Niepoprawnie o finansowaniu nauki

Niepoprawnie o finansowaniu nauki

rozmawiają w niepoprawneradio.pl

Józef Wieczorek i Robert Kościelny

Niepoprawny Magazyn Akademicki [17]

czerwiec 2017 r.

Refleksje krawieckie nad systemem akademickim

krawiec

[źródło – http://www.galeria.lukow-historia.pl/index.php/Dokumenty/Wycinki-prasowe/lukow-mistrz-krawiecki]

Refleksje krawieckie nad systemem akademickim

Tomasz Rożek trafnie ocenia, że polskie uczelnie znajdują się na peryferiach światowych. (Światowe peryferie – Gość Niedzielny, 28 maja 2017 r.) i słusznie upatruje przyczyn tego stanu rzeczy w obecnym systemie akademickim.

Niby nic nowego, ale jednak to ważny głos w dyskusji przed Narodowym Kongresem Nauki. [https://nkn.gov.pl/]

Rożek pisze „ Zastępom miernot i leni bardziej odpowiada wypełnianie papierków i ciągłe załamywanie rąk nad niesprawnym systemem. Oczywiście ci, którzy chcą pracować, publikować i badać, wbrew ( a nie dzięki) systemowi będą działali. Nasz problem polega na tym, że ten system jest uszyty ( bo przecież sam się nie uszył) dla tych, którzy już dawno powinni być z niego wyeliminowani”.

I jest to święta prawda. Mamy taki system jakich mamy krawców, a niektórzy w swym fachu praktykują od lat, a nawet wieków. Lata mijają, rządy się zmieniają, a oni zawsze na posterunku krawieckim.

Najpierw niesprawny system regulują, a potem deregulują, czyli można rzec – szaty najpierw szyją a potem je prują, może wzorując się na Penelopie, ale niestety w złej sprawie – pozostają wierni mamonie a nie służbie dla Polski.

Rożek słusznie zauważa, że wielu z tych, dla których system akademicki jest szyty, dawno winni być z niego wyeliminowani, ale nie postuluje wyeliminowania takich krawców.

I tu jest zasadniczy niedosyt jego reformy systemowej.

Ja nie sądzę aby bez zmiany kadr krawieckich mogło dojść do pozytywnych zmian systemowych – dotychczasowi krawcy nie mają w tym żadnego interesu, tak jak Penelopa nie miała interesu w utkaniu szat dla swojego teścia zwodząc jedynie zalotników.

Polacy są też zwodzeni rzekomym szyciem należytego systemu akademickiego, który mimo szeroko zakrojonych prac krawieckich ciągle jest uszyty źle i fatalnie się prezentuje, nie tylko na pokazach mody (rankingi !).

Zresztą, czy na garbatym, albo kulawym, normalny garnitur może się dobrze prezentować ?

Zastępy miernot i leni przy deklarowanych/pozorowanych reformach systemu akademickiego nigdy nie zostali wyeliminowani, a nawet jest ich coraz więcej, bo takich się rekrutuje do systemu, aby jego beneficjenci czuli się bezpiecznie.

Największe lenie zresztą ulegają niejako multiplikacji obsadzając wiele etatów/stanowisk, a jak zaniedbują studentów i badania mogą liczyć na wsparcie decydentów [https://blogjw.wordpress.com/2017/04/18/profesor-fanatyk-zaniedbywania-studentow/], którzy jak diabeł święconej wody boją się pracowitych pasjonatów nauki i edukacji.

Tak było i w czasach PRL, kiedy tacy zagrażali przewodniej sile narodu, która w konfrontacji z pasjonatami traciła swoją siłę przewodnią i trzeba było ją ratować przez ich eliminowanie.

Systemowe eliminowanie pasjonatów nie ustało wraz z pozornym końcem PRLu – pozostało bez zmian, a nawet czasem z natężeniem w PRL-bis, zwanego dla zmyłki III RP.

Krawcy zostali ci sami i dokooptowali sobie czeladników wyświęcając najbardziej im poddanych na nowych mistrzów krawiectwa akademickiego.

Ci pracują nad ulepszaniem tego kiepskiego systemu, aby im było jeszcze lepiej.

Kilkanaście lat temu mistrzowie krawiectwa akademickiego (szefowie KRASP , jeden notowany jako „Zebu” w archiwach IPN) udali się do Wielkiego Mistrza Krawieckiego (TW „Alek”), aby im uszył takie szaty, w których by się dobrze czuli. Wielki Mistrz szaty uszył i było im dobrze. Gorzej z nauką uprawianą w Polsce.

Ponieważ gorset dla niej uszyty okazał się za ciasny, przystąpiono do poszerzania infrastruktury. Wybudowano wiele wspaniałych nieruchomości, wypełniono je rozmaitymi gadżetami, ale nauka nie ruszyła z kopyta, a nawet się cofnęła, bo nie ma tych co potrafią te gadżety obsługiwać i coś dla nauki z nich wycisnąć. Poza tym utrzymanie nieruchomości kosztuje, więc na naukę nadal nie ma pieniędzy.

