Czy akademicy wkraczają w nowy rok akademicki odpiaszczonymi stopami ?

strusie mobbing

Czy akademicy wkraczają w nowy rok akademicki

odpiaszczonymi stopami ?

Wakacje się skończyły, rozpoczyna się nowy rok akademicki. Akademicy wracają z piaszczystych plaż, na których mieli wdrażać w życie innowacyjny wynalazek -urządzenie do czyszczenia stóp z piasku, o którym pisałem przed wakacjami [Jest sukces reformy Gowina ! Innowacyjny wynalazek do wdrożenia na wakacjach. Urządzenie do czyszczenia stóp z piasku- https://blogjw.wordpress.com/2018/06/23/jest-sukces-reformy-gowina/]

Czekam na relacje/fotoreportaże z procesów wdrożeniowych tego wynalazku, który winien w istotny sposób poprawić sytuację na uczelniach wdrażających zarazem ustawę Gowina.

Nie ulega wątpliwości, że bez należytego odpiaszczenia stóp, wkraczanie na uczelnie może być bolesne, bo nawet małe ziarno piasku może uwierać – rodząc frustracje/ rozdrażnienia/alienację, a nawet agresję międzyludzką, niekiedy nieludzką.

Z lektur poznawanych w stadium juvenilnym zapewne wszyscy pamiętają, że nawet ziarno grochu pod puchową pokrywą może uwierać osoby szlachetnie urodzone :

Rano królowa spytała ją, czy dobrze spała.

O, niestety nie! — odparła księżniczka — Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Leżałam na czymś strasznie twardym, aż mam całe ciało posiniaczone i obolałe.

Po tym poznano, że to rzeczywiście jest PRAWDZIWA księżniczka. Bo tylko prawdziwa księżniczka mogła poczuć ziarenko grochu przez dwadzieścia materacy i dwanaście puchowych pierzyn!

Co prawda ziarna piasku są mniejsze od ziarna grochowego, ale nijak się ich nie da odizolować pierzynami od szlachetnych stóp,  więc – nie ulega wątpliwości – uwierać mogą bardziej od ziarna grochu.

Akademik z zapiaszczonymi nogami po bytowaniu plażowym, który zlekceważył sobie wynalazek kolegów do nóg odpiaszczania, może być narażony na życie w cierpieniu, a zarazem przenosić te cierpienia na życie wspólnoty akademickiej.

Badania Akademii Młodych Uczonych PAN wskazują [https://blogjw.wordpress.com/2018/09/03/pan-z-kilkunastoletnim-opoznieniem-idzie-moimi-i-nfa-sladami/ ], że żyją oni w warunkach stresowych, poddani ustawicznie nękaniu ze strony akademików – tych którzy mają nad nimi władzę, choć władzę nad samym sobą zdaje się całkiem utracili.

Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele, ale nie ma wątpliwości, że ziarna piasku uwierające ich nosiciela mogą powodować uczucie dyskomfortu a nawet prowadzić do agresji moralnej w słowach nie przebierającej.

Badania nad strasznymi skutkami braku odpiaszczenia stóp winny być prowadzone autonomicznie na uczelniach i nikt w ich obliczu nie może chować głowy w piasku, do – jak to od lat nazywam- podręcznych strusiówek.

Te rekwizyty widoczne są w obfitości w pejzażu życia akademickiego, ale do tej pory nie dokonano wynalazku innowacyjnego urządzenia do wyciągania akademickich głów pochowanych w piasku. Nie ulega wątpliwości, że głowa pogrążona w piasku nic nie widzi, nic nie słyszy, a brak dostępu tlenu prowadzi do rozkładu szarych komórek, stąd uwiąd akademicki jest taki powszechny.

Głowa akademicka winna być na karku, a nie w podręcznej strusiówce !

Jednym słowem bez odpiaszczenia życia akademickiego, na samą inaugurację nowego roku, trudno sobie wyobrazić aby na polskich uczelniach zrodziła się jakaś myśl dla nauki przewodnia a dla społeczeństwa pożyteczna.

