Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej


Józef Wieczorek Plagi akademickie

Plagi „jaruzelskie” w domenie akademickiej

39 lat temu na terytorium całego kraju spadła plaga „jaruzelska” w postaci stanu wojennego, nie mniej dotkliwa od tegorocznej plagi koronawirusa. Wprowadzając stan wojenny, także w domenie akademickiej – o czym informacje w przestrzeni publicznej są nader skąpe – „zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym” przygotowała specjalny pakiet zniewolenia środowiska akademickiego.

Po 13 grudnia nie tylko zawieszono działalność NSZZ Solidarność, niektórych działaczy internowano, lecz także zawieszono zajęcia na uczelniach. Przygotowano polityczną weryfikację kadr akademickich, usuwając wielu rektorów i dziekanów wybranych przez społeczność akademicką. Pozbyto się już zidentyfikowanych wrogów systemu, zaopatrując niektórych w paszporty w jedną stronę.

Wyzwolenie się od tej plagi bynajmniej nie nastąpiło po zniesieniu stanu wojennego 22 lipca 1983 r. i całą „epokę jaruzelską” traktuje się jako stan wojny „jaruzelsko”-polskiej.

Bo tak rzeczywiście było. Zniesiono co prawda godzinę milicyjną, ograniczono patrole, wycofano z ulic czołgi i pojazdy opancerzone, ale zaostrzono prawo, zwiększono inwigilację (prawie 100 000 TW pod koniec PRL) i społeczną dezintegrację. Spokojnie jednak na uczelniach nie było, trwała działalność podziemna, tak pracowników, jak i studentów.

Młodzi, niepokorni, stanowili zagrożenie dla przewodniej siły narodu (PZPR – nieznana dziś w uczelnianych historiach komunistyczna formacja partyjna). Dlatego, po kilku niespokojnych latach, postanowiono znowelizować prawo akademickie, aby zgodnie z „prawem jaruzelskim”, usuwać tych, co wykazywali niewłaściwą dla socjalistycznego człowieka postawę moralną i wpływali negatywnie na młodzież akademicką.

Prowadzono działania operacyjne o charakterze mobbingu – ważnego narzędzia w dezintegracji środowisk opozycyjnych – oraz postępowania dyscyplinarne. Na mocy „prawa jaruzelskiego” pozostają one utajnione do dnia dzisiejszego, zarówno dla pokrzywdzonych, jak i badaczy IPN. Widać, że „prawo jaruzelskie” nadal stoi ponad Konstytucją III RP.

Druga fala politycznych czystek nastąpiła w 1986 r., dokonywana przez anonimowe – nieraz do dziś – komisje. Przed świętami Bożego Narodzenia, na gwiazdkę, wręczano negatywne oceny osobom niewygodnym dla systemu komunistycznego. Rektorzy, wykonujący posłusznie dyrektywy rządzącej junty nie wyrzucali anonimowych ocen do kosza, lecz wprowadzali zalecenia w życie, co zresztą otwierało im dalszą karierę akademicką. Na przykład szef skutecznej weryfikacji kadr na UAM, rektor Jacek Fisiak, niedługo potem awansował na ministra, a prorektor Aleksander Koj na rektora UJ, na które to stanowisko powracał jeszcze dwukrotnie w III RP, jako że kadencje peerelowske, jako niedemokratyczne, nie były wliczane do limitu wyborczego.

Ale w III RP nadal liczyły się pozamerytoryczne oceny i decyzje prowadzące do wypędzania z uczelni elementu niereformowalnego, stanowiącego zagrożenie dla transformacji i jej beneficjentów.

Wilcze bilety wówczas wydane utrzymały ważność także w III RP, kiedy lepiej traktowano wypędzonych w wyniku czystek ‘68 roku instalatorów systemu komunistycznego niż wypędzonych działaczy antykomunistycznych z „epoki jaruzelskiej”.

Natomiast beneficjenci czystek nie tylko zachowali etaty, lecz także luka pokoleniowa dawała im szanse na wieloetatowość, na szybkie kariery akademickie i ekonomiczne.

