wRealu24-Uniwersytet Jagielloński w łapach ideologów? J. Wieczorek o plagach akademickich

wRealu24 – Data premiery: 24 lipca 2021 godz. 13.30

Uniwersytet Jagielloński w łapach ideologów? J. Wieczorek o plagach akademickich

Wstęp do patologii transformacji akademickiej

Wstęp do patologii transformacji akademickiej

Na ogół wybory 4 czerwca traktuje się jako początek transformacji ustrojowej, która prowadziła do przekształcenia PRL w III RP, zwanej jednak często – przez zawiedzionych transformacją – PRL-bis.


Patologie transformacji, szczególnie gospodarczej, były wielokrotnie omawiane, ale na ogół słabo są znane przekształcenia domeny akademickiej. Transformacja, jak obecnie wielu sądzi, i to zasadnie, doprowadziła nawet do pogorszenia stanu nauki i edukacji wyższej w III RP, w porównaniu z PRL. Co prawda podnosi się tzw. sukces edukacyjny, polegający na imponującym wzroście liczby osób obdarzanych dyplomami ukończenia szkół z nazwy wyższych, lecz ten wzrost – od kilku procent do około 50 proc. – niewiele ma wspólnego z podniesieniem poziomu wykształcenia. Jesteśmy potęgą dyplomową/tytularną, lecz mizerią naukową/innowacyjną.


Domena akademicka zachowała ciągłość prawną i kadrową z PRL oraz kompatybilność z obozem (post)komunistycznym przez wiele jeszcze lat. W Polsce uznawano dyplomy/tytuły takich „potęg” naukowych jak Białoruś, Kirgizja, Korea Płn., Kuba, Libia, Tadżykistan, Uzbekistan, Ukraina czy Wietnam, co skutkowało wzrostem natężenia turystyki „dyplomowej” i awansami udyplomowionych.

Brak kompatybilności z systemem zachodnim był natomiast skuteczną barierą powrotu naukowców polskich, emigrantów akademickich z okresu „jaruzelskiego”. I niewiele w tej materii się zmieniało, poza wzrostem emigracji młodych, wykształconych, po zniesieniu lockdownu komunistycznego i wejściu do UE. I niewielu wraca, bo system ich odrzuca, także emigrantów wewnętrznych.


Ten stan rzeczy różnił się zdecydowanie od transformacji prowadzącej od Polski pod zaborami do Polski Niepodległej, kiedy do biednego kraju wracali akademicy z najlepszych europejskich ośrodków. 


Wielka czystka akademicka (emigracja, weryfikacje polityczne) sprzed 1989 roku doprowadziła do luki pokoleniowej, ale nie zaplanowano jej wypełnienia, lecz dopuszczono do karykaturalnej wręcz wieloetatowości (w latach 90. rekordzista „pieścił” 17 etatów akademickich) na rosnących jak grzyby po deszczu uczelniach (największa liczba w Europie!), zakładanych często przez nomenklaturę akademicką PRL.

Dekomunizacji nie przeprowadzono. Nie pracowano nad należytymi zmianami strukturalnymi, lecz nad zmianami nazewnictwa uczelni, nad ich awansami z tzw. szkół wyższych w akademie, a następnie w uniwersytety, a takie awanse uzależniano od liczby utytułowanych naukowców. Utytułowano ogromną liczbę pracowników tych szkół, nieraz na podstawie słabych prac, publikowanych w uczelnianych pismach, ocenianych przez samych swoich.

Udyplomowieniu towarzyszyła plaga plagiatów, a także produkcja lipnych dyplomów przez wyspecjalizowane firmy. Prace i naukowcy o wysokim poziomie, randze międzynarodowej, w tej masie niemal całkiem się roztopili, trudni do zauważenia, o ile nie przeszli (dobrowolnie lub zmuszeni sytuacją życiową) do sektorów pozaakademickich czy za granicę.


Staliśmy się potęgą europejską, nie tylko jeśli chodzi o liczbę uczelni, lecz także profesorów prezydenckich i doktorów habilitowanych, ale pozycja Polski, jej najlepszych uczelni, pozostała słaba w rankingach uczelni światowych. Widocznie wartość naukowa naszych tytułów jest znikoma, zresztą w świecie nie budzą one większego zainteresowania.


Nakłady na naukę były śmiesznie niskie, a przy tym w żenujący sposób marnotrawione. Wiele placówek, z nazwy naukowych, utrzymywało się głównie z wynajmu nieruchomości, a nie z wytworów intelektualnych, dlatego na polu innowacyjności, mimo transformacji, ciągniemy się w ogonie Europy.

Trudno żeby było inaczej, skoro na przykład w placówce PAN komputery w latach 90. służyły do „badania” pasjansów, a używanie ich do celów naukowych bywało wręcz zabronione. Utrudnianie działalności naukowej przez feudałów – beneficjentów transformacji – nadal ma miejsce. Konieczność pracy naukowej w konspiracji, finansowanej własnym sumptem, nie była rzadkością.

Podwyższanie nakładów na naukę, bez zmiany kultury zarządzania domeną akademicką, nie zmieni zasadniczo jej efektów ani nie spowoduje powrotu naukowców pracujących w innej kulturze akademickiej. 
Zalegalizowano niejako ustawianie konkursów na etaty, na granty i utajnianie rezultatów przed podatnikami. Umożliwiono produkcję lipnych dyplomów do szczebla najwyższego włącznie.