A zatem postuluję wdrożenie w życie moje innowacyjne, akademickie hasło przewodnie na inaugurację nowego roku akademickiego:

Odpiaszczenie życia akademickiego

pierwszym krokiem do sukcesów naszych uczelni

A zatem:

Pomyślnego – wolnego od piasku – Nowego Roku Akademickiego !

Przyczynek osobisty do opracowania dziejów tchórzostwa w Polsce

strusiówka

Przyczynek osobisty do opracowania dziejów tchórzostwa w Polsce

Na spotkaniu z Prof. Andrzejem Nowakiem promującym jego „Dzieje Polski” prowadzący spotkanie przedłożył postulat Jarosława Kaczyńskiego napisania dziejów tchórzostwa w Polsce. https://www.youtube.com/watch?v=_1lzJ3zwq-k

Postulat pracy bardzo ambitnej i niewątpliwie Polsce potrzebnej, ale czy możliwej do zrealizowania ? „Dzieje Polski” mają być opisane w 6 tomach, w ciągu 10 lat, ale czy dzieje tchórzostwa dałoby się opisać w takich ramach ?

Ja bym sugerował zawężenie tematyki do dziejów tchórzostwa akademickiego, jako że akademicy, a w szczególności profesorowie tzw. belwederscy cieszą się w Polsce największym prestiżem, stąd ich tchórzostwo jest niejako wzorcowe. Ograniczając się do opisu dziejów ich tchórzostwa zawęzimy ramy proponowanego dzieła a efekt będzie podobny, bo tchórzostwo innych populacji Polaków to jest niejako finalny produkt tchórzostwa wzorcowego/prestiżowego.

Ja ten temat drażę od lat, a nawet wieków, wykazując, że nasz system akademicki jest systemem strusiówkowym, a podręczna strusiówka jego widocznym symbolem. https://blogjw.wordpress.com/2012/08/08/akademicki-system-nomenklaturowo-strusiowkowy/

Co więcej jest to system nomenklaturowy, bo strusiami wzorcowymi mogą być jedynie mianowańcy, którzy sztukę odważnego chowania głowy w piasek opanowali bezbłędnie i wychowali zastępy swoich naśladowców. To gwarantuje stabilność systemu przez wieki i biada tym, którzy by ten system próbowali zdestabilizować. Zostaną wyklęci na wieki, nie tylko przez decydentów systemu, lecz przez cały lud na nich się wzorujący ( nie wyłączając ludu opozycyjnego).

Nie ma wątpliwości, że ten kto by się zabrał za dzieje tchórzostwa akademickiego na etacie się nie utrzyma, chyba że na etacie dożywotnio wykluczonego z systemu. Ja dziejów nie pisałem, jedynie stan współczesny przedstawiałem, a wykluczony zostałem i (niemal) wszyscy są z tego zadowoleni ( do dnia dzisiejszego).

W gruncie rzeczy ja też, bo jako niezależny, samorządny dysydent akademicki mogę pisać tak jak jest bez konsekwencji utraty etatu (bo ten straciłem przed laty) i jeszcze mogę (bo chcę) być solidarny z wykluczanymi, którzy na solidarność etatowych (także tych formalnie solidarnych) gremiów akademickich nie mają co liczyć.

Na spotkaniu ‚dziejowym’ padły kwestie dwóch wzorcowych (choć całkowicie odmiennych) profesorów wzorcowej wszechnicy akademickiej (UJ), których środowisko nie wyklucza: prof. Anny Raźny i prof. Jana Hartmana

Prof. Raźny znana rusycystka przerażona szatanem Zachodnim zwróciła się pod opiekę do diabła wschodniego, samego Putina,  widocznie uznając, że piekło jest wszechobecne a na wschodzie przynajmniej słońce wschodzi. Środowisko akademickie odważnie schowało głowę w piasek i swoim zwyczajem tylko czeka na skutki tej opieki.

