Instytuty badawcze czy agencje nieruchomości ?

Instytuty badawcze czy agencje nieruchomości ?

Już niemal rok obowiązuje w Polsce ustawa „Konstytucja dla nauki”, co jednak wprowadza obywateli w błąd, bo to ani konstytucja, ani nie obejmuje w pełni nauki w Polsce. Poza jej zasięgiem znajdują się instytuty badawcze, a te też swoimi nazwami nieraz wprowadzają w błąd obywateli, gdy funkcjonują raczej jako agencje nieruchomości.

A na naukę pieniędzy nie starcza

Najwyższa Izba Kontroli co jakiś czas kontroluje instytuty badawcze publikując swoje raporty. Ostatnio opublikowała raport o kontroli Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, którego podstawą gospodarki finansowej był najem powierzchni biurowej, a nie działalność merytoryczna, badawczo – naukowa, na którą otrzymywał dotacje.’

Mimo złej sytuacji finansowej w Instytucie zatrudniano kolejnych pracowników i podwyższano płace.

Raport NIK informuje „Zgodnie ze Statutem IBRKiK z kwietnia 2017 r. przedmiotem podstawowej działalności Instytutu były badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Instytut miał m. in. prowadzić: badania rynku i opinii publicznej, doradztwo w zakresie działalności gospodarczej i zarządzania, wydawanie książek, czasopism i periodyków.

Na działalność naukową i utrzymanie potencjału badawczego otrzymywał celowe dotacje państwowe. Na przykład w latach 2017-2018 r. jego konta zasiliły wpłaty z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynoszące w sumie ponad 1 mln zł. W 2017 r. i 2018 r. Instytut otrzymał także dwie dotacje celowe o łącznej wysokości ponad 11 mln zł od Ministra Rozwoju i Finansów, a następnie po zmianie nazwy resortu, od Ministra Przedsiębiorczości i Technologii.

Po kompleksowej ocenie jednostek naukowo – badawczych, przeprowadzonej w 2017 przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Instytut otrzymał kategorię B, co oznacza poziom akceptowalny z rekomendacją wzmocnienia działalności nauko – badawczej. Taką samą kategorię miał w latach poprzednich…”

Po kontroli instytutu NIK zwrócił uwagę, że „podstawą gospodarki finansowej Instytutu, od początku 2017 r. do połowy 2018 r., był właśnie wynajem powierzchni biurowych oraz dotacje budżetowe. W 2016 r. wpływy z wynajmu stanowiły 62 proc. łącznych przychodów, a w 2017 r. blisko 54 proc. Dla porównania przychody z działalności merytorycznej (własnych prac naukowo-badawczych) w 2016 r. stanowiły nieznacznie ponad 3 proc. łącznych przychodów, a w 2017 r. niecałe 9 proc.

Zasadne jest zatem pytanie – dlaczego przez lata taki instytut był traktowany jako instytut naukowy, otrzymywał na prowadzenie badań naukowych dotacje z budżetu, oceniany był nie najgorzej ! [kategoria B] ? Czy nie byłoby zasadne, aby funkcjonował zatem nie jako instytut badawczy, tylko jako agencja nieruchomości, rzecz jasna bez dotacji z kieszeni podatnika, których przecież – jak ciągle słyszymy – nie ma na naukę ? Skoro pieniądze z budżetu przeznaczone na naukę, służą tak naprawdę do celów z nauką nie mających nic wspólnego, m. in. do wspierania swoistych agencji nieruchomości o wprowadzających w błąd nazwach naukowych, to trudno się dziwić, że na naukę pieniędzy nie starcza.

To nie jest wyjątek

Taki stan rzeczy to nie jest wyjątek. Osiem lat temu NIK skontrolował 32 instytuty badawcze informując; „ Instytuty badawcze zarabiają na działalności gospodarczej, między innymi wynajmując lokale. Tylko połowa z nich osiąga jakiekolwiek zyski z gospodarowania własnością intelektualną. Choć w przypadku żadnego instytutu nie przekroczyły one 4 proc. ogółu przychodów, to instytucje te nie płaciły podatku dochodowego, zwykle wykorzystując zapisy o zwolnieniu z tytułu prowadzenia działalności badawczej. „

Ta bulwersująca informacja, jakoś społecznym echem się nie odbiła i – jak widać – po ostatniej kontroli NIK nie zaszkodziła w funkcjonowaniu swoistych agencji nieruchomości o nazwach naukowych i ich zasilaniu z budżetu przeznaczonego na finansowanie nauki w Polsce.

Jeśli podatnik płaci na badania, w części finansuje instytuty badawcze/naukowe/uczelnie, to te instytucje winny mieć jakieś efekty tej pracy, a społeczeństwo – jakąś kontrolę nad funkcjonowaniem tych instytutów.

Chyba dla każdego jest jasne, że własność intelektualną można sprzedać, jeśli ta własność istnieje i jest na nią zapotrzebowanie. Widocznie kadry badawcze tej własności nie mają albo w nikłej ilości, stąd instytuty zarabiają na tym co mają – a mają nieruchomości, więc tym handlują.

I nawet nieźle na tym wychodzą, jak wynika zresztą z raportu NIK, w gruncie rzeczy pozytywnego dla instytutów badawczych. Skoro przynoszą dochody, to źle nie jest, a że społeczeństwo z tych dochodów nie ma pożytku, to zupełnie inna sprawa. Konieczna jest niewątpliwie nie tylko NIK-owska, ale i społeczna kontrola tego co robią instytucje ‚badawcze’.

Utrzymywanie pozoranctwa naukowego i edukacyjnego

Kilka lat temu źródła ministerialne podawały, że od roku 2007 Polska zainwestowała ponad 30 miliardów złotych w uczelnianą i instytutową infrastrukturę.

To wiele, a skutki tych inwestycji są widoczne gołym okiem. Obserwowaliśmy od lat, często ze zdumieniem, że mimo nadciągającego niżu demograficznego i biedy panującej na uczelniach – o czym informowały media – nieruchomości uczelniane rosły jak grzyby po deszczu.

Niektórzy pytali:

Po co tyle nieruchomości akademickich ?

Kto tam będzie pracował/studiował ?

Kto to utrzyma ?

Oczywiście na budowę nieruchomości jakieś 2/3 środków pochodziło z UE, ale zainwestowano niemało także ze środków budżetowych, których brakowało na finansowanie nauki.

Mimo wybudowania takiej ogromnej ilości budynków i laboratoriów, znakomitej poprawy infrastruktury akademickiej, nauka w Polsce jest w stanie kryzysu, a niektórzy obwieszczają wręcz śmierć nauki.

Czyżby te kosztowne nieruchomości miały służyć za domy pogrzebowe nauki ?

Nawet decydenci akademiccy po zastanowieniu się konstatowali:

Część uczelni niepotrzebnie też zainwestowała w infrastrukturę, w nowe budynki. Z powodu mniejszej liczby studentów stoją one niewykorzystywane, a trzeba za nie płacić ogromne pieniądze, choćby na ogrzewanie czy prąd – mówi prof. Rocki.’ (Mniej studentów płaci za naukę, uczelnie mają problemy –Klara Klinger- Dziennik Gazeta Prawna 13.08.2012)

Jak przypuszczałem już przed laty, istniało i istnieje drugie dno tego boomu na nieruchomości akademickie. Wybudować można, ale jak to utrzymać, skoro budżet nie jest z gumy, a opłaty od studiujących maleją ? Tak jak sądziłem musi przyjść czas na rozwiązanie tego problemu. I już ten czas nadchodzi.

Otóż UE przekonana przez naszych decydentów, że nieruchomości się marnują, zgadza się, aby lepiej wykorzystywać laboratoria i budynki akademickie tzn. póki co, do 20% danej infrastruktury będzie można wykorzystać na działalność komercyjną.

