Elegia na śmierć akademicką inspiratora

jw

Elegia na śmierć akademicką inspiratora

czyli utwór ‚refleksyjny, utrzymany w tonie smutnego rozpamiętywania, rozważania lub skargi, dotyczący spraw osobistych lub problemów egzystencjalnych

Mamy listopad, miesiąc pamięci, rozważania, rozpamiętywania tak spraw osobistych, jak i egzystencjalnych – czyli czas na pisanie elegii. Nie czuję się literatem aby sprostać takiej formie utworu, ale podejmuję temat, bo dotyczy on tych, którzy nie sprostali a są podziwiani/otoczeni prestiżem/a może i uczuciem niekłamanej zawiści tak częstej w populacji ludzkiej, choć nie zawsze człowieczej.

Minęła właśnie 200 rocznica założenia mojej Alma Mater – Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie studiowałem, ale nie pracowałem, bo w latach Prylu nie nadawałem się do formowania nowego socjalistycznego człowieka. Mając 99 % szans merytorycznych na asystenturę znakomicie się zmieściłem w 1 brakującym procencie ideologicznym i musiałem udać się za chlebem.

Nie znaczy to, że ideologia mnie nie dopadła. Jeszcze w 2004 r. (w wigilię Wigilii) rektor UW wspierany ideologicznie przez władze UJ zdyskredytował moje opinie akademickie na łamach GieWu. [ https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/].

Podniesiono stopień zagrożenia z mojej strony dla środowiska akademickiego. 30 lat temu stanowiłem jeno zagrożenie dla Uniwersytetu Jagiellońskiego (stąd wygnanie z uczelni jak psa), ale w III RP uznano, że destabilizuję całe środowisko akademickie. Było to tuż po uruchomieniu Niezależnego Forum Akademickiego i strach oblał decydentów akademickich na wieść o tym, że rodzi się myśl niezależna, mogąca zagrozić myśli zależnej (od stanowisk/tytułów/pieniędzy) przez nich reprezentowanej.

Moc struchlała. Zamiar ścięcia głowy nie do końca się udał, bo jak widać głowa do tej pory na karku pozostała mocno osadzona, a decydenci na równi pochyłej staczającej się w otchłań akademickiego niebytu.

Na okoliczność okrągłej rocznicy założenia UW pani prorektor od spraw trzymania rozwoju mojej Alma Mater przedłożyła PAP-owi kilka znakomitych opinii [ Prof. Choińska-Mika: dla rozwoju uniwersytetu nauka i dydaktyka są jednakowo ważne – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412058,prof-choinska-mika-dla-rozwoju-uniwersytetu-nauka-i-dydaktyka-sa-jednakowo-wazne.html] które mnie poruszyły dogłębnie i skłoniły do refleksji i smutnego rozpamiętywania.

Prof. Jolanta Choińska-Mika „Efekty badań naukowych winny być szybko upowszechniane wśród studentów, uwzględniane w uniwersyteckim kształceniu. Nie wszyscy jednak badacze tak postrzegają swoją rolę.”

Niestety Pani rektor nie wspomina jaki los spotykał i nadal spotyka tych, którzy taką powinność spełniali. Los smutny !

Jako, że efekty badań naukowych szybko ( a nawet błyskawicznie) upowszechniałem wśród studentów, uwzględniałem w uniwersyteckim kształceniu, uznany zostałem za psuja studentów ! (grudzień roku 1986 r. i tak już pozostało !). Ci którzy swojej roli tak nie postrzegali – zostali beneficjentami Wielkiej Czystki Akademickiej i swoją negatywną rolę spełniali z widocznymi „sukcesami” w III RP.

Prof. Jolanta Choińska-Mika: …. przede wszystkim zadbać, aby trafiali do nas najlepsi maturzyści i aby rozumieli, że jest to uczelnia, w której rozwiną swoje pasje i otrzymają wykształcenie na bardzo wysokim poziomie. …”

To -jako obywatel – rozumiem winno dotyczyć wszystkich, nie tylko UW uczelni, która mnie jako pasjonata nie chciała, Rektor UW po latach dyskredytował,  a UJ wygonił jak psa i przez progi nie wpuścił w rzekomo już wolnej Polsce. Wolności wykładania z pasją j i formowania pasjonatów kształconych na bardzo wysokim poziomie – już nie odzyskałem

Wychowankowie w 1987 r. pisali ‚

dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”.
„Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją”

…Rzecznik Dyscyplinarny zamiast wniosku o takie usunięcie stwierdził w swym dochodzeniu:
„odejście dr. J.Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, „świadectwo, które wystawiają dr J.Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki”

[ https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/]

I co ? Paszoł won! Takich nie tylko UJ, nie tylko UW, nie potrzebuje – więc po co to gadanie o pasjach, skoro tylko szewska pasja może człowieka ogarnąć, choć innych wcale to nie porusza.

