Pytania do władz UJ na inaugurację kolejnego Roku Akademickiego

herb uj

Kraków, 27 września 2018 r.

Władze Uniwersytetu Jagiellońskiego

Rektor prof. dr hab. med. Wojciech Nowak

Prorektor ds. polityki kadrowej i finansowej

prof.dr.hab. Jacek Popiel

Prorektor ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych

prof. dr hab. Stanisław Kistryn

Prorektor ds. dydaktyki

prof. dr hab. Armen Edigarian

Prorektor ds. rozwoju

prof. dr hab. Dorota Malec


Prorektor ds. Collegium Medicum

prof. dr hab. med. Tomasz Grodzicki

Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego

Pytania do władz UJ

kierowane przez obywatela zainteresowanego

dniem dzisiejszym i historią Uniwersytetu Jagiellońskiego

na inaugurację kolejnego Roku Akademickiego

w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej

[Dz.U. 2001 Nr 112 poz. 1198 USTAWA z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej ]

Czy system komunistyczny, który został wprowadzony na terytorium Polski po II wojnie światowej nie został zainstalowany na Uniwersytecie Jagiellońskim ?

Pytanie to jest związane z lekturą dzieła „ Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” profesorów UJ stanowiącego lekturę obowiązkową w konkursie wiedzy o UJ dla starających się o indeksy, w którym takie słowo jak ‚ komunizm’ nie występuje.

W jakich opracowaniach UJ można zapoznać się z rzetelną, najnowszą historią najbardziej prestiżowego polskiego uniwersytetu ?

Czy na UJ w PRLu nie funkcjonowały struktury PZPR, które jak wiadomo w czasach PRL decydowały niemal o wszystkim, w tym o polityce kadrowej uczelni ? W historii UJ niestety nie mogłem znaleźć informacji o takich strukturach w działalności uczelni w okresie PRLu. W biogramach uczonych nie znajduję informacji o przynależności i sprawowanych funkcjach tej potężnej i wszechmocnej w PRLu organizacji.

Czy ze względu na deklarowaną apolityczność uczelni jej profesorowie/pracownicy do PZPR nie należeli a struktury PZPR funkcjonowały jednie poza uczelnią i nie miały wpływu na życie uczelni ?

W jakich opracowaniach można zapoznać się z rzetelną analizą funkcjonowania uniwersytetu bez PZPR [ ? ] o ile to było możliwe ?

Czy na terytorium UJ nie wprowadzono z jakichś powodów ( jakich ?) stanu wojennego, mimo że gen. Wojciech Jaruzelski informował Polaków „Ogłaszam, że w dniu dzisiejszym ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Rada Państwa, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju.”

Pytanie to jest związane z lekturą dzieła „ Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” profesorów UJ stanowiącego lekturę obowiązkową w konkursie wiedzy o UJ dla starających się o indeksy, w którym takie słowo jak ‚stan wojenny’ nie występuje.

Czy stan wojenny wprowadzony na obszarze całego kraju nie dotknął UJ, nie spowodował żadnych strat na uczelni ? Czy prawo stanu wojennego [ i powojennego – jeszcze bardziej zaostrzone] nie dotyczyło UJ ? Jak to było możliwe ? Czy wynegocjowano to z WRON ?

Czy historycy UJ opracowali rzetelnie ten interwał [1980-1990] najnowszej historii UJ i gdzie można się z takimi opracowaniami zapoznać ?

Przegląd INWENTARZA AKT DZIAŁU ORGANIZACJI UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO 1970-2013 SYGNATURA: DO 1-82 http://www.archiwum.uj.edu.pl/documents/1445705/2350539/DO/27803fb7-c18f-402f-b029-fe083b356c1e rodzi pytanie – czy prace UJ w latach 81-90 nie były zdezorganizowane ? Czy też dokumentacja pracy UJ w tym okresie z jakichś [jakich ?] powodów się nie zachowała ?

Dlaczego w Archiwum UJ nie ma wyników weryfikacji kadr akademickich r. 1982 i 1986 ? Nie było takich weryfikacji, znanych z innych uczelni ?

Nie było niewłaściwych decyzji personalnych podjętych na UJ w latach 1980-1990 [ na innych uczelniach były!]

Wyszukiwarka „Google” nie daje rezultatów, co jednak nie jest dowodem, że takich decyzji nie było.

Skoro na UJ nie było struktur PZPR, kto odpowiadał prawnie za decyzje personalne w PRL ?

Dlaczego nie ma w wykazie zawartości Archiwum UJ wyników pracy „komisji Wyrozumskiego” o czym można przeczytać w tekście POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ’ napisanym przez prof. Jerzego Wyrozumskiego i zamieszczonym za wiedzą i zgodą Rektora Franciszka Ziejki w 69 numerze Alma Mater (r. 2005). Raport Komisji miał się znaleźć w Archiwum co jest oczywiste ( winien się znaleźć po zakończeniu prac Komisji !) a go nie ma. Czy to jest zgodne z prawem ?

Dlaczego w Archiwum UJ nie ma wyników działań komisji/rzeczników dyscyplinarnych w latach 80-tych ? Czy nie jest to łamanie prawa, jako że te wyniki nie są udostępniane nawet dla celów naukowych ?

Czy akta zostały zniszczone, aby prawda nigdy nie wyszła na wierzch, czy są niedostępne ze względu na to, że na uczelni prawo stanu wojennego [ którego podobno na UJ nie było?] nadal stoi ponad Konstytucją RP ?

Jak wiadomo pracownicy UJ, nie tylko prawnicy, zaangażowani są w obronę prawa i Konstytucji, jako apolityczni aktywnie uczestniczą w demonstracjach KODu – czy można zapoznać się z opiniami tych, czy innych prawników o stanie przestrzegania/łamania Konstytucji w UJ , o ile Konstytucja na UJ obowiązuje – rzecz jasna ?

Z oczekiwaniem na merytoryczne odpowiedzi

Z poważaniem

Józef Wieczorek – obywatel RP zainteresowany najnowszą historią i dniem dzisiejszym UJ (i nie tylko)

P.S.

Dokładnie 5 lat temu zadałem 10 pytań do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego na inaugurację nowego roku akademickiego

https://blogjw.wordpress.com/2013/09/27/10-pytan-do-wladz-uniwersytetu-jagiellonskiego/ licząc, jak się łudziłem, że potencjał intelektualny, jak i moralny kadry najstarszej polskiej uczelni i wzorcowej dla innych, będzie wystarczający do udzielenia odpowiedzi.

Czas rozwiał te złudzenia. Odpowiedzi nie było, choć pytania nie były trudne, skrojone w moim przekonaniu na poziom średnio rozgarniętego maturzysty.

Kilka lat jednak upłynęło i w międzyczasie opracowano nową ustawę o nauce i szkolnictwie wyższym, która zaczyna obowiązywać od nowego roku akademickiego.

