Wadliwa metodologia badania opinii publicznej o korzeniach komunistycznych

Prl nie upadL

Andrzej Krauze  trafnie to kreską ujął

Wadliwa metodologia badania opinii publicznej

o korzeniach komunistycznych

Przez ponad dwa lata trwały prace nad opracowaniem nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym zwanej ‚Konstytucją dla nauki’. Ustawa przeszła już różne konsultacje, badania opinii publicznej, z czego była zadowolona nawet Komisja Europejska rekomendująca innym przebieg prac nad ustawą jako wzorcowy.

I ten wzorzec przeszedł już także przez komisję sejmową, chociaż przed przejściem, posłowie – członkowie komisji najsilniejszego ugrupowania politycznego, suchej nitki na tej ustawie nie pozostawiali.

Ale tak jakoś szybko zdołała wyschnąć nawet ostatnia nitka. Doprawdy zdumiewające.

Ja jednak uważam, że metodologia badań opinii publicznej, a akademickiej w szczególności, była wadliwa, a co więcej nie doszło do wysłuchania publicznego w sejmie co minister nauki zapowiadał podczas Narodowego Kongresu Nauki w Krakowie. Wysłuchanie miało nastąpić w styczniu, no może w lutym, a tu zima się skończyła i wiosna się kończy i wysłuchania nie było a zapewne z powodu zbliżających się wakacji ogłoszono, że go nie będzie, bo kto w górach, czy na plażach nawet egzotycznych by tego chciał słuchać, tym bardziej, że ustawa jest wręcz egzotyczna, więc mogłoby to być niezdrowe, bo by egzotyki było za dużo.

Ustawa w dużej mierze oparta jest o wdrażany przez lata w życie system tytularny, w którym to tytuły i dyplomy odgrywają wiodącą rolę. Mimo, że taki system ciągnie naukę w Polsce w dół, a nawet wiedzie ku przepaści, to niemal nikogo to nie porusza.

Kiedyś za pomocą koralików i wisiorków zjednywano sobie kacyków różnych egzotycznych krajów, następnie je ujarzmiając. W miarę cywilizacyjnego rozwoju koraliki i wisiorki zastąpiono tytułami i dyplomami i też przez lata dawało się tym ujarzmiać ludzi zdawałoby się rozumnych i inteligentnych – i to nawet w systemie komunistycznym.

I teraz, po medialnym obaleniu komunizmu, oni sami – do tej pory ujarzmieni mentalnie i moralnie, z całymi zestawami dyplomów i tytułów, nieraz całkiem imponującymi, walczą jeno o to – aby było tak, jak było. I to ma być fundament zmian !

O innych fundamentach rozmów nie było. Kto alarmował, że to wszystko stoi na bagnie i trzeba go skutecznie osuszyć, aby gmach nauki – uniwersytetów w szczególności – stał na podłożu stabilnym, a najlepiej skalnym, pomijany był w konsultacjach/dyskusjach, w badaniach opinii publicznej.

Problemów fundamentalnych konstytucja nie porusza – nawet nie ma preambuły, więc nadal nie wiemy czym po reformie ma być nauka, czym ma być uniwersytet, czym mają być elity tam formowane.

Mówimy że elity u nas są kiepskie, mimo imponującego wzrostu populacji udyplomowionych, utytułowanych. Na wysoki poziom elit to się nie przekłada – wręcz przeciwnie. Im więcej dyplomów, im więcej profesorów, tym z nauką w Polsce – gorzej, tak jak z elitami, bo to się nawzajem przenika i nawzajem reprodukuje.

To, że metodologia badań opinii także na temat Konstytucji dla nauki była wadliwa nie może więc dziwić. Jakie elity, jacy akademicy – takie badania i ich wyniki.

Niewątpliwie ta metodologia badań jest zakorzeniona w nie do końca obalonym systemie komunistycznym.