Prof. Jolanta Choińska-Mika: Dobre zajęcia to te, na których jest merytoryczna dyskusja, rozważanie problemów, wspólne projekty. Chcemy odejść od zajęć, które nie wymagają od studenta zaangażowania. Uniwersytet musi być miejscem, które rozbudza, a nie daje kwantum wiedzy raz na zawsze”

Wychowankowie w 1987 r. pisali

takie metody postępowania z pewnością nie wprowadzą godnie nauki polskiej w XXI wiek”.
„..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”
[https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/moj-jubileusz/]

No i co ? Nie mieli racji ?

Pani rektor UW w XXI wieku po 30 latach pisze to co pisali kiedyś studenci/wychowankowie.

Szkoda, że rektorzy dla dobra akademickiego/publicznego nie brali tego pod uwagę i nie chcą brać do dnia dzisiejszego, bo niby co się zmieniło skoro za takimi opiniami – jak te pani rektor UW – nie idą czyny?

Przecież ekscesów Wielkiej Czystki Akademickiej do tej pory nie potępiono, nie zbadano przebiegu jej skutków i beneficjenci tego bynajmniej się nie domagają – domagają się tylko zwiększenia swoich uposażeń i trzymania z daleko od uczelni tych co uczyli rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..”

Prof. Jolanta Choińska-Mika: Jakość kształcenia osiąga się dzięki wprowadzaniu do programów zajęć aktualnych wyników badań. Stan przekazywanej wiedzy musi być jak najnowszy. Prowadzący musi być przede wszystkim kimś kto inspiruje. ….ważne jest krytyczne myślenie, konieczne do życia we współczesnym świecie. „

Pani profesor zapewne nie wie, że pisze o tym co ja wprowadzałem w życie w latach 80-tych ubiegłego wieku ( i nie będę się z tym fałszywie ukrywał) z konsekwencjami dla prowadzącego – śmierć akademicka.

Tak Pani rektor, jak i wszyscy inni, nie tylko akademicy, mogą się jednak z tym zapoznać . Rzecz w tym, że nie chcą, o czym najlepiej świadczy postawa całej plejady rektorów UJ z obecnym rektorem włącznie. https://blogjw.wordpress.com/2016/11/19/oszukiwanie-jest-chwalebne/

Reklamy

Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

UJK

Czy nam coś zostało z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie ?

Na to pytanie odpowiada ostatnio wydana książka „Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie” pod redakcją Adama Redzika [ http://www.wysokizamek.com.pl/uniwersytet-jana-kazimierza-we-lwowie,26,712,produkt.html] i tej kwestii było poświęcone spotkanie Krakowskiej Loży Historii Współczesnej [por. Korzenie polskości odnalezione na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie https://wkrakowie2016.wordpress.com/2016/02/19/korzenie-polskosci-odnalezione-na-uniwersytecie-jana-kazimierza-we-lwowie/.]

Kilka refleksji chciałbym jednak do tego dodać. Jak studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim na przełomie lat 1960/70 to polskiego uniwersytetu we Lwowie dawno już nie było, ale jego duch, a nawet konkretne postaci z tej uczelni ( i z nią naukowo stowarzyszonych) były obecne na mojej drodze edukacyjnej i naukowej.

Polska kadra naukowa Uniwersytetu Lwowskiego, a także Politechniki Lwowskiej, w PRLu znalazła się na licznych polskich uczelniach. W wyniku centralizacji zarządzania nauką w PRL tworzono główne centrum edukacji geologicznej w Warszawie, likwidując wiele mniejszych ośrodków. Geologia ostała się tylko na AGH ( bo geologia była potrzebna dla pobliskich ośrodków górnictwa) oraz we Wrocławiu (choć i tam ją zaczęto likwidować) bo była potrzebna na terenie Sudetów dla wykazania wyższości polskiej geologii nad niemiecką. Tam też geologię rozwijał prof. Henryk Teisseyre, syn słynnego geologa Wawrzyńca Teisseyra związanego zarówno z Politechniką, jak i Uniwersytetem we Lwowie, a najbardziej znanego z nazwy jednej z najważniejszych struktur geologicznych Europy – strefy Teisseyre’a–Tornquist’a, którą na odcinku południowym wyznaczył.

W Warszawie znalazło się kilku innych znakomitych geologów o korzeniach lwowskich – prof. Kazimierz Smulikowski (wcześniej w Poznaniu), wybitny petrograf, którego ostatnich wykładów miałem szczęście słuchać i u którego zdałem jeden z najlepszych moich egzaminów. Dziekanem Wydziału Geologii UW był prof. Zdzisław Pazdro (wcześniej w Gdańsku) – wybitny hydrogeolog, ze Lwowa (po wojnie więziony przez NKWD).