Nowy minister- dobrej zmiany – ogłosił potrzebę zmian, tym razem podobno na serio. Uruchomiono trzy pracownie krawieckie, obdarzając je funduszami z kieszeni podatnika, aby zaprojektowały nowy system.[https://nkn.gov.pl/ustawa-2-0/] Przymiarka już nastąpiła, ale czy wyjdzie z tego innowacyjny garnitur, który by można wdrożyć ?

Minister ostatnio ujawnił – co nie było powszechnie wiadomo, mimo baz danych nauki [http://www.opi.org.pl/] – że w naszym systemie pracuje (a ściślej biorąc jest zatrudnionych, bo to nie jest to samo) 100 000 naukowców polskich, ale poza granicami takich, a raczej lepszych naukowców polskich jest ok. 35 000.[http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414253,gowin-moim-marzeniem-jest-stworzenie-systemu-formacji-elit.html]

Mimo, że to potencjał intelektualny ogromny do uszycia nowego systemu nie został wykorzystany. Mimo moich postulatów [https://blogjw.wordpress.com/2016/03/22/o-udzial-polonii-akademickiej-w-naprawie-polskiego-systemu-akademickiego/] z polskiej diaspory akademickiej nie zorganizowano ani jednej pracowni krawieckiej ! To budzi obawy, że żaden z produktów pracowni krajowych może nie pasować dla naukowców obecnie ‚zagranicznych”, tak jak nie pasował dotychczasowy system, który ich wykluczył.

Minister dezinformuje [https://blogjw.wordpress.com/2017/05/21/moim-marzeniem-jest-poznanie-historii-i-mechanizmow-niszczenia-elit-w-prliii-rp/], że stan obecny to wynik ostatniej rzekomo czystki wśród polskich elit – czystki roku 1968. Zatem, gdybyśmy mieli takich elitarnych krawców jak Bauman, Wolińska czy Michnik (Stefan) to by oni nam uszyli system, jak należy ! Nic dodać, nic ująć.

Rzecz jasna nie otworzono ani jednej pracowni krawieckiej z naukowców krajowych, wykluczonych z systemu akademickiego, bo nie byli ani mierni, ani leniwi, jak jego twórcy i beneficjenci.

Zatem trudno być optymistą, aby zmiany systemowe przygotowane przez tych dla których obecny „ system jest uszyty ( bo przecież sam się nie uszył)” przeniosły nas z peryferii światowych do jego centrum.

Minister wzorem swoich poprzedników argumentuje, że warunkiem powodzenia reform jest zwiększenie środków [http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414348,gowin-zwiekszenie-srodkow-warunkiem-powodzenia-reform-uczelni.html], czyli jak miernoty i lenie dostaną więcej, czyli jeśli im będzie lepiej, to i z nauką będzie lepiej.

Wyeliminowania z systemu tych, którzy już dawno winni być wyeliminowani, przyjęcia do systemu tych, którzy dawno już winni być przyjęci – nikt nie przewiduje, a tym bardziej minister.

Rzecze jasno [http://www.katowice.tvp.pl/26984916/17092016-jaroslaw-gowin ]– uczelnie winny się same oczyścić !

Otwarcia pralni nie przewiduje !

Mimo deklarowanych zmian, system przyjazny dla miernot i leni, chyba pozostanie bez zmian.

Trwają poszukiwania kluczy do reformy systemu akademickiego

f

[Klucz na wagę zlota]

Trwają poszukiwania kluczy do reformy systemu akademickiego

Aby został zrealizowany plan Morawieckiego musi być odpowiednie zaplecze naukowe dla gospodarki, a dziś jest ono słabe, z czego zdaje sobie sprawę minister nauki. Trzeba to zaplecze budować, mocno zreformować niewydajny i marnotrawny system akademicki. Plan reformy winien być przygotowany przed objęciem władzy i przedstawiony do wdrożenia na samym otwarciu drogi do dobrej zmiany.

Niestety tak nie było i dopiero teraz trwają gorączkowe poszukiwanie kluczy do należytej reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego. 3 zespoły dostały po 300 000 zł na znalezienie tych kluczy – na opracowanie założeń do reformy ustawy o szkolnictwie wyższym. [https://nkn.gov.pl/].

Szukają już klika miesięcy i jeden z zespołów z ogłosił, że to finanse są kluczowe w proponowanej koncepcji reformy szkolnictwa wyższego . [ Prof. Kwiek: Finanse kluczowe w proponowanej koncepcji reformy szkolnictwa- wyższegohttp://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1004287,szkolnictwo-wyzsze-budzet-reforma.htmlGazeta Prawna]

To nie jest żadne odkrycie.

Tak się głosi od lat, walcząc zawzięcie o finanse,  bez względu na to jak są wydawane, jakie przynoszą rezultaty.