W jakimś sensie reakcja na moje pytania będzie testem na wartość tej ustawy na drodze do naprawy systemu akademickiego w Polsce.

Odpowiedź na te kilka pytań nie powinna sprawić trudności, ani intelektualnych, ani tym bardziej moralnych. Jeśli jednak odpowiedzi nie będzie i taki stan rzeczy zostanie zaakceptowany przez środowisko akademickie oraz przez ministerstwo wprowadzające Konstytucję dla Nauki, to taką Konstytucję można będzie wrzucić do kosza [brak reakcji będzie zresztą takim wrzuceniem].

Tak naprawdę do tej pory władze uczelni autonomicznie kpiły sobie z zapisów Konstytucji III RP [Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/tajne-teczki-uj/ ] co do tej pory nie spotkało się z protestami środowiska akademickiego, ani też prawników, profesorów UJ , konstytucjonalistów !

Czy coś się zmieni w obecnym systemie prawnym ?

Czy Konstytucja dla Nauki pozwoli na autonomiczne kpiny z Konstytucji III RP ?

Czy istniał związek przyczynowy między śmiercią studenta UJ Stanisława Pyjasa a śmiercią rektora UJ Mieczysława Karasia?

Czy istniał związek przyczynowy między śmiercią studenta UJ Stanisława Pyjasa a śmiercią rektora UJ Mieczysława Karasia?

Kurier Wnet  czerwiec 2018

Kurier Wnet.jpg

Kiedy zostanę przeproszony za wypędzenie ?

Screen Shot 03-23-18 at 10.33 AM

Kiedy zostanę przeproszony za wypędzenie ?

Na okoliczność 50 rocznicy 68 r. w przestrzeni publicznej było wiele o skutkach komunistycznej, antysemickiej nagonki, która spowodowała masowy wyjazd kilkunastu tysięcy osób pochodzenia żydowskiego. Ten proces określano zwykle wypędzeniem, podkreślając krzywdy tych, którzy opuścili Polskę, oraz straty jakie poniosły polskie elity. Za Marzec przepraszał Prezydent, mimo że w tym znamiennym 68 roku jeszcze go nie było na świecie.

W mediach można było znaleźć artykuły pokazujący Marzec 68 w świetle bardziej zbliżonym do prawdy, ale jakoś nie było tekstów, które by porównywały exodus żydowski roku 68 zwany wypędzeniem, z exodusem Polaków w czasach wojny jaruzelsko-polskiej (zapomniane lata 80-te ubiegłego stulecia] kiedy z Polski ze względu na sytuacje polityczną, zniewolenie, wyjechało wielokrotnie więcej Polaków. Nie musieli wyrzekać się obywatelstwa polskiego, ale czasem byli zaopatrzeni w paszport w jedną stronę. Inni pozostali w kraju, choć zostali wypędzeni z zakładów pracy, także z uczelni.

Podkreślając straty intelektualne związane z rokiem 68 [wyjazdy instalatorów i propagatorów systemu komunistycznego] nie przypominano o stratach intelektualnych po wypędzeniu z uczelni w latach 80-tych,  tych, którzy mieli nastawienie antykomunistyczne.

Piszę o tym od lat [https://blogjw.wordpress.com/] , przesyłałem najrozmaitsze petycje/postulaty/informacje/ liczne, bardzo liczne teksty, czy to do organów władzy [ministerstwa nauki], czy decydentów akademickich/historyków, czy do organizacji solidarnościowych/kombatanckich, aby przynajmniej doszło do badań nad historią tego procesu i skutków wypędzania polskich elit z systemu akademickiego, choć nie zawsze za granice Polski.

I nic. Bez skutku !

Nie ma woli poznania ! Brak kompetencji/ właściwości/czasu/intelektualnych możliwości, co wskazuje jasno na skutki tych wypędzeń.

Skoro wypędzono tych, którzy mieli kompetencje/właściwości/potencjał intelektualny, a przede wszystkim moralny, to rzecz jasna,  pozostałość po tym wygnaniu nawet mocy poznania tego procesu nie ma.

Nie mam szans aby oszacować te straty, bo dostęp do najważniejszych źródeł poznania jest zamknięty [prawo stanu wojennego nadal nad Konstytucją III RP !]

Mimo starań o możliwość zbadania skutków komunizmu dla nauki/edukacji wyższej zgody na poznanie prawdy nie otrzymałem, nie mówiąc o wsparciu.

Ilościowo jednak te straty były znaczące, bo w ich wyniku powstała luka pokoleniowa, elity skarlały, a poziom nauki i edukacji wyższej spadł zdecydowanie, co nie jest tylko moim wrażeniem, ale co podkreślają także ci, którzy za ten spadek odpowiadają, choć do swojego udziału w tym spadaniu się nie przyznają.

Jednakże o tych wypędzeniach się nie mówi. Wypędzenie z uczelni w 68 r. komunistów – to hańba i wielka strata dla Polski, wypędzenie z uczelni antykomunistów w latach 80-tych to rutynowe działania, per saldo korzystne dla uczelni !

Jestem świadkiem i ofiarą tych wydarzeń, ale nikt z etatowych naukowców/historyków/dziejopisarzy, a nawet bajkopisarzy czy dziennikarzy, których wśród etatowców nie brakuje, nie miał do tej pory zamiaru aby z moimi świadectwami osobiście się zapoznać. Nie podjęto do tej pory ani dyskusji, ani rzetelnej, merytorycznej krytyki.

Pełne wykluczenie ! trwające od wypędzenia, mimo medialnego upadku komunizmu.

Nawet ci, którzy są negatywnie ustosunkowani do układu pookrągłostołowego między wierchuszką komunistyczną i solidarnościową, zupełnie ignorują wsparcie tego układu przez doły solidarnościowe i partyjne, bez czego nie można by było utworzyć takiej III RP jaka została utworzona, i w której komuniści przez lata byli górą ( i wielu nadal jest) a niewygodni antykomuniści nadal na wygnaniu/marginesie, wymazywani z historii i pamięci.

Haniebne polityczne, pozamerytoryczne czystki, eliminowały antykomunistycznie nastawianych nauczycieli akademickich, niewygodnych dla przewodniej siły narodu, stanowiących dla niej i dla całego systemu zagrożenie, bo w konfrontacji z ich potencjałem intelektualnym i moralnym traciła ona swą siłę przewodnią.

Decydenci uniwersytetu nazywają to działaniami rutynowymi, bo rutynowo dokonywano wypędzeń, rutynowo niszczono warsztaty pracy, procesy formowania nowych kadr akademickich, rutynowo nie uzasadniano merytorycznie negatywnych opinii, rutynowo nie podpisywano imieniem i nazwiskiem i te rutynowe działania do tej pory rutynowo są akceptowane przez akademickich rutyniarzy wznoszących gmach uniwersytetu na kupie wojewódzkiej,[ https://blogjw.wordpress.com/2018/03/12/nie-mam-kwalifikacji-na-etat-szambowego/.a nie na skale, jak to robili wypędzeni.