Prof. Jan Hartman, wybitny antychryst, nie tylko akceptowany jest na etacie kierowniczym wzorcowej uczelni, ale był też szefem zespołu ministerialnego od dobrych praktyk akademickich. Nie znam nikogo (poza mną) kto by kwestionował otwarcie jego wzorzec akademicki. https://blogjw.wordpress.com/2013/10/20/sprawa-prof-hartmana-w-kontekscie-osobistym/

Ja kwestionowałem, swoje wzorce niezależnie, samorządnie, jednoosobowo przedkładałem i przynajmniej szefem tego zespołu przestał być (jakoś tak po moich przedłożeniach). Wsparcia akademickiego wobec kwestii Jana Hartmana nie miałem, tak jak i w innych kwestiach. Środowisko jak zwykle chowa głowę w piasek i pieści swoje dożywotnie etaty, co prawda pomstując czasem na stan obecny, ale nie wychylając głowy ze strusiówki, bez wyprostowania kręgosłupa, no chyba, że chodzi o wykluczanie tych co skundlić się nie chcą i nie rokują na to nadziei. Wtedy i maczugi środowisko potrafi wprawić w ruch !

Takich wzorców wzorcowa dla innych uczelnia ma wielu – jedni byli tajnymi współpracownikami (tych się czasem ujawnia), czy jawnymi współpracownikami (tych się utajnia) https://blogjw.wordpress.com/2013/01/27/dlaczego-sie-nie-ujawnia-jawnych-wspolpracownikow/ a jeszcze inni współpracownikami mentalnymi/moralnymi systemu zła, systemu kłamstwa i ci mają się dobrze, a nawet lepiej niż zło i kłamstwo, które swoimi autorytetami ochraniają i rozpowszechniają.

Przed rokiem zdymisjonowałem obywatelsko ( jak się okazało także realnie) ministrę nauki, która na moje pytania w sprawie ekscesów innego wzorca jagiellońskiego nie była w stanie odpowiedzieć. (https://blogjw.wordpress.com/2013/11/15/spelniony-postulat-obywatelski-jest-jedno-wyjscie-podanie-sie-do-dymisji/). Od nikogo wsparcia nie otrzymałem, więc jak zwykle działałem samorządnie i niezależnie – jednoosobowo.

Prof. Andrzej Romanowski (bo o nim mowa) jest wybitnym antylustratorem i odważnym bojownikiem o wyzwolenie Polski spod okupacji IPN. Nadal jest wzorcem, mimo odejścia ministry, bo rektorzy ani myślą  tego wzorca zdymisjonować, a środowisko jest z nimi, bo oni są w końcu emanacją środowiska.

Co więcej takie wzorce są utrwalane w przestrzeni publicznej np. w panelach dyskusyjnych ‚bez rozlewu krwi’ w ramach realizacji misji porozumienia i rzetelnej dyskusji, które stanowią wartości same w sobie’. http://wpolityce.pl/polityka/199702-mohery-kontra-lemingi-bez-rozlewu-krwi-w-klubie-zygmuntowskim#

 Rzetelna dyskusja i porozumienie z anty-Romanowskimi (anty-Hartmanami itp.) nie jest natomiast realizowana w ramach takiej działalności misyjnej, stąd debatę publiczną w Polsce definiują i zatruwają naszą świadomość: nienawiść, pogarda, cynizm, strach albo bezradność umysłowa…

Konieczne jest znalezienie odpowiedzi na pytanie co/kto zmusza apelujących –”Nie musimy się wzajemnie wykluczać” do wykluczania inaczej myślących.

W tym względzie tchórzliwe na ogół środowisko zdobywa się na imponującą wręcz odwagę.

W kwestii czystek

W kwestii czystek

Świat dziennikarski ( i nie tylko) w ostatnich dniach żyje w oparach czystki w ‚Rzeczpospolitej’, w wyniku której jeden z najlepszych dziennikarzy śledczych – Cezary Gmyz stracił pracę. I nie tylko on, więc o czystce można mówić i się mówi. Rzecz dotyczyła obecności czy braku trotylu na wraku samolotu ‚smoleńskiego’. 100 % dowodów nie ma, ale musiało go być niemało skoro część redakcji ‚wysadzono w powietrze’. Padają mocne słowa – sąd kapturowy, wilczy bilet, zamach na wolność słowa. Ich moc w pełni uzasadniona.

