Konieczna ochrona środowiska akademickiego przed zanieczyszczeniami emitowanymi przez Gazetę Wyboczą

ciemności UJ

(Więcej światła dla środowiska akademickiego, aby przejrzało na oczy) 

Konieczna ochrona środowiska akademickiego

przed zanieczyszczeniami emitowanymi przez Gazetę Wyboczą

Muszę wyrazić głęboką dezaprobatę dla artykułów Gazety Wyborczej pt. „Prywatny Park Wyklętych” — Kraków z dnia 24.07.2015 r. i „W Parku Jordana ławki odwracają się przodem do pomników” (28.07.2015 r.) gazety niestety czytanej i przyswajanej bezkrytycznie przez „polską” inteligencję, także akademicką, niezdolną do samodzielnego myślenia i formującą sobie podobne udyplomowione masy bezkrytyczne. Nie mogę zatem pominąć milczeniem haniebnych tekstów GW do przyswojenia także masom akademickim przedłożonych.

Artykuły te są nie tylko niewybrednym atakiem na Prezesa Towarzystwa Parku im. dr Henryka Jordana – Kazimierza Cholewę, ale także na pamięć żołnierzy niezłomnych walczących o niepodległą Polskę, wyklętych w systemie komunistycznym i wyklinanym do dnia dzisiejszego przez niektóre środowiska, co wynika z treści artykułów w Gazecie Wyborczej.

To atak także na wszystkich Wielkich Polaków uhonorowanych w Galerii Wielkich Polaków XX wieku, których tak bardzo nienawidzi Gazeta Wyborcza. GW alarmuje, że nawet ławki w Parku Jordana odwrócone są przodem, a nie tyłem do pomników znienawidzonych przez GW Polaków, w tym do pomnika św. Maksymiliana Kolbe !

Czy może być większa degradacja nie tylko polskości, lecz i człowieczeństwa ? Kto się nie odwraca tyłem do zamęczonych na śmierć – ten dla GW jest godzien potępienia.

Same tytuły artykułów świadczą, że dziennikarz nie wie o czym pisze. Na samym wstępie dokumentuje, że nie odróżnia cmentarza od panteonu pamięci o wielkich Polakach, który zaprojektował jeszcze w czasach zaborów dr H. Jordan, a kontynuuje z uporem godnym podziwu obecny Prezes Towarzystwa. Celowo wprowadza w błąd obywateli nie znających parku, że pomniki ‚niewłaściwych’ dla GW postaci utrudniają korzystanie z części rozrywkowej, że ograniczają przestrzeń ‚zabawową’ czy edukacyjną parku, gdy tymczasem taka interpretacja może co najwyżej świadczyć o utracie kontaktu z rzeczywistością.

To, że postacie na pomniki zatwierdzane przez Radę Miasta dobrane są znakomicie świadczą nie tylko ich życiorysy, ale także coraz większe tłumy krakowian i to coraz młodszych, biorące udział w uroczystościach odsłaniania pomników i z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Każdy Polak o elementarnej chociażby wiedzy wie, że wielu z tych żołnierzy walczących o Polskę nie ma nawet grobu, gdy ich katów chowa się do dziś z honorami bez protestów ze strony GW.

Pamięć o Polakach, którzy zginęli za wolną Polskę jest obowiązkiem wszystkich Polaków i Galeria Wielkich Polaków XX wieku w Parku Jordana jest spełnieniem tego obowiązku.

Dzięki Galerii Wielkich Polaków XX wieku młodzież może się dowiedzieć, nieraz po raz pierwszy, o postaciach, o których z zakłamanych podręczników szkolnych jej nie uczono.

Park Jordana podobnie jak w czasach H. Jordana jest nie tylko rejonem rekreacji, ale i szkołą historii pod gołym niebem.

Natomiast artykuły GW wpisują się w haniebną walkę z pamięcią o najgodniejszych z Polaków, o których gwiazdy GW ( często z tytułami profesorskimi !) nieraz wypowiadają się z pogardą.

Ponadto trzeba podkreślić, że zawłaszczanie przestrzeni publicznej, także parkowej, w różnych miastach Polski, na koszmarne zwykle pomniki ciemiężycieli i zdrajców Polski wcale GW nie przeszkadza – wręcz przeciwnie.

Taka polityka ‚antyhistoryczna’ i antypolska jaką prezentuje GW takimi tekstami nie była stosowana w Krakowie, nawet wtedy kiedy Polski nie było na mapach.

Najwyższy czas aby GW zaprzestała zaśmiecania przestrzeni publicznej takimi tekstami, a środowiska akademickie – najwyższy czas – aby poszły po rozum do głowy – a jeśli tej drogi nie są w stanie znaleźć, aby zostały przeniesione w stan nieszkodliwości, bo swoją postawą wspierającą GW negatywnie oddziałują na młodzież akademicką.

Patriotyczny Park Jordana na celowniku Gazety Wyborczej !

https://wkrakowie2015.wordpress.com/2015/07/25/patriotyczny-park-jordana-na-celowniku-gazety-wyborczej/

Czy studenci zdołają uratować naukę w Polsce ?

samopomoc akademicka

Czy studenci zdołają uratować naukę w Polsce ?

(pod uwagę szukającym drogi do naprawy systemu akademickiego w Polsce)

W dyskusjach na temat poziomu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce dominują głosy o kiepskim, upadającym poziomie (a nawet schodzenia poniżej poziomu) edukacji,  z nazwy nadal wyższej, o kiepskim przygotowaniu studentów do studiowania i obniżaniu wartości dyplomu szkoły wyższej – nie zawsze zresztą zdobytego uczciwie.

Niewątpliwie dobrze nie jest, a nawet jest źle i trzeba system akademicki gruntowanie zmienić na dobre, a nie na złe, aby jakiś pożytek Polska miała z elit formowanych na naszych nader licznych uczelniach.

Na szczycie hierarchii akademickiej stoją profesorowie tzw. belwederscy, obdarzani tytułami przez prezydenta – choć nie zawsze magistra ( co jest raczej kuriozum w nauce światowej) a na dole – studenci, którzy kiedyś stanowili cześć korporacji akademickiej – nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy, a dziś stanowią głównie masę akademicką przeznaczoną do ‚udyplomowienia’, aby profesorom było lepiej.

Profesorowie winni formować lepszych od siebie, aby jakiś postęp był, ale nie mają w tym interesu i jakoś często wolą gorszych od lepszych, stąd dożywotnio utrzymują etaty,  ale z postępem są kłopoty,  a nawet zaznacza się regres.

Zdarza się, że kreatywni profesorowie zakładają coś na kształt ‚spółdzielni’ dysponujących stopniami i tytułami, rzecz jasna zdolnych do utrącenia każdego niewygodnego, a nie daj Boże zagrażającego im poziomem intelektualnym i moralnym, jak i do awansowania w hierarchii każdego z członków spółdzielni, czy spolegliwych kandydatów na członków.

Kryteria merytoryczne (pozytywne) mają drugorzędne znaczenie i większość ‚akademików’ dobrze o tym wie, że w przypadku niezależności intelektualnej i moralnej, a tym bardziej w przypadku działań na rzecz ograniczenia patologii (czyli np. likwidacji takich spółdzielni) ich wartość naukowa i edukacyjna może spaść do zera (a nawet niżej), a ich szkodliwość dla systemu osiągnie szczyty Himalajów.

Zdarzają się poczynania kojarzone zwykle z działaniami mafijnymi, ale w przypadku systemu akademickiego takie przypadki nader słabo są rozpowszechniane przez media ( o ile w ogóle) i zwykle jakby niezauważane przez środowisko. Protestów – brak.

Niecne praktyki „prominentnych” uczonych, którzy nie wedle wiedzy i dorobku, ale zasług „towarzyskich” i „biznesowych” rozdzielają awanse naukowe’ („https://forumakademickie.pl/fa/2015/06/bez-odzewu/ ) winny być likwidowane, ale mimo rozlicznych kodeksów i komisji etycznych – nie są, a takie ‚osiągnięcia’ nie powodują protestów zwykłych ‚akademików’.

Ostatnio w obronie standardów prac naukowych wystąpili studenci torpedując nadanie doktoratu szefowi BCC Markowi Goliszewskiemu,

(http://www.otokoclub.pl/temat_,98,niedoszly-doktorat-marka-goliszewskiego-studium-przypadku,1.html#contenta

http://wgospodarce.pl/informacje/16609-kontrowersje-wokol-doktoratu-goliszewskiego-ta-praca-to-potwarz-dla-uniwersytetu-warszawskiego

wykazując brak poziomu jego pracy ‚doktorskiej’, mimo że ta została pozytywnie oceniona przez ‚profesorów’ i to wysokiej randze – m.in. profesoradoktorahabilitowanegoinżynieranaukipolskiej – Jerzego Woźnickiego

(http://www.frp.org.pl/pliki/RECENZJA%20ROZPRAWY%20DOKTOR%20M%20GOLISZEWSKIEGO%20-%2019,05,2014_1.pdf )

zarazem szefa Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego (http://www.rgnisw.nauka.gov.pl/) i szefa Fundacji Rektorów Polskich http://www.frp.org.pl/ a także m.in. członka Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk, ‚majstrującego’ od lat przy systemie akademickim oraz walczącego z patologiami systemowymi (ale nie swoimi). (np. Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii  http://www.nfa.pl/articles.php?id=493&PHPSESSID=20c4a68065ea680e38defc66c29a63d5).

Poziom intelektualny i moralny profesorów nie był wystarczający aby ocenić poziom naukowy (a właściwie jego brak) pracy ‚doktorskiej’, natomiast studenci takim poziomem się wykazali i to bez problemu. Chwała im za to, ale jakoś braw i pochwał akademickich dla studentów nie było słychać.

No cóż, wyszło zatem na to, że to studenci winni się zamienić miejscami z ‚profesorami’ aby ocalić poziom akademicki w Polsce.

Tymczasem „profesorowie” spuścili nosy na kwintę i nawet nie domagają się ostatnio podwyżek finansowych na konto podniesienia swoich zdolności do trzymania należytego poziomu naukowego.

Czy jeszcze ktoś w Polsce wierzy, że podniesienie pensji za tytuł/etat podniesie poziom nauki i edukacji w Polsce ? Może byłoby lepiej aby przyznawać, wyróżniającym się pozytywnie studentom,  szczególne stypendia na działania na rzecz wysokich standardów w nauce.

Pewne działania w tej materii studenci czasem prowadzili i u schyłku PRL optując na rzecz nauki myślenia i to krytycznego i protestując przeciwko haniebnym poczynaniom ‚profesorów’ zasadnie argumentując że „takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek (https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/ .)

I tak się stało jak przewidywali studenci. Brak myślenia, w szczególności krytycznego, to niejako standard obecnych uczelni ( po wyeliminowaniu tych, co takiego myślenia uczyli !) , a z godnością luminarzy nauki w XXI wieku dobrze nie jest, a niektórzy wręcz zeszli poniżej poziomu, tak jak uprawiana przez nich nauka.

Studenci jako najniższy szczebel drabiny akademickiej nie mają co prawda mocy decyzyjnej, aby oczyścić system akademicki z elementu szkodliwego, ale mogą pokazać społeczeństwu rzeczywiste oblicze korporacji, która z poszukiwaniem prawdy na ogół nie ma wiele wspólnego.

Studenci mogą ostudzić chęć biznesmenów i polityków do zdobywania tytułów na podstawie rozmaitych ‚dyrdymałów’ akceptowanych przez ‚profesorów’.

W parlamencie Rosji, po działaniach malej grupy ujawniającej plagiaty nader licznych politycznych ‚doktorów’, podobno w ostatnim roku tylko jeden ośmielił się zrobić doktorat, a i to nie do końca, bo praca okazała się plagiatem.

A gdyby tak przyjrzeć się naszym utytułowanym politykom i biznesmenom oraz akademikom  – rzecz jasna?

Profesorowie nie są tym zainteresowani (w końcu oni te tytuły nadawali ! i sami je posiadają ) ani nie mają mocy intelektualnej, ani moralnej, ale studenci mogliby się na tym polu wykazać, niejednym sukcesem i zdobyć doświadczenia do dokonania koniecznej, dobrej zmiany, dla Polski.

Studenci mogliby uratować honor akademicki i naukę w Polsce od śmierci. Ale czy zdobędą się na takie konstruktywne działania ?

Aby nie najlepszym było lepiej

Aby nie najlepszym było lepiej,

a najlepsi – lepiej, aby trzymali się z dala

od tego patologicznego systemu,

czyli niepoprawne rozważania dysydenta akademickiego

nad naprawianiem systemu nauki i szkolnictwa wyższego

Droga do naprawy

(Droga do naprawy -źródło)

Poseł Włodzimierz Bernacki przedstawił Tezy wystąpienia na Konwencji Programowej Prawa i Sprawiedliwości, Katowice 2015 zatytułowane „Nauka polska – droga do naprawy”.(http://www.wlodzimierzbernacki.pl/aktualnosc/649,nauka_polska_-_droga_do_naprawy_tezy). a Beata Szydło – kandydatka na premiera po ew. zwycięstwie PiS w nadchodzących wyborach na Konwencji oznajmiła , że ‚tak naprawdę rozpoczyna się ta wielka debata, którą będziemy prowadzili przez kolejne dni, miesiące i lata.’

To bardzo ważna deklaracja, tym bardziej, że do tej pory w zakresie bardzo ważnego dla Polski sektora nauki i szkolnictwa wyższego, wymagającego gruntowanej naprawy, tak naprawdę debaty nie było.

W tych sprawach zabierałem głos wielokrotnie, ale jednoosobowo, bez jakiejkolwiek reakcji ze strony pracujących nad programem PiS w tej materii ( np. https://blogjw.wordpress.com/2014/04/02/nauka-i-szkolnictwo-wyzsze-w-programie-pis-pod-niezalezna-lupa/).

Materia jest nader złożona, a kryzys uniwersytetu głęboki, więc potrzebne jest do tego podejście lekarskie, raczej szerszego konsylium, aby chory system uzdrowić, a nie pogłębić jego chorobę. https://blogjw.wordpress.com/2015/07/08/uwarunkowania-kryzysu-uniwersytetu-w-polsce/

Niestety takiego podejścia nie widzę i się tym martwię. W tezach nie zauważyłem idei, które by mogły doprowadzić do naprawy systemu nauki. Zauważyłem natomiast chęć powrotu do stanu sprzed 8 lat.

Ten stan był już stanem chorobowym, dalej pogłębianym przez zastosowane lekarstwa, więc powrót do tego stanu, to dla Polski nie jest opcja pożądana.

Przypomnę, że już 8 lat temu nauka i szkolnictwo wyższe funkcjonowało wg. ustawy z 2005 r. tzw. prezydenckiej, bo przygotowanej na życzenie rektorów przez Prezydenta Kwaśniewskiego (jego zespół) a przegłosowanej ‚rzutem na taśmę’ koalicji SLD-PSL przy poparciu PO, a wbrew PiS, wówczas stojącego po stronie konkurencyjnego projektu ‚solidarnościowego’. Ta ustawa była kiepska – generalnie zabezpieczała akademickie ‚status quo’..

Powrót do pierwotnego kształtu tej ustawy, nowelizowanej wielokrotnie w czasach PO- PSL, nie spowoduje uzdrowienia nauki  w Polsce, której system wymaga dobrych zmian, a nie zmian ‚wstecznych’. Trzeba opracować nową ustawę dla systemu nauki i szkolnictwa wyższego, a nie postulować korekty ustawy, której realizowanie prowadzi do pogłębienia kryzysu uniwersytetu.

Niestety poseł nie podaje materiałów wyjściowych do sformułowania tych tez ‚naprawczych’. Nie przedstawia analizy choroby systemu, ani ‚karty choroby’ – czyli historii choroby i metod jej dotychczasowego leczenia.

Postuluje jako receptę:cofnięcie wszystkich szkodliwych zmian wprowadzonych w ciągu ostatnich ośmiu lat’ i kilka szczegółowych zaleceń oraz opinii, w części mocno dyskusyjnych np. ‚ kuriozalnym rozwiązaniem jest wprowadzenie przepisu, dającego doktorowi uprawnienia równoprawne doktorowi habilitowanemu’, wskazujących, że autor tez jest zwolennikiem polskiego systemu tytularnego funkcjonującym od czasów instalacji systemu komunistycznego w Polsce ( i nie tylko) , a nie dorobkowego – merytorycznego, funkcjonującego w krajach zachodnich.

Nie przedstawia tezy o przestawieniu systemu nauki porządku wschodniego (kompatybilnego w PRL /III RP z systemem bloku sowieckiego) na system porządku zachodniego.

Nie przedstawia też tezy o włączeniu do systemu nauki w Polsce licznej i naukowo wydajnej Polonii akademickiej, przez obecny system i obyczaje akademickie w Polsce – dyskryminowanej. Jakim cudem poziom nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce można podnieść przez rezygnację z tak wielkiego kapitału intelektualnego, nadal odpływającego z polskiego systemu porządku/obrządku wschodniego ?

Poseł nie przedstawia tezy koniecznej, dobrej zmiany, kuriozalnego obecnie (i od dawna) systemu rekrutacji nie najlepszych kadr na bazie chowu wsobnego i pseudokonkursów ustawianych na swoich (przez rządzących uczelniami ! w ramach autonomii uniwersytetu!). Nie przedstawia tezy o koniecznej dobrej zmianie oceniania i awansowania kadr na każdym szczeblu, na podstawie kryteriów merytorycznych, a nie pozamerytorycznych – co jest częstą praktyką w obecnym systemie.

W sprawach finansowych postuluje – „uczelnie powinny posiadać środki finansowe niezbędne dla prowadzenia działalności statutowej”, ale nie podaje skąd te środki mają uczelnie otrzymywać ? Czy w całości z kieszeni podatnika ? – często dużo biedniejszego od etatowych ‚akademików’, mimo ( a może właśnie dlatego), że nieraz bardziej od nich sprawnego intelektualnie i moralnie ? Co to ma wspólnego ze sprawiedliwością i naprawą systemu ? A gdyby tak do systemu wprowadzić sprawniejszych intelektualnie i aktywniejszych naukowo i edukacyjnie pasjonatów, z tego patologicznego systemu przez lata usuwanych ?

Brak tezy o ochronie ‚akademików – poddanych ‚ przed ekscesami ‚akademików – feudałów i sitw akademickich’ . Toksyczność środowiska akademickiego prowadzi do poważnych strat potencjału intelektualnego oraz moralnego (problem ważniejszy od finansów ! – udowodniony, ale usuwany z debaty, bo kompromitujący utytułowane/utytłane „autorytety”).

To tylko przykłady, bynajmniej nie budujących refleksji, jakie ogarniają niepoprawnego politycznie i akademicko dysydenta akademickiego, od lat ( a nawet wieków) zainteresowanego naprawianiem systemu nauki i szkolnictwa wyższego.

Odnosi się wrażenie, że dotychczasowe tezy idą w tym kierunku, aby nie najlepszym było lepiej, a najlepsi lepiej, aby trzymali się z dala od tego patologicznego systemu.

Z punktu widzenia wyborcy PiS, zachęcanego do debaty (debatującego, ale dotychczas bez odzewu zachęcających) postuluję opracowanie programu naprawy systemu nauki w Polsce, przynajmniej jego zarysu, z zastosowaniem podejścia lekarskiego.

Polecam do zapoznania się i do merytorycznej krytyki moje teksty (setki) na temat analizy stanu nauki i szkolnictwa wyższego, ‚karty choroby’, i postulatów naprawy systemu zamieszczone w kilku zwartych pozycjach:

Drogi i bezdroża nauki w Polsce. Analiza zasadności wprowadzenia w Polsce zaleceń Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji naukowców (2008),

Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim (2009),

Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego (2010),

Patologie akademickie pod lupą NFA (2011) ,

Patologie akademickie po reformach (2012)

dostępnych także w internecie na stronie http://www.nfa.pl/

oraz zwartych zbiorów tekstów:

Wielki Jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego -2014

https://jubileusz650uj.files.wordpress.com/2014/12/wielki-jubileusz-uniwersytetu-jagielloc584skiego-pod-choinkc499-roku-2014.pdf

Józef Wieczorek – Kryzys uniwersytetu w ujęciu polemicznym z Prof. Piotrem Sztompką – 2014

https://jubileusz650uj.files.wordpress.com/2014/11/jc3b3zef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujc499ciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompkc485.pdf

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 1

https://blogjw.wordpress.com/2015/05/05/moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-1/

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 2

https://blogjw.wordpress.com/2015/05/26/moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-2/

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 3

https://blogjw.wordpress.com/2015/06/08/moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-3/

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego – Tom 4

https://blogjw.wordpress.com/2015/06/16/moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-4/

Moje boje – Blogosłowie dysydenta akademickiego Tom 5

https://blogjw.wordpress.com/2015/06/28/moje-boje-blogoslowie-dysydenta-akademickiego-tom-5/

i na stronie – Blog akademickiego nonkonformisty https://blogjw.wordpress.com/

Zgodnie z moimi deklaracjami i zachętami chętnie podejmę dialog i pracę nad naprawą systemu nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce.

Teksty w tej materii chętnie zamieszczę w strefie NFA. (bez opłat ! bo pieniądze nie są najważniejsze, najważniejszy jest człowiek).

Uwarunkowania kryzysu uniwersytetu w Polsce

IMG_4482

Uwarunkowania kryzysu uniwersytetu w Polsce

Kryzys uniwersytetu mimo rozwoju ?

W mediach, o nauce i szkolnictwie wyższym, na ogół przedstawiane są opinie środowisk decydenckich, a każdym razie beneficjentów systemu, co moim zdaniem jest wyrazem nieprofesjonalnego podejścia do problemu, ale typowego dla elit medialnych w tym chorym systemie uformowanych.

Niemal nikogo, z nielicznymi wyjątkami mediów ‚niszowych’, nie interesuje punkt widzenia tych co przez system zostali odrzuceni, wykluczeni i są dysydentami akademickimi.

Trzeba przypomnieć o tym, że u schyłku PRL, w czasie Wielkiej Czystki Akademickiej odeszły z systemu akademickiego tysiące aktywnych ‚akademików’ i miało to – o czym nie chce się mówić – ogromny wpływ na fatalne tendencje prowadzące do kryzysu uniwersytetu w III RP.

O kryzysie uniwersytetu w III RP mówią już decydenci, oczywiście pomijający swoją twórczą rolę w doprowadzeniu do kryzysu.
Mówi się, że nauka w Polsce jest chora. Jednocześnie w III RP ilość uniwersytetów wzrosła, sejm często zajmował się podwyższaniem kategorii uczelni, przekształcaniem szkół wyższych w akademie, a akademii w uniwersytety. Nieruchomości akademickie mimo niżu demograficznego i kryzysu rosną jak grzyby po deszczu, a mury uniwersyteckie bywają już na poziomie europejskim, a nawet światowym.
Więc dlaczego mówimy o kryzysie, o zapaści, o stanie chorobowym ?

Jak wygląda zapaść przemysłu stoczniowego, czy innych gałęzi przemysłu wystarczy zobaczyć tam gdzie kiedyś coś produkowano – ruina, bieda, bezrobocie.
A z uczelniami jest całkiem inaczej – mury rosną -niemal w każdym większym mieście, produkcja dyplomów/tytułów idzie pełną parą, uczelnie bywają największymi pracodawcami w regionach, Polska bije rekordy ‚udyplomowienia’, ‚utytułowania’ społeczeństwa – a tu takie głosy ? Może żyjemy w kraju wielkiej mistyfikacji ? Może te rosnące mury uczelniane to takie współczesne, polskie, potiomkinowskie wsie ?

Uniwersytet miał kształcić elity potrzebne dla zarządzania państwem, a obecnie produktem funkcjonowania uniwersytetu są ogromne zastępy posiadaczy dyplomów/tytułów – a elit brak – są natomiast lumpen-elity, niby-elity, pseudo-elity, łże- elity – polityczne, gospodarcze, medialne, także elity akademickie, reprodukujące sobie podobnych.
Jednakże, co zdumiewa, zawód (tak, tak – zawód) profesora uniwersytetu należy do najbardziej prestiżowych zawodów w Polsce. Czyli ludzie sądzą, że profesorowie mimo wszystko są pożyteczni.

Ale zobaczmy zatem co o uniwersytecie sądzą sami profesorowie, decydenci akademiccy, którzy na 650 rocznicę powstania Matki Rodzicielki wszystkich pozostałych uczelni zorganizowali w nowych murach Audytorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego Kongres Kultury Akademickiej. A pokłosiem tego kongresu było sformułowanie fatalnych tendencji prowadzących do kryzysu uniwersytetu. (Po Kongresie Kultury Akademickiej NAUKA 2/2014 • 19-25 -PIOTR SZTOMPKA, Józef Wieczorek – KRYZYS UNIWERSYTETU w ujęciu polemicznym z prof. Piotrem Sztompką – https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/). Widać, że kryzys nie jest wymysłem jakiś malkontentów, nieudaczników akademickich, lecz problemem oczywistym – także dla decydentów.

Ja te tendencje zauważyłem znacznie wcześniej, przed laty, ale wtedy ci decydenci odsądzali mnie od czci i wiary. (Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda – https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/).

Niestety wyszło na moje, a przecież, gdyby podjęto działania terapeutyczne wcześniej, zamiast rozprawiać się z niewygodnym – szansa na powstrzymanie tych tendencji byłaby znaczna.
Oczywiście w analizie kryzysowych tendencji decydenci -ze skromności (?) – pomijają swój twórczy udział w rozwijaniu tych tendencji, nie podjęli nawet próby stworzenia ‚historii – karty choroby’ i nieśmiało zasygnalizowali postulat monitorowania tendencji, co mogę traktować jako nawiązanie do mojego postulaty sprzed lat utworzenia
Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich – POMPA (https://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/) potrzebnego dla ‚wypompowania’ z systemu nauki wielu patologii.

Z przykrością jednak podkreślę, że moja polemika z taką wizją kryzysu uniwersytetu (https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/) pozostała bez reakcji, merytorycznej krytyki.

Skoro uniwersytet jest chory do sprawy kryzysu uniwersytetu zastosujmy podejście lekarskie. Trzeba rozpoznać na co naprawdę choruje, poznać przebieg choroby i wpisać to do kartoteki pacjenta i zastanowić się nad możliwościami uleczenia i podjąć terapię.

Lekarz musi wiedzieć, czy chory jest tylko jakiś jeden organ, czy cały organizm jest w stanie choroby, czy choroba nastąpiła nagle, czy jej oznaki miały miejsce znacznie wcześniej, z jakimi okolicznościami można wiązać powstanie stanu chorobowego. Czy lekarstwo przepisane na uleczenie pacjentowi nie zaszkodzi.

Takiego podejścia w stosunku do choroby nauki jakoś nie widać, ani w ministerstwie, ani na uniwersytetach, ani w ‚rewolucyjnych’ komitetach postulujących reformy systemu. Nie podają wykazu chorób uniwersyteckich, ani nie prowadzą żadnego monitoringu, może z wyjątkiem monitoringu finansowego. Jakiekolwiek próby udokumentowania, wyjaśnienia historii chorób uniwersytetu napotykają na potężny opór środowisk uniwersyteckich. Odpowiedzialny lekarz bez takiej znajomości rzeczy terapii się nie podejmuje, lekarstwa nie przepisze, bo może pacjentowi jeszcze zaszkodzić.

Lekarze akademiccy stają więc przed niezwykle trudnym problemem, bowiem karty choroby trzeba znać. Lekarze winni mieć na uwadze, że najważniejszym elementem potencjału naukowego są ludzie a nie budynki i winni wiedzieć – skąd się wzięły obecne kadry akademickie.

Zdarzają się przy tym niefrasobliwi ‚lekarze’ akademiccy (postulatorzy reform), którzy diagnozują, że mamy do czynienia ze stanem agonalnym nauki, ale postulują zmiany kosmetyczne. Czyli zamiast umieścić takiego pacjenta na oddziale intensywnej terapii/reanimacji, proponują przewiezienie umierającego pacjenta do zakładu kosmetycznego ? No to cóż – pacjent umrze piękniejszy ! ale umrze. Na taki sposób leczenia uniwersytetu/nauki nikt odpowiedzialny za kraj nie powinien się zgodzić.

Identyfikacja chorób uniwersytetu

Identyfikację chorób opieram na wieloletnim monitorowaniu patologii akademickich prowadzonym na platformach Niezależnego Forum Akademickiego:

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – http://www.nfa.pl/
LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL- http://lustronauki.wordpress.com/

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO – http://nfaetyka.wordpress.com/

MEDIA POD LUPĄ NFA – http://nfajw.wordpress.com/

NIEZALEŻNE FORUM AKADEMICKIE – SPRAWY LUDZI NAUKI – http://nfapat.wordpress.com/

MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI –http://nfamob.wordpress.com/

BLOG AKADEMICKIEGO NONKONFORMISTY https://blogjw.wordpress.com/

opisanych częściowo także w książkach:
Drogi i bezdroża nauki w Polsce. Analiza zasadności wprowadzenia w Polsce zaleceń Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji naukowców (2008)
Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim (2009)

Etyka i patologie polskiego środowiska akademickiego (2010)

Patologie akademickie pod lupą NFA (2011)

Patologie akademickie po reformach (2012)

dostępnych także w internecie na stronie http://www.nfa.pl/

Brak pieniędzy – przyczyna pozostałych chorób ? – Niemal powszechnie za podstawową chorobę polskiego systemu akademickiego uważa się niedostatek pieniędzy wydawanych na naukę (raczej księgowanych po stronie wydatków na naukę). Niedostatek pieniędzy jest oczywisty, jak i oczywista jest konieczność wielokrotnego zwiększenia finansowania nauki, ale na ogół nie podnosi się kwestii zmniejszenia marnotrawstwa obecnych, niedostatecznych środków, ani powiązania finansowania z efektami naukowymi i edukacyjnymi.
Nie ma też jasnego określenia jaki poziom finansowania nauki spowoduje ustąpienie chorób pozostałych, podobno spowodowanych brakiem pieniędzy.
Niedofinansowanie nauki jest stanem chronicznym, ale (niemal) nikt nie protestuje/ protestował przeciwko finansowaniu pozoranctwa naukowego, „badań” pasjansów, czy wręcz niszczenia nauki/naukowców.
Jaka gwarancja, że podniesienie w obecnym patologicznym systemie wydatków księgowanych po stronie wydatków na naukę do 2 % PKB zwiększy efekty nauki, a nie zwiększy marnotrawstwa, czy niszczenia potencjału intelektualnego przy obecnym stanie choroby nauki ?
Jaka gwarancja, że podniesienie np. uposażenia profesorów do 3 średnich krajowej, a dr do 2 średnich spowoduje ustąpienie tej ‚finansowej’ choroby ?
Umierającemu często pieniądze nie pomagają !
„Konający” humaniści UJ nie są w stanie zidentyfikować w historii systemu komunistycznego, ani stanu wojennego ! O ile trzeba im podwyższyć uposażenie i finansowanie badań aby zdołali go zidentyfikować ?
Podobno poziom nauki w III RP spadł poniżej poziomu w PRL, gdy wtedy poziom wynagrodzenia pracowników nauki był niższy (wielokrotnie niższy w stosunku do naukowców z krajów Zachodnich), a do prowadzenia badań musiał często wystarczyć tylko niski dodatek delegacyjny. Podwyższenie finansowania naukowców w patologicznym systemie III RP na ogół nie podwyższyło efektów nauki.

Wieloetatowość – standardowo uważana za skutek niedofinansowania kadr naukowych. Podobno związana z niedoborem kadr akademickich przy zwiększonej wielokrotnie ilości studentów. Natomiast niedobór kadr, luka pokoleniowa, to miałby być wynik niskich płac i niechęci do zatrudniania się na uczelniach? Pomija się fakty, że najczęściej wieloetatowcami są najlepiej zarabiający na pierwszym etacie (profesorowie, rektorzy, dziekani), a niedobory kadrowe są związane z Wielką Czystką Akademicką pod koniec PRLu i „wilczymi biletami” dla wykluczonych z systemu, obowiązującymi także w III RP, a ponadto z barierami prawnymi i środowiskowymi dla Polonii akademickiej.
Z wieloetatowością związana jest fikcja naukowa i edukacyjna. Rekordziści w III RP byli zatrudnieni na 17 etatach. Mimo ustawowego ograniczenia wieloetatowość nadal jest powszechna, szczególnie wieloetatowość decydentów (nie tylko akademickich) i posłusznych, a studenci/doktoranci narzekają na brak kontaktu z kadrą akademicką.

Brak mobilności kadr akademickich spędzających cały swój żywot akademicki na tej samej uczelni, czyli „chów wsobny”. Ideał polskiego ‚akademika’ to kariera od studenta do rektora na tej samej uczelni. To silny argument przy wybieraniu rektorów na uczelniach spośród samych swoich. Konieczność przypisania do jednej uczelni podobno jest związana z brakiem pieniędzy, mimo że na ogół migruje się ‚za chlebem’, kiedy pieniędzy nie ma. (por. Nomadyzm niemobilnych http://forumakad.pl/archiwum/2004/12/17-za-nomadyzm_niemobilnych.htm). W Polsce nie ma nawet mobilności ‚wewnętrznej ‚ tzn. między uczelniami/placówkami naukowymi w tym samym mieście (a nawet przy tej samej ulicy), a tego nie da się uzasadnić kosztami przejazdów, czy koniecznością zmiany zamieszkania.