Przeciwko wypędzeniom najlepszych, najaktywniejszych nauczycieli akademickich, którzy byli wzorem dla studentów, przeciwko niszczeniu ich warsztatów pracy, nie było protestów skarlałej profesury akademickiej prowadzącej do przekształcenia uniwersytetu stanowiącego korporację nauczanych i nauczających poszukujących wspólnie prawdy w fabryki nic/niewiele znaczących dyplomów i tytułów.

Nie anulowano haniebnych, bezprawnych decyzji, które wówczas nie podlegały nawet zaskarżeniu do sądów ! co jest wynikiem prawnej i moralnej ciągłości III RP-PRLbis z systemem bezprawia.

Do tej pory jako wypędzony z uniwersytetu nie zostałem przeproszony za te haniebne poczynania, nie przywrócono mojego niszczonego warsztatu pracy, mojej szkoły formowania nowych ludzi nauki, nie ujawniono personaliów wyganiających, nie podjęto nawet próby poznania prawdy. [https://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/].

No cóż – rzecz dotyczy niezależnego [także od aktualnych sitw akademickich] nonkonformisty, a przy tym antykomunisty [legitymacja nr 5845].

Rzecz się przy tym działa bardzo dawno temu, bo przed ponad 30 laty, gdy pamięć akademicka obejmuje tylko czasy do roku 1968 ! – a to co było później, to są czasy zamierzchłe – tak, tak ! im data nam bliższa, tym czas bardziej zamierzchły – ani pamięcią, ani rozumem niemożliwy do objęcia.

Czystki 1968 – to hańba,

czystki lat 80-tych, czasów wojny jaruzelsko-polskiej – to gloria!

Na UJ podobno wygnanych nie było, bo SB tak podobno znakomicie go ochraniała !? Podobno nie było komunistycznych zbrodni na UJ, bo komunizmu podobno nie było ?!, podobno nie było strat stanu wojennego ( i powojennego) bo go podobno nie było, albo było to nic nie znaczące wydarzenie, o którym nawet nie ma co wspominać, a przewodniej siły narodu to już przed transformacją nie było. [https://blogjw.wordpress.com/2018/02/12/profesorowie-dziejow-bajecznych/;

https://blogjw.wordpress.com/2017/12/03/tak-dla-dekomunizacji-ale-nie-na-uczelniach/]

Tak się fałszuje historię, a protestów – brak ! Tak etatowych historyków, jak i kombatantów.

Autor tekstu wypędzony z uniwersytetu [UJ] podczas politycznej, rutynowej, wielkiej czystki akademickiej przed tzw. transformacją ustrojową [PRL w PRL bis] .

Ofiara zbrodni komunistycznej dokonanej przez zorganizowaną, anonimową [do dnia dzisiejszego !] grupę przestępczą, symbol zdziczenia akademickiego, wdrażającą w życie dyrektywy związku zbrojnego o charakterze przestępczym, działającego dla osobistych korzyści na szkodę Polski i Polaków.

Wdrożono skutecznie – dożywotnio. Z historii i pamięci – wymazano.

Tekst napisał:

Józef ( to jest moje imię] Wieczorek [ to jest moje nazwisko]

Imiona i nazwiska autorów wypędzeń pozostają nieznane do roku 2018 r. ! a akredytowani na etatach profesorskich językoznawcy UJ nadal nie rozumieją co to jest anonim, czym się objawia imię i nazwisko. W polskim systemie edukacji, mimo reform, nikt nie potrafi ich nauczyć, ani z systemu wykluczyć.

Dopóki wzorcowy uniwersytet posadawiany będzie na kupie wojewódzkiej, zamiast na skale, nie należy się spodziewać żadnych pozytywnych zmian.

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

1.jpg

Dezubekizacja uczelni ! A co z dekomunizacją ?

Poprawiona po dyskusjach społecznych „Konstytucja dla nauki” zawiera projekt dezubekizacji uczelni – częściowe rozliczenie środowiska akademickiego z uwikłania komunistycznego w PRL. I to jest jej plus.

W przypadku jej przyjęcia osoby, które pracowały w organach bezpieczeństwa PRL lub z nimi współpracowały, nie będą mogły być profesorami, rektorami, dziekanami czy kierownikami katedr na uczelniach, nie będą mogły pełnić funkcji w ważnej dla systemu akademickiego Radzie Doskonałości Naukowej, ani funkcji kierowniczych, czy eksperckich w Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

To krok w dobrą stronę, choć spóźniony o ponad ćwierć wieku i zbyt krótki, bo dezubekizacja nie wyklucza całkiem pracowników i współpracowników SB z systemu akademickiego, ale tylko z funkcji kierowniczych i eksperckich.

Zasługi” towarzyszy na uczelniach

Projekt ustawy niestety nie obejmuje dekomunizacji przestrzeni akademickiej, także personalnej – i to jest jej wada.

Wiadomo przecież, że głową tego systemu była partia komunistyczna (PZPR wspierana przez partie/stronnictwa sprzymierzone) i to ona decydowała także o organach bezpieczeństwa. To PZPR była przewodnią siłą narodu, także w sektorze akademickim, a na uczelniach przede wszystkim.

Bez poparcia, a przynajmniej przyzwolenia, nie można było na uczelniach pracować, a w okresie instalacji systemu nawet studiować [zakaz dla wrogów systemu, żołnierzy wyklętych , ich rodzin …], nie były możliwe awanse, wyjazdy zagraniczne. Im wyżej w hierarchii akademickiej, tym rola partii była większa. Do doktoratu wystarczyło na ogół przyzwolenie POP PZPR, gdy na szczeblach wyższych, decydenckich, awanse musiały przechodzić przez Komitet Wojewódzki, a nawet Centralny.

Kryteria merytoryczne miały mniejsze znaczenie od kryteriów politycznych, stąd negatywna selekcja kadr akademickich była oczywistością i nie bez przyczyny odchodzenie kadr formowanych w II RP i wchodzenie do systemu kadr chowu ZMP/PZPR-owskiego powodowało stopniowe obniżanie poziomu merytorycznego i moralnego kadr akademickich.

Proces ten nasilił się po wprowadzeniu do systemu akademickiego tzw. ‚docentów marcowych’, nie za zasługi naukowe, tylko za zasługi dla utrwalenia władzy ludowej, szczególnie podczas wydarzeń roku 1968 r.

Zmiany strukturalne, zastępowanie katedr- obsadzanych jeszcze przez ‚starych’ profesorów – instytutami kierowanymi już przez nową kadrę wychowaną w Polsce Ludowej, miały trwałe, negatywne skutki dla poziomu uczelni.

