Świat akademicki budzi się po „reformie Gowina”

p

Józef Wieczorek

Świat akademicki budzi się po „reformie Gowina”

Nowa ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym zwana ‚Konstytucją dla nauki’ została opublikowana w Dzienniku Ustaw i wchodzi stopniowo w życie od początku roku akademickiego. Ministerstwo na swoich stronach [konstytucjadlanauki.gov.pl] zachwala korzyści jakie środowisko akademickie odniesie w ramach tej „reformy Gowina” . Część środowiska, która zapoznała się z jej tekstem podnosi alarm, że ta ustawa – to katastrofa !

Co robiono przez lata ?

Szkoda, że przez ponad 2 lata, kiedy ta ustawa była in statu nascendi, opozycyjne wobec tych „korzyści”, środowisko akademickie jakoś nie było aktywne. Ministerstwo zachęcało do dyskusji, ale wybierało sobie wygodnych dyskutantów, nie reagując na merytoryczną krytykę nielicznych. Czyli standard.

Od wprowadzenia w życie ustawy akademickiej w roku 2005 miały trwać prace nad rzeczywistymi i potrzebnymi reformami niewydajnego systemu akademickiego, ale przez te kilkanaście lat należycie nie zdiagnozowano nawet przyczyn realnej słabości nauki i edukacji wyższej w Polsce, mimo że jesteśmy potęga tytularną, ilościową ( jeśli chodzi o ilość uczelni) i zasobną w znakomite nieruchomości akademickie na poziomie europejskim.

W PRLu było siermiężnie, wręcz nędznie, jeśli chodzi o finanse, ale nauka i edukacja wyższa stały wyżej, dzięki nie przetrzebionej do końca kadrze formowanej w II RP. Ale od tego czasu znajdujemy się na równi pochyłej – mimo reform spadamy w konfrontacji ze światem, elity mamy słabe.

Na pytanie – dlaczego tak się dzieje nie odpowiedziała żadna z 10 konferencji ministerialnych, które odbyły się przed wprowadzeniem ustawy.

Pacjent [system akademicki] jest chory, ale nie zdiagnozowano na co i dlaczego – więc jak go można skutecznie uleczyć ? Co więcej nie zadano pytania – skąd się wzięły obecne, nie najlepsze kadry akademickie ?

Przez lata tak reformowano system akademicki, aby nic zasadniczo nie zmienić, aby zostało tak jak jest.

Patologie filarami systemu

Świat akademicki od lat widzi głównie jedną patologię – niedostatek pieniędzy i jedno remedium na poprawę systemu: dajcie nam więcej pieniędzy – wyniki/Noble same przyjdą !

Czy słyszał ktoś o żądaniach piłkarzy dostających tęgie lanie od drużyn najlepszych: płaćcie nam – wszystkim rzecz jasna – tak jak się płaci Ronaldo czy Lewandowskiemu, to będziemy grać jak Ronaldo i Lewandowski ? Inaczej dobrej gry nie można od nas wymagać !

A tak argumentują słabi intelektualnie i moralnie beneficjenci długotrwałej negatywnej selekcji kadr akademickich, funkcjonującej w systemie zamkniętym, w warunkach chowu wsobnego, ustawianych konkursów, niemobilności, wieloetatowości, intensywnego rozwoju turystyki habilitacyjnej, nepotyzmu, mobbingu, nie respektowania własności intelektualnej itd.

Te patologie były podnoszone przez mnie [ w przestrzeni publicznej od początku wieku] i Niezależne Forum Akademickie funkcjonujące od 2004 r., ale pomijane [ z małymi wyjątkami] przez ‚reformatorów i walczące o zachowanie status quo środowisko akademickie.

Dla sprawdzenia można na wyszukiwarce Google wpisać – ‚patologie akademickie’, ‚patologie na uczelniach’, aby się zorientować kto i jak zajmuje się przyczynami degradacji nauki w Polsce.

Tym zasadniczym dla funkcjonowania czynnikom nie poświęcono żadnej z 10 konferencji ministerialnych przez uchwaleniem ustawy ! Ale po uchwaleniu ustawy młodzi naukowcy [ Akademia Młodych Uczonych PAN ] sporo patologii dla nich niekorzystnych zauważyli i m.in. rekomendują„ „Ocena pracowników naukowych powinna być dokonywana według zrozumiałych, precyzyjnie określonych i publicznie ogłoszonych kryteriów, promujących doskonałość naukową. Rekomendujemy znaczne zwiększenie zróżnicowania całkowitego wynagrodzenia w zależności od osiąganych wyników, wprowadzenie jawnego systemu premiowania jakości pracy oraz wyciągania konsekwencji za jej systematyczny brak, niezależnie od stanowiska. Corocznie aktualizowana zbiorcza lista publikacji oraz najważniejszych osiągnięć naukowych wszystkich pracowników naukowych powinna być łatwo dostępna z głównej strony internetowej każdego instytutu.”

Nie trudno było to zauważyć, bo od lat wiadomo, że kto spoczął w PANie [ale także na uczelni} z tytułem profesora, nawet jak nic nie robił [bo spoczywał], nawet jak szkodził innym, wynagradzany był lepiej i to znacznie, od aktywnych i to pozytywnie, więc stan obecny PANu i uczelni jest niejako oczywistą konsekwencją tej trwającej od lat – a przy tym niejedynej – patologii.

Zwiększenie finansowania spoczywających, a także aktywnych negatywnie ( np. w niszczeniu lepszych od siebie), nie podniesienie poziomu nauki i edukacji wyższej, a nawet może je obniżyć.

Reformować trzeba kompleksowo, a nie zmieniać jeden parametr, nie bacząc na inne, wzajemnie powiązane.

Młodzi naukowcy zauważyli także to, o czym wszyscy wiedzieli, ale widzieć i zmieniać nie chcieli, angażując się jedynie w zamiatanie niewygodnych spraw pod dywan, w czym osiągnęli mistrzostwo. Młodzi jednak, bardziej widocznie sprawni intelektualnie i fizycznie, zaczęli zaglądać co się pod tymi dywanami kryje i wyciągają z tego wnioski dla naprawy systemu akademickiego. W swym raporcie piszą „.Rekomendujemy wprowadzenie otwartych, rzetelnych i pisanych możliwie szeroko oraz ogłaszanych na forum międzynarodowym konkursów na wszystkie stanowiska naukowe, stanowiska kierowników zakładów i grup badawczych oraz stanowiska dyrektorów w jednostkach PAN.” „….Protokoły z przeprowadzonych konkursów wraz z informacjami o ocenach poszczególnych kandydatów powinny być jawne w zakresie dopuszczonym przez Ustawę o ochronie danych osobowych. W kwestii konkursów na dyrektorów jednostek PAN dodatkowo rekomendujemy ogłaszanie ich z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem na forum krajowym i międzynarodowym (ogłoszenie również w języku angielskim) oraz włączanie w komisje konkursowe członków zagranicznych PAN. Uważamy, że wybrany na dyrektora instytutu kandydat powinien być zobowiązany do publicznego udostępnienia koncepcji funkcjonowania instytutu, którą przedstawił w konkursie…”.

To nic nowego. Od lat NFA [www.nfa.pl] to postulowało, ale decydenci postulatów nie wdrażali i do nowej ustawy też ich nie wdrożono – może dlatego, że po takim upływie czasu to nie już innowacja, a przecież głównie innowacyjne wdrożenia są preferowane/finansowane/nagradzane.

Zmiana pokoleniowa spowodowała jednak, że działania NFA [czyli oszołomów, frustratów, nieudaczników itp. jak nas nazywano] przynoszą po latach efekty, na razie w postaci należytego zauważenia problemu przez młodych, ale z nadzieją, że i decydenci w końcu to zauważą i zaczną wprowadzać w życie, bo inaczej zostaną zmieceni przez nową falę.

Młodzi naukowcy dostrzegli też w swoich instytutach naruszanie etyki zawodowej i rekomendują szkolenia z etyki zawodowej, co kiedyś postulowałem zarówno władzom wzorcowej uczelni – UJ, jak i innych uniwersytetów, oferując wykorzystanie mojej osoby do tego celu. Nic z tego .

Zatem moja oferta ograniczona została do napisania kilku książek na te tematy [Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim, Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, Patologie akademickie pod lupą NFA, Patologie akademickie po reformach] , setek tekstów zebranych w kilkanaście już tomików ( Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego : 1-13] i prowadzenia serwisów internetowych : Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego, Mobbing akademicki-mediator akademicki, Lustracja i weryfikacja naukowców PRL.

Dawno wykazałem, że w patologiach tkwi wielka siła degradacji nauki w Polsce, a mobbing, skuteczniej niż brak pieniędzy, może paraliżować działalność naukową !

Ja pracuję pro publico bono po wydostaniu się poza zasięg mobbingu i rekwirowania własności intelektualnej. Swą działalnością w pewnej części zastępuję niejako patologiczny/niewydolny system akademicki, którego decydenci nie chcą przekształcić w system wydolny. Może mają w tym interes ?

Wielki niepokój doświadczonych ‚akademików’ budzi ustawowe przyznanie rektorom władzy niemal absolutnej, gdy do tej pory rektor był zakładnikiem swoich wyborców i zwykle pochodził z tych pracowników uczelni, którzy na niej spędzili swój cały akademicki żywot. Od lat funkcjonował bowiem model – od studenta do rektora na tej samej uczelni, z całym związanym tym ‚dobrodziejstwem’ [ „akademicka pajęczyna”].

Czy nowy model poprawi funkcjonowanie uczelni, czy doprowadzi do jeszcze większej zapaści ? Niepokój jest uzasadniony.

Marnotrawstwo potencjału intelektualnego

Odnosi się wrażenie, że mało kogo niepokoi to, że poza granicami kraju znajduje się około 1/3 potencjału akademickiego, z którego niemal nie korzystano przy pracach nad ustawą i ustawa bynajmniej nie gwarantuje, że zostanie zahamowany odpływ młodych naukowców, ani, tym bardziej nie zostanie spowodowany powrót tych, którzy wcześniej Polskę opuścili. Niestety do tej pory nie ma nawet rzetelnej bazy danych polskich naukowców pracujących w ośrodkach zagranicznych. Przez lata tworzono bariery, także prawne, nie skłaniające Polskich naukowców do powrotów, a krajowy świat akademicki jakoś nie jest skłonny, aby z tymi barierami walczyć – wręcz przeciwnie.

