Do Rzecznika Praw Obywatelskich

rpo

Rzecznik Praw Obywatelskich ostatnio napisał :

Chcemy być konkretni i przydatni – Rzeczpospolita , Janusz Kochanowski 26-10-2009,

Warunkiem właściwej ochrony wolności obywatelskich

są sprawne instytucje państwa.

Jedną z nich jest urząd rzecznika

To stwierdzenie jak najbardziej zasadne. Rzecz jednak w tym, że ze sprawnością i właściwą ochroną są problemy. Stąd i przydatność RPO chyba ograniczona.

Czy RPO w III RP jest rzecznikiem wszystkich Polaków ? Czy obywatel pozbawiony elementarnych praw dostępu do dokumentów, do obrony, ma szanse na pomoc ze strony RPO ? Jak wygląda prawo obywatela do życia w państwie prawa ?

Może na te pytania częściowo przynajmniej odpowie moja korespondencja z kolejnym już RPO III RP.

27 października 2009

Józef Wieczorek

ul.Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

tel. 609 659 124

e-mail: jozef.wieczorek@interia.pl

Szanowny Pan

dr Janusz Kochanowski

Rzecznik Praw Obywatelskich

Szanowny Panie,

Niniejszym potwierdzam otrzymanie pisma – RPO-580898 -I/08/KL , z dnia 12 października 2009 r. – odpowiedzi na moją korespondencję (z 4.06.2009 r. i 24.09.2009 r) i z przykrością stwierdzam, że nie bardzo rozumiem tego pisma, tzn rozumiem tak, jakby potwierdzało ono obiegową opinię, że czym jak czym, ale państwem prawa to III RP nie jest. Obecność licznych prawników i ogromna ilość aktów prawnych nie wystarcza jednak do tego aby państwo to było państwem prawa, w którym obywatel może liczyć na to, że jego prawa nie będą łamane, a w przypadku ich łamania będzie mógł skutecznie odwoływać się do państwowych instancji.

Ja jasno, jak sądzę, dokumentowałem w mojej korespondencji (z licznymi załącznikami), że doszło w przeszłości i nadal dochodzi do naruszania elementarnych praw obywatela dawniej w PRL, a obecnie w III RP, polegające na tym, że nie miał on wówczas, ani też obecnie, dostępu do materiałów w jego sprawie wytworzonych. Dostęp natomiast mieli, i nadal mają inni i z tego korzystają do gnębienia obywatela, a obywatel nie może się bronić skutecznie – bo dostępu do materiałów nie ma !

(Konstytucja RP Art. 51.

  1. Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby.

  2. Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

  3. Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa.)

Ta sprawa jasno pokazuje, ze mimo zapisu w Konstytucji o równości obywateli wobec prawa, w tym systemie nadal są równi i równiejsi, co stanowi jawną dyskryminację ! (w tym przypadku dyskrymiancję ofiary wobec katów.) i łamanie Konstytucji

(Art. 32.

  1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

  2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyn)

Twierdzenie, że RPO nie ma kompetencji aby pomóc obywatelowi w sprawie realizacji jego praw jest zdumiewająca w świetle art. 208 Konstytucji RP. „1.  Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji oraz w innych aktach normatywnych. „ jak i USTAWY z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich. (Dz.U. z 2001 r. Nr 14, poz. 147 oraz z 2007 r. Nr 25, poz. 162)

Dlaczego rzecznik mówi, że nie posiada kompetencji aby zrobić to co do niego należy – zgodnie z prawem – bynajmniej nie wynika z otrzymanej korespondencji.

Jeśli chodzi o poprzedniego RPO, do którego się też zwracałem, sprawa była przynajmniej jasna – oczywisty konflikt interesów. b. RPO wybrał lojalność w stosunku do swojego przełożonego – rektora, a nie lojalność w stosunku do ustawy o RPO. b.RPO dobrze na tym wyszedł, bo wrócił na swoją uczelnię, unikając ew. konfliktu ze swoim przełożonym, ale obywatel, którego praw winien bronić – na uczelnie wrócić nie mógł.

Najważniejsze, jak widać, w życiu jest dbać o własne interesy, a nie o interesy obywatela, ale po co jest urząd RPO ? – w końcu utrzymywany z budżetu, czyli z kieszeni obywatela.