Tak sobie przypominam, że w jeszcze w czasach PRLu, w czasach schyłkowego Gomułki pytano się przywódcę przewodniej siły narodu o braki w zaopatrzeniu w peerelowskich sklepach. Przywódca sam doświadczeń w tej materii nie miał, bo to jego zaopatrywano a on się o zaopatrzenie nie musiał starać. Powołał się na opinie swojej żony, która jak mówił nigdy mu się nie skarżyła, że ma jakiekolwiek trudności w zdobyciu potrzebnych artykułów.

Jasne jest, że przywódcy i utrwalacze systemu komunistycznego takich braków nie mieli, ale niedługo potem doszło do masakry na Wybrzeżu, bo ludziom jednak wiele brakowało do życia. Wadliwa metodologia badania opinii publicznej nie zapobiegła tragedii.

Na początku tzw. transformacji ustrojowej, na wzorcowym dla innych uczelni Uniwersytecie Jagiellońskim powołano komisję pod wodzą prof. Jerzego Wyrozumskiego, aby zbadała stan pokrzywdzenia uczelni w okresie PRLu. Komisja opracowała iście genialną metodologię badań, może wzorowaną na metodzie towarzysza Wiesława (Gomułki ) i prowadziła badania tylko wśród beneficjentów PRLu, pomijając tych, którzy w PRLu krzywd różnych doznali. Rzecz jasna owocem prac tej komisji było stwierdzenie, że tak naprawdę nikt w PRLu na UJ nie został pokrzywdzony. Wspaniały system – nieprawdaż ? I metodologia – również !

I ten zatruty owoc tych badań do tej pory zatruwa środowisko akademickie [i nie tylko] i niemal nikt nie zamierza go podważać. Chyba z obawy że smród były jeszcze większy.

Jak w dziejach UJ nie rozpoznano metodami naukowymi systemu komunistycznego, a nawet stanu wojennego, problem pokrzywdzonych sam zniknął z przestrzeni publicznej !

Chociaż uczelnia też znika z systemu światowego, mimo imponującego rozwoju nieruchomości akademickich i utytułowania, nie ma woli zmian metodologii badań gdy ich rezultaty przynoszą szkody w życiu publicznym.

Ostatnio, przy zdewastowanym pomniku Łupaszki w Parku Jordana byłem pouczany przez starszego jegomościa, że to był zbrodniarz a systemu komunistycznego nie było, więc winienem się uczyć historii – zapewne takiej jaką piszą utytułowani, a zatem uważani za wiarygodnych – historycy.

Także niedawno, na sesji Rady Królewskiego Miasta Krakowa radna jednej z dzielnic ( traf chciał, że tej, w której ja bytuję) oznajmiła, że krakowski Park Jordana to nie jest park dla normalnych ludzi a ona reprezentuje opinie mieszkańców dzielnicy Z jej badań opinii publicznej zostałem chyba a priori wykluczony, choć do parku chodzę, ale opinię mam odmienną i normalność także.

Niestety coraz bardziej formalnie wykształceni Polacy, chyba coraz bardziej bezkrytyczni, przyjmują to co im do wierzenia podają utytułowani i wdrażają w życie ich nieraz wadliwe metody badań.

Jeno margines społeczny, mniej wyedukowany, zachowuje jakąś trzeźwość spojrzenia i kojarzenia – ale czy to ma jeszcze znaczenie ?

Skoro wyklęty w PRL, to i w III RP

Idź

Skoro wyklęty w PRL, to i w III RP

Co jakiś czas przeglądam swoją, coraz bardziej redukowaną ze względu na brak miejsca, bibliotekę  zawodową.  Rzecz jasna bibliotekę  geologa i paleontologa, która w czasach PRL należała w Krakowie chyba do największych bibliotek personalnych w mojej dziedzinie. Setki książek, czasopism geologicznych, tysiące odbitek artykułów autorów z całego świata.

Rzecz jasna biblioteka w tamtych czasach służyła nie tylko mnie, ale też innym, a w szczególności moim studentom, na których miałem negatywny wpływ, wszelakiego rodzaju, w tym poprzez czytanie literatury zagranicznej. To szeroki temat, ale już zamknięty, bo w III RP zainteresowanie czytaniem literatury naukowej jest znikome i nikt nie chce nawet za darmo mojej biblioteki co dokumentuję [ https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/na-nauke-nie-ma-pieniedzy/ ]

Kto by dziś czytał literaturę  naukową i to zagraniczną ? !

