Akademicka nomenklatura partyjna, mimo 13 postulatu z sierpniowego strajku 1980 r.

schody wstępujące

Akademicka nomenklatura partyjna, mimo 13 postulatu z sierpniowego strajku 1980 r. 

 

17 sierpnia 1980 gdański Międzyzakładowy Komitet Strajkowy przedstawił 21 postulatów…(17 sierpnia 1980 r. przedstawiono 21 postulatów….niezlomni.pl)

M.in. przedstawiono 13 postulat, który brzmiał – ‚Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej,…’

I co ? Jak się ma realizacja tego postulatu w 2014 r. w sektorze akademickim ?

Nie ma nawet wykazu przynależności partyjnej kadry akademickiej z tamtych i późniejszych lat i nie ma woli aby go poznać !

Wykaz władz PZPR wzorcowej dla innych uczelni – UJ jest tylko na mojej stronie _ http://lustronauki.wordpress.com/2009/04/27/poczet-sekretarzy-komitetu-uczelnianego-pzpr-uj/

Mimo licznych opracowań, także IPN, niewiele wiadomo o zasadach doboru kadry kierowniczej ( i nie tylko) w sektorze akademickim PRL ( a także w III RP) wg klucza partyjnego, a nie kwalifikacji merytorycznych. Właściwie dobór ten jest (niemal)powszechnie akceptowany, także przez opozycję antykomunistyczną. Istnieje mniemanie (do dnia dzisiejszego !), że kto był (jest) dobry w nauce to mógł w PRL (także w III RP) wysoko zajść (tak rzekomo partia pozytywnie selekcjonowała kadry akademickie !?) .

Do dziś nie jest poznana rola kadry kierowniczej związanej z „S” w czyszczeniu kadr akademickich z elementu niewygodnego, ale nieco wiadomo ( np. na UJ) o przełożeniu układu okragłostołowego (PZPR – postępowa „S”) na platformę uczelnianą – obrona PZPR i wykluczanie ekstremy (nieetycznej , negatywnie wpływającej na młodzież….) podczas ‚transformacji” PRL w III RP.

Do tej pory nie poznano ( i nie ma woli poznania) np. przebiegu/wyników wyborów A.D.1981 do władz uczelnianych ( na różnym szczeblu – do zakładowego włącznie) i późniejszych losów tych, których zidentyfikowano jako zagrożenie dla przewodniej siły narodu na odcinku akademickim.

Nomenklaturowe, akademickie kadry kierownicze, mimo 13 postulatu strajku sierpnia 1980 r. przez lata, a nawet wieki, trzymały się mocno, także dzięki aktywnej postawie postępowej części „S”.

Upartyjnienie nauki A.D. 2014 r. jest wielkie i gwarantowane systemowo, tak na szczeblu najwyższym, jak i najniższym, choć partie się przefarbowały i rozmnożyły. Uczelnie stały się znakomitymi pasami startowymi, a przede wszystkim lądowiskami dla kadr partyjnych.

Oparcia sektora akademickiego na zasadach kwalifikacji merytorycznych, a nie umocowaniu partyjnym ( też rodzinnym) jakoś chyba nikt nie chce. Nie widać w każdym razie działań w takim kierunku. Widać natomiast postęp w staczaniu się świata akademickiego.

Reklamy

Konsekwencje Marca A.D. 1968 dla systemu akademickiego (i nie tylko) A. D. 2014

marzec 68

(materiały pomocnicze –  http://www.marzec1968.pl,  http://www.marzec1968.pl/m68/linki)

Konsekwencje Marca A.D. 1968

dla systemu akademickiego (i nie tylko) A. D. 2014

Od Marca 1968 r. – jednej ze znaczących dat w historii Polski, także w historii polskich uczelni, upłynęło już prawie pół wieku. Niestety konsekwencje Marca dla późniejszej historii polskich uczelni, dla dzisiejszego stanu nauki i edukacji w Polsce, jakoś nie są przedmiotem wszechstronnych badań. A szkoda.

Konsekwencje Marca A.D. 1968 w sferze akademickiej kojarzą się zwykle z czystkami antysemickimi na uczelniach, no i z ‚docentami marcowymi’, a to nie jest pełny po-marcowy krajobraz, zresztą nie uwzględniany na ogół w historiach polskich uczelni, które zwykle się kończą właśnie na r. 1968, a następnie „przeskakują” do III RP. Już sam ten fakt wiele mówi i budzi podejrzenia, że po Marcu działy się rzeczy ważne i niewygodne dla beneficjentów systemu nadal zapełniających (osobiście lub przez swoich godnych następców) mury uczelni.

Co prawda misją uczelni jest poznawanie prawdy, ale gdy prawda jest niewygodna, to ta misja schodzi na psy, podobnie jak same uczelnie. I to jest najważniejsza i najbardziej brzemienna w skutki konsekwencja Marca A.D. 1968 odczuwana w Marcu A.D. 2014 r.

W wyniku po-marcowych czystek wielu profesorów, doktorów pochodzenia żydowskiego opuściło uczelnie, jak i Polskę, jakkolwiek nie zawsze ze stratą dla nauki w Polsce, i nie zawsze była to krzywda dla samych usuniętych. Były to osoby na ogół zasłużone dla instalacji systemu komunistycznego w Polsce (por. Lustro Nauki http://lustronauki.wordpress.com/ i niektórych te wyjazdy uchroniły od kar jakie winny ich spotkać za to co w Polsce robiły (przykład Heleny Wolińskiej-Brus jest szczególnie drastyczny.http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/26/helena-wolinska-brus-doktor-nauk-prawnych-z-europejskim-nakazem-aresztowania/)

Ale łzy po ich stracie nadal są jednak widoczne, szczególnie w oczach populacji postępowców. Niektórzy dzięki wyjazdowi zyskali uznanie na świecie (mimo swej nikczemnej przeszłości, z której nie chcieli się rozliczyć) i także są hołubieni w III RP, do której wracają na wykłady fetowani na uczelniach (przykład Z. Baumana http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/17/zygmunt-bauman-socjolog-z-kbw-jako-agent-sejmon-represjonowany-w-1968-r/).

Z uczelni pousuwano też niewygodnych studentów, z których część poszła ‚w kamasze’ (na wychowanie w duchu socjalistycznym) i wróciła po roku-dwóch na uczelnie, ale inni już nie i zapewne ten odpływ niepokornych osłabił nonkonformistyczny potencjał akademicki. Niektórzy z konsekwencjami Marca 68 procesują się bezowocnie do dnia dzisiejszego (przykład Z. Korus – http://wkrakowie2014.wordpress.com/2014/01/14/proces-zygmunta-korusa/).

Marzec A.D. kojarzy się silnie z „docentami marcowymi”, tzn. doktorami bez habilitacji, mianowanymi na stanowiska docentów za właściwą politycznie postawę wobec tego co się w Marcu działo – bez względu na dorobek naukowy.