Nawet środowiska akademickie (przynajmniej niektóre) stanęły na wysokości zadania protestując przeciwko tej czystce. Dziennikarze przypominają także wcześniejsze rozprawy z niepokornymi dziennikarzami. Nie było ich mało. Widać, że świat władzy niepokornych dziennikarzy chce trzymać za twarz. Dobrze, że jest reakcja. W końcu dziennikarze są od tego żeby reagować i patrzeć na ręce władzy aby się nie wynaturzyła zbytnio.

Gorzej jest i było w świecie akademickim, który nie lubi niepokornych a lubi swój żywot (często nędzny) spędzać w podręcznych strusiówkach (z głową w piasku) aby nic nie widzieć, nic nie słyszeć, nic nie rozumieć, na nic, a w szczególności na czystki akademickie, nie reagować. I mimo transformacji jest to cecha stała, po prostu atrybut środowiska do tej pory nieoczyszczonego.

Tak naprawdę to to środowisko zostało oczyszczone, tyle że negatywnie, bo oczyszczono je z elementu niepokornego, co skutkowało wzmocnieniem elementu pokornego, strusiówkowego, rzec by można. Trudno się dziwić zatem, że to środowisko na czystki w swoim środowisku reaguje poprzez głębsze schowanie głowy w podręcznej strusiówce.

O czystkach akademickich u schyłku PRL, które doprowadziły do takiego katastrofalnego dla nauki w III RP oczyszczenia, nikt nie chce słyszeć. Najtęższe głowy akademickie nie są w stanie tego procesu/procederu zbadać. Widocznie głowy, choćby najtęższe, jeśli są pogrążone w podręcznych strusiówkach, do niczego się nie nadają.

Mimo, że dokonywano czystek na sądach kapturowych, wydając wilcze bilety (ważne i w III RP) – cisza o tym jak makiem zasiał. No chyba, że jakiś hunwejbin, nieudacznik rzecz jasna, ciszę zakłóca. Wtedy głowy z podręcznych strusiówek się wychylają, przeciwko zakłócaniu ciszy odważnie protestują.

Takie reakcje bywają i w świecie dziennikarskim, ale jakieś protesty przeciwko takim protestom inni dziennikarze organizują, w mediach nagłaśniają.

Świat akademicki jest bardziej skonsolidowany, odporny na zakłócenia ze strony elementu pozastrusiówkowego, na ręce władzy nie chce patrzeć, woli swoje ręce umywać, aby się nie odróżniały, sumienia nie niepokoiły. Wynaturzenia władzy zatem nie maleją, lecz wzrastają, skorelowane w czasie ze wzrostem utytułowienia/utytłania kadry strusiówkowej.

Niektórzy alarmują – to głównie z powodu upadku uniwersytetu upada nasze państwo. Czystki swoje zrobiły. Akademickim mieszkańcom Tuskolandu to nie przeszkadza, bo to oni są beneficjentami czystek. No a jak państwo upadnie, to w końcu świat na państwie polskim się nie kończy. Nihilizm oczyszczonych negatywnie nie ma żadnych granic.

Niepoprawne radio

Blog:Józef Wieczorek – Negatywnie oczyszczeni wobec czystek

Akademicki system nomenklaturowo – strusiówkowy

s

 

 

Akademicki system nomenklaturowo – strusiówkowy

To, że jesteśmy potęgą akademicką jeśli chodzi o ilość szkół z nazwy wyższych, jeśli chodzi o ilość doktorów i to habilitowanych, oraz profesorów i to belwederskich – to wiadomo. Nikt w świecie nie może nam dorównać. 