Polacy wygnani z Polski po agresji niemieckiej i sowieckiej w 1939 r. śpiewali poruszającą do dziś pieśń ze słowami ‚ Do wolnej Polski nam Powrócić daj”, która i dziś jest śpiewana na okoliczność uroczystości patriotycznych, ale zwykle bez obecności świata akademickiego. Polski świat akademicki, który pozostaje w kraju jakoś nie jest przyjazny dla swoich rodaków poza granicami i nie daje im łatwo powracać do wolnej już Polski. Zwykle nie mają oni habilitacji, choć nieraz pracują w znakomitych ośrodkach i mają osiągnięcia, ale do naszego – krajowego, swoistego, zamkniętego na lepszych, ‚obcych’ – systemu się nie nadają !

Czy przy zachowaniu takiego mentalnego status quo jest szansa na wykorzystanie ogromnego, ale rozproszonego po świecie, potencjału intelektualnego Polaków ?

Odnaleźć zagubiony świat wartości

Ustawa wchodzi w życie, więc trzeba prowadzić systematyczny monitoring jej funkcjonowania, ujawniać w mediach jej słabości/absurdy, prowadzić merytoryczną krytykę wdrażania w życie akademickie poszczególnych jej zapisów i przygotować wersję ustawy, która by dawała szanse na należyte wykorzystanie intelektu i pracy Polaków, nie tylko tych, którzy aktualnie mieszkają w Polsce.

Do tej pory, skłonności do takiej pracy organicznej, intelektualnej, polski świat akademicki nie wykazywał – więc mamy tego skutki. Dobrze, że niektórzy choć po niewczasie się obudzili, ale jakie mamy z tego powodu straty ?

Trzeba też pamiętać o tym, że obecna ustawa to decyzja polityczna i że najwięksi krytycy reformy głosowali za jej przyjęciem !

Przy takim poziomie konformizmu, a właściwie schizofrenii, nie da się zbudować należytego systemu akademickiego, tym bardziej, że nauka z natury rzeczy jest nonkonformistyczna. Badacz ma obowiązek być nieposłuszny w myśleniu. Niestety przez lata komunizmu takich z systemu akademickiego usuwano, a przynajmniej marginalizowano, stąd mamy teraz kadry i postawy, jakie mamy

Skoro przez lata komunizmu kadry uformowane w II RP jakoś trzymały w Polsce poziom nauki i edukacji, to może by tak zerwać z niechlubną spuścizną i wrócić do przedwojennego świata wartości ?

Tekst opublikowany w Kurier WNET nr. 52 Październik 2018 r.

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

Screen Shot 06-21-18 at 10.30 AM

Łady i niełady akademickie. Nieład płacowy

W ramach krytyki reformy Gowina Komisja Zakładowa NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego zakwestionowała [List Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego do Prezydenta, Rządu, Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Kraków, piątego czerwca 2018 roku –http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=140041898 ] m. in. brak ładu płacowego pisząc:

‚W szczególności rekomendujemy powrót do przyjętej w 2001 roku koncepcji ładu płacowego w szkolnictwie wyższym poprzez wprowadzenie zapisów ustawowych gwarantujących w  uczelniach publicznych poziom średnich płac w grupach profesorów, adiunktów, asystentów i pracowników niebędących nauczycielami akademickimi w relacji odpowiednio 3:2:1:1 w stosunku do  średniej krajowej w gospodarce narodowej. Żądamy realizacji programu wzrostu wynagrodzeń pracowników publicznych szkół wyższych do powyżej określonego poziomu. ‚

Czyli związkowcy akademiccy domagają się po raz kolejny zagwarantowania uposażenia etatowych pracowników akademickich, bez względu na wyniki ich pracy, a podobnych, a nawet wyższych i to znacznie, od płac w gospodarce narodowej. Jak jedni – pracujący w gospodarce narodowej – zapracują na jakąś średnią krajową, to akademicy w zależności od stanowiska i tytułu – a nie wyników ich pracy – winni też dostawać więcej i mieć to zagwarantowane !

Koncepcja taka była już przyjęta w 2001 r. i jak widać, mimo przyjęcia, stan nauki i szkolnictwa wyższego się nie podniósł ani trochę, ani choćby okresowo – wręcz przeciwnie.

Może koncepcja była zła ?

Ja tak uważam i się nie dziwię z osłabienia akademickiego, bo jego przyczyny moim zdaniem są inne i zarówno ministerstwu, jak i Solidarności z UJ przedstawiałem w wielu tekstach ( setkach !) przekazywanych e-mailami. Bez dyskusji ze strony „S” UJ i ministerstwa w czasach Gowinach – także !

W tej walce ‚S” o ład płacowy nie widać żadnej refleksji, ani rekomendacji sprawiedliwości, ani rekomendacji solidarności z tymi, którzy dobrze pracują/pracowali i mają /mieli osiągnięcia i wpływ na poziom akademicki i nie tylko.

Niestety z takimi akademikami „S” UJ [ i nie tylko] solidarna jak nie była, tak i nie jest i to jest jedna z przyczyn osłabienia akademickiego.

Od dawna  nie było przełożenia dobrej pracy na dobrą płacę, a nierzadko było przełożenie na jej brak, w wyniku wykluczania/ wypędzenia z populacji zarabiających tych zbyt dobrze pracujących..

W czasach PRLu populację akademicką dzielono na docentów [czytaj:do centów] i do roboty i mimo zmian, tj. likwidacji etatów docentów – tak pozostało. Jedni na tzw. etatach samodzielnych [ często wielu], nieraz mimo braku umiejętności samodzielnej pracy, czy jej zaniedbywania, drudzy na etatach tzw. niesamodzielnych, mimo samodzielnej, odpowiedzialnej i wydajnej pracy, a nawet bez etatów, gdy dla samodzielnych – szczególnie z przewodniej siły narodu- stanowili zagrożenie, przewyższając ich intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Widać zmiany nazw uczelni, stanowisk, tytułów, nie wnoszą wiele do systemu akademickiego, chociaż nad takimi zmianami, tak na szczeblu osobowym, jak i instytucjonalnym, chyba najwięcej pracowano, unikając odniesień historycznych, bardzo pouczających.

Nad zmianami finansowania akademików, według wyników pracy naukowej i edukacyjnej, jakoś się nie pracuje, postulując jedynie powiązania ich płacy z wynikami pracy innych w gospodarce narodowej.

Doprawdy nie rozumiem dlaczego profesor, który nader rzadko pojawia się na uczelni ( bo jest zatrudniony/zaangażowany także gdzie indziej, który zaniedbuje studentów, który wykorzystuje pracę mniej utytułowanych, a czasem po prostu ich okrada z własności intelektualnej i niszczy, szczególnie tych, którzy gdy są lepsi od niego i kiedy się bronią przed wyzyskiem/zniewoleniem) ma zarabiać 3 x więcej od tego kto w gospodarce narodowej pracuje jak należy ?

A taki porządek – zwany ładem płacowym, uważam za nieład i nieporządek w wynagradzaniu akademików i nie uważam, aby taki poziom nieładu był w systemie akademickim pożądany. Wręcz przeciwnie.

Nieład funkcjonuje od lat. Przed niemal 20 laty i ja pisałem list do ministra [ i to solidarnościowego !] przeciwko swoistej dyskryminacji :

Niniejszym występuję o przyznanie mi na działalność naukową 45 667 USD, czyli średniej przypadającej na badacza w Polsce znajdującego się w dramatycznej sytuacji ( patrz Rzeczpospolita 28.07.2000)). Nie ma żadnych podstaw prawnych abym w demokratycznym państwie prawa był w sposób nieuzasadniony wyróżniany otrzymując na działalność badawczą aż 0 (słownie zero) zł polskich. Ta niezdrowa sytuacja budzi wyraźną zazdrość uczonych polskich, którzy określają mnie jako ‘świętą krowę’. Przyznanie mi dorocznej dotacji 45 667 USD na działalność badawczą zlikwidowałoby dotychczas obowiązujący kastowy podział społeczeństwa, sprzeczny z Konstytucją RP Jednocześnie zostałyby stworzone podobne szanse działalności naukowej dla aktywnych Polaków, którzy nie chcą mimo wszystko emigrować.Obecny stan rzeczy sugeruje, że ‘najlepsi z najlepszych’, dyskryminowani przyznawaniem jedynie średnio 45 667 USD nie mają nic do zaprezentowania, że ich osiągnięcia nijak się mają do wyróżnianych nakładami 0 zł, i w gruncie rzeczy istnieje uzasadnione podejrzenie, ze nakłady księgowane po stronie wydatków na naukę (jedynie 45 667 USD na badacza) w niemałym stopniu mogą być defraudowane.[https://wobjw.wordpress.com/2009/12/29/dialog-z-ministrem-nauki/, https://wobjw.wordpress.com/2010/07/20/badania-tematy/]

Solidarność akademicka  jakoś nie była solidarna z tymi, którzy pracowali i wyniki ich pracy były jawne, ale nie byli finansowani, a jedynie z tymi, którzy nierzadko nie pracowali/wyniki ich pracy/nie-pracy nie były jawne, ale byli finansowani, podobno za mało.

I tak mimo upływu lat, licznych reform pozostało bez zmian. Jedni są do centów, drudzy do roboty, a jak sami pracują – mimo że nie mają etatów – dla dobra Polski, to nic im się nie należy, bo finansuje się etaty, a nie robotę.

Różnica jest głównie taka, że kiedyś zarabiało się kilkanaście, no góra kilkadziesiąt dolarów na miesiąc, a teraz – setki a nawet tysiące, z tym że poziom nauki i edukacji się obniżył, co pokazuje negatywną wręcz korelację między jakością pracy i wynagrodzeniem za etaty w naszym patologicznym systemie akademickim.

A związkowców wysoce zaniepokoiła działalność powołanej ostatnio Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Piszą : „Chwalebne są zamiary przyciągnięcia do Polski polskich uczonych z renomowanych uniwersytetów zagranicznych, ale sprzeciwiamy się dyskryminacyjnym praktykom NAWA, która  proponuje reemigrantom wynagrodzenia kilkakrotnie wyższe od wynagrodzeń krajowych uczonych. „

Jasne, są za, bo nie wypada być otwarcie przeciw, ale są przeciw temu, aby ‚zagraniczni’ mieli choćby najmniejszą ochotę aby wrócić. Przez lata argumentowano aby podnosić -rzecz jasna wszystkim akademikom – uposażenia, bo najlepsi wyjeżdżają, a teraz jest zagrożenie, że ci najlepsi mogliby wrócić.