Ta sprawa przynajmniej jasno wykazała, że zapis w Konstytucji o RPO jest wadliwy i sprzeczny z innymi zapisami Obywatelowi pozostaje mieć jedynie nadzieję, że w nowej konstytucji te wady zostaną usunięte.

W piśmie RPO znalazła się jednak argumentacja niezwykle dużej wagi.

„ Rzecznik Praw Obywatelskich nie posiada kompetencji pozwalających uczynić zadość Pana prośbie w uzyskaniu wspomnianych powyżej dokumentów i w konsekwencji przywrócić Pana do pracy w charakterze wykładowcy na Uniwersytecie Jagiellońskim”.

Ja w/w pismach nie zwracałem się do RPO o przywrócenie do pracy w jakimkolwiek charakterze, i nawet nie sądziłem, że ujawnianie teczek akademickich, do tej pory aresztowanych przez władze UJ, automatycznie musi, jak rozumiem, spowodować mój powrót do pracy na UJ. Tak co prawda winno być w państwie prawa, gdzie bezpodstawne, anonimowe oskarżenia nie mogą mieć mocy prawnej, ale do tej pory takich cech III RP jakoś nie wykazuje.

Rozumiem jednak, że RPO ma wiedzę na temat tych materiałów skoro ich udostępnienie i ujawnienie postawiłoby uczelnię w sytuacji bez wyjścia, nawet w naszym systemie prawnym tzn. byłaby zmuszona do przywrócenia mnie do pracy !

Jeśli tak, to jak RPO godzi tą sytuację z Ustawą o RPO ?

Z obecnej sytuacji wynika, że stoi po stronie uczelni, która łamiąc podstawowe prawa obywatela RP jego teczki nadal aresztuje. Uczelnia to robi przez ponad 20 lat, trzymając ‚trupa w szafie’ i naraża środowisko na fetor z niej się wydobywający.

Jest bulwersujące, że RPO nie chce pomóc obywatelowi, ale rodzi się pytanie dlaczego RPO nie chce pomóc przynajmniej uczelni, która żyje w tak niekomfortowej sytuacji i naraża się na utratę prestiżu ? Nie chodzi tu o władze uczelni, które jak wynika z dostarczonych pism całkiem utraciły właściwości honorowe i nic sobie z tego nie robią, ale jednak najstarsza polska uczelnia to wartość ogólnonarodowa, którą należałoby ocalić dla obywateli także następnych pokoleń.

Chciałbym wyrazić nadzieje, że Rzecznik Praw Obywatelskich przeanalizuje jeszcze raz całość sprawy, w szerokim kontekście, i podejmie stosowne kroki.

Józef Wieczorek

RPO odpowiedź

4 czerwca 2009 r.

Józef Wieczorek

ul.Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

tel. 609 659 124

e-mail: jozef.wieczorek@interia.pl

Szanowny Pan

dr Janusz Kochanowski

Rzecznik Praw Obywatelskich

Wniosek

Niniejszym zwracam się z prośbą o pomoc w zakresie dotarcia do dokumentów dotyczących mojej osoby a wytworzonych w organach Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Niestety władze uczelni, w której byłem zatrudniony, a które mnie się pozbyły w okresie wielkiej czystki w czasach komunistycznych nie respektują autonomicznie Konstytucji III RP, która jasno mówi : art.51 ust.3 i’Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych’ .

Mimo wielokrotnych roszczeń informacyjnych dostałem tylko dostęp do przeczyszczonej, tzn. brakowanej, ale i uzupełnianej różnymi nowymi materiałami (chyba dla historyków aby mieli ‚właściwy’ obraz ) mojej teczki osobowej ( raczej pozostałej makulatury).

W roku usuwania mnie z uczelni (1987) zawartość mojej teczki kończyła się na roku 1980 ! nie zawierała ( i obecnie też nie zawiera) m.in. materiałów wytworzonych przez Rzecznika Dyscyplinarnego Rektora UJ, jako że usiłowano mnie usunąć z uczelni dyscyplinarnie, prowadząc, w ciągu kilku lat ‚wojennych’, w stosunku do mnie działania operacyjne i mobbingowe ( wg obecnej nomenklatury) .