Skoro z działalności naukowej i edukacyjnej nie da się tego co wybudowano utrzymać, to trzeba dać jakąś część nieruchomości na wynajem i środki będzie można zdobyć. Jak to nie wystarczy, to trzeba będzie te 20 % powiększyć o kolejne procenty. Ale pierwszy krok jest już zrobiony.

Pozostaje do wykonania jeszcze jeden krok – autonomiczne przekształcenie się organów zarządzających uczelniami w agencje nieruchomości. Jak pokazują przykłady instytutów badawczych z wynajmu nieruchomości da się utrzymać, a z produkcji wyrobów intelektualnych i tak utrzymać się nie są w stanie. Pozoranctwo naukowe i edukacyjne będzie miało mocne oparcie w takich agencjach. Póki co uczelnie w niejednym mieście są największymi zakładami produkcyjnymi i w zakresie produkcji śmieciowych dyplomów/stopni/tytułów – rezultat pozoranctwa naukowego i edukacyjnego – rzeczywiście mamy czołowe miejsce w Unii Europejskiej, która nie bez przyczyny obficie dotuje budowę tych zakładów produkcyjnych. UE ma w tym interes, bo młodzi Polacy z dyplomami zasilają rynek taniej siły roboczej, a że Polska z tego pożytku nie ma, to nikogo jak nie obchodziło, tak i nie obchodzi, mimo zmian.

Tekst opublikowany w:  Kurier WNET, lipiec 2019 r.

Polska Akademia Nauk układem zamkniętym ?

Polska Akademia Nauk układem zamkniętym ?

Dla zreformowania niewydajnego systemu nauki opracowana została ‚Konstytucja dla nauki’ wprowadzana od roku w życie, mimo że budziła i nadal budzi wiele kontrowersji. Konstytucja ta ma służyć nauce w Polsce, ale nie dotyczy Polskiej Akademii Nauk. Zdumiewające – nieprawdaż ?

Czyżby w PAN nie uprawiano nauki, mimo że jest to ustawowo państwowa instytucja naukowa. Co prawda instytucja ta została powołana w czasach stalinowskich, aby zabezpieczała intelektualnie wprowadzany system komunistyczny, ale trochę nauki i to sensu stricto, a nie tylko przymiotnikowej, tam uprawiano.

Wielu profesorów, jeszcze chowu przedwojennego, których usuwano z uniwersytetów aby nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką wychowywaną w duchu socjalistycznym, przenoszono właśnie do PAN. Coś w nauce mogli tam robić, choć nie mogli tam aktywnie wychowywać młodzieży, stąd mówiono o takich, że spoczęli w PANie.

Taki system funkcjonował do końca PRL,  i kto się nie zhańbił np. przynależnością do ZMS i nie był mile widziany na uniwersytecie, miał jakieś szansę zrobić doktorat w PAN, bo doktorów jednak potrzebowano, aby docenci mogli awansować na profesorów, do czego trzeba było wypromować choćby jednego doktora.

Kiedy przed transformacją ustrojową czyszczono uczelnie z elementu nieodpowiedniego do przekształcenia PRLu w PRL-bis, była jakaś szansa dla nieodpowiednich na zaczepienie się w PANie.

Co prawda trzeba było się liczyć z koniecznością realizowania akademickich dostaw obowiązkowych – przekazywania wiedzy niezbyt kompetentnym dyktatorom PANowskim. Wymuszenia dostaw realizowano np. wg schematu – „pańska wiedza nie jest pańską wiedzą, jest wiedzą PANu – dawaj pan, co pan zrobił, bo będzie wariant uniwersytecki ” ( czyli wypędzenie także z PANu, choć nie z raju).

Tym niemniej, w konspiracji przed panującymi w PANie, coś można było jednak zrobić. Po zrealizowaniu dostaw obowiązkowych, podczas urlopów, w weekendy, za drobne oszczędności można było robić z pasji naukowej jakieś badania, coś potajemnie publikować za granicami, utrzymywać kontakt z pracownikami nauki, brać udział w sympozjach, prowadzić wymianę publikacji. Rzecz jasna ryzykując represje, kiedy np. przychodziła korespondencja zagraniczna, a na kopercie na pierwszym miejscu figurowało nazwisko obowiązkowego dostawcy wiedzy dla panujących w PANie, a nie nazwa instytucji PANowskiej.

Urzędu cenzury już nie było, a cenzura PANowska była jeszcze bardziej zaostrzona. Rozmowa z kolegą bez zgody panującego – to reprymenda. Podobnie jak wyjście z zebrania PANowskiego do toalety, bez zapytania o zgodę panującego.

Tak, tak, ludziska myślą, że PAN to nie przedszkole, ale się grubo mylą !

Nazwy w polskim systemie akademickim są mylące. Mamy  takie instytuty naukowe, które żyją głównie z wynajmu nieruchomości, bo nauki w nich tyle, co kot napłakał, albo i mniej. Jak się w nich naukę i naukowców niszczy, to bilans może być nawet ujemny !

Może to była przyczyna, że ‚Konstytucja dla nauki’ nie objęła swym zasięgiem Polskiej Akademii Nauk ?

Niedawno ogłoszono projekt ustawy o PAN niezależny od ‚Konstytucji dla nauki’, ale zależny od raportu Najwyższej Izby Kontroli [Finansowe nieprawidłowości w Polskiej Akademii Nauk. Wynagrodzenia naukowców niezgodne z ustawą kominową – https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/finansowe-nieprawidlowosci-w-polskiej-akademii-nauk-wynagrodzenia-naukowcow-niezgodne-z-ustawa-kominowa.html, który wykazał nieprawidłowości finansowe dotyczące wynagradzania naukowców PAN.

Rzecz jasna, sprawa dostaw obowiązkowych nie była przedmiotem kontroli NIK, bo te dostawy zawsze były tak ukryte, że pozostawały poza kontrolą.

Przeciwko reformie PAN protestują naukowcy zatrudnieni w PAN.

List otwarty w sprawie tzw. małej nowelizacji ustawy o Polskiej Akademii Nauk https://www.petycjeonline.com/list_otwarty_w_sprawie_tzw_maej_nowelizacji_ustawy_o_polskiej_akademii_nauk?fbclid=IwAR1A5giCqIONj23ktpKtwoqXr-yPHNE-Qgv33edWKFfftNF08ak8kw1UMxs podpisało 407 naukowców.

Naukowcy informują, że w projekcie ustawy, ‚w sposób radykalny zwiększa się funkcje nadzorcze Prezesa PAN nad instytutami o realizację działań statutowych jednostek i prawidłowości wydatkowania środków publicznych’. „Nowelizacja przekazuje kompetencje sądów Prezesowi PAN, co jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie.”

Naukowcy nie kwestionują prawa Prezesa PAN do odwoływania dyrektora, ‚jednakże w świetle nowelizacji z procedury tej zostają wyeliminowane jakiekolwiek mechanizmy odwoławcze, które są przecież fundamentalne dla wszelkich tego rodzaju procedur o charakterze administracyjnym ‚.

Ponadto argumentują ‚W odniesieniu do audytu „jakości prowadzonych badań naukowych” powoływane będą krajowe i zagraniczne zespoły kontrolne, co stanowi wotum nieufności wobec Akademików, którzy czuwają nad rozwojem instytutów poprzez swój udział w Radach Naukowych i Radach Kuratorów. Wykonywanie zaleceń co do jakości badań to jednocześnie pretekst do ingerencji w strukturę instytutów możliwie najwygodniejszy, bo niedający się sprecyzować i ujednoznacznić.”

I dalej „Za sprawą proponowanych regulacji przywrócony zostanie zatem centralistyczny, funkcjonujący do czasu przemian ustrojowych, model zarządzania instytutami naukowymi PAN, którego to modelu głównym znakiem rozpoznawczym będzie destabilizacja prowadzonych badań i niemożność kształtowania skutecznych i sensownych programów badawczych, zgodnych z misją Akademii zapisaną w art. 2 obecnej ustawy o PAN. Można się spodziewać, że w tym czasie niektóre jednostki albo przestaną istnieć, albo przekształcą się w niewydolne instytucje „naukopodobne”, zaś wielu spośród nawet dobrych i fachowych dyrektorów, cieszących się poparciem środowisk naukowych, przestanie pełnić tę funkcję’.

