwie, jak widać to najlepiej po latach, tak czystka roku 1968, jak i 1986 nie przerwała ciągłości elit czerwonych, a czystka r. 1986 jeno ułatwiła ich przekształcenie w elity wielobarwne, bo proces postępu akademickiego III RP tak je ubogacił w kolory.

Nikt z beneficjentów czystek nie protestuje jak rektorzy akademickich szkół polskich jednomyślnie potępiają tych, którzy występują w obronie świata wartości ulegającego degradacji.https://blogjw.wordpress.com/2019/09/02/rektorzy-po-ciemnej-stronie-mocy/ . Nikt nie zwalnia rektorów z ich funkcji, choć takimi działaniami negatywnie wpływają na młodzież akademicką.

Co więcej min. Gowin dyplomatycznie milczy, choć sam swoją reformą doprowadził do wzmocnienia władzy rektorów na drodze do stworzenia systemu formowania elit, co jest jego marzeniem  http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C414253%2Cgowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html .

Ostatnio na Forum Ekonomicznym w Krynicy min. Gowin wskazał kierunek ubogacenia się Polski w elity mówiąc „ w Polsce pracuje dziś ponad milion Ukraińców wykonujących relatywnie proste prace, powinniśmy zacząć walczyć o ukraińskich lekarzy, informatyków, naukowcówhttps://medianarodowe.com/gowin-wprost-o-sciaganiu-ukraincow-do-polski-moga-byc-przyszlymi-przywodcami/ , czyli jak można zrozumieć, co wcale nie jest takie łatwe, przyszłą polską elitą będą również Ukraińcy?

Dlaczego min. Gowin, podobnie jak jego poprzednicy, nie zaczął nawet walki o polskich naukowców wypędzonych z polskich uczelni w czasach czerwonej zarazy i jej transformacji w zarazę tęczową, a nawołuje do walki o naukowców ukraińskich, którzy do elity światowej bynajmniej nie należą ? Co więcej Ukraina ma poważne problemy ze swoimi elitami, a właściwie z ich brakiem.

Niestety u nas, mimo rozlicznych walk, front akademicki właściwie nie istnieje. Nikt nie walczy o likwidację standardów komunistycznych w formowaniu elit, które przetrwały mimo medialnego upadku komunizmu i były/są utrwalane także przez obóz solidarnościowo-niepodległościowy.

Także ‚nasze’ media, ,nasze, organizacje pozarządowe, takich tematów nawet nie podejmują, jakby mechanizmy formowania elit nie stanowiły tematu interesującego. Nikomu nawet nie wadzi, że komunizmu, ani stanu wojennego nie ma w historii elitarnej polskiej uczelni !

Jednocześnie trzeba przyznać trafną diagnozę ministra Gowina jeśli chodzi o polskie środowisko akademickie. Jest dużo większe zainteresowanie polskich naukowców, żeby wracać z zagranicznych uczelni, niż zainteresowanie polskich uczelni, żeby ich przyjmować – opowiadał wicepremier Jarosław Gowin. – Świat akademicki boi się wpuszczenia do tego swojego zatęchłego bajorka młodych szczupaków albo i rekinów, które sobie dobrze dają radę w nauce światowej. Jest jeszcze wiele barier mentalnych, które musimy pokonać, żeby młodzi Polacy chętniej wracali do Polski – kwitował minister

Ta diagnoza nie różni się od mojej, przedstawianej od lat, a nawet wieków, ale ani minister Gowin, ani jego poprzednicy, jakoś nic/niewiele zrobili aby było inaczej.

Przecież min. Gowin znając sytuację w polskim, rodzimym środowisku akademickim cały czas podkreślał, że jego reforma wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tego środowiska i właściwie jest przez to środowisko tworzona. Miał więc świadomość tego, że to środowisko, beneficjenci komunistycznej, negatywnej selekcji kadr, nic nie zmieni w fundamentach systemu akademickiego.

Minister nie powołał ani jednego zespołu z polskiej diaspory akademickiej, aby przygotował projekt zmian w systemie,  takich aby polscy naukowcy z zagranicznych uczelni mogli wracać do Polski. Jakoś swoich barier mentalnych minister nie pokonał, aby stworzyć reformę przyjazną dla elit do tej pory pozostających poza polskim systemem akademickim.