A jednak w świecie nauki niewiele znaczymy, a nauka niewiele znaczy dla naszej gospodarki. Poziom elit zamiast wzrastać – maleje wraz ze wzrostem formalnego wykształcenia.

Widocznie tytularne pomiary wartości naukowej niewiele są warte. Np. w USA habilitacji – nie ma, a nauka -jest, prezydent USA profesur nie nadaje i nic do nich nie ma – a profesorowie na poziomie są, i nie są to profesorowie ‚białodomowi’ , tylko naukowi ! 

U nas tylko się głosi o tym aby oddzielić naukę od polityki, ale jak coś nie jest politycznie uwarunkowane – to nic nie znaczy. Jak profesor – to winien być namaszczony przez prezydenta, choćby nieuka. Nawet ustawę o szkolnictwie wyższym naukowcy/rektorzy scedowali na prezydenta, choć nie magistra. Dobrze na tym wyszli – gorzej z nauką.

Nawet opozycja kurczowo trzyma się systemu instalowanego po wojnie przez politruka Włodzimierza Sokorskiego, który z frontu wojennego skierowany został na front akademicki i zapowiedział zarządzanie nauką za pomocą scentralizowanej habilitacji – i tak już zostało. 

To, że w PRL formowano kadry akademickie w systemie nomenklaturowym to chyba każdy już winien wiedzieć, choć nie jest pewne, że wie, bo w historiach ‚akademickich’ na ogół ani słowa na ten temat. Nic dziwnego, „akademicy” nie lubią podawać jak to się stało, że stali się autorytetami – a u nas tytuł ( choćby nomenklaturowy) = autorytet ( choćby nie wiadomo jakie brednie wygadywał). Jasne, że wśród utytułowanych w PRL/IIIRP są i znakomici, i autorytety rzeczywiste, ale to margines, jakby wyjątek od reguły. 

Jeśli ktoś myśli, że system nomenklaturowy skończył się w III RP to się grubo myli.

Zaakceptowani przez PZPR ‚profesorowie’ zdominowali system akademicki III RP, reprodukując sobie podobnych, także w warunkach powszechnej nomenklatury, tylko po pewnych roszadach. 

Nomenklatura partyjna, no i genetyczna, decyduje o stanie akademickim nie mniej niż w PRL, a może nawet więcej. W PRL istniały jeszcze kadry akademickie uformowane do końca, a przynajmniej na początku w II RP i mimo ich usuwania, marginalizowania, jakoś potrafiły się niekiedy zachowywać jak trzeba. Jak przyszły (szczególnie w latach 80-tych) akademickie kadry formowane w okresie ZMP i przez niech reprodukowane, świat akademicki zaczął się staczać do stanu obecnego.

Po oczyszczeniu uczelni z elementu niewygodnego ( tego funkcjonującego z podniesioną głową w okresie przed transformacją) po transformacji pozostali głównie mieszkańcy ‚podręcznych strusiówek’ ( piaskownic podręcznych) , samoreprodukujący się zgodnie z kodem genetycznym i towarzyskim/partyjnym. Tak funkcjonowały/funkcjonują ‚konkursy’ na etaty, na granty, procedury wyjazdów/współprac zagranicznych, awansów, recenzji, ‚utytuławiania’ etc.

Zdobycie władzy politycznej/decydenckiej zwykle wiązało się z przyspieszeniem formalnych karier naukowych (od doktora do profesora, belwederskiego rzecz jasna) w ramach realizacji praktycznego projektu ‚Swoi swoim’.

I tak już pozostało, i jest jak jest, i większość ( i to zdecydowana), także opozycyjna, to akceptuje, bo jak się role zmienią to co by z tego mieli ? Kto myśli o Polsce, z wyjątkiem ‚nieudaczników’, ‚oszołomów’ ? 