Skutkowało to procesem obniżenia poziomu intelektualnego, a przede wszystkim moralnego, kadr akademickich (i przez nich selekcjonowanych) coraz bardziej zdominowanych przez konformistów, oportunistów, miłośników systemu kłamstwa.

Co prawda wielu z tych docentów porobiło habilitacje, czasem gorsze od ich doktoratów, ale czasem i na przyzwoitym poziomie, i zdobyli kolejne szczeble naukowe (co w tym układowym, zniewolonym systemie nie było i nadal nie jest dla prawomyślnych trudne), a czasem zmienili front wraz ze zmianami wiatrów i można ich znaleźć nawet obecnie wśród ‚naszych’.

Jak wycięli po drodze lepszych od siebie, w glorii i chwale mogli przetrwać dziesięciolecia.

Gorzej z ich ofiarami, o których na ogół się nie mówi, nie pisze, ich losów nie bada – bo kto by takim badaczom dał granty/tytuły ?

Do tej pory nie został opracowany poczet docentów marcowych – ani ich dalsze losy i wpływ na naukę w Polsce. Ciekawe dlaczego ? Przecież tak wielu mamy badaczy i to habilitowanych/utytułowanych od dołu do góry, wzdłuż i w poprzek .

Niestety od czasów instalacji systemu komunistycznego utytułowanie skorelowane jest nader często z utytłaniem i jeno margines akademicki z tej reguły się jakoś wykręcał.

Dobrze mieć jednak na uwadze fakt, że w owym czasie byli też docenci i profesorowie bez habilitacji, ale za to na światowym poziomie, awansowani na podstawie dorobku naukowego, a nie politycznego, stąd dyskredytowanie wszystkich niehabilitowanych nie ma żadnego uzasadnienia, ale fetysz habilitacji jest wykorzystywany nawet w III RP do zabezpieczania się przed niewygodnymi, niepokornymi, przed powrotami do Polski wybitnych naukowców bez habilitacji, której w innych krajach o wysokim poziomie naukowym – nie ma (a nauka jest !).

Skoro narzekamy, że poziom nauki/edukacji jest obecnie niższy niż w PRLu, a habilitowanych i profesorów (i to belwederskich) mamy o wiele więcej, to widać że habilitowani i ‚belwederdy’ należytego poziomu naukowego nie trzymają ! – wręcz przeciwnie. Trzymają jednak znakomicie upolitycznienie systemu nauki i edukacji z negatywnymi konsekwencjami widocznymi gołym okiem.

Tak jak w prylu po Marcu 68 , o habilitacjach i ‚belwederach’, a także o grantach, w niemałym stopniu decydują kadry nepotyczno-towarzysko-partyjne ucinające niewygodnych, bo innej opcji politycznej, innej orientacji naukowej, a nie daj Boże o innym systemie wartości – stanowiących zagrożenie dla stabilnego patologiami środowiska akademickiego.

Zapomnianymi konsekwencjami Marca 68 były zmiany strukturalne na uczelniach– zastępowanie katedr instytutami dla przyspieszenia wymiany kadrowej. Katedry były jeszcze obsadzane przez profesorów formowanych przed wojną. Część z nich, po banicji w latach stalinowskich, wróciła po odwilży r. 1956.

Tworzenie instytutów ułatwiało zastępowanie tych kadr przez kadry nowego, socjalistycznego chowu i implantację do systemu bardziej wydajnych kryteriów kadrowych oraz ‚wychowawczych’.

Niestety jakoś badań w tej materii chyba nie ma ( będę wdzięczny jeśli ktoś wie o takowych), nie jest mi znany poczet dyrektorów po-marcowych na uczelniach i konsekwencje ich działalności.

Mogę podać jednak własny, bardzo pouczający przykład. Kiedy kończyłem UW (kierunek geologiczny, więc nieideologiczny) miałem na 99 % asystenturę u profesora formowanego przed wojną, szefa katedry. W związku ze zmianami strukturalnymi decyzja etatowa należała już jednak do towarzysza-dyrektora instytutu (habilitowanego!) i po przeczytaniu ankiety, którą trzeba było wypełnić okazało się, że w tym 1 brakującym procencie doskonale się mieszczę !

99 % wartości merytorycznej (czego towarzysz nie kwestionował) nic nie znaczyło wobec braku zaangażowania w budowę najlepszego systemu, które było zerowe.

A przynależnością do ZMS to się Pan nie zhańbił ? „ spytał towarzysz dyrektor . ‚A nie’ odpowiedziałem i wyszedłem wybierając tułaczkę za chlebem.

Tak tworzyły się nowe kadry. Ci, którzy się zhańbili, nie mieli takich problemów i zaszli wysoko w hierarchii zhańbionego systemu akademickiego, w którym oceny merytoryczne były na ostatnim planie. Ten proces jeszcze się nasilił u schyłku prylu, w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej, a mimo to prestiż utytułowanych/utytłanych pozostał u zniewolonego społeczeństwa.

Tak jest i do dnia dzisiejszego – niemerytoryczne oceny, awanse i prestiż niemerytorycznie ocenianych/awansowanych.

Punkty za pochodzenie znane z czasów PRL co prawda zostały zniesione, ale pozostały w praktyce punkty (i to znacznie większe) za właściwy kod genetyczny/towarzyski/tematyczny. I to na wszystkich szczeblach rekrutacji i awansu akademickiego, a także finansowego/grantowego itp.

Nomenklatura akademicka pozostała, choć PZPR już nie ma.

Szybkość karier naukowych wzrasta wraz z obejmowaniem wyższych stanowisk partyjnych. Jak partia jest u władzy, trzeba się śpieszyć z rozwojem naukowym (przy obstawie towarzysko-układowej) aby po zmianie rządzących wylądować na uczelniach, na jak najwyższym, najlepiej nieusuwalnym, stanowisku.

Karuzela po-marcowa kręci się nadal. I nie ma widoków na jej zatrzymanie.

Negatywna selekcja kadr jest stałą ‚wartością’ polskiego systemu akademickiego co widać wkoło, ale na ten widok chowa się odważnie głowy w piasek do podręcznych strusiówek – nieodłącznego atrybutu akademickiego, aby nie być posądzonym, że się widziało i się nie reagowało.

Z podręcznej strusiówki nic nie widać, nic nie słychać, więc etos akademicki (zobowiązujący do reakcji na patologie !) nie jest zatem naruszany. Spryciarze ci ‚profesorowie ‚ -nieprawdaż ?

Marzec A.D. 1968 uformował na wieki procedury tworzenia konformistycznych mas akademickich, które przetrwały do Marca A.D. 2014 ( i jak długo jeszcze ?).

I to było na tyle, na kolejną rocznicę Marca 1968 roku przeznaczone.