Najbliższa mi katedra Geologii Historycznej, to spuścizna po prof. Janie Samsonowiczu, jednym z najwybitniejszych polskich geologów XX wieku. Profesor już nie żył, ale klimat naukowy tworzyli Jego uczniowie i współpracownicy. Pod kierunkiem prof. Henryka Makowskiego (uformowanego jeszcze na uniwersytecie we Lwowie) robiłem pracę magisterską. Byłbym został Jego asystentem, ale wówczas likwidowano katedry, tworząc instytuty obsadzane młodszą kadrą formowaną przez ZMP,  budującą najlepszy z ustrojów,  więc dla mnie miejsca już nie było. Miałem 99 % szans na asystenturę, ale zmieściłem się w tym jednym brakującym procencie, bo nie zhańbiłem się przynależnością do ZMS ! Tak w PRLu rekrutowano kadry akademickie – nie tylko ideologiczne, ale także geologiczne.

Na własnym bolesnym przykładzie poznałem czym się różniły kadry II RP formowane na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie,  od tych formowanych w czasach instalacji systemu komunistycznego w PRLu.

Pozytywnym przykładem była natomiast edukacja geologiczna na mapach geologicznych Karpat – arkusze Skole i Nadwórna (zapewne przewiezionych z Lwowa do Warszawy) niestety bez możliwości konfrontacji w terenie.

Lwów w nauce kojarzy się zwykle ze słynną szkołą filozoficzną i matematyczną. Pomnik Stefana Banacha – matematycznego geniusza ze Lwowa, stoi w Krakowie przed dawnym budynkiem Instytutu Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ul. Reymonta 4.

Nie jest jednak pewne, a raczej jest mało prawdopodobne, aby ten,  jeden z najwybitniejszych polskich matematyków miał szanse (gdyby żył) na zatrudnienie na obecnym uniwersytecie. Był geniuszem, pasjonatem, a nie dbał o „robienie” doktoratu, czy habilitacji. Robił naukę !

A takich obecny system akademicki nie toleruje i nie chce nawiązywać do tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Najważniejszą i najbardziej efektywną jeśli chodzi o osiągnięcia naukowe była we Lwowie Kawiarnia Szkocka, bynajmniej nie utrzymywana z budżetu Uniwersytetu. Stanisław Ulam, jeden z geniuszy matematycznej szkoły lwowskiej tak wspomina [http://lwow.home.pl/banach/ulam-wspomnienia.html]

Znaczna część naszych rozmów matematycznych toczyła się w położonych w pobliżu uniwersytetu kawiarniach. Pierwsza z nich nazywała się „Roma”. Po roku, lub dwóch, Banach zadecydował, że należy nasze sesje przenieść do „Kawiarni Szkockiej”, położonej po przeciwległej stronie ulicy. Sesje nasze były kontynuowane w małych restauracyjkach, w których stołowali się matematycy. Wydaje mi się obecnie, że jedzenie było średnie, lecz napojów było pod dostatkiem. Stoły kawiarniane były pokryte płytami marmurowymi, na których można było pisać ołówkiem, co ważniejsze, szybko ścierać.

W naszych matematycznych rozmowach częstokroć słowo lub gest bez żadnego dodatkowego wyjaśnienia wystarczały do zrozumienia znaczenia. Czasem cała dyskusja składała się z kilku słów rzuconych w ciągu długich okresów rozmyślania. Widz siedzący przy innym stole mógł zauważyć nagłe krótkie wybuchy konwersacji, napisanie kilku wierszy na stole, od czasu do czasu śmiech jednego z siedzących, po czym następowały okresy długiego milczenia, w czasie których tylko piliśmy kawę i patrzyliśmy nieprzytomnie na siebie.

Tak wytworzony nawyk wytrwałości i koncentracji, trwającej czasami godzinami, stał się dla nas jednym z najistotniejszych elementów prawdziwej pracy matematycznej...

.. Czy to w gabinecie uniwersyteckim, czy też w kawiarni można było przesiadywać z Banachem całymi godzinami, dyskutując o problemie matematycznym. Popijał kawę i palił papierosy niemal bez przerwy. Tego typu sesje z Banachem, a częściej z Banachem i Mazurem, uczyniły atmosferę lwowską, czymś jedynym w swoim rodzaju. Tak intymna współpraca była prawdopodobnie czymś zupełnie nowym w życiu matematycznym, a przynajmniej w takiej skali i w takiej intensywności.

.Zdaje mi się, że w roku 1933 lub 1934 postanowiliśmy naszym aktualnym formułowaniom problemów i rezultatów dyskusji nadać bardziej trwałą formę. Banach zakupił duży zeszyt, w którym miały być zapisywane problemy, z podaniem przy każdym nazwisku autora i daty. Zeszyt ten był przechowywany w kawiarni i kelner przynosił go na żądanie. Wpisywaliśmy problem, a kelner ceremonialnie zabierał go z powrotem na miejsce, gdzie był chowany. Dokument ten stał się później głośny pod nazwą „Księga Szkocka”, – od nazwy kawiarni.

