III RP posadowiona na fundamencie pozowanych zdjęć

plakat.PNG

[ z Archiwum Narodowego w Krakowie -www.ank.gov.pl]

III RP posadowiona na fundamencie pozowanych zdjęć

Minęła kolejna rocznica czerwcowych wyborów, które doprowadziły do instalacji III RP. Kto wygrał wybory ze strony solidarnościowej ? Ano ci co sobie zrobili pozowane zdjęcia z TW Bolkiem – wówczas niemal powszechnie poważanym Lechem Wałęsą.

Kto sobie pozowanego zdjęcia nie zrobił, nie wisiał na przedwyborczych plakatach – nie miał szans w wyborach i jego wpływ na budowę III RP był niemal żaden.

Kiedy niedługo potem, zwróciłem się do zwycięzcy z pozowanego zdjęcia o pomoc z dotarciem do moich teczek uniwersyteckich ( te dostępne kończyły się na wiośnie roku 1980 kończącego chyba historię i zaczynającego okres post-prawdy) ten zarzucił mi postawę roszczeniową i zagroził ‚załatwieniem’ mnie w Sejmie. Tak rozpoczęła się moja edukacja w zakresie natury III RP, której nie akceptuję, tak jak ona nie akceptuje mnie.

Od jakichś 10 lat wcielam się często w role fotoreportera i widzę chyba więcej niż inni.

Wielu chce, zapewne z przyzwyczajenia, czy może biorąc pod uwagę efekty wyborów 4 czerwca, abym im robił pozowane zdjęcia. Pomny skutków takich zdjęć – odmawiam. Pozowane zdjęcia nie pokazują prawdy, często ją fałszują,  a dobre zdjęcie winno pokazywać trochę prawdy, choć trochę duszy fotografowanego. Wolę zdjęcia niepozowane.

Zadowolenia z moich zasad jakoś nie widać.

Wielu się fotografuje na tle pomników bohaterów, zapewne aby ich odbierano także jako bohaterów, patriotów rzecz jasna, chociaż czasem na zdjęciach tych bohaterów nie widać, bo pozujący ich zakrywają – chcą być na pierwszym planie. Ale w życiu często jakoś bohaterskich postaw u nich  nie widać – widać jedynie substytut bohaterstwa w postaci zdjęcia na tle pomników bohaterów lub z pomnikami ( nieraz zasłoniętymi) w tle.

Mało znani fotografują się z dobrze znanymi (tak jak kiedyś kandydaci w wyborach 4 czerwca ) sądząc, że figurując razem na pozowanych zdjęciach staną się podobnie znani.

Wielu fotografuje się na tle krzyża, sądząc zapewne że będą uznawani za bardzo religijnych, choć zasadami etyki chrześcijańskiej zbytnio nie grzeszą.

Skoro takich zdjęć unikam, miłośnicy pozowania uważają mnie za cenzora, manipulatora, działającego na ich szkodę, choć umowy ze mną na takie, czy inne zdjęcia nie podpisywali. Uważają, że skoro ja fotografuję, to oni muszą mieć z tego satysfakcje i korzyści wizerunkowe. Przed wyborami (takimi czy innymi) taka postawa nad wyraz jest widoczna.

Fotografia to jednak ważny dokument i ma moc sprawczą o czym świadczą nie tylko wybory 4 czerwca 1989 r.

W tamtym roku zrobiłem wiele tysięcy zdjęć, różnej rzecz jasna jakości i wartości, ale największą moc sprawczą miało niezbyt dobrej jakości zdjęcia Zygmunta Miernika prowadzonego na rozprawę skutego kajdankami – także na nogach. Rozpowszechnienie tego zdjęcia, także wśród decydentów III RP spowodowało, że więcej już jego nogi nie były kajdankami skuwane. Mówię, że jednym zdjęciem zdjąłem Miernikowi kajdany z nóg.