Nie można przecież dopuścić aby najlepsi byli wynagradzani lepiej, bo to by była dyskryminacja tych, którzy są od lat na etatach i nie chcą aby ich rozliczano ze współpracy międzynarodowej, publikacji na poziomie międzynarodowym, no i po prostu z wyników ich pracy. Wszystkim trzeba przecież płacić po równo – za etaty, a nie za wyniki pracy ! Tak było i tak ma pozostać, aby było dobrze.

A zresztą ci z zagranicy nie mają habilitacji, więc tak naprawdę są gorsi, mimo że wyjeżdżali jako najlepsi. Taka jest logika solidarnych z socjalistycznym systemem pracy i płacy.

Mamy kolejny mundial i niemal wszyscy znają się na piłce. Powszechnie wiadomo, że jak klub chce pozyskać do drużyny renomowanych zawodników, to im proponuje wielokrotnie większy płace, niż swoim, mniej renomowanym . Inaczej by ich nie pozyskał i nie byłby liderem, lecz outsiderem. Lepszym trzeba płacić więcej za to co robią, także w systemie akademickim, a u nas płaci się tym, którzy skutecznie blokują wynagradzanie lepszych.

Ładu, a w rzeczywistości nieładu płacowego w systemie akademickim nie da się rozpatrywać bez uwzględnienia ładu/nieładu kadrowego, ładu/nieładu tytularnego, ładu/nieładu moralnego, ładu/nieładu historycznego, ale tymi ładami jakoś związkowcy wcale się nie zajmują i nie krytykują z tego punktu reformy Gowina, które te łady/niełady jeszcze utrwala, mimo pewnych ruchów, aby z nimi zerwać – jak np. poprzez ofertę lepszych płac dla renomowanych pracowników z zagranicy .

Pozytywny jest natomiast apel związkowców ‚aby wydawać publiczne pieniądze w najbardziej efektywny sposób w sektorze wyższych szkół publicznych’ i należałoby oczekiwać, żeby w tej sprawie związki wiele dobrego zrobiły, bo to jest konieczność.

Rzecz w tym, że wiele związkowych postulatów jakoś jest na opak z tymi oczekiwaniami i taką koniecznością.

Pod refleksję proponuję zapoznanie się z efektami działalności związkowców UJ zawartymi w: sprawozdaniu z działalności KZ”S” UJ w latach 2014-2018 [http://www.nszz-solidarnosc.uj.edu.pl/aktualnosci?p_p_id=56_INSTANCE_14noGfrr6dj2&p_p_lifecycle=0&p_p_state=normal&p_p_mode=view&p_p_col_id=column-1&p_p_col_pos=2&p_p_col_count=3&groupId=1944907&articleId=139183431i z efektami działalności b. działacza „S” , wykonującym niezależnie, bezpłatnie, także robotę związkową na rzecz rzeczywistej naprawy systemu akademickiego, robotę solidarną z krzywdzonymi w systemie akademickim, ale działającym od lat poza strukturami związkowymi [np.

https://blogjw.wordpress.com/2017/01/01/internetowy-bilans-roku-2016-r-dysydenta-akademickiego-bez-etatu-pro-publico-bono/

https://blogjw.wordpress.com/2017/12/30/podsumowanie-dysydenckiego-roku-2017/%5D

rzecz jasna mając na uwadze co piszą związkowcy „ Badania naukowe i edukacja są najlepszą i najbardziej opłacalną inwestycją w przyszłość narodu, w materialny, kulturowy i cywilizacyjny rozwój Polski.” oraz to, że na jakieś kilkaset maili do Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego z efektami mojej roboty nie było żadnej reakcji.

Co więcej, jak ktoś ma problemy z mobbingiem, czy to na UJ, czy gdzie indziej, to zwraca się do mnie, zamiast do „S” – zupełnie nie pojmuję dlaczego ? Warto się nad tymi sprawozdaniami zastanowić.

Józef Wieczorek, były wykładowca UJ, robiący to czego ci na etatach profesorskich nie byli w stanie robić, współzałożyciel NSZZ „ Solidarność” w ING UJ, działający także w czasach wojny jaruzelsko-polskiej [ legitymacja nr 5845 działacza opozycji antykomunistycznej], wygnany z uczelni podczas politycznych czystek akademickich przed tzw. transformacją ustrojową. Do tej pory Solidarność ani słowem się nie upomniała o mój powrót na uczelnię, dzielnie – solidarnie z komunistami- walczyła, abym czasem na uczelnię nie wrócił, ani nie zbadała – ani akademickich, ani związkowych strat wojennych lat 80-tych, ani nie chce znać historii tamtych lat. Podobno tajni i jawni współpracownicy systemu komunistycznego tak ochraniali uczelnię, czy tak jej przewodzili, że nikt w PRLu ani w III RP na UJ nie został pokrzywdzony, a zresztą przecież ani komunizmu, ani stanu wojennego to w ogóle nie było, jak wynika z Dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego[ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ], a ponadto ani jawni, ani tajni współpracownicy systemu komunistycznego [ https://lustronauki.wordpress.com/tag/uj/ ] to nikomu nie przeszkadzali i nie przeszkadzają, jeno wynagrodzenie mają za niskie.

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego: Tom 12

Józef Wieczorek

Moje boje

Blogosłowie dysydenta akademickiego

Tom 12

Kraków A.D. 2018

okładka tom 12

Pobierz w pdf: Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 12 

♥ 

Kolejny tomik moich bojów o standardy polskiego systemu akademickiego. Rzecz jasna przemilczanych przez decydentów  i beneficjentów patologicznego systemu akademickiego,  stanowiącego kontynuację systemu wdrożonego w życie wraz z instalacją i utrwalaniem systemu komunistycznego.

To zarazem mój, niechciany głos w dyskusji nad ‚Konstytucją dla nauki’, który rzecz jasna publicznie nie zostanie wysłuchany, tym bardziej, że zapowiadanego wysłuchania publicznego przed wdrożeniem w życie ‚Konstytucji dla nauki’ nie będzie.

A więc,  w czasach dobrej zmiany  – w nauce  BEZ ZMIAN.

Czy nasze uczelnie zdołają się wybić ponad mierność ?

Kurier

Utrwalanie mierności

Józef Wieczorek

Kurier Wnet nr 43, styczeń 2018

Jesteśmy potęgą jeśli chodzi o ilość uczelni z nazwy wyższych, ale najlepsze z tych uczelni ciągną się w ogonach prestiżowych rankingów uczelni światowych, a także europejskich.

W rankingach wyprzedzają nas nie tylko uczelnie takich potęg naukowych jak USA, czy Wielka Brytania, ale także uczelnie krajów stosunkowo małych i do potęg naukowych nie należących, jak Holandia, Irlandia, Austria….

Lipne dyplomy, marne tytuły

Na polskich uczelniach zatrudnianych jest wielu profesorów i to prezydenckich [tzw. belwederskich] i mnóstwo doktorów habilitowanych tworzących grupę tzw. pracowników samodzielnych, którzy jednak samodzielnie nie zawsze potrafią uformować naukowców na takim poziomie, aby się liczyli w konfrontacji i współpracy z naukowcami światowymi. Z nazwy samodzielni, nawet nie zawsze są w stanie formować absolwentów na należytym poziomie magisterskim czy licencjackim, stąd dyplomy polskich uczelni niewiele są warte.

Wiele z nich to są lipne dyplomy pochodzące z plagiatów, czy po prostu z kupowania prac stanowiących podstawę otrzymania dyplomu.

Firmy piszące od lat prace dyplomowe na zamówienie nie upadają, więc widać, że popyt na nie się utrzymuje. W takich firmach nieraz dorabiają sobie i etatowi pracownicy uczelni, co dokumentuje ich swoisty „etos”.

Z tym procederem od lat podejmuje się walkę, ale raczej pozorowaną, bo nieskuteczną. Nie bez przyczyny, bo i kadry akademickie, najwyższego nawet szczebla, nie brzydzą się plagiatowaniem dając zły przykład studentom.

W ramach reformowania sektora akademickiego planuje się nawet zniesienie konieczności pisania prac licencjackich, skoro profesorowie nie są w stanie zapewnić ich poziomu i oryginalności. Nie mają na to czasu ! Tak się tłumaczą, choć za taką pozorowaną pracę są gratyfikowani z kieszeni podatników. Nie planuje się jednak zniesienia habilitacji i profesur prezydenckich skoro ich poziom jest kiepski.

Z ostatnich kontroli NIK wynika, że liczba magistrów i doktorów maleje, a rośnie liczba doktorów habilitowanych i profesorów, na ogół pochodzących z „chowu wsobnego”, ale ten wzrost tytularny przekłada się na spadek poziomu tak naukowego, jak i edukacyjnego.

W III RP osiągnęliśmy wysoki poziom formalnego wykształcenia społeczeństwa, ale jednocześnie spadek wartości wykształcenia realnego. Starsi wyrażają często opinię, że przedwojenna matura w II RP miała większe znaczenie od dyplomu wyższej uczelni w III RP. I nieco podobnie jest z profesurami. Profesor gimnazjum w II RP to był ktoś, profesor wyższej uczelni w III RP – niekoniecznie.

Jesteśmy potęgą tytularną, ale zarazem mizerią naukową. Ci, którzy uprawiają naukę na poziomie światowym – to margines, podobnie jak ci, którzy potrafią i chcą formować nowych naukowców na poziomie.

Gdzie są nasze elity ?

Niestety elity mamy marne. Wiadomo, były niszczone przez okupantów, czy to niemieckich, czy komunistycznych, ale mimo trwania już niemal 30 lat III RP nie uległy one odtworzeniu i nawet nie widać, aby taki proces się zaczął.

Należy pamiętać, że ostatnią czystką wśród elit nie był rok 1968, o którym to roku się pamięta, lecz okres wojny jaruzelsko-polskiej i to nie tylko na początku wprowadzenia stanu wojennego, ale także przed upadkiem komunizmu, przed rozpoczęciem tzw. transformacji ustrojowej, kiedy weryfikowano elity akademickie niewygodne – bo nonkonformistyczne.

Jednocześnie wśród wielkiej fali emigracyjnej lat 80-tych znalazły się tysiące studentów i pracowników akademickich, co spowodowało ubytek co najmniej kilkunastu procent populacji akademickiej i technicznej.

Niestety w III RP te procesy nie zostały zatrzymane. Usuwani z uczelni w ramach czystek politycznych na ogół nie wracali na uczelnie, nie unieważniono prawnie tych ekscesów, chociaż było to bezprawie, od którego nawet do sądów nie można było się odwoływać, a weryfikatorzy często nie są znani z imienia i nazwiska do dnia dzisiejszego. Beneficjentami PRLu pozostali konformiści.