Zdarzały się głosy – skoro zagraniczne, to najlepiej wysłać za granicę  !

Ja – uzależniony od czytania- nabywałem literaturę  za sporą część mojego skromnego uposażenia i recenzje, aby być na bieżąco ze światem nauki i przygotować wykłady up-to-date,  a do dnia dzisiejszego się twierdzi nieraz, że w PRLu naukowcy polscy nie mieli dostępu do literatury światowej,  więc dlatego odstawali od świata?!). Takie twierdzenia są ponawiane przy domaganiu się podwyżek dla naukowców,  a jednocześnie odrzuca się uzupełnienia braków literaturowych za darmo ! Ja pod względem literatury nie odstawałem, bo świat naukowy przesyłał mi mnóstwo prac, szczególnie w stanie wojennym.

Przy segregowaniu biblioteki w vol. 59 czasopisma Annales Societatis Geologorum Poloniae, którego przez kilka lat byłem redaktorem, aż do bezprawnego usunięcia mnie z redakcji w r. 1983, zauważyłem sprawozdanie za rok 1988 r. z działalności Polskiego Towarzystwa Geologicznego wydającego to czasopismo. A w nim :

PTG 1988.jpg

Chyba ciekawe – nieprawdaż ?

Jeden nic nie znaczący dr  miał niemal połowę wszystkich referatów krakowskiego oddziału PTG i to na tematy z górnej raczej półki, także zagranicznej, gdy cała reszta licząca ponad 200 etatowych geologów miała referaty pozostałe.

Ciekawa dysproporcja, bo w 1986/7 r. zostałem wyklęty z Uniwersytetu Jagiellońskiego i przestałem na lata (a jak się okazuje i na wielki) wykładać geologię na uniwersytecie. ! Było to po politycznej weryfikacji kadr, której nie przeszedłem, a do dnia dzisiejszego beneficjenci tej czystki nie potrafią odpowiedzieć merytorycznie -dlaczego (?) i nie potrafią określić kto imiennie oceniał negatywnie moją przydatność na nauczyciela akademickiego.

Ja podkreślam – mam na imię Józef, na nazwisko Wieczorek, a ci co ze mnie oczyścili uniwersytet (rzec by można – chyba jakieś sprzątaczki) ani imieniem, ani nazwiskiem, ani nawet krzyżykiem się nie podpisywali i pozostali anonimowi do dnia dzisiejszego, a władze UJ, także akredytowani na profesorów językoznawcy twierdzą, że brak imienia i nazwiska nie świadczy o anonimowości komisji !

Nikt, nawet z najbardziej utytułowanych uczonych III RP, nikt z największych autorytetów moralnych i intelektualnych,  do tej pory nie zakwestionował takich orzeczeń, podobnie jak i sądy uformowane i stowarzyszone z bracią akademicką.

Rzecz jasna i w PTG, gdzie byłem jednym z najaktywniejszych członków (redaktor, wiele referatów, organizacji konferencji…) już długo nie pobyłem – trzeba było zlikwidować dysproporcje, rzec jasna – bezprawnie!

Odnosi się wrażenie, że chyba wszyscy są zgodni, że jeśli ktoś był pasjonatem naukowym i edukacyjnym, to powinien być wykluczony ze środowiska akademickiego tworzącego korporację oszukujących i oszukiwanych na drodze do realizacji swej pasji robienia pieniędzy i zdobywania tytułów.

Niektórzy mówią – nic się nie stało ! A nawet – sam jesteś sobie winien. Jasne – jak ktoś przedkłada dobro wspólne nad swoje, to sam jest sobie winien – winien pilnować własnego nosa. Taka solidarna (z własnym nosem) postawa jest zalecana i realizowana.