Parę lat temu zrobiłem dokumentację pomników jordanowskich (w krakowskim Parku Jordana) będących w opłakanym stanie. Rozpowszechniłem, i ruszyła lawina medialno-decyzyjna. Po pół roku pomnikom przywrócono godne oblicze. Moc sprawcza fotografii była wielka.

Niektórzy zdjęcia wykorzystują jednak do autentycznych manipulacji czy fałszywych oskarżeń. Kilka lat temu zainspirowałem spotkanie, aby powołać w Krakowie Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego. Obecnym na spotkaniu zrobiłem zdjęcie, ale rzecz jasna na zdjęciu mnie nie było. Co było potem pominę milczeniem, ale po kilku latach, jeden z obecnych na spotkaniu i widoczny na zdjęciu oskarżył mnie o kłamstwa ogłaszając publiczne, że to nie ja inicjowałem założenie krakowskiego AKO, bo mnie przecież na zdjęciu nie ma. To że tam byłem i zdjęcie robiłem nie miało żadnego znaczenia. Ważny dowód w sprawie to to, że mnie na zdjęciu nie ma !

Widać, że zdjęcia rządzą światem, a nawet półświatkiem.

III RP, posadowiona na fundamencie pozowanych zdjęć, nie jest udanym projektem i żeby coś w tej materii zmienić warto robić zdjęcia dokumentalne, ale nie pozowane, bo wtedy więcej prawdy można pokazać i przyczynić się do zmian pozytywnych.

Profesor – fanatyk zaniedbywania studentów ?

m

Profesor – fanatyk zaniedbywania studentów ?

Jacek Majchrowski wielofunkcyjny obywatel Krakowa,  od 15 lat prezydent Miasta Krakowa (obecnie w trakcie 4 kadencji) a od 45 lat związany umową z Uniwersytetem Jagiellońskim, a od roku 2000 także z Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego skończył lat 70 i zgodnie z prawem przynajmniej na UJ winien przejść na emeryturę . Prasa podaje jednak, że Majchrowski chce uczyć dalej [http://www.dziennikpolski24.pl/region/a/na-prezydenta-krakowa-czeka-naukowa-emerytura-z-ktorej-nie-zamierza-skorzystac,11985426/ale nie wiadomo, czy jego chęci zostaną zaspokojone.

Nie wiadomo też, czy czasem Majchrowski nie zamierza startować na kadencję piątą prezydenta Krakowa – jeśli tego prawo nie zabroni.

Do tej pory uczelnia (UJ) nie chciała rezygnować z etatu prezydenta Krakowa, mimo że zaniedbywał studentów – opuszczał wykłady i to od lat, ignorował dyżury, niewielki z niego mieli pożytek studenci przygotowujący prace magisterskie. W roku 2013 UJ wypłacił mu 95 tys. zł , widocznie wysoko ceniąc jego zaniedbywanie studentów ! [http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3481311,prezydent-krakowa-nie-ma-czasu-dla-studentow,id,t.html].

Trudno się zatem dziwić, że mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nadal chce studentów zaniedbywać, bo ok. 100 tys jednak nie jest do pogardzenia, choć – jak od lat słyszeliśmy – pensje profesorskie są głodowe i stąd nikt na poziomie na uczelni nie chce pracować.

To fakt, tym bardziej, że obecny poziom wyznaczają ci, którzy oszukują studentów i boją się myśleć, a nie każdy, a w szczególnie ktoś na jakimś poziomie, chce robić za durnia, za bezmyślnego z bojaźni, a oszukiwaniem się brzydzi. [https://blogjw.wordpress.com/2017/03/21/misja-uczelni-jest-uczyc-ale-misjonarze-sa-wykleci/]

Mimo kiepskich pensji na uczelniach ( jak u Majchrowskiego w 2013 r. prawie 100 tys na UJ, 185 tys. zł na Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego na Akademii) zdarzają się fanatycy uczenia studentów nawet po przejściu na emeryturę, nawet jeśli to formalne uczenie jest realnym zaniedbywaniem, bo 24 godz., na dobę nie da się pracować ( i to przez lata) nawet jak się jest profesorem.

