Z ziemi włoskiej do Polski ? Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Z ziemi włoskiej do Polski ?

Rzecz o konieczności odwirusowania nauki

Polskę i Włochy wiele łączy, co dokumentują chociażby słowa hymnów, tak polskiego – gdzie mamy „Z ziemi włoskiej do Polski”, jak i włoskiego – gdzie mamy „Krew włoską Krew polską”. O polsko-włoskich związkach w domenie akademickiej można pisać całe tomy, bo właśnie na terenie Włoch powstawały pierwsze uniwersytety (Uniwersytet Boloński założony w 1088 r.), na których kształcili się też Polacy, nawet po utworzeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego (np. Mikołaj Kopernik), a niektórzy byli rektorami, jak Jan Zamojski na Uniwersytecie w Padwie (jako student ! Bo to studenci wtedy byli rektorami na włoskich uniwersytetach !). Polsko-włoskie związki trwały w okresie zaborów, okupacji niemieckiej i zniewolenia komunistycznego, i przetrwały do dnia dzisiejszego.

Akademickie kontrasty

Nauka uprawiana na włoskich uczelniach od dawna nie dominuje już w Europie, edukacja wyższa od dawna szwankuje, ale to z Włoch wyszedł przed ponad 20 już laty tzw. proces boloński, mający na celu podniesienie prestiżu uczelni europejskich w stosunku do amerykańskich. W praktyce proces nie za bardzo się sprawdza, uniwersytety jakoś oderwały się przez wieki od swoich korzeni, niektóre uschły lub skarlały, wiele jest uniwersytetami/wyższymi uczelniami jedynie z nazwy, a to już prestiżu w skali światowej nie przynosi.

Widać to chociażby w Polsce, która jest potęgą jeśli chodzi o ilość wyższych uczelni bijącą na głowę pozostałe kraje europejskie, w tym Włochy – a jednocześnie bitą na głowę, jeśli chodzi o poziom nauki i edukacji wyższej, także przez kraje, które potęgami w tej materii nie są, w tym Włochy. W kolejnych rankingach szanghajskich co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście uczelni włoskich jest wyżej notowanych od najlepszych polskich.

W dyskusji nad reformami akademickimi w Polsce na ogół słyszymy, że nie można naszych uczelni porównywać z amerykańskimi, bo przecież budżet jednej prestiżowej uczelni amerykańskiej jest większy od budżetu wszystkich polskich. Nie można, bo także nasze systemy są odmienne. To fakt. W USA konkursy na etaty są rzeczywiste i bierze w nich udział nawet ponad 100 kandydatów i przed konkursem nie wiadomo kto w nich wygra, a u nas na etat startuje zwykle tylko jeden kandydat, wytypowany na zwycięzcę, według kryteriów konkursowych do niego dostosowanych. Rzadko ktoś inny w takich ustawianych konkursach startuje. Bo i po co ?

Wymaga to iście heroicznej odwagi, a los takich po konkursie jest marny. Przegrał, więc jest do niczego, choćby nie wiadomo jaki miał dorobek i umiejętności. Przebieg i merytoryczne kwestie konkursów są niejawne i nie można się odwoływać – bo od czego ?

Oczywiście fakt braku kandydatów na takie (pseudo)konkursy jest tłumaczony rzekomą nieatrakcyjnością pracy naukowej, a to ze względu na niskie zarobki. Ale prawdą jest, że kandydatów pracujących naukowo (i to z wynikami) nawet bez zarobków, nikt nie chce. Jaki z tego by mieli pożytek inni ? Jeno zawstydzenie. Podobnie jest z grantami.

W USA udostępnia się rezultaty badań prowadzonych w ramach grantów, nawet obcokrajowcom, którzy na te badania nie płacą z podatków ani dolara, a u nas ten kto by chciał się dowiedzieć co zrobiono za jego pieniądze, jest traktowany jako nieuczciwa konkurencja !

W USA nie jest możliwa kariera naukowa od studenta do profesora dożywotnio na tej samej uczelni, a u nas jest to model kariery utrzymujący się od lat, a nawet wieków.

W USA nie ma profesorów prezydenckich, ani habilitacji, a nauka jest i to nie najgorsza, a u nas mamy mnóstwo profesorów, i to „belwederskich”, ogrom „dr hab.” a nauki co kot napłatał i nie ma woli aby to zmienić.