Odnosi się wrażenie, że co jakiś czas ogłasza się konieczność zreformowania systemu, ale tylko po to, aby ogłosić, że bez dodatkowych i to znacznych pieniędzy – nic się nie da zrobić. System pozornie się reformuje co jakiś czas, ale tak, aby nic naprawdę nie zostało zmienione, pieniądze otrzymane (fakt, że nie takie wielkie) rozchodzą się wśród reformatorów i samych swoich, po czym, ogłasza się konieczność dokonania kolejnych reform, na co są potrzebne rzecz jasna pieniądze, bo finanse są kluczem do zreformowania systemu.

Klucz ten już się zestrzał, chyba całkiem zardzewiał i jakoś nie spełnia swojej funkcji. Tak naprawdę niczego już się nim nie daje otworzyć,  poza otwarciem kieszeni reformatorów do ich wypełnienia.

I takie też są postulaty tego nowego otwarcia – jak mówi lider jednego z zespołów „ pule środków powinny trafiać do kilku wybranych, prężnie działających ośrodków naukowych i badawczych…”

Kto je będzie wybierał ? kto zbada ich prężność ? – nie wiadomo. Czy jakieś biuro polityczne ? czy wygrany i podporządkowany zespół utytułowanych już od stóp do głów w warunkach patologicznych ?patologicznej rekrutacji kadr, patologicznej jej oceny, patologicznych karier, aż do patologicznego systemu wyłaniania decydentów do wybierania i określania prężności tak indywidualnej, jak i zbiorowej ?

Bez zmian w nakładach nie można mówić o sukcesie reformy” prorokuje lider zespołu.

Nie sugeruje nawet czy np. zmiany w rekrutacji kadr (nie na drodze fikcyjnych konkursów – tylko na drodze merytorycznej), w ocenie i awansowaniu kadr (nie wg kryteriów genetyczno-towarzyskich tylko merytorycznych) do sukcesu reformy mogłyby się przyczynić.

Nie sugeruje aby np. nakłady nie były przeznaczone tylko dla beneficjentów patologicznego systemu, ale przynajmniej w części  dla wykluczonych z systemu, a przede wszystkim dla polskich naukowców rozsianych po świecie w dobrych placówkach naukowych, aby mogli wrócić do kraju i podnosili poziom nauki i szkolnictwa wyższego.

Jak do tej pory dla wielu takich nawet złamanego grosza nie chciano przeznaczyć, stąd emigracja do sfery poza akademickiej, czy poza granice kraju –  nieprzyjaznego do tej pory dla pasjonatów nauki i edukacji na wysokim poziomie.

Do tej pory wzmacniano finansowo ( i nie tylko) tych, którzy tworzyli dla takich bariery, postulowali – won z uczelni, instytutu – bo zagrażają dla etatowych sitw !

Od lat mówi się o drenażu mózgów z Polski, z polskiego systemu nauki, a to ze względu na niedofinansowanie nauki, co częściowo jest prawdą, bo finansowano tych o słabych głowach i charakterach, a ci z mocnymi głowami i charakterami wykluczano z systemu.

Mówienie o drenażu miało stanowić jedynie argument dla zwiększenia finansów dla tych, którzy do tego drenażu się przyczyniali,  a nie dla „wydrenowanych”.

Ci co pozostali,  nawet się nie pofatygowali, aby obliczyć ile to mózgów zostało wydrenowanych z Polski, czy to w PRL,  czy kolejnych latach III RP. Nie wiadomo ! I ci co pozostali nie potrafią ( mają tak słabe głowy ?) czy nie chcą ( nie mają w tym interesu ?) aby mieć taką bazę, która mogłaby być bardziej skutecznym kluczem do reformy systemu.

Jak władze politechniki w Lozannie użyli właściwego klucza – dokonali otwarcia na naukowców szwajcarskich pracujących w dobrych ośrodkach zagranicznych – młoda uczelnia szybko awansowała w rankingach najlepszych uczelni. [ np. http://www.webometrics.info/en/node/169

20- École Polytechnique Fédérale de Lausanne,

927- Jagiellonian University / Uniwersytet Jagielloński Poland ]

Ja osobiście, czy w ramach NFA, takie postulaty zgłaszam od lat – i nic !

Żadnych reakcji ze strony ‚kluczników”.

Takiego klucza do reformy to oni nie wydadzą! Co to – to nie ! Muszą dbać o tych,  co już są na etatach,  w ramach patologicznego formowania kadr nadających się do korporacji oszukujących i oszukiwanych, do której poszukujący prawdy zupełnie się nie nadają .[https://blogjw.wordpress.com/2016/10/22/nie-nadaje-sie-do-korporacji-oszukujacych-i-oszukiwanych/]

Tajna broń rektorów ?

 

IMG_3974

Media donoszą , że rektorzy mają własny projekt reformy, ale na pytanie ‚Jaką wizję mają rektorzy? “odpowiadają: ‚Tego nie zdradzimy’. Tym niemniej mają nadzieję że ‚ich strategia zostanie wykorzystana w stworzeniu reformy ‚. Ciekawe nieprawdaż ? Jak to się stanie, też nie ujawniają, więc chyba chodzi o jakąś tajną broń.

Obecny system szkolnictwa wyższego funkcjonuje wg ustawy z 2005 r. – tego bubla legislacyjnego stworzonego właśnie przez rektorów, z pomocą ówczesnego prezydenta Kwaśniewskiego.

Rektorzy argumentowali, że zaraz po uchwaleniu tej ustawy biorą się do roboty, aby opracować reformę systemu nauki i szkolnictwa wyższego . Minęły lata i nic nie opracowali !

Obecna minister podjęła próbę reformy, ale środowisko rektorskie – my się zreformować nie damy – więc ministerstwo obniżyło skalę zmian i co najwyżej nowelizuje obecną ustawę. To środowiska rektorskiego nie zadowala, bo by woleli reformy strategiczne, takie aby wszystko pozostało po staremu jak najdłużej – czytaj przynajmniej do końca ich kadencji ? Tak to się odbiera.

Szczególnie nagłośnioną kwestią przeciwko reformie Kudryckiej była sprawa habilitacji. To był największy krzyk medialny. Argument był taki : moglibyśmy znieść habilitację, gdyby na uczelniach były rzeczywiste konkursy ! Obecnie są fikcyjne, ustawiane na konkretną osobę, więc zniesienie habilitacji obniży poziom. Dopóki się nie nauczymy robić autentycznych konkursow habilitacji nie można ruszać. Tak argumentowali !

Rzecz w tym, że ktoś kto nie potrafi robić rzeczywistych konkursów,  a tylko ustawiane na nepotów i miernoty nie powinien być rektorem, i nie powinien być finansowany z puli na naukę !

Niestety rektorzy, którzy nie nauczyli sie organizować konkursów na obsadzanie etatów akademickich szykują wlasną reformę, której ujawnić nie chcą. Więc nie ma o czym dyskutować, ale trzeba by poznać tą tajną broń, bo nie wiadomo jakie ona może przynieść skutki, nie tylko dla nauki, ale dla całej Polski.

 

Media donoszą , że rektorzy mają własny projekt reformy ale na pytanie  ‚Jaką wizję mają rektorzy? “odpowiadają: ‚Tego nie zdradzimy’. Tym niemniej mają nadzieję że ‚ich strategia zostanie wykorzystana w stworzeniu reformy ‚. Ciekawe prawdaż ?
Jak to się stanie, też nie ujawniają, więc chyba chodzi o jakąś tajną broń.
Obecny system szkolnictwa wyższego funkcjonuje wg ustawy z 2005 r. – tego bubla legislacyjnego stworzonego właśnie przez rektorów, z pomocą ówczesnego prezydenta Kwaśniewskiego.
Rektorzy argumentowali, że zaraz po uchwaleniu tej ustawy biorą się do roboty, aby opracować
reformę systemu nauki i szkolnictwa wyższego . Minęły lata i nic nie opracowali !
Obecna minister podjęła próbę reformy, ale środowisko rektorskie – my się zreformować nie damy – więc ministerstwo obniżyło skalę zmian i co najwyżej nowelizuje obecną ustawę. To środowiska rektorskiego nie zadowala, bo by woleli reformy strategiczne, takie aby wszystko pozostało po staremu jak najdłużej – czytaj przynajmniej do końca ich kadencji ? Tak to sie odbiera.
Szczególnie nagłośnioną kwestią przeciwko reformie Kudryckiej była sprawa habilitacji. To był największy krzyk medialny. Argument był taki : moglibysmy znieść habilitację, gdyby na uczelniach były rzeczywiste konkursy ! Obecnie są fikcyjne, ustawiane na konkretną osobę,. więc zniesienie habilitacji obniży poziom. Dopóki się nie nauczymy robić autentycznych konkursow habilitacji nie można ruszać. Tak argumentowali !
Rzecz w tym, że ktos kto nie potrafi robić rzeczywistych konkursow a tylko ustawiane na nepotów i miernoty nie powinien być rektorem, i nie powinien być finansowany z puli na naukę !
Niestety rektorzy, którzy nie nauczyli sie organizować konkursów na obsadzanie etatów akademickich szykują wlasną reformę, której ujawnić nie chcą. Więc nie ma o czym dyskutować, ale trzeba by poznać tą tajną broń, bo nie wiadomo jakie ona może przynieść skutki, nie tylko dla nauki, ale dla całej PolskiTajna broń rektorów ?
Media donoszą , że rektorzy mają własny projekt reformy ale na pytanie  ‚Jaką wizję mają rektorzy? “odpowiadają: ‚Tego nie zdradzimy’. Tym niemniej mają nadzieję że ‚ich strategia zostanie wykorzystana w stworzeniu reformy ‚. Ciekawe prawdaż ?
Jak to się stanie, też nie ujawniają, więc chyba chodzi o jakąś tajną broń.
Obecny system szkolnictwa wyższego funkcjonuje wg ustawy z 2005 r. – tego bubla legislacyjnego stworzonego właśnie przez rektorów, z pomocą ówczesnego prezydenta Kwaśniewskiego.
Rektorzy argumentowali, że zaraz po uchwaleniu tej ustawy biorą się do roboty, aby opracować
reformę systemu nauki i szkolnictwa wyższego . Minęły lata i nic nie opracowali !
Obecna minister podjęła próbę reformy, ale środowisko rektorskie – my się zreformować nie damy – więc ministerstwo obniżyło skalę zmian i co najwyżej nowelizuje obecną ustawę. To środowiska rektorskiego nie zadowala, bo by woleli reformy strategiczne, takie aby wszystko pozostało po staremu jak najdłużej – czytaj przynajmniej do końca ich kadencji ? Tak to sie odbiera.
Szczególnie nagłośnioną kwestią przeciwko reformie Kudryckiej była sprawa habilitacji. To był największy krzyk medialny. Argument był taki : moglibysmy znieść habilitację, gdyby na uczelniach były rzeczywiste konkursy ! Obecnie są fikcyjne, ustawiane na konkretną osobę,. więc zniesienie habilitacji obniży poziom. Dopóki się nie nauczymy robić autentycznych konkursow habilitacji nie można ruszać. Tak argumentowali !
Rzecz w tym, że ktos kto nie potrafi robić rzeczywistych konkursow a tylko ustawiane na nepotów i miernoty nie powinien być rektorem, i nie powinien być finansowany z puli na naukę !
Niestety rektorzy, którzy nie nauczyli sie organizować konkursów na obsadzanie etatów akademickich szykują wlasną reformę, której ujawnić nie chcą. Więc nie ma o czym dyskutować, ale trzeba by poznać tą tajną broń, bo nie wiadomo jakie ona może przynieść skutki, nie tylko dla nauki, ale dla całej Polski.

Druzgocąca (w gruncie rzeczy) krytyka obecnego systemu, czyli jak profesor Tazbir broni status quo

smuta-akademicka-1

 

Druzgocąca ( w gruncie rzeczy) krytyka obecnego systemu,

czyli jak profesor Tazbir broni status quo.


W niedawnym wywiadzie dla Gazety Wyborczej (Tazbir: System łatwo popsuć, a naprawia się latami)  Profesor Janusz Tazbir uważa, że habilitacja się sprawdziła, a jakiekolwiek formy zastępcze całkowicie nie sprawdzą się w naszych warunkach i dlatego nie akceptuje, podobnie jak wielu humanistów, projektu Ministerstwa Nauki z nową ścieżką kariery naukowej, czyli z uproszczoną habilitacją.

Profesor ma pomysł na poprawę obecnej habilitacji :”Ażeby prace miały wyższą wartość, mam lepszy pomysł: recenzować je przed drukiem. Teraz praca jest drukowana i dopiero poddawana recenzji.

Jakoś czytam to i czytam i nie bardzo rozumiem. Przecież na pomysł recenzowania prac przed drukiem, aby nie drukować bubli, już od dawna wpadli naukowcy ( i nie tylko naukowcy) i dlatego głównie prace w recenzowanych czasopismach liczą się w świecie. Czyżby Pan profesor od tak dawna zasiadający w Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych był aż tak bardzo daleko od rzeczywistości świata naukowego ?

Pomysł Pana proferora aby recenzować prace przed drukiem nie jest nowatorski, do opatentowania się nie nadaje, a pokazuje tylko jak daleko za nauką światową znajdują się decydenci polskiego świata naukowego i to ci którzy decydują o tym, kto tytuł naukowy posiądzie, a kto nie. Po prostu rece i nogi opadają.

Oczywiście, jeśli obecnie drukuje się monografie z błędami, a potem je recenzuje, to to trzeba zmienić w ramach zmian systemowych, bo tak być dalej nie może.

Oczywiście wprowadzenie zmian kompatybilnych z tym co od dawna w świecie nauki obowiązuje, to byłoby ‚popsucie’ obecnego systemu, ale to ‚popsucie’ złego systemu, aby go zastąpić lepszym, jest absolutną koniecznością, abyśmy nie byli kopciuszkiem w nauce.

Profesor Tazbir wręcz dyskredytuje obecne doktoraty powstające przecież pod okiem tych, którzy przeszli przez rzekomo wydajne sito habilitacyjne: Czasem chodzę na obrony doktoratów. To jest czysta formalność. Doktoraty kiedyś były barierą jakościową. Teraz taka praca dość długo jest dostępna na wydziale, ale w praktyce nikt do niej nie zagląda, a na obronę przychodzi grupka znajomych, kolegów i rodzina, po czym wszyscy idą na proszony obiad i już. Jak stwierdzamy w Sekcji Humanistycznej Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych, na dziesięć doktoratów, jedynie trzy-pięć jest dobrych, reszta jest naprawdę marnej jakości. „

No i coż się okazuje. Rzekomo samodzielni pracownicy nauki, rzekomo zdolni do prowadzenia zespołów naukowych, wykładania, pisania rozpraw, nie potrafią ani poprowadzić, ani ocenić jakiś tam doktoratów, z których większość z tego powodu jest marnej jakości.

Skoro nie potrafią ocenić jakości pracy naukowej, to chyba tacy ‚habilitowani’ nie nadają się do nauki ? Nieprawdaż ? Coś w tej nauce trzeba umieć, a umiejętność oceny prac naukowych należy do umiejętności podstawowych.

Pan profesor jasno wskazuje, że prace doktorskie kierowne przecież przez hablitowanych jakości nie trzymają. Widocznie jak jakość hablitowanych niska, to i kierowane przez nich prace – też niskie. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Ja się temu nie dziwię, bo widziałem (fakt, że jeszcze w tamtym wieku), że habilitowani nawet na poziomie magisterskim nie dawali sobie rady, a jak wyeliminowali z systemu tych, którzy ich bili w tym względzie na głowę, to łatwo było przewidzieć, że tak będzie jak jest.

Obniżenie poziomu naukowego nie jest przypadkowo to oczywiste skutki rekrutacji i weryfikacji kadr akademickich według kryteriów niemerytorycznych co miało miejsce w PRL i pozostało do dziś..

Jak najbardziej zgadzam się z tezą Pan profesora, że ‚na drodze do osiągnięcia samodzielności naukowej musi istnieć jakieś poważne sito kwalifikacyjne.’ Niestety brak takiego poważnego sita powoduje, że mamy tak jak mówi Pan profesor (marna jakość). Tylko dlaczego Pan profesor chce utrzymania obecnego niepoważnego sita kwalifikacyjnego ?

Dalej prof. Tazbir argumentuje, jak wielu przeciwników zniesienia habilitacji , odsłaniając kompromitującą patologię obecnego systemu : Mówi się, że w innych krajach habilitacji nie ma. Ale tam są konkursy na uczelniane stanowiska. Wygrana zależy od liczby i jakości publikacji oraz recenzji, to powoduje nieustanną weryfikację pracy naukowej. My konkursów nie mamy. Trzeba się z tym na razie pogodzić...” Ja się z tym nie godzę ! Twierdzenie że, ‚My konkursów nie mamy’ chyba należy rozumieć jako dyskwalifikację obecnych procedur rekrutacji kadr na stanowiska akademickie, rzekomo na drodze konkursów, które na ogół są w rzeczywistości kpiną pozamertyoryczną.

Zerwanie z tą kpiną proponują założenia reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego, ale jak widać tego zerwania nie chce Pan profesor, ani inni przeciwnicy zmian pozytywnych.

No i ‚piękna’ jest krytyka Centralnej Komisji : „Pani wierzy, że członkowie Centralnej Komisji będą mieli czas, aby czytać każdą pracę? Nie będą w stanie. Musieliby też za każdym razem zapoznawać się z całym dorobkiem kandydata, na to potrzeba co najmniej pół roku. Zwłaszcza w dziedzinach, w których niewielu jest fachowców. …Teraz Centralna Komisja zbiera się raz w miesiącu i – z oszczędności – już nie na dwa dni, tylko na jeden dzień. Rozpatruje tylko profesury i odwołania, a i na to brakuje czasu. Pomysł, że członkowie będą mieli czas na coś więcej, to pomysł czysto utopijny! Skończy się tym, że w tych nowych komisjach i tak tylko recenzenci i przedstawiciele rady wydziału będą znali kandydata, jego dorobek i pracę. To przecież jeszcze gorzej, niż jest teraz”

No to przynajmniej wiemy z pierwszego źrodla, że ta Komisja to poziomu nie trzyma ( jak wynika zresztą ze skutków jej działalności) i nie ma się łudzić, że jej dalsza działalność może być pozytywna.

Centralna Komisja to jest rzeczywiście słaby punkt obecnej reformy i trzeba by tą skostniałą instytucję zastąpić czymś mniej utopijnym. W każdym razie nie powinna to być komisja wybierana demokratycznie przez środowisko akademickie.

Nowy wspaniały akademicki świat

herakles-stajnia-augiasza

źródło

Nowy wspaniały akademicki świat,

tworzony przez najlepszych z najlepszych

 

Jak wiadomo w nauce pracują najlepsi, wyselekcjonowani w ciągu wielu lat zatrudnienia,  którzy przeszli wielokrotnie weryfikację i uchronili się przed rotacją. Wcześniej rzecz jasna zostali jako najlepsi zatrudnieni w ‚nauce’, aby ‚w niej robić’  najlepiej. 