.Liczba profesorów, zarówno na Uniwersytecie, jak i na Politechnice, była niezmiernie skromna, a pensje niskie. Tacy ludzie, jak Schauder, w celu zdobycia środków utrzymania, musieli pracować jako nauczyciele w gimnazjach, aby uzupełnić skromne dochody docenta czy asystenta. Zbigniew Łomnicki miał posadę eksperta teorii prawdopodobieństwa w Państwowym Instytucie Statystyki i Ubezpieczeń. Mimo to, większość matematyków znajdowała czas, by uczęszczać do kawiarni.

No cóż, dzisiaj nasze uniwersytety mają znakomite nieruchomości, ogrom profesorów ( i to belwederskich !) ale gdzie tam im do Banacha i jego kawiarnianych kumpli – geniuszy lwowskich.

Niskimi obecnie pensjami nie da się tej różnicy wytłumaczyć, bo we Lwowie pensje były naprawdę  niskie, a obecne – to co najmniej 2 średnie krajowe !

Obecni etatowi profesorowie, mimo że środki utrzymania mają, jeżdżą po całej Polsce, aby na kolejnych etatach jeszcze więcej dorobić, tak że zainteresowany nauką młody człowiek nie ma kiedy/z kim podyskutować.

Zresztą w tych ogromnych nieruchomościach trudno na takiego profesora natrafić, a umówienie się w kawiarni na dyskusję byłoby źle widziane. Utrzymanie ogromnych nieruchomości sporo kosztuje, więc na naukę grosza już nie starcza, a pasjonatów nikt nie toleruje.

Jeśli nieprzystosowani do systemu formowanego w PRLu jeszcze gdzieś,  przez jakiś czas się uchowali, to ich pousuwano z uczelni, aby nie oddziaływali negatywnie na młodzież akademicką ucząc ich myślenia i to krytycznego, aby nie peszyli etatowych profesorów swym intelektem i należytym stosunkiem do młodego adepta nauki.

Tym sposobem, po latach wysiłków, nader skutecznie zniszczono ducha Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i nie widać nadziei aby go w nowej rzeczywistości odtworzono.

O negatywnych skutkach dezaktualizacji dekomunizacji na uczelniach

prasa_akademicka

O negatywnych skutkach dezaktualizacji dekomunizacji na uczelniach

Mobbing metodą utrzymywania się u władzy wiodącej siły narodu

od PRLu do czasów obecnych

Mimo formalnego upadku komunizmu, likwidacji uczelnianych POP na uczelniach, członkowie wiodącej siły narodu pozostali na uczelniach i wielu z nich nadal stanowili/stanowią siłę wiodącą, nieraz przy aprobacie/wsparciu uczelnianych komisji „S”.

Aby utrzymać się u władzy nieraz stosują mobbing – system szykan wobec podwładnych, szczególnie tych, którzy przewyższają ich intelektem i pracowitością, bo wtedy ich wiodąca pozycja staje się zagrozona.

Mechanizmy mobbingu akademickiego opisuję i monitoring przypadków prowadzę od lat na stronie:MOBBING AKADEMICKI – MEDIATOR AKADEMICKI https://nfamob.wordpress.com/.

Poszukiwania w internecie wskazują, że jest to nadal jedyne miejsce takich działań. Co robią związki zawodowe ? Rozmaite komisje ministerialne/uczelniane ? Dobrze by było poznać !

Ostatnio przypadek mobbingu został opisany na Uniwersytecie Warszawskim [ISM- Instytut Szykan i Mobbingu – Wprost. nr.5/2016].

Prof. Edward Haliżak, który od lat szefuje Instytutem Studiów Międzynarodowych [http://www.pl.ism.uw.edu.pl/prof-edward-halizak/], również od lat stosuje szykany i mobbing wobec swoich podwładnych.

Od uzyskania dyplomu magisterskiego jest związany zawodowo z tym instytutem. „Chów wsobny” , który jest standardem na polskich uczelniach – sprzyja mobbingowi.

Uniwersytet Warszawski wyróżnia się jednak wśród innych uniwersytetów m.in. tym, że rektor ma do pomocy w zarządzaniu rzecznika akademickiego – ombudsmana (podobnie jest tylko na UMK), co nawiasem mówiąc trudno nie uznać za efekt moich działań prowadzonych od początku wieku na rzecz wprowadzenia na polskich uczelniach takiej funkcji – [Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim https://blogjw.files.wordpress.com/2012/01/mediator-akademicki-jako-przeciwdziac582anie-mobbingowi-w-c59brodowisku-akademickim.pdf – książka zresztą polecana na stronach UW https://portal.uw.edu.pl/web/ombudsman/startLEKTURAA dzisiaj polecamy jako lekturę „Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim ” Józefa Wieczorka :
http://www.pum.edu.pl/__data/assets/file/0007/25864/Mediator_akademicki.pdf                         Warto zauważyć, że od czasu ukazania się tej publikacji miały miejsce pewne zmiany, m. in. powołano dwóch Rzeczników Akademickich.]