Argumenty mocne i zróżnicowane, ale chyba nie wszystkie zasadne. Wszak mamy już w PANie niewydolne i naukopodobne instytuty, czego protestujący naukowcy nie podnoszą i nie podają jakiegoś remedium, aby tak dłużej nie było.

Taki stan rzeczy to jest aktualna rzeczywistość, a nie przyszłość, po wprowadzeniu nowej ustawy.

Podnoszona, jako przewidywany skutek nowelizacji ustawy, ‚destabilizacja prowadzonych badań i niemożność kształtowania skutecznych i sensownych programów badawczych’ miała miejsce i po przemianach ustrojowych, które  jakoś nie przemieniły PANu w wydajną i przyjazną dla pasjonatów nauki instytucję.

Szczególnie uderzająca jest jednak argumentacja, wręcz przestrach akademików, wobec zakładanej w ustawie możliwości zewnętrznej kontroli tego co akademicy robią, czy raczej robić powinni.

Niestety, przez lata nauka w Polsce, także w PAN, funkcjonowała w układzie raczej zamkniętym, gdzie sami swoi nawzajem się oceniali, awansowali i samych swoich na etaty przyjmowali, co skutkuje kiepską na ogół pozycją nauki uprawianej w Polsce w relacjach do nauki światowej.

Środowiska akademickie są zamknięte nie tylko na oceny ze strony akademików zagranicznych, ale także tych z Polonii akademickiej, czyniąc wiele, aby ci nigdy do Polski nie wracali i nie stanowili zagrożenia dla ich błogostanu.

Potencjalna destabilizacja błogostanu akademickiego to ważny argument, stosowany w praktyce, dla zamykania polskich instytucji, z nazwy naukowych, przed pasjonatami nauki, którzy albo wyjeżdżali i nadal wyjeżdżają na stałe za granicę, albo starają się realizować w instytucjach pozaakademickich.

Instytucje akademickie walczą aby były stabilne swoimi patologiami i nikt ich nie destabilizował.

Pozoranctwo naukowe, podobnie jak pozoranctwo edukacyjne na uniwersytetach [nie tylko przymiotnikowych] finansowane z kieszeni podatnika, to cecha polskiego systemu akademickiego i bez utraty tej cechy nic się nie zmieni.

Nie pieniądze są najważniejsze, a walka o zwiększanie finansowania patologicznego systemu tylko zwiększy marnotrawstwo pieniędzy !

Właśnie kontrola zewnętrzna, w tym zagraniczna, nad poczynaniami naukowców jest niezbędna, aby nauka uprawia w Polsce nie była mizerna, aby nie była nauką przymiotnikową  a nauką sensu stricto.

W krajach o wysokim poziomie nauki jest przyjęte, że w ocenach dorobku naukowców starających się o awanse, biorą udział specjaliści międzynarodowi, co u nas jest marginesem. A zdaje się protestujący chcieliby i ten margines wyeliminować.

Nawet zewnętrzna, krajowa kontrola efektów naukowych projektów finansowanych z kieszeni podatnika w obecnym systemie jest niemożliwa. Jeśli naukowiec dostaje na projekt setki tysięcy, a nawet miliony zł , i kończy się to jakimś bublem, to podatnikowi nic do tego ! Nie dostanie nawet informacji dlaczego do czegoś takiego dochodzi, bo jest traktowany jako „ nieuczciwa konkurencja”.

Fakt, dla nieuczciwości uczciwość stanowi konkurencję !

Ale system, który niszczy taką konkurencję, nie jest do zaakceptowania.

Gospodarka oparta na bałamutnej wiedzy, jaką dostarczają nieraz akademicy i to wysoko oceniani przez samych swoich, nie ma szans na rozwój, a ma wiele szans na ponoszenie strat. Bez otwarcia się systemu na kadry oraz kontrole/oceny zewnętrzne, nie ma szans na taki rozwój, na jaki Polska zasługuje i na co potencjał intelektualny jej obywateli by pozwolił.

System akademicki, nie tylko PAN, nie może być układem zamkniętym i argumenty akademików protestujących przeciw otwarciu systemu muszą budzić sprzeciw każdego odpowiedzialnego za Polskę obywatela.

Ja w każdym razie nie wyrażam zgody na przeznaczenie chociażby 1 gr z moich podatków na finansowanie instytutów – nie tylko PANowskich- funkcjonujących w układzie zamkniętym.

Prywatny folwark rektora

W związku z patologiami na Uniwersytecie Technologiczno – Humanistycznym im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu ujawnianymi w mediach udzieliłem wypowiedzi zamieszczonej przez program7.pl  w materiale ” Kryptonim Ekłalizer czyli prywatny folwark rektora” [http://www.program7.pl/]  –” Patologia w nauce, patologia w wymiarze sprawiedliwości idą ze sobą w parze. Można to prześledzić na przykładzie “rozczulającej polityki prorodzinnej”*, jaką uprawia się na radomskim uniwersytecie. O nepotyzmie, nieprawidłowościach finansowych oraz mobbingu na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu pisały już różne media. Od 2013 roku wytoczono uczelni 40 spraw sądowych. Sprawy ciągną się latami. Wskaźniki pikują w dół, a politycy i ministerstwo podłącza kolejną kroplówkę z publicznych pieniędzy dla radomskiej uczelni.”

Od 50.37 min  moja wypowiedź o prywatnych folwarkach – uniwersytetach przymiotnikowych przekształconych w III RP z Wyższych Szkół Podstawowych

 

W pełni się nie zgadzam ze stanowiskiem RPO i naruszaniem praw autorskich przez TVP

( zdj. Józef Wieczorek, 27 września 2016 r. –

https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/28/rozprawa-przeciwko-grupie-noszacej-opaski-bialo-czerwone/]

W pełni się nie zgadzam ze stanowiskiem Rzecznika Praw Obywatelskich 

i naruszaniem praw autorskich przez TVP

W związku z zatrzymaniem przez policję mężczyzny podejrzewanego o zabójstwo 10-letniej dziewczynki z Mrowin na Dolnym Śląsku. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wydał 19 czerwca 2019 r. oświadczenie [https://www.rpo.gov.pl/pl/content/Po-zatrzymaniu-mezczyzny-podejrzanego-o-zabojstwo-w-mrowinach-oswiadczenie-KMPT]

Nie były potrzebne kajdanki zespolone ani chwyt obezwładniający. Zatrzymany nie stawiał oporu. Użyte przez policję środki wydają się w tym przypadku nieproporcjonalne i mają charakter pokazowy, stanowiący przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do którego nie powinno dojść w demokratycznym państwie prawa…”

Zatrzymany „ został położony na brzuchu, na podłodze, po czym założono mu kajdanki zespolone na trzymane z tyłu ręce i na nogi. Z budynku został wyprowadzony boso, w samej bieliźnie i koszulce, ze skutymi rękami i nogami. Funkcjonariusze stosowali chwyt obezwładniający, powodujący, że zatrzymany szedł mocno pochylony do dołu. Przez cały czas doprowadzenia zatrzymanemu towarzyszyli zamaskowani funkcjonariusze policji.”

W ocenie Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur:„….Użyte przez policję środki wydają się w tym przypadku nieproporcjonalne i mają charakter pokazowy, stanowiący przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do którego nie powinno dojść w demokratycznym państwie prawa.