Beneficjenci systemu, wysoko utytułowani choć utytłani, chodzą dziś w pochodach KODomitów, razem z jawnymi i tajnymi współpracownikami systemu kłamstwa i się przedstawiają jako ci, którzy wywalczyli wolną Polskę, nie dodając, że wolną od ludzi prawych, wyklętych z systemu degrengolady moralnej.

Tak bowiem jest, że ci którzy nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami systemu kłamstwa, którzy nie nadają się i nie chcą się nadawać do korporacji oszukujących, są na marginesie – są nadal wyklęci, choć nadal działają z pasją, pro publico bono, tak na polu naprawiania systemu akademickiego, jak i na innych polach minowych i czasem z tego powodu wylatują w powietrze przy aprobacie gawiedzi akademickiej i nie tylko.

Bo sytuacja jest taka, ze jak ktoś został wyklęty w PRL, to i pozostaje wyklęty w III RP.

Nawet podający się za antykomunistów aprobują/utrwalają w III RP decyzje komunistyczne – tak personalne, jak i w niemałym stopniu strukturalne. Wyklęcie w III RP wyklętych w PRL jest czasem nawet bardziej widoczne, szczególnie w sferze akademickiej, choć nie tylko.

Pod koniec PRL jednego roku ( a właściwie półrocza), w jednym towarzystwie w Krakowie, miałem mimo wszystko 4 referaty – a ile miałem referatów w Krakowie w ciągu 30 późniejszych lat ? Słyszał ktoś ? Czy ktoś może udokumentować istniejący stan rzeczy jak ja to dokumentuję powyżej z roku 1988 i jak dziś dokumentuję referaty/rozmowy/różne działania – innych ?

Etatowo, zawodowo, już nie pracuję, ale działam na wielu frontach (można rzec – w wielu wcieleniach) co dokumentuję na moich stronach www (czasem z konsekwencjami), ale społeczność, nie tylko akademicka, widocznie uważa, że jak ktoś został wyklęty przez komunistów, to i wyklętym musi pozostać dożywotnio.

Co prawda mamy okres odkłamywania historii i wynoszenia na pomniki żołnierzy wyklętych i przede wszystkim przywracania pamięci, co jest chwalebne, ale już historii mniej odległych nikt odkłamywać nie chce i nie chce przywrócenia wyklętych przez środowiska komunistyczne do normalnego funkcjonowania w przestrzeni publicznej.

Taka jest polityka historyczna i publiczna. Wyjątki tylko potwierdzają regułę. Dobrej zmiany w tej materii nie widać.

Podaję istniejący stan rzeczy na własnym przykładzie, mając pewność, że nie jest to wyjątek. Badań socjologicznych/historycznych w tej materii nie znam, choć socjologów/historyków mamy w bród. Problem w tym, że są oni zainteresowani przede wszystkim etatami, awansami, wyższymi uposażeniami, a poznanie prawdy tylko w tym względzie mogło by im przeszkadzać.

Kiedy będzie koniec tego systemu ?

Refleksje po 4 czerwca

1

Refleksje po 4 czerwca

Podobno 4 czerwca 1989 r. upadł komunizm, podobno 4 czerwca odzyskaliśmy wolność. Mimo, że od lat żyję jak człowiek wolny, nie związany z żadną partią, według swoich wartości, jestem w konsekwencji – ofiarą swojego nonkonformizmu ( jak mi objaśniano przed 4 czerwca i po 4 czerwca tych objaśnień nie zmieniono), zupełnie nieprzydatną do budowy systemu bolszewickiego, również w mutacji po 4 czerwca. Jak już pisałem [https://blogjw.wordpress.com/2016/05/30/bolszewizm-akademicki-i-nie-tylko-ma-sie-dobrze/] moim zdaniem bolszewizm po 4 czerwca ma się wcale dobrze, więc chyba go jednak nie obalono.