Do ombudsmana mogą się zwracać studenci i pracownicy, aby w sposób poufny rozwiązywać problemy, likwidować źródła konfliktów. Niestety nie wszyscy chcą problemy rozwiązywać, nie godzą się na mediacje.

Ombudsman informuje o tym rektora i nic się nie dzieje. Szykany przełożonego wobec podwładnego nadal trwają. Widocznie umocowanie ombudsmana nie do końca jest skuteczne.

Nie wprowadzono do życia mojego postulatu organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich (POMPA) [Postulat organizacji Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickichhttps://nfaetyka.wordpress.com/2010/03/13/postulat-organizacji-osrodka-monitoringu-patologii-akademickich/%5D stąd z wypompowaniem patologii z polskiego życia akademickiego są problemy.

Na UW podwładnego szykanuje dyrektor instytutu i są trudności aby to przerwać. A co z przypadkiem kiedy szykanującym jest rektor ?

Szykany wobec pracownika ISM są standardowe dla mobbingu akademickiego– nie zaprasza się na zebrania zakładu, usuwanie z list prowadzących zajęcia, odmowa finansowania udziału w konferencjach, dyskredytowanie osiągnięć naukowych i dydaktycznych, rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w celu zdyskredytowania pracownika w oczach pozostałych pracowników.

Ombudsman informuje rektora, rektor nie reaguje – choć ma obowiązek.

Dopiero po miesiącach, kiedy i inni pracownicy zgłaszają się ze skargami, a zwolniony z pracy pracownik wnosi sprawę do sądu, rektor powołuje komisję do zbadania spraw o mobbing , która potwierdza mobbing i niewłaściwe działania władz o tym informowane.

Komisja potwierdza pozamerytoryczny charakter negatywnej oceny pracownika ISM. Natomiast rada ISM broni swojego dyrektora, dyskredytuje opinie komisji.(niektórzy pracownicy jednak opuszczają radę, aby nie brać w tym udziału).

Dyrektor ISM szefuje instytutowi od 30 lat, od stanu wojennego, kiedy został mianowany zastępcą dyrektora, ale tak naprawdę już wtedy rządził instytutem. Długowieczność szefowania sprzyja mobbingowi, szczególnie jeśli szef był umocowany politycznie.

Ani dyrektor, ani dziekan, mimo toczącej się sprawy o mobbing nie zostali zawieszeni w obowiązkach i mieli dostęp do dokumentacji instytutu i wydziału.

Obecnie sprawę bada prokuratura i sąd. Okazuje się, że jeden szykanowany, doświadczony stresem pracownik tego instytutu – już nie żyje.

Dyrektor oznajmia, że sprawy o mobbing w świecie nauki zakładają ci, którym kariera się nie układa. Czyli standard.

Tak wygląda wiele spraw w patologicznym systemie akademickim. O większości przypadków mobbingu nikt nic nie wie. Do mnie zgłasza się wielu, ale tylko niewielu decyduje się na ujawnienie czegokolwiek.

Sprawa o mobbing w ISM jakoś dziwnie mi przypomina moją sprawę w ING UJ, z tym, że miało to miejsce w latach 80-tych, kiedy nie było mowy o mobbingu, ani w prawie, ani w akademickich głowach, ale mobbing był metodą niszczenia pracowników niewygodnych dla dyrektorów wiodącej siły narodu/dla zainstalowanego systemu kłamstwa prosperującego na peerelowskich uczelniach.

Towarzysze dyrektorzy byli dyrektorami przez dekadę w czasach PRL, i kolejne lat kilkanaście w III RP. Świetnie umocowani politycznie, realizowali politykę niszczenia niezależnych,  niewygodnych dla systemu kadr. Mobbing dla takiej realizacji na uczelniach był bardzo skuteczny.

Dekomunizacji na uczelniach nie było, więc jawni współpracownicy systemu komunistycznego – pozostali (choć nie są ujawniani), stosując standardy PRLu i selekcjonując godnych siebie następców.

Niestety nikt nie chce poznać prawdy o metodach ‚towarzyskiej’ selekcji kadr w PRL i formowania kadr akademickich III RP.

Ani obecne władze akademickie, ani związki zawodowe, ani nadworni historycy.

Podobnie rzecz ma się z niechęcią do poznania prawdy o okresie transformacji, prowadzącej do tego, aby mimo zmian, na uczelniach nic zasadniczo się nie zmieniło.