Józef Wieczorek,

dysydent akademicki,

jako konsekwencja polityki akademickiej po Marcu A.D. 68,

utwardzonej po grudniu 1981 r.

i kontynuowanej po czerwcu 1989 r.

do Marca A.D. 2014 ( i do końca świata ?)

przez siły postępu,

tak proweniencji komunistycznej, jak i solidarnościowej

Na ile kontrola UJ przez komunistyczną policję polityczną była skuteczna

Na ile kontrola UJ

przez komunistyczną policję polityczną była skuteczna

IPN anonsując spotkanie z cyklu „Krakowska Loża Historii Współczesnej” (Kraków, 10 października 2012) na temat Uniwersytet w państwie policyjnym”zadaje pytanie na ile kontrola UJ przez komunistyczną policję polityczną była skuteczna’.

Pytanie jak najbardziej zasadne i bardzo ważne dla poznania tamtych czasów, ale także i i dla poznania czasów obecnych. ( kolejne pytanie z anonsu IPN _ ‚ co z tego wynika dla dzisiejszej kondycji Uniwersytetu ?)

Trzeba by odpowiedzieć na to pytanie sporą książką, ale czy kontrola badań, kontrola osób niewygodnych, tak wówczas, jak i obecnie, polityki wydawniczej na to pozwoli?

Póki co próba ekspresowej odpowiedzi, bez ujęcia statystycznego, a w kontekście osobistym.

Kontrola UJ w sprawach zasadniczych była skuteczna, a skutki tej kontroli trwają do dziś.

UJ był kontrolowany wszechstronnie (szczególnie polityka kadrowa, także badawcza, materiałowa – warsztaty pracy, wyjazdowa, awansowa itp.) przez symbiontów PZPR – SB – nomenklaturowe władze uczelni .

Władze uczelni brały skuteczny udział w wykluczaniu z systemu niewygodnych , stanowiących zagrożenie dla systemu ( tak identyfikowanych też przez PZPR i SB) i chronili przed nimi socjalistyczny uniwersytet. ( lektura uzupełniająca – UJ za rektora Mieczysława Karasia, czyli zamiana Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytut Propagandowy Polskich Ko­munistów.- http://lustronauki.wordpress.com/2009/11/14/uj-za-rektora-mieczyslawa-karasia/)

Władze UJ nadal w III RP sprawują :

kontrolę osobową,

kontrole materiałową,

kontrole badań

w kontynuacji kontroli nad uczelnią układu symbiotycznego PZPR – SB- nomenklaturowe władze uczelni, przy zachowaniu wielu metod i principiów z czasów PRL.

Kontrola osobowa

Władze UJ chroniły UJ także po upadku PRL – aby ci wykluczeni w wyniku politycznej weryfikacji kadr w PRL czasem na uniwersytet nie wrócili – brak odwilży po roku 1989 !

(jaką rolę w tej ochronie odgrywali symbionci z państwa policyjnego – PRL, oficjalnie już nie istniejący w III RP , winno być przedmiotem rzetelnych badań)

Władze UJ samodzielnie (? ), autonomicznie (?) sprawując kontrolę osobową na uczelni, po rozwiązaniu PZPR i SB utrzymywały na UJ jawnych współpracowników – aparat partyjny ( np. towarzysz dyrektor z PZPR – dyrektorem 10 lat w PRL , kilkanaście lat w III RP, obrona partyjniaków przed ekstremą z ‚S’ – pisma, akta osobowe niewygodnych, wykluczonych uzupełniane w jeszcze 1993 r.) a także tajnych współpracowników (obrona TW – kontrastuje z brakiem obrony wykluczonych – tych którzy TW być nie chcieli, jednoczesne podnoszenie poziomu zagrożenia ze strony wykluczonych : w PRL – zagrożenie dla UJ, w III RP, -zagrożenie dla całego środowiska akademickiego !)

np. Niewyjaśniona (?) zagadka – dlaczego dr Reszczyński może pracować na UJ, a dr Wieczorek -nie ?

http://nfapat.wordpress.com/2008/08/28/niewyjasniona-zagadka-%E2%80%93-dlaczego-dr-reszczynski-moze-pracowac-na-uj-a-dr-wieczorek-nie/

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/

UWAGA : Konieczne jest zbadanie funkcjonowania układu okrągłostołowego na poziomie uczelni.

Kontrola materiałowa

Ochrona akt epoki przez władze UJ przed ich ujawnianiem, 25 lat akta zaaresztowane, brakowane, uzupełniane ( dla historyków UJ? ! aby pisali jedynie słuszne historie UJ !) . Akta UJ najmniej wiarygodne, znacznie mniej wiarygodne niż akta SB, czy PZPR.

Niszczenie warsztatów pracy niewygodnych (stanowiących rzekomo zagrożenie dla UJ) i zacieranie śladów, pamięci o pokrzywdzonych, także w badaniach historyków UJ nad ‚pokrzywdzonymi’ i w dziełach obrazujących rzekomo historię tamtych czasów ( Dzieje UJ, historie instytutów UJ itd. ) m.in.

http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

25 lat minęło

https://blogjw.wordpress.com/2011/12/05/25-lat-minelo/

Kontrola badań

Projekty badań nad historią UJ prowadzone są głównie przez beneficjentów systemu i zatrudnionych na UJ z wykluczeniem ( ze sponsoringu, z dostępu do akt uczelnianych, z patronatu nad badaniami i ich drukiem, z relacji świadków historii) tych którzy przez symbiotyczny układ zostali wykluczeni, (Kilka refleksji akademickiego nonkonformisty na temat “S” UJ w dokumentach i wspomnieniach

https://blogjw.wordpress.com/2010/12/14/kilka-refleksji-akademickiego-nonkonformisty-na-temat-s-uj-w-dokumentach-i-wspomnieniach/

Koncentrowanie się na wybranych, niektórych sprawach osobowych (kto na kogo donosił), z wyłączaniem spraw niewygodnych i niewygodnych (nadal) świadków historii.

Zatem kontrola UJ przez komunistyczną policję polityczną była skuteczna i trwa nadal przez symbiontów kontroli z czasów PRL i beneficjentów tej kontroli w czasach III RP.

Ma to przełożenie na dzisiejszą kondycję Uniwersytetu.

Pod uwagę Rektora i Senatu UJ na początek 26 roku akademickiego po wykluczeniu z patologicznego systemu – https://blogjw.wordpress.com/2012/09/27/pod-uwage-rektora-i-senatu-uj/)

Józef Wieczorek

Akademicki system nomenklaturowo – strusiówkowy

s

 

 

Akademicki system nomenklaturowo – strusiówkowy

To, że jesteśmy potęgą akademicką jeśli chodzi o ilość szkół z nazwy wyższych, jeśli chodzi o ilość doktorów i to habilitowanych, oraz profesorów i to belwederskich – to wiadomo. Nikt w świecie nie może nam dorównać. 

A jednak w świecie nauki niewiele znaczymy, a nauka niewiele znaczy dla naszej gospodarki. Poziom elit zamiast wzrastać – maleje wraz ze wzrostem formalnego wykształcenia.