Jak system nastawiony jest na robienie nauki, to trochę tej nauki (osiągnięć naukowych) powstaje, nawet jak brakuje pieniędzy, a pasjonaci nawet bez pieniędzy nieraz robią więcej niż ci finansowani ! A jak system jest nastawiony na robienie stopni i tytułów, to mamy mnóstwo stopni i tytułów, nawet jak nauki jest niewiele, i zwiększanie wydatków na taki system przyrostu osiągnięć naukowych nie powoduje. Mamy i tak większy budżet niż w PRL, a osiągnięć naukowych liczących się w świecie – mniej ! Wybitni uczeni, uformowani według innych kryteriów w II RP, odeszli, a ci co przyszli po dostosowaniu się do nowej rzeczywistości, do socjalistycznego poziomu, niewiele znaczą w świecie.

Moim zdaniem wprowadzenie w Polsce pewnych elementów systemu anglosaskiego, takich jak wymóg rzetelnych konkursów na etaty i granty, jawność procedur, mobilność kadry i rezygnacja z nepotyzmu, a także ze swoistych stopni i tytułów, nawet przy obecnym kiepskim budżecie nauce by nie tylko zaszkodziły, lecz znacznie pomogły. Niestety beneficjenci obowiązującego u nas patologicznego systemu bronią się przed takimi zmianami. Wystarczy przypomnieć choćby reakcje środowiska akademickiego wobec próby (niezbyt co prawda udanej) wprowadzenia ustaw antynepotycznych, ( mój blog – Na froncie walki z nepotyzmem akademickim) które rzekomo miały nas pozbawić szans na Nobla – bo przecież Maria i Piotr Curie …Nepotyzm został, a Nobla jak nie było, tak nie ma.

 Patologie włoskie i polskie pod lupą

Skoro jednak porównania systemów Polski i USA natrafiają na taki opór środowiska, broniącego swojego patologicznego status quo, spróbujmy porównać nasze standardy z włoskimi. Kontrast budżetowy w tym przypadku nie jest już tak wielki.

Nawet pobieżny przegląd informacji dostępnych w internecie pokazuje, że tak w Polsce, jak i we Włoszech patologie akademickie są problemem, ale te problemy w obu krajach są inaczej rozwiązywane.

Prasa włoska w ostatnich latach donosi o licznych aresztowaniach, w tym rektorów włoskich uczelni, a to z powodu ustawianych konkursów na obsadzanie etatów!

Można o tym przeczytać także w społecznościowych mediach polskich i np. w „Polonia Christiana” (przed 3 laty) Włoska policja w akcji zakrojonej na wielką skalę prowadzi śledztwo w sprawie korupcji i licznych nadużyć 59 prawników, specjalistów w zakresie prawa podatkowego. W sprawę korupcji, fałszowania wyników egzaminów na studia, wywierania presji na innych naukowców i uprzywilejowania mniej zdolnych członków rodzin prawniczych, zaangażowanych jest m. in. dwóch ministrów.”

Korupcyjne praktyki przy konkursach na obsadzanie stanowisk na włoskich uczelniach, szczególnie wśród prawników, ujawnił włosko-angielski naukowiec Philip Laroma Jezzi z uniwersytetu we Florencji. Rzucił on światło na powszechny nepotyzm na uczelniach włoskich, na których można awansować nie w oparciu o kryteria merytoryczne, ale genetyczno-towarzyskie. Taką politykę kadrową zapewniają „baronowie’ – szefowie wydziałów uniwersyteckich. Patologie obejmują także fałszowanie wyników egzaminów na studia czy powszechność plagiatów.

W 2017 r. siedmiu naukowców z uniwersytetów w Rzymie, Neapolu, Bolonii, Sienie, Cassino, Foggii, Varese, zostało aresztowanych za korupcję, a 22 pozbawiono stanowisk naukowych na okres 12 miesięcy.

Media społecznościowe ogłosiły profesora bohaterem, domagając się przy tym oczyszczenia uczelni ze szkodników akademickich – czyli wielkiej czystki akademickiej.

I jak się sytuacja rozwinęła ?