Obecnie funkcjonujący system akademicki głęboko zakorzeniony w systemie zainstalowanym w PRLu sprzyja nadal negatywnej selekcji kadr i skutkuje zapaścią nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Mobbing jest jedną, bardzo skuteczną metodą negatywnej selekcji kadr akademickich. [Mobbing skuteczną metodą negatywnej selekcji kadr akademickichhttps://blogjw.wordpress.com/2013/04/23/mobbing-skuteczna-metoda-negatywnej-selekcji-kadr-akademickich/%5D.

Głoszona dezaktualizacji dekomunizacji na uczelniach ma na celu utrzymanie status quo. Trudno się dziwić, że większość młodych, zdolnych Polaków nie ma zamiaru wiązać swojej przyszłości z Polską i opuszcza masowo kraj.

Czy w ramach dobrej zmiany negatywna selekcja kadr akademickich zostanie skutecznie powstrzymana ?

Moja książka polecana w domu Heroda

UW

Znalazłem w sieci na stronach Uniwersytetu Warszawskiego :

https://portal.uw.edu.pl/web/ombudsman/archiwum

LEKTURA

A dzisiaj polecamy jako lekturę „Mediator akademicki jako przeciwdziałanie mobbingowi w środowisku akademickim ” Józefa Wieczorka :
http://www.pum.edu.pl/__data/assets/file/0007/25864/Mediator_akademicki.pdf

Warto zauważyć, że od czasu ukazania się tej publikacji miały miejsce pewne zmiany, m.in. powołano dwóch Rzeczników Akademickich.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wypada się tylko cieszyć, że książka ta trafia pod akademickie strzechy i jest polecana przez  uczelnię, której rektor wcielając się w rolę Heroda przed dziesięciu laty rozpoczął jasełka akademickie   ( Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda –  https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/ ) przerażony narodzinami wolnej myśli akademickiej . Co prawda mediacji nie zastosowano, w progi uczelni autor książki powrócić nie może, ale jak ‚popsuje’ nieco młodzieży ( i nie tylko młodzieży) akademickiej dając jej sporo do myślenia ( i to krytycznego) to ta robota nie poszła na marne.

Uniwersytet Warszawski to moja Alma Mater, gdzie nie mogłem jednak pracować, bo się nie zhańbiłem przynależnością do ZMS, mimo że kończyłem nie kierunek ideologiczny, tylko geologiczny.  Idee geologiczne mają jednak znaczenie strategiczne, stąd myśl  geologiczna musiała i musi być na uwięzi ( tak sądzą rządzący).

Moje idee akademickie stanowiły i stanowią jeszcze większe zagrożenie dla systemu/środowiska akademickiego, prowadzą do jego destabilizacji,  co dostrzegli rektorzy zarówno UJ, jak i UW,  ale mimo ‚jasełek’ nie zdołali tej destabilizacji zapobiec. Co więcej, niektóre uczelnie nie zważając na rektorskie harce  wprowadzają moje książki  do obiegu akademickiego. (por. także   https://blogjw.wordpress.com/2015/01/12/moze-wreszcie-studenci-iii-rp-cos-sie-naucza-od-psuja-mlodziezy-z-czasow-prl/).

Kropla drąży skałę jak wiadomo z nauk geologicznych i  te krople  kiedyś może doprowadzą do skruszenia muru akademickiego. Ja się tego nie doczekam, ale taki jest sens działalności pro publico bono.

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

rubens-rzez-niewiniatek

Rubens tak to namalował

Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

(Przypomnienie na czwartą rocznicę wydarzeń, które nastąpiły w wyniku działań operacyjnych na najwyższych szczeblach dwóch największych polskich uczelni, ale nie zakończyły się sukcesem,  czyli likwidacją NFA – niezależnej myśli akademickiej. Tekst oczywiście nie ukazał się na łamach Gazety Wyborczej, która patronowala JASEŁKOM ! )

Z zainteresowaniem zapoznałem się w Gazecie Wyborczej (22.12.2004)http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html (UWAGA: po zainteresowaniu GW problemem tekst ten zniknął z wydania internetowego GW i pod ten adres podstawiono inny tekst) z tekstem Rektora UW -Piotra Węgleńskiego ‚Czy naprawdę szkoły przekrętów?’ w którym ku mojemu zdumieniu znalazł się fragment poświęcony mojej – nic nie znaczącej – osobie.

Rozumiem, że jest to reakcja na moją publicystykę poświęconą patologiom życia akademickiego, którą przekazywałem m.in. Panu Rektorowi z dopiskiem ‚będę wdzięczny za merytoryczną krytykę’ .