Komunista u władzy – zapisane w dzienniku

Ilustrację tego, co się działo wówczas na uczelniach mogą stanowić zapiski Karola Estreichera, w których wybitny historyk opisał m. in. poczynania rektora Mieczysława Karasia, który pragnął dokonać zamiany ‚Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów ‚ co w niemałym stopniu mu się udało:

Karaś …. już w trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nigdy nie traktował tak służby jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre nie tając kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje.

Mianowanie rektorem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób — profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbieżne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dyrektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł —wszyscy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji.

Od niego zależą awanse, nagrody, pozwolenia, opinie, paszporty. Sfora urzędników i sekretarzy donosi codziennie Jego Magnificencji Obywatelowi Rektorowi ostatnie plotki. Zależnie od nich rektor wydaje decyzje. Chce o wszystkim wiedzieć, aby karać lub nagradzać……

Senat nie istnieje. To ciało rządzące kiedyś Uniwersytetem składa się obecnie z profesorów — przedstawicieli Wydziałów — zastraszonych lub leniwych, oraz z urzędników administracyjnych, partyjnych przedstawicieli młodzieży, delegatów związku zawodowego, etc…

Na posiedzenie Senatu przynosi się sterty teczek z rozmaitymi, nic nieznaczącymi, sprawami i po kolei uchwala się wnioski stawiane przez rektora Karasia.

Jakiekolwiek zabranie głosu, próba przedstawienia odmiennego stanowiska są niewskazane. Rektor przerywa brutalnie, krótko. Ścina dyskusje, mrozi atmosferę. Nikt nie chce zabrać głosu, a zresztą są to wszystko sprawy drugorzędne.

Rektor zarządza, mianuje, odwołuje kierowników naukowych instytutów, zakładów, katedr. Odwołuje kierownika bez zawiadomienia, mianuje nowego nie licząc się z opinią pracowników.

.przez dwadzieścia lat rządów na Uniwersytecie doprowadził do rozkładu i upadku wielu jego instytucji.

Dzięki oparciu o Partie Karaś faktycznie rządzi od 1957 roku.

Raz jest pierwszym sekretarzem POP-u, kiedy indziej dziekanem, potem prorektorem

[Karol Estreicher, Dziennik wypadków t. V. 1973-1977, s.489-90]

Postępujący rozkład uczelni

To tylko jeden ‚przypadek”, a przecież tak się działo i na innych uczelniach, nie bez przyczyny doprowadzanych do rozkładu, szczególnie po dojściu do władzy junty Jaruzelskiego w latach 80-tych, kiedy eliminowano pracowników młodszych, niepokornych, niespolegliwych wobec systemu kłamstwa promującego oportunistów.

Potężna emigracja młodych Polaków w latach 80-tych wyprowadziła z systemu akademickiego tysiące aktywnych ludzi zasilających uczelnie krajów Zachodnich, czy to jako studenci, czy jako pracownicy.

To spowodowało poważne osłabienie intelektualne polskiego systemu akademickiego, jakkolwiek do tej pory nie zbadane należycie. Można jednak ocenić, że utraciliśmy wtedy w wyniku emigracji co najmniej 20 % potencjału akademickiego.

Dotkliwe dla kadr akademickich były polityczne weryfikacje kadr akademickich, prowadzone w dwóch falach- po wprowadzeniu stanu wojennego (1982 r.) i przed transformacją ustrojową (1986/87). Eliminowano wówczas przede wszystkich młodych naukowców, nonkonformistów, negatywnie nastawionych do systemu komunistycznego, co spowodowało, że na początku III RP mieliśmy do czynienia z luką pokoleniową.

Mamy do dziś konformistyczne kadry akademickie, które się ostały na uczelniach i formowały sobie podobnych, w ramach ustawianych konkursów, ‚chowu wsobnego’, awansowania ‚samych swoich’ – bez czynnika zewnętrznego/kontrolnego.

Objaśnianie kiepskiego stanu obecnych kadr akademickich brakiem oczyszczenia uczelni z kadr komunistycznych po 1989 r. nie jest wystarczające. Trzeba pamiętać o usunięciu ze środowiska akademickiego elementu antykomunistycznego !

Element komunistyczny i pro-komunistyczny natomiast przeszedł te weryfikacje z sukcesem. Niestety część Solidarności wręcz broniła towarzyszy na uczelniach, dzięki czemu mogli oni sprawować funkcje kierownicze w III RP, nawet dłużej niż w PRL i sprawują je nieraz do dnia dzisiejszego. Ich ofiar często nikt nie bronił, także Solidarność, stąd bywa, że ci ludzie pozostali wykluczeni z uczelni do dnia dzisiejszego.

Czemu nie ma należytych badań ?

Tego procesu jakoś się nie bada, nie chce się poznać, mimo że badania winny odpowiedzieć na pytanie – skąd się wzięły obecne kadry akademickie ? Jest to istotne dla wszelakich prób reformowania systemu.

Nie są znane straty ‚wojenne’ Solidarności akademickiej, nie są znani imiennie członkowie komisji politycznych weryfikacji kadr akademickich. Na ogół nie są znane struktury partyjne uczelni, mimo że to one decydowały niemal o wszystkim.

Nawet ci, którzy nie boją się ujawniać tajnych współpracowników SB, boją się ujawniać składów struktur partyjnych, o ile one gdzieś się jeszcze zachowały, mimo niszczenia dokumentów z czasów PRLu.

IPN ujawnił nieco dokumentów partyjnych dotyczących PAN [Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL – IPN, 2009, 2012 ] demaskując nieco funkcjonowanie systemu, ale bez dokumentacji szczebla podstawowego. Znamienne było niszczenie dokumentacji partyjnych u schyłku PRL, co powoduje, że im historia nam bliższa, tym słabiej poznana – a w gruncie rzeczy zafałszowana.

Potrzebne jest opracowanie ‚Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i szkolnictwie wyższym’, o co występowałem kilkanaście lat temu, ale bez skutku.

W dokumentach władz Polskiego Towarzystwa Historycznego można znaleźć takie argumenty:” Nawet jeśli pewne zagadnienia z przeszłości są trudne i bolesne to na wspólnocie historyków spoczywa odpowiedzialność rzetelnej ich analizy” ale jakoś nie widać, aby ta wspólnota działała odpowiedzialnie i rzetelnie na rzecz poznania tych ‚trudnych i nieraz bolesnych’ kart historii akademickiej pod okupacją komunistyczną.

Co więcej niektóre dzieła historyczne zostały tak w swoisty sposób ‚zdekomunizowane’, że nawet nie ma w nich takiego słowa jak komunizm [przykład Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego, -Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r. ) a historycy jakoś nie protestują przeciwko takiemu zakłamywaniu historii uczelni. A przecież jest to ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za krzewienie prawdy historycznej są przecież opłacani z kieszeni podatnika !

Nawet w opracowaniach wydawanych przez IPN można czytać o tym ilu na uczelniach było tajnych współpracowników SB, ale nie ma wykazów kadr partyjnych, ani nie ma strat osobowych uczelni w latach-80-tych, mimo politycznych weryfikacji kadr.