W 2019 r. w wyniku operacji anykorupcyjnej – ”Operazione Università Bandita Catania” – stwierdzono dziesiątki ustawianych konkursów, nie tylko w Katanii, ale także na wielu innych uniwersytetach włoskich. Podejrzanych jest wielu profesorów i ich listy można znaleźć w internecie. Można też trafić na bliższe omówienia ustawianych konkursów i charakterystykę paramafijnych metod ich ustawiania.

Czyli tak, jak u nas ! Rzecz w tym, że u nas wszyscy (niemal) o tym wiedzą i nikogo (niemal) to nie oburza, a organy ścigania czegoś takiego nie ścigają. Polakom mafia kojarzy się z Włochami, ale metody mafijne, czy paramafijne, stosowane także w systemie akademickim, traktuje się u nas jako standard autonomicznej nauki polskiej ! [sic !]

Gdy porówna się działania wobec takiego procederu we Włoszech i w Polsce, można rzec: gdzie tam mafii włoskiej do naszej – przynajmniej w sektorze akademickim. Naszą nikt nie ruszy !

Przed 15 laty, kiedy trwała dyskusja nad ew. zniesieniem w Polsce habilitacji, rektorzy argumentowali, że należałoby tak zrobić, ale potrzebna jest jakaś weryfikacja kadr, a konkursy na etaty są takie jakie są i nie stanowią należytej bariery kadrowej/awansowej. Mówiono: musimy się najpierw nauczyć organizować konkursy a potem możemy znieść habilitację. Upłynęło już kilkanaście lat, a ówcześni rektorzy i ich następcy, nie zdołali się nauczyć organizowania konkursów.

Jak student w ciągu roku nie nauczy się do egzaminu to go nie zdaje i czasem opuszcza uczelnie, ale rektorom za brak postępów w nauce nic nie grozi ! Czy słyszał ktoś o jakimś rektorze, którego pozbawiono funkcji, gdy się nie nauczył organizować konkursów na obsadzanie etatów na uczelni ?

Będę wdzięczny za informacje o takich przypadkach, bo ja takich nie znam. Chętnie przeprowadzę wywiad z takim rektorem i opublikuję w kolejnym numerze „Kuriera WNET”.

Z tego co wiem, u nas nie ogłoszono nawet projektu nauczania rektorów tego trudnego zadania. Nie wdrożono żadnych programów pomocowych, mimo szans na otrzymanie dotacji z UE.

Nic nie zrobiono poza zwiększeniem władzy rektorów w ramach „Konstytucji dla nauki”, która problemu ustawiania konkursów na etaty nie rozwiązała.

A uczelnie nijak nie potrafią się wydostać z zapaści, w której się znalazły z powodu niezdolności do organizowania rzetelnych konkursów, tak na etaty, jak i na rozdział pieniędzy podatnika na naukę (Szary obywatel nieuczciwą konkurencją ? Kurier WNET, 68/2020).

Środowisko samo się nie naprawi

Gdyby tak policja polska na wzór policji włoskiej współpracowała z tymi, którzy patologie akademickie ujawniają, walczą – i to od wielu lat – z degrengoladą akademicką, to może kierunek naprawiania systemu nauki w Polsce byłby inny.

Póki co, jest dokładnie inaczej.

Przed 30 już laty, i w Polsce miała miejsce wielka czystka akademicka (Zapomniana wielka czystka akademicka – Kurier WNET, 55/2019), ale czyszczono wówczas środowisko nie z tych co się do nauki nie nadawali, tylko z tych, którzy zagrażali przewodniej sile narodu w panującym systemie kłamstwa generującym pozostałe patologie.

Wielkiej czystki wśród patologicznej, nadzwyczajnej kasty akademickiej, istnych baronów akademickich, nikt nie zamierza przeprowadzić. Nikt u nas nie chce wziąć przykładu z włoskich metod rozprawiania się z mafią, także akademicką.

Tym samym umiłowanie patologii akademickich, a przynajmniej ich tolerowanie, skutecznie degraduje potencjał intelektualny Polaków.

Na włoskich uczelniach wiele już zrobiono (i nadal się robi) dla zmniejszenia powszechnych patologii (ustawiania konkursów, nepotyzmu, niemobilności kadr) i poziom włoskich uczelni znacznie się podniósł.