Nadzwyczajna kasta akademicka z wynagrodzeń za pozoranctwo akademickie nie rezygnuje, bo przecież „Pecunia non olet’, a władze uczelni – przez tą kastę wybrane – bynajmniej pozorantom nie chcą zmniejszyć wynagrodzenia, mając na uwadze kolejne kadencje i po-kadencyjne umiejscowienie!

Ta sytuacja trwa od lat i to bez przeszkód, bez protestów, bo uczelnie z elementu niewygodnego – stanowiącego zagrożenie dla takiej formuły uczelni- same się oczyściły, usuwając na wieki / dożywotnio, tych którzy studentów nie zaniedbywali, wykłady i to ponad miarę – przeprowadzali, a studenci przygotowujący prace magisterskie mieli z nich wielki pożytek.

Tacy dla profesorów – szczególnie przewodniej siły narodu – stanowili zagrożenie, bo studentów nie oszukiwali i nie bali się myśleć, a co gorsza myślenia i to krytycznego studentów uczyli.

Takich na uczelniach nie można było tolerować, bo gdzie by naród zaprowadzili ?

Na kogo profesorowie zaniedbujący studentów by wychodzili ?

Władze uczelni wiedziały i wiedzą co robią ! Płacić trzeba i to dobrze wielofunkcyjnym, i to ‚pieszczącym’ wysokie funkcje, pozorantom, zaniedbującym studentów, oszukującym ich jak inni, bezmyślnym z bojaźni, bo ci stanowią gwarancje utrzymania się nadzwyczajnej kasty akademickiej na dalsze lata, a nawet wieki.

Fatalna tendencja (4) – każdy badacz oddałby się najchętniej lenistwu, działaniom pozornym

Kongres logo

Fatalna tendencja (4) – każdy badacz oddałby się najchętniej lenistwu, działaniom pozornym,

czyli „Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką

 

Piotr Sztompka, wytrawny socjolog, zamiast analizy socjologicznej opartej na faktach sprowadza swoją akademicką analizę kryzysu uniwersytetu do subiektywnych wrażeń co samo w sobie jest tendencją fatalną (Po Kongresie Kultury Akademickiej NAUKA 2/2014 • 19-25 -PIOTR SZTOMPKA –http://www.portalwiedzy.pan.pl/images/2014/nauka/2_2014/N214-02-Sztompka.pdf) .„Po czwarte – zaufanie zostało zastąpione przez nieustanny audyt, ciągłe rozliczenia i drobiazgowe sprawozdania, których zdaje się i tak nikt nie czyta. Ale pozostaje wrażenie,
że każdy badacz oddałby się najchętniej lenistwu, działaniom pozornym, udawał, że pracuje, odwoływał zajęcia, czytał wykłady z notesika sprzed lat i starał się tylko wykiwać
przełożonych…”

Prof. Sztompka nie zbadał chyba socjologiczne dlaczego nastąpił upadek zaufania do środowiska akademickiego, dlaczego do osób utytułowanych zaufania mieć nie można ( bo można wyjść na dudka) ?

Mimo to, nadal wielu ratuje się przed krytyką, szczególnie zasadną, argumentując, że przecież to i owo zostało napisane/zaakceptowane/nagrodzone przez tylu to a tylu profesorów ( i to belwederskich) i tylu to a tylu doktorów ( i to habilitowanych) więc jest słuszne i krytyka tego to niedopuszczalny atak i szkalowanie i pod sąd trzeba z takimi. Ale to tym bardziej osłabia zaufanie do środowiska akademickiego, bo nauka tam się kończy gdzie kończy się możliwość krytyki, a używanie utytułowanych do tłumienia/blokowania krytyki to standard systemów totalitarnych.

