Dlaczego „Solidarność” nie poszła ich śladami ?

ślady

[ z Google]

Dlaczego „Solidarność” nie poszła ich śladami ?

Żyjemy w kraju do pewnego stopnia wolnym, ale nie solidarnym, mimo że formowanym w znacznej mierze przez „Solidarność”. Niestety niemała część elit Solidarności bardziej jest solidarna z komunistami, niż z członkami ruchu Solidarność, także tzw. legendy Solidarności, i dobrze na tym materialnie wyszli, choć twarz stracili.

Komuniści przez długie już lata III RP bynajmniej nie stracili wiele na znaczeniu, a wielu członków Solidarności straciło wiele, nie tylko na znaczeniu, ale i na poziomie życia. Wielu ledwie wiąże koniec z końcem – a Solidarności brak !

Lech Wałęsa, niewątpliwy beneficjent ruchu Solidarność,  zrobił karierę polityczną i także majątkową i naśmiewał się z innych, że są nieudacznikami i niczego się na Solidarności się nie dorobili, gdy on – tak ! Jest symbolem nie tylko zdrady ruchu Solidarnościowego, ale i symbolem tych, którzy nie potrafili i nie potrafią się zachować jak trzeba.

Nie jest jednak wyjątkiem, bo przykładów choć mniej drastycznych jest wiele.

Jedni z Solidarności wyjeżdżał tirami, inni w podartych gaciach, a czasem ledwie uchodzili z życiem. Pisze się zasadnie o skandalicznych dysproporcjach między emeryturami esbeków a kombatantów, ale tzw. „nasi” też czasem mają emerytury spore, a i poza tym wiele płatnych funkcji i etatów (setki tysięcy rocznie), ale zachować się jak trzeba – nie potrafią, to im się nie opłaca. Los tych z Solidarności , którzy są na goło, bez etatów, nawet jak pracują i to wiele, (bo u nas praca a zarobki to są zupełnie różne rzeczy, jakoś do siebie nie przystające) jest dla nich najwyżej obojętny .

Żyjemy w okresie post-komunistycznym, ale także w okresie post-solidarności, która została utracona w okresie post-historii, kiedy najnowszej historii niemal nikt nie chce znać i w okresie post-prawdy, która jest wyjątkowo znienawidzona.

Z  systemu komunistycznego tak naprawdę do tej pory to nie wyszliśmy i człowiek czasem się zastanawia – czy wielu z legendarnych działaczy Solidarności walczyło tak naprawdę o Polskę, czy głównie o polepszenie swojego bytu, który w siermiężnym PRL był marny. Obecne podziały mają chyba swe korzenie w tamtych latach i wiele tych podziałów można było już wtedy zauważyć i przełożyć na losy późniejsze.

Nie bez przyczyny młode pokolenie Polaków szuka swoich wzorców nie wśród elit Solidarnościowych, lecz wśród Żołnierzy Wyklętych, którzy w walce z komunistami byli niezłomni i potrafili się zachować jak trzeba.

Z Żołnierzy Wyklętych, tych którzy przeżyli okres eksterminacji, chyba nikt wielkiej kariery politycznej, a tym bardziej majątkowej w PRLu nie zrobił, ale dla odzyskania niepodległości i przekazania etosu wolnego Polaka wielu zrobiło wiele. Nadzieja w młodym pokoleniu, że z tych wzorców będzie korzystać.

Warto sięgnąć jednak i do dawniejszych przykładów Polaków walczących o uwolnienie Polski spod władzy zaborczej, którzy mimo klęsk powstańczych zrobili kariery zawodowe i dla Polaków – mniej może zaradnych, zrobili wiele, dzieląc się swoimi sukcesami. Przede wszystkim na względzie mieli wspólne dobro Polski i Polaków.

Przykładów jest wiele, ale podniosę tylko dwóch walczących o niepodległą Polskę, którzy po sukcesie zawodowym nie sprawili zawodu rodakom i byli z nimi solidarni starając się poprawić ich los.

Ignacy Łukasiewicz działacz niepodległościowy okresu powstania krakowskiego i także styczniowego, ale i innowacyjny wynalazca lampy naftowej i pionier przemysłu naftowego w Europie, który budował też szkoły i zakładał pierwsze w Europie instytucje ubezpieczeniowe.

Stanisław Brzozowski [ http://ignacylukasiewicz.pl/od-nafciarza-do-spolecznika/ ]przytacza słowa dobrze oddające jego filozofię działania: „to wielka sztuka być bogatym, a również i wielka odpowiedzialność”. „To ciężki obowiązek być bogatym i trudna sztuka, sto razy lepiej biedować mądrze, niż użyć grosza po głupiemu”

Szkoda że wśród działaczy Solidarności tak wielu korzysta z grosza po głupiemu, nie biorąc przykładu z Łukasiewicza, wielkiego patrioty, ale solidarnego z uciemiężonym społeczeństwem.

Erazm Jerzmanowski powstaniec styczniowy z oddziału Langiewicza, zmuszony do emigracji stał się „człowiekiem, który oświetlił Amerykę” robiąc fortunę na swoich innowacyjnych wynalazkach w dziedzinie gazownictwa wdrażanych w życie Ameryki.

Wspierał Polonię amerykańską, finansował działalność naukową, kulturalną i oświatową wśród emigracji a po powrocie do kraju ojczystego ją kontynuował. „Wyznawał zasadę nieudzielania bezpośredniej pomocy finansowej potrzebującym osobom, ale pomagał im w znalezieniu pracy, hojnie wspierał poszerzanie przez nie swoich umiejętności zawodowych.” [http://nowahistoria.interia.pl/drogi-do-wolnosci/news-erazm-jerzmanowski-polski-nobel-ktory-oswietlil-ameryke,nId,1359783#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome]

Jakoś trudno jest znaleźć wyznawców tej zasady w III RP wśród ‚Solidarnościowych’ beneficjentów tzw. transformacji ustrojowej, bardziej wiernych mamonie niż ideałom Solidarności.