U nas nad metodami zmniejszania patologii nawet się nie dyskutuje. Przy tworzeniu „Konstytucji dla nauki” nie zorganizowano ani jednej konferencji poświęconej patologiom polskiego życia akademickiego. Wyszukiwarka Google w temacie patologii akademickich wynajduje więcej informacji wytworzonych przez wykluczonego z systemu akademickiego, niż przez twórców i zarządzających tym patologicznym systemem.

Rzecz jasna wyszukiwarki internetowe nie wykazują działań prokuratury, policji wobec powszechnie znanego procederu ustawianych konkursów. Importu włoskich metod zwalczania patologii akademickich chyba się nie przewiduje.

Z ziemi włoskiej do Polski przedostał się ostatnio koronawirus, co spowodowało zamknięcie uczelni, a nawet powstrzymanie działań Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów oraz Rady Doskonałości Naukowej na rzecz zapewnienia rozwoju kadry naukowej zgodnie z dotychczasowymi, rzekomo najwyższymi standardami.

Ale jak wirus ustąpi, nasze od lat zawirusowane patologiami uczelnie [Józef Wieczorek – System Trojana, czyli druga strona nauki polskiej Najwyższy Czas, 2005] zapewne zorganizują kolejne, ustawiane konkursy i kolejne patologiczne działania rozmaitych komisji, a tego wirusa -akademickiego- nikt nie będzie zwalczał.

Środowisko samo się nie naprawi, a wszystkie reformy są u nas przeprowadzane pod kątem zadowolenia kadr obecnych, nie najlepszych, wyselekcjonowanych i funkcjonujących w patologicznym systemie.

Kto naruszy autonomię tak funkcjonującego systemu ?

W czasie pandemii koronawirusa polscy lekarze pomagali kolegom włoskim. Może by włoscy akademicy pomogli polskim kolegom przestawić patologiczny polski system akademicki na właściwe tory ?

Doskonałości DOSKONAŁYCH nikt u nas nie może kwestionować !

Polscy obywatele nie mają żadnych szans na naprawienie polskiego systemu.

W kwietniowym „Kurierze WNET” uzasadniałem konieczność doskonalenia DOSKONAŁYCH, a moje argumenty przekazałem władzom akademickim. Bez reakcji.

Nawet formalne wniesienie petycji o naprawę jakiegoś błędu systemowego nie przynosi rezultatu. Na stronach www Senatu RP, można się zapoznać z reakcją Senatu, i także Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na obywatelską petycję [Decyzje CK wydane z naruszeniem zasad etycznych i współżycia społecznego – Przypadek Andrzeja Borysa na mojej stronie Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki].

Petycja z dnia 18 listopada 2019 r. dotyczyła sprawy „podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany ustawy z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, w celu ustanowienia organu sprawującego nadzór nad Centralną Komisją do Spraw Stopni i Tytułów (P10-11/19).” [wykaz petycji]. 
W informacji czytamy „Autor petycji uzasadniając swój postulat zauważył, że decyzje Centralnej Komisji wielokrotnie wydawane były z naruszeniem podstawowych zasad etycznych i współżycia społecznego, nawet były powodem załamania się wielu obiecujących karier naukowych.” 

O dziwo petycja została rozpatrzona:„10 grudnia 2019 r. petycja została skierowana do rozpatrzenia przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. 12 marca 2020 r. Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji rozpatrzyła petycję i wysłuchała informacji o postulacie petycji.”

Z jakim rezultatem? „Uczestniczący w posiedzeniu przedstawiciel Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawił negatywne stanowisko o postulacie petycji. Senatorowie w dyskusji nie podzielili argumentów autora petycji i nie uwzględnili postulatów, będących przedmiotem petycji. W głosowaniu senatorowie postanowili o niepodejmowaniu dalszych prac nad petycją.”

Czyli standard. Doskonali, zgrupowani w Centralnej Komisji przekształcanej w Radę Doskonałości Naukowej, mogą naruszać podstawowe zasady etyczne, prowadzić do załamania wielu karier naukowych i nikomu nic do tego. Mogą i już. W końcu są doskonali !

Nikt DOSKONAŁYCH nie może kontrolować, bo to by podważało ich autorytet i ktoś mógłby sobie pomyśleć, że jacyś inni mogą być od nich bardziej doskonali.

To mogłoby doprowadzić do naruszenia jedynie słusznego porządku rzeczy. Każdy by chciał być doskonałym, a nawet doskonalszym od DOSKONAŁYCH, a tego nasz system nie przewiduje !