Gdyby rozliczono środowiska akademickie raz a dobrze, tak u zarania III RP, to by ta fatalna tendencja nie występowała (przynajmniej tak silnie).

Niestety środowisko samo się nie oczyściło i nie ma zamiaru tego zrobić, ani choćby przeprosić za swoje brudy, więc brak zaufania do beneficjentów ( i przez nich reprodukowanych) jest jak najbardziej zasadny.

Poza tym samo środowisko akademickie nie ma do siebie samego zaufania ( wie dlaczego !) i dlatego np. nadawanie profesur ceduje na prezydenta, a profesury uczelniane – ironicznie, wręcz pogardliwie, określa podwórkowymi. Gdy przed ponad już 10 laty rektorzy mieli przygotować zmiany w systemie nauki i szkolnictwa wyższego oddali się pod opiekę prezydenta-choć-nie–magistra, aby ten im przygotował taką ustawę aby im było dobrze. No i prezydent–choć–nie-magister ustawę przygotował i rektorom zrobił dobrze, gorzej jeśli chodzi o naukę i szkolnictwo wyższe. Fatalna tendencja !

Działania pozorne, pozoranctwo naukowe jest u nas rozpowszechnione i nie jest to wrażenie, tylko smutna rzeczywistość. Systemowo – w systemie zamkniętym – jest ono wręcz preferowane.

Czy jest na świecie taki kraj, który by miał więcej niż Polska profesorów prezydenckich ? albo doktorów habilitowanych ? A u nas potęgę akademicką takimi parametrami się mierzy i wynagradza. Jak tę potęgę tytularną porówna się z potęgami naukowymi (choć nie tytularnymi) to okazuje się, że jesteśmy kopciuszkiem – pozorantem naukowym!

System, w którym ‚każdy badacz oddałby się najchętniej lenistwu, działaniom pozornym, udawał, że pracuje, odwoływał zajęcia, czytał wykłady z notesika sprzed lat i starał się tylko wykiwać przełożonych…” jest skutkiem Wielkiej Czystki Akademickiej, kiedy badaczy pracowitych (pracujących nieraz za kilku), nie udających, że pracują ( lecz harujących, od rana do wieczora), prowadzących zajęcia i to w nadmiarze ( i często za darmo !) i wykładających według standardu up-to-date – pousuwano jako stanowiących zagrożenie dla leniwych pozorantów profesorskich ( i ich milusińskich) i całych wręcz uczelni (szczególnie dla wzorcowej dla innych – uczelni profesora P. Sztompki).

Badań socjologicznych w tym aspekcie prof. P. Sztompka nie przedstawia. Nie wiadomo czy takie badania przeprowadził. Nie sprawia to dobrego wrażenia.

Może wzorem innych oddał się lenistwu i działaniom pozornym – fatalnej tendencji prowadzącej do kryzysu uniwersytetu?

Wieloetatowość dobija naukę

 

smuta-a

Wieloetatowość dobija naukę

Kiedy przygotowywano do przepchnięcia w sejmie bubel legislacyjny w postaci obecnej ustawy o szkolnictwie wyższym nie chciano większych zmian argumentując ‚nauka nie znosi rewolucji.’

Zrobiono wszystko aby nie akceptować takich ‚rewolucyjnych ‚ postulatów,   jak wprowadzenie jednoetatowości w szkolnictwie wyższym. Ilość możliwych do obsadzenia przez jedną osobę etatów ograniczono, uzależniono od zgody rektora, ale furtka pozostała i jest uchylana dla tych co potrzebują i są mili dla decydentów, lub sami decydentami są.

W mediach krzyczano po uchwaleniu ustawy „Rewolucja w szkołach wyższych!” Bo zdaniem mediów, jak ktoś już nie będzie pracował np. na 17 etatach, to już jest rewolucja i taką rewolucję jak najbardziej – nauka zniesie !