Nikomu jakby całkiem nie przeszkadzało to, że nadal Polacy – naukowcy i to przede wszystkim ‚ zachodni’ – ci co zostali uformowani w systemach ‚wstecznych’, burżuazyjnych, kapitalistycznych, są w Polsce akademickiej dyskryminowani, a ci co we wschodnich, ‚postępowych’, socjalistycznych – preferowani. Polscy naukowcy na ogól nie wracają z zagranicy i nikt tu ich nie chce, a wielu nadal wyjeżdża – bo co tu robić ! Szkoły, z nazwy wyższe, skutecznie produkują jedynie bezrobotnych. 

Nie było i nie ma planów ‚odwilży’, która po 1989 r. w systemie akademickim nie nastąpiła i ci wykluczeni przez peerelowskich symbiontów: PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni bynajmniej nie wrócili do systemu. Zdrowa, pookrągłostołowa ‚S’ zadbała o to aby towarzysze partyjni mieli zapewniony byt i władzę akademicką i aby ‚awanturnicy’ im tego nie zakłócali.

Jeśli kogoś w PRL źle oceniała PZPR winno to być zachowane/utrzymane w III RP ! Towarzysze partyjni ( i ich symbionci) najlepiej przecież wiedzieli kto jest dobry, a kto zły (i dla kogo) – nieprawdaż ? 

Wykluczeni w PRL pozostają nadal wykluczeni w III RP ! – bo tak wyglądały principia transformacji akademickiej i do dziś tak to wygląda.

Nie można tego zmienić, ani nawet tego badać/opisywać – to temat tabu i dla rządzących i dla opozycji. Trwa tylko walka o to, aby utytułowani beneficjenci systemu za etaty/tytuły uzyskane w systemie nomenklaturowo-strusiówkowym mieli jak najwięcej, nawet jak ich działalność jest per saldo ujemna ! 

Gigantyczne inwestycje w nieruchomości akademickie nie przyniosą poprawy jeśli polityka kadrowa i etos akademicki, czy raczej jego brak, pozostaną takie same.

Może ja się mylę ? Bardzo bym tego chciał i chciałbym zapoznać się ze strategią opozycji naprawy kiepskiego stanu nauki i edukacji, co jest kluczowe dla stanu Polski. Bez realnej wizji rozwoju nauki i edukacji wyższej Polska z obecnego dołka nie zdoła wyjść. Bez zreformowania, i to radykalnego, głowy systemu, żadnej istotnej poprawy nie będzie. Co widać i po ‚reformie edukacji’ Handkego, który co prawda chciał zreformować system edukacji, ale bez zreformowania głowy – szkolnictwa wyższego, do czego nie miał sił, ani środków – więc wyszło jak widać. Dobrze aby Polak nie był głupi po szkodzie i zreformował o ile jest jeszcze do tego zdolny – głowę. 

Problem jest trudny, bo głowy akademickie chowane są w piasek – do podręcznych strusiówek (piaskownic podręcznych), a to powoduje, że nic nie widać, nic nie słychać, a po dłuższym okresie w takiej pogrążonej w piasku głowie (brak dopływu tlenu) zanika szara substancja i nic nie da się zrobić.

Ale tak funkcjonuje polskie środowisko akademickie. Uzasadnienie zwykle jest następujące: muszę głowę trzymać w strusiówce, bo jak się wyprostuję i głowę z piasku wyciągnę to głowa spadnie, a ja chcę mieć kolejne granty/stopnie/tytuły/stanowiska/…… Te, jak widać ( ale tylko przez tych co trzymają głowę podniesioną) są uwarunkowane nie tym co się ma w głowie, tylko tym gdzie ta głowa się znajduje. Tak, tak. Ileż to głów akademickich spadło bo były podniesione co stanowiło zagrożenie dla ‚strusiówkowego’ systemu.

W naszym systemie akademickim najważniejsza jest pozycja głowy, a gatunek Struthio academicus opanował niemal wszystkie nisze akademickie i nie ma konkurencji.

Rząd nie ma interesu aby to zmienić. A opozycja ? 

Należy się jeszcze zapytać dlaczego nad zmianami systemu akademickiego z nomenklaturowo-strusiówkowego na normalny, niezbędny dla rozwoju Polski, nie ma żadnej dyskusji, żadnej otwartej debaty, także w tzw. wiodących, wzorcowych dla innych ośrodkach akademickich ?

