Plaga profesorów korytarzowych

Plaga profesorów korytarzowych

W przestrzeni publicznej pokazuje się inna twarz jagiellońskiej wszechnicy, na ogół nieznana, choć już nieraz ją pokazywano. Krystian Brodacki zobrazował trzy twarze Juliana Haraschina, kata podziemia niepodległościowego silnie związanego z powojenną historią UJ, a ja w nich zobaczyłem twarz współczesnej uczelni. Pokazywał ją także – i to z różnych stron – wybitny historyk sztuki prof. Karol Estreicher w swoich pamiętnikach, opisując mobbing na UJ dotyczący jego osoby. Moje jagiellońskie (choć nie tylko) doświadczenia mobbingowe wykorzystałem w pierwszym w Polsce serwisie internetowym poświęconym mobbingowi akademickiemu i w książce „Mediator akademicki…”. Argumentowałem, zgodnie z moimi doświadczeniami, że mobbing ma większe znaczenie dla destrukcji domeny akademickiej niż niedostatek pieniędzy, ale niektórzy wręcz cierpią na alergię mobbingową, odrzucając penalizację tej antykultury kwitnącej na uczelniach.

Ostatnio jednak przejawy mobbingu na korytarzach Instytutu Historii Sztuki UJ nagłośniono w mediach i zajął się nimi nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Po wakacjach zapewne bliżej się dowiemy, jakie to będzie miało konsekwencje. Na swój warsztat ten przypadek wziął także utalentowany medialnie dr Krzysztof Maj, mający za sobą traumatyczne przejścia doktoranta na UJ, który na kanale YouTube objaśnił swoje widzenie – i to w szerokim kontekście – tego, co się obecnie źle dzieje na UJ. Wprowadził do nomenklatury akademickiej – bardzo użyteczne dla zrozumienia plag akademickich – pojęcie profesora korytarzowego. Chodzi o profesorów pracujących w trybie korytarzowym, spotykanych głównie na korytarzach uczelnianych, choć praktycznie nieobecnych w nauce, stąd zakompleksiałych i odreagowujących swoje frustracje poprzez upokarzanie, wyśmiewanie, szykanowanie, fałszywe ocenianie podwładnych czy studentów. Na naszych uczelniach (nie tylko na UJ) niestety mamy plagę profesorów formatu korytarzowego, stąd mamy plagę mobbingu i uczelnie na poziomie trzeciego świata.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 24 sierpnia 2022 r.

System finansowania głupoty

System finansowania głupoty

 Nasz świat akademicki żąda zwiększenia wydatków z kieszeni podatnika na swoje utrzymanie. Głos ten rozbrzmiewa od lat i to emitowany zgodnie, tak przez decydentów, jak i pracowników najemnych domeny akademickiej. Natężenie głosu wzrasta wraz ze wzrostem inflacji, poziomu udyplomowienia społeczeństwa i utytułowania kadr akademickich.

Słyszymy: pieniądze przeznaczane na domenę to nie koszty tylko inwestycja, która przyniesie wielokrotne zyski na drodze do dobrostanu państwa i społeczeństwa. Niestety domagający się więcej pieniędzy nie domagają się fundamentalnych zmian systemu, który jest wadliwy, co zauważa coraz więcej akademików, jak i szarych obywateli.

Grzegorz Górny przytoczył ostatnio przykład amerykański, gdzie olbrzymie nakłady finansowe na edukację nie przyniosły sukcesu. Wręcz przeciwnie. Wraz ze wzrostem nakładów finansowych nastąpił wzrost populacji analfabetów funkcjonalnych i generalne obniżenie nawet elementarnej wiedzy. Wyniki amerykańskich uczniów są niższe od tych uzyskiwanych przez uczniów europejskich funkcjonujących w znacznie słabiej finansowanych systemach. I jaki wniosek? Kiedy system jest wadliwy, to zwiększenie jego finansowania nie przynosi korzyści, tylko straty.

I tak jest z naszym systemem akademickim, którego wady są wielkie, od lat znane, a wadliwy system jest finansowany coraz bardziej, co widać chociażby w rosnących jak po deszczu nieruchomościach akademickich na poziomie wręcz światowym, czy po wynagrodzeniach rektorów uczelni bijących na głowę wynagrodzenia ministrów, a nawet prezydentów. Niestety, poziom naszych uczelni jest podobny jak uczelni tzw. trzeciego świata, wielokrotnie od nas biedniejszego, a poziom naszych elit, i to czasem rządzących, przynosi nieraz wstyd obywatelom.

Może lepiej by było popracować nad naprawą systemu, jego efektywnością, bez stosowania antykultury unieważniania wobec postulatów innych od finansowych, które zdaje się naruszają politykę równościową prowadzoną na drodze do zrównania mądrości i głupoty

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 27 lipca 2022 r.

Aby nie urażać głupców

Aby nie urażać głupców

Jednym z przejawów wojny cywilizacji jest rozpowszechnienie antykultury (cancel culture), wymazywanie kulturowo odmiennych. Zjawisko to, jakkolwiek znane od dawna, obecnie jest łatwiejsze do zauważenia w przestrzeni publicznej zdominowanej przez twórców tej antykultury.

Żeby się nie odnosić do zbyt odległych czasów, warto przytoczyć konstatację przypisywaną Einsteinowi: „Dożyliśmy takich czasów, w których ucisza się mądrych ludzi, żeby to, co mówią, nie uraziło głupców”. Tego geniusza nie ma na tym świecie już ponad 60 lat, ale widać, że cancel culture miała się już dobrze w jego czasach, zanim powstał ten coraz bardziej popularny termin.

 W czasach dominacji Internetu głupota coraz lepiej jest widoczna. I uciszanie ludzi mądrzej się wypowiadających też jest dostrzegalne. Taka jest chyba natura ludzka, szczególnie ludzi pragnących mieć władzę nad innymi, a w każdym razie nad innymi dominować, że wyjątkowo nienawidzą mądrzejszych od siebie, a przynajmniej za takich uważanych. U kogo wykryto spory potencjał inteligencji, musi zdawać sobie sprawę, że może być obiektem cancel culture.

W domenie akademickiej, a szczególnie w systemie tytularnym, powszechne jest mniemanie, że mniej utytułowany nie może być mądrzejszy od wyżej utytułowanych, a jeśli taki zostanie zdekonspirowany, musi się liczyć z tym, że będzie zaraz uciszony, a nawet z systemu wypędzony, aby nie urażać głupszych od siebie. Tak funkcjonuje selekcja negatywna i odnosi wielkie sukcesy, a nauka w konsekwencji – porażki.

Największych nawet głupców po linii partyjnej można było wywindować na same szczyty hierarchii akademickiej. I tak pozostało. Proceder nie został zlikwidowany i widać na co dzień, jak ludzie mądrzy nawet nie czekają na uciszenie i sami starają się nie urażać głupców, a co dopiero mówić o ich otoczeniu.

Mówimy: kto ma mikrofon, ten ma władzę, i podejrzany o to, że jest mądrzejszy, mikrofonu nie dostanie, albo ten natychmiast zostanie wyłączony. Taka antykultura!

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 23 lutego 2022 r.