Obserwując marsz KODu 4 czerwca zauważyłem m. in. tych co się do mojego stabilnego – mimo 4 czerwca- losu/wykluczenia/wyklęcia przyczynili. Po 4 czerwca nie zrobili nic abym odzyskał wolność wykładania na uczelni (utraconą w wyniku działań PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni) a co więcej, broniąc wolności jawnych i tajnych współpracowników do robienia karier na uczelniach, heroicznie wręcz walczyli abym tej wolności czasem nie odzyskał, bo ta by im zagrażała.

Nie bez przyczyny przed 4 czerwca uznano, że stanowię zagrożenie dla uczelni, a po 4 czerwca rozszerzono ten stan zagrożenia na całe środowisko akademickie Polski.

Z powodu mojej nonkonformistycznej działalności wolność beneficjentów 4 czerwca -do ulubionych patologii akademickich – stanęła pod dużym znakiem zapytania. Do tej pory ‚patolodzy’ akademiccy o zachowanie tej wolności muszą walczyć, a nawet prewencyjnie zapobiegać jej zagrożeniom – bo bez takiej wolności żyć nie potrafią

O wykluczanych z systemu przed 4 czerwca pisano jak najgorzej i to niezależnie od faktów ( a właściwie wbrew faktom), aby uwiarygodnić swoje poczynania na drodze do wolności. Po 4 czerwca zmiany nie było, a fakty aresztowano w ramach wolności i autonomii. Autorów pism/opinii nie ujawniono, nie bacząc na prawa autorskie, które w wolnym kraju winny być przecież respektowane.

O beneficjentach systemu, którzy z sukcesem przeszli 4 czerwca ( i dni wcześniejsze) i po 4 czerwca pisano natomiast w superlatywach.

W Alma Mater ( pismo UJ) można przeczytać [ www2.almamater.uj.edu.pl/113/06.p ] jawną opinię (poszanowanie autorstwa – zachowane) o jednej subtelnej humanistce, która zawsze znajdowała czas na donosy do SB (jak tego dowodzą materiały SB – https://lustronauki.wordpress.com/2016/06/05/ruta-nagucka/ – potępiane rzecz jasna przez beneficjentów systemu zła):

„człowiek prawy, sprawiedliwy, odznaczający się wielką uczciwością intelektualną w bezkompromisowym dążeniu do prawdy oraz etosem pracy naukowej”…’

odznaczała się imponującą wiedzą i przymiotami umysłu wybitnego profesora Uniwersytetu, a także prawdziwą mądrością, ludzką wrażliwością i głębią człowieczeństwa

.”….z wielkim zaangażowaniem i troską myślała o dobru Almae Matris ..”.

Opinię SB też miała znakomitą i trudno się temu dziwić. Grunt to uczciwość, etos pracy, głębia człowieczeństwa i dążenie do prawdy – rzecz jasna, tej przydatnej dla SB.

Na taką opinię, chyba żaden z tych co tajnymi, czy jawnymi współpracownikami systemu zła być nie chcieli – nie może liczyć.

Takich – przed 4, jak i po 4 czerwca – na uczelniach się nie toleruje, szczególnie gdy stanowili i nadal stanowią zagrożenie dla patologii akademickich, a tym bardziej dla posiadaczy znakomitych opinii uzyskiwanych w tym nihilistycznym systemie.

I zdaje się na tym polega wolność, równość, demokracja w ujęciu KODu, nie tylko akademickiego.

Różne zdania

IMG_4755

Tadeusz Mazowiecki  powiedział  dobrze się stało, iż m.in. esbecy nie stali się po upadku komunizmu obywatelami drugiej kategorii.”

Tadeusz Mazowiecki nie powiedział, że źle się stało iż ofiary esbeków i partyjniaków pozostali w III RP obywatelami drugiej kategorii, a nawet bez kategorii !

Józef Wieczorek – przez benficjentów rzekomo upadłego systemu komunistycznego, nie traktowany nawet jako obywatel, mówi :

jest hańbą III RR, że zapewniła dobrobyt i dobre mniemanie o sobie, tym co zniewalali polskie spoleczeństwo w PRL, a wykluczyła wielu z tych, co w tym zniewalaniu nie chcieli brać udziału.