Niestety nie mogę Panu Rektorowi tej deklarowanej wdzięczności przekazać, gdyż wypowiedź Pana Rektora nie zawiera treści merytorycznych a ma wyraźny charakter ataku ‚ad personam’ używanego najczęściej wtedy gdy się nie ma argumentów merytorycznych ( kłania się A. Schopenhauer – ‚Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów’ dostępny na pewno w podległej Panu Rektorowi Bibliotece UW).

W tekście tym Pan Rektor poinformował czytelników ‚GW’, że zostałem usunięty z UJ ‚za niekompetencję’ . Rozumiem, że Pan Rektor jest w posiadaniu odpowiedniej dokumentacji, która stanowi podstawę do przekazania czytelnikom takiej informacji. Domagam się ujawnienia tej dokumentacji, jako że w innym przypadku będę wypowiedź traktował jako dowód na świadome działanie na rzecz zniesławienia mojej osoby co musi rodzić skutki nie tylko etyczne, ale i prawne.

Ja niestety nie posiadam odpowiednich dokumentów, które by uzasadniały merytorycznie usunięcie mnie z UJ i mimo wielokrotnych starań od władz UJ do dnia dzisiejszego takich dokumentów nie otrzymałem co stanowi naruszenie Konstytucji III RP.

Co więcej otrzymałem wyjaśnienia, że część dokumentów została usunięta na mocy ‚prawa’ z 1983 r. co świadczy, że ‚prawo’ PRLu ( w tym stanu wojennego) do dnia dzisiejszego jest na uczelniach przedkładane nad Konstytucję III RP

Rodzi to w sposób oczywisty konsekwencje prawne i świadczy o porażającej patologii polskiego życia akademickiego.

Według dokumentów, które posiadam , w 1986 r. – przed świętami Bożego Narodzenia – zostałem oceniany przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję, która oskarżyła mnie o ‚psucie młodzieży'(negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką) co przydarzyło się już jednemu nauczycielowi przed wiekami w starożytnych Atenach.

Wiem, ze mój przypadek jest trudniejszy, gdyż zgodnie z ‚prawem’ stanu wojennego nie przysługiwał mi proces ( w Atenach było to możliwe) a ponadto postanowiłem, że ‚cykuty’ nie wypiję, stąd problem nie został do dnia dzisiejszego rozwiązany.

sokrates-smierc

(Śmierć Sokratesa w ujęciu Davida)

Przez ówczesnego rektora UJ – Józefa Gierowskiego w rozmowie w cztery oczy zostałem poinformowany, że ‚jestem ofiarą swojego nonkonformizmiu’ . Jak wynika z informacji podanych w słowniku języka polskiego nonkonformizm nie jest synonimem niekompetencji. Prosze sprawdzić !


Rektor J. Gierowski mając do wyboru – jak to moim zdaniem niesłusznie widział – usunięcie dwóch profesorów czy jednego doktora poszedł na wybór łatwiejszy i dla swojej pozycji wygodniejszy, co wcale nie jest jakimś ewenementem historycznym.

Rzecznik dyscyplinarny tak o mnie pisał:odejście dr. J. Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”, „świadectwo, które wystawiają dr J. Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki(akta rzecznika zostały zaaresztowane !!!) .

Natomiast studenci i wychowankowie pisali: „..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego..” „dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy”. „Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym zawodem, ale życiową pasją” .

Rektor UW dyskwalifikując ‚opozycję’ pisze ‚ może jest to syndrom „polskiego piekła” każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.’

Czyżby z roztargnienia Rektor napisał znaną mu przynajmniej częściowo prawdę o mojej osobie i dokonał samokrytyki ?!

Dziwi mnie, że Rektor UW nie poinformował czytelników ‚GW’ dlaczego nie zostałem pracownikiem UW, w końcu mojej Almae Matris i uczelni Pana Rektora. Do mojego c.v. – podanego przez Pana Rektora – należałoby dodać, że po-marcowy dyrektor instytutu w sposób zasadny zarzucił mi ‚a przynależnością do ZMS pan się nie zhańbił’ co przekreśliło mnie z kandydata na pracownika tej uczelni. Ci, którzy działali w ZMS, PZPR, ZSP mieli właściwe kompetencje, i tak już zostało.

W tekście Rektor informuje natomiast czytelników, że z ‚pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim’. Faktem jest, że w ostatnim czasie udało mi się opublikować kilka tekstów poświęconych patologiom życia akademickiego, reformom nauki i szkolnictwa wyższego, które jak rozumiem spowodowały, że ‚Moc truchleje’ .

Żaden z dziennikarzy mi w tym nie pomagał. Teksty piszę samodzielnie, z własnej autonomicznej inicjatywy i przekazuję je drogą elektroniczną do różnych Redakcji, których dziennikarzy osobiście nie znam.