W ramach tej rewolucji ciała kolegialne zezwalają (a jakże) także rektorom uczelni pracować na wielu etatach i wszystko jest O.K. Wielu innych ( nie-rektorów) pracuje też na wielu etatach co widać np. po zrobieniu ‚kwerendy’ akademickich baz danych.

Na wielu etatach bez problemu pracują też dawni funkcjonariusze PZPR, TW, bo ci są solidarni między sobą i na młodzież akademicką negatywnie nie oddziałują. Obawy nie ma. Gruba kreska ten wpływ odcięła. Problem jest tylko z tymi co w PZPR czy TW być nie chcieli i do tej pory z obawy aby nie psuli młodzieży, nawet na jednym etacie nie mogą pracować, nie mówiąc już o wielu. Tych gruba kreska też odcięła. I nikt tej kreski do tej pory nie chce przekreślić ! także Solidarność, bo ta z tymi co Solidarność tworzyli solidarna nie jest, wybierając od czasów okrągłostołowych solidarność z PZPR i innymi beneficjentami systemu, także tam gdzie chodzi o kanty.

W ramach deklarowanej polityki miłości mamy miłować tych co z PZPR, co TW, tych z wieloma etatami, z kasą. Ci którzy tego nie miłują – to nienawistnicy i takich miłować nie trzeba. Co komu przyjdzie np. z miłowania bezetatowca ?

Wieloetatowość dobija naukę bo czyni ją pozorną, bo proces formowania młodego człowieka zastąpiono taśmą produkcyjną dyplomów bez wartości ale zapewniającą wieloetatowcom kasę, a uczelniom ich zatrudniającym spełnianie minimów kadrowych, czyli trwanie.

Propaganda – na uczelniach nikt nie chce pracować, bo tam pensje głodowe – jest oczywistą manipulacją zważywszy na fakt, że to beneficjenci tego patologicznego systemu trzymają się tych ‚głodowych’ etatów do grobowej deski, zatrudniają na tych ‚głodowych’ posadach swoje pociechy i krewnych ( aby im w głodowaniu towarzyszyli ?) i robią wszystko aby ci co i za mniejsze pieniądze ( lub bez pieniędzy) mieli/mają większe osiągnięcia , widoczne dla studentów ( i nie tylko studentów) gołym okiem, czasem na uczelniach się nie zjawili, aby kontrastu nie było!

Wieloetatowcy stworzyli lukę pokoleniową, wycinając lepszych od siebie, aby im było dobrze tzn. aby mogli czerpać dożywotnie korzyści z ‚głodowych’ etatów , no i by nosić status pokrzywdzonego, poświęcającego się dla idei poszukiwania prawdy i formowania nowych pokoleń.

Ale biada temu kto by chciał im pomóc w tym poszukiwaniu i formowaniu, nie mówiąc o wyręczeniu w tym poświęceniu.

Główne cechy populacji akademickiej Anno Domini 2009

samopomoc-akademicka

 

 

Główne cechy populacji akademickiej Anno Domini 2009

10 wybranych cech do komentowania i uzupełnienia

  • Cywilna odwaga sprowadzona do chowania głowy w piasek
  • Egocentryzm perfekcyjny o wymiarach kosmicznych
  • Niezdolność rozumienia słowa pisanego i niechęć do poznania słowa mówionego
  • Pozoranctwo naukowe
  • Produkcja bubli akademickich
  • Solidarność negatywna – do destrukcji i do wspierania degrengolady moralnej
  • Utrzymywanie się przy życiu dzięki wsparciu znienawidzonego moherowego podatnika
  • Umiłowanie kłamstwa i prześladowanie prawdy
  • Wieloetatowość, czyli zdolność do bilokacji, a nawet multilokacji, jednak bez nadziei na osiągnięcie stanu świętości akademickiej
  • Znieczulica i brak solidarności pozytywnej

Życzenia aby przynajmniej część z tych cech uległo istotnym zmianom w ciągu roku 2009