Choroby powiązane: rekrutacja kadr na podstawie ustawianych konkursów na etaty ‚dla swoich’ z dominacją kryteriów genetyczno-towarzyskich nad merytorycznymi, nepotyzm, pajęczyna akademicka (sitwy akademickie, klany rodzinne).
Są to choroby mile widziane w środowisku akademickim ! Jest niemal powszechna aprobata dla ustawianych konkursów na każde stanowisko uczelniane. Nikt ‚na górze’ nie nakazuje ustawiać konkursów, ale niestety nikt też za ustawienia nie karze ! To są bardzo przyjazne warunki dla rekrutacji kadr nie najlepszych.
Klany rodzinne na uczelniach są często spotykane, a ustawy antynepotyczne były oprotestowane w obronie jedności rodziny. Nie brano pod uwagę zasady, że rodzina nie powinna być wiązana siłami służbowymi – tylko uczuciowymi.

Niemerytoryczne oceny są spotykane na każdym szczeblu ‚kariery’ akademickiej. Każdą karierę można utrącić bez względu na wartość dorobku naukowego. Na każdą pracę można napisać 2 różne, przeciwstawne recenzje, aby dostosować je do potrzeb chwili, jak pokazuje „system Drewsa” (System Drewsa, czyli nauka polska w podręcznej strusiówce – https://blogjw.wordpress.com/2009/01/17/system-drewsa/). W efekcie mamy do czynienia z negatywną selekcją kadr.

Chorobliwy nadmiar – Nadmiar szkół z nazwy wyższych (ponad 400) to poważna i kosztowna choroba. Jakość wykształcenia zdecydowanie spada – kadra nie jest w stanie zapewnić wysokiego poziomu wykształcenia, ani prowadzić badań na wysokim poziomie. Trzeba mieć na uwadze poważne koszty utrzymania nieruchomości uczelnianych i całej infrastruktury badawczo-edukacyjnej. Mamy też do czynienia z nadmiarem często egzotycznych kierunków studiów. Niektóre tworzone są tylko po to aby utrzymać i awansować kadrę.

Plagiaty – Poważna choroba na wszystkich szczeblach – od rektora do studenta. Zły przykład idzie od góry. Kadra niezdolna do wychwytywania plagiatów, sama popełnia plagiaty, lekceważy ujawniane plagiaty. Kosztowne programy antyplagiatowe nie wyręczą promotora. Mój program walki z plagiatami poprzez karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii (Darmowy program antyplagiatowy, czyli karanie plagiatofilii i nagradzanie plagiatofobii-https://wobjw.wordpress.com/2009/12/31/darmowy-program-antyplagiatowy/) nie jest wdrażany w życie, chociaż byłby bardziej skuteczny od programów antyplagiatowych. Spora część (kilkadziesiąt % ?) prac dyplomowych to plagiaty, lub prace zakupione w firmach piszących/sprzedających prace dyplomowe (nie tylko licencjackie i magisterskie) na zamówienie. Mimo kryzysu takie firmy – prosperują !

Mobbing – to powszechna choroba w polskim systemie akademickim, szczególnie dotykająca niekompetentnych kierowników. Silniej ogranicza potencjał intelektualny niż brak pieniędzy, a protestów przeciwko mobbingowi, w obronie mobbingowanych – brak, także ze strony związków zawodowych. Monitoring mobbingu i poradnik dla mobbingowanych prowadzony jest społecznie przez dysydenta akademickiego ! (MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI –https://nfamob.wordpress.com/).

Upolitycznienie nauki – Nauka w Polsce jest systemowo upolityczniona. Najwyższy tytuł naukowy w Polsce – tytuł profesora zwanego popularnie ‚belwederskim’ nadaje prezydent na wniosek urzędników/biurokratów Centralnej Komisji. Tytuł uczelnianego profesora nie jest tak ceniony – zwany jest nieraz ‚profesorem podwórkowym’. Widać środowisko akademickie nie ma do siebie zaufania, choć to środowisko naukowe winno decydować kto może, a kto nie może być profesorem. Np. w USA nie ma profesorów ‚białodomowych’ a tylko uczelniani (czyli ‚podwórkowi’ w polskiej nomenklaturze) a nauka jest i to na innym niż u nas poziomie.
Nie jest tajemnicą, że tak jak w PRLu, tak i w III RP kariery naukowe są w niemałym stopniu uwarunkowane politycznie i to zarówno na etapie finansowania tematów naukowych, jak i ich oceniania i awansowania naukowców. Bez trudu można zauważyć ‚obstawę polityczną’ przewodów doktorskich i wyższych, i utrącanie naukowców o nieodpowiedniej orientacji politycznej. Charakterystyczne jest przyspieszanie karier naukowych po zdobyciu władzy politycznej (trzeba się spieszyć z habilitacją nim się straci stołek).

Konformizm – jest jedną z najpoważniejszych chorób polskiego środowiska naukowego, które z istoty rzeczy winno być nonkonformistyczne. Nonkonformistów jednak w PRLu wyrzucano z uczelni, bo stanowili zagrożenie dla konformistycznego systemu, stąd na uczelniach pozostali konformistyczni beneficjenci czystek. Cechą charakterystyczną nauki uprawianej w Polsce jest brak (bezkarnej) krytyki naukowej – a trzeba mieć na uwadze, że tam się kończy nauka gdzie kończy się możliwość krytyki. „Akademicy” boją się podejmować ‚trefnych’ tematów, wyrażać opinie, ujawniać patologie …..przynajmniej do emerytury.

Choroba tytularna – celem uprawiania nauki w Polsce jest zdobycie tytułu i ten cel uświęca środki. Wszystko jest podporządkowane temu celowi, a nie jakości badań naukowych i edukacji. Ich jakość od tytułów jest jakby niezależna. Jednak to według tytułów wynagradza się pracowników, ocenia uczelnie. System tytularny, czyli zarządzanie nauką przez tytuły (habilitację, profesurę) przypomina kolonizację w wiekach wcześniejszych za pomocą koralików i różnych świecidełek.
Polskie społeczeństwo zostało skolonizowane tytularnie i utytułowani (politycznie umocowani) mogą z nim zrobić co tylko zechcą. Profesor może pisać/mówić największe brednie i nie można tego bezkarnie podważać.

System nastawiony jest na produkcję dyplomów, tytułów – a jaki z tego pożytek dla nauki, dla kraju ? Po co jest uniwersytet ?
Nawet decydenci akademiccy zaczynają mówić, że nikogo (niemal) nie interesuje to co zawierają prace dyplomowe, doktorskie, habilitacyjne i czego uczy się studentów. Ale system tytularny nadal trwa i uwielbienie dla tytułów nadal rośnie, choć jesteśmy potęgą tytularną, ale mizerią naukową.
Strach środowiska akademickiego przed ‚obcymi’ – zamknięcie systemu przed Polonią akademicką, przed wykluczonymi z systemu w PRL, przed uformowanymi w innych środowiskach.