Uzasadnienia nie znajduje też stosowanie po zatrzymaniu kajdanek zespolonych oraz chwytu obezwładniającego. Stosowanie takich środków stanowi dodatkową, nieuzasadnioną dolegliwość. Zatrzymany nie stawiał bowiem oporu, nie był agresywny, zaś doprowadzenia odbywały się w asyście licznej grupy funkcjonariuszy, zdolnych do odpowiedniej reakcji w przypadku agresji lub próby ucieczki. W ocenie KMPT zatrzymany mógł zostać doprowadzony na czynności procesowe bez kajdanek. W przypadku uzasadnionej konieczności zapobieżenia ucieczce, agresji lub autoagresji, wystarczającym środkiem wydaje się stosowanie kajdanek zakładanych na ręce….”

I dalej „.KMPT ma również nadzieję, że opisane wyżej uwagi staną się przedmiotem refleksji ze strony odpowiednich władz i systemowych działań, które nie tylko wyeliminują wskazane nieprawidłowości, ale przede wszystkim doprowadzą do zmiany postaw w Policji, w pełni szanujących prawa człowieka ….Przemoc wobec osób pozostających pod nadzorem Policji powinna być postrzegana jako naruszenie praw człowieka oraz niedopuszczalny brak profesjonalizmu, który ma wpływ na wizerunek całej Policji. Zmiana sposobu myślenia oraz działania w Policji powinna rozpocząć się od konkurencyjnego i rygorystycznego systemu selekcji do służby oraz odpowiedniego wynagrodzenia, które stanowi ważne narzędzie do przyciągnięcia najlepszych kandydatów i utrzymania wysoce kompetentnego personelu

21 czerwca Adam Bodnar [RPO] oświadczył [https://www.rpo.gov.pl/pl/content/oswiadczenie-rpo-adama-bodnara] „ Godności człowieka broniłem i będę bronił bez względu na okoliczności. Wynika to z mojego konstytucyjnego i ustawowego obowiązku, ale i wewnętrznego przekonania.”

Natomiast w rozmowie z portalem wPolityce.pl Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka. [https://wpolityce.pl/polityka/451870-pawlak-zawsze-bede-bronil-praw-dzieci]powiedział „

Nie pamiętam, aby Rzecznik Praw Obywatelskich wcześniej protestował, gdy policjanci wyciągali prosto z łóżek groźnych bandytów, handlarzy narkotyków, półnagich, bosych, skutych i przenoszonych do radiowozów. Ale może podejrzany o brutalny mord na dziecku w opinii Adama Bodnara ma większe prawa niż jakiś złodziej. ……..gdy pojawia się niebezpieczeństwo naruszenia praw pokrzywdzonych dzieci, zawsze jestem gotów bronić tych praw. Od tego jest Rzecznik Praw Dziecka.”

Takie stanowisko podzielam, w pełni nie zgadzając się z oświadczeniem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wiadomości TVP poświeciły sprawie zatrzymania mordercy spory komentarz 21.06.2019 godz. 19.30 [https://vod.tvp.pl/video/wiadomosci,21062019-1930,42891050?fbclid=IwAR3ElrFqegVgIdTsC7czC0aZOXqEF3w70Ik7ftZdI_287OBuZaRjhxbNigM] zamieszczając przy tym [ ok. 21.08 min reakcji TVP]

słynne moje zdjęcie skutego kajdanami Zygmunta Miernika prowadzonego na rozprawę sądową [https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/29/czy-dobra-zmiana-w-policji-i-sadownictwie-zdola-sie-wydostac-z-kajdan/ ]

Rzecz jasna, jak to w TVP, źródło zdjęcia jest błędne [ wtórne], bez powołania się mój oryginalny reportaż https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/28/rozprawa-przeciwko-grupie-noszacej-opaski-bialo-czerwone/ a ja pracujący i po kilkanaście godzin dziennie pro publico bono, także pokazując patologie sądów i policji – pozostaję bez gratyfikacji i nawet satysfakcji, a za to przez kilka lat jestem grillowany w sądach w obecności policji. Podobno moje relacje negatywnie wpływają na opinie obywateli o pracy organów sprawiedliwości. Gdyby obywatele nie widzieli jak pracują te organy byłoby O.K. Po prostu III RP.

Scenę ze skutym kajdanami Zygmuntem Miernikiem 27 września 2016 r., filmowała [obok mnie] też ekipa TVP, ale widocznie bez takiego sukcesu, bo aby pokazać to co najważniejsze – kajdanki na nogach Miernika- trzeba było sięgnąć do mojego zdjęcia, bez pytania się o zgodę i bez powołania się w emisji na mój materiał.

Poszanowanie praw autorskich w III RP jest u nas żadne, i to dotyczy nie tylko TVP. RPO na ten temat jakoś się nie wypowiada, tak jakby obywatele [ szczególnie ci bez etatowi] nie mieli praw autorskich. Czy to jest państwo prawa ?

W obronie stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich zabrał głos b. RPO sam prof. Andrzej Zoll [https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/451863-szok-zoll-broni-bodnara-ws-zabojcy-10-letniej-kristiny] „W pełni się zgadzam ze stanowiskiem Rzecznika Praw Obywatelskich”nie wolno się było nad tym człowiekiem znęcać. Sam sposób założenia kajdanek był elementem wskazującym na znęcanie się. Wystarczyły kajdanki z tyłu założone na ręce i on nie miał żadnych możliwości ucieczki -twierdził Zoll”.

Gdy ja broniłem Miernika, skutego także na nogach kajdanami i te kajdany można rzec jednym zdjęciem i działaniem zdjąłem mu z nóg prof. UJ – A. Zoll b. RPO – milczał.

Przypomnę – w materiale opublikowanym 29 września 2016Czy dobra zmiana w policji i sądownictwie zdoła się wydostać z kajdan ?https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/29/czy-dobra-zmiana-w-policji-i-sadownictwie-zdola-sie-wydostac-z-kajdan/ zamieściłem dokumentację zdjęciową skutego Zygmunta Miernika i pisałem :

Zawsze sądziłem, że tak zakuwa się zbrodniarzy, groźnych przestępców, a nie członków grup z biało-czerwonymi opaskami, śpiewających Rotę, pouczających sędziów, że na salach sądowych winno być polskie godło, protestujących przeciwko rażącej niesprawiedliwości zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi.

Sąd w Krakowie, w rocznicę Polskiego Państwa Podziemnego 27. 09. 2016 r., Zygmunt Miernik – więzień polityczny III RP dowieziony na salę rozpraw, jako obwiniony w procesie o działania na rzecz likwidacji nieistniejącego już pomnika chwały Armii Czerwonej w Nowym Sączu.

Należał do grupy, którą starała się wylegitymować policja nowosądecka na Alei Wolności w Nowym Sączu ze względu na rzekome zakłócanie rozprawy sądowej. Grupa z opaskami biało-czerwonymi opuściła bez przeszkód budynek sądowy, ale na Alei Wolności została zidentyfikowana przez patrol policji. Grupę zdradziło noszenie opasek biało-czerwonych i śpiewanie Roty …!

Przestroga dla Polaków – nie noście opasek biało-czerwonych, flag narodowych, nie śpiewajcie Hymnu czy Roty, bo policja i sądy się wami zainteresują ! Czy tak ma wyglądać Wolna, Niepodległa Polska ? „

Po moich materiałach i interwencji u Wojewody Małopolskiego Józefa Pilcha, Zygmuntowi Miernikowi więcej już nie zakładano na nogi kajdan. Mam w tym swój udział. A gdzie byli – obecny i były Rzecznik Praw Obywatelskich ?

No i jeszcze warto zwrócić uwagę na moje wspomnienie o profesorze, gdy był RPO i jednocześnie podwładnym rektora UJ (sic!), pozostawiając obywatela wypędzonego podczas wojny jaruzelsko-polskiej z uczelni ( także uczelni prof. Zolla) na pastwę jej aparatu kłamstwa i akademickiego znęcania nad człowiekiem i wszelkimi po nim pozostałościami.