Widocznie tytularne pomiary wartości naukowej niewiele są warte. Np. w USA habilitacji – nie ma, a nauka -jest, prezydent USA profesur nie nadaje i nic do nich nie ma – a profesorowie na poziomie są, i nie są to profesorowie ‚białodomowi’ , tylko naukowi ! 

U nas tylko się głosi o tym aby oddzielić naukę od polityki, ale jak coś nie jest politycznie uwarunkowane – to nic nie znaczy. Jak profesor – to winien być namaszczony przez prezydenta, choćby nieuka. Nawet ustawę o szkolnictwie wyższym naukowcy/rektorzy scedowali na prezydenta, choć nie magistra. Dobrze na tym wyszli – gorzej z nauką.

Nawet opozycja kurczowo trzyma się systemu instalowanego po wojnie przez politruka Włodzimierza Sokorskiego, który z frontu wojennego skierowany został na front akademicki i zapowiedział zarządzanie nauką za pomocą scentralizowanej habilitacji – i tak już zostało. 

To, że w PRL formowano kadry akademickie w systemie nomenklaturowym to chyba każdy już winien wiedzieć, choć nie jest pewne, że wie, bo w historiach ‚akademickich’ na ogół ani słowa na ten temat. Nic dziwnego, „akademicy” nie lubią podawać jak to się stało, że stali się autorytetami – a u nas tytuł ( choćby nomenklaturowy) = autorytet ( choćby nie wiadomo jakie brednie wygadywał). Jasne, że wśród utytułowanych w PRL/IIIRP są i znakomici, i autorytety rzeczywiste, ale to margines, jakby wyjątek od reguły. 

Jeśli ktoś myśli, że system nomenklaturowy skończył się w III RP to się grubo myli.

Zaakceptowani przez PZPR ‚profesorowie’ zdominowali system akademicki III RP, reprodukując sobie podobnych, także w warunkach powszechnej nomenklatury, tylko po pewnych roszadach. 

Nomenklatura partyjna, no i genetyczna, decyduje o stanie akademickim nie mniej niż w PRL, a może nawet więcej. W PRL istniały jeszcze kadry akademickie uformowane do końca, a przynajmniej na początku w II RP i mimo ich usuwania, marginalizowania, jakoś potrafiły się niekiedy zachowywać jak trzeba. Jak przyszły (szczególnie w latach 80-tych) akademickie kadry formowane w okresie ZMP i przez niech reprodukowane, świat akademicki zaczął się staczać do stanu obecnego.

Po oczyszczeniu uczelni z elementu niewygodnego ( tego funkcjonującego z podniesioną głową w okresie przed transformacją) po transformacji pozostali głównie mieszkańcy ‚podręcznych strusiówek’ ( piaskownic podręcznych) , samoreprodukujący się zgodnie z kodem genetycznym i towarzyskim/partyjnym. Tak funkcjonowały/funkcjonują ‚konkursy’ na etaty, na granty, procedury wyjazdów/współprac zagranicznych, awansów, recenzji, ‚utytuławiania’ etc.

Zdobycie władzy politycznej/decydenckiej zwykle wiązało się z przyspieszeniem formalnych karier naukowych (od doktora do profesora, belwederskiego rzecz jasna) w ramach realizacji praktycznego projektu ‚Swoi swoim’.

I tak już pozostało, i jest jak jest, i większość ( i to zdecydowana), także opozycyjna, to akceptuje, bo jak się role zmienią to co by z tego mieli ? Kto myśli o Polsce, z wyjątkiem ‚nieudaczników’, ‚oszołomów’ ? 

Nikomu jakby całkiem nie przeszkadzało to, że nadal Polacy – naukowcy i to przede wszystkim ‚ zachodni’ – ci co zostali uformowani w systemach ‚wstecznych’, burżuazyjnych, kapitalistycznych, są w Polsce akademickiej dyskryminowani, a ci co we wschodnich, ‚postępowych’, socjalistycznych – preferowani. Polscy naukowcy na ogól nie wracają z zagranicy i nikt tu ich nie chce, a wielu nadal wyjeżdża – bo co tu robić ! Szkoły, z nazwy wyższe, skutecznie produkują jedynie bezrobotnych. 

Nie było i nie ma planów ‚odwilży’, która po 1989 r. w systemie akademickim nie nastąpiła i ci wykluczeni przez peerelowskich symbiontów: PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni bynajmniej nie wrócili do systemu. Zdrowa, pookrągłostołowa ‚S’ zadbała o to aby towarzysze partyjni mieli zapewniony byt i władzę akademicką i aby ‚awanturnicy’ im tego nie zakłócali.

Jeśli kogoś w PRL źle oceniała PZPR winno to być zachowane/utrzymane w III RP ! Towarzysze partyjni ( i ich symbionci) najlepiej przecież wiedzieli kto jest dobry, a kto zły (i dla kogo) – nieprawdaż ? 

Wykluczeni w PRL pozostają nadal wykluczeni w III RP ! – bo tak wyglądały principia transformacji akademickiej i do dziś tak to wygląda.

Nie można tego zmienić, ani nawet tego badać/opisywać – to temat tabu i dla rządzących i dla opozycji. Trwa tylko walka o to, aby utytułowani beneficjenci systemu za etaty/tytuły uzyskane w systemie nomenklaturowo-strusiówkowym mieli jak najwięcej, nawet jak ich działalność jest per saldo ujemna ! 

Gigantyczne inwestycje w nieruchomości akademickie nie przyniosą poprawy jeśli polityka kadrowa i etos akademicki, czy raczej jego brak, pozostaną takie same.

Może ja się mylę ? Bardzo bym tego chciał i chciałbym zapoznać się ze strategią opozycji naprawy kiepskiego stanu nauki i edukacji, co jest kluczowe dla stanu Polski. Bez realnej wizji rozwoju nauki i edukacji wyższej Polska z obecnego dołka nie zdoła wyjść. Bez zreformowania, i to radykalnego, głowy systemu, żadnej istotnej poprawy nie będzie. Co widać i po ‚reformie edukacji’ Handkego, który co prawda chciał zreformować system edukacji, ale bez zreformowania głowy – szkolnictwa wyższego, do czego nie miał sił, ani środków – więc wyszło jak widać. Dobrze aby Polak nie był głupi po szkodzie i zreformował o ile jest jeszcze do tego zdolny – głowę. 

Problem jest trudny, bo głowy akademickie chowane są w piasek – do podręcznych strusiówek (piaskownic podręcznych), a to powoduje, że nic nie widać, nic nie słychać, a po dłuższym okresie w takiej pogrążonej w piasku głowie (brak dopływu tlenu) zanika szara substancja i nic nie da się zrobić.

Ale tak funkcjonuje polskie środowisko akademickie. Uzasadnienie zwykle jest następujące: muszę głowę trzymać w strusiówce, bo jak się wyprostuję i głowę z piasku wyciągnę to głowa spadnie, a ja chcę mieć kolejne granty/stopnie/tytuły/stanowiska/…… Te, jak widać ( ale tylko przez tych co trzymają głowę podniesioną) są uwarunkowane nie tym co się ma w głowie, tylko tym gdzie ta głowa się znajduje. Tak, tak. Ileż to głów akademickich spadło bo były podniesione co stanowiło zagrożenie dla ‚strusiówkowego’ systemu.