Po czystkach powstała luka pokoleniowa, co stanowiło znakomity pretekst do rozwoju wieloetatowości a w konsekwencji do pozoranctwa naukowego i edukacyjnego. uprawianego na rosnących jak grzyby po deszczu uczelniach z nazwy wyższych.

Na uczelniach niepublicznych, w niemałym stopniu tworzonych przez dawną nomenklaturę, zatrudniani byli na kolejnych etatach pracownicy z uczelni publicznych.

Rzekomo ta wieloetatowość była wymuszana niskimi zarobkami, ale jakoś tak na tych kolejnych etatach zatrudniani byli najlepiej zarabiający na etatach pierwszych, w tym rektorzy, dziekani i profesorowie.

Rekordziści zatrudniani byli nawet na kilkunastu etatach i mimo ograniczeń wieloetatowość pozostała do dnia dzisiejszego, bo dwa etaty to też wiele, tym bardziej, że tacy są i na innych pozaakademickich etatach, stanowiskach.

Prezydenci miast, posłowie, sędziowie – szczególnie ci szczebla najwyższego – to często także profesorowie wyższych uczelni, czasem nie tylko jednej. Nawet jak zaniedbują studentów [bo niby jak inaczej może być ?] uczelnie obficie ich wynagradzają, mimo że podobno są biedne. Fakt – moralnie biedne są nadzwyczaj.

Emigracja na Zachód się nie zmniejszyła, a nawet po wejściu do EU zdecydowanie się zwiększyła. Ocenia się, że po 2004 wyjechało ponad 30 000 młodych ludzi aktywnych na polu akademickim. Przez lata kształcimy zatem w znacznej mierze elity dla zagranicy, a nie dla Polski.

Jednocześnie nie zniesiono barier dla powrotów tych, którzy wyjechali wcześniej i nie tylko bariera finansowa była tu decydująca. Polski system akademicki pozostał kompatybilny z krajami postkomunistycznymi, stąd jeszcze w 2004 r. uznawano w Polsce dyplomy, stopnie i tytuły naukowe osiągnięte w takich krajach jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Mongolia, Korea Północna, Libia, Kuba itp. a np. wybitny polski naukowiec z kraju zachodniego mógłby być zatrudniony na polskiej, nawet kiepskiej uczelni, co najwyżej na słabo płatnym etacie adiunkta, bo przecież nie miał swoistej dla naszego systemu habilitacji. No chyba, że zrzekł się obywatelstwa polskiego ! [ udokumentowany przykład dr Zbigniewa (Ben) Żylicza].

Mieliśmy zatem do czynienia z dyskryminacją obywateli polskich przy rekrutacji pracowników naukowych na polskie uczelnie.

Do polskiego systemu akademickiego wprowadzono jednocześnie wielu naukowców z habilitacjami pochodzącymi z tzw. turystyki habilitacyjnej do krajów postkomunistycznych m. in. na Ukrainę, a następnie na Słowację.

Zatem mamy elity zakorzenione w systemie komunistycznym, także mentalnie.

Przez lata konkursy na obsadzanie stanowisk akademickich ustawiane są tylko na swoich. Kryteria genetyczno-towarzyskie są ważniejsze od merytorycznych. Żaden, nawet najwyższej klasy naukowiec, o ile konkurs nie jest na niego ustawiony, nie ma wiele szans na etatowe zatrudnienie. Kiedyś o zatrudnieniu na uczelni, także o awansach, decydowała POP PZPR. Dziś nader często decydują o tym sitwy akademickie, aprobujące tylko samych swoich, którzy im nie zagrażają intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy.

Trudno się zatem dziwić, że nasze uczelnie są słabo notowane w świecie, a co gorsza są mało przydatne dla polskiej gospodarki, której innowacyjność lokuje nas w ogonie państw europejskich.

Uczelnie są kolebkami elit, nie tylko akademickich, ale także politycznych, gospodarczych, kulturalnych , ale skoro uczelnie są kiepskie, to i elity także.

Co z wymianą kadr ?

Przy instalacji systemu komunistycznego kadry uformowane w II RP i mało przydatne, lub nieprzydatne do budowy nowego systemu, zastępowano stopniowo kadrami formowanymi przez ZMP i PZPR. Z uczelni rugowano przedwojennych profesorów, aby ci nie wpływali negatywnie na młodzież akademicką. Wielu przenoszono na wcześniejszą emeryturę, lub przesuwano do utworzonej Polskiej Akademii Nauk.

Po 1968 r. kiedy wprowadzono do systemu akademickiego tzw. „docentów marcowych” za zasługi w utrwalaniu władzy ludowej, nie patrząc na kryteria merytoryczne, a katedry obsadzane jeszcze przez starych profesorów zastępowano instytutami obsadzanymi przez generację ZMP, poziom edukacji wyższej, jak i poziom moralny kadr akademickich wyraźnie się obniżał.

Okres wojny jaruzelsko-polskiej z czystkami kadrowymi dopełnił procesu degradacji środowiska akademickiego, który po 1989 r. bynajmniej nie został zatrzymany.

Po czystkach końca PRL i wzmożonej emigracji pozostała luka pokoleniowa, ale niewygodnych dla beneficjentów i tak nie przywracano na uczelnie. Nadal stanowili zagrożenie dla stabilnego patologiami środowiska akademickiego. Pozostali w nim natomiast zarówno jawni, jak i tajni współpracownicy systemu kłamstwa i ich zwolennicy. Nikogo dziś nie nie bulwersuje rektor, który na początku roku akademickiego mówi otwarcie -my oszukujemy !

Ale na oszukiwaniu, na pozoranctwie naukowym i edukacyjnym silnych uczelni nie da się zbudować.

Do tej pory nie podjęto próby dekomunizacji środowiska akademickiego, a spóźniona o lata próba lustracji spotkała się z nonkonformistycznym protestem zwykle konformistycznych kadr akademickich, które za żadne skarby nie chcą poznać swej historii.

Próby reformowania systemu akademickiego bez zmian kadrowych nie dają pozytywnego rezultatu. Negatywnie selekcjonowane środowisko akademickie, tak w PRL, jak i w III RP utrwala jedynie patologie, pozoruje edukację z nazwy jedynie wyższą i naukę na potrzeby zdobywania kolejnych stopni i tytułów, a w niemałym stopniu bezużyteczną dla nauki sensu stricto i dla społeczeństwa.

Kadry na należytym poziomie to jest jedynie margines dużej, ponad 100 tysięcznej populacji akademickiej , a i ten margines opuszcza kraj i to na stałe, szukając bardziej przyjaznych warunków dla swojego rozwoju.

Od początku III RP aż do tej pory nie podjęto należytych starań na otwarcie tego systemu na polską diasporę akademicką ani na fachowców pozostających poza murami uczelni.

Czy przy takiej polityce kadrowej jest możliwe wyjście z kryzysu ?

Czy ten system naprawi Konstytucja dla nauki ?

System akademicki próbowano w III RP wielokrotnie reformować, ale tak, aby zasadniczo wszystko pozostawało po staremu. Stąd uczelnie pozostały skansenami nie do końca upadłego systemu komunistycznego. A poziom jeszcze się obniżył, bo relikty innego systemu – II RP – które w PRLu poziom jeszcze trzymały, całkiem już odeszły.

Zorientowany w kiepskim stanie nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, minister w rządzie „dobrej zmiany”, przystąpił do próby reformowania tego sektora, zdając sobie sprawę, że bez tego inne reformy, w tym najważniejsza – gospodarcza, nie mogą rozwinąć skrzydeł.

Po dwóch latach prac, po dziewięciu konferencjach zorganizowano Narodowy Kongres Nauki, na którym minister ogłosił projekt nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym, nazwany „Konstytucją dla nauki.”

Niestety nie jest to projekt radykalnych zmian, a takich zmian wymaga ten obszar.

Projekt konsoliduje dotychczasowe ustawy, nieco spraw modyfikuje w dobrym kierunku, więc może bezpośrednio nie zaszkodzi temu sektorowi, ale czy go poprawi znacząco ?

Konstytucja” skonstruowana jest na słabym fundamencie. Nie uwzględnia genezy obecnych kadr akademickich i nie bierze pod uwagę zmian kadrowych, bez czego trudno sobie wyobrazić możliwość przeprowadzenia głębokich reform i skuteczne ich wdrożenie w życie.

Konstytucja dla nauki” jest raczej obszerną (175 stron, 457 art.), szczegółową instrukcją obsługi uczelni, a nie dokumentem prezentującym filozofię i główny zestaw reguł, którymi uczelnie, instytucje naukowe, mają się kierować w swej działalności.

Na kształcie konstytucji zaważyła filozofia jej opracowania. Propozycje zmian przygotowywały trzy krajowe zespoły beneficjentów tego dotąd patologicznego systemu, a nie poproszono o przygotowanie osobnej wersji ustawy polskich naukowców pracujących za granicami, w dobrych ośrodkach naukowych. Warto by było z taką propozycją się zapoznać, poznać jak działają systemy bardziej wydajne i zastanowić się dlaczego polscy naukowcy w krajowym systemie mają osiągnięcia dość mierne a poza granicami kraju – znaczące.

Różnice finansowe tego nie tłumaczą wystarczająco.

Również w Polsce jedni są finansowani i niewiele co znaczącego robią, a inni i bez finansowania robią więcej, ale tych to nikt u nas nie chce !

Może tu jest pies pogrzebany – mamy nadal negatywną selekcję kadr odziedziczoną po PRLu. Negatywnie wyselekcjonowani nie chcą tak naprawdę tego systemu radykalnie zmienić i nie chcą nawet poznać propozycji zmian tych, którzy do tego patologicznego systemu po prostu się nie nadają.

Minister mówi o potężnej diasporze polskich naukowców, których by chętnie widział z powrotem w polskich ośrodkach, ale póki co, nawet ich nie ma w polskich bazach danych ludzi nauki – z małymi wyjątkami.

Jeszcze przed ujawnieniem „Konstytucji dla nauki” utworzono Narodową Agencję Wymiany Akademickiej (NAWA), która ma m. in. wspierać powroty do kraju polskich naukowców. Ale jakie zapisy ‚Konstytucji’ ich do tego zachęcą, skoro nasz system nadal nie będzie kompatybilny z systemami w których pracują ?

Który polski profesor np. z uniwersytetu Harvarda, czy z Oxfordu, zechce wrócić do Polski, gdzie nie będzie mógł promować doktorów, bo nie ma habilitacji ?

W jaki sposób osiągniemy doskonałość naukową skoro nieraz słaby doktor habilitowany – bo takich mamy coraz więcej – będzie miał większe prawa kreowania nowych naukowców z uprawnieniami niż wybitny doktor o światowym dorobku ?