Po reakcji RPO pisałem w tekście „ Pasja akademicka z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w roli Piłata

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/

Za sprawą gestu Piłata umywanie rąk do dziś jest symbolem oportunizmu i unikania odpowiedzialności. Gest ten nader często powtarzają decydenci korporacji akademickich. No cóż, higiena kończyn górnych ma długą przeszłość w naszym świecie pełnym brudów. Ma też dużą przyszłość. Ci, którzy nie dbają o higienę kończyn górnych żadnych szans nie mają, szczególnie w świecie akademickim tak pięknie rozprawiającym o poszukiwaniu, poznawaniu i głoszeniu prawdy. RPO, który chce mieć szanse w tym środowisku o higienę musi dbać.”

Widać, że w III RP obywatele nie mają wiele pożytku z Rzeczników Praw Obywatelskich.

Uzupełnienie:

patrz Studio Polska  22 czerwca 2019 r.

https://vod.tvp.pl/video/studio-polska,22062019,42902539

Screen Shot 06-23-19 at 11.08 AM.PNG

Screen Shot 06-23-19 at 11.07 AM.PNG

i mój materiał https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/09/29/czy-dobra-zmiana-w-policji-i-sadownictwie-zdola-sie-wydostac-z-kajdan/

Screen Shot 06-23-19 at 11.16 AM

Dawid wobec Goliata, czyli nokaut koryfeusza

Screen Shot 02-14-19 at 09.00 AM

Dawid wobec Goliata, czyli nokaut koryfeusza

Mój znamienity kolega Herbert Kopiec , opisując w styczniowym numerze WNET [Nawrócenie marksisty ? ] przypadek prof. Piotra Sztompki, zaciekawił się, iluż to skromnych doktorów – rzec by można Dawidów – poważyło się stanąć w akademickiej debacie wobec koryfeusza socjologii, którego podniósł do rangi olbrzyma istnego Goliata.

Byłoby nietaktem, abym nie podjął się zaspokojenia ciekawości mojego kolegi. Nie wiem, czy by mi wybaczył.

Otóż przed pięcioma już laty, po zapoznaniu się z tezami prof. Sztompki odnośnie kryzysu uniwersytetu, co ujawnił po zakończeniu Kongresu Kultury Akademickiej, poważyłem się, i to bez wahania, stanąć w akademickiej debacie wobec tego Goliata.

Krok po korku rozprawiałem się z kolejnymi tezami prof. Sztompki w tej materii kryzysowej, rzecz jasna, to rozprawianie przesyłając autorowi tez, z nadzieją na podjęcie walki o swoje racje, bo debata to sens życia akademickiego tak Dawidów, jak i Goliatów.

Niestety nic z tego. Ja w debacie stanąłem, a Goliat nawet nie wyszedł do walki. Z 10 tezami Goliata rozprawiłem się w 10 rozprawkach – bez reakcji, bez ruchu obronnego Goliata ! Rzec by można – wyliczyłem Goliata do 10, a on ani ręką, ani głową nie ruszył , czyli w języku bokserskim – nokaut !

Moje argumenty zebrałem w rodzaj 82 stronicowej broszury, obdarzając ją tytułem Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompkąi umieściłem na moim Blogu akademickiego nonkonformisty, licząc na debatę po odzyskaniu przytomności intelektualnej. Niestety do debaty nie doszło i nawet nie wiadomo, czy przytomność intelektualna powróciła.

Mimo upływu 5 lat i wejścia w życie Konstytucji dla nauki”, moje argumenty nie straciły na aktualności, stąd nadal zachęcam do zapoznania się z moją internetową broszurą i do debaty nad moimi argumentami, a dla zachęty przytoczę fragment tekstu, w gruncie rzeczy pochwalnego dla prof. Sztompki, bo zatytułowanego Prof. Sztompka chyba wreszcie coś zrozumiał

Prof. Sztompka podsumowuje osiągnięcia Kongresu:Za nieporozumienie uznano wiarę, że przyśpieszenie karier uniwersyteckich może dokonywać się poprzez ciągłe obniżanie wymogów i ułatwianie procedur doktorskich czy habilitacyjnych. Efektem są kariery pozorne, deprecjacja tytułów i stanowisk, obniżanie standardów w procedurach doktorskich, habilitacyjnych i profesorskich, a w efekcie uzasadnione załamanie się zaufania społecznego do profesury…...

Są to stwierdzenia oczywiste, wręcz banalne i znane od dawna tym, których na kongres nawet nie zapraszano (może właśnie dlatego). Co więcej, z tych, którzy te oczywistości od lat upowszechniali, całkiem uniwersytety oczyścili i z pamięci oraz z uniwersyteckich archiwów wymazali, aby nikt nigdy nawet się nie domyślił, że ktoś przed Kongresem mógł podobne, uprawnione faktami opinie wygłaszać. Prof. Sztompka i uczestnicy Kongresu chyba jednak nie zrozumieli, że poza murami ‚etatowych’ uniwersytetów istnieją też uniwersytety bez murów i etatów, gdzie bez profesorskiej cenzury można było już od lat takie niepoprawne opinie zamieszczać i rozpowszechniać, a w dobie internetu do końca wykluczanie prekursorów podobnych myśli nie jest możliwe.

Prof. Sztompka dalej słusznie pisze:
Banicja środowiskowa musi dotykać winnych plagiatów, fałszowania danych, dopisywania swoich nazwisk do cudzych prac, demaskować trzeba „spółdzielnie cytowań” i „towarzyskie, grzecznościowe recenzje”. Źródłem takich różnorodnych zjawisk patologicznych jest klimat permisywności, który odrzucić musi samo środowisko.” ale nie podaje środków. które pozwolą realizację tych postulatów zapewnić.

Do tej pory chyba częściej banicja dotykała tych, którzy plagiaty ujawniali, przeciwko dopisywaniu nazwisk jednych a pomijaniu drugich protestowali. Dla demaskatorów rozlicznych patologii akademickich drzwi uniwersytetów (i nie tylko uniwersytetów) są zamknięte od lat i Prof. Sztompka/uczestnicy Kongresu jakoś nie przedstawili projektu, aby takim demaskatorom drzwi otworzyć.

Jakim cudem zmienią kierunek banicji ?

Samo środowisko do tej pory się nie oczyściło z elementu patologicznego, szkodliwego dla uniwersytetu, więc niby jakie podstawy ma wiara w możliwość samooczyszczenia środowiska, odrzucenia zjawisk patologicznych ?

Środowisko akademickie zostało uformowane wg kryteriów patologicznych i w swych patologiach chce być autonomiczne, więc niby kto je zmusi do działań antypatologicznych ?

Prof. Sztompka zauważa „Dominuje zgoda na totalną, powszechną bylejakość”, ale nie zauważył, że ci, którzy na powszechną bylejakość i to szczególnie profesorów zgody nie wyrażali, znaleźli się poza uniwersytetem.

Co prof. Sztompka ( i jego koledzy) zrobił, aby było inaczej ?

Dlaczego wyraża/wyrażał zgodę i do dominacji tej bylejakości chyba się przyczynił z czego zdaje sobie sprawę ?…”

Moich bojów -dysydenta akademickiego, wydałem już w internecie kilkanaście tomików, i nadal poważam się stawać w akademickiej debacie wobec Goliatów, co winno zaspokoić ciekawość mojego znamienitego Kolegi, któremu życzę sukcesów na drodze do nawracania marksistów i postmodernistów, funkcjonujących w III RP nadal w roli koryfeuszy.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET w lutym 2019 r.

Screen Shot 02-07-19 at 06.58 PM

Świat akademicki budzi się po „reformie Gowina”

p

Józef Wieczorek

Świat akademicki budzi się po „reformie Gowina”

Nowa ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym zwana ‚Konstytucją dla nauki’ została opublikowana w Dzienniku Ustaw i wchodzi stopniowo w życie od początku roku akademickiego. Ministerstwo na swoich stronach [konstytucjadlanauki.gov.pl] zachwala korzyści jakie środowisko akademickie odniesie w ramach tej „reformy Gowina” . Część środowiska, która zapoznała się z jej tekstem podnosi alarm, że ta ustawa – to katastrofa !