W naszym systemie akademickim najważniejsza jest pozycja głowy, a gatunek Struthio academicus opanował niemal wszystkie nisze akademickie i nie ma konkurencji.

Rząd nie ma interesu aby to zmienić. A opozycja ? 

Należy się jeszcze zapytać dlaczego nad zmianami systemu akademickiego z nomenklaturowo-strusiówkowego na normalny, niezbędny dla rozwoju Polski, nie ma żadnej dyskusji, żadnej otwartej debaty, także w tzw. wiodących, wzorcowych dla innych ośrodkach akademickich ?

Trudno jednak liczyć na odpowiedź.

 

Bibliografia:

Lustracja i weryfikacja naukowców PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

 

Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki

http://nfapat.wordpress.com/

 

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

 

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

 

Nie jestem na tyle odważny aby chować głowę w piasek

https://blogjw.wordpress.com/2009/07/11/nie-jestem-na-tyle-odwazny-aby-chowac-glowe-w-piasek/

25 lat minęło

25 lat minęło  

Kraków, 5 grudnia 2011 r.

Józef Wieczorek

ul.Smoluchowskiego 4/1

30-069 Kraków

Senat i Rektor UJ

Kraków, ul Gołębia 24

25 lat minęło

Ćwierć wieku temu, w ramach symbiotycznych działań *nomenklaturowe władze uczelni- PZPR-SB * typowych dla okresu PRL , zostałem wykluczony z UJ na podstawie zarzutów do tej pory nie udokumentowanych merytorycznie, przez komisję w składzie do tej pory nie ujawnionym ( z wyjątkiem szefowej komisji – osoby ujawnionej po jej śmierci), a dokumenty w mojej sprawie pozostają do dnia dzisiejszego ‚zaaresztowane’ przez zarządzających uczelnią – utajnione wobec mnie na mocy ‚prawa’ z r. 1983 i chyba innych ‚praw’.

Dokumentację mojego ‚dialogu’ z władzami UJ, wraz z absurdalnymi argumentacjami strony uczelnianej, ujawniam pod adresem http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

Z dokumentacji tej wynika, że władze UJ przez te 25 lat nie miały mocy intelektualnych/moralnych do wyjaśnienia swoich poczynań, do poznania prawdy, na poszukiwanie której otrzymują z kieszeni podatnika (także mojej) niemałą ilość środków finansowych.

Nie jest to ewenement w historii UJ, której poznania tak się boją także historycy UJ ( por. bibliografia- poniżej) ale kompromitujący – z punktu widzenia tak intelektualnego, jak i moralnego – władze uczelni. Pokazuje, że władze UJ są niezdolne do realizacji swoich statutowych obowiązków.

Odnosi się wrażenie, że władze UJ (jak i beneficjenci czystek PRL) uważają politykę kadrową prowadzoną pod batutą PZPR, SB, za optymalną, a produkt finalny tej polityki (znanej jako negatywna selekcja kadr) – za najlepszy z możliwych. Ponadto reprodukcję kadr, na swoje podobieństwo, prowadzoną w III RP na drodze chowu wsobnego, ustawianych ‚konkursów’, traktują jako najlepszą formę wyłaniania najlepszych kadr, które winny być finansowane w jak największym stopniu przez mniej rozwiniętego podatnika.

Efektem tej postawy był brak ‚odwilży’ po roku 1989, w odróżnieniu od roku 1956, kiedy to wykluczeni na drodze czystek komunistycznych wykładowcy, oskarżani wcześniej – w czasach stalinowskich – o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką , wracali po kilku latach na uczelnie .

Tym razem decydenci akademiccy, i zarazem beneficjenci czystek akademickich schyłkowej fazy PRL, nie popełnili takiego ‚błędu’ i heroicznie wręcz walczyli o to aby ofiary czystek – oskarżani, jak w okresie stalinowskim, o negatywne oddziaływanie na młodzież – na uczelnie nie wrócili, aby ich akta zostały zamknięte na wieki ( to fakt, bo w kolejnym wieku też są zamknięte !) , aby w historiach pisanych przez beneficjentów systemu, nie tylko o czystkach , ale nawet o stanie wojennym nie było mowy (por. np. sławetne dzieło ‚Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego’ ). Na podstawie analizy akt symbiontów z okresu PRL – ‚władze uczelnie – PZPR-SB’ mogę stwierdzić, że to akta SB są najbardziej wiarygodne a akta uczelniane – najmniej, stąd apele np. KO ‚Zebu’ aby wierzyć profesorom/rektorom, a nie wierzyć SB nie mają uzasadnienia.

Co więcej, w ramach realizacji filozofii okrągłostołowej chroniono , i to razem z (neo)Solidarnością, aparat partyjny przed zgubnymi skutkami ew. powrotów na uczelnie elementu niewygodnego, radykalnego, nonkonformistycznego, uczącego myślenia, elementu o etyce stanowiącej zaprzeczenie etyki socjalistycznej ( więc nie do zaakceptowania także w III RP) , i postawie obywatelskiej wrogiej wobec przewodniej siły narodu (zgodność postaw/opinii/oskarżeń – PZPR, SB i władz uczelni – zdumiewająca, ale chyba konieczna dla przetrwania w ramach symbiotycznych związków).

Symbioza aparatu PZPR – SB- nomenklaturowe władze uczelni , wzmocniona jeszcze przez postawę (neo) ‚S’, zdała w tym okresie egzamin w utrwalaniu zdobyczy PRL, w umocnieniu dotychczasowej i formowaniu nowej, ‚właściwej’ kadry, ‚właściwego’ systemu akademickiego , czego skutki mamy do dnia dzisiejszego w postaci degrengolady moralnej świata akademickiego, produkcji gigantycznej ilości dyplomów bez wartości, rozwoju utytułowanej/utytłanej kadry, która nie tylko niewiele (czasem nic) znaczy w nauce/edukacji wyższej, a nawet nie jest w stanie zastąpić ‚zera’, które wyeliminowała/eliminuje.

Znamienna dla trwałości/umacniania się tego systemu jest kariera mgr Andrzeja Kozaneckiego – aby podać przykład z UJ, b. I sekretarza KU PZPR – pozytywnie ocenianego także przez ‚historyków’, który bez problemu przeszedł czystki akademickie schyłku PRL organizowane pod swoją?/ swojej partii batutą, a w III RP awansował nawet na członka komisji PAU, mimo że jego dorobku naukowego/edukacyjnego nikt (nawet władze PAU) zainteresowanemu nie potrafi udokumentować ! Czyżby do pozytywnej oceny wystarczyła wdzięczność beneficjentów systemu za to, że nie zostali wyrejestrowani ?