Sąd Najwyższy przyznał, że jako obywatel mogę kontrolować każdą władzę, nawet władzę Sądu Najwyższego (co zresztą robię – Kasacja niewygodnego dziennikarza, czyli proces Józefa W. Kurier WNET 59/2019) ale nadzwyczajną kastę akademicką nikt kontrolować nie może, a jedynie ma obowiązek utrzymywać ją z własnej kieszeni podatnika, bo sama kasta doskonałych – rzecz jasna – sama by się nie zdołała utrzymać

Czy po ustaniu pandemii koronawirusa zabierzemy się wreszcie za odwirusowanie systemu nauki w Polsce ?

Refleksje pandemiczne

Refleksje pandemiczne

W czasie pandemii mamy siedzieć w domu, co winno skłaniać do lektur i refleksji. Oby.

Ja sięgnąłem do książek Wiktora Suworowa, których mam kilka w mojej biblioteczce i w jednej z nich „Klęska” na str. 379 czytam to co mi przypomina moje pisanie, rzadko jednak czytane i dyskutowane.

 

Mam pytanie – ile w tym tekście trzeba zmienić aby napisać o naszych oficjalnych/etatowych historykach, niezdolnych mimo upływu lat do napisania historii np. najstarszej polskiej uczelni w czasach komunizmu i stanu wojennego, do tej pory nie wykrytych w jego dziejach ?

Pisałem o tym wielokrotnie. [ np. https://politykapolska.eu/2018/12/13/czy-uniwersytet-moze-sie-wybic-na-niepodleglosc-heroicznie-broniac-sie-przed-poznaniem-prawdy-o-swojej-historii-jozef-wieczorek-o-sytuacji-na-uj/ ]

Zadawałem pytania najwyższym władzom uczelni. [ np. https://blogjw.wordpress.com/2018/12/12/czy-na-terytorium-uniwersytetu-jagiellonskiego-wprowadzono-stan-wojenny/ ; https://blogjw.wordpress.com/2019/03/07/patrzym-i-widzym-nawiazanie-kontaktu-intelektualnego-obywatela-z-wladzami-akademickimi-nie-jest-latwe/]

Stawiałem zadania najwybitniejszym oficjalnym historykom. [https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem; https://blogjw.wordpress.com/2013/02/12/kolejne-pytania-w-sprawie-jagiellonczyka/

I nic.

W historii uczelni pisanej przez wybitnych historyków – komunizmu nie było, stanu wojennego nie było, a historycy pozostają nadal wybitnymi, a rektorzy jeszcze bardziej!

Wycofania z obiegu edukacyjnego takiej historii nie mają zamiaru, [https://blogjw.wordpress.com/2009/08/05/list-do-polskiej-akademii-umiejetnosci/ ] mimo że z historią taka historia nie ma wiele wspólnego, a raczej stanowi jej zaprzeczenie.

Także opozycja antykomunistyczna wobec takiego kuriozum – milczy !

Nie zwracają uwagi na oczywistą oczywistość, że gdyby nie było komunizmu, to by nie było opozycji antykomunistycznej, i medale, ordery, dodatki za działalność antykomunistyczną należałoby zwracać.

Trzeba rzeczywiście być bohaterem, aby tak trwać przy swoich orderach i dodatkach, i nie reagować na brak komunizmu w sercach i umysłach, tych którzy kształtują serca i umysły kolejnych pokoleń Polaków. Wielu było internowanych, wielu więzionych, a na brak stanu wojennego w historii i to będącej w obiegu edukacyjnym – nie reagują [sic !].

Jaką oni miarą mierzą swe poczynania, jaką miarą je zmierzono, aby ich wyróżnić ? Nawet w czasie pandemii nie potrafię tego objąć, ani moim sercem, ani umysłem.

Z monitoringu pandemii wynika, że udokumentowana liczba zarażonych jest uwarunkowana ilością testów na obecność koronawirusa. To oczywiste. Jakby testów nie było, nie byłoby stwierdzenia zarażonych. Jak zwiększamy ilość testów, zwiększa się ilość udokumentowanych zarażonych.