Zatem na podstawie tych prac można by sądzić, że tajni współpracownicy znakomicie ochronili powierzone im do ochrony obiekty uczelniane, a ‚przewodnia siła narodu’ znakomicie przewodziła kadrom akademickim, tak że nie było potrzeby jej zastępować ani podczas transformacji, ani później.

Odnosi się wrażenie, że etatowi historycy nie chcą nawet poznać tego co badają !

To prowadzi niestety do obecnego stanu [nie]poznania historii nauki i edukacji wyższej w PRLu, szczególnie u jego schyłku i przekłada się na sposób reformowania systemu akademickiego.

‚Konstytucja dla nauki’ nie przewiduje dekomunizacji na uczelniach, tak jakby uczelnie/ instytuty naukowe stanowiły obszary eksterytorialne niedotknięte tym systemem kłamstwa.

Etatowym kadrom akademickim – beneficjentom systemu – to całkiem odpowiada, więc się nie buntują przeciwko takiej reformie.

Tekst opublikowany w Kurierze WNET 3/2018

Profesorowie dziejów bajecznych ?

dzieje bajeczne

Profesorowie dziejów bajecznych ?

Zdumiony wypowiedzią jednego z profesorów UJ i jednocześnie wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Historycznego – Andrzeja Chwalby, napisałem ostatnio tekst -‚Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany’ jednocześnie deklarując: „ Chętnie porozmawiam z każdym [ kontakt jozef.wieczorek@interria.pl] , także z profesorem Chwalbą, w oparciu o fakty. „ Tekst ujawniłem publicznie [ https://blogjw.wordpress.com/2018/02/03/jesli-pzpr-umarla-wczesniej-to-uniwersytet-jagiellonski-jest-skompromitowany/] i rozesłałem także do prof. Chwalby i PTH, ale odpowiedzi do tej pory nie było, co zresztą w oparciu o dotychczasowe doświadczenia mnie nie dziwi.

Takie są standardy nauki polskiej, a historycznej w szczególności. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. Z niewygodnymi faktami się nie dyskutuje ! Niewygodnych faktów się nie bada !

Ja nie mam wątpliwości, że nauka musi być oparta na faktach.

Jak nie ma faktów – nie ma nauki i co z tego, że są tytuły zwane naukowymi i katedry o nazwach naukowych ?

Nauka historyczna winna być oparta na faktach, a jeśli nie jest oparta, to opisuje co najwyżej dzieje bajeczne, które do kategorii naukowej nie mogą należeć.

Od lat piszę o dziele istniejącym do dnia dzisiejszego w obiegu naukowym i edukacyjnym zwanym ‚Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego” [ https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ], które z faktami najnowszej historii niewiele ma wspólnego. Są to, rzec można, dzieje bajeczne, mimo że bardzo niedawne i znane wielu spośród jeszcze żyjących.

Co z tego skoro utytułowani, etatowi historycy, prawdziwych dziejów opartych na faktach nie chcą za żadne skarby poznać. [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/]

Widocznie profesorowie dziejów bajecznych są za to wynagradzani/awansowani, gdy poznawanie prawdy mogłoby się wiązać z utratą etatu/możliwości awansowych. Uniwersytet w czasach post-prawdy ma swoje reguły i preferencje.[ https://blogjw.wordpress.com/2018/01/05/uniwersytet-w-czasach-postprawdy/].

I mamy taką naukę historyczną, że jedni utytułowani takie bajki piszą, drudzy – czasem jeszcze bardziej utytułowani – pozytywnie je recenzują, reklamują, do przyswojenia ich przez brać akademicką obligują a inni – też utytułowani/liczący na tytuły i stanowiska- milczą, odważnie chowając głowę w piasek.

Tak funkcjonuje u nas nauka, nie tylko historyczna, nie bez przyczyny niewiele znacząca w nauce światowej, rzecz jasna z marginesem, który od tej reguły odbiega.

Ponosimy z tego powodu straty nie tylko wizerunkowe.

Słuszne są opinie „ Nie powinniśmy czekać, aż ktoś opowie za nas naszą historię. Powinniśmy to robić sami” [ https://wpolityce.pl/polityka/380679-dyrektor-mpw-o-polskiej-polityce-historycznej-nie-powinnismy-czekac-az-ktos-opowie-za-nas-nasza-historie-powinnismy-to-robic-sami].

Ale czemu z tym opowiadaniem naszej historii opartej na faktach/ dokumentacjach jest tak kiepsko ?

Mamy co prawda IPN o ogromnych osiągnięciach, ale i swoich wadach/wpadkach i w ciągu kilkunastu lat nie wszystko co zaniedbano w ciągu dziesiątków lat da się nadrobić.

Na tym tle szczególnie blado wypadają opowieści o historii naszych uczelni, gdzie pracuje wielu historyków, gdzie się formuje nauczycieli historii szkół, nie tylko wyższych, ale przede wszystkim tych niższych – tzw. podstawowych i średnich, przez które przechodzi znakomita większość Polaków. I to jest duża odpowiedzialność za formowanie tych nauczycieli, spoczywająca na profesorach historii, ale czasem są to profesorowie dziejów bajecznych, jeśli chodzi o historię najnowszą.

Czym to jest spowodowane ? Zapewne nie bez znaczenia miał sposób przeprowadzenia transformacji PRLowskiego systemu kłamstwa w PRL-bis, w którym kłamstwo odgrywa nadal wielką rolę, tym bardziej, że uczelnie, nie dając sobie rady z realizacją swoich statutowych obowiązków tj. poszukiwania prawdy, z niej zrezygnowały nawet w statutach i wzięły się za produkcję, niemal przemysłową dyplomów i tytułów, z czego są przez lata rozliczane z wiadomymi skutkami.

Jak pokazują odtajnione stenogramy okresu transformacji [http://wolnosc24.pl/2017/02/06/odtajnione-szyfrogramy-komunistow-z-1989r-z-walesa-sie-dogadalismy-solidarnosc-bedzie-popierac-socjalizm-bedziemy-sterowac-obradami-okraglego-stolu/ ], ta miała się odbywać poprzez poszanowanie socjalistycznego systemu wartości, tak przez stronę komunistyczną, jak i wyselekcjonowane (przez kierownictwo PZPR. MSW), ‚postępowe’ – tzn. spolegliwe wobec dotychczasowego systemu- odłamy Solidarności, po wykluczeniu odłamów/osób radykalnych, niezdolnych do poszanowania ‚wartości’ komunistycznych.

Sojusz PZPR i spolegliwej części „S” na górze jest udokumentowany i opisywany/komentowany, ale co z sojuszami na dole ? Nie było ich ?

Jak by tak było, to taka transformacja chyba by nie miała szans na powodzenie, ale jednak została zrealizowana i skutki jej cierpimy do dnia dzisiejszego.

