Aby nie urażać głupców

Aby nie urażać głupców

Jednym z przejawów wojny cywilizacji jest rozpowszechnienie antykultury (cancel culture), wymazywanie kulturowo odmiennych. Zjawisko to, jakkolwiek znane od dawna, obecnie jest łatwiejsze do zauważenia w przestrzeni publicznej zdominowanej przez twórców tej antykultury.

Żeby się nie odnosić do zbyt odległych czasów, warto przytoczyć konstatację przypisywaną Einsteinowi: „Dożyliśmy takich czasów, w których ucisza się mądrych ludzi, żeby to, co mówią, nie uraziło głupców”. Tego geniusza nie ma na tym świecie już ponad 60 lat, ale widać, że cancel culture miała się już dobrze w jego czasach, zanim powstał ten coraz bardziej popularny termin.

 W czasach dominacji Internetu głupota coraz lepiej jest widoczna. I uciszanie ludzi mądrzej się wypowiadających też jest dostrzegalne. Taka jest chyba natura ludzka, szczególnie ludzi pragnących mieć władzę nad innymi, a w każdym razie nad innymi dominować, że wyjątkowo nienawidzą mądrzejszych od siebie, a przynajmniej za takich uważanych. U kogo wykryto spory potencjał inteligencji, musi zdawać sobie sprawę, że może być obiektem cancel culture.

W domenie akademickiej, a szczególnie w systemie tytularnym, powszechne jest mniemanie, że mniej utytułowany nie może być mądrzejszy od wyżej utytułowanych, a jeśli taki zostanie zdekonspirowany, musi się liczyć z tym, że będzie zaraz uciszony, a nawet z systemu wypędzony, aby nie urażać głupszych od siebie. Tak funkcjonuje selekcja negatywna i odnosi wielkie sukcesy, a nauka w konsekwencji – porażki.

Największych nawet głupców po linii partyjnej można było wywindować na same szczyty hierarchii akademickiej. I tak pozostało. Proceder nie został zlikwidowany i widać na co dzień, jak ludzie mądrzy nawet nie czekają na uciszenie i sami starają się nie urażać głupców, a co dopiero mówić o ich otoczeniu.

Mówimy: kto ma mikrofon, ten ma władzę, i podejrzany o to, że jest mądrzejszy, mikrofonu nie dostanie, albo ten natychmiast zostanie wyłączony. Taka antykultura!

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 23 lutego 2022 r.

Ależ strach ogarnął profesurę !

autorytet.PNG

[Andrzej Krauze trafnie ujął kreską kwestię autorytetu moralnego, tak znamiennego dla środowiska akademickiego]

Ależ strach ogarnął profesurę !

Zatwierdzona przez parlament i czekająca na podpis prezydenta ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym zwana Konstytucją dla nauki [ https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12303102] budzi uzasadnione zainteresowanie środowiska akademickiego.

Nie jestem zwolennikiem tej ustawy, przedstawiałem wiele opinii krytycznych choć znalazły się w niej zapisy, o które przez lata walczyłem, jak np. o dezubekizacji, czy o mediatorze – wprowadzone do ustawy, co prawda nie w takiej formie jak można by oczekiwać, ale jednak ich uwzględnienie należy ocenić pozytywnie.

Niestety ustawa zachowuje funkcjonujący do dziś system tytularny, stąd tytuł profesora i to nadawany przez prezydenta, ma nadal stanowić ukoronowanie, a zwykle i cel kariery akademickiej, z całymi tego patologicznymi konsekwencjami. Jesteśmy potęgą tytularną, ale mizerią naukową i marne są nadzieje, że przestanie tak być.

Nie wszyscy w Polsce wiedzą, że w krajach przodujących w nauce prezydent nie zajmuje się nadawaniem tytułu profesora, bo profesor to jest stanowisko na uczelni i to uczelnia ma autonomiczne prawo do zatrudniania danego naukowca na takim stanowisku. Ale w Polsce, szczególnie ci, którzy medialnie walczą o autonomię uczelni wcale takich autonomicznych rozwiązań nie akceptują i walczą o to aby tytuły profesorskie i to dożywotnie pozostały i aby prezydent je nadawał i nie mógł ich odbierać  – jak do tej pory.

Widocznie gremia akademickie do samych siebie zaufania nie mają , czemu trudno się zresztą dziwić.

Przez tyle lat panowania komunizmu awanse akademickie były kontrolowane politycznie, uwarunkowane poparciem, a przynajmniej spolegliwością wobec ‚najlepszego’ z systemów i im wyższy szczebel akademicki tym kontrola była na wyższym szczeblu politycznym. Finalny produkt takiego awansowania w pełni jest akceptowany i to do dnia dzisiejszego i to niezależnie od opcji politycznej !