Trudno jednak liczyć na odpowiedź.

 

Bibliografia:

Lustracja i weryfikacja naukowców PRL

http://lustronauki.wordpress.com/

 

Niezależne Forum Akademickie – Sprawy Ludzi Nauki

http://nfapat.wordpress.com/

 

ETYKA I PATOLOGIE POLSKIEGO ŚRODOWISKA AKADEMICKIEGO

http://nfaetyka.wordpress.com/

 

Blog akademickiego nonkonformisty

https://blogjw.wordpress.com/

 

Nie jestem na tyle odważny aby chować głowę w piasek

https://blogjw.wordpress.com/2009/07/11/nie-jestem-na-tyle-odwazny-aby-chowac-glowe-w-piasek/

System Drewsa, czyli nauka polska w podręcznej strusiówce

strusiowka

System Drewsa, czyli nauka polska na talerzu

W grudniu 2008 r. wystosowałem „List otwarty do Rektora Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu w sprawie podjęcia terapii akademickiej (po aferze prof. Krzysztofa Drewsa). 

Niestety nie wiem czy list został otwarty i czy terapia została podjęta.

Faktem jest, że prof. Krzysztof Drews pokazał jak funkcjonuje w Polsce system karier akademickich. A to wielkie osiągnięcie. Można tu mówić o systemie Drewsa na określenie systemu utrącania/torowania karier polskich naukowców.

Każdą karierę można utrącić bez względu na wartość dorobku naukowego. Na każdą pracę można napisać 2 różne, przeciwstawne recenzje, albo dowolną ich ilość o różnych odcieniach, aby dostosować je do potrzeb chwili.

Jeśli jest sygnał –utrącamydajemy recenzję negatywną, 

jeśli jest sygnał – windujemy dajemy pozytywną, 

jeśli jest sygnał – spowalniamy – dajemy pośrednią, ale krytyczną itd 

Zwykle to się robi (-ło) na gębę i była to tajemnicą poliszynela kogo się utrąci, kto będzie windowany.

O tym jak się kompletuje skład recenzentów czasem wszystkie wróble ćwierkają i wiadomo o co chodzi.

Jak ktoś był partyjny, wtedy obstawa partyjna zabezpieczała karierę i ta solidarność trwa do dziś. Jeśli ktoś niewygodny – nawet na badania nic nie dostanie, a jeśli by coś zrobił (nawet dostrzeżone za granicami) – to przecież byłoby to nic nie warte (wszyscy wiedzą, że  to co nic nie kosztuje – jest bezwartościowe !) 

To, że nie wartość dorobku jest najważniejsza – wie każdy. Nie bez przyczyny najważniejszym, najbardziej nieodzownym rekwizytem akademickim jest podręczna strusiówka, z którą niektórzy nie rozstają się przez całe życie, ani na chwilę.

Dzięki niej w każdej chwili na odpowiednim moment mogą chować głowę w piasek z wielką odwagą osobistą i zapewnić sobie dalsze trwanie.

Kto by się wychylił i głowę wystawił – wie, że głowa może spaść.

Stąd mimo zmian ustrojowych głowy akademickie ulegają petryfikacji w piasku podręcznych strusiówek i nie widać aby coś się miało zmienić.

Czy w stosunku do Drewsa wyciągnięte zostaną należne z kodeksami etycznymi – konsekwencje ?  Śmiem wątpić. Jeśli tak, to byłby to tylko kozioł ofiarny, bo przecież to tylko wypadek przy pracy, dowód roztargnienia.

Gdyby przyszło wyrejestrować z systemu wszystkich takich Drewsów, któraż uczelnia spełniałaby obecne minima kadrowe ?

Do czegoś takiego nie można doprowadzić. Ktoś musi przecież zapewnić byt uczelni i produkcję dyplomów dla pokornych, dożywotnich mieszkańców podręcznych strusiówek.