PAN z kilkunastoletnim opóźnieniem idzie moimi i NFA śladami

PAN-NFA

PAN z kilkunastoletnim opóźnieniem idzie moimi i NFA śladami

Reforma Gowina – systemu akademickiego [https://nfajw.wordpress.com/2018/08/31/ustawa-z-dnia-20-lipca-2018-r-prawo-o-szkolnictwie-wyzszym-i-nauce-2/ ] chociaż niezadowalająca, spowodowała aktywizację wielu środowisk akademickich, zwykle ospałych, raczej skłaniających się do zachowania obecnego, choć niewydajnego i patologicznego status quo. Reforma nieco zmienia, choć nie zawsze tak jak trzeba i nie zawsze to co trzeba. Kiepskie fundamenty jednak pozostały. Zauważyli to wreszcie młodzi naukowcy zaniepokojeni swoją sytuacją.

Akademia Młodych Uczonych PAN przeprowadziła ostatnio, niewątpliwie spóźnione, „Konsultacje w sprawie problemów jednostek Polskiej Akademii Nauk” . [http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1227541,zarobki-profesorow-pan.html]

Raport akademii z konsultacji oraz rekomendacje na podstawie ankiety i debaty „Problemy instytutów i reforma PAN oczami młodych naukowców” został ujawniony [http://amu.pan.pl/images/amu_rekomendacje_25-07.pdfi daje wiele do myślenia, choć należy żałować, że tego myślenia zabrakło przed opracowaniem i uchwaleniem ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym.

Rzecz jasna młodzi naukowcy zauważyli, że jedną z największych bolączek pracowników naukowych zatrudnionych w PAN są zarobki, ale nie jest to zauważenie nowatorskie. Zarobki naukowców, szczególnie młodych są niskie i to od lat, a nawet wieków i winny być wyższe, i to znacznie, ale kryteria wynagradzania też winny być wyższe, a przede wszystkim winny one dotyczyć efektów działalności naukowej a nie etatowego spoczywania w PANie, o czym mówiło się w PRLu i można mówić także w III RP.

Bardzo dobrze, że młodzi pracownicy PAN zauważyli i to w zdecydowanej większości wskazywali, że osiągnięcie wyróżniających się wyników naukowych nie wiąże się z widocznym zwiększeniem wynagrodzenia. Bo tak jest i to od dawna i nie było woli aby to zmienić.

Kto spoczął w PANie z tytułem profesora, nawet jak nic nie robił [bo spoczywał], nawet jak szkodził innym, wynagradzany był lepiej i to znacznie od aktywnych i to pozytywnie, więc stan obecny PANu jest niejako oczywistą konsekwencją tej trwającej od lat patologii.

Młodzi rekomendują „ Ocena pracowników naukowych powinna być dokonywana według zrozumiałych, precyzyjnie określonych i publicznie ogłoszonych kryteriów, promujących doskonałość naukową. Rekomendujemy znaczne zwiększenie zróżnicowania całkowitego wynagrodzenia w zależności od osiąganych wyników, wprowadzenie jawnego systemu premiowania jakości pracy oraz wyciągania konsekwencji za jej systematyczny brak, niezależnie od stanowiska. Corocznie aktualizowana zbiorcza lista publikacji oraz najważniejszych osiągnięć naukowych wszystkich pracowników naukowych powinna być łatwo dostępna z głównej strony internetowej każdego instytutu.”

Proste nieprawdaż ? Ileż tekstów w duchu tej rekomendacji napisałem ? Ileż to już lat upłynęło od podobnych postulatów Niezależnego Forum Akademickiego www.nfa.pl; http://nfa.pl/articles.php?topic=48 ? Gdyby te oczywiste, ale kiedyś ‚innowacyjne’ postulaty wdrożono w życie stan nauki w Polsce byłby całkiem inny i to pozytywnie inny.

No i fundamentalna sprawa patologicznej rekrutacji na etaty i stanowiska naukowe [https://blogjw.wordpress.com/2015/10/15/zapytanie-obywatelskie-dotyczace-ustawiania/ ] podnoszona przez laty przez Niezależne Forum Akademickie a przeze mnie osobiście (bez wsparcia) jeszcze w erze przed-internetowej.

Jeśli konkursy na stanowiska są ustawiane na konkretną osobę, to osoby zatrudniane na stanowiskach naukowych nie zawsze mają wysoki potencjał naukowy, a nieraz, a nawet często, wykazują tego potencjału niedostatek, stąd zwiększenie finansowania takich osób, i to za etaty, a nie za osiągnięcia, powoduje jedynie wzrost marnotrawstwa i tak skromnych środków na finansowanie nauki. Ustawiane konkursy na granty jeszcze tę sytuacje pogarszają, a trzeba pamiętać, że w latach 90-tych w czasach KBNu, to członkowie ‚jury’ takie konkursy wygrywali i to akceptowano z małymi wyjątkami takich jak ja zwanymi ‚oszołomami’ i ‚nieudacznikami’. [https://wobjw.wordpress.com/tag/komisja-wyborcza-kbn/]

Nie wszyscy tak to widzą,  a niestety wielu widzi to inaczej i tak np. „wielu badanych traktuje konkursy przeprowadzane pod konkretną osobę jako swoistą normę, która ma znamiona rzetelności”.

Skoro taka nierzetelność jak ustawiane konkursy, czym winni się zajmować prokuratorzy, jest uważana za rzetelną normę to mamy obraz kompletnej degradacji polskiego środowiska akademickiego.