Wzory prawdziwego patriotyzmu, prawdziwej solidarności są – naśladowców brak.

Pieniądze też były i to nasze, albo dla nas!

Do tej pory nie wiadomo co się stało z pomocą amerykańską (i nie tylko) dla polskiej Solidarności [Paweł Zyzak – Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce ? https://www.youtube.com/watch?v=VhOWJeENLk8&t=2s ], co się stało i z krajowymi składkami, także w czasie wojny jaruzelsko -polskiej.

Wydalani z pracy działacze Solidarności nieraz nie mieli żadnych dochodów i pies z kulawą nogą im nie przychodził z pomocą, bo Solidarność nieraz była solidarna z komuchami a nie z członkami Solidarności i do tej pory tak też nadal bywa.

Tych niechlubnych historii nikt nie chce poznać, i nie chce wdrożyć solidarności w życie naszego społeczeństwa, choć nie byłaby to żadna innowacja, bo innowatorów prawdziwej solidarności i prawdziwego patriotyzmu mieliśmy wielu, często obecnie zapomnianych.

Dlaczego ten piękny ruch Solidarności nie poszedł śladami solidarnych polskich patriotów ?

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

19

Poznawanie przeszłości ? – czyli przemilczane prawdobójstwo na UJ

Niedawno na spotkaniu Krakowskiego Klubu Wtorkowego  Jan Jarosz – komendant antykomunistycznej Armii Wyzwolenia założonej jeszcze w latach 60-tych słusznie skrytykował podręcznik dla szkól ponadgimnazjalnych – Poznać przeszłość. Wiek XX.

Podręcznik został dopuszczony przez MEN w roku 2012. na podstawie opinii utytułowanych rzeczoznawców.
W podręczniku o Armii Wyzwolenia ani słowa, choć dla uczniów ponadgimnazjalnych byłaby to dobra lekcja historii, bo armię tworzyli ich rówieśnicy. W opozycji PRL w podręczniku dominuje KOR, Jacek Kuroń i Adam Michnik, a o niepoprawnych politycznie (także w III RP) – brak jakiejkolwiek wzmianki. Widocznie chodzi o to, aby młodzi opuszczali mury szkolne z poprawnością polityczną na całe życie.

Z drugiej strony nie jest to najgorszy podręcznik historii. W końcu jest w nim mowa i o istnieniu systemu komunistycznego w Polsce i o stanie wojennym, a takich informacji nie znajdziemy na szczeblu akademickim najstarszej i wzorcowej dla innych uczelni – UJ, w którego dziejach najtęższe historyczne głowy czegoś takiego nie zidentyfikowały!
https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/

I chyba nikomu, nawet opozycji antykomunistycznej z czasów PRL, czy opozycji czasów III RP – to nie przeszkadza.
Armia Wyzwolenia określana jest słusznie mianem organizacji antykomunistycznej, ale jak to pogodzić z przyzwoleniem na ‚brak komunizmu’ w historiach na szczeblu akademickim ?

W historii UJ jest mowa o stopniowej liberalizacji systemu między 1956 a 1989 r. https://blogjw.wordpress.com/2009/04/17/ostatnia-defilada-w-dziejach-uniwersytetu-jagiellonskiego/

A zatem z czym walczyła Armia Wyzwolenia (i inne niepoprawne politycznie organizacje) jeśli przyjmujemy bez dezaprobaty historię mędrców jagiellońskich ?

Skoro komunizmu podobno nie było (więc opozycja chyba nie mogła być antykomunistyczna ?!) od czego chciała nas wyzwolić ?

A podobno była stopniowa liberalizacja systemu – także w okresie stanu wojennego ! ( i to się opozycji nie podobało ?)

Powtarzam po raz n-ty, w Dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego obowiązkowych dla tych co chcą osiągnąć wybrany indeks tej kultowej niemal uczelni – nie ma takich słów jak ‚ komunizm’, ani ‚stan wojenny’, bo czegoś  takiego albo nie było, albo były to nic nie znaczące epizody, aby nimi sobie głowę zawracać, a tym bardziej innym do głowy wbijać !

Nic się nie zmienia w tej materii, mimo kolejnych jubileuszy, nawet wielkich,http://jubileusz650uj.wordpress.com/ najstarszej polskiej uczelni, powtarzam wzorcowej, niemal kultowej, której jakości wyrobów krytykować bezkarnie nie można i opozycja czasów III RP ma w tym istotny udział!

Mamy w istocie rzeczy do czynienia z heroiczną obroną przed poznaniem przeszłości,
z przemilczanym prawdobójstwem na UJ !

(https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/

https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/

https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/)

I stosowaniem grubej kreski dla (nie)poznania historii !

– także ze strony opozycji !

Tak, tak, brak jest protestów (historyków, opozycji) przeciwko fałszowaniu historii na UJ, a jest przemilczanie moich tekstów podnoszących szkodliwość dzieł wychodzących spod piór kultowych mędrców jagiellońskich.

Przeciwko ograniczaniu, fałszowaniu historii na szczeblu gimnazjalnym/po-gimnazjalnym protesty są, przeciwko fałszowaniu na szczeblu akademickim – protestów brak, a przecież jest to wyższa półka fałszerstwa i jeszcze  bardziej szkodliwa społecznie.
Autorzy podręczników gimnazjalnych/po-gimnazjalnych z tej półki czerpią fałszywą wiedzę i biada im, gdyby nie czerpali ! I to jest cała III RP.