Dlaczego profesorowie historii nie opisują jak wyglądał taki sojusz na ich podwórkach/w uczelniach ich zatrudniających ?

Przecież tam były komórki PZPR o wszystkim decydujące, ale jakoś tak dziwnie do tej pory nie udokumentowane, stąd np. składy POP PZPR (niekompletne) np. na UJ czy na UAM są znane, ale tylko z mojego lustra nauki [ https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/ ; https://lustronauki.wordpress.com/2015/11/24/czlonkowie-wladz-i-aktywisci-kz-pzpr-uam-w-poznaniu-w-latach-1973-1989/] , w którym ludzie nauki jakoś nie chcą się za bardzo przeglądać. Etatowi historycy nawet takiego lustra do tej pory nie zainstalowali w przestrzeni publicznej.

We wspomnianej wypowiedzi prof. Chwalby, ale też z opracowań z nazwy historycznych i to wydawanych nawet przez IPN, można przeczytać o dekompozycji PZPR np. na UJ jeszcze przed ostateczną jej śmiercią.[https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ ]

Rzecz w tym, że dokumentacji tej dekompozycji brak.

W dziełach ‚historycznych’ nie ma obrazu struktur partyjnych przed dekompozycją, więc co tej dekompozycji miało ulegać ? I jak ?

Przed transformacją ustrojową na uczelniach, także na UJ [ https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/17/list-w-sprawie-weryfikacji-kadr-akademickich/ ], przeprowadzono polityczne weryfikacje kadr i jak można zapoznać się w dokumentach SB, jak i PZPR, były to weryfikacje mające na celu usuwanie z uczelni niewygodnych dla przewodniej siły narodu, aby nadal była ona przewodnia i zdolna do sojuszu ze spolegliwymi wobec niej odłamami Solidarności.

Ten etap historyczny jakoś jest pomijany milczeniem przez etatowych historyków, a najwybitniejsi z nich komisyjnie ustalali [ wbrew faktom], że nikomu się krzywda na uczelni z przyczyn politycznych wówczas nie stała [https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/ ] czyli tak jak można z tego sądzić PZPR i SB w gruncie rzeczy dbały o należyty poziom uczelni !?

Tacy historycy znakomicie nadawali się do transformacji PRL w PRLbis, co gdzie jak gdzie, ale na uczelniach znakomicie się udało i mimo upływu lat uczelnie ostały się jako skanseny komunizmu, chociaż takiego słowa w dziełach historycy nie używają – patrz. np. Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego ! [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ]

Tak swoje uczelnie zdekomunizowali [!], że minister nauki, nawet nie widzi powodu aby do ustawy wpisać zapis o konieczności dekomunizacji . [https://blogjw.wordpress.com/2018/01/24/o-dezubekizacji-w-telewizji/ ]

Widocznie zapoznając się z takimi dziełami uznał, że skoro nie było komunizmu, to i nie ma czego dekomunizować. Brać akademicka dekomunizacji się zresztą nie domaga, nie protestuje przeciwko takiej postaci reformy, z której niemal – wszyscy [ w szczególności b. partyjniacy i przez nich wyselekcjonowani ] są zadowoleni.

Dziejów uczelni opartych na faktach, nie chcą/nie potrafią napisać. Świadków niewygodnej dla nich historii nie chcą nawet znać !

Piszą dzieje bajeczne, utrzymują się chyba właśnie dzięki temu na etatach i nawet mają swoisty status pokrzywdzonych finansowo, bo przecież winni zarabiać dużo więcej, od tych, którzy się nie wyróżniają ani takimi jak oni tytułami, ani opisywaniem takich dziejów bajecznych. [https://blogjw.wordpress.com/2018/01/25/perelka-rektorska-czyli-rzecz-o-nedzy-akademickiej/ ]

Taka jest obecna rzeczywistość i nie zanosi się, aby ona po reformie systemu akademickiego się zmieniła, bo brać akademicka jest zadowolona z tego, że czego jak czego, ale ruchów kadrowych to się obawiać nie musi .

Profesorowie dziejów bajecznych będą sobie pisali nadal swoje bajki i utrzymają swoje etaty/tytuły/prestiże/ togi/ a czasem nawet gronostaje, byle tylko nie pisali jak było naprawdę.

Ci, którzy pisali/piszą prawdę na dzisiejszych uniwersytetach są i będą traktowani jako – persona non grata.

Appendix

Stanowisko PTH w sprawie zmian w ustawie IPN 

…..

PTH wyraża opinię, że projektowana nowelizacja prawa godziłaby w wolność badań nad dziejami najnowszymi Polski oraz w wolność upowszechniania ich wyników.

Warszawa, 3 lutego 2014

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Jak  już wiadomo stanowisko PTH nie zostało uwzględnione przez Prezydenta RP. Całe szczęście.

Do tej pory  Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Historycznego nie wydał oświadczenia w sprawie profesorów dziejów bajecznych i wyników ich wolnych badań, upowszechnianych wśród społeczeństwa.

Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany

p

Jeśli PZPR umarła wcześniej,

to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany

W krakowskim Dzienniku Polskim ukazała się rozmowa z prof. Andrzejem Chwalbą historykiem z UJ – pod tytułem „PZPR. W Krakowie nieboszczka umarła wcześniej” Rozmawiał Włodzimierz Knap , 31 stycznia 2017
Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/pzpr-w-krakowie-nieboszczka-umarla-wczesniej,11746307/#komentarz-48269830

W tej rozmowie prof. Chwalba mówi „Ale, co ciekawe, partia w latach 80, inaczej niż w poprzednich dekadach, nie miała już władzy nad UJ. Uniwersytetem rządził rektor”

Chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiej tezy. Jeśli by tak było, to jest jasne, że rektor UJ winien odpowiadać za ekscesy politycznych weryfikacji kadr (pod batutą SB i PZPR) lat 80-tych [ i nie tylko].

Jeszcze u schyłku PRLu [1986/87] MSW polecało usuwać niepokornych nauczycieli akademickich za negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką i anonimowe komisje tak ich oskarżały, a rektor – usuwał. [np. https://lustronauki.wordpress.com/2009/04/17/list-w-sprawie-weryfikacji-kadr-akademickich/]

Do tej pory członkowie tych komisji nie są znani z imienia i nazwiska, a rektorzy/profesorowie twierdzą, że komisje nie były anonimowe ?! [ analfabeci ?]. A oceny pracowników zdaniem rektorów III RP były rutynowe ! Zatem sfingowane oskarżenia wobec niewygodnych dla systemu pracowników były rutynową działalnością władz UJ rządzących UJ – bo partia już nie rządziła ?!

Andrzej Chwalba, jak podaje Wikipedia, był w latach 1977–1981 członkiem PZPR – czyżby w ramach przekształcania UJ w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów w ramach polityki komunistycznego rektora Mieczysława Karasia ? [Dziennik Wypadków – Karola Estreichera. T. V (1973-1977)].