Całe szczęście, że wnioski Akademii Młodych Uczonych PAN po badaniach są jak należy , tzn. .Rekomendujemy wprowadzenie otwartych, rzetelnych i pisanych możliwie szeroko oraz ogłaszanych na forum międzynarodowym konkursów na wszystkie stanowiska naukowe, stanowiska kierowników zakładów i grup badawczych oraz stanowiska dyrektorów w jednostkach PAN.” „….Protokoły z przeprowadzonych konkursów wraz z informacjami o ocenach poszczególnych kandydatów powinny być jawne w zakresie dopuszczonym przez Ustawę o ochronie danych osobowych. W kwestii konkursów na dyrektorów jednostek PAN dodatkowo rekomendujemy ogłaszanie ich z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem na forum krajowym i międzynarodowym (ogłoszenie również w języku angielskim) oraz włączanie w komisje konkursowe członków zagranicznych PAN. Uważamy, że wybrany na dyrektora instytutu kandydat powinien być zobowiązany do publicznego udostępnienia koncepcji funkcjonowania instytutu, którą przedstawił w konkursie…”.

Czyli wypisz, wymaluj, to co rekomendowało przed kilkunastu laty Niezależne Forum Akademickie i czego nie wdrożono do systemu akademickiego, ale zmiana pokoleniowa spowodowała, że działania NFA [czyli oszołomów, frustratów, nieudaczników itp. jak nas nazywano] przynoszą po latach efekty.

Na razie w postaci należytego zauważenia problemu przez młodych, ale z nadzieją, że i decydenci w końcu to zauważą i zaczną wprowadzać w życie, bo inaczej zostaną zmieceni przez nową falę.

I jeszcze jeden powód do optymizmu :”Pracownicy naukowi PAN dostrzegają szereg problemów związanych z naruszaniem etyki zawodowej w ich instytutach. Najczęściej wskazywano na problemy związane z mobbingiem (nękaniem) w miejscu pracy (24%), nepotyzmem (16%), prowadzeniem nierzetelnych badań naukowych (15%) oraz przygotowywaniem nierzetelnych recenzji (12%) „ choć to dostrzeganie nie jest jak widać powszechne.

Młodzi powinni dostrzegać lepiej, nie tylko dlatego, że wzrok mają zwykle lepszy. Tym niemniej zauważają to czego decydenci nie chcą dostrzegać, stąd kompletne pomijanie w dyskusjach nad stanem i reformami nauki tych, którzy te patologie akademickie nagłaśniają od lat.

Podkreślić trzeba brak choćby jednej konferencji poświęconej patologiom akademickim w ramach prac nad ustawą o nauce i szkolnictwie wyższym !

Rolę mobbingu w destrukcji nauki w Polsce [ także w PAN – https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/mobbing-panowski/ ] podkreślałem co najmniej od początku wieku w przestrzeni publicznej [internetowej], prowadzę serwis Mobbing akademicki-mediator akademicki [https://nfamob.wordpress.com/], napisałem też książkę Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim – tak ‚ na papierze’ jak i dostępną za darmo w internecie https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/mediator-akademicki-jako-przeciwdziac582anie-mobbingowi-w-c59brodowisku-akademickim.pdf , nie tylko o zjawisku, ale i sposobach jego ograniczenia i dopiero teraz ten problem zaczyna być zauważany, choć dawno wykazywałem, że mobbing skuteczniej niż brak pieniędzy może paraliżować działalność naukową !

Fakt, że w ostatnich latach zaczęto wprowadzać w sektorze akademickim politykę antymobbingową, powoływać komisje antymobbingowe,  a także mediator do rozwiązywania problemów akademickich znalazł się także w zapisach ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym.

I to jest pewien postęp, choć nie taki jaki winien być.

Podobnie rzecz ma się z nepotyzmem ( rozczulająca wręcz polityka pro-rodzinna prowadzona na wielu uczelniach), którego ze względu na brak mobilności nie da się łatwo wykorzenić – nawet jakby się chciało. Samymi zapisami ustawowymi tego nie da się zrobić, szczególnie jeśli zapisy nie są kompatybilne.

Powodem do niepokoju jest poziom naruszania zasad etyki zawodowej, szczególnie w związku z kwestią współautorstwa wyników naukowych’ co skłania młodych naukowców do rekomendowania szkoleń z etyki zawodowej, ‚obowiązkowych dla wszystkich pracowników PAN, szczególnie tych sprawujących funkcje kierownicze ‚. co w pełni należy popierać i rekomendować także dla uczelni, co zresztą czyniłem od lat i nadal czynię.

Kiedyś składałem propozycję wykładów z etyki akademickiej na UJ i nie tylko na UJ, a nawet dosadnie rekomendowałem rektorom UJ powołanie Instytutu Odchamiania Kadry Profesorskiej [ https://blogjw.wordpress.com/2013/10/12/uczelnie-na-froncie-walki-o-dobre-wychowanie/], ale oni w swej etyce – czytaj w jej zaprzeczeniu -byli solidarni, gdy solidarnych ze mną nie było, więc problem pozostał, a nawet się rozszerzył, ku hańbie środowiska akademickiego i zapaści nauki w Polsce

Jeszcze w PRLu Kabaret Dudek nawoływał : „Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom https://blogjw.wordpress.com/2013/10/12/uczelnie-na-froncie-walki-o-dobre-wychowanie/

I co ? I nic. PRL się skończył, zaczął się PRL-bis – chamstwo pozostało, a siły i godności osobistej na uczelniach – ani na lekarstwo, więc niby kto może się mu przeciwstawić skutecznie ?