Co robiono przez lata ?

Szkoda, że przez ponad 2 lata, kiedy ta ustawa była in statu nascendi, opozycyjne wobec tych „korzyści”, środowisko akademickie jakoś nie było aktywne. Ministerstwo zachęcało do dyskusji, ale wybierało sobie wygodnych dyskutantów, nie reagując na merytoryczną krytykę nielicznych. Czyli standard.

Od wprowadzenia w życie ustawy akademickiej w roku 2005 miały trwać prace nad rzeczywistymi i potrzebnymi reformami niewydajnego systemu akademickiego, ale przez te kilkanaście lat należycie nie zdiagnozowano nawet przyczyn realnej słabości nauki i edukacji wyższej w Polsce, mimo że jesteśmy potęga tytularną, ilościową ( jeśli chodzi o ilość uczelni) i zasobną w znakomite nieruchomości akademickie na poziomie europejskim.

W PRLu było siermiężnie, wręcz nędznie, jeśli chodzi o finanse, ale nauka i edukacja wyższa stały wyżej, dzięki nie przetrzebionej do końca kadrze formowanej w II RP. Ale od tego czasu znajdujemy się na równi pochyłej – mimo reform spadamy w konfrontacji ze światem, elity mamy słabe.

Na pytanie – dlaczego tak się dzieje nie odpowiedziała żadna z 10 konferencji ministerialnych, które odbyły się przed wprowadzeniem ustawy.

Pacjent [system akademicki] jest chory, ale nie zdiagnozowano na co i dlaczego – więc jak go można skutecznie uleczyć ? Co więcej nie zadano pytania – skąd się wzięły obecne, nie najlepsze kadry akademickie ?

Przez lata tak reformowano system akademicki, aby nic zasadniczo nie zmienić, aby zostało tak jak jest.

Patologie filarami systemu

Świat akademicki od lat widzi głównie jedną patologię – niedostatek pieniędzy i jedno remedium na poprawę systemu: dajcie nam więcej pieniędzy – wyniki/Noble same przyjdą !

Czy słyszał ktoś o żądaniach piłkarzy dostających tęgie lanie od drużyn najlepszych: płaćcie nam – wszystkim rzecz jasna – tak jak się płaci Ronaldo czy Lewandowskiemu, to będziemy grać jak Ronaldo i Lewandowski ? Inaczej dobrej gry nie można od nas wymagać !

A tak argumentują słabi intelektualnie i moralnie beneficjenci długotrwałej negatywnej selekcji kadr akademickich, funkcjonującej w systemie zamkniętym, w warunkach chowu wsobnego, ustawianych konkursów, niemobilności, wieloetatowości, intensywnego rozwoju turystyki habilitacyjnej, nepotyzmu, mobbingu, nie respektowania własności intelektualnej itd.

Te patologie były podnoszone przez mnie [ w przestrzeni publicznej od początku wieku] i Niezależne Forum Akademickie funkcjonujące od 2004 r., ale pomijane [ z małymi wyjątkami] przez ‚reformatorów i walczące o zachowanie status quo środowisko akademickie.

Dla sprawdzenia można na wyszukiwarce Google wpisać – ‚patologie akademickie’, ‚patologie na uczelniach’, aby się zorientować kto i jak zajmuje się przyczynami degradacji nauki w Polsce.

Tym zasadniczym dla funkcjonowania czynnikom nie poświęcono żadnej z 10 konferencji ministerialnych przez uchwaleniem ustawy ! Ale po uchwaleniu ustawy młodzi naukowcy [ Akademia Młodych Uczonych PAN ] sporo patologii dla nich niekorzystnych zauważyli i m.in. rekomendują„ „Ocena pracowników naukowych powinna być dokonywana według zrozumiałych, precyzyjnie określonych i publicznie ogłoszonych kryteriów, promujących doskonałość naukową. Rekomendujemy znaczne zwiększenie zróżnicowania całkowitego wynagrodzenia w zależności od osiąganych wyników, wprowadzenie jawnego systemu premiowania jakości pracy oraz wyciągania konsekwencji za jej systematyczny brak, niezależnie od stanowiska. Corocznie aktualizowana zbiorcza lista publikacji oraz najważniejszych osiągnięć naukowych wszystkich pracowników naukowych powinna być łatwo dostępna z głównej strony internetowej każdego instytutu.”

Nie trudno było to zauważyć, bo od lat wiadomo, że kto spoczął w PANie [ale także na uczelni} z tytułem profesora, nawet jak nic nie robił [bo spoczywał], nawet jak szkodził innym, wynagradzany był lepiej i to znacznie, od aktywnych i to pozytywnie, więc stan obecny PANu i uczelni jest niejako oczywistą konsekwencją tej trwającej od lat – a przy tym niejedynej – patologii.

Zwiększenie finansowania spoczywających, a także aktywnych negatywnie ( np. w niszczeniu lepszych od siebie), nie podniesienie poziomu nauki i edukacji wyższej, a nawet może je obniżyć.

Reformować trzeba kompleksowo, a nie zmieniać jeden parametr, nie bacząc na inne, wzajemnie powiązane.

Młodzi naukowcy zauważyli także to, o czym wszyscy wiedzieli, ale widzieć i zmieniać nie chcieli, angażując się jedynie w zamiatanie niewygodnych spraw pod dywan, w czym osiągnęli mistrzostwo. Młodzi jednak, bardziej widocznie sprawni intelektualnie i fizycznie, zaczęli zaglądać co się pod tymi dywanami kryje i wyciągają z tego wnioski dla naprawy systemu akademickiego. W swym raporcie piszą „.Rekomendujemy wprowadzenie otwartych, rzetelnych i pisanych możliwie szeroko oraz ogłaszanych na forum międzynarodowym konkursów na wszystkie stanowiska naukowe, stanowiska kierowników zakładów i grup badawczych oraz stanowiska dyrektorów w jednostkach PAN.” „….Protokoły z przeprowadzonych konkursów wraz z informacjami o ocenach poszczególnych kandydatów powinny być jawne w zakresie dopuszczonym przez Ustawę o ochronie danych osobowych. W kwestii konkursów na dyrektorów jednostek PAN dodatkowo rekomendujemy ogłaszanie ich z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem na forum krajowym i międzynarodowym (ogłoszenie również w języku angielskim) oraz włączanie w komisje konkursowe członków zagranicznych PAN. Uważamy, że wybrany na dyrektora instytutu kandydat powinien być zobowiązany do publicznego udostępnienia koncepcji funkcjonowania instytutu, którą przedstawił w konkursie…”.

To nic nowego. Od lat NFA [www.nfa.pl] to postulowało, ale decydenci postulatów nie wdrażali i do nowej ustawy też ich nie wdrożono – może dlatego, że po takim upływie czasu to nie już innowacja, a przecież głównie innowacyjne wdrożenia są preferowane/finansowane/nagradzane.

Zmiana pokoleniowa spowodowała jednak, że działania NFA [czyli oszołomów, frustratów, nieudaczników itp. jak nas nazywano] przynoszą po latach efekty, na razie w postaci należytego zauważenia problemu przez młodych, ale z nadzieją, że i decydenci w końcu to zauważą i zaczną wprowadzać w życie, bo inaczej zostaną zmieceni przez nową falę.

Młodzi naukowcy dostrzegli też w swoich instytutach naruszanie etyki zawodowej i rekomendują szkolenia z etyki zawodowej, co kiedyś postulowałem zarówno władzom wzorcowej uczelni – UJ, jak i innych uniwersytetów, oferując wykorzystanie mojej osoby do tego celu. Nic z tego .

Zatem moja oferta ograniczona została do napisania kilku książek na te tematy [Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim, Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, Patologie akademickie pod lupą NFA, Patologie akademickie po reformach] , setek tekstów zebranych w kilkanaście już tomików ( Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego : 1-13] i prowadzenia serwisów internetowych : Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, Mobbing akademicki-mediator akademicki, Lustracja i weryfikacja naukowców PRL.