Niestety, działania prowadzone na uczelniach w okresie stanu wojennego i ich skutki dla stanu dzisiejszego, są słabo znane. Badacze historii wojny „jaruzelsko-polskiej” na froncie akademickim często dokonują manewrów omijających fakty/prawdę, a nawet wymierzają ciosy w plecy ofiarom wojny.

Straty wojenne w domenie akademickiej nie zostały nawet oszacowane, a zniszczono nie tylko osobiste, lecz także wspólne dobra intelektualne i moralne. Wdrożony przez Jaruzelskiego pakiet zniewolenia środowiska akademickiego przetrwał autora – na uczelniach w wolnej Polsce akademicy boją się mówić, co myślą, a nawet myśleć. Ci, którzy nie okazują strachu, nie mają wstępu na uczelnie.

Tak skutecznie wyselekcjonowano kadry i przez lata III RP utrzymano takie kryteria selekcji – reprodukcję potulnych kadr. Pewną nadzieję na zmiany stanowi propozycja pakietu wolności dla nauki, przygotowana, jakby na gwiazdkę, przez nowego ministra. Zbuntowani akademicy uznali to jednak za negatywne zjawisko ideologizacji nauki i w rocznicę buntu Marcina Lutra, ogłosili Deklarację Wolnej Nauki zmierzającą m. in. do promowania partnerskich relacji mistrz-uczeń, tak by wspólny kod kulturowy – „je.ać PiS” – był już demonstrowany publicznie.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska nr. 52-53 w grudniu 2020 r.

Degradacja Wolności, zamiast degradacji generałów

Screen Shot 04-21-18 at 02.58 PM

z: http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,967,spotkanie-ws-ustawy-degradacyjnej.html

Degradacja Wolności, zamiast degradacji generałów

Po spotkaniu u Prezydenta RP ws. ustawy degradacyjnej, Krzysztof Łapiński -rzecznik prezydenta oświadczył, że ‚ ta sprawa nie będzie regulowana na poziomie ustawy’ czyli generałowie WRON nie zostaną zdegradowani i nie będzie zatem nawet symbolicznego przerwania ciągłości III RP z PRL. Ciągłość prawna pozostała, stąd schizofrenia III RP, w której w alejach zasłużonych mamy i katów i ich ofiary, stopnie generalskie mają bohaterowie, ale i zdrajcy, tytuły profesorskie mają zarówno wybitni uczeni, ale i partyjni aparatczycy.

Degradacji generałów związku przestępczego działającego na rzecz zniewolenia Polaków nie będzie, ale degradacja Wolności nastąpiła.

Niektórzy czerwiec 1989 r. uznają za datę odzyskania Wolności, ale w kwietniu 2018 r. nadal jesteśmy zniewoleni, i nie jesteśmy się w stanie uwolnić od komunistycznej spuścizny. Nie było takiej woli na początku transformacji i nie ma jej nadal.

Jan Paweł II mówił Wolności nie można posiadać, trzeba ją stale zdobywać”.[https://niezlomnym.wordpress.com/2018/04/21/wolnosci-nie-mozna-posiadac-retrospektywa-festiwalu-filmowego-niepokorni-niezlomni-wykleci/ ]

Jana Pawła II – już świętego – wielbimy, ale ze zdobywania wolności jakby rezygnujemy. Brak ustawy degradacyjnej jest tego wyrazem, choć nie jedynym.

W systemie akademickim do tej pory nie zastosowano ustawy dekomunizacyjnej, więc elity są nadal formowane przez beneficjentów systemu zniewolenia.

Zatem elity mamy mierne, zniewolone, bo system takich preferował, selekcjonował i dobrej zmiany w tej materii nie widać.

Elity zdobywają tytuły, stanowiska, ale nie są w stanie zdobyć się na rozliczenie z przeszłością, w której są uwikłani.

Z punktu widzenia środowiska akademickiego brak degradacji komunistycznych twórców stanu wojennego chyba był spodziewany i pożądany.