W patologiach tkwi wielka siła degradacji nauki w Polsce, co wykazuję w setkach tekstów umieszczanych na blogu [Blog akademickiego nonkonformisty – https://blogjw.wordpress.com/] , w 13 już tomach ‚Moich bojów‚ [dostępne w pdf na tym blogu], a także w monitoringu patologii przedstawianym w serwisach ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO – http://nfaetyka.wordpress.com/ , Mobbing akademickie – mediator akademicki – http://nfamob.wordpress.com/ gdzie zainteresowanych tematyką patologii akademickich odsyłam, podkreślając, że brak kultury pracy to poważna bolączka polskich instytucji naukowych, znacznie dotkliwsza od bolączki finansowej.

Perełka rektorska, czyli rzecz o nędzy akademickiej

nfa

Perełka rektorska, czyli rzecz o nędzy akademickiej

W sprawie reformy nauki i szkolnictwa wyższego , przedstawionej w tzw. „Konstytucji dla nauki” wypowiedział się w rozmowie z PAP sam szef konferencji rektorów prof. Szmidt. [Szef konferencji rektorów: Zmiany dotyczące uczelni idą w dobrą stronę Gazeta Prawna,24.01.2018, http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1099664,szef-konferencji-rektorow-o-zmianach-na-uczelniach.html]

I co powiedział ? Ano, że zmiany idą w dobrym kierunku, ino wynagrodzenia dla profesorów mają być zbyt małe. Na naukę i szkolnictwo wyższe ma być 1,8 proc. PKB , ale nie takie są marzenia rektora i innych profesorów, którzy swoimi marzeniami wyróżniają się spośród innych ludzi.

Rektor twierdzi, że to źle, bo marzenia kogo jak kogo, ale profesorów winny być zaspokajane przez pozostałą część społeczeństwa pozbawionego tytułów.

Przytacza opinię „ to żenujące, by profesor po wielu latach pracy ze swoją wiedzą, doświadczaniem i uznaniem środowiska zarabiał 50 proc. więcej niż jest średnie wynagrodzenie, czyli wynagrodzenie ludzi, którzy niczym się nie wyróżniają. „

Dla mnie ta wypowiedź jest żenująca, dokumentująca moralną zapaść niemałej części profesorii polskiej, wynoszącej się ponad innych obywateli, mimo mizerii tak moralnej, jak i intelektualnej, jaką prezentują.

Z badań NIKu [ https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-rozwoju-kadr-naukowych.html ] wynika, że mamy w ostatnich latach do czynienia ze spadkiem liczby młodych pracowników nauki i ze wzrostem liczby doktorów habilitowanych i profesorów, a wiemy, nie tylko z rankingów światowych, że poziom nauki spada, więc ta korelacja jednak coś mówi o tym czym wyróżniają się te gremia wysoko utytułowane.

Nader często wyróżniają się miernością w porównaniu z innymi ludźmi niezwykle pożytecznymi dla społeczeństwa, stąd w sposób uzasadniony na czele prestiżu zawodowego znajdują się obecnie strażacy,  a nie profesorowie, którzy swą działalnością sprawiają zawód polskiemu społeczeństwu. Pożytek społeczny z nich jest marny, a pożyteczni stanowią jedynie margines licznych rzecz utytułowanych.

Stąd mówienie i w prawie stanowienie z góry, że jak ktoś jest profesorem, to jest to pozytywnie wyróżniający się człowiek, któremu trzeba dużo płacić, bez względu na pożytki, czy szkody jakie powoduje – to gruba przesada.

Ja uważam, że pożytecznym profesorom winno się płacić i to dużo więcej niż obecnie, ale za pracę, za jej wyniki, a nie za tytuły, pozoranctwo naukowe i edukacyjne, tak znamienne dla obecnego systemu akademickiego. Gdyby szkodnikom nie płacono, dla pożytecznych profesorów na poziomie na podwyżki by starczyło !

A mamy pospolite niszczenie lepszych od siebie, wykluczanie z systemu, czyli negatywną selekcję kadr akademickich, która przetrwała, a nawet się rozwinęła od czasów PRLu. I takie poczynania są obficiej nawet opłacane, niż działania pożyteczne  [ tych często nawet się nie opłaca, a czasem karze].

Ja w latach 80-tych postulowałem szkodników akademickich, często z tytułem profesora ( i to znakomicie umocowanych politycznie) przenosić w stan nieszkodliwości, ale wtedy uznano, że to ja szkodnikom szkodzę i stanowię zagrożenie dla uniwersytetu ich opłacającego. I mnie wykluczono, bo do szkodzenia innym (szczególnie o niewłaściwej orientacji politycznej i etycznej) się nie nadawałem. Szkodziłem przewodniej sile narodu i ich milusińskim. I tak pozostało i w III RP.

Niedawno rektor najstarszej uczelni jasno się wypowiadał, że my oszukujemy studentów. [ https://blogjw.wordpress.com/2016/11/25/czy-rektor-uj-trafi-na-sciezke-dyscyplinarna/]

I co ? Wyróżniający się oszukiwaniem studentów ( i nie tylko) za to oszukiwanie mają jeszcze więcej zarabiać i to znacznie więcej od tych, którzy nie oszukują. Ci czasem nic nie zarabiają, bo ich wyklęto z oszukującego środowiska.