Konstytucja nie stymuluje powoływania międzynarodowych komisji do oceny kandydatów na kolejne stopnie czy stanowiska naukowe. Polski doktor (nawet wykluczony z polskiego systemu akademickiego) może być członkiem takich komisji w innych krajach, ale nie w Polsce !

Projektu reform korzystnych dla polskiej diaspory akademickiej nie przygotowano.

Art. 3. 2. Konstytucji mówi : System szkolnictwa wyższego i nauki funkcjonuje z poszanowaniem standardów międzynarodowych, zasad etycznych i dobrych praktyk w zakresie kształcenia i działalności naukowej oraz z uwzględnieniem szczególnego znaczenia społecznej odpowiedzialności nauki.

Proponowane założenia odbiegają jednak od standardów międzynarodowych (szczególnie zachodnich), nie rokują nadziei na poprawę niskich zasad etycznych (czy raczej ich braku) i dobrych praktyk (często bardzo złych) w zakresie kształcenia i działalności naukowej.

W „konstytucji” nie widać skutecznych mechanizmów eliminowania patologii negatywnie wpływających na efekty nauki i edukacji.

A należało się spodziewać opcji – zero tolerancji dla patologii w nauce i szkolnictwie wyższym.

Nie prowadzi się nawet monitoringu patologii akademickich, w ustawie nie ma propozycji instancji rzecznika praw pracownika nauki/mediatora akademickiego, więc krzywdzeni pracownicy nie będą mieli gdzie się zwracać, aby takie problemy rozwiązać.

Dla zrealizowania ustawy minister zapowiada zwiększenie wydatków na naukę z obecnych 0,43 proc. PKB, z do 1% PKB, ale nie deklaruje zwiększenia efektywności wydatków.

Warto mieć na uwadze fakt, że nasze sądownictwo pochłania 1,77 % PKB przy średniej europejskiej 0,6 %, a ten sektor jest jeszcze w gorszym stanie niż sektor akademicki. Czy zatem zwiększenie środków na sektor nauki do poziomu wydatków jak w UE poprawi jego jakość ?

W ostatnich latach przeznaczono dużo środków na infrastrukturę akademicką – i co ? Infrastruktura jest na poziomie europejskim, a nauka – poniżej.

Nie ma projektu finansowania efektów pracy, a nie etatów (czasem fikcyjnych) i kontrolowaniau finansów kierowanych do sektora nauki i edukacji, mimo że wyniki tego finansowania są kiepskie.

Głęboka reforma nie może polegać na tym, że zrobi się dobrze dla beneficjentów patologicznego systemu.

Nie bez przyczyny „konstytucja” spotkała się z życzliwym przyjęciem znacznej części strony środowiska akademickiego, które na reformy radykalne zwykle reaguje protestami. To budzi obawy o pozytywne skutki reformy – w końcu to środowisko w niemałym stopniu pochodzi z negatywnej selekcji kadr i ponosi współodpowiedzialność za kiepski stan nauki i edukacji w Polsce.

Bez przeniesienia w stan nieszkodliwości, tych którzy znaleźli się w nauce [tzn. na etatach] z przyczyn politycznych, towarzysko – genetycznych, po ustawianych na nich konkursach, którzy szkodzili, niszczyli lepszych od siebie, którzy oszukują studentów, trudno sobie wyobrazić pozytywne zmiany.

Pozytywnym zmianom będą także zapobiegać utrzymane w systemie czynniki patogenne, jak np. brak mobilności kadr, czy wieloetatowość za zgodą rektora.

Główna wada tej „konstytucji” jest jednak taka, że jej przyjęcie w proponowanym kształcie spowoduje, że przez kolejne lata, co najmniej przez lat kilkanaście, nasz system akademicki nadal będzie niewydolny, a nasze uczelnie zapewne nie wybiją się ponad mierność.

Trudno sądzić, że po takiej reformie ogromny kapitał intelektualny Polaków, zostanie należycie wykorzystany do budowy takiej Polski na jaką Polacy zasługują.

Uzupełnienie apelacji od niesprawiedliwości sądowej

Jozef Wieczorek

Uzupełnienie apelacji od niesprawiedliwości sądowej polegającej na bezzasadnym skazaniu mnie za działalność pro publico bono

Motto:

„Obywatel ma prawo wiedzieć, jak funkcjonują sądy” Barbara Piwnik

Po kilkakrotnym przekładaniu przez sąd terminu mojej rozprawy apelacyjna -sygn. akt II K 360/16/K ostatecznie ta ma się odbyć 1 lutego godz. 9.00 sala L-133 w Sądzie Okręgowym w Krakowie, Wydział Karny Odwoławczy przy ul. Przy Rondzie 7.

Apelacja adwokacka została przyjęta, ale ja przedłożyłem dodatkowo uzupełnienia, które niniejszym pro publico bono ujawniam, gdyż mają one walor poznawczy jeśli chodzi o standardy naszych sądów. Mogą być przydatne dla aktywnych dziennikarzy, z których każdy może się znaleźć w podobnej sytuacji.

Pod koniec ubiegłego roku otrzymałem z Urzędu Kombatantów i Osób Represjonowanych  status  działacza  opozycji antykomunistycznej. Ta działalność – przede wszystkim  w sferze akademickiej –  nie jest była, lecz trwa do dziś i ta moja sprawa sądowa jasno pokazuje, że  opozycja antykomunistyczna jest potrzebna aktualnie,  szczególnie wobec komunistycznych metod stosowanych w sądownictwie i w sferze akademickiej, przenikającej się ze sferą sadową.  .

Józef Wieczorek, ul. Smoluchowskiego 4/1, 30-069 Kraków

Kraków, 4.07.2017 r.

Do

Sądu Okręgowego

w Krakowie

IV Wydział Karny Odwoławczy

za pośrednictwem

Sądu Rejonowego dla Krakowa – Krowodrzy w Krakowie II Wydział Karny

Sygn. akt II K 360/16/K

Uzupełnienie do APELACJI z dnia 26.06.2017

złożonej przez mojego adwokata Konrada Firleja

Apelacja od wyroku Sądu Rejonowego dla Krakowa – Krowodrzy w Krakowie

z dnia 27 kwietnia 2017 r., II K 360/16/K,

ędy w wyroku:

1

Sąd dał wiarę zaświadczeniom lekarskim o poważnym niedosłuchu, nie dając wiary abym czegokolwiek nie dosłyszał ! -tak na rozprawie A. Słomki, jak i podczas mojego procesu. Czy można dać wiarę takiej argumentacji sądu ?

Poważna utrata słuchu jest niepodważalnym faktem, znanym mnie, rodzinie, znajomym (trzeba mi powtarzać głośno, wyraźnie i wielokrotnie) i jest udowodniona badaniami medycznymi, a sąd – niezależny od faktów – nie daje im wiary, nie podejmując żadnych badań dla udowodnienia swojej sprzecznej z rzeczywistym stanem rzeczy opinii.

Wrażenia sądu z rozprawy, że ja jednak dobrze słyszę, mimo że nie słyszałem dobrze – także na rozprawach ( nawet z aparatem słuchowym) świadczyć może jedynie o braku wrażliwości sądu.

2

Twierdzenie, że na rozprawie nie miałem problemu ze słyszalnością

jest oczywistą nieprawdą co np. dokumentuje moje zachowanie podczas mojego zeznania na pierwszej rozprawie – proszony przez sąd do zajęcia miejsca siedzącego nadal stoję ( nie demonstracyjnie !) bo nie słyszałem i dopiero po kolejnym powtórzeniu słów realizuję polecenie sądu. ( można sprawdzić na rejestracji rozprawy)

Żadnych badań nad moją słyszalnością ze zrozumieniem wypowiadanych słów sąd nie przeprowadził i twierdzenia sądu są gołosłowne, sprzeczne z prawdą materialną, służące jedynie do uzasadnienia złośliwego skazania

Sąd zapewne nie bierze pod uwagę oczywistego faktu, że słyszalność dźwięku nie oznacza rozumienia tego dźwięku, o czym mógłby się dowiedzieć uzyskując darmową poradę w stosownej firmie akustycznej, tak jak to uczyniłem z powodu trudności słuchowych.

Słabą słyszalność dla ludzkiego ucha ( ale dobrą dla przyrządów, co następnie można usłyszeć na filmach), także na rozprawach w moim procesie, dokumentują np. zdjęcia obserwatorów procesu nadstawiających uszu np. https://blogjw.wordpress.com/2017/04/01/niezalezni-dziennikarze-o-moim-kafkowskim-procesie/

Wnioskowanie o dobrej słyszalności słów na rozprawie A. Słomki na podstawie nagrania z kamery jest bezzasadne, bo utożsamianie ‚słyszalności’ dźwięku przez jakiś przyrząd rejestrujący a słyszalnością człowieka ( nawet bez utraty słuchu) i to bez względu gdzie na sali znajduje się przyrząd rejestrujący a gdzie człowiek jak to czyni sąd jest pozbawiony jakichkolwiek podstaw merytorycznych.

Słaba słyszalność tego co mówił sąd na ujawnionej rozprawie A. Słomki z powodu sytuacji na sali była podnoszona przez tenże sąd po opuszczeniu sali rozpraw przez publiczność, w tym przeze mnie.

Czyli sąd dla uzasadnienia wyroku skazującego mnie podważa ustalenia sądu na rozprawie A. Słomki odnośnie słyszalności na sali.

Sąd niemal sprowadził mój proces do problemu akustycznego ( którego nie rozumie), nie mając żadnych argumentów merytorycznych na zasadność argumentacji i nie podniósł sprawy należytych procedur w przypadku rozpraw niejawnych, w szczególności wobec dziennikarzy, skoro mimo niejawności rozprawy zostali wpuszczeni na salę rozpraw. Brak procedury skutecznego informowania dziennikarzy na piśmie o zakazie nagrywania i ujawniania rozprawy, z koniecznością podpisywania informacji przez dziennikarzy, tak jak to bywa w innych sądach. Jak ktoś ujawni taką rozprawę wtedy można mu stawiać zasadny zarzut o łamanie prawa i sprawy akustyki nie odgrywają żadnej roli.

Informacje ( o zagrożeniu karami) z innych organów państwa obywatel dostaje na piśmie i podpisem czytelnym skuteczność ich otrzymania potwierdza ! Jak nie respektuje wezwania/zakazu itp. to jest karany. Jak respektuje – jest niewinny.