Tym samym pozostaje mu apelować aby elity do zarządzania Polską czerpać z zasobów ukraińskich [sic !] na co po prostu brakuje słów.

Czy przy takich koncepcjach Polska tak naprawdę wybije się na Niepodległość ?

Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?

Kto zwracał się o powtórne zatrudnienie/rehabilitację akademików ?

W książce autorstwa Justyny Błażejowskiej– Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989 [ Oficyna Wydawnicza Volumen, IPN, 2018, mamy dowód, że poznanie historii akademickiej jest jednak możliwe [https://lustronauki.wordpress.com/2019/04/15/poznanie-historii-akademickiej-jest-mozliwe/]

W książce autorka zamieściła m.in. wykaz podpisów pracowników naukowych z Instytutu Badań Literackich PAN, które w czasach wojny jaruzelsko-polskiej domagali się powtórnego zatrudnienia wyrzuconego z pracy Jana Józefa Lipskiego.

Chciałbym  zwrócić się do środowisk solidarnościowo-niepodległościowych walczących o Wolną Polskę o ujawnienie swoich akcji [ np. podpisów] na rzecz powtórnego zatrudnienia/rehabilitacji swoich ‚towarzyszy broni’ -działających ( wówczas i nieraz do dnia dzisiejszego] w opozycji antykomunistycznej.

Niewiele jest danych o bohaterskich działaniach w takich sprawach, ani w czasach wojny jaruzelsko-polskiej, ani po jej brawurowym „wygraniu” w 1989 r.

Prace historyków, lustracja środowiska akademickiego wskazuje, że uczelnie, jednostki badawcze, były pod „ochroną” SB, działało na nich wielu tajnych współpracowników, nie mówiąc o współpracownikach jawnych, natomiast takie informacje jak w cytowanej pracy Justyny Błażejowskiej są nader skąpe. Czyżby to pracownicy/współpracownicy systemu komunistycznego tak dobrze zabezpieczyli te środowiska, że na ogół nie trzeba było występować w obronie antykomunistycznych towarzyszy broni ?.

Prowadzę serwis https://lustronauki.wordpress.com/ Lustracja i weryfikacja naukowców PRL, gdzie chętnie bym zamieścił dokumenty/relacje z tamtych, i późniejszych lat, aby pokazać, że jednak akademicka opozycja antykomunistyczna nie była, i nie jest bezobjawowa.

Zapętlona opozycja

Zapętlona opozycja

[ta ‚solidarnościowa’]

W Krakowie, w końcu kwietnia 2019 r, zakończył się proces opozycjonisty solidarnościowego [którego w tekście nie mam zamiaru w sposób jawny ujawniać] o odszkodowanie za represje w czasach jaruzelskich. [https://dziennikpolski24.pl/krakow-byly-opozycjonista-walczy-o-pol-miliona/ar/13850658 , https://niezalezna.pl/269653-sad-przyznal-zadoscuczynienie-dla-b-opozycjonisty ]

30 już lat tzw. wolnej Polski to było za mało, aby wynagrodzić ludziom za krzywdy wtedy doznane, ale nawet za mało, aby elity akademickie, beneficjenci tych czasów, wstawili do historii swoich mateczników takie słowa jak ‚komunizm’, czy ‚stan wojenny’ i o dziwo opozycjoniści tamtych lat [ nawet ci internowani, czy więzieni] pomijają to milczeniem, jakby nie mieli nic przeciwko. Dla przykładu-  elity jagiellońskie – nadal wzorcowe dla pozostałych –  do tej pory nie potrafiły wstawić do Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego’stanu wojennego’, ani’ komunizmu’ i taką niemoc uważają za swoje dobro osobiste, którego nie można naruszać ! [https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/ ]

Niemoc poznania najnowszej historii jest wielka i taki stan rzeczy jest akceptowany, a nawet broniony, przez wielu opozycjonistów solidarnościowych, licznie wyróżnianych za obalenie komunizmu. Gdyby było inaczej, stan ten nie miałby szans na ostanie się.