Zaniedbującym studentów płaci się co najmniej 2 x średnie krajowe o ile zajmują wysokie stanowiska pozaakademickie np. prezydentom miast [ https://blogjw.wordpress.com/2017/06/11/majchrowski-to-nie-wyjatek/

], a nie ma w ustawie nawet postulatu, aby płacić tym którzy studentów nie zaniedbują, a formują ich na poziomie. Tych zresztą jest chyba niewielu, bo takich rugowano z uczelni już w czasach komunistycznych, uważając ich za psujów młodzieży akademickiej, szczególnie jeśli intelektem i pojmowaniem istoty rzeczy wyróżniali się od twardogłowych profesorów, którzy umysł mieli tak lotny, że im się całkiem ulotnił.

Szef rektorów odniósł się także do lustracji zawartej w ‚Konstytucji dla nauki’ brawurową wręcz argumentacją:

„Wydaje mi się, że to przesada powiedzenie z góry, że jak ktoś był współpracownikiem organów bezpieczeństwa, to już na pewno jest złym człowiekiem” – ocenił prof. Szmidt

Żeby to stwierdzenie omówić wyczerpująco musiałbym napisać książkę, a nie krótki tekst. Jeśli szef rektorów ją „zasponsoruje” ( choćby za nędzną profesorską pensję) to chętnie ją napiszę, choć i bez sponsoringu ileś już tomików napisałem i przecież do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) je przesyłam ( setki artykułów), ale merytorycznej dyskusji, ani obecny, ani wcześniejsi szefowie tej wyróżniającej się organizacji rektorskiej, nawet ci wyróżniający się funkcją kontaktu operacyjnego – nie podjęli. [https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/]

Z góry nie można powiedzieć, że to są źli ludzie, ale po analizie faktów złość człowieka – nie wyróżniającego się współpracą z organami bezpieczeństwa [ https://blogjw.wordpress.com/2017/12/30/a-jednak-sa-oznaki-dobrej-zmiany-pomyslnosci-w-nowym-roku/]- ma prawo ogarnąć.

Zachęcam do lektury i dyskusji nad tekstami z mojego archiwum lustracyjnego zamieszczonego w moim lustrze nauki https://lustronauki.wordpress.com/

Archiwum lustracyjne JW

a także na blogu akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/

Z góry przecież nie można mówić zasadnie, że to są złe teksty, pisane przez złego człowieka, choć anonimowe gremia – z góry, bez podania faktów, merytorycznego uzasadnienia, tak moją działalność oceniały i nikt, nawet ministrowie[https://blogjw.wordpress.com/2016/09/08/list-otwarty-do-min-jaroslawa-gowina-w-sprawie-lustracji-srodowiska-akademickiego/] , autonomiczne kontakty operacyjne w randze szefów konferencji rektorów tego nie unieważnili, nawet nie zbadali, nawet nie miały/ nie mają zamiaru zbadać  [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/ ] mimo wrastającego jednak uposażenia !

Jakich podwyżek panowie rektorzy/profesorowie się domagają dla poznania prawdy, której poznawanie winno być ich statutowym obowiązkiem ?

Zaznaczam dla jasności, że ci, którzy działają na rzecz poznania prawdy i te działania także rektorom/profesorom udostępniają nic na tym nie zarabiają (poza brutalnymi atakami rektorskimi) – https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ więc chyba nie w zarobkach pies jest pogrzebany ?

Uniwersytet w czasach postprawdy

Odwrócone wartości.jpg

Józef Wieczorek

Uniwersytet w czasach postprawdy

Gdy piszę ten tekst jeszcze nie znam wyników głosowania na najważniejsze słowo roku 2017. Tymczasem w roku poprzednim hasłem tym była postprawda, czyli wyraz opisujący świat, w którym fakty nie mają znaczenia. Stało się ono nawet przedmiotem Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej pt. „Postprawda w dyskursie publicznym”, która odbyła się w czerwcu 2017 r. w krakowskiej uczelni Ignatianum.

Na spotkaniu rozpatrywano rozmaite ujęcia tego słowa – na gruncie filozofii, socjologii, nauk o polityce, nauk o mediach, czy o bezpieczeństwie – ale pominięto o dziwo grunt akademicki. Celem konferencji była krytyczna analiza fenomenu postprawdy we współczesnym dyskursie publicznym, ale akademicki pominięto, mimo propozycji interdyscyplinarnego ujęcia badanego problemu.

Krytyczne analizy materii akademickiej – nie tylko słowa postprawda – z przestrzeni akademickiej dawno już zostały wyeliminowane i jest to fenomen czasów dzisiejszych, czasów dominacji postprawdy.

Czy to jest jeszcze uniwersytet ?

Jeszcze do końca ubiegłego wieku najstarszy polski uniwersytet– matka rodzicielka pozostałych rodzimych uczelni – był określany jako korporacja nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. I takim winien być, ale chyba nie zdołał podołać swoim powinnościom, stąd na jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego A.D. 2000 z takiej definicji w statucie zrezygnowano.

Poniekąd – paradoksalnie rzecz biorąc – była to decyzja zgodna z prawdą, bo uczelnia nie tylko przestała szukać prawdy, lecz wręcz uznała tę wartość -jak można sądzić po jej poczynaniach – za przeszkodę w podstawowej działalności nowoczesnej placówki dydaktycznej, jaką stała się produkcja jak największej ilości dyplomów i tytułów.

Skąd ta niechęć do prawdy ? Już w czasach PRL z uczelni wyrzucano idealistycznie nastawionych nauczycieli akademickich, którzy razem ze studentami realizowali swe powinności zgodnie z „przestarzałymi” ( w mniemaniu władzy) standardami uniwersytetu, w dodatku oskarżając ich o negatywny wpływ na młodzież ! Inaczej mówiąc – o ‚psucie’ młodzieży, aby nawiązać do akademickich korzeni greckich ( casus Sokratesa).