Trzeba także podnieść fakt, że zapis dźwięku na filmie z procesu A. Słomki nie jest najlepszy i dlatego policjantka do odsłuchania filmu i dokumentacji rozprawy zużyła ok. 10 godz. o czym sąd informowałem, ale w uzasadnieniu nie ma ani słowa na ten temat.

Całkowicie sprzeczne z rzeczywistym stanem rzeczy jest stwierdzenie w wyroku:

3

Słowa sędzi być może były uchwytne dla protokolantki, natomiast z trudem uchwytne nawet dla osób o dobrym słuchu ! Z moich doświadczeń jest to bardzo częste na rozprawach sądowych.

W konsekwencji niewłaściwej procedury zastosowanej przez sąd mamy zamiast jednego klarownego słowa pisanego – wiele miesięcy sądowego roztrząsania słowa mówionego, a nie koniecznie należycie słyszalnego. Odnosi się wrażenie, że całkiem głuchego też można by skazać za to – że nie słyszał ! W zwykłych urzędach, bankach itd. itp. dopiero tekst podpisany ma wartość prawną ! Ale w sądach jest inaczej.

Art. 5 §2 KPK głosi, że niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.

A w argumentacji wyroku wszystkie wątpliwości są rozstrzygane na niekorzyść oskarżonego.

Argumentacja o słowach Słomki przed salą sądową, które odegrały istotną rolę
w skazaniu mnie – budzi konsternacje.

4

Podczas procesu ani w stosunku do mnie, ani świadków, w tym Adama Słomki, nie padło ani jedno zapytanie w tej sprawie, a ja z doświadczenia i opinii innych wiem, że to co się wygaduje poza salą sądową nie podlega osądowi. Zresztą podczas procesu emitowany był zapis filmowy z procesu A. Słomki na niejawnej części rozprawy -bez udziału publiczności, a poza salą (na korytarzu ) ten sam film był emitowany w sposób jawny ( za wiedzą sądu !) ! I nie rodziło to żadnych skutków prawnych ! I to nie interesowało także sędziego prowadzącego sprawę i

Argumentacja o mojej odpowiedzialności (?) za wypowiedzi A. Słomki poza salą sądową jest niedopuszczalna. Czy A. Słomka mówił prawdę i czy wiedział o możliwości kary za ujawnienie nagrania na sali ? – sąd ew. winien A. Słomkę na tą okoliczność przesłuchać, a sąd nie objął swym nawet najmniejszym zainteresowaniem tego co się działo przed salą sądową, co zresztą jest zrozumiałe, bo przed salami rozpraw ludzie mówią różne rzeczy, więc w wyroku takiej argumentacji nie powinno być.

Pod uwagę – Na rejestrowanych przez mnie różnych pikietach np. przed sądem są nieraz słowa wykrzykiwane przez publiczność „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę ‚ – no to co ? – można by mnie np. oskarżać o nawoływanie od przestępstwa a nawet zbrodni, bo sierpem czy młotem można przecież zabić.

Sąd argumentuje, że jako doświadczony dziennikarz winienem rozróżniać sprawę
jawną od niejawnej, a ja z całą stanowczością stwierdzam, że ze względu na pewne doświadczenie dziennikarskie, także w sądach, wiem, że takie rozróżnienie nie zawsze jest
możliwe.

Całkowicie odrzucam poniższą argumentacje sądu jako pozbawioną merytorycznego uzasadnienia i niezgodną z faktami :

5

Z mojego doświadczenie wynika, że na rozprawy niejawne nie byłem wpuszczany, bo sala dla mnie ( i innych) była zamknięta, zabezpieczana przez policję informującą o niejawności rozprawy i wtedy wszystko było jasne.

Spotykałem się też z jawną niejawnością jawnej rozprawy sądowej ( przykład z Sądu Okręgowego – 30 czerwca 2016 r.

Sprawa o rzekomy zamach krzesłem  na Bronisława Komorowskiego 

https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/06/30/jawna-niejawnosc-jawnych-procesow/) na której mimo jej jawności nie mogłem być obecny

a na rozprawie 20.04. 2016 – sygn. Akt IV I KA 544/15 – jawnej, jako dziennikarz ze sprzętem byłem natychmiast wyproszony z sali ( nawet bez możliwości złożenia wniosku o rejestrację) ! co bynajmniej nie świadczyło, że rozprawa jest niejawna, bo była jawna!

Nie wiedziałem z jakiego powodu byłem wypraszany z sali ! I nie otrzymałem żadnego uzasadnienia.

Tym samym argumentacja sądu o przełożeniu mojego doświadczenia na wiedzę o niejawności rozprawy A. Słomki jest nietrafna i sprzeczna z faktami.

6

To, że toczyła się dyskusja (sprzeczka) na temat niejawności rozprawy nie przeoczyłem, ale oskarżony takie usiłowania sądu podważał, jako niezgodne z prawem, natomiast decyzja sądu o niejawności rozprawy z podaniem podstawy prawnej padła podczas mojej nieobecności na sali.

Jest faktem, że skutecznie przez sąd nie zostałem poinformowany o tajności rozprawy sądowej i skutkach jej ujawniania ! A z mojego doświadczenia wynikało, że powinienem być o tym skutecznie poinformowany, a nawet nie powinienem być wpuszczony na salę. To, że musiałem opuścić salę wcale nie świadczyło o niejawności rozprawy z punktu widzenia prawnego !

Również podczas rozprawy informowałem, że zgoda na rejestrowanie rozpraw jest

sprawą humoru sędziego, a nie prawa stanowionego i otrzymując zgodę na rejestrowanie jednej rozprawy można nie otrzymać zgody na rejestrowanie następnej – bo nie ! – co jest łamaniem prawa.

Fakt, że nagrania przed umieszczeniem na YouTube nie przesłuchałem dokładnie (wiedziałem, że materiał jest oryginalny, a nie przez kogoś podrzucony) będąc przekonany o legalności nagrania, ale tak postępuję standardowo, także w stosunku do innych nagrań ( koncerty, spotkania, wykłady, rozprawy sądowe), bo nie mam wsparcia w swej pracy pro publico bono.

Jeśli ktoś zgłasza prośbę o wycięcie niefortunnego sformułowania ( np. w wywiadach) czy pretensje, zastrzeżenia co do np. naruszania praw autorskich ( np. w przypadku utworów muzycznych), to takie nagranie jest usuwane ( jeśli zastrzeżenia są zasadne). Zresztą na YouTube nagrania naruszające takie prawa są blokowane i nie można ich umieścić bo to administracja YouTube jest właścicielem tej platformy ( na niej zarabia) a autor filmu ma prawa ograniczone.

Nigdy nie miałem żadnej sprawy sądowej w odniesieniu do materiałów umieszczanych w sieci, gdy na platformie YouTube jest już ponad 1500 rejestracji, w tym też rejestracje sądowe.

Bulwersująca jest opinia w wyroku o zeznaniach świadka Adama Słomki:

7

Sąd wyraźnie zlekceważył niewygodne zeznania świadka A. Słomki ( informatyka) na temat serwisów internetowych a nie powołał innego eksperta dla wyjaśnienia tych niejasnych i niezrozumiałych dla sądu spraw. Adam Słomka przyznał się do nagrania ze swojej rozprawy i do rozpowszechnienia wśród dziennikarzy. Pytanie – kto nagrał i kto mi kazał rozpowszechnić było kluczowe w śledztwie a odpowiedź na pytania w najmniejszy sposób nie zainteresowało sądu. Sąd na procesie A. Słomki nie zezwalał na nagrywanie a jednak przebieg rozprawy został nagrany po protestach oskarżonego A. Słomki i to za przyzwoleniem sądu !

Te zeznania – przyznanie się do nagrania filmu i przekazania dziennikarzom do rozpowszechnienia miały podstawowe znaczenie dla rekonstrukcji faktów, ale sąd jakby nie był zainteresowany poznaniem bardziej szczegółowym ( całkowicie pominął kwestie tego co A. Słomka mówił przed salą sądową, widocznie uznając słusznie, że nie ma to znaczenia dla sprawy, choć w wyroku to właśnie uwypuklił !).

Z rekonstrukcji faktów jasno wynika, ze A. Słomka domagał się aby rozprawa była jawna, bo jej utajnianie narusza jego zdaniem prawo i jego dobra ( fałszywe oskarżenie jawne, ale rozprawa uniewinniająca go podczas kampanii prezydenckiej – utajniana ?)

Natomiast ujawnienie zapisu rozprawy jego autorstwa miało miejsce za jego zgodą, więc nie naruszało jego dóbr osobistych i Adam Słomka nie zgłaszał jakichkolwiek roszczeń w tym zakresie.

W argumentacji sądu mój czyn ma rzekomo być szkodliwy społecznie, choć nikomu nie zaszkodził, a rozpowszechnienie filmu ma miejsce do dnia dzisiejszego na platformie YouTube – co wcale nie przeszkadzało i nie przeszkadza nikomu – ani prokuraturze, ani sądowi, co jest najlepszym dowodem, że film nie jest szkodliwy społecznie.

Mógłby być usunięty gdyby tego prokuratura, czy sąd nakazał, a tego nikt nigdy nie uczynił . Film nie ujawnił także żadnej tajemnicy (co prokuratura i sąd przyznawały ! )

Szkodliwa społecznie była natomiast próba utajnienia rozprawy, podczas której fałszywie oskarżony A. Słomka -kandydat na prezydenta- został uniewinniony, gdy oskarżenie fałszywe – było jawne ! Sąd zaangażował się zatem w politycznie w wybory prezydenckie co nie powinno mieć miejsca.

Szkoda osobista kandydata na prezydenta (utrata zaufania potencjalnych wyborców) i szkoda społeczna jest zatem oczywista – utrata zaufania do wymiaru sprawiedliwości.

Powinnością dziennikarską było ujawnienie tej sytuacji, przy braku skutecznego zakazu publikacji, co powoduje, że nie można mówić o świadomym łamaniu prawa.

Co do deklaracji niskich dochodów zawartej w wyroku

8

to jest to kolejne kłamstwo, bo żadnej deklaracji moich zarobków nie składałem, odmawiając wyraźnie odpowiedzi na pytanie ze strony sądu, a to ze względu na naruszanie prawa do prywatności osoby prywatnej takim pytaniem na jawnej rozprawie.

Argumentowałem ponadto, że sędziowie – osoby publiczne odmawiają ujawniania swoich majątków, a prawo winno być jednakowe dla wszystkich obywateli !

To sądy przede wszystkim winny przestrzegać prawa !

Sąd nie podjął jasnej kwestii, że świadomy przestępca zaciera/ stara się zacierać ślady swojego przestępstwa, a w tym przypadku jest inaczej.