A prawdę mówiąc, odnosi się wrażenie, że to b. opozycja antykomunistyczna szczególnie silnie broni rozstrzygnięć komunistycznych w sektorze akademickim – tak personalnych, jak i strukturalnych. Stąd taka zażarta obrona habilitacji, która w systemie komunistycznym odegrała ogromną rolę w dyscyplinowaniu zwykle niepokornego środowiska akademickiego. Zamiast nieposłusznych w myśleniu uformowano zastępy wysoce utytułowanych, w myśleniu posłusznych, mistrzów konformizmu i oportunizmu, co dla nauki jest stanem zabójczym.

Wyselekcjonowanych w systemie komunistycznym profesorów nikt nie weryfikował w III RP, ale przed transformacją to profesorowie posłusznie wypełniając zarządzenia przewodniej siły narodu weryfikowali politycznie, negatywnie, im i systemowi zniewolenia zagrażających. Tych procedur i ich skutków oczywiście beneficjenci tego procederu nie badają i na te tematy nie mają nawet zamiaru dyskutować !

I ten stan rzeczy jest akceptowany niemal powszechnie i zwykle się uważa, że jak ktoś był beneficjentem weryfikacji komunistycznych to musiał być naprawdę dobry !

Trzeba pamiętać, że najważniejszym punktem komunistycznej weryfikacji kadr akademickich była postawa moralna, przede wszystkim w aspekcie należytego tzn. prokomunistycznego oddziaływania na młodzież akademicką. Kto takich ostrych kryteriów moralnych [w istocie rzeczy amoralnych] nie spełniał i nie rokował nadziei na spełnianie, musiał się liczyć z opuszczeniem uniwersytetu ze względu na negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką. I to opuszczenie było czasem dożywotnie, jeśli ktoś zagrażał żywotnym interesom nadzwyczajnej kasty akademickiej.

Nie bez przyczyny poziom moralny [w rozumieniu chrześcijańskich wartości] środowiska akademickiego jest katastrofalny, szczególnie w życiu zawodowym, bo przecież rozwody, nieślubne dzieci itp. nigdy nie były i nie są brane pod uwagę w ocenach moralnych akademików. Ale takie absurdalne obawy o ustawową ingerencję w życie prywatne i takie oceny wyrażają dziennikarze i profesorowie ! ]Tytuł profesora tylko dla moralnych http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/307259897-Tytul-profesora-tylko-dla-moralnych.html&cid=44&template=restricted ]

W jakimś sensie to chyba skutek braku dyskusji nad rozlicznymi patologiami akademickimi podczas prac nad ustawą.

Nie bez przyczyny umieszczony w projekcie rozporządzenia do ustawy zapis „Niezmiennym elementem specyfikującym i wyróżniającym kadrę profesorską jest również nienaganna postawa moralna, obowiązująca zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.” [https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12313550/12520352/12520353/dokument348603.pdf ] jakby wzbudził strach profesury, wyselekcjonowanej i selekcjonującej swoich następców według standardów moralnych z czasów PRLu.

Niestety tak profesorowie, jak i dziennikarze, byli i są obojętni na amoralne, komunistyczne czystki akademickie, za które pokrzywdzonych się nie przeprasza i do powrotów nie zaprasza.

Kto nie sprostał amoralnym standardom komunistycznym, a tym bardziej jeśli nawet nie chciał sprostać, ten niech zostanie wyklęty na wieki i niech słuch o nim zaginie.

Takie są amoralne principia środowiska akademickiego ogarniętego strachem, że ktoś w ich moralność może wątpić i brać pod uwagę przy awansach.

Ja uważam, że polityczna selekcja kadr akademickich w PRLu wg swoistych, komunistycznych kryteriów moralnych była amoralna, jak i amoralne było np. donoszenie na kolegów do przewodniej siły narodu i jej zabezpieczenia, stąd tajni, jak i jawni współpracownicy systemu kłamstwa winni być odsuwani od wpływu na młodzież akademicką, bo ich postawa była naganna.

Podobnie profesorami nie powinni być miłośnicy ustawiania konkursów, plagiatowania, fikcyjnego wykładania, badania, edukowania, lepszych od siebie mobbingowania itp. Akceptowanie obecnego amoralnego stanu rzeczy jest moim zdaniem amoralne i stanowi ważną przyczynę kiepskiego stanu polskiej nauki i edukacji na wszystkich szczeblach.

Tekst w Rzeczpospolitej „ Tytuł profesora tylko dla moralnych” [ http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/307259897-Tytul-profesora-tylko-dla-moralnych.html&cid=44&template=restricted ]wiele mówi – odzwierciedla obawy niemałej części środowiska akademickiego, że ludzie amoralni mogą być w nim niepożądani, szczególnie na najwyższych szczeblach.

Niestety, w istocie rzeczy, ta ułomna ustawa nie zabezpiecza systemu pozytywnej selekcji kadr, a nawet poznania źródeł, historii i skutków selekcji negatywnej, co nie daje gwarancji, że zreformowany system akademicki będzie posadowiony na właściwych fundamentach, a poza tym jakoś nie widać zainteresowania ani ministerstwa, ani środowiska akademickiego działaniami na rzecz transformacji akademickiej – transformacji selekcji negatywnej w selekcję pozytywną. Także media niestety nie wykazują skłonności do wzbudzenia takiego zainteresowania.