Schizofrenia akademicka – misją uniwersytetu jest poszukiwanie prawdy, ale niewygodnej prawdy ‚akademicy’ nie chcą szukać. Prawdę o samych uniwersytetach utajniają, niszczą, boją się poznać historię choroby (bunt antylustracyjny !), heroicznie wręcz walczą aby nie poznać tego co badają. (Jak badacze walczą aby nie poznać tego co badają –https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/

Choroba moralna – widoczna jest zapaść moralna polskiego środowiska akademickiego, upadek etosu nauki, tolerowanie oszustów, kłamców, a usuwanie ze środowiska osób walczących z patologiami. Mamy do czynienia z produkcją rozlicznych kodeksów etycznych przy upadku etyki środowiska akademickiego. Na straży etyki, dobrych praktyk akademickich stoją przy tym ludzie o kiepskich kwalifikacjach etycznych (czy ich pozbawieni).

Uwarunkowania historyczne kryzysu

Uniwersytet III RP jest spadkobiercą uniwersytetu PRL, tak prawnym, intelektualnym, jak i moralnym – uniwersytetu funkcjonującego w systemie totalitarnym, w systemie kłamstwa. Ciągłość nie została przerwana – uniwersytet pozostał skansenem nie do końca upadłego systemu komunistycznego, tak w aspekcie instytucjonalnym, jak i personalnym. Odziedziczył choroby akademickie tego systemu.

W Polsce Ludowej trwało zarządzanie nauką przez scentralizowaną habilitację i profesurę belwederską (narzędzie dyscyplinowanie kadr), a na straży tytułów stała nomenklaturowa Centralna Komisja Kwalifikacyjna. Zarządzanie uniwersytetami odbywało się przez nomenklaturę akademicką, jawnych współpracowników systemu (członkowie PZPR często pozostają tajni w III RP). Uniwersytety „ochraniała” SB i tajni współpracownicy, częściowo ujawniani w III RP, ale zwykle nie pozbawiani pracy, w przeciwieństwie do ich ofiar. (LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL –http://lustronauki.wordpress.com/)

W systemie komunistycznym, od początku jego instalacji, trwało oczyszczanie kadr uniwersytetu z elementu ‚wstecznego’, nieprzyjaznego dla nowego systemu, z nauczycieli akademickich, którzy by mogli ‚negatywnie’ wpływać na młodzież akademicką. Przyspieszano kariery dla budowniczych nowego systemu, konformistów i oportunistów. Po 56 r. miała miejsce odwilż i część profesorów wróciła na uczelnie, ale po r. 68 przyspieszano wymianę kadr akademickich. Zastępowano kadry uformowane jeszcze w II RP kadrami z epoki ZMP i była to katastrofa dla uniwersytetów zauważalna w latach 70-80 tych. W stanie wojennym i po-wojennym przeprowadzono b. liczne awanse profesorskie dla kadr posłusznych i Wielką Czystkę Akademicką wśród kadr nieposłusznych. Tym samym uformowano (co prawda nie bez oporów) zupełnie inną niż w II RP – elitę akademicką – prawdziwych peerelczyków.

Złamanie kręgosłupa moralnego środowiska akademickiego jest przyczyną wielu chorób uniwersytetu, tak w PRL, jak i w III RP, z tym, że niektóre choroby ujawniały się w PRL na mniejszą skalę, bo wtedy była jeszcze, choć coraz mniej liczna – kadra uformowana w II RP. System akademicki był ponadto wielokrotnie mniej liczny – studiowało kilka % społeczeństwa i było wiele mniej uczelni.

Na uczelniach po 1989 r. nie było odwilży !

W czasie transformacji nie wyrejestrowano z systemu tajnych, ani jawnych współpracowników systemu zła, zwykle ludzi bez twarzy i kręgosłupa. Co więcej wielu z nich nie tylko pozostało na publicznych uczelniach, ale zasiliło/czy potworzyło uczelnie niepubliczne, gdzie nadal swoim przykładem negatywnie wpływali na młodzież akademicką ! Natomiast wykluczeni z systemu zła nadal pozostali wykluczeni, gdyż ocalały mimo transformacji system zła nadal ich odrzucał.
„Wilcze bilety” z czasów PRLu zachowały ważność w III RP !

W III RP utrzymano system tytularny przez lata nadal kompatybilny z systemem b. bloku komunistycznego, a nie przystający do bloku zachodniego. Skutkowało to częstym uzyskiwaniem tytułów, niewiele zresztą wartych, za wschodnią granicą (turystyka habilitacyjna) i blokadą powrotów do Polski naukowców pracujących na Zachodzie. Naukowcy z obywatelstwem polskim nie mieli szans na zatrudnienie np. na stanowiskach profesora, bo nie mieli habilitacji nieznanej w większości krajów zachodnich. (Akcje Niezależnego Forum Akademickiego –https://nfawww.wordpress.com/2008/07/23/akcje-niezaleznego-forum-akademickiego/)

Skutkiem tego dla naszego samozadowolenia mamy największą liczbę ‚udyplomowionej’ młodzieży, mamy coraz większą liczbę doktorów i to habilitowanych, oraz profesorów belwederskich, a jesteśmy mizerią naukową i kraj nie ma z tego większego pożytku.

I tego systemu nikt tak naprawdę nie chciał zmienić w III RP. Reformatorzy tak ‚reformowali’ system, aby utrzymać patologiczne status quo.

Dyplomy, dyplomy – na sprzedaż

Dyplomy

Dyplomy, dyplomy – na sprzedaż

W Polsce dyplom traktowany jest jak fetysz. Mroczny obiekt pożądania. Ludziska są w stanie wszystko zrobić aby go zdobyć.

Nie bez przyczyny firmy oferujące pisanie prac licencjackich, magisterskich a nawet doktorskich – od lat prosperują znakomicie, gdy inne firmy upadają. Zapotrzebowanie na dyplomy nadal się utrzymuje.

Są też firmy zajmujące się wręcz fałszowaniem dyplomów,  biorące zapewne przykład ze słynnej wytwórni prac magisterskich Juliana Haraschina funkcjonującej w Polsce Ludowej.(https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-haraschina/.

Ostatnio policja zajmująca się zwalczaniem przestępczości gospodarczej odniosła znaczący sukces wykrywając fałszerzy dyplomów, którzy w okresie 2009-2012 sfałszowali i sprzedali blisko 100 dyplomów renomowanych uczelni w Polsce.http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/114074,Final-sprawy-przeciwko-falszerzom-dyplomow.html Zarobili blisko pól miliona złotych, bo ceny wahały się od 4 tys. za odpis, do 8 tys. zł za dyplom. A chętnych nie brakowało.

Wielkiego rabanu w mediach na ten temat nie było. Bo niby dlaczego ? Wszyscy się już przyzwyczaili do podobnych procederów. Plagiaty – inna forma nieuczciwego zdobywania dyplomów ( i nie tylko) są na porządku dziennym, a nie ma woli, aby z systemu wykluczać tych co plagiatują, a nie tych co plagiaty wykrywają.