Oskarżony z łatwością mógł opublikować film pod ‚ nickiem’ a nie pod swoim nazwiskiem, z filmu mógł wyciąć wszystkie te fragmenty filmu, które mogłyby wskazywać na przestępstwo, a tego nie czynił, bo umieszczał film bez cenzury, przekonany o konieczności jego umieszczenia i przekonany, że nie narusza tym prawa, bo żadnego zakazu jego umieszczenia nie otrzymał.

Ponadto w ciągu kolejnych już lat oskarżony nie otrzymał nakazu usunięcia filmu z sieci.

Jak przyznawał nawet prokurator film żadnej tajemnicy nie ujawnił i nikomu szkody nie przyniósł, a mnie nie przyniósł żadnych korzyści materialnych, jako że swą działalność prowadzę dla dobra publicznego a nie dla ‚swej kieszeni’.

Sąd nie podjął kwestii wadliwych procedur sądowych, które legły u podstaw oskarżenia – wpuszczenie publiczności na salę rozprawy skoro rzekomo miała być niejawna, brak zapanowania sędziego nad salą i nagrywaniem rozprawy – rzekomo nielegalnym (w toku procesu sąd jakby z tego zarzutu zrezygnował, więc chyba było legalne, choć wcześniej było traktowane jako nielegalne).

Sąd zrezygnował także z wcześniejszego zarzutu prokuratury o rozpowszechnianie filmu, rzekomo nagranego nielegalnie, nie przedstawiając nawet jakichkolwiek dowodów usiłowania nawiązania kontaktów z podmiotem rozpowszechniającym film – administracja platformy YouTube.

Jeden podmiot film nagrał (rzekomo nielegalnie), drugi umieścił na platformie You Tube, trzeci podmiot- platforma YouTube go rozpowszechnia, bez żadnych konsekwencji (bo film żadnej tajemnicy nie ujawnia, nie robi szkody) a skazany został tylko jeden.

Przypomina się znane powiedzenie – Dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie.

A co mówi prawo ? ( niestety jeszcze z czasów PRL) – U S T AWA z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe Art. 38. 1. Odpowiedzialność cywilną za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor lub inna osoba, którzy spowodowali opublikowanie tego materiału; nie wyłącza to odpowiedzialności wydawcy. W zakresie odpowiedzialności majątkowej odpowiedzialność tych osób jest solidarna.

9

Niezgodna z prawdą jest argumentacja w wyroku jakoby oskarżony twierdził, że całość odpowiedzialności za treści publikowane w Internecie spoczywa na administratorach konkretnych stron internetowych, czy serwisów !

Jest to informacja ‚wyssana z palca’. Twierdziłem, że nagranie jest rozpowszechniane przez platformę YouTube, której administracja może i ma obowiązek usuwać takie nagranie o ile nie jest zgodne prawem. W stosunku do nagrań np. utworów muzycznych naruszających prawa autorskie istnieje cenzura prewencyjna ze strony platformy ! Inne nagrania administracja usuwa jeśli jest zgłoszenie o naruszaniu prawa, a w tym przypadku nie było żadnej informacji czy prokuratura, policja czy sąd takie zgłoszenie do administracji YouTube ( czy chociażby do oskarżonego ) zgłosiły. Jasno to było przedstawiane w trakcie rozprawy. Jeśli było inaczej i wbrew prawu administracja YouTube nie usunęła nagrania to dlaczego nie jest sądzona ?

Zgodnie z prawem nie można rozpowszechniać nagrania bez zgody podmiotu mającego prawa do dystrybucji a np. sąd rejonowy w Krakowie wykorzystywał moje nagranie z YouTube [Jacek Smagowicz na policji -za Lenina – https://www.youtube.com/watch?v=fb7WAw_wzvk ]bez informowania mnie, bez gratyfikacji, nie biorąc nawet pod uwagę , że ja mogę być właścicielem praw do dystrybucji, a nie platforma YouTube ![ Sędzia ogłosił wyrok : NIEWINNY!https://www.youtube.com/watch?v=bjbnpmE9hSo&t=1150s]

Pod uwagę -Na emisję filmu Nasze Matki, nasi ojcowie na rozprawie sądowej [https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/07/18/film-nasze-matki-nasi-ojcowie-przed-sadem-w-krakowie/ ] sąd w Krakowie musiał mieć zgodę dystrybutora (w tym przypadku TVP) z odpowiednią gratyfikacją dla dystrybutora.

10

Skoro taką argumentację sąd przedkłada w stosunku do mnie, dlaczego zezwala , podobnie jak prokuratura, na rozgłaszanie wiadomości z rozprawy sądowej, prowadzonej podobno z wyłączeniem jawności i godzenie tym samym w powagę postępowania sądowego ? – jak czytamy w argumentacji wyroku, nie wydając zakazu rozpowszechniania nagrania z takiej rozprawy i wydania nakazu usunięcia nagrania z przestrzeni publicznej, ani w momencie uzyskania informacji o istnieniu takiego nagrania, a nie kiedykolwiek później, jako że nagranie nadal się znajduje na platformie YouTube, czyli jest rozpowszechniane i było też emitowane jawnie przed salą sądową za wiedzą sądu !

Czyli prokuratura i sąd zezwalają na rozpowszechnianie materiału, mimo że rozpowszechnianie tego materiału tak prokuratura, jak i sąd uważają za przestępstwo ?!

Podczas mojego procesu – rozprawa z dnia 19 października 2016 r. – sąd wyłączał jawność rozprawy, ale wybiórczo, stąd np. zeznania świadka Stanisława Zamojskiego dotyczące podobno niejawnej rozprawy A. Słomki były jawne, a zatem chyba godziły w powagę postępowania sądowego ( wg interpretacji zawartej w wyroku) i łamały prawo zgodnie z wiedzą i decyzją sądu ! ? [Józef Wieczorek oskarżony o ujawnienie rozprawy Adama Słomki -Zeznania świadków https://www.youtube.com/watch?v=ss1QEy_QS2w]

Pod uwagę :

Art. 359. KPK – Niejawna jest rozprawa, która dotyczy:

1) wniosku prokuratora o umorzenie postępowania z powodu niepoczytalności sprawcy i zastosowanie środka zabezpieczającego,

2) sprawy o pomówienie lub znieważenie; na wniosek pokrzywdzonego rozprawa odbywa się jednak jawnie.

Pokrzywdzony A. Słomka domagał się prowadzenia rozprawy w trybie jawnym protestując przeciwko próbie prowadzenia rozprawy w trybie niejawnym !

Bulwersująca jest argumentacja zawarta w wyroku

11

niejako zarzucająca oskarżonemu A. Słomce, że nie zgłosił wniosku o prowadzenie jego rozprawy w trybie jawnym jest sprzeczna z zapisem filmowym rozprawy, gdy Słomka domaga się bezskutecznie jawności rozprawy argumentując bezprawność jej utajniania !

Gdyby sąd nie łamał prawa utajniając sprawę mimo protestów oskarżonego ! nie byłoby żadnej kwestii z ujawnianiem tego co winno być jawne i zresztą jest, bo sąd i prokuratura na to zezwalają !

Trudno inaczej odebrać ten wyrok niż jako zemstę na niezależnym dziennikarzu, rejestrującym także rozprawy sądowe, dokumentującym i ujawniającym m. in. różne nieprawidłowości wymiaru sprawiedliwości.

Sąd nie wziął nawet pod uwagę społecznego znaczenia mojej pracy pro publico bono

nagrodzonej przez Kongres Mediów Niezależnych główną nagrodą za obronę prawdy w mediach w 2013 r.

Nie wziął pod uwagę, że moje filmy były wykorzystywane (bezpłatnie !, nawet bez pytania się o moją zgodę ! ) także przez krakowskie sądy (na rozprawach) i przyczyniły się do uniewinniania sądzonych, fałszywie oskarżonych, co świadczy nie o subiektywnym, lecz obiektywnym i niepodważalnym znaczeniu społecznym moich filmów.

Ile niesprawiedliwych, kompromitujących sądy wyroków można by było wydać bez moich filmów ?

A co robi sąd ? – wyrok – dezawuuje moją działalność dla dobra wspólnego (także dla sądów !) ,

11

kpiąco, złośliwie, łamiąc elementarne zasady etyczne, zasady przyzwoitości ogólnoludzkiej, działając tym na szkodę społeczną, powodując uzasadniony faktami brak zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości – wymiaru jakże odległego od powszechnego odczucia sprawiedliwości przez obywateli, szczególnie tych działających na rzecz dobra wspólnego.

Takie uzasadnienie wyroku to także dyskredytacja poczynań sądów, które z mojej działalności pro publico bono nieraz korzystały.

Ten wyrok to krok na drodze do niszczenia niezależnego, obywatelskiego dziennikarstwa niezbędnego dla prawidłowego funkcjonowania demokratycznego państwa prawa, dlatego jest społecznie szkodliwy i konieczne jest uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Józef Wieczorek

Patologia gwarantowana w ramach naprawy prawa

galeria

Patologia gwarantowana w ramach naprawy prawa

Z powodu nawału pracy sędziowie SN ( i nie tylko) w ramach reformy sądownictwa mogą się zatrudniać na uczelniach ! ( dla odpoczynku ?)

W projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym [http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/5AB89A44A6408C3CC12581D800339FED/%24File/2003.pdf ] jest art. 43/1, Który mówi, że „Sędzia Sądu Najwyższego nie może pozostawać w innym stosunku służbowym lub stosunku pracy, z wyjątkiem: l) zatrudnienia na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym w polskiej szkole wyższej w rozumieniu ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz. U. z 2016 r. poz. 1842, z późn. zm.6 ), „

Często słyszymy/czytamy, że sędziowie przeciążeni są pracą, więc zapewne projekt ustawy przewiduje aby sędziowie, którzy są przemęczeni pracą w SN mogli sobie odpocząć na etatach (fikcyjnych ?) na uczelniach, ale nie wiadomo kto za takie zatrudnienie zapłaci, bo przecież uczelnie nie mają pieniędzy (szczególnie dla pracujących i to ciężko).

Sędzia Sądu Najwyższego zarabia ok. 20 tys. zł miesięcznie, więc chyba nie musi z powodu niskich wynagrodzeń podejmować jeszcze jednej pracy, ale chyba często ma taką ochotę. Wieloetatowość to patologia i nie wynika ona z niedoboru kadr, tylko z niedoboru etyki, szczególnie widocznym tak wśród nadzwyczajnej kasty sędziowskiej, jak i nadzwyczajnej kasty akademickiej, wzajemnie się przenikających, co jak widać gwarantowane jest prawem. Przenikanie to zabezpieczone jest ponadto finansowo, bo kolejne zatrudnienie jest opłacane, a nie realizowane pro publico bono.