Dawno wykazałem, że w patologiach tkwi wielka siła degradacji nauki w Polsce, a mobbing, skuteczniej niż brak pieniędzy, może paraliżować działalność naukową !

Ja pracuję pro publico bono po wydostaniu się poza zasięg mobbingu i rekwirowania własności intelektualnej. Swą działalnością w pewnej części zastępuję niejako patologiczny/niewydolny system akademicki, którego decydenci nie chcą przekształcić w system wydolny. Może mają w tym interes ?

Wielki niepokój doświadczonych ‚akademików’ budzi ustawowe przyznanie rektorom władzy niemal absolutnej, gdy do tej pory rektor był zakładnikiem swoich wyborców i zwykle pochodził z tych pracowników uczelni, którzy na niej spędzili swój cały akademicki żywot. Od lat funkcjonował bowiem model – od studenta do rektora na tej samej uczelni, z całym związanym tym ‚dobrodziejstwem’ [ „akademicka pajęczyna”].

Czy nowy model poprawi funkcjonowanie uczelni, czy doprowadzi do jeszcze większej zapaści ? Niepokój jest uzasadniony.

Marnotrawstwo potencjału intelektualnego

Odnosi się wrażenie, że mało kogo niepokoi to, że poza granicami kraju znajduje się około 1/3 potencjału akademickiego, z którego niemal nie korzystano przy pracach nad ustawą i ustawa bynajmniej nie gwarantuje, że zostanie zahamowany odpływ młodych naukowców, ani, tym bardziej nie zostanie spowodowany powrót tych, którzy wcześniej Polskę opuścili. Niestety do tej pory nie ma nawet rzetelnej bazy danych polskich naukowców pracujących w ośrodkach zagranicznych. Przez lata tworzono bariery, także prawne, nie skłaniające Polskich naukowców do powrotów, a krajowy świat akademicki jakoś nie jest skłonny, aby z tymi barierami walczyć – wręcz przeciwnie.

Polacy wygnani z Polski po agresji niemieckiej i sowieckiej w 1939 r. śpiewali poruszającą do dziś pieśń ze słowami ‚ Do wolnej Polski nam Powrócić daj”, która i dziś jest śpiewana na okoliczność uroczystości patriotycznych, ale zwykle bez obecności świata akademickiego. Polski świat akademicki, który pozostaje w kraju jakoś nie jest przyjazny dla swoich rodaków poza granicami i nie daje im łatwo powracać do wolnej już Polski. Zwykle nie mają oni habilitacji, choć nieraz pracują w znakomitych ośrodkach i mają osiągnięcia, ale do naszego – krajowego, swoistego, zamkniętego na lepszych, ‚obcych’ – systemu się nie nadają !

Czy przy zachowaniu takiego mentalnego status quo jest szansa na wykorzystanie ogromnego, ale rozproszonego po świecie, potencjału intelektualnego Polaków ?

Odnaleźć zagubiony świat wartości

Ustawa wchodzi w życie, więc trzeba prowadzić systematyczny monitoring jej funkcjonowania, ujawniać w mediach jej słabości/absurdy, prowadzić merytoryczną krytykę wdrażania w życie akademickie poszczególnych jej zapisów i przygotować wersję ustawy, która by dawała szanse na należyte wykorzystanie intelektu i pracy Polaków, nie tylko tych, którzy aktualnie mieszkają w Polsce.

Do tej pory, skłonności do takiej pracy organicznej, intelektualnej, polski świat akademicki nie wykazywał – więc mamy tego skutki. Dobrze, że niektórzy choć po niewczasie się obudzili, ale jakie mamy z tego powodu straty ?

Trzeba też pamiętać o tym, że obecna ustawa to decyzja polityczna i że najwięksi krytycy reformy głosowali za jej przyjęciem !

Przy takim poziomie konformizmu, a właściwie schizofrenii, nie da się zbudować należytego systemu akademickiego, tym bardziej, że nauka z natury rzeczy jest nonkonformistyczna. Badacz ma obowiązek być nieposłuszny w myśleniu. Niestety przez lata komunizmu takich z systemu akademickiego usuwano, a przynajmniej marginalizowano, stąd mamy teraz kadry i postawy, jakie mamy

Skoro przez lata komunizmu kadry uformowane w II RP jakoś trzymały w Polsce poziom nauki i edukacji, to może by tak zerwać z niechlubną spuścizną i wrócić do przedwojennego świata wartości ?

Tekst opublikowany w Kurier WNET nr. 52 Październik 2018 r.

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

Screen Shot 06-21-18 at 10.30 AM

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

W ramach krytyki reformy Gowina Komisja Zakładowa NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego zakwestionowała [List Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego do Prezydenta, Rządu, Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Kraków, piątego czerwca 2018 roku –http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=140041898 ] m. in. brak ładu płacowego pisząc:

‚W szczególności rekomendujemy powrót do przyjętej w 2001 roku koncepcji ładu płacowego w szkolnictwie wyższym poprzez wprowadzenie zapisów ustawowych gwarantujących w  uczelniach publicznych poziom średnich płac w grupach profesorów, adiunktów, asystentów i pracowników niebędących nauczycielami akademickimi w relacji odpowiednio 3:2:1:1 w stosunku do  średniej krajowej w gospodarce narodowej. Żądamy realizacji programu wzrostu wynagrodzeń pracowników publicznych szkół wyższych do powyżej określonego poziomu. ‚

Czyli związkowcy akademiccy domagają się po raz kolejny zagwarantowania uposażenia etatowych pracowników akademickich, bez względu na wyniki ich pracy, a podobnych, a nawet wyższych i to znacznie, od płac w gospodarce narodowej. Jak jedni – pracujący w gospodarce narodowej – zapracują na jakąś średnią krajową, to akademicy w zależności od stanowiska i tytułu – a nie wyników ich pracy – winni też dostawać więcej i mieć to zagwarantowane !

Koncepcja taka była już przyjęta w 2001 r. i jak widać, mimo przyjęcia, stan nauki i szkolnictwa wyższego się nie podniósł ani trochę, ani choćby okresowo – wręcz przeciwnie.

Może koncepcja była zła ?

Ja tak uważam i się nie dziwię z osłabienia akademickiego, bo jego przyczyny moim zdaniem są inne i zarówno ministerstwu, jak i Solidarności z UJ przedstawiałem w wielu tekstach ( setkach !) przekazywanych e-mailami. Bez dyskusji ze strony „S” UJ i ministerstwa w czasach Gowinach – także !

W tej walce ‚S” o ład płacowy nie widać żadnej refleksji, ani rekomendacji sprawiedliwości, ani rekomendacji solidarności z tymi, którzy dobrze pracują/pracowali i mają /mieli osiągnięcia i wpływ na poziom akademicki i nie tylko.

Niestety z takimi akademikami „S” UJ [ i nie tylko] solidarna jak nie była, tak i nie jest i to jest jedna z przyczyn osłabienia akademickiego.

Od dawna  nie było przełożenia dobrej pracy na dobrą płacę, a nierzadko było przełożenie na jej brak, w wyniku wykluczania/ wypędzenia z populacji zarabiających tych zbyt dobrze pracujących..

W czasach PRLu populację akademicką dzielono na docentów [czytaj:do centów] i do roboty i mimo zmian, tj. likwidacji etatów docentów – tak pozostało. Jedni na tzw. etatach samodzielnych [ często wielu], nieraz mimo braku umiejętności samodzielnej pracy, czy jej zaniedbywania, drudzy na etatach tzw. niesamodzielnych, mimo samodzielnej, odpowiedzialnej i wydajnej pracy, a nawet bez etatów, gdy dla samodzielnych – szczególnie z przewodniej siły narodu- stanowili zagrożenie, przewyższając ich intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Widać zmiany nazw uczelni, stanowisk, tytułów, nie wnoszą wiele do systemu akademickiego, chociaż nad takimi zmianami, tak na szczeblu osobowym, jak i instytucjonalnym, chyba najwięcej pracowano, unikając odniesień historycznych, bardzo pouczających.