Wyrejestrowanymi ‚nieudacznikami’ bez względu na dorobek naukowy/osiągnięcia edukacyjne/formacyjne pies z kulawą nogą, w tym ‚historycy UJ, się nie interesuje . Bo i po co ? Jeszcze by wyszło na wierzch, że wyrejestrowani, nawet bez finansowania , mieli/mają większe osiągnięcia od wielu beneficjentów systemu ? A to by zdestabilizowało system uczelniprzypominających pod względem efektywności peerelowskie PGR-y.’ (MYŚLENIE UCIEKA Z UNIWERSYTETU – Magdalena Gawin. Wiedza i Życie, 10, 2011) ale z jakim heroizmem broniony przed jakimikolwiek zmianami.

Jak wynika z wieloletniej korespondencji władze UJ miały/mają poważne trudności ze zrozumieniem słowa pisanego ( także własnego) i np. nie opanowały nawet umiejętności odróżniania literki ‚W’ od ‚Ł’, bo nawet tak prosta znajomość liternictwa uchroniłaby władze przed absurdalnymi orzeczeniami, że otrzymałem z UJ materiały o jakie prosiłem. Materiały te wysyłano u schyłku PRL do mgr Michała Ługanowskiego – Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie (zakamuflowana jednostka SB ?) a nie do dr Józefa Wieczorka . Materiały dla mnie nieodstępne, bo moja teczka kończyła się na wiośnie roku 1980 r, ciekawe, że z bardzo pozytywną wówczas opinią mojej osoby, jako całkowicie samodzielnego pracownika instytutu.

Utajnianie papierów w mojej sprawie już 25 lat świadczy o wadze tych materiałów ( czyżby stanowiły zagrożenie dla funkcjonowania państwa ?) i uzasadnia zapewne opinię o mojej osobie jako śmiertelnego zagrożenia dla środowiska akademickiego, beneficjentów systemu PRL. To zresztą władze UJ potwierdziły przed kilku laty w sprawie brutalnego ataku rektora UW (na łamach Gazety Wyborczej) na moją osobę, natychmiast po utworzeniu Niezależnego Forum Akademickiego ( platformy niesterowanej odgórnie dyskusji nad patologiami akademickimi i reformami systemu. Atak ( jak widać dziś – nieskuteczny) uzasadniany był koniecznością przeciwdziałania destabilizacji środowiska akademickiego .

Stabilne, swoimi patologiami, środowisko poczuło się zagrożone destabilizacją ich (anty)wartości i jedna , nic nie znacząca istota , urosła w ich przerażonych oczach do roli mitycznego herosa. Atak przeprowadzono jak zwykle na gwiazdkę, tym razem 2004 r. (Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Herodahttps://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/) .

Zresztą już wcześniej strach ogarnął beneficjentów na samą myśl o możliwym moim powrocie na uczelnię i przed sejmową komisją pojednawczą w 1990 r. strona rektorska zaprezentowała moją osobę, jako kogoś na kształt dyktatora uczelni, który zmieniał kierowników jak rękawiczki. Do tej pory w wydawanych historiach UJ, nie znalazłem zapisów o istnieniu tak wszechpotężnej osoby na UJ (żadna historia nie powinna jej pominąć) , gdzie jak nieraz czytamy/słyszymy nawet rektor nie może zmieniać kierowników jak rękawiczki, natomiast ma ogromne kłopoty aby wyrejestrować kiepskich/nierzetelnych zwykłych pracowników (mają prawa nabyte do kiepskości/nierzetelności !?) nie mówiąc o aparacie esbeckim czy partyjnym, którego po prostu wyrejestrować nie chciał/nie chce.

Jak mój przypadek wskazuje, rektorzy nie mieli jednak najmniejszych trudności z wyrejestrowaniem niewygodnych dla towarzyszy, tych co nie chcieli być TW, tych których studenci oceniali najwyżej/najlepiej, a młodzi uzasadniali

..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”
„dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”.
„Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”

Co prawda młodzi ostrzegali – jak się okazuje całkiem zasadnie/proroczo – władze UJ takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek”,  ale władze UJ przedkładały utrzymanie dobrych relacji ze swoimi symbiontami nad dobro nauki/edukacji, czego skutki trwają do dziś, a władze UJ baczą jedno aby prawda nie wyszła na wierzch. Nic w tej materii nie zmieniło nawet zwiększenie na UJ produkcji wina – zdobywającego liczne laury. Co prawda ‚in vino veritas’, ale widocznie po zwiększonym spożyciu (produkcja tylko na użytek wewnętrzny) trudno nawet ją dostrzec.

Rzecznik Dyscyplinarny, przed ćwierć wiekiem, stwierdził w swym dochodzeniu: odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, ale stratami uniwersytetu władze UJ się nie przejmowały, materiały rzecznika utajniły, moją teczkę przetrzebiły, nowymi tekstami i oskarżeniami (m.in. o posiadanie własnej wartości ! Co za hańba !) uzupełniły (jeszcze w 1994 r. ! ) a historycy napisali fałszywą historię UJ.  Władze UJ i także (neo)’S’ rozpoczęły walkę o jak największe dotacje dla ‚udacznej’ części kadry uczelnianej (beneficjentów systemu, też PZPR, TW, mobberów, kłamców etc.)

Co prawda mimo ogromnych środków na nową infrastrukturę jakoś wysoko w żadnych rankingach UJ nie zaszedł, no bo skoro wyrejestrowano tych co i za małe pieniądze potrafili formować dobrych naukowców/dobrych absolwentów, to jasne, że najpiękniejsze budynki, najlepsze komputery etc. tej luki nie zapełnią. Naukę/uczelnie tworzą przede wszystkim ludzie, pasjonaci, talenty ‚trenerskie’ a nie egocentryczne monstra, choćby najlepiej uposażone/wyposażone.

Sam fakt, że żaden z profesorówdoktorówhabilitowanychnaukipolskiej zatrudnionych etatowo w UJ nie był w stanie zastąpić wyrejestrowanego z systemu (‚ zera’ ?!) świadczy o dolinie nicości jaka ukształtowała się na UJ. Okazało się, że ‚zero’, które otrzymało do realizacji uruchomienie nowych wykładów, seminariów, formowanie magistrów, prowadzenie rozlicznych zajęć, opiekę naukową nad kołem studentów, redakcję czasopisma o globalnym zasięgu itp. a następnie po zdecydowanie ponad-przeciętnym zrealizowaniu tych ponad-profesorskich obowiązków (żaden z prof nie był w stanie im podołać ) i otrzymaniu najwyższych ocen za tą działalność (przed stanem wojennym od rady naukowej, a po stanie wojennym od formowanych absolwentów), w ‚nagrodę’ zostaje wyrejestrowany z systemu za ‚psucie’ młodzieży, rzekomą niechęć do pracy ze studentami (szczególnie w Tatrach, bo tam jako jedyny z instytutu uczyłem ich geologii – za darmo !) szkodzenie uczelni, niewłaściwą etykę (bo nie socjalistyczną), postawę obywatelską (bo wrogą dla systemu PRL – jak stoi w aktach SB) i niezłomny charakter (niepożądany dla zarządzających charakterami złomnymi). Czy można się dziwić, że władze stosujące bolszewickie metody wykańczania niewygodnych tak się kryją w akademickich ‚strusiówkach’ ?