Uczenie studentów krytycznego myślenia i nonkonformizmu naukowego stanowiło śmiertelne zagrożenie nie tylko dla unowocześnianego uniwersytetu, lecz także dla całego systemu komunistycznego opartego nie na prawdzie, lecz na kłamstwie, konformizmie, bezkrytycznym stosunku do najlepszego z systemów i jego instalatorów/propagatorów, także w systemie akademickim.

Trwająca wiele lat patologia zrobiła swoje . Do tego z roku na rok do wieczności zaczęli odchodzić rzetelni poszukiwacze prawdy rodem z II RP siła rzeczy zostawiając do zagospodarowania przestrzeń naukowcom uformowanych w warunkach kłamstwa. Ci natomiast dali sobie spokój z poszukiwaniem prawdy na uniwersytetach, aby mieć szansę na robienie akademickich karier. I swego dopięli, ale czy to co po sobie pozostawili można jeszcze nazywać uniwersytetem ?

Od poszukiwania do oszukiwania

Po rezygnacji z poszukiwania prawdy nie trzeba było długo czekać na

znalezienie innowacyjnych metod funkcjonowania uczelni. W gruncie rzeczy, i to zgodnie z prawdą, stan dzisiejszy uczelni najlepiej określił rektor UJ na inaugurację nowego roku akademickiego 2016, tego, w którym taką zawrotną karierę robiło słowo „postprawda”. Otóż naukowiec wyznał – „my oszukujemy studentów”. I tak jest. Uniwersytet przeszedł twórczo drogę od poszukiwania (prawdy) do oszukiwania ( studentów, choć nie tylko).

Uczelnia już otwarcie weszła w nowy okres swej działalności – okres postprawdy i wcale się z tym nie kryje. Ten stan nie wpływa negatywnie na oceny uczelni przez akademickie organy kontrolne, dotacje z budżetu państwa (z kieszeni podatników) i miejsca w polskich rankingach, choć spadki w klasyfikacji światowej są widoczne.

Na konferencjach naukowych wdrażanie postprawdy w życie akademickie i tego konsekwencje nie są poruszane. Urzędu cenzury już nie ma, ale tematy tabu są i samo środowisko znakomicie się nawzajem cenzuruje.

Przebierańcy w togach

Przed kilku laty znalazło się jednak kilkunastu profesorów i to Uniwersytetu Warszawskiego zaniepokojonych odchodzeniem ich kolegów po fachu od prawdy, którzy oznajmili otwarcie „Gdyby Uniwersytet kiedykolwiek zrezygnował z poszukiwania Prawdy, to stalibyśmy się tylko zbiorowiskiem przebierańców w togach.”

Na inauguracji roku akademickiego A.D. 2017 na KUL przypomniał o tym abp. Gądecki argumentując „Wszelka kultura uniwersytecka bierze swój początek z człowieczego pragnienia poznania prawdy. Cel każdej autentycznej wyższej uczelni kryje się właśnie w pragnieniu poznania istoty rzeczy, odkrycia jej ukrytej natury oraz nazwania jej po imieniu. Tego rodzaju pragnienie nadaje badaniom naukowym ich godność i wielkość.” Dalej pouczał „Profesor, który postawił sobie jakieś inne cele ponad prawdą, w sensie moralnym przestaje być profesorem wyższej uczelni, choćby posiadał uprawniające go do tego dyplomy. Gdy profesorowie nie odnoszą się do prawdy jako najgłębszej potrzeby własnego intelektu i gdy ta prawda ich nie przemienia, uniwersytet przestaje być uniwersytetem. „ oraz przestrzegając „ Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na niewierności nauczyciela akademickiego prawdzie i jej wymogom, zwłaszcza wymogom etycznym

Duchowny przypomniał jednocześnie to co zostało na uczelniach zapomniane: „ Zadaniem wyższej uczelni jest nie tylko poszukiwanie prawdy oraz wierność prawdzie, ale również przekazywanie prawdy. Nie idzie przy tym o prosty przekaz wiedzy, ale raczej o wdrażanie studenta do myślenia kierowanego przez prawdę.”

To jasny sygnał do konieczności powrotu do tradycyjnego uniwersytetu i przywrócenia na uniwersytetach należytych relacji mistrz-uczeń. Ale czy nasze uniwersytety okażą się zdolne do takiego powrotu ?

Uniwersytet autonomiczny

Póki co, nasze uniwersytety są autonomiczne, co często podkreślają szczególnie ich rektorzy. Tego, że nasze uniwersytety są niezależne, ale często od faktów, etyki, a nawet od zwykłej ludzkiej przyzwoitości, na ogół się nie podnosi.

Uniwersytety autonomicznie nie chcą zrywać z komunizmem, z systemem kłamstwa, w którym funkcjonowały przez lata. Fakty świadczące o postawie środowiska akademickiego w czasach komunistycznych, o osobach i strukturach przewodniej siły narodu przewodzącej także uniwersytetom, skrupulatnie są niszczone lub ukrywane przez dziesiątki już lat, co – rzecz jasna – powoduje (samo)ograniczenie wolności badań i prowadzi do fałszowania historii, szczególnie tej dotyczącej uniwersytetów.