Niewątpliwie wysokiej klasy specjaliści prawa z Sądu Najwyższego [i nie tylko] winni mieć możliwość wykładania na uczelniach, ale winni to robić w ramach zaproszeń, gościnnych występów realizowanych dla dobra wspólnego. Dobrze uposażeni mogą przecież i to bez uszczerbku, coś dla swojej Ojczyzny i jej obywateli robić, tym bardziej, że źle uposażeni, a nawet bez uposażenia, robią wiele pro publico bono.

Co prawda jest to źle widziane, zarówno przez nadzwyczajną kastę akademicką [ wykluczanie z systemu] , jak i nadzwyczajną kastę sędziowską [wyroki skazujące] , ale w ramach naprawy systemu z takim widzeniem należałoby skończyć.

Nie tak dawno dyskutowano o wieloetatowości sędziów Trybunału Konstytucyjnego, ale Kazimiera Szczuka na spotkaniu KODu w krakowskim Parku Jordana stwierdziła, że mono/jednoetatowość sędziów Trybunału Konstytucyjnego to głupi pomysł i na tym skończyła swoje objaśnienie problemu. [https://www.youtube.com/watch?v=EQbC_RFiuGk]

To dosadne stwierdzenie znanej lewackiej działaczki widocznie spodobało się legislatorom, choć nie lewackim, czemu się nawet trudno dziwić bo Pecunia non olet, ale takie prawo jednak śmierdzi.

Na marszach KODu widać nieraz wieloetatowych prawników – profesorów, członków obu kast jednocześnie, kształtujących oblicze naszej niepraworządności,  o utrzymanie której odważnie walczą i to z sukcesami.

Z KODem związany jest np. były Rzecznik Praw Obywatelskich, który jednocześnie był podwładnym Rektora ( zresztą notowanego jako KO „Zebu”) i wybierał lojalność wobec przełożonego a nie wobec Konstytucji [ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/pasja-akademicka-z-rzecznikiem-praw-obywatelskich-w-roli-pilata/ ], stąd nad Konstytucję przedkładał ‚prawo’ czasów ‚wojny jaruzelsko-polskiej’ i obywatel nie miał szans na wsparcie rzecznika [finansowanego jako Rzecznik Praw Obywatelskich i jako profesor uczelni] w przypadku deptania jego praw obywatelskich.

Nędza tych środowisk/kast nie jest finansowa, tylko moralna i nawet największe podniesienie wydatków na utrzymanie tych kast z nędzy ich nie wyprowadzi, wręcz przeciwnie. [https://blogjw.wordpress.com/2017/11/21/czy-wzrost-wydatkow-na-nauke-jest-polska-racja-stanu/

Gwarantowanie sobie prawem utrzymanie tej nędzy jest porażką dobrej zmiany.

Czy wzrost wydatków na naukę jest polską racją stanu ?

A. Krauze

Czy wzrost wydatków na naukę jest polską racją stanu ?

Reformowanie Polski jest w toku, także reformowanie nauki i szkolnictwa wyższego. Piszą o tym media, choć nie tyle co powinny. Ze zdziwieniem nie zauważyłem jednak komentarzy/opinii o wypowiedzi ministra Gowina, który na początku obecnego roku akademickiego określił, że polską racją stanu jest podniesienie wydatków na naukę. [Gowin: będę zabiegał, by wydatki na naukę rosły; celem 1 proc. PKB http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C459985%2Cgowin-bede-zabiegal.html}

Nie dziwiłbym się stwierdzeniu, że podniesienie poziomu nauki i edukacji wyższej jest polską racją stanu – bo jest, ale uznanie za polską rację stanu podniesienie wydatków na tą sferę jest dla mnie niezrozumiałe.

Wydatki można podnieść znacznie, a poziom nauki i edukacji wyższej może się podnieść nieznacznie, a może nawet spaść, jeśli pieniądze będą szły na system patologiczny, marnotrawny, funkcjonujący w sposób szkodliwy.

A niestety w niemałym stopniu tak jest i nie widać systemowych działań, aby zmniejszyć poziom patologii akademickich, w tym nie widać mechanizmów zmniejszenia pozoranctwa naukowego i edukacyjnego finansowanego z budżetu, nie widać przeciwdziałania niszczeniu pasjonatów nauki i edukacji, nie widać działań na rzecz uszczelnienia wydatków księgowanych po stronie wydatków na naukę i edukację wyższą.

Przed laty starano tłumaczyć słabość nauki i edukacji wyższej kiepską bazą lokalową i infrastrukturą nauki. Po latach, po znacznych wydatkach, poziom nieruchomości akademickich osiągnął poziom europejski, a nawet światowy, a poziom nauki i edukacji wyższej się nie podniósł, a nawet spadł.

Rzekomy inny powód zapaści – kiepskie zarobki na uczelniach, jakoś nie ma pokrycia w rzeczywistości w stosunku do zatrudnionych na etatach profesorskich, bo np. ankiety dobrze opłacanych zespołów opracowujących reformę systemu akademickiego wskazują na wysoki stopień zadowolenia kadr akademickich z wynagrodzeń, co zresztą przekłada się na atrakcyjność etatów uczelniach dla osób wysoko uposażonych np. polityków.

Niestety media nie komentują/popularyzują wyników tych badań a podnoszą absurdalną diagnozę rektora – lekarza UJ, że jedyną bolączką wzorcowego dla innych uniwersytetu i bynajmniej nie najbiedniejszego finansowo – są pieniądze.

Leczenie wszystkich chorób za pomocą pieniędzy jest znachorstwem polskiego systemu akademickiego, akceptowanym przez komisje akredytacyjne !

Ten sam rektor przyznaje – oszukujemy studentów i nie powoduje to żadnych sankcji – także finansowych. Oszukujący studentów nie muszą się obawiać zmniejszenia swoich uposażeń, nie mówiąc już o pożegnaniu się z uniwersytetem. To zdaje się nie jest polską racją stanu.

Taki los spotykał natomiast tych, którzy studentów nie oszukiwali i dla oszustów stanowili zagrożenie !

Ten sam jagielloński rektor nie bacząc na niedobory finansowe, o czym mówi, bez umiaru opłaca np. profesora zaniedbującego studentów, czy profesora zajmującego się kazirodztwem, co jasno pokazuje, że podniesienie wydatków na takich profesorów nie zwiększy poziomu edukacji wyższej, a raczej go obniży.

Ponadto w sposób nieuzasadniony w naszej rzeczywistości myli się pracę z zatrudnieniem, co skutkuje finansowaniem etatów, a nie wyników pracy naukowej/edukacyjnej i wzrost wydatków w takim systemie żadną miarą nie prowadzi do wzrostu poziomu nauki i szkolnictwa wyższego.

Dobrze finansowani profesorowie na etatach (czasem nie tylko na jednym) nie mają nawet czasu aby robić to co powinni i np. nie czytają licznych prac dyplomowych, które rzekomo (formalnie) prowadzą i stąd są one mierne, nikomu nie potrzebne (poza dyplomantem, no i pozorowanym promotorem) i nazbyt często nieuczciwe, bo plagiatowane/ kupowane, czemu nieczytający ich profesorowie nie są w stanie zapobiec. Zresztą nie mają w tym interesu, bo sami uczciwością często nie grzeszą a uczciwych gnębią i wykluczają z systemu.

Ci sami rektorzy, którzy mimo rzekomego braku pieniędzy obficie finansują pozorantów naukowych, edukacyjnych, a nawet szkodników akademickich, za żadne skarby nie chcą finansować tych, którzy i bez finansowania coś w nauce i edukacji wyższej zrobili, działają pro publico bono, co rzecz jasna uznawane jest za szkodliwe, bo egocentrycy i szkodnicy w obecności takich źle się czują, tracą na swojej wyjątkowości/znakomitości – więc ich wykluczają.

Jakoś nie spotkałem w naszych mediach porównania finansowania nauki i sądownictwa ze średnimi europejskimi w kontekście polskiej racji stanu.

Wydatki na naukę w stosunku do naszego PKB są rzeczywiście niższe niż w UE, ale wydatki na sądownictwo są wyższe niż w UE – Polska charakteryzuje się zdecydowanie najwyższym udziałem wydatków na sądownictwo w budżecie państwa i jest absolutnym liderem wśród państw Unii Europejskiej. https://www.iws.org.pl/pliki/files/IWS_S%C4%85downictwo.%20Polska%20na%20tle%20pozosta%C5%82ych%20kraj%C3%B3w%20Unii%20Europejskiej.pdf – a jaki jest poziom polskiego sądownictwa ?

Czy osiągnięcie wydatków na naukę na podobnym do UE poziomie, a nawet ich przekroczenie, przy zachowaniu dotychczasowych standardów, kadr i preferencji wyprowadzi naukę i edukację wyższą z zapaści ?

Korporacje/kasty akademicka i sędziowska wzajemnie się przenikają, tak jak przenikają się niskie standardy funkcjonowania tych sektorów.

Problem rzekomego niskiego finansowania trwa od lat. Etatowcy czują się dyskryminowani, ale nie są solidarni z tymi, którzy finansowani nie są, niemal z pogardą/wyższością na nich reagując – widocznie są słabi skoro nie są finansowani. Sami jakoś swojej słabości nie widzą. Również otoczenie reaguje tak – skoro mają etat, a czasem kilka, to muszą być dobrzy – nieprawdaż ? Tym bardziej, że na ogół znaleźli się na tych etatach w ramach ustawianych właśnie na nich konkursach, co ma przesądzać- rzecz jasna – o ich wysokim poziomie.

Poziom patologii polskiego systemu akademickiego jest wręcz astronomiczny, stąd polską racją stanu winny być działania na rzecz obniżenia tych patologii, co bez oczyszczenia kadrowego, dekomunizacji przestrzeni akademickiej i uszczelnienia finansowego się nie uda.

Zwiększenie finansowania patologicznego systemu grozi zwiększeniem poziomu patologii, a poziom nauki i edukacji wyższej może się jeszcze obniżyć.

Nie zauważyłem pozytywnej korelacji między finansowaniem a poziomem nauki i edukacji w systemie patologicznym. Min. Gowin chyba nie wytropił polskiej racji stanu.

I chciałbym się mylić w mej prognozie.

Nikt do tej pory nie pomógł mi w zauważeniu bardziej optymistycznych korelacji. Może ich jednak nie ma ?

P. S.

Monitoring patologii akademickich – ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO https://nfaetyka.wordpress.com/