Po latach okazało się jednak , że nie ja byłem zagrożeniem dla uczelni, nie z mojego powodu UJ nie mógł się rozwinąć, bo po moim odejściu jakoś rozwój też nie nastąpił, a nawet nastąpił jakby rozwój wsteczny, bo te ‚najlepsze’ kadry nie potrafiły zastąpić wyrejestrowanych, nie dawały sobie/nie dają sobie rady z patologiami akademickimi, z formowaniem nowych kadr, a nawet z kształceniem na przyzwoitym choćby poziomie – katastrofa edukacyjna jest faktem i na nikogo innego niż na siebie władze UJ i wzorujące się na UJ władze innych uczelni,  przyczyn tej katastrofy zrzucać nie mogą.

Moje opinie/prognozy z lat 80-tych, protesty przeciwko deprawacji młodzieży, okazały się prorocze i na nic zdało się skierowanie mnie na ścieżkę dyscyplinarną, wykluczenie z UJ, bo to nie ja rozkładałem UJ, lecz błędna/obłędna polityka kadrowa symbiontów PRL, utrzymana w mocy w III RP.

W końcu wystarczy być istotą rozumną, aby przewidzieć, że

-jak się usunie myślących i uczących myślenia – to pozostanie jedynie bezmyślna masa upadłościowa,

-jeśli usunie się krytycznych – to pozostanie masa bezkrytyczna,

– jeśli usunie się nonkonformistów – to pozostanie masa konformistyczna,

-jeśli usunie się formujących studentów na dobrych naukowców to pozostanie jedynie kadra wystawiająca dyplomy bez wartości itd. itp.

więc jest to, co uformowali decydenci UJ i na nikogo innego/na brak środków/na brak kadry zwalać odpowiedzialności nie mogą. To co potrafili – osiągnęli i autonomicznie w III RP utrzymali!

Rzecznik Dyscyplinarny argumentował świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki”, ale władze UJ nie życzyły sobie i nadal nie życzą sobie takich nauczycieli i to wszystko wyjaśnia sprawę odpowiedzialności za obecną degrengoladę akademicką .

Stanowisko Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego w sprawie finansowania szkolnictwa wyższego i nauki przyjęte na posiedzeniu w dniu 24 maja 2000 r., w którym czytamy: „W następstwie tego [obniżające się nakłady finansowe] doszło do niebezpiecznego osłabienia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej, do obniżenia poziomu nauczania w szkołach wyższych, do nadszarpnięcia więzi kadry nauczającej ze studiującą młodzieżą.” wyraźnie oszukiwało społeczeństwo co do przyczyn tej sytuacji i do dnia dzisiejszego nic się w tej materii nie zmieniło. Władze usunęły najlepszych, zaaresztowały prawdę i domagają się zwiększonych nakładów na jej poszukiwanie (niezły fortel, godny Zagłoby) .

Przez 25 lat władze UJ nie potrafiły uzasadnić/udokumentować swoich czynów szkodliwych dla nauki i nie zdołały odnaleźć właściwej drogi rozwoju. Zajmowały się natomiast aktywnie czyszczeniem pamięci i jej deformacją.

Czy nie ma już żadnych szans aby hierarchowie akademiccy zrozumieli co sami sobą reprezentują ? aby zrozumieli co zrobili doprowadzając świat akademicki do stanu obecnego ?

Z wyrazami głębokiego współczucia

Józef Wieczorek – dysydent akademicki

Bibliografia przedmiotu: (zalecana także rozszerzona lektura o cytowane tam linki)

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/

Mój jubileusz

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/

Niewyjaśniona (?) zagadka – dlaczego dr Reszczyński może pracować na UJ, a dr Wieczorek -nie ?

http://nfapat.wordpress.com/2008/08/28/niewyjasniona-zagadka-%E2%80%93-dlaczego-dr-reszczynski-moze-pracowac-na-uj-a-dr-wieczorek-nie/

Kilka refleksji akademickiego nonkonformisty na temat „S” UJ w dokumentach i wspomnieniach

https://blogjw.wordpress.com/2010/12/14/kilka-refleksji-akademickiego-nonkonformisty-na-temat-s-uj-w-dokumentach-i-wspomnieniach/

Jak nawiązać dialog z UJ ?

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/jak-nawiazac-dialog-z-uj/

Sprawa Józefa Wieczorka(10)

http://nfapat.wordpress.com/category/sprawa-jozefa-wieczorka/

BLOG AKADEMICKIEGO NONKONFORMISTY – JÓZEFA WIECZORKA https://blogjw.wordpress.com/

Ince” trzeba postawić pomnik, a rektorom – szklany nocnik, aby zobaczyli co zrobilihttps://blogjw.wordpress.com/2011/08/27/%E2%80%9Eince%E2%80%9D-trzeba-postawic-pomnik/

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

POWRACAJĄCA FALA ZAKŁAMYWANIA HISTORII

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141


Historia UJ w ujęciu profesora Stanisława Waltosia i refleksje w tej kwestii

https://blogjw.wordpress.com/2010/06/14/historia-uj-w-ujeciu-profesora-stanislawa-waltosia/

Lustracja dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego

https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

RECENZJA: Nauki geologiczne w Uniwersytecie Jagiellońskim

http://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/recenzja-nauki-geologiczne-w-uniwersytecie-jagiellonskim/

Blok: Inna prawda o UJ (26)

http://wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL http://lustronauki.wordpress.com/

m.in. http://lustronauki.wordpress.com/category/osrodek-krakowski/

Andrzej Kozanecki – mgr, b. I sekretarz PZPR UJ, główny architekt polityki kadrowej w krakowskich szkołach wyższych, z sukcesem przeszedł wszystkie weryfikacje na UJhttp://lustronauki.wordpress.com/2009/12/09/andrzej-kozanecki/


ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO http://nfaetyka.wordpress.com/

http://www.nfa.alfadent.pl/skany/Etyka.jpg

Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim

http://nfamob.wordpress.com/

http://www.nfa.alfadent.pl/skany/mediator.jpg

DROGI I BEZDROŻA NAUKI W POLSCE

Analiza zasadności wprowadzenia w Polsce zaleceń

Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji naukowców

http://www.nfa.alfadent.pl/skany/okladkadb.jpg

Światło i drogowskaz nauki polskiej

https://blogjw.wordpress.com/2009/10/02/swiatlo-i-drogowskaz-nauki-polskiej/

MYŚLENIE UCIEKA Z UNIWERSYTETUMagdalena Gawin. Wiedza i Życie, 10, 2011

P.S.