Natomiast pytanie: skąd się wzięły obecne kadry akademickie? – pozostaje bez odpowiedzi. Patologia transformacji akademickiej to temat na dużą książkę (interdyscyplinarny projekt), potrzebną, aby zacząć przekształcać domenę akademicką we właściwym kierunku.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska Nr 23 z 9 czerwca 2021

Czy można jeszcze naprawić polski świat akademicki?

Czy można jeszcze naprawić polski świat akademicki?

Nauka to poszukiwanie prawdy. Gdy na uniwersytetach ideologia zaczyna dominować nad nauką, to mamy ich kryzys. W takim kryzysie nauka pozostawała w czasach panowania systemu komunistycznego i wydawało się, że po 1989 r. sytuacja w Polsce powinna ulec poprawie. Tak się nie stało, mimo licznych reform akademickich. Po odejściu kapitału ludzkiego formowanego jeszcze w II RP sytuacja nawet się pogorszyła, a uczelnie zaczęły rezygnować z poszukiwania prawdy na rzecz wzrostu utytułowania – za wszelką cenę – swoich kadr.

Wszystkie reformy systemu popełniały ten sam niewybaczalny błąd, który można porównać do leczenia chorego pacjenta przez doktora, który nie jest zainteresowany jego dolegliwościami,  a tym bardziej historią jego schorzeń. Tylko jakiś cud może spowodować, że taki pacjent zostanie wyleczony.

W rzekomo najszerzej dyskutowanej w środowisku akademickim reformie Gowina, prowadzącej do powstania tworu o nazwie „Konstytucja dla nauki”, nie było ani jednej konferencji o chorobach/patologiach systemu akademickiego. Lekarze tej struktury nawet nie wiedzą dobrze, na co ten system/pacjent choruje. Nie podjęto starań o zainstalowanie w tej machinie „POMPY” – Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich, nie ma więc narzędzi do „wypompowania” patologii. Nie poznano karty chorób, jakie system przechodził w ostatnich dziesięcioleciach. Na sugestie, że w niemałym stopniu jego choroby były spowodowane panowaniem systemu komunistycznego, uczelnie reagowały usuwaniem ze swojej historii takich słów jak komunizm, stan wojenny, czy PZPR. Tak rozwiązano skutecznie problem genezy obecnych kadr akademickich i chorób obecnego świata akademickiego. Zastosowano metodę:”Stłucz pan termometr, nie będzie choroby”.  Lekarz nie może podać pacjentowi szczepionki, jak nie będzie znał historii jego chorób i dolegliwości. A system akademicki bez takiej znajomości jest szczepiony kolejnymi reformami z widocznymi skutkami.

Żeby naprawić polski świat akademicki trzeba zrezygnować ze swoistego lockdownu nałożonego na poznawanie prawdy.

Min. Gowin ujawnił, że ok. 30 % naszego kapitału ludzkiego, kształconego na polskich uczelniach, funkcjonuje poza Polską a nie podjęto starań, aby ten kapitał wykorzystać w reformowaniu systemu akademickiego w Polsce. Nie stworzono ani jednego zespołu złożonego z przedstawicieli Polonii akademickiej. Szansa na powrót naukowców do Polski i zmniejszenie bezpowrotnej emigracji w obecnym systemie jest znikoma. Przez lata funkcjonowały bariery zniechęcające do powrotów, a to z powodu egzotycznego systemu tytularnego funkcjonującego nadal w Polsce i procederu ustawianych konkursów na obsadzanie akademickich etatów.

 System tytularny był przyjazny dla rozwoju turystyki habilitacyjnej do postkomunistycznych państw ościennych, a nieprzyjazny dla powrotu naukowców -nawet najwyższej klasy- pracujących na uczelniach zachodnich.

Przed stu laty, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wracali do niej polscy naukowcy, rezygnując z o wiele lepszych warunków badawczych i materialnych na obczyźnie. Skutki były widoczne i w II RP mieliśmy gigantów nauki na miarę światową.

A zatem otwarcie systemu na Polonię akademicką i rezygnacja z systemu tytularnego w obecnym kształcie to konieczność dla naprawy domeny akademickiej.

Nie da się tego zrobić również bez skutecznego wdrożenia w życie zakazu – autonomicznego do tej pory – ustawiania konkursów na etaty akademickie. Ten proceder, traktowany w innych krajach jako przestępczy, u nas jest powszechnie znany i bezkarnie stosowany. Kontrole NIK wskazują, że realizowane programy badawcze skutkują co prawda wzrostem stopni naukowych, ale nawet instytuty badawcze czerpią zyski głównie z wynajmu nieruchomości, a nie z działalności badawczej.

Bez wprowadzenia stymulacji mobilności kadr, likwidacji chowu wsobnego, nie ma szans na ograniczenie nepotyzmu, układów pozamerytorycznych nieraz o charakterze przestępczym. A do tego potrzebne jest zapewnienie jawności zarówno  ocen pracowników nauki, jak i ich awansów, rezultatów konkursów, projektów…..

To są warunki podstawowe, aby wejść na drogę naprawy polskiego świata akademickiego, aby więcej znaczył w nauce i bvł przydatny społecznie. Reformy pomijające te składniki systemowe to tylko pozorowanie zmian.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 3 marca 2021 r.