Jeszcze żaden dziennikarz mnie nie zainspirował do napisania jakiegokolwiek tekstu. Teksty te przekazywałem i Panu Rektorowi, także drogą elektroniczną, ale niestety Pan Rektor utożsamiając działania na rzecz nauki i edukacji z walką ze środowiskiem akademickim chyba niewiele z nich zrozumiał.

Mam liczne dowody poparcia ze strony środowiska akademickiego, także rektorów oraz uczonych z ekstraklasy światowej, a nawet – o dziwo – Parlamentu Studentów RP co niejako świadczy, że zasięg mojego ‚psucia młodzieży’ jakby się rozszerzył.

Kiedyś mogłem popsuć co najwyżej ok. 30 studentów rocznie ( takie nieliczne były te roczniki). Teraz – tysiące.

W ramach, jak to Pan Rektor określił ‚wojny ze środowiskiem akademickim’ jestem inicjatorem ‚Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji’ a ostatnio otworzyłem portal internetowy Niezależne Forum Akademickie – grupujący niezależnie myślących i działających członków środowiska akademickiego.

Można tam umieszczać teksty nie zawsze w prasie drukowane (część prasy – szczególnie akademickiej – kontrolowana jest przez decydentów akademickich) i dyskutować bez cenzury na tematy nauki i szkolnictwa wyższego. Ta moja działalność została zauważona i doceniona przez posłów RP,  o czym świadczy ich zainteresowanie materiałami niezbędnymi dla prac legislacyjnych.

Widać potrzebny jest głos niezależny wskazujący na niestosowność wielu rozwiązań systemowych przygotowywanych przez część rektorów.

O mojej inicjatywie na rzecz ujawniania dorobku naukowego tak ostatnio pisze Prof. Janusz Tazbir – szef Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów :Z całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym całej kadry naukowej w naszym kraju ..” …’ Potrzeba istnienia takiego profesjonalnego systemu informacji jest więc bezdyskusyjna, co jednak wymaga podjęcia określonych działań ze strony państwowych organów odpowiadających za politykę naukową w naszym kraju… ‚. Jakże inny to głos, jak sądzę wynikający z zatroskania o stan nauki w Polsce. Żadnego oskarżenia o ‚ walkę ze środowiskiem akademickim’ !

Pana Rektora UW muszę jednak zmartwić, że nie jest pierwszą osobą, która oskarża mnie o coś w rodzaju spisku z dziennikarzami i stanowienie zagrożenia dla polskiego życia akademickiego.

Jakoś tak się składa, że jak tylko narodzi się jakaś wolna myśl, jakieś niezależne od władzy działanie, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia Herodowie nauki polskiej wysyłają swoich siepaczy aby ścinać głowy tym, przed którymi ogarnia ich paniczny strach.

Moc truchleje !

Doprawdy trudno znaleźć jest racjonalne wytłumaczenie jak taka – bezbronna, bez żadnej władzy, i bez kompetencji – osoba mogłaby zagrozić takiej mocy jaką Pan Rektor i inni decydenci posiadają.

Oczekując na dokumentację za strony Pana Rektora z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę skierowania swej energii na pozytywne działania na rzecz nauki i edukacji oraz wyrzeczenia się ataków personalnych, które źle świadczą o kondycji moralnej i intelektualnej sprawujących władzę nie tylko w nauce i edukacji.

Życzę Wszystkim zastąpienia w Nowym Roku obecnego jasełkowego systemu nauki i szkolnictwa wyższego – z rektorami w roli Herodów– systemem anglosaskim z rektorami w roli menedżerów, z jawnym dorobkiem naukowym ludzi nauki zatrudnianych tylko na jednym naukowym etacie, z otwartymi a nie fikcyjnymi konkursami, z rzecznikiem akademickim, który by zapobiegał ścinaniu niewygodnych głów przez rozwścieczonych Herodów truchlejących na samą myśl o nieposłuszeństwie myśli i słowa, swoich – jak i im się wydaje – poddanych.

Józef Wieczorek

P.S. W stosunku do postępku Rektora UW wypada jedynie przyjąć postawę sokratejską:
Sokrates z właściwą sobie pasją rozprawiał o filozofii, wywoływał nieraz wściekłość audytorium; rzucano się nań, bito go po twarzy, szarpano za włosy. Najczęściej jednak był przedmiotem drwin i pogardy. Wszystko to znosił cierpliwie. Nie zareagował nawet na kopniaka, którym go raz uraczono. A kiedy jeden ze świadków sceny dziwił się jego spokojowi, miał odpowiedzieć: „A gdyby kopnął mnie osioł, czy pozwałbym go przed sąd? ‚(Diogenes Laertios -Żywoty i poglądy słynnych filozofów )

=================

GORĄCY TEMAT

Jasełka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda

http://nfa.pl/news.php?id=46

———–

to jest honor, jeżeli o kimś „Gazeta Wyborcza” pisze źle

Boguslaw Wolniewicz

————

Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec NFA