Ale jak zwiększyć ilość myślących krytycznie, dostrzegających związki przyczynowo skutkowe ? Nie opracowano jeszcze żadnej skutecznej metody w tej materii, nie wynaleziono żadnej szczepionki przeciwko wirusowi bezmyślności. Pandemia bezmyślności trwa i nikt sobie z tego nic nie robi, jakby to nie było zagrożenie dla świata.

Najwięksi badacze jagiellońscy, gdy przystąpili w czasach transformacji do badań nad pokrzywdzonymi w czasach panowania reżimu totalitarnego, ograniczyli się tylko to testowania beneficjentów tego reżimu !

I co wyszło ? A co miało wyjść ?! Jak nie badali pokrzywdzonych, to pokrzywdzonych nie mogli wykryć !

Jasne ? Otóż niekoniecznie. Na takie poczynania największych, najbardziej utytułowanych, wystrojonych w togi i obwieszonych medalami, pozostali beneficjenci chowają jedno głowy w piasek i dla nich nic nie jest jasne, bo głowa pogrążona w piasku nic nie widzi.

Jak ja jasno argumentuję, zdają się odpowiadać – widzę ciemność ! Jasne i zgodne z prawdą !

Utytułowani uczeni dostarczają informacji mrożących krew w żyłach, o tym jak to wielu tajnych współpracowników systemu totalitarnego działało na tej, czy innej uczelni.

I co podają o tym co oni tymi działania spowodowali ? Podają, że [podobno !] nikt nie ucierpiał ? Byli inwigilowani/indagowani, ale taki ogromny, bezkarny, krwiożerczy aparat represji nic im nie zrobił, a nawet utytułował, jak byli dobrzy ! Jeśli tak było, no to dobry był to czas – nieprawdaż ?

W nomenklaturze reżimowej, służba bezpieczeństwa i tajni współpracownicy mieli za zadanie ochraniać obiekty, osoby, aby im nic się nie stało, aby czasem nie podłapali wirusa antykomunistycznego, antyreżimowego.

I co ? Jak nie było pokrzywdzonych, to ich ochronili ?

Ich zasługa [sic !] Nieprawdaż ?

Jak tak było, to im się chyba należą awanse, medale, dalsze etaty !? Takich to argumentów uczeni w piśmie, choć z zawirusowanymi umysłami, dostarczają. I co się dziwić, że zamiast wykluczenia z życia publicznego [ i nie tylko], aparat komunistyczny ma się dobrze, a nawet lepiej, po tzw. obaleniu komunizmu.

A co z tymi, których służby chroniły przed wirusem antykomunistycznym ? Jak widać ochroniły ich skutecznie, skoro nie reagują na brak komunizmu w historii [mimo, że są zwani opozycją antykomunistyczną|, nie reagują na brak stanu wojennego [mimo że miesiącami, a nawet latami byli na kwarantannie izolowani od społeczeństwa, aby go nie zainfekowali], nie reagują na brak wykrycia pokrzywdzonych w komunizmie – dzięki [ sic!] ich ochranianiu przez służbę bezpieczeństwa [i ich miłośników].

Widać pandemia antykomunistyczna, która swego czasu ogarnęła sporą część społeczeństwa, została skutecznie zwalczona.

Po ogłoszeniu upadku komunizmu, nie tylko gloryfikuje się upadłych komunistów, ale heroicznie walczy się o standardy przez nich wdrożone w serca i umysły oraz obecność świadectw komunizmu w przestrzeni publicznej. No cóż, wirus komunizmu pochłonął 100 milionów ofiar, a jeszcze zaraził setki milionów serc i umysłów – objawowo, bądź bezobjawowo.

Komunizm w Polsce zainstalowano za pomocą czołgów, ale po sformatowaniu mentalnym i moralnym niemałej części społeczeństwa, nawet po rzekomym obaleniu komunizmu, społeczeństwo samo się od komunizmu w niemałym stopniu uzależnia i nic nie wskazuje, aby na to uzależnienie wynaleziono jakąś szczepionkę. Chyba nawet nikt – bo niby kto – nad takim wynalazkiem nie pracuje.

Co więcej nie tylko my, ale i niemal cały świat, przez lata starał się o uzależnienie – i to samowolnie/samowładnie- od komunistycznego molocha demograficznego, który nam zesłał pandemię koronawirusa i może nas opanować bez jednego czołgu, bez jednego wystrzału. Wirus wystarczy.

I taką klęskę sami sobie zgotowaliśmy.