W końcu, jak podnoszę od lat, w dziejach uczelnianych, stan wojenny, nie mówiąc o jego skutkach dla formowania elit, w ogóle nie został zauważony – więc za co degradować jego twórców, skoro w oczach elit to było nic nie znaczące wydarzenie ?

Był to podobno okres stopniowej liberalizacji systemu, kiedy uniwersytet był ochraniany przez rzesze agentów SB i ich licznych współpracowników i -chyba dzięki temu ? – przez okres PRL przeszedł podobno bezstratnie.

Skoro nikt akademików za wypisywanie takich bredni nie zdegradował, więc i elity władzy przez takich akademików formowane, także generałów nie degradują.

Mamy systemową kompatybilność i w ten sposób z systemu zniewolenia przez lata nie zdołamy się wyzwolić.

Skutki zniewolenia w wolnej Polsce

Idź

Skutki zniewolenia w wolnej Polsce

Ostatnio media podniosły larum wobec lewackiej polityki kadrowej na uczelniach zastosowanej w stosunku do poseł Krystyny Pawłowicz i red. Tomasza Terlikowskiego (np.https://dorzeczy.pl/kraj/54198/Krystyna-Pawlowicz-stracila-prace-na-uczelni-Wszystko-przez-wpis-na-Facebooku.html; https://wpolityce.pl/polityka/377446-uniwersytet-wycofal-propozycje-pracy-dla-terlikowskiego-po-interwencji-wandy-nowickiej-dzis-dowiedzialem-sie-ze-wszystkie-ustalenia-sa-nieaktualne ; http://niezalezna.pl/215314-wyzsze-uczelnie-na-lewej-burcie-po-wpisie-nowickiej-wum-odwolal-wyklady-z-dr-terlikowskim .

Bardzo słusznie, bo to pokazuje, że mimo autonomii szkół wyższych, tak naprawdę politykę kadrową na uczelniach kształtują aktywiści lewicowi . np. p. Wanda Nowicka, która chyba awansowała na swoistą kadrową Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – wystarczył jej wpis na Twitterze i dr Tomasza Terlikowskiego nie zaangażowano na Uniwersytet.

Oburzenie mediów uzasadnione, ale czy takie ekscesy na uczelniach czasem nie są spowodowane długotrwałym milczeniem wobec polityki kadrowej, z której wyłoniły się obecne kadry akademickie.

Przed transformacją ustrojową (PRL w PRL bis) z przyczyn pozamerytorycznych, politycznych, wyeliminowano setki, o ile nie tysiące pracowników naukowych stanowiących zagrożenie dla przewodniej siły narodu i uczelni przez nich zarządzanych.

To była, jak od piszę od lat, Wielka Czystka Akademicka [[https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ,https://blogjw.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/ ] , weryfikacja kadr przeprowadzana pod batutą PZPR i SB i realizowana przez posłuszne wobec systemu kłamstwa władze uczelniane.

Nieznane do dnia dzisiejszego z imienia i nazwiska komisje weryfikacyjne – zorganizowane , anonimowe grupy przestępcze –  na podstawie sfingowanych, pozamerytorycznych zarzutów np. o negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką ( zarzuty wypracowane w polityce kadrowej od czasów instalacji systemu komunistycznego), o niewłaściwą postawę obywatelską i etyczną ( niezgodne z principiami systemu komunistycznego), o niewłaściwy charakter ( niezłomny, wobec złomności karierowiczów) negatywnie oceniały niewygodnych, a rektorzy posłusznie opinie akceptowali i usuwali ich z uczelni.

Jak się okazuje czasem dożywotnio, bez protestów medialnych i bez unieważnienia prawnego tego bezprawia w wolnej Polsce, mimo upływu już 30 lat od rzekomego obalenia komunizmu.

To, że Polska jest wolna na uczelniach, ale od antykomunistów, nonkonformistów, ludzi niewygodnych dla towarzyszy, oportunistów, karierowiczów, lewków itp. o odmiennym systemie wartości, pomija się milczeniem.

W wolnej Polsce zniewolenie moralne i intelektualne na uczelniach pozostało.