Choć niektórzy zauważają, że uniwersytety były matecznikami komunizmu, częściej są przedstawiane jako reduty walki z komunizmem, jako ośrodki stanowiące zagrożenie dla systemu komunistycznego. O represjach wobec antykomunistów się nie mówi, prędzej usłyszymy o ucisku wobec komunistów. Tak , tak, takie są fakty. Ale w czasach postprawdy nie budzą one zainteresowania.

Reforma ? Tak !

W Polsce rząd dobrej zmiany przygotowuje reformę dotyczącą uniwersytetów, ale niestety oderwaną od korzeni, od ich historii. Ma być przyjazna dla tych, którzy wyrośli w systemie kłamstwa, lub zostali przez beneficjentów tego systemu uformowani. Ci, którzy mieli mocny kręgosłup, zachowali twarz, stanowią na uniwersytetach margines, bo tacy na sukces akademicki nie mieli większych szans i stojąc na gruncie prawdy nie nadają się do oszukiwania studentów ( i nie tylko) – są z systemu wykluczeni/wyklęci.

Ale ta reforma też ich wyklucza, jakby dostosowywała się do czasu postprawdy, do standardów wypracowanych i zweryfikowanych w czasach komunizmu i kultywowanych przez lata III RP.

Minister – reformator się zastrzega, że nie ma kompetencji jeśli chodzi o poznanie fundamentów akademickich, o odpowiedź na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Zdaje sobie sprawę z niedoboru elit, ale jakby nie chciał poznać przyczyn tego stanu rzeczy. Czy można uleczyć organizm jeśli nie wiadomo na co i dlaczego choruje ?

Trudno być optymistą, aby taka reforma mogła spowodować dobrą zmianę.

Uniwersytet jest w zapaści, wymaga reformy i to radykalnej, przeprowadzonej na fundamencie prawdy, aby uczelnie wróciły do swej misji – poszukiwania prawdy i to wspólnego – profesorów oraz studentów, a nie funkcjonowały tylko jako centra oszukiwania, fabryki dyplomów i tytułów zarządzane przez przebierańców w togach w czasach postprawdy.

Tekst opublikowany w miesięczniku Nowe Państwo nr 1/2018

Niepoprawnie o „Konstytucji dla nauki”

Józef Wieczorek, Robert Kościelny – Niepoprawnie o „Konstytucji dla nauki”

Niepoprawny Magazyn Akademicki [18]

 

Konstytucja dla nauki

k

Po niemal 30 latach funkcjonowania III RP okazuje się, że Polska cierpi na niedobór elit, mimo imponującej ilości szkół z nazwy wyższych, radykalnego wzrostu studiującej młodzieży oraz poziomu ‚udyplomowienia’ społeczeństwa. Gospodarka pod względem innowacyjności ciągnie się w ognie państw europejskich, a polskie uczelnie plasują się w ogonie prestiżowych rankingów uczelni światowych. Jesteśmy słabi.

Mimo kilku już reform akademickich w III RP poziom nauki i edukacji wyższej się nie podnosi, lecz obniża.

Co więcej elity nadal tracimy, gdyż od lat mamy do czynienia z „drenażem mózgów” – odpływem młodych, wykształconych ludzi za granicę. Po wejściu Polski do EU ten proces jeszcze się nasilił.

Minister Jarosław Gowin zdając sobie z tego sprawę podjął działania na rzecz zreformowania tego niewydajnego i marnotrawnego systemu akademickiego.

Działania te zbliżają się do etapu końcowego o czym świadczy Narodowy Kongres Nauki w Krakowie [19-20 września 2017 r.] i przygotowana „konstytucja dla nauki”.

Rozmowy wybiorcze

Na drodze do kongresu zostały opracowane trzy koncepcje założeń nowej ustawy o szkolnictwie wyższym – dwie ewolucyjne i jedna rewolucyjna oraz zorganizowano cykl konferencji realizowanych w różnych ośrodkach naukowych, podczas których dyskutowano:

  • o umiędzynarodowieniu nauki i szkolnictwa wyższego co jest ‚piętą Achillesową’ naszego systemu. [Rzeszów],

  • o rozwoju humanistyki i nauk społecznych, które są w głębokim kryzysie, mimo że wiele uczelni, szczególnie niepublicznych, właśnie w tych dziedzinach kształci ogromną ilość studentów [Toruń].

  • o poprawie kiepskiej do tej pory współpracy między nauką i gospodarką [Wrocław].

  • o krętych w Polsce ścieżkach kariery akademickiej [Katowice]

  • o podnoszeniu poziomu badań naukowych w Polsce [Poznań]

  • o doskonałości dydaktycznej na naszych uczelniach, która zostawia wiele do życzenia.[Lublin]

  • o podziale uczelni na uczelnie dydaktyczne, dydaktyczno-badawcze oraz konieczności wyłonieniu uczelni badawczych, które dawałaby szansę rywalizacji z najlepszymi ośrodkami europejskimi [Gdańsk]

  • o finansowaniu „biednych” uczelni [ Łódź]

  • o ustroju i zarządzaniu uczelniami [Warszawa]

Taki proces opracowania reformy systemu akademickiego wysoko został oceniony przez ekspertów Komisji Europejskiej, ale mankamenty są także widoczne.

Reforma jest konsultowana ze środowiskiem akademickim, z beneficjentami od lat patologicznego systemu, którzy niekoniecznie są zainteresowani radykalnymi zmianami koniecznymi do rzeczywistej naprawy systemu. Z wykluczonymi z systemu, choć aktywnymi na polu akademickich reform – nie dyskutowano.