Moje teczki w ilości 144 ponumerowanych stron wysyłane były w dniu 22.10.1987 r. do mgr Michała Ługanowskiego – Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie. Co to był za departament do tej pory nie wiem, nie wie też IPN. Ciekawe, że zapis ten zniknął z moich akt po roku 2000.

Dostęp do grubych teczek miał na początku lat 90-tych Dziekan BiNoZ – Antoni Jackowski, ale w jego opinii dla Senatu UJ z 1993 r. wytworzenie grubych teczek na mój temat stanowiło dowód przeciwko mnie.

Dla mnie stanowi to dowód na kontynuację esbeckich metod w III RP i to na szczeblu władz uczelni zatrudniającej zresztą do dnia dzisiejszego zarówno TW, jak i aktywistów partyjnych, którzy jak rozumiem, zdaniem władz UJ, nie wpływają negatywnie na młodzież akademicką.

Ja o taki negatywny wpływ zostałem oskarżony i jak mi wiadomo było to standardowe oskarżenie ( nie tylko w latach 80-tych) dla niewygodnych dla systemu opozycyjnych nauczycieli akademickich.

Mimo wielokrotnych roszczeń informacyjnych kierowanych do władz UJ żadnego uzasadnienia oskarżenia o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką nie otrzymałem, co rozumiem, że do dnia dzisiejszego uczelnia podtrzymuje to oskarżenie i autonomicznie nie musi się z tego przed kimkolwiek usprawiedliwiać, ani nikogo przepraszać, zachowując ciągłość moralną i (bez)prawną z PRL.

ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski niedawno napisał – ‚ III RP macochą dla ludzi poszukujących prawdy o czasach PRL’ . Trudno o bardziej zwięzłe i prawdziwe opisanie rzeczywistego stanu rzeczy.

Sam fakt, że po 20 latach od tzw. upadku komunizmu ofiary nie mogą poznać kto ich skazał na śmierć zawodową i dlaczego o coś oskarżał najlepiej świadczy, że komunizm bynajmniej nie upadł.

Do dnia dzisiejszego nie ujawniono, mimo roszczeń, składu komisji weryfikacyjnej, poza nazwiskiem szefa komisji – Dziekana Hanny Krzanowskiej, co uczyniono dopiero w kilka lat po śmierci dziekana. Pozostali są nadal anonimowi, co sugeruje, że są to osoby nadal żyjące.

Oczywiście po roku 1989 r. starałem się o powrót na uczelnię, ale przed Komisją Pojednawczą nie było pojednania ze strony uczelni, więc komisja nie miała kompetencji do przywrócenia, tym bardziej, że pełnomocnik rektora i tak groził, że mnie wyrzuci jeśli bym wrócił, a ponadto przedstawiał nieprawdziwe oświadczenie, że ja się podszywałem pod Solidarność. Oczywiście tych dokumentów, ani dokumentacji mojego ‚podszywania’ nie otrzymałem do tej pory od uczelni, mimo że to miały to być ważne dokumenty – więc jest to kolejne łamanie Konstytucji.

Mimo, że mam z IPN status pokrzywdzonego, obecny Rektor UJ -Karol Musioł, który w mediach głosił, że rozmawia z każdym o inwigilacji, rozmawiał z TW, a nie z tymi, którzy TW – jak ja – być nie chcieli. Do tej pory do spotkania z rektorem UJ nie doszło.

Sąd pracy, ( w koleżeńskich relacjach ze stroną UJ) do którego się po latach (10 lat temu) zwracałem, nie miał nawet ochoty na wydostanie materiałów ( poza ‚makulaturą’ z mojej teczki personalnej), ani na przesłuchanie świadków, powołując się na autonomię uczelni. Uczelnia powołuje się na sąd – nie przywraca do pracy, bo sąd jej nie nakazał. A zatem – skoro sąd (podobnie jak Komisja Pojednawcza) nie miał kompetencji do przywrócenia mnie do pracy, czy ujawnienia materiałów, to uczelnia nie musi tego robić ze względu na decyzje sądu, chociaż ma autonomię aby to zrobiła ! (sic!)