Wielu zostało zatrudnionych przez swoich ‚starych’ już ‚robiących w nauce’, którzy przecież najlepiej wiedzą co ich pociechy są w stanie zrobić i jeśli ich zatrudnili w nauce, to jasne, że są najlepsi.

Innych zatrudniano z rekomendacji wiodącej siły narodu, która najlepiej wiedziała gdzie i jak nauka ma się sprawiać, aby Polska rosła w siłę,  a ludzie żyli dostatniej.

Na straży właściwej selekcji stała Centralna Komisja Kwalifikacyjna, która jak wynika ze znienawidzonych w środowisku ‚najlepszych z najlepszych’  – teczek , mocno była ‚ochraniana’  przez instytucje dbające o rzetelność procesu kwalifikacji kadr naukowych. Nadbudowa musiała być poza zarzutami.

Co prawda po upadku PRL doszło do pewnej restrukturyzacji nauki, ale struktura się ostała, tym razem jako struktura demokratyczna.

Ciągle jednak słyszymy od najlepszych z najlepszych, że nauka jest arystokratyczna a nie demokratyczna, wręcz, że nie znosi demokracji, ale tylko ciała wybrane demokratycznie mogą być arystokratyczne i mają zezwolenie na nieznoszenie demokracji, oczywiście aż do kolejnego demokratycznego wyboru arystokratów.

I taki to nowy wspaniały akademicki świat, najlepsi z najlepszych nam stworzyli i nie mocnych aby jakiś trybik w tej najlepszej machinie przestawić.

Rzecz jest bowiem znamienna, że mimo tej oczywistej najlepszości – stan nauki w Polsce jest opłakany i opłakiwany na każdą okoliczność tworzenia budżetu. Nie dacie więcej – nie będzie lepiej.

Jasne, skoro struktura jest najlepsza i kadry najlepsze z najlepszych – co CK zapewnia, to zapewne tylko dołożyć smaru i to samo pojedzie. Ale dokąd ?

To temat na książkę, a tu chodzi aby tylko zwrócić uwagę na kwestię obecnie najbardziej istotną.

W założeniach nowej reformy, która jak zwykle ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne,  CK ma być wzmocniona, wywyższona i arystokratycznie nominująca innych do grona arystokratów.

Rzecz w tym , że zdaje się ma być nadal demokratycznie nominowana do pełnienia funkcji arystokratycznej. To tak jakby chłopi pańszczyźniani wybierali sobie tego, dla którego będą tą pańszczyznę odrabiać. I niechby tylko ten ocenił,  że zamiast 10 % odrobili tylko 5% pańszczyzny ! Nie ma rady, na drugą kadencję pańszczyźnianą nie miałby szans wyboru, bo chłopi by wybrali tego co by ocenił ich pańszczyznę jako 2 x większą od wymaganej.

Mniejszy nakład – lepsza ocena.

Tak to zresztą funkcjonowało w PRL na folwarkach komunistycznych i tak to nadal funkcjonuje. Ci co mają lepsze efekty oceniani są gorzej, ci co gorsze – lepiej, tym samym selekcja jest nadal negatywna, co pozwala arystokratom, aby się nie czuli zagrożeni ( to poprawia ich samopoczucie) Niestety jak tak dalej pozostanie, to nie wiadomo co zostanie z tych folwarków naukowych ?

W planach reformy uwzględniono szereg postulatów NFA , ale NFA nie postulowało utrzymania CK, lecz jej zastąpienia i ocenianie naukowców broniących doktoraty, czy startujących w konkursach na posady – przez gremia na poziomie międzynarodowym.

Poziom CK jest praktycznie nieznany, bo jedynym kryterium poziomu członków CK jest to, że są profesorami i że zostali wybrani demokratycznie. CK nie wie nawet jaki oni mają dorobek. Zakłada się, że są dobrzy, bo zostali wybrani demokratycznie !

Przed mniej więcej 30 laty, kiedy zaczynałem wykłady, stawiałem 2.0 za brednie wypisywane w podręcznikach przez członków CKK ( wcześniej ostrzegałem, że tak będę czynił jak studenci się tego nauczą).

Jak wyglądały oceny komisji CKK to nieco się domyślałem, bo w CKK byli moi starsi koledzy ( o jakieś ćwierć wieku, ale taki to był ‚rozstaw’ koleżeństwa) i nieraz przychodzili, aby o to, czy tamto się zapytać. Ja byłem uzależniony od literatury fachowej, której miałem w bród, w przeciwieństwie do pieniędzy ( jedni mieli pieniądze, a inni najnowszą literaturę zagraniczną, czyli całkiem inaczej niż to się rozgłasza do dnia dzisiejszego ! aby jak najwięcej grosza wyciągnąć od moherowego podatnika) więc mieli po co przychodzić i o co się pytać.

Poziom CK chyba się nie zmienił bardzo, jak mniemam i po członkach CK, nie tylko z mojej dziedziny – (patrz ocena ( 2.0) jednego z członków CK), więc niby jak oni mogą trzymać poziom nauki w Polsce ?