Opinię psuja młodzieży akademickiej UJ , wystawioną mi na Mikołaja, otrzymałem przed 25 laty na ‚gwiazdkę’, więc czuję się zobowiązany do Mikołajowego/gwiazdkowego rewanżu. Ale nie sądzę, aby powtarzane w tym okresie apele ‚Pogódźmy się na Święta’ poruszyły sumienia zarządzających UJ, którzy być może sumienie mają czyste , ale czy używane ?

Józef Wieczorek

Ostracyzm wobec przewodniej siły narodu

akademicka_optyka

Ostracyzm wobec przewodniej siły narodu

Szperam sobie w archiwach a to państwowych, gdzie cokolwiek ocalono z z papierów wiodącej siły narodu, a to w IPNowskich, gdzie też ocalało trochę papierów, tych co ochraniali nasz kraj przed tymi co wykazywali postawę wrogą wobec tworzenia najlepszego z systemów.

Czytam i czytam i co rusz to okulary przecieram, bo się okazuje, że przewodnia siła narodu, która miała prowadzić lud do budowy systemu, takiego aby każdy miał według swoich potrzeb, była ciągle szykanowana, a nawet objęta ostracyzmem. No i jak tu przewodzić rewolucji z pozycji wykluczenia ? Co ciekawe,   ten wykluczany aparat robił wszystko, aby na tej pozycji pozostać jak najdłużej ? Widocznie był to aparat masochistyczny.

Ale zachowały się też papiery, które pokazują rzecz odmienną. Jest w nich mowa o nomenklaturze, czyli o stanowiskach które były zarezerwowane dla przynależnych do PZPR, i tych które bez parafki partyjnej objęte być nie mogły. Czyli nomenklatura nie stanowiła wykluczenia towarzyszy przez nieposłuszny wrogi lud, lecz to nomenklatura wykluczała innych na tych stanowiskach ! Czyli całkiem na odwrót.

To nie społeczeństwo wykluczało partyjnych, ale partyjni wykluczali innych członków społeczeństwa, jako niegodnych zajmowania stanowisk, które ci dla siebie zarezerwowali.

Czyli taki ostracyzm skierowany przeciwko społeczeństwu, którego całkiem spora część była traktowana jako wrogowie systemu, jako stanowiąca zagrożenie dla różnych obiektów, jak np. uczelni, gdyż mogłaby przecież negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką, która miała nauczyć się jak budować nowy system.

Jak widać, tak jak cały ten system, jest to wszystko poplątane i na głowie postawione.

Trzeba stanąć na głowie, aby to co oni tam powypisywali odczytać jak należy, czyli tak jak było.

Fakt, że z tym stawianiem rzeczy na głowie to im się jednak udało.

W okresie tzw. transformacji, kiedy to co stało na głowie, miało być postawione na nogach, a gruba kreska miała przeszłość odciąć od teraźniejszości, ja stanąłem przed komisją pojednawczą, aby wrócić tam gdzie mnie wykluczono. Problem w tym, że gruba kreska działała bardziej rozdzielająco niż mur berliński. Ci, którym dokopano – mieli być wykopani, a ci co kopali – mieli tworzyć piramidy sukcesu.  Dzięki grubej kresce przeszłość przeszła do teraźniejszości i została podniesiona do n-tej potęgi.

Sama myśl powrotu była nie do zaakceptowania. Neosolidarnościowcy, którzy nic nie robili przez lata, nagle stali się aktywni i to w obronie towarzyszy rzekomo szykanowanych przez tych co ich już nie było ! Bycie przy władzy to była wyjątkowa szykana, ostracyzm i dolegliwość i trzeba było towarzyszy bronić i hołubić . Opłacało się. Po pewnym czasie towarzysze z wdzięczności im się odpłacili i namaścili ich do kontynuowania władzy.

Ja natomiast, jak się okazało nie tylko nie bylem szykanowany, ani wykluczony, ale to ja byłem w PRL dyktatorem UJ, który zmieniał kierowników jak rękawiczki. Rektor tego nie mógł robić, a ja podobno robiłem!

Zdębiałem, bo ja rękawiczek nie noszę (chyba,  że jest poniżej 20 0C ) więc  zarzut niejako  był słuszny bo podobnie jak nie zmieniam rękawiczek, nie mogłem zmieniać i kierowników.

Rzecz w tym, że mówił to dziekan napełniony mocą rektorską z maczugą (zwaną nie wiem dlaczego berłem) w ręku i zamordowanym gronostajem na ramionach.

Kto by to wszystko rozumem objął ? Trzeba na to mieć chyba (bez)rozum rektorski, jak widać odziedziczony po (bez)rozumie partyjnym, bo oni tak samo rozumowali.

Taki stan rzeczy bynajmniej się nie skończył w okresie transformacji. Kiedy utworzyłem NFA, po niedługim czasie okazało się, że to nie ja utworzyłem, ale NFA powstało zdaje się 8 dnia tworzenia świata, a ja to niecnie przejąłem.

Kiedy NFA zauważono w ministerstwie i w prezydenckiej rezydencji okazało się, że to inni na mnie tyrają, a ja robię karierę ( bezetatowca rzecz jasna, czego mi wieloetatowcy szczególnie zazdroszczą ).

Jeden z członków rady, którego wciągnąłem na listę aby mieć pod bokiem takiego co to widzi świat na opak (jak wielu innych w środowisku akademickim), tak to jasno określił – on tyra na mnie.

Fakt, ze biedak przez wiele miesięcy nie był w stanie się zorientować jaki jest adres NFA ( musiał chyba wiele sił stracić na poszukiwania, stąd chyba to zmęczenie tyraniem w cyberprzestrzeni) nie mówiąc o trudnościach jakie napotykał z czytaniem tego co tam zostało umieszczone (czytanie ze zrozumieniem to rzeczywiście katorga ).

W końcu żal mi się go zrobiło i mówię : dość tego tyrania – jest pan wolny.

I tu nastąpił bunt typowy dla populacji niewolników. Jak można człowieka niewolnego – uwalniać od tyrania ?! Gdzie on się biedak podzieje ? Jak on przeżyje bez tyrania ? Jemu się należy status tyrającego na mnie, a ja tą tyradę odrzucam ! Rzecz niesłychana. Znowu się okazałem dyktatorem, tym razem tym, który innym nie pozwala na siebie tyrać ! Taki to skandal.

Jak porównuję te moje doświadczenia i to pisanie na NFA, z tym co się wypisywało na plenach PZPR wnioskuję, że komunizm bynajmniej nie upadł, lecz pozostał, a nawet się rozwinął, no i trochę przepoczwarzył w sercach i umysłach niewolników PRLowskich i ich sukcesorów.

Polecam państwu czytanie, przynajmniej od czasu do czasu, papierów ubeckich i tow(arzyskich) aby utrzymać się w stanie higieny umysłowej, co jest niezwykle ważne w tym pełnym brudów (pół)światku odziedziczonym po eksperymentach intelektualistów lewoskrętnych.