Także rzeczony opozycjonista (którego opozycyjności solidarnościowej nie mam zamiaru kwestionować) walczący o odszkodowanie za krzywdy, nie tak dawno publicznie oświadczał, że nikt w jagiellońskim środowisku krzywd nie doznał – nie zna nikogo z takim bagażem. [ https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] Jakoś po kilku latach odnalazł jednak taki bagaż i to u siebie i uznał, że to on był krzywdzony i mu się należy, bo przecież profesorem nie został, stąd pieniędzy miał mniej niż mógłby mieć, kontakt ze studentami mu się przerwał, popadł w alkoholizm, rodzina mu się rozleciała ……

W argumentacji [przynajmniej tej, którą media podają] nie zważał na to, że profesorowie – jak sami o sobie mówią i media to powtarzają – są biedni i końca z końcem związać nie mogą, nawet jak mają i po kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Czemu opozycjonista tak bardzo by chciał być aż tak biedny ! ?

Całkiem przy tym sobie zapomniał, że po epoce jaruzelskiej należał do beneficjentów upadku tej epoki, bo i zasiadał w radzie miasta (co prawda podobno nie zawsze na trzeźwo), a i miejskim dyrektorem okresowo był, a poza tym działaczem partyjnym i to na pozycji strukturalnej. [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Fijak ]. Jednym słowem nie był wyklęty, a raczej wzięty, ignorujący czasem wyklętych, bo wyklęcie, i to nieraz dożywotnie, to widocznie żadna represja, żaden godny interwencji, czy chociażby notacji przypadek z czasów jaruzelskich.

Chyba się całkiem zapętlił w swej opozycyjności, bo zamiast pozostać opozycjonistą solidarnościowym wobec bezprawia, wobec kłamstwa, kwestionując krzywdy jagiellońskie [https://www.youtube.com/watch?time_continue=5892&v=vxDQKs0MlCE ] stanął w opozycji do domagających się prawdy i sprawiedliwości, tym samym wspierając prześladowców, nie tylko jego samego, ale też wielu, bardzo wielu, z których wielu rzeczywiście ponosiło straty i to wielkie a ich jagiellońskie [ i nie tylko] wyklęcie, przyniosło przewidywane straty i to wielkie dla jagiellońskiej wszechnicy [ i nie tylko, co możemy obserwować w pejzażu akademickim].

Gdyby tak było – jagiellońska wszechnica [ i nie tylko] przeszła bezstratnie przez epokę jaruzelską – kiedy była pod ochroną licznych funkcjonariuszy SB, TW itp. oraz PZPR ochraniających powierzoną im uczelnię przed wrogami systemu [ i ich także] to trzeba by było wręcz dla nich walczyć o awanse, ordery, podwyżki, co i tak miało miejsce w III RP – bo skoro tak dzielnie i skutecznie ochronili powierzone im do ochrony obiekty – uczelnie, to profity się należą – nieprawdaż ?

I co ? – nie głupio tak wypadać opozycji solidarnościowej przekształcającej się w obrońców krzywdzicieli ? Taki proces jest widoczny u rzeczonego opozycjonisty, ale też  u solidarnościowej jagiellońskiej braci – solidarnej z bolszewią, nienawistnej wobec pokrzywdzonych realnie, dożywotnio, przez bolszewię.

Sąd widocznie podzielił pogląd opozycjonisty (i znakomitych historyków UJ), że nikogo na UJ nie pokrzywdzono i odszkodowania za represje jagiellońskie nie dal.

Dziwić się należy jednak opozycjonistom nie popierających/ podzielających poglądów tych, którzy domagają się poznania historii, prawdy, poznania faktów, krzywd rzeczywistych, zakresu czystek akademickich (także jagiellońskich), niszczenia ludzi nauki i ich warsztatów pracy, szkół naukowych. https://blogjw.wordpress.com/2019/01/24/zapomniana-wielka-czystka-akademicka/ ]

Mimo upływu lat, widać jak bolszewicka dialektyka i etyka odnosi sukcesy, i jak nieraz mówię, w Polsce po obaleniu komunizmu [ w istocie rzeczy – po obaleniu wielu butelek przez komunistów razem z wyselekcjonowaną przez nich opozycją ‚antykomunistyczną] mamy obecnie największą partię w postaci Komunistycznej Partii Antykomunistów.