Nad zmianami finansowania akademików, według wyników pracy naukowej i edukacyjnej, jakoś się nie pracuje, postulując jedynie powiązania ich płacy z wynikami pracy innych w gospodarce narodowej.

Doprawdy nie rozumiem dlaczego profesor, który nader rzadko pojawia się na uczelni ( bo jest zatrudniony/zaangażowany także gdzie indziej, który zaniedbuje studentów, który wykorzystuje pracę mniej utytułowanych, a czasem po prostu ich okrada z własności intelektualnej i niszczy, szczególnie tych, którzy gdy są lepsi od niego i kiedy się bronią przed wyzyskiem/zniewoleniem) ma zarabiać 3 x więcej od tego kto w gospodarce narodowej pracuje jak należy ?

A taki porządek – zwany ładem płacowym, uważam za nieład i nieporządek w wynagradzaniu akademików i nie uważam, aby taki poziom nieładu był w systemie akademickim pożądany. Wręcz przeciwnie.

Nieład funkcjonuje od lat. Przed niemal 20 laty i ja pisałem list do ministra [ i to solidarnościowego !] przeciwko swoistej dyskryminacji :

Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji ( patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, ze nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.[https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/]

Solidarność akademicka  jakoś nie była solidarna z tymi, którzy pracowali i wyniki ich pracy były jawne, ale nie byli finansowani, a jedynie z tymi, którzy nierzadko nie pracowali/wyniki ich pracy/nie-pracy nie były jawne, ale byli finansowani, podobno za mało.

I tak mimo upływu lat, licznych reform pozostało bez zmian. Jedni są do centów, drudzy do roboty, a jak sami pracują – mimo że nie mają etatów – dla dobra Polski, to nic im się nie należy, bo finansuje się etaty, a nie robotę.

Różnica jest głównie taka, że kiedyś zarabiało się kilkanaście, no góra kilkadziesiąt dolarów na miesiąc, a teraz – setki a nawet tysiące, z tym że poziom nauki i edukacji się obniżył, co pokazuje negatywną wręcz korelację między jakością pracy i wynagrodzeniem za etaty w naszym patologicznym systemie akademickim.

A związkowców wysoce zaniepokoiła działalność powołanej ostatnio Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Piszą : „Chwalebne są zamiary przyciągnięcia do Polski polskich uczonych z renomowanych uniwersytetów zagranicznych, ale sprzeciwiamy się dyskryminacyjnym praktykom NAWA, która  proponuje reemigrantom wynagrodzenia kilkakrotnie wyższe od wynagrodzeń krajowych uczonych. „

Jasne, są za, bo nie wypada być otwarcie przeciw, ale są przeciw temu, aby ‚zagraniczni’ mieli choćby najmniejszą ochotę aby wrócić. Przez lata argumentowano aby podnosić -rzecz jasna wszystkim akademikom – uposażenia, bo najlepsi wyjeżdżają, a teraz jest zagrożenie, że ci najlepsi mogliby wrócić.

Nie można przecież dopuścić aby najlepsi byli wynagradzani lepiej, bo to by była dyskryminacja tych, którzy są od lat na etatach i nie chcą aby ich rozliczano ze współpracy międzynarodowej, publikacji na poziomie międzynarodowym, no i po prostu z wyników ich pracy. Wszystkim trzeba przecież płacić po równo – za etaty, a nie za wyniki pracy ! Tak było i tak ma pozostać, aby było dobrze.

A zresztą ci z zagranicy nie mają habilitacji, więc tak naprawdę są gorsi, mimo że wyjeżdżali jako najlepsi. Taka jest logika solidarnych z socjalistycznym systemem pracy i płacy.

Mamy kolejny mundial i niemal wszyscy znają się na piłce. Powszechnie wiadomo, że jak klub chce pozyskać do drużyny renomowanych zawodników, to im proponuje wielokrotnie większy płace, niż swoim, mniej renomowanym . Inaczej by ich nie pozyskał i nie byłby liderem, lecz outsiderem. Lepszym trzeba płacić więcej za to co robią, także w systemie akademickim, a u nas płaci się tym, którzy skutecznie blokują wynagradzanie lepszych.

Ładu, a w rzeczywistości nieładu płacowego w systemie akademickim nie da się rozpatrywać bez uwzględnienia ładu/nieładu kadrowego, ładu/nieładu tytularnego, ładu/nieładu moralnego, ładu/nieładu historycznego, ale tymi ładami jakoś związkowcy wcale się nie zajmują i nie krytykują z tego punktu reformy Gowina, które te łady/niełady jeszcze utrwala, mimo pewnych ruchów, aby z nimi zerwać – jak np. poprzez ofertę lepszych płac dla renomowanych pracowników z zagranicy .

Pozytywny jest natomiast apel związkowców ‚aby wydawać publiczne pieniądze w najbardziej efektywny sposób w sektorze wyższych szkół publicznych’ i należałoby oczekiwać, żeby w tej sprawie związki wiele dobrego zrobiły, bo to jest konieczność.

Rzecz w tym, że wiele związkowych postulatów jakoś jest na opak z tymi oczekiwaniami i taką koniecznością.

Pod refleksję proponuję zapoznanie się z efektami działalności związkowców UJ zawartymi w: sprawozdaniu z działalności KZ”S” UJ w latach 2014-2018 [http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=139183431i z efektami działalności b. działacza „S” , wykonującym niezależnie, bezpłatnie, także robotę związkową na rzecz rzeczywistej naprawy systemu akademickiego, robotę solidarną z krzywdzonymi w systemie akademickim, ale działającym od lat poza strukturami związkowymi [np.

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/01/internetowy-bilans-roku-2016-r-dysydenta-akademickiego-bez-etatu-pro-publico-bono/

https://blogjw.wordpress.com/2017/12/30/podsumowanie-dysydenckiego-roku-2017/%5D

rzecz jasna mając na uwadze co piszą związkowcy „ Badania naukowe i edukacja są najlepszą i najbardziej opłacalną inwestycją w przyszłość narodu, w materialny, kulturowy i cywilizacyjny rozwój Polski.” oraz to, że na jakieś kilkaset maili do Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego z efektami mojej roboty nie było żadnej reakcji.

Co więcej, jak ktoś ma problemy z mobbingiem, czy to na UJ, czy gdzie indziej, to zwraca się do mnie, zamiast do „S” – zupełnie nie pojmuję dlaczego ? Warto się nad tymi sprawozdaniami zastanowić.

Józef Wieczorek, były wykładowca UJ, robiący to czego ci na etatach profesorskich nie byli w stanie robić, współzałożyciel NSZZ „ Solidarność” w ING UJ, działający także w czasach wojny jaruzelsko-polskiej [ legitymacja nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej], wygnany z uczelni podczas politycznych czystek akademickich przed tzw. transformacją ustrojową. Do tej pory Solidarność ani słowem się nie upomniała o mój powrót na uczelnię, dzielnie – solidarnie z komunistami- walczyła, abym czasem na uczelnię nie wrócił, ani nie zbadała – ani akademickich, ani związkowych strat wojennych lat 80-tych, ani nie chce znać historii tamtych lat. Podobno tajni i jawni współpracownicy systemu komunistycznego tak ochraniali uczelnię, czy tak jej przewodzili, że nikt w PRLu ani w III RP na UJ nie został pokrzywdzony, a zresztą przecież ani komunizmu, ani stanu wojennego to w ogóle nie było, jak wynika z Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego[ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ], a ponadto ani jawni, ani tajni współpracownicy systemu komunistycznego [ https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/ ] to nikomu nie przeszkadzali i nie przeszkadzają, jeno wynagrodzenie mają za niskie.