Protestów przeciwko ekscesom końca PRLu nie było i nie ma. Postulatów unieważnienia prawnego tych ekscesów – także, choć przygotowano „Konstytucję dla nauki”, która chyba ten stan rzeczy ma sankcjonować.

Czemu zatem zdziwienie, że wobec K. Pawłowicz, czy T. Terlikowskiego stosuje się taką politykę kadrową ?

Skoro się milczało wobec stosowania takiej, a czasem jeszcze bardziej drastycznej polityki wobec innych, to na takie poczynania było przyzwolenie – nieprawdaż ?

Milczenie wobec bezprawia/podłości prowadzi do eskalacji takich poczynań, do upowszechnienia nędzy moralnej środowiska akademickiego.

Nazwisko „kadrowej” WUM jest już znane,  ale przecież takich kadrowych była moc, ale nikt nie chce ich poznać, ani ministerstwo (nie ma kompetencji), ani uczelnie ( nie mają mocy intelektualnych, ani moralnych), ale media, Solidarność, czy inne organizacje społeczne, kombatanckie, też nie mają czasu/ochoty/woli, aby tym się zajmować – więc jak może być inaczej ?

Skala bezprawia nie jest dokładnie znana, ale była i jest wielka – przykłady osobiste można podać.

Jak mnie wyrzucono w czasach Wielkiej Czystki Akademickiej, moich papierów po wiośnie 1980 r. nie było [ nastąpił okres post-historii ?] a wysyłano je do mgr Michała Ługanowskiego –Naczelnika Departamentu Badań i Studiów Uniwersyteckich i Ekonomicznych w Warszawie . Kto zatem kształtował politykę kadrową uczelni – rektor ? czy jakiś magister z zakamuflowanego departamentu bezpieczeństwa uniwersyteckiego ?

Toczy się obecnie walka o zachowanie hierarchii akademickiej, bez uwzględnienia tego, jak ta hierarchia się kształtowała.

Kiedy złożyłem, mimo wszystko, wolę zatrudnienia się w instytucie PAN, tam gdzie robiłem doktorat i gdzie byłem od lat ‚jedną nogą”, nikt nie miał oporów przeciwko zatrudnieniu mnie ( mimo tego strasznego charakteru itp.) ale jak przybyła sekretarka z PKiNu (siedziba PAN w maczudze Stalina w Warszawie) zatrudnienie nie było możliwe.

Kto zatem autonomicznie kształtował politykę kadrową w PAN-ie ? Podobnie zresztą na uczelniach, gdzie zatrudnienie nie było możliwe, mimo że należałem do najaktywniejszych naukowo/ edukacyjnie/organizacyjnie doktorów w swojej dziedzinie .

Zresztą na UJ nie miał mnie kto zastąpić w robocie – wykładaniu/formowaniu nowych naukowców ! Odwołano niejako tysiące moich wykładów – i co ? W najlepszym razie – milczenie !

I skutki tego widać do dnia dzisiejszego.

Czystki akademickie zrobiły swoje – to nie był pojedynczy przypadek, takich było wiele.

Wyrzucenie jednego ‚akademika, który wprowadzał do systemu akademickiego wielu nowych i to na dobrym, międzynarodowym poziomie, powoduje straty nie jednostkowe, lecz pokoleniowe – osłabienie intelektualne i moralne, i to na pokolenia instytucji/dziedziny naukowej …

Jak się tyle lat milczało, a nawet aprobowało te ekscesy, to nie może być inaczej niż jest, tym bardziej, że nadworni historycy pisali fałszywe historie i je do przyswojenia polecali. Nawet jak badali czasy komunistyczne na uczelniach, to tak, aby nie poznać tego co badali, co chyba było warunkiem pozostawania na etatach i robienia karier akademickich.

Jeśli nie zmieni się fundamentów posadowienia systemu akademickiego w ramach jego reformowania, to każda konstrukcja systemu się pogrąży/ osunie/ rozpadnie, jak wszelkie budowle na niewłaściwych fundamentach wznoszone.