Mimo, że polska diaspora akademicka – funkcjonująca w wielu zagranicznych ośrodkach naukowych – to ok. 1/3 całej polskiej populacji akademickiej, nie powierzono jej opracowania propozycji zmiany systemu.

Patogeny niszczące naukę

Z doświadczeń Niezależnego Forum Akademickiego -sprzed kilkunastu już lat- wynikało, że to właśnie polscy naukowcy pracujący za granicami są najbardziej zainteresowani radykalnymi zmianami systemowi w nauce, takimi aby mogli do Polski wracać, a w każdym razie swój potencjał intelektualny dla Polski spożytkować.

Postulaty NFA zmian w systemie akademickim podpisywało kilkakrotnie więcej Polaków z ośrodków zagranicznych, niż krajowych.

W dyskusjach nad reformą mówi się wiele o konieczności odwrócenia kierunku „drenażu mózgów”, ale nie zrealizowano mojego postulatu : „ Zachęcenie – przez ministra – Polonii akademickiej do wzięcia udziału w konkursie na opracowanie założeń do ustawy mogłoby stanowić pożądany krok na drodze do reformowania systemu akademickiego w Polsce”. Skorzystano jedynie z opinii kilku polskich naukowców aktywnych w ośrodkach zagranicznych.

Prof. Grażyna Ptak [ Rada Kongresu] mająca duże doświadczenia zagraniczne tak pisze ” Trudno jednak uwierzyć, że jakiekolwiek udogodnienia administracyjne …..będą w stanie zagwarantować, iż sytuacja ulegnie znacznej poprawie (przynajmniej nie w najbliższych latach)” argumentując „ zmiana jest możliwa jedynie poprzez dolanie świeżej krwi tj. zasilenie polskiej nauki przez naukowców pracujących za granicą.”

W ramach konferencji nie podjęto tematu rozlicznych patologii akademickich i nie ma nadziei na zrealizowanie mojej inicjatywy sprzed 7 już lat -zainstalowania Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich [w skrócie POMPA} dla ‚wypompowania’ z systemu chociaż części patologii niszczących potencjał polskich naukowców.

Mimo, że system nauki w Polsce jest chory, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zresztą lekarz – prof. W. Nowak zdołał w nim zidentyfikować jedynie jedną bolączkę – brak pieniędzy. Przy takiej diagnozie trudno o skuteczną terapię i chory pacjent , jakim jest nauka w Polsce, chyba nie ma wielkich szans na wyzdrowienie.

Mimo że nie jestem doktorem medycyny chorób nauki w Polsce zidentyfikowałem wiele – jak: pozoranctwo naukowe, pozoranctwo edukacyjne, wieloetatowość, brak mobilności, nepotyzm, plagiaty, mobbing, konformizm, korupcja, zapaść moralna itd. i całe szczęście, że podczas dyskusji kongresowych, a także w „konstytucji dla nauki” zauważono też inne i to ważniejsze przyczyny zapaści nauki w Polsce od niedostatku pieniędzy.

Marnotrawstwo pieniędzy księgowanych po stronie wydatków na naukę jest od dawna znane i potrzebne jest uszczelnienie tych wydatków, aby finansować to co jest nauką, a nie pozoranctwo naukowe i edukacyjne, czy wręcz oszustów naukowych.

Patologie finansowania projektów naukowych nieraz pozornie realizowanych, o niejawnych dla podatnika rezultatach, utrzymują się w ciągu całej III RP.

Musimy wiedzieć co my tak naprawdę finansujemy.

Kłopotliwa lustracja

Na konferencjach nie podjęto także problemu dekomunizacji i lustracji środowiska akademickiego, a wypowiedź ministra nauki sprzed roku o tym, że uczelnie same się oczyszczą, budziła niepokój. W przygotowanej ustawie znalazł się jednak zapis „ rozdz. 4 str. 86 -2. Tytuł profesora może być nadany osobie, która w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. nie pracowała i nie pełniła służby w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów oraz nie współpracowała z tymi organami.” co pozwala mieć nadzieje, że lustracja, chociaż maksymalnie ograniczona, jednak całkiem nie zostanie odrzucona, tym bardziej, że podobne wymogi dotyczą członków Rady Doskonałości Naukowej i Komitetu Ewaluacji Nauki.

O dziwo, te zapisy to zasługa ministra Jarosława Gowina, który chyba się zreflektował pod wpływem krytyki jego wypowiedzi. Warto jednak podkreślić, że wśród członków Rady Narodowego Kongresu Nauki, te zapisy nie są przyjmowane z aprobatą i np. gospodarz NKN – Rektor UJ uważa, że lustracja to jest typowy polityczny dylemat i nie widzi w tym problemu upadku moralnego niemałej części środowiska akademickiego, które za żadne skarby nie chce poznać prawdy o swej przeszłości.

Pozostaje pytanie – czy można zbudować silny, zdrowy system nie znając jego fundamentów ?

Turystyka habilitacyjna

W konstytucji dla nauki nie likwiduje się habilitacji, prawie już nie znanej w krajach zachodnich, choć nie będzie obowiązkowa dla utrzymania się na etacie, ale jednak potrzebna aby innych doktoryzować. Tym samym nawet wybitni naukowcy z Polonii akademickiej mogą mieć wątpliwości czy wracać na polskie uczelnie. Jednak konieczność wyrzekania się polskiego obywatelstwa, aby obejmować na uczelniach stanowisko profesora przez polskich doktorów z zagranicy – bez habilitacji – chyba już nie grozi. Utrzymywanie przez lata habilitacji nie utrzymało poziomu nauki w Polsce- wręcz przeciwnie, doprowadziło m. in. poprzez „turystykę habilitacyjną” do krajów postkomunistycznych do nobilitowania wielu naukowców lipnymi dyplomami.