Fakt ten został ujawniony przez media [m.in. http://www.rmf24.pl/fakty/news-profesor-chwalba-na-przymusowym-urlopie,nId,124126 ], kiedy w 1999 r. zgłoszono kandydaturę prof. Chwalby na Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej a kolegium IPN- zaakceptowało. Co prawda prof. Andrzej Chwalba nie wprowadził w błąd IPN, nie podając swej wcześniejszej przynależności do PZPR, bo nie było takiego wymogu, ale wybranie na prezesa IPN b. członka partii miałoby swą negatywną wymowę. Dobrze, że tak się nie stało.

Zatajenie -zgodne z prawem- przez Andrzeja Chwalbę swojej przynależności do PZPR spowodowało jednak wysłanie go przez rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego na półroczny przymusowy urlop. „ Franciszek Ziejka podjął taką decyzję po zapoznaniu się z opinią uczelnianej komisji etyki. Rektor Uniwersytetu uznał, że profesor Chwalba działał na szkodę uczelni. [[https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Chwalba]]

Warto przy okazji podkreślić, że do tej pory żaden rektor, nawet tak etyczny rektor jak Franciszek Ziejka, nie uznał, że Franciszek Ziejka jako KO „ Zebu” [ https://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/] postępował nieetycznie i działał na szkodę uczelni, a komisja etyczna UJ nie przedstawiła swojej opinii w sprawie opracowań ‚historycznych’ pracowników UJ https://wobjw.wordpress.com/2010/07/05/komisje-etyczne-a-mobbing/ ]

Takla jest wybiórcza etyka rektorów i komisji etycznych UJ, po politycznych/etycznych weryfikacjach kadr uczelni pod koniec PRLu.

Andrzej Chwalba jest niemal moim rówieśnikiem i musiał przejść pozytywnie te weryfikacje kadr prowadzone pod batutą przewodniej siły narodu [ tej, która podobno już wcześniej umarła i nie rządziła ?!], no i potem się rozwinął, aż do pozycji profesora, gdy ja jestem od tamtego czasu persona non grata na UJ [ i nie tylko] i żaden z historyków UJ ( i nie tylko) za żadne skarby nie chce poznać dlaczego tak się stało i jak wyglądała Wielka Czystka Akademicka [ https://blogjw.wordpress.com/2016/12/03/wielka-czystka-pamieci-po-wielkiej-czystce-akademickiej/] prowadzona na polskich uczelniach, także na UJ – jak rozumiem wypowiedź Andrzeja Chwalby – autonomicznie przez władze UJ, bo partia już takiej władzy rzekomo już nie miała.

Zdumiewające! Ale dlaczego historyk, w końcu profesor, nie chciał się zapoznać z faktami ? Fakt, że jego koledzy po fachu prowadzili badania podobnie, aby nie poznać tego co badają ( np. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/powracajaca-fala-zaklamywania-historii/; https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ i efekty tych badań są podobne. Ale co one mają wspólnego z prawdą ? Poradnik dla badających czasy PRL-u na odcinku akademickim napisałem https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/

Skutków nie widać !

Trzeba mieć także na uwadze fakt, że prof. Aleksander Koj prowadzący z ramienia UJ weryfikację / czystkę roku 1986/87,  całkiem sobie o tym zapomniał i do końca życia nie zdołał sobie przypomnieć [https://blogjw.wordpress.com/2017/01/12/zasluzony-dla-wielkiej-czystki-akademickiej-spoczal-w-alei-zasluzonych/]

Trzeba także pamiętać, że pierwsza kadencja rektorska A. Koja nie liczyła się w III RP [rektor trzech kadencji ! – https://blogjw.wordpress.com/2014/12/03/zapomnienia-ob-rektora-uj-trzech-kadencji/ ) bo rektor w PRLu nie był suwerenny.

Bez zgody partii nie mógł zostać rektorem. Partyjniacy w III RP byli u władzy na UJ nawet dłużej niż w PRLu ! [np. przypadek towarzysza – dyrektora mojego instytutu ING UJ – prof. Andrzeja Ślączki) i to przy zdecydowanym poparciu aktywistów Solidarności ! – bronili towarzysza, a nie tego kto zakładał w instytucie Solidarność ! I to nawet jest w papierach, choć to co najważniejsze, jest z papierów wyczyszczone i to na podstawie „prawa” roku 1983 ( na UJ chyba nie wiadomo, że wówczas był komunizm – nie ma takiego słowa w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego ! jak i słowa ‚stan wojenny’ lub powojenny, kiedy zaostrzano prawo wycofując z przestrzeni publicznej czołgi i wozy pancerne !- https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ]

Nic mi nie wiadomo, aby prof. Andrzej Chwalba,  czy jego koledzy – historycy, także opozycjoniści antykomunistyczni, protestowali przeciwko takiemu zakłamywaniu historii swojej uczelni, co jest ich obowiązkiem służbowym, nie mówiąc o moralnym, bo za poznawanie prawdy historycznej są opłacani z kieszeni podatnika !

Ja takie protesty/postulaty pisałem [ np. https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/, https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/wystapienie-do-prezesa-ipn-w-sprawie-opracowania-czarnej-ksiegi-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/ ale rzecz jasna nikt mnie za chęć poznawania prawdy nie finansuje, a co najwyżej karze! Przy aprobacie także historyków !

Nasuwa się pytanie: I po co profesor-historyk [podobnie jak jego koledzy po fachu] takie dyrdymały pisze ? Co to ma wspólnego z rzeczywistością. ? Gdyby tak było jak pisze prof. Chwalba to postępowanie władz UJ lat 80-tych, jak i w III RP, należałoby ocenić za jeszcze bardziej kompromitujące niż można je obecnie oceniać na podstawie faktów.

W takiej wypowiedzi, jak ta w Dzienniku Polskim [wiem, że to nie tylko jedna, inni ‚historycy’, też tak się wypowiadają], partia zostaje wybielona, a władze UJ pogrążone odpowiedzialnością za ekscesy i

Jeśli PZPR umarła wcześniej, to Uniwersytet Jagielloński jest skompromitowany

Chętnie porozmawiam z każdym [ kontakt jozef.wieczorek@interria.pl] , także z profesorem Chwalbą, w oparciu o fakty.

Wielokrotnie taką chęć rozmów podnosiłem [także z prof. Andrzejem Chwalbą – członkiem Senatu UJ w 2004 r. –https://nfapat.wordpress.com/2008/08/23/jak-senat-uniwersytetu-jagiellonskiego-kieruje-sie-zasada-plus-ratio-quam-vis/ , podobnie jak zamiar prowadzenia rzetelnych badań historycznych – ale bez skutków [https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/].

Zachodzi pytanie: czy  to jest jeszcze uniwersytet ?

Skutki zniewolenia w wolnej Polsce

Idź

Skutki zniewolenia w wolnej Polsce

Ostatnio media podniosły larum wobec lewackiej polityki kadrowej na uczelniach zastosowanej w stosunku do poseł Krystyny Pawłowicz i red. Tomasza Terlikowskiego (np.https://dorzeczy.pl/kraj/54198/Krystyna-Pawlowicz-stracila-prace-na-uczelni-Wszystko-przez-wpis-na-Facebooku.html; https://wpolityce.pl/polityka/377446-uniwersytet-wycofal-propozycje-pracy-dla-terlikowskiego-po-interwencji-wandy-nowickiej-dzis-dowiedzialem-sie-ze-wszystkie-ustalenia-sa-nieaktualne ; http://niezalezna.pl/215314-wyzsze-uczelnie-na-lewej-burcie-po-wpisie-nowickiej-wum-odwolal-wyklady-z-dr-terlikowskim .

Bardzo słusznie, bo to pokazuje, że mimo autonomii szkół wyższych, tak naprawdę politykę kadrową na uczelniach kształtują aktywiści lewicowi . np. p. Wanda Nowicka, która chyba awansowała na swoistą kadrową Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – wystarczył jej wpis na Twitterze i dr Tomasza Terlikowskiego nie zaangażowano na Uniwersytet.

Oburzenie mediów uzasadnione, ale czy takie ekscesy na uczelniach czasem nie są spowodowane długotrwałym milczeniem wobec polityki kadrowej, z której wyłoniły się obecne kadry akademickie.

Przed transformacją ustrojową (PRL w PRL bis) z przyczyn pozamerytorycznych, politycznych, wyeliminowano setki, o ile nie tysiące pracowników naukowych stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i uczelni przez nich zarządzanych.

To była, jak od piszę od lat, Wielka Czystka Akademicka [[https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] , weryfikacja kadr przeprowadzana pod batutą PZPR i SB i realizowana przez posłuszne wobec systemu kłamstwa władze uczelniane.

Nieznane do dnia dzisiejszego z imienia i nazwiska komisje weryfikacyjne – zorganizowane , anonimowe grupy przestępcze –  na podstawie sfingowanych, pozamerytorycznych zarzutów np. o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką ( zarzuty wypracowane w polityce kadrowej od czasów instalacji systemu komunistycznego), o niewłaściwą postawę obywatelską i etyczną ( niezgodne z principiami systemu komunistycznego), o niewłaściwy charakter ( niezłomny, wobec złomności karierowiczów) negatywnie oceniały niewygodnych, a rektorzy posłusznie opinie akceptowali i usuwali ich z uczelni.

Jak się okazuje czasem dożywotnio, bez protestów medialnych i bez unieważnienia prawnego tego bezprawia w wolnej Polsce, mimo upływu już 30 lat od rzekomego obalenia komunizmu.

To, że Polska jest wolna na uczelniach, ale od antykomunistów, nonkonformistów, ludzi niewygodnych dla towarzyszy, oportunistów, karierowiczów, lewków itp. o odmiennym systemie wartości, pomija się milczeniem.

W wolnej Polsce zniewolenie moralne i intelektualne na uczelniach pozostało.

Protestów przeciwko ekscesom końca PRLu nie było i nie ma. Postulatów unieważnienia prawnego tych ekscesów – także, choć przygotowano „Konstytucję dla nauki”, która chyba ten stan rzeczy ma sankcjonować.

Czemu zatem zdziwienie, że wobec K. Pawłowicz, czy T. Terlikowskiego stosuje się taką politykę kadrową ?

Skoro się milczało wobec stosowania takiej, a czasem jeszcze bardziej drastycznej polityki wobec innych, to na takie poczynania było przyzwolenie – nieprawdaż ?

Milczenie wobec bezprawia/podłości prowadzi do eskalacji takich poczynań, do upowszechnienia nędzy moralnej środowiska akademickiego.

Nazwisko „kadrowej” WUM jest już znane,  ale przecież takich kadrowych była moc, ale nikt nie chce ich poznać, ani ministerstwo (nie ma kompetencji), ani uczelnie ( nie mają mocy intelektualnych, ani moralnych), ale media, Solidarność, czy inne organizacje społeczne, kombatanckie, też nie mają czasu/ochoty/woli, aby tym się zajmować – więc jak może być inaczej ?

Skala bezprawia nie jest dokładnie znana, ale była i jest wielka – przykłady osobiste można podać.

Jak mnie wyrzucono w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej, moich papierów po wiośnie 1980 r. nie było [ nastąpił okres post-historii ?] a wysyłano je do mgr Michała Ługanowskiego –Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie . Kto zatem kształtował politykę kadrową uczelni – rektor ? czy jakiś magister z zakamuflowanego departamentu bezpieczeństwa uniwersyteckiego ?

Toczy się obecnie walka o zachowanie hierarchii akademickiej, bez uwzględnienia tego, jak ta hierarchia się kształtowała.

Kiedy złożyłem, mimo wszystko, wolę zatrudnienia się w instytucie PAN, tam gdzie robiłem doktorat i gdzie byłem od lat ‚jedną nogą”, nikt nie miał oporów przeciwko zatrudnieniu mnie ( mimo tego strasznego charakteru itp.) ale jak przybyła sekretarka z PKiNu (siedziba PAN w maczudze Stalina w Warszawie) zatrudnienie nie było możliwe.

Kto zatem autonomicznie kształtował politykę kadrową w PAN-ie ? Podobnie zresztą na uczelniach, gdzie zatrudnienie nie było możliwe, mimo że należałem do najaktywniejszych naukowo/ edukacyjnie/organizacyjnie doktorów w swojej dziedzinie .

Zresztą na UJ nie miał mnie kto zastąpić w robocie – wykładaniu/formowaniu nowych naukowców ! Odwołano niejako tysiące moich wykładów – i co ? W najlepszym razie – milczenie !

I skutki tego widać do dnia dzisiejszego.

Czystki akademickie zrobiły swoje – to nie był pojedynczy przypadek, takich było wiele.

Wyrzucenie jednego ‚akademika, który wprowadzał do systemu akademickiego wielu nowych i to na dobrym, międzynarodowym poziomie, powoduje straty nie jednostkowe, lecz pokoleniowe – osłabienie intelektualne i moralne, i to na pokolenia instytucji/dziedziny naukowej …

Jak się tyle lat milczało, a nawet aprobowało te ekscesy, to nie może być inaczej niż jest, tym bardziej, że nadworni historycy pisali fałszywe historie i je do przyswojenia polecali. Nawet jak badali czasy komunistyczne na uczelniach, to tak, aby nie poznać tego co badali, co chyba było warunkiem pozostawania na etatach i robienia karier akademickich.

Jeśli nie zmieni się fundamentów posadowienia systemu akademickiego w ramach jego reformowania, to każda konstrukcja systemu się pogrąży/ osunie/ rozpadnie, jak wszelkie budowle na niewłaściwych fundamentach wznoszone.