Gdyby to było gremium arystokratyczne ( na podstawie reprezentowanego poziomu) a nie demokratyczne ( na podstawie umocowania wśród ludu pańszczyźnianego) to może by jakąś rolę pozytywną odegrało.

Jednym słowem trzeba coś z tym fantem zrobić. Najlepszych z najlepszych do nauki nie mogą rekrutować gorsi od najlepszych, a nawet od ‚najgorszych’ – jak ‚arystokraci’ oceniają tych, co im zagrażają, lub zagrażać by mogli, w ich panicznie strachliwej ocenie.

Zastąpienie selekcji negatywnej – selekcją pozytywną w systemie nauki to zadanie iście dla Herkulesa. Tylko skąd wziąć takiego Herkulesa, który jest w stanie tą stajnię Augiasza posprzątać ?

Profesor, który umie liczyć do 386

liczba-magiczna

Profesor, który umie liczyć do 386


W PRL kryteria awansów akademickich były merytoryczne. Jak ktoś wykazał się aktywnością, kiedy bili studentów ( w 68 r. ), to dostawał docenta. Uzasadnienia merytoryczne pisały wydziały akademickie i partyjne (KW).

Nie były to awanse na piękne oczy ! Często to były nawet oczy straszne i gęby obmierzłe, ale żeby dostać docenta trzeba było się zasłużyć merytorycznie (tzn. po stronie Grupy Trzymającej Władzę socjalistyczną !).

Na członka-korespondenta PAN trzeba było się nawet wykazać umiejętnością pisania, a to jak wiadomo nie jest takie proste. Kryterium merytoryczne było ostre i przestrzegane !

Dzisiaj te kryteria nie są już w modzie. Mamy lepsze.

Pisze się multum najróżniejszych recenzji a potem wyciąga jedną z kapelusza i jest jak u iluzjonisty. Albo obstawiamy swoje liczby, jak na loterii i kto trafi (ilością napisanych stron ) – ten profesor na wieki.

Na okoliczność sprawy habilitacji dr Marka Migalskiego na UJ wyszło na to, że Marek Michalski coś pisze i ujawnia to na stronach internetowych swojej uczelni, gdy tymczasem na stronie słynnego ostatnio Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ tam gdzie mają być Publikacje pisze – “Nie ma nic do wyświetlenia “.

To ciekawe. Jak oni porobili profesury skoro nic nie publikują, albo nie ujawniają to co napisali, aby nie było śmiesznie ?

Może pisać nie muszą umieć, skoro nie są profesorami-korespondantami a tylko profesorami (nienad)zwyczajnymi ?

Jeden z profesorów wykazał się jednak zdolnością liczenia. Mianowicie wyliczył Migalskiemu , żeteksty Jego autorstwa liczą w sumie 386 stron !‚ A to za mało na habilitację.

Ciekawe, bo w kryteriach awansu akademickiego nic nie ma o ilości stron jakie trzeba napisać na magistra, doktora, czy profesora !

Fakt, że u nas liczy się ilość, a nie jakość,  i na ogół ludziska składają grube teczki awansowe licząc, że nikt tego nie przeczyta, nie mówiąc już o rozumieniu.

Ale literalnie nie ma nakazu wykazania się iluś tam stronami tekstu. Moze te 386 to liczba feralna ?

Zresztą jak sprawdziłem ten wybitny znawca numerologii nie ujawnił na stronie (wydziału) żadnej strony swojego autorstwa ? Ciekawy numer ! Ale przeszedł.

Czyżby nie potrzebował się wykazać określoną ilością zapisanego papieru a profesora dostał ? Na jakiej podstawie ? Kto go ocenił pozytywnie ? Jak tu wygląda konstytucyjna równość wobec prawa ?

To, że profesor umie chyba liczyć do 386, to chyba za mało na profesurę. To muszą umieć dzieciaki ze szkoły elementarnej, które profesorami nie są !

Żeby coś się zmieniło w nauce polskiej to by trzeba najpierw zweryfikować profesorów, ale kto ich zweryfikuje skoro oni sami sobie zapisali w prawie, że to oni decydują, co i jak jest grane !

Może kryzys spowoduje, że z powodu braku pieniędzy na papier dorobek nie będzie oceniamy od ilości wyprodukowanej makulatury, tylko od tego co wartościowego dany delikwent zrobił . Może z braku pieniędzy nie będzie się takich profesorów zatrudniało na uczelniach ?

W resorcie nauki oszczędności można znależć wiele . Wystarczy aby wyrejestrować w/w profesorów, a zarejestrować takich, co nie tylko liczyć do 386 potrafią, ale i z pisaniem i czytaniem dają sobie radę, nawet jak pieniędzy nie ma.

No tak, tylko kto zawiesi autonomię od braku odpowiedzialności i rozumu, i przeprowadzi taką radykalną reformę ?