Z obawy o zarzut dyskryminacji kobiet zrezygnowano z radykalnego rozwiązania patologicznego problemu niemobilności akademickiej, stąd chów wsobny, a także nepotyzm nie zostaną zlikwidowane.

Projekt ustawy spełniający w znacznej mierze oczekiwania zachowawczego środowiska akademickiego musi przejść przez komisje w Sejmie i Senacie, ale jeśli zostanie przyjęty, to nie będzie całkiem tak jak było. Nie będzie jednak tak jak być powinno, tak aby to była naprawdę dobra zmiana zdolna do wyprowadzenia naszych uczelni z dołka na szczyty, a przynajmniej na wyżyny.

Tekst opublikowany w miesięczniku Nowe Państwo nr 10/2017

Mistrzowskie dyplomowanie

rysMistrzowskie dyplomowanie

Niedobór mistrzów w polskim systemie akademickim jest faktem. Faktem jest także nadmiar dyplomów uzyskiwanych przez słabo wyedukowanych.

Ale faktem jest także mistrzowskie wykluczanie mistrzów na poziomie z naszego systemu. Faktem jest także heroiczny wręcz opór przed rzetelnym zbadaniem przyczyn takiego stanu rzeczy i wprowadzeniem w życie koniecznej radykalnej reformy tego patologicznego/opacznego systemu.

Czasem media zauważą, że proceder „dyplomowy’ kwitnie [ Proceder kupowania rozpraw kwitnie, a uczelniom brakuje skutecznych sposobów na wyłapywanie oszustów
http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/magisterka-za-jeden-przelew,12454498/a biorą w nim udział także utytułowani, więc nie ma się co dziwić, że proceder nie jest likwidowany.

Beneficjenci systemu nie mają w tym interesu, no i nie mają mocy nad swoimi patologiami zapanować. Tacy w systemie zostali po negatywnych selekcjach kadr na wszystkich szczeblach akademickich.

Rzecz jasna tłumaczą się głupio, że mają za dużo prac dyplomowych do sprawdzenia, więc ich nie sprawdzają, albo ‚po łebkach’, ale tych co sprawdzali skrupulatnie i z procederem dyplomowym walczyli – pousuwali z systemu w sposób mistrzowski !

Uczciwi zagrażali nieuczciwemu systemowi, jego twórcom i utrwalaczom, więc odeszli w niebyt akademicki i teraz nikt nieuczciwym nie zagraża. Pełnia szczęścia !

Rzecz jasna pozoruje się walkę z procederem aby zyskać miano uczciwych [jest taka moda na bycie etycznym], ale tak aby proceder nie zniknął.

Ostatnio decydenci wpadli na pomysł, aby zlikwidować konieczność pisania prac licencjackich – bo skoro one są nierzetelne, to i nie są potrzebne.

Jasne, jak prac licencjackich nie będzie to i procederu nierzetelności przy ich pisaniu też nie będzie.

Jak na razie nie przewiduje się zniesienia konieczności pisania prac magisterskich i doktorskich, a nawet habilitacyjnych, choć nieuczciwości na tych etapach też nie brakuje.

Co więcej nie przewiduje się przeniesienia w stan nieszkodliwości tych utytułowanych, którzy nie tylko, że sami nieuczciwi/nierzetelni do systemu akademickiego wprowadzili wielu sobie podobnych.

Znosi się natomiast Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych, którą wreszcie zidentyfikowano jako ciało „zdominowane przez najstarsze pokolenie naukowców, często nie rozumiejące mechanizmów funkcjonowania nauki globalnej…”. [http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/309059913-Ministerstwo-Nauki-chce-zwiekszyc-uprawnienia-osob-ktore-nie-chca-sie-habilitowac.html#ap-4a]

Ileż to lat trzeba było czekać, aby ta oczywista oczywistość stała się i dla naszych decydentów oczywista ? Od lat nasza krajowa nauka nijak się ma do nauki światowej i Centralna Komisja oraz profesorowiedoktorzyhabilitowaninaukipolskiej to zapewniali i zawsze argumentowano, że tego nie można zmienić, bo poziom musi być utrzymany !

Tym sposobem utrzymywane stany niskie poziomu nauki uprawianej w Polsce notowane są od lat w rankingach światowych.

W obecnie przygotowywanej reformie systemu akademickiego Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów Naukowych ma zastąpić Rada Doskonałości Naukowej, którą mają tworzyć osoby posiadające tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego wybrane przez osoby posiadające stopień doktora habilitowanego.

Jest zatem pewne, że nazwa się zmieni, ale czy coś więcej się zmieni ? czy nauka uprawiana w Polsce osiągnie doskonałość ?

Polaków uprawiających naukę na poziomie w kraju, a przede wszystkim za granicami, a nie posiadających wysoce niedoskonałych, swoistych stopni i tytułów nadawanych w Polsce, jest wielu, ale ci nadal będą z tego systemu wykluczani i nie będą radzić/decydować o tym jak doskonałość naukową uzyskać.

A zatem mimo deklarowanych zmian -bez zmian !

Niepoprawnie o finansowaniu nauki

Niepoprawnie o finansowaniu nauki

rozmawiają w niepoprawneradio.pl

Józef Wieczorek i Robert Kościelny

Niepoprawny Magazyn Akademicki [17]

czerwiec 2017 r.