Inni w pogoni za dyplomami piszą różne dyrdymały i jeśli są swoi,  to na ogół znajdują takich co ich pod niebiosa będą wychwalać, a przynajmniej swoim autorytetem osłaniać.

Dyplomowanych i to nie jeden raz – licencjacko, magistersko, doktorsko – mamy w biznesie i polityce co niemiara, a biznes i polityka leży, tzn. tam gdzie Polska – leży kamieni kupa.

Nasz system preferuje dyplomy – jest systemem tytularnym, a nie merytorycznym, i ten jest najważniejszy, najlepszy, kto dyplomy/tytuły posiada, bez względu na to co w głowie posiada i jaki pożytek z głowy robi.

Jest więc tak, że jedni mają głowę – inni tytuły. Co więcej w Polsce tytuł profesora to jest honor, mimo tego, że w praktyce, w życiu,  jest tak, że jedni mają honor, a drudzy profesurę, a nader rzadko jedno i drugie. ( bibliografia nahttps://nfaetyka.wordpress.com/, https://blogjw.wordpress.com/)

Toczy się postępowanie prokuratorskie w sprawie prezesa Business Centre Club – Marka Goliszewskiego, który miał ochotę uzyskać dyplom doktora i chyba by go uzyskał, bo zaprzyjaźnieni profesorowie byli za, ale studenci kierując się kryteriami merytorycznymi – postawili barykadę i to tak mocną, że nawet profesorowie nie byli w stanie jej sforsować.

No cóż, skoro profesorowie u nas nie trzymają poziomu, ani honoru, studenci muszą stać na straży jakości nauki i nauczania w Polsce.

Nie zawsze to im się udawało. Gdy w systemie Polski Ludowej argumentowali zasadnie wobec haniebnych poczynań profesorów ‚ takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek ’https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/ profesorowie zamiast godności – wybierali nicość i taką naukę w Polsce do XXI wieku wprowadzili. Teraz tylko walczą aby taka nauka w Polsce została i na następne wieki i tylko w studentach nadzieja, że im to się nie uda.

Profesorowie – beneficjenci systemu zła, nie mają w tym interesu aby system zła przekształcić w system dobra. Baa….,  nawet by tego nie potrafili, bo zło im się z dobrem pomieszało. Nawet argumentują nieraz, że skoro są profesorami – to oni są dobrem, bo dobrem jest profesura im nadana, a nawet gdy ze zła (plagiatu, oszustwa, nicości ) ona pochodzi, nie wolno im tego odbierać, bo to by dopiero było zło !

Na drodze do przekształcania rektoratów w agencje nieruchomości

nieruchomości

Na drodze do przekształcania rektoratów

w agencje nieruchomości

Źródła ministerialne podają, że „od roku 2007 Polska zainwestowała ponad 30 miliardów złotych w uczelnianą i instytutową infrastrukturę„ (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/uczelnie-lepiej-wykorzystaja-laboratoria-i-budynki.html) .

To wiele, a skutki tych inwestycji są widoczne gołym okiem. Obserwowaliśmy od lat, często ze zdumieniem, że mimo nadciągającego niżu demograficznego i biedy panującej na uczelniach – o czym informowały media – nieruchomości uczelniane rosły jak grzyby po deszczu.

Niektórzy pytali:

Po co tyle nieruchomości akademickich ?

Kto tam będzie pracował/studiował ?

Kto to utrzyma ?

Oczywiście na budowę nieruchomości jakieś 2/3 środków pochodziło z UE, ale zainwestowano niemało także ze środków budżetowych niewystarczających na finansowanie nauki.

Mimo wybudowania takiej ogromnej ilości budynków i laboratoriów, znakomitej poprawy infrastruktury akademickiej, nauka w Polsce jest w stanie kryzysu, a niektórzy obwieszczają wręcz śmierć nauki.

Czyżby te kosztowne nieruchomości miały służyć za domy pogrzebowe ?

Otóż nie. Co prawda ilość polskich studentów, a także wykładowców maleje, ale nieruchomości przecież mozna wypełnić inną ‚substancją’.

Nie za bardzo powiodły się kosztowne wyprawy rektorów po nader licznych studentów chińskich, którym te mury najwidoczniej nie zaimponowały, a zapewne bardziej im zależy na zdobyciu wiedzy i umiejętności przeżywania życia w godziwy sposób. Tego polskie uczelnie nie zapewniają. Mury piękne, ale środowisko akademickie niezbyt przyjazne, a wykładowcy jakby mało przydatni do studiowania. Zresztą są problemy, aby w tych nieruchomościach ich odnaleźć.

Jak przypuszczałem już przed laty, istniało i istnieje drugie dno tego boomu na nieruchomości akademickie. Wybudować można, ale jak to utrzymać, skoro budżet nie jest z gumy, a opłaty od studiujących maleją ? Tak jak sądziłem musi przyjść czas na rozwiązanie tego problemu. I już ten czas nadchodzi.

Otóż UE przekonana przez naszych decydentów, że nieruchomości się marnują, zgadza się aby lepiej wykorzystywać laboratoria i budynki akademickie tzn. póki co, do 20% danej infrastruktury będzie można wykorzystać do działalności komercyjnej.

Skoro z działalności naukowej i edukacyjnej nie da się tego co wybudowano utrzymać, to trzeba dać jakąś część nieruchomości na wynajem i środki będzie można zdobyć. Jak to nie wystarczy, to trzeba będzie te 20 % powiększyć o kolejne procenty. Ale pierwszy krok jest już zrobiony.

Nic w tym dziwnego, bo już przed kilku laty jak NIK zbadała z czego utrzymują się instytuty badawcze (https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-gospodarowaniu-majatkiem-przez-instytuty-badawcze.htmlto się okazało, że głównie z wynajmu nieruchomości, bo z produkcji intelektualnej się nie da, tym bardziej, że ta jest w zaniku, czy istnieje tylko teoretycznie.

Metody utrzymywania z wynajmu nieruchomości -pozoranctwa naukowego i edukacyjnego – są już opracowane i nie ma przeszkód aby iść dalej tą drogą.

Jak rektoraty przekształci się w agencje nieruchomości, to zarządzający uczelniami z tych nieruchomości całkiem nieźle się utrzymają, oczywiście jeśli pozbędą się elementu dla nich szkodliwego, zajmującego sporo przestrzeni do badań i nauczania, którą lepiej by można wykorzystać przeznaczając na wynajem.

Nie ulega wątpliwości, że pożytek z tego dla trzymających władzę w uczelniach będzie znacznie większy. A że Polska z tego pożytku mieć nie będzie, to nikogo jak nie obchodziło, tak i nie obchodzi. W końcu państwo istnieje tylko teoretycznie.