Poprzedni Rzecznik Praw Obywatelskich, do którego o pomoc się zwracałem, wybrał lojalność w stosunku do swojego przełożonego – Rektora UJ, a nie w stosunku do ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, czym udowodnił wadliwość Konstytucji RP zezwalającej aby Rzecznik był jednocześnie podwładnym – jako profesor na uczelni.

Co więcej RPO uznał, że zakaz dostępu obywatela do materiałów na jego temat wytworzonych jest jak najbardziej słuszny, bo podobno te materiały wyłączono na podstawie prawa roku 1983 ?

Nie przeszkadzało to innym buszować po moich materiałach i dyskredytować mnie zaocznie. To RPO też nie przeszkadzało, może dlatego, że robili to jego uniwersyteccy koledzy ?

Co więcej materiały na mój temat wytwarzał też Senat UJ jeszcze w 2004 r. do którego beskutecznie się zwracałem o wznowienie wykładów. Oczywiście i tych materiałów nie otrzymałem, a otrzymał je rektor UW, aby mieć podkładkę (jak sądzę) do dyskredytującego mnie artykułu na łamach Gazety Wyborczej, z którym nie dano mi możliwości polemizować.

Działania operacyjne trwają więc nadal, tak jak nadal trwa PRL w sercach i umysłach jego beneficjentów.

W latach 1976 – 1987 byłem nauczycielem akademickim w UJ zatrudnionym na etacie adiunkta wykonującym jednak obowiązki typowe dla profesorów na uruchamianym kierunku studiów geologicznych. Na początku 1980 r. miałem opinię rady naukowej Insytutu Nauk Geologicznych UJ, że jestem całkowicie samodzielnym pracownikiem naukowym. W 1980 roku byłem współzałożycielem koła NSZZ Solidarność w Instytucie Nauk Geologicznych (wiceprzewodniczący) i kierowałem tą komórką w stanie wojennym.

W okresie wielkiej czystki na uczelniach w roku 1986 r. kontrolowanej przez PZPR i służby specjalne zostałem negatywnie oceniony przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję, oskarżony m.in.. o niewłaściwy poziom etyczny, jak i o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką.

Niestety spośród 20 prowadzonych w latach 80-tych magistrantów niemal połowa została uformowana na naukowców, a 5 z nich – na naukowców rangi międzynarodowej ( dr, dr hab, prof.) . To niewątpliwie był mój zły wpływ na młodzież, którego nie mieli pobierający pensje profesorskie, dzięki czemu powstała luka pokoleniowa. Wielkość luki po usunięciu mnie z uczelni można ocenić na kilkudziesieciu badaczy, którzy by byli zdolni do wykształcenia kolejnych dziesiątek. ‚Profesorowie’ nie musieliby pracować na wielu etatach i uprawiać nadal fikcji na uczelniach.

Swoimi działaniami jasno wykazałem, że rozpowszechnianie informacji jakoby ze względu na niskie zarobki nikt na uczelniach nie chciał/chce pracować (i stąd luka pokoleniowa) jest oczywistą nieprawdą. To korporacja akademickich beneficjentów PRL nie chce się rozliczyć ze swoją przeszłością, niszcząc ślady swoich działań i wymazując z historii swoje ofiary, heroicznie walcząc o to aby nigdy na uczelnie nie wrócili i wszelki słuch o nich zaginął.

W okresie tzw. transformacji część swoich zbiorów naukowych wywoziłem poza Kraków, aby ocalić od zniszczenia przez wandali profesorskich. Kilka lat wcześniej chroniłem przed ostateczną dewastacją zbiory naukowe ( międzynarodowej wartości), które przetrwały rządy Hansa Franka, ale nie były w stanie przetrwać późniejszych zarządców akademickich. Nie sądziłem wówczas, że taki los może spotkać moje zbiory.

Załączam szereg dokumentów ilustrujących moje głuche dialogi z władzami uczelni, które robią sobie kpiny, informując mnie, że dostałem to co chciałem, kiedy tego co chciałem nie dostałem i władze nie chcą mi tego wydać.

Jeśli to nie są kpiny, ale stanowisko władz UJ wynika tylko z braku rozumienia słowa pisanego, to istnienie takich władz narusza moje prawa obywatela. Obywatel winien mieć szansę na kontakt intelektualny ze sprawującymi jakąkolwiek władzę, także władzę uniwersytecką. Takich szans kontaktu z władzami UJ nie mam, a obecny stan rzeczy jest sprzeczny z Konstytucją RP.

Uczelnie, w tym także UJ, naruszają prawo ze względu na fikcję w postaci wieloetatowości nauczycieli akademickich przy bezetatowości najwyżej ocenianych przez studentów i wychowanków nauczycieli akademickich.

Karanie dożywotnio wykluczeniem z korporacji akademickiej za nonkonformistyczne uczenie myślenia i rozumienia słowa też trudno pogodzić z Konstytucją RP.

Taka weryfikacja kadr rozciąga się obecnie także na niższe szczeble edukacji o czym np. czytamy w Rzeczpospolitej ( 29.05.2009 -Zero tolerancji dla myślenia ) – ‚ Zbyt ambitni nauczyciele, zbyt kreatywni uczniowie stają się dla ministerstwa zawadą. W ostatnich dniach jedni usłyszeli, że źle wykonują swoje obowiązki, drudzy, że twórcze myślenie powinni pozostawić za drzwiami szkoły.”
Trudno się dziwić bo przykład idzie od góry, od Matki Rodzicielki innych szkół. Wyrejestrowanie, w latach 80-tych, z systemu szkolnictwa wyższego tysięcy myślących, kreatywnych naukowców, musiało zrobić swoje, a autorzy i beneficjenci tej czystki robią to co najlepiej potrafią – niszczą myślących i kreatywnych.

Niedawno Tadeusz Mazowiecki powiedział   „dobrze się stało, iż m.in. esbecy nie stali się po upadku komunizmu obywatelami drugiej kategorii.”

Nie słyszałem protestów, niestety nie słyszalem, aby ktos powiedział, że niedobrze się stało, że ofiary systemu komunistycznego w III RP stały się obywatelami drugiej kategorii, a nawet bez kategorii, bez prawa np.dostępu do materiałów w ich sprawach wytworzonych.

Sprawa czystek na uczelniach w latach 80-tych, o czym brak opracowań historycznych, jest niewątpliwie jedną z najważniejszych przyczyn obecnej zapaści ( przede wszystkim moralnej) w nauce i edukacji, obecnej patologicznej wieloetatowości beneficjentów systemu, przy bezetatowości ofiar. I to jest moim zdaniem sprawa, która winna zainteresować Rzecznika Praw Obywatelskich, bo dotyczy spraw wielu obywateli pokrzywdzonych przez utratę pracy, śmierć zawodową, wyczyszczenie z pamięci.

Liczne już pokolenie młodych jest natomiast skazane – ze względu na brak lustracji na uczelniach – na uczenie się u beneficjentów wielkiej czystki dokonanej wśród nonkonformistycznej, zbyt aktywnej części kadry akademickiej o etyce niezgodnej z obowiązującą ‚etyką’ komunistyczną.

Z poważaniem i nadzieją, że sprawa zostanie podjęta przez Rzecznika Praw Obywatelskich

Józef Wieczorek

Załączniki :

Zał. 1 Odpowiedź na pismo (RPO-492917-I/04/PK) z dnia 24 stycznia 2005 r.

Zał. 2 Pismo do rektora UJ 4.12.2005 (pokrzywdzeni w PRL)

Zał. 3 Pismo w sprawie wznowienia wykładów 15 września 2006 r.

Zał. 4 List otwarty 5 grudnia 2006 r.

Zał. 5 Roszczenie informacyjne 18.03.2008

Zał. 6 Odpowiedź UJ kwerenda 8.04.2008

Zał. 7 Roszczenie 20.06.2008

Zał. 8 Oświadczenie UJ 4 wrzesnia 2008

Zał. 9 Pismo UJ wznowienie wykładów 5 grudnia 2008

Zał. 10 Roszczenie informacyjne w sprawie weryfikacji kadr akademickich w latach 1982-1989 r.

Zał. 11 Wystąpienie UJ 9 lutego